Poznań: Centrum Onkologii bez pieniędzy na lecz...
Nareszcie!
Zaczęło się wszędzie rypać i sypać. Na razie gazety opisują i zdaje
się nikt nic nie robi.
Może wreszcie ten naród, włącznie z jego umiarkowanie rozgarniętą
większością, pojmie, że żeby mieć ochroną zdrowia na jakim-takim
poziomie, trzeba na nią zapłacić. Że te składki, które wielu uważa
za niebotyczne, to lichota wobec kosztów nowoczesnej medycyny, tej
szpitalnej, nieco ponad poziomem powiatowym, z PETem, biologią
molekularną i immunoterapią. Że mityczne 'reformy' i 'uszczelniania
systemu' nic nie pomogą, bo nawet jak się osiągnie szczelność
podwójnej prezerwatywy, to i tak będzie to 20% tego, co na łeba
wydaje Europa. Że 'reorganizacje' i 'ukrócenie marnotrastwa' w NFZ
nic nie dadzą, bo koszta administracyjne to 1% polskich kosztów
medycznych. Że równie mityczna 'prywatyzacja' też nie pomoże, bo
wszak nikt nie zabrania w Polsce budowy prywatnych szpitali i
sprzedaży prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych, ale jakoś tych
pierwszych nie ma, a drugie są dobre, ale pod warunkiem że się
rzeczywiście poważnie nie pochoruje.
Jak pisał nieodżałowany Kisiel, od mieszania herbata nie zrobi się
słodsza.
Dotąd protestowali tylko lekarze i pielęgniarki i protesty te były
postrzegane, może i częściowo słusznie, jako przejaw dbałości o
interesy korporacyjne (choć co to za pożal się Boże korporacje!).
Teraz lekarze już nie muszą protestować. Mogą się za to z pewnym
rozbawieniem (jeśli komuś starcza cynizmu) przyglądać.