Dodaj do ulubionych

Czy żłobek zmienił Wasze niemowlę?

19.06.14, 11:01
Witam, chciałam Was zapytać, czy złóbek zmienił zachowanie Waszych dzieci? Mój syn ma 10,5 miesiąca i za tydzień idzie do żłobka. Trochę się tego obawiam, bo ciężko jest go uśpić przez dzień. Mimo, iż jest zmęczony, sam nie zaśnie, zwłaszcza odkąd nauczył się wstawać w łóżeczku - będzie stał i płakach, tarł oczy, ale nie półdzie spać. Jak go wtedy położe, pogłaskam, to jest jeszcze większy płacz. Dopiero jak go wezmę na ręce i przytule do siebie, zanuce kołysanke, to się uspokaja i zaczyna zasypiać. Dopero jak już jest bardzo "odpływający" do mogę go położyć do łóżeczka i zaśnie sobie. Niestety spi krótko, bo czasem tylko 30 minut. W żłobku nie sądzę, żeby ktoś tak się nim zajmował, pewnie położą do łóżeczka i albo będzie spał, albo nie. Chciałabym, żeby nauczył się zasypiać bez uciszania na rękach. Stąd moje pytanie: czy przez pobyt w żłobku Wasze pociechy lepiej spią w domu, czy to w ogóle możliwe? Zastanawiam się, czy żłobek jakby "wyszkoli" moje maleństwo przez to, że będzie jednym z wielu dzieci, którym będzie trzeba się zająć? Czy może wręcz przeciwnie, będzie jeszcze bardziej domagał się mojej obecności np. przy zasypianiu w domu? Czy ktoś miał podobny problem?
Edytor zaawansowany
  • ashraf 19.06.14, 11:13
    Moj syn co prawda poszedl do zlobka troche pozniej, jak skonczyl rok, ale ze spaniem bylo roznie. Do zasniecia w ciagu dnia potrzebuje spokoju, zacisza swojej sypialni i lozeczka, w zlobku ciagle cos go rozpraszalo, poza tym dzialo sie tam tyle ciekawych rzeczy, nowe panie, dzieci, zabawki itd., szkoda czasu na spanie! W efekcie praktycznie przestal spac w ciagu dnia, rzadko uda sie go polozyc - ale w naszym zlobku nie ma ani zmuszania, ani zostawiania w lozeczku - panie postepuja zgodnie z zyczeniem rodzicow, wiec w naszym przypadku po prostu pozwalaja mu sie krotko wyciszyc, a jesli po 10-15 min. dalej gada i tanczy w lozeczku, to wyciagaja go i bawia sie z nim az inne dzieci wstana. Jesli placze, wyciagaja go od razu. W domu sytuacja zmienila sie o tyle, ze praktycznie odpadly nam dzienne drzemki, chyba ze mocno przegonimy mlodego do poludnia (szalenstwa na basenie, park itd.), to daje nam szanse na godzinke dla siebie w weekend wink Niespecjalnie martwie sie tym, ze nie spi w zlobku, bo jest zadowolony, wesoly, dobrze sie bawi, a noce dalej przesypia swietnie, tylko rano ciezko go mezowi dobudzic, wiec czesto dolaczaja do grupy w trakcie spaceru wink
  • craash1 19.06.14, 16:24
    Własnie u nas drzemka przez dzień jest jeszcze potrzebna, nawet dwie, w zależności, o której wstanie rano. Rzecz w tym, że nie łatwo uśpić syna nawet, gdy jest bardzo zmęczony. Czasem usypianie trwa 1,5 godziny, jeśli próbuje go tylko uspokoić i odłożyć do łóżeczka. Po tych 1,5 godziny kończy się na usypianiu jak zwykle, czyli przytulony do mnie na rękach z nuceniem do ucha "ciii, ciii, ciii" i z delikatnym kołysaniem, żeby się uspokoił po ciągłym płaczu. Obawiam się, że w żłobku, jeśli po chwili nie zaśnie, to nie będą go długo usypiać, tylko już potem zabawiać. Po chwili niestety jest marudny i ewidentnie zmęczony. Nie chce, żebym musiała go potem kłaść spać wieczorem o godz. 18. Dlatego zastanawiam się, czy jest szansa, że nauczy się lepiej zasypiać w dzień. Czy komuś dzieciaczek, który miał wcześniej problem ze spaniem, zaczął lepiej zasypiać po pójściu do żłobka?
  • klubgogo 19.06.14, 19:04
    Córka poszła do żłobka mając właśnie 10,5 miesiąca, zaraz później zaczęła chodzić, rytm dnia dostosował sie do rytmu z placówki. Tam dzieci działają jak w stadzie, jedzą, bo inne jedzą, śpią, bo reszta śpi, a poza tym są zmęczone - tam mają o wiele więcej zajęć niż zapewniłabyś w domu. Po wyczerpującym dniu padała zmęczona. Nauczyła się szybko mówić.
    Uważam, że posłanie dziecka w takim wieku do żłobka było strzałem w dziesiątkę
  • alinalen 19.06.14, 20:45
    zdecydowanie robiły się bardziej samodzielne i o dziwo matka nie była już tak niezbędna. Franek który w domu nie odrywał się ode mnie i cały czas na rączkach- w żłobku zasypiał bez problemu i zajmował się sam różnymi rzeczami a nie tylko mama mama mama. szybko odpieluchowany, sam je, działa cały czas wg rozkładu żłobkowego.
    --
    Gabrysia 18.03.2009, Franek 03.11.2012
  • pani_zana 19.06.14, 21:14
    Też się nad tym zastanawaim, czy ktoś będzie się cackał z moim dzieckiem, W domu usypiam go hustając dupke lezymy w łóżku rodzicow smile a poza tym nie wiem jak mój rzep odczepi się od mamy boje się żeby nie miał traumy. Ciekawi mnie tez to czy w żólbku prywatnym opieka jest lepsza????
  • magdalenca78 19.06.14, 21:56
    Niekoniecznie. Dowiedz się, jeśli masz taką możliwość, czy nie ma przypadkiem dużej rotacji opiekunek. To ważne, dzieci przyzwyczajają się do pani i przeżywają zmianę. Znajomych dziecko chodziło do prywatnego żłobka; z racji marnych zarobków była tam duża rotacja opiekunek, jeśli dobrze pamiętam w ciągu jednego roku przewinęły się przez jego grupę trzy dziewczyny!
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/zem3wn159quxhiv1.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/f2wl9vvj286099d3.png
  • murwa.kac 20.06.14, 08:30
    dostosuj prosze swoja sygnaturke do regulaminowej

    forum.gazeta.pl/forum/0,62499,2451881.html

    --
    Niektóre samochody nawet nie jeżdżą (!) tylko są traktowane jako ,,piwnica" by mojemieszkanie24
  • murwa.kac 20.06.14, 08:35
    co prawda moj poszedl do zlobka jako starsze dziecko (20 miesiecy) i nawet juz nie pamietam czy mial 1 drzemke czy dwie - usypianie nie bylo co prawda juz bujaniem, dawno zasypial sam, ale trzeba bylo z nim polezec, czasem poglaskac etc.

    tez sie zastanawialam jak to w zlobku bedzie, bo chociaz grupa mala, to wiedzialam, ze opiekunki nie ogarna tematu tak, zeby jeszcze z nim sie pokladac i taki sam rytual wprowadzac (zwlaszcza, ze w grupie byly jeszcze niemowlaki)
    jednak bardzo szybko w zlobkowy system wszedl i bezproblemowo zaczal zasypiac sam. w sensie kladl sie na lozeczko razem z innymi dziecmi i po prostu zasypial.
    wieczorne usypianie do tej pory musi byc w towarzystwie. mamy, taty, babci.

    --
    To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego. by atteilow
  • craash1 09.07.14, 10:21
    No i jesteśmy już po pierwszych dniach w żłobku. Syn był dwa dni po 2 godziny i dwa kolejne dni po 3 godziny. Panie mówiły, że nie było źle, tylko płakał, jak inne dzieci zaczęły krzyczeć lub płakać. Czy ktoś też tak miał? Tługo trwało, zanim dziecko przyzwyczaiło się to takiego hałasu?Więcej synek, jak na razie, nie poszedł bo złapał katar smile I tu kolejne pytanie: jak z chorobami u Waszych pociech? Ile trwało zanim się uodporniły i przestały chorować, jeśli to w ogóle możliwe? Wszyscy mówią, że tydzień będzie w żłobku i dwa tygodnie w domu. Czy tak faktycznie jest? Boję się, co będzie jak wrócę do pracy; jak będą patrzeć na to, że ciągle biorę L4 na dziecko, bo nie mam go z kim zostawić, nawet z żadną babcią, bo wszystkie jeszcze pracują.
  • ashraf 09.07.14, 10:44
    No widzisz, nie jest tak zle smile Placz przy placzu innych dzieci nie zawsze oznacza smutek i stres, czasami dzieci placza "towarzysko", na zasadzie "skoro inne placza, to ja tez bede". Mija i nie ma sie czym specjalnie martwic. Choroby na poczatku trzeba przetrwac, okres intensywnego chorowania moze trwac od kilku tyg do nawet roku i dluzej. To normalne - uklad odpornosciowy dziecka musi trenowac! Nie wszystkie dzieci choruja, nie wszystkie tak samo czesto, ale na nieobecnosc w pracy od czasu do czasu musicie byc gotowi oboje - przeciez maz tez moze wziac L4. Mozecie tez sprobowac porozmawiac w pracy o lekkim uelastycznieniu godzin pracy, ew. o mozliwosci przychodzenia na pol dnia, kiedy dziecko jest chore (wtedy moglibyscie sie zmieniac i zadne z was nie traciloby calego dnia). Na pocieszenie dodam, ze czasami okres aktywnej choroby trwa 2-4 dni, a potem dziecko ma tylko np. katar poinfekcyjny albo pokasluje, ale nie zaraza, nie ma goraczki, dobrze sie czuje i lekarz moze dac zielone swiatlo na zlobek.
  • craash1 09.07.14, 11:45
    ashraf napisała:

    > a potem dziecko ma tylko np. katar poinfekcyjny albo pokasluje, ale nie zaraza, nie ma go
    > raczki, dobrze sie czuje i lekarz moze dac zielone swiatlo na zlobek.

    Poważnie tak jest, że mozna dziecko puścić do żlobka jak ma jeszcze katar? Myślałam, że przyjmą je dopiero jak jest zupełnie zdrowe i to mnie martwiło, bo ostatnim razem syn miał katar dwa tygodnie. Myślałam, że można oddać dziecko do złobka dopiero jak katar całkiem przejdzie, choćby z uwagi na to, że nie wiem, czy tam będą mu odciągać katar.
  • craash1 09.07.14, 11:47
    dodam jeszcze, że u nas w żlobku wymagają zaświadczenia od lekarza, że dziecko jest zdrowe. Czy lekarz wyda takie zaświadczenie, jesli dziecko będzie miało jeszcze katar?
  • ashraf 09.07.14, 11:53
    To zalezy od zlobka i lekarza, no i przede wszystkim od stanu dziecka. Dziecko chore, wymagajace zabiegow pielegnacyjnych, lekow, odciagania nosa - zostaje w domu. Ale jesli ma katar poinfekcyjny, alergiczny itd., to nie powinno byc problemu - wytarcie dziecku nosa nie przekracza mozliwosci opiekunek, a z czasem zacznie robic to sam. Poczytaj regulamin zlobka - u nas np. nie wolno posylac dziecka z temperatura powyzej 38 C, czynnym (zakaznym) katarem/kaszlem, chorobami zakaznymi, skornymi, biegunka, dzieci oslabionych i osowialych - co zreszta jest calkowicie logiczne. Ale np. moj syn ma po chorobie katar przez 2-3 tyg., majac przy tym czyste gardlo i prawidlowa temperature, jest przy tym pelen energii i sama lekarka zacheca do posylania go do zlobka. Trzeba kierowac sie dobrem dziecka i zdrowym rozsadkiem, a przede wszystkim nie martwic sie na zapas smile
  • lilith76 25.07.14, 00:21
    Twój syn uczy się empatii, to piękne smile
    Co do chorób, to mój przykład nie pocieszy. Pierwszy rok i część drugiego, to ciągle chorowanie.
    Znajdziesz w wyszukiwarce zapewne sporo wątków o rodzicach potworach posyłających dziecko do placówki z cieknącym nosem. Byle ciekło bezbarwnie.
    Nasza pediatra mówiła, że permanentny glut jest charakterystyczny dla dzieci żłobkowych i przedszkolnych i była dość tolerancyjna w wystawianiu zaświadczenia. W pewnym okresie była już jak członek rodziny i znała większość sekretów, bo widywałam ją częściej niż własnego ojca (moja mama nie żyje).
    Fajnie jest traktować zdrowie dziecka restrykcyjnie, jak ma się kogo prosić o pomoc. Ja wynajmowałam osoby do opieki do dziecka. Każdy dzień choroby kosztował mnie 100 zł.

    W żłobkach jest jeszcze mocne sito o nazwie pielęgniarka. Codziennie po śniadaniu przegląda dzieci i dzwoni do rodziców by zabrali te chore. Jeszcze dziś jak przypomnę sobie numer żłobka na wyświetlaczu o godz. 10.00, to pamiętam to uczucie kamieni w żołądku i arytmii serca. Nie byłam na tyle suką, by nie odbierać godzinami. A podobno zdarzają się tacy rodzice.

    --
    Wschody słońca są owszem całkiem niczego kiedy podejść do nich powoli od strony poprzedniej nocy ale zetknięcie się z takim wschodem słońca nos w nos od strony bieżącego poranka jest rzeczą zupełnie nieznośną. Gertruda Stein
  • mama_2_urwisow 22.07.14, 23:17
    Mój syn oduczył się brania na ręce i ciągłego noszenia.
    No i oduczył się spania w ciszy.
    Za to jestem wdzięczna żłobkowi smile
  • craash1 23.07.14, 10:34
    A w jakim wieku Twój syn poszedł do żłobka? I po jakim czasie były widoczne te pozytywne zmiany? smile
  • mama_2_urwisow 26.07.14, 20:06
    Mój syn poszedł do żłobka w wieku 10 miesięcy. Po 2 miesiącach już było widać efekt.
    Ale musieliśmy być konsekwentni. To znaczy panie w żłóbku nie brały na ręce i my w domu też nie mogliśmy ulegać dziecku. W końcu zrozumiał i oduczył się "kolędowania" pod stopami i wystawiania rączek, żeby go ciągle brać smile
  • murwa.kac 27.07.14, 07:41
    biedny maluch sad


    --
    Siedzieć w domu na macierzyńskim big_grin Normalnie wstaje taka mama malucha, albo kilku maluchów, kiedy chce, siada i tak siedzi, czas płynie, a ona siedzi - aż do wieczora, bo potem znowu się kładzie. by lampka_witoszowska
  • lilith76 28.07.14, 00:47
    mama_2_urwisów, to rzeczywiście brzmi makabrycznie.
    Placówka swoją droga, dom rodzinny swoją drogą. Moja córka po pójściu do żłobka w wieku 12 ms miała w domu zwiększone zapotrzebowanie na bliskość. Dostawała ją. Bo to naturalne. Dziecko potrzebuje rodzica i potrzebuje miłości. Twoje zostało odrzucone dwa razy - raz będąc wysłane do żłobka, oddzielone od matki (konieczność życiowa, zrozumiałe), drugi raz przez samą matkę, po powrocie.
    Czy jak masz kiepski dzień w pracy, jesteś zmęczona domowymi obowiązkami i chcesz by mąż cię przytulił, on także tego nie robi? Oduczył cię?

    --
    Do konkubinatu trzeba dwojga, do małżeństwa wystarczy jedno uparte jak osioł. Kinga Dunin
  • mama_2_urwisow 31.07.14, 22:56
    Momencik, bo ktoś tu mnie chyba źle zrozumiał.
    Jest pewna granica w braniu na ręce, którą bardzo łatwo przekroczyć, a potem już tylko krok dzieli nas od tego by dać sobie wejść na głowę. Nie uważam, by stawianie dziecku zakazów i wyznaczanie barier w wieku 10-12 miesięcy było makabryczne! Kiedyś musi to nadejść. Makabryczne to jest to, jeśli rodzice totalnie ulegają dzieciom, a potem rosną tacy mali terroryści, którzy tupią nogami, wrzeszczą w sklepach i wymuszają płaczek i krzykiem zabawkę, lub rzecz, którą chcą otrzymać. To jest makabryczny widok!

    Mówiąc o tym, że dziecko oduczyło się brania na ręce, miałam na myśli to, że swojego czasu, jak syn był jeszcze malutki i leciutki to wszyscy go nosili, zwłaszcza dziadkowie. Świat z góry dla dziecka jest atrakcyjny. Ciągłe pokazywanie, stanie przy oknie, oglądanie mieszkania i świata z góry. Ale w pewnym momencie trzeba było powiedzieć "stop", ponieważ syn chciał być na rękach cały czas. Ledwo otworzył oczy i od razu na ręce. Ani się ubrać, ani wyszykować do pracy, a po pracy nawet nie można było odgrzać dziecku obiadu, bo syn stał, i drapał po moich kolanach, żeby go wziąć i, żeby go ciągle nosić na tej zasadzie, że jedną ręką będę go trzymać na biodrze, a drugą mieszać zupę, kroić z mięso, ścierać kurze, wieszać pranie. Chyba nie uważacie, że to jest zdrowe i rozsądne? W pewnym momencie ta granica została przekroczona (poniekąd z naszej winy) dziecko szybko się przyzwyczaiło i chciało, żeby tak było 24/h. Nie chciało w ogóle zejść na podłogę, pobawić się samo. Odkładanie go na podłogę skutkowało wymuszonym płaczem, wrzaskiem i udawaną histerią, która przechodziła w 3 sekundy jak się dziecko podniosło na ręce. Jaki z tego wniosek? Dziecko to świetny manipulator. To oczywiste, że dziecko nie ma potrzeby bliskości przez 24 godziny. Tylko po prostu spodobała mu się perspektywa świata widzianego z góry, do tego stopnia, że chciał, aby tak było bez przerwy. Dziecko po prostu wymuszało i tyle! I to właśnie tego chciałam dziecko oduczyć: WYMUSZANIA ! (wymuszania brania na ręce). Nie chciałam go oduczyć potrzeby bliskości ! Czy rozumiecie tą zasadniczą różnicę ?

    Ja nie mówię tu o odrzuceniu, że dziecko chciało przyjść, przytulić się, a ja wtedy go odrzucałam i mówiłam "nie". Po prostu chciałam oduczyć syna, że nie może być ciągle na rękach. Że musi nauczyć się zajmować sobą, a mama musi mieć czas na to by w spokoju odgrzać dziecku posiłek, bądź wyprasować czy posprzątać. To chyba logiczne. W żłobku dziecko wspinało się wiecznie po opiekunkach, żeby te nosiły go na rękach. A co ma zrobić ta żłobkowa ciocia, która miałaby 8 takich brzdąców, które okupowałyby ją, żeby ta wzięła je na ręce? Trochę rozsądku drogie Mamy !

    Poza tym nie będę tu wspominać o schorzeniach kręgosłupa jakich można się nabawić, poprzez ciągłe noszenie brzdąca. Poza tym maluch rośnie i przybiera na wadze. O ile noszenie 6-7 miesięcznego niemowlaka było fajne, tak dźwiganie już 12 kilogramowego juniora nie należało to lekkich czynności. Żal mi rodziców, którzy muszą nosić takie 2-3 letnie dzieci przez 3/4 spaceru, bo tak nauczyli, że ledwo wyjdą na spacer, a dziecko nawet nie chce się dać włożyć do wózka, tylko uwiesi się na szyi rodzica i tak będzie wisieć godzinami. Żal mi rodziców, którzy czerwoni z wysiłku trzymają przez 50 minut bez przerwy swoje dziecko na mszy w kościele.

    W internecie pełno wątków pod tytułem: jak oduczyć zasypiania na rękach, jak oduczyć bujania, jak oduczyć noszenia na rękach. Dlaczego? No właśnie dlatego, że matki w pewnym momencie mówią STOP, bo mają tego dość. I ja je wspieram, bo nie możemy stać się niewolnikami własnych dzieci i, że nie możemy im bezgranicznie ulegać, bo przyjdzie w końcu taki czas, że zatracimy się totalnie w dzieciocentryźmie, a potem piszemy po forach: RATUNKU!

    Nie dajmy się zwariować. Ja nie odrzuciłam dziecka, tylko chciałam go czegoś nauczyć. Zamknąć pewien etap i przejść do następnego. Co nie oznacza, że dziś w ogóle nie podnoszę dziecka i nie trzymam na rękach. Jednak robię to rozsądnie, a dziecko w końcu zrozumiało, że nie może tego wymagać przez cały czas.

  • murwa.kac 01.08.14, 04:05
    owszem, odrzucilas dziecko, kiedy tego najbardziej potrzebowalo.

    owszem, dziecko w tym wieku MA PRAWO i POTRZEBE bycia na rekach, nawet 24 per doba. i jakos kura 10 czy 15 latkow noszonych przez rodzicow nie widuje. a Ty tak?
    poczytaj o rozwoju emocjonalnym.

    nie ma czegos takiego jak wymuszanie przez niemowleta. one nie znaja tego mechanizmu, po prostu maja jeszcze nierozwiniety uklad nerwowy i mozg na tym poziomie, zeby wymuszac czy robic cos po zlosliwosci. niemowleta maja POTRZEBY li i jedynie, a psim obowiazkiem rodzicow jest zaspokoic te potrzebe, a nie tresowac niemowlaka jak pieska.
    poczytaj o rozwoju emocjonalnym.

    nie ma czegos takiego jak maly terrorysta, niegrzeczne dziecko, wymuszanie placzem. sa dzieci zaniedbane (w sensie rodzice nie maja dla nich czasu), znudzone, ignorowane i tylko w taki sposob moga zwrocic na siebie uwage.
    poczytaj o rozwoju emocjonalnym.

    posty ratunku pomocy jak oduczyc zasypiania na rekach etc, zakladaja rodzice nie majacy pojecia o rozwoju emocjonalnym dziecka wlasnego (ale jezeli w wieku roku nie chodzi, to juz panika, prawdaż?) i nie wiedza, ze oduczac niczego nie trzeba. bo dziecko dojrzeje to samo z tych rak zejdzie. i w ciagu dnia i w nocy i wieczorem.


    perfidnie, z premedytacja odrzucilas swoje dziecko, zabralas mu bliskosc, ktora potrzebowal, w tak newralgicznym czasie, zabralas mu cos, co go uspkajalo (na rekach u mamy, gdzie bezpiecznie, gdzie jego miejsce), tresowalas jak malego pieska i mowisz o potworach placzacych?! kaman!



    --
    emocje dziecka
  • mama_2_urwisow 01.08.14, 18:18
    murwa.kac - Ty cały czas piszesz o opiece, a ja o wychowaniu ! To zasadnicza różnica!
    Jeśli tak strasznie podkreślasz to, że dziecko ma potrzeby, a psim obowiązkiem rodziców jest je zaspokajać, to gdzie w tym wszystkim wychowanie? Bo według Ciebie chyba nigdzie.
    Zakładając taki styl "wychowania" jaki prezentujesz, rozumiem, że dziecko trzeba nosić 24 godziny na rękach jeśli ma taką potrzebę, głaskać, je tulić, ale nic poza tym? Nie wychowywać go? Nie uczyć mówić, nie zachęcać do samodzielnego jedzenia? Do siadania na nocnik? Do samodzielnych spacerów? Bo według Ciebie zachęcanie dziecka, motywowanie go do jakichś czynności, zakazy, nakazy to jest perfidne odrzucenie? No wynika z tego, że tak, bo przecież jeśli rodzic będzie ćwiczył z dzieckiem stawianie pierwszych kroków, to dziecko może czuć się do czegoś zmuszane i jednocześnie nieszczęśliwe. Prawda?

    Nikt nie tresuje dzieci "jak pieska". Tylko je WY-CHO-WU-JE. Znasz takie przysłowie: "czym skorupka za młodu nasiąknie (...)" ? No właśnie.... Nie możemy dzieci zostawić samopas i tylko rozpuszczać i rozpieszczać. To My-dorośli pokazujemy mu świat. Czasami robimy coś wbrew woli dziecka, ale tylko dlatego, że przyświeca nam jego dobro. Na przykład: chcemy nauczyć dziecko, aby ładnie się zachowywało na placu zabaw, czy w piaskownicy w obecności innych dzieci. Co wtedy robimy? Zwykle mówimy, że czegoś nie wolno. Choćby sypać piaskiem. Staramy się zachęcać dziecko to tego by dzieliło się zabawkami, by dawało: "Cześć" kolegom z piaskownicy i mówiło: "papa" kiedy z niej idzie. To jest właśnie wychowanie. Już od wczesnego niemowlęctwa.

