Dodaj do ulubionych

Szukam Mistrza, autentycznego nauczyciela!

17.07.10, 18:42
Szukam Mistrza, autentycznego nauczyciela, który pomoże mi w rozwoju,
nieważne, kobieta, czy mężczyzna. Liczę na praktyka z dużą wiedzą. Jestem
gotów na bardzo wiele, gotów jestem do dyscypliny i wyrzeczeń. Szukam Prawdy,
a nie Iluzji, po kilku latach bezowocnych poszukiwań teoretycznych, mam
niesmak i potrzebuję konkretnych działań. Potrzebuję Nauczyciela silnego i
prawego oraz sprawiedliwego, i takiemu jestem gotów oddać swój los. Żeby mną
pokierował, bo widzę, że samemu niewiele można zyskać w dziedzinie rozwoju
duchowego. Przejechałem się już kilka razy na kilku osobach, ale nie ustaję w
poszukiwaniach i wierzę święcie, że moja determinacja będzie w końcu
wynagrodzona. Przepraszam może jestem idealista, ale nie potrafię inaczej
określić mojego pragnienia dojścia do Oświecenia i jestem pewien, że bez
Nauczyciela się nie da. Czuję jakoś podświadomie, że bez przewodnika ta droga
jest niedostępna i niebezpieczna jak w wysokich górach, ale może się mylę,
czekam więc na Kogoś takiego kto mi to wszystko wyjaśni, żebym miał porządek w
głowie i sercu, żeby mną nie miotało od przypadku do przypadku. Dziękuję z
góry tym , którzy wypowiedzą się nawet krytycznie do mnie, a szczególnie tym,
którzy zechcą podzielić się dobra rada w tym zakresie.
Edytor zaawansowany
  • spojler21 17.07.10, 19:39
    Uczyć się można nie tylko od osoby, ale też na osobie.
    Nie wiem, czy znajdziesz mistrza który spełni twoje oczekiwania. Prawdę mówiąc,
    spodziewam się, że im bardziej "prawdziwym" (i co często idzie w parze:
    "jedynym" ) będzie się głosił twój nauczyciel, tym dalej będzie on od spełnienia
    twoich oczekiwań.

    "Gdy uczeń będzie gotów, mistrz sam się zjawi"
    Pewnie to znasz. I to jest prawda. Ale nie zawsze taka jaką ją sobie wyobrażamy.
    Spodziewasz się mistrza który będzie uosobieniem świętości i którego nauki będą
    prawdziwe i czyste niczym diamenty.
    Ale dlaczego wszechświat (Bóg) nie miał by postawić na twej drodze nauczyciela,
    który sam musi się jeszcze wiele nauczyć?
    Czy nie jest wartościowym dla twojego rozwoju, gdy dostrzegając jakie "błędy" na
    swej drodze popełniają nauczyciele, możesz wpłynąć na siebie, by tych błędów nie
    popełnić w przyszłości?
    Czy takiej lekcji nie zapamiętasz lepiej niż tylko słowa świętego o teorii
    rozwoju jaki Cię czeka?
    Gdy święty powie co może się z tobą stać, twój umysł odpowie "absolutnie, ja
    chce się rozwijać i nigdy nie zrobił bym czegoś takiego". I będzie się starał
    utrzymać w tobie tą samoocenę, nawet wbrew faktom. Ale czy nie łatwiej jest
    spojrzeć na kogoś ("prawdziwie jedynego" nauczyciela) kto popełnia błąd, i
    wejrzeć w siebie. Nie koniecznie od razu. Nawet po latach, żywy przykład będzie
    lepszym nauczycielem niż teorie najświętszego nawet człowieka.

    Życzę Ci powodzenia i proszę, przemyśl to co napisałem. To nie nauczyciela Ci
    potrzeba, tylko nauki. A to, czy się czegoś nauczysz zależy od Ciebie, nie od
    nauczyciela.
    Zdolny uczeń z kiepskim nauczycielem osiągnie więcej niż zdolny nauczyciel z
    kiepskim uczniem. Takie jest moje zdanie :)
    --
    „Czyń swoją wolę, niechaj będzie całym Prawem”
    Liber Legis
  • azotus 17.07.10, 20:20
    Nie bez sensu jest to co napisałeś, moim skromnym zdaniem. Zwracasz moja uwagę,
    jak zrozumiałem na to, że nauczyciel oprócz tego, ze jest czymś duchowym, to
    jest także człowiekiem z ciała i krwi i ma prawo do błędów i ja to rozumiem, ja
    nie chcę kogoś kto jest świętoszkiem, ja chcę kogoś, kto nie ucieka od grzechu,
    ale i nie boi się go i potrafi go pokonać. Ja marzę o kimś komu nieobce są
    grzechy, ale wyzwolił się z nich. Napisałem, że mnie potrzebny jest nie teoretyk
    i kolejne księgi do czytania, ale ktoś praktyczny i znający się na tym poprzez
    działanie. Może to moje lenistwo, ale ja chcę sobie skrócić drogę zdobywania
    wiedzy, którą jak Ty mi doradzasz powinienem chcieć, ale sądzę, że z
    nauczycielem będzie o wiele szybciej, po co ja mam wyważać otwarte drzwi, już
    się na wywarzałem, mam dość. Zrozumiałem, że na Ciebie liczyć nie można, jak na
    kogoś kto weźmie pełną odpowiedzialność za mój rozwój, raczej doradzasz
    niezobowiązująco. Co powiesz?
  • spojler21 17.07.10, 20:57
    > Ja marzę o kimś komu nieobce są
    > grzechy, ale wyzwolił się z nich.

    Bardzo łatwo jest znaleźć nauczyciela, któremu nieobce są grzechy :)
    Znacznie trudniej takiego, któremu udało się wyzwolić z ich jarzma.
    Twój nauczyciel nie musi być wolnym od błędów (wole to określenie. Grzech jest w
    naszej kulturze nacechowany negatywnie. Może wzbudzać w nas poczucie winy, które
    jest zbędne, a wręcz spowalnia rozwój. Moje doświadczenia mówią mi, że błąd jest
    sobie znacznie łatwiej wybaczyć niż grzech. A wybaczenie, sobie i wszystkim
    innym, to jeden z pierwszych kroków naszej wewnętrznej przemiany). Nawet
    nauczyciel który wciąż popełnia błędy na swej ścieżce może mieć nam do
    przekazania wiele cennych rad. To od nas zależy, czy zechcemy je wyłuskać z tego
    co ma do przekazania.
    A jego błędy? Cóż... Można je potraktować jako wspaniałą okazje do ćwiczenia w
    sobie wyrozumiałości. Kolejnej bardzo cennej cechy dla rozwijającej się duszy :)

    Wszyscy jesteśmy uczniami i nauczycielami jednocześnie.
    Można mieć własnego, "oficjalnego" nauczyciela, jak też można traktować każdego
    człowieka, każde doświadczenie właściwie, jak kolejną lekcje na swojej drodze.
    Wybierz taką opcje, którą czujesz że jest właściwa :)

    Ja jestem tylko błądzącym z odrobiną doświadczenia :)
    Doświadczenia przede wszystkim w błądzeniu ;)


    --
    „Czyń swoją wolę, niechaj będzie całym Prawem”
    Liber Legis
  • azotus 17.07.10, 21:20
    Czy masz jakieś doświadczenia w znalezieniu, oprócz doświadczeń w błądzeniu?
  • azotus 17.07.10, 21:23
    Tak na marginesie to masz ciekawy nick, spojler, który kojarzy mi się z
    urządzeniem, które utrzymuje mocno przy ziemi, pozwalając przy tym osiągać duże
    prędkości. mam nawet skojarzenia do rozwoju.
  • spojler21 18.07.10, 10:32
    Mam mnóstwo doświadczeń. Ale nie ich ilość jest ważna, lecz to, jak zostały
    wykorzystane. Czy potrafimy wyciągnąć z nich wnioski które nas rozwiną.

    Błądzenie nie jest byciem w niewłaściwym miejscu, czy niewłaściwym czasie(z
    niewłaściwą osobą itp.). Ponieważ nic nie dzieje się przypadkiem i każde miejsce
    oraz każdy czas jest tym właściwym (a dokładniej, istnieje perspektywa z której
    każde miejsce i czas są tymi właściwymi).
    Błądzenie, moim zdaniem, to nieumiejętność wykorzystania szansy rozwoju jakie
    nieustannie dopływają do nas każdego dnia.

    Zgadzam się z tymi nauczycielami, którzy wskazują na to, iż to my sami jesteśmy
    twórcami naszej rzeczywistości. To co na zewnątrz (doświadczenia czy ludzie)
    może nas popychać do przodu, lub hamować, ale to my sami nadajemy kierunek
    naszej wędrówce.
    Kiedyś było mi trudno przyjąć taki punkt widzenia. Tak wiele tego co
    doświadczałem wydawało się być niezależne od mojej woli. Musiało upłynąć trochę
    czasu zanim zacząłem spostrzegać zależności (czasami wyraźne, a czasami zdawało
    by się bardzo subtelne) między moimi doświadczeniami, a moimi działaniami czy
    wyborami.

    Sądzę, że rozumiem w jakiej jesteś teraz sytuacji. Możliwe (tak go w tej chwili
    rozpoznaje), że jest to etap na którym ja do niedawna sam byłem (ale równie
    dobrze jestem, lub dopiero będę). Odpisując na wcześniejsze posty zastanawiałem
    się, czy dać Ci te rady, których sam sobie udzielił bym w tamtym okresie, gdybym
    mógł.
    Ale prawdę mówiąc, obawiam się, że nawet ja nie zrozumiał bym ich prawdziwego
    znaczenia, gdybym otrzymał te rady przed doświadczeniami które doprowadziły do
    ich powstania (Mam nadzieje, że rozumiesz co chce powiedzieć. Nie chcę zanudzać
    długimi wywodami).

    Patrząc w moją przeszłość (krótką co prawda, ale jednak) widzę coraz wyraźniej,
    że nie ma w niej błądzenia. Są tylko doświadczenia, których znaczenia dla mojego
    rozwoju nie rozumiałem gdy się działy.
    Im bardziej jestem tego świadom, tym spokojniej (bez napięcia i niecierpliwości)
    podchodzę do tego co spotyka mnie tu i teraz. A mimo to mam wrażenie, że
    rozwijam się szybciej (subiektywnie).

    Wskazówki jakie mamy dla innych (i jakie dają nauczyciele swoim uczniom) są
    często wnioskami z indywidualnych doświadczeń. Ale czy wszystkie one są
    uniwersalne?
    Bardzo upraszczając, można wyobrazić sobie sytuacje, gdy osoba która zboczyła ze
    swej "idealnej" ścieżki w lewo (np: po doświadczenie którego potrzebowała)
    otrzyma po odrobieniu tam lekcji wskazówkę, która pokieruje ją w prawą stronę,
    ku tej optymalnej ścieżce. I ta wskazówka "w prawo" przysłuży się jej rozwojowi.
    Ale jeśli spotka później osobę która podąża swoją optymalną ścieżką i przekaże
    jej wskazówkę "w prawo" wtedy osoba ta, jeśli posłucha, zejdzie ze swej
    optymalnej ścieżki.

    Od razu zaznaczam, że nie piszę tego by straszyć! :)
    Nawet jeśli ktoś zejdzie ze swej optymalnej ścieżki, w nowym miejscu też
    otrzyma wszystko co potrzebne by się rozwinąć a w odpowiednim czasie "coś" lub
    "ktoś" pomoże mu wrócić na swój szlak.
    Opisałem to, by łatwiej było zrozumieć, że mamy prawo czasami czuć
    (intuicyjnie), iż pewne rady nie są dla nas. Nie należy wtedy obwiniać
    nauczyciela że chce nam zaszkodzić. Wystarczy zdać sobie sprawę z tego, że ta
    osoba nie jest świadoma iż to, co pomogło jej, niekoniecznie musi pomóc też
    tobie. O wiele więcej zyskamy, jeśli zaakceptujemy jej punkt widzenia (co
    absolutnie nie oznacza zastosowanie go u siebie), i skupimy się na innych jej
    wskazówkach, które mogą nam pomóc w naszej drodze :)

    I to akurat jest wniosek z moich bezpośrednich doświadczeń. Ja również trafiałem
    na nauczycieli którzy byli jeszcze uczniami życia.
    I wiem, że zasługują oni, mimo swoich "niedoskonałości", na tyle samo
    wyrozumiałości i cierpliwości ile sami chcieli byśmy otrzymać :)

    --
    „Czyń swoją wolę, niechaj będzie całym Prawem”
    Liber Legis
  • azotus 18.07.10, 11:12
    Czy możesz sformułować jakieś dyrektywy, którymi mógłbym się posłużyć. Konkretne
    wskazówki dla chcącego ruszyć zdecydowanie do przodu. Żebym mógł sprawdzić na
    sobie, a potem podzielę się swoim doświadczeniem i np. porównamy je ze sobą?
    Dosłownie kilka prostych rad.

    Teraz z innej beki!
    Zauważyłem pewną prawidłowość pisząc na dowolnym forum np. magicznym, jeszcze
    kilka lat temu, prosząc o pomoc i było to naiwne zwracanie się bezradnego
    człowieka, rzucały się do mnie rzesze tzw. Nauczycieli, nawet walczyli o mnie
    między sobą. Doprowadzało to do tego, że byłem jeszcze głupszy niż byłem. Gdy
    nauczony już doświadczeniem, poszedłem po rozum do głowy i będąc pod wpływem
    lektury AUTOBIOGRAFII - YOGANANDY postawiłem również nauczycielowi trudne
    wymagania, tak jak zrobił to Yogananda. Jak widać na powyższym obrazku oprócz
    Ciebie nikt się nie zgłasza. Co mnie bardzo rozśmieszyło, a jednocześnie dużo uczy.
  • spojler21 18.07.10, 12:11
    azotus napisał:

    > Czy możesz sformułować jakieś dyrektywy, którymi mógłbym się posłużyć.

    Absolutnie żadnych :)
    Jak już wspominałem, jestem błądzącym. I choć uważam, że moje błądzenie
    przyniosło mi wiele wspaniałych doświadczeń które pomogły mi wzrosnąć, to jednak
    nie jest to optymalna ścieżka.
    Popełniałem mnóstwo błędów, a rady które mógłbym dać innym, to te które różnymi
    drogami docierały do mnie by mnie naprowadzić.
    Choć mnie, w mojej sytuacji, ratowały, to jednak nie są one uniwersalne, i wiem,
    że mogą też wyrządzisz szkodę.

    Jedna jest tylko informacja (to nie rada) którą Ci przekaże, ponieważ wierze, że
    nic nie dzieje się przypadkiem.
    Wspominasz o autobiografii jogina (mi osobiście również bardzo się podobała.
    Uważam ją za jedną z wartościowszych jakie dane mi było przeczytać).
    Kilka dni temu przeczytałem w sierpniowym numerze "Czwartego wymiaru" artykuł
    który nawiązuje m.in. do niej (strona 46).
    Nie wiem jaki jest powód tego, że masz przeczytać ten artykuł. Nie wiem nawet
    czy taki powód faktycznie istnieje, bo może to być tylko moje subiektywne
    złudzenie. Gra umysłu. Nie mniej jednak takie synchronizacje (jak tym razem
    artykuł, i za kilka dni twój post) w moim doświadczeniu zawsze oznaczały coś
    istotnego, więc tym razem też tego nie zignoruje.
    Dodam tylko, że artykuł... wskazuje pewne błędy mistrzów (kolejna synchronizacja :)
    Osobiście artykuł mi się podobał, i uważam go za wartościowy.
    << BUM! W tym miejscu dostałem iluminacji. Przecież autor ma stronę na której
    umieszcza swoje artykuły :)
    jantra.com.pl/pliki/artykuly/art66.html>>

    Jeśli chodzi o odzew na twój post. To jest mało aktywne forum (konkretnie
    ezoteryka, nie forum gazety jako całość).
    Wielu z tych, którzy chętnie uczynili by Cię swoim uczniem (niektórzy nawet
    wbrew twej woli ;) nie przeczytała tego postu i dlatego milczą.

    --
    „Czyń swoją wolę, niechaj będzie całym Prawem”
    Liber Legis
  • azotus 18.07.10, 13:46
    Dzięki za Twoje uwagi! Nie dostałem to czego bym oczekiwał, ale zawsze coś.
    Podaj w takim razie jakąś aktywna stronę z ezoteryki, chcę zaryzykować jeszcze raz!
  • azotus 18.07.10, 13:47
    Niestety wyskakuje, że taka strona nie istnieje, którą podałeś.
  • spojler21 18.07.10, 14:03
    jantra.com.pl/pliki/artykuly/art66.html
    Skrypt forum zaliczył dwa ostre nawiasy kończące moją wypowiedz jako część
    adresu który podświetlił. Dlatego adres był błędny.

    Aktywnego forum ezoterycznego nie znam. Z pewnością jest ich wiele, jednak ja
    nie trafiłem na nic naprawdę wartościowego.

    --
    „Czyń swoją wolę, niechaj będzie całym Prawem”
    Liber Legis
  • azotus 18.07.10, 22:05
    Dzięki spojler, rozumiem, że się zmęczyłeś mną? Chyba, że się mylę. Może dlatego
    nie przychodzą tutaj nauczyciele, że jestem zbytnio dociekliwy? Jak sądzisz?
  • spojler21 19.07.10, 06:34
    azotus napisał:

    > Dzięki spojler, rozumiem, że się zmęczyłeś mną? Chyba, że się
    > mylę. Może dlatego
    > nie przychodzą tutaj nauczyciele, że jestem zbytnio dociekliwy?
    > Jak sądzisz?

    Nie zmęczyłem się :)
    Nie wiem czemu tak jest, ale bardzo często (w moim przypadku)szukając odpowiedzi
    dla kogoś innego, znajduję tą której sam szukałem. Pomogło mi to co pisałem :)

    Zaglądam na to forum co jakiś czas(po nicku stwierdzam, że niedługo stuknie 5 lat :)
    Ma ono zarówno okresy aktywności jak i stagnacji. Sądzę, że trafiłeś na
    spokojniejszy okres. Po za tym, wielu wartościowych użytkowników zniechęcało się
    pod wpływem jałowych dyskusji gdzie rolę kontrargumentów pełniły osobiste
    wycieczki między dyskutującymi.

    W odpowiednim momencie twój nauczyciel się zjawi. Nie koniecznie nadejdzie z tej
    strony z której go wypatrujesz ;)

    --
    „Czyń swoją wolę, niechaj będzie całym Prawem”
    Liber Legis
  • azotus 19.07.10, 10:28
    Oby, Oby, tak było jak mówisz, ale ja chcę czekać aktywnie, a nie biernie żeby
    jak nauczyciel przyjdzie mógł przejąć moją schedę wraz z inwentarzem. Dlatego
    pytam Ciebie co robić konkretnie?
  • spojler21 19.07.10, 14:41
    Nie potrafię podać uniwersalnej metody na ściągnięcie mistrza czy nauczyciela do
    siebie. Teoria na ten temat mówi, że to mistrz pojawia się gdy uzna to za
    właściwe, a działania ucznia mają marginalne znaczenie. Działania zmierzające do
    odszukania nauczyciela, nie zaś te służące własnemu rozwojowi!
    Inaczej mówiąc, człowiek który poświęca większość swego czasu na szukanie
    mistrza ma mniejsze szanse na jego odnalezienie niż ten, który wcale mistrza nie
    szukając, przeznacza swój czas na rozwijanie siebie. Takimi metodami jakie zna.

    Tak wygląda teoria z którą się spotkałem. Teraz trochę własnej praktyki (ale z
    zastrzeżeniem, że są to tylko moje wnioski i spostrzeżenia z analizy różnych
    wydarzeń z mojego życia. Mogą więc być w części lub w całości błędne i proponuje
    traktować je raczej jako ciekawostkę niż wskazówkę).

    Najpierw dokonał bym podziału na mistrzów i nauczycieli (nie według słownikowego
    znaczenia, bo go nie znam, ale własnych potrzeb). Za mistrza uważam tego, który
    wzniósł się na odpowiednio wysoki (bardzo wysoki) poziom w swoim rozwoju. Za
    nauczycieli zaś uważam tych ludzi, którzy mają doświadczenie i wiedzę którymi
    się dzielą, oraz pewne osiągnięcia na drodze swego rozwoju, ale sami wciąż
    jeszcze mają wiele do nauki.
    Moim zdaniem, Ci którzy przychodzą gdy uczeń jest gotowy, to przede wszystkim
    mistrzowie. Oni wybierają go świadomie. Nauczyciele natomiast są w pewien sposób
    "kierowani" ku uczniom. Wątpię, by był to wybór świadomy. W końcowym etapie
    oczywiście jest potrzebny przejaw świadomej woli nauczyciela, ale wcześniej
    wszechświat/Bóg koordynuje mnóstwo zdarzeń których ani nauczyciel ani uczeń
    świadomi nie są. Dzieje się tak dlatego, że podział na nauczyciela i ucznia (w
    przeciwieństwie do mistrz/uczeń) jest w dużej mierze sztuczny. To tylko pewna
    niewielka różnica (patrząc z perspektywy ostatecznego celu rozwoju) wiedzy i
    doświadczenia tworzy taki formalny podział. W rzeczywistości zarówno uczeń uczy
    się od nauczyciela, jak i nauczyciel od ucznia (choć niewielu którzy pełnią rolę
    nauczyciela potrafi to przyznać).
    Idąc dalej w moich subiektywnych rozważaniach:
    Pojawienie się mistrza wymaga osiągnięć na drodze rozwoju. To jest praca ucznia,
    a nie szukanie sposobu na jego (mistrza) znalezienie. Musisz zdać maturę by
    dostać się na studia ;)
    Ale w przyciągnięciu nauczyciela możemy pomóc sobie na różne sposoby. Np:
    afirmując czy udając się do różnych miejsc czy osób w nadziej znalezienia tego
    którego szukamy (oczywiście sposobów jest bardzo dużo. Po prostu ja znam ich
    niewiele i jeszcze mniej w tej chwili pamiętam :P ).
    W moim życiu bywało bardzo różnie. Czasami zjawienie się w moim życiu osoby
    którą uważam za nauczyciela było dla mnie całkowitym zaskoczeniem, a czasami
    poprzedzone to było moimi staraniami (afirmacjami, modlitwami, wizualizacją.
    Działania fizyczne zawsze zostawiałem na koniec. Gdy już zinterpretowałem coś
    jako znak co do kierunku w którym mam działać. Np: jakaś synchronizacja. Te
    najbardziej lubię :)

    Ze wszystkich moich dotychczasowych doświadczeń wyciągnąć mogę taki wniosek:
    największy wpływ na to, jak daleko posunąłem się w moim rozwoju (bazując na
    mojej subiektywnej ocenie, że się posunąłem do przodu ;) nie miała sama osoba
    nauczyciela, ale to na ile potrafiłem otworzyć się na naukę jaka płynęła z
    kontaktu z tą osobą.
    Czasami nauką dla mnie były słowa lub działania nauczyciela, ale czasami tą
    najistotniejszą nauką było dostrzeżenie we mnie i moim działaniu tych błędów,
    które widziałem u swego nauczyciela, i podjęcie wysiłku by uzdrowić się z tego
    co było ich przyczyną.


    --
    „Czyń swoją wolę, niechaj będzie całym Prawem”
    Liber Legis
  • azotus 19.07.10, 15:34
    Czy Ty spotkałeś mistrza? Bo twoja definicja, że jest to ktoś najwyżej
    rozwinięty to oczywistość, ale jak ja mam go rozpoznać, jeżeli ja nie mam
    takiego poziomu i tłum tym bardziej go nie rozpoznaje.
    Czy autentyczny mistrz, żyje w cieniu, i działa z ukrycia dla dobra ludzkości,
    czy też ujawnia się jako mistrz wszem i wobec i działa otwarcie. Tutaj mam
    solidny dylemat! I jak ja mam zareagować, w sytuacji gdy On przyjdzie i powie,
    że nim jest, jak ja go rozpoznam, jeżeli nikt tego nie może potwierdzić.
    Bo jeżeli wziąć np. szkołę sufich, to oni wprost mówią, że jak się do nas
    zwrócicie o pomoc, to my natychmiast zaczniemy wydawać Wam polecenia i rozkazy,
    bo nas nie interesują ludzie, którzy przychodzą po to, żeby pochlebiać swoim
    zachciankom zostania sufim, tutaj czeka was ciężka robota nad sobą i nic ponadto.
  • spojler21 19.07.10, 22:21
    Nie. Ja swojego mistrza jeszcze nie spotkałem. Popełniam jeszcze wiele prostych
    błędów (nie wspominając już o tych wielkich) i może mi zająć wiele czasu zanim
    stanę się tym do którego mistrz przychodzi :)

    Rozwijasz się już od pewnego czasu, i prawdopodobnie zauważyłeś jak w tym czasie
    zmieniały się twoje przekonania i twoja wiedza. Jak to, czego byłeś wcześniej
    pewien traciło znaczenie na rzecz nowej (być może przeciwnej) wiedzy. W
    kontekście twoich pytań jest to istotne doświadczenie. Otóż, to gdzie jesteśmy
    teraz, nasze poglądy i przekonania, również przejdą metamorfozę. To, jak
    wyobrażamy sobie mistrzów, oraz to jak działają, to tylko projekcja naszego
    umysłu. Wynik przeczytanych lektur i naszych fantazji.
    Z naszej perspektywy, początkujących, szukających odpowiedzi na podstawowe
    jeszcze pytania, obraz mistrza może być bardzo wypaczony.
    Prawdopodobnie tego, jakim mistrz jest i jak go rozpoznać dowiemy się dopiero w
    momencie, gdy sami osiągniemy ten poziom.

    Na naszym etapie za istotne uważam, by nie narzucać błędnych ograniczeń. Wiem,
    że błądzę. Że moje przekonania mogą, a raczej z pewnością mijają się z prawdą
    obiektywną (nie wiem tylko w jakim stopniu). Dlatego nie chcę definiować jak
    mistrz ma się zachowywać czy w jaki sposób ma realizować swoje posłannictwo.
    Cokolwiek bym nie wymyślił, skażone było by moimi błędnymi przekonaniami które
    mam teraz. Co więcej, mogło by spowodować, że gdy ten prawdziwy mistrz pojawi
    się, ja uznam że nim nie jest ponieważ nie będzie odpowiadał obrazowi który
    stworzyłem (aż ciśnie się na klawiaturę wspomnienie Jezusa i tego jakie były
    wyobrażenia współczesnych mu ludzi o tym jaki ma być mesjasz).
    Mistrz może żyć w cieniu. Może też otwarcie głosić swoje przesłanie. Może też
    działać na tak wiele innych sposobów, które nam nigdy nie przyszły by do głowy,
    więc stwarzając jego obraz z naszej niewiedzy tylko zamknęli byśmy się na te
    mistrzowskie istoty, które działają poza znanymi nam schematami.
    Co do mistrzów jeszcze... Ich poziom zaawansowania może dawać im tak szeroki
    wachlarz możliwości, że ich działanie dla nas, ich pomoc i wsparcie może nie
    wymagać w ogóle fizycznej obecności przy nas. Nawet nasza świadoma wiedza o ich
    wsparciu może być zbędna dla osiągnięcia sukcesu. Kto wie... :)

    Wiem czym są twoje obecne wątpliwości. Znam je z własnego doświadczenia.
    Pamiętam jeszcze jak się bałem, że przez moją niewiedzę mogę popsuć jakiś plan
    wszechświata/Boga wobec mnie. Że mogę coś przegapić. Z perspektywy czasu i
    własnych doświadczeń mogę jedynie wnioskować, że jakimś niepojętym dla mnie
    sposobem wszystko zawsze działo się jak trzeba. Czasami nieświadomie broniłem
    się przed czymś, co w przyszłości i tak się działo i przynosiło mi wiele
    korzyści. A mi pozostaje jedynie zauważyć, że jeśli miałem kogoś spotkać/czegoś
    doświadczyć, w moim życiu zachodziło tak wiele "zbiegów okoliczności" aż to co
    było zaplanowane zdarzało się :)
    Jeśli obawiasz się że mógłbyś przegapić szansę na poznanie pisanego Ci mistrza
    czy nauczyciela, to moje zdanie jest następujące: Jakkolwiek byś się nie starał
    i cokolwiek byś nie zrobił, nie pokrzyżujesz planów wszechświata/Boga wobec
    Ciebie. Możesz je nieznacznie opóźnić, ale to nic takiego. Utrzymaj tylko w
    swoim umyśle zgodę na pojawienie się w twoim doświadczeniu kogoś kto Ci pomoże
    na twej drodze. To ważne ze względu na prawo wolnej woli.
    <odnośnie ostatnich zdań. To są moje osobiste przekonania, czyli treści bardzo
    subiektywne. Jeśli pomogło Ci zapoznanie się z nimi, wykorzystaj to. Ale jeśli
    są one sprzeczne z twoimi, możesz spokojnie odrzucić je wszystkie. Zapewniam
    Cię, że wielu ludzi którzy kroczyli zarówno ścieżkami podobnymi do mojej jak i
    wieloma odmiennymi od moich obecnych osiągnęło wielkie postępy na swej drodze.
    Zawsze szukaj szans, nigdy nie akceptuj ograniczeń>

    --
    „Czyń swoją wolę, niechaj będzie całym Prawem”
    Liber Legis
  • azotus 20.07.10, 09:54
    Zapewniam
    > Cię, że wielu ludzi którzy kroczyli zarówno ścieżkami podobnymi do mojej jak i
    > wieloma odmiennymi od moich obecnych osiągnęło wielkie postępy na swej drodze.
    > Zawsze szukaj szans, nigdy nie akceptuj ograniczeń>
    >

    Bardzo interesująca wypowiedź. Jeżeli mnie zapewniasz to podaj swoje pewniki,
    proszę wylicz je, czego jesteś pewien.
  • spojler21 20.07.10, 10:23
    Słowa "zapewniam" użyłem dość niefortunnie. Chwila nieuwagi i kolejny błąd.
    Przepraszam za to.

    Pewnym nie mogę być niczego. Nie na moim poziomie. Jednak na każdym etapie
    rozwoju dysponuje się jakimiś przekonaniami/wiarą w coś (nie tyle w znaczeniu
    Boga/Kosmicznej inteligencji, co w pewne zasady które rządzą otaczającą nas
    rzeczywistością).
    W ostatnim akapicie mojego poprzedniego postu pozwoliłem sobie umieścić pewne
    moje obecne przekonania, które ja teraz uważam za prawdziwe, ale nie mam podstaw
    by uważać, że są obiektywnie i uniwersalnie prawdziwe. Nie mniej jednak, obecny
    okres mojego rozwoju bazuje na nich właśnie i w moim odczuciu daje bardzo
    pozytywne rezultaty.

    Dopóki moje przekonania tworzą się pod wpływem lektury książek, słuchania
    wykładów, czy analizy umysłowej, zawsze obarczone są błędem mojego myślenia oraz
    błędnych przekonań tych, na których przekazach pisanych lub mówionych bazuję.
    Tak więc zawsze w pewnym stopniu mijają się z prawdą. Nie mniej jednak, ta
    cząstka prawdy obiektywnej w nich zawarta może mieć siłę pchania mnie ku
    kolejnym przekonaniom, z większą "zawartością" prawdy, a te z kolej wskażą mi
    kolejne i kolejne.... Aż nadejdzie chwila ostatecznego poznania :)

    Tak wyobrażam sobie zasadę działania procesu którym jest rozwój duchowy na ziemi.

    --
    „Czyń swoją wolę, niechaj będzie całym Prawem”
    Liber Legis
  • azotus 20.07.10, 10:27
    Aż nadejdzie chwila ostatecznego poznania :)

    Na czym ma to polegać to ostateczne poznanie, czy wtedy właśnie pojawią się
    pewniki? Jeżeli tak to co to oznacza i jak żyć z pewnikami dalej?
  • spojler21 20.07.10, 11:16
    azotus napisał:

    > Na czym ma to polegać to ostateczne poznanie, czy wtedy właśnie pojawią się
    > pewniki? Jeżeli tak to co to oznacza i jak żyć z pewnikami dalej?

    Mogę odpowiedzieć tylko z perspektywy źródeł jakie poznałem. Nie mam żadnego
    osobistego doświadczenia które pozwoliło by mi zweryfikować to co wiem na ten
    temat.

    ...

    Cóż. Rozpisałem się w odpowiedzi na twoje pytanie. Starałem się być w miarę
    dokładny. Ale po przeczytaniu mojej wypowiedzi doszedłem do wniosku, że jest tam
    tak dużo moich własnych wypaczeń rozumienia tego o co pytasz, że uznałem iż
    lepiej nie napisać nic niż obarczać Cię własnymi błędami.

    Nie mniej jednak, chciałbym w jakiś sposób pomóc Ci zrozumieć ten temat, ale w
    taki sposób, byś mógł wyciągnąć własne wnioski.
    Dlatego mam pytanie. Czy znasz temat świętej geometrii?



    --
    „Czyń swoją wolę, niechaj będzie całym Prawem”
    Liber Legis
  • azotus 20.07.10, 14:52
    Masz na myśli złote proporcje?
  • esmeralda_2 20.07.10, 17:19
    Hi hi rozumiem,że z waszych rozważań mistrz się nie rozwija, to trąci sektą
    "Otóż Yogananda odwiedził kościół, w którym mszę prowadził dość dziwny ksiądz. W
    pewnym momencie duszpasterz krzyknął “Na kolana grzesznicy!” i wszyscy
    posłusznie uklękli. Wszyscy, oprócz Yoganandy, który w ogóle nie widział się w
    roli grzesznika i całkiem słusznie.
    Większość ludzi ma wpojone już w dzieciństwie co to jest grzech i przenosi potem
    te wyobrażenia i podświadomy lęk w dorosłe życie. Osoby, które nie wiedzą co to
    samopoznanie i oczyszczanie umysłu projektują na wszystko dookoła swoje
    kompleksy i lęki nazywając grzesznymi czynności, które są naturalne dla
    ludzi
    (np. takie jak seks). Ja osobiście nie mam potrzeby trzymać się w
    ogóle chorego pojęcia grzechu, ale jeśli już muszę go jakoś zdefiniować, to
    grzechem jest tylko taki czyn, który krzywdzi nas samych lub innych."
    A tak jak definiujecie rozwój
    --
    " „kiedy jesteś całkowicie sparaliżowany i nie możesz nawet poruszyć powieką,
    brak czasu nie jest twoim głównym zmartwieniem”. "
  • spojler21 20.07.10, 18:07
    esmeralda_2 napisała:

    > Hi hi rozumiem,że z waszych rozważań mistrz się nie rozwija

    Wprost przeciwnie :)
    Wszystko, cały wszechświat ewoluuje i rozwija się. Tyle tylko, że istotniejszą
    dla nas w tej chwili jest kwestia jak my mamy się rozwijać, a nie jak robią to
    istoty na poziomie mistrzowskim. Nie mam nawet żadnych podstaw teoretycznych by
    rozważać tą kwestię :)

    Zgadzam się z twoim zdaniem odnośnie grzechu. Osobiście wolę posługiwać się
    pojęciem błędu. Z pewną tylko różnicą. Wyrządzanie krzywdy innym, jak i
    narzucanie im swojej woli, nawet "dla ich dobra" uważam za duży błąd. Ale
    doceniam wartość jaką może nieść doświadczenie krzywdy wyrządzonej samemu sobie.
    Sądzę, że doświadczenie na sobie konsekwencji własnych działań jest istotne dla
    własnego rozwoju. Co nie znaczy, że zachęcam do szkodzenia sobie! Po prostu
    czasami taka bolesna lekcja daje nam więcej korzyści niż teoretyczne wykłady
    nauczycieli.

    --
    „Czyń swoją wolę, niechaj będzie całym Prawem”
    Liber Legis
  • esmeralda_2 21.07.10, 08:35
    Jest to właśnie ważne, po jeśli mistrz czy ekspert uważa, że zdobył wszystko, to
    co jest możliwe, że dotarł na wierzchołek góry wiedzy, to żadnym mistrzem nie
    jest i raczej na jego twierdzenia trzeba uważać. Wielu myślicieli Indii po
    prostu na zachodzie robili pieniądze i mieli raczej parcie, aby władać drugim
    człowiekiem, aby ustanowić świat, nowe państwo, stworzenie nowej religii. Ja
    akurat nawet w Polsce o to się otarłam.
    Tutaj piszesz o doświadczeniu, pewnie ma ono dużą siłę poznawczą, tylko jak z
    każdego doświadczenia, trzeba umiejętnie wybrać wnioski do dalszego działania,
    wszak człowiek rozwija się poprzez kryzysy.
    --
    " „kiedy jesteś całkowicie sparaliżowany i nie możesz nawet poruszyć powieką,
    brak czasu nie jest twoim głównym zmartwieniem”. "
  • spojler21 21.07.10, 10:45
    Jeśli "mistrz" lub "ekspert" uważa, że wie już wszystko, to takiego człowieka
    nazywam nauczycielem. A jak już wspomniałem w którejś z poprzednich wypowiedzi,
    nauczyciel to taki sam uczeń jak ja. Różnica jest niewielka i często pozorna.
    Często opiera się na różnicy mocy/zdolności, a te nie są dla mnie wyznacznikiem
    poziomu rozwoju duchowego.
    Nie znam osobiście nauczycieli z Indii. Byłem kilka razy na spotkaniach ze
    Swamim Vishwanandą i raz z Janglidasem Maharajem. Moi znajomi cenią sobie
    szczególnie Janglidasa. Wyjeżdżają na obozy medytacyjne do Indii i na te
    organizowane w Polsce. Osobiście, choć cenię go za poziom rozwoju i to co sobą
    reprezentuje(biorąc pod uwagę to co o nim wiem, nie wiem jak jest na prawdę),
    nie wiąże swojej drogi z jego osobą. Za dużo tam rytuałów (uważam, ze wszystko
    co można osiągnąć rytuałem, można też osiągnąć wewnętrznie) oraz czegoś co
    nazwał bym "kultem guru". Nie szukam ludzi/nauczycieli którzy staną się źródłem
    mojej wiedzy (albo co gorsza, pośrednikami między mną a siłą wyższą/Bogiem), ale
    takich, którzy pomogą mi nauczyć się szukać samemu.

    > Tutaj piszesz o doświadczeniu, pewnie ma ono dużą siłę poznawczą, tylko jak z
    > każdego doświadczenia, trzeba umiejętnie wybrać wnioski do dalszego działania,
    > wszak człowiek rozwija się poprzez kryzysy.

    Tak. To właśnie miałem na myśli pisząc, że nie uważam wyrządzania krzywdy samemu
    sobie uważam za grzech czy błąd. Oczywiście, w krótkiej perspektywie można
    określić takie działanie błędem. Ale z czasem można dojść do wniosku, że było
    ono dla nas cennym doświadczeniem. Wszystko zależy od tego jakich zmian w sobie
    dokonamy pod wpływem takiego "błędu". Czy skoncentrujemy się na złości,
    frustracji, chęci zemsty (na sobie, lub na ludziach których obwinimy za nasze
    błędy), czy poszukamy wewnątrz nas tego, co było przyczyną błędu i postaramy się
    to uzdrowić.

    Kontakty z nauczycielami w Polsce mają tą wielką zaletę, że dla osoby która nie
    jest zafascynowana samą osobą takiego człowieka, widoczne stają się różne jej
    błędy czy też lekcje które ją czekają, i może dzięki temu wejrzeć w siebie i
    sprawdzić, czy to samo nie kryje się w naszym wnętrzu.


    --
    „Czyń swoją wolę, niechaj będzie całym Prawem”
    Liber Legis
  • azotus 21.07.10, 11:19
    Spojler!
    Do Ciebie mam pytanie odnośnie nadmiarów?
  • spojler21 21.07.10, 11:26
    azotus napisał:

    > Spojler!
    > Do Ciebie mam pytanie odnośnie nadmiarów?

    Jakie to pytanie?

    --
    „Czyń swoją wolę, niechaj będzie całym Prawem”
    Liber Legis
  • esmeralda_2 21.07.10, 11:47
    Chyba wiesz, ze nadmiar jest bardziej szkodliwy niż niedomiar.
    --
    " „kiedy jesteś całkowicie sparaliżowany i nie możesz nawet poruszyć powieką,
    brak czasu nie jest twoim głównym zmartwieniem”. "
  • esmeralda_2 21.07.10, 11:45
    ha, to się oświeć, że mistrzowie w Polsce sami mają problemy psychiczne i na
    nich jadą, a przez to tworzą dysfunkcję, a nie zdrowie. Dysfunkcja, manipulacja
    bardziej przyciąga niż prawdziwa droga ku zdrowiu i do samorozwoju.
    --
    " „kiedy jesteś całkowicie sparaliżowany i nie możesz nawet poruszyć powieką,
    brak czasu nie jest twoim głównym zmartwieniem”. "
  • spojler21 21.07.10, 12:08
    esmeralda_2 napisała:
    > Chyba wiesz, ze nadmiar jest bardziej szkodliwy niż niedomiar.

    Wiem, że zarówno nadmiar jak i niedomiar nie są stanem optymalnym.
    A określenie które z nich szkodzi bardziej, moim zdaniem zawsze wymaga wzięcia
    pod uwagę: nadmiar lub niedomiar CZEGO, oraz DLA KOGO :)

    esmeralda_2 napisała:

    > ha, to się oświeć, że mistrzowie w Polsce sami mają problemy psychiczne i na
    > nich jadą, a przez to tworzą dysfunkcję, a nie zdrowie. Dysfunkcja, manipulacja
    > bardziej przyciąga niż prawdziwa droga ku zdrowiu i do samorozwoju.

    Wiem o tym doskonale :)
    To właśnie miałem na myśli pisząc o błędach które popełniają, a które są/mogą
    być lekcją dla mnie. Wskazówką, co powinienem w sobie uzdrowić. Uważam po
    prostu, że nie ma potrzeby unikać kogoś, kto uważa się za nauczyciela tylko
    dlatego, że popełnia błędy. Przecież ja również je popełniam. Istotne jest
    tylko, by mieć świadomość, że ma się do czynienia z takim samym uczniem jak ja.
    Od którego mogę się czegoś nauczyć (Niekoniecznie tego co wynika z jego słów,
    ale właśnie najczęściej tego, co dostrzegam w nim jako błąd). Ale niczego nie
    uważać za tylko i jedynie słuszne. Oczywiście gdy kontakt z takim nauczycielem
    jest możliwy tylko po uiszczeniu opłaty, to znam pożyteczniejsze sposoby
    wydawania moich pieniędzy i taką osobę po prostu sobie daruję :)


    --
    „Czyń swoją wolę, niechaj będzie całym Prawem”
    Liber Legis
  • esmeralda_2 21.07.10, 15:02
    to jest proste: porównaj to do odcięcia i do nalania wody do "dzbana"
    ..
    czasami mieć świadomość, ale co dalej?
    --
    " „kiedy jesteś całkowicie sparaliżowany i nie możesz nawet poruszyć powieką,
    brak czasu nie jest twoim głównym zmartwieniem”. "
  • spojler21 21.07.10, 15:25
    Przepraszam, ale nie zrozumiałem przekazu jaki tu ukryłaś. Mogła byś wyjaśnić
    bardziej łopatologicznie? Tak bym nawet ja mógł zrozumieć :)

    --
    „Czyń swoją wolę, niechaj będzie całym Prawem”
    Liber Legis
  • esmeralda_2 21.07.10, 20:09
    Przepraszam, bo mam tendencję do skrótów myślowych. Jest to trudne do
    zrozumienia, dla niektórych, którzy mają mniej miłości, mniej uwagi, mniej tych
    różnych głask od autorytetów, a nadmiar to jest tak, że to wszystko masz, aż za
    nadto. Można to nazwać nadopiekuńczością. Ci którzy maja to mniej to zazdroszczą
    ci, że to masz, ale ten co ma czuje się więźniem, pod kontrolą, bo nie ma
    swobody wyrażania swoich poglądów i uczuć, ma cały czas wrażenie, że źle robi,
    bo był manipulowany prze swój autorytet. To jest prosty przykład, że łatwiej
    dzban jest uzupełnić do poziomu równowagi niż odjąć nadmiar wody, podobnie jak z
    gorącym kociołkiem, jak się woda gotuje, to ja można zalać i jest na to miejsce
    i później razem się to gotuje i wychodzi potrawa, a jak jest nadmiar to woda
    zaleje gaz i jest trudniej uzupełnić braki. Mam nadzieję, że to dobrze
    wytłumaczyłam, życzę Wam pozytywnego rozwoju i większego zrozumienia świata niż
    ja mam.
    --
    " „kiedy jesteś całkowicie sparaliżowany i nie możesz nawet poruszyć powieką,
    brak czasu nie jest twoim głównym zmartwieniem”. "
  • spojler21 21.07.10, 20:27
    Dziękuje. Teraz rozumiem co chciałaś przekazać :)

    --
    „Czyń swoją wolę, niechaj będzie całym Prawem”
    Liber Legis
  • azotus 20.07.10, 18:47
    Napisałaś Esmeralda, ze to o czym piszemy trąci sektą. Dlatego mam pytanie do
    Ciebie, uznajesz jak zrozumiałem Yoganandę, nawet cytujesz jakiś fragment z jego
    życia, czy w związku z tym uznajesz Yoganandę całego, czy tylko jakąś część jego
    nauki, czy tylko ten fragment z jego życia, który zacytowałaś?
    Natomiast co do pojęcia grzechu, to jak sądzisz, czy Jezus mylił się gdy użył w
    Ojcze Nasz... właśnie tego słowa? Moim skromnym zdaniem grzech jako pojęcie samo
    w sobie jest obiektywnym określeniem jakiegoś zjawiska, natomiast jak określi to
    człowiek na swoje potrzeby to może jest to inna sprawa, Ty przecież też się
    odniosłaś do grzechu w swojej odpowiedzi i uprzejmie pytam, jakie masz pewniki,
    że tak właśnie jest jak mówisz?
  • esmeralda_2 21.07.10, 08:23
    Widzisz ważniejsze co sam rozumiesz przez rozwój i samopoznanie, a nie co znaczą
    poznawczo jakieś słowa i aby je wykonywać, bo tak guru powiedział. Tam było
    napisane o projekcji i pewnych stereotypach, które wpływają automatycznie na
    człowieka, a które można zmienić jeżeli dana osoba to chce zmienić. Kwestia
    zmiany, pracy nad czymś, można nazwać grzechem, jeżeli ten element psychiki
    krzywdzi. Ale jest to proces na który oddziałują różne czynniki. To co
    podkreśliłam, (nie podkreśliłam tego co w nawiasie, bo ten przykład, akurat do
    mnie nie przemawia i tylko zastanowiłam się po co akurat został podany ten
    przykład, jeżeli mogą być inne) - ten cytat akurat mi się podobał i jest trafny
    do Waszej dyskusji. Ja wyrosłam z tego aby uznawać kogoś za guru, ja lubię
    wolność myśli, dlatego nie jestem wyznawcą kogoś tam w całości.Ważne jest to,
    aby wysłuchać też i adwersarzy, bo czasami można więcej się nauczyć od nich, niż
    od tych z którymi masz zgodne poglądy, ale jest to trudniejsza droga wymagająca
    wiele samozaparcia i samo-działania. Kiedyś lubiłam literaturę, filmy,
    filozofię rodem z Indii,musiałam bardzo szybko przeczytać wiele książek, aby
    połapać się co pewni ludzie mówią, aby zrozumieć ich, zastanowić się co jest
    istotne, a co nie i sprowadzić to do rzeczywistości nas otaczającej. Byłam
    zafascynowana tym krajem, ale niestety moja droga do Indii została przerwana, bo
    musieliśmy wysiąść w Suezie. Czytałam Gitę i różne książki Wandy Dynowskiej
    -Umadevi, mój teść ją kiedyś w Indiach spotkał.
    W młodości różnych dróg się szuka, ale najważniejsza jest intencjonalność i
    zadawanie pytania po co mi to?
    --
    " „kiedy jesteś całkowicie sparaliżowany i nie możesz nawet poruszyć powieką,
    brak czasu nie jest twoim głównym zmartwieniem”. "
  • azotus 21.07.10, 11:11
    Widzisz ważniejsze co sam rozumiesz przez rozwój i samopoznanie, a nie co znacz
    > ą
    > poznawczo jakieś słowa i aby je wykonywać, bo tak guru powiedział.

    To co mówisz to zasada wolność Tomku w swoim domku! To będzie znaczyć, że jeżeli
    nie ma praznaczeń to człowiek z człowiekiem nigdy się nie porozumie, bo każdy
    inaczej widzi rzeczywistość, ale czyż rzeczywistość nie jest jedna?
  • azotus 21.07.10, 11:18
    > W młodości różnych dróg się szuka, ale najważniejsza jest intencjonalność i
    > zadawanie pytania po co mi to?

    Dobrymi intencjami droga do piekła jest wybrukowana, takie jest przysłowie, a ja
    w przysłowia wierzę bo to początek mądrości.
    Po drugie pytać można różnie, czy samo pytanie wystarczy? Czy pytanie to nie
    biegun całości, a drugim jest odpowiedź. Jaka Ty jesteś cała, czy częściowa?
  • esmeralda_2 21.07.10, 11:36
    Mój drogi jesteś ślepy, boś młody, czasu trzeba i wtedy może zrozumiesz co to
    jest mądrość życiowa. Przysłowia są stereotypami.
    --
    " „kiedy jesteś całkowicie sparaliżowany i nie możesz nawet poruszyć powieką,
    brak czasu nie jest twoim głównym zmartwieniem”. "
  • spojler21 21.07.10, 11:56
    esmeralda_2 napisała:

    > Mój drogi jesteś ślepy, boś młody, czasu trzeba i wtedy może zrozumiesz co to
    > jest mądrość życiowa. Przysłowia są stereotypami.

    Przepraszam, że się wtrącam. Chciałbym ująć twoją myśl w trochę inny sposób.
    Przysłowia są mądrością ludową, ale "skompresowaną". Mają ująć wiedzę która z
    założenia ma służyć dobru człowieka w możliwie jak najkrótszy przekaz. Ale taka
    kompresja zawsze (prawie zawsze, jeśli miał bym być dokładny) prowadzi do
    zatracenia szczegółów. Wystarczy porównać to samo zdjęcie cyfrowe w wersji
    oryginalnej z tym, które zostało skompresowane do kilkuset kilobajtów. Ogólnie,
    widok jest ten sam. Ale szczegóły zostały zamazane lub utracone.
    Podobnie w przysłowiu o dobrych chęciach. Niesie ono pewną mądrość, ale trzeba
    mieć na uwadze jak wiele istotnego przekazu zostało utracone przez kompresje tej
    mądrości do jednego zdania.
    Bo czyż nie nazwiemy naszego dążenia do rozwoju, szukania prawdy czy prawdziwego
    mistrza "dobrymi chęciami"? A skoro tak, to z przysłowia wnioskować można że już
    teraz kroczymy drogą ku piekłu :)

    Moim zdaniem przysłowie to uczy, że same dobre chęci to za mało. Potrzebna jest
    nasza wewnętrzna refleksja, czy nie tylko cel który chcemy osiągnąć, ale też
    drogą którą ku niemu podążamy jest właściwa. Czy nie krzywdzi innych.


    --
    „Czyń swoją wolę, niechaj będzie całym Prawem”
    Liber Legis
  • azotus 21.07.10, 14:43
    > Przepraszam, że się wtrącam. Chciałbym ująć twoją myśl w trochę inny sposób.
    > Przysłowia są mądrością ludową, ale "skompresowaną".

    Zgadzam się z Tobą w 100%, dalej już mniej. Jeżeli się nie mylę, to przysłowie
    oddaje sens zasady i jest to kompresja i właśnie taka jest mądrość, bo nie
    wyobrażam sobie, żebym ja musiał powtarzać po kimś wszystkich szczegółów jego
    sytuacji, w której on wygenerował przysłowie, ja mam prawo do własnej
    interpretacji i właśnie ten najwyższy poziom ogólności aforyzmu - aforyzm
    zwięzłe zdanie, wyrażające myśl moralną, filoz. itp., maksyma, sentencja, "złota
    myśl" (por. gnoma; bon mot; apoftegmat)- daje mi szansę na tylko moje przeżycie,
    bo on nie narzuca żadnych szczegółów.
    Przysłowie to ukryta zasada, którą trzeba wyłuskać, jak miąższ ze skorupy, można
    wiec traktować przysłowie stereotypowo, powierzchownie widząc tylko jego
    skorupę, albo dostać się do ożywczego miąższu, doświadczając się przez to
    przysłowie czyli zrywając z niego ową skorupę stereotypów, które nota bene
    zostały narzucone przez np. konwencję danej kultury, będę skłonny bronić
    przysłów jako mądrości narodów, chyba wszystko zależy od tego do czego jesteśmy
    zdolni, jeżeli się mylę to mnie poprawiaj, ale nie lekceważ mnie jak inni!
  • spojler21 21.07.10, 15:08
    azotus napisał:

    > jeżeli się mylę to mnie poprawiaj, ale nie lekceważ mnie jak inni!

    Przepraszam jeśli to co napisałem wydało się być lekceważące. Nie miałem takiego
    zamiaru.

    --
    „Czyń swoją wolę, niechaj będzie całym Prawem”
    Liber Legis
  • azotus 21.07.10, 15:38
    Wybacz spojler jeszcze ani razu mnie nie zlekceważyłeś miałem na myśli kogoś
    innego, kto się wywyższa i zaczyna nadymać jak balon!
  • azotus 21.07.10, 16:02
    Jest pewna kwestia, która chciałbym poruszyć z Tobą poza forum, co Ty na to? GG
    mail itd.
  • spojler21 21.07.10, 17:17
    azotus napisał:

    > Jest pewna kwestia, która chciałbym poruszyć z Tobą poza forum, co Ty na to? GG
    > mail itd.

    Wysłałem prywatną wiadomość na forum.

    --
    „Czyń swoją wolę, niechaj będzie całym Prawem”
    Liber Legis
  • esmeralda_2 21.07.10, 19:37
    spojler21 napisał:
    Potrzebna jest
    > nasza wewnętrzna refleksja, czy nie tylko cel który chcemy osiągnąć, ale też
    > drogą którą ku niemu podążamy jest właściwa. Czy nie krzywdzi innych.
    .....
    intencjonalność jest ważna, bo wiemy do czego dążymy i później możemy się
    określić w naszej refleksji, bo inaczej zapanuje chaos i będzie wiele pytań, na
    które nie da się odpowiedzieć i poziom frustracji rośnie co do samego siebie.
    Mistrzem jest ten kto dąży do równowagi myśli, uczuć i sumienia.Należy dodać, że
    każda droga jest inna. Mi tylko chodzi, abyście mieli pewne swoje poczucie
    bezpieczeństwa, a nie powierzali je komuś innemu.Z tym krzywdzeniem innych
    należy bardzo uważać, bo gdzie jesteś Ty jako osoba? Nie wiem czy mnie
    rozumiesz, bo nie wolno się zatracić w tym, bo wtedy krzywdzisz siebie,
    ustępując innym. Jest to pewna granica. Niestety jak bajki Brzechwy, przysłowia
    nawet w swoim stwierdzeniu, że są mądrością ludową są stereotypem, bo któż to
    jest lud.To było kiedyś i jest to oparte na pewnym schemacie. Pozdrawiam i
    wycofuję się z dyskusji, pa serdecznie pozdrawiam
    --
    " „kiedy jesteś całkowicie sparaliżowany i nie możesz nawet poruszyć powieką,
    brak czasu nie jest twoim głównym zmartwieniem”. "
  • spojler21 21.07.10, 20:40
    esmeralda_2 napisała:



    > Mi tylko chodzi, abyście mieli pewne swoje poczucie
    > bezpieczeństwa, a nie powierzali je komuś innemu.

    Kiedyś bałem się błądzić, i szukałem odpowiedzi na zewnątrz. Teraz jestem już na
    etapie (właściwie, to dopiero wkraczam na ten etap) gdy wszystkiego czego mi
    potrzeba na drodze mogę znaleźć wewnątrz. Jednak bardzo cenie sobie lekcje jakie
    daje mi życie stawiając na mej drodze różnych ludzi, w tym takich, którzy pełnią
    formalną rolę nauczycieli.
    Wiem przed czym pragniesz nas ostrzec. Przed stawianiem drogi innych ponad naszą
    własną. A wszystkie są sobie równe, choć z naszej ludzkiej perspektywy tak łatwo
    przychodzi nam je hierarchizować. Cudzą wiedzę i doświadczenie stawiać ponad
    nasze własne, które przecież jest bliższe naszej ścieżce.
    Wszystko czego szukamy, kiedyś odnajdziemy w sobie :)

    --
    „Czyń swoją wolę, niechaj będzie całym Prawem”
    Liber Legis
  • esmeralda_2 21.07.10, 21:09
    Powodzenia
    --
    " „kiedy jesteś całkowicie sparaliżowany i nie możesz nawet poruszyć powieką,
    brak czasu nie jest twoim głównym zmartwieniem”. "
  • azotus 21.07.10, 14:28
    esmeralda_2 napisała:

    > Mój drogi jesteś ślepy, boś młody, czasu trzeba i wtedy może zrozumiesz co to
    > jest mądrość życiowa. Przysłowia są stereotypami.

    Spróbuje dokonać analizy tego co napisałaś, a TY jako na pewno widząca i nie
    ślepa oraz doświadczona (ciekawe ile Tobie zajęło czasu żebyś nie była ślepa jak
    ja i niemłoda). Pisałaś o manipulacji, manipulacja wg psychologii to wpływanie
    na obiekt, przy pomocy np. metody od wartościowania go, lub przewartościowania,
    jest tym bardziej skuteczna im mniej obiekt zdaje sobie sprawę ze swojej własnej
    wartości jako człowiek.

    Mój drogi - pobłażliwa wyższość, oczywiście tylko w kontekście tego co
    zostało powiedziane dalej.
    jesteś ślepy - nie nie widzę, a więc żyję w ciemności, sięgając głębiej
    to jestem skazany na zagładę, ja tak to odbieram.
    boś młody - jestem gorszy od tych którzy już nie są młodzi, to jest
    gradacją, hierarchizowanie ludzi, na lepszych i gorszych.
    czasu trzeba - to jest postawiony bezwzględny warunek dla osiągnięcia
    tego o czym wieści autor komunikatu.
    wtedy może zrozumiesz co to jest mądrość życiowa - jak wykonam ten
    powyższy warunek to na pewno zrozumiem to co mam zrozumieć wg. autora, tylko, że
    mnie to nic a nic nie mówi, co ja mam w tym czasie robić i ile to zajmie tego
    czasu, bo autor posłużył się kategorią ilościową, ale nie daje żadnych
    dodatkowych objaśnień, mówi o jakimś mechanizmie, ale nic poza tym.
    Przysłowia są stereotypami - to zdanie jest poza kontekstem osobistym i
    jest jakby zasadą, ale moim skromnym zdaniem to od odbiorcy zależy czy
    przysłowie będzie stereotypem czy też on je ożywi swoim działaniem.
    Autor powiedział, że przysłowia są stereotypami, przecież on sam wydał z siebie
    przysłowie:
    Mój drogi jesteś ślepy, boś młody, czasu trzeba i wtedy może zrozumiesz co to
    jest mądrość życiowa.

    No to ja się teraz mógłbym zupełnie pogubić, autor najpierw daje mi mądrą radę w
    formie przysłowia, w którym ma mnie za nic, a potem zaprzecza mu twierdząc, że
    przysłowia to stereotypy, to w co ja mam tak naprawdę uwierzyć, w pierwszą część
    czy w drugą?
  • esmeralda_2 21.07.10, 14:54
    napiszę Ci o jejku.Manipulacja jest to socjotechnika, dlatego piszę, że ważna
    jest intencjonalność, jej świadomość, bo każdy proces psychologiczny ma go -
    tylko czasami jest nieuświadomiony, a w socjotechnice cel jest świadomy. I tutaj
    jest ważna samoświadomość.Piszę, boś młody, bo w Tobie odczuwam złość, bunt, a
    nie pokorę do życia.
    --
    " „kiedy jesteś całkowicie sparaliżowany i nie możesz nawet poruszyć powieką,
    brak czasu nie jest twoim głównym zmartwieniem”. "
  • azotus 21.07.10, 15:37
    > napiszę Ci o jejku.Manipulacja jest to socjotechnika

    Z tego co ja wiem to socjotechnika to manipulacja grupami ludzkimi, a
    manipulacja pojedynczym człowiekiem to psychotechnika.
  • azotus 21.07.10, 15:45
    Bunt we mnie jest przeciwko obłudzie i zakłamaniu oraz wszelkiego rodzaju
    umizgom, przeciwko nieuzasadnionej ludzkiej ekspansji i wymądrzaniu się tych co
    uważają się za lepszych, a także niesprawiedliwości, a złości we mnie nie ma ani
    krztyny, raczej konstatacja faktów. Zadaje pytania do których mam prawo tak jak
    i do błędów i potrafię odróżniać wyrozumiałą pobłażliwość od pobłażliwości
    pełnej lekceważenia.
  • esmeralda_2 21.07.10, 19:18
    Manipulacja (łac. manipulatio - manewr, fortel, podstęp) - w psychologii oraz
    socjologii to celowo inspirowana interakcja społeczna mająca na celu oszukanie
    osoby lub grupy ludzi, aby skłonić je do działania sprzecznego z ich dobrem,
    interesem. Zazwyczaj osoba lub grupa ludzi poddana manipulacji nie jest świadoma
    środków, przy użyciu których wywierany jest wpływ. Autor manipulacji dąży zwykle
    do osiągnięcia korzyści osobistych, ekonomicznych lub politycznych kosztem
    poddawanych niej osób.
    ...
    zacznij czytać dokładniej te swoje definicje.A złość do tego co napisałam jest u
    Ciebie duża, nie potrafisz jeszcze rozróżniać,tylko oddajesz się swoim
    wyobrażeniem, bo moją intencją nie było Ciebie pouczanie, tylko podzielenie się
    swoim doświadczeniem.A tak od dzieciństwa manipulujesz, tak jak każdy.
    --
    " „kiedy jesteś całkowicie sparaliżowany i nie możesz nawet poruszyć powieką,
    brak czasu nie jest twoim głównym zmartwieniem”. "
  • azotus 21.07.10, 19:52
    Chcesz mnie uczyć?
  • esmeralda_2 21.07.10, 20:23
    Mistrza sam znajdź w sobie, czego Ci życzę z całego serca, inni ludzie są tylko
    drogowskazami do samospełnienia.Nie zawieszaj się na innych,tylko działaj i
    wtedy jeżeli masz refleksję nad sobą i swoim otoczeniem (a ja myślę, że masz, to
    dojdziesz do tego co chcesz, tylko to najpierw określ co chcesz, czyli swoją
    intencjonalność.Próby i błędy są takie ludzkie, ale jeżeli idzie przy tym
    życzliwość i droga ku dobru, to warto iść tą ścieżką trudną. Trzymam za Ciebie
    kciuki, aby Ci się udało. Jeżeli uczeń "prześcignie" mistrza, to jest dobrym
    nauczycielem i wtedy jest rozwój.Podobnie jak rodzic i dziecko. Dziecko powinno
    być lepsze niż rodzić. Słowo lepsze należy zrozumieć na wielu płaszczyznach.
    Pozdrawiam serdecznie
    --
    " „kiedy jesteś całkowicie sparaliżowany i nie możesz nawet poruszyć powieką,
    brak czasu nie jest twoim głównym zmartwieniem”. "
  • azotus 21.07.10, 21:23
    Dziękuję za dobre rady, ale jak mam z nich skorzystać jeżeli one są tylko
    doraźne, łatwo jest komuś powiedzieć znajdź sobie Mistrza, a Ty
    znalazłaś? Inni ludzie są tylko drogowskazami, tzn., że Ty jesteś tylko
    martwym słupem, na którym wisi znak kierunku (szczerze mówiąc to na razie nie
    widzę kierunku, wybacz za to, ale sama powiedziałaś, że jestem ślepy). Nie
    zawieszaj się na innych
    , no na Tobie mogę się w ogóle nie zawieszać.
    Dojdziesz do tego co chcesz, ale najpierw określ swoją intencjonalność,
    na czym ma polegać ta intencjonalność, wyjaśnij dokładnie?
    Próby i błędy są takie ludzkie
    , a jeżeli są powtarzane bez końca, co wtedy?
    ...jeżeli idzie przy tym życzliwość i droga ku dobru, czym jest
    życzliwość i dobro, możesz odpowiedzieć standardowo, pytaniem, a co nie wiesz,
    nie nie wiem, bo jest tyle wersji?
    Jeżeli uczeń "prześcignie" mistrza, to jest dobrym nauczycielem.., jak
    można prześcignąć mistrza autentycznego, przecież on się też rozwija, mam
    wątpliwości.
    Słowo lepsze należy zrozumieć na wielu płaszczyznach, na jakich
    płaszczyznach.
    Jeżeli uznasz moje pytania za istotne to odpowiedz na nie, jeżeli nie to się nie
    obrażę.
  • zkotem 27.12.10, 23:18
    taka długa rozmowa i tylko trwala przez pare dni :) przyznam, połowę jeszcze mam do przeczytania.
    i z ciekawości: naprawdę się nie obraziłeś?
  • ezoterium 07.10.11, 02:08
    ezoterium.republika.pl/ :)
  • zkotem 27.12.10, 22:45
    >Twój nauczyciel nie musi być wolnym od błędów (wole to określenie. Grzech jest w
    > naszej kulturze nacechowany negatywnie.

    to po pierwsze, po drugie czym jest błąd? jest to kolejne doświadczenie, które nam się nie podoba i nie jestesmy z niego zadowoleni. Tak naprawdę "błędy" też nie istnieją.
  • mii.krogulska 18.07.10, 21:20
    Bardzo mądre słowa!

    --
    Astroportal.pl - serwis dla astrologów
  • azotus 18.07.10, 22:03
    mii.krogulska napisała:

    > Bardzo mądre słowa!

    Przepraszam, a czyje jeśli można wiedzieć?
  • euzebiabio 01.05.14, 15:43
    ostatnio korzystalam z wróżki sary i jestem zadowolona,wróżby się w większości sprawdziły, zajmuje się także rytuałami. zostawiam wam kontakt do niej -kobietamag@interia.pl

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka