Tak się zastanawiam, czy ten, kto ustawiał sygnalizację świetlną przy
Sheratonie w ogóle tamtędy przechodził.
Podjeżdża tramwaj na przystanek od strony Grunwaldzkiej do centrum. Światło na
przejściu tramwajowym i przy jezdni w stronę Kaponiery jest czerwone (ktoś
stoi na przejściu po drugiej stronie jezdni i chce przejść do tramwaju -
czeka, inny ktoś wysiada z tramwaju - czeka). Przy jezdni światło zmienia się
na zielone. Ten kto idzie od Kaponiery przechodzi przez jezdnię, ale
zatrzymuje się przy torowisku. Tramwaj zamyka drzwi i niby rusza, ale przesuwa
się o parę centymetrów. Światło przy jezdni zmienia się na czerwone, a przy
torach na zielone. Ten kto idzie do tramwaju przyspiesza z ulgą, że zdążył i
... nic z tego. Drzwi zamknięte, motorniczy wpatruje się w sygnalizację i
ignoruje pukającego pasażera.
Ten idący w stronę Kaponiery, przechodzi przez tory i zatrzymuje się przed
jezdnią. Ruszają samochody od Kaponiery,najpierw te skręcające w Bukowską,
potem te na wprost. Rusza tramwaj. Następnie te, które jadą od strony
Głogowskiej, potem... żadne. Wszyscy stoją. Światło nadal czerwone.
Zniecierpliwiony pieszy wciska przycisk znajdujący się na słupach sygnalizacji
i ... nic. Czeka dalej, a cały cykl się powtarza. W końcu po kilku minutach
stania, światło zmienia się na zielone. Podjeżdża tramwaj, przy torach
czerwone... cała zabawa powtarza się.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.