Czyli w imię sprawiedliwości społecznej dyżury w kuchni, przy praniu i
sprzątaniu, żeby było po równo. Dlaczego nie może być podziału obowiązków
domowych? Po co ja mam się uczyć na pamięć książki kucharskiej, którą żona zna
na wyrywki? Dlaczego delikatna kobietka ma się męczyć przy wynoszeniu prania na
strych, odkurzaniu, koszeniu trawnika poprzedzonym wyciągnięciem kosiarki z
piwnicy i innych domowo-ogródkowych pracach wymagających przyłożenia nieco
większej siły w odpowiednim punkcie - nawet co drugi raz?
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.