    Mój syn na początku sypał piaskiem, ale ciągle go prosiłam i upominałam by tego nie robił. (wychowywałam go. zaszczepiałam w nim dobre nawyki i zachowanie). W końcu zrozumiał, że tego robić nie wolno i już piaskiem nie sypie. Uważasz, że w tej sytuacji stawianie barier i wprowadzanie zakazów to perfidne odrzucenie dziecka? Odrzucenie tylko dlatego, bo chciałam, żeby przestało coś robić, co w jego myśleniu było atrakcyjne? Uważasz, że odrzuciłam dziecko, bo zakazałam mu potrzeby sypania piaskiem? Trochę rozsądku !! Bo to jest właśnie wychowanie! A nie tylko opieka.

    Tak właśnie jest i z braniem na ręce. Współczuję Ci zatem serdecznie jeśli zgodziłabyś się świadomie na 24 godzinne noszenie dziecka na rękach bo według Ciebie skoro dziecko ma taką potrzebę to trzeba ją spełniać. A gdy dziecko będzie miało 3-4 lata i przyszłoby do Ciebie z pytaniem, że ma potrzebę Cię kopnąć czy pociągnąć za włosy to też byś mu na to pozwoliła, żeby go przypadkiem nie odrzucić? Wybacz.... ale do tego się właśnie sprowadza to co napisałaś.
  • murwa.kac 01.08.14, 18:36
    nie piszesz o wychowaniu tylko o tresowaniu.

    jezeli traktujesz dziecko z szacunkiem, spelniasz jego potrzeby, prosby (w tym przypadku potrzebe bliskosci) ono w dwojnasob odwdzieczy Ci sie tym samym - szacunkiem i spelnieniem prosby.
    moj syn na moja prosbe - nie syp piaskiem - po prostu przestaje nim sypac. bez napominania, upominania. bo traktuje go z szacunkiem, jak czlowieka rownego sobie, stawiam na dialog, a nie walke z dzieckiem, w ktorej to walce jest z gory przegrany, bo dorosly jest po prostu silniejszy.

    nie trzeba dziecka uczyc sadzania na nocnik - ono samo do tego dojrzewa.

    nie trzeba specjalnie zachecac do samodzielnego jedzenia. wystarczy od poczatku mu to samodzielne jedzenie umozliwic.

    nie trzeba uczyc samodzielnych spacerow - ono po prostu do nich dorasta.

    tak, bezsensowne zakazy, nakazy (nie wezme Cie na rece, nie przytule) sa perfidne i pokazuja dziecku, ze masz je za nic, za nic masz jego potrzeby. Ty chcialabys, zeby ktos Cie tak traktowal? po ciezkim, parszywym dniu chcesz sie przytulic do meza, a on ci mowi spadaj, bo sie rozbestwisz - przyjemnie? fajnie? nie sadze.

    tak, my dorosli pokazujemy swiat. i pokazujemy jak traktowac innych. jezeli dziecko bedziesz traktowac odrzucajac je, bez szacunku - ono tak wlasnie bedzie sie zachowywac. odrzucajac innych i nie bedzie mialo do innych szacunku. inna sprawa jest, ze na szacunek dziecka trzeba sobie tez zasluzyc. a nie zasluzysz nań odrzuceniem i wiecznymi zakazami.

    moj syn mowi prosze, przepraszam, dziekuje, dzien dobry, do widzenia zawsze kiedy tego sytuacja wymaga. i to nie dlatego, ze go tego UCZYLAM, tylko dlatego, ze u nas takich slow uzywa sie na codzien.

    owszem, jak moj niemowlak tego potrzebowal - nosilam 24 per doba. i wyobraz sobie, ze prawie trzylatek jakos noszenia sie nie domaga.
    i nie czuje rowniez potrzeby bicia, kopania mnie czy ciagniecia za wlosy. bo tak sie zachowuja dzieci, ktore chca na siebie zwrocic uwage, ktorych potrzeby sa olewane i JUZ wiedza, ze tylko takim zachowaniem zwroca na siebie uwage rodzicow.


    --
    Siedzieć w domu na macierzyńskim big_grin Normalnie wstaje taka mama malucha, albo kilku maluchów, kiedy chce, siada i tak siedzi, czas płynie, a ona siedzi - aż do wieczora, bo potem znowu się kładzie. by lampka_witoszowska
  • lilith76 04.08.14, 15:41
    > Tak właśnie jest i z braniem na ręce. Współczuję Ci zatem serdecznie jeśli zgod
    > ziłabyś się świadomie na 24 godzinne noszenie dziecka na rękach bo według Ciebi
    > e skoro dziecko ma taką potrzebę to trzeba ją spełniać.

    Potrzeba emocjonalna nasycona ulega zmniejszeniu. Nie wiesz, czy gdybyś nie ponosiła syna, w chwilach dla niego ciężko stresujących, to po kilku dniach by to olał i zajął się sobą.

    Nie jestem ideałem matki. Miałam swoje wojenki z córką. I też czasami czułam się "terroryzowana". Bo co zrobisz w sytuacji, gdy 2,5 latek chce by go nieść na rękach, oczywiście nie odpuszczasz, bo dlaczego. Dziecko kładzie się na chodniku i wyje. Wyje pięć minut, wyje dziesięć minut, wyje trzydzieści minut. Rekord mojej córki to było 50 minut... Była w takiej histerii, że nie dało się do niej dotrzeć. A jak to się trafiało rano w drodze do przedszkola, gdy miałam iść do pracy. Najtrudniejsze pół roku mojego życia, bo cudem nie znalazłam się na pierwszej stronie TVN24.

    Okazało się, że gdy jednak brałam ją na ręce, to potrafiła po kilku metrach zejść na ziemię i iść sama. Albo iść na kompromis - ja poniosę cię do tamtego drzewka, a potem idziesz sama. Bo to już wiek, gdy da się coś dziecku wytłumaczyć.

    I tak, moje dziecko było lulane na rękach do snu, było przytulane, noszone, spało ze mną. Samo "odsunęło" się i usamodzielniło emocjonalnie. Ma 4,5 roku, nie noszę ją na rękach, nie usypiam kołysząc, śpi w swoim pokoju. Miewa napady złości w sklepie, bo nic jej nie kupię, ale wie, że nic nie ugra. Stosuje się do zasad życia społecznego. Dalej ma bunty, ale rozwiązujemy je. Nie, nie jest dzieckiem idealnym. Powiedziałabym, że cholerą i dżumą w jednym smile

    A na razie twój syn uczy się radzić ze swoimi emocjami, smutkiem, żalem. Nie uczy się zasad życia społecznego, zwanych wychowaniem. Bo to dwie różne rzeczy.
    Czego go uczysz? Jak ci smutno, to nie licz, że ktoś cię przytuli? Jak prezes powiedział, że jesteś do dupy i prawdopodobnie pierwszy do zwolnienia, a masz za sobą miesiąc takich spotkań, to nie rozmawiaj o tym z żoną, lepiej idź na wódkę.

    Czy jesteś w stanie przedłożyć jakąś hipotetyczną sytuację z życia osoby dorosłej, która jest tak wstrząsająca emocjonalnie jak pierwszy miesiąc w żłobku niemowlęcia? Jak ty radzisz sobie ze smutkiem i rozpaczą? Kurczę, o zwyczajnej empatii piszę.

    Potrzeba bliskości a zasady wychowania to różne sprawy. Obie ważne.
    Pierwszy z brzegu przykład, gdy bliskość została skodyfikowana jako zasada społeczna, to małżeństwo chasydzkie smile Przez pierwsze dwa tygodnie cyklu, małżonkowie śpią oddzielnie, nie wolno im kochać się, przytulać, ani nawet dotykać. Ma to jakiś swój sens, ale to nie na ten wątek smile

    --
    W Ameryce każdy może być prezydentem. To już takie ryzyko bycia Amerykaninem. Adlai Stevenson
  • mama_2_urwisow 01.08.14, 20:40
    murwa.kac - w takim razie zazdrościmy Ci idealnego dziecka. Które nie płacze, nie bije, nie ciągnie za włosy, nie wrzeszczy nie marudzi. Po prostu ideał ! Ale nie każde dziecko jest takie. Czy tego nie rozumiesz? Uważasz, że dziecko, które tupie nogami w sklepie przed półką z zabawkami jest odrzucone i ignorowane? Tak generalizujesz? Tak stawiasz diagnozę?

    Po drugie: cytuję: "moj syn mowi prosze, przepraszam, dziekuje, dzien dobry, do widzenia zawsze kiedy tego sytuacja wymaga. i to nie dlatego, ze go tego UCZYLAM, tylko dlatego, ze u nas takich slow uzywa sie na codzien" << świetnie. Gratuluję dziecka, które rodzi się ze zdolnościami mówienia, chodzenia, samodzielnego jedzenia i spacerowania. To jest jak z jazdą na rowerze. Uważasz, że Twoje dziecko samo dojrzeje do jazdy na dwóch kółkach? Pewnego dnia wsiądzie na rower i pojedzie? Super. Zazdrościmy.

    murwa.kac - przeczytaj sobie definicję uczenia się i naśladowania. Bo dziecko bez uczenia się i naśladowania będzie nikim. Jeśli dziecko w pewnym momencie dojrzewa do wszystkiego samo i nie potrzebuje się uczyć od rodziców, to w takim razie zlikwidujmy wszystkie szkoły, przedszkola i uczelnie. Dzieci geniusze normalnie!

    P.s. Nasze dzieci są w różnym wieku. Mój syn ma 15 miesięcy. Twój 3 lata. To chyba logiczne, że 3-latek zareaguje na polecenie: "nie syp piaskiem", a 15 miesięczny brzdąc dopiero poznaje świat i polecenia.
  • murwa.kac 04.08.14, 07:06
    mama_2_urwisow napisał(a):

    Cytatmurwa.kac - w takim razie zazdrościmy Ci idealnego dziecka. Które nie płacze, nie bije, nie ciągnie za włosy, nie wrzeszczy nie marudzi. Po prostu ideał !

    a to skad wzielas?
    nigdzie tego nie napisalam.
    mam normalne, przecietne dziecko, jak kazde.
    co to w ogole znaczy idealne dziecko?
    Twoim zdaniem idealne dziecko to takie, ktore nie placze, nie awanturuje sie, nie krzyczy? do takiego dziecka dazysz?



    CytatAle nie każde dziecko jest takie.

    zadne dziecko nie jest idealne, jezeli brac pod uwage Twoje kryteria.

    Cytat Uważasz, że dziecko, które tupie nogami w sklepie przed półką z zabawkami jest odrzucone i ignorowane?

    nie.
    dziecko, ktore tupie i placze przed polka z zabawkami jest normalnym dzieckiem, ktore nie rozumie DLACZEGO nie moze dostac wszystkich zabawek.
    dziecko, ktore tupie i placze przed polka z zabawkami jest normalnym dzieckiem, ktore nie potrafi wyartykulowac i powiedziec czego konkretnie chce i oczekuje i to rodzi jego frustracje.
    dziecko, ktore tupie i placze przed polka z zabawkami jest normalnym dzieckiem, ktore ma prawo do takiego zachowania, bo inaczej niz krzykiem i placzem nie umie jeszcze zasygnalizowac czego chce.

    CytatGratuluję dziecka, które rodzi się ze zdolnościami mówienia, chodzenia, samodzielnego jedzenia i spacerowania.

    a to skad wzielas?
    nie urodzil sie ze zdolnoscia mowienia, chodzenia, samodzielnego jedzenia czy spacerowania. wszystko to osiagnal sam, w swoim czasie.

    CytatTo jest jak z jazdą na rowerze. Uwa żasz, że Twoje dziecko samo dojrzeje do jazdy na dwóch kółkach? Pewnego dnia wsiądzie na rower i pojedzie? Super. Zazdrościmy.

    wsiadl sam na biegowke i pojechal.
    biegowka najpierw stala w domu przez okolo miesiac.
    nie sadzalismy, nie zachecalismy, nie probowalismy.
    pewnego dnia sam ja wzial i przez ok tydzien prowadzal po mieszkaniu.
    po tygodniu poprosil, zeby mu pomoc wsiasc.
    po ok 2 dniach smigal tak, ze trzeba bylo wrzucic tryb joggingu za nim na dworzu.

    i nie wynika to z jego geniuszu wcale.
    tylko z jego GOTOWOSCI.

    Cytat przeczytaj sobie definicję uczenia się i naśladowania. Bo dziecko bez uczenia się i naśladowania będzie nikim. Jeśli dziecko w pewnym momencie dojrzewa do wszystkiego samo i nie potrzebuje się uczyć od rodziców, to w takim razie zlikwidujmy wszystkie szkoły, przedszkola i uczelnie.

    nie mowimy o nauce literek czy cyferek.
    mowimy o nauce naturalnych dla dziecka rzeczy, ktorych sie uczy gdy do tego dojrzeje.
    owszem, uczy sie przez nasladownictwo.
    czyli to co widzi w domu, w naturalnych sytuacjach, to zalapuje.
    wysadzanie, na przyklad, na nocnik nie jest naturalnym i codziennym.
    mowienie do dziecka, na przyklad, przepraszam, prosze, dziekuje, kiedy sytuacja tego wymaga - juz tak.

    Cytat P.s. Nasze dzieci są w różnym wieku. Mój syn ma 15 miesięcy. Twój 3 lata. To chyba logiczne, że 3-latek zareaguje na polecenie: "nie syp piaskiem", a 15 miesięczny brzdąc dopiero poznaje świat i polecenia.

    i uwazasz, ze moj syn 15 miesiecy nie mial? big_grin
    inna sprawa jest, ze ja swojemu dziecku polecen nie wydaje.
    ja wyrazam prosby.
    bo polecenie, rozkaz natychmiast budzi chec buntu i oporu. prosba - nie.




    --
    22 alternatywy dla kary
  • evka_marchevka 03.08.14, 22:45
    Skończyłam pedagogikę socjalną i kilka lat pracowałam w MOPS-ie jako asystent rodziny.
    Sama też mam dwójkę dzieci. Chcę dorzucić swoje 3 grosze do tej dyskusji.
    Otóż pracując jako asystent rodziny spotykałam się z różnymi rodzinami i różnymi dziećmi.
    Osobiście uważam, że nie ma czegoś takiego, że dziecko "samo do czegoś dojrzeje, czy dorośnie". Gdyby tak było jak wypowiada się jedna z forumowiczek, że nie trzeba dziecka uczyć siusiania na nocnik, bo dziecko samo do tego dojrzeje, to w swojej pracy nie spotykałabym dzieci, które w wieku 4 lat nosiły pieluchy i nie potrafiły komunikować swoich potrzeb fizjologicznych pomimo tego, że potrafiły mówić i porozumiewać się z rodzicami. Czego to był wynik? No właśnie tego, że rodzice nie podjęli prób nocniczkowania. Nie nauczyli tego swoich dzieci. Nie pokazali, że kiedyś przychodzi taki moment, w którym trzeba pożegnać się z pieluchą i wypróżniać się inaczej. Dziecko pomimo tego, że skończyło już 4 lata, nadal chodziło z pieluchą, ponieważ nie wiedziało, że ma alternatywę. Rodzice mu jej nie pokazali. Zatem ile należy rozsądnie czekać i dawać dziecku czas i szansę na to, aż rzekomo "dojrzenie" i samo zechce załatwiać się do nocnika ?
    To jest tak samo jak z mówieniem. Przecież gdybyśmy do dzieci nie mówili, one nigdy by się nie nauczyły mówić. Dowód: dzikie dzieci, które były wychowywane przez zwierzęta w dżungli. One nie znały żadnego języka ludzkiego, bo wychowały je zwierzęta. Nam się może tylko tak wydawać, że dziecko dorośnie i samo coś zacznie robić. A to nie prawda. Inaczej nie byłoby tyle pozycji w literaturze dotyczącej wspomagania rozwoju dziecka już od najmłodszych lat. Uwierzcie mi, ale w swojej pracy zawodowej spotykałam także dzieciaczki, które pomimo 2 lat nie potrafiły jeszcze chodzić, ani nawet raczkować. Dlaczego? Bo nikt nie podjął z nimi prób chodzenia. I gdyby tak było jak mówi jedna z forumowiczek, że dziecko dorośnie do tego chodzenia, to dlaczego mając już 2 lata nadal nie chodziło, choć było zdrowe? No właśnie dlatego, że rodzice nie zachęcali do raczkowania, do pełzania, nie pomagali stawiać pierwszych kroków, nie pomagali mu się tzw. "zebrać do chodzenia". Nie możemy wciąż mówić, że dziecko: "ma jeszcze czas", bo potem kiedy w niemowlęctwie albo później pominiemy jakiś etap to w późniejszym dorastaniu problem jest jeszcze większy. Skończyłam także logopedię i dobrze wiem, że jeżeli noworodek ma od początku problemy z połykaniem czy ssaniem to na 90% będzie miał także problemy z poprawną wymową w dzieciństwie. Dlatego dzieci trzeba wspomagać. Trzeba je uczyć. One rodzą się jak białe, czyste kartki i do niczego nie dojdą same, dopóki my-dorośli nie wskażemy im drogi, nie poprowadzimy za rączkę. Przecież żadne dziecko nie zacznie śpiewać piosenki, dopóki się jej nie nauczy. Prawda? Nie słyszałam jeszcze o dzieciach, które są takimi geniuszami, które same nauczyły się jeść, prawidłowo zachowywać przy stole, chodzić, mówić, śpiewać, rysować i wiele, wiele innych. W każdej z tych czynności duży udział mają dorośli. Rodzice, rodzeństwo, dziadkowie. Jedne dzieci chwytają wszystko w lot i uczą się bardzo szybko, nawet tak szybko, że może się nam wydawać, że zrobił to bez naszej pomocy. Z kolei inne dzieci wymagają większej uwagi i większego wspomagania od dorosłych. Niemniej jednak wszystkie dzieci wymagają nauki, dlatego musimy je uczyć, uczyć i jeszcze raz uczyć, jeśli chcemy by rozwijały się prawidłowo. Nauka to także zakazy i nakazy. Nie jestem zwolenniczką bezstresowego wychowania. Ale jednocześnie uważam, że lepiej zapobiegać, niż potem naprawiać błędy z młodości.
  • murwa.kac 04.08.14, 06:41
    evka_marchevka napisał(a):


