Dodaj do ulubionych

Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2)

  • Gość: we IP: *.chello.pl 19.03.07, 18:28
  • Gość: er IP: *.chello.pl 22.06.06, 21:13
  • edico 18.04.07, 03:19
    Polityka - nr 14 (2599) z dnia 07-04-2007; s. 4 Raport
    Święta w starych dekoracjach
    Dymy kadzideł, procesje, strojne szaty kapłanów, światła na grobach, kult
    świętych wizerunków, medaliki traktowane jak talizmany, błagalne i dziękczynne
    wota – to relikty prastarych kultów, które wchłonęło chrześcijaństwo. W polskim
    katolicyzmie przetrwało ich szczególnie dużo. Stanowią niemal o narodowej
    tożsamości. Tworzą barwną tradycję, ale czynią też Polskę czymś w rodzaju
    religijnego skansenu, w którym parlamentarzyści modlą się o deszcz albo chcą
    intronizować Chrystusa na króla Polski.
    (Joanna Podgórska)
    www.polityka.pl/archive/do/registry/secure/showArticle?id=3354541
    --
    Gdy zabraknie historii, zastępują ją bajki.
    (Charles-Louis de Secondat de Montesquieu)
  • edico 18.04.07, 03:23
    Dziedzictwo pogaństwa wciąż jest w Polsce żywe, a nawet się rozwija – stwierdził
    prof. Norman Davis w wywiadzie dla „Pomocnika historycznego” (dodatek do
    POLITYKI 29/06), wymieniając obok zaduszek i dożynek m.in. święcenie samochodów.
    Widziana oczami zewnętrznego obserwatora polska religijność jawi się jako
    szczególnie uzależniona od rekwizytów, widzialnych znaków: popiołu, palemek,
    różańców, medalików, obrazków. U nas do dziś figury płaczą krwawymi łzami, a
    plama na szybie może stać się cudownym wizerunkiem Matki Boskiej i gromadzić
    tysiące wiernych. Tak jakby ciągle niezbędna była Biblia pauperum. Okruchy
    magicznego szkieletu, na którym wspierała się przedchrześcijańska wizja świata,
    utkwiły w nas niezwykle mocno.

    Przymiotnik „pogański” ma w języku konotację negatywną, a dług, jaki
    chrześcijaństwo zaciągnęło wobec tamtej kultury, bywa zwykle wstydliwie
    przemilczany. – Z historycznego punktu widzenia formy kultu są rzeczywiście
    takie jak w pogańskich kulturach rolniczych, odwołujących się do sacrum
    zaświatów; zostały bezszmerowo włączone w chrześcijański kontekst obrzędowy. Z
    punktu widzenia współczesnych relacji człowieka z wszechświatem i innymi ludźmi
    sens owych form nie jest już pogański, bo odwołują się one do chrześcijańskiej
    hierarchii mitycznej i kościelnej – mówi prof. Anna Zadrożyńska z Instytutu
    Etnologii i Antropologii Uniwersytetu Warszawskiego. – Wynika z tego jednak teza
    niezgodna z panującym przeświadczeniem: to chrześcijaństwo ukorzeniło się w
    kulturze europejskich pogan, a nie Europa zapuściła korzenie w glebie
    chrześcijaństwa.

    Z prastarej religii kosmicznej zapożyczono czas świętowania, który od neolitu
    wyznaczała wędrówka słońca po niebie. Bogowie zawsze rodzili się w zimowe
    przesilenie, umierali i zmartwychwstawali z wiosenną równonocą. Gdy w dawnym
    kalendarzu istniał obrzęd związany z kultem słońca, w obrzędowości
    chrześcijańskiej pojawia się święto lub dzień świętego patrona. Matki Boskiej
    Gromnicznej obchodzone 2 lutego to połowa zimy, gdy zapala się ognie, aby
    przyspieszyć powrót jasności. Święto płodności, obchodzone w letnie przesilenie,
    zmieniło się w wigilię św. Jana i rytuał Zielonych Świątek. Kościelna nazwa tych
    ostatnich to Zesłanie Ducha Świętego, ale ludowa pobożność wpisała je w rytm
    przyrody, sięgając do archetypowych praktyk magicznych, które miały oczyścić
    ziemię z demonów i zapewnić obfite plony: palono ognie, domy przyozdabiano
    zielenią tataraku, procesje z chorągwiami obchodziły zasiane pola, a bydło
    okadzano dymem z poświęconych ziół.

    Ciekawa jest także historia Bożego Ciała (ludowa nazwa Święta Ciała i Krwi
    Pańskiej), ustanowionego przez Kościół w XIV w. po cudzie w Orvieto, gdy hostia
    w rękach księdza heretyka zaczęła krwawić. Na pamiątkę tego wydarzenia uroczysta
    procesja zatrzymuje się przy czterech ołtarzach, gdzie odczytywane są fragmenty
    czterech ewangelii związane z Eucharystią. W obrządku ludowym ewangelie nie były
    jedynie nauką, ale świętym przedmiotem materialnym, który w postaci zakopanych
    na rogach pól zwitków miał chronić plony od gradobicia. Do tego doszły
    poświęcone wianki, które jako talizmany zabierano do domów, by odstraszały
    pioruny i choroby.

    W świętach, obrzędach i zwyczajach przechowało się mnóstwo elementów dawnych
    obrzędów ofiarnych, magii płodności, rytów oczyszczających, magii dobrego
    początku, trwających nieustannie pertraktacji z zaświatami. Błagalne krzyże i
    kapliczki wznoszone na granicach wsi można postrzegać jako przejaw archaicznego
    lęku przed obcym światem, święte znaki, które mają chronić obszar wewnętrzny
    przed otaczającym chaosem, demonami i plagami. W chwilach zagrożenia obchodzi
    się je w uroczystej procesji, bo są one punktem mediacji z zaświatami,
    uprawnionych i otoczonych ochroną kontaktów z nimi. Święcenie nowo wybudowanych
    gmachów można postrzegać jako magię dobrego początku. Poświęcone obrazki,
    medaliki ze św. Krzysztofem to rodzaj amuletów.
    --
    Niepotrzebne prawa osłabiają te, które są niezbędne.
    (Montesquieu)
  • edico 18.04.07, 03:28
    Dziedzictwo pogaństwa wciąż jest w Polsce żywe, a nawet się rozwija – stwierdził
    prof. Norman Davis w wywiadzie dla „Pomocnika historycznego” (dodatek do
    POLITYKI 29/06), wymieniając obok zaduszek i dożynek m.in. święcenie samochodów.
    Widziana oczami zewnętrznego obserwatora polska religijność jawi się jako
    szczególnie uzależniona od rekwizytów, widzialnych znaków: popiołu, palemek,
    różańców, medalików, obrazków. U nas do dziś figury płaczą krwawymi łzami, a
    plama na szybie może stać się cudownym wizerunkiem Matki Boskiej i gromadzić
    tysiące wiernych. Tak jakby ciągle niezbędna była Biblia pauperum. Okruchy
    magicznego szkieletu, na którym wspierała się przedchrześcijańska wizja świata,
    utkwiły w nas niezwykle mocno.

    Przymiotnik „pogański” ma w języku konotację negatywną, a dług, jaki
    chrześcijaństwo zaciągnęło wobec tamtej kultury, bywa zwykle wstydliwie
    przemilczany. – Z historycznego punktu widzenia formy kultu są rzeczywiście
    takie jak w pogańskich kulturach rolniczych, odwołujących się do sacrum
    zaświatów; zostały bezszmerowo włączone w chrześcijański kontekst obrzędowy. Z
    punktu widzenia współczesnych relacji człowieka z wszechświatem i innymi ludźmi
    sens owych form nie jest już pogański, bo odwołują się one do chrześcijańskiej
    hierarchii mitycznej i kościelnej – mówi prof. Anna Zadrożyńska z Instytutu
    Etnologii i Antropologii Uniwersytetu Warszawskiego. – Wynika z tego jednak teza
    niezgodna z panującym przeświadczeniem: to chrześcijaństwo ukorzeniło się w
    kulturze europejskich pogan, a nie Europa zapuściła korzenie w glebie
    chrześcijaństwa.

    Z prastarej religii kosmicznej zapożyczono czas świętowania, który od neolitu
    wyznaczała wędrówka słońca po niebie. Bogowie zawsze rodzili się w zimowe
    przesilenie, umierali i zmartwychwstawali z wiosenną równonocą. Gdy w dawnym
    kalendarzu istniał obrzęd związany z kultem słońca, w obrzędowości
    chrześcijańskiej pojawia się święto lub dzień świętego patrona. Matki Boskiej
    Gromnicznej obchodzone 2 lutego to połowa zimy, gdy zapala się ognie, aby
    przyspieszyć powrót jasności. Święto płodności, obchodzone w letnie przesilenie,
    zmieniło się w wigilię św. Jana i rytuał Zielonych Świątek. Kościelna nazwa tych
    ostatnich to Zesłanie Ducha Świętego, ale ludowa pobożność wpisała je w rytm
    przyrody, sięgając do archetypowych praktyk magicznych, które miały oczyścić
    ziemię z demonów i zapewnić obfite plony: palono ognie, domy przyozdabiano
    zielenią tataraku, procesje z chorągwiami obchodziły zasiane pola, a bydło
    okadzano dymem z poświęconych ziół.

    Ciekawa jest także historia Bożego Ciała (ludowa nazwa Święta Ciała i Krwi
    Pańskiej), ustanowionego przez Kościół w XIV w. po cudzie w Orvieto, gdy hostia
    w rękach księdza heretyka zaczęła krwawić. Na pamiątkę tego wydarzenia uroczysta
    procesja zatrzymuje się przy czterech ołtarzach, gdzie odczytywane są fragmenty
    czterech ewangelii związane z Eucharystią. W obrządku ludowym ewangelie nie były
    jedynie nauką, ale świętym przedmiotem materialnym, który w postaci zakopanych
    na rogach pól zwitków miał chronić plony od gradobicia. Do tego doszły
    poświęcone wianki, które jako talizmany zabierano do domów, by odstraszały
    pioruny i choroby.

    W świętach, obrzędach i zwyczajach przechowało się mnóstwo elementów dawnych
    obrzędów ofiarnych, magii płodności, rytów oczyszczających, magii dobrego
    początku, trwających nieustannie pertraktacji z zaświatami. Błagalne krzyże i
    kapliczki wznoszone na granicach wsi można postrzegać jako przejaw archaicznego
    lęku przed obcym światem, święte znaki, które mają chronić obszar wewnętrzny
    przed otaczającym chaosem, demonami i plagami. W chwilach zagrożenia obchodzi
    się je w uroczystej procesji, bo są one punktem mediacji z zaświatami,
    uprawnionych i otoczonych ochroną kontaktów z nimi. Święcenie nowo wybudowanych
    gmachów można postrzegać jako magię dobrego początku. Poświęcone obrazki,
    medaliki ze św. Krzysztofem to rodzaj amuletów.
    --
    Niepotrzebne prawa osłabiają te, które są niezbędne.
    (Montesquieu)
  • edico 18.04.07, 03:30
    – Myślenie religijne wymaga założenia, że gdy chcemy coś w świecie zmienić,
    niezbędna jest Boska interwencja. Podmiotem jest Bóg, człowiek może tylko
    prosić. W myśleniu magicznym człowiek swoimi działaniami i praktykami prowokuje,
    skłania, zmusza do zmiany zaświatowe moce. Do części magicznej, pogańskiej, w
    której zawiera się wiara w sprawczą moc słów, dodano obudowę chrześcijańską. W
    obrzędowości te dwa porządki są tak przemieszane, że trudno je interpretować –
    twierdzi prof. Piotr Kowalski, etnolog. – Choćby kwestia wody. Wiadomo, jakie
    procedury kościelne nadają sakrę wodzie święconej. Ale czym jest woda z
    uzdrawiających źródełek? Żywą wodą z bajki? Bez trudu da się to wytłumaczyć w
    kategoriach magicznych. A takie źródełka, gdzie pobiera się wodę do buteleczek w
    kształcie Matki Boskiej, są i w Licheniu, i przy pomnikach Jana Pawła II.

    W przedchrześcijańskim świecie działanie sił magicznych było równie oczywiste
    jak działanie sił natury. Próbowano je zaklinać lub przebłagać. Ten stały dialog
    z zaświatami był codziennością. Kościół odrzuca magię ze względów zasadniczych,
    ale musi się liczyć z jej występowaniem. Zwłaszcza z tymi przejawami myślenia
    magicznego, które sytuują się blisko wiary i praktyk religijnych, jak kult
    świętych czy kult obrazów – pisze Zdzisław Mach we wstępie do pracy Dominiki
    Jaźwieckiej-Bujalskiej „Między magią a religią”, w której bada ona zabobony i
    przesądy wśród duchowieństwa katolickiego. Choć ankietowani przez nią księża
    deklarują niewiarę w przesądy, przyznają, że zdarza im się tłumaczyć
    niepowodzenia czarnym kotem, trzynastym, albo przejść na drugą stronę drogi na
    widok zakonnicy. Mówiąc o medalikach, w pierwszym rzędzie przywołują naukę
    Kościoła, według której są one tylko symbolami wspomagającymi pamięć o
    pierwowzorze, ale dalej okazuje się, że to jednak rodzaj talizmanu. Jak mówi
    jeden z księży, skoro sprawdziło się, że ten konkretny medalik przynosi
    szczęście, to już nie jest magia, ale racjonalne myślenie. Co więcej, dla
    niektórych medaliki są sygnałem rozpoznawczym, pozwalającym rozpoznać swoich,
    czymś w rodzaju totemu.

    Religijność chrześcijańską utworzyły dwa nurty: ten zgodny z oficjalnym
    obrządkiem Kościoła i ten wcześniejszy, rodem z ludowej tradycji rolniczej.
    Stopiły się, tworząc całość. Skala powodzenia nowej religii zależy od tego, jak
    wiele elementów poprzednich kultów potrafi wchłonąć. Tak jest zawsze. Na
    fundamentach starych świątyń buduje się nowe, wymienia bogów na ołtarzach. Tak
    było też w przypadku chrześcijaństwa. Gdy papież Grzegorz Wielki wysyłał
    misjonarzy do pogańskich Anglosasów, nakazał nie burzyć świątyń, gdzie zbiera
    się lud, ale dbać, by miejsce bałwanów zajęły ołtarze prawdziwego Boga, a
    pogańskie uczty odbywały się od tego czasu w imię świętych, gdyż – jak twierdził
    – tępym umysłom nie sposób odjąć wszystkiego naraz. Wszystko, co nie stało w
    jaskrawej sprzeczności z nową wiarą, mogło zostać zaadaptowane.

    Przez wieki pod wpływem rozwoju nauki i przemian cywilizacyjnych relikty dawnych
    kultów zanikały. Resztki magicznej koncepcji rzeczywistości zachowały się
    głównie w postaci przesądów, zwyczajów, gestów, które postrzegamy jako
    irracjonalne, ale które wciąż bezwiednie powtarzamy. W kulturze anglosaskiej
    jest to na przykład całowanie się pod jemiołą czy wróżenie z pierwszego gościa,
    który odwiedza dom podczas Bożego Narodzenia. Polska religijność jest nadal nimi
    przesycona i stanowią coś więcej niż element dekoracyjny. Dlaczego? Pierwszy
    trop, jaki się nasuwa, to fakt, że nadal jesteśmy w dużej mierze społeczeństwem
    rolniczym, a co za tym idzie, nurtem dominującym jest katolicyzm ludowy. Jego
    wnikliwe studium, do którego badacze odwołują się po dziś dzień, przeprowadził w
    latach 30. XX w. Stefan Czarnowski, teoretyk kultury i religioznawca.
    --
    Gdy zabraknie historii, zastępują ją bajki.
    (Charles-Louis de Secondat de Montesquieu)
  • edico 18.04.07, 03:33
    Pierwszą z cech religijności ludu polskiego, jaką wymienia, jest nacjonalizm
    wyznaniowy. Katolicyzm na wsi był czymś w rodzaju religii plemiennej, przede
    wszystkim sprawą życia zbiorowego, a dopiero wtórnie indywidualnego;
    najdonioślejszą cechą etniczną. U podstaw tego nacjonalizmu leży lokalność
    religii. Żeby nabożeństwo było pełne, musi odbyć się w społeczności sąsiedzkiej.
    Mieszkańcy okolicy mają swojego świętego, swój cudowny obraz, swoją figurę,
    swoje procesje. Bywa, że lokalne społeczności rywalizują ze sobą, gdy chodzi o
    rangę swych świętych obrazów. Ważą skuteczność interwencji, powołują się na
    cuda, spierają o nie.

    Zespolenie z narodem dokonuje się w zbiorowym uniesieniu podczas pielgrzymki do
    Częstochowy. „Włościanin wie, że jego wyznanie jest powszechne, ogólnoludzkie,
    bo go tego ksiądz nauczył; ale jako Polak jest on czcicielem szczególnym Matki
    Boskiej Częstochowskiej, największej ze wszystkich, najbardziej cudownej,
    najpotężniejszej. A że to Matka Boska bliska, interesująca się jego sprawami,
    własna – ma się on za lepszego katolika od tych wszystkich innych, którzy do
    Boga nie umieją modlić się jak należy, po polsku, i którzy czczą obce Matki
    Boskie” – pisał Czarnowski.

    Kolejną cechą polskiej religijności ludowej, jaką wymienia, jest właśnie
    maryjność. W czasach, gdy pisał swoje studium, także w innych krajach
    katolickich Matka Boska bywała najgorliwiej czczoną świętą. Była to jednak nieco
    inna Matka Boska. Na południu Europy Maria była następczynią potężnych
    pogańskich bogiń matczynych – możną, feudalną panią, władczynią otoczoną dworem,
    sprawującą rządy. W Polsce nabrała rysów spełniających polskie wyobrażenie o
    opiekunce i orędowniczce. „Jest przede wszystkim piękną i dobrą, łaskawą
    panienką, wstawiającą się za swoimi czcicielami u Syna, podobnie jak – według
    pragnień chłopa polskiego z okresu pańszczyźnianego – winna się za nim wstawiać
    dobra panienka ze dworu”.

    Podobnie lud postrzegał Jezusa – jako dobrego gospodarza, który chodzi po ziemi,
    by osobiście sprawdzić, czy jego poddanym nie dzieje się krzywda i cudownie
    interweniując. Jezus i Maria to przede wszystkim rozdawcy łask ziemskich na
    miarę wioskowych potrzeb. Religijne ekstazy były rzadkością i raczej patrzono na
    nie podejrzliwe. Gdy objawiały się święte postaci, to niemal cieleśnie, ubrane
    tak jak na figurze i wydawały praktyczne polecenia: daj jałmużnę, idź na
    pielgrzymkę, a do zbiorowości zwracały się głównie w kwestii wybudowania
    kościoła w konkretnym miejscu.

    Wiąże się z tym kolejna cecha religijności opisana przez Czarnowskiego:
    sensualizm i kult obrazów. Wizerunki, którym na polskiej wsi oddawano cześć,
    były symbolami jak najbardziej dosłownymi. Postać Matki Boskiej w Polsce tak
    bardzo zespala się z jej malowanym wizerunkiem, że normalnym sposobem jej
    objawiania się jest objawienie się obrazu. Jego moc udziela się kopiom i
    odbitkom, które usamodzielniają się jako przedmioty kultu, żyją własnym życiem:
    ozdabiane drogocennymi sukienkami stają się celem pielgrzymek, płaczą krwawymi
    łzami, zapowiadając klęski. Podobnie postrzega Czarnowski gorliwość, z jaką lud
    pielgrzymuje do kalwarii; aby tajemnica była zrozumiała, musi przybrać postać
    zmysłowej, dotykalnej rzeczywistości.

    Wreszcie cecha ostatnia to rytualistyczny stosunek do religii. Akty religijne,
    obrzędy, gesty, formuły zajmują w niej miejsce najistotniejsze, bo jest to
    religijność uboga z doktrynalnego punktu widzenia. Jak opisuje badacz:
    włościanin zna parę pieśni kościelnych, czasem czytuje żywoty świętych, ale
    Pisma Świętego prawie nigdy, nieznane mu są nie tylko zagadnienia dogmatyczne,
    ale nawet proste prawdy wiary. Wyznania rozróżnia wedle cech zewnętrznych.
    Kalwin to taki, co je mięso w Wielki Piątek, luter nie zachowuje postów i nie
    czci Matki Boskiej, prawosławny to członek wyznania, którego żonaci kapłani
    noszą długie włosy, a w świątyniach nie ma organów. Tak głęboko zakorzeniony
    rytualizm sprawia, że niechęć i opór wobec najdrobniejszych zmian w praktykach
    jest ogromny. „Włościanin przestałby się czuć określonym członkiem określonej
    zbiorowości, gdyby nie spełniał skrupulatnie tych czynności religijnych, które w
    tejże zbiorowości są tradycyjne” – podsumowuje Czarnowski.
    --
    Niepotrzebne prawa osłabiają te, które są niezbędne.
    (Montesquieu)
  • edico 18.04.07, 03:34
    Jerzy Pilch wspomina, że w czasach jego dzieciństwa, gdy z sąsiedniej
    katolickiej wsi wychodziła procesja, jego luterska babka zasłaniała okna, żeby
    nie patrzeć na zgorszenie. – Katolicyzm widziany jej oczyma to było pogaństwo w
    stanie czystym – opowiada. – Klękanie, medaliki, obrazy, zastępy świętych,
    palenie świateł na grobach, wszystko to było dla nas egzotyczne.

    Zwłaszcza gdy chodzi o zaduszki, różnice między protestantyzmem a katolicyzmem
    są szczególnie znaczące. W protestantyzmie los zmarłego rozstrzyga się w chwili
    śmierci, będzie rozliczany tylko ze swoich czynów. W katolicyzmie można trochę
    pomediować, zamówić mszę za duszę, pomodlić się za zmarłych, ulżyć ich losowi.

    – Spod katolickiego obrządku zapalania świateł na grobach, na pamiątkę duszy,
    przebija dawny sens – tłumaczy prof. Piotr Kowalski. – W pogańskim świecie dusza
    zmarłego bez względu na zasługi trafiała do okropnego miejsca, ciemnego i
    zimnego. Trzeba się było o nią troszczyć, zapalić światełko, by mogła przebrnąć
    przez mrok i odebrać ofiarę z pożywienia. To z kolei gwarantowało, że zmarli
    będą dbać o żywych i nie zwrócą się przeciw nim.

    Nikły wpływ reformacji, która oczyściła konfesję ze wszystkiego, czego nie ma w
    Piśmie, to kolejny z czynników kształtujących polską religijność. Na to nałożyła
    się bardzo silna kontrreformacja, która zwalczała heretycką plagę poprzez bardzo
    energiczne wzmacnianie obrzędowości i celebry.

    – W tym czasie kształtowała się katolicka ortodoksja, która miała jak najściślej
    związać życie wiernych z Kościołem. Zmieniono rytuał mszy, wprowadzono nowe
    sakramenty. Do soboru trydenckiego nie było obowiązku zawierania ślubu
    kościelnego wobec kapłana, zwłaszcza gdy chodziło o warstwy niższe. Wystarczyły
    pokładziny – mówi prof. Anna Zadrożyńska. Jej zdaniem niezwykle istotnym
    czynnikiem kształtującym polską religijność była także kultura szlachecka.
    Zawdzięczamy jej nie tylko fakt, że polska Matka Boska przypomina Marynię
    Połaniecką, ale także bardzo silną, administracyjną funkcję parafii, która
    stanowiła pas transmisyjny między dworem a ciemnym, niepiśmiennym
    pańszczyźnianym chłopem.

    – Przy czym polska kultura szlachecka była głęboko aintelektualna, przepojona
    ostentacją, teatralizacją, działaniem na pokaz. Kwestię religii traktowała
    niezwykle emocjonalnie, przy całkowitym braku refleksji na temat prawd wiary –
    dodaje prof. Kowalski.

    Także Norman Davis skłonny jest szukać przyczyn kształtu polskiej religijności w
    naszej historii, głównie w fakcie, że polski Kościół był przez wieki Kościołem
    oblężonym. „Mity o jednolicie katolickim charakterze Polski mogli uknuć jedynie
    apologeci Kościoła, którego supremacja była stale zagrożona” – pisze w „Bożym
    igrzysku”. W Europie Zachodniej do końca Średniowiecza Kościół funkcjonował na
    prawach monopolu. W Polsce nie. Pogaństwo kwitło jeszcze długo po chrzcie
    Polski, a na Litwie do XIV w. było religią państwową. Potem kraj był otoczony i
    zagrożony przez sąsiadów innowierców. Kult maryjny był najbardziej oczywistą
    formą manifestacji polskości w obliczu wyzwań, jakimi były protestantyzm czy
    judaizm. Brak poparcia papiestwa dla polskich powstań wywołał urazę. „W
    rezultacie prości ludzie w Polsce z silnym przekonaniem skłaniali się ku myśli,
    że Ojciec Święty ich opuścił i wobec tego wierzyli, że praktykowany przez nich
    katolicyzm jest bardziej katolicki niż sam papież” – pisze Davis.

    Sytuację zmienił oczywiście pontyfikat Jana Pawła II, związał nasz katolicyzm
    mocniej z Watykanem, ale też wzmocnił jego polskość i naszość. Żeby utrzymać tę
    więź, nawet niemiecki papież musi mówić po polsku, utwierdzając część wiernych w
    przekonaniu, że jest to w sferze sacrum język urzędowy.
    --
    Gdy zabraknie historii, zastępują ją bajki.
    (Charles-Louis de Secondat de Montesquieu)
  • edico 18.04.07, 03:35
    Ponad 70 lat temu, gdy Czarnowski pisał swoje studium, katolicyzm ludowy nie był
    niczym specyficznie polskim. Jak sam przyznaje, na wsiach francuskich i
    bawarskich bez trudu znaleźć by można odpowiedniki święcenia ziół lub procesji
    obchodzących pola. Dziś pewnie byłoby to trudniejsze. Pytanie – jak bardzo
    zmieniła się religijność polska od tamtych czasów? Ostatnio powstały dwie prace,
    które wychodząc od zjawiska objawień i cudów starają się analizować ten problem:
    „Na straży prawdziwej wiary” Ariela Zielińskiego i „Cuda, wizjonerzy i
    pielgrzymi” Huberta Czachowskiego.

    Współcześni badacze odróżniają religię wyboru od religii ludu, przemieszanej z
    folklorem i magią. Według Zielińskiego przed 1989 r. o religii czy też kościele
    wyboru nie było w Polsce mowy. Wewnątrzkościelny pluralizm istniał, ale był
    niewidoczny, bo Kościół rzymskokatolicki w Polsce, jako opozycja, musiał
    sprawiać wrażenie monolitu. Pełniąc funkcję integracyjną jako swoista masowa
    organizacja narodowa musiał kierować się na przeciętnego Polaka-katolika, a nie
    indywidualne potrzeby wiernych. Musiał być ekspansywny w dążeniu do ukazania
    swej obecności i pozycji poprzez rozwój masowych rytuałów. W zderzeniu z władzą
    miał większe szanse jako instytucja urzędowo-hierarchiczna niż wspólnota. Po
    1989 r. w atmosferze pluralizmu pojawiły się zjawiska kierujące religijność w
    stronę kościoła wyboru, jednak nie stała się ona dominująca. Jak twierdzi
    Zieliński, zdecydowana większość społeczeństwa mieści się w nurcie kościoła
    ludu, a polski katolicyzm ludowy od czasów Czarnowskiego nie uległ szczególnym
    przemianom.

    Według prof. Anny Zadrożyńskiej nie bez znaczenia był tu program tradycyjnej
    ludowej pobożności realizowany przez kardynała Stefana Wyszyńskiego, oznaczający
    zamknięcie drogi mistycznej refleksji, poznawania zasad wiary, czytania Biblii,
    który w gruncie rzeczy był programem analfabetyzacji wiary.

    Stereotyp Polaka-katolika wydaje się wiecznie żywy. Nacjonalizm może nawet się
    pogłębił przez to, że świętych rolniczych zastąpili święci polscy (beatyfikowani
    i jeszcze niebeatyfikowani). Faustyna Kowalska, kardynał Wyszyński, ksiądz Jerzy
    Popiełuszko, Jan Paweł II stali się ikonami i bywa, że objawiają się wiernym
    wspólnie z Matką Boską. (Po odwołanym ingresie abp. Wielgusa wierni wznosili
    okrzyki: Nie niszczcie polskiego Kościoła i polskiej religii).

    Maryjność polskiego katolicyzmu nie ulega kwestii. Co do sensualizmu i kultu
    obrazów – Czarnowski badał swoich włościan trochę jak owady pod mikroskopem, a
    kult obrazów postrzegał jako rodzaj pogańskiego bałwochwalstwa. Współcześni
    badacze starają się o nieco więcej empatii i nie są tak kategoryczni, twierdząc,
    że można go przypisać zarówno postawie magicznej, jak i religijnej. Ludwik
    Stomma w „Antropologii wsi polskiej” przyznaje, że przewaga zmysłów nad duchem
    jest u polskiego chłopa tak wielka, iż nie potrafi on wyobrazić sobie dziejów
    ewangelicznych na tle pustyni czy gajów oliwnych, ale ten naiwny sensualizm legł
    u podstaw specyficznego dla naszych ziem typu niezwykle głębokiej i autentycznej
    wrażliwości religijnej.

    Z prowadzonych obecnie badań wynika, że sacrum nadal musi mieć widzialną,
    rozpoznawalną formę. Jak pisze Hubert Czachowski, w religijności XIX w. modlitwa
    bez obrazu była niewyobrażalna. Dziś niewiele się zmieniło, nie wystarczy idea,
    obraz nadal potrzebny jest do oddawania czci. Doszły jeszcze cudowne fotografie,
    na których objawia się Matka Boska, papież lub Duch Święty, najczęściej w
    postaci białej smugi.

    Rytualizm, przywiązanie do obrzędowości i niechęć do najmniejszych zmian
    (komunia na rękę, zniesienie postów) nadal wiążą się z nieznajomością Pisma i
    doktryny oraz brakiem potrzeby poznawania. Z badań prowadzonych w kolejnych
    dziesięcioleciach wyłania się dość dziwaczny obraz Trójcy Świętej, czasem
    pozbawionej Boga Ojca, za to nader często obdarzonej Matką Boską. Hubert
    Czachowski, który badał ostatnio religijność uczestników tzw. ruchu
    mirakularnego (czyli skupionego wokół miejsc cudów i objawień), tak opisuje
    świętą hierarchię: Duch Święty jest niemal nieobecny; Bóg Ojciec – nieco
    abstrakcyjny i enigmatyczny – przedstawiany jest jako srogi, karzący grzeszników
    sędzia; Jezus to postać podająca sposoby ominięcia kary; Matka Boska otwarcie
    przeciwstawia się wyrokom Bożym, a błogosławiona Faustyna Kowalska przekazuje
    ludziom te sakralne, toczące się w transcendencji spory.
    --
    Jeśli mijasz się z prawdą, to przynajmniej się jej ukłoń. (Karol Kord)
  • edico 18.04.07, 03:35
    Ruch mirakularny to samo serce ludowego katolicyzmu. Jak pisze Hubert
    Czachowski: „w miejscach cudownych krzyżuje się oficjalna teologia, religijność
    ludowa, teologia różnych sekt, magia. Ta świadomość religijna przesycona cudem
    wykazuje wiele cech typowych dla myślenia magicznego”.

    Trudno dokładnie oszacować skalę tego zjawiska. Wydaje się, że funkcjonuje ono
    na marginesie, media przedstawiają je czasem jako dziwne i ciekawe. Jednak z
    prac obu wyżej wspomnianych autorów wynika, że jest to zjawisko masowe. W
    okresie powojennym naliczono 50 miejscowości będących areną cudów i objawień
    (nie licząc objawień na szybach), a ich częstotliwość nasiliła się w ciągu
    ostatnich 20 lat; prawdopodobnie ze względu na łatwiejszy przepływ informacji.
    Oławę, miejsce najsłynniejszego objawienia, gdzie Kazimierzowi Domańskiemu
    wielokrotnie ukazywała się Matka Boska, w okresie największej świetności (do
    śmierci Domańskiego w 2002 r.) odwiedzało do 200 tys. pielgrzymów rocznie; to
    skala porównywalna z sanktuarium w Świętej Lipce.

    W takich miejscach tysiące wiernych obserwują zjawisko wirującego słońca, słyszą
    chóry anielskie, oglądają odciski stóp Matki Boskiej, dochodzi do setek
    uzdrowień, a święte źródełka są normą. Woda, którą pielgrzymi zabierają do
    butelek, jest – jak pisze Czachowski – dosłownym dotknięciem sacrum, z którym
    nie może konkurować ani msza, ani modlitwa, ani nawet widok wierzby, na której
    ukazała się Matka Boska. Chociaż listki z drzewa i kora też zbierane są jako
    talizmany. Wszystkie cechy religijności ludowej, opisane grubo ponad pół wieku
    temu przez Czarnowskiego, zastygły tu jak owad w bursztynie. Lokalność: Matka
    Boska objawiając się jednemu wizjonerowi potwierdza lub dyskwalifikuje
    objawienia innych, wydając negatywne orzeczenia; na przykład: „przekaż, że Matka
    Boska w butach nie chodzi, a takie orędzie krąży i są na nim narysowane buty
    Matki Boskiej. To jest oszczerstwo”. Matka Boska z Chotyńca kwestionuje opinie
    oławskiej i na odwrót. Nacjonalizm: Matka Boska nazywana królową świata i Polski
    mówi o Polakach jako narodzie wybranym. „Ja Matka Boża kocham naród polski,
    wywyższę go spośród innych krajów” – głosi Matka Boska z Oławy, zapowiadając
    jednocześnie rewizję granic z Ukrainą. Niechęć do zmian: porządek liturgiczny
    jest ustalony raz na zawsze; „Pan Jezus nie pragnie mody z Zachodu”, a kapłanów
    którzy jej ulegają, podając komunię stojącym, spotka kara: „ich dwa palce będą
    się palić w ogniu”.

    Takie objawienia są problemem dla Kościoła. Na niektóre nieformalne sanktuaria
    biskupi nałożyli interdykt, zabraniający ich odwiedzania. Tylko że to nikomu w
    niczym nie przeszkadza. Jak pisze Zieliński, ci sami pielgrzymi żywo uczestniczą
    w oficjalnym nurcie katolicyzmu, odwiedzają parafialny kościół, chodzą na
    pielgrzymki do Częstochowy. Organizowane przez księży pielgrzymki parafialne
    odwiedzają Oławę po drodze; nie ma jej w programie, ale od początku jest dla
    wszystkich jasne, że tu przyjadą. „Ruch pielgrzymkowy skoncentrowany wokół
    zjawisk cudownych, nie uznawanych przez Kościół, nie występował dotąd w Polsce w
    takim nasileniu, jak ma to miejsce obecnie” – podsumowuje Zieliński. Zauważa
    także, że w ten nurt wpisuje się pięciomilionowy ruch skupiony wokół Radia
    Maryja. To ta sama mentalność, która pragnie czarno-białej wizji świata,
    przekonania o własnym wybraństwie, silnego, plemiennego niemal poczucia
    wspólnoty i autorytarnego przywództwa jako odpowiedzi na niejednoznaczności
    nowoczesnego świata.
    --
    Gdy zabraknie historii, zastępują ją bajki.
    (Charles-Louis de Secondat de Montesquieu)
  • edico 18.04.07, 03:37
    Święta potrzebują rytuałów, a czas potrzebuje świąt. Bez nich nie bylibyśmy w
    stanie znieść jego monotonii. Polska obrzędowość wyrasta z ludowego katolicyzmu.
    Jemu i pieczołowicie pielęgnowanej tradycji, która kruszy się dziś pod naporem
    komercji, zawdzięczamy wielkanocne święconki i palemki, wigilijne wieczerze
    szczególnie nasycone elementami magicznymi, rozświetlone cmentarze w
    listopadzie, urok przydrożnych krzyży. Z drugiej strony rodzi on sakrokicz,
    religijne gadżety i makatki z papieżem.

    Ale ludowy katolicyzm w Polsce nie ogranicza się do sfery estetyki. Jak pisze
    Piotr Kowalski w eseju „Potoczna religijność, kicz i sakrobiznes”, cechuje go
    łatwość łączenia emocjonalnie nacechowanego doświadczenia religijnego,
    manifestowania religijnej uczuciowości z równie emocjonalnie nacechowanym
    patriotyzmem. Kicz religijny wykazuje zdumiewająco wielką łatwość łączenia się
    ze stereotypem prawdziwego Polaka. Agresja miesza się tu z ckliwością,
    patriotyzm przepoczwarza w ksenofobię.

    Magiczna wizja świata wyrastała z lęku przed światem nieoswojonym, ciemnością,
    żywiołami, zaświatowymi mocami. Współczesny nurt ludowego katolicyzmu także
    napędza poczucie zagrożenia, bezradności, kompleksów wobec pluralistycznego
    świata, którym rządzi informacja i gry wolnego rynku, świata wielości idei,
    nurtów, postaw – niepojęte moce, przed którymi trzeba się chronić. Im bardziej
    świat otwarty, tym większa potrzeba identyfikacji z tym, co znane, kurczowego
    przylgnięcia do prostej wizji rzeczywistości. Przez wieki przydrożne kapliczki
    wyznaczały bezpieczną przestrzeń wsi, poza którą było nieznane. Dziś wieszane we
    wszystkich możliwych instytucjach krzyże niosą podobny komunikat: to nasz teren,
    obcym mocom wstęp wzbroniony.

    Joanna Podgórska

    fotografie prac i reprodukcje:
    Stanisław Ciok, Tadeusz Późniak

    O Raporcie „Święta w starych dekoracjach” rozmawiamy w środę 4 kwietnia o godz.
    15.00. Blog FM w radiu TOK FM, zaprasza Jakub Janiszewski.

    www.tok.fm
    www.polityka.pl/archive/do/registry/secure/showArticle?id=3354541
    --
    Jeśli mijasz się z prawdą, to przynajmniej się jej ukłoń. (Karol Kord)
  • edico 03.07.06, 02:40
    Siostra Barbara Markey, współautorka popularnego programu przygotowującego do
    małżeństwa i życia w rodzinie, została oskarżona o defraudację 300 tysięcy
    dolarów - informuje Cnews. Według aktu oskarżenia, siostra pracująca w
    katolickim biurze przygotowującym do życia w rodzinie, wydała pieniądze na
    prezenty, podróże lotnicze, a część po prostu przegrała w kasynie.
    Obrońca zakonnicy nie zgadza się z zarzutami, twierdząc, że siostra Markey
    jako współtwórca programu miała prawa do części dochodów jakie przynosił.
    Zakonnicy grozi do 20 lat więzienia i 25 tysięcy dolarów grzywny. [Źródło:
    CNEWS, Onet]

    W Polsce zlodzéiejstwo zakonnych to normalka.Sam pomysl o 20 latach wiezienia
    dla zakonnych zlodzieji zostalby uznawany jest za obraze uczuuc religijnych
    pomylonym Katolandzie.
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=44580648
  • edico 06.07.06, 16:26
    Potwierdziły się najgorsze obawy 11 tys. wiernych z parafii Świętego Ducha w
    Łowiczu. Były proboszcz ks. Franciszek Augustyński, który zniknął 16 maja,
    doszczętnie ogołocił parafialną kasę - czytamy w "Dzienniku Łódzkim".

    Kontrola finansowa, przeprowadzona przez nowego proboszcza i przedstawiciela
    łowickiej kurii, wykazała, że z parafialnego konta wyciągnięto nie tylko
    pieniądze, które wierni od ponad roku przekazywali kapłanowi na remont
    zabytkowej ambony oraz ołtarza św. Rocha, ale również drobniejsze wpłaty na msze
    w intencji zmarłych.


    REKLAMA Czytaj dalej



    Oczywiście, niezależnie od tego będziemy się modlić za naszych zmarłych -
    zapewnia ks. Władysław Moczarski, który objął parafię Świętego Ducha pod koniec
    czerwca.

    Z kościelnego konta mogło zniknąć co najmniej kilkadziesiąt tysięcy zł zebranych
    na renowację ołtarza i ambony. Wcześniejszy remont głównego ołtarza pochłonął
    220 tys. zł - przypomina gazeta.

    Nie zgłaszaliśmy zniknięcia pieniędzy organom ścigania i nadal jest to nasza
    wewnętrzna sprawa - mówi kanclerz Kurii Diecezji Łowickiej ks. Stanisław
    Plichta. Nie mamy też żadnych wieści o ks. Augustyńskim. Z tego, co wiem, jego
    zaginięcie także nie zostało zgłoszone policji - dodaje.

    Według informacji "Dziennika Łódzkiego" były proboszcz może przebywać u
    przyjaciół w Wielkiej Brytanii. Nieoficjalnie mówi się, że powodem wyjazdu
    kapłana były jego hazardowe długi. (PAP)
    wiadomosci.wp.pl/kat,9922,wid,8381753,prasaWiadomosc.html
  • edico 10.07.06, 16:02
    Śmiac sie czy płakać nad głupotą?
    Wiarołomcy i odstepcy religijni, modlą się za twórców nowej religii i prawa.

    Słowa modlitwy Piusa V:
    Módlmy się za żydów wiarołomnych aby Bóg i Pan nasz zdarł zasłonę z ich serc...

    "Wysławiam Cię, Ojcze, (...) że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi,
    a objawiłeś je prostaczkom"
    (Mt 11, 25)
  • edico 26.07.06, 22:58
    Proces 23 indywidualnych kredytobiorców, w tym jednego duchownego, oskarżonych o
    wyłudzenia kredytów bankowych w jednym z wątków tzw. afery salezjańskiej,
    rozpoczął się przed Sądem Rejonowym w Lubinie (Dolnośląskie).
    Mimo nieobecności jednego z oskarżonych, za zgodą jego obrońcy, odczytano akt
    oskarżenia.

    Osoby odpowiadające w tym procesie oskarżono o wyłudzenie z Kredyt Banku
    kredytów w łącznej kwocie 3,7 mln zł. Pojedyncze osoby miały wyłudzić od jednego
    do czterech kredytów walutowych, w różnych kwotach - od 70 tys. zł do 300 tys.
    zł. Większość pożyczkobiorców, zgodnie z zarzutami, miało przy tym wprowadzać w
    błąd pracowników banku oraz posługiwać się sfałszowanymi dokumentami dot.
    wysokości zarobków swoich i poręczycieli.

    Sprawdzanie danych osobowych oskarżonych oraz odczytywanie zarzutów dotyczących
    każdego z nich trwało ponad godzinę.

    Oskarżeni składający wyjaśnienia nie przyznali się do winy. Twierdzili, że
    kredyty brali na prośbę księdza M., ówczesnego szefa lubińskiej fundacji im. św.
    Jana Bosko, który obecnie sam jest oskarżony, wraz z innymi osobami, w
    najważniejszym wątku w "afery salezjańskiej" dotyczącym wyłudzenia ponad 418 mln
    zł i prania brudnych pieniędzy.

    "Ksiądz mówił, że mam się nie przejmować, bo to on będzie spłacać kredyt i tak
    było" - powiedziała przed sądem jedna z oskarżonych, która przyszła na proces
    wraz ze współoskarżonym w tej sprawie mężem.

    Małżeństwo nie było wyjątkiem, bowiem w tej sprawie na ławie oskarżonych zasiada
    wiele innych osób, które są ze sobą spokrewnione. Niemal wszyscy to rodziny z
    parafii salezjańskiej. Jak opowiadali w poniedziałek, wszyscy byli świadkami,
    jak Salezjanie, a głównie ksiądz M., budowali okazały kościół i prowadzili
    szeroko zakrojoną działalność charytatywną.

    "Ksiądz M. pomagał młodzieży i wielu instytucjom, a na uroczystościach w naszej
    parafii pojawiali się często dostojnicy kościelni, w tym obecny papież" -
    powiedziała oskarżona. "Cała otoczka działalności fundacji powodowała, że nie
    mieliśmy wątpliwości, że te kredyty zostaną spłacone i że idą na ten cel, o
    którym mówił ksiądz M., czyli na dokończenie budowy kościoła" - powiedział inny
    kredytobiorca, który powiedział, że był jedynie "figurantem".

    "Twierdzę tak, bo do swojego kredytu nie przedstawiałem żadnych zaświadczeń.
    Wszystko było gotowe jak przyszedłem. Wyglądało to tak, że w banku wypowiadało
    się magiczne słowo (nazwisko M. - PAP) i pracownicy banku wiedzieli co mają
    robić" - twierdził przed sądem.

    On i inne osoby podkreślały, że nie działali nigdy dla własnej korzyści, że
    wszystkie pieniądze otrzymał ksiądz oraz że ich kredyty, jak twierdził ten
    duchowny, były wynikiem porozumienia między nim i bankiem. Jedna z oskarżonych
    osób opowiedziała, że ksiądz chwalił się znajomością z dyrektorem i opowiadał,
    że otrzymuje kredyty, bo bank wspiera jego działalność charytatywną.

    "Ksiądz mówił, że będę figurantem do kredytu, tzn. że potrzebuje jedynie moich
    danych, że to nie mój kredyt, ale jego" - opowiadał oskarżony. Gdy zaś zapytał
    M. co by było ze spłatą kredytów, gdyby zdarzył mu się jakiś wypadek, usłyszał
    od M.: "przecież nie jestem sam".

    Pożyczki, które stały się powodem postawienia przed sądem 23 osób, zdaniem
    prokuratury, zostały wyłudzone przez prywatne osoby w latach 2000-2001. W sumie
    wszystkich indywidualnych kredytobiorców było ponad stu, a łączna kwota
    wszystkich pożyczek jakie otrzymali, sięgnęła 16 mln zł. We wcześniej
    rozpoczętym procesie dotyczącym analogicznej sprawy, przed sądem w Legnicy
    odpowiada już 11 osób.

    Oskarżeni w obu sprawach utrzymują, że brali pożyczki za namową księży oraz że
    miały wesprzeć budowę kościoła oraz działalność gimnazjum prowadzonego przez
    Salezjanów. To ksiądz M. miał być prawdziwymi beneficjentem pożyczek. On też
    miał organizować cały proceder. Obiecywał, że to Salezjanie spłacą kredyty. Tak
    było, jednak tylko przez pewien okres. Po jakimś czasie do pożyczkobiorców
    zaczęły przychodzić zawiadomienia, że raty nie są regulowane. Wówczas wybuchła
    afera, wyszła bowiem na jaw skala zjawiska.

    Kiedy zaległości prywatnych pożyczkobiorców wobec Kredyt Banku zaczął odzyskiwać
    komornik, zaczęli oni walczyć o to, by to Salezjanie przejęli długi. Stało się
    tak w końcu 2004 roku. Salezjanie podpisali wtedy umowę z bankiem i spłacili
    długi ostatecznie regulując zobowiązania prywatnych pożyczkobiorców.
    wiadomosci.onet.pl/1360649,11,1,1,,item.html
  • edico 26.07.06, 23:12
    Ksiądz Grzegorz D., były administrator parafii w Miasteczku Śląskim został
    skazany na 1500 złotych grzywny za ukrywanie parafialnych dokumentów. W zeszłym
    tygodniu odwołał się od tego wyroku. Przy okazji okazało się, że w lutym 2003
    roku ksiądz został skazany za prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości -
    informuje "Dziennik Zachodni".

    Nie chcę do tamtej sprawy wracać. Ale to była minimalna ilość. Koło południa
    wypiłem piwo, a wieczorem mnie złapali - wyjaśnia ks. Grzegorz.


    REKLAMA Czytaj dalej



    Postacią medialną administrator z Miasteczka stał się ponad rok temu. Wtedy
    władze kościelne zarządzały, by odszedł z parafii. W obronie księdza stanęła
    grupa parafian. Przez pół roku pikietowali pod plebanią, w której wciąż mieszkał
    suspensowany ksiądz. Nowym proboszczowi i wikaremu protestujący nie pozwolili
    wprowadzić się do plebanii, z tego też powodu nie mieli oni dostępu do ksiąg
    parafialnych. Dokumenty były na swoim miejscu, nie były ukryte - wyjaśnia teraz
    ksiądz.

    W sierpniu 2005 roku protestujący nie pozwolili innym parafianom i nowym księżom
    wejść do kościoła, a pod świątynią doszło do przepychanek. Interweniowała
    wówczas policja. Teraz wszystkie te osoby, a jest ich ponad 40, są oskarżone o
    przeszkadzanie publicznemu wykonywaniu aktu religijnego. Prokurator w ich
    przypadku wnioskował o warunkowe umorzenie postępowania. Oznaczałoby to jednak
    m.in. stwierdzenie winy tych ludzi. Dlatego 12 z nich napisało już do sądu, że
    nie zgadzają się z wnioskiem prokuratora. Ks. Grzegorz uważa, że wszyscy
    oskarżeni będą chcieli przed sądem dowodzić swej niewinności.
    (PAP)
    wiadomosci.wp.pl/kat,1348,wid,8378025,wiadomosc.html
  • edico 26.07.06, 23:27
    Pijany ksiądz jeździł po zatłoczonych ulicach Łańcuta. - Utrzyjcie nosa sprawie,
    nie piszcie - poprosił nas.

    W poniedziałek jeden z kierowców zadzwonił na policję z informacją, że "jakiś
    samochód jedzie od chodnika do chodnika”. Policja zorganizowała blokadę. Ksiądz
    Czesław N. został zatrzymany obok dworca PKP.

    - Mogę jedynie potwierdzić, że takie zatrzymanie miało miejsce. W jego sprawie
    prowadzone jest policyjne postępowanie - twierdzi Andrzej Reizer, komendant KPP
    w Łańcucie.

    To oburzające

    Jak opowiadają przypadkowi świadkowie, ks. Czesław N. (jechał peguotem) nie
    zatrzymał się na wezwanie policji. - Patrol ruszył za nim, włączył światła i
    sygnały, i dopiero wtedy peugot zjechał na pobocze - mówi "Nowinom" jeden ze
    świadków. - Oburzające jest to, że ten pijany kierowca prowadził samochód prawie
    w samo południe, czyli wtedy, kiedy na ulicach panuje największy ruch.

    Nasz ksiądz? To niemożliwe

    Co na to ks. Czesław N? - Stało się, trudno. A wy zamiast szukać sensacji,
    złodziejami byście się zajęli. Utrzyjcie nosa sprawie! - przekonywał
    dziennikarza Nowin.

    Parafianie, pytani o proboszcza, mają różne opinie na ten temat. - Nasz ksiądz?!
    To niemożliwe - niedowierza kobieta w średnim wieku. A starszy spotkany na ulicy
    w Rakszawie mężczyzna: - To dobrze, że nadeszły czasy, że policja wszystkich
    traktuje równo. I nie zwraca uwagi, czy to ksiądz, czy nie.

    Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, ksiądz Czesław N. miał prawie 3,5 promila
    alkoholu. Policja zabrała mu prawo jazdy. Samochód mógł zatrzymać.

    Prawie 3,5 promila alkoholu miał Czesław N., proboszcz parafii Rakszawa Rąbane,
    którego zatrzymano w Łańcucie. Świadkowie twierdzą, że próbował nawet uciekać
    przed policją.

    Art. 178a kk: Kto, znajdując się w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka
    odurzającego, prowadzi pojazd mechaniczny, podlega grzywnie, karze ograniczenia
    wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
    www.gcnowiny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20060630/REGION00/60629017/-1/CALYREGION
  • edico 11.08.06, 00:02
    Biskup pomocniczy diecezji łowickiej Ks. Józef Zawitkowski wbrew prawu
    kościelnemu zezwolił proboszczowi parafii pw. św. Ducha w Łowiczu na
    zaciągnięcie 300 tys. zł bankowego kredytu. Ks. Franciszek Augustyński zniknął z
    pieniędzmi, a kredyt musiała spłacić kuria diecezjalna.
    wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,8448912,wiadomosc.html
  • edico 11.08.06, 00:12
    Proces 23 indywidualnych kredytobiorców, w tym jednego duchownego, oskarżonych o
    wyłudzenia kredytów bankowych w jednym z wątków tzw. afery salezjańskiej,
    rozpoczął się przed Sądem Rejonowym w Lubinie na Dolnym Śląsku. Mimo
    nieobecności jednego z oskarżonych, za zgodą jego obrońcy, odczytano akt
    oskarżenia.
    wiadomosci.wp.pl/kat,9251,wid,8409727,wiadomosc.html
  • edico 11.08.06, 00:19
    Jeden z budynków zadłużonej parafii rzymsko- katolickiej św. Jerzego w Elblągu
    został sprzedany podczas licytacji. Nabywcą jest osoba prywatna, która kupiła
    nieruchomość za cenę wywoławczą, czyli 202 tys. 800 zł.
    Licytacja budynku mieszkalnego należącego do elbląskiej parafii odbyła się w
    związku z niespłaconymi pożyczkami zaciągniętymi przez byłego dyrektora
    gospodarczego Kurii Biskupiej i proboszcza parafii św. Jerzego w Elblągu, ks.
    Jana H. Długi parafii sięgają około 35 mln zł.

    Jak poinformowano w kancelarii komorniczej, do licytacji pozostały jeszcze inne
    kościelne nieruchomości: katolickie przedszkole, hospicjum i siedziba sióstr
    nazaretanek.

    Sprawa dotyczy pożyczek, które ks. Jan Halberda zaciągał w latach 90. na
    inwestycje w parafii i diecezji elbląskiej u wielu osób prywatnych,
    przedsiębiorców i instytucji.

    Kredytu udzielił księdzu m.in. bank; pieniądze z kasy elbląskiej
    elektrociepłowni pożyczyła księgowa. W tym drugim przypadku kwota 189 tys.
    złotych miała być przez księdza zwrócona po tygodniu; teraz kobieta spłaca dług
    ze swojej emerytury.

    Ksiądz zawierał umowy o pożyczkach na piśmie i deklarował ich zwrot.
    Pożyczkodawcy, którzy bezskutecznie domagali się od księdza zwrotu długu,
    złożyli pozwy przeciw niemu w sądzie w Elblągu.

    Tamtejszy sąd wydał w latach 2001-2004 kilkanaście wyroków korzystnych dla
    wierzycieli. Rzeczniczka Sądu Okręgowego w Elblągu sędzia Ewa Mazurek
    poinformowała, że kwoty pożyczek na rzecz parafii św. Jerzego były różne - od 10
    tys. do ponad 100 tys. złotych lub 100 tys. dolarów.

    Sąd, uzasadniając wyroki, uznał, że parafia musi oddać pożyczkę, bowiem, zgodnie
    z umowami, pieniądze przekazywane były na inwestycje kościelne. Sąd uznał
    zarazem, że ówczesny dyrektor gospodarczy Kurii Biskupiej miał prawo zaciągać
    takie pożyczki, bo nie zabraniały tego ani przepisy prawa kanonicznego, ani
    biskup, który mógł nie dopuścić do zawarcia takich umów.

    W Kurii Elbląskiej odmówiono udzielenia informacji na pytanie, co obecnie robi
    ks. Jan H. i gdzie przebywa.
    (sm)
    wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,8361292,wiadomosc.html
  • edico 11.08.06, 00:47
    Były proboszcz parafii w Gliwicach, ksiądz Józef K., został aresztowany. Ciąży
    na nim zarzut spowodowania strat na szkodę jego byłej parafii w łącznej
    wysokości ok. 850 tys. zł.
    wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,8313942,wiadomosc.html
  • edico 11.08.06, 00:52
    Proboszcz parafii w Ręcznie (pow. piotrkowski) nakazał kierowniczce gminnej
    biblioteki zamknięcie wystawy fotograficznej. Są na niej zdjęcia m.in. drzew, w
    tym 200-letniego dębu, które ksiądz polecił wyciąć na cmentarzu i w pobliżu
    kościoła.
    wiadomosci.wp.pl/kat,8311,wid,8304515,wiadomosc.html
    Idiotyzm proboszczy ma się dobrze.
  • edico 11.08.06, 00:57
    O przywłaszczenie ponad 4,5 mln zł, przeznaczonych na działalność charytatywną,
    oskarżyła tarnowska prokuratura okręgowa księdza Pawła P. z parafii rzymsko-
    katolickiej pod wezwaniem św. Krzyża i św. Filipa Neri w Tarnowie.

    Mechanizm przestępstwa polegał na tym, że ks. Piotr P. był jedynym upoważnionym
    do dysponowania kontem fundacji Kongregacja Oratorium św. Filipa Neri w
    Tarnowie. W okresie od lutego 2002 roku do kwietnia 2005 roku wypłacił on ponad
    4,5 mln zł z konta fundacji.
    wiadomosci.wp.pl/kat,8311,wid,8300685,wiadomosc.html
  • edico 11.08.06, 01:09
    Podejrzany o wyłudzenia ksiądz wciąż wykorzystuje ludzką naiwność. Przeniósł się
    tylko z Osobowic do Leśnicy. Lech K. zapewnia, że nie sprzedaje ziół, nie leczy
    dotykiem i nie obiecuje nikomu wyjazdu za granicę. Tymczasem na policję
    zgłaszają się kolejni ludzie, którzy stracili powierzone mu pieniądze.
    wiadomosci.wp.pl/kat,1348,wid,8265215,wiadomosc.html
  • edico 02.11.06, 00:46
    Kto daje najwięcej na tacę? Państwo. A skoro daje, to Kosciół bierze
    Zasadniczo Kościół katolicki w Polsce utrzymuje się z datków wiernych. Jednak
    wbrew konstytucji, ustawom i nawet wbrew konkordatowi to nie wierni, ale
    państwo jest dziś największym dobrodziejem najważniejszej w kraju religii.
    Były już prezydent Słupska Jerzy Mazurek przyznaje się do politycznej, ale też
    osobistej porażki. Sześć lat temu zamierzał wybudować w mieście imponujące
    osiedle mieszkaniowe. Nie wybudował, bo grunty, na których miało stanąć,
    rządowo-kościelna komisja majątkowa przekazała bez wiedzy samorządu dwóm
    gdańskim parafiom. - Tuż przed rozpoczęciem inwestycji dowiedziałem się z
    gazety, że ziemie warte ponad 20 milionów złotych przejął Kościół - wyjaśnia
    Mazurek. - Poczułem, że w Polsce każdego, nawet prezydenta miasta, można zrobić
    w konia. I że mimo woli wszyscy stajemy się sponsorami jednej instytucji.

    Mazurek nie próbował odwoływać się od decyzji komisji, bo urzędnicy państwowi w
    krótkich, żołnierskich słowach wyjaśnili mu, że nie ma się do kogo odwołać. -
    Do Pana Boga nie próbowałem - dodaje Mazurek. - Sądzę, że i On bezradnie
    rozłożyłby ręce. Mam wrażenie, że nawet Jemu nie wolno dziś krytykować finansów
    polskiego Kościoła.

    Nietykalny

    O sposobie gromadzenia majątku przez Kościół katolicki wypada dziś w Polsce
    mówić dobrze lub nie mówić wcale. Potwierdzeniem tej tezy są słowa premiera
    Jarosława Kaczyńskiego, który w exposé dał Polakom jednoznacznie do
    zrozumienia, że w państwie przez niego rządzonym Kościół jest instytucją
    nietykalną. - Godzić w tę instytucję - grzmiał premier - to godzić w fundamenty
    polskiego życia narodowego.

    - Polskie życie narodowe to dla mnie lekka abstrakcja - irytuje się prezydent
    Krakowa profesor Jacek Majchrowski. - A życie i majątek mojego miasta wręcz
    przeciwnie. Tymczasem okazało się, że w wyniku zwyczajnej zmowy urzędników,
    przedstawicieli Kościoła i kilku sprytnych adwokatów w perfidny sposób
    ograbiono moje miasto z cennych terenów. W dodatku w majestacie niejasnego
    prawa.

    Kilka miesięcy temu rządowo-kościelna komisja majątkowa przy Ministerstwie
    Spraw Wewnętrznych i Administracji oddała ojcom cystersom siedem atrakcyjnych
    działek w Krakowie. Komisja zdecydowała o tym w trybie niejawnym. Pod decyzją
    podpisał się między innymi Rajmund Jaroszek, szef gabinetu politycznego
    ministra spraw wewnętrznych Ludwika Dorna.

    - Ten brak jawności przywodzi na myśl skojarzenia z sądem kapturowym -
    przyznaje Grażyna Kopińska z Fundacji imienia Stefana Batorego. - Tam, gdzie w
    grę wchodzi majątek publiczny, tajne decyzje zawsze budzą podejrzenia o
    nieuczciwość intencji tych, którzy je podejmują. I o korupcję.

    Wartość gruntów przekazanych cystersom to 24 miliony złotych. Żadna z działek
    nie była w przeszłości własnością zakonników. Wskazał je pełnomocnik cystersów
    adwokat Krzysztof Mazur. Wcześniej reprezentował interesy krakowskich sióstr
    norbertanek, które domagały się od władz Krakowa odszkodowania za teren, na
    którym postawiono hotel Cracovia. Pełnomocnikiem norbertanek był nieżyjący już
    warszawski adwokat Andrzej Kołodziej, który co ciekawe bywał także członkiem
    rządowo-kościelnej komisji majątkowej. - Przy takich układach o bezstronności
    trudno raczej mówić - dodaje prezydent Majchrowski, który sprawę przeciwko
    komisji oddał do prokuratury.

    Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że cystersi 10 lat temu podpisali z
    miastem Kraków ugodę zamykającą sprawę roszczeń zakonników.

    Tendencyjne pytania

    Z cystersami porozmawiać dziś nie można. Zakonnicy odsyłają dziennikarzy do
    swojego pełnomocnika. Ten zarzuca "Przekrojowi", że stawia tendencyjne pytania.
    O komisji nie chce też się wypowiadać MSWiA. Tomasz Skłodowski, rzecznik
    ministerstwa, wyjaśnia: "Nie jest dobrą praktyką, by rzecznik MSWiA odpowiadał
    na pytania dotyczące Komisji jako całości, a więc zajmował stanowisko w imieniu
    na przykład Kościoła". Kościół także nie chce odpowiadać w imieniu komisji. W
    episkopacie Polski otrzymamy lakoniczną poradę, by w tej sprawie zwrócić się
    do... MSWiA. - Wcale mnie to nie dziwi, bo komisja istnieje poza jakąkolwiek
    kontrolą - uważa prezydent Krakowa.

    Działalność komisji majątkowej, która na podstawie ustawy z 1989 roku
    rozpatruje wnioski Kościoła dotyczące zwrotu majątku odebranego mu w czasach
    PRL, od kilkunastu już lat finansuje państwo. Do tej pory oddała ona Kościołowi
    około 60 tysięcy hektarów ziemi i ponad 400 nieruchomości. Dzięki jej
    działalności na przykład w Zabrzu teren należący dziś do Kościoła równy jest
    blisko jednej dziesiątej miasta. Ziemia przekazana została parafiom
    archidiecezji katowickiej, w której sprawami finansowymi zajmuje się ksiądz
    Mieczysław Piesiur, współprzewodniczący komisji majątkowej.
  • edico 02.11.06, 00:47
    Zakonny hipermarket

    W innych miastach jest podobnie. We Fromborku oddano Wzgórze Katedralne z
    katedrą i Muzeum Kopernika, kanonię Świętego Ignacego i budynek szpitala
    psychiatrycznego, w Braniewie szkołę, we Wrocławiu szpital, w Zamościu kino i
    liceum. W Gdańsku franciszkanie upomnieli się o budynek Muzeum Narodowego wraz
    z przylegającym parkiem w centrum miasta. Obiekty te zostały wybudowane za
    pieniądze rady miejskiej i gdańskich cechów. Franciszkanie nie mieli z tym nic
    wspólnego przez ostatnich 400 lat.

    Z kolei w Częstochowie przeor klasztoru Paulinów zażądał od władz miasta
    działki parkingowej. Podstawą prawną roszczeń miał być akt nadania owego terenu
    przez króla Władysława Jagiełłę 600 lat temu. Miasto działkę "zwróciło".

    Największym beneficjentem komisji jest jednak bez wątpienia Kościół w Krakowie.
    Podwawelskie posiadłości kościelne obejmują obszar równy powierzchni miasta z
    początku XX stulecia. Komisja majątkowa oddała między innymi część dawnych
    włości ojcom augustianom. Zakonnicy (żyje ich pod Wawelem zaledwie garstka)
    sprzedali grunty prywatnym inwestorom i stoi tam dziś hipermarket Tesco. Mnisi
    przejęli też zespół pałacowo-parkowy, z którego musiał się wyprowadzić dom
    dziecka. Parafia Mariacka odzyskała na Rynku Głównym i w jego najbliższej
    okolicy sześć zabytkowych kamienic. Jedną z nich zamieniono w dobrze
    prosperujący hotelik Wit Stwosz, w innych działa kawiarnia, sklep i prywatne
    firmy. Decyzje komisji przysporzyły majątku także dominikanom i misjonarzom. W
    jednym z oddanych zakonnikom zabytkowych budynków przy ulicy Floriańskiej
    mieści się dziś najsłynniejszy w Krakowie McDonald.

    - Nie ma nic szczególnie paskudnego w tym, że Kościół czerpie zyski z
    odzyskanych nieruchomości - uważa jeden z krakowskich urzędników proszący o
    anonimowość. - W wielu przypadkach chodzi jednak o zyski za wszelką cenę.

    Tak mogło być też w archidiecezji gdańskiej, gdzie przez wiele lat ziemie
    odzyskiwane przez parafie, często w atrakcyjnych nadmorskich okolicach, w
    ekspresowym tempie sprzedawane były deweloperom.

    - Wszystko wskazuje na to, że działki, które dostali w prezencie krakowscy
    cystersi, też miały być wystawione na natychmiastową lukratywną licytację -
    dodaje urzędnik z Krakowa. Ale prezydentowi Majchrowskiemu udało się uzyskać w
    księgach wieczystych wpis, że o te tereny wciąż toczy się spór. W odwecie
    zakonnicy podali Majchrowskiego do sądu.

    Winien system

    Biskup Tadeusz Pieronek, który brał przed laty udział w wyborze kościelnych
    członków komisji majątkowej, przyznaje, że niektóre jej działania mogą budzić
    niepokój społeczny. - Ale nie winiłbym za to Kościoła, tylko system
    komunistyczny, który doprowadził do grabieży wszelakiego mienia - zastrzega
    biskup.

    - Z bardzo różnych wyliczeń wynika, że w związku ze stalinowską ustawą o
    dobrach martwej ręki Kościół stracił od prawie 90 do 160 tysięcy hektarów -
    mówi doktor Paweł Borecki z katedry prawa wyznaniowego Uniwersytetu
    Warszawskiego. - Udokumentowanych jest nieco ponad 80.

    Po 1989 roku Kościół odzyskał około 94 tysięcy hektarów. Wnioski do komisji
    majątkowej można było składać do 1992 roku, ale komisja wciąż istnieje, a jej
    dwaj współprzewodniczący nadal pobierają pensje w wysokości 70 procent
    uposażenia prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego. Pensje członków komisji
    to 70 procent wynagrodzenia sędziów NSA.

    - Nie to jednak jest najbardziej bulwersujące - zapewnia doktor Paweł
    Leszczyński, ekspert od prawa wyznaniowego. - Największy problem komisji tkwi w
    tym, że od samego początku istnieje poza jakimikolwiek standardami
    europejskimi. Jej orzeczenia są ostateczne, nie podlegają żadnej kontroli
    sądowej. A to jest sprzeczne z prawem obywatela do odwołania się od wyroku
    sądowego.

    Mariusz Agnosiewicz, założyciel portalu internetowego racjonalista.pl, od lat
    przygląda się działalności komisji majątkowej. Na stronach jego portalu można
    przeczytać, że w Ostrołęce Kościół odzyskał ziemię pod dworcem PKS, a w Łomży
    przejął budynek domu kultury. Można się dowiedzieć, że dzięki przychylności
    komisji ojciec Tadeusz Rydzyk dostał w Toruniu budynek technikum samochodowego.
  • edico 02.11.06, 00:49
    Interpretacja niezależności

    Ustawa o gwarancjach wolności sumienia i wyznania z 1989 roku mówi, że państwo
    nie dotuje Kościołów i innych związków wyznaniowych. Konkordat polski, podobnie
    jak Konstytucja RP, opiera stosunki między państwem a Kościołem katolickim na
    zasadach niezależności i autonomii oraz współdziałania dla rozwoju człowieka i
    dobra wspólnego. - Zasada niezależności odnosi się także do sfery finansów.
    Jednak konkordat nie reguluje sprawy finansowania Kościoła jednoznacznie - mówi
    doktor Paweł Borecki. - Wiele jego przepisów umożliwia odmienne, często
    wykluczające się interpretacje.

    Dzięki interpretacjom coraz bardziej korzystnym dla Kościoła co roku z budżetu
    państwa na rzecz tej instytucji przeznacza się około miliarda złotych. To
    szacunkowe dane, bo dotąd nikomu nie udało się stworzyć pełnego bilansu
    państwowych wydatków na rzecz Kościoła katolickiego. Sam tylko Fundusz
    Kościelny kosztuje państwo rocznie około stu milionów złotych.

    - Ze środków publicznych finansuje się katolickie szkoły wyższe, rzeszy
    kapłanów opłaca się składki na ubezpieczenia społeczne, dotuje się lekcje
    religii oraz kapelanów w wojsku - wylicza doktor Borecki. - Państwo opłaca
    remonty zabytków sakralnych i sąsiadujących z nimi plebanii oraz katolickie
    przedsięwzięcia charytatywne.

    Kościół korzysta również z licznych ulg podatkowych. W rzeczywistości kościelne
    osoby prawne opłacają jedynie podatek rolny i leśny. Fundusz Kościelny władze
    Polski Ludowej utworzyły jako zadośćuczynienie dla Kościoła za
    znacjonalizowanie gruntów w związku z wejściem w życie w 1950 roku ustawy o
    przejęciu dóbr martwej ręki. W zamierzeniu fundusz miał być finansowany z
    dochodów pochodzących z zagarniętych ziem kościelnych. Ale faktycznie był i
    wciąż jest dotowany z budżetu państwa.

    Czesław Janik, prezes Stowarzyszenia na rzecz Państwa Neutralnego
    Światopoglądowo "Neutrum", weteran walki o państwo świeckie, uważa, że
    faworyzowanie Kościoła nasiliło się w Polsce za rządów PiS. Jaskrawym dziś
    przykładem jego wyjątkowej pozycji w Polsce jest według Janika decyzja Sejmu o
    przekazaniu 20 milionów złotych z budżetu państwa na budowę katolickiej
    Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie.

    - Finansowanie przez państwo budowy obiektów sakralnych jest charakterystyczne
    dla państw wyznaniowych. Obowiązek tego rodzaju istnieje na przykład w Arabii
    Saudyjskiej - zauważa doktor Borecki.

    Zdaniem naukowca decyzja Sejmu jest sprzeczna z artykułem 25 Konstytucji RP,
    który zapewnia, że władze publiczne zachowują bezstronność w sprawach przekonań
    religijnych, światopoglądowych i filozoficznych obywateli. Jest sprzeczna z
    zasadą neutralności światopoglądowej państwa i równouprawnienia wszystkich
    wyznań.

    Zaświadczenie od proboszcza

    W kwietniu tego roku Sejm zadecydował o finansowaniu Papieskiego Wydziału
    Teologicznego w Warszawie na zasadach przewidzianych dla uczelni publicznych.

    Lewicowi posłowie zwrócili uwagę, że uczelnia jest nastawiona prawie wyłącznie
    na duchownych, wśród kadry naukowej nie ma ani jednej świeckiej osoby, a jednym
    z warunków podjęcia studiów jest zaświadczenie od proboszcza.

    - Niekatolik nie uzyska na wydziale tytułu magistra - wyjaśnia Czesław Janik. -
    Oznacza to, że całe rzesze Polaków pozbawione są szansy studiowania w uczelni,
    którą - podobnie jak budowę katolickiej świątyni - opłacają z własnych podatków.

    Te rzesze to według danych Głównego Urzędu Statystycznego 7,8 procent ludności,
    która nie przyznaje się do przynależności do jakiegokolwiek związku
    wyznaniowego w Polsce. Ponad trzy miliony obywateli. Sprawy Świątyni
    Opatrzności Bożej i Papieskiego Wydziału Teologicznego trafiły już do Trybunału
    Konstytucyjnego. Ma on zbadać, czy ich finansowanie przez państwo jest zgodne z
    Konstytucją. Przewodniczącym składu orzekającego w tych sprawach jest Marian
    Zdyb, członek Stowarzyszenia Prawników Katolickich i pracownik Katolickiego
    Uniwersytetu Lubelskiego.

    Wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie Kraków zaskarży działalność
    rządowo-kościelnej komisji majątkowej przed Trybunałem Praw Człowieka w
    Strasburgu. Dwa lata temu Związek Nauczycielstwa Polskiego w Przemyślu wygrał
    przed trybunałem sprawę przeciwko państwu polskiemu, po tym jak komisja
    majątkowa odebrała mu kamienicę, w której od lat miał siedzibę. Sędziowie
    uznali, że sposób działania komisji godzi w najważniejsze prawa człowieka, w
    tym prawo do sprawiedliwego sądu. - Ta decyzja to początek lawiny pozwów do
    trybunału - zauważa doktor Paweł Leszczyński. - Oznacza ona, że dziesiątki,
    może setki decyzji podjętych przez rządowo-kościelną komisję majątkową mogą
    zostać uznane za bezprawne.

    A to z kolei wskazuje na ogromne sumy, które będzie musiała wypłacić Polska
    ofiarom tych decyzji. Odszkodowanie dla nauczycieli z Przemyśla spadło na
    państwo. Kościół wciąż ma kamienicę.

    (Anna Szulc)
    wiadomosci.onet.pl/1364796,2677,1,kioskart.html
  • edico 12.11.06, 06:14
    Patriotyzm okolicznościowy czasu rocznic narodowych nawet dobrze nam wychodzi.
    Jest jakaś uroczystość, obrzęd państwowy i religijny. Przez lata komunizmu część
    świąt była zakazana, tworzono nowe święta, związane z nową historią. A codzienność?
    Zastanawiam się czasami, jak wygląda miłość do ojczyzny, bez tego wielkiego
    zadęcia, taka troska o sprawy trochę więcej niż prywatne i moje własne. Jest
    chyba coś takiego, jak grzech zaniedbania, że nie udało się nam w tych ostatnich
    latach wybudować nowej odpowiedzialności i nowej świadomości patriotycznej.
    Przez patriotyzm, wielu z nas rozumie często połączenie nacjonalizmu z domieszką
    antysemityzmu. Są lepsi i gorsi Polacy, lepsi i gorsi katolicy, itd. Profesor
    Ewa Jabłońska-Deptułowa w swojej najnowszej, wspomnieniowej książce powie, że:
    "Nikt - poza Ojcem Świętym - nie mówił o wartości własnego państwa i
    obowiązkach, jakie mamy wobec niego". Oczywiście krzykaczy jest wielu, ale oni,
    mając pełne usta propaństwowości, tak naprawdę myślą tylko o swoim partyjnym
    interesie.

    Dosłownie wczoraj miałem taka rozmowę z kimś z Czech, kto kolejny raz wyraził
    zdumienie, że u nas jest duży procent ludzi, którzy uważają się za katolików,
    czyli wierzących, a dane np. o korupcji mówią, że jest ona w Polsce większa, niż
    w krajach, gdzie wpływ religii na życie społeczne jest minimalny. I stąd pytanie
    - co z naszymi wartościami obywatelskimi, społecznymi, dlaczego religia nie
    buduje podstaw do odpowiedzialności, przyzwoitości, uczciwości w życiu
    codziennym? Coś w tym jest. I już chyba nie można ciągle tłumaczyć się, że
    wszystkiemu winien komunizm. Popatrzmy na siebie, swoich najbliższych, sąsiadów,
    i może przy okazji świąt narodowych warto zrobić sobie klasyczny rachunek
    sumienia. I oby było w nas trochę więcej zwykłej ludzkiej solidarności.
    Oczywiście pisanej przez małe "s".
    miasta.gazeta.pl/lublin/1,35638,3729468.html
  • edico 12.11.06, 06:16
    Spotykam coraz więcej osób i słyszę coraz więcej głosów ludzi, którzy z
    niesmakiem odbierają to, co się dzieje w naszym życiu publicznym. I sam
    zauważam, że nastąpiło jakieś zwielokrotnienie agresji i obrzucanie się
    wzajemnie, mówiąc eufemistycznie, niewybrednymi epitetami.
    Jaki jest koń, każdy widzi. No cóż, normalne życie normalnych ludzi jest
    zupełnie w innym miejscu. Rozmowy Polaków, i to nie tylko nocne, dotyczą rzeczy
    i kwestii piękniejszych i spokojniejszych niż to, co nam tak zwani politycy
    serwują każdego dnia. Lustracja, dekomunizacja, IV Rzeczpospolita, układ,
    Lesiak, szafy i teczki wszelkiej maści.

    Widzę ludzi bezradnych, gdy to słyszą i wystraszonych, którzy zachowują się jak
    zwierzyna na polowaniu. I zastanawiam się do czego to doprowadzi, jaki będzie
    koniec tej ubranej we frazesy patriotyczno-rozliczeniowej retoryki. I powiem
    szczerze, że włosy mi na głowie stają dęba i to te nieliczne, które jeszcze mam.
    A gdy przychodzę do swojego fryzjera pana Andrzeja, to zawsze słyszę, ojcze nie
    szkodzi, że mało, jeszcze możemy się podzielić, jest coś dla ojca i coś dla
    mnie. I jest to prawdziwie optymistyczny głos. Bo człowiek ma swój fach w rękach
    i wie, że było źle, ale może być już tylko lepiej. No tak, ale bycie optymistą
    jest zdrowsze od bycia pesymistą, więc i ja staram się nie narzekać, choć mi to
    nie zawsze wychodzi.

    Czesi, u których spędziłem kilka lat swojego życia, gdy pojawiła się podobna
    aura rozczarowania społecznego, stworzyli ruch obywatelski pod hasłem: "Tym
    panom dziękujemy" i wezwali polityków, aby znaleźli sobie inne zajęcie i
    przekazali pałeczkę młodemu pokoleniu. Myślę, że w Polsce nas na to jeszcze nie
    stać i naszym południowym sąsiadom do końca to też nie wyszło. Ale czy nie można
    czasami pomarzyć, jakby to było, gdyby niektórych nie było. Marzenia marzeniami,
    a my budzimy się każdego dnia do nowego życia i życzę sobie i innym, aby w nas
    było zawsze więcej optymisty niż malkontenta, więcej nadziei niż rozpaczy.
    miasta.gazeta.pl/lublin/1,35638,3695497.html
  • Gość: * IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.04.07, 09:26
    Policja zatrzymała dwóch działaczy LPR i jednego Wszechpolaka, gdy rozklejali
    plakaty z pornograficznymi zdjęciami w przeddzień krakowskiego Marszu
    Tolerancji.

    Z ustaleń dziennikarzy Super Eksperessu i radia RMF FM wynika, że w sprawie
    podejrzanych interweniował już na policji krakowski poseł LPR Stanisław
    Papież. - Chciałem tylko wyjaśnić sprawę - tłumaczy.
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=61520531
  • edico 26.05.07, 11:11
    Zasilająca Kościół kat. rzeka pieniędzy składa się z trzech strumieni. Pierwszy
    tworzą ofiary od wiernych, drugi - środki wysysane od państwa, trzeci - dochody
    z biznesu. Podczas gdy pierwszy kurczy się i wysycha, drugi i trzeci niosą coraz
    więcej szmalu.

    I. CO ŁASKA

    Stuła, taca i kolęda
    Kler zarabia na posługach religijnych z tytułu tzw. prawa stuły: ślub kosztuje
    średnio 400 zł, chrzest 100 zł, pogrzeb 400 zł (są wielkie lokalne różnice). Za
    zapowiedzi płaci się 70-120 zł, za mszę "na intencję" 30-50 zł, za odprawiane
    przez 30 dni msze gregoriańskie 700-900 zł.
    Poświęcenie małego przedmiotu, np. medalika, to tylko 10-20 zł, ale żeby
    poświęcić nowy dom czy sklep, trzeba odpalić księdzu kilkaset złotych
    "kopertówki", jeśli zaś kropidłem macha biskup, odpowiednią gratyfikacją za ten
    honor będzie 1000 zł.
    Kosztują też "wypominki" za zmarłych, a nawet pierwsze komunie. Płaci się za
    wypisanie każdego papierka: metryk chrztu czy bierzmowania, pozwolenia na ślub w
    innej parafii.
    Kościół karmi się gotówką z niedzielnej tacy, ze sprzedaży opłatków, z corocznej
    kolędy i tzw. kolekt, czyli zbiórek - a to na dzwony, a to na ołtarz. W każdym
    kościele stoją puszki na datki pod obrazami Matki Boskiej i popularnych
    świętych. Modlisz się i wrzucasz monetę, aby modlitwa poskutkowała.

    Rachunek zysków
    Posługując się rocznikiem statystycznym, roczne wpływy z samych tylko chrztów,
    ślubów, pogrzebów, pierwszych komunii, tacy i kolędy oszacowaliśmy na 1 mld 594
    mln zł ("Co łaska plus VAT", "NIE" nr 25/2000).
    We władaniu Kościoła jest 11 tysięcy cmentarzy wyznaniowych, a każdy trup to
    żywa gotówka: miejsce na pochówek kosztuje do 10-20 tys. zł, są też opłaty za
    postawienie nagrobka, wjazd samochodem itp. Dochody z tego tytułu szacujemy na
    12 mln zł rocznie ("Kościół S. A.", "NIE" nr 51-52/98). Tylko nieco ponad 1 tys.
    z cmentarza? Nie doszacowaliśmy.
    W każdej diecezji działa sąd biskupi, rozpatrują one ok. 20 tys. spraw - głównie
    o unieważnienie małżeństwa - rocznie; za każdą z nich wierny wnosi opłatę
    w wysokości jednorazowych poborów. Daje to, lekko licząc, 40 mln zł rok w rok.
    W sumie, uwzględniając znaną jedynie Panu B. "ciemną liczbę", wpływy muszą
    sięgać 2 mld zł rocznie.

    Gruby portfel
    Kościół, rzecz jasna, ma również niemałe wydatki: ponosi koszty utrzymania setek
    budynków, finansuje seminaria duchowne, zatrudnia niższy personel, odprowadza
    świętopietrze do Rzymu, wysyła w świat misjonarzy, łoży na biednych itp. Mimo to
    dochody przeciętnego wikariusza szacuje się na 2,5 tys. zł, proboszcza zaś na 5
    tys. Biskup ma mieszkanie w pałacu, wyżywienie, samochód i inne dobra za darmo,
    lecz oficjalnie przyznaje się tylko do 800-1000 zł pensyjki z kurii.
    Nieoficjalnie wszakże mówi się, że zarobek rzędu 15 tys. zł miesięcznie nie jest
    dla fluorescencji niczym nadzwyczajnym. Rzeczpospolita ściąga od funkcjonariuszy
    Pana B. jedynie symboliczny podatek ryczałtowy uzależniony od liczby mieszkańców
    parafii. Ostatnio wynosi on 102-372 zł kwartalnie dla wikariusza i 319-1136 zł
    dla proboszcza.
    Sutannę lub habit nosi w Polsce 56 607 osób płci obojga i cała ta armia nie
    płaci normalnego podatku dochodowego. Jest to ewidentnie sprzeczne z
    konstytucyjną zasadą równości obywateli wobec prawa.

    Kryzys na tacy
    Zubożenie społeczeństwa i recesja gospodarcza oraz przemiany demograficzne
    (coraz mniej małżeństw, coraz mniej dzieci) poważnie uszczuplają wpływy od
    wiernych. W najbiedniejszych diecezjach dochód z tacy spadł ostatnio o jedną
    trzecią. Gorliwość religijna też już nie taka jak kiedyś: średnio tylko 30 proc.
    wiernych regularnie chodzi na niedzielną mszę (w południowo-wschodniej Polsce 80
    proc., w Warszawie 10 proc.). Rośnie także krytycyzm wobec pazerności kleru, a
    60 proc. Polaków uważa, że Kościół jest bogaty.

    II. NA KOSZT PAŃSTWA

    Od roku 1989 do dziś, krok za krokiem, planowo i systematycznie, Czarna
    Struktura przenosi na barki podatników ciężar swego utrzymania i rozwoju. System
    finansowania Kościoła ze środków publicznych nadaje Polsce charakter państwa
    półwyznaniowego.

    Religia w szkołach
    Kościół propaguje swą doktrynę na koszt podatników. W szkołach publicznych
    pracuje 38 538 nauczycieli religii wszystkich wyznań z katolickim na czele (5,3
    proc. ogółu nauczycieli). Mimo niżu demograficznego i zamknięcia wielu szkół,
    katechetów z roku na rok przybywa. Prawie połowa spośród nich to księża lub
    siostry zakonne. Od września 1997 r. wszyscy oni dostają pensje, co prawda
    niskie, bo na ogół mają krótki staż pracy, ale i tak zżerają miesięcznie 20 mln
    zł z budżetu samorządów. To charakterystyczne, że w ramach cięć budżetowych
    obcięto ostatnio jedną lekcję wuefu tygodniowo, religii jednak nikt nie ośmielił
    się ruszyć.
    Katecheci w 20 tysiącach przedszkoli także są na utrzymaniu gmin.

    Uczelnie
    Kościołowi udało się obciążyć podatników kosztami kształcenia swojej kadry.
    Konkordat zmusza państwo polskie do finansowania Papieskiej Akademii
    Teologicznej w Krakowie oraz Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Ale
    Pomroczna okazała się tak hojna, że łoży również na Uniwersytet Stefana
    Wyszyńskiego i niekatolicką Chrześcijańską Akademię Teologiczną. Mimo żałosnej
    mizerii budżetowej w roku 2001 dotacje dla PAT, KUL, ChAT i Uniwersytetu Stefana
    Wyszyńskiego wyniosły łącznie 86,5 mln zł. Dodać do tego należy wydziały
    teologii sprytnie wmontowane w państwowe uniwersytety.

    Korpus kapelanów
    Ministerstwo Obrony Narodowej ma na utrzymaniu nader żarłoczny Ordynariat Polowy
    WP, to jest korpus ponad 200 kapelanów na etatach oficerskich, z generałem
    biskupem Flaszką Głódziem na czele. Głoszenie Słowa Bożego wśród szwejów jest
    nieźle płatne: ok. 2 tys. zł dla klechy w randze majora, 3,5 tys. dla pułkownika
    plus różne dodatki i dostatki. W roku 2001 całe duszpasterstwo wojskowe łyknęło
    15,4 mln zł, z czego 12,8 mln przypadło katolikom.
    O zbawienie dusz chorych troszczy się 1,5 tys. kapelanów szpitalnych, z tego
    około tysiąca na etatach opłacanych przez szpitale.
    Kapelani są w policji, straży pożarnej i granicznej, w sanatoriach MSWiA, w PKP,
    na lotnisku Okęcie (na wypadek katastrofy samolotu?), w klubach sportowych,
    harcerstwie, a nawet w Kancelarii Prezydenta.
    Na kapelanów, w tym 32 etatowych z pensją ok. 1,3 tys. zł, natkniecie się w
    każdym ze 156 zakładów karnych i aresztów.

    Fundusz Kościelny
    Podatnicy składają się na Fundusz Kościelny, którego istnienie woła o pomstę do
    nieba. Po wojnie Kościół kat. w Polsce utracił większość gruntów na mocy dekretu
    PKWN o reformie rolnej i ustawy z 1950 r. o przejęciu przez państwo tzw. dóbr
    martwej ręki. Rekompensatą za przejęcie tych dóbr stał się finansowany przez
    państwo Fundusz Kościelny. Z Funduszu opłaca się ubezpieczenia społeczne i
    zdrowotne duchownych, którzy nie mają umowy o pracę (nie są np. katechetami),
    zakonników i zakonnic, księży studentów i misjonarzy na misjach. Mała część
    Funduszu idzie na wspieranie kościelnej działalności charytatywnej i oświatowej
    oraz remonty zabytków sakralnych. Ten relikt stalinizmu istnieje do dziś i
    pożera coraz większe pieniądze (w roku 2001 - 92,2 mln zł, w budżecie na rok
    2002 - blisko 96 mln), choć przecież Kościół dawno już odzyskał nieruchomości,
    których utratę Fundusz miał mu zrekompensować!

    Komisja Majątkowa
    Ustawa o stosunku państwa do Kościoła kat. nakazuje oddać mu tylko nieruchomości
    bezprawnie przejęte przez państwo. Zajmuje się tym Komisja Majątkowa przy MSWiA,
    w której zasiadają pół na pół przedstawiciele strony rządowej i kościelnej. Od
    orzeczeń Komisji Majątkowej nie ma odwołania, nie podlegają one też kontroli
    sądowej. Co ciekawe, termin składania wniosków o odzyskanie kościelnych
    nieruchomości minął 31 grudnia 1992 r.
    Mimo to w roku 1999 wniosków było 3038, a w 2001 r. - już 3200!
    Do tej pory Kościół odzyskał 42 tys. ha gruntów rolnych i ok. 400 nieruchomości
    zabudowanych. Fachowcy szacują, że tylko 70 proc. tego majątku stanowią
    nieruchomości przejęte przez państwo po rok
  • edico 26.05.07, 12:26
    Billboardy z dekalogiem, reklamy, plakaty - z roku na rok polski Kościół
    powiększa budżet na marketing religijny.

    Minęły czasy, gdy Kościół przypominał o sobie zabieganym przechodniom jedynie za
    pomocą przydrożnych kapliczek czy wież kościelnych - pisze "Metro".

    Dziś, idąc ulicą, jesteśmy coraz częściej atakowani z billboardów za pomocą
    wyrafinowanych technik reklamy: już w prawie każdej diecezji, planując wydatki,
    księża nie mogą zapomnieć o rubryce "marketing religijny".

    Billboardy zachęcały między innymi do dobrego przeżywania: Wielkiego Postu
    (mieszkańcy polskich miast niedawno oglądali na plakatach krzyż otoczony
    gwoździami i hasłem: "Sumienie ruszyło"), rocznicy śmierci Jana Pawła II, a
    nawet przypominały nam podstawowe regułki modlitw i prawdy wiary. Kościół coraz
    śmielej korzysta przy tym z fachowej pomocy agencji reklamowych, a archidiecezja
    warszawska zbudowała nawet własne nośniki: ma ich już 30 w całej stolicy.

    Ile do tej pory polski Kościół wydaje na marketing religijny? To pozostaje
    tajemnicą, ale jedno jest pewne: - W Polsce jesteśmy dopiero w początkowej fazie
    rozwoju nowoczesnych technik marketingu przez Kościół, i to będzie postępowało -
    twierdzi dominikanin o. Wojciech Jędrzejewski.

    Księża podkreślają, że choć Kościół od zawsze musiał stosować takie czy inne
    sposoby "reklamowania wiary", bo na tym polega ewangelizacja, to jednak
    reklamowanie Boga w tym samym miejscu, gdzie proszek do prania, może być dla
    niektórych szokujące. Ale - jak mówią duchowni - tu nie chodzi o to, by kogoś
    nawracać: - Raczej chodzi o budowanie pewnych skojarzeń związanych z Kościołem.

    Są bowiem tacy, którym na przykład wierni modlący się w kościele kojarzą się z
    grupą cierpiących nieudaczników i kalek, a sam Kościół - z czymś staroświeckim.
    Zastosowanie nowoczesnych technik reklamowych może by próbą przełamania tych
    skojarzeń. W nowoczesny sposób można nawet zachęcać do odmawiania różańca -
    przekonuje o. Jędrzejewski.

    Źródło informacji: INTERIA.PL/PAP
    fakty.interia.pl/prasa/news/marketing-religijny-czyli-jak-pozyskac-wiernych,910021,16
    --
    Niepotrzebne prawa osłabiają te, które są niezbędne.
    (Montesquieu)
  • Gość: Smiley IP: *.19.165.6.osk.enformatic.pl 21.05.07, 13:10
    Skandal
  • Gość: * IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.05.07, 14:15
    Faktycznie skandal. W końcu zarówno końkordat jak i ustawa o stosunku państwa i
    kościoła wyraźnie rozgranicza, co czyje co je :))
  • edico 26.05.07, 11:19
    Fałszywy ksiądz proponował młodzieży casting do filmu

    56-latek z Suwałk, który w przeszłości dwa lata spędził w klasztorze, wyłudzał
    noclegi i pieniądze, podając się za księdza. Gościły go parafie, gdzie m.in.
    odprawiał msze i spowiadał wiernych. Wpadł w Zabrzu, gdy usiłował wyłudzić
    pieniądze od młodzieży, której proponował udział w castingu do filmu.


    Oszust opuścił niedawno zakład karny, gdzie odsiadywał karę za podobne
    przestępstwa. Sprawdzamy, czy zanim pojawił się na Śląsku, dopuścił się tego
    rodzaju czynów również w innych częściach kraju - powiedział rzecznik
    zabrzańskiej policji Marek Wypych.


    REKLAMA Czytaj dalej



    Mężczyzna przyjechał na Śląsk niespełna tydzień temu. Bez trudu przekonał księży
    z dwóch parafii, które zdecydowały się go gościć, że również jest kapłanem.
    Policjanci ustalili, że już wcześniej działał w podobny sposób, załatwiając
    darmowe noclegi i posiłki na plebaniach. Zgodnie z przyjętym zwyczajem, w
    odwiedzanych parafiach odprawiał msze i spowiadał.

    Na początku tygodnia, ubrany w skromny, ciemny strój z nieodłączną koloratką,
    rzekomy ksiądz pojawił się w zabrzańskim centrum edukacji. Dyrekcji powiedział,
    że zamierza nakręcić film o zmarłym niedawno księdzu Jerzym Zawadzkim - znanym
    kapłanie - społeczniku z Suwałk, który słynął z pomocy najuboższym i
    potrzebującym. Chciał zorganizować w szkole casting dla 60 osób. Najlepsi mieli
    jesienią pojechać na zdjęcia do Rzymu.

    Swoim rozmówcom mężczyzna pokazywał liczne zdjęcia ze swojej rzekomej
    kapłańskiej praktyki. Fotografie przedstawiały go podczas mszy świętych, w
    towarzystwie innych księży lub w konfesjonale. Osoby, które się z nim zetknęły,
    zapewniały policjantów, że nic w zachowaniu księdza nie wskazywało na to, iż nie
    jest prawdziwym kapłanem. Nabierał nawet innych księży.

    Dyrekcja szkoły nabrała podejrzeń, gdy podczas spotkania z młodzieżą rzekomy
    ksiądz rozdał formularze, potrzebne - jak mówił - do ubezpieczenia zdrowotnego
    za granicą. Każdy uczeń miał zapłacić 40 zł. Poproszony o wyjaśnienia mężczyzna
    szybko opuścił szkołę, zdążył jednak - jak ustaliła dyrekcja - umówić się z
    młodymi ludźmi na spotkanie po południu, aby zebrać wypełnione druki i pieniądze.

    Gdy pewny siebie oszust w piątek po południu pojawił się w szkole, ku jego
    zdziwieniu w sali, gdzie miał spotkać się z młodzieżą szkolną, znajdowali się
    również policjanci, którzy ponad wszelką wątpliwość ustalili, że mężczyzna z
    koloratką na szyi nie jest księdzem, ale oszustem - powiedział Wypych.

    Mieszkaniec Suwałk trafił do policyjnej izby zatrzymań. Najdalej w niedzielę
    zostaną mu przedstawione zarzuty dotyczące oszustwa. Policjanci z Zabrza
    rozesłali informacje w tej sprawie do wszystkich komend policji w Polsce, aby
    sprawdzić, czy w ciągu ostatnich kilku tygodni, jakie upłynęły od opuszczenia
    przez niego więzienia, mężczyzna dopuścił się podobnych czynów. (bart)
    wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,8880911,wiadomosc.html
    --
    Gdy zabraknie historii, zastępują ją bajki.
    (Charles-Louis de Secondat de Montesquieu)
  • edico 26.05.07, 11:31
    Już drugi duchowny ze Skierniewic złożył w prokuraturze doniesienie o
    popełnieniu przestępstwa przez ks. Franciszka Augustyńskiego, byłego wikariusza
    generalnego diecezji łowickiej, informuje "Dziennik Łódzki".


    Ks. Julian W. twierdzi, że pożyczył kapłanowi 60 tys. zł i nie odzyskał ani
    grosza. Wcześniej przekazywałem mu pieniądze trzy razy i zawsze je zwracał -
    mówi ksiądz W. Duchowny ma pokwitowanie 60-tysięcznej pożyczki, podpisane przez
    ks. Augustyńskiego, który zniknął 17 maja ubiegłego roku.


    REKLAMA Czytaj dalej



    Ks. Augustyński uciekł prawdopodobnie do Wielkiej Brytanii, a pozostawił długi
    szacowane na pół miliona złotych. Składa się na nie 300-tysięczny kredyt bankowy
    na renowację kościelnych zabytków oraz pożyczki u parafian i duchownych.

    Kuria Diecezjalna Łowicka oraz parafia św. Ducha zwracają pieniądze jedynie
    osobom świeckim. Duchowni, choć mają pokwitowania, nie mogą liczyć na odzyskanie
    pożyczek, bo pieniądze przekazywali bez pisemnej zgody władz diecezji, czyli
    wbrew prawu kanonicznemu. (PAP)
    --
    Jeśli mijasz się z prawdą, to przynajmniej się jej ukłoń. (Karol Kord)
  • edico 30.06.07, 12:29
    O przywłaszczenie ponad 4,5 mln zł, przeznaczonych na działalność charytatywną,
    oskarżyła tarnowska prokuratura okręgowa księdza Piotra P. z parafii rzymsko-
    katolickiej pod wezwaniem św. Krzyża i św. Filipa Neri w Tarnowie.

    - W osobnym postępowaniu prokuratura sprawdzi, czy fundacja nie była
    wykorzystywana do prania brudnych pieniędzy przez darczyńców - poinformowała
    rzeczniczka prokuratury Bożena Owsiak.

    Mechanizm przestępstwa polegał na tym, że ks. P. był jedynym upoważnionym do
    dysponowania kontem fundacji Kongregacja Oratorium św. Filipa Neri w Tarnowie. W
    okresie od lutego 2002 roku do kwietnia 2005 roku wypłacił on ponad 4,5 mln zł z
    konta fundacji.

    Pieniądze miały być przeznaczone na cele kościelnej działalności charytatywnej,
    a także cele kultu religijnego. Wpłacało je kilkunastu darczyńców, w tym
    Tarnowskie Zakłady Osprzętu Elektrycznego “TAREL” w Woli Rzędzińskiej, których
    prezesem był główny udziałowiec zakładów i ówczesny senator PSL Józef Sz. Wpłat
    dokonywali także synowie byłego senatora Jarosław Sz. i Marcin Sz. oraz inne
    osoby i instytucje.

    Śledztwo w tej sprawie wszczęto pod koniec 2004 roku. Powodem była informacja od
    Głównego Inspektora Informacji Finansowej w sprawie wysokich wpłat, dokonywanych
    na konto fundacji.

    Początkowo prokuratura zarzucała księdzu wyłudzenie 2,5 mln zł, potem - 3 mln
    214 tys. zł, jednak ostateczne ustalenia wykazały, że ksiądz wypłacił z konta w
    sumie ponad 4,5 mln zł.

    Przesłuchany w charakterze podejrzanego ksiądz nie przyznał się do winy.
    Wyjaśnił, że wypłacone pieniądze przeznaczył na działalność charytatywną.
    Zdaniem prokuratury, wyjaśnienia te nie znajdują oparcia w ustaleniach.

    Jak poinformowała prokuratura, z akt sprawy wyłączono do odrębnego postępowania
    “materiały dotyczące przekazywania środków finansowych pochodzących z korzyści
    związanych z popełnieniem czynów zabronionych - na konto Kongregacji Oratorium
    św. Filipa Neri w Tarnowie, a także podejmowania innych działań, które mogły
    udaremnić lub znacznie utrudnić ustalenie stwierdzenia ich przestępczego
    pochodzenia”.

    Nieoficjalnie wiadomo, że badany ma być m.in. wątek ewentualnego wykorzystania
    fundacji przez darczyńców do prania brudnych pieniędzy. Prokuratura odmawia
    udzielenia w tej sprawie jakichkolwiek bliższych informacji.
    antykler.wordpress.com/2006/05/08/ksiadz-oskarzony/
    Źródło: Interia.pl

    --
    Jeśli mijasz się z prawdą, to przynajmniej się jej ukłoń. (Karol Kord)
  • Gość: mark IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.08, 19:15
    Duchownego, podejrzewanego o kradzież kostki brukowej, zatrzymali zielonogórscy
    policjanci. W samochodzie 50-letniego księdza znaleziono 14 kostek brukowych
    pochodzących z jednej z dróg gminnych pod Zieloną Górą.
    www.biznesnet.pl/ar/20/1421960/ksiadz-ukradl-kostke-brukowa-z-gminnej-drogi.html
  • edico 04.07.06, 01:52
    Ciekaw jestem, czy ci sami ludzie, którzy nadal pewnie całują biskupie raczki
    jego Sekscelencji Pätza, chcieliby, aby ta sekscelencja obrabiała ich dzieci
    tymi rączkami i innymi swymi przyrodzonymi "darami" bożymi.
    serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,3454652.html
    Zaiste, świat idzie naprzód. Nawet kościół już się cywilizuje a papież ściska
    swojego brata geja. A więc wszystko idzie ku normalności.
    W końcu nie płeć się liczy a tylko uczucie. Prezydenci Poznania pokazali więc
    klasę. Tylko Kościół nie może wyrobić sobie jednoznacznego stanowiska raz
    krytykując niemiłosiernie tych homo a drugi raz stawiając ich wiernym na wzór.

    Pecunia non olet - skoro kasa gra :(
    Jeżeli Poznań feruje
  • edico 26.04.07, 16:28
    BIBLIA MÓWI PRAWDĘ KATOLIKOM
    Dr Bartholomew F. Brewer (były ksiądz rzymskokatolicki)

    Cytaty Biblijne zaczerpnięte są z:
    "Biblia Tysiąclecia, Pismo Świete Staregi i Nowego Testamentu", Wywadnictwo
    Pallotinium, Poznań - Warszawa 1980


    PRAWDZIWY KOŚCIÓŁ

    Rzymski katolicyzm twierdzi, że jest prawdziwym kościołem Boga. Jego członkowie
    mają być posłuszni biskupowi Rzymu, który nazywany jest Następcą Świętego
    Piotra, Księciem Apostołów i Zastępcą Chrystusa.Rzymski katolicyzm zbudowany
    jest na twierdzeniu, że w Ewangelii Mateusza 16:13-19 Jezus ustanowił Piotra
    pierwszym papieżem i w ten sposób założył swój kościół i ustanowił papiestwo.
    Jeżeli to prawda, to wszyscy prawdziwi chrześcijanie muszą zostać katolikami.
    Jeżeli to fałsz, to cała religia katolicka jest fałszywa, ma charakter kultu i
    żaden prawdziwy chrześcijanin nie może utożsamiać się z jej systemem. Musimy
    więc przeszukać Biblię, by poznać prawdę. Biblia nie jest jedynie dziełem ludzi:
    "Nie z woli bowiem ludzkiej zostało kiedyś przyniesione proroctwo, ale kierowani
    Duchem Świętym mówili od Boga święci ludzie" (2 Piotra 1:21). "Wszelkie Pismo od
    Boga natchnione jest i pożyteczne do nauczania, do przekonywania, do
    poprawiania, do kształcenia w sprawiedliwości - aby człowiek Boży był doskonały,
    przysposobiony do każdego dobrego czynu" (2 Tymoteusza 3:16-17). "Niebo i ziemia
    przeminą, ale moje słowa [Biblia] nie przeminą" (Ew. Mateusza 24:35). Pismo
    zawiera w sobie wewnętrzne świadectwo swej autentyczności, wiarygodności,
    skuteczności i wystarczalności. O tym samym świadczy historia. Choć niektóre
    przekłady Biblii są lepsze od innych, wszystkie są wystarczająco rzetelne dla
    celów ogólnego studium.
    W słowach Jezusa zapisanych w Ewangelii Mateusza 16:18 "Ty jesteś Piotr [czyli
    Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą"
    wykorzystany jest zaimek wskazujący "taute" odnoszący się do wyznania Piotra -
    "Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego" - jako skały. Jezus powiedział: "Ty jesteś
    Piotr (petros, kamień - wszyscy wierzący są kamieniami, patrz 1 Piotra 2:5 - "Wy
    również, niby żywe kamienie, jesteście budowani jako duchowa świątynia, by
    stanowić święte kapłaństwo, dla składania duchowych ofiar, przyjemnych Bogu
    przez Jezusa Chrystusa" i Efezjan 2:21 - "W Nim zespalana cała budowla rośnie na
    śwtętą w Panu świątynię") i na tej skale (petra, potężna opoka - wyznanie, że
    Jezus jest Chrystusem) zbuduję mój kościół". On nie obiecał zbudować swojego
    kościoła na Piotrze. Jezus nie powierzyłby tak drogocennej rzeczy, jak swój
    kościół, przywództwu choćby jednego omylnego człowieka, nie mówiąc już o całym
    ich łańcuchu. Rzymski papież nazywany jest Zastępcą Syna Bożego (Vicarius Filii
    Dei). W Biblii zauważamy, że aby zająć miejsce Jezusa na ziemi posłany został
    Duch Święty, nie papież. Duch Święty jest Jego Następcą. On został posłany przez
    Boga, aby prowadził nas do wszelkiej prawdy (Ew. Jana 16:7-15), a Pismo Święte
    zostało nam dane dla nauczania, przekonywania, poprawiania i kształcenia w
    sprawiedliwości (2 Tymoteusza 3:16). Chrystus nie pozostawił swojego kościoła w
    rękach ludzi. On sam jest w dalszym ciągu jego Głową. On przemawia do nas przez
    swoje nieomylne Słowo, Pismo Święte i przez swego wszechobecnego i nieomylnego
    Ducha Świętego.
    Pamiętajmy, że Jezus jest Opoką i jedyną Głową kościoła (1 Koryntian 3:11).
    "Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, a
    którym jest Jezus Chrystus". Skałą jest Chrystus: 1 Koryntian 10:4 - "I pili ten
    sam duchowy napój. Pili zaś z towarzyszącej im duchowej skały, a ta skała - to
    był Chrystus". On jest Głową kościoła: Efezjan 1:22-23 - "I wszystko poddał pod
    Jego stopy, a Jego samego ustanowił nade wszystko Głową dla kościoła, który jest
    Jego Ciałem, Pełnią Tego, który napełnia wszystko wszelkimi sposobami". Jest
    kamieniem węgielnym: Efezjan 2:20 - "Zbudowani na fundamencie apostołów i
    proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus".
    Około trzydziestu czterech razy w Starym Testamencie Bóg jest nazwany Skałą
    (Opoką) lub Skałą Izraela. Biblia wyraźnie naucza, że gdy Jezus założył swój
    kościół, On miał być jego jedyna Głową. Duch Święty miał być Jego Żastępcą i
    Przewodnikiem kościoła, a Biblia jest jedynym autorytetem w sprawach wiary i
    moralności. Wszyscy prawdziwi chrześcijanie tworzą PRAWDZIWY KOŚCIÓŁ (ci, w
    których zamieszkuje Duch Święty, którzy wierzą w naukę Chrystusa i są Mu
    posłuszni). Prawdziwi wierzący są w Biblii nazwani "chrześcijanami", nie
    "katolikami".

    Dzieje Apostolskie 11:26 - "Uczniowie zostali nazwani chrześcijanami".
    Dzieje Apostolskie 26:28 - "(...) przekonałbyś mnie i zrobił ze mnie
    chrześcijanina".
    1 Piotra 4:16 - "(...) cierpi jako chrześcijanin".

    Nie było katolików, dopóki chrześcijaństwo nie przemieszało się z pogaństwem,
    tworząc religię państwową około roku 315 po Chrystusie.Prawdziwi chrześcijanie
    byli posłuszni Bożemu słowu i nie przyłączali się do pogańskiego zepsucia. Bramy
    piekła nie przemogły prawdziwych wierzących. Jest ich niewielu, a ich droga jest
    wąska. Wolą cierpieć męczeństwo niż zdecydowąć się na kompromis wobec słowa
    Bożego lub wyprzeć się swojego Pana i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. "Ludu mój,
    wyjdźcie z niej, byście nie mieli udziału w jej grzechach i żadnej z jej plag
    nie ponieśli" (Dzieje Apostolskie 1:4). Wierzący nie mogą utożsamiać się z
    fałszywymi kościołami lub takimi, które zgadzają się na kompromis!

    PAPIEŻ

    Papież nazywany jest "Ojcem Świętym" (patrz encyklika papieża Leona XIII). Jest
    również nazywany "naszym Najświętszym Panem", papież Pius X (patrz "Przysięga
    kardynaów"). Moreri, slawny historyk, powiedział: "Wojna przeciw Papieżowi jest
    wojną przeciw Bogu, wiedząc, że Papież jest Bogiem, a Bóg jest Papieżem".
    Decjusz powiedział: "Papież może zrobić wszystko, co może zrobić Bóg". Papież
    Leon XIII powiedział o sobie: "Najwyższym nauczycielem w kościele jest Biskup
    Rzymu. Jednośc umysłów wymaga więc, obok doskonałej zgodności w jednej wierze,
    całkowitego podporządkowania się posłuszeństwa woli Kościoła i Biskupa Rzymu jak
    samego Boga". Papież Pius X powiedział: "Papież jest nie tylko przedstawicielem
    Jezusa Chrystusa, lecz jest samym Jezusem Chrystusem ukrytym pod zasłoną ciała.
    Czy papież mówi? To mówi Jezus Chrystus". Papież Pius XI stwierdził: "Wiecie, że
    jestem Ojcem Świętym, reprezentantem Boga na ziemi, Zastępcą Chrystusa, co
    oznacza, że jestem Bogiem na ziemi". Wszystko to są bluźnierstwa!

    Izajasza 44:8 - "Czy jest Bóg oprócz mnie?"
    Ew. Mateusza 23:9 - "Nie nazywajcie nikogo na ziemi swoim ojcem".
    Efezjan 4:5 - "Jeden jest Pan".
    Filipian 2:11 - "Jezus Chrystus jest w chwale Boga Ojca".
    1 Piotra 5:3 - "Nie jak ci, którzy ciemiężą gminy".
    1 Piotra 5:1-4 - "Proszę ja, również starszy".

    Piotr nazwał siebie starszym, nie papieżem. Nie zgodził się, żeby któs klękał
    przed nim (Dzieje Apostolskie 10:25-26) mówiąc: "Wstań, ja też jestem
    człowiekiem". Apostolowie kłócili się ze soba o to, kto jest największy w
    Królestwie (Ew. Mateusza 18:1 - "W tym czasie uczniowie przystąpili do Jezusa z
    zapytaniem: Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?"), co
    oznacza, że nie wiedzieli nic na temat tego, jakoby Piotr miał być Głową
    Kościoła. Piotr i inni apostołowie mogliby cieszyć się bogactwem i władzą, jaką
    mają rzymscy papieże, gdyby tylko chcieli. Potrafili pociągać za sobą tłumy,
    mogli uzdrawiać chorych i wskrzeszać umarłych oraz dokonywać wiele innych cudów.
    Mogliby nagromadzić wiele złota i bogactw i dowodzić zwycięskimi armiami, ale
    rozdawali wszystko, co składano u ich stóp (Dzieje Apostolskie 4:37 - "Sprzedał
    ziemię, którą posiadał, a pieniądze przyniósł i złożył u stóp Apostołów"; Dzieje
    Apostolskie 3:6 - "Nie mam srebra ani złota - powiedział Piotr - ale co mam, to
    ci daję: W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź!").Cieszyli się, że zostali
    uznani za godnych cierpieć dla imienia Jezusa Chrystusa (Dzieje Apostol
  • edico 02.05.07, 10:55
    "Tych zaś, przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi,
    przyprowadźcie tu, i zabijcie na moich oczach." (Łukasz 19:27).

    Jak widać, świat nie podlega przyrodniczemu fatalizmowi, tylko odpowiedzialni są
    zań ludzie. Proces wyzwolenia człowieka uciskanego rozpoczyna się w chwili, gdy
    sobie to uświadamiamy!!!

    --
    Jeśli mijasz się z prawdą, to przynajmniej się jej ukłoń. (Karol Kord)
  • edico 06.07.06, 16:35
    Producent "papieskiego pociągu" - nowosądecka firma NEWAG - do tej pory nie
    otrzymał pieniędzy za wykonanie pojazdu - pisze "Dziennik Polski". Gazeta
    dowiedziała się, że papieski pociąg został wydzierżawiony spółce PKP Przewozy
    Regionalne na trzy miesiące. Informację potwierdził prezes firmy Zbigniew
    Konieczek. Nie chciał jednak rozmawiać na temat tego, dlaczego do tej pory
    firmie nie zapłacono za usługę.

    Konieczek zastrzegł, że opłata za dzierżawę to tajemnica handlowa. Rzecznik
    prasowy PKP Przewozy Regionalne Łukasz Kurpiewski dodał, że w tej sprawie
    negocjacje wciąż trwają.

    Dziennik podaje, że umowa dzierżawy pociągu wygasa w sierpniu. Czy do tego czasu
    uda się wszystko uzgodnić? Chcemy, by do tego doszło jak najszybciej - mówi
    rzecznik.

    "Pociąg papieski" kursuje na trasie Kraków - Łagiewniki - Wadowice od ponad
    miesiąca. Nie wyobrażam sobie, by teraz mogło dojść do zawieszenia kursów - mówi
    Ryszard Rębilas z Małopolskiego Zakładu Przewozów Regionalnych. Już teraz cieszy
    się on dużym zainteresowaniem, a od września, gdy zacznie się rok szkolny,
    zapewne przybędzie wycieczek - dodaje.

    Idea uruchomienia połączenia zrodziła się we wrześniu ubiegłego roku, podczas
    pielgrzymki kolejarzy do sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikch. W
    ekspresowym tempie opracowano projekt i wykonano pojazd, a 27 maja - podczas
    pobytu w Polsce - poświęcił go papież Benedykt XVI. Regularnie pociąg zaczął
    kursować 3 czerwca.

    "Dziennik Polski" informuje, że pociąg wyposażony jest w klimatyzację i
    monitoring; ma toalety przystosowane dla niepełnosprawnych. Podczas podróży
    pasażerowie pociągu papieskiego mogą oglądać filmy o Janie Pawle II i - w kilku
    wersjach językowych - słuchać audycji o jego pontyfikacie. (PAP)
    wiadomosci.wp.pl/kat,17511,wid,8381755,prasaWiadomosc.html
  • edico 09.07.06, 03:52
    Surowa ocena samego papieża, jego kultu i ludzi ów kult szerzących, którzy za
    nic sobie mają jego poparcie dla krwawych dyktatorów, lekceważenie dramatu
    gwałconych kobiet lub bezwzględny zakaz stosowania prezerwatyw, nawet tam, gdzie
    epidemia AIDS osiągnęła rozmiary zagrażające wyniszczeniem całych narodów.
    www.prometeusz.org/
  • Gość: Ed IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 09.07.06, 12:53
    Kraków oddał siedem atrakcyjnych działek cystersom. - Komisja Majątkowa przy
    MSWiA zdecydowała o tym w trybie niejawnym. To sprzeczne z konstytucją! Na
    dodatek od tej decyzji nie możemy się odwołać - alarmował w czwartek prezydent
    Krakowa Jacek Majchrowski.

    Na jednej z działek, u zbiegu ulic Kapelanka z Brożka, krakowscy kupcy chcieli
    wybudować centrum handlowe, na kupno innej miasto ogłosiło przetarg, a oferenci
    wpłacili już wadium. - Jeszcze inną zamierzaliśmy dać misjonarzom w ramach
    przygotowywanej ugody. Ale cystersi nam je podebrali - oskarża prezydent. W
    sumie chodzi o grunty o łącznej powierzchni ponad trzech hektarów i wartości 24
    mln zł. Żaden z nich nie był w przeszłości własnością cystersów. O stracie tych
    działek miasto dowiedziało się z orzeczenia Komisji Majątkowej. Kto wskazywał
    działki? - Pełnomocnik cystersów - mówią krakowscy urzędnicy, którzy
    równocześnie zastanawiają się, skąd prawnicy opactwa mają informacje o miejskich
    działkach. - Może od radnych, którzy przecież podejmują uchwały o sprzedaży
    gminnego mienia?

    Była ugoda, nie ma ugody

    Działki przeszły na własność opactwa na mocy ustawy z 1989 roku o stosunku
    państwa do Kościoła. Potraktowano je jako tzw. mienie zamienne. - Nikt nas nie
    pytał, czy na przykład nie wolelibyśmy płacić odszkodowania. Poza tym w 1994
    roku miasto zawarło z cystersami ugodę zamykającą sprawę - mówi Andrzej Oklejak,
    pełnomocnik prezydenta Krakowa ds. prawnych.

    Dziesięć lat po tej ugodzie cystersi wystąpili jednak do komisji z ponownymi
    roszczeniami, wskazując, że w poprzednim dokumencie nie było sformułowania, iż
    ugoda wyczerpuje wszystkie roszczenia. Sprawa jest tym bardziej uciążliwa dla
    miasta, że Komisja Majątkowa jest organem jednoinstancyjnym - od jej orzeczeń
    nie można się odwołać.

    - To niewyobrażalne, by w państwie prawa stosować takie metody - oburza się
    Majchrowski. Komisja Majątkowa pisze jednak w uzasadnieniu swego orzeczeniu, że
    zawarcie ugody nie było możliwe, bo przedstawiciele prezydenta Krakowa nie
    chcieli "rozważyć propozycji ugodowych".

    Jak było naprawdę? Z dokumentów wynika, że Komisja Majątkowa wezwała miasto do
    zawarcia ugody i przekazanie cystersom wskazanych działek. Krakowski magistrat
    odpisał, że ma wątpliwości, bo ugodę z opactwem cystersów już raz zawarto, a
    poza tym działki te są przeznaczone na inne cele. - Komisja na to pismo nie
    odpowiedziała, tylko na niejawnym posiedzeniu zdecydowała o przekazaniu działek
    - żalą się urzędnicy.

    To nie koniec roszczeń

    Prezydent wezwał komisję, by uchyliła swą decyzję. Pisał też do ministra spraw
    wewnętrznych Ludwika Dorna. Na żadne z tych pism odpowiedzi nie otrzymał. -
    Wobec tego jutro wniosę skargę do sądu administracyjnego, a jeśli i to nic nie
    da, to do Trybunału Konstytucyjnego. Zwróciłem się też do sądu
    wieczystoksięgowego o zawieszenie postępowania w sprawie wpisu do księgi
    wieczystej - dodaje prezydent.

    To nie koniec kłopotów Krakowa. Cystersi oszacowali swoje obecne roszczenia na
    90 mln zł. Zakładając, że na razie odebrano miastu działki o wartości 24 mln zł,
    Kraków może się spodziewać kolejnych decyzji.

    - Jutro możemy się dowiedzieć, ze Komisja Mienia pozbawiła nas kolejnych
    działek. Trudno w takiej sytuacji gospodarować mieniem - alarmuje prof. Oklejak.
    Próbowaliśmy się skontaktować z Krzysztofem Mazurem, który jest pełnomocnikiem
    prawnym cystersów. Z jego kancelarii otrzymaliśmy jednak odpowiedź, że mecenas
    nie może udzielić informacji, bo - po pierwsze - jest na urlopie, po drugie zaś,
    nie zna ostatniego wystąpienia prezydenta Majchrowskiego dotyczącego tej sprawy.
    (Magdalena Kursa)
    miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3467996.html
  • ubek-bubek 10.07.06, 17:07
    Z Olsztyna cię wykopali, to zanieczyszczasz forum Rzeszów.
    --
    Moją szkołą były Lasy Kabackie!

    Mietek M. z MSW
  • edico 10.07.06, 17:12
    "Wysławiam Cię, Ojcze, (...) że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi,
    a objawiłeś je prostaczkom"
    (Mt 11, 25)
  • Gość: W IP: *.chello.pl 15.07.06, 13:02
    Kraj PAP, msu /06:21
    Sondaż: Odsunąć księży - byłych agentów
    "Życie Warszawy": Prawie połowa Polaków chce wydalenia ze stanu duchownego
    byłych tajnych współpracowników SB - wykazał sondaż.
    Zdaniem Polaków, księża współpracujący dawniej z SB nie powinni spowiadać,
    występować w mediach ani uczyć religii - wynika z badania firmy Mareco. Jeśli
    już, to widzimy dla nich miejsce w zamkniętym klasztorze. Blisko 43 proc.
    badanych uważa, że ksiądz, który w czasach PRL był agentem SB, powinien zostać
    wydalony ze stanu duchownego.

    Jednak zdaniem ks. prof. Remigiusza Sobańskiego, eksperta od prawa kanonicznego,
    w myśl kościelnych przepisów wykluczenie byłych agentów ze stanu duchownego nie
    wchodzi w grę. - To najsurowsza kara wobec księdza wyznaczana jedynie za
    najcięższe przewinienia: herezję, znieważanie postaci eucharystycznych,
    przestępstwa przy sprawowaniu sakramentu pokuty czy przymus fizyczny wobec
    papieża, tłumaczy prof. Sobański. - Poza tym ze stanu duchownego nie wydala się
    osób, które się nawrócą.
    REKLAMA Czytaj dalej

    Księdzu, który był współpracownikiem SB, większość Polaków odmawia moralnego
    prawa sprawowania funkcji biskupa - 76,9 proc., proboszcza - 74 proc, wykładowcy
    wyższej uczelni - 71,3 proc., roli eksperta kościelnego wypowiadającego się w
    mediach - 72,1 proc. i katechety - 68,4 proc. Byłych agentów niechętnie widzimy
    w roli kapelana w szpitalu lub ośrodku charytatywnym (55,5 proc.), a nawet jako
    kapelana pracującego w zamkniętym klasztorze (51,1 proc.). Według prawie 70
    proc. badanych osoba taka nie ma również moralnego prawa do spowiadania.

    Mareco Polska to ośrodek badawczy będący członkiem Gallup International
    Association, międzynarodowej organizacji zrzeszającej firmy badawcze z ponad
    pięćdziesięciu krajów świata.
  • Gość: Ed IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 10.08.06, 23:21
    Tak, jak wyrzucili Paetza, Moskwę i wielu innych "zasłużonych" dla WC
    sukienkowych ;))

    Kłamstwo na chwałę bożą zrosło się nierozerwalnie z chrześcijaństwem od samego
    początku jego istnienia.

    Zapoczątkowane przez św. Pawła, utrwalone przez pierwszych ojców kościoła,
    trwało przez cały okres rozwoju i trwa po dziś dzień.

    Oto co mówił św. Paweł:
    "...ale będąc chytrym, chytrością was podszedłem". (2 Kor., 12,16).
    "I stałem się Żydom jako Żyd, abym Żydy pozyskał". (l Kor., 9,20).
    "Wszystkim stałem się wszystko, abym wszystkie zbawił", (l Kor., 9,22).
    "Albowiem jeśli prawda Boga przez moje kłamstwo obfitowała ku chwale Jego,
    czemuż jeszcze i ja bywam osądzon jako grzeszny?" (Rz., 3,7).
  • Gość: Ed IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 10.08.06, 23:23
    Tak, jak spora część ostatnich pielgrzymek, o których w swych newsach informują
    media.
  • edico 10.08.06, 23:59
    Weekendowy wyjazd dwóch nastolatek z Gdyni zakończył się w szpitalu. Dziewczyny
    przebywały, wraz z kilkunastuosobową grupą modlitewną, w domku letniskowym w
    Przewozie w gminie Chmielno, pod opieką księdza. W nocy z piątku na sobotę
    młodzież urządziła alkoholową libację, która zakończyła się wypadnięciem z okna
    dwóch nastolatek.
    wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,8449192,wiadomosc.html
  • edico 15.07.06, 23:28
    Osoby bezrobotne będą mogły za publiczne pieniądze pracować w kościołach czy
    parafiach. Jak pisze "Życie Warszawy", takie zmiany szykują posłowie Prawa i
    Sprawiedliwości.

    Budżet państwa refundowałby pensję takiego pracownika do wysokości zasiłku dla
    bezrobotnych oraz opłacał składki na ubezpieczenie. Pomysłodawcy projektu
    zastrzegają, że nie chodzi o prace budowlane, tylko o pomoc w prowadzonych przez
    Kościół ośrodkach pomocy społecznej.


    REKLAMA Czytaj dalej



    Obecne przepisy zabraniają zatrudniania bezrobotnych w ramach prac
    interwencyjnych, jeśli miałyby one być wykonywane na rzecz Kościoła, związku
    wyznaniowego, partii politycznej bądź związku zawodowego. Inicjatorzy zmian
    uważają, że Kościoły powinny zostać z tej listy wyłączone, bo to one w dużej
    mierze zajmują się sprawami, na które pieniędzy brakuje państwu.

    Propozycja podoba się duchownym. Ojciec Filip Buczyński, szef Stowarzyszenia im.
    Małego Księcia z Lublina, które prowadzi hospicjum dla dzieci, pytany o opinię w
    tej sprawie uważa, że to dobry pomysł.
    Zaczynam budować dom rehabilitacyjny. Będę potrzebował ludzi - mówi.
    finanse.wp.pl/POD,2,wid,8386712,wiadomosc.html
  • edico 16.07.06, 22:12
    Od początku działalności, tj. od 1992 r., do 31 grudnia 2004 r. Oddział
    przekazał kościelnym osobom prawnym 9 tys. 163 ha gruntów, czyli 39 proc.
    wszystkich (23,5 tys. ha) rozdysponowanych nieodpłatnie nieruchomości.
    „Według uregulowań prawnych przekazane kościołom grunty z Zasobu Własności
    Rolnej Skarbu Państwa miały być przeznaczone na utworzenie lub powiększenie
    gospodarstwa rolnego, a w odniesieniu do niektórych kościołów także na cele
    charytatywno-opiekuńcze lub oświatowo-wychowawcze. Tymczasem, jak wykazała
    kontrola, kościoły zbywały te grunty, i to w krótkim czasie po ich
    przekazaniu. Na terenie działania Oddziału we Wrocławiu dotyczyło to gruntów o
    powierzchni co najmniej 4 tys. 534 ha, a więc blisko połowy z dotychczas
    przekazanych, uzyskując przychody nie mniejsze niż 25,3 mln zł” – czytamy w
    „Informacji o wynikach kontroli”.
    Na przykład:
    * parafia Apostołów Piotra i Pawła w Oławie, już po 15 miesiącach od
    przekazania jej przez Agencję czterech działek w niezwykle atrakcyjnym
    inwestycyjnie Oporowie, trzy z nich sprzedała osobie fizycznej;
    * w tym samym Oporowie, przy ulicy Avicenny, wrocławska parafia Marii
    Magdaleny otrzymała 15 hektarów. W umowie nieodpłatnego przekazania Agencja
    wyceniła nieruchomość na 54,3 tys. zł. Po roku parafia sprzedała ziemię
    Państwowemu Przedsiębiorstwu Użyteczności Publicznej „Poczta Polska” z
    siedzibą w Warszawie za... 4 mln 200 tys. zł.
    Oczywiście Agencja powinna w takich przypadkach zrobić Kościołowi kuku i
    skorzystać z – poprzedzonego weryfikacją ceny – ustawowego prawa do
    pierwokupu. Żeby oszczędzić wielebnym przykrości, sięgano do najbardziej
    pokrętnych argumentów.
    Więcej:
    www.faktyimity.pl/index.phtml
    oraz w wydaniu papierowym.
  • edico 17.07.06, 02:14
    Toruńska rozgłośnia otrzyma od rady zbiór zasad, którym powinni kierować się
    pracujący w niej redaktorzy i dziennikarze.

    - Chodzi o to, aby przekaz rozgłośni był zgodny z nauczaniem Kościoła oraz
    zapisami umowy między Konferencją Episkopatu Polski a zakonem redemptorystów i
    statutami toruńskiej rozgłośni - mówił KAI ks. Wacław Depo, współprzewodniczący
    rady programowej Radia Maryja.

    Radę , której przewodniczy ks. Depo, powołał na początku maja Episkopat. -
    Chodzi o to, aby Radio Maryja miało charakter uniwersalny, katolicki, a nie
    zawężało się do jednego nurtu. Dokument będzie zawierał m.in. założenia
    teologiczne, wskazywał na wymiar eklezjalny tego katolickiego środka społecznego
    przekazu. Będzie też zwracał uwagę na osobistą odpowiedzialność za przekaz
    rozgłośni jej dziennikarzy i redaktorów - tłumaczy ks. Depo.

    "Dekalog" przypomni, że katolicka rozgłośnia nie powinna się wiązać z żadnym
    ugrupowaniem politycznym. Będzie w nim też zalecenie, aby redaktorzy prowadzący
    audycje w Radiu Maryja, np. "Rozmowy niedokończone", reagowali, gdy słuchacze
    będą wygłaszać na antenie opinie niezgodne z nauczaniem Kościoła. Radio ma też -
    zgodnie z "Dekalogiem" - zapraszać do audycji osoby kompetentne, których opinie
    i komentarze są zgodne z duchem nauki Kościoła.

    Opracowaniem "Dekalogu" zajmie się jeden z członków rady - ks. prof. Jerzy
    Troska, teolog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Cały zespół
    omówi go na najbliższym spotkaniu rady po wakacjach. Nad wypełnianiem tych
    zaleceń czuwać będą prowincjał redemptorystów i biskupi.

    (Katarzyna Wiśniewska)
    serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3485470.html
  • Gość: :) IP: *.chello.pl 17.07.06, 21:29
    www.ojciec-dyrektor.de/2412/rydzyk.jpg
    znalazłem w sieci. dostojny ten św.Mikołaj. chociaż lipiec ale vlepiam :)
  • edico 18.07.06, 00:12
    A cóż to za różniaca w jakim miesiącu. Kasa kościelna gregoriańskich sezonów nie
    zna :)
  • edico 26.07.06, 23:39
    W archidiecezji lubelskiej wpadli na ciekawy pomysł. Jeżeli ktoś nie ma czasu,
    aby wziąć udział w pielgrzymce, może opłacić jej koszty osobom, których na to
    nie stać. Osoby, które będą uczestniczyć w pielgrzymce dzięki swoim fundatorom
    mają się modlić w ich intencjach - czytamy w "Gazecie Wyborczej".
    Pomysłodawcą uruchomienia funduszu pod nazwą "Idę z Tobą" jest ksiądz Mirosław
    Ładniak z Lublina, który zaobserwował, że dla wielu osób kwota, którą należy
    zapłacić za udział w pielgrzymce jest zbyt wysoka. Ksiądz chciał pomóc osobom
    będącym w trudnej sytuacji materialnej.

    Każda osoba, która ma problemy finansowe, a ma ochotę wziąć udział w pielgrzymce
    powinna się zgłosić do swojego proboszcza, który zapisze ją na listę chętnych.
    Istnieje również druga lista, na którą wpisuje się tych, którzy chcieliby pójść
    do Częstochowy, jednak nie mają na to czasu. Proboszczowie pomagają następnie
    skontaktować się obu osobom oraz sprawdzają, czy osoba, która się do nich
    zgłosiła rzeczywiście potrzebuje finansowej pomocy. Osoby, której pójdą na
    pielgrzymkę, za którą zapłaci fundator będą się modlić w intencji przez niego
    wskazanej oraz z pielgrzymki wyśle kartkę z podziękowaniami.

    Ksiądz Mirosław Ładniak chce aby fundusz miał stałe miejsce w organizacji
    pielgrzymek. Pomysłodawca akcji liczy także, że fundatorzy będą pomagać innym
    również po pielgrzymce.
    newsroom.gery.pl/notka,10474.html?rss
  • Gość: sio czerwone? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.06, 09:12
    to że upał Ci walnął na głowę i wszystko jest nie tak jak byś chciał?
  • edico 29.07.06, 12:24
    Tyle właśnie treści tkwi w tych frazeologizmach czerwony człowieczku. A że to
    nie są żarty, upewnij się w kontaktach ze swymi pobratymcami z Ameryki. Bacz
    uważnie, byś nie został wylulany ich śladami.
  • Gość: sio czerwone IP: *.68.78.60.pppoe78.tnp.pl 29.07.06, 17:18
    A Ty nie uważasz że pieprzysz trzy po trzy? A może właśnie Tobie przydałby sie
    jakiś pielgrzym, który by się modlił za Tobą? Szczególnie o rozumek? Bo w Twoich
    wywodach tylko nienawiść.
    Co Tobie przeszkadza że jakiś pielgrzym pomodli się za takiego co nie może w
    danej chwili pójśc na pielgrzymkę? Tylko durnie i przygłupy z tego się naśmiewają.
    A zresztą wszystkie Twe wywody sprowadzają się do jednego: znaleźć jak najwięcej
    negatywów w katolickiej wierze.
    Ale, żebyś nie wiem jak się starał i zakładał tysiące podobnych wątków to i tak
    przegrasz, KK przetrwał dwa tysiące lat i ataki to marksistów, leninków,
    hitlerków i tym podobnych durniów i istnieje nadal. Tak więc Ty mu nie
    zaszkodzisz.
  • Gość: Ed IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 10.08.06, 23:27
    "Potrzeba tylko trochę żargonu, aby ludzi oszukiwać. Im mniej co rozumieją, tym
    więcej uwielbiają. Nasi przodkowie i doktorzy często mawiali nie to, co myśleli,
    lecz to, co okoliczności i potrzeba dyktowały".
    (Grzegorz z Nazjanzu w liście do św. Hieronima)

    Zupełnie nieźle mieścisz się w tych ramach przeganiany czerwońcu :))
  • edico 16.09.06, 03:49
    Dziś byłam na otwarciu nowego boiska na Ursynowie, poniewaz gram w tamtejszym
    klubie. Bardzo mnie zastanowiło co robią tam księża (w liczbie trzech).
    Okazało sie ze przyszli oni poswiecic boisko i obdarowac burmistrza i radnych
    ksiazkami S. Dziwisza. Czytali fragmenty pisma swietego a ich
    wypowiedz/kazanie było 2 razy dłuższe niz wszystkie inne razem wzięte...
    Czy takie "msze"w publicznych miejscach i święcenia są powszechne ? Bo ja
    spotkałam się z czymś takim pierwszy raz...

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21155&w=48370998
  • pkt4a 24.02.18, 19:55
    .
  • Gość: Ed IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 18.07.06, 21:55
    Wszystko to by mi zupełnie wisiało, gdyby nie mająca precedensu w cywilizowanym
    świecie przyjęta forma funkcjonowania Krk w 3RP. Wierz mi, że wewnętrzne
    modelowanie zwolenników takiej czy innej ideologii jest mi zupełnie obojętne,
    dopóki jest realizowana w sposób nie narzucający konieczności znoszenia takich
    rozwiązań, które mnie absolutnie nie odpowiadają zarówno ze względów moralnych
    jak i logicznej budowy tej konstrukcji.

    "[Jan Paweł II] podkreśla z naciskiem, że ludzkość nie może żywić żadnej
    nadziei na utworzenie trwałego ogólnoświatowego systemu, jeśli nie będzie miał
    za swą podstawę chrześcijaństwa rzymsko-katolickiego.... "

    "Chcemy czy nie, gotowi czy nie, wszyscy jesteśmy zaangażowani..."

    "Rywalizacja toczy się tylko o to, kto utworzy ten pierwszy ogólnoświatowy
    system rządów, jaki kiedykolwiek zaistniał wśród narodów ziemi. Dotyczy tego,
    kto pozyska i posłuży się siłą autorytetu i kontroli zarówno nad każdym z nas
    indywidualnie, jak nad nami wszystkimi w społeczeństwie...."

    "Nasza droga życia, jako pojedyncze osoby i obywatele narodów; nasze rodziny i
    prace; nasz zawód, : pieniądze; nasze systemy szkolnictwa, nasze religie, a
    także nasze kultury; nawet symbole naszej narodowej tożsamości, które większość
    z nas zawsze traktowała jako coś oczywistego - wszystko to zostanie radykalnie
    i na zawsze zmienione. Nikt nie może być wolny od jego efektów. Ani jedna
    dziedzina naszego życia nie pozostanie nienaruszona."

    (Za: Malachi Martin, The Keys Of This Blood, 1990, ss. 15, 492)

    Czy na prawdę nic to Ci nie mówi???
    Przecież nawet pobieżna lektóra Biblii (a ja się jej dopiero trochę uczę)
    wykazuje sporo wcale nie błachych wątpliwości. Ja oczywiście mogę błądzić
    poszukując wyjaśniuenia, ale papieże typu Aleksander VI, Bonifacy VIII, Kalist
    III, Formozus, Jan VIII i wieli wielu innych wypowiadających się jeszcze w
    sprawach wiary ex catedra???

    Przykre jest tylko jedno, że w ferworze tej krucjaty zapomina się o tym, co u
    innychtak usilnie się krytykuje. Może słuszniej było by uszczęśliwić siebie
    dając spokój innym? Osobiście proponuję zacząć budować tę własną domenę
    szczęśliwość w oparciu o poznanie Biblii a nie głoszenie tego, czego tam wcale
    nie ma.

    Dla wyjaśnienia, autor Malachi Martin, który był profesorem Watykańskiego
    Papieskiego Instytutu Biblijnego, jest ekspertem w kwestiach związanych z
    kościołem rzymsko-katolickim.
  • edico 16.09.06, 03:56
    Gość portalu: vectra napisał(a):

    Córka wróciła z rozpoczęcia roku w gimnazjum i okazało się, że ma 2 godziny
    religii w tygodniu...szlag mnie lekko trafil bo angielskiego tylko 3 godziny -
    przy obecnych planach, że trzecioklasiści będą zdawali egzamin z języka
    wydaje się to być nieporozumieniem. I stąd moje pytanie: czy szkoła ma
    obowiązek zapewnić dziecku jakieś inne zajęcia gdy rodzice zdecydują, że na
    religię chodzić nie będzie? Czy w ogóle można zdecydować, że nie będzie
    chodziła na religię? Chcę wiedzieć jak to jest w innych szkołach zanim pójdę
    do naszej...

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=427&w=48012568
  • edico 16.09.06, 04:58
    lliberte napisał:

    Powstaje wtedy pytanie, które także zawarłem w liście do Benedykta XVI: czy
    Jezus swoim cierpieniem odkupił grzechy innych istot na obcych planetach
    (jeśli założymy, że istnieją), czy tylko i wyłącznie ludzi? Ten prosty wywód
    powyżej jest ledwie początkiem całej lawiny ciekawych aspektów związanych z
    tematem prawdziwości istnienia "E.T". Prawdziwy dramat zacząłby się wtedy,
    kiedy wreszcie by wylądowali!
    www.wiadomosci24.pl/artykul/watykan_mowi_o_e_t_4913.html
    --
    Powiadam Wam! Niech będzie przeklęte dzieło Jana Pawła II. Niech łzy
    bezrobotnych i bezdomnych ważą szalę jego zasług.
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21155&w=47932295
  • edico 30.10.06, 21:43
    14-latka zmuszono do wypicia alkoholu i środka żrącego. Chłopiec został
    poparzony i pobity do nieprzytomności. Przebito mu pęcherz moczowy i inne
    narządy, miał uszkodzony odbyt, płuca i przełyk. Na brzuchu znajdowały się ślady
    przypalania i nakłuwania. Specjaliści oceniają jego stan jako krytyczny.
    Zatrzymano trzy osoby podejrzane w tej sprawie.

    Zarzut wykorzystania seksualnego nieletniego oraz spowodowanie u chłopca choroby
    realnie zagrażającej jego życiu postawiła policja w Łęczycy 18-letniemu
    mężczyźnie - poinformowała wieczorem prokuratura. Mężczyźnie grozi kara do 12
    lat więzienia.


    REKLAMA Czytaj dalej



    W związku z tą sprawą, postawiono również zarzut nieudzielenia pomocy i
    rozpijania nieletniego 27-letniemu mężczyźnie.

    Ciężko pobity chłopiec trafił w sobotę do łódzkiego szpitala. Przeszedł
    9-godzinną operację.

    Rokowania na temat jego stanu zdrowia są trudne - mówi szef oddziału
    Intensywenej Opieki Medycznej profesor Andrzej Piorowski. Wyjaśnia, że dziecko
    zostało zmasakrowane. Dodaje, że nigdy nie widział tak zmasakrowanego ciała.

    Do zdarzenia doszło w środę wieczorem lub w czwartek rano, gdy Krystian nie
    wrócił do domu na noc. Spędził ją prawdopodobnie w towarzystwie swoich oprawców.
    Następnego dnia, chłopiec wrócił do domu i trafił do łęczyckiego szpitala.
    Stamtąd jednak już na drugi dzień go zwolniono. Lekarze twierdzą, że być może to
    był błąd, bo obecnie wielu dysfunkcji organizmu nie da się wyregulować.

    Kiedy z nim rozmawialiśmy powiedział, że spadł z roweru. Później w rozmowie z
    matką przyznał, że został pobity i zmuszono go do wypicia alkoholu - wyjaśnił
    oficer prasowy łęczyckiej policji komisarz Dariusz Kupisz.

    Prokuratura czeka na ocenę biegłych dotyczącą doznanych przez chłopca obrażeń.
    Jeszcze w poniedziałek ma przesłuchać w tej sprawie zatrzymane pełnoletnie
    osoby. Również w poniedziałek ma zapaść decyzja, czy 16-latek będzie odpowiadał
    jak dorosły.
    (ak,sm)
    wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1342&wid=8577020&rfbawp=1162236911.548&ticaid=12985
  • Gość: mix IP: *.adsl.inetia.pl 02.02.13, 02:36
    O Janie Pawle II mówi każdy, ale z jego encyklik i przemówień nie chce się nam nawet zetrzeć kurzu (Tadeusz Pieronek).
    Źródło: Tygodnik Powszechny, 11 października 2004
  • Gość: Ed IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 20.07.06, 01:17
    Kościelny i szef ministrantów podejrzani o molestowanie chłopców

    Policja ze Starogardu Gdańskiego zatrzymała 59-letniego kościelnego i
    24-letniego szefa ministrantów z jednego z kościołów w tym mieście. Obaj są
    podejrzani o molestowanie seksualne co najmniej 10 ministrantów, mających mniej
    niż 15 lat.

    59-latka zatrzymano na terenie parafii, a 24-latka w miejscu pracy. Z
    dotychczasowych ustaleń wynika, że przestępstwa miały miejsce od 1996 do 2005
    roku na terenie parafii. Na razie ustalono dziesięciu pokrzywdzonych,
    niewykluczone, że może ich być więcej - poinformowała Marta Rytwińska z zespołu
    prasowego pomorskiej policji.

    Mężczyznom podejrzanym o "wielokrotne doprowadzanie do czynności seksualnych
    chłopców poniżej 15. roku życia" grozi do 10 lat więzienia. Prawdopodobnie
    jeszcze w środę zostaną aresztowani przez sąd.
    www.kidprotect.pl/newsy/?cat=3item=1223&item=1223
  • edico 26.05.07, 11:26
    Do 12 lat więzienia grozi księdzu z Częstochowy za gwałt na 20-letniej
    kobiecie. Na ławie oskarżonych obok swego byłego proboszcza zasiądzie też
    30-letnia parafianka - za nakłanianie ofiary gwałtu do zmiany zeznań. W piątek
    prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia.
    Na początku września ubiegłego roku na policję zgłosiła się 20-letnia mieszkanka
    dzielnicy Północ i opowiedziała o okolicznościach gwałtu, jakiego miał się na
    niej dopuścić 43-letni Krzysztof J., proboszcz jej parafii. Do gwałtu miało
    dojść na plebanii, gdy kobieta przyszła porozmawiać z księdzem o szczegółach
    obozu rekolekcyjnego. Jeszcze tego samego dnia duchowny został zatrzymany.
    Księdzu przedstawiono zarzut gwałtu, a sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu
    duchownego. Jednym z dowodów były ślady przemocy na ciele kobiety.

    Potem duchownemu areszt zamieniono - po poręczeniu bp. Jan Wątroby - na dozór
    policyjny z zakazem opuszczania kraju i zakazem jakichkolwiek kontaktów z
    pokrzywdzoną. Ksiądz J. został odesłany przez przełożonych do jednego z
    klasztorów poza diecezją częstochowską.

    Tymczasem część parafian nie uwierzyła w winę swego proboszcza. Jedna z jego
    znajomych dotarła nawet do 20-latki i nakłaniała ją do wycofania oskarżeń. Teraz
    30-letniej kobiecie postawiono zarzut nakłaniania do zmiany zeznań, za co grozi
    do trzech lat więzienia.

    Prokuratura nie zdradza żadnych szczegółów aktu oskarżenia. - Ze względu na
    dobro ofiary wystąpiliśmy do sądu o utajnienie aktu oskarżenia i procesu - mówi
    Romuald Basiński, rzecznik prokuratury. - Mogę tylko powiedzieć, że
    współoskarżona nie jest krewną księdza - dodaje Basiński.

    Aresztowanie księdza wykorzystał poszukiwany listem gończym oszust Sławomir
    Janas z Bielska-Białej. Dotarł do jego siostry i, powołując się na wpływy w
    kurii i wymiarze sprawiedliwości, wyłudził 10 tys. zł za obietnicę zwolnienia
    kapłana z aresztu.
    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3863176.html
    --
    Niepotrzebne prawa osłabiają te, które są niezbędne.
    (Montesquieu)
  • edico 20.07.06, 23:53
    bogaty, bezkarny, bezczelny, bezideowy i bezduszny

    "Bogaty, bo ściąga haracz od wiernych, bierze pieniądze z budżetu
    i Unii Europejskiej,

    bezkarny - bo wyczyny księży uchodzą im na sucho,

    bezczelny - bo obraża wszystkich, którzy mają inne przekonania,

    bezideowy - bo koniunkturalny, i wreszcie

    bezduszny - bo wyrzucał domy dziecka z ich siedzib, aby je przejąć".
  • Gość: dfufjh IP: *.range81-129.btcentralplus.com 21.07.06, 00:22
    Negacja, lecz nie dla wszystkich? Dlaczego caly kosciol jest w blotcie? Sa
    dobrzy i zli jak ty i ja.
  • edico 21.07.06, 00:52
    Uogólnianie zawsze jest pewnym nie uniknionym złem. W wypadku katolicyzmu
    ukrywanie zła pod płaszczykiem propagandowego dobra, czyni tę całą konstrukcję
    niezręczną, niezrozumiałą ze względu na serwowane rozbieżności między słowami a
    czynem czyniąć z tego wszystkiego daleko idącą hipokryzję kładącą się mniej lub
    bardziej zasłużonym cieniem na zwolenników tak okracznego oglądu świata.
  • Gość: jf IP: *.range81-129.btcentralplus.com 21.07.06, 01:20
    Wiara -kosciol-dwa ksiezyce -jeden na dole drugi na gorze.
  • Gość: Ed IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 28.07.06, 15:50
    I jeden i drugi orze, jak może - oczywiście z cudzego :))
  • edico 05.05.07, 16:30
    Na początek kilka cech Boga w tym Kościele. Przede wszystkim OKRUTNY, PODSTĘPNY,
    MŚCIWY.

    Dlaczego?
    Dlatego, że:
    ============
    a) najpierw kusi Adama i Ewę, dająć im niby wolną wolę, ale doskonale wiedząc
    jak się zachowają, a potem ich wykopuje z raju (to tak jakbym położył na stole
    tabliczkę czekolady i wywalił dziecko z domu jak tylko ją otworzy!)

    b) za nieposłuszeństwo (jakie nieposłuszeństwo, skoro kuszenie odbywało się za
    jego wiedzą a zakazu konsumowania małżeństwa nie było i księdza, który mógłby
    udzielić im ślubu także nie?) Adama i Ewy karze innych ludzi!!! WSZYSTKICH! To
    jakiś absurd!

    c) nie dość, że wywalił ludzi z raju, to jeszcze jak mu się nie podoba ich
    zachowanie poza rajem (co to go obchodzi???) to
    spuszcza na ich klęski i nieszczęścia

    d) powoduje cierpienia milionów niewinnych ludzi na całym świecie

    e) skazuje własne dziecko na śmierć, by "uratować" ludzi. Ładny mi tata. (a jak
    ktoś powie, że on sam siebie poświęcił, to znaczy, że popełnił samobójstwo, a
    sam tego zakazuje)

    Załóżmy, że istnieje i że religie chrześcijańskie mówią o nim prawdę:

    - Każe bić sobie pokłony (modlitwy, masze itd)
    - Każe karać każdego kto nie oddaje mu czci
    - Każe na swoją chwałę budować sobie budowle z kamienia
    - zsyła nieszczęścia na ludzi tylko po to aby udowodnić sobie czy innym, czy
    ktoś jest mu wierny do końca (Hiob)

    --
    Gdy zabraknie historii, zastępują ją bajki.
    (Charles-Louis de Secondat de Montesquieu)
  • Gość: aqq IP: *.chello.pl 23.03.07, 17:22
    prawda
  • ras_ajri 21.07.06, 15:16
    Katolicy są winni większości zła w tym kraju. To jest moja opinia i mam do niej
    prawo. Tak jest. Bo zwalają winę za swoje własne niepowodzenia na Żydów,
    masonów, gejów etcetera, i nie widza jej u siebie, ale u innych. A winni są oni
    właśnie przez to zwalanie winy na innych. Zachowują sie w tym identycznie jak
    faszyści i naziści.

    Kazdy kto choć trochę się interesuje historią wie że to katolicy wywołali druga
    wojnę światową a konkretnie Eugeniusz Pacelli aka Pius XII który jako dyplomata
    doprowadził do przejęcia władzy przez Hitlera dzięki czemu Watykan zgarnął swój
    konkordat. Później ten katolicki papież wprost czarno na białym odmówił reakcji
    gdy proszono go by przyłączył się do krytyki palenia milionów Żydów w Auschwitz
    (Oświęcimiu). Teraz jakiś inny katolicki papież pojechał do Auschwitz i coś tam
    pieprzył, ale słowa nie powiedział ten zakłamany katokłamca o tym co jego
    organizacja zrobiła w przeszłości co zauwazyli ale nie w Polsce:
    www.beliefnet.com/story/192/story_19206_1.html . A to właśnie katoliccy
    biskupi pisali książki takie jak "Podstawy Narodowego Socjalizmu" (czyli
    nazizmu) oraz organizowali tzw. szczurze linie które wywoziły nazistów po ich
    przegranej w II wojnie do Argentyny. Takie są fakty
    (en.wikipedia.org/wiki/Alois_Hudal ). Tych katolików nigdy nie osądzono,
    a niektórzy z nich- liczni faszyści lub antysemici nawet zostali kanonizowani
    przez papieża Polaka.

    Żyjemy w kraju w którym media cenzurują rzeczywistość, broniąc katolików przed
    krytyką i sztucznie utrzymując prymat tej religii i jej wypaczonej wg mnie
    moralności katolickiej mimo że np. wszyscy prymasi tego kraju w ostatnich 100
    latach byli antysemitami. Prymas Glemp napisał przemowę do książki zaciekłego
    antysemity Dmowskiego namawiającego ludzi aby prześladowali Żydów, i żeby
    zabrac ich własnośći i dać ją katolikom. Prymas Wyszyński był tak antysemicki
    że jeszcze po pogromie w Kielcach prasa pisała że wciąż wierzył w to że Żydzi
    robią macę z krwi katolickich dzieci, a prymas Hlond na krótko przed wojną
    nawoływał do bojkotu żydowskich sklepów:

    "Faktem jest że Żydzi walczą z Kościołem katolickim, tkwią w
    wolnomyślicielstwie, stanowią awangardę bezbożnictwa, ruchu bolszewickiego i
    akcji wywrotowej. Faktem jest, że wpływ żydowski na obyczajowość jest zgubny, a
    ich zakłady wydawnicze propagują pornografię. Prawdą jest, że Żydzi dopuszczają
    się oszustw, lichwy i prowadzą handel żywym towarem. Prawdą jest, że w szkołach
    wpływ młodzieży żydowskiej na katolicką jest na ogół pod względem religijnym i
    etycznym ujemny..." (cytat z angielskiej wikipedii)

    To kościół katolicki a nie kto inny wydawał w przedojwnnej Polsce gazety i
    broszury wzywające do fizycznej przemocy wobec Żydów, takie jak katolicki "Mały
    Dziennik" albo "Rycerz Niepokalanej". Po wojnie w której to w naszym kraju
    naziści spalili miliony Papież Jan Paweł II publicznie wychwalał Radio Maryja,
    i jeszcze przed śmiercią kazał kard. Deskurowi bronić tej antysemickiej,
    ksenofobicznej, pełnej teorii spiskowych katolickiej rozgłośni (sprawdź to:
    www.radiomaryja.pl.eu.org/nagrania/ ). Kurde trzeba być zupełnie ślepym
    żeby tego nie widzieć, albo zupełnie zakłamanym- i tacy są katolicy. Katolicyzm
    ma w sobie pełno takich przykładów zła, ba, nawet z 10 przykazań wycięto jedno
    a inne rozbito na dwa by liczba się zgadzała. O takich rzeczach można mówić i
    mówić. Pytanie- po co!

    To katolicyzm powoduje że ten kraj jest rządzony przez narodowych socjalistów
    (nazistów) oraz faszystów. Przecież oni wszyscy występowali w tym katolickim
    radio. To katolicyzm jest źródłem biedy w tym kraju. Kraje katolickie, takie
    jak Irlandia czy Hiszpania, odbiły się od biedy dopiero wtedy kiedy katolicyzm
    dosłownie roztrzaskano z hukiem na kawałki i katolicy przestali rządzić w nich.

    Katolicy to banda nie dostrzegających zła ludzi którzy uważają że ich Kościół
    robi coś dobrego, a jest zupełnie odwrotnie- Kościół katolików w tym kraju
    czyni największe zło, sieje megawielką nienawiść, i od zawsze, od zawsze był
    bez wyjątku tym który stał po ciemnej stronie mocy. Przecież katoliccy papieże
    dopiero w 1993 roku uznali Izrael, byli zaangażowani w różne systemy
    faszystowskie takie takie jak narodowokatolicki reżim Franco (ktoś pamięta
    Guernikę- to dzieło katolika Franco i niemieckich nazistów), reżim katolicki
    Salazara czy Pinoczeta. Papieże ogłosili że faszysta Mussolini był zesłany
    przez opatrzność.

    Mam dość katolików. Najbardziej mnie wkurzają ci którzy są katolikami i kłamią
    mówiąc że ich kościół czyni dobro i mi się tylko coś źle wydaje. A ja mam tego
    dośc i chcę by ktoś wyzwolił wreszcie mój kraj od katolików i ich katolickiej
    moralności która polega na odprawianiu ich katolickich obrzędów i uciskaniu
    niekatolików. W tym kraju nie moga rządzić katolicy bo są po prostu złymi
    ludźmi, przepełnionymi nienawiścią o religijnym czy rasowym podłożu. Katolicy
    to w większości nacjonaliści prześladujący ludzi innych narodowości, dążący do
    ich dyskryminacji społecznej czy ekonomicznej.

    Ja mówię: dosyć tego. Ja mam gdzieś katolików, i trzeba zrobić wielką,
    megawielką akcję która dotrze do ludzi i przekona ich by mieli gdzieś
    wszystkich katolików wraz z ich kościołem który stworzył największe w Europie
    hate radio szerzące nienawiść rasową, i którego miliony wyznawców to
    antysemici, naziści. Precz z tymi zakłamanymi katolikami którzy tego udają że
    nie widzą i próbują zmylić swoich krytyków mówiąc że to nie oni są tacy.
    Kościół katolików jest jeden, i jest jaki widać. I należy jechać po katolikach
    i pokonać główne źródło zła w tym kraju jakim jest katolicyzm i katolicy, także
    ci którzy się z tym niby nie identyfikują ALE KTÓRZY WCIĄŻ SĄ KATOLIKAMI.
    Wzywam do wielkiej antykatolickiej oddolnej rewolucji.

    Jak ludzie się temu zbiorowo sprzeciwią, i zaczną atakować katolików, zaczną
    krytykować nie ich samych, tylko to ich wyznanie które jest źródłem zła w tym
    kraju, to wówczas będzie coraz mniej zła i coraz mniej katolików. Należy
    rozklejać vlepki "Polska: IV Rzesza katolickiegho faszyzmu", "Polska Wolna od
    katolików", "Katolicyzm źródłem nienawiści", "Nie bądź obojętny na zło- walcz z
    katolicyzmem", "Katolicyzm- totalitarna religia opresji i
    nienawiści", "Katolicyzm- system zbiorowej manipulacji mas", "Wolna Polska- bez
    rządów katolickiej mafii", "Chcesz Wolnej Polski- nie bądź bierny, zwalczaj
    katolicyzm, bo to on jest źródłem zła". Należy tworzyć muzyke przeciw
    katolicyzmowi, należy twardo atakować wszystkich katolików wokół siebie za to
    że wspierają to zło. Tylko jak ludzie przestaną być bierni to się je wytępi.
    Złem jest katolicyzm, i trzeba być ślepym albo obłudnym by tego nie dostrzegać.

    Katolicyzm jest jeden, jest jeden kościół katolików, który zresztą ma jednego
    szefa. Taki jest katolicyzm, więc nie ma podziału katolików dobrych i złych, bo
    ci sami siebie oszukują udając że nie widzą zła. Jak się bedzie zwalczało
    katolicyzm, to będzie się zwalczało zło i wyzwoli ten kraj rządzony przez złych
    ludzi: katolików. Tylko że to ty musisz byc tym który sie sprzeciwi katolikom
    wokół siebie. Bo rewolucja zaczyna się od dołu. DOŚĆ WYMÓWEK- moja cierpliwość
    się skończyła, nie wiem jak twoja! Zwalczaj zło! Albo gnij w nim. Wybór jest
    twój.
    --
    bojkotkosciolakatolickiego.blox.pl/html
    Kraju Polan Powstań z Kolan!- zero cenzury! Kawałek: krajupolanpowstanzkolan.blox.pl/resource/kniga_1.pdf
    Zassaj całość: voila.pl/bk42i
  • edico 21.07.06, 18:51
    1. Papież Marceli (293-303) składał ofiary w świątyni bogini Westy

    2. Papież Liberiusz (352-366) uznał, że Jezus jest mniej ważny od Ojca. W zamian
    za to stronnicy arianizmu w Rzymie pozwolili mu wrócić z wygnania i pełnić
    urząd. Stanowisko Liberiusza było jawną herezją potępioną przez wszystkich
    biskupów i papieży

    3. Papież Grzegorz wielki "skazał" nieochrzczone niemowlęta na wieczne męki
    piekła (dziecko, które zmarło po urodzeniu, a nie otrzymało chrztu, było potępione)

    4. Papieże: Innocenty i Gelazy "skazali" na piekło dzieci ochrzczone, które nie
    zdążyły przyjąć I Komunii

    5. Papież Leon Wielki (440-461) był twórcą papiestwa w dzisiejszym rozumieniu.
    Jako pierwszy zaczął sam "tworzyć objawienie" nazywając je "Boskim". Jemu
    pierwszemu wydało się, że jest następcą Św. Piotra, który był przywódcą apostołów

    6. Papież Wirgiliusz (537-555) popierał heretyckie poglądy cesarza Justyniana,
    za co został ekskomunikowany (obłożony klątwą) i potępiony przez Sobór w
    Konstantynopolu

    7. Na synodzie w Macon (585 r.) zawzięcie spierano się o to, czy łacińskie
    "homo" można używać w odniesieniu do kobiet, czy tylko do mężczyzn. Porozumienia
    nie osiągnięto, ale ustalono, że zwłoki mężczyzny wolno pochować obok zwłok
    kobiety dopiero wówczas, gdy te ostatnie ulegną całkowitemu rozkładowi.

    8. Papież Honoriusz (625-638) wyśmiewał filozofów przypisujących Jezusowi dwie
    natury (boską i ludzką) oraz - co za tym idzie - podwójną wolę. Sobór Powszechny
    w Konstantynopolu i Synod Wschodni w Rzymie w 690 roku potępiły go za to, a
    następca - papież Leon II nazwał "bluźnierczym zdrajcą". Szósty Sobór Powszechny
    (680-681) uroczyście ogłosił omylność każdego papieża, który w sprawach wiary i
    moralności musi podlegać postanowieniom soboru; w przeciwnym razie może być
    heretykiem, jak każdy inny człowiek. Herezja papieża Honoriusza dotyczyła jednej
    z głównych prawd wiary i jest ciągle niepodważalnym dowodem na papieską
    niedoskonałość. Przez 1200 lat papieże, mniej lub bardziej chętnie, uznawali
    wyższość soboru - głosu wszystkich biskupów - nad swoimi ustawami

    9. Sobór w Konstantynopolu (692 r.) obłożył ekskomuniką (klątwą) wszystkich
    chrześcijan noszących peruki.

    10. Papież Stefan II (752) powiedział: "Małżeństwo wolnego mężczyzny z
    niewolnicą, gdy oboje są chrześcijanami, może zostać rozwiązane, aby pozwolić
    mężczyźnie ponownie się ożenić.

    11. Papież Leon III (795-816) po raz pierwszy nadał tytułowi papieża (poczynając
    od siebie) przymiot "Władcy Świata", koronując przy okazji Karola Wielkiego na
    cesarza. Nie przeszkadzały mu w tym słowa Jezusa - "Królestwo moje nie jest z
    tego świata" oraz "Zostawcie cesarzowi, co cesarskie" - potępiające po wsze
    czasy mieszanie się Kościoła do polityki.

    12. Papież Mikołaj I (858-867) głosił, że Eucharystię - Ciało Chrystusa można
    realnie dotknąć, pogryźć i strawić; Chrzest można przyjąć tylko w imię Syna, a
    Bierzmowanie udzielane przez księży uznał za nieważne i ...anulował. Ta ostatnia
    "mądrość" zadecydowała ostatecznie o rozłamie pomiędzy zachodnim i wschodnim
    kościołem, gdzie od wieków bierzmowali księża. Twierdzenie Mikołaja potępił
    następny papież Pelagiusz. Dzisiaj wszystkie wyznania chrześcijańskie uznają za
    wyróżnik swojej religii Chrzest w imię Trójcy Świętej.

    13. Papież Hadrian II (867-872) ogłosił ważność ślubów cywilnych, które inni,
    np. Pius VII (1800-1823), potępili.

    14. Papież Formozus został po śmierci w 896 roku wykopany z grobu i potępiony za
    herezję. Święcenia jego, a w konsekwencji tych, których sam święcił,
    unieważniono. Przez kilka następnych stuleci kolejni papieże unieważniali
    święcenia wielu kardynałów, biskupów i księży wyświęconych przez tamtych.
    Powodem było nagminne kupowanie wysokich dostojeństw w Kościele. W konsekwencji
    jednak sami papieże nie mogli się "połapać", jaka część ich owczarni żyje poza
    sakramentami, udzielanymi nieważnie przez "fałszywych" biskupów i kapłanów.
    Przekazywanie "lipnych" święceń stało się kościelną zarazą.

    15. Papież Innocenty III (1198-1216) - twórca inkwizycji, która "pochłonęła"
    (według przybliżonych danych) ponad 50 milionów istnień ludzkich - przekazał
    uroczyste posłanie do rycerstwa wyruszającego na wyprawę krzyżową: "Mordujcie i
    zabijajcie wszystkich, a Bóg rozpozna swoich" Widać tu zdumiewające podobieństwo
    do najbardziej okrutnego rozkazu Adolfa Hitlera, skierowanego do żołnierzy
    Wermachtu przed wybuchem II Wojny Światowej.

    16. Od 1207 roku przez trzy następne wieki w Niderlandach stosowano karę
    pielgrzymki za rozmaite przewinienia. W drogę wysyłano m. in. urzędników
    miejskich za złe wypełnianie obowiązków służbowych.

    17. Papież Jan XXII był jednym z największych chciwców w historii papiestwa
    (1316-1334). Jako pierwszy na ogromną skalę zaczął sprzedawać odpusty od
    najcięższych nawet grzechów. Im więcej było morderstw, cudzołóstw i kradzieży -
    tym bardziej pęczniał skarbiec namiestnika Chrystusowego. Kiedy jego chciwość
    stała się tajemnicą publiczną, Jan musiał jakoś usprawiedliwić swój materializm
    wobec świata. W swojej bulli "Cum inter nonnullos" z 12 listopada 1323 roku
    uroczyście ogłosił: "stwierdzenie, że Chrystus i Jego apostołowie nie mieli
    żadnej własności stanowi wypaczenie Pisma Świętego". Wszystkich propagatorów
    życia w ubóstwie, na czele z Franciszkanami, papież Jan obwołał heretykami.
    Bardzo wielu z nich uwięziono, lub spalono na inkwizycyjnych stosach.
    "Nieomylny" zastępca ubogiego Chrystusa palił jego nielicznych, świętych
    naśladowców, a sam zmarł w opinii najbogatszego człowieka na świecie. Jego
    skarby oceniono na ponad 50 milionów florenów w złocie.

    18. W roku 1320 w Awinionie biskup i legat papieski wytoczyli proces chrząszczom
    majowym pustoszącym kościelne pola. Kiedy pozwani, mimo wyznaczenia obrońcy z
    urzędu, nie stawili się na rozprawę, wyrok wydano zaocznie. Pod groźbą klątwy
    chrząszcze miały w ciągu trzech dni przenieść się na pole wyznaczone przez sąd
    biskupi.

    19. W roku 1444 św. Berdnard ze Sieny, wysunął tezę, że lepiej gdyby kobieta
    "obcowała" ze swoim własnym ojcem w normalnej pozycji, niż gdyby miała czynić to
    z własnym mężem w "sposób przeciwny naturze"

    20. W 1495 roku oficjalnie odnotowano w Polsce pierwszy przypadek kiły. Dotyczył
    pątniczki, która zaraziła się nią podczas pielgrzymki do Rzymu (hihi już dawno
    słyszałem że na pielgrzymkach wesoło jest...).

    21. Papież Sykstus V (1521-90) Jego wielką pasją stało się przerobienie Biblii.
    Uroczystą bulla ogłosił światu, że tylko on - papież może rozstrzygać co jest w
    niej autentyczne, a co nie. Sam osobiście podjął się mrówczej pracy nad
    natchnionym tekstem, która trwała ponad 2 lata. Kiedy ukończył "dzieło", kolejną
    bullo "Aeternus Ille" nakazał całemu światu chrześcijańskiemu nie odchodzić "ani
    o jotę" od wydanie jedynie "prawdziwego, obowiązującego, autentycznego i nie
    kwestionowanego..."

    22. W 1633 roku w Polsce wydano książkę ks. Wojciecha Dembołeckiego, w której ów
    uczony mąż starał się udowodnić, że w raju mówiło się... po polsku (dziś zapewne
    przyjęto by go na honorowego członka LPR).

    23. Papież Klemens XI (1700-21) miał jedną wielką pasję - namiętnie potępiał
    wszystko i wszystkich. Między innymi zakazał i uroczyście potępił czytanie Pisma
    Świętego (w tym Nowego Testamentu) przez Chrześcijan. Ogłosił również, że ponad
    Biblią i zawartymi w niej Przykazaniami Bożymi stoi on - papież, bo tylko on wie
    najlepiej co jest dobre i prawdziwe. "...Nie ma ważniejszego obowiązku niż
    posłuszeństwo papieżowi" - napominał.

    24. Papież Klemens XIV (1767-1774) rozwiązał Zakon Jezuitów, założony przez
    Pawła III, a Pius VII powołał go z powrotem.

    25. Papież Urban VIII (1623-1644) zostawił po sobie przydomek "Pogromcy
    nowożytnej nauki". Sekundowało mu dzielnie kilka pokoleń papieży, aż do czasów
    współczesnych. Zaczęło się od Kopernika, który kilkadziesiąt lat wcześniej sporo
    "namącił" w kościelnej doktrynie o stworzeniu świata. Nie po raz pierw
  • Gość: Ed IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 22.07.06, 20:11
    Chrześcijaństwo do terenów Polski zbliżało się dwoma drogami:
    - od południowego wschodu, z Bizancjum, przez Morawy, gdzie w połowie IX wieku
    przybyli misjonarze: Cyryl i Metody, którzy stworzyli tzw. obrządek; oraz
    - z południowego zachodu - z niemieckich arcybiskupstw bawarskiego i
    mogunckiego, skąd docierali misjonarze nauczający według obrządku łacińskiego.

    Otton I (w okresie znacznie późniejszym) planował założenie biskupstwa w
    Magdeburgu, które byłoby bezpośrednim zwierzchnikiem schrystianizowanych ziem
    słowiańskich. Zostało ono powołane w 968 roku - za późno o całe dwa lata, bowiem
    w 966 roku Mieszko wraz z całym swoim dworem przyjął chrzest. Wkrótce po tym
    fakcie rozpoczęto „metodyczną” chrystianizację całego kraju. Wielką zasługą
    Mieszka I było przyznanie Polsce statusu terytorium misyjnego, podległego
    bezpośrednio władzom papieskim w Rzymie, a nie któremuś z arcybiskupstw
    niemieckich (jak to miało miejsce w Czechach podległych bawarskiemu biskupstwu w
    Ratyzbonie; biskupstwo w Pradze utworzone zostało w 973, a w Ołomuńcu 975 roku),
    co świadczy zarówno o wielkiej świadomości politycznej jak i jego zdolnościach
    dyplomatycznych w sytuacji i władczej roli Watykanu, jaką odgrywało papiestwo w
    kwestiach organizacyjnych swego religijnego państwa rozciągającym się na całą
    Europę. Pierwszym polskim biskupem misyjnym został w 968 roku Jordan - z
    pochodzenia Włoch lub Francuz, a biskupstwo miało za swoją siedzibę Poznań.
    Czymże jest w końcu w tradycji polskiego katolicyzmu katedra w Gnieźnie, skoro
    jej budowę rozpoczęto w latach 970-tych, w której w 977 r. złożono do grobu żonę
    władcy, pochodzącą z Czech księżną Dobrawę (Dąbrówkę)???.
    - Odpowiedź wydaje się bardzo prosta i wynikająca wprost z dziwnie wstrzymanych
    dalszych prac archeologicznych w Bazylice Archikatedralnej św. Piotra i św.
    Pawła w tym mieście po odkryciu pozostałości zabudowań sprzed roku 968, kiedy to
    nastąpiło dopiero ustanowienie katedry św. Piotra.

    Nawracanie na chrześcijaństwo odbywało się pod przymusem i pod groźbą kary za
    opór. O terrorze towarzyszącym akcji misyjnej pisze wyraźnie Bonifacy w liście
    do biskupa Wimchesteru, Daniela. O Bolesławie Chrobrym powiadano, że "żelazem
    przymuszał do wieczerzy pańskiej". Wiadomo też, że łamanie postu kościelnego
    karał wybijaniem zębów' (W. Szafrański, 1979, Pradzieje religii w Polsce, Iskry,
    Warszawa, (s. 402))

    Jednocześnie polecam dość syntetyczne opisy chrztu Polski i metod
    chrystianizacji: Sułowski Z., Pierwszy Kościół Polski, w: Chrześcijaństwo w
    Polsce. Zarys przemian 966-1979, red. J. Kłoczowski, Lublin 1992, s.30-33,
    44-49; op. cit.: Początki Kościoła polskiego, w: Kościół w Polsce, t.1, red. J.
    Kłoczowski, Kraków 1966, s.70-90.
  • Gość: Ed IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 22.07.06, 20:24
    Chrystianizacja najczęściej przebiegała w brutalny i prymitywny sposób.
    Niszczone były wszelkie oznaki rodzimej wiary, całkowicie zastępowane
    chrześcijańskimi symbolami - w miejscu świętych gajów i świątyń "kącin",kościoły
    a w dniach, w których obchodzono uroczystości religijne ustalano różnego rodzaju
    święta kościelne (no. Wszystkich Świętych).

    (PS. Chram (także kącina, niepoprawnie: kontyna lub gontyna) - głównie w
    średniowieczu (lecz spotykany także współcześnie) typ budowli sakralnej w
    rodzimowierstwie słowiańskim - miejsce spotkań, modlitw, nabożeństw i wróżb,
    którego rolę pierwotnie pełniły święte gaje. W języku ukraińskim i rosyjskim
    chram nadal jest powszechnie używanym określeniem świątyni.
    Głównie w związku z tym, że na terenach obecnej Polski chrystianizacja
    przeprowadzana była w szczególnie konsekwentny i bezkompromisowy sposób (a do
    tego stosunkowo wcześnie) największe odkrycia archeologiczne pozostałości tego
    typu budowli odnotowano poza granicami Polski. W związku z tym, w pewnych
    środowiskach badawczych przyjęto tezę, iż na terenach obecnej Polski tzw.
    pogaństwo słowiańskie (z powodu Chrztu Polski) nie rozwinęło się na tyle by
    wykształcić warstwę kapłańską oraz budować same chramy (co czyniło te ziemie
    swego rodzaju ewenementem zakładając, że takowe licznie spotykano u Słowian
    Zachodnich - m.in. w Szczecinie i Wolinie, a nawet wschodnich). Wraz z rozwojem
    nauki, a w konsekwencji z najnowszymi badaniami archeologicznym dowiedziono
    jednak (co od samego początku sugerowały odnośnie lokalizacji gontyn na terenie
    Polski liczne podania i legendy związane choćby z historią polskich miast lub
    wręcz chrześcijańskich sanktuariów - wówczas szczycono się niszczeniem
    pogańskich gontyn i budowaniem na ich miejscu świątyń chrześcijańskich), iż pod
    tym względem poziom kulturowy był dość wyrównany (choć generalnie, zdecydowanie
    większą popularnością cieszyły się tzw. Święte Gaje).
    Najbardziej znana kącina i zarazem główny ośrodek kultu Świętowita mieściła się
    w Arkonie na Rugii. W świątyni znajdował się ogromnych rozmiarów czterogłowy,
    drewniany posąg Świętowita z rogiem obfitości w dłoniach. Corocznie (w święto
    Libacji) róg ów napełniano nowym winem lub miodem, a z ubytku trunku
    przewidywano pomyślność przyszłych zbiorów. Gontyna pełniła też rolę wyroczni w
    innych dziedzinach życia plemiennego - po zachowaniu konia poświeconego bóstwu,
    określano np. przebieg planowanych wypraw wojennych. W mniej istotnych kwestiach
    żercy (kapłani) do odczytywania przyszłości posługiwali się rzucaniem losów lub
    jeszcze innymi praktykami magicznymi. W Arkonie funkcjonował także świątynny
    skarbiec pełniący funkcję skarbu publicznego Rugian. Zarówno skarbiec jak i sam
    chram strzeżony był przez specjalnie do tego wyszkoloną tzw. Drużynę Boga
    liczącą 300 konnych.
    A tak światynię opisywał Józef Ignacy Kraszewski w Starej Baśni: Leży kontyna na
    wyspie zewsząd wodą otoczonej jak Lednica nasza, długa hać i mosty prowadzą do
    niej, a gdyś już na ląd wszedł, dziewięć bram przebywać musisz, a do każdej z
    nich pukać i prosić się, bo u każdej stróż stoi czujny dniem i nocą, a pyta cię
    i opatruje. Nie puszczają zaś więcej jak trzech naraz do chramu. Kontyna stoi na
    podwyższeniu z trojgiem wrót w tynach, co ją otaczają, z których dwoje się tylko
    otwiera, a trzecie tajemne do wody prowadzą... Bóstwo stoi całe złocone w
    koronie na głowie, na rogach jeleni i kozłów, misternie wywyższone pod dachem
    purpurowym ze słupy malowanymi, a obok niego łoże jego królewskie purpurą zasłane...
    Miejscowości, w których według podań i przekazów znajdowały się średniowieczne
    budowle sakralne tego typu to:
    Arkona, Biały Kościół, Bugaj, Chełm, Chojnice, Działoszyn, Garbów, Gniezno
    (Wzgórze Lecha), Jodłowa, Kędzierzyn-Koźle, Koprzywnica, Koszalin (Chełmska
    Góra), Kraków, Mościsko, Myślenice, Nowosielce, Nysa, Odrzykoń, Ołobok,
    Radostowo, Rybnik, Starogard Gdański, Stołpie, Szczawnica, Szczecin,
    Świeradów-Zdrój, Warszawa, Widełki, Wojcieszów (Góra Połom), Wolin, Wrocław)

    W ten sposób stopniowo doprowadzano do eliminacji wcześniejszych wierzeń de
    facto zmieniając jedynie nazwy i formy ich obchodów. Lokalne bóstwa zostawały
    zastępowane przez kult świętych, a wizerunki bogów przekształcano najczęściej w
    ikony, tak więc we wczesnym średniowieczu większość obrazów przedstawiających
    Jezusa była identyczna z wcześniejszymi wyobrażeniami innych Bogów (czego łatwo
    dopatrzeć się również dzisiaj) i Bogów z lokalnego panteonu.
    (Ps. piszę z dużej litery, bo skoro wymaga to szacunku, to dla wszystkich Bogów
    jednocześnie)
  • Gość: sio czerwone IP: *.68.78.74.pppoe78.tnp.pl 22.07.06, 21:04
    Ty pewnie kandydujesz do funkcji politruka?
  • edico 22.07.06, 23:02
    Nie ważne, gdzie ja być może kandyduje czy ewentualnie miałbym taki zamiar.
    Istotne są wręcz niepojęte granice głupoty zaściankowej parafiańszczyzny
    pozwalającą na tak daleko idącą eksploatację nie tylko materialną. Twój post
    odzwierciedlający Twą kompletną degrengoladę mieszaniny ukraińskiego z rosyjskim
    a będący wynikem tak zaimputowanej wizji świata znajduje się wręcz w tragicznym
    położeniu zaimputowanym funta kłaków wartymi wojnami religijnymi. Sięgnij
    chlopcze do historii w znacznie większym rozmiarze, niż na to stać Kaczą RP.

    Źródeł jest naprawdę dosyć. A że przechodzi to możliwości pojmowania
    zniewolonych absolwentów jakiejś parafialnej szkółki niedzielnej, świadczy tylko
    o formie dokonywanej edukacji na tym specyficznym materiale ;((
  • Gość: sio czerwone IP: *.68.78.24.pppoe78.tnp.pl 23.07.06, 17:37
    Jeżeli chodzi o historię, nie musisz mi jej tłumaczyć. Komuchy tak samo mi ją
    tłumaczyli wczasie mojej edukacji. Ty też tłumaczysz ją na swój sposób.
    Przytaczasz co dla Ciebie wygodne. A jeżeli wzorujeszsie na średniowieczu i
    marsiźmie-leniniźmie to nic dziwnego że piszesz bzdury.
    A pozatym małolaty nie będą mnie uczyły historii.

  • edico 23.07.06, 20:59
    "Każda religia jest dobra, ale najgłupsza jest najlepsza"
    (papież Aleksander VI (1492-1503))

    "Wierni chrześcijanie nie tylko nie mają prawa do obrony twierdzeń nauki, które
    są sprzeczne z treściami wiary, ale wręcz mają obowiązek uznać je za błędy,
    których podobieńatwo do prawdy jest złudne".
    (JP2 w encyklice "Wiara i rozum")

    Oznacza to więc, że rozum katolika powinien być używany tylko wtedy i w taki
    sposób, na jaki wiara wyraża zgodę. W istocie rzeczy oznacza to odrzucenie
    rozumu, któremu papież powierza rolę służebną wobec religii interpretowanej ex
    catedra dla swoich wiernych. Mieścisz się w tym zakresie wręcz doskonale, choć
    niektórzy potrafią w realizacji tak nakreślonych zadań ekumenizacji osiągać
    poziom niezwykle zaawansowany:
    www.ekumenizm.pl/content/article/2004092009211628.htm
  • edico 16.08.06, 17:04
    Konflikt wokół otwarcia sex-shopu w małej miejscowości niedaleko Nowego Jorku
    pokazuje, że w Ameryce każdy lokalny problem może szybko przekształcić się w
    wojnę kultur.

    W styczniu 2006 roku, prawie cztery i pół roku po zamachu na World Trade Centre,
    społeczna komisja planowania wydała gminie Nyack zgodę na otworzenie sex-shopu
    przy drodze 59. Przybytek ten, z ośmioma kabinami wideo, miał się mieścić w
    opustoszałym salonie samochodowym na rogatkach miasteczka. Pięciu członków
    miejskiej komisji planowania nie dostrzegało jego związku z zamachami z 11
    września. Decyzja zapadła jednomyślnie, a poprzedziły ją starannie analizy i
    przemyślenia.
    Więcej:
    wiadomosci.onet.pl/1352421,2678,1,kioskart.html

    A katolicy skłonni są nadal tolerować pornografię, pedofilstwo i gwałty na
    dzieciach wyłącznie i tylko w wykonaniu księży katolickich ;((
  • edico 16.09.06, 04:29
    Absolwent Liceum Katolickiego Karol K. przed wejściem do jednego z liceów
    ogólnokształcących w Wieluniu (Łódzkie) ugodził śmiertelnie ostrym narzędziem -
    prawdopodobnie nożem - 18-letnią uczennicę tej szkoły.

    KATO-nauczyciele i księża z tej kocielnej placówki oświatowej finansowanej
    przez pastwo próbują teraz znaleźć w tym swoim systemie wychowawczym jakiś
    sens.

    - No właśnie, jaka nauka z tego płynie?

    - Że religia jest gó.. warta?

    - Że bozi nie ma?

    - A może to właśnie KATOLSTWO prowadzi do takich zwyrodnień i praktyk?

    W koncu katolicki misjonarz Athanase Seromba dochodząc swoich jedynie słusznych
    ideałów religijnych w Ruandzie też spalił 200 tys Tutsi w swoim kościele.

  • edico 16.09.06, 04:37
    Kobieta, która zaatakowała brata Rogera wtargnęła na środek świątyni, w
    miejsce, w którym tradycyjnie gromadzili się zakonnicy wraz z założycielem
    Wspólnoty.
    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2871508.html?skad=rss
  • edico 23.07.06, 21:09
    Jedynie słuszne katolickie wzorce

    "Nie byłoby już pogan, gdybyśmy okazali się prawdziwymi chrześcijanami" - pisał
    święty Kościoła, Jan Chryzostom (350-407).

    - papież Jan XII (16 XII 955 - złożony z urzędu 963; zm. 14 V 964):
    Był wnukiem osławionej w dziejach Rzymu Marozii. Wybrany na papieża w wieku
    zaledwie 16 (18) lat. Koronował na cesarza króla Ottona I Wielkiego (962), co
    na kilkaset lat związało Stolicę Apostolską z cesarstwem; miało ono bronić
    papiestwa w zamian za przysięgę wierności. Otto podarował mu tzw. Privilegium
    Ottonianum, potwierdzający dotychczasowe donacje cesarzy dla Kościoła.
    Oskarżony o niemoralne życie (zarzucano mu m. in. kazirodztwo) został złożony
    z urzędu, a na jego miejsce wybrano papieża Leona VIII, którego Jan XII
    wkrótce jednak obalił. Z pałacu laterańskiego uczynił harem, a zginął w łóżku
    zamężnej kobiety, zabity przez jej męża. Bp Liutprand z Cremony napisał, że
    Jan XII "był już u kresu swego haniebnego żywota: zginął śmiertelnie ugodzony
    w głowę przez diabla w czasie cudzołóstwa w domu kobiety zamężnej". Miał
    wówczas 28 lat.

    - papież Jan XIII (l X 965 - 6 IX 972):
    Syn Teodory zw. Młodszą, brat Jana Krescencjusza I (zm. 984 r.), kuzyn
    Alberyka II ze Spoleto (niektórzy twierdzą, że był synem Jana Espicopusa nie
    spokrewnionego z z Krescencjuszami). Jego wybór dzięki poparciu cesarza Ottona
    I wywołał bunt rzymskiej szlachty, która go następnie uwięziła w Zamku św.
    Anioła, a potem więziła w zamku w Kampanii). Za pomocą Krescencjuszów w 966 r.
    zbiegł do Kapui. W zamian za obronę i gościnę podniósł Kapuę do rango
    arcybiskupstwa. Stamtąd wezwał cesarza Ottona I i za pomocą jego armii w
    listopadzie 966 r. wrócił do Rzymu i rządził do końca pod opieką cesarza. Na
    synodzie w Rawennie (967) uchwalili wspólnie zakaz małżeństw duchownych. Za
    jego pontyfikatu Polska przyjęła chrzest (966) i ustanowiono pierwsze
    biskupstwo misyjne w Poznaniu.

    - papież Bonifacy VII (VII.974-VII.974) (VIII.984-VII.985):
    Rzymianin. Brał udział w spisku Krescencjuszów. Uwięził papieża Benedykta VI i
    wydał na niego wyrok śmierci. Po 40 dniach rządów zagrożony przez hrabiów
    Tuskulum, antypapież Bonifacy VII zabrał część skarbu watykańskiego, by go
    spieniężyć i uciekł. Po śmierci Benedykta VII wybrano w grudniu 983 r. Jana
    XIV. Śmierć popierającego go 28-letniego cesarza Ottona II wykorzystał
    Bonifacy VII. Powrócił w kwietniu 984 r. do Rzymu i wtrącił Jana XIV do
    więzienia w Zamku św. Anioła. Kazał go zamorzyć glodem lub otruć, a ciało
    papieża polecił wystawić na widok publiczny przed bramą Zamku św. Anioła, by
    wyszydzić w ten sposób stronnictwo cesarskie. Zmarł nagle, prawdopodobnie
    otruty. Jego ciało lud rzymski pokłuł lancami, po czym wleczono je za nogi po
    ulicach Rzymu i porzucono nagie zwłoki u stóp konnego posągu Marka Aureliusza.

    - papież Sylwester II (2 IV 999 - 12 V 1003:
    Był francuskim mnichem. Przybrał imię Sylwester, nawiązując do pontyfikatu
    wybitnego papieża, św. Sylwestra I (314-335). Potępiał symonię i nepotyzm
    (obsadzanie stanowisk kościelnych krewnymi). Będąc zwolennikiem uniwersalizmu,
    chciał utworzyć jedno państwo chrześcijańskie, na wzór cesarstwa rzymskiego.
    Razem z Ottonem III, na którego miał duży wpływ, zadecydował o nadaniu
    Kościołowi w Polsce formy organizacyjnej, co zostało zrealizowane podczas
    zjazdu gnieźnieńskiego w 1000 r. Był jednym z najbardziej wykształconych ludzi
    swej epoki, także w naukach ścisłych, i ponoć posłużył Goethemu za pierwowzór
    doktora Fausta. Zmarł niedługo po powrocie z wygnania, na które został skazany
    wraz z cesarzem przez lud rzymski. Dzięki szatanowi żyje jednak do dziś!!!
    Kiedy umierał, widział wyraźnie, jak wchodzi w niego szatan.
    Wezwał "zaufanych" księży i nakazał im natychmiast po smierci poćwiartować
    swoje grzeszne ciało, aby dusza mogła uciec, nim na dobre owładnie nią
    diabelska moc. Tak też uczyniono. Nie na wiele to się jednak zdało. Jak mówi
    legenda, w chwili wyboru kolejnego nowego papieża szatan potrząsa grobowcem
    Sylwestra II w nadziei, że w tak uroczystym dniu kawałki ciała zrosną się w
    jedną całość i diabeł będzie mógł zabrać duszę do piekła. Kiedy do tego
    dojdzie, Sylwester II ruszy naprawdę w swą ostatnią drogę, a papiestwo
    osiągnie swój kres.

    - papież Aleksander VI (11 VIII 1492 - 18 VIII 1503:
    Jego pontyfikat to upadek papiestwa. Czuł się bardziej monarchą niż papieżem.
    Miał czworo dzieci, których dobro było ważniejsze od spraw Kościoła. Jego
    postępowanie piętnował słynny kaznodzieja Girolamo Savonarola. W 1500 r.
    ogłosił krucjatę przeciwko Turkom. Na plus można mu policzyć fakt, że popierał
    sztukę, był bardzo tolerancyjny, a także bardzo cenił Polaków.
    Papież Aleksander VI zmarł po długiej chorobie 11 sierpnia 1503 r. Jego ciało
    strasznie spuchło. Na tej podstawie oskarżono go o pakt z szatanem i
    zorganizowano godny władcy piekieł pogrzeb. Do nóg zmarłego przywiązano sznury
    i do krypty grobowej przeciągnięto nieboszczyka po całym mieście, żeby wszyscy
    mogli zobaczyć, czym grozi spółka z diabłem.

    - papież Formozus (6 X 891 - 4 IV 896):
    Był uwikłany w polityczno-terytorialne spory cesarzy sąsiadujących z Italią
    księstw. Podczas ostatniej w jego życiu kolacji trzech księży trzymało go
    przyciśniętego do stołu, a dwóch innych, na siłę rozwierając mu usta, wlewało
    truciznę. Nie był to jednak koniec makabry. Dziewięć miesięcy po jego śmierci
    papież Stefan VI (VII) (896-897), chcąc udowodnić, że Formozus sprawował
    władzę bezprawnie... wezwał nieszczęśnika pod sąd. Ciało byłego papieża
    wydobyto z grobowca. Rozkładające się zwłoki ubrano w papieskie szaty i
    posadzono na ławie oskarżonych przed sądem na tzw. synodzie "trupim". By prawu
    stało się zadość, wyznaczono obrońcę z urzędu. Mimo ciężkich oskarżeń papież
    nie okazał skruchy, a nawet nie raczył się odezwać. Nic dziwnego, że sprawę
    przegrał. Uznano go winnym grzechów śmiertelnych. Pontyfikat Formozusa uznano
    tam za nieprawy, a zwłoki zbezczeszczono. Figuruje jednak w oficjalnym spisie
    papieży. Po ogłoszeniu wyroku zdarto zeń szaty papieskie i ucięto dwa palce,
    którymi Stefan VI błogosławił wiernych. Ciało wrzucono do Tybru, ale uschnięte
    zwłoki... nie utonęły! Odnalezione przez zwolenników Formozusa, zostały
    jeszcze raz pochowane w rodzinnym grobowcu. Kilka tygodni później antypapież
    Romanus nakazał ich ekshumację i przywrócił Formozusowi należną mu cześć: jako
    prawowity papież ponownie spoczął w grobowcu na Laternie. Ale tylko na
    dziesięć lat. Gdy do władzy doszedł Sergiusz III, rozpoczął rewizję
    nadzwyczajną. Resztki Formozusa znowu wydobyto z krypty, znowu przyodziano w
    szaty i znowu posadzono przed Świętym Oficjum. I znowu sprawę przegrał. Nowy
    papież unieważnił jego święcenia kapłańskie, nakazał uciąć pozostałe palce i
    na wszelki wypadek od szkieletu odciąć głowę. Truchło znalazło się po raz
    kolejny w Tybrze, skąd natychmiast wyłowili je przeciwnicy Sergiusza III. Po
    kolejnym procesie okazało się, że Sergiusz III został wyświęcony właśnie przez
    Formozusa, i pozbawiając go kapłaństwa, sam siebie go pozbawił. Jakiś biskup
    udzielił mu od ręki ponownych święceń.

    Jak widzisz, ten twój katolicyzm niczemu się nie poddaje, nawet własnym naukom!!!

    Jest to po prostu wiara całkowicie poddana woli jedynego "nadprzydodzonego"
    dyktatora w ludzkiej skórze i absolutnie nic więcej ;))
    Za forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=45365779&a=45643363
  • Gość: Ed IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 27.07.06, 15:55
    Czyżby po przeczytaniu postów w tym wątku rozleciała się w szczątki skrzynia z
    założąną listą PPP (poprawności politycznej Polakow) masz trudności z zebraniem
    teraz tego wszystkiego do "kupy"?
  • Gość: Ed IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 22.07.06, 20:49
    Chrystianizacja Polski była długotrwałym procesem, który ciągnął się przez około
    dwa stulecia. Zapoczątkował go osobisty chrzest Mieszka I i jego najbliższego
    otoczenia w 966 roku oraz budowa polskiej organizacji kościelnej w latach 968-1000.

    w 972 roku Mieszko i jego brat Czcibor rozgromili pod Cedynią wojska margrabiego
    Marchii Wschodniej Hodona. Po bitwie tej Mieszko został wezwany przez cesarza do
    Kwedlinburga, gdzie - aby zachować swą przyjaźń z cesarzem - musiał zostawić
    swojego syna Bolesława jako zakładnika.

    Na wiadomość o klęskach Ottona we Włoszech, a następnie o jego śmierci następuje
    wybuch buntu plemion wieleckich skupionych w tzw. Związku Lucickim skupiającym
    Redarów, Dołężan, Chyczan i Czrezpienian. Był to bunt głownie przeciwko wysokim
    dziesięcinom i podatkom narzuconym im przez Dytryka (teścia Mieszka). Burzono
    kościoły wypędzano księży i biskupów z Brenny i Hobolina. Powstanie to objęło
    również plemiona serbsko-łużyckie i zagroziło nawet zachodnim ziemiom polskim.

    Lata 1034-1039 są dla historyków dość zagadkowe, bardzo mało jest na ich temat
    informacji w źródłach historycznych. W kronikach wielkopolskich można znaleźć
    informację, że w latach tych panował Bolesław Zapomniany, starszy, zapomniany
    brat Kazimierza Odnowiciela zwanego Mnichem. Wiadomo też, że Kazimierz opuścił
    Polskę i udał się na Węgry w 1034 roku a wrócił w 1039.

    W każdym bądź razie rozbudowaną już w tym czasie strukturę Kościoła, kojarzonego
    przez ludność z władzą zarówno książęcą, jak i feudalną, pobierającą rosnące
    opłaty (dziesięcina) od ludności i tępiącą wciąż żywe pozostałości tradycyjnej
    kultury i wierzeń pogańskich. Kościół w tym czsie opierał się jeszcze na
    mianowanych przez siebie władcach przechodząc w międzyczasie na wzmacnianie roli
    biskupów w stosunku do zatwierdzonej przez siebie władzy królewskiej. Ponieważ w
    nowych warynkach nominowanych władców ludność coraz bardziej kojarzyła ze zdradą
    i tzw. "zaprzaństwem wobec własnych Bogów a chrystianizacja w znacznym stopniu
    odbywała się w oparciu na duchownych - obcokrajowców, którzy bardzo słabo znali
    język polski, potęgowało to poczucie obcości przemocą i siłą narzuconego obcego
    systemu religijnego.

    Odgórna chrystianizacja i postępująca organizacja Kościół (organizacja)
    pogłębiały niezadowolenie, oprócz dodatkowych obciążeń niebłahe znaczenie miał
    opór przeciwko, często siłowemu, narzucaniu nowej wiary, połączonemu z
    likwidacją dotychczasowych miejsc kultu religijnego. Tam, gdzie system feudalny
    i Kościół były najbardziej rozbudowane, a związane z tym obciążenie ludności
    największe, wybuchło powstania ludowe, które zniszczyło struktury władzy i
    Kościoła, możnych panów i duchownych zabijano, jeśli nie zdołali zbiec. Na
    ogarnięty anarchią kraj wyprawy łupieżcze urządzali Pomorzanie i Prusowie.

    Książę czeski Brzetysław złupił do końca Wielkopolskę, zniszczył Gniezno,
    Poznań, Giecz i inne grody, uprowadził licznych mieszkańców do Czech, a Śląsk
    przyłączył do Czech. Przestało istnieć arcybiskupstwo w Gnieźnie, a pytanie, kto
    ma prawdziwe relikwie świętego Wojciecha, raczej nigdy nie zostanie
    rozstrzygnięte (chodzi biskupa z Pragi, który podjął decyzję o chrystianizacji
    plemion pruskich).

    Władza centralna praktycznie przestała istnieć. Kraј podzielił się na kilka
    terytoriów zarządzanych przez samozwańczych władców nazwanych przez Wincenty
    Kadłubek poronionymi książętami.
  • Gość: sio czerwone IP: *.68.78.74.pppoe78.tnp.pl 22.07.06, 21:07
    I jak mawiali ruskie, bez horiłku tej bazgraniny nie rozbieriosz.........
  • Gość: Ed IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 22.07.06, 21:28
    Czy czasem nie porąbał ci się język ukraiński z rosyjskim ??? :((
  • Gość: sio czerwone IP: *.68.78.25.pppoe78.tnp.pl 23.07.06, 00:42
    a czy to ukraiński czy ruski to wsio jedno. Komuchy byli ze wschodu.
  • edico 23.07.06, 01:28
    Gość portalu: sio czerwone napisał(a):

    > a czy to ukraiński czy ruski to wsio jedno. Komuchy byli ze wschodu.
  • Gość: sio czerwone IP: *.68.78.24.pppoe78.tnp.pl 23.07.06, 17:43
    i jeszcze jedno, poczytaj sobie komu najbardziej pasuje amnestia:

    galba.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?58117
    I co jak w gębie jak w d....?
    Przecież to wyborcy Tuska najbardziej potrzebują amnestii dla swych maturzystów!
  • edico 23.07.06, 21:38
    Gość portalu: sio czerwone napisał(a):

    > i jeszcze jedno, poczytaj sobie komu najbardziej pasuje amnestia:
    >
    > galba.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?58117
    > I co jak w gębie jak w d....?
    > Przecież to wyborcy Tuska najbardziej potrzebują amnestii dla swych
    > maturzystów!

    Link - jak zresztą wszystkie media kościelne - niezwykle wiarygodny ;o))
    Poczytaj np. ten link i też skomentuj ;))

    "kto głosował na PiS powinien zostać wykastrowany...... "
    www.frazpc.pl/b/162442
    Z przeprowadzonych opublikowanych badań wynikało, że na PiS głosowali głównie
    ludzie z wykształceniem podstawowym zamieszkali na wsi i małych miasteczkach
    oraz wywodzący swe poglądy wyborcze w oparciu o media kościelne.

    Masz kapitalne wzorce ;))
  • Gość: sio czerwone IP: *.68.78.7.pppoe78.tnp.pl 27.07.06, 08:01
    to takie samo forum dyskusyjne jak i to. Ani to forum nie jest wiarygodne, ani
    tamto które ty proponujesz. To i tamto forum służy do obrzucania błotem każdego
    kto nie jest POpaprańcem albo nie należy do lewizny. Tak więc czerpanie
    wiadomości wyłącznie z forum służy tylko przygłupom.

    Piszesz: "Masz kapitalne wzorce ;))"
    Widzisz lepiej mieć wzorce, które przetrwały prawie 2000 lat , niż te które ma
    lewizna oraz POpaprańcy.

  • Gość: Ed IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 27.07.06, 15:37
    Gość portalu: sio czerwone napisał(a):

    > Widzisz lepiej mieć wzorce, które przetrwały prawie 2000 lat , niż te które ma
    > lewizna oraz POpaprańcy.

    Nie wątpię, że masz "wielką wiedzę" na temat tych wzorców, której inni tak samo
    skatoliczeni mogli by pozazdrościć ;o))
    Zupełnie niezły przegląd tych katolickich wzorców podał edico:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=69&w=42755118&a=45850254
    A gdyby tego było mało, na intelektualny deser jeszcze jeden z wielu epizodów
    tych wzorców:

    Aleksander VI (1492-1503 - Rodrigo de Borja) zdobył władzę w Watykanie przy
    pomocy kunsztownego planu rozdziału urzędów. Krytyczni historycy określają go
    jako "przestepcę doskonałego" i "bezkształtnego syna chaosu". Nikt inny nie
    prowadził tak świeckiego życia na Tronie Piotrowym, jak własnie Aleksander. Z
    różnymi metresami miał dziewięcioro dzieci, z których dwoje zyskało szczególną
    słazwę:
    - syn Cesare jako morderca i intrygant, oraz
    - córka Lukrecja jako "dynastyczny towar handlowy"
    Kilkakrotnoe papież wydawał ją za mąż. Dla jej ojca religia była tylko
    frazesem, a Kościół kwestią kostiumu. Zmarł przypuszczalnie od trucizny,
    przeznaczonej dla jednego z kardynałów, którą on i syn zażyli omyłkowo.

    Na przekąskę tych "wzorzystych wzorców" możesz sobie dorzucić papieża Jana VIII
    (zresztą jednego i drugiego) ;((
  • Gość: sio czerwone IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.06, 16:38
    widzisz Ed, to co opisujesz było parę wieków temu a za....... komuchów mieliśmy
    dopiero kilkanaście lat temu. Jeżeli myślisz jeszcze kategoriami średniowiecz,
    no cóż, wyrazy współczucia!
  • Gość: Ed IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 27.07.06, 17:44
    "Albowiem powiadam Wam, cokolwiek powiem dziś, jutro temu zaprzeczę. Po to, aby
    Wasz umysł, tworzący dogmaty, nie miał się na czym oprzeć".
    (św. Hieronim. "Dzieła", str. 475, Wyd. Literackie, Kraków 1967)

    Kolejne odkrywcz myśli tego doktora Kościoła też, nie budzi wąpliwości wśród
    posłusznych owieczek:
    - "Wolno jest kłamać ludziom, nawet w sprawach religii, oby tylko oszustwo
    przyniosło owoce".
    - "Jeśli dobrze jest nie zadawać się z niewiastą, to źle jest zadawać się z nią."
    - "... Chrystus jest mocą Bożą i mądrością Bożą, to ten, kto nie zna Pisma, nie
    zna mocy Boga ani Jego miłości: Nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością
    Chrystusa."

    Aby dać już spokój świętym wszelkiej maści, możemy posłuchać głosów zastepców
    Boga na tej ziemi:
    - papież Grzegorz VII (1073-1086) - "Używajmy papiestwa, gdy Bóg nam go dał";
    - papież Leon X (1513-1521) - "Patrzcie, co ta bajka o Jezusie Chrystusie dla
    nas zrobiła".

    Sentencje doskonale wpisujące się w twoje dywagacje.
  • Gość: sio czerwone IP: *.68.78.75.pppoe78.tnp.pl 27.07.06, 20:47
    A Ty zapewne wolałbyś to:
    "Zaplanować działanie, wybrać ofiarę, działać bezlitośnie, a potem iść spać -
    nie ma nic lepszego na świecie."
    Józef Wisorionowicz Stalin
  • edico 29.07.06, 00:58
    Gość portalu: sio czerwone napisał(a):

    > A Ty zapewne wolałbyś to:
    > "Zaplanować działanie, wybrać ofiarę, działać bezlitośnie, a potem iść spać -
    > nie ma nic lepszego na świecie."
    > Józef Wisorionowicz Stalin
  • edico 16.09.06, 04:50
    Alkoholową libacją uczcili trzej 11-letni uczniowie rozpoczęcie nauki. W
    efekcie jeden z nich trafił do szpitala. Wszyscy chodzą do piątej klasy jednej
    ze szkół w gminie Janów.
    W poniedziałek po mszy inaugurującej rok szkolny poszli do lasu i tam raczyli
    się alkoholem. Chłopcy przesiedzieli w lesie około pięciu godzin, aż jeden z
    nich stracił przytomność. Dwaj chłopcy zaalarmowali wówczas jego ojca. Wezwana
    ekipa pogotowia ratunkowego powiadomiła z kolei policję w Koniecpolu.

    Nieprzytomny chłopak trafił na odtrucie do szpitala na Parkitkę. Miał około 1,5
    promila alkoholu we krwi, został też poddany badaniom toksykologicznym. Okazało
    się, że chłopcy pili spirytus etylowy rozcieńczony wodą. Butelkę podebrał jeden
    z nich ze sklepu, który prowadzą rodzice. We wtorek po południu nastolatek
    wyszedł ze szpitala.
    miasta.gazeta.pl/czestochowa/1,48725,3597996.html
  • Gość: mark IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.08, 19:24
    Polscy księża coraz częściej ściągają gotowe homilie z internetu i odczytują
    wiernym jako własne. Ten proceder ma ukrócić wydana właśnie książka "Ściągać czy
    nie ściągać". Czego się z niej dowiedzą duchowni? Że przywłaszczanie cudzych
    tekstów jest nie tylko niemoralne, ale też karalne, pisze "Dziennik".

    Brak pomysłów, przepracowanie skutkujące brakiem czasu na refleksję, zwykłe
    lenistwo - to powody, dla których polscy kapłani głoszą z ambony kazania
    znalezione w internecie lub specjalistycznych pismach. Robią to także dlatego,
    że nie mają świadomości, iż popełniają przestępstwo.

    - To zjawisko staje się coraz powszechniejsze - mówi współautor książki, ks.
    prof. Wiesław Przyczyna i tłumaczy, że "Ściągać czy nie ściągać?" ma budzić
    sumienia i świadomość kapłanów.

    Książka zawiera też rozdział dotyczący odpowiedzialności karnej za kradzież
    własności intelektualnej. Jego autor, prof. Tomasz Naganowski, prawnik, znawca
    prawa prasowego przypomina, że za plagiat cudzego utworu grozi grzywna i trzy
    lata pozbawienia wolności.

    - Księża nie mają świadomości, że ten zapis dotyczy także przywłaszczania
    tekstów cudzych kazań - mówi Naganowski. Lepiej, żeby dowiedzieli się o tym z
    tej książki niż na sali rozpraw, po tym jak autor skopiowanej homilii oskarży
    kapłana o plagiat.

    Autorzy książki chcą przekonać Episkopat do wprowadzenia w seminariach
    duchownych zajęć z prawa autorskiego i ochrony własności intelektualnej.
    nt.interia.pl/news/ksieza-tez-sciagaja,1058964?source=rss

    Tak kształtują się tradycje kościelne w oparciu o dekalog :))
  • Gość: Ed IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 22.07.06, 22:06
    Kontrreformacji i stosowną polityką władców (od czasów Zygmunta III Wazy)
    ugruntowały i tak już silną pozycję kultu maryjnego. Przełomowy moment nastąpił
    w trakcie szwedzkiego "potopu" ( 1655-1660). Wtedy to, patrząc na ówczesne
    dzieje z punktu widzenia psychologii Junga, nastąpiła kolejna krwawa
    konfrontacja czcicieli Boga Ojca z wyznawcami Matki. Stosując analizę freudowską
    należy uznać użycie kolubryny przez Szwedów w czasie oblężenia Częstochowy za
    symboliczny akt gwałtu na Dziewicy Maryi (Matki Bożej), zagwożdżenie i
    wysadzenie tego działa natomiast za akt kastracji Ojca dokonany przez dziecko -
    wyznawcę Matki. W tym samym czasie dochodzi do ślubów lwowskich króla Jana
    Kazimierza i do uznania Matki Boskiej za Królową Korony Polskiej, która chroni
    swe królestwo i staje się "Hetmanką Wojska Polskiego", a więc otrzymuje
    prerogatywy należące tradycyjnie do Boga Ojca - Wojownika. "Nic nie jest w
    stanie przeciwstawić się Twojej mocy”, głosi jedna z modlitw. Zjawisko to
    najdobitniej objawiło się w trakcie tzw. "cudu nad Wisłą", tj. wojny polsko
    -bolszewickiej w 1920 r. Owo wielkie zwycięstwo polskie w propagandzie
    katolickiej przedstawiano jako tryumf Matki Bożej nad bezbożnymi bolszewikami.
    Materialnym aktem dziękczynienia za rozgromienie sowieckich armii stało się
    m.in. wybudowanie w Łodzi kościoła pod wezwaniem Matki Boskiej Zwycięskiej. Dla
    porównania dodajmy, że Rosjanie po pokonaniu armii napoleońskiej w wojnie 1812
    r., wybudowali w Moskwie potężny sobór pod wezwaniem Chrystusa Zwycięskiego.
    Decyzją Stalina zniszczono ową budowlę, lecz po upadku komunizmu w latach
    90-tych XX w. nakładem wielu sił i środków obiekt ten został w całości odbudowany.

    W XVII w. nastąpiła także w Polsce zmiana Centrum religijnego. Dotychczasowym
    był odziedziczony po pogańskich przodkach Święty Krzyż (góra Łysiec).
    W przedchrześcijańskim systemie magiczno - religijnym szczyt ten poświęcony był
    trójcy najważniejszych bóstw. Po chrystianizacji zbudowano tam klasztor pod
    wezwaniem Trójcy Świętej i umieszczono relikwię - drzazgę z Krzyża Świętego.
    Miejsce to było więc przez prawie tysiąc lat związane z męskimi, suwerennymi
    bogami. "Kalwarię (tj. Łysiec - proszę nie mylić z Łysicą funkcjonująca w
    podobny sposób) ponad wszystkie góry ze względu na rozgłos i sławę stawiam i
    księciem innych gór ją mianuję, jako też jest", stwierdzał w opisie ziem
    Królestwa Polskiego Jan Długosz w XV w. Do niej przez wieki pielgrzymowali
    wieśniacy, rycerze i królowie ( m.in. król Jagiełło przed bitwą pod Grunwaldem).
    Ostatnim z władców polskich, który odwiedził to miejsce ze względów prywatnych
    (odwiedziny grobu ojca, Jaremy Wiśniowieckiego) był Michał Korybut Wiśniowiecki.
    Po "potopie" szwedzkim Centrum przeniosło się na Jasną Górę w Częstochowie, do
    miejsca całkowicie przypisanemu Matce Boskiej. Oznacza to ostateczne zerwanie z
    archetypem Ojca. Stopniowo klasztor popada w ruinę a samo święty szczyt górski
    ulega desakralizacji. W I poł. XX w. było ciężkim więzieniem zaś w czasach
    okupacji niemieckiej obozem dla jeńców radzieckich. Odbudowa świątyni po
    zniszczeniach niestety nie doprowadziła jak dotychczas do restytucji Centrum.
    Aktualnie odrestaurowany klasztor za państwowe pieniądze znowu znalazł się w
    rękach Kościoła.

    W wieku XIX, dzięki ideologii romantycznej, Polska została całkowicie
    utożsamiona z cierpiącą Matką Boską, natomiast naród z Chrystusem (patrz np.
    symbolika biżuterii z czasów powstania styczniowego - ukrzyżowany Orzeł Polski).
    Doszła też do głosu ideologia mesjanistyczna ("Polska mesjaszem narodów",
    "Polska Winkelridem narodów" itd.). Klęska powstań nabrała w tych doktrynach
    wartości eschatologicznej. Za Polskę należało walczyć nie po to, aby zwyciężyć,
    lecz aby doświadczyć zbawczego męczeństwa i zginać (=archetyp wczesnoneolityczny
    - zbawienie poprzez ofiarę a nie poprzez zwycięstwo "tu i teraz").
    W tym kontekście pozytywistyczna ideologia nie miała większych szans powodzenia.
    Człowiek, któremu się w życiu powiodło, który zwyciężył "tu i teraz" zawsze był
    podejrzany o brudne szwindle i nieczyste reguły gry. Jedynie męczennicy
    rzucający swe życie "jak kamienie na szaniec" mieli swoje miejsce w Historii i
    sercach narodu.

    Dowodzą tego m.in. losy i mitologia polityczna konfederacji barskiej oraz
    wszystkich nieudanych powstań z największym -Powstaniem Warszawskim a także
    minimalne zainteresowanie obywateli i mediów zwycięskim Powstaniem
    Wielkopolskim. W efekcie tego typu zachowań aż do końca XX w. hucznie obchodzi
    się w Polsce rocznice klęsk narodowych a nie zwycięstw. Kult zmarłych osiągnął
    niebywałe rozmiary, czci się ich wręcz cały rok. Na najwyższe piedestały stawia
    się ofiary Katynia i/lub Oświęcimia. Brak jest pomników zwycięskich wodzów a i
    te budowane w ostatnim dziesięcioleciu ( np. oba pomniki Piłsudzkiego w
    Warszawie) przedstawiają bohaterów w postawie ludzi przegranych i pokonanych.

    Silnie to kontrastuje z tradycyjnymi wyobrażeniami wodzów w sztuce europejskiej
    (można porównać pomniki wodzów - jeźdźców: Bohdana Chmielnickiego w Kijowie,
    cara Piotra I w Petersburgu, Henryka IV w Paryżu itd.).

    Gwoli prawdy można dodać, że w Warszawie tylko pomnik Sobieskiego w Łazienkach
    oraz zbudowany ostatnio przez Polonię amerykańską monument Błękitnej Armii
    Hallera odpowiadają tym kanonom.

    W narodowej sztuce filmowej i literaturze po 1956 r. królowała postać tzw.
    "nieudacznika polskiego", który budził w identyfikujących się z nim współczucie
    a u innych natomiast zażenowanie, politowanie i protest. Do tej ideologii
    męczeństwa usiłują świadomie i wręcz nachalnie nawiązywać niektórzy politycy III
    RP, eksponując na wszelkie sposoby własne rzeczywiste i urojone cierpienia
    jakich doznali "za czasów komuny". Tak częste wykpiwanie przez kościelną prawicę
    gierkowskich słów „Polak potrafi” wydaje się kontynuować budowę tej dziwnej
    historii katolickiej Polski.

    Zresztą ten negatywny stosunek do pracy pozytywnej oraz lansowanie archetypu
    Polski jako mesjasza narodów jest do dzisiaj aż nazbyt widoczny.

    W sytuacji całkowitej dominacji archetypu Matki, ("gwiazdy Morza", "Królowej
    Nieba i Ziemi" itd., a więc władającej całym Kosmosem) największą uwagę
    społeczeństwa i mediów budzą dzieci (nie narodzone i dopiero co narodzone) oraz
    zmarli.

    Żyjącym nie poświęca się tyle czasu, gdyż najistotniejsze jest życie tylko w
    tych dwóch ekstremach (narodziny i śmierć), z akcentem postawionym na zaświaty.
    W tej sztuce religijnej manifestuje się to przede wszystkim wyobrażeniem Matki
    Boskiej z Dzieciątkiem oraz Chrystusa Ukrzyżowanego lub Piety. W obrzędowości
    najważniejszymi datami roku są Boże Narodzenie i Wielkanoc.

    Typową staje się więc reakcja histeryczna na wszelkie kłopoty i stresy. Płaczące
    dziecko zawsze może liczyć na litość i miłosierdzie ludzi dorosłych a
    szczególnie matki. Stąd też ciężko ranni żołnierze leżący na pobojowiskach
    często w malignie wzywają ponoć matki (a nigdy ojca!!!). W sytuacji człowieka
    dorosłego oznacza to wieczne narzekanie i użalanie się nad swym ciężkim życiem i
    losem, co jest charakterystyczne dla współczesnych Polaków. Unikanie zewnętrznej
    pozytywnej oceny zadowolenia z własnych sukcesów staje się o tyle uzasadnione,
    że narażając się na wszelkiego rodzaju pomówienia o nieuczciwość w dochodzeniu
    do własnych sukcesów i idiotycznej zawiści łatwo można stać się narażonym na
    tabun wiszących u rękawa nieudacznuików oczekujących uznania własnej
    martyrologii głupoty i naiwności za wkład w budowę szczęśliwości wiecznej godnym
    należnego wsparcia na tym padole.

    (PS. wędruje po całej Polsce matka obłożnie chorego syna nie wyłączając szkół
    oczekując wyłśącznie wsparcia finansowego. Nie sprawdzałem autentyczności
    dokumentów przez nią przedstawianych, skoro gminy bezmyślnie powielają zapisy
    wątpliwego dla mnie wystawionego dokumentu zasadniczego. Tym bardziej, że ta
    rzekoma matka nie potrafiła i odpowiedzieć, pod czyją aktualnie opieką znajduj
  • Gość: sio czerwone IP: *.68.78.25.pppoe78.tnp.pl 23.07.06, 00:44
    znasz to?
  • Gość: Ed IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 23.07.06, 21:45
    Gość portalu: sio czerwone napisał(a):

    > znasz to?

    Jest to zbyt częsty objaw głębi rozważań intelektualnych spotykany u absolwentów
    szkółek niedzielnych, by móc temu nawet się dziwić.
  • Gość: sio czerwone IP: *.68.78.7.pppoe78.tnp.pl 27.07.06, 08:07
    gość ED napisał: "Jest to zbyt częsty objaw głębi rozważań intelektualnych
    spotykany u absolwentówszkółek niedzielnych, by móc temu nawet się dziwić."

    Lepiej mieć intelekt absolwenta szkółek niedzielnych, niż mieć zapaprany umysł
    sloganami sewrwowanymi na WUML-ach. Bądź przekazany swoim pociechom przez
    rodzicó którzy ukończyli takoweż uczelnie. Tego "intelektu" to nawet skończenie
    najbardziej prestiżowych uczelni nie zniweluje. Zawsze taki zostanie komuchem
    albo w ostateczności POpaprańcem.
  • Gość: Ed IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 10.08.06, 23:35
    Koniom, co szły przy dyszlu, powtarzał woźnica:
    "Nie dajcie się wyprzedzić tym, co są u lica".
    Goniły się pod wieczór zacząwszy od rana.
    Wtem jeden z przechodzących rzecze do furmana:
    "Cóż ci stąd, że cię słucha głupich bydląt rzesza?"
    A furman: "Konie głupie, ale wóz pospiesza".
    (Krasicki: Konie i furman)
  • Gość: Ed IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 22.07.06, 20:58
  • Gość: Ed IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 22.07.06, 21:23
    Syn Kazimierza Odnowiciela Bolesław Śmiały należał bez wątpienia do dobroczyńców
    Kościoła katolickiego.
    Po objęciu władzy odbudował zniszczoną podczas rewolucji pogańskiej polską
    administrację kościelną, restytuował metropolię gnieźnieńską, utworzył nowe
    biskupstwa w Płocku, Kaliszu, Białogardzie i Grójcu. Kronikarz niemiecki Lambert
    z Hersfeldu pisał z podziwem, że w jego uroczystości koronacyjnej uczestniczyło
    aż piętnastu biskupów.

    Bolesław fundował także kościoły i klasztory i za jego rządów powstały wspaniałe
    opactwa w Mogilnie, Tyńcu i Lubiniu. Prowadził także prokościelną politykę
    zagraniczną. Poparł papieża Grzegorza VII w jego sporze z cesarzem Henrykiem IV.
    W nagrodę otrzymał od papieża zgodę na koronację i nawiązał nią do królewskich
    tradycji swego dziada.

    Mogłoby się zatem wydawać, iż polski Kościół katolicki będzie gloryfikował swego
    dobroczyńcę, ale stało się niestety zupełnie inaczej.
    Tenże Kościół przechodząc z dawnej polityki zarządzania po przez koronowane
    głowy na ich osłabianie po przez wzmacnianie pozycji mianowanych przez siebie
    biskupów uznał go za zbrodniarza, okrutnika i sodomitę, który uniesiony
    bezbrzeżną pychą nie zawahał się zamordować sługi bożego, biskupa Stanisława ze
    Szczepanowa.

    Okoliczności tego zatargu pozostają jednak do dzisiaj niewyjaśnione, chociaż w
    opinii publicznej pokutuje powszechnie wersja kościelna, której wyrazicielem
    stał się między innymi kronikarz i biskup w jednej osobie Wincenty Kadłubek.
    Nie wszystko w niej wydaje się jednak jasne i aby ją uwiarygodnić, odpowiedzieć
    należy na kilka zasadniczych pytań.
    - Kim był biskup i czyje reprezentował interesy?
    - Co było bezpośrednią przyczyną konfliktu?
    - W jaki sposób został uśmiercony?
    - Dlaczego król musiał opuścić Polskę?
    - Jaki charakter miały cuda, dzięki którym Stanisław doczekał się kanonizacji?

    PS. Ponieważ cuda są jednym z pseudoargumentów działających na wyobraźnię
    wiernych, pozwoliłem sobie na bliższą konfrontację z tym te a te. Analizując
    cuda spisane przez Jana Długosza należy stwierdzić, iż wyraźnie uwidacznia się w
    nich zamiłowanie świętego do pieniędzy. Uzdrowienia następowały bowiem wtedy,
    kiedy chory złożył stosowną ofiarę na rzecz Kościoła, podczas gdy oporni karani
    byli nieraz w sposób nader dotkliwy.

    W kategoriach psychologii oznacza to dla podbitych i obracanych w niewolę
    społeczeństw co najmniej zbiorowe przeżycie traumatyczne wystarczające dla
    "przeprogramowania" raczej dotychczasowej "nieświadomości" zbiorowej w kategorię
    jedynie słusznej racji nie podlegającej rozumowi :((.

    Miejsce dotychczasowego Ojca zajęła chrześcijańska Matka a pokonani tej
    religijnej walce w Ukrzyżowanym dostrzegli samych siebie. Zwycięskiw władze
    kościelne starały się za wszelką cenę dalej rugować z pamięci narodu dawne
    bóstwa, czego dowodem jest zupełny brak informacji o nich w źródłach pisanych
    przez prawie 500 lat od powstania państwa polskiego, a i te wymienione w
    tekstach z XV w. budzą dziś liczne dyskusje, wątpliwości i kontrowersje.


    Z najwyższego boga Słowian Peruna pozostał w języku polskim zwykły piorun, jako
    negatywne skojarzenie zjawisk przyrodniczych. Zaniechano szeregu praktyk
    uznanych w imię wyższości racji za pogańskie, m.in. starego zwyczaju postrzyżyn,
    w trakcie którego syn przechodził od opieki matki pod pełną władzę ojca, a także
    innych tradycyjnych inicjacji męskich.

    Znamiennym także się staje, iż w bitwie pod Grunwaldem w 1410 r. Polacy śpiewają
    "Bogurodzicę", która była pieśnią bojową rycerstwa aż do XVIII w. włącznie.
    Natomiast rycerze Zakonu Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w
    Jerozolimie - Krzyżacy krzepią swe serca słowami pieśni "Christ ist erstanden"
    ("Chrystus jest zwycięzcą").
    Ten stan rzeczy bardzo wyraźnie ujawnia dominujące archetypy zaindoktrynowane w
    nieświadomości zbiorowej zarówno Polaków i Niemców.
  • edico 22.07.06, 22:44
    Naiwny archeotypowy katolicyzm polski nie dostrzega, że tak naprawdę Turcja
    nigdy nie zagrażała naszej egzystencji państwowej, a nasz kraj przez wieki swego
    bytu był terenem rabunkowej eksploatacji owej „wschodniej dziczy". Na Polskę
    przeszło 200 razy zapuszczały się oddziały i watahy tatarskie, „hulając po
    Rzeczypospolitej, jak im się żywnie podobało" (O. Górka). Co więcej liczne wojny
    z Niemcami, Zakonem Krzyżackim, świadczyły, że Polska nie jest żadnym tam
    „przedmurzem chrześcijaństwa", ale raczej oblężoną twierdzą, którą przede
    wszystkim wyznawcy Chrystusa i Maryi chcieli zawładnąć (nie czując się do tego
    powołani, nie będziemy tutaj oceniać szczerości ich wyznania; natomiast zdaniem
    obecnego Wielkiego Mistrza Zakonu pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny o. dra
    Arnolda Wielanda „nic Krzyżakom pod tym względem zarzucić nie można". Według
    współczesnego nam następcy W. M. von Jungingena „nikt" też jakoby nie wątpi w
    „cywilizacyjną i kulturową rolę Zakonu na ziemiach północno-wschodniej Europy"),
    tak, jak nikt rozsądny nie wątpi w rolę zakonu Juanitów w przygotowaniu
    ekspansji katolickich władców Rzymu na Bliski Wschód niwecząc w perzynę ew.
    dorobek ewangeliczny wszystkich 12 apostołów tylko dla tego, że podstawą idei
    katolicyzmu stał się szawlizm nie mający logicznie nic wspólnego z naukami Jeshu
    poza wykorzystaniem pewnej idei.

    Po wybuchu w roku 1830 Powstania Listopadowego rząd Królestwa Polskiego
    zwrócił się do papieża o błogosławieństwo i moralne poparcie. Prośbę,
    podpisaną przez marszałka sejmu Władysława Ostrowskiego, zawiózł do Rzymu
    Sebastian Badeni. Zbyto go niczym. Polski poseł nie wiedział, że ubiegł go
    ambasador Rosji i że papież stanął po stronie prawosławnego cara przeciwko
    katolickiej Polsce. Papież już był wysłał na prośbę cara brewe do biskupów w
    Polsce. Losy wojny jeszcze się ważyły i ostrożnie sformułowane brewe
    papieskie nie zadowoliło cara. Tymczasem Powstanie upadło i papież już nie
    potrzebował dyplomatyzować. Wykoncypował w brudnopisie nowy tekst i przesłał
    go ambasadorowi carskiemu w Rzymie hr. Gagarinowi do aprobaty. Gagarin
    poczynił pewne skreślenia i poprawki w papieskim tekście i tak wspólnie
    zredagowana encyklika Cum primum z dnia 9 czerwca 1832 roku została wysłana
    do Polski.10) Był to nikczemny paszkwil, w którym bohaterów Powstania zwie
    się siewcami podstępu i kłamstwa. Nazywał się ten papież Grzegorz XVI, o
    którym - zdaniem Ignacego Chrzanowskiego - "uczciwy Polak do dziś dnia
    spokojnie mówić nie może..."
    Przy sposobności trzeba wspomnieć, że w historii katolickiego obskurantyzmu
    ten papież wyróżnił się jako szczególny ciemniak. W swoim Państwie Kościelnym
    zakazał wprowadzenia kolei żelaznej i oświetlenia gazowego, twierdził bowiem,
    że są to wynalazki szatana. I najprawdopodobniej wprost z Watykanu i z ust
    zastępcy Boga na tej ziemi wypowiadającym się ex catedra w imieniu wszystkich
    katolików a może nawet i chrześcijan.

    Rola abp Wielopolskiego w powstaniu styczniowym bardziej przypomina Klosa ze
    znanego filmu, niż poważne podejście hierarchii kościelnej do głoszonych prawd
    i odgrywanego teatru.

    Skoro sam bp Adamski z Katowic będąc Niemcem z przekonania (ciekawe nazwisko -
    hi) wprowadzając nakaz modłów po niemiecku bezpośrednio po zajęciu tego terenu
    przez Niemcy pisał wprost do Rzymu na temat postawy bp. Kaczmarczyka
    współpracującego w wielu sprawach z Niemcami, Mam spore wątpliwości już nie tyle
    na temat polskości urzędników Kościoła, co na temat ich najzwyklejszego morale.


    Czy prawdą jest to, że Wyszyński nie chciał walczyć z hitleryzmem i Niemccami
    okupujacymi Polskę?

    Jak to się stało, że do momentu przeprowadzonych aresztowań w seminarium we
    Włocławku Wyszyński doskonale funkcjonował tam ze swoimi alumnami publikując
    swe przemyślenia w redagowanym Ateneum Kapłańskim, ale nie podzielił losów nie
    tylko kleryków z tego ośrodka diecezjalnego i na dodatek wylądował w
    Zakopanem. Wszak po dwóch latach Niemcy wprawdzie go aresztowali i po
    obłożeniu pałami wypuścili pozwalając na prowadzenie dalszej
    pracy "konspiracyjnej" na rzecz dobra kraju?
    Nie pytam już jakiego bądź czyjego.

    Czy konfrontacja z faktem uśmierceniem jego współpracowników z Włocławka nie
    wydaje się tutaj aż nazbyt "cudowna"? Mam nadzieję, że ten fakt znalazł także
    uznanie w efektach mrówczej pracy dokumentacyjnej IPN badającego tak zacne
    zasługi tego człowieka godne wzniesienia na ołtarze.

    Co robił faktycznie Wyszyński w Niemczech do chwili posadowienia się we
    Włocławku???

    A jak brzmiały jego artykuły na temat hitlerowskich Niemiec publikowane
    później w Ateneum Kapłańskim:

    - "III Rzesza podjęła tytaniczną próbę realizacji wielkiej idei, która ma
    przynieść odrodzenie ludzkości (...) Trudno nie przyznać słuszności
    twierdzeniom Hitlera" (Ateneum Katolickie rok 1938, zeszyt 1, str. 23) - jest
    wystarczającą podstawą do zaangażowania się IPN w kompletowaniu dokumentów
    uzasadniających pomysł tego zasłuzonego człowieka na ołtarze.

    Aby nie posądzać tak znamienitej postaci o jednorazowe przyćmienie umysłu,
    można zaczernąć wyraźnej otuchy z wcześniejszej publikacji: "Zasady
    wychowawcze nacjonalizmu niemieckiego są WZORCEM dla innych narodów. W
    nacjonaliźmie odbija się dusza Niemiec" (AK z 1937 r., zeszty 1, str. 152).

    Czy to podwójne dno nie tylko efektów pracy IPN za ciężkie pieniądze dotyczy
    tylko jednego wypadku?

    Aż prosi się w tej sytuacji zacytowanie kilku strof spod ręki męża chyba
    znacznie wyższego formatu (jakoś dziwnie dzisiaj rugowanego z publikacji i
    pamięci) skierowanych zresztą do bardzo precyzyjnego adresata:

    "Wy, których dziełem, trudem - łgać, zdradzać, złorzeczyć,
    Zbyt poznani, milczycie, a głupi wam wierzy.
    Hipokryty! wśród waszych wzdychań i pacierzy
    Zdradne milczenie wtenczas, gdy cnota nie milczy,
    Pod jagnięcym pozorem ukrywa jad wilczy.
    Szarpacze cudzej sławy, dzielni błąd dociekać,
    Wiecie, jak zdradniej milczeć niźli jawnie szczekać;
    Wiecie, a cnota jęczy. Stąd zasługi tajne,
    Stąd talenta w pogardzie, stąd dusze przedajne,
    Stąd nieszczęście podściwych, a przeciw naturze
    Cnota w podłej siermiędze, występek w purpurze".
    (bp Ignacy Krasicki, "Pochwała milczenia")

    Tak wysoko ustanowionej personie w hierarchii kościelnej nie można zarzucić
    ani komunizmu, ani ateizmu, ani tego, że nie wiedział nic o środowisku, w
    którym przyszło mu funkcjonować.

    Czym jest więc polski katolicyzm???

    "każda religia jest dobra, ale najgłupsza jest najlepsza".
    (papież Aleksander VI (1492-1503))
  • edico 11.08.06, 00:32
    Parafianie z Jarosławska: ksiądz nas poniża i niszczy kościół.

    Mieszkańcy Jarosławska (gm. Pełczyce) wysłali do arcybiskupa petycję z prośbą o
    natychmiastowe odwołanie proboszcza, który poniża ich i niszczy kościół.

    Ksiądz źle nas traktuje, poniża przy każdej okazji, a nasze dzieci przychodzą z
    płaczem, bo wygania je z kościoła używając wulgaryzmów - mówią parafianie.
    wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,8340285,wiadomosc.html
  • Gość: * IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.05.07, 16:29
    Mieszkańcy Biesowic, koło Słupska, mają dość swojego proboszcza. Twierdzą, że
    duchowny terroryzuje wieś i wyłudza od nich pieniądze. Napisali kilka skarg do
    kurii biskupiej z żądaniem usunięcia księdza ze wsi.

    - Jeśli biskup nas nie posłucha, wywieziemy proboszcza na taczce - zapowiadają
    parafianie.

    Biesowice. Mała wieś na skraju powiatu słupskiego. Obok zabytkowego kościółka
    mieści się plebania zamieszkiwana przez ks. Anatola Wołoszyna. Ksiądz jest
    proboszczem parafii Biesowice od 1997 roku.
    - Przybył do nas bez grosza w kieszeni - wspomina swoje pierwsze spotkanie z
    księdzem Franciszka Romanko, mieszkanka Biesowic. - Szybko skrzyknęliśmy się i
    zrzuciliśmy, aby pomóc nowemu księdzu. Każdy dał ile mógł, aby ksiądz mógł się
    urządzić na parafii. Pomogliśmy, bo czemu nie mielibyśmy mu pomóc?
    Przez pierwszych kilka lat współpraca księdza z parafianami układała się
    dobrze. Od kilku lat stosunki zaczęły się psuć.

    Dobry komuch to martwy komuch

    Wtedy to proboszcz miał zacząć mieszać się w politykę. Podczas kazań można było
    usłyszeć, że komuniści są dobrzy pod warunkiem, że są martwi i leżą głęboko pod
    ziemią. Dostało się także Krystynie Pamule, wiceburmistrzowi Kępic, a prywatnie
    mieszkance Biesowic.
    - Ksiądz oskarża mnie o kradzież ciepła, czy nienawiść do siebie - denerwuje
    się Krystyna Pamuła. - Nigdy księdzu w niczym nie zawiniłam i uważam, że jego
    oskarżenia są bezpodstawne.
    Ksiądz Wołoszyn robił też zamieszanie na sesjach Rady Miejskiej w Kępicach.
    - Przyszedł raz na sesję z pretensjami, że burmistrz Piotr Mazur nie przyszedł
    na zakończenie roku w gimnazjum w Kępicach - mówi Krystyna Pamuła. - Wykrzyczał
    swoje racje, nie poczekał na odpowiedź i wybiegł z sali obrad. To bardzo
    nieeleganckie zachowanie, zwłaszcza jak na osobę duchowną.

    Pełna taca ponad wszystko

    - Ksiądz lubi pieniądze, smak pełnej tacy polubił ponad wszystko. Już na
    początku naszej współpracy założył specjalny zeszyt - opowiada Franciszka
    Romanko. - Zapisywał w nim kto i jakie datki złożył. Jeśli jakiś parafianin
    zalegał z opłatami na rzecz kościoła, ksiądz wyczytywał go z ambony i odmawiał
    udzielenia sakramentów.
    W skardze do biskupa mieszkańcy napisali, że w Biesowicach powstał nieoficjalny
    cennik usług parafialnych. Pogrzeb miał kosztować 1200 złotych, chrzest 400
    złotych, komunia święta 750 złotych, ślub 1000 złotych, itd. Cennik miał
    obowiązywać tylko średnio zamożnych, jak na tamtejsze warunki ludzi. Jak mówią
    mieszkańcy - jeśli ktoś przyjechał na plebanię lepszym samochodem, płacił
    więcej. Nawet podwójnie.
    - Rok temu zmarł mi mąż - mówi parafianka z Biesowic, pragnąca zachować
    anonimowość. - Ksiądz kazał mi zamówić pogrzeb w jednym z miejscowych zakładów
    pogrzebowych. Konkretnie ustalił w jakim i zapowiedział, że jeśli wybiorę inny,
    będę mu musiała dopłacić. Zakład pogrzebowy wziął 2,5 tysiąca złotych, resztę
    (drugie 2,5 tysiąca złotych z zasiłku pogrzebowego ZUS - przyp. red.) zabrał
    ksiądz Wołoszyn.

    Dobry katolik za 1000 zł

    Mieszkańcy żalą się też na problemy z pochówkiem osób, które za życia nie
    chodziły do kościoła. W Biesowicach jest jeden cmentarz - parafialny.
    - Za 600 złotych mogę pochować na cmentarzu, ale do kościoła nie wpuszczę -
    usłyszała Dominika Jastrzębska z Biesowic, która pochowała niedawno ojca. - Do
    kościoła nie chodził, na tacę nie dawał, na kolędzie tylko jakieś drobne, to
    niech mi się tu teraz nie pokazuje.
    Według kobiety - ksiądz zmienił zdanie, kiedy na stole pojawił się kolejny plik
    banknotów. - Ojciec nagle zmienił się w dobrego katolika, któremu należy się
    pogrzeb w kościele, odprawienie mszy i różańca. A to wszystko jedynie za
    dodatkowy tysiąc złotych - żali się parafianka.
    Według mieszkańców Biesowic, ksiądz wykorzystuje najtrudniejsze momenty w życiu
    ludzi, jakimi są pogrzeby bliskich, aby wyciągnąć od ludzi pieniądze.
    - Zmarła nasza matka - mówi zgodnie rodzeństwo z pobliskiej wioski. - Poszliśmy
    do księdza zamówić pogrzeb. Ten wyjął swoje zapiski i zaczął wyliczać: za
    kościół niepłacone, w niedzielę na tace nie dajecie, po kolędzie tylko 50
    złotych. Cena za pogrzeb: 1200 złotych. Jak nie pasuje, to możecie zmarłą
    skremować. Będzie taniej.
    Dalej wyliczają, że proboszcz wprowadził obowiązkowe opłaty na kościół. Płacić
    je musiała każda rodzina w parafii. 250 złotych rocznie. Większość płaci i
    płacze, bo Biesowice to biedna, popegeerowska wieś. Bezrobocie przekracza 20
    procent i wielu rodzin na takie wydatki po prostu nie stać.

    Niewybredne komentarze

    Pegeerowcy, wieśniaki ze słomą w butach, bydło i debile - to tylko niektóre
    epitety, jakimi swoich parafian miał obrzucać proboszcz z Biesowic.
    - Raz wszedł do sklepu i powiedział: jedna już „wyciągnęła kopyta”, a na resztę
    niedługo przyjdzie pora - mówi Antoni Duda z pobliskiego Przytocka. - W ten
    sposób proboszcz wyrażał się o swoich przeciwnikach. Wszyscy czujemy się bardzo
    urażeni słowami duchownego.
    Kilka lat temu mieszkańcy Biesowic napisali pierwszą skargę na księdza
    Wołoszyna. Wysłali ją do biskupa koszalińsko-kołobrzeskiego Kazimierza Nycza.
    - Nawet nie raczył odpowiedzieć - mówią zdesperowani parafianie. - Jeśli
    Kościół i kuria nadal będą nas tak traktować, przestaniemy chodzić na msze.
    Przecież to Kościół jest dla nas a nie my dla Kościoła. W ramach protestu duża
    część mieszkańców przestała dawać na tacę.
    Skargę na proboszcza składał także kępicki samorząd. Ksiądz wielokrotnie miał
    krytykować wiceburmistrz Pamułę na kazaniach, w czasie mszy.
    - Cztery lata temu napisałam pierwszą skargę do biskupa - mówi Krystyna
    Pamuła. - Początkowo poskutkowała. Ksiądz wstrzymał się z krytyką pod moim
    adresem. Teraz piszę kolejny list, bo ksiądz zaczął przesadzać z oskarżeniami.
    - Jak pismo do nas wpłynie, wówczas biskup zajmie się sprawą - mówi ks.
    Krzysztof Zadarko, rzecznik kurii koszalińsko-kołobrzeskiej. - Kilka osób
    odgrzewa stare sprawy, które już dawno wyjaśniliśmy. Kilka osób nie lubi
    księdza i szczuje na niego dziennikarzy, reszta parafian ma zupełnie inne
    zdanie o proboszczu.

    Milczenie owieczek

    Zdania kurii zdają się nie podzielać mieszkańcy Biesowic. Kiedy w sklepie
    zapytaliśmy o księdza, od razu posypały się niewybredne epitety. Kiedy
    poprosiliśmy o oficjalną wypowiedź, wszyscy zamilkli.
    - Panie, po co nam to? - słyszymy we wsi. - Mamy dzieci w wieku komunijnym,
    albo idące do bierzmowania. Jak zaczniemy z nim walczyć, będzie z nas zdzierał
    skórę przy pogrzebach i innych sakramentach. A na to nas nie stać. Jeśli biskup
    nie zrobi w parafii porządku, sami go zaprowadzimy. Taczkę już mamy.
    Z proboszczem Anatolem Wołoszynem nie udało nam się porozmawiać. Mimo że długo
    pukaliśmy do drzwi plebanii - nikt nie chciał nam otworzyć.

    Na prośbę mieszkańców Biesowic, część imion i nazwisk bohaterów została
    zmieniona.

    www.wiadomosci24.pl/artykul/jak_biskup_nie_pomoze_to_wezma_taczke_9013.html
  • Gość: bez ograniczeń IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.07.06, 10:45
    Moim zdaniem Kościół to spółka bez ograniczeń prawnych i moralnych. Zysk i
    własna kabza przesłoniła im wszystko.
  • edico 25.07.06, 00:50
    Kościół, to spółka bez żadnych ograniczeń, które mogły by stać na przeszkodzie
    jej sukcesom i korzyściom.

    U podstaw jej funkcjonowania leży przednia moralnie myśl jednego sojców kościoła:

    "Wolno jest kłamać ludziom, nawet w sprawach religii, oby tylko oszustwo
    przyniosło owoce."
    (św. Hieronim)
  • Gość: a IP: *.multicon.pl / *.multicon.pl 25.07.06, 22:08
    Ksiądz odmawia wyjaśnień




    Grzegorz Szaro 25-07-2006 , ostatnia aktualizacja 25-07-2006 20:00

    Podejrzany o pedofilię ksiądz Piotr T. na swój proces poczeka w Zakładzie
    Karnym w Czarnym. Decyzję o aresztowaniu go na trzy miesiące podjął wczoraj sąd
    w Człuchowie


    Poszukiwany listem gończym 37-letni b. proboszcz parafii rzymskokatolickiej w
    Dębnicy został zatrzymany przez policję w piątek w Borsku na Kaszubach. Wczoraj
    rano księdza przewieziono do Prokuratury Rejonowej w Człuchowie. Tam
    przedstawiono mu zarzuty. Najpoważniejszy dotyczy wielokrotnego wykorzystywania
    seksualnego 14-latka ze Starogardu Gdańskiego (grozi za to 12 lat więzienia)
    oraz nakłaniania go do samobójstwa. Ksiądz odpowie też za częstowanie
    ministrantów amfetaminą i alkoholem.

    Po przedstawieniu zarzutów duchowny miał być po raz pierwszy przesłuchany przez
    prokuratora. Odmówił jednak składania wyjaśnień.

    - Powiedział tylko, że nie przyznaje się do niczego oraz że będzie ubiegał się
    o przydzielenie obrońcy z urzędu, bo nie stać go na wynajęcie adwokata - mówi
    prokurator Stanisław Tocha, szef człuchowskiej prokuratury.

    Po południu ks. Piotr T. stanął przed człuchowskim sądem, który wydał decyzję o
    jego tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące. Na proces będzie czekał w
    Zakładzie Karnym w Czarnym.

    Sprawa byłego proboszcza z Dębnicy jest łączona z aferą pedofilską ujawnioną w
    ubiegłym tygodniu w Starogardzie Gdańskim. Przypomnijmy, podejrzanymi o
    wykorzystywanie seksualne nieletnich (głównie ministrantów) w wieku od 13 do 15
    lat są 59-letni kościelny i 24-letni szef ministrantów, a zarazem urzędnik
    powiatowy. Według śledczych przestępstw dokonywano wielokrotnie w ciągu 10 lat
    na terenie plebani kościoła św. Katarzyny, gdzie do czerwca ubiegłego roku ks.
    Piotr T. pracował jako wikary. Po tym terminie, po objęciu przez T. probostwa w
    Dębnicy, tam zaczęli odwiedzać go młodzi mieszkańcy Starogardu.



    Wydrukuj Wyślij znajomym Podyskutuj na forum



Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.