Dodaj do ulubionych

Nepotyzm PO i PSL na niespotykaną dotąd skalę!!!

31.07.12, 15:24
Krewni ministrów PO objęli kierownicze stanowiska w Krajowej Spółce Cukrowej

Kuzynka Aleksandra Grada, brat Krzysztofa Kwiatkowskiego. A na dokładkę bardzo młody radny PO z warszawskiej Pragi. Wszyscy oni bez konkursu objęli istotne stanowiska w jednej z najcenniejszych firm kontrolowanych przez Skarb Państwa – Krajowej Spółce Cukrowej Polski Cukier.

Monika Ziółkowska pracę w Polskim Cukrze otrzymała w 2010 r., kiedy jej wujek Aleksander Grad jako minister skarbu przygotowywał tę największą firmę produkującą cukier do prywatyzacji. – Nie tylko nie ukrywała tego pokrewieństwa, ale wręcz się nim przechwalała, mówiąc o ministrze per Olek – opowiada nam jeden z pracowników spółki proszący o zachowanie anonimowości.

Sama Ziółkowska odmówiła rozmowy na temat okoliczności jej zatrudnienia w Polskim Cukrze i związków rodzinnych. – W tej sprawie proszę kontaktować się z rzeczniczką prasową – powiedziała jedynie.

Z doświadczeniem czy bez?

Rzeczniczka Polskiego Cukru Sylwia Kalska informuje, że Ziółkowska została zatrudniona w spółce w maju 2010 r. na stanowisku specjalisty ds. marketingu w dziale marketingu i promocji w departamencie handlu oraz że nie było wymogu przeprowadzenia konkursu na to stanowisko. Po czterech miesiącach awansowała na starszego specjalistę, a 11 stycznia 2011 r. została kierownikiem działu marketingu i promocji.

Kalska przekonuje, że przed zatrudnieniem w Polskim Cukrze Ziółkowska zdobyła gruntowne wykształcenie. Ukończyła m.in. studia podyplomowe z marketingu w Szkole Głównej Handlowej. Nasi informatorzy twierdzą, że wcześniejsze doświadczenie Ziółkowskiej to m.in. praca w branży fryzjerskiej.

Podziwia premiera

Również brat byłego ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego Sebastian objął stanowisko niewymagające konkursu.

– Zaczynał 5 sierpnia 2009 r. na stanowisku głównego specjalisty ds. analiz i informacji w departamencie aktywizacji zasobów – informuje Kalska.

1 stycznia 2012 r. (wtedy jego brat już nie był ministrem, ale wciąż jest ważnym posłem PO) Sebastian Kwiatkowski został dyrektorem departamentu, w którym zaczynał pracę, by po pięciu miesiącach objąć stanowisko dyrektora departamentu strategii i rozwoju.

Z Sebastianem i Krzysztofem Kwiatkowskimi nie udało nam się skontaktować. Podobnie jak z człowiekiem, który zrobił chyba najbardziej zdumiewającą karierę. Kiedy 9 marca 2009 r. Maciej Bogucki obejmował stanowisko zastępcy dyrektora biura zarządu ds. komunikacji społecznej, był zaledwie 23-letnim studentem wydziału prawa na UW, a równocześnie radnym PO na warszawskiej Pradze-Południe. Doszedł nawet do stanowiska wiceprzewodniczącego rady (jednak z końcem ubiegłego roku zrezygnował z mandatu).

Maciej Bogucki w 2010 r. ujawnił, że jest uczestnikiem rozgrywanych co tydzień meczów piłkarskich z udziałem samego premiera Donalda Tuska. Wyznał, że premiera podziwia za jego kondycję.

Również Bogucki, jak informuje Kalska, został zatrudniony na stanowisku, na którym nie wymaga się przeprowadzenia konkursu.

Nie sprywatyzowali

Krajowa Spółka Cukrowa jest największym w Polsce producentem cukru i siódmym co do wielkości w Europie. Poprzedni szef resortu skarbu Aleksander Grad chciał ją sprywatyzować. Nabywcami mieli być głównie rolnicy – plantatorzy buraka cukrowego oraz producenci cukru.

Pojawiły się jednak informacje, że ludzie związani zarówno z szefostwem Polskiego Cukru, jak też firm zainteresowanych przejęciem spółki, zaczęli skupować wśród rolników prawa do nabycia spółki.

Dlatego po odejściu Grada jego następca Mikołaj Budzanowski w marcu 2012 r. zdecydował o zamknięciu prywatyzacji Polskiego Cukru. Później resort skarbu informował, że rozważa prywatyzację poprzez giełdę.

Krewni ministrów PO objęli kierownicze stanowiska w Krajowej Spółce Cukrowej

Jak twierdzi jeden z naszych informatorów, wysokiej rangi menedżer państwowej firmy będącej udziałowcem Krajowej Spółki Cukrowej, kontrowersje przy niedoszłej prywatyzacji dotyczyły też zbyt niskiej wyceny spółki. Z naszych informacji wynika, że sprawa jest przedmiotem zainteresowania CBA.

www.rp.pl/artykul/10,920677-Rodzinny-cukier-Platformy.html
Edytor zaawansowany
  • Gość: Kaczyński IP: *.radom.vectranet.pl 31.07.12, 19:40
    Dzisiaj wiemy, że "zielona wyspa" to w istocie był kredyt, to był dług, który trzeba dzisiaj spłacać ,I spłacać go musi młodzież - co straszliwie bolesne - bezrobociem, emigracją, brakiem mieszkań, zamykanymi szkołami. Spłacać je będzie starsze pokolenie - przedłużeniem przymusowej pracy, nędznymi - gorzej niż nędznymi - emeryturami. Spłacają je chorzy - fatalnym stanem służby zdrowia i horrendalnymi cenami leków, które dla wielu chorych stają się po prostu niedostępne. Spłacają rodzice, bo drożeją żłobki, drożeją przedszkola, bo coraz droższe są ubrania dla dzieci. Niekiedy te ceny rosną trzykrotnie. Bo zabierają becikowe, bo zabierają ulgi.
    Płacą rolnicy - kontynuował Jarosław Kaczyński - bo podwyższana jest składka zdrowotna, ograniczane niektóre elementy dopłat, wzrastają ceny paliwa. Płacą przedsiębiorcy, bo wzrastają ceny lokali, użytkowania wieczystego podnoszone przez pozbawione środków samorządy. Wreszcie spłacają - chociaż tutaj decyzję podjął Trybunał Konstytucyjny - miliony polskich działkowców, którym te działki się zabiera. I płacimy wszyscy, wyższymi podatkami, galopadą cen.
    Sprawa katastrofy smoleńskiej i tego wszystkiego, co stało się przed nią i po niej, to kwestia, która odnosi się do polskiej godności, do polskiego bezpieczeństwa, do statusu naszego kraju, do jego pozycji, wreszcie - do praworządności w Polsce. To co uczyniła władza, co uczynił osobiście Donald Tusk w ciągu ostatnich dwudziestu kilku miesięcy, to nic innego niż deptanie tych wszystkich wartości, odrzucanie ich. Podeptano polską godność, obniżono radykalnie nasze bezpieczeństwo, obniżono nasz międzynarodowy status, zniszczono naszą pozycję. I wreszcie w sposób radykalny, ostentacyjny odrzucono zasady praworządności.

    W sytuacji, gdy są na to dowody, gdzie jest oczywiste, że premier składa fałszywe zeznania, doszło do stanu, który można określić jako skonstruowanie nowej zasady polskiego życia - prawo odnosi się tylko do słabych, nie odnosi się do silnych. Ci, którzy rządzą, prawu nie podlegają.

    O ile właściwie wszystkie grupy społeczne mają dzisiaj płacić za długi zielonej wyspy Donalda Tuska, to ci silni - banki, wielkie sieci handlowe, inni potężni przedsiębiorcy w Polsce - w gruncie rzeczy nie płacą. Władza nie ośmiela się podnieść na nich rękę. I zasada analogiczna ma obowiązywać, jeżeli chodzi o funkcjonowanie prawa w Polsce.

    Alternatywą jest przywrócenie w Polsce elementarnych reguł demokracji i praworządności. Kto może to uczynić? (..) Obóz patriotyczny, a obóz patriotyczny dzisiaj to Prawo i Sprawiedliwość.

  • Gość: Media IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.12, 20:01
    Szkodą, że radomskie media nie interesują się tym gdzie pracują działacze radomscy partii PSL,PO czy PiS.Należy także zbadać gdzie pracują żony działaczy partyjnych oraz ich dzieci i dalsi krewni.Brakuje takie portalu co by podawał takie dane!
    Niestety nikt się tym tematem nie interesuje!W Radomiu każdy działacz PO,PSL czy PiS ma pracę.W partiach tych nie ma BEZROBOTNYCH.Domyślcie się dlaczego...?
  • leming.nr1 15.08.12, 13:23
    Gość portalu: Media napisał(a):

    > Szkodą, że radomskie media nie interesują się tym gdzie pracują działacze radom
    > scy partii PSL,PO czy PiS.Należy także zbadać gdzie pracują żony działaczy part
    > yjnych oraz ich dzieci i dalsi krewni.Brakuje takie portalu co by podawał takie
    > dane!
    > Niestety nikt się tym tematem nie interesuje!W Radomiu każdy działacz PO,PSL cz
    > y PiS ma pracę.W partiach tych nie ma BEZROBOTNYCH.Domyślcie się dlaczego...?

    Jak to się robi w PiS?
    --
    - PiSY szczekają, karawana jedzie dalej.
    - Na pohybel, czarnym i czerwonym.
    - Będę konsekwentny w odzyskiwaniu dla PiS urzędu po urzędzie,
    przedsiębiorstwa po przedsiębiorstwie, agendy po agendzie.
  • Gość: Garcia IP: *.xdsl.centertel.pl 31.07.12, 20:31
    wiadomosci.onet.pl/kraj/gdzie-pracuja-rodziny-politykow,5204306,0,fotoreportaz-maly.html
    Przypominam każdemu: pisząc o zatrudnieniach polityków piszmy o wysokości ich zarobków!
  • Gość: Garcia IP: *.xdsl.centertel.pl 31.07.12, 22:41
    wyborcza.biz/biznes/1,100896,12174281,Ludowa_pajeczyna__Jak_dzialacze_PSL_opletli_kraj_siecia.html''
    Ludzie PSL oplatają cały kraj jak pajęczyna. Swoich zatrudniał nie tylko minister rolnictwa Marek Sawicki, ale także wicepremier i szef ludowców Waldemar Pawlak.

    Księstwo PSL to głównie stanowiska podległe dwóm resortom - Ministerstwu Rolnictwa i Ministerstwu Gospodarki. Trzeci resort obsadzony przez ludowców - Ministerstwo Pracy - nie dysponuje tak wieloma stołkami.

    Minister rolnictwa poza samym resortem ma wpływ na trzy agencje rolne: Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR), Nieruchomości Rolnych (ANR) oraz Rynku Rolnego (ARR). Do tego dochodzą jeszcze instytuty naukowe i fundacje.

    ARiMR to najważniejsza z agencji. To głównie przez nią przepływają na polską wieś pieniądze z Unii. W latach 2007-13 to 17,3 mld euro (ok. 72 mld zł). Zatrudnia ponad 10 tys. ludzi i decyduje o tym, który rolnik dostanie fundusze unijne, a który nie. Ta agencja to przede wszystkim wielka władza w terenie.

    W pierwszej kadencji rządów PO-PSL Platforma obsadzała prezesa ANR. W tej Donald Tusk oddał wszystkie agencje rolne Markowi Sawickiemu. Tusk wzmocnił Sawickiego, by był przeciwwagą dla silnego szefa ludowców Waldemara Pawlaka. Według naszych rozmówców mechanizm jest prosty. Ludowcy obsadzają swoimi najpierw centralę, a potem wszystkie biura terenowe.

    - Wymieniają od prezesa po sprzątaczkę. Nie odpuszczą nawet stanowisk w małych biurach powiatowych - mówi znany polityk z Pomorza. Jako przykład podaje niedawną wymianę kierownika biura powiatowego Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Starogardzie Gdańskim. P.o. kierownika Agencji została w kwietniu Katarzyna Serocka-Chrzanowska. Stanowisko dostała bez konkursu. Jej poprzednik kierował miejscową agencją od dziesięciu lat.

    - To była typowa polityczna wymiana. PSL chciał po prostu mieć swojego człowieka na tym stanowisku, a Serocka-Chrzanowska jest zaufaną szefa pomorskiego PSL Krzysztofa Trawickiego - opowiada ten sam rozmówca. Dodaje, że aby zostać p.o. kierownika, Serocka-Chrzanowska musiała zapisać się do PSL.

    Gdy pytamy panią p.o. kierownika, jak długo należy do PSL, mówi, że zapisała się w tym roku. Jednak zaprzecza, że jej awans był polityczny. - To nie jest tak, że pojawiłam się tu z dnia na dzień. Pracowałam w Agencji cztery lata na stanowisku specjalisty, a potem głównego specjalisty. Poza tym mam doktorat z rolnictwa - mówi.

    Pytana, co sądzi o aferze z ukrytą kamerą i politycznych nominacjach w PSL, zapewnia, że sama nigdy z czymś takim się nie spotkała. - U góry toczą się jakieś rozgrywki, a ja i moi pracownicy robimy, co do nas należy - ucina rozmowę.

    Imperium Sawickiego: rolne agencje pośrednictwa pracy dla swoich

    Agencje rolne mają oddziały w każdym województwie i biura w każdym powiecie. Ale to nie wszystko. Każda z nich ma różnego rodzaju zależne od siebie podmioty, co oznacza nie tylko etaty, ale i sowicie wynagradzane miejsca w radach nadzorczych.

    I tak: ARR ma słynną już spółkę-córkę Elewarr, która jest właścicielką silosów zbożowych, młynów i kaszarni, ta z kolei dwie swoje spółki-córki Arrtrans i Zamojskie Zakłady Zbożowe. Każda z nich ma nie tylko pracowników, ale też rady nadzorcze, w których zarabia się od 4 tys. do 7,2 tys. zł miesięcznie.

    ARiMR ma z kolei udziały w spółkach zwanych "hurtowymi rynkami rolnymi". Takich rynków hurtowych, do których rad nadzorczych ARiMR może delegować swoich ludzi, jest w kraju osiem. W radzie największego rynku w Polsce, w podwarszawskich Broniszach, zasiada jeden z uczestników słynnego nagrania - Władysław Serafin, szef kółek rolniczych. Uposażenie to ok. 3,5 tys. zł miesięcznie.

    ANR ma 46 spółek, ale ich rady nadzorcze zostały zlikwidowane w 1999 r., zaś rada nadzorcza nad samą centralą ANR przetrwała do grudnia 2011 r. - wtedy weszła w życie ustawa, którą ją likwidowała. Na jej czele od czasów powstania koalicji PO-PSL w 2007 r. stał dr Zdzisław Gajewski z Wydziału Weterynarii SGGW, dobry znajomy ministra Marka Sawickiego (pisaliśmy o nim przy okazji tekstu o tym, jak syn ministra Sawickiego dostał dyplom lekarza weterynarii). Przewodniczący tej rady dostawał ok. 7 tys. zł miesięcznie. Zdzisław Gajewski zasiada dziś w zarządzie Fundacji Rozwoju Programów dla Rolnictwa (FAPA).

    Minister ma też wpływ na różne instytuty naukowe związane z rolnictwem. A mamy ich w kraju ok. 20, np. Instytut Ziemniaka. W radzie nadzorczej tego instytutu zasiada Anita Szczykutowicz, pracownica Ministerstwa Rolnictwa i członkini rady nadzorczej spółki Arrtrans. Są też instytuty kwiaciarstwa, warzywnictwa itd. Mają one swoje rady naukowe, a te rady współdecydują o przyznawaniu stopni naukowych. Około połowy instytutów ma podległe sobie gospodarstwa doświadczalne, w których prowadzi się np. hodowlę świń, krów, roślin ozdobnych. Takich zakładów doświadczalnych jest w kraju kilkadziesiąt. W trakcie pierwszej kadencji rządów PO-PSL dokonano szerokiej wymiany kadr (co "Gazeta" dokładnie opisała). Po prostu w styczniu 2008 r. minister rolnictwa Marek Sawicki wysłał do wszystkich dyrektorów instytutów pismo pt. "Wytyczne w sprawie zasad i doboru kandydatów do rad nadzorczych spółek handlowych zależnych od jednostek nadzorowanych przez resort ministra".

    Ówczesny wiceminister rolnictwa Artur Ławniczak, powołując się na wytyczne ministra, wymienił skład rad nadzorczych spółek podległych instytutom. W praktyce wyglądało to tak: Ławniczak wzywał dyrektora instytutu do swojego gabinetu i mówił mu, kogo należy zatrudnić w radzie nadzorczej danej spółki. Jeśli dyrektor się opierał, dostawał polecenie na piśmie. "Gazeta" dotarła do jednego z takich listów. Brzmiał tak: "W nawiązaniu do pisma ministra rolnictwa z dnia 8 stycznia 2008 r. w sprawie zasad i trybu doboru kandydatów do rad nadzorczych spółek zalecam rozszerzenie składu o n/osoby". I tu następowała wyliczanka, kto do jakiej spółki ma trafić. Wiceminister Artur Ławniczak pytany przez nas, czy kiedykolwiek naciskał na dyrektorów instytutu w sprawie obsadzania rad nadzorczych, odpowiedział wtedy krótko: - Nigdy! Pierwsze słyszę o czymś takim!

    Artur Ławniczak zasiada dziś w radzie nadzorczej Fundacji Rozwoju Programów dla Rolnictwa, czyli FAPA, do której teoretycznie minister rolnictwa nic nie ma. Ale fundacją kieruje Przemysław Litwiniuk, były szef gabinetu politycznego Sawickiego, a także członek rady nadzorczej spółki Elewarr. W razie nadzorczej zasiada tu m.in. Magdalena Kosel, szefowa gabinetu politycznego ministra Sawickiego (ta sama, która zasiada też w radzie spółki Elewarr). I wspomniany już dr Gajewski.

    Imperium Pawlaka: strefy przechowania partyjnych towarzyszy

    Część PSL-owców, którym powinęła się noga w wyborach, znalazła zatrudnienie w spółkach podległych wicepremierowi Waldemarowi Pawlakowi. Jolanta Fedak, była minister pracy, która bez powodzenia ubiegała się o poselski mandat, została przewodniczącą rady nadzorczej Kostrzyńsko-Słubickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

    Specjalne strefy ekonomiczne, których jest w Polsce 14, powstały w połowie lat 90. na terenach objętych dużym bezrobociem. Ich pracownicy mają ściągać inwestorów, którzy w zamian za ulgi podatkowe i ziemię pod inwestycje stworzą miejsca pracy.

    W innych strefach Pawlak również wymienił ludzi na swoich. Najgłośniejszy był przypadek Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, którą przez 14 lat z sukcesem kierował Mirosław Greber. Pod jego rządami strefa od lat utrzymywała się w czołówce polskich i europejskich stref ekonomicznych. W rankingu z 2010 r. przeprowadzonym przez brytyjski "Financial Times" została uznana za trzecią najlepszą strefę ekonomiczną w Europie. Greberowi udało się przyciągnąć takie firmy, jak: IBM, Toyota, Cadbury czy Colgate-Palmolive.
    W czerwcu 2011
  • Gość: Garcia IP: *.xdsl.centertel.pl 31.07.12, 22:43
    Obie bez doświadczenia w zarządzaniu tego typu przedsięwzięciami. Solińska-Marek była dyrektorką Dolnośląskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego we Wrocławiu, a Jarmułowicz - dyrektorką ZUS w Legnicy. Jak pisała "Gazeta", została odwołana z tego stanowiska za słabe wyniki. Jest członkinią lubińskich struktur PSL i startowała z list tej partii do europarlamentu.

    Grebera bronili samorządowcy, inwestorzy pisali do premiera Donalda Tuska, pracownicy strefy na znak protestu przeciwko odwołaniu szefa złożyli wypowiedzenia. Nic to nie dało.

    PSL szybko zaczął traktować strefę jak prywatny folwark. Gdy kandydat ludowców na prezydenta Wałbrzycha Andrzej Zibrow wycofał się z wyborów i poparł kandydata PO Romana Szełemeja, zaraz znalazł zatrudnienie w strefie. Został specjalistą w departamencie rozwoju spółki.

    - Przysięgam, że moje zatrudnienie w strefie nie ma nic wspólnego z polityką - zarzekał się w rozmowie z "Gazetą". - Nie było tu żadnego dealu. Ani z PSL, ani z Romanem Szełemejem.

    Chcieliśmy porozmawiać z prezeską Solińską-Marek, ale rzeczniczka strefy powiedziała, że nie znajdzie dla nas czasu.

    Prezes Krakowskiego Parku Technologicznego Wiesława Kornaś-Kita co prawda nie należy do PSL, ale w ostatnich wyborach kandydowała do Sejmu z list tej partii. Zanim została prezesem, przez dwa lata była wiceprezesem Parku Technologicznego.

    Posadę szefa Legnickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej - z pensją, jak mówią pracownicy, około 20 tys. zł - dostał na otarcie łez działacz PSL Adam Grabowiecki, właściciel sieci aptek w Legnicy. Bez sukcesu kandydował do parlamentu w latach 2001, 2005 i 2007. Ten absolwent zespołu szkół rolniczych z doktoratem z nauk humanistycznych był posłem w Sejmie kontraktowym z listy Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego. Tam poznał wierchuszkę PSL.

    Grabowiecki zapewnił miękkie lądowanie szefowi ludowców na Dolnym Śląsku Tadeuszowi Drabowi, gdy ten w 2009 r. musiał zrezygnować z funkcji wicemarszałka województwa dolnośląskiego. Media ujawniły, że Drab zataił, iż został skazany prawomocnym wyrokiem za składanie fałszywych zeznań. Chodziło o to, że krył pijanego policjanta, który spowodował wypadek samochodowy, gdy razem wracali z polowania. Drab zeznał, że to on prowadził.

    Gdy pod naciskiem PO zrezygnował z funkcji wicemarszałka, został zatrudniony w Legnickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej z pensją 5 tys. zł. Miał pozyskiwać inwestorów. Problem w tym, że tym samym zajmował się w należącej do samorządu województwa dolnośląskiego Dolnośląskiej Agencji Współpracy Gospodarczej, w której był również zatrudniony.

    Inny pracownik zatrudniony w legnickiej strefie za czasów PiS: - Jak się patrzyło na inne partie, Unię Wolności, SLD czy nawet na tę PO, to byli jeszcze ludzie na jakimś poziomie. A tutaj to grab zagrabione. PSL-owcy nawet nie kojarzą, co to jest nepotyzm. Ważne, żeby swojego zatrudnić.

    Próbowaliśmy skontaktować się z prezesem legnickiej strefy. Ale na prośbę o kontakt nie odpowiedział.

    Nie tylko PSL obsadza swoimi

    Dlaczego Donald Tusk nie reagował na zatrudnianie działaczy PSL w podległych ludowcom spółkach?

    - Tusk przymykał na to oko, żeby nie drażnić Pawlaka. Uznał, że koalicja z ludowcami jest ważniejsza od standardów. I teraz to się mści - mówi ważny polityk z władz PO.

    Dodaje, że w poprzedniej kadencji Sejmu Tusk sam musiał borykać się z upolitycznieniem spółek podległych Platformie. Działacze tej partii obsiedli resort infrastruktury i spółki kolejowe pod rządami Cezarego Grabarczyka. Wielu ludzi PO związanych z Grzegorzem Schetyną awansowało w KGHM. Szefem jednej z największych polskich firm - PGE - został zaufany Schetyny Tomasz Zadroga, wcześniej dyrektor Adidas Polska.

    W tej kadencji Tusk wyczyścił spółki z ludzi Schetyny. Jednak zastąpił ich swoimi. Po odwołaniu Zadrogi na czele PGE stanął wieloletni przyjaciel premiera jeszcze z czasów jego pierwszej partii Kongresu Liberalno-Demokratycznego Krzysztof Kilian, wcześniej wiceprezes Polkomtelu. A współpracownicy premiera w nieoficjalnych rozmowach przekonywali, że ma on... odpolitycznić spółkę. Niedawno szefem spółki PGE PEJ1, zajmującej się energią atomową, został były minister skarbu Aleksander Grad z PO. Jak poinformował sejmową komisję skarbu minister skarbu Mikołaj Budzanowski, Grad będzie zarabiał 110 tys. zł. Jego kandydaturę zatwierdził Krzysztof Kilian.

    ***

    Taśmy Serafina

    Od paru tygodni po Warszawie krążyły plotki o nagraniu ukrytą kamerą rozmowy działaczy PSL, kompromitujące ministra rolnictwa. Pełny tekst nagrania, które odbyło się w styczniu w gabinecie szefa kółek rolniczych Władysława Serafina, ukazał się przed tygodniem w "Pulsie Biznesu". Z Serafinem rozmawia rozżalony Władysław Łukasik, którego minister rolnictwa Marek Sawicki odwołał w grudniu z fotela prezesa Agencji Rynku Rolnego bez podania przyczyn.

    Łukasik opowiada o różnych nadużyciach, jakich dopuszczają się działacze PSL:

    o gigantycznych zarobkach Andrzeja Śmietanki, dyrektora spółki Elewarr,

    • jego kosztownych podróżach służbowych,

    • o zatrudnianiu w radach nadzorczych działaczy PSL, w tym pracowników resortu rolnictwa,

    • o trwonieniu pieniędzy publicznych na bezsensowne wydatki, ale korzystne dla ludzi związanych ze Stronnictwem.

    Śmietanko senior odchodzi

    Andrzej Śmietanko, bohater nagrań z gabinetu Władysława Serafina, został w piątek odwołany z rad nadzorczych spółek-córek Elewarru. Z funkcji dyrektora Elewarru (wcześniej był prezesem tej spółki podległej ARR) zostanie odwołany dziś, kiedy pojawi się w firmie po powrocie z urlopu. Jako dyrektor pobierał pensję ok. 30 tys. zł. Otrzymywał też wynagrodzenie w obu spółkach-córkach za zasiadanie w radach nadzorczych (po ok. 7 tys. zł w każdej). Do tego miał 3-proc. prowizję od zysków Elewarru, czyli ok. 170 tys. za rok ubiegły. Nominacja Śmietanki na prezesa Elewarru była jedną z pierwszych decyzji ministra Sawickiego po zawiązaniu koalicji PO-PSL. Został prezesem bez konkursu, który był wymagany na to stanowisko. Po dwóch latach Śmietanko zrezygnował z fotela prezesa i został tylko dyrektorem generalnym. Jak opowiada na nagraniu Łukasik, chodziło o obejście ustawy kominowej - prezes nie może tyle zarabiać. Kontrola NIK wykazała, że Śmietanko musi zwrócić nienależnie pobrane wynagrodzenie z czasów, kiedy był prezesem.

    Śmietanko junior promuje Polskę

    Gdy wybuchła afera z nagraniem z ukrytej kamery, w redakcji "Gazety" rozdzwoniły się telefony. Zdenerwowani ludzie, często pracownicy podległych ludowcom instytucji, zaczęli sypać przykładami nepotyzmu w spółkach podległych ludowcom. Dostaliśmy nawet telefon z ambasady w Sztokholmie z informacją, że Waldemar Pawlak zatrudnił Jacka Śmietankę, syna Andrzeja Śmietanki - jednego z bohaterów afery z ukrytą kamerą, do niedawna dyrektora spółki Elewarr.

    Młody Śmietanko od 2 lipca pracuje w wydziale promocji handlu i inwestycji przy polskiej ambasadzie w Szwecji. Jak poinformowało nas Ministerstwo Gospodarki, jego pensja to 4,8 tys. zł. Kandydaturę Śmietanki juniora zatwierdził dyrektor generalny resortu gospodarki Henryk Szymański. Wymagania nie były wyśrubowane - ukończone studia i znajomość języka angielskiego. Jacek Śmietanko nigdy nie zajmował się promocją eksportu i inwestycji. Wcześniej pracował jako audytor w Mazowieckiej Jednostce Wdrażania Programów Unijnych podlegającej marszałkowi województwa mazowieckiego Adamowi Struzikowi z PSL.

    Frakcyjna wojna o inspekcje

    W gestii ministra rolnictwa są aż trzy inspekcje: Nasienna, Weterynaryjna oraz Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. Tylko Inspekcja Weterynaryjna broni się przed opanowaniem przez kadry peeselowskie. To największa i najważniejsza z inspekcji - ma najwięcej zadań, pieniędzy i pracowników. Początek drugiej kadencji minister rolnictwa zaczął od przygotowania ustawy, która ma połączyć te trzy inspekcje w jedną. Weterynarze odebrali to jako zamach na swoje miejsca pracy i niezależność. W styczniu tego roku "Gazeta" opisała, na czym ten
  • Gość: Garcia IP: *.xdsl.centertel.pl 31.07.12, 22:43
    Teraz mamy 16 lekarzy wojewódzkich i 305 powiatowych, a każdy ma jednego zastępcę. W pierwszym projekcie ustawy przygotowanej przez resort planowano powiększenie liczby zastępców do trzech. Do tego, by pełnić tę funkcję, nie trzeba by było mieć ukończonej weterynarii, wystarczyłyby studia rolnicze lub zootechniczne. W momencie wejścia w życie nowej ustawy obecni lekarze z samej jej mocy stracą pracę. Konieczny będzie nowy nabór.

    Inspekcja Jakości Handlowej ma laboratoria, które wykonują różne usługi dla rynku. Laboratorium w Rzeszowie opanowane jest przez ludzi związanych z PSL, ale tu toczy się wręcz walka frakcyjna między zwolennikami Jana Burego (szefa klubu PSL) a stronnikami Marka Sawickiego. Do tej pory wygrywał Sawicki.

    Więcej... wyborcza.biz/biznes/1,100896,12174281,Ludowa_pajeczyna__Jak_dzialacze_PSL_opletli_kraj_siecia.html?as=3&startsz=x#ixzz22EdcfajB
  • Gość: Garcia IP: *.xdsl.centertel.pl 31.07.12, 22:48
    Nepotyzm może być katalizatorem zmian w polityce. Szczególnie gdy będzie działał w połączeniu z rosnącym bezrobociem - pisze publicysta „Rz"

    Za dawnych czasów - które, mam wrażenie, mogłyby się nawet podobać antyklerykałom z „Newsweeka" - SB miała trzy sposoby na łamanie księży. Korek, worek i rozporek - czyli pijaństwo, przekręty i kobiety.

    Jeśli przełożymy tę esbecką metodę na realia obecnej polityki, to od razu możemy skreślić korek i rozporek. To na publikę nie działa. Korek, oczywiście w pewnych granicach, nie rusza. Swój chłop, lubi sobie chlapnąć. Nie on jeden.

    Przy rozporku jest trochę inaczej, ale też nie jest to zabójcza broń. Większość wstydzi się o tym mówić. A jak ktoś zacznie, to zostanie szybko zakrzyczany, że jest chamem, który zagląda ludziom do łóżek.

    Za to worek to co innego. To bomba atomowa. Polityków podejrzewa się, że powszechnie kradną, a przynajmniej ciągną pod siebie. Zatem, gdy pojawi się ten zarzut, choćby jego cień, oznacza to bardzo poważne zagrożenie.

    Za miskę ryżu

    Tak jest z dzisiejszym sezonem na ujawnianie krewnych i znajomych królika zatrudnionych z politycznego klucza. To ludzi rusza, nie tylko dlatego, że „złodzieje tuczą się państwowymi pieniędzmi". Rusza, bo każdy nieszczęśnik bez układów wie, co to jest bezrobocie. Albo sam go zaznał, albo dziecko szuka pracy, albo ktoś inny bliski od dawna nie ma roboty.

    Ludzie przeliczają ujawnione wynagrodzenia na średnie płace w ich miejscowościach. Wyliczają, ilu młodych ludzi zostałoby na miejscu po podzieleniu tych pieniędzy, a nie musiało zasuwać na londyńskim zmywaku. To realnie boli, bo dotyczy ich dzieci, rodzeństwa lub przyjaciół.

    Dlatego worek z napisem „nepotyzm" może być katalizatorem zmian w polityce. Szczególnie gdy będzie działał w połączeniu z rosnącym bezrobociem. A także dlatego, że politycy PO nie znaleźli do tej pory wiarygodnej metody złagodzenia mocy zarzutów. Ich odpowiedzią są słowa, że „Aleksander Grad nie może pracować za miskę ryżu". A zwykli Polacy mogą? Przy założeniu, że owa „miska ryżu" jest figurą retoryczną.

    Dowodem na zagubienie jest sprawa zatrudnienia dwóch młodych ludzi - Daniela Kalemby i Michała Tuska. Wyznam, że żal mi młodego Kalemby. Jest coś niesprawiedliwego w tym, że ktoś chce go zmusić do opuszczenia instytucji, w której pracował ponad dziesięć lat. Gdzie zaczynał pracę od roznoszenia listów. Jeśli tak przebiegała jego kariera - o ile nie dorobił sobie legendy - to nikt nie ma prawa go stamtąd wypędzać.

    Okradani przez neposów

    Zwłaszcza że zaczęło się od rozliczania młodego Kalemby, a wyszła sprawa młodego Tuska - zatrudnionego bez konkursu w publicznej spółce. Na dodatek zatrudnionego w taki sposób, że to ta firma zwróciła się do niego z ofertą pracy, a nie on tam aplikował.

    No i na pewno Michał Tusk nie zaczął pracy od roznoszenia listów. Zaś jego doświadczenie zawodowe - siedem lat pracy dziennikarza piszącego o trójmiejskiej komunikacji publicznej - nie jest dorobkiem, który jednoznacznie można uznać za coś szczególnie imponującego.

    Na razie, zdaje się, że ojciec Michała chce przeczekać medialną burzę. Media poszumią, a potem znajdą nowy temat, więc wszyscy zapomną o nepotyzmie. Tak działo się wielokrotnie. Opinia publiczna w Polsce ma krótką pamięć. Na dodatek kieruje się standardami plemiennymi - czyli swoim wybacza dużo, a drugich nienawidzi za nieistotne drobiazgi.

    Jest pytanie, czy przeczekanie coś da. Dotychczasowe doświadczenie uczy, że to działa. Z drugiej strony mówimy o „worku". Ludzie - a słychać takie opinie tu i ówdzie - czują się okradani faktem zatrudniania w publicznych instytucjach i spółkach dwudziestokilkuletnich krewniaków, czyli neposów, mówiąc językiem starożytnego Rzymu.

    Wyobraźmy sobie teraz przeprowadzenie którejś z kampanii zapowiadanych przez rząd. W wywiadzie, którego Donald Tusk udzielił kilka tygodni temu „Polityce", przeczytaliśmy, że ważnym zadaniem rządu będzie polityka prorodzinna. W obecnym kontekście trudno znaleźć łatwiejszą inspirację dla drwin. Najgłupszy poseł opozycji będzie w stanie ukuć dość bon motów o polityce prorodzinnej Platformy. Każdy z nich długo będzie potem hulał w debacie publicznej.

    Słychać też zapowiedzi o kryzysowym exposé premiera. Ma je wygłosić jesienią i ponoć będzie tam o łzach, pocie i krwi. Do kogo Tusk to będzie mówił? Do ludzi wystraszonych kryzysem lub już nim dotkniętych. Do tych, którzy nie mogą znaleźć pracy lub których dzieci musiały emigrować za chlebem. Każde wezwanie do wyrzeczeń będzie kontrowane wypominaniem tego, o czym teraz czytamy.

    Będzie rachunek

    We Włoszech i w Hiszpanii mówi się już o straconym pokoleniu w odniesieniu do ludzi dwudziestokilkuletnich. Do nas ta retoryka jeszcze nie dotarła, ciągle żyjemy w cieniu hasła o zielonej wyspie.

    Według niektórych symptomów już tej jesieni będzie inaczej, czyli gorzej. Jeśli wtedy będziemy mieć puste portfele - śmiem twierdzić - społeczeństwo wystawi rachunek za to, że dziś jest dobra praca dla dwudziestolatków o znanych nazwiskach, a nie ma jej dla ich rówieśników, którzy mają tego pecha, że ich rodzice nie są ważnymi działaczami Platformy Obywatelskiej.

    www.rp.pl/artykul/9157,920912-Rodzinne-klopoty-Platformy.html?p=2
  • Gość: Garcia IP: *.xdsl.centertel.pl 31.07.12, 22:49
    Michał Tusk, który pracuje w gdańskim porcie lotniczym, uważa, że Daniel Kalemba nie powinien odchodzić z Agencji Rynku Rolnego, kiedy jego ojciec został ministrem rolnictwa

    Wczoraj syn ministra ogłosił, że nie postąpi tak jak zapowiadał premier Donald Tusk, powołując jego ojca na szefa resortu rolnictwa. Daniel Kalemba pracuje w Agencji Rynku Rolnego (ARR) od 2002 r. (rządziła wtedy koalicja SLD-PSL - red.), a jego ojciec Stanisław Kalemba (PSL) został ministrem po skandalu, jaki wywołało ujawnienie przez "Puls Biznesu" taśm, z których wynikało, że w podległych resortowi rolnictwa i ARR spółkach, dochodzi do nepotyzmu. Czytaj więcej

    Kalemba przekonuje, że w ARR przeszedł kolejne szczeble kariery i nie chce tego przekreślać w związku z nominacją ojca. Bronią go również politycy PSL. - Nie dajmy się zwariować, bo lotnisko w Gdańsku to też nie jest prywatne przedsięwzięcie. Wtedy syn Tuska też musiałby odejść - stwierdził wczoraj Jarosław Kalinowski.

    Michał Tusk, który z "Gazety Wyborczej" przeszedł do nadzorowanego przez samorządowców PO portu lotniczego w Gdańsku, skomentował w TVN24 tę sprawę. Jego zdaniem Kalemba nie powinien odchodzić, niezależnie od tego w jakich okolicznościach otrzymał swoją posadę. - Jeśli mamy człowieka, który 10 lat pracuje w Agencji - bodajże Rynku Rolnego - czyli syna pana ministra Kalemby, to bez względu na to, jak się tam dostał, po 10 latach na pewno jest osobą doświadczoną i jego strata mogłaby być dosyć duża dla przedsiębiorstwa, w którym pracuje - powiedział.

    Syn premiera zapewnia, ze rozumie "problem nepotyzmu na styku polityki, biznesu i spółek Skarbu Państwa czy rozmaitych agencji". Dodał jednak, że sprawie towarzyszy też "pewna historia medialna".

    Zapewnił, że w jego przypadku oferta pracy dla gdańskiego lotniska była uczciwa. - Wynikała z takiej, a nie innej potrzeby portu lotniczego, który miał po prostu potrzeby zatrudnienia kogoś takiego na tym stanowisku z odpowiednią wiedzą i kwalifikacjami i wtedy nie zgłaszał (premier - red.) jakichś obiekcji, a więc teraz też nie powinien - powiedział. Dodał, że nie zamierza reagować na apele o rezygnacje z tego stanowiska.

    www.rp.pl/artykul/920767.html
  • Gość: Garcia IP: *.xdsl.centertel.pl 31.07.12, 22:50
    www.tv.rp.pl/artykul/920594.html
  • Gość: Garcia IP: *.xdsl.centertel.pl 31.07.12, 22:50
    By­ły wi­ce­szef MSWiA pi­sze do prokuratora ge­ne­ral­ne­go w spra­wie podejrzenia ne­po­ty­zmu, do ja­kie­go mia­ło do­cho­dzić w go­rzow­skiej ANR

    Ma­rek Sur­macz, by­ły wi­ce­mi­ni­ster spraw we­wnętrz­nych w la­tach 2006–2007, póź­niej­szy do­radca ds. bez­pie­czeń­stwa pre­zy­den­ta Le­cha Ka­czyń­skie­go, kil­ka dni te­mu na­pi­sał do pro­ku­ra­to­ra ge­ne­ral­ne­go An­drze­ja Se­re­me­ta, żą­da­jąc śledz­twa w spra­wie kon­kur­su na sze­fa go­rzow­skie­go od­dzia­łu Agen­cji Nie­ru­cho­mo­ści Rol­nych. I ro­li, ja­ką mie­li w nim ode­grać dzia­ła­cze PO.

    Dziś Sur­macz ma wy­dać oświad­cze­nie, w któ­rym pu­blicz­nie pod­trzy­ma za­rzu­ty. O co cho­dzi? Po wy­bo­rach w 2007 r. na­gle od­wo­ła­ny zo­stał wie­lo­let­ni szef go­rzow­skie­go od­dzia­łu ANR. Na­stęp­cę miał wy­ło­nić kon­kurs roz­pi­sa­ny wio­sną 2008 r., do któ­re­go sta­nę­ło 3 kan­dy­da­tów, w tym To­masz Mo­żej­ko, wów­czas se­kre­tarz lu­bu­skiej PO.

    Mo­żej­ko, na­uczy­ciel hi­sto­rii ze Świe­bo­dzi­na, ucho­dził za fa­wo­ry­ta, bo jak pi­sa­ła lo­kal­na pra­sa, był „za­ufa­nym czło­wie­kiem po­seł Bo­żen­ny Bu­kie­wicz", sze­fo­wej lu­bu­skiej PO. Pierw­szy kon­kurs nie przy­niósł roz­strzy­gnię­cia, bo nikt nie uzy­skał wy­ma­ga­nej ilo­ści punk­tów. Mo­żej­ko sze­fem od­dzia­łu ANR jed­nak zo­stał, bo kon­kurs nie­zwłocz­nie po­wtó­rzo­no.

    – Rok póź­niej dy­rek­tor od­dzia­łu ANR To­masz Mo­żej­ko za­trud­nił u sie­bie na sta­no­wi­sku kie­row­ni­czym Mi­ro­sła­wa Bu­kie­wi­cza, mę­ża pa­ni po­seł – mó­wi Sur­macz, do­da­jąc, że „układ za­leż­no­ści po­li­tycz­nych i per­so­nal­nych wy­da­je się oczy­wi­sty".

    Dy­rek­tor Mo­żej­ko do spra­wy od­niósł się krót­ko: – Wszyst­ko by­ło zgod­ne z pro­ce­du­ra­mi, to po­li­tycz­ne bi­cie pia­ny – tłu­ma­czył się w lo­kal­nych me­diach.

    Po­seł Bo­żen­na Bu­kie­wicz wy­da­ła zaś oświad­cze­nie, w któ­rym stwier­dzi­ła m. in., że „po­li­tyk opo­zy­cyj­nej par­tii ma pra­wo do kry­tycz­nych ocen po­li­ty­ków par­tii rzą­dzą­cej", ale – jak do­da­ła – „czym in­nym jed­nak jest pu­blicz­ne rzu­ca­nie oskar­żeń o udział w prze­stęp­stwie". Za­żą­da­ła prze­pro­sin.

    www.rp.pl/artykul/920633.html
  • Gość: Garcia IP: *.xdsl.centertel.pl 31.07.12, 22:51
    Nepotyzm czyli polityka prorodzinna PO

    www.tv.rp.pl/artykul/919842.html
  • Gość: Garcia IP: *.xdsl.centertel.pl 31.07.12, 22:52
    „Socjalizm to ustrój bohatersko walczący z problemami nieznanymi w żadnym innym ustroju" - powiadał nieodżałowany Kisiel. „Taśmy PSL" są na to kolejnym dowodem.

    Bo jak ojciec chce zrobić z syna prezesa swojej firmy, to wszystko jest w porządku. Nie robi się żadnych konkursów, gdy się kogoś zna i ma do niego zaufanie. Robi się je tylko wtedy, gdy nie zna się nikogo odpowiedniego, komu miałoby się powierzyć jakąś funkcję, a kto chciałby ją przyjąć. Ale jak ojciec jest ministrem mającym prawo podejmowania decyzji personalnych w państwowych spółkach i uważa, że jego syn byłby najlepszym prezesem, to nie może go powołać.

    Podobno niektóre spółki muszą być państwowe, żeby realizować politykę państwa. Oczywiście to bajeczka dla wyborców. Bo o co naprawdę chodzi, usłyszeliśmy na „taśmach PSL". Polityka państwa zmienia się zresztą wraz z każdą zmianą ministra, więc prezesi państwowych spółek muszą umieć się wsłuchiwać w polityczne oczekiwania. A któż jak nie syn ministra potrafiłby się wczuć najlepiej? Ale ministrowi nie wypada go powołać, więc musimy bohatersko walczyć z problemem, który jest nieznany w ustroju pozbawionym własności państwowej.

    Już odżywa pomysł utworzenia „komitetu nominacyjnego" przy premierze, który będzie wyłaniał członków rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa. Ma to być 10- 15 „niekwestionowanych autorytetów, doświadczonych menedżerów, uznanych prawników, audytorów, rewidentów, finansistów, doradców inwestycyjnych, osób niezależnych, z mocnym kręgosłupem moralnym, gotowych do ciężkiej pracy na rzecz kraju". Super, ale ich też ktoś będzie musiał „nominować". To też będą czyiś znajomi, którzy mają jakichś swoich znajomych.

    Skarb Państwa nie powinien być właścicielem akcji w jakichkolwiek spółkach. Ale jeśli już jest, to niech się zachowuje jak właściciel! Wyobrażacie sobie państwo, żeby panowie Solorz, Kulczyk czy Czarnecki utworzyli „komitety nominacyjne", których członków będą musieli opłacać i których nie będą mogli odwołać, żeby wybrali im rady nadzorcze w ich własnych spółkach?

    Najlepiej byłoby dokończyć prywatyzację. Ale dopóki państwowe spółki muszą funkcjonować, bo skołowani wyborcy tego oczekują, to niech rządzący podejmują decyzje personalne i ponoszą za nie odpowiedzialność. Ale przy otwartej kurtynie, a nie schowani za jakimiś komitetami. Bo to tylko zwiększy koszty, a i tak będzie nieskuteczne. A jakby miało być skuteczne, to państwo nie miałoby jak realizować za pośrednictwem państwowych spółek swojej polityki, bo niezależni fachowcy mogliby nie chcieć jej prowadzić.

    Autor jest adwokatem, profesorem prawa i prezydentem Centrum im. Adama Smitha

    www.rp.pl/artykul/918302.html
  • Gość: Garcia IP: *.xdsl.centertel.pl 31.07.12, 22:58

    Brat posła Niesiołowskiego ma z pewnością wszelkie kompetencje, aby zajmować się ściekami

    Właściwy człowiek na właściwym miejscu. Jak wieść głosi, pan premier Tusk bardzo się zdenerwował, że zainteresowanie mediów w kwestii ewentualnych przejawów nepotyzmu nie ograniczyło się do Polskiego Stronnictwa Nepotystycznego, ale sięga dalej, aż do - o zgrozo! - Platformy Obywatelskiej. Nie rozumiem rozdrażnienia Donalda Tuska. Przecież dla wszystkich jest jasne, że gdzie jak gdzie, ale w PO żadnych objawów nepotyzmu nie było, nie ma i nie będzie.

    Owszem, niektórzy mogą wyciągać wrednie i wstrętnie, że w radzie nadzorczej łódzkiej miejskiej spółki, zajmującej się ściekami, zasiada brat posła Stefana Niesiołowskiego. Ale to po prostu podłe. Po pierwsze - czy chcieliby ci zawistnicy, aby brat pana posła był bez pracy i mieszkał pod mostem?! Po drugie - nie ma chyba najmniejszych wątpliwości, że pan Marek Myszkiewicz-Niesiołowski jest wybitnym fachowcem od ścieków i firma pod jego światłym nadzorem rośnie w siłę i odprowadza tychże ścieków coraz więcej.

