Ko.ściół Katolicki Sp z o.o. (cz. 2) Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
                        • 42-letni ksiądz Marek K. został oskarżony o molestowanie seksualne 14-letniego
                          chłopca i znęcanie się nad uczniami podczas lekcji religii.

                          Ksiądz prowadził lekcje w szkole podstawowej i gimnazjum w Przewornie
                          (Dolnośląskie).

                          Akt oskarżenia w tej sprawie Prokuratura Rejonowa w Strzelinie skierowała do
                          tamtejszego sądu. Proces przeciwko księdzu ma rozpocząć się 17 sierpnia.

                          Szef prokuratury Ryszard Walkiewicz powiedział, że do molestowania doszło na
                          początku 2005 roku. Pokrzywdzony 14-latek był ministrantem. Z aktu oskarżenia
                          wynika, że ksiądz m.in. dotykał go w miejsca intymne. Chłopak opowiedział o
                          wszystkim szkolnej pedagog. Ta zawiadomiła o wszystkim prokuraturę.

                          Walkiewicz podkreślił, że w tej sprawie, "nieprzesądzając o niczyjej winie,
                          najważniejsze jest to, że podejrzane zachowanie księdza wobec ucznia szybko
                          zgłoszono organom ścigania".

                          W trakcie postępowania okazało się, że inne dzieci również skarżyły się na
                          księdza. Uczniowie mówili, że byli przez niego źle traktowani. Według
                          prokuratury, Marek K. na lekcjach religii wulgarnie odzywał się do uczennic.
                          Chłopców bił katechizmem po głowach. Kilku uderzył w kark i żebra.

                          Ksiądz nie przyznaje się do winy. Wyjaśnił w prokuraturze, że wszystkie zarzuty
                          to "pomówienia". Prokuratura powiadomiła o śledztwie Kurię Metropolitarną we
                          Wrocławiu. Oskarżony nie został nigdzie przeniesiony. Cały czas odprawia msze w
                          kościele w Przewornie.
                          (PAP)
                          fakty.interia.pl/kraj/prawo_i_bezprawie/news/Ksi%B1dz_oskar%BFony_o_molestowanie_i_bicie,775896,2943
                          • Jeszcze na początku maja hołubiony. Dzisiaj wytykany palcami. Ksiądz Piotr T.,
                            były proboszcz z Dębnicy przed tygodniem został zatrzymany przez policjantów z
                            Kościerzyny. We wtorek prokuratura postawiła mu zarzuty, a sąd zadecydował o
                            zastosowaniu wobec niego trzymiesięcznego aresztu.
                            - Przedstawiliśmy mu zarzuty wielokrotnego obcowania płciowego z jednym z
                            ministrantów odwiedzających parafię - mówi Stanisław Tocha z człuchowskiej
                            prokuratury. - Do tego będzie odpowiadał za udzielanie narkotyków i środków
                            odurzających młodym ludziom, wielokrotne namawianie jednego z chłopców do
                            targnięcia się na życie oraz rozpijanie młodych ludzi.
                            Według prokuratury pokrzywdzonych jest sześciu chłopców - obecnie 15-16 letnich.
                            Nadal nie wiadomo natomiast co ze sprawą pieniędzy na remont kościoła w
                            Mosinach. Według prokuratury zginęło ponad 30 tysięcy złotych. Prawdopodobnie
                            jednak ta sprawa będzie toczyła się odrębnym trybem.
                            Od tygodnia były proboszcz z Dębnicy przebywa w areszcie.
                            - Zachowuje się bardzo spokojnie - mówi Franciszek Tarasewicz, dyrektor
                            czarneńskiego więzienia. - Jest małomówny i nie stwarza żadnych problemów.
                            Umieściliśmy go jednak w pojedynczej celi. Osoby podejrzane o popełnienie takich
                            przestępstw nie cieszą się popularnością wśród innych więźniów.
                            Mimo "mocnych argumentów" prokuratury nie wszyscy mieszkańcy Dębnicy, Mosin i
                            Ględowa wierzą w winę księdza Piotra.
                            - To jakieś nieporozumienie - mówi Marta Kaszanits z Dębnicy, która już
                            wcześniej broniła księdza. - Czy wyobraża pan sobie, żeby osoba molestowana czy
                            też wykorzystywana seksualnie dobrowolnie jeździła do swojego kata? Ministrantem
                            jest również mój syn i na pewno ksiądz mu nie zrobił krzywdy. Być może zdarzało
                            się poklepanie czy też objęcie, ale nic więcej. Ja do samego końca będę stała
                            przy księdzu. Nawet wówczas gdy w jego sprawie zapadnie wyrok - nie uwierzę.
                            Podobnie jak pani Marta myśli wielu byłych parafian Piotra T. Są jednak i tacy,
                            którzy z powodu tej sprawy odwrócili się nie tylko od niego, ale i od Kościoła.
                            - Nigdy więcej nie zaufam żadnemu księdzu - mówi młoda mieszkanka Mosin. -
                            Księdzu Piotrowi wierzyłam wręcz bezgranicznie i strasznie się na nim zawiodłam.
                            Przestałam chodzić do kościoła i nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek zacznę...
                            Sam ksiądz nie odpowiadał na pytania dziennikarzy. Nie złożył wyjaśnień również
                            przed prokuratorem. Zeznawał jedynie za zamkniętymi drzwiami sali sądowej. Nie
                            przyznał się do winy.
                            Piotr Furtak - Dziennik Bałtycki
                            czluchow.naszemiasto.pl/wydarzenia/629373.html
                            • Ks. Roman Walkows, proboszcz parafii św. Katarzyny wrócił do Starogardu Gd. Był
                              w Niemczech, gdzie pełnił zastępstwo. Przyjechał wcześniej, po tym jak
                              aresztowano tymczasowo 59-letniego kościelnego i 24-letniego opiekuna
                              ministrantów, podejrzanych o pedofilię. Na przestrzeni 10 minionych lat ich
                              ofiarami byli ministranci poniżej 15 roku życia. Ks. proboszcz zapewnia, że nie
                              wiedział, iż na jego terenie dochodziło do takich rzeczy.

                              - Gdybym wiedział, to zareagowałbym - twierdzi ks. proboszcz. - To dla mnie duże
                              zmartwienie...
                              Parafianie oczekują wyjaśnień na ten temat. Pierwsze słowa padły w minioną
                              niedzielę.
                              - Jesteśmy zszokowani całą tą sprawą - mówił wówczas ksiądz Mindykowski. -
                              Czekamy na dalsze wyniki śledztwa.
                              Parafianie mają nadzieję, że w najbliższą niedzielę dowiedzą się czegoś więcej.
                              - Przyjdę do kościoła jak zawsze, ale teraz liczę na wyjaśnienie z ust księdza
                              proboszcza - mówi Irena Czeplin. - Wierzę, że duchowny wyjaśni całą tę sprawę.
                              W minionych dniach głośno było też o zatrzymaniu koło Kościerzyny księdza Piotra
                              T., poszukiwanego od dwóch miesięcy byłego proboszcza parafii w Dębnicy,
                              niedaleko Człuchowa. Wcześniej pełnił on posługę w kościele św. Katarzyny w
                              Starogardzie Gd. Zarzuty, jakie postawiono byłemu już proboszczowi Dębnicy, to
                              współżycie z nieletnim oraz namawianie nieletnich do zażywania narkotyków, picia
                              alkoholu i popełnienia samobójstwa. Pokrzywdzonych jest sześciu ministrantów z
                              św. Katarzyny, którzy odwiedzali księdza Dębnicy od ub.r.

                              - Sprawę ks. Piotra prowadzi prokuratura w Człuchowie, a św. Katarzyny my i są
                              to dwa oddzielne postępowania, które łączą osoby pokrzywdzone - mówi Janusz
                              Struczyński, prokurator rejonowy w Starogardzie Gd. - Ofiar tego procederu może
                              być około 20, bo po informacjach w mediach skontaktowały się nami kolejne
                              pokrzywdzone osoby.
                              Niebawem ma zostać przesłuchany ks. proboszcz.
                              Starogardzka policja już w maju, gdy wyszła na jaw sprawa księdza Piotra T.,
                              zdobyła informacje, że może ona doprowadzić do zatrzymania osób podejrzanych o
                              pedofilię, ale dla dobra śledztwa niczego oficjalnie nie podawano. Policja
                              relacjonowała nam, że ksiądz Piotr utrzymywał bardzo zażyłe relacje szczególnie
                              z jednym z ministrantów.

                              Nie milkną echa zatrzymania i aresztowania kościelnego oraz prezesa ministrantów
                              z parafii św. Katarzyny w Starogardzie Gd., podejrzanych o pedofilię. Ich
                              ofiarami byli ministranci z tej parafii. Tymczasem ks. proboszcz Roman Walkows
                              twierdzi, że o niczym nie wiedział.
                              Przypomnijmy, że według ustaleń policji i prokuratury do przestępstwa z udziałem
                              ministrantów poniżej 15 roku życia dochodziło na przestrzeni minionych
                              dziesięciu lat. Działo się to w pomieszczeniach parafialnych oraz w siedzibie
                              Platformy Obywatelskiej w Starogardzie Gd. Obaj zatrzymani, 59-letni kościelny i
                              24-letni prezes ministrantów, trafili do tymczasowego aresztu na trzy miesiące.
                              - Po informacjach w mediach zgłosiło się kilka osób, które mogą być poszkodowane
                              w tej sprawie - mówi Janusz Struczyński, prokurator rejonowy w Starogardzie Gd.
                              - Liczba ofiar może wynosić w sumie około 20 osób, byłych i obecnych
                              ministrantów. W tej chwili śledztwo idzie w kierunku pogłębienia istniejących
                              materiałów dowodowych oraz zbierania informacji o tym, czy uczestniczyły w
                              przestępstwie jeszcze inne osoby. Ksiądz proboszcz będzie oczywiście
                              przesłuchany. To tylko kwestia czasu.

                              Rozmawialiśmy z ks. proboszcz Romanem Walkowsem, który wrócił z Niemiec, gdzie
                              był na zastępstwie w jednej z parafii. O sprawie dowiedział się już tam poprzez sms.
                              - Byłem zaskoczony, jak się o tym dowiedziałem - powiedział nam ks. proboszcz. -
                              Wyjeżdżając z parafii w ogóle nie spodziewałem się, że usłyszę później takie
                              informacje. Jestem tu od 1988 roku, nie wiem jak do tego mogło dojść... Sam pan
                              widzi, że czuję się przygaszony całą tą sprawą...
                              Ksiądz proboszcz twierdzi, że ani kościelny, ani opiekun ministrantów nie
                              sprawiali kłopotów, a ministranci, jak i rodzice niczego nie sygnalizowali.
                              Podobnie jest jeśli chodzi o ks. Piotra, który pełnił posługę w parafii i teraz
                              jest podejrzany m.in. o współżycie z nieletnim, o czym piszemy obok. Proboszcz
                              też nie zauważył niczego, co by mogło wskazywać na podejrzane zachowanie Piotra T.
                              Czy ksiądz nie obawia się, że przestanie być po tej aferze proboszczem parafii?
                              - Kuria ze mną się nie kontaktowała, ale podporządkuję się każdej decyzji -
                              odpowiedział nam duchowny, dodając, że zatrzymani powinni być sprawiedliwie
                              osądzeni, a jeśli są winni - ponieść karę.

                              Proboszcz powiedział nam też, że szuka nowego kościelnego i kogoś, kto zastąpi
                              prezesa ministrantów.
                              Ministranci niezbyt chętnie mówią o skandalu. Bardziej rozmowny był mieszkaniec,
                              który zna dobrze ks. proboszcza.
                              - Gdyby proboszcz wiedział, że coś złego się dzieje, na pewno zareagowałby i
                              zrobiłby natychmiast z tym porządek. Taki ma charakter, taki styl - powiedział
                              nam nasz informator. - Możliwe więc, że rzeczywiście działo się to wszystko po
                              cichu, bez jego wiedzy na ten temat.

                              • Ksiądz już w areszcie

                              W maju głośno było o księdzu Piotrze T., który w ub.r. krótko pełnił posługę w
                              parafii św. Katarzyny, a potem został proboszczem w Dębnicy, koło Człuchowa.
                              Młodzi chłopcy, ministranci z parafii św. Katarzyny ze Starogardu Gd.,
                              odwiedzali ks. Piotra w Dębnicy. Jeden z nich zniknął wiosną tego roku razem z
                              księdzem. Rozpoczęto poszukiwania z udziałem policji. W końcu Piotr T. odwiózł
                              chłopaka na dworzec w Kościerzynie i ten stamtąd wrócił do domu. Człuchowska
                              prokuratura rozesłała w lipcu za duchownym list gończy. W miniony piątek były
                              proboszcz z Dębnicy został zatrzymany przez policjantów w okolicach Kościerzyny.
                              Zarzuty, jakie postawiono byłemu już proboszczowi Dębnicy, to współżycie z
                              nieletnim oraz namawianie nieletnich do zażywania narkotyków, picia alkoholu i
                              popełnienia samobójstwa. Pokrzywdzonych jest sześciu chłopców ze Starogardu Gd.,
                              którzy od 26 czerwca ub.r. przyjeżdżali w odwiedziny do księdza w Dębnicy. Piotr
                              T. trafił na razie na trzy miesiące do aresztu. Grozi mu do 12 lat więzienia.
                              Maciej Jędrzyński, (Seba) - Dziennik Bałtycki
                              tczew.naszemiasto.pl/wydarzenia/629513.html
                            • Ksiądz Roman Walkows, proboszcz parafii św. Katarzyny w Starogardzie Gdańskim,
                              przyznał wczoraj przed wiernymi, że przeżywa najtrudniejsze chwile w swoim życiu
                              kapłańskim. Dodał jednak, że nie unika głosów krytyki, bo jest ona pouczająca.

                              Rozmawiając ze starogardzianami można często usłyszeć, że żałują proboszcza,
                              choć zastanawia ich również, jak to możliwe że duchowny nic nie wiedział o
                              pedofilii na jego terenie. Policja ustaliła, że do czynności seksualnych z
                              udziałem ministrantów dochodziło m. in. w pomieszczeniach parafialnych.
                              Starogardzianie wolą jednak wypowiadać się anonimowo, bo temat w 50-tysięcznym
                              mieście jest nader delikatny.
                              - Proboszcz to dobry, miły człowiek i gdy teraz na niego patrzę, aż coś mnie
                              ściska w środku i chce mi się płakać... - mówi pani Justyna, starsza mieszkanka
                              Starogardu Gd.
                              - Dobrze, że proboszcz nie unika tematu, mówi o tym głośno, ale dziwne, że przez
                              10 lat nie zauważył, że na jego podwórku dzieje się coś złego - dodaje pan
                              Marek, inny z mieszkańców.
                              Ks. proboszcz stwierdził wczoraj na mszy św., że nie dziwią go liczne opinie i
                              wypowiedzi wokół całej sprawy.
                              - To normalne w każdej społeczności - mówił proboszcz do wiernych. -Zanim jednak
                              nie skończy się postępowanie prokuratorskie, nie mamy pełnego obrazu sprawy.
                              - Proszę Boga, aby pokrzepił poranionych, aby wznowił ich w wierze - dodał. -
                              Proszę też o modlitwę, dziękując za każde życzliwe słowo i nawet za krytykę, bo
                              ona ma w sobie pouczającą moc.
                              Sprawę prowadzi Prokuratura Rejonowa w Starogardzie Gd.
                              - W tej chwili pogłębiamy materiał dowodowy i sprawdzamy, czy w przestępstwo
                              mogło być zamieszanych więcej osób - informuje Janusz Struczyński, szef prokuratury.
                              Część nieletnich ministrantów wykorzystywanych seksualnie spotykała się także z
                              księdzem Piotrem T., który był proboszczem w Dębnicy, a wcześniej pełnił posługę
                              w kościele św. Katarzyny. Był on poszukiwany przez dwa miesiące i niedawno
                              trafił do tymczasowego aresztu. Postawiono mu m. in. zarzut współżycia z nieletnim.
                              Aresztowanym tymczasowo na trzy miesiące 59-letniemu kościelnemu i 24-letniemu
                              cywilnemu opiekunowi ministrantów grozi kara do 12 lat więzienia.
                              Maciej Jędrzyński - NaszeMiasto.pl
                              gdansk.naszemiasto.wp.pl/wydarzenia/630229.html
                            • Są kolejne ofiary
                              Dziewięć kolejnych ofiar pedofilii, byłych lub obecnych ministrantów
                              starogardzkiej parafii św. Katarzyny, będzie nowymi świadkami w tej sprawie. Do
                              przestępstwa dochodziło nie tylko w domu parafialnym, ale także w siedzibie
                              Platformy Obywatelskiej.
                              O sprawie pisaliśmy wczoraj. 59-letni kościelny i 24-letni szef ministrantów
                              przyznali się do wielokrotnego dokonywania czynności seksualnych wobec
                              parafialnych ministrantów poniżej 15 roku życia. Początki tego sięgają 1996 r.
                              Obaj zatrzymani trafili do aresztu tymczasowego - grozi im kara pozbawienia
                              wolności do lat 10. Dotąd przesłuchano dziesięć ofiar przestępstw.
                              - Ale jest już dziewięć kolejnych i może być ich jeszcze więcej - mówi Janusz
                              Struczyński, prokurator rejonowy w Starogardzie Gd. - Apeluję o to, aby osoby
                              te, bądź ich rodziny, zgłaszały się do nas w tej sprawie.
                              Nasz informator opowiedział nam o jednym z przypadków ministranta.
                              - Przyznał mi, że był molestowany przez 5 lat, przez kościelnego, tego szefa
                              ministrantów i księdza, który odszedł do Dębnicy. Zmusili go do tego, bał się -
                              usłyszeliśmy od jednego z mieszkańców Starogardu Gd.
                              Chodzi o księdza Piotra T. byłego proboszcza parafii w Dębnicy, koło Człuchowa.
                              Jest on poszukiwany w związku z postępowaniem dotyczącym molestowania
                              seksualnego nieletnich oraz dawania im narkotyków. Przez rok, do połowy 2005 r.,
                              pełnił posługę w parafii pw. św. Katarzyny, a potem zapraszał ulubionych
                              ministrantów do Dębnicy.
                              Dokonano przeszukań miejsc zamieszkania i pracy zatrzymanych, zabezpieczając
                              trzy komputery oraz płyty. Prokurator przeszukał z policją także siedzibę PO.
                              Policja potwierdza, że ma udokumentowany przypadek przestępstwa z udziałem
                              ministranta w tejże siedzibie.
                              - Jestem zaskoczony, nic o tym nie wiem - mówi Jarosław Gabig, lider PO w
                              Starogardzie Gd.
                              - Rozpatrujemy w postępowaniu również to, czy mogło dojść do tego rodzaju
                              przestępstw z udziałem osób duchownych z tej lub innej parafii - mówi nadkom.
                              Bogusław Ziemba ze starogardzkiej policji.
                              Proboszcz parafii św. Katarzyny, Romana Walkows jest w Niemczech.
                              Maciej Jędrzyński - Dziennik Bałtycki
                              gdansk.naszemiasto.wp.pl/wydarzenia/627259.html
                            • Ta wiadomość wstrząsnęła w tym tygodniu nie tylko Starogardem Gdańskim, ale
                              poruszyła całą Polskę. Policja zatrzymała dwóch mężczyzn: kościelnego i prezesa
                              ministrantów z parafii pw. św. Katarzyny, podejrzanych o pedofilię. Zatrzymani
                              przyznali się i decyzją sądu trafili już na trzy miesiące do tymczasowego aresztu.

                              Kościelny, to 59-letni Waldemar G., a prezes ministrantów, 24-letni Tomasz J.
                              jest także pracownikiem Wydziału Kultury, Sportu i Promocji Regionu Starostwa
                              Powiatowego. Pierwszy został zatrzymany w miniony wtorek w biurze parafialnym, a
                              drugi w starostwie, chociaż miał urlop. Ich ofiarami przestępstwa pedofilii było
                              dziesięciu ministrantów. Najmłodszy miał 11 lat...
                              - Z naszych ustaleń wynika, że przestępstwa miały miejsce na terenie parafii
                              przez około 8-10 ostatnich lat - informuje nadkom. Bogusław Ziemba, zastępca
                              komendanta starogardzkiej policji. - Przyznali się, że dopuszczali się w tym
                              czasie do czynności seksualnych wobec chłopców w wieku poniżej 15 lat. Na razie
                              wiemy o dziesięciu pokrzywdzonych, ale może ich być więcej.
                              Opisy tego, co się działo, a które poznaliśmy zbierając ten materiał, są
                              koszmarne, wręcz niewyobrażalne i nie nadają się do przytoczenia.
                              - Przyznam, że za moich czasów sprawy o takim rozmiarze nie mieliśmy - stwierdza
                              Janusz Struczyński, szef Prokuratury Rejonowej w Starogardzie Gd.
                              Gdy w środę policja podała informacje o zatrzymaniu, temat pojawiał się przez
                              cały dzień w wielu mediach. Do miasta zjechały dziesiątki dziennikarzy.
                              Niestety, Starogard Gdański po raz kolejny dał się poznać tylko od ciemnej strony...
                              To może być dopiero początek wielkiego skandalu z Starogardzie Gd. związanego z
                              pedofilią. Do tej pory ustalono, że ofiarami przestępstw było 10 ministrantów z
                              parafii św. Katarzyny i zaczęło się to jeszcze w latach 90. Z naszych informacji
                              wynika, że ministranci byli ?zaczepiani? m.in. w pomieszczeniach parafialnych.
                              Obaj mężczyźni, których zatrzymano we wtorek, nazajutrz zostali przewiezieni do
                              Sądu Rejonowego w Starogardzie Gd. przez policję, ale dla dziennikarzy byli
                              nieuchwytni. Ci stali przed sądem godzinę, potem kolejną już w budynku.
                              Tymczasem kościelny i prezes ministrantów z parafii św. Katarzyny zostali
                              wprowadzeni od strony Aresztu Śledczego, w sposób niewidoczny dla ciekawskich i
                              przedstawicieli mediów. Sprawa toczyła się za zamkniętymi drzwiami. Gdy sędzia
                              wyszedł z sali, został wręcz zatrzymany przez dziennikarzy.
                              - Chodzi o obcowanie seksualne z osobami poniżej 15 roku życia - powiedział
                              Zbigniew Ałaszewski, sędzia starogardzkiego Sądu Rejonowego. - Wobec
                              zatrzymanych zastosowano karę tymczasowego aresztu. Najprawdopodobniej sprawa
                              będzie się rozwijać i najprawdopodobniej będą kolejne zarzuty. Część świadków,
                              to osoby dorosłe, a część nie ma jeszcze 15 lat.
                              Na pytanie, czy w sprawę mogą być zamieszani także duchowni, sędzia powiedział,
                              że nic mu o tym nie wiadomo. Ale zatrzymanie dwóch mężczyzn - kościelnego i
                              prezesa ministrantów - jest częściowo powiązane ze sprawą księdza Piotra T.,
                              byłego proboszcza z Dębnicy, koło Człuchowa. Pisaliśmy o tym wiosną br. Ksiądz
                              przepadł jak kamień w wodę, a jest poszukiwany w związku z postępowaniem
                              dotyczącym molestowania seksualnego nieletnich oraz podawania im narkotyków.
                              Wcześniej pełnił on posługę właśnie w parafii pw. św. Katarzyny i zapraszał
                              ministrantów tej parafii do Dębnicy. W parafii w Starogardzie Gd. był mniej
                              więcej rok, do połowy 2005 r. Tymczasem sprawa 10 ministrantów sięga jeszcze lat
                              90. Gdzie więc szukać przyczyn pedofilii w parafii?
                              Ks. Roman Walkows, proboszcz parafii pw. św. Katarzyny, był w środę nieobecny.
                              Udało nam się zamienić kilka zdań z ks. wikariuszem Ryszardem Firshem.
                              - Całą sprawą jesteśmy zszokowani - mówi ks. Ryszard Firsh. - Zatrzymani nigdy
                              nie przejawiali niczego złego do drugiego człowieka. Jestem jednak zdania, że
                              jeśli popełnili przestępstwo, to musi spotkać ich kara. Proszę jednak więcej o
                              zaistniałej sprawie rozmawiać z księdzem proboszczem.
                              Aktualnie duchowny przebywa w jednej z parafii w Niemczech. Ma wrócić za kilka
                              dni. Zszokowane są jednak przede wszystkim matki ministrantów ze starogardzkiej
                              parafii.
                              - To nie może być prawda - podkreśla jedna z matek, która prosi nas o
                              anonimowość dla dobra jej dziecka. - Wcześniej służbę w tej świątyni pełnił mój
                              starszy syn i nigdy o takich rzeczach nie mówił. Mój młodszy syn nadal będzie
                              służyć do mszy, bo ja w tę sprawę po prostu nie wierzę. Wiem, że nie stanie mu
                              się tu krzywda - kończy kobieta.
                              O zdanie chcieliśmy także zapytać Kurię Biskupią w Pelplinie, jednak w środę
                              nikt dla dziennikarzy nie był uchwytny. Ks. Ireneusz Smagliński, rzecznik
                              prasowy kurii, był na urlopie. W Pelplinie nie było też ks. kanclerza, ani
                              księdza biskupa pelplińskiego Jana Bernarda Szlagi, który jest na wczasach.
                              Zdziwieni są także współpracownicy Tomasza J. ze starostwa.
                              - Trudno w to uwierzyć, chyba miał jakąś dziewczynę... - mówi Stefan Galiński z
                              Wydziału Kultury. - Czy policja zabezpieczyła jego komputer? Przecież on tu
                              nawet nie miał żadnego komputera służbowego.
                              Starosta Sławomir Neumann zapowiedział, że Tomasz J. będzie zwolniony z pracy.
                              Szef ministrantów jest też w zarządzie miejskim PO. Starosta, jeden z
                              miejscowych liderów PO, nie sądzi jednak, aby sprawa ta mogła zaszkodzić partii.
                              Maciej Jędrzyński - Dziennik Bałtycki
                              starogardgdanski.naszemiasto.pl/wydarzenia/627393.html
                              • Ale niestety, w Tanzanii - u nas taka sytuacja jest wręcz nie do pomyślenia!!!

                                Sąd w Tanzanii skazał na 30 lat więzienia księdza rzymskokatolickiego za
                                uprawianie seksu z 17- letnim młodzieńcem - podała agencja Reutera.

                                To pierwszy w Tanzanii przypadek skazania księdza za taki czyn. W kraju tym
                                stosunki płciowe z nieletnimi lub osobą tej samej płci są zabronione.
                                wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=35116&wid=8458687&rfbawp=1155240060.850&ticaid=121ef

                                REKLAMA Czytaj dalej



                                Sąd oddalił apelację obrony, która zabiegała o uniewinnienie 38- letniego
                                Sixtusa Kimaro tłumacząc go młodym wiekiem.

                                To nie jest odpowiednie wytłumaczenie czegoś, co nie jest akceptowane w
                                społeczeństwie. Osoba duchowna musi cieszyć się szacunkiem, toteż powinna
                                odpowiadać za swe czyny - powiedziała sędzia Pellagia Khaday.

                                Prokurator żądał dożywocia. Ostatecznie Kimaro został skazany na 30 lat
                                więzienia i wypłacenie 17-latkowi odszkodowania w wysokości 2 mln szylingów
                                tanzańskich (równowartość 1554 dolarów).

                                Reuter pisze, że nie udało się uzyskać wypowiedzi przedstawiciela Kościoła
                                katolickiego w Tanzanii na temat wyroku. (ap)
                                • Proces księdza oskarżonego o nadużycie zaufania 17-letniego ministranta i
                                  doprowadzenie go do poddania się tzw. innym czynnościom seksualnym oraz
                                  obcowania płciowego rozpoczął się przed Sądem Rejonowym w Głogowie (Dolnośląskie).
                                  wiadomosci.wp.pl/kat,9251,wid,8441340,wiadomosc.html
                                  • Ksiądz oskarżony o molestowanie seksualne chłopca i znęcanie się nad dziećmi
                                    PAP 15:10

                                    42-letni ksiądz Marek K. został oskarżony o molestowanie seksualne 14-letniego
                                    chłopca i znęcanie się nad uczniami podczas lekcji religii, które prowadził w
                                    szkole podstawowej i gimnazjum w Przewornie.

                                    Akt oskarżenia w tej sprawie Prokuratura Rejonowa w Strzelinie skierowała do
                                    tamtejszego sądu. Proces przeciwko księdzu ma rozpocząć się 17 sierpnia.


                                    REKLAMA Czytaj dalej



                                    Szef prokuratury Ryszard Walkiewicz powiedział, że do molestowania doszło na
                                    początku 2005 roku. Pokrzywdzony 14-latek był ministrantem. Z aktu oskarżenia
                                    wynika, że ksiądz m.in. dotykał go w miejsca intymne. Chłopak opowiedział o
                                    wszystkim szkolnej pedagog. Ta zawiadomiła o wszystkim prokuraturę.

                                    Walkiewicz podkreślił, że w tej sprawie, nie przesądzając o niczyjej winie,
                                    najważniejsze jest to, że podejrzane zachowanie księdza wobec ucznia szybko
                                    zgłoszono organom ścigania.

                                    W trakcie postępowania okazało się, że inne dzieci również skarżyły się na
                                    księdza. Uczniowie mówili, że byli przez niego źle traktowani. Według
                                    prokuratury, Marek K. na lekcjach religii wulgarnie odzywał się do uczennic.
                                    Chłopców bił katechizmem po głowach. Kilku uderzył w kark i żebra.

                                    Ksiądz nie przyznaje się do winy. Wyjaśnił w prokuraturze, że wszystkie zarzuty
                                    to "pomówienia". Prokuratura powiadomiła o śledztwie Kurię Metropolitarną we
                                    Wrocławiu. Oskarżony nie został nigdzie przeniesiony. Cały czas odprawia msze w
                                    kościele w Przewornie.
                                    (grm)
                                    wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,8430234,wiadomosc.html
                                    • Ksiądz Roman Walkows, proboszcz parafii św. Katarzyny w Starogardzie Gdańskim, w
                                      której doszło do aktów pedofilskich, przyznał w niedzielę przed wiernymi, że
                                      przeżywa najtrudniejsze chwile w swoim życiu kapłańskim.
                                      wiadomosci.wp.pl/kat,1348,wid,8429533,wiadomosc.html
                                      • Współżycie z nieletnim, namawianie nieletnich do zażywania narkotyków, picia
                                        alkoholu i popełnienia samobójstwa - to zarzuty, jakie wczoraj usłyszał ksiądz
                                        Piotr T., były proboszcz parafii w Dębnicy, pod Człuchowem.
                                        wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,8414928,wiadomosc.html
                                        • Stołeczni policjanci zatrzymali w Płońsku (woj. mazowieckie) duchownego, który
                                          rozpowszechniał zdjęcia pornograficzne z udziałem dzieci. Magda Wicha z Komendy
                                          Stołecznej Policji poinformowała, że 30-letni mężczyzna przyznał się do
                                          zarzucanych mu czynów podczas przesłuchania.
                                          wiadomosci.wp.pl/kat,1348,wid,8405174,wiadomosc.html
                                          • Stan Oregon przeciw Watykanowi ws. molestowania nieletnich

                                            Amerykański sędzia federalny orzekł, że przeciw Watykanowi może toczyć się
                                            proces, dotyczący molestowania nieletnich. Zdaniem oskarżenia, Stolica
                                            Apostolska jest odpowiedzialna za działalność księdza, który był przenoszony z
                                            diecezji do diecezji w latach 60. minionego wieku.

                                            Tym samym sędzia odrzucił watykańską propozycję oddalenia procesu, w którym
                                            Stolica Apostolska, Archidiecezja Portland, arcybiskup Chicago oraz prowincja
                                            zakonna oskarżone są o ochronę ojca Andrew Ronana. Duchowny został przeniesiony
                                            z Irlandii do Chicago, mimo że znana była historia jego przewinień.
                                            wiadomosci.wp.pl/kat,1356,wid,8346018,wiadomosc.html
                                            • Dyrektor szkoły podstawowej w Połoskach w powiecie bialskim został skazany na
                                              rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata. Jan F. został skazany za to,
                                              że nie przeciwdziałał molestowaniu nieletnich uczennic przez księdza katechetę.
                                              Sąd wymierzył też dyrektorowi 1200 złotych grzywny.
                                              wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,8329461,wiadomosc.html
                                              • Metropolita lubelski abp Józef Życiński wysłał list z przeprosinami do matki
                                                10-letniej dziewczynki - ofiary księdza-pedofila z archidiecezji lubelskiej,
                                                skazanego w poniedziałek przez Sąd Rejonowy w Lublinie na 5 lat więzienia.
                                                wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,8321746,wiadomosc.html


                                                Przeprosił i po wszystkim???
                                                • Doniesienie o uprowadzeniu syna przez byłego proboszcza w Dębnicy koło Człuchowa
                                                  złożył ojciec 15-letniego Dawida. Koledzy chłopca twierdzą, że proboszcz
                                                  rozpijał młodzież i namawiał Dawida do popełnienia samobójstwa.
                                                  wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,8317313,wiadomosc.html
                                                  • Księży pedofilów w irlandzkim Kościele katolickim było więcej, niż dotąd
                                                    sądzono. Śledztwo w tej sprawie zachwieje zapewne i tak słabnącą pozycją
                                                    Kościoła w Irlandii.

                                                    W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat księża pedofile z diecezji w Dublinie
                                                    mogli dopuścić się aż tysiąca gwałtów na dzieciach - uważa organizacja broniąca
                                                    praw ofiar przemocy seksualnej One in Four.

                                                    Jej szef i założyciel Colm O'Gorman powiedział gazecie "The Irish Independent",
                                                    że właśnie taka liczba wyłania się z rozmów z ofiarami i ich rodzinami. Do biur
                                                    organizacji zgłaszają się ludzie, którzy wolą rozmowę niż wizytę w sądzie.
                                                    serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34180,3534888.html
                                                  • 26 października 2004 r. informowaliśmy czytelników o brutalnych gwałtach
                                                    dokonywanych na dzieciach w sierocińcu „Miasto Dzieci im. Świętego Franciszka
                                                    Xawiera” w Republice Dominikańskiej, prowadzonym przez Kościół rzymskokatolicki.
                                                    Było tam regularnie gwałconych przynajmniej 12 dzieci. Tymczasem najnowsze
                                                    odkrycia związane z toczącym się procesem są jeszcze bardziej przerażające.

                                                    Odpowiedzialnym za sierociniec był diakon Rigoberto de Jesus Gonzalez Padial,
                                                    który przedstawił prasie nowe, wstrząsające szczegóły całej sprawy, jak również
                                                    oskarżył prokuraturę i władze Kościoła rzymskokatolickiego, o to, że nie podjęły
                                                    odpowiednich kroków zaraz po tym, kiedy przed ponad sześcioma miesiącami złożył
                                                    pierwsze doniesienie.

                                                    Diakon doniósł, że dowiedział się od dziewczynek, że poza gwałtami na dzieciach,
                                                    w sierocińcu również uprawiano rytualny kanibalizm. Dzieci miały zakopywać w
                                                    ziemi ludzki resztki, które nie zostały spożyte podczas rytuału.

                                                    W wywiadzie udzielonym programowi „El Día” („Dzień”), w telewizyjnym Kanale 11,
                                                    diakon Padial nie ujawnił imion przypuszczalnych uczestników kanibalizmu
                                                    tłumacząc, że o wszystkim już została poinformowana prokuratura i tylko wymiar
                                                    sprawiedliwości może ujawnić nazwiska.

                                                    Diakon opowiadał, że 5-letnia dziewczynka powiedziała mu kiedyś, że miała w
                                                    swoich dłoniach serce jednej z zamordowanych osób, a inne dziecko powiedziało
                                                    mu, że własnymi rękami, na polecenie dorosłych, zamordowała niemowlaka i jego
                                                    matkę. Kiedy z niedowierzaniem usłyszał te pierwsze relacje, jedna z dziewczynek
                                                    powiedziała mu, że on również jadł ludzkie mięso, bowiem pewnego dnia zamieniono
                                                    w zamrażarce mięso wołowe na ludzkie i to właśnie mięso podano wszystkim do
                                                    zjedzenia.

                                                    Do pierwszego skandalu związanego z sierocińcem doszło w lutym 2002 r., kiedy
                                                    złożono donos na kucharkę sierocinca Dolores Mejía, która sama zgwałciła wiele
                                                    dzieci z przytułka. Kobieta ta została skazana na 15 lat więzienia. Ponownie
                                                    skandal wybuchł w marcu 2004 r.
                                                    www.ekumenizm.pl/content/article/20050220080910385.htm
                                                  • W sierocińcu w Higüey, w Republice Dominikańskiej, diakon z USA Rigoberto de
                                                    Jesús Padial, który był odpowiedzialny za prowadzony przez Kościół
                                                    rzymskokatolicki przytułek dla małych dzieci, w dniu 1 marca zawiadomił organy
                                                    ścigania o wielokrotnych gwałtach na co najmniej 13 dzieciach dokonywanych przez
                                                    pracowników ośrodka który prowadził.

                                                    Dwa lata wcześniej, 11 marca 2002 roku, złożył doniesienie na jedną z
                                                    pracownic, 53-letnią D.M., którą oskarżył o gwałt co najmniej na 9 chłopcach.
                                                    Kobieta został skazana na 15 lat więzienia. Dwa lata później historia się
                                                    powtórzyła i diakon zmuszony był poinformować o procederze organy ścigania.
                                                    Prokuratura i sądy nie kwestionowały zeznań diakona, ani też nie interesowały
                                                    się ilością dzieci, które przeszły przez przytułek. Zainteresowania nie
                                                    wzbudziła również relacja między diakonem a dyrekcją przytułku. Nikt się również
                                                    nie zainteresował programem edukacyjnym ośrodka, jego zasadami funkcjonowania,
                                                    ani też poziomem życia przebywających tam dzieci. Młodzi ludzie, w wieku od 3 do
                                                    11 lat, byli tam regularnie gwałceni, jak orzekli biegli lekarze, ale wina
                                                    spadła wyłącznie na pracowników.

                                                    Diakon zeznał przed sądem, że dziewczynki juz wcześniej alarmowały o fakcie
                                                    molestowania seksualnego przez pracownice ośrodka, które polegało na
                                                    przymuszaniu dzieci do seksu oralnego. Ponadto dzieci miały być zmuszane do
                                                    oglądania materiałów pornograficznych.

                                                    Już w czerwcu 2004 r. sędzia oświadczył, że istnieje wystarczająca liczba
                                                    dowodów przeciw siedmiu oskarżonym osobom. Troje z nich znalazło się w więzieniu.

                                                    20 maja lekarz zbadał 12 dziewczynek i okazało się cztery z nich już od dawna
                                                    mają przerwaną błonę dziewiczą, pozostałe mają błonę jeszcze nienaruszoną, ale
                                                    posiadają inne ślady, które wskazują na dokonywanie na nich czynności
                                                    seksualnych, tzn., według lekarzy, były one gwałcone przy pomocy palców.

                                                    14 czerwca sędzia przesłuchał sześć dziewczynek w wieku od 7 do 11 lat i jednego
                                                    6-letniego chłopca. Jak to zostało wyrażone przez jednego ze specjalistów,
                                                    chodziło o serię prawdziwych bestialstw. Dzieci zeznawały, jak były gwałcone, po
                                                    raz pierwszy nawet przez trzy osoby jednocześnie. Kobiety trzymały je za głowy i
                                                    zamykały im usta kiedy mężczyźni je gwałcili. Następnie kobiety zmywały ślady
                                                    krwi i przebierały dzieci. Wszystkie dziewczynki zeznały, że były gwałcone
                                                    wielokrotnie przez wielu mężczyzn, jedną z dziewczynek gwalcono także analnie.
                                                    6-letni chłopiec opowiedział, że został zgwałcony przez jednego mężczyznę, który
                                                    również zmusił chłopca, aby zrobił to samo z Luci. Kiedy sędzia zapytał, kim
                                                    jest Luci, chłopiec odpowiedział, że chodzi o psa. Śledztwo wykazało, że
                                                    pracownicy pobierali opłaty od osób, które gwałciły dzieci, jak również sami
                                                    mieli z dziećmi stosunki.

                                                    Miasto Dzieci „Świętego Franciszka Xawiera” w chwili obecnej jest zamknięte.
                                                    Dzieci zostały przeniesione, a reszta pracowników zwolniona. Miejsce jest
                                                    strzeżone przez służby wynajęte przez biskupa diecezji. Nie wiadomo jednak
                                                    dokładnie, gdzie teraz przebywają dzieci. Agencja Karaiby spekuluje, że część z
                                                    nich mogła zostać umieszczona u różnych rodzin i w innych ośrodkach.

                                                    Ośrodek "Miasto dzieci Świętego Franciszka Xawiera" znajduje się na wsi, w
                                                    strefie rolniczej, zdala od innych domostw. Na czele ośrodka stali, jak ich
                                                    nazywały dzieci, „wujek Rigo i ciocia Margarita”, katolicki diakon z USA i jego
                                                    żona pochodzenia kubańskiego. Od kilku tygodni znajdują się oni w Stanach
                                                    Zjednoczonych. Wielu specjalistów z podejrzliwością patrzy na fakt, że przez tak
                                                    długi czas obydwoje nie reagowali na prawdziwe orgie dokonywane w przytułku.
                                                    Diakon doniósł o wszystkim wymiarowi sprawiedliwości dopiero po tym, jak cztery
                                                    dziewczynki zagroziły, że opowiedzą o wszystkim swoim krewnym.
                                                    www.ekumenizm.pl/article.php?story=20041025214938220&query=diakon
                                                  • Jeden ksiądz zgwałcił uczennicę, drugi – 60-letniego dziadka, trzeci używał
                                                    seksualnie ministranta, który na znak protestu podciął sobie żyły i wyskoczył z ...
                                                    www.racjonalista.pl/ks.php/k,990/d,1
                                                  • Sobota, 2 września (16:05)

                                                    43-letni proboszcz jednej z parafii w Częstochowie został aresztowany pod
                                                    zarzutem gwałtu na 20-letniej kobiecie. Ksiądz nie przyznaje się do winy -
                                                    poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie Romuald Basiński.

                                                    Do zdarzenia miało dojść na terenie plebanii. Za gwałt grozi do 12 lat
                                                    pozbawienia wolności.

                                                    Źródło informacji: PAP

                                                    fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/Aresztowano_ksi%EAdza_podejrzanego_o_gwa%B3t,787445,2943#skipAd
                                                  • Joseph Ratzinger (obecnie papież Benedykt
                                                    XVI) został pozwany w procesie cywilnym? Jest oskarżony o spiskowanie z
                                                    archidiecezją Galveston-Houston w celu ukrycia przypadków molestowania chłopców
                                                    w latach 90.
                                                    serwisy.gazeta.pl/metroon/1,0,1937142.html
                                                    Skarżący domagają się odszkodowania.

                                                    Adwokat jednego z molestowanych chłopców twierdzi, że kardynał Ratzinger,
                                                    wówczas prefekt Kongregacji Nauki Wiary, uczestniczył w zacieraniu śladów i
                                                    pomógł sprawcy molestowania w ucieczce. Adwokat powołuje się m.in. na napisany
                                                    po łacinie list Ratzingera do biskupów na świecie z 18 maja 2001 roku z
                                                    informacją, że "ciężkimi przestępstwami", takimi jak molestowanie seksualne
                                                    nieletnich, będzie się zajmować jego kongregacja i że sprawy te są objęte
                                                    "tajemnicą pontyfikalną".
                                                    wiadomosci.wp.pl/kat,1356,wid,8346018,wiadomosc.html?ticaid=12988&_ticrsn=3


                                                    Jak twierdzi brytyjski tygodnik "The Observer", Watykan nakazał katolickim
                                                    biskupom ukrywać przypadki nadużyć seksualnych wśród duchownych. Pismo powołuje
                                                    się na dokument z 1962 roku (tajna instrukcja sygnowana przez papieża Jana XXIII
                                                    w dniu 16 marca 1962 roku).

                                                    INSTRUCTIO DE MODO PRCEDENDI IN CAUSIS SOLLICITATIONIS
                                                    (...) omnes et signuli ad tribunal quomodocumque pertinentes vel propter eorum
                                                    officium ad rerum notitiam admissi arctissimum secretum, quod secretum Sancti
                                                    Officii communiter audit, in omnibus et cum omnibus, sub poena excommunicationis
                                                    latae sententiae, (...)
                                                    Czyli (...) wszyscy i każdy z osobna przed trybunałem w jakimkolwiek charakterze
                                                    stojący lub gdyby kto z racji swego urzędu o sprawie tej ( przestępstw
                                                    seksualnych księży ) uzyskał wiedzę zobowiązany jest do zachowania
                                                    najściślejszej tajemnicy, która jest traktowana jako tajemnica Świętego Urzędu,
                                                    wszędzie i wobec każdego, pod groźbą ekskomuniki latae sententiae.

                                                    CO TO W KOńCU JEST?

                                                    To jest właśnie ta tajna instrukcja sygnowana przez papieża Jana XXIII w dniu 16
                                                    marca 1962 roku, a więc już za życia większości internautów!!!

                                                    O powadze z jaką Kościół traktuje tę sprawę może świadczyć memorandum przesłane
                                                    do wszystkich biskupów przez kardynała Ratzingera, szefa Kongregacji Doktryny
                                                    Wiary w 2001 roku !!!.

                                                    Sprawa posiada dwa aspekty - etyczny i praktyczny.
                                                    W wymiarze etycznym:
                                                    - godzi się uprzejmie zapytać naszych pasterzy, jakie wartości chrześcijańskie
                                                    (lub też inne)rozwijają w sobie stawiając wyżej dobro Kościoła, niż dobro
                                                    dzieci gwałconych przez pedofili w koloratkach?

                                                    W wymiarze praktycznym:
                                                    - tajna instrukcja papieża stanowi doskonałe usprawiedliwienie dla biskupów
                                                    tuszujących odchylenia swoich proboszczów i własne. Po prostu tylko wykonywali
                                                    rozkazy... hmm... - skąd to znamy?

                                                    Co więcej, jeżeli wasze dziecko zostanie zgwałcone w szkole przez księdza
                                                    katechetę, jego koledzy po fachu też mają siedzieć cicho, bo inaczej może ich
                                                    dosięgnąć ekskomunika latae sententiae.

                                                    W samych tylko USA, tylko w jednej diecezji bostońskiej 500 ofiarom pedofili w
                                                    koloratkach diecezja ma wypłacić około 85 000 000 dolarów odszkodowań za straty
                                                    moralne. Czy czasem nie przypominają się słowa Voltera "Boże strzeż nas przed
                                                    Kościołem"?

                                                    Według tygodnika, pismo liczące 69 stron zostało wysłane do wszystkich
                                                    katolickich biskupów na świecie. Podpisał je papież Jan XXIII, który wzywa do
                                                    zachowania ścisłej tajemnicy podczas zajmowania się przypadkami molestowania
                                                    seksualnego.

                                                    Nieposłusznym księżom grozi ekskomuniką, czyli wykluczeniem z kościoła. Do
                                                    utrzymania tajemnicy wzywa też domniemane ofiary, sugerując im złożenie
                                                    przysięgi milczenia. Według "Observera", Watykan przyznał, że dokument jest
                                                    prawdziwy.

                                                    Mimo głośnych przypadków ujawnienia pedofilii wśród księży w 2002 roku, Stolica
                                                    Apostolska nie zaprzestała stosowania polityki, której efektem było tolerowanie
                                                    podobnych nadużyć w innych krajach. Watykan zamiast stanąć wyraźnie po stronie
                                                    ofiar, tuszował ich krzywdę - twierdzi Colm O'Gorman autor programu "Sex Crimes
                                                    and the Vatican" nadanego przez telewizję BBC.
                                                    Tutaj jest zapis tego programu:
                                                    news.bbc.co.uk/1/hi/programmes/panorama/5402928.stm
                                                    Komentarz można sobie darować, bo i nasze atelie nie jest wolne od tego typu "WC".

                                                    W sukurs z pomocą Watykanowi pospieszył nasz wicepremier i minister edukacji
                                                    Roman Giertych i jako Lider LPR ogłosił, że nie będzie rozmawiał z żadnym z
                                                    dziennikarzy tej stacji. Poszło oczywiście o wyemitowaną przez BBC audycję o
                                                    molestowaniu seksualnym dzieci przez księży.
                                                    serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34397,3660453.html
                                                    Tu jest link do niekończącej się lisy z przypadkami seksualnego molestowania
                                                    dzieci przez duchownych, na całym świecie - też z polski:
                                                    www.multiline.com.au/~johnm/ethics/ethicscontents.htm
                                                    Co w Watykanie się robi z funkcjonariuszami zamieszanymi w tego typu działalność?

                                                    A oto jest odpowiedź:
                                                    Jan Paweł II powołał byłego arcybiskupa Bostonu, kardynała Bernarda Francisa Law
                                                    na urząd archiprezbitera rzymskiej bazyliki Matki Bożej Większej. Arcybiskup Law
                                                    w grudniu 2002 roku zrezygnował z kierowania bostońską archidiecezją w
                                                    następstwie ujawnienia faktów tuszowania seksualnych przestępstw, których na
                                                    dzieciach i młodzieży dopuszczali się podlegli mu księża.
                                                    www.kosciol.pl/article.php?story=20040529161207720[...]
                                                    Przyznanie kardynałowi, który właśnie z powodu ukrywania tych skandali musiał
                                                    ustąpić ze stanowiska, reprezentacyjnej funcji w samym sercu Rzymu jest przez
                                                    wielu amerykańskich katolików odbierane jako swego rodzaju demonstracja.
                                                    [...]
                                                    Takie publiczne potwierdzenie wysokiej i cenionej przez Watykan pozycji
                                                    kardynała Law pokopuje oświadczenia papieża dotyczące tragedii dzieci i
                                                    młodzieży spowodowanej milczeniem dostojników kościelnych. Nowa funkcja byłego
                                                    arcybiskupa Bostonu, choć jest głównie ceremonialna to wyraźne przesłanie, w
                                                    którym Watykan mówi że lojalność znaczy więcej niż odpowiedzialność i że nalezy
                                                    bardziej chronić duchownych niż dzieci - powiedział bostońskiej prasie
                                                    rozgoryczony Post."
                                                    (PS. Bohater tego skandalu prowadził mszę św. za Papieża podczas ceremonii
                                                    pogrzebowej
                                                    [...]
                                                    www.msmagazine.com/news/uswirestory.asp?id=6733
                                                    Papież odmawia spotkania sie z ofiarami wykorzystania seksualnego przez ksieży
                                                    katolickich, podczas jego wizyty w Kanadzie - "Pope Refuses To Visit With Sexual
                                                    Abuse Victims".

                                                    O "powadze" z jaką Kościół traktuje tę sprawę może świadczyć memorandum
                                                    przesłane do wszystkich biskupów przez kardynała Ratzingera (dzisiaj papieża
                                                    Benedykta XVI), byłego szefa szefa Kongregacji Doktryny Wiary w 2001 roku!!!.

                                                    Czy teraz już wiadomo, dla czego czemu papiż nie odebral "tytulu" kardynała temu
                                                    Bernardowi Law, i półtororocznej przerwie, dał mu prestiżową posadę w Rzymie?

                                                    W innych sprawach Watykan też nic nie robił. Papież zawsze chował głowę w piasek
                                                    i udawał, że nic nie wie, nie ma żadnej władzy, by zmienic postepowanie ksiedzy
                                                    i kościoła.

                                                    Niesamowity biedulek!
                                                    To jak rządzi tym całym Kościołem, skoro kazdy wie, że papież ma nieograniczoną
                                                    władzę w Kk!
                                                    Trudno to określić inaczej, jak "wzorcowym autorytetem moralnym i przekazaniem
                                                    miłości bliźniego" :((

                                                    Papież może więc mówić co chce, ale dopóki nie polecą głowy a niektórzy biskupi
                                                    tracą stanowiska, wszystko to nic nie znaczy!!!
                                                  • 1.
                                                    Pewien irlandzki mnich z zakonu norbertanów nazwiskiem Brendan Smyth
                                                    zasłynął tym, że w ciągu pięćdziesięcioletniej (1945-1994) posługi w Dublinie,
                                                    Belfaście i kilku miastach amerykańskich zgwałcił ok. 400 dzieci. Ojczulek miał
                                                    niezłe chody u zwierzchników w swoim zakonie, którzy zresztą o jego słabości
                                                    wiedzieli już w latach 40-tych, niemniej solidarnie trzymali buzie na kłódki.
                                                    Ba, czasami nawet pomagali: gdy w parafii, w której zakonnik aktualnie “uczył”,
                                                    wszystkie dostępne młode duszyczki były już zaliczone, przenosili delikwenta w
                                                    nowe miejsce, gdzie mógł sobie używać do woli, a poprzednim ofiarom i ich
                                                    rodzinom sobie znanymi sposobami zamykali usta. Aresztowanie rozrywkowego
                                                    norbertanina w 1994 i jego kolejne sprawy sądowe (w 1994 skazano go za 17
                                                    gwałtów w Belfaście, w 1997 za 74 gwałty w Dublinie, końca innych procesów już
                                                    nie dożył) wywołały niemały kryzys w katolickiej Irlandii – dość powiedzieć, że
                                                    zaowocowały lawiną ujawnień kolejnych ofiar chuci duchowieństwa, upadkiem
                                                    prawicowego rządu i spadkiem o niemal 20 procent frekwencji na niedzielnych mszach.

                                                    2.
                                                    Inny, tym razem amerykański, pedofil-rekordzista, John J. Geoghan, przez
                                                    30 lat posługi kapłańskiej “zaliczył” przynajmniej 130 dzieciaków. Jego także
                                                    uczynni zwierzchnicy po każdej większej wpadce przenosili do innej parafii, a
                                                    sprawie ukręcali łeb. Ojciec John wpadł, gdy zaczął się dobierać do chłopców na
                                                    przyparafialnym basenie. Bostońska archidiecezja do dziś negocjuje
                                                    odszkodowanie, jakie wypłaci ofiarom Geoghana (ostatnio mówi się o 65 milionach
                                                    dolarów).

                                                    3.
                                                    W październiku 2005 zakończyło się w Irlandii rządowe dochodzenie w
                                                    sprawie molestowania dzieci w malutkiej wiejskiej diecezji Ferns. W stan
                                                    oskarżenia postawiono 21 duchownych, którym zarzucono ponad 100 gwałtów na
                                                    dzieciach płci obojga. Trzeba przyznać, że duszpasterze zadziwiali pomysłowością
                                                    - np. w kościele parafialnym w Monageer urządzili sobie burdel, w którym
                                                    nastoletnie dziewczynki gwałcili… na ołtarzu. Biskup, jak zwykle, o wszystkim
                                                    wiedział, ale poprzestawał na delikatnych napomnieniach.


                                                    4.
                                                    Najdalej w miłości do dzieci posunął się południowoafrykański ksiądz,
                                                    który w 2004 z dwoma wspólnikami zgwałcił i zamordował 8-letnią dziewczynkę. Tym
                                                    razem hierarchowie nie próbowali wyciszać sprawy.

                                                    5.
                                                    W opublikowanym w lutym 2004 raporcie John Jay College na temat
                                                    molestowania nieletnich w Kościele Katolickim wyliczono, że w latach 1950-2002
                                                    tylko w sądach amerykańskich o napastowanie seksualne dzieci oskarżono 4 392
                                                    księży. Wśród 10 667 procesujących się ofiar większość stanowili chłopcy, którzy
                                                    w chwili popełnienia wobec nich przestępstwa mieli 11-14 lat. Najczęściej
                                                    ministranci.

                                                    6.
                                                    Wielu znanych z niestandardowego libido amerykańskich duchownych miało
                                                    polskie korzenie. Mimo to również woleli chłopców.

                                                    7.
                                                    W 2005 nowo wybrany papież Benedykt XVI zwrócił się do prezydenta Busha z
                                                    prośbą o list żelazny na czas potencjalnej pielgrzymki do USA (planowanej na maj
                                                    2007), który by go, jako głowę państwa, uchronił od aresztowania, gdy tylko
                                                    postawi stopę na amerykańskiej ziemi. Papież ma bowiem w Teksasie zaoczny proces
                                                    o tajny list, który w roku 2001, jeszcze jako kardynał Ratzinger, wysłał do
                                                    amerykańskich hierarchów. Zakazywał w nim władzom duchownym informowania władz
                                                    świeckich o wynikach śledztw w sprawie pedofilii księży w przypadkach, w których
                                                    nie upłynęło 10 lat od chwili, gdy ofiara osiągnęła pełnoletność. W USA
                                                    namawianie do krycia przestępcy to nie przelewki – nic dziwnego, że Ojciec
                                                    Święty chciał mieć pewność, iż po przybyciu do Ojczyzny Wolności nie trafi za
                                                    kratki.

                                                    8.
                                                    Joseph R. ze swymi nakazami trzymania przez księży buzi na kłódkę wcale
                                                    nie był pierwszy: w 1962 w Watykanie wydano dokument Instructio de modo
                                                    procedendi in causis de crimine sollicitationis (przekład na angielski) w którym
                                                    dla duchownych, którzy upubliczniliby przypadki molestowania seksualnego przez
                                                    innych duchownych, przewidywano karę ekskomuniki. Instrukcję odkryto przypadkiem
                                                    w roku 2003.

                                                    9.
                                                    W ukrywaniu (na poziomie centralnym) części przypadków molestowania przez
                                                    księży z ostatnich trzech dekad oprócz aktualnego papieża uczestniczyć musiał
                                                    (ze względu na piastowane stanowisko) przynajmniej jeden nasz rodak.

                                                    10.
                                                    W najnowszej (od dziś na półkach księgarń i kiosków) książce kardynała
                                                    Dziwisza “Świadectwo”, opisującej kulisy życia w Watykanie w latach 1978-2005,
                                                    nie ma o tym wszystkim ani słowa.
                                                    lysakowski.wordpress.com/2007/01/29/swiadectwo/
                                                    --
                                                    Niepotrzebne prawa osłabiają te, które są niezbędne.
                                                    (Montesquieu)
                                                  • Do trzech lat więzienia grozi księdzu Bronisławowi R. - oskarżonemu o
                                                    molestowanie pracownic i pacjentek szefowi Stowarzyszenia "Karan". Od roku
                                                    sprawa czeka na wyznaczenie terminu w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Pragi-Północ
                                                    - dowiedziała się PAP w źródłach sądowych.

                                                    Prokuratura Rejonowa Warszawa Praga-Północ zarzuciła temu księdzu ze
                                                    zgromadzenia pallotynów, że "przez wykorzystanie stosunku zależności doprowadził
                                                    podległe sobie pracownice oraz pacjentki Stowarzyszenia +Karan+ do poddania się
                                                    innej czynności seksualnej oraz kierował wobec nich groźby karalne".

                                                    "Oskarżony nie przyznał się do zarzutu" - powiedział we wtorek PAP prok. Paweł
                                                    Śledziecki, szef prokuratury na Pradze-Północ. Nie chciał wypowiadać się o
                                                    szczegółach sprawy. Dodał, że w śledztwie prokuratura zatrzymała paszport
                                                    księdzu, ale sąd uchylił tę decyzję. Oskarżony ma odpowiadać z wolnej stopy.

                                                    Akt oskarżenia wpłynął do sądu w marcu 2006 r., ale wciąż nie wyznaczono terminu
                                                    pierwszej rozprawy.

                                                    Sprawę opisała w 2005 r. "Gazeta Wyborcza". Powołując się na wypowiedzi
                                                    pracownic antynarkotykowego stowarzyszenia "Karan", gazeta pisała, że ksiądz R.
                                                    "szczypał, obmacywał, łapał za cycki, przemocą całował". Miał je pytać: "Nie
                                                    zgadzasz się na seks, bo jestem gruby?", a w przypływie złego humoru miał
                                                    wyzywać kobiety i je poniżać.

                                                    Oddzielnie pracownice wytoczyły księdzu proces o mobbing, żądając odszkodowania.
                                                    Ta sprawa jest zawieszona do rozstrzygnięcia procesu karnego.

                                                    Według "GW", o toczących się postępowaniach "wiedzą przełożeni księdza ze
                                                    zgromadzenia pallotynów". W 2005 r. stowarzyszenie oświadczyło, że
                                                    "opublikowanie materiału dotyczącego sprawy, która jest przedmiotem postępowania
                                                    sądowego ma na celu utrudnianie stronom prowadzenie procesu i wywoływanie presji
                                                    na skład orzekający".

                                                    Katolicki ruch antynarkotyczny "Karan" to obok Monaru największa społeczna
                                                    organizacja do walki z narkotykami. Ruch, stworzony przez ks. Bronisława R.,
                                                    działa w Warszawie i kilku innych miastach. Na stronach internetowych
                                                    stowarzyszenia Bronisław R. figuruje jako przewodniczący jego zarządu głównego.

                                                    "Karan" - organizacja pożytku publicznego - prowadzi ośrodki leczenia, poradnie,
                                                    przeprowadza szkolenia itp. Jedną z form aktywności jest program Stop Przemocy,
                                                    którego celem jest "zapobieganie, niwelowanie i zastępowanie agresji oraz
                                                    kształtowanie umiejętności prospołecznych wśród młodzieży".
                                                    (PAP)
                                                    www.money.pl/archiwum/wiadomosci_agencyjne/pap/artykul/ksiadz;oskarzony;o;molestowanie;seksualne;czeka;na;proces,90,0,226906.html
                                                    --
                                                    Jeśli mijasz się z prawdą, to przynajmniej się jej ukłoń. (Karol Kord)
                                                  • Ksiądz oskarżony o molestowanie seksualne chłopca i znęcanie się nad dziećmi
                                                    PAP 15:10

                                                    42-letni ksiądz Marek K. został oskarżony o molestowanie seksualne 14-letniego
                                                    chłopca i znęcanie się nad uczniami podczas lekcji religii, które prowadził w
                                                    szkole podstawowej i gimnazjum w Przewornie.


                                                    Akt oskarżenia w tej sprawie Prokuratura Rejonowa w Strzelinie skierowała do
                                                    tamtejszego sądu. Proces przeciwko księdzu ma rozpocząć się 17 sierpnia.

                                                    Szef prokuratury Ryszard Walkiewicz powiedział, że do molestowania doszło na
                                                    początku 2005 roku. Pokrzywdzony 14-latek był ministrantem. Z aktu oskarżenia
                                                    wynika, że ksiądz m.in. dotykał go w miejsca intymne. Chłopak opowiedział o
                                                    wszystkim szkolnej pedagog. Ta zawiadomiła o wszystkim prokuraturę.

                                                    Walkiewicz podkreślił, że w tej sprawie, nie przesądzając o niczyjej winie,
                                                    najważniejsze jest to, że podejrzane zachowanie księdza wobec ucznia szybko
                                                    zgłoszono organom ścigania.

                                                    W trakcie postępowania okazało się, że inne dzieci również skarżyły się na
                                                    księdza. Uczniowie mówili, że byli przez niego źle traktowani. Według
                                                    prokuratury, Marek K. na lekcjach religii wulgarnie odzywał się do uczennic.
                                                    Chłopców bił katechizmem po głowach. Kilku uderzył w kark i żebra.

                                                    Ksiądz nie przyznaje się do winy. Wyjaśnił w prokuraturze, że wszystkie zarzuty
                                                    to "pomówienia". Prokuratura powiadomiła o śledztwie Kurię Metropolitarną we
                                                    Wrocławiu. Oskarżony nie został nigdzie przeniesiony. Cały czas odprawia msze w
                                                    kościele w Przewornie. (grm)
                                                    wiadomosci.wp.pl/kat,1371,wid,8430234,wiadomosc.html?ticaid=14044
                                                    --
                                                    Niepotrzebne prawa osłabiają te, które są niezbędne.
                                                    (Montesquieu)
                                                  • Gość: Ed IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 31.10.06, 01:40
                                                    edico napisał:

                                                    > Sobota, 2 września (16:05)
                                                    >
                                                    > 43-letni proboszcz jednej z parafii w Częstochowie został aresztowany pod
                                                    > zarzutem gwałtu na 20-letniej kobiecie. Ksiądz nie przyznaje się do winy -
                                                    > poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie Romuald Basiński.
                                                    >
                                                    > Do zdarzenia miało dojść na terenie plebanii. Za gwałt grozi do 12 lat
                                                    > pozbawienia wolności.
                                                    >
                                                    > Źródło informacji: PAP
                                                    fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/Aresztowano_ksi%EAdza_podejrzanego_o_gwa%B3t,787445,2943#skipAd
                                                    Cóż za odmiana? Widocznie sama mu się pod sutannę wcisła i cóż miał biedny
                                                    robić? :))

                                                    Usłyszałem swego czasu w radiu, że ksiądz kogoś zgwałcił i pomyślałem
                                                    "normalka" będąc pewien, że znowu chodzi o jakiś gwałt na kleryku czy
                                                    ministrancie. A tu okazuje się, że to dwudziestoletnia kobieta!!!

                                                    No cóż, wyspowiada się wikaremu czy jakiemuś innemu prałatowi, odklepie parę
                                                    zdrowasiek, jakąś litanie na tę czyinną okoliczność i będzie rozgrzeszony.
                                                  • Gość: katloik IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.01.07, 22:33
                                                    moim zdaniem powinni normalnie żyć i płacić podatki i do roboty....
                                                  • Gość portalu: katloik napisał(a):

                                                    > moim zdaniem powinni normalnie żyć i płacić podatki i do roboty....

                                                    ... jak normalni ludzie.

                                                    --
                                                    Najbardziej dziwacznym ze wszystkich zboczeń seksualnych jest zachowanie
                                                    wstrzemięźliwości. (Remy de Gourmont)
                                                  • Gość: Ed IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.04.07, 14:13
                                                    "Daleko od Rzymu" - świadectwa 58 nowo narodzonych księży (1,18MB - 233 strony)
                                                    www.alberto.pl/download/daleko_od_rzymu.pdf
                                                    "Od tradycji do prawdy" - świadectwo byłego księdza Ryszarda Piotra Benneta
                                                    (0,08MB - 2 strony)
                                                    www.alberto.pl/download/od_tradycji_do_prawdy.pdf
                                                  • Gość: * IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.04.07, 12:39
                                                  • Na karę 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata, skazał sąd
                                                    rejonowy w Głogowie na Dolnym Śląsku księdza z jednej z tamtejszych parafii, za
                                                    to, że wykorzystał seksualnie 17-letniego ministranta. Wyrok jest nieprawomocny.


                                                    Księdzu wymierzono ponadto karę 600 zł grzywny i obciążono go kosztami procesu.
                                                    Sąd orzekł wobec niego także trzyletni zakaz prowadzenia działalności związanej
                                                    z wychowaniem i edukacją dzieci i młodzieży.

                                                    Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami. Decyzję o wyłączeniu jawności procesu
                                                    uzasadniono tym, że mógłby on obrażać dobre obyczaje lub naruszać ważny interes
                                                    prywatny pokrzywdzonego.

                                                    Pod względem wysokości kary wyrok nas satysfakcjonuje, ponieważ prokuratura
                                                    wnosiła o wymierzenie kary 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu -
                                                    powiedziała rzecznik Prokuratury Okręgowej w Legnicy Liliana Łukasiewicz.

                                                    Zdarzenie, które było powodem procesu, miało miejsce 23 stycznia 2006 r.
                                                    40-letni duchowny zaprosił do siebie na plebanię ministranta. Wówczas, według
                                                    prokuratury, miał nadużyć jego zaufania i m.in. czterokrotnie doprowadzić go do
                                                    obcowania płciowego.

                                                    Jak opowiadał sam pokrzywdzony, księdza znał od trzech lat a duchowny wydawał mu
                                                    się miły. Dlatego przyjął jego zaproszenie.

                                                    Ksiądz Marek zrobił mi herbatę z alkoholem, a gdy byłem oszołomiony, poprosił,
                                                    żebym mu pokazał mięśnie, bo chodzę na siłownię. Potem zaproponował położenie
                                                    się na łóżku i wykonanie mi masażu, wtedy to się stało; wykorzystał mnie -
                                                    powiedział tuż przed rozpoczęciem procesu pokrzywdzony chłopak.

                                                    Po wyjściu od księdza ministrant udał się wprost na policję. Tam zrelacjonował
                                                    zajście. Wówczas wezwano jego rodziców. Jego ojciec stwierdził, że był bardzo
                                                    zdenerwowany zdarzeniem. Wcześniej cieszyłem się, że syn angażował się w
                                                    kościele. Nie podejrzewałem, że może go spotkać coś takiego - powiedział. (bart)
                                                    wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1342&wid=8695284&rfbawp=1169221673.566&ticaid=13cfb
                                                    --
                                                    Jeśli mijasz się z prawdą, to przynajmniej się jej ukłoń. (Karol Kord)
                                                  • Ksiądz pedofil w areszcie! Były proboszcz parafii w Dębnicy (Kaszuby) może
                                                    trafić do więzienia na 12 lat. Był wyjątkowo bezwzględny. Najpierw dzieci upijał
                                                    i szprycował narkotykami. Później gwałcił. Niektóre ofiary namawiał do samobójstwa.

                                                    Policja zarzuca mu wykorzystywanie 14-letniego ministranta ze Stargardu
                                                    Szczecińskiego i sześciorga innych dzieci. Duchowny nie przyznaje się do winy.

                                                    W lipcu zeszłego roku proboszcz w tajemniczych okolicznościach zniknął z
                                                    parafii. Okazało się, że zabrał ze sobą 14-latka. Chłopiec wrócił po kilku
                                                    dniach. Chciał popełnić samobójstwo. Przyznał się, że namówił go do tego ksiądz.
                                                    Od tamtej pory policja szukała księdza listem gończym. Został złapany w sobotę
                                                    podczas rutynowej kontroli dokumentów.
                                                    www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=288&ShowArticleId=1007
                                                    Bartosz Wawro
                                                    --
                                                    Gdy zabraknie historii, zastępują ją bajki.
                                                    (Charles-Louis de Secondat de Montesquieu)
                                                  • Miejsce, w którym 20-latka powinna czuć się najbezpieczniej, okazało się dla
                                                    niej piekłem. Kiedy przyszła na plebanię, żeby ustalić szczegóły obozu
                                                    młodzieżowego, proboszcz rzucił się na nią i zgwałcił. Ksiądz zaprzecza, ale
                                                    prokuratura wierzy dziewczynie. Dziś w Częstochowie rozpoczął się proces w tej
                                                    sprawie.

                                                    Proces jest tajny. Księdzu grozi 12 lat więzienia. Na ławie oskarżonych siedzi
                                                    także przyjaciółka proboszcza, która namawiała zgwałconą do zmiany zeznań.

                                                    O tym skandalu w Częstochowie aż huczy. Kiedy kobieta poskarżyła się policji,
                                                    43-letniego księdza zatrzymano. Siedział w areszcie, a potem wyszedł na wolność.
                                                    Dostał dozór policyjny.
                                                    www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=45816
                                                    Artur Rumianek
                                                    --
                                                    Jeśli mijasz się z prawdą, to przynajmniej się jej ukłoń. (Karol Kord)
                                                  • - Ksiądz Marek zrobił mi herbatę z alkoholem, a gdy byłem oszołomiony, poprosił,
                                                    żebym mu pokazał mięśnie, bo chodzę na siłownię. Potem zaproponował położenie
                                                    się na łóżku i wykonanie mi masażu, wtedy to się stało; wykorzystał mnie -
                                                    zeznał 17-letni ministrant.

                                                    Jak opowiadał sam pokrzywdzony, księdza znał od trzech lat a duchowny wydawał mu
                                                    się miły. Dlatego przyjął jego zaproszenie.

                                                    Zdarzenie, które było powodem procesu, miało miejsce 23 stycznia 2006 r. w
                                                    Głogowie na Dolnym Śląsku. 40-letni duchowny zaprosił do siebie na plebanię
                                                    ministranta. Wówczas, według prokuratury, miał czterokrotnie doprowadzić go do
                                                    obcowania płciowego.
                                                    Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami. Decyzję o wyłączeniu jawności procesu
                                                    uzasadniono tym, że mógłby on obrażać dobre obyczaje lub naruszać ważny interes
                                                    prywatny pokrzywdzonego.

                                                    Jurnego księdza sąd rejonowy w Głogowie skazał na karę 6 miesięcy pozbawienia
                                                    wolności w zawieszeniu na dwa lata. Księdzu wymierzono ponadto karę 600 zł
                                                    grzywny i obciążono go kosztami procesu. Sąd orzekł wobec niego także trzyletni
                                                    zakaz prowadzenia działalności związanej z wychowaniem i edukacją dzieci i
                                                    młodzieży.
                                                    miedzynami.pl/viewtopic_newsy.php?t=3143
                                                    --
                                                    Niepotrzebne prawa osłabiają te, które są niezbędne.
                                                    (Montesquieu)
                                                  • Chcesz być spokojny o własne dziecko? Trzymaj je z dala od Kościoła. Nie można
                                                    się jednak dziwić, iż coraz głośniej mówi się o seksualnych nadużyciach kleru —
                                                    nie jest tak, że nagle diabeł ich opanował i ulegli kulturze panseksualizmu
                                                    współczesnego (jak wytłumaczył aktualne skandale prefekt Kongregacji
                                                    Duchowieństwa, kard. Hoyos). Te nadużycia były zawsze odkąd jest celibat, tylko
                                                    nigdy się o nich nie mówiło. To nie mentalność liberalna współczesnych
                                                    społeczeństw do tego się przyczynia, lecz system za pomocą którego Kościół
                                                    urzeczywistnia kapłaństwo - brak święcenia kobiet, a przede wszystkim celibat.
                                                    Dzięki niemu w klasztorach i seminariach ukrywać się mogą mężczyźni o
                                                    wypaczonych skłonnościach seksualnych, które dodatkowo w tych warunkach wzmagają
                                                    się i rozwijają. Należy znieść celibat i uczłowieczyć kapłaństwo — w to chyba
                                                    dziś nikt trzeźwo myślący nie wątpi. I aby do tego dojść wcale nie potrzeba było
                                                    obecnych skandali, bowiem i bez nich jest to uzasadnione i konieczne.

                                                    Kościoły zachodnie przeżywały już swoje fale seksualnych skandali. Obecnie
                                                    dochodzą one do Polski i z całą pewnością nie koniec na sprawie Paetza.

                                                    Austria: Wielkim ciosem dla tamtejszego Kościoła była sprawa Hansa Hermanna
                                                    Groëra — najwyższego hierarchy katolickiego w Austrii. Sprawa ta wywołała
                                                    najpoważniejszy kryzys w austriackim Kościele, doprowadzając w nim do rozłamu
                                                    niemalże. Najważniejszą tego przyczyną, oprócz makabryzmu nadużyć, było długie
                                                    milczenie Kościoła, który dopiero po trzech latach od ujawnienia pierwszych
                                                    zarzutów w 1995 roku uznał je za prawdziwe i podjął stosowne kroki. Na początku
                                                    1995 arcybiskup Gröer wystosował do wiernych list pasterski, w którym karci ich
                                                    za ...rozpasanie seksualne. Wkrótce potem ujawniają się osoby, które utrzymują,
                                                    iż jako dzieci byli przez arcypasterza molestowani seksualnie (m.in. w
                                                    przyklasztornej szkole). Po ujawnieniu zarzutów biskupi solidaryzują się z
                                                    Gröerem, utrzymując, że jest to "oszczerstwo, jakiego nie było od czasu
                                                    nazistowskich procesów duchownych pod pozorem ich homoseksualizmu". W 1998
                                                    pojawiają się kolejne zarzuty, m.in. namawianie do stosunków współbraci w zakonie.

                                                    Francja: w 1998 ks. Rene Bisset aresztowany pod zarzutem gwałtu na 12 chłopcach
                                                    (w 2000 r. skazany na 18 lat więzienia), biskup Pican oskarżony o ukrywanie tego
                                                    faktu (skazany na 3 miesiące w zawieszeniu). Obecnie 'na celowniku' znalazł się
                                                    biskup paryskiej diecezji Jean-Michel Di Falco, oskarżony o molestowanie
                                                    seksualne nieletnich; ten jednak zaprzeczył i wniósł do sądu skargę o
                                                    zniesławienie. Już przeniesiono go poza Paryż.

                                                    Irlandia: W latach 1980 -1998 w oskarżono łącznie 48 duchownych — księży,
                                                    zakonników i zakonnice (w tej liczbie byłych księży, zakonników i zakonnice) o
                                                    molestowanie seksualne. Jedną osobę uniewinniono, w stosunku do czterech
                                                    postępowanie umorzono. Oskarżonych księży i byłych księży było 26. Były to różne
                                                    rodzaje spraw — od oskarżeń o mniejszej wadze po bardzo poważne przestępstwa na
                                                    tle seksualnym popełnione na nieletnich (spora część spraw dotyczyła zakonników
                                                    pracujących w szkołach zawodowych i domach dziecka). W wyniku tego autorytet
                                                    Kościoła w społeczeństwie znacznie osłabł. W lutym 2002 specjalna komisja
                                                    państwowo-kościelna powołana w tej sprawie zdecydowała, że katolickie zakony w
                                                    Irlandii wypłacą ofiarom molestowania seksualnego (3,500 ofiar) odszkodowania w
                                                    wysokości 128 mln euro (!). Równocześnie rząd Irlandii ze swej strony wypłaci
                                                    ofiarom ok. 500 mln euro.

                                                    Anglia: W roku 2000 toczyło się postępowanie wobec 21 księży katolickich,
                                                    pedofilów. Rekordzistą był ks. Hill — dziesięć udowodnionych gwałtów.

                                                    USA: W 1999 roku ukazała się książka The Changing Face of Priesthood
                                                    (Zmieniające się oblicze kapłaństwa) Donalda Cozzensa, profesora teologii z
                                                    Cleveland w stanie Ohio, w której autor dowodził, że blisko połowa księży i
                                                    seminarzystów w Stanach Zjednoczonych jest homoseksualistami. Od dwóch miesięcy
                                                    Kościół amerykański przeżywa wielki kryzys związany z nadużyciami kleru wobec
                                                    nieletnich, skargi przybrały masowy charakter (oskarżonych jest już 2.000
                                                    księży). Amerykańska prasa i telewizja pełne są relacji byłych ministrantów i
                                                    alumnów, którzy z drastycznymi nieraz szczegółami — mimo publikowania za ich
                                                    zgodą ich nazwisk i zdjęć — opowiadają jak byli seksualnie wykorzystywani. Mówi
                                                    się też o jak najszybszej głębokiej reformie Kościoła (m.in. kapłaństwo kobiet i
                                                    celibat). Już publicznie proszą wiernych o wybaczenie. Lecz nie tylko -
                                                    potrzebne jest i aktywne wsparcie, bowiem ...odszkodowania przekraczają ich
                                                    możliwości finansowe! 86 osób złożyło skargę wobec księdza Johna J. Geoghana,
                                                    który dopuścił się nadużyć wobec 130 młodych chłopców (część z nich zgwałcił).
                                                    Arcybiskup Bostonu, kardynał Bernard Law, wiedział o postępowaniu księdza od
                                                    ponad 20 lat, ale skargi na księdza załatwiał w drodze tajnych układów z
                                                    ofiarami, wypłacając im pokaźne sumy. Geoghan był tylko przenoszony z parafii do
                                                    parafii, ale nadal bezkarnie wykorzystywał chłopców. Archidiecezja bostońska ma
                                                    zapłacić 30 mln dolarów. Nie mają tyle. Muszą sprzedać część majątku
                                                    kościelnego. W Palm Beach na Florydzie miejscowy biskup Anthony OConnell podał
                                                    się do dymisji, kiedy jeden z jego byłych wychowanków Christopher Dixon ujawnił,
                                                    że ponad 20 lat temu był przez niego molestowany. Poprzednik OConnella na tym
                                                    samym stanowisku ustąpił pod naciskiem podobnych oskarżeń. W innych diecezjach
                                                    hierarchom zarzuca się, że nie reagowali właściwie na doniesienia o gwałtach i
                                                    molestowaniu przez podległych im księży. W Bridgeport w stanie Connecticut
                                                    księży-pedofili osłaniał biskup Edward Egan, obecny kardynał i arcybiskup Nowego
                                                    Jorku. W Filadelfii arcybiskup tego miasta, kardynał Anthony Bevilacqua,
                                                    przeprosił za seksualne wykroczenia 35 księży. Po cichu wypłacane dotąd latami
                                                    rekompensaty dla ofiar sięgnęły kwoty około miliarda dolarów. Niezależnie od
                                                    tego, przeciw Kościołowi skierowano teraz liczne pozwy sądowe, które jeszcze
                                                    bardziej uszczuplą jego zasoby finansowe.

                                                    W Polsce też od czasu do czasu słyszało się tu i ówdzie o kolejnych sprawach
                                                    księży o przestępstwa seksualne (oczywiście utajnianych z powodów obyczajowych
                                                    lub moralnych). W ubiegłym roku zaczęło się mówić o abp. Juliuszu Paetzie, co
                                                    narodowi objawiono dopiero w ubiegłym miesiącu. Ale jeszcze dobrze hierarchowie
                                                    potu nie obtarli po rozdmuchaniu sprawy Paetza, a tutaj kolejny wyprysk systemu
                                                    — w niecały tydzień później. 44-letni ksiądz z Tomaszowa Lubelskiego
                                                    podejrzewany o zgwałcenie 60-letniego dziadka z tej samej miejscowości! Jak
                                                    zwierzył się wykorzystany nieborak, ksiądz nie opanował swoich żądz na początku
                                                    lutego po spotkaniu towarzyskim przy alkoholu w mieszkaniu opodal miejsca
                                                    zamieszkania dziadka. Po kilku dniach, jak doszedł po wszystkim do siebie —
                                                    zawiadomił policję.

                                                    Ciekawe kiedy u nas Kościół doczeka się takich kar jak np. w USA ? Ale cóż tam,
                                                    płaci się świadomie na autka, można więc iść z postępem — płacić na
                                                    odszkodowania za wybryki seksualne księży, których zmogły okowy celibatu.

                                                    Choć te skandale niekoniecznie przyczynią się do upadku Kościoła, tak jedno jest
                                                    pewne, że nagłaśnianie tych spraw spowoduje zupełną kompromitację celibatu i
                                                    następca naszego nieprzejednanego papieża nie będzie miał wyjścia jak go po
                                                    prostu znieść. Św. Paweł mówił wprawdzie o wyższości życia dziewiczego, lecz
                                                    radził przy tym, aby zawierać małżeństwa, jeśli się nie da rady żądz na wodzy
                                                    utrzymać. Nasi pasterze mają z tym coraz większe problemy. Ale jest jeszcze
                                                    jedno rozwiązanie — Jezus wspominał, iż są rzezańcy, którzy pozbawili się
                                                    odpowiednich organów "dla Królestwa niebieskiego", przeto skoro pasterze nie
                                                    potrafią opanować chuci, a zarazem Kościół nie zezwala im ich
                                                    zinstytucjonalizować, może więc należy ich kastrować na chwałę Bożą, a nasz
                                                    spokój? Wszystko wedle słów Jezusa, które w Ewangelii znajdziecie !
                                                    Autor tekstu: Mariusz Agnosi
                                                  • www.aagd.pl/racja/prasowka/art24.html
                                                    --
                                                    Jeśli mijasz się z prawdą, to przynajmniej się jej ukłoń. (Karol Kord)
                                                  • Ksiądz z małej parafii zgwałcił, okradł i sponiewierał. Tak przynajmniej
                                                    napisali w gazecie. Parafianie kipią żądzą mordu i generalnie wszyscy są
                                                    oburzeni, a najbardziej ów ksiądz, bo chłopina niewinny jest wyjątkowo. Jedzie
                                                    więc do redakcji wylewać gorzkie żale i słyszy, że, owszem, sprostować mogą, ale
                                                    ksiądz gazetę wesprzeć musi solidnym datkiem, bo inaczej brnąć będą w tę smaczną
                                                    historię dalej i dalej. A wiadomo, że sądy nierychliwe.

                                                    Biedaczyna więc dla świętego spokoju płaci, a następnego dnia czyta, że owszem
                                                    ksiądz zgwałcił, okradł i sponiewierał, ale nie ten, tylko tamten z sąsiedniej
                                                    parafii. I dawaj cały numer od początku. Bo w kraju parafii dostatek. Taką
                                                    historyjkę opisał w jednej ze swoich powieści Mario Vargas Llosa. Gazeta była,
                                                    rzecz jasna, latynoska i wymyślona (podobno), więc nie ma się co martwić.
                                                    Przypomniałem sobie w tym tygodniu tę opowieść, kiedy to jeden z naszych
                                                    tabloidów wystraszył czytelników na pierwszej stronie twarzą księdza z podpisem
                                                    „to on opętał zakonnice”. Chodziło oczywiście o kapłana - guru betanek. Okazało
                                                    się, że wszystko się zgadza, tylko ksiądz nie ten. Pomylono zdjęcia, tyle że tym
                                                    razem nie z premedytacją, ale w wyniku rzemieślniczego błędu. W końcu nie błądzi
                                                    tylko ten, który nic nie robi, a w popkulturze - w której tabloidy są kołem
                                                    zamachowym - robi się aż za dużo.

                                                    Popkultura bowiem gwiazd potrzebuje bardzo i zawsze, do tego w ilościach
                                                    hurtowych, bo przecież czytelnicy i widzowie kochają zmiany. I to kochają coraz
                                                    mocniej. Z tym, że po to, by paleta emocji była pełna, trzeba też kreować
                                                    antygwiazdy - te wszystkie czarne ludy, które, ogrywane w kolejnych numerach,
                                                    pozwolą nam zogniskować wściekłość i poczuć się odrobinę lepiej. Tak więc w
                                                    ostatnich dniach mieliśmy superbohatera Boruca, co jak Kozietulski runął na
                                                    szkockich chuliganów, to i zaraz też antybohatera Radzia Majdana, który zdradzał
                                                    Dodę i pobił fotografa. Oczywiście, tak jak zdarzają się bohaterowie
                                                    pięciominutowi, tak i są tacy antybohaterowie - i tu najczęściej prym wiodą
                                                    różni dewianci i dziwacy. Bo tak jak kiedyś wszystko było polityką, tak dziś
                                                    wszystko można zmielić w kulturę pop.

                                                    W galopadzie, jaką stała się produkcja mediów, trafiają się więc wpadki. Ksiądz,
                                                    który straszył na okładce, to oczywiście nie pierwszyzna - jakiś czas temu
                                                    opublikowano fotkę pedofila, a potem okazało się, że to inny facet z tej samej
                                                    firmy, przejawiający zdecydowanie zdrowsze zainteresowania seksualne. Zważywszy
                                                    na poetykę tabloidów, czyli eskalację mocnych słów, takie zdjęcia mają jednak
                                                    potężną siłę rażenia.

                                                    Tego typu historyjki krążą potem jako anegdotki - wiadomo, że nikt tego
                                                    złośliwie nie sprokurował, a bohater takiej afery poza jednodniowym stresem
                                                    zyskać może tylko mołojecką chwałę i parę groszy z odszkodowania. Tyle że ten
                                                    jednodniowy stres bywa potężny. Zresztą dzisiaj czasy takie, że człowiek sam nie
                                                    wie, czy gdzieś nie zmajstrował czegoś, co ktoś uznał za podłe i niegodziwe. W
                                                    sam raz na krwistą okładkę.
                                                    www.express.bydgoski.pl/look/article.tpl?IdLanguage=17&IdPublication=2&NrIssue=586&NrSection=100&NrArticle=64452&IdTag=185
                                                    --
                                                    Niepotrzebne prawa osłabiają te, które są niezbędne.
                                                    (Montesquieu)
                                                  • Proboszcz parafii w małej wsi Połoski molestował na lekcjach religii swoje
                                                    uczennice. Księdza aresztowano. Sądu nie przekonało poręczenie biskupa siedleckiego.

                                                    Dzieci ze wsi Połoski pod Białą Podlaską przez dwa lata, czuły lęk przed
                                                    pójściem do szkoły. Na lekcjach religii chłopcy byli zastraszani i bici, a
                                                    dziewczynki molestowane seksualnie. Ksiądz proboszcz wzbudzał w dzieciach
                                                    potworny strach.

                                                    - Dziecko budziło się rano z płaczem. Pytało się czy dziś jest w szkole religia?
                                                    Kiedy mówiłam, że jest, nie chciało iść do szkoły – mówi matka jednej z
                                                    molestowanych dziewczynek.

                                                    O sprawie molestowania dziewczynek zrobiło się głośno w grudniu, gdy na policję
                                                    zgłosili się rodzice sześciu uczennic w wieku od 7 do 9 lat, które zeznały w
                                                    obecności psychologa, że katecheta wielokrotnie dotykał ich ud i pośladków.

                                                    Gdyby rodzice nie zauważyli, że z ich dziećmi dzieje się coś złego, cała afera
                                                    pewnie nie wyszłaby na jaw.
                                                    uwaga.onet.pl/1186449,archiwum.html
                                                    --
                                                    Niepotrzebne prawa osłabiają te, które są niezbędne.
                                                    (Montesquieu)
                                                  • Zbigniew Sz., były proboszcz i katecheta z Połosek, spędzi dwa lata w więzieniu
                                                    za molestowanie uczennic. Ksiądz sam wymierzył sobie karę.

                                                    O tym, że ksiądz molestował dziewczynki na lekcjach religii, policję powiadomili
                                                    rodzice. Sześć uczennic, w wieku od siedmiu do dziewięciu lat, zeznało w
                                                    obecności psychologa, że katecheta wielokrotnie dotykał ich pośladów i ud.
                                                    Sprawę molestowanie próbował ukryć dyrektor szkoły. Dał rodzicom do podpisania
                                                    oświadczenia, że nie będą składać skarg i zażaleń na księdza.

                                                    W trakcie procesu duchowny przyznał się do winy. Zaproponował też dla siebie
                                                    karę dwóch lat pozbawienia wolności. Sąd przychylił się do propozycji. Dodatkowo
                                                    zakazał mu wykonywania zawodu nauczyciela przez 10 lat.
                                                    uwaga.onet.pl/1208418,1,zwrocuwage.html
                                                    --
                                                    Niepotrzebne prawa osłabiają te, które są niezbędne.
                                                    (Montesquieu)
                                                  • Gość: r IP: *.chello.pl 21.06.08, 20:11
                                                  • Mieszkańcy niewielkiego Barcina na Pomorzu boją się własnego księdza. Trudno im
                                                    się dziwić, ponieważ ksiądz Jerzy to pedofil z wyrokiem. Dwa lata temu został on
                                                    usunięty z innej parafii za seksualne wykorzystywanie nieletnich chłopców.
                                                    Parafian nikt nie uprzedził o skłonnościach nowego księdza, a proboszcz, choć
                                                    wiedział o nich, przemilczał sprawę. Dziś ksiądz Jerzy, mimo 5-letniego zakazu
                                                    pracy z dziećmi, spokojnie odprawia msze.
                                                    wydarzenia.wp.pl/kat,33326,wid,8064053,wiadomosc.html?ticaid=13cfc&_ticrsn=5
                                                    --
                                                    Gdy zabraknie historii, zastępują ją bajki.
                                                    (Charles-Louis de Secondat de Montesquieu)
                                                  • „Ksiądz robi ze mną to, co mężczyzna robi z kobietą. Zdejmuje mi ubranie,
                                                    podnosi sutannę, sadza mnie sobie na kolanach, mówi bym był spokojny...":
                                                    dziesięcioletnie dziecko wyjawia babci to, czego nie miało odwagi opowiedzieć
                                                    matce z lęku przed „dostaniem po buzi". Lub „zostaniem aresztowanym", jeśli nie
                                                    zachowa tajemnicy...
                                                    psr.racjonalista.pl/kk.php/s,4524
                                                    --
                                                    Niepotrzebne prawa osłabiają te, które są niezbędne.
                                                    (Montesquieu)
                                                  • Abp sprzedaje biurowiec, by wypłacić odszkodowania dla ofiar molestowania

                                                    Arcybiskup Los Angeles, kardynał Roger Mahony sprzeda główny budynek biurowy
                                                    należący do archidiecezji. Pieniądze przeznaczy na obronę w procesach
                                                    wytaczanych archidiecezji z powodu molestowania seksualnego przez księży oraz na
                                                    zasądzone odszkodowania - podaje BBC.

                                                    Kard. Mahony zapowiedział też, że 50 innych mniejszych budynków zostanie
                                                    wystawionych na sprzedaż, by sfinansować obronę i odszkodowania w "setkach
                                                    spraw" o molestowanie. Nie powiedział jednak, kiedy dokładnie archidiecezja
                                                    sprzeda nieruchomości.

                                                    Arcybiskup Los Angeles jest głową największej w Stanach archidiecezji Kościoła
                                                    katolickiego. Jej 4,3 mln wiernych zgromadzonych jest w prawie 300 parafiach.

                                                    W grudniu - zgodnie z danymi publikowanymi przez BBC - archidiecezja wydała 60
                                                    milionów dolarów na pokrycie kosztów 46 spraw sądowych o molestowanie i na
                                                    odszkodowania dla ofiar księży. Większość tych procesów dotyczyła zdarzeń z
                                                    dwóch okresów: sprzed 1950 roku i po 1987, gdy ubezpieczenie Kościoła Los
                                                    Angeles od skarg na molestowanie seksualne było ograniczone bądź Kościół nie
                                                    wykupywał go wcale.

                                                    Potrzebny miliard dolarów

                                                    Archidiecezja przygotowuje się już jednak na wydatki związane z kilkuset
                                                    kolejnymi pozwami - część z tych spraw od kilku lat toczy się w sądach, wkrótce
                                                    zapadną wyroki. Według szacunków, w kolejnych kilku latach przeciw Kościołowi
                                                    Los Angeles trafi do sądów ponad 500 skarg, co może w efekcie kosztować
                                                    archidiecezję ponad miliard dolarów.

                                                    - Zawsze uważałem, że firmy ubezpieczeniowe powinny brać odpowiedzialność za
                                                    odszkodowania. Chcemy się jednak przygotować, by zapłacić tę część, której nie
                                                    pokryją ubezpieczenia - oświadczył kard. Mahony.

                                                    Pierwszy do sprzedania: 12-piętrowy biurowiec

                                                    Arcybiskup zdecydował, że jako pierwszy zostanie sprzedany 12-piętrowy biurowiec
                                                    w Los Angeles, główna siedziba administracji archidiecezji. Powołał także grupę
                                                    roboczą, która wskaże kolejne 50 nieruchomości, jakie "w niedalekiej
                                                    przyszłości" będą po kolei sprzedawane. - Nie sprzedamy siedzib parafii, ani
                                                    budynków szkół parafialnych. Duchowni nie poniosą z powodu pozwów żadnych strat
                                                    - zapowiedział kard. Mahony.

                                                    W ostatnich latach w Kościele katolickim w Stanach doszło do serii skandali
                                                    związanych z oskarżeniami o seksualne molestowanie dzieci. Najgłośniejsza była
                                                    afera w Bostonie w 2002 roku, w której skargi złożyło kilkadziesiąt osób.
                                                    serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34180,4135654.html
                                                    --
                                                    Niepotrzebne prawa osłabiają te, które są niezbędne.
                                                    (Montesquieu)
                                                  • Kościół jawnych księży gejów nie akceptuje, a tych ujawnionych – pozbawia sutanny
                                                    Geje jednak chętnie idą do seminariów, pielęgnując swój homoseksualizm w ukryciu
                                                    i poza Kościołem.

                                                    Podobno w sprawach religijno-obyczajowych Polska kroczy śladem Hiszpanii. A ile
                                                    lat do przodu jest Hiszpania? Przynajmniej pięć – hiszpański ksiądz Jose Mantero
                                                    w roku 2002 przyznał, że jest gejem i prowadzi aktywne życie seksualne. Z kolei
                                                    włoscy księża homoseksualiści napisali list (anonimowy), w którym przekonują, że
                                                    "orientacja seksualna nie przeszkadza im być dobrymi kapłanami".

                                                    W Europie geje chcą więc być uznawani za godnych kapłaństwa. Jeśli w Polsce mówi
                                                    się o księżach gejach, to przy okazji skandali związanych z molestowaniem
                                                    seksualnym, często myląc zachowania homoseksualne z pedofilskimi.

                                                    Żaden polski duchowny nie przyznał się do homoseksualizmu. Homoseksualizm księży
                                                    jest tematem tabu do tego stopnia, że TVP ocenzurowała brytyjski serial
                                                    komediowy "Mała Brytania", wycinając fragmenty z udziałem pastora geja i jego
                                                    partnera.

                                                    W "Katechizmie Kościoła Katolickiego" odróżnia się akty homoseksualne od
                                                    tendencji homoseksualnych: sam akt to grzech, choć gejom jako osobom należy się
                                                    szacunek. W sierpniu 2005 roku watykańska Kongregacja do spraw Wychowania
                                                    Katolickiego wydała "Instrukcję dotyczącą kryteriów rozeznawania powołania w
                                                    stosunku do osób z tendencjami homoseksualnymi w kontekście przyjmowania ich do
                                                    seminariów i dopuszczania do święceń". Sprecyzowano: "Jeśli kandydat uprawia
                                                    homoseksualizm albo wykazuje głęboko zakorzenione tendencje homoseksualne, jego
                                                    kierownik duchowy, a także spowiednik, ma obowiązek odwieść go w sumieniu od
                                                    podążania w kierunku święceń". Kościelni psycholodzy korzystają przy tym z
                                                    teorii zakwestionowanych dziesięciolecia temu przez psychologię (brak ojca w
                                                    dzieciństwie i zły kontakt z matką jako źródło homoseksualizmu). Na tej
                                                    podstawie święcie wierzą, że gej powinien się leczyć, byle nie w seminarium.

                                                    Instrukcja ukazała się, jak w niej napisano, "pod wpływem obecnej sytuacji".
                                                    Można się domyślić, że chodzi o doniesienia o zachowaniach homoseksualnych wśród
                                                    duchowieństwa na całym świecie oraz o molestowaniu seksualnym. W instrukcji
                                                    przyznano – kwestia "stała się bardziej nagląca".
                                                    wiadomosci.onet.pl/1422374,240,kioskart.html
                                                    --
                                                    Gdy zabraknie historii, zastępują ją bajki.
                                                    (Charles-Louis de Secondat de Montesquieu)
                                                  • Duchowni na kilka sposobów ukrywają się przed Kościołem, a czasem przed samymi sobą.

                                                    Zakochują się, zazdroszczą, uprawiają ostry seks do wyczerpania. Ksiądz gej nie
                                                    różniłby się od geja świeckiego, gdyby za ujawnienie jego homoseksualizmu nie
                                                    groziło mu wyrzucenie zza ołtarza. Dlatego duchowni na kilka sposobów ukrywają
                                                    się przed Kościołem, a czasem przed samymi sobą. Tylko nieliczni osiągają ideał
                                                    duchownego – tak potrafią skupić się na swojej posłudze, że ich seksualność jest
                                                    dla nich stratą czasu i przestaje być problemem.

                                                    O praktyce geja w Kościele rozmawialiśmy z księżmi, zakonnikami, a także z ich
                                                    partnerami, którzy nie są osobami duchownymi. Niemal wszyscy w różnych aspektach
                                                    swego homoseksualizmu sprzeniewierzają się nauce Kościoła

                                                    Prawdziwa miłość

                                                    Partner od pierwszego wejrzenia. Bartek jest przystojnym mężczyzną około
                                                    trzydziestki. Planuje wyjazd do pracy do Londynu. – Lubię mundurowych – zwierza
                                                    mi się. – Może to mój fetysz, no ale lubię mężczyzn wychowanych do dyscypliny.
                                                    Współżyłem z 10 księżmi. Z kilkoma wielokrotnie. Dzwonią do mnie. Czekają.
                                                    Spotykamy się. Czasami jest to hotel, czasami plebania, gdzie za ścianą jest
                                                    inny ksiądz.

                                                    Jarek kończy studia w Krakowie. – Przez rok spotykałem się z księdzem –
                                                    wspomina. – Mimo że nasze spotkania nie były częste i musieliśmy jechać do
                                                    siebie wiele kilometrów, to był dobry rok. Świata poza sobą nie widzieliśmy.
                                                    Miałem 20 lat, on był po trzydziestce. Typowe: 20-latek i gość starszy nawet o
                                                    kilkanaście lat.

                                                    Instrukcje nakazują celibat. Seminaria mają przygotować kleryków tak, by ich
                                                    miłość kapłańska była niepodzielna. Rozwojowi tej miłości ma służyć składane
                                                    podczas święceń przyrzeczenie celibatu. W adhortacji "Pastores dabo vobis" Jan
                                                    Paweł II pisał, że celibat to dar z siebie, i podał teologiczną motywację
                                                    kościelnego prawa o celibacie: "Kościół jako oblubienica Chrystusa pragnie, aby
                                                    kapłan miłował go w sposób całkowity i wyłączny, tak jak umiłował go Jezus
                                                    Chrystus Głowa i Oblubieniec".

                                                    Niezachowanie celibatu jest naruszeniem przykazania czystości oraz cnoty
                                                    religijności, a usiłowanie zawarcia ślubu cywilnego pociąga za sobą
                                                    automatycznie ciężkie kary kościelne, aż po ekskomunikę (kanony 1394–1395).

                                                    Duchowny szarpany uczuciem. Rafał jest księdzem od 1997 roku. Przed pięcioma
                                                    laty Dominik, jego o kilka lat starszy kolega z tej samej diecezji na południu
                                                    Polski, wyznał, że jest gejem. – To mnie zszokowało – wspomina Rafał. – Nie
                                                    byłem w stanie dalej jeść obiadu, na który umówiliśmy się w Sphinksie. Nie
                                                    myślałem, że Dominik jest gejem, jak ja nim jestem.

                                                    Teraz siedzimy w tej samej restauracji i rozmawiamy swobodnie, ale wówczas Rafał
                                                    nie wyznał Dominikowi swego sekretu. Powiedział po pięciu latach, gdy Dominik
                                                    zdecydował się porzucić sutannę.

                                                    Rafał był wtedy w związku z chłopakiem, który właśnie skończył studia
                                                    licencjackie. Poznali się na Gadu-Gadu. Bez imion, bez nicków, tylko pseudo
                                                    "gay". Spotkali się w mieszkaniu księdza już po drugim czacie. Mieli mówić o
                                                    tym, jak trudno być gejem w Polsce. Skończyli, pieszcząc się pod prysznicem.
                                                    Młody przyjaciel chwilami pomieszkiwał na plebanii.

                                                    – Nie jesteśmy już razem – wyjaśnia Rafał. – Skończyło się dzięki pomocy
                                                    Dominika, który chcąc dobrze, doprowadził do naszego rozejścia. Przeżywaliśmy
                                                    kryzys. Zazdrość. Jak w trudnym małżeństwie. Ja zakochany po uszy. I mój młody
                                                    partner zdolny do seksu z innym – wspomina. Rafał mimo rozstania wciąż kocha
                                                    byłego partnera. Nie szuka innych, nie zagląda na internetowe czaty. I chce
                                                    pozostać księdzem. Dominik z kapłaństwa zrezygnował.
                                                    wiadomosci.onet.pl/1422374,240,kioskart.html
                                                    --
                                                    Niepotrzebne prawa osłabiają te, które są niezbędne.
                                                    (Montesquieu)
                                                  • Tylko seks

                                                    Partner czuje się zmanipulowany. Jarek z Krakowa: – Zapewnienia o miłości
                                                    zaczęły zmieniać się w wyznania o tym, jak jestem dla niego ważny, a w końcu, że
                                                    tylko mu się wydawało, że mnie kocha. Przyjąłem to do wiadomości jako prosty
                                                    fakt, że o miłości najłatwiej mówi się z ambony. Najchętniej nakazałbym tym
                                                    panom milczeć na temat miłości.

                                                    Matti też w pewnej chwili poczuł się zmanipulowany. Studiował psychologię, gdy
                                                    spotkał mężczyznę, który mu się spodobał.

                                                    – Ujął mnie kulturą, wiedzą, sposobem bycia. Dużo rozmawialiśmy – wspomina. –
                                                    Któregoś razu, podczas weekendowego wyjazdu, a było to w sobotę wieczorem,
                                                    zapytał o kościół i powiedział, że jutro musi iść na mszę. Przyjąłem to z lekkim
                                                    zdziwieniem, bo wcześniej nie rozmawialiśmy o sprawach wiary i choć wydawał się
                                                    głębokim człowiekiem, nic nie wskazywało, że jest religijny. Dodał, że musi iść
                                                    odprawić mszę i że w ogóle to zastanawia się nad naszym dalszym życiem. Bo on
                                                    jednak wybiera kapłaństwo, a nie mnie. Poraziło mnie to wyznanie i zraniło. Od
                                                    tego czasu moja noga w kościele nie postała.

                                                    Instrukcja każe kochać, ale nie partnera. "Kapłan, w istocie, sakramentalnie
                                                    reprezentuje Chrystusa Głowę, Pasterza i Oblubieńca Kościoła" – czytamy w
                                                    "Instrukcji dotyczącej kryteriów rozeznawania powołania w stosunku do osób z
                                                    tendencjami homoseksualnymi..." z 2005 roku. "Całe życie kapłana musi być
                                                    ożywiane oddaniem całej swojej osoby Kościołowi oraz prawdziwą miłością pasterską".

                                                    Duchowny nie musi być romantyczny. Mikołaj, zakonnik z północy Polski, ma swój
                                                    profil na gejowskim portalu randkowym. Nie pokazuje twarzy, ale podaje, gdzie
                                                    mieszka, ile ma lat i co lubi w seksie. Tłumaczy mi: – Mam 37 lat oraz pupę i
                                                    penisa. Jestem księdzem, ale potrzebuję miłości. I nikt mnie nie zranił ani nie
                                                    mam żalu do przełożonych.

                                                    Kiedy jedzie w Polskę uprawiać miłość, nie ujawnia, że jest duchownym.
                                                    Powiedział to niedawno pewnemu mężczyźnie, który mu się spodobał. – Jestem na
                                                    takim stanowisku, że nie mogę się pokazać jako gej, i on jest w takiej sytuacji,
                                                    że w świecie jako gej nie istnieje – wyjaśnia Mikołaj. – On ma żonę, z którą
                                                    pewnie się rozejdzie, ale na razie z nią mieszka. Jest na wysokim stanowisku.
                                                    Obaj jesteśmy związani ślubami, a chcemy być też związani ze sobą.

                                                    Mikołaj szuka mężczyzn, którzy lubią seks gwałtowny, wręcz brutalny. Włożyć
                                                    komuś pięść do odbytu albo i dwie, to jest to, co nie każdy lubi. – Nie
                                                    wystarcza mi seks romantyczny – mówi Mikołaj. – Dość mam wysokich uczuć i
                                                    uniesień w mojej pracy.

                                                    Oprócz zwykłych zajęć duszpasterskich Mikołaj prowadzi studio plastyczne dla
                                                    młodzieży. – Dla nich jestem Mikołajem, nie ojcem Mikołajem. Takiego mnie znają
                                                    i taki chcę być przez nich znany. A że mam drugą naturę...

                                                    Ta druga natura to potrzeba miłości, bliskości i oddania fizycznego tak wielka,
                                                    że zdarzyło mu się wyjechać z parafii na weekend i pozostawać w łóżku z
                                                    przyjacielem przez całą niedzielę. Obejrzeli "Brokeback Mountain", pośmiali się
                                                    przy durnych talk-show, kochali się, zamówili pizzę, pili wino. Mikołaj nie
                                                    odmówił wtedy ani strony brewiarza i nie odprawił mszy.
                                                    wiadomosci.onet.pl/1422374,240,2,kioskart.html
                                                    --
                                                    Niepotrzebne prawa osłabiają te, które są niezbędne.
                                                    (Montesquieu)
                                                  • Tajemnica

                                                    Partner obserwuje grę w chowanego. – Często dochodzi do śmiesznych sytuacji, bo
                                                    okazuje się, że jeden ksiądz zna drugiego księdza geja, choć dzielą ich diecezje
                                                    i setki kilometrów – śmieje się Bartek (ten, który marzy o Londynie). – Oni wolą
                                                    nie wiedzieć, że ich wszystkich znam. Ale tylko jeden z nich zrezygnował z
                                                    kapłaństwa, nie chcąc prowadzić podwójnego życia. Hipokryzja wśród kapłanów
                                                    kwitnie jak na wiosnę sad. Mnie to nie przeszkadza. A im? Nie widzę, żeby byli
                                                    szczęśliwi.

                                                    Instrukcja nakazuje się ujawniać. "Byłoby poważną nieuczciwością, gdyby kandydat
                                                    ukrywał swój własny homoseksualizm, aby podążać, pomimo wszystko, w kierunku
                                                    święceń. Taka nieszczera postawa nie odpowiada duchowi prawdy, lojalności i
                                                    dyspozycyjności, który musi cechować osobowość tego, kto uważa, że jest powołany
                                                    do służby Chrystusowi i Jego Kościołowi w kapłaństwie służebnym".

                                                    Duchowny chowa się przed samym sobą. – Zupełnie nie wiem, skąd biorą się
                                                    opowieści o tym, że księża to w większości homoseksualiści – dziwi się Mikołaj.
                                                    – Przecież sam znam takich, którzy dziecko spłodzili, i ich rozgrzeszałem. Więc
                                                    przynajmniej ci nie są gejami – śmieje się.

                                                    Michał jest bardzo młodym księdzem. Pochodzi z małej miejscowości, gdzie
                                                    wspomnienie o innej orientacji seksualnej grozi uśmieszkiem politowania, a słowo
                                                    o niej podczas spowiedzi rodzi niebezpieczeństwo odejścia od kratek konfesjonału
                                                    bez rozgrzeszenia.

                                                    Michał wyświęcony został w czasach bądź co bądź dla gejów znacznie lepszych.
                                                    Mówi się o nich coraz więcej i coraz więcej mają swobody. Ale Michał nie uważa,
                                                    by wolność homoseksualistów należało podnosić do rangi absolutu.

                                                    Nie spotyka się z innymi gejami, nigdy z nikim nie współżył. Twierdzi, że życie
                                                    w czystości pomoże mu w rozwoju osobowości. – Po co te wszystkie parady i
                                                    afiszowanie się? – dziwi się Michał. – Można przecież być wewnętrznie gejem, a
                                                    zewnętrznie żyć w zgodzie z przykazaniami i Kościołem. Ja tak żyję i chcę tak
                                                    żyć. Nie chcę się chwalić, ale jestem doskonałym przykładem postępowania
                                                    zgodnego z nauką "Katechizmu". Szanuję moich braci gejów, braci księży gejów,
                                                    ale nie zgadzam się na prowadzenie gejowskiego życia. Oni popełniają grzech.
                                                    wiadomosci.onet.pl/1422374,240,3,kioskart.html
                                                    --
                                                    Jeśli mijasz się z prawdą, to przynajmniej się jej ukłoń. (Karol Kord)
                                                  • – Nie rozumiem, dlaczego facet, który wie, że jest homoseksualistą, idzie na
                                                    księdza – mówi Sebastian, który w odpowiednim czasie zrezygnował z seminarium. –
                                                    Przecież będąc duchownym, głosi naukę godzącą w gejów. To wbrew jemu samemu.
                                                    Niedawno spotkałem księdza, który chciał wejść w świat gejów. Pisałem mu
                                                    dramatyczne SMS-y, by tego nie robił. To jest świat wiecznych zdrad, podbierania
                                                    partnerów, ciągłej niepewności. Poza tym, jeśli już wybrał kapłaństwo, to niech
                                                    będzie wierny. Małżonkom co rusz z ambony mówi, że mają być sobie wierni.
                                                    Niestety, wszedł w ten świat.

                                                    Instrukcje każą być jak ojciec. "Kandydat do posługi kapłańskiej musi więc
                                                    osiągnąć dojrzałość afektywną" – czytamy w instrukcji. "Taka dojrzałość pozwoli
                                                    mu właściwie odnosić się do mężczyzn i kobiet, rozwijając w nim prawdziwy zmysł
                                                    ojcostwa duchowego w stosunku do wspólnoty kościelnej, która będzie mu
                                                    powierzona". "Katechizm Kościoła Katolickiego" dodaje: "Wszyscy pełniący posługę
                                                    święceń w Kościele łacińskim, z wyjątkiem stałych diakonów, są zazwyczaj
                                                    wybierani spośród wierzących nieżonatych mężczyzn, którzy chcą zachować celibat
                                                    »dla Królestwa niebieskiego« (Mt 19, 1618 12). Powołani do tego, by poświęcić
                                                    się niepodzielnie Panu i »Jego sprawom«, oddają się całkowicie Bogu i ludziom".

                                                    Duchowny zanurzony w wierze. Jan jest zakonnikiem, przeszło 40-letnim doktorem
                                                    teologii. W zakonie tylko kierownik nowicjatu wie, że Jan jest gejem. Miał oko i
                                                    nosa – gdy zapytał kiedyś, co trapi Jana, zmieszany nowicjusz wyznał prawdę.
                                                    Został zakonnikiem i jest księdzem, mimo że instrukcja mówi stanowczo:
                                                    "Kierownik duchowy ma obowiązek ocenić wszelkie cechy osobowości kandydata i
                                                    upewnić się, że nie występują u niego zaburzenia natury seksualnej, które są nie
                                                    do pogodzenia z kapłaństwem. Jeśli kandydat uprawia homoseksualizm albo wykazuje
                                                    głęboko zakorzenione tendencje homoseksualne, jego kierownik duchowy, a także
                                                    spowiednik, ma obowiązek odwieść go w sumieniu od podążania w kierunku święceń".

                                                    Kierownik duchowy zostawił sprawę dla siebie, a Jan do dziś nie ma potrzeby
                                                    prowadzić życia erotycznego. – Naprawdę nie mam potrzeby – mówi. – Ale rozumiem,
                                                    że są tacy, którzy tego mogą nie rozumieć. W zakonie łatwiej jest zachować
                                                    celibat. Jest nas wielu i zawsze można znaleźć kogoś, kto z tobą normalnie
                                                    pogada. Niekoniecznie o dupach, ale o wszystkim. Księżom diecezjalnym, biorąc
                                                    pod uwagę często złą atmosferę panującą w parafiach między proboszczami i
                                                    wikariuszami, jest dużo trudniej. Często nie mają z kim porozmawiać, więc albo
                                                    piją, albo się puszczają. Współczuję im.

                                                    Jan nie lubi kontaktów z innymi gejami. Nie podobają mu się stowarzyszenia
                                                    księży gejów, jakie powstają w różnych krajach. Co z tego, że spotkał się
                                                    ostatnio na kolacji z pewnym księdzem, skoro nie chciał następnego spotkania.
                                                    Wymienił kilka SMS-ów, ale zawsze w nich podkreślał, że jest zapracowany.

                                                    Swoją wstrzemięźliwość tłumaczy wyborami księdza i zakonnika. Po pierwsze –
                                                    czystością, którą ślubował według starego zwyczaju, a po drugie – celibatem,
                                                    który przyrzekał jak każdy ksiądz podczas święceń diakonatu. Bo już wtedy, nie
                                                    dopiero podczas święceń kapłańskich, kleryk rezygnuje z życia w małżeństwie. –
                                                    Zakochałem się w Panu Jezusie i to mnie chroni skuteczniej niż mój czarny habit
                                                    – mówi Jan spokojnie i z uśmiechem. – Niczego się nie boję, a już na pewno nie
                                                    tego, że wejdę w jakiś związek, że przestanę kontrolować to, co się ze mną i
                                                    wokół mnie dzieje. Chyba skutecznie wyeliminowałem problem geja w sobie. Wiem,
                                                    że znajdą się tacy, którzy nazwą moją postawę zagłuszaniem, ale osobiście nie
                                                    mam problemu ze sobą. Dla innych jestem "ojciec Jan".

                                                    Epilog

                                                    Dorota jest katechetką. Tuż po poznańskiej sprawie arcybiskupa Juliusza Paetza
                                                    (seminarzyści i księża ujawnili, że hierarcha próbował ich molestować) Dorota
                                                    zapytała swego przyjaciela księdza o homoseksualizm wśród duchownych. – Podczas
                                                    swych wykładów z teologii praktycznej mówił tak, że słuchałam go z zapartym
                                                    tchem. Tym razem nie odpowiedział, ale sięgnął po album z dziełami włoskich
                                                    mistrzów renesansu. Oglądaliśmy nagość. Powydzierane z zeszytu karteczki
                                                    założone były na stronach, gdzie nagość była raczej męska.

                                                    Dorota zaczęła zastanawiać się, czy problem arcybiskupa nie jest też problemem
                                                    jej przyjaciela. – Do tej pory wszystko mu mówiłam, co myślę, czego pragnę.
                                                    Rozmawiałam z nim jak równa z równym – mówi katechetka. – Od tamtej wizyty
                                                    wszystko się zmieniło. Nie straciliśmy kontaktu, ale zgubiliśmy wątek. Czy to
                                                    ja, kobieta, mam mu powiedzieć, że jest gejem? Czy on tego sam sobie nie może
                                                    powiedzieć?

                                                    Dawid Jakubowski
                                                    (autor był zakonnikiem)
                                                    wiadomosci.onet.pl/1422374,240,3,kioskart.html
                                                    --
                                                    Gdy zabraknie historii, zastępują ją bajki.
                                                    (Charles-Louis de Secondat de Montesquieu)
                                                  • Gość: mx IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.07, 21:14
                                                    Zabił na przejściu dla pieszych 11-letniego chłopca. Sprawa umorzona.
                                                    Ojciec syna, Romuald Narzewski, płacze - jest bezsilny. Katolicki ksiądz
                                                    morderca jest chroniony przez polskie (tfuuu) prawo. Ksiądz katolicki -
                                                    morderca - śmieje się i dalej używa sobie życia.
                                                    Polska katolicka.
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=52&w=65992248
                                                  • Gość: mark IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.08, 19:26
                                                    13-letni chłopiec powiesił się kilka dni przed Wigilią. Zostawił pożegnalny
                                                    list, w którym winą za swoją śmierć obciążył księdza proboszcza. Mieszkańcy wsi
                                                    doprowadzili już po tragedii do odwołania księdza z ich parafii. Kościół w
                                                    sprawie kapłana zachowuje milczenie.

                                                    Bartek Obłój powiesił się na drzewie koło swojego domu we wsi Hłudno w
                                                    województwie podkarpackim. Jego ciało znalazła matka. Potem młodsza siostra
                                                    Bartka znalazła list, napisany przez niego podczas lekcji dwa dni przed
                                                    samobójstwem. Napisał w nim, że miejscowy ksiądz proboszcz oskarżył go kradzież
                                                    smyczy i pieniędzy, których on nie ukradł. Napisał, że zabija się, by wszyscy
                                                    dowiedzieli się o tym, co ksiądz robi. Napisał, a potem zamazał wyrazy, które
                                                    policyjnym ekspertom udało się odczytać – pedofil i zgwałcenie.

                                                    Mieszkańcy wsi uznali, że jeśli na księdza pada choć cień podejrzenia o to, że
                                                    przyczynił się do samobójstwa chłopca, to nie powinien on dłużej pełnić swojej
                                                    kapłańskiej posługi w ich wsi. Napisali petycję o odwołanie księdza Stanisława
                                                    K., który był w Hłudnie proboszczem od 11 lat. W tym czasie nie zaskarbił sobie
                                                    życzliwości parafian. Jego zachowanie wobec ich dzieci budziło zastrzeżenia, ale
                                                    nikt nie śmiał o nim mówić. Dopiero śmierć Bartka sprawiła, że strach zniknął.

                                                    - Siedziałyśmy z koleżankami na ławce i śpiewałyśmy pieśni, które miałyśmy
                                                    śpiewać w kościele – mówi uczennica gimnazjum w Hłudnie. – Ksiądz stanął za mną
                                                    i włożył mi ręce pod sweter. Nie wiem, czy ksiądz bawił się w pedofila, ale to
                                                    było okropne, obrzydliwe. Czułam do niego obrzydzenie, czułam się zbezczeszczona.

                                                    Koledzy Bartka, który był ministrantem, opowiadają, że ksiądz bił go.
                                                    Poniewierał także innymi chłopcami, których uczył religii w szkole. - Kolegę
                                                    załapał za “pejsy” i pociągnął go nad ziemię – mówi uczeń gimnazjum w Hłudnie. –
                                                    Kolega płakał, poszedł do dyrektora, ale dyrektor nic na to nie zadziałał.
                                                    Bartka najbardziej bił. Bartek mówił, że to boli, a ksiądz na to: Po to robię,
                                                    żeby bolało.

                                                    Ojciec jednej z uczennic, którą ksiądz miał uderzyć, zgłosił sprawę na policję.
                                                    Policja domagała się świadków, ale nikt nie chciał świadczyć. Dopiero tragedia
                                                    Bartka skłoniła ludzi do działania. Z inicjatywą listu do zwierzchnika
                                                    proboszcza, księdza dziekana z Dynowa, wystąpił były sołtys wsi.

                                                    - Jeśli chłopiec w liście, napisanym przed śmiercią zaklina się na Boga, że nie
                                                    uczynił tego, co mu zarzucił ksiądz, to chyba przed śmiercią dziecko nie kłamie
                                                    – mówi Stanisław Gładysz, były sołtys Hłudna. – Jeśli nikt nas nie posłucha
                                                    będziemy blokować księdzu dostęp do kościoła, żebyśmy nie musieli patrzeć na
                                                    kogoś, na kim jest choćby cień tego, że doprowadził do tej tragedii.

                                                    Do wsi przyjechał ksiądz dziekan. Na spotkaniu z parafianami bronił swojego
                                                    podwładnego. Sugerował, że Bartek był niepoczytalny i dlatego się zabił, że
                                                    naprawdę coś ukradł, że najbardziej pokrzywdzony jest ksiądz Stanisław K., a
                                                    parafianom nie chodzi o dotarcie do prawdy o jego zachowaniu, tylko o jego
                                                    odwołanie.

                                                    Jednak w końcu ksiądz Stanisław K. odszedł z parafii w Hłudnie. Kanclerz Kurii
                                                    Metropolitarnej w Przemyślu ks. Bartosz Rajnowski powiedział, że nie jest już
                                                    proboszczem, ale pełni posługę duszpasterską w innej parafii.

                                                    Równie małomówny był dyrektor szkoły w Hłudnie, którego rodzice informowali
                                                    wcześniej o zachowaniu uczącego ich dzieci religii księdza. Ukrywał się przed
                                                    reporterką UWAGI!, a kiedy ta mimo wszystko odnalazła go w gabinecie, nie chciał
                                                    na temat sprawy nic powiedzieć.

                                                    Prokuratura rejonowa w Brzozowie prowadzi śledztwo w sprawie doprowadzenia
                                                    małoletniego do targnięcia się na swoje życie. Przesłuchuje mieszkańców wsi i
                                                    kolegów Bartka. Od Nowego Roku mieszkańcy Hłudna mają już nowego proboszcza.
                                                    www.kidprotect.pl/2008/01/09/chopiec-oskary-ksiedza-i-popeni-samobojstwo/
                                                • Uczestnictwo w niedzielnych praktykach religijnych :
                                                  1984 -62%
                                                  1992 -50%
                                                  2000 -48%
                                                  2004 -43%
                                                  2008 -39%
                                                  • Ojciec Roman kładł się na siostrze Katarzynie, całował ją i obmacywał. Zakonnice odprawiały też egzorcyzmy, a nierzadko dochodziło do rękoczynów. Prokuratura przesłuchała wszystkie byłe betanki, które przebywały za murami klasztoru w Kazimierzu Dolnym. Dotarliśmy do wyników śledztwa.

                                                    Bunt w kazimierskim klasztorze rozpoczął się latem 2005 roku. Stolica Apostolska wydała dekret odwołujący Jadwigę L. z funkcji przełożonej. Zakonnica nie podporządkowała się decyzji. Pojechała do Watykanu. Potem zakonnice przebywające w zgromadzeniu były utrzymywane w przeświadczeniu, że mają osobiste błogosławieństwo papieża. Wierzyły, że zwierzchnik Kościoła rozwiąże ich problemy.

                                                    A tych było coraz więcej. Nowa - nieuznawana przez kazimierskie zakonnice - przełożona przekazała buntowniczkom dekrety o przeniesieniu ich do innych placówek. Kobiety nie chciały się im podporządkować.
                                                    W styczniu 2006 roku po raz ostatni wpuściły do klasztoru nową przełożoną. Nowicjuszki otrzymały od niej dekret o wygaśnięciu ślubów, a wieczystki: upomnienie. Od tamtego czasu kazimierski klasztor stał się zamkniętą enklawą.
                                                    Przewodniczka buntu, poprzednia przełożona Jadwiga L., zakazała wychodzić wiernym jej zakonnicom na zewnątrz oraz wpuszczać obcych do środka. Związki kobiet z zakonem ostatecznie przerwała decyzja o wykluczeniu ich z zakonu.

                                                    www.to.com.pl » Miasta » Wyszków

                                                    * wyślij
                                                    * wydrukuj
                                                    * zgłoś błąd
                                                    * e-wydanie
                                                    * rss
                                                    * forum
                                                    * wykop
                                                    * A A A

                                                    dodano: 21 marca 2009, 18:04

                                                    tagi:betankiksiądzmolestowanie
                                                    Miał całować i obmacywać zakonnicę - dziś uczy religii w Długosiodle!

                                                    Dariusz Jędryszka, Dziennik Wschodni

                                                    Ojciec Roman kładł się na siostrze Katarzynie, całował ją i obmacywał. Zakonnice odprawiały też egzorcyzmy, a nierzadko dochodziło do rękoczynów. Prokuratura przesłuchała wszystkie byłe betanki, które przebywały za murami klasztoru w Kazimierzu Dolnym. Dotarliśmy do wyników śledztwa.
                                                    Ojciec Roman w Długosiodle

                                                    Ojciec Roman w Długosiodle

                                                    (J. Sender)

                                                    Bunt w kazimierskim klasztorze rozpoczął się latem 2005 roku. Stolica Apostolska wydała dekret odwołujący Jadwigę L. z funkcji przełożonej. Zakonnica nie podporządkowała się decyzji. Pojechała do Watykanu. Potem zakonnice przebywające w zgromadzeniu były utrzymywane w przeświadczeniu, że mają osobiste błogosławieństwo papieża. Wierzyły, że zwierzchnik Kościoła rozwiąże ich problemy.

                                                    A tych było coraz więcej. Nowa - nieuznawana przez kazimierskie zakonnice - przełożona przekazała buntowniczkom dekrety o przeniesieniu ich do innych placówek. Kobiety nie chciały się im podporządkować.
                                                    W styczniu 2006 roku po raz ostatni wpuściły do klasztoru nową przełożoną. Nowicjuszki otrzymały od niej dekret o wygaśnięciu ślubów, a wieczystki: upomnienie. Od tamtego czasu kazimierski klasztor stał się zamkniętą enklawą.
                                                    Przewodniczka buntu, poprzednia przełożona Jadwiga L., zakazała wychodzić wiernym jej zakonnicom na zewnątrz oraz wpuszczać obcych do środka. Związki kobiet z zakonem ostatecznie przerwała decyzja o wykluczeniu ich z zakonu.

                                                    13 buntowniczek chciało nawrócić cały świat
                                                    Życie w klasztorze zaczęło się toczyć według własnych reguł. 13 buntowniczek - najbardziej oddanych Jadwidze L. - tworzyło tzw. grupę modlitewną. Przełożona konsultowała z nimi swoje decyzje. Wyróżnione betanki uważały, że mają dar rozpoznawania, w jakim stanie ducha jest dana osoba.
                                                    Przeświadczone, że za ich pośrednictwem nastąpi "wiosna kościoła" i rozpocznie się odnowa chrześcijaństwa, "omadlały" tych, którzy wątpili w ich misje nawracania świata.

                                                    Na "omadlanie" trafiały osoby, które według Jadwigi L. weszły we władanie złego ducha. Grupa modlitewna wylewała na nie wodę egzorcyzmowaną. Wiele też wskazuje, że zakonnice posuwały się do rękoczynów.

                                                    Ojciec Roman i siostra Katarzyna

                                                    Zakonnik Roman K. zamieszkał w kazimierskim zakonie w czerwcu 2006 roku i przebywał tam aż do eksmisji (jesień 2007). Na początku jego pobytu przełożona sugerowała betankom, by porozmawiały z zakonnikiem. Potem ogłosiła, że powierza mu funkcję odpowiedzialnego za całą wspólnotę, który może wydawać buntowniczkom polecenia.

                                                    W rozmowach z siostrami zakonnik przekonywał, że ich klasztor wypełnia ważną misję w dziejach całego chrześcijaństwa. Większość byłych zakonnic, które przesłuchiwała prokuratura, twierdziła, że Roman K. zachowywał się bez zastrzeżeń. Były to kobiety, które wytrwały przy Jadwidze L. aż do eksmisji, a potem wspólnie przenosiły się z miejsca na miejsce.

                                                    Zupełnie inny obraz zakonnika przedstawiła Katarzyna W. W lipcu 2006 roku była u niego na rozmowie. Zakonnik - jak zeznała w lubelskiej prokuraturze - miał się na niej położyć, całować i obmacywać. Kobieta poskarżyła się przełożonej. W odpowiedzi Jadwiga L. polała ją wodą egzorcyzmowaną i zapowiedziała, że nigdy nie opuści murów klasztoru.

                                                    Porywały ją z przystanku i zamykały w celi

                                                    Następnego dnia Katarzyna W. uciekła z klasztoru bocznym wyjściem. Dotarła na przystanek PKS w Kazimierzu Dolnym. Chciała uciec do zgromadzenia betanek w Kaliszanach pod Opolem Lubelskim. Gdy czekała na autobus, autem nadjechały trzy eksbetanki. Zmusiły uciekinierkę do wejścia do samochodu. Zawiozły ją do klasztoru.

                                                    Od tamtego czasu Katarzyna W. nie mogła się swobodnie po klasztorze poruszać. W nocy jej cela była zamknięta na klucz. W dzień towarzyszyły jej dwie zaufane przełożonej. Trwało to do grudnia 2006 roku. Potem już bez przeszkód opuściła Kazimierz Dolny. Przełożona oddała jej dowód osobisty i pieniądze na podróż.

                                                    Polewały wodą i biły rękami po twarzy
                                                    Zeznania Katarzyny W. dały lubelskim prokuratorom najwięcej wiedzy o tym, jak wyglądało życie w zbuntowanym klasztorze. Kobieta opowiadała o "omadlaniu"Mówiła o betance, którą przełożona wezwała w nocy, bo "pożądała ojca Romana". Kilka sióstr z grupy modlitewnej polewało ją wodą i biło rękami po twarzy. Na polecenie przełożonej zerwały z niej ubranie.

                                                    Na biciu polegało też wyganianie złego ducha. Gdy to nie pomagało, "nawiedzone" były rozbierana do naga i polewane wodą. A kiedy i to - zdaniem przełożonej - nie skutkowało, "nawiedzona" musiała wchodzić do wanny z zimną wodą. O "omadlaniu" opowiadała też inna była zakonnica, która nie podporządkowała się Jadwidze L. i odeszła z klasztoru. Z pomieszczeń, w których do tego dochodziło, słyszała krzyki...

                                                    Niektórym zakonnicom klasztor się podobał

                                                    Katarzyna W. nie złożyła wniosku o ukaranie zakonnika. Prokuratura nie mogła ścigać go za molestowanie, a bicie potraktowała jako naruszenie nietykalności, które jest ścigane z oskarżenia prywatnego. A do tego nie dojdzie, bo pozostałe byłe zakonnice, które według słów Katarzyny W. miały ucierpieć na "omadlaniu" niczego takiego nie potwierdziły.
                                                    Przesłuchane już po opuszczeniu klasztoru, w bardzo pozytywnym świetle przedstawiały życie według reguł Jadwigi L. Twierdziły, że przebywały tam dobrowolnie i nie działa się im krzywda. Nie miały problemów z wychodzeniem na zewnątrz. Wolały tego nie robić, bo bały się dziennikarzy.
                                                    Prokuratorzy przesłuchali też rodziców byłych betanek. Część bardzo chwaliła Jadwigę L. i ojca Romana. Co innego mówili ci, którzy sprzeciwiali się pobytowi córek w klasztorze.

                                                    Ojciec Roman oskarżony o bicie policjantów

                                                    Jadwiga L. zmarła rok po eksmitowaniu z klasztoru. Roman K. został wikarym w parafii pod Wyszkowem. Uczył dzieci w szkole. Niedługo czeka go proces w lubelskim sądzie. Prokuratura oskarża go o bicie policjantów podczas eksmisji z kazimierskiego klasztoru.
                                                    www.to.com.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090321/WYSZKOW/691156397
                          • 3 lata więzienia za brutalne pobicie i zgwałcenie swojej parafianki - to kara dla księdza Krzysztofa J. (47 l.). Wyrok wydał sąd w Częstochowie



                            Tamtego dnia w księdza Krzysztofa J., z parafii pw. Najświętszej Marii Panny Częstochowskiej, wstąpił chyba diabeł. We wrześniu 2006 r. przyszła do niego na plebanię Sylwia K. (w dniu gwałtu miała zaledwie 20 l.). Chciała omówić detale wyjazdu z grupą młodzieży, organizowany przez parafię. Tymczasem ksiądz... napadł na nią, pobił a potem zgwałcił.

                            Zmaltretowana kobieta nie dała się zastraszyć i poszła na policje. Ksiądz Krzysztof J. został zatrzymany, ale o zgrozo! wypuszczono go z aresztu za poręczeniem biskupa bp. Jana Wątroby!

                            Ksiądz w śledztwie przedstawił zaskakującą i przerażającą wersję wydarzeń. Przyznał się do współżycia seksualnego z kilkoma kobietami, w tym z Sylwią K., która poznał na oazie! Jego zdaniem, kobieta zakochała się w nim. A ponieważ ksiądz nie chciał z nią się wiązać, z zemsty oskarżyła go o gwałt.

                            Czy człowiek tak wypełniający kapłańską posługę zasługuje na poręczenie?

                            Śledczy ustalili jednak inną wersje wydarzeń. Ich zdaniem to kobieta chciała odejść od księdza. Ten nie chciał się z tym pogodzić. O napaści na parafiankę świadczyły jej poważne obrażenia fizyczne.

                            Kobieta nie pojawiła się na pierwszym ogłoszeniu wyroku, bo była wtedy w ciąży z nowym partnerem. - To ona źle się prowadzi - twierdził obrońca księdza cytowany przez "Super Express". Sąd skazał wtedy księdza na bezwzględną karę więzienia. Duchowny złożył jednak apelację. Ta ciągnęła się aż do tego roku. W końcu w powtórzonym procesie zapadł wyrok trzech lat więzienia dla kapłana, który bardzo pobłądził. Wyrok nie jest prawomocny.

                            Razem z księdzem skazano też kobietę, która miała nakłaniać zgwałconą do zmiany zeznań. - Ponadto sąd uznał też winną oskarżoną Ewę N., skazując ją na karę sześciu miesięcy pozbawienia wolności, przy czym Ewie N. sąd karę pozbawienia wolności zawiesił na okres dwóch lat tytułem próby - mówi sędzia Bogusław Zając prowadzący tę sprawę. Uzasadnienie wyroku również zostało utajnione - podaje portal wp.pl.
                            www.fakt.pl/Ksiadz-zgwalcil-i-pobil-parafianke-Tresc-od-18-lat-,artykuly,93839,1.html
                            --
                            Gdy zabraknie historii, zastępują ją bajki.
                            (Charles-Louis de Secondat de Montesquieu)
              • Gość: katolik IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.01.07, 22:32
                jak oni mogą z tym życ....i jak tu iśc do spowiedzi?
                • Papież, który nie wahał się skorzystać z nowoczesnej medycyny dla ratowania
                  własnego życia, twardo odmawia kobietom prawa do korzystania z nowoczesnej
                  wiedzy medycznej w celu zapobieżenia niechcianej ciąży. (Jan Bazil)
      • Gość: ct IP: *.dynamic.chello.pl 26.07.13, 20:31
        każdy tygodnik "Fakty i Mity" po przeczytaniu pakuję do koperty formatu A-4 i wysyłam w celach informacyjnych jakiemuś wikaremu z diecezji rzeszowskiej (adresy z internetu) - niech taki jeden z drugim wie co o nich się pisze ,niech mają informacje prasowe
    • sprawdz swoja religie
      www.quizgalaxy.com/quiz.php?id=47
      --
      bojkotkosciolakatolickiego.blox.pl/html
      Kraju Polan Powstań z Kolan!- zero cenzury! Kawałek: krajupolanpowstanzkolan.blox.pl/resource/kniga_1.pdf
      Zassaj całość: voila.pl/bk42i
    • Gość: aqq IP: *.chello.pl 15.06.06, 14:30
      ładne ,proste rysunki i dobre,wyraziste teksty. tylko podziekować twórcom tej
      strony za pomysł i realizację.

      bojkotkosciolakatolickiego.blox.pl/html
      • Gość: Ed IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.11.06, 22:45
        Nic w niej nie pisze na temat obowiazków chodzenia do Kościoła czy też jego
        nieustannego wspierania, a nawet wprost przeciwnie - pisze tam nawet, by
        nie wydeptywać ziemi w tym celu:

        "Co mi po mnóstwie waszych ofiar? (...) Gdy przychodzicie, by stanąć przede
        Mną, kto tego żądał od was, żebyście wydeptywali me dziedzińce? Przestańcie
        składania czczych ofiar! Nie mogę ścierpieć świąt i uroczystości. Nienawidzę
        całą duszą waszych świąt nowiu i obchodów; stały Mi się ciężarem; sprzykrzyło
        Mi się je znosić! Gdy wyciągniecie ręce, odwrócę od was me oczy. Choćbyście
        nawet mnożyli modlitwy, Ja nie wysłucham. Ręce wasze pełne są krwi. Obmyjcie
        się, czyści bądźcie! Usuńcie zło uczynków waszych sprzed moich oczu!
        Przestańcie czynić zło! Zaprawiajcie się w dobrem! Troszczcie się o
        sprawiedliwość, wspomagajcie uciśnionego, oddajcie słuszność sierocie, w
        obronie wdowy stawajcie!"
        (Księga Izajasza, rozdział I, wers 11 i nast.)

        Po prostu wszystko to świadczy o tym, że oprócz powoływania się na nią,
        katolicy mają chyba jakiś bliżej nie znany wstręt do czytania słowa pisanego
        zawartego w źródłach ich wiary.

        Zresztą prawdopodobnie do dzisiaj nie wiedzą o tym, ze Biblia została zdjęta z
        Indeksu Kościelnych Ksiąg Zakazanych w roku 1964. Znacznie bliżej im chyba do
        średniowiecza.
    • katolicy uważają że mają prawo rzucać kamieniami i jajkami w kogoś kogo
      moralność chcą oceniać (za kogo się mają? za Boga?). A w nich jakoś nikt nie
      rzuca, mimo że oni uważają że mają prawo oceniać innych (jakie? kto im je
      dał?). Nie żebym namawiał, jestem przeciwko przemocy, poza tym też nie uważam
      się za kogoś bez winy, ale widzę w tym wszystkim wielką skrzeczącą kato-
      niesprawiedliwość.

      A poza tym się znajdzie paragraf na katolika. Choćby taki że łamią II
      przykazanie które zakazuje czczenia Boga w waflu.

      Geje 10 przykazań nie łamią. Katolicy tak. W kogo rzucisz kamieniem?

      Wj. 20, 2-17

      Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli.

      Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!

      Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie
      wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią!

      Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój
      Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do
      trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą.
      Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i
      przestrzegają moich przykazań.

      --
      bojkotkosciolakatolickiego.blox.pl/html
      Kraju Polan Powstań z Kolan!- zero cenzury! Kawałek: krajupolanpowstanzkolan.blox.pl/resource/kniga_1.pdf
      Zassaj całość: voila.pl/bk42i
    • ...W internecie oraz innych środkach przekazu pojawiła się lista 50 tajnych
      współpracownikow kom.slużb bezp. działających w łonie Kościoła kat.
      Najbardziej znane na liście nazwiska to m.in. kardynał Laszlo Paskai
      (emerytowany arcybiskup Esztergom) oraz obecny przewodniczący episkopatu
      arcybiskup Istvan Seregely z archidiecezji Eger. W tym znakomitym
      towarzystwie są też biskupi diecezji : Szeged-Csanad ,Szombathely oraz Pecs.
      Tajnym informatorem miał być nuncjusz papieski w Niemczech Lajos Kajda.
      Biskupi wyrazili niezadowolenie z publikacji listy agentów ,uznając,że czyn
      ten jest zamachem na autorytet kościoła :"15 lat po przełomie nie można
      dokonać wiarygodnej lustracji"-napisali w specjalnym oswiadczeniu....." -
    • "Tyg.Powsz." nr 7 z 16 lutego 2003 r ,str.11

      ".....Dopiero w ostatnich miesiącach ,wraz z przejęciem przez IPN archiwaliów
      SB ,pojawiła się możliwość dotarcia do nieznanych faktów. Z penetracji
      agenturalnej duchowieństwa zdawano sobie sprawę ,ale dopiero teraz poznajemy
      jej skalę.
      Historycy z Biura Edukacji Publicznej IPN dotarli do zestawień SB dotyczących
      agentury w połowie lat 70.
      Wynika z nich że w 1976 r. "tajnymi współpracownikami" było 2148
      księży "świeckich" (niezakonnych) ,co stanowi niemal 15 procent ogółu
      duchowieństwa....."
    • Gość: 9u6 IP: *.chello.pl 15.06.06, 22:10
      Czy gdańska kuria ma materiały SB?


      Piotr Piotrowski, Marek Sterlingow 2005-02-01, ostatnia aktualizacja 2005-02-01
      21:04

      Listy tajnych współpracowników SB wśród księży znajdują się w gdańskiej kurii?
      Krzysztof Wyszkowski, działacz gdańskiej opozycji lat 80., uważa, że to fakt i
      IPN powinien domagać się zwrotu tej dokumentacji od duchownych

      Wyszkowski twierdzi, że kuria posiada materiały dotyczące agentów SB
      działających na terenie dwóch diecezji: gdańskiej i chełmińskiej. - Przekazano
      je za czasów Okrągłego Stołu i później prezydentury Lecha Wałęsy - mówi
      Wyszkowski. - Dość zmowy milczenia w tej sprawie.

      Były sekretarz redakcji "Tygodnika Solidarność" złożył wniosek w tej sprawie do
      gdańskiego oddziału IPN już w listopadzie ub. r. Teraz skontaktował się z
      mediami. - Przez kilka miesięcy próbowałem się spotkać w tej sprawie z abp.
      Gocłowskim - mówi. - Kiedy się to nie udało, postanowiłem sprawę upublicznić.
      Uważam, że Kościół powinien sam rozpocząć proces autolustracji. Chodzi przede
      wszystkim o zdemaskowanie agentury wśród biskupów, a potem duchowieństwa
      niższego szczebla.

      Według Wyszkowskiego dokumenty powinny znajdować się w siedzibie kurii
      metropolitalnej w Gdańsku Oliwie.

      Abp Tadeusz Gocłowski nie przypomina sobie, żeby otrzymał takie dokumenty. - Nie
      pamiętam. Osobiście jestem przekonany, że to nie nastąpiło. Być może, zostało to
      przekazane kurii, czyli wikariuszowi generalnemu, ale też nie sądzę, żeby tak
      się stało, to sprawa zbyt poważna, żebym o niej nie wiedział.

      Metropolita gdański jest zaskoczony wnioskiem gdańskiego opozycjonisty. - Nie
      zamierzam zajmować się tymi problemami, od tego jest IPN - powiedział "Gazecie"
      arcybiskup. - Mam jednak wrażenie, że Polska ulega w ostatnich dniach
      niezrozumiałej histerii związanej z teczkami bezpieki.

      Wniosek Wyszkowskiego do IPN ma związek z innym jego wnioskiem do gdańskiego
      oddziału IPN: o wszczęcie śledztwa w sprawie współudziału funkcjonariuszy i
      agentów gdańskiej SB w próbie uprowadzenia ks. Jerzego Popiełuszki 13
      października 1984 r. oraz jego porwania 19 października 1984 r., zakończonego
      zabójstwem. Zdaniem Wyszkowskiego w 1984 r. podczas procesu toruńskiego sprawców
      zabójstwa ks. Popiełuszki ujawnione zostały liczne fakty wskazujące na to, że
      zbrodnia była prowokacją mającą obciążyć gdańskie podziemie "Solidarności".

      Materiały gdański IPN przekazał już do katowickiego oddziału instytutu, który
      prowadzi śledztwo w obu sprawach.
    • Gość: l IP: *.chello.pl 16.06.06, 21:11
      • Wspaniałe :))
        Nic dodać i nic ująć :o))
        • Gość: * IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.04.07, 10:12
          Media ostatnio doniosły, że umarł święty dąb tzw. papieski.
          A stało się to w mieście Toruniu pod okiem miłościwie duszami zarządzającego
          samego ojca redemptorysty. Konsylium uczone złożone z fachowców wszelakiej
          maści z dendrologami na czele wyjaśnić ma to niezwykłe zjawisko i orzec czy aby
          to nie jest sprawka szatana, sabotaż świętokradczy czy też może nie daj Boże
          zwykła wola boska.
          Tak dla porządku jeno nadmieniam, iż mamy XXI wiek i że dzieje się to w środku
          europy.

          Z drugiej strony - jak donoszą - nie był to dąb bliski duszy naszej
          słowiańskiej, dąb z gatunków czczonych onegdaj przez naszych praojców. Był to
          dąb bowiem - o zgrozo! - czerwony!
          Może to więc i dobrze, że sczezł był marnie...

          Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
          Jest nadzieja, że biznes ze sprzedaży różańców, krzyżyków i popiersi papieskich
          ze Świętego Drewna będzie się kręcił!
          Dobra relikwia zawsze w cenie!
          Obserwujcie Allegro.
    • Gość: er IP: *.chello.pl 22.06.06, 21:13
    • Gość: Johnny IP: *.chello.pl 24.06.06, 21:33
    • Gość: WR IP: *.chello.pl 30.06.06, 21:00
      bezczele jedne i smarki.
      popatrzcie :
      pl.indymedia.org/pl/2006/06/21619.shtml
      • Polityka - nr 14 (2599) z dnia 07-04-2007; s. 4 Raport
        Święta w starych dekoracjach
        Dymy kadzideł, procesje, strojne szaty kapłanów, światła na grobach, kult
        świętych wizerunków, medaliki traktowane jak talizmany, błagalne i dziękczynne
        wota – to relikty prastarych kultów, które wchłonęło chrześcijaństwo. W polskim
        katolicyzmie przetrwało ich szczególnie dużo. Stanowią niemal o narodowej
        tożsamości. Tworzą barwną tradycję, ale czynią też Polskę czymś w rodzaju
        religijnego skansenu, w którym parlamentarzyści modlą się o deszcz albo chcą
        intronizować Chrystusa na króla Polski.
        (Joanna Podgórska)
        www.polityka.pl/archive/do/registry/secure/showArticle?id=3354541
        --
        Gdy zabraknie historii, zastępują ją bajki.
        (Charles-Louis de Secondat de Montesquieu)
        • Dziedzictwo pogaństwa wciąż jest w Polsce żywe, a nawet się rozwija – stwierdził
          prof. Norman Davis w wywiadzie dla „Pomocnika historycznego” (dodatek do
          POLITYKI 29/06), wymieniając obok zaduszek i dożynek m.in. święcenie samochodów.
          Widziana oczami zewnętrznego obserwatora polska religijność jawi się jako
          szczególnie uzależniona od rekwizytów, widzialnych znaków: popiołu, palemek,
          różańców, medalików, obrazków. U nas do dziś figury płaczą krwawymi łzami, a
          plama na szybie może stać się cudownym wizerunkiem Matki Boskiej i gromadzić
          tysiące wiernych. Tak jakby ciągle niezbędna była Biblia pauperum. Okruchy
          magicznego szkieletu, na którym wspierała się przedchrześcijańska wizja świata,
          utkwiły w nas niezwykle mocno.

          Przymiotnik „pogański” ma w języku konotację negatywną, a dług, jaki
          chrześcijaństwo zaciągnęło wobec tamtej kultury, bywa zwykle wstydliwie
          przemilczany. – Z historycznego punktu widzenia formy kultu są rzeczywiście
          takie jak w pogańskich kulturach rolniczych, odwołujących się do sacrum
          zaświatów; zostały bezszmerowo włączone w chrześcijański kontekst obrzędowy. Z
          punktu widzenia współczesnych relacji człowieka z wszechświatem i innymi ludźmi
          sens owych form nie jest już pogański, bo odwołują się one do chrześcijańskiej
          hierarchii mitycznej i kościelnej – mówi prof. Anna Zadrożyńska z Instytutu
          Etnologii i Antropologii Uniwersytetu Warszawskiego. – Wynika z tego jednak teza
          niezgodna z panującym przeświadczeniem: to chrześcijaństwo ukorzeniło się w
          kulturze europejskich pogan, a nie Europa zapuściła korzenie w glebie
          chrześcijaństwa.

          Z prastarej religii kosmicznej zapożyczono czas świętowania, który od neolitu
          wyznaczała wędrówka słońca po niebie. Bogowie zawsze rodzili się w zimowe
          przesilenie, umierali i zmartwychwstawali z wiosenną równonocą. Gdy w dawnym
          kalendarzu istniał obrzęd związany z kultem słońca, w obrzędowości
          chrześcijańskiej pojawia się święto lub dzień świętego patrona. Matki Boskiej
          Gromnicznej obchodzone 2 lutego to połowa zimy, gdy zapala się ognie, aby
          przyspieszyć powrót jasności. Święto płodności, obchodzone w letnie przesilenie,
          zmieniło się w wigilię św. Jana i rytuał Zielonych Świątek. Kościelna nazwa tych
          ostatnich to Zesłanie Ducha Świętego, ale ludowa pobożność wpisała je w rytm
          przyrody, sięgając do archetypowych praktyk magicznych, które miały oczyścić
          ziemię z demonów i zapewnić obfite plony: palono ognie, domy przyozdabiano
          zielenią tataraku, procesje z chorągwiami obchodziły zasiane pola, a bydło
          okadzano dymem z poświęconych ziół.

          Ciekawa jest także historia Bożego Ciała (ludowa nazwa Święta Ciała i Krwi
          Pańskiej), ustanowionego przez Kościół w XIV w. po cudzie w Orvieto, gdy hostia
          w rękach księdza heretyka zaczęła krwawić. Na pamiątkę tego wydarzenia uroczysta
          procesja zatrzymuje się przy czterech ołtarzach, gdzie odczytywane są fragmenty
          czterech ewangelii związane z Eucharystią. W obrządku ludowym ewangelie nie były
          jedynie nauką, ale świętym przedmiotem materialnym, który w postaci zakopanych
          na rogach pól zwitków miał chronić plony od gradobicia. Do tego doszły
          poświęcone wianki, które jako talizmany zabierano do domów, by odstraszały
          pioruny i choroby.

          W świętach, obrzędach i zwyczajach przechowało się mnóstwo elementów dawnych
          obrzędów ofiarnych, magii płodności, rytów oczyszczających, magii dobrego
          początku, trwających nieustannie pertraktacji z zaświatami. Błagalne krzyże i
          kapliczki wznoszone na granicach wsi można postrzegać jako przejaw archaicznego
          lęku przed obcym światem, święte znaki, które mają chronić obszar wewnętrzny
          przed otaczającym chaosem, demonami i plagami. W chwilach zagrożenia obchodzi
          się je w uroczystej procesji, bo są one punktem mediacji z zaświatami,
          uprawnionych i otoczonych ochroną kontaktów z nimi. Święcenie nowo wybudowanych
          gmachów można postrzegać jako magię dobrego początku. Poświęcone obrazki,
          medaliki ze św. Krzysztofem to rodzaj amuletów.
          --
          Niepotrzebne prawa osłabiają te, które są niezbędne.
          (Montesquieu)
        • Dziedzictwo pogaństwa wciąż jest w Polsce żywe, a nawet się rozwija – stwierdził
          prof. Norman Davis w wywiadzie dla „Pomocnika historycznego” (dodatek do
          POLITYKI 29/06), wymieniając obok zaduszek i dożynek m.in. święcenie samochodów.
          Widziana oczami zewnętrznego obserwatora polska religijność jawi się jako
          szczególnie uzależniona od rekwizytów, widzialnych znaków: popiołu, palemek,
          różańców, medalików, obrazków. U nas do dziś figury płaczą krwawymi łzami, a
          plama na szybie może stać się cudownym wizerunkiem Matki Boskiej i gromadzić
          tysiące wiernych. Tak jakby ciągle niezbędna była Biblia pauperum. Okruchy
          magicznego szkieletu, na którym wspierała się przedchrześcijańska wizja świata,
          utkwiły w nas niezwykle mocno.

          Przymiotnik „pogański” ma w języku konotację negatywną, a dług, jaki
          chrześcijaństwo zaciągnęło wobec tamtej kultury, bywa zwykle wstydliwie
          przemilczany. – Z historycznego punktu widzenia formy kultu są rzeczywiście
          takie jak w pogańskich kulturach rolniczych, odwołujących się do sacrum
          zaświatów; zostały bezszmerowo włączone w chrześcijański kontekst obrzędowy. Z
          punktu widzenia współczesnych relacji człowieka z wszechświatem i innymi ludźmi
          sens owych form nie jest już pogański, bo odwołują się one do chrześcijańskiej
          hierarchii mitycznej i kościelnej – mówi prof. Anna Zadrożyńska z Instytutu
          Etnologii i Antropologii Uniwersytetu Warszawskiego. – Wynika z tego jednak teza
          niezgodna z panującym przeświadczeniem: to chrześcijaństwo ukorzeniło się w
          kulturze europejskich pogan, a nie Europa zapuściła korzenie w glebie
          chrześcijaństwa.

          Z prastarej religii kosmicznej zapożyczono czas świętowania, który od neolitu
          wyznaczała wędrówka słońca po niebie. Bogowie zawsze rodzili się w zimowe
          przesilenie, umierali i zmartwychwstawali z wiosenną równonocą. Gdy w dawnym
          kalendarzu istniał obrzęd związany z kultem słońca, w obrzędowości
          chrześcijańskiej pojawia się święto lub dzień świętego patrona. Matki Boskiej
          Gromnicznej obchodzone 2 lutego to połowa zimy, gdy zapala się ognie, aby
          przyspieszyć powrót jasności. Święto płodności, obchodzone w letnie przesilenie,
          zmieniło się w wigilię św. Jana i rytuał Zielonych Świątek. Kościelna nazwa tych
          ostatnich to Zesłanie Ducha Świętego, ale ludowa pobożność wpisała je w rytm
          przyrody, sięgając do archetypowych praktyk magicznych, które miały oczyścić
          ziemię z demonów i zapewnić obfite plony: palono ognie, domy przyozdabiano
          zielenią tataraku, procesje z chorągwiami obchodziły zasiane pola, a bydło
          okadzano dymem z poświęconych ziół.

          Ciekawa jest także historia Bożego Ciała (ludowa nazwa Święta Ciała i Krwi
          Pańskiej), ustanowionego przez Kościół w XIV w. po cudzie w Orvieto, gdy hostia
          w rękach księdza heretyka zaczęła krwawić. Na pamiątkę tego wydarzenia uroczysta
          procesja zatrzymuje się przy czterech ołtarzach, gdzie odczytywane są fragmenty
          czterech ewangelii związane z Eucharystią. W obrządku ludowym ewangelie nie były
          jedynie nauką, ale świętym przedmiotem materialnym, który w postaci zakopanych
          na rogach pól zwitków miał chronić plony od gradobicia. Do tego doszły
          poświęcone wianki, które jako talizmany zabierano do domów, by odstraszały
          pioruny i choroby.

          W świętach, obrzędach i zwyczajach przechowało się mnóstwo elementów dawnych
          obrzędów ofiarnych, magii płodności, rytów oczyszczających, magii dobrego
          początku, trwających nieustannie pertraktacji z zaświatami. Błagalne krzyże i
          kapliczki wznoszone na granicach wsi można postrzegać jako przejaw archaicznego
          lęku przed obcym światem, święte znaki, które mają chronić obszar wewnętrzny
          przed otaczającym chaosem, demonami i plagami. W chwilach zagrożenia obchodzi
          się je w uroczystej procesji, bo są one punktem mediacji z zaświatami,
          uprawnionych i otoczonych ochroną kontaktów z nimi. Święcenie nowo wybudowanych
          gmachów można postrzegać jako magię dobrego początku. Poświęcone obrazki,
          medaliki ze św. Krzysztofem to rodzaj amuletów.
          --
          Niepotrzebne prawa osłabiają te, które są niezbędne.
          (Montesquieu)
          • – Myślenie religijne wymaga założenia, że gdy chcemy coś w świecie zmienić,
            niezbędna jest Boska interwencja. Podmiotem jest Bóg, człowiek może tylko
            prosić. W myśleniu magicznym człowiek swoimi działaniami i praktykami prowokuje,
            skłania, zmusza do zmiany zaświatowe moce. Do części magicznej, pogańskiej, w
            której zawiera się wiara w sprawczą moc słów, dodano obudowę chrześcijańską. W
            obrzędowości te dwa porządki są tak przemieszane, że trudno je interpretować –
            twierdzi prof. Piotr Kowalski, etnolog. – Choćby kwestia wody. Wiadomo, jakie
            procedury kościelne nadają sakrę wodzie święconej. Ale czym jest woda z
            uzdrawiających źródełek? Żywą wodą z bajki? Bez trudu da się to wytłumaczyć w
            kategoriach magicznych. A takie źródełka, gdzie pobiera się wodę do buteleczek w
            kształcie Matki Boskiej, są i w Licheniu, i przy pomnikach Jana Pawła II.

            W przedchrześcijańskim świecie działanie sił magicznych było równie oczywiste
            jak działanie sił natury. Próbowano je zaklinać lub przebłagać. Ten stały dialog
            z zaświatami był codziennością. Kościół odrzuca magię ze względów zasadniczych,
            ale musi się liczyć z jej występowaniem. Zwłaszcza z tymi przejawami myślenia
            magicznego, które sytuują się blisko wiary i praktyk religijnych, jak kult
            świętych czy kult obrazów – pisze Zdzisław Mach we wstępie do pracy Dominiki
            Jaźwieckiej-Bujalskiej „Między magią a religią”, w której bada ona zabobony i
            przesądy wśród duchowieństwa katolickiego. Choć ankietowani przez nią księża
            deklarują niewiarę w przesądy, przyznają, że zdarza im się tłumaczyć
            niepowodzenia czarnym kotem, trzynastym, albo przejść na drugą stronę drogi na
            widok zakonnicy. Mówiąc o medalikach, w pierwszym rzędzie przywołują naukę
            Kościoła, według której są one tylko symbolami wspomagającymi pamięć o
            pierwowzorze, ale dalej okazuje się, że to jednak rodzaj talizmanu. Jak mówi
            jeden z księży, skoro sprawdziło się, że ten konkretny medalik przynosi
            szczęście, to już nie jest magia, ale racjonalne myślenie. Co więcej, dla
            niektórych medaliki są sygnałem rozpoznawczym, pozwalającym rozpoznać swoich,
            czymś w rodzaju totemu.

            Religijność chrześcijańską utworzyły dwa nurty: ten zgodny z oficjalnym
            obrządkiem Kościoła i ten wcześniejszy, rodem z ludowej tradycji rolniczej.
            Stopiły się, tworząc całość. Skala powodzenia nowej religii zależy od tego, jak
            wiele elementów poprzednich kultów potrafi wchłonąć. Tak jest zawsze. Na
            fundamentach starych świątyń buduje się nowe, wymienia bogów na ołtarzach. Tak
            było też w przypadku chrześcijaństwa. Gdy papież Grzegorz Wielki wysyłał
            misjonarzy do pogańskich Anglosasów, nakazał nie burzyć świątyń, gdzie zbiera
            się lud, ale dbać, by miejsce bałwanów zajęły ołtarze prawdziwego Boga, a
            pogańskie uczty odbywały się od tego czasu w imię świętych, gdyż – jak twierdził
            – tępym umysłom nie sposób odjąć wszystkiego naraz. Wszystko, co nie stało w
            jaskrawej sprzeczności z nową wiarą, mogło zostać zaadaptowane.

            Przez wieki pod wpływem rozwoju nauki i przemian cywilizacyjnych relikty dawnych
            kultów zanikały. Resztki magicznej koncepcji rzeczywistości zachowały się
            głównie w postaci przesądów, zwyczajów, gestów, które postrzegamy jako
            irracjonalne, ale które wciąż bezwiednie powtarzamy. W kulturze anglosaskiej
            jest to na przykład całowanie się pod jemiołą czy wróżenie z pierwszego gościa,
            który odwiedza dom podczas Bożego Narodzenia. Polska religijność jest nadal nimi
            przesycona i stanowią coś więcej niż element dekoracyjny. Dlaczego? Pierwszy
            trop, jaki się nasuwa, to fakt, że nadal jesteśmy w dużej mierze społeczeństwem
            rolniczym, a co za tym idzie, nurtem dominującym jest katolicyzm ludowy. Jego
            wnikliwe studium, do którego badacze odwołują się po dziś dzień, przeprowadził w
            latach 30. XX w. Stefan Czarnowski, teoretyk kultury i religioznawca.
            --
            Gdy zabraknie historii, zastępują ją bajki.
            (Charles-Louis de Secondat de Montesquieu)
        • Pierwszą z cech religijności ludu polskiego, jaką wymienia, jest nacjonalizm
          wyznaniowy. Katolicyzm na wsi był czymś w rodzaju religii plemiennej, przede
          wszystkim sprawą życia zbiorowego, a dopiero wtórnie indywidualnego;
          najdonioślejszą cechą etniczną. U podstaw tego nacjonalizmu leży lokalność
          religii. Żeby nabożeństwo było pełne, musi odbyć się w społeczności sąsiedzkiej.
          Mieszkańcy okolicy mają swojego świętego, swój cudowny obraz, swoją figurę,
          swoje procesje. Bywa, że lokalne społeczności rywalizują ze sobą, gdy chodzi o
          rangę swych świętych obrazów. Ważą skuteczność interwencji, powołują się na
          cuda, spierają o nie.

          Zespolenie z narodem dokonuje się w zbiorowym uniesieniu podczas pielgrzymki do
          Częstochowy. „Włościanin wie, że jego wyznanie jest powszechne, ogólnoludzkie,
          bo go tego ksiądz nauczył; ale jako Polak jest on czcicielem szczególnym Matki
          Boskiej Częstochowskiej, największej ze wszystkich, najbardziej cudownej,
          najpotężniejszej. A że to Matka Boska bliska, interesująca się jego sprawami,
          własna – ma się on za lepszego katolika od tych wszystkich innych, którzy do
          Boga nie umieją modlić się jak należy, po polsku, i którzy czczą obce Matki
          Boskie” – pisał Czarnowski.

          Kolejną cechą polskiej religijności ludowej, jaką wymienia, jest właśnie
          maryjność. W czasach, gdy pisał swoje studium, także w innych krajach
          katolickich Matka Boska bywała najgorliwiej czczoną świętą. Była to jednak nieco
          inna Matka Boska. Na południu Europy Maria była następczynią potężnych
          pogańskich bogiń matczynych – możną, feudalną panią, władczynią otoczoną dworem,
          sprawującą rządy. W Polsce nabrała rysów spełniających polskie wyobrażenie o
          opiekunce i orędowniczce. „Jest przede wszystkim piękną i dobrą, łaskawą
          panienką, wstawiającą się za swoimi czcicielami u Syna, podobnie jak – według
          pragnień chłopa polskiego z okresu pańszczyźnianego – winna się za nim wstawiać
          dobra panienka ze dworu”.

          Podobnie lud postrzegał Jezusa – jako dobrego gospodarza, który chodzi po ziemi,
          by osobiście sprawdzić, czy jego poddanym nie dzieje się krzywda i cudownie
          interweniując. Jezus i Maria to przede wszystkim rozdawcy łask ziemskich na
          miarę wioskowych potrzeb. Religijne ekstazy były rzadkością i raczej patrzono na
          nie podejrzliwe. Gdy objawiały się święte postaci, to niemal cieleśnie, ubrane
          tak jak na figurze i wydawały praktyczne polecenia: daj jałmużnę, idź na
          pielgrzymkę, a do zbiorowości zwracały się głównie w kwestii wybudowania
          kościoła w konkretnym miejscu.

          Wiąże się z tym kolejna cecha religijności opisana przez Czarnowskiego:
          sensualizm i kult obrazów. Wizerunki, którym na polskiej wsi oddawano cześć,
          były symbolami jak najbardziej dosłownymi. Postać Matki Boskiej w Polsce tak
          bardzo zespala się z jej malowanym wizerunkiem, że normalnym sposobem jej
          objawiania się jest objawienie się obrazu. Jego moc udziela się kopiom i
          odbitkom, które usamodzielniają się jako przedmioty kultu, żyją własnym życiem:
          ozdabiane drogocennymi sukienkami stają się celem pielgrzymek, płaczą krwawymi
          łzami, zapowiadając klęski. Podobnie postrzega Czarnowski gorliwość, z jaką lud
          pielgrzymuje do kalwarii; aby tajemnica była zrozumiała, musi przybrać postać
          zmysłowej, dotykalnej rzeczywistości.

          Wreszcie cecha ostatnia to rytualistyczny stosunek do religii. Akty religijne,
          obrzędy, gesty, formuły zajmują w niej miejsce najistotniejsze, bo jest to
          religijność uboga z doktrynalnego punktu widzenia. Jak opisuje badacz:
          włościanin zna parę pieśni kościelnych, czasem czytuje żywoty świętych, ale
          Pisma Świętego prawie nigdy, nieznane mu są nie tylko zagadnienia dogmatyczne,
          ale nawet proste prawdy wiary. Wyznania rozróżnia wedle cech zewnętrznych.
          Kalwin to taki, co je mięso w Wielki Piątek, luter nie zachowuje postów i nie
          czci Matki Boskiej, prawosławny to członek wyznania, którego żonaci kapłani
          noszą długie włosy, a w świątyniach nie ma organów. Tak głęboko zakorzeniony
          rytualizm sprawia, że niechęć i opór wobec najdrobniejszych zmian w praktykach
          jest ogromny. „Włościanin przestałby się czuć określonym członkiem określonej
          zbiorowości, gdyby nie spełniał skrupulatnie tych czynności religijnych, które w
          tejże zbiorowości są tradycyjne” – podsumowuje Czarnowski.
          --
          Niepotrzebne prawa osłabiają te, które są niezbędne.
          (Montesquieu)
        • Jerzy Pilch wspomina, że w czasach jego dzieciństwa, gdy z sąsiedniej
          katolickiej wsi wychodziła procesja, jego luterska babka zasłaniała okna, żeby
          nie patrzeć na zgorszenie. – Katolicyzm widziany jej oczyma to było pogaństwo w
          stanie czystym – opowiada. – Klękanie, medaliki, obrazy, zastępy świętych,
          palenie świateł na grobach, wszystko to było dla nas egzotyczne.

          Zwłaszcza gdy chodzi o zaduszki, różnice między protestantyzmem a katolicyzmem
          są szczególnie znaczące. W protestantyzmie los zmarłego rozstrzyga się w chwili
          śmierci, będzie rozliczany tylko ze swoich czynów. W katolicyzmie można trochę
          pomediować, zamówić mszę za duszę, pomodlić się za zmarłych, ulżyć ich losowi.

          – Spod katolickiego obrządku zapalania świateł na grobach, na pamiątkę duszy,
          przebija dawny sens – tłumaczy prof. Piotr Kowalski. – W pogańskim świecie dusza
          zmarłego bez względu na zasługi trafiała do okropnego miejsca, ciemnego i
          zimnego. Trzeba się było o nią troszczyć, zapalić światełko, by mogła przebrnąć
          przez mrok i odebrać ofiarę z pożywienia. To z kolei gwarantowało, że zmarli
          będą dbać o żywych i nie zwrócą się przeciw nim.

          Nikły wpływ reformacji, która oczyściła konfesję ze wszystkiego, czego nie ma w
          Piśmie, to kolejny z czynników kształtujących polską religijność. Na to nałożyła
          się bardzo silna kontrreformacja, która zwalczała heretycką plagę poprzez bardzo
          energiczne wzmacnianie obrzędowości i celebry.

          – W tym czasie kształtowała się katolicka ortodoksja, która miała jak najściślej
          związać życie wiernych z Kościołem. Zmieniono rytuał mszy, wprowadzono nowe
          sakramenty. Do soboru trydenckiego nie było obowiązku zawierania ślubu
          kościelnego wobec kapłana, zwłaszcza gdy chodziło o warstwy niższe. Wystarczyły
          pokładziny – mówi prof. Anna Zadrożyńska. Jej zdaniem niezwykle istotnym
          czynnikiem kształtującym polską religijność była także kultura szlachecka.
          Zawdzięczamy jej nie tylko fakt, że polska Matka Boska przypomina Marynię
          Połaniecką, ale także bardzo silną, administracyjną funkcję parafii, która
          stanowiła pas transmisyjny między dworem a ciemnym, niepiśmiennym
          pańszczyźnianym chłopem.

          – Przy czym polska kultura szlachecka była głęboko aintelektualna, przepojona
          ostentacją, teatralizacją, działaniem na pokaz. Kwestię religii traktowała
          niezwykle emocjonalnie, przy całkowitym braku refleksji na temat prawd wiary –
          dodaje prof. Kowalski.

          Także Norman Davis skłonny jest szukać przyczyn kształtu polskiej religijności w
          naszej historii, głównie w fakcie, że polski Kościół był przez wieki Kościołem
          oblężonym. „Mity o jednolicie katolickim charakterze Polski mogli uknuć jedynie
          apologeci Kościoła, którego supremacja była stale zagrożona” – pisze w „Bożym
          igrzysku”. W Europie Zachodniej do końca Średniowiecza Kościół funkcjonował na
          prawach monopolu. W Polsce nie. Pogaństwo kwitło jeszcze długo po chrzcie
          Polski, a na Litwie do XIV w. było religią państwową. Potem kraj był otoczony i
          zagrożony przez sąsiadów innowierców. Kult maryjny był najbardziej oczywistą
          formą manifestacji polskości w obliczu wyzwań, jakimi były protestantyzm czy
          judaizm. Brak poparcia papiestwa dla polskich powstań wywołał urazę. „W
          rezultacie prości ludzie w Polsce z silnym przekonaniem skłaniali się ku myśli,
          że Ojciec Święty ich opuścił i wobec tego wierzyli, że praktykowany przez nich
          katolicyzm jest bardziej katolicki niż sam papież” – pisze Davis.

          Sytuację zmienił oczywiście pontyfikat Jana Pawła II, związał nasz katolicyzm
          mocniej z Watykanem, ale też wzmocnił jego polskość i naszość. Żeby utrzymać tę
          więź, nawet niemiecki papież musi mówić po polsku, utwierdzając część wiernych w
          przekonaniu, że jest to w sferze sacrum język urzędowy.
          --
          Gdy zabraknie historii, zastępują ją bajki.
          (Charles-Louis de Secondat de Montesquieu)
        • Ponad 70 lat temu, gdy Czarnowski pisał swoje studium, katolicyzm ludowy nie był
          niczym specyficznie polskim. Jak sam przyznaje, na wsiach francuskich i
          bawarskich bez trudu znaleźć by można odpowiedniki święcenia ziół lub procesji
          obchodzących pola. Dziś pewnie byłoby to trudniejsze. Pytanie – jak bardzo
          zmieniła się religijność polska od tamtych czasów? Ostatnio powstały dwie prace,
          które wychodząc od zjawiska objawień i cudów starają się analizować ten problem:
          „Na straży prawdziwej wiary” Ariela Zielińskiego i „Cuda, wizjonerzy i
          pielgrzymi” Huberta Czachowskiego.

          Współcześni badacze odróżniają religię wyboru od religii ludu, przemieszanej z
          folklorem i magią. Według Zielińskiego przed 1989 r. o religii czy też kościele
          wyboru nie było w Polsce mowy. Wewnątrzkościelny pluralizm istniał, ale był
          niewidoczny, bo Kościół rzymskokatolicki w Polsce, jako opozycja, musiał
          sprawiać wrażenie monolitu. Pełniąc funkcję integracyjną jako swoista masowa
          organizacja narodowa musiał kierować się na przeciętnego Polaka-katolika, a nie
          indywidualne potrzeby wiernych. Musiał być ekspansywny w dążeniu do ukazania
          swej obecności i pozycji poprzez rozwój masowych rytuałów. W zderzeniu z władzą
          miał większe szanse jako instytucja urzędowo-hierarchiczna niż wspólnota. Po
          1989 r. w atmosferze pluralizmu pojawiły się zjawiska kierujące religijność w
          stronę kościoła wyboru, jednak nie stała się ona dominująca. Jak twierdzi
          Zieliński, zdecydowana większość społeczeństwa mieści się w nurcie kościoła
          ludu, a polski katolicyzm ludowy od czasów Czarnowskiego nie uległ szczególnym
          przemianom.

          Według prof. Anny Zadrożyńskiej nie bez znaczenia był tu program tradycyjnej
          ludowej pobożności realizowany przez kardynała Stefana Wyszyńskiego, oznaczający
          zamknięcie drogi mistycznej refleksji, poznawania zasad wiary, czytania Biblii,
          który w gruncie rzeczy był programem analfabetyzacji wiary.

          Stereotyp Polaka-katolika wydaje się wiecznie żywy. Nacjonalizm może nawet się
          pogłębił przez to, że świętych rolniczych zastąpili święci polscy (beatyfikowani
          i jeszcze niebeatyfikowani). Faustyna Kowalska, kardynał Wyszyński, ksiądz Jerzy
          Popiełuszko, Jan Paweł II stali się ikonami i bywa, że objawiają się wiernym
          wspólnie z Matką Boską. (Po odwołanym ingresie abp. Wielgusa wierni wznosili
          okrzyki: Nie niszczcie polskiego Kościoła i polskiej religii).

          Maryjność polskiego katolicyzmu nie ulega kwestii. Co do sensualizmu i kultu
          obrazów – Czarnowski badał swoich włościan trochę jak owady pod mikroskopem, a
          kult obrazów postrzegał jako rodzaj pogańskiego bałwochwalstwa. Współcześni
          badacze starają się o nieco więcej empatii i nie są tak kategoryczni, twierdząc,
          że można go przypisać zarówno postawie magicznej, jak i religijnej. Ludwik
          Stomma w „Antropologii wsi polskiej” przyznaje, że przewaga zmysłów nad duchem
          jest u polskiego chłopa tak wielka, iż nie potrafi on wyobrazić sobie dziejów
          ewangelicznych na tle pustyni czy gajów oliwnych, ale ten naiwny sensualizm legł
          u podstaw specyficznego dla naszych ziem typu niezwykle głębokiej i autentycznej
          wrażliwości religijnej.

          Z prowadzonych obecnie badań wynika, że sacrum nadal musi mieć widzialną,
          rozpoznawalną formę. Jak pisze Hubert Czachowski, w religijności XIX w. modlitwa
          bez obrazu była niewyobrażalna. Dziś niewiele się zmieniło, nie wystarczy idea,
          obraz nadal potrzebny jest do oddawania czci. Doszły jeszcze cudowne fotografie,
          na których objawia się Matka Boska, papież lub Duch Święty, najczęściej w
          postaci białej smugi.

          Rytualizm, przywiązanie do obrzędowości i niechęć do najmniejszych zmian
          (komunia na rękę, zniesienie postów) nadal wiążą się z nieznajomością Pisma i
          doktryny oraz brakiem potrzeby poznawania. Z badań prowadzonych w kolejnych
          dziesięcioleciach wyłania się dość dziwaczny obraz Trójcy Świętej, czasem
          pozbawionej Boga Ojca, za to nader często obdarzonej Matką Boską. Hubert
          Czachowski, który badał ostatnio religijność uczestników tzw. ruchu
          mirakularnego (czyli skupionego wokół miejsc cudów i objawień), tak opisuje
          świętą hierarchię: Duch Święty jest niemal nieobecny; Bóg Ojciec – nieco
          abstrakcyjny i enigmatyczny – przedstawiany jest jako srogi, karzący grzeszników
          sędzia; Jezus to postać podająca sposoby ominięcia kary; Matka Boska otwarcie
          przeciwstawia się wyrokom Bożym, a błogosławiona Faustyna Kowalska przekazuje
          ludziom te sakralne, toczące się w transcendencji spory.
          --
          Jeśli mijasz się z prawdą, to przynajmniej się jej ukłoń. (Karol Kord)
        • Ruch mirakularny to samo serce ludowego katolicyzmu. Jak pisze Hubert
          Czachowski: „w miejscach cudownych krzyżuje się oficjalna teologia, religijność
          ludowa, teologia różnych sekt, magia. Ta świadomość religijna przesycona cudem
          wykazuje wiele cech typowych dla myślenia magicznego”.

          Trudno dokładnie oszacować skalę tego zjawiska. Wydaje się, że funkcjonuje ono
          na marginesie, media przedstawiają je czasem jako dziwne i ciekawe. Jednak z
          prac obu wyżej wspomnianych autorów wynika, że jest to zjawisko masowe. W
          okresie powojennym naliczono 50 miejscowości będących areną cudów i objawień
          (nie licząc objawień na szybach), a ich częstotliwość nasiliła się w ciągu
          ostatnich 20 lat; prawdopodobnie ze względu na łatwiejszy przepływ informacji.
          Oławę, miejsce najsłynniejszego objawienia, gdzie Kazimierzowi Domańskiemu
          wielokrotnie ukazywała się Matka Boska, w okresie największej świetności (do
          śmierci Domańskiego w 2002 r.) odwiedzało do 200 tys. pielgrzymów rocznie; to
          skala porównywalna z sanktuarium w Świętej Lipce.

          W takich miejscach tysiące wiernych obserwują zjawisko wirującego słońca, słyszą
          chóry anielskie, oglądają odciski stóp Matki Boskiej, dochodzi do setek
          uzdrowień, a święte źródełka są normą. Woda, którą pielgrzymi zabierają do
          butelek, jest – jak pisze Czachowski – dosłownym dotknięciem sacrum, z którym
          nie może konkurować ani msza, ani modlitwa, ani nawet widok wierzby, na której
          ukazała się Matka Boska. Chociaż listki z drzewa i kora też zbierane są jako
          talizmany. Wszystkie cechy religijności ludowej, opisane grubo ponad pół wieku
          temu przez Czarnowskiego, zastygły tu jak owad w bursztynie. Lokalność: Matka
          Boska objawiając się jednemu wizjonerowi potwierdza lub dyskwalifikuje
          objawienia innych, wydając negatywne orzeczenia; na przykład: „przekaż, że Matka
          Boska w butach nie chodzi, a takie orędzie krąży i są na nim narysowane buty
          Matki Boskiej. To jest oszczerstwo”. Matka Boska z Chotyńca kwestionuje opinie
          oławskiej i na odwrót. Nacjonalizm: Matka Boska nazywana królową świata i Polski
          mówi o Polakach jako narodzie wybranym. „Ja Matka Boża kocham naród polski,
          wywyższę go spośród innych krajów” – głosi Matka Boska z Oławy, zapowiadając
          jednocześnie rewizję granic z Ukrainą. Niechęć do zmian: porządek liturgiczny
          jest ustalony raz na zawsze; „Pan Jezus nie pragnie mody z Zachodu”, a kapłanów
          którzy jej ulegają, podając komunię stojącym, spotka kara: „ich dwa palce będą
          się palić w ogniu”.

          Takie objawienia są problemem dla Kościoła. Na niektóre nieformalne sanktuaria
          biskupi nałożyli interdykt, zabraniający ich odwiedzania. Tylko że to nikomu w
          niczym nie przeszkadza. Jak pisze Zieliński, ci sami pielgrzymi żywo uczestniczą
          w oficjalnym nurcie katolicyzmu, odwiedzają parafialny kościół, chodzą na
          pielgrzymki do Częstochowy. Organizowane przez księży pielgrzymki parafialne
          odwiedzają Oławę po drodze; nie ma jej w programie, ale od początku jest dla
          wszystkich jasne, że tu przyjadą. „Ruch pielgrzymkowy skoncentrowany wokół
          zjawisk cudownych, nie uznawanych przez Kościół, nie występował dotąd w Polsce w
          takim nasileniu, jak ma to miejsce obecnie” – podsumowuje Zieliński. Zauważa
          także, że w ten nurt wpisuje się pięciomilionowy ruch skupiony wokół Radia
          Maryja. To ta sama mentalność, która pragnie czarno-białej wizji świata,
          przekonania o własnym wybraństwie, silnego, plemiennego niemal poczucia
          wspólnoty i autorytarnego przywództwa jako odpowiedzi na niejednoznaczności
          nowoczesnego świata.
          --
          Gdy zabraknie historii, zastępują ją bajki.
          (Charles-Louis de Secondat de Montesquieu)
        • Święta potrzebują rytuałów, a czas potrzebuje świąt. Bez nich nie bylibyśmy w
          stanie znieść jego monotonii. Polska obrzędowość wyrasta z ludowego katolicyzmu.
          Jemu i pieczołowicie pielęgnowanej tradycji, która kruszy się dziś pod naporem
          komercji, zawdzięczamy wielkanocne święconki i palemki, wigilijne wieczerze
          szczególnie nasycone elementami magicznymi, rozświetlone cmentarze w
          listopadzie, urok przydrożnych krzyży. Z drugiej strony rodzi on sakrokicz,
          religijne gadżety i makatki z papieżem.

          Ale ludowy katolicyzm w Polsce nie ogranicza się do sfery estetyki. Jak pisze
          Piotr Kowalski w eseju „Potoczna religijność, kicz i sakrobiznes”, cechuje go
          łatwość łączenia emocjonalnie nacechowanego doświadczenia religijnego,
          manifestowania religijnej uczuciowości z równie emocjonalnie nacechowanym
          patriotyzmem. Kicz religijny wykazuje zdumiewająco wielką łatwość łączenia się
          ze stereotypem prawdziwego Polaka. Agresja miesza się tu z ckliwością,
          patriotyzm przepoczwarza w ksenofobię.

          Magiczna wizja świata wyrastała z lęku przed światem nieoswojonym, ciemnością,
          żywiołami, zaświatowymi mocami. Współczesny nurt ludowego katolicyzmu także
          napędza poczucie zagrożenia, bezradności, kompleksów wobec pluralistycznego
          świata, którym rządzi informacja i gry wolnego rynku, świata wielości idei,
          nurtów, postaw – niepojęte moce, przed którymi trzeba się chronić. Im bardziej
          świat otwarty, tym większa potrzeba identyfikacji z tym, co znane, kurczowego
          przylgnięcia do prostej wizji rzeczywistości. Przez wieki przydrożne kapliczki
          wyznaczały bezpieczną przestrzeń wsi, poza którą było nieznane. Dziś wieszane we
          wszystkich możliwych instytucjach krzyże niosą podobny komunikat: to nasz teren,
          obcym mocom wstęp wzbroniony.

          Joanna Podgórska

          fotografie prac i reprodukcje:
          Stanisław Ciok, Tadeusz Późniak

          O Raporcie „Święta w starych dekoracjach” rozmawiamy w środę 4 kwietnia o godz.
          15.00. Blog FM w radiu TOK FM, zaprasza Jakub Janiszewski.

          www.tok.fm
          www.polityka.pl/archive/do/registry/secure/showArticle?id=3354541
          --
          Jeśli mijasz się z prawdą, to przynajmniej się jej ukłoń. (Karol Kord)
    • Gość: i IP: *.chello.pl 01.07.06, 10:44
    • Siostra Barbara Markey, współautorka popularnego programu przygotowującego do
      małżeństwa i życia w rodzinie, została oskarżona o defraudację 300 tysięcy
      dolarów - informuje Cnews. Według aktu oskarżenia, siostra pracująca w
      katolickim biurze przygotowującym do życia w rodzinie, wydała pieniądze na
      prezenty, podróże lotnicze, a część po prostu przegrała w kasynie.
      Obrońca zakonnicy nie zgadza się z zarzutami, twierdząc, że siostra Markey
      jako współtwórca programu miała prawa do części dochodów jakie przynosił.
      Zakonnicy grozi do 20 lat więzienia i 25 tysięcy dolarów grzywny. [Źródło:
      CNEWS, Onet]

      W Polsce zlodzéiejstwo zakonnych to normalka.Sam pomysl o 20 latach wiezienia
      dla zakonnych zlodzieji zostalby uznawany jest za obraze uczuuc religijnych
      pomylonym Katolandzie.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=44580648
      • Potwierdziły się najgorsze obawy 11 tys. wiernych z parafii Świętego Ducha w
        Łowiczu. Były proboszcz ks. Franciszek Augustyński, który zniknął 16 maja,
        doszczętnie ogołocił parafialną kasę - czytamy w "Dzienniku Łódzkim".

        Kontrola finansowa, przeprowadzona przez nowego proboszcza i przedstawiciela
        łowickiej kurii, wykazała, że z parafialnego konta wyciągnięto nie tylko
        pieniądze, które wierni od ponad roku przekazywali kapłanowi na remont
        zabytkowej ambony oraz ołtarza św. Rocha, ale również drobniejsze wpłaty na msze
        w intencji zmarłych.


        REKLAMA Czytaj dalej



        Oczywiście, niezależnie od tego będziemy się modlić za naszych zmarłych -
        zapewnia ks. Władysław Moczarski, który objął parafię Świętego Ducha pod koniec
        czerwca.

        Z kościelnego konta mogło zniknąć co najmniej kilkadziesiąt tysięcy zł zebranych
        na renowację ołtarza i ambony. Wcześniejszy remont głównego ołtarza pochłonął
        220 tys. zł - przypomina gazeta.

        Nie zgłaszaliśmy zniknięcia pieniędzy organom ścigania i nadal jest to nasza
        wewnętrzna sprawa - mówi kanclerz Kurii Diecezji Łowickiej ks. Stanisław
        Plichta. Nie mamy też żadnych wieści o ks. Augustyńskim. Z tego, co wiem, jego
        zaginięcie także nie zostało zgłoszone policji - dodaje.

        Według informacji "Dziennika Łódzkiego" były proboszcz może przebywać u
        przyjaciół w Wielkiej Brytanii. Nieoficjalnie mówi się, że powodem wyjazdu
        kapłana były jego hazardowe długi. (PAP)
        wiadomosci.wp.pl/kat,9922,wid,8381753,prasaWiadomosc.html
        • Śmiac sie czy płakać nad głupotą?
          Wiarołomcy i odstepcy religijni, modlą się za twórców nowej religii i prawa.

          Słowa modlitwy Piusa V:
          Módlmy się za żydów wiarołomnych aby Bóg i Pan nasz zdarł zasłonę z ich serc...

          "Wysławiam Cię, Ojcze, (...) że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi,
          a objawiłeś je prostaczkom"
          (Mt 11, 25)
          • Proces 23 indywidualnych kredytobiorców, w tym jednego duchownego, oskarżonych o
            wyłudzenia kredytów bankowych w jednym z wątków tzw. afery salezjańskiej,
            rozpoczął się przed Sądem Rejonowym w Lubinie (Dolnośląskie).
            Mimo nieobecności jednego z oskarżonych, za zgodą jego obrońcy, odczytano akt
            oskarżenia.

            Osoby odpowiadające w tym procesie oskarżono o wyłudzenie z Kredyt Banku
            kredytów w łącznej kwocie 3,7 mln zł. Pojedyncze osoby miały wyłudzić od jednego
            do czterech kredytów walutowych, w różnych kwotach - od 70 tys. zł do 300 tys.
            zł. Większość pożyczkobiorców, zgodnie z zarzutami, miało przy tym wprowadzać w
            błąd pracowników banku oraz posługiwać się sfałszowanymi dokumentami dot.
            wysokości zarobków swoich i poręczycieli.

            Sprawdzanie danych osobowych oskarżonych oraz odczytywanie zarzutów dotyczących
            każdego z nich trwało ponad godzinę.

            Oskarżeni składający wyjaśnienia nie przyznali się do winy. Twierdzili, że
            kredyty brali na prośbę księdza M., ówczesnego szefa lubińskiej fundacji im. św.
            Jana Bosko, który obecnie sam jest oskarżony, wraz z innymi osobami, w
            najważniejszym wątku w "afery salezjańskiej" dotyczącym wyłudzenia ponad 418 mln
            zł i prania brudnych pieniędzy.

            "Ksiądz mówił, że mam się nie przejmować, bo to on będzie spłacać kredyt i tak
            było" - powiedziała przed sądem jedna z oskarżonych, która przyszła na proces
            wraz ze współoskarżonym w tej sprawie mężem.

            Małżeństwo nie było wyjątkiem, bowiem w tej sprawie na ławie oskarżonych zasiada
            wiele innych osób, które są ze sobą spokrewnione. Niemal wszyscy to rodziny z
            parafii salezjańskiej. Jak opowiadali w poniedziałek, wszyscy byli świadkami,
            jak Salezjanie, a głównie ksiądz M., budowali okazały kościół i prowadzili
            szeroko zakrojoną działalność charytatywną.

            "Ksiądz M. pomagał młodzieży i wielu instytucjom, a na uroczystościach w naszej
            parafii pojawiali się często dostojnicy kościelni, w tym obecny papież" -
            powiedziała oskarżona. "Cała otoczka działalności fundacji powodowała, że nie
            mieliśmy wątpliwości, że te kredyty zostaną spłacone i że idą na ten cel, o
            którym mówił ksiądz M., czyli na dokończenie budowy kościoła" - powiedział inny
            kredytobiorca, który powiedział, że był jedynie "figurantem".

            "Twierdzę tak, bo do swojego kredytu nie przedstawiałem żadnych zaświadczeń.
            Wszystko było gotowe jak przyszedłem. Wyglądało to tak, że w banku wypowiadało
            się magiczne słowo (nazwisko M. - PAP) i pracownicy banku wiedzieli co mają
            robić" - twierdził przed sądem.

            On i inne osoby podkreślały, że nie działali nigdy dla własnej korzyści, że
            wszystkie pieniądze otrzymał ksiądz oraz że ich kredyty, jak twierdził ten
            duchowny, były wynikiem porozumienia między nim i bankiem. Jedna z oskarżonych
            osób opowiedziała, że ksiądz chwalił się znajomością z dyrektorem i opowiadał,
            że otrzymuje kredyty, bo bank wspiera jego działalność charytatywną.

            "Ksiądz mówił, że będę figurantem do kredytu, tzn. że potrzebuje jedynie moich
            danych, że to nie mój kredyt, ale jego" - opowiadał oskarżony. Gdy zaś zapytał
            M. co by było ze spłatą kredytów, gdyby zdarzył mu się jakiś wypadek, usłyszał
            od M.: "przecież nie jestem sam".

            Pożyczki, które stały się powodem postawienia przed sądem 23 osób, zdaniem
            prokuratury, zostały wyłudzone przez prywatne osoby w latach 2000-2001. W sumie
            wszystkich indywidualnych kredytobiorców było ponad stu, a łączna kwota
            wszystkich pożyczek jakie otrzymali, sięgnęła 16 mln zł. We wcześniej
            rozpoczętym procesie dotyczącym analogicznej sprawy, przed sądem w Legnicy
            odpowiada już 11 osób.

            Oskarżeni w obu sprawach utrzymują, że brali pożyczki za namową księży oraz że
            miały wesprzeć budowę kościoła oraz działalność gimnazjum prowadzonego przez
            Salezjanów. To ksiądz M. miał być prawdziwymi beneficjentem pożyczek. On też
            miał organizować cały proceder. Obiecywał, że to Salezjanie spłacą kredyty. Tak
            było, jednak tylko przez pewien okres. Po jakimś czasie do pożyczkobiorców
            zaczęły przychodzić zawiadomienia, że raty nie są regulowane. Wówczas wybuchła
            afera, wyszła bowiem na jaw skala zjawiska.

            Kiedy zaległości prywatnych pożyczkobiorców wobec Kredyt Banku zaczął odzyskiwać
            komornik, zaczęli oni walczyć o to, by to Salezjanie przejęli długi. Stało się
            tak w końcu 2004 roku. Salezjanie podpisali wtedy umowę z bankiem i spłacili
            długi ostatecznie regulując zobowiązania prywatnych pożyczkobiorców.
            wiadomosci.onet.pl/1360649,11,1,1,,item.html
            • Ksiądz Grzegorz D., były administrator parafii w Miasteczku Śląskim został
              skazany na 1500 złotych grzywny za ukrywanie parafialnych dokumentów. W zeszłym
              tygodniu odwołał się od tego wyroku. Przy okazji okazało się, że w lutym 2003
              roku ksiądz został skazany za prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości -
              informuje "Dziennik Zachodni".

              Nie chcę do tamtej sprawy wracać. Ale to była minimalna ilość. Koło południa
              wypiłem piwo, a wieczorem mnie złapali - wyjaśnia ks. Grzegorz.


              REKLAMA Czytaj dalej



              Postacią medialną administrator z Miasteczka stał się ponad rok temu. Wtedy
              władze kościelne zarządzały, by odszedł z parafii. W obronie księdza stanęła
              grupa parafian. Przez pół roku pikietowali pod plebanią, w której wciąż mieszkał
              suspensowany ksiądz. Nowym proboszczowi i wikaremu protestujący nie pozwolili
              wprowadzić się do plebanii, z tego też powodu nie mieli oni dostępu do ksiąg
              parafialnych. Dokumenty były na swoim miejscu, nie były ukryte - wyjaśnia teraz
              ksiądz.

              W sierpniu 2005 roku protestujący nie pozwolili innym parafianom i nowym księżom
              wejść do kościoła, a pod świątynią doszło do przepychanek. Interweniowała
              wówczas policja. Teraz wszystkie te osoby, a jest ich ponad 40, są oskarżone o
              przeszkadzanie publicznemu wykonywaniu aktu religijnego. Prokurator w ich
              przypadku wnioskował o warunkowe umorzenie postępowania. Oznaczałoby to jednak
              m.in. stwierdzenie winy tych ludzi. Dlatego 12 z nich napisało już do sądu, że
              nie zgadzają się z wnioskiem prokuratora. Ks. Grzegorz uważa, że wszyscy
              oskarżeni będą chcieli przed sądem dowodzić swej niewinności.
              (PAP)
              wiadomosci.wp.pl/kat,1348,wid,8378025,wiadomosc.html
              • Pijany ksiądz jeździł po zatłoczonych ulicach Łańcuta. - Utrzyjcie nosa sprawie,
                nie piszcie - poprosił nas.

                W poniedziałek jeden z kierowców zadzwonił na policję z informacją, że "jakiś
                samochód jedzie od chodnika do chodnika”. Policja zorganizowała blokadę. Ksiądz
                Czesław N. został zatrzymany obok dworca PKP.

                - Mogę jedynie potwierdzić, że takie zatrzymanie miało miejsce. W jego sprawie
                prowadzone jest policyjne postępowanie - twierdzi Andrzej Reizer, komendant KPP
                w Łańcucie.

                To oburzające

                Jak opowiadają przypadkowi świadkowie, ks. Czesław N. (jechał peguotem) nie
                zatrzymał się na wezwanie policji. - Patrol ruszył za nim, włączył światła i
                sygnały, i dopiero wtedy peugot zjechał na pobocze - mówi "Nowinom" jeden ze
                świadków. - Oburzające jest to, że ten pijany kierowca prowadził samochód prawie
                w samo południe, czyli wtedy, kiedy na ulicach panuje największy ruch.

                Nasz ksiądz? To niemożliwe

                Co na to ks. Czesław N? - Stało się, trudno. A wy zamiast szukać sensacji,
                złodziejami byście się zajęli. Utrzyjcie nosa sprawie! - przekonywał
                dziennikarza Nowin.

                Parafianie, pytani o proboszcza, mają różne opinie na ten temat. - Nasz ksiądz?!
                To niemożliwe - niedowierza kobieta w średnim wieku. A starszy spotkany na ulicy
                w Rakszawie mężczyzna: - To dobrze, że nadeszły czasy, że policja wszystkich
                traktuje równo. I nie zwraca uwagi, czy to ksiądz, czy nie.

                Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, ksiądz Czesław N. miał prawie 3,5 promila
                alkoholu. Policja zabrała mu prawo jazdy. Samochód mógł zatrzymać.

                Prawie 3,5 promila alkoholu miał Czesław N., proboszcz parafii Rakszawa Rąbane,
                którego zatrzymano w Łańcucie. Świadkowie twierdzą, że próbował nawet uciekać
                przed policją.

                Art. 178a kk: Kto, znajdując się w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka
                odurzającego, prowadzi pojazd mechaniczny, podlega grzywnie, karze ograniczenia
                wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
                www.gcnowiny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20060630/REGION00/60629017/-1/CALYREGION
                • Biskup pomocniczy diecezji łowickiej Ks. Józef Zawitkowski wbrew prawu
                  kościelnemu zezwolił proboszczowi parafii pw. św. Ducha w Łowiczu na
                  zaciągnięcie 300 tys. zł bankowego kredytu. Ks. Franciszek Augustyński zniknął z
                  pieniędzmi, a kredyt musiała spłacić kuria diecezjalna.
                  wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,8448912,wiadomosc.html
                  • Proces 23 indywidualnych kredytobiorców, w tym jednego duchownego, oskarżonych o
                    wyłudzenia kredytów bankowych w jednym z wątków tzw. afery salezjańskiej,
                    rozpoczął się przed Sądem Rejonowym w Lubinie na Dolnym Śląsku. Mimo
                    nieobecności jednego z oskarżonych, za zgodą jego obrońcy, odczytano akt
                    oskarżenia.
                    wiadomosci.wp.pl/kat,9251,wid,8409727,wiadomosc.html
                    • Jeden z budynków zadłużonej parafii rzymsko- katolickiej św. Jerzego w Elblągu
                      został sprzedany podczas licytacji. Nabywcą jest osoba prywatna, która kupiła
                      nieruchomość za cenę wywoławczą, czyli 202 tys. 800 zł.
                      Licytacja budynku mieszkalnego należącego do elbląskiej parafii odbyła się w
                      związku z niespłaconymi pożyczkami zaciągniętymi przez byłego dyrektora
                      gospodarczego Kurii Biskupiej i proboszcza parafii św. Jerzego w Elblągu, ks.
                      Jana H. Długi parafii sięgają około 35 mln zł.

                      Jak poinformowano w kancelarii komorniczej, do licytacji pozostały jeszcze inne
                      kościelne nieruchomości: katolickie przedszkole, hospicjum i siedziba sióstr
                      nazaretanek.

                      Sprawa dotyczy pożyczek, które ks. Jan Halberda zaciągał w latach 90. na
                      inwestycje w parafii i diecezji elbląskiej u wielu osób prywatnych,
                      przedsiębiorców i instytucji.

                      Kredytu udzielił księdzu m.in. bank; pieniądze z kasy elbląskiej
                      elektrociepłowni pożyczyła księgowa. W tym drugim przypadku kwota 189 tys.
                      złotych miała być przez księdza zwrócona po tygodniu; teraz kobieta spłaca dług
                      ze swojej emerytury.

                      Ksiądz zawierał umowy o pożyczkach na piśmie i deklarował ich zwrot.
                      Pożyczkodawcy, którzy bezskutecznie domagali się od księdza zwrotu długu,
                      złożyli pozwy przeciw niemu w sądzie w Elblągu.

                      Tamtejszy sąd wydał w latach 2001-2004 kilkanaście wyroków korzystnych dla
                      wierzycieli. Rzeczniczka Sądu Okręgowego w Elblągu sędzia Ewa Mazurek
                      poinformowała, że kwoty pożyczek na rzecz parafii św. Jerzego były różne - od 10
                      tys. do ponad 100 tys. złotych lub 100 tys. dolarów.

                      Sąd, uzasadniając wyroki, uznał, że parafia musi oddać pożyczkę, bowiem, zgodnie
                      z umowami, pieniądze przekazywane były na inwestycje kościelne. Sąd uznał
                      zarazem, że ówczesny dyrektor gospodarczy Kurii Biskupiej miał prawo zaciągać
                      takie pożyczki, bo nie zabraniały tego ani przepisy prawa kanonicznego, ani
                      biskup, który mógł nie dopuścić do zawarcia takich umów.

                      W Kurii Elbląskiej odmówiono udzielenia informacji na pytanie, co obecnie robi
                      ks. Jan H. i gdzie przebywa.
                      (sm)
                      wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,8361292,wiadomosc.html

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.