• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Nowe książki Dodaj do ulubionych

  • 10.11.10, 12:02
    Czy ktoś czytał: "Oskarzona Viera Gran" i "Good night Dżersi" i chce podyskutować?
    Edytor zaawansowany
    • 10.11.10, 12:09
      Nie czytałem :( mam naszykowaną listę lektur, która czeka. Ciągle jeszcze nadrabiam zaległości w lekturze komiksów przywiezionych z MFKiG w Łodzi. A czasu mało :(
    • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.10, 14:44
      To polecam Vierę Gran a szczególnie wątek poświecony Śzpilmanowi i jego roli w całej, dziwnej sprawie infamii.
      • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.10, 14:48
        A co do "Dżerzjego" Janusza Głowackiego, to dziwna ksiązka, ale jak zwykl eu Głowackiego, świetnie napisana. na razie ksiązke w RZeszowie mozna zdobyc jedynie w ksiegarni Świat Ksiązki na ulicy Jagiellońskiej, tuz obok najbrzydszej rzeszowskiej plomby budynkowej.
        www.salonkulturalny.pl/%E2%80%9Egood-night-dzerzi%E2%80%9D-%E2%80%93-glowacki-o-kosinskim/
        • Gość: Ewa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.10, 14:52
          Nie czytałam zadnej ztych pozycji, ale skrzętnie zapisuję na liste ksiązek do kupienia:) poszukałam recenzji w sieci i zaciekawiły mnie.
    • Gość: czompus IP: *.chello.pl 10.11.10, 18:10
      Witam, czytałem książkę Agaty Tuszyńskiej Oskarżna WIera Gran, chętnie podyskutuje, szczególnie, że Wiere Gran znałem osobiście.
    • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 10.11.10, 19:01
      Czytałam książkę o Wierze Gran. Podziwiam Tuszyńską za szperanie w takich trudnych sprawach. Zważając na jej skrupulatność przy pisaniu pierwszych książek wierzę jej.
      • 11.11.10, 10:50
        Czytałam obie. I pewnie pogawędzimy - choć mogę chwilami być trochę zdrzaźniona. Może nawet wygadanie się nie będzie złe, bo mam z książki Agaty Tuszyńskiej pisać recenzję, a czuję się, jakbym miała recenzować horror.
        • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 11.11.10, 16:58
          Kolaboracja Żydów z Niemcami to temat delikatny. Nadal na topie jest robienie z każdego Żyda, który przetrwał wojnę bohatera. Niemcom spodobało się, że Szczypiorski potrafił zasugerować, że nie każdy. Ale Szczypiorski okazał się zakłamanym współpracownikiem SB.
    • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.10, 20:02
      Co ciekawe, to o wątku Jurandota i Grodzieńskiej czytałam w innej książce, której tytułu nie pomnę, ale tam inny autor również opisywał zachowanie Szpilmana już po wojnie. Z czy czytaliście książkę Tuszyńskiej o jej rodzinie?Zdaje się tytuł "Historia rodzinnego lęku" lub coś takiego????
    • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.10, 20:04
      Czompus - ty piszesz serio????Jeżeli tak, to napisz coś więcej.
      PS Niesamowicie się cieszę,że odezwaliście się na tym wątku. Ludzie prawie nic nie czytają i nie ma sobie z kim podyskutować:-)))))))
      • Gość: Ewa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.10, 20:29
        Ze mna póki co nie podyskutujesz, ale tak mnie zainteresowała ta książka, ze jutro poszukam i jak kupie to obiecuje, ze natychmiast biore sie za czytanie.
        • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.10, 20:36
          Czyta się jednym tchem, świetnie napisana!!!Ciekawostka - ostatnio słuchałam sobie na Youtubie polskich piosenek sprzed wojny i od razu mi wyskoczyła w wyszukiwarce Gran - tak więc, można powiedzieć, ze dzięki Tuszyńskiej ( nie przesądzając o jej winie czy niewinności) Gran odżyła i dostała "głos"...Ale podyskutujemy, jak przeczytasz.
          • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 12.11.10, 14:38
            Dopiero zaczęłam czytać , bo dziś dostałam, ale polecam Zrób sobie raj Mariusza Szczygła. I jeśli ktoś nie czytał to tego autora Gottland. Szczygieł jak dla mnie jest genialnym reportażystą. Pamiętam jego świetne artykuły w Dużym Formacie. Parę lat temu stał się czechofilem.
            Czechy mimo, że to nasz sąsiad stanowiły zawsze dla mnie zagadkę. Ludzie tak różni mentalnie od Polaków.
            • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.10, 15:17
              W takim razie ide dzis kupić, bo nie mam nic na wekendzik.
              • Gość: Ewa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.10, 16:09
                To jeszcze ci podpowiem, ze w Matras do niedzieli jest 25% na wszystkie ksiązki, kilka dni temy zaszalałam i kupiłam chyba z 10 pozycji wsród nich właśnie Szczygła.
                • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.10, 20:59
                  O widzisz, właśnie szukałam w Empiku, ale nie było Gottlandu, jutro pójdę do Matrasa i na pewno kupię.Dziś z braku laku będę czytać "Szepty" Figesa, ale długo się tego nie da czytać bo wykańcza psychicznie...
                  • Gość: Ewa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.10, 21:13
                    Ja ostatnio podebrałam książkę mężowi:) i powiem szczerze, ze chyba skusze sie na kolejne. Nie jestem fanka kryminałów ale "Księżniczka z lodu" Camilli Lackberg baaardzo mnie wciągnęła, przed nami długie wieczory a to jest pierwsza z serii tej autorki, o ile pamiętam to chyba trzy kolejne czekaja na przeczytanie.
                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 13.11.10, 12:21
                    Mnie wnerwia poszukiwanie książek po stacjonarnych księgarniach, bo najczęściej nie ma tego, czego poszukuję. Niestety przepłacam za koszty wysyłki kupując przez internet. W Empiku to gorące nowości, no i jak w każdej księgarni poradniki górą. Gottland nie jest już gorącą nowością, ale polecam bardzo i tę nową Szczygła też.
                    • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.10, 12:24
                      Ten zbiór reportaży o Polsce?? Ale to są zdaje sie zebrane reportaże z DF?
                    • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 13.11.10, 12:36
                      Zrób sobie raj to ta najnowsza Szczygła traktująca o Czechach, tak jak Gottland.
    • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.10, 12:33
      O już wiem, co miałam napisać. Jeżeli znajdę informacje o pewnej książce w sieci, bo zapomniała nazwiska autorki i tytułu, to zaraz napiszę. Ksiązka jesjt wspomnieniem działczki konspiracji w czasie II wojny w Polsce, ale jest o tyle ciekawa,że babka była w organziacji konkurencyjnej do AK. Opisuje jak się Polacy między soba żarli, zazdrości o to kto ma prawo do walki z Niemacami.Megainetersująca książka. laćznie z wątkiem o sprawie Sikorskiego...Zaraz poszukam w necie.
      • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 13.11.10, 12:44
        Do tej pory niewiele było książek "odbrązowiających" historie ludzi z czasów II wojny.
        Skupiliśmy się na grzebaniu w trudnej historii PRL. Przy okazji polecam co prawda nie książkę, ale film Trzech kumpli, kto jeszcze nie widział.
    • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.10, 21:04
      Włąśnie skończyłąm:
      - biografię Kaliny Jędrusik - nie polecam, dużo a byle jak, te same wątki powtarzają sie kilka razy;
      - biografię Zofii Nasierowskiej - nie polecam, nuda, nuda, nuda, ale ciekawy wątek ze spostrzezęniami nt Polańskiego z Filmówki;
      - "Daleko od Wawelu" - szybko się czyta, w sumie to są zebrane w całość artykuły o prezydenturze Lecha Kaczyńskiego, dla mnie za mało, polecam śednio.
      I na dziś tyle.
      • Gość: mmm IP: *.krak.tke.pl 14.11.10, 21:53
        A ja własnie przeczytałam najnowszą książkę M.Szczygła i prawdę mówiąc średnio mi podeszła..Gottland duuużo bardziej mi się podobał. Natomiast z nowości polecam reportaże o Turcji pt. Zabójca z miasta moreli :) Teraz pora na Głowackiego ;) PS. Też skorzystałam z promocji w Matrasie, ale z tego co mi wiadomo była ona tylko do dzisiaj..:(
        • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.11.10, 08:20
          Ja skończyśz napisz o Dżersim, jak ci sie podobało.
      • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 15.11.10, 16:44
        Widziałam w merlinie nową książkę Liv Ullmann (tej aktorki od Bergmana) Linie życia. Nie kupiłam, ale jej Przemiany sprzed wielu lat zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Wiele przemyśleń stało się dla mnie drogowskazem w życiu (a było to z 18 lat temu).
        Generalnie ostatnio skupiam się na "literaturze rozmów, refleksji na podstawie obserwacji ludzi i świata". Niestety bełkotu, pseudofilozofii i pseudopsychologii wśród tego dużo i trzeba się przekopać.
        • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.10, 08:47
          A ta wczesniejsza ksiązka to jest autobiografia?Pisze o Bergmanie?
          • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 16.11.10, 13:35
            Tak , jest to w formie autobiografii, ale nie takiej szczegółowej. Oczywiście jest i o dzieciństwie, o Bergmanie. Więcej tam jednak przemyśleń.
            • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.10, 08:56
              Oj, myslałam ze cos więcej o potworniastych, wykaczajacych filmach Bergmana:-)
              • Gość: scpt IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 17.11.10, 14:09
                Matras ?? - rzeczywiście owa promocja weekendowa to był dobry pomysł. Kupiłem ze trzy książki z serii reportaży wyd. czarne.
                Ale owej nowości Szczygła nie mieli - dzisiaj dostałem - z 10 % rabatem w Librze na Jagiellońskiej. gdzie zresztą często bywam. Miła fachowa obsługa, zaczęta owym dzieńdobry na wejściu :)
                Tematyka tego tomu Szczygła ? Dla mnie to głównie jak można żyć wolny od katolickich zabobonów, nachalnego kleru i liczyć na Polaków w trakcie kolejnych, bezowocnych pielgrzymek papieskich :) Czesi to mają dobrze, nawet dragi im uwolnili :)
                Inne księgarnie ? - to pewno ta malutka koło UW na Sobieskiego - tam kupiłem m.in. nową książkę Kroha "Starorzecza".
                Lubie księgarnie Novej - niezbyt przeładowane i idzie sobie nowości powybierać.
                Lubię księgarskie "second handy" - tania książka - jak zawsze .
                Powstał nowy antykwariat na Mickiewicza tuż obok Kryjówki. jakości asortymentu jeszcze nie sprawdzałem. A antykwariat Szkutnika w muzeum coś jakby kończył zywot

                Nowości książkow ?? najnowszy "Stasiuk " o podróżach na Bałkany - najwyraźniej zebrał tam odpady z poprzednich książek. Odpuszczam sobie. "Kafe muzeum" Makłowicza ?? Polecam. Fajna kontynuacja choćby "CK Kuchni" tegoż autora.

                Wywiad rzeka Kingi Rusin - wymiotne wypociny celebrytki.

                I najważniejsze - zaczęła się nowa seria podróżnicza Wyborczej - co sobotę. Watykan - część pierwsza serii można jeszcze kupić za jedyne 15 zet w salonikach prasowych - np w Leclercu !
                • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.10, 14:13
                  Widziałam nowy antykwariat, o którym piszesz. Czy to czasem nie ten pan z Piłsudskiego się przeniósł? Z tej kamienicy koło ZUS-u, on miał dobre książki u siebie.Dużo klasycznych staroci..
                  • Gość: Gość IP: 62.29.251.* 17.11.10, 14:59
                    Antykwariat z muzeum (p.szkutnika) to własnie ten na Mickiewicza. Przeniesiony.
                    • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 17.11.10, 16:22
                      A z nowości - namawiam was na poszukanie w "tanim pudle" w holu Tesco - "Okno Zbyszka Cybulskiego" Afanasjewa - rewelacyjna książka z 2008 roku. Nie czyta się łatwo z racji specyficznej kompozycji ale warto poćwiczyć !!! Podobnie jak z nabytymi tam "Skandalami polskimi" Stommy.
                      Ta druga książka - mistrzostwa świata, lekko się czyta - chociażby jak Piłsudski rzucał "błotem" i 'kuchenną łaciną" ...także wobec ówczesnych posłów.
                      Obie rewelacyjne - także pod względem ceny - po 15 złotych. Niestety - nowości w księgarniach to średnio 40 zet.
                      A co antykwariatu na Piłsudskiego - ostrzegam przed tym gościem !!! Po prostu podbiera książki z "Taniej książki" na Bardowskiego i dowala 100 % marży od siebie.
                      Widziałem tam, rzeczywiście kilka fajnych "antyków" a i nowszych książek - ale te ceny, w zasadzie "księgarniane" i jak sądzę znacznie zawyżone.
                      Szkutnik się przenosi ? To dobrze - nie lubiłem ten stęchlizny muzealnej salki. Asortyment ma dobry ...uwielbiałem u niego grzebać na półce z "ceramami" i ...poezją, np z ciekawymi wydaniami Gałczyńskiego (2.połowa lat 50.tych), Tuwima, Lorentowicza, Brzechwy ...ładne oprawy , dobry stan, po ok. 8 zet tomik :)
                      • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.10, 16:43
                        Kurczę, jak to miło sobie z ludźmi pogadać o książkach:-)))))A zauważyliście, że w Empiku w Grafice zlikwidowali siedzonka????A tam zawsze sobie młodzież siedziała i podczytywała ksiązki......Szkoda:-(
                        PS, Jolak , jak spodobała ci się książka Stommy, to polecam "Życie prywatne elit II Rzeczpospolitej" i "Życie prywatne elit artystycznych II Rzeczpospolitej" - nowość w księgarniach, super, sprawnie napisane, bardzo dużo informacji!!! Naprawde warto przeczytać.
                • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 17.11.10, 18:40
                  Co do serii wydawnictw dodawanych do gazet to trzeba mocno zastanowić się , bo potem można zagracić sobie parę półek , a seria w efekcie może być mało warta ( tak oceniam Podróże marzeń GW i cykl o malarzach w Rzeczpospolitej).
              • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 17.11.10, 18:32
                Książka Przemiany jest do wypożyczenia w większości osiedlowych bibliotek.
                Co Wy robicie z przeczytanymi książkami, do których raczej nie sięgniecie powtórnie?
                • Gość: Ewa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.10, 20:34
                  ja mam grono znajomych każdy z nas kupuje cos konsultując sie z pozostałymi czy przypadkiem ktoś tej pozycji juz nie kupił, potem wzajemnie sobie pozyczamy książki:)
                • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 17.11.10, 20:38
                  Jest teraz, niestety, problem z zagospodarowaniem wyczytanej beletrystyki.
                  Antykwariaty , jeśli już, biorą ale tylko "warunkowo" w komis.
                  Dlatego ja staram się kupować takie książki, które po wyczytaniu, zachowuję w biblioteczce. Co do serii gazetowych - Anna ma trochę racji ale...podróże marzeń - w odniesieniu do 4 państw (Hiszpania, Niemcy, Włochy , Chorwacja) i kilku miast (druga seria) - czytałem po powrocie i nie żałuję zakupów ( i wycieczek i książek :))).
                  Co do zagospodarowania tych przeczytanych - ze kilka razy udała mi się zamiana - ze znajomymi oraz .... w antykwariacie - właśnie na Piłsudskiego.
                  A z resztą - córka wyprowadzając się 'na swoje" wyczyściła mi bibliotekę z klasyki i "białych kruków" - na zasadzie "tato ..a to mogę sobie wziąć ??" to mi się trochę miejsca zrobiło i ...pokój na zrobienie biblioteczki .
                  Do przeczytanych książek warto wracać !!!!! np do Singera, Ecco, Grassa, Stasiuka,Miłosza (prozy), Herberta (prozy), Grynberga, Iwaszkiewicza (prozy) - wielokrotnie przekonuję się , że warto wracać. Tak "z doskoku", wyrywkowo - i odkrywam - kurcze - to ja to genialne zdania już czytałem ??
                  Lubię się też bawić w "lekarza książek", takie małe introligatorstwo - fantastyczne uczucie - gdy rozlatująca się książka, z odłażącą okładką dostaje 'nowe życie".
                  • Gość: jagienka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.10, 20:47
                    O! To widzę "dusza pokrewna"... Ja też bawię się ten rodzaj lecznictwa... :) A co do posiadania książek i problemu z nimi... Wszystko co kupiłam, zdobyłam czy dostałam po prostu mam... Osobiście przywiązuję się do swoich książek i nie umiem się potem rozstać... Raz w życiu gdy stałam na granicy zapaści finansowej sprzedałam dwa albumy i do dziś nie mogę sobie tego kroku wybaczyć... Prywatna biblioteka rozrasta mi się w różnym tempie i różnotematycznie... W moje ślady poszła starsza córka-licealistka i buduje swoją biblioteczkę... Głównie Tolkien, Lewis troszkę klasyki podlotka i wszystko co możliwe o archeologii... Czasem buszuję po antykwariatach ale głównie pozyskuję książki z nazwijmy to odzysku z tzw. dubletów bibliotecznych... Nowe rzadko bo mnie po prostu nie stać... I to jest dla mnie najsmutniejszy aspekt tej historii... :)
                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 17.11.10, 21:00
                    Co do tych Podróży marzeń to cykl okazał się dla mnie zupełnie nieprzydatny, bo zwiedzam regionami, a nie krajami. O tych mieścinach, w których bywam ten cykl w ogóle nie wspomina lub jednym zdaniem;)
                    Do wielu przeczytanych książek wracam. Jest wiele takich, które choć się przeczytało, wypożyczyło to chce się mieć na stałe. Miałam tak z Iwaszkiewiczem. Dużo z tego co wymieniłaś/eś też lubię (proza Herberta:)
                    • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.10, 16:07
                      Jezu, jak miło spotkać innych wariatów od książek. I w dodatku nikt tu nie bluzga:-) I w dodatku podjęliście kwestię emocjonalnego podejścia do przeczytanych książek: ja składam wszystko, jeżeli uznam, że jest dobre. Jak mi nie zalezy, to oddaje zanjomym bezzwrotnie. Ale zastanawiam się już teraz gdzie skałdac ksiązki ,bo jest ich coraz więcej. A pamiętacie akcję "Uwolnic książkę"? Zostawiało się przeczytane ksiązki w miejscu publicznym i ktoś mógł sobie ją wziąć. Na początku mi się spodobało, ale raz poszłam na Rynek z książkami i nie potarfiłam ich zostawić, bo bałam się, jaki los je spotka. To jak zostawić swojego psa w lesie. Wiem, że to brzmi nienormalnie, ale ...:-) A co do ulubinego "imidżu' książek, to najbardziej lubię te stare, które zostały oprawione w szare płótno:-))))))))
                      • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 18.11.10, 16:51
                        Od dwóch tygodni jako dodatek do Polityki ukazują się książki współczesnych, 20.wiecznych pisarzy rosyjskich - Sołżenicyn, Babel, Bułhakow i planowani inni, mniej znani.
                        Z powodów owego właśnie 'niezapychania" biblioteczki - książek owych nie kupuję (bo i część mam) ale....powróciłem do opowiadań Babla - mam takie stare tomiki z serii Nike.
                        Ludziska - co to za proza - opowiadania odesskie, armia konna. Przy okazji wygrzebałem Stawińskiego - gdzieś tam z drugiego rzędu biblioteczki.
                        A z kupionych w księgarni nowości - czytam i odkładam i znów wracam do J.S. Foera "wszystko jest iluminacją". Amerykanin - potomek Żydów amerykańskich - uciekinierów z Ukrainy, jedzie śladami przodków na Ukrainę właśnie. książka z początku irytuje - bo tłumacz chciał na siłę oddać amerykańsko-żydowski slang narratora. Ale po poddaniu się tej narracji...miodzik, mówię Wam, miodzik.
                        Przy okazji - książka była podstawą scenariusza do ekranizacji filmowej, moim zdaniem udanej.
                        W filmowej wersji narratorem i jedną z głównych postaci - jest leader punkowego zespołu, amerykańsko - rosyjskiego o nazwie Gogol Burdello
                      • Gość: Ewa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.10, 16:55
                        Ja natomiast mam odwrotnie, nie lubię takich starych książek, nie wiem dlaczego, ale żle mi się czyta takie pożółkłe od starości kartki.
                        • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.10, 17:26
                          Jeju, co się oszukałam, bo nie pamiętałam nazwiska a obiecałam, ze Was zapytam:
                          www.google.pl/images?hl=pl&rlz=1T4GZEZ_plPL316PL316&q=klementyna%20ma%C5%84kowska&um=1&ie=UTF-8&source=og&sa=N&tab=wi
                          Kto to czytał??????? Wspomnienia Klemntyny Mańkowskiej??????
                          • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.10, 17:29
                            Szukałam na allegro, ale nie ma!!!Jezeli ineteresujecie sie II wojną to tu jest opisany wątek o którym cicho w Polsce, chodzi o organziację podziemną "muszkieterowie" lub "Muszkieterzy".....
                            • Gość: jagienka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.10, 17:58
                              A ja czytam i te nowe i te stare... Generalnie mam hopla na punkcie tych całkiem starych, czyli tzw. starodruków [lata 1501-1800], choć łapię też książkę XIX-wieczną... Uwielbiam ten zapach... Ten jakże specyficzny szelest kartek... No i to co na stronicach oprócz oryginlanego druku znaleźć można... Mogłabym Wam tu godzinami na ten temat... :) Jakie notki... Zapiski... Glosy... Pieczęcie... O ludzie!
                              No ale to już jest kompletny bzik... A tak bliżej współczesności... Kilka lat temu "Wyborcza" dołączała do siebie książki pisarzy XX wieku... Początkowo miało być zdaje się tylko 20 tytułów i na tyle się mniej więcej finansowo nastawiłam... Potem poszło to dalej i już odpuściłam bo kasa mi wyszła... Niemniej zebrałam te 20 plus chyba jedna powyżej bo mi tytuł spasował... Fajnie wydane no i klasyka!
                              A tak jeszcze z innej beczki, bo piszecie o pamiętnikach... Czytaliście książkę o rodzinie Tarnowskich autorstwa jednego z ostatnich potomków...? Dla mnie bomba! Czytałam jednym tchem! Tytuł to "Ostatni mazur"... Tak gośc dobrze napisał [czytaj prawdziwie], że Go z rodu wykluczyli... :))))
                              Zresztą jest tyle świetnych książek, a ile nie zdołałam jeszcze przeczytać... :(((( Ciągle się łudzę, że zrobię to na emeryturze... Hihihi... I jest szansa bo ogórdka uprawiać nie lubię... :)
                              • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.10, 18:00
                                CZYTAŁAM. SUPER KSIAŻKA tylko pana autora za karę wyluczyli ze związku rodowego:-)Ale napisana świetnie i to w dodatku o naszym regionie!!!!!
                                • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.10, 18:01
                                  Jagienka a czytałaś Bobkowskiego??? "Szkice piórkiem"????????
                                  • Gość: jagienka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.10, 18:10
                                    Nie czytałam!!! Ale właśnie podglądnęłam sobie króciutki opis i na pewno przeczytam!!! A ja Wam polecę książkę starszą ale pełną uroku... Jak nie czytaliście to sięgnijcie... Dla mnie piekna, wzruszająca i zabawna zarazem miejscami... Taka z niewysłowionym klimatem... To książka ojca Jana Góry z roku 1997 pt. "Idź albo zdechnij"... Naprawdę polecam!
                                    Wspomnialiście tu o Umberto Eco [jestem w nim ZAKOCHANA!], ale tak się jakoś stało, że umkneła mi jedna z Jego książek i przeczytałam ją całkiem niedawno... No i moja miłość tylko wzrosła :) Chodzi mi o "Tajemniczy płomień królowej Loany"... Ło Jezu!!! Nie mogłam wyjść z tego świata, o którym tam pisał... Do dziś to przeżywam... :)
                                    • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.10, 18:17
                                      Ja połknęłam Imię róży ale Baudoilno już męczyłam...Brakowało mi tego co jest w Róży, że opwoieśc jest na kilku poziomach równocześnie: i filozofia, i historiai kryminał i cała reszta.A to "idx albo zdechnij" to coś słyszałam - o czym????
                                      • Gość: jagienka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.10, 18:25
                                        To było zawołanie przedwojennych francuskich kapłanów... Bo nie było odwrotu a i życie duchowne inaczej wyglądało jak dziś.. [szkoda, że już tak nie ma...] A książka to przepięknie i nostalgicznie napisane pamiętniki związane ze starymi plebanami... Dawnymi księżmi, którzy nagle zostali odsunięci ze względu na wiek od swoich obowiązków... Ojciec Góra ubiera ten temat w kapitalny język... Nie gardzi anegdotą a i smutną twardą rzeczywistością tamtych czasów...

                                        A tu fragment bodajże z abstraktu:

                                        "Dlaczego się tym wszystkim zajmuję? Pod przymkniętymi powiekami widzę ich, starych księży z Podola, Czchowa, Tropia... Miejsca, w których ich spotkałem, wypowiedzenie przez nich do mnie słowa, które zapamiętałem, zapachy tamtego świata-to wszystko jest dzisiaj dla mnie jakby sakramentem innego świata. Świata mojego dzieciństwa i młodości, świata moich marzeń i wzniosłości..."
                                    • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 18.11.10, 18:19
                                      Profesora Eco też lubię:) I proponuje poznać go też od lżejszej strony: Zapiski na pudełku od zapałek.
                              • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 18.11.10, 18:16
                                Z czasem dorosłam do tego, by na półce zostawiać tylko książki, do których mogę kiedyś wrócić. Czytadła staram się dać w obieg. Uwielbiam wyszukiwać stare książki, tylko w moim przypadku nie są to antykwariaty, ale allegro. W czasie pobytu za granicą też poluję na perełki (ale już w prawdziwych antykwariatach i księgarniach). Staram się jednak panować nad stanem posiadania, żeby książki mnie nie przytłoczyły w mieszkaniu. Dlatego jestem tak sceptyczna wobec kupowania całych cykli dołączonych do gazet.
                                • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.10, 18:19
                                  A macie syndrom " chcę, żeby moje dziecko to przeczytało"?Bo ja tak:-)
                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 18.11.10, 19:17
                                    Nie. Nie narzucam mojego gustu i wrażliwości.
                                    Mój ojciec, który mnie nie wychowywał przed rzadkimi odwiedzinami u mnie kupował jakieś przypadkowe książki. Dopiero po jego śmierci mogłam zobaczyć na półce co czytał.
                                    • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.10, 10:38
                                      Poznałaś go dzięki książkom lepiej?
                                      • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 19.11.10, 15:08
                                        Tak, byłam zaskoczona jego humanistycznymi zainteresowaniami, historią mimo,że był ścisłym umysłem.
                                  • 19.11.10, 12:20
                                    Ja nie ingeruje w wybory mojej córki, zdarza sie jednak, ze ja przeczytam to co ona mi podrzuci i ona czasami siega po moje ksiązki.
                                    --
                                    poniewaz trolle na f. Rzeszów zaczynaja podszywac sie pod stałych bywalców postanowiłam sie zalogowac Ewa
                                    • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.10, 12:32
                                      Czy córka jest nastolatką?Pytam, bo jestem ciekawa czy młodzież czyta nadal książki polskich autorów typu Siecicka, Musierowicz, Ożogowska itp?
                                      • 19.11.10, 12:44
                                        Nie, studentką, studiuje dwa kierunki z czego jeden to iberystyka więc z racji kierunku jej zainteresowania obracaja sie wokół literatury hiszpańskiej. A Siesickiej, Musierowicz i innych autorów z naszego dziecinstwa nie czytała... własnie niedawno rozmawiałam na ten temat z kolezanka, mamą 14-latki i tez z ubolewaniem stwierdziła, że jej córka specjalnego zainteresowania tymi ksiązkami nie wykazuje (chociaz czyta dośc duzo w porównaniu z rówieśnikami)
                                        --
                                        poniewaz trolle na f. Rzeszów zaczynaja podszywac sie pod stałych bywalców postanowiłam sie zalogowac Ewa
                                        • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.10, 12:53
                                          Też ostatnio rozmawiałm na ten temat ze znajomą:-))))))))))Może chodzi o to, że tych książek nikt nie promuje za wielkie pieniądze i nie lansują ich modne gwiazdy. Książki leżą sobie cichutko na pólkach. Te "starocie" powinny być reklamowane przez rodziców....Choć może problem w tym, że nastolatki uważają, że mają zupełnie inne problemy życiowe.....
                                          • 19.11.10, 12:57
                                            W przypadku mojej kolezanki to było tak, ze ona próbowała zainteresowac córkę tymi ksiązkami (sa w domu jeszcze z czasów młodości mamy:) ale niestety nie udało sie.
                                            --
                                            poniewaz trolle na f. Rzeszów zaczynaja podszywac sie pod stałych bywalców postanowiłam sie zalogowac Ewa
                                            • 19.11.10, 13:00
                                              My nadal trzymamy z sentymentu Bahdaja, Siesicka, Musierowicz, Fidlera, Nienackiego...
                                              --
                                              poniewaz trolle na f. Rzeszów zaczynaja podszywac sie pod stałych bywalców postanowiłam sie zalogowac Ewa
                                              • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.10, 13:13
                                                Prawda , a czytałaś Niziurskiego:-))))
                                                • 19.11.10, 13:24
                                                  Edmunda jesli dobrze imie pamietam:).... ja czytałam chyba wszystko co wpadło mi w rece, pewna biblioteka, na pewnym osiedlu (Shepard wie:) była moim drugim domem. Bo wtedy o ksiązki było trudno, w ksiegarniach bywały i trzeba było po nie stac czasami po kilka godzin w kolejkach, nie jeden dzień spedziłam na staniu w kolejkach w pewnej juz nieistniejacej księgarni przy pewnej juz nieistniejacej ul. Nowotki:) obecnie Warszawskiej:) dlatego wszystkie "cudem" zdobyte pozycje z tamtych czasów przechowuje z pietyzmem, chociazby juz kompletnie nieaktualna "Ilustrowaną encyklopedie dla dzieci" gdzie króluje Gierek, Brezniew i takie tam:)
                                                  --
                                                  poniewaz trolle na f. Rzeszów zaczynaja podszywac sie pod stałych bywalców postanowiłam sie zalogowac Ewa
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.10, 14:31
                                                    Heheheheh a pamiętasz jak dawniej w każdej bibliotece był jeden regał, na który bibliotekarki odkładały na bieżąco ksiązki oddawane przez czytelników???Tam zawsze były najfajniejsze ksiązki i jak się człowiek dobrze przyczaił to zdążył chwycić coś fajnego:-)))))) Jako dziecko, (czyli w ltach 80-tych) należałam do kilku bibiotek i najfajniej było na Dąbrowskiego. Ale też pamiętam jak stałam w kolejkach np w księgarni na osiedlu Dąbrowskiego ( obok słynnego sklepu Paulinka):-)))))))))Pozdrawiam:-)
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 19.11.10, 15:14
                                                    Ja to chyba wyczytałam wiekszość książek dostępnych w bibliotece przy Słowackiego. Jakaż byłam dumna w VII klasie kiedy pozwolono mi przejść do części dla dorosłych, bo ciągnęła mnie klasyka.
                                                  • 19.11.10, 17:20
                                                    pamietam, pamiętam to było przezycie jak mogłam pierwszy raz wypozyczyc książke z działu dla dorosłych... pamietam nawet tytuł "Bunt długich spódnic" Georga Bidwella, ksiązka o angielskich sufrazystkach , tyle pamietam...
                                                    --
                                                    poniewaz trolle na f. Rzeszów zaczynaja podszywac sie pod stałych bywalców postanowiłam sie zalogowac Ewa
                                            • Gość: jagienka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.10, 16:13
                                              A moja córka [licealistka] czyta ten rodzaj literatury... Sama Jej podsuwałam te tytuły i znalazłyśmy wspólną płaszczyznę... Dyskutowałyśmy potem o tych lekturach zaśmiewając się z niektórych fragmentów... No i obie na bazie Jeżycjady łyknęłyśmy język łaciński.. kto czytał wie o co chodzi... :) Potem do kanonu weszła nam Chmielewska i do dziś porozumiewamy się cytatami z Pani Joanny... Choć są też książki, np. Nienacki, które córki nie zainteresowały... Ale Siesicką też czytała, choć wybiórczo... Niemniej wciąż córka zasięga mojej opinii co do książek i jest to fanatstyczne, bo mimo różnicy pokoleniowej mamy wspólne literackie zainteresowania... :)

                                              Ps. Dziś kupiłam sobie świetną książkę: "ANTYKWARIUSZ"... Wyszłam z księgarni, siadłam na ławce i... odpłynełam...
                                              • 19.11.10, 17:49
                                                Kilka lat temu wydano kolejny raz "Dzieci z Bullerbyn" i ja stara baba z sentymentu kupiłam ta ksiązke:) spełniajac marzenie z dzieciństwa. Była to lektura w III kl. szkoły podstawowej, tak mi sie spodobała wtedy, ze przeczytałam ja chyba z 10 razy i zawsze marzyłam, zeby miec na własnośc, niestety wtedy była nieosiągalna. Kupiłam ja dopiero po trzydziestu latach i ... przeczytałam jeszcze raz:)
                                                --
                                                poniewaz trolle na f. Rzeszów zaczynaja podszywac sie pod stałych bywalców postanowiłam sie zalogowac Ewa
                                                • Gość: jagienka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.10, 17:57
                                                  A ja mam to wydanie w małym formacie... Pamiętasz? Takie w twardych okładkach z "Naszej Księgarni"... Nie pamiętam gdzie je zdobyłam, ale brakowało dwóch stron więc pracowicie siedząc w bibliotece przepisałam je... I do dziś mam właśnie takie... Wręcz zaczytane... Wychowała się na tym egzemplarzu moja strasza córka, a teraz czeka na młodszą... Mam straszny sentyment do tej książki... Zresztą nie tylko do tej... :)
                                                  • 19.11.10, 18:02
                                                    Pamiętam, pamietam i własnie takie kupiłam, było to wydanie kolekcjonerskie, jak zobaczyłam okładke to musiłam ja miec:)
                                                    www.nk.com.pl/dzieci-z-bullerbyn-wydanie-kolekcjonerskie/page,ksiazka,id,343/index.html
                                                    o tym mówimy?!
                                                    --
                                                    poniewaz trolle na f. Rzeszów zaczynaja podszywac sie pod stałych bywalców postanowiłam sie zalogowac Ewa
                                                  • Gość: jagienka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.10, 18:14
                                                    Dokładnie to! Pamiętam jak w bibliotece szkolnej i osiedlowej [tej nad apteką ;)], czasem dochodziło do walki, kto ma właśnie pożyczyć "Dzieci"... I jak było potem żal oddać... Dla mnie ten tytuł jest mocno związany z moim dzieciństwem... Z tamtym czasem, gdy człowiek zaznajamiał się z książką... Pamiętam jak będąc chyba w drugiej klasie z zaprtym tchem wertowałam katalog... Dziś mamy bazy elektroniczne w większości bibliotek i już nie ma tego czaru... Ech... Sentymenty... :)
                                                • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 19.11.10, 18:19
                                                  Dzieci z Bullerbyn to też moja ulubiona książka z dzieciństwa. Wraz z Przygodami Koziołka Matołka zajmuje poczesne miejsce na półce. No i wraz z Małym Księciem.
                                                  • 19.11.10, 18:23
                                                    Na tej stronie do której link wkleiłam wyżej znalazłam kolekcjonerskie wydanie muminków.. i strasznie mnie kręci, zeby zamówic:)
                                                    --
                                                    poniewaz trolle na f. Rzeszów zaczynaja podszywac sie pod stałych bywalców postanowiłam sie zalogowac Ewa
                                                  • Gość: jagienka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.10, 18:39
                                                    Mam w domu 5 tomów z tych starszych wydań... oczywiście też zaczytane na maksa... :) I właśnie tu z córką debatujemy, czy nie poszperać na necie za barkującymi ale tymi starymi wydaniami...
                                                  • 19.11.10, 18:42
                                                    Jagienka ty chodziłas do 19-tki czy do 4-ki ????? jak do 19-tki to powinnas pamietac taka pania od ZPT, ona zawsze będzie mi się kojarzyc zMuminkami:) Jak przychodziła na zastepstwo na jakąś lekcje to zawsze wyciagała Muminki z torby i kazała komus w klasie czytac na głos:)
                                                    --
                                                    poniewaz trolle na f. Rzeszów zaczynaja podszywac sie pod stałych bywalców postanowiłam sie zalogowac Ewa
                                                  • Gość: jagienka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.10, 19:28
                                                    A pewnie, że do 19... I pamiętam tę Panią... Ona prowadziła równolegle zajęcia dla dziewczat gdy dla chłopców Pan Zerek... I z tego co mi się kojarzy, to Ona się tak dość ciekawie kolorystycznie ubierała... I miała takie dziwne nazwisko... Kurczę... Nie pamiętam... :((( A pracownia była chyba na I piętrze po prawej stronie patrząc od schodów...
                                                  • 19.11.10, 21:02
                                                    Nazywała się Visor, kilka lat temu ja widziałam na miescie
                                                    --
                                                    poniewaz trolle na f. Rzeszów zaczynaja podszywac sie pod stałych bywalców postanowiłam sie zalogowac Ewa
                                                  • 20.11.10, 09:47
                                                    A mnie marzy się takie miejsce, gdzie można by książke zostawić, wymienić, sięgnąć po nią na półkę i poczytać przy kawie, a jeżeli bardzo się spodoba, kupić za przysłowiową złotówkę. Podobno już w Polsce są takie kluby księgarnie. Sama bym chętnie co jakiś czas oddała tam porę książek, bo też juz mi się nie mieszczą na domowych półkach.
                                                    Przy okazji, dzięki za wiadomości o nowych antykwariatach i księgarniach. Nie bardzo wiem gdzie jest Matras, ale poszukam. Moja prośba, jak będziecie wiedzieć o jakichś przecenach czy promocjach książek, poinformujcie wczęśniej. Ja zaglądam dość często do księgarni intrnetowych "Czytaj tanio" i " Dedalus". W "Dedalusie " jest większy wybór, ceny nawet 5, 7, 9 zł. A książki trafiają się bardzo dobre. Np. mój ostatni nabytek to "Wybrańcy losu" J. Hartwig (osobiste wspomnienia o Miłoszu, Herbercie, Lutosławskim, M. Żeromskiej i innych - cena 9 zł.) "Rozmowa z filozofem " Zagajewskiego _ 11 zł. "Magiczne oko" Filipiak - 5 zł. N. Goerke - "Fractale" - 5 zł, "W średnim wieku" J. C. Oates - 15 zŁ(przeceniona z 49 )"Opowieści o trzech Metysach" T. Parnickiego (dwa tomy za jedyne 6 zł). To ostatnia książka Parnickiego, z wątkami autobiograficznymi, czytałam w Dziennikach o jej pisaniu, jak się nad nią męczył i jak do końca nie był zadowolony, dlatego jestem jej bardzo ciekawa. Wcześniej kupiłam "Lalę" Dehnela, "Wiek 21" E. Kuryluk , trzy książki Odojewskiego, dwie Herty Muller (jeszcze przed Noblem), wspomnienia M. Żeromskiej, Dzienniki J. Hena i wiele wiele innych... To tak dla wszelki wypadek, gdyby ktoś o tych księgarniach nie wiedział.
                                                  • 20.11.10, 12:01
                                                    Matras jest w Nowym swiecie na Krakowskiej, za przysłowiową złotówke ksiązki nie kupisz, ale kawy wszelakiej napic sie mozesz spokojnie w tym czasie przegladając upatrzona ksiązkę, widziałam tam sporo ludzi, którzy tak sobie siedzieli i czytali...
                                                    --
                                                    poniewaz trolle na f. Rzeszów zaczynaja podszywac sie pod stałych bywalców postanowiłam sie zalogowac Ewa
                                                  • 20.11.10, 12:10
                                                    W takim razie muszę się tam jak najszybciej wybrać. Serdeczne dzięki za informację.
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.10, 12:43
                                                    Cześć. Co do tych kawiarni z książkami, to czytalam, że słynny Czuły Barbarzyńca splajtował niestety:-( A co "Dzieci z Bullebryn" to też mam to stare wydanie w twardej oprawie. Ja często kupuję ksiązki z dzieciństwa z powodu pięknych ilustracji. Jest takie wydawnictwo "Dwie siostry", które wydaje bajki dla dzieci z ilustracjami najlepszych polskich ilustratorów.Są piękne, tylko troche drogie:-( A jeżeli szukacie starych, kalsycznych wydań, to polecam Allegro - czatowałam tam chyba z pół roku na takie wydanie "Plastusia" jakie miałam w dzieciństwie ( twarda oprawa, akwarelowe ilustracje).
    • Gość: Karmi IP: *.adsl.inetia.pl 21.11.10, 10:08
      Polecam książkę "Zabójca z miasta moreli", świetne reportaże Szabłowskiego.
      Tutaj recenzja:

      mandragon.pl/turcja-miedzy-meczetem-a-dyskoteka/
      • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.10, 10:59
        Do "anny" - pytałam o te książki Twojego taty, bo mam znajomą, którą z ojcem, kiedy żył, dzieliło wszystko. Był alkoholikiem, zaniedbywał rodzinę, ale jedno co ich łączyło to były KSIĄŻKI - maniakalnie czytał książki i nauczył miłości do czytania wszystkie dzieci:-)
        A co do zapisywania do biblioteki dla dorosłych - to mnie tez tata pozwolił w podstawówce pożyczać książki na swoją kartę, więc chodziłam i brałam 4 dla siebie i 4 na tatę:-)
      • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 21.11.10, 12:46
        Bardzo ciekawie wygląda. Pewnie wraz z kolejnym zamówieniem z merlina przybędzie. Turcja wschodnia jest fascynująca.
        Mam też słabość do subiektywnych książek o cudnych regionach Europy (w stylu Mayle'a, Mayes), choć Mate podobał mi się tylko w pierwszej i drugiej książce o Toskanii. Przymierzam się do tej:

        merlin.pl/Moj-pierwszy-rok-w-Toskanii_Malgorzata-Matyjaszczyk/browse/product/1,698393.html
        Jakoś nie mogę doczekać się 3 części książki Ziejki Moja Prowansja.
        • 21.11.10, 13:12
          Szukałam tego ostatnio w Matrasie jak były promocje, ale niestety nie mieli. Jak lubisz takie klimaty to poszukaj: Marlena de Blasi, Tysiąc dni w Wenecji, Tysiac dni w Toskanii i Tysiac dni w Orvieto. Druga z nich moim zdaniem najsłabsza.. Teraz czytam Tamtego lata na Sycylii tej samej autorki. Jest to powieśc oparta na faktach autentycznych, bardzo fajnie sie czyta. Polecam
          --
          poniewaz trolle na f. Rzeszów zaczynaja podszywac sie pod stałych bywalców postanowiłam sie zalogowac Ewa
        • 21.11.10, 13:15
          Na tym blogu znajdziesz recenzje i komentarze dotyczace wszystkich tych ksiązek, które wymieniłam. Sama bardzo często korzystam z tego bloga i jak autorka daje ocene powyzej 4,5 to zwykle warto siegnąc po dana pozycje

          chiara76.blox.pl/html
          --
          poniewaz trolle na f. Rzeszów zaczynaja podszywac sie pod stałych bywalców postanowiłam sie zalogowac Ewa
          • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 21.11.10, 13:44
            Dzięki za link do tego bloga. Coś czuję, że autorka ma podobny gust do mnie (nie podobały jej się kolejne książki Mate). A Blasi nie kupiłam , bo tak jak ona uważałam, że to jakieś romansidła.
            • 21.11.10, 14:53
              Pierwsza ksiązka de Blasi to "prawie romans" z duża dawka włoskiego jedzenia, druga to juz raczej opowieśc o Toskanii, toskańczykach i jedzeniu, momentami lekko przynudza. Trzecia moim zdaniem podobna do drugiej tylko bez "przynudzania" Wszystkie trzy "pysznie" sie czyta od strony kulinarnej, jest tez sporo przepisów i opisów przygotowywania jedzenia i charakterystyki kuchni wszystkich opisywanych zakatków.

              ponieważ trolle na f. Rzeszów zaczynaja podszywac sie pod stałych bywalców postanowiłam sie zalogowac Ewa
              • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 21.11.10, 15:06
                Nie ukrywam, że lubię kuchnię, ale tez architekturę, sztukę i ludzi. Zachęciłaś mnie do tej Blasi. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam katedrę w Orvieto pomyślałam o Herbercie i czułam się jak barbarzyńca w ogrodzie.
    • Gość: Anka IP: 88.242.52.* 21.11.10, 12:20
      Bardzo ciekawy watek:). Ja ze swojej strony serdecznie polecam wspaniala ksiazke, ktora wlasnie koncze: Rabih Alameddine "Hakawati. Mistrz opowiesci".
      • Gość: scpt IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 21.11.10, 15:08
        Pozwolę się z Wami nie zgodzić co do opinii o książkach Blasi. Dla mnie to tylko "romansidła".
        Pojawiła się natomiast książka, nie kucharska, ale jednak wspaniale opowiadająca o włoskiej kuchni i nie tylko (bo i krajobrazy i obyczajowość i swoista regionalizacja) . To "Sekrety włoskiej kuchni" Eleny Kostioukowitch - wydana w wersjach twardo i miękkookładkowej. Na razie stoi na półce i czeka. Poczytałem jedynie fragmenty.
        A rekomendacja ?? Przedmowa Umberto Eco !! To wystarczy.

        Ps Logowanie na trole nie pomoże :) Wielu z nich tak się regularnie loguje i wątki zakładają :)
        • 21.11.10, 15:15
          Dzieki za podpowiedź, dopisuje do listy ksiązek do kupienia:):)
          PS. a co do trolli to przynajmniej nie beda udawac, ze ja to oni:)
          --
          poniewaz trolle na f. Rzeszów zaczynaja podszywac sie pod stałych bywalców postanowiłam sie zalogowac Ewa
          • Gość: jagienka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.10, 15:56
            Ksiązki, o których piszecie miałam w ręce i jakoś mnie nie zachęciły... Może dlatego, że miałam do wyboru inne a finanse bardzo ograniczone i wybrałam "te inne" właśnie... Ale myślę, że gdzieś uda się pożyczyć te "kulinarne" tytuły i przeczytam... A co kupiłam wtedy? Ano doskonałą lekturę pt. "Czytelniczka znakomita" A. Bennett`a i pamiętniki Eleonory Gajzlerowej "Tamten Kraków, tamta Krynica"... Akurat spędzałam wtedy weekend w Krynicy i może dlatego się skusiłam...? Ale nie żałuję... :) Powiem Wam, że jak wchodzę do księgarń to aż mnie skręca ile jest książek, któe chciałabym kupić... Uwielbiam takie szperanie po półkach, czasem bez konkretnego nastawienia... Ot czekam na jakąś "niespodziankę"... Coś, co mnie zafrapuje i skusi.. :) Niestety mój książkowy budżet bywa jednak chudziutki i zawsze muszę wybierać... :))
            • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.10, 09:38
              Szukałam w Tesco ksiązki Stommy, o której ktoś z Was pisał, ale niestety............
              • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 22.11.10, 12:11
                Książka Stommy była jeszcze kilka dni temu - na stoisku taniej książki - tuż obok wózkowni w hollu Tesca . Widziałem ją tez na Grunwaldzkiej - w TK. Charakterystyczny czerwony grzbiet z białym tytułem 'skandale polskie", ponad 280 stron wspaniałej lektury - mój egzemplarz - 13 zet.

                A tu chciałbym dwa zdania na temat książek Pani Izabeli Górnickiej-Zdziech : "Przewodnik zacnego kolekcjonera według F.Starowieyskiego" oraz "Przewodnik inteligentnego snoba według F.Starowieyskiego". Obie z 2008 roku. Piszę o nich bo...w księgarniach (m.in. na Gałęzowskiego) pokazały się tejże autorki "Listy miłosne F. Starowieyskiego".
                Tej ostatniej nie polecam - cena 44 zet a zawartość....200 stron - w większości ilustracje plus krótkie liściki - z mnóstwem białej przestrzeni na kartkach.
                Natomiast dwie pierwsze - wspaniałe czytadło dla płci obojga. No i pięknie wydane graficznie.
                Gdy skończyłem je czytać - to smutno mi się zrobiło, że to już koniec. Ale wracam z doskoku.
                Bohater - wiadomo, artysta plastyk, ziomal spod Krosna rodem, z herbem w życiorysie, wielbiciel sztuki, antyków i ...kształtnych kobiet.
                W księgarni widziałem też (Gałęzowskiego - stolik z nowościami) książkę z przepisami - sensu stricto - owej de Blasi. Tematy włoskiej kuchni bez zbędnej romansowej fabuły i nawijania dla zwiększenia ilości stron. Są też książki naśladujące ową autorkę - a więc wina, jedzenie , romanse i impresje z oliwkami w tle - nie polecam.
                • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.10, 08:48
                  Ide dziś kuknąć do tego nowego antykwariatu na Mickiwewicza, zobacze czy jest coś ciekawego to wam napiszę.
                  PS Wczoraj przeczytałam "Merde, rok w PAryżu" - dobra do pociągu, ale lepiej poczekać na przecenę:-)))))))))))))
                  • 23.11.10, 09:06
                    Czytałam to ze dwa lata temu... Kapitalna książka! A znasz kontynuacje tej powieści...? "Merde! w rzeczy samej", " Merde! Chodzi po ludziach"... :)))

                    I napisz koniecznie o tym nowym antykwariacie... Ja nadal z powodu braku czasu delektuję się "Antykwariuszem" [czytam go na raty...] Ale ksiązka świetna! Jak czytałaś Zafona to ta jest w podobnych kilmatach...
                    • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.10, 09:19
                      Czytałam "Cień wiatru" -świetna, ale Merde mnie rozaczorwało, wszędzie tak to reklamują..... Ale jak czytałam ,to sobie wyobraziłam, co facet napisłaby, gdyby przyjechał do Rzeszowa:-)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
                      • Gość: mmm IP: *.krak.tke.pl 23.11.10, 12:25
                        Jeśli chodzi o książki w promocyjnej cenie to bardzo polecam stronę Wydawnictwa Znak. Po zapisaniu się na newslettera, otrzymuje się co tydzień informację o naprawdę świetnych promocjach (ok 30% na wybrane książki) + po wpisaniu hasła rabatowego dodatkowe 30%...Moja biblioteczka bardzo dużo skorzystała dzięki tej stronie, nawet jeśli doliczy się koszty przesyłki www.znak.com.pl/promocje :)

                        PS. Ktoś wspominał o reportażach z Turcji Zabójca z miasta moreli - -rewelacja! Gorąco polecam!
                        • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.10, 12:29
                          O dzięki, własnie znalazłam w ich ofercie "Eichmanna w Jerozolimie"a miałam kupić bo wodziałam to wznowienie w Novej ( ps ksiązke czytałami chce ją mieć w biblioteczce- kto nie czytał ,polecam)
                          • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.10, 13:06
                            Nowy Antykwariat na Mickiewicza- no to po mnie, zajrzałam tylko po to,aby poszpiegować i przytachałam "Powieść na 3 grosze" i opowiadania Iwaszkiewicza, dużo miejsca,rozpakowują dopiero ksiązki, ładnie urządzone, jest nawet miejsce do posiedzenia.:-)
                            • 23.11.10, 13:22
                              No toś narobiła... :))) Po takim przedłożeniu sprawy, to i mnie w takim razie też zdarzy się wsiąknąć... :)))
                              • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.10, 13:29
                                Cholera, już nie mam gdzie składać książek a w antykwariacie widziałam inne, które wyciągały rączki i wołały "weź mnie, weź mnie babo":-) Jedno tylko powinni tam dorobić, express do kawy, żeby pachniałoładnie, bo teraz pachni estrasznie stęchlizną :-)))))))))))))))))))
                                • 23.11.10, 13:32
                                  Może warto by zasugerować taki pomysł? A kto prowadzi ten antykwariat? Ten Pan z 3-go Maja czy ktoś nowy?
                                  A co do braku miejsca we własnej przestrzeni bibliotecznej: mam ten sam problem...! A w pracy czeka na zabranie już ok. 5 pudeł z książkami... :(
                                  • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 23.11.10, 14:12
                                    Ten na Mickiewicza - to kolejna lokalizacja antykwariatu Pana Szkutnika - nb ważnej postaci rzeszowskiej Solidarności lat 80. tych.
                                    Nieszczęściem tego antykwariatu jest POTWORNA stęchlizna książek.
                                    W przypadku książek w twardych, płóciennych okładek - można książki jakoś ratować - przecieraniem "pianką" dywanową ale i to nie pomaga.
                                    Więc nawet ciekawych książek już tam raczej nie kupuję.
                                    Wolę tanią książkę na Kilińskiego.
                                    Z nowych - owe "Morele..." sa w ciekawej serii wyd. czarne - z owym półksiężycem .
                                    • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.10, 14:17
                                      Tak ,ten pan to Szkutnik, taki z bródką, szczupły. Faktycznie, tą stechizna bardzo pachnie, ale może trzymał te książki w jakiejś piwnicy - jakby dosuszył nowe pomieszczenie to chyba by pomogło. Tutaj lokal ma ładny.Od razu jakoś ta ulica wydaje się ładniejsza:-)
                                    • 23.11.10, 17:34
                                      Jeśli jest odczuwalny zapach stęchlizny to wyraźny znak, że książkę zaatakowała pleśń... Niestety kupno takowego egzemplarza zagraża zainfekowaniem całego naszego księgozbioru... Jeśli już koniecznie chcemy posiadać takowy wolumin, trzeba zabezpieczyć pozostałe posiadane ksiązki przed "zakażeniem"... W tym celu należy podpleśniałą książkę trzymać w osobnym najlepiej kartonowym pudełku... W takiej zawilgoconej książce mogą też rozwijac się różnego gatunku grzyby... Niestety w domowych warunkach nie da się ich pozbyć... Do tego potrzebna jest fachowa pomoc... Wiem, że jeśli np. na okładce ze skórki lub tzw. półskórka pojawią się białe wykwity, można próbować usunąć je wacikiem nasączonym czystym alkoholem... czekać do wyschnięcia i powtarzać do skutku... Książki z tym jak piszecie niemiłym zapaszkiem można włożyć do zamykanego pojemnika wypełnionego żwikiem chłonnym takim jak dla zwierzaków i potrzymać od 2 tygodni do miesiąca... W wielu przypadkach daje oczekiwane rezultaty... Ale zarodników grzybów i pleśni nie usunie się w ten spsób... Najprostsza metoda to komora próżniowa, w której dokonuje się dezynfekcji gazem o nazwie Rotanox S9... Są instytucje, które świadczą takie usługi, ale do tanich ta zabawa nie należy... :)
                                      • 23.11.10, 19:06
                                        właśnie z powodu takiego "zapaszku" nie lubie starych ksiązek, niestety spora częśc z nich ma tę wadę:(

                                        --
                                        poniewaz trolle na f. Rzeszów zaczynaja podszywac sie pod stałych bywalców postanowiłam sie zalogowac Ewa
                                        • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.10, 08:32
                                          Jezu, wystraszyłyście mnie:-((((((((((9
                                          • 24.11.10, 10:35
                                            Nie miałam na celu straszenia... To tylko podstawowe wiadomości z tego zakresu jakie m. in. posiadłam w czasie swojej bibliotekarskiej edukacji... Niestety bardzo ważne jest to odizolowanie książek zarażonych, bo naprawdę grzyby i pleśnie z wielką łatwością przenoszą się z egzemplarza na egzemplarz... Te domowe sposoby, które podałam daję efekty, ale jesli już grzyb czy pleśń jest mocno wyraźna chałupnictwo nic nie da...
                            • Gość: Anka IP: 88.242.25.* 24.11.10, 10:51
                              Ale fajnie, jak tylko bede w Rzeszowie nie omieszkam zajrzec, a poki co wysle rodzinke zeby oblookala :)
                              • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.10, 11:50
                                A czytaliście cosik Jelinek?
                              • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 24.11.10, 11:54
                                Mam dwie - prawie nowości do zaproponowania Wam.
                                Pierwsza - właśnie ze Znaku gdzieś wyżej wspominanego . Młynarski "Moje ulubione drzewo czyli Młynarski obowiązkowo" z 2007 roku . Kupiona 1/2 roku temu. W jedno z leniwych popołudni wielko-weekendowych oddałem się z tą książką porównaniu - posiadane płyty Młynarskiego i sprawdzanie w owej książce - mam tekst czy nie mam. Bo książka oprócz narracji, wywiadu itd - zawiera ponad 200 tekstów piosenek !!
                                Druga - to Rozmowy z Holoubkiem Małgorzaty Terleckiej. Fajnie ta książka uzupełnia z filmem dokumentalnym o Holoubku zawartym na dvd załączonym do Newsweeka w ub, tygodniu.
                                Książka wyd. Pruszyński z 2008 roku.

                                A odnoście owych pleśni - na szczęście w moich książkach jest wszystko ok. Zwłaszcza, że regularnie lubię je przestawiać na półkach.
                                Swego czasu nabyłem przedwojenne wydanie "Historji świata" Wellsa z serii Bibjoteka wiedzy (tak właśnie pisane - przez jot) wydawnictwa Trzaska Evert i Michalski.
                                A wewnątrz ...znalazłem ślady żerowania (na szczęście na dwóch-trzech ostatnich stronach) mola-nie mola i zasuszony biały kokonik robala.
                                Minęło sporo czasu - i na szczęście nic się nie dzieje. A strony książki przecierałem właśnie spirytusem salicylowym na wacikach.
                                • Gość: Anka IP: 88.242.25.* 24.11.10, 12:06
                                  Ja tez mam w zwyczaju, zreszta bardzo przyjemnym czeste przestawianie i porzadkowanie ksiazek. Z ta plesnia to chyba dotyczylo kupowania starych ksiazek, tzn. przez zachowanie ostroznosci przy takich zakupach, bo o te domowe to przeciez sie dba i nie doprowadza do takiego stanu. Osobiscie nie kupilabym ksiazki w bardzo zlym stanie, zalatujacej zapaszkiem, z plesnia no chyba ze bylby to kto wie jak unikatowy i poszukiwany przeze mnie egzemplarz, ale wtedy zanim postawilabym na polce taka ksiazka musialaby przejsc odpowiednia renowacje :).
                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.10, 12:53
                                    To jak w końcu oczyścic te kisązki z antykwariatu?Iwaszkiewicz jest w lnianej oprawie, to może tam coś zamieszkuje i prowadzi szczęśliwe życie???
                                  • 24.11.10, 13:01
                                    Oczywiście, że nie wyobrażam sobie, by we własnej biblioteczce domowej dopuścić do zaistnienia pleśni... Uwagi tyczyły się książek, które ewentualnie nabędzie się właśnie w takim podejrzanym stanie...
                                    A co do robactwa... To jeszcze inna bajka... Pleśni i grzyby to jedno a owady to drugie... Jest ich kilkanaście gatunków i ich żerowanie zależy od tego co lubią jeść... :) Są takie, które zalęgną się tylko w skórze, inne w czystym drewnie a jeszcze inne w papierze... Są i takie wybredne, które lubią tylko kleje roślinne, jakimi sklejono daną książkę... I takich jest w sumie najwięcej... I te gnieżdżą się głównie w grzbietach... Można by o tym długo... Ale owady nie atakują tak zjadliwie innych egzemplarzy jak pleśnie czy grzyby... Dlatego nie rozprzestrzeniają sie tak szybko... A jako ciekwaostkę: wiecie, że groźnym dla ksiązki jest nasz popularny rybik cukrowy...? Uwielbia oprawy jak i papier z kart i potrafi bardzo destrukcyjnie wpłynąć na stan książki...
                                    • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.10, 13:57
                                      Czy to nie czasem taki maleńki pan w srebrnym kubraczku??????Jak nocą wchodze do łazienki to ucieka w panice??? To to zżera ksiązki???
                                      • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.10, 13:59
                                        Skończmy ten wątek, bo będe dziś siedzieć w domu w szlanej kuli!!!
                                        Napiszcie coś o Jelinek, jak się czyta???
                                        • Gość: Anka IP: 88.236.165.* 30.11.10, 11:03
                                          Jelinek rowna sie kontrowersja (czesto perwersja), skrajne emocje (wiecej tych negatywnych) ale to jest wlasnie istota jej pisarstwa. Generalnie to kobieta nieszczesliwa, moim zdaniem ale to wynika z jej bardzo skomplikowanego zycia. Chyba nie kazdy jest wstanie ja czytac, ja zaluje ze nie znam niemieckiego i ze nie moge czytac jej w oryginale, czyatalam jak dotad tylko Pianistke.
                                          • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.10, 11:50
                                            I jak? Film był bardzo dobry.
                                            • Gość: Anka IP: 88.236.165.* 30.11.10, 14:51
                                              Dla mnie zdecydowanie ksiazka lepsza bo bogatsza w opisy, ktorych nie da sie przeniesc na ekran. Napisana jezykiem dziwnym, szokujacym dla przecietnego i przy tym wrazliwego czytelnika, dziwna bo drastyczna i perwersyjna (zreszta malo powiedziane) ale bardzo polecam szczegolnie dla osob kochajacych drukowane ;)
                                      • Gość: Ewa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.10, 17:07
                                        Tak, zwykle do odpływu w wannie albo umywalce:) jak mieszkałam w bloku to widywałam, teraz nie. Ale podobno ma naturalnego wroga niejakiego skorka czyli po ludzku mówiąc szczypawicę vel szczypawkę:)... wystarczy wiec skorków nałapac :):):)
                                        • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.10, 17:56
                                          Już widzę siebie, jak w spróchniałym pniu szukam szczypawek............:-)))))))))))))))))))))
                                          • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 29.11.10, 18:31
                                            Dżisys - co za książka !! Tytuł "To moja droga - biografia Jacka Kaczmarskiego" autorstwa Krzysztofa Gajdy.
                                            Wyd. dolnośląskie wydało ową księgę w 2009 roku. Zaczyna się cytatem z "Dance macabre" -

                                            Brniemy, brniemy zaciekle
                                            Dopóki życia staje
                                            Danym za frajer Piekłem
                                            Rzadko dostępnym Rajem

                                            Czytając tę książkę - można ignorować nawet stada rybików grasujących po łazience.
                                            Namawiam Was na poszukanie tego dzieła, dobrze się czyta, napełnia refleksją, że czasem bard wynoszony na piedestały ma inny wymiar - zwykłego człowieka, dręczonego nałogami, przypadłościami, nieudolnością w kształtowaniu swego życia, wadami i zwykłym , życiowym pechem....367 stron cudownej lektury na te straszną pogodę za oknem.
                                            I żeby nie było wątpliwości - uwielbiam Jego muzykę z legalnie kupowanej dyskografii !!!
                                            • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.10, 08:43
                                              Czy nie uważacie, ze bigrafie są fantastyczną lekcja historii, lepszą niż zakuwanie dat i wyadrzeń szkole?? Ja uwilbiam bigrafie poszerzone o opis czasów w których żył bohater. najlepsza biografia jaką czytałam to chyba "Modigliani" Pierre`a Sichela - wspaniała a do tego opis tylu wielkich, a nieznanych po dzień dzisiajszy w Polsce, Polaków, którzy budowali potęge kulturalną Francji.
                                              Z Kaczmarskim chyba miałabym problem, ponieważ mam na niego "uczulenie" -sama nie wiem dlaczego.Ale skoro wchodzimy w kilmaty muzyczne, to polecam też bografię Marianne Faithful-doskonaly opis życia w cieniu Rolling Stonesów.
                                              Bardzo lubię też biografie nieaturyzowane autorki Kitty Keley-nie wszystkie wywszły w Polsce. Pisze, nie tylko o skandalach i sprawach obyyczajowych, ale rownież o polityce bez cenzury. Z "Windsorów" można się wiele dowiedzieć np o stosunku przedwojennego królestwa do faszyzmu.
                                              W biblioteczce mam bardzo dużo biografii, głównie malarzy. Bardzo dobra jest biografia Łomnickiego, mojego ukochanego aktora, autorstwa jego żony Anny Bojarskiej.
                                              • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 30.11.10, 10:26
                                                Ależ oczywiście że tak !!! Jedną z pierwszych jaką przeczytałem przed laty - po wyjściu z zauroczenia Tomkiem Wilmowskim, Winnetou i Old Shaterhandem - była wyszperana w rodzinnej biblioteczce biografia Michała Anioła. Kamień i cierpienie - Ćepika.
                                                A potem wyczytywałem całą serię biograficzną wielkich artystów. Wspomniany Modligniani - książka rewelacyjna. Podobnie jak takież Van Gogha czy Gauguina. Pisane trochę "sztampowo" - ale lektura wspaniała. Był taki autor - chyba Francuz o nazwisku Peruchot tłukący biografię za biografią - wydawane u nas przez PIW.
                                                W przypadku biograficznych książek uwielbiam pierwsza wejście w książkę - obwąchanie (fizyczne) książki, potem kartkowanie z wyszukiwaniem ilustracji, odłożenie ksiązki na chwilę - a potem zawzięta lektura od deski do deski.
                                                W tym podejściu przypominam trochę zachowanie mojego psa. Otrzymaną kość bierze w pysk, obwąchuje, oblizuje , odkłada na bok. Aby za chwilę zabrać się za wytrwałe obgryzanie :)

                                                Nienawidzę tzw "kryminałów". Bo one kiedyś dawno mocno mnie zdeprawowały. Bo nigdy nie mogłem się powstrzymać aby po rozpoczęciu lektury, po 1. czy 2. rozdziale nie sięgnąć go końca - jak to się skończy, no i ......zbite cztery litery, dalsze czytanie traciło sens.
                                                W przypadku biografii to nie grozi. Wiadomo - bohater kiedyś tam umarł - a to co mu się zdarzyło między ową śmiercią a narodzeniem (czy raczej odwrotnie) - bywa najciekawsze.
                                                Kaczmarski ?? łatwo mu szło z moralizowaniem, ocenianiem - gorzej radził sobie ze swoim zyciem.
                                                Kiedyś próbowała szczęścia w mediach Jego dorosła córka, wyciągając z biografii Ojca - ciemne plamy. Nie było to "smaczne"
                                                • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.10, 10:39
                                                  O rany, bardzo miło,że czytałeś 'Modiglianiego". Nie wiem czy czasem nie piszesz o serii biografii malarzy, którą mam w domu. Twarda, ładna oprawa w obwolucie, mam też z tej serii m in. Utrillo i Degasa, ale Modigliani najlepszy:-)))))))) Czytając byłam zła, że w szkole nikt nigdy nie mówił o wielu wspaniałych Polakach, którzy byli wielkim artystami!!!! Natomiast szukam ciekawej biografii Wyspiańskiego-czytalam kiedyś koszmarną powieść, chyba przedwojenną, o życiu Staszka, ale była takim jezykiem napisana i tak słodka, że nie przebrnęłam do końca. Bardzo wiele informacji o sztuce i artystach mozna wyczytać u trochę zapomnianego i nadal niedocenianego Boya-geniusz literatury i DOWCIPU ( vide-jego felieton o meblach Wyspiańskiego:-)
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.10, 10:43
                                                    A porpos Kaczmarskiego- to co napisałeś jest strzałem w 10. Właśnie dlatego nie mogę się do niego przekonać... ( przypomina mi się zawsze piosenka z "Hair" "Easy to be hard") A co do córki też mam duży niesmak-sama próbowała piosenkami ojca, którego tak nienawidzi, robić w Polsce karierę.....
                                                  • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 30.11.10, 14:27
                                                    Modigliani - mój to Pierre'a Sichel'a PIW z 1974. Z tej właśnie serii edytowanej pewno ponad 10 lat.

                                                    Namawiam na ..z tej samej serii - dostępne pewno w niejednej bibliotece - Toulouse Lautreca.
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.10, 14:44
                                                    Mój też:-)))))))))))) Ta seria jest bardzo elegancko wydana. Toulusa nie mam, ale mam też wymienione przez ciebie "Kamień i cierpienie" - jakoś nigdy nie zaczytałam się w tym , ale skoro namawiasz to spróbuję. A masz Degas`a z tej serii? Bardzo dobrze napisana, Manet też:-)
                                                    Ja te wszystkie ksiązki kupowałam w nieistniejącym antykwariacie na Jagiellońskiej... Jakie jeszcze są dobre, bo podejrzewam, że nie cała seria jest ciekawa, jak to była z seriami wydawniczymi. Aż poszukam z ciekawości dzisiaj na Allegro tej serii.
                                                    Ale przyznaj, że Modigliani jest THE BEST?? Jak czytałam o Zborowskich to nawet się wzruszyłam..........
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 30.11.10, 15:23
                                                    Niektóre biografie czyta się po prostu nudno. Nie wiem co powiedzieć o Domosławskim i jego biografii Kapuścińskiego. Biografię A. Hepburn też czytało się tak sobie.
                                                    I. Stone napisał za to świetną do czytania biografię Michała Anioła. Klasyka już.
                                                  • 30.11.10, 16:56
                                                    Tez bardziej polecam "Udrękę i ekstazę" Stone`a o M. Aniele bo "Kamień i cierpienie" jest cięższe... [tak na marginesie - autorem jest Schulz a nie Cepik...] Również świetna "Pasja życia" o van Goghu i tak jak anna napisała - też klasyka... Kiedyś czytałam doskonałą książkę o Auguście Rodinie, ale nie pamiętam autora... Niemniej mnie zachwyciła!
                                                  • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 30.11.10, 17:52
                                                    No -się rypnąłem . Racja - Schulz...Karol. Kurcze - wstyd mi. Nie będę chyba pisał z pamięci :)

                                                    Zakończyłem czytać Szczygła - Zrób sobie raj. Książka dorównuje Gottlandowi. A kto wie - może jednak jest lepsza ?? Rozdziały poświęcone ateizmowi Czechów, powszechnemu spalaniu zwłok i anonimowym pochówkom (wyobraźcie sobie - mało-religine wysypywanie prochów do wspólnych dołów!!! ), relacji z pielgrzymki Benedykta, rozdziały poświęcone a to fotografowi artystycznemu (miłośnikowi wielkogabarytowych kobiet utrwalanych na fotografiach aktów) a to rzeźbiarzowi (autorowi m.in. pomnika dwóch męskich postaci sikających - dosłownie - na mapę Czech).....
                                                    Nie zaprzeczę, że wizja Czech zarysowana w tej książce jest poruszająca. Kraj za miedzą - a mentalność tych sąsiadów tak inna od naszej, polskiej.
                                                    Gorąco polecam lekturę !!!!
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 30.11.10, 18:13
                                                    Szczygła polecałam i jak widać było warto. Nie trzeba jechać na koniec świata żeby zetknąć się z odmiennościa mentalną , kulturową. Szczygieł to nie powierzchowny obserwator , bo od lat pomieszkuje w Czechach. A świetny styl i język miał już jako 20 latek.
                                                  • Gość: Anka IP: 88.236.165.* 30.11.10, 18:40
                                                    Szkoda, ze tak malo go w mediach, szykany i krytyka pare lat temu zrobila swoje...swietny dziennikarz (niedoceniony) i pisarz.
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 30.11.10, 18:49
                                                    Jako reportażysty nikt go nie krytykował chyba. Krall uznała za następcę chyba z 15 lat temu. W pewnym czasie dla pieniędzy podjął się prowadzenia popularnego programu. Ot i tyle. I większość Polaków kojarzy Szczygła z TV. A pisał zawsze świetnie i mnie go w mass mediach nie brakuje.
                                                  • Gość: Anka IP: 88.236.165.* 30.11.10, 18:56
                                                    Chodzilo mi o jego absencje w mediach audio-wizualnych;)
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 30.11.10, 19:10
                                                    No i bardzo dobrze. Gdzie byłoby miejsce dla niego w obecnych mediach? Zarobił swoje (miał prawo) i teraz zajmuje się tym co lubi i umie. Szanuję też Kondrata i śmieszy mnie to ubolewanie, że zrywa z aktorstwem. A gdzie ma grać ? W romantycznych komedyjkach?
                                                    Ze dwa miesiące temu o 1 w nocy obejrzałam program ze Stasiukiem o jego podróżach na Bałkany. Pora taka, że był program, a jakby nie było:) Teraz kto nie tańczy z gwiazdami czy na lodzie ten nie istnieje w powszechnej świadomości.
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 30.11.10, 17:59
                                                    Z biografii polecam też McCanna Tancerz o Nuriejewie. Nie taka znów nowość.
                                                  • 30.11.10, 21:04
                                                    Skończyłam czytać "Antykwariusza"... Jak dla mnie świetna powieść... Dobrze i lekko się czyta... Wartka akcja a w tle piękno Barcelony opisane z wielką pasją... Polecam na długie zimowe wieczory... A zaczęłam czytać zupełnie dla mnie nową lekturę pt. "Ostatni czytelnik" Davida Toscany... Dopiero kilka stron za mną, a wciągnęło mnie dość mocno... Mam nadzieję, że do końca tak będzie... A w kolejce czeka najnowsza powieść autora "Angielskiego pacjenta" - "Divisadero"... Czytając abstrakt, wygląda że też będzie z gatunku wciągających...

                                                    Jolak! Nie przejmuj się pomyłką... Jakby nie było Cepik też napisał książkę o Buonarrotim, więc nie wypadło tak źle... ;))))))
                                                  • Gość: scpt IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 01.12.10, 08:54
                                                    Wolę obecnego Szczygła - czechofila i literata. Niż jego niegdysiejsze popisy telewizyjne.

                                                    Kondrat ?? Kilka doskonałych (moim skromny zdaniem) ról, totalny konformizm z grą w reklamach (za niemałe pieniądze) , bankructwo restauracji (filia była w Rz-wie) i teraz sieć sklepów z winami.
                                                    I 60 lat na karku. Chyba teraz już zeszedł w prywatność i ...koniec.
                                                    Stasiuk ? Dobry wywiad w jednym z ostatnich Dużych Formatów, ostatnia książka - trochę za droga jak na skromną zawartość treściową .
                                                    Lubię tego autora, mam kilka książek.
                                                    A z serii CZARNEGO - czytałem z pół roku temu Jurija Andruchowicza "Tajemnica" - autobiografię ukraińskiego pisarza, równolatka Stasiuka właśnie. Soviecki Stanisławów, takaż armia, studia, pierwsze wyjazdy na zachód, młodość......

                                                    Jak byście ją dorwali (ły) (nie młodość a książkę :)) - nie pożałujecie !!!
                                                  • 01.12.10, 09:03
                                                    Skrzętnie zapisuję sobie wszystkie Wasze propozycje czytelnicze i jeszcze raz potwierdzam sobie pewną prawdę: co głów kilka to nie jedna... :) Dziękuję za te podpowiedzi! Będę szukać wymienionych tytułów, bo widać, że warto...

                                                    Ps. A młodości dorywać nie muszę... Ja wiecznie młoda! :))))

                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.10, 09:12
                                                    Zaczełam wczoraj "Kamień i cierpienie" - oj, Jolak, aleś mi doradził. Poczytałam przed snem te makabryczne opisy i potem miałam koszmary. A co do tematu, to wydarzenia z książki i wogóle historia Medyceuszy świetnie była pokazana w filmie dokumentalnym na Planete o rozwoju miast włoskich. Pytałam kiedyś czy ogląadcie Planete, ponieważ tam często lecą programy o pisarzach i książkach. To niesamowite, jak czasami popkultura potrafi zakłamać przesłanie autora - własnie tego dowiedziałam się z Palnete z filmu o Kafce. Kafka napisal "Proces" jako komedię a odczytując fragmenty znajomej sam się śmiłą z tego, co napisał. Niestety, później, po jego śmierci zdaje się narzeczona zaczęła kombonacje z paleniem dokumentów o powstaniu "Procesu" a popholocaustowy przemysł przemielił powieśc po swojemu... Takich historii o książkach jest o wiele więcej:-)
                                                    A propos biografii - nie mżzna tego nazważ biografią, raczej wspomnieniami, ale czy czytaliści "Moje różne światy" Pearl S. Buck???? Pani dostała Nagrdę Nobla, ale nie wiem czy akurat za tą książkę. W każdym razie pozycja FANTASTYCZNA!!!!!!! Autorka jako dziecko żyje z rodzicami w Chinach i jest świadkiem rewolucji i upadku starego świata. NAPRAWDĘ ŚWIETNA! Szkoda, że w Polsce jakoś mało znana....
                                                    niecodziennikliteracki.blox.pl/2008/04/Chiny-zamorskiego-diabla.html
                                                  • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 01.12.10, 14:03
                                                    zupełnie jakbym słyszał moją żonkę - mówiącą, że ja to czytam książki raczej ...nie doczytania.

                                                    No dobra - trochę "babskich" podpowiedzi :

                                                    Ona ostatnio doczytuje Małgorzaty Szułczyńskiej "Nie popełniłam zdrady" Rzecz o Halinie Poświatowskiej.
                                                    Ponoć dobra rzecz o młodo zmarłej poetce - wydanie z 1990 roku.
                                                    Oraz "Lepszy świat" Marty Zaraskiej.
                                                    Córka rekomendowała mi ostatnio , ponoć zabawną książeczkę - "Zarys dziejów traktora po ukraińsku" Mariny Lewickiej. Coś o emigracji w Anglii, pokomunistyczne reminiscencje itd itd

                                                    A jako rewelacje pokazuje mi kilka pozycji Herty Muller - noblistki - "Lis już był wtedy myśliwym" oraz "Dziś wolałabym siebie nie spotkać". Przeglądnąłem - opowiadania z koszmarnego życia córki z rodziny niemieckiej mniejszości w komunistycznej Rumunii - brak wszystkiego (od rajstop i podpasek po...wszystko z wolnością włącznie) , komunistyczna ubecja, bród i ambitna dziewczyna próbująca w tym wszystkim zachować odrobinę godności i ...wolności.
                                                    Znowu ktoś napisze , że podpowiadam koszmarki...:)
                                                    Kamień i cierpienie ....cóż, włoskie Odrodzenie, w opisach pisarza - czeskiego Żyda - konwertyty,
                                                    było, w ramach życia społecznego ...koszmarem. I to raczej nie jest subiektywne spojrzenie autora.
                                                    Wystarczy poczytać na ten temat np w monograficznych książkach Chłędowskiego....
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.10, 14:28
                                                    "Zarys dziejów traktora..." czytałam , zabawna, słodko-gorzka powieść:-)
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.10, 14:29
                                                    Nie lubię podziału na "babskie" i inne książki. Co to oznacza?
                                                  • 02.12.10, 11:54
                                                    Włączę się, pozwolisz?
                                                    Ja też nie znoszę tego. W ten sposób próbuje się przemycić literacką miernotę - w zamyśle skierowaną dla kur domowych.
                                                    Błąd! Kury domowe też potrafią się zachwycać dobrą książką.

                                                    Okres zachłannego czytania wszystkiego i o wszystkim mam już za sobą.
                                                    Przechodziłam - zapewne jak większość z obecnych na tym wątku - czasy 'zarażenia' i powieścią, i reportażem, i wspomnieniami. Długo można wyliczać.
                                                    Od pewnego czasu sięgam po książki 'intuicyjnie', wcale nie czytając okładki, czy obwoluty, bez zaznajomienia się z recenzją w prasie.

                                                    Moja intuicja rzuciła mnie ostatnio w objęcia A.F.Ossendowskiego. Wcześniej znałam go tylko ze sławnego 'Lenina' - czytanego z wypiekami na twarzy, gdy za oknem szalała cenzura...
                                                    Zaczęło się prozaicznie, od chęci poznania dziejów południowo-wschodniej mojej małej ojczyzny. 'Karpaty i Podkarpacie', 'Huculszczyzna i Gorgany' - napisane w międzywojniu - wydają się teraz bliższe, ale zupełnie odmienne. Bardzo polecam te książki np. miłośnikom Bieszczadów.
                                                    Na koniec pozostaje mi podsunąć 'Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów', ale to już o Dalekim Wschodzie, a ściślej, o Mongolii, Tybecie, Chinach.
                                                    Dobrze czasem sięgnąć do starego stylu pisarskiego, bez poprawek językowych, bez ingerencji. To tak, jak wrócić do baśni z dzieciństwa i odkryć je na nowo.
                                                    --
                                                    --------------
                                                    ;-)
                                                  • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 03.12.10, 09:15
                                                    Źle żeście mnie zrozumieli. Książki, które wspomniałem w "popowiedzi" to nie żadne "harlekiny", żadna lektura dla "kucharek".
                                                    przecież wiadomo , że wiele zjawisk w kulturze masowej adresowane jest dla określonych grup wiekowych i ...płci właśnie.
                                                    Przykład ?? No choćby owe czasopisma, tygodniki typowo kobiece, seriale telewizyjne typu Złotopolscy czy Na wspólnej. Ja na to patrzeć nie mogę - ale gdy włączam ulubionego Wojewódzkiego - to żona mówi "nie mogę na tego idiotę patrzeć."

                                                    A co do lektur - nowy nabytek, z 1957 roku :0
                                                    Gustaw Morcinek "Listy z mojego Rzymu". Pisane w 1946 roku. po uwolnieniu z obozu koncentracyjnego, po wojnie spełniał marzenie życia - zobaczyć Rzym (nim został sztandarowym pisarzem komunistów :) z inicjatywą zmiany nazwy Katowic na Stalinogród :).
                                                    Piękne wydanie, wspaniały styl pisarstwa !!!. Mój egzemplarz nosi na stronie tytułowej exlibris niegdysiejszej właścicielki Pani Barbary Tondos oraz barwną pieczątkę Jej (chyba) męża - d-ra Władysława Tondosa z Zakopanego. Nabytek antykwaryczny za jedyne 19 zet - ilustrowane widokami Rzymu z osiemnastowiecznych miedziorytów. I pięknie napisanym wstępem Jana z Bogumina Kuglina. Przyznacie - postacie dzisiaj raczej zapomniane.
                                                    Czytając tę wspaniałą książkę - nie mogę zrozumieć - po jaką ch...l...rę Ten Morcinek do Polski wracał ...by stracić twarz i honor ??
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.10, 10:15
                                                    Jestem. Oczywiście pytanie o "kobiecą" literaturę było tendencyje, bo wiem o co ci chodzi:-) A co do tv, to ja np. lubię "Jak działa kosmos" na Dicsovery a mąż się ze mnie śmieje, jak się podniecam tym serialem:-)))))))))))))))) Stereotypy, stereotypy....
                                                    A co do Morcinka, to kojarzę tylko z "Łyska..." i "Czarnej Mańki" ( o ile dobrze pamiętam tytuł) a poza tym, to jakoś kojarzy mi się z propagandą komunistyczną....?
                                                  • 06.12.10, 09:46
                                                    jolak:

                                                    > ...przecież wiadomo , że wiele zjawisk w kulturze masowej adresowane jest dla okre
                                                    > ślonych grup wiekowych i ...płci właśnie.

                                                    Widzisz, nie zrozumiałam Cię źle, ale wyraziłam poniekąd swój protest przeciwko temu "adresowaniu".
                                                    Kultura jako taka nie powinna być adresowana do kogoś tam, do wąskiej grupy odbiorców. Wtedy przestaje być kulturą, a staje się subkulturą.
                                                    Dyskutować można jedynie o podziale na literaturę/film dla dzieci i dorosłych. Inne podziały, wg mnie, są podziałami sztucznymi, wręcz skłaniającymi do osądu, że w tę dziedzinę niebezpiecznie wkracza marketing i czyni jej szkodę.

                                                    > Przykład ?? No choćby owe czasopisma, tygodniki typowo kobiece, seriale telewiz
                                                    > yjne typu Złotopolscy czy Na wspólnej. Ja na to patrzeć nie mogę - ale gdy włąc
                                                    > zam ulubionego Wojewódzkiego - to żona mówi "nie mogę na tego idiotę patrzeć."

                                                    Czasopisma i seriale to konsekwencja tych podziałów, to wzorowanie się na american dream, gdzie śmieci stały się właśnie podstawowym wyznacznikiem popkultury, a wartościowe kino, dobra książka, zeszły na margines. Magnaci prasowi pozamiatali polski rynek czasopism.
                                                    TV zaczęła sięgać po państwowe subsydia na badziewną masówkę, a wszyscy nazywają to "misją". Ba, nawet lektury szkolne zaczynają mi brzydko pachnieć manipulacją odbiorcy.
                                                    Cała nadzieja w mądrych polonistach, którzy nie pozwolą na wyniszczenie młodych umysłów.

                                                    --------------
                                                    ;-)
                                                  • Gość: Katarzyna IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.09.13, 11:31
                                                    Cieszę się, że książka trafila w dobre ręce. Śp. Barbara Tondos (dr historii sztuki, badaczka stylu zakopiańskiego) była córką dr Władysława Tondosa, zkopiańskiego lekarza.
                                                  • 27.09.13, 16:03
                                                    Wrzucę na fotoforum rzeszowskie ex-libris Pani Tondos i ...widok odcisku pieczęci Dr Władysława Tondos'a. Pozdrowienia :)
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.10, 08:46
                                                    Jolak, odnośnie "Kamień i cierpienie" - zakąłdam, ze wszystkie wydarzenia i ciekawostki opisane w powieści są faktami historycznymi? Co do wydarzeń politycznych to na pewno, bo cioś tam wcześniej czytałam, ale czy opisy stosunków rodzinnych tez są prawdziwe?
                                                  • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 06.12.10, 12:40
                                                    Dawno czytałem ów "Kamień..." Z tego co pamiętam to na osnowie historii M.A. pisarz daje obraz 16.wiecznych Włoch, rozbitych na księstewka-miasta-państwa, rządzone przez despotów rżnących się między sobą bez umiaru, mordujących przeciwników, żony i kochanki. Tuz obok papieże - despoci, tyrani i ....mecenasi sztuki. Tak samo jak tamci miasteczkowi tyrani.
                                                    Polecam uwadze, "w tym temacie" lekturę ciężką ale i piękną - "Historie florenckie" Machiavellego - moje wydanie PWN z 1990 roku . Tam to sobie poczytasz....Albo "żywoty malarzy" Vasariego.
                                                    Wracając do Schulza - jak wiesz książki nie skończył - bo jako czeski Żyd został zamordowany przez hitlerowców w trakcie jej pisania. Więc i Jego książka może być czytana jako wielka alegoria - jak Dżuma....lekturowego autora :)
                                                    A owo nie skończenie książki ...podobne jak u Haszka ze jego Szwejkiem - tylko że Haszek nie został zamordowany - po prostu zapił się na śmierć.
                                                    Mój egzemplarz "Kamienia i cierpienia" - PIWu z 1962 roku - jest też dla mnie cenną pamiątką - miał go wiele lat temu, w szpitalu, mój Ojciec - wtedy trzydziestoparoletni. Po krwotoku i wycięciu Mu połowy żołądka umilał sobie czas lekturą na szpitalnym łóżko. A że się setnie nudził to ...na przyniesionych mu do szpitala kartkach rysował portrety towarzyszy niedoli. No i te szkice, ręką architekta tworzone, pozostały między kartkami książki.
                                                    Bo książki jak ludzie - mają swoje życie :)
                                                  • 06.12.10, 21:37
                                                    "Kamień i cierpienie" to wyjątkowo ciężki tekst... Jak już pisałam na pierwszy ogień o Michale Aniele wzięłam "Udrękę i ekstazę" i potem jakos łatwiej trawiłam Schulza... Z moich wiadomości potwierdzam co napisał Jolak: wiele jet tam prawdy historycznej... Tak wyglądała ówczesna Italia... Także polecam Vasariego... Choć miejscami język trudny... :) Ale ciekawostek wiele... No i te najciekawsze czasy to za Borgiów... Polecam Roberto Gervaso...
                                                    A co do tych historii... Nasunęło mi sie wspomnienie także szpitalne... I bliskie tematowi jak u Taty Jolaka... Otóż leżąc w szpitalu poczytywałam właśnie "Udrękę"... Mam wydanie, w którym okładka to reprodukcja fragmentu Sykstyny... Raz na obchodzie jeden z lekarzy przeczytał z daleka tytuł, zobaczył okładkę z roznegliżowanymi postaciami z Sądu Ostatecznego i z oburzeniem zapytał mnie czy muszę czytać takie świństwa... Mało się nie udusiłam ze śmiechu [choć po operacji ciężko było się smiać], ale wiedza pana doktora mnie po prostu powaliła.... :)))
                                                  • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 07.12.10, 07:44
                                                    Borgiowie Gervasego w połączeniu z Lukrecją Borgią - Bellonci-ej - to arcyciekawy koktajl lekturowy.
                                                    Z tamtych czasów...najbardziej podoba mi się historia Savonaroli - natchnionego mnicha, który w zapale kaznodziejstwa - "za bardzo wysunął się przed szereg".
                                                    Nawoływać do ubóstwa i pokory w czasach Aleksandra VI ??
                                                    Stosik mu się należał jak....nie wiem co :)))
                                                    Ja od lat odchodzę i wracam do Chłędowskiego - Rzym ludzie baroku i "....ludzie odrodzenia" własnie.

                                                    Och... a tam - chociażby opowieść o królowej Krystynie szwedzkiej - pochowanej u św, Piotra - niedaleko owej sławnej Piety. Wystawny nagrobek w prawej nawie kościoła wszystkich kościołów. ..... życie owej konwertytki z luteranizmu ...? Kurde - co za niewyżyty babsztyl :)
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.10, 08:53
                                                    O panu Savonaroli sama szukałam informacji po obejrzeniu jego portretu autorstwa Boticellego. Portret jest tak mroczny i jakiś taki straszny, że sprawdziłam kogo przedstawia. Generalnie o tym okresie historycznym czytałam chyba tylko jedynie "Rodzinę Borgiów", ale była to powieść raczej w stylu pop, dobra do czytania przy jedzeniu ( co, przyznaję, uwielbiam!!!). Ale jeżli chdozi o historię, to polecam "Upadek imperium rzymskiego"-bardzo dobra i bardzo pouczająca w dzisiejszych czasach. Bradzo ciekawe jest czytanie tej ksiązki równocześnie z "Wojną cywilizacji" Huntingtona ( wojna albo walka, nie pamiętam tytułu) .
                                                    Co do książek historycznych, to jest z nimi tak jak z innymi dziedzinami nauki-jeżeli autor ma dobre ,lekkie pióro to człowiek połyka wiedzę z przyjemnością.
                                                    PS Co do Krystyny Szwedzkiej, to "babsztyla" znam tylko z filmu:-))))))))))
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.10, 08:57
                                                    A teraz coś z zupełnie innej beczki, jka mawiają klasycy z Monty Pythona, czy lubicie klasyczne powieści grozy????Zwłaszza angielskie? Moja ulubiona to "Stryj Silas":-)
                                                  • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 07.12.10, 09:29
                                                    No...z tej beczki to uwielbiałem opowiadania grozy Poe-go i jedną z książek Lema. Tytuł ..chyba "Śledztwo". Opowiadała o ...tajemnicy ożywających trupów - potrafiących wypełzać z kostnicy czy przełazić poza mur cmentarnych.
                                                    Bardzo dobrze napisane ...tylko...Gdy jako chłopak zachodziłem do jednej dziewczyny mieszkającej we wsi (wówczas) Pobitno - przechodzić mi przychodziło koło długiego muru cmentarnego. Teraz tam ruchliwa,rozświetlona arteria, rondo - wtedy - cicha, zapomniana uliczka. Kurcze i ja wtedy wracając późno w nocy, niby "rozanielony" randką a tu ten cholerny mur i wrażenia z co dopiero przeczytanej książki z tymi trupami przez mur przełażącymi...brrr
                                                    Podobnie było gdy np wracałem skądyś nocą koło muru kirkutu na Dołowej do domu na osiedlu Mieszka ......ale Lema bardzo lubię i za inne książki (choćby za Niezwyciężonego - opowiadanie o lądowaniu na nieznanej planecie opanowanej przez owady-roboty potrafiące kasować umysły ludzkie - tych dzielnych eksploratorów kosmosu .
                                                    Opowiadanie czytane w czasach komuny, czasach trybuny ludu i dziennika telewizyjnego - dawało całkiem fajną interpretację rzeczywistości....by nie dawać się owadom :)))
                                                    Gorąco tego Lema polecam !!!!!
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.10, 10:34
                                                    W podstawówce cosik tam Poe`go czytałam,ale jakoś nie zachwycał, przyciężkawy styl ...W biblioteczce, w dziale powieści grozy, mam zbiór opowiadań z cyklu "Stanisław Lem poleca", ale nie są jego autorstwa. Za komuny wychodziły różne serie grozy, m.in. Wydawnictwa Literackiego -oni drukowali najciekawsze i mało znane w Polsce powieści. Miały charaktersytyczną szatę graficzną. Mam jeszcze dwa tomy opowiadań grozy niemieckiej i rosyjskiej najlepszych pisarzy np. Gogola. Goethego, Puszkina -są świetne!!!!POLECAM!!! Warto poszukać na Allegro-sprawdzę dziś tytuły. A kto pamięta zeszyty "Nie czytać o zmierzchu!!!" z horrorami. Po przeczytaniu horrorku o domku dla lalek chowałam lalki na noc do szafy:-)))))))))))))))))))))))
                                                    Co ciekawe-najnowsze filmy -horrory mają pomysły żywcem ( nomen omen:-)))) ściągnięte z tych starych powieści.
                                                  • 07.12.10, 11:26
                                                    Oj tak, tak!!! Pamiętam te zeszyty! I podobne miałam odczucia po przeczytaniu... Raczyliśmy się tymi tekstami z bratem i nie omieszkaliśmy straszyć się wzajemnie... :) Poego czytywałam pod ławką w szkole w czasie nudnych lekcji...
                                                    A z innej beczki, choć mi się jakoś skojarzyło: jak u Was z przyjaźnią z Łysiakiem? Moja pierwsza książka jaką przeczytałam to "Szachista" a potem "Flet z mandragory"... Młoda byłam i przeżywałam te lektury jak bez mała horrory... :)))
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.10, 12:28
                                                    Ja coś za młodu czytałam o Francji autorstwa Łysiaka i potem ojciec mi inne podsuwał, ale Łysiak jest taki, jakby tu ładnie powiedzieć, jadowity???Ostatnio jednak kupiłam i przeczytałam "Salon kłamców", mam mieszane uczucia....A Wy?
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 07.12.10, 14:04
                                                    Łysiaka czytałam tylko te sztandarowe utwory za sprawą mojej koleżanki, entuzjastki twórczości.
                                                    Czekając na ostatnią część tryptyku Ziejki polecam Wam rozdział o miłości Ines de Castro i Pedra z Moja Portugalia.
                                                  • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 08.12.10, 10:28
                                                    mamy trochę różne lektury - z pewnymi punkami wspólnymi :) no ale to normalne :)

                                                    Ten rok rozpocząłem lekturą "Wyspy klucz" Małgorzaty Szejnert. Cztery wieczory czytania na zapartym tchu.

                                                    Tu krótka prezentacja

                                                    www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,2356,tytul,Wyspa%20klucz
                                                    A pokłosiem tej książki było poznanie twórczości Augustusa Shermana (poszukajcie proszę na googlach) - "nadwornego" fotografa stacji imigracyjnej - głównej bohaterki owej książki.
                                                    Jednej z tych - którą jak kończyłem czytać - odczuwałem jakiś, taki smutek - taki sam gdy wracam z wywczasów czy zagranicznej wycieczki. Z refleksją typu "Boże- co dopiero była Wenecja - a tu już rzeszowska rzeczywistość skrzeczy ? "
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.10, 12:27
                                                    Rozumiem, że to jest dokument a nie beletrystyka?Temat ciekawy, widzialam kilka filmów o tym trochę przerażającym miejscu - czy opisani są Polacy? Wyspa Ellis, niestety, kojarzy mi się, nie wiem dlaczego, z Oświęcimiem...:-( Serio, podejrzewam, że jest to wynik przesiąknięcia pewnymi obrazami i gotowaymi skojarzeniami myslowymi. Nie wiem czy napisałam to w sposób zrozumiały?
                                                  • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 08.12.10, 14:46
                                                    Oświęcim ?? Wydaje mi się to bardzo luźnym skojarzeniem. Bo tam , do "hameryki" udawali się ludzie z własnej woli, poszukiwaniu życia na nowej ziemi.
                                                    Czy to jest literatura faktu? reportaż? beletrystyka ? Byłbym jednak za tą ostatnią formą.
                                                    Autorka w oparciu o dokumenty - raczej maluje niż opisuje różne aspekty życia emigrantów.
                                                    Sprawą przerażającą w tej historii była z pewnością masowa segregacja ludzi - na tych co się mogą przydać na nowej ziemi od tych , których należy wrócić do ich poprzedniego, często o wiele bardziej przerażającego życia w "starym świecie".
                                                    A ci którzy przez owe wrota docierali na kontynent - dostawali nieograniczone możliwości "samorealizacji".
                                                    I proszę pamiętać owa "segragacja" i "straszne sceny" rozgrywają się i dzisiaj TAM, na mniejszą skalę ale jednak - wystarczy przykład amerykańsko-meksykańskiej granicy albo...niedawne sceny z lotniska kanadyjskiego z owym, naszym rodakiem zakatowanym paralizatorami elektrycznymi.
                                                    Książka wciąga, wymaga cierpliwości ale gdy już sie wdepnie w opisywaną tam historię to.....
                                                    Przypominałem sobie ostatnio "Listę Schindlera" - film przerażający, straszny ale i wciągający. Specjalnie zarwałem na niego kawał nocy - aby nie "psuć smaku" mojej lepszej połowie :)
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.10, 15:48
                                                    No właśnie, ta segregacja ludzi ...........
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.10, 16:26
                                                    Co do listy, film straszny, ale z drugiej strony, z tego co czytałam, trochę zakłamujący fakty ( choć z drugiej strony każdy film fabularny jest subiektywna wizją twórców). Temat przyjmowania emigrantów jest bardzo trudny i drażliwy, ale w przyszłości pewnie i nasz kraj się z nim będzie musiał zmierzyć.
                                                    PS Doszłam do opisów wystąpień Savonaroli w "kamień i..." - to ciekawe, jak pewne wydarzenia w historii ludzkości regularnie się powtarzają.......
                                                  • Gość: Anka IP: 78.177.24.* 09.12.10, 16:41
                                                    A propos segregacji, warto obejrzec "Arytmetyke Diabla" z niezyjaca juz Brittany Murphy...przejumajcy film o holokauscie, dla ludzi o mocnych nerwach.
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.10, 16:48
                                                    Oj, widziałam fragment, nie na moje nerwy........ Jestem z pokolenia, które za komuny non stop było karmione w tv tematami wojenno-obozowymi i mam jakąś traumę........
                                                  • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 09.12.10, 17:36
                                                    Ostatnio TVP - chyba "historia" przypomniała ciekawy film pt "Gwiazda wytrwałości". Film z 1971 roku, ze wspaniałą obsadą - Łomnicki, Zaorski, Kociniak(Marian) .
                                                    Z tego co wyczytałem na necie - film przeleżał na półce ponad 10 lat - wypłynął na premierę w 1981 roku i znów zniknął.
                                                    A co ciekawe - oparty o opowiadanie Ksawerego Pruszyńskiego - dziś nieco zapomnianego - a szkoda.
                                                    Dzięki filmowi wróciłem do tego autora - przeczytałem "Człowieka z rokokowego kościoła" i ....oniemiałem z zachwytu.
                                                    Iwaszkiewicz ?? Dobrze że o nim pamiętamy. ...Panny z Wilka...wracam raz po raz i do filmu i opowiadania, Matka Joanna od Aniołów....mieliśmy genialną literaturę. Choć pewno i w tamtych czasach były jakieś inne "Grochole" ...brrr

                                                    A Iwaszkiewicz z jego podróżami do Polski i podróżami do Włoch - to przecież arcypiękna klasyka reporterki podróżniczej. A co mi tam ,że kolaborował z komuną....jego piśmiennictwo broni się samo :)
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.10, 17:46
                                                    Oj, jolak, robi sie niebezpiecznie, za bardzo trafiasz w moje gusta:-)
                                                    A co do filmu, nie widziałam ani nigdy nie słyszałam o takowym.A Łomnickiego uwielbiam ( polecam jego biografię, napisaną przez Bojarską) !!!! I "Panny z Wilka" też- najlepszy chyba film Wajdy!!!! Te zdjęcia i do tego muzyka Szymanowskiego:-))))))))))) Iwaszkiewicz wilkim pisarzem był! A czytałeś "Zygfryda"???? Film też był, bardzo ładny, nie pamiętam reżysera???
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 09.12.10, 18:44
                                                    Chyba wszystkie filmy na podstawie Iwaszkiewicza są przynajmniej dobre, a niektóre genialne. Świadczy to o geniuszu autora pierwowzoru.
                                                    Co do Wajdy to dla mnie jednak Popiół i diament lepszy. I dowód na to jak z nie najlepszej książki można zrobić doskonały film.
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.10, 18:53
                                                    Racja. Kiedys ktoś powiedział, że mieliśmy dobre filmy bo była dobra literatura a scenariusz to podstawa...
                                                  • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 09.12.10, 21:17
                                                    nie ma niebezpieczeństwa zgodności gustów - wszak to tylko internet i dyskusja o książkach. :)
                                                    Książka Bojarskiej - Król Lear umiera - czytałem ze dwa razy i za każdym razem - nie wiedziałem czy chodzi tam o Bojarską - (w gruncie rzeczy "nikogo") czy o wspomnienie o geniuszu aktorskim i Jego życiu??
                                                    Oglądnąłem kiedyś - dwuczęściowy film dokumentalny - a w zasadzie wywiad-rzekę z łomnickim.
                                                    Wspaniały aktor - wywiad kończy się wypowiedziami nagranymi tuż przed śmiercią - siwiutki łomnicki - z długimi włosami, brodą - ze swadą wspomina swe role, życiowe błędy - i ten z KC PZPR. Mądry człowiek, genialny aktor...umarł na scenie jako Król !!!
                                                    A potem sięgnąłem po "Spotkania teatralne" łomnickiego - wydane i zredagowane przez Bojarską. takie sobie, sporo bufonady, zadufania w sobie - może to tylko moje wrażenie ?
                                                    Iwaszkiewicz ?? czytałem sporo opowiadań - nie wierszy, nie powieści a opowiadań właśnie.
                                                    Wajda ?? Namawiam na Jego książkę "O polityce, o sztuce o sobie" - zbiór wywiadów, refleksji, notatek z archiwum z ilustracjami Autora - nb wziętego malarza.
                                                    Kilka szczebli wyżej w poziomie literackim od książki Łomnickiego !!!
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.10, 21:53
                                                    Co do wywiadu rzeki - to oglądałam:-) Ten monolog ogląda się jak film fabularny z jednym aktorem. O ile pamiętam jest fragment, kiedy Tadeusz mówi, że aktor jest w każdej sytuacji aktorem ( czy coś w tym znaczeniu) i się szelmowsko uśmiecha do kamery.Cudny:-) Ale jak opowiada o przynależności do PZPR i o silnej wierze w socjalizm i o powodach to ja mu wierzę ( zresztą pamiętam też podobną wypowiedź Władysława Kowalskiego, nie mylić z Wacławem!!). Niewinny Czarodziej............. Kochany Łomnicki. Jak opowiadał jak grał w "Szczęśćiu Frania".....
                                                    Jolak a czy czytałeś "Szkice piórkiem"???????????????????????
                                                  • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 10.12.10, 07:52
                                                    eee wszystkiego to ja pewno nie czytałem....Także i tych szkiców. A tak przez skojarzenie....swego czasu czytałem książki specjalisty od piórka i węgla. Profesora Zina.
                                                    Szczególnie jedna z nich utkwiła mi w pamięci "Półgłosem i ciszą" - wydana i książkowo i "płytowo". Jest tam takie jedno opowiadanie - autor jako młody chłopak trafia do lokalnej siedziby gestapo. Ma naklejać numerki inwentarzowe na meblach. Siedzi pod biurkiem, klei te numerki i ....do pokoju wchodzi ss-man, wprowadza żydów - ojca i syna. Niemiec włącza patefon z płytą, Bolero Ravela , wręcza synowi starszego żyda pejcz i każe mu okładać ojca w rytm muzyki...szybciej i szybciej..... Gotowy scenariusz na makabryczną etiudę
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.10, 08:51
                                                    Oj Jolak, ale dałeś temat...... A propos : czy czytacie dużo o holocauście, pytam bo wcześniej już inni poruszali ten tamat, chyba ania. Ja kiedyś z koleżanką zaczytywałam się w ksiażkach o tej temtyce, jakaś chora fascynacja ..... Teraz natomiast nie jestem w stanie spokojnie czytać takiej literatury - myślę, że głównym powodem jest fakt, że mam dziecko...brrr, ..nawet nie chcę o tym mysleć....A z drugiej strony, zwłaszcza będąc Polakiem, nie można nie znać tematu...
                                                    PS A co do "Szkiców piórkiem" to KONIECZNIE PRZECZYTAĆ Jolaku!!!! Naprawdę!!!! Jest to ksiązka tego typu, że czytająć oszczędza się:-) ( moja kategoria najlepszych książek). Andrzej Bobkowski wspaniale opisuje wybuch II wojny we Francji i zachowania ludzi, w tym Polaków.Do tego opisy podróży rowerowych przez Francję.Kończąc tę książkę żałowałam, że nie liczy ona więcej tomów............... To żałosne, ale błagam, przeczytajcie!!!!Plizzzzz:-)
                                                    andrzej-bobkowski.pl/tworczosc
                                                  • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 10.12.10, 12:04
                                                    Holocaust ? tak - sporo czytałem na ten temat - chociażby historię likwidacji getta w Krakowie, wspomnienia właściciela tamtejszej apteki "Pod Orłem", wspomnienia Moshe Ashera - rzeszowianina, historię Żydów rzeszowskich w książce Potockiego - Żydzi na Podkarpaciu, My z jedwabnego - autorstwa Pani Bikont, książki Grossa - chociażby ów "Strach"..., książkę Kotuli, stosowne rozdziały monumentalnej "Historii Rzeszowa", Miasto Schultza - autorstwa Budzyńskiego, książki Henryka Grynberga ...choćby "Żydowską wojnę i zwycięstwo" .
                                                    Ale wolę opowiadania Singera dotyczące życia polskich Żydów (opisywanego beletrystyczne - nie faktograficznie) sprzed shoah-u, z odrobiną mistyki, sentymentalizmu, obrazami zaginionego świata, pogodnymi wspomnieniami czasów zaginionych.
                                                    Trudno nie interesować się tą tematyką, żyjąc w centrum Rzeszowa, tej jego części, która do wojny nazywana była przez jednych Mojżeszowem, przez innych ...małą Jerozolimą, chodząc przez rzeszowski odpowiednik umschlagplatz-u .

                                                    Ps
                                                    A co muszę przeczytać "koniecznie" ?? Boże mój - w głowie mam listę z dziesięciu książek czekających w kolejce, fizycznie, na półce, krzyczących tytułami "teraz ja, teraz ja !!!" ale nie pomogą szczere chęci kiedy czasu brak :)
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.10, 12:23
                                                    Jolaku, bardzo upraszam, zacznij od "Szkiców piórkiem" Bobkowskiego!!!!
                                                    Co do Singera to bardzo lubię, choć opisywany świat jest trochę bajkowy i dziwnie się czyta, wiedząc co się działo w czasie wojny. To tak jak z przedwojennymi, polskimi filmami, zawsze w pewnym momencie myślę o tym, jaki los spotkał ludzi z ekranu-vide Bodo. Kiedy oglądałam na Kino Polska film dokumentalny o jego losach i śmierci w czasie II wojny, to się popłakałam ,serio.....
                                                  • Gość: Anka IP: 78.167.109.* 10.12.10, 15:03
                                                    Ja czytalam to co bylo obligatoryjne w szkole (opowiadania Borowskiego, Szczypiorski, Krall), poza ta literatura nie siegalam po inne swiadomie bo bylam skutecznie zrazona tym, co nakazano w czasach licealnych (na moj gust to zbyt ciezka literatura jak na wrazliowsc nastolatkow). Czytalam natomiast szereg wywiadow z ludzmi (tymi znanymi i mnie znanymi), ktorzy przezyli ten czas, m.in z niezyjacym juz Edelmanem, swoja droga bardzo dziwnym, aczkolwiek fasynujacym czlowiekiem...Nie stronie natomiast od filmow, rowniez tych nakreconych na podstawie ksiazek np. "Pozegnanie z Maria", a o takich klasykach jak Pianista, Lista Schindlera nie wspomne, no i Arytmetyka Diabla, o ktorym pisalam wyzej. Oprocz tego: Chłopiec w pasiastej pizamie, Dzieci Ireny Sendlerowej, Ucieczka z Sobiboru, Jakub Klamcea, Pamietnik Anny Frank, Falszerze, Korczak, Pociag zycia...to te co pamietam bo bylo tego znacznie wiecej.
                                                  • 10.12.10, 12:48
                                                    Wciąż mi brak czasu, by z Wami tu gadać... Też miałam etap literatury "żydowskiej"... Teraz już mniej... Ale co do historii Żydów rzeszowskich nie wiem czy czytaliście ksiązkę własnie Kotuli pt. "Losy Żydów rzeszowskich 1939-1944" wydanej w 1999 roku .. Język nieodżałowanego Pana Franciszka, lektura okraszona zdjęciami - dla mnie naprawdę świetna! Trafiłam na nią przez przypadek i uważam, że jest godna polecenia...
                                                    O "Szkicach" słyszałam i przeczytam na pewno... Mam tez przygotowaną książkę Romy Ligockiej "Dziewczyna w czerwonym płaszczyku" - znacie?
                                                    A równolegle czytam ciekawą pozyjce o Florencji, autorstwa Barbary Beuys... To tak pod wpływem wczesniejszych rozważań o Michale Aniele... :))))
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.10, 14:45
                                                    Miło że powróciłaś na forum Jagienka. Co do Ligockiej to Polański, jej kuzyn, wypowiedział się , że napisała bzdury i sporo powymyslała a resztę poodpisywała od innych ......Ale napisz czy warto przeczytać.
                                                  • Gość: Anka IP: 78.167.109.* 10.12.10, 15:07
                                                    Roma Ligocka, pozytywna osoba, takie sprawia wrazenie, tez czytalam gdzies opinie Polanskiego, ze nieco nagiela fakty..ciekawe jaka jest prawda...
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.10, 23:52
                                                    Czytałam Edelmana. dziwne...Opisy suche i obserwacja ludzi jako organizmów, ciał....
                                                    Z tematu polecam "Eichmann w Jerozolimie" , masakra!!!
                                                  • Gość: Anka IP: 78.167.109.* 11.12.10, 11:11
                                                    Nieszczesliwy czlowiek to pewne, poza tym lekarz, ateista stad mysle traktowanie ludzi jako organizmow, cial...no i czasy, doswiadczenia przezyte zrobily swoje w psychice, oprocz tego ateizm wlasnie mial na niego duzy wplyw...w ktoryms wydaniu Wysokich Obcasów (o ile dobrze pamietam) byl z nim wywiad, ktory zrobil na mnie duze wrazenie...pokazal w nim ludzka twarz, uczucia i wrazliwosc wobec drugiego czlowieka. Pamietam, ze sie wzruszylam do lez...
                                                  • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 11.12.10, 12:38
                                                    W filmie Spielberga jest taki motyw - Schindler z kochanką jadą na koniach po wzgórzu ponad gettem na Podgórzu - w dole trwa pacyfikacja getta. Oni zatrzymują konie a w dole stada Niemców mordują ludzi na ulicach i naraz Schindler widzi małą dziewczynkę w czerwonym płaszczyku - ona idzie środkiem ulicy na której trwa piekło. Idzie spokojnie drepcząc nóżkami - wchodzi do bramy i w jakimś "rozpirzonym" mieszkaniu chowa się pod łóżko.
                                                    Film jest czarno biały (właściwie w sepii) i tylko ten płaszczyk 'wyczerwieniony"
                                                    Potem jest scena ekshumowania, nakazanego przez Niemców, zwłok Żydów i Schindler widzi , wiezione na trupim wózki zwłoki w czerwonym.....Trupy na taśmociągach jadą w górę i spadają na dymiące stosy. Popiół spada na maski samochodów. Wcześniej jest taka scena, na ulicy Krakowa, Schindler zgarnia na dłoń popiół z samochodu i dziwi się "co to takiego"
                                                    Edelman...wśród filmów dokumentalnych dołączonych do Newsweeka jest wywiad z Nim.
                                                    Za młodu oswojony ze śmiercią , w dorosłych latach ratujący ludzi. Jego stosunek do życia, taki trochę sceptyczny, niekiedy....zgryźliwy - wypływał z przeżyć.
                                                    Przepraszam że to napiszę - za ten zgrzyt ten tu niżej - ale już za samo internowanie Edelmana - jaruzel powinien zawisnąć na ulicznej latarni albo zginąć jak Ceausescu - pod płotem.
                                                    A wracając do Edelmana - ton jego wypowiedzi (na owym filmie) przypomina trochę trochę styl a-la Hous ( którego nb uwielbiam jako bohatera filmu).
                                                    Piszecie o Polańskim - z tego co wiem to i On i Kosiński ubarwiali na swój sposób wspomnienia wojenne. Zacząłem czytać "malowanego ptaka" i ...nie dałem rady po kilku stronach. Kosiński - maniak erotoman, członek bohemy nowojorskiej i łgarz. Wszak w trakcie jednej z jego wizyt w Polsce na spotkanie z nim przyszli jego wojenni opiekunowie - nie sadyści, gwałciciele, zbrodniarze, pieniacze - a zwykli ludzie którzy traktowali "swego Jureczka" jak syna - a on z nich zrobił pazernych prymitywów w "sztandarowej powieści".
                                                    A potem...wanna , plastikowy worek na głowie, ostatni orgazm na bezdechu.....
                                                    Czy to warte czytania - zaproponowanego w wątku, inicjującym tą bardzo fajną wymianę wymianę książkowych wrażeń ???
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 11.12.10, 13:21
                                                    Malowany ptak to powieśc, fikcja literacka. Przeczytałam jako 18 latka i byłam w szoku, ale nie traktuję wszystkich książek, filmów o przeżyciach wojennych czy z holocaustu jako dokumentu, ale wielu ludzi tak. Uważam, że pisarz czy reżyser w fabule ma prawo do przerysowań. A Amerykanie lubią przerysowania i uproszczenia. Środowisko Hollywood i osoby najbardziej wpływowe tam to ludzie pochodzenia żydowskiego (stąd i Kosiński jako scenarzysta i Polański jako reżyser szybko tam trafili). A Żydzi chyba bardziej winą za holocaust chcą obarczyć biernych świadków. Wyłapują hitlerowskich zbrodniarzy, ale obwiniają Polaków za współudział. Dla przeciętnego Amerykanina Polacy są winni holocaustu. To współcześni Polacy, a nie Niemcy są uważani za antysemitów. Co do Polańskiego to moim zdaniem jest powściągliwy pisząc w autobiografii 'Roman" o swoich przeżyciach z wojny.
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.10, 00:37
                                                    Co do Edelmana, to czy oglądaliście dokument w Planete o powstaniu w getcie??Bardzo niepoprawny politycznie i chyba prawdziwy......Staszny....
                                                    Co do Jurka Kośińskiego, to zanim przeczytałam "Good Night..." widziałam słynny film fabularny o nim, w którym była słynna scena, kiedy synowie ludzi, którzy ukrywali rodzinę Kosińskich, przyjechali na spotkanie z Kosińskim w Warszawie a on ich "olał" i widać było, że się przestraszył... Mitoman, który wypłynął na dochodowym temacie Holocaustu...
                                                    Co do Polańskiego, to w świetle ostatnich wydarzeń lekko zaniepokoił mnie opis jego zachowania w szkole filmowej - wspomnienia Zofii Nasierowskiej. Ale akurat on o swoich przejściach wojennych nie chciał opowiadać, nawet w jego biografii "Roman" temat jest potraktowany oględnie.
                                                    PS Niesamowicie się cieszę, że sobie na tym forum gderamy o książkach. Czytanie jest CHOLERNIE WAŻNE i kształtuje człowieka. Czy macie książki, przy których płakaliście?? Z książkami jest inaczej niż z filmami, nie podlizują się i nie wymuszają reakcji- oj, troszkę się zapędziłam ,ale naprawdę jestem uzależniona, co zawdzięczam tacie ( cała rodzina od pokoleń czytała masę książek).
                                                    Co do pytania o płacz, to ja płakałam czytając "Zabić drozda".....Serio:-)))))))))))))))
                                                    Słuchajcie, tak sobie myślę jak czytam nasze gadanie, że chyba na klasyce kina ez się troszkę znacie??? Może założę jakiś wątek a porpos?????
                                                    Kto lubi filmy Hasa?????????????????
                                                  • Gość: Anka IP: 78.167.109.* 12.12.10, 11:21
                                                    Polanski dziwak ale jak dla mnie w pozytywnym tego slowa znaczeniu (no moze nie do konca, zwazywaszy na jego wybryki bardziej lub mniej prawdziwe:)) ale mysle, ze to tez wynika z przezyc, jednak wojna odcisnela ogromne pietno na ludziach, ktore objawialo sie w pozniejszym zyciu na rozne sposoby. W jego przypadku to bylo otwarcie na ludzi, doslownie (przy tym samym zamkniecie na wojenne przezycia)...szalenstwa, zabawa, rozrywka no i oczywiscie nieprzecietny czlowiek jako artysta-filmowiec, troche smieszny, groteskowy no i w koncu powazny...Ja go bardzo szanuje, mimo wszystko...;)

                                                    Watek o filmie...fajny pomysl :)
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 12.12.10, 12:34
                                                    W tej autobiografii wcale nie wybiela się pisząc o stosunku z nieletnią. No cóż miał słabość do lolitek (kilka lat po tym romans z młodziutką N. Kinski- ostatnio przypomniałam sobie Tess po wizycie w Lacronan, gdzie był kręcony). Bardzo cenię go za twórczość. I w tej biografii i w różnych wywiadach sprawia wrażenie bardzo pozytywne na mnie, choć może to być kreacja. Oprócz przeżyć wojennych doszła kolejna trauma : morderstwo żony w ciąży.
                                                    Też jestem za wątkiem filmowym:)
                                                  • 12.12.10, 12:48
                                                    A bo rzeczowe mówienie, bez patosu i egzaltacji, nie wyklucza ciepła i zrozumienia. Marek Edelman był (musiałam się poprawić - jakoś z trudem przychodzi mi pisać to "był") kapitalnym przykładem, że i despotyzm może być ciepły... "bierz się do życia, nie marudź" - jeśli tylko była jakaś szansa dla pacjenta, to do niej poszturchiwał. A jak nie było - umiał bez gadania i wtedy wspierać.
                                                  • 12.12.10, 12:43
                                                    Ech, nie wytrzymuję... Polański chyba pozazdrościł krewniaczce, że wyszła z cienia. Plecie tak, jakby nie wiedział, zjak to bywa z zapamiętywaniem, nawet przeżyć niekoniecznie traumatycznych. zwłaszcza - jak działa pamięć u dzieci.
                                                    Nie ma "dosłownego zapamiętywania", trudno.

                                                    A co do lektur: w tym temacie (żydowskim, choć także związanym z właściwościami pamięci) jest świetna rzecz D. Steinlaufa "Pamięć nieprzyswojona". I druga - fenomenalna książka G. Kołacza "Czasami trudno się bronić".

                                                    Ta ostatnia powinna jak najszybciej zostać lekturą obowiązkową u nas, w uniwerku, u historyków - także do nauki, jak można pisać prace magisterskie: żeby nie były drętwe ani uścibolone z cytatów.
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 12.12.10, 12:53
                                                    >żeby nie
                                                    > były drętwe ani uścibolone z cytatów.


                                                    Ziejka pokusił się o tryptyk europejski, o którym gdzieś wspomniałam. Drętwota niezwykła i pewnie dlatego nie ukazała się do dziś 3 cześć -Moja Prowansja (i tak czekam:) Podobnie z Zagańczykiem i jego Drogą do Sieny. Można pisać pięknie i ciekawie (Herbert i jego eseje o podróżach i sztuce).
                                                  • 12.12.10, 13:03
                                                    Zgrzytałam zębami- że też można tak zmarnować temat...
                                                    A że mozna o historii fantastycznie pisać - dorzucam do pakietu świątecznego jeszcze Ludwika Stommę: 1. A jeśli było inaczej? Antropologia historii; 2. 2. Historia zmienną jest.
                                                    Po tej ostatniej miałoby się ochotę - to wniosek praktyczny - zamknąć na klucz cały ten interes, zwany IPN-em. A w każdym razie ten jego "sektor prokuratorski".
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.10, 13:26
                                                    Jael, rozwiń temat o "Czasami trudno się bronić"????
                                                  • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 12.12.10, 20:34
                                                    do dyskusji "kulturalnych" - filmowo-książkowych najbezpieczniejsze byłoby założenie oddzielnego forum "prywatnego". Z koniecznością logowania się i administrowania...ale czy to tu konieczne ?? Trole i chamy internetowe z zasady nie mają nic do powiedzenia w 'tematach kulturalnych".
                                                    Napisano tu wyżej o "klasyce filmowej". i już zaczyna się problem - co jest ową klasyka. Bo dla mnie to na przykład "taksówkach", Ojciec chrzestny, czas apokalipsy czy Ziemia obiecana.
                                                    Dla innych - chociażby Cassablanca czy Kanał lub Popiół i diament.
                                                    Podobnie jest z książkami - rośnie nam nowe pokolenie dla ktorego np książki Kapuścińskiego mogłyby być "nowościami" , czymś odkrywczym. A dla mnie już tylko 'klasyką".
                                                    Filmowa klasyka ?? gra na oboju w ekscytującej scenie "Misji" ??, taniec przed lustrem w rytm "The end" w "Czasie apokalipsy" a może okrzyki Kobieli "Wodzu prowadź na Kowno" w początkowych scenach "Zyzowatego szczęścia" ???
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.10, 09:01
                                                    Zawsze wybiorę Kowno:-))))))))))) Pamietam, jak raz na Rynku rzeszowskich była jakas pikieta polityczna i ludzie stali i nabuzowani cos pokrzykiwali. Ja chciałam ich rozweselić i krzyknęłam "Na Kowno" ,ale nikt sie nie zaśmiał, tylko popatrzyli na mnie jak na debila:-)))))))))))
                                                    To na razie zamiast na Kowno idę załozyc wątek filmowy:-)))))))))))))
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.10, 09:22
                                                    Miałeś rację Jolak, na wątku filmowym od razu pojawił się mój "wielbiciel" :-))))))))))
                                                  • 13.12.10, 11:53
                                                    Służę. Punktem wyjścia dla G. Kołacza jest stereotyp "Żydów, biernie idących na rzeź". Oddaję głos Autorowi:

                                                    "Mając dzisiejszą wiedzę o tamtych wydarzeniach, czytając wspomnienia, szczególnie te pisane po wojnie, można by sądzić, że wiele sygnałów powinno skłaniać Żydów do pewnej aktywności. (...) powinni oni za wszelką cenę emigrować; (...) Można w końcu brnąć dalej i zadać sobie pytanie, które zadawali też sobie sami Żydzi: "jak to się mogło stać, że cały naród biernie szedł na rzeź"? Skoro i tak czekała ich śmierć, dlaczego nie postanowili zginąć w powstaniu - jak w Warszawie, czy choćby w Białymstoku?. Postaram się zmierzyć z tymi pytaniami i wskazać czynniki, które mogły sprawiać, że tak naprawdę Żydzi nie mogli zachować się inaczej. Analizując je, chciałbym pokazać, że w podobnej sytuacji większość ludzi postąpiłaby w zbliżony sposób". (GK, s. 15 - 16).

                                                    Kołacz przebadał na podstawie dostępnych dokumentów i relacji uwarunkowania społeczne i psychospołeczne postaw żydowskich w trzech etapach okupacji: przed utworzeniem gett; od utworzenia gett do rozpoczęcia "ostatecznego rozwiązania"; podczas Zagłady.

                                                    Praca jest imponująca - niech to nie będzie wzięte za przejaw "wyższości" - młodziutki Autor nie wpadł w patos ani w "poetykę obwiniania". Napisał rzecz, która jest sama dokumentem zdolności nie tylko porządkowania i czytania dokumentów, ale też rozumienia ich.
                                                    Właściwie jest to praca "pograniczna" - znakomite świadectwo, że jeśli chce się historię rozumieć, to trzeba mieć też wiedzę z innych dziedzin i porządnie ją wykorzystywać.
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.10, 15:58
                                                    Dziękujęi Jael, czytając na omawiany ostatnio temat, czesto się zastanawiałm nad kwestią "jak mogli iść potulnie na rzeź". Na pewno sięgnę po tą książkę, dzięki za pełną informację.
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.10, 08:47
                                                    Wiecie co, ten pan w antykwariacie na Mickiewocza ma naprawde ciekawe pozycje kisązkowe, wystawa kusi jak diabli. Czytaliści Siedleckiej o literatach PRL i bezpiece? Zastanawiam się czy kupić?Siedlecka ma bardzo ciekawe artykuło na ten temat w Rzepie.
                                                  • 14.12.10, 11:25
                                                    A, to zależy, czy lubisz "historię spod poduszki" (nie chcę się dosadniej wyrażać). Dla mnie literatura Siedleckiej dlaczegoś prowokuje do pytania: jaka jest granica między historią a plotkarstwem? Dziwne - bo podobne myśli nie nawiedzają mnie przy czytaniu Torańskiej, Krall czy Bikont; a żadna z przykładowo wymienionych Pań do łagodnych owieczek, oszczędzających swoim "obiektom" drażliwych pytań ie należy. Ba, co do Hanny Krall zgadzam się z opinią, że to "piekielnie inteligentna sadystka", a "narzędziem tortur" jest właśnie ta inteligencja.
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.12.10, 09:52
                                                    JOLAKU, jak mogłeś polecić mi "Kamień i cierpienie"??? Doszłam wczoraj do fragmentu, kiedy błazen-garbus chodzi ze zwłokami niemowlęcia i prosi ludzi o pomoc w pogrzebie. Potem sprawę załatwia wiedźma, która kupuje zwłoki i opisuje, które fragmenty ciała można sprzedać ( opis rynku handlu częściami ciała zmarłych) !!! Potworna książka!!!!!!!
                                                  • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 15.12.10, 10:42
                                                    jak widzę, ta książka to dla Ciebie i Kamień i cierpienie....eee "jojczysz" - jak mawiał mawiał mój św.pamięci dziadek, gdy "wybrzydzałem" na coś.
                                                    Albo...kilka dni temu pożyczyłem mojej Mamie - Pani dostojnie wiekowej - kilka tomików wywiadów ze znamienitymi postaciami współczesnej kultury - konkretnie K.Masłonia "Zydzi , sovieci i my", "Nie uciec nam od losu", "Miłość nam nie dana". Nie będę wymieniał wszystkich postaci "wywiadowanych" - bo 'bajtów" by zabrakło :)).
                                                    Myślałem sobie - ot poczyta do świąt. Po kilka dni Mama oddała mi tomiki ze słowami - "tego nie da się czytać, po co coś takiego kupujesz".
                                                    Próbowałem jej tłumaczyć, że postacie - Sołzynicyn, Siedlecki, że mądre słowa, że recenzje twórczości , na koniec że przepraszam - "ale rzeczywiście to za trudne dla Ciebie".
                                                    Obraziła sie - "to co - mam rozumieć, że uważasz mnie za głupią, tak ??"
                                                  • 15.12.10, 10:48
                                                    Ehm, ehm...Takie realia... to też jest dziedzictwo kulturowe. Bardzo pouczające - bo pokazuje, co to tkwi pod spodem tych wszystkich utyskiwań na "zepsucie dzisiejszych czasów". Przecież myśmy się zrobili wręcz przeraźliwie moralni!

                                                    A przy tej pogodzie, ledwie przyjadę do miasta, pójdę poszukać jakiejś tropikalnej lektury.
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.12.10, 09:06
                                                    Zgadzam się, kiedy czytałam to pomyslałam, ze mamy szczeście żyć w normalnych czasach, choć ludziom wydaje sie że ludzkość jest coraz bardziej zepsuta i odhumanizowana a jest odwrotnie. Idalizuje się przeszłość....
                                                    Jolak-zajojczałam, bo takie scenki mnie rozwalają:-(
                                                    A czytaliście Tolkiena? Wiem, że niektórzy się będą śmiać, ale mnie się bardzo podobało. Były to pierwsze książki fantasy, które przeczytałam i byłam zaskoczona, że to nie jest dziecinne ( tak mysląłam wczesniej o Tolkienie). Pełno filozofii i odnośnków do historii czy religii.
                                                  • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 16.12.10, 10:38
                                                    za starym chyba na taką lekturę - robiłem kilka podejść, kilka lat temu i do "Pieścieni..." i do "Potterów..." . Nie dałem rady, ble ble ble . Dzieciaki się zachwycały "Tatoo - poczytaj to takie fajne" . Zrobiłwm im bibliotekę tolkienowsko- rowlingowską . I się nie przkonałem.
                                                    Cóż ...jestem pokoleniem wychowanym na Szklarskim, Arkadym Fiedlerze oraz Mayu. Z tej lektury wskoczyłem do popularno-naukowych "ceramów", Lema , Parandowskiego....potem i dalej , dalej....
                                                    Do jednego przyznam się bez wstydu - kolejne filmy z Władcą pierścieni i Harrym Potterem oglądałem z zapartym tchem :)

                                                    A lektura, czasem trudną ,warto jednak powalczyć ....Z:)
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.12.10, 11:16
                                                    Ja tak samo myślałam o Tolkienie,ale pozory mylą!! To jest naprawdę mądra literatura. W tym przypadku lepiej najpierw obejrzeć film - nie będą się myliły imiona bohaterów:-)
                                                    Trylogia jest świetna ponieważ każdy w niej odczyta co innego, dzeci zachwyca się akcją i basniowym wątkami a dorosli znajadą tam cąla filozofię i dramat ginącego świata. ja nawet znalazłam wątek który przypominał mi sytuację Polaków w czasie II wojny światowej....
                                                    Trylogia na początku powolna a potem wciąga ....
                                                  • 16.12.10, 13:32
                                                    Z całym szacunkiem... Ale stawianie Tokliena w jednym rzędzie z "Harrym P" to jak dla mnie gruba pomyłka... Zupełnie nie ta liga! "Trylogia" jest prawdziwym majstersztykiem literacko-fanastycznym z nutą głębszej filozofii a "poterki" to płyciutka magiczna opowiastka... A żeby zobczyć do czego zdolny był wielki Tolkien polecam "Silmarillion", choć do łatwych nie należy.. Trzeba mieć mega pamięć by pomieścić wszystkie dynastie, imiona i zawołania... No i kwestia języka... :) Według mnie nikt Panu J.R.R. T nie dorównuje...
                                                    Choć równie lubię cykl Lewisa...
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.12.10, 14:40
                                                    Ale zz to Silmarillion wyjasnia geneze wydarzen przedstawionych w Trylogii - taka jkaby encyklopedia:-)
                                                  • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 17.12.10, 12:07
                                                    Mam je przed sobą - Dzienniki Adama Czerniakowa i Kronika getta warszawskiego - wrzesień 1939-styczeń1943 Emanuela Ringelbluma. Dwie książki, dwie księgi z czasów gdy Bóg wziął sobie urlop.
                                                    Lektura przerażająca ale i konieczna. By zrozumieć istotę człowieczeństwa i ...rolę Boga w dziejach ludzkości .
                                                    Raz jakiś pobożny........(tu chcę uniknąć jakikolwiek epitetów negatywnych - zwłaszcza że myślę o jednym ze sympatycznych prowadzących programu "mam talent" ) zapytany o rolę Boga w wielkich tragediach ludzkości powiedział coś takiego "Och - człowiek ma daną przez Boga wolną wolę i może z niej korzystać do woli".
                                                    Czyli należy to rozumieć "Bóg daje człowiekowi wolną wolę do czynienia zbrodni, ludobójstwa. A innym ludziom daje wolną wolę do bycia pozbawianym życia, śmierci z głodu , od kuli, od gazu...."
                                                    Powiem szczerze - jeśli tak jest w rzeczywistości to ja odrzucam takiego Boga - skoro wolał się zabawiać w zamienianie wody w wino - na małą zresztą skalę czy podsyłanie raz po raz "płaczących obrazków" - a nie potrafił ocalić milionów istnień ofiar ludobójstwa w dziejach "ludu bożego" - mając to na myśli nie tylko Żydów.
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.12.10, 12:26
                                                    Podpisuję się pod poniższym wywodem:-( Jednak ciekawe jest, że ludzie, którzy przeżyli wojnę,Holocaust czy pogromy wcale nie przestali wierzyć w Boga ( przynajmniej niektórzy). Myslę, że niektórych przed całkowitym zwątpieniem uratowała właśnie wiara...
                                                    Ostatnio myślałam o tym, czytając o pogromach na Kresach i mordowaniu Polaków...straszne...
                                                  • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 17.12.10, 18:14
                                                    Wiem "mata..." , że raczej nie lubisz czytać "drastyczności".
                                                    Ale może się "przełamiesz" ?? Myślę , że w dobrej bibliotece praca Ringelbluma powinna być dostępna.
                                                    Zebrane relacje wybitnego żydowskiego historyka to ...ponad 640 stron trudnej lektury, spisywane "chłodnym okiem" przeżycia, relacje. Odkopane po wojnie bańki z dokumentami zawierały również "testamenty" osób pomagających autorowi. Moje wydanie - "czytelnika" , z 1983 roku.
                                                    Ulicznicy warszawscy bijący Żydów na ulicach przed zamknięciem getta, szmalcownictwo, handel "chrześcijańskimi" papierami, bezduszna, sprawnie zorganizowana zbrodnia z niemiecką perfekcją.....
                                                    Zapisek z 26 sierpnia 1941
                                                    "ostatnio daje się zauważyć dziwna obojętność wobec śmierci, która nie sprawia już wrażenia. Ludzie mijają obojętnie nieboszczyków. Mało kto przychodzi do szpitali, aby dowiedzieć się o swoich krewnych. Również na cmentarzu mało kto interesuje się zmarłymi"

                                                    Straszne.

                                                    Nie tak dawno, w trakcie "dni Rzeszowa" - ktoś pozwolił postawić świetliste karuzele pomiędzy synagogami, na miejscu gdzie kiedyś był najstarszy cmentarz żydowski, niedaleko pamiątkowego głazu stojącego na miejscu, gdzie Niemcy spędzali żydowskich Rzeszowian, na selekcję przed wysyłką do Bełżca i ...dołów śmierci w lesie głogowskim .
                                                    Bezduszność, głupota czy niewiedza ???
                                                  • 17.12.10, 19:34
                                                    Gość portalu: jolak napisał(a):

                                                    > Nie tak dawno, w trakcie "dni Rzeszowa" - ktoś pozwolił postawić świetliste kar
                                                    > uzele pomiędzy synagogami, na miejscu gdzie kiedyś był najstarszy cmentarz żydo
                                                    > wski, niedaleko pamiątkowego głazu stojącego na miejscu, gdzie Niemcy spędzali
                                                    > żydowskich Rzeszowian, na selekcję przed wysyłką do Bełżca i ...dołów śmierci w
                                                    > lesie głogowskim .
                                                    > Bezduszność, głupota czy niewiedza ???

                                                    Niestety - tylko powtórka z historii, jak zwykle przy takich powtórkach w postaci farsy. Powtórka tego, o czym pisał Jan Błoński w "Biedni Polacy patrzą na getto".
                                                    Jeśli niewiedza, to bardzo specyficzna, taka spod znaku "nie wiemy i nie będziemy wiedzieć" (ignoramus et ignorabimus).

                                                    O tym typie niewiedzy bardzo szpetnie w dniach ostatnich myślę. O Tadeuszu Markielu z Gniewczyny i tym, co spisał i co w różne miejsca rozsyłał. I o tej ciszy zawziętej... nie wiem - może nie pomyślał, aby wysłać swoje wspomnienia do historyków UR? A może wysłał - "i zapadłą głucha cisza/i zrobiło się koszmarnie"...
                                                    Tadeusz Markiel nie żyje od miesiąca. Jego wspomnienia ukażą się na początku przyszłego roku - tak przynajmniej zapowiada Dariusz Libionka.
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.12.10, 23:49
                                                    Niestety Jolak, czytam drastyczności, właśnie zakupiłam dziś "Dziesięć kawałków o wojnie" - relacja rosyjskiego żołnierza z wojny czeczeńskiej. Poczytałam chwilę i zrobiłam przerwę... Rzecz dzieje się w połowie lat 90 , w naszych czasach....aż trudno uwierzyć w te opisy:-(
                                                  • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 18.12.10, 13:58
                                                    Odkąd "liznąłem" współczesnej Chorwacji pasjonuję się tematami tamtej wojny , "domovijnego ratu" czyli z polska - wojny domowej lat 90 -tych.
                                                    Pierwsza książka to Pocztówki z grobu - autorstwa Emira Sulajgica. Autor - cudem ocalały z Srebrenicy, muzułmański Bosniak. Relacja wstrząsająca. A do cyklu książek z tamtym terenem i tamtą wojną pewno wrócę jeszcze.

                                                    Z innej "beczki" - nie wiem czy znacie książki Martina Pollacka "Po Galicji" oraz "Śmierć w bunkrze" . Ta ostatnia to refleksje syna...esesmana. Ten bunkier to miejsce śmierci owego hitlerowca - zabitego przez przemytnika w trakcie powojennej ucieczki.
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.12.10, 17:56
                                                    OOOO "Śmierć w bunkrze" czytałam i nie mogłam nie mieć na końcu satysfakcji czytając o nędznej śmierci "pana życia". Najciekawszy był wątek stosunku całej rodzinki do faszyzmu i kariery Gerharda.... Z tego tematu polecam książkę opisującą dzieje dzieci największych zbrodniarzy hitlerowskich: www.biblionetka.pl/book.aspx?id=23606 - polecam.
                                                    Wczoraj przygotowując w Matrasie fotki do bloga widziałam nowość książkową o roli niemieckich lekarzy w narodzinach faszyzmu. Może być ciekawa... widziałam film dokumentalny na ten temat i wydaje mi się, że za mało się o tym mówi, temat zamiatany pod dywan......
                                                  • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 21.12.10, 14:48
                                                    Lubię wracać do cyklu książek tego autora. Między innymi dlatego, że mogę je otwierać na dowolnej stronie i bez straty dla "fabuły' wyczytać coś ciekawego, złotą myśl, refleksję z którą mogę, choć nie muszę, się identyfikować.
                                                    Podobnie jest z książką - moim fetyszem - Twierdzą - Saint Exupery'ego.
                                                    Tu - nie ważne czy zaczynam czytać od wybranego akapitu, rozdziału czy na chybił-trafił....otwieram książkę, czytam i ...czuję jakby "motyle- myśli" zaczynały fruwać wokół mojej głowy. :))
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 21.12.10, 17:11
                                                    Uwielbiam Lapidaria!! Mam nawet taki zeszyt , w którym zapisywałam najtrafniejsze refleksje.
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 21.12.10, 17:14
                                                    A pamiętacie Zapiski na pudełku od zapałek. Zacny profesor Eco od lekkiej strony.
                                                  • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 21.12.10, 22:31
                                                    Mam z nim problem, z jego książkami. Imię Róży - wiadomo - można czytać i czytać.
                                                    Pozostałe ?? kocham i nienawidzę - zapiski...kolejne, chyba trzy częsci - fantastyczne.
                                                    Mam tych "ecców' kilka tomów - wciąż wracam do "Wahadła..." "Wysp dnia..." "Baudolina..." czytam i ciągle coś nowego odkrywam - stąd ta ambiwalentność uczuć :)
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.12.10, 08:57
                                                    Lepiej przyznajcie się czy lubicie "Raz do roku w Skiroławkach"?:-)))))))))))))))))))))))))
                                                  • 25.12.10, 18:46
                                                    Najbardziej - parafrazę tytułu: Raz w roku w Sikołapkach. Poza tym jakoś nie jestem fanką "literatury polucyjnej" - mniejsza, czy Nienacki, czy Henry Miller. Natomiast chętnie obserwuję gimnastykę krytyki literackiej, tej młodszej zwłaszcza... gdy opowieść, w której głównym wątkiem jest seksualność, popełnia kobieta (też wszystko jedno - czy Erica Jong, czy Manuela Gretkowska), to wtedy jest fuuuu.... literatura menstruacyjna. A facet? No, zaczyna się kombinowanie pod górkę. Najczęściej - że seks to tylko pretekst, a poza tym (pod tym?) gejzer intelektu ;-).

                                                    Czekam na Powszechne dzieje paranoi w pigułce... czyli najnowszą powieść Eco. A na razie kończę "Oskarżoną Wierę Gran"; na razie ze smętnym podziwem (?) dla arcypolskiego (to kategoria kulturowa, nie etniczna) warcholstwa. Jaki sąd, co za sąd... my i tak wiemy lepiej - tak bym to streściła. Niezdolność do uznania własnej pomyłki, kompleks "racji za wszelką cenę" (a cena czyjegoś życia nie jest wcale znacząca) - jak na razie dla mnie o tym jest ta książka.
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.10, 08:29
                                                    Dla mnie ciekawa jest rola Szpilmana w tym wszystkim ( i jego zachownaie w stiosunku do inncyh "ocalałaych" znajomych z Getta). Stara metoda -puścić plotke ,sugestię a potem milczeć udając zafrasowanie ( przypomina mi ise film Kutza "Milczenie")......Nie wiem jak Ciobie, ale mnie ta książka strasznie denerwowała.........
                                                  • 27.12.10, 23:34
                                                    Mnie umocniła w niejakim cynizmie. Świat sceny i estrady nigdy nie był słodki; zawiść to chleb powszedni. Plotka, kalumnia - broń powszednia. A jednostki podejrzane o talent muszą być wyjątkowo odporne - bo też największych wrogów mają z dwu stron.
                                                    Utalentowani, którzy już coś osiągnęli, rzadko sprzyjają równie zdolnym - wolą "wygodne, szare tło".
                                                    Szpilmana mimo to nie pojmuję - gdyby to była pianistka, to byłoby bardziej zrozumiałe. Ale normalnie dla kompozytora i pianisty świetna śpiewaczka to doskonały "materiał". Mnie tam w kulisach czuć jakimiś babami... bo to niszczenie Wiery G. było właśnie (sorry, bywam dość zawziętą antyfeministką) przeraźliwie babskie.
                                                  • 29.12.10, 12:14
                                                    Sugeruję poszukać oferty wydawnictwa Czarna Owca na nadchodzący rok. Jak dla mnie, zapowiada się wcale smakowicie; czekam zwłaszcza na pewnego duńskiego autora.
                                                  • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 29.12.10, 17:34
                                                    tygodnik.onet.pl/30,0,57364,na_obrzezach_zaglady,artykul.html
                                                    cytuję :

                                                    Wszystko wskazuje na to, że „Złote żniwa” wywołają taką samą burzę jak „Sąsiedzi” i „Strach”.

                                                    Zaczęło się od fotografii, która ilustrowała zamieszczony trzy lata temu w „Gazecie Wyborczej” artykuł Piotra Głuchowskiego i Marcina Kowalskiego „Gorączka złota w Treblince”. Reporterzy opowiadali, opierając się na źródłach i rozmowach ze świadkami, jak po zakończeniu wojny tereny wokół obozu koncentracyjnego były przekopywane przez poszukiwaczy kosztowności i złota, rozgrzebujących popioły i zwłoki ofiar. Autorom udało się również zdobyć fotografię, która przedstawia efekt obławy milicyjnej na kopaczy złota z położonej koło Treblinki wioski Wólka Okrąglik.

                                                    – Zdjęcie od razu zwróciło moją uwagę i byłem zdumiony, że jego publikacja nie wywołała żadnego rezonansu – tłumaczy Jan Tomasz Gross w rozmowie z „TP”. – Zamiast zwykłego dokumentu otrzymaliśmy zapis ikonograficzny, aż ciężki od znaczeń symbolicznych. Schwytani podczas obławy wyglądają jak oderwani od ciężkiej pracy przy żniwach. Są spokojni, zmęczeni, na ich twarzach nie znać przerażenia. Stoją w pełnym słońcu. Przed sobą mają ułożone równo czaszki i skrzyżowane kości. Nawet półkole, w którym wraz z mundurowymi pozują do zdjęcia, bardziej kojarzy się z pamiątką po uroczystości wspólnotowej niż grabieżą.

                                                    Kiedy więc Gross otrzymał od wydawnictwa Oxford University Press propozycję napisania eseju o fotografii z dziedziny, którą się zajmuje, bez wahania wybrał właśnie to zdjęcie. Współautorką tekstu jest Irena Grudzińska-Gross; u nas książka ukaże się

                                                    w lutym, nakładem wydawnictwa Znak. Mimo że skromna objętościowo i oparta na materiałach drukowanych już w języku polskim, może wywołać burzę porównywalną z tymi, jakie przetoczyły się przez Polskę po publikacji „Sąsiadów, i „Strachu”. Gross po raz kolejny podważa bowiem mity, na których fundowana jest nasza świadomość historyczna.

                                                    Owszem: Polacy w jego oczach to przede wszystkim ofiary wojny. Ale również współsprawcy dramatu polskich Żydów. – Do słynnego zdania Bartoszewskiego, że uratowanie jednego Żyda było możliwe dzięki dziesięciu Polakom, dodałbym kolejne: zamordowanie jednego Żyda nie byłoby możliwe bez współpracy wielu osób – mówi autor „Złotych żniw”.
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.10, 20:46
                                                    Temat wcale nie jest nowy, ale głośno się o nim nie mówiło-kilka lat temu oglądałam film dokumentalny o obozach, w którym rosyjski oficer opowiadał, jak wyzwalali obóz na terenie Polski-musieli Polaków przeszukujących zwłoki odstraszać strzałami........kolejne polskie tabu....
                                                  • 31.12.10, 08:44
                                                    I tabu, i jeszcze gorzej; bo takie zdarzenia, jeśli nie zostały wyparte, to "przeprojektowano" je właśnie na żołnierzy rosyjskich - że to wyłącznie oni mieli być hienami. To jest ciąg dalszy opowieści o tym, jak krasnoarmiejcy mieli plądrować dworki i kamienice... Pewnie tak też bywało - ale opowieści o tych wyczynach słyszałam też w miejscach sobie znanych. Także znanych ze wspomnień dawnych mieszkańców - którzy opowiadali, jak niszczono i grabiono ich domy po parcelacji majątku i wysiedleniu właścicieli. Ba, oni nawet wspominali, kto zabrał zegar, kto kawałek serwisu, kto brał książki (na rozpałkę)... itd.

                                                    Jeszcze jeden temat tabu: tylko ćwierćgębkiem wspomina się, że Sprawiedliwi woleli się nie przyznawać do swoich dobrych uczynków także ze strachu przed napadami. Czysto bandyckimi: chodziło o łup - no bo przecież kto Żydów ukrywał, ten MUSIAŁ się obłowić.
                                                  • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 31.12.10, 15:27
                                                    Nie było tu moją intencją intrygowanie na ten czy inny temat - dlatego dzisiaj tylko Wam napiszę - Życzę Wam - Szanowne (i) Mole Książkowe - Dużo zdrowia (a co za tym idzie dobrego wzroku do czytania :)) , zasobnego portfela i inwencji do zdobywania ciekawych książek.
                                                    Wiecie - kiedyś zastanawiałem się , że jeśli miałbym gdzieś wyjechać, na jakąś bezludną wyspę, to którą książkę miałbym zabrać z mojej biblioteki ? Kurcze - porzuciłem tę koncepcję - bo nie potrafiłby się zdecydować,.
                                                    Myślałem - może Biblię, poznęcałbym bym się nad nią, może kilka tomów Eco i Grassa...itd itd.
                                                    Tragedia !!! Pewno nie wziąłbym żadnej i zacząłbym pisać TAM własną książkę palcem na piasku albo węgielkiem na liściu palmowym ??
                                                    Pozdrawiam !!!!!
                                                  • 03.01.11, 12:15
                                                    Ze świątecznej lektury zafascynowała mnie powieść Haruki Murakamiego "Kafka nad morzem". rzecz o szukaniu swojej tożsamości i miejsca - bohaterem jest nastolatek, poszukujący biologiczne matki. Nie ma tam łatwych osądów; za to jest świetnie uchwycony związek między światem rzeczy i myśli. Ta lekcja nieosądzania - klimat naturalnego szacunku i zrozumienia dla ludzkich wyborów i żywotów, w którym to klimacie swobodnie poruszają się i nastolatkowie, i ludzie dojrzali - mnie urzekła.
                                                  • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 03.01.11, 12:26
                                                    a wczoraj, przywitałem nowy rok wizytą w empiku i kupiłem Makłowicza "Cafe Museum". Na razie sobie poleży ....:) Przeglądnąłem....dobra !!!!!!
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.11, 12:27
                                                    Moze "Egipcjanin Sinuhe".....Mozna czytać w kółko:-)I cały Balzac.
                                                  • 03.01.11, 12:52
                                                    Cały Balzac to już duża walizka książek :-). Ale jeśli tak można, to zabieram Prousta - zawsze pomaga odpoczywać. I ma tę zaletę, że po paru podejściach bierze się dowolny tom i czyta od dowolnego miejsca - i bywa bardzo zabawnie.
                                                  • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 07.01.11, 20:42
                                                    zaglądnąłem ostatnio do "Szkutnika" na Mickiewicza. Smierdzi po staremu ale ze dwie ciekawe książki wygrzebałem. Jedna z nich to Wiszniewskiego "Podróż do Włoch, Sycylii i Malty" ze starej serii Podróży. Na wklejce dedykacja "Najdroższej Żoneczce Irenie w dniu Urodzin ofiaruje mąż Tadeusz . Rzeszów , dnia 5 .IV.1983 r."
                                                    Abstrahując od ciekawiącej mnie tematyki książki - owa dedykacja skłania mnie do refleksji - czy po prawie trzydziestu latach "najdroższość " minęla ?? a może "dzień urodzin" znalazł swoje upamiętnienie na cmentarnej tablicy ??
                                                    Przepraszam, że się powtórzę - książki jak ludzie mają swoje historie.
                                                    A książka jak nowa , kartkując ją znalazłem kilka nie rozciętych kartek - co za przyjemność dla bibliofila - mola książkowego :)
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.11, 08:52
                                                    Byłam ostatnio i szukałam czegoś ciekawego z atropologii, ale kiszka. Ale widziałam kilka inncy ciekawych pozycji.Fajnie ze w tym miejscu jest aktykwariat, od razu ulica wydaje się ładniejsza:-))))))))
                                                  • Gość: jolak IP: *.resman.pl / 10.4.37.* 17.01.11, 11:27
                                                    Lektura lekka, łatwa i przyjemne. A identyfikowanie się Autora z pojęciem "środkowego Europejczyka" czyli obywatela MittelEuropy - nie Polski, nie Niemiec, Czech czy Austrii - bardzo mi odpowiada. Bo wolne od wszelakich...izmów.
                                                    Po lekturze Makłowicza trochę zwariowałem - bo zaryzykowałem życiem.
                                                    Oto kupiłem mrożone krewetki, udusiłem w maśle , dorobiłem do tego sałatki z małżami (z puszki) i ośmiorniczkami ( ciętymi z uduszonego rękawa). Do tego biały riesling.
                                                    Tak bardzo chciałem się tym mittel....poczuć.
                                                    Zjedliśmy i ...przeżyliśmy...bez sensacji żołądkowych.
                                                    Brakło nam tylko tortu sachera :) Ale był domowy "pischinger" na deser.
                                                    Co do lektury - książka dobra ...Polecam !!!
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.11, 12:06
                                                    Mniammmmmmmmm. A ja właśnie skończyłam "RockMann" Wojtka Manna - polecam:-) Zwlaszcza fragment o audycji Ryszarda Atamana w Radio RZeszów:-)I pomysleć, że Rzeszów był onegdaj naprawdą innowacyjny.... Wiecie coś o panu R. Atamanie-pytałam tatę i słuchał jego audycji.
                                                  • Gość: jolak IP: *.38.160.60.resman.pl 27.01.11, 11:30
                                                    Gość portalu: mata_kari napisał(a):A ja właśnie skończyłam "RockMann" Wojtka Manna - polecam<<<<

                                                    Poczekam trochę - ilość 'czytania" w tej książce Manna odwrotnie proporcjonalna do wysokiej (niestety) jej ceny.
                                                    Książka zalega w księgarniach - więc pewno i cena spadnie.
                                                    Taką taktykę zastosowałem w odniesieniu do biografii Kapuścińskiego i się opłaciło.
                                                    Oto nabyłem u Szkutnika - za jedyne 30 zet "Kapuścińskiego non-fiction" - przy cenie nominalnej 54 z przecinkiem :) i zabiorę się wieczorkiem do lektury.
                                                    Oprócz Domosławskiego - w kolejce czeka " Ryszard Kapuściński. Biografia pisarza" - Beaty Nowackiej i Zygmunta Ziątka. Nabyta wcześniej w taniej książce.

                                                    Na lekturze Kapuścińskiego i miesięczniku Kontynenty - wychowałem się - to sentyment mam wielki !! Więc i odrobina sensacji wokół tej Postaci nic mi nie przeszkadza.
                                                    A co do cen....?
                                                    No cóż - mól książkowy, taki jak ja, musi patrzeć na ceny książek , które obecnie skaczą wariacko w górę - w księgarniach i (na szczęście) w dół - w antykwariatach i TK :)




                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.11, 18:58
                                                    Bio Kapuścińskiego to bardzo dobrze i rzetelenie napisana ksiązka, ale w Polsce tak to już jest, że o znanych można pisać tylko świętojebliwe ( sorry, ale to słowo najbardziej pasuje) teksty. Oj, nic by się Boy nie zdziwił, gdyby ożył w Polsce....
                                                    PS Fakt, w "Rockmannie" mało do czytania, ale i to dobre:-)
                                                  • Gość: jolak IP: *.38.160.60.resman.pl 27.01.11, 19:33
                                                    Od lat wielu czytuję Jego tłumaczenia tekstów piosenek anglosaskich w Dużych Formatach.
                                                    Dostępnych następnie online na internetowym wydaniu DF.
                                                    Oj - czekam aż Mann zmontuje z tego książkę - bo oprócz tłumaczeń tekstów - Mann publikuje przezabawne swoje komentarze.
                                                    I jeszcze jedno - czy pamiętacie taki film ? Niemczyk grał tam dyrektora zakładu, który do rozładunku wagonów ze żwirem angażuje bandę lumpów. Oto wydawało mi się , że w jednej ze scen statystował młody Mann. Film z lat 70.tych.
                                                    Zresztą bardzo dobrze zmontowany !!!!
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.11, 20:06
                                                    Mann to gigant kultury polskiej, ale ponieważ ma dystans do siebie i świata nie jest doceniany, takie mam wrażenie. A za "ZDCP" szacun :-)
                                                    A tego filmu nie kojarzę a bardzo jestem ciekawa roli pana Wojtka:-)
                                                  • Gość: jolak IP: *.38.160.60.resman.pl 27.01.11, 20:40
                                                    Sprawdziłem na you tube - ten film o którym myślałem to "Przyjęcie na 10 osób +3" z Niemczykiem i Maklakiewiczem. Dostępny online. Ale Manna-statysty tam nie ma. To jednak był inny film z nim .........
                                                    Programy z Jego udziałem.....chm - Materna jako pielęgniarka a Mann w roli lekarza....lałem ze smiechu.
                                                    To był chyba "Mann do Materny, Materna do Manna" ??
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.11, 09:03
                                                    "Za chwilę dalszy ciag programu" był najlepszy. jak mi smutno to sobie otwieram na YT skecze z tego programu- hehehehe sa nadal aktualne a skecz o PZPN jakby wczoraj nakręcili:-)
                                                  • Gość: Kreon IP: 212.180.192.* 04.02.11, 13:35
                                                    Polecam książkę Wojciecha Góreckiego "Toast za przodków".

                                                    Świetne reportaże z Kaukazu.

                                                    mandragon.pl/gaumardzios-za-kaukaz/
                                                  • Gość: jolak IP: *.38.160.60.resman.pl 04.02.11, 14:50
                                                    No i kończę ową "K. non fiction" Domosławskiego. Czyta się bardzo dobrze....chociaż...
                                                    Krytycy Domosławskiego mieli jednak rację. Cały rozdział poświęcony losom córki Bohatera, inny...domniemanej "przyjaciółce"....To obrzydliwe działanie zbliżone do działań paparazzich.
                                                    Bo cała analiza twórczości i tzw "warsztatu pisarskiego" jest bardzo dobra.
                                                    Chociaż i tu autor próbuje walczyć z domniemanym mitem pisarza-myśliciela, wzorca dla pokoleń.
                                                    Dla mnie Kapuściński był tylko i wyłącznie pisarzem - podróżnikiem a czytanie jego książek było tylko i wyłącznie rozrywką.
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.11, 17:57
                                                    Moim zdaniem, nie można pisać biografii "brązujących". Domosławski tylko opisał sprawę nie oceniając jej. Nie można w biografiach podawać jedynie wątków, które nam odpowiadają i potwierdzają nasze z góry przyjęte tezy o bohaterze biografii. To fałszywe.W takim razie należałoby np w ogóle pominąć wątek Camille Claudel w biografii Rodina lub np. temat młodziutkich dziewczynek w życiu Sienkiewicza.Nie chodzi tylko oczywiście o tematy obyczajowe. Dal mnie w książce Domosławskiego o wiele ciekawsze były np wątki Kapuściński-systemy komunistyczne. Artysta czy naukowiec nie żyje w próżni tylko w pewnym otoczeniu, które determinuje jego twórczość.
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 05.02.11, 18:02
                                                    A mnie nie podoba się jednak to, że "zaprzyjaznił się" z Kapuścińskim, wyciągnął od niego dużo i wydał książkę krótko po jego śmierci.
                                                  • Gość: jolak IP: *.38.160.60.resman.pl 06.02.11, 20:16
                                                    Nie miałbym wątpliwości, gdyby wspomniane przeze mnie szczegóły nie uderzały bezpośrednio w najbliższych krewnych Pisarza - żyjących !!! Żonę i córkę !!!
                                                    W odniesieniu do Sienkiewicza ?? Najwyżej Pani Krysia S. mogłaby się obruszyć - ale to "siódma woda po kisielu" więc problemu nie widziałbym.
                                                    Domosławski ? Niewątpliwie korzystał z pomocy żony Pisarza, Pani Alicji przy pisaniu książki , z pewnością sięgał po pomoc Jego Córki - a tu taki numer Obu Paniom wyciął.
                                                    Niebezpiecznie blisko zbliżył się do poziomu tabloidów - nawet gdy próbuje się wcielić w lustracyjnego adwokata i bardzo ładnie tłumaczy zapętlenie się Pisarza we współpracę z peerelowskim wywiadem.
                                                    Ale te kilkaset stron czyta się dobrze !!! Jeśli nawet kilka zrazy zaśmierdziało ze strony Domosławskiego mi wojeryzmem .
                                                    Jednocześnie nie neguję roli tego reportera ze stajni Michnika i GW - zachował się jak rasowy "pies tropiący" - nie zgubił (chyba) żadnego tropu.
                                                    A piszę to pod wrażeniem mojego spaceru z psem pod kopiec konfederatów - ja widziałem leżące na ziemi patyki - mój pies zwrócił na nie baczną uwagę - i dzięki temu ja dostrzegłem w tych "patykach" - racice sarny pożartej przez jakiegoś drapieżni
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.11, 09:47
                                                    jestem. Chorowałam i było mnie na forum. Wracam do naszej dyskusji.
                                                    To lepiej nadal pisać biografie na klęczkacH? Że'"Słowacki wielkim poetą był"? W ten sposób włąśnie zarzyna się bohatera, kórego pozbawia sie cech ludzkich, pozostaje pusta wydmuszka, którą można czcić jak Maryję Zawsze Dziewicę. Nie trzeba wtedy zastanawiać się nad problemem : postępowanie człowieka w życiu prywatnym a jego dzieło.
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 10.02.11, 15:15
                                                    Czy postępowanie Domosławskiego jest czyste? Czy nie za bardzo zależało mu na nakładzie? Zgadzam się z Jolak. Niektóre fragmenty przypominają styl sensacyjnych gazetek. A już zarzut konfabulacji odnośnie czasów dzieciństwa zakrawa na kpinę. Nie rozumiem jak pisanie o "romansowej naturze" ma związek z tym o czym pisał Kapuściński?
                                                  • Gość: jolak IP: *.38.160.60.resman.pl 10.02.11, 15:58
                                                    witam po przerwie !! A też się pochorowałem - więc jeśli nawet na forum zaglądałem - to konceptu na wypowiadanie się nie miałem.
                                                    żeby zakończyć z tym Kapuścińskim - uzbrajając się w odrobinę "znieczulicy" przyznaję - książka jest dobra, na tyle dobra, że zamyka szansę komukolwiek , kto miałby ochotę na pisanie innych wersji biografii tegoż Pisarza. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie
                                                    Pozostaje wracanie do jego książek, wśród których Podróże z Herodotem - to taka kropka na i - Jego dzieł. I oczywiście - Lapidaria - sześć tomików złotych myśli, cytatów, refleksji....
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.11, 20:56
                                                    Ja wybieram Heban:-)
                                                    PS Czy ktoś z Was zaczął Bobkowskiego "Szkice piórkiem"??? Błagam , przeczytajcie.Ja już podsunęłam kilku osobom i każdy stał się fanem:-)
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.11, 09:18
                                                    Wstyd przyznać, ale dopiero teraz czytam Szwejka; za namową znajomego. Miałam mocny uraz po, oglądanym w dzieciństwie, serialu czeskim, którego nie znosiłam. Teraz kupiłam na allegro Szwejka i co wieczór ryczę ze śmiechu. Opis pobytu w domu wariatów- genialny!!! Albo opis świętego obrazu w koszarach, na którym święty był przcinany piłą w okolicach pośladków przez rzymskich żołdaków:-))))))))))))))Hehehehe, idę potem, ja durna, ulicą i się śmieję sama do siebie, jak sobie przypomnę:-)
                                                  • Gość: jolak IP: *.38.160.60.resman.pl 17.02.11, 10:18
                                                    Jak już go poczytasz - to sięgnij, koniecznie, po "cytuję za netem,
                                                    ANTONIego KROHa "O SZWEJKU I O NAS"
                                                    Książka ta pokazuje CK Monarchię "od kuchni" - widzianą z perspektywy zwykłego żołnierza, jest to pełna humoru i satyry opowieść przyblizająca tamten klimat.
                                                    Polecam miłośnikom epoki, Szwejkologom oraz fascynatom Monarchii Austro-Węgierskiej oraz CK Armii. Spis treści: - WSTĘP - CO WŁAŚCIWIE POWIEDZIAŁ PALACKY? - PIERWSZY CZECHOSŁOWACKI GENERAŁ - CZESKA LEGENDA O ZAŚPIONYM WOJSKU - "PRASKIE DZIECI" PRZECHODZĄ NA STRONĘ ROSYJSKĄ - DWAJ GENERAŁOWIE - W BUDZIEJOWICACH - WYCIECZKA DO GALICJI - MIŁOSIERNY BÓG PRZEKLĄŁ LISKOWATE - BRATANKI - FESTUNG PRZEMYŚL - PIĘKNE ODPOCZYWANIE - BOHATER SPOD CUSTOZZY I FELDKURAT IBL - JESZCZE O FELDKURATACH - KAC KATZA ORAZ PASJE HULKI-LASKOWSKIEGO - PSY W ŚMIETANIE, DZIWKI, KADET I OFICEROWIE - JAK TO NA WOJENCE ŁADNIE

                                                    ps

                                                    Przepraszam za duże litery - ale to nie mój wrzask czy capsLock przypadkowo wciśnięty - to tylko cytat spisu treści owej wspaniałej książki !!
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.11, 10:25
                                                    Ale to jest popularnonaukowa ksiązka?
                                                  • Gość: jolak IP: *.38.160.60.resman.pl 17.02.11, 16:23
                                                    Gość portalu: mata_kari napisał(a):

                                                    > Ale to jest popularnonaukowa ksiązka?


                                                    Ależ skąd - to pełna humoru książka, pełna ilustracji w stylu retro i oczywiście tylko po części odnosząca się do historii. Sporo w niej o współczesnych relacjach polsko-czeskich. Moim zdaniem - znacznie lepiej napisana od , ogólnie dobrych książek Szczygła.
                                                    Tegoż autora- Kroha - Sklep potrzeb kulturalnych. No tu już można zrywać boki - pełno opowiadań o góralszczyźnie llat czterdziestych- 50.tych. Najlepsze opowiadanie o Jaśku - kierowcy pekaesu który , wkurzony na Marynę, "ciął ogórkiem" czyli jechal bez hamulców z Zakopanego do Krakowa, z przerażonymi pasażerami na pokładzie :)
                                                    A całkiem nowiutkie - "Starorzecza" Kroha - to genialnie napisana książka biograficzna. Widziałem ją w księgarence na Sobieskiego. A czytałem - pewno ze dwa razy. Genialna !!!
                                                    Antonii Kroh !!!!

                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.11, 12:59
                                                    Łoj, to zaraz kukam na allegro w poszukiwaniu. Wczoraj znowu przy Szwejku rechotałam-kiedy szwejk opowiada historyjkę propagandowo-patriotyczną o panu oficerze, który, mimo,że tracił kolekne części ciała na froncie, awanturował się, że chce dalej walczyć za kochaną ojczyznę. Na końcu pozostała sama głowa, która tocząc się samotnie krzyczała, że chce na front:-))))))). Dziwnie aktulanie to brzmi w Polsce...........
                                                  • Gość: mata_kari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.11, 12:20
                                                    Kończe II tom Szwejka i juz nie jest taki pogodny jak I, raczej straszne opisy wojny, mimo, ze lekko podane.Jesteś tam , Jolak?
                                                  • Gość: jolak IP: *.play-internet.pl 23.02.11, 12:33
                                                    no jestem, jestem - choć mnie ten resman do czarnej rozpaczy doprowadza swoją niesprawnością :(.
                                                    A ja kończę - Dubravka Ugresic "nikogo nie ma w domu" . Zbiór cudownie napisanych, choć nie zawsze pogodnych i radosnych, esejów o Europie, współczesnym świecie z punktu widzenia emigrantki, dobrowolnej emigrantki i pisarki chorwackiej.
                                                    Porzuciła ten kraj - bo nie wytrzymała katolicko-nacjonalistycznej atmosfery.
                                                    Ma tam dom w Zagrzebiu, bywa tam - ale na stałe woli Holandię.
                                                    A w esejach ?? chociażby wspaniały wątek targu ptasiego w Moskwie - na którym pisarka zwraca wolność wykupowanym jaskółkom albo opis targu staroci i motywów jakimi kierują się ludzie tam bywający.....Ale jest też o handlu żywym towarem, prostytucji i ....polskim hydrauliku..

                                                    Acha - wydawnictwo Znak, 2008

                                                    Zdaję sobie sprawę , że przy ogromnym rynku książek starych i nowych - trudno się spotkać przy wspólnej lekturze.

                                                    Ja też i ostatnio "przeprosiłem się" do Łozińskiego "Prawem i lewem" i wątku diabła łańcuckiego - imć Stadnickiego..
                                                    Polska szlachecka ?? czy ktoś chciałby przenieść się, w czasie, do wieku 17.tego ?? Stanowczo odradzam :) to już lepiej do parku jurajskiego :))
                                                  • 01.04.11, 22:24
                                                    Jolak, nabyłam "Sklep potrzeb kulturalnych" i zaczynam czytać. Szwejk zaj...... Pisany chyba w oparach trawy. Co do ostatnio przeczytanych, polecam: "Burzliwe życie tancerki" Krystyna Mazurówna; "Płetwa rekina i syczuański pieprz" Fuchsia Dunlop - rewelacja dla lubiących książki o kuchni i kulturze orientalnej; "Tatami kontra krzesła - o Japończykach i Japonii" Rafał Tomański; "Smoleńsk - ostatni lot" - bez polityki, opisana jedynie praca 36 pułku.
                                                  • Gość: jolak IP: *.38.160.60.resman.pl 02.04.11, 10:07
                                                    Czekam na zamówioną nowość p. Bieńkowskiej "Spacery po Rzymie" z zeszytów literackich.
                                                    Czytam - a jakże "złote żniwa" oraz najnowszy zeszyt "Karty"
                                                  • 03.04.11, 17:40
                                                    Grossa nie dam rady, próbowałam "Sąsiadów" ale wymiękłam po kilku stronach. Tak beznamiętnie opisane potworności, tak skumulowane w jednej książce, przekraczają mój próg wrażliwości i "wyłączam" się. A co do Karty, czy to nie ten zeszyt z pozycją "Idziemy na bal" ( czy coś podobnego)? Ze starą fotografią pielęgniarki na okładce?
                                                    A co myślisz o Łysiaku? Czytałam recenzję jego książki o Talleyrandzie i zastanawiam się nad kupnem, choć jego książki sprawiają wrażenie niedopracowanych.Takie szwarc, mydło i powidło.
                                                  • Gość: jolak IP: *.38.160.60.resman.pl 03.04.11, 19:36
                                                    kiedyś, kiedyś...czytałem i postanowiłem dalej nie czytać. Były to jakieś książki o epoce napoleońskiej. Lubi dużo gadać, , międlić słowa. Jego ksiązki przypominają słynne wypowiedzi Korwin-Mikkego. Takie z "dziamdzianiem", jąkaniem się i wymądrzaniem. Z samo upojeniem i wsłuchiwaniem się we własne słowa.
                                                    Karta ?? Tak !! Rewelacyjne 2-wa artykuły o Niemcu-katoliku, który zapisał się do SS, bo chciał sprawdzić czy prawdziwe są pogłoski o masowych zbrodniach. A potem stał się zaopatrzeniowcem największych obozów - KL w Ziglon-Gas i modernizatorem wiadomych urządzeń, co by wydajniej dmuchały...
                                                    No i bale - ktoś kiedyś nazwał okres Polski międzywojennej okresem "radości z odzyskanego śmietnika" Nie wiem czy nie Żeromski.
                                                    A tu widać że to był okres nieustannych balów..."na tytaniku" :(
                                                    No i Kazachstan zesłańców , dramatyczne zdjęcia, straszne losy...pewno i tych co tak balowali.
                                                  • 04.04.11, 11:59
                                                    Ja do Łysiaka mam stosunek ambiwalentny. Niby wszystko ok,ciekawe, ale zawsze sobie wyobrażam, że pisząc otwiera kilka książek w danym temacie i przepisuje po kawałku, na "chybił, trafił". Ale sa dobre jako punkt wyjścia do poszukania czegoś rzetelniejszego w danym temacie. Przeczytałes w końcu Andrzeja Bobkowskiego?
                                                  • Gość: jolak IP: *.play-internet.pl 04.04.11, 13:25
                                                    Proszę o wybaczenie ale nawet nie starałem się do niej dotrzeć - bo....jak już kiedyś pisałem to plan lektur mam już jakoś tam ustalony, a raz po raz coś tam dokupuję, zamawiam i ...ukrywam nabytki przed oszczędną żonką :)
                                                    Gdy to piszę - to z podręcznej półki patrzy na mnie grzbiet "Bazyliki" Scotta, "Czas katedr" Duby'ego oraz "Katedra gotycka" Otto von Simsona. Nie mówiąc o "Niemieckim malarstwie i grafice późnego gotyku"....Jezu jakbym chciał poczytać o Cranachu i Durerze :))...ale muszę się skupić i pilnować kolejki :)
                                                    A do tego ....rozgrzebana "Siena" Chłędowskiego, nowe grabie czekające na wymarsz na działkę oraz rower wołający z balkonu "zabierz mnie na spacer do Boguchwały" ...:)))
                                                    No i czasem popracować trzeba na chlebuś nasz powszedni :)
                                                  • 04.04.11, 14:33
                                                    Na Hetmańskiej z witryny księgrani mruga do mnie opasły album "Art deco" i kusi....A z artystycznych, to ja bym preferowała biografię Soutine`a, bardzo ciekawa postać. I coś o Gropiusie-moim idolu. Jeżeli znasz jakiś dobry tutył o tych panach, to podrzuć.
                                                    A na Bobkowskiego nadal namawiam - "Szkice piórkiem".
                                                  • 04.04.11, 21:35
                                                    Czy ktoś czyta jeszcze poezję? Wiem,że poezja nie jest popularna. Na sam dźwięk słowa POEZJA często mamy nieprzyjemne dreszcze, co związane jest z traumatycznymi wspomnieniami z czasów szkolnych (analiza wiersza na języku polskim). A co powiecie na poezję dla "poetycznych laików" ? ;-) Dajcie szansę poezji ;-) Polecam "Emocjany wybrane".
                                                    Autorka

                                                    www.adoculos.pl/index.php?s=wyniki&rodz=12&id=137
                                                    --
                                                    Polecam ;-)
                                                    <a href="merlin.pl/Emocjany-wybrane_Katarzyna-Grzyb/browse/product/1,864148.html"
                                                  • 05.04.11, 08:41
                                                    Kompletny brak zainteresowania z mojej strony, proza, proza i jeszcze raz proza. Kasiu, zalóż wątek o poezji, na pewno znajdziesz wielu zainteresowanych:-)To odbry sposób na wymiane informacji.
                                                  • Gość: jolak IP: *.38.160.60.resman.pl 05.04.11, 08:09
                                                    Sprawdziłem dostępność książki Bobkowskiego - nakład "miękki" z 2007 roku wyczerpany. Dostępna jest twardo-okładkowa wersja z 2010 roku - o ...dołującej cenie 60 złotych.

                                                    O poezję ktoś tu pytał - czasami wracam do Harasymowicza, tekstów Osieckiej i Młynarskiego, Tuwima, Gałczyńskiego. Na inne ...szkoda mi czasu .
                                                    Boć nawet Herberta wolę w prozie.
                                                    I nie pytajcie o wiersze JPII - bo dla mnie to taki sam bełkot jak np zapomniany Przyboś :)
                                                  • 05.04.11, 08:48
                                                    Ja właśnie to wydanie nabyłam. Pewnie w antykwariatach będzie trudno, bo "Szkiców..." też tam szukałam i niestety nie znalazłam.Rzadko wydawana pozycja, nie wiem dlaczego, bo to genialnie napisany utwór, ktory powinien ( choćby we fragmentach) być lekturą szkolną.Trzeba polować na allegro! W razie co chętnie pożyczę.
                                                    A ja zaczęłam "Sklep potrzeb kulturalnych" - :-)))))))))))))) Rewelka. Krotochwila o chłopcu, który w szkole opowiada, po co człowiek ma skórę - :-)))))))))))) Albo o chłopczyku, który chciał porównać elektyfikację do czegoś strasznie ochydnego i wymyslił, że jest podobna do Bieruta idącego drogą:-)))))))))))
                                                  • Gość: jolak IP: *.38.160.60.resman.pl 05.04.11, 09:20
                                                    Czytając te książkę - była tak sytuacja ; żona coś tam sobie robiła, ja sobie czytałem - i co chwila wybuchałem śmiechem. Skończyło się na tym , że zacząłem czytać na głos i śmialiśmy się wspólnie. Często wracam do Kroha , choć "Sklep..." nie we wszystkich fragmentach jest "zabawny" - bowiem porusza w niektórych rozdziałach tak ważne sprawy jak wysiedlenia Łemków, zachowanie górali w górach i podejście do tzw "spuścizny kulturalnej".
                                                  • 06.04.11, 10:23
                                                    U mnie w domu tak samo wyglada czytanie.A przyczytaniu Szwejka wręcz zamęczałam rodzinę cytatami:-) Tak a propos, całkowicie utożsamiłam się z Balounem, hihihihi:-))))))
                                                    Ale wracając do Kroha - fragment o budowniczym kościoła w Bukowinie - straszny. W ogóle: opisy ludzi uzdolnionych, którzy nie mieli szansy na rozwijanie umiejętności ......przykro to czytać.
                                                  • Gość: jolak IP: *.38.160.60.resman.pl 06.04.11, 10:31
                                                    Dzięki uprzejmości pań z księgarni Nova w galerii Rz-ów mam tę książeczkę - Ewy Bieńkowskiej pod tytułem jw. Wydawnictwo "Zeszyty literackie" z 2010.
                                                    Już sam przegląd akapitów poszczególnych rozdziałów pokazał mi , że w dwa wieczory powinienem ową książkę "schrupać" ze smakiem, a potem wracać, jak np do Kroha, Herberta, Głowackiego czy Nowakowskiego. Do każdej książki i autorów, których cenię za narrację i piękno słowa.
                                                  • 06.04.11, 10:38
                                                    Czytałeś "Z głowy" Głowackiego?
                                                  • Gość: jolak IP: *.38.160.60.resman.pl 06.04.11, 11:32
                                                    Wielokrotnie i nigdy nie mówię że mam tę książkę "Z głowy" - mieć coś z głowy w potocznym znaczeniu :) Ta książka to już klasyka - wciąż pachnąca swierzością - choć autor siwiutnieńki, łysicieńki i pomarszczony coraz bardziej.

                                                    W podobnej do niego tonacji zresztą utrzymane są książki Henryka Grynberga - chociaż tu już wchodzi się w judaica.
                                                    A Głowacki ? to podobne słowo co Agnieszki Osieckiej - Piękni czterdziestoletni i Hłaski - Piękni dwudziestoletni.

                                                    i w ten sposób wchodzi się w tonację - im dalej w las tym więcej drzew :)
                                                  • Gość: jolak IP: *.38.160.60.resman.pl 06.04.11, 11:36
                                                    Gość portalu: jolak napisał(a):
                                                    Ta książka to już klasyka - wciąż pachnąca swierzością

                                                    Książka pachnie oczywiście "świeżością" a ja pachnę - lekką dysgrafią :)

                                                    Sorrki :)
                                                  • 06.04.11, 12:17
                                                    Dobrze, że nie dyskografią:-) A ja do tego typu pisarzy zgłaszam Boya i jego felietony o kulturze ( pełne inteligentnego jadu). Opowieść o mebelkach projektu Wyspiańskiego albo o pogrzebach krakowskich:-)
                                                  • Gość: jolak IP: *.38.160.60.resman.pl 06.04.11, 15:46
                                                    Boy och Boy !!! Mam kilka zbiorów jego felietonów, recenzji ...Ale ten zbiorek jak w tytule postu - jest najlepszy. . I podrozdział " Dziewice konsystorskie i okupanci w sutannach" oraz "Piekło kobiet i zaułki paragrafów".

                                                    Wszak to było pisane w latach 20-30..tych. O wtrącaniu się ciemnego kleru w świeckie sfery życia, ograniczenie w sferze regulacji urodzin, środków antykoncepcyjnych, powszechny mizoginizm, zacofanie ukorzenione w katolicyzmie - wiele stwierdzeń i zarzutów Boya w dzisiejszych czasach nie straciło na aktualności, po 70 latach, kilku zmianach ustrojowych, zmianie pokoleń !!!.

                                                    A boyowska "Marysieńka Sobieska" czy "Obrachunki fredrowskie" a "Plotka o weselu" a "Molier".....to moje "biblie", świętości ....

                                                    Matakharii....pod tym dziwnym nickiem kryje się ...wywoływacz (ka) "wilków z lasu" :))
                                                  • 07.04.11, 08:59
                                                    Hihi, śmieszne jest to, że gdyby dzisiaj promować "Reflektorem..." zapewne spotkaloby się z nie mniejszym sprzeciwem i nienawiścią, niż w czasach kiedy Boy szokował. Dzisiaj powinno sie np, przedrukować jego teksty o "brązownikach", pomnikomanii albo pogrzebomanii - Polska mentalność wogóle się nie zmieniła. Co do Boya,to ja najbardziej kocham "O Krakowie" - te opisy artystów, tak rożne od tego co sie dzieciom wciska do głów, niepoprawne politycznie i bez zadęcia. Coś tam przemycił Wajda w serialu "Z biegem lat......", ale i tak za mało.A czytałeś "Wyznania gorszycielki" Ireny Krzywickiej? Są tam opisy ich związku i "skandali" literackich. Bardzo dobrze napisana.
                                                  • 07.04.11, 12:23
                                                    A tu zamiast przedruku bywa i tak: otóż 2,5 roku temu ze spokojem nabyłam w Taniej Książce niedaleko dworca PKP komplet Boya, w płótno oprawiony. 18 tomów za... 25 PLN. Nie, nic się nie pochrzaniło - 25 złociszków. Tyle za myśl światłą wystarczy.
                                                  • 07.04.11, 09:03
                                                    A do tego Boy - najlepszy tłumacz Balzaca, ktorego też uwielbiam!!!
                                                  • Gość: jolak IP: *.38.160.60.resman.pl 07.04.11, 11:56
                                                    Moje wydanie - z portretem Autorki , na okładce, właśnie ręką Boya skreślonym - czeka lat już wiele na przeczytanie. I wszyscy mi mówią, żona, mama, córki - przeczytaj, no przeczytaj.
                                                    Ale ja mam swoje priorytety.
                                                    Nie wymieniłem wszystkich książek Boya, w tym i wspomnień o Mu współczesnych, Krakowie itd itd choć je mam i czytuję, czytuje.

                                                    A propos - nie uważasz, że cała wymowa Jego społecznej felietonistyki poszła na marne ??
                                                    Ten smrodek bogojczyźnianego katolicyzmu, ekshumacje, kostek liczenie, pierdoły-resentymenty, zastępcze tematy....
                                                    Na półce "boye" stoją zaraz obok wańkowiczowskiej Anody i katody, Tropów smętka, Monte cassina i takich tam ramotek - które lubię i wertuję czasami, w odpoczynku od czytanej akurat książki :).
                                                  • Gość: jolak IP: *.38.160.60.resman.pl 07.04.11, 12:50
                                                    Nie mogę tu oprzeć się jeszcze jednej refleksji a la Boy. Żona zaciągnęła mnie na msze, no bo rocznica śmierci papieża, "a nie będę sama wieczorem szła".
                                                    Poszedłem. W ławce obok mnie siedział tęgi jegomość, w niedzielnym garniturku,z różańcem oplatającym palce dłoni.
                                                    W pewnym momencie organista zaintonował ulubioną, oazową piosenkę ex papieża.
                                                    A ja słyszę jak jegomość obok mnie śpiewa w refrenie "Swoją WARKĘ pozostawię na brzegu..."
                                                    Przy wyjściu z kościoła żona, sam z siebie, powiedziała "chyba mu się bardzo pić chciało..."
                                                    Boy to chyba też przewidział :))
                                                  • 07.04.11, 13:01
                                                    :-) Jezu:-))))))) A może śpiewał "wargę":-) To by dopiero było. Lubię takie historyjki.Powinno się je spisywać:-) Wytrzymaliście? Ja bym dostała ataku śmiechu.
                                                    Jael, ja mojego Balzaca skupuję po kolei na Allegro.Kiedyś upatrzyłam cały komplet, ale ktoś zapłacił ok 300 zł.Oczwyiście potem okazało się, że kupując pojedyncze egzemplarze i tak płacę więcej.
                                                  • Gość: jolak IP: *.38.160.60.resman.pl 08.04.11, 09:19
                                                    W podobnym charakterze był mój odbiór, jako dziecka, znanej pieśni wielkanocnej - jest tam w niej taki rym "naród niewierny, płoszy się, rozprasza...." Przez wiele lat byłem przekonany, że jego dopełnieniem było "nasturcjo naaaszaaa, aaaalelujaaaa " :) No bo tak 'lud boży" śpiewał :)
                                                    Całkiem niedawno dowiedziałem się , że chodzi tam o "na cud Jonasza'.....
                                                    No cóż pieśń piękna ale tekst potwornie grafomański :)
                                                    Ale zresztą było z owym Wojskim - ja naprawdę myślałem, że on ma na imię "Natenczas" :) - jak Litwin to Litwin, nie ??

                                                    Ps a czy po tym, co napisałem, ktoś nie będzie chciał mnie zamknąć za obrazę uczuć religijnych to...jeden Boy na niebie wie
                                                  • Gość: jolak IP: *.38.160.60.resman.pl 08.04.11, 09:26
                                                    Oto trafiła do mnie, prosto z półki "tk" - pięknie wydana i z cudowną zawartością - książka J.Ficowskiego "Regiony wielkiej herezji i okolice. Bruno Schulz i jego mitologia" - być może znana już Wam monograficzna opowieść . Ponoć była to pierwsza powojenna biograficzna praca o Nim.
                                                    Moja edycja - Pogranicze 2002
                                                  • 08.04.11, 10:03
                                                    Co do Bruna, to dawno temu "Sklepy cynamonowe" przeczytałam ,ale forma ( nie treść!) była dla mnie nie za bardzo. Za to "Sklepy.." pamiętam w teatrze tv w wykonaniu Marka Konrada- super. Inna sprawa rysunki, jak najbardziej! Pamiętasz aferę z kradzieżą fresków? Straszny epilog i bardzo smutny......
                                                  • Gość: jolak IP: *.38.160.60.resman.pl 08.04.11, 13:38
                                                    Epizod z przewiezieniem fresków do Izraela opisany jest w owej książce - i moim zdaniem - była to ani kradzież, ani coś strasznego. A jedynie krańcowa możliwość uratowania tych unikatowych dzieł sztuki - przypominam - fresków wykonanych przez Schulza w esesmanskiej willi, tuz przed śmiercią. A willa współcześnie - to wegetująca chałupa, prędzej czy później skazana na śmierć techniczną.
                                                    Wydarzenie owo świadczyło tylko o tragicznym braku porozumienia pomiędzy Polską i Ukrainą w tej, i jak się wydaje nie tylko tej, sprawie.
                                                    Prozę Schulza - polecam. Mój tomik - z serii "z laurem", czerwone okładki ,z 1978 roku, Wydawnictwa literackiego - "Sklepy cynamonowe, Sanatorium pod klepsydrą".
                                                    Przy czym - aby poczuć poezję tej prozy, :), należałoby się wybrać do Drohobycza i Truskawca, latem i jesienią, gdy słota, tamtejszy "halny" dujący od gór zmiata liście po ulicy Stryjskiej, lub pod drohobycką farą, a w zaułkach drohobyckich zapach kawy dobiegający z około rynkowych kawiarni miesza się z lokalnym smrodkiem.
                                                    Spróbowałem tego klimatu - to wiem co mówię :)
                                                  • 08.04.11, 09:59
                                                    Ja w kolędzie "Bóg się rodzi" jako dziecko śpiewałam : "Bóg się rodzi, moc truchleje,
                                                    Pan niebiosów, OBRAŻONY":-) I się zastanawiałam jeszcze, dlaczego się obraził.Może za beznadziejne prezenty od trzech króli? Przejęzyczenia są świetne. Kiedy Kaczyński powiedział o Borubarze wydał mi się sympatyczniejszy:-) Tak jak moja mama, która poszła do lekarza i zamiast o Mulivitaminę poprosiła o Multipleks:-))))))) Po histrorii z przejęzyczeniem Ferenca któraś z dzienikarek Gazety opisała na blogu, jak czytelnicy przekręcają nazwiska dziennikarzy z GW- popłakałam się ze śmiechu:-))) Boy by się ucieszył z takich słówek.
                                                  • Gość: jolak IP: *.38.160.60.resman.pl 08.04.11, 13:44
                                                    jolakmata_kari napisała:

                                                    > Ja w kolędzie "Bóg się rodzi" jako dziecko śpiewałam : "Bóg się rodzi, moc tru
                                                    > chleje,> Pan niebiosów, OBRAŻONY":-) I się zastanawiałam jeszcze, dlaczego się obraził.

                                                    Może dlatego, że "ludowi bożemu" zdarza się śpiewać, nieraz przed 'podniesieniem" taką frazę :

                                                    "...bydlęta klękają, cuda, cuda ogłaszają".

                                                    Nie wiem jak Ty - ale ja słysząc ten tekst czułem jego niewymowny komizm
                                                  • 11.04.11, 00:12
                                                    Ja mam inny pogląd na temat afery z freskami Bruna - jeżeli tak bardzo chcieli je uratować, to mogli przecież, a Izrael na to stać, odrestaurować willę i zamienić ja na muzeum. A nie wycinać freski z domu, który ma takie szczególne znaczenie w biografii Bruna.Z domu gdzie właśnie freskami walczył o każdy kolejny dzień życia. Bardzo smutny epilog całej historii...
                                                  • Gość: jolak IP: *.play-internet.pl 11.04.11, 11:54
                                                    mata_kari napisała:

                                                    > Ja mam inny pogląd na temat afery z freskami Bruna

                                                    Można a nawet trzeba się różnić - najważniejsze to robić to ładnie - co nam się chyba udało.
                                                    A tak w uzupełnieniu dodam - Izraelczycy, przy całym swoim szacunku dla Schulza - nie byli aż tak rozrzutni aby inwestować kasę w budynek na ukraińskiej prowincji, na łaskę i niełaskę tamtejszych kacyków i braku podstaw prawnych do "prywatyzacji" obiektów . Łatwiej było przekupić tego i owego ...i freski zwinąć. I ja ich w tej przedsiębiorczości popieram !
                                                    A tak na zgodę - czy znasz, Szanowna M-kri ,równie piękną książkę monograficzną o Schulzu - Pana Wiesława Budzyńskiego "Miasto Schulza" ?? wyd. Pruszyński z 2005 r. ?? Równie piękna graficznie i treściowo jak owa Ficowskiego !!!!
                                                    Czytałem ze dwa razy od dechy do dechy (bo w twardych okładkach jest) i pewno wrócę, gdy pokonam ową cegłę Ficowskiego :)
                                                  • 12.04.11, 08:53
                                                    A dlaczego na zgodę? Czy mysmy sie pokłócili?:-) Co do książki, nie czytałam. Ale donoszę, że cała moja rodzina przeczytała "Sklep potrzeb kulturalnych" - rewelka. Bardzo obiektywnie opisana "góralszczyzna" , bez uprzedzenń, ale i bez idealizowania. Mnie szczególnie się podobało, bo jestem socjologiem a tam jest świetny rozdział o kulturze ludowej, której charakter jest w potocznym mysleniu zuepłnie wypaczony. Czytałeś "Antroloplogię kultury wsi polskiej"?
                                                  • 11.04.11, 10:40
                                                    Pyszne przykłądy. Dorzucam z Podlasia (kwerenda w 1984 r.), też z koledy; konkretnie z "Mędrcy swiata, monarchowie" - (...) ono w żłobie nie ma tronu, ni berła, ni dzieży. Zamiast: ni berła nie dzierży.

                                                    Weszło do skarbczyka grepsów rodzinnych - na oznaczenie pewnego typu mizerii. Jak już było, że "nie ma berła ani dzieży", to było jasne, że czas cerować skarpety.
                                                  • Gość: jolak IP: *.play-internet.pl 11.04.11, 12:12
                                                    Owa fraza z pięknej choć tragicznie naiwnej pieśni wielkopostnej - jest takim "grepsem" w mojej rodzinie. "Ludu mój ludu" wzdychała moja Mama gdy napotykała rodzinny opór ,na przykład, po tradycyjnym zwrocie-pytaniu "a kto dzisiaj myje naczynia" - cisza - "ludu mój ludu"......

                                                    Gwoli pamięci, a "nie daj boże" jakiegoś obśmiewania "świętokradczego", cytuję fragmenty tego pięknego zabytku ludowej religijności (ach te ...ćóżem, czymem, jam, tyś mnie czy sroga włócznia (kojarząca się mnie ze zdaniem - słowem "srogość" ) :

                                                    Ludu mój ludu, cóżem ci uczynił
                                                    W czymem zasmucił, albo w czym zawinił.

                                                    Jam cię wyzwolił z mocy faraona,
                                                    a tyś przyrządził krzyż na me ramiona.


                                                    Jam cię wprowadzi w kraj miodem płynący,
                                                    tyś mi zgotował śmierci znak hańbiący.


                                                    Jam ciebie szczepił winnico wybrana,
                                                    a tyś mnie poił octem swego Pana.


                                                    Jam dla cię spuszczał na Egipt karania,
                                                    a tyś mnie wydał na ubiczowania.


                                                    Jam faraona dał w obłęd bałwanów,
                                                    a tyś mnie wydał książętą kapłanów.


                                                    Morzem otworzył, byś szedł suchą nogą.
                                                    a tyś mi włócznią bok otworzył srogą.


                                                    Jam był ci wodzem, w kolumnie obłoku,
                                                    tyś mnie wiódł słuchać Piłata wyroku.

                                                    8. Ludu mój ludu...
                                                    Jam ciebie karmił manny rozkoszami,
                                                    tyś mi odpłacił policzkowaniami.

                                                    9. Ludu mój ludu...
                                                    Jam ci ze skały dobył wode zdrową,
                                                    a tyś mnie pioł gorycza żółciowa.

                                                    10. Ludu mój ludu...
                                                    Jam dał,że zbici Chaanan królowie,
                                                    a ty zaś trzciną biłes mnie po głowie.

                                                    Jam dał ci bero Judzie powierzone,
                                                    a tyś mi wtłoczył cierniowa koronę.


                                                    Jam cie wywyższył między narodami,
                                                    tyś mnie na krzyżu podwyższył z łotrami.
                                                  • 12.04.11, 17:05
                                                    Znam jeszcze trudniejszy wariant: "Jam faraona dał w odmęt bałwanów". To zresztą świetne ćwiczenie dykcji.
                                                  • Gość: jolak IP: *.38.160.60.resman.pl 12.04.11, 18:22
                                                    jael53 napisała:

                                                    > Znam jeszcze trudniejszy wariant:

                                                    To ja też wpadam z "wariantem"....pozwolicie, że pozostanę na chwilę w "klimacie staropolszczyzny" - jakże inaczej wygląda obecna sytuacja w Polsce - w zestawieniu z takim oto tekstem :

                                                    W krzyżu miłości nauka.
                                                    Kto Ciebie, Boże, raz pojąć może,
                                                    Ten nic nie pragnie, ni szuka.

                                                    W krzyżu osłoda, w krzyżu ochłoda
                                                    Dla duszy smutkiem zmroczonej.
                                                    Kto krzyż odgadnie, ten nie upadnie
                                                    W boleści sercu zadanej.

                                                    Kiedy cierpienie, kiedy zwątpienie
                                                    Serce ci na wskroś przepali,
                                                    Gdy grom się zbliża, pospiesz do krzyża.
                                                    On ciebie wesprze, ocali.

                                                    Gdy cię skrzywdzono albo zraniono,
                                                    Lub serce czyjeś zawiodło,
                                                    O, nie rozpaczaj, módl się, przebaczaj.
                                                    Krzyż niech ci stanie za godło.

                                                    Koniec cytatu - w krzyżu miłości nauka ???
                                                  • 11.04.11, 12:24
                                                    Ubawiłam się jak mało kiedy ostatnio... I choć przykład, który pragnę Wam tu napisać, zupełnie odbiega od tematyki prezentowanej, to myślę, że wart jest przytoczenia... [choć dalipan jednak zawadza o pogranicze religijne...:)]
                                                    Otóż moje młodsze dziecko ma talent do przekręcania słów... Nie dalej jak wczoraj oglądliśmy rodzinnie epopeję narodową... Komentowaliśmy obsadę, a moje starsza córka bardzo lubi postać ks. Robaka... Zapytała o aktora... Padło imię i nazwisko - Bogusław Linda... Młodsza zajęta czymś innym nie dosłyszała i ze zdziwieniem wielkim stwierdziła: BŁOGOSŁAWIONY NINDŻA?

                                                    :) :) :)
                                                  • 12.04.11, 08:59
                                                    Kiedyś słuchałam audycji w jakimś medium - ksiądz pięknie opowiadał jak dzieci ,ale i dorośli, przekręcają słowa modlitw:-) Po prostu wstawiają te słowa, kóre wg nich są bardziej sensowne:-) W związku z tym, że ten wątek opiera się na miłości do slowa ( pisanego ) wpisujcie od czasu do czasu śmieszne przejęzyczenia:-) Ja np ostanio zostałam uświadomiona, że Maciarewicz to w istocie Macierewicz. I jeszcze myślałam, że mąż mnie wkręca, więc sprawdziłam w necie:-)))))))
                                                  • Gość: jolak IP: *.38.160.60.resman.pl 12.04.11, 10:06
                                                    Najpierw o wędrówkach po... czyli serii Podróży wydawanej w latach 70. tych pod redakcją Pawła Herza. Wczoraj wygrzebałem na półce w TK - Podróże do Polski Jarosława Iwaszkiewicza i ...kupiłem ze jedyne 7 zł. Nie ukrywam, że specjalnie szukam za ową serią po antykwariatach wszelakich i mam kilka tomów, różnych autorów.
                                                    Do tej - Iwaszkiewicza, mam sentyment szczególny - bo któż jak On potrafiłby tak cudownie napisać o podróży przez Polskę lat 30-tych w ówczesnym pojeździe samochodowym, (no może jeszcze Wańkowicz?) czy o urokach, zawsze wspaniałego, Sandomierza.
                                                    Jest obecnie i reedycja owej książki dostępna w serii Podróże retro W-ctwa Zyski i sp-ka - ale już za 45 zet.
                                                    A teraz o podróżach książek - odchodzących ode mnie i wracających do mnie.
                                                    Taką książką jest na przykład F. Daumasa "Od Narmera do Kleopatry" - monografia historyczna starożytnego Egiptu. W latach 70. tych nabyłem ją w cudownej księgarni na rogu jagiellońskiej i paniagi. Potem - komuś pożyczyłem - nie wróciła :(
                                                    Kilka lat temu wypatrzyłem ją w TK - kupiłem !! Ale potem - wymieniłem w antykwariacie na coś innego. Gdy to zrobiłem - poczułem się jakby zdradził kogoś bliskiego.
                                                    Ale....w ubiegłym roku książka do mnie wróciła - znów wypatrzona w antykwariacie - klnę się, że teraz jej nie opuszczę . Otwieram ją czasami na chybił trafił i czytam choćby takie zdanie (str 279)
                                                    " Ten, kto chodzi po wodach Boga, czyli kto jest mu poddany, nie tylko osiągnie korzyści ziemskie, ale także życie wieczne. Taka koncepcja oszczędziła Egipcjanom męki zadawania sobie pytania, które dręczyło Hioba : Jak to się dzieje, że sprawiedliwy może być nieszczęśliwy".
                                                    Ja odpowiedź na owo pytanie spycham raczej na barki ślepego losu - ale jak fajnie się czyta mądre zdania , ładnie wkomponowane w zawiłą tematykę starożytnej cywilizacji !
                                                    ps
                                                    Kroh....to pisarz, naukowiec, mądry człowiek z ogromnym poczuciem humoru , którego papier i słowo pisane lubią, ze wzajemnością, jak sądzę. Sięgnijcie, proszę , po Jego "Starorzecza" - nie czytane rozdział po rozdziale, ale tak z doskoku, z wyławianiem wątków....
                                                  • 12.04.11, 12:21
                                                    Jolak, i inni, z tego wątku, nie macie czasami myślenia: "Tyle jest na świecie fajnych ksiązek o których nie wiem albo nie zdąąę przeczytać":-) Ja tak mam i mi szkoda na zapas:-) Ostatnio kilka razy czytałam o Wacie - warto??Bo ja nie znam.
                                                  • Gość: jolak IP: *.38.160.60.resman.pl 12.04.11, 13:59
                                                    Ileż to razy mówiłem sobie - koniec gromadzenia książek, zczytuję to co mam, potem ...z biblioteki... I łamię się raz po raz, raz po raz zmieniam ustawioną kolejkę. Moja lepsza 1/2 śledzi zawiłości losów bohaterów formatowych seriali - ja siadam w kąciku i wędruję literami np po Rzymie, znanym mi na szczęście 'z natury".

                                                    Nowościami księgarskimi natomiast nie da się zaspokoić ducha bibliofila - wszak tyle już było książek pięknych, mądrych...no i co ważniejsze - obecnie tanio dostępnych u bukinistów - antykwariuszy wszelakich, bez tego ....nego vatu.

                                                    A propos - znasz (cie ) "Twierdzę" Saint Exuperi "ego ??

                                                    Książka niezwykła bo jakby upleciona z morałów, powiedzeń, przysłów...posiada jakąś tam fabułę, ale najlepiej czyta się ją z doskoku - od dowolnego akapitu lub kierując się indeksem wielozagadnieniowym.
                                                    Biorę ją często na działkę letnią porą. Otwieram , czytam jakiś akapit, trawię jego sens, podsypiam z książką na kolanach, budzę się , znów czytam. Nad głową mam smugi przelatujących samolotów, od lasu świergot ptaków, ode wsi szczekają psy ....:))
                                                  • Gość: jolak IP: *.38.160.60.resman.pl 13.04.11, 10:53
                                                    Brat swojego brata przytoczyl niedawno wyrażenie z Pana Cogito - Herberta "zdradzeni o świcie" - bo chciał dokopać tym, których nienawidzi.
                                                    Na to nieoceniony, wspaniały ksiądz Boniecki powiedział ' "czytajcie strofy w całości"

                                                    No to ja docztałem - cytuję :

                                                    Przesłanie Pana Cogito

                                                    Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
                                                    po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę
                                                    idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
                                                    wśród odwróconych plecami i obalonych w proch

                                                    ocalałeś nie po to aby żyć
                                                    masz mało czasu trzeba dać świadectwo

                                                    bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
                                                    w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy

                                                    a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
                                                    ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

                                                    niech nie opuszcza ciebie twoje siostra Pogarda
                                                    dla szpiclów katów tchórzy - oni wygrają
                                                    pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
                                                    a kornik napisze twój uładzony życiorys

                                                    i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
                                                    przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie

                                                    strzeż się jednak dumy niepotrzebnej

                                                    oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz

                                                    powtarzaj: zostałem powołany - czyż nie było lepszych
                                                    (...)
                                                  • 15.04.11, 09:01
                                                    No więc - dnonoszę,że połknęłam "Gottland".Wcześniej znałam dwa artykuły z "Wysokich obcasów". Świetna. I całkowicie inaczej pokazująca CZechów. Zupełnie inny ich obraz jest w powszechnej świadomosci, uksztłtowanej chyba głównie przez czeskie komedie i seriale. A tu rzeczywistośc skrzeczy. Przyznam, że nie wiedziałam, że komunizm w Czechach przyjął takie straszne oblicze......
                                                  • Gość: joka IP: *.38.160.60.resman.pl 15.04.11, 10:09
                                                    Dla "połykaczki" dobrych książek - ściągam czapkę z głowy przez uszanowanie.
                                                    Druga część Szczygła czyli "Zrób sobie raj" - równie dobry !!

                                                    Czesi jako naród ateistyczny w erze postkomunistycznej - radzą sobie całkiem dobrze.

                                                    W ostatnim numerze Dużego Formatu jest wywiad z jakimś nawiedzonym działaczem polskiej młodzieżówki katolickiej. dziennikarz pyta onegoż - co by było gdyby Polacy porzucili katolicyzm. Tamten odpowiada "To się z nich zrobili potwory" . Dziennikarz - "Czesi porzucili katolicyzm i dobrze sobie radzą" Nawiedzony Katolik - "Im może się udało, ale z Polaków zrobili by się potwory, Oj Czesi by się szybko o tym przekonali przez granicę".
                                                    Artykuł "Polska ustami Boga. Jeśli Polacy nie będą chrześcijanami to będą potworami".
                                                    Po lekturze tego wywiadu - bohater - katolicki publicysta Tomasz Terlikowski - ze swoim dogmatyzmem i fanatyzmem religijnym - już mi wygląda na potwora przez biblię urodzonego :)
                                                  • Gość: jolak IP: *.38.160.60.resman.pl 15.04.11, 10:11
                                                    Ten joka to oczywiście ja - jolak - po prostu internet bardzo szybko dzisiaj chodzi - cyk - i poszło :)
                                                  • 15.04.11, 10:16
                                                    Powtać Jagienkę po długiej nieobecności:-) I nowego - Jokę. W DF są świetne artykuły i reportaże. Co do drugiej książki Szczygła, to znajomy doniósł, że troszkę gorsza, ale na pewno przeczytam ( teraz czeka na mnie "Uśmiech Pol Pota"). Co do Terlikowskiego, to bałgam, nie rozmawiajmy o nim! Jakoś mnie mdli, kiedy go słucham....I ten uśmieszek... tfu tfu na psa urok!:-)
                                                  • Gość: jolak IP: *.38.160.60.resman.pl 15.04.11, 11:10
                                                    joka to ja - rąbnąłem się przy wpisywaniu 'autora" :) przepraszam za złudne nadzieje na nowego dyskutanta :). Terlikowskiego nie znam. Uśmiech Pol pota ? zapewne o Kambodży ery 'pól śmierci". Szczerze mówiąc te literackie krwawości o dawnej Jugosławii, Kambodży czy Ruandzie troszeczkę mnie odstraszają. Owszem coś niecoś już na ten temat poczytałem ale teraz wolę łagodniejsze tematy.
                                                    Z niedawnej serii GW Sanktuaria - nabyłem < koniec końców> Medjugorie, Asyż, Padwa , Compostelleę, Waranasi i Bodh Gaje - czekają na lekturę - narazie swoim zwyczajem - przekartkowałem każdą, pooglądałem zdjęcia, i niech sobie stoją w kolejce... :0
                                                  • 15.04.11, 14:15
                                                    EEee, Jolak,ale zrobiłeś psotę literacką.
                                                  • 15.04.11, 09:54
                                                    No jolak... Chyba komentarz zbędny... :)
    • Gość: sa IP: *.rzeszow.mm.pl 06.04.11, 22:26
      s
    • 15.04.11, 10:00
      Oj nie dalej jak wczoraj w jednej z szaf układałam zgromadzony tam księgozbiór... Do głowy mi nie przyszło jakie mam tam tytuły...! A sama je tam upchnęłam... I znów pojawiła się znana myśl "trzeba zacząć to czytać"... Ale z góry wiem, że znów na długie miesiące zapomnę co tam przechowuję... Gdyby tak można było dobę naciągnąć i ten naprogramowy czas przeznaczyć tylko na czytanko... Ech... Ale mi się marzy... :)

      Ps. Niemniej wydobyłam na światło dzienne jeden tytuł i myślę go przeczytać, bo uwielbiam taką wspomnieniową literaturę dotczącą mojego skrzywienia zawodowego... [czyt.: księgarstwo i bibliotekarstwo z przyległościami] :))))
      • 15.04.11, 16:07
        od teraz też , jak Wy, będę zalogowany - a co !!

        Remanenty książkowe - mam to co jakiś czas, taki rodzaj "napadu', każącego mi wyciągać książki z biblioteczkowych półek, i ...dostawać czegoś w rodzaju 'wyrzutów sumienia właśnie.
        No bo tyle stoi nie przeczytanych....

        Tak jest na przykład z serią PIW-u, babki późniejszej serii "ceramów" (pięknie wydane tomy z kremowymi okladkami i "zlotymi" literami tytułów), czy z gazetową serią Podróży.
        Przy okazji oczywiście odkurzam półeczki, smaruję anty-kurzowym sprayem - i zarabiam plusik u pedantycznej lepszej mej połowicy :)
        ps No - teraz logowany - to już paluszek przy wpisywaniu nicku mi się nie omsknie :)
        • 16.04.11, 06:26
          Z trochę innej bajki - dotarła długo wyczekiwana "Rozprawa o nienawiści" Andre Glucksmanna. Świetne studium tego, co się robi w głowach od każdej "pryncypialności strachu". Nie wiem, jak komu - mnie (niech Mata wybaczy) w studium o strachu dewotów (rozdz. Cherchez la Femme) pięknie wpisują się i "historyczny" ZChN, i T. Terlikowski, i wszyscy ci, którzy wiecznie majstrują przy tym, aby zmontować jakiś "czador" (najlepiej wg Glucksmana "w wersji hard core"), który zasłoniłby przed nimi to, co jest obiektem ich strachu.
          • 18.04.11, 11:04
            Wybaczam, choć piję kawę i jakoś tak mi się zrobiło ... kiedy przeczytałam nazwisko na T. "Rozprawy.." nie czytałam. Jael z Jolakiem i do tego Jagienka- gdzie ja do Was z upodobaniami literackimi. Widzę, że Wy bardziej trudne, ambitne i mądre książki czytacie. Podziwiam. A a propos tematu- czy to nie smutne, że czytąc książki widzi się, że ludzie i ich zachowania są takie same, nie podlegają ewolucji?Zmieniaja się czasy a ludzie i ich oszołomstwo takie same. Niezależnie od rozwoju cywilizacji.
            • 18.04.11, 17:46
              No co Ty... Matusia...? Nie podpadaj w kompleksy... Zresztą ja mam podobne odczucia do Twoich gdy czytam o tym co Ty czytasz... :) Widocznie nie zawsze łykamy to samo... I chyba dobrze, bo dzięki temu możemy się dzielić odmiennymi wrażeniami a nie tylko wałkować jeden i ten sam temat... :)
              Jak już wyżej wspomniałam czytam kapitalny pamiętnik starego warszawskiego księgarza... No miodzio na moje bibliofilskie serducho... :) Chwilę mi zejdzie zanim lekturę pochłonę, bo raczę się nią jeno w drodze do i z pracy - czyli stojąc w korkach... :)

              A co do zachowania to racja... Czasem się tylko nazwa i priorytet zmienia... Ale człowiek to ssak bez mała stały i stąd te podobieństwa... :)

              Ps. Wiecie co mi w ręce wpadło i jak dobrze pójdzie będzie moje..? "Życie seksualne dzikich" B. Malinowskiego... Pamiętam jak się o tej książce tylko szeptało... :) To była rewolucja w antropologicznym świecie...
              • 18.04.11, 20:11
                Miałam to jako lekturę na studiach. Niektórzy się mocno rozczarowali. A dzisiaj Malinowski byłby chyba na cenzurowanym. Niedawno wyszły jego listy do Witkacego (a może Kasprowicza... chyba, albo do innego przyjaciela).Czytaliście? Fragmenty publikowała Rzepa.
              • 25.04.11, 20:00
                Co z tym Watem? Bo widziałam w antykwariacie na Mickiewicza i się zastanawiam czy kupić?
                • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 26.04.11, 16:36
                  Polecam Mój wiek Wata i Miłosza (bo to książka oparta na rozmowach). I jeszcze piękny choć wstrząsający film o Wacie Wszystko co najważniejsze z Ewą Skibińską w roli Oli Watowej.
                  • 26.04.11, 20:47
                    O tej książce czytałam już wiele razy, filmu niestety nie widziałam. Kojarzę tylko, że WSat był lewicującym literatem a Rosjanie go skazali na zsyłkę?A są chyba jescze wspomnienia Oli Watowej. Kupować ten "Mój wiek"?
                    • 26.04.11, 21:40
                      z Watem sprawa , wg wikipedii, jest taka - z pochodzenia Żyd polski (...)

                      Od końca lat 20. sympatyzował z komunistami, współredagował zawieszony w 1931 roku „Miesięcznik Literacki” – pismo o kierunku marksistowskim. Pod koniec lat 30. redaktor w znanym wydawnictwie Gebethner i Wolff. Po wybuchu wojny ucieka na wschód. 19 listopada 1939 roku podpisał oświadczenie pisarzy polskich witające przyłączenie Zachodniej Ukrainy do Ukrainy Radzieckiej [1]. W styczniu 1940 został we Lwowie aresztowany wraz z Władysławem Broniewskim przez NKWD w zorganizowanej prowokacji. Więziony m.in. na Łubiance i w Saratowie, następnie zesłany do Kazachstanu. W Ałma Acie odnajduje żonę Paulinę (Olę) Watową i 9-letniego syna Andrzeja. Był następnie delegatem regionalnym Rządu RP, odmówił przyjęcia obywatelstwa radzieckiego. Wrócił w 1946 do Polski, już pozbawiony sympatii do komunizmu. Od 1959 przebywał na emigracji. Po wyjeździe na Zachód robił sobie rozmaite nadzieje, ale większość z nich nigdy się nie spełniła. Kilkanaście miesięcy pracował we Włoszech jako redaktor polskiej serii w mediolańskim wydawnictwie Umberta Silvy. W 1961 osiadł w Paryżu. Nękany przewlekłą chorobą (zespół Wallenberga powodujący ostre bóle głowy) popełnił samobójstwo poprzez przedawkowanie leków przeciwbólowych. Siostrą Aleksandra Wata była znana aktorka dramatyczna Seweryna Broniszówna.

                      koniec cytatu.

                      Czy jest kogo żałować, nad jego losem się użalać ?

                      Książek Wata nie czytałem i pewno nie przeczytam....
                      • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 26.04.11, 22:06
                        A dla mnie właśnie Wat czy Jasieński to tacy naiwni wierzący w komunizm- do czasu. Z perspektywy 2011 roku można się wymądrzać, bo wiemy czym był. Ale Sartre nawet w latach 50 nie wiedział czym był naprawdę.
                        • 26.04.11, 22:27
                          Gość portalu: anna napisał(a):

                          > A dla mnie właśnie Wat czy Jasieński to tacy naiwni wierzący w komunizm- do cza
                          > su. Z perspektywy 2011 roku można się wymądrzać, bo wiemy czym był.

                          Oto czy ja się wymądrzam? Myślę, że wątpię :) Namawiasz Szanowna Anno do przeczytania książki autobiograficznej Wata - więc kto będzie chciał - to to zrobi !!
                          Miałem w rodzinie krewnego (jakiś tak prawójek), który z córką i żoną postanowił na początku lat 30-tych wyjechać z polskiego wówczas Lwowa do sovieckiego Charkowa. Idealizm 29.letniego artysty, zniechęcenie do opresyjnych rządów Piłsudskiego.
                          Wyjechali więc - jego po trzech latach sovieci rozstrzelali w ramach "modnych' wówczas czystek.
                          Żona jego wraz z małą córeczka wróciły do Lwowa, potem wojna, wywózka na roboty do Niemiec, po wojnie powrót do sovieckiego już Lwowa....
                          Zycie pisze różne scenariusze.


                          • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 26.04.11, 22:39
                            Nie namawiam, ale Mata pytała. Książkę- rozmowę Wata i Miłosza czytałam (jako 23 latka) i to nie są tylko "wspominki". Oczywiście możesz, przeczytawszy życiorys z wikipedii, "zbojkotować" Wata, ale nie pisz, że Mój wiek to jedynie autobiografia.
                            • 27.04.11, 08:34
                              Jestem.Ale rozdyskutowaliście się. Szczerze mówiąc troche mnie to zniechęciło, nie dyskusja, rzecz jasna, ale biografia Wata, choć z drugiej strony takie biografie są interesujące-ludzi "nakręconych" ideologicznie, któzy potem mają okazje poznać system, w który głupio wierzyli. Ja z kolei bardzo lubię Simone de Beauvoir - ale kiedy czytam jej rozważania i przemyslenia na temat komunizmu to mnie szlag trafia.
                              • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 27.04.11, 17:06
                                Takich zakręconych na lewicę artystów w okresie międzywojennym było sporo. Nie tylko wspomniani Wat i Jasieński, dla których skończyło się to tragicznie. I bardziej jestem w stanie zrozumieć pociąg do komunizmu w latach 20-30 niż w latach 50 (Sartre) choćby przez sam fakt przepływu informacji. W latach 20-30 mało kto na zachód od Rosji zdawał sobie sprawę jaki to syf ten komunizm.
                                • 27.04.11, 18:30
                                  Gość portalu: anna napisał(a):
                                  I bardziej jestem w stanie zrozumieć pociąg do komunizmu w latach 20-30 niż w latac
                                  > h 50 (Sartre)

                                  Nie tylko, nie tylko . Wystarczy choćby wspomnieć Picassa czy Nerudę (skądinąd autora przepięknych wierszy miłosnych) - Picasso wystarczy, że nabazgrał, byle jak , gołąbka z badylem w dziobie - a już był uważany w stalinowskiej Polsce za obrońcę pokoju - pokoju właśnie w stalinowskim wydaniu (ach te hasełka "walki o pokój" :)


                                  I kiedy Gomułka wybrzydzał na polskie malarstwo współczesne - to przecież weszło do języka potocznego określenie " to pikassy" - na określenie, modnych w latach 60 tych, choćby szlaczków na fajansie czy porcelanie z włocławka, albo drukowanych wzorków na materiale sukienkowym czy zasłonowym :)
                                  Ps Określenie "syf" do historii raczej nie pasuje. Wtedy mówiło się o tym "wstydliwa choroba", "franca", francuska choroba, syfilis. :)
                                  Słowa "syf" czy np "zajebiście" - to raczej z języka obecnych małolatów :)
                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 27.04.11, 19:00
                                    Nasz język żyje (jeszcze). To co uważasz za język małolatów bogaci go tak jak kolokwializmy, których chętnie używasz:)
                                    Tak, komunizm to syf mówiąc /pisząc współczesnym językiem. Ale dziękuję kolejny raz za pouczenie.
                                    Picassa nie podejrzewam zaangażowanie w ideologię. To, że się pojawił na jakimś kongresie w kraju przepoczwrzającym się o niczym nie świadczy. Taki kaprys artysty.
                                    • 27.04.11, 20:34
                                      Cóż - To Dali powiedział :

                                      Picasso jest malarzem. Ja również. Picasso jest Hiszpanem. Ja również. Picasso jest komunistą. Ja też nie.

                                      • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 27.04.11, 22:22
                                        Dali zapytany co kobiety powinny nosić w kolejnym sezonie odpowiedział, że piersi na plecach i parę innych ciekawych rzeczy.
                                        • 28.04.11, 08:44
                                          Kiedy się poczyta o Pikasiaku to widać, że doskonale umiał się dostosowywać ( co np. denerwowało Modiglianiego) do trendów i modnych nurtów ( nie piszę w sensie pejoratywnym). Tak samo z modami politycznymi. Kiedy przyjechał na kongres do Polski widomo było już, jak naprawdę wygląda komunizm, ale zaproszenie mile łechtało jego próżność. Dodam, ze Pikasiaka bardzo lubię:-)
                                          A wątek podrózy intelektualisótw czy artystów zachodnich do kraju Łysenki jest bardzo ciekawy. Ale zasada jest taka-jezli masz pełny brzuszek i zabezpiecznona wygodna przyszłosć, możesz udawać koministę i głosic zerwona nowinę:-)
                                          • 28.04.11, 14:45
                                            Tu otwiera się rozdział - pewno jeszcze dzisiaj pobiegnę po wybór pism Johna Reeda (ładne, rosyjskie wydanie po angielsku, na kredzie, za 1 zł - gdzie ? nie powiem :)) - był on zachwycony bolszewicką Rosją, podobnie jak np G.B.Show. Temu ostatniemu zresztą, a raczej jego wizycie w Rosji poświęcona była ciekawa sztuka - z Holoubkiem i Zawadzką w rolach głównych . Cytuję fragment recenzji :

                                            W "Herbatce u Stalina" Harwood podejmuje problem fascynacji intelektualistów europejskich komunizmem w jego rdzennym, rosyjskim wydaniu. Jak przypominają na wstępie realizatorzy spektaklu: W latach 1923-24 powstały pierwsze towarzystwa przyjaciół Rosji Radzieckiej. Wielu spośród ich członków i sympatyków to wybitni humaniści: Herbert Wells, Henri Barbusse, Rabindranath Tagore, Romain Rolland, Tomasz Mann, Albert Einstein, George Bernard Shaw. Dlaczego lewicujący intelektualiści dali się uwieść fałszywej ideologii i bezczelnej propagandzie? Dlaczego najwybitniejsze umysły swojej epoki, ludzie, którzy mieli moralny obowiązek dociekania prawdy, woleli udawać, że nie widzą, co dzieje się w ojczyźnie komunizmu? Te pytania stawia autor "Herbatki u Stalina".
                                            Sztuka dotyczy wizyty George'a Bernarda Shawa w Moskwie w roku 1931, a więc w okresie, gdy zainicjowana przez Stalina kolektywizacja rolnictwa zaowocowała głodem na olbrzymią skalę i potęgującymi się represjami. Głównym punktem programu było spotkanie wielkiego angielskiego pisarza, laureata Nagrody Nobla, ze Stalinem na Kremlu. Dramaturg pokazuje przygotowanie gospodarzy do tego spotkania, ujawnia zasady funkcjonowania aparatu władzy radzieckiej, odsłania kulisy gier, które Stalin prowadził wobec Europy i zachodnich intelektualistów. Z drugiej strony, autor konfrontuje to z często naiwną postawą ludzi Zachodu, którzy wiedząc o terrorze i zbrodniach popełnianych przez Sowietów, mimo to potrafili z zachwytem pisać i mówić o ZSRR.

                                            koniec cytatu. Czy to usprawiedliwia Wata ?
                                            • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 28.04.11, 16:50
                                              Niechęć do autora zniechęca Cię do sięgnięcia po Mój wiek, który stanowi jeden z najbardziej wnikliwych tekstów dotyczących komunizmu. Trochę nie rozumiem. Po książki innych "romansujących" z komunizmem sięgasz/sięgniesz, a po Wata nie. Dlaczego mam nie usprawiedliwić Wata za durne działania w latach 30? Jako człowiek to postać tragiczna. W latach 30 fascynowały w ogóle ideologie totalitarne. Wielu "dało się porwać" faszyzmowi, wielu komunizmowi. Wat wyjaśnia, jak to się działo, że intelektualiści stawali po stronie ruchów totalitarnych:

                                              "Wiesz, jest taka nowela Grahama Greene'a, jedna z lepszych jego nowel: ktoś wyjechał ze swojego domu na urlop i młodzi chuligani zajęli ten dom. I wyjęli cały środek, rozebrali schody wewnątrz, wszystko wynieśli, zostały tylko ściany. Kiedy ten ktoś wrócił potem, zobaczył z daleka swój dom zupełnie w porządku, taki jaki był. I znalazł wyjedzoną wewnątrz pustą przestrzeń. Właściwie moja złośliwość ówczesna, jakaś straszliwa, zacięta złośliwość polegała na tym intelektualnym chuligaństwie. Polegała na tym, że, no tak, zewnętrzne kształty wszystkie były utrzymane, ale wewnątrz wszystko było wyżarte, wyniesione, wymiecione. I okazało się, że ja tego wytrzymać nie mogłem. Zamknąłem wobec tego oczy. Wszystkie swoje przemyślenia, wszystko zamknąłem na klucz. Klucz wrzuciłem do otchłani, do morza, do Wisły i rzuciłem się w tą jedyną wiarę, która istniała wtedy. [...]
                                              I pozostała jedyna alternatywa, jedyna globalna odpowiedź na negację. Cała choroba polegała na potrzebie, na głodzie globalności. [...] Właściwie komunizm powstał, by zaspokoić pewne głody. To zjawisko było o tyle nieuniknione, że w społeczeństwach dzisiejszych, nawet już w społeczeństwach XIX wieku, powstały potężne głody. Jednym z tych głodów był głód katechizmu. O wiele bardziej pali taki głód wyrafinowanego intelektualistę niż człowieka z ulicy".
                                              • 28.04.11, 18:24
                                                Mam wrażenie, że czym innym była, w latach 30-tych ub. wieku, fascynacja komunizmem rosyjskim - ze strony Amerykanina, Anglika, Francuza czy Hiszpana - a czym innym - Polaka.
                                                Wszak to było raptem 10-15 lat po inwazji roku 20-tego.
                                                I gdyby nie to , że Wat z rodziną dostał po łapkach (zesłania Syberia, Daleki wschód) to pewno zacząłby wyciągać bardziej wymierne zyski swej fascynacji. Na wzór choćby Wasilewskiej, Berlinga, Świerczewskiego...
                                                Powtórzę raz jeszcze - kto chce niech Wata czyta :).
                                                A wracając do Rosji - nie wiem czy znacie Majakowskiego, jego opowiadania prozą "Moje odkrywanie Ameryki" i "Berlin dzisiejszy".
                                                W tym drugim, z 1923, napisał zdania niezwykłe "Oczywiście , do Rosji, jako do jedynego kraju, który podniósł głos przeciwko bezczelnej grabieży wersalskiej, Niemcy żywią najbardziej przyjazne, życzliwe uczucia. I dla nas z tej przyjaźni płyną kolosalne korzyści. Zniszczone Niemcy wytężają wszystkie siły ku odbudowie swej zrujnowanej gospodarki. zdumiewając w porównaniu z Francją wynalazczością, kulturalnym wysiłkiem. To wielkie i wdzięczne zadanie - przyglądać się im i uczuć od nich doświadczenia technicznego".

                                                To napisał w 1923 roku - rok 1939 pokazał, że owo przyglądanie się i uczenie nie poszło na marne.
                                                Czytajmy mądre książki :)
                                                • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 28.04.11, 18:34
                                                  Czytajmy mądre książki. Z tym się zgadzam. Mojego wieku nie czytałeś, a ośmielasz się wyciągać wnioski. Co czytałeś Wata oprócz jego życiorysu? W połączeniu z krytyką mojego słownictwa zalatuje zadęciem;) Bez obrazy.
                                                  • 28.04.11, 20:18
                                                    Oj, nie kłóćcie się. Na tym wątku zawsze był spokój. A Wata chyba i tak przeczytam, bom ciekawa.A w temacie: myślę, że jednak trzeba też brać poprawkę na formę tych podróży. Przecież ci ludzie nie podróżowali ot tak, po prostu. Byli "holowani" przez władzę, nie mieli nawet styczności ze zwykłymi ludźmi. Byli w kokonie propagandowym. Skoro można było tak oszukiwać ludzi, którzy żyli w tym systemie, to co dopiero innostranców.
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 28.04.11, 20:55
                                                    Kolega (w sensie,że ta sama szkoła, ale parę roczników starszy) wygrał na jakiejś olimpiadzie wiedzy o czymś tam wyjazd do Korei Północnej. U nas komunizm dogorywał, a dla niego ta wizyta okazała się inspirująca, zafascynował się Koreą Ludową i założył nawet Towarzystwo Przyjazni Polsko-Koreańskiej.
                                                    Na tej zasadzie inni fascynują się Afryką Środkową, widząc tylko to, co pokaże przewodnik, nie dotykając realiów.
                                                  • 28.04.11, 21:38
                                                    o kłótni nie ma mowy !!! Spokojnie ! a (w)zadęcie ? - no pewno, ale to raczej kwestia diety niż psychiki :) I nie będzie personalnie, bo z reguły nie pisuję ad personam :)
                                                    Korea północna ? Dawno temu miałem nauczycielkę, która wychowywała się w jednym sierocińcu z dziećmi koreańskimi (była taka akcja na początku lat 50.tych - gdy sprowadzano tamte dzieciaki w ramach solidarności z narodem ...okres wojny koreańskiej).
                                                    Potem małe Koreanki wróciły do ojczyzny. Jakiś czas korespondowały z polskimi koleżankami. I oto ta "moja" nauczycielka przeczytała w liście "Bardzo was polubiłam. Gdy wkroczymy do was - obiecuję ci lekką śmierć". Opowieść autentyczna , z okresu wczesnego Gierka :)
                                                  • 28.04.11, 21:59
                                                    Hm... Śledzę Was tu z wielką ciekawością gdyż sama nic na ten temat powiedzieć nie umiem... Nie czytałam Wata ani żadnej w sumie z przywołanych przez Was książek dotyczących tego tematu a tamtego okresu... Jakoś nigdy mnie nie ciągnęło w te klimaty... Pamiętam jeno jak się tłumy zabijały o książki i Wata, i Rybakowa, i Sołżenicyna... Nie będę też oceniać Waszych odczuć co do tej literatury... Ale nadal chętnie będę poczytywać Wasze wypowiedzi... Bo dla mnie to są rzeczy nowe... :)
                                                    I proszę się nie odnosić personalnie... Bo właśnie nie dalej jak wczoraj chwaliłam ten wątek przed znajomymi jako jedyny, że taki kulturalny i bez ujeżdżania po sobie...
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 28.04.11, 22:26
                                                    Nieprzyjemnie zrobiło mi się nie po raz pierwszy kiedy Jolak poprawił mój język. 'Syf' jakoby niestosownym określeniem jest. Bardzo personalne było poprawianie czyjegoś (mojego stylu).
    • Gość: Zuza_M IP: *.play-internet.pl 18.04.11, 12:16
      Na babskie rzeszowskie pogaduchy zapraszam serdecznie na nowo otwarty po przebudowie NETKOBIETY.PL - portal dla nowoczesnych, aktywnych i uśmiechniętych kobiet z klasą!

      www.netkobiety.pl/t10139.html
      • 18.04.11, 15:14
        człowiek - to brzmi dumnie - choć to w gruncie rzeczy ssak, najinteligentniejsze ze zwierząt, potrafiące tworzyć abstrakcje takie jak religia czy filozofia. I rzeczywiście powtarzalny w swych zachowaniach.
        Znacie "Nagą małpę" i "Rodzinne gniazdo" ? bardzo fajne książki dawno przeze mnie czytane o związku człowieka ze światem zwierząt i zachowaniach rodzinnych - wychowywaniu i uczeniu młodych, lekcjach socjalizacji. Autorów - sorki - nie pamiętam a za leniwy jestem by szukać po necie ! :)
        A matahari niech się nie załamuje - i albo ściąga poziom wątku w dół albo ciągnie w górę, najgorzej to stać w miejscu i biadolić :)

        A żem chłop o babsku brzmiącym nicku - to na plotki nie wpadnę gdzieś tam :)
        • 29.04.11, 08:38
          Witam. Też śledzę od początku ten wątek i drżę ze strachu, żeby nie zniknął, tak jak zniknęły wszelkie rozmowyo książkach z rzeszowskich mediów. (Tak przy okazji, czy może mi ktoś wytłumaczyć, dlaczego?) Wyobrażam sobie na przykład Waszą grupę: jolak, mata-kari, jagienka, anna i inni w telewizji _ ech, marzenia... Wy nawet analfabetę zachęcilibyście do czytania... A jak już tu weszłam, to włączę się do dyskusji o "Moim wieku" Wata.
          Czytałam tę książkę parę lat temu. Pamiętam, że podchodziłam do niej z dużymi oporami, ale kiedy już zaczęłam czytać, nie mogłam się oderwać. To nie jest rozmowa z ideowcem, ale z poetą, intelektualistą, filozofem, psychologiem, czlowiekiem, który wiele przeżył i wiele widział i który umie o tym opowiedzieć. ...
          Pozdrawiam wszystkich miłośników książek.
          • 29.04.11, 09:01
            Pozdrawiam nową uczestniczkę.Dziń dybry. Ja nie mam nic przeciwko określeniom "syf literacki", odkąd przeczytałam dzieło pana Wiśniewskiego ( chyba??) "Samotność w sieci"- pewnie się narażę niektórym, ale było to coś potwornego.Aha, i "Pamiętniki Anais Nin". A co do Korei to oglądaliście polski film dokumentalny właśnie o tej akcji goszczenia dzieci z Korei w Polsce? Bardzo, bardzo ciężki, nie mogłam potem zasnąć. Jeden motyw: jedno z dzieci chorowało na białaczkę i Polacy organizowali akcję zbierania krwi. W filmie wypowiadają się dawni wychowawcy oraz jeden z wychowanków. Polecam gorąco! Ostanio powtarzali na Kino Polska, jak znajdę w sieci tytuł, to napiszę. A co powiecie o "Dzieci Arbatu" - męczę od dawna, po jednej stronie, ale nie daję rady. Mój organizm się buntuje:-) Do tego cały czas czytam "Szepty", grubachne dzieło o niszceniu zycia prywatnego, rodzinnego przez komunistów w ZSRR, więc na "świeżo" zapoznaję się z metodami towarzyszy. A jednak niektórzy z wypowiadających się tam ludzi, mimo, ze np. stracili rodziny, starją sie tłumaczyc system. Okropne i niewiarygodne! Szczególnie ciekwy jest wątek "polityki mieszkaniowej" jako narzędzia opresji wobec rodziny.
          • 29.04.11, 21:12
            ziomajka napisała:

            > Witam. Też śledzę od początku ten wątek i drżę ze strachu, żeby nie zniknął,

            Nie widzę powodu aby miał zniknąć. Przypominam - jest jeszcze wątek poświęcony filmowi - założony przez matę-ari :)

            Świat schamiał - pomimo postępowi technicznemu, 21.wiekowi, tzw nowoczesności. Ludzie książek nie czytają - do tego jeszcze vat na książki nam liberałowie podwyższyli.

            A ja ...ruszam na Lwów - co by i kamienice zamieszkałe niegdyś przez Lema, Janickiego, Hemara, Szolginię zobaczyć, z dziesięć rodzinnych postaci na cmentarzu Łyczakowskim odwiedzić i kilka zniczyków zapalić.
            Albowiem ciągnące się, od kilku dni,wieści o beatyfikacji czy ślubie jakiegoś angola ze świecącymi ząbkami - przestały mnie bawić.
            I tylko się zastanawiam - pójść w niedzielę na mszę do katedry ?, a może do św. Antoniego a może do którejś cerkwi ?

            Wrócę za kilka dni :)

            Ps "sorrki" za "zadęcie", mam nadzieję że "syfu" nie narobiłem :)
            • 30.04.11, 01:38
              Ostanjio byłam jeszcze za komuny. Poszliśmy, z rodzicami, do kawiarenki prowadzonej przez Polkę.Obrazek; godzina ok. 10 rano, w kawiarni pusto, my wcodzimy i zaczynamy po polsku, właścielka w płacz. Okazuje sie, że kobita Polka, któa musiała przez lata maskować się z polskością. Płacze i robi nam kawę, której zapach pamiętam do dziś. I atnosfere tej kawiarni a la Art Deco- mój ukochany styl. I ten smak kawy. Jolak- zazdroszczę. Też bym chciaa do Lowowa!!!!!
            • 06.05.11, 10:44
              Bywa z tym trudno. Więc może od innej strony? - polecam "Stalową miłość Agłai" Włodzimierza Wojnowicza (niezależnie od "Przygód żołnierza Czonkina").
        • 06.05.11, 10:38
          "Naga małpa" to Desmond Morris. Dla odmiany nie chce mi się teraz grzebać, co jeszcze jest po polsku tego autora, ale jest. Do kompletu polecam Konrada Lorenza, i "tak zwane zło", i "Regres człowieczeństwa". Właściwie bez pojęcia o podstawach etologii nie można nic sensownego powiedzieć na temat ludzkich zachowań.
    • 29.04.11, 09:06
      Jeżdżąc do pracy naszą cud miejską komunikacją mam okazję w czasie długiej drogi pogapić się na reklamy i plakaty zarówno w pojazdach jak i na mijanych płotach... :) Mimo, że to już parę dni minęło od czasu jak pojawiła się zapowiedź filmu "Niepokonani" dopiero teraz coś sobie uświadomiłam... Mam w swojej biblioteczce książkę Sławomira Rawicza "Długi marsz"... Gdy przeczytałam recenzje w/w filmu miałam wrażenie, że już go oglądałam... Gnębiło mnie to skąd u mnie to de ja vu... No i dziś rozwiązałam ten problem...! Otóż książka Rawicza to właśnie kanwa filmu! Wydana w roku 1993 opowiada o tej samej historii... Filmu jeszcze nie widziałam, ale polecam książkę bo napisana jest tak, że zatyka dech... Jak sam autor wspomina po raz pierwszy opowiedział tę historię w roku 1945 w Anglii... Tam też namawiano Go aby spisał tę relację... Walczył z własnymi oporami bo bał się zwyczajnie konsekwencji dla siebie i całej rodziny... Tyle Wam napiszę, żeby zachęcić do lektury... :)
      • 29.04.11, 12:51
        Jagienka, poczytaj ostanie artykuły o tym filmie. Historia jest jeszcze bardziej ciekawa, bo prawdopodobnie autor książki nie spisywał swoich wspomnień, ale cudze.
        • 29.04.11, 19:19
          No to byłby niezły numer... Tekst książki jest bardzo przekonywujący co do prawdziwości autorstwa.... A i słowo Rawicza do czytelnika... Jak i przedmowa... Hm... A możesz zapodać jakieś linki do tych artykułów...?
    • Gość: kastor IP: *.adsl.inetia.pl 06.05.11, 07:26
      Super książka Agnieszki Wójcińskiej "Reporterzy bez fikcji. Rozmowy z polskimi reporterami".
      Świetnie się czyta.

      mandragon.pl/intymny-swiat-reporterow/
      • 06.05.11, 09:14
        Nie słyszłam. Jeden temat czy ogólnie o pracy reporterskiej? Kuknę na recenzje. A ja polecam miłosnikom książek reportersko-podróżniczych "W drodze na Hokkaido" Willa Fergusa.Facet, Kanadyjczyk uczący angielskiego w Japonii, postanawia (a raczej; po kilku głębszych zakłada się z kolegami) przjechać autostopem całą Japonię wzdłuż goniąć kwitnące drzewka wiśni. Ale książka nie jest o zabytkach czy "cepeliadzie" japońskiej, jest o społeczeństwie ,które opisane jest ...jakby tu powiedzieć.... szczerze. Polecam.
        • 06.05.11, 09:32
          Witam. Nie wiem czy znacie - był taki cykl gawęd radiowych śp. Pana Inż Arch, Witolda Szolgini.
          Potem spotkałem cykl gawęd lwowskich jego autorstwa - teraz własnie ponownie wydawanych.
          Jego autobiografia nosiła tytuł "Dom pod żelaznym lwem".
          I oto ostatnio stanąłem przez ową kamieniczką na górnym łyczkowie. Na bramie kamieniczki nie ma już kołatek w kształcie lwiej paszczy - pewno "pojechały" do Wrocławia.
          Odwiedziłem też kamieniczkę dziadka sp Jerzego Janickiego - tę z początkowego felietonu z książki "Kluczyk yale" tegoż Autora.
          Obcy jest mi jakiś tam rewizjonizm terytorialny - Lwów dzisiejszy to oczywiście ukraińskie miasto - ale miło mi było stanąć przez kamieniczką z tablicą pamiątkową upamiętniającą Herberta - tuż koło kościoła św. Antoniego.
          Podobnie jak przed kamienicą (na dolnym Kleparowie) gdzie kiedyś mieszkał Stanisław Lem - wspominającym te miejsce w "Wysokim zamku". Z pięknie opisywanego tam pasażu Mikulascha - nie pozostało prawie nic, bomby wojny zrobiły swoje.
          Zrobiłem też zdjęcia tablic pamiątkowych ...Szolejma Alejchema (to ten od Skrzypka na dachu) i Josepha Rotha ( to ten od Marsza Radetzkiego).

          Miło jest tak pokrążyć po mieście znanym z tak licznych książek - zwłaszcza gdy zwiedzanie odbywa się w towarzystwie rodowitej Lwowianki - Ukrainki rocznik 1960, która zna tu każdy dom, każdy kamień - jak przystało na Panią architekt, absolwentkę Politechniki Lwowskiej.
        • 06.05.11, 10:02
          Ogólnie o reportażu, ale na podstawie konkretnych tekstów. Bardzo dobra książka, chociaż złożona z samych wywiadów.

        • 06.05.11, 10:03
          mata_kari napisała:

          > Nie słyszłam. Jeden temat czy ogólnie o pracy reporterskiej? Kuknę na recenzje.

          Ogólnie o reportażu, ale na podstawie konkretnych tekstów. Bardzo dobra książka, chociaż złożona z samych wywiadów.

          • 06.05.11, 11:08
            Nie znam także... Ale nie przeszkodzi by dorzucić ten tytuł do kupki pt. "do przeczytania"... :)
            Ostatnio nic nowego nie wertuję, co by można polecić bo "wlazłam" w tematykę iście zawodową i poczytuję o dawnej książce drukowanej i ilustratorstwie, jak również o biskupie Janie Łaskim... Ot, po prostu potrzeba naukowa... :)
            • 07.05.11, 07:32
              "Ale smutny jest człowiek, który słyszy bijący dzwon, ale nikt od niego nic nie oczekuje." - przeczytałam na 195 stronie "Twierdzy", o której wspominał tu jolak, i na długo się zamyśliłam. A potem jeszcze dwa nastepne zdania, do końca akapitu, i na tym się skończyło czytanie. Bo taka ta książka jest. Do zadumy, refleksji, posiedzenia z nią w ciszy. Bardzo lubie Exupery`ego, dDlatego szokiem był dla mnie "Pamiętnik Róży" (żony Exupery`ego, byłam zła na siebie, że w ogóle tę książkę czytałam.). Ostatnio przekopałam się przez kilka dzienników, m.in. Anais Nin i jestem bardzo zaskoczona oceną Maty, bo dla mnie to jedne z ciekawszych. Wprawdzie nie miałam pierwszego tomu, przeczytałam drugi i trzeci, ale są tak bogate, że brak pierwszego nie ma większego znaczenia. Lubię ludzi z pasją, a Anais Nin taka właśnie jest, do wszystkiego podchodzi z wielkim entuzjazmem, ma własne bogate życie, a z drugiej strony pomaga jeszcze innym. Na przykład, po zakupie prasy drukarskiej i ustawieniu jej we własnej pracowni, sama uczy się robienia składu. "Tworzenie indywidualnego świata, akt niezależności, taki jak obsługa prasy, jest cudownym lekiem na gniew i zniechęcenie" - pisze. I dalej: "Pracowaliśmy po siedem, osiem godzin dziennie.Marzyliśmy, jedliśmy, rozmawialiśmy, spaliśmy przy prasie. Pałaszowaliśmy kanapki o smaku farby drukarskiej, farbę mieliśmy we włosach i za paznokciami (...) I może jeszcze to: "Związek z rękodziełem jest piękny. Człowiek czuje się cieleśnie powiązany z solidnym blokiem metalowych czcionek, ciężarem kaszt, pomysłowym układem spacji, prędkością i temperamentem maszyny. Pozyskuje się nieco ciężaru i solidności metalu, siły i możliwości mechanicznego urządzenia. Każdy triumf to podbój dokonany za pomocą ciała, palców, mięśni. Zwycięstwa są namacalne, określone, rzeczywiste...)"
              Zwróciłam uwagę na tę prasę, bo posiadanie jej w domu wydało mi się czymś niezwykłym, ale jak w "Dziennikach" Virginii Wolf wyczytalam to samo, też zakupiła prasę drukarską, też ustawiła ją we własnym domu i też sama robiła skład i tak jak A. N. wydawała nie tylko własne książki, ale i przyjaciół (m.in. Opowiadania K. Mansfield i "Ziemię jałową" Eliota) to już nie wiem, czy w tamtych czasach było to naprawde czymś niezwykłym. ..
              • 07.05.11, 14:21
                NIe mogłam przebrnąć przez dzienniki Nin, ponieważ cały czas miałam poczucie sztucznego kreowania się Nin na dziwną, "artystowską" postać. To taki syndrom mówienia całemu światu o sobie "Ojoj, jaki jestem dziwny, popatrzcie ludzie - zadziwcie się maluczcy moją wyjatkową innością" - w sumie nie wiem, dlaczego tak mnie drażniła ta książka. Lubię ludzi twórczych i pozytywnie zakręconych, lubię pamiętniki i wspomnienia - szczególnie artystów - ale tu nie zachwyciło ( choć cytując klasyka: "Jak nie zachwyca, skoro zachwyca":-)) Miło pogadać z kimś o innym poglądzie na sprawę:-) A co z tą Różą? Ktoś na wątku, penwie Jolak albo Anna, już o tym chyba wspominał -chodzi o pokazanie kogoś znanego od strony prywatnej?
                • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 07.05.11, 15:36
                  W dzisiejszych czasach szczególnie to przyciąga przeciętnego czytelnika. Sensacja albo jakieś intymne szczegóły. Nawet reklama biografii Miłosza, która ma się ukazać w poniedziałek zahacza o to, co napisał w dziennikach Iwaszkiewicz o jakoby łączących ich relacjach homoseksualnych.
                  • 08.05.11, 11:49
                    "A co z tą Różą?"
                    Najkrócej - pisząc hymn miłości, zrzuciła obiekt tej miłości z piedestału. Jednym słowem - zburzyła legendę. I, jak to zwykle w takich przypadkach bywa, jedni są tym zachwyceni, inni - zdruzgotani.
                    Szerzej: Melodramatyczny, trudny do strawienia styl. Brak jakichkolwiek faktów, same emocje. Zawężenie tematu tylko do ja i on. Ja - jego młoda żona (w chwili poznania 29 lat, po kilku zwiąązkach, podwójna wdowa, była żona argentyńskiego pisarza, rzeźbiarka), tu bezwolna, niewinna, kochająca, oddana, wybaczająca, zdradzana, upokarzana, przybywająca na każde wezwanie (święta niemal)... On - kapryśny, egoista, bezduszny, nieodpowiedzialny, świadomie ją poniżający, trzymający w tle własnego życia, prostackie zachowania, błazenady, zdrady... Jakieś sado-maso zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. Ale tkwią w tym związku aż do końca, schodzą się i rozchodzą...
                    Na plus: To Róża namawia, a nawet zmusza Exupery`ego do pisania (tak przynajmniej wynika z pamiętnika znalezionego i wydanego dopiero 20 lat po jej smierci). Zamyka go codziennie w pokoju przy szklanicy czegoś tam i nie wypuszcza dopóki nie napisze co najmniej jednej strony.) I to ona inspiruje go do napisania Małego Księcia. On - książę, mały chłopiec, ona - kłująca róża, warta tego, żeby ja kochać...

                    • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 08.05.11, 12:45
                      W przypadku relacji rodzinnych trudno, żeby emocji nie było. Często mam wrażenie, że wyciąganie tych trudnych spraw ma służyć wyłącznie ogrzaniu się w cieple sławy rodzica/żony/męża. Tak na przykład oceniam wynurzenia Agaty Passent po śmierci jej matki Agnieszki Osieckiej.
                      • 09.05.11, 12:56
                        Czy czytając czasem w wywiadach ,że ktoś prowadzi dzienniki lub pamiętniki "tylko dla siebie" nie mieliście wrażenia, że mija się z prawdą? Uważam,że każdy autor wspomnień kreuje sam siebie i swój obraz,niekoniecznie zgodny z rzeczywistością. Inna sprawa ze wspomnieniami bliskich słynnych osób- przeważnie załatwiają swoje porachunki z opisywaną osobą ( tak jak Dygatówna z Jędrusik). Ale z drugiej strony często te przykre i inne od powszechnych wyobrażeń opisy "dopełniają" obrazu bohatera. Pomyślcie, jak mało wiedzielibyśmy o sławnych, gdybyśmy opierali się tylko na informacjach przez nich dawkowanych.
                        • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 09.05.11, 13:28
                          W wielu przypadkach jest to wyłącznie zaspokajanie ciekawości równej tej ze zdjęć paparazzich, ale ubranej w gładkie słowa. Rozpisywanie się o romansowej naturze Kapuścińskiego czy alkoholizmie Osieckiej ma na celu wyłącznie wywołanie taniej sensacji.
                          • 23.05.11, 11:29
                            Czytam "Trans" Gretkowskiej- nie polecam,słabiutkie.Nie czytałam wcześniej żadanje z jej książek i jezli reszta jest podobna, to o co tyle hałasu? Za to szukam już w księgarniach '"Higienistów". Ktoś czytał?
                          • 29.05.11, 12:03
                            Zaczęło się od Anais Nin. Jej dzienniki dla mnie są lekturą bardzo ciekawą, ze względu na możliwość przyjrzenia się, jakie standardy introspekcji tworzyły się pod bezpośrednim wpływem nowej wówczas psychoanalizy. W stanie niemal klinicznie czystym widać tu niebezpieczeństwa tej metody. Poza tym to bardzo dobry dokument, dotyczący międzynarodowego środowiska artystycznego; do polecenia tym, którzy ciekawi są klimatu czasów pomiędzy wojnami.

                            Co zaś do pamiętnikarstwa - mam to za rodzaj autokreacji; no i sposób na odwleczone (ale nieuchronne) załatwienie rozmaitych porachunków (np. Maria Dąbrowska!). Dla cierpliwych i wierzących w moc swoich dokonań to dobra metoda.
                            • 01.06.11, 09:40
                              Czytam 'Higienistów" - na temat eugeniki, robiącej "karierę" w latach 20 XX w., czytałam wcześniej kilka arytykulów, ale nie sądziłam, że sprawa powszła tak daleko i stała się w niektórych krajach ( ksiązka jest o sklandynawskich) obowiązującym systemem państwowym. i to jak długo! Polecam, choć kiedy się czyta, podnosi się niebezpiecznie ciśnienie.
                              • 01.06.11, 13:23
                                Niedawno nabyłem i błyskawicznie przeczytałem książkę Ludwika Stommy pod w/w tytułem.
                                Wspaniałe eseje na temat wybranych wydarzeń w historii ludzkości.

                                Co do eugeniki, czy jej pojedynczych zjawisk - jestem przeciwny katolickiemu sposobowi myślenia na ten temat, "ochrony życia poczętego", in vitro, środków zapobiegania ciąży itd
                                Uważam że poglądy teologów, a polskich księży w szczególności - to objaw zacofania i ...zakłamania. Powinny one nie mieć żadnego wpływu na rozwój nauk medycznych i prawodawstwo. Póki co - Polska jest państwem wyznaniowym i zdominowanym przez owych szamanów :(
                                • 10.06.11, 13:08
                                  Nie, to zupełnie nie o tym książka. Całość poświęcona państwowym programom sterylizacji "nieprawidłowych" obywateli.Szokująca, bo dotycząca krajów uznawanych za "cywilizowane" i przyjazane obywatelom. Kciażka nie eaptuje opisami kokretnych spraw, jest raczej o stosunku represcyjne państwo-środowisko naukowe/lekarskie. Śmiać mi isę chciało, kiedy kilka dni temu Gretkowska w dyskusji powoływała się na przykład właśnie Szwecjii jako kraju, który, jak stwierdziła M.G., zaqwsze był postepowy w kwestii praw kobiet.
                                  • 14.06.11, 10:17
                                    Uprzejmie donoszę,że wczoraj w Novej widziałam nowa ksiąąkę Stanisława Kopra z cyklu o 20 międzywojennym w Polsce. Wydawnictwo Bellona.
                                    • 14.06.11, 10:40
                                      Ponieważ mój frywolny piesek był łaskaw zeżreć mi grzbiety trzech pierwszych (pierwsze wydania w białych okładkach) tomów Lapidariów (ot stały sobie na dolnej półce biblioteczki a memu łobuzowi zapachniało pewno klejem introligatorskim) to musiałem udać się do empiku w Plazie i nabyć "zintergrowane" wydanie owych lapidariów z serii wydawanej kiedyś przez GW (szczęśliwie w cenie sprzed nowego vatu - 25 zet).
                                      Oczywiście "przemeblowałem" ustawienia książek aby mego foksika dalej nie kusiło (a co mu nagadałem to jego :).
                                      Z innej beczki - nie wiem czy mówiłem tu o książce Emira Sulagica "Pocztówki z grobu" - relacja o tragedii Bosniaków mordowanych przez Serbów w Srebrenicy. I "czarnym charakterze" tej tragedii - Ratko Mladicu.
                                      No i zycie dopisało epilog - złapano tego Mladica jak szczura w norze i za ludobójstwo zawleczono przed trybunał haski.
                                      Jak to się przeplata - zycie-książki - życie - historia....
                                      • 14.06.11, 10:53
                                        Jolak, widziałeś artykuł-nieartykuł w dzisiejszej Gazecie?
                                        A co do tematu-podejrzewam,że zgodnie z przecudną, humnaitarną tradycją pan Ratko ( vel Świńska Nóżka) wyląduje w luksusowym więzieniu, gdzie bedzie pisłą pamiętniki, za które zinkasuje niezłe wynagrodzenie. Czytałam, że ogłoszona wszem i wobec choroba pana Ratka już jest sprawdzana. Czy to nie dziwne, że wszyscy zbordniarze wojenni po pojmaniu nagle okazują się bardzo chorymi, biednymi ludźmi???Piszę to ze szczękościskiem....Pojawia się pytanie, czy kupować ksiązki ludzi ewiedentnie winnych najgorszych zbrodni i tym samym legitymizować ich prawo do zabierania głosu w przestrzeni publicznej???Moim zdaniem nie. Każdy ma prawo je wydawać ,ale ludzie mają wolny wybór.
                                        • 14.06.11, 12:51
                                          Mladic ? ponoć uważa się za obrońcę Serbów. A oskarżany jest o masowe zbrodnie kilkunastu tysięcy cywili.
                                          Czytałem swego czasu dzienniki Hansa Franka, hitlerowskiego "króla" GG. A potem - potępiającego go książkę jego syna, który jako dzieciak biegał po wawelskich komnatach zawłaszczonych przez hitlerowców.
                                          A poza tym ? Muszę w któreś popołudnie ruszyć po rzeszowskich księgarniach z przeglądem nowości .....
                                          • 15.06.11, 07:29
                                            Poruszyliście temat ludobójstwa i na bazie tego skojarzyła mi się pewna książka... Myślę, że mało kto wie o dramatycznych wydarzeniach jakie miały miejsce w czasie I wojny światowej i zaraz po niej... Chodzi o tzw. pierwszy holocaust XX wieku... To okrutna rzeź dokonana na ludności ormiańskiej przez władze tureckie... Nie ukrywam, że nie przebrnęłam przez całą książkę... Zdjęcia jakie tam załączono jak narazie skutecznie zablokowały moją ciekawość historyczną... Niemniej uważam, że warto choć spróbować się z tą publikacją zaznajomić, ze względu na temat, który jakoś wciąż jest przemilczany...
                                            G. Kucharczyk, Pierwszy holocaust XX wieku, Warszawa 2004.
                                            • 15.06.11, 10:27
                                              Czytałam, sparawa nadal tabu z powodu Turcji. W tym temacie polecam film z Omarem Shariffem - "Mayring znaczy mama"- na bazie wspomnień ludzi, którzy cudem uniknęli rzeźi.
                                    • Gość: jacek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.07.11, 20:19
                                      i kupiłaś?
                                      • 23.07.11, 01:35
                                        Tak, ale rodzic zagarnął. Jak przeczytam, napiszę, ale obie jegoi ksiązki, które do tej pory czytałam -świetne.Polecam!!
                                        • Gość: jacek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.07.11, 15:01
                                          Ja czytałem, ten sam poziom co poprzednich, trochę za szybko się czyta :). Ale ostrzę sobie zęby na kolejną, podobno ma ukazać się jesienią.
                                          • 23.07.11, 16:39
                                            Fakt, ale dobre jako książki rozrywkowe - na lato i jako wstęp do pogłębiania tematu.A o czym ma być następna?
                                            PS W Matrasie w Galerii Nowy Świat dalej są przesenione ksiązki - niektóre, całkiem świerze za 9,90!! Ja kupiłam dzisiaj za 9,90 "Chińska cena" i widziałam inne fajne w tej cenie. NIe wytrzymałam ("nie kupię nic nowego, dopóki i nie przeczytam tych, które mam w domu" hehehe, zawsze tak sobie mówię) i nabyłam "Norwegian Wood" Murakamiego:-)
                                            • 23.07.11, 21:58
                                              mata_kari napisała:


                                              > PS W Matrasie w Galerii Nowy Świat dalej są przecenione książki - niektóre, cał
                                              > kiem świeże za 9,90!! Ja kupiłam dzisiaj za 9,90 "Chińska cena" i widziałam in
                                              > ne fajne w tej cenie

                                              No niby fajnie - przy przeciętnej cenie książki - ok. 30 zł - kupić nową na 10 zł.
                                              Ale akurat w tym przypadku to raczej symptom początku końca owej księgarni.
                                              Ciekawej księgarni ! - w mej ocenie.
                                              No cóż - Baranówka - to dzielnica mieszkańców znanych raczej z innej strony niż bibliofilstwo :)
                                              Możliwość najtańszego kupienia książki - to oczywiście okresowe wyprzedaże biblioteki publicznej spod bernardynów. Realizowane, na przykład,, w trakcie święta Paniagi - gdy w pudłach można wyszukać ciekawe okazy za 1 zł - słownie jeden złoty polski .
                                              Ciekawa literatura anglojęzyczna zdarza się w koszach "lumpeksów" np koło mostu na Lwowskiej - przeciętnie za 2 zł.
                                              Kiermasz Emaus - średnio 1 zł za tomik !
                                              Tania książka - ceny w granicach 16 - 19 zł
                                            • Gość: jacek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.07.11, 23:11
                                              Według Bellony, to mają być "Wpływowe kobiety II Rzeczypospolitej". A według wstępu do "Afer i skandali" to Koper szykuje jakąś mocną książkę o uchodźctwie we Francji i Anglii podczas II wojny światowej. A jak znam jego cięte pióro, to może być niezłe. Tym bardziej, że temat zupełnie nie ruszony.
                                              • 24.07.11, 20:02
                                                Ooooo, to może być extra-ciekawe. Masz rację, że ten temat to tabu. A działo się ciekawie, zarówno w sferze sosunków Polak-Polak, jak i Anglicy-Polacy ( czy odpowiednio Francuzi-Polacy).O ile pamiętam, to w którymś momencie była ciekawa dyskusja na tym wątku o w/w temacie.
                                                Ja tylko polecam : "Moja misja wojenna" Mańkowskiej, o organziacji "Muszkieterzy", z która rywalizowała AK: pl.wikipedia.org/wiki/Klementyna_Ma%C5%84kowska . Szczęka opada, kiedy czyta sie o wzajemnej, delikatnie mówiąc, niechęci....
                                                Co do Francuzów- to Bobkowski! Najciekawsze jest to, że o losach np. lotników czy żołnierzy, którzy w czasie, i po wojnie zostali w Anglii więcej sie dowiedziałam z dok. filmów angielskich albo seriali czy filmów ( polecam gorąco serial kryminalny "Detektyw Foyle" - cały wachlarz azchowań Anglików wobec wojny). Wcale nie było tak różowo pt "nasi kochani, polscy lotnicy". Polacy byli traktowani jako "dodatkowe gęby do wywywienia" dla W. Brytanii a dla robotników byli konkurencją i "obcymi". Wtej chwili nie pamietam gdzie, ale czytałam to we wspomnieniach jakiegoś polskiego żołnierza, który walczył o Anglię.
                                                PS Jolak, przczytałeś w końcu "Szkice piórkiem" Bobkowskiego?????
                                  • 15.06.11, 09:45
                                    Higieniści pokazują, jakie kiedyś były standardy myślenia o tzw. zdrowiu reprodukcyjnym. Te standardy istniały "od zawsze" - to, że możliwości medycyny stały się znaczniejsze w I. połowie zeszłego wieku... a, to rzecz inna.
                                    Natomiast co do standardów - wszystkie zabiegi dobierania odpowiednich par służyły temu, aby uniknąć nieudanego potomstwa. Gdy zaś już takie potomstwo było, starano się wszelkimi siłami jakoś je spacyfikować. W warstwach bogatszych (i w krajach, które nie uznały chrześcijaństwa reformowanego) sposobem dość powszechnym było umieszczanie takich nieudanych potomków w klasztorach. Aż klasztory się broniły przed tą praktyką. Niemniej - reguły regułami, a dla przysłowiowej kulawej córki księcia pana zawsze za kratą miejsce się znalazło.
                                    Do napisania jest jeszcze książka (ta dopiero byłaby szokująca!) o tzw. tradycyjnych sposobach sterylizacji. Zwłaszcza w warstwach niższych. Przecież tam, gdzie na wsiach nie dzielono gospodarstw, kawaler bez ziemi (z reguły) nie mógł się żenić. To samo panna bez posagu. W czasach nowszych to byli ludzie, zasilający miasta jako najtańsza siła robocza, zdolna z własnej pracy utrzymać (na minimalnym poziomie) tylko siebie.
                                    Dla wiejskiej dziewczyny, trafiającej do miasta "za służbą" prokreacja była życiowym dramatem, który spychał ją pod (bynajmniej niesymboliczną) latarnię. Chlebodawcy takiej dziewczyny musieliby być nielichymi oryginałami, żeby jej w "stanie krytycznym" nie wymówić posady - sami zresztą ryzykowali kąśliwości o "popieraniu niemoralności"!
                                    A jeszcze jest instytucja fabryk aniołków - przytułków dla dzieci niechcianych, chorych i ułomnych. Obliczonych na to, że pensjonariusze szybciutko na lepszy świat się przeniosą. Metodami starymi jak ludzkość - jak najmniej pożywienia i całkowita bierność w przypadku choroby.
                                    Higieniści ujawniają sposoby odgórnego (państwowego) radzenia sobie z problemem prokreacji tam, gdzie koszty tej prokreacji oceniano jako zbyt wysokie w stosunku do spodziewanych efektów. To i tak był spory skok cywilizacyjny w porównaniu z rozwiązaniami proponowanymi przez J.S. Milla (wybitnego skądinąd myśliciela oraz humanisty). Proponował on mianowicie, aby ludność ubogą, która ma uciążliwy zwyczaj "bezrozumnego mnożenia się", w stanie pokoju, gdy nie można liczyć, że się stanie mniej liczna, osiedlać na terenach wybitnie niezdrowych i w warunkach odpowiednio ciężkich. Fanaberie w rodzaju "opieka zdrowotna dla najuboższych" miałby (podobnie, jak wiele tęgich głów XIX/XX w.) za pomyśł niedorzeczny.

                                    Zaś Gretkowska niewiele jest tu winna - nie wgłębiając się w historię, skupiła się na tym, co Szwecja wypracowała w ostatnim półwieczu.
                                    • 15.06.11, 10:35
                                      O, dobrze napisane! Takie tematy były przez wieki ledwie sugerowane w literaturze popularnej, bo w naukowej zapewne nie nie. Tak samo jak np. temat kanibalizmu ( piszę to na serio) w Europie Wschodniej, w tym w naszym kraju.
                                      PS Kupiłam wczoraj nowy magazyn o książkach. Polecam,można przeczytać od deski do deski. Ucieszyłam się nawet, bo jest artykuł o rodzącym się w Polsce rynku biografii bez "brązownictwa". Hihi, są identyczne argumenty, jak w naszej dyskusji o biografii Kapuścińskiego.
                                      • 15.06.11, 10:46
                                        Ja teraz czytam "Pisarz, który nienawidził kobiet". Dostałam od znajomej w prezencie i rozpoczęłam czytanie myśląc, że to bardzo mroczny kryminał. Wczoraj czytam magazyn "Książki" a tam informacja, że książka opisuje autentyczne wydarzenia, podobno głośne wśród elit austryjackich ( znowu Austria..) Bardzo ciekawa sprawa ze względu na zjawiska społeczne, jakie jej towarzyszyły. Polecam.
                                        clevera.blox.pl/2011/06/Pisarz-ktory-nienawidzil-kobiet-John-Leake.html
                                        • 15.06.11, 15:00
                                          W weekend chyba wlepię tu jaki eseik o tej książce :-).
                                          • 16.06.11, 09:32
                                            Super, czekam z niecierpliwością na Twoją opinię.Na razie jestem pod wrażeniem łatwości, z jaką Unteweger "wślizgnął" się w elitarne środowisko....
                                            • 16.06.11, 09:34
                                              www.empik.com/skutek-uboczny-smierc-virapen-john,prod61040040,ksiazka-p
                                              Dzisiaj znalazłam to powyżej , ale mam stos książek w kolejce i muszę trochę przystopować.Ale temat ciekawy.
                                              • 16.06.11, 09:46
                                                Tytuł trochę przydługi bo brzmi : Podróż albo Rzeź niewiniątek Pamiętnik pół wieku trwającej znajomości z polską, czeską i niemiecką historią 1939-1995 pióra Charlesa Merrilowa poświęcony jamesowi Merrilowi i Jackowi Woźniakowskiemu.
                                                Nabyłem wczoraj w TK za jedyne 22 zet. Wydanie Znak Kraków 2004.
                                                Książka genialna, cudowna, ale też bardzo zjadliwa bo....zjadła mi wczoraj wieczór gdzieś do 1.30 i dzisiaj jestem ..."do niczego".
                                                Nie lubię takich zdań które tu padają czasem na forumie w stylu "Musisz tę książkę przeczytać, no musisz, już przeczytałeś..." Więc wybór wam pozostawiam...ale ...musicie ją przeczytać :))
                                                O czym jest ? o wszystkim po trochę ...:
                                                Wspaniała
                                                • 16.06.11, 11:06
                                                  A co to jest TK?
                                                  • 16.06.11, 12:00
                                                    TK ? no jak to - "tania książka"na kilińskiego.
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 16.06.11, 18:07
                                                    Żadna nowość, ale bardzo podobała mi się Cena wody w Finistere. W czasie ostatnich porządków znów sięgnęłam. Autorka niby opisuje swoje życie w Bretanii, ale więcej tam obserwacji, refleksji. Kto spodziewa się sztampy pokroju Mayes czy Mayle'a może się zmęczyć. Odkurzyłam też Dziennik toskański Capponi -Borawskiej.
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 19.06.11, 14:48
                                                    Gaumardżos Marcina Mellera i Anny Dziewit- Meller. Opowieść o Gruzji. Mam i zaczęłam czytać. Jestem fanką starej Europy, ale nie ukrywam, że fascynują mnie inne rejony niezadeptane przez turystów. Oszałamiające wrażenie zrobiła na mnie wschodnia Turcja i Armenia. Ależ mnie ciągnie do tej Gruzji!
                                            • 17.06.11, 10:19
                                              Problem jest w tych elitarnych środowiskach. I wcale nie taki bardzo świeżutki, jak to się jętkom - jednodniówkom zwykło wydawać. (Jętki jednodniówki to organizmy, przekonane, że są bardzo konserwatywne, aliści dla nich ledwie wczoraj to zamierzchły archaik).
                                              Elitarne środowiska od dobrych paru stuleci mają problem z osobami, które się rozmaitymi kunsztami parają. A ten problem - czy to rzemieślnicy do wynajęcia, czy wybrańcy bogów - przekłada się na rozmaite ataki nieczystego sumienia. Te ataki skutkują nieraz mało dorzecznymi teoriami; jak choćby tą Lombrosa - że pomiędzy twórczym umysłem a szaleństwem różnica jest dość umowna. Teoria mało dorzeczna, natomiast bardzo "wydajna społecznie": pozwala równocześnie podziwiać, mieć się na baczności i kusić się na ryzykowne gry.
                                              To tworzy grunt pod tworzenie takiego osobliwego konglomeratu - jeśli wietrzy się jednostkę twórczą, awansem przyjmuje się, że jest ona jakoś ryzykowna; a zarazem że to ryzyko można "oswoić". Mieć przyjemność dreszczyku i satysfakcję, że jest się "na ty" z kimś niepospolitym.
                                              Na tym gruncie znakomicie krzewi się wpisany w tradycję (nie tylko europejską) mit o "nawróconym łotrze". Tylko w środowiskach mało skażonych głębszym poczuciem etyki bez skrupułów stosuje się ius talioni i odrzuca wszelką ekspiację. Im bardziej normy etyczne są uwewnętrznione, tym wyraźniej odtrącenie "nawróconego łotra" jest odczuwane jako złamanie jednej z podstawowych reguł cywilizacyjnych. Prawo zemsty/odwetu jest bowiem bez reszty sytuowane w "sferach ciemnych".
                                              Jeszcze sobie do tego trzeba dołożyć psychoanalizę... nikt nie rodzi się zły - praprzyczyną złą są nieprzepracowane traumy z dzieciństwa. A zatem, ponieważ: a) "każdy był malutki i pił mleczko"; b) niektórym brutalnie odmówiono spokojnego picia mleczka; c) naszą wspólną winą jest świat, w którym malutkim można brutalnie odmówić mleczka; d) naszym wspólnym obowiązkiem jest krzywdy wyrządzone malutkim naprawić. No i gotowe.
                                              Mieszanka wybuchowa; ale w wersji indywidualnej powtarzająca się aż do uprzykrzenia - każdy zna przynajmniej jedną zupełnie rozsądną istotę, która "wdepnęła" w niewłaściwego partnera; a wdepnąwszy, traciła lata (i zdrowie) na przekonywaniu, że on(a) miał(a) ciężkie życie i złe przykłady oraz na dawaniu jeszcze jednej szansy. Jest to, swoją drogą, też w tym niebagatelna korzyść: buduje się obraz własny jako istoty (zbiorowości, w przypadku Pisarza, który nienawidził...) lepszej - cierpliwszej, zdolnej więcej zrozumieć, bardziej moralnej niż inni.
                                              • 18.06.11, 20:12
                                                Jael, czy opisana sprawa Unterwegera nie przypomina ci pewnego zdarzenia z Polski sprzed kilku lat? Pamiętasz sprawę Simona Mola? Tam tez były panstwowe dotacje, poparcie "elyty" i odsuwanie każdego kto miał jakiekolwiek wątpliwości co do działalnośći tego pana... A co do "pisarza, który..." mnie najbardziej drażniły jego "wyznawczynie". Coś niesłychanego!
                                                • 20.06.11, 10:11
                                                  Wspomnienie o Zbyszku Cybulskim.
                                                  Nie wiem z jakiej przyczyny ta bardzo dobra książka trafiła do skrzyń z tanimi książkami w holu leclerka ?
                                                  Najważniejsze , że ową książkę MAM - autorstwa czy raczej jako dzieło zbieractwa relacji - Pani Marioli Przyzwan i PIW-u - nowe (po 15 latach) wydanie z 2007 roku!!!

                                                  Kochani !! To coś pięknego - wspomnienia takich ludzi jak Jacek Federowicz, Bogusz Bilewski, Agnieszka O., Beata T, Daniel O., Andrzej W. i wielu , wielu innych- zebrane z różnych stron.
                                                  Ustawiłem ją w kolejce do czytania - chociaż nie jestem w tym uczciwy - już podczytuję na wyrywki - czego i wam życzę :)

                                                  Ps Aaaaa - gratulacje dla matihari, anny i jaela - wasze wypowiedzi zostały zacytowane, na pół strony rzeszowskiego dodatku do GW - z czwartku - 16 czerwca.
                                                  Ja sam bywam przez ów dodatek od czasu do czasu cytowany - co prawda pod innym nickiem ale wiem jak to cieszy. Gratulacje !!!!
                                                  • 20.06.11, 12:10
                                                    Szkoda, że nie napisali artykułu o czytelnictwie w Rzeszowie, może są jakieś badania statystyczne dot. czytelnictwa w naszym mieście i regionie. Albo jakiś wywiad z księgarzem lub antykwariuszem...
                                                    PS. Na razie nie mogę kupować kolejnych książek,bo cały stosik czeka. Teraz przypominam sobie "Teorię klasy próżniaczej":-)
                                                    A co do książek o podróżach, to w magazynie "Książki" jest ciekawy artykuł o książce dot. podróżowania jako zjawiska społecznego i jego negatywnych stron np. dla krajów 3 świata ( choć socjologia nie zlaea używac takiego sformuowania bo jest niepoprawne politycznie). Sprawdzę tytuł i napiszę, bo zapowiada się ciekawie.
                                                    PS Mnie czasem też cytują, ale najczęściej w tematyce groteskowo-miejskiej:-)))))))))))
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 20.06.11, 14:08
                                                    Tego artykułu nie czytałam, ale może chodzi raczej o turystykę, a nie podróżowanie.
                                                    Poniżej link do recenzji książki o ruchu turystycznym. Z opiniami się zgadzam.
                                                    www.czarne.com.pl/?a=1516
                                                  • 20.06.11, 14:40
                                                    To może być rozmowa o "wymierających dinozaurach" Serio !!!
                                                    Niedawno gościłem w domu pewnej pani sędziny - w oczekiwaniu na kawę, herbatę, koniaczek zerknąłem z ciekawości na półkę z książkami - kilka komentarzy do kodeksu karnego, opasłe tomiska tychże, na dolnej półeczce ławostołu - kilka kolorowych pism dla kobiet - z tych najkolorowszych i najbardziej pleple ple.

                                                    Jestem w garażu u znajomego "em gie inża" - ze zgrozą spostrzegam całkiem ładne wydanie Gałczyńskiego (z lat siedemdziesiątych - takie białooprawne, lakierowane okładki) stanowiące podstawkę pod puszkę z jakimś smarowidłem....
                                                    Bo jak się okazało w garażu ma zgromadzone książki po rodzicach i nie wie co ma z nimi zrobić i czasem używa ich jako podstawkę po szafkę albo pralkę w sąsiednie pralni.
                                                    Jestem u innych znajomych, umówiony na rowery, pomagam wyciągać rowery z komórki, widzę pod ścianą leżący na ziemi stos starych książek (twarde, tłoczone oprawy), pytam co to ? A oni że to przedwojenne encyklopedie znalezione na strychu, ma przyjechać po nie kuzyn bo się książkami interesuje :(

                                                    Brak czytelnictwa - to nie tylko nie czytanie ale i brak szacunku dla książek.
                                                    Wiecie jaki jest nasz system szkolnictwa ? powtarzany z roku na rok - podstawówka-gimnazjum- liceum , wciąż ten sam materiał i ogromniasty wykaz lektur, dawany ze świadomością że i tak nikt tego nie przeczyta - a jeśli już to w formie streszczeń dostępnych na internecie czy w każdej księgarni,
                                                    A jaki jest stan książek-lektur w szkolnych bibliotekach - wyświechtane trupy książek który ohyda brać do ręki

                                                    No i sprawdzanie czytania - i tak odbywa się na zasadzie testu - a w gry komputerowe i testy młodzież gra "na zabój: w internecie - więc im nic nie straszne :)

                                                  • 21.06.11, 09:05
                                                    A jeszcze w kwestii tego, kto czyta. Czytanie dla przyjemności, nie z obowiązku zawodowego, nie ma związku z rodzajem wykonywanej pracy czy wykształceniem. Sprawdziłam. To jest nawyk wyniesiony z domu rodzinnego.
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 20.06.11, 15:34
                                                    Dostałam na maila reklamę tego pisma Książki i jest tam recenzja Witolda Szabłowskiego dotycząca właśnie książki o przemyśle turystycznym, o której wspomniałam w poprzednim wpisie. O to Ci chodziło Mata? Sam Szabłowski to podróżnik-reportażysta (książka o Turcji).
                                                  • 21.06.11, 09:01
                                                    Tak, cały magazyn to bardzo ciekawe artykuły w oparciu w konkretne książki-nowości na rynku. A co do czytelnictwa, to jak oczekiwać od dzieci i młodzieży umiłowania książek, skoro w szkole nakazuje się im zachwycać ( "jak to nie zachwyca, skoro sto razy tłumaczyłem Gałkiewiczowi , że zachwyca":-)) takimi "dziełami" jak "Nad Niemnem".... Do tego, jeżeli ma się inną opinię o lekturze, niż zakłada program szkolny, można mieć problemy z nauczycielami. A dalezego? Bo sami nauczeyciele nie czytają!!!Mam nadzieję, że w polskich szkołach będzie jak najwięcej Gałkiewiczów:-)
                                                  • 21.06.11, 09:55
                                                    Gdybym w swoim czasie mniej wagarowała, to pewnie zostałoby mi obrzydzenie do literatury. No, ale mogłam pozwolić sobie na "wymijanie" licznych lekcji polskiego. Ze zgrozą myślę, że lata minęły, a nadal "wałkuje się" te same drętwe dzieła. Tymczasem jest w piśmiennictwie polskim sporo rzeczy wartych czytania. Mamy choćby znakomitego autora, godnego poczesnego miejsca w eseistyce XIX wieku. I co? I nic. Wszystko, co o Ignacym Prądzyńskim wiedzieć trzeba, to że był jednym z dowódców nieszczęsnego Powstania Listopadowego.
                                                    Utarło się hen przed potopem, gdy pradziadek dzieckiem był, że literatura = dramat + powieść + poezja. I szlus, kanon jest jak wyroki boskie. Nic to, że nie da się pomyśleć literatury francuskiej bez Pascala, Montaigne'a tudzież Monteskiusza. Czy nie można by - zamiast tych wszystkich "jasnych anielek" posmakować trochę Kronik Prusa? Bystronia poczytać... od razu by się ciekawiej zrobiło: bo to i polszczyzna znakomita, i retoryka (można by się np. dowiedzieć, co to dobre użycie ironii), i przewód myślowy jak trzeba...
                                                    Gadajmy zdrowi! Toż przecież pokolenia polonistów tego też nie czytały - bo po co?

                                                    Nie żartuję. Wiem, że można było, nawet dość dawno temu, doktorat z literaturoznawstwa zrobić (ziemie polskie początek XX w.) i literalnie nie wiedzieć nic o literaturze niemieckiej - choć osobiście nie wiem, jak bez znajomości modernizmu niemieckiego ten polski wytłumaczyć. No, ale nie mam doktoratu z polonistyki...
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 21.06.11, 14:03
                                                    Ja też kilku lektur szkolnych nie przeczytałam. Chyba nadal wiele pośród nich ma mieć wymowę ideowo-wychowawczą. Wiele lat temu pracowałam kilka miesięcy w urzędzie państwowym. Koleżanki z pokoju dziwnie na mnie patrzyły kiedy wydawałam sporą część pensji na książki. No dobra, ale nie była to elita intelektualna. Jolak zauważył coś, co naprawdę niepokoi. Większość ludzi po studiach czyta tylko to, co związane z ich pracą. Ich dwa wyrażenia -wytrychy na wytłumaczenie to: drogie książki i brak czasu. Oczywiście drogie są te "modne", reklamowane bestsellery, a z tym brakiem czasu jest tak, że wolą go po prostu przeznaczyć na coś innego.
                                                  • 21.06.11, 19:12
                                                    Nawet bym się cieszyła, gdyby ludzie czytywali choćby to, co jest związane z ich pracą. Ale byłoby za dobrze; ponury dowcip w tym, że w paru branżach panuje obyczaj: czego się nauczyliśmy na studiach, to ma wystarczyć do emerytury. Do szału doprowadzają mnie statystycznie średni przedstawiciele tzw. dyscyplin społecznych - ich "najnowsze" wiadomości branżowe" są zwukle sprzed 30. lat; i jeszcze wypada się cieszyć, że nie sprzed półwiecza.
                                                  • 21.06.11, 20:32
                                                    Niestety czasem mam wrażenie, że aby zmienić kanon lektur trzeba i odwagi, i oczytania... A kto ma to zrobić, skoro jak już słusznie tu zauważono, nawet poloniści są na bakier z czytelnictwem...? Wygodnie jest mieć wykaz sprzed wielu lat i tylko go delikatnie modyfikować, tzn. przesuwać poszczególne tytuły z klasy do klasy... Bibliotekarze biją na alarm, że czytelnictwo spada z roku na rok... Czasem wyłażą ze skóry by przyciągnąć dzieci, młodzież i starszych do swoich książnic... Choć żeby oddać sprawiedliwość w wielu tych placówkach panuje stereotyp bibliotekarstwa rodem z przełomu dwóch ostatnich wieków... Obecnie czytelnik zmienia się w użytkownika... A bibliotekarz nie może sobie nieruchawo siedzieć na ladą i czekać aż odwiedzający go "klienci" podsuną mu pod nos swoje wybory... Dziś niestety trzeba kształtować umiejętnie gusta czytelnicze... Zachęcać silniej niż kiedykolwiek do czytania... Zbyt bowiem wiele jest substytutów, które bez wysiłku ze strony "używającego" wypełnią wolny czas... Książka to swoistego rodzaju wymagający "przeciwnik"... Ale gdy już się połknie bakcyla czytania, książka bije na łeb te inne formy... I zgadzam się z Wami, że fachowość wielu specjalistów stanęła na etapie studiów... Mało kto poszerza swoje zawodowe [i nie tylko] horyzonty przy pomocy słowa pisanego... A szkoda... Bo nie tylko człowiek rozwija wiedzę na dany temat, ubogaca słownictwo, ale również wykształca w sobie umiejętność właściwego wysławiania się... A dziś, co widać w wielu miejscach, mamy z tym niesamowity kłopot... :)
                                                  • 21.06.11, 21:08
                                                    Wiecie co, znam wiele osób, które nie kupują książek z powodów finansowych, ale to zupełnie nie przeszkadza im w czytaniu, można przecież pożyczyć od znajomych lub z biblioteki. Zamożność tu nie ma znaczenia! Ja pożyczam znajomym książki, więc statystycznie można powiedzieć, że jedna kupiona książka jest czytana przez ok. 5 osób. To całkiem niezły wynik. A co do szkoły, to zgadzam się z Waszymi opiniamii. Czytałam natomiast kilka artykułów z opinią, że dzieci i młodzież czytają, ale zupęłnie co innego niż nakazuje kanon lektur szkolnych. I dobrze! Jeżli dziecko samo wybiera książkę, nie z przymusu szkolnego, to tylko się cieszyć.
                                                    Co do bibliotek-kiedyś nałogowo korzystałam jako dziecko ( byłam zapisana chyba do 3 albo 4 plus dla dorosłych, na kartę taty:-)) Teraz nałogowo kupuję i zauważyłam u siebie już pojawieinie się przypadłości-czytam jedną ksiązkę, ale już czaje się na nastepną plus koduję w łebku te tytuły, które tu polecacie. I mam cały czas świadomość, że na świecie jest tyle książek, których nie zdążę przeczytać lub o których nie wiem czy się nie dowiem. Macie to samo? Powiedziałabym wprost: chytrość na książki:-)))))))))))))Wiecie o co chodzi...
                                                  • 21.06.11, 21:21
                                                    Znam to uczucie... I często dołącza się ta bezsilność, że nie dam rady ogarnąć wszystkiego... A jak się jeszcze często wraca do tytułów już przeczytanych bo się je lubi, to wyrzuty sumienia rosną... :)
                                                    Też mam taką półkę zarówno fizyczną jak i wirtualną w głowie, gdzie "leżą" książki do przeczytania... A czasem choćby tylko do przeglądnięcia... I obiecuję sobie, że np. w najbliższy weekend przeczytam konkretną rzecz... I co...? I guzik... Przychodzi założony czas i czytam zupełnie coś innego, bo świeższe... Ech... Ciężkie jest życie "Tineoli Libris"... :))))))
                                                  • 22.06.11, 11:26
                                                    Przyłączam się do Was w czytelniczej zachłanności. Przyznaję tez, że chwilami ją komplikuje upodobanie do poezji. A tu do ulubionych autorów wraca się notorycznie.
                                                    I tak sobie płynie dialektyka czytelnika: między powrotami (ku radości ducha inżyniera Mamonia) a ciekawością nowego.

                                                    No i raz w roku przychodzi czas na lektury bardzo obowiązkowe: prace dyplomowe... Chwilami wyrywa się słabe wołanie: wody! soli! (trzeźwiących). Zaś gdy się np. czyta, że Mozart, Chopin i Mannowie to wybitni przedstawiciele kultury romantycznej, to już się siedzi cicho, bo mowę odejmuje.
                                                  • 22.06.11, 12:05
                                                    Jael droga... Mam podobne "upodobania" czytelnicze jeśli idzie o prace lic, mgr itp.... I nie będę oryginalna, gdy podepnę się pod Twoją rozpacz... A jak się do stwierdzeń merytorycznych dołączy styl, język i ortografię, to myślę, że zgodzisz się ze mną, iż można by stworzyć niezły humor zeszytów z niektórych wypowiedzi wielu przedstawicieli studiów wszelkiej maści... :)
                                                  • 22.06.11, 20:40
                                                    W odniesieniu do książek, a w "nawiązaniu" do znanej piosenki Grechuty (do słów...? :) ? uważam, że można tu mówić nie o chytrość a raczej należałoby by się zastanowić czy to jest głód (książek) a może kochanie ?
                                                    Staranie oprawiona książka, na dobrym papierze wydrukowana może być przedmiotem , a może raczej podmiotem takiego uczucia... serio.
                                                    Drobnych przykład - często lubię sobie wyjąć z biblioteczki niezwykle starannie wydane choćby "Miłostki królewskie" Rousseau De la Valette - Czytelnika z 1971 roku albo równie starannie wydane Fizjologia smaku - Anthelme Brillat-Savarin. Treść znana mi od lat - ale te tomiki trzymane w dłoniach, kartkowanie pięknego papieru, przegląd ilustracji, płótno okładek , staranne wyklejki przed-stron tytułowych...
                                                    A gdy biorę do ręki - w całkiem dobrym stanie....choćby biografie Matejki autorstwa Witkiewicza (ojca) z 1908 roku - z wydrukiem na stronie tytułowej "Skład główny w księgarni H.Altenberga we Lwowie, Warszawa E.Wende i spółka, gdy pod palcami czuję karbowany grzbiet oprawy , przewracam bibułki kryjące każdą z barwnych ilustracji...
                                                    Zapewniam Was - książki to nie tylko przedmioty użytkowe a cudowne podmioty uczuć, odwzajemniające je....
                                                  • 22.06.11, 22:42
                                                    Ha! Jolaku! Poruszyłeś najczulszą strunę... Jestem takim miłośnikiem ksiąg, szczególnie starych... Najbardziej zakochana jestem w tych wydanych do 1800 roku... Ale ostatnio stałam się bibliologicznym pasjonatem wydawnictw XIX-wiecznych... Fakt, że wiele z nich ma kiepskiej jakości zakwaszony papier i niejednokrotnie żywcem rozsypują się w dłoniach... Ale uwielbiam badać oprawy... Te tłoczenia często wzorowane na księgach oprawianych ręcznie w XV czy XVI wieku... Dotykając śladów tłoczeń, na których jeszcze niekiedy widać piękne złocenia pozwalam swojej wyobraźni na wędrówkę w przeszłość... A jak jeszcze się zdarzy sekretnie naklejona nalepka własnościowa to już sięgam szczytu radości... Wzdycham nie raz patrząc na tamtą estetykę książki i porównuje ją z tym co mamy dziś... Tam czuć ducha artysty-introligatora... Chyba tylko Pan Ryszard Zięba ma jeszcze ten dar...
                                                    A najstarsza księga z jaką spotkałam się osobiście i miałam szczęście dotykać pochodzi z drugiej połowy XV w. Bo takich XVI, XVII i XVIII wiecznych to przez moje ręce przeszło wiele... I wierzcie albo nie: za każdym razem jest to niezapomniana i wyjątkowa przygoda... :)
                                                  • 23.06.11, 09:23
                                                    Obowiązkowo pod takimi "klejnocikami" podawałabym dwa nazwiska: autora i promotora...

                                                    Obstawać będę, że nasze uczucia wobec książek to jednak zachłanność :-). Głód też w tym jest, owszem. Objaw: kto świeżo nabytej książki nie próbuje metodą:chociaż kawałeczek... choć przez 4 przystanki...? Ale niezależnie od łakomego rzucania się do pochłaniania księgi, te wszystkie dreszcze, które nas dopadają pod wpływem faktury oprawy i papieru, nazwiska wydawcy czy tłumaczenia albo roku wydania - to niby co? Toż to objawy te same, które zna każdy Harpagon ;-).
                                                  • 23.06.11, 12:43
                                                    Na nieuchronnie ciężki od wszelkich oczadzeń jesienny czas pora przypomnieć sobie Andrzeja Bobkowskiego. "Polityka" najnowsza czyni to jak raz na półwiecze jego śmierci. Szkice piórkiem to lektura wręcz wzorcowo wskazująca to, o czym wcześniej była mowa - niedorzeczność krajowego wykształcenia. To jest książka, którą w młodych latach bezwarunkowo winno się poznać. Mogłaby pełnić udatnie co najmniej funkcję szczepionki (uodparniającej na frazes i rytuał).
                                                    Inna rzecz, że jak już kto ją w łapki dostanie, tak gotów do pewnych niegodziwości - skutkiem tego pozostaje mi zdobyć kolejny egzemplarz: poprzednie albowiem "gdzieś się zapodziały".
                                                  • 24.06.11, 11:31
                                                    O Bobkowskim już kiedyś plotkowaliśmy o ile pamiętam. Ja uważam, że to pwinna być lektura ( choćby fragmenty) szkolna.
                                                  • 24.06.11, 12:30
                                                    O właśnie !! to mogłoby być lekarstwo na szkolny "uwiąd" lekturowy.
                                                    A kanon lektur - chociażby publicystyka historyczna Cata Mickiewicza, Stommy, Jasienicy, opowiadania Iwaszkiewicza, Kapuściński (cały), wybrane felietony Boya (i te polemiczne i ten z kategorii recenzji utworów Moliera czy Fredry, Herbert i Miłosz (zarówno z zakresu prozy i poezji Obu).
                                                    A lektury dotychczasowe ? Chłopi, Nad Niemnem, Lalka,Nieboska Trylogia, adasiowe ballady i romanse, Trylogia a nawet nieśmiertelny Pan Tadeusz ?
                                                    Do lamusa lub dla studentów polonistyki, podobnie jak poetycka grafomania Nowego Błogosławionego :)
                                                  • 24.06.11, 12:44
                                                    jolakbook napisał:


                                                    > A lektury dotychczasowe ? Chłopi, Nad Niemnem, Lalka,Nieboska Trylogia, adasiow
                                                    > e ballady i romanse, Trylogia a nawet nieśmiertelny Pan Tadeusz ?
                                                    > Do lamusa lub dla studentów polonistyki, podobnie jak poetycka grafomania Noweg
                                                    > o Błogosławionego :)


                                                    Do tego widać, że to zestaw od Sasa do Lasa, zrobiony wedle nieśmiertelnej recepty na bigos: wrzuć do gara, co się tam w spiżarni jeszcze uchowało, trochę tego i owego.
                                                    Przekonałam się do Chłopów - ale to w swoim czasie, grubo później, niż lata licealne. To nie jest (zwłaszcza dla młodego człeka z miejskimi korzonkami a są tacy w naszej umiłowanej krainie) lektura "do rozumienia".
                                                    Dorzuciłabym Irzykowskiego - uczy, dziad zrzędliwy, niesamowitej ciekawości świata. I jest zachęcający do polemizowania - czyli do nauki formułowania (za przeproszeniem) własnych myśli.
                                                  • 24.06.11, 12:56
                                                    chmm ??? :0 "smakoszce" bigosu nie dam się sprowokować zwłaszcza, że w swej nieudolnej polemice, nie zauważyła, że w "nieboskiej..." zastąpiłem podświadomie komedię, trylogią :)
                                                    Osobiście uważam, że ramoty lekturowe typu "chłopi" czy trylogia - zostały z powodzeniem zastąpione przez ich wersje filmowo-komiksowe.
                                                  • 25.06.11, 11:24
                                                    Dlaczego jesteś przekonany, że z Tobą polemizuję? Nieboska trylogia to doskonałe logo na ten nieszczęsny kanon lektur.

                                                    A że ten kanon to bigos... gdy się zestawi Sienkiewicza, Prusa i Reymonta, to widać, że motywem przewodnim zestawu może być tylko czym chata bogata.
                                                    Wspominając zaś o przekonaniu się do Chłopów - zwyczajnie, lektura okazała się użyteczna przy całkiem innej okazji, niż lekcja polskiego. O wiele użyteczniejsza, niż zadane przez pewną przezacną panią profesor skrypty.
                                                  • 25.06.11, 13:06
                                                    jael53 napisała:

                                                    > Dlaczego jesteś przekonany, że z Tobą polemizuję? Nieboska trylogia to d
                                                    > oskonałe logo na ten nieszczęsny kanon lektur.

                                                    Ponieważ odniosłem wrażenie że starasz się być złośliwa (y) przy równoczesnych, tak podejrzewam, trudnościach odczytania ze zrozumieniem tego , co uprzednio napisałem. A napisałem, że ramoty i archaiczne lektury rodem z Prusa, Sienkiewicza, Reymonta, Orzeszkowej i Mickiewicza powinny być już dawno wyeliminowane z kanonu lektur szkolnych !
                                                    Dlaczego ? Bo ci zaściankowi pisarze niczego nie dają współczesnej młodzieży oprócz odstraszania ich od lektury i wręcz spychają w odmęty streszczeń, bryków i ..kłamstwa typu "Oczywiście pani psorko, przeczytaliśmy" :)
                                                    Archaiczny język polski, tak samo niedorzeczny jak język "czytań mszalnych i kazań" nie daje nic nowego poza....usilnym umoralnianiem i "lekcjami patriotyzmu" załatwianymi przy okazji "lekcji polaka" (tak się mówiło za moich czasów - lekcje polaka)
                                                  • 25.06.11, 20:16
                                                    Ależ właśnie z tym, że ramoty, zgadzam się. I że na dobrą sprawę wstyd, że te ramoty "czynią honory domu" literatury polskiej - tak jakby w tym języku oprócz ramot nie napisano nic godnego uwagi. Cóż - widocznie wcześniej mało wyraziście to napisałam.
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 26.06.11, 12:59
                                                    > No i raz w roku przychodzi czas na lektury bardzo obowiązkowe: prace dyplomowe.
                                                    > .. Chwilami wyrywa się słabe wołanie: wody! soli! (trzeźwiących). Zaś gd
                                                    > y się np. czyta, że Mozart, Chopin i Mannowie to wybitni przedstawiciele kultur
                                                    > y romantycznej, to już się siedzi cicho, bo mowę odejmuje.


                                                    Coraz gorzej jest też z tłumaczeniami. Żałosne są te kalki i idiomy przetłumaczone dosłownie. Ten dramat w tłumaczeniach był już widoczny kilka lat temu przy filmach, teraz inwazja niedouczonych kulturowo tłumaczy dotknęła książek.
                                                  • 27.06.11, 09:08
                                                    Z tłumaczeniami zawsze bywało zabawnie. W XIX stuleciu wyszło po polsku dzieło następujące: Jan Wilkołaz Goethe, "Pięść".

                                                    Zaś z arcydzieła sztuki translatorskiej, ku pocieszeniu nas wszystkich, z niejaką zgrozą śledzących wyczyny szkół wszelakich na niwie oswajania z literaturą, przytaczam:

                                                    "Przypominasz sobie starego Courveau ze swoim: >Dlaczego Pascal jest wzruszający? Bo jest wzru... wzru...<
                                                    - ...szony - wyrecytował pan de Charlus, jakby jeszcze wydawał lekcję nauczycielowi.
                                                    - >A czemu Pascal jest wzruszony? Bo jest wzru... wzru...<
                                                    - ...szający.
                                                    - "Bardzo dobrze, zdasz egzamin, a księżna pani kupi ci słownik chiński">

                                                    Marcel Proust podchwycił śmiesznotę sztywnego stylu edukacji (prawda, że prywatnej i indywidualnej) na chwilę przed Gombrowiczem. Ta niezmienność wygląda na fatum.
                                                  • 27.06.11, 12:54
                                                    W kwestii ramot: dla mnie do wyrzucenia nr I - Trylogia ( choć zdaje się cała nie jest lekturą) -kuriozum literackie, którego znajomość i umiłowanie ma, wg niektórych, świadczyć o głębokim patriotyzmie i znajmości historii Polski:-), inne dzieła Sienkiewicza, Orzeszkowa i Hemingway - również "do widzenia".
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 27.06.11, 18:27
                                                    Z tymi lekturami i czystkami to byłabym powściągliwa w opiniach. Jakby nie patrzeć polski romantyzm najbardziej oddaje charakter Polaków i nie trzeba się zachwycać Słowackim, ale poznać go owszem. Z "ramotami" z własnej literatury zmierzają się uczniowie szkół średnich w starej poczciwej Europie i mają tam naprawdę o wiele więcej niezrozumiałych archaizmów. Każdy z nas zrobiłby taki kanon pod swój gust.
                                                  • 28.06.11, 09:12
                                                    Gość portalu: anna napisał(a):

                                                    > polski romantyzm najbardziej oddaje charakter Polaków

                                                    Wiele wskazuje, że raczej ten charakter wykreował. Czyli stworzył pewien byt fantazmatyczny. Sporo o tym pisała Maria Janion. Choć i wcześniej ta kwestia była wyraźna, choćby dla wspomnianego Irzykowskiego.

                                                    i nie trzeba się zach
                                                    > wycać Słowackim, ale poznać go owszem.

                                                    Po to, żeby znielubić?

                                                    Z "ramotami" z własnej literatury zmierz
                                                    > ają się uczniowie szkół średnich w starej poczciwej Europie i mają tam naprawdę
                                                    > o wiele więcej niezrozumiałych archaizmów.

                                                    Różnie, w różnych krajach. Prawdą zaś niewątpliwą jest, że szkolnym "wałkowaniem" można każdą rzecz zamordować. (Pascala, mniej archaicznego od Victora Hugo) też.

                                                    Każdy z nas zrobiłby taki kanon pod
                                                    > swój gust.

                                                    Zapewne. Tak też robią przecież "urzędy oświecenia publicznego" - ważne, jak się zdaje, jest jednak wyjście poza zupełnie archaiczny (i naiwny) kanon formalny, tzn. poza wyobrażenie, że piśmiennictwo danego kraju, zawierające jego kulturę, to "powieść + poezja + dramat". Ważne zarówno tam, gdzie mamy do czynienia z "kłopotliwym bogactwem", jak i z posagiem dosyć szczupłym.
                                                  • 28.06.11, 11:29
                                                    Szczerze mówiąc jest mi totalnie obojętne jaki jest szkolny kanon lekturowy.
                                                    Moje dzieciaki już dość dawno wyszły ze szkolnego obiegu - i wiem, że przeszły przez ten okres czytając to co chciały - a nie to co musiały. To co musiały - ratowały się "brykami" z internetu (w stylu co poeta miał na myśli) i streszczeniami lub zakreślaniem tych fragmentów i wątków , które znać "wypadało".
                                                    A napotykały na swej drodze dość srogie rafy - w postaci choćby "kostycznej' polonistyki - ale numer liceum i jej nazwisko litościwie przemilczę.
                                                    Nie godzi się wszak znęcać nad pokonanymi :)
                                                    Ze swych młodych lat pomnę , że największe wrażenie robiły na mnie podróżnicze książki Arkadego Fiedlera, Szklarskiego czy indiańska epopeja niejakiego Karola Maya.
                                                    A kanon szkolny ? Pana Tadeusza "braliśmy" na wyrywki - z racji profilu matematyczno - fizycznego. Podobnie "Dziady". Więc oba dzieła , z prostej ciekawości" wchłonęłem na własną rękę.
                                                    I nie miałem złych doznań !! Pozostało mi też uwielbienie dla Miłosza i Herberta (początkowo zdobywanymi z tzw II obiegu).
                                                    Z pozostałych "klasyków" ? Próby podejścia do twórczości poetyckiej Słowackiego, Norwida a wiele lat późnej do Przybosia (patron podstawówki do której chodziłem) czy K.Wojtyły (bo wypadało sięgnąć ) - zakończyły się moim przekonaniem , że na grafomanię i niezrozumiale słów plątanie - szkoda czasu :)
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 28.06.11, 12:46
                                                    Za bardzo obarczamy winą za nieczytanie w społeczeństwie szkolne lektury. Ja już w podstawówce chłonęłam książki, ale Siłaczki nie przeczytałam i w sumie nawet nie wiedziałam, że to była lektura , bo polonistki zmieniały się , mieliśmy zastępstwa. I o tę nieszczęsną Siłaczkę zostałam zapytana na wstępnym do liceum. Mimo, że byłam na profilu humanistycznym nie miałam 5 z polskiego, no może w ostatniej klasie. Za to temat na maturze trafił się dla typowego humanisty, chyba nie nawiązałam do żadnej lektury i zdałam na 5.
                                                    Chyba z lekturami jest tak, że mają mieć wychowawczo-ideologiczny przekaz. Z tego co kojarzę na takim wykazie w gimnazjum był Alchemik , Syzyfowe prace i teksty piosenek hip-hopowych.
                                                    A takie lektury obowiązują maturzystów od kilku lat:
                                                    www.maturalne.net/lektury-na-maturze/
                                                  • 28.06.11, 13:29
                                                    Pamiętam, że bardzo spodobała mi się "Nie-boska komedia" - inteligentne, złośliwe i bardzo celne rozliczenie z przesądami romantyzmu ( a przy okazji rewolucją i rewolucjonistami wszelakiej maści). Przynajmniej można było podsykutowac na lekcji. Myślę, że podejście do lektur to wypadkowa ich doboru i ogólnie sposobu uczenia w polskich szkołach. Jasne, że kanon ma uczyć historii literatury własnego kraju ( a przy okazji liznąć hiistorię) ,ale mam nieodparte wrazenie, że w polskiej szkole obowiązuje tylko jedna dopuszczalna wersja literacko-historyczna ( "jak to nie zachwyca, skoro zachwyca?"). Inna sprawa, że niektóre lektury są doceniane dopiero wtedy, kiedy nie czyta się ich z przymusu i nie trzeba "przerabiać" co autor chciał powiedzieć. Boże, pamiętam te beznadziejne lekcje z wałkowaniem "Stepów Akermańskich". Za to "Germinal" został przez panią skrzętnie pomnięty ( choć scenki z pana Zoli akurat w Polsce były aktualne i w czasie komuny). Ale i tak Orzeszkowa zwycięża, jak dla mnie, w plebiscycie knotów szkolnych. Jak pisał Boy, wszystko przez pana Orzeszko:-)))))))))))
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 28.06.11, 13:32
                                                    >Ale i tak Orzeszkowa zwycięża, jak dla mnie, w plebiscycie knotów szkolnych.

                                                    Dla mnie też.
                                                  • 29.06.11, 23:01
                                                    Ania, tak pomyślałam, może by sobie wydziergać na sweterku ( na tzw. piersi) frazy z "Nad Niemnem"?:-))))
                                                  • 30.06.11, 07:33
                                                    Niestety zgadzam się z Wami... Nigdy nie przepadałam za twórczością Pani Elizy... Ja oprócz Orzeszkowej nie dałam się nagiąć także do Żeromskiego... Nie wiem czemu ale jak tylko zaczynałam coś Jego czytać popadałam w totalną depresję... I nie było na to rady... Nawet w szkole oficjalnie powiedziałam polonistce, że wysiadam... Mimo próśb, gróźb i innych form represji zaparłam się zadnimi łapami i nie czytałam... :)
                                                    Do dziś jestem na bakier choć naprawdę próbowałam się zmierzyć z Panem Stefanem... Nic z tego... :) W tym miejscu obeznania literackiego mam wielką czarną dziurę... :))))
                                                    Może na tych wakacjach podejmę jeszcze raz to wyzwanie, ale nie ręczę za skutek... :)
                                                  • 30.06.11, 09:07
                                                    Oto po ostatniej mej włóczędze po podkarpackich księgarniach - w Przemyślu, w nadsańskiej księgarni, koło mostu - można nabyć przecenione, najnowsze wydania dzieł Miłosza - średnio po 28 zet (przy cenie nominalnej około 40-50 zł za tom).
                                                    W Rzeszowie - padł antykwariat - siedlisko książek - tak należy sądzić po karteczce wywieszonej na drzwiach. Nie żal mi tego obiektu - zawyżone ceny, chaos na półkach - to musiało się tak skończyć.
                                                    Doskonale mają się księgarnie na Hetmańskiej, Kościuszki, Jagiellońskiej - no i oba empiki oczywiście. Nie ma czego szukać w księgarni w "Ameryce" - po księgarni w "Europie" ślad zaginął :).
                                                    Nowości najłatwiej wyszukać w maleńkiej księgarence na Sobieskiego - lubię ten lokalik - lub w niezwykle nastrojowym wnętrzu księgarni na Kościuszki (z kompetentną i uprzejmą obsługą - podobnie jak w księgarence galerii Rzeszów)

                                                    Oczywiście każdy bibliofil nie powinien ominąć Taniej Książki na pl. Kilińskiego - ostatnio nabyłem tam kilka książek z serii "życie codzienne" - wydania PIW z lat 60-tych.
                                                    Jeśli ktoś chce nabyć książkę za - dosłownie - złotówkę - powinien udać się na stały kiermasz Emaus - tam na ustronnej półeczce zdarzają się białe kruki jak na przykład piękne wydania słowników - choćby angielsko-rosyjski słownik frazeologiczny nabyty niedawno czy dzieła wybrane Łozińskiego albo ładnie wydany album "zapomniane Bieszczady"

                                                    Ps
                                                    co do lektur - pewno nigdy nie przeczytałbym Ziemi obiecanej - gdyby nie film, podobnie było z Faraonem (ach ta Brylska z Zelnikiem :), Chłopami czy Lalką (cudowny serial z pięknymi rolami Kamasa i Pawlika oraz irytującą Braunek - oglądając serial - myślałem sobie "Ach Wokulski, Wokulski - co ty w tej babie widzisz :).
                                                    Natomiast Quo vadis czytałem przed filmem - i chyba dobrze - bo tak skopanego filmu jeszcze nie widziałem - żal mi było tylko Pieczki , że dał się w ten "kiczor" wrobić :)
                                                  • 01.07.11, 12:58
                                                    A ja przyznaję, że sążnista proza jak najbardziej:-) "Lalkę" i "Chłopów" połknęłam błyskawicznie. Żeromski faktycznie przyciężkawy w czytaniu, ale sama treść i "co autor chciał powiedzieć" inetersujące i oddające ducha czasów ( bez przeklętego "mesjanizmu polskiego"). "Faraon" też bardzo mi się podobał, ale ekranizacja jednak lepsza-genialny film.Uważam, że nie ma nic złego w przyswajaniu lektur w formie ekranizacji - skoro treść ta sama a forma doskonalsza, to dlaczego nie?
                                                    PS A co do Wokulskiego, to bym polemizowała z tym nakazem odczytywania "Lalki" : dobrzysko Wokulski, zla Belcia. W końcu Wokulski traktuje ją, jako kolejny szczebel ku górze. Mimo, że nią gardzi, to chce ja zdobyć i "ustawić na serwantce". Jego "ozenek" z Minclowa tez o nim coś mówi. I dlatego "Lalaka" jet świetna, bo każda postać jest wielowymiarowa!! Niech żyje pozytywizm, realizm i naturalizm!Precz z romatyzmem!:-)))
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 30.06.11, 17:47
                                                    Nie wiem jak wyglądała Wasza matura, ale za moich czasów było to 5 godzinne wypracowanie na wybrany temat (do wyboru było aż 3). Wybór tekstów do realizacji tematu należał do mnie. Oczywiście wiem, że bywały szkoły, w których skostniali poloniści przyjaznie patrzyli tylko na lektury szkolne, ale chyba była większa możliwość wykazania się oczytaniem. Niektórzy z małą wiedzą szli w kierunku wodolejstwa, ale jeśli ich język i styl były gładkie zdawali zaskakująco dobrze.
                                                  • 30.06.11, 20:49
                                                    Matura ? a jakże - moja miała takąż formułę. A było to tak - przed maturą, z nudów a trochę ze sprytu (mimo iż mat.fiz, generalnie byłem) zapedzałem się na kółko polonistyczne. Na jednym z ostatnich pani prof. (dziś wiekowa dama - niech jej Bozia życia nie skąpi) stwierdziła - a zwróćcie uwagę na temat z bohaterem romantycznym. No to ja zwróciłem uwagę, "gotowca" napisałem i do kieszeni maturalnej marynarki wsadziłem.
                                                    No i pomyślcie sami - wśród kilku tematów do wyboru był ów 'bohater romantyczny"...
                                                    Co było dalej to się pewno domyślacie...Na mocną czwórkę wystarczyło :)
                                                    Jeśli ciekawyście jak było z "matmą" to wam powiem - było chyba 5 zadań , w tym 4 obowiązkowe - sam napisałem te 4. , sprawdziłem ze ściąg i puściłem w obieg. Owo piąte, z rachunku prawdopodobieństwa, zerżnąłem "na chama". Na pięć (czyli ówczesnego "maksa") wystarczyło.
                                                    A było to lat....30-ści temu. Boże !!!! Jak ten czas leci :)
                                                  • 30.06.11, 21:48
                                                    Jestem szczęśliwa, iż dane mi było zdawać maturę według zasad o jakich piszecie... Tak jak pisze Ania - 5 godzin na polski pisemny, na drugi dzień znów 5 na matmę... Za trzy dni ustne z polskiego, potem język obcy, WO i przedmiot wybrany - w moim przypadku była to historia... Żadnych dziwnych punktów i procentów... Trzy tematy na pisemnym polskim, 5 zadań jak u Jolaka z matmy a na ustnych miłe pogawędki z nauczycielami w trakcie których przemycałam swoją wiedzę...
                                                    Za dwa lata moja córka będzie zdawać obecną maturę... Nie ukrywam, że się boję, choć dziecko zdolne - oczytane, logicznie myślące i nie mające kłopotów z umiejętnością wykorzystywania własnej głowy i pomyślunku... Lecz gdy widzę np. ten wymóg, że coś tam trzeba napisać według jakowegoś klucza, to mało mnie szlag nie trafi... Skąd uczeń ma wiedzieć co tam układającemu do łba strzeliło i uczynił tym kluczem...? Ostatnio na koniec roku w klasie pisali jakiś taki sprawdzian w oparciu o test maturalny i nikt nie zgadł "co twórca miał na myśli"... I jak tu wykazać się własną inwencją i polotem...?
                                                  • 01.07.11, 13:04
                                                    Ja się załapałam na maturę w okresie, kiedy pierwszy raz matma nie była obowiązkowa:-)Zdawałam pisemnie historię i byłam szczęsliwa. Co do tematów na polskim, to były klasyczne, czyli "co autor chciał powiedzieć", ale dało się przemycić swoje opinie. Napisałam szybciutko, od razu na czysto, jako pierwsza i chciałam oddać, ale pani mnie napomniała "Odsiedź jeszcze chwilę, bo będzie podjerzane":-) Zdałam na 5 i nie musiałam zdawać ustnego przed znienawidzonymi nauczycielami. Od razu przyznaję się, że gdybym miała matmę, moja "kariera" matuszysty ległaby w gruzach:-))))))))) Matematyka-fuj!
                                                  • 01.07.11, 14:11
                                                    Jestem generalnie wrogiem obecnego systemu kształcenia - to jest owego układu trójstopniowego - podstawówka-gimnazjum-szkoła średnia, z całym cyklem egzaminów sprawdzających, egzaminów bzdurnych, uczniom raczej niepotrzebnych...ale nie o tym.

                                                    Oto na studiach - najpierw tych pierwszych - magisterskich, wykładowcą jednego z przedmiotów był pan doktor , który bardzo mile widział nabywanie, przez jego studentów, książki jego autorstwa.
                                                    Nie było zresztą ważne , że książka nie miała raczej związku z kierunkiem studiów - należało książkę mieć, przy zaliczeniu czy egzaminie pochwalić się jej posiadaniem.
                                                    Nie dotyczyło to zresztą wszystkich, jak się domyślacie - bo ów pan doktor był "miłośnikiem" co ładniejszych studentek, którym proponował (oczywiście po cichu) tzw terminy zerowe :)

                                                    Małżonka owego pana doktora była nauczycielką licealną, dorabiającą sobie w kilku szkołach rzeszowskich jako "psorka" marginalizowanego raczej przedmiotu. A znana była z ekscentrycznego "prowadzenia się" i tzw "awansów" czynionych co przystojniejszym uczniom.

                                                    Och , przydałby się jakiś rzeszowski "Brantome" , który by opisał owe swawole "kadry profesorskiej" :)
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 01.07.11, 21:47
                                                    U mnie też nie było matmy tylko historia tylko już nie pamiętam czy obowiązkowa dla klas humanistycznych. Chyba tak, bo cała nasza klasa pisała historię. Wybór zdaje się mieli ci z profilu ogólnego. Moja koleżanka z biologiczno-chemicznej zdawała matematykę więc pewnie jakiś wybór był. Na pewno na mat-fiz pisało się matematykę. Potem te dwa przedmioty z pisemnego zdawało się ustnie (jeśli dostało się 5 było się zwolnionym) i również obowiązkowy był ustny język obcy.
                                                    Mata, ja mówię to samo o matmie, ale koleżanka uświadomiła mi, że to właśnie na starą maturę z niej były przydatne te kanapki z wkładem i twierdzi, że zdałabym:) Ta mania ściągania to chyba na matmie głównie się odbywała.
                                                    Matura z historii to w zasadzie kolejne wypracowanie, w którym trzeba było posługiwać się nie tylko suchymi faktami i datami, ale logicznie argumentować, wykazywać związki przyczynowo-skutkowe. Też były 3 tematy do wyboru.
                                                    Wracając do obecnych lektur to Gaumardżos Mellerów jednak pójdzie w obieg. Takie zwykłe czytadło choć Gruzja kusi mnie nadal bardzo.
                                                  • 02.07.11, 10:36
                                                    Gdyby się nawet znalazł, to wylądowałby (niezależnie od tego, co by jego proza była warta) gdzieś pomiędzy Anastazją P. a Jerzym Nasierowskim. Taki los spotkał przecież Annę Bojarską, której Pokażcie mi brzuch terrorystki jest jednym z lepszych polskich reportaży fabularyzowanych i jedną z najciekawszych analiz udziału kobiet w europejskich ugrupowaniach terrorystycznych. Ale napisała też kobieta Czego nauczył mnie August - i stałą się "niewymawialna" - jednako na prawicy, jak i na lewicy.

                                                    Zaś te historie z nadętymi doktorami, wymuszającymi nabywanie dzieł swoich... Zdaje się, że to tak jest: im mniej pewnie jakaś korona na czerepie siedzi, tym pyszniej się z nią posiadacz obnosi. Muszę przyznać, że bardzo mi śmiesznie, kiedy do takich manier "podstawiam" któregoś z najlepszych moich nauczycieli - ten najbardziej znaczący starał się raczej zwracać uwagę, że "wiecie, państwo, są naprawdę ważniejsze książki, ja jeszcze tej swojej najlepszej nie napisałem".
                                                    Nie wiem, raczej mam wątpliwości, czy obecnie słowo wstyd ma takie znaczenie, jakiego mnie nauczono - ale takie narzucanie ludziom jakoś tam zależnym dziwacznych serwitutów kwalifikuje mi się pod tę kategorię. O narzucaniu zaś swojego "zainteresowania osobistego" już zmilczę.
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 02.07.11, 17:16
                                                    Kadra naukowa polskich wyższych uczelni to osobny problem. Generalnie ich zadaniem jest zgłębianie wiedzy w swojej dziedzinie (stąd tak mało zajęć). Niestety nie spotkałam zbyt wielu żądnych wiedzy i samorozwoju pracowników naukowych. Biorą fuchy w prywatnych uczelniach i są tak zmęczeni, że brak im czasu nie tylko dla siebie, ale i dla studentów. Kilka lat temu UJ miał ukrócić to, nie wiem co z tego wynikło.
                                                  • 02.07.11, 17:47
                                                    Gość portalu: anna napisał(a):

                                                    > Kadra naukowa polskich wyższych uczelni to osobny problem. Generalnie ich zadan
                                                    > iem jest zgłębianie wiedzy w swojej dziedzinie (stąd tak mało zajęć). Niestety
                                                    > nie spotkałam zbyt wielu żądnych wiedzy i samorozwoju pracowników naukowych. Bi
                                                    > orą fuchy w prywatnych uczelniach i są tak zmęczeni, że brak im czasu nie tylko
                                                    > dla siebie, ale i dla studentów. Kilka lat temu UJ miał ukrócić to, nie wiem c
                                                    > o z tego wynikło.

                                                    Cóż, mogę mówić tylko za tych, których znam. Na UJ też kwitnie dwuetatowość - ale "są ludzie i ludziska". Starszy Kolega ostatnio zgodził się na zajęcia w innej uczelni (także publicznej). Nie jest to jednak etat; po prostu zajęcia kursowe, związane ze specyfiką tej uczelni (której zresztą jest absolwentem). No i zrobił to - w zasadzie - na chwilę przed emeryturą.

                                                    Co do tego słynnego "rozwijania siebie" - istnieje taka (trzeba rzecz nazwać wreszcie po imieniu) ogólnopolska mafia czytaczy, importerów nowinkarstwa etc. Na codzień bractwo jest rozproszone po kraju - jakąś formą wymiany doświadczeń są fora zawodowe. Bo przecież nie sławetne 'konferencje". Ale w realu bywa różnie - nie jest nowiną, że nie zawsze w pobliżu jest ktoś, z kim da się pogadać.
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 02.07.11, 18:13
                                                    Ale mnie nie chodzi o jakieś tam kilka godzin w tygodniu na gościnnych zajęciach, ale raczej o "naukowców" udzielających się regularnie 7 dni w tygodniu po parę godzin plus dojazdy. I dotyczy to doktorów w sile wieku, którzy powinni się naukowo rozwijać.
                                                  • 02.07.11, 22:54
                                                    Nie znam Brantomma, ale z Waszej dyskusji wnioskuję, że jakieś obyczajowe historyjki. A "Skiroławki" są świetne. Opis ciemnoty i zacofania doskonały i nadal chyba aktualny... Co z tym Brantomme`m?
                                                  • 02.07.11, 17:49
                                                    a tak wracając do literatury - był Nienacki i jego "Raz do roku w ...", była skandalizująca książeczka Fredry - wydana w formie reprintu na początku 90. lecia, erotyczne "Mrówki" czyli XIII księga Pana Tadeusza były zapewne i inne erotyki....
                                                    ale dla mnie , lat temu ...eści, wrażenie bardzo dobrego erotyku - zrobiła książka Pani Michaliny W. - owa Sztuka kochania - drukowana najpierw, w odcinkach, w czasopiśmie - bodaj o nazwie "Razem". Potem wielokrotnie wznawiana w formie książkowej.
                                                    No i oczywiście Kamasutra - drukowana również najpierw odcinkowo w "Kontynentach", potem wydana w serii klasyki literatury, w charakterystycznych zielonych okładkach, równolegle m.in. z Koranem, Iliadą, Eneidą, Opowieściami okrągłego stołu i Odyseją :).
                                                    A stary , dobry Brantomme ? Ta książka w tłumaczeniu Boya Zeleńskiego to jedna z poczesnych pozycji w mej biblioteczce...ach te historie, niewyżytych dam francuskiej elity wieku XVII (?)
                                                  • 03.07.11, 09:20
                                                    Stary, dobry Brantome, z Żywotami pań swawolnych natchnął jeszcze Boya przy pastiszowym opowiadaniu, jak to "Jaś (Sobieski) Wiedeń uratował". Piekna scena, gdy nudząca się królowa Marysieńka prosi ulubioną lektorkę, Jagusię Skrzetuską (córkę słynnego zbarażczyka) o poczytanie Brantome'a. I prosi, aby przetłumaczyła na polski tytuł dzieła; dziewczę z coraz głębszym pąsem duka: O niewieściech obstarnich, co się rade poróbstwem na równi z młódkami plugawią.
                                                  • 07.07.11, 09:53
                                                    Nowości ksiązkowe:
                                                    Anthony Bourdain "Głodne kawałki" dla miłośników kuchni i podróży- średnia, nie to co "Kill Grill";
                                                    Paul Martin "Narkotyki, sex i czekolada",z serii Spectrum, lekko napisana rozprawa o stosunku ludzkości do przyjemnośći i uzależnień, dobra na plażę;
                                                    Jennie Dielemans "Witajcie w raju", o przemyśle turystycznym niszczącym wszystko a w sczwególności kraje najuboższe, polecam, warto przeczytać, szkoda, ze taka cienka ( w sensie objętości:-)).
                                                    Teraz zaczynam John`a Virapen`a 'Skutek uboczny śmierć.Czy wiesz, jakie leki łykasz" czyli słynna demaskatorska ksiązka o przekrętachfirm farmaceutycznych. Jak skończę, napisze czy dobra. Narazie.Miłego dnia.
                                                  • 07.07.11, 13:49
                                                    Zaglądnąłem do księgarni w galerii Nowy Świat - matrax czy coś jakby tak .

                                                    Ciekawe promocje !!!
                                                    Obniżka do 25 % na fajne pozycje - ja wypatrzyłem trzy książki-reportaże autorstwa włoskiego dziennikarza (nazwiska nie pomnę ) - m.in o podróży przez upadający Związek Radziecki i Chiny (nie upadające :) ) a i reportaże z podróży pociągiem do Azji niejakiego jakiegoś Anglika o samobrzmiącym nazwisku - Theroux czy coś jak tak...

                                                    Oczywiście przy cenie nominalnej ok 49 zet - 25 % to niewielka pociecha ale niech będzie.
                                                    Bardzo ciekawe stojaki reportaży i biografii - oczywiście jak przystało na godziny przedpołudniowe - puściutko - w całej galerii zresztą - skończył się okres wagarów :)
                                                    Pani z obsługi dopadła mnie z "dzień dobry" i "w czym mogę pomóc" - podziękowałem i pochodziłem między "standami"...

                                                    Nic nie kupiłem - prędzej pobiegnę do Taniej książki - wypatrzyłem już kilka fajnych pozycji - jak będą, to pewno kupię - 16-19 złotych to nie to co 30-40 (przepraszam za banał ale tak mi się napisało).
                                                  • 07.07.11, 13:53
                                                    Przepraszam , ale program automatycznie zniekształcił moją wypowiedź - m.in. określenie "francusko brzmiące" zmienił mi na "samobrzmiące" itd
                                                    Przepraszam..nie za siebie :)
                                                  • 08.07.11, 14:24
                                                    Bylam. Matras jest bardzo fajny, zniżki plus atmosfera i warunki do przeglądania prasy i literatury. I do tego kawa. Dobry pomysł na księgarnię. Zachęca do odwiedzania.
                                                  • 15.07.11, 09:49
                                                    No więc uprzejmie donoszę, że przeczytałam. Temat koncenów farmaceutycznych jest znany, szkoda, ze nie szersej "publicznośći". Autor skupił się na korupcji przy dopusczaniu prozacu na rynek. Są też opisy innych leków, które, mimo poważnych wątpliwości, dostały zezwolenie. Najciekwaszy jest wątek insuliny - o podejrzeniach wobec koncernów, że wstrzymuja prace nad lekiem na cukrzycę ( bo sprzedaż insuliny i gadżetów jest bardziej dochodowa) słyszałam i czytałam. Ok 4 lat tamu, inna osoba pracująca przy certyfikatach dla leków, napisała demaskująca książkę o polityce koncernów wobec chorób przewlekłych i wpływie koncernów na zwalczanie chorób. Tamat arcyciekawy, choć kiedy się czyta o wpływie i "mackach" koncernów, to włos się jeży - mafia międzynardowa.Sama książka "Skutek..." ciekawa, choć polecałabym ją zwłaszcza osobom, kóre nie czytały wcześniej nic na ten temat. Po przeczytaniu nasuwa się jeden wniosek: jak tanio mozna kupic ludzi, to zadziwiające....
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 15.07.11, 12:13
                                                    Wielkie koncerny to potęga mająca swoje wpływy w polityce. Ostatnio oglądałam program o producencie Chiquity (banany).
                                                    Ciekawe jak to się stało, że środki z ibuprofenem można nie dość, że kupić bez recepty to jeszcze leżą w zwykłych sklepach obok cukierków. Takim koncernom zależy na tym byśmy tracili odporność=zdrowie, bo to powoduje, że sięgamy po kolejne środki. Tak jak koncernom wytwarzającym chemię gospodarczą zależy byśmy kupowali 385786 różnych detergentów i wmawiają, że człowiekowi potrzeba zabić w otoczeniu 99,9%bakterii i jeszcze 'potrzebuje' sztucznego odświeżacza powietrza. A potem dziwimy się, że uczula byle pyłek.
                                                  • 15.07.11, 13:25
                                                    Nie znam owej książki - natomiast jest mi trochę bliski temat i firm farmaceutycznych i ich wysuniętych placówek czy tzw "rep-medów" albo reprezentantów medycznych albo - mówiąc prościej - komiwojażerów.
                                                    W obecnej Polsce jest to temat skrywany, nie ruszany - tylko czasem gdzieś tam, ktoś coś bąknie...
                                                    A w praktyce ...korumpowanie lekarzy, dyrektorów szpitali, właścicieli aptek.
                                                    Oczywiście na stronach firm farmaceutycznych można przeczytać pompatyczne deklaracje w stylu :

                                                    Naszym jedynym, naczelnym celem jest by oferować polskim pacjentom produkty zapewniające najwyższą jakość leczenia. Wspólnie angażujemy się w rozwój firmy, której pracownicy przestrzegają zasad etyki i uczciwej konkurencji; firmy, której kierunek działania wyznaczają nasze wartości: śmiałość, szacunek, kreatywność, odwaga, jedność i skuteczność. To czyni z "XXXXX" solidnego pracodawcę i odpowiedzialnego partnera dla polskiej gospodarki”.

                                                    A jak jest w praktyce ...wystarczy będąc u lekarza czy w aptece podglądnąć na karteczkach z logo jakiej firmy, wypisywane są nam zasady dawkowania leku, lub z jakiej firmy pochodzi kalendarz ścienny wiszący w gabinecie lekarskim.
                                                    A od znajomego lekarza dowiedzieć się jak to mile spędził czas w Brazylii ("ach te wodospady Iguasu" ) czy Majorce w towarzystwie ...z firmy dystrybucji leków.
                                                    Zresztą to nie tylko w branży medycznej "odchodzi". Do duszonej wewnętrznie wściekłości doprowadzało mnie, dla przykładu, dawane nam rodzicom, na wywiadówkach, wykazy ocen wypisywane na karteczkach opatrzonych logami różnych firm - od aptekarskich po szkoły nauki jazdy.
                                                  • 15.07.11, 13:33
                                                    Była kilka lat temu wydawana bardzo ciekawa seria współczesnej literatury polskiej wydawnictwa o nazwie "słowo/obraz terytoria".

                                                    Piękna szata graficzna z ilustracjami - zdjęciami wklejanymi !!! na wkładkach wewnątrz książki oraz bardzo ładnymi granatowymi okładkami, z wszytymi wstążeczkami zakładek .

                                                    Z tej serii - w ciemno :) - mogę polecić (jeśli nie znacie) Krzysztofa Rutkowskiego "Paryskie pasaże" - u mnie czeka w kolejce - choć podczytuję :) Oraz już jakiś czas temu przeczytanie - Pawła Huelle "Castrop" oraz "Weiser Dawidek".

                                                    A książki owe - to nie tylko literatura - ale i ..ładne przedmioty !!!
                                                  • 15.07.11, 13:53
                                                    A Weiser równie dobry, co film? Bo film świetny! Ostatnio powtarzali i czekałam do 1 w nocy, ale warto było. Ta atmosfera tajemnicy i przyczajonego strachu, jak we wszystkich filmach Marczewskiego - uwielbiam jego filmy. Huelle nie czytałam. Dobre pióro?
                                                    PS Ponieważ nasz wątek o filmach przygasł, czy mogę odnośnie filmu zagdać na tym wątku? Plizzzz:-)
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 15.07.11, 14:09
                                                    Mam to piękne wydanie Paryskich pasaży Rutkowskiego. To wydanie książkowe tekstów zamieszczanych w GW. Z podobnych książek opartych na zebraniu krótszych tekstów mam i lubię też M. Żuławskiego (nie mylić z Andrzejem) Album domowe (zamieszczane w Twoim Stylu, tytuł zapisałam poprawnie:))
                                                    Zresztą w ogóle pisma nawet babskie w latach 90 trzymały wysoki poziom. Dość wspomnieć, że ksiądz Twardowski zamieszczał felietony w Urodzie.
                                                    Z takich wydań estetycznych mam sporo miniaturek, głównie poezję. Z 10 lat temu wyszła jakaś książka pachnąca. Pamietam, ze pasjonowałam się wtedy perfumami i miałam wielka ochotę na zakup, ale kosztowała sporo.
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 15.07.11, 14:44
                                                    Takie próby przekupywania przez firmy są obecne wszędzie. W szkołach, gdzie nauczyciele są niejednokrotnie sowicie obdarowywani za wybór podręcznika tego, a nie innego wydawnictwa. W mediach, w których obdarowuje się dziennikarki kosmetykami x i one o tych kosmetykach x piszą często i dobrze. Nawet Pascal gotując udawał, że używa Knoora (i to najgorszych świństw z tej firmy). Sprytnie wybrnęła z tego Gessler, bo owszem w jej programie reklamuje się Prymat, ale zwróćcie uwagę, że ona sypie tylko te przyprawy solo.
                                                    Człowiek współczesny musi być naprawdę czujny i wykorzystać swoją inteligencję też do tego, aby rozumieć mechanizmy rynku. Pół biedy jeśli ta nieświadomość wiąże się jedynie z drenażem naszych kieszeni, gorzej jeśli pogarsza nasze samopoczucie, a nawet zdrowie.
                                                    Straszne jest to reklamowanie napojów mlecznych dla maleńkich dzieci. Zresztą Danone zapłacił ogromną karę za kłamstwo reklamowe z czego i tak sobie nic nie robi, bo mamusie i tak kupują danonki wierząc, że to zdrowe. Straszne jest to faszerowanie antybiotykami dzieci. Ludzie nie widzą wielu zależności. Myją włosy szamponami z sls i silikonem, potem dostają łupieżu zatem aplikują sobie kolejne preparaty, które wysuszają więc trzeba zaaplikować maski do włosów itd. Postępujący wzrost alergików to z jednej strony zaśmiecone jedzenie czyli to, co dostarczamy do organizmu jak i to czym się otaczamy na zewnątrz pucując 48584 detergentami otoczenie i pod koniec tego pucowania zakładając chemiczny odświeżacz powietrza.
                                                  • 15.07.11, 15:57
                                                    Proponuję wrócić do literatury pięknej - bo musiałbym się zacząć rozpisywać jak się załapać na, fundowany przez rep-medów, bankiet pod pretekstem szkolenia, jakie są taktyki działania hipermarketów byś sięgnął po towar, w podświadomość twą wmówiony, czemu jest tak mało czynnych kas w markecie, czemu jedne towary leżą wyżej a inne niżej na półkach, czym naprawdę są promocje, dlaczego w hiperze jest taka muzyka a nie inna, zapach , temperatura, jak telemarketerzy (czyli tzw głosy) wdzierają się do naszych domów sieciami telefonicznymi, taktyki marketingowe banków abyś się dał wrobić w totalnie nieopłacalny kredyt czy pożyczkę, podła kłamliwość reklam itd itd
                                                    Sądzę, że każdy(a) z nas, dyskutantów, mógłby na ten temat wiele powiedzieć - to co wracamy do książek ?
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 15.07.11, 16:26
                                                    W sumie wątek zaczął się od literatury biograficznej czyli bliskiej życia i wiele książek skłania do głębszego zastanowienia się nad mechanizmami naszej codzienności. Choćby wspomniana przez Matę książka o przemyśle turystycznym. Skoro chcesz zawęzić wątek do literatury pięknej to ok. Dla mnie książka to też pozycja, z której dowiem się o tym, co kryje się za składem kosmetyków albo wywody dotyczące szczepów winorośli lub album:)
                                                  • 16.07.11, 14:42
                                                    W kwestii fiomowej, ja tylko chciałam zapytać, czy Waszym zdaniem Maja Komorowska jest dobrą aktorką? A co do literatury cudnej, to ja zaczynam nowy tom Balzaca, nie doszłam jeszczwe do "Szuanów". A Balzac jest pochłaniaczem czasu dla mnie, wciąga jak diabli. Choć wczoraj, w związku z brzydką pogodą, spędziłam wieczór w towarzystwie niemieckich noweli grozy.
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 16.07.11, 15:36
                                                    Moim zdaniem to dobra aktorka, choć i tak najbardziej cenię ją nie za filmy Zanussiego, a za Dekalog 1.
                                                  • 18.07.11, 20:39
                                                    Fenkju Ania:-) Ja mam zawsze watpliwości, kiedy ją ogladam w filmach i jakoś nie mogę....
                                                  • 16.07.11, 14:36
                                                    Ania, polecam kanał Planete, tak bardzo często sa filmy o opisanych przez Ciebie zjawiskach. Dobre sa tez programy konsumenckie na TVN Style demaskujące przemysł i obnażające sztuczne wywoływanie potrzeb przez koncerny.
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 16.07.11, 15:03
                                                    Myślę, że jestem świadomym konsumentem i szkoda, że takie programy na niszowych stacjach. W sumie niby nie powinno mnie obchodzić czyjeś zdrowie, ale jeśli ktoś połowę zimy spędza na zwolnieniach, a po powrocie w ramach rekonwalescencji w swoim mniemaniu "zdrowo się odżywia 'jogurtami'" to jednak koszty społeczne są spore.
                                                    Masa produktów powinna być opodatkowana jak papierosy czy alkohol, a tymczasem kurczak na hormonach czy danonek uznawane są za produkty zdrowe.
                                                  • 15.07.11, 13:47
                                                    Kłania się Naomi Klein i atlerglobaliści. Człowiek, chcąc nie chcąc, przyznaje im rację ( nie mówię tu o bojówkach niszczących sklepy podczas forum ekonomicznych). Mam calą półkę tzw, zaangażowanych społecznie książek, ale teraz musze cos z literatury pięknej,zeby podkarmic mózgownicę fantazją.
                                                  • 15.07.11, 17:45
                                                    Jako, że kanikuły czas mamy poczytuję książki różne... Ale mam taki już obyczaj, iż tam gdzie pojadę zahaczam o księgarnię i coś sobie kupić muszę... Nigdy jednak nie wchodzę z gotową listą tytułów... Czekam na "miłość od pierwszego słowa"... :)
                                                    Tym razem zakupiłam książkę lekką, przyjemną, babską... Pachnącą ciastem i kakaem... Nagrzaną słońcem Toskanii i... miłości... :) Dla mnie ciepła, dająca oddech i możliwość oderwania się od codzienności... Po prostu: w sam raz na urlop... :)

                                                    Sarah-Kate Lynch "Za oknem cukierni"
                                                  • 18.07.11, 13:46
                                                    czyli pod gruszę - a raczej wierzbę w moim przypadku - zawsze zabieram kilka książek. Zawsze więcej niż faktycznie czytał będę. Ale mam taki kanon książek czytanych w plenerze - na wyrywki, między jednym posiłkiem a drugim, po wyczerpaniu tematów pogaduchowych...Gdy już tylko leżaczek, zimny...napój i pogryzki lżejszego kalibru.
                                                    Rdzeń owego kanonu to "Dookoła Wojtek" -opowieści o Młynarskim autorstwa D. Michalskiego, biografia Kaczmarskiego - autorstwa K.Gajdy - "To moja droga" oraz monografia Rolling Stones"ów z taką krwistoczerwoną okładką i charakterystycznym logo stonsowym - wywalonym jęzorem.
                                                    Zalety tych książek - na pewno lekki styl i możliwość czytania na wyrywki, czytania przerywanego na przykład leżakową drzemką, pójściem do lodówki po kolejne p....- kolejny napój oraz twarde okładki gwarantujące , że książkom nic się nie stanie w trakcie pakowania bagażu czy odkładania na trawkę przy leżaczku.
                                                    Oczywiście - nienawidzę konieczności ścisłego trzymania się fabuły książek w trakcie wakacyjnej lektury i zastanawiania się "na czym to ja skończyłem..."

                                                  • 18.07.11, 20:47
                                                    Ja biorę zawsze kilka do walizki ,kosztem ciuchów:-) Biografie sie dobrze sprawdzają, bo przeważnie napisane lekkim style a to idealne na wczasy. Dzisiaj przypadkiem zaczęłam "Zrób sobie raj" Szczygła, ale jakoś mam przesyt jego czechofilii. Za to równocześnie rozpoczęłam pierwszą w mojej karierze mola książkowego powieść Chmielewskiej "Upiorny legat" ( pamiętam, jak znajomi zachwalali) i podczas picia p...., pardon, herbaty sprawdza się. Może troszkę odmóżdzające, ale co tam, czasem je się polędwicę a czasem kiszkę:-)))))))) Ale generalnie do p...., pardon, herbaty to chyba najlepszy Topor, Szwejk albo "Skiroławki".A dobra ta o Rolling Stonesach?
                                                  • 18.07.11, 21:21
                                                    Oj... Ja na wakacjach gdy jestem w domu, wracam do wielu lektur sprzed lat... Może to śmieszne, ale lubię poczytywać młodzieżówkę... No wiecie... Nienacki... Niziurski... Ożogowska... A i Chmielewską nie pogardzę... Ostatnio wydarłam z szafy "wszystko czerwone"... Też przy "herbacie" i różnych innych pożywkach stosuję... :)
                                                    A jeżdżąc w niepogodne dni autobusami czytam wspomnienia mało znanej postaci w światku krakowskim, ale bardzo sympatycznie spisane... :)
                                                  • 18.07.11, 21:58
                                                    Książka to w zasadzie zebrane wypowiedzi członków zespołu i osób z nim "związanych kontaktami".
                                                    Rekomendacja najważniejsza - książka w tłumaczeniu, ze wstępem i przypisami - Piotra Kaczkowskiego. Mam nadzieję że wiecie "kto zacz". Po drugie - wydawnictwa Pruszyński - a co za tym idzie - piękna szata graficzna, zdjęcia.
                                                    Lektura , jak pisałem wcześniej, najlepsza na wakacje - bo i do poczytania i do pooglądania.
                                                    Widziałem ową księgę niedawno na którymś stoisku z tanią książką - ale gdzie ? chyba w Tesco. Przed kilku laty "wywaliłem" na nowiutką 49 zet - teraz pewnie kosztowała by mnie mniej.
                                                    A co do książki - dla mnie , wielbiciela RS i dumnego posiadacza prawie pełnej dyskografii - rzecz idealna - jak pisze Kaczkowski " To niebywała okazja, sprawdzić jak mówią The Rolling Stones"
                                                  • 19.07.11, 12:42
                                                    To polecam autobiografię Marianne Faithfull - jest tam sporo o panach z RS.I biografia Keitha podobno dobra.
                                                    PS Ja tam wolę Liverpool:-)
                                                  • 20.07.11, 12:40
                                                    mata_kari napisała:

                                                    > PS Ja tam wolę Liverpool:-)

                                                    OOo - nie dam się sprowokować do sporu w stylu "które święta są ważniejsze...." :0
                                                    Niedawno u znajomych przeglądałem ciekawy album fotografii Beatlesów, z różnych okresów ich funkcjonowania - naprawdę pasjonująca - no nie lektura - raczej oglądnictwo :)
                                                    Będę go musiał od nich pożyczyć i oglądnąć raz jeszcze fotki, słuchając przy tym Ich (znaczy owych B-sów) muzyki
                                                  • 21.07.11, 11:40
                                                    A kórego albumu?
                                                    Skończyłam "Zrób sobie raj" Szczygła. W porównaniu z "Gottland" bardziej optymistyczna, można pośmiać, np. czytając o dziełach artysty Cernego. Przypomniał mi się nasz, polski Bodzianowski, o którym ostanio cicho. Ciekawe,czy w RZeszowie znalazłby się taki ktoś? A wracając do "Zrób..." to szkoda, ze o Polsce i Polakach nikt nie pisze książek w takim stylu. Moim zdaniem, nie ma powodów do kompleksów w porównaniu z Czechami.
                                                  • 21.07.11, 13:30
                                                    mata_kari napisała:

                                                    > A którego albumu?

                                                    ano tego :

                                                    www.empik.com/the-beatles-nieznane-fotografie-opracowanie-zbiorowe,prod410094,ksiazka-p
                                                    Szczygieł - pisze dobrze - choć chyba jednak jego pierwsza książka "czeska" była ciut lepsza !!!
                                                    Gottland wydaje się być jednak bardziej "błyskotliwy". Ale myślmy pozytywnie :)
                                                    Czechy w książkach (obu) to kraj pogranicza - beznadziei historii lat komunizmu i bezgranicznej wolności i radości obecnego bytu (czeskiego) :)
                                                    Jak pisać podobnie o Polsce ? Próbuje to robić Stasiuk (vide "Dukla" jego autorstwa).

                                                  • 21.07.11, 13:44
                                                    Dorwałem książkę wydawnictwa Historia i życie (z tytułowej serii) - tytuł "Jestem , po prostu jestem" .
                                                    Autorka - Adrianna Godlewska- Młynarska. Temat - barwne życie u boku Wojciecha Młynarskiego, zakończone rozstaniem.
                                                    Wspominałem gdzieś tu wyżej książkę Michalskiego "Dookoła Wojtka" - mocno lukrowaną opowieść o Młynarskim. Z książki Godlewskiej można wyczytać jak to życie wyglądało z drugiej strony.
                                                    Młynarski, Kaczmarski - są analogie - obaj kreowali się na polskich wajdelotów, bardów. Kim byli prywatnie ? Pierwszy - cudowne, genialne teksty, piosenki, wykonania i ....choroba, bezduszność, rozstania.
                                                    Ten drugi - podobnie plus nałogi - dwie różne twarze.
                                                    Acha - książka Godlewskiej - ma załączoną płytę z piosenkami śpiewnymi przez Autorkę, z tekstami Młynarskiego oczywiście.
                                                    Mój egzemplarz - z taniej książki(pl.Kilińskiego) , za 11 zł, na półce tuż książek o sztukach pięknych - widziałem jeszcze jeden egzemplarz
                                                  • 21.07.11, 14:09
                                                    A mnie się bradzo podobał styl, zaraz jak mu tam...... no tego pana od "Sklepu potrzeb kulturalnych" - DOWCIPNE, bez zadęcia, szerze. Takich autorów mało.
                                                    A co do Wojtka ,to czytałam kilka razy w wywiadach z Pauliną M. o ich zyciu rodzinnym- wywnioskowałam, że pan W.M. despota i egocentryk... Choć "Żurek" jest świetny:-) Tu wracamy do naszych pierwszych dyskusji, odnośnie wpomnień i zawartych w nich rozliczeń z bliskimi. Napisz tylko, czy w tej ksiązce jest cos wiecej o epoce i innych twórcach.
                                                  • 21.07.11, 14:43
                                                    Obie książki o Młynarskim - to przede wszystkim opis epoki - kabarety (w tym Dudek), rozrywka telewizyjna, kopozytorzy, problemy z cenzurą, recitale, świat teatralno-rozrywkowy (Gołas, Kobuszewski, itd) - gdzies tam debiutująca studentka - rozpoczynająca karierą w oparciu o podrzucone przez Młynarskiego teksty - o nic nie znaczącym nazwisku Maryla Rodowicz.
                                                    Gdzieś na marginesie (dalekim) świat polityki - choćby podpisany przez Młynarskiego list protestacyjny przeciwko gierkowskim zmianom w konstytucji prl..u.
                                                    Uważam, że przy okazji , tak uwielbianych przeze mnie, biografii - opis przywar życia prywatnego sławnych postaci - w niczym nie umniejsza ich zalet jako twórców. Należy tylko oddzielić twórczość od osoby twórcy.
                                                    A ten Pan od Sklepu potrzeb kulturalnych to ANTONI KROH -KRZYCZĘ by się utrwaliło :))
                                                  • Gość: anna IP: *.rzeszow.mm.pl 25.07.11, 15:30
                                                    Wiele tych biografii czy książek opartych o rozmowy daje nam nie tylko pełniejszy obraz jakiejś osoby, ale czasów, w których żyła czy ludzi, z którymi się spotykała. Czytałam ostatnio Życie umysłowe i uczuciowe. Staniszkis sporo mówi o związku z Ireneuszem Iredyńskim (a propos wczoraj obejrzałam kawałek Kardiogramu według jego scenariusza). Nie wiedziałam, że Iredyński pisał też teksty piosenek.
                                                  • 01.08.11, 13:23
                                                    Czytałam fragmenty jej książki i wypowiedzi o Iredyńskim... nawet miałam kupic, bo choć często nie zgadzam się z jej opiniami, to jednak uważam, że to bardzo inteligentny człowiek. Nie boi się głosić swoich opinii, mimo, że na poącztku, kiedy zaczęła być zapraszana do mediów, interlokutorzy próbowali ja ośmieszać przyczepianiem gęby "paniusi".
                                                  • 01.08.11, 13:26
                                                    A ja teraz spędzam dni z Murakamim i jego "Norwegian wood". Piękna powieść, stara dpbra szkoła literacka. Znaalazło isę nawet zdanie o starych polskich filmach, cytuję z pamięci: "Przez małe okno wpadało mało światła, jak na starych, polskich filmach" :-) Hihi, ucieszyłam się z tego zdania.
                                                  • 01.08.11, 17:52
                                                    A to mi się udało !! Na "sekondhendowej" półce z wrakami książek wygrzebałem całkiem ładne wydanie książki Tadeusza Brezy (i oczywiście nabyłem za ...1 zł ). Czytam na necie , że po tzw transformacji ustrojowej książka na wyścigi była wycofywana z bibliotek.
                                                    Powód - wnikliwa i celna analiza watykańskiej biurokracji za czasów Piusa XII (tak, tak tego "papieża Hitlera" , że zacytuję tytuł innej książki - autorstwa John'a Cornwel'a)

                                                    Na razie tylko przekartkowałem - widzę, że styl autora będzie mi pasował - tylko kiedy, kiedy się wczytam ...nie wiem - bo kolejkę mam sporą.



                                                  • 02.08.11, 08:26
                                                    Wiem, ze jest słynna ksiązka 'Za spiżowa bramą" o Watykanie - nie czytałam. A to brzmi ciekawie - napisz, czy dobrze napisana, czy nie gniot. co do Piusa to ostanio na Planete był ciekawy film dokumentlany o tym papieżu i faszyźmie. Polecam. Nie nazwałabym go jednak "papieżem Hitlera".
                                                  • 02.08.11, 14:04
                                                    mata_kari napisała:
                                                    > Wiem, ze jest słynna książka Za spiżowa bramą" o Watykanie - nie czytałam (...)'Nie nazwałabym go jednak "papieżem Hitlera"..."

                                                    Oto w googlach znalazłem dwie książki z bramą w tytule - ową Brezy i druga innego autora "Morderstwo za spiżową bramą".
                                                    Co do Brezy - przedwojenny literat i dyplomata, po wojnie skomunizowany...różnie można na to patrzeć, podobnie jak na Putramenta czy Iwaszkiewicza. Książka dobrze napisana - zaczyna się opisem pobytu pisarza na "kamicowej" kuracji w Fiuggi (gdzie turystycznie dane było mi być), potem pobyt w Wenecji - z refleksjami na temat malarstwa Veronese (wraz z zacytowanym , ciekawym procesem przesłuchania malarza przez 16.wieczną inkwizycję).
                                                    Tyle na razie wchłonąłem - dobry kawałek literatury.
                                                    A propos Piusa XII - przeczytałem "Papieża Hitlera" - dobrze napisana książka.
                                                    Co do osoby - oglądnąłem swego czasu (w bazylice watykańskiej) dość upiorny w wyglądzie marmurowy (czerwonawy) posąg tego papieża, z realistycznie odtworzonymi okularami (coś jak późniejsze lennonki), słyszałem o rozpoczętym przez JPII procesie beatyfikacyjnym (i bezterminowo wstrzymanym). Ciekawa postać literacko - historyczna. Biorą pod uwagę - wciąż powtarzaną przez księży tezę - że kościół katolicki jest (i był) jeden, powszechny, ponadnarodowy to uważam że ów papież hitlerowski jednak był (pytanie - czy wskutek szantażu, obawy o siebie, wyboru, antykomunistyczności, oportunizmu....)
                                                    Kilka dni temu prasę obiegły odnalezione zdjęcia (w podrzeszowskiej wsi) z frontu wschodniego - a tam między innymi sceny z mszy odprawianej przez kapelana dla wermachtowców.
                                                    W ostatnio powtarzanej audycji tv na temat wojny w Hiszpanii przypomniano fakty apostolskiego błogosławienia wojsk faszystowskich i jego sprzętu.
                                                    Wspomniano kiedyś o bezskutecznym interweniowaniu przez hierarchów polskich u owego Piusa w trakcie II wojny, słyszałem też ocenę owego papieża jako bezdusznego biurokraty, pod koniec życia dręczonego rozlicznymi chorobami...
                                                    Oczywiście nie mam ochoty wchodzić w spór ...był ci on taki czy nie był.
                                                    Bo mogę w niej być nieobiektywny - jestem zdecydowanie antyklerykalny i antyreligijny.

                                                  • 03.08.11, 10:47
                                                    Też nie wchodzę w spór,bo nie kompetentnam:-) Co do Pisa, to dodam jedno, że uwielbiał nowe technologie, w tym telewizję. Ale postaram się przeczytac 'Spizową" bo to słynna ksiązka, wielokrotnie o niej słyszałam.
                                                  • 03.08.11, 10:51
                                                    Rzecz jasna, chciałam napisać "Piusa" a wyszło Pisa, hihihi, jest 10,49 a ja zaspana jeszcze i "zapluszczone oczy" ( to chyba Reymonta tekst ?) po nocnym czytaniu "Chińskiej ceny". MAtkoboskoczystochosko, może to zamierzony efekt- chińska cena, chińskie oczka:-))))))))))))
                                                  • Gość: anna IP: *.230.90.232.rzeszow.mm.pl 10.08.11, 12:41
                                                    To przyczepianie gęby paniusi to pewnie za czerwoną szminkę. Staniszkis w książce tłumaczy upodobanie do niej. Po tej książce dopiero dowiedziałam się, że Iredyński pisał nie tylko dramaty, ale i teksty piosenek. Obecnie mamy wielu piekielnie dobrych wokalistów/wokalistek tylko dobrych tekściarzy brak.
                                                    Ostatnio czytałam Ismaila Kadare Krew za krew.
                                                  • 15.08.11, 10:26
                                                    Co do szminki i jej znaczenia w przyczepianiu sie do Staniszkisowej-mam taką samą opinię:-)
                                                    A ja teraz 3/4 "Kroniki ptaka nakręcacza" Murakamiego. Genialne! Jeżeli macie ochotę na literaturę PIĘKNĄ, to polecam. Niesamowite bogactwo języka powoduje, że czytasz jak główny bohater np, robi sobie kawę a nie można się doczekać co będzie dalej. Główny bohatre prowadzi niby nudne, normalne życie, ale ksiązka jest tak zadziwiająca i trzymająca w napięciu, że nie mozna się od niej oderwać.Polecam gorąco:-)
                                                  • 21.09.11, 17:18
                                                    Polacy, czyli w tym Rzeszowianie, niby nie czytają i nie interesują ich książki a nowego numeru kwartalnika "Książki" nie można już nigdzie kupić! Jakbyście gdzieś zobaczyli, dajta znać.
    • Gość: Xeru IP: *.adsl.inetia.pl 01.08.11, 21:10
      Może nie nowa, ale bardzo ciekawa książka o Amerykaninie, który od 20 lat buduje szkoły w Pakistanie.

      Załączam recenzję:

      mandragon.pl/trzy-filizanki-herbaty/
      • 02.08.11, 08:28
        Też nie czytałam. Dobrze napisana?
        • Gość: Xeru IP: *.adsl.inetia.pl 02.08.11, 21:25
          Dobrze napisana i wciągająca.
          • 03.08.11, 10:45
            Oj, zachęciliście do obu lektur. Na razie skończyłam "Norwegian wood" - polecam!!! Fantastyczna. Dzisiaj lecę po "Kronikę ptaka nakręcacza", też Murakamiego. A te o których piszecie to przez allegro czy w księgarni?
            • 03.08.11, 19:07
              Uwaga - jest na "chomikuj" ok 1 mb ale gdy chciałem dać linka to automat-admin napisał mi, że "wykryto spam". Inna sprawa że czytać ponad 400 stron z ekranu ?
              Za komuny Bereza miał ponad 10 wydań !! - więc warto poszukać na allegro - na przykład :)
    • Gość: m. IP: *.150.187.3.csa-net.pl 03.08.11, 21:16
      Może ktos lubi romanse? Polecam: www.rzeszowiak.pl/pakiet-58-ksiazek-tytuly-jak-na-fotografiiseria-romansow-1556877 :))
      • 28.10.11, 16:50
        Mata - zapytała mnie o pisarstwo Zbigniewa Domino - pisarza rzeszowskiego. Czy warto przeczytać jego Syberiadę ?
        Moim zdaniem i pisarz i jego twórczość - to nic nie warty chłam. Za komuny pisywał o utrwalaczach władzy ludowej do których sam siię zaliczal - za demokracji - wziął się za modny temat zasłańców syberyjskich.
        A kim jest ten Domino ? dzisiaj - to jowialny staruszek (znany mi z widzenia) , można go czasami spotkać na bulwarach, chodzący trochę smutny bo mu ukochany piesek zdechł. Kiedyś ? komunistyczny prokurator, uczestnik egzekucji wykonywanych na "wrogach władzy ludowej"....
        tosz.salon24.pl/246762,domino
        Rzeszowski pisarz Zbigniew Domino uchodzi w środowisku Sybiraków i Kresowiaków za wielki autorytet i wybitnego pisarza. Jednak okłamuje czytelników, bo nie przyznaje się do swojej przeszłości jako stalinowskiego prokuratora.

        81-letni dziś Domino napisał dużo książek, w których wykorzystał historię swego bogatego życia. Tak powstała m.in. „Syberiada", „Bramy niebiańskiego spokoju", „Czas kukułczych gniazd" i wiele innych popularnych powieści. Jednak Domino o tej pory nie napisał najważniejszej książki w swoim życiu - o czasach stalinowskich i swojej prokuratorskiej działalności w ówczesnym wymiarze sprawiedliwości.

        Zrobili to za niego inni. Krzysztof Szwagrzyk, historyk z wrocławskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w swojej książce „Prawnicy czasu bezprawia" kilkakrotnie wymienia nazwisko Zbigniewa Domino. Okazuje się, że znany literat to pułkownik Ludowego Wojska Polskiego, były prokurator Naczelnej Prokuratury Wojskowej, który uczestniczył przy egzekucjach oficerów w latach 50.

        - Domino powinien opowiedzieć w swoich powieściach nie o tym, jakie warunki życia były na Syberii, ale o tym, jak przeprowadzano egzekucje oficerów WP, w których uczestniczył - stwierdza K. Szwagrzyk.

        7 sierpnia 1952 roku Domino został wyznaczony do udziału w egzekucji ppłka Władysława Minakowskiego, lotnika z Dywizjonu 304. Pilot Minakowski powrócił z Wielkiej Brytanii, i został jednym z oskarżonych w procesie tzw. grupy kierownictwa konspiracji Wojsk Lotniczych. Udział w egzekucji był dla młodych prokuratorów wojskowych swoistym egzaminem ideologicznej lojalności. 23-letni wówczas Domino go zdał celująco.

        Zbigniew Domino jest interesującym rozmówcą. Dużo i barwnie opowiada o napisanych książkach. Jednak pytany o swoją przeszłość, unika jednoznacznych odpowiedzi. (...)
        • 28.10.11, 17:03
          Powiedziałem sobie pal licho samodyscyplinę i przestrzeganie kolejki książkowej , bo ....

          Chciałbym wam polecić, namówić do poszukania - dwóch książek - czytanych obecnie równolegle - "Knajpy Lwowa" Jurija Wynnyczuka (kupiona niedawno w antykwariacie u Szkutnika i ledwo zaczęta) oraz kończona - "Cesarz Ameryki" Martina Pollacka - nowości z wydawnictwa Czarne. Spieszę się - bo po drugim listopada ma ukazać się w rzeszowskich księgarniach (w tym, tej fajnej, malutkiej w galerii Rzeszów) nowa powieść Umberto Ecco "Cmentarz w Pradze" - cena coś koło 39 złotych.
          A tamte ? obie wyborne - pierwsza to retro wspomnienia o "polsko-habsburskim " Lwowie 19. i 20. wieku, druga - o emigracji z dawnej Galicji , z podtytułem "Wielka ucieczka z Galicji"
          Ps Jeszcze raz ostrzegam przed Panem Pułkownikiem Domino - lepiej niech on i jego książki przejdą na "śmietnik historii".....
          • 31.10.11, 16:37
            Tą o knajpach widziałam i kusiła ,w Rzepie czy GW był o niej dobry artykuł a ja bardzo lubię czytać o tym okresie historii Polski. Ja kupiłam "W przedwojennej Polsce. Życie codzienne i niecodzienne" Łozińskich - w Matrasie ze zniżką. Jest tam właśnie cały rozdział o Lwowie ( pasaże handlowe!!) . Książka świetna! To bardziej album z rozszerzonym opisem, ale z ciekawymi ,mało znanymi zdjęciami i ciekawostkami dot. codziennego życia. Z tej książki dowiedziałam się, że za zaborów w Galicji był ruch lewostronny!
            • 31.10.11, 20:07
              Nabyłem kiedyś albumik wydawnictwa "carta blanca" pt "Polska międzywojenna" - bożesz - jakie cudowne fotki - z różnych dziedzin życia ówczesnej Polski.
              Jest pięknym uzupełnieniem niegdyś czytanej książki Miłosza - bodaj z "dwudziestoleciem" w tytule.
        • 31.10.11, 16:27
          O cholercia:-( Szok. Kiedy wyszła "Syberiada" ( było to dosyć dawno, kiedy jeszcze był EMPIK na Kościuszki) dużo o niej było w mediach i mnie kusiło, ale wtedy zainwestowałam w Tolkiena. Ostatnio widziałam "Syberiadę" i znowu mnie naszło. Pamiętasz dyskusję ( chyba jeszcze Anna pisała wtedy na forum) o tym, czy można oceniać książki niezależnie od biografii autora...
          PS O ile pamiętam w recenzjach nie było nic kontrowersyjnego o życiu autora...
          • 31.10.11, 20:18
            Ja podchodzę do tego tematu dość liberalnie - kto chce niech czyta, ale aby wiedział o autorze...bo czasem możemy mieć "do czynienia" ze swoistym "kameleonem".
            Co do biografii autora... głośno kiedyś było o postawie życiowej Kaczmarskiego, chętnie moralizującego w tekstach piosenek i wierszach, powikłanym życiu Zembatego.
            Nie chciałbym prowadzić życia ich szlakiem - ale jako twórców - lubiłem, podziwiałem, chętnie wracam.
            U Domino - czuć swoistym koniunkturalizmem - za komuny swój epizod syberyjski przemilczałby albo nazwał "słuszną ewakuacją przed najazdem hitlerowskim", cierpienia tam doznane - uzasadniałby trudami wojny z faszyzmem.
            • 02.11.11, 09:55
              Wczoraj jednym tchem przeczytałam kolejną ksiązkę Kopera:"Afery i skandale Drugiej Rzeczpospolitej". O Berezie i Brześciu coś tam czytałam, ale przyznaję, że jestem w lekkim szoku po lekturze. Do tego porwanie generała Zagórskiego i terror w stosunky do dziennikaray i publicystów......Cos musze więcej rpzeczytać, choć polityki nie lubię. Może Cat-Mackiewicz? Koper pisze, że Cat chyba najlepiej opisał te czasy.
              • 05.12.11, 12:14
                tak z obowiązku - w milennium hall jest już kolejny Matras . Wystartowali z promocjami (25 %) na jakieś miękkookładkowe śmieci, pomiędzy którymi są jednak perełki : biograficzne książki o Hance Bielickiej oraz V.Villas oraz rozmowy z Czubaszek .
                Sam nic nie kupiłem - jednak te ceny.... To , że na miejscu można napić się kawy, poprzeglądać książki siedząc na wygodnej kanapie - jest miłe ale nie dla mnie.
                Bowiem nie lubię księgarni w stylu "makdonaldowym" .
                • 05.12.11, 12:22
                  gdzieś tu na forum reklamuje się jakiś lokalny pisarz z książeczką traktującą m.in. o ubekach prześladujących go za komuny. Reklamowanej książeczki nie kupię (co prawda tylko 19 zet w Novej).
                  Natomiast chciałbym Was namówić na trzy książki (nie tak dawno wydane) opowiadające o pisarzach śledzonych i prześladowanych przez komunę , jak i tych którzy "dawali ciała" i raportowali na niezależnych kolegów.
                  Autorki i tytuły : Joanna Siedlecka "Obława" oraz "Kryptonim Liryka", Anna Bikont i Joanna Szczęsna "Lawina i Kamienie, pisarze wobec komunizmu".
                  Recenzje tych książek znajdziecie w sieci, moje nabyłem w niezawodnej "taniej książce".
                  No i będę startował z "równoległą" lekturą
        • Gość: Kazik IP: *.cheeloo.pl 12.04.12, 16:54
          Pan Zbigniew Domino z Rzeszowa jako prokurator w czasach stalinizmu doprowadził do skazania na śmierć wielu polskich patriotów i osobiście nadzorował wykonywanie egzekucji. Nieudolność polskiego systemu sprawiedliwości do dzisiaj nie potrafi skazać go za popełnione czyny. Mówi się, że Domino nie chce opowiadać o swojej przeszłości...Hmm!? Zamiast pisać na kartkach papieru już dawno powinien skrobać paznokciami na murach więzienia.
          • Gość: wit IP: *.adsl.inetia.pl 07.06.12, 11:56
            Bardzo polecam książki Colina Thubrona, np. "Utracone serce Azji".

            mandragon.pl/colin-thubron-utracone-serce-azji/
            • 07.06.12, 12:16
              Namawiam na Zastane światło Clifforda Geertza. Po raz któryś okazuje się, że uczeni z najwyższej półki potrafią klarownie wykładać rzeczy uchodzące za zawikłane; i jeszcze robic to z dużym wdziękiem.
              Z tej książki co najmniej dwa rozdziały: Anty-antyrelatywizm oraz Pożytki z różnorodności kwalifikują się jako lektura obowiązkowa np. w liceum. Byłoby to pożądane remedium na smoki (choć niekoniecznie o złotych rogach) naszych ulubionych strachów społecznych.
              • 07.06.12, 12:46
                O MAtkoboskoczystochosko!!! Stary, ale jary, wątek odżył:-))))))))))))
              • 07.06.12, 12:53
                "Namawiam na Zastane światło Clifforda Geertza" - poszukam w atykwie. Jak znajdę, przeczytam i napiszę. W
                Ja teraz czytam 'Blog..." Andrusa,
                "Polskie piekiełko" Kopera ( masakra: Sikorski odmawiający oficjalnym, urzędowym pismem wydania ciepłych kalesonów braciom Pisłudskiego, wracającym z niewoli; Sławoj proszący Roosvelta o zasiłek w wysokości 100 dolarów na operację, ktorego to zasiłku odmówił rząd polski /tez w osobie Sikorskiego/),
                "Dziennik norymberski" Gilberta - męka, nie da się długo czytać z powodu ciężkości tematu ( styl dobry) .
                • 07.06.12, 21:02
                  Skończyłem Pamiętnik Grynberga i Fallaci Wywiady. Wchłonąłem na jednym oddechu "Idąc rakiem" Grossa (zdobycz z tk). Zjadłem potworną (rozmiarami) cegłę - Afgańcy -Brathwatera i Wspaniały Irak - Zawadzkiego. Zachłysnąłem się "Swiatu nie mamy co zdrościć" B.Demick.
                  Gdzieś tam przy okazji łyknąłem nocami Stommę - Skandale polskie, Królów przypadki oraz Historie przecenione. To tyle za kilka ostatnich miesięcy.
                  Z nabytków antykwaryczno- tanioksiązkowych : Niklas Frank - dwie książki : Moja niemiecka matka oraz Mój ojciec Hans Frank.
                  Lektura (niestety) nie najłatwiejsza w lekturze będzie, bo i bohaterzy , wydawać się mogący< nieciekawi. No i dość brutalne rozprawianie się autora z własnymi rodzicami . Po przeglądnięciu odkładam na potem. Nabyłem po średnio 8 zł / szt - więc nawet zawód zbyt bolesny dla kieszeni nie będzie. Ale raczej nie będzie - lubię takie lektury "rozrachunkowe". Jak chociażby kiedyś wchłonięta książka Martina Pollacka "Śmierć w bunkrze" - autor snuje refleksje wokół postaci ojca- essesmana zamordowanego w trakcie ucieczki tużpowojennej.
                  Ps Z ostatniej chwili - dwa dni temu w Matrasie-Nowy świat nabyłem w/w Stommy - historie niedocenione. W ramach ciekawych promocji cenowych (-25%) Polecam :)
                  Ps2 Tamże - ciekawa cena po obniżce Tazbira "Od sasa do lasa" - być może nabędę na dniach
                  • Gość: claudia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.12, 00:34
                    podobno z Rzeszowa jest ten kolo co machnął jakąś połajankę o kibolach:
                    www.lideria.pl/Kibice-i-okolice-Leksykon-Krzysztof-Prendecki/sklep/opis?nr=333454
                  • 10.06.12, 21:48
                    Ksiązkę Franka ( m.in. o jego mamusi, która chciała być królową Polski - to serio) miałam ochotę przeczytać po tym, jak obejrzałam film dokumentalny na ten temat. Straszne. Teraz siedzę w "Norymberdze" i szlag nie trafia, jak to czytam. Biedny Frank - na procesie był "szczerze zbulwersowany" zbrodniami w okupowanej Polsce.... I Hess udający amnezję..... Nie da się długo czytać, trzeba robić przerwy.
                    "Śmierć w bunkrze" - świetna, super opisane początki faszyzmu i to, jaki po wojnie Niemcy mieli stosunek do tego, co się stało.
                    Fallaci dobrze napisana?
                    • 11.06.12, 08:03
                      Jeśli czytałaś Kapuścińskiego (nie wątpię :) - Szachinszacha i Cesarza - to u Niej przeczytasz wywiady z bohaterami , wywiady z Kessingerem, agentami CIA, . czytałem z wypiekami - bo na chwilę wróciłem w lata 70-te
                      • 12.06.12, 13:37
                        Muszę Cie rozczarować, ale tylko "Cesarza"..trochę wstyd, ale co się odwlecze itd:-)
                  • 10.06.12, 21:52
                    W kolejce czeka biografia Bodo - będzie pewnie fajnie, ale pod koniec czytania przykro....Biedny, taki koniec go spotkał. A sam wybrał, że chce zostać w Polsce, kiedy zaczęła się wojna.
                    • 11.06.12, 08:08
                      Jego ostatnie lata czy dni - opisane są w pięknie wydanej,ostatnio, książce - Wiktora Budzyńskiego "Miasto Lwów". Namawiam.
                      Kiedyś pasjonowałem się postaciami...Gienka Bodo , Aleksandra Żabczyńskiego, Dodka Bodo.
                      Z tym że ten pierwszy - śmierć w łagrze a ten drugi - bodaj śmierć żołnierze "krwawiącego września".
                      Z tym że ten trzeci - skażony aktorską kolaboracją z Niemcami i ...graniem "ogonów" za komuny.
                      Trzej aktorzy, trzy różne losy
                      • 12.06.12, 13:42
                        Żabczyński chyba przezył wojnę i jeszcze występował po wojnie w teatrze... ogląałm o nim film dokumentalny. Miał problemy, bo źle sie kojarzył.
                        A Dodek fakt-kolaborant, choć, mimo ostarcyzmu, po wojnie wiodło mu się nieźle - świetny był kiedyś wywiad z jego córką Anitą, kóra o tym opowiadała. Przykre....
                        PS Poleć coś dobrego o Sikorskim, bo jak tak czytam Kopera o Sikorskim to jestem w szoku lekkim. Bardzo nieciekawe rzeczy.....
                        • 13.06.12, 14:28
                          Ojoj - Du hast recht - jak rzekliby dawni mieszkańcy naszego grodu w niemiecko brzmiącym jidysz. Coś mnie poniosło z tym Żabczyńskim. :)
                          Z Sikorskim - musiałbym poszukać - coś mam z lat 80.tych wydanego na fali odwilży.
                          Nieciekawe rzeczy ?? Francuzi też byli zszokowani w 1940 roku gdy im Sikorski zaproponował tworzenie obozów koncentracyjnych dla wrażych mu piłsudczyków. A potem Anglicy poszli na to (coś mi dzwoni o m.in."wyspie wężów" u wybrzeży szkockich) - bo im na wiernych pilotach zależało .
                          Z innej beczki - zaszalałem i nabyłem książkę Karshow'a o ostatnich dnia dritte rajchu "Furer - walka do ostatniej kropli" . Poczeka na półce.
                          W taniej książce - J.T Gross "Upiorna dekada" oraz biografia Edelmana (Beresia i Burnetki).
                          • 13.06.12, 14:41
                            Znajomy pożyczył mi plik zdjęć, znalezionych w szufladzie komody. Zdjęć robionych podczas ucieczki przed Niemcami - pięciu młodych rzeszowian wyposażonych w walizki i aparat fotograficzny chciało dotrzeć do Rumunii i dalej (wśród nich przedwojenny piłkarz Resovii, ojciec znajomego) . Po drodze robili zdjęcia - przy zestrzelonym samolocie, w trakcie forsowania w bród rzeki (Dniestru?), przy kąpieli, rwaniu jabłek, gościnie u kresowych gospodarzy czy jeździe drezyną kolejową. Aparat oddali komuś (bodaj jako zapłatę za wikt i nocleg) - gdy dowiedzieli się, że są w "kotle" pomiędzy Rosjanami i Niemcami. Szczęśliwie wrócili do Rzeszowa. Przeżyli wojnę. Ponoć po wojnie - jako wspomnienie odgłosów armat - witali się ze sobą , nie tradycyjnym "cześć" czy "dzień dobry" a mówiąc "bum bum" :)
                            Film zabrali ze sobą i po wojnie wywołali. Dziesięć małych kartoników, po zeskanowaniu, dzięki ostrości obrazu - tak jakby ożyło w pocztówkowym formacie skanów.
                            Patrzą na mnie uśmiechnięte twarze młodych rzeszowian - wyglądających jakby ta wojenna tułaczka nieźle ich bawiła - może nie uświadamiali sobie grozy wojny ???
                            • 14.06.12, 09:00
                              Byl młodzi, więc inaczej postrzegali wojnę. A poza tym, jak podsumował wojnę w RZeszowie mój dziadek: "najpierw nas przegonili w jedną stronę, potem w drugą i się skończyło".
                              Jednym się udało, inni poginęli..Gdzie te fotki można obejrzeć? Wstawiasz gdzieś?
                              • 14.06.12, 11:39
                                Pod tym tytułem, znanym z historii kina przygodowego, rozpocznę publikację na Galerii zdjęć, fotoforum rzeszowski - link dam tutaj :)
                                • 14.06.12, 11:50
                                  Nie ma linku. podrzuć.
                                  • 14.06.12, 12:04
                                    mata_kari napisała:

                                    > Nie ma linku. podrzuć.

                                    Do usług - miłego oglądania pierwszej porcyjki :)

                                    fotoforum.gazeta.pl/u/jolakbook.html
                                    • 15.06.12, 09:01
                                      :-))))) Wzruszające. Serio. JA mam fajna fotkę znad Wisłkoa z okresu powojennego. Widać, jak RZeszowianie sobie rodzinami na kocykach polegują. A sprzed wojny mam fotki z zakładu niejakiego Kruczka.
                            • 15.06.12, 08:55
                              Ten drugi obóz, karny, to był Shinafoot.
                          • 14.06.12, 08:57
                            TAk:-) To był obóz dla intenowanych na Wyspie Węży w Szkocji, gdzie zsyłano nawet za cien podejrzenia młości do Piłsudskiego. Jedni tam wariowali z nicnierobienia, inni żyli spokojnie, wraz z rodzinami. Był jescze jeden obóz dla Polaków, nazwy nie pamięytam, któy był obozem karnym i tam juz nie było tak spokojnie jak na Wężach. Bicie, tortury itd - zdarzał ysę nawet ineterwencje Anglików przecwiwko brutalności Polaków wobec Polaków. Straszne....
                            pS Edelmana cos czytałąm, chyba pamiętnik lekarski z getta, z opisami obserwacji głodu....
                            • 15.06.12, 09:46
                              proszę zauważyć, że stare zdjęcia, jak książki mają swoją narrację. Przykład - kiedyś wrzucę na neta - zdjęcie z ulic Rzeszowa. Na wielkim samochodzie osobowym stoją obok siebie - Chruszczow, Kruczek i Gomułka....Albo stare zdjęcia z chrzcin, pierwszych komunii czy wycieczek zakładowych. Podobają Ci się zdjęcia wojenne ? jeszcze coś dosypię , po południu albo jutro.
                              A swoich fotek - też nie radzę trzymać "po korcem" - warto się pochwalić tymi zdjęciami i narracją w nich zawartą :)
                              • 15.06.12, 13:55
                                "Podobają Ci się zdjęcia woj
                                > enne ?"
                                No wiesz, zależy, co i kto na nich jest. Lubię zdjęcia pokazujące życie codzienne w czasie wojny, bez jej okrucieństw.
                              • Gość: kaśka IP: *.agora.pl 19.06.12, 10:52
                                Mam prośbę do 'jolakbook' o kontakt na maila: katarzyna.reizer@rzeszow.agora.pl - Chciałabym porozmawiać w sprawie tych starych zdjęć. Są bardzo interesujące.
                                • 19.06.12, 19:45
                                  Proszę o kontakt przez moją skrzynkę imienną w onecie. Liścik z niej wysłałem.
                                  Pozdrawiam
                                  • 19.06.12, 20:22
                                    Jolak, czytałeś o Józefie Retingerze? Ciekawa postać...
                                    • 19.06.12, 20:48
                                      Przepraszam jeśli będą mi skakać literki ale zaczynam oglądać kolejne mecze :)
                                      Szukając obiecanej lektury o Sikorskim - znalazłem i o nim coś ciekawego.
                                      Pierwsze primo - Maria Pestkowska "Uchodźcze pasje" - moje wydanie Edition Dembiński Paris 1991.
                                      Tu jest i o Sikorskim i o wiecznie skłóconej emigracji (także tej wojennej) i o owych polskich obozach koncentracyjnych czasu II wojny.
                                      A przy okazji ...znalazłem perły (z drugiego rzędu biblioteczki).
                                      A to M.Lepecki "Sybir bez przekleństw" Podróż do miejsc zesłania Marszałka Piłsudskiego. TW Rój Warszawa 1934 (z dumą przyznaję, że uratowałem tę nieco rozsypaną książkę) oraz tegoż autora "Pamiętnik Adiutanta Marszałka Piłsudskiego" PWN 1989.
                                      Mam ochotę przeczytać ale kiedy ...kto to wie.
                                      O Rydygierze nie czytałem więc nie pogadamy.
                                      Kończę bo zaczęli - Anglia - Ukraina.
                                      Pozdrawiam
                                      • 28.06.12, 08:48
                                        Zachęcony reklamą w Wyborczej - zaglądnąłem do Matrasa na owe albumy - najpierw po "Lwów, województwo lwowskie" i ....takiego poziomu dyletanctwa to ja dawno nie widziałem. Drobny przykład - na jednej ze stron zdjęcie "Odrzykoń - zdjęcie lotnicze " - a na zdjęciu ruiny klasztoru w Zagórzu. Odwracam stronę - zdjęcie podpisane "ruiny klasztoru Jezuitów w Jarosławiu" a na zdjęciu - znów Zagórz, tylko w innym ujęciu. Cena albumu - 30 złotych - ujdzie, zdjęcia piękne ale od strony redakcyjnej - DNO !!!.

                                        A przy okazji nabyłem - dwie książeczki - Mariusz Urbanka - "Broniewski miłość, wódka, polityka" z promocją 25 % - a to już coś. Autor - macha seryjnie biografie ale jest niezły.
                                        Druga książka (na prezent) historia Domu Aktora w Skolimowie. Też z promocji - piękna szata graficzna.
                                        I ...kto wie - może księgarnię Matrasa w Milenium polubię ....wabią ciekawymi promocjami na dobre książki
                                        • 28.06.12, 09:14
                                          Ojoj, na tego Broniewskiego to się tajniacze już od jakiegoś czasu. Podobno świetnie napisana, nie mówiac o samym bohaterze ksiązki i jego życiu. Matrasa lubię, bo maja dużo promocji i zawsze można coś chapnac po ludzkiej cenie.Ja teraz w ramach oddtrutki noryymberskiej, czytam Zoszczenkę:-)
                                          • 28.06.12, 09:21
                                            Cena nominalna - 44 zet - po bonusie 33 . Więc się opłaca. A styl narracji ? bardzo ciekawy - już sam początek o planach powierzenia, Broniewskiemu ,napisania nowego tekstu hymnu polskiego - na zlecenie samego Bieruta.
                                            Tegoż Urbanka - polecam "Zły Tyrmand" - w taniej książce - ładnie wydany Tomik .
                                            A...w swoim "przedpiłkarski" postcie - pomyliłem Rydygiera z Retingerem (czyli lekarza z politykiem" - ale tak to bywa gdy się człek przed oglądaniem meczu "naoliwi" :)
                                        • Gość: Q IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 06.12.13, 15:15
                                          Zgadzam się w zupełności z tym dyletanctwem od strony redaktorskiej. Po prostu żenujące...
                            • Gość: mania-pulacja IP: *.krak.tke.pl 01.07.12, 10:34
                              oj ciekawe książki polecacie musze nadrobic troche zaleglsci w nowościach , uwielbiam historie Polski i biografie a wy wlasnie wiele z takich perełek polecacie. Widze ze ostatnio duzo dzieł z okresu wojennego polecacie więc ja moze od siebie polece rewelacyjną ksiązke która obala mity o niemieckich kobietach z czasu wojny jak to byly nieswiadome okrucienstwa jakie wyrzadzali ich mezczyźni no i jest oczywiscie o tej najwazniejszej : Ewa Braun. Na dworze Fuhrera autorstwa Heike Görtemaker
                              • 02.07.12, 11:52
                                U mnie na czytanie czeka Steven'a Bach'a " Leni Zycie i twórczość Lenii Riefenstahl" - pani reżyser , nadwornej propagandzistki hitleryzmu.
                                Ciekawe , czy przez analogie, poczytamy kiedyś wspomnieniowe historie pań - Gomułkowej, Jaruzelskiej, Cyrankiewiczowej (ups - to przecież była gwiazda perelowskiego teatru i filmu - więc już pewno została napisana), Jaroszewiczowej (nota bene zaszlachtowanej przez niegodziwców razem z towarzyszem Piotrem J) itd itd
                                • Gość: mania-pulacja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.12, 13:49
                                  jak dorwe to chetnie przeczytam inne tym bardziej ze o cyrankiewiczowej cztałam wiele bo mnie bardzo interesowała jako aktorka Andrycz widzialam ja na zywo w simaszkowej w monologu Krzesła niesamowita osoba i ten wschodni akcent, nie chce osądzac ale pobudki mnie ciekawią. Co sie tyczy ksiazki o ewie braun to jest tutaj pokazana nie jako ofiara hitlera tylko wyrachowana kobieta , korzystajaca bardzo ze swoich uprawnien i wpływów.
                                  • 28.09.12, 09:51
                                    Z ostatnio nabytych i czytanych książek - gorąco polecam Barbary Stanisławczyk "Miłosne gry Marka Hłaski". Jest w promocji w Auchanie. Czytałem - "wydzierając" sobie z żoną. Rozdział o jego związku z Agnieszką Osiecką - wspaniale dopełnia wcześniejsze lektury tej Autorki. Dwie inne książeczki Oli Klich "Cały ten Kuc" oraz Spotkania teatralne śp Łomnickiego - ta pierwsza bardzo fajna ta druga - czytam bardziej z sentymentu do aktora niż z uwagi na poziom literacki (autor chyba lepszym był aktorem niż literatem).
                                    Ps Wątek i dyskusja ma szansę powrotu na pierwsze pozycje FRz ???
                                    • 28.09.12, 10:53
                                      Łomnickiemu można wybaczyć słabopisarstwo, bo geniuszem sceny był. Dobra jest jego biografia autorstwa żony, Bojarskiej. Bardzo ciekawie opisała sytuację aktora po wprowadzeniu stanu wojennego i wogóle jego stosunek do polityki... przykre. Podrzućcie jakis dobry tytuł o Łomnickim, o ile wyszło coś nowego.
                                      PS A Hłasko kojarzy mi się, niestety, raczej ze sprawą śmierci Komedy:-( Zresztą juz kilka razy, we wspomnieniach ludzi kultury, czytałam raczej negatywne lub bezpiecznie neutralne opinie o nim.
                                      • 28.09.12, 12:15
                                        to chyba Emilii Batury "Komeda - księżycowy chłopiec" - mam - nie czytałem jeszcze. Wątek śmierci - pamiętam że czytając emigracyjne wspominki Grnberga - też coś było na ten temat - zarówno śmierci Hłaski jak i wypadku Komedy. Bojarska ? Tak - z "królem Learem" w tytule- czytałem lata temu. Bardzo dobre.
                                        Z innych lektur - nakupiłem, w Novej z przecen, serię reportaży ( Wyd. carta blanca) - poczekają na lekturę - najsmakowitszy tomik ? to chyba "Świat od kuchni ". Seria w przyzwoitych cenach dostępna na Hetmańskiej - jeszcze > Bo gdzie indziej wrócili do pierwotnych cen nominalnych (>10 zet)
                                        • 28.09.12, 16:25

                                          mata_kari 28.09.12, 08:41 Odpowiedz
                                          A dziękuję, ok. najciekawsza z przeczytanych to "Pakt Ribbentrop - Beck". Kupiłam nie wiedząc, jaka burza toczy się wokół tej książki - i prawicowi i lewicowi dziennikarze po niej jadą - rzadka jednomyslność w narodzie:-) Ale polecam. A teraz siedze w "Opowiadaniach nowojorskich" Henry`ego James`a. A ty co czytasz?

                                          Widzę, że wątek o książkach...
                                          jagienka.prima
                                          ...przeniósł się tutaj :)
                                          Ja ostatnio przeczytałam biografię Marii Callas "Zbyt dumna, zbyt krucha"... Trochę mnie trzepnęła, bo w sumie okazało się jak mało wiem o tej kobiecie... Ale książkę polecam... Oprócz tego zaciekawiła mnie książka "Sztuka i krew 1939-1945" Roberta Jarockiego... Bardzo barwnie napisana, no i temat ciekawy: o ratowaniu polskich dóbr kultury przed zniszczeniem i grabieżą... Też polecam... :)
                                          Re: Widzę, że wątek o książkach...
                                          mata_kari 28.09.12, 09:24 Odpowiedz
                                          Dobrze napisana? Nie czołobitnie? Przeczytam.
                                          Ja z biografii ostanio przeczytałam:
                                          - "Przypuszczam, że wątpię" o Łazuce, ale nie polecam. To wywiad-rzeka i Boguś skupił się tylko na tym, kogo słynnego znał:-)
                                          - "Kobiety władzy PRL-u" Kopera, mozę byc ale za ogólna,
                                          - "Józef Piłsudski,człowiek i polityk" Kopera, dobra
                                          Przymierzam do Cata-Mackiewczia.

                                          • 28.09.12, 16:28
                                            Cieszę się , że po latach kłótni o spuściznę Cata-M> znów będzie publikowany. Mam obszerny wybór jego twórczości wyszukany w antykwariatach - rzeczywiście dobry i ....dobrze, że nie zapomniany. Przymierzam się do Jego "Dostojewskiego"......
                                            • 28.09.12, 19:42
                                              Kiedyś przeglądnęłam tylko jedną z książek Cata... "Był bal"... Ale to było bardzo dawno i nie przykuła mojej uwagi... Dziś jest inaczej... Chyba dojrzałam... :)
                                              A ze staroci przeczytałam "Skarby króla Gregoriusa", znacie? Nie ukrywam, że język dla mnie ciężki a i druk maluśki co dodatkowo utrudniało lekturę... Niemniej interesująca pozycja... :) Etnografia, obyczaje i ciekawostki nt. poszukiwania skarbów... Także w Polsce... :)
                                              • 29.09.12, 09:23
                                                Etnograficzne ksiązki, o ile są dobrze napisane, bardzo lubię - opisy rzeczywistości często rozprawiają się z narodowymi mitami i pokzują prawidzwą rzeczywistość ,często przykrą. Kilka takich czytałam w trakcie studiów ( socj. etniczno-kulturowa) i byłam w szoku. Tak całkowicie różne opisy życia Polaków od tego co serwuja powieści czy filmy. Beznamiętna, co nie znaczy nudna, narracja jest bezwzgędna. Podrzućcie kilka ciekawych tytułów z tego gatunku.
                                                A z nowości - ostrzę sobie uzębienie na książkę o Francji pod niemiecką okupacją, bynajmniej nie w celu poprawienia sobie samopoczucia po książce Zychowicza:-)Chmmm, muszę w końcu wyjść z tematyki II wojny, bo ugrzęzłam