Dodaj do ulubionych

Prawo bardziej chroni oszusta niż ofiarę! (wynajem

14.03.19, 21:34
Nazywam się Mirosława Nawrocka-Uszyńska. Jestem mieszkanką Łodzi
Mam 87 lat i jestem schorowaną kobietą. Mam wielomiejscowe kompresyjne złamanie kręgosłupa, pęknięte żebra, więc nie jestem w stanie o własnych siłach opuścić mieszkania. Praktycznie jestem już jedną nogą na drugim świecie.

Ale nie o tym chciałam napisać.

Po śmierci mojego pierwszego męża wiele lat żyłam samotnie, ale chyba samotność nie jest najmocniejszą stroną człowieka, więc po wielu latach na starość wzięłam ślub ponownie z przemiłym i kulturalnym starszym panem. Niestety życie nie dało nam się zbyt długo nacieszyć byciem razem. Małżonek ciężko zachorował i musiał iść do szpitala. Pomimo tego, że operacja się udała, po kilku dniach wystąpiły komplikacje. Niestety, mój ukochany mąż i zarazem wielki przyjaciel do domu już nie powrócił.

Tak się składa, że w spadku po nim odziedziczyłam małą 25 metrową kawalerkę w Łodzi przy ul. Felińskiego 10 m. 72, w której przed ślubem mieszkał. Mieszkania nie chciałam sprzedawać. Chciałam je zachować, bo widziałam, jak wiele dla Niego znaczyło. Z drugiej strony, z upływem lat, coraz ciężej było mi utrzymać dwa mieszkania. Zaczęłam też podupadać na zdrowiu. Wydatki na coraz droższe leki i na rehabilitacje spowodowały,że coraz trudniej potrafiłam wiązać koniec z końcem. Postanowiłam zatem wynająć kawalerkę, mając nadzieję na jakiś niewielki dodatkowy grosz do budżetu domowego.

Nie zdawałam sobie sprawy, że moja decyzja ściągnie na mnie LAWINĘ nieszczęść.

Po przeprowadzeniu rozmów z kilkoma zainteresowanymi wynajęciem kawalerki osobami wybrałam pana, który swoim schludnym wyglądem i pracą jaką się parał, wzbudził we mnie zaufanie (Piotrem Skwierzyńskim www.facebook.com/piotrskwierzynski). Spisaliśmy z tym panem umowę i od tego czasu stał się najemcą mieszkania.

Z początku płacił ustaloną w umowie cenę najmu lokalu plus koszty eksploatacyjne (czynsz, gaz, prąd), choć z każdym miesiącem opłaty te dokonywał z coraz większym "poślizgiem" czasowym. Po roku opóźnienie sięgało już 3 miesięcy zaległości, więc uprzedziłam go, że jeśli nie zacznie płacić na czas, będę zmuszona rozwiązać z nim umowę najmu i wynająć mieszkanie komuś innemu.
Niestety, skutek był całkowicie odwrotny od oczekiwanego. Pan ten całkowicie zaprzestał płacenia, zmienił zamki w drzwiach, a na moje pytanie kiedy ureguluje zaległości otrzymywałam odpowiedź, że "nie ma z czego zapłacić" lub „jakoś sobie pani poradzi", "nie mam zamiaru się nigdzie wynieść”.

Od tego momentu musiałam sama z własnej emerytury utrzymywać nie tylko moje mieszkanie, ale również mieszkanie, które niby wynajmowałam. Najemca do woli korzystał z prądu, gazu, wody, wywózki śmieci, CO, a ja musiałam za niego uiszczać opłaty za te media, Można by rzec, że obca osoba stała się moim utrzymankiem. Ja płaciłam za czynsz, prąd, wodę, gaz, centralne, itp. za lokal, w którym on pomieszkiwał sobie w najlepsze, nie partycypując w utrzymaniu tego lokalu nawet złotówki. Kiedy zgłosiłam sprawę do zakładu energetycznego, że nie stać mnie na płacenie prądu za lokal, do którego nawet nie mam wstępu, Zakład Energetyczny ulitował się nade mną i odciął licznik w wynajmowanym lokalu. Od tego czasu zaczęłam być telefonicznie straszona, że wsadzi mnie do więzienia, za to, że "odcięłam" go od prądu. Jak wskazują fakty, w jego mieszkaniu światło się świeciło, telewizor grał w najlepsze. Do mieszkania nie zostałam nigdy więcej wpuszczona, ale będąc czasami wieczorami pod blokiem widać było jednoznacznie, że z prądu korzysta, tak jak przed odłączeniem licznika.

Założyłam sprawy w Sądzie. Jedną o eksmisję, drugą o zaległe opłaty (obecnie kwota ta urosła ponad 26 tys zł). Sprawy w sądzie o zaległe opłaty odbyły się już dwie - za dwa różne okresy. Obie prawomocnie zakończone z tytułem wykonalności. Problem jest jednak w tym, że pomimo wygranych obydwu spraw w Sądzie o opłaty za zajmowany lokal i skierowanie ich do komornika, nie zobaczyłam jeszcze ani złotówki, bo ... jak stwierdził komornik pan ten niczego nie ma, nigdzie nie pracuje więc egzekucja jest niemożliwa. Oba postanowienia choć prawomocne niczego nie zmieniły, bo ja swoich pieniędzy nie widzę i najprawdopodobniej już nie zobaczę. Przede mną skierowanie (mam nadzieję) ostatniej sprawy o zwrot należnych mi pieniędzy za ostatni rok (poprzednie wyroki tego okresu nie obejmują). Będę zmuszona opłacić kolejną sprawę sądową i zapłacić adwokatowi i komornikowi za to, że nic nie odzyska (tak, tak ... komornik nawet jednego pisma nie napisze, póki mu się nie zapłaci).

Spytacie się pewnie co z samym mieszkaniem. Otóż mieszkania jak nie miałam, tak nie mam. Bo w Polsce najemca, choćby nie płacił latami ma większe prawa do mieszkania niż sam właściciel. Sprawa sądowa o eksmisję, trwała ... tak, tak .... przez ponad 2 lata. Jak w przypadku wyżej opisanym, również tutaj to ja, musiałam uiścić opłatę sądową, opłacić adwokata, który mnie reprezentował przed sądem, gdyż sama nie byłam w stanie brać udziału w rozprawach ze względu na stan zdrowia i ... zwyczajnie moja nieznajomość zawiłości prawnych mogła tylko wydłużyć czas otrzymania korzystnego dla mnie postanowienia sądu. Sprawą o eksmisję zajęły się dwie instancje ponieważ najemca odwołał się od niekorzystnego dla niego wyroku. W obu przypadkach wyrok padł ten sam – na moją korzyść, z czego w drugiej instancji w wyroku pada jednoznaczne stwierdzenie, że p. Piotr Skwierzyński ma opuścić lokal w ciągu 3 dni od otrzymania wyroku, bez prawa do lokalu socjalnego
Jaka byłam szczęśliwa, że po prawie 3 latach nękania nocnymi telefonami, wydawania ostatnich pieniędzy na sądy, komorników, adwokatów, utrzymanie mieszkania, którego nawet progu nie mogłam przekroczyć.

Ale tu historia się nie kończy, okazuje się, że wygranie sprawy sądowej wcale nie kończy moich problemów z oszustem. Dlaczego ktoś zapyta? Bo polskie prawo w dalej chroni złodzieja. W świetle obowiązujących w Polsce przepisów gmina lub ja musimy zapewnić mu lokal tymczasowy, do którego zostanie on eksmitowany przez komornika, któremu muszę zapłacić ponad 1500 zł.

I tu chce powiedzieć, że mam ogromny żal do prawników, do których zwracałam się o porady zanim skierowałam sprawy do sądu. Każdy z nich zapewniał mnie, że droga sądowa jest jak najbardziej prawidłowa i sprawa jest do wygrania. To prawda – sprawa faktycznie była do wygrania, ale nikt mnie nie uprzedził, że z mojej strony wyłącznie od strony moralnej.
Mam również żal do państwa w którym przyszło mi żyć, a które nie chroni własności swych obywateli. Mało tego, ustawodawca wprowadza coraz to nowe przepisy, które jeszcze w mniejszym stopniu będą chronić prawo własności do nieruchomości, a nieuczciwi najemcy i oszuści będą mogli na ich koszt żyć latami w nie swoim mieszkaniu pomimo prawomocnego postanowienia sądu o eksmisji. Te przepisy wejdą w życie od kwietnia tego roku.

Mnie już niewiele życia zostało, dlatego postanowiłam opisać moją historię w internetach, by móc ustrzec choć jedna osobę przed nieuczciwym człowiekiem. Postanowiłam też wymienić z imienia i nazwiska tego oszusta i złodzieja, bo wiem, że musi przyjść kiedyś taki dzień, kiedy opuści moje mieszkanie i będzie szukał kolejnej ofiary.
Edytor zaawansowany

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.