    A jeżeli tylko brat pana posła ma jakieś wątpliwości i brakuje mu wiedzy, zawsze może się skonsultować z samym Stefanem Niesiołowskim. Wszak kto jak kto, ale pan poseł Niesiołowski na ściekach zna się jak nikt inny. Przecież posługuje się nimi w swojej codziennej pracy.

    www.fakt.pl/Warzecha-Brat-posla-Niesiolowskiego-ma-z-pewnoscia-wszelkie-kompetencje-aby-zajmowac-sie-sciekami,artykuly,170808,1.html
  • Gość: Garcia IP: *.xdsl.centertel.pl 31.07.12, 23:05
    Ogromna skala nepotyzmu i kolesiostwa wśród radnych warszawskiej PO. Trzy czwarte z nich, poza etatami w dzielnicy, ma pracę w instytucjach zależnych od partyjnych kolegów z podwójnymi pensjami opłacanymi z miejskiej kasy. Znaczną większość
    z nich zatrudniono w instytucjach skarbu państwa już po tym, jak zostali radnymi.
    Katarzyna Pawlak, Maciej Marosz
    Praktycznie każdy warszawski radny Platformy jest zatrudniony na lukratywnym stanowisku w jednostkach publicznych podległych PO lub PSL – mówi radny PiS-u
    Maciej Maciejowski.
    Anna Nehrebecka-Byczewska, radna PO, pracuje w Teatrze Polskim, który podlega samorządowi województwa mazowieckiego.
    Z kolei Lech Jaworski jest radnym PO, a jednocześnie szefem Max-Filmu, spółki samorządu województwa mazowieckiego zarządzającej sześcioma kinami, także na terenie stolicy. Wcześniej był wiceszefem Agencji Rozwoju Mazowsza. Piotr Kalbarczyk – prowadzi własną działalność gospodarczą w branży budowlanej. W oświadczeniu majątkowym za 2011 r.
    wykazał brak dochodów, choć jest akcjonariuszem większościowym w czterech spółkach. W rubryce dotyczącej posiadanego majątku wpisał m.in. sześć domów. Jego firma Aluglass-Realizacja dostała bez przetargu kontrakty przy wykańczaniu Stadionu Narodowego.
    Radni PO ulokowali się też w spółce Mazowiecki Regionalny Fundusz Pożyczkowy. Doradcą zarządu jest Michał Bitner, a do władz spółki należy Lech Jaworski. Jest on członkiem rady nadzorczej Toruńskiej Agencji Rozwoju Regionalnego. Pieniądze z miejskiej kasy bierze też Małgorzata Żuber-Zielicz za wiceszefowanie Muzeum Sportu i Turystyki.
    Niemal wszyscy radni dzielnicy Śródmieście są zatrudnieni na lukratywnych stanowiskach zasilanych z miejskiej kasy. I tak: Hubert Aszyk jest zatrudniony w spółce Gminna Gospodarka Komunalna Ochota, Agnieszka Gierzyńska-Kierwińska (żona posła PO Marcina Kierwińskiego) pracuje w Fundacji Rozwoju Edukacji zasilanej z pieniędzy MEN. Radna Agnieszka Grudziąż i Paweł Martofel mają etaty w Mazowieckim Urzędzie Marszałkowskim, Daniel Łaga w Urzędzie Pracy, a Krzysztof Pietrzykowski w Ministerstwie Kultury. Grzegorz Rogólski jest prezesem Fundacji Centrum Promocji Miast, a Marcin Rolnik dorabia w Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji.

    gpcodziennie.pl/11609-synekury-stolecznych-radnych-platformy.html
  • Gość: Garcia IP: *.xdsl.centertel.pl 01.08.12, 07:50
    Kuzynka Aleksandra Grada, brat Krzysztofa Kwiatkowskiego oraz radny PO z warszawskiej Pragi - wszyscy zrobili błyskawiczne kariery w Krajowej Spółce Cukrowej, nie biorąc udziału w żadnych konkursach - informuje "Rzeczpospolita".
    Monika Ziółkowska otrzymała pracę na stanowisku młodszego specjalisty ds. marketingu w Polskim Cukrze w 2010 roku, kiedy jej wujek Aleksander Grad, ówczesny minister skarbu, przygotowywał tę spółkę do prywatyzacji - czytamy w "Rz". Po czterech miesiącach awansowała na starszego specjalistę, a na początku 2011 roku została kierownikiem działu marketingu i promocji. Według informatorów "Rz" zanim objęła stanowisko młodszego specjalisty bez żadnego konkursu, pracowała m.in. w branży fryzjerskiej.

    A jak się przedstawia kariera Sebastiana Kwiatkowskiego, brata byłego ministra sprawiedliwości? Jest równie szybka co Ziółkowskiej. Kwiatkowski zaczął pracę jako specjalista ds. analiz i informacji w departamencie aktywizacji zasobów. 1 stycznia 2012 roku został dyrektorem tego departamentu, żeby po pięciu miesiącach objąć stanowisko dyrektora, ale tym razem departamentu strategii i rozwoju - informuje "Rz".

    Dlaczego pisze o tym Rzeczpospolita skoro Gazeta Wyborcza posiadała taką wiedzę już od dawna?
  • Gość: Garcia IP: *.xdsl.centertel.pl 01.08.12, 08:03
    Pijarowcy PO przystąpili do ostrego ataku. Zaczyna jak zawsze Gazeta Wyborcza i jej cyngle:

    - W nagraniach PSL 90 proc. osób to ludzie Balazsa - mówiła w TOK FM Janina Paradowska. - Proszę mi bredni nie przypisywać - odpowiedział dzisiaj w TVN 24 Artur Balazs, były lider SKL. Zapowiedział też, że ujawni nepotyzm w kilku ważnych instytucjach.
    O układzie Balazsa, w którym mają być osoby z taśm PSL ,mówiła m.in. Janina Paradowska . - Wymieniane są osoby, które znam i z którymi się przyjaźnię. Mogę do nich zaliczyć Andrzeja Łuszczewskiego i Mirosława Mięciuka, za których kompetencje odpowiadam - mówił Balazs. Ale dalej wypierał się, że istnieje układ, za którym ma stać. - Proszę mi jakichś bredni, które są w wywiadach czy taśmach z podsłuchu, nie przypisywać, bo to jest nieprawda - dodał.

    "Układ Balazsa? To bujda"

    Odniósł się też do komentarza w "Gazecie Wyborczej", w którym wytknięto, że to on polecił prezydentowi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu Andrzeja Śmietankę na stanowisko ministra rolnictwa. - Jak mogłem polecać człowieka, który jest zupełnie z innej bajki, nie jest ze mną w żaden sposób politycznie związany. To bujda - skwitował Balazs.

    - Takiej skali zawłaszczenia państwa, poprzez obsadzanie swoich ludzi, ale nie tylko przez PSL, ale przede wszystkim przez PO, jeszcze nigdy nie było.


    W ciągu najbliższego miesiąca, półtora ujawnię nepotyzm w kilku ważnych instytucjach w państwie, w których bardzo źle się dzieje przez Platformę - zapowiedział.

    "Nikogo nie nagrywałem"

    - Nigdy nikogo nie nagrywałem, ale przyglądam się temu, co wy robicie, i z tego korzystam - dodał.

    Przypomnijmy: minister rolnictwa Marek Sawicki złożył dymisję w związku z tzw. taśmami PSL, na których szef kółek rolniczych Władysław Serafin rozmawiał z b. prezesem Agencji Rynku Rolnego Władysławem Łukasikiem na temat możliwych nieprawidłowości w instytucjach związanych z resortem rolnictwa.

  • Gość: Sołdat IP: 204.45.133.* 01.08.12, 08:08

    Atak cyngli Gazety Wybiórczej, uderzanie na oślep, atakowanie wszystkich po za PO ma na celu odwróceniu uwagi społeczeństwa na niespotykaną dotąd skalę nepotyzmu PO, która w ten sposób za państwowe pieniądze kupuje sobie poparcie wyborcze każdego: od lemingów po sprzątaczki.


    Teraz czekamy na kolejne ataki cyngli umiejscowionych w oddziałach terenowych GW.
    Rozkaz z Czerskiej jest prosty: WYCIĄGAĆ NA WSZYSTKICH HAKI OPRÓCZ PO I KOPAĆ Z KAŻDEJ STRONY NAWET ZA NIESPRAWDZONE INFORMACJE. Wyciągać do 3 pokolenia że stryj kuzyna od strony cioci babci Gieni to jest bliskim kolegą kogoś tam... najlepiej z PiS. Do boju "dzielny" kwiecie dziennikarstwa lokalnego. wszak posadki od PO już na was czekają, bo z końcem roku bańka mydlana pęknie.
  • Gość: Wielbiący IP: *.xdsl.centertel.pl 01.08.12, 08:31
    Czytając to jakbym był na spotkaniu mojej ukochanej partii i Umiłowany Przywódca Jarosław Wiecznie Przegrany Kłamczyński - przemawia, lejąc miód na moje skołatane serce.

    To nic że Najukochańszy Mąż Stanu Jarosław wielokrotnie skazany został wyrokami sądów, najważniejsze że prowadzi nas w ś2wietlaną przyszłość !!!




  • prawdziwyradomianin 01.08.12, 10:21
    Urząd Kontroli Skarbowej wzywa pary młode, które w ostatnich latach brały ślub, do rozliczenia kosztów organizacji wesela. Pyta też kto i za ile imprezę fotografował, filmował, czy ile wzięła orkiestra.

    ...Tusk i cała jego wielka rodzina ...na swoim...


    --
    1 KOCHAM RADOM
    2 JESTEM ZADOWOLONY I SZCZĘSLIWY Z ŻYCIA W RADOMIU
    3 JESTEM WYZNAWCĄ JEDNEJ WIARY-PIS
  • caferadom 01.08.12, 10:44
    Tylko w PO i PSL? Nepotyzm w PiS
  • Gość: StopBezrobociu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.12, 11:00
    Fajny rysunek.Szkoda, że tak mało Radomian ma świadomosc tego co się w Radomiu wyprawia!
  • Gość: pzprowskie PO IP: *.rivalhost.com 01.08.12, 11:01
    hahaha To co przygotowales POlityczny POmiocie to lepek od szpilki. Zlicz ich wszystkich ile razem zarabiaja miesiecznie a gwarantuje ci ze wyjdzie tyle ile zarabia Grad z PO. Jedna osoba! PS.To jeszcze nie koniec. Nalezy przeswietlic mazowiecka jednostke gdzie na 300 osob 262 sa zwiazane z PO.
  • Gość: sPISek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.08.12, 14:50
    To kolejny krwawy i brutalny atak na Umiłowanego Przywódcę Jarosława i pis !!!
    Wypraszam to sobie

    Wyznawca jednej (tfu...) wiary pis
  • prawdziwyradomianin 01.08.12, 15:07
    Wysokość zarobku podana przez synka premiera być może dotyczy pensji a nie całkwitego wynagrodzenia. choć to wynagrodzenie nie jes równiez niskie i wielu absolwentow może tylko marzyć . KWOTĘ ZAROBKÓW 25000ZŁ. podaly media DEMENTI NIE BYŁO.Poza tym,premier nie musial załatwiać synkowi pracy .wystarczyly dane personalne kandydata o którego firma podobno rok zabiegała.To dla firmy dobry parawan.Czyżby tak genialny syn tego nie rozumiał?Wstyd panowie że etyka jest dla waznych tak nieistotna .Standardy dotycza zwykłych obywateli Polski.
    --
    KOCHAM RADOM
  • Gość: do kretynów IP: *.xdsl.centertel.pl 01.08.12, 16:13
    Za pracę należy się praca, i ja tak mam !
    Nie zazdroszczę nikomu bo jestem prawdziwym Radomianinem z dziada pradziada, nie podpisuje się idiotycznie prawdziwyradomianin, nie wyznaje wiary w pis itp. kretyństwom.
    Uczyłem się pilnie na dobrej uczelni, pracuję w porządnej firmie w swoim mieście ale nie jestem za zamordyzmem jaki prezentują wieśniaki którzy tak łatwo szarżują niby "patriotyzmem" lokalnym !

  • prawdziwyradomianin 01.08.12, 16:41
    Pewnie radomiak inaczej
  • prawdziwyradomianin 01.08.12, 16:43
    Raport zatytułowany "Tanie państwo według Donalda Tuska" rozpoczyna fragment programu PO z 2007 roku "Tanie państwo", gdzie była m.in. zapowiedź odbudowania i rozszerzenia zakresu "działania apolitycznej służby cywilnej, z objęciem tymi zasadami także administracji samorządu terytorialnego".

    - A jak wygląda rzeczywistość po 5 latach rządów PO? Aby odpowiedzieć na to pytanie, SLD przedstawia raport "Tanie państwo Donalda Tuska". Raport zawiera dziesiątki przykładów zatrudniania prominentnych działaczy PO lub członków ich rodzin w publicznych instytucjach - czytamy we wstępie opracowania Sojuszu.

    Jak zaznaczają jego autorzy, "przedstawione informacje są jedynie skromnym przykładem zawłaszczania państwa przez PO". W dalszej części opracowania znalazły się przykłady, które - zdaniem SLD - świadczą o tym zawłaszczeniu.

    Jak czytamy w raporcie, w Lublinie bratanica Aleksandra Grada, Dorota Gajewska, została rzecznikiem prasowym PGE Dystrybucja w tym mieście; w Łodzi z kolei Marek Myszkiewicz-Niesiołowski, brat szefa sejmowej Komisji Obrony Narodowej Stefana Niesiołowskiego, zasiada w radzie nadzorczej tamtejszej Grupowej Oczyszczalni Ścieków.

    Według raportu zięć Stefana Niesiołowskiego, Paweł Księżak jest natomiast zastępcą szefa rady nadzorczej Zakładu Wodociągów i Kanalizacji w Łodzi; mąż b. pełnomocnik ds. równego traktowania Elżbiety Radziszewskiej, Artur Lewczuk jest prezesem Towarzystwa Gospodarczego Bewa, które jest własnością PGE KWB Bełchatów S.A., wchodzącej w skład Polskiej Grupy Energetycznej.

    Raport pokazuje też, że w Opolu syn senatora PO Piotra Wacha pełni funkcje wiceprezesa tamtejszego Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego. W raporcie SLD wspomniano też m.in. postać gdańskiego radnego Piotra Borawskiego - media pisały, że był narzeczonym córki marszałek Sejmu Ewy Kopacz - który zasiada w radzie nadzorczej należącej do samorządu warszawskiego spółki Zaplecze.
    --
    KOCHAM RADOM
  • Gość: DOpisomatolka IP: *.xdsl.centertel.pl 01.08.12, 20:00
    Członkowie PZPR w szeregach PiS
    Nie ukrywam, że uważam, iż fakt, że prezesem Sądu Najwyższego jest ktoś, kto do 1989 roku był w PZPR, jest wielkim nieporozumieniem - powiedział w piątek w Poznaniu premier Kaczyński. Prof. Gardocki, prezes Sądu Najwyższego był w PZPR, lecz do 1981 roku. Ale to drobiazg, malutka nieścisłość...

    Nie żebym miała automatycznie coś przeciwko każdemu, kto gdzieś kiedyś był w PZPR. Absolutnie. Ja chcę tylko wytknąć partii Prawo i Sprawiedliwość bezczelną manipulację. Skoro tak tępią wszystkich byłych członków partii komunistycznej, przyjrzyjmy się ich własnym szeregom. Po internecie krąży w coraz większej liczbie kopii następujące zestawienie:
    Dlaczego PiS to postkomuna - 43 suche fakty

    1. Andrzej Lepper- Wicepremier Rządu IV RP - wieloletni członek i działacz PZPR. Skazany prawomocnymi wyrokami za przestępstwa pospolite.

    2. Andrzej Kryże - Wiceminister Sprawiedliwości IVRP- członek PZPR do jej końca. Skazywał w stanie wojennym. Skazał między innymi Bronisława Komorowskiego z PO za udział w manifestacji na warszawskim Placu Zwycięstwa w rocznicę odzyskania niepodległości. W uzasadnieniu wyroku pan Kryże napisał m.in., że `demonstracyjnie okazywali lekceważenie dla narodu polskiego, twierdząc m.in., że nie jest on narodem wolnym i niepodległym'. Kryże jako przewodniczący Wydziału IV Sądu Okręgowego w Warszawie organizował też usuwanie sędziów wydających łagodne wyroki wobec działaczy podziemnej opozycji.

    3. Zbigniew Wasserman - Minister koordynator ds. służb specjalnych IV RP. PRL-owski prokurator od lat 70-tych.W krakowskiej prokuraturze prowadził kilka śledztw przeciwko działaczom Niezależnego Zrzeszenia Studentów.

    4. Wojciech Jasiński- Minister Skarbu IV RP- członek PZPR w latach 1976 - 1981, szef Wydziału Spraw Wewnętrznych w Płockim Urzędzie Miasta, przybudówki SB. w czasie debaty sejmowej, indagowany na okoliczność przynależności do PZPR Jasiński nie przyznał się do tego, a w jego życiorysie zaprezentowanym posłom nie było na ten temat ani słowa.

    5. Andrzej Aumiller- Minister Budownictwa IV RP- zasłużony komunista, wieloletni członek PZPR, a następnie i Unii Pracy.

    6. Anna Kalata - Minister Pracy i Polityki Społecznej IV RP. Członek PZPR jak i SLD.

    7. Zbigniew Graczyk- Wiceminister Gospodarki Morskiej IV RP - przez 20 lat należał do PZPR, będąc między innymi członkiem jej Komitetu Wojewódzkiego w Szczecinie. Był również w kierownictwie nomenklaturowej spółki Interster, która była folwarkiem partyjnych dygnitarzy, m. in. Sekuły i Rakowskiego.

    8. Marek Grabowski - Wiceminister Zdrowia IV RP(członek PZPR i SLD) dzięki rekomendacji SLD był zastępcą głównego inspektora sanitarnego w rządach Leszka Millera i Marka Belki.

    9. Ewa Sowińska- Rzecznik Praw Dziecka IV RP. W latach 1977-1980 należała do PZPR.

    10. Krzysztof Zaręba - Wiceminister Środowiska IV RP, były członek PZPR, a w rządzie Leszka Millera główny inspektor ochrony danych osobowych.

    11. Bogusław Kowalski Wiceminister Transportu IV RP. W latach 80 członek PRON. Figuruje w materiałach służb specjalnych PRL jako tajny współpracownik o kryptonimach `Mieczysław' i `Przemek'. Z dokumentów SB znajdujących się w IPN wynika, że w styczniu 1988 roku Kowalski został zarejestrowany w dzienniku rejestracyjnym jako TW `Mieczysław' pod numerem 54803.

    12. Bogdan Socha -Wiceminister Pracy i Polityki Społecznej IV RP - był do samego końca członkiem PZPR. Pracował w Komitecie ds. Młodzieży i Kultury Fizycznej, kierowanym przez Aleksandra Kwaśniewskiego. Był organizatorem kampanii prezydenckiej Kwaśniewskiego - został wtedy szefem słynnego autobusu `Kwach'. Po udanej kampanii Socha przez dwa lata pracował w pałacu prezydenckim.

    13. Romuald Poliński- kolejny Wiceminister Pracy i Polityki Społecznej IV RP. Przez wiele lat członek PZPR, a w rządach SLD doradcą ministrów Kołodki i Belki.

    14. Maciej Łopiński - Rzecznik Prezydenta IV RP - w okresie 1975 - grudzień 1981 należał do PZPR i pracował na nomenklaturowym stanowisku sekretarza redakcji gdańskiego tygodnika `Czas', klasycznego pisma partyjnego `po linii i na bazie' (szefostwo z PZPR-owskiej nomenklatury, cenzura, wytyczne z KW itd.).

    15. Krzysztof Śniegocki, Sędzia Trybunału Stanu IV RP wybrany jako kandydat PiS i LPR. W latach 80. jako radca ministerstwa rolnictwa aktywnie występował w sądzie pracy przeciwko wyrzuconemu z pracy za działalność związkową działaczowi `Solidarności'.

    16. Ryszard Siewierski- Zastępca Komendanta Głównego Policji IV RP- członek PZPR do końca (1990). W latach 1987-1990 był zastępcą szefa Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Jeleniej Górze ds. polityczno-wychowawczych, był klasycznym oficerem politycznym, krzewiącym socjalizm wśród milicjantów i sprawdzającym czy nie chodzą do kościoła lub nie mają kumpli w opozycji.

    17. Karol Karski (PiS) obecnie radykalny przewodniczący komisji IV RP ds. zmian w ustawie lustracyjnej. Aparatczyk władz centralnych socjalistycznego ZSP na Wydziale Prawa i Administracji UW. Pod koniec lat 80 startował z poparcia PRON (organizacji utworzonej przez PZPR w stanie wojennym) w wyreżyserowanych i sfałszowanych przez komunistów wyborach do rad narodowych. Wtedy kiedy wszyscy przyzwoici ludzie wybory bojkotowali. Był jednym z tych ludzi którzy tworzyli ówczesny PRL i ochoczo opluwał na uczelni solidarnościowy NZS.

    18. Stanisław Kostrzewski, od 25.02.2006 skarbnik PiS - był aktywnym członkiem PZPR do końca jej działalności. Żeby było ciekawiej - od 31.12.2005 jest wiceprezesem Banku Ochrony Środowiska i nie ma tu żadnego konfliktu interesów lub niejasności.

    19. Henryk Biegalski, nominowany i odwołany z funkcji szefa Centralnego Zarządu Służby Więziennej IV RP, od 1969 r. do końca lat 80. był członkiem PZPR. Od marca 1982 r. należał do Komisji Bezpieczeństwa i Ładu Publicznego KW PZPR w Gdańsku.

    20. Jerzy Bahr, 19.05.2006 mianowany ambasadorem RP w Moskwie - w latach 1976 - 1980 w randze I sekretarza pracował w Ambasadzie PRL w Bukareszcie (sekretarz ds. prasowych). Do stanu wojennego był członkiem PZPR. Za prezydentury Kwaśniewskiego był po Siwcu (od marca 2005) szefem BBN i członkiem RBN.

    21. Krzysztof Czabański, mianowany 01.07.2006 na prezesa Polskiego Radia S.A. - były dziennikarz m.in. `Sztandaru Młodych' i `Zarzewia'. W latach 1967-1980 należał do PZPR.

    22. Stanisław Podlewski, mianowany 17.07.2006 dyrektorem departamentu rybołówstwa w ministerstwie rolnictwa - należał do PZPR do końca jej istnienia.

    23. Marcin Wolski, 21.07.2006 mianowany został dyrektorem I programu PR - od 1975 roku do końca był w PZPR, będąc m.in. sekretarzem POP w PR.

    24. Tomasz Gąska, mianowany 25.07.2006 nowym wiceprezesem Radia PiK z nadania PiS - były PZPR-owski aparatczyk, który strzegł linii partii i bronił stanu wojennego. Był członkiem PZPR, sekretarzem Podstawowej Organizacji Partyjnej w tygodniku `Fakty' i zastępcą redaktora naczelnego tej gazety od 1979 roku, przez stan wojenny, aż do upadku komunizmu, odznaczony medalem im. Janka Krasickiego. Używając pseudonimu Tomasz Hellen pisał m.in. peany na temat WRON, a w tekście `Jaka może być partia' nawoływał do odrodzenia w PZPR `ducha leninowskich zasad'.

    25. Jan Sulmicki, kandydat na prezesa Narodowego Banku Polskiego, zgłoszony 11.12.2006 przez Kaczyńskiego - były aktywista PZPR w SGPiS (obecnie SGH), także w stanie wojennym. 14.12.2006 zrezygnował z kandydowania z "powodów rodzinnych".

    26. Maciej Giertych były członek PRON i Rady Konsultacyjnej przy gen Jaruzelskim poparł dekret o wprowadzeniu stanu wojennego i delegalizację Solidarności. Wiosną 1989 roku brał udział w obradach "Okrągłego Stołu" jako doradca Gen. Jaruzelskiego.
    Nigdy nie został zarejestrowany jako Tajny Współpracownik, ponieważ SB uznała, że jest wystarczająco przydatny jako współpracownik zupełnie jawny. Patriotyczny Ruch Odrodzenia Narodowego (PRON) - organizacja polityczna utworzona w okresie stanu wojennego przez PZPR i podporządkowane jej stronnictwa polityczne oraz organizacje katolickie w
  • Gość: o nepoty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.12, 20:03
    A co sądzicie o Mazowieckiej Jednostce Wdrażania Projektów Unijnych?Podobno tam są wszyscy z PO.A jak ta jednostka wygląda w Radomiu?Ile osób tam zatrudnionych jest z radomskiej PO?
  • Gość: olo IP: *.radom.vectranet.pl 03.08.12, 16:49
    Nepotyzm w PO jest wielokrotnie większ niż w PSL. Ciekawa sytuacja jest w Radomiu. Rządz PIS a stanowiska zajmuja ludzie powiązani z SLD i PO poprzez naszych reprezentantów w sejmiku.
  • Gość: lis IP: *.radom.vectranet.pl 02.08.12, 16:13
    W Sejmie zasiada 40 posłów, którzy w oświadczeniach majątkowych wykazali pobieranie świadczeń emerytalnych.
    Ile kosztują posłowie? Prawie 11 mln zł miesięcznie
    Ale tylko jeden zrzekł się wynagrodzenia z Wiejskiej. To Edmund Borawski z PSL, który jako prezes jednej z największych spółdzielni mleczarskich Mlekpol zarobił w ubiegłym roku 686 tys. zł. Do tego otrzymał blisko 25 tys. zł emerytury.

    Świadczenia emerytalne posłów wynoszą przeciętnie ponad 3400 zł (w kraju średnio ok. 1700 zł).

    Najbogatszym emerytem na Wiejskiej jest Józef Racki z PSL (69 lat), który w oświadczeniu majątkowym wykazał 74,9 tys. zł dochodu z emerytury. Niewiele mniej, bo 69 tys., odebrał z ZUS poseł Andrzej Gałażewski z PO (68 lat).

    Liderzy emerytami

    Z emerytur nie zrezygnowali też partyjni liderzy. Wśród posłów PSL są to Józef Zych (56,7 tys. zł) Stanisław Żelichowski (68,8 tys. zł) i Franciszek Stefaniuk (43 tys. zł).

    Jak skromni są liderzy polskich partii?
    W SLD emeryturę pobierają Leszek Miller (42,5 tys. zł), Tadeusz Iwiński (54 tys. zł), Anna Bańkowska (SLD, 42 tys. zł) i Krystyna Łybacka (SLD, 54 tys. zł).

    Stefan Niesiołowski z PO dostał w 2011 r. 42,6 tys. zł emerytury.

    Posłanka PO Zofia Czernow, była prezydent Jeleniej Góry twierdzi, że świadczenie emerytalne nie jest żadnym przywilejem, ale prawem nabytym, z którego korzysta tak jak miliony emerytów w kraju. Nie myśli o zrzeczneiu, w ub. roku zainkasowała z tego tytułu 57 tys. zł.
  • Gość: Sakaszwili IP: *.xdsl.centertel.pl 02.08.12, 19:19
    ]Grad z Platformy Obywatelskiej ma 120 tysięcy miesięcznie. Jakie są do tego premie i inne bonusy?
  • Gość: za kolegą IP: *.xdsl.centertel.pl 02.08.12, 19:21
    Kawałek tortu, jaki wydarła dla siebie partia Waldemara Pawlaka, jest znacznie mniejszy niż to, co zawłaszczyła i nadal zawłaszcza Platforma Obywatelska. Różnica jest taka, że ludowcy niespecjalnie ukrywają swoje zdobycze (co widać choćby po nazwiskach krewnych czy dzieci znanych działaczy PSL), natomiast partia Tuska często maskuje swój “skok na stołki” powoływaniem ludzi, którzy uchodzą za “bezpartyjnych fachowców”, choć w rzeczywistości są blisko związani z PO. Dlatego warto przyjrzeć się najbardziej charakterystycznym nominatom Platformy w państwowych spółkach. Oczywiście poniższa lista stanowi tylko wierzchołek góry lodowej, gdyż na poziomie lokalnym (od województw, przez powiaty, po miasta i gminy) podobnych przypadków są setki, a może i tysiące.

    Robert Apiecionek – wrocławski radny PO poprzedniej kadencji; od 2008 r. członek rady nadzorczej Jeleniogórskiej Przędzalni Czesankowej “Anilux”.

    Cezary Banasiński – wieloletni prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, wcześniej wiceszef Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej w rządzie Buzka; od 2009 r. przewodniczący rady nadzorczej banku PKO BP, od stycznia br. także członek rady nadzorczej PKN Orlen.

    Paweł Białek – były wiceszef ABW w rządzie Tuska; zaraz po odejściu ze stanowiska wiosną br. został członkiem rad nadzorczych KGHM i PKN Orlen.

    Alfred Bieć – były sekretarz Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów (z ramienia PZPR) i współpracownik Leszka Balcerowicza; w latach 2008-2010 członek rady nadzorczej PZU.

    Marcin Bobowiec – radny sejmiku województwa dolnośląskiego z ramienia PO; jako wrocławski radny poprzedniej kadencji został członkiem zarządu spółki EnergiaPro, wchodzącej w skład holdingu energetycznego Tauron.

    Piotr Borawski – działacz PO z Gdańska, narzeczony córki Ewy Kopacz; członek rady nadzorczej spółki PPHU Zaplecze, należącej do samorządu Warszawy.

    Grzegorz Borowiec – od grudnia 2007 r. dyrektor generalny w Ministerstwie Skarbu Państwa; członek rad nadzorczych Telewizji Polskiej i PKN Orlen.

    Juliusz Braun – wieloletni poseł UD i UW, były przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, doradca ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego; w marcu 2011 r. wybrany do rady nadzorczej Telewizji Polskiej i od razu delegowany do pełnienia obowiązków prezesa spółki, następnie wybrany na pełnoprawnego prezesa TVP.

    Jarosław Charłampowicz – wrocławski poseł PO, były asystent Grzegorza Schetyny; jako radny sejmiku województwa dolnośląskiego był członkiem rady nadzorczej MPK we Wrocławiu, jest także prezesem Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej.

    Tomasz Cyran – rzeszowski prawnik, w 2007 r. bezskutecznie kandydował do Sejmu z listy PO; w 2010 r. członek rady nadzorczej Ruch SA, od października 2010 r. członek rady nadzorczej Agencji Rozwoju Przemysłu.

    Mirosław Czekaj – skarbnik miasta stołecznego Warszawy od początku rządów Hanny Gronkiewicz-Waltz; od 2009 r. członek rady nadzorczej banku PKO BP.

    Zbigniew Ćwiąkalski – były minister sprawiedliwości w rządzie Tuska; od czerwca 2010 r. członek rady nadzorczej PZU.

    Henryk Ćwikliński – ekonomista z Uniwersytetu Gdańskiego, w 2005 r. bezskutecznie kandydował do Senatu z listy PO, zasiada w regionalnych władzach partii; w latach 2008-2011 członek rady nadzorczej spółki Zarząd Portu Morskiego Gdańsk.

    Zbigniew Derdziuk – były minister bez teki w rządzie Tuska; od października 2009 r. prezes ZUS, od czerwca 2011 r. również członek rady nadzorczej PZU.

    Dariusz Filar – były członek Rady Polityki Pieniężnej, związany ze środowiskiem KLD, zasiada w radzie gospodarczej przy premierze Tusku; od czerwca 2010 r. członek rady nadzorczej PZU, od lipca 2011 r. również członek rady nadzorczej BGŻ.

    Zdzisław Gawlik – były wiceminister skarbu w rządzie Tuska, w 2011 r. bezskutecznie kandydował do Senatu z ramienia PO; zaraz po odejściu z rządu został wiceprezesem spółek PGE Energia Jądrowa i PGE EJ 1.

    Arkadiusz Gierałt – były szef PO w Lubinie, bliski współpracownik Grzegorza Schetyny; w latach 2008-2010 dyrektor generalny ds. inwestycji i rozwoju w KGHM, w latach 2010-2012 członek zarządu spółki KGHM TFI, od 2008 r. przewodniczący rady nadzorczej spółki KGHM Letia, w latach 2008-2012 członek rady nadzorczej spółki Polkomtel.

    Aleksander Grad – były minister skarbu, wieloletni poseł i szef małopolskiej PO; w czerwcu br. zrzekł się mandatu poselskiego, by objąć stanowisko prezesa spółek PGE Energia Jądrowa i PGE EJ 1, gdzie ma zarabiać 110 tys. zł miesięcznie.

    Marcin Idzik – były wiceminister obrony w rządzie Tuska; od czerwca br. wiceprezes grupy Bumar.

    Lilla Jaroń – była wiceminister edukacji w rządzie Tuska, wcześniej sekretarz województwa dolnośląskiego i radna PO; po odejściu z rządu w styczniu br. została wiceprezesem Dolnośląskiego Parku Innowacji i Nauki oraz członkiem rady nadzorczej Hali Stulecia.

    Lech Jaworski – były członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji; jako warszawski radny PO był w latach 2007-2010 prezesem spółki Max-Film, zarządzającej kinami należącymi do samorządu województwa mazowieckiego.

    Marek Karabuła – wieloletni wiceprezes Browarów Okocim, znajomy ministra Grada; w latach 2008-2010 prezes spółki Nafta Polska, następnie wiceprezes Agencji Rozwoju Przemysłu, a latach 2010-2012 wiceprezes PGNiG, zasiadał też w radach nadzorczych PKN Orlen i PGNiG, od maja br. prezes spółki PGNiG wydobywającej surowce w Libii.

    Jakub Karnowski – były działacz UW, szef gabinetu politycznego wicepremiera Leszka Balcerowicza; od kwietnia br. prezes PKP.

    Arkadiusz Kawecki – były członek zarządu firmy Work Service, należącej do senatora PO Tomasza Misiaka, wyrzuconego z partii w 2009 r. za konflikt interesów; w latach 2008-2012 członek rady nadzorczej KGHM, w 2009 r. dyrektor ds. zasobów ludzkich w PKN Orlen i członek rady nadzorczej orlenowskiej spółki Unipetrol.

    Marcin Kędracki – wiceprzewodniczący sejmiku województwa śląskiego z ramienia PO; prezes Gliwickiej Agencji Turystycznej, od maja 2011 r. członek rady nadzorczej Górnośląskiego Towarzystwa Wodociągów.

    Krzysztof Kilian – współzałożyciel KLD, przyjaciel i doradca Donalda Tuska, były minister łączności w rządzie Suchockiej; w latach 2008-2011 wiceprezes spółki Polkomtel, członek rad nadzorczych banku PKO BP i spółki PL.2012, od marca br. prezes Polskiej Grupy Energetycznej.

    Dariusz Jacek Krawiec – menedżer z doświadczeniem w sektorach finansowym i metalurgicznym, ekspert ekonomiczny PO; od września 2008 r. prezes PKN Orlen (zastąpił powołanego zaledwie kilka miesięcy wcześniej specjalistę z branży paliwowej).

    Jerzy Kubara – biznesmen z regionu wałbrzyskiego, w 2001 r. bezskutecznie kandydował do Senatu z ramienia PO; w latach 2008-2009 członek rady nadzorczej Totalizatora Sportowego.

    Marcin Kulicki – były wiceprezydent Siedlec z ramienia PO, niegdyś funkcjonariusz ZOMO; w latach 2009-2012 prezes Krajowej Spółki Cukrowej.

    Adam Leszkiewicz – były wiceminister skarbu w rządzie Tuska, wcześniej dyrektor gabinetu Aleksandra Grada jako wojewody tarnowskiego; od lutego br. wiceprezes i dyrektor generalny Zakładów Azotowych Kędzierzyn.

    Paweł Lisiewicz – dyrektor gabinetu prezydenta Komorowskiego, były szef młodzieżówki UW, rzecznik prasowy ministra Grada; w latach 2009-2011 przewodniczący rady nadzorczej spółki Presspublica, od marca 2010 r. członek rady nadzorczej koncernu energetycznego Enea, od kwietnia 2011 r. członek rady nadzorczej Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych.

    Marek Litka – działacz gdańskiej PO; w latach 2008-2010 wiceprezes spółki PERN “Przyjaźń”, równocześnie członek rady nadzorczej spółki Zarząd Morskiego Portu Gdańsk.

    Jerzy Marciniak – były dyrektor Urzędu Wojewódzkiego w Tarnowie w czasach, gdy wojewodą był Aleksander Grad; od 2008 r.
  • Gość: olo IP: *.radom.vectranet.pl 02.08.12, 21:01
    Nowoczesnej Europy Tuska ciąg dalszy
  • michnikowski-manipulator 03.08.12, 06:56
    Minister skarbu Mikołaj Budzanowski, obejmując urząd w listopadzie 2011, dostał od Donalda Tuska polecenie: czyścić państwowe spółki z polityków. Usunął z ich władz już 40 osób związanych z PO. Ale partyjni działacze wciąż obsiadają spółki - pisze "Gazeta Wyborcza" i podaje przykłady odwołanych oraz wciąż zatrudnionych m.in. w KGHM.

    Oprócz 19 spółek strategicznych - jak PKN Orlen, PGE czy KGHM - skarb państwa ma udziały w kilkuset firmach w kraju. To tysiące stanowisk do obsady. Na liście odwołanych z zarządów i rad nadzorczych jest już 40 osób należących do PO lub z nią związanych.

    Jak w resorcie skarbu typują ludzi do odwołania? - Nie mamy tu CBA, by śledzić wszystkie nominacje poprzedniego ministra. Ale dostajemy sygnały, że za powołaniem niektórych osób stały niekoniecznie merytoryczne względy - mówi "Gazecie" bliski współpracownik Budzanowskiego.

    - Jak widać, były polityczne nominacje - przyznaje pytany o obietnice premiera jeszcze z 2007 roku, że odpolityczni państwowe spółki. I rzuca nazwiska z listy odwołanych: Robert Soszyński, działacz PO - były prezes spółki PERN Przyjaźń, do której należą ropociągi; Marek Tałasiewicz, przewodniczący sejmiku zachodniopomorskiego (PO) - członek zarządu Morskich Portów Szczecin-Świnoujście; Krzysztof Żuk, prezydent Lublina (PO) - członek rady nadzorczej PGE, największej w Polsce grupy energetycznej; Jan Wójtowicz, radny PO w Tomaszowie Lubelskim - członek rady nadzorczej Krajowej Spółki Cukrowej.

    Sztandarowym przykładem spółki obsadzanej z politycznego klucza jest KGHM.

    Odwołanie kilku działaczy PO to mydlenie oczu ponieważ za swoje niekompetencje i tak byliby odwołani. Gra POzorów, przy dużym współudziale prorządowych medialnych wazeliniarzy.
  • Gość: ja też chcę do PO IP: 194.181.137.* 03.08.12, 12:40
    POdrzędne terenowe lemingi mają po 4, 7 tysięcy miesięcznie. To ci ważniejsi mają po kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie. A taki bydlak wychodzi na wizję i wmawia ludziom, że będzie lepiej jak będą zapier.ć do 67 roku życia bo zamiast 1200zł emerytury dostaną 1290.
  • Gość: Koszerny goj IP: *.1and1.pl 03.08.12, 15:03
    Po co piszecie takie bzdety. PO to PZPR bis. Tyle ze niby w dekoracji. Te same metody, ta sama polityka informacyjna i dezynformacyjna. Maja swoje gazety wyborcze i inne tego typu sluzalcze media, maja swoje telewizje TVN. A co ich wszystkich razem laczy? Zydowskie pochodzenie.
  • Gość: Garcia IP: *.xdsl.centertel.pl 04.08.12, 06:56
    By żyło się lepiej. Kolesiom z PO

    Numer 275 - 03.08.2012 ▶ Pełnym głosem

    „Gazeta Wyborcza” w swoim raporcie o dzieleniu posad przez partie rządzące bardzo łaskawie potraktowała członków Platformy Obywatelskiej. Szczególny niedosyt wywołuje opis partyjnych i towarzyskich związków w spółkach na Śląsku.
    Andrzej Borzym
    Nadrabiamy te niedociągnięcia kolegów z gazety, „której nie jest wszystko jedno”. I tak „Wyborcza” nie zająknęła się, że Jacek Matusiewicz, brat marszałka województwa śląskiego Adama Matusiewicza, prawej ręki Tomasza Tomczykiewicza, śląskiego barona PO, do jesieni ub.r. był prezesem Funduszu Górnośląskiego SA. Tak się złożyło, że województwo śląskie ma prawie wszystkie akcje Funduszu. To instytucja, która dysponuje milionami złotych, także pieniędzmi z funduszy europejskich.
    Jacek Matusiewicz, który obecnie jest członkiem zarządu (skarbnikiem) śląskiej Platformy Obywatelskiej, kierował Funduszem Górnośląskim trzy lata. Wcześniej był jego wiceprezesem, a w przeszłości także członkiem rady nadzorczej. Po zwolnieniu z FG nie stała się mu krzywda. Wylądował na stołku prezesa zarządu spółki Wojewódzkie Przedsiębiorstwo Robót Komunikacyjnych w Katowicach.
    Jego brat Adam Matusiewicz najpierw był wicewojewodą śląskim. W 2010 r. wybrano go na marszałka z ramienia PO. Pojawił się wtedy problem związany z miejscem pracy jego żony Małgorzaty Łąckiej-Matusiewicz, która w urzędzie marszałkowskim szefowała wydziałowi Europejskiego Funduszu Społecznego. Dla uniknięcia podległości służbowej zdecydowano wtedy, że żona marszałka Matusiewicza pójdzie na bezpłatny urlop.
    Krewni i znajomi senatora
    Dziennikarze „GW” nie zająknęli się o małżeństwie państwa Zdziebłów. Adam Zdziebło jest wiceministrem rozwoju regionalnego i senatorem Platformy Obywatelskiej z Żor, Raciborza, Wodzisławia i Jastrzębia. Zarządza w ministerstwie m.in. funduszami europejskimi.
    Jego żona Grażyna Zdziebło jest skarbnikiem śląskiego miasta Żory. Miasto z różnych funduszy europejskich dostało setki milionów złotych.
    Wiceprezydentem Żor jest Wojciech Kałuża z PO, który należy do najbliższych współpracowników Zdziebły. Kałuża w latach 2005–2008 był dyrektorem biura se-natorskiego Marii Pańczyk-Pozdziej oraz asystentem eurodeputowanego Jana Olbrychta.
    Synekury w miejskich spółkach
    Przechowalnią i synekurami „w terenie” dla działaczy Platformy Obywatelskiej są miejskie spółki. Np. prezesem zarządu spółki Nowe Miasto w Żorach jest Krystian Stępień, a przewodniczącym rady nadzorczej Ryszard Ostrowski, były poseł, zasłużony działacz i szef Unii Wolności (Unii Demokratycznej) na Śląsku.
    Prezesem Parku Śląskiego w Chorzowie (do niedawna Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku, ze znanym zoo i wesołym miasteczkiem) jest Arkadiusz Godlewski (obecnie przewodniczący Rady Miasta Katowice). Wcześniej z rekomendacji PO ubiegał się o prezydenturę w Katowicach. Godlewski w poprzedniej kadencji był wiceprezydentem Katowic i współpracownikiem prezydenta Uszoka.
    Jedynym akcjonariuszem parku jest województwo śląskie. Za czasów Gierka na stanowisku prezesa tej spółki lądowali zasłużeni działacze partyjni. Tak jest i teraz. Godlewski na fotelu prezesa parku zastąpił Andrzeja Kotalę, wybranego na prezydenta Chorzowa z listy Platformy Obywatelskiej.
  • Gość: Garcia IP: *.xdsl.centertel.pl 04.08.12, 07:38
    Skandaliczne słowa do bezrobotnego: Proszę sobie wyrobić znajomości!

    04.08.2012, 06:15
    Szukasz pracy w państwowych firmach? Zapomnij! Jeśli nie masz politycznych „pleców”, możesz nie tracić czasu. Tylko tata, wujek, czy znajomy działacz polityczny umożliwia podjęcie dobrej pracy na państwowym. Wiemy, bo zadzwoniliśmy do kilku firm, które zasłynęły tym, że pracują tam „kolesie”.

    – Proszę sobie wyrobić jakieś znajomości – usłyszeliśmy w zbożowej spółce Elewarr, gdzie pracują bracia Eugeniusza Kłopotka (59 l.) i Jarosława Kalinowskiego (50 l.) oraz syn Stanisława Żelichowskiego (68 l.).

    Nasza prowokacja była prosta. Podaliśmy się za bezrobotnego z wykształceniem i pytaliśmy o możliwość zatrudnienia. W żadnej ze spółek nawet nie poproszono nas o przesłanie dokumentów. Wszędzie odmawiano nam pracy. – Może pan mieć i trzy fakultety, ale nie mamy miejsca – powiedziała ze złością pracownica Zakładów Utylizacyjnych w Gdańsku, gdzie pracuje Marek Bumblis (57 l.), radny z Platformy.

    1. ELEWARR „Jest pan źle poinformowany”

    Witam, dzwonię w sprawie pracy,. Czy jest u państwa jakieś wolne stanowisko?
    – Nie, proszę pana.
    Nic nie ma?
    – Niestety nie.
    Ale z tego co czytałem, to można u was dostać pracę.
    – Jest pan źle poinformowany.
    W gazetach tak pisali, więc i ja postanowiłem spróbować.
    – To proszę iść do do gazet. U nas nie ma pracy, już dawno nie było przyjęć.
    No ale proszę pani, dyrektorem był pan Śmietanko i z tego co czytałem, to był zatrudniony dzięki znajomościom. Ja nie mam takich znajomości, ale też chciałbym...
    – To proszę sobie wyrobić jakieś znajomości.
    A czy mógłbym w takim razie porozmawiać z prezesem?
    – Niestety, nie ma pana prezesa.
    Z zastępcą?
    – Jest na spotkaniu.
    A mogę przyjść i porozmawiać z panem prezesem?
    – Jest na urlopie cały tydzień.
    Czyli nie ma szans, żebym dostał pracę?
    – Nie.

    2. ARR GDYNIA „To niech się pan dyrektora spyta”


    Dzień dobry, dzwonię w sprawie oferty pracy.
    – U nas nie ma żadnych ofert pracy. Wszystkie oferty pracy są publikowane na stronie internetowej.
    Ale ja w gazecie przeczytałem....
    – Nie, nie w żadnej gazecie.
    Przeczytałem. Napisane jest, że pan Radosław Szatkowski pracuje u was ze względu na znajomości.
    – Tak, tak, ale pan rozmawia z zastępcą, dyrektor Szatkowski jest osiągalny pod komórką, może sekretarka pana połączy...
    No ale ja chciałbym po prostu zapytać o pracę, bo przeczytałem, że pan Szatkowski pracuje dzięki znajomościom.
    – Był taki artykuł, sami swoi czy jakoś tak.... Ale tam nie było żadnej oferty.
    Chcę się dowiedzieć, czy tak jak pan dyrektor mogę dostać u was pracę.
    – To niech się pan spyta pana dyrektora, a przyjęć nie było już dawno. Oferty o naborze są zawsze na stronie, potem jest informacja, kto przeszedł dalej, przeszedł weryfikację formalną, rozmowę kwalifikacyjną...
    Pan dyrektor też przechodził taką procedurę?
    – Wie pan co? Niech pan poprosi sekretarkę, żeby spróbowała pana połączyć.

    3. ZAPLECZE „Każdy się boi o swoje stołki”

    Dzień dobry, czy macie państwo jakieś wolne miejsca pracy?
    – Niestety nie mamy w tej chwili żadnych przyjęć.
    Nic się nie znajdzie?
    – Absolutnie nie, także dziękuję bardzo...
    Ale na pewno, bo ja czyta....
    – No na pewno, proszę pana.
    Słyszałem, że można.
    – Przełączę pana do działu kadr.

    Po chwili....

    Witam, dzwonię w sprawie pracy.
    – Nie proszę pana, teraz się nic nie dzieje, inna firma nas przejmuje i każdy się boi o swoje stołki...
    To może coś się znajdzie jak się powiększacie?
    – My nie mamy nic do powiedzenia.

    4. ZAKŁAD UTYLIZACYJNY W GDAŃSKU „Może pan mieć i trzy fakultety, ale nie mamy miejsca”

    Chciałbym zapytać o jakąś pracę, bo poszukuję.
    – Niestety, mieliśmy ostatnio przyjęcie na operatora sprzętu, ale już nieaktualne.
    Nic u państwa nie znajdę? Ja robię teraz dobre studia, studiuję budownictwo...
    – Dodzwonił się pan do zakładu utylizacji i z budownictwem my nie mamy nic wspólnego.
    Ja wiem, ale czytałem, że u państwa pracuje pan Bumblis, i on skończył budownictwo.
    – No ale co ja mam panu powiedzieć?! Może pan mieć i trzy fakultety, ale nie mamy miejsca.

    5. EUROPEJSKIE CENTRUM SOLIDARNOŚCI „Taka droga. Nic nie poradzę”


    Chciałbym się dowiedzieć o jakąś pracę u państwa.
    – Nic teraz nie mamy.
    Nic a nic? W dziale PR też nie? Mam trochę doświadczenia...
    – W tej chwili nie.
    A jak można się do was dostać?
    – Proszę śledzić ogłoszenia na stronie.
    Inaczej się nie da?
    – Niestety nie.
    Ale ja czytałem, że u państwa pracuje pani Dulkiewicz i że dostała się bez konkursu.
    – Wie pan co... Mówię panu, jak wygląda taka droga. No... nic nie poradzę.
    Czyli dla mnie nic się nie znajdzie?
    – Nie!
  • Gość: Garcia IP: *.xdsl.centertel.pl 04.08.12, 07:52
    Dziś już nawet gimnazjaliści wiedzą, że noszenie teczki za ważnym politykiem to najlepsza inwestycja w przyszłość. W kraju tak przeżartym nepotyzmem i kolesiostwem możliwe są takie oszałamiające kariery ”cudownych dzieci”.

    Młodzież z partią, partia z młodzieżą. Dziś już nawet gimnazjaliści wiedzą, że noszenie teczki za ważnym politykiem to najlepsza inwestycja w przyszłość. W kraju tak przeżartym nepotyzmem i kolesiostwem możliwe są takie oszałamiające kariery "cudownych dzieci".

    Tak zaczynał były minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski czy najmłodszy minister rolnictwa w historii Wojciech Olejniczak. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że fuchy w gabinetach politycznych to nie tylko inwestycja, ale po prostu nader opłacalne zajęcie. Tylko w tej pracy człowiek bez żadnego doświadczenia, często jeszcze w trakcie studiów, albo zaraz po ich ukończeniu, dostanie kilka czy nawet kilkanaście tysięcy złotych miesięcznej pensji. A płacimy my... DP

    Michał Klimczak
    członek gabinetu politycznego ministra transportu
    22 lata
    5000 zł


    Jak większość ludzi na podobnych stanowiskach, Klimczak jest członkiem Stowarzyszenia Młodzi Demokraci, czyli młodzieżówki PO. Zasłynął, gdy jako szef warszawskiego koła SMD wulgarnie zapowiadał na Facebooku derbowy mecz piłkarski między Legią a Polonią. "Czarna dziwko, derby blisko" – napisał wtedy. Gdy wybuchł skandal, tłumaczył "Faktowi", że "to się śpiewa na meczach".

    Juliusz Krzyżanowski
    członek gabinetu ministra zdrowia
    26 lat
    4800 zł


    Dwa lata temu skończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Pracował potem w dwóch kancelariach prawniczych, które głównie zajmowały się m.in. prywatyzacjami firm i postępowaniem upadłościowym. Doradza Bartoszowi Arłukowiczowi w sprawie prawa farmaceutycznego, medycznego i ubezpieczeń zdrowotnych.

    Anna Glijer
    szefowa gabinetu ministra sportu
    27 lat
    10 000 zł


    Zaczęła karierę w polityce jako członek komisji konkursowej NFZ, która przydzieliła świetne kontrakty przychodniom należącym do... wpływowych członków lubelskiej PO. – Gdybym była członkiem takiej komisji i miała rozstrzygać sprawy kontraktów dla kolegów partyjnych, wyłączyłabym się – komentowała wtedy Joanna Mucha, by potem... zatrudnić Glijer jako asystentkę. Gdy została ministrem sportu, wzięła ją ze sobą do resortu.

    Łukasz Broniewski
    szef gabinetu politycznego premiera
    31 lat
    8000 zł


    W 2007 roku z polecenia bliskiego wówczas premierowi Sławomira Nowaka został asystentem nowego premiera. Przeprowadził się z Gdańska do stolicy. Jako student trafił do SMD. W latach 2003-2005 kierował pomorskim biurem PO.

    Dariusz Dolczewski
    doradca w gabinecie politycznym ministra administracji
    30 lat
    5000 zł


    Dolczewski, podobnie jak Klimczak, błysnął na Facebooku, zamieścił gdy film z tzw. aniołkami PiS – młodymi kandydatkami do Sejmu i podkładem muzycznym grupy Ascetoholix: "Hej, suczki, my znamy wasze sztuczki". Został radnym, a w styczniu doradcą ministra Michała Boniego. – Minister Boni nie jest członkiem PO i myślę, że moja przynależność do Platformy nie miała znaczenia. Spotkaliśmy się na gruncie eksperckim. W poprzedniej kadencji pomagałem mu przygotować raport "Młodzi 2011" – zapewniał Dolczewski. Wcześniej jednak przez kilka lat zarabiał jako doradca w gabinecie ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego (5000 zł) i współpracownik klubu PO w Sejmie (ok. 2000 zł). Kilka dni temu nieoczekiwanie zrezygnował z mandatu radnego w Warszawie. Koledzy partyjni narzekali, że niewiele robił. Nieoficjalnie mówi się o problemach osobistych.

    Krzysztof Pietrzykowski
    szef gabinetu politycznego ministra kultury
    26 lat
    10000 zł


    W poprzedniej kadencji pracował w gabinecie politycznym ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego. Zarabiał tam ok. 7500 zł. Jest też radnym Dzielnicy Śródmieście m. st. Warszawy (2300 zł diety). Był udziałowcem Belliard sp. z o.o., której ostatni "Newsweek" poświęcił spory artykuł o "złotych chłopcach" Platformy.

    Jakub Tomasz Łuczywo
    23 lata
    asystent ministra transportu
    ok. 5000 zł


    Od kilku lat pracuje w polityce – najpierw w biurze poselskim Krzysztofa Liska, potem Agnieszki Pomaskiej, wreszcie Sławomira Nowaka. Gdy Nowak został ministrem w Kancelarii Prezydenta Bronisława Komorowskiego, wziął Łuczywo ze sobą. Teraz zatrudnia go jako asystenta w gabinecie politycznym ministra transportu.

    www.fakt.pl/Pierwsza-praca-tylko-dla-swoich,artykuly,171833,1.html
  • Gość: Garcia IP: *.xdsl.centertel.pl 04.08.12, 07:57
    W partiach politycznych kolesiostwo kwitnie. Syn ministra rolnictwa Stanisława Kalemby w oddziale Agencji Rynku Rolnego czy syn premiera Donalda Tuska w gdańskim Porcie Lotniczym to nie jedyne przypadki

    Piotr Borawski zaczął karierę partyjną, gdy był chłopakiem córki Ewy Kopacz. Brat Ewy Kopacz bez konkursu dostał stanowisko w radomskim PKS


    W partiach politycznych kolesiostwo kwitnie. Syn ministra rolnictwa Stanisława Kalemby w oddziale Agencji Rynku Rolnego czy syn premiera Donalda Tuska w gdańskim Porcie Lotniczym to nie jedyne przypadki.

    Premier zapowiada, że proceder zostanie ograniczony specjalną ustawą. Rzadko jednak zdarzają się tak ewidentne sytuacje, jak u europosłanki Lidii Geringer de Oedenberg, która jako szefową swojego biura zatrudnia... własną siostrę.

    W Polsce jednak najczęściej dominuje zwykłe, ordynarne kolesiostwo. Z punktu widzenia kodeksu karnego i definicji nepotyzmu nie jest nim sytuacja, w której żona radnego, a potem wiceprezydenta miasta zostaje dyrektorką muzeum podległego marszałkowi sejmiku w tym województwie. A marszałek i radny to partyjni koledzy. W dodatku normą w takich sytuacjach jest rozpisywanie konkursu na dane stanowisko. Tyle że często jest on fikcyjny. Najpierw ustala się odpowiednie kryteria, w komisji zasiadają przedstawiciele polityków i wiedzą kogo wybrać.

    Sposobów na zatrudnienie męża, żony, partnerki życiowej czy brata jest mnóstwo. Od zarządów spółek miejskich, w których zarabia się po kilka a nawet kilkanaście tysięcy złotych, przez stanowiska dyrektorów szkół, muzeów i agencji, po funkcje w biurach poselskich. Kto rządzi, ten ma stanowiska do rozdania.

    Partnerka radnego PO w Łodzi 11600

    Sprawą ucieczki z domu i romansu córki ówczesnego wicemarszałka Sejmu z prawicy Moniki Kern na początku lat 90. żyła cała Polska. Dziś jest związana uczuciowo z łódzkim radnym Platformy Jackiem Borkowskim i pracuje jako wiceprezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania w Łodzi. Mówi o sobie, że jest "zwierzęciem politycznym i medialnym". Ale do polityki nie chce iść. Nic dziwnego, musiałaby zostać posłem, by tyle zarabiać na państwowej posadzie.


    Były przyjaciel córki Ewy Kopacz 9100

    Piotr Borawski już dawno nie jest w związku z Katarzyną Kopacz. Ale 4-5 lat temu piął się po drabinie miejscowej Platformy, został radnym, a dzisiaj zarabia godne pieniądze zasiadając w radzie nadzorczej miejskiej spółki Zaplecze, ale przede wszystkim jako specjalista ds. prawno-ekonomicznych w Naftoporcie, spółce Skarbu Państwa.

    Brat marszałek Ewy Kopacz ok. 4000 zł

    Gdy prezesem Przedsiębiorstwa Komunikacji Samochodowej SA w Radomiu był Leszek Ruszczyk, Wojciech Lis – brat ówczesnej minister zdrowia Ewy Kopacz (56 l.) miał nie lada szczęście. Akurat zwolniony został szef stacji obsługi i zanim prezes rozpisał konkurs, zgłosił się Lis z papierami. – 30-letni staż pracy i cieszy się dużym uznaniem, a innego kandydata nie było – tłumaczył potem. Pewnie żadnego wpływu nie miał fakt, że Ewa Kopacz jest szefem mazowieckiej PO, a Ruszczyk potem awansował na fotel wicemarszałka Mazowsza z ramienia Platformy.

    Żona wiceprezydenta z Platformy 7100 zł

    Cztery lata temu władze sejmiku województwa lubuskiego niespodziewanie odwołały wieloletniego kustosza Muzeum Karkonoskiego Stanisława Firszta powierzając mu obowiązki dyrektora Muzeum Przyrodniczego w Jeleniej Górze. Decyzja była bardzo kontrowersyjna. Od razu rozpisano konkurs i już tego samego dnia całe miasto wiedziało, że wygra go żona Marcina Zawiły – byłego prezydenta miasta i posła PO. – Muszę sprawdzić, czy spełnię wszystkie warunki konkursu – krygowała się Gabriela Zawiła. Wygrała. Fakt, że jest fachowcem. Niedługo przed zwolnieniem Firszta zwolniła się z muzeum w Kamiennej Górze tłumacząc się nadmiarem obowiązków.

    Siostra europosłanki SLD 5000 zł

    Rzadko zdarzają się tak ewidentne przypadki nepotyzmu, jak u europosłanki lewicy z Jeleniej Góry Lidii Geringer de Oedenberg, która na stanowisku szefowej swojego biura zatrudnia... własną siostrę, Zofię Ulatowską-Rybaj. Jak sama przyznaje, płaci jej z kasy Parlamentu Europejskiego ok. 5000 złotych miesięcznie. I nie widzi naruszenia żadnych standardów, choć w 2009 roku prezydium europarlamentu w specjalnej uchwale potępiło takie praktyki i zaapelowało do europosłów, by ich unikali.

    Brat i zięć posła Platformy 3000 zł

    Stefan Niesiołowski jest zasłużonym działaczem PO, więc w Łodzi skąd pochodzi z wyraźną estymą podchodzi się do jego rodziny. Jego brat Marek Myszkiewicz-Niesiołowski został członkiem rady nadzorczej łódzkiej Grupy Oczyszczalni Ścieków. Choć przychodzi do pracy raptem 2-3 razy w miesiącu, zarabia ok. 3 tys. zł. Na podobne pieniądze może liczyć zięć posła, Paweł Księżak jako wiceszef rady nadzorczej Zakładu Wodociągów i Kanalizacji w Łodzi – zarabia ok. 3000 zł.


    Rodziny liderów PSL 7500 zł, 9000 zł, 10000 zł

    Spółka zbożowa Elewarr osławiona nagraniami Władysława Serafina to prawdziwa żyła złota (a raczej złotych) dla rodzin polityków PSL. Andrzej, brat posła Eugeniusza Kłopotka pracuje w oddziale spółki w Wąbrzeźnie i zarabia tam bagatela ok. 7500 zł. Daniel, syn posła Stanisława Żelichowskiego jako doradca prezesa zarabia ok. 9 tys. zł. – Jest dorosły, nie zamierzam tego tłumaczyć – mówi ojciec. Adam, jeden z braci europosła Jarosława Kalinowskiego za pracę w Zamojskich Zakładach Zbożowych i Towarowych, spółce-córce Elewarru dostaje aż ok. 10 tys. zł miesięcznie.

    Mąż posłanki Platformy 7000zł

    Mąż posłanki Agnieszki Pomaskiej Maciej Krupa jest radnym miejskim Platformy. Prawdziwe pieniądze zarabia jednak w biurze europosła Krzysztofa Liska – blisko 7000 złotych. Oprócz tego ma dochody również z kontrolowanego przez Liska stowarzyszeniu wydającym karty młodzieżowe (24 tys. zł rocznie) oraz w radzie programowej publicznego Radia Gdańsk (2,6 tys. zł rocznie). W poprzedniej kadencji miał zostać dyrektorem Muzeum Westerplatte – szef gdańskiej Platformy minister Sławomir Nowak chciał go tam wcisnąć bez żadnego konkursu. Nie wyszło. Gdy posłance i radnemu urodziło się drugie dziecko, sama Pomaska mówiła na łamach "Gazety Wyborczej", że mąż jej bardzo pomaga w zajmowaniu się nimi, dzięki czemu mogła wrócić do pracy poselskiej bez większej przerwy. – Mąż wziął urlop tacierzyński? – spytała dziennikarka. – Nie, nie ma takiej potrzeby, bo ma elastyczny czas pracy – odparła żona Krupy. Tyle zajęć i tyle wolnego czasu, trzeba pogratulować posłance męża, jak on to robi?

    www.fakt.pl/Lista-plac-czlonkow-rodzin-politykow,artykuly,171443,1.html
  • Gość: Garcia IP: *.xdsl.centertel.pl 04.08.12, 08:01
    Koalicja Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego rządzi już piąty rok. Przez ten czas położyła łapę na tysiącach stanowisk w urzędach, agencjach i spółkach podległych poszczególnym ministrom

    Ludowcy wyspecjalizowali się w tym, co najbliższe ich sercu – w rolnictwie. Ich działacze oraz rodziny prominentnych polityków pracują w agencjach rolnych. Najczęściej jednak nie w ich warszawskich centralach (tutaj PSL skupia się na obsadzeniu zarządów), a w regionalnych oddziałach i spółkach takich, jak osławiony już Elewarr.


    Platforma od początku postawiła na spółki Skarbu Państwa. W poprzedniej kadencji bez żenady potrafiła zatrudniać na ważnych stanowiskach osoby wprost związane z partią lub jej liderami – głównie Aleksandrem Gradem i Grzegorzem Schetyną. W tej kadencji wielu z ich protegowanych straciło stanowiska. Ale państwowych spółek jest wiele – w aż 236 Skarb Państwa ma 100 proc. udziałów, w kolejnych 59 ma udział większościowy, a w 494 – mniejszościowy. W każdej z nich minister skarbu ma do obsadzenia przynajmniej kilka stanowisk – a to w zarządzie, a to w radzie nadzorczej. Często są to lokalni działacze partyjni, dla których nie starczyło stanowisk np. w samorządzie.

    Oczywiście ani Platforma ani PSL nie są odkrywcami politycznej metody zarabiania ile wlezie na państwowym. Takie rzeczy działy się za czasów lewicy, potem rządów AWS czy Unii Wolności. Także PiS, gdy objęło władzę jesienią 2005 roku podzielił się państwowym tortem z koalicjantami z Samoobrony i LPR. Jedną ze słynnych historii z tamtego czasu była nominacja radnego PiS Waldemara Bonkowskiego na prezesa spółki-córki grupy energetycznej Enea. Bonkowski m.in. użyczał jej swój... prywatny kombajn, na czym zarobił blisko 60 tys. zł.

    Na tym łapy położyła Platforma:

    • Polska Grupa Energetyczna – konkurs na prezesa wygrał Krzysztof Kilian (FOTO), przyjaciel premiera Donalda Tuska i zaufany szefa Rady Gospodarczej przy premierze Jana Krzysztofa Bieleckiego. Niedawno prezesem spółki-córki – PGE EJ1 został polityk Platformy i niedawny minister skarbu Aleksander Grad. Będzie tam zarabiał 110 tys. zł. miesięcznie.
    • Zakłady Azotowe w Tarnowie – prezesem został Jerzy Marciniak (wieloletni współpracownik byłego ministra Grada)
    • Główny Geodeta Kraju – Jerzy Jarząbek (współpracował z Małopolską Grupą Geodezyjno-Projektową należącą do Franciszka Grybosia, przyjaciela ze studiów Aleksandra Grada. Jarząbek zastąpił w lutym na stanowisku Jolantę Orlińską, która również współpracowała z tą spółką)
    • KGHM – członkiem rady nadzorczej został Franciszek Adamczyk, który kandydował z PO w każdych kolejnych wyborach. Przewodniczący zarządu powiatowego PO w Lubinie Arkadiusz Gierałt został szefem rady nadzorczej spółki-córki KGHM Letia. W innej spółce-córce KGHM Ecoren zatrudniona została żona byłego posła Norberta Wojnarowskiego. – Lubin to nie Warszawa. Mamy tutaj trzech głównych pracodawców: starostwo powiatowe, urząd miejski i KGHM wraz ze spółkami córkami, więc dla lubinianina to normalne, że jego rodzina pracuje w którejś z tych firm – tłumaczył Wojnarowski, gdy sprawa wyszła na jaw.
    • Narodowe Centrum Sportu – firma Aluglass-Realizacja należąca do Piotra Kalbarczyka, warszawskiego radnego PO dostała bez przetargu kontrakty przy wykańczaniu Stadionu Narodowego, dzięki którym udało się jej aż trzykrotnie zwiększyć przychody.
    • Polskie LNG – szefem spółki budującej terminal w Świnoujściu został Rafał Wardziński, z wykształcenia politolog, były dyrektor biura województwa zachodniopomorskiego w Brukseli i niedoszły poseł PO. Przez cztery lata zasiadał z politycznego nadania w radzie nadzorczej spółki Gaz-System

    A na tym ludowcy:

    • Agencja Rynku Rolnego – co prawda prezesem jest Andrzej Łuszczewski (FOTO), który w polityce działał w Stronnictwie Konserwatywno-Ludowym, ale na podległych sobie stanowiskach ustawia głównie ludzi z PSL. Także w osławionej już w aferze taśmowej spółce Elewarr. Specjalistami w niej są m.in. Andrzej Kłopotek (brat posła Eugeniusza, były poseł PSL – zarabia ok. 7500 zł), Dariusz Żelichowski (syn posła PSL Stanisława – zarabia ok. 9000 zł) i Adam Kalinowski (brat europosła PSL Jarosława – zarabia ok. 10000 zł.). W radzie nadzorczej Elewarr zasiadają m.in. Lucjan Orgasiński, czołowy działacz PSL na Lubelszczyźnie czy Mariusz Suchecki, najbliższy współpracownik europosła Kalinowskiego.
    • Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa – w zarządzie agencji tylko jeden wiceprezes Zbigniew Banaszkiewicz jest związany z PO. Reszta to ludowcy. Prezesem jest Tomasz Kołodziej, syn zmarłego niedawno wybitnego działacza partyjnego.
    • Agencja Nieruchomości Rolnych – w poprzedniej kadencji ANR podlegała Platformie, ale premier zmienił to po wyborach. Podobno po to, by wzmocnić Marka Sawickiego, a osłabić pozycję w partii Waldemara Pawlaka. – W agencji prawie każdy pracownik ma “plecy". Polityczne lub towarzyskie. W innych agencjach jest podobnie – mówił niedawno "Gazecie Wyborczej" jeden z pracowników ANR. Prezesem jest Leszek Świętochowski – były poseł ludowców.
    • specjalne strefy ekonomiczne – jest ich w Polsce 14, wszystkie podlegają Waldemarowi Pawlakowi jako ministrowi gospodarki, a ten skrzętnie z tego korzysta. Szefową rady nadzorczej Kostrzyńsko-Słubickiej SSE zrobił Jolantę Fedak, byłą minister pracy, która bez powodzenia ubiegała się o poselski mandat. Prezes Wałbrzyskiej SSE to Urszula Solińska-Marek – fizjoterapeutka, była szefowa ośrodka doradztwa rolniczego, znajoma wicepremiera. Jej zastępczynią jest Lidia Jarmułowicz, która należy do PSL. Prezesem SSE w Legnicy jest zaś Adam Grabowiecki – właściciel sieci aptek w Legnicy i były poseł PSL.
  • Gość: lion IP: *.radom.vectranet.pl 05.08.12, 11:19
    W Polsce jest tak, że lud siedzi cicho a potem jak nie pierdo...nie. Tak bylo zawsze w historii.
  • wemur 05.08.12, 20:18
    Kto ma pier...? Te lemingi?
    --
    „młodzi, wykształceni” to nadchodząca postać współczesnej ciemnoty. A trzeba nam wiedzieć, że nie ma nic gorszego, niż ciemnota mniemająca, iż jest oświecona. "(...)
    Stanisław Michalkiewicz
  • Gość: lion IP: *.radom.vectranet.pl 05.08.12, 18:59
    popatrzcie kto pojechal na olimpiadę
  • Gość: olo IP: *.radom.vectranet.pl 05.08.12, 19:18
    Platforma jest tak OBYWATELSKA jak niegdyś MILICJA
  • Gość: Cholewa IP: 204.45.133.* 06.08.12, 07:12
    - Nie sądzę, by członkowie PO mieli w sobie jakiś szczególny gen nepotyzmu. Ale od nich oczekiwaliśmy więcej. Obejmując władzę, obiecywali nam, że nie dopuszczą do nadużyć - mówi Grażyna Kopińska, szefowa Programu przeciw Korupcji Fundacji im. Stefana Batorego
    Czy były minister skarbu Aleksander Grad powinien być prezesem spółki, w której państwo ma udziały? - pyta "Gazeta Wyborcza". - Tutaj jest problem prawny, bo w ustawie o ograniczeniu działalności gospodarczej jest napisane, że w takich sytuacjach potrzebny jest rok karencji. Zostawiono jednak furtkę polegającą na tym, że specjalna komisja może zgodzić się na skrócenie tego okresu. A jaka komisja nie zgodzi się na skrócenie okresu karencji byłemu ministrowi, którego układ rządzący chce oddelegować na takie stanowisko? - pyta Kopińska.

    Politycy apelują do syna premiera, żeby zrezygnował z pracy w Porcie Lotniczym Gdańsk. Słusznie? - Syn Tuska dostał tę pracę, gdy jego ojciec jest premierem i od lat pełni najwyższe funkcje w państwie. Trudno zakazać mu starania się o pracę w sektorze publicznym. Aczkolwiek ja bym postulowała, żeby dla dobra wizerunku ojca syn nie podejmował pracy w instytucjach publicznych tak długo, jak ojciec jest premierem. To kwestia raczej dobrego obyczaju, wyznaczania wysokiego standardu - mówi rozmówczyni "Gazety". I dodaje, że niestety, dzieci polityków mają w tym przypadku trudniej.

    PO i PSL wyróżniają się na tle innych partii skalą nepotyzmu? - Nie sądzę, by członkowie PO mieli w sobie jakiś szczególny gen nepotyzmu. Ale od nich oczekiwaliśmy więcej - odpowiada Grażyna Kopińska.

    Kolejny "obrońca" nepotyzmu PO. Tylko dlatego, że Fundacja Batorego to nic innego jak organizacja żydowska (wystarczy prześledzić radę programową) i obecnego szefa Smolara, w której zasiadają bądź zasiadało wielu polityków Unii Wolności a później ich spadkobiercy PO.

  • nepotyzm_po 06.08.12, 10:23

    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114884,12260086,Kolejna_afera_w_ARR__Szef_klubu_PSL_zarabia_miliony.html
    Jan Bury - szef klubu PSL - ma udziały w spółce zarabiającej na kontraktach z Agencją Rynku Rolnego. Chodzi o firmę Makarony Polskie, która właśnie otrzymała od ARR kontrakt o wartości niemal 17 mln zł. Żona polityka, która pracuje w ARR, zasiada w radzie nadzorczej Makaronów. Wszystko odbywa się w ramach unijnego programu wspierania ubogich - pisze "Gazeta Wyborcza".

    Poseł Polskiego Stronnictwa Ludowego posiada w Makaronach 7,5 tys. akcji, a jego żona aż 12,7 tys. Żona jest także członkiem rady nadzorczej tej firmy oraz pracownikiem administracji w rzeszowskim oddziale Agencji Rynku Rolnego. Jednak zdaniem przedstawicieli ARR sprawa jest absolutnie czysta - twierdzą, że ani lider podkarpackich ludowców, ani jego partnerka nie mieli żadnego wpływu na zawarcie kontraktu - informuje "GW".

    Najwyraźniej oferta Makaronów była najatrakcyjniejsza. - Zaoferowali dostarczenie największej ilości dżemu - wyjaśnia "Gazecie Wyborczej" Iwona Ciechan, rzeczniczka Agencji.

    Bury: To absurdalne

    Jan Bury także przekonuje, że wszystko odbywa się zgodnie z prawem, a wątpliwości dziennikarzy są absurdalne. - Makarony są spółką publiczną notowaną na giełdzie i komunikują się z rynkiem według wymogów i standardów prawa - mówi dla "Gazety".

    Jednak fakt, że spółka, której udziały posiada znany polityk, podpisuje kontrakty z państwową instytucją, budzi kontrowersje. Zdaniem Burego nie ma w tym niczego dziwnego. Powołuje się na przykład Orlenu, przekonując, że posiadanie przez polityka znaczącego pakietu akcji tej spółki nie może uniemożliwiać firmie starania się o kontrakty z państwowymi dostawcami.

    To są koszty koalicji PO. wolą przymykać oczy na ten proceder w zamian za sejmowe POparcie.
  • Gość: Garcia IP: *.xdsl.centertel.pl 11.08.12, 16:54
    1.www.tvnwarszawa.pl/informacje,news,tajne-nagrody-dla-urzednikow,42778.html

    2.www.tvnwarszawa.pl/informacje,news,burmistrzowie-dostali-premie-z-wyjatkiem-jednego,43009.html

    3.www.tvnwarszawa.pl/informacje,news,tajne-umowy-ratusza,33822.html

    4.www.tvnwarszawa.pl/informacje,news,wyrok-prawomocny-a-miliony-wciaz-tajne,33093.html
  • Gość: leming IP: *.xdsl.centertel.pl 14.08.12, 17:48
    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114884,12306831,Inspektorat_pelen_Platformy___Ludzie_z_teczki_wojewody_.html
  • dosc-okradania-polski 23.08.12, 07:25
    Co drugi radny PO w Warszawie zarabia w instytucjach rządowych lub samorządowych

    Mimo zapowiedzi Donalda Tuska o wysokich standardach w jego partii w warszawskiej PO dzielenie posad kwitnie. Na 217 stołecznych radnych Platformy Obywatelskiej blisko 40 proc. pracuje w urzędach czy spółkach zależnych od polityków tej partii – ustaliła „Rz".

    Tylko niewielka część działaczy PO była zatrudniona w tych miejscach, jeszcze zanim zostali radnymi. Większość po prostu skorzystała z politycznej możliwości łączenia funkcji w samorządzie i instytucjach podległych rządowi, marszałkowi czy wojewodzie.

    A w Warszawie i na Mazowszu od kilku lat jest stabilnie – w mieście od 2006 r. rządzi PO, w regionie od trzech kadencji – PO z PSL. Więc zatrudnionych „swoich" przybywa.

    – Czy wszyscy ci radni dostaliby posady w tych miejscach, gdyby nie byli z PO? Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz na takie pytanie odpowiada zawsze: – Nikogo nie zatrudniam z klucza partyjnego. Zawsze kryterium jest fachowość danej osoby.

    Eksperci od likwidacji, spółek, telewizji

    Ponad połowa z 31-osobowego klubu PO w Radzie Warszawy zarabia lub dorabia na posadzie objętej w instytucji kontrolowanej przez PO. Choć każdy zapytany zaprzeczy, że to zarobek polityczny.

    Radna PO Dorota Lutomirska w 2011 r. została likwidatorem podległego ministrowi skarbu Przedsiębiorstwa Budowlano-Usługowego Holbud. Za ubiegły rok wykazała dochód 136 tys. zł.

    Umiejętności radnego Lecha Jaworskiego (były członek KRRiT i były szef Rady Warszawy) Platforma wykorzystała podwójnie. Obsadziła go w kierownictwie Mazowieckiego Regionalnego Funduszu Pożyczkowego i w radzie nadzorczej Toruńskiej Agencji Rozwoju Regionalnego.

    Warszawscy samorządowcy znaleźli też pracę w Polskim Holdingu Nieruchomości (troje rajców PO), Wojskowej Agencji Mieszkaniowej (troje kolejnych) czy Agencji Nieruchomości Rolnych (czworo radnych).

    Radnych miasta znajdujemy też w kierownictwie muzeów podległych marszałkowi Mazowsza np. Muzeum Niepodległości i Muzeum Sportu i Turystyki.

    Niektórzy – wprost – wybrali typowo polityczne funkcje doradcze. Na przykład były szef PO w radzie miasta, dziś poseł Marcin Kierwiński korzysta ze współpracy dwóch radnych Zofii Trębickiej i Małgorzaty Rogulskiej. Poseł Michał Szczerba z kolei dawał zlecenia w swoim gabinecie radnemu Woli Kamilowi Giemzie.

    Trzech radnych ze stolicy zatrudnili też ministrowie w gabinetach politycznych. Były prokurator Michał Czaykowski jest teraz doradcą ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego, szefem jego gabinetu z kolei został radny Śródmieścia Krzysztof Pietrzykowski, a przewodniczący Młodych Demokratów Dariusz Dolczewski doradza ministrowi cyfryzacji Michałowi Boniemu. Dolczewski jednak wkrótce przestanie być radnym. Jako jedyny z grona politycznie zatrudnionych rajców złożył rezygnację z mandatu.

    Od radnych aż roi się też w dzielnicowych zakładach gospodarowania nieruchomościami. Na przykład radny dzielnicy Bielany jest inspektorem w ZGN na Mokotowie, radny Rembertowa wylądował w ZGN na Pradze-Południe, radny z Włoch szefuje ZGN w Ursusie.

    Partyjna wymiana stolicy i regionu

    Prezydent Warszawy nie wpuszcza stołecznych radnych do rad nadzorczych miejskich spółek. Te większe obsadzają wiceprezydenci, skarbnik, dyrektorzy biur z ratusza (zasada – maksymalnie dwie rady na osobę), a więc prominentni, niepolityczni urzędnicy.

    Z funkcjonariuszy partyjnych w stołecznych spółkach znajdziemy za to radnych PO z Mazowsza (ich zakaz nie dotyczy). W radach można dorobić rocznie nawet 40 tys. zł.

    Z kolei w stołecznej ekipie Platformy popularne są rejsy „za pracą" do spółek na Mazowszu, rządzonym przez koalicję PO–PSL z marszałkiem Adamem Struzikiem na czele.

    Gigantyczną przechowalnią jest tu Mazowiecka Jednostka Wdrażania Programów Unijnych (opisywana już w kontekście zatrudniania tam działaczy PSL oraz członków rodzin prominentnych polityków).

    Spośród stołecznych rajców Platformy pracuje tu czterech z Bielan, troje z Targówka, czworo z Pragi-Południe. W sumie ok. 60 działaczy Platformy lub ich rodzin na ponad 500 pracowników.

    www.rp.pl/artykul/926577.html?p=2
  • Gość: twh IP: 194.181.137.* 28.08.12, 12:31
    wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,36743,12373088,Sami_swoi_na_publicznym__490_tys__zarobil_rekordzista.html
  • michnikowszczyzna.to.zgnilizna 28.08.12, 17:38
    Bożena C., działaczka PO i szefowa Warmińsko-Mazurskiej Agencji Rozwoju Regionalnego oraz asystentka posła PO Janusza Cichonia, ma postawione zarzuty w śledztwie dotyczącym przyjmowania łapówek w zamian za przyznawanie dotacji unijnych. Jak ustaliła „Gazeta Polska”, z materiałów operacyjnych CBA wynika, że przyznanie dotacji było uzależnione od wpłat na fundusz Platformy Obywatelskiej.
    Dorota Kania
    Bożena C. to bardzo znana postać w Olsztynie. Od 2000 r. jest szefową Warmińsko-Mazurskiej Agencji Rozwoju Regionalnego i liderką olsztyńskiej PO. Obecnie jest również radną Platformy i figuruje na liście osób finansujących PO. Kilka dni temu usłyszała zarzuty w śledztwie dotyczącym korupcji na ogromną skalę przy przyznawaniu dotacji unijnych.
    – Nie będę do niczego się ustosunkowywać. Proszę rozmawiać z prokuraturą – powiedziała nam Bożena C. pytana, dlaczego przyznawanie unijnych dotacji przez agencję, której szefuje, było uzależnione od wpłat na fundusz PO.
    Sprawy nie chciał także komentować olsztyński poseł Janusz Cichoń (jego asystentką jest Bożena C.), kandydat na wiceministra finansów.
  • Gość: Lapis IP: *.static.hostnoc.net 02.03.13, 11:51
    Precz z czerwonymi śmieciami.
  • Gość: Foksal IP: 74.63.112.* 26.01.14, 08:37
    Nic się nie stało. Polacy nic się nie stało.
  • destrukcja 04.04.19, 11:02
    .

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.