W branzy tacy są nazywani klientami z reklamacją w kieszeni - są to osoby, ktore nie wiedżą co je spotka na miejscu ale JUZ PRZED wyjazdem maja napisana reklamacje - po co? Wiadomo, chodzi o kase - 30%, 50% zwrotu wartosci wycieczki a najczesciej to 75-90 albo i 100%, czasami jeszcze "szkody moralne". Jako powod zwykle podaja takie własnie duperele jak w artykule.
Zwykle skargi sa totalnie bezzasadne i nawet "100 instytucji kontrolnych" nie pomaga bo urzednicy - na szczescie - tez maja czasami troche oleju w glowie i potrafia odroznic niewykonanie badz nienalezyte wykonanie usługi od pieniacza. I zwykle wysyłają takiego do sądu: "niestety nie znależlismy podstaw do uwzglednienia Pana roszczenia. Moze Pan jednak sprawe oddać do sądu". I tam jest miejsce dla frustratow
ps. Czasami roszczenia i reklamacje SĄ JAK NAJBARDZIEJ uzasadnione. Ale w dobrych biurach podrozy jest ich znikoma ilosc, przewazaja pisma od "roszczeniowcow" co to lubią za darmo na wakacje jezdzic.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.