    Cytat Osobiście uważam, że nie ma czegoś takiego, że dziecko "samo do czegoś dojrzeje, czy dorośnie".


    oczywiscie, ze jest.
    mam przyklad nie tylko na swoim dziecku, ale rowniez na dzieciach w otoczeniu. o wpisach forumowych innych osob nie wspominam.

    CytatGdyby tak było jak wypowiada się jedna z forumowiczek, że nie trzeba dziecka uczyć siusiania na nocnik, bo dziecko samo do tego dojrzeje,

    bo tak jest i nie trzeba uczyc dziecka susiania na nocnik. jako pedagog powinnas o tym wiedziec. nie ucza na studiach nawet podstaw rozwoju emocjonalnego i fizycznego dzieci?
    bo jakos kurcze i moj syn sam do tego dojrzal bez uczenia, i jakos kurcze dzieci z mojego otoczenia dojrzewaly same bez uczenia, i jakos kurcze na forum co rusz mozna przeczytac o dzieciach, ktore same sciagaja pieluche.

    Cytatto w swojej pracy nie spotykałabym dzieci, które w wieku 4 lat nosiły pieluchy i nie potrafiły komunikować swoich potrzeb fizjologicznych pomimo tego, że potrafiły mówić i porozumiewać się z rodzicami.

    ze tak zapytam - no i?
    coz za tragedia, bo 4 latek ma pieluche.
    umiera sie od tego?
    komu to przeszkadza?
    nadwrazliwcom takim jak Ty. bo jakos 7, 10, 15 czy 18 latkow w pampersie NIE widuje. a Ty?


    CytatCzego to był wynik? No właśnie tego, że rodzice nie podjęli prób nocniczkowania. Nie nauczyli tego swoich dzieci. Nie pokazali, że kiedyś przychodzi taki moment, w którym trzeba pożegnać się z pieluchą i wypróżniać się inaczej.

    bardzo madrzy rodzice.
    bo to nie rodzice maja pokazywac KIEDY czas pozegnac sie z pielucha, tylko dziecko ma pokazywac, kiedy ten czas nastepuje.


    Cytat Dziecko pomimo tego, że skończyło już 4 lata, nadal chodziło z pieluchą, ponieważ nie wiedziało, że ma alternatywę.

    bezedura.
    nie bylo gotowe i tyle.

    Cytat Zatem ile należy rozsądnie czekać i dawać dziecku czas i szansę na to, aż rzekomo "dojrzenie" i samo zechce załatwiać się do nocnika ?


    az bedzie gotowe, chyba logiczne.



    CytatTo jest tak samo jak z mówieniem. Przecież gdybyśmy do dzieci nie mówili, one nigdy by się nie nauczyły mówić.

    no chyba raczej nie spedzamy z dzieckiem czasu w grobowej cisz wszak?
    i mozemy do niego mowic ile chcemy, a dziecko i tak zacznie mowic wtedy, kiedy bedzie na to gotowe.


    Cytat Uwierzcie mi, ale w swojej pracy zawodowej spotykałam także dzieciaczki, które pomimo 2 lat nie potrafiły jeszcze chodzić, ani nawet raczkować.

    owszem, sa skrajne przypadki, ktore wymagaja interwencji, nie przecze. ale u zdrowego dziecka nie ma potrzeby ingerowac.

    CytatDlaczego? Bo nikt nie podjął z nimi prób chodzenia. I gdyby tak było jak mówi jedna z forumowiczek, że dziecko dorośnie do tego chodzenia, to dlaczego mając już 2 lata nadal nie chodziło, cho ć było zdrowe? No właśnie dlatego, że rodzice nie zachęcali do raczkowania, do pełzania, nie pomagali stawiać pierwszych kroków, nie pomagali mu się tzw. "zebrać do chodzenia".


    po tym akapicie juz wiem, ze z Ciebie taki pedagog jak ze mnie baletnica teatru Bolszoj.
    zachecanie do raczkowania? chodzenia?? pełzania???
    jestes bardzo niepowazna. jak niby dziecko zachecisz do raczkowania czy chodzenia?
    postawisz na sile i IDŹ??
    smieszne.
    poza tym nie wiesz, jako pani pedagog, ze ciagniecie dziecka na sile do sadzania, raczkowania czy chodzenia moze rozwalic mu kregoslup, uszkodzic miesnie etc? ze skoro dziecko tego NIE ROBI to znaczy, ze miesnie ma niedojrzale, za slabe i NIE WOLNO ich obciazac?

    niechodzacy dwulatek NIE JEST zdrowy.

    CytatNie możemy wciąż mówić, że dziecko: "ma jeszcze czas", bo potem kiedy w niemowlęctwie albo później pominiemy jakiś etap to w późniejszym dorastaniu problem jest jeszcze większy.

    bezedura.

    CytatSkończyłam także logopedię i dobrze wiem,

    jezeli z taka sama wiedza jak te pedagogike nieszczesna, to ja dziekuje.

    Cytat Przecież żadne dziecko nie zacznie śpiewać piosenki, dopóki się jej nie nauczy. Prawda?

    no moj syn nie byl uczony i spiewa.
    repertuar strachow na lachy zna na wyrywki.
    kult ma obszerna dyskografie, ale idzie mu co raz lepiej.
    i naprawde NIKT go tego nie uczy. po prostu muzyka leci.

    CytatNie słyszałam jeszcze o dzieciach, które są takimi geniuszami, które same nauczyły się jeść, prawidłowo zachowywać przy stole, chodzić, mówić, śpiewać, rysować i wiele, wiele innych.

    to nie sa geniusze.
    to sa normalne przecietne dzieci, za ktorymi sie podazalo i sluchalo ich, a nie tabelek i ksiazek.

    Cytat Nauka to także zakazy i nakazy. Nie jestem zwolenniczką bezstresowego wychowania.

    wychowanie bez zakazow NIE JEST wychowaniem bezstresowym.
    nie znasz nawet roznicy w tych dwoch pojeciach.



    ja rozumiem, ze ukonczylas studia specjalistyczne i czujesz sie upowazniona do wydawania osadow.
    ale neistety zapominasz o jednycm - obecna wiedza dotyczaca rozwoju dzieci na studiach (jakichkolwiek) jest zwyczajnie przestarzala i nie zawiera najnowszych opracowan.
    podobnie jak w przypadku pediatrow. dalej tluczona jest przestarzala wiedza i nie jeden raz nie dwa mlody pediatra potrafi rzucic bomba typu piersia sie karmi co 3 godziny czy mleko z piersi po pol roku jest trujace.
    podobnie jest w Twoim przypadku niestety.


    --
    emocje dziecka
  • lilith76 04.08.14, 15:22
    Nie okopałyście się na swoich stanowiskach. A prawda jest po środku.
    Oczywiście dziecko samo dojrzewa po pewnym rzeczy, ale musi wiedzieć, że te rzeczy może zrobić, że powinno je robić.
    Tak więc pieluchowanie 4-latka to przesada, tak jak zmuszanie roczniaka by sikał na sygnał. Kompromis, to pokazywanie dziecku możliwości korzystania z nocnika i czekanie aż samo zacznie korzystać. Z moim dzieckiem akurat tak było - cztery miesiące biegania bez majtek i sikania na podłogę, albo obok nocnika, zachęcania do niego i pewnego dnia (mając 2 lata) po prostu usiadła i już zawsze z niego korzystała. Aha, sadzanie jej na siłę kończyło się wstrzymywaniem.

    --
    Wschody słońca są owszem całkiem niczego kiedy podejść do nich powoli od strony poprzedniej nocy ale zetknięcie się z takim wschodem słońca nos w nos od strony bieżącego poranka jest rzeczą zupełnie nieznośną. Gertruda Stein
  • murwa.kac 04.08.14, 15:30
    prawda zawsze jest gdzies posrodku wink

    ja osobiscie nie uwazam, ze 4 latek w pampersie jest przesada. widac jeszcze nie dojrzal i tyle.

    moj syn w wieku 2 lat i 6 miesiecy jeszcze zaiwanial z pampersem.
    ile ja sie nasluchalam i w realu i na forum, ze łolaboga, taki duzy i w pampersie!
    no i co z tego?
    nic, poza tym, ze majac 2 lata i 7 miesiecy, ktoregos wieczoru powiedzial, ze nie chce spac w pampersie. no ok, to nie spij.
    i pampers zdjety przed kapiela byl ostatnim, ktore dziecko mialo na sobie.
    bez zasikanych podlog, lozek, obsranych majtek, zakladania pampersa na noc, na wyjscia, do autobusow czy samochodu.

    troche skucha, ze dzien wczesniej kupilam 2 paczki pampersow, ale coz wink


    --
    22 alternatywy dla kary
  • lilith76 04.08.14, 15:50
    Wydaje mi się jednak, że przedmówczyni chodziło o coś innego. Gdy dziecko nie dostaje żadnego impulsu, sygnału z otoczenia, że ma nauczyć się czegoś, to tego nie zrobi, bo fajniej jest walnąć w pampersa w dowolnej chwili, niż biegać do nocnika.
    Bo przecież są przedszkolaki karmione łyżeczką, ubierane, obsługiwane. Nie nabrały tych umiejętności, bo z jakiś powodów - wygoda, szybkość, rodzic wziął je na siebie.

    Inna sprawa to dojrzałość organizmu. Dziecko coś zaczyna robić, bo jego układ kostny, mięśniowy, nerwowy jest na to gotowy.
    Moja córka np. od 2 roku życia korzysta z nocnika, ale moczyła się w nocy, w czasie drzemek w przedszkolu czasem. I też słyszałam, że zgroza, że coś zrobić. Na szczęście spotkałam mądrą pediatrę, która powiedziała, że do 5-go roku życia to może się zdarzać. Wykluczyłyśmy wady układu moczowego oraz sprawy emocjonalne. Skończyło się nagle, niecały miesiąc temu. Układ moczowy dojrzał. Później, ale dojrzał.

    --
    W Ameryce każdy może być prezydentem. To już takie ryzyko bycia Amerykaninem. Adlai Stevenson
  • murwa.kac 04.08.14, 16:04
    lilith76 napisała:

    CytatGdy dziecko nie dostaje żadnego impulsu, sygnału z otoczenia, że ma nauczyć się czegoś, to tego nie zrobi, bo fajniej jest walnąć w pampersa w dowolnej chwili, niż biegać do nocnika.

    nie no, impuls musi byc, wiadomo.
    ale tym impulsem jest (w przypadku nocnikowania) kupienie nocnika, pokazanie dziecku o co chodzi i wyjasnienie sprawy i tyle. czyli krotko mowiac umozliwienie dziecku korzystania w razie. a nie wysadzanie na sile i spinanie sie ponad norme.
    podobnie z samodzielnym jedzeniem. dac mozliwosc tego samodzielnego jedzenia, jak najwczesniej. a nie karmic lyzeczka do upadlego, bo sie ubrudzi, bo ubrudzi podloge, bo tak jest szybciej, bo tak wygodniej. wtedy dziecko w mig zalapie i specjalnych trennigow i nauki nie potrzeba.
    ubieranie samodzielne - podobnie. umozliwic. jasne, troche mnie trafia, jak rano, kiedy czas goni, kiedy trzeba odstawic go do zlobka i jeszcze musze zdazyc do pracy, synu sobie umyslil, ze mama. ja siam! - no ale co. zaczynam akcje ubierania 20 minutr wczesniej niz dotychczas i tyle. i taka mozliwosc daje.
    nie trzeba wtedy kombinowac z nauka.




    CytatInna sprawa to dojrzałość organizmu. Dziecko coś zaczyna robić, bo jego układ kostny, mięśniowy, nerwowy jest na to gotowy.

    dokładnie.
    bardzo wiele osob o tym niestety zapomina albo po prostu nie wie i patrzy w tabelki.


    --
    Siedzieć w domu na macierzyńskim big_grin Normalnie wstaje taka mama malucha, albo kilku maluchów, kiedy chce, siada i tak siedzi, czas płynie, a ona siedzi - aż do wieczora, bo potem znowu się kładzie. by lampka_witoszowska
  • czarna_pumka 04.08.14, 12:23
    A gdy Twoje dziecko jest chore, to nie podajesz mu lekarstw, bo uważasz, że organizm dziecka sam do tego dojrzałe i obroni się przed chorobą?
  • lilith76 04.08.14, 15:18
    Analogia nie jest logicznym argumentem w dyskusji. Szczególnie nie trafiona kompletnie.
    Przyrównałaś potrzebę bliskości do infekcji wirusowej...

    --
    W Ameryce każdy może być prezydentem. To już takie ryzyko bycia Amerykaninem. Adlai Stevenson
  • murwa.kac 04.08.14, 15:20
    wlasnie.
    co ma jakakolwiek choroba do potrzeby bliskosci i wychowania dziecka w szacunku do jego potrzeb i tempa rozwoju to nie ogarniam


    --
    To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego. by atteilow
  • evka_marchevka 04.08.14, 18:14
    Drogie Panie - chyba nie bez powodu ktoś wymyślił coś takiego jak etapy rozwoju (normy) najpierw noworodka, potem niemowlaka, a później juniora. Są to ramy czasowe OD-DO, które wyznaczają co dziecko powinno umieć w danym miesiącu/roku życia. Na podstawie tych umiejętności, bądź ich braku stwierdza się czy dziecko rozwija się prawidłowo. Stąd mamy przecież bilans dwulatka, a potem czterolatka. . Mamy też siatki centylowe, karty diagnozy rozwoju dzieci.

    Rozumiem to, że każde dziecko jest inne, ale nie bez kozery uczeni psychologowie rozwojowi wymyślili coś takiego, aby móc stwierdzić, czy dane dziecko rozwija się prawidłowo i czy mieści się w tak zwanej normie. Rozumiem Wasze oburzenie, że nie należy dzieci generalizować i zamykać się w kartkach książek naukowych, ale w końcu wymyślono to po to, by móc przeciwdziałać i by móc wspomagać dziecko wtedy, kiedy tego wymaga, gdyż jego rozwój może być opóźniony.

    Zadałaś pytanie, czy widzę jakiś problem, że 4 latek nie siusia do nocnika i, że chodzi w pieluszce ? Owszem widzę. Choćby z tego powodu, że warunkiem przyjęcia dziecka do samorządowego przedszkola jest posiadanie umiejętności samoobsługowych. Podstawowych umiejętności takich jak: samodzielne korzystanie z toalety, ubieranie się, komunikowanie potrzeb fizjologicznych, próby samodzielnego jedzenia.

    Zatem 4 latek chodzący w pieluszce nie dostanie szansy na przedszkole samorządowe. Poza tym trudno mu będzie z innymi dziećmi, ponieważ ciągle będzie odstawał od grupy rówieśników i nie daj Boże będzie wyśmiewany, czy wytykany palcami. Tak. Tak. Niestety, nie wszystkie dzieci są grzeczne i poukładane. Bo są i takie, które są złośliwe i szczerze, i głośno wypowiadają swoje opinie o innych dzieciach. Często są to opinie niestety krytyczne.Dziecku, które nie będzie posiadało umiejętności wymaganych do jego wieku po prostu będzie trudno. Na podwórku, w żłobku, w przedszkolu, a potem w szkole.

    Opóźnienia rozwojowe bardzo trudno potem nadrobić. Gdyby tak nie było, nie miałabym dziś pacjentów w wieku 10 lat z afazją lub mutyzmem. Chodzi mi o to, że gdyby rodzice zamiast ciągle mówić: "ma jeszcze czas na mówienie", przyszli do specjalisty wcześniej, dziś nie pracowałabym z dziećmi, które nie mówią, bądź mówią niewiele! Zmierzam do tego, że niektóre opóźnienia rozwojowe powstają w wyniku tego, że rodzice czegoś nie dopilnowali, że zaniedbali dziecko, bo nie widzieli problemu, że ich 5 latek nie potrafi trzymać kredki, bądź jego mowa ogranicza się do 100 słów.

  • murwa.kac 05.08.14, 06:47
    wszelkie normy rozwojowe, tabelki sa SREDNIA STATYSTYCZNA.
    a to oznacza, ze nie kazde dziecko w danym wieku MUSI osiagnac dana umiejetnosc. jedne osiagna wczesniej, inne pozniej.
    przy czym im dziecko starsze, tym te widelki szersze.
    niechodzace roczne czy nawet poltoraroczne dziecko nie jest poza norma. mimo, ze w tabelce napisali co innego.
    prosze sobie przyblizyc pojecie statystyki.

    polskie siatki centylowe to juz w ogole farmazon nie przystajacy do rzeczywistosci i powinien zostac zakazany prawem.

    priorytetem nie sa tabelki tylko OBSERWACJA dziecka. i to ono nam mowi czy wszystko jest w porzadku czy tez nie.

    bzdura jest, ze do przedszkola nie sa przyjmowane dzieci nieodpieluchowione. tak samo ja to, ze nie sa rzyjmowane dzieci, ktore samodzielnie nie jedza czy tez samodzielnie sie nie ubieraja.
    owszem, sa takie zapisy w regulaminach, nie zmienia to faktu, ze rzeczywistosc jest inna. i owszem, przedszkolanki pampersow nie zmieniaja, ale dziecko sikajace po nogach - przyjmuja i jak trzeba to i 15 razy dziennie przebiora. owszem, przedszkolanki wymagaja samodzielnego jedzenia, ale jezeli dziecko nie je samodzielnie, to nie znaczy, ze bedzie siedziec caly dzien glodne, bo one przy jedzeniu pomoga.

    pomijajac juz taki szczegol, ze to przedszkole tej SAMODZIELNOSC ma nauczyc, a nie ze dziecko samodzielne i samoobslugowe juz do niego przychodzi.

    wysmiewany? big_grin
    przez kogo?
    przez 3 latki? 4 latki?
    dooooobre big_grin
    owszem, jezeli taki 3 czy 4 latek bedzie w domu notorycznie slyszal, ze noszenie pieluchy to taki wstyd i powod do wysmiewania, to w koncu moze zaczac wysmiewac. ale to o rodzicach juz swiadczy i ich glupocie, a nie o dziecku.

    zdjecie pieluchy w wieku 2 czy 2,5 roku nie jest opoznieniem rozwojowym, rozczaruje Cie.
    ja wiem, ze bys bardzo chciala, zeby rzeczywistosc pasowala do wyuczonych przez Ciebie przestarzalych teorii i ja naginasz mocno, ale nie tak to dziala, nynyny.





    --
    To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego. by atteilow
  • czarna_pumka 05.08.14, 08:17
    Ja pracowałam w klubie malucha. Miałam najstarszą grupę dzieci 3-3.5 lat. I niestety ale jedne dzieci śmiały się z odmienności innych. Chodziło tu o: noszenie okularów, sikanie po nogach, albo, gdy któremuś dziecku kupa "wypadła" z pieluchy, albo jak było brudne od jedzenia. Także niestety, ale dzieci już w wieku 3 jak to wnikliwi obserwatorzy, którzy głośno mówią co myślą. Przepraszam, że burze wasze wyobrażenie o 3 latkach.
  • czarna_pumka 05.08.14, 08:20
    P.s. U mnie w mieście nie ma opcji, żeby do przedszkola samorządowego przyjęto dziecko z pieluchą. Powtarzam: samorządowego.
    Przedszkola prywatne to inna bajka.
  • murwa.kac 05.08.14, 21:25
    toć mowie o samorzadowym.

    obserwacje, obserwacjami. ale pomysl wysmiewania z innosci 3 latkowi do glowy nie przyjdzie. w domu rodzice pokazuja takie wzorce.

    --
    22 alternatywy dla kary
  • lilith76 05.08.14, 15:37
    > pomijajac juz taki szczegol, ze to przedszkole tej SAMODZIELNOSC ma nauczyc, a
    > nie ze dziecko samodzielne i samoobslugowe juz do niego przychodzi.

    Tu się nie zgodzę.
    Od nauki podstawowych umiejętności, norm, zasad jest dom rodzinny.
    Od przyswajania wiedzy - placówki i instytucje wychowawcze.

    Potem okazuje się, że mamy krnąbrnego 10 latka, bo go szkoła nie nauczyła manier wink

    i owszem, przedszkolanki pampersow nie zmieniaja, ale dziecko sikaja
    > ce po nogach - przyjmuja i jak trzeba to i 15 razy dziennie przebiora. owszem,
    > przedszkolanki wymagaja samodzielnego jedzenia, ale jezeli dziecko nie je samod
    > zielnie, to nie znaczy, ze bedzie siedziec caly dzien glodne, bo one przy jedze
    > niu pomoga.

    I będą wpływać na rodzica, by coś z sytuacją zrobił.

    A w żłobku i przedszkolu nauka samodzielności idzie szybciej, bo maluchy podpatrują się i kopiują.

    --
    Istnieje cienka linia między łowieniem ryb a staniem na brzegu jak idiota. Steven Wright
  • murwa.kac 05.08.14, 21:30
    na mnie nie wplywali, zebym cos z tym robila.
    dostalam wytyczne, ze mam przyniesc nawet 10 par gaci na zmiane, jesli trzeba.

    --
    22 alternatywy dla kary
  • czarna_pumka 05.08.14, 22:33
    "Od nauki podstawowych umiejętności, norm, zasad jest dom rodzinny" - no właśnie tylko, że we wcześniejszej dyskusji rozchodziło się o to, że rodzice nie mogą dziecka uczyć intencjonalnie norm, a tym bardziej zasad, ponieważ pojawiła się teoria, że dziecko ma tego nauczyć się samo. Wtedy gdy dojrzeje i będzie na to gotowe.
  • lilith76 06.08.14, 11:53
    Powiedziałabym, że w tym przypadku rolą rodzica jest pokazywanie dziecku pewnych zasad i norm. Małe dzieci uczą się przez obserwację, nie wykłady smile

    --
    W Ameryce każdy może być prezydentem. To już takie ryzyko bycia Amerykaninem. Adlai Stevenson
  • evka_marchevka 06.08.14, 13:36
    No właśnie: obserwacja i naśladowanie.
    Zatem dziecko nie wpadnie na genialny pomysł, że może zacząć siusiać do nocnika, jeżeli nigdy mu tego nocnika nie pokażemy, prawda? Owszem-może ściągnąć sobie pieluchę, ale co z tego? Będzie sikać po nogach ? No nie. Zatem we wcześniejszej dyskusji chodziło o nie o to, że sadzamy dziecko w wieku 2 lat na nocnik i wykładamy mu jak na tureckim kazaniu, że teraz masz tu sikać. Tylko chodziło o to, żeby mu w ogóle pokazać, że jest taki przedmiot jak nocnik i do czego służy. W końcu dziecko przez naśladowanie nas-dorosłych, skorzysta z tego sposoby wypróżniania się.
  • lilith76 07.08.14, 12:03
    Ja uważam, że obie macie racje, mówicie o tym samym smile
    Pokazywać, zachęcać do naśladowania, ale nie spinać się, gdy to akurat pojedyńcze dziecko nabiera umiejętności wolniej niż rówieśnicy.

    --
    Do konkubinatu trzeba dwojga, do małżeństwa wystarczy jedno uparte jak osioł. Kinga Dunin

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.