Pierwsze dni polskiej władzy w Opolu Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Tak tak, siala baba mak.
    Opole -99% to byly ruiny.
    Straszne walki ,bomby,pozary.
    I ladnie i szybko Polacy odbudowali.
    Polak zawsze juz potrafil.
    • Gość: Pejs IP: *.local / *.internetdsl.tpnet.pl 01.04.06, 10:09
      Moja babcia przyjechała do Opola wiosną 46 roku. Mieszkała na ul. Luboszyckiej.
      W latach osiemdziesiątych na rogu ul. Sienkiewicza i Luboszyckiej widać było
      resztki budynków rozwalonych w czsie działań wojennych. Dzisiaj stoją tam
      bydynki spółdzielni mieszkaniowej.
      Połowa zniszczeń w mieście to wynik działalności Armii Czerwonej już po
      wkroczeniu do miasta. Wywieziono urządzenia cementowni Odra, i część trakcji
      kolejowej Opole- Wrocław Nadodrze. W latach 50 i 60 były jeszcze widoczne ruiny
      powojenne. Z opowiadań starszych ludzi przybyłych w latach 45-47 do Opola można
      dowiedzieć się wiele o początkach polskiej władzy w Opolu.
    • Gość: MIeszaniec IP: *.pl / 217.173.202.* 01.04.06, 21:25
      Może Panią doktorantkę zainteresuje fakt, że wielu Ślązaków, którzy uniknęli
      szabru ze strony Armii Czerwonej, stało się ofiarami "polskiej władzy".
      Nasza rodzina została rozszabrowana z majątku ruchomego przez "przedstawicieli
      polskiej władzy". Co prawda nie chodzi o Opole, ale Gogolin, ale sądzę, że i w
      Opolu jak "władza" potrzebowała pierzyny, mebla czy łyżki, to potrafiła zabrać
      je zabrać właścicielom, bezczelnie, w ich obecności.
      Na plus władzy warto dodać, że po wielu latach, babcia napisała do Rady
      Narodowej list, w którym opisała szaber i wyrzucenie z domu z uwzględnieniem
      opisu lub nazwisk osób zamieszanych. Władza, pewnie dla przykrucia "swoich"
      przyznała babci rekomopensatę pieniężną z państwowej kasy. Oczywiście tamci
      szabrownicy cieszyli się dalej z łupów i spokojnie mieszkali sobie dalej w
      Gogolinie.
      • Gość: jasio IP: *.chello.pl 01.04.06, 21:55
        I co, tak skrzywdzona babcia chciała tu jeszcze zostać? I śmaiała się skarżyć u
        komunistycznej władzy? Niech teraz się poskarży - Kaczor osobiście ją odwiedzi
        wręczy medal i wypłaci odszkodowania.
        Swoją drogą jak była taką dobrą Polką (ale chyba nie była)to mogła pomóc
        sąsiadom sama z siebie! No ale oczywiście nie wiedziała jak wyglądało życie pod
        okupacją!
      • Gość: Opol IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.06, 23:12
        a w ustroju, pod którym tak dobrze się czuliście (jak widać) - nikt by się
        nawet nie pytał ciebie (was) o zgodę - tylko wsadzil za malutką niesubordynację
        w najlepszym przypadku do jakiegoś KL ...
        • o zbrodniach niemieckich nikt nie zapomni.
          kazdy sie o tym w szkole uczy.
          takze w Niemczech gdzie czesto sa organizowane wycieczki szkolne do Oswiecimia
          i innych obozow. Kto taki oboz odwiedzal moze wiekszosc odwiedzajacych to
          Niemcy.

          co do administracji polskiej na zachodniej czesci Gornego Slaska (t.z. Slaska
          Opolskiego) to byla ona az to postanawiem poczdamskich nielegalna.

          szabrownictwo i bandytyzm nie byly tez wylacznie "ruska" specjalnoscia.
          naloty szabrownikow z Polski centralnej sa dosc dobrze znane.

