Dodaj do ulubionych

OPROCENTOWANIE KREDYTOW W STANACH: 5,4 %

21.11.04, 07:43
channels.netscape.com/ns/homerealestate/default.jsp
Na 30 lat-fixed rate-5,9%(wielkosc raty nie ulega NIGDY zmianie)
na 15 lat-fixed rate-5,4%
Na zmienne st % oprocentowanie jest jeszcze nizsze.

Jak przeczytalem,ze w Polsce kobieta wziela kredyt na 13% przy stalej st% i
na dodatek jej raty rosna,to sie za serce zlapalem!!!!!!!
Ludzieeeeeee! przeciez gospodarka nie ma prawa rosnac przy takim
oprocentowaniu kredytu.
A taraz pytanie do pana Andrzeja:
Jesli obnizaniem st% nie mozna wplywac na wielkosc zaciaganych kredytow w EU,
to jakie sa plany na wyjscie ze stagnacji?
Edytor zaawansowany
  • 21.11.04, 12:45
    maksimum napisał:

    > Jak przeczytalem,ze w Polsce kobieta wziela kredyt na 13% przy stalej st% i
    > na dodatek jej raty rosna,to sie za serce zlapalem!!!!!!!

    Kobieta coś namieszała, jeżeli raty rosną to stopa musi być zmienna. W Polsce
    praktycznie nie udziela się kredytów o stałej stopie. 13% p.a. to musiała być
    pożyczka gotówkowa. Oprocentowanie kredytów hipotecznych oparte jest na
    Wiborze, zwykle 3M, który obecnie wynosi ca 7%. Dodaj do tego od 1 do 2 pk.
    proc. marży i mamy oprocentowanie kredytów hipotecznych w PLN.
    Sprawdziłem na expanderze, że oprocentowanie kredytów indeksowanych w CHF-ach
    (zdecydowanie najbardziej popularnych) może wynieść nawet poniżej 3% p.a. (w
    promocjach). I dlatego ludzie biorą je na potęgę, zresztą nie tylko w Polsce,
    ale np. i na Węgrzech, gdzie stopy są wyższe niż w Polsce.
    Może mam skrzywienie bankowe, ale cholernie nie ufam kredytom indeksowanym. Są
    nawet banki (PEKAO SA, ING), które poświęciły swoją pozycję rynkową w segmencie
    kredytów hipotecznych, bojąc się ryzyka niewypłacalności kredytobiorców, w
    przypadku kryzysu walutowego. Kiedy popatrzysz na nasze finanse publiczne, to
    zaciągnięcie kredytu indeksowanego w Polsce graniczy z hazardem. Rynek jest tak
    płytki, że byle zamieszanie na scenie politycznej spowoduje gwałtowne zmiany
    kursów na niekorzyść złotego. Przy tym oceniam, ze ryzyko gwałtownego wzrostu
    stóp procentowych jest znikome, w sytuacji kiedy realne dochody ludności
    maleją, co musi przełożyć się na spadek popytu wewnętrznego, a w rezultacie
    zahamuje inflację. Poza tym do UE już weszliśmy i drugiego szoku cenowego nie
    będzie. Od 3 kwartału 2005 będziemy mieć efekt bazy i duży spadek współczynnika
    inflacji. W rezultacie w horyzoncie kilku kwartałów stopy powinny spadać.
    Ciekawe jest zachowanie klientów korporacyjnych, którymi się zajmuję - oni już
    nauczyli się, co oznacza ryzyko kursowe i zdecydowanie preferują kredyty w PLN,
    tam gdzie nie ma zabezpieczenia ekspozycji walutowej. Stąd polecam kredyty
    złotówkowe.





    > Ludzieeeeeee! przeciez gospodarka nie ma prawa rosnac przy takim
    > oprocentowaniu kredytu.
    > A taraz pytanie do pana Andrzeja:
    > Jesli obnizaniem st% nie mozna wplywac na wielkosc zaciaganych kredytow w EU,
    > to jakie sa plany na wyjscie ze stagnacji?


    --
    "Every government is run by liars, and nothing they say should be believed." -
    I.F. Stone

    Polityka i Gospodarka
  • 22.11.04, 03:15
    robisc napisał:

    > maksimum napisał:
    >
    > > Jak przeczytalem,ze w Polsce kobieta wziela kredyt na 13% przy stalej st%
    > i na dodatek jej raty rosna,to sie za serce zlapalem!!!!!!!
    >
    > Kobieta coś namieszała, jeżeli raty rosną to stopa musi być zmienna.

    Pan Andrzej wyjasnial,ze nawet biorac kredyt na stala st% raty rosna w
    zaleznosci od poziomu inflacji.

    > W Polsce praktycznie nie udziela się kredytów o stałej stopie.

    I to jest wlasnie podcinanie galezi na ktorej sie siedzi.Bo jesli bank
    centralny obniza st% i w slad za nim ida banki komercyjne,to masz automatyczne
    oddzialywanie banku centralnego na ilosc pieniedzy na rynku,bo przy nizszych
    stalych st% kazdy chetnie wezmie kredyt.
    Stagnacja w Japonii przez kilkanascie lat i obecna w EU maja wlasnie takie
    podloze,ze obnizanie st% nie zacheca do brania kredytow.

    > 13% p.a. to musiała być
    > pożyczka gotówkowa. Oprocentowanie kredytów hipotecznych oparte jest na
    > Wiborze, zwykle 3M, który obecnie wynosi ca 7%. Dodaj do tego od 1 do 2 pk.
    > proc. marży i mamy oprocentowanie kredytów hipotecznych w PLN.

    Czyli 9% kredyt pod zastaw hipoteczny-wg mnie to jest dosc duzo.

    > Sprawdziłem na expanderze, że oprocentowanie kredytów indeksowanych w CHF-ach
    > (zdecydowanie najbardziej popularnych) może wynieść nawet poniżej 3% p.a. (w
    > promocjach). I dlatego ludzie biorą je na potęgę, zresztą nie tylko w Polsce,
    > ale np. i na Węgrzech, gdzie stopy są wyższe niż w Polsce.
    > Może mam skrzywienie bankowe, ale cholernie nie ufam kredytom indeksowanym.
    Są nawet banki (PEKAO SA, ING), które poświęciły swoją pozycję rynkową w
    segmencie
    > kredytów hipotecznych, bojąc się ryzyka niewypłacalności kredytobiorców, w
    > przypadku kryzysu walutowego. Kiedy popatrzysz na nasze finanse publiczne, to
    > zaciągnięcie kredytu indeksowanego w Polsce graniczy z hazardem. Rynek jest
    tak
    > płytki, że byle zamieszanie na scenie politycznej spowoduje gwałtowne zmiany
    > kursów na niekorzyść złotego. Przy tym oceniam, ze ryzyko gwałtownego wzrostu
    > stóp procentowych jest znikome, w sytuacji kiedy realne dochody ludności
    > maleją, co musi przełożyć się na spadek popytu wewnętrznego, a w rezultacie
    > zahamuje inflację. Poza tym do UE już weszliśmy i drugiego szoku cenowego nie
    > będzie. Od 3 kwartału 2005 będziemy mieć efekt bazy i duży spadek
    współczynnika
    > inflacji. W rezultacie w horyzoncie kilku kwartałów stopy powinny spadać.
    > Ciekawe jest zachowanie klientów korporacyjnych, którymi się zajmuję - oni
    już nauczyli się, co oznacza ryzyko kursowe i zdecydowanie preferują kredyty w
    PLN, tam gdzie nie ma zabezpieczenia ekspozycji walutowej. Stąd polecam kredyty
    > złotówkowe.

    Niby racja ,ale popatrz ze dolar tanieje w stosunku do zlotowki i zaciagajac
    kredyt w dolarze praktycznie zarabiasz na tym,bo dolar slabnie o okolo 15-20%
    rocznie.
    Franki szwajcarskie sie umacniaja w stos do PLN i te 3% nie wyglada atrakcyjnie
    bo praktycznie musisz dodac kilka % ze wzgledu na umocnienie waluty.
    Gdybys wzial 2 lata temu kredyt w dolarach ,gdy dolar byl po 4 zlote a oddawal
    teraz gdy jest po 3,3 zlote ,to widzisz ile jestes do przodu.
    Raty splaty kredytu drastycznie Ci maleja.
  • 22.11.04, 05:45
    > Franki szwajcarskie sie umacniaja w stos do PLN i te 3% nie wyglada
    atrakcyjnie
    > bo praktycznie musisz dodac kilka % ze wzgledu na umocnienie waluty.
    > Gdybys wzial 2 lata temu kredyt w dolarach ,gdy dolar byl po 4 zlote a
    oddawal
    > teraz gdy jest po 3,3 zlote ,to widzisz ile jestes do przodu.
    > Raty splaty kredytu drastycznie Ci maleja.


    Ja nie wiem czy ostatnio wiara Polakow w walute amerykanska jakos nie podupadla
    bo faktycznie rok temu jeszcze CHF bylo popularna waluta kredytu a teraz raczej
    PLN. U nikogo nie widzialam jeszcze kredytu w USD w ciagu ostatnich 3 lat.
  • 22.11.04, 12:14
    Jeżeli ktoś zaciągnął kredyt w USD trzy lata temu, to zrobił dobry interes.
    Jednak obecny słaby kurs dolara wcale nie oznacza, że w przyszłości będzie on
    jeszcze słabszy. Z jakim ryzykiem wiąże się zaciąganie kredytu w słabej walucie
    mogły się przekonać te osoby, które trzy lata temu zaciągnęły kredyty w euro.
  • 22.11.04, 21:05
    andrzej.rzonca_nbp napisał:

    > Jeżeli ktoś zaciągnął kredyt w USD trzy lata temu, to zrobił dobry interes.

    Powiedzialbym nawet,ze genialny interes,bo 3 lata temu dolar byl po okolo 4
    zlote i gdyby splaty byly 100 doll/miesiecznie to byloby 400 zl a po trzech
    latach juz tylko 338 zl.
    Czyli praktycznie nie placi sie zadnego oprocentowania,bo 6% to przy spadku
    waluty rocznie o 15-20% sie zupelnie nie liczy.

    > Jednak obecny słaby kurs dolara wcale nie oznacza, że w przyszłości będzie on
    > jeszcze słabszy. Z jakim ryzykiem wiąże się zaciąganie kredytu w słabej
    walucie
    > mogły się przekonać te osoby, które trzy lata temu zaciągnęły kredyty w euro.

    Ale kto tu rzadzi panie Andrzeju?
    USA czy EU?
    Jesli slabsza waluta zapewnia wieksze zatrudnienie,to po co nam mocna waluta?
  • 22.11.04, 20:23
    marcepanna napisała:


    "Ja nie wiem czy ostatnio wiara Polakow w walute amerykanska jakos nie
    podupadla bo faktycznie rok temu jeszcze CHF bylo popularna waluta kredytu a
    teraz raczej PLN. U nikogo nie widzialam jeszcze kredytu w USD w ciagu
    ostatnich 3 lat. "

    Cześć Marcee,

    Ludzie nie brali kredytów w USD, bo powszechny był pogląd, że to mocna waluta i
    nie ma co liczyć na spadki, he, he...
    Nadal najpopularniejsze są CHF-y i wbrew temu co pisze Maciej złoty umacnia sie
    także wobec tej waluty. Tu znowu panuje poglad, poniekąd słuszny, że jest to
    waluta najmniej podatna na nieprzewidziane duze wahania. Problem w tym, że
    złotówka nadrabia ryzyko z nadmiarem.

    pozdrawiam
    robi


    --
    "Every government is run by liars, and nothing they say should be believed." -
    I.F. Stone

    Polityka i Gospodarka
  • 22.11.04, 07:58
    maksimum napisał:

    > Pan Andrzej wyjasnial,ze nawet biorac kredyt na stala st% raty rosna w
    > zaleznosci od poziomu inflacji.

    Zostałem błędnie zrozumiany. Pisałem, że stała rata spłaty kredytu może się
    zmieniać, jeżeli kredyt został zaciągnięty po zmiennej stopie procentowej i
    dochodzi do zmiany stóp. Innymi słowy, stała rata spłaty kredytu jest tak długo
    stała, jak długo nie zmienią się stopy procentowe.

  • 22.11.04, 12:03
    maksimum napisał:

    > > W Polsce praktycznie nie udziela się kredytów o stałej stopie.
    >
    > I to jest wlasnie podcinanie galezi na ktorej sie siedzi.Bo jesli bank
    > centralny obniza st% i w slad za nim ida banki komercyjne,to masz
    automatyczne
    > oddzialywanie banku centralnego na ilosc pieniedzy na rynku,bo przy nizszych
    > stalych st% kazdy chetnie wezmie kredyt.
    > Stagnacja w Japonii przez kilkanascie lat i obecna w EU maja wlasnie takie
    > podloze,ze obnizanie st% nie zacheca do brania kredytow.

    Oprocentowanie kredytów zarówno w Japonii, jak i w strefie euro spadło po
    obniżkach stóp procentowych przez banki centralne.
  • 22.11.04, 12:08
    maksimum napisał:

    > Niby racja ,ale popatrz ze dolar tanieje w stosunku do zlotowki i zaciagajac
    > kredyt w dolarze praktycznie zarabiasz na tym,bo dolar slabnie o okolo 15-20%
    > rocznie.

    Problem w tym, że nie można mieć pewności, że kursy walut będą się zmieniały w
    tym samym kierunku co w przeszłości.
  • 22.11.04, 07:52
    Gdyby stopa procentowa, po której Pani Halina wzięła kredyt była stała, to rata
    jego spłaty nie mogłaby wzrosnąć. O czynnikach, które mają wpływ na
    oprocentowanie kredytów, już pisałem.
    Wszystkie, a przynajmniej zdecydowana większość prognoz wskazuje, że tempo
    wzrostu PKB w UE powinno stopniowo się podnosić.
  • 01.12.04, 23:43
    andrzej.rzonca_nbp napisał:

    > Gdyby stopa procentowa, po której Pani Halina wzięła kredyt była stała, to
    rata jego spłaty nie mogłaby wzrosnąć. O czynnikach, które mają wpływ na
    > oprocentowanie kredytów, już pisałem.
    > Wszystkie, a przynajmniej zdecydowana większość prognoz wskazuje, że tempo
    > wzrostu PKB w UE powinno stopniowo się podnosić.

    Te zalozenia mialy miejsce,gdy euro bylo po 1,25 doll. a teraz euro juz jest
    1,3348 i jaki to bedzie mialo wplyw na wzrost PKB w EU ?
  • 03.12.04, 16:32
    Z jednej strony, wzmocnienie kursu euro może w krótkim okresie doprowadzić do
    substytuowanie droższej produkcji krajowej relatywnie tańszym importem; obniży
    też konkurencyjność cenową eksportu krajów strefy euro. Łączny popyt spadnie
    jednak tylko wtedy, gdy dojdzie do pogorszenia salda handlowego, a tak może
    stać się jedynie wówczas, gdy (zgodnie z prawem Marshalla-Lernera) suma cenowej
    elastyczności popytu: krajowego na dobra importowane oraz zagranicy na produkty
    krajowe jest większa od jedności; warto przy tym dodać, że ceny eksportowe w
    walutach obcych nie zwiększą się znacząco (a w efekcie nie przyczynią się do
    spadku eksportu), jeżeli duża część surowców i półproduktów, wykorzystywanych
    przy wytwarzaniu dóbr na eksport, pochodzi z importu.
    Z drugiej strony, umocnienie kursu euro może mieć dodatni wpływ na inwestycje,
    bo powodując spadek cen importowanych dóbr kapitałowych, obniża koszt nowych
    inwestycji w stosunku do istniejących aktywów.
  • 06.12.04, 02:09
    andrzej.rzonca_nbp napisał:

    > Z jednej strony, wzmocnienie kursu euro może w krótkim okresie doprowadzić do
    > substytuowanie droższej produkcji krajowej relatywnie tańszym importem;
    obniży
    > też konkurencyjność cenową eksportu krajów strefy euro. Łączny popyt spadnie
    > jednak tylko wtedy, gdy dojdzie do pogorszenia salda handlowego, a tak może
    > stać się jedynie wówczas, gdy (zgodnie z prawem Marshalla-Lernera) suma
    cenowej
    > elastyczności popytu: krajowego na dobra importowane oraz zagranicy na
    produkty
    > krajowe jest większa od jedności; warto przy tym dodać, że ceny eksportowe w
    > walutach obcych nie zwiększą się znacząco (a w efekcie nie przyczynią się do
    > spadku eksportu), jeżeli duża część surowców i półproduktów, wykorzystywanych
    > przy wytwarzaniu dóbr na eksport, pochodzi z importu.
    > Z drugiej strony, umocnienie kursu euro może mieć dodatni wpływ na
    inwestycje,
    > bo powodując spadek cen importowanych dóbr kapitałowych, obniża koszt nowych
    > inwestycji w stosunku do istniejących aktywów.

    To jest oczywiscie prawda,ale trzeba wziac pod uwage fakt,ze wszystkie inne
    koszty w EU wyrazone w dolarze wzrosna i dlatego albo trzeba zaakceptowac
    nizszy zysk przy exporcie,albo i sprzedawac ze strata by utrzymac zatrudnienie
    na dotychczasowej wysokosci.
  • 09.12.04, 08:36
    Po pierwsze, ma Pan oczywiście rację, że aprecjacja euro spowoduje spadek
    opłacalności eksportu w krajach strefy euro. Dotyczyć to będzie jednak głównie
    eksportu dóbr słabo przetworzonych, bo to w ich przypadku konkurencja cenowa ma
    największe natężenie. Te dobra zaś nie mają dużego udziału w eksporcie krajów
    strefy euro (poza tym, w ostatnim roku ceny tych dóbr wzrosły na rynkach
    międzynarodowych o ponad 10 proc.).
    Po drugie, coraz większy udział w handlu międzynarodowym ma wymiana wewnątrz-
    gałęziowa. To oznacza, że przedsiębiorstwa eksportujące są w coraz większym
    stopniu także importerami. Wysoki udział importu w kosztach eksporterów (np. w
    Polsce wynoszący średnio około 25 proc.) ogranicza wpływ wahań kursowych na
    opłacalność eksportu.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.