Dodaj do ulubionych

DOLAR NAJSLABSZY OD 7 LAT A BEZROBOCIE SPADA

09.11.04, 00:08
gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,2381972.html
Miejsc pracy w USA przybywa szybciej niz sie tego analitycy spodziewali i
niektorzy tylko kojarza to ze slabym dolarem.
Analitycy w Polsce ciesza sie bardzo silna zlotowka,chociaz niepokoi ich
wysokie bezrobocie.
Czy juz wyraznie widac relacje miedzy niska wartoscia waluty a szybkim
tworzeniem nowych mijsc pracy?
A w EU po staremu bedziemy umacniac euro i walczyc z inflacja.
Edytor zaawansowany
  • pawel-l 09.11.04, 13:38
    According to Stephen Roach, the head economist of Morgan Stanley, the deficits
    are growing so large that, by the end of the year, America’s indebtedness to
    other countries will reach 28% of GDP. That would bring US indebtedness to a
    level of 300% of exports. Argentina and Brazil were at 400% right before they
    collapsed in the 1990’s.

    US Treasury data shows that the net capital inflows from the rest of the world
    into the United States fell for the 6th month in a row. Private investment from
    abroad fell to $34.7 billion in August from $72.9 billion in July. Asian
    central banks made up for the shortfall. If they hadn’t, the dollar would have
    crashed.

    The NY Times quoted Ashraf Laidi, a currency analyst at MG Financial Group, as
    saying, "foreign central banks saved the dollar from disaster. The stability of
    the bond market is at the mercy of Asian purchases of US Treasuries."

    Tak się zastanawiam jeśli inflacja w Chinach jest ponad 5% to czy jako 20
    chińska prowincja nie taka sama inflacja powinna być w USA ?
  • maksimum 09.11.04, 22:52
    pawel-l Ty chyba jestes jedynym czlowiekiem,ktory czyta tego histeryka S.Roach.

    asia.news.yahoo.com/041104/afp/041104090759business.html
    Poza tym inflacja w Chinach jest 4,6% przy wzroscie gospodarczym ponad 9%.
    Czy nie przydalyby sie Polsce takie wskazniki?
    Czy moze lepiej powalczyc z inflacja?
  • andrzej.rzonca_nbp 09.11.04, 18:32
    Gdyby spadek bezrobocia byl spowodowany osłabieniem kursu dolara wobec walut
    głównych partnerów handlowych Stanów Zjednoczonych, byłby to jedynie spadek
    przejściowy. Jednocześnie, aby można było mówić chociażby o przejściowym spadku
    bezrobocia, wywołanym osłabieniem kursu waluty krajowej, musiałaby wystąpić
    jedna z dwóch sytuacji, z której żadna nie jest obserwowana obecnie w Stanach
    Zjednoczonych. Osłabienie kursu powinno doprowadzić do zwiększenia łącznego
    popytu albo poprzez poprawę eksportu netto (czyli różnicy między eksportem a
    importem), albo na skutek wzrostu eksportu, który byłby na tyle silny, że
    skłoniłby przedsiębiorstwa do znaczącego zwiększenia inwestycji.
  • maksimum 09.11.04, 22:59
    andrzej.rzonca_nbp napisał:

    > Gdyby spadek bezrobocia byl spowodowany osłabieniem kursu dolara wobec walut
    > głównych partnerów handlowych Stanów Zjednoczonych, byłby to jedynie spadek
    > przejściowy.

    A od ilu lat juz "przejsciowo" dolar spada w stos do euro?
    news.yahoo.com/news?tmpl=story&u=/nm/20041109/bs_nm/markets_forex_dc_15
    O 5% w ciagu miesiaca.

    > Jednocześnie, aby można było mówić chociażby o przejściowym spadku
    > bezrobocia, wywołanym osłabieniem kursu waluty krajowej, musiałaby wystąpić
    > jedna z dwóch sytuacji, z której żadna nie jest obserwowana obecnie w Stanach
    > Zjednoczonych. Osłabienie kursu powinno doprowadzić do zwiększenia łącznego
    > popytu albo poprzez poprawę eksportu netto (czyli różnicy między eksportem a
    > importem), albo na skutek wzrostu eksportu, który byłby na tyle silny, że
    > skłoniłby przedsiębiorstwa do znaczącego zwiększenia inwestycji.

    No i znowu wracamy do cel w EU oraz zakazow importu.
  • andrzej.rzonca_nbp 10.11.04, 11:50
    Źle mnie Pan zrozumiał. Nie twierdze, ze spadek kursu dolara jest przejściowy
    (bo jak już wcześniej kilka razy pisałem nie podejmuje się prognozowania kursów
    walutowych). Napisałem, ze gdyby spadek bezrobocia był spowodowany osłabieniem
    kursu dolara, to spadek bezrobocia byłby przejściowy.
  • maksimum 10.11.04, 15:28
    andrzej.rzonca_nbp napisał:

    > Źle mnie Pan zrozumiał. Nie twierdze, ze spadek kursu dolara jest przejściowy
    > (bo jak już wcześniej kilka razy pisałem nie podejmuje się prognozowania
    kursów walutowych). Napisałem, ze gdyby spadek bezrobocia był spowodowany
    >osłabieniem kursu dolara, to spadek bezrobocia byłby przejściowy.

    No wlasnie,a ja twierdze,ze spadek wartosci dolara bedzie na tyle dlugi by
    poziom bezrobocia utrzymac na wysokosci okolo 5% lub nieco nizej.
  • andrzej.rzonca_nbp 10.11.04, 14:07
    maksimum napisał:

    > > A od ilu lat juz "przejsciowo" dolar spada w stos do euro?

    O wyraźnej tendencji spadkowej kursu dolara w stosunku do euro można mówić od
    lutego 2002 roku. Jednak jego obecny kurs wcale nie jest nadzwyczajnie niski.
    Jest mniej więcej taki sam jak w połowie lat dziewięćdziesiątych. I tutaj mam
    do Pana pytanie: skoro według Pana słaby kurs walutowy, to najważniejszy
    determinant wzrostu gospodarki, jak to się stało, że w drugiej połowie lat
    dziewięćdziesiątych gospodarka Stanów Zjednoczonych tak szybko się rozwijała,
    chociaż dolar stale się umacniał?
  • maksimum 10.11.04, 15:36
    andrzej.rzonca_nbp napisał:

    > maksimum napisał:
    >
    > > > A od ilu lat juz "przejsciowo" dolar spada w stos do euro?
    >
    > O wyraźnej tendencji spadkowej kursu dolara w stosunku do euro można mówić od
    > lutego 2002 roku. Jednak jego obecny kurs wcale nie jest nadzwyczajnie niski.
    > Jest mniej więcej taki sam jak w połowie lat dziewięćdziesiątych.

    Czyli powiedzmy sobie szczerze,ze jest na najnizszym poziomie w stosunku do
    euro.

    > I tutaj mam
    > do Pana pytanie: skoro według Pana słaby kurs walutowy, to najważniejszy
    > determinant wzrostu gospodarki, jak to się stało, że w drugiej połowie lat
    > dziewięćdziesiątych gospodarka Stanów Zjednoczonych tak szybko się rozwijała,
    > chociaż dolar stale się umacniał?

    A kiedy ja powiedzialem,ze kurs waluty jest najwazniejszym determinantem
    wzrostu gospodarki?
    Moze przytoczy pan ten fragment mojej wypowiedzi.
    Powiedzialem,ze wielkosc zatrudnienie,czyli niskie bezrobocie jest
    bajwazniejszym determinantem wzrostu gospodarczego w USA,bo w EU wiadomo,ze
    jest to mocne euro i niska inflacja.
    W latach 1990 szybki rozwoj IT byl motorem napedowym gospodarki USA i
    bezrobocie bylo tak nisko jak 3,9%.
  • darr.darek 10.11.04, 17:24
    maksimum napisał:
    > > I tutaj mam
    > > do Pana pytanie: skoro według Pana słaby kurs walutowy, to najważniejszy
    > > determinant wzrostu gospodarki, jak to się stało, że w drugiej połowie la
    > > dziewięćdziesiątych gospodarka Stanów Zjednoczonych tak szybko się rozwij
    > > chociaż dolar stale się umacniał?
    >A kiedy ja powiedzialem,ze kurs waluty jest najwazniejszym determinantem
    >wzrostu gospodarki?
    >Moze przytoczy pan ten fragment mojej wypowiedzi.
    >Powiedzialem,ze wielkosc zatrudnienie,czyli niskie bezrobocie jest
    >bajwazniejszym determinantem wzrostu gospodarczego w USA,bo w EU wiadomo,ze
    >jest to mocne euro i niska inflacja.
    >W latach 1990 szybki rozwoj IT byl motorem napedowym gospodarki USA i
    >bezrobocie bylo tak nisko jak 3,9%.

    Ty się przekomarzasz czy dyskutujesz ?
    Jeśli dyskutujesz, to powinienieś odpowiedzieć w kontekście swoich argumentów z
    tego wątku :
    1. "Miejsc pracy w USA przybywa szybciej niz sie tego analitycy spodziewali i
    niektorzy tylko kojarza to ze slabym dolarem.
    Analitycy w Polsce ciesza sie bardzo silna zlotowka,chociaz niepokoi ich
    wysokie bezrobocie.
    Czy juz wyraznie widac relacje miedzy niska wartoscia waluty a szybkim
    tworzeniem nowych mijsc pracy?
    A w EU po staremu bedziemy umacniac euro i walczyc z inflacja"

    W nawiązaniu do powyższej swojej wypowiedzi odpowiedz na zadane pytanie :
    jak to się stało, że w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych gospodarka
    Stanów Zjednoczonych tak szybko się rozwijała chociaż dolar stale się umacniał?


  • maksimum 10.11.04, 23:30
    darr.darek napisał:

    > maksimum napisał:
    > > > I tutaj mam
    > > > do Pana pytanie: skoro według Pana słaby kurs walutowy, to najważni
    > ejszy determinant wzrostu gospodarki, jak to się stało, że w drugiej poło
    > wie la dziewięćdziesiątych gospodarka Stanów Zjednoczonych tak szybko się
    > rozwij chociaż dolar stale się umacniał?
    > >A kiedy ja powiedzialem,ze kurs waluty jest najwazniejszym determinantem
    > >wzrostu gospodarki?
    > >Moze przytoczy pan ten fragment mojej wypowiedzi.
    > >Powiedzialem,ze wielkosc zatrudnienie,czyli niskie bezrobocie jest
    > >bajwazniejszym determinantem wzrostu gospodarczego w USA,bo w EU wiadomo,z
    > e jest to mocne euro i niska inflacja.
    > >W latach 1990 szybki rozwoj IT byl motorem napedowym gospodarki USA i
    > >bezrobocie bylo tak nisko jak 3,9%.
    >
    > Ty się przekomarzasz czy dyskutujesz ?
    > Jeśli dyskutujesz, to powinienieś odpowiedzieć w kontekście swoich argumentów
    z tego wątku :
    > 1. "Miejsc pracy w USA przybywa szybciej niz sie tego analitycy spodziewali i
    > niektorzy tylko kojarza to ze slabym dolarem.
    > Analitycy w Polsce ciesza sie bardzo silna zlotowka,chociaz niepokoi ich
    > wysokie bezrobocie.
    > Czy juz wyraznie widac relacje miedzy niska wartoscia waluty a szybkim
    > tworzeniem nowych mijsc pracy?
    > A w EU po staremu bedziemy umacniac euro i walczyc z inflacja"
    >
    > W nawiązaniu do powyższej swojej wypowiedzi odpowiedz na zadane pytanie :
    > jak to się stało, że w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych gospodarka
    > Stanów Zjednoczonych tak szybko się rozwijała chociaż dolar stale się
    >umacniał?

    Odpowiedz masz powyzej.
    Efektem szybkiego rozwoju gospodarczego bylo umacnianie sie dolara,a nie
    odwrotnie.
    www.afsa.org/fsj/feb00/eich.cfm

    W 2001 nastapil krysys z ktorego EU do tej pory nie moze wyjsc,a Stany wyszly
    poprzez zmniejszenie podatkow oraz obnizke wartosci dolara.
  • andrzej.rzonca_nbp 16.11.04, 17:15
    Cieszę się, że dostrzega Pan możliwość kształtowania kursu walutowego przez
    rynek. Nie bardzo jednak rozumiem, dlaczego Pana zdaniem z końcem lat
    dziewięćdziesiątych kurs dolara przestał być kształtowany przez rynek.
  • maksimum 17.11.04, 05:14
    andrzej.rzonca_nbp napisał:

    > Cieszę się, że dostrzega Pan możliwość kształtowania kursu walutowego przez
    > rynek. Nie bardzo jednak rozumiem, dlaczego Pana zdaniem z końcem lat
    > dziewięćdziesiątych kurs dolara przestał być kształtowany przez rynek.

    Odpowiedz jest zdumiewajaco prosta.
    Bush nie byl prezydentem i John Snow nie ksztaltowal polityki monetarnej.
    To chyba jest proste jak olowek,ze gdy Bush obnizy podatki i zwiekszy wydatki
    budzetowe,to wzrosnie def budzetowy i WTEDY RYNEK ZAREAGUJE NA TO OBNIZKA
    WARTOSCI DOLARA.
  • andrzej.rzonca_nbp 18.11.04, 17:33
    John Snow nadal nie kształtuje polityki pieniężnej Stanów Zjednoczonych (jest
    sekretarzem skarbu). I bardzo dobrze, bo jak pokazują doświadczenia licznych
    krajów, rząd powinien być możliwie daleko od polityki pieniężnej.
    Zależność między deficytem a kursem walutowym nie jest tak prosta jak Pan
    pisze.
    Po pierwsze, zwiększenie deficytu wcale nie musi oznaczać wyższego popytu
    krajowego i w efekcie pogorszenia salda obrotów bieżących. Blisko połowie
    przypadków zmian salda sektora finansów publicznych w krajach rozwiniętych
    towarzyszyła taka sama, a nie przeciwna co do kierunku zmiana produktu w
    krótkim okresie.
    Po drugie, wyższy deficyt oznacza, że rząd konkuruje z przedsiębiorcami o
    kredyty. To podbija stopy procentowe (chyba że bank centralny będzie zasilał
    banki komercyjne w dodatkową płynność; zrobi tak jednak tylko wtedy, gdy w jego
    ocenie zwiększenie deficytu nie doprowadzi do pojawienia się presji od strony
    popytu na ceny (zob. punkt pierwszy)). Wyższe stopy procentowe zachęcają do
    napływu kapitał portfelowy, który umacnia kurs waluty krajowej.
    Po trzecie, John Snow zapowiada ograniczenie deficytu o połowę. A to by
    oznaczało - w świetle opisanej przez Pana zależności między kursem walutowym a
    deficytem, że administracja Busha zamierza umacniać dolara. To z kolei stoi w
    sprzeczności z Pana wcześniejszymi wypowiedziami.
    Piszę to wszystko, dlatego że chcę Pana przekonać, że gospodarka jest dużo
    bardziej złożona niż wydaje się większości ludzi. W efekcie, najlepszą rzeczą,
    jaką rząd może zrobić dla wzrostu gospodarczego, to powstrzymać się od
    interwencji; mechanizm rynkowy - przeciętnie - znacznie lepiej poradzi sobie z
    efektywnym wykorzystaniem zasobów gospodarki niż nawet najsprawniejszy rząd.
    Wydaje mi się, że tego samego zdania jest (co najmniej) duża część osób z
    otoczenia Busha, zajmujących się gospodarką (np. Gregory Mankiw).
  • maksimum 19.11.04, 03:34
    andrzej.rzonca_nbp napisał:

    > John Snow nadal nie kształtuje polityki pieniężnej Stanów Zjednoczonych (jest
    > sekretarzem skarbu). I bardzo dobrze, bo jak pokazują doświadczenia licznych
    > krajów, rząd powinien być możliwie daleko od polityki pieniężnej.

    To sie odnosi tylko do krajow,w ktorych nie ma kredytow udzielanych na stala
    stope procentowa(EU),gdzie raty kredytu sa identyczne od pierwszej do ostaniej.
    Wtedy rzeczywiscie nie ma zadnej motywacji zeby podaza pieniadza i niskimi st%
    oddzialywac na wzrost gospodarczy.

    > Zależność między deficytem a kursem walutowym nie jest tak prosta jak Pan
    > pisze.
    > Po pierwsze, zwiększenie deficytu wcale nie musi oznaczać wyższego popytu
    > krajowego

    Przy obnizce podatkow o ktorej pisalem,to jest na 100% pewne.

    > i w efekcie pogorszenia salda obrotów bieżących.

    Szybszy wzrost gospodarczy zawsze powoduje ujemny bilans handlowy.
    Chyba ,ze sie niezle obstawimy clami.

    > Blisko połowie
    > przypadków zmian salda sektora finansów publicznych w krajach rozwiniętych
    > towarzyszyła taka sama, a nie przeciwna co do kierunku zmiana produktu w
    > krótkim okresie.

    Czyli w ponad polowie zwiekszenie def budzetowego zwiekszalo wzrost gospodarczy.
    Poza tym zalezy na co te wydatki publiczne sa przeznaczone.
    Jesli na wzrost zapomog,co jest modne w EU,to rzeczywiscie moze to byc gwozdz
    do trumny.
    Niech sie pan specyficzniej wyraza,czy chodzi o wydatki budzetowe prowzrostowe
    czy antywzrostowe.

    > Po drugie, wyższy deficyt oznacza, że rząd konkuruje z przedsiębiorcami o
    > kredyty. To podbija stopy procentowe (chyba że bank centralny będzie zasilał
    > banki komercyjne w dodatkową płynność; zrobi tak jednak tylko wtedy, gdy w
    jego ocenie zwiększenie deficytu nie doprowadzi do pojawienia się presji od
    strony
    > popytu na ceny (zob. punkt pierwszy)). Wyższe stopy procentowe zachęcają do
    > napływu kapitał portfelowy, który umacnia kurs waluty krajowej.
    > Po trzecie, John Snow zapowiada ograniczenie deficytu o połowę. A to by
    > oznaczało - w świetle opisanej przez Pana zależności między kursem walutowym
    a deficytem, że administracja Busha zamierza umacniać dolara. To z kolei stoi w
    > sprzeczności z Pana wcześniejszymi wypowiedziami.

    Pan mowi o teorii a Bush,Snow i ja mowimy o praktyce.
    Przeciez Bush od poczatku mowi o mocnym dolarze i J.Snow tez od poczatku swojej
    nominacji mowi o mocnym dolarze,a co widzimy w miedzyczasie.
    W miedzyczasie dolar slabnie i to o 20% rocznie.

    > Piszę to wszystko, dlatego że chcę Pana przekonać, że gospodarka jest dużo
    > bardziej złożona niż wydaje się większości ludzi.

    Zgadza sie i ja to bardzo dobrze widze od strony praktycznej.
    Pan natomiast prezentuje praktyke w wydaniu EUropejskim.

    > W efekcie, najlepszą rzeczą,
    > jaką rząd może zrobić dla wzrostu gospodarczego, to powstrzymać się od
    > interwencji; mechanizm rynkowy - przeciętnie - znacznie lepiej poradzi sobie
    >z efektywnym wykorzystaniem zasobów gospodarki niż nawet najsprawniejszy rząd.

    Gdyby tak bylo,to India rozwijalaby sie szybciej od Chin,bo jest tam demokracja
    i tansza sila robocza.

    > Wydaje mi się, że tego samego zdania jest (co najmniej) duża część osób z
    > otoczenia Busha, zajmujących się gospodarką (np. Gregory Mankiw).

    Mniejsza ingerencja panstwa w gospodarke,znaczy nizsze podatki i mniej regulacji
    tak samo w Stanach jak i w Chinach.
    Wszystkie inne wskazniki jak deficyt budzetowy czy wartosc dolara beda
    uzaleznione od wielkosci bezrobocia w Stanach.
    NIKT sie nie przejmuje tym w Stanach jakby za 1 euro trzeba bylo placic 1,5
    doll.
    www.whitehouse.gov/cea/mankiwbio.html

    Niech pan rowniez raczy zauwazyc,ze Stiglitz ktory czesto cytowany jest w
    opracowaniach NBP byl doradca prezydenta demokraty.
    Natomiast M.Friedman i S.Friedman doradcami republikanow.
    Jest duza roznica miedzy tym co proponuja republikanie i demokraci oraz ich
    doradcami.
  • andrzej.rzonca_nbp 22.11.04, 13:21
    maksimum napisał:

    > Przy obnizce podatkow o ktorej pisalem,to jest na 100% pewne.

    Wcale nie. Jeżeli gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa będą przekonane, że
    obniżka jest tylko przejściowa (tzn. że w ślad za obniżeniem podatków nie
    zostaną zredukowane wydatki publiczne), a w przyszłości nastąpi silna podwyżka
    podatków (albo bankructwo państwa), wówczas zamiast zwiększyć ograniczą swoje
    wydatki i łączny popyt spadnie. Dla przykładu, w latach 1990-1994 saldo
    pierwotne oraz pierwotne saldo strukturalne w Szwecji pogorszyły się
    odpowiednio o 14,1 i 10,9 proc. PKB. Pogorszenie to było w całości spowodowane
    przez zmniejszenie bieżących ciężarów podatkowych netto, czyli różnicy między
    podatkami płaconymi przez sektor prywatny a trafiającymi do niego transferami.
    Konsumpcja sektora rządowego pozostała na praktycznie nie zmienionym poziomie.
    Ekspansji fiskalnej towarzyszył silny spadek prywatnej konsumpcji, znacznie
    głębszy niż wynikałoby z prognoz - niezależnie od specyfikacji funkcji
    konsumpcji.
    Więcej na ten temat może Pan przeczytać w pracy Francesco Giavazziego i Marco
    Pagano z 1996 roku.
  • maksimum 22.11.04, 21:34
    andrzej.rzonca_nbp napisał:

    > maksimum napisał:
    >
    > > Przy obnizce podatkow o ktorej pisalem,to jest na 100% pewne.
    >
    > Wcale nie. Jeżeli gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa będą przekonane, że
    > obniżka jest tylko przejściowa (tzn. że w ślad za obniżeniem podatków nie
    > zostaną zredukowane wydatki publiczne), a w przyszłości nastąpi silna
    podwyżka
    > podatków (albo bankructwo państwa), wówczas zamiast zwiększyć ograniczą swoje
    > wydatki i łączny popyt spadnie. Dla przykładu, w latach 1990-1994 saldo
    > pierwotne oraz pierwotne saldo strukturalne w Szwecji pogorszyły się
    > odpowiednio o 14,1 i 10,9 proc. PKB. Pogorszenie to było w całości
    spowodowane
    > przez zmniejszenie bieżących ciężarów podatkowych netto, czyli różnicy między
    > podatkami płaconymi przez sektor prywatny a trafiającymi do niego
    transferami.
    > Konsumpcja sektora rządowego pozostała na praktycznie nie zmienionym
    poziomie.
    > Ekspansji fiskalnej towarzyszył silny spadek prywatnej konsumpcji, znacznie
    > głębszy niż wynikałoby z prognoz - niezależnie od specyfikacji funkcji
    > konsumpcji.
    > Więcej na ten temat może Pan przeczytać w pracy Francesco Giavazziego i Marco
    > Pagano z 1996 roku.

    Amerykanie wiedza,ze 2/3 GDP to sa wydatki konsumenta i Amerykanie maja
    zakodowane,ze w okresie spowolnienia gospodarczego najlepszym wyjsciem jest
    wydawac wiecej.
    W EU jest inna ekonomia i inni ludzie.
    Lance Armstrong tez jest tylko jeden i mimo ze w EUropie jest mnostwo ladnych
    miejsc Amerykanie tam nie emigruja.
  • andrzej.rzonca_nbp 22.11.04, 13:25
    maksimum napisał:

    > Szybszy wzrost gospodarczy zawsze powoduje ujemny bilans handlowy.
    > Chyba ,ze sie niezle obstawimy clami.

    Zgadza się. Tyle tylko, że zwiększenie deficytu budżetu nie musi prowadzić do
    przyspieszenia wzrostu gospodarki w krótkim okresie. Inaczej mówiąc, z
    deficytem mogą wiązać się nie tylko długofalowe koszty, ale i koszty w krótkim
    okresie.
  • andrzej.rzonca_nbp 22.11.04, 13:43
    maksimum napisał:

    > zalezy na co te wydatki publiczne sa przeznaczone.
    > Jesli na wzrost zapomog,co jest modne w EU,to rzeczywiscie moze to byc gwozdz
    > do trumny.
    > Niech sie pan specyficzniej wyraza,czy chodzi o wydatki budzetowe
    prowzrostowe
    > czy antywzrostowe.

    Zgadzam się z Panem, że różne wydatki publiczne różnie wpływają na wzrost
    gospodarki - tak w krótkim, jak i w długim okresie.
    Zajmijmy się najpierw krótkim okresem. Wydatki publiczne mogą zastępować
    konsumpcję prywatną albo w bieżącym okresie, albo w przyszłych okresach. W tym
    drugim przypadku zmiany wydatków prywatnych w bieżącym okresie podążałyby w tym
    samym kierunku co wydatki publiczne.
    Przejdźmy teraz do długiego okresu. Wiele kategorii wydatków państwa (np.
    wydatki na infrastrukturę, czy edukację) dodatnio wpływa na rozwój, jeżeli nie
    brać pod uwagę skutków sposobu ich finansowania. Niektóre z nich – wydatki na
    wybrane dobra publiczne (wymiar sprawiedliwości, porządek publiczny) – mogą
    nawet silniej podnosić długofalowe tempo wzrostu gospodarki niż obniża je
    najbardziej szkodliwa dla wzrostu gospodarki forma opodatkowania, tj. podatek
    dochodowy. Istnieją jednak również i takie, których wzrost sam w sobie hamuje
    rozwój i to na kilka sposobów.
    Po pierwsze, ograniczają one liczbę miejsc pracy. Podnoszą opłacalność
    pozostawania poza zatrudnieniem. Zwiększając siłę przetargową pracobiorców
    względem pracodawców, podbijają koszty pracy. Ten ujemny wpływ niektórych
    wydatków publicznych na liczbę miejsc pracy nasila się wraz ze wzrostem swobody
    przepływu kapitału. Przedsiębiorstwa szybciej mogą dostosować wielkość
    zatrudnienia do zmian w warunkach działania; prostsze i tańsze staje się
    przenoszenie produkcji poza granice kraju.
    Po drugie, wydatki publiczne, podnosząc opłacalność pozostawania poza
    zatrudnieniem, redukują jednocześnie opłacalność podnoszenia kwalifikacji.
    Tymczasem, ciągły postęp technologiczny obniża produktywność osób o niskich
    kwalifikacjach. Np. jeżeli robotnik, zajmujący się wykopami, który nie umie
    obsługiwać urządzeń technicznych, zamiast łopaty otrzyma koparkę, jego
    wydajność spadnie do zera.
    Po trzecie, wydatki publiczne, zwiększając koszty pracy, mogą hamować
    inwestycje. Jeżeli nasileniu presji płacowej nie towarzyszy odpowiedni wzrost
    wydajności pracy, wtedy jest ono równoznaczne ze wzrostem udziału wynagrodzenia
    pracy w produkcie, a w efekcie – ze zmniejszeniem zdolności i skłonności
    przedsiębiorstw do inwestowania.
    Po czwarte, wiele rodzajów wydatków publicznych zmniejsza efektywność
    wykorzystania czynników wytwórczych. Wydatki państwa, jeżeli nie zastępują w
    pełni wydatków prywatnych, zmieniają strukturę łącznego popytu; przestaje ona
    odzwierciedlać preferencje gospodarstw domowych. Kierują aktywność
    przedsiębiorstw w stronę walki o uzyskanie/zachowanie przywilejów. Firmy
    zamiast konkurować między sobą w pomnażaniu zasobów, walczą o jak
    najkorzystniejszy dla siebie ich podział. Nie muszą poszukiwać nowych sposobów,
    jak wytwarzać efektywniej, bo odpowiedni poziom dochodów może im zagwarantować
    państwo. Wygrywa nie najbardziej efektywny, potrafiący najtaniej zaspokajać
    potrzeby innych, a najlepiej ustosunkowany.
    Do takiej kategorii wydatków można zaliczyć subsydia do przedsiębiorstw i
    transfery socjalne do osób w wieku aktywności zawodowej pozostających poza
    zatrudnieniem.
  • andrzej.rzonca_nbp 22.11.04, 13:51
    maksimum napisał:

    > andrzej.rzonca_nbp napisał:
    >
    > Gdyby tak bylo,to India rozwijalaby sie szybciej od Chin,bo jest tam
    demokracja
    >
    > i tansza sila robocza.

    Demokracja nie jest ani warunkiem koniecznym, ani tym bardziej warunkiem
    wystarczającym istnienia wolnego rynku (zob. np. Singapur). Jeżeli Chiny
    rozwijają się szybciej od Indii, to dlatego, że w Chinach mniej ograniczana
    jest wolność gospodarcza. Zresztą tempo wzrostu Indii jest również bardzo
    wysokie, od kiedy wprowadza się w tym kraju reformy rynkowe.
    Prawdziwa jest natomiast odwrotna zależność: tzn. demokracja nie jest możliwa
    bez wolnego rynku. Na taką zależność zwrócił uwagę Milton Friedman.
  • maksimum 22.11.04, 21:52
    andrzej.rzonca_nbp napisał:

    > maksimum napisał:
    >
    > > andrzej.rzonca_nbp napisał:
    > >
    > > Gdyby tak bylo,to India rozwijalaby sie szybciej od Chin,bo jest tam
    > demokracja i tansza sila robocza.
    >
    > Demokracja nie jest ani warunkiem koniecznym, ani tym bardziej warunkiem
    > wystarczającym istnienia wolnego rynku (zob. np. Singapur). Jeżeli Chiny
    > rozwijają się szybciej od Indii, to dlatego, że w Chinach mniej ograniczana
    > jest wolność gospodarcza. Zresztą tempo wzrostu Indii jest również bardzo
    > wysokie, od kiedy wprowadza się w tym kraju reformy rynkowe.
    > Prawdziwa jest natomiast odwrotna zależność: tzn. demokracja nie jest możliwa
    > bez wolnego rynku. Na taką zależność zwrócił uwagę Milton Friedman.

    Swoboda dysponowania wlasnym kapitalem jak i wlasna praca musi byc
    zagwarantowana w konstytucji.Chiny mimo ze sa dyktatura takie gwarancje daja,a
    Rosja jeszcze nie jest w WTO.
    Fakt ze Chinczycy sie nie buntuja swiadczy,ze nie spiesza sie do demokracji
    istniejacej w Indii i EU.
    Nikt nie wie lepiej niz M.Friedman,ze to wlasnie dyktatura postawila gospodarke
    na nogi w Chile.
  • damkon 22.11.04, 23:36
    Czytam te Pana spostrzezenia i przyznam, ze coraz bardziej mnie one zdumiewaja.
    Wychodzac w swojej argumentacji z zalozenia, ze kosztem oslabiania wlasnej
    waluty w stosunku do walut obcych powinnismy wplywac na poziom bezrobocia
    dochodzi Pan do konkluzji, ze najlepszym modelem ustrojowym dla rozwoju wolnego
    rynku i wzrostu bogactwa narodow jest dyktatura (w tym miejscu powoluje sie Pan
    na przyklad Chile). Mozna tu oczywiscie spierac sie, czy demokracja sprzyja
    rozwojowi wolnego rynku (zreszta czesc ekonomistow nawet tych liberalnych jest
    tutaj calkiem innego zdania, np. Hayek nazywa ja tyrania wiekszosci i w jej
    miejsce proponuje wstawic "demonarchie") a jezeli tak, to gdzie tkwia jej
    naturalne ograniczenia lub zagrozenia dla wolnego rynku. Natomiast panskie
    spostrzezenie, ze najwlasciwsza dla swobody i rozwoju gospodarczego jest
    dyktatura moze dac do myslenia nawet tak wybitnym ekonomistom tego nurtu, jakim
    byli Hitler, Stalin czy bardziej im wspolczesny S. Husajn. Zapewne prawda jest
    fakt, ze dyktatura daje najwyzszy z mozliwych poziomow swobod gospodarczych,
    ale tylko dyktatorom, lub rzadzacym z ich upowaznienia i w ich imieniu
    (najlepszym tu przykladem byla dyktatura proletariatu). Caly problem z
    wszystkimi dyktaturami polega, bowiem na tym, ze uznaja one jedyna prawde
    objawiona tylko sprawujacym wladze w imie iluzorycznego szczescia wszystkich i
    postepu historii. Wszelkie wolnosci (nie tylko wolnosci gospodarcze) sa
    zagrozeniem dla egzystencji dyktatury. Dyktatura zasadniczo nie uznaje
    roznorodnosci, ktora jawi sie rzadzacym jako cos nienormalnego, jako cos co
    nalezy unicestwic. Okazjonalne i spektakularne sukcesy nie moga przesadzac nam
    w zaden sposob o wyzszosci tego systemu politycznego nad systemami
    demokratycznymi. Wszystkie dyktatury wczesniej czy pozniej ulegaly
    kompromitacji a efektem ich zawsze byla demagogia oparta na dogmatach, mitach
    czy uprzedzeniach nigdy zas na zdrowym rozsadku. Podsumowujac, ma tylko
    nadzieje, ze panskie sformulowanie o tym ze M.Friedman "wiedzial najlepiej jak
    to dyktatura w Chile stawiala jej gospodarke na nogi" jest tylko wesolym zartem
    a nie powazna uwaga merytoryczna do tekstu p. A.Rzoncy o zaleznosci miedzy
    wolnym rynkiem a demokracja.
  • maksimum 23.11.04, 04:33
    damkon napisał:

    > Czytam te Pana spostrzezenia i przyznam, ze coraz bardziej mnie one
    >zdumiewaja.

    Wlasnie po to pisze,by pobudzic do myslenia.

    > Wychodzac w swojej argumentacji z zalozenia, ze kosztem oslabiania wlasnej
    > waluty w stosunku do walut obcych powinnismy wplywac na poziom bezrobocia
    > dochodzi Pan do konkluzji, ze najlepszym modelem ustrojowym dla rozwoju
    wolnego
    > rynku i wzrostu bogactwa narodow jest dyktatura (w tym miejscu powoluje sie
    Pan na przyklad Chile). Mozna tu oczywiscie spierac sie, czy demokracja sprzyja
    > rozwojowi wolnego rynku (zreszta czesc ekonomistow nawet tych liberalnych
    jest tutaj calkiem innego zdania, np. Hayek nazywa ja tyrania wiekszosci i w
    jej miejsce proponuje wstawic "demonarchie") a jezeli tak, to gdzie tkwia jej
    > naturalne ograniczenia lub zagrozenia dla wolnego rynku. Natomiast panskie
    > spostrzezenie, ze najwlasciwsza dla swobody i rozwoju gospodarczego jest
    > dyktatura moze dac do myslenia nawet tak wybitnym ekonomistom tego nurtu,
    >jakim byli Hitler, Stalin czy bardziej im wspolczesny S. Husajn.

    Zaczal pan calkiem plynnie i moznaby wziac pana nawet za czlowieka
    inteligentnego,az tu nagle wyskakuje pan z trzema nazwiskami ludzi,ktorzy nie
    tylko z ekonomia ale zadna inna nauka nie mieli nic wspolnego.
    Z tego co ja wiem,zaden z nich nie skonczyl studiow i jesli pan ich zalicza do
    wybitnych ekonomistow,to zaczynam powatpiewac w poziom panskiej edukacji.
    Ja mam pobudzac do myslenia ludzi,ktorych na to myslenie stac ,a nie do takich
    desperacji jakie pan tu wyczynia.

    > Zapewne prawda jest
    > fakt, ze dyktatura daje najwyzszy z mozliwych poziomow swobod gospodarczych,
    > ale tylko dyktatorom, lub rzadzacym z ich upowaznienia i w ich imieniu
    > (najlepszym tu przykladem byla dyktatura proletariatu).

    Dalszy ciag desperacji w udowadnianiu,ze Stalin wprowadzil swobody gospodarcze.
    Niezle sie pan zagalopowal.

    > Caly problem z
    > wszystkimi dyktaturami polega, bowiem na tym, ze uznaja one jedyna prawde
    > objawiona tylko sprawujacym wladze w imie iluzorycznego szczescia wszystkich
    i postepu historii. Wszelkie wolnosci (nie tylko wolnosci gospodarcze) sa
    > zagrozeniem dla egzystencji dyktatury.

    Wlasnie to mialo miejsce jak"demokratyczny" swiata zaczal bojkotowac dobrze
    rozwijajace sie Chile i Hiszpanie w celu zaprowadzenia tam urawnilowki
    swiatowej.

    > Dyktatura zasadniczo nie uznaje roznorodnosci, ktora jawi sie rzadzacym jako
    >cos nienormalnego, jako cos co nalezy unicestwic.

    A moze czas najwyzszy by przejsc od formulek ksiazkowych do przykladow z zycia?

    > Okazjonalne i spektakularne sukcesy nie moga przesadzac nam
    > w zaden sposob o wyzszosci tego systemu politycznego nad systemami
    > demokratycznymi.

    Tylko dlatego,ze wyrosl pan w systemie demokratycznym i wyobraznia pana nie
    siega wyzej.Powtorze,nie chodzi mnie o cytaty z ksiazek ,ktore pan przeczytal,a
    o wytlumaczenie dlaczego Chiny od 25 lat rozwijaja sie najszybciej na swiecie.

    > Wszystkie dyktatury wczesniej czy pozniej ulegaly
    > kompromitacji a efektem ich zawsze byla demagogia oparta na dogmatach, mitach
    > czy uprzedzeniach nigdy zas na zdrowym rozsadku.

    A kiedys nawet panowalo przekonanie w nauce ekonomii ze kryzysy sa cykliczne i
    powtarzaja sie co 4 lata lub co 10 lat.I caly swiat wchodzi w kryzys a
    nastepnie z niego wychodzi.A tu zagwozdka dla tych ktorym umysl stanal w
    miejscu grubo w XX wieku:Dlaczego Japonia jest od kilkunastu lat w kryzysie a
    Chiny od 25 lat lat rozwijaja sie bezkryzysowo.

    > Podsumowujac, ma tylko
    > nadzieje, ze panskie sformulowanie o tym ze M.Friedman "wiedzial najlepiej
    jak to dyktatura w Chile stawiala jej gospodarke na nogi" jest tylko wesolym
    zartem a nie powazna uwaga merytoryczna do tekstu p. A.Rzoncy o zaleznosci
    >miedzy wolnym rynkiem a demokracja.

    To wszystko zalezy od poziomu wiedzy oraz poczucia humoru.
  • maksimum 23.11.04, 05:48
    maksimum napisał:

    > damkon napisał:
    >
    > > Czytam te Pana spostrzezenia i przyznam, ze coraz bardziej mnie one
    > >zdumiewaja.
    >
    > Wlasnie po to pisze,by pobudzic do myslenia.
    >
    > > Wychodzac w swojej argumentacji z zalozenia, ze kosztem oslabiania wlasnej
    > > waluty w stosunku do walut obcych powinnismy wplywac na poziom bezrobocia
    >
    > > dochodzi Pan do konkluzji, ze najlepszym modelem ustrojowym dla rozwoju
    > wolnego
    > > rynku i wzrostu bogactwa narodow jest dyktatura (w tym miejscu powoluje s
    > ie
    > Pan na przyklad Chile). Mozna tu oczywiscie spierac sie, czy demokracja
    sprzyja
    > > rozwojowi wolnego rynku (zreszta czesc ekonomistow nawet tych liberalnych
    >
    > jest tutaj calkiem innego zdania, np. Hayek nazywa ja tyrania wiekszosci i w
    > jej miejsce proponuje wstawic "demonarchie") a jezeli tak, to gdzie tkwia jej
    > > naturalne ograniczenia lub zagrozenia dla wolnego rynku. Natomiast panskie
    > > spostrzezenie, ze najwlasciwsza dla swobody i rozwoju gospodarczego jest
    > > dyktatura moze dac do myslenia nawet tak wybitnym ekonomistom tego nurtu,
    >
    > >jakim byli Hitler, Stalin czy bardziej im wspolczesny S. Husajn.
    >
    > Zaczal pan calkiem plynnie i moznaby wziac pana nawet za czlowieka
    > inteligentnego,az tu nagle wyskakuje pan z trzema nazwiskami ludzi,ktorzy nie
    > tylko z ekonomia ale zadna inna nauka nie mieli nic wspolnego.
    > Z tego co ja wiem,zaden z nich nie skonczyl studiow i jesli pan ich zalicza
    do wybitnych ekonomistow,to zaczynam powatpiewac w poziom panskiej edukacji.
    > Ja mam pobudzac do myslenia ludzi,ktorych na to myslenie stac ,a nie do
    takich desperacji jakie pan tu wyczynia.
    >
    > > Zapewne prawda jest
    > > fakt, ze dyktatura daje najwyzszy z mozliwych poziomow swobod gospodarczy
    ch, ale tylko dyktatorom, lub rzadzacym z ich upowaznienia i w ich imieniu
    > > (najlepszym tu przykladem byla dyktatura proletariatu).
    >
    > Dalszy ciag desperacji w udowadnianiu,ze Stalin wprowadzil swobody
    gospodarcze. Niezle sie pan zagalopowal.
    >
    > > Caly problem z
    > > wszystkimi dyktaturami polega, bowiem na tym, ze uznaja one jedyna prawde
    >
    > > objawiona tylko sprawujacym wladze w imie iluzorycznego szczescia wszystk
    > ich i postepu historii. Wszelkie wolnosci (nie tylko wolnosci gospodarcze) sa
    > > zagrozeniem dla egzystencji dyktatury.
    >
    > Wlasnie to mialo miejsce jak"demokratyczny" swiata zaczal bojkotowac dobrze
    > rozwijajace sie Chile i Hiszpanie w celu zaprowadzenia tam urawnilowki
    > swiatowej.
    >
    > > Dyktatura zasadniczo nie uznaje roznorodnosci, ktora jawi sie rzadzacym j
    > ako cos nienormalnego, jako cos co nalezy unicestwic.
    >
    > A moze czas najwyzszy by przejsc od formulek ksiazkowych do przykladow z
    zycia?
    >
    > > Okazjonalne i spektakularne sukcesy nie moga przesadzac nam
    > > w zaden sposob o wyzszosci tego systemu politycznego nad systemami
    > > demokratycznymi.
    >
    > Tylko dlatego,ze wyrosl pan w systemie demokratycznym i wyobraznia pana nie
    > siega wyzej.Powtorze,nie chodzi mnie o cytaty z ksiazek ,ktore pan
    przeczytal,a
    >
    > o wytlumaczenie dlaczego Chiny od 25 lat rozwijaja sie najszybciej na swiecie.
    >
    > > Wszystkie dyktatury wczesniej czy pozniej ulegaly
    > > kompromitacji a efektem ich zawsze byla demagogia oparta na dogmatach, mi
    > tach czy uprzedzeniach nigdy zas na zdrowym rozsadku.
    >
    > A kiedys nawet panowalo przekonanie w nauce ekonomii ze kryzysy sa cykliczne
    i powtarzaja sie co 4 lata lub co 10 lat.I caly swiat wchodzi w kryzys a
    > nastepnie z niego wychodzi.A tu zagwozdka dla tych ktorym umysl stanal w
    > miejscu grubo w XX wieku:Dlaczego Japonia jest od kilkunastu lat w kryzysie a
    > Chiny od 25 lat lat rozwijaja sie bezkryzysowo.
    >
    > > Podsumowujac, ma tylko
    > > nadzieje, ze panskie sformulowanie o tym ze M.Friedman "wiedzial najlepiej
    > jak to dyktatura w Chile stawiala jej gospodarke na nogi" jest tylko wesolym
    > zartem a nie powazna uwaga merytoryczna do tekstu p. A.Rzoncy o zaleznosci
    > >miedzy wolnym rynkiem a demokracja.
    >
    > To wszystko zalezy od poziomu wiedzy oraz poczucia humoru.

    A tu dla porownania poziom wiedzy Pinocheta z tym prymitywnym rzezimieszkiem
    Stalinem.
    en.wikipedia.org/wiki/Augusto_Pinochet#Early_career

  • maksimum 23.11.04, 06:03
    en.wikipedia.org/wiki/Joseph_Stalin
    Do szkoly mial pod gorke az go wreszcie wyrzucili a pozniej doprowadzil do
    smierci miliony wspolobywateli.
  • damkon 24.11.04, 00:40
    Przeczytalem teraz panska odpowiedz w stosunku do mojego komentarza i powiem
    Panu, ze tylko przez grzecznosc nie ustosunkuje sie do niej. Napisal Pan do
    mnie, ze zamiarem panskim jest pobudzac do myslenia a "nie do desperacji, jakie
    ja wyczyniam". Tu pozostawie bez komentarza efekt owego "pobudzania" zas zwroce
    Panu jedynie uwage na fakt, ze zapewne rzadko zaglada Pan do slownika jezyka
    polskiego. Co bowiem wedlug Pana znaczy slowo „desperacja"?
    Co zas się tyczy strony merytorycznej to panska odpowiedz jest zupelnie nie na
    temat, przynajmniej w stosunku do tego, co zawarlem w krotkim komentarzu do
    panskich "tworczych" spostrzezen. Cieszy mnie oczywiscie fakt, ze przynajmniej
    na poczatku wzial mnie Pan za czlowieka inteligentnego choc po przeczytaniu
    dwoch zdan szybko doszedl Pan do innych wnioskow (jak Pan sam to napisal), ale
    nie moim celem było zebranie od Pana pozytywnych recenzji tylko zwrocenie uwagi
    na pewne kwestie zwiazane z istota funkcjonowania dyktatury.
  • maksimum 24.11.04, 05:04
    damkon napisał:

    > Przeczytalem teraz panska odpowiedz w stosunku do mojego komentarza i powiem
    > Panu, ze tylko przez grzecznosc nie ustosunkuje sie do niej.

    Grzecznosc jest rzecza drugorzedna w dyskusji.Najwazniejsze jest logiczne
    motywowanie swoich spostrzezen.Jesli bedzie pan mnie tutaj czytal ksiazki o
    wyzszosci demokracji nad innymi systemami czy tez swietami Wielkiej Nocy,to ja
    moge sobie te ksiazki sam w wolnym czasie przeczytac.

    > Napisal Pan do mnie, ze zamiarem panskim jest pobudzac do myslenia a "nie do
    desperacji, jakie ja wyczyniam". Tu pozostawie bez komentarza efekt
    owego "pobudzania" zas zwroce
    > Panu jedynie uwage na fakt, ze zapewne rzadko zaglada Pan do slownika jezyka
    > polskiego. Co bowiem wedlug Pana znaczy slowo „desperacja"?

    Desperacja jest porownywanie Stalina i Hitlera do wzietych ekonomistow,ze o
    Husajnie nie wspomne.Nie mozna tez tych trzech porownac do Pinocheta,ktory
    zdobyl bardzo dobre wyksztalcenie,a tych trzech matolow na dodatek wrodzonego
    tepactwa bylo rowniez kryminalistami.

    > Co zas się tyczy strony merytorycznej to panska odpowiedz jest zupelnie nie
    na temat, przynajmniej w stosunku do tego, co zawarlem w krotkim komentarzu do
    > panskich "tworczych" spostrzezen. Cieszy mnie oczywiscie fakt, ze
    przynajmniej
    > na poczatku wzial mnie Pan za czlowieka inteligentnego choc po przeczytaniu
    > dwoch zdan szybko doszedl Pan do innych wnioskow (jak Pan sam to napisal),
    ale nie moim celem było zebranie od Pana pozytywnych recenzji tylko zwrocenie
    >uwagi na pewne kwestie zwiazane z istota funkcjonowania dyktatury.

    Niestety nie napisal pan nic,co wykracza poza popularna literature.
    Deng Xiaoping studiowal we Francji i dlatego jego wizja dyktatury byla calkiem
    inna niz ta jaka mial w sobie Mao czy Husajn.
    Kraj ma takiego prezydenta na jakiego sobie zasluzy i wszyscy dyktatorzy
    chinscy od Denga poczawszy sa ludzmi dobrze wyksztalconymi.
    Gruntowne wyksztalcenie daje calkowicie odmienny sposob ksztaltowania
    rzeczywistosci przez rzadzacych niz to ma miejsce gdy krajem rzadzi nieuk z
    przeszloscia kryminalna jak Husajn i caly jego gabinet zapuszcza wasy i zaklada
    berety zeby sie swojemu panu przypodobac.
    Zauwazyl pan chyba,ze w Chinach juz sie dawno w mundurkach nie chodzi.
    www.infoplease.com/ce6/people/A0815155.html
  • andrzej.rzonca_nbp 24.11.04, 15:39
    O wpływie demokracji na wyniki gospodarcze może Pan przeczytać np. w artykule
    Roberta J. Barro "Democracy and growth" (wyniki jego badań nie dają
    jednoznacznego obrazu, ale powinny Pana zainteresować).
    Za przykład, jak fatalne skutki może przynieść krajowi dyktatura, może posłużyć
    niemal każdy kraj afrykański, czy Ameryki Łacińskiej. Na marginesie,
    wykształcenie dyktatora okazało się nie dawać gwarancji przyzwoitych wyników
    gospodarczych.
  • maksimum 24.11.04, 16:19
    andrzej.rzonca_nbp napisał:

    > O wpływie demokracji na wyniki gospodarcze może Pan przeczytać np. w artykule
    > Roberta J. Barro "Democracy and growth" (wyniki jego badań nie dają
    > jednoznacznego obrazu, ale powinny Pana zainteresować).
    > Za przykład, jak fatalne skutki może przynieść krajowi dyktatura, może
    posłużyć
    > niemal każdy kraj afrykański, czy Ameryki Łacińskiej. Na marginesie,
    > wykształcenie dyktatora okazało się nie dawać gwarancji przyzwoitych wyników
    > gospodarczych.

    Mowimy o calkiem odmiennych zagadnieniach.
    Podstawa sukcesu jest pracowitosc i dyscyplina spoleczna i te cechy Chinczycy
    maja w DNA.
    Tych cech niestety nie maja mieszkancy wiekszosci narodow afrykanskich i
    poludniowo-afrykanskich.
    Sam dyktator niewiele zrobi,niezaleznie od tego na ile jest wyksztalcony,ale
    tepy dyktator jak Stali czy Husajn moze narod doprowadzic tylko do wstecznictwa.
    Ksztaltowanie cech charakteru w ludnosci,to jest wlasnie to czym sie powinna
    wladza zajac.
    Jak mozna 15 lat po uzyskaniu niepodleglosci w Polsce zakazac przyjmowania na
    uczelnie wg uznania,zamiast dokonac tego w pierwszym roku nowej demokracji?
    Niskie bezrobocie jako glowny wskaznik rozwoju gospodarczego w USA ma bardzo
    duze znaczenie spoleczne,bo to wlasnie bezrobotni powoduja najwiecej problemow
    w kraju,typu kradzieze,oszustwa,wlamania itd.
    Zatrudnienie narzuca dyscypline spoleczna,bo pracodawca ma swoje wymagania w
    stosunku do pracownika.
  • damkon 27.11.04, 11:40
    Czytajac te panskie naukowe spostrzezenia zastanawiam sie tylko, co Pan tu robi
    na tym forum (przypominam ze sa to tylko "Podstawy ekonomii"). Przeciez Pan ze
    swoja interdycyplinarna wiedza laczaca w sobie wiedze ekonomiczna, polityczna,
    filozoficzna a co sie nawet ostatnio okazalo - dotyczaca genetyki (przedstawil
    Pan bardzo naukowa analize zawartosci cech spolecznych Chinczykow w ich wlasnym
    DNA) powinien uczestniczyc na forum co najmniej dla zaawansowanych, lub powiem
    wiecej "wtajemniczonych" w ekonomie. Uwazam, ze sama nazwa naszego forum moze
    byc dla Pana uwlaczajaca, biorac pod uwage zasob wiedzy, jaka Pan dysponuje na
    tzw. "kazdy temat". Znajomosc dyktatur i systemow demokratycznych, zaleznosci
    miedzy wysokoscia kursu walutowego a poziomem bezrobocia, a takze tzw.
    inzynierii spolecznej (wykazal Pan to we wnioskach podsumowujacych istote
    wladzy, piszac jak powinna ksztaltowac cechy charakteru wsrod wlasnych
    obywateli) jest wprost zdumiewajaca. Reasumujac moge tylko powiedziec, ze
    zamiast pisac na jakims tam forum o "podstawach ekonomii" powinien Pan zajac
    sie czyms bardziej wyzywajacym, odpowiedzialnym i tworczym. Szkoda, zeby taki
    talent, wzbogacony taka wiedza w tak bezproduktywny sposob byl marnotrawiony.
    Czy nie powinien Pan (w celu budowania bogactwa narodow) zostac np. doradca
    gospodarczym lub specjalista od transformacji systemow demokratycznych w strone
    dyktatur, zeby pomnazac takie "potegi gospodarcze" na Swiecie jak np. Kuba,
    Bialorus czy Korea Polnocna?
  • andrzej.rzonca_nbp 24.11.04, 15:18
    O tym, czy Chińczycy chcą demokracji, czy nie, nie będę dyskutował, bo nie jest
    to odpowiednie forum ku temu. Zapominanie jednak o tym, co wydarzyło się w
    Chinach np. w czerwcu 1989 roku, wydaje mi się co najmniej niewłaściwe (żeby
    nie użyć ostrzejszego słowa).
    Oczywiście, dyktatura nie wyklucza dobrych wyników gospodarczych.
    Jednak "oświecone" dyktatury zdarzają się bardzo rzadko. Wystarczy spojrzeć na
    Afrykę lub kraje Ameryki Łacińskiej, aby się o tym przekonać. A dyktatura ma tę
    własność, że trudno się jej pozbyć.
  • maksimum 24.11.04, 16:06
    andrzej.rzonca_nbp napisał:

    > O tym, czy Chińczycy chcą demokracji, czy nie, nie będę dyskutował, bo nie
    jest
    > to odpowiednie forum ku temu. Zapominanie jednak o tym, co wydarzyło się w
    > Chinach np. w czerwcu 1989 roku, wydaje mi się co najmniej niewłaściwe (żeby
    > nie użyć ostrzejszego słowa).

    To bardzo ciekawe porownanie tych dat,Tiananmen oraz odzyskanie wolnosci przez
    Polske.
    Pominmy wiec sprawy polityczne i zajmijmy sie gospodarka.
    Jak rozwijaly sie gospodarki wolnej Polski i Chin od 1989 do chwili obecnej.
    Bo jesli Chinczycy rozwijaja sie szybciej niz Polska,to moze jednoznacznie dac
    do zrozumienia ,ze to wlasnie oni maja lepszy system spoleczno-gospodarczy.

    > Oczywiście, dyktatura nie wyklucza dobrych wyników gospodarczych.
    > Jednak "oświecone" dyktatury zdarzają się bardzo rzadko. Wystarczy spojrzeć
    na Afrykę lub kraje Ameryki Łacińskiej, aby się o tym przekonać. A dyktatura ma
    >tę własność, że trudno się jej pozbyć.

    Nie ma zadnych oznak po 1989 r. ze Chinczycy chca sie pozbyc swojej dyktatury.
    Sa za to wielkie wskazania na to,ze Polacy chca sie pozbyc swojego systemu
    demokratycznego.Nowa konstytucja,JOW,zmniejszenie Sejmu i likwidacja Senatu.
  • andrzej.rzonca_nbp 22.11.04, 13:53
    maksimum napisał:

    > Niech pan rowniez raczy zauwazyc,ze Stiglitz ktory czesto cytowany jest w
    > opracowaniach NBP byl doradca prezydenta demokraty.

    Nie sądzę, aby Stiglitz był często cytowany w opracowaniach NBP (choć wszystko
    zależy od tego jak zdefiniuje się termin "często").
  • maksimum 27.11.04, 03:29
    money.cnn.com/2004/11/26/markets/forex.reut/index.htm
    Trend jest staly i dobrze by bylo ,gdyby w Polsce pan Balcerowicz oraz
    czlonkowie rzadu,ze o Sejmie nie wspomne zdali sobie sprawe,ze zlotowka ktora
    teraz kosztuje 3,20 za 1 doll nie pomaga zmniejszeniu bezrobocia w Polsce.
  • andrzej.rzonca_nbp 01.12.04, 12:54
    Problem w tym, że rząd i sejm usilnie wprowadzają opisaną przez Pana strategię
    osłabienia złotego, tzn. utrzymują wysoki deficyt finansów publicznych, a
    złoty - przynajmniej ostatnio - jakoś nie słabnie. Inna sprawa, że niezależnie
    od kierunku zmiany kursu złotego polski eksport w ostatnich latach rośnie w
    dwucyfrowym tempie. Rzeczywiście jednak, nie pomaga to zmniejszeniu bezrobocia
    w Polsce. Wniosek z tego, że bezrobocie w naszym kraju musi mieć inne podłoże
    niż poziom kursu złotego.
  • maksimum 01.12.04, 22:54
    andrzej.rzonca_nbp napisał:

    > Problem w tym, że rząd i sejm usilnie wprowadzają opisaną przez Pana
    strategię
    > osłabienia złotego, tzn. utrzymują wysoki deficyt finansów publicznych, a
    > złoty - przynajmniej ostatnio - jakoś nie słabnie. Inna sprawa, że
    niezależnie
    > od kierunku zmiany kursu złotego polski eksport w ostatnich latach rośnie w
    > dwucyfrowym tempie. Rzeczywiście jednak, nie pomaga to zmniejszeniu
    bezrobocia
    > w Polsce. Wniosek z tego, że bezrobocie w naszym kraju musi mieć inne podłoże
    > niż poziom kursu złotego.

    Przy spadku wartosci waluty,kraj nie tylko jest bardziej atrakcyjny pod
    wzgledem turystycznym,ale i dla bisnesmenow zakupujacych cale fabryczki.
    Przy spadku dolara o 40% w stos do euro az strach jechac do Europy na wakacje.
    Znajoma zapodala,ze za placki ziemniaczane w restauracji w centrum Warszawy
    zaplacila 10 doll.
  • harryportier 27.11.04, 12:36
    Wszystko do czasu, MACIUŚ VEL MAXIMUM, do czasu:
    " Ostatnio w „Boston Herald” ukazał się artykuł omawiający prywatne spotkanie
    Stephena Roacha (bank inwestycyjny Morgan Stanley) z wybraną grupą
    zarządzających funduszami. Podobno powiedział na tym spotkaniu, że „Ameryka ma
    nie więcej niż 10 procent szans uniknięcia gospodarczego „armagedonu””. Roach
    uważa, iż jest 30. procentowe prawdopodobieństwo, że załamanie nastąpi wkrótce,
    a 60. procentowe, że „armagedon” nastąpi z pewnym opóźnieniem. Nie ma co
    powtarzać argumentów, bo są znane, ale kilka w skrócie można przypomnieć: dwa
    olbrzymie i rosnące deficyty (budżetowy i obrotów bieżących) zadłużenie
    Amerykanów to 85 procent PKB, prawie połowa kredytów hipotecznych jest zawarta
    ze zmiennym oprocentowaniem (jeśli stopy wzrosną to kredytobiorcy ucierpią). Co
    praktycznie oznacza taki „armagedon”? Dolar się załamie, stopy w USA mocno
    wzrosną, indeksy sięgną dna, a w gospodarce zapanuje recesja. Teoretycznie jest
    możliwe spokojne, wolne równoważnie światowej gospodarki (tj. kontrolowane
    osłabienie dolara), bo ono jest konieczne. Problem w tym, że w obecnych
    warunkach takie kontrolowane osłabienie jest praktycznie nieprawdopodobne".
    KONIEC CYTATU.
    Pamiętaj o jednym MACIUSIU - Wasz sponsor - Chiny już się niecierpliwi i
    puszcza próbne balony co by było, gdyby tak skończył sponsorować konsumpcyjne
    rozpasanie w USA:

    On September 28, China Daily ran an article by Jiang Ruiping, who is identified
    (in broken English) as the director of international economics at the China
    Foreign Affairs University. Dr. Jiang had some disturbing things to say about
    the future of the dollar. He began:
    Many international institutions and renowned scholars have recently warned that
    the possibility of a US dollar slump is increasing and may even lead to a new
    round of "US dollar crisis."
    Since China holds huge amounts of US-dollar-denominated foreign exchange
    reserves, the authorities should consider taking prompt measures to ward off
    possible risks.
    It is still too early to conclude if the US dollar is heading towards a crisis.
    But it is an indisputable fact that it has gone down continually. Its rate
    against the euro, for example, has dropped by 40 per cent since its peak period
    and it lost 20 per cent of its value against the euro last year alone.
    It is becoming more and more evident that the possibility of a further slump of
    the US dollar is increasing.
    Dr. Jiang does not mention the fact that currency moves, up or down, tend to
    continue in the same direction for years. The fact that the dollar has slumped
    against the euro is already bothersome for China's central bankers, who peg the
    Chinese yuan to the dollar. The yuan has also fallen 40% against the euro.
    The problem for the dollar, Dr. Jiang says, is the continuing twin deficits in
    the Federal budget and the trade account of the United States. The Federal
    deficit for fiscal 2004, which ended on September 30, will be over $400 billion.

    From a domestic perspective, the worsening fiscal deficit will put great
    pressure on the stability of the US dollar.
    In 2001 when the Bush administration was sworn in, the United States enjoyed a
    US$127.3 billion surplus. The large-scale tax cuts, economic cool-down,
    invasion of Iraq and anti-terrorism endeavours have abruptly turned the surplus
    into a US$459 billion deficit, which accounts for 3.8 per cent of the US gross
    domestic product (GDP).
    By the 2004 fiscal year, the US Government's outstanding debt stood at US$7.586
    trillion, accounting for 67.3 per cent of its GDP, which exceeds the
    internationally accepted warning limit.
    Dr. Jiang passes over the inconvenient fact that the U.S. government counts the
    annual surplus in the Social Security Trust Fund as a windfall to the Treasury
    rather than as a long-term obligation of the Treasury, which it is. So, even
    under Clinton, there was never a budget surplus except in the technical
    accounting sense that Social Security obligations are counted as off-budget
    obligations of the U.S. government.
    Dr. Jiang then goes on to deal with the deficit in the U.S. current account
    with its trading partners.
    The deteriorating current account deficit of the United States is another
    factor menacing the future fate of the dollar.
    In recent years, the US policy that restricts exports of high-tech products,
    coupled with overly active domestic consumption and the oil trade deficit
    caused by rising oil prices, has deteriorated the US current account balance.
    This poses a great threat to a stable US dollar.
    During the 1992–2001 period, the average US current account deficit was
    US$189.9 billion. In 2002 and 2003, however, the figure soared to US$473.9
    billion and US$530.7 billion respectively. Experts predict that following its
    increasing imports in the wake of its economic recovery and continuing high oil
    prices, the United States will hardly see its current account balance improve."

    I DALEJ:

    Dr. Jiang then gets around to China. He writes:

    In China's case, its rapidly increasing foreign exchange reserve will incur
    substantial losses if the US dollar continues to weaken.

    At the end of 2000, China's foreign exchange reserve was US$165.6 billion. By
    the end of 2002, it rocketed to US$286.4 billion before it soared to US$403.3
    billion by the end of 2003. By the end of June this year, the reserve was
    registered at a staggering US$470.6 billion.

    About two thirds of the reserve is dominated by the US dollar. As the dollar
    goes down, China will suffer great financial losses.

    Experts estimate that the recent US dollar devaluation has caused more than
    US$10 billion to be wiped from the foreign exchange reserve.

    If the so-called US dollar crisis happens, China will suffer further loss.

    The high concentration of China's foreign exchange reserve in US dollars may
    also incur losses and bring risks.

    How long will the central bank of China continue to subsidize the dollar?
    Answer: for as long as the Chinese government tells the central bankers what to
    do. Keeping the yuan fixed to the dollar lets Americans buy all those low-cost
    goodies. But this policy has a price: China's accumulation of T-bills.

    The low earning rate of US treasury bonds, which is only 2 per cent, much lower
    than investment in domestic projects, could cost China's capital dearly.

    Due to high expectations of US treasury bonds, international investors used to
    eagerly purchase the bonds, which leads to bubbles in US treasury bond
    transactions. If the bubble bursts, China will suffer serious losses.

    A major reason why interest rates are low in the United States is the purchase
    of T-bills by foreign central banks. The Federal Reserve System is not the main
    reason for high demand for T-bills, and therefore a low price (interest). The
    adjusted monetary base has increased by a moderate 5.2% over the last year –
    well within the FED's familiar range. Foreign central bank demand for dollars
    is today more important than FED policy. But this is unlikely to continue for
    much longer.

    Dr. Jiang understands that China's central bank is creating yuan in order to
    buy dollars. He understands that this has created a domestic inflationary
    environment in China.

    Moreover, since the Chinese trading regime requires its foreign trade
    enterprises to convert their foreign currencies into yuan, the more foreign
    exchange reserves China accumulates, the more yuan the Chinese authorities will
    need to put in the market. This will exert more pressure on the already serious
    inflation situation, making it harder for the central authorities to conduct
    macro-economic regulation.

    He then offers a policy recommendation. This recommendation bodes ill for the
    continuing high value of the dollar in relation to the
  • harryportier 27.11.04, 13:12
    Ścięło mi cytat więc dalej:
    He then offers a policy recommendation. This recommendation bodes ill for the
    continuing high value of the dollar in relation to the yuan.

    To ward off foreign exchange risks, China needs to readjust the current
    structure, increasing the proportion of the euro in its foreign exchange
    reserves.

    Considering the improving Sino-Japanese trade relations, more Japanese yen may
    also become an option. During the January–June period this year, the proportion
    of China's trade volume with the United States, Japan and Europe to its total
    trade volume was 36.5 per cent, 28.6 per cent and 37.4 per cent respectively.
    Obviously, seen from the perspective of foreign trade relations, the US dollar
    makes up too large a proportion of China's foreign exchange reserves.

    China could also encourage its enterprises to "go global" to weaken its
    dependence on US treasury bonds.

    There is another use of dollars, he says. "And using US assets to increase the
    strategic resource reserves, such as oil reserves, could be another
    alternative." In short, sell T-bills, buy oil, and stick the OPEC political
    regimes with a high-risk currency. That would move the flow of oil toward China
    rather than the rest of the world. Better to stock up on oil than T-bills.

    This policy makes sense to me. Will it make sense to the Chinese government? On
    the day that it does, the dollar will resume its fall. Interest rates will rise.

    CONCLUSION

    China Daily is published on mainland China. The fact that an academic such as
    Dr. Jiang is allowed to offer critical comments about China's central bank
    policy indicates how far Communist China has departed from the ways of Mao.

    But there is another possibility. Dr. Jiang's article may be serving the
    government as a trial balloon. If this is the case, then the days of dollar
    supremacy are numbered. If China floats the yuan, buys oil or euros, and sells
    off T-bills, the dollar will fall and U.S. interest rates will rise.
    In my view, it's a matter of when, not if."

    I CO WY ZROBICIE W TYM USA, JAK WAM SPONSORZY RACHUNEK ZA BEZHOŁOWIE WYSTAWIĄ,
    MACIUSIU???
  • maksimum 27.11.04, 17:21
    Powinienes juz zaczac kumac,kto tu rzadzi!
    To przeciez USA chce slabego dolara i ja o tym caly czas pisze,choc pan Andrzej
    mnie nie dowierza.
    Musisz zaczac rozrozniac,co jest przyczyna a co skutkiem.
    USA chce slabego dolara i taka wlasnie prowadzi polityke,a skutkiem tego jest
    slabnacy dolar i to byloby na tyle.
    Wiekszosc z was,tak jak pan Andrzej jest teoretykami i dlatego myslicie,ze z
    wartoscia waluty jest tak jak z kryzysami,raz do gory raz do dolu i znowu do
    gory.
    Ze rynek niby o wszystkim decyduje itd.
    Polityka obecnego rzadu amerykanskiego decyguje o tym,ze dolar ma slabnac i
    rynek robi to co mu sie kaze,czyli oslabia dolara.
  • maksimum 27.11.04, 17:15
    Nikt normalny tego S.Roach'a nie czyta.
    On cale zycie nic innego nie robi tylko katastrofy przepowiada.
    Ile z jego przepowiedni sie sprawdzilo?
  • marcepanna 28.11.04, 10:28
    tylko hydraulik czyta takie teksty !!!!
  • pawel-l 28.11.04, 13:56
    MACIEJ jest niestety niereformowalny. Wierzy w moc rządzących.
    Najpierw próbował w PRL, ale po wielu niepowodzeniach wyniósł się do USA.
    Tam najpierw cieszył się że oszczędności obywateli są oprocentowane poniżej
    inflacji. Potem jego zadowolenie wzbudzało zadłużanie się społeczeństwa (i brak
    wzrostu dochodów z pracy). Następne powody do zadowolenia to spadek wartości
    dolara spowodowany przez chińskich i rosyjskich urzędników BC.
    A w międzyczasie radowały go wzrastające ceny nieruchomości, coraz mniej
    dostępne dla przeciętnej rodziny.
    A największą radochę to ma chyba z wojny w Iraku, gdzie USA próbują wprowadzić
    demokratyczny socjalizm (z pomocą Belki).
    A dodałbym jeszcze sukcesy w Afganistanie gdzie produkcja narkotyków wzrosła 10
    krotnie i jest podstawową gałęzią gospodarki.
    Tak trzymać..
  • marcepanna 28.11.04, 18:58
    Dlatego wlasnie ja uwielbiam czytac Macieja, jest taki inny. To jest wlasnie w
    nim fantastyczne.
  • maksimum 29.11.04, 01:27
    pawel-l napisał:

    > MACIEJ jest niestety niereformowalny. Wierzy w moc rządzących.

    Nie wiemw co ty wierzysz,ale MACIEJ wierzy przede wszystkim w siebie.

    > Najpierw próbował w PRL, ale po wielu niepowodzeniach

    Wbrew twoim zyczeniom mialem same sukcesy w Polsce,ale ze otoczony bylem takimi
    zrzedami jak ty,no wiec nic dziwnego ze wyjechalem.

    > wyniósł się do USA.
    > Tam najpierw cieszył się że oszczędności obywateli są oprocentowane poniżej
    > inflacji. Potem jego zadowolenie wzbudzało zadłużanie się społeczeństwa (i
    brak wzrostu dochodów z pracy). Następne powody do zadowolenia to spadek
    >wartości dolara spowodowany przez chińskich i rosyjskich urzędników BC.

    Znowu nie uwazasz na lekcjach i bede Ci musial dwojke postawic.
    To USA chce slabego dolara i dolar jest slaby.

    > A w międzyczasie radowały go wzrastające ceny nieruchomości, coraz mniej
    > dostępne dla przeciętnej rodziny.
    > A największą radochę to ma chyba z wojny w Iraku, gdzie USA próbują
    >wprowadzić demokratyczny socjalizm (z pomocą Belki).
    > A dodałbym jeszcze sukcesy w Afganistanie gdzie produkcja narkotyków wzrosła
    >10 krotnie i jest podstawową gałęzią gospodarki.
    > Tak trzymać..

    Twoje dane sa tak samo dokladne jak 40% wzrost money supply w Japonii.
    A w ktorym roku to bylo,mozesz podac?
    www.jei.org/Archive/JEIR97/9705w3.html
    Mimo ze tytul tego forum jest "Podstawy Ekonomii" to nie znaczy ze mozesz
    dowolnie uprawiac tu swoja voodoo economics.
  • maksimum 09.12.04, 01:07
    www.forexnews.com/NA/defaultnew.asp?f=N20041207C.mgn
    Najpierw ekonomisci europejscy tlumacza wszystkim ,ze mocna gospodarke buduje
    sie na mocnym pieniadzu a teraz nie pasuje im wzmacniajace sie euro.
    Moze troche pravdy sie dowiemy od ekonomistow europejskich nt zaleznosci
    wartosci waluty a wzrostem gospodarczym i bezrobociem?
  • andrzej.rzonca_nbp 09.12.04, 16:31
    Kurs walutowy - podobnie jak inne wielkości nominalne - nie ma wpływu na wzrost
    gospodarki w długim okresie, a przynajmniej nie ma pozytywnego wpływu. Słaby
    kurs może doprowadzić do wzrostu eksportu w krótkim okresie, ale w długim
    różnica w dynamice cen w kraju i za granicą spowoduje wygaśnięcie tego
    efektu.
  • maksimum 09.12.04, 18:07
    andrzej.rzonca_nbp napisał:

    > Kurs walutowy - podobnie jak inne wielkości nominalne - nie ma wpływu na
    wzrost
    > gospodarki w długim okresie, a przynajmniej nie ma pozytywnego wpływu. Słaby
    > kurs może doprowadzić do wzrostu eksportu w krótkim okresie, ale w długim
    > różnica w dynamice cen w kraju i za granicą spowoduje wygaśnięcie tego
    > efektu.

    Zalozmy panie Andrzeju,ze naszym najwazniejszym wskaznikiem jest niskie
    bezrobocie oscylujace wokol 5%.
    Co by pan robil,zeby nie doprowadzic do ucieczki pracy za granice?

  • andrzej.rzonca_nbp 11.12.04, 14:42
    Nie koncentrowałbym się na stopie bezrobocia, a na wskaźniku zatrudnienia,
    czyli na odsetku osób w wieku aktywności zawodowej, którzy pracują. Jak jednak
    pokazuje doświadczenie międzynarodowe, znosząc bariery utrudniające tworzenie
    nowych miejsc pracy, jednocześnie osiąga się niższy poziom bezrobocia. Poza
    tym, utrata pracy staje się wówczas mniej dotkliwa dla ludzi, bo szanse na
    szybkie wyjście z bezrobocia są dużo wyższe.
    Aby osiągnąć wyżej wymieniony cel, starałbym się wprowadzać w życie zalecenia
    OECD Jobs Strategy (zob. np. www.oecd.org/dataoecd/42/52/1941687.pdf).
    Skupiłbym się na trzech obszarach.
    Przede wszystkim starałbym się obniżyć opodatkowanie pracy (jak pokazują bowiem
    najświeższe badania - np. Edwarda C. Prescotta, tegorocznego laureata nagrody
    Nobla, różnice w opodatkowaniu pracy wyjaśniają większość ze zróżnicowania w
    podaży pracy między krajami.
    Po drugie, próbowałbym ograniczyć regulacje prawne rynku pracy. Dla przykładu,
    zniósłbym płacę minimalną, a na pewno zróżnicowałbym ją regionalnie - każdy
    powinien samodzielnie decydować, za jaką płacę jest skłonny pracować;
    urzędnicze decyzje wykluczają z rynku pracy wiele osób o najniższych
    kwalifikacjach i - w efekcie - niewielkiej produktywności. Co najmniej mocno
    skróciłbym okres wypowiedzenia umowy o pracę i związane z tym koszty dla
    przedsiębiorcy, na pewno zaś zniósłbym przepisy, które nie pozwalają uznać
    pogorszenia/konieczności poprawy sytuacji finansowej firmy za wystarczający
    powód do zwolnienia pracowników - wszystkie te regulacje - być może - chronią
    już zatrudnionych, ale ograniczają szanse na znalezienie pracy tym, którzy ją
    stracili, bo w takich warunkach przedsiębiorcy tworzą miejsca pracy tylko
    wtedy, gdy mają pewność, że nawet duży wstrząs nie spowoduje upadku ich firmy;
    nie ryzykują, a bez ryzyka nie ma postępu. Ograniczyłbym koszty związane z
    zatrudnianiem - pozostawiłbym swobodę pracownikowi, czy chce uczestniczyć w
    szkoleniu przeciwpożarowym, szkoleniu bhp itp.
    Po trzecie, zniósłbym, a na pewno ograniczyłbym bariery wejścia do
    poszczególnych sektorów gospodarki, tzn. wszelkie koncesje, zezwolenia,
    licencje itp. Zwiększyłbym zakres konkurencji zewnętrznej, tzn. zniósłbym cła.
    Im większy jest bowiem konkurencja, tym z jednej strony niższe są ceny, a z
    drugiej strony tym większa jest produkcja (i w efekcie zatrudnienie).
  • maksimum 13.12.04, 06:50
    andrzej.rzonca_nbp napisał:

    > Nie koncentrowałbym się na stopie bezrobocia, a na wskaźniku zatrudnienia,
    > czyli na odsetku osób w wieku aktywności zawodowej, którzy pracują.

    To prawda,ale i pod tym wzgledem USA sa do przodu w stosunku do EU.
    Ludzie czasami tutaj sobie marza o "starych dobrych czasach" kiedy tylko jedna
    osoba w rodzinie pracowala i wystarczalo na dobre zycie.

    > Jak jednak
    > pokazuje doświadczenie międzynarodowe, znosząc bariery utrudniające tworzenie
    > nowych miejsc pracy, jednocześnie osiąga się niższy poziom bezrobocia. Poza
    > tym, utrata pracy staje się wówczas mniej dotkliwa dla ludzi, bo szanse na
    > szybkie wyjście z bezrobocia są dużo wyższe.
    > Aby osiągnąć wyżej wymieniony cel, starałbym się wprowadzać w życie zalecenia
    > OECD Jobs Strategy (zob. np. www.oecd.org/dataoecd/42/52/1941687.pdf).
    > Skupiłbym się na trzech obszarach.
    > Przede wszystkim starałbym się obniżyć opodatkowanie pracy (jak pokazują
    bowiem
    > najświeższe badania - np. Edwarda C. Prescotta, tegorocznego laureata nagrody
    > Nobla, różnice w opodatkowaniu pracy wyjaśniają większość ze zróżnicowania w
    > podaży pracy między krajami.

    Czy istnieje w Polsce obawa,ze spowodowaloby to przynajmniej przejsciowo
    zwiekszenie deficytu budzetowego?

    > Po drugie, próbowałbym ograniczyć regulacje prawne rynku pracy. Dla
    przykładu,
    > zniósłbym płacę minimalną, a na pewno zróżnicowałbym ją regionalnie - każdy
    > powinien samodzielnie decydować, za jaką płacę jest skłonny pracować;
    > urzędnicze decyzje wykluczają z rynku pracy wiele osób o najniższych
    > kwalifikacjach i - w efekcie - niewielkiej produktywności. Co najmniej mocno
    > skróciłbym okres wypowiedzenia umowy o pracę i związane z tym koszty dla
    > przedsiębiorcy, na pewno zaś zniósłbym przepisy, które nie pozwalają uznać
    > pogorszenia/konieczności poprawy sytuacji finansowej firmy za wystarczający
    > powód do zwolnienia pracowników - wszystkie te regulacje - być może - chronią
    > już zatrudnionych, ale ograniczają szanse na znalezienie pracy tym, którzy ją
    > stracili, bo w takich warunkach przedsiębiorcy tworzą miejsca pracy tylko
    > wtedy, gdy mają pewność, że nawet duży wstrząs nie spowoduje upadku ich
    firmy;
    > nie ryzykują, a bez ryzyka nie ma postępu. Ograniczyłbym koszty związane z
    > zatrudnianiem - pozostawiłbym swobodę pracownikowi, czy chce uczestniczyć w
    > szkoleniu przeciwpożarowym, szkoleniu bhp itp.

    W Stanach jest 6 tygodniowy platny urlop macierzyski i albo sie wraca do pracy
    albo sie ja traci.
    Slyszalem ,ze w Polsce i EU sa 3 latnie urlopy bezplatne na wychowanie
    dziecka,a wiadomo ze ubezpieczenie jest wyzsze od samej placy,a i maciezynskie
    sa chyba 6 miesieczne.

    > Po trzecie, zniósłbym, a na pewno ograniczyłbym bariery wejścia do
    > poszczególnych sektorów gospodarki, tzn. wszelkie koncesje, zezwolenia,
    > licencje itp. Zwiększyłbym zakres konkurencji zewnętrznej, tzn. zniósłbym
    cła.
    > Im większy jest bowiem konkurencja, tym z jednej strony niższe są ceny, a z
    > drugiej strony tym większa jest produkcja (i w efekcie zatrudnienie).

    Plan jest bardzo dobry,ale czy sa one kompatybilne z planami EU?

    A teraz historyjka polsko-amerykanska.
    Matka mieszkajaca w Polsce potrzebowala mojej zgodny na sprzedaz nieruchomosci
    w Polsce,bo ja jestem wspolwlascicielem.
    Poszla wiec do notariusza,ktory podyktowal jej pisemko i nastepnie przeslala
    mnie je bym podpisal i ze stemplem notariusza oraz POTWIERDZENIEM ZGODNOSCI
    DOKUMENTU Z NORMAMI PRAWNYMI W POLSCE PRZEZ KONSULAT POLSKI W NYC.
    Notariusz amerykanski kosztuje 2 dolary i sprawe zalatwilem w 10 minut.
    Dzwonie do konsulatu polskiego i przedstawiam sprawe,ze przeciez dokument
    zostal napisany w Polsce przez notariusza polskiego,to po co potwierdzenie
    zgodnosci dokumentu z prawem polskim?
    Odp:"No bo dokument podbija notariusz amerykanski i jest to traktowane tak
    jakby byl napisany w USA".
    Ja:No dobra,wiec ile kosztuje to "potwierdzenie"?
    Pani z konsulatu:149 doll.
    www.polandconsulateny.com/Fees/p5-1.htm
    W Poniedzialek jade do konsulatu i staje w kolejce.Sa dwa okienka,okienko nr 2
    na skladanie dokumentow oraz okienko nr1 na odbieranie dokumentow.
    Poczulem sie jak za komuny w Polsce.
    W konsulacie moze przebywac jednoczesnie TYLKO 15 osob,wiec gdy juz tyle jest w
    srodku,reszta czeka na zewnatrz na deszczu.A dalej juz normalka,jedna osoba
    wychodzi i jedna wchodzi.
    Odstalem godzine i wreczylem pani w okinku nr2 dokument.
    Przeczytala,powiedziala ze jest dobrze sporzadzony,zaikasowala 149 dolarow i
    kazala przyjsc po odbior dokumentu w srode po poludniu!!!
    W tym momencie myslalem ,ze mnie szlag trafi i miala szczescie ze byla za
    okienkiem.
    Usmiechnalem sie radosnie i spytalem ,dlaczego nie odsylaja tych dokumentow
    pocztownie?
    Pani:A jakby ktos inny odebral?
    OK,do widzenia.
    Poszedlem w srode po poludniu i deszcz znowu padal i pol godziny odstalem pod
    konsulatem,bo w srodku bylo juz 15 osob i nastepna godzine w srodu i wreszcie
    przyszla moja kolej.
    Rzucilem w okienko kwitek,ze zaplacilem i na tej podstawie mila pani wydala
    mnie moj dokument i byla bardzo rozczarowana,ze nie raczylem wymienic z nia
    normalnych uprzejmosci o pogodzie itd.
    Paszport zalatwia sie tak samo!
    Najpierw przychodzi sie skladac dokumenty w okienku nr 2 i uiszcza oplate,a
    nastepnie po 2 miesiacach przychodzi sie do okienka nr 1 po odebranie paszportu.
    Akurat skonczyl mnie sie i polski i amerykanski paszport,wiec po gehhenie w
    polskim konsulacie postanowilem troche od niego odpoczac.
    Poszedlem na poczte i pobralem druk na paszport amerykanski.
    Druki leza luzem i mozna wejsc i wziac je o kazdej porze bez zadnej kolejki.
    Wypelnilem druk,zalaczylem dwa zdjecia i wlozylem do koperty wlasny czek na 55
    doll. i wrzucilem koperte do skrzynki pocztowej.
    Paszport ma przyjsc do domu za 3 tygodnie poczta.
    Sprawdze czy sie nie spozniaja.

  • maksimum 15.12.04, 21:13
    www.forexnews.com/NA/defaultnew.asp?f=N20041215B.mgn
    Dolar na dwa dni poluzowal i znowu jest ponad 1,3412 a Berlusconi niemal plakal
    przy rozmowie z Bushem,zeby ten wplynal na wzmocnienie dolara.
  • andrzej.rzonca_nbp 16.12.04, 07:31
    Po pierwsze, deficyt sektora finansów publicznych w Polsce jest już tak wysoki,
    że jego dalsze zwiększanie byłoby ocieraniem się o katastrofę. Jedyną
    możliwością obniżenia podatków jest radykalne ograniczenie wydatków
    publicznych. Nie ma innej drogi.
    Po drugie, jedyne co mogłoby być sprzeczne z regulacjami UE, to zniesienie
    płacy minimalnej. Cała reszta zależy od decyzji naszych polityków. Kraje w UE
    są bardzo zróżnicowane. Na jednym biegunie znajduje się Wielka Brytania i
    Irlandia a na drugim Francja, czy Niemcy. Które wzorce (czy też anty-wzorce)
    będziemy. naśladować jest sprawą naszego wewnętrznego wyboru. UE niczego nam
    nie narzuca.
    Po trzecie, sam Pan widzi, na jakie biurokratyczne obciążenia napotyka się w
    Polsce, chcąc dokonać najprostszej transakcji.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.