Komentarze do artykułu

Tęsknota za smakiem młodości. Wspomnienia o sklepach Społem [FOTO]

Rzeszowska Spółdzielnia 'Społem' obchodzi w tym roku swoje 75-lecie. Niegdyś w samym Rzeszowie należało do niej 150 sklepów. Teraz jest ich ok. 50. Postanowiliśmy przypomnieć jej historię oraz porozmawiać z mieszkańcami o tym, jak wspominają Supersamy. Z dr Barbarą Przywarą porozmawialiśmy o tym, co pamięta ze społemowskich sklepów, i o 'nostalgii' Polaków za PRL-em.

Tęsknota za smakiem młodości. Wspomnienia o skl... Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Fuj. Nędza i brud.

    --
    mail: macpherson@gazeta.pl
    • Gość: bio IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.03.13, 00:41
      słowo tęsknota sugeruje że co niektórzy chcieliby wrócić do czasu syfu nędzy i rozpzaczy
    • Kawiarnia Relax??? (Str.6)
      A przypadkiem nie bar na dole a na górze restauracja???
    • Gość: Zezrozumieniem IP: *.rzeszow.hypnet.pl 22.03.13, 01:00
      Spróbujmy czytać ze zrozumieniem:

      "Powszechna Spółdzielnia Spożywców 'Społem' w Rzeszowie powstała 17 września 1938 r. Jej zadaniem było zaspokajanie potrzeb materialnych i kulturalnych mieszkańców naszego regionu. Pierwszą placówką był otwarty 15 lutego 1939 r. sklep towarów mieszanych przy ul. Grunwaldzkiej. Podczas okupacji hitlerowskiej działalność spółdzielni nie została zawieszona. Poszerzono nawet asortyment towarowy. Członkowie spółdzielni narażając swoje życie prowadzili działalność konspiracyjną. Sklep ten był punktem kontaktowym dla żołnierzy ruchu oporu. W 1944 r. budynek przy ul. Grunwaldzkiej został zburzony przez Niemców."

      Czy to wina Społem, że nastał socjalizm? A przecież i dziś daje pracę i utrzymanie setkom potencjalnych bezrobotnych.
    • Super artykuł:-))))))))))))))) Wiele z tych sklepów pamiętam, Waryńskiego, Broniewskiego i Pola najlepiej.W Merkurym, przy Broniewskiego, w czasie gierkowskiego cudu, były pyszności - nawet świeżutkie, wędzone flądry. Na Pola robiliśmy zakupy podczas ucieczek ze szkoły albo z religii u Saletynów. Gronovit mniam mniam - pamiętacie smak tego psudosmakołyku o wyglądzie trutki na szczury? :-))) Dla młodszych pokolen dodam, że w samoobługowych trzeba było odstać dodatkowo w kolejce za koszykiem lub wózkiem. Wtedy dopiero klyent był godzien dostapic zaszczytu pobuszowania po półkach i kupienia kontrolowanej ilosci napoju gazowanego Ptys;-)))))))))))))))))))
      • Gość: red IP: *.rzeszow.hypnet.pl 22.03.13, 08:52
        • Gość: Nie polonista IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.03.13, 10:52
          Jakoś nikt z dyskutujących nie zauważył poważnego błędów ortograficznego, wręcz żenującego. Nie tylko dla "Gazety". Do tego parę literówek. O stylistyce niektórych zdań nie wspomnę. Czy "Gazeta" aż tak oszczędza, że pisze w niej kto tylko chce bez wykształcenia dziennikarskiego lub przynajmniej równoważnego - Polak pisany z dużej litery a nie małej i w dodatku nie polonistka. Pozdrawiam Panią Redaktor lub Pana Redaktora oraz Korektorów.
        • Gość: Nie polonista IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.03.13, 10:52
          Jakoś nikt z dyskutujących nie zauważył poważnego błędu ortograficznego, wręcz żenującego. Nie tylko dla "Gazety". Do tego parę literówek. O stylistyce niektórych zdań nie wspomnę. Czy "Gazeta" aż tak oszczędza, że pisze w niej kto tylko chce bez wykształcenia dziennikarskiego lub przynajmniej równoważnego - Polak pisany z dużej litery a nie małej i w dodatku nie polonistka. Pozdrawiam Panią Redaktor lub Pana Redaktora oraz Korektorów.
          • Gość: Zmałejczydużej IP: *.rzeszow.hypnet.pl 23.03.13, 01:50
            "UŻYCIE WIELKIEJ LITERY ZE WZGLĘDÓW ZNACZENIOWYCH
            Wielką literą piszemy (wybór):
            - Imiona i nazwiska ludzi
            - Imiona własne zwierząt i drzew
            - Imiona własne bogów oraz jednostkowych istot mitologicznych
            - Przydomki, pseudonimy i przezwiska ludzi
            - Imiona własne ludzi użyte w znaczeniu przenośnym
            - Nazwy mieszkańców części świata (Afrykanin, Amerykanka, Australijczyk, Azjata, Europejczyk
            - Nazwy mieszkańców krajów (Polka (= obywatelka Polski), Szwajcar (= obywatel Szwajcarii)), Rosjanin, Słowak, Argentyńczyk, Greczynka, Babilończyk (= obywatel państwa), Meksykanin (= obywatel państwa), Rzymianin (= obywatel państwa), Czeszka, Boliwijka)
            -Nazwy członków narodów, ras i szczepów
            - Nazwy mieszkańców terenów geograficznych (Kurp, Bawarczyk, Ślązaczka, Kaszub (a. Kaszuba), Katalonka, Pomorzanin, Krakowianka (= mieszkanka Krakowskiego), Łowiczanin (= mieszkaniec Łowickiego), Kociewianka (a. Kociewiaczka)
            - Nazwy imprez międzynarodowych lub krajowych
            - Tytuły czasopism i cykli wydawniczych oraz nazwy wydawnictw seryjnych
            - Pierwszy wyraz w jedno- i wielowyrazowych tytułach
            - Nazwy gwiazd, planet i konstelacji:
            - Jednowyrazowe i wielowyrazowe nazwy własne państw, regionów
            - Jednowyrazowe nazwy geograficzne i miejscowe
            - Wielowyrazowe nazwy geograficzne i miejscowe
            - Nazwy indywidualne (jednostkowe) urzędów, władz
            - Nazwy orderów i odznaczeń."
            Pozdrawiam!
            Polak pisany z dużej litery, a nie małej...
          • Gość: CRP IP: *.rzeszow.mm.pl 05.04.13, 21:34
            Nie polonisto (tko) - jak się już tak czepiasz, choć nie wiem czego, to weź pod uwagę, że przed literą "a" powinien być przecinek :) - no chyba, że piszesz w kontekście porównania np. między czymś a czymś (wówczas przecinek nie występuję).
      • Ja pamiętam społemowskie "nie do jedzenia" :-) raczej: zabawkowe, papiernicze, rtv... Bogato nie było, ale dużo rzeczy lepszej jakości niż obecne "made in China".
        Rzeszowskie sklepy: Jaś i Małgosia, Czerwony Kapturek, Miś Uszatek.
        Na tego ostatniego to parę zakładów wygrałem, bo większość pamiętających tamte czasy - kojarzy sklep z lokalizacji przy ul. Kopernika - zapominając, że wcześniej - w latach 70. jeszcze - był przy ul. 3 Maja.
        Dopiero FOTOGRAFIA z EPOKI rozwiązuje kwestie sporne :-)))

        S.

        P.S. ROWEROWY przy obecnego Sobieskiego obok Szkoły Muzycznej - to była Mekka! Zwłaszcza w okresie "komunijnym" gdy Wigry albo Flamingi rzucili... :-)
        • Gość: Ewa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.13, 08:37
          Shepard to już nie był społem ale WPHW czyli Wojewódzkie Przedsiębiorstwo Handlu Wewnetrzego... taka urocza nazwa... pozostałości po nich to magazyny hurtowni Giewont na Okulickiego dawniej Bieruta i przebudowana galeria Reduta...
    • "Społem i późno dzisiaj wstołem":-)))))))
    • Pamiętacie, jak panie rąbały szufelkami posklejane landryny na wagę -)))))))) ?! Prawie jak na przodku w kopalni, tylko pewnie nie dostawały deputatu węglowego, tylko kiełbasiany;-)
      W Rzeszowie była jeszcze jedna sieć sklepów, podobna do Społem, zarządzania przez inwalidów.
    • Gość: dziecko PRL-u IP: *.sbr801.nsw.optusnet.com.au 22.03.13, 14:15
      Bylem dzieckiem zolnierza wykletego. Mieszkalismy w pozydowskiej kamienicy w poblizu dworca PKP w Rzeszowie. Dla takich jak ja nic nie bylo za czasow bierutowo-gomolkowskich w jakich uplynelo moje dziecinstwo i lata mlodziencze. Ojciec byly zawodowy podoficer przedwojennej armi WP szczesliwy ze przezyl !! Przeciez na takich polowalo UB. Mama mimo ze miala przedwojenna mature to tylko proponowano jej po wyzwoleniu prace sprzataczki w domach Zarzadu Budynkow Mieszkalnych. No cos takiego jak sprzataczka klatek schodowych i myjak ze szmata w reku schodow w starych pozydowskich kamienicach. U nas w domu to tak bylo : Na sniadanie kawa zbozowa z cukrem bez mleka (kawa uzywana do 3-ciego parzenia) chleb z margaryna mleczna albo z marmolada z bloku, nigdy razem !!. Drugiego sniadania do szkoly - nie bylo. Na obiad w pierwszym dniu zupa ziemniaczana, w drugim dniu byla kartoflanka, a na trzeci dzien kompot ze ziemniakow. W czwartym dniu byla juz zupa ziemniaczana z powrotem bo juz jej dawno nie bylo. Na drugie danie bywalo :grysik, kukurydzianka, ziemniaki i mizeria, kluski z chudym twarogiem, nalesniki z marmolada, lazanki z kapusta i tak co dzien na zmiane, a raz w tygodniu wyzerka !! kotlet mielony. Na kolacje kawa zbozowa (do 3 parzen) z mlekiem , a wiec bez cukru i chleb jak my to nazywalismy z kielbasa. Pieklo sie kromke chleba na blasze i jak juz byla szorstka bralo sie zabek czosnku i pocieralo na wierzchu tak zeby pachnialo i posypywalo sola. Brat stal obok i pilnowal zabek czosnku bo on tez chcial zjesc kawalek chleba. O takie bylo moje zycie w KOMUNIZMIE !!!!
      Ja smaku masla to wcale nie znalem !! Jakie maslo ? Za co ? Zadnej pomocy z nikad. Jaka pomoc ? Puste pudelka po paczkach z napisem "Dar narodu Amerykanskiego dla narodu Polskiego" - Nie dla handlu lub wymiany to widzialem tylko na smietniku za Kasynem Milicyjnym na Kraszewskiego !!
      Za mlody jeszcze bylem aby walczyc w Solidarnosci, bo jak Solidarnosc powstawala w Rzeszowie to tam sie poustawialy same "BAMBRY" a zwykly robotnik i to okolo 20-letni to se mogl wiesz co ?? Tam to chamy rzadzily !! Pokupowala im rodzina ze wsi mieszkania wlasnosciowe i samochody w Pewexie aby mieli czym zwozic walowe ze wsi do tych mieszkan wlasnosciowych. Szaleli w restauracjach i dancingach do ktorych my nidy nie chodzilismy bo nie mielismy za co. dalej mieszkalismy w pozydowskiej kamienicy z wspolnym klozetem na balkonie. Na mieszkanie nawet spoldzielcze nie mialem na wklad a i tak trzeba bylo czekac 20 lat w kolejce. Nie potrafilem krasc tak jak inni, bo rodzice mnie tego nie nauczyli !! Te marne kilkanascie stowek ktore zarobilem to rodzice wzieli, bo trzeba bylo z czegos zyc i zaplacic za oplaty. Jak przychodzila zima to trzeba bylo brac pozyczke z kasy zapomogowo-pozyczkowej na to aby kupic wegiel i jakiego lacha na siebie na zime. Nawet pojscie do kina bylo luksusem nie byle jakim. Za co ? Interes se mialem otworzyc ? Za co ? Ja na suche bulki na drugie sniadanie nie mialem aby sobie kupic w pracy. Ja nie bylem bambrem ze wsi co zwozil samochodem walowe do miasta !! Ziemi mielismy az 4 doniczki w oknach !! A majatku to tyle mialem ile mialem lachow na sobie, bo nawet drugiej pary butow nie mialem na zmiane. Jakies pantofle w domu, pizamy, szczotka i pasta do zebow, kosmetyki i podobne rzeczy to smiech na sali !! Kto to wogole widzial ?? Szare mydlo "powszechne" bylo za cale kosmetyki. Szampon do wlosow? Cos takiego u nas w domu NIE ISTNIALO !! Zylem gorzej nieomal od bydlecia, w takiej nedzy !!
      Bogu dziekuje ze mam skonczone technikum, bo jak ja lub moi bracia skladalismy podania do WSI w Rzeszowie to nawet podan od nas nie chieli przyjac !! Dzieci Zolnierzy Wykletych mialy
      ZAWSZE w edukacji pod gorke i pod wiatr !! Ja dopiero po stanie wojennym zaczalem sie doksztalcac i wyksztalcilem swoje dzieci. Dopiero teraz zyjemy jak ludzie, ale o budowie domu to se moge POMARZYC !! Zyje od wyplaty do wyplaty mimo ze jestem teraz wyksztalconym robotnikiem. Pracuje na WSK jako ustawiacz maszyn Computer Numeric Control (CNC) ale kokosow na to aby pomyslec o budowie domu lub nawet kupnie mieszkania nie mam. Ja nie mam na kupno ziemi pod budowe, a budowa domu ?? Nie osmieszajmy sie, zaden menager banku nawet by nie plunal w moja strone, nie mowiac zeby nie chcial ze mna rozmawiac o jakielkolwiek pozyczce. No moge se kupic rower. Na to mnie teraz jeszcze stac !!
      Uprzedzam jakiekolwiek sugestie na temat pijanstwa i alkoholizmu.
      U nas w domu nawet szklanki piwa nigdy nie bylo i rodzice nigdy zadnego alkoholu nie uzywali. Pierwszy raz alkohol pilem na studniowce w samochodowce gdy mnie lampka wina Wermuth oficjalnie poczestowano. Nie znam smaku wina patykiem pisanego do dzisiaj !! Wodke zdarzylo mi sie pic kilka razy w zyciu, a na swoim weselu musialem wypic ten tradycyjny kieliszek.
      • Wzruszyła mnie Twoja historia.
        Jednak uważam ją za wyssaną z palca lub, co najmniej bardzo mocno przejaskrawioną. Sam dorastałem w tamtych czasach (może nieco później) jako wnuk szlachcica i równocześnie pułkownika AK oraz lwowskiego fabrykanta, czyli wrogów klasowych nr 1.
        Co prawda ojciec był już tylko inżynierem, a mama ex-dziedziczką majątku zamienionego w PGR, ale zawsze.
        Nigdy nam w domu niczego nie brakowało, choć pracował tylko ojciec.
        Fakt nie popijaliśmy kawioru astrachańskiego francuskim szampanem, ale żeby mleka, masła, wędliny, czy jakiejś padliny nie było w lodówce nie zdarzyło się nigdy.
        Owszem 20$ na Wranglery z Pewexu musiałem dobrą chwilę składać, ale normalne, polskie ciuchy, czy buty nie stanowiły żadnego problemu.

        Podobnie było z wykształceniem.
        Jako, że od podstawówki wygrywałem olimpiady przedmiotowe nigdy nie miałem żadnego problemu z dostaniem się do wybranej szkoły lub uczelni. Tą ostatnią była najlepsza polibuda w demoludach, czyli Leningadskij Politechnicieskij Instytut.
        Studiowało się za darmochę. Akademik "dla inastańców" kosztował 8 rbl, żarcie w stołówce 20, samolot Leningrad - Lwów 26 rbl, a kolacja z szampanem we dwoje w ekskluzywnej knajpce ok. 20-25. Zupa + kotlet z ziemniakami, surówka i kompotem w barze to było ok. 1,50 do 2 rubli.
        Dostawałem stypendia od: rządu PRL, rządu ZSRR i za dobre wyniki w nauce + jakieś tam dodatki. Bywały miesiące, że razem miałem ponad 700 rbl. Nigdy nie było mniej niż 500.
        Jako student zwiedziłem z kolegami: Syberię, Mongolię, część Chin, Tybet, praktycznie cały Kaukaz i Iran. Za drobny handelek dżinsami, płaszczykami, okularami i innym drobiazgami kupiłem sobie na drugim roku własny samochód i to, jak na tamte czasy niezły, bo Ładę 1500.

        Żadnej rodziny na wsi lub w USA nigdy nie miałem, więc brak było sponsorów i dostarczycieli wałówki.





      • czytając tez życiorys domyslam sie z z ciebie straszna dupa życiowa...
        • Gość: kacper IP: *.230.88.12.rzeszow.mm.pl 22.03.13, 17:31
          Gościu jaja sobie z was robi, popatrzta na adres z którego pisze i wszystko będzie jasne. Poza tym historia nie trzyma się kupy, zupełnie niezgodna z realiami, pomylona chronologia itd.
          • Gość: Krzychu IP: *.rzeszow.vectranet.pl 22.03.13, 19:00
            Zdjęcie 3/2 sam - mały sam na W.Pola,bo duży był i jest do dzisiaj na Chrobrego. Bya bida z nędzą ,ale ludzie byli inni.Dzisiaj młodzi mogą nam tylko pozazdrościć,a Mata Kari kolejny raz mnie zaskocxzyła.Pozdrawiam.
          • Gość: leCHUJarek IP: *.ostnet.pl 22.03.13, 19:00
            Pracuje w Rzeszowie ale pisze z Australii ? Teleportował się fantasta czy może na wycieczkę pojechał .Nie byłem dzieckiem żołnierza wyklętego ale chyba tak źle nie było skoro znam bliźniaków - dzieci akowców , którzy żyli jak pączuszki w maśle w willi na Żoliborzu i grali w filmach za głębokiej komuny. I nawet ich nie chcieli internować w stanie wojennym.
      • Gość: rzeszowiak... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.13, 08:46
        Piepszysz waśc jak potłuczony.... policzmy dobrze.... jak powstawała soldarnosc to podobno miałeś ok 20 lat.... czyli jesteś mniej więcej rocznik 60- ty .. tak plus minus... a rodzice przed wojna już dorośli byli i aktywni zawodowo... to ile przepraszam lat szanowni rodziciele mieli jak Cie na swiat sprowadzili o garstce rodzeństwa nie wspomnę????
    • Mnie Społem nadal kojarzy się z jakością. Z przykrością stwierdziłam ostatnio, że przy Osmeckiego przemysłowy zamknęli. Mieli wspaniały asortyment polskich dobrych produktów. Spożywcze mają doskonałe pieczywo, wody mineralne, ciasta, zakwas na żurek. Bardzo lubię tę sieć.
    • Jeśli chodzi o społem to mają baaardzo dobre pieczywo.
      Minus jest taki ,że jest tam bardzo drogo. To tyle w temacie.
      • Ja jestem za tym, by było drożej, ale dobrej jakości. Niestety w tym roku w okolicznym Społem nie było już dobrej kapusty kiszonej. Dobrze, że wielu ludzi docenia znakomite pieczywo. Sporo osób przychodzi do Społem po konkretne produkty niedostępne nigdzie indziej. 2 ciasta biją te z najlepszych cukierni ceną, składem (podany) i smakiem. Nie przepadam za słodkościami, wyczuwam okropne dodatki więc wiem co piszę. Moim zdaniem niechęć do Społem to nie ceny, ale zakodowane wyobrażenie o sklepie. To sprawia, że odejmuje się mu wartości, podobnie jak dodaje się sieci Frac.
        • coralin napisała:

          > To sprawia, że odejmuje się mu wartości, podobnie jak d
          > odaje się sieci Frac.

          Z Frac'iem IMHO jesteś niesprawiedliwa. Tak dobrych wędlin, w tak ogromnym wyborze, jak we Fracu na Lwowskiej k. Mc Donaldsa, to gdybyśmy objeździli wszystkie Społem w regionie nie znajdziemy. Podobnie świeże mięso z gwarancją nienastrzykiwania różnymi świństwami, czy kurczaki, które nie śmierdzą paszą z mączki rybnej w czasie gotowania rosołu. Owoce i warzywa również przebijają Społem jakością i szerokością asortymentu.
          Pieczywo kupuję i tak gdzie indziej, choć i tu i tu jest niezły wybór.

          Ceny we Fracu są zdecydowanie wyższe, ale to chyba dobrze, bo nie widać tam "biedronkowej masy" i powiatowej gawiedzi.
          • Czyli jest tak jak pisałam. Ceny we Fracu wyższe to OK, w Społem wyższe to nie OK. Dodawanie wartości i odejmowanie wartości plus "aspirowanie" (Twoje ostatnie zdanie) dzięki czemu we Fracu okrągły rok egzotyka w warzywach i owocach, ale dobrej kapusty kiszonej brak. Nie ma się co licytować na asortyment, bo klientów w osiedlowych Społem jest śladowo. Przed świętami uciekłam z Fraca, w którym było jak w PRL- ogromne kolejki. Podobnie było w cukierni Keks. Ludzie chyba faktycznie lubią te kolejki. Bałam się, że w Społem nie kupię dobrej wędliny, bo na co dzień nie ma tam tej droższej, lepszej, ale w komfortowych warunkach, bez kolejki kupiłam wędliny z Górna, z Pilzna Taurusa i pyszne ciasta (z podanym składem, w modnych cukierniach tego nie ma).
            • coralin napisała:

              > Czyli jest tak jak pisałam. Ceny we Fracu wyższe to OK, w Społem wyższe to nie
              > OK.

              To nie tak.
              Społem to nawet z nazwy P.S.S. czyli Powszechna Spółdzielnia Spożywców, a Frac delikatesy. Czujesz różnicę?

              > kupiłam wędliny z Górna, z Pilzna Taurusa

              To tylko średnia półka wędlin. O te naprawdę dobre zapytaj we Frac'u.
              • Do Fraca zaglądam po cykorię. Sucha krakowska z Górna zaspokaja mój gust, a wędlin jem mało. Co więcej chodzę do Biedronki, bo w okolicznym Fracu nie ma królika.
              • Gość: konrad IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.13, 15:01
                Dobra wędlina to dobry surowiec z którego została wyprodukowana.
                Odpadają wiec wszelkiej maści markety gdzie wędliny produkowane są z świń tuczonych intensywnie w przemysłowych chlewniach.
                Średnia pólka to rodzime podkarpackie masarnie.
                Smak prwdziwej szynki mogą zaś przyponieć sobie tylko nieliczni którzy sami utuczą i uszlachtują sobie świniaka.
                To rękodzieło kulinarne nie trafia jednak do oficjalnego obrotu bo uniemożliwiają to procedury unijne.
                Z uniją naszą kochaną umówiliśmy się bowiem że to ona wybuduje nam markety w których żywić będzie nas swoim żarłem.
                Nam da zapomoge do ugorowanych hektarów.
                Właściciel jednej świnki to konkurencja dla koncernów spożywczych bo nie dość że uszczupla kase to stwarza możliwość przypomnienia sobie jak powinna smakować prawdziwa szynka.
                • Dlatego tak mało jem wędlin, w porównaniu z przeciętnym Polakiem śladowo, bo nie jestem kanapkowa. Nie jem też kurczaków sklepowych, filetów z kurczaka. Czasem pojawia się jakiś dobry produkt, ale z wyglądu jest marny (dla Polaka wędlina musi być soczysta, różowawa) no i ma pasek tłuszczu z boku i dla Polaka to wada.
                  Przekopać się do dobrego pieczywa we Fracu to sztuka , większość to wieloziarniste i klientela się na to łapie.
                • Gość portalu: konrad napisał(a):

                  > Dobra wędlina to dobry surowiec z którego została wyprodukowana.
                  > Odpadają wiec wszelkiej maści markety gdzie wędliny produkowane są z świń tuczo
                  > nych intensywnie w przemysłowych chlewniach.
                  > Średnia pólka to rodzime podkarpackie masarnie.

                  Zdecydowanie masz rację.

                  > Smak prwdziwej szynki mogą zaś przyponieć sobie tylko nieliczni którzy sami utu
                  > czą i uszlachtują sobie świniaka.

                  Kumpel przywozi z okolic Biłgoraja zaszlachtowane i rozebrane mięso oraz część podrobów ze świnek chowanych na "ziemniaczkach z parownika".
                  Wspólnie z sąsiadem zamieniamy to w pyszności i na zmiany pełnimy wachty przy wędzarni ;-)

                  > To rękodzieło kulinarne nie trafia jednak do oficjalnego obrotu bo uniemożliwia
                  > ją to procedury unijne.

                  Zainteresuj się jedną gablotą we Frac'u na Lwowskiej. Nie jest to ekstraklasa, o której piszesz, ale wierzaj mi, że baaaaaaardzo przyzwoita półka. Ceny zaczynają się do 35-40 zł, a kończą na 60, ale warto.

                  > Z uniją naszą kochaną umówiliśmy się bowiem że to ona wybuduje nam markety w kt
                  > órych żywić będzie nas swoim żarłem.
                  > Nam da zapomoge do ugorowanych hektarów.
                  > Właściciel jednej świnki to konkurencja dla koncernów spożywczych bo nie dość ż
                  > e uszczupla kase to stwarza możliwość przypomnienia sobie jak powinna smakować
                  > prawdziwa szynka.

                  A z pomidorem, ogórkiem, serem, czy chlebem jest inaczej?
          • Gość: Ewa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.13, 08:55
            Co do mięsa nienastrzykiwanego to się raz mocno zawiodłam... kupiłam kilka dni przed swiętami 2 kilo schabu podobno z własnego rozbioru, nie wspomnę ze do swiąt już było blisko więc cena była horrendalna, ok. 27 zł za kilo. Jakież było moje zdziwienie kiedy w piekarniku z miesa został "skwarek" mniej więcej 1/3 stanu przed pieczeniem a woooody było w naczyniu mnóstwo.. Od tego czasu podziękowałam Fracowi za mięso...
            • Frac idealnie wpisuje się w gust Polaków wychowanych na kolorowych reklamach. Nie twierdzę, że tam są niedobre produkty, ale że aż tak rewelacyjne to przesada. Nie jem kurczaków, filetów drobiowych, lubię wołowinę i w stosunku do jakości jest ona we Fraku za droga. Oczywiście wiem, że w ogóle o dobrą wołowinę w Polsce trudno, ale wolę kupić lepszą lub tej samej jakości, ale gdzie indziej taniej.
    • Gość: Anton aus Tirol IP: *.rz.izeto.pl 24.03.13, 14:53
      O gustach i co komu smakuje się nie dyskutuje.
      • A ja uważam, że świetna dyskusja się zaczyna. W PRL stało się w kolejkach z przymusu, teraz trochę na siłę w modnych delikatesach, bo Społem to dla niektórych obciach. Współczesny "aspirujący wyżej" raczej składu chleba czy wędliny nie czyta, ale sugeruje się modą, gdzie wypada robić zakupy.
      • Dyskutuje się o wszystim, jeśli ma się coś ciekawego, odkrywczego lub choćby zabawnego do powiedzenia, na dany temat.
        Kolejne głupie powiedzonko-wytrych, na każdą okazję, w jakich lubuje się nasza konformistyczna masa.

        Wędliny z Górna i Taurusa - z pierwszej jadłem tylko suchą kiełbasę, zdrugiej firmy szynkę tradycyjną - śmiało należy zaliczyć do dobrych wyrobów. Suchą tylko trochę podsuszyć, wieszając w kuchni na sznurku i naprawdę można spożyć ze smakiem.

        Lubię Społem, właśnie za bardzo dobre pieczywo, kefiry, maślanki oraz słodycze. Może to irracjonalne, ale jak dla mnie, Społem ma jakiś czesko-humorystyczny koloryt, swojskiej spółdzielni. Coś z opowieści Hrabala.
        W ogóle Rzeszów, w swojej pastelowej kolorystyce, tyleż zgrzebnym co zabawnym, naśladownictwie zachodu, ma coś z klimatu Czechosłowacji. To samo mówiło paru znajomych, po powrocie z kilkuletniego pobytu za granicą. Zwłaszcza zimą. Trochę zgrzebnie, trochę kiczowato, ale koniec końców, sentyment zostaje :)
        • Gość: ewa IP: *.rzeszow.mm.pl 24.03.13, 22:26
        • Gość: attack IP: 217.153.102.* 24.03.13, 22:51
          Górno miało dobre wędliny 8 lat temu ,kiedy skupowali swinki od okolicznych gospodadrzy teraz podjeżdza tir z gotowymi połówkami z Białorusi lub innych kombinatów ...
          Co do Społem ma rewelacyjne pieczywo a poza tym wykorzystują te sprzedawczynie jak w
          marketach.
          Co do artykułu bo dyskusja odeszła od tematu moze z błędami ale miło było dla takich roczników jak ja przypomnieć sobie ten klimat tamtych lat
          - letnie kino na Resovi
          - Lukullus na 3 -maja
          - Kosmos, Bałtycka, Hungaria, Wisielok, Kubanka
          - w Relaksie miałem zorganizowane przyjęcie weselne - w stanie wojennym- do 21 bo o 22
          była godzina milicyjna
          bo jak powiedział klasyk to nie tesknota za komuną ale za młodością
          -
          • Gość: jo IP: *.rzeszow.vectranet.pl 24.03.13, 23:18
            No, ale ta kiszona kapusta!
          • Gość: Anton aus Tirol IP: *.rz.izeto.pl 25.03.13, 05:43
            Coś przedmówco pieprzysz niestworzone farmazony jakoby w Społem sprzedawczynie były
            wykorzystywane jak w supermarketach .Radzę się poduczyć i wtedy się tu wypowiadać ,wiele
            sprzedawczyń z supermarketów chciało by mieć takie warunki jak w Społem.
            • Gość: menu IP: *.rzeszow.vectranet.pl 25.03.13, 12:56
              Pani @coralin.

              Współczuję Pani, bo z Pani wypowiedzi wynika ,że prawie nic Pani nie je.
              Brak dobrej kapusty kiszonej pogłębia tę trudną sytuację.
              Pomogę Pani: proszę podejść pod Dom Kultury tu jest warzywniak u p. Reni, a u niej smakowita kiszona kapusta.
              Taka jaką Pani pamięta z rodzinnego domu.
              Trudne jest życie jeśli wcina się tylko kiszoną kapustę.
              • Dziękuję za wskazówki gdzie nabyć dobrą kiszoną kapustę. Ze względu na to, że w pobliżu nie miałam tej zimy dostępu do dobrej jadłam jej mało, nie tyle ile chciałabym. Tak dzieje się z wieloma produktami. Na przykład gotuję rosół rzadziej niż bym chciała, bo kupienie dobrego kurczaka to zdobywanie. Jem bardzo dużo różnych rzeczy. Lubię gotować , ale mam też parę innych obowiązków i pasji i jednak chodzenia po całym mieście za jakimiś produktami raczej nie praktykuję, dlatego cieszę się jeśli smakujące mi produkty mam w okolicznych sklepach.
    • Społem to syf kiła mogiła i komuna - sliskie kiełbasy wycierane sciereczką , szyneczka zawinięta w folie by nie przyschła , chlebus z zamrażarki i zdziwione panie ze czegoś sie chce ...tragedia - na Al Niepodległosci przy zodiaku , na Wita Stwosza ...jeszcze wieksza - omijam szerokim łukiem - Frac ? tak bardzo - chlebuś z dobrych piekarni , bułeczki pieczone na misjscu .wedliny do wyboru i koloru . jarzyny , czosnek duzy ....Biedronka to mielone z indyka , dobre jarzynki , czarna fasolka , herbatki ziołowe , kostki smakowe .fixy do mięs - kazda siec ma coś so sie przydaje a Społem ma to co zamówią i te głupkowate spojrzenia sprzedawczyń ...tragedia- gorzej niz w Jedynce bo tam to juz Albanią smierdzi
      • Gość: gostek IP: *.adsl.inetia.pl 25.03.13, 16:46
        Co ty pieprzysz idioto!!!! ???? Frac odpieka pieczywo z mrożonego, a w Społem jest tylko, ale to tylko pieczywo pieczone tradycyjnie, na naturalnym zakwasie (sprawdź etykiety). Czosnek we Fracu owszem duży, tylko szkoda, że chiński.
        • Dlaczego takie wyzwiska? Szanujmy się ludzie nawet w sieci!
          Dobrej jakości wędlina i chleb nawet podeschnięte zachowują smak, ale czasem nie wygladają za dobrze. Mój ulubiony chleb wygląda marnie. To od nas zależy, co będzie w sklepach. Jeszcze 2 lata temu na polski czosnek trzeba było polować , teraz jest, ale oczywiście w wysokiej cenie. Jestem pełna uznania dla mieszkańców regionu za obecność w większości sklepów kefiru i śmietany Trzebowniska, choć Mlekovita majstruje już w tych doskonałych produktach i już popsuła masło.
        • Gość portalu: gostek napisał(a):

          > Co ty pieprzysz idioto!!!! ????

          Następnym razem chwilę dłużej pomyśl nad przedstawieniem się.

          > Frac odpieka pieczywo z mrożonego,

          We Frac'u jest dostępne pieczywo z ok. 10 różnych piekarni + wypiekane z mrożonego ciasta.

          > a w Społem jest tylko, ale to tylko pieczywo pieczone tradycyjnie, na naturalnym zakwasie (
          > sprawdź etykiety).

          Nie tylko, jednak fakt, że pieczywo Społemowskie jest bardzo dobre, ale nie najlepsze.
          Niestety najlepszego nie ma ani w Społem, ani w Frac'u. Jakie to jest nie powiem, bo już coraz trudniej go kupić, a reklama ten fakt może jedynie pogorszyć.

          > Czosnek we Fracu owszem duży, tylko szkoda, że chiński.

          Kolejna nieprawda. Jest polski, chiński i holenderski.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.