Dodaj do ulubionych

dlaczego Bush chce wzmacniac dolara ?

28.11.04, 22:20
i jak chce to zrobic ?

Zalozmy, ze nieco ograniczy deficyt budzetowy zmniejszajac wydatki socjalne i
wojenne i w efekcie kurs dolara wzrosnie - to dobrze czy zle dla
dlugofalowego rozwoju gospodarki USA a wiec i swiatowej ?
Edytor zaawansowany
  • 04.12.04, 13:08
    Maksimum 19.11.2004 napisal w dyskusji z p. Rzonca:
    "Pan mowi o teorii a Bush,Snow i ja mowimy o praktyce.
    Przeciez Bush od poczatku mowi o mocnym dolarze i J.Snow tez od poczatku swojej
    nominacji mowi o mocnym dolarze,a co widzimy w miedzyczasie.
    W miedzyczasie dolar slabnie i to o 20% rocznie."

    pan Rzonca napisal w tym samym watku :
    "John Snow zapowiada ograniczenie deficytu o połowę."

    co logicznie prowadziloby do wzrostu kursu dolara. Wiec ponawiam pytanie - czy
    dla USA lepiej byloby gdyby dolar byl silniejszy bo np. istnieje ryzyko
    przejscia na EURO w rolzliczeniach handlu ropa czy tez dla USA lepiej byloby
    gdyby dolar byl slaby jak teraz lub jeszcze slabszy bo to doprowadzi do wzrostu
    liczby miejsc pracy w USA (nawet jesli byloby to przejsciowe - niestabilne jak
    twierdzi p. Rzonca to tez wywolaloby porzadany skutek dla admninistracuji
    amerykanskiej). Sadzac po oficjalnych wypowiedziach Unia Europejska boi sie
    zbyt slabego dolara - ale nie robi na razie powaznych interwencji (liczac na
    co ?) , USA oficjalnie mowi, ze woli bedzie wzmacniac dolara ale tez nie robi
    powaznych krokow w tym kierunku (bo moze tak naprawde nie chce go wzmacniac lub
    nie moze ?). Japonia po silnych interwencjach na rynku walutowym jakies pol
    roku temu (kupujac dolary) jakos przystopowala, Chiny trzymaja scisly kurs jena
    do dolara i nic nie robia tylko produkuja, produkuja a nadwyzli inwestuja w Am.
    Poludniowej. Wg. mnie rozpatrywanie zmian lursow walutowych bez patrzenia na
    polityke i cele strategiczne / polityczne panstw nie jest mozliwe - wiec
    ponawiam pytanie - o co chodzi USA i o co chodzi Unii Europejskiej w grze o
    dolara i Euro. Czy USA wykrwawi Europe czyniac gospodarke europejska
    nieefektywna - zbyt kosztowna czy tez odwrotnie - Europa z pomoca Al Kaidy
    zniszczy gospodarke USA a krokiem posrednim bedzie akumulacja kapitalu w EURO i
    odejscie od dolara.

    Moze odezwa sie cytowani juz p. Maksimum i Rzonca ?
  • 05.12.04, 21:55
    jacek0312 napisał:

    > Maksimum 19.11.2004 napisal w dyskusji z p. Rzonca:
    > "Pan mowi o teorii a Bush,Snow i ja mowimy o praktyce.
    > Przeciez Bush od poczatku mowi o mocnym dolarze i J.Snow tez od poczatku
    swojej nominacji mowi o mocnym dolarze,a co widzimy w miedzyczasie.
    > W miedzyczasie dolar slabnie i to o 20% rocznie."
    >
    > pan Rzonca napisal w tym samym watku :
    > "John Snow zapowiada ograniczenie deficytu o połowę."
    >
    > co logicznie prowadziloby do wzrostu kursu dolara. Wiec ponawiam pytanie -
    czy dla USA lepiej byloby gdyby dolar byl silniejszy bo np. istnieje ryzyko
    > przejscia na EURO w rolzliczeniach handlu ropa

    Jesli chce sie obnizki dolara,jak to jest w USA,to jednym z aspektow tego bedzie
    wiekszy udzial euro w rozliczeniach miedzynarodowych i tego sie nikt nie boi,bo
    to jest normalna kolej rzeczy.

    > czy tez dla USA lepiej byloby
    > gdyby dolar byl slaby jak teraz lub jeszcze slabszy bo to doprowadzi do
    wzrostu
    > liczby miejsc pracy w USA (nawet jesli byloby to przejsciowe - niestabilne
    jak twierdzi p. Rzonca to tez wywolaloby porzadany skutek dla admninistracuji
    > amerykanskiej).

    Pan Andrzej rozpatrywal sprawe w okresie krotkoterminowym,tak jak sie to w
    klasycznych podrecznikach widzi.
    Klasyczne podreczniki mowia tez o cyklach koniunkturalnych co 4 czy 10 lat.
    Jakos tych cykli od 25 lat nie widac w Chinach.

    > Sadzac po oficjalnych wypowiedziach Unia Europejska boi sie
    > zbyt slabego dolara - ale nie robi na razie powaznych interwencji (liczac na
    > co ?) , USA oficjalnie mowi, ze woli bedzie wzmacniac dolara ale tez nie robi
    > powaznych krokow w tym kierunku (bo moze tak naprawde nie chce go wzmacniac
    lub nie moze ?). Japonia po silnych interwencjach na rynku walutowym jakies pol
    > roku temu (kupujac dolary) jakos przystopowala, Chiny trzymaja scisly kurs
    jena
    > do dolara i nic nie robia tylko produkuja, produkuja a nadwyzli inwestuja w
    Am. Poludniowej. Wg. mnie rozpatrywanie zmian lursow walutowych bez patrzenia
    na polityke i cele strategiczne / polityczne panstw nie jest mozliwe - wiec
    > ponawiam pytanie - o co chodzi USA i o co chodzi Unii Europejskiej w grze o
    > dolara i Euro.

    Chodzi o to,czego sie sam domyslasz,polityka rzadzi rynkiem.
    Amerykanie chca slabego dolara i go maja ,a Chinczycy przywiazali sie do dolara
    i nie chca sie odwiazac.

    > Czy USA wykrwawi Europe czyniac gospodarke europejska
    > nieefektywna - zbyt kosztowna czy tez odwrotnie - Europa z pomoca Al Kaidy
    > zniszczy gospodarke USA

    Ciekawe,ze dla wszystkich jest to widoczne,ze tak samo jak al-Kaida tak i EU
    chca kleski USA i nienawidza Busha.

    > a krokiem posrednim bedzie akumulacja kapitalu w EURO i odejscie od dolara.

    To jest zagadnienie duzo bardziej powazne niz akumulacja kapitalu.
    Przeciez jesli Chiny uwolnia swoja walute,to bedzie nastepne odejscie od dolara
    na rzecz Yuana.

    > Moze odezwa sie cytowani juz p. Maksimum i Rzonca ?
  • 06.12.04, 10:33
    jacek0312 napisał:


    > co logicznie prowadziloby do wzrostu kursu dolara. Wiec ponawiam pytanie - czy
    > dla USA lepiej byloby gdyby dolar byl silniejszy bo np. istnieje ryzyko
    > przejscia na EURO w rolzliczeniach handlu ropa czy tez dla USA lepiej byloby
    > gdyby dolar byl slaby jak teraz lub jeszcze slabszy bo to doprowadzi
    > do wzrostu liczby miejsc pracy w USA (nawet jesli byloby to przejsciowe -
    > niestabilne jak twierdzi p. Rzonca to tez wywolaloby porzadany skutek dla
    > admninistracuji amerykanskiej).

    polityka silnego dolara oznacza glownie dbalosc o stabilnosc cen i wiarygodnosc
    kredytowa usa. nie oznacza dbalosci o wartosc usd wzgledem pozostalych walut.
    slabnaca waluta ma pozytywny wplyw na wskazniki ksiegowe w krotkim okresie i
    zmniejsza konkurencje na rynku.

    oczywiscie nominalnie slabnacy dolara ma swoje minusy - jednym z nich jest
    wzrost cen ropy odczuwalny dla ameykanskiego konsumenta. niemniej negatywne
    skutki zmiany wartosci dolara sa lagodzone przez to ze gospodarki azjatyckie
    obnizaja wartosc swoich walut w slad za dolarem i import z azji do usa nie drozeje



    > Sadzac po oficjalnych wypowiedziach Unia Europejska boi sie
    > zbyt slabego dolara - ale nie robi na razie powaznych interwencji (liczac na
    > co ?) ,

    interwencje nic by nie daly. usa konsumuje nad stan i podtrzymywanie wartosci
    dolara byloby gra przeciw swiatowemu rynkowi


    > USA oficjalnie mowi, ze woli bedzie wzmacniac dolara ale tez nie robi
    > powaznych krokow w tym kierunku (bo moze tak naprawde nie chce go wzmacniac lub
    >
    > nie moze ?).


    jw

    > Japonia po silnych interwencjach na rynku walutowym jakies pol
    > roku temu (kupujac dolary) jakos przystopowala,

    i dlatego dolar spada. japonia ma wzrost gospodarczy i nie musi teraz
    subsydiowac eksportu do usa

    > Chiny trzymaja scisly kurs jena
    > do dolara i nic nie robia tylko produkuja, produkuja a
    > nadwyzli inwestuja w Am. Poludniowej.

    chiny maja dzieki tej taktyce potezna ekspansje monetarna w yuanach ktora
    stabilizuje nastroje spoleczne ale grozi bledami inwestycyjnymi. oni nie beda
    nic zmieniac bo tego rodzaju wstrzasu wladza by najpewniej nie przetrwala


    > Wg. mnie rozpatrywanie zmian lursow walutowych bez patrzenia na
    > polityke i cele strategiczne / polityczne panstw nie jest mozliwe - wiec
    > ponawiam pytanie - o co chodzi USA i o co chodzi Unii Europejskiej w grze o
    > dolara i Euro.

    nie wydaje mi sie zeby stawka byl tutaj jakis konkretny kurs wymiany. bush
    prowadzi bardzo agresywna polityke makroekonomiczna dla osiagniecia celow
    wewnetrznych - ozywienia gospodarki. nie moze jednak prowadzic polityki zbyt
    agresywnej bo doprowadzi do duzych problemow. ue prowadzi polityke bardziej
    konserwatywna ktora jest stosowniejsza dla realiow europejskich w ktorych
    demografia uniemozliwia zycie na koszt przyszlych pokolen

    > Czy USA wykrwawi Europe czyniac gospodarke europejska
    > nieefektywna - zbyt kosztowna czy tez odwrotnie - Europa z pomoca Al Kaidy
    > zniszczy gospodarke USA a krokiem posrednim bedzie akumulacja kapitalu w EURO i
    >odejscie od dolara.
    >

    bardzo nie podoba mi sie tworzenie tego rodzaju dylematow. nikomu nie chodzi o
    zniszczenie ekonomiczne drugiego a twierdzenie ze al kaida pomaga europie
    zniszczyc usa jest nie tylko spotwarzajace ale i absurdalne
  • 08.12.04, 20:03
    do busha w wodzie:
    "bardzo nie podoba mi sie tworzenie tego rodzaju dylematow. nikomu nie chodzi o
    zniszczenie ekonomiczne drugiego a twierdzenie ze al kaida pomaga europie
    zniszczyc usa jest nie tylko spotwarzajace ale i absurdalne"

    To, ze Europa - a bardziej konkretnie Francja i Niemcy probuja gonic
    gospodarczo USA a moze nawet zatrzymac - czyniac to na drodze polityki
    zagranicznej i gospodarczej (takze przez niepomaganie USA w problemach przeciez
    ogolnoswiatowych jakim jest terroryzm ale nie tylko) jasno swiadczy o
    niepisanej wojnie miedzy USA i Europa, o ktorej sie nie mowi ale o ktorej kazdy
    wie. Co sie tyczy Al Kaidy - to prosze przeczytac ostatnie wystapienie Osamy -
    to z konca kampanii prezydenckiej w USA - bardzo pouczajace i wymowne.

    Caly czas nikt wg. mnie nie napisal jasno i trafnie o co chodzi Europie
    (Francji i Niemcom) w stosunkach z USA (glowie gospodarczych) i jak to sie
    przeklada na kursy walut. Moze p. Rzonca odezwie sie ?

