Rewolucja w biletach MPK: nowe ceny i strefy
To przykre, ale mimo "wysiłków" władz miasta, ZTM i MPK zmierzających do "popularyzacji" komunikacji masowej - prawdopodobnie coraz to mniej osób będzie z niej korzystało. Podobnie jak z usług PKP.
Dlaczego? Dlatego, bo oferta przewoźników coraz częściej rozmija się z oczekiwaniami. Ludzie oczekują pewności, konkurencyjności, bezpieczeństwa, przystępności, warunków i rzetelności.
Kiedy już raz ktoś przesiądzie się do samochodu - bardzo trudno jest skłonić go do rezygnacji z auta na rzecz komunikacji publicznej. Nawet wówczas, jeśli samochód grzęźnie w korku i nie ma miejsca na zaparkowanie - lepiej jest posiedzieć sobie we własnym aucie w cieple przy miłej muzyce, niż stać w tłoku w zamkniętym, okropnym autobusie.
Argumentem na rzecz rezygnacji z auta mogłaby być niska cena przejazdu, łatwy bezpieczny parking P&R w pobliżu przystanku, bezpieczeństwo, przystępność i dobre warunki.
A jak jest? Kurs który wypada akurat wtedy, kiedy bardzo spieszysz się na pociąg lub samolot. Coraz droższe bilety ciągle niełatwe do zdobycia. Zatłoczony tabor. Spartańskie warunki [vide tył drugiego wagonu]. I wreszcie brak bezpieczeństwa - kradzieże, rozboje, zaczepki. Osobliwi pasażerowie bez biletu. Wszystko to bardzo zniechęca sporą grupę osób.
Dlatego też zdaniem wielu automobilistów - komunikacja miejska jest dla studentów, emerytów, osób niezaradnych życiowo. Nie spotkasz tu raczej nikogo z władz miasta, szefów spółki MPK, szanującego się prywatnego przedsiębiorcy. Ich status nie pozwala na korzystanie z tramwaju. Osoba w garniturze to zwykle student w drodze na egzamin, lub zmierzający na rozmowę kwalifikacyjną. Nawet kierowcy MPK w większości dojeżdżają do pracy własnymi autami.
Efektem czego wkrótce miasto stanie w korkach a wszyscy ci, którzy będą mogli sobie na to pozwolić - przeniosą się poza miasto. Z komunikacji publicznej będą korzystali głównie Ci, którzy nie mają wyboru.