          ciekawe czy pani nauczyciel takze o tym na lekcjach mowi?
      • ...i nadal mieszkaja w Gogolinie?
    • Dr Aneta Czaja pisze nieprawde bo Opole nie bylo zniszczone w wyniku dzialan
      wojennych a wyniku szabru i kradziezy. Niemcy z miasta uciekli i zza lini Odry
      ostrzeliwali miasto. Byl to ostrzal przede wszystkim karabionwy.
      Jezeli chodzi o szabrownikow to szabrowali wszyscy najwiecej milicjanci i ubecy.
      Jeszcz w latach 60 mozna bylo spotkac obladowane ciezarowki jadace ul.Ozimska w
      kierunku na Czestochowe.
      • Gość: jasio IP: *.chello.pl 02.04.06, 13:35
        To była w pełni uzasadniona redystrybucja dóbr. Niemcy w okupowanych krajach
        robili to przez klika ładnych lat. Były nawet specjalne organizacje tym
        sięzajmujące. Brano wszystko a co się nie nadawłoa niszczono. Proszę zobaczyć
        Warszawę. Najpierw przeglądano mieszkania i zabierano obrazy itp. Później
        podpalano a to co jeszcze zostało wysadzano.
        Teorie że to Rosjanie i szbrownicy z Polski zniszczyli miasto są smieszne.
        Niemieckie armaty zza rzeki to oczywiście strzelały w stronę Berlina? W
        raporcie wspomina się o niemieckim bombardowaniu Opola a w tym czasie
        niemieckie wojska były już ponad 100 km od miasta. Wśród tych 300 osób co
        zostały byli zapewne też niemieccy dywersanci - to oni podpalali aby wskazać
        cele do nalotu. Rosjanie wiedzieli jak się demontuje urządzenia bo sami musieli
        przenieść swój przemysł za Ural. Do tego nie trzeba było wysadzać domów. Nie
        gasili pożarów bo Niemcy też nie gasili (racxzej odwrotnie) i nie yło czym
        gasić bo sprzęt zostałprzerzucony na drugi brzeg. Konferencja poczdamska miała
        się odbyć dopiero za kilka miesięcy.
        Szkoda zresztą że zniszczono tak mało. Opole do dziś jest wyjątkowo paskudnym
        miastem.Za każdym razem jak jestem w centrum nie mogę się oprzeć wrażeniu
        obrzydzenia. Typowo niemieckie bezguście a są plany przywracania niektórym
        miejscom dawnego wyglądu. Po co? żeby było jeszcze paskudniej?
    • Gość: Barbara Pliszka IP: *.chello.pl 02.04.06, 22:17
      Dobrze, że oszołomów-niedouków typu Jasiu jest o wiele mniej niż nas, którzy
      znają historię nie z podręczników pisanych przez komunistycznych historyków
      typu Suchoński czy Lis, ale z książek pisanych po roku 1995, w których wreszcie
      prawdę zaczęto pisać. jasiu - doucz się, bo wstyd sobie przynosisz...
      • Gość: jasio IP: *.chello.pl 03.04.06, 11:09
        A, przepraszam Pani ile ma lat? Niech Pani dorzuci trochę szczegułów a nie
        ogólników! Ja też znam historię swojej okolicy i wiem że pierwsi zaczęli kraść
        Niemcy. A kradli już w pierwszej wojnie. Są wspomnienia córki ambasadora
        mieszkającej w Suwałkach. Tam pod koniec wojny niemieccy saperzy 3 dni
        naprawili most po to aby załadowane po brzegi pociągi z fortepianami, zastawą
        stołową, meblami i czym tylko, mogły wyjechać z dworca. Po przejeździe pociągów
        most ponownie wysadzili ciż sami niemieccy saperzy. Jeśli uważa pani że to
        wielka krzywda odebrać złodziejowi to gratukuję postawy moralnej.
        • Kazda kradziez jest kradzieza i powinna zostac ukarana Jasiu.
          • Tak się rządziło w Polsce (Okuniew pod Warszawą):
            www.odkrywca.pl/forum_pics/picsforum16/bez_nazwy_1_copy1.jpg
            Takimi metodami:
            www.odkrywca.pl/forum_pics/picsforum16/2_copy90.jpg
            • Nie na temat. Ja pisze o szabrownictwie a ty o okupacji. Jak nie masz o czym
              pisac to daj se na wstrzymanie, ok?
              • Gość: jasio IP: *.chello.pl 03.04.06, 15:29
                Ja rozumiem twoje podejście. Kradnie się po to aby mieć i nie chce się aby ktoś
                to odbierał. A Niemcy przez ostatnie 1000 lat Rzeszy tylko kradli. Nawet im do
                głowy nie przyszło że ktoś przyjdzie i będzie odbierał.Stąd ten szok. Nie
                przejmuj się nie będziecie kraść nikt wam nie będzie odbierał. Bo dookoła was
                narody cywilizowane i huńskich genów nie mają.
              • Okupacja to nie było szabrownictwo?
                Franz Blättler, Zapiski szofera szwajcarskiej misji lekarskiej, Warszawa 1942

                [...]
                Przede mną rozciąga się długa prościutka szosa do Radomia. Obydwaj moi
                towarzysze, którzy siedzą ze mną w przodzie ciężarówki, znowu zasnęli, a ja
                usiłuję przy pomocy niezbyt sprawnego układu kierowniczego utrzymać samochód na
                środku jezdni. Kierowcę ciężarówki z powodu pijaństwa zamknięto na parę dni do
                aresztu, więc pośród nas Szwajcarów poszukano jego zastępcy. Z odlewni gdzieś
                pod Radomiem mam dostarczyć kaloryfery. Nie wiem, dla kogo są przeznaczone.
                Moim niemieckim przełożonym oświadczyłem, że nie powinni nam, Szwajcarom zlecać
                prac, które wykraczają poza ramy Czerwonego Krzyża, i to nie dlatego
                bynajmniej, że odczuwamy wstręt do pracy, ale ze względów zasadniczych. Gdy
                napatrzyłem się już na odnawianie Europy niemieckimi metodami, nie chciałbym
                jako Szwajcar czynić sobie kiedyś zarzutu, że jestem współodpowiedzialny za
                przedłużenie wojny albo nawet za niemieckie zwycięstwo. Wymaga tego instynkt
                samozachowawczy. Mój przełożony uważał jednak, że po pierwsze – użycie wozu
                czerwonego Krzyża stanowi wystarczającą gwarancję, że przewożony materiał służy
                tej instytucji, i po drugie – że my Szwajcarzy będziemy musieli w przyszłości
                robić jeszcze wiele rzeczy, które nie będą nam się podobały. Żaden z tych dwóch
                argumentów nie wydał mi się przekonywający. Znam jedynie drogę do Radomia, a
                ponieważ prowadzę pierwszy z samochodów wysłanych we wspomnianym celu,
                zatrzymuję się tuż przed Radomiem, żeby pozostałych nie stracić z oczu.
                Środkowy wóz wiezie między innymi zapas benzyny dla nas wszystkich, bez tego
                powrót byłby niemożliwy. Po kilkakrotnym zmyleniu trasy – mapy Polski nie można
                zdobyć nawet przy wyjeździe w dalszą podróż – docieramy o godzinie piętnastej
                do odlewni. Żołnierz rozdzielający prowiant na obiad stwierdza, że mojej porcji
                zapomniano zabrać albo gdzieś zaginęła, jestem więc zmuszony liczyć na
                wspaniałomyślność pozostałych żołnierzy, która – jak się niebawem okazuje – nie
                pozwala mi w pełni zaspokoić głodu. Stwierdzam, że w odlewni produkuje się też
                materiały, które nie kwalifikują się do transportu wozami Czerwonego Krzyża,
                dlatego osobiście czuwam nad załadunkiem mojego samochodu, ale rzeczywiście
                ładuje się tylko kaloryfery.

                Żołnierzom wydaje się, że ich okupacyjna władza daje im prawo do wymiany u
                chłopów 5-6 paczek papierosów, po 6 sztuk w każdej, na tłustą gęś lub kurę.
                Jest oczywiste, że chłopi, nie znoszą tego typu handlarzy. Przedtem, gdy
                trzymali jeszcze swój drób w oborze, musieli godzić się na takie interesy,
                ponieważ dobrze wiedzieli, że żołnierz i tak zabierze gęś lub kurę, niezależnie
                od ich zgody. Ale dzisiaj chłopi swój drób, jeśli w ogóle jeszcze go posiadają,
                gdzieś poukrywali. Zdaje się, że tak też jest i tutaj, gdyż pomimo dokładnego
                przeszukania całej zagrody żołnierze nie znajdują żadnego drobiu. Są wyraźnie w
                złym nastroju i przeklinając głośno tłumaczą chłopom, jaką to niewdzięczną są
                hołotą. „Popatrz – mówi do mnie obergefrajter – gdy się postępuje z tymi
                bydlakami przyzwoicie i chce zapłacić za towar (30 papierosów za gęś, która w
                Warszawie warta jest około 120 złotych), nic nie można wskórać”. Zwracam
                uprzejmie jego uwagę na dysproporcję między wartością a oferowaną zapłatą, on
                jednak stwierdza: „Jak im zarekwirujemy towar, to w ogóle nic nie dostaną!” Nie
                mogę się powstrzymać, aby mu nie odpowiedzieć: „Nie wątpię, żebyście
                zarekwirowali, gdybyście tylko wiedzieli, gdzie ukrywają swój drób”. Jego
                wściekłe spojrzenie zdaje się potwierdzać słuszność mej uwagi. Chłopi nie biorą
                wybuchu wściekłości obergefrajtra nazbyt tragicznie, wydaje mi się, że
                przyzwyczaili się już do podobnych wizyt. Obaj żołnierze opuszczają podwórze z
                wrzaskiem i pogróżkami, ja natomiast pozwalam sobie grzecznie pożegnać się z
                całą chłopską rodziną, co ludzi tych wprawia w zdumienie.
                • Zakupów do lazaretów dokonuje najczęściej inspektor. Nieraz zadawałem sobie
                  pytanie, dlaczego ci inspektorzy tak chętnie posługują się przy zakupach
                  samochodami Czerwonego Krzyża. Odpowiedź jest bardzo prosta. Zaostrzające się z
                  tygodnia na tydzień środki przeciwko handlowi pokątnemu, także w armii
                  niemieckiej, zdają się dowodzić, że zło tak bardzo szerzy się na tyłach frontu,
                  że dotknięci nim są wszyscy – od zwykłych żołnierzy i urzędników aż po osoby
                  zajmujące wysokie stanowiska. Jest sobotnie popołudnie, wraz z dwoma
                  inspektorami jadę do polskiego majątku w pobliżu Radomia, żeby zakupić większą
                  ilość ziemniaków. Majątek leży około 30 km w bok od głównej szosy. Przez pola i
                  wzgórza docieram tam podczas tego popołudnia. Niestety, nie spełniła się moja
                  cicha nadzieja, że właściciel zaprosi mnie do mieszkania i pozwoli nieco
                  rozgrzać przemarznięte nogi. Przeciwnie, mam uczucie, że ten człowiek pragnie
                  pozbyć się nas jak najszybciej. Obaj oficerowie obchodzą najpierw stajnię i
                  oborę, a ja przyłączam się do nich. Z ich rozmowy wynika, że widzą już w
                  marzeniach, jak pędzą – oczywiście po wojnie – na koniach przez taki wielki
                  majątek, trzaskając głośno biczami. Wyliczają też, jak przy pomocy polskiej
                  siły roboczej i pod „surowym niemieckim nadzorem” można zwiększyć dochodowość
                  takiego majątku – dla dobra narodu niemieckiego. Jednakże wszyscy trzej
                  zgadzamy się co do tego, że takie projekty będzie można realizować dopiero po
                  zakończeniu wojny, a ja myślę sobie po cichu, że do tego czasu wszystko może
                  się zmienić. Zadołowane ziemniaki zostaną odkryte, inspektor ocenia ich jakość
                  i następnie ustala bez dłuższego namysłu cenę. Właścicielowi majątku nie
                  pozostaje nic innego, jak zgodzić się na nią. Gdyby zaoponował, mógłby w ogóle
                  nic nie dostać za swoje ziemniaki. To, co teraz nastąpiło, było bardzo typowe
                  dla panującej wówczas na Wschodzie mentalności okupantów. Inspektor daje
                  właścicielowi jednoznacznie do zrozumienia, że bardzo zależy mu na worku białej
                  mąki oraz worku jabłek, podkreślając przy tym, że wysokość kontyngentu
                  ziemniaczanego została ustalona z korzyścią dla Polaka. Właściciel doskonale
                  wie, co ma czynić. Jeśli nie spełni „życzenia” inspektora, ten nie zareaguje
                  wprawdzie od razu, ale już w najbliższych dniach z powodu jakiegoś fikcyjnego
                  wykroczenia naśle na niego żandarmów, którzy najprawdopodobniej nie zadowolą
                  się jednym tylko workiem. Nie dziwi mnie więc wcale, że z chwilą odjazdu z
                  majątku znajdują się w samochodzie zarówno mąką, jak i jabłka. Niemiecka
                  policja, która ściga szmuglerów i handlarzy czarnorynkowych i ma prawo
                  rewidować wszelkie pojazdy zarówno niemieckiego, jak i polskiego pochodzenia,
                  pozwala nam w drodze powrotnej jechać bez przeszkód, ponieważ samochody
                  Czerwonego Krzyża nie mogą być zatrzymywane i rewidowane. W Warszawie muszę
                  towar dostarczyć do prywatnego mieszkania naszego inspektora. Czy towar ten
                  zostanie teraz ze znacznym zyskiem sprzedany jakiemuś Polakowi, który dysponuje
                  jeszcze pieniędzmi, czy też trafi w jakiś sposób do Niemiec – tego nie wiem. Ja
                  jako „zapłatę” za moją usługę (tak to nazywa inspektor, a chodzi przecież o
                  zapłatę za milczenie) dostaję 6 jaj chłodniczych z zapasów lazaretu; przyjmuję
                  je, do niczego się jednak wobec pana inspektora nie zobowiązując. Jadę z
                  aptekarzem sztabowym przez miasto. Przez całą noc padał śnieg, teraz pada
                  deszcz i ulica pokryta jest co najmniej 20-centymetrową warstwą błota. Przede
                  mną wyłaniają się dwie Polki, które z trudem ciągną po rozmiękłej jezdni
                  ciężki, dwukołowy wózek. Zwalniam i zataczam mały łuk, żeby obydwu kobiet i ich
                  pojazdu nie opryskać błotem. „Czy pan oszalał? – wydziera się na mnie
                  aptekarz. – Gdy pan zobaczy Polaków, powinien pan dodać gazu, podjechać jak
                  najbliżej i chlapnąć na nich tyle błota, ile się tylko da. W przeciwnym razie
                  ta hołota śmieje się z nas”.
                  • Grba wszyscy to wiedza. o czym piszesz. W tym watku mowimy o 1945 roku w Opolu
                    czlowieku.
                    • oppelner_os napisał:

                      > Grba wszyscy to wiedza. o czym piszesz. W tym watku mowimy o 1945 roku w Opolu
                      > czlowieku.

                      Pokazałem Co genezę pewnego zjawiska; no kto je wyhodował.

                      Przez dym i poprzez popiół
                      Ciągną zdobywcy Europy,
                      Ciężarówki wiozą łup:
                      Odkurzacze, wino, buty,
                      Graty, obrazy i ciuchy,
                      Bluzki, garnki, broszki, dzwonki
                      Ser, kiełbasę i słoninę,
                      Wszystko, co się da wynieść,
                      I widelec i firanki,
                      Łyżki, spinki, szklanki, klamki

                      (...)

                      Höringstrasse zweiundzwanzig.
                      Tu już byli. Przed kwadransem
                      Jęk zza ściany – matka płacze,
                      Córeczka na materacu,
                      Jeszcze dziecko. I już trup.
                      Jasna sprawa, proste słowa:
                      Nie zapomnieć, nie darować!
                      Ząb za ząb o krew za krew.
                      Z dziecka – babę, babie – śmierć.
                      Na twarz matki krew. I szloch.
                      Prosi: „tote mich, Soldat!”

                      (...)

                      Był sobie Parteigenosse
                      Tak jak inni, jeden z wielu.
                      Był – i nie ma. Taki los.
                      Przejechał go pociąg dziejów.
                      Niech potęga Rosji wzrasta!
                      Pora teraz wypić sznapsa.
                      Mówiąc bardzie zasadniczo,
                      Czas pochodzić za zdobyczą.

                      (...)

                      Nic nie zdoła nas powstrzymać –
                      Do Olsztyna! Do Olsztyna!
                      Od godziny już jest nasz
                      Zdobyty przez czołgi z maeszu.

                      (...)

                      Miasto czeka. Jeszcze całe,
                      Nietknięte jeszcze pożarem,
                      Czeka w strachu na swój los.
                      Domy ciemne, Niemcy w trwodze
                      Nasłuchują kroków stukań:
                      Pójdą dalej? Wejdą tutaj?
                      Rośnie strach i rośnie łuna,
                      Noc jak dzień...

                      (...)

                      Ostry dzwonek. Łomot w drzwi.
                      Jakiś brzęk – to szyba pękła.
                      Potem tupot, za kimś biegną
                      I kobiecy krzyk po chwili:
                      Jestem Polską, a nie Niemką!
                      A im i tak wszystko jedno,
                      Jest okazja – to korzystaj.
                      Frajer traci, mądry zyska.
                      Tak to jest. Więc czemu serce
                      Ściska się i boli?

                      Aleksander Sołżenicyn, Pruskie noce. Poemat.

                      • Gość: jasio IP: *.chello.pl 03.04.06, 20:10
                        Tak wyglądały prywatne stosunki handlowe ale prócz tego były organizacje
                        niemieckie zajmujące się zbieraniem oficjalnych danin, kontygentu żywca,
                        mleka,itp a takze przejęli zakłady a przy zblizającym się froncie rozebrali i
                        zabrali do Niemiec.
                        • ...a pozniej przyjechali Polacy i Ruscy i Niemcom odebrali.
                          Takze to co do nich nigdy nie nalezalo (np. Szczecin)
                          • Gość: jasio IP: *.chello.pl 03.04.06, 20:53
                            Tak płynie Odra. Jak pogrzebiesz w historii to znajdziesz że Prusacy też tego
                            Szczecina nie kupili. Czy pamiętasz co przysięgał Hohenzollern Zygmuntowi na
                            Hołdzie Pruskim. On i jego nastepcy mieli zawsze wspierać Polskę. Wasze
                            przysięgi i zasady moralne są g...o warte. Wam się cały czas zdaje żeście rasa
                            panów a tu niestety zawsze Huństwo wyjdzie.
                            • Przeciez Zygmunt i Albrecht byli rodzina (blisko spokrewnieni)
                              A w rodzinie jak to w rodzinie rozne rzeczy sie obiecuje:)
                              • a Kazimierz Wielki zrzekl sie na zawsze praw do Slaska!
                                • I zapytał się co lud o tym sądzi?
                                  • A czy kiedykolwiek pytano lud o zdanie?
                                    • Bez rezultatu zakończyły się sobotnie rozmowy przedstawicieli polskiego rządu i
                                      litewskich władz samorządowych w Oranach na Wileńszczyźnie w sprawie odbudowy
                                      zniszczonego w zeszłym roku pomnika poświęconego polskim żołnierzom poległym w
                                      walkach z Litwinami w latach 1919 - 1923. Strona polska chce odbudowy pomnika w
                                      jego oryginalnej postaci. Strona litewska nie godzi się jednak na ponowne
                                      umieszczenie na nim napisu: "Pomnik ten został wystawiony przez mieszkańców
                                      Wileńszczyzny bohaterom poległym w obronie ziemi ojczystej". Jej
                                      zdaniem "obraża on uczucia Litwinów", jak określił to burmistrz Oran.

                                      Moze posel Kroll postawi pomnik dla Selbstschutzu?
                                      • Gość: kol IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.04.06, 00:17
                                        Bez rezultatu zakończyły się sobotnie rozmowy przedstawicieli polskiego rządu i
                                        >
                                        > litewskich władz samorządowych w Oranach na Wileńszczyźnie w sprawie odbudowy
                                        > zniszczonego w zeszłym roku pomnika poświęconego polskim żołnierzom poległym
                                        w
                                        > walkach z Litwinami w latach 1919 - 1923. Strona polska chce odbudowy pomnika
                                        w
                                        >
                                        > jego oryginalnej postaci. Strona litewska nie godzi się jednak na ponowne
                                        > umieszczenie na nim napisu: "Pomnik ten został wystawiony przez mieszkańców
                                        > Wileńszczyzny bohaterom poległym w obronie ziemi ojczystej". Jej
                                        > zdaniem "obraża on uczucia Litwinów", jak określił to burmistrz Oran.
                                        ------------------------------------------------------------------------
                                        Co ci 'przedstawiciele' wyprawiają,to już się w głowie nie mieści.
              • Gość: jasio bis IP: 217.197.74.* 04.04.06, 13:46
                Szabrownictwo i okupacja to dwa wspolzalezne od siebie zjawiska jedno wynika z
                drugiego. Nie da sie rozmawiac o szabrownictwie bez mowienia o okupacji. Trzeba
                byc ograniczonym zeby robic granice miedzy jednym i drugim.
    • Gość: kol IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.04.06, 00:08
      Trzeba sobie uzmysłowić,że wiosna 1945 roku to nie była zabawa w paintballa.To
      było apogeum wojny,wielki finał tragedii wojennej,która miała miejsce właśnie
      tu,na Wschodzie.To była tragedia dotykająca miliony ludzi i każdego z osobna,w
      splątaniu fizycznej woli przeżycia i wielkiej polityki.Dzisiejszy obraz tamtych
      dni jest chaotycznym zlepkiem ogólników,preparowanych w zależności od potrzeby
      chwili,wręcz na siłę dopasowywanych,dla osiągnięcia określonego wrażenia.
      • Gość: Monika IP: *.atol.com.pl 04.04.06, 01:40
        Zgadzam się z kol.
        Artykuł zawiera uproszczenia - byc moze ze względu na małą objetość.
        Np. Autorka pisze: "(...)działacze polscy z Opolszczyzny, którzy w czasie wojny
        ukrywali się z obawy przed represjami. W styczniu 1945 r. powołali Komitet
        Obywatelski Polaków Śląska Opolskiego ". Część działaczy polskich rzeczywiście
        ukrywała sie, inni jak Arka Bożek (członek Rady Narodowej RP we Francji)
        uciekli zagranicę, jeszcze inni działali w ruchu oporu. To właśnie ci ostatni w
        styczniu 1945 r. w Krakowie załozyli Komitet Obywatelski Polaków Śląska
        Opolskiego.
        W memoriale pisali m.in: "Pragniemy usilnie podkreslić, że Ślask Opolski rózni
        sie pod wieloma względami od byłego województwa śląskiego. Mieszkańcy jego od
        wieków nie należeli do Rzeczpospolitej Polskiej, jest silnie zniemczony, jednak
        pod wzgledem etnicznym jest terenem polskim. Tworzaca sie na Opolszczyźnie
        państwowość polska stanie przed swoistym kompleksem zagadnień, które chcemy
        pomóc prawidłowo rozwiązać". Po czterech miesiącach rozwiązano Komitet.
        Razi mnie stwierdzenie: "Wywózka mienia i ludzi na Wschód dokonywana przez
        żołnierzy radzieckich zdarzała się jeszcze kilka miesięcy, a szaber, napady i
        mordy - nawet kilka lat po zakończeniu wojny. Była to cena, jaką rząd polski
        zapłacił za zgodę Stalina na przyłączenie ziem zachodnich i północnych do
        Polski". Jaki rząd polski płacił cene za zgodę Stalina?
        Przecież to absurd. To Stalin narzucił aliantom (juz w Teheranie) zmiane granic
        Polski. Oczywiście popierali to komunisci juz w 1943 r.
        Polska Partia Robotnicza na łamach swojego organu „Trybuny Wolności” z 1 marca
        1943 r. potępiła oświadczenie rządu RP podkreślające, że w sprawach granicy
        wschodniej obowiązuje status quo z 1 września 1939 r., przytaczając argumenty
        opublikowane w tym samym dniu w komunikacie TASS, a w drugiej deklaracji
        programowej „O co walczymy” z listopada 1943 opowiadała się, żeby „ na
        Wschodzie” uznać prawo do samostanowienia bratnich narodów ukraińskiego i
        białoruskiego.
        Legalny rząd polski i przywódcy państwa podziemnego stali na stanowisku luty
        1944 r.:
        "2) Nie zgadzamy się na junctim pomiędzy granicami zachodnimi i wschodnimi.
        Ziemie zachodnie nie mogą być ekwiwalentem.
        3) Jesteśmy za podjęciem rozmów – przy udziale aliantów – celem nawiązania
        stosunków dyplomatycznych z Sowietami pod warunkiem respektowania pełnej na-
        szej suwerenności i nie mieszania się w nasze sprawy wewnętrzne".

        Ceną za przyłaczenie ziem zachodnich były utracone Kresy Wschodnie! To
        komuniści z PKWN - władza przyniesiona na sowieckich bagnetach, bez poparcia
        społecznego (sfałszowane wybory w 1947 r. i wczesniej referendum w sprawie
        granic), potulnie podporządkowywali się dyktatowi Stalina. Porządku jeszcze
        długo nie mogło być, bo MBP było nadrzędną władzą, bo w każdym powiatowym UB
        był sowiecki enkawudzista, bo stosowano terror zarówno w stosunku do Ślązaków,
        jak i Polaków, bo ubecy i milicjanci sami okradali swoje ofiary.
        • Gość: jasio IP: *.chello.pl 04.04.06, 11:13
          Poni Moniko
          Ja chciałbym polemizować w dwóch kwestiach.
          1. Czy Pani naprawdę uważa że to PKWN miał decydujący głos w sprawie granic?
          Polska miała tak samo ważny głos jak po pierwszej wojnie. Granica wschodnia to
          tak zwan linia Curzona którą silnie popierały państwa zachodnie. No a tym razem
          także Stalin. Granica zachodnia w poprzedniej formie nie wchodziła w rachubę.
          Nie dało się jej bronić a już wcześniej była kwestionowana przez Niemców więc
          jej pozostawienie byłoby powtórką i wcale nie z rozrywki. Zresztą Niemcy
          nigdy nie są zadowoleni zawsze im się coś należy. Nawet jak podpiszą traktat
          pokojowy. Więc nie warto ich szczekaniem zawracać sobie głowy.

          2. Sprawa fałszowania wyborów. Kiedyś zgodziłbym się z Panią. Ale dziś nie. W
          czasach III RP mogłem zobczyć praktycznie jak to się odbywa od szczebla
          niskiego do najwyższego. I powiem Pani że mimo że dziś wszyscy mają najmniej
          kilka klas szkoły a stąd umieją liczyć i pisać, wybory odbywają się spokojnie
          (bez bohaterskiej partyzantki)samochody są w powszechnym użyciu to i tak w
          komisji pracują różni ludzie i często nie radzą sobie z problemem. Nie bierze
          się pod uwagę że II RP minimalnie dbała o wykształcenie swoich obywateli, drogi
          były fatalne, dojazd co najwyżej furmanką i istniało wiele innych przeszkód.
          Ze swego doświadczenia powiem że kiedy stwierdziłem że protokół jest źle
          podliczony przewodniczący komisji wyjął długopis z kieszeni, wręczył mi go ze
          słowami to proszę wpisać ile ma być. Innym razem przyjęto protokół z którego
          wynikało ze wydano (liczby przykładowe) 1000 kart a wyjęto z urny 1100. Tak
          obserwowano przebieg głosowania! Komisja zasłaniając się sumieniem podpisała
          tak jak wyjęła. Te 100 głosów musiało mieć inną pieczęć albo niedopilnowano
          kart. Pomyłki w obliczeniach są powszechne. Nikt nie zawraca sobie głowy tym
          aby wrócić do lokalu i jeszce raz przeliczyć głosy, zebrać podpisy wszystkich
          członków komisji. Poprawia się protokoły w punkcie oddawania.
          Oczywiście naczalstwo wyborcze swierdza że wszystko było OK! Bo takie jest
          nastawienie, jak może być nie OK! Liczy się sprawność i aby szybciej zakończyć
          bo jak to bedzie wyglądało? Cała Polska czeka na wyniki a tu województwo się
          ślamazarzy. Co tam za ludzie pracują!
          A wtedy? jak nikt w komisji nie umiał pisać? Nic dziwnego że protokoły
          wysmarowano jednym charakterem pisma.O innych uwarunkowaniach nie ma co pisać
          bo różnie bywało ale nie można tego tak kwitować prostym stwierdzeniem że
          wybory fałszowano. Skoro później nie, to widocznie nie to było celem władz.
          Władze obecnej III RP (może już IV) manipulują w sposób znacznie bardziej
          wyrafinowany - zmieniają ordynację, referenda robią w sprawach oczywistych, to
          co podlegało zatwierdzeniu w referendum zmieniają głosami posłów itp. itd.

          • Gość: Monika IP: *.atol.com.pl 04.04.06, 13:08
            Jasio napisał:
            Czy Pani naprawdę uważa że to PKWN miał decydujący głos w sprawie granic?

            W którym miejscu tek twierdzę?
            Tym razem było inaczej. Alianci zapewniali legalny rząd polski na wychodźtwie o
            jej integralnosci terytorialnej po wojnie. Stalin po zwycięskiej bitwie pod
            Stalingradem otwarcie formułował swoje postulaty co do zajetych w wyniku Paktu
            Ribbentrop-Mołotow ziem. Zresztą takie plany miał od początku. Stąd polityka
            czystek etnicznych i masowe wywózki Polaków na Syberię oraz eliminacja warstwy
            inteligencji (Katyń).
            PKWN to byli przeszkoleni w Moskwie polscy komuniści, całkowicie uzaleznieni od
            Stalina. Wyciągnęli bowiem wnioski ze zgładzenia przywódców KPP w 1936 r.
            podczas przyjacielskiej wizyty w ZSRR. Tak więc byli oni tubą sowiekich
            interesów (cytaty z organu PPR) i jak papugi powtarzali to, co podawała TASS.
            Postulaty zmiany granic na zachodzie w przypadku PZZ były następstwem
            głoszonych przez jego działaczy tez o piastowskiej przeszłości, natomiast nie
            wszyscy członkowie rządu polskiego w Londynie popierali poszerzenie obszaru
            Polski na zachodzie (bez Dolnego Śląska i Pomorza Zachodniego). Zwolennicy
            argumentowali to ogromem zniszczeń i milionowymi stratami w ludziach nie w
            wyniku działań wojennych, tylko celowej polityki eksterminacji w stosunku do
            polskich Żydów i inteligencji (Akcja AB) oraz represji i stosowania zasady
            odpowiedzialności zbiorowej za działalność ruchu oporu. Jednak do końca rząd
            polski nie dopuszczał mozliwości utraty kresów.
            W ślad za armią sowiecką szły oddziały Szmersz, które przygotowywały warunki do
            przejęcia władzy przez komunistów. Masowe deportacje na Syberie żołnierzy AK,
            przedstawicieli inteligencji - wszystkich potencjalnych tzw. "wrogów ludu".
            Przypominam zdradzieckie aresztowanie przywódców państwa podziemnego i proces
            16. Poczytaj pamiętniki Churchilla, to dowiesz sie, że alianci grzeszyli
            naiwnością, a Stalin narzucił im swoje decyzje.
            Co do fałszowania wyborów. Potem już nie trzeba było fałszować, bo:
            1. przywódcy i aktywni działacze antykomunistyczni zostali straceni (tzw.
            morderstwa sądowe) lub byli zamknięci w więzieniach.
            2. Społeczeństwo było zastraszone - donos wystarczył, żeby wylądować w więzieniu
            3. Głosowano bez skreśleń - wrzucano kartki. Frekwencja 99, 8%.
            Co ma stan dróg i zacofanie cywilizacyjne II RP - skutek rozbiorów do dyskusji
            o wyborach? Suwerenna Polska istaniała przecież zaledwie 21 lat, a powstał port
            w Gdyni i całe miasto, COP i modernizowała się w podobnym tempie, co Hiszpania.
            Za co Pan brał pieniądze jako członek komisji wyborczej, jeśli nie zgłosił Pan
            fałszerstwa. Czyżby bał się Pan, że go aresztują w III RP? Przecież był Pan
            mężem zaufania!!! Przed wyborami w 1947 r. setki działaczy PSL było
            skrytobójczo zamordowanych, a tysiące prewencyjnie aresztowano. (dzis tak robi
            Łukaszenka- co prawda nie morduje, ale kazał zamknąć przed wyborami kilkuset
            działaczy opozycyjnych).
            Wystarczy poczytać zasoby archiwalne, aby zrozumieć, że właśnie do milicji i UB
            przyjmowano zdemoralizowanych przez okupacje, wykorzenionych, niewykształconych
            ludzi. Tylko tacy mogli być bezkrytycznymi wykonawcami rozkazów.
            W artykule nie ani słowa o tym, że wicestarostami i wiceprezydentami byli
            członkowie PPR, którzy kontrolowali, donosili i kopali dołki pod swoimi
            przełozonymi.
            Oto jak zdefiniował demokrację Ślązak powstaniec, przewodniczący Gromadzkiej
            Rady Narodowej, kiedy działacz PPR zakwestionował wybór Ślązaka na sołtysa:
            1. My będziemy zamiatać w naszej gminie a miotły nie oddamy nikomu.
            2. Okraść się nie damy i nie pozwolimy, żeby ktoś rządził w naszej gromadzie
            3.Jeszcze się zmieni ale już tego nie dożyję”.
            Ostatni punkt zdecydowanie odrzucił PPR-owiec twierdząc, że nie zmieni się nic,
            Polska demokratyczna Ludowa jest, pozostanie i będzie”. Natomiast mieszkańcy
            wsi mieli jednoznacznie negatywny stosunek do PPR i wyrażali pogląd, że jeśli
            członek partii zostałby sołtysem, to pół wsi zamknąłby w obozie.
            • Gość: jasio IP: *.chello.pl 04.04.06, 16:40
              A co miałem zgłaszać że w komisjach są idioci? To wstyd!Teraz komisje są z
              losowania i jest jeszcze gorzej.
              • Gość: Monika IP: *.atol.com.pl 04.04.06, 23:19
                Nie rozumiem, co chcesz powiedzieć. Czy sądzisz, że Polska jest krajem oszustów
                i idiotów, że żadna władza nie ma legitymizacji, bo wybory są powszechnie
                fałszowane i to nie z wyrachowania, tylko dlatego że mężowie zaufania to idioci?
                • Gość: jasio IP: *.chello.pl 05.04.06, 10:22
                  Myślę że to o to chodzi! Demokracja demokracją ale racja musi być po naszej
                  stronie. Proszę przypadek krzyża dla Jaruzelskiego. Dostał zgodnie z przepisami
                  ale nie pasował do szablonu. Są równi i równiejsi. To nie pierwszy przypadek
                  kiedy wszystko było zgodnie z prawem ale nie można bo komuś nie pasuje.
              • Gość: foolish_john IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.04.06, 23:57
                Gość portalu: jasio napisał(a):

                > A co miałem zgłaszać że w komisjach są idioci?
                A to byś sobie zrobił niezłą reklamę ;-)

                > To wstyd!
                Ano wstyd. Wypisywać takie dyrdymały. Porównywać fałszerstwa wyborcze z lat
                40-tych XX wieku z błedami popełanianymi współcześnie...

                > Teraz komisje są z losowania i jest jeszcze gorzej.
                Czemu? Kłania sie rachunek prawdopodobieństwa, no chyba, że rzeczywiście
                uważasz, że Tobie podobnych jest większość. Hasło "nie dla idiotów" jest bardzo
                uniwersalne... Powinno się je wieszać obok godła w lokalach wyborczych.






                • Gość: jasio IP: *.chello.pl 05.04.06, 10:25
                  Ta demagogia! Kiedyś fałszowano a teraz popełnia się błędy. Kiedyś ludzie nie
                  umieli pisać bo II RP nie potrzebowała naukowców. A dziś IV RP potrzebuje
                  samych mgr, nawet do zamiatania. O tempora!
    • Gość: Mal IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.04.06, 13:22
      Pokolenie powojenne trzśnięte na opolszczyznę, 70-80 latkowie mają tylko łzy za
      darmo. Ich dzieci, zarejestrowane w urzędzie, z piętnem bezrobocia. Ich wnuki -
      szuraki angielskie.
      I przychodzi nostalgia - po kiego grzyba to wszystko.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.