Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2) Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
    • Gość: Ed IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.05.09, 20:59
      Inkwizycja na forach katolickich usuwa ten tekst - czyżby w imię
      chrześcijańskiej prawdy?

      Wywiad z profesorem Hubertusem Mynarkiem - byłym księdzem, teologiem
      i filozofem, dziekanem Uniwersytetu Wiedeńskiego, pisarzem i
      najbardziej - obok prof. Karlheinza Deschnera i Hansa Kunga - znanym
      niemieckim krytykiem Kościoła.

      Kościół to perwersja

      - Jak to się stało, że ksiądz pochodzący z Polski, profesor teologii
      kilku uczelni, stanął po drugiej stronie ideologicznej barykady?
      - Byłem przez bardzo długi czas produktem mojego śląsko-katolickiego
      środowiska. Z czasem jednak zrozumiałem lepiej znaczenie katolickiej
      teologii. Jedynym jej zadaniem jest legitymizowanie strategii
      hierarchii kościelnej. Papież, który jest antydemokratycznym
      autokratą, deklaruje: „Objawienie istnieje, przyszło z nieba,
      przyniesione przez Jezusa Chrystusa, jest zapisane w Piśmie Świętym,
      w czterech Ewangeliach i w listach apostołów". Jednak to papież,
      jako „nieomylny", decyduje o tym, jak interpretować treść Biblii.
      Jednocześnie w Starym i Nowym Testamencie znajdujemy mnóstwo
      okrucieństw, scen pornograficznych, niemoralnych zasad i nakazów. A
      do tego hierarchia kościelna, papieże i sobory deklarują, że Biblia
      jest od A do Z świętą księgą, daną nieomylnie przez Boga.
      - Chce Pan powiedzieć, że teologowie, ludzie inteligentni i z
      tytułami naukowymi, nie widzą tej sprzeczności?
      - Naturalnie, że teologowie są świadomi, iż niezależne badania
      Biblii dowodzą czegoś i zupełnie przeciwnego: odkrywają przecież w
      tym „świętym piśmie" mnóstwo mitów, oszustw i fałszerstw. Jednak
      jako urzędnicy, kościelni teologowie muszą mówić, uzasadniać i
      legitymizować to, co papież i biskupi nakazują. Nie wolno im
      powiedzieć ludowi katolickiemu prawdy! W rzeczywistości nic się nie
      zmieniło od czasów świętego Ignacego Loyoli, założyciela jezuitów,
      który ogłosił: „Aby dojść do prawdy we wszystkich sprawach, musimy
      być gotowi do wiary, że to, co nam wydaje się białe, jest czarne,
      jeżeli Kościół hierarchiczny tak to definiuje".
      Pod wpływem długich badań historycznych, filozoficznych i
      egzegetycznych stało się dla mnie zupełnie jasne, że teologia nie
      jest obiektywną nauką. Teologia jest ideologią w służbie kościelnej
      władzy hierarchicznej, która samą siebie ustanowiła nieomylną
      prawdą. Tej „prawdy" potrzebuje Kościół, aby ludzi straszyć piekłem,
      grzechem, karą za nieposłuszeństwo, wyrzutami sumienia, spowiedzią
      itp. Kościół hierarchiczny chce jedynie panować i odnosić korzyści,
      a religia jest dla niego jedynie fasadą, za którą ukrywa swoje
      właściwe zamiary. Oto dlaczego zrzuciłem sutannę i wystąpiłem z
      Kościoła katolickiego!
      - Odchodząc z Kościoła w 1972 roku, napisał Pan list otwarty do
      papieża Pawła VI, wzywając do zniesienia celibatu i demokratyzacji w
      Kościele.
      - Papież, naturalnie, nie odpowiedział. Władza absolutna nie widzi
      potrzeby dyskutowania. Ona znajduje interes tylko w wydawaniu
      poleceń. Wysłałem także kopię mojego listu otwartego do ówczesnego
      arcybiskupa Wiednia, kardynała Koeniga, ponieważ byłem profesorem i
      dziekanem na Uniwersytecie Wiedeńskim. Oczywiście, też nie dostałem
      żadnej odpowiedzi. Za to kardynał natychmiast zażądał od kanclerza
      Austrii Brunona Kreiskiego mojego zwolnienia ze stanowiska profesora
      wydziału teologii katolickiej państwowego uniwersytetu. Państwo
      austriackie zrobiło posłusznie to, czego chciał Kościół - wysłano
      mnie na emeryturę.
      Tygodnik „Der Spiegel" napisał wówczas: „Mynarek w wieku 43 lat stał
      się najmłodszym emerytem wśród profesorów teologii". Echa mojej
      decyzji pojawiły się w całej Austrii i Niemczech. Wszystkie wielkie
      gazety odnotowały to wydarzenie:
      „Kronenzeitung", „Die Presse",
      wiedeński „Kurier", „Stem", „Frankfuerter Allgemeine Zeitung".
      Poświęcono mi obszerne artykuły, a wszystko dlatego, że byłem
      pierwszym w XX wieku profesorem teologii, który wystąpił z Kościoła.
      Naturalnie, ukazały się także artykuły pełne nienawiści i złości
      przeciwko mnie, szczególnie w wielu kościelnych gazetach. Kościół,
      ta „siedziba miłości i dobroci", nie wybacza takiego kroku byłemu
      księdzu!
      - Czym się Pan zajął po odejściu z Kościoła?
      - Moja sprawa stała się tak głośna, że największe wydawnictwo
      niemieckie Berteismann Koncern poprosiło mnie o napisanie książki na
      temat stosunków i intryg w Kościele i wśród panów tego Kościoła. A
      więc napisałem książkę pod tytułem „Herren und Knechte der Kirche "
      („Panowie i wasale Kościoła"). Redakcja wydawnictwa z radością
      zaakceptowała mój skrypt. Bertelsmann rozesłał zapowiedzi i
      fragmenty mojej książki do wszystkich wielkich gazet. Kościół
      zorientował się, że ukaże się niebezpieczna książka i wywarł taką
      presję na wydawnictwo, że wycofało się z publikacji. Tak wielka jest
      finansowa i propagandowa siła Kościoła, że największy dom wydawniczy
      przestraszył się i zmienił zamiary! Natychmiast jednak zgłosiły się
      inne wydawnictwa i w końcu książka ukazała się w 1973 roku w
      wydawnictwie Kiepenheur & Witsch w Kolonii i już po dwóch tygodniach
      stała się bestsellerem. Tego Kościół nie mógł tolerować!
      Kardynałowie, biskupi i wielu oportunistycznych teologów wytoczyło
      mi procesy. Było ich w sumie ponad 15. Twierdzili, że moja książka
      ich obraża. Urażony był m.in. Josef Ratzinger, obecny papież, który
      także wytoczył mi proces. Wszyscy oni żądali odszkodowań jako
      zadośćuczynienia za szkody na ich honorze. W sumie żądano ode mnie
      360 tys. marek niemieckich! W efekcie procesów i wyroków straciłem
      dom, a nawet maszynę do pisania. Do dzisiaj nie ma w Niemczech
      sędziego, który wydał wyrok na niekorzyść Kościoła w procesach
      ludzi, którzy krytykują go w imieniu prawdy historycznej. Doszło do
      tego, że zakazano sprzedaży mojej książki. Dopiero w 2003 roku
      doczekałem się ponownego jej wydania pod tym samym tytułem i z
      uwzględnieniem niesprawiedliwości, jakiej doświadczyłem ze strony
      sądów i Kościoła. Tylko ateistyczne wydawnictwa - Historia Verlag i
      Ahriman Verlag - miały odwagę wydać moją książkę. Chociaż procesy
      przeciwko mnie trwały wiele lat i kosztowały wiele energii,
      publikowałem dalsze książki: historyczne, filozoficzne,
      kosmologiczne, antropologiczne i socjologiczne. Ponadto odbyłem
      wiele prelekcji i odczytów dla słuchaczy z różnych środowisk.
      - Do tej pory ukazały się w Polsce dwie Pana książki: „Jezus i
      kobiety" i „Zakaz myślenia". W pierwszej podjął Pan próbę
      demitologizacji seksualności założyciela chrześcijaństwa, a w
      drugiej obnażył fanatyzm, który kryje się u źródeł wielkich religii
      monoteistycznych.
      - Hierarchia kościelna do dzisiejszego dnia twierdzi, że Jezus był
      aseksualny, absolutnie czysty, niepokalany, nie dotknięty
      zmysłowością. Kościół potrzebuje właśnie takiego Jezusa i jego
      matki, aby wpoić ludziom swoją rygorystyczną, antyhumanistyczną
      ideologię moralności. Ludzie mają mieć poczucie winy, gdy porównają
      swoje „grzeszne" życie seksualne z ascetycznym życiem Jezusa i jego
      matki.
      Ale Jezus był inny, jeśli wierzyć ewangeliom. Stale otoczony był
      kobietami, chętnie gościł u kobiet, na przykład Marii i Marty,
      sióstr Łazarza, którego - według Ewangelii świętego Jana - wskrzesił
      do nowego życia. Szczególnie serdeczny stosunek miał Jezus do Marii
      Magdaleny. Reformator Marcin Luter, znawca Biblii, mówił o „wielkiej
      miłości" między Jezusem i Marią Magdaleną.
      Faktem pozostaje, że bez kobiet nie byłoby chrześcijaństwa. Maria
      Magdalena i inne kobiety były pierwszymi misjonarkami
      zmartwychwstałego Jezusa. Apostołowie nie chcieli wierzyć kobietom,
      które twierdziły, że widziały żyjącego Jezusa. Ewangelie
      apokryficzne, których Kościół później zakazał, opisały wielką rolę
      kobiet u progu chrześcijaństwa. Później patriarchalne, zdominowane
      przez mężczyzn struktury Kościoła likwidowały ślady matriarchatu w
      pierwotnym
      • Gość: Ed IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.05.09, 21:07
        Co do mojej publikacji pod tytułem „Zakaz myślenia", to wyjaśnia
        ona, że religie monoteistyczne proklamują swoją podstawową tezę: Bóg
        jest i rozwiązuje każdy problem. Ponieważ istnieje, wszystkie
        problemy mają szansę na rozwiązanie. Niestety, Bóg nie rozwiązuje
        żadnego problemu, on sam jest problemem. Tajemnicy zła w świecie nie
        daje się pogodzić z istnieniem Boga absolutnej dobroci i miłości.
        Kościół rzymskokatolicki, a także inne wyznania i religie
        monoteistyczne potrzebują Boga jako najwyższej i ostatniej
        instancji, aby móc żądać od ludzi absolutnego, bezwarunkowego
        posłuszeństwa wobec siebie.
        Również systemy polityczne potrzebują dla utrzymania i umocnienia
        swojej władzy najwyższego przywódcy, Führera, lidera, i wyposażają
        go w boskie atrybuty. Każdy z tych systemów religijnych i
        politycznych wydaje zakazy myślenia i buduje barykady, których nie
        wolno przekraczać. Ale wolna myśl musi żądać wolności myślenia we
        wszystkich sprawach, także wolności do wątpienia. Bez wątpienia nie
        ma postępu w ludzkiej kulturze. Tymczasem Kościół naucza, że każda
        wątpliwość wobec jakiejkolwiek prawdy przez niego głoszonej jest
        grzechem śmiertelnym. Kto nie wierzy, będzie potępiony!
        - Wiele osób uważa, że Kościół katolicki jest ostoją publicznej
        moralności. Sądzą, że bez tej instytucji świat pogrążyłby się w
        moralnym chaosie i anarchii.
        - Ludzie, którzy coś takiego twierdzą, są albo ślepi, albo
        fanatyczni. Prawdą jest, że Kościół nieustannie głosi: „Jestem
        najwyższą, najważniejszą instancją i gwarancją moralności". Ale
        chaos i anarchia są w samym sercu Kościoła katolickiego! Katolicyzm
        jest najbardziej niemoralną religią w całej historii ludzkości. Moja
        książka „Nowa inkwizycja" wykazuje we wszystkich szczegółach
        zbrodnie Kościoła w odleglejszej przeszłości, a także w XIX i XX
        wieku. Nie ma drugiej takiej religii, która zniszczyłaby tyle
        istnień ludzkich, co religia katolicka. Inkwizycja, palenie kobiet -
        domniemanych czarownic - likwidacja całych narodów, prześladowania
        niewierzących, heretyków, żydów, tak zwanych sekt; związki Kościoła
        z dyktatorami (Mussolini, Franco, Hitler, Pinochet), z mafią (Calvi,
        Sidona etc.); wykorzystywanie niewinnych dzieci i młodych ludzi do
        celów seksualnych (pedofilia) przez papieży, biskupów i księży;
        oszustwo celibatu, który trwa, chociaż mnóstwo księży żyje z
        partnerkami lub partnerami (co opisałem w moich książkach: ,,Eros
        und Klerus" i ,,Casanovas in Schwarz".
        Współczesne państwa i rządy w wyniku własnej słabości lub głupoty
        popierają mity o moralnym autorytecie Kościoła i jego niezbędności
        dla prawidłowego funkcjonowania społeczności ludzkiej. Dzięki temu
        Kościół zyskuje na znaczeniu i rośnie w siłę, także finansową.
        Tymczasem każdy człowiek ma własne sumienie i musi zbudować swój
        własny system etyczny, jeżeli nie chce się stać wasalem propagandy,
        konwencji i ślepej dogmatyki Kościoła. Papież Jan Paweł II
        podróżował do niedawna, a Benedykt XVI obecnie - do milionów ludzi,
        ale obaj są niczym więcej jak postaciami pop kultury. Dla
        ugruntowania i podniesienia moralności nie czynią niczego.
        - Czy widzi Pan jakieś plusy w watykańskiej religii? Jak ocenia Pan
        Kościoły protestanckie? Czy sympatyzuje Pan bądź należy do któregoś
        z nich?
        - Mimo mojej dobrej woli, nie widzę żadnych plusów w katolicyzmie.
        Nadal Watykan uważa się za kontynuację starożytnego imperium
        rzymskiego, nadal papież nazywa siebie pontifex maximus, jak
        najwyższy kapłan religii rzymskiej, nadal nie toleruje de facto
        żadnych innych religii i konfesji. Nadal głosi że ojczyzną prawdy
        jest Kościół rzymskokatolicki. Nadal religia pozostaje jedynie
        fasadą, bo Watykan ciągle ma tylko jeden cel i ideał:
        więcej władzy i więcej zysku. Nadal papieże i ich wasale w
        hierarchii rozumieją „dialog ekumeniczny" jako powrót
        wszystkich „zagubionych synów", wszystkich wyznań do papa mundi,
        czyli ojca Kościoła i świata, rezydującego w Rzymie.
        Jedynym plusem Kościołów protestanckich jest nieuznawanie przez nich
        dyktatora w osobie papieża. Niestety, widziałem wśród protestanckich
        przywódców także wielu autorytarnych wodzów. Faktem jest natomiast
        większy liberalizm niektórych ugrupowań protestanckich. Niestety,
        kierownictwo największego Kościoła protestanckiego Niemiec (EKD) z
        biskupem Huberem na czele często zbyt konformistycznie i
        oportunistycznie reaguje na działania Kościoła katolickiego.
        Zaletą protestantyzmu jest dopuszczenie kobiet do urzędów, także do
        urzędu biskupa, a wadą - wpływ wielu nauk Lutra, który negował wolną
        wolę człowieka, propagował totalną zależność człowieka od Boga, a
        także prześladował heretyków, żydów i niewierzących. Straszne,
        brutalne i okrutne zasady postępowania Lutra wobec żydów służyły
        nawet jako przykład i motywacja dla nazistów. Dzisiejsza
        nietolerancja oficjalnego Kościoła ewangelickiego wobec tak zwanych
        sekt wypływa z antyhumanitarnej ideologii Lutra. Dlatego nie mogę
        należeć do żadnego z Kościołów protestanckich. Moja wizja wolności i
        moje humanistyczne nastawienie nie zgadzają się z nauką i praktyką
        tych kościołów.
        - Czy jest Pan człowiekiem wierzącym?
        - Pana pytanie jest sformułowane zbyt ogólnie. Jeżeli Pan rozumie
        wiarę jako wiarę w dogmaty jakiegoś kościoła, wtedy jestem
        człowiekiem niewierzącym. Wielu ludzi, zwłaszcza w Polsce,
        identyfikuje cały fenomen religii z katolicyzmem. Ale można być
        człowiekiem wierzącym i religijnym bez jakiejkolwiek przynależności
        do katolicyzmu, protestantyzmu czy w ogóle chrześcijaństwa. Religie
        azjatyckie, na przykład buddyzm, hinduizm, taoizm albo konfucjanizm,
        bardzo różnią się od chrześcijaństwa. Nie uznają one Boga
        monoteistycznego, ale są przecież prawdziwymi religiami! W centrum
        tych religii stoi wiara w reinkarnację, a nie wiara w Boga.
        Przekonują, że człowiek musi przejść wiele doświadczeń, wiele
        wcieleń, aby osiągnąć doskonałość. Napisałem przed kilkoma laty
        książkę „Religijność bez Boga", w której zamieściłem wiele
        przykładów religii, gdzie nie ma wiary w Boga, ale istnieje głęboka
        religijność.
        Wracając do katolicyzmu... Uważam, że nie jest on prawdziwą religią,
        lecz konglomeratem rozmaitych religii i światopoglądów. Można w nim
        znaleźć elementy chrześcijaństwa, religii pogańskich, filozofii
        antycznych i współczesnych. To nie jest jednolita i czysta religia.
        Katolicyzm jest pozbawiony oryginalności. Nie ma w tym Kościele
        jednej prawdy wiary, która nie zostałaby ukradziona jakiejś innej
        religii. A Kościół jako taki jest perwersją i zdradą religii,
        ponieważ nadużywa jej do manipulowania ludźmi, ogłupiania ich i
        wykorzystywania.
        Nawet wiara w jedynego boga jest wynalazkiem faraona Echnatona, a
        bóg Jahwe nie był na początku Starego Testamentu jedynym i
        uniwersalnym bogiem nieba i ziemi, ale bogiem klanu Hebrajczyków,
        którzy nie negowali istnienia bogów innych narodów i klanów.
        - Czy Bóg istnieje?
        - Tego nie wiem. Żaden człowiek nie może z pewnością wiedzieć, czy
        Bóg istnieje, czy nie istnieje. Także „nieomylny" papież tego nie
        wie, może jedynie wierzyć. Wiara, każda wiara, jest egzystencjalną
        decyzją. Nigdy nasza wiedza nie jest na tyle uniwersalna i jasna,
        abyśmy byli zmuszeni wierzyć lub nie wierzyć. To akceptuje nawet
        Kościół, który uczy, że wiara w Boga jest łaską i cnotą, do której
        człowiek z wysiłkiem musi dążyć. Wiele rzeczy w przyrodzie, w
        kosmosie i człowieku jest argumentem (lecz nie dowodem!) na rzecz
        istnienia Boga, ale problemu zła fizycznego i psychicznego w świecie
        żaden człowiek nie może rozwiązać. Są ślady wielkiej inteligencji w
        naturze, w ewolucji, w kosmosie, ale te ślady nie są takiej wagi,
        aby zmusiły nas do przyjęcia nieskończenie doskonałego,
        inteligentnego i wszystkowiedzącego Boga.
        Już starożytni filozofowie byli przekonani, że świat został
        stworzony nie przez Boga, lecz przez demiurga, czyli byt, który jest
        bardzo
        • Gość: Ed IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.05.09, 21:11
          Uważam, że człowiek prawdziwie humanistyczny jest agnostykiem,
          otwartym jednakże na wszystkie możliwości metafizyki. Jak będzie po
          śmierci, tego nikt nie wie na pewno, ale każdy człowiek musi tu na
          ziemi zbudować swój własny światopogląd. Nie jest tak ważne, czy
          jesteśmy ludźmi wierzącymi, czy nie. Istotniejsze jest, czy jesteśmy
          ludźmi etycznymi, czy może raczej złymi, okrutnymi, brutalny mi,
          agresywnymi, poszukującymi zysku, sukcesu i kariery ze szkodą dla
          innych. W roku 2005 ukazała się moja książka ”Unsterhlichtkeit”
          („Nieśmiertelność"), która zajmuje się tymi zagadnieniami.
          - W Niemczech przeciwnicy mają Panu za złe, że broni Pan tak zwanych
          sekt, a nawet że był Pan z nimi związany. Mam na myśli Życie
          Uniwersalne i scjentologię. Oskarża się Pana także o związki z
          niemieckimi unitarianami, nawiązującymi podobno do faszystowskiego
          nurtu chrześcijaństwa.
          - Nie należę do żadnej sekty, niestety, Kościół, a pod jego
          naciskiem także państwo, dyskryminują w Niemczech tak zwane sekty.
          Każdy humanista jest zobowiązany do obrony prześladowanych
          mniejszości. Ci, którzy dyskryminują - tak zwane wielkie historyczne
          Kościoły - sami są de facto sektami, a różnią się od małych sekt
          tylko siłą i wpływami. Kościół rzymskokatolicki i całe
          chrześcijaństwo swój marsz przez historię rozpoczęło 2000 lał temu
          jako mała sekta religii żydowskiej. Wszelkie błędy, herezje,
          oszustwa i zbrodnie dokonane przez sekty są relatywnie i ilościowo
          niewielkie w porównaniu złymi, jakich dopuścił się Kościół rzymski.
          Kościół potępia sekty, bo obawia się utraty kontroli nad ludźmi.
          Musimy pamiętać, że spośród wszystkich religii i sekt w całej
          historii ludzkości Kościół papieski jest organizacją najbardziej
          zbrodniczą.
          Co do związków z niemieckimi unitarianami, to sprowadzały się one do
          kilku odczytów i prelekcji, które dla nich zrobiłem, podobnie jak
          robię je na zaproszenie wielu innych grup. Znam nawet kilku
          żydowskich profesorów, którzy także mieli odczyty na zaproszenie
          unitarian, lecz tylko mnie się za to atakuje. To jest bardzo dziwne,
          ale zauważyłem, że Kościół lubi mnie atakować nie wprost, ale często
          wykorzystuje do tego innych. Nie waha się korzystać z usług nawet
          byłych stalinowców.
          A teraz o moich związkach z Życiem Uniwersalnym. Chcę podkreślić, że
          ludzie z tego ugrupowania czynią dla innych ludzi, szczególnie
          chorych, i dla zwierząt tysiące razy więcej dobrych rzeczy niż
          rzymski Kościół. Dlatego właśnie stali się celem wielu ataków ze
          strony hierarchii. Nie należę do tego ugrupowania, ale wydałem u
          nich moją książkę „Nowa inkwizycja", bo zgodzili się ją opublikować
          po tym, jak 30 innych wydawnictw powiedziało „nie".
          Ze scjentologią nie mam kontaktów, ale też pragnę zauważyć, że
          rozpowszechniany przez Kościół obraz tej religii mija się z
          rzeczywistością. A wracając do unitarian - to prawda, że ruch ten aż
          do roku 1945 współpracował z Hitlerem. Podobnie zresztą jak
          przedstawiciele wielu różnych religii i kościołów w Niemczech.
          Jednak po wojnie unitarianie wyrzucili ze swoich szeregów wszystkich
          nazistów i obecnie jest to ruch religijny szanujący wartości
          demokratyczne i akceptowany przez większość Niemców.
          - Ostatnia Pana książka to nie wydany jeszcze po polsku „Polski
          papież". Nie wątpię, że zawiera ona wiele krytycznych uwag pod
          adresem uwielbianego w Polsce przywódcy Kościoła.
          - Analizowałem w tej książce teologię dogmatyczną papieża Wojtyły,
          jego doktrynę moralności i seksualności, jego politykę społeczną,
          finansową, wewnętrzną i wobec innych państw oraz religii, a także
          jego stosunek do kobiet w teorii i praktyce. W rezultacie doszedłem
          do wniosku, że ten papież nie zmienił niczego z przestarzałej
          dogmatyki Kościoła. Na przykład grzech pierworodny nadal jest dla
          niego absolutnym fundamentem Kościoła. Grzech - hipotetycznie
          popełniony przez Adama przed tysiącami czy milionami lat - jest
          nadal naszym grzechem. Inny przykład: piekło według papieża jest
          wieczne i nawet po upływie milionów lat nie ma możliwości zbawienia
          grzesznika. A cóż to za Ojciec i Bóg miłości, który nie potrafi
          przebaczyć win swoim dzieciom, nawet po bardzo długim odbywaniu
          kary?!
          Rygorystyczna doktryna seksualna papieża sprawiła, że na całej kuli
          ziemskiej papieski zakaz stosowania antykoncepcji przyczynia się y.
          całą mocą do pogłębienia nieświadomości, ucisku, cierpień i chorób.
          Zakaz używania prezerwatyw sprzyja szerzeniu się AIDS. Według Brendy
          Maddot, ta doktryna papieska powoduje więcej zła niż polityka
          apartheidu i prowadzi do katastrofy demograficznej. Nadal pod
          panowaniem Jana Pawła II kobiety nie miały tych samych praw co
          mężczyźni, nie mogły awansować na odpowiedzialne urzędy w Kościele,
          nie miały prawa zostać duchownymi.
          Idealna kobieta - według zmarłego papieża - to dobra matka i
          opiekunka domu. Nie mogę się nadziwić, że tak wiele kobiet chodzi
          ciągle do Kościoła i nie występuje z tej maczystowskiej instytucji.
          - Jakie widzi Pan perspektywy dla Kościoła watykańskiego po śmierci
          Jana Pawia II? Jaką przyszłość przewiduje Pan dla katolicyzmu w
          Polsce?
          - Nie widzę perspektyw dla Kościoła watykańskiego. Nowy papież
          Ratzinger jest jeszcze gorszy od Jana Pawła II. Benedykt XVI jest i
          pozostaje tym, kim był - fanatycznym inkwizytorem. On niczego nie
          zmieni w autorytarno-konserwatywnym Watykanie. Każda poważniejsza
          reforma tej instytucji byłaby jej negacją, jej kapitulacją, jej
          końcem. Kościół papieski jest instytucją totalnie antydemokratyczną:
          papież posiada władzę absolutną, a biskupi i kardynałowie mają
          jedynie władzę delegowaną; także ich prawa są delegowane. Lud Boży
          natomiast w ogóle pozbawiony jest praw - ma tylko obowiązki.
          Prawdziwa demokratyzacja Kościoła byłaby śmiercią absolutystycznej
          hierarchii.
          Oficjalny katolicyzm w Polsce potrzebuje epoki oświecenia, ponieważ
          tkwi jeszcze w średniowieczu. Środowiska intelektualne w Kościele
          powinny wyemancypować się ze wszelkich wpływów duchowieństwa.
          Podobnie i teologia polska, której daleko do teologii i egzegezy
          zachodnioeuropejskiej.

          Rozmawiał Adam CIOCH FiM
    • Gość: * IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.05.09, 23:30
      miasta.gazeta.pl/lublin/1,48724,6551148,Isakowicz_Zaleski__Nie_dla_doktoratu_Juszczenki.html

      Fakty:
      * Śmierć jednego Lacha to metr wolnej Ukrainy, albo będzie Ukraina
      albo lechicka krew po kolana, Polaków w pień wyciąć.
      * W związku z sukcesami wojsk sowieckich konieczne jest
      przyspieszenie likwidacji Polaków, muszą zostać całkowicie
      zgładzeni, ich wioski spalone (...) ludność polską należy zniszczyć.

      Opis: Fragment rozkazu z 1944 r. Szuchewycza do OUN.

      12 października 2007 Roman Szuchewycz został pośmiertnie nagrodzony
      tytułem Bohatera Ukrainy przez prezydenta Ukrainy Wiktora
      Juszczenkę.
      Rektor KUL'u ks. prof. Wilk najwyraźniej bredzi obstając przy swoim
      pomyśle skłaniając się do ukamienowania prawdy:
      www.kki.pl/piojar/polemiki/rubiez/wirtuoz/wirtuoz.html
    • Gość: et IP: *.chello.pl 06.06.09, 22:22
      • "Ojcze nasz, któryś jest w niebie [...] nie wódź nas na
        pokuszenie..." - czy z tego wynika, że kuszenie jest nie tylko
        domeną diabła???

        --
        Jeśli mijasz się z prawdą, to przynajmniej się jej ukłoń. (Karol
        Kord)
    • Gość: ww IP: *.chello.pl 17.06.09, 21:04
      "...– Księża często nie potrafią sobie poradzić, napotkawszy postawy
      antyklerykalne – przyznaje psycholog Ewa Kusz, prowadząca terapię osób
      konsekrowanych i księży. – A przecież każda krytyka wnosi coś pozytywnego,
      niezależnie od tego, czy jest słuszna. Stanowi szansę na skonfrontowanie się z
      cudzą opinią, przyjrzenie się, czy coś z tych zarzutów jest prawdą i co można by
      ewentualnie zmienić. Informacja zwrotna zawsze jest cenna, najgorsza jest
      obojętność."
    • Gość: ojejku ojejku IP: *.chello.pl 21.06.09, 18:29
    • Gość: * IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.06.09, 21:33
      Kardynał drugiego tysiąclecia Józef Glemp w jednym z pierwszych
      wywiadów udzielonych po śmierci Jana Pawła 2, powiedział mniej
      więcej coś takiego:

      "Modliliśmy się dużo za Ojca Świętego, będziemy modlić się dalej już
      do niego, żeby wypraszał nam łaski".

      Samemu Glempowi już bym się nie dziwił, ponieważ nie jednego Hioba
      już zaserwował. Okazuje się jednak, że jest to głos wcale nie
      odosobniony. Otóż na portalu TVP INFO pod datą 02.04.2009, jest
      artykuł pt. "Abp Mokrzycki: modlę się do Jana Pawła II".

      W artykule czytamy:
      "Modlę się do Ojca Świętego, jest dla mnie najbliższym patronem –
      powiedział na antenie TVP Info były sekretarz Jana Pawła II,
      metropolita lwowski abp Mieczysław Mokrzycki. Dodał, że jeszcze za
      życia papieża miał wrażenie, że jest on człowiekiem świętym.

      Kościół dopuszcza publiczny kult zmarłych wyłącznie w przypadku osób
      oficjalnie wyniesionych na ołtarze. Zezwala jednak, a nawet zachęca
      do prywatnej modlitwy za pośrednictwem osób, w stosunku do których
      toczy się proces beatyfikacyjny." [...]

      Kościół Katolicki wyraźnie zachęca do takiej modlitwy, ale czy Pismo
      Święte pozwala na coś takiego???

      Więcej:
      husyta.wordpress.com/2009/05/03/katolicy-modla-sie-do-zmarlego-jana-pawla-2/
    • Gość: * IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.09, 22:06
      Papież gratuluje Paetzowi

      Papież Benedykt XVI przesłał telegram gratulacyjny arcybiskupowi
      Juliuszowi Paetzowi z okazji 50 rocznicy święceń kapłańskich.

      Były metropolita poznański 7 lat temu odszedł z urzędu po
      oskarżeniach o molestowanie seksualne kleryków i księży. Obecnie
      jest na emeryturze. Tekst papieskich życzeń zamieszcza najnowszy
      numer Przewodnika Katolickiego, oficjalnego organu archidiecezji
      poznańskiej.

      Benedykt XVI nazywa arcybiskupa Paetza "czcigodnym bratem" i
      przypomina jego zasługi dla Kościoła. Podkreśla, że w czasie
      sześcioletniego kierowania diecezją poznańską arcybiskup Paetz
      pracował nad duchowym rozwojem wiernych i pobożnie im służył. Papież
      nie wspomina o kulisach odwołania arcybiskupa. Telegram jest
      napisany po łacinie i własnoręcznie podpisany przez Benedykta XVI.

      Skandal wokół ówczesnego metropolity poznańskiego wybuchł w 2001
      roku. W Wielki Czwartek kolejnego roku arcybiskup Juliusz Paetz
      złożył rezygnację z urzędu, do czego miał go skłonić osobiście Jan
      Paweł II.

      W najbliższą sobotę obecny metropolita poznański, arcybiskup
      Stanisław Gądecki odprawi zwyczajowo w katedrze mszę świętą dla
      kapłanów obchodzących złoty jubileusz kapłaństwa. Wśród nich jest
      także arcybiskup Juliusz Paetz.
      www.rp.pl/artykul/2,325248.html
      Za poprzedniego papieża zalecał ukrywanie pedofilii wśród kleru.
      Teraz gratuluje Paetzowi 50-letnich osiągnięć "pasterskich". Już
      dawno nie zademonstrowano tak jawnie zgnilizny moralnej, obłudy,
      hipokryzji i zakłamania koscioła.

      Tekst papieskiego telegramu można znaleźć w najnowszym numerze
      Przewodnika Katolickiego, oficjalnego organu archidiecezji
      poznańskiej. Telegram jest napisany po łacinie i własnoręcznie
      podpisany przez Benedykta XVI jako "Czcigodny brat"

      Papież wspomina również o zasługach duchownego dla Kościoła. Pisze
      też, że podczas kierowania diecezją poznańską, arcybiskup Paetz
      pracował nad duchowym rozwojem wiernych i pobożnie im służył.
      Natomiast ani słowem nie jest wspomniane o tym, w jakich to
      skandalicznych okolicznościach duchowny rozstał się ze swoim urzędem.

      Innymi słowy można zlożyć gratulacje dla zespołu "Paetz & shop
      boys" ;(
    • Gość: * IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.06.09, 17:29
      Czy popularny proboszcz, który nie kryje że żyje z kobietą, zostanie
      wykluczony ze stanu kapłańskiego? Jeśli jego biskup do tego
      doprowadzi, Austrię może czekać kolejna fala odejść z Kościoła

      Sprawę 66-letniego księdza Josefa Friedla, proboszcza maleńkiego
      Ungenach bacznie śledzi papież Benedykt XVI. Jak pisze austriacka
      prasa papież, były biskup Monachium, zna doskonale zna kościół w
      Austrii, a jego tradycyjność bardzo sobie ceni i chce chronić.
      Dlatego sprawa Friedla budzi w Watykanie taki sam niepokój jak wśród
      konserwatywnych hierarchów austriackich.

      W marcu podczas publicznej dyskusji panelowej proboszcz Friedl
      przyznał, że od lat żyje z kobietą. I dodał, że w podobnej sytuacji
      jest wielu księży w Austrii. Co więcej ks. Friedl i jego
      przyjaciółka mieszkają na plebani, o czym doskonale wiedzą
      parafianie. I księdza popierają. - Ludzie byliby zawiedzeni, gdybym
      w tej sprawie skłamał. Straciłbym w ich oczach wiarygodność -
      tłumaczył dziennikarzom ks. Friedl.

      Po tej wypowiedzi biskup Linzu Ludwig Schwarz, któremu podlega
      Friedl natychmiast wezwał go na dywanik. Proboszcza się jednak nie
      przestraszył. - Idę za rok na emeryturę, z parafii mnie już nie
      wyrzucą - oświadczył. A mediom powiedział, że Kościół powinien
      pozwolić księżom się żenić. - To byłby sposób na brak nowych
      powołań. Kościół stałby się bardziej ludzki i wiarygodny.

      Do tej pory Friedla pozbawiono jedynie funkcji księdza dziekana. -
      Włos mu z głowy nie spadnie. Sprawa stała się zbyt głośna, a wierni
      identyfikują się poglądami Friedla. On sam czuje się silny, bo zna
      go cały kraj - mówi Georgia Meinhart, dziennikarka "Die Presse".

      Friedl zdobył sławę już dwa lata temu, gdy ukrył przed policją
      Arigonę Zogaj, 15 letnią Kosowarkę. Rząd chciał ja deportować,
      ponieważ jej rodzice przybyli do Austrii nielegalnie pod koniec lat
      90. Teraz okazało się, że dziewczyną na plebani opiekowała się
      przyjaciółka proboszcza.

      - Mnie jako mężczyźnie jakoś było niezręcznie zajmować się
      dziewczynką - opowiadał. Wówczas nienawidzący imigrantów austriaccy
      prawicowcy zalali go obraźliwymi e-mailami.

      W rozpoczętym właśnie Roku Kapłańskim papież Benedykt XVI
      zapowiedział rozprawę z księżmi, którzy naruszają kościelne
      przepisy - nie przestrzegający celibatu mają być szybko usuwani z
      kapłaństwa.

      - Gdyby tak postąpiono z Friedlem doszłoby do kolejnej fali
      wystąpień z Kościoła. Hierarchom na tym nie zależy - uważa Meinhart.

      Tysiące oburzonych Austriaków wypisały się z Kościoła po skandalu w
      seminarium w St. Pölten w 2004 r. Odkryto tam wówczas pornografię
      dziecięcą, a miejscowemu biskupowi udowodniono, że na czele uczelni
      świadomie postawił księdza o homoseksualnych skłonnościach.

      W tym roku kolejną falę wystąpień Austriaków z Kościoła wywołała
      decyzja papieża o zdjęciu ekskomuniki z lefebrystów w tym z biskupa
      Richarda Williamsona, który okazał się kłamcą oświęcimskim.

      Oliwy do ognia dolała mianowanie przez Benedykta XVI
      ultrakonserwatywnego ks. Gerharda Wagnera mianowaniu na biskupa
      pomocniczego Linzu. Ks. Wagner stwierdził, że książki o Harrym
      Potterze promują satanizm, a huragan, który spustoszył Nowy Orlean
      jest karą za grzechy.

      Dlatego właśnie biskup Linzu ciągle stara się dogadać z knąbrnym
      księdzem. Wiadomo, że za Friedlem stoją duchowni, którym marzy się
      kościół z łagodniejszym podejściem do celibatu. Wspierają ich
      wierni, którym coraz mniej podobają się konserwatyzm w austriackim
      kościele - Czy Friedl poruszy lawinę? - Spór między liberałami a
      konserwatystami mocno się zaostrzył. O tym że sprawa jest poważna
      świadczy uwaga Watykanu - mówi dziennikarka.

      Tydzień temu na audiencji dla biskupów austriackich papież
      nawiązując do sprawy ks Friedla zapytał ich czy sami wierzą w sens
      celibatu. Ci wręczyli mu list od krnąbrnego proboszcza z rzekomą
      obietnicą powrotu do przykładnego życia. Ks. Friedl twierdzi, że
      niczego nie obiecywał, a przyjaciółki nie oddali.
      wyborcza.pl/1,75477,6749656,Austriacki_klopot_Watykanu.html
    • Gość: * IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.06.09, 17:32
      Czy skrajny konserwatyzm kościoła w kwestii antykoncepcji i życia
      seksualnego ma swój początek w poglądach Wandy Półtawskiej,
      krakowskiej lekarki?
      Raport specjalny: Wanda Półtawska, 88-letnia lekarka i działaczka
      katolicka, dysponuje setkami listów od Karola Wojtyły, które dowodzą
      niezwykłej przyjaźni trwającej ponad 50 lat. Jej treść zaskoczyła
      hierarchów Kościoła. Z ustaleń Gazety Wyborczej wynika, że Wojtyłę i
      Półtawską łączyła wyjątkowa zażyłość. Lekarka z Krakowa miała wpływ
      na poglądy oraz decyzje Wojtyły jako biskupa i papieża w ważnych
      sprawach.
      O przyjaźni Wandy Półtawskiej i Karola Wojtyły czytaj w raporcie


      Amerykanin Jonathan Kwitny, nieżyjący już dziennikarz "Wall Street
      Journal" i biograf Jana Pawła II, materiały do swojej
      książki "Człowiek stulecia" zbierał w latach 90. Jedzie do Krakowa,
      chce rozmawiać z Wandą Półtawską. Ale ona odmawia. Mówi, że
      znajomość z papieżem to jej osobista sprawa, a jeśli dziennikarz
      chce poznać Jana Pawła II, powinien czytać jego poezję.

      Półtawska zgadza się jednak, by Kwitny porozmawiał z jej mężem
      Andrzejem. "Siedzimy - opisze później Kwitny - w zadziwiająco
      ciemnym i nędznie umeblowanym mieszkaniu przy krakowskim Rynku". Po
      dwóch godzinach przysłuchiwania się rozmowie mężczyzn zza ściany
      przyłącza się Wanda.

      Półtawski tłumaczy, że zainteresowanie jego żony - jako lekarza
      psychiatry i jako działaczki katolickiej - sferą życia seksualnego
      wzięło się z jej doświadczeń w obozie koncentracyjnym w Ravensbrück
      w czasie II wojny światowej: - Przez wiele lat walczyła o swoją
      ludzką godność. W stosunku płciowym zawiera się godność kobiety i
      mężczyzny.

      Półtawscy tłumaczą Amerykaninowi, na czym polega ich przyjaźń z
      Wojtyłą - połączyły ich poglądy na temat katolickiej etyki,
      zwłaszcza sprzeciw wobec stosunków przedmałżeńskich i środków
      antykoncepcyjnych (dopuszczalne są tylko naturalne metody, czyli
      wstrzemięźliwość w dni płodne).

      Dlaczego antykoncepcja jest zła, tłumaczy sama Półtawska. Po
      pierwsze, z powodów religijnych - stosunek musi być nastawiony na
      prokreację, przy okazji wzmacniając więź między ludźmi. Po drugie,
      medycznych. Jej zdaniem badania naukowe, w tym jej własne, dowodzą,
      że "stosowanie antykoncepcji wywołuje stany neurotyczne".

      Kwitny jest zdumiony: badania naukowe krakowskiej lekarki leżą u
      podstaw teologii ciała głoszonej przez Karola Wojtyłę? Po powrocie
      do Stanów Zjednoczonych szuka publikacji Półtawskiej. Znajduje
      jedną, która - ocenia Kwitny - nie ma wartości naukowej, to tylko
      zbiór "twierdzeń i kilka zapożyczonych anegdot".

      Andrzej Półtawski: - Wszystkie środki antykoncepcyjne są szkodliwe.
      Stosunek przerywany jest najbardziej naturalny, ale prowadzi do
      oziębłości, impotencji i tak dalej. Stosowanie antykoncepcji szkodzi
      płodności oraz zdrowiu. Antykoncepcji potrzebują tylko firmy, które
      zarzucają rynek środkami. Moja żona uważa również, że antykoncepcja
      prowadzi do aborcji. Dochodzi do niej, gdy zawiedzie jakiś środek
      antykoncepcyjny.

      Jak przestrzegać tak surowych zasad? Przez samodyscyplinę,
      wyrzeczenie, ascezę. Trzeba się nauczyć panowania nad sobą, np.
      poprzez umiejętność powstrzymywania się od współżycia. To podstawy
      etyki katolickiej.

      Masturbujecie się, chłopcy?

      W latach 50. Wanda Półtawska wykłada medycynę pastoralną na
      Papieskiej Akademii Teologicznej. To trochę dziwny przedmiot:
      połączenie fizjologii, seksuologii, ginekologii, psychiatrii,
      psychologii. Chodzi o to, by młodym klerykom dać podstawy wiedzy o
      życiu seksualnym i wiążących się z nim problemach psychicznych.

      Półtawska twierdzi, że masturbacja prowadzi do groźnych nerwic. Pyta
      wprost kleryków: - Czy się masturbujecie? Chłopcy parskają zduszonym
      śmiechem. Boją się jej jak ognia.

      Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, uczeń Półtawskiej, w swoim blogu
      napisał, że jeden z jego kolegów diakonów ośmielił się zażartować z
      metod naturalnych. Półtawska poskarżyła się rektorowi. Chłopak
      przypłacił żart niedopuszczeniem do święceń.

      Antykoncepcję i aborcję Półtawska porównuje do zbrodni nazistów.

      Homoseksualizm to dla niej poważne zboczenie. Na symptomy
      homoseksualne zwraca szczególną uwagę przy badaniu psychologicznym
      kandydatów na kapłanów.

      Już w latach 60. Półtawska z pomocą Wojtyły - od 1958 roku biskupa
      pomocniczego w Krakowie, a od 1963 roku arcybiskupa - tworzy
      Instytut Teologii Rodziny. Prowadzi tam badania m.in. nad
      szkodliwością antykoncepcji i udowadnia, że za pomocą naturalnych
      metod można zaplanować kolejne dzieci. Pracuje w poradniach
      małżeńskich, jest biegłym sądowym, zajmuje się dziećmi:
      nieprzystosowanymi społecznie, z rozbitych rodzin. Leczy też z
      nerwic byłych więźniów obozów koncentracyjnych.

      Przez ciało do Boga

      Poglądy Wojtyły znalazły się w wydanej w 1960 roku książce "Miłość i
      odpowiedzialność". Dziś trąci myszką, ale wtedy w Kościele oceniano
      ją jako rewolucyjną - Wojtyła głosił, że akt fizyczny nie jest
      grzechem, można o nim mówić.

      Biskup z Krakowa używa takich słów jak seks, zbliżenie, akt płciowy,
      oziębłość, podniecenie, orgazm. Apeluje do mężczyzn, by szanowali
      potrzeby seksualne kobiet, do kobiet - by nie lekceważyły pragnień
      mężczyzn.

      Biskupi na całym świecie są zbulwersowani, wielu jest zgorszonych.
      Ks. Stanisław Witek z KUL zarzuca Wojtyle, że głosi poglądy
      niezgodne z nauką Kościoła.


      Ale to nieprawda. U Wojtyły wszystko jest zgodne z zasadami etyki
      katolickiej. Akt seksualny, ten najwyższy stopień bliskości między
      ludźmi, to nie tylko prokreacja i przyjemność, lecz akt prawie
      mistyczny, odprysk miłości Boga do ludzi.

      Ks. Prusak: - Teologia ciała Wojtyły to personalistyczna wizja
      seksualności, która poprzez nowy język zmierzała do wyjścia z
      lękowego myślenia o seksie, które w Kościele ma wielowiekową
      tradycję. To pokazanie, że jesteśmy stworzeni na obraz Pana Boga i
      że nie można rozdzielić ducha i ciała. Przez cielesność otwieramy
      się zarówno na człowieka, jak i Boga.

      Książkę Wojtyły uzupełnia bardzo dokładna, medyczna instrukcja, jak
      uniknąć zapłodnienia zgodnie z akceptowanymi przez Kościół
      naturalnymi metodami.

      W jednym z listów do Półtawskiej biskup pisze o "Miłości i
      odpowiedzialności", że to "moja i Twoja książka". George Weigel,
      amerykański biograf papieża, napisał w "Świadku nadziei", że
      Półtawska służyła Wojtyle "wielką pomocą". Kwitny precyzuje z kolei,
      że Dusia napisała fragmenty książki o stanach lękowych spowodowanych
      antykoncepcją i organizmie kobiety.

      Halina Bortnowska, która przygotowywała książkę do II wydania w 1962
      roku przez Znak: - Miałam wrażenie, że uparte trzymanie się przez
      Wojtyłę podziału na antykoncepcję naturalną, akceptowaną przez
      Kościół, i sztuczną, odrzucaną, wynikało z wpływu Półtawskiej na
      jego poglądy.

      Encyklika inspirowana z Krakowa

      W 1963 roku Watykan - naciskany przez księży nieradzących sobie z
      pukającą do bram Kościoła rewolucją seksualną - tworzy specjalną
      komisję ekspertów. Ma wypracować stosunek Kościoła do problemu
      kontroli narodzin.

      Papież Paweł VI zaprasza do niej Wojtyłę. Ten prosi Półtawską o
      konsultacje i przeprowadzenie badań, które wesprą poglądy
      potępiające antykoncepcję.

      Jednak większość członków papieskiej komisji opowiada się za jej
      dopuszczeniem. Paweł ich nie słucha i 25 lipca 1968 roku ogłasza
      encyklikę "Humanae vitae" ("O życiu ludzkim"), w której całkowicie
      zakazuje stosowania antykoncepcji. Bowiem "obraża [ona] Boga,
      niszczy życie w łasce, uniemożliwia przyjmowanie sakramentów św. A
      co boleśniejsze, szkodzi pożyciu pary".

      Takiego zdania nie powstydziłaby się Wanda Półtawska.

      Jej mąż mówił Jonathanowi Kwitny'emu: - Wojtyła napisał "Humanae
      Vitae" - nie dosłownie; z Krakowa jednak nadsyłano teksty,
      opracowania, które zrobiły wrażenie na Pawle VI. Można założyć, że
      Wojtyła miał na nią wpływ.

      Eksperci uważają, że nawet jeśli nie miał wpływu, to w decydujące
      • Gość: * IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.06.09, 17:35
        Eksperci uważają, że nawet jeśli nie miał wpływu, to w decydującej
        chwili - gdy Paweł VI wahał się, czy ogłosić encyklikę - Wojtyła mu
        poradził, by to zrobił.

        W świecie podnosi się wrzawa. Katolicy nie rozumieją, o co chodzi
        papieżowi. Jak prezerwatywa może kłócić się z prawem naturalnym?
        Pigułka?

        Nawet Franz König, arcybiskup Wiednia, mówi, że lepiej byłoby, gdyby
        papież pominął różnicę między naturalną i sztuczną antykoncepcją.

        W USA 642 księży podpisało petycję o uznanie środków
        antykoncepcyjnych. Buntują się Niemcy. Francuscy biskupi ogłaszają,
        że stosowanie antykoncepcji to sprawa sumienia wiernych.

        Sprawa stosunku do seksu podzieli Kościół - zarówno księży, jak i
        świeckich. Wojtyła nie zmieni zdania do śmierci.

        Strażniczka doktryny

        W maju 1968 roku Wojtyła mianuje Dusię "strażniczką doktryny"
        wyłożonej w "Humanae vitae". Z Jasnej Góry pisze do niej list, w
        którym wyznacza przyjaciółce zadania: "Potrzeba duszpasterstwa
        rodzin oraz apostolstwa świeckich w tej dziedzinie jest rzeczą
        jasną. Jasne jest też, że aby je prowadzić, trzeba mieć do gruntu
        prawidłowe widzenie tych wartości, o jakie chodzi. Widzenie takie
        posiadasz jak mało kto. Posiadasz również to całkowite i
        nieoszczędzające siebie oddanie dla sprawy".

        I tłumaczy, jak wyobraża sobie pracę Dusi: w ramach Instytutu
        Teologii Rodziny ma stworzyć zespół ludzi, którzy będą propagowali
        seksualną etykę katolicką: "Trzeba werbować ludzi, jeżeli cała ta
        działalność ma przynosić owoce. A o to przecież chodzi i o tym nie
        przestaję myśleć i tego pragnąć".

        A kiedyś, jak wspomina Półtawska, doda: - Urodziłem sobie ciebie.


        Kolejne odcinki opowieści o niezwykłej przyjaźni Wandy Półtawskiej i
        Karola Wojtyły w Gazecie Wyborczej w środę, czwartek i piątek

        Korzystałam m.in. z książek Wandy Półtawskiej: "Beskidzkie
        rekolekcje", "Stare rachunki" (Edycja św. Pawła), André
        Frossarda: "Rozmowy z Janem Pawłem II" (Libreria Editrice Vaticana),
        ks. Adama Bonieckiego: "Kalendarium życia Karola Wojtyły" (Znak),
        Jonathana Kwitny'ego: "Człowiek stulecia", Adama Bujaka i Michała
        Rożka: "Wojtyła" (Wydawnictwo Dolnośląskie) oraz portalu
        glosojcapio.pl

        Źródło: Gazeta Wyborcza
        wyborcza.pl/1,76842,6746811,Poltawska__Wojtyla_i_narodziny_seksualnej_etyki_katolickiej.html
    • Gość: em IP: *.chello.pl 30.06.09, 21:42

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

  • Kategorie tematyczne
  • Najnowsze wątki
  • Więcej forów
  • Więcej wątków na ten temat
  • Tagi
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.