  • 08.12.04, 20:52
    jacek0312 napisał:

    > do busha w wodzie:
    > "bardzo nie podoba mi sie tworzenie tego rodzaju dylematow. nikomu nie chodzi o
    > zniszczenie ekonomiczne drugiego a twierdzenie ze al kaida pomaga europie
    > zniszczyc usa jest nie tylko spotwarzajace ale i absurdalne"
    >
    > To, ze Europa - a bardziej konkretnie Francja i Niemcy probuja gonic
    > gospodarczo USA a moze nawet zatrzymac - czyniac to na drodze polityki
    > zagranicznej i gospodarczej (takze przez niepomaganie USA w problemach przeciez
    >
    > ogolnoswiatowych jakim jest terroryzm ale nie tylko) jasno swiadczy o
    > niepisanej wojnie miedzy USA i Europa, o ktorej sie nie mowi ale o ktorej kazdy
    >
    > wie.


    to ze sie probuje gonic usa nie swiadczy o zadnej wojnie. jest to normalne i
    pozytywne dzialanie. to ze sa sprzecznosci w interesach jest zupelnio naturalne
    - nawet w rodzinie zdarzaja sie sprzeczki ale nikt tego nie nazywa wojna i nie
    siega na ogol po ostre narzedzia. europa jest sojusznikiem usa w wojnie z
    terroryzmem ktora wszak nie ma wiele wspolnego z inwazja na irak


    > Co sie tyczy Al Kaidy - to prosze przeczytac ostatnie wystapienie Osamy -
    > to z konca kampanii prezydenckiej w USA - bardzo pouczajace i wymowne.

    osama chce dzielic zachod i nie wiedze powodu zeby mu w tym pomagac


    >
    > Caly czas nikt wg. mnie nie napisal jasno i trafnie o co chodzi Europie
    > (Francji i Niemcom) w stosunkach z USA (glowie gospodarczych) i jak to sie
    > przeklada na kursy walut.


    europa ma przede wszystkim wlasne problemy gospodarcze. euro ma sluzyc
    scislejszej integracji gospodarczej i ulatwieniu dzialalnosci gospodarczej na
    wiekszym i plynniejszym rynku. procesy przed wto jakie eu wytacza usa sa
    przewaznie wygrywane co oznacza ze wina lezy po stronie usa

    geopolitycznie - europa dazy do wzrostu znaczenia co jest tendencja naturalna po
    rozpadzie zsrr


  • 08.12.04, 23:55
    jacek0312 napisał:

    > do busha w wodzie:
    > "bardzo nie podoba mi sie tworzenie tego rodzaju dylematow. nikomu nie chodzi
    o zniszczenie ekonomiczne drugiego a twierdzenie ze al kaida pomaga europie
    > zniszczyc usa jest nie tylko spotwarzajace ale i absurdalne"
    >
    > To, ze Europa - a bardziej konkretnie Francja i Niemcy probuja gonic
    > gospodarczo USA a moze nawet zatrzymac - czyniac to na drodze polityki
    > zagranicznej i gospodarczej (takze przez niepomaganie USA w problemach
    przeciez
    > ogolnoswiatowych jakim jest terroryzm ale nie tylko) jasno swiadczy o
    > niepisanej wojnie miedzy USA i Europa, o ktorej sie nie mowi ale o ktorej
    >kazdy wie.

    buszujacy to jest taki polski dzentelmen,ktory co innego mysli a co innego mowi.
    Wiadomo,ze stworzenie EU mialo byc walka z EU o przywodctwo w swiecie
    gospodarczym.Niestety EUropejczycy nie tylko nie umieja dowodzic ale i
    gospodarowac poprawnie i rezultaty nie daly dlugo na siebie czekac.Mizeria
    totalna ze stagnacja,gdzie tylko urzednicy sa zadowoleni z systemu.

    > Co sie tyczy Al Kaidy - to prosze przeczytac ostatnie wystapienie Osamy -
    > to z konca kampanii prezydenckiej w USA - bardzo pouczajace i wymowne.
    >
    > Caly czas nikt wg. mnie nie napisal jasno i trafnie o co chodzi Europie
    > (Francji i Niemcom) w stosunkach z USA (glowie gospodarczych) i jak to sie
    > przeklada na kursy walut. Moze p. Rzonca odezwie sie ?

    EUropa padla kozlem ofiarnym w rozgrywcE USA-Chiny.Zeby miec konkurenyjne
    cenowo towary trzeba miec stosunkowo niska wartosc waluty i Chinczycy szybko to
    pojeli przywiazujac sie do dolara.Rezultat tego taki,ze najszybciej rozwijajace
    sie gospodarki Chiny i USA stanowia 33% GDP swiata.
    W EU mozna juz zawiesic firanki i do muzeum oddac.
    EU moze sie powiekszac obszarowo,jak kiedys RWPG,ale jakosciowo traci z kazdym
    dniem.
  • 09.12.04, 01:11
    maksimum napisał:
    >

    > Wiadomo,ze stworzenie EU mialo byc walka z EU o przywodctwo w swiecie
    > gospodarczym.Niestety EUropejczycy nie tylko nie umieja dowodzic ale i
    > gospodarowac poprawnie i rezultaty nie daly dlugo na siebie czekac.Mizeria
    > totalna ze stagnacja,gdzie tylko urzednicy sa zadowoleni z systemu.

    pomijajac inne sprawy ktorych nie chce rozwijac dazenie do powiekszenia
    konkurencyjnosci gospodarki absolutnie nie oznacza ekonomicznego niszczenia rywala

    >
    > EUropa padla kozlem ofiarnym w rozgrywcE USA-Chiny.

    europa nie padla a tutaj udowadniasz teze przeciwna do autora watku - ze to usa
    jest strona agresywna


    > Zeby miec konkurenyjne
    > cenowo towary trzeba miec stosunkowo niska wartosc waluty

    oczywiscie jest to nieprawda. zeby miec konkurenyjne cenowo towary to wystarczy
    umiec je wytworzyc taniej/wydajniej niz konurent

    warto tez zauwazyc ze to usa maja deficyt handlowy (takze z europa) i poziom
    eksportu ue jest wyzszy w proporcji do gdp niz to jest w usa. a wiec to towary
    europejskie sa obecnie bardziej konkurencyjne niz amerykanskie


    > i Chinczycy szybko to pojeli przywiazujac sie do dolara.Rezultat tego
    > taki,ze najszybciej rozwijajace
    > sie gospodarki Chiny i USA stanowia 33% GDP swiata.

    przy czym to jednal udzial procentowy chin w swiatowym gdp rosnie

    > W EU mozna juz zawiesic firanki i do muzeum oddac.
    > EU moze sie powiekszac obszarowo,jak kiedys RWPG,ale jakosciowo traci
    > z kazdym dniem.

    zapomniales dodac ze eu ma gdp rowny gdp usa i gospodarki eu i chin stanowia 33%
    gpp swiata
  • 09.12.04, 04:12
    bush_w_wodzie napisał:

    > maksimum napisał:
    > >
    >
    > > Wiadomo,ze stworzenie EU mialo byc walka z EU o przywodctwo w swiecie
    > > gospodarczym.Niestety EUropejczycy nie tylko nie umieja dowodzic ale i
    > > gospodarowac poprawnie i rezultaty nie daly dlugo na siebie czekac.Mizeri
    > a totalna ze stagnacja,gdzie tylko urzednicy sa zadowoleni z systemu.
    >
    > pomijajac inne sprawy ktorych nie chce rozwijac dazenie do powiekszenia
    > konkurencyjnosci gospodarki absolutnie nie oznacza ekonomicznego niszczenia
    >rywala

    Gdzie Ty widzisz zwiekszenie konkurencji jesli 15 krajow zaczyna prowadzic
    wspolna polityke zamiast kazdy z nich indywidualna???
    Gdzie Ty widzisz zwiekszenie konkurencji,gdzie zamiast 15 bankow centralnych
    jest tylko 1(JEDEN)??????
    Jesli Chiny podlaczaja sie pod dolara,to caly swiat widzi to jako nieuczciwa
    konkurencje,a jak 12 krajow ma wspolna walute,to "jest to dla wspolnego dobra"
    ograniczenie konkurencji.

    > > EUropa padla kozlem ofiarnym w rozgrywcE USA-Chiny.
    >
    > europa nie padla a tutaj udowadniasz teze przeciwna do autora watku - ze to
    >usa jest strona agresywna

    Autor watka widzi,ze EU jest w ciemnym zaulku(w sytuacji bez wyjscia) i nie ma
    pojecia jak z niego wyjsc.

    > > Zeby miec konkurenyjne
    > > cenowo towary trzeba miec stosunkowo niska wartosc waluty
    >
    > oczywiscie jest to nieprawda. zeby miec konkurenyjne cenowo towary to
    >wystarczy umiec je wytworzyc taniej/wydajniej niz konurent

    To bylo na pierwszej lekcji ekonomii,a Chiny teraz przerabiaja druga lekcje.

    > warto tez zauwazyc ze to usa maja deficyt handlowy (takze z europa) i poziom
    > eksportu ue jest wyzszy w proporcji do gdp niz to jest w usa. a wiec to towary
    > europejskie sa obecnie bardziej konkurencyjne niz amerykanskie

    Powiedzmy to inaczej.
    Gospodarka EU jest nastawiona na export a nie na zaspokajanie popytu
    wewnetrznego,bo ten od dawna stoi w miejscu.
    No wiec EU exportuje nawet wtedy gdy nie ma z tego zadnego zysku,bo nie moze
    sobie pozwolic na wieksze bezrobocie.
    GDYBY EUROPEJSKIE TOWARY BYLY BARDZIEJ KONKURENCYJNE NIZ AMERYKANSKIE ,TO
    BEZROBOCIE W EU BYLOBY MNIEJSZE NIZ W USA!!!!
    Tego duzymi literami naucz sie na pamiec.

    > > i Chinczycy szybko to pojeli przywiazujac sie do dolara.Rezultat tego
    > > taki,ze najszybciej rozwijajace
    > > sie gospodarki Chiny i USA stanowia 33% GDP swiata.
    >
    > przy czym to jednal udzial procentowy chin w swiatowym gdp rosnie
    >
    > > W EU mozna juz zawiesic firanki i do muzeum oddac.
    > > EU moze sie powiekszac obszarowo,jak kiedys RWPG,ale jakosciowo traci
    > > z kazdym dniem.
    >
    > zapomniales dodac ze eu ma gdp rowny gdp usa i gospodarki eu i chin stanowia
    >33% gpp swiata

    Jak to dobrze,ze tu jestes.
  • 09.12.04, 22:40
    zeby byla jasnosc - USA prowadza agresywna polityke miedzynarodowa o prymat w
    swiecie. Prymat zarowno polityczny jak i gospodarczy - nie mozna byc zandarmem
    swiata bedac karlem ekonomicznym. Wiec walka toczy sie zarowno w sferze
    polityki jak i gospodarki.

    Moim pytaniem, watpliwoscia bylo zrozumienie gry kursami walutowymi - czy tani
    dolar jest zlem koniecznym dla USA czy celeowa polityka. Czy mocne Euro to
    przeklenstwo dla Europy czy tez orez w walce o ustanowienie tej waluty jako
    srodka akumulacji kapitalu i powlne wypieranie dolara - a w konsekwencji
    doprowadzenie do krachu gospodarczegow w USA.

    To, ze toczy sie teraz bardzo wazna batalia ekonomiczna nie ulega watpliwosci.
    Chociazby z dzisiejszej prasy :
    "Amerykanie uważają, że w momencie gdy sytuacja w Iraku nadal jest tak trudna,
    Chiracowi nie zależy na ugodzie z Bushem. Wręcz przeciwnie - będzie
    wykorzystywał antyamerykańskie tony do zdobycia popularności w Europie i wśród
    swoich wyborców"

    Chirac nie podsyca nienawisci do USA bo ma taki kaprys. Tu chodzi o przyszlosc
    Francji i przyszlosc Europy (Europy takiej jaka widzi ja Chirac).

    Stawiam wiec teze, ze niski kurs dolara jest na reke USA, ale pod warunkiem, ze
    jest pod kontrola i jesli kraje arabskie, Rosja, Chiny, Japonia zaczelyby sie
    dogadywac z Europa i miedzy soba to USA natychmiast beda dzialac w celu
    podniesienia kursu USD. Na razie niski kurs dolara wykrwawia gospodarke Unii
    Europejskiej i Europa nie ma mozliwosci przeciwdzialania temu. Jakies 3
    miesiace temu Europejski Bank Centralny wyrazil "zaniepokojenie" zbyt mocnym
    Euro w stos do dolara, potem kilkakrotnie mowil o tyk Kanclerz Niemiec. Moim
    zdaniem Europa przegrywa teraz wojne o bycie gospodarcza potega i nie ma Europa
    srodkow, by ta niekorzystna sytuacje zmienic. Przyszlosc wiec widze tak, ze
    produkowac dla swiata beda Chiny, technologie beda dawac USA, Rosja, Araby,
    Afryka, Am.Poludniowa beda dawac surowce a reszta swiata pograzy sie w
    socjalnym bycie (niebycie).
  • 10.12.04, 05:35
    jacek0312 napisał:

    > zeby byla jasnosc - USA prowadza agresywna polityke miedzynarodowa o prymat w
    > swiecie.

    Tu zupelnie nie masz racji.
    USA nie chca dominowac,ale nikt inny nie nadaje sie na dominowanie.
    EUnuchy z EUropy sr... w gacie przed Osama i baly sie strasznie gdy USA
    zaatakowaly talibow w Afganistanie.
    Przyglupy europejskie ,tak samo jak talibskie myslaly,ze jak ZSRR przegral z
    talibami ,to taki miekki,gruby,rozleniwiony i wypasiony na hamburgerach
    Amerykanin tym bardziej nie da sobie rady.
    Przeczywistosc przeszla oczekiwania i talibi oraz EUnuchy zbaranialy.
    Drugiej sraczki dostaly EUnuchy gdy doszlo do Iraku i do tej pory cienkim
    glosem spiewaja,ze chcialyby jakis okup od Ameryki,ze zajela Irak.


    > Prymat zarowno polityczny jak i gospodarczy - nie mozna byc zandarmem
    > swiata bedac karlem ekonomicznym. Wiec walka toczy sie zarowno w sferze
    > polityki jak i gospodarki.

    Powtorze jeszcze raz.TU NIE MA ZADNEJ WALKI,BO EY DO WALKI SIE NIE NADAJE.

    > Moim pytaniem, watpliwoscia bylo zrozumienie gry kursami walutowymi - czy
    tani
    > dolar jest zlem koniecznym dla USA czy celeowa polityka. Czy mocne Euro to
    > przeklenstwo dla Europy czy tez orez w walce o ustanowienie tej waluty jako
    > srodka akumulacji kapitalu i powlne wypieranie dolara - a w konsekwencji
    > doprowadzenie do krachu gospodarczegow w USA.

    Taliby i EUnuchy przepowiadaja caly czas krach w USA ale sie nie doczekaja.

    > To, ze toczy sie teraz bardzo wazna batalia ekonomiczna nie ulega
    watpliwosci.
    > Chociazby z dzisiejszej prasy :
    > "Amerykanie uważają, że w momencie gdy sytuacja w Iraku nadal jest tak
    trudna, Chiracowi nie zależy na ugodzie z Bushem. Wręcz przeciwnie - będzie
    > wykorzystywał antyamerykańskie tony do zdobycia popularności w Europie i
    >wśród swoich wyborców"
    >
    > Chirac nie podsyca nienawisci do USA bo ma taki kaprys. Tu chodzi o
    >przyszlosc Francji i przyszlosc Europy (Europy takiej jaka widzi ja Chirac).

    A kto rozsadny przejmuje sie EUropa jak produkcja idzie do Chin i Indii??

    > Stawiam wiec teze, ze niski kurs dolara jest na reke USA, ale pod warunkiem,
    ze jest pod kontrola i jesli kraje arabskie, Rosja, Chiny, Japonia zaczelyby
    sie dogadywac z Europa i miedzy soba to USA natychmiast beda dzialac w celu
    > podniesienia kursu USD.

    Jesli w interesie USA jest slaby dolar,to dlaczego mialyby USA natychmiast
    dzialac w celu wzmocnienia dolara??


    > Na razie niski kurs dolara wykrwawia gospodarke Unii
    > Europejskiej i Europa nie ma mozliwosci przeciwdzialania temu. Jakies 3
    > miesiace temu Europejski Bank Centralny wyrazil "zaniepokojenie" zbyt mocnym
    > Euro w stos do dolara, potem kilkakrotnie mowil o tyk Kanclerz Niemiec. Moim
    > zdaniem Europa przegrywa teraz wojne o bycie gospodarcza potega i nie ma
    Europa
    > srodkow, by ta niekorzystna sytuacje zmienic. Przyszlosc wiec widze tak, ze
    > produkowac dla swiata beda Chiny, technologie beda dawac USA,

    Tu kropka.

    > Rosja, Araby,
    > Afryka, Am.Poludniowa beda dawac surowce a reszta swiata pograzy sie w
    > socjalnym bycie (niebycie).

    Wewnatrz wszystkich krajow zwieksza sie roznice miedzy bogatymi a biednymi.
    Czyli beda bogaci Chinczycy i biedni Chinczycy.
  • 10.12.04, 10:00
    kompletnie niemerytoryczna wypowiedz za to pelna "mocnych stwierdzen" czyli
    wszystko wraca do normy

  • 10.12.04, 15:34
    bush_w_wodzie napisał:

    > kompletnie niemerytoryczna wypowiedz za to pelna "mocnych stwierdzen" czyli
    > wszystko wraca do normy

    Powiedz wie madralo forumowa jaki kraj na swiecie chcial zwalczac terroryzm po
    ataku na WTC??
    W Afganistanie bylo okolo 50,000 dobrze uzbrojonych terrorystow w niezle
    wyposazonych bazach a rzad afganski pomagal im w ich dzialalnosci.
    Boisz sie powiedziec jakie byly opinie w tym czasie w EUropie???
    Robiliscie w gacie ze strachu jak USA szla do wojny w Afganistanie.
    A teraz ledwo pozbyliscie sie zapachu strachu i udajesz intelektualiste-
    pacyfiste na forum.
    W Iraku sa wlasnie dobijane resztki tych ktorym udalo sie uciec z Afganistanu i
    ta wasza EUnuchowata mentalnosc nie pozwala wam popierac amerykanskiej walki z
    terroryzmem swiatowym.
    Siedz cicho na poopie i wycofaj polskie wojska z Iraku,bo sie chlopaki skalecza
    przy obieraniu kartofli.
  • 10.12.04, 15:53
    z tematem powodow i skutkow zmian kursow walut
  • 10.12.04, 10:09
    spadek wartosci waluty jest normalna odpowiedzia rynku na dlugo utrzymujacy sie
    deficyt handlowy kraju. proces wzrastania deficytu handlowego usa rozpoczal sie
    jeszcze za clintona. czy wykrwawianie konkurenta metoda zadluzania sie rzadu za
    granica na wielka skale jest metoda ktora jest sensowna w jakiejs dluzszej skali
    czasowej?

    mnie sie zdaje ze to jest raczej dzialanie pod presja uwarunkowan gospodarczych.
    rzad usa postanowil wesprzec gospodarke poteznymi ilosciami kapitalu pozyczonego
    zza granicy zeby uniknac kryzysu. skutkiem jest wzrost konsumpcji i spadek
    wartosci dolara. ale dlugi maja to do siebie ze trzeba je bedzie splacic
  • 11.12.04, 23:31
    do busha w wodzie - jesli myslisz, ze zachowanie gospodarki nie zalezy od
    polityki a tylko od "niewidzialnej" reki rynku i praw popytu i podazy - to jest
    to po prostu naiwne.
  • 13.12.04, 00:09
    jacek0312 napisał:

    > do busha w wodzie - jesli myslisz, ze zachowanie gospodarki nie zalezy od
    > polityki a tylko od "niewidzialnej" reki rynku i praw popytu i podazy - to jest
    > to po prostu naiwne.

    uwazam ze polityka jest waznym elementem rynku ale prawa popytu i podazy sa
    nieublagane i polityka nie moze z nimi wygrac. polityka ma tylko ograniczony
    wplyw na gospodarke. iluzje silengo i pozytywnego wplywu polityki na gospodarke
    w krotkim okresie czasu osiaga sie najczesciej metoda gierka-busha -
    intensywnego zadluzania sie za granica
  • 13.12.04, 00:51
    Ma Pan zapewne racje piszac, ze prawa rynku sa nieublagalne. Zdecydowanie jest
    Pan jednak w bledzie piszac o ograniczonym tylko wplywie polityki na
    gospodarke. Otoz w praktyce jest zupelnie na odwrot, nieodpowiedzialna polityka
    moze w bardzo krotkim czasie i bardzo skutecznie doprowadzic kazda gospodarke
    do calkowitej ruiny, a wiec wplyw ten moze byc kolosalny. Zgodzic sie mozna
    jedynie co do tego, ze wlasciwa polityka gospodarcza moze miec tylko
    umiarkowany wplyw na gospodarke. Przez "wlasciwa polityka" rozumiem polityke
    nie ingerencji, badz minimalnej ingerencji panstwa w zycie gospodarcze i
    skupienie sie na jego podstawowych funkcjach.
  • 13.12.04, 06:00
    damkon napisał:

    > Ma Pan zapewne racje piszac, ze prawa rynku sa nieublagalne. Zdecydowanie
    jest Pan jednak w bledzie piszac o ograniczonym tylko wplywie polityki na
    > gospodarke. Otoz w praktyce jest zupelnie na odwrot, nieodpowiedzialna
    polityka
    > moze w bardzo krotkim czasie i bardzo skutecznie doprowadzic kazda gospodarke
    > do calkowitej ruiny, a wiec wplyw ten moze byc kolosalny. Zgodzic sie mozna
    > jedynie co do tego, ze wlasciwa polityka gospodarcza moze miec tylko
    > umiarkowany wplyw na gospodarke. Przez "wlasciwa polityka" rozumiem polityke
    > nie ingerencji, badz minimalnej ingerencji panstwa w zycie gospodarcze i
    > skupienie sie na jego podstawowych funkcjach.

    Pamietam,ze moj dziadek w zyciu u lekarza nie byl i w zdrowiu dozyl 92
    lat,zanim sie zabral.
    Teraz ja chodze do lekarza od czasu do czasu i z cala odpowiedzialnoscia moge
    stwierdzic,ze sa lekarze lepsi i gorsi,a niektorzy wrecz nieudacznicy.
    Generalnie chodzi o to,zeby wyeliminowac tych zlych a do dobrych chodzic jak
    najrzadziej.Niestety dla nas,specjalizacja posuwa sie tak szybko i tak
    daleko,ze bez specjalistow obejsc w nowoczesnym swiecie sie juz nie mozna i
    pewno moj dziadek bylby zasmucony z tego powodu.
  • 12.12.04, 00:09
    bush_w_wodzie napisał:

    > spadek wartosci waluty jest normalna odpowiedzia rynku na dlugo utrzymujacy
    sie
    > deficyt handlowy kraju. proces wzrastania deficytu handlowego usa rozpoczal
    sie jeszcze za clintona. czy wykrwawianie konkurenta metoda zadluzania sie
    rzadu za
    > granica na wielka skale jest metoda ktora jest sensowna w jakiejs dluzszej
    skali czasowej?
    >
    > mnie sie zdaje ze to jest raczej dzialanie pod presja uwarunkowan
    gospodarczych .
    > rzad usa postanowil wesprzec gospodarke poteznymi ilosciami kapitalu
    pozyczonego
    > zza granicy zeby uniknac kryzysu. skutkiem jest wzrost konsumpcji i spadek
    > wartosci dolara. ale dlugi maja to do siebie ze trzeba je bedzie splacic

    Czy Tobie trzeba wszystko tlumaczyc droga silowa?
    Od kiedy Amerykanie splacaja swoje dlugi prywatne??
    Czy raczej zadluzaja sie jeszcze bardziej?
    Jesli mozna dobrze zyc zadluzajac sie,to po co bilansowac budzet?
    TYLKO po to,ze w ksiazkach tak jest napisane?
    W "madrych ksiazkach" jest tez napisane,ze najpierw trzeba oszczedzac,zeby
    zaciagnac kredyt i tak wlasnie robia Japonczycy,Niemcy,Chinczycy.
    Jest tez w "madrych ksiazkach" napisane,ze lepiej miec nadwyzke niz deficyt i
    ze trzeba najpierw exportowac,zeby importowac i tak dalej trzymajcie.
  • 12.12.04, 21:51
    Kurt Richebaker, stały współpracownik Finnanical Times'a:

    In his recent speech in Berlin, Greenspan was amazingly frank about
    the "increasingly less tenable U.S. current account deficit," suggesting that
    foreign investors would eventually reach a limit in their desire to finance the
    deficit and diversify into other currencies or demand higher U.S. interest
    rates.
    In essence, he expressed the new consensus view in America that the dollar has
    to bear the brunt of reducing the U.S. current account deficit. Clearly,
    American policymakers want a lower dollar, apparently entertaining strong hopes
    that this will take care of the U.S. trade deficit, and we suspect that they
    regard it as an easy solution for this problem.
    We doubt first of all that it is a solution at all. Such expectations
    essentially presuppose that an overvalued dollar is the main cause of the U.S.
    trade deficit. This is bogus. By the measure of purchasing power, the dollar
    was hardly out of line with the currencies of other industrialized countries.
    The favorite American explanation for the huge and growing trade deficit is the
    U.S. economy's superior growth performance and lacking foreign demand. But the
    Chinese economy is growing much faster than the U.S. economy yet has a big
    trade surplus. So had Japan in the late 1980s, and so had Germany in the
    decades to the late 1970s.
    This explanation of the trade deficit with superior U.S. GDP growth is another
    illusion among many others. What crucially matters for a country's trade
    balance is not its economy's growth rate, but its internal resource allocation
    between consumption and investment. High rates of saving and investment make
    for a strong trade balance, while high rates of consumption make for a weak
    trade balance. America's unusually poor trade performance reflects extremely
    poor rates of saving and investment. Overconsuming and undersaving America
    lacks the necessary capital stock to increase its exports.
    These observations essentially raise the question of whether or not the falling
    dollar is prone to rebalance the U.S. economy's foreign trade. It is argued
    that the dollar's slide did a great job slashing the U.S. trade deficit from
    1989-1993. This is true, but was it really the falling dollar that did it? It
    actually happened against the backdrop of a sharp slowdown in credit growth and
    a recession in 1991.
    During the four years 1989-93, total credit in the United States - financial
    and nonfinancial - grew by a cumulative $3,255 billion, or $819 billion per
    year. In flagrant contrast, during the four years to mid-2004, overall credit
    grew virtually three times as fast, by $2.4 trillion per year, and there is no
    letup in sight. Drawing on past experience, a fall of the dollar, however
    steep, will hardly make a dent in the trade deficit by itself.
    Lowering the trade deficit first requires a lowering of domestic demand growth,
    and a drastic shift in resource allocation away from consumption and toward
    investment in the longer run. A mere fall of the dollar is definitely no
    solution. Yet we very much doubt that policymakers in Washington have the
    slightest intention to implement or foster the necessary changes in demand and
    resource allocation with policy measures.
    What about the risks for the dollar and the markets? In short, they are
    frightening. The most frightening risk is that the dollar's fall gets out of
    control. Superficially, the dollar's steep fall in the 1980s and '90s may seem
    encouraging in this respect.
    However, there is something that makes all the difference between then and now.
    When the dollar's decline started in 1985, dollar assets held by foreigners
    were close to zero. This time, they are close to $9,000 billion, one-third of
    which is held by central banks.
    The dollar's further behavior will largely depend on the flow of news about the
    U.S. economy. Bad economic news is bad for the dollar. For the reasons
    explained earlier, we expect very bad news that will shatter the hollow
    optimism about the economy and the stock market. While economic growth is
    sharply decelerating, inflation is accelerating, a main reason for this being
    an accelerating rise in import prices.
    In such circumstances, the Fed will face a Catch-22. With CPI inflation above
    3% at annual rate and a falling dollar, a new easing of monetary policy is
    absolutely impossible. Rather, the market will expect the Fed to continue its
    rate hikes. But doing so, it would prick the carry trade bubble in bonds with
    disastrous effects, first on the bond market and then on the economy.
    A steeper fall of the dollar, just by itself, might please U.S. policymakers.
    Unfortunately, it is bound to have a variety of harmful effects - in particular
    on psychology, inflation rates and interest rates. It may finally dawn on
    people that due to the horrendous magnitude of the existing imbalances, the
    development in the economy and the markets is out of control.
    After many months of stability during 2004, the dollar has turned south all of
    a sudden. Observing the U.S. economy's deteriorating performance since early
    this year, its protracted stability surprised us. Now its sudden slide
    perfectly concurs with our dismal expectations for the U.S. economy in 2005.
    Yet the abrupt general bearishness of dollar forecasts strikes us as ominous in
    comparison with the highly bullish consensus growth forecasts for the economy
    (those for Europe are distinctly bearish).
    Let us try to make sense of these contradictions. Over time, we have learned
    the hard way that two different things govern the behavior of markets: first,
    the objective facts; and second, the general perception of the facts. They can
    differ like black and white.
    Our opinion about the economic situation in the United States has been and
    remains diametrically at variance with the optimistic consensus view that
    discarded the economy's slowdown as a "soft patch" due to the rising oil price.
    In our view, the economy is rapidly losing steam because prior aggressive
    monetary and fiscal stimulation has largely spent itself, while having failed
    to initiate the desired self-sustaining investment recovery. Moreover, we hold
    a strong opinion that the existing outrageous imbalances and structural
    dislocations in the economy make a normal, sustainable economic recovery flatly
    impossible.
    Pondering the causes and implications of the dollar's sudden plunge, it ought
    to be recalled that global currency experts were overwhelmingly forecasting a
    strong dollar and a weak euro, commensurate with expected strong economic
    growth in the United States and sluggish economic growth in Europe.
    There rules a perception in the markets that the U.S. economy is fundamentally
    strong and, in addition, vastly superior to that of Europe in resilience and
    flexibility. All that is sheer nonsense. Due to years of unimaginable credit
    excesses and resulting monumental imbalances, the U.S. economy is highly
    vulnerable to a sudden downturn. It is, in fact, in worse shape than in 2000.
    U.S. policymakers and economists are hailing the dollar's fall as a boom for
    exports, employment and profits. They fail to realize that the consumer
    borrowing and spending excesses of the past few years have grossly depleted the
    economy of available resources for sharply higher exports. A plummeting dollar
    does nothing at all to offset the profound structural shortfall of savings and
    capital formation. Rather, it fuels inflation.
    Remarkably, the dollar has plummeted despite highly optimistic expectations
    about the economy's outlook as reflected in stellar growth forecasts. It is our
    assumption that increasingly bad economic news will shake this overconfidence
    and speed up the dollar's decline.
    For reasons already explained, we expect that sharply weaker consumer spending
    will soon distinct
  • 12.12.04, 21:54
    Kurt Richebaker CD:
    There rules a perception in the markets that the U.S. economy is fundamentally
    strong and, in addition, vastly superior to that of Europe in resilience and
    flexibility. All that is sheer nonsense. Due to years of unimaginable credit
    excesses and resulting monumental imbalances, the U.S. economy is highly
    vulnerable to a sudden downturn. It is, in fact, in worse shape than in 2000.

    U.S. policymakers and economists are hailing the dollar's fall as a boom for
    exports, employment and profits. They fail to realize that the consumer
    borrowing and spending excesses of the past few years have grossly depleted the
    economy of available resources for sharply higher exports. A plummeting dollar
    does nothing at all to offset the profound structural shortfall of savings and
    capital formation. Rather, it fuels inflation.

    Remarkably, the dollar has plummeted despite highly optimistic expectations
    about the economy's outlook as reflected in stellar growth forecasts. It is our
    assumption that increasingly bad economic news will shake this overconfidence
    and speed up the dollar's decline.

    For reasons already explained, we expect that sharply weaker consumer spending
    will soon distinctly slow the U.S. economy. Two events in particular are
    putting the brakes on economic growth: first, the full stop of the income
    creation through tax cuts; and second, the waning of the housing and mortgage
    refinancing booms.

    The risks are frightening.

    Regards,

    Kurt Richebächer

    Maciusiu - pozdrawiam!
  • 13.12.04, 05:50
    For reasons already explained, we expect that sharply weaker consumer spending
    will soon distinctly slow the U.S. economy. Two events in particular are
    putting the brakes on economic growth: first, the full stop of the income
    creation through tax cuts; and second, the waning of the housing and mortgage
    refinancing booms.

    The risks are frightening.

    Regards,

    Kurt Richebächer

    Maciusiu - pozdrawiam!

    Te pierwsze 2 strony,to bylo duuuuuuuuuzo wishful thinking w wykonaniu
    ekonomistow eu-ropejskich wychodzacych z zalozenia,ze jak w EU jest stagnacja
    tzn ze w USA tez MUSI nastapic.
    No a w zakonczeniu EUropejczycy zycza sobie:
    1-zeby nie bylo obnizki podatkow w USA.
    Niestety za pozno na to,bo juz te ktore byly czasowe zostaly wprowadzone na
    stale,a nastepne sie zaczna tuz po ponownym zaprzysiezeniu George'a the Great.
    2-Zeby housing boom wreszcie skonczyl sie kleska totalna,na co sie nie zanosi.

    Dziekuje za pozdrowienia i rowniez pozdrawiam.
    P.S. To az przykro wyglada gdy EUropejczycy jak hieny cmentarne czekaja na
    kryzys w Stanach.
  • 14.12.04, 22:26
    Na początek dygresja -Dr. Richebaker pisze dla FT (także dla WSJ)ale mieszka w
    USA, nie w Europie. Był ekonomicznym doradcą w centralnym banku w Austrii, ale
    nie zgadzając się z linią socjalistycznego rządu, wyemigrował pod koniec lat 70-
    tych do USA, gdzie nadal mieszka. Specjalizuje się w polityce banków
    centralnych i nieraz krytykował szefów FED. Z jaką uwagą go czytali niech
    świadczy fakt, że Volker powiedział kiedyś, że:"wydaje mu się, że jednym z jego
    głównych zadań jest przekonać Richebakera, że sie myli" - byle komu szef FED
    tak nie odpowiada, prawda?

    Do meritum.
    To bardzo ładnie powiększać deficyty, i korzystać z tego że się jest
    hipermocarstwem (także gospodarczym) wymuszając na innych finansowanie tego
    deficytu ze stratą dla pożyczkodawcy (spadający USD)Rzecz w tym, że takiej
    polityki prowadzić bez końca się nie da, MACIEJU.

    USA wkrótce zostanie ZMUSZONE do powstrzymania wzrostu deficytów z prostej
    przyczyny: już dziś finansowanie deficytu handlowego USA pochłania ok. 83%
    światowych oszczędności (dane MFW)- oznacza to, że gdy sięgnie on jakieś nieco
    ponad 7,5% US GDP to 100% oszczędności świata będzie finansować Wasz deficyt.
    To oczywiście teoria, bo nikt Wam tych 100% nie da - są rejony na świecie,
    gdzie stopa zwrotu z kredytu udzielonego jest dużo wyższa niż w USA i to tam
    popłynie spora część z owego 17% światowych oszczędności - no chyba że
    podniesiecie wyraźnie stopy procentowe, ale jest to ostatnia rzecz, którą
    byście chcieli, przy waszym zadłużeniu...

    Nie ma rady - wkrótce będziecie musieli zacząć oszczędzać, ze szkodą dla siebie
    i świata (spowolnienie gospodarcze, jeśli nie wręcz depresja).
    Im łagodniej przejdziecie do tego, tym lżejszy będzie szok, ale tym dłuższy
    marazm gospodarczy z tym związany.
    To taki efekt pancernika (USA ze swoimi rozmiarami i znaczeniem w świecie
    gospodarczym)pływającego w kałuży - Polska może mieć deficyt i 15%PKB (Broń nas
    Boże przed tym!!!)- jeśli tylko znajdą się chętni na pożyczenie jej to wszystko
    OK - USA są za duże na taką politykę!!

    I jeszcze jedno - na Twoim miejscu życzyłbym Japonii i EU jak najlepiej - jak
    tam będzie kryzys, to KTO kupi Wasze niezbyt konkurencyjne poza IT i
    zbrojeniówką produkty??? Zamiast głupio życzyć im porażki, na Twoim miejscu
    zanosiłbym codzienne modły o ich pomyślność - inaczej trzeba będzie szybciej
    przejść przez piekło....Gospodarka to naczynia połączone i nie będzie sukcesu w
    USA bez przynajmniej jako takiego stanu gospodarki reszty świata.
    Pozdrawiam
    Harry Portier
  • 15.12.04, 04:42
    harryportier napisał:

    > I jeszcze jedno - na Twoim miejscu życzyłbym Japonii i EU jak najlepiej - jak
    > tam będzie kryzys, to KTO kupi Wasze niezbyt konkurencyjne poza IT i
    > zbrojeniówką produkty??? Zamiast głupio życzyć im porażki, na Twoim miejscu
    > zanosiłbym codzienne modły o ich pomyślność - inaczej trzeba będzie szybciej
    > przejść przez piekło....Gospodarka to naczynia połączone i nie będzie sukcesu
    >w USA bez przynajmniej jako takiego stanu gospodarki reszty świata.
    > Pozdrawiam
    > Harry Portier

    Zgadzamy sie do tego,ze gospodarka swiatowa w czasie globalizacji to naczynia
    polaczone,co moze znaczyc,ze w jednych krajach mozna oszczedzac(Niemcy,Japonia)
    a w innych z tych lokat brac kredyty(USA).
    Jesli gospodarka swiatowa rozwija sie 4% rocznie,to USA is right on schedule,
    Chiny z 9% wzrostem sa powyzej sredniej a EU i Japonia sa ponizej sredniej.
    Gdyby EU umialo sie wybronic przed wysokim euro,to gospodarka EU rozwijalaby
    sie szybciej a amerykanska wolniej.
    Poza tym ja nikomu niczego nie zycze,tak jak nie zyczylem EU wspolnej
    waluty,ale chcieli,to ja maja,choc Margaret Thacher i Milton Friedman
    ostrzegali.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.