Dodaj do ulubionych

Nasze 5 lat w Unii Europejskiej

IP: 217.76.112.* 30.04.09, 17:24
Tekst okazjonalny - 1 Maja,
Szanowni Państwo

Zbliża się 1 Maja, rocznica wejścia Polski do UE. Hucznych obchodów
tej rocznicy chyba nie będzie, więc uczcijmy ten dzień domową
zgadywanką przy grillu i piwie. Niech każdy z uczestników zabawy
spróbuje wymienić 5 (pięć) przemysłowych, wysokoprzetworzonych
polskich produktów, które są oparte na polskiej konstrukcji, na
polskiej technologii wykonania i są wyprodukowane przez
przedsiębiorstwo z polskim kapitałem.
Wiem, jestem złośliwy, bo chyba nikt nie wymieni 5 (pięciu)
wysokoprzetworzonych polskich produktów, sam miałbym pewne
trudności.

Obecny rząd przygotował program prywatyzacji, czyli wyprzedaży
obcemu kapitałowi (później ewentualnej likwidacji konkurencji)
ostatnich ok. 740 przedsiębiorstw państwowych. Dobiega, więc końca
program całkowitego pozbawienia Narodu Polskiego przynoszącego
dochód majątku, który Naród wypracował w latach 1918-39 i 1945-89.

Wcześniej zlikwidowano wiodące Biura Projektów, Ośrodki Badawczo-
Rozwojowe, Ośrodki Doradztwa Technicznego, Zakłady Doświadczalne,
niemal wszystkie ośrodki oryginalnej polskiej myśli naukowej,
technicznej, medycznej i rolniczej (materiały branżowe GUS 1990-
2002, Warszawa – czyli przed wejściem do UE).
Od 1995 r. systematycznie rośnie w Polsce ujemne saldo Produktu
Narodowego Brutto (Mały Rocznik Statystyczny GUS 2007 r. str. 461) –
tzn. więcej konsumujemy niż wytwarzamy.
Całkowite zadłużenie (dług zagraniczny + dług publiczny) państwa
polskiego (więc nas, obywateli, bo to my musimy spłacać w formie
podatków wszelkie zobowiązania) przekracza znacznie jeden bilion
złotych, tzn. przekracza roczną wielkość PKB i systematycznie się
zwiększa.
Dziś np. importujemy do Polski piach i żwir oraz za 45 mln $ guziki
do szytych u nas ubrań (Mały Rocznik Statystyczny), a więc
wytwarzanie czegokolwiek w Polsce staje się nieopłacalne – powoduje
zadłużenie.

Trzeba postawić pytanie: dlaczego, tak bardzo ważne jest posiadanie
własnego majątku narodowego i rozwój wytwórczości w kraju w
możliwie wszystkich dziedzinach produkcji? Odpowiedź jest prosta.
Kraj, który wyzbywa się majątku narodowego łącznie z dochodami,
jakie przynosił on gospodarce narodowej i zaprzestaje produkcji
nawet prostych wyrobów (a tak dzieje się właśnie w Polsce)
przestaje brać udział w międzynarodowej wymianie handlowej.
Możliwości importowe i możliwości spłaty wcześniejszych zobowiązań
kredytowych systematycznie maleją (dążą do zera). Ustaje również
wymiana (zakupy) towarów i usług przy użyciu środków wymiany
(pieniędzy) między obywatelami wewnątrz kraju, ponieważ tych
towarów i usług jest coraz mniej. Jeżeli tendencja do wyzbywania
się majątku narodowego i do ograniczania rodzimej produkcji jest
stała, to takie państwo i jego naród skazani są na samozagładę.
Czyż Polska nie kroczy obecnie tą drogą?

Apologeci unijnej integracji niech odpowiedzą sobie na pytanie:
jaki jest prawdziwy sens i cel integracji w ramach, której zamiast
wyrównywania poziomów gospodarek i poziomów życia społeczeństw
pozbawiono Polaków majątku produkcyjnego, systemu bankowego,
handlu, zlikwidowano szkolnictwo zawodowe, obniżany jest poziom
kształcenia, wymuszane jest ograniczenie produkcji rolnej (unijne
limity dla polskiego rolnictwa)?
Stajemy się tylko tanią, coraz słabiej wykształconą (marketing,
zarządzanie itp. to nie wykształcenie) najemną siłą roboczą dla
zagranicznych koncernów.
Stałego zajęcia nie ma 52% obywateli w wieku produkcyjnym („O
lepszą Polskę” www.plp.info.pl/).
W każdych wyborach wybieramy przeciw sobie, przecież za obecny stan
gospodarczy kraju ponoszą odpowiedzialność wszystkie kolejne rządy
po 1989 r. (właściwie po 1980 r.).
W ostatnich wyborach wyrzuciliśmy z sejmu jedyne partie, które nie
pochodziły z judeomasońskiego nadania "okrągłostołowego".
Oczywiście zarówno LPR nie była ideałem partii narodowej, ani
Samoobrona nie była ideałem partii ludowej, ale były to jedyne
partie wywodzące się z Narodu.
Wcześniejsze wybory zorganizowano wyłącznie w celu wyeliminowania
tych partii z sejmu. Taki plan przedstwił J. Kaczyński w Fundacji
Batorego (www.batory.org.pl/debaty/jkaczynski.htm), a
wspomagały go w tym wszystkie media od GW Michnika, po RM o.
Dyrektora.
Wszystkie te media grają przeciw nam, przeciwko Narodowi, jeśli
uparcie nie będziemy tego zauważać, to nasz polski chocholi taniec
będzie trwał, a nam zostanie przyśpiewka z "Wesela" S.
Wyspiańskiego:

„Miałeś chamie złoty róg,
miałeś czapkę z piór:
czapkę wicher niesie,
róg huka po lesie,
ostał ci się ino sznur.”

Tylko niech nikt smutku w piwie nie topi, niech smutek wzbudza w
nas złość i racjonalne myslenie.
Obserwuj wątek
    • Gość: Merkury Po prostu święto pracowników IP: 217.76.112.* 30.04.09, 17:27
      Pierwszy Maja – międzynarodowe Święto Pracy Data ta upamiętnia
      masakrę amerykańskich robotników na placu Haymarket w Chicago,
      kiedy to od kul policji zginęło kilkudziesięciu demonstrantów,
      uczestniczących w ogólnokrajowym strajku. Już wtedy tamtejsza klasa
      robotnicza wysunęła postulat, który w praktyce nie znalazł
      zastosowania po dziś dzień – wprowadzenie ośmiogodzinnego dnia
      pracy. Ponadto ludzie biorący udział w owym masowym wystąpieniu (w
      1886 roku wyszło na ulice 610 tys. osób!) nie godzili się na
      obniżkę płac. W cztery lata po owych tragicznych wydarzeniach
      obradujący w Paryżu kongres II Międzynarodówki wybrał datę 1. maja
      na święto robotników.
      Prawicowe wynurzenia
      Tak wygląda prawdziwy obraz owego święta. Niestety, jak to często
      bywa, prawica lubuje się w tworzeniu własnych, absurdalnych teorii,
      które są później bezkrytycznie przyjmowane przez massmedia głównego
      nurtu. Warto rozprawić się w tym miejscu z kilkoma najbardziej
      rozpowszechnionymi mitami, aby przypadkiem nie przyszło komuś do
      głowy przyjmowanie ich jako obiektywnej prawdy.
      Owe zakłamania generowane w pozbawionych ośrodka odpowiedzialnego
      za logiczne myślenie głowach (tzw. cerebrum) sięgają samych korzeni
      Święta Pracy. Otóż prawa część sceny politycznej pozwoliła sobie w
      zupełnie bezczelny sposób ogłosić, jakoby na placu Haymarket
      faktycznie zginęli robotnicy, ale wyłącznie z własnej winy. Według
      tej, zaiste wartej dostrzeżenia, teorii masakrze pracowników winni
      są anarchiści, którzy 3 maja przyłączyli się do strajku,
      wszczynając w miasteczku chuligańskie burdy. Dzień później ci sami
      wywrotowcy mieli rzucić bomby na policjantów, w wyniku których
      zginęło kilku z nich, a kilkudziesięciu zostało rannych. Historia
      ta na pierwszy rzut oka może wydawać się prawdopodobna, ale po
      dokładniejszym przyjrzeniu się sprawie widać, że jest szyta grubymi
      nićmi. Po całych zajściach okazało się bowiem, że wskazany przez
      naocznych świadków zamachowiec Rudolph Schnaubelt jest niewinny, a
      z ośmiu aresztowanych i skazanych na karę śmierci związkowców i
      anarchistów ostatecznie czterech poddano najwyższemu wymiarowi
      kary. Poza tym warto zauważyć, iż ów pseudohistoryczny bełkot w
      żaden sposób nie wyjaśnia, dlaczego właściwie policjanci otworzyli
      ogień do manifestantów, wśród których ofiar było znacznie więcej
      niż w szeregach sił porządkowych.
      Inną, zaprawdę ciekawą tezą jest stwierdzenie, jakoby Święto Pracy
      wywodziło się nie od wydarzeń z Chicago z maja 1886, ale z ZSRR. U
      tak myślących prawicowców po raz kolejny widać brak jakiejkolwiek
      logiki oraz najlżejszej chociażby nutki trzeźwego myślenia. W
      stwierdzeniu tym bowiem dostrzec można inwersję czasową, która może
      z powodzeniem znaleźć zastosowanie w filmie czy literaturze, ale w
      historii raczej niekoniecznie. W jaki mianowicie sposób święto
      ustalone w 1889 roku miałoby mieć korzenie w kraju powstałym w roku
      1922?! Naprawdę, jest to dylemat godny uwiecznienia, tak by potomni
      mogli zobaczyć na własne oczy, z jakimi absurdami musiała
      rozprawiać się lewicowa publicystyka w początkach XXI wieku.
      Prawdziwą perełką jednak wśród owych rozlicznych,
      pseudohistorycznych wynurzeń jest teza postanowiona przez
      egzotyczną Polską Partię Narodową, której przewodniczącym jest sam
      Leszek Bubel, naczelny antysemita III RP. Na internetowym portalu
      owego ugrupowania autor (a może autorzy? Tekst nie został
      podpisany…) postawił wyśmienitą tezę, jakoby Święto Pracy było
      wymysłem masonów, którzy myśleli o objęciu panowania nad światem.
      Według tegoż tekstu sam Karol Marks zresztą był szychą w loży
      masońskiej. Naprawdę, to już przechodzi wszelkie granice
      jakiekolwiek logicznego myślenia. Nie trzeba tu nawet stawiać
      kontrargumentu, bo po prostu nie ma z czym polemizować!
      Jeśli prawica nie chce się ostatecznie ośmieszyć, niech lepiej nie
      tyka się interpretowania faktów historycznych, w szczególności tych
      związanych w jakiś sposób z lewicą. A jeśli chce się ośmieszać
      nadal, to niech chociaż wypracuje jedną pseudoteorię, zamiast
      tworzenia kilku.
      Lewicowa konieczność
      Nie da się ukryć, że po upadku tzw. bloku wschodniego w państwach
      postkomunistycznych obchody pierwszomajowego święta niemal zupełnie
      zanikły. Winne takiemu stanowi rzeczy jest przede wszystkim
      minione, zdegenerowane, robotnicze państwo, które chcąc pokazać
      swe „przywiązanie” do idei marksistowskich organizowało pompatyczne
      pochody, zmuszając ludzi do wzięcia w nich udziału. Należy rzecz
      jasna pamiętać, że w PRLu czy innych państwach
      pseudosocjalistycznych zdarzali się oczywiście ideowcy, którzy w
      obchodach Święta Pracy wzięliby udział nawet, gdyby nie było
      odgórnego nakazu. Z drugiej jednak strony naprawdę spora część osób
      brała udział w pochodach z przymusu, bowiem z powodu
      nieuczestniczenia w nich groziły im różnego rodzaju sankcje. Poza
      tym na zdecydowaną krytykę zasługuje również sama formuła owych
      obchodów, bowiem zamiast eksponować ich prosocjalne i
      propracownicze oblicze skupiano się na utwierdzaniu społeczeństwa w
      przekonaniu, iż nad ich losem czuwa dobrotliwa i kompetentna
      partia. Poza tym chętnie eksponowano na nich biało – czerwone flagi
      oraz napisy „Partia z narodem”, mające na celu podkreślenie, iż
      ów „komunizm” nie jest czymś obcym i narzuconym z zewnątrz, tylko
      stricte polskim. Nie trzeba chyba dodawać, że było to absolutne
      zafałszowanie rzeczywistości, przez co Święto Pracy stało się tak
      naprawdę świętem oligarchów rządzących Polską.

      Nie ma się co dziwić, że po tzw. transformacji ustrojowej lwia
      część społeczeństwa przestała brać udział w obchodach 1. maja,
      uważając je za relikt przeszłości. W tym momencie widać także, że
      lewica w Polsce, zamiast ukazywać niedoedukowanym politycznie
      Polakom prawdziwe korzenie tego święta oraz udowadniać, że
      obchodzenie go ma sens szczególnie dzisiaj, w dobie neoliberalnej
      ofensywy, woli organizować własne, wyizolowane od społeczeństwa i
      pracowników pochodziki lub zajmować się kłótniami na własnym
      podwórku.

      Na szczęście dużo lepiej rzecz ma się w krajach, które po II wojnie
      światowej nie znalazły się w strefie wpływów Stalina. Na całym
      świecie – od Japonii, po Francję, Szwecję i Hiszpanię rokrocznie
      organizowane są masowe pochody, w których biorą udział tysiące
      ludzi, zdeterminowanych do walki w obronie podstawowych praw
      społecznych. Warto, by i Polacy czerpali z tych państw inspirację,
      i zamiast wyjechać na majówkę, podczas której można spotkać się z
      rodziną i ponarzekać na rosnące ceny i niskie pensje, wyszli i
      pokazali, że pierwszy maja jest po prostu świętem pracowniczym. I
      choćby prawicowi politycy i massmedia wiły się niczym nadepnięte
      dżdżownice, to tak oczywistemu faktowi nie zaprzeczą...


Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka