Dodaj do ulubionych

Nie posyła córki do szkoły. Uczy ją sama w domu

18.06.13, 09:02
wszystko ok, tylko to imie: Sundari Radhy. z tego co wiem, to nie wolno sobie dziecka dowolnie nazwać (np. "Tradycja"). czy ktos może mi wyjasnić na jakiej podstawie zarejestrowano w urzędzie dziecko o takim imieniu?
i do mamy - nawet nie wie Pani jak bardzo mozna skrzywdzic swoje dziecko dziwnym imieniem. w przyszłości może stac się obiektem kpin, drwin i pośmiewiskiem, a to wszystko z powodu zdziwaczenia jego rodziców.
Obserwuj wątek
    • lechujarek13 Re: Nie posyła córki do szkoły. Uczy ją sama w do 18.06.13, 09:21
      Szkoła to nie tylko edukacja. To także socjalizacja, przystosowanie do życia w społeczeństwie, do współdziałania z innymi ludźmi. Ta kobieta robi dziecku krzywdę pozbawiając je kontaktów z rówieśnikami. A pierwszy raz skrzywdziła dziecko nadając jej wyimaginowane i pretensjonalne imię, które w polskich realiach będzie obciążeniem.
      • Gość: magda Re: Nie posyła córki do szkoły. Uczy ją sama w do IP: 195.205.189.* 18.06.13, 12:10
        A gdzie jest napisane, że matka pozbawia córkę kontaktu z rówieśnikami?
        Jeśli chodzi o imię, to zaryzykowałabym twierdzenie, że dziecko wychowane w szacunku (do siebie samego i innych) i w poczuciu własnej wartości, będzie miało głęboko w nosie czyjeś ograniczone poglądy i adresowane do niej prześmiewcze komentarze. W każdym razie tego Jej życzę.

        Słuchając o tym, co wyprawia się w szkołach, nawet w nauczaniu początkowym (łącznie z aktami przemocy i wyłudzania pieniędzy wśród najmłodszych dzieci) sama się zastanawiam, czy moje dziecko rzeczywiście tak wiele straci, jeśli będzie uczyło się w domu. Poważnie się zastanawiam.
        • 0jkp5 Re: Nie posyła córki do szkoły. Uczy ją sama w do 18.06.13, 19:57
          A zastanawiaj się. Proponuje idz dalej - nie dawaj do szkoły. Po jakiego gniota dziecko ma nabywac złych nawyków w szkole? Po co ma uczyć się walczyć z rówiesnikami o uwagę, władzę? Po co ma uczyć się wytrzymywać trudne sytuacje w szkole na ktore na pewno będzie narażone w szkole?
          Łatwiej zrobić coś prostego: ochronić ja od tego. Nie posyłać do szkoły, opiekować się 24h na dobę, zapewnić dojrzewanie bez stresu - zarówno psychologicznego i fizycznego (jak szkoła) jak i np. żywieniowego - jak to matka tej młodej robi.
          Dziecko będzie zapewne szcześliwsze, spokojniejsze - bo matka będzie mniej zalękniona że dziecku coś się złego dzieje w szkole. A jak wiadomo lękowe matki są przyczyną największych kłopotów psychologicznych dzieci.
          Aha - potem jak już będzie miała 25 lat i skończy nauki - od razu trzeba ja uchronić przed stresami życia - najlepiej z jakiegoś powodu posyłając na rentę. Powód może być dowolny - ADHD, zaburzenia emocjonalne, schizofrenia - cokolwiek. Po co ma się męczyć z ludzmi?
          • hoffenberg Re: Nie posyła córki do szkoły. Uczy ją sama w do 18.06.13, 20:09
            Mama nie zawsze będzie pod ręką, a jak jej nie będzie to co? Całe życie pod kloszem się nie da. W szkole najważniejsze jest to co już ktoś napisał, socjalizacja ! Jak nie nauczysz się żyć z ludźmi, i tymi be i tymi cacy, to całe życie będzie przepier..., a szkoła między innymi tego uczy. Rodzic który nie posyła dziecka do szkoły może mu niechcący zrobić krzywdę na całe życie i najlepszy psycholog nie wtedy pomoże.
            • Gość: pan szaman Doradź jak to zrobić IP: *.dynamic.chello.pl 18.06.13, 23:50
              > W szkole najważniejsze jest to co już ktoś napisał, socjalizac
              > ja ! Jak nie nauczysz się żyć z ludźmi, i tymi be i tymi cacy, to całe życie bę
              > dzie przepier..., a szkoła między innymi tego uczy.

              W tym roku wprowadziła się do bloku moich rodziców rodzina ze wsi z trzynastoletnim synem. Chłopak zaczął tu naukę w gimnazjum i od samego początku ma jak to nazywasz przepier. Jest on drobnej budowy ciała, delikatne, dziewczęce rysy twarzy, długie włosy, spokojny, cichy, wrażliwy. Trafił do rejonówki, w której rządzi Legiunia i jej wygoleni na łyso fanatycy w dresach i ich tlenione smerfetki. Jak ma się nauczyć z nimi żyć? Co on ma zrobić żeby mu dali spokój, a tlenione dziunie nie pyszczyły w stylu "zaraz mu ku... spalę te hery"? Jaką masz radę dla tego chłopaka?
              • Gość: przyjezdny Re: Doradź jak to zrobić IP: 203.121.23.* 19.06.13, 09:01
                hmm, taki obrazek widzialem rowniez w zdziczalym miescie Melbourne, ale sa pewne roznice srodowiskowe. W Australii od dawna panuje przekonanie ze chlopcy musza byc wychowani w duchu commando lub twardzieli, tak wiec wszystkie odcienie subtelnosci sa co ciekawe tepione przez ludnosc wywodzaca sie od zeslancow dawnych brytyjskich koloni karnych.

                W czasie pobytu w Polsce zaobserwowalem duze przyzwolenie spoleczne na doglebny bandytyzm czy jak to oglednie nazywa sie chuliganstwo - obu plci. Chociaz i za moich czasow (lata 70-te i 80-te) nalezalo uwazac kiedy zdecydowalo sie zrobic tranzyt przez pewne dzielnice zamieszkale przez dolne warstwy klasy robotniczej, to widac ze ta podkultura weszla na stale do szkol polskich.

                Coz zetkiecie sie z tzw "lomami" (obecni dresiarze ?) bylo raczej nieprzyjemne. Z mojego wlasnego doswiadczenia stwierdzam ze kontakt z tymi nizszymi formami biologicznymi byl raczej niemozliwy. Wspolistnienie - byc moze - jesli schodzilo sie im potulnie z drogi. No czasmi jesli sie mialo ochote na open-kumite to lomy byli zawsze chetni i sluzyli zacietoscia godna lepszej sprawy. Z innych artykulow na GW mozna sie doczytac pewnych prawidlowosci stadnych: zawsze operuja w grupach napadajac slabsze jednostki lub inne grupy niechetne do zaangazowania sie w akty przemocy.

                Suma sumarum spoleczenstwo polskie wydaje sie byc w glebokiej opresji swoich klas nizszych, z ktorej to sytuacji wyjscia raczej nie widac.





              • Gość: gosciowka Re: Doradź jak to zrobić IP: 195.150.70.* 19.06.13, 13:57
                Panie Szamanie,

                a co będzie jak skończy szkole i pójdzie do pracy, albo na studia? Też będą mu dokuczali z innego powodu. Nie można dziecka uratować przed całym złem. Trzeba nauczyć go radzić sobie z tym. Grupa zawsze znajdzie sobie kozła ofiarnego i ten chłopaczek może już zawsze nim być, gdziekolwiek nie pójdzie, bo nie nauczył się na podstawowym poziomie radzić sobie z niebezpieczeństwem.
                I nie mówię o tym, że powinien dać po mordzie oprychom "na dzielni". Radzenie sobie to też np unikanie pewnych sytuacji/ludzi. Trzeba uczyć, a nie chronić. Dawać wędkę a nie rybę.
              • antidotumm Re: Doradź jak to zrobić 20.06.13, 13:32
                Absolutnie nalezaloby zmienic szkole! Masa moich znajomych posyla dzieci poza rejon - wymaga to nieco zachodu, ale WARTO! -w naszej (rejonowej) szkole jest mnostwo dzieci spoza rejonu- przeniosly sie z innych szkol z powodow, ze tak powiem, socjalnych. Na szczescie moja, rejonowa, szkola, jest bardzo dobra....
        • Gość: Renata Znam wielu rodziców uczących dzieci w domach IP: *.aluplast.com.pl 19.06.13, 10:47
          Tak się złożyło, że w moim otoczeniu jest wiele rodzin uczących dzieci w domach. Drodzy Państwo. Serdecznie gratuluje odwagi i zaufania do siebie i dziecka. Sama jestem mamą 9latka i widzę, jak szkoła ogranicza, etykietuje, podkopuje poczucie własnej wartości poprzez ciągłą krytyke a także system kar i nagród. To wszystko zaprocentuje niestety w przyszłości. Nam rodzicom pozostaje jedynie wspierać nasze dzieci w rozwoju poprzez stwarzanie im domu będącego miejscem, gdzie będą kochane, rozumiene i szanowane. To bardzo dużo. Ponieważ sama pracuję niestety nawet jakbym chciała nie dałabym rady z edukacją domową choć bardzo podoba mi się ta droga rozwoju naszych dzieci. Udało mi się za to nieposyłać syna na religię i bardzo się z tego cieszę. Ale to już osobny temat. Pozdrawiam wszystkich. Acha taka ciekawostka z USA. Osoby które chcą pracowac w NASA muszą w swoim CV mieć "edukację domową" w przeciwnym razie nikt nie zaprosi ich do procesu rekrutacji.
      • Gość: xyz "socjalizacja" - buahahaha IP: 195.82.180.* 18.06.13, 19:16
        Racja. Dziewczynka NIE nauczy się, że należy pytać jak się nie wie bo dzieci pomyślą, że jest głupia. Nie należy również dopytywać się na interesujący temat bo klasa weźmie, delikwentkę za "kujona". Do dobrego tonu należy dać "zerżnąć" zadanie lub wypracowanie albo dać "odgapić" na sprawdzianie.

        O czymś zapomniałem ? O tym, że trzeba się "właściwie" ubierać? O tym, że trzeba mieć odpowiednie "gadżety" bo inni wezmą ciebie za pariasa ?

        Do dooopy z taką socjalizacją.
      • Gość: rochu86 Bardzo dobrze! IP: *.ntlworld.ie 18.06.13, 20:02
        @lejchurek13

        Bzdury piszesz. Powszechna i zbiorowa edukacja w obecnej formie istnieje dopiero gdzieś od II WŚ, może trochę wcześniej.
        Przedtem, każdy kogo było stać na nauczycieli (albo sam miał dużą wiedzę) kształcił indywidualnie. Kogo nie było stać wcale, kształcił samemu tego co najważniejsze. i zazwyczaj dobrze to wychodziło.

        A co do imienia, to się czepiasz. Może 20 lat temu dziecko miało by problem. Dziś jest mnóstwo "egzotycznych" imion. A jak się wychyli czubek nosa poza granicę własnego kraju, to przestaje mieć już zupełnie znaczenie....
      • Gość: pan szaman Jesteś w błędzie IP: *.dynamic.chello.pl 18.06.13, 20:32
        > Szkoła to nie tylko edukacja. To także socjalizacja, przystosowanie do życia w
        > społeczeństwie, do współdziałania z innymi ludźmi.

        Problem jest w tym, że szkoła nie daje możliwości socjalizacji dla dzieci nowej ery. Dziecko delikatne i wrażliwe, takie jak Radha nie dogada się z klasowymi łobuzami i nie wpasuje się w kółeczka wzajemnej adoracji. To są dzieci nowej ery, które zmienią ten świat na lepszy. Szkoła je tylko przytłoczy, stłamsi i zniszczy.

        > A pierwszy raz skrzywdziła dziecko nadając jej wyimaginowane i pretensjonalne imię,
        > które w polskich realiach będzie obciążeniem.

        Polskie realia na szczęście się zmieniają. Dla mnie na przykład jej imię nie stanowi problemu. Jest fajne, oryginalne i pasuje do osobowości tej dziewczynki. Nadaje jej lekką aurę tajemniczości.
            • zdziwiony6 Re: Jesteś w błędzie 18.06.13, 20:47
              Nie mam pewnośći czy to jest wrodzona wrażliwość. W tym wieku dziecko bezkrytycznie powtarza to co mówią rodzice, bo tak zostało przez nich zaprogramowane.

              Ja też do pewnego okresu życia regualrnie chodziłem do kościoła i uważałem, że nie należy pić alkoholu. :)
              • Gość: pan szaman Re: Jesteś w błędzie IP: *.dynamic.chello.pl 18.06.13, 20:54
                Niekoniecznie. Ja byłem takim dzieckiem. Rodzice mięsożerni, a ja wege. Rodzice nie przejmujący się "pierdołami" typu że kogoś boli, tylko kazali lać po mordzie i patrzeć czy równo puchnie jak tylko ktoś będzie podskakiwał. Nie potrafiłem uderzyć nikogo. Szkoła to było dla mnie 13 lat męki z rówieśnikami. w podstawówce jeszcze znośnie, ale potem wylądowałem w szkole ze skinheadami i pospolitymi tłukami. TO był zespół szkół, zawodówka, technikum, liceum. Koszmar. Dlatego popieram to co zrobiła mama Radthy. Może ona dzięki temu będzie miała spokojne dzieciństwo, a nie tak jak ja 13 lat w okopach wroga.
                • zdziwiony6 Re: Jesteś w błędzie 18.06.13, 20:59
                  Ja też wychowałem się w dość specyficznej dzielnicy. Losy niektórych moich kolegów z podstawówki są dosć dziwne. Ale taki jest ten świat, czy nam to się podoba czy nie. Izolować się od niego nie zdołamy, bo ci ludzie żyją wśród nas. Spotykamy ich w sklepach i w autobusach. Nauczmy nasze dzieci żyć w tym niedoskonałym świecie.
                  • Gość: pan szaman Re: Jesteś w błędzie IP: *.dynamic.chello.pl 18.06.13, 21:10
                    Jeżeli chcesz czegoś dokonać, na przykład zanurkować na 100 metrów, to nie dobierasz sobie do tego przedsięwzięcia przypadkowych ludzi, z których jeden będzie łaskaw schlać się do nieprzytomności, drugi nie wie co do czego służy, trzeci coś tam nurkował, ale do 18 metrów, a czwarty w ogóle oleje temat. Dobierzesz odpowiednią ekipę, z którą dokonasz tego co zamierzałeś. A szkoła jest takim specyficznym miejscem, w którym człowiek jest skazany na wiele lat na taką, a nie inną ekipę. Jak ma pecha, to nie dokona przez to tego, czego mógłby dokonać nie będąc skazanym na przymusową "socjalizację" z miejscowymi dresiarzami i ich smerfetkami. Mijać się z różnymi osobami mogę, ale nie z każdym mogę czegoś dokonać. I o to tutaj właśnie chodzi.
                    • zdziwiony6 Re: Jesteś w błędzie 18.06.13, 21:14
                      Dobierasz sobie towarzystwo według swojego uznania, ale nie możesz udawać, że nie ma innego świata. Co dalej proponujesz? Autobusy tylko dla pewnego typu ludzi, bo nie chcesz się stykać z motłochem?
                      • Gość: pan szaman Re: Jesteś w błędzie IP: *.dynamic.chello.pl 18.06.13, 21:30
                        Niczego takiego nie proponowałem. Są różni ludzie, ale nie ze wszystkimi jesteśmy w stanie się porozumieć. Możemy się mijać, jechać jednym autobusem, stać w tej samej kolejce do kasy, ale współdziałać nie będziemy nigdy, bo nie nadajemy na tych samych falach. W szkole człowiek jest zmuszany do takiego współdziałania na siłę. Przykład - wycieczka szkolna i odpowiedzialność zbiorowa. Nie ja piłem alpagi, nie ja wywalałem butelki za okno, nie ja urwałem kran w łazience, nie ja obrzygałem cały kibel, nie ja wydzierałem się na korytarzu, nie ja zaśmieciłem autokar, a mimo to zostałem ukarany brakiem kolejnych wycieczek i obniżoną oceną ze sprawowania. Są pewne osoby, które będą robić trzodę gdziekolwiek się pojawią, ale takiej dziewczynce jak Radtha nie będzie z nimi po drodze. Gdy w autobusie, którym jadę coś się dzieje, co mi nie pasuje, wysiadam i jadę następnym. Dziecko w szkole nie ma takiej możliwości.
                        • zdziwiony6 Re: Jesteś w błędzie 18.06.13, 21:35
                          A ja nadal nie wiem na jakiej podstawie twierdzisz, że to jest szczególne dziecko?

                          Wielką krzywdą byłoby izolowanie dzieci uważanych za szczególne. Oddzielne wycieczki dla nich? Co dalej? Apartheid?
                          • Gość: pan szaman Re: Jesteś w błędzie IP: *.dynamic.chello.pl 18.06.13, 21:57
                            > A ja nadal nie wiem na jakiej podstawie twierdzisz, że to jest szczególne dziecko?

                            "- Dzieci są źle odżywiane, w tym, co jedzą, jest za dużo chemii i cukru. W efekcie są nadpobudliwe, a nawet agresywne. Sama prowadzę ekologiczny styl życia, od 20 lat jest wegetarianką, a córka od poczęcia. Staramy się jeść ekologiczną żywność, nie jemy słodyczy słodzonych cukrem, tylko miodem, stewią lub ksylitolem, cukrem uzyskiwanym z brzozy."

                            "Często dziwi się i pyta, jak to możliwe, że ludzie mogą zabijać istoty żywe i je później zjadać. Posłanie jej do szkoły byłoby sprzeczne z ideologią, w duchu której ją wychowuję."

                            To ten specyficzny rodzaj wychowania, który nie pozwala dziecku "zepsuć się". Aby utrzymać taki stan, dziecko nie może być poddane wpływowi środowiska, które zniszczy tę dziecięcą wrażliwość. Znam takie dzieci. Część z nich ma coś jeszcze - dar postrzegania pozazmysłowego.

                            > Wielką krzywdą byłoby izolowanie dzieci uważanych za szczególne. Oddzielne wyc
                            > ieczki dla nich? Co dalej? Apartheid?

                            Nie izolować, ale chronić przed "uziemieniem", nie dać pogrążyć ich w piekiełku, które dzieciaki potrafią stworzyć, a potrafią. Zwłaszcza dziewczynki potrafią być okrutne i już w przedszkolu knuć takie intrygi, że ja stary chłop w życiu bym na takie coś nie wpadł. Jeśli o wycieczki chodzi to tak. Powinny być oddzielne, bo takie dziecko nie będzie dobrze się czuło w rozwrzeszczanym gronie rówieśniczym, a jeśli dodatkowo sytuacja wymyka się spod kontroli, dochodzi element strachu, bo nie wiadomo co takim podpitym deklom do łba strzeli. Dziecko traci poczucie bezpieczeństwa i wycieczka staje się dla niego koszmarem, a oprócz tego zostaje ukarane za to, czego nie zrobiło.
                            • zdziwiony6 Re: Jesteś w błędzie 18.06.13, 22:35
                              Jeśli chodzi o odżywianie to ja mam bardzo podobne zdanie. :) W moim domu nie ma Coca-Coli i innych tego typu smakołyków. Po prostu nie ma.

                              Ta pani nie chce wysłać dziecka do szkoły ze względów ideologicznych? A co z dorosłym życiem? Klasztor lub inne miejsce odosobnienia? Pamiętam z dzieciństwa kolegów, których nadopiekuńcze matki starały się ich chronić przed złem tego świata. Trzymały ich pod kloszami aby się nie zepsuli. Aż przyszedł dzień, że niektórym zaimponował ten zakazany owoc. I wiele lat pracy matek na marne. :)

                              Dziecko chronione przed "uziemnieniem" może być emocjonalnym kaleką, bo nie będzie potrafić funkcjonować w normalnym świecie. Najmniejszy stres jest nieoczekiwaną tragedią.
                              • Gość: pan szaman Re: Jesteś w błędzie IP: *.dynamic.chello.pl 18.06.13, 23:18
                                > Jeśli chodzi o odżywianie to ja mam bardzo podobne zdanie. :) W moim domu nie ma
                                > Coca-Coli i innych tego typu smakołyków. Po prostu nie ma.

                                Mój organizm akurat funkcjonuje głównie na cukrach i gdy mi ich brakuje, to wówczas mogę kogoś pogryźć, a nie jak coś słodkiego zjem :)

                                > Pamiętam z dzieciństwa kolegów, których nadopiekuńcze matki starały się ich chronić przed
                                > złem tego świata. Trzymały ich pod kloszami aby się nie zepsuli. Aż przyszedł dzień, że
                                > niektórym zaimponował ten zakazany owoc. I wiele lat pracy matek na marne. :)

                                Mówimy tu o zupełnie różnych typach ludzi. Dzieci o jakich ja mówię nie trzeba trzymać na siłę pod kloszem. One same chcą pod tym kloszem być. Nawet nie nazywałbym tego kloszem, bo nie o to chodzi. Chodzi o problemy z integracją z rówieśnikami. Jedź do Iranu i zintegruj się z Talibami. Jedź do Afryki i zintegruj się z jakimś plemieniem. Najprawdopodobniej nie dasz rady, bo jesteś z innego świata. Te dzieci też się tak czują. Nie mają potrzeby przynależności do grupy, bo mają wysoko rozwiniętą świadomość, która jest niekompatybilna ze zbiorową świadomością grupy. A gdy staną się klasowymi kozłami ofiarnymi, to nie będą umiały sobie z tym poradzić. Po prostu w ich wysoko rozwiniętej świadomości nie istnieje układ kat - ofiara, wyśmiewający - wyśmiewany, gnębiący - gnębiony. Socjalizacją nie jest podcięcie skrzydeł takiemu dziecku, tylko dociągnięcie do ich poziomu.

                                > Dziecko chronione przed "uziemnieniem" może być emocjonalnym kaleką, bo nie będzie
                                > potrafić funkcjonować w normalnym świecie. Najmniejszy stres jest nieoczekiwaną
                                > tragedią.

                                Nieprawda. Dzieci nowej ery nie są emocjonalnymi kalekami. Ich życie emocjonalne jest dużo bogatsze niż u przeciętnego człowieka. Masz rację że wysoko rozwinięta świadomość to poważna przeszkoda w funkcjonowaniu w otaczającej nas rzeczywistości. Ale to jest dar od Boga. Zrozum, że kamieniami szlachetnymi nie wykłada się ścian w chlewie, perskie dywany nie leżą w oborze, a w pałacowej komnacie nie ma klepiska, król nie zasiadał na zydelku, a szewc nie zasiadał na tronie. Nie rzuca się też dziecka nowej ery w piekiełko, bo nie taka jego rola.
                            • Gość: lelka Re: Jesteś w błędzie IP: *.beskidmedia.pl 18.06.13, 22:49
                              tak sobie czytam te Twoje "wrażliwości" i miałam skrytykować, bo wydawało mi się to śmieszne, nierealne, oderwane od rzeczywistości. I w sumie sam przyznajesz się do tego oderwania... ale jednak muszę się z czymś zgodzić. To intrygi, okrucieństwo dzieci, te sprawy, i dziewczynki, i sama się zastanawiałam, jak pomóc moim dzieciom. Dokładnie wiem, do czego pijesz. Ale, niestety, i stety, coś w tym kierunku zaczęło iść do przodu, i moje dzieci dają sobie w końcu radę. I nie widzę ani nie czuję, żeby coś w sobie skrywały. Zawsze nazywam rzeczy po imieniu, i mówię im jak jest, jak może być, i że świat nie jest sprawiedliwy, i nigdy nie będzie. Taki nasz ludzki świat... żyją :-) Zamieniają się w coraz większe potworki, które dają radę, i nie boją się chamstwa, prostactwa, intryg, szczucia. Zobaczymy, co będzie po wakacjach - na pewno napiszę o tym na forum, jak się coś wydarzy, a troszkę się boję, że może... zobaczymy...
                                • smalltownboy Re: Jesteś w błędzie 19.06.13, 01:44
                                  Czytałem o tych dzieciach na nautilusie.
                                  A prawdą jest, że szkoła nie powinna być przymusowa. Komuna się skończyła (moim zdaniem zaczęła się jeszcze gorsza:).
                                  --
                                  Prawo w III RP jest jak płot. Tygrys przeskoczy, wąż się prześliźnie a bydło zostanie. :)
                • Gość: emigrant Re: Jesteś w błędzie IP: *.inesc-id.pt 19.06.13, 17:28
                  Przybijam piątkę. 6 lat w podstawówce to męka i gnojenie, ale dużo chorowałem i najlepiej wspominam te okresy, kiedy zostawałem w domu. Nawet szpital był jak wakacje, bo towarzystwo lepsze niż szkolne głupki i terroryści. Rodzice sami nie mogli mnie uczyć, ale postarali się o nauczanie indywidualne ze szkoły, do tego telewizja edukacyjna, wchłanianie książek jedna po drugiej i samodzielne rozwijanie pasji w domu (programowanie), żadnego przymusu.
                  Ze względu na częste wycieczki po przychodniach i szpitalach oraz problemy z rówieśnikami w szkole dużo robiła dla mnie mama, ale nie czuję się chowany pod kloszem i jestem jej za to bardzo wdzięczny.
                  W gimnazjum byłem już tylko dziwny, w technikum miałem szacun nawet wśród dresiarzy (inna sprawa, że to dobra szkoła, w której dyrekcja i wychowawcy bardzo stanowczo pilnują porządku). A już później każda laska moja, pracodawcy się o mnie biją, na niedostatek życia towarzyskiego nie narzekam a z racji miejsca pracy współpracuję z ludźmi z różnych krajów i o przeróżnych poglądach i też nie mam z tym problemu. Nie mam też problemu z tym, żeby je zmienić, jeśli uznam, że z samymi mięsożernymi fanami piłki kopanej też niekoniecznie mi po drodze. ;)
                  Wszystkimi kończynami podpisuję się pod tym, że socjalizacja na siłę tylko ze względu na wiek i miejsce zamieszkania to patologia. Przy całym bogactwie współczesnego świata można swobodnie wybrać co i z kim chcesz robić. Mimo pewnych obaw o edukację matematyczno-techniczną małej, która osobie o kompletnie odmiennych zainteresowaniach może sprawić problemy, a nie powinna być zaniedbana we współczesnych realiach, życzę dziewczynom dalszych sukcesów w realizowaniu własnego pomysłu na życie!
      • kultureprofessoren Przeczytajcie 2 razy art zanim skomentujecie..... 19.06.13, 12:07
        Bez obrazy ale po poziomie waszych komentarzy, widac, ze jestescie - niestety - standardowym wytworem nowoczesnego polskiego szkolnictwa. Rzuca sie w oczy przede wszystkim brak czytania ze zrozumieniem. W ktorym miejscu artykulu jest napisane, ze bohaterka pozbawia swoje dziecko kontaktu z rowiesnikami??? Nigdzie, nawet implicite - miedzy wierszami - nie wyczytalem, zeby matka pozbawiala kontaktu z rowiesnikami wlasne dziecko. Jak byk stoi w artykule, cytuje: Radha ma fajny kontakt z rówieśnikami, bo chodzi na różne zajęcia dodatkowe: taneczne, balet, pianino i angielski.
        Po drugie, co was obchodzi jakie imie nadala ta Pani wlasnemu dziecku?? To w koncu jej dziecko, a nie wasze! Mnie osoboscie imie sie bardzo podoba, a decyzja o nauce w domu, jest najlepsza decyzja jaka ta Pani mogla podjac dla dobra swojego dziecka. Gratulacje i prosze wytrzymac jak najdluzej w tym postanowieniu domowej nauki!


        --
        Otwieram lodowke a tam ... Offka!
        • htoft Re: Przeczytajcie 2 razy art zanim skomentujecie. 19.06.13, 16:00
          kultureprofessoren napisał:

          > Po drugie, co was obchodzi jakie imie nadala ta Pani wlasnemu dziecku?? To w ko
          > ncu jej dziecko, a nie wasze! Mnie osoboscie imie sie bardzo podoba, a decyzja
          > o nauce w domu, jest najlepsza decyzja jaka ta Pani mogla podjac dla dobra swoj
          > ego dziecka.

          Zupełnie nie rozumiem tego trybu myślenia. Co to znaczy ,,własnemu dziecku"? Czy to jest krzesło, kapota, albo pies? Czy jeśli je urodziła, ma prawo z nim zrobić, co jej się podoba? Tak się składa, że to jest odrębna istota myśląca, człowiek, którym akurat ona przez przypadek przez jakiś czas się opiekuje i go wychowuje. Jej córka nie należy do niej, to nie prawo własności, tylko prawo do opieki (które może być odebrane w dowolnym momencie, np. przez sąd).

          To, czy to najlepsza decyzja, czy nie, okaże się po latach (choć ja mam przeczucie, że nie będzie tak różowo -- nadopiekuńczość zwykle nie kończy się dobrze, jak widzę po sobie).
          • ponury_swiniarz Re: Przeczytajcie 2 razy art zanim skomentujecie. 19.06.13, 16:51
            > Zupełnie nie rozumiem tego trybu myślenia. Co to znaczy ,,własnemu dziecku"? Cz
            > y to jest krzesło, kapota, albo pies? Czy jeśli je urodziła, ma prawo z nim zro
            > bić, co jej się podoba?

            Masz dzieci? W jakich kategoriach o nich myslisz? Czy nie czujesz jakiegokolwiek zwiazku z nimi, sa dla ciebie odrebnymi istotami? Ja wobec swoich (tak jak i wobec swojej rodziny - choc rodzina tez nie jest wlasnoscia) czuje pewien zwiazek, lojalnosc i obowiazek. Uwazam ze ja i moja zona jestesmy najbardziej uprawnieni i TYLKO MY mamy obowiazek zapewnic im jak najlepsza, w naszym mniemaniu przyszlosc. Musisz zrozumiec, ze do pewnego momentu to rodzice musza decydowac o przyszlosci dziecka bo dziecko nie jest w stanie myslec w kategoriach przyszlosci i kariery. Gdyby tak bylo, kazdy facet strazakiem a kazda kobieta ksiezniczka.
            • htoft Re: Przeczytajcie 2 razy art zanim skomentujecie. 20.06.13, 10:16
              ponury_swiniarz napisał:

              > Masz dzieci? W jakich kategoriach o nich myslisz? Czy nie czujesz jakiegokolwie
              > k zwiazku z nimi, sa dla ciebie odrebnymi istotami? Ja wobec swoich (tak jak i
              > wobec swojej rodziny - choc rodzina tez nie jest wlasnoscia) czuje pewien zwiaz
              > ek, lojalnosc i obowiazek. Uwazam ze ja i moja zona jestesmy najbardziej uprawn
              > ieni i TYLKO MY mamy obowiazek zapewnic im jak najlepsza, w naszym mniemaniu pr
              > zyszlosc. Musisz zrozumiec, ze do pewnego momentu to rodzice musza decydowac o
              > przyszlosci dziecka bo dziecko nie jest w stanie myslec w kategoriach przyszlos
              > ci i kariery. Gdyby tak bylo, kazdy facet strazakiem a kazda kobieta ksiezniczk
              > a.

              To prawda, masz obowiązek się tym dzieckiem opiekować, ale to nie znaczy, że masz prawo decydować o wszystkim i robić co ci się żywnie podoba. Społeczeństwo ma prawo się o twoje dziecko upomnieć (np. jeśli będziesz je zaniedbywał, bił, nie posyłał do szkoły, nie szczepił, uczył przeklinania, kładł do głowy ideologie szowinistyczne, etc., etc.), dopóty, dopóki ty i twoje dziecko jesteście jego członkami.
          • ponury_swiniarz Re: Przeczytajcie 2 razy art zanim skomentujecie. 19.06.13, 16:55
            Masz dzieci? W jakich kategoriach o nich myslisz? Czy nie czujesz jakiegokolwiek zwiazku z nimi, sa dla ciebie odrebnymi istotami? Ja wobec swoich (tak jak i wobec swojej rodziny - choc rodzina tez nie jest wlasnoscia) czuje pewien zwiazek, lojalnosc i obowiazek. Uwazam ze ja i moja zona jestesmy najbardziej uprawnieni i TYLKO MY mamy obowiazek zapewnic im jak najlepsza, w naszym mniemaniu przyszlosc. Musisz zrozumiec, ze do pewnego momentu to rodzice musza decydowac o przyszlosci dziecka bo dziecko nie jest w stanie myslec w kategoriach przyszlosci i kariery. Gdyby tak bylo, kazdy facet strazakiem a kazda kobieta ksiezniczka.
          • kultureprofessoren Re: Przeczytajcie 2 razy art zanim skomentujecie. 20.06.13, 01:37
            Mozesz mi wskazac, w ktorym miejscu napisalem, ze rodzic "ma prawo zrobic z dzieckiem co mu sie podoba?"
            Zwrocilem jedynie uwage, ze rodzice maja prawo wyboru imienia dla dziecka, a osobom trzecim wara od tego. Dziecko kiedy dorosnie, ma z kolei prawo do jego zmiany...
            Kwestia przypadkowosci narodzin oraz opieki to raczej szerszy problem filozoficznego determinizmu.
            Jesli idzie o nadopiekunczosc, to ta skrajnosc jest jednak i tak zdecydowanie lepsza niz brak jakiejkolwiek opieki nad dzieckiem, wiec prosze nie postrzegac tego tak defetystycznie.
            --
            Otwieram lodowke a tam ... Offka!
            • htoft Re: Przeczytajcie 2 razy art zanim skomentujecie. 20.06.13, 10:20
              kultureprofessoren napisał:

              > Mozesz mi wskazac, w ktorym miejscu napisalem, ze rodzic "ma prawo zrobic z dzi
              > eckiem co mu sie podoba?"
              > Zwrocilem jedynie uwage, ze rodzice maja prawo wyboru imienia dla dziecka, a os
              > obom trzecim wara od tego. Dziecko kiedy dorosnie, ma z kolei prawo do jego zmi
              > any...

              No właśnie np. w tym zdaniu, które cytuję. Skąd pomysł, że osobom trzecim wara od tego? Jak napisałem w poście wyżej, społeczeństwo troszczy się o swoich członków, również o dzieci tych rodziców, którzy w niewłaściwy sposób sprawują nad nimi opiekę. Nadawanie dziwnego imienia jest moim zdaniem taką sytuacją, w której osoby trzecie powinny interweniować (ktoś tu przytaczał wyniki badań, które dowodzą, że dziwne imię może mieć negatywny wpływ na życie człowieka, jego poczucie wartości, łatwość zatrudnienia, etc.)
      • antidotumm Re: Nie posyła córki do szkoły. Uczy ją sama w do 20.06.13, 12:31
        Imię może być związane z osobą ojca. Mama wygląda na bardzo miłą - ale wszystkie moje piękne wspomnienia z dzieciństwa związane są z przyjaciółmi ze szkoły, te wspomnienia są bezcenne. Od chwili pójscia do szkoły zaczęło się MOJE życie: mój własny świat i kształtowanie osobowości. Odpępowienie.
        Szkole przyjaźnie dotrwały do dzisiaj - jedna z najlepszych przyjaciółek to ta, z którą usiadłam w ławce pierwszego dnia pierwszej klasy.
        Uważam, że 'home schooling" to - powiem brutalnie - zabranie komuś możliwości posiadania wlasnego zycia!
        • Gość: Beatum Re: Nie posyła córki do szkoły. Uczy ją sama w do IP: *.finemedia.pl 18.06.13, 19:55
          Taaa, kontakt z rówieśnikami na zajęciach dodatkowych, szczególnie na pianinie czy angielskim, które w większości odbywają się w ogromnej grupie składającej się z nauczyciela i 1 ucznia

          Z tańcami też bym nie przesadzała - to tylko godzina lub dwie tygodniowo, dziecko nie zazna wtedy tego, co podczas 6 godzin z 20 rówieśników

          Nie twierdzę, że szkoła to taki super pozytyw, szczególnie współczesna, ale wbrew pozorom wiele można się w niej nauczyć - może niekoniecznie matematyki czy biologii, ale chociażby tego, jak działa grupa, tego, że nie każdy cię w życiu będzie lubił i tego, że wcale nie musisz się tym przejmować, a także tego, jak zachować poczucie własnej wartości pomimo niesprzyjających warunków - bo nietrudno mieć wysokie poczucie własnej wartości, gdy jest się najdroższym skarbem swojej mamy i gdy się nie spotyka żadnych osób tobie niechętnych.
      • maja2005 Re: Nie posyła córki do szkoły. Uczy ją sama w do 18.06.13, 19:39
        lukasgld napisał:

        > Wszystko pięknie ładnie, tylko czy dziewczynka ma wystarczająco dużo kontaktu z
        > rówieśnikami? W końcu pewnie i tak będzie musiała iść do szkoły i może mieć tr
        > udności z nawiązaniem kontaktu z rówieśnikami.


        skoro nie mieszkają na pustyni, to ma bardzo duży kontakt z rówieśnikami.

        Sama miałam nauczanie domowe, moje dzieci również i żadne z nas nie ma problemów w nawiązywaniu relacji społecznych. Jestem wykładowcą, mój syn prowadzi duży biznes a córka jest bardzo dobrym handlowcem.
        Natomiast wszyscy jesteśmy wewnętrznie sterowni i mało podatni na "histerie" społeczne. Potrafimy samodzielnie myśleć, oceniać, analizować i samodzielnie podejmować ważne decyzje. Trudno nas czymś zastraszyć, zmanipulować, etc.
        • Gość: Beatum Re: Nie posyła córki do szkoły. Uczy ją sama w do IP: *.finemedia.pl 18.06.13, 20:11
          Mam nadzieję, że prawdą jest to, co piszesz o swojej i swoich dzieci edukacji, bo może mi odpowiesz na kilka pytań:

          - jak dziecko spędza czas do godziny 14-15? Nie łudźmy się - w relacji 1 na 1 porcja programu przyswajana jest znacznie szybciej, niż w klasie, więc to, nad czym dzieci siedzą od 8 do 14-15, a potem jeszcze kilka godzin w domu w ramach zadania domowego, w nauczaniu indywidualnym zajmuje znacznie mniej czasu. Powiedzmy, że dziecku wystarczą zajęcia do 12:00 - co robi potem?

          - jak zapewnić dziecku odpowiednią ilość towarzyszy? Zajęcia dodatkowe raczej mają to do siebie, że są prowadzone w znacznie mniejszych grupach, niż liczą klasy szkolne, poza tym trwają godzinę-dwie tygodniowo, nie ma między nimi przerw, jak w szkole, podczas których można się pogadać, porozmawiać, zapoznać osoby z innej klasy. Jest to znacznie mniej czasu na zawiązanie znajomości, niż dziecko ma w szkole.

          - jak uchować dziecko przed zostaniem samotnikiem? Czy w przyszłości dziecko uczone w domu nie będzie stroniło od większego towarzystwa tylko dlatego, że nie będzie potrafiło się w nim odnaleźć? Czy jeśli trafi np. na studia, będzie potrafiło się zsocjalizować z grupą czy będzie dzikusem?

          - jak go uchronić przed byciem egoistą? W klasie jest jednym z wielu, dla rodziców zawsze jest wyjątkowe, ale dla nauczyciela jest jak każde inne dziecko. Dziecko w szkole uczy się, a przynajmniej powinno, że decyzje podejmuje społeczność, np. kto zostanie przewodniczącym klasy. Dziecko w szkole uczy się także, jak działa grupa ludzi, że trzeba zważać na innych, a nie tylko na swoje JA - jak tego nauczyć dziecko, które nie wychowuje się w grupie? Owszem, niektórzy cenią sobie bardzo indywidualizm, czasami do przesady, bo utożsamiają indywidualizm z byciem lepszym, byciem ponad motłochem. Ale skąd pewność, że dziecko nie będzie miało w przyszłości pretensji o to, że rodzice nie zadbali o jego umiejętności społeczne, szczególnie o umiejętność życia w grupie? Ja do swoich rodziców mam.
          • loginoftheyear potem? 19.06.13, 16:27
            potem dziecko sie bawi i uczy, albo bawi, albo uczy bawiac. czyli robi to samo, co inne dzieci robia po szkole, a niestety musza siedziec tam dlugo.
            co to jest odpowiednia ilosc towarzyszy? dla mojego introwertycznego dziecka to np 1
            i wierz mi, radzi sobie w zyciu doskonale bez stada wokol
            co to znaczy nie wychowywac samotnika? jesli ktos ma tendencje do wyhcodzenia do ludzi, to mu edykacja domowa tego nie zepsuje, nie martw sie. na swiecie edukacja domowa funkcjonuje w najlepsze, chocby w australii.
            dzikusem wieksza szansa stac sie w dzikiej grupie, powiedzialabym, na podstawie doswiadczenia z mojej pracy nauczycielskiej
            egoista? a od czego rodzenstwo? od czego rodzice?
            i tu wlasnie dochodzimy do senda sprawy; rodzice twoi nie zadbali. a innych dzieci rodzice moze mysla, jak zadbac. wiec nie wrzucajmy wszystkich rodzicow do jednego wora ok?
          • maja2005 nauczanie domowe, to nie zamiana rodzica w belfra 20.06.13, 09:31
            Zacznę od tego, że w nauczaniu domowym stosuje się inne metody dydaktyczne a niżeli w szkole. Nie ma tutaj lekcji, dzwonków a planu zajęć a my nie jesteśmy belfrem. Dostajemy we wrześniu do ręki listę tematów, które dziecko powinno znać za 10 miesięcy. A jak je tego nauczymy, to już nasza sprawa.

            Moje dzieci chodziły na basen, treningi, zajęcia plastyczne, naukę wybranych przez siebie języków obcych. Te zajęcia miały określone godziny. Pozostałą część czasu miały organizowaną albo przez nas albo przez siebie.

            Program szkolny nie wymaga wkuwania specjalistycznej wiedzy, dlatego można dziecko jej nauczyć w codziennym funkcjonowaniu i w ramach organizowanych dzieciom atrakcji. Nawet matematyki można uczyć poprzez zabawę.

            Dzieci były uczone w taki sposób, by je zainteresować nauką. W weekendy organizowaliśmy lekcje poglądowe, czyli wycieczki w różne miejsca w naszym kraju i najbliższą granicą - do teatru, do muzeum, lasu, ogrodu botanicznego, zoo, zobaczyć jak wyglądają góry, etc.

            Matematyki, j polskiego (np literatury, gramatyki) uczyły się poprzez organizowane turnieje i inne zabawy, które mogły się ciągnąć kilka tygodni - dziennie musiały wykonać jedno zadanie, które było częścią większej łamigłówki. Na wycieczkach "udawaliśmy" obcokrajowców i mówiliśmy wszyscy po angielsku.

            Co dzieci robiły w godzinach 14-15 - jadły obiad, a poważnie to zależy od dnia, ich wieku - nauczanie domowe, to przede wszystkim możliwość kontaktu dziecka z nami.
      • glas.rothar Re: Nie posyła córki do szkoły. Uczy ją sama w do 18.06.13, 21:33
        odpowiadam akurat na twój post, ale to jest do wszystkich, którzy do znudzenia podkreślają brak kontaktu z rówieśnikami: ludzie, przecież napisano, że dziecko chodzi na zajęcia pozalekcyjne i to na kilka. spotyka więc inne dzieci, uczy się funkcjonowania w grupie a nawet rywalizacji, radzenia sobie z porażkami etc (taniec i balet - i mamy wszystko, łącznie z zazdrością i współzawodnictwem). więc czytajcie ze zrozumieniem...

        jakby to było dziecko uczone w domu - chacie w odosobnieniu, za towarzystwo mające wyłącznie dorosłych, protestowałbym tak samo. ale tu widać, że funkcjonuje w społeczeństwie i w gronie rówieśników. tylko nie przebywa wśród nich cały dzień a kilka godzin. ale nie obawiałbym się o jej przyszłość aż tak bardzo.
    • sceptyk31 Nie posyła córki do szkoły. Uczy ją sama w domu 18.06.13, 14:24
      No i odezwało się Podkarpacie przepełnione miłością bliźniego. A co was obchodzi imię tej dziewczynki ? Większość nie przeczytała uważnie tekstu, nie zauważyli iż dziewczynka poza nauka domowa z mamą, chodzi na liczne zajęcia dodatkowe gdzie spotyka się z rówieśnikami, tam przynajmniej ją nie skrzywdzą bo to są małe grupy. A nadto przecież gdzieś mieszka i tez nie da się tam uniknąć kontaktu z rówieśnikami. Więc troskliwym radzę najpierw uważnie przeczytać tekst, a potem zastanowić się nad swoimi kompetencjami do oceniania mamy dziewczynki.
      • jael53 Re: Nie posyła córki do szkoły. Uczy ją sama w do 18.06.13, 15:13
        Sceptyku, sam widzisz, że na cnotliwym Podkarpaciu to sensacja niebywała, że po blisko ćwierć wieku istnienia takiej możliwości znalazła się pierwsza osoba, która z niej korzysta. No, trudno tak od razu w głowie zmieścić, że mogą istnieć rodzice, niechętni "edukacji kołchozowej" - bo tym, zważywszy jakość krajowego szkolnictwa obowiązkowego, szkoła jest. I mało, że niechętni, aloe gotowi wziąć za kształcenie własnych dzieci osobistą odpowiedzialność.

        A co do fetyszyzmu "integracji grupowej"... no, cóż, w świecie szerokim kwitną właśnie dociekania, koncentrujące się na problemie dlaczego w grupie myślimy głupiej. My sobie to, za jakie 30 lat, będziemy znowu "doganiać".
        • Gość: jot Re: Nie posyła córki do szkoły. Uczy ją sama w do IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.13, 16:08
          A ty uczyłeś się w domu? Czy w szkole? Stawiam na to że w szkole i jeśli masz inne zdanie to chyba nie zindoktrynowali kochłozem. Nadmierna opiekuńczość, tzw. klosz, w sumie mści się w starszym wieku. Ale zrozumieją pewnie to ci którzy mają z tym problem a już wtedy jest za późno, bo czas poleciał i trzeba się dostosowywać do otaczającej rzeczywistości, bynajmniej nie takiej jaką nadopiekuńczy rodzice wykreowali.
          • wj_2000 Re: Nie posyła córki do szkoły. Uczy ją sama w do 18.06.13, 19:05
            Wyobraź sobie, że moja starsza o 6 lat ukochana siostrzyczka, zaspakajając po części moją ciekawość, nauczyła mnie pisać, czytać, tabliczki mnożenia,a nawet (o zgrozo) pacierzy w okresie paru miesięcy po moich 6 tych urodzinach, a potem wyjechałem z pewnych powodów na pół roku do wujostwa, skąd zabrał mnie ojciec do domu tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego. Miałem 6 lat i 9 miesięcy i ojciec zaprowadził mnie do szkoły, normalnie sądząc, że pójdę do 1-szej klasy. Ale gdy Pan Kierownik (kiedyś w szkołach podstawowych byli kierownicy) do mnie zagadał, natychmiast uznał, że powinienem pójść CO NAJMNIEJ do drugiej klasy, choć - jak dodał - i 4-tej bym sobie poradził.
            Była to klasyczna domowa edukacja! Na marginesie dodam, że od początku do końca szkoły byłem w swojej klasie tzw. (z łaciny) "prymusem".
            --
            "Wesołe jest życie staruszka, wesołe jak piosnka jest ta."
              • Gość: joe brody Re: Nie posyła córki do szkoły. Uczy ją sama w do IP: *.wroclaw.mm.pl 18.06.13, 21:43
                Ja czytać i pisać też nauczyłem się sam, w wieku lat pięciu przewertowałem elementarz, po czym zabrałem się za normalne książki. Kiedy szedłem do szkoły, miałem już na rozkładzie Szklarskiego, Maya i Verne'a, i to nie pojedyncze książki, tylko całe serie. Niestety, urodziłem się pod koniec roku, i rodzice obawiali się, że z niemal dwuletnim wyprzedzeniem nie dam sobie rady, więc poszedłem normalnym tokiem nauki. Z perspektywy czasu widzę, że to był błąd - zamiast dostać w szkole nowe wyzwania, nudziłem się jak mops. Zanim materiał stał się na tyle trudny, bym musiał się wysilić, ugrzęzłem w przeciętności. Na prowincjonalny ogólniak z wyróżnieniem jeszcze wystarczyło, ale na studiach nastąpiło bolesne zderzenie z rzeczywistością. Kierunek, który sobie wymarzyłem, okazał się odległy od poziomu mojej wiedzy o lata świetlne - skończyłem inny, mniej ambitny, po którym nie miałem pomysłu, co z sobą zrobić. Teraz mam własną firmę, w jeszcze innej branży, i cierpię z powodu braku podstaw teoretycznych...
                • dinki_red Re: Nie posyła córki do szkoły. Uczy ją sama w do 19.06.13, 09:03
                  U mnie bylo podobnie.
                  Babcia mnie nauczyla czytac jak mialam 5 lat. Nudzilo mi sie akurat u babci, przenurkowalam przez wszytskie szafki dostepne przy moim wzroscie i wygrzebalam stary elementarz Falskiego, z ktorego jeszcze sie moja mama uczyla. To byla ta pierwsza edycja Elementarza dla dzieci wiejskich (pozniej wydano jesze jeden dla dzieci miejskich - z tego uczylam sie juz normalnie w szkole). Dla mnie mieszczucha obrazki ze wsi bardzo przemowily do wyobrazni, zwlaszcza pamietam do dzis taki obrazek o pieczeniu kartofli na polu.

                  No i potem poszlo juz z gorki. Babcia mnie z tego elementarza nauczyla czytac. W zerowce sie wsciekalam bo pani mnie uczyla sylabizowac kiedy ja juz pelne zdania potrafilam czytac. W szkole w pierwszej klasie dostawalam uwagi do dzienniczka rownie czesto co klasowi rozrabiacy " Pani corka znowu czyta pod stolem". Pozniej w drugiej i trzeciej klasie Panie juz przymykaly na to oko jak rowniez udawaly, ze nie widza, kiedy na duze przerwy zamiast na boisko udawalam sie w najdalszy kat szkoly z ksiazka pod pacha, pod gabinet stomatologiczy (bo tam bylo cicho i byly krzeselka)

                  No i zawsze bylam tzw kujonem. ale problemu z tym specjalnego nie mialam. Mialam fajnych kolegow i kolezanki w szkole podstawowej. W szkole sredniej calkowicie przypadkowo trafilam do klasy kujonow. Wiec specjalnie nie odstawalam od reszty.

                  Dla odmiany w doroslym zyciu nie jestem juz tak glodna wiedzy i ksiazek. Jesli jedna przeczytam (a czytam szybko 2-3 godzinki i juz przeczytana) to po tygodniu nie pamietam juz o czym byla.
        • koma_5 Re: Nie posyła córki do szkoły. Uczy ją sama w do 18.06.13, 19:03
          To nie jest "pierwsza" osoba na Podkarpaciu, która korzysta z osobistego nauczania dziecka. Jest OBECNIE jedyną. Tylko tyle. Czytaj uważniej. Masz dwoje oczu, dwoje uszu, to podwójnie patrz i słuchaj, mniej mów. Wprowadzasz ludzi w błąd.
          --
          Humor i cierpliwość to dwa wielbłądy, na których przemierzyć można wszystkie pustynie. Phil Bosmans
          To lubię!
      • lechowski51 Re: Nie posyła córki do szkoły. Uczy ją sama w do 18.06.13, 15:13
        My wąsaci z Podkarpacia jesteśmy za wolnym wyborem i prawem do wpieprzania kiełków..

        Kochani, jesteśmy właśnie świadkiniami i świadkami (każdy może sobie wybrać niezależnie od płci biologicznej), jak podkarpacie usiłuje obalić demokratyczne podstawy naszego Państwa prawa i próbuje zrobić referendum, żeby dzieci nie chodziły do szkoły, tylko zostały w domach i podlegały indoktrynacji przez fashystoffski model wychowawczy. To bardzo SAD, bo w tym tradycyjnym nazistowskim dyskursie nie ma miejsca dla alternatywnych związków niż mama+tata+siedmioro dzieci+pies+ksiądz.

        Podkarpacie najpierw nazbierało podpisów, potem zawiozło je furmankami do Warszawy, obrzuciło urzędników w Sejmie zimniokami i oblało maślanką. Co znaczy milion podkarpacian wobec jednego rządu? Kto jest ważniejszy? No właśnie.

        Tak sobie w korpo próbujemy myśleć, że żalowe i bekowe jest to podkarpacie, bo nie rozumie mechanizmów demokracji. Widmo referendum godzi w społeczny kompromis, na który powinni się zgadzać, a nie jątrzyć, dzielić, spiskować i knuć przeciw rządowi. Dobrze tylko, że nie zrobili nam takiej siary w chooy podczas Prezydencji, bo cała Europa by nas wytykała palcami, że jesteśmy tacy wsteczni i ciemni.
        --
        -
        www.facebook.com/photo.php?fbid=441820852570671&set=a.192036994215726.50925.100002282807022&type=1&theater
        "...idź wyp­rosto­wany wśród tych co na ko­lanach, wśród od­wróco­nych ple­cami i oba­lonych w proch, oca­lałeś nie po to aby żyć [...] Bądź wier­ny. Idź." Zbigniew Herbert
        www.facebook.com/photo.php?fbid=354387798002847&set=a.304923212949306.70879.100002948908931&type=1&theater
      • Gość: kk Re: Nie posyła córki do szkoły. Uczy ją sama w do IP: *.netilia.pl 18.06.13, 15:27
        O opinię najlepiej zapytać byłoby samo dziecko. Tylko musiałoby mieć też doświadczenie z pobytu w szkole, ponieważ w chwili obecnej nie wie co zyskuje a co traci, poprzez taki system nauki i wychowania.
        Moje dziecko często mi mówi, że się nudzi w szkole. Ale już pod koniec wakacji "tęskni" do klasy szkolnej. Podobnie było ze mną. Co prawda nie pamiętam, żebym się "nudził" w szkole. Ale szkoła była dla mnie moim miejscem w życiu, gdzie każdego dnia spotkało mnie coś nowego - nie tylko ze strony nauczycieli, ale i od dzieci. W szkole nauczyłem się odpowiedzialności, przynależności do grupy, kumplowania, łamania zakazów i ich podważania, przekleństw, a później ich bezsensowności używania, współzawodnictwa, uczestnictwa w bójkach i ponoszenia ich konsekwencji. Miałem tych doświadczeń więcej, niż na przydomowym "podwórku".
        Jako dziecko - nie chciałbym spędzać swojego życia głównie w domu przy rodzicach - potrzebowałbym kumpli ze szkoły i dziewczyn z klasy, w których się podkochiwałem i codziennie mogłem się z nimi spotykać w szkole przez kilka godzin.
            • Gość: ennjoy Re: Nie posyła córki do szkoły. Uczy ją sama w do IP: *.retsat1.com.pl 18.06.13, 17:41
              Nie mogę się nadziwić ilu specjalistów od edukacji dzieci zabiera głos na forum. Ktoś napisał, że dziecko bedzie miało problemy społeczne bo nie uczy się wśród innych dzieci- ja chodziłam do szkoły, a bawiłam się z dziećmi sąsiadów i nie uważam abym miała z tego powodu problem z przystosowaniem społecznym.
              Inni widze, że mają problem z imieniem dziecka: moi drodzy to do WAS należy wychowanie swoich dzieci aby nie krzywdziły innych z powodu imienia. Jak rodzice nie potrafią nauczyć dzieciaka szacunku do innych ludzi to nie powinni być rodzicami. Od WAS zależy czy wasze pociechy będą drwić z rówieśników czy nie.
              Nie za bardzo rozumiem idee całego artykułu. Nie rozumiem dlaczego wzbudza tyle emocji i co jest dziwnego w domowym nauczaniu, niespotykanym imieniu czy bycie wegetarianinem...Proponuję jakąś krótką wycieczke po cywilizowanych krajach, w których aż kipi od różnorodności i dzięki temu każdy może znaleźć coś dla siebie bez narażaniem się na wytykanie palcami przez zacofane towarzystwo.
              • Gość: tito Dyrdymały prawisz IP: *.dynamic.chello.pl 18.06.13, 18:57
                > Nie mogę się nadziwić ilu specjalistów od edukacji dzieci zabiera głos na forum
                > . Ktoś napisał, że dziecko bedzie miało problemy społeczne bo nie uczy się wśró
                > d innych dzieci- ja chodziłam do szkoły, a bawiłam się z dziećmi sąsiadów i nie
                > uważam abym miała z tego powodu problem z przystosowaniem społecznym.
                A ja przez 3 lata z racji wyższej konieczności byłam uczona w domu przze rodziców i potem mimo kontaktów z rówieśnikami na podwórku miałam spore problemy z przystosowaniem się w szkole.

                > Inni widze, że mają problem z imieniem dziecka: moi drodzy to do WAS należy wyc
                > howanie swoich dzieci aby nie krzywdziły innych z powodu imienia. Jak rodzice n
                > ie potrafią nauczyć dzieciaka szacunku do innych ludzi to nie powinni być rodzi
                > cami. Od WAS zależy czy wasze pociechy będą drwić z rówieśników czy nie.
                Tu nie chodzi nawet o drwienie. Po prostu imię tego dziecka jest ekscentryczne, a badania dowodzą, że ludzie o dziwnych imionach są gorzej postrzegani np. na rozmowie o pracę.

                I wreszcie, popatrz sobie na to zdjęcie, gdzie matka idzie z córką. Przerażające: taki sam kolor spódnicy i bluzki, takie same buty... Mały klon mamusi. Znałam kiedyś mamuśkę, co się ubierała tak jak córka, i do tego stopnia nie pozwalała dziekcu odciąc pepowiny, ze nawet się z córą na studia zapisała. Obawiam się, że tutaj może być podobnie.
                • nick4comments Re: Dyrdymały prawisz 19.06.13, 10:09
                  > A ja przez 3 lata z racji wyższej konieczności byłam uczona w domu przze rodzic
                  > ów i potem mimo kontaktów z rówieśnikami na podwórku miałam spore problemy z pr
                  > zystosowaniem się w szkole.

                  Ja chodząc do szkoły od 6 do 19 roku życia przez cały czas miałem problemy z przystosowaniem się i nigdy się nie przystosowałem. Po prostu nigdy nie robiłem tego co uważałem za bezsensowne. Raz pokazałem nauczycielce że wiem w jaki sposób dochodzi się do wyniku i uważałem że wystarczy. Potem po prostu podawałem wynik, który na szybko liczyłem z pamięci. Niestety, niezaliczone bo trzeba było rozpisywać całe działania. Dla mnie jako dziesięciolatka było to bez sensu i kilkadziesiąt lat później również uważam dokładnie tak samo. PO co dziecko ma tracić energię na robienie tego, co umie zamiast iść dalej?

                  > Po prostu imię tego dziecka jest ekscentryczne,
                  > a badania dowodzą, że ludzie o dziwnych imionach są gorzej postrzegani np. na
                  > rozmowie o pracę.

                  Spójrz na to z innej strony - jeśli imię sprawia że ktoś nas gorzej postrzega, to czy warto pracować w takiej firmie? Przecież to jasny sygnał, że tam preferują szarą masę, przeciętniactwo i nie wychodzenie przed szereg.

                  > I wreszcie, popatrz sobie na to zdjęcie, gdzie matka idzie z córką. Przerażając
                  > e: taki sam kolor spódnicy i bluzki, takie same buty...

                  No rzeczywiście. Bardzo przerażające. Aż popuściłem w gacie ze strachu, jak je zobaczyłem, co nie przydarzyło mi się nawet przy oglądaniu wesołych przygód Freddy'ego Krugera.
        • Gość: pan szaman Re: Nie posyła córki do szkoły. Uczy ją sama w do IP: *.dynamic.chello.pl 18.06.13, 22:18
          > W szkole nauczyłem się odpowiedzialności, przynależności do grupy, ku
          > mplowania, łamania zakazów i ich podważania, przekleństw, a później ich bezsens
          > owności używania, współzawodnictwa, uczestnictwa w bójkach i ponoszenia ich kon
          > sekwencji.

          A teraz pomyśl, że niektóre dzieci są ponad tym wszystkim. One mają inne cele niż łobuzowanie w szkole, a potrzeba przynależności jest u nich w zaniku, bo one nie mają już świadomości zbiorowej, tylko swoją własną, wysoko rozwiniętą. Dla nich łobuzowanie w szkole, to tak jak dla Ciebie bieganie po lesie z dzidą i polowanie na zwierza.
      • oliwija Re: Nie posyła córki do szkoły. Uczy ją sama w do 18.06.13, 21:26
        sceptyk31 napisał:

        > No i odezwało się Podkarpacie przepełnione miłością bliźniego. A co was obcho
        > dzi imię tej dziewczynki ? Większość nie przeczytała uważnie tekstu, nie
        > zauważyli iż dziewczynka poza nauka domowa z mamą, chodzi na liczne zajęci
        > a dodatkowe gdzie spotyka się z rówieśnikami, tam przynajmniej ją nie skrzywdz
        > ą bo to są małe grupy.

        ciekawa teoria. kto ci powiedizal,że tam gdzie sa male grupy nie krzywdzi sie dziecka? Jeszcze lartwiej oto.

        >A nadto przecież gdzieś mieszka i tez nie da się tam
        > uniknąć kontaktu z rówieśnikami. Więc troskliwym radzę najpierw uważnie prz
        > eczytać tekst, a potem zastanowić się nad swoimi kompetencjami do oceniania mam
        > y dziewczynki.

        da sie ... pamietasz historie bliżnaików zza szafy tez mieszkali gdzies tam i co bali sie ludzi.


        --
        :_
      • zewszad_i_znikad Re: Nie posyła córki do szkoły. Uczy ją sama w do 18.06.13, 19:06
        Wręcz przeciwnie: dieta wegetariańska jest zdrowsza dla organizmu, zdecydowanie zdrowsza dla sumienia, i nie ma dowodów, by była szkodliwa dla dzieci.

        "Rodzice wegetarianie ZMUSZAJĄ dzieci do swojego sposobu odżywiania!!!!!!" (wykrzykniki obowiązkowe) - oto obowiązujący sposób mówienia o wegetarianizmie u dzieci. Za to nie wolno powiedzieć, że rodzice mięsożercy do czegoś dzieci zmuszają (choć to często trafne określenie), bo obowiązuje niepisany zakaz mówienia o postawach większościowych tym samym językiem, co o postawach mniejszości. Wegetarianizm dziwactwo, mięsożerstwo - po prostu jedzenie. Homoseksualność - coś, co wymaga co najmniej wyjaśnienia, za to heteroseksualność najwyraźniej nie jest w ogóle żadną orientacją, tylko doskonale przezroczystym życiem osobistym i rodzinnym. "Narkotyki" - coś, za co się ludzi prześladuje, za to alkohol to niewinna używeczka, która - można by sądzić - nie jest nawet psychoaktywna. I wiele innych przykładów oddzielania tych Dziwacznych mniejszości od "Nas, Ludzi Normalnych".
        • wj_2000 Re: Nie posyła córki do szkoły. Uczy ją sama w do 18.06.13, 19:23
          Człowiek ma układ pokarmowy wszystkożercy. Nasz organizm nie potrafi wytworzyć wszystkich niezbędnych aminokwasów, a każde białko roślinne ma deficyt takiego czy innego aminokwasu. Białko pochodzenia zwierzęcego ma proporcje aminokwasów dokłądnie takie jakie potrzebujemy.
          Jest okoliczność (szczęśliwa dla wegetarian), że różne białka roślinne mają deficyty różnych (spośród 21 wchodzących w grę) aminokwasów, więc KOMPONUJĄC starannie różne białka roślinne, można (od biedy - zostaje deficyt żelaza, które trzeba suplementować) nie popaść w chorobę.
          Ale, KURNA, która z panienek, czy mamusiek wegetarianek ma wystarczającą wiedzę co z czym KOMPONOWAĆ? Czy każda ma czas na przygotowywanie zrównoważonych posiłków?
          Przyjęcie zasady wegetarianizmu, a potem bylejakość w posiłkach to ZBRODNIA na dziecku! Przy diecie zawierającej mięso, można sobie pozwolić na brak naukowego podejścia i jedząc po prostu zgodnie z tym czym mama karmiła wszystko jest OK.
          Tego nie rozumieją zwolennicy wegetarianizmu, a TYM BARDZIEJ weganizmu, który jest prawdziwym horrorem.
          --
          "Wesołe jest życie staruszka, wesołe jak piosnka jest ta."
    • Gość: r Re: Nie posyła córki do szkoły. Uczy ją sama w do IP: *.dynamic.chello.pl 18.06.13, 19:19
      Przecież po zdjęciu widać, że dziecko jest mieszańcem, a polskie przepisy dopuszczają dziwne imiona, jeśli choć jedno z rodziców ma inne niż polskie obywatelstwo (lub podwójne)

      mnie interesuje jak długo pani mama będzie sobie dawała radę z materiałem. do 4 klasy być może, ale później taka domowa nauka to będzie większe wyzwanie dla matki niż dla dziecka..
    • kkrzzz Nie posyła córki do szkoły. Uczy ją sama w domu 18.06.13, 19:32
      O samym pomyśle indywidualnego nauczania myśle że do pewnego wieku to dobry pomysł. Ale w tym przypadku myśle że ta kobieta to poprostu jakaś dziwaczka, hipsterka jakaś, WTF?? Skrzywdziła dziecko swoim indywidualizmem, bo zwykła szkoła i zwykłe imiona są dla niej zbyt mainstreamowe.