Dodaj do ulubionych

Uniwersytet premiuje lojalnych pracowników

18.02.04, 08:30
Maść na pryszcze
Który z profesorów zrezygnuje z dodatkowych zarobków (rzędu 3 tys. zł/m-c) by
zachować niecałe 300 zł dodatku. Nie tędy droga.
Edytor zaawansowany
  • Gość: yan IP: *.ifd.uni.wroc.pl 18.02.04, 10:15
    Przeciez kazdy, kto mial do czynienia z uczelnia wie, ze to fikcja. Tych 20
    doktorantow i bywa, ze 60 magistrantow, nie pojdzie sie poskarzyc, bo i komu ?
    Stypendium zawsze jakies jest. A koledzy "promotora" dzialaja wedlug podobnych
    regul, glosuja na radach wydzialu razem z "promotorem". Praca naukowa - zaden
    problem, przeciez etat jest juz dozywotni, a w tej 20-stce zawsze moze byc ktos
    komu zalezy i cos tam na konto "mistrza" wypracuje. Juz slysze te uczone glosy
    o specyfice przedmiotu, pracy samodzielnej, organizacji dnia, bzdura.. ci
    uczelniani kombinatorzy chca po prostu zarabiac. Wydaje im sie, ze musza
    koniecznie dogonic swoich uczniow, adwokatow, ludzi biznesu. Rektorowi AE we
    Wroclawiu nie wystarczalo to stanowisko, chcial byc senatorem, teraz idzie do
    RPP. Jakies tam plagiaty...kogo to teraz obchodzi. Na Uniwersytecie we
    Wroclawiu trzeba bylo wydac specjalne zarzadzenie bo profesorowie zasiadali w
    senatach uczelni macierzystej i konkurencyjnej, prywatnej. I zadnych oporow...
    Dziwne, ze ci ludzie jednak nigdy z uczelni macierzystej nie chca odchodzic gdy
    im sie stawia ultimatum, tu albo tam. Wiedza, ze tylko tu cos naprawde znacza.
    Nie rozumieja jednak, ze ten sposob dzialania powoduje stopniowa degradacje
    uczelni. Ludzie z angielskich dobrych uniwersytetow szczyca sie, ze pracuja w
    tym a nie innym college`u. U nas dyskutuje sie o kolejnym samochodzie czy domu
    dla corki.
  • Gość: Aspen IP: *.sikt.chalmers.se 18.02.04, 11:27
    Niestety, w duzym stopniu masz racje. To, ze naklady na nauke i oswiate sa
    takie, jakie sa, a na uczelniach kroluje stary, komunistyczny beton, sprawia,
    ze podobne przypadki nikogo nie dziwia. Mnie jednakowoz gleboko zastanowil ten
    tekst o 20-tu zadowolonych doktorantach. Moj promotor ma gdzies chyba okolo 10-
    ciu, no, moze ewentualnie 15-tu (liczac tych, ktorym doradza czy prowadzi
    wspolnie z innymi profesorami), jeden etat na jednej uczelni (jest szefem
    instytutu), moze kilka funkcji w radzie wydzialu czy fundacji i w dodatku nie
    ma rodziny. Mimo to i tak czasami sie skarze, ze nie ma dla mnie czasu i nie
    jest na biezaco z wynikami mojej pracy. To niech mi ktos z laski swojej
    wytlumaczy, jak bohater tego artykulu moze, pracujac na 2 etaty, dac sobe rade
    z dwudziestoma doktorantami???!! Czy on ich w ogole wszystkich zna?? Czy to
    jest normalna sytuacja na polskich uniwersytetach?
  • Gość: absolwent IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 23:25
    Potwierdzam ,że masz rację ale każdy kto weźmie tak zwane spisy osobowe to
    zobaczy te same nazwiska w różnych skołach,państwowych i prywatnych.i jakie
    funkcje różnej wielkości pełnią te same osoby w różnych instytuchacj.W AE jest
    szeregowym pracownikiem,w AM jest kierownikiem zakładu lub katedry,W Zielonej
    Górze jest rektorem,w Warszawie kierownikiem instytutu i jest ok.Dorabia na
    studiach zaocznych,podyplomowych,udziela się na seminariach wyjazdowych,kursach
    i jeszcze dorabia za granicą.Jest rozwijającym się naukowcem z gębą pełną
    sloganów i nikt takiej osoby nie potępia.śmieją się z nieudaczników ,którzy tak
    nie potrafią
  • Gość: oki IP: *.itc.pw.edu.pl 18.02.04, 11:24
    To co mówi prof. Waldemar Łazuga to jawne kpiny - pełnione funkcje:
    - pracuje na Wydziale Historycznym UAM;
    - rektor Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu;
    - zajęcia tak jak dawniej;
    - w tych samych godzinach, co kiedyś dyżury;
    - 20 doktorantów;
    - seminaria magisterskie;
    - rady wydziałów.

    To przerasta swoją bezczelnościa Łapińskiego, Millera i innych razem wziętych.
    Dodatkowo stwierdzenie: "właśnie weekendy poświęca głównie na pracę naukową"
    jest naigrywaniem się z publiczności.

    Od dłuższego czasu twierdzę, iż prostym i szybkim w działaniu środkiem jest:

    uniemożliwienie pełnienia jakichkolwiek funkcji kierowniczych od poziomu
    kierownika katedry/zakładu począwszy.

    Dla osób dorabiających na obcych uczelniach oczywiście.

    Sprawa załatwi się sama - nie będzie konfliktu interesów - a faktyczny czas
    pracy nie będzie fałszowany przez różne współczynniki obciążenia (słuszne
    poniekąd) ograniczające zakres obowiązków dorabiającego.

    I nie będzie sprawy - będzie delikwent w stanie zgodzić obowiązki wykładowcy na
    uczelni macierzystej a u konkurencji może być właścicielem i rektorem nawet.

    Bo 230zł w porównaniu z sumą wypłat miesięcznych dobrze sytuowanych to mała
    niższego rzędu i ośmieszanie się.

    Pozdrawiam życząc dnia miłego i wolnego od stresów.
  • Gość: doktorant IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 11:41
    ja się podpisuję pod tym.Widzę co się dzieje z profesorami UAM ,mają po
    dziesięć -i więcej posad i różnychfuch.Dodatkowo sprzedają studentom za stopnie
    swoje książki.Jeden znany mi z nich ,wielki profesor ,razem z żoną (nową )i
    przyjaciółką prowadzi wydawnictwo i dodatkowo ,prężnie zarabia w
    Olsztynie,Lesznie,kościanie,Gnieźnie ,Warszawie ,Poznaniu,USAi w wielu innych
    ośrodkach.Na wykładach casami z rzadka bywa ale raczej jeden -dwa razy w
    miesiącu no bo jak ma to robić ?wyręcza się doktorantami a ja także za niego (
    za darmo ,bo forsę bierze on )prowadzę zajęcia i to nawet w obcej
    uczelni ,która nie ma pojęcia ,że u niej w ten sposób pracuję.Dla niego strata
    230 zł to pryszcz,bo na dodatkowych pełnych etatach ma ca 4.5tys.zła do tego
    dochodzą rózne mniejsze boki gdzie jedna godzina to ca 150zł.A jakie ma o sobie
    dobre zdanie !!!!!!!!!!!!!!!!!!Uważa się za geniusza i głośno to mówi.No ale co
    mam zrobić?
  • Gość: absolwent IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.02.04, 14:57
    Oni są tak zabiegani za kasą, że hurtowo oblewają studentów, żeby zdążyć
    przeprowadzić egzaminy we wszystkich miejscach - przecież sesje egzaminacyjne
    na różnych uczelniach pokrywają się terminami. Po sesji są poprawki -
    oczywiście to samo podejście - dziś but w promocji - "szanowni Państwo, tak
    właściwie to możecie podejść do egzaminu, ale ja nie mam czasu" - wspaniała
    zachęta. Jak dla mnie Univerek Rulez. Ciekawe czy w tym mieście, a nawet kraju
    są jeszcze uczelnie z normalną kadrą profesorską.
  • Gość: studentka AE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 23:18
    nie ma różnic bo ta sama kadra dorabia wszędzie gdzie się da.nasi profesorowie
    też i jak myślę za największe pieniądze w mieście.Pracują dodatkowo w czterech -
    pieciu uczelniach na pełne etaty,na godziny,potem w zarzadach ,w spółkach,w
    zakładach,prowadzą własne interesy,dojeżdzają do wielu ośrodków w kraju.Nie
    odmawiają zadnych zajęć i ciagle szukaja nowych.Często nam mówią jak ciężko im
    organizować czas,gdy muszą wyjaśniać swą nieobecność.Dlatego trzymają nas
    strachem,oblewają iczęsto źle traktują.To dobra metoda,bo student nie podskoczy.
  • Gość: asystent IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 23:37
    oblewją bo to dowód że pracują ,wymagają i trzymają poziom.My świecimy za to
    oczami.A co robią lekarze?po ile etatów mają w jednym czasie pracy ?
    policzmy :szpital,katedra,klinika,poradnia w mieście ,poradnia poza
    miastem,konsultacje,konsylia,stanowiska
    ordynatorów,dyrektorów ,kierowników,adiunktów,konsultantów,prywatne
    gabinety,prywatne praktyki,fundacje,współpraca z firmami
    farmaceutycznymi,badania własne,projekty naukowe i \znany problem "ofiarności "
    pacjentów.A o ilu rzeczach nam się nie sniło?kiedy mają kogoś uczyć?wszystko za
    nich robimy my ,za darmo i jeszcze często bez wdzięczności.Kącki w jakiś
    artykule wyliczał zatrudnienia rektora i dyrektora z Polnej.Strach ile
    opuścił.A jeszcze każdy profesor jeździ na lux wczasy w porze letniej i
    zimoweji to też zabiera mu czas potrzebny do zajęć ze studentami,a wyjazdy
    nazwijmy służbowe ,też długie i lux?Moim zdaniem uniwerek się ośmiesza,bo ta
    akcja nie ma szans,więc poco ją zaczynać?
  • Gość: asystent IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 23:38
    oblewją bo to dowód że pracują ,wymagają i trzymają poziom.My świecimy za to
    oczami.A co robią lekarze?po ile etatów mają w jednym czasie pracy ?
    policzmy :szpital,katedra,klinika,poradnia w mieście ,poradnia poza
    miastem,konsultacje,konsylia,stanowiska
    ordynatorów,dyrektorów ,kierowników,adiunktów,konsultantów,prywatne
    gabinety,prywatne praktyki,promotorstwo i recenzje prac(też odpłatne )
    fundacje,współpraca z firmami
    farmaceutycznymi,badania własne,projekty naukowe i \znany problem "ofiarności "
    pacjentów.A o ilu rzeczach nam się nie sniło?kiedy mają kogoś uczyć?wszystko za
    nich robimy my ,za darmo i jeszcze często bez wdzięczności.Kącki w jakiś
    artykule wyliczał zatrudnienia rektora i dyrektora z Polnej.Strach ile
    opuścił.A jeszcze każdy profesor jeździ na lux wczasy w porze letniej i
    zimoweji to też zabiera mu czas potrzebny do zajęć ze studentami,a wyjazdy
    nazwijmy służbowe ,też długie i lux?Moim zdaniem uniwerek się ośmiesza,bo ta
    akcja nie ma szans,więc poco ją zaczynać?
  • Gość: Arletta IP: *.kornik.sdi.tpnet.pl 19.02.04, 10:10
    Wszędzie trąbi się na temat dorabiamia przez profesorów na innych uczelniach. A
    co z tymi, którzy pracują również w innych instytucjach jako dyrektorzy,
    zarabiając często kilka razy więcej niż na Uniwersytecie, ale za to za cenę
    większej dyspozycyjności.
  • Gość: studentka IP: *.icpnet.pl 19.02.04, 13:35
    Jestem studentką prof. Łazugi i niestety muszę stwierdzić, że funkcje jakie
    sprawuje na obu uczelniach, zdecydowanie koliduja ze sobą. Profesor przychodzi
    na swoje zajęcia dość regularnie, jednak oprócz tego trudno jest go znaleźć na
    uczelni. Jednak nie jest to najgorsze. W dniach i godzinach wyznaczonych na
    przeprowadzenie egzaminu ( wyznaczone osobiście przez profesora)prof. Łazuga
    nie przyszedł na uczelnie. Trudno było znaleźć na uczelni chociażby jedną osobe
    która by nam udzieliła info. na temat nieobecności profesora, jednak pożniej
    dowiedzielismy, że jest podobno chory. Jednak z pewnych źródeł wiemy, że w
    czasie w którym profesor powinien przeprowadzać u nas egzaminy i był chory,
    egzaminował Łazuga w szkole w której jest rektorem. Profesor w końcu, po 2
    dniach i 3 godzinach spóźnienia przyszedł i do nas na egzamin, bez słowa
    wytłumaczenia, jakby problemu nie było. Uważam wiec, że pracownicy akademicy
    powinny dokładniej rozważyc, czy podołają nadmiarowi obowiązków, bo
    wyczekiwanie na nich i szukanie ich "śLADÓW" nAa uczelni nie jest przyujemne.
  • Gość: studentka AE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 11:43
    a u nas też nie lepiej
  • Gość: asia IP: *.icpnet.pl 19.02.04, 13:37
    jestem studentką prof. Łazugi i niestety muszę stwierdzić, że funkcje jakie
    sprawuje na obu uczelniach, zdecydowanie koliduja ze sobą. Profesor przychodzi
    na swoje zajęcia dość regularnie, jednak oprócz tego trudno jest go znaleźć na
    uczelni. Jednak nie jest to najgorsze. W dniach i godzinach wyznaczonych na
    przeprowadzenie egzaminu ( wyznaczone osobiście przez profesora)prof. Łazuga
    nie przyszedł na uczelnie. Trudno było znaleźć na uczelni chociażby jedną osobe
    która by nam udzieliła info. na temat nieobecności profesora, jednak pożniej
    dowiedzielismy, że jest podobno chory. Jednak z pewnych źródeł wiemy, że w
    czasie w którym profesor powinien przeprowadzać u nas egzaminy i był chory,
    egzaminował Łazuga w szkole w której jest rektorem. Profesor w końcu, po 2
    dniach i 3 godzinach spóźnienia przyszedł i do nas na egzamin, bez słowa
    wytłumaczenia, jakby problemu nie było. Uważam wiec, że pracownicy akademicy
    powinny dokładniej rozważyc, czy podołają nadmiarowi obowiązków, bo
    wyczekiwanie na nich i szukanie ich "śLADÓW" nAa uczelni nie jest przyujemne.
  • Gość: student na AM IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 12:02
    no to zamień się z nami.U nas są tk wielcy ,że nie mają na nic czasu nawet jak
    sa na miejscu.czas maj a dla nas tylko wtedy jak my możemy im coś
    ułatwić,załatwić potwierdzić itp.Poza tym bez kija nie przystąp.Wielu z nich ma
    gabinety,więc ok.godź trzynastej -masowe wyjeżdzanie z miejsca pracy.Wielu z
    nich jednocześnie ma wielokrotne zatrudnienia w
    klinikach,szpitalach ,uczelniach,poradniach,punktach konsultacyjnych,prywatach-
    jak oni mogą mieć czas ?Jak mogą myśleć o czym innym jak o zameldowaniu się w
    kolejnym miejscu pracy ? A na AM jest też wydział gdzie zatrudnia się przede
    wszystkim na kolejne zatrudnienie lekarzy,wykładowców AE,UAM,Wojska specjaliści
    dojeżdżają z innych uczelni z całego kraju.Przyjadą raz ,dwa razy w miesiącu i
    duża kaska za pełen etat w kieszeni.Oni kochają dosłownie kochają takich
    pracodawców i zrobią wszystko by takiej pracy nie stracić.Jednoetatowców szukać
    ze świecą a oni stale też się trzęsą ,że jakiś zaprzyjaźniony specjalista z
    kraju może dostać ich przedmiot do realizacji w ramach drugiego zatrudnienia i
    on tą pracę utrzyma jako przydatny a miejscowy specjalista w niełasce nie
    wyrobi pensum i może okazać się nieprzydatny mimo,że ciągle walczy o szansę
    prowadzenia zajęć do których ma przygotowanie.Ale jak przyjdzie do głosowania
    na Radzie Wydziału o którym mowa,to Rada ta ,mająca tylu zadowolonych
    dwuetatowców poprze każde stanowisko wygodne włafdzy.Wie bowiem o zagrożeniu
    straty tak lukrowanego i mało absorbującego zatrudnienia
  • Gość: poznaniak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 12:06
    A Pan Redaktor Kącki o tym jeszcze nie napisał ?
  • Gość: nauczyciel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 12:03
    macie rację ale my też musimy żyć

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka