Chcemy Poznania dla rowerów!
Bardzo się cieszę z inicjatywy Gazety i postawienia owych stojaków. Na pewno
będę z nich korzystał.
Co do dyskusji, która się wywiązała, powiem ze swojego przykładu: jeżdżę rowerem
10 lat, zacząłem w Toruniu, potem w Bydgoszczy na studiach, a obecnie w
Poznaniu. Z tych trzech miast jedynie ostatnie ma coś, co można uczciwie nazwać
"ścieżką rowerową z prawdziwego zdarzenia". Przejedźcie się do Bydgoszczy i
Torunia - tam dopiero są piękne drogi rowerowe, które kończą się nie wiadomo
dlaczego, gdzie i co dalej... w Poznaniu zaś tylko jadąc nad Jezioro Kierskie -
od ul. Wojska Polskiego - byłem zmuszony w pewnej chwili jechać poboczem jezdni
(minimalnym poboczem, trzeba zaznaczyć) - w każdym innym przypadku była albo
ścieżka rowerowa albo chociażby kawałek chodnika. Zaznaczę, że chociaż w stolicy
Wielkopolski mieszkam od października, to kawał miasta już na dwóch kółkach
zwiedziłem. Ścieżka rowerowa równoległa do PST jest genialna - na Morasku
potrafię być szybciej rowerem niż tramwajem+autobusem...
Parę spraw jeszcze - przez te dziesięć lat nigdy nie miałem wypadku rowerowego,
na nikogo nie wpadłem (ani nikt na mnie), czy to jadąc po ścieżce, chodniku czy
jezdni. Prędkość moja waha się w zależności oczywiście od warunków i
nawierzchni, ale na chodniku często jest to 20-25 km/h - uwierzcie, wystarczy
mieć dzwonek i go używać - a ludzie zawsze ustąpią i nie ma problemu. Nikt też
nigdy za mną nie krzyknął "Spie.... z chodnika na jezdnie - tam twoje miejsce!".
Częściej to ja krzyczałem do ludzi, którzy z uporem maniaków wchodzą na ścieżki
rowerowe pomimo, iż mają obok całkiem pusty chodnik:P
Cały ten mój monolog sprowadza się do prostych wniosków: jak się chce, jak się
wykazuje odrobinę dobrej woli i poszanowania dla innych, to można wszystko -
łącznie z jazdą po chodniku oraz jezdni.
Pozdrawiam - rowerzysta :)