Jak Podlasiak ze Ślązakiem. Forum integracyjne
Autor: Gość: Janusz Sawczuk
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
12.02.12, 12:15
Muszę Wam do czegoś się przyznać.
Wczoraj pomyślałem sobie, że na tym forum za mało jest miłości. Proponuję wątek przyjazny, dobrotliwy, żeby nie powiedzieć sentymentalny, a opisujący fajne doświadczenia ludzi, którzy tu się na gościnnej ziemi górnośląskiej spotkali, pokochali, założyli rodziny i fajnie im tu się żyje. Na początek, trochę a propos innego tekstu GwO, myślę o Wielkim Ślązaku prof. Glensku, który wziął sobie Lwowiankę, ale też o sobie, który wziąłem sobie dziouche (nigdy nie napisałbym "babę", jak to zrobił kolega z Wałbrzycha, na innym wątku) z Olesna (po Rodzicach z Dobrzenia Wielkiego i Raciborza) . Piszcie na ten wątek i opisujcie swoje życiowe historie, w których różnych i różnistych, roztomaitych ciekawych, ale i dramatycznych wątków nie brakowało.
Ja moją Ślązaczkę poznałem na germanistyce we Wrocławiu. Zaimponowała mi biegłością języka niemieckiego tak bardzo, że natychmiast zapisałem się na drugie studia ( a byłem wtedy na III roku historii). Pasjonowałem się jej tematem pracy magisterskiej: Dramaty Rolfa Hochhutha, toczylismy nieustanne boje o kształt poszczególnych ujęć. W tamtych czasach (końcówka lat 70.) pisać o katastrofie w Gibraltarze ("Soldaten"), czy o roli Papieża w kwestii ratowania Żydów w czasie Holocaustu ("Stellvertreter") na Zachodzie można było, w Polsce nie. Praca powstała, propomotor (Prof. Urbanowicz) był zachwycony. Skierował swą uczennicę na UJ na tworzącą się germanistykę. Byłem stanowczo przeciw, bo już zapuszczałem korzenie w Opolu. Czy to był błąd? Do dziś toczą się rozmowy domowe na ten temat. Stopniowo wchodziłem w sląską rodzinę Żony. To była piękna, wspaniała rodzina, jest do dziś. Otworzyła mi spojrzenie na śląskie wybory i motywacje. Na śląską tolerancję, dyscyplinę, uporczywe dążenie do celu, na otwarcie na świat. Po przełamaniu lodów zostałem "kupiony" w całości. Mój teść płakał jak bóbr w Auli Leopoldina, gdy odbierałem dyplom doktorski, bo w tym samym miejscu, tylko w 1935 r. odbierał dyplom ukończenia studiów prawniczych. Był dla mnie zawsze wzorem uczciwości i dobroci serca. Kochał swój jak mówił "lud ślaski" dla którego poświęcał każde wakacje w swym załozonym przez siebie Kole Wakacyjnym "Piast" na Ziemi Raciborskiej. Jego Ojciec był deputowanym z ramienia Polsko-Katolickiej Partii Ludowej na Ślasku do Zgromadzenia Prowincjonalnego w Opolu. Obaj ścigani przez Gestapo uciekli z rodzinami do Polski, przeżyli wojne. To on jako starosta oleski jechał wzdłuż kolumn pieszych pędzonych na punkt zborny w Tarnowskich Górach i wyczytywał/wywoływał nazwiska tych, których wpisano tam bez sensu na wywózkę do ZSRR.
Ale tu ciekawostka, która Ślązaków nie zaskoczy: jego brat studiujący za zachodzie Niemiec na politechnice czuł się całkowicie Niemcem i bracia przy spotkaniach rodzinnych mieli często bardzo odmienne punkty widzenia..., które usiłowali przybliżyć przy reńskim winie..
Kochani, drodzy,
piszcie o swoich dobrych doświadczeniach, przeżyciach !
To może być bardzo fajny wątek !
Pozdrawiam niedzielnie i przedwalentynkowo !