Dodaj do ulubionych

spotkanie po latach... z kochankiem

15.03.10, 14:24
witam.
Pewnie oberwie mi się okrutnie od monogamistek ale mimo to
chciałabym poznać zdanie innych. W mega skrócie... Spotykaliśmy sie
10 lat temu.Było fajnie i bardzo żałowałam, ze nie pociągneliśmy
tego dalej ale takie są uroki wakacji. Nigdy nie zapomniałam ze był
ktoś taki.Kontakt się urwał aż nadszedł czas naszej klasy i
znaleźliśmy się. Pierwsze spotkanie, dłuuuga rozmowa a potem mega
bałagan w głowie. Co dalej... Troche nadgryziony zębem czasu ale
nadal ma to coś. On jest chetny na kontynuacje a ja? Oboje mamy
rodziny ale ... wtedy też mieliśmy... ale byłam chyba o 10 lat mniej
odpowiedzialna. Podpowiecie mi coś?
Obserwuj wątek
      • szuwarek75 Re: spotkanie po latach... z kochankiem 23.03.10, 09:10
        Jasne, walcie się z kim popadnie, będziecie dzięki temu bardziej atrakcyjne. To
        tylko fun, tylko po kiego grzyba durna babo był ci ślub?

        a pamiętasz:
        ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to że Cię nie
        opuszczę aż do śmierci
        ????

        Trzeba było już wówczas wybuchnąć rechotem i splunąć swojemu lubemu pod nogi.
        • isterus Re: spotkanie po latach... z kochankiem 23.03.10, 10:20
          > a pamiętasz:
          > ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to że Cię nie
          > opuszczę aż do śmierci
          ????

          Sorry, ale czy istnieje jeszcze ktoś, kto te słowa traktował na serio
          wypowiadając je? Bo z moich obserwacji to tak nie bardzo.
          Ale w jednym masz racje - po grzyba ludziom ten ślub, skoro mają w serdecznym
          poważaniu to, co wtedy przysięgają? Imprezę w stylu wesele można zrobić w każdej
          chwili i bez szopek.
            • atomm każdy ma swoje problemy... 23.03.10, 11:58
              Ale swiete oburzenie...
              Ciekawe co ci ludzie by zrobili gdyby znalezli sie w takiej samej
              sytuacji...
              Cos wyczuwam ze odpowiedzi powyzej sa ukierunkowane pod publiczke...

              A samej autorce powiem zeby zrobila to co czuje...
              • baalsaack Re: każdy ma swoje problemy... 23.03.10, 17:55
                Problemy to mają ludzie, którzy nie mają co włożyć do garnka. Zachcianka autorki
                tematu jest porównywalna do problemu dziecka, któremu podoba się zabawka i w
                związku z tym chce ją ukraść koledze. I nie obchodzi go (nie rozumie), że
                wyrządza tym komuś krzywdę. Innymi słowy, nie nobilituj tej zachcianki do rangi
                "problemu".
              • da-do Re: każdy ma swoje problemy... 24.03.10, 00:33
                atomm napisał:

                > Ale swiete oburzenie...
                > Ciekawe co ci ludzie by zrobili gdyby znalezli sie w takiej samej
                > sytuacji...
                > Cos wyczuwam ze odpowiedzi powyzej sa ukierunkowane pod publiczke...
                >........nie radziłabym.Też miałam taką sytuację i zrobiłam co czułam,no i dziś
                jestem samotna,bo nie ma ani tego ani tamtego.Znajdź w mężu znowu"to coś" a
                tamten to tylko niech będzie miłym wspomnieniem.Nie komplikuj sobie życia.Wiem
                co mówię(nie pod publiczkę)
                > ...
          • anek80 Re: spotkanie po latach... z kochankiem 23.03.10, 15:41
            Tak, dla niektórych te słowa są ważne, na przykład dla mnie są.
            Wypowiedziałam je świadoma tego, co one znaczą i mam zamiar
            potwierdzać je w praktyce. Nie uważam tego za szopkę. Szopką jest
            robienie cyrku ze ślubu poprzez pozorowanie, że coś się komuś
            przysięga, podczas gdy samemu nie wierzy się w swoje własne słowa i
            nie traktuje ich serio...

            Do autorki: wystarczy kilka maili na n-k i już gotowa jesteś
            zdradzać męża? Sorry, ale to megadziecinne. Wg mnie przez te 10 lat
            nie stałaś się ani madrzejsza, ani bardziej odpowiedzialna.




          • zenia78 Re: spotkanie po latach... z kochankiem 23.03.10, 21:10
            > > a pamiętasz:
            > > ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to że Cię nie
            > > opuszczę aż do śmierci
            ????
            >
            > Sorry, ale czy istnieje jeszcze ktoś, kto te słowa traktował na serio
            > wypowiadając je? Bo z moich obserwacji to tak nie bardzo.
            > Ale w jednym masz racje - po grzyba ludziom ten ślub, skoro mają w serdecznym
            > poważaniu to, co wtedy przysięgają? Imprezę w stylu wesele można zrobić w każde
            > j
            > chwili i bez szopek.

            Skad wniosek ,ze slub w kosciele katolickim brala???

            A moja rada:Rob co chcesz ale uwazaj co robisz...i baw sie dobrze;)
    • stara1976 Re: spotkanie po latach... z kochankiem 16.03.10, 08:27
      Przeżyłam coś bardzo podobnego, też przez naszą klasę odnalazł mnie
      facet, w którym byłam zakochana i teraz ja mam rodzinę i on i też po
      długich rozmowach w końcu się umówiliśmy i zostaliśmy kochankami,
      spotykaliśmy się co jakiś czas, ale teraz już nie jesteśmy razem.
      Ale mimo wszystko nie żałuję tych chwil spędzonych z nim, bo
      poczułam się znowu atrakcyjna i przeżyłam najcudowniejsze momenty w
      życiu. Nie żałuję, mimo iż dzisiaj nie jesteśmy razem. Dla takich
      chwil warto zaryzykować. Życie jest za krótkie, żeby gdybać i potem
      żałować, że się nie spróbowało. Decyzja oczywiście należy do Ciebie.
      • ola.42 Re: spotkanie po latach... z kochankiem 16.03.10, 16:40
        stara1976 napisała:

        > Przeżyłam coś bardzo podobnego, też przez naszą klasę odnalazł mnie
        > facet, w którym byłam zakochana i teraz ja mam rodzinę i on i też po
        > długich rozmowach w końcu się umówiliśmy i zostaliśmy kochankami,
        > spotykaliśmy się co jakiś czas, ale teraz już nie jesteśmy razem.
        > Ale mimo wszystko nie żałuję tych chwil spędzonych z nim, bo
        > poczułam się znowu atrakcyjna i przeżyłam najcudowniejsze momenty w
        > życiu. Nie żałuję, mimo iż dzisiaj nie jesteśmy razem. Dla takich
        > chwil warto zaryzykować. Życie jest za krótkie, żeby gdybać i potem
        > żałować, że się nie spróbowało. Decyzja oczywiście należy do Ciebie.
        a teraz będziesz żyć w strachu czy kochaś nie pochwalił się komus i czy mąż
        i rodzina dowiedza się
        zaczęłabym pakowac się na Twoim miejscu
      • borru Re: spotkanie po latach... z kochankiem 23.03.10, 11:24
        stara1976 napisała:

        > Przeżyłam coś bardzo podobnego, też przez naszą klasę odnalazł mnie
        > facet, w którym byłam zakochana i teraz ja mam rodzinę i on i też po
        > długich rozmowach w końcu się umówiliśmy i zostaliśmy kochankami,
        > spotykaliśmy się co jakiś czas, ale teraz już nie jesteśmy razem.
        > Ale mimo wszystko nie żałuję tych chwil spędzonych z nim, bo
        > poczułam się znowu atrakcyjna i przeżyłam najcudowniejsze momenty w
        > życiu. Nie żałuję, mimo iż dzisiaj nie jesteśmy razem. Dla takich
        > chwil warto zaryzykować. Życie jest za krótkie, żeby gdybać i potem
        > żałować, że się nie spróbowało. Decyzja oczywiście należy do Ciebie


        Szczęściarz ten Twój mąż- nikt mu nie podskoczy- z takimi rogami...
      • wj_2000 Re: spotkanie po latach... z kochankiem 23.03.10, 15:39
        stara1976 napisała:

        > Przeżyłam coś bardzo podobnego, też przez naszą klasę odnalazł mnie
        > facet, w którym byłam zakochana i teraz ja mam rodzinę i on i też po
        > długich rozmowach w końcu się umówiliśmy i zostaliśmy kochankami,

        Oklaski!

        Bardzo mi się podoba Twoje stanowisko!
        Zignoruj świętoszków, co Cię by chcieli ukamienować.
        --
        Jak ja nie lubię mieć stale racji!
      • stary.gniewny Re: spotkanie po latach... z kochankiem 23.03.10, 21:11
        Hmmm....

        stara1976 napisała:

        > Przeżyłam coś bardzo podobnego, też przez naszą klasę odnalazł mnie
        > facet, w którym byłam zakochana i teraz ja mam rodzinę i on i też po
        > długich rozmowach w końcu się umówiliśmy i zostaliśmy kochankami,
        > spotykaliśmy się co jakiś czas, ale teraz już nie jesteśmy razem.
        > Ale mimo wszystko nie żałuję tych chwil spędzonych z nim, bo
        > poczułam się znowu atrakcyjna i przeżyłam najcudowniejsze momenty w
        > życiu. Nie żałuję, mimo iż dzisiaj nie jesteśmy razem. Dla takich
        > chwil warto zaryzykować. Życie jest za krótkie, żeby gdybać i potem
        > żałować, że się nie spróbowało. Decyzja oczywiście należy do Ciebie.

        w innym wątku:

        Autor: stara1976 08.03.10, 12:27

        Odpuść sobie faceta, bo nie warto na takiego tracić czasu. Ja też
        jakiś czas temu zakochałam się w facecie, z którym miałam romans i
        byłam gotowa się dla niego rozwieść, ale przestał się do mnie
        odzywać, więc odpuściłam sobie, bo nie warto marnować życia na
        faceta, który nie jest tego wart. Bolało bardzo, ale czas leczy rany
        i jestem dzisiaj szczęśliwa, że nie odeszłam od męża. A jego żonie
        współczuję takiego męża, który napewno nie raz ją zdradzi.
        • urszula.slo Re: spotkanie po latach... z kochankiem 23.03.10, 10:10
          Hej

          może należy się zastanowić, czego brakuje ci we własnej rodzinie/małżeństwie,
          potem pracować nad tym (aby się to jakoś pojawiło) i jeżeli się uda, to będziesz
          miała w domu wszytsko i nie będzie trzeba się zastanawiać, czy zdradzić czy nie.
          A jeżeli ci/wam z mężem się nie uda, to masz dwie opcje - albo rozwód albo życie
          bez tego.
          Każdy wybór będzie dobry - oprócz zdrady. Nie warto - nie tylko rozumowo, lecz
          też uczuciowo.
          • haldeman79 O naiwności. 23.03.10, 11:34
            urszula.slo napisała:

            > Hej
            >
            > może należy się zastanowić, czego brakuje ci we własnej rodzinie/małżeństwie,
            > potem pracować nad tym (aby się to jakoś pojawiło) i jeżeli się uda, to będzies
            > z
            > miała w domu wszytsko i nie będzie trzeba się zastanawiać, czy zdradzić czy nie
            > .
            > A jeżeli ci/wam z mężem się nie uda, to masz dwie opcje - albo rozwód albo życi
            > e
            > bez tego.
            > Każdy wybór będzie dobry - oprócz zdrady. Nie warto - nie tylko rozumowo, lecz
            > też uczuciowo.

            Piszesz jak piętnastoletnia panna. Mąż i dzieciaki zaspokajają całkowicie inne
            potrzeby, kochanek inne. Dlatego ludzie zdradzający nie myślą o konsekwencjach
            ani tym bardziej o rozwodzie.
            --
            żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
            • littledeadgirl Re: O naiwności. 23.03.10, 14:26
              a, nieprawda, ona ma rację, wcale nie pisze jak piętnastolatka.coś jej w
              małżeństwie musi brakować, że szuka sobie okazji ;]

              a ode mnie tyle:uważaj, bo w kochanku można się zakochać. Co wtedy? ;]i co, jak
              się wyda? ;]
            • wj_2000 Re: spotkanie po latach... z kochankiem 23.03.10, 15:49
              Za wcześnie wysłał się mój post.
              Zdrada (dyskretna) jest wpisana w biologię człowieka! Nic nie "musi brakować" by
              pożądanie kogoś z boku urosło do niebotycznych rozmiarów.


              Monogamia jest użyteczna, bo kobieta ( w przeciwieństwie do samic innych ssaków)
              nie jest w stanie samodzielnie odchować gromadę swoich dzieci do osiągnięcia
              samodzielności, wyjątkowo późnej ze względu na konieczność "zaprogramowania"
              mózgu, więc przyroda urządziła to tak, że pomaga jej samiec (tak jak u
              większości ptaków), ale cierpi na tym możliwość "przyspieszenia" ewolucji
              poprzez zjawisko zapładniania wielu samic przez jednego szczególnie
              udanego samca.
              Optymalny okazał się - przez miliony lat - model ograniczonej monogamii,
              połączony ze skrywaną zdradą małżeńską.
              --
              Jak ja nie lubię mieć stale racji!
    • czarna-22 Re: spotkanie po latach... z kochankiem 23.03.10, 09:21
      Sama musisz sobie odpowiedzieć na pytanie: Ile dla Ciebie znaczy Twój mąż, jak
      oceniasz Wasz związek i co by mogło się stać, gdyby Twój mąż się dowiedział, że
      go oszukujesz. Jeśli nic nie masz do stracenia droga wolna. Ale ja bym nie
      potrafiła zafundować swojemu mężczyźnie życia w kłamstwie i codziennie patrząc w
      lustro zastanawiać się: "Wyda się, czy się nie wyda???"... Poza tym czy warto
      szaleć za facetem, który ma rodzinę a mimo to ma ochotę na romanse??? Brzydzą
      mnie tacy i NIGDY PRZENIGDY bym takim sobie głowy nie zawróciła. Nieważne jaki
      by był przystojny i uroczy...
      • gonzo44 hehehehe 23.03.10, 10:06
        czarna-22 napisała:

        >Poza tym czy warto szaleć za facetem, który ma rodzinę a mimo to ma
        >ochotę na romanse??? Brzydzą mnie tacy i NIGDY PRZENIGDY bym takim
        >sobie głowy nie zawróciła.

        a nie brzydzą cię takie, co mają rodzinę, a mimo to mają ochotę na
        romanse i jeszcze na forach to ogłaszają? jak możesz zawracać sobie
        główkę i tracić czas odpowiadając na ich posty? obrzydliwość !!!
      • haldeman79 Naturalna potrzeba usprawiedliwienia się... 23.03.10, 11:26
        luksusowy.jacht napisał:

        > I tak albo już mu dałaś dupy, albo dasz, więc nie wiem po kiego grzyba zawracas
        > z
        > głowę.

        Ma wyrzuty sumienia i potrzebuje, żeby ktoś jej powiedział że robi dobrze lub
        precyzyjniej, nie robi źle.
        --
        żołądkowa gorzka, moja nieodwzajemniona miłość
    • taka-sobie-mysz Re: spotkanie po latach... z kochankiem 23.03.10, 09:34
      Tak czytam, co radzą ci niektórzy i oczom nie wierzę - "życie jest za krótkie,
      by żałować bla, bla, bla.

      Ciekawe czy tak samo by ci napisali, gdybyś wyskoczyła z postem "Mąż mnie
      zdradził, jestem załamana!". Nie, wtedy by pisali jaki to drań, że nie
      zasługiwał na ciebie itd.

      Ja ci napiszę: pewnie zdradz go! Hedonizm górą!!! Róbmy tylko to, co jest super,
      gdzieś miejmy zwykłą przyzwoitość i poszanowanie innych!!! Bawmy się, obowiązki
      są ch..owe, tak więc róbmy tylko rzeczy przyjemne, praca jest ciężka, łatwiej
      kraść, oszukiwać, mordować! A co, nie można?! Można, przecież w życiu chodzi o
      FUN!!! A ze kosztem innych? A kogo to obchodzi! Ja jestem ważna i moje szczęście!!!
    • oliwkowa75 Re: spotkanie po latach... z kochankiem 23.03.10, 10:28
      A powiedz, czy gdyby Twój mąż, spotkał na nasza-klasa kochankę sprzed lat, może
      nawet sprzed Waszego małżeństwa, to jak rozumiem, uważasz, że spokojnie może
      wdać się z nią w romans? Przecież życie jest krótkie, często smutne, trzeba
      korzystać... Pomyśl, czy chciałabyś aby on się tak zachował? Jak byś się czuła?
      Chyba warto się też nad tym zastanowić.
      • cleer13 Re: spotkanie po latach... z kochankiem 23.03.10, 11:07
        Czy ktoś jeszcze rozumie takie słowa jak uczciwość, przyzwoitość,
        lojalość, wierność. Czy to są synonimy głupoty. Bo ważne żeby użyć,
        wykorzystac każdą szanse na przyjemność i zabawę. I jedna zasada w
        życiu - że ma być przyjemnie i wygodnie.
        Wykorzystywanie czyjegoś zaufania i słabości wynikającej z uczuć,
        okłamywanie , manipulowanie ludźmi, oszukiwanie.
        Jak miło rano spojrzec w lustro i powiedziec sobie - ale jestem
        sprytna, jaka atrakcyjna, jak świetnie się bawię. I już. Gratuluję.
      • borru Re: nikt ci nie każe być monogamistką 23.03.10, 11:35
        sevennationarmy napisała:

        > "Pewnie oberwie mi się okrutnie od monogamistek"
        >
        > Nikt Ci nie każe być monogamistką, tylko w takim razie po co wychodziłaś za mąż
        > ?!

        To proste- przecież ktoś musi tyrać na to wredne, zepsute babsko. Gdybym znał
        Twojego męża ani chwili bym się nie zastanawiał - niech też wie...
    • grabos Re: spotkanie po latach... z kochankiem 23.03.10, 11:37
      ehhhhhhhh...my Polacy... (a moze to ja mam problemy z matematyka...?)

      (...) 91 procent badanych nie znajduje usprawiedliwienia dla małżeńskiej zdrady.
      Tymczasem do niewierności przyznaje się 26 procent mężczyzn i co szósta kobieta
      (dane z badań seksuologa prof. Zbigniewa Izdebskieo). (...)

      • knokkelmann1 Re: spotkanie po latach... z kochankiem 23.03.10, 19:54
        skąd ja to znam - te rozbieżności. Miałem pannę, katolicką do bólu, o seksie
        przedmałżeńskim nie było mowy - ale tylko w czasie okresu. Poza tym, do oporu,
        dobra, zdrowa sztuka była. Oczywiście nie popierała zdrady i rozwodów - a to że
        się rozwiodła jej siostra i mnie zdradziła, podsumowała jednym, zgrabnym słowem:
        życie. Polacy, a szczególnie ci mocno wierzący hipokryzję mają we krwi. Po
        prostu inaczej się nie da. Ja nie kradnę, ale zrobię cie w konia frajerze. I tak
        jest niestety ze wszystkim
    • uknown pomyśl co jest ważniejsze 23.03.10, 12:15
      trochę funu z kochankiem czy trwałość rodziny, szczęście dzieci ... wiem, że
      smędzę jak pisowski ksiądz, ale wbrew pozorom do tego się to sprowadza: trochę
      seksu i nowych wrażeń ze świeżym facetem w zamian za poczucie winy i lawirowanie
      z rodziną aby nic się nie wydało, warto? jeżeli jesteś już tak znudzona
      dotychczasowym życiem, że powiesz tak byle tylko wybić się z rutyny - ok,
      ryzykuj, jeżeli jednak twoja rodzina ma dla ciebie jednak jakąś większą wartość,
      to odpuść i żyj dla nich, długofalowo to na pewno najbardziej się opłaca.
    • ofiara_przemian Zalecam koleżeński seks 23.03.10, 12:44
      Po prostu spotkaj się z nim sam na sam, zabawcie się erotycznie, a
      potem zobaczycie, czy wam taki układ odpowiada. Fakt, że oboje macie
      rodziny to atut, a nie feler. Mąż, żona, dzieci, są na codzień, ale
      każdy ma prawo do chwili relaksu, do tego bez zobowiązań, po prostu
      raj. Ja zakładam, że facet, jako z natury niemonogamiczny, prędzej
      czy później i tak mi wywinie numer z jakąś panienką na jednym z tych
      służbowych wyjazdów albo firmowych spotkań, więc dla komfortu
      psychicznego nie pozostaję mu dłużna (?), w każdym razie na wszelki
      wypadek zawsze mogę sobie w duchu przyznać, że nikt mi nie
      przyprawił rogów, bo ja byłam pierwsza. Może to cyniczne, ale
      praktyczne, poza tym seks z miłym kolegą, bez tych wszystkich
      miłosnych wstawek typu "oj, jak ja cię kocham" bardzo mnie odpręża i
      pozwala rozładować stres, tak jak u niektórych działa alkohol. Tylko
      potrzebny jest jeden, dobry, zaufany kolega, w stałym związku, który
      potem nie będzie bredził o wspólnym życiu i na pewno się nie zakocha.
    • oldbay Re: spotkanie po latach... z kochankiem 23.03.10, 13:49
      Daj mu, daj. Nie żałuj sobie. Życie jest krótkie. Kłam i zdradzaj
      ile wlezie i dbaj zeby cię nikt nie przyłapal. Tylko zapytaj go
      najpierw czy przez te 10 lat nie dorobił się jakiegiś hiva czy
      grzybów miedzy nogami, bo tym razem oprócz wspomnienia moze zostawic
      za sobą coś więcej. Aha i pamietaj, jak już się wyda to nie skomlij
      mezowi jak tiger woods swojej zonce.
      -
      oldbay
    • vinca Re: spotkanie po latach... z kochankiem 23.03.10, 14:13
      Eeee piszecie tak bo jeszcze sie Wam cos takiego nie przytrafilo:-)
      Do zycia trzeba miec dystans, biorac wszystko na smiertelnie powaznie mozna
      tylko bardzo szybko zgorzkniec.
      Moim zdaniem przede wszystkim nalezy sie trzymac z daleka od tego co wprowadza
      zamęt i bałagan w głowie - dla wlasnego dobra przede wszystkim.

      Aha, kobieta zwraca sie ku innemu facetowi nie dla seksu, a przynajmniej nie
      tylko. Bardzo czesto chodzi tez o uwage jaka on jej poswieca, adoracje, itp.
      • dannybailey Re: spotkanie po latach... z kochankiem 23.03.10, 19:16
        moose007 napisał:

        > Nie wiem dlaczego, ale mam nieodparte wrażenie, że tego typu
        tematy są sztuczni
        > e
        > nakręcane przez adminów/opiekunów forum. Zwłaszcza, że autorzy
        wątku prawie
        > nigdy - poza zajawieniem tematu - się już nie pojawiają.

        Jestem o tym święcie przekonany dlatego czasami sobie poczytam
        odpowiedzi bo są ciekawe ale migdy nie myślę, że to są realne
        problemy danego osobnika.

        Proponuję żeby decyzja zadającego temat zależała od procentowego
        rozkładu odpowiedzi. Wprowadzam zasadę (wykonanie jej powierzam
        tajnemu ugrupowaniu antyinternetowemu w skrócie TUAI), że jeśli
        osoba pytająca nie zastosuje się do rad większości odpowiadających
        jej dane osobowe zostaną podane do publicznej wiadomości.
    • joanna_can Postaram sie o rzeczowa odpowiedz: 23.03.10, 18:38
      1. Pozamalzenskie romanse z reguly maja krotkie zycie. Znam wiecej
      (a znam duzo!) przypadkow nieudanych niz udanych takich zwiazkow
      2. Zwykle kobiety decyduja sie latwiej na wejscie (na stale) do
      takiego zwiazku i zwykle "zdradzajaca" kobieta jest bardziej gotowa
      do odejscia od meza/partnera. Tzn, ze facet na ogol jest bardziej
      sklonny do powrotu na lono rodziny (nie podejmuje tak latwo ryzyka)
      3. Znam podobne przypadki do twojego, powiedzmy na piec ktore znam -
      jeden zakonczyl sie rozwodami i zalozeniem nowej rodziny (miedzy
      kochankami). Rodziny zreszta funkcjonujacej do tej pory (od 7 lat)
      szczesliwie. Powtarzam jednak - to jest jeden na piec.

      Reszta decyzji (rowniez tych w aspekcie etycznym) nalezy tylko do
      ciebie. Nikt nie ma prawa ani cie pouczac, ani sztorcowac - to jest
      twoje zycie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka