Co jest grane? W świetle tego, co dowiedziałem się ostatnio, może to mieć
jakiś związek z amfiteatrem i wyborami w 2006 roku. Jak może niektórzy
pamiętają, sprawa konieczności wzmocnienia konstrukcji zadaszenia amfiteatru
wypłynęła dopiero po wyborach i nie zagroziła reelekcji pana Milewskiego
(wcześniej mowa było o opóźnieniach w budowie spowodowanych ciężką zimą).
Zresztą Gazeta nawet po wyborach pisała o tej sprawie bardzo oględnie. Ale z
informacji, jakie mam, wynika, że wrzód mógł zaczął pęcznieć jeszcze przed
wyborami. Jeśli to jest prawdą, to oznaczałoby, że władzom musiałoby zależeć,
żeby nie pękł za wcześnie. W związku z tym wszystkie strony mające na ten
temat wiedzę, musiałyby problem solidarnie przemilczać. I rzeczywiście nikt
nie wspominał o jakichś problemach z konstrukcją, co widać to w tym artykule:
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3410560.html
Pytanie tylko, czy nie było o czym mówić, czy jednak trzeba było coś
przemilczeć? A gdyby chodziło o to drugie, to czy zainteresowani milczeli
wyłącznie z dobrej woli i wzajemnej sympatii czy może motywacje były dużo
bardziej prozaiczne i konkretne?
Swoją drogą to powyższy artykuł wygląda bardzo ciekawie z dzisiejszej
perspektywy, gdybyśmy przyjęli całkowicie hipotetyczne założenie, że już w
czasie jego pisania zarówno prezydent, jak i projektant oraz wykonawca
wiedzieli, że jest poważny problem z konstrukcją dachu amfiteatru. Oczywiście
jest to założenie całkowicie hipotetyczne i abstrakcyjne, które na pewno nie
ma nic wspólnego z rzeczywistością, bo przecież nasza władza jest
krystalicznie uczciwa. I na pewno nikomu w Ratuszu nawet przez myśl nie
przeszłoby, żeby coś ukrywać przed opinią publiczną... :-))
--
Nadwiślańskie Wilkowyje