Dodaj do ulubionych

Pulapka wybaczania

07.09.12, 12:12
Chce poruszyc temat wybaczania, ktory wielu ezoterykow i uzdrowicieli propaguje jako sposob na uwolnienie sie od krzywdy. Na wlasnej skorze probowalam, sadzac, ze uwolni mnie to od choroby i przeszlosci. Niestety, zlamane zycie nadal jest, a ci, ktorzy mnie skrzywdzili, nawet nie zdaja sobie sprawy, jak bardzo. Jaki jest sens wybaczania, gdy osoba nas krzywdzaca nie odczuwa zalu i nie zabiega o wybaczenie? Ból i złość nie zostają ukojone , a duszone w sobie maja bardzo negatywne skutki w postaci np. choroby. Tu najwlasciwsza wydaje sie zemsta, juz sama mysl o niej powoduje u mnie rozluznienie, proba wybaczenia natomiast nie przynosi ulgi w ogole, wrecz poteguje ogolne napiecie i zlosc. Z drugiej strony mowi sie, ze zemsta obciaza karmicznie. Gdzie tu jest sprawiedliwosc? Jak sobie pomoc? To jest chory, powalony, beznadziejny swiat.
Edytor zaawansowany
  • mag401 07.09.12, 14:24
    Witam Cichocki Warszawa! Poruszyłaś bardzo ciekawy temat i bardzo trudny! Zgodnie z nauką Kościoła należy przebaczać ale moje doświadczenia są negatywne - to pogarsza sprawę. Na poziomie fizycznym osoba krzywdząca staje się jeszcze bardziej dokuczliwa / delikatnie napisałem/. Na poziomie wyższych energetycznych usunięcie naszych obron przed atakami powoduje ich zwiększenie. Wszelkie dyskusje na poziomie fizycznym nic nie dają bo osoba krzywdząca doskonale sobie zdaje co robi. Trzeba na tym poziomie fizycznym, trzeba zareagować natychmiast tak, żeby osoba krzywdząca wręcz się nas bała. Jeśli chodzi o poziomy energetyczne jest tu duży kłopot ponieważ mało kto wie jak to zrobić a jeszcze można się spotkać z osobą znającą się na żeczy. Jeśli chodzi o mnie staram się wyzbyć wszelkich negatywnych uczuć do osoby krzywdzącej - robię pakunek energetyczny z energiami atakującymi i wysyłam do nadawcy bez możliwości ich powrotu. Nadawca musi przerobić to co nabroił. Nie zawsze jest to takie proste.
  • marek.dudys 13.09.12, 12:46
    Faktycznie, "nadstawianie drugiego policzka" polecane jako antidotum na wszechobecną agresję nie działa, a nawet ją prowokuje będąc odbierane jako słabość.Co robić?Spodziewać się najlepszego (że atakujący jednak jest dobrym człowiekiem) ale oczekiwać najgorszego (skulić się w oczekiwaniu na cios a nawet go uprzedzić)Wysyłanie i odbieranie energii ...no, bez komentarza :).
    --
    www.marekdudys.wordpress.com
  • se-neszal 14.09.12, 20:22
    Wreszcie ktos napisał prawde o "wybaczaniu"...bo to bzdury dla naiwnych.
    Osoby,które krzywdza nigdy nie odczuwają dyskomfortu z tego powodu,że ktoś przez nich cierpi !!!

    Jedyne co można zrobić to czekac aż czas uleczy rany i wyciągna wnioski dla siebie na przyszłość ! cała reszta to BZDURY !!!
    --
    *******************************************************************
    W jednym z portali wróżbiarskich jako "doradca duchowy " był zarejestrowany człowiek skazany dwoma prawomocnymi wyrokami sądowymi za.np.kierowanie zorganizowana grupa przestępczą, pranie brudnych pieniędzy,fałszowanie dokumentów , groźby karalne itp.....
    kilka lat wczesniej poszukiwany listem gończym i przebywał w areszcie sledczym ok.roku......był tez "asystentam: "jasnowidza" Krzysztofa Jackowskiego...hahaha etc..(odsyłam do swoich wcześniejszych wypowiedzi )
  • silios 30.10.12, 08:14
    nie bez powodu karma krąży i powraca ze zdwojoną siłą. Wierze, że jesli ktoś wyrządził komus krzywdę karma się upomni by wyrównac rachunki
  • srebrny_baron 15.09.12, 11:30
    nie, to jest dobra rada, wybaczanie, jest to jedna z najlepszych metod wygaszenia połączenia karmicznego.

    ale :)

    - otwierając serce, często otwieramy splot i on dostaje po dupie a mówiąc delikatnie --
    za mało kochamy samych siebie, nie dbamy o samych siebie, stąd nie ma w nas siły by przeciwstawić się czyjejś agresji.

    polecam : scalenieduszy.pl/
  • heretyczkaa 15.09.12, 16:45
    Mozliwe, ze jest to metoda na wygaszenie polaczenia karmicznego, ale nie sadze, zeby byla to metoda, aby w danym momencie naszego zycia poprawic jego jakosc i komfort.
  • srebrny_baron 15.09.12, 17:03
    zemsta bazuje na kilku założeniach
    - jest jedna osoba winna przykremu zdarzeniu i tą osobą jest ktoś inny niż ja
    - ludzie mają doskonale wolną wolę, takie czynniki jak wpływ rodziców nie mają znaczenia
    - zemsta czegoś nauczy. Bardzo niebezpieczna wibracja, niszczy koronę jak mało co.
    - moje widzenie sprawy, jest jedynie słuszne

    ad. 1. polecam poczytać o relacjach kat ofiara. moja doświadczenie jest takie,
    by najbardziej uważać na "ofiary", ponieważ przy każdej lepszej okazji, przeistaczają się
    w osoby szkodzące innym

    ad.2 ilość czynników z powodu których ludzie krzywdzą innych, jest wielka.
    Być może ktoś kto nas skrzywdził, chciał nam "dać nauczkę", bo na to "zasługujemy"

    ad.3 i 4 ludzie lubią uważać siebie za dobrych. :)
    --
    polecam : scalenieduszy.pl/
  • heretyczkaa 15.09.12, 16:41
    Zgadzam sie z Wami, tj z mag401, marek.dudys, se-neszal, ze wybaczanie jako antidotum na krzywde nie dziala, a wrecz owiera na zly wplyw innej osoby. I w dalszym ciagu nie pojmuje, dlaczego tak powszechnie zaleca sie wybaczanie osobom skrzywdzonym, aby mogly poczuc sie lepiej. No moze komus to pomoglo, mnie na pewno nie, a staralam sie. Tu rzeczywiscie rozsadne wydaje sie podejcie o jakim pisze se-neszal, czekac aż czas uleczy rany i wyciągnac wnioski dla siebie na przyszłość.
    Zemsta jest przez ezoterykow tak straszliwie napietnowana, tego tez nie rozumiem, w koncu ktos powinien odczuc konsekwencje swoich dzialan. Nie jestem zwolenniczka odwetu, chodzi raczej o lekcje. Gdzies wyczytalam, ze najlepsza zemsta jest zapomnienie. Moze cos w tym jest.
  • laura988 22.09.12, 11:58
    Dla mnie to te wszystkie teorie o wybaczaniu sprawiają, że człowiek miałby traktować siebie jako jakiegoś frajera. Ktoś mnie niszczy, obgaduje, szkodzi, a ja mam wspaniałomyslnie wybaczać? To musi przyjść samo, nie można sobie tego narzucić, i to raczej tak, żeby samego siebie nie zadręczac już jakąś sytuacją, a nie okazywać miłosierdzie osobie, która nawet wcale nie jest tym zainteresowana i ma gdzieś nasze wybaczanie! jak powiedziała mi jedna mądra osoba - wszystko można, ale z szacunkiem do siebie
  • biofilipinka 04.10.12, 11:01
    Witam

    Heretyczko po co ci jest potrzebne zajmowanie się tym tematem skoro nie chcesz wybaczyć. Tobie zależy na ukaraniu kogoś od kogo doznałaś krzywdy. Nie rozumiesz pojęcia wybaczanie i jeżeli dalej to pojęcie będzie dla ciebie obce, bez dogłębnego zrozumienia, nie zrobisz z tym nic. Wybaczyć masz ty, masz uzdrowić siebie. Nikomu i niczemu nie jesteś w stanie niczego narzucić ani u nikogo nic zmienić. To ty masz się zmienić. To ty masz siebie uzdrowić, zrzucić ciężar tych wszystkich bóli które nosisz latami gnębiąc siebie i wszystkich twoich bliskich. Twoja postawa na nich oddziałuje i niszczy tak samo jak ciebie. Wybaczenie wiąże się z ogromnym bólem opuszczania ciała przez wszelkie destrukcyjne energie, ale z drugiej strony brak wybaczenia powoduje ciągłe cierpienie duszy i zgryzotę. Wybaczanie jest procesem. Nie odbywa się z minuty na minutę. Podczas tego procesu następuje dogłębna przebudowa naszej świadomości, a ugruntowanie nowego trwa w czasie. Za to ulga radość i wolność, jakiej się doznaje po oczyszczeniu jest nie do opisania. Zapomnienie sprawy nie rozwiązuje, problem istnieje jak drzazga w palcu. Możesz o niej zapomnieć jeżeli cię boli? Tak jest z bólem i cierpieniem duszy.
    O tych którzy cię skrzywdzili karma nie zapomni. W swoim czasie otrzymają oni zapłatę za to co zasiali. Ale to nie jest twój problem, ale tych którzy krzywdzą. I nie ma prawa być z twojej strony żadnego ALE!!! bo oni..... Jeżeli wybaczysz, nigdy już do tej krzywdy nie wrócisz, nawet w myśli.

    Pozdrawiam
  • mag401 04.10.12, 11:27
    Witam Cichocki Dariusz Warszawa! Takie tłumaczenie nie odpowiada prawdzie. Jeśli człowiek coś nabroi to sąd zasądzi mu odpowiednią karę więzienia. Z punktu widzenia sądu kara ma wielorakie znaczenie / sędzia jest osobą obojętną i wydaje wyroki zgodnie z literą prawa/ - osoba odizolowana nie może teoretyczie czynić zła, siedzenie w więzieniu powinno wyrównoważyć zło, które zrobiła. Jest to odpowiedź za zło bez oglądania się na " karmę". Jeśli złodziej coś ukradnie to jeśli to jest możliwe to należy mu to zabrać - niech się nie cieszy i nie oglądać się , że kiedyś karma da mu popalić. Jeśli energetycznie ktoś kogoś zaatakuje i bolą go korzonki, czy ma zawroty głowy i jest osłabiony i jesłi otrzyma tą energie drogą odwrotną to poczuje na własnej skórze jak to źle działa i jest szansa, że więcej tego nie zrobi.
  • biofilipinka 06.10.12, 20:35
    Witam
    Zauważ magu401, że założycielka wątku pisze o własnych cierpieniach powodujących choroby, chcąc się niby od nich uwolnić. Jednak całe jej myślenie sprowadza się do ukarania sprawcy cierpienia, czyli winnego a nie uleczenie siebie. Od przestępstw przewidzianych karą jest sąd, od przestępstw moralnych nie podlegających karze sądu jest karma. Nie ma uwolnienia od cierpienia z powodu krzywdy bez radykalnego wybaczenia. Powie ci to każdy nawet najmarniejszy ezoteryk.
    Kropka.
    Pozdrawiam
  • heretyczkaa 07.10.12, 15:16
    biofilipinka
    komletnie nie zrozumialas moich intencji. Chce sie na prawde uwolnic od cierpienia, a nie jak to piszesz "niby".
    piszesz o mnie, ze : "Jednak całe jej myślenie sprowadza s
    > ię do ukarania sprawcy cierpienia, czyli winnego a nie uleczenie siebie.

    Cale moje myslenie sprowadza sie do tego, jak sobie ulzyc, ukaranie sprawcy nie jest dla mnie priorytetem.
    Proponuje nie oceniac ludzi tak pochopnie i uwazniej czytac posty.
  • nail1350 24.02.13, 01:03
    zgadzam się!
    Najmarniejszy....
    ......... ezoteryk;-))


    Proszę wybaczyć przekąs i zjadliwość, ale.... nie mogłam się oprzeć;-))
  • l.witch.l 02.10.12, 13:01
    Wybaczenie nie jest pułapką. Pułapką jest natomiast schemat myślenia i tym czym miałoby być owo wybaczenie. Człowiek, to istota komlexowa, złożona z wielu warstw psychicznych, mentalnych, energetycznych... Człowiek nie jest maszyną, którą daje się włączyć i dowolnie wyłączyć. Samo wybaczenie to głęboki i długi proces w zależności od tego komu to się stało i co się wydarzyło...

    Jest wiele sposobów na wybaczenie.

    Inną sprawą jest naiwne myślenie, że oprawca ma się dobrze. Na płaszczyznie świadmości możliwe, ze tak, jednak nie na płaszczyznie nieświadomości, ktora ma ogromny wpływ na przyszłe wydarzenia, decyzje, uczucia, zdrowie, relacje itp...

    Zarówno kat jak i jego ofiara podlegają tym samym prawom jakie panują w tej naturze w której przyszło nam wszystkim nam zyć, a którą ciagle poznajemy i wraz z postępującą nauką wiemy coraz więcej na tematy, o których kiedyś mówiono, że to 'hokus-pokus'.

    Czasami zabiera wiele lat aby zobaczyć jaki los spotyka 'kata'...a czasami los ten dotyka nie tyle jego samego, co jego najblizszych z jego kręgu oraz następne generacje...

    Tak jak dobre 'wibracje' pozostają na zawsze tak samo te złe nie ulegają zmianie, o ile nie zostaną przepracowane i oddane...

    Dużo, duzo by na ten temat pisać...o ile jest ktoś kogo ten temat interesuje..:-)
  • coill 09.11.12, 19:43
    skoro piszesz tu na ten temat tzn ze wcale nie wybaczyłaś.


    Wybaczenie - porpostu latwiej zyc. zajac się sobą i szukac szczescia zamiast rozgryzac przeszlosc i wyczekiwac na sprawieliwosc.
    Sa osoby ktore nigdy nie wybaczą i mogą zrobic to tylko wtedy gdy cos zlego spotka ich wrogów.
  • heretyczkaa 10.11.12, 16:25

    > skoro piszesz tu na ten temat tzn ze wcale nie wybaczyłaś.

    Niestety masz racje, dlatego wlasnie tu pisze, bo mam z tym problem. Wiem, ze latwiej zyc nie ciagnac za soba przeszlosci. I w tym momencie juz nie zalezy mi na ukaraniu, tylko na poprawie wlasnego zycia. Tyle, ze zapomnienie o przeszlosci, gdy odczuwam jej skutki caly czas w terazniejszosci jest dla mnie bardzo trudne, ale staram sie
  • kat-k-a 18.02.13, 04:08
    A mi się wydaje, że jest całkiem prawdopodobne, że nie tyle pragniesz zemsty co tego, by osoba krzywdząca zauważyła/zrozumiała jak Cię krzywdzi - jak duży zadaje Ci ból. Ludzie często myślą, że chodzi o zemstę czy jakieś odegranie się, a w istocie rzeczy chcą sprawiedliwości w tym kształcie, żeby ta krzywdząca osoba po prostu zrozumiała co zrobiła/robi. Ale zrozumiała tak do końca - odczuła to wewnętrznie/przeżyła (nie to że w sensie fizycznym, ale emocjonalnym - żeby spojrzała na Ciebie jak na człowieka i naprawde zrozumiała co Ci robi). I to nie jest mściwość z Twojej strony tylko po prostu chęć bycia zauważoną, czy dokładniej, by Twoje cierpienie zostało zauważone, by nie było lekceważone. I to jest bardzo prawidłowy odruch, bo wynika z potrzeby bycia poszanowanym - nie poniżanym i nie lekceważonym. To jest bardzo dobre, dlatego że jest bardzo ważną rzeczą, żeby człowiek bronił swojej samodecyzyjności, prywatności, prawa do swoich wyborów i godności (w tym sensie, by nie pozwalał, by inni ludzie go poniżali nawet tego nie zauważając).

    Możesz chorować fizycznie ze względu na to, co ktoś robi Ci psychicznie/emocjonalnie (w sensie ranienia Cię typu poniżanie czy naruszanie Twojej prywatności itd.). Z tymże nie myśl, że jest to np. kara za to że chciałabyś żeby ta osoba została ukarana, zwłaszcza że wydaje mi się, że prawdopodobnie nawet tak naprawdę tego nie chcesz. To raczej kwestia tego, że właśnie nie obudziłaś w sobie dostatecznej stanowczości w egzekwowania swojego prawa do bycia/istnienia i bycia szanowaną, czy też nie umiesz jeszcze wyegzekwować szacunku wobec Twojego obszaru prywatności i samostanowienia. Choroba, choć oczywiście nieprzyjemna, zazwyczaj jest po prostu wskazówką i kiedy "odczytasz" tę wskazówkę i wykorzystasz (zmienisz to, czego zmiany sugeruje) nie będzie miała już potrzeby być nadal, więc zniknie. Tak jest najczęściej choć tez nie zawsze, bo oczywiście są też jeszcze inne wpływy, ale jednak kluczowe znaczenie ma to, co Twój organizm chce Ci przekazać, lub dokładniej co Twoja podświadomość (czy rozleglej - reszta Twojej istoty) chce Ci uświadomić przez ciało. Z tego wynika większość chorób. Poza tym możliwe też jest, że Twoja choroba jest też pewną próbą unaocznienia Twojego cierpienia, by ten kto Cię krzywdził/krzywdzi zauważył, że Cię skrzywdził/krzywdzi. Choroba fizyczna jest bardziej "namacalna", bardziej "rzuca się w oczy" jako konkretne cierpienie. Może ta osoba tylko w ten sposób może zobaczyć, że w ogóle cierpisz. Choć oczywiście jest całkiem prawdopodobne, że ta osoba nadal nie zauważa, że Cię rani. Mimo tego wysiłku z Twojej strony.

    Co do wybaczania, to myślę, że cały problem zasadza się na błędnym rozumowaniu, że wybaczenie ma być celem - że mamy dążyć do wybaczenia stawiając je jako cel, a osiągając je (w istocie po prostu zazwyczaj okłamując siebie i innych) mamy uzyskać wyzdrowienie i inne korzyści typu naprawienie relacji. Tak naprawdę jednak wybaczenie powinno być traktowane jako wskazówka, że zaszedł pewien proces - jest to efekt uboczny, a nie cel. W idealnej sytuacji osoba krzywdząca powinna zrozumieć co uczyniła/czyni i być tym na tyle wstrząśnięta/przejęta na ile jest to wstrząsające i adekwatnie do tego powinna poczuwać się do odpowiedzialności za to, co zrobiła/robi. Rozumiejąc co zrobiła/robi powinna Cię przeprosić i wtedy Ty doznałabyś ulgi, bo Twoje uczucia zostałyby zauważone i uszanowane, i wtedy najprawdopodobniej bez problemu, praktycznie odruchowo, przebaczyłabyś. Nie mówię, że na pewno, ale prawdopodobnie, bo tak naprawdę dla zranionej osoby zawsze bardzo ważne jest właśnie to czy osoba ją raniąca w ogóle zdaje sobie sprawę z tego, co robi. Na ile to zauważa. Na ile zauważa uczucia jak i samą ranioną osobę. W tych optymalnych warunkach byłoby Ci dużo łatwiej niż teraz zarówno przebaczyć (i wtedy byłoby to szczere) jak i "przerobić" traumę, której doznałaś. Ona mogłaby zniknąć. To byłby pełny proces zakończony właśnie tym uwolnieniem tej nazwijmy to blokady, jaką wywołało działanie tej osoby. Uległabyś tej pewnej przemianie i choć pamiętałabyś o tym, co się stało, nie byłabyś tym tak mocno (tak mocno jak teraz) zraniona - zniknąłby emocjonalny ślad/ból z tym związany i dlatego mogłabyś łatwo przebaczyć.

    Przebaczenie byłoby więc efektem ubocznym "załatwienia sprawy do końca".
    I patrząc na taką sytuację z boku możemy zauwazyć, że na początku mamy oprawcę i ofiarę, a na końcu byłą ofiarę, która przebaczyła i która "wydobrzała". I myślę, że ta wiara, że przebaczenie załatwia wszystko wynika z błędnej interpretacji, że skoro pojawia się ono na końcu, to niby ma to być nasz cel, z którym wiąże się to wydobrzenie ofiary. W istocie jednak to jest jedynie efekt uboczny, który faktycznie pojawia się na końcu, ale wymuszanie go na siłę, chocby ofiara miała nie wiadomo jak dobre intencje nic nie da. Potrzebne jest zajście pełnego procesu. A samo wybaczenie pojawiające się na końcu jest jedynie widocznym efektem ubocznym/wskaźnikiem/flagą, że doszło do dopełnienia procesu.

    Z tymże oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że w wielu przypadkach, raczej w większości, nie ma nadziei na to, że osoba krzywdząca zauważy co robi/robiła. W takiej sytuacji najlepiej gdybyś się od tej osoby maksymalnie odcięła (żeby choć trochę wydobrzeć emocjonalnie), co jest często niemożliwe. Potem też oczywiście dobrze, żebyś przerobiła/uwolniła traumę. Tylko błagam, nie żadnym regresingiem. Lepiej np. przy pomocy pracy z procesem - terapii według Mindella. No albo jakiejś innej metody, byle sensownej i bezpiecznej. W każdym razie wtedy kwestia przebaczania też zejdzie na plan dalszy i jeśli już to faktycznie przerobisz/uwolnisz się, to i bez problemu przebaczysz, ale nie wymuszaj na sobie przebaczania na siłę. Wymuszając przebaczenie, kiedy zdajesz sobie sprawę, że ktoś dalej Cię krzywdzi, albo że nawet nie zauważył kiedy Cię skrzywdził, okazujesz sobie brak szacunku i brak miłości. Może brzmi to nieco pompatycznie, ale Ty masz właśnie zawalczyć o to, by ta osoba jak i inne osoby szanowały Cię, brały pod uwagę, uznawały Twoją ważność - Twojego istnienia i Twoje prawa, a nie pomiatały Tobą, olewały, lekceważyły. Zmuszając się do wybaczania komuś, kto Cię skrzywdził i nawet tego nie zauważył, i kiedy Ty nadal cierpisz - poniżasz się sama przed sobą. To działa autodestrukcyjnie. Natomiast przez to, że tyle jest tych metod mówiących o tym jak to niby powinnaś wybaczyć mimo wszystko, a skoro nie wybaczasz, to jesteś zła - przez to z kolei masz wyrzuty sumienia i w ten sposób nastepne powody, by się szmacić/karać/poniżać. Nie rób tego. W wywoływaniu w kimś poczucia obowiązku wybaczania (co czynią autorzy tych metod) nie ma nic szlachetnego (a dokładniej jest to podłe, bo daje negatywne konsekwencje, nie mówiąc już o tym, że nakłania do zakłamywania się).
  • srebrny_baron 20.02.13, 10:16
    bardzo piękny i wartościowy wpis.

    --
    polecam : <a href="Oczyszczenie energetyczne" target="_blank">scalenieduszy.pl/</a>
  • kat-k-a 21.02.13, 17:27
    Dzięki. Ludzi w takich sytuacjach powinno się wspierać, a nie obarczać jeszcze dodatkowo poczuciem winy czy bycia gorszym, kiedy i bez tego jest im bardzo ciężko.
  • kat-k-a 21.02.13, 19:55
    Z tymże nie wiem czy choć trochę przydatny dla autorki tematu (czy ona w ogóle obserwuje jeszcze ten temat), bo w końcu ona jest tu najważniejsza.
  • heretyczkaa 23.02.13, 16:55
    Witaj!
    Dziekuje Ci za ten niezwykly, madry post. Masz racje, bardziej chodzi mi o to aby osoba zrozumiala co mi zrobila. Choc od jakiegos czasu staje sie to dla mnie obojetne, chyba pogodzilam sie z tym, ze niektorzy nie chca zrozumiec, a ja musze dalej zyc. Odizolowalam sie od tej osoby. Nie zadreczam sie juz mysla o wybaczeniu, tak jak pisalas - nic na sile i nie czuje sie juz z tego powodu zle. Nie zycze rowniez zle tej osobie. Wierze, ze zdrowie w koncu do mnie powroci, po prostu staram sie juz nie ogladac wstecz.

    Piszesz, ze:

    Przebaczenie byłoby więc efektem ubocznym "załatwienia sprawy do końca".
    > I patrząc na taką sytuację z boku możemy zauwazyć, że na początku mamy oprawcę
    > i ofiarę, a na końcu byłą ofiarę, która przebaczyła i która "wydobrzała".

    Tu sie z Toba zgadzam, nigdy wczesniej na to tak nie patrzylam, sadzilam, ze to przebaczenie jest celem.
    I tak jak napisalas, musze okazac sobie na przyszlosc wiecej szacunku. Tyle rzeczy musze sie jeszcze nauczyc...
    Czy moglabys napisac cos wiecej o terapii Mindella, ciekawi mnie na czym polega.

    Jeszcze raz dzieki, ze sie odezwalas, mam nadzieje, ze czesciej bedziesz pojawiac sie na forum. Pozdrawiam


  • kat-k-a 23.02.13, 19:16
    Nie masz pojęcia jak się cieszę, że się odezwałaś. Chciałabym do Ciebie napisać. Mogłabyś mi dać swój adres mailowy? Może być jakiś założony ot tak - tylko po to żeby podać publicznie, a potem możemy przejść na używanie jakiegoś innego. No bo nie każdy chce publicznie podawać swój adres. W każdym razie odpisz. Wspaniale, że jeszcze tu zaglądasz. Trochę się bałam, że już tu nie zajrzysz, bo temat był założony sporo czasu temu.
  • heretyczkaa 24.02.13, 12:15
    To moj adres gazetowy: heretyczkaa@gazeta.pl

    Pozdrawiam cieplo :)


  • kat-k-a 27.02.13, 19:56
    Wiesz, myślę, że warto tu jeszcze napisać, że Ty prezentujesz bardzo prawidłowe podejście polegające na tym, że interesując się jakąś metodą chcesz ją poznać i zrozumieć. Możesz próbować ją stosować, ale nie uznajesz jej z góry za na pewno prawidłową, nie przejmujesz jej całkowicie tylko na wiarę, chcesz ją sprawdzić, zweryfikować. To jest naprawdę bardzo dobre podejście konieczne do tego, aby się rozwijać. Podchodzenie do wszystkiego z tą pewną dozą nieufności i chęć sprawdzenia tego, która to chęć wiąże się z tym, że przykładasz dużą wagę (nawet jeśli nie byłaś tego dotychczas świadoma) do tego, co podpowiada Ci intuicja. W ten sposób podążasz za głosem intuicji i nawiązujesz coraz lepszy kontakt ze swoją jaźnią. To jest bardzo prorozwojowe podejście.

    I nie chodzi nawet o to, że dana metoda (lub np. lek czy sposób jakiegos podejścia do czegoś) jest ogólnie nieprawidłowa, może być nieprawidłowa konkretnie dla Ciebie. Każdy człowiek jest inny i czego innego potrzebuje, więc bardzo korzystnym jest to wsłuchiwanie się w swój organizm (i w szerszym sensie w całość siebie/swoje wyższe ja/swoją jaźń) i weryfikowanie wszystkiego pod kątem tego czy to jest dobre akurat dla Ciebie. W tym sensie - czy jest z Tobą w harmonii/zgodne z Tobą, czy przypadkiem robiąc to nie działałabyś wbrew sobie, czyli inaczej mówiąc, czy przypadkiem nie występowałabyś przeciwko sobie.

    Kiedy ludzie przyjmują coś wyłącznie na wiarę nie przejawiając tego pociągu do weryfikowania tego, do chęci zrozumienia oddziaływania tego jak i obserwowania jak ta dana metoda/lek/sposób zachowania działa, nie rozwijają zrozumienia (zrozumienia w szerszym sensie niż tylko rozumienia samej tej metody). Nie mogą się przez to rozwijać. To powoduje stagnację (blokuje rozwój). Podejście z zainteresowaniem i także właśnie pewną dozą nieufności, przejawianie tej chęci sprawdzenia czegoś/"drążenia sprawy" jest bardzo potrzebne i prawidłowe. Oczywiście można zacząć od samej wiary w daną metodę, jednak nie powinno się na samej tej wierze poprzestać. Takie zachowanie też zresztą ma pewien związek z jakimś brakiem szacunku wobec siebie, bo taka osoba zakłada, że inni na pewno mają rację/wiedzą lepiej, więc przyjmuje ich światopogląd i opnie, zamiast zwrócić uwagę także (a wręcz przede wszystkim) na swoje własne poglądy jak i odczucia w stosunku do tej metody, jak i to jak na nią ona wpływa. Innymi słowy, przedkłada zdanie innych (i to nawet zdanie dotyczące jej reakcji na daną metodę czy lek, czyli czegoś bardzo osobistego/prywatnego) nad swój wewnętrzny osąd, a nawet zewnętrzne reakcje swego ciała. Zamiast wsłuchiwać się w siebie i obserwować swoje własne ciało taka osoba uznaje za prawidłowe i mądre tylko cudze osądy/opinie (siebie uważa za mniej zorientowaną i kompetentną nawet gdy rzecz dotyczy jej własnego ciała). Jest w tym pewien brak poszanowania siebie, odwracanie się od siebie i swojej intuicji, odbieranie sobie prawa nawet do stwierdzenia, że np. dana rzecz konkretnie nam szkodzi. Często ludzie zachowują się w ten sposób, że kiedy jakaś osoba mówi im, że dana rzecz (np. lek, albo jakieś jedzenie czy sposób postępowania) jej szkodzi, wmawiają jej, że nie może jej szkodzić, bo ta rzecz powszechnie uznawana jest za zdrową. Albo na odwrót - dana osoba mówi im, że jakaś rzecz jej pomaga, a ci inni ludzie wmawiają jej na to, że ta rzecz jej szkodzi (nie może służyć), bo powszechnie uważa się ją za szkodliwą. Trzeba wyrobić w sobie siłę umożliwiającą zniesienie takich "porad", które nastawiają nas przeciwko nam samym i podważają nasz własny osąd (do którego jak najbardziej mamy prawo, bo przecież to nasz organizm i sami najlepiej czujemy czy coś nam służy czy szkodzi). Ty już nawet jakiś czas temu byłaś w stanie bronić swojego prawa do stwierdzania, że coś Tobie np. źle służy.
    Tak więc naprawdę masz bardzo dobre podejście do tego wszystkiego, jak najbardziej bardzo dobrze o Tobie świadczące.

    Przy czym z tego, co napisałaś o tym, że już coraz mniej zależy Ci nawet na tym, by tamta osoba zrozumiała/zauważyła, że Cię raniła - widać, że Twój rozwój postępuje. Już po tym widać, że Twój szacunek wobec własnej osoby bardzo wzrósł i stałaś się silniejsza. I zapewne dzięki tym doświadczeniom i prawidłowemu ich wykorzystaniu w przyszłości będzie coraz trudniej Cię zranić. Już teraz wzrosła Twoja odporność. To, że ktoś Cię rani wynika z jego wolnej woli i nie ma tu co usprawiedliwiać osobę raniącą. Jednak to na ile dane zachowanie w stosunku do Ciebie zastosowane będzie dla Ciebie raniące - na ile Cię zrani - wynika z tego na ile jesteś podatna/czuła na to zranienie. Osoby, które nie wytworzyły w sobie wystarczającej siły (i w tym nie rozwinęły tego szacunku wobec siebie jak i umiejętności uświadamiania innym, gdzie leży granica ich prywatności, poza którą ci inni nie mają prawa wkraczać) zawsze będą doznawać cierpienia pod wpływem danego traktowania. Jednak w miarę postępowania rozwoju dojdą do takiego momentu, że kiedy ktoś je w ten sposób potraktuje będą już na tyle silne/rozwinięte, że nie będzie to robić na nich wrażenia, nie będzie ich to wcale dotykać. (Z tymże nie należy się obawiać, że staną się mniej wrażliwe w sensie odczuwania empatii, bo to bynajmniej się nie zmniejsza. Wręcz przeciwnie, empatia w miarę rozwoju wzrasta.) W tej sytuacji warto zauważyć, że np. dwie osoby może spotkać ta sama sytuacja (takiego samego traktowania ich przez innych) i jedna z tych osób będzie przekonana, że ciągle "obrywa od życia", a druga nie będzie miała takiego wrażenia, ponieważ będzie wszelkie ataki (czy nazwijmy to ingerencje w jej prywatną sferę) bez problemu odpierać i nawet ich nie zauważy, bo nie będzie nimi zraniona emocjonalnie. Tak więc na swój sposób można mówić o pewnym przyciąganiu przez samą "ofiarę" sytuacji, w których jest ona ofiarą (ulega zranieniu), jednak te sytuacje spotykają ją często dlatego, że ona po prostu jeszcze nie przerobiła tego problemu (nie rozwinęła tej części swojej osoby). Nie nauczyła się sobie radzić z tym egzekwowaniem u innych szacunku i poważnego traktowania jej osoby. Wielu ludzi stwierdza więc że taka "ofiara" sama przyciąga tego rodzaju nieprzyjemne dla niej sytuacje. Na swój sposób tak, ponieważ ona tego potrzebuje do swojego rozwoju. To jest sfera życia/istnienia, która jeszcze jest u niej niedopracowana, więc te sytuacje są pomocne, by zauważyła to i zrozumiała w czym problem. Po drugie można uznać, że je przyciąga dlatego, że ponieważ się nie broni jest łatwą ofiarą, a to faktycznie przyciaga ludzi, którzy chcą dominować czy krzywdzić. Przyciąga w różny sposób. Przykładowo w taki najprostszy sposób, że taka "strachliwa" osoba prawie nigdy się nie broni. Kiedy np. gwałciciele wybierają swoje ofiary wybierają właśnie takie "słabsze" (emocjonalnie i psychicznie, nie chodzi o to że fizycznie) osoby, bo prawie w ogóle nie grozi im z ich strony jakaś obrona w formie fizycznej. Te ofiary będą zbyt przerażone, a jednocześnie uległe (dosłownie nie będą się bronić, bo myśl o prawie do obrony siebie jest im obca). To jest taki prosty przykład i to sytuacji związanej z przemocą fizyczną, ale rzecz w tym, że to przyciąganie "oprawcy" zachodzi na na wielu płaszczyznach.

    Z tego wynika pogląd, że "ofiara" sama ściągnęła na siebie nieszczęście, co w pewnym sensie jest prawdą, ale z tego wyciąga się dalej idący już kompletnie nieprawidłowy wniosek, że ofiara sama jest sobie winna. I w ten sposób w końcu winą obarcza się ofiarę zdejmując tym samym odpowiedzialność z oprawcy. Rzeczywistość wygląda jednak tak, że każdy "oprawca" ma swoją własną wolę i jeżeli kogoś krzywdzi, to nie ma na to żadnego usprawiedliwienia. Jasne, że jego postępowanie może się przydać tej osobie krzywdzonej na tej zasadzie, że będzie mogła z tego wyciągnąć jakieś wnioski co do swojego zachowania, stosunku do samej siebie, stosunku do innych itd., ale to że wyciągnie tego rodzaju nauki z tej przykrej sytuacji (o ile je wyciągnie) będzie wyłącznie zasługą tej osoby skrzywdzonej.
  • kat-k-a 27.02.13, 20:08
    Nie ma tu zasługi samego oprawcy. Pozytywne konsekwencje dla ofiary, jeśli zaistnieją, będą jedynie związane z prawidłowym podejściem/pracą (w sensie nakierowaniem na swój rozwój, chęcią zrozumienia i rozwoju) osoby zranionej. Oprawcy nic nie usprawiedliwia. Oprawca także może wyciągnąć z zaistniałych sytuacji jakieś wnioski i bardzo dobrze jeśli je wyciągnie i dzięki temu czegoś się nauczy, jednak na samo jego działanie nie można patrzeć jak na jakiś "dar" dla osoby ranionej, ani nie można tego usprawiedliwiać słabością osoby ranionej. Tak więc warto jednak we wszystkim zauważać istnienie wolnej woli i nie lekceważyć go, bo wolna wola jest jedną z ważniejszych rzeczy, bez których rozwój człowieka byłby niemożliwym.

    To tak trochę w nawiązaniu do wpisu wyżej, który sugeruje, że jeśli ktoś odczuwa pragnienie zemsty, to nie powinien go argumentować tym, że oprawca miał wolną wolę. Według mnie jak najbardziej ma do tego prawo. Wolna wola występuje zarówno u oprawcy jak i u ofiary. I też z wolną wolą ofiary wiąże się to jak potem ona postąpi - na ile będzie skłonna do zemsty - czy skończy się na samej myśli o tym, czy pójdzie to dalej, czyli przejdzie w czyny. To będzie zależało od jej wolnej woli - będzie czystym wyborem tej osoby i tak samo jak w przypadku tego, co zrobił oprawca, jeśli ofiara zacznie się mścić nie będzie na to usprawiedliwienia. Z tymże nie chodzi mi w tej chwili o określanie któregoś z tych postępowań jako złe, dlatego że najważniejsze jest czy potem dana osoba będzie dzięki temu coś rozumieć, czy zdoła to wykorzystać dla swojego rozwoju duchowego. W zasadzie w Naturze nie ma zła ani dobra. Ten podział jest bardzo umowny. Jest wygodny do pewnego stopnia, jednak nie jest naturalny. Przykładowo jeśli mamy drapieżnika polującego przypuśćmy na zająca, to kiedy go złapie i zabije, to dla drapieżnika jest to dobre, bo się naje, natomiast dla zająca będzie to złe, bo zginie i to być może w męczarniach. Tak więc tak naprawdę nie da się dzielić rzeczy na dobre i złe. Podobnie jeśli mamy gdzieś suszę jeśli spadnie tam deszcz, to będzie to dobre, deszcz będzie postrzegany jako dobry, natomiast jeśli mamy gdzieś powódź ten sam deszcz będzie postrzegany jako zły. Tak naprawdę liczy się równowaga. Jeśli się upieramy przy definiowaniu zła, to można by nim nazwać brak równowagi (przykładowo w przypadku tej suszy czy powodzi mamy brak równowagi między suchością, a wilgocią - trochę głupio to brzmi :) ale chyba wiadomo o co chodzi). I wracając do tych kwestii związanych z ofiarą i oprawcą. Przykre dla ofiary doznania, jako że przykre wydają się złe, jednak to jest jedyna droga, by ta osoba się rozwinęła, tak więc z punktu widzenia jej rozwoju duchowego te sytuacje są dla niej korzystne czy inaczej - są jej potrzebne. Czyli mozna by powiedzieć, że w związku z tym sa jednocześnie dobre i złe. Podział na zło i dobro jest sztuczny.

    I wracając do Twojej sytuacji, odcięłaś się od osoby Cię raniącej i na tyle się już wzmocniłaś, że zanika w Tobie poczucie mściwości - odgrywania się za poniesioną krzywdę. Ta osoba staje Ci się obojętna. Gdybyś poszła drogą wybaczania na siłę, kiedy czułaś do tej osoby silny żal i myślałaś o zemście (wystarczy, że w ogóle myślałaś), zakłamałabyś się. Wmawiałabyś sobie, bo bardzo tego chciałaś i bardzo chciałaś postępować dobrze, że wybaczyłaś, a w głębi duszy wcale byś nie wybaczyła. W ten sposób można się bardzo silnie zakłamać, do tego stopnia, że naprawdę się wierzy w to, że się wybaczyło i że dzięki temu polepszył się nasz stan. To jest możliwe. Można w tym stanie trwać nawet do końca życia, z tymże z punktu widzenia rozwoju duchowego stałabyś w miejscu. Zablokowałabyś w ten sposób proces, który w normalnych warunkach skończyłby się spontanicznym i szczerym prawdziwym wybaczeniem i zablokowałabyś swój własny rozwój.
    Ale Ty masz te prawidłowe odruchy, że nie "kupujesz" danej metody w całości na wiarę, tylko podchodzisz do niej z pewną dozą wątpliwości. Dzieki temu Twój rozwój zachodzi dalej. I ponieważ własnie postępujesz w ten prawidłowy sposób Twoja chęć zemsty w stosunku do osoby, która Cię zraniła zanika (czy nawet zanikła). To jest normalne. Im bardziej człowiek się rozwija tym mniejszą ma tendencję do osądzania jak i do mściwości, aż jedno i drugie całkowicie zanika. To jest bardzo dobre, jednak nie dojdzie się do takiego stanu przez oszukiwanie się. Ludzie często przyjmują jako wytyczną, związaną czy to z naukami religijnymi, czy w ramach nauk związanych z rozwojem, że mają nie osądzać, albo mają nie chcieć się mścić. Jednak jeśli przyjmują to tylko jako zalecenia prawidłowego postępowania, to nie czują tego. Hamują jedynie swoje odruchy mściwości i osądzania. Te odruchy nie znikają. Zostają jedynie wyparte ze świadomości. Prawidłową drogą jest rozwój, a kiedy on postępuje zarówno chęć osądzania jak i mściwość znikają. I wtedy znikają tak naprawdę, że po prostu przestajesz w końcu rozumieć dlaczego jakimś innym ludziom może na tym zależeć, bo kompletnie nie widzisz w tym żadnego sensu. I nie osądzasz wtedy tych ludzi jako złych (choć może Ci przeszkadzać, czy sprawiać ból, jeśli widzisz że ranią innych), tylko po prostu nie rozumiesz tych ich chęci, dochodzisz do stanu, że one są tak bardzo Ci obce, że zupełnie ich nie czujesz/nie rozumiesz.

    I znowuż, jeśli chodzi o to nieosądzanie innych jak i o niemszczenie się, wiele osób myśli, że można sobie to narzucić. To jest kolejny przykład przeskakiwania procesu, który w naturalny sposób ma prowadzić do zaniku tych zachowań (prawdziwego zaniku, a nie jedynie ich wyparcia). Wielu ludzi myśli, że można skoczyć do sytuacji końcowej. Że skoro to jest na końcu, skoro to jest wskazany efekt/stan końcowy, to można od razu przeskoczyć do niego. W istocie nie ma to sensu. Zawsze potrzebny jest proces, potrzebne jest to obudzenie czy to danych uczuć, czy zanik jakichś tych bardziej negatywnych/niskich popędów w wyniku przejścia przez pewien proces. Inaczej mówiąc po prostu na drodze rozwoju. W rozwoju duchowym nie ma miejsca na skróty.

    I jeszcze jedna kwestia odnośnie tej mściwości. Istotne jest, że w danym momencie czując się zraniona byłaś w stanie się przyznać, że myślisz o zemście, że rozważasz tego rodzaju reakcję. To jest bardzo ważne i prawidłowe. Zauważając istnienie tej chęci zemsty akceptujesz to istnienie (nie mylić z akceptacją w sensie pochwalania samej zemsty - akceptujesz stan rzeczy - akceptujesz _istnienie_ chęci zemsty) dzięki czemu możesz przejść do dalszych etapów, kiedy ono zaniknie. Wiele osób nie chce się przyznać choćby samemu przed sobą do tego, że mieliby ochotę na zemstę, dlatego że mściwość jest źle postrzegana (no bo faktycznie jest niskim popędem). Nie chcą więc postrzegać siebie ani żeby inni ich postrzegali jako mściwych. Jednak jeśli faktycznie czują chęć zemsty nie przyznając się do niej nie mogą ruszyć z miejsca, bo dystansują się w ten sposób do tego jak wygląda ich sytuacja, ich odczucia, pobudki itd. w tym danym momencie. Odcinają się od rzeczywistości. Przez to blokują swój rozwój. Ty jesteś jedną z osób, które są w stanie przyznać się do takich źle widzianych chęci i dzięki temu nie blokujesz swojego rozwoju w wyniku czego potem w naturalny sposób ta chęć zemsty u Ciebie zanika. To jest bardzo prawidłowe zachowanie. Bardzo prorozwojowe.
  • kat-k-a 27.02.13, 20:16
    Przy czym może warto tu też napisać coś na temat prawa Karmy. Ludzie zazwyczaj błędnie to rozumieją jako jakiś system kar i nagród. Myślą, że jak zrobią coś złego, to potem ten zły uczynek "wróci" do nich. I to samo odnośnie dobrych uczynków. W końcu więc patrzą na życie mniej lub bardziej w ten sposób, że jeśli w owe prawo Karmy wierzą, to usiłują zachowywać się tak, żeby było im jak najlepiej, usiłują się zabezpieczyć. Jeśli robią coś dla kogoś, to po to żeby potem dostać za to nagrodę, jeśli nie robią czegoś złego, to dlatego że boją się, że potem za karę także ich spotka coś złego. Oczywiście nie twierdzę, że wszyscy wierzący w prawo Karmy w ten sposób to widzą, jednak niestety wiele osób tak. Ludzie chcą "oczyszczać" swoją Karmę itd. po to, by polepszyć swój los. Chcą przechytrzyć porządek świata. Nie ma przy takim spojrzeniu miejsca na kierowanie się sercem. Na niekrzywdzenie innych wyłącznie, dlatego że nie chce się zadawać im bólu, bo nas to boli tak samo lub nawet bardziej, jak ból zadawany nam samym. Nie ma przy takim podejściu miejsca na pomaganie komuś, dlatego że jest nam najzwyczajniej przykro widzieć, że ten ktoś cierpi, że to nas najzwyczajniej boli, więc chcemy temu zaradzić - z czystej potrzeby serca, bezinteresownie, jedynie z powodu empatii.

    Prawo Karmy tak naprawdę związane jest z mechanizmem wracania do stanu równowagi. Zarówno wszechświat jako całość jak i mniejsze jego elementy (i zbiory elementów) w sposób naturalny dążą do równowagi. To najbardziej podstawowe ze wszystkich praw. Także jeśli chodzi o danego człowieka, to on sam w sobie - jako istota, ale złożona nie tylko z ciała fizycznego - dąży do bycia w równowadze, do bycia w równowadze jego poszczególnych elementów względem siebie jak i do bycia w równowadze z otoczeniem (innymi istotami i w ogóle wszechświatem). Jeśli jakieś działanie powoduje naruszenie równowagi, to wcześniej czy później dojdzie do reakcji mającej na celu przywrócenie równowagi. Na tym polega właśnie prawo Karmy - na przywracaniu stanu równowagi. I warto zwrócić uwagę na to, że naruszenie równowagi powodują także zachowania, które ludzie ze swojego punktu widzenia mogą uważać za dobre czy powiedzmy szlachetne. Przykładowo, jeśli ktoś kocha np. rzeźbienie, ma w tym kierunku talent, ale dla dobra np. rodziny - żeby ją utrzymywać - wyrzeka się tego swojego powołania i zmusza się do pracy której nienawidzi, to mimo że wydaje się, że postępuje tak bohatersko poświęcając się dla bliskich, to postępuje wbrew sobie. Nie jest ze sobą w zgodzie, jego działanie zaburza jego równowagę. Wcześniej czy później nastąpi reakcja mająca na celu przywrócenie stanu równowagi. Może to być np. choroba tego człowieka. Będzie to coś nieprzyjemnego, ale coś co będzie miało na celu skłonić go do zastanowienia się nad swoim postępowaniem, coś co da mu szansę na zrozumienie i rozwój. Wielu ludzi uznałoby to za niesprawiedliwość, że osobę "dobrą" czy zachowującą się "dobrze/szlachetnie" spotyka krzywda, jednak to jest kwestia nierozumienia tego, że podział na dobro i zło jest sztuczny, że najważniejsza jest tak naprawdę równowaga, a dane następstwo nie jest karą czy nagrodą, a jedynie konsekwencją związaną z dążeniem do stanu równowagi.

    I wracając do Twojej sytuacji, gdybyś wcześniej wybaczyła na siłę, wmówiła sobie, że wybaczasz, że nie czujesz chęci zemsty (mimo że ją czułaś), postąpiłabyś wbrew sobie i pomijając inne negatywne tego następstwa ściągnęłabyś na siebie reakcję związaną z prawem Karmy, mającą na celu przywrócenie równowagi, którą w ten sposób (działając wbrew sobie) zaburzyłaś. Dlatego naprawdę nie warto udawać i okłamywać choćby samego siebie, że nie czuje się czegoś, co jest uważane przykładowo za jakiś niski popęd, jeśli faktycznie się go czuje.

    W ciągu swojego życia podejmujemy mnóstwo decyzji, dokonujemy mnóstwa wyborów i mają na nas też wpływ wybory i decyzje innych osób, które jak i my posiadają wolną wolę. Tak więc nie należy się zbyt stresować tym czy dany nasz wybór stanowi naruszenie równowagi czy nie. Tzn. oczywiście warto dążyć do bycia w harmonii ze sobą i resztą świata, ale nie ma sensu zastanawiać się jak poprawić swoją Karmę. Mają na nas wpływ i będą mieć w przyszłości i nasze, i cudze wybory. Natomiast na błędach naprawdę ogromnie dużo możemy się nauczyć, więc nawet jeśli w danym momencie dokonamy czegoś zaburzającego równowagę, to możemy z tego wyciągnąć jakieś wnioski, coś dzięki temu zrozumieć i dzięki temu rozwinąć się. Lepiej popełniać błędy i chcieć wyciągać z nich wnioski, czyli rozwijać się, niż stać w miejscu. (Rozwój bez popełniania błędów nie jest możliwy) I też tak naprawdę nie ma nic fatalnego czy przerażającego w tym, że nie wszystko od nas zależy, że mają na nas także wpływ cudze decyzje. Tak jest dobrze. To, co warto podkreślić jako szczególnie ważne, to bycie szczerym. I wobec siebie i wobec innych. Bez tego rozwój jest niemożliwy.
  • martola80 21.06.13, 16:31
    Katko, jestem pod wrażeniem Twojej mądrości.
    Chciałabym wiedzieć skąd czerpiesz wiedzę. Czy można się z Tobą jakoś skontaktować?
    --
    To co na zewnątrz jest tylko odbiciem tego co mamy wewnątrz.
  • kat-k-a 24.06.13, 16:39
    Troszkę to dla mnie zawstydzające, ale oczywiście bardzo Ci dziękuje za tak piękny komplement. A adres mailowy: kat-k-a@tlen.pl
  • dorek8 12.08.13, 19:51
    Wybaczenie daje uspokojenie, ukojenie i milosc. To, ze czujesz bol, zlosc jest tylko checia zemsty i wydaje sie, ze tylko wtedy doznasz spokoju. Wybaczenie bez oczekiwania sprawiefliwosci. Poprostu wybacz......i nie oczekuj niczego wzamian. Wybaczenie takie daje mi sile, zdrowie wiele pogody ducha i radosci z wolnosc od nienawisci. :-)
  • kat-k-a 13.08.13, 04:42
    Poczucie zranienia tylko u niektórych osób (i niekoniecznie przez całe ich życie) łączy się z chęcią zemsty, a jeśli występuje jedno i drugie to i tak są to odczucia zupełnie odrębne. Nie wolno ich mylić. Utożsamiając ból z chęcią zemsty zakłamujesz się, a nie ma nic gorszego niż pójście w kierunku kłamstwa. W ten sposób zakłamując możesz uzyskać korzyści typu złudzenie siły, spokoju, zdrowia czy szczęścia, jednak wszystko to będzie bardzo nietrwałe. Wszystko, co jest iluzją stworzoną przez oszukiwanie się (i to oczywiście bardzo często w dobrej wierze, wcale nie musi to być jakieś zakłamywanie wynikające ze złych pobudek) nie jest prawdziwe i w związku z tym łatwo ulega destrukcji. To może się wydawać solidne, a dokładniej okłamującym się ludziom wydaje się to jak najbardziej solidne, ale to złudzenie. To jest podobnie jak z wiarą - jeśli u jej podstaw leży jedynie przekonanie, że należy wierzyć, że sama wiara jest cnotą (czyli jeśli wiarę narzuca się sobie na starcie zamiast pozwolić, by wynikła z wewnętrznych przemian związanych z rozwojem i nie była wiarą w to, czego sprawdzić nie można, a w co wypada wierzyć według jakiejś religii), to niewiele trzeba by taka wiara legła w gruzach, a i przy okazji takiej wiary uczyni się zazwyczaj wiele złego (mimo dobrych intencji). Przy czym dodatkowym poważnym minusem tego typu postepowania jest oddalanie się od swojej jaźni (swojego prawdziwe ja, czy jeśli ktoś woli - od Boga). Rozbudowuje się w ten sposób ego z tymże ego we wschodnim sensie tego słowa (rozbudowuje bądź przy innym na ego spojrzeniu zanieczyszcza je - chodzi o zwiększenie iluzoryczności własnej osobowości i tego, co postrzegamy jako swoje ja - co prowadzi do coraz większego oddalania się od swojego ja prawdziwego). Blokuje się rozwój tożsamy z dążeniem do bycia prawdziwym sobą. Poświęca się wgląd w siebie. Nieprzypadkowo w wielu religiach mówi się o dążeniu do prawdy jako rzeczy najważniejszej. Zakłamując się robisz sobie krzywdę.

    Nie powinno się też mylić mszczenia się czy choćby kary, jaką zasądza sąd, z zadośćuczynieniem sprawiedliwości. Napisałaś "Wybaczenie bez oczekiwania sprawiedliwości". Nie ma czegoś takiego jak wybaczenie bez sprawiedliwości. Tzn. może zależy też trochę od tego, co kto rozumie przez sprawiedliwość, ale rzecz w tym, że prawdziwe wybaczenie zachodzi po pewnej przemianie czy przemianach w człowieku i wtedy nie ma mowy o jakimś "wyrównywaniu rachunków" czy tego rodzaju jakimś dążeniu do sprawiedliwości, bo zaczyna się rozumieć, że sprawiedliwość polega na czym innym. Że to jest raczej ciągły proces dążenia układu do równowagi, a nie jakieś pojedyncze wydarzenia. Że nie ma w tym nic osobistego. Że nie można sprawiedliwości zredukować do pojedynczych wydarzeń. Że nie chodzi w tym o jakieś kary typu np. więzienie, odszkodowanie czy kara śmierci. Jeśli ktoś w danym momencie odczuwa chęć zemsty to powinien się z tym skonfrontować, nie wypierać tego z siebie (nie chodzi mi o to, żeby dokonywał zemsty, ale faktycznie postarał się zrozumieć swoje odczucia, chęci, pobudki - nie odcinał się od nich), a wtedy w naturalny sposób przejdzie do kolejnego etapu, w którym w ogóle nie odczuwa się chęci zemsty i nie ma się nawet ochoty na samo osądzanie ludzi, bo rozumie się, że to nie ma żadnego sensu. Nie trzeba się wtedy ciągle trzymać na baczności, pilnować i w razie czego strofować, że danych odczuć nie powinno się czuć, bo to nieładnie. Wtedy te odczucia całkowicie znikają, bo rozumie się ich bezsens, ich absurdalność, oderwanie od rzeczywistości, czy innymi słowy po prostu ich idiotyczność. Ale do tego po prostu trzeba dojść, co wcale nie jest takie trudne, ale wiąże się z nie wypieraniem się siebie i swoich odczuć, z unikaniem zakłamywania. Nie można tych różnych poglądów i odczuć wymuszać na sobie czy sobie wmawiać. Każde odczucie wiąże się z konkretnym momentem rozwoju, konkretnym etapem dochodzenia do zrozumienia. Nie da się przeskoczyć żadnego etapu. Jeśli blokuje się jeden przez zakłamywanie, to nie ma możliwości pójścia dalej i oczywiście nie ma tez wtedy możliwości dojścia do końca i tym samym dotarcia do prawdziwego wybaczania.
  • 3scorpion666 14.08.13, 09:24
    Niezłe oplatanie i lanie wody! A co konkretnie z tego wynika? Dlaczego, pytam - ofiara ma ponosić całe konsekwencje krzywdy? Poniosłam krzywdę, i teraz mam dżwigać jeszcze ciężar przebaczenia? mam pakować kasę w coachów, terapeutów etc. aby wybaczyć, a sprawca - dalej sobie spokojnie żyje? Otóz mam prawo do obrony! Jeżeli ktoś mnie skrzywdził, mam prawo się bronić. A właśnie cała reszta, teoria i teoria - to jest właśnie obłuda i kłamstwo. Krzywdziciel, jeżeli nie dostanie po łapach, będzie dalej krzywdził! I nie kiedysś, w następnym wcieleniu - ale teraz, aby zrozumiał i doświadczył, że zrobił źle. Inaczej, zło rośnie w siłę.
  • kat-k-a 14.08.13, 17:31
    3scorpion666, zupełnie nie zrozumiałaś tego, co napisałam. Właśnie o to chodzi, że nie polecam przebaczania jako sposobu na uwolnienie się od krzywdy, której się doświadczyło, więc absolutnie nie popieram obciążania ofiary ciężarem przebaczenia. Popierają to osoby promujące radykalne przebaczanie jako odpowiedź na wszelkie problemy. Według tego, co one polecają (one, a nie ja!) składa się na plecy ofiary jeszcze to, że jej obowiązkiem (a przynajmniej obowiązkiem moralnym) jest wybaczenie, a jeśli nie jest w stanie tego uczynić w danej chwili (co jest rzeczą zupełnie naturalną i prawidłową), to obarczają ją poczuciem winy za to, że nie potrafi się tak "szlachetnie" zachować, przez co dokładają do jej cierpienia poczucie winy, niszcząc jej i tak kiepską samoocenę. Wytrwale wymuszają na niej, by się przełamała, postąpiła wbrew sobie (co jest równoznaczne z brakiem szacunku dla siebie) i wybaczyła, choć tego rodzaju wybaczenie nie będzie wcale wybaczeniem tylko udawaniem wybaczenia, będzie zakłamaniem szkodliwym zarówno dla tej osoby będącej ofiarą jak i dla jej otoczenia (ale niestety przede wszystkim dla niej).

    Podsumowując, nie komentuj i to w tak niegrzeczny i bezsensowny sposób cudzej wypowiedzi jeśli jej w ogóle nie rozumiesz. Byłoby ok gdybyś spytała czy chodzi mi o to i tamto, bo Ty to tak i tak zrozumiałaś, a ja wtedy odpisałabym Ci, że chodzi o coś wręcz odwrotnego i postarałabym się sformułować to nieco inaczej tak by było bardziej czytelne, a jesli nadal byłoby dla Ciebie niezrozumiałe, a jednocześnie nadal byłabyś jednak tym zainteresowana, starałabym się dalej.

    Warto też zauważyć, że w wielu przypadkach osoba krzywdząca nie zdaje sobie sprawy z tego, że krzywdzi (wielu rodziców krzywdzi swoje dzieci będąc przekonanymi, że robią to wszystko z miłości i to, co robią jest dobre dla ich dziecka). A w związku z tym nie może przestać krzywdzić skoro robi to nieświadomie. Mnóstwo krzywd wynika z dobrych intencji i takie zresztą są najcięższe. Karanie takiego "oprawcy" jakie tu proponujesz nic w tej sytuacji nikomu nie da, bo ani krzywdzący nie zrozumie co robi źle - czym krzywdzi, ani ofiara nie poczuje się lepiej, bo nie zostanie przez nikogo zrozumiana - jej cierpienie jak zwykle zostanie zignorowane. Jej sytuacja, jej krzywda nie zostanie przez nikogo zrozumiana i w ten sposób pozostanie niezauważona i zlekceważona jak wcześniej. Nie rozumiesz podstawowych potrzeb psychologicznych ofiary. Nawet u podstaw chęci zemsty kryje się przede wszystkim chęć, by ktoś kto skrzywdził zrozumiał jak bardzo skrzywdził - odczuł to na własnej skórze - po to ofiara chce go ukarać - by uzyskać to zrozumienie, by wreszcie jej cierpienie zostało zauważone, by oprawca zrozumiał i by zrobiło mu się bardzo przykro, że tak skrzywdził tę drugą osobą. Chodzi o uzyskanie szczerego zrozumienia.

    Twoje spojrzenie na karanie nie ma żadnych pozytywnych konsekwencji, bo jeśli ukażesz osobę za coś, czego ona nie odbiera jako coś złego to przez ten brak zrozumienia w przyszłości powtórzy tego rodzaju zachowanie. Kara nikomu nic nie da, nijak nie zapobiegnie zadawaniu podobnych krzywd w przyszłości i nic nie pomoże ofierze, której ból i krzywda nadal będą w ten sposób lekceważone. Nadal będzie z nimi pozostawiona sama.

    W przypadku przestępców (choć akurat w tym temacie nie jest o tym mowa, ale dla porządku napiszmy też o tym) kara typu więzienie, a nawet kara śmierci, potrafi mieć sens jako odizolowanie tej niebezpiecznej osoby od reszty społeczeństwa i zapobiegnięcie potencjalnym krzywdom, jakie mogłaby ona wyrządzić. W tym przypadku jest to kwestia zapobiegania i ochrony reszty osób. Jednak oczywiście nie jest to żadne zadośćuczynienie sprawiedliwości. Z kwestią przebaczenia także nie ma to nic wspólnego.
  • 3scorpion666 14.08.13, 17:57
    Szanowna Pani katechetko, przykro mi, że odbiera Pani mój styl wypowiedzi jako obrażliwy dla siebie. Nie w mojej intencji obrażac kogokolwiek, jedynie nazywam rzeczy po imieniu!
    Jest Pani osobą niezwykle wrażliwą emocjonalnie, co akurat uważam za plus, ponieważ ludzie wrażliwi więcej postrzegają.
    Natomiast, proponuję, aby Pani uważnie przeczytała treśc mojej wypowiedzi powyzej, gdyż zupełnie nie zrozumiała pani, o czym piszę. Wtedy dopiero będziemy mogli sobie podyskutowaźć. Na razie - nie ma o czym! Pani odwołuje się do rzeczy, których w ogóle nie ma w mojej wypowiedzi, czyli - opiera swoje wywody na całkowicie błędnej interpretacji.
    Pozdrawiam.
  • kat-k-a 14.08.13, 22:12
    No i kolejna rzecz Ci się pomyliła. Określiłam Twój komentarz jako niegrzeczny i bezsensowny. Zamiast 'niegrzeczny' mogłabym równie dobrze użyć tu określenia prymitywnie głupawy i też by to dobrze pasowało. Sprawiasz wrażenie nastolatki, myślącej, że inteligencję czy ciekawą osobowość można symulować chaotycznym sprzeciwem, czyli buntowaniem się przeciwko wszystkiemu i wszystkim, nieważne czy z sensem czy bez. Świadomie piszesz tak, by rozmówca odebrał Cię jako nieprzyjemną (bo z Ciebie niby taka zbuntowana dusza... wielka nonkonformistka od siedmiu boleści....). Efekt jest dosyć obciachowy, bo piszesz bez sensu i strasznie histerycznie. Pomijając jednak Twoje samoośmieszenie, to nie napisałam, że poczułam się obrażona, więc z tym poczuciem bycia obrażoną zaliczyłaś kolejną wpadkę. Jasne, że zrobiłaś na mnie złe wrażenie i samą swoją osobą i tym, że zaśmiecasz bzdurnymi postami poważny temat. I teraz kontynuujesz swoje tanie prowokacje zwracając się do mnie "katechetko". Tragedia. Zastanów się przez chwilę co to słowo oznacza, a potem jak jego użycie w tym miejscu określa poziom Twojego rozgarnięcia (żeby tak delikatnie nawiązać do poziomu Twojej inteligencji).

    @ "Natomiast, proponuję, aby Pani uważnie przeczytała treśc mojej wypowiedzi powyzej, gdyż zupełnie nie zrozumiała pani, o czym piszę. Wtedy dopiero będziemy mogli sobie podyskutowaźć. Na razie - nie ma o czym! Pani odwołuje się do rzeczy, których w ogóle nie ma w mojej wypowiedzi, czyli - opiera swoje wywody na całkowicie błędnej interpretacji. "

    Trochę to śmieszne sugerować mi niezrozumienie Twojego wpisu w sytuacji, gdy sama nie zrozumiałaś mojego, który jednak dzielnie skomentowałaś. Liczne wykrzykniki, których tak lubisz nadużywać zamiast kropek nie sprawią, że Twoja wypowiedź nagle nabierze sensu. Może najpierw postaraj się ochłonąć, a potem na spokojnie sama przeczytaj co do mnie napisałaś. A napisałaś cytuję: "Niezłe oplatanie i lanie wody! A co konkretnie z tego wynika? Dlaczego, pytam - ofiara ma ponosić całe konsekwencje krzywdy? Poniosłam krzywdę, i teraz mam dżwigać jeszcze ciężar przebaczenia?"
    Jesteś w stanie wyjaśnić, gdzie ja niby twierdziłam, że ofiara ma ponosić konsekwencje krzywdy i dźwigać ciężar przebaczenia?? Czy Ty w ogóle panujesz nad klawiaturą?
    Dalej piszesz: "A właśnie cała reszta, teoria i teoria - to jest właśnie obłuda i kłamstwo."
    I co to ma do mojej wypowiedzi? Gdybyś przeczytała wszystkie moje wypowiedzi w tym temacie, to zauważyłabyś (jeśli mimo wszystko jesteś w stanie się uspokoić i zrozumieć tekst napisany w całkiem przystępny sposób), że podkreślałam wyraźnie, że oprawca nie jest usprawiedliwiony i zawsze najlepiej by było osiągnąć sytuację, w której przeprosi on ofiarę. Dla Ciebie może brzmi to jak nic, ale tu chodzi o coś więcej niż odwalenie regułki, o faktyczne zadośćuczynienie w sferze psychologicznej. Nie pojedynczą wymianę zdań. Dużo więcej niż jakieś pojedyncze wygłoszenie regułki ze słowem przepraszam w środku. I po tym można rozważać ewentualną kwestię przebaczenia, choć bez naciskania na jego zaistnienie. Rzeczywistość życia wygląda jednak tak, że zazwyczaj trudno doprowadzić do takiej sytuacji, by sam oprawca przyczynił się do polepszenia stanu ofiary, więc w związku z tym trzeba tej ofierze w odpowiedni sposób pomóc, co jednak na pewno nie powinno polegać na wyrabianiu w niej przekonania, że jest zobowiązana wybaczyć. Takiemu traktowaniu - obarczającemu ofiarę poczuciem winy i odpowiedzialności za to, co jej uczyniono ja osobiście właśnie się sprzeciwiam.
    Nie wiem jak funkcjonuje Twój umysł, że byłaś w stanie "zrozumieć" moje wpisy całkowicie na opak.

    Nie chce mi się tłumaczyć wszystkiego kolejny raz. Wiem, że parę osób, które czytały moje wpisy tutaj zrozumiały je prawidłowo w tym sensie, że zrozumiały o co mi w nich chodziło, co stanowi dla mnie dowód, że nie napisałam tego wszystkiego w jakiś szczególnie nieczytelny sposób. Cieszę się, że te osoby to zrozumiały. Co do Ciebie, to nie wiem nawet czy przeczytałaś całość tego, co raczyłaś skomentować. Bynajmniej nie namawiam Cię do czytania wpisów, które Cię nie interesują, jednak jeśli już coś komentujesz, to choćby po to żeby nie wyjść na idiotkę, postaraj się najpierw to przeczytać ze zrozumieniem.
  • 3scorpion666 15.08.13, 09:27
    katechetko, sorry, ale - nie przeczytam Twojego postu, a więc pozostanie bez odpowiedzi! Nawet Tołstojowi nie wybaczam tak długiej wypowiedzi, a co dopiero - posty na forum :) # Wolę Balzaca.
  • kat-k-a 15.08.13, 20:50
    To faktycznie przykre, że poza innymi problemami masz jeszcze aż tak duże problemy z czytaniem, jednak wobec tego daruj sobie na przyszłość komentowanie przynajmniej tych dłuższych postów, których treści nie jesteś w stanie ogarnąć.

    I czy w ogóle może być głupsze zachowanie niż komentowanie treści, których nie dało się rady przeczytać?
  • 3scorpion666 15.08.13, 20:55
    Ależ właśnie zadałam sobie trud jednak uważnego przeczytania Twojego postu!
    Szkoda , że jedyne co potrafisz odpowiedzieć - to, że absolutnie nie przyjmujesz do wiadomości tego, że ktoś mógłby mieć odmienne od Twojego zdanie w jakimkolwiek temacie. A to zamyka dyskusje! Wymiana poglądów - najwyrażniej, nie dla katechetki :) Po co piszesz na forum? Tylko po to, aby narzucać innym swoje zdanie w temacie? Miłej nocy.
  • kat-k-a 15.08.13, 21:41
    Po pierwsze odpisałam Ci przed chwilą. Wcześniej nie miałam czasu. Nie przyszłoby mi do głowy, że tak bardzo Ci zależało na szybkiej odpowiedzi zwłaszcza że jednocześnie masz ten duży problem z czytaniem. Po drugie, super, że tym razem zadałaś sobie trud przeczytania postu zanim go skomentowałaś. Szkoda, że nie robisz tego za każdym razem podejmując się komentowania. Jakość Twojego "zrozumienia" niestety nadal pozostawia wiele do życzenia. Po trzecie, kolejny raz wmawiasz mi swoje urojenia. W tym temacie, w którym obecnie piszemy, pojawiły się różne głosy na temat kwestii wybaczania jak i mszczenia. Wiele przedstawionych poglądów nie było zgodnych z moimi. Z częścią z nich polemizowałam, z innymi nie. Nie mam parcia na narzucanie komuś swoich poglądów (nie mierz innych swoją miarą), przeszkadza mi natomiast, gdy ktoś pisze jakieś głupoty i usiłuje mnie pod nimi podpisać. Ty to uczyniłaś i w związku z tym adekwatnie zareagowałam.

    A po co piszę na forum? Po to żeby wymieniać się poglądami z innymi osobami, których przemyśleniami jestem żywo zainteresowana i w przeciwieństwie do Ciebie nie mam do ludzi pretensji o to, że na forum dyskusyjnym piszą długie wypowiedzi i w przeciwieństwie do Ciebie nie uważam, że umiejętność artykułowania myśli jest obciachem. Im bardziej ktoś się przykłada do dokładnego przedstawienia swoich poglądów, tym bardziej cenię jego wkład w dyskusję. Ty, mimo podeszłego wieku, jaki deklarujesz, nie dorosłaś chyba jeszcze do prawdziwej dyskusji.
  • 3scorpion666 15.08.13, 13:20
    Uff, jednk , z grzeczności - odpowiem na ten post. iwesz, wychowywano mnie w czasach, kiedy jeszcze ludzie pisali do siebie listy, i niegrzeczne było - na ten list w ciągu tygodnia nie odpowiedzieć. A więc, dzień wolny, dużo czasu - odpowiadam!
    Cytuję Ciebie:"Podsumowując, nie komentuj i to w tak niegrzeczny i bezsensowny sposób cudzej wypowiedzi jeśli jej w ogóle nie rozumiesz." Powiem tylko jedno: skąd masz pewność, że to Ty rozumiesz MOJĄ wypowiedź? A zamykać komuś usta - oj, nie demokratycznie! Forum po to jest, aby dzielić się poglądami!
    Cyt: "> Warto też zauważyć, że w wielu przypadkach osoba krzywdząca nie zdaje sobie spr
    > awy z tego, że krzywdzi (wielu rodziców krzywdzi swoje dzieci będąc przekonanym
    > i, że robią to wszystko z miłości i to, co robią jest dobre dla ich dziecka
    )"
    Całkowicie się zgadzam! Nie wiem, czy katechetki mają dzieci, akurat mam, tyle że już dorosłe, a więc mogę wyciągnąc wnioski zarówno z błędów moich rodziców w stosunku do mnie jak i swoich - w stosunku do własnych dzieci. Otóz, dochodz.ę do wniosku, że dziecko nie należy wychowywać, tylko - mądrze kochać! Natomiast za swoje bęłdy każdy rodzic - ponosi karę! I nie jest to kara umyślna, tylko - emocjonalna. Jeżeli nawet bnarzuca się nam wrzoec, że należy kochac własnych rodziców i opiekować sie nimi na starość, i tak, nasza chęć "odwetu" za jakieś dziecięce krzywdy (kary, bicie, stawianie do kąta etc.) wychodzi w wieku dorosłym, dziecko okazuje rodzicom swoją niechęć w ten czy inny sposób (np., wybór zamieszkania jak najdalej od toksycznego rodzica). Nie mówię tutaj o patologii, czyli przypadkach skrajnie okrutnego traktowania dzieci, które najczęściej wyrastają na socjopatów! To - osobny temat!
    Cyt.;"> Twoje spojrzenie na karanie nie ma żadnych pozytywnych konsekwencji, bo jeśli u
    > każesz osobę za coś, czego ona nie odbiera jako coś złego to przez ten brak zro
    > zumienia w przyszłości powtórzy tego rodzaju zachowanie. Kara nikomu nic nie da"...

    Karanie kogoś za co, czego nie rozumie - wieliki błąd! Tu mozemy powrócić do tematu dzieciństwa: dziecko karane przez rodzica za coś, czego nie rozumie, odbiera to jako krzywdę , no i z tego powstają niestety w przyszłości zaburzenia emocjonalne! A więc nie piszę nic - o karaniu! Tylko o prawie osoby pokrzywdzonej do - oddania ciosu! Nie zaś, karania! Ofiara, która nie odda "ciosu", kumuluje w sobie negatywną energię! I to tylko i wyłacznie o ofiarę tutaj mi chodzi! Jeżeli skumuluje tę energię w sobie, no to niestety, energia, nie znika. A więc, albo zamieni się w chorobę (autodetsrukcja), albo - odwet ukaze się w innej postaci: chociażby, w złym traktowaniu własnych dzieci. prosty przykład: rano, biegniemy po świeże bułeczki dla rodzinki, sprzedawczyni przed wyjściem do ;racy pokłóciła sie z mężem... Czy uśmiecha sieędo kupujących? Nie! Wystarczy iskra, a wybuchnie pożar: klient, który nieopatrznie zapyta o coś głupiego, co zdenerwuje ekspedientkę, i zaczyna krzyczeć na niego.... Ten, z zepsutym humorem, idzie do pracy, no i tak dalej... Jeszcze w latach 60tych powstał wspaniały komiks Bidstrufa, ukazujący działanie przenoszenia emocji: dyrektor wrzeszczy na inżyniera, ten idzie do cechu, wrzeszczy na robotnika, robotnik wraca do domu wyżywa się na żonie, do domu wraca dziecko z podwórka, obrywa od mamusi.... Tak to jest! Jeżeli nie oddasz temu, kto Cię skrzywdził konkretnie, powstaje efekt - "podaj dalej".Tyle w temacie!

  • kat-k-a 15.08.13, 21:22
    @ "Powiem tylko jedno: skąd masz pewność, że to Ty rozumiesz MOJĄ wypowiedź? A zamykać komuś usta - oj, nie demokratycznie! Forum po to jest, aby dzielić się poglądami!"

    Może lepiej napisz czego można nie rozumieć w Twoich wpisach. Ja jestem w stanie napisać czego nie rozumiesz w moich, zwłaszcza że dalej dzielnie dostarczasz kolejnych przykładów swojego niezwykłego (bo dokładnie na opak) postrzegania rzeczywistości. Raczyłaś wmawiać mi poglądy dokładnie sprzeczne z tymi, które przedstawiłam w swoich wypowiedziach, a następnie zaczęłaś krytykować te wymyślone przez Ciebie samą poglądy.
    Zareagowałam na to, bo nie życzę sobie, by ktoś mi wmawiał tego rodzaju głupoty. Za swoje własne poglądy i wypowiedzi chętnie poniosę odpowiedzialność, ale nie będę autoryzować absurdalnych wymysłów Twojego autorstwa.

    Przy czym nie mam nic przeciwko temu być opisywała tu swoje zdanie na temat poruszanych w tym temacie kwestii (swoje zdanie, a nie moje zdanie - zwróć uwagę) niezależnie od tego czy Twoje poglądy będą sprzeczne czy zgodne z moimi. Nie popadaj więc w paranoję i nie produkuj kolejnych głupot twierdząc, że ktoś usiłuje Ci zamykać usta.

    @ "Cyt: "> Warto też zauważyć, że w wielu przypadkach osoba krzywdząca nie zdaje sobie spr
    > awy z tego, że krzywdzi (wielu rodziców krzywdzi swoje dzieci będąc przekonanym
    > i, że robią to wszystko z miłości i to, co robią jest dobre dla ich dziecka)"
    Całkowicie się zgadzam! Nie wiem, czy katechetki mają dzieci, akurat mam, tyle że już dorosłe, a więc mogę wyciągnąc wnioski zarówno z błędów moich rodziców w stosunku do mnie jak i swoich - w stosunku do własnych dzieci. Otóz, dochodz.ę do wniosku, że dziecko nie należy wychowywać, tylko - mądrze kochać! Natomiast za swoje bęłdy każdy rodzic - ponosi karę! I nie jest to kara umyślna, tylko - emocjonalna. Jeżeli nawet bnarzuca się nam wrzoec, że należy kochac własnych rodziców i opiekować sie nimi na starość, i tak, nasza chęć "odwetu" za jakieś dziecięce krzywdy (kary, bicie, stawianie do kąta etc.) wychodzi w wieku dorosłym, dziecko okazuje rodzicom swoją niechęć w ten czy inny sposób (np., wybór zamieszkania jak najdalej od toksycznego rodzica). Nie mówię tutaj o patologii, czyli przypadkach skrajnie okrutnego traktowania dzieci, które najczęściej wyrastają na socjopatów! To - osobny temat! "


    No widzisz, masz dorosłe dzieci, a we wpisach prezentujesz poziom niezbyt rozgarniętej labilnej emocjonalnie nastolatki. Co nastolatce można by wybaczyć, ale osobie dorosłej już trudniej w związku z czym na Twoim miejscu nie chwaliłabym się dojrzałym wiekiem. Dorosłość zobowiązuje. Wracając jednak do tematu, jaki jest sens tego fragmentu Twojej wypowiedzi? W pierwszym poście pisałaś o karaniu krzywdziciela - twierdziłaś, że ofiara ma prawo się bronić i krzywdziciel, jak to określiłaś, powinien dostać po łapach. Twierdziłaś, że należy go ukarać, bo inaczej będzie dalej krzywdzić. Teraz piszesz, że za swoje błędy rodzic i tak ponosi karę i cytuję Cię "I nie jest to kara umyślna, tylko - emocjonalna. (...)" Jednym słowem nagle twierdzisz, że nie trzeba go karać specjalnie w sensie wymierzać mu kary, bo kara i tak go spotka. Raz jesteś zdania, że karę należy wymierzyć, a kiedy indziej, że przed tą karą pojawiającą się w sposób naturalny i tak ów rodzic nie ucieknie. Masz straszny mętlik w głowie. Nie widać żebyś była w stanie nad tym zapanować. Brak spójności w Twoich wypowiedziach. I nie próbuj odwracać kota ogonem twierdząc, że "dawanie po łapach"/"oddawanie ciosu" to nie karanie. O tym była mowa w tym temacie - o zemście za doznane krzywdy - cały czas kara ma tu takie znaczenie.

    Nadal widać, że kompletnie nie rozumiesz tego, co czytasz. Ja pisałam o tym, że nie zawsze rodzic jest świadom tego, że czyni dziecku krzywdę w związku z czym ważniejsze jest żeby zrozumiał na czym polega ta krzywda niż karanie go za to, czego nie rozumie. Fakty są takie, że nawet jeśli owego rodzica spotka to, co określiłaś jako karę na gruncie emocjonalnym, czyli np. niechęć ze strony dziecka, to i tak dopóki ten rodzic nie zrozumie na czym polega nieprawidłowość jego działania (za co owa kara go spotkała) będzie to działanie powtarzać i ranić dziecko dalej. Dziecku - w tej sytuacji ofierze - nic nie da taka czy inna kara wymierzona rodzicowi. Tak więc Twoje podejście w niczym nie pomaga ofierze i naraża ją na kolejne krzywdy.

    Warto też jeszcze raz podkreślić, że od samego początku pisałam, że ofiara nie powinna wypierać z siebie poczucia złości czy chęci zemsty. I to jest kolejna rzecz, której (oczywiście) nie zrozumiałaś i zaczęłaś mi wmawiać, że niby propaguję godzenie się na bycie krzywdzonym i nie bronienie się.

    I mimo że piszesz zupełnie co innego niż fragment mojej wypowiedzi, który zacytowałaś na wstępie (nie mówiąc już o tym, że piszesz co innego niż sama wcześniej pisałaś..), to w dodatku zaczynasz swój komentarz od słów: "Całkowicie się zgadzam!"

    Tak więc mamy kolejny dowód na to, że nie rozumiesz tego, co czytasz i dodatkowo, co ciekawe, wychodzi też na to, że również gubisz się w tym o co Tobie samej chodzi.

    @ "Cyt.;"> Twoje spojrzenie na karanie nie ma żadnych pozytywnych konsekwencji, bo jeśli u
    > każesz osobę za coś, czego ona nie odbiera jako coś złego to przez ten brak zro
    > zumienia w przyszłości powtórzy tego rodzaju zachowanie. Kara nikomu nic nie da"...

    Karanie kogoś za co, czego nie rozumie - wieliki błąd! Tu mozemy powrócić do tematu dzieciństwa: dziecko karane przez rodzica za coś, czego nie rozumie, odbiera to jako krzywdę , no i z tego powstają niestety w przyszłości zaburzenia emocjonalne! A więc nie piszę nic - o karaniu! Tylko o prawie osoby pokrzywdzonej do - oddania ciosu!"


    I tu kolejny problem z rozumieniem czytanego tekstu. W mojej wypowiedzi była mowa o karaniu oprawcy (jest to wyraźnie napisane nawet w tym fragmencie, który przytoczyłaś), a Ty mnie cytujesz i piszesz o karaniu ofiary. Ręce opadają.
    A o co Ci chodzi z tym oddawaniem ciosu to też można by się ostro zastanawiać, bo oddawanie ciosu jest mszczeniem się. Mszczenie nic nikomu nie da, gdy osoba, na której ten ktoś się mści nie rozumie za co jest to zemsta.


    Zaczynam się zastanawiać czy Ty w ogóle jesteś poważną osobą piszącą na serio, czy zaczęłaś tu pisać dla żartu, bo piszesz po prostu od rzeczy. A to nie jest zabawne, bo ten temat jest jednak bardzo poważny. Może poszukaj sobie bardziej stosownego miejsca na tego typu głupie dowcipy.
  • casablanka11 15.08.13, 21:53
    Cześć Rosa.

    Twoja mowa to jakby Lucyfer przemawiał w Niebie. Ty dwulicowa małpo, oszustko. Wróć do leczenia zamkniętego gdzie twoje miejsce! Ty w życiu robisz dokładnie inaczej: niszczysz ludzi! tutaj zaś udajesz wielką nauczycielkę. To jednak leczenie schizofrenii nie zakończyło się w Twoim przypadku pozytywnie. BA
    --
    spetanie.pl/
  • casablanka11 15.08.13, 21:55
    Tak, scorpio. ta moja poprzednia uwaga dotyczy Ciebie!
    --
    spetanie.pl/
  • casablanka11 15.08.13, 21:59
    Tak ROSA, tym złem jesteś ty zakuta małpo i twoje czyny: dobierasz się do żonatego faceta i dziwisz się że on Ciebie nie toleruje! Ty jesteś naprawdę skończoną idiotką. Twoje emaile są tego świadectwem. Ponad 1200 emaili do obcego faceta? Nigdy go nawet na oczy nie widziałaś. On zablokował twój telefon u siebie, twoje emaile i nawet IP twojego kompa u niego. Teraz ty będziesz gniła w swoim pustostanie bezmózgowia!

    3scorpion666 napisała:

    > Niezłe oplatanie i lanie wody! A co konkretnie z tego wynika? Dlaczego,
    > pytam - ofiara ma ponosić całe konsekwencje krzywdy? Poniosłam krzywdę, i tera
    > z mam dżwigać jeszcze ciężar przebaczenia? mam pakować kasę w coachów, terapeut
    > ów etc. aby wybaczyć, a sprawca - dalej sobie spokojnie żyje? Otóz mam prawo do
    > obrony! Jeżeli ktoś mnie skrzywdził, mam prawo się bronić. A właśnie cała resz
    > ta, teoria i teoria - to jest właśnie obłuda i kłamstwo. Krzywdziciel, j
    > eżeli nie dostanie po łapach, będzie dalej krzywdził! I nie kiedysś, w następny
    > m wcieleniu - ale teraz, aby zrozumiał i doświadczył, że zrobił źle. Inaczej, z
    > ło rośnie w siłę.


    --
    spetanie.pl/
  • 3scorpion666 15.08.13, 23:33
    Wybaczanie, to chyba jakiś wymysł New Age. Patriotyzm (sorry, dziś Święto, to tak, w temacie :)) każe nam - pamiętać! Pamiętamy, wszystkich naszych poległych w imię Ojczyzny! Wszystkich, co oddali swe życie broniąc ten kraj we wszystkich powstaniach i bitwach o ten kraj, osierocili w ten sposób zony, matki, dzieci, sprawiając im cierpienie osamotnienia i braku wsparcia ze strony męża, ojca, syna. I co, mamy niby - wybaczyć??? Pamiętamy!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.