-
Oczywiście i Ty piotrzr masz rację, że przynajmniej w Hłudnie byli
grekokatolicy, a nie prawosławni.
Przyznam się, że w momencie ogłoszenia na forum o pomoc w zdobyciu
jakichkolwiek informacji na temat Hłudna z okresu przesiedleń powojennych nie
podałem,że znam tamte strony i że tam się wychowałem. Teraz kiedy już tam nie
mieszkam temat jednak wraca, a pozostały mi tylko wspomnienia i relacje
rodziców. Zależy mi bardzo na dodatkowych źródłach, czy relacjach innych niż
rodzinne.
Przyznam jednak, że nie natrafiłem na dane statystyczne odnośnie Hłudna z
tamtego okresu. Za co bardzo Ci piotrzr dziękuję.
Nurtuje mnie niezmiernie fakt, dlaczego po wysiedleniu Ukraińców Polacy, nie
mając własnej świątyni w Hłudnie zdecydowali się zburzyć w tak dobrym stanie
cerkiew (murowaną), a wybudowanie kościoła zwłaszcza po wojnie było przecież
niezwykle kosztownym przedsięwzięciem?
Wprawdzie od mojego ojca słyszałem, jak zaciekle ludzie domagali się zburzenia
cerkwi i o niektórych "aktywnych" przy samej rozbiórce, ale niewiele więcej.
Jak już pisałem wcześniej do "darino" w Hłudnie faktycznie jest cmentarz
grekokatolicki (w fatalnym stanie), który jeżeli nie zostanie odpowidnio
zabezpieczony nidługo może całkowicie zniknąć z krajobrazu tej miejscowości.
W przypadku cmentarza na placu pocerkiewnym nie ma już o czym mówić
przynajmniej w sensie stwierdzenia tam czegokolwiek co może przypominać
cmentarz. W przypadku drugiego z cmentarzy niespotykanym przynajmniej dla mnie
dowodem na wymieszanie kultur w tamtym rejonie jest niedawno odkryty grobowiec
na którym polskie nazwisko spoczywającego jest wyryte cyrylicą, opatrzone
gwiazdą Dawidową. Przecież to niesamowite. Czyż mówienie,że coś, bądź ktoś
mający pochodzenie czysto polskie, bądź inne nie jest anachroniczne?
Pozdrawiam i mam nadzieję, że temat się rozszerzy.
-
Z tym wyburzaniem cerkwi chodziło głównie o zniszczenie wszelkich śladów
ukraińskich na tym terenie. W Birczy używano do tego maszyn i materiałów
wybuchowych,a i tak "uporządkowano" teren po cerkwi w ciągu chyba 8-10 lat -
spychając w końcu cały gruz do rzeki. Teraz w tym miejscu jest plac targowy
używany raz w tygodniu. W Sufczynie gruz z cerkwi posłużył do wzmacniania dróg
polnych.
Do tej pory starsi ludzie u nas są bardzo antyżydowscy i antyukrainscy,
obawiając się, że ktoś może wrócić i zarządać zwrotu majątku !
--
www.bircza.pl
-
Witam was serdecznie. Cieszę się z waszej dyskusji.
W uzupełnieniu waszych wypowiedzi powtórzę że w Hłudnie był kościól katolicki –
a zniszczenie cerkwi bardzo trafnie uzasadnił Darino. To było zacieranie śladów
po znienawidzonych sąsiadach albo bardziej „zacierania wyrzutów sumienia” po
niegodziwości wyrządzonej Ukraińcom. Gość z Kielc wspomniał trochę o ofiarach
po obu stronach z lat wojny -–prawdą jest że w tych stronach działała
współpracująca z Niemcami – policja ukraińska. Ale prawdą jest też polski
odwet – mordowanie dawnych sąsiadów i greckokatolickich księży. Te straszne
zdarzenia w okolicach Hludna są np. wspominane w znanej pracy Pana Grzegorza
Motyki.
Pozwolicie że w przyszłym tygodniu pociągnę z Radkiem – Wolfem temat traktatu
ryskiego a i powstania leskiego.
W tej dyskusji wielokrotnie przeżywałem zaskoczenia – takimi zaskoczeniami był
podesłany przez Księdza Piotra np. artykuł o zalesiu czy notka biograficzna o
ks. Nehrebeckim.
Dziś przeżyłem inne zaskoczenie . Ale najpierw namawiam na lekturę linku o wsi
Daliowa i poniższych fragmentów :
www.beskid-niski.pl/index.php?p os=/miejscowosci&ID=28
. Przed wojna, istniała we wsi czytelnia imienia Kaczkowskiego, którą kierował
ksiądz Włodzimierz Wachnianin. Ale całe bogactwo i bogacenie się wsi zakończyła
I-sza wojna światowa. Mężczyźni zostali wcieleni do armii austriackiej a we wsi
pozostali tylko starcy oraz kobiety z dziećmi. Kiedy zbliżył się front rosyjski
wszystkich mieszkańców ewakuowano na Słowację pozostawiając wieś bez opieki. W
zimie, we wsi gospodarowali rosyjscy żołnierze. Część chat została zniszczona
ogniem artyleryjskim podczas walk o wieś, natomiast resztę chat bądź
doszczętnie ograbiono bądź zniszczono w 1915 roku podczas ewakuacji.
Kiedy mieszkańcy powrócili do wsi w 1916 roku, znów pojawiło się wojsko
rosyjskie. Tym razem ludzi nie ewakuowano a żołnierze stacjonowali niezbyt
długo. Gdy w 1918 roku wojna się skończyła, do wsi powrócili mężczyźni, którym
udało się przeżyć wojnę służąc w armii austriackiej. Powrócili też mężczyźni
wywiezieni ze wsi do obozu Tallerhof.
/.../
cerkiew dwa lata później spłonęła.
Tak to zdarzenie wspomina pochodzący z Daliowej Mikołaj Krupiej: "...Byłem
pierwszym świadkiem pożaru cerkwi. Siedziałem w klasie, w szkole, która
znajdowała się w górze wsi w odległości około 250 metrów od cerkwi. Rano około
9-tej rozpoczęła się pierwsza lekcja a ja siedziałem w tylnej ławce i patrzyłem
w okno nie interesując się zbytnio tym co się dzieje w klasie. Zauważyłem nagle
koło cerkwi smugę czarnego dymu; od razu zaalarmowałem nauczycielkę. Ona
wypuściła kilku chłopaków żeby zobaczyli co się dzieje. Przybiegliśmy pod
cerkiew i zobaczyliśmy, że spod dachu wydobywa się czarny dym. Wszczęliśmy
alarm a w mgnieniu oka zbiegło się pełno ludzi by ratować cerkiew. Drzwi od
cerkwi były zamknięte a kluczy na plebani nie było, jak się później okazało
klucze zabrał ze sobą ksiądz, który gdzieś pojechał. Za jakiś czas wyłamano
główne drzwi z których buchnął czarny, gryzący dym, który wypełniał całą
cerkiew uniemożliwiając wejście do środka. Wybiliśmy z chłopakami szybko okna
by ten dym wydostał się na zewnątrz ale nie pomogło to zbyt wiele. Ten gryzący
dym wziął się z olejnych farb, którymi cerkiew była pomalowana w środku. Z
Jaślisk przyjechała straż ogniowa z ręczną pompą... tylko jak się okazało w
pobliżu nie było wody. Mieszkańcy ustawili się jeden koło drugiego i wiadrami
podawali sobie wodę z odległej o 250 metrów rzeki. Tej wody wystarczyło jednak
na uratowanie dzwonnicy i budynków gospodarczych... cerkiew spłonęła w ciągu
dwóch godzin jak świeczka..."
Z pożaru ocalała tylko marmurowa podłoga na której pod warstwą popiołu leżały
świeczniki, metalowe przedmioty wyposażenia cerkwi oraz nadpalona okładka
Ewangelii. Spłonął cenny ikonostas, ikony, chorągwie i wszystkie dokumenty,
które były przechowywane w cerkwi. Polska władza nie potrafiła ustalić
przyczyny pożaru ale wójt powołał swoja komisję, która ustaliła, że winnym
pożaru był ksiądz. Od 8-mej do 9-tej odprawiał w cerkwi Służbę Bożą oraz
Akafist za zmarłych podczas którego niedbale obchodził się z kadzidłem, z
którego wysypały się rozżarzone węgle, które potoczyły się pod ikonostas i
dywany. Pozbierano je, jednak jak się domyślał wójt, nie wszystkie. Po
nabożeństwie ksiądz zamknął cerkiew i z kluczami pojechał do innej wsi. Wójt
napisał do Episkopatu prośbę o odwołanie z parafii księdza, którego ludzie po
pożarze znienawidzili. Kilka miesięcy później odszedł ze wsi.
Koniec cytatu.
A gdzie zaskoczenie – oto ów ksiądz Wachnianin i ów ksiądz który musiał odejść
ze wsi posądzony o podpalenie cerkwi – to ta sama osoba.- mój pradziadek.
Owe czytelnie im. Kaczkowskiego – to były placówki konkurencyjne w stosunku do
czytelni „Proświty”. Przy czym Proswita była nastawiona w kierunku narodowo-
ukraińskim a czytelnie im. Kaczkowskiego – moskalofilsko. I prowadzenie tej
czytelni było zapewne przyczyną uwięzienia mojego pradziadka /proboszcza w
Daliowej w latach 1914-1932/ w Talerhofie. Pisałem zresztą kiedyś o tym.
Inną ciekawą sprawą było podpalenie cerkwi – z owego linku wynika że miejscowi
Łemkowie posądzali o to swego proboszcza. Ciekawa sprawa – czy 67 letni
wówczas paroch był na tyle roztargniony by wysypywać węgle z kadzielnicy po
cerkwi ???
Historia nosi za sobą ciekawe zagadki – nawet o „kryminalnym „ charakterze.
Pozdrawiam
-
Witam Księdza Piotra. Brawo brawo - to i może doczekamy dalszych
ciekawych 'wklejeń" ;-)
A tekst ciekawy - był tu omawiany - jak Ksiądz może zauwazył - poprzejmym
podeslaniu go nam w ubieglym roku.
Namawiam księdza na lekturę mojego postu z " historycznym" zaskoczeniem.
Poruszałem tu kiedyś temat spalenia się cerkwi w Daliowej - a tu prosze -
znalazem nowy opis tego wydarzenia .
Pozdrawiam
-
W ramach "kolejnych wklejeń" - kolejna ramotka, mianowicie przetłumaczone
przeze mnie nekrologi ks. Jana Nehrebeckiego.
Zanim wkleję, mała uwaga nt. wypadku z ks. Wachnianynem - podobne przyczyny
przypisywano pożarowi prawosławnej cerkwi chełmskiej pod koniec lat
osiemdziesiątych (DWUDZIESTEGO wieku).
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie!Ks. Jan Nehrebecki (1853-1927)
NOTA TŁUMACZA
Poniżej zamieszczamy dwa wspomnienia pośmiertne, dotyczące ks. Jana
Nehrebeckiego, wieloletniego proboszcza parafii greckokatolickiej w Zalesiu pod
Rzeszowem, zamieszczone pierwotnie w greckokatolickim miesięczniku dla
duchowieństwa „Nywa”, wychodzącym we Lwowie, przetłumaczone z ukraińskiego na
polski przez diakona Piotra Siwickiego (wtedy jeszcze subdiakona – przyp.
dodany 7 lutego 2005).
Przypisy i uwagi tłumacza są zamieszczone w tekście, tłustą czcionką w
nawiasach kwadratowych.
Teksty przetłumaczono w całości, starając się oddać literę i ducha oryginału z
maksimum ścisłości, zachowując nawet pewne stylistyczne niedociągnięcia
oryginału.
+ ks. Jan Nehrebecki
[„Nywa” 22(1927), s. 229-230]
W Jasienicy Solnej dnia 25 maja br. [1927] zmarł w 74 roku życia i 49
kapłaństwa gr.kat. proboszcz ks. Jan Nehrebecki [oryg. Iwan Nehrebećkyj].
Zmarły był wybitnym członkiem naszego duchowieństwa: światłem,
które przez długie lata ukazywało swym współbraciom i włościanom Chrystusową
drogę pracy i życia.
Urodził się w Tarnopolu w 1853 r., tam też ukończył gimnazjum.
Teologię ukończył w uniwersytecie wiedeńskim, jako seminarzysta u św. Barbary.
Po krótkim okresie administratorstwa objął parafię w Zalesiu pod Rzeszowem,
najdalszej zachodniej oazie naszego Kościoła i rozwinął tam przepiękną
działalność. Jego staraniem stanęła w owej wsi wspaniała cerkiew murowana,
stworzony został piękny chór cerkiewny, który podnosił i umacniał świadomość
obrządkową parafian, niejednokrotnie wsławił się wykonywaniem pieśni
ukraińskich na koncertach w Rzeszowie i ściągał w niedziele i święta do Zalesia
naszych zatoczenciw [zatoczeneć – ktoś „zarzucony przez los” np. na obcą
ziemię], którzy, rozrzuceni po mazurskiej obczyźnie, pragnęli usłyszeć ojczyste
nabożeństwo. Jak wielkie było jego znaczenie w tamtejszych stronach nie tylko
wśród swoich, ale i we wsiach mazurskich, świadczy fakt, że w roku 1896
wystawiono go tam jako kandydata na posła do parlamentu wiedeńskiego. Lecz jego
wielka dusza płonęła miłością do całego narodu i rwała się, by nieść mu światło
lepszego losu. Odkąd począł się ukazywać dziennik Diło, publikował w nim liczne
artykuły na różne tematy, budząc całe społeczeństwo do nowego życia.
Jednocześnie wydawał specjalnie dla włościan liczne książeczki z dziedziny
gospodarczej i obywatelskiej w wydawnictwach Proswity, Bat’kiwszczyny i
innych; w końcu zaś założył w Przemyślu osobny miesięcznik Hospodar, który
przekazał w roku 1911 lwowskiemu Silśkomu Hospodarewi. Na uwagę zasługiwał jego
drugi miesięcznik Prapor, wydawany przez 4 lata (1897-1900) w Przemyślu dla
ukraińskiego duchowieństwa katolickiego, w którym to piśmie bardzo stanowczo i
otwarcie wskazywał na zadania i obowiązki duchowieństwa na polu kościelnym i
narodowo-politycznym. Pismo to swą stanowczością elektryzowało nasz kler, ale
nie podobało się pewnym innym kręgom, dlatego też [ks. Nehrebecki] przestał je
wydawać. A już najbardziej godnym uwagi i znanym było stanowisko, zajęte
przezeń na synodzie lwowskim 1891 roku. Gdy wysunięto tam projekt wprowadzenia
w naszym Kościele obowiązkowego celibatu, a cały kler zebrany na synodzie
protestował przeciwko temu, Zmarły znalazł się w pierwszym szeregu i należał do
delegacji, która była wysłana w tej sprawie do legata papieskiego. Z tego
synodu posiadał Zmarły liczne notatki i brał poważny udział w wydaniu broszury
Wyswitłennia istoriji lwiwśkych synodiw z rr. 1891 i 1897, która ukazała się w
1924 r. W 1908 roku Zmarły przeniósł się na parafię w Jasienicy Solnej pod
Drohobyczem i zajmował się tam organizowaniem Silśkoho Hospodaria w całym
powiecie.
W listopadzie 1918 roku, gdy na naszej ziemi powstawało państwo
ukraińskie, odebrał w Drohobyczu od żołnierzy swego powiatu przysięgę wierności
Państwu Ukraińskiemu.
Ostatnim aktem, w którym Zmarły brał czynny udział, było
wysłanie w ub. roku [1926] przez żyjących jeszcze ojców synodalnych memoriału
do Ojca św. i Kongregacji Wschodniej.
W ostatnich latach zaczął podupadać na zdrowiu, aż wreszcie
śmierć przerwała dni jego niezmordowanego, pracowitego życia.
W Zmarłym zszedł z tego świata mąż wielkiego ducha i gorącego
serca, który i sam płonął dla sprawy naszego Kościoła i narodu, i pragnął
zapalić także innych do bardziej ożywionej pracy dla dobra ogólnego. Oddając
głęboką cześć pamięci Zmarłego, modlimy się do Pana, by w obecnych ciężkich dla
naszego Kościoła greckokatolickiego i narodu czasach posłał nam podobnych,
rozumnych i obdarzonych charakterem następców, którzy – zapaleni takąż samą
miłością i duchem ofiary – zagrzewaliby nasze szeregi do dalszej wytrwałej
pracy i walki dla osiągnięcia lepszej przyszłości.
St. [?]
[PRZYPIS REDAKCYJNY]
Od siebie musimy dodać, że Zmarły pisał także do Nywy. Jego autorstwa był
artykuł Spohad pro pidhotowluwannia 300-littia Berestejśkoji Uniji
[„Wspomnienie o przygotowywaniach do 300-lecia Unii Brzeskiej”], podpisany
kryptonimem Znajuczyj [„Wiedzący”] (Nywa, nr 11 z 1926 r.).
REDAKCJA
Pamięci ks. Jana Nehrebeckiego
[„Nywa” 22(1927), s. 332-335]
Bywają ludzie niestrudzonej pracowitości i niezłomnej energii, którzy nawet w
okolicznościach niełatwych, w samotnym wiejskim ustroniu, wśród obcego
otoczenia, nie zamkną się w sobie, nie opuszczą rąk, lecz podług słów
przysłowia żywyj żywe hadaje [?] trudzą się bezustannie nie tylko we własnym
kręgu działania swego stanowiska, ale i dla ogólnego dobra kościelno-
narodowego – i swym przykładem zachęcają innych do działalności. Non omnis
moriar – mogą oni wraz z poetą łacińskim powiedzieć o sobie, bowiem pozostawią
po sobie ślad swego życia i trudów, które przetrwają dłużej, niż ludzkie życie,
jako fundament lepszej przyszłości.
Do takich należał śp. zmarły 25 maja br. [1927] proboszcz Jasienicy Solnej ks.
Jan Nehrebecki [oryg. Iwan Nehrebećkyj], przedtem długoletni proboszcz Zalesia
o 6 km. od Rzeszowa, tej jedynej wobec atakującego naporu nacjonalizmu
polskiego ocalałej parafii gr.kat. – oazy wśród obcego obecnie otoczenia. To,
że parafia ta na zachodzie utrzymała się i nie poszła śladami osławionych
Tuczap, to główna i niezmierna zasługa zmarłego ks. Jana Nehrebeckiego. Jego
stareńki poprzednik ks. Hanasewicz (teść śp. krajowego inspektora szkolnego
Sołtykiewicza), utrzymał ją wśród obcego zalewu, a ks. J.N., jego następca,
ożywił ją na nowo i umocnił. Zastał starą, pochyloną cerkiewkę drewnianą, taki-
ż od starości sczerniały dom i budynki gospodarskie, oraz parafian, którzy
wśród obcego otoczenia dawno już zapomnieli ojczystego języka. Pierwszym jego
zadaniem było: przywiązać parafian do swej cerkwi i obrządku i zbudować nową,
piękną cerkiew murowaną.
Za specjalnym pozwoleniem śp. Biskupa N. [błąd – winno być „Jana”,
ukr. „Iwana”] Stupnickiego wydał dla swych parafian łacińskimi czcionkami
modlitewnik z całą Służbą Bożą, nieszporami i innymi obrzędami cerkiewnymi –
obok przekład polski z odpowiednimi, potrzebnymi wyjaśnieniami. To zbliżyło i
przywiązało parafian do swej cerkwi, bo zrozumieli nabożeństwo i poznali jego
piękno. Założył cerkiewny chór mieszany, który swego czasu dawał koncerty
naszych pieśni ludowych także i w Rzeszowie. W cerkwi na chórze śpiewały
również
-
Witam serdecznie
Jeszcze dzis korzystam z wolnosci - ostatni dzien urlopu.
Widze, ze rozmowa sie rozwija i mamy kolejnych milych rozmowcow:)
Na dzis przygotowalem male uzupelnienie do rozmowy o VII artykule, ale zanim do
nich przejde to jeszcze maly komentarz do wspomnianej przez Ciebie sprawy
pozaru. W latach 80-tych na Podlasiu mialy miejsce pozary cerkwi prawoslawnych i
w wiekszosci przypadkow sprawcy pozostali nieznani. Widac wiec pewien postep,
juz nie zrzuca sie winy na batiuszke, a podpalen dokonuja nieznani sprawcy.
Wracajac do wywiazywania sie z tego arytkulu mozna jeszcze dodac pare slow na
temat "poszanowania" jezyka w cerkwi. Chcialbym sie w tym momencie podeprzec
tekstem G. Kuprianowicza.
"Jednocześnie dekret gwarantował władzom państwowym szerokie możliwości
ingerowania w życie cerkiewne oraz polonizacji Kościoła. Znalazło to m.in. wyraz
w jego nazwie: Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny (PAKP). Także językiem
urzędowym stał się wyłącznie język polski i w tym języku mogła być wydawana
prasa cerkiewna. W rezultacie zlikwidowano ukraińsko i rosyjskojęzyczne
czasopisma cerkiewne, a jedynym organem Kościoła stały się wówczas
polskojęzyczne „Wiadomości Metropolii Prawosławnej w Polsce"
Oczywiscie to juz lata bezposrednio przedwojenne, ale dobrze wpisuje sie to we
wczesniejsze akcje "repolonizacji" i "nawracania" na katolicyzm.
Pozdrawiam z nowym tygodniem
R.
-
Witam serdecznie !!
Ksiądz Piotr poczestowal nas owocem swej pracy - znanym mi i Radkowi ze stron
Mateusza- Gości. A postać Ks. Nehrebeckiego - proboszcza unickiej parafii na
Zalesiu jest warta przypomnienia. Tu retoryczne pytanie - czy owe tłumaczenia
wspomnienia posmiertnego byłyby mozliwe do opubliwania na lamach wspolczesnej
prasy rzeszowskiej /bez skotów ocztwiście/ - obawiam sie ze nie - "czasy
jeszcze do tego nie dojrzały". Oj przydałoby sie jeszcze tłumaczenie na polski
artykułu Pana Bogdana Huka z "Naszego słowa" o wspołczesnym Zalesiu !!!!
A teraz wracam do traktatu - podtrzumuje radku swoje zdanie że traktat ryski
byl dokumentem rozbioru ziem ukraińskiech pomiedzy Polskę i Sowietów - ale nie
tylko - stanowił rownież podstawę i "danie wolnej ręki" dla Polski do rozbiory
ziem litewskich a w szczególności zagarnięcia tzw Litwy środkowej - krainy z
ktorej pozornie buntowniczy ułani zrobili podarek dla swego Marszałka .
I tu fragment traktatu
Artykuł III.
Rosja i Ukraina zrzekają się wszelkich praw i pretensji do ziem, położonych na
zachód od granicy, oznaczonej w artykule II Traktatu niniejszego. Ze swej
strony Polska zrzeka się na rzecz Ukrainy i Białorusi wszelkich praw i
pretensji do ziem, położonych na wschód od tej granicy. Obie układające się
strony zgadzają się, że o ile w skład ziem, położonych na zachód od oznaczonej
w artykule II Traktatu niniejszego granicy, wchodzą terytorja sporne między
Polską a Litwą, - sprawa przynależności tych terytorjów do jednego z tych dwóch
państw należy wyłącznie do Polski i Litwy.
Koniec cytatu.
Oczywistą jest też sprawą, że postanowienia owego traktatu były przez sanacyjną
Polskę wielokrotnie łamane - np poprzez przymusowe utworzenie w 1934 roku
Apostolskiej Administracji łemkowszczyzny, tworu o głownie politycznym
charakterze.
A teraz jescze sprawy pozarow - w latach ostatniego dwudziestolecia głośnie
były sprawy /ujawniane m.in. na łamach "Spotkan z zabytkami" / czyszczenia
placow pod budowę nowych kościołow - poprzez spalenie /przez nieznanych
sprawców oczywiście/ starych drewnianych kościołow i cerkwi.
Wcześniej w latach 50-70 tych- wysadzano w powietrze piekne murowane cerkwie w
Radymnie, Medyce,Wetlinie, Ustrzykach Gornych, Rajskiem i wielu miejscowościach
a inne świadomie doprowadzano do ruiny /tu opisywany przykład podprzemyskich
Ujkowic czy Mrzygłodu/.
Ale ten pożar w Daliowej z roku 1932 /jeśli wykluczyć niedbałośc Księdza/ mial
jednak inne podłoże. ja jednak wierzę ś.p. mojej Babci ktora
twierdziła "cerkiew spalili ukraińcy - nacjonaliści aby zbudować nową , w swoim
stylu". Czytając tez linkowany artykul mozna dowiedzieć sie o wielu
mieszkancach wsi wiernie służących w austriackim wojsku i innych - wywiezionych
pod zarzutem "moskalofilstwa do obozu koncentracyjnego w talerhofie.
Może tu nalezy upatrywać żródła konfliktu -konfliktu między
wiernopoddanczymi "mazepińcami" - a więc Ukraincami i Łemkami wiązącymi
nadzieję z CK Austrią i "moskalifilami" - ich rodakami łączącymi swe nadzieje z
mitem Wielkiej Rusi ???
Pozdrawiam - a następne posty oprócz traktowi - poświęcę powstaniu leskiemu !!
Ps Acha - nowy gośc w naszej dyskusji - z Kielc - chcialby
uniknąc "rozdrapywanie ran" . Oj obawiam się że będzie trudno się bez tego
obejśc :-(
-
Przpraszam księdza - ale nie wszystko się wkleiło. Na przyszłość podpowiadam
kopiować prosze najwyżej 1,5-2 strony na raz. niestety skrzynka forumnowa lubi
sie zatykać :-)
Pozdrawiam
-
Dopiero teraz zauwazylem, ze w poscie jest tez link. Przeczytalem i znalazlem
kolejny fragment ktory na chwile oderwie nas od traktatu.
"Żaden z mieszkańców wsi nie stawił się na polską mobilizację podczas wojny
polsko-bolszewickiej. Pierwsi chłopcy z Daliowej, którzy zaczęli służyć w
polskim wojsku, zaciągnęli się dopiero w 1926 roku."
Widac z tego, ze sluzba w wojsku nie cieszyla sie zbyt duza popularnoscia,
podobnie jak na Podlasiu.
Twoje, Piotrze informacje o pozarze sa kolejnym uzupelnieniem rozmow o
konfliktach wsrod Lemkow.
Przepraszam za chwilowe zejscie z tematu. W nastepnym poscie bedzie juz na temat:)
R.
-
Zobaczymy, jak teraz mi to wyjdzie...
Ks. Jan Nehrebecki (1853-1927)
NOTA TŁUMACZA
Poniżej zamieszczamy dwa wspomnienia pośmiertne, dotyczące ks. Jana
Nehrebeckiego, wieloletniego proboszcza parafii greckokatolickiej w Zalesiu pod
Rzeszowem, zamieszczone pierwotnie w greckokatolickim miesięczniku dla
duchowieństwa „Nywa”, wychodzącym we Lwowie, przetłumaczone z ukraińskiego na
polski przez subdiakona Piotra Siwickiego.
Przypisy i uwagi tłumacza są zamieszczone w tekście, tłustą czcionką w
nawiasach kwadratowych.
Teksty przetłumaczono w całości, starając się oddać literę i ducha oryginału z
maksimum ścisłości, zachowując nawet pewne stylistyczne niedociągnięcia
oryginału.
+ ks. Jan Nehrebecki
[„Nywa” 22(1927), s. 229-230]
W Jasienicy Solnej dnia 25 maja br. [1927] zmarł w 74 roku życia i 49
kapłaństwa gr.kat. proboszcz ks. Jan Nehrebecki [oryg. Iwan Nehrebećkyj].
Zmarły był wybitnym członkiem naszego duchowieństwa: światłem,
które przez długie lata ukazywało swym współbraciom i włościanom Chrystusową
drogę pracy i życia.
Urodził się w Tarnopolu w 1853 r., tam też ukończył gimnazjum.
Teologię ukończył w uniwersytecie wiedeńskim, jako seminarzysta u św. Barbary.
Po krótkim okresie administratorstwa objął parafię w Zalesiu pod Rzeszowem,
najdalszej zachodniej oazie naszego Kościoła i rozwinął tam przepiękną
działalność. Jego staraniem stanęła w owej wsi wspaniała cerkiew murowana,
stworzony został piękny chór cerkiewny, który podnosił i umacniał świadomość
obrządkową parafian, niejednokrotnie wsławił się wykonywaniem pieśni
ukraińskich na koncertach w Rzeszowie i ściągał w niedziele i święta do Zalesia
naszych zatoczenciw [zatoczeneć – ktoś „zarzucony przez los” np. na obcą
ziemię], którzy, rozrzuceni po mazurskiej obczyźnie, pragnęli usłyszeć ojczyste
nabożeństwo. Jak wielkie było jego znaczenie w tamtejszych stronach nie tylko
wśród swoich, ale i we wsiach mazurskich, świadczy fakt, że w roku 1896
wystawiono go tam jako kandydata na posła do parlamentu wiedeńskiego. Lecz jego
wielka dusza płonęła miłością do całego narodu i rwała się, by nieść mu światło
lepszego losu. Odkąd począł się ukazywać dziennik Diło, publikował w nim liczne
artykuły na różne tematy, budząc całe społeczeństwo do nowego życia.
Jednocześnie wydawał specjalnie dla włościan liczne książeczki z dziedziny
gospodarczej i obywatelskiej w wydawnictwach Proswity, Bat’kiwszczyny i
innych; w końcu zaś założył w Przemyślu osobny miesięcznik Hospodar, który
przekazał w roku 1911 lwowskiemu Silśkomu Hospodarewi. Na uwagę zasługiwał jego
drugi miesięcznik Prapor, wydawany przez 4 lata (1897-1900) w Przemyślu dla
ukraińskiego duchowieństwa katolickiego, w którym to piśmie bardzo stanowczo i
otwarcie wskazywał na zadania i obowiązki duchowieństwa na polu kościelnym i
narodowo-politycznym. Pismo to swą stanowczością elektryzowało nasz kler, ale
nie podobało się pewnym innym kręgom, dlatego też [ks. Nehrebecki] przestał je
wydawać. A już najbardziej godnym uwagi i znanym było stanowisko, zajęte
przezeń na synodzie lwowskim 1891 roku. Gdy wysunięto tam projekt wprowadzenia
w naszym Kościele obowiązkowego celibatu, a cały kler zebrany na synodzie
protestował przeciwko temu, Zmarły znalazł się w pierwszym szeregu i należał do
delegacji, która była wysłana w tej sprawie do legata papieskiego. Z tego
synodu posiadał Zmarły liczne notatki i brał poważny udział w wydaniu broszury
Wyswitłennia istoriji lwiwśkych synodiw z rr. 1891 i 1897, która ukazała się w
1924 r. W 1908 roku Zmarły przeniósł się na parafię w Jasienicy Solnej pod
Drohobyczem i zajmował się tam organizowaniem Silśkoho Hospodaria w całym
powiecie.
W listopadzie 1918 roku, gdy na naszej ziemi powstawało państwo
ukraińskie, odebrał w Drohobyczu od żołnierzy swego powiatu przysięgę wierności
Państwu Ukraińskiemu.
Ostatnim aktem, w którym Zmarły brał czynny udział, było
wysłanie w ub. roku [1926] przez żyjących jeszcze ojców synodalnych memoriału
do Ojca św. i Kongregacji Wschodniej.
W ostatnich latach zaczął podupadać na zdrowiu, aż wreszcie
śmierć przerwała dni jego niezmordowanego, pracowitego życia.
W Zmarłym zszedł z tego świata mąż wielkiego ducha i gorącego
serca, który i sam płonął dla sprawy naszego Kościoła i narodu, i pragnął
zapalić także innych do bardziej ożywionej pracy dla dobra ogólnego. Oddając
głęboką cześć pamięci Zmarłego, modlimy się do Pana, by w obecnych ciężkich dla
naszego Kościoła greckokatolickiego i narodu czasach posłał nam podobnych,
rozumnych i obdarzonych charakterem następców, którzy – zapaleni takąż samą
miłością i duchem ofiary – zagrzewaliby nasze szeregi do dalszej wytrwałej
pracy i walki dla osiągnięcia lepszej przyszłości.
St. [?]
[PRZYPIS REDAKCYJNY]
Od siebie musimy dodać, że Zmarły pisał także do Nywy. Jego autorstwa był
artykuł Spohad pro pidhotowluwannia 300-littia Berestejśkoji Uniji
[„Wspomnienie o przygotowywaniach do 300-lecia Unii Brzeskiej”], podpisany
kryptonimem Znajuczyj [„Wiedzący”] (Nywa, nr 11 z 1926 r.).
REDAKCJA
Pamięci ks. Jana Nehrebeckiego
[„Nywa” 22(1927), s. 332-335]
Bywają ludzie niestrudzonej pracowitości i niezłomnej energii, którzy nawet w
okolicznościach niełatwych, w samotnym wiejskim ustroniu, wśród obcego
otoczenia, nie zamkną się w sobie, nie opuszczą rąk, lecz podług słów
przysłowia żywyj żywe hadaje [?] trudzą się bezustannie nie tylko we własnym
kręgu działania swego stanowiska, ale i dla ogólnego dobra kościelno-
narodowego – i swym przykładem zachęcają innych do działalności. Non omnis
moriar – mogą oni wraz z poetą łacińskim powiedzieć o sobie, bowiem pozostawią
po sobie ślad swego życia i trudów, które przetrwają dłużej, niż ludzkie życie,
jako fundament lepszej przyszłości.
Do takich należał śp. zmarły 25 maja br. [1927] proboszcz Jasienicy Solnej ks.
Jan Nehrebecki [oryg. Iwan Nehrebećkyj], przedtem długoletni proboszcz Zalesia
o 6 km. od Rzeszowa, tej jedynej wobec atakującego naporu nacjonalizmu
polskiego ocalałej parafii gr.kat. – oazy wśród obcego obecnie otoczenia. To,
że parafia ta na zachodzie utrzymała się i nie poszła śladami osławionych
Tuczap, to główna i niezmierna zasługa zmarłego ks. Jana Nehrebeckiego. Jego
stareńki poprzednik ks. Hanasewicz (teść śp. krajowego inspektora szkolnego
Sołtykiewicza), utrzymał ją wśród obcego zalewu, a ks. J.N., jego następca,
ożywił ją na nowo i umocnił. Zastał starą, pochyloną cerkiewkę drewnianą, taki-
ż od starości sczerniały dom i budynki gospodarskie, oraz parafian, którzy
wśród obcego otoczenia dawno już zapomnieli ojczystego języka. Pierwszym jego
zadaniem było: przywiązać parafian do swej cerkwi i obrządku i zbudować nową,
piękną cerkiew murowaną.
Za specjalnym pozwoleniem śp. Biskupa N. [błąd – winno być „Jana”,
ukr. „Iwana”] Stupnickiego wydał dla swych parafian łacińskimi czcionkami
modlitewnik z całą Służbą Bożą, nieszporami i innymi obrzędami cerkiewnymi –
obok przekład polski z odpowiednimi, potrzebnymi wyjaśnieniami. To zbliżyło i
przywiązało parafian do swej cerkwi, bo zrozumieli nabożeństwo i poznali jego
piękno. Założył cerkiewny chór mieszany, który swego czasu dawał koncerty
naszych pieśni ludowych także i w Rzeszowie. W cerkwi na chórze śpiewały
również i kobiety zamężne. Miło było słuchać, jak w nabożeństwie cerkiewnym
brali aktywny udział wszyscy wierni i przy procesjach, np. w Zielone Święta,
niosła się nasza pieśń pobożna Preczystaja Diwo, Maty ruśkoho kraju!...
Przy budowie nowej cerkwi przyszło mu pokonywać wielkie trudności,
aby zdobyć potrzebne fundusze. Parafia mała i niezbyt zasobna, z dwóch
-
Za specjalnym pozwoleniem śp. Biskupa N. [błąd – winno być „Jana”,
ukr. „Iwana”] Stupnickiego wydał dla swych parafian łacińskimi czcionkami
modlitewnik z całą Służbą Bożą, nieszporami i innymi obrzędami cerkiewnymi –
obok przekład polski z odpowiednimi, potrzebnymi wyjaśnieniami. To zbliżyło i
przywiązało parafian do swej cerkwi, bo zrozumieli nabożeństwo i poznali jego
piękno. Założył cerkiewny chór mieszany, który swego czasu dawał koncerty
naszych pieśni ludowych także i w Rzeszowie. W cerkwi na chórze śpiewały
również i kobiety zamężne. Miło było słuchać, jak w nabożeństwie cerkiewnym
brali aktywny udział wszyscy wierni i przy procesjach, np. w Zielone Święta,
niosła się nasza pieśń pobożna Preczystaja Diwo, Maty ruśkoho kraju!...
Przy budowie nowej cerkwi przyszło mu pokonywać wielkie trudności,
aby zdobyć potrzebne fundusze. Parafia mała i niezbyt zasobna, z dwóch wsi –
Zalesia i Białej (3 km. za Zalesiem, koło Tyczyna) – lecz nie zrażając się
niczym, przy swej energii zdołał doprowadzić zamysł do upragnionego spełnienia,
znajdując w tej sprawie szczerego pomocnika w osobie radcy sądu w Rzeszowie
Hanasewicza, syna poprzedniego proboszcza. Część pieniędzy zebrano z
dobrowolnych datków, resztę złożyli parafianie. W Zalesiu urządzono cegielnię i
cegły w niej wypalonej starczyło na zbudowanie pięknej, murowanej cerkwi, z
pozostałej zaś zbudowano jeszcze murowaną stajnię i inne budynki gospodarskie.
W roku 1893 stanął i nowy, obszerny, murowany dom parafialny w
miejscu starego, sczerniałego. Między proboszczem i parafianami panowały
szczere i przyjazne stosunki, Zmarły potrafił w nich obudzić ducha narodowego;
choć mówili po polsku, czuli się Rusinami, interesowali się naszymi sprawami
narodowymi i chętnie spieszyli z datkami na narodowe cele. Niemniej szczere
stosunki istniały z parafianami zamiejscowymi, przeważnie urzędnikami z
Rzeszowa i miasteczek okolicznych.
W Rzeszowie byli w owym czasie, oprócz wspomnianego radcy sądowego
Hanasewicza, prezydent sądu okręgowego Hłuszkiewicz (zm. 1897), radca skarbowy
M. Dolnicki (zm. 1900 w Sanoku), długoletni zatoczeneć profesor gimnazjalny F.
Swystun, profesor Onuf/ry/ Geców, profesor seminarium nauczycielskiego K.
Bilecki i inni, później zaś przybył jeszcze i weterynarz wojskowy w stopniu
kapitana Włodzimierz Ustianowicz, który wraz ze swą żoną był szczerze oddany
naszemu Kościołowi i narodowi, świadczył nieraz na cerkiew w Zalesiu i popierał
każdą sprawę narodową.
Cerkiew w Zalesiu i szczerze gościnny dom ks. proboszcza był owym
centrum przyciągania, w którym stęsknieni na obczyźnie zatoczenci odżywali
duchem ojczystym wśród ojczystej atmosfery. Na wszystkie większe święta – Boże
Narodzenie, Jordan, Wielkanoc – wszyscy gromadnie zbierali się w gościnym domu
księdza proboszcza. Śp. ks. Jan dbał także i o swych dalszych parafian. Nie
zważając na trud i koszta dalszej podróży, zawsze chętnie spieszył do nich z
pomocą duchową w potrzebie. W sobotę wielkanocną, nieraz mimo niepogody,
przyjeżdżał zwykle własną furą do Rzeszowa, by każdemu z parafian poświęcić
paschę w jego własnym domu...
Jego wielką zasługą było wyjednanie, na jego wniosek, w
austriackim ministerstwie obrony krajowej, odprawiania raz w miesiącu (w każdą
niedzielę po pierwszym), w pijarskim kościele gimnazjalnym, Służby Bożej dla
naszych stacjonujących w Rzeszowie żołnierzy. Mając zezwolenie na odprawianie
dwóch Służb Bożych, po celebrze w Zalesiu przyjeżdżał zwykle na wojskową Służbę
Bożą do Rzeszowa. Parafianie świeccy dla podniesienia uroczystości sprawili 10
wielkich świateł oraz paterycę – i tak nasi żołnierze mieli również i tam raz w
miesiącu swe nabożeństwo. Mimo pracy i zajęć w swej choć nielicznej, ale bardzo
rozległej parafii (która sięgała aż po Kraków i obaj ze śp. ks. Borsukiem z
Krakowa nazywali siebie „sąsiadami”), znalazł czas także na sprawy publiczne na
niwie kościelnej, kulturalnej, ekonomicznej i politycznej, i publikował na te
tematy wiele cennych artykułów w czasopismach. Dla obrony praw i powagi
Kościoła wydawał i redagował w Przemyślu gazetę Prapor [„Sztandar”] i, tamże,
pismo ekonomiczne Hospodar [„Gospodarz”]. W obronie swego Kościoła i praw swego
narodu występował śmiało i otwarcie, i za działalność swą był szanowany przez
swoich i respektowany przez obcych. Z okazji zamordowania śp. ks. Ardana przez
syna miejscowego dziedzica zamieścił odpowiedni artykuł w dzienniku Diło
[„Czyn”], który to artykuł nieprzyjemnie uderzył polskie duchowieństwo, przez
co spotkała go niejedna przykrość. Dzięki swej popularności wśród ludu w
czasach, gdy polskie koła rządzące prowadziły walkę ze Stojałowskim i
ludowcami, podczas wyborów do parlamentu 1897 otrzymał z piątej kurii najwięcej
głosów z powiatu rzeszowskiego i okolicy, co przeraziło i bardzo rozeźliło
polityków polskich; oni to, nie przebierając w środkach, starali się podkopać
jego popularność i powagę – lecz zmarły, choć doznał niejednej przykrości, nie
poddał się i szedł dalej wybraną drogą dla służenia swemu św. Kościołowi i
narodowi. Jego aktywny udział w obradach Synodu Lwowskiego 1891 zapisana
została pięknie po wszystkie czasy historii Synodu i naszego Kościoła.
W roku 1906 otrzymał parafię Jasienica Solna koło Drohobycza.
Parafianie i zatoczenci-inteligenci z Rzeszowa żegnali go z żalem, bo cenili
jego pracę dla nich, św. Kościoła i narodu. Swym niezmordowanym trudem położył
trwały, mocny fundament pod dalszą egzystencję naszej cerkwi i parafii w
Zalesiu i dla dalszej działalności swych następców. Mimo wrogich zakusów wtedy,
gdy jego następca ks. Kamiński z niektórymi parafianami za przyczyną obcych
donosów znalazł się niewinnie w Thalerhofie - tameczni wierni nie ulegli
terrorowi i nie odstąpili od swego Kościoła i obrządku. Gorliwa i szczera praca
Trudzącego się w winnicy Chrystusowej nie przepadła marnie i pozostawiła u
wszystkich zasłużoną wdzięczną pamięć; niech zatem i to wspomnienie dawnego
długoletniego zatoczencia i parafianina będzie kwiatem szczerej i wdzięcznej
pamięci na jego grób.
Jul. Stef. [?]
We Lwowie w lipcu 1927.
[Przypis redakcji]
Z miarodajnego źródła donoszą nam, że w naszym nekrologu śp. ks. Jana
Nehrebeckiego („Nywa” nr 6 z br., s. 229) niektóre daty są błędne. Zmarły
urodził się w Przemyślu (a nie w Tarnopolu) 22 sierpnia 1853 w rodzinie
mieszczańskiej, tam też ukończył gimnazjum w roku 1873, studia teologiczne w
Wiedniu 1877, a 14 kwietnia 1878 roku był wyświęcony na prezbitera w Przemyślu.
Redakcja.
-
No i poszło :-).
Niedawno kopiowalem sobie tą dyskusje na dysk. Wyszlo ponad 500 stron w
wordzie - New times romanie 11 :-)))
Jak sformatuję, wyelimuję powtórzenia i zbędną "pyskowke" to juz mamy niezła
książke z grekokatolikami w tytule :-)))
A teraz pytanie - na procesji 'jordanowej" spostrzegłem niesione przez diakonów
dziwne przedmioty - na tyczkach - dwa złote "słońca" -
Czy mogłby Ksiądz wyjasnić symbolikę tych przedmiotow i ich znaczenie w
liturgii ?
Pozdrawiam serdecznie
-
RypidyIP: 212.182.32.*
"Słońca na kijach" to rypidy (z greckiego "ta ripidia", forma l.mn.),
symbolizujące skrzydła anielskie.
To rodzaj wachlarzy liturgicznych (mogą być tak także mniejszych rozmiarów,
rzekłbym "ręczne"), trochę dla dodania przepychu w orientalnym stylu, a trochę
(zwłaszcza jeśli chodzi o genezę) z praktycznych powodów wymyślone. Jest
taka rubryka w liturgikonie: na anaforze "diakon wziąwszy rypidę powiewa nią
nad czcigodnymi darami ze wszelką uwagą, by nie siadły muchy lub coś podobnego".
Nie wiem, o jaki to Jordan chodzi, ale na przemyskim to nie diakoni trzymali
rypidy, a zwyczajni posługujący (widziałem fotoreportaż na stronie
diecezjalnej).
Pozdrawiam serdecznie,
diakon Piotr
PS. Zastrzegam sobie prawa (współ)autorskie do książki! ;-)
-
A teraz znowu traktat ryski i tematy pochodne.
Całkiem niedawno odezwaly się w prasie polskiej alarmistyczne głosy,że Rosjanie
wystawią nam "rachunek" za sprzyjanie pomaranczowej rewolucji, gaz odetną i
ropę, Putin sie pogniewal itd.
A mozna przeciez się zastanowic tez jaki 'rachunek" wystawili nam Rosjanie,
Ukraińcy - a i Europa Zachodnia. Wszyscy z innego powodu - za wymuszenie na
Rosjanach granicy ryskiej, zdradzenie Ukraińcow i nie zaakceptowanie przez
Polakow propozycji Zachodu /w nastepstwie konferencji pokojowej w Spa - 1920
roku/ o utworzenie granicy na linii Curzona.
A rachunki były okrutne - W 1939 roku Rosjanie wzieli te ziemie jak swoje,
Ukraincy obrocili sie w stronę Niemcow i już we wrzesniu 1939 r. zaczeli Polsce
i Polakom odpłacać "za Rygę" i granicę na Zbruczu. a zachodni sojusznicy -
udali po 17 września 1939 że nic się nie stało i w pożniejszej Jałcie wrocili
skutecznie do tematu linii Curzona !!!
Popatrz Radku - ile refleksji i skojarzeń daje ten podeslany Ci dokument.
Nota bene pisany pieknym językiem, bardzo szczególowy przykład prac wytrawnych
dyplomatow !!!
A teraz powstanie leskie - dzisiaj tylko krotko- w ostatnim numerze Bieszczada
Nr 11 /vide 'zajawka" na stronie
www.tonz.eu.org
- ukazala się monografia wsi Berehy Dolne autorstwa Pana Macieja Augustyna. I
tam jest własnie opisana geneza owego powstania bieszczadzkich chłopów.
Dziś tylko krotki cytat:
"Niestety, wszelkie publikacje na temat tzw "powstania leskiego" mają
polityczny charakter.Do rangi heroicznych wręcz zmagań podnieśli je
komunistyczni propagandziści,ostatnio zaś do chóru tego właczają sie
propagandowe wydawnictwa ukraińskie o nacjonalistycznym charakterze. Jest to o
tyle dziwne,że w czasie rozruchów ukrainscy poslowie przybywali na ten teren i
starali sie uspakajać swych rodaków.Pewne przerysowania w opisach zdarzeń
spotykamy w obecnej polskiej historiografii. Skłonność do idealizacji II
rzeczpospolitej powoduje "łagodny" opis tych wydarzeń"
Koniec cytatu
Oj - stronniczy ten Pan Augustyn- jak opisy w wydawnictwach ukraińskich
to "propagandowe", "nacjonalistyczny charakter". A jak to dotyczy Polaków to
tylko "pewne przerysowania", "skłonność do idealizacji".
Tak to już bywa,że "filozofia kalego" dalej ma sie w Polsce dobrze :-(
A w następnych postach napiszę więcej o przebiegu walk w roku 1932 między
innymi w oparciu o żrodła "kumunizujących propagandzistów' - może i tam się
znajdzie coś ciekawego.
Pozdrawiam
-
Witam
Pomyslalem, ze skoro rozmawiamy o traktacie to mozna by przeniesc sie na chwile
na tereny polozone bardziej na polnoc. Duzo rozmawialismy o sytuacji na ziemiach
ukrainskich. Jak wszyscy Forumowicze wiedza Bialorus rowniez darze duzym
uczuciem, a historia tamtych terenow w okresie po I wojnie jest stosunkowo malo
znana. Ruch bialoruski byl slabiej rozwiniety, co nie znaczy ze nie istnial.
W zwiazku z tym polecam pod laskawa uwage kilka cytatow.
" Być może otoczenie J. Piłsudskiego skłonne było realizować niektóre postulaty
Naczelnika wynikające z jego federalistycznych koncepcji, lecz wojsko
zachowywało się jak w kraju podbitym18. Zbrodnie popełnione przez żołnierzy na
cywilnej ludności białoruskiej i żydowskiej19 bardzo szybko doprowadziły do
powstania antypolskiego ruchu oporu wspieranego jednocześnie z Moskwy i Kowna.
Szok spowodowany kilkoma miesiącami władzy polskiej wywołał silne, prosowieckie
tendencje zwłaszcza wśród warstw plebejskich na Białorusi. Podczas wojny 1920 r.
ludność białoruska w zdecydowanej większości opowiadała się po stronie bolszewików."
" Porozumienie polsko-bolszewickie i traktat ryski był zaskoczeniem dla
wszystkich polityków białoruskich, niezależnie po której ze stron się
opowiadali. Zaskoczeni byli zarówno ci, którzy liczyli na federację całości
Białorusi w ramach Rosji, jak i ci, którzy stawiali na autonomię w granicach
Polski."
" Po zachodniej stronie granicy ryskiej nie trzeba było czynić zbyt wielkich
starań by zorganizować kilka grup partyzanckich, nie stwarzających wprawdzie
zagrożenia dla państwa, lecz paraliżujących działalność polskiej administracji.
Ruch ten, organizowany głównie przez białoruskich eserów z udziałem
emigracyjnego rządu białoruskiego w Kownie, wspierany był także przez Litwinów i
Niemców. W połowie lat dwudziestych znalazł się natomiast pod kontrolą
emisariuszy Kominternu i radzieckich służb specjalnych22.
Większość uczestników tego ruchu stanowiły osoby, dla których względy
ideologiczne i narodowe były sprawą drugorzędną. Władze polskie nie potrafiły
jednak rozwiązać żadnego problemu związanego z istnieniem w granicach państwa
licznej białoruskiej mniejszości narodowej. Sytuacja ekonomiczna na ziemiach
północno-wschodnich Rzeczypospolitej, polityka narodowościowa i religijna
prowadzona przez poszczególne rządy nie stwarzała żadnych szans bezkonfliktowego
funkcjonowania Białorusinów jako legalnych obywateli państwa.
Dla większości Białorusinów nowo powstałe państwo było kulturowo obce. Nawet ci,
którzy w czasach carskich nauczyli się czytać i pisać, teraz ponownie stali się
analfabetami. "
kamunikat.net.iig.pl/www/czasopisy/bzh/01/01art_miranovicz.htm
Mam nadzieje, ze chwilowa wycieczka na polnoc zostanie laskawie przyjeta:)
Pozdrawiam
R.
-
Radek powiedzialeś ;
Mam nadzieje, ze chwilowa wycieczka na polnoc zostanie laskawie przyjeta:)
Oczywiście !!! Zwłaszcza że poruszyłeś temat kompletnie dla mnie NOWY !!!!
Wielkie dzieki !!!
LINK rozczytam jutro !!!
Ja też mam ciekawe materialy w zanadrzu - a to o linii Curzona, a to dalsze
materiały dotyczące zagadnień powojennych granic - ale o tym moe później -
bliżej wiosny :-). Mam nadzieje że zaintrygowały Cię tematy powstania
leskiego :-?
Piszesz o Litwie Kowieńskiej - może masz coś "on line " na temat zajęcia Litwy
Wileńskiej przez Polaków - temat ten też mnie intryguje /mimo że poboczny do
naszej dyskusji.
Zaglądniej do Rzeszowa na sąsiednią dyskusję o mniejszościach narodowych na
Podakrpaciu - ja tam raczej nie zabiorę głosu ale np post Księdza Piotra -
bardzo ciekawy.
Księdzu dziekuję za wyjasnienie - oczywiście byłem tam w Przemyslu- stąd
pytanie o owe słoneczka.
jak bym mógł jeszcze prosić o wyjaśnienie znaczenia owych długich świec -
trzech związanych na ukos /nazwy i syboliki/ oraz podania "fachowej" nazwy
widywanych przeze mnie w cerkwi krótkich krzyzy do błogośławieństw . Bardzo
podoba mi się ich rzeźbiarska forma. Proszę o wybczenie "pytatliwości" ale
ciekawość ... :-)
Co do praw autorskich - oczywiście i Radek i Ksiądz a i pozostali dykutanci -
mają równe copyright /chcociaż zdaje się ze goszcząca nas GW może mieć inne
zdanie :-)
Pozdrawiam serdecznie
-
Witam
Ciesze sie, ze temat wzbudzil zainteresowanie. Jako uzupelnienie wczorajszego
tekstu zalinkuje jeszcze jeden.
kamunikat.net.iig.pl/www/czasopisy/bzh/01/01art_kalina.htm
"Na kilkanaście dni przed tym wydarzeniem, do przodownika posterunku policji
został przysłany list, pisany po rosyjsku, z pieczątką w języku białoruskim:
"Bractwo Włościan Białorusinów". Autor (autorzy?) pisał w nim: "Panowie Bandyci
Policji w Kleszczelach. Stosownie do rozkazu atamana "Skamarocha", ja, dowódca
oddziału terrorystów, Jan Czort, uprzedzam, że jeżeli wy, polskaja swołocz, nie
zaprzestaniecie bicia i wulgarnych drwin nad naszymi braćmi Białorusinami
podczas aresztów, za wasze postępki zostaniecie powieszeni na słupie telegraficznym"
Niestety na tematy litewskie wiem niewiele, wiec mozna sie tylko zwrocic z
prosba do Forumowiczow, moze oni poratuja.
Wydarzenia leskie zainteresowaly mnie, chetnie przeczytam cos na ten temat. To
co udalo mi sie znalezc to wypowiedzi typu "bunt chlopow przeciwko sanacyjnemu
uciskowi spolecznemu". Ciekaw jestem czy prawda jest, ze ludnosc byla podburzana
przez dzialaczy KPZU?
Jako ze zalinkowany tekst jest dlugi koncze post i zycze milej lektury.
R.
-
Moze moje pytania odnosnie wydarzen leskich wydadza sie Tobie naiwne. Jezeli tak
wygladaja to jedynym tego powodem jest moja niewiedza na ten temat. Przez
poszukiwanie informacji odnosnie powstania leskiego zrobil mi sie metlik w glowie:)
Pozdrawiam
R.
-
Witam.
Kilka najbliższych postów będę chciał poświęcić temu powstaniu.
Oprę się w zasadzie o dwa źródła – ów 11 numer Bieszczada z 2004 roku oraz opis
zawarty we wstępie do przewodnika autorstwa Władysława Krygowskiego „Bieszczady
i pogórze strzyzowsko-dynowskie /cześć wschodnia/ z 1970 roku.
Pytasz o komunistyczne inspiracje tego powstania - to właśnie Krygowski gdzieś
na marginesie wspomina , że powstanie swiadczyło o „determinacji chłopów
polskich i ukraiskich, złączonych wspólną walką z uciskiem państwa i
obszarników. Było to również przejawem coraz skuteczniejszej działalności
licznych komórek KPP na Podkarpaciu w okresie międzywojennym”
Wydaję mi się Radku że te twierdzenia to raczej sztuczne dorabianie ideologii
do tych wydarzeń i przejaw wiernopoddańczego „ukłonu” autora wobec
komunistycznych mecenasów.
A powstanie wzięło swój początek ..od pomysłu Jana hr Potockiego z
Rymanowa /zresztą kolatora i mecenasa greckokatolickich parafii z tamtego
terenu/ - który wymyślił ideę „świąt pracy” „czyli zorganizowanych prac na
rzecz poprawy stanu dróg,mostów,szkól i innych obiektów użyteczności
publicznej”. Ponoć w okolicach Rymanowa idea się ta dość dobrze przyjęła-
myslę,że dla tego , że Potoccy od XIX wieku objęli opieką m.in. ludność
łemkowską z tamtego terenu.
Inaczej było jednak na terenie Bieszczad. Tu ideę tą chciał wprowadzać starosta
leski. W tym celu zaprosił Potockiego na spotkania – w Ustrzykach
Dolnych /19.06.1932r. – gdzie powołano komitet Organizacyjny w skład którego
weszli aktywiści – agitatorzy /w tym Polacy , Ukraińcy i Niemcy/.
Następnym etapem miały być zebrania wiejskie – z których pierwsze miało się
odbyć w Berehach Dolnych- 21 czerwca 1932 r.
Na zebraniu do idei prac społecznych miał nakłonić chłopów agitator inż. Stefan
Zieba.
„Zebrani przyjeli go bez entuzjazmu.Wówczas właczył się do dyskusji Mykoła
Werbenec,syn unickiego proboszcza. Podważał on argumenty przedmówcy i on
właśnie podniósł hasło,że nie chodzi tu o żadne „święta pracy” a o
przywrócenie pańszczyzny. Zebranie zamieniło się w pyskówkę w której element
awanturniczy zdobywa przewagę. W pewnym momencie rozbito lampę naftową która
poraniła prelegenta. W tej sytuacji wiekszość przybyłych na to zebranie
przedstawicieli lokalnych władz uciekła”.Ten cytat pochodzi z artykułu Macieja
Augustyna z Bieszczada.
No a potem wypadki potyczyly sie na zasadzie kamyka uruchomiającego lawinę.
"Chłopi z okrzykami przeciwko panszczyźnie otoczyli miejsce zebrania ,uzbrojeni
w drągi,palki i motyki.Sytuacja z każdą chwilą stawała się groźniejsza i
doszło do starcia między inicjatorami zebrania a chłopami".
Awantura w Berehach zakończyła się zatrzymaniem przez Policję 39 osób w tym 4
kobiet.
Areztowanie chłopów "dało sygnal do wybuchu powstania. W Brzegach
Dolnych,Łodynie,Teleśnicy Oszwarowej,łobozwi i innych wsiach dzwony ze
wszystkich cerkwi i kościołów wezwało chłopstwo do walki"
Dalsze posty – ale już jutro poświęcę walkom partyzanckim jakie wybuchły w
Bieszczadach w efekcie narastającego protestu.
Na dzisiaj tyle - pozdrawiam dziękując raz jeszcze za podesłane wątki
bialoruskie :-)
-
Witam
Po lekturze tekstow cytowanych przez Ciebie nie wiem na razie co myslec. Na
pewno nie bylo to "powstanie ludowe przeciw ucskowi klas pracujacych miast i wsi"
Faktem jest jednak ze w okresie II RP na wschodzie zylo sie ludziom raczej zle.
Moze to wlasnie ciezkie warunki popchnely ludnosc do wystapien? A moze byly to
zle odebrane intencje? Sama idea poprawy warunkow poprzez prace na rzecz swojego
miejsca na ziemi nie jest przeciez zla. Nie znam argumentow za, a to co
przytoczyles o okolicach Rymanowa swiadczy ze ludnosc przyjmowala takie pomysly.
Z drugiej strony faktycznie mozna to bylo odebrac jako prace przymusowe i wtedy
chec buntu jest zrozumiala. Mysle, ze zanim sie wypowiem obszerniej na ten temat
to powinienem wiecej przeczytac. Takze z radoscia przyjmuje Twoja zapowiedz
ciagu dalszego.
Jeszcze dzis postaram sie cos ciekawego zalinkowac, a tymczasem
pozdrawiam
R.
-
Ostatnio wspominales Piotrze o walkach polsko-litewskich. Jak mowilem, moja
wiedza na ten temat jest, mozna rzec, szczatkowa. Natomiast znalazlem dosyc
ciekawy tekst dotyczacy innych wydarzen, ale "zaczepiajacy" o stosunki
polsko-litewskie.
Nie dotyczy on bezposrednio spraw poruszanych na forum, ale moze stanowic
pewnego rodzaju uzupelnienie.
Jeszcze raz pozdrawiam
R.
"11 listopada w Kownie rząd Łastowskiego zawarł układ z rządem litewskim, w
którym stwierdzono, że oba państwa mają wspólnego wroga — Polskę oraz tak zwaną
Litwę Środkową. Wkrótce rząd białoruski przeniósł się do Kowna. Krótko przed
wyjazdem do Kowna Łastowski przebywając w Rydze udzielił wywiadu prasie
rosyjskiej, w którym współpracę białorusko-litewską określił jako korzystną dla
obu państw"
"W październiku, w wyniku akcji polskiego generała Lucjana Żeligowskiego na
Wileńszczyźnie, terytorium Łotwy wraz z innymi jednostkami armii litewskiej
opuściła, stacjonująca niedaleko Ilukste, jednostka białoruska46, przenosząc się
do Litwy47. Brała ona udział w wyzwalaniu tego terytorium w 1919 roku. Jej walki
oraz przemieszczenia są znakomicie analizowane przez białostockiego historyka
Olega Łatyszonka48. Na przełomie 1919 i 1920 roku batalion białoruski był
zaangażowany w konflikt łotewsko-litewski, powstały na tle sporu o część powiatu
Ilukste (Ilukszta). Pretensje terytorialne Litwini wysunęli również do miasta
Daugavpils, co było jednym z głównych powodów zawarcia w końcu grudnia 1919 roku
tajnego układu polsko-łotewskiego skierowanego przeciw Litwie. Zakładano
wyzwolenie Łatgalii od Armii Czerwonej, połączenie sił polskich i łotewskich,
odcinając tym samym kontakt armii litewskiej z bolszewikami. Przewidywano
również nie dopuścić do udziału jednostek litewskich w tej akcji, militarnie
wymierzonej przeciwko Armii Czerwonej, politycznie zaś przeciw Litwie. Ofensywa
w Łatgalii rozpoczęła się 3 stycznia 1920 roku i przebiegała pomyślnie.
Zaskoczeni Litwini tego samego dnia usiłowali przejść przez Dźwinę i prawie im
się to udało, jednak zostali wyparci przez 1 pułk legionów wojska polskiego.
Polacy mieli rozkaz wszelkimi sposobami, włącznie z walką, spowodować cofnięcie
się Litwinów na lewy brzeg Dźwiny. Udało im się to osiągnąć drogą
pertraktacji49. W styczniu 1920 roku dwie kompanie białoruskie (batalion) w
składzie armii litewskiej stacjonowały koło Kalkuni (Kalkuny). W następnych
miesiącach łotewski wywiad regularnie donosił o liczebności białoruskiego
batalionu (300-400 żołnierzy), jego uzbrojeniu (8 karabinów maszynowych) i
zachowaniu Białorusinów. Meldunki mówiły, że zachowanie żołnierzy białoruskich w
stosunku do miejscowej ludności było nieporównywalnie lepsze niż litewskich.
Meldowano także o wrogich stosunkach między Białorusinami i Litwinami oraz o
sympatiach tych pierwszych do Łotwy i Łotyszów50. W kwietniu batalion
przekształcono w kompanię, która wkrótce (latem) wzięła udział w walkach
litewsko-polskich w rejonie Brasławia51, a później powróciła na teren powiatu
Ilukste. Pozostała ona w rejonie Kalkuni do października 1920 roku, kiedy
została wycofana do Litwy."
kamunikat.net.iig.pl/www/czasopisy/bzh/07/07art_jekabsons.htm
-
Witam.
Na początek muszę powiedzieć Radku,że powstanie leskie /tak samo jak linkowane
przez Ciebie dane o partyzantce białoruskiej/ były to tylko epizody – ale
bardzo „znaczące’ w międzywojennych relacjach Polaków z Białorusinami i
Ukraincami.
Bowiem obalającymi mit "idealnych stosunków” polsko-ukraińskich w tym okresie
i twierdzeniom że dopiero w czasie wojny „diabeł wstapił" w Ukraińców którzy
zaczęli mordować Polaków.Prawda jest inna - że Polacy zapracowali na póxniejszą
tragedię :-(
Pisałeś o rzekomej „kierowniczej roli w powstaniu komunistów z KPZU”.
Niewątpliwie na Podkarpaciu , szczególnie w środowisku „nafciarzy”, pracowników
rodzącego się przemysłu i kolei działali i socjaliści i komuniści. Ale tam – w
środowisku wiejskim – mam poważne wątpliwości. Zwłaszcza że źródłem tych
twierdzeń w opracowaniach na temmat powstania leskiego była m.in. praca
Rodziewicza „Powstanie chłopskie w powiecie leskim” – Warszawa 1952 :-))) oraz
materiały z sesji „Ruch ludowy na Rzeszowszczyźnie” z okazji 70 –lecia ruchu
ludowego /Lublin 1967.
Trafnie natomiast twierdzisz Radku że podstawową przyczyną wybuchu powstania
nie był idealistyczny pomysł hrabiego Potockiego – pomysł pożyteczny – ale
kompletnie nie trafiony w ówczesnych warunkach. A raczej wielka bieda na
tamtych terenach spowodowana trwającym kryzysem, kilka lat nieurodzajów / m.in.
na podstawowy produkt żywnościowy- ziemniaki/ spowodowało ze chłopi /nie tylko
ruscy/ byli bardzo zdesperowani . A tu wyobraź sobie – ktoś im
proponuje „dobrowolną’, nieodpłatną prace przy robotach drogowych !!!.
Malo tego - już w takcie walk 'wbrew zapewnieniom starosty zarządzono roboty
na drogach w Łobozwi, teleśnicy sannej i teleśnicy oszwarowej"
A wracając do głównego nurtu – w następnych dniach po wydarzeniach w Berehach –
zaczęły się rozruchy w kolejnych wsiach bieszczadzkich – w Łobozowi /polsko-
ukrainskiej wsi w pobliżu Soliny/ około 2000 chłopów stało się z policją -
zginęło ok. 5 osób. „W wywiązanej strzelaninie padli pierwsi zabici, lecz wieś
znalazła się w rękach chłopów. Zajęto wkrótce Berehy Dolne. Znów policja
wezwała chłopów do rozejścia lecz bezskutecznie . chłopi oświadczyli że
rozejdą się gdy odejdzie policja . wówczas komendant policji z leska zapewnił
że będzie ona wycofana i rzeczywiście o wyznaczonej godzinie policja opuścił
wieś. Był to jednak podstęp gdyż zluzowały ją inne oddziały.. Chłopi rozbroili
je , a policjantów uwięzili, co spowodowało że starosta zaalarmował wojewodę”
Zaniepokojony rozwojem wydarzeń starosta leski poprosił wojewodę lwowskiego o
pomoc. Do Ustianowej ściągnięto policję i wojsko w sile ok. 4 tys.
żołnierzy ,oddziały policji konnej i pieszej z Przemyśla,Sambora, Sanoka i
Lwowa , pododdziały szkoły policji z Mostów Wielkich i 1
batalion pułku strzelców podhalańskich z Sanoka i eskadrę lotniczą.
"chłopi odpowiedzieli na to dalszym koncentrowaniem się uzbrojonych
mieszkańców wsi z powiatów leskiego,dobromilskiego,sanockiego i turczańskiego"
To tyle w tym postcie.
Planuję poswięcić owemy powstaniu jeszcze kilka postow.
A dziś dziękuję za temat litewski – widzę że „kamunikat” – to bogactwo tematów.
Pozdrawiam.
Ps Zwłaszcza że muszę jeszcze poczytać ściągnięte teksty „bialoruskie”
wcześniej zalinkowane.:-)
-
Odpowiadam: biskupie swieczniki zwa sie dikirionem (podwojny) i trikirionem
(potrojny). Symbolika - na ogol jak to przy cerkiewnych "podwojnosciach"
i "potrojnosciach" - wyjasniana bywa przez odniesienie do 2 natur Chrystusa
i 3 Osob Trojcy sw.
Do blogoslawienstwa uzywa sie zwykle krzyza oltarzowego (naprestol'nyj chrest).
Nie musi on miec jakiejs specjalnej "rzezbiarskiej formy", wiec moze to nie to?
Pozdrawiam serdecznie!
-
Dziekuję za wyjasnienie.
Mowiąc o rzeżbiarskości krzyzy - latem ubiegłego roku w trakcie obrzędu w
cerkwi widzialem w rękach prawoslawnego ksiedza taki krzyż - wycięty jakby z
grubej deski , z bogata płaskorzezbionym frontem / równoległymi trzema
ramionami/ i bokami, z rączką-uchwytem. trzymany byl w ręce księdza przez
większą częśc obrzędu /ślubnego zresztą/ i podawany w trakcie - do ucalowanie
przez młodych Zresztą podobne "krzyże unickie""krzyże karpackie ,z
płaskorzeźbioną postacią Chrystusa i rzeżbiarsko ornamentowanymi brzegami
widywałem w muzeach m.in. w Lancucie i sanoku /a i sporadycznie na
odwiedzanych "targach staroci" ;-(. Widywalem je również w cerkwiach - ale
leżące /a nie stojące/ na prostulach. Moje pytanie dotyczyly w gruncie rzeczy
czy owe krzyże mają swoją nazwę i jakąs funkcję /oprócz oczywiście uzywania np
do blogosławienstw/.
A na koniec tego postu jeszcze pytanie - jaka jest funkcja owych
pieknych "ruczników " zdobionych haftem krzyzykowym ozdabiajacych cerkiewne
ikony a i krzyże nascienne ?? czy to tylko ozdoba, znak uszanowania dla
wizerunkow ???
Pozdrawiam rownie serdecznie
-
Ręczniki (ukr. rusznyky) pełnią funkcję dekoracyjną. Zaś taki krzyż leżący na
ołtarzu czyli PRESTOLE (nie "prostule"!), to istotnie "naprestolnyj chrest".
Pozdrawiam do "następnej razy" ;-)
diakon Piotr
-
Brawo Radku - rzyciłeś nazwisko "Żeligowski" - a mnie "klapka" zaskoczyla :-)
Myślę że przypomnienie tutaj historii"podboju" Litwy wilenskiej jest calkiem na
miejscu - tak więc prosze bardzo - oto lektura na weekend :
bezuprzedzen.pl/historia/sejmwilenski.html
prace.sciaga.pl/26077.html
milosz.pl/wywiad_zeligowskiiupioryprzeszlosci.php
www.polska.pl/aktualnosci/kalendarz/kalendarium/article.htm?id=63903
Podłoże konfliktu
Na początku października 1920 r. Litwini mieli więc Wilno w swoich rękach.
Sytuacja taka musiała w istniejących wówczas warunkach doprowadzić do
konfliktu. Polacy uważali bowiem, że Wilno musi znaleźć się w ich państwie.
Dążenia Polaków znajdowały oparcie w dwóch argumentach - pierwszym z nich był
argument natury historycznej, drugim zaś argument dotyczący zamieszkałej w
mieście i jego okolicach ludności. W tamtym czasie aż 80 % mieszkańców Wilna
stanowili Polacy. W pozostałych 20 % przeważali Żydzi, zaś Litwinów było
zaledwie ok. 2 %.
Zaistniała sytuacja prowokowała wręcz do przeprowadzenia akcji zbrojnej. Jednak
w ówczesnych warunkach na przeprowadzenie takiej akcji państwo polskie nie
mogło sobie pozwolić. Polska była wciąż uwikłana w (gasnący już) konflikt z
Rosją Radziecką, a ponadto rząd polski obiecał państwom zachodnim, że na
Wileńszczyźnie zostanie przeprowadzony plebiscyt.
Wydawać by się zatem mogło, że Polacy Wilna nie odzyskają, tym bardziej że 7
października 1920 r. między Polską a Litwą podpisany został układ, który
zobowiązywał obie strony do wstrzymania działań zbrojnych. Kwestia
przynależności Wilna i Wileńszczyzny pozostała - formalnie - otwarta.
Pomysł marszałka
Marszałek Piłsudski już wcześniej wypracował bardzo oryginalną koncepcję
wcielenia Wileńszczyzny do Polski. Wpadł on mianowicie na pomysł, by Wilno i
otaczające je tereny zostały zdobyte w wyniku... buntu pochodzących z owych
obszarów żołnierzy, którzy położyliby kres trwającemu tam panowaniu Litwinów i
bolszewików.
"Bunt" generała
Realizatorem swojej koncepcji marszałek Piłsudski uczynił generała broni
Lucjana Żeligowskiego. 9 października 1920 r. gen. Żeligowski, działając w
ścisłym porozumieniu z Naczelnikiem Państwa, upozorował bunt Dywizji Piechoty
Litewsko - Białoruskiej i tego samego dnia, uniknąwszy większych starć, zajął
Wilno.
Utworzenie Litwy Środkowej
Zajęcie Wilna przez wojska gen. Żeligowskiego nie oznaczało jednak
automatycznego przyłączenia go do Polski. Przeciwnie - na terenie Wileńszczyzny
utworzone zostało formalnie samodzielne państwo - Litwa Środkowa. 12
października 1920 r. gen. Żeligowski wydał oficjalny dekret nr 1, w którym
obwieścił, że władzę zwierzchnią na terenie Litwy Środkowej będzie sprawował on
sam jako naczelny dowódca jej wojsk, zaś funkcje rządu obejmie powołana przez
niego Tymczasowa Komisja Wykonawcza.
Tworzenie państwa
Stopniowo rozpoczęto przygotowania do tego, by Litwa Środkowa mogła
zafunkcjonować jako państwo. Stworzono m.in. system sądownictwa (18 XI 1920
r.), a 7 I 1921 r. ogłoszono postanowienia w kwestii obywatelstwa powstającego
państewka. Zgodnie z nimi, obywatelami Litwy Środkowej mieli być wszyscy ludzie
urodzeni bądź mający posiadłości na jej terenie, o ile mieszkali tam przed 1
stycznia 1919 r., mieszkający na terenie Litwy środkowej przez co najmniej 5
lat przed 1 sierpnia 1914 r., a nadto aktualni pracownicy instytucji
państwowych i samorządowych - niezależnie od tego, czy spełniali oni pozostałe
warunki. Ustanowione zostały również symbole nowego państwa. Jego godłem miała
być tarcza z Orłem po prawej, a Pogonią po lewej stronie, zaś na czerwonej
fladze miały się znaleźć symbole Polski i Litwy - Orzeł i Pogoń.
Koniec cytatu z jednego źrodła a oto nastepny :
7 października 1920 roku między Polską a Litwą podpisany został układ, który
zobowiązywał strony do wstrzymania działań zbrojnych, pozostawiając otwartą
kwestię przynależności Wilna i Wileńszczyzny.4 Jednakże już 8 października
następuje tzw. bunt dywizji litewsko-białoruskiej, dowodzonej przez generała
Lucjana Żeligowskiego. Wojska te, działając oficjalnie wbrew woli Naczelnika
Państwa, bez trudu zajęły Wilno wraz z Wileńszczyzną.
W godzinach popołudniowych 8 października bez większych starć Żeligowski
zajmuje Wilno. Następnego dnia wydaje odezwę „Do ludności Litwy Środkowej”,
podpisaną również w imieniu Tymczasowej Komisji Rządzącej przez Witolda
Abramowicza, Leona Bobickiego, Mieczysława Engiela, Teofila Szope oraz
Aleksandra Zasztowta. Odezwa miała charakter federacyjny, stwierdzono w niej,
że ludność zamieszkująca tereny Litwy Środkowej ma dosyć „ handlowania własnym
krajem jak bezdusznym towarem lub sprzętem”5, wypomniano również Litwinom
przyjęcie Wilna i Wileńszczyzny z rąk bolszewickich („Nie możemy dopuścić do
tego, aby rząd litewski wbrew naszej woli otrzymywał tą ziemię od wrogów naszej
Ojczyzny w zamian za usługi oddane im w walce z Polską.”)6, i co najważniejsze –
zapowiedziano zwołanie przedstawicieli miejscowej ludności, którzy mieliby się
wypowiedzieć na temat przyszłego stosunku Litwy Środkowej do Polski i do Litwy
Kowieńskiej.
12 października Lucjan Żeligowski, jako naczelny dowódca wojsk Litwy Środkowej,
wydał oficjalny dekret nr 1, w którym podaje do wiadomości, że władze
zwierzchnią na terenie Litwy Środkowej będzie sprawował On sam jako naczelny
dowódca wojsk L.Ś., a władza wykonawcza będzie spoczywać w gestii Tymczasowej
Komisji Wykonawczej, co zostało podane do wiadomości w dekrecie nr 2. Stopniowo
rozpoczęto czynić przygotowania mające na celu zafunkcjonowanie Litwy Środkowej
jako państwa. Stworzono między innymi system sądownictwa (18 listopada), a 7
stycznia 1921 roku przyznano obywatelstwo Litwy Środkowej wszystkim ludziom
urodzonym lub mającym posiadłości na terenie L.Ś., jeśli mieszkali tu przed 1
stycznia 1919 roku, mieszkającym przynajmniej pięć lat przed 1 sierpnia 1914
roku oraz pracownikom instytucji państwowych i samorządowych. Ustanowiono
również symbole Litwy Środkowej: godło państwowe jako tarczę z Orłem po prawej
i Pogonią po lewej stronie, flagę koloru czerwonego z Orłem i Pogonią.
Już 1 listopada w dekrecie nr 11 naczelny dowódca Litwy Środkowej wyznacza
wybory do Sejmu w Wilnie z całego terenu Litwy Środkowej na dzień 9 stycznia
1921 roku. Jednocześnie zobowiązywał Tymczasową Komisję Rządzącą do
przygotowania ordynacji wyborczej tak, aby ogłoszenie jej nastąpiło nie później
niż 28 listopada 1920 roku.
Jednakowoż nie dochodzi do przeprowadzania wyborów w przewidzianym terminie.
Złożyło się na to kilka powodów: zaangażowanie w problem Wileńszczyzny państw
zachodnich działających pod auspicjami Ligi Narodów, nadzieja na dogadanie się
w rozmowach bezpośrednich między Litwą Kowieńską i państwem polskim, a także
brak stuprocentowej pewności na wygraną w wyborach przez Polaków.
20 kwietnia 1921 roku w Brukseli dochodzi do rozpoczęcia rozmów polsko-
litewskich, które miały się toczyć pod przewodnictwem delegata belgijskiego
Paula Hymansa, do rozmów nie zaproszono przedstawicieli Litwy Środkowej, w
związku z czym generał Żeligowski zażądał aby do delegatów polskich dołączyć
dwóch rzeczoznawców z Litwy Środkowej. Zgoda została wyrażona i do Brukseli
wyjechali dwaj przedstawiciele Żeligowskiego: Kazimierz Okulicz i Zygmunt
Fedorowicz. Jednakże na miejscu okazało się, że uczestnictwo przedstawicieli
Litwy Środkowej jest niemożliwe ze względu na możliwość wykorzystania tego
faktu przez Litwinów do zerwania rozmów.
Rozmowy, co nie było trudne do p
-
Jeszcze tylko dokonczenie :
Rozmowy, co nie było trudne do przewidzenia, nie przynosiły większych
rezultatów, przyczyną była niezmienna postawa Litwinów wobec sprawy Wilna –
domagali się oni oddania tego miasta, ponieważ miała to być przyszła stolica
państwa litewskiego. Taki stan rzeczy sprowokował przewodniczącego do
wysunięcia własnego projektu porozumienia. 20 maja 1920 roku Paul Hymans,
nawiązując do koncepcji Polaków, przedstawił plan przyszłego państwa
litewskiego składającego się ze sfederowanych kantonów: kowieńskiego
(litewskiego) oraz wileńskiego (polskiego), stolicą federacji miało być Wilno,
językami oficjalnymi: polski i litewski, a cała federacja litewska miałaby
tworzyć wspólnie z Polską konfederację. Polska propozycję Hymansa przyjęła,
Litwa oczywiście odrzuciła, podobnie zresztą jak w przypadku kolejnego projektu
tegoż autora.
Wobec niechęci Litwinów do prowadzenia jakichkolwiek rozmów i nierozwiązania
problemu wileńskiego wkrótce zostaje podjęta decyzja o definitywnym
przyłączeniu Litwy Środkowej do Polski,
Koniec cytatu .
Ciekawą pamiatką po owej litwie środkowej jest niewielka kolekcja malutkich
znaczków pocztowych będących w mym posiadaniu - opisanych wlasnie Litwa
środkowa z herbem owego marionetkowego państewka imć Żeligowskiego :-)
Pozdrawiam życząc owocnej lektury. wnioski z niej -może w nastepnych postach.
Pamietam oczywiście o ciągu dalszym powstania leskiego - może jeszcze dziś albo
w trakcie weekendu
A Księdzu Piotrowi dziekuję za szybką odpowiedź.
A dzisiaj "dam sobie już spokoj z komputerem" - wezne sie pewno za
lekture "Ojca Chrzestnego" nabytego ostatnio z GW :-)
-
Jeszcze nie zdazylem odpowiedziec na wczorajszy post, a tu prosze, kolejna
porcja lektury:)
Wczorajszy "leski" post zakonczyles Piotrze w ciekawym momencie, az chce sie
poznac ciag dalszy.
Nie tylko te antypolskie wystapienia obalaja mit "szczesliwych Kresow" chociaz
sa one bardzo znamienne. Gdyby Polacy i Rusini (mam w tym momencie na mysli
zarowno Ukraincow, jak i Bialorusinow) zyli w dwudziestoleciu w zgodzie to wiele
wydarzen nie moglo by miec miejsca jak chociazby wspominane tu kiedys powstanie
skidelskie po 17 IX 1939.
II RP swoja polityka wobec mniejszosci na terenach wschodnich "zapracowala"
sobie na to. Mozna tu dodac nieslawna akcje osadnicza, czy obsadzanie urzedow
przez Polakow. Jak mieli sie czuc ludzie ktorzy na swojej ziemi sa traktowani
jak obywatele drugiej kategorii?
Aby jednak nie zaczynac blogiego lenistwa od smutnych tematow zalinkuje cos
milego dla oka, a do tematow powazniejszych wroce w poniedzialek.
www.cerkiew.pl/news.php?id=2611
A teraz zabieram sie do lektury.
Milego weekendu
R.
P.S. Do lektury "Ojca chrzestnego" tez lubie czasem wrocic:)
-
Witam zerdecznie ;
dziekuje za linkowane 'pocztówki" - mysle że do tematu cerkwi, ich piekna w
krajobrazie czy karpat czy Nadbuża trzeba będzie kiedyś wrócić - a dziś ciąg
dalszy wątku powstania 1932 roku :
"We wsiach tych jednak grunt do walki był przygotowywany przez działających tu
od dawna braci piotra i Michała Madejów,Stanisława lenkiewicza,władysława
Nowickiego, michala maleckiego, stanisława drozda, wasyla durzyka, antoniego
Pacławskiego i iwana Bunio. Oni byli pierwszymi organizatorami czynnej walki i
oni zgromadzili ok. 2000 uzbrojonych ludzi w Łobozwi i ponad 1500 w teleśnicy
oszwarowej. Wieczorem 30 czerwca zarządzono pełną koncentrację oddziałow
policji i pułku strzelców podhalanskich w sile ok. 4000 ludzi, straży
granicznej oraz eskadry samolotów.Rejonem koncentracji była Ustianowa, w
ktorej miał siedzibę sztab. Tak rozpoczęla się 1 lipca generalne natarcie i
regularne działania bojowe, Do walk doszlo w rejonie Teleśnicy sannej i
Oszwarowej,znowu padli zabici i ranni. Równoczesnie walczącym chłopom z
Telesnicy i Łobozwi przyszla z pomocą ludnośc 19 wsi powiatu m.in. z
kalnicy,Strubowisk,Smareka,zawoju i Paniszczowa.
Powstanie przybieralo na sile i walka stawała się coraz bardziej zacięta.W
Lobozwi znalazły się wacki dwie kompanie 2 pułku s.p. z sanoka wraz z plutonem
łaczności i oddziałem policji z Mostów wielkich. Drogą Lesko - Baligród –
Cisna posuwala się pozostala kompania 2 p.sp. oraz konne oddzialy
policyjne .Oddzialy strazy granicznej penetrowaly drogę z Ustrzyk Dolnych do
Ustrzyk Górnych i Wołosatego.Powstańcy podzielili się na grupy, które stoczyly
z wojskiem i policją cztery regularne bitwy pod Lobozwią, Teleśnicą O.
Ustianową i Bóbrką. Pod ogniem katrabinów maszynowych chłopi uzbrojeni w kosy,
siekiery i drągi wycofywali się w góry. Doszlo do cięzkich walk na
Jaworze /742m/ nad sanem i na lesistych wzgorzach w okolicy. Grupy powstańców
rozpraszane w jednym miejscu zbieraly się gdzie indziej i napadaly znienacka.
Pod przeważającym naporem musiało jednak powstanie ulec.. 4 lipca pacyfikujce z
cała bezwzglednością oddzialy wojska , policji i s.g. znalazły się na linii
Baligród-Rajskie- Czarna a w dniu następnym na linii Wola Michowa-Kolonice –
Dołzyca- kalnica – zatwarnica –Dwernik, wysuwając ku południu silne patrole dla
spacyfikowania Wetliny, Berehów Górnych, Ustrzyk Grn i wołosatego."
Na marginesie tych relacji trzeba zauważyć - co znaczy u cytowanego opisu
Krygowskiego zwrot 'dzialających tu od dawna..." - przy cytowanych nazwiskach
nie pisze wprawdzie aby byli to dzialacze komunistyczni ani narodowi...
Druga sprawa - to nie potrafię stwierdzić jaki byl cel owego "powstania" - czy
tylko odstapienie przez władze od pomyślu "dobrowolnych" prac drogowych, czy
też bunt chłopów przeciw rzekomej próbie wprowadzania panszczyzny ??
A może był to po prostu wybuch gniewu polskich i ukraińskich chłopów
zgniebionych przez biedę i aroganckie władze ?
Ja bym opowiadal sie raczej za tym ostatnim.
A jako końcowa refleksja - od opisanych walk minęlo niewiele ponad
dziesięciolecie gdy ponownie na opisywanych terenach wybuchły walki .
Jak widzisz Radku - trudno o optymistyczne refleksje przy "ogladaniu się w
historię.
Pozdrawiam jak zawsze :-)
-
Witam, pozniej niz zwykle.
Dziekuje za "pociagniecie" dalej sprawy powstania leskiego. Dzieki Twoim postom
poszerzylem swoje horyzonty. Ciekawy jest szczegolnie fragment o przygotowaniach
od dawna. Widac z tego, ze ludnosc nie byla zadowolona z istniejacego stanu
rzeczy i mysle, ze nie ma zbyt duzego znaczenia z jakich pobudek dzialali. Tez
jestem sklonny raczej ku powodom ekonomicznym. A i na pewno widoczna byla
arogancja wladz. Niestety lektura materialow historycznych, szczegolnie
dotyczacych pogranicza jest smutna. Warto jednak poznawac historie i nie chodzi
tu o "rozdrapywanie ran" tylko o poznawanie historii taka jaka byla. Tak sie
akurat niefortunnie sklada, ze historia polsko-ruskiego pogranicza czesto pisana
byla krwia.
Kiedys rozmawialismy o zmianach nazw ruskobrzmiacych, korzystajac z zakonczenia
pewnego tematu chcialbym na chwile do tego wrocic. Cytat pochodzi z ksiazki
Jaroslawa Janowicza zatytulowanej "Likwidacja oficjalnego nazewnictwa
miejscowości Białostocczyzny pochodzenia białoruskiego przez administrację
rządową w latach 1921-2004. Dokumenty. Komentarze."
Z bialoruskim pochodzeniem niektorych nazw pozwole sobie sie nie zgodzic;) nie
zmienia to jednak faktu, ze pozycja warta zapoznania sie.
"Ksiądz katolicki w Narwie kategorycznie zabronił dzieciom swych parafian
chodzić na lekcje języka białoruskiego. Stało się tak, jak żądał - przyszli
białoruscy katolicy solidarnie zwrócili podręczniki a niektórzy nawet i zeszyty.
Katolicki kler ani trochę nie zmienił się w swym odwiecznym białorusożerstwie!"
Tak dla wyjasnienia, rzecz dziala sie stosunkowo niedawno, bo w 1985 roku!!!
W biezacym tygodniu bede pisal raczej w godzinach wieczornych (Na Wspolnej:) mam
nadzieje, ze nie bedzie to duzym utrudnieniem.
Pozdrawiam
R.
-
Zaintrygowała mnie owa ksiązka - skoro mowa tam o dokumentach dotyczacych zmian
nazw - to może jest tam własnie wymienienione lub cytowane rozporzadzenie
perelowskiego ministra o nazwisku Mielcarek / bodaj z 1977 roku/ dotyczace
zmian nazw miejscowości i w dawnych woj. przemyskim i krosnienśkim ??
Interesowałby mnie przynajmiej nr dziennika ustaw i 'pozycja'.
Mowisz o postawie księzy katolickich- tak masz - racje takich postaw było z
pewnoscia więcej.
Chociaż w tej ocenie byłbym ostrozny, Chocby ostatnio kolejny skandal z radiem
maryja, dobry moim zdaniem list eksprezydenta Wałesy w tej sprawie itd. A ja
zapiuje na "+" temu radju piekne transmisje z papieskich mszy na Ukrainie czy
chociażby ostatnio ogladane w ich TV przypomnienie relacji z ekumenicznej mszy
papieskiej w drohiczynie ;-)
A skoro wspominasz o "Na wspolnej" :-)
- a ja od pewnego czasu zacząłem ogladac ten serial. z pewnoscia z uwagi na
urodziwe aktoreczki i swe zafascynowanie kreacjami dwóch aktorow. tego
wspolnika firmy budowlanej u boku demonicznej wspólwlaścicielki i niedogolonego
własciciela super motoru, ktorego zresztą sprzedał na pomoc mamie /granej
nieźle przez "Dykielke".
Przepraszam za chwile wyluzowania - może jeszcze dzisiaj zmobilizuje sie do
dokonczenie wątku 'leskiego" ;-)
A gdyby nie - to pozdrawiam
-
Widze Piotrze, ze tez zwrociles uwage na bylego motocykliste:) Dzis jednak "Na
Wspolnej" nie ogladalem, odwiedzil nas szwagier i zamiast zwyklego popoludnia
byl wczesny wieczor polaczony ze spozywaniem alkoholu.
W tym tygodniu mialem pomysl pisania w trakcie serialu, aby nie narazac sie na
zarzuty ze strony swej lepszej polowy.
W wzmiankowanej ksiazce (z tego co zobaczylem dotychczas) nie ma nic, poza
krotkimi wzmiankami, o tzw. nazwach bieszczadzkich. Z tego co mozna przeczytac,
zmiany czesto byly wprowadzane bezprawnie, bez wydrukowania w publikacjach
oficjalnych. Dopiero wglebiam sie w lekture i w miare czytania bede dzielil sie
z Forumowiczami i cytatami i przemysleniami.
Dzisiaj zacytuje kolejny fragment, tym razem juz dotyczacy konkretnych nazw.
"GMINA BIAŁOWIEŻA
miejscowości: Hrudki w skardze do NSA nr 1b 3, obecnie Grudki,
Perewołoka (również rzeka), oficjalnie Przewłoka (nr 2 b 41)
Kryże, oficjalnie Krzyże (nr 2b 49)
Krywa, oficjalnie Krzywa (nr 2 b 50)
Pohorelce, oficjalnie Pogorzelce (nr 2 b 46)
Kozi Przeskok (Kozi Pereskok XVIII w., nr 2 b 42)
uroczyska, np. Wilczy Hrud, Szeszków Hrud, na mapach W.Gród, S. Grud"
Szczerze mowiac nie mialem dotychczas okazji sluchac dluzej RM, natomiast czasem
szukajac jakiego ciekawego programu w TV zdarza mi sie rzucic okiem na telewizje
Trwam i raczej nie mam zbyt dobrych wrazen. Pomijajac tresci to sama forma nie
jest zbyt porywajaca.
Na zakonczenie dzisiejszego postu zacytuje jeszcze jeden fragment ksiazki:
""Z listu Michała Bajko z Hajnówki do przewodniczącego Gminnej Rady Narodowej w
Białowieży z dn.7.03.1988 roku: Zostałem oburzony wiadomością zamieszczoną w
Gazecie Współczesnej z dn. 3.03.1988 w notatce „nowe ulice w Białowieży”.[...]
Nazwy ulic nie mogą być przypadkowe , byle jakie i nic nie mówiące. Ciąży tu na
decydentach wielka odpowiedzialność wobec historii i przyszłości
miejscowości.[...] 1.)Zniknęły z mapy Białowieży takie nazwy uroczysk jak:
Papowszczyna, Krysztapowszczyna, Czumajda, Hanczary [tu by się oburzył autor
zał. nr 7!] , Damalewskie, Padbałocie, Alos. 2.) Zmieniono oryginalne
nazewnictwo na inne, takie jak: Barok na Borek, Bańdziuha na Bindziunia,
Knihiniawka na Kniaziewka, Cehielnia na Cegielnia, Cerkowne na Cerkiewne,
Kamanoje Bahno na Kamienne Bagno, Szyrokie na Szerokie, Hułaczka na Zaułek.
Należy pamiętać, że stare nazwy uroczysk wyrosły na gruntach wyrwanych puszczy
przez naszych przodków, którzy nazwali[...] Stwierdzam, że nic niemówiące nowe
nazwy: ulicy Leśna, przechodzi przez stare uroczysko Krysztapowszczyna, - ulicy
Towarowa, przechodzi przez zapomniane uroczysko Hanczary, - ulicy Ogrodowa
przechodzi przez skraj uroczyska Padbałocie.[...] Należy pamiętać, że stare
nazwy uroczysk stanowią najstarszy zabytek naszej Białowieży.
Tak pisze człowiek „zwykły”, autochton z Białowieży, który nawet w swej starej,
niepotrzebnej chacie założył prywatne muzeum etnograficzne w miejsce
zlikwidowanego w latach siedemdziesiątych Białoruskiego Muzeum. [patrz
też:.Barszczewski A.; Tomaszewski J., Administracja i językoznawstwo, w
:bibliografia ]
A taki jest pogląd człowieka „wirtualnego” - reprezentanta idei spolszczania:
Ale wracając do sprawy Puszczy Białowieskiej, to mieliśmy mocne argumenty, że
tam nie mieszkają ani Ukraińcy, ani Białorusini. A przecież zmiana granic była z
powodów narodowościowych. No, a żubry i inna zwierzyna mają poglądy
kosmopolityczne i po prostu im jest obojętne, do jakiego państwa będą należały.
[Tak rodziła się Polska Ludowa, Wywiad z E.Osóbką-Morawskim, Nike nr 12,
grudzień 1984.]
Bez Białorusinów Puszcza Białowieska rzeczywiście w pełni stanie się - jak widzi
to Rada Ekologiczna przy Prezydencie RP - „narodowym skarbem i równie ważnym
składnikiem narodowego dziedzictwa i tożsamości narodowej, jak Wawel i Jasna Góra”
Przepraszam Czytaczy za ewentualna nieskladnosc tego postu, ale prosze miec
wzglad na moj stan:)
Serdecznie pozdrawiam i jutro obiecuje poprawe.
R.
-
Witam
Wczorajszy post pozostal, z przyczyn wiadomych;), troche niedokonczony.
Dzisiaj postaram sie go choc troche uzupelnic.
Na poczatek chcialbym odniesc sie do sprawy ksiezy. Jak wsrod wszystkich, tak i
wsrod ksiezy znajduja sie ludzie zli i dobrzy. Nie mam antykatolickiej fobii,
ale zachowuje jednak pewien dystans na przyklad z powodu takich wypowiedzi jak
slowa ks. Wierzbickiego do TV Białystok. Znalazlo sie w nim takie sformulowanie:
"Białostocczyzna to bieda, pijaństwo i prawosławie, a tego ostatniego mamy tutaj
za dużo". Sam przyznasz, ze wiele ekumenizmu tu nie widac. Ale oczywiscie nie
zamykam oczu na pozytywne wydarzenia i wspominam je rowniez tutaj.
Rowniez watek miejscowosci zostawilem wczoraj w zawieszeniu. Nadrabiam to teraz:
"W latach 1921-2004 spolszczono kilkaset oficjalnych nazw miejscowości i
obiektów fizjograficznych Białostocczyzny. Ze względu na to, że trudno było
przy tym liczyć na inicjatywę czy choćby zgodę mieszkańców używających
tradycyjnych nazw historycznych, zmian tych administracja rządowa dokonywała
nielegalnie, tj. bez jakiejkolwiek przewidzianej prawem procedury, zatem i w
sposób utajniony - bez ogłaszania zmian w dzienniku urzędowym „Monitor Polski”.
Nowe nazwy miały nie tyle wchodzić, co „wślizgiwać się” stopniowo do
oficjalnego użytku. Odbywało się to w ciągu wielu lat, w przeciwieństwie do
sprawy tzw. nazw bieszczadzkich zmienianych prawie zawsze jawnie i tak też w
przywróconych . (Choć w 1981 r. przywrócono tylko te zmienione w 1977 r.)"
Jesli zyczysz sobie Piotrze, materialy nt. zmian nazw to z przyjemnoscia przesle
na maila.
Pozdrawiam z nadzieja na dalsza rozmowe
R.
-
Dzisiaj Radku dokończam temat powstania leskiego i daję ciekawe uzupelnienia
do tematu sojuszu polsko-ukraińskiego
W toku represji, które objely niemal wszytskie wsie powiatu, aresztowano około
800 osob, w tym kilkadziesią kobiet. Liczba zabitych i rannych powstańców
osiągnęla kilkset osób. Powstanie objelo 15 tys. ludzi i 19 wsi i trwało od 21
czerwca do 9 lipca.. Powstanie szybki zlikwidowano, zwłaszcza że oddzialy
pacyfikacyjne dysponowaly ogromną przewagą techniczną.
A teraz suplementy
www.interklasa.pl/portal/dokumenty/r_mowa/strony_pol/dokumenty_odezwa.htm
W kwietniu 1920 r. zawarto umowę, na mocy której Polska zobowiązywała się
oswobodzić spod okupacji sowieckiej Ukrainę na zachód od Dniepru i oddać ją pod
władzę Petlury, Ukraińcy zaś zrzekali się wszelkich roszczeń do Małopolski
Wschodniej i do części Wołynia, leżącej na zachód od Horynia.
Dn. 25 kwietnia 1920 r. rozpoczęła się ofensywa polska na Ukrainie, prowadzona
osobiście przez Piłsudskiego. Dn. 26 kwietnia Żytomierz był w naszych rękach.
Tego samego dnia polskie ministerstwo spraw zagranicznych ogłosiło komunikat
urzędowy, stwierdzający, że rząd polski, uznając prawo Ukrainy do niezależnego
bytu państwowego, uznał dyrektoriat niepodległej Ukraińskiej Republiki Ludowej
z głównym atamanem Semenem Petlurą na czele za zwierzchnią władzę Ukraińskiej
Republiki Ludowej.
Tego samego dnia Petlura wydał odezwę "Do narodu Ukrainy", która stanowiła
odpowiednik niżej podanej odezwy Piłsudskiego. W odezwie tej Petlura stwierdził
że Polska przychodzi Ukrainie z pomocą jako sojusznik w walce z "moskiewskimi
bolszewikami-okupantami" i że "po skończonej walce z bolszewikami, wojska
polskie wrócą do swej ojczyzny".
Do wszystkich mieszkańców Ukrainy!
Wojska Rzeczypospolitej Polskiej na rozkaz mój ruszyły naprzód, wstępując
głęboko na ziemie Ukrainy. Ludności ziem tych czynię wiadomem, że wojska
polskie usuną z terenów, przez naród ukraiński zamieszkałych, obcych
najeźdźców, przeciwko którym lud ukraiński powstawał z orężem w ręku, broniąc
swych sadyb przed gwałtem, rozbojem i grabieżą.
Wojska polskie pozostaną na Ukrainie przez czas potrzebny po to, by władze na
ziemiach tych mógł objąć prawy rząd ukraiński. Z chwilą, gdy rząd narodowy
Rzeczypospolitej Ukraińskiej powoła do życia władze państwowe, gdy na rubieży
staną zastępy zbrojne ludu ukraińskiego, zdolne uchronić kraj ten przed nowym
najazdem, a wolny naród sam o losach swoich stanowić będzie mocen - żołnierz
polski powróci w granice Rzeczypospolitej Polskiej, spełniwszy szczytne zadanie
walki o wolność ludów.
Razem z wojskami polskiemi wracają na Ukrainę szeregi walecznych jej synów pod
wodzą atamana głównego Semena Petlury, które w Rzeczypospolitej Polskiej
znalazły schronienie i pomoc w najcięższych dniach próby dla ludu ukraińskiego.
Wierzę, że naród ukraiński wytęży wszystkie siły, by z pomocą Rzeczypospolitej
Polskiej wywalczyć wolność własną i zapewnić żyznym ziemiom swej ojczyzny
szczęście i dobrobyt, któremi cieszyć się będzie po powrocie do pracy i pokoju.
Wszystkim mieszkańcom Ukrainy bez różnicy stanu, pochodzenia i wyznania wojska
Rzeczypospolitej Polskiej zapewniają obronę i opiekę.
Wzywam naród ukraiński, i wszystkich mieszkańców tych ziem, aby niosąc
cierpliwie ciężary, jakie trudny czas wojny nakłada, dopomagali w miarę sił
swoich wojsku Rzeczypospolitej Polskiej w jego krwawej walce o ich własne życie
i wolność.
JÓZEF PIŁSUDSKI,
Wódz Naczelny Wojsk Polskich.
26 kwietnia 1920 r., Kwatera Główna.
A zaa chwile jeszcze jeden :-)
-
brak.lwow.com.pl/kuron2.html
Polska zdradziła Ukrainę
W momencie gdy w 1918 r. odradzała się Polska, Litwa, Czechosłowacja i mogła
odrodzić się Ukraina, nie umieliśmy się ze sobą porozumieć, więc wojna na
wszystkich tych granicach była nieuchronna. To była straszliwa zapowiedź klęski
1939 r.
Wojna 1918 r. o Lwów musiała wybuchnąć, gdyż Lwów, można to śmiało powiedzieć,
był sercem Ukrainy, to tam ze względu na liberalizm CK Austrii, rozwijały się
ukraińskie niepodległościowe instytucje i instytucje życia naukowego i
społecznego. Polskie również i z tego samego powodu. Tak jak po polskiej
stronie istniało tam stowarzyszenie Sokół, to po ukraińskiej Sokił, tam brał
swój początek ukraiński Płast i polskie harcerstwo, istniały oddziały strzelców
Piłsudskiego, a po ukraińskiej stronie Strzelców Siczowych. Był polski
uniwersytet, ale też Naukowe Stowarzyszenie im. Tarasa Szewczenki, które
faktycznie pełniło rolę ukraińskiego uniwersytetu.
Nie można było budować niepodległej Ukrainy bez Lwowa, Polskę było łatwiej, bo
mieliśmy również Kraków, choć Lwów odgrywał bardzo ważną rolę i był też w
pewnym sensie sercem powojennej Polski w dużej mierze dzięki wojnie z 1918 r.
Tamtą wojnę Polacy musieli wygrać, nie tylko dlatego, jak mówi Jurij
Andruchowycz, że byli u siebie - bo rzeczywiście miasto było zamieszkane w
zdecydowanej większości przez Polaków, którzy je dobrze znali. Wygrano też
dlatego, że do konfliktu po stronie polskiej włączyła się dobrze wyekwipowana i
wyszkolona we Francji Armia Hallera, dodam, że wbrew umowom międzynarodowym.
Akurat ta armia, sformowana na Zachodzie, miała zastrzeżone, że nie weźmie
udziału w walkach polsko-ukraińskich. Ale udział wzięła i to przesądziło o
wyniku tej wojny.
Była to więc, jakby na to nie patrzeć, kolejna wojna bratobójcza, kolejna wojna
w rodzinie i kolejny gwóźdź do trumny RP i Ukrainy. Ale wojna 1918 r. musiała
być. Potem wojska ukraińskie Petlury w porozumieniu z Piłsudskim wzięły udział
w wojnie z bolszewikami. A podpisując Traktat Ryski, Polska zdradziła te wojska
i Ukrainę.
Warto też pamiętać, że Piłsudski, podpisując umowę z Petlurą, wyznaczył teren
niepodległej Ukrainy za Zbruczem i czekał na powstanie, bo spodziewał się
ukraińskiego powstania na zapleczu, ale ono nie mogło wybuchnąć, ukraińskie
siły niepodległościowe były lepiej zorganizowane, posiadały realne zaplecze tu,
w Galicji. Stąd można było zaczynać odrodzenie narodowe, tu wcześniej ono się
zaczęło - tylko, że było antypolskie.
Po Traktacie Ryskim Piłsudski pojechał do Szczypiorna, gdzie byli internowani
żołnierze Petlury, gdzie powiedział: "Panowie Ukraińcy, ja was przepraszam".
Koniec cytatu - to oczywiście wypowiedź Świętej Pamięci Jacka Kuronia.
Mysle że owe suplementy stanowią całkiem zgrabną klamrę uzupelniająca poruszane
tu przez Ciebie tematu lat 1919 -1920.
A co do Twych ostatnich postow - nie było tak żle - chociaż rzeczywiście litery
wyglądały na troche rozchwiane :-)
Do tematu Bialowieży - wrocę - gdy zaproponuję temat o linii Curzona lat 1919 -
1951. Ostatni post musze rozczytać jutro
Pozdrawiam
-
Witam
Piszesz Piotrze, ze powstanie leskie zostalo szybko zlikwidowane. Jesli brac po
uwage czas liczony w dniach to faktycznie tak, ale jesli wziac pod uwage
dysproporcje sil to jednak bylo to stosunkowo dlugo. Poza tym zdziwil mnie jego
zasieg, jednak powiat to jest juz jakis obszar.
Jesli chodzi o wydarzenia po I wojnie to pozwole sobie na zakonczenie tematu
zalinkowac jeszcze jeden tekst, tym razem z najnowszego NBiN.
" Ukrainę ogarnęły wówczas długotrwałe działania wojenne. Z północnego-wschodu
nacierała bolszewicka Armia Czerwona, z południa zaś wojska Ententy i rosyjscy
białogwardziści, od zachodu Polacy. Naciskana ze wszystkich stron i
zdziesiątkowana przez epidemię tyfusu armia ukraińska nie była w stanie obronić
granic młodego państwa.
Pod koniec 1919 roku, kiedy już wszystko wydawało się stracone, około 10 tysięcy
ukraińskich żołnierzy przerwało front Armii Czerwonej i dotarło na tereny
kontrolowane przez wojska polskie. Ten marsz przeszedł do historii jako "wyprawa
zimowa" (zymowyj pochid). W kwietniu 1920 roku Symon Petlura zawarł z
marszałkiem Józefem Piłsudskim ukraińsko-polską umowę polityczną, której
integralną częścią była konwencja wojskowa. Jednak przymierze wojsk polskich i
ukraińskich nie trwało długo. Józef Piłsudski zawarł rozejm z bolszewikami, a
następnie podpisał pokój w Rydze. Ukraińcy w walce z bolszewicką Rosją pozostali
sami"
free.ngo.pl/nadbuhom/Nr6_2004/07-Wystawa.htm
Moze bedzie to jeszcze jedno uzupelnienie dla naszych rozmow? Chociaz coz mozna
dodac do tekstu sp. Jacka Kuronia?
Niebawem pewnie wroce jeszcze na chwileczke do Litwy (i linkowanych tekstow),
poniewaz w powyzszym tekscie te sprawy sa, choc posrednio, poruszane.
Zycze milej lektury.
R.
P.S. I tak niezle ze w "alkoholowym" poscie nie napisalem rzeczy pozbawionych
sensu, moze troche nieskladnie ale chociaz na temat:))
-
Małe dwa grosze wrzucone w biegu:
1) Księża, jak i ludzie w ogóle, są różni. Chciałbym podać przykład bardzo
pozytywny - bo tak to już zwykle jest, że zło jest "krzykliwe" i rzuca się w
oczy, a dobro gdzieś tam ukryte wegetuje.
Piękny przykład otwartości daje Ks. kanonik Henryk Krukowski, proboszcz parafii
rzymskokatolickiej w TYM Horodle. Mając piękny, murowany kościół
podominikański, odzyskał od państwa (czy PGR-u, nie pamiętam) drewnianą
neounicką cerkiew św. Mikołaja (podkreślam "neounicką", bo była specjalnie dla
neounitów wystawiona w latach trzydziestych, a nie przejęta od prawosławnych)
i pieczołowicie odrestaurował PRZYWRACAJĄC WSCHODNI WYSTRÓJ (jedyny znany mi
przypadek na terenie b. zaboru rosyjskiego, by łacinnicy użytkowali cerkiew nie
przerobiwszy jej na kościół, a wręcz przeciwnie). Obecnie stara się (z moją
skromną pomocą) sprowadzić do tej cerkwi relikwie bl. Mikołaja Czarneckiego,
biskupa, wizytatora apostolskiego dla neounitów (beatyfikowany w 2001).
Utrzymuje przyjazne stosunki z duchowieństwem prawosławnym. W duchu otwartości
na chrześcijański Wschód wychowuje parafian i wikariuszy - a to w diecezji
zamojsko-lubaczowskiej nie jest bez znaczenia (gdzie indziej też, oczywiście).
Zdjęcia cerkiewki horodelskiej były w sieci, ale coś nie mogę otworzyć
tej strony:
grekokatolicyzm.w.interia.pl/www/horodlocerk.jpg
To z zewnątrz. Wnętrze było pod prawie identycznym adresem, tylko ostatni
człon brzmiał "horodlocerkiko.jpg".
Może Wam poszczęści...
2) Co by pan Andruchowycz nie pisał o przyczynach klęski Ukraińców w 1919 r.,
to nie można zapominać o fatalnych błędach dowództwa ukraińskiego w listopadzie
1918: zaniedbanie wysadzenia mostów na Sanie w Jarosławiu i Przemyślu, oddanie
Przemyśla, zaniedbanie przecięcia szlaków Przemyśl-Lwów, którymi strona polska
dostawała posiłki, wreszcie wycofanie się 22 listopada trochę "ni z gruszki, ni
z pietruszki". Wspomnieć wypada i o postawie Strzelców Siczowych na Ukrainie
Naddnieprzańskiej, którzy nie wzięli udziału w walkach o Lwów, bo "droga do
Lwowa wiedzie przez Kijów". A "przez Kijów" - oznaczało wzięcie udziału w
jedynym udanym ukraińskim przedsięwzięciu militarnym tego okresu - obaleniu
Państwa Ukraińskiego rządzonego przez Hetmana Pawła Skoropadśkiego. Hetmana
obalono, zastępując jedyną w miarę sensowną formę państwowości
naddnieprzańskiej Dyrektoriatem, którego dalsze sukcesy państwowotwórcze
opisuje przysłowie "pid wahonom terytorija, u wahoni Dyrektorija". Krótko
mówiąc, Strzelcy Siczowi swym udziałem w przewrocie pomogli zaprzepaścić
zarówno Lwów, jak i Kijów. Skutkiem tego Petlura w 1920 r. zrzekł się Galicji
(i Wołynia zach.) na rzecz Polski i poszedł na Ukrainę jako tejże Polski
satelita...
-
Witam – chciałbym przedstawić ciekawe spojrzenie na przeszłą i obecną historię
stosunków polsko- ukraińskich.
Ciekawe w tej wypowiedzi są uogólnienie – dość ryzykowne – ale „bardzo w moim
stylu”.
Autor – szczególnie w komentowaniu współczesności prezentuje „antyeuropejski”
punkt widzenia. Jest w tych wypowiedziach trochę irytujący – ale też czy do
odrzucenia ?
www.botutaj.pl/archiwum/Nr1-03/quo.html
Manipulowany Chmielnicki
Czarna dziura. Tak jawi się Polakom Ukraina chociaż Polskę z Ukrainą łączy
tysiącletnia historia, religia, szlacheckie rody, dramaty , miłości i zdrady.
Słowem: kultura. Stąd podobieństwo języka, doświadczeń i wspólnota
nieszczęść .A mimo tego sąsiedzi się siebie boją. Bo rzeczywistość psują
propagandziści i przekaz literacki odbiegający od faktów , a najmocniej chyba
za sprawą sienkiewiczowskiego nie realnego Bohdana Chmielnickiego. W "Ogniem i
mieczem" , powieści czytanej przez wszystkie pokolenia Polaków dwudziestego
wieku a za sprawą reżysera Jerzego Hoffmana zekranizowanej u progu tego wieku
jej bohater jawi się nam jako wróg Polski. Nic bardziej fałszywego. Zarówno
Sienkiewiczowi jak i Hoffmanowi nie udało się fascynującej miłości Polaka i
Ukraińca do jednej kobiety pokazać na tle realnym, zgodnym z historycznymi
faktami. A oto te fakty.
Tak zwane powstanie Chmielnickiego nie było wystąpieniem przeciwko Polsce i
Koronie. Ich bunt był - używając dzisiejszego języka- strajkiem przeciw polskim
wielmożom, których symbolizuje postać Jaremy, a nie przeciw królowi. Mieli
postulat socjalny, bo chcieli aby polski król zatrudniał więcej Kozaków w
charakterze zaciężnych żołnierzy (cierpieli na wysoka stopę bezrobocia).Był też
postulat polityczny. Chmielnickiemu i jego drużynie marzyła się Rzeczpospolita
Trojga Narodów. Chodziło o to aby unię polsko-litewską poszerzyć o Ukrainę,
czyli żeby uznać Kozaków za obywateli równych Litwinom i Polakom. Był też
postulat z gatunku obrony praw człowieka. Kościół katolicki(unici) zbyt
brutalnie pragnął wyprzeć cerkiew, a to wnerwiło nie tylko wierzących w swojego
Boga Kozaków. Dopiero kiedy okazało się, że król Polski nie jest w stanie
skonsumować tej oferty, czyli pojąć o co chodzi jego poddanym, Chmielnicki w
obronie już swojego życia obrócił się ku Moskwie. Skończyło się to tragicznie
dla Ukrainy i Polski. Rosyjska caryca Katarzyna podstępnie wycięła w pień
Kozaków, bo po co jej był taki kłopot?( O tym holocauście w tej części Europy
jakoś nie głośno - przyp. autora). A Rzeczpospolita Dwojga Narodów zaczęła
tracić na znaczeniu w ówczesnym świecie i nawet zwycięstwo Sobieskiego pod
Wiedniem nie zapobiegło utracie niepodległości ,klęsce spowodowanej
krótkowzrocznością klasy politycznej spod Wawelu.
Intrygi górą
Tymczasem Rosja, później sowiecki Związek Radziecki wbijali coraz mocniej klin
między Polakami i Ukraińcami. Szczuto nas na siebie. Wykorzystano do tego
różnice religijne i inne preteksty. W rezultacie, kiedy po epoce Chmielnickiego
pojawiła się druga szansa stworzenia nowoczesnego sojuszu, federacji lub unii
polsko-ukraińskiej, nawet marszałek Józef Piłsudski zdradził wodza ukraińskich
państwowców Simona Petlurę. I choć w 1920 r w bitwie warszawskiej ( zwanej cud
nad Wisłą) za sprawą Petlury po polskiej stronie walczyły dwie ukraińskie
dywizje Polska podpisała hańbiący pokój Ryski - hańbą bowiem było oddanie pod
zarząd Lenina Kijowa i w istocie rozbiór Ukrainy na rzecz sowietów i Polski.
Hańbą tą okryta jest polska klasa polityczna lat dwudziestych. Czyż można się
dziwić, iż niektórzy Ukraińcy do teraz tę hańbę pamiętają?
Potem była druga wojna światowa. I towarzyszące jej okrucieństwa - po obu
stronach za sprawą spuszczonych ze smyczy przez Niemców i Sowietów demonów
okrucieństwa te kojarzą się z UPA i akcją "Wisła". A za "demoludów" już była
tylko przyjaźń polsko-radziecka w ramach której w ukraińskich muzeach wieszano
obrazy z podpisami o treści" polski szlachcic katuje ukraińskiego chłopa", bo
nawet wyprodukowano film o rzekomej wyprawie Chmielnickiego na Polskę. Rezultat?
Po dziesięciu latach wolnej Ukrainy i 13 latach wolnej Polski oba kraje się nie
znają. W Kijowie boją się polskich biznesmenów oszustów, a w Warszawie
ukraińskich bandytów zdolnych za parę dolarów zabić każdego. W kantorze nie
wymienisz ich waluty na złotego choć bez trudu kupisz euro czy dolara. A
transakcje bankowe odbywają się za pośrednictwem banków w USA! Bo bez tego
pośrednika operacje finansowe mogą ponoć nie wyjść - tak sobie nie ufamy. Tak
wielka przepaść jest wykopana także za sprawą dziennikarskich korespondencji
skupionych na sensacjach a nie na tym, że na Ukrainie polski biznesmen może
inwestować w nieruchomości. Jednocześnie oba kraje są bezwzględnie łupione
przez oligarchie finansowe świata. I aż się prosi aby oba nasze kraje ustami
swoich prezydentów przestały opowiadać o przyjaźni lecz by zjednoczyły się
wobec agresji zjednoczonych przeciw nim wrogów. Polska to 40 mln obywateli,
Ukraina prawie 60 mln. Ukraina to też wpływowa diaspora w USA i Kanadzie. Za
granicą Ukrainy żyje 40 milionów Ukraińców, Polaków 10 mln. To ogromna siła-
tyle że rozbita. Razem jest to potencjał zdolny przeciwstawić się nie tylko
ekonomicznej agresji Rosjan i Niemców i upadlającym działaniom i warunkom Unii
Europejskiej( czytaj Niemców). Niestety tego potencjału znów nie dostrzega
klasa polityczna Warszawy zapatrzona w rzekoma przepustkę do Europy, tak jakby
tysiąc lat temu Mieszko I i Jarosław Mądry rządzili w afrykańskiej dżungli. Tak
jakby Polak i Ukrainiec należeli do indiańskich szczepów zamieszkujących
rezerwaty. Tak jakby na USA i Europie zachodniej świat się kończył.”
Koniec cytatu
Myślę ,że powyższa wypowiedź jest ciekawa, choć nie pozbawiona „spiskowej
teorii dziejów gospodarczych” Europy, przeceniania roli „oligarchii” czy
diaspory polsko-ukraińskiej. Razić może jej emocjonalność.
Ale wydala mi się warta zacytowania.
A w odpowiedzi na Twoje pytanie o przesyłkę – proszę o nią. Z ciekawoscią
zapoznam się z tematem owych zmian nazw .
A za chwile kolejny "suplemnent" i odniesienie sie do Waszych wypowiedzi
-
Dziekuje i za uzupelnienie wiadomosci nt. Dyrektoriatu i za zwrocenie uwagi na
jasniejsze strony zycia. To prawda, ze zlo jest lepiej widoczne, moze za malo
postow poswiecamy na wydarzenia o wydzwieku pozytywnym. Takie posty jak ten o
cerkwi w Horodle pokazuja, ze moze byc normalnie, ze sa ludzie dla ktorych
dialog miedzy chrzescijanskim Wschodem i Zachodem nie sa pustymi slowami.
Niestety link nie dziala:( W zwiazku z tym udaje sie na poszukiwania informacji
o cerkwi w Horodle. Moze uda sie cos wyszperac w sieci?
Jeszcze raz pozdrawiam
R.
-
Widze Piotrze, ze pisalismy prawie rownoczesnie.
Przed chwila przeczytalem linkowany przez Ciebie tekst, ale odniose sie do niego
dopiero jutro. Musze go przetrawic, poniewaz znajduje sie w nim kilka watkow.
Przesylke przesle jutro, sa to fragmenty wzmiankowanej ksiazki, zawieraja nie
tylko informacje o zmianach nazw, ale rowniez oficjalne dokumenty z lat
nieodleglych, w tym fotokopie ciekawych dokumentow.
Do jutra
R.
-
Wreszcie trafiłem na arcyciekawy materiał - w przypadku problemu z linkiem -
służe pocztą ;
www.ipn.gov.pl/biuletyn6_17.pdf
TOMASZ ALBUS, , OBEP IPN W WROC ROC ROCŁAW
POLSKIE „ISTRIEBITIELNE BATALIONY” NKWD W LATACH 1944–1945
W 1944 r. na Kresach Południowo–Wschodnich zajmowanych przez Armię Czerwoną
utworzone zostały polskie formacje paramilitarne – „istriebitielne bataliony”
(IB) – przeznaczone głównie do zwalczania niepodległościowego podziemia
ukraińskiego. W ich szeregi wcielono siłą lub zaciągnęło się dobrowolnie wielu
Polaków. Dowództwo nad nimi objęli funkcjonariusze operacyjni NKWD. Działania
bojowe batalionów wspomagały jednostki wojskowe, milicyjne oraz szeroko
rozbudowywana siatka agenturalna sowieckich służb bezpieczeństwa instalowana w
kresowych społecznościach polskich i ukraińskich.
Kim byli Polacy walczący z Ukraińcami pod komendą sowieckich „czekistów”?
Jakiej sprawie służyli?
„Potępiam kategorycznie...”
Konflikt polsko-ukraiński z okresu wojny i okupacji miał wiele tragicznych
kart. Wzajemne mordy i rzezie, walki oddziałów partyzanckich, dywizja
SS „Galizien”, polski pułk policyjny z Dębicy w służbie niemieckiej oraz
aspekty polityczne nie powinny jednak wyczerpywać zakresu badań prowadzonych
przez historyków. Dotychczas, jakby w cieniu powyższych zagadnień, pozostaje
problematyka sowieckiej polityki stosowanej na Kresach w myśl zasady „dziel i
rządź”. Z polskiej perspektywy, dostrzegając liczne przejawy
antypolskiej współpracy Ukraińców z władzami nazistowskimi w latach 1941–1944,
często zapominamy o antyukraińskiej współpracy części Polaków z władzami
sowieckimi(mieszkańcy Kresów, co jest charakterystyczne, zarówno podczas wojny
i okupacji, jak i dzisiaj, określali i określają je terminem „bolszewicy”) w
latach 1944–19451 ./.../
A do tematu księży - na podkarpaciu nadal głosny jest temat księdza pedofila
profanującego swą obecnością dawne cerkwie w Tylawie i trzcianie.
Ktory świętokradczo odprawia tam msze, spowiada, głosi kazania.
Po prawomocnym wyroku - chroniony przez abp Michalika dziali spolecznośc, budzi
ogromne kontrowersje... A ks. Michalik woli toczyc spory z ks. Bonieckim
zamiast posluchac racjonalnych głosow o koniecznośc rozwiązania tej sprawy.
A na wszystkim traci Kosciol .. i tak wystarczająco kompromitowany przez
wiadome radio.
Pozdrawiam serdecznie
-
PODSTAWOWE ZASADY STOSUNKÓW MIĘDZYWYZNANIOWYCH I DZIAŁALNOŚCI EKUMENICZNEJ W
ARCHIDIECEZJI PRZEMYSKO-WARSZAWSKIEJ UKRAIŃSKIEGO KOŚCIOŁA GRECKOKATOLICKIEGO
NORMY OGÓLNE
1. Ukraiński Kościół Greckokatolicki w Polsce usilnie pragnie żyć w pokoju
ze wszystkimi chrześcijanami i brać udział w dialogu ekumenicznym z innymi
krajowymi Kościołami i Wspólnotami kościelnymi na zasadach partnerstwa i
równouprawnienia.
2. W stosunkach z niekatolickimi Kościołami i Wspólnotami kościelnymi oraz
w prowadzeniu z nimi dialogu ekumenicznego UKGK kieruje się normami i
wskazówkami, zamieszczonymi w:
- Dekretach II Soboru Watykańskiego o ekumeniźmie Unitatis redintegratio i o
katolickich Kościołach wschodnich Orientalium Ecclesiarum;
- Kodeksie Kanonów Kościołów Wschodnich (kan. 902-908 i inne);
- Dyrektorium w sprawie realizacji zasad i norm dotyczących ekumenizmu z 25
marca 1993 r.;
- Liście pasterskim Głowy UKGK (...) Mirosława Jana Lubacziwśkiego O jedności
Świętych Kościołów;
- Liście Apostolskim Papieża Jana Pawła II Orientale Lumen;
- Encyklice Papieża Jana Pawła II Ut unum sint;
- Liście Apostolskim Papieża Jana Pawła II z okazji 400-lecia Unii Brzeskiej;
- Instrukcji w sprawie stosowania przepisów liturgicznych Kodeksu Kanonów
Kościołów Wschodnich;
- Koncepcji stanowiska Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego wobec
ekumenizmu,
z uwzględnieniem warunków miejsca i czasu.
3. UKGK pragnie brać samodzielny udział w dialogu, jako pełnowartościowy
jego uczestnik. Nikt spoza UKGK nie może rościć sobie prawa do reprezentowania
UKGK w stosunkach międzywyznaniowych bez wyraźnej zgody i zlecenia episkopatu
UKGK.
4. Niezbędnym warunkiem prowadzenia jakiejkolwiek działalności
ekumenicznej jest stosowna formacja ekumeniczna wszystkich wiernych –
duchownych, osób zakonnych i świeckich. Należy ją rozpoczynać już w ramach
katechezy dzieci i nie zaniedbywać kontynuowania jej później.
5. Wierni powinni być uświadomieni w przedmiocie właściwego znaczenia
pojęcia „ekumenizm”, stanowiska Kościoła katolickiego wobec ruchu ekumenicznego
oraz katolickich zasad ekumenizmu ze szczególnym uwzględnieniem ekumenicznej
roli katolickich Kościołów wschodnich, zwłaszcza UKGK.
6. Absolutnie koniecznym jest, by wierni byli świadomi tego, że wszelka
działalność ekumeniczna musi być oparta o osobistą więź każdego wiernego z
Panem; wszystko, co osłabia ową więź, szkodzi sprawie ekumenizmu – zaś postęp
dialogu ekumenicznego nie jest możliwy bez stopniowego wzrastania jego
uczestników w łasce Bożej.
7. Uczestnikami dialogu są chrześcijanie – ochrzczeni w imię Trójcy
Przenajświętszej, wyznający Boga Trójjedynego oraz Bóstwo i rolę zbawczą Pana
naszego Jezusa Chrystusa; celem jest wzajemne pogodzenie się i zbliżenie dla
wspólnego szukania dróg przywrócenia jedności. Niedopuszczalne jest zawężanie
grona uczestników dialogu przy użyciu narodowych i innych świeckich kryteriów.
Zakazana jest również instrumentalizacja dialogu dla osiągnięcia celów
świeckich, zwłaszcza narodowych i politycznych.
8. Wszystkim wiernym – a zwłaszcza duszpasterzom – zaleca się budowanie
słowem i czynem atmosfery miłości chrześcijańskiej w stosunkach
międzywyznaniowych. Wszystko to ze szczególnym naciskiem odnosi się do treści
wydawnictw kościelnych i publikacji internetowych.
9. Udział w dialogu ekumenicznym nie może pociągać za sobą osłabienia
kościelno-obrządkowej tożsamości wiernych i wzrastania wśród nich obojętności
religijnej (indyferentyzmu). Przeciwnie – kontakty z chrześcijanami z innych
Kościołów i Wspólnot kościelnych winny prowadzić wiernych UKGK do jeszcze
głębszej świadomości, poznawania i kultywowania przez nich ich autentycznej
tożsamości.
10. W kwestii wspólnych modlitw i wszelkich innych przejawów wspólnego
udziału w kulcie Bożym usilnie przypomina się obowiązek brania pod uwagę nie
tylko zasad katolickich, lecz również doktryny i przepisów innego Kościoła czy
Wspólnoty kościelnej.
11. Osoby duchowne, gdy nie koncelebrują, zgodnie z prawidłami obrządku
bizantyjskiego ubierają się jedynie w strój duchowny, bez szat liturgicznych, w
szczególności bez epitrachelionu. Przy koncelebrowaniu Boskiej Liturgii z
kapłanami rzymskokatolickimi duchowni winni przywdziewać kompletne szaty
liturgiczne.
12. Dla należytego prowadzenia spraw związanych ze stosunkami
międzywyznaniowymi i działalnością ekumeniczną biskup eparchialny może powołać
radę ekumeniczną (kan. 904 § 3 KKKW). Kieruje nią – sam lub poprzez osobę
upoważnioną – biskup eparchialny. Prace jej koordynuje sekretarz, będący
jednocześnie pracownikiem kurii eparchialnej na stanowisku referenta spraw
ekumenicznych eparchii. Rada zbiera się na posiedzenia nie rzadziej, niż raz w
roku.
13. We wszelkiego rodzaju kontaktach zewnętrznych UKGK występuje pod jedną
i tą samą nazwą, a mianowicie „Ukraiński Kościół Greckokatolicki” (ukr.
Ukrajinśka Hreko-Katołyćka Cerkwa). Dopuszcza się stosowanie jej w skróconym,
nieoficjalnym wariancie – „Kościół Greckokatolicki” (ukr. Hreko-Katołyćka
Cerkwa). Inne, nieprawidłowe nazwy („Kościół Katolicki Obrządku Bizantyjsko-
Ukraińskiego”, „Ukraiński Kościół Katolicki”, „Kościół Bizantyjsko-Ukraiński”
itp.) winny być konsekwentnie usunięte z obiegu urzędowego, służbowego i
medialnego.
STOSUNKI Z PRAWOSŁAWNYMI I STAROOBRZĘDOWCAMI
14. Stosunki z dwiema istniejącymi w Polsce wspólnotami wyznaniowymi, które
wspólnie z UGKG dziedziczą tradycję chrześcijaństwa św. Włodzimierza, czyli
Polskim Autokefalicznym Kościołem Prawosławnym i Wschodnim Kościołem
Staroobrzędowym nie posiadającym hierarchii duchownej, mają dla UKGK charakter
priorytetowy.
15. W stosunkach z Kościołem prawosławnym, poza dokumentami wymienionymi w
nr 2, korzystać można także z Praktycznych wskazówek zawartych w oświadczeniu z
Balamand z 1993 r. (nr 20-33).
16. Wszędzie tam, gdzie prawosławni nie mają własnej cerkwi, mogą być
dopuszczeni do celebrowania Boskiej Liturgii, św. Sakramentów (przede wszystkim
Sakramentów inicjacji chrześcijańskiej i Małżeństwa), chwalby Bożej i innych
nabożeństw, zwłaszcza zadusznych, w miejscowej świątyni UKGK – za wyraźną zgodą
biskupa eparchialnego.
17. To, o czym mowa w nr 16, ma zastosowanie również w przypadku pogrzebów
na cmentarzach greckokatolickich.
18. UKGK dostrzega potrzebę współpracy z braćmi prawosławnymi na niwie
ochrony i konserwacji zabytków architektury sakralnej i sztuki tradycji
kijowskiej w Polsce.
19. Innym możliwym rodzajem współdziałania są wspólne pielgrzymki wiernych
obu wyznań do miejsc, czczonych zarówno przez grekokatolików, jak też i przez
przez prawosławnych – a także wspólne starania na rzecz przywrócenia dawnej
świetności i znaczenia tym miejscom, które zniszczały, podupadły lub przestały
być miejscami kultu chrześcijan tradycji bizantyjskiej.
+ Arcybiskup Jan
Martyniak
Metropolita
Przemysko-Warszawski
Przemyśl, dnia 7 stycznia 2005 r.
Zgodnie z dekretem Metropolity Przemysko-Warszawskiego z 7 stycznia 2005 r. (nr
10/I/2005), opublikowanym na stronie www.cerkwa.net/internet/dekret.htm ,
Podstawowe zasady... nabrały mocy prawnej w Archidiecezji (Archieparchii)
Przemysko-Warszawskiej z dniem 15 lutego 2005 r.
Tłumaczenia niniejsze ma charakter prywatny. Oficjalną rangę ma jedynie
oryginał ukraiński – zob. www.cerkwa.net/internet/2.htm
Tłumaczył diakon Piotr Siwicki. All rights reserved – wszystkie prawa
zastrzeżone – усі права застережені.
-
Witam
Ostatni mój post w tym tygodniu chcialbym poswiecic kilku słowom refleksji. Oto
czytając post Ksiedza P. w czxęsci "wojennej" połapałem sie że w ostatnich
rozmowach na teamaty lat 1919-1920 mysle i pisze z polskiego punktu
widzenia /co prawda proukrainskiego itd/ na tema Petlury, traktau itd.
No bo przecież ta postac Radku - dla Ukrainców mógla oznaczać zdrajcę, tego
który sprzedal Polakom Ukrainę zachodnią z jej " bijącym sercem Lwowem - jak
napisał pieknie ś.p Jacek Kuron/ . W relacjach Petlura-Polacy -ten pierwszy
byl zdrajcą interesów ukrainskich a ci drudzy - od poczatku do konca grali
falszywmi kartami !!!
Ciekawe jak z ukraińskiego punktu widzenia wygląda historia walk o Lwów,
Przemysl - historia z polskiego punktu widzenia ubrana w legendę orląt ???
Dziekuję ksiedzu za opisaną pozytywną postac katolickiego duchownego - opiekuna
cerkwi. czy na podkarpaciu są takie postacie ?? Pisałem kiedyś o Dobrej
szlacheckiej i rekonstrukcji cerkiewnych cebul / patronowanej przez
tamtejszego katolickego proboszcza - ale zdaje sie że za pieniądze dawnych
mieszkancow - Rusinów zza Oceanu ;-)
A zasady stosunkow post wyżej - ciekawe , pewno je sobie "drukne" nie patrząc
na sygnalizowane prawa autorskie :-)
Milego weekendu
Pozdrawiam serdecznie
-
Witam
Wiesz Piotrze, ze skloniles mnie do refleksji na temat mojego punktu widzenia?
Zaczalem sie nad tym zastanawiac i doszedlem do dziwnych wnioskow. Jesli chodzi
o sprawy galicyjskie to patrze na nie li tylko z pozycji obserwatora (chociaz
troche proukrainskiego:) Dla mnie Petlura jest troche postacia tragiczna,
dokonywal zlych wyborow, ale z drugiej strony probowal walczyc o swoj kraj,
trudno mi sie jednoznacznie okreslic jak oceniam ta postac. Wiem przeciez ze ma
na sumieniu wiele. Natomiast na sprawy "mojego" Podlasia patrze chyba oczyma
kogos "bez przynaleznosci". Bardzo bliskie sa mi sprawy podlaskich ukraincow,
moze ze wzgledu na przekazane mi okruchy "prostej" mowy, ale nie odrzucam tez
Bialoruskosci i rowniez ze wzgledow rodzinnych. Pewnie za moja postawe potepilby
mnie Andrijko? Na pewno natomiast trudno mi zmusic sie do spojrzenia z
"polskiej" strony na historie Podlasia.
Za to dzieki Wam spojrzalem inaczej na grekokatolicki fragment historii.
Nie bede juz Was zanudzal swoimi refleksjami.
Mam nadzieje Piotrze, ze przesylka dotarla, aby zachecic do lektury okrasze
dzisiejszy post paroma cytatami.
„Ma rację ks.prałat Piotrowski twierdząc, że Białorusini są nacją napływową, z
racji takiej a nie innej polityki caratu.[...]Ludzie pochodzenia białoruskiego
przemilczają skąd przyszli, a szkoda. Białorusini niech pamiętają, że nie są u
siebie, na Białorusi, tylko w granicach Państwa Polskiego, którego tolerancji
nadużywać nie wolno. Komu się nie podoba - wolna droga. Jestem katolikiem i
szanuję ludzi innych wyznań.[z listu opublikowanego w białostockim Kurierze
Porannym nr 223 z 1993 r.] „
"Sądzę, że na wschodnim pograniczu Polski wiele nazw winno być gruntownie i
obiektywnie rozpatrzone. Trochę nazw już rozpatrzyliśmy i zmiany będą
opublikowane w Monitorze. Jak dotąd, odkąd jestem przewodniczącym Komisji, nie
odrzuciliśmy ani jednego wniosku o przywrócenie starej formy nazwy. Oczywiście,
jeśli te wnioski były uzasadnione historycznie i językowo.[z listu prof. K.
Rymuta, przewodniczącego Komisji UNMiOF przy URM, z dn.7.07.1994 r.
wspominającego o niezrealizowanych później zamierzeniach]
Zarząd Regionu NSZZ "S" Białystok zaprotestował przeciw propozycji Jarosława
Janowicza, dotyczącej zmian nazw miejscowości w Białostockiem. Związek ten
chciałby walczyć z białorusko brzmiącymi nazwami wszelkimi metodami.[Gazeta w
Białymstoku (dodatek do Gazety Wyborczej) , nr 158 z 1995r.]
Przy bocznej drodze do Hajdukowszczyzny według Janowicza Hajdakowszczyzny
figuruje napis Chrabustówka. [...]Prawidłowa nazwa brzmi Chrabostówka [...]
poinformował Włodzimierz Sołowiej, zastępca kierownika Zarządu Dróg w Bielsku
Podlaskim - Zapewniam, że zostanie wymieniona w tym tygodniu przy okazji
zastępowania białych tablic zielonymi.[...]Nasi rozmówcy prawdopodobnie nie
orientowali się, że takowe referendum się u nich odbyło.[...][M.Piontkowski,
Białoruska poprawność, Gazeta Współczesna, 7.07.1995]
Wniosek o zmianę nazw miejscowości tych cech [węzłowego znaczenia dla rozwoju
kraju] nie zawiera.
[z uzasadnienia dla pozostawienia nazw nielegalnych Krągłe i Górny Gród
podzielanego przez MSWiA]
Nie istnieje uzasadniona potrzeba zmiany nazwy miejscowości Juszkowy Gród na
Juszkowy Hrud.[...]W Polsce żyjemy, a dla kogo się nie podoba, to ...[...]Ten
Juszkowy Gród jest większość prawosławnych, no i im zależało na tym, żeby zrobić
Hrud. No bo jak „po prostu” mówi człowiek, tak na wsi?: Juszkowy Hrud! Ale w
papierach nigdzie nie ma! [oficjalna opinia i sugestie-rozumienie weryfikacji
Rady Gminy w Michałowie w 1998 r. przyjęte - bezpośrednio lub pośrednio - przez
MSWiA]"
Zwroccie uwage na ostatnie uzasadnienie, wystepuje tam bardzo charakterystyczny
dla Podlasia zwrot „a dla kogo się nie podoba”. Prawdziwy Polak-katolik nie
powinien tak mowic;) Mowiac powaznie ten zwrot jasno pokazuje pochodzenie tej
osoby, może odlegle ale jednak.
I juz zupelnie na koniec serdeczne podziekowania dla Diakona Piotra, szczegolnie
za fragment o relacjach z Cerkwia prawoslawna.
Serdecznie pozdrawiam
R.
P.S. I oczywiscie milego weekendu
-
Witam
Dziękuję i za refleksje i przesyłkę- z której otwarciem mam niestety
problem /vide mój post w poczcie/
Z pewnością doświadczenia podlaskie i galicyjskie są różne .
Tak jak spolonizowanie półrusinów – półpolaków :-))).
Ja swoje refleksje mogę opierać jedynie na ułomkach relacji rodzinnych /
pamiętam jak wiele lat temu jako chłopak próbowałem dowiedzieć się coś o
historii rodziny wyciągając wiekowego już wtedy dziadka na wspomnienia przy
mikrofonie znanego wówczas magnetofonu MK 125. Pamiętam że gdy już schodziło na
tematu łemkowsko-grekokatolickkego zawsze do akcji wkraczała 'rozsądniejsza"
babcia - gasząca wspominki słowami "a co mu będziesz o głupotach mówił, po co
mu to, ty mu lepiej opowiedz jak Niemcy Żydów męczyli - to mu się w szkole
przyda „/
No i na lekturze sporej na szczęście dziś liczbie wydawnictw i oczywiście
Internecie, w tym takim dyskusjom jak ta..
.
Ale jak jest na Podkarpaciu ?
Jeszcze piszą tu i dziennikarze i pisarze którzy za komuny pisywali o dzielnych
utrwalaczach władzy ludowej walczących ‘z reakcyjnym podziemiem , bandami UPA”
i „wzruszające” artykuły o zabójstwie Świerczewskiego „przez bandy UPA przy
czynnym udziale niedobitków hitlerowskich” :-P..
A propos UPA – czy zauważyłeś jak przez ostatnie 15 lat zmieniało się
określenie tej formacji w polskim piśmiennictwie – gdzieś do 1991 roku
obowiązywało określenie „zbrojne bandy nacjonalistów ukraińskich UPA”, bandyci
z UPA , potem zaczęto łagodzić tą formę w stylu „oddziały UPA, partyzantka
UPA” ,żołnierze,partyzanci UPA”
Nie wiem czy wynika to z innej oceny czy tzw. politycznej poprawności ?
Myslę że też zakończył się etap gdy w artykułach prasowych ,wspomnieniach i
opracowaniach historycznych pisalo się w Polsce o dążeniach państwowych
Ukraińców – w stylu szyderstwa /ze sporą dawką półprawd i zbiorowej
odpowiedzialności/ typu „mordowali bo im się samostijnej zachciewało” , ‘będą
mieli tą swoją samostijną Ukraińę ....
Nadal półki księgarskie przepełnione są tu literaturą antyukraińską w stylu
Pająka i Prusa w sposob jednostronny i tendencyjny opisującyą relacja polsko-
ukrainskie. /Włącznie z kłamliwą i oszczerczą biografią „Patriarchy
galicyjskiego”/ I opracowań w stylu państwa Siemaszków , które przemilczają
np. udział Polaków w antyukraińskich bolszewickich formacjach IB czy
hitlerowskich schutzpolizei .
Wróciły do Rzeszowa nabożeństwa greckokatolickie – przy totalnej blokadzie
informacyjnej ze strony KK.
Są na szczęście wolne media - tu tematy np. greckokatolickie jakoś
się „przebijają” – chociaż np. informacje o Jordanie w Przemyślu i Rzeszowie
ukazały się dopiero post factum .
Ostatnio na zimowej wyprawie w Ustrzykach Dolnych wstąpiłem do księgarenki
znanej firmy wydawniczej Bosz. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to cała pólka
pełna wydawnictw prusowo-pająkowych tak jakby bardziej wyeksponowanych – na
szczęście zaraz dorwałem się do wydawnictw typu Bieszczad i Płaj – z roku na
rok ciekawszych i dobrze redagowanych.
A w Przemyślu działa Instytut Poludniowo- Wschodni publikujący ciekawe studia
ukrainoznawcze.
Są już dawno wydane Dzieje Rzeszowa bogato opisujące dzieje grekokatolików
rzeszowskich /chociaż unikajac opisu powojennych losów zalesianskich parafian/.
Są wreszcie Dzieje Podkarpacia – bardzo ładnie nawiązujące do wspólnej historii.
Pozdrawiam - dziekuję Ksiedzu Piotrowi za bardzo ciekawą i
świeżutką "deklarację intencji" Grekokatolików. jak Ksiądz zauważył zapewne w
Przemyslu na ten temat nie pogada sie za dużo :-(
-
Chciałbym jeszcze zwrócić uawgę na ciekawe wspomnienia Pana Ministra Spraw
Zagranicznych A.D.Rotfelda wspominającego swe ocalenie /jako dziecka
żydowskiego/ w greckokatolickim klasztorze studytów /daję co ciekawsze
fragmenty/:
polityka.onet.pl/162,1215979,1,0,2491-2005-07,artykul.html
Było to późną jesienią, najprawdopodobniej w początkach grudnia 1941 r. Władze
zakonu studytów – jest to greckokatolicki odłam zakonu bazylianów, którego
adwokatem mój ojciec był przed wojną – zaproponowały, aby dla ratowania życia
przewieźć dzieci w wieku szkolnym z naszej rodziny do klasztoru w Uniowie. Jest
to podkarpacka wioska położona w pięknej okolicy, w odległości 7 km od
Przemyślan. Kilku chłopców, starszych ode mnie, wysłano więc do Uniowa, z
którego wrócili po tygodniu. Myślę dziś, że dzieciom z zamożnej rodziny było
trudno pogodzić się z surowymi warunkami życia klasztornego. Mnich, który
przywiózł chłopców, przed pożegnaniem, stojąc już w drzwiach, zwrócił się do
mego ojca (ten moment dokładnie pamiętam, bo wielokrotnie do niego wracałem w
myślach) z pytaniem: „Panie Doktorze, a może Pan oddałby swego syna pod naszą
opiekę”. Miałem wtedy 3 i pół roku. Zorientowałem się, że wszyscy patrzą na
mnie wyczekująco. Wstałem. Nagle cała rodzina w popłochu zaczęła mnie ubierać,
ściskać, całować. Wyprowadzili mnie na podwórze, gdzie czekał zaprzężony wóz.
Był to ostatni moment, kiedy widziałem swoich rodziców.
Zimą 1942 r., w czasie świąt Bożego Narodzenia, dyrektor jednej z wiejskich
szkół zaproponował, aby moi rodzice na pewien czas zostali u niego w stodole.
Ktoś zauważył, że nauczyciel nosi do stodoły jedzenie. Doniósł o tym
ukraińskiej policji, która rodziców aresztowała i przewiozła do Przemyślan. Tam
zostali straceni. Moja o 11 lat starsza siostra jako jedyna z rodziny dotrwała
w lesie do końca wojny. Przeżyła w koszuli nocnej, używanej jako jedyna
sukienka. Po wejściu Rosjan, w wieku 16 lat, podjęła pracę w fabryce spirytusu
w Przemyślanach. Uczyła się zaocznie. Przed wojną ukończyła tylko szkołę
podstawową. Zdobyła zawód chemika. Nie była osobą zaradną, ale bardzo dzielnie
stawiała czoła przeciwnościom losu. Miała bardzo ciepły i ufny stosunek do
ludzi i świata. Jedyne, co udało się jej odzyskać z kilku domów naszej rodziny,
które obrabowali ukraińscy sąsiedzi, to pamiątkowy kielich, jeden talerz i
albumy ze zbiorem przypadkowych rodzinnych fotografii jednego z wujków. W ten
sposób trafiły do moich rąk – wśród licznych fotografii osób nieznanych – dwie
najcenniejsze odbitki: zdjęcia moich rodziców.
Do klasztoru w Uniowie trafiłem jako Adaś, chociaż po urodzeniu – jak świadczą
o tym zapisy w metryce – miałem nadane dwa imiona: Adam Daniel. Rodzice w domu
nazywali mnie Adaś. Po roku pobytu w klasztorze zostałem ochrzczony. Mnich,
który opiekował się dziećmi w sierocińcu, miał na imię Daniel. Myślę, że to
zdecydowało, że ochrzczono mnie tym drugim imieniem. Od tego czasu używałem w
szkole, w domu i w kontaktach towarzyskich imienia Daniel. Z tych, nazwijmy to
historycznych, względów jestem formalnie dwojga imion. Tak zdecydowałem, choć
generalnie uważam tę formę za pretensjonalną. Tyle w sprawie imienia. Nieco
bardziej złożona była sprawa z nazwiskiem. W klasztorze ukrywałem się pod
zmienionym nazwiskiem, które w tłumaczeniu na język polski i ukraiński
nawiązywało do prawdziwego. Otrzymałem nazwisko Czerwiński. Używałem go w
szkole do czasu, kiedy siostra powiedziała mi w kilka lat po wojnie, jakie jest
moje prawdziwe nazwisko. Po krótkim namyśle zdecydowałem się, że należy
powrócić do prawdziwego.
W sierocińcu w klasztorze były różne dzieci – głównie ukraińskie i jedno
polskie. Trzech chłopców było z rodzin żydowskich. Trafili tam w wyniku decyzji
metropolity Kościoła greckokatolickiego Andrzeja Szeptyckiego, który wezwał
wszystkie podlegające mu klasztory, aby wśród ukraińskich i polskich sierot
ukrywały również dzieci żydowskie. W wyniku tej akcji uratowano życie blisko
150 dziewcząt (klasztory żeńskie) i chłopców (klasztory męskie). Ihumenem,
czyli przeorem, a później archimandrytą zakonu studytów był brat metropolity
Szeptyckiego, Klemens. Był moim spowiednikiem. Człowiekiem wielkiego serca i
rozumu. Pamiętam takie zdarzenie. Byłem – ze względu na okoliczności – nad wiek
poważny i głęboko wierzący. Przyjmowałem wówczas jako rzecz oczywistą i
naturalną, że nic nie dzieje się bez woli Pana Boga. Z lekcji religii
wiedziałem, że „nawet włos nie spadnie człowiekowi z głowy bez woli Pana Boga”.
Nie mogłem pogodzić się, po prostu nie rozumiałem, jak to się dzieje i dlaczego
Bóg pozwala na to, co widziałem na własne oczy – masowe mordy, zabójstwa,
bestialstwo, powszechne prześladowania niewinnych ludzi, którzy byli traktowani
gorzej niż zwierzęta
Latem 1944 r. Armia Radziecka – po walkach z Niemcami i banderowcami – zajęła
tereny dzisiejszej Ukrainy Zachodniej. W listopadzie umarł metropolita Andrzej
Szeptycki. Pamiętam całonocne czuwanie, panichidę i wielodniową żałobę. Wkrótce
potem władze aresztowały archimandrytę Klemensa.
Przez dłuższy czas – co dwa tygodnie – nosiłem do więzienia paczki, które
przygotowywały siostry zakonne z klasztoru w Jaktorowie. Topione masło, miód,
orzechy, suszone owoce. Pewnego dnia powiedziano mi, że archimandrytę
przeniesiono do innego więzienia. Wszyscy uważali, ja też tak myślałem, że to
kłamstwo, że Klemens Szeptycki został zamordowany albo zmarł w więzieniu. W
latach 90., kiedy byłem dyrektorem Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem
w Sztokholmie (SIPRI), już po upadku Związku Radzieckiego, przy okazji
prowadzonych przez Szwedów poszukiwań śladów i wiadomości o losie Raula
Wallenberga, dowiedziałem się, że Klemens Szeptycki był więziony razem z
Wallenbergiem. Zmarł w początkach lat 50. w więzieniu we Władimirze.
Pozdrawiam w nowym tygodniu
-
Witam z nowym tygodniem
Szkoda Piotrze, ze przesylka nie dotarla:( Zaraz zabieram sie do prob
doprowadzenia zrodel do formy nadajacej sie do wysylki.
Aby nie zostawic Drogich Forumowiczow bez jakiejkolwiek lektury znow posluze sie
cytatami:) Co prawda chcialem dzis poruszyc jeszcze problemy polonizacji, ale
chyba przy zabawie z plikami zejdzie troszke czasu.
"Aby powrót żywego nazewnictwa historycznego był możliwy, wśród elit
administracji musiałoby zaistnieć przekonanie, że dewastacja nazewnictwa (by
posłużyć się terminem nawiązującym do „ekologii środowiska kulturowego”) jest
czymś nagannym i godnym potępienia, tak jak i cała idea tzw. „repolonizacji”
wschodniej Białostocczyzny będąca jej teoretyczną podstawą. Takie przekonanie
skutkowałoby otwarciem na wszelkie możliwości przywrócenia nazewnictwa
prawidłowego. Powstałaby w ten sposób sytuacja, która jednocześnie „umożliwia
porozumienie i sprawia, że jest ono zbędne”. Obecnie mamy do czynienia z
sytuacją odwrotną: porozumienie jest konieczne, ale jednocześnie niemożliwe"
Zanim zabiore sie do lektury tekstu z "Polityki" (przyznam ze nic nie wiedzialem
o roli Metropolity Szeptyckiego w ratowaniu dzieci) chcialbym jeszcze zapytac
czy na Podkarpaciu rowniez wielu wrogow "ruskosci" rekrutuje sie z ludzi ktorych
rodzina stala sie "prawdziwymi Polakami" stosunkowo niedawno?
Tymczasem koncze i zabieram sie do prob:)
Pozdrawiam
R.
-
Skoro mialem cos dzis napisac nt. procesu polonizacji Rusinow a zajalem sie
przygotowywaniem materialu do wysylki metoda "kopiuj wklej" to podepre sie
chociaz malym cytatem z najnowszego NBiN
"W tym samym czasie jeden z moich kuzynów, noszący nazwisko dziadka (zakończone
na -uk), został zapytany przez nauczycielkę w szkole, czy jest Ukraińcem? Proszę
sobie wyobrazić, jaką burzę wywołało to zdarzenie w rodzinie mojego wujka, który
jest lokalnym działaczem jednej z katolickich partii"
free.ngo.pl/nadbuhom/Nr6_2004/18-List%201.htm
Jest troche i na temat polonizacji i na temat pozniejszych drog potomkow Rusinow.
Zycze milej lektury
R.
-
wolf_wwa napisał:
> "W tym samym czasie jeden z moich kuzynów, noszący nazwisko dziadka
(zakończone na -uk), został zapytany przez nauczycielkę w szkole, czy jest
Ukraińcem? Proszę sobie wyobrazić, jaką burzę wywołało to zdarzenie w rodzinie
mojego wujka, który jest lokalnym działaczem jednej z katolickich partii"
Tylko nie mów że owo nazwisko na konczące sie na uk - to Tokarczuk.
Mnie to nazwisko kojarzy sie akurat z byłym abp-kupem przemyskim - szarą
eminencją checy z Karmelem /co zresztą "kosztowalo go" przyspieszoną emeryturą
i pospiesznym robieniem miejsca tylko "ciut" lepszemu następcy abp-wi
Michalikowi / i zniszczenia cerkiewnej kopuły w Przemyślu oraz inicjatorem
szczucia spolonizowanych mieszkanców Ujkowic na prawoslawnych mnichów
pragnących sie osiedlić w tej miejscowości . :-)))
Musze sie zmusic zresztą do przestudiowania biorgrafii owego księdza - być może
jego postepowanie - to efekt syndromu "gorliwości neofity". Z tego co wiem
wywodzil sie z "kresów" skąd uciekal w obawie przed UPA i bolszewikami.
Pozdrawiam - dobrze,że przed spaniem tu zagladnąlem :-)
-
> Władze
> zakonu studytów – jest to greckokatolicki odłam zakonu bazylianów, któreg
> o
> adwokatem mój ojciec był przed wojną – zaproponowały, aby dla ratowania
> życia
> przewieźć dzieci w wieku szkolnym z naszej rodziny do klasztoru w Uniowie.
Sprawa udziału greckokatolickich struktur kościelnych, w szczególności braci
Szeptyckich, w ratowaniu Żydów ma już sporą literaturę.
Prof. Rotfeld jeszcze jako WICEminister SZ był jednym z uczestników obchodów
ku czci bł. Emiliana (Lublin, 17-18.II.2004), przemawiał na Majdanku. Bl.
Emilian był proboszczem gr.kat. w Przemyślanach, a z klasztorem uniowskim
ściśle współpracował duszpastersko jeszcze przed wojną. Odsiadywał tam też
kary pozbawienia wolności (za "nieprawomyślność").
Prof. Rotfeld bardzo ładnie mówi po ukraińsku, na początku swego wystąpienia
zadeklamował długi cytat z Szewczenki.
Tym niemniej studyci to nie jest żaden "greckokatolicki odłam zakonu
bazylianów" - to bazylianie są zakonem greckokatolickim (ściślej zakonami, bo
jest takich 5 gr.kat. i jeden chyba łaciński).
Studyci natomiast to nie "zakon", to po prostu zwyczajni mnisi, tacy, jak w
prawosławiu, tyle że tam nie ma innych form życia konsekrowanego poza
monastycyzmem, więc mnisi prawosławni nie muszą się odróżniać nazwą od innych
zakonników (bo tych innych nie ma).
-
Witam !
Chciałbym dowiedzieć się czegoś o siostrach zakonnych Służebniczkach. Czy jest
to zakon grekokatolicki ?
Pozdrawiam i z góry dziękuję za odpowiedź.
--
www.bircza.pl
forum.gazeta.pl/forum/71,1html?f=23313
-
Witam
Jakos niepostrzezenie weszlismy na temat monastycyzmu.
W oczekiwaniu na odpowiedz Diakona Piotra proponuje lekture tekstu dotyczacego
prawoslawnych osrodkow zakonnych na terenie I Rzeczypospolitej. Moge tylko
wyrazic nadzieje, ze nikt nie poczuje sie urazony tym cytatem. Staralem sie
wybrac tekst wywazony w swych pogladach na Unie. Jak wiecie spojrzenie
Prawoslawia na Unie czasem bywa nieprzychylne stad te male wtracenia w tekscie.
Po tym malym usprawiedliwieniu oddaje juz glos Annie Radziukiewicz:
"Korzenie monastycyzmu w Rzeczypospolitej tkwią w czasach Rusi Kijowskiej. Już w
1051 r. św. Antoni Pieczerski założył monaster w Kijowie, który dał początek
słynnej Ławrze Kijowsko-Pieczerskiej, będącej w XVI wieku głównym ośrodkiem
zakonnym Rzeczypospolitej. Wprowadzony przez św. Antoniego model anachorecki,
czyli pustelniczy, życia zakonnego został zamieniony przez jego następcę
Teodozego Pieczerskiergo regułą studycką, eksponującą oprócz modlitwy i ubóstwa
pracę na rzecz bliźnich poprzez prowadzenie szpitali, przytułków, ale również
bibliotek, drukarni i szkół, w których były nawet wychowywane dzieci książąt
litewsko - ruskich. W Kościele prawosławnym klasztory pozostają jednak zawsze
przede wszystkim centrami duchowymi, w których sprawowana jest nieustannie
modlitwa, przyciągającymi tysiące pielgrzymów. Druga połowa XV w. zaowocowała
powstaniem wielu centrów zakonnych w Rzeczypospolitej. Po upadku Cesarstwa
Bizantyjskiego w połowie XV w, a także w wyniku zagrożenia ze strony Turcji
południowym ziemiom Wielkiego Księstwa Litewskiego, wielu mnichów z byłego
Cesarstwa, Bałkan, Kijowszczyzny i Bracławszczyzny szukało schronienia na
północy, dając początek monasterom na ziemiach białoruskich, Wołyniu i Podlasiu.
Moźnowładcy litewsko - ruscy chętnie fundowali prawosławne klasztory. Z tego
właśnie okresu pochodzi m.in. monaster Zaśnięcia
Bogarodzicy w Supraślu, który w XVI w. stał się najbardziej znaczącym ośrodkiem
monastycznym w Wielkim Księstwie Litewskim.
W Wielkim Księstwie Litewskim i na ziemiach ruskich Rzeczypospolitej monastycyzm
wschodni był niezwykle rozwinięty Historyk prof. Antoni Mironowicz podważa,
lansowaną często w środowiskach rzymskokatolickich, tezę o całkowitym upadku
życia monastycznego w drugiej połowie XVI w. w Rzeczypospolitej i wprowadzeniu
unii brzeskiej jako remedium na ten upadek. Badacz, wyliczając główne ośrodki
zakonne, mówi o czterdziestu na ziemiach, które dziś stanowią Białoruś, około
sześćdziesięciu na Wołyniu i tyluż samo na Halicczyźnie i Lwowszczyźnie, o
dwunastu na Chełmszczyżnie. Druga połowa XVI w. przynosi kolejnych kilkadziesiąt
fundacji. W wielu miejscowościach było po kilka, a nawet kilkanaście monasterów,
na przykład w Połocku piętnaście, Wilnie siedem, Kijowie około dwudziestu. A
wiele wspólnot - jeszcze w XVII w. - skupiało często powyżej stu mnichów."
Swoja droga chetnie dowiem sie czegos na temat zakonow grekokatolickich, wiec
polecam sie laskawej uwadze Diakona Piotra:)
Piotrze, pierwsza czesc przesylki wysle dzis okolo 21. Mam nadzieje, ze tym
razem obejdzie sie bez klopotow.
Pozdrawiam
R.
-
Witam serdecznie.
Cieszę się że wątek z Polityki stal sie powodem nowych rozważań.
Ksiądz Piotr ma oczywiście racje - nie wolno mieszać tego zakonu z Bazylianami.
Sam na ten temata mam niewielką wiedzę - ale od czego biblioteczka ;-). Oto w
tomie III "dziejów podkarpacia" znal;azłem ciekawe opracowanie Marka Mariusza
Tytko pt "Studyci, odrodzenie zakonu przez Metropoliitę Andrieja Szeptyckiego"
Jest tu też rys historyczny tego zakonu /biorącego nazwę od rzymskiego konsula
Studiosa - załozyciela pierwszego monasteru w konstantynopolu/- o rodowodzie
bizantyjskim - rok 463 ne.. No i wspomnienie św. Teodora Studyty - jednej z
najważniejszych postaci życia klasztornego , męczennnika za swe "poglądy na
temat ikon i etyki ,małżeńskiej cesarzy cierpial trzykrotnie
wygnanie,więzienie i obrażenia cielesne." Był jednym z najswietniejszych
ikonodułów - ikonofilów.
W II Rz-plitej studyci posiadali /1939 r./ 8 manastyrów z 300 zakonnikami.
W czsie II wojny "studyci zasłuzyli się w obronie Żydów". Dzieci i dorośli byli
ukrywani w klasztorze w Uniowie /w sumie 15 męzczyzn,kobiet i dzieci"Natomiast
w Jaktorowie u sióstr studytek w sierocincu ukrywano co najmniej 30
dziewczynek żydowskich, ktore przewiózl tam partiami po 6-7 dzieci w
cięzarówce Iwan hyrnyj. " ... "Metropolita ukrywal przed niemcami od 1942 roku
do wrzesnia 1944 na wzgórzu św. Jura ostatniego rabinaLwowa KurtaJ.Lewina.
rabin ów był przebrany za studyte. mowil płynnie po ukrainsku"
Od siebie tylko dodam że rabin ow wywodził sie z ... rzeszowskiego rodu
rabinackego :-)
Pozdrawiam ciesząc sie z mnożacych się wątków w naszej "studni tematów bez
dna..." ;-)
-
Witam serdecznie
Jak widac nigdy nie wiadomo dokad prowadza kolejne posty:) Teraz zaprowadzily
nas akurat do wspolnot monastycznych.
Szukalem roznych materialow na ten temat w posiadanej literaturze i wpadl mi w
rece tekst Bp. Maximosa. Jest to grecki punkt widzenia. Nie zbliza sie on do
naszych rozwazan, ale zdecydowalem sie zacytowac fragmenty poniewaz uderzajace w
tym tekscie jest calkowite zignorowanie ziem ruskich w rozdziale pt. Monastycyzm
prawoslawny dzisiaj.
Sa tam wymienione Rosja, Bulgaria, Rumunia, Serbia, a nie ma nawet wzmianki o
monasterach na terenie Bialorusi, Ukrainy czy Polski. Czyz nie jest to dziwne?
"Wraz z nawróceniem Słowian w IX i X w. monastycyzm przeniknął również do krajów
słowiańskich, gdzie bujnie rozwija się do dzisiaj pomimo komunistycznego ucisku.
Wielkie monastery w Rosji — Zagorsk (obecnie Sergiejew Posad), Pustelnia Optino
i Wałaam — kontynuują tradycję hezychastyczną. Spośród wielkich mnichów i ojców
duchowych, którzy ją krzewili, wystarczy wspomnieć św. Nila Sorskiego
(1433-1508), św. Serafima z Sarowa (1759-1833) oraz ojca Jana Kronsztadzkiego
(1829-1908), żonatego kapłana. Monastycyzm prężnie rozwija się dzisiaj w
Rumunii, Serbii, a nawet w Bułgarii"
W dalszej czesci tekstu sa juz tylko wypowiedzi na temat Swietej Gory Athos, dla
mnie jest to dziwne.
Ciesze sie, ze i tematyka monastyczna spotkala sie z zyczliwym przyjeciem i
odzewem - zawsze ciesze sie gdy moge poszerzyc swa wiedze:) a sprawach
zydowskich jestem kompletnym laikiem.
Pozdrawiam
R.
-
Witam - w następnych postach pociągnę temat studytów - chyba,że mnie ksiądz
Piotr ubiegnie ;-)
Dzisiaj natomiast wspomnę o swoim odkryciu - oto dorwałem zszywkę ... Monitora
polskiego z 1977 roku a tam... np zarządzenie ministra administracji,
gospodarki terenowej i ochrony środowiska M.Milcarka z 8.03.77 /monitor nr 6/ w
sprawie zmiany nazw niektórych miejscowości w woj.krosnienskim i..
"zmienia sie nazwy następujących miejscowości w województwie krosnieńskim :
1/ Rabe w gminie Baligród na Karolów,
2/Hłomcza w gminie Sanok na Swierczewo.
par,2 Zarządzenie wchodzi w życie z dniem 1 kwietnia 1977 r."
Koniec cytatu.
A wiec komuna pomyślała sobie aby uczcić rocznicę śmierci renegata zmianą nazw
miejscowości o typowo ukraińskim pochodzeniu.
Na szczęście te zmiany nie weszły w życie ale... ten sam minister "z dniem 9
sierpnia 1977 roku" wymyślił dalsze zmiany nazw w tym 65 miejscowości w
ówczesnym woj. Krośnieńskim i 50 miejscowości w woj. przemyskim !!!!
Monitor „Polski” nr 21.A
Precyzyjny urzędnik zaznaczył w owej zszywce monitorow,że "uchylono
zarządzeniem Ministra... z dniem 27.02.1981 /monitor nr 7/81 " zaznaczając że
utrzymano w mocy zmianę nazwy miejscowości "Mordownia, gmina Nisko'
na "Spokojna przysiółek"
A uchylone zmiany nazw dotyczyły owych Dołzyc, Muczne , Dwernik,
UluczStuposian, Hulskich,Smereka,Wolosatego i wielu innych miescowosci o typowo
ruskich nazwach.
Pomyśl Radku - Akcja Wisła nie zakończyła sie ani w 1947 roku , ani w 1950 ani
nawet w momencie wydania owych przepisów o zatarciu ksiąg wieczystych. Akcja
Wisła trwała aż do lat 70-tych.
Chociaż sądząc po przesłanych mi przez Ciebie dokumentach /serdecznie dziękuję
raz jeszcze!!!!/ trwa po dziś !!!
Tylko że teraz "demokratyczni" urzędnicy bronią sie przed przywróceniem
białoruskich nazw miejscowości innymi argumentami - a to że "leży to w
gestii" "organów samorządowych" a to innymi biurokratycznymi względami...
Do tematu mojego postu i owych zarządzeń jeszcze wrócę :-( no i po rozczytaniu
Twoich przesyłek
-
Masz racje Piotrze, ze do tej pory wielu ludzi "uwieraja" nazwy pochodzenia
ruskiego. Zreszta nie tylko nazwy.
Niestety wymazywanie ruskiego fragmentu historii ziem lezacych na wschodzie RP
trwa chyba do dzis. Dobrze wpisuje sie to w akcje udowadniania "odwiecznej
polskosci" tych ziem. Bardzo irytuje mnie przedstawianie Podlasia jako swojego
rodzaju "egzotyki". Widac to nawet we wszelkiego rodzaju "dodatkach
turystycznych" np. w Gazecie. Malo kto mowi skad sa tam Rusini, ze sa u siebie
i sa nierozerwalnie zwiazani z historia tej ziemi. W zamian serwuje sie bajki o
"odrobinie orientu w Polsce" czy wspomniana przed chwila egzotyke. Nie odbieram
widoku cerkwi wylaniajacej sie na zakrecie drogi do Mielnika jako czegos
dziwnego, raczej dziwne bylo by gdyby na tych ziemiach zabraklo cerkwi
zwienczonych wschodnimi krzyzami opartymi na polksiezycach (a jest to czesty
motyw na Podlasiu). Czesto widac to podejscie gdy jest mowa o historii
Drohiczyna, rzadko mozna tam spotkac wzmianki na temat przynaleznosci tego
miasta w okresie kiedy koronowany byl na krola Danylo.
Na dzis bede nie bede juz sie zalic i siadam do modernizacji komputera:)))
Serdecznie pozdrawiam
R.
P.S. Piotrze dzis sprobuje przeslac kolejna paczke przez konto "gazetowe" moje
konto niestety ma problemy z obsluga przesylek wiekszych niz 2-2,5 MB
-
> Na dzis bede nie bede juz sie zalic
Oczywiscie mialo byc "nie bede sie juz zalic.
-
mam pytanko do osoby kompetentnej: czy w cerkwi się klęczy? a jeżeli tak, to od
kiedy?
-
Na niedzielnej Liturgii (nabozenstwie) z reguly nie kleczy sie, aczkolwiek sa
wyjatki. Tak jest w cerkwi prawoslawnej, jak jest u grekokatolikow nie wiem.
-
Mam jeszcze prosbe o uscislenie pytania, poniewaz nie zrozumialem co znaczylo w
Twoim pytaniu "od kiedy"?
R.
-
Witam
W kilku ostatnich postach pisalismy troche na temat monastycyzmu, wczesniej (i
to duzo wczesniej, chociaz ostatnio Diakon Piotr wspomnial o blogoslawionym
Emilianie) dowiedzialem sie od Was o Swietych i Blogoslawionych grekokatolikach.
Przy innej okazji przedstawilismy sobie troche swietych ktorych raczej nie
powinno sie wspominac. Do tej pory wspominalem tylko o Swietych Meczennikach
Chelmskich i Podlaskich, a watro wspomniec o innych. Dzisiejszy post chcialbym
poswiecic sw Grzegorzowi Peradze. Nie jest to swiety pochodzacy z regionow o
ktorych rozmawiamy, ale przez pewna czesc swojego zycia mieszkal w Polsce i tu
poniosl meczenska smierc.
Mam nadzieje, ze zycie sw Grzegorza okaze sie dla Was inetresujace.
Na poczatek cytat z cerkiew.pl
"5 maja 1942 r. archimandrytę Grzegorza aresztowali Niemcy. Powody tego nie są
do końca jasne. Prawdopodobnie przyczyną była pomoc okazywana przez świętego
ludności żydowskiej i współpraca z polskim podziemiem. Przesłuchiwanego,
poniewieranego i bitego duchownego w połowie listopada przewieziono do obozu
koncentracyjnego w Oświęcimiu. Po osiemnastu dniach pobytu 6 grudnia 1942 r.
poniósł śmierć. Jej przyczyny do dziś nie są do końca wyjaśnione. Zgodnie z
przekazem naocznego świadka kapłan dobrowolnie zgłosił się na śmierć za innych
więźniów. Postawiono go boso na śniegu, szczuto psami, polano benzyną i
podpalono. Nie udało się ustalić co się stało z ciałem męczennika."
cerkiew.pl/swieci.php?id=526
"Archimandryta Grzegorz Peradze został zaliczony do grona świętych 19 grudnia
1995 r. na soborze Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego jako kapłan – męczennik.
Uroczystościom przewodniczył patriarcha Eliasz II. Kanonizację tę uznał Kościół
prawosławny w Polsce, wpisując jego imię do swych dyptychów. Stał się on tym
samym świętym obu bratnich Kościołów prawosławnych. Jego męczeństwo stanowi
jedną z najbardziej światłych kart historii współczesnego Prawosławia."
www.magazyn.ekumenizm.pl/article.php?story=20041206170515142&mode=print
Przed weekendem nie chcialem zaczynac niczego nowego. Moze ten post bedzie
wypowiedzia ktora polaczy i watki monastyczne i swietych?
Nie bylbym soba gdybym od czasu do czasu nie poruszyl spraw podlaskich, nie bede
nic cytowal, ani rozpisywal sie a tylko zalinkuje rysunek. Niby jest on
smieszny, ale...
A interpretacje pozostawiam dla Was:)
www.slonko.com.pl/images/rysunki/10.jpg
Zycze Wam udanego weekendu
Pozdrawiam
R.
-
Witam serdecznie !!!
Oj nazbierało sie teamtów:-)
Najpierw nazwy - otrzymałem od ciebie Radku cały plik zeskanowoanych dokumentów
świadczących że Związki polskich Białorusinów i intelektualistów walczą po
obecnre czasy o przywrócenie na podlasiu i bialostocZczyźnie o przywrócenie
historycznych, bialoruskich nazw miejscowości ktore w okresie powojennym
zostały "po cichu" wymazane i przepolszczone.
Szkoda,że to skany - więc trudno je przepisać i dać innym forumnowiczom do
wiadomości. A więc tam w pólnocno wschodniej Polsce mamy po jednej stronie
granicy - Bialoruś rządzoną przez despotę, a po drugiej stronie granicy -
biurokrację "demokratycznej" Polski która jak diabel święconej wody - boi się
przywrócenia "prawdy historycznej". W cytowanej przez skany pracy pisze też o
owych zarządzeniach bieszczadzkich i zmianach nazw, oraz skutecznym
przywróceniu po 4 latch tych historycznych nazw. Prostuję - zmianiy nazw w 1977
roku dotyczyły miejscowości od lubaczowszczyzny po gorlickie /Skwirtne na
Skwierzyn :-)/ Ale też i całego obszaru Bieszczad - w tym np Wołosatego na
Roztoki. Pisze sie tam bodaj że był to przejaw "gierkowskiego woluntaryzmu" -
otoz nie radku - te zmiany naz był to ciąg dalszy polityki - od Akcji
wisła, "dobrowolnych" wysiedleń do Zssr, jaworzna, przejmowania majątku,
kasacji ksiąg wieczystych i ubeckiej inwiligacji mniejszości ukraińskiej po
koniec lat osiemdziesiątych. To radku układało się w jeden łańcuszek :-)
Do tematu jeszcze wrócę.
A teraz temat mnisi - wynotowałem gdzieś taki ciekawy cytat na temat
galicyjskich unitów " Do chwili rozbiorów na terenie diecezji przemysko-
samborskiej było 9 klasztorów bazyliańskich i 3 żeńskie /wszytkie poza
granicami obecnej Polski. W wyniku reform józefińskich na przełomie XVIII i
XIX wikeku zredukowano liczbę parafii unickich. Pod koniec XIX wieku mimo
ponownego wzrostu ośrodków parafilanych, unicka diecezja przemyska mialas 685
parafii, 23 samodzielne wikariaty, ponad 800 kapłanów zajętych pracą
duszpasterską, 997 600 wiernych, 6 męskich klasztorów /Dobromil,
Drohobycz,Krechów, Krystynopol,Żólkiew, Ławrów i żenski w jaworowie. W 1934
roku wyłaczono z diecezji 9 dekanatów, na ogólną liczbę 54, tworząc
Apostolską Admimnistracje Łemkowszczyzny"
I jeszcze powracający temat świętych - dziekuję za linki. Myślę Radku że nie
powinno się mówić w dzisiejszych czasach o Swiętych "prawosławnych,
katolickich, unickich" itd Bo święty to po prostu święty. Ale boję sie że do
tej unifikacji jest jeszcze daleko :-)
Wspomina sie tam o Dzielnym Gruzinie - świętym archimandrycie Grzegorzu Peradze
i jego oświęcimskiej śmierci. Kolejna ciekawa Postać.
I śmierć podobna do św. Maksymilina Kolbego - przy czym ten ostatni ma też
zyciorycsie epizod żydowski - ale trochę mniej chwalebny - mialem swego czasu w
rękach zszywkę z lat trzydziestych "rycerza Niepokalanej' pisma ktorego
redaktorem naczelnym był właśnie Sw Kolbe . A w owych gazeta bardzo liczne
akcenty antyżydowskie - o konieczności walki handlu 'katolickiego-polskiego"
z "żydowskim", o szkodliwości Żydów itd.
Dobrze że owi zakonniccy /Prawosławny i katolicki/ "dali świadectwo" swego
człowieczeństwa i w przypadku Polaka 'swoistego odkupienia grzechów"
Pozdrawiam
Dziękuję za korespondencję i zyczenia. Nyślę że bęzie dobrze :-)
W każdym razie w przyszłym tygodniu działam tu aktywnie a potem ... "jak Bóg
pozwoli"
Miłego weekendu
-
Ze zdjęć pielgrzymkowych ze Świętej Góry Grabarki widać
pielgrzymów "prawosławnych" na klęczkach odbywających finał owej pielgrzymki.
Ale klękanie, tak jak organy w kosciele i ławki /z cała obyczajowością
klękania,siadania i wstawania w odpowiednich chwilach mszy/ to jednak
obyczajowość katolicka .
Ale zapraszam do wypowiedzi "specjalistów" ;-)
-
Na razie przekazuję zaproszenie...
______________________________________________________________________________
Archieparchia przemysko-warszawska Kościoła greckokatolickiego
Komisja polsko-ukraińskich związków kulturowych PAN w Lublinie
serdecznie zapraszają na sesję
Kościół greckokatolicki a jedność wielokulturowej Europy
która odbędzie się 1 marca 2005 r.
w Trybunale Koronnym w Lublinie, Rynek 1
początek o godz. 16.00
Program:
wprowadzenie
1. Unicka diecezja chełmska w latach 1815-1905 - Prof. Hanna Dylągowa (KUL)
2. Ukraińskie malarstwo ikonowe w perspektywie europejskiej religijno-
kulturowej „wymiany darów” - Ks. dr hab. Michał Janocha (UKSW)
przerwa
3. Metropolita Andrzej Szeptycki i rosyjscy grekokatolicy - Ks. dr Georgij
Avvakumov (UWU - Monachium)
4. Rola Cerkwi greckokatolickiej w budzeniu się i utrwalaniu tożsamości
narodowej i odrębności kulturowej Ukraińców - Prof. Michał Łesiów(KUL / UMCS)
5. Wystąpienie Wojewody Lubelskiego Pana Andrzeja Kurowskiego.
poczęstunek
Powyższa konferencja ma służyć refleksji nad treściami adhortacji apostolskiej
Papieża Jana Pawła II Ecclesia in Europa z 28 czerwca 2003 r., ukazującej owoce
Drugiego Zgromadzenia Specjalnego Synodu Biskupów poświeconego Europie, które
obradowało od 1 do 23 października 1999 r.
„Świadomy nieuniknionych trudności zachęcam wszystkich do uznania i docenienia
w duchu miłości i braterstwa wkładu, jaki mogą wnieść w konkretne budowanie
jedności katolickie Kościoły wschodnie przez samą swoją obecność, bogactwo
tradycji, świadectwo «jedności w różnorodności», inkulturację urzeczywistnianą
w głoszeniu Ewangelii, różnorodność obrzędów” Jan Paweł II, Ecclesia in Europa
(32)
--------------------------------------------------------------------------------
Proboszcz Parafii Greckokatolickiej w Lublinie ks.Stefan Batruch, Al.
Warszawska 71, 20-803 Lublin, tel./fax. 081 7469399, 0.603 762
946,s_batruch@poczta.onet.pl
-
klękanieIP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
ojcze diakonie! proszę się wypowiedzieć na temat klękania w cerkwi
greckokatolickiej. w przemyślu widziałam, jak część wienych stoi, a część
klęczy. natomiast we wrocławiu wszyscy sotją. od czego to zależy? z góry
dziękuję za odpowiedż. :)
-
Postawione przeze mnie pytanie jest zbyt skomplikowane?
-
Witam serdecznie Forumowiczow
Na pytanie o Liturgie w Cerkwi grekokatolickiej niestety nie jestem w stanie
odpowiedziec. Mozna wiec uznac, ze dla mnie odpowiedz na to pytanie jest za
trudna:) Niestety moja wiedza nt. grekokatolikow jest fragmentaryczna i zdobyta
jedynie dzieki uprzejmosci Forumowiczow. Jesli chodzi o Cerkiew prawoslawna to
rozwine troche swoja wczesniejsza wypowiedz. Mowiac o tym, ze podczas Liturgii
nie kleka sie mialem na mysli nabozenstwa niedzielne. W niedziele momentem gdy
wszyscy klecza jest akatyst ku czci Matki Bozej (w niektorych parafiach modlitwa
ta ma miejsce po niedzielnym nabozenstwie, w niektorych w niedzielny wieczor),
wowczas wszyscy klecza (z tym, ze nie podczas calego akatystu). Niedzielna
Liturgia jest wydarzeniem radosnym, z tego wlasnie wynika ze zwyczajowo w
Prawoslawiu w niedziele podczas modlitwy stoi sie. Temat ten byl poruszany w tym
watku przy okazji rozmowy o dzwonach i losach wywiezionych na wschod Ukrainy
mieszkancow. Na Grabarce podczas modlitwy ludzie klecza, niektorzy pielgrzymi
pokonuja nawet czesc drogi na kleczkach.
R.
-
Na chwile wroce jeszcze do spraw zwiazanych z nazewnictwem. Faktycznie Piotrze,
pierwsza czesc dokumentu, do strony 70-74, to skany dokumentow. Na szczescie
dalej jest juz zdecydowanie lepiej:) Z materialow tekstowych mozna smialo w
"Acrobacie" kopiowac i wklejac na forum. Na pewno ulatwi to podzielenie sie
fragmentami ciekawych tekstow z Forumowiczami i dzieki temu bedzie okazja troche
na ten temat porozmawiac. Czesc tekstow to fragmenty tych zeskanowanych
materialow i komentarze do nich, poczynione przez Autora. A wydaje mi sie ze
jest to temat stosunkowo malo eksploatowany i moze z tego powstac kilka
ciekawych postow:)
Piotrze, podejme dzis probe przeslania reszty zrodel, juz za pomoca konta
"gazetowego". Mysle, ze wszystko bedzie dobrze.
Na zachete zacytuje kolejny fragment tej pracy:
"Jeżeli jest sprzeczność dwóch racji , to wiadomo, kto powinien ustąpić. Od
początku świata ustępował ...słabszy. Przecież nieładnie tak się kłócić! MSWiA
nie chce rozstrzygać, tylko "obserwuje bezstronnie". Jakiś "zwycięzca" z tego
się wyłonić musi. MSWiA uważa, że nie jest jego rolą wskazywać go, ingerować w
przebieg "walki", a tylko uznawać jej wynik: kto spadnie z ringu bez życia, ten
widocznie nie miał racji - dla MSWiA sprawa jest prosta."
Serdecznie pozdrawiam z nowym tygodniem
R.
-
Pytanie o zwyczaje cerkiewne jest bardzo ciekawe i sam zainteresowany jestem
odpowiedzią ale...
Jako kiepski bo kiepski ale katolik obserwuję różne zachowania w kościołach
katolickich /w tym owe klękania itd./
Bo na przykład po „podniesieniu” „ofiarowaniu” czyli owej części mszy gdy
wierni klęczą a ksiądz podnosi do góry hostię i kielich /przy słowach
chrystusowych „oto ciało moje” „oto krew moja” / po kończących ten obrzęd
dźwiękach dzwonków lub gongu – w jednych kościołach wierni wstają do "postawy
stojącej" a w innych siadają w ławkach. Wtedy też czasami dochodzi do
niezręcznych sytuacji – gdy np. w kościele są „goście” spoza parafii . Zdarza
się że w całym „siedzącym" kościele stoi w ławkach kilka osób rozglądając się
ze zdziwieniem wokół siebie na zasadzie „stać mimo wszystko czy siąść jak inni”.
Podobnie zresztą jak w trakcie owego podniesienia – jedni „wierni – słuchacze”
wpatrują się w sytuację na ołtarzu a inni pochylają głęboko głowy i markują
ręką coś w rodzaju pokornego „bicia w piersi”.
Z tego co wiem wiele tych zachowań uzależnionych jest od zwyczajów
specyficznych jest dla danych parafii – jako swoisty obyczaj wprowadzony przez
miejscowych proboszczy czy nawet "szeregowych" księzy.
Teraz słyszę że w diecezji warszawskiej oficjalnie już dopuszczone
przyjmowanie komunii „na rękę” /jak myślę ze względu na coraz liczniejszych
przybyszy z zagranicy gdzie zwyczaj ten wprowadzono już od dawna/– co jak
widzę – tu w mocno konserwatywnej Galicji – raczej się nie przyjmie.
Inny taki odmienny zwyczaj to sposób przyjmowania komunii św. – w wielu
kościołach odbywa się to już na stojąco , w formie kolejnego podchodzenia do
księdza stojącego przed ołtarzem /na wzór mszy „papieskich”– ale też widzę
utrzymujący się zwyczaj klękania wzdłuż progu prezbiterium czy coraz bardziej
zanikających „balasek” – a owe klekanie przybiera wyraz swoistej demonstracji
przywiązania do tradycji.
A tak w ogóle Radku to gorąco namawiam na odwiedzenie kilku mszy kościelnych
np. w kilku różnych naprawdę pięknych kościołach w centrum W-wy - dla samej
może nawet obserwacji „socjologicznej” – chociażby ze względu na zaobserwowanie
zachowania wiernych.
Owo pytanie Weronitschki stanowi dobry wstęp dla rozwinięcia kiedyś tematu
obyczajów liturgicznych Kościoła unickiego /ja – zaznaczam – jestem w tym
temacie „zielony”/
Pozdrawiam i zachęcam nie tylko do stawiania pytań na ktore np Ks.Piotr z
pewnością odpowie - chociaż np dzisiaj ma zapowiadaną sesję naukową o
grekokatolikach - ale tez Weronitschko do stawiania wątków ;-)
-
No i jeszcze jeden temat ;
Na Podkarpaciu są przebłyski odradzania się „ikonopisania” – oto opowiadano mi
ostatnio o kilku „jednoosobowych ośrodkach ikonopisania” – w podrzeszowskiej
Boguchwale takim malowaniem trudni się pochodząca z Francji malarka – jej
prace, w tym bardzo ciekawe i „uduchowione” Madonny-Umilenie i św. Mikołaje
prezentowane są w tyczyńskim GOK-u.
Co dziwne – opowiadano mi że nie chce Ona sprzedawać swych prac – gdyż twierdzi
że Święty Obraz można darować ale nie żeby sprzedawać.....
Inna malarka – z pochodzenia Rosjanka /absolwentka bodaj moskiewskiej Akademii
Sztuk Pięknych– „przymężona” do podrzeszowskiej Kolbuszowej maluje piękne
ikony , matrioszki /owe mocno kolorowe baby wkładane jedna w drugą/ i z ruska
zdobione drewniane „pisanki”.
No i jeszcze tworzący w bieszczadzkiej Hoczwi – Pan Pękalski – chociaż o jego
ikonach /malowanych m.in. na starych wrotach, drewnianych korytach /sic!!!!/,
korzeniach czy nadpalonych deskach/ coś teraz ciszej.
No i jeszcze warsztaty konserwatorskie – w Przemyślu, Łańcucie i Sanoku gdzie w
miarę posiadanej kasy – odnawia się stare ikony. O jakości tych prac świadczy
m.in. piękny pawilon ikon w sanockim skansenie i niezwykłej urody ikonostas w
przemyskiej katedrze grekokatolickiej .
A nzwy miejscowości - musisz wiedzieć radku że na Podkarpaciu cały szereg
miejscowiości utrzymalo tradycyjne nazwy ukraińskie / np Deszno - Doszno,
Wróblik - Woroblik, Czystogarb-Czistohorb/. chociaż w zncznej częsci
spoloniozowane. W 1977 zamierzano i tak spolonizowane nazwy zamienic na "czysto
polskie:. Z drugiej strony na Nadodrzu i Mazurach, Pomorzu zachodnim i Sydetach
repolonizowano niemieckie nazwy miejscowosci - ale to juz temat na inną
dyskusję.
Jeśli zas - o podeslany mi uprzejmie material o Bialostoczczyźnie - trzeba go
będzie wykorzystać niezaleznie od formy przesyłki :-) - ale przecież cały rok
przed nami :-)
Pozdrawiam serdecznie
-
Witam
Skoro poruszyles Piotrze temat pisania ikon wtrace rowniez swoje trzy grosze;)
Na chwileczke zapraszam Forumowiczow do Bielska, do Bielskiej Szkoly
Ikonograficznej, a wlasciwie do przyszkolnej cerkwi.
W zalinkowanym artykule mozna zobaczyc fotografie z wnetrza swiatyni i podziwiac
wspolczesne ikony.
www.pporthodoxia.com.pl/artykul.php?id=263
Do poczytania moge polecic ciekawa stronke dotyczaca ikon
www.ikony.angelus.prv.pl/
"Chyba każdy z nas widział w swoim życiu zdjęcia z mrocznych, oświetlonych
jedynie świecami wnętrz cerkwi z wiernymi zapalającymi je i kłaniającymi się
przed ikonami i całującymi je. Ikony rzeczywiście są stworzone do tego by
oświetlać je właśnie światłem świec. Świeca, jej płomień symbolizuje wzniesienie
duszy do Boga. Pokłony mogą się wydawać czymś "niedzisiejszym"
"Każda kreska i każdy kolor użyty w ikonie są podporządkowane tajemnicy, o
której obraz ma opowiedzieć."
Ciekawie jest tam opisana symbolika kolorow, znaczenie ikony, oraz to czemu
ikony wygladaja tak, a nie inaczej.
Wracajac do Twojego poprzedniego postu to zaciekawila mnie kwestia zwyczajow w
Kosciele katolickim. Dla mnie caly rytual klekania, siadania, wstawania jest
czyms bardzo oniesmielajacym. Widze, ze z tym problemem spotykaja sie rowniez
praktykujacy katolicy, ktorzy znalezli sie w innej swiatyni. Zawsze kiedy jestem
w kosciele (a zyjac wsrod ludzi takie sytuacje zdarzaja sie) staram sie stanac
gdzies na koncu, wlasnie po to zeby nie czuc sie niezrecznie z powodu swej
niewiedzy. Mam wtedy wrazenie ze moje zachowanie jest "nie na miejscu", a kiedy
stoje z tylu wowczas odchodzi klopot z niewiedza kiedy usiasc, a kiedy wstac.
Wlasciwie moj dzisiejszy post mial dotyczyc zupelnie innych spraw, ale jako ze
Twoje dzisiejsze posty mialy pozytywny charakter nie chcialem psuc nastroju.
Pewnie do zaplanowanych na dzis tematow wroce jutro.
Jest jeszcze dlugi temat nazewnictwa, ale pewnie bedziemy jeszcze wracac do
niego nie raz.
Pozdrawiam
R.
-
Oto radku i ja przezywam takie onieśmielenie wchodząc do "czynnej" cerkwi.
Bo jako katolik mam w zwyczaju wchodżac do kościola przykleknąć, przeżegnać
się...
A przecież wchiodząc do cerkwi wypada najpierw ucałować nogi Ukrzyzowanego,
ktorego krucifiks umieszczony jest przy wejsciu /podobnie jak w starszych
kosciołach/, potem trzeba udać sie do prostoła i ucałować "aktualną"
Ikonę /widywałem nawet wyłozonę sciereczkę do przecierania, a czasem i udać się
do Ikony swego patrona by sie pokłonić a nawet ucałować ramę.
No i podobny rytuał po zakończeniu nabożeństwa .
W najbliższym czasie postaram się przesłać Ci pocztą taka scenę sfotografowaną
przeze mnie w bazyliańskiej cerkwi w Drohobyczy .
A w nabożenstwach cerkiewnych - zawsze muszę dobrze nasłuchiwać by np zdązyć z
licznymi /zazwyczaj trzykrotnymi/ przeżegnywaniami sie /no i przynajmniej
wymruczeniem owego "Hospodi pomyłuj"/.
Pozdrawiam serdecznie.
Z linkami zapoznam sie pewno jutro .
-
Witam
W cerkwiach prawoslawnych tez nie jest tak, ze w kazdej sa dokladnie takie same
tradycje. Gdy ide do cerkwi to zazwyczaj najpierw zegnam sie trzykrotnie a
nastepnie skladam gleboki poklon, "az do ziemi". A pozniej, jak piszesz jest
czas na ucalowanie ikony. Gdy swiatynie opuszczam zegnam sie tylko raz.
Z tego co wiem taki rytual jest zwiazany z obrzadkiem bizantyjsko-slowianskim.
Podobnie zachowuja sie w cerkwi ludzie przyjezdzajacy z Bialorusi. Podejrzewam,
ze moga byc roznice na poludniu Polski, ale tu juz powinien sie wypowiedziec
ktos czesto bywajacy, lub mieszkajacyw tych okolicach. Z lektury moglem sie
dowiedziec ze zwyczaje prawoslawnych Lemkow roznia sie od znanych mi osobiscie.
Swoja droga ciekaw jestem jak to wyglada u Serbow, czy Grekow? Niestety moja
wiedza o Prawoslawiu jest ograniczona terytorialnie;)
Za chwileczke kolejny post z cytatami, o innej juz tematyce.
R.
-
Przy okazji pomaranczowej rewolucji mozna bylo sie przekonac, ze zmienia sie
obraz Ukrainca w oczach Polakow. Na pewno po czesci tak jest, natomiast
srodowiska "kresowe" w dalszym ciagu posluguja sie nieciekawa retoryka. W sieci
mozna znalezc strone pod tytulem Mysl Polska. W zakladce Kresy mozna znalezc
wiele ciekawych wypowiedzi. Na tyle ciekawych ze postanowilem sie nimi podzielic:)
Na poczatek kilka cytatow z rozmowy z p. Niewinskim:
"Kandydaci na prezydenta Ukrainy zabiegają o głosy nacjonalistów. Stany
Zjednoczone i Unia Europejska kokietują ich, widząc w nich jedyną siłę zdolną
oderwać Ukrainę od Rosji. Proces ten trwa od początku powstania niepodległego
państwa ukraińskiego. Nasila się eskalacja akcentów antypolskich w środowiskach
ounowskich. Wszystko to źle wróży przyszłości!"
"Tymczasem historia mówi nam, że stepy Ukrainy, pozostające w granicach I
Rzeczypospolitej, były bardzo słabo zaludnione i periodycznie pustoszone przez
najazdy mongolskie. Rzeczpospolita broniła tych ziem i je cywilizowała. Były one
masowo zasiedlane przez polską szlachtę i chłopów (szczególnie z terenów
Mazowsza). Rzeczpospolita była państwem demokratycznym, w którym każdy mógł żyć
zgodnie ze swoją wiarą, obyczajem i językiem. Polonizowanie następowało w sposób
naturalny, przez kontakt z wyższą kulturą europejską, której krzewicielami na
tych terenach byli Polacy."
www.myslpolska.icenter.pl/index.php?menu=kresy&nr=2004110721086
Bardzo zastanawiajacy jest fragmment mowiacy o zyciu zgodnie ze swa wiara,
obyczajem i jezykiem. Chyba jednak roznie z tym bywalo...
Autor tej wypowiedzi nie oszczedzil nawet Kosciola piszac:
"Rzecz znamienna, że Jan Paweł II wyniósł na ołtarze 28 ukraińskich ofiar reżimu
stalinowskiego, ale nie wyniósł do chwały ołtarzy ani jednego z ponad stu księży
rzymskokatolickich, którzy męczeńską śmiercią zginęli z rąk banderowców. O
wyniesienie na ołtarze tych polskich męczenników nigdy nie upomnieli się biskupi
polscy."
Ten fragment napawa mnie niesmakiem. Takich interesujacych wypowiedzi mozna
znalezc wiecej pod ponizszym adresem
www.myslpolska.icenter.pl/index.php?menu=kresy&parStrona=1
Aby nie konczyc postu pesymistycznie przekaze jeszcze informacje ktora podala
"Panorama" - ambasador Rosji przekazal w darze dla Jana Pawla II ikone i
zyczenia powrotu do zdrowia.
Informacje te przekazuje rowniez Onet:
"Dziś także odwiedzili papieża ambasadorowie Rosji, Bułgarii, Serbii i
Czarnogóry, Rumunii, Cypru i Grecji. Przekazali mu ikonę Matki Boskiej.
Ambasador Bułgarii Władimir Gradew wyraził nadzieję, że patrząc na ten obraz Jan
Paweł II będzie pamiętał, że prawosławne narody wschodniej Europy modlą się za
jego zdrowie."
Pozdrawiam
R.
P.S. Czy przesylka dotarla?
-
Witam radku - bardzo ale to bardzo dziekuje za linki o ikonach . Bardzo
ciekawe !!!
Mysle jak wykorzystać twoje przesyłki ??? Może zapowiadana przerwa w laczności
da mi natchnienie :-(
A twoja refleksja o wizytach w kosciele i cerkwi - bardzo ciekawa i aż "sie
prosi" więcej w tym stylu. Twoje ostanie posty postaram sie rozczytac w
ramach "przerwy sniadaniowej" w pracy i wtedy coś dopowiem.
A teraz ciekawy wycinek opowiadający o "prof. E.Prusie" - postaci kilkarotnie
tu wspominanej :
Dzisiaj Radku na Onecie okazał się ciekawy artykuł autorstwa Elizy Michalik i
Piotra Lisiewicza – opisujący w ciekawy sposób postać znanego „ukrainożercy” –
osoby która nawet jako „rzeczoznawca” pokazała się w cytowanym tu kiedyś wyroku
sądowym na temat kombatanctwa Polaków uczestniczących w istribitielnych
batalionach
kiosk.onet.pl/1217824,1,5,720,druk.html
kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1217824&KAT=720
Z NKWD do Radia Maryja
Kim są najwierniejsi pretorianie ojca Rydzyka?
Prof. Edward Prus ze stowarzyszenia Nasza Przyszłość – Polska znany jest z
publikacji na temat rzezi Polaków dokonywanych przez Ukraińców. Prus to
człowiek o dwóch życiorysach. W PRL zapewniał, że w latach 40. walczył z
Ukraińcami w szeregach wywiadu NKWD i w sowieckich „istriebitielnych
batalionach”, zwanych szwadronami śmierci.
Po 1989 roku dowodził, że bił UPA, będąc członkiem Szarych Szeregów. Pytany o
konkretne walki wskazywał miejsca, gdzie Szare Szeregi nigdy nie działały.
Dziś prezentuje się w swych książkach jako obrońca Polaków. W PRL walczył także
w imię komunizmu. Bohaterami książki Prusa „Pannacjonalizm” są „antykomuniści i
neofaszyści dążący uparcie do obalenia socjalizmu i do restauracji kapitalizmu
w tych krajach, w których przemiany rewolucyjne ugruntowały się na trwałe”.
W książce „Herosi spod znaku tryzuba” z 1985 roku Prus jako dowód na to, że
nacjonalizm ukraiński to wciąż aktualne zagrożenie, cytuje rzecznika
Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Katowicach, który poinformował o
zatrzymaniu będącej na usługach CIA obywatelki ukraińskiej, która przemyciła do
Polski materiały oraz instrukcje propagandowe przeznaczone do „organizowania
działalności nacjonalistycznej na terenie Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki
Radzieckiej i Polski”.
W 1984 roku Prus opublikował tekst „Polityka jako zjawisko społeczne”, w którym
pisał: „Marksizm wykazał, że walka klasowa jest napędową rozwoju społeczeństwa
podzielonego na antagonistyczne klasy. Walka klasowa prowadzi do zastąpienia
starego ustroju nowym ustrojem społecznym. (...) Walka polityczna, kończąca się
rewolucją socjalistyczną i ustanowieniem dyktatury proletariatu, stanowi
decydujący warunek wyzwolenia klasy robotniczej od wyzysku”.
Prusowi wielokrotnie stawiano publicznie zarzut współpracy ze służbami
specjalnymi, któremu ten zaprzeczał. W głębokim PRL jako jeden z nielicznych
miał dostęp do sowieckich archiwów.
Agentem KGB nazwał Prusa prof. Bohdan Osadczuk, politolog, zwolennik zbliżenia
polsko-ukraińskiego. Zarzucił Prusowi, że ten wykorzystywane w swoich pracach
dokumenty otrzymywał od pracowników KGB wydelegowanych do niszczenia Kościoła
greckokatolickiego.
Z kolei poseł Mirosław Czech, przedstawiciel mniejszości ukraińskiej w Polsce,
nie ma wątpliwości, że Prus musiał być konsultantem SB – w 1985 roku napisał
dla niej obszerną ekspertyzę o mniejszości ukraińskiej.”
Pozwolisz Radku, że nie będę tu prowadził wywodów na temat oceny owego
profesora :-)
-
No i przepraszam za małe "r" w Twoim imieniu na poczatku postu.
A i spostrzegłem że mój post o Prusie wpisał sie ładnie do Twojego postu z
cytami z "za przeproszenie" :-) "Myśli polskiej" / czy raczej bezmysli
polskiej:-(
Pozdrawiam raz jeszcze
-
Mam tę książkę w domowej biblioteczce, jak i drugą: Artur Bata - "Bieszczady w
ogniu". Kupiłem je w młodości, nie znając jeszcze tych nazwisk. Już wtedy
czytając te "dzieła" kiełowało we mnie podejrzenie, że coś tu nie gra :-)
Sądzę, że poglądy głoszone przez profesora Prusa są marginesem, "produktem
niszowym" i tak należy traktować zarówno jego, jak i jego "klientelę".
--
www.bircza.pl
forum.gazeta.pl/forum/71,1html?f=23313
-
darino napisał:
> Mam tę książkę w domowej biblioteczce, jak i drugą: Artur Bata - "Bieszczady
w
> ogniu". Kupiłem je w młodości, nie znając jeszcze tych nazwisk. Już wtedy
> czytając te "dzieła" kiełowało we mnie podejrzenie, że coś tu nie gra :-)
> Sądzę, że poglądy głoszone przez profesora Prusa są marginesem, "produktem
> niszowym" i tak należy traktować zarówno jego, jak i jego "klientelę".
Otoz chyba nie - nawał śmieci tegoż "autora" w księgarniach południowo
wschodniej Polski świadczy o jego "pokupności". Wiadomo - rynek księgarski
bierze to na co jest popyt. Chyba że prace tego "prof" dawane są w komis :-)
Z licznymi prackami prusa spotykalem sie w kilku znacznych ksiegarniach
Rzeszowa , Jaroslawia, Sanoka, Przemysla
A klientela - jak widac wszechpolska, e"lpr"owska i radiomaryjna.
Jak bys tak zagladnośc np do bibliteczki "jaroszowej" radiomaryjnej "szkoły
wyższej" w takim np Jaroslawiu to bys sie Darino zdziwił :-(
Pozdrawiam
-
Witam w czwartkowy wieczor (pozny)
Do wczorajszych postow dorzuce jeszcze garsc przemyslen. Czytelnik kupujacy
ksiazki tego typu to na pewno z jednej strony "klient niszowy" z drugiej jednak
nieodosobniony.
Podejrzewam ze sa to ludzie z podobna mentalnoscia jak osobnicy piszacy na forum
Bialystok, ze kpt. Rajs "Bury" slusznie zabil prawoslawnych furmanow poniewaz na
pewno byli to komunisci. Daje sie zauwazyc, ze dla tych ludzi istnieje pewien
stereotyp. Jak Ukrainiec to na pewno "banderowiec", a jak prawoslawni z Podlasia
to komunisci.
Ciekawe tylko, ze ci wybitni mysliciele nie zauwazyli ze mamy juz XXI wiek.
Dla poprawienia nastroju po smutnych przemysleniach zachecam do odwiedzenia
ponizszych linkow.
"Południowo - wschodnia część obecnego województwa podlaskiego, mieszcząca się w
granicach dawnego województwa białostockiego, a obejmująca m. in. obszar
północnej części Podlasia historycznego, na mapie dziedzictwa kulturowego Polski
zajmuje ważne miejsce. Znaczenie tego skrawka Polski wynika także z faktu, że
jest on w pewnym stopniu spadkobiercą Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Jest
namiastką dawnych kresów, gdzie współżyły różne narody i współistniały różne
kultury i religie. Jednym z materialnych świadectw tej różnorodności są
świątynie. Podróżując po tej części Polski napotykamy nie tylko kościoły i
cerkwie, ale także nieliczne meczety i, często już o nieczytelnej pierwotnej
funkcji synagogi. Te ostatnie przypominają nam, że to bogactwo wielu kultur
jeszcze nie tak dawno było znacznie większe. Przypominają nam też, że wartości
wytworzone przez naszych przodków i przodków naszych pobratymców, wymagają
ciągłej, szerokiej aktywności w celu ich zachowania dla przyszłych pokoleń. Ich
byt jest bardziej kruchy, niż nam się wydaje. Do zniszczenia, często pracy wielu
pokoleń, nie trzeba pożogi wojennej. Wystarczy mała iskierka, a ogień w ciągu
kilku chwil strawi wszystko bezpowrotnie. Tak stało się z drewnianym kościołem
na Woli Justowskiej w Krakowie, czy też cerkwią na Świętej Górze Grabarce.
Architektura cerkiewna w tym regionie jest jednym ze świadectw materialnej
aktywności religijnej ludności ruskiej. Mówi też dużo o złożonej historii tych
ziem. Znajdują się tutaj cerkwie o pochodzeniu unickim, jak i powstałe już jako
prawosławne. Bez względu jednak na czas ich powstania i ocenę walorów
architektonicznych, wszystkie one zasługują na naszą uwagę. Cerkwie wzbogacają
nie tylko krajobraz kulturowy kraju i są świadectwem historii, ale także
przyczyniają się do zachowania szeroko pojętej różnorodności, która staje się
istotną wartością w obecnej dobie, której jedną z głównych cech jest dążenie do
unifikacji."
www.slonko.com.pl/historia_13.php
www.slonko.com.pl/cerkwie_foto01.html
Piotrze z przyjemnoscia obejrze wzmiankowane przez Ciebie zdjecie wykonane w
cerkwi bazylianskiej. Ciekaw jestem roznic i podobienstw w stosunku do tego co
znam z autopsji.
Do tej pory nie mialem okazji odwiedzic cerkwi grekokatolickiej. W Warszawie
jest jedna, ale nigdy tam nawet nie zajrzalem. Moze kiedys...
Pozdrawiam
R.
-
Z arcyciekawych pozycji mozna jeszcze wspomniec dzielo pt. "Atamania UPA";)
A wiesz Piotrze, ze skorzystam z Twojego pomyslu zacytowania fragmentow tekstu o
zmianach nazw na forum Bialystok, mam zamiar zrobic to jutro. Ciekaw jestem reakcji.
R.
-
Witam. Nie wspominalbym o tym Prusie gdy nie ciekawe opisy postaci zwiazanych z
wiadomym radiem /zwłaszcza że teraz wszyscu ujeżdzją na nim jak na łysej
szkapie ;-)
"naukawych pracek" owego "naukowca" nie czytałem - no może fragmenty
pojawiające sie na internecie i pobieżne kartkowanie w ksiegarniach.
Ale teraz drobny odskok :
Ciekawe cytaty na temat relacji polsko-ukraińskich znalazłem w pracy Franza
Forstera "Twierdza Przemyśl
"Helena Deutsch, znana psychoanalityk i uczennica Zygmunta Freuda, pochodząca z
Przemyśla, pisze w swojej autobiografii o stosunkach panujących pomiędzy
Polakami a Rusinami :”Przemyśl z powodu położenia strategicznego znajdował się
w centrum wojny domowej miedzy Polakami a Ukraińcami. W okresie panowania
austriackiego obie te grupy całymi latami prowadziły miedzy sobą prywatną
wojnę, nie zawsze przy pomocy oręża”.
Jakimi środkami posługiwano się w tej walce narodowościowej, ilustruje
sprawozdanie rusińskiego polityka i naukowca dr Iwana Franko, ubiegającego się
w 1895 roku o miejsce w parlamencie i mającego za rywala Pawła Tyszkowskiego.
Agitatorzy prowadzący kampanie wyborcza polskiego właściciela ziemskiego
próbowali przy pomocy alkoholu i terroru przekonywać tych wyborców, którzy
według ich opinii zamierzali oddawać głos na Franko. W prowadzeniu agitacji
wyborczej przeszkadzała Franko nie tylko prywatna gwardia pan Tyszkowskiego.
Także organa władzy, zdominowanej przez Polaków, demonstrowały bardzo wyraźnie
swoja sympatie. Odezwy Franko zrywane były przez żandarmów, aresztowano kilku
jego aktywistów, rozwiązywano wiece wyborcze bądź całkowicie uniemozliwiano ich
przeprowadzenie, jak np. ten w Przemyślu o którym Franko tak wspomina : „ Mimo
ulewnego deszczu do Przemyśla przybyło ok. 1000 chłopów i w ostaniej chwili
z powodu zagrożenia cholerą starosta zakazał zgromadzenia. Oczywiście była
to „cholera politica”, jedna z wielu bardzo znanych chorób w Galicji, o której
wybuch dbano tylko wtedy, kiedy chodziło o uniemożliwienie przeprowadzenia
niepożądanego zgromadzenia masowego”
Przy tak wielu przeciwnościach nie budziła zdziwienia oczywista przegrana przez
Franko walka wyborcza. Usatysfakcjonować mogła go wiadomość zawarta w gazetach,
informująca o kosztach kampanii wyborczej pana Tyszkowskiego w wysokości 8-10
tys. guldenów"
Ciekaw jestem Radku czy przesyłka dotarła.
Miłego weekendu - cóz dla mnie dość stresującego ale ... będzie
dobrze /dziekuję za życzenia w postach a mail :-)
-
Gość portalu: weronitshka napisał(a):
> ojcze diakonie! proszę się wypowiedzieć na temat klękania w cerkwi
> greckokatolickiej. w przemyślu widziałam, jak część wienych stoi, a część
> klęczy. natomiast we wrocławiu wszyscy sotją. od czego to zależy?
Wspomniane różnice wynikać mogą z miejscowego zwyczaju. Zasadniczo na
Boskiej Liturgii klęczeć się nie powinno, ale jeśli wierni świeccy w nawie
mają takie życzenie (czy przyzwyczajenie), mogą klęknąć. Nie wolno klękać
duchownym i posługującym w sanktuarium (prezbiterium), a wszystkim w czasie
wielkanocnym.
Postawę klęczącą spotkać możemy wśród wiernych zasadniczo w dwóch momentach:
podczas anafory (od Pieśni Serafinów do epiklezy mniej więcej) i przed Komunią
(od "Bądźmy uważni..." do "Z bojaźnią Bożą..."). Nie dam za to głowy, bo u nas
w Lublinie klękały i klękają tylko jednostki, z reguły przyjezdni.
> z góry
> dziękuję za odpowiedż. :)
Nie ma za co. :-)
Pozdrawiam serdecznie!
-
Gość portalu: weronitshka napisał(a):
> Postawione przeze mnie pytanie jest zbyt skomplikowane?
Nie, tylko po prostu nie miałem czasu na odpowiedź, właśnie w związku z
konferencją naszego duchowieństwa w Lublinie, w ramach której odbyła się
m.in. sesja w Trybunale i wyjazd do Łucka, gdzie mogliśmy obcować
(nie oddzieleni szybą!) z Chełmską Ikoną Bogurodzicy!
-
Witam
Serdecznie dziekuje Piotrze za przesylke:)
Zdjecia zapisalem i zaraz bede cieszyl nimi oczy. Bardzo piekna ta drewniana
cerkiew, a jesli chodzi o wnetrze to oczywiscie pierwsze co rzucilo mi sie w
oczy to lawki. Jest to naturalne uzupelnienie do naszych rozmow o zwyczajach.
Interesujacy jest Twoj ostatni post. Nie stawia on w dobrym swietle strony
polskiej. Ciekawe jest, ze ta relacja pochodzi od strony niezaangazowanej, co
powoduje, ze nikt nie zarzuci jej ukrainskiego punktu widzenia.
W zwiazku z nadchodzaca przerwa w dyskusji nie bede sie rozpisywac, ciag dalszy
(mam nadzieje) nastapi;)
Zycze Piotrze wszystkiego dobrego
R.
-
piotrzr napisał:
> Oto radku i ja przezywam takie onieśmielenie wchodząc do "czynnej" cerkwi.
> Bo jako katolik mam w zwyczaju wchodżac do kościola przykleknąć, przeżegnać
> się...
Jam też katolik i zwyczaje mam nieco inne. ;-)
A poważnie: w świątyniach wyznań tak sobie bliskich jak najbardziej wypada
chyba zachowywać się po prostu jak we własnej, niekoniecznie udając kogoś, kim
się nie jest. Prawosławny czy grekokatolik wchodząc do kościoła czyni znak
krzyża (swój!) i kłania się, wcale nie musi przyklękać. Chyba, że kieruje się
zasadą mimikry...
> potem trzeba udać sie do prostoła i ucałować "aktualną"
> Ikonę /widywałem nawet wyłozonę sciereczkę do przecierania,
Ikona do całowania w cerkwi gr.kat. spoczywa na tetrapodionie ("tetrapodzie"),
czyli z grecka "czwórnogu", a NIE na ołtarzu ("prEstole"). Ładnie by to
wyglądało, gdyby każdy wchodzący do cerkwi wierny pchał się za ikonostas do
ikony leżącej na ołtarzu...
> W najbliższym czasie postaram się przesłać Ci pocztą taka scenę
> sfotografowaną
> przeze mnie w bazyliańskiej cerkwi w Drohobyczy .
Przepraszam, że się czepiam jak zwykle, ale Drohobycz jest rodzaju męskiego...
> A w nabożenstwach cerkiewnych - zawsze muszę dobrze nasłuchiwać by np zdązyć
> z
> licznymi /zazwyczaj trzykrotnymi/ przeżegnywaniami sie /no i przynajmniej
> wymruczeniem owego "Hospodi pomyłuj"/.
To z braku praktyki. Trzeba częściej chodzić do cerkwi! ;-)
Przodkowie się ucieszą... ;-)
> Pozdrawiam serdecznie.
Ja również!
-
Witam serdecznie i mam dwie wieści.
Po pierwsze, 2 marca razem z innymi duchownymi naszej eparchii pojechałem
na Wołyń. Nawiedziwszy starodawną katedrę we Włodzimierzu Wołyńskim, udaliśmy
się do Łucka, by zwiedzić Muzeum Ikony Wołyńskiej, którego największym skarbem
jest oryginał Chełmskiej Ikony Bogurodzicy (datacja ca XI w.). Trudno opisać
przeżycie duchowe towaryszące modlitewnej kontemplacji tej cudownej Ikony -
to trzeba przeżyć. Wzruszenie ogromne, szkoda wychodzić z pomieszczenia.
Może znajdę parę chwil, by opisać obszerniej dzieje i stan obecny Ikony - wtedy
opublikuję ów opis i tutaj.
Po drugie, w autobusie siedziałem przez większość czasu z rzeszowskim
proboszczem ks. majorem (niedawno awansował) doktorem M. Mychajłyszynem,
któremu wspomniałem o tutejszym wątku. Ks. Mychajłyszyn upoważnił mnie do
przekazania pozdrowień wszystkim Dyskutantom, a także zapowiedział, że
będzie przesyłał wiadomości o grekokatolikach w Rzeszowie na mój adres celem
publikacji na tym forum.
Pozdrawiam więc serdecznie w imieniu własnym i Księdza Majora!
-
Kilka dni temu przeglądałem jedną z wydanych ostatnio "Historii Dubiecka" -
ukazało się chyba trzy różne książki !
Znalazłem tam krótką informację o proklamowaniu w Dubiecku w 1937 roku (chyba w
Zielone Świątki) strajku rolnego. Miał on polegać na wstrzymaniu się od pracy w
folwarkach i wstrzymaniu dostaw żywności do miast. Strajk został brutalnie
spacyfikowany przez policję po dwóch tygodniach. Ślady tego wydarzenia (lub
powstania leskiego) można znaleźć również w ostatnio wydanych pamiętnikach
przemyskich Żydów - jedna z relacji opisuje koncentrację w Birczy
zmotoryzowanych oddziałow polskiej armii lub policji przed pacyfikacjami.
--
www.bircza.pl
forum.gazeta.pl/forum/71,1html?f=23313
-
Слава Ісусу Христу!
Ostatnimi dniami rzadko udzielam sie na forum, pewnie zmieni sie to w przyszlym
tygodniu.
W zwiazku z lektura ostatnich wypowiedzi (i odpowiedzi:) mam do Ojca pytanie. Z
postow wynika, ze podczas Liturgii w cerkwi grekokatolickiej wierni stoja. Jak
pisalem, nie bylem nigdy w cerkwi grekokatolickiej, ale sadzilem, ze tak wlasnie
jest. Mam natomiast jedno pytanie. Ostatnio ogladalem zdjecia wnetrza swiatyni
na Ukrainie i zauwazylem lawki ustawione podobnie jak w kosciolach katolickich.
Czy oznacza to, ze podczas Liturgii wierni siedza? Chetnie dowiedzialbym sie czy
podobnie jest na Wolyniu.
Jesli czas Ksiedzu pozwoli to z przyjemnoscia przeczytam wrazenia z podrozy
Bardzo mile byly przekazane pozdrowienia, jak i zyczliwe zainteresowanie tym
watkiem.
Pozdrawiam
R.
P.S. Dziekuje Darino za uzupelnienie watku leskiego i oczywiscie prosze o jeszcze:)
-
Witam . Minie jeszcze troche czasu nim wróce do dyskusji(może po świetach).
Cieszczę się z pozdrowień od Księdza Majora-Doktora:). Teraz już wiem skąd się
bierze jego wytrwałość w walce o powrót grekokatolicyzmu na podkarpacie:)
Dzisiaj korzystam z "Życzliwej rączki" pośrednika przypisaniu postu. Po
świętach albo z początkiem kwietnia wróce tu na trwałe ;) . Pozdrawiam
Radka ,Księdza Piotra.Z niecierpliwością czekam na relację z życia
Grekokatolickiej parafii w Rzeszowie.Pozdrawiam Piotr
-
Piotrze, zycze wszystkiego dobrego.
Z niecierpliwoscia czekam na wznowienie dyskusji. Na razie bede tu zagladal od
czasu do czasu i gdy ktos cos napisze to podtrzymam watek. A po Twoim powrocie,
mam nadzieje, rozmowy znow rusza z wczesniejsza energia:)
Serdecznie pozdrawiam
R.
-
wolf_wwa napisał:
> Слава Ісусу Х
> ристу!
Slawa nawiky!
> Ostatnimi dniami rzadko udzielam sie na forum, pewnie zmieni sie to w
przyszlym
> tygodniu.
> W zwiazku z lektura ostatnich wypowiedzi (i odpowiedzi:) mam do Ojca pytanie.
Z
> postow wynika, ze podczas Liturgii w cerkwi grekokatolickiej wierni stoja.
A przynajmniej powinni. ;-)
> Jak
> pisalem, nie bylem nigdy w cerkwi grekokatolickiej, ale sadzilem, ze tak
wlasni
> e
> jest.
Praktyka bywa różna w różnych krajach, diecezjach, parafiach.
Mam natomiast jedno pytanie. Ostatnio ogladalem zdjecia wnetrza swiatyni
> na Ukrainie i zauwazylem lawki ustawione podobnie jak w kosciolach
katolickich.
...i cerkwiach prawosławnych w Grecji na przykład. Albo w Ameryce.
Mała uwaga terminologiczna: cerkiew greckokatolicka jest świątynią katolicką
w stopniu nie mniejszym, niż kościół rzymskokatolicki. Po prostu "katolicyzm"
NIE RÓWNA SIĘ "latynizm".
> Czy oznacza to, ze podczas Liturgii wierni siedza? Chetnie dowiedzialbym sie
cz
> y
> podobnie jest na Wolyniu.
O Wołyniu trudno mi cokolwiek rzec, natomiast kwestię postawy podczas
Liturgii opiszę oddzielnie, kiedy będę miał pod ręką pewną książeczkę.
Tu (w pracy) jej nie mam. Proszę o jakiś (2 dni minimum) czas na zwłokę.
> Jesli czas Ksiedzu pozwoli to z przyjemnoscia przeczytam wrazenia z podrozy
Będzie oddzielny wątek, dość jednak krótki.
> Bardzo mile byly przekazane pozdrowienia, jak i zyczliwe zainteresowanie tym
> watkiem.
Mnie też jest tu bardzo milo. Najprzyjemniejszy watek na calym forum. A
atmosfere tworza dyskutanci przeciez - wiec serdecznie za nia dziekuje.
> Pozdrawiam
> R.
Pozdrawiam również,
diakon Piotr
-
2 marca 2005 wycieczka duchowieństwa greckokatolickiej Archidiecezji
Przemysko-Warszawskiej odwiedziła starodawną katedrę we Włodzimierzu
Wołyńskim i Muzeum Ikony Wołyńskiej w Łucku, gdzie przechowywany jest
oryginał Chełmskiej Ikony (przybliżone datowanie - XI w.; w Polsce nie
ma porównywalnego zabytku).
Mieliśmy dużo szczęścia - Ikona będzie niezadługo oddana do ponownej, tym
razem chyba ostatecznej konserwacji. Przywrócona zostanie część zakrytych
dziś partii wizerunku: oko Matki Bożej i koniec Jej nosa, zwój w ręce Jezusa,
większe partie złotego, oryginalnego tła itd. Nie jest już pokazywana
zwiedzającym - bo już wyjęto ją z gabloty (specjalna niemiecka gablota
utrzymująca stałą temperaturę, wilgotność itp.). Ikona stała zatem na
stojaku w kącie przeznaczonego dla niej pomieszczenia. Można było podejść
bardzo blisko (dotykać oczywiście nikt się nie ważył, ale fizycznie można
Było to wielkie przeżycie duchowe, dogłębne i wzruszające. Zaśpiewaliśmy
"Pod Twoju myłost'" i modliliśmy się w ciszy. Niestety, żadne słowa nie
oddadzą intensywności i głębi tych chwil.
Nie chciało się wychodzić z tej sali...
Oprowadzająca nas po Muzeum pani dyrektor (?) zauważyła, że za pośrednictwem
Ikony nadal dzieją się cuda. Jednym z nich było wyjątkowo łatwe i szybkie
zdobycie środków finansowych na budowę siedziby Muzeum (jest to byc może
jedyne muzeum na Ukrainie, które mieści się we własnym, specjalnie na ten
cel zbudowanym budynku - a nie w budowli zaadaptowanej). Innym - fakt, że
w tej muzealnej salce ramię w ramię modlą się duchowni zwalczających
się wyznań - trzech odłamów prawosławia, ale także i inni (choćby greko- i
rzymskokatolicy). Zresztą ludzie prości też tam zachodzą się pomodlić i
twierdzą, że ich modlitwy są wysłuchiwane.
Nawiązując do postawionego wcześniej na chełmskim forum internetowym
pytania o ewentualny powrót Ikony do
Chełma: odpowiedź krótka brzmi "nie", bo żadne państwo nie odda zabytku
z XI w. (pomijam już fakt, że Ikona jest wschodnia, a świątynia na Górze
znajduje się w posiadaniu katolików rzymskich). Ale warto być może
wykorzystać fakt znajdowania się Ikony w Łucku dla budowania duchowego mostu
między oboma miastami i, w konsekwencji, między oboma narodami...
Nb. teraz można wykonywać bardzo dokładne kopie - jest oryginał! Jedną
taką kopię nasza Archidiecezja podarowała do kościoła w Drohiczynie -
koronacyjnym grodzie Króla Daniela.
-
Wysyłam po raz drugi, bo nie wiedzieć czemu za pierwszym razem tekst
się nie ukazał.
diakon Piotr
2 marca 2005 wycieczka duchowieństwa greckokatolickiej Archidiecezji
Przemysko-Warszawskiej odwiedziła starodawną katedrę we Włodzimierzu
Wołyńskim i Muzeum Ikony Wołyńskiej w Łucku, gdzie przechowywany jest
oryginał Chełmskiej Ikony (przybliżone datowanie - XI w.; w Polsce nie
ma porównywalnego zabytku).
Mieliśmy dużo szczęścia - Ikona będzie niezadługo oddana do ponownej, tym
razem chyba ostatecznej konserwacji. Przywrócona zostanie część zakrytych
dziś partii wizerunku: oko Matki Bożej i koniec Jej nosa, zwój w ręce Jezusa,
większe partie złotego, oryginalnego tła itd. Nie jest już pokazywana
zwiedzającym - bo już wyjęto ją z gabloty (specjalna niemiecka gablota
utrzymująca stałą temperaturę, wilgotność itp.). Ikona stała zatem na
stojaku w kącie przeznaczonego dla niej pomieszczenia. Można było podejść
bardzo blisko (dotykać oczywiście nikt się nie ważył, ale fizycznie można
Było to wielkie przeżycie duchowe, dogłębne i wzruszające. Zaśpiewaliśmy
"Pod Twoju myłost'" i modliliśmy się w ciszy. Niestety, żadne słowa nie
oddadzą intensywności i głębi tych chwil.
Nie chciało się wychodzić z tej sali...
Oprowadzająca nas po Muzeum pani dyrektor (?) zauważyła, że za pośrednictwem
Ikony nadal dzieją się cuda. Jednym z nich było wyjątkowo łatwe i szybkie
zdobycie środków finansowych na budowę siedziby Muzeum (jest to byc może
jedyne muzeum na Ukrainie, które mieści się we własnym, specjalnie na ten
cel zbudowanym budynku - a nie w budowli zaadaptowanej). Innym - fakt, że
w tej muzealnej salce ramię w ramię modlą się duchowni zwalczających
się wyznań - trzech odłamów prawosławia, ale także i inni (choćby greko- i
rzymskokatolicy). Zresztą ludzie prości też tam zachodzą się pomodlić i
twierdzą, że ich modlitwy są wysłuchiwane.
Nawiązując do postawionego wcześniej na chełmskim forum internetowym
pytania o ewentualny powrót Ikony do
Chełma: odpowiedź krótka brzmi "nie", bo żadne państwo nie odda zabytku
z XI w. (pomijam już fakt, że Ikona jest wschodnia, a świątynia na Górze
znajduje się w posiadaniu katolików rzymskich). Ale warto być może
wykorzystać fakt znajdowania się Ikony w Łucku dla budowania duchowego mostu
między oboma miastami i, w konsekwencji, między oboma narodami...
Nb. teraz można wykonywać bardzo dokładne kopie - jest oryginał! Jedną
taką kopię nasza Archidiecezja podarowała do kościoła w Drohiczynie -
koronacyjnym grodzie Króla Daniela.
-
Witam po dłuższej nieobecności szanownych dyskutantów.
Widzę, że dyskusja zachacza czasem o tematy podlaskie, głównie za twoją sprawą
Wolfie. Tematem "na czasie" jest teraz u nas na Podlasiu wprowadzanie
dwujęzycznych nazw a także przywracanie niekiedy nazw historycznych - czyli
niespolonizowanych /np Trostianka zamiast Trześcianka itp/. Katalizatorem
dyskusji na temat nazw i języków pomocniczych stało się uchwalenie ustawy o
mniejszosciach. Na forum Gazety Białystok ukazały się odpowiednie tematy /
chyba Wolfie uczestniczysz ?/ i dyskusja rozgorzała ponownie, jak przy okazji
każdego tematu mniejszościowego poruszanego na forum Białystok. Okazuje się, że
jak zwykle wrogami mniejszości są w większości osoby pochodzące z mniejszości a
także Polacy, nie za bardzo zorientowani w temacie, ale na wszelki
wypadek "antyruscy". Choć są i tacy którzy bronią praw mniejszości, rozumiejąc
chyba, że jest to świadectwem normalności. Dyskusja na forum a także wypowiedzi
działaczy mniejszościowych, głównie białoruskich oraz wójtów gmin uważanych za
białoruskie pokazuje jak powierzchowna jest na Podlasiu świadomość białoruska.
Mimo ok 46 tys deklaracji białoruskości w ostatnim spisie powszechnym
mieszkańcy i samorządowcy nie przejawiają specjalnego zainteresowania walką o w
końcu swoje narodowe interesy czyli nadanie językowi statusu urzędowego i
wprowadzenie nazw białoruskich obok polskich na znakach. Argumentacja jest tu
różna. Samorządowcy bronią się brakiem środków na wprowadzanie zmian i
cynicznie, moim zdaniem odkładają decyzję na później, kiedy to mieszkańcy
zadecydują w konsultacjach społecznych czy chcą aby ich miejscowość miała
dodatkową nazwę po białorusku pisaną cyrylicą. Wójtowie skłądająć takie
deklaracje są oczywiście spokojni - wiedzą na 100 % że większość ludności nie
wyrazi chęci "afiszowania" się białoruskością. Więc w tym przypadku mogą
pozwolić sobie na demokrację- konsultacje społeczne. Działacze białoruscy
przedstawiają sprawę inaczej - ludzie nie zechcą nazw i języka w urzędach bo są
zastrzaszeni przez większość. Dodam, że Litwini z tego samego Podlasia już nie
czują się zastrzaszeni i planują wkrótce nazwy litewskie we wszystkich swoich
wsiach. Gdzieś w tej dyskusji pojawia się jeszcze trzeci głos - głos Ukraińców
Podlasia, zwracających wciąż uwagę na to, że może z tą białoruskością nie do
końca wszystko jest tak jak trzeba, może niektóre nazwy mają ukraińskie
brzmienie i pisanie ich po białorusku zmieni ich brzminie, może białorskość
częsci Białorusinów nie do końca jest prawdą. Oczywiście głos Ukraińców jest tu
najmniej ważny- w końcu za takich uznało się tylko 1400 osób, ale w sytuacji
gdy istnieje dostęp do mediów, nasze organizacje, zespoły, i dosyć duża grupa
ludzi którzy jednak uznają ukraińskie argumenty za słuszne także ten głos staje
się słyszalny. Niektórzy z wójtów używają nawet "ukraińskiego" argumentu aby
nie wprowadzać nazw białoruskich w swoich gminach. Oczywiście robią to tylko po
to aby nie zajmować się problemem a nie z sympatii do Ukraińców, ale i to
świadczy w jakimś stopniu o sile naszych argumentów. Ostatnio na łamach
miesięcznika białoruskiego Czasopis rozpoczęła się nawet dyskusja o nadaniu
wyższego statusu gwarom podlaskim poprzez propagowanie ich w mediach
białoruskich i pewną formę kodyfikacji tego języka - coś podobnie jak z gwarami
u Łemków. I tu niespodzianka - działacze i dziennikarze białoruscy w końcu
przyznali, że gwary południa Białostocczyzny, między Bugiem i Narwią, są
rzeczywiście ukraińskie. Oczywiście wg nich o niczym to nie świadczy, bo ludzie
tak tam kochają białoruskość że i ojczysta mowa tego nie zmieni, ale jest to
jakaś zmiana w stanowisku do tej pory opisującym Ukraińców na Podlasiu jako
zdrajców Białoruskości za dolary z Kanady od tamtejszych Ukraińców, i o zgrozo
grekokatolików, lub grupę stworzoną przez polski wywiad do zniszczenia jakże
silnej mniejszczości białoruskiej. Chyba jednak tak naprawdę zrozumieli, że
białoruskośc na Podlasiu nie jest tak silna i że trzeba coś z tym robić by nie
zanikła wogóle. Drogą do tego ma być powstanie grupy Biąłorusinów
ukraińskojęzycznych na Podlasiu i południu Białorusi. A analogia - no niby
Szwajcarzy czterojęzyczni. Zobaczymy co dalej z tego będzie. Kolejny już numer
Czasopisu potwierdza, że chyba ukrainojęzyczni Białorusini Podlasia wzięli
sobie tę teorię do serca. Zresztą sami zobaczcie -
kamunikat.net.iig.pl/www/czasopisy/czasopis/index.htm
Myślę, że w kilku miejscowościach w gminach ukrainojęzycznych zostaną
wprowadzone nazwy białoruskie. Na pewno w żadnej gminie białoruskojęzycznej coś
takiego nie przejdzie. Ale może przynajmniej w tych paru miejscowościach zapis
białoruskimi literami zachowa nazwę gwarową czyli ukraińską. Zresztą sami
Białorusini zaczęli coś takiego postulować, rozumiejąc, że nawet ludzie
nazywający się Białorusinami w kontakcie z prawdziwą białoruskością zaczynają
rozumieć, że coś tu nie gra. Ot takie podlasie paradoksy.
PS. Wolfie - przeczytałem parę postów wyżej, że bliska ci jest ukraińskość i
biłoruskość na POdlasiu, a ja pewnie się z tobą nie zgodzę. Myśl, że nie masz
racji uważajacmnie za neofitę Ukraińca a co za tym idzie osobę z klapkami na
uszach. W swojej drodze do ukraińskości spotkałem się siłą rzeczy z argumentami
obu stron. Musiałem to wszystko przetrawić aby wyciągnąć jakieś wnioski. I na
pewno nie uważam, że na Podlasiu mieszkają sami ogłupieni białorusko-
komunistyczną propagandą Rusini-Ukraińcy. Fakt istnienia Białorusinów jest tu
dla mnie oczywisty. Potrafię nawet zrozumieć ludzi z obszarów
ukraińskojezycznych, którzy także przyjęli orientację białoruską. Wiązało się
to z wieloma sytuacjami - a to z niedoinformowaniem, a to stereotym a to wybór
mniejszego zła czy po prostu wiara w skutecznośc i prawdziwość wyboru.
Natomiast nie zgadzam argumentami że Ukraińcy na Podlasiu są po to by rozbijać
biąłoruskość lub że pasą się na ukraino - uniackich dolarach. Takie argumenty
pojawiają się wciąż w prasie białoruskiej - i tylko z nimi się nie zgadzam, jak
i ruch ukraiński na Podlasiu, a nie z faktem istnienia tu białoruskości.
free.ngo.pl/nadbuhom/ukrajinci_bilorusy/ukrajinci_bilorusy.htm Tę
autentyczną wspieram, interesuję się nią i wcielam w życie - mam wielu
znajomych Białorusinów etnicznych z którymi nie mam żadnych problemów
tożsamościowych. Te dotyczą tylko ukrainofonów zza Narwi. To nie nasza wina, zę
taka sytuacja panuje na Podlasiu. Odpowiadają za nią głównie siły nieprzychylne
tak Biąłorusinom jak Ukraińcom. NAtomiast od nas na pewno zależy by konflikt
sprowadzał się tylko do dyskusji a nie ruchów"poniżej pasa", bo te nie
służyłyby na pewno obu społecznościom. Zresztą chyba nie ma takiego zagrożenia -
widzą je głównie ci którzy widzieliby Polskę jako kraj monoetniczny i
monoreligijny. A to chyba nie możliwe w dzisiejszych czasach - czy to
siękomuśpodoba czy nie.
Pozdrawiam
-
Wpisałem się, ażeby nie szukać daleko wątku !
--
www.bircza.pl
-
Kwestia postawy wiernych na Boskiej Liturgii w Kościele
greckokatolickim nie jest czymś, co można w sposób łatwy i nieskomplikowany
wyłożyć. Praktyka różnych krajów, diecezji, parafii, środowisk, osób nawet –
bywa różna.
Mnie zawsze uczono – i tego się trzymam – że na Liturgii
zasadniczo się stoi, nie klęka się w ogóle, natomiast siedzieć można podczas
Lekcji (Apostoła) i kazania oraz ew. ogłoszeń (jeśli byłyby dłuższe), przy czym
z zastrzeżeniem, że w cerkwi ławek być nie powinno, a siedzenia są dla osób
starych i chorych.
Wystarczy atoli pojechać do cerkwi warszawskiej na przykład
(Miodowa 16), by być świadkiem innej praktyki – siadania na niektórych
przynajmniej ekteniach, klękania na anaforze i przed Komunią itp.
Zdaje się, że mniej więcej odwzorowuje się tam zasady zawarte w
niektórych modlitewnikach z diaspory zachodniej. Dla przykładu - cenny skądinąd
i dość ładnie wydany modlitewnik „Hospody, do Tebe woznoszu duszu moju”
(Melbourne 1991) kwestię postawy laików ujmuje tak: stojąca na początku, na
ektenii pokoju i antyfonie (-ach) siedząca, od hymnu „Jednorodzony” do nagłówka
perykopy apostolskiej stojąca, na Lekcji siedząca; na „Alleluja” wierni znów
stają, siadają na kazanie i powstają aż na Pieśń Cherubinów. Klękają na
anaforze przed Pieśnią Serafinów, powstają przed teotokionem. Siadają na
ektenię „Wszystkich świętych wspomniawszy...”, powstają na „Ojcze nasz”,
klękają przed podniesieniem Baranka, powstają na „Niech się napełnią wargi
nasze” (oczywiście, kto przystępuje do Komunii, siłą rzeczy musi wstać na
Komunię, ale modlitewnik zakłada chyba, że po przyjęciu Komunii wraca się do
postawy klęczącej) i tak do końca stoją.
W naszej cerkwi lubelskiej są skromniutkie ławki z historycznego
jej wyposażenia, łącznie może tam siedzieć z osiem osób (tego nie moglibyśmy
zmienić, cerkiew nasza jest obiektem muzealnym, w założeniu odtwarzającym stan
z lat trzydziestych XX w., stąd też np. okropne schody przy ołtarzu, zakazane
przez nasze przepisy liturgiczne i bardzo niewygodne dla celebransów), poza tym
są składane krzesła, których ilość można regulować według potrzeby. Zaś
praktyka co do postawy jest taka, że zasadniczo nikt nie klęka (czasem
jednostki, najczęściej chwilowi goście z Ukrainy), studenci i doktoranci
najczęściej stoją cały czas, emeryci siedzą (mniej więcej jak w opisywanym
modlitewniku – na ekteniach, Lekcji, kazaniu). Zdarza się, że nie tylko emeryci
tak postępują, co mnie osobiście razi – jak tu się modlić słowami „Hospody,
pomyłuj!” na siedząco? Staruszków można jeszcze usprawiedliwić kiepską
kondycją, ale osoby młode czy w średnim wieku – nie bardzo...
-
Tak się jakoś zbiegło,że moje problemy zdrowotne zbiegły sie z totalną klapą
dotychczasowego /7-letniego/ PC. Teraz już ze mną jak i nowym kompem jest
super ;-0
Bardzo cieszę się z postów Księdza Piotra - no jest znowu badzo ciekawych
tekstów do poczytania i tematów do dyskusji.
A ... widzę i ciekawy post Andrijki.
Dzisiaj dwa tematy - w tą niedzielę zaczął się Wielki Post w Kościele
Wschodnim - z pewnością Prawosławnym - a jak jest u Księdza Piotra w
Lublinie ????
Bo wschodnia Wielkanoc / Pascha/ przypada ponoć w tym roku na 1 maja ;-))) tak
tak - serio !!!!
I drugi temat - oglądnąłem jakieś 2 tyg. temu reportaż w TV o
otwartym/poświęconym ???/ nowym kościółku w Czystogarbie - dawnej łemkowskiej
wiosce pomiędzy Jaśliskami a Komańczą. Obecni mieszkańcy /bardzo
biedne "sierotki" po PGR / zdobyli się na wybudowanie całkiem ładnego
kościółka.Cierkiew w tej wiosce zniszczono w latach 50-tych.
Ale teraz totalny optymizm - wystrój tego kościoła wykonał znany podkarpacki
Ikonopis Pan Zdzisław Pekalski z Hoczwi.
A obrazy ołtarzowe i drogi krzyżowej wykonał na ... starych deskach podłogowych
pochodzących z wyremontowanej /bardzo pieknie - chociaż może zbyt cukierkowo -
przepieknej cerkwi łemkowskiej w Wisłoku Wielkim/ Jak opowiadał sam Mistrz
Pękalski - zdemontowane dechy leżaly gdzieś po wiatą, dechy stare wygniecione
kolanami i stopami Łemków wisłockich. No i doczekały sie nowej "nobilitacji" -
biedaki z Czystogarbu modlą sie do pieknych obrazów wykonanych na deskach
pamietających czasy moddlita "Hospody pomyłujsia"
Mnie to połaczenie straego z nowym bardzo sie podoba - jesli nawet msze
konsekracyjną poprowadził "nie mój bohater" - abp Michalik
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie.
Sława Isusu Christu
-
piotrzr napisał:
> Tak się jakoś zbiegło,że moje problemy zdrowotne zbiegły sie z totalną klapą
> dotychczasowego /7-letniego/ PC. Teraz już ze mną jak i nowym kompem jest
> super ;-0
No to super. :-)
> Bardzo cieszę się z postów Księdza Piotra - no jest znowu badzo ciekawych
> tekstów do poczytania i tematów do dyskusji.
> A ... widzę i ciekawy post Andrijki.
Istotnie.
> Dzisiaj dwa tematy - w tą niedzielę zaczął się Wielki Post w Kościele
> Wschodnim - z pewnością Prawosławnym - a jak jest u Księdza Piotra w
> Lublinie ????
Poza parafią warszawską grekokatolicy w Polsce stosują się do kalendarza
juliańskiego. Post rozpoczęliśmy zatem razem z prawosławnymi. Nb. pierwszym
dniem postu jest poniedziałek (liturgicznie zaczynający się skądinąd od
nieszporów niedzielnych).
> Bo wschodnia Wielkanoc / Pascha/ przypada ponoć w tym roku na 1 maja ;-)))
tak
> tak - serio !!!!
Owszem, i co z tego? Gdzieś za bardzo schyłkowej komuny 1 maja był chyba
Poniedziałek Wielkanocny - i człowiek szedł z Liturgii (a wtedy odprawialiśmy
w centrum miasta, przy Zielonej 3) wśród tego całego sztafażu bolszewicko-
ludycznego...
> biedaki z Czystogarbu modlą sie do pieknych obrazów wykonanych na deskach
No nie wiem, czy to się godzi, malować obrazy święte na deskach z podłogi.
Jakoś mi to nie pasuje.
> pamietających czasy moddlita "Hospody pomyłujsia"
"POMYŁUJ"! Bez "-sia", bo to nie nad Sobą ma się Pan Bóg zmiłować, lecz
nad modlącymi się.
> Mnie to połaczenie straego z nowym bardzo sie podoba - jesli nawet msze
> konsekracyjną poprowadził "nie mój bohater" - abp Michalik
Było nie było, biskup miejsca.
> Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie.
Przyłączam się!
> Sława Isusu Christu
Sława nawiky!
A na koniec link do tekstu Liturgii po angielsku w wersji "karpatoruskich"
grekokatolików z USA, gdzie są podane rubryki co do postawy laikatu:
www.byzantines.net/liturgy/liturgy.htm
Właściwie zgadza się z tym, co podaje modlitewnik australijski. Trzeba
jednak pamiętać o tym, że "karpatorusini" mają inne zasady skracania
tekstu Liturgii.
-
Witam serdecznie wszystkich Forumowiczow.
Ostatnio troszke oderwalem sie od forum, ale juz wracam do regularnych wypowiedzi:)
Na poczatek chcialbym serdecznie pozdrowic Ciebie Piotrze, mam nadzieje, ze juz
wszystko w porzadku.
Od mojej ostatniej bytnosci nazbieralo sie troche nowych tematow, wiec postaram
sie po krotce do nich odniesc.
Andrijko napisal
"Wolfie - przeczytałem parę postów wyżej, że bliska ci jest ukraińskość i
biłoruskość na POdlasiu, a ja pewnie się z tobą nie zgodzę. Myśl, że nie masz
racji uważajacmnie za neofitę Ukraińca a co za tym idzie osobę z klapkami na
uszach. W swojej drodze do ukraińskości spotkałem się siłą rzeczy z argumentami
obu stron. Musiałem to wszystko przetrawić aby wyciągnąć jakieś wnioski. I na
pewno nie uważam, że na Podlasiu mieszkają sami ogłupieni białorusko-
komunistyczną propagandą Rusini-Ukraińcy."
Mam obawy, ze zostalem troche zle zrozumiany. W zadnym wypadku nie uwazam Ciebie
za, jak to okresliles, Ukrainca-neofite. Chcialem tylko powiedziec, ze dla mnie
sprawa nie jest prosta. Moi przodkowie z Podlasia to zarowno Ukraincy, jak i
Bialorusini. Mam wiekszy problem z samookresleniem juz chociazby z tego powodu.
Zdaje sobie sprawe z ukrainskosci ziem miedzy Bugiem a Narwia. Kilka razy
pisalem juz, ze jezykowo blisko mi do ukrainskich przodkow. Poza tym ta "ruska"
swiadomosc przechowala sie wlasnie u nich. Rodzina pochodzenia bialoruskiego
jest bardziej spolonizowana i raczej tylko pamieta o korzeniach, ale ma do tego
faktu podejscie mowiace o tym jak o czyms klopotliwym. "Ruskosc" zostala mi
prtzekazana wlasnie przez "ukrainomowna" czesc rodziny, a dziadek, pochodzenia
bialoruskiego, raczej dlugo tych tematow nie poruszal. A to co napisalem, ze
spotka sie to z Twoja odpowiedzia... Chodzilo mi raczej o fakt, ze dla Ciebie
Twoje pochodzenie jest sprawa oczywista, a dla mnie jest to blizej nieokreslona
"ruskosc". Poza tym sprawe utrudnia fakt, ze mieszkam daleko od Podlasia (ale
kilka razy do roku staram sie tam byc:)
"Natomiast nie zgadzam argumentami że Ukraińcy na Podlasiu są po to by rozbijać
biąłoruskość lub że pasą się na ukraino - uniackich dolarach"
Z tymi argumentami ja rowniez zupelnie sie nie zgadzam, takie podejscie swiadczy
wlasnie o tym jak slabo "umocowana" jest tam bialoruskosc.
Po lekturze zalinkowanych przez Ciebie tekstow pewnie jeszcze porusze te sprawy.
Mam nadzieje, ze chociaz troche wyjasnilem watpliwosci i udalo mi sie nikogo nie
urazic.
Nie bede juz meczyc Was osobistymi wywodami i przejde do wypowiedzi dotyczacych
Postu.
Dziekuje Diakonowi Piotrowi za odpowiedz i, jak zwykle sprostowania. Mam jeszcze
jedno pytanie, czy w Kosciele grkokatolickim jest czytany Wielki Kanon Sw
Andrzeja z Krety?
W Cerkwi prawoslawnej post trwa od niedzieli po zakonczeniu Wieczerni, czyli
chyba tak samo jak u grekokatolikow. Tak samo jak Swieta.
Przepraszam, ze moja wypowiedz jest tak chaotyczna, ale wynika to z ilosci
tematow jaka sie uzbierala.
Pozdrawiam
R.
-
wolf_wwa napisał:
> Dziekuje Diakonowi Piotrowi za odpowiedz i, jak zwykle sprostowania.
Nie ma za co. :-)
> Mam jeszcze
> jedno pytanie, czy w Kosciele grkokatolickim
wtrącę małe sprostowanko: po polsku "greCkokatolickim"
> jest czytany Wielki Kanon Sw
> Andrzeja z Krety?
Oczywiście, w cerkwi lubelskiej na przykład "poweczerije" z Kanonem św.
Andrzeja było w poniedziałek.
> W Cerkwi prawoslawnej post trwa od niedzieli po zakonczeniu Wieczerni, czyli
> chyba tak samo jak u grekokatolikow.
Liturgicznie - nieszpory rozpoczynają następny dzień. Kalendarzowo jednak
pierwszy dzień Postu jest w poniedziałek.
> Pozdrawiam
> R.
Ja również!