Grekokatolicy w Rzeszowie

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Gość: kielczanin 06.02.05, 15:43 Odpowiedz
    Oczywiście i Ty piotrzr masz rację, że przynajmniej w Hłudnie byli
    grekokatolicy, a nie prawosławni.

    Przyznam się, że w momencie ogłoszenia na forum o pomoc w zdobyciu
    jakichkolwiek informacji na temat Hłudna z okresu przesiedleń powojennych nie
    podałem,że znam tamte strony i że tam się wychowałem. Teraz kiedy już tam nie
    mieszkam temat jednak wraca, a pozostały mi tylko wspomnienia i relacje
    rodziców. Zależy mi bardzo na dodatkowych źródłach, czy relacjach innych niż
    rodzinne.
    Przyznam jednak, że nie natrafiłem na dane statystyczne odnośnie Hłudna z
    tamtego okresu. Za co bardzo Ci piotrzr dziękuję.

    Nurtuje mnie niezmiernie fakt, dlaczego po wysiedleniu Ukraińców Polacy, nie
    mając własnej świątyni w Hłudnie zdecydowali się zburzyć w tak dobrym stanie
    cerkiew (murowaną), a wybudowanie kościoła zwłaszcza po wojnie było przecież
    niezwykle kosztownym przedsięwzięciem?
    Wprawdzie od mojego ojca słyszałem, jak zaciekle ludzie domagali się zburzenia
    cerkwi i o niektórych "aktywnych" przy samej rozbiórce, ale niewiele więcej.

    Jak już pisałem wcześniej do "darino" w Hłudnie faktycznie jest cmentarz
    grekokatolicki (w fatalnym stanie), który jeżeli nie zostanie odpowidnio
    zabezpieczony nidługo może całkowicie zniknąć z krajobrazu tej miejscowości.
    W przypadku cmentarza na placu pocerkiewnym nie ma już o czym mówić
    przynajmniej w sensie stwierdzenia tam czegokolwiek co może przypominać
    cmentarz. W przypadku drugiego z cmentarzy niespotykanym przynajmniej dla mnie
    dowodem na wymieszanie kultur w tamtym rejonie jest niedawno odkryty grobowiec
    na którym polskie nazwisko spoczywającego jest wyryte cyrylicą, opatrzone
    gwiazdą Dawidową. Przecież to niesamowite. Czyż mówienie,że coś, bądź ktoś
    mający pochodzenie czysto polskie, bądź inne nie jest anachroniczne?

    Pozdrawiam i mam nadzieję, że temat się rozszerzy.
  • 06.02.05, 16:38 Odpowiedz
    Z tym wyburzaniem cerkwi chodziło głównie o zniszczenie wszelkich śladów
    ukraińskich na tym terenie. W Birczy używano do tego maszyn i materiałów
    wybuchowych,a i tak "uporządkowano" teren po cerkwi w ciągu chyba 8-10 lat -
    spychając w końcu cały gruz do rzeki. Teraz w tym miejscu jest plac targowy
    używany raz w tygodniu. W Sufczynie gruz z cerkwi posłużył do wzmacniania dróg
    polnych.
    Do tej pory starsi ludzie u nas są bardzo antyżydowscy i antyukrainscy,
    obawiając się, że ktoś może wrócić i zarządać zwrotu majątku !
    --
    www.bircza.pl
  • 06.02.05, 21:37 Odpowiedz
    Witam was serdecznie. Cieszę się z waszej dyskusji.
    W uzupełnieniu waszych wypowiedzi powtórzę że w Hłudnie był kościól katolicki –
    a zniszczenie cerkwi bardzo trafnie uzasadnił Darino. To było zacieranie śladów
    po znienawidzonych sąsiadach albo bardziej „zacierania wyrzutów sumienia” po
    niegodziwości wyrządzonej Ukraińcom. Gość z Kielc wspomniał trochę o ofiarach
    po obu stronach z lat wojny -–prawdą jest że w tych stronach działała
    współpracująca z Niemcami – policja ukraińska. Ale prawdą jest też polski
    odwet – mordowanie dawnych sąsiadów i greckokatolickich księży. Te straszne
    zdarzenia w okolicach Hludna są np. wspominane w znanej pracy Pana Grzegorza
    Motyki.
    Pozwolicie że w przyszłym tygodniu pociągnę z Radkiem – Wolfem temat traktatu
    ryskiego a i powstania leskiego.
    W tej dyskusji wielokrotnie przeżywałem zaskoczenia – takimi zaskoczeniami był
    podesłany przez Księdza Piotra np. artykuł o zalesiu czy notka biograficzna o
    ks. Nehrebeckim.
    Dziś przeżyłem inne zaskoczenie . Ale najpierw namawiam na lekturę linku o wsi
    Daliowa i poniższych fragmentów :

    www.beskid-niski.pl/index.php?p os=/miejscowosci&ID=28
    . Przed wojna, istniała we wsi czytelnia imienia Kaczkowskiego, którą kierował
    ksiądz Włodzimierz Wachnianin. Ale całe bogactwo i bogacenie się wsi zakończyła
    I-sza wojna światowa. Mężczyźni zostali wcieleni do armii austriackiej a we wsi
    pozostali tylko starcy oraz kobiety z dziećmi. Kiedy zbliżył się front rosyjski
    wszystkich mieszkańców ewakuowano na Słowację pozostawiając wieś bez opieki. W
    zimie, we wsi gospodarowali rosyjscy żołnierze. Część chat została zniszczona
    ogniem artyleryjskim podczas walk o wieś, natomiast resztę chat bądź
    doszczętnie ograbiono bądź zniszczono w 1915 roku podczas ewakuacji.
    Kiedy mieszkańcy powrócili do wsi w 1916 roku, znów pojawiło się wojsko
    rosyjskie. Tym razem ludzi nie ewakuowano a żołnierze stacjonowali niezbyt
    długo. Gdy w 1918 roku wojna się skończyła, do wsi powrócili mężczyźni, którym
    udało się przeżyć wojnę służąc w armii austriackiej. Powrócili też mężczyźni
    wywiezieni ze wsi do obozu Tallerhof.
    /.../
    cerkiew dwa lata później spłonęła.

    Tak to zdarzenie wspomina pochodzący z Daliowej Mikołaj Krupiej: "...Byłem
    pierwszym świadkiem pożaru cerkwi. Siedziałem w klasie, w szkole, która
    znajdowała się w górze wsi w odległości około 250 metrów od cerkwi. Rano około
    9-tej rozpoczęła się pierwsza lekcja a ja siedziałem w tylnej ławce i patrzyłem
    w okno nie interesując się zbytnio tym co się dzieje w klasie. Zauważyłem nagle
    koło cerkwi smugę czarnego dymu; od razu zaalarmowałem nauczycielkę. Ona
    wypuściła kilku chłopaków żeby zobaczyli co się dzieje. Przybiegliśmy pod
    cerkiew i zobaczyliśmy, że spod dachu wydobywa się czarny dym. Wszczęliśmy
    alarm a w mgnieniu oka zbiegło się pełno ludzi by ratować cerkiew. Drzwi od
    cerkwi były zamknięte a kluczy na plebani nie było, jak się później okazało
    klucze zabrał ze sobą ksiądz, który gdzieś pojechał. Za jakiś czas wyłamano
    główne drzwi z których buchnął czarny, gryzący dym, który wypełniał całą
    cerkiew uniemożliwiając wejście do środka. Wybiliśmy z chłopakami szybko okna
    by ten dym wydostał się na zewnątrz ale nie pomogło to zbyt wiele. Ten gryzący
    dym wziął się z olejnych farb, którymi cerkiew była pomalowana w środku. Z
    Jaślisk przyjechała straż ogniowa z ręczną pompą... tylko jak się okazało w
    pobliżu nie było wody. Mieszkańcy ustawili się jeden koło drugiego i wiadrami
    podawali sobie wodę z odległej o 250 metrów rzeki. Tej wody wystarczyło jednak
    na uratowanie dzwonnicy i budynków gospodarczych... cerkiew spłonęła w ciągu
    dwóch godzin jak świeczka..."

    Z pożaru ocalała tylko marmurowa podłoga na której pod warstwą popiołu leżały
    świeczniki, metalowe przedmioty wyposażenia cerkwi oraz nadpalona okładka
    Ewangelii. Spłonął cenny ikonostas, ikony, chorągwie i wszystkie dokumenty,
    które były przechowywane w cerkwi. Polska władza nie potrafiła ustalić
    przyczyny pożaru ale wójt powołał swoja komisję, która ustaliła, że winnym
    pożaru był ksiądz. Od 8-mej do 9-tej odprawiał w cerkwi Służbę Bożą oraz
    Akafist za zmarłych podczas którego niedbale obchodził się z kadzidłem, z
    którego wysypały się rozżarzone węgle, które potoczyły się pod ikonostas i
    dywany. Pozbierano je, jednak jak się domyślał wójt, nie wszystkie. Po
    nabożeństwie ksiądz zamknął cerkiew i z kluczami pojechał do innej wsi. Wójt
    napisał do Episkopatu prośbę o odwołanie z parafii księdza, którego ludzie po
    pożarze znienawidzili. Kilka miesięcy później odszedł ze wsi.


    Koniec cytatu.

    A gdzie zaskoczenie – oto ów ksiądz Wachnianin i ów ksiądz który musiał odejść
    ze wsi posądzony o podpalenie cerkwi – to ta sama osoba.- mój pradziadek.
    Owe czytelnie im. Kaczkowskiego – to były placówki konkurencyjne w stosunku do
    czytelni „Proświty”. Przy czym Proswita była nastawiona w kierunku narodowo-
    ukraińskim a czytelnie im. Kaczkowskiego – moskalofilsko. I prowadzenie tej
    czytelni było zapewne przyczyną uwięzienia mojego pradziadka /proboszcza w
    Daliowej w latach 1914-1932/ w Talerhofie. Pisałem zresztą kiedyś o tym.
    Inną ciekawą sprawą było podpalenie cerkwi – z owego linku wynika że miejscowi
    Łemkowie posądzali o to swego proboszcza. Ciekawa sprawa – czy 67 letni
    wówczas paroch był na tyle roztargniony by wysypywać węgle z kadzielnicy po
    cerkwi ???
    Historia nosi za sobą ciekawe zagadki – nawet o „kryminalnym „ charakterze.

    Pozdrawiam
  • 06.02.05, 21:44 Odpowiedz
    Witam Księdza Piotra. Brawo brawo - to i może doczekamy dalszych
    ciekawych 'wklejeń" ;-)
    A tekst ciekawy - był tu omawiany - jak Ksiądz może zauwazył - poprzejmym
    podeslaniu go nam w ubieglym roku.
    Namawiam księdza na lekturę mojego postu z " historycznym" zaskoczeniem.
    Poruszałem tu kiedyś temat spalenia się cerkwi w Daliowej - a tu prosze -
    znalazem nowy opis tego wydarzenia .
    Pozdrawiam
  • IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl

    Gość: diakon Piotr 06.02.05, 23:59 Odpowiedz
    W ramach "kolejnych wklejeń" - kolejna ramotka, mianowicie przetłumaczone
    przeze mnie nekrologi ks. Jana Nehrebeckiego.

    Zanim wkleję, mała uwaga nt. wypadku z ks. Wachnianynem - podobne przyczyny
    przypisywano pożarowi prawosławnej cerkwi chełmskiej pod koniec lat
    osiemdziesiątych (DWUDZIESTEGO wieku).

    Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie!Ks. Jan Nehrebecki (1853-1927)

    NOTA TŁUMACZA
    Poniżej zamieszczamy dwa wspomnienia pośmiertne, dotyczące ks. Jana
    Nehrebeckiego, wieloletniego proboszcza parafii greckokatolickiej w Zalesiu pod
    Rzeszowem, zamieszczone pierwotnie w greckokatolickim miesięczniku dla
    duchowieństwa „Nywa”, wychodzącym we Lwowie, przetłumaczone z ukraińskiego na
    polski przez diakona Piotra Siwickiego (wtedy jeszcze subdiakona – przyp.
    dodany 7 lutego 2005).
    Przypisy i uwagi tłumacza są zamieszczone w tekście, tłustą czcionką w
    nawiasach kwadratowych.
    Teksty przetłumaczono w całości, starając się oddać literę i ducha oryginału z
    maksimum ścisłości, zachowując nawet pewne stylistyczne niedociągnięcia
    oryginału.



    + ks. Jan Nehrebecki

    [„Nywa” 22(1927), s. 229-230]

    W Jasienicy Solnej dnia 25 maja br. [1927] zmarł w 74 roku życia i 49
    kapłaństwa gr.kat. proboszcz ks. Jan Nehrebecki [oryg. Iwan Nehrebećkyj].
    Zmarły był wybitnym członkiem naszego duchowieństwa: światłem,
    które przez długie lata ukazywało swym współbraciom i włościanom Chrystusową
    drogę pracy i życia.
    Urodził się w Tarnopolu w 1853 r., tam też ukończył gimnazjum.
    Teologię ukończył w uniwersytecie wiedeńskim, jako seminarzysta u św. Barbary.
    Po krótkim okresie administratorstwa objął parafię w Zalesiu pod Rzeszowem,
    najdalszej zachodniej oazie naszego Kościoła i rozwinął tam przepiękną
    działalność. Jego staraniem stanęła w owej wsi wspaniała cerkiew murowana,
    stworzony został piękny chór cerkiewny, który podnosił i umacniał świadomość
    obrządkową parafian, niejednokrotnie wsławił się wykonywaniem pieśni
    ukraińskich na koncertach w Rzeszowie i ściągał w niedziele i święta do Zalesia
    naszych zatoczenciw [zatoczeneć – ktoś „zarzucony przez los” np. na obcą
    ziemię], którzy, rozrzuceni po mazurskiej obczyźnie, pragnęli usłyszeć ojczyste
    nabożeństwo. Jak wielkie było jego znaczenie w tamtejszych stronach nie tylko
    wśród swoich, ale i we wsiach mazurskich, świadczy fakt, że w roku 1896
    wystawiono go tam jako kandydata na posła do parlamentu wiedeńskiego. Lecz jego
    wielka dusza płonęła miłością do całego narodu i rwała się, by nieść mu światło
    lepszego losu. Odkąd począł się ukazywać dziennik Diło, publikował w nim liczne
    artykuły na różne tematy, budząc całe społeczeństwo do nowego życia.
    Jednocześnie wydawał specjalnie dla włościan liczne książeczki z dziedziny
    gospodarczej i obywatelskiej w wydawnictwach Proswity, Bat’kiwszczyny i
    innych; w końcu zaś założył w Przemyślu osobny miesięcznik Hospodar, który
    przekazał w roku 1911 lwowskiemu Silśkomu Hospodarewi. Na uwagę zasługiwał jego
    drugi miesięcznik Prapor, wydawany przez 4 lata (1897-1900) w Przemyślu dla
    ukraińskiego duchowieństwa katolickiego, w którym to piśmie bardzo stanowczo i
    otwarcie wskazywał na zadania i obowiązki duchowieństwa na polu kościelnym i
    narodowo-politycznym. Pismo to swą stanowczością elektryzowało nasz kler, ale
    nie podobało się pewnym innym kręgom, dlatego też [ks. Nehrebecki] przestał je
    wydawać. A już najbardziej godnym uwagi i znanym było stanowisko, zajęte
    przezeń na synodzie lwowskim 1891 roku. Gdy wysunięto tam projekt wprowadzenia
    w naszym Kościele obowiązkowego celibatu, a cały kler zebrany na synodzie
    protestował przeciwko temu, Zmarły znalazł się w pierwszym szeregu i należał do
    delegacji, która była wysłana w tej sprawie do legata papieskiego. Z tego
    synodu posiadał Zmarły liczne notatki i brał poważny udział w wydaniu broszury
    Wyswitłennia istoriji lwiwśkych synodiw z rr. 1891 i 1897, która ukazała się w
    1924 r. W 1908 roku Zmarły przeniósł się na parafię w Jasienicy Solnej pod
    Drohobyczem i zajmował się tam organizowaniem Silśkoho Hospodaria w całym
    powiecie.
    W listopadzie 1918 roku, gdy na naszej ziemi powstawało państwo
    ukraińskie, odebrał w Drohobyczu od żołnierzy swego powiatu przysięgę wierności
    Państwu Ukraińskiemu.
    Ostatnim aktem, w którym Zmarły brał czynny udział, było
    wysłanie w ub. roku [1926] przez żyjących jeszcze ojców synodalnych memoriału
    do Ojca św. i Kongregacji Wschodniej.
    W ostatnich latach zaczął podupadać na zdrowiu, aż wreszcie
    śmierć przerwała dni jego niezmordowanego, pracowitego życia.
    W Zmarłym zszedł z tego świata mąż wielkiego ducha i gorącego
    serca, który i sam płonął dla sprawy naszego Kościoła i narodu, i pragnął
    zapalić także innych do bardziej ożywionej pracy dla dobra ogólnego. Oddając
    głęboką cześć pamięci Zmarłego, modlimy się do Pana, by w obecnych ciężkich dla
    naszego Kościoła greckokatolickiego i narodu czasach posłał nam podobnych,
    rozumnych i obdarzonych charakterem następców, którzy – zapaleni takąż samą
    miłością i duchem ofiary – zagrzewaliby nasze szeregi do dalszej wytrwałej
    pracy i walki dla osiągnięcia lepszej przyszłości.

    St. [?]

    [PRZYPIS REDAKCYJNY]

    Od siebie musimy dodać, że Zmarły pisał także do Nywy. Jego autorstwa był
    artykuł Spohad pro pidhotowluwannia 300-littia Berestejśkoji Uniji
    [„Wspomnienie o przygotowywaniach do 300-lecia Unii Brzeskiej”], podpisany
    kryptonimem Znajuczyj [„Wiedzący”] (Nywa, nr 11 z 1926 r.).
    REDAKCJA



    Pamięci ks. Jana Nehrebeckiego

    [„Nywa” 22(1927), s. 332-335]

    Bywają ludzie niestrudzonej pracowitości i niezłomnej energii, którzy nawet w
    okolicznościach niełatwych, w samotnym wiejskim ustroniu, wśród obcego
    otoczenia, nie zamkną się w sobie, nie opuszczą rąk, lecz podług słów
    przysłowia żywyj żywe hadaje [?] trudzą się bezustannie nie tylko we własnym
    kręgu działania swego stanowiska, ale i dla ogólnego dobra kościelno-
    narodowego – i swym przykładem zachęcają innych do działalności. Non omnis
    moriar – mogą oni wraz z poetą łacińskim powiedzieć o sobie, bowiem pozostawią
    po sobie ślad swego życia i trudów, które przetrwają dłużej, niż ludzkie życie,
    jako fundament lepszej przyszłości.
    Do takich należał śp. zmarły 25 maja br. [1927] proboszcz Jasienicy Solnej ks.
    Jan Nehrebecki [oryg. Iwan Nehrebećkyj], przedtem długoletni proboszcz Zalesia
    o 6 km. od Rzeszowa, tej jedynej wobec atakującego naporu nacjonalizmu
    polskiego ocalałej parafii gr.kat. – oazy wśród obcego obecnie otoczenia. To,
    że parafia ta na zachodzie utrzymała się i nie poszła śladami osławionych
    Tuczap, to główna i niezmierna zasługa zmarłego ks. Jana Nehrebeckiego. Jego
    stareńki poprzednik ks. Hanasewicz (teść śp. krajowego inspektora szkolnego
    Sołtykiewicza), utrzymał ją wśród obcego zalewu, a ks. J.N., jego następca,
    ożywił ją na nowo i umocnił. Zastał starą, pochyloną cerkiewkę drewnianą, taki-
    ż od starości sczerniały dom i budynki gospodarskie, oraz parafian, którzy
    wśród obcego otoczenia dawno już zapomnieli ojczystego języka. Pierwszym jego
    zadaniem było: przywiązać parafian do swej cerkwi i obrządku i zbudować nową,
    piękną cerkiew murowaną.
    Za specjalnym pozwoleniem śp. Biskupa N. [błąd – winno być „Jana”,
    ukr. „Iwana”] Stupnickiego wydał dla swych parafian łacińskimi czcionkami
    modlitewnik z całą Służbą Bożą, nieszporami i innymi obrzędami cerkiewnymi –
    obok przekład polski z odpowiednimi, potrzebnymi wyjaśnieniami. To zbliżyło i
    przywiązało parafian do swej cerkwi, bo zrozumieli nabożeństwo i poznali jego
    piękno. Założył cerkiewny chór mieszany, który swego czasu dawał koncerty
    naszych pieśni ludowych także i w Rzeszowie. W cerkwi na chórze śpiewały
    również
  • 07.02.05, 14:09 Odpowiedz
    Witam serdecznie
    Jeszcze dzis korzystam z wolnosci - ostatni dzien urlopu.
    Widze, ze rozmowa sie rozwija i mamy kolejnych milych rozmowcow:)
    Na dzis przygotowalem male uzupelnienie do rozmowy o VII artykule, ale zanim do
    nich przejde to jeszcze maly komentarz do wspomnianej przez Ciebie sprawy
    pozaru. W latach 80-tych na Podlasiu mialy miejsce pozary cerkwi prawoslawnych i
    w wiekszosci przypadkow sprawcy pozostali nieznani. Widac wiec pewien postep,
    juz nie zrzuca sie winy na batiuszke, a podpalen dokonuja nieznani sprawcy.
    Wracajac do wywiazywania sie z tego arytkulu mozna jeszcze dodac pare slow na
    temat "poszanowania" jezyka w cerkwi. Chcialbym sie w tym momencie podeprzec
    tekstem G. Kuprianowicza.

    "Jednocześnie dekret gwarantował władzom państwowym szerokie możliwości
    ingerowania w życie cerkiewne oraz polonizacji Kościoła. Znalazło to m.in. wyraz
    w jego nazwie: Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny (PAKP). Także językiem
    urzędowym stał się wyłącznie język polski i w tym języku mogła być wydawana
    prasa cerkiewna. W rezultacie zlikwidowano ukraińsko i rosyjskojęzyczne
    czasopisma cerkiewne, a jedynym organem Kościoła stały się wówczas
    polskojęzyczne „Wiadomości Metropolii Prawosławnej w Polsce"

    Oczywiscie to juz lata bezposrednio przedwojenne, ale dobrze wpisuje sie to we
    wczesniejsze akcje "repolonizacji" i "nawracania" na katolicyzm.
    Pozdrawiam z nowym tygodniem
    R.
  • 07.02.05, 17:00 Odpowiedz
    Witam serdecznie !!
    Ksiądz Piotr poczestowal nas owocem swej pracy - znanym mi i Radkowi ze stron
    Mateusza- Gości. A postać Ks. Nehrebeckiego - proboszcza unickiej parafii na
    Zalesiu jest warta przypomnienia. Tu retoryczne pytanie - czy owe tłumaczenia
    wspomnienia posmiertnego byłyby mozliwe do opubliwania na lamach wspolczesnej
    prasy rzeszowskiej /bez skotów ocztwiście/ - obawiam sie ze nie - "czasy
    jeszcze do tego nie dojrzały". Oj przydałoby sie jeszcze tłumaczenie na polski
    artykułu Pana Bogdana Huka z "Naszego słowa" o wspołczesnym Zalesiu !!!!
    A teraz wracam do traktatu - podtrzumuje radku swoje zdanie że traktat ryski
    byl dokumentem rozbioru ziem ukraińskiech pomiedzy Polskę i Sowietów - ale nie
    tylko - stanowił rownież podstawę i "danie wolnej ręki" dla Polski do rozbiory
    ziem litewskich a w szczególności zagarnięcia tzw Litwy środkowej - krainy z
    ktorej pozornie buntowniczy ułani zrobili podarek dla swego Marszałka .
    I tu fragment traktatu
    Artykuł III.
    Rosja i Ukraina zrzekają się wszelkich praw i pretensji do ziem, położonych na
    zachód od granicy, oznaczonej w artykule II Traktatu niniejszego. Ze swej
    strony Polska zrzeka się na rzecz Ukrainy i Białorusi wszelkich praw i
    pretensji do ziem, położonych na wschód od tej granicy. Obie układające się
    strony zgadzają się, że o ile w skład ziem, położonych na zachód od oznaczonej
    w artykule II Traktatu niniejszego granicy, wchodzą terytorja sporne między
    Polską a Litwą, - sprawa przynależności tych terytorjów do jednego z tych dwóch
    państw należy wyłącznie do Polski i Litwy.

    Koniec cytatu.
    Oczywistą jest też sprawą, że postanowienia owego traktatu były przez sanacyjną
    Polskę wielokrotnie łamane - np poprzez przymusowe utworzenie w 1934 roku
    Apostolskiej Administracji łemkowszczyzny, tworu o głownie politycznym
    charakterze.
    A teraz jescze sprawy pozarow - w latach ostatniego dwudziestolecia głośnie
    były sprawy /ujawniane m.in. na łamach "Spotkan z zabytkami" / czyszczenia
    placow pod budowę nowych kościołow - poprzez spalenie /przez nieznanych
    sprawców oczywiście/ starych drewnianych kościołow i cerkwi.
    Wcześniej w latach 50-70 tych- wysadzano w powietrze piekne murowane cerkwie w
    Radymnie, Medyce,Wetlinie, Ustrzykach Gornych, Rajskiem i wielu miejscowościach
    a inne świadomie doprowadzano do ruiny /tu opisywany przykład podprzemyskich
    Ujkowic czy Mrzygłodu/.
    Ale ten pożar w Daliowej z roku 1932 /jeśli wykluczyć niedbałośc Księdza/ mial
    jednak inne podłoże. ja jednak wierzę ś.p. mojej Babci ktora
    twierdziła "cerkiew spalili ukraińcy - nacjonaliści aby zbudować nową , w swoim
    stylu". Czytając tez linkowany artykul mozna dowiedzieć sie o wielu
    mieszkancach wsi wiernie służących w austriackim wojsku i innych - wywiezionych
    pod zarzutem "moskalofilstwa do obozu koncentracyjnego w talerhofie.
    Może tu nalezy upatrywać żródła konfliktu -konfliktu między
    wiernopoddanczymi "mazepińcami" - a więc Ukraincami i Łemkami wiązącymi
    nadzieję z CK Austrią i "moskalifilami" - ich rodakami łączącymi swe nadzieje z
    mitem Wielkiej Rusi ???

    Pozdrawiam - a następne posty oprócz traktowi - poświęcę powstaniu leskiemu !!
    Ps Acha - nowy gośc w naszej dyskusji - z Kielc - chcialby
    uniknąc "rozdrapywanie ran" . Oj obawiam się że będzie trudno się bez tego
    obejśc :-(
  • 07.02.05, 17:04 Odpowiedz
    Przpraszam księdza - ale nie wszystko się wkleiło. Na przyszłość podpowiadam
    kopiować prosze najwyżej 1,5-2 strony na raz. niestety skrzynka forumnowa lubi
    sie zatykać :-)
    Pozdrawiam
  • 07.02.05, 20:04 Odpowiedz
    Dopiero teraz zauwazylem, ze w poscie jest tez link. Przeczytalem i znalazlem
    kolejny fragment ktory na chwile oderwie nas od traktatu.

    "Żaden z mieszkańców wsi nie stawił się na polską mobilizację podczas wojny
    polsko-bolszewickiej. Pierwsi chłopcy z Daliowej, którzy zaczęli służyć w
    polskim wojsku, zaciągnęli się dopiero w 1926 roku."

    Widac z tego, ze sluzba w wojsku nie cieszyla sie zbyt duza popularnoscia,
    podobnie jak na Podlasiu.
    Twoje, Piotrze informacje o pozarze sa kolejnym uzupelnieniem rozmow o
    konfliktach wsrod Lemkow.
    Przepraszam za chwilowe zejscie z tematu. W nastepnym poscie bedzie juz na temat:)
    R.
  • IP: 212.182.32.*

    Gość: diakon Piotr 08.02.05, 15:54 Odpowiedz
    Zobaczymy, jak teraz mi to wyjdzie...


    Ks. Jan Nehrebecki (1853-1927)

    NOTA TŁUMACZA
    Poniżej zamieszczamy dwa wspomnienia pośmiertne, dotyczące ks. Jana
    Nehrebeckiego, wieloletniego proboszcza parafii greckokatolickiej w Zalesiu pod
    Rzeszowem, zamieszczone pierwotnie w greckokatolickim miesięczniku dla
    duchowieństwa „Nywa”, wychodzącym we Lwowie, przetłumaczone z ukraińskiego na
    polski przez subdiakona Piotra Siwickiego.
    Przypisy i uwagi tłumacza są zamieszczone w tekście, tłustą czcionką w
    nawiasach kwadratowych.
    Teksty przetłumaczono w całości, starając się oddać literę i ducha oryginału z
    maksimum ścisłości, zachowując nawet pewne stylistyczne niedociągnięcia
    oryginału.



    + ks. Jan Nehrebecki

    [„Nywa” 22(1927), s. 229-230]

    W Jasienicy Solnej dnia 25 maja br. [1927] zmarł w 74 roku życia i 49
    kapłaństwa gr.kat. proboszcz ks. Jan Nehrebecki [oryg. Iwan Nehrebećkyj].
    Zmarły był wybitnym członkiem naszego duchowieństwa: światłem,
    które przez długie lata ukazywało swym współbraciom i włościanom Chrystusową
    drogę pracy i życia.
    Urodził się w Tarnopolu w 1853 r., tam też ukończył gimnazjum.
    Teologię ukończył w uniwersytecie wiedeńskim, jako seminarzysta u św. Barbary.
    Po krótkim okresie administratorstwa objął parafię w Zalesiu pod Rzeszowem,
    najdalszej zachodniej oazie naszego Kościoła i rozwinął tam przepiękną
    działalność. Jego staraniem stanęła w owej wsi wspaniała cerkiew murowana,
    stworzony został piękny chór cerkiewny, który podnosił i umacniał świadomość
    obrządkową parafian, niejednokrotnie wsławił się wykonywaniem pieśni
    ukraińskich na koncertach w Rzeszowie i ściągał w niedziele i święta do Zalesia
    naszych zatoczenciw [zatoczeneć – ktoś „zarzucony przez los” np. na obcą
    ziemię], którzy, rozrzuceni po mazurskiej obczyźnie, pragnęli usłyszeć ojczyste
    nabożeństwo. Jak wielkie było jego znaczenie w tamtejszych stronach nie tylko
    wśród swoich, ale i we wsiach mazurskich, świadczy fakt, że w roku 1896
    wystawiono go tam jako kandydata na posła do parlamentu wiedeńskiego. Lecz jego
    wielka dusza płonęła miłością do całego narodu i rwała się, by nieść mu światło
    lepszego losu. Odkąd począł się ukazywać dziennik Diło, publikował w nim liczne
    artykuły na różne tematy, budząc całe społeczeństwo do nowego życia.
    Jednocześnie wydawał specjalnie dla włościan liczne książeczki z dziedziny
    gospodarczej i obywatelskiej w wydawnictwach Proswity, Bat’kiwszczyny i
    innych; w końcu zaś założył w Przemyślu osobny miesięcznik Hospodar, który
    przekazał w roku 1911 lwowskiemu Silśkomu Hospodarewi. Na uwagę zasługiwał jego
    drugi miesięcznik Prapor, wydawany przez 4 lata (1897-1900) w Przemyślu dla
    ukraińskiego duchowieństwa katolickiego, w którym to piśmie bardzo stanowczo i
    otwarcie wskazywał na zadania i obowiązki duchowieństwa na polu kościelnym i
    narodowo-politycznym. Pismo to swą stanowczością elektryzowało nasz kler, ale
    nie podobało się pewnym innym kręgom, dlatego też [ks. Nehrebecki] przestał je
    wydawać. A już najbardziej godnym uwagi i znanym było stanowisko, zajęte
    przezeń na synodzie lwowskim 1891 roku. Gdy wysunięto tam projekt wprowadzenia
    w naszym Kościele obowiązkowego celibatu, a cały kler zebrany na synodzie
    protestował przeciwko temu, Zmarły znalazł się w pierwszym szeregu i należał do
    delegacji, która była wysłana w tej sprawie do legata papieskiego. Z tego
    synodu posiadał Zmarły liczne notatki i brał poważny udział w wydaniu broszury
    Wyswitłennia istoriji lwiwśkych synodiw z rr. 1891 i 1897, która ukazała się w
    1924 r. W 1908 roku Zmarły przeniósł się na parafię w Jasienicy Solnej pod
    Drohobyczem i zajmował się tam organizowaniem Silśkoho Hospodaria w całym
    powiecie.
    W listopadzie 1918 roku, gdy na naszej ziemi powstawało państwo
    ukraińskie, odebrał w Drohobyczu od żołnierzy swego powiatu przysięgę wierności
    Państwu Ukraińskiemu.
    Ostatnim aktem, w którym Zmarły brał czynny udział, było
    wysłanie w ub. roku [1926] przez żyjących jeszcze ojców synodalnych memoriału
    do Ojca św. i Kongregacji Wschodniej.
    W ostatnich latach zaczął podupadać na zdrowiu, aż wreszcie
    śmierć przerwała dni jego niezmordowanego, pracowitego życia.
    W Zmarłym zszedł z tego świata mąż wielkiego ducha i gorącego
    serca, który i sam płonął dla sprawy naszego Kościoła i narodu, i pragnął
    zapalić także innych do bardziej ożywionej pracy dla dobra ogólnego. Oddając
    głęboką cześć pamięci Zmarłego, modlimy się do Pana, by w obecnych ciężkich dla
    naszego Kościoła greckokatolickiego i narodu czasach posłał nam podobnych,
    rozumnych i obdarzonych charakterem następców, którzy – zapaleni takąż samą
    miłością i duchem ofiary – zagrzewaliby nasze szeregi do dalszej wytrwałej
    pracy i walki dla osiągnięcia lepszej przyszłości.

    St. [?]

    [PRZYPIS REDAKCYJNY]

    Od siebie musimy dodać, że Zmarły pisał także do Nywy. Jego autorstwa był
    artykuł Spohad pro pidhotowluwannia 300-littia Berestejśkoji Uniji
    [„Wspomnienie o przygotowywaniach do 300-lecia Unii Brzeskiej”], podpisany
    kryptonimem Znajuczyj [„Wiedzący”] (Nywa, nr 11 z 1926 r.).
    REDAKCJA



    Pamięci ks. Jana Nehrebeckiego

    [„Nywa” 22(1927), s. 332-335]

    Bywają ludzie niestrudzonej pracowitości i niezłomnej energii, którzy nawet w
    okolicznościach niełatwych, w samotnym wiejskim ustroniu, wśród obcego
    otoczenia, nie zamkną się w sobie, nie opuszczą rąk, lecz podług słów
    przysłowia żywyj żywe hadaje [?] trudzą się bezustannie nie tylko we własnym
    kręgu działania swego stanowiska, ale i dla ogólnego dobra kościelno-
    narodowego – i swym przykładem zachęcają innych do działalności. Non omnis
    moriar – mogą oni wraz z poetą łacińskim powiedzieć o sobie, bowiem pozostawią
    po sobie ślad swego życia i trudów, które przetrwają dłużej, niż ludzkie życie,
    jako fundament lepszej przyszłości.
    Do takich należał śp. zmarły 25 maja br. [1927] proboszcz Jasienicy Solnej ks.
    Jan Nehrebecki [oryg. Iwan Nehrebećkyj], przedtem długoletni proboszcz Zalesia
    o 6 km. od Rzeszowa, tej jedynej wobec atakującego naporu nacjonalizmu
    polskiego ocalałej parafii gr.kat. – oazy wśród obcego obecnie otoczenia. To,
    że parafia ta na zachodzie utrzymała się i nie poszła śladami osławionych
    Tuczap, to główna i niezmierna zasługa zmarłego ks. Jana Nehrebeckiego. Jego
    stareńki poprzednik ks. Hanasewicz (teść śp. krajowego inspektora szkolnego
    Sołtykiewicza), utrzymał ją wśród obcego zalewu, a ks. J.N., jego następca,
    ożywił ją na nowo i umocnił. Zastał starą, pochyloną cerkiewkę drewnianą, taki-
    ż od starości sczerniały dom i budynki gospodarskie, oraz parafian, którzy
    wśród obcego otoczenia dawno już zapomnieli ojczystego języka. Pierwszym jego
    zadaniem było: przywiązać parafian do swej cerkwi i obrządku i zbudować nową,
    piękną cerkiew murowaną.
    Za specjalnym pozwoleniem śp. Biskupa N. [błąd – winno być „Jana”,
    ukr. „Iwana”] Stupnickiego wydał dla swych parafian łacińskimi czcionkami
    modlitewnik z całą Służbą Bożą, nieszporami i innymi obrzędami cerkiewnymi –
    obok przekład polski z odpowiednimi, potrzebnymi wyjaśnieniami. To zbliżyło i
    przywiązało parafian do swej cerkwi, bo zrozumieli nabożeństwo i poznali jego
    piękno. Założył cerkiewny chór mieszany, który swego czasu dawał koncerty
    naszych pieśni ludowych także i w Rzeszowie. W cerkwi na chórze śpiewały
    również i kobiety zamężne. Miło było słuchać, jak w nabożeństwie cerkiewnym
    brali aktywny udział wszyscy wierni i przy procesjach, np. w Zielone Święta,
    niosła się nasza pieśń pobożna Preczystaja Diwo, Maty ruśkoho kraju!...
    Przy budowie nowej cerkwi przyszło mu pokonywać wielkie trudności,
    aby zdobyć potrzebne fundusze. Parafia mała i niezbyt zasobna, z dwóch
  • IP: 212.182.32.*

    Gość: diakon Piotr 08.02.05, 16:01 Odpowiedz
    Za specjalnym pozwoleniem śp. Biskupa N. [błąd – winno być „Jana”,
    ukr. „Iwana”] Stupnickiego wydał dla swych parafian łacińskimi czcionkami
    modlitewnik z całą Służbą Bożą, nieszporami i innymi obrzędami cerkiewnymi –
    obok przekład polski z odpowiednimi, potrzebnymi wyjaśnieniami. To zbliżyło i
    przywiązało parafian do swej cerkwi, bo zrozumieli nabożeństwo i poznali jego
    piękno. Założył cerkiewny chór mieszany, który swego czasu dawał koncerty
    naszych pieśni ludowych także i w Rzeszowie. W cerkwi na chórze śpiewały
    również i kobiety zamężne. Miło było słuchać, jak w nabożeństwie cerkiewnym
    brali aktywny udział wszyscy wierni i przy procesjach, np. w Zielone Święta,
    niosła się nasza pieśń pobożna Preczystaja Diwo, Maty ruśkoho kraju!...
    Przy budowie nowej cerkwi przyszło mu pokonywać wielkie trudności,
    aby zdobyć potrzebne fundusze. Parafia mała i niezbyt zasobna, z dwóch wsi –
    Zalesia i Białej (3 km. za Zalesiem, koło Tyczyna) – lecz nie zrażając się
    niczym, przy swej energii zdołał doprowadzić zamysł do upragnionego spełnienia,
    znajdując w tej sprawie szczerego pomocnika w osobie radcy sądu w Rzeszowie
    Hanasewicza, syna poprzedniego proboszcza. Część pieniędzy zebrano z
    dobrowolnych datków, resztę złożyli parafianie. W Zalesiu urządzono cegielnię i
    cegły w niej wypalonej starczyło na zbudowanie pięknej, murowanej cerkwi, z
    pozostałej zaś zbudowano jeszcze murowaną stajnię i inne budynki gospodarskie.
    W roku 1893 stanął i nowy, obszerny, murowany dom parafialny w
    miejscu starego, sczerniałego. Między proboszczem i parafianami panowały
    szczere i przyjazne stosunki, Zmarły potrafił w nich obudzić ducha narodowego;
    choć mówili po polsku, czuli się Rusinami, interesowali się naszymi sprawami
    narodowymi i chętnie spieszyli z datkami na narodowe cele. Niemniej szczere
    stosunki istniały z parafianami zamiejscowymi, przeważnie urzędnikami z
    Rzeszowa i miasteczek okolicznych.
    W Rzeszowie byli w owym czasie, oprócz wspomnianego radcy sądowego
    Hanasewicza, prezydent sądu okręgowego Hłuszkiewicz (zm. 1897), radca skarbowy
    M. Dolnicki (zm. 1900 w Sanoku), długoletni zatoczeneć profesor gimnazjalny F.
    Swystun, profesor Onuf/ry/ Geców, profesor seminarium nauczycielskiego K.
    Bilecki i inni, później zaś przybył jeszcze i weterynarz wojskowy w stopniu
    kapitana Włodzimierz Ustianowicz, który wraz ze swą żoną był szczerze oddany
    naszemu Kościołowi i narodowi, świadczył nieraz na cerkiew w Zalesiu i popierał
    każdą sprawę narodową.
    Cerkiew w Zalesiu i szczerze gościnny dom ks. proboszcza był owym
    centrum przyciągania, w którym stęsknieni na obczyźnie zatoczenci odżywali
    duchem ojczystym wśród ojczystej atmosfery. Na wszystkie większe święta – Boże
    Narodzenie, Jordan, Wielkanoc – wszyscy gromadnie zbierali się w gościnym domu
    księdza proboszcza. Śp. ks. Jan dbał także i o swych dalszych parafian. Nie
    zważając na trud i koszta dalszej podróży, zawsze chętnie spieszył do nich z
    pomocą duchową w potrzebie. W sobotę wielkanocną, nieraz mimo niepogody,
    przyjeżdżał zwykle własną furą do Rzeszowa, by każdemu z parafian poświęcić
    paschę w jego własnym domu...
    Jego wielką zasługą było wyjednanie, na jego wniosek, w
    austriackim ministerstwie obrony krajowej, odprawiania raz w miesiącu (w każdą
    niedzielę po pierwszym), w pijarskim kościele gimnazjalnym, Służby Bożej dla
    naszych stacjonujących w Rzeszowie żołnierzy. Mając zezwolenie na odprawianie
    dwóch Służb Bożych, po celebrze w Zalesiu przyjeżdżał zwykle na wojskową Służbę
    Bożą do Rzeszowa. Parafianie świeccy dla podniesienia uroczystości sprawili 10
    wielkich świateł oraz paterycę – i tak nasi żołnierze mieli również i tam raz w
    miesiącu swe nabożeństwo. Mimo pracy i zajęć w swej choć nielicznej, ale bardzo
    rozległej parafii (która sięgała aż po Kraków i obaj ze śp. ks. Borsukiem z
    Krakowa nazywali siebie „sąsiadami”), znalazł czas także na sprawy publiczne na
    niwie kościelnej, kulturalnej, ekonomicznej i politycznej, i publikował na te
    tematy wiele cennych artykułów w czasopismach. Dla obrony praw i powagi
    Kościoła wydawał i redagował w Przemyślu gazetę Prapor [„Sztandar”] i, tamże,
    pismo ekonomiczne Hospodar [„Gospodarz”]. W obronie swego Kościoła i praw swego
    narodu występował śmiało i otwarcie, i za działalność swą był szanowany przez
    swoich i respektowany przez obcych. Z okazji zamordowania śp. ks. Ardana przez
    syna miejscowego dziedzica zamieścił odpowiedni artykuł w dzienniku Diło
    [„Czyn”], który to artykuł nieprzyjemnie uderzył polskie duchowieństwo, przez
    co spotkała go niejedna przykrość. Dzięki swej popularności wśród ludu w
    czasach, gdy polskie koła rządzące prowadziły walkę ze Stojałowskim i
    ludowcami, podczas wyborów do parlamentu 1897 otrzymał z piątej kurii najwięcej
    głosów z powiatu rzeszowskiego i okolicy, co przeraziło i bardzo rozeźliło
    polityków polskich; oni to, nie przebierając w środkach, starali się podkopać
    jego popularność i powagę – lecz zmarły, choć doznał niejednej przykrości, nie
    poddał się i szedł dalej wybraną drogą dla służenia swemu św. Kościołowi i
    narodowi. Jego aktywny udział w obradach Synodu Lwowskiego 1891 zapisana
    została pięknie po wszystkie czasy historii Synodu i naszego Kościoła.
    W roku 1906 otrzymał parafię Jasienica Solna koło Drohobycza.
    Parafianie i zatoczenci-inteligenci z Rzeszowa żegnali go z żalem, bo cenili
    jego pracę dla nich, św. Kościoła i narodu. Swym niezmordowanym trudem położył
    trwały, mocny fundament pod dalszą egzystencję naszej cerkwi i parafii w
    Zalesiu i dla dalszej działalności swych następców. Mimo wrogich zakusów wtedy,
    gdy jego następca ks. Kamiński z niektórymi parafianami za przyczyną obcych
    donosów znalazł się niewinnie w Thalerhofie - tameczni wierni nie ulegli
    terrorowi i nie odstąpili od swego Kościoła i obrządku. Gorliwa i szczera praca
    Trudzącego się w winnicy Chrystusowej nie przepadła marnie i pozostawiła u
    wszystkich zasłużoną wdzięczną pamięć; niech zatem i to wspomnienie dawnego
    długoletniego zatoczencia i parafianina będzie kwiatem szczerej i wdzięcznej
    pamięci na jego grób.

    Jul. Stef. [?]

    We Lwowie w lipcu 1927.

    [Przypis redakcji]

    Z miarodajnego źródła donoszą nam, że w naszym nekrologu śp. ks. Jana
    Nehrebeckiego („Nywa” nr 6 z br., s. 229) niektóre daty są błędne. Zmarły
    urodził się w Przemyślu (a nie w Tarnopolu) 22 sierpnia 1853 w rodzinie
    mieszczańskiej, tam też ukończył gimnazjum w roku 1873, studia teologiczne w
    Wiedniu 1877, a 14 kwietnia 1878 roku był wyświęcony na prezbitera w Przemyślu.
    Redakcja.
  • 08.02.05, 16:27 Odpowiedz
    No i poszło :-).
    Niedawno kopiowalem sobie tą dyskusje na dysk. Wyszlo ponad 500 stron w
    wordzie - New times romanie 11 :-)))
    Jak sformatuję, wyelimuję powtórzenia i zbędną "pyskowke" to juz mamy niezła
    książke z grekokatolikami w tytule :-)))
    A teraz pytanie - na procesji 'jordanowej" spostrzegłem niesione przez diakonów
    dziwne przedmioty - na tyczkach - dwa złote "słońca" -
    Czy mogłby Ksiądz wyjasnić symbolikę tych przedmiotow i ich znaczenie w
    liturgii ?
    Pozdrawiam serdecznie
  • IP: 212.182.32.*

    Gość: diakon Piotr 08.02.05, 17:03 Odpowiedz
    "Słońca na kijach" to rypidy (z greckiego "ta ripidia", forma l.mn.),
    symbolizujące skrzydła anielskie.
    To rodzaj wachlarzy liturgicznych (mogą być tak także mniejszych rozmiarów,
    rzekłbym "ręczne"), trochę dla dodania przepychu w orientalnym stylu, a trochę
    (zwłaszcza jeśli chodzi o genezę) z praktycznych powodów wymyślone. Jest
    taka rubryka w liturgikonie: na anaforze "diakon wziąwszy rypidę powiewa nią
    nad czcigodnymi darami ze wszelką uwagą, by nie siadły muchy lub coś podobnego".

    Nie wiem, o jaki to Jordan chodzi, ale na przemyskim to nie diakoni trzymali
    rypidy, a zwyczajni posługujący (widziałem fotoreportaż na stronie
    diecezjalnej).

    Pozdrawiam serdecznie,
    diakon Piotr

    PS. Zastrzegam sobie prawa (współ)autorskie do książki! ;-)
  • 08.02.05, 17:15 Odpowiedz
    A teraz znowu traktat ryski i tematy pochodne.
    Całkiem niedawno odezwaly się w prasie polskiej alarmistyczne głosy,że Rosjanie
    wystawią nam "rachunek" za sprzyjanie pomaranczowej rewolucji, gaz odetną i
    ropę, Putin sie pogniewal itd.
    A mozna przeciez się zastanowic tez jaki 'rachunek" wystawili nam Rosjanie,
    Ukraińcy - a i Europa Zachodnia. Wszyscy z innego powodu - za wymuszenie na
    Rosjanach granicy ryskiej, zdradzenie Ukraińcow i nie zaakceptowanie przez
    Polakow propozycji Zachodu /w nastepstwie konferencji pokojowej w Spa - 1920
    roku/ o utworzenie granicy na linii Curzona.
    A rachunki były okrutne - W 1939 roku Rosjanie wzieli te ziemie jak swoje,
    Ukraincy obrocili sie w stronę Niemcow i już we wrzesniu 1939 r. zaczeli Polsce
    i Polakom odpłacać "za Rygę" i granicę na Zbruczu. a zachodni sojusznicy -
    udali po 17 września 1939 że nic się nie stało i w pożniejszej Jałcie wrocili
    skutecznie do tematu linii Curzona !!!
    Popatrz Radku - ile refleksji i skojarzeń daje ten podeslany Ci dokument.
    Nota bene pisany pieknym językiem, bardzo szczególowy przykład prac wytrawnych
    dyplomatow !!!

    A teraz powstanie leskie - dzisiaj tylko krotko- w ostatnim numerze Bieszczada
    Nr 11 /vide 'zajawka" na stronie

    www.tonz.eu.org

    - ukazala się monografia wsi Berehy Dolne autorstwa Pana Macieja Augustyna. I
    tam jest własnie opisana geneza owego powstania bieszczadzkich chłopów.
    Dziś tylko krotki cytat:
    "Niestety, wszelkie publikacje na temat tzw "powstania leskiego" mają
    polityczny charakter.Do rangi heroicznych wręcz zmagań podnieśli je
    komunistyczni propagandziści,ostatnio zaś do chóru tego właczają sie
    propagandowe wydawnictwa ukraińskie o nacjonalistycznym charakterze. Jest to o
    tyle dziwne,że w czasie rozruchów ukrainscy poslowie przybywali na ten teren i
    starali sie uspakajać swych rodaków.Pewne przerysowania w opisach zdarzeń
    spotykamy w obecnej polskiej historiografii. Skłonność do idealizacji II
    rzeczpospolitej powoduje "łagodny" opis tych wydarzeń"
    Koniec cytatu
    Oj - stronniczy ten Pan Augustyn- jak opisy w wydawnictwach ukraińskich
    to "propagandowe", "nacjonalistyczny charakter". A jak to dotyczy Polaków to
    tylko "pewne przerysowania", "skłonność do idealizacji".
    Tak to już bywa,że "filozofia kalego" dalej ma sie w Polsce dobrze :-(
    A w następnych postach napiszę więcej o przebiegu walk w roku 1932 między
    innymi w oparciu o żrodła "kumunizujących propagandzistów' - może i tam się
    znajdzie coś ciekawego.
    Pozdrawiam
  • 08.02.05, 20:42 Odpowiedz
    Witam
    Pomyslalem, ze skoro rozmawiamy o traktacie to mozna by przeniesc sie na chwile
    na tereny polozone bardziej na polnoc. Duzo rozmawialismy o sytuacji na ziemiach
    ukrainskich. Jak wszyscy Forumowicze wiedza Bialorus rowniez darze duzym
    uczuciem, a historia tamtych terenow w okresie po I wojnie jest stosunkowo malo
    znana. Ruch bialoruski byl slabiej rozwiniety, co nie znaczy ze nie istnial.
    W zwiazku z tym polecam pod laskawa uwage kilka cytatow.

    " Być może otoczenie J. Piłsudskiego skłonne było realizować niektóre postulaty
    Naczelnika wynikające z jego federalistycznych koncepcji, lecz wojsko
    zachowywało się jak w kraju podbitym18. Zbrodnie popełnione przez żołnierzy na
    cywilnej ludności białoruskiej i żydowskiej19 bardzo szybko doprowadziły do
    powstania antypolskiego ruchu oporu wspieranego jednocześnie z Moskwy i Kowna.
    Szok spowodowany kilkoma miesiącami władzy polskiej wywołał silne, prosowieckie
    tendencje zwłaszcza wśród warstw plebejskich na Białorusi. Podczas wojny 1920 r.
    ludność białoruska w zdecydowanej większości opowiadała się po stronie bolszewików."

    " Porozumienie polsko-bolszewickie i traktat ryski był zaskoczeniem dla
    wszystkich polityków białoruskich, niezależnie po której ze stron się
    opowiadali. Zaskoczeni byli zarówno ci, którzy liczyli na federację całości
    Białorusi w ramach Rosji, jak i ci, którzy stawiali na autonomię w granicach
    Polski."

    " Po zachodniej stronie granicy ryskiej nie trzeba było czynić zbyt wielkich
    starań by zorganizować kilka grup partyzanckich, nie stwarzających wprawdzie
    zagrożenia dla państwa, lecz paraliżujących działalność polskiej administracji.
    Ruch ten, organizowany głównie przez białoruskich eserów z udziałem
    emigracyjnego rządu białoruskiego w Kownie, wspierany był także przez Litwinów i
    Niemców. W połowie lat dwudziestych znalazł się natomiast pod kontrolą
    emisariuszy Kominternu i radzieckich służb specjalnych22.
    Większość uczestników tego ruchu stanowiły osoby, dla których względy
    ideologiczne i narodowe były sprawą drugorzędną. Władze polskie nie potrafiły
    jednak rozwiązać żadnego problemu związanego z istnieniem w granicach państwa
    licznej białoruskiej mniejszości narodowej. Sytuacja ekonomiczna na ziemiach
    północno-wschodnich Rzeczypospolitej, polityka narodowościowa i religijna
    prowadzona przez poszczególne rządy nie stwarzała żadnych szans bezkonfliktowego
    funkcjonowania Białorusinów jako legalnych obywateli państwa.
    Dla większości Białorusinów nowo powstałe państwo było kulturowo obce. Nawet ci,
    którzy w czasach carskich nauczyli się czytać i pisać, teraz ponownie stali się
    analfabetami. "

    kamunikat.net.iig.pl/www/czasopisy/bzh/01/01art_miranovicz.htm
    Mam nadzieje, ze chwilowa wycieczka na polnoc zostanie laskawie przyjeta:)
    Pozdrawiam
    R.
  • 08.02.05, 21:05 Odpowiedz
    Radek powiedzialeś ;
    Mam nadzieje, ze chwilowa wycieczka na polnoc zostanie laskawie przyjeta:)

    Oczywiście !!! Zwłaszcza że poruszyłeś temat kompletnie dla mnie NOWY !!!!
    Wielkie dzieki !!!
    LINK rozczytam jutro !!!
    Ja też mam ciekawe materialy w zanadrzu - a to o linii Curzona, a to dalsze
    materiały dotyczące zagadnień powojennych granic - ale o tym moe później -
    bliżej wiosny :-). Mam nadzieje że zaintrygowały Cię tematy powstania
    leskiego :-?
    Piszesz o Litwie Kowieńskiej - może masz coś "on line " na temat zajęcia Litwy
    Wileńskiej przez Polaków - temat ten też mnie intryguje /mimo że poboczny do
    naszej dyskusji.
    Zaglądniej do Rzeszowa na sąsiednią dyskusję o mniejszościach narodowych na
    Podakrpaciu - ja tam raczej nie zabiorę głosu ale np post Księdza Piotra -
    bardzo ciekawy.
    Księdzu dziekuję za wyjasnienie - oczywiście byłem tam w Przemyslu- stąd
    pytanie o owe słoneczka.
    jak bym mógł jeszcze prosić o wyjaśnienie znaczenia owych długich świec -
    trzech związanych na ukos /nazwy i syboliki/ oraz podania "fachowej" nazwy
    widywanych przeze mnie w cerkwi krótkich krzyzy do błogośławieństw . Bardzo
    podoba mi się ich rzeźbiarska forma. Proszę o wybczenie "pytatliwości" ale
    ciekawość ... :-)
    Co do praw autorskich - oczywiście i Radek i Ksiądz a i pozostali dykutanci -
    mają równe copyright /chcociaż zdaje się ze goszcząca nas GW może mieć inne
    zdanie :-)

    Pozdrawiam serdecznie



  • 09.02.05, 18:43 Odpowiedz
    Witam
    Ciesze sie, ze temat wzbudzil zainteresowanie. Jako uzupelnienie wczorajszego
    tekstu zalinkuje jeszcze jeden.

    kamunikat.net.iig.pl/www/czasopisy/bzh/01/01art_kalina.htm
    "Na kilkanaście dni przed tym wydarzeniem, do przodownika posterunku policji
    został przysłany list, pisany po rosyjsku, z pieczątką w języku białoruskim:
    "Bractwo Włościan Białorusinów". Autor (autorzy?) pisał w nim: "Panowie Bandyci
    Policji w Kleszczelach. Stosownie do rozkazu atamana "Skamarocha", ja, dowódca
    oddziału terrorystów, Jan Czort, uprzedzam, że jeżeli wy, polskaja swołocz, nie
    zaprzestaniecie bicia i wulgarnych drwin nad naszymi braćmi Białorusinami
    podczas aresztów, za wasze postępki zostaniecie powieszeni na słupie telegraficznym"

    Niestety na tematy litewskie wiem niewiele, wiec mozna sie tylko zwrocic z
    prosba do Forumowiczow, moze oni poratuja.
    Wydarzenia leskie zainteresowaly mnie, chetnie przeczytam cos na ten temat. To
    co udalo mi sie znalezc to wypowiedzi typu "bunt chlopow przeciwko sanacyjnemu
    uciskowi spolecznemu". Ciekaw jestem czy prawda jest, ze ludnosc byla podburzana
    przez dzialaczy KPZU?
    Jako ze zalinkowany tekst jest dlugi koncze post i zycze milej lektury.
    R.
  • 09.02.05, 18:47 Odpowiedz
    Moze moje pytania odnosnie wydarzen leskich wydadza sie Tobie naiwne. Jezeli tak
    wygladaja to jedynym tego powodem jest moja niewiedza na ten temat. Przez
    poszukiwanie informacji odnosnie powstania leskiego zrobil mi sie metlik w glowie:)
    Pozdrawiam
    R.
  • 09.02.05, 20:33 Odpowiedz
    Witam.
    Kilka najbliższych postów będę chciał poświęcić temu powstaniu.
    Oprę się w zasadzie o dwa źródła – ów 11 numer Bieszczada z 2004 roku oraz opis
    zawarty we wstępie do przewodnika autorstwa Władysława Krygowskiego „Bieszczady
    i pogórze strzyzowsko-dynowskie /cześć wschodnia/ z 1970 roku.
    Pytasz o komunistyczne inspiracje tego powstania - to właśnie Krygowski gdzieś
    na marginesie wspomina , że powstanie swiadczyło o „determinacji chłopów
    polskich i ukraiskich, złączonych wspólną walką z uciskiem państwa i
    obszarników. Było to również przejawem coraz skuteczniejszej działalności
    licznych komórek KPP na Podkarpaciu w okresie międzywojennym”
    Wydaję mi się Radku że te twierdzenia to raczej sztuczne dorabianie ideologii
    do tych wydarzeń i przejaw wiernopoddańczego „ukłonu” autora wobec
    komunistycznych mecenasów.

    A powstanie wzięło swój początek ..od pomysłu Jana hr Potockiego z
    Rymanowa /zresztą kolatora i mecenasa greckokatolickich parafii z tamtego
    terenu/ - który wymyślił ideę „świąt pracy” „czyli zorganizowanych prac na
    rzecz poprawy stanu dróg,mostów,szkól i innych obiektów użyteczności
    publicznej”. Ponoć w okolicach Rymanowa idea się ta dość dobrze przyjęła-
    myslę,że dla tego , że Potoccy od XIX wieku objęli opieką m.in. ludność
    łemkowską z tamtego terenu.
    Inaczej było jednak na terenie Bieszczad. Tu ideę tą chciał wprowadzać starosta
    leski. W tym celu zaprosił Potockiego na spotkania – w Ustrzykach
    Dolnych /19.06.1932r. – gdzie powołano komitet Organizacyjny w skład którego
    weszli aktywiści – agitatorzy /w tym Polacy , Ukraińcy i Niemcy/.
    Następnym etapem miały być zebrania wiejskie – z których pierwsze miało się
    odbyć w Berehach Dolnych- 21 czerwca 1932 r.
    Na zebraniu do idei prac społecznych miał nakłonić chłopów agitator inż. Stefan
    Zieba.
    „Zebrani przyjeli go bez entuzjazmu.Wówczas właczył się do dyskusji Mykoła
    Werbenec,syn unickiego proboszcza. Podważał on argumenty przedmówcy i on
    właśnie podniósł hasło,że nie chodzi tu o żadne „święta pracy” a o
    przywrócenie pańszczyzny. Zebranie zamieniło się w pyskówkę w której element
    awanturniczy zdobywa przewagę. W pewnym momencie rozbito lampę naftową która
    poraniła prelegenta. W tej sytuacji wiekszość przybyłych na to zebranie
    przedstawicieli lokalnych władz uciekła”.Ten cytat pochodzi z artykułu Macieja
    Augustyna z Bieszczada.
    No a potem wypadki potyczyly sie na zasadzie kamyka uruchomiającego lawinę.
    "Chłopi z okrzykami przeciwko panszczyźnie otoczyli miejsce zebrania ,uzbrojeni
    w drągi,palki i motyki.Sytuacja z każdą chwilą stawała się groźniejsza i
    doszło do starcia między inicjatorami zebrania a chłopami".
    Awantura w Berehach zakończyła się zatrzymaniem przez Policję 39 osób w tym 4
    kobiet.

    Areztowanie chłopów "dało sygnal do wybuchu powstania. W Brzegach
    Dolnych,Łodynie,Teleśnicy Oszwarowej,łobozwi i innych wsiach dzwony ze
    wszystkich cerkwi i kościołów wezwało chłopstwo do walki"

    Dalsze posty – ale już jutro poświęcę walkom partyzanckim jakie wybuchły w
    Bieszczadach w efekcie narastającego protestu.

    Na dzisiaj tyle - pozdrawiam dziękując raz jeszcze za podesłane wątki
    bialoruskie :-)
  • 10.02.05, 17:32 Odpowiedz
    Witam
    Po lekturze tekstow cytowanych przez Ciebie nie wiem na razie co myslec. Na
    pewno nie bylo to "powstanie ludowe przeciw ucskowi klas pracujacych miast i wsi"
    Faktem jest jednak ze w okresie II RP na wschodzie zylo sie ludziom raczej zle.
    Moze to wlasnie ciezkie warunki popchnely ludnosc do wystapien? A moze byly to
    zle odebrane intencje? Sama idea poprawy warunkow poprzez prace na rzecz swojego
    miejsca na ziemi nie jest przeciez zla. Nie znam argumentow za, a to co
    przytoczyles o okolicach Rymanowa swiadczy ze ludnosc przyjmowala takie pomysly.
    Z drugiej strony faktycznie mozna to bylo odebrac jako prace przymusowe i wtedy
    chec buntu jest zrozumiala. Mysle, ze zanim sie wypowiem obszerniej na ten temat
    to powinienem wiecej przeczytac. Takze z radoscia przyjmuje Twoja zapowiedz
    ciagu dalszego.
    Jeszcze dzis postaram sie cos ciekawego zalinkowac, a tymczasem
    pozdrawiam
    R.
  • 10.02.05, 17:57 Odpowiedz
    Ostatnio wspominales Piotrze o walkach polsko-litewskich. Jak mowilem, moja
    wiedza na ten temat jest, mozna rzec, szczatkowa. Natomiast znalazlem dosyc
    ciekawy tekst dotyczacy innych wydarzen, ale "zaczepiajacy" o stosunki
    polsko-litewskie.
    Nie dotyczy on bezposrednio spraw poruszanych na forum, ale moze stanowic
    pewnego rodzaju uzupelnienie.
    Jeszcze raz pozdrawiam
    R.

    "11 listopada w Kownie rząd Łastowskiego zawarł układ z rządem litewskim, w
    którym stwierdzono, że oba państwa mają wspólnego wroga — Polskę oraz tak zwaną
    Litwę Środkową. Wkrótce rząd białoruski przeniósł się do Kowna. Krótko przed
    wyjazdem do Kowna Łastowski przebywając w Rydze udzielił wywiadu prasie
    rosyjskiej, w którym współpracę białorusko-litewską określił jako korzystną dla
    obu państw"

    "W październiku, w wyniku akcji polskiego generała Lucjana Żeligowskiego na
    Wileńszczyźnie, terytorium Łotwy wraz z innymi jednostkami armii litewskiej
    opuściła, stacjonująca niedaleko Ilukste, jednostka białoruska46, przenosząc się
    do Litwy47. Brała ona udział w wyzwalaniu tego terytorium w 1919 roku. Jej walki
    oraz przemieszczenia są znakomicie analizowane przez białostockiego historyka
    Olega Łatyszonka48. Na przełomie 1919 i 1920 roku batalion białoruski był
    zaangażowany w konflikt łotewsko-litewski, powstały na tle sporu o część powiatu
    Ilukste (Ilukszta). Pretensje terytorialne Litwini wysunęli również do miasta
    Daugavpils, co było jednym z głównych powodów zawarcia w końcu grudnia 1919 roku
    tajnego układu polsko-łotewskiego skierowanego przeciw Litwie. Zakładano
    wyzwolenie Łatgalii od Armii Czerwonej, połączenie sił polskich i łotewskich,
    odcinając tym samym kontakt armii litewskiej z bolszewikami. Przewidywano
    również nie dopuścić do udziału jednostek litewskich w tej akcji, militarnie
    wymierzonej przeciwko Armii Czerwonej, politycznie zaś przeciw Litwie. Ofensywa
    w Łatgalii rozpoczęła się 3 stycznia 1920 roku i przebiegała pomyślnie.
    Zaskoczeni Litwini tego samego dnia usiłowali przejść przez Dźwinę i prawie im
    się to udało, jednak zostali wyparci przez 1 pułk legionów wojska polskiego.
    Polacy mieli rozkaz wszelkimi sposobami, włącznie z walką, spowodować cofnięcie
    się Litwinów na lewy brzeg Dźwiny. Udało im się to osiągnąć drogą
    pertraktacji49. W styczniu 1920 roku dwie kompanie białoruskie (batalion) w
    składzie armii litewskiej stacjonowały koło Kalkuni (Kalkuny). W następnych
    miesiącach łotewski wywiad regularnie donosił o liczebności białoruskiego
    batalionu (300-400 żołnierzy), jego uzbrojeniu (8 karabinów maszynowych) i
    zachowaniu Białorusinów. Meldunki mówiły, że zachowanie żołnierzy białoruskich w
    stosunku do miejscowej ludności było nieporównywalnie lepsze niż litewskich.
    Meldowano także o wrogich stosunkach między Białorusinami i Litwinami oraz o
    sympatiach tych pierwszych do Łotwy i Łotyszów50. W kwietniu batalion
    przekształcono w kompanię, która wkrótce (latem) wzięła udział w walkach
    litewsko-polskich w rejonie Brasławia51, a później powróciła na teren powiatu
    Ilukste. Pozostała ona w rejonie Kalkuni do października 1920 roku, kiedy
    została wycofana do Litwy."



    kamunikat.net.iig.pl/www/czasopisy/bzh/07/07art_jekabsons.htm
  • 10.02.05, 19:00 Odpowiedz
    Witam.
    Na początek muszę powiedzieć Radku,że powstanie leskie /tak samo jak linkowane
    przez Ciebie dane o partyzantce białoruskiej/ były to tylko epizody – ale
    bardzo „znaczące’ w międzywojennych relacjach Polaków z Białorusinami i
    Ukraincami.
    Bowiem obalającymi mit "idealnych stosunków” polsko-ukraińskich w tym okresie
    i twierdzeniom że dopiero w czasie wojny „diabeł wstapił" w Ukraińców którzy
    zaczęli mordować Polaków.Prawda jest inna - że Polacy zapracowali na póxniejszą
    tragedię :-(
    Pisałeś o rzekomej „kierowniczej roli w powstaniu komunistów z KPZU”.
    Niewątpliwie na Podkarpaciu , szczególnie w środowisku „nafciarzy”, pracowników
    rodzącego się przemysłu i kolei działali i socjaliści i komuniści. Ale tam – w
    środowisku wiejskim – mam poważne wątpliwości. Zwłaszcza że źródłem tych
    twierdzeń w opracowaniach na temmat powstania leskiego była m.in. praca
    Rodziewicza „Powstanie chłopskie w powiecie leskim” – Warszawa 1952 :-))) oraz
    materiały z sesji „Ruch ludowy na Rzeszowszczyźnie” z okazji 70 –lecia ruchu
    ludowego /Lublin 1967.
    Trafnie natomiast twierdzisz Radku że podstawową przyczyną wybuchu powstania
    nie był idealistyczny pomysł hrabiego Potockiego – pomysł pożyteczny – ale
    kompletnie nie trafiony w ówczesnych warunkach. A raczej wielka bieda na
    tamtych terenach spowodowana trwającym kryzysem, kilka lat nieurodzajów / m.in.
    na podstawowy produkt żywnościowy- ziemniaki/ spowodowało ze chłopi /nie tylko
    ruscy/ byli bardzo zdesperowani . A tu wyobraź sobie – ktoś im
    proponuje „dobrowolną’, nieodpłatną prace przy robotach drogowych !!!.
    Malo tego - już w takcie walk 'wbrew zapewnieniom starosty zarządzono roboty
    na drogach w Łobozwi, teleśnicy sannej i teleśnicy oszwarowej"
    A wracając do głównego nurtu – w następnych dniach po wydarzeniach w Berehach –
    zaczęły się rozruchy w kolejnych wsiach bieszczadzkich – w Łobozowi /polsko-
    ukrainskiej wsi w pobliżu Soliny/ około 2000 chłopów stało się z policją -
    zginęło ok. 5 osób. „W wywiązanej strzelaninie padli pierwsi zabici, lecz wieś
    znalazła się w rękach chłopów. Zajęto wkrótce Berehy Dolne. Znów policja
    wezwała chłopów do rozejścia lecz bezskutecznie . chłopi oświadczyli że
    rozejdą się gdy odejdzie policja . wówczas komendant policji z leska zapewnił
    że będzie ona wycofana i rzeczywiście o wyznaczonej godzinie policja opuścił
    wieś. Był to jednak podstęp gdyż zluzowały ją inne oddziały.. Chłopi rozbroili
    je , a policjantów uwięzili, co spowodowało że starosta zaalarmował wojewodę”
    Zaniepokojony rozwojem wydarzeń starosta leski poprosił wojewodę lwowskiego o
    pomoc. Do Ustianowej ściągnięto policję i wojsko w sile ok. 4 tys.
    żołnierzy ,oddziały policji konnej i pieszej z Przemyśla,Sambora, Sanoka i
    Lwowa , pododdziały szkoły policji z Mostów Wielkich i 1
    batalion pułku strzelców podhalańskich z Sanoka i eskadrę lotniczą.
    "chłopi odpowiedzieli na to dalszym koncentrowaniem się uzbrojonych
    mieszkańców wsi z powiatów leskiego,dobromilskiego,sanockiego i turczańskiego"
    To tyle w tym postcie.
    Planuję poswięcić owemy powstaniu jeszcze kilka postow.
    A dziś dziękuję za temat litewski – widzę że „kamunikat” – to bogactwo tematów.
    Pozdrawiam.

    Ps Zwłaszcza że muszę jeszcze poczytać ściągnięte teksty „bialoruskie”
    wcześniej zalinkowane.:-)


  • IP: 212.182.32.*

    Gość: diakon Piotr 11.02.05, 13:08 Odpowiedz
    Odpowiadam: biskupie swieczniki zwa sie dikirionem (podwojny) i trikirionem
    (potrojny). Symbolika - na ogol jak to przy cerkiewnych "podwojnosciach"
    i "potrojnosciach" - wyjasniana bywa przez odniesienie do 2 natur Chrystusa
    i 3 Osob Trojcy sw.

    Do blogoslawienstwa uzywa sie zwykle krzyza oltarzowego (naprestol'nyj chrest).
    Nie musi on miec jakiejs specjalnej "rzezbiarskiej formy", wiec moze to nie to?

    Pozdrawiam serdecznie!
  • 11.02.05, 17:20 Odpowiedz
    Dziekuję za wyjasnienie.
    Mowiąc o rzeżbiarskości krzyzy - latem ubiegłego roku w trakcie obrzędu w
    cerkwi widzialem w rękach prawoslawnego ksiedza taki krzyż - wycięty jakby z
    grubej deski , z bogata płaskorzezbionym frontem / równoległymi trzema
    ramionami/ i bokami, z rączką-uchwytem. trzymany byl w ręce księdza przez
    większą częśc obrzędu /ślubnego zresztą/ i podawany w trakcie - do ucalowanie
    przez młodych Zresztą podobne "krzyże unickie""krzyże karpackie ,z
    płaskorzeźbioną postacią Chrystusa i rzeżbiarsko ornamentowanymi brzegami
    widywałem w muzeach m.in. w Lancucie i sanoku /a i sporadycznie na
    odwiedzanych "targach staroci" ;-(. Widywalem je również w cerkwiach - ale
    leżące /a nie stojące/ na prostulach. Moje pytanie dotyczyly w gruncie rzeczy
    czy owe krzyże mają swoją nazwę i jakąs funkcję /oprócz oczywiście uzywania np
    do blogosławienstw/.
    A na koniec tego postu jeszcze pytanie - jaka jest funkcja owych
    pieknych "ruczników " zdobionych haftem krzyzykowym ozdabiajacych cerkiewne
    ikony a i krzyże nascienne ?? czy to tylko ozdoba, znak uszanowania dla
    wizerunkow ???
    Pozdrawiam rownie serdecznie
  • IP: 212.182.32.*

    Gość: diakon Piotr 11.02.05, 17:30 Odpowiedz
    Ręczniki (ukr. rusznyky) pełnią funkcję dekoracyjną. Zaś taki krzyż leżący na
    ołtarzu czyli PRESTOLE (nie "prostule"!), to istotnie "naprestolnyj chrest".

    Pozdrawiam do "następnej razy" ;-)
    diakon Piotr
  • 11.02.05, 17:32 Odpowiedz
    Brawo Radku - rzyciłeś nazwisko "Żeligowski" - a mnie "klapka" zaskoczyla :-)
    Myślę że przypomnienie tutaj historii"podboju" Litwy wilenskiej jest calkiem na
    miejscu - tak więc prosze bardzo - oto lektura na weekend :
    bezuprzedzen.pl/historia/sejmwilenski.html
    prace.sciaga.pl/26077.html
    milosz.pl/wywiad_zeligowskiiupioryprzeszlosci.php
    www.polska.pl/aktualnosci/kalendarz/kalendarium/article.htm?id=63903
    Podłoże konfliktu
    Na początku października 1920 r. Litwini mieli więc Wilno w swoich rękach.
    Sytuacja taka musiała w istniejących wówczas warunkach doprowadzić do
    konfliktu. Polacy uważali bowiem, że Wilno musi znaleźć się w ich państwie.
    Dążenia Polaków znajdowały oparcie w dwóch argumentach - pierwszym z nich był
    argument natury historycznej, drugim zaś argument dotyczący zamieszkałej w
    mieście i jego okolicach ludności. W tamtym czasie aż 80 % mieszkańców Wilna
    stanowili Polacy. W pozostałych 20 % przeważali Żydzi, zaś Litwinów było
    zaledwie ok. 2 %.
    Zaistniała sytuacja prowokowała wręcz do przeprowadzenia akcji zbrojnej. Jednak
    w ówczesnych warunkach na przeprowadzenie takiej akcji państwo polskie nie
    mogło sobie pozwolić. Polska była wciąż uwikłana w (gasnący już) konflikt z
    Rosją Radziecką, a ponadto rząd polski obiecał państwom zachodnim, że na
    Wileńszczyźnie zostanie przeprowadzony plebiscyt.
    Wydawać by się zatem mogło, że Polacy Wilna nie odzyskają, tym bardziej że 7
    października 1920 r. między Polską a Litwą podpisany został układ, który
    zobowiązywał obie strony do wstrzymania działań zbrojnych. Kwestia
    przynależności Wilna i Wileńszczyzny pozostała - formalnie - otwarta.
    Pomysł marszałka
    Marszałek Piłsudski już wcześniej wypracował bardzo oryginalną koncepcję
    wcielenia Wileńszczyzny do Polski. Wpadł on mianowicie na pomysł, by Wilno i
    otaczające je tereny zostały zdobyte w wyniku... buntu pochodzących z owych
    obszarów żołnierzy, którzy położyliby kres trwającemu tam panowaniu Litwinów i
    bolszewików.
    "Bunt" generała
    Realizatorem swojej koncepcji marszałek Piłsudski uczynił generała broni
    Lucjana Żeligowskiego. 9 października 1920 r. gen. Żeligowski, działając w
    ścisłym porozumieniu z Naczelnikiem Państwa, upozorował bunt Dywizji Piechoty
    Litewsko - Białoruskiej i tego samego dnia, uniknąwszy większych starć, zajął
    Wilno.
    Utworzenie Litwy Środkowej
    Zajęcie Wilna przez wojska gen. Żeligowskiego nie oznaczało jednak
    automatycznego przyłączenia go do Polski. Przeciwnie - na terenie Wileńszczyzny
    utworzone zostało formalnie samodzielne państwo - Litwa Środkowa. 12
    października 1920 r. gen. Żeligowski wydał oficjalny dekret nr 1, w którym
    obwieścił, że władzę zwierzchnią na terenie Litwy Środkowej będzie sprawował on
    sam jako naczelny dowódca jej wojsk, zaś funkcje rządu obejmie powołana przez
    niego Tymczasowa Komisja Wykonawcza.
    Tworzenie państwa
    Stopniowo rozpoczęto przygotowania do tego, by Litwa Środkowa mogła
    zafunkcjonować jako państwo. Stworzono m.in. system sądownictwa (18 XI 1920
    r.), a 7 I 1921 r. ogłoszono postanowienia w kwestii obywatelstwa powstającego
    państewka. Zgodnie z nimi, obywatelami Litwy Środkowej mieli być wszyscy ludzie
    urodzeni bądź mający posiadłości na jej terenie, o ile mieszkali tam przed 1
    stycznia 1919 r., mieszkający na terenie Litwy środkowej przez co najmniej 5
    lat przed 1 sierpnia 1914 r., a nadto aktualni pracownicy instytucji
    państwowych i samorządowych - niezależnie od tego, czy spełniali oni pozostałe
    warunki. Ustanowione zostały również symbole nowego państwa. Jego godłem miała
    być tarcza z Orłem po prawej, a Pogonią po lewej stronie, zaś na czerwonej
    fladze miały się znaleźć symbole Polski i Litwy - Orzeł i Pogoń.

    Koniec cytatu z jednego źrodła a oto nastepny :

    7 października 1920 roku między Polską a Litwą podpisany został układ, który
    zobowiązywał strony do wstrzymania działań zbrojnych, pozostawiając otwartą
    kwestię przynależności Wilna i Wileńszczyzny.4 Jednakże już 8 października
    następuje tzw. bunt dywizji litewsko-białoruskiej, dowodzonej przez generała
    Lucjana Żeligowskiego. Wojska te, działając oficjalnie wbrew woli Naczelnika
    Państwa, bez trudu zajęły Wilno wraz z Wileńszczyzną.
    W godzinach popołudniowych 8 października bez większych starć Żeligowski
    zajmuje Wilno. Następnego dnia wydaje odezwę „Do ludności Litwy Środkowej”,
    podpisaną również w imieniu Tymczasowej Komisji Rządzącej przez Witolda
    Abramowicza, Leona Bobickiego, Mieczysława Engiela, Teofila Szope oraz
    Aleksandra Zasztowta. Odezwa miała charakter federacyjny, stwierdzono w niej,
    że ludność zamieszkująca tereny Litwy Środkowej ma dosyć „ handlowania własnym
    krajem jak bezdusznym towarem lub sprzętem”5, wypomniano również Litwinom
    przyjęcie Wilna i Wileńszczyzny z rąk bolszewickich („Nie możemy dopuścić do
    tego, aby rząd litewski wbrew naszej woli otrzymywał tą ziemię od wrogów naszej
    Ojczyzny w zamian za usługi oddane im w walce z Polską.”)6, i co najważniejsze –
    zapowiedziano zwołanie przedstawicieli miejscowej ludności, którzy mieliby się
    wypowiedzieć na temat przyszłego stosunku Litwy Środkowej do Polski i do Litwy
    Kowieńskiej.
    12 października Lucjan Żeligowski, jako naczelny dowódca wojsk Litwy Środkowej,
    wydał oficjalny dekret nr 1, w którym podaje do wiadomości, że władze
    zwierzchnią na terenie Litwy Środkowej będzie sprawował On sam jako naczelny
    dowódca wojsk L.Ś., a władza wykonawcza będzie spoczywać w gestii Tymczasowej
    Komisji Wykonawczej, co zostało podane do wiadomości w dekrecie nr 2. Stopniowo
    rozpoczęto czynić przygotowania mające na celu zafunkcjonowanie Litwy Środkowej
    jako państwa. Stworzono między innymi system sądownictwa (18 listopada), a 7
    stycznia 1921 roku przyznano obywatelstwo Litwy Środkowej wszystkim ludziom
    urodzonym lub mającym posiadłości na terenie L.Ś., jeśli mieszkali tu przed 1
    stycznia 1919 roku, mieszkającym przynajmniej pięć lat przed 1 sierpnia 1914
    roku oraz pracownikom instytucji państwowych i samorządowych. Ustanowiono
    również symbole Litwy Środkowej: godło państwowe jako tarczę z Orłem po prawej
    i Pogonią po lewej stronie, flagę koloru czerwonego z Orłem i Pogonią.
    Już 1 listopada w dekrecie nr 11 naczelny dowódca Litwy Środkowej wyznacza
    wybory do Sejmu w Wilnie z całego terenu Litwy Środkowej na dzień 9 stycznia
    1921 roku. Jednocześnie zobowiązywał Tymczasową Komisję Rządzącą do
    przygotowania ordynacji wyborczej tak, aby ogłoszenie jej nastąpiło nie później
    niż 28 listopada 1920 roku.
    Jednakowoż nie dochodzi do przeprowadzania wyborów w przewidzianym terminie.
    Złożyło się na to kilka powodów: zaangażowanie w problem Wileńszczyzny państw
    zachodnich działających pod auspicjami Ligi Narodów, nadzieja na dogadanie się
    w rozmowach bezpośrednich między Litwą Kowieńską i państwem polskim, a także
    brak stuprocentowej pewności na wygraną w wyborach przez Polaków.
    20 kwietnia 1921 roku w Brukseli dochodzi do rozpoczęcia rozmów polsko-
    litewskich, które miały się toczyć pod przewodnictwem delegata belgijskiego
    Paula Hymansa, do rozmów nie zaproszono przedstawicieli Litwy Środkowej, w
    związku z czym generał Żeligowski zażądał aby do delegatów polskich dołączyć
    dwóch rzeczoznawców z Litwy Środkowej. Zgoda została wyrażona i do Brukseli
    wyjechali dwaj przedstawiciele Żeligowskiego: Kazimierz Okulicz i Zygmunt
    Fedorowicz. Jednakże na miejscu okazało się, że uczestnictwo przedstawicieli
    Litwy Środkowej jest niemożliwe ze względu na możliwość wykorzystania tego
    faktu przez Litwinów do zerwania rozmów.
    Rozmowy, co nie było trudne do p
  • 11.02.05, 17:38 Odpowiedz
    Jeszcze tylko dokonczenie :

    Rozmowy, co nie było trudne do przewidzenia, nie przynosiły większych
    rezultatów, przyczyną była niezmienna postawa Litwinów wobec sprawy Wilna –
    domagali się oni oddania tego miasta, ponieważ miała to być przyszła stolica
    państwa litewskiego. Taki stan rzeczy sprowokował przewodniczącego do
    wysunięcia własnego projektu porozumienia. 20 maja 1920 roku Paul Hymans,
    nawiązując do koncepcji Polaków, przedstawił plan przyszłego państwa
    litewskiego składającego się ze sfederowanych kantonów: kowieńskiego
    (litewskiego) oraz wileńskiego (polskiego), stolicą federacji miało być Wilno,
    językami oficjalnymi: polski i litewski, a cała federacja litewska miałaby
    tworzyć wspólnie z Polską konfederację. Polska propozycję Hymansa przyjęła,
    Litwa oczywiście odrzuciła, podobnie zresztą jak w przypadku kolejnego projektu
    tegoż autora.
    Wobec niechęci Litwinów do prowadzenia jakichkolwiek rozmów i nierozwiązania
    problemu wileńskiego wkrótce zostaje podjęta decyzja o definitywnym
    przyłączeniu Litwy Środkowej do Polski,
    Koniec cytatu .
    Ciekawą pamiatką po owej litwie środkowej jest niewielka kolekcja malutkich
    znaczków pocztowych będących w mym posiadaniu - opisanych wlasnie Litwa
    środkowa z herbem owego marionetkowego państewka imć Żeligowskiego :-)

    Pozdrawiam życząc owocnej lektury. wnioski z niej -może w nastepnych postach.
    Pamietam oczywiście o ciągu dalszym powstania leskiego - może jeszcze dziś albo
    w trakcie weekendu


    A Księdzu Piotrowi dziekuję za szybką odpowiedź.
    A dzisiaj "dam sobie już spokoj z komputerem" - wezne sie pewno za
    lekture "Ojca Chrzestnego" nabytego ostatnio z GW :-)
  • 11.02.05, 18:16 Odpowiedz
    Jeszcze nie zdazylem odpowiedziec na wczorajszy post, a tu prosze, kolejna
    porcja lektury:)
    Wczorajszy "leski" post zakonczyles Piotrze w ciekawym momencie, az chce sie
    poznac ciag dalszy.
    Nie tylko te antypolskie wystapienia obalaja mit "szczesliwych Kresow" chociaz
    sa one bardzo znamienne. Gdyby Polacy i Rusini (mam w tym momencie na mysli
    zarowno Ukraincow, jak i Bialorusinow) zyli w dwudziestoleciu w zgodzie to wiele
    wydarzen nie moglo by miec miejsca jak chociazby wspominane tu kiedys powstanie
    skidelskie po 17 IX 1939.
    II RP swoja polityka wobec mniejszosci na terenach wschodnich "zapracowala"
    sobie na to. Mozna tu dodac nieslawna akcje osadnicza, czy obsadzanie urzedow
    przez Polakow. Jak mieli sie czuc ludzie ktorzy na swojej ziemi sa traktowani
    jak obywatele drugiej kategorii?
    Aby jednak nie zaczynac blogiego lenistwa od smutnych tematow zalinkuje cos
    milego dla oka, a do tematow powazniejszych wroce w poniedzialek.

    www.cerkiew.pl/news.php?id=2611
    A teraz zabieram sie do lektury.
    Milego weekendu
    R.
    P.S. Do lektury "Ojca chrzestnego" tez lubie czasem wrocic:)
  • 14.02.05, 20:06 Odpowiedz
    Witam zerdecznie ;
    dziekuje za linkowane 'pocztówki" - mysle że do tematu cerkwi, ich piekna w
    krajobrazie czy karpat czy Nadbuża trzeba będzie kiedyś wrócić - a dziś ciąg
    dalszy wątku powstania 1932 roku :
    "We wsiach tych jednak grunt do walki był przygotowywany przez działających tu
    od dawna braci piotra i Michała Madejów,Stanisława lenkiewicza,władysława
    Nowickiego, michala maleckiego, stanisława drozda, wasyla durzyka, antoniego
    Pacławskiego i iwana Bunio. Oni byli pierwszymi organizatorami czynnej walki i
    oni zgromadzili ok. 2000 uzbrojonych ludzi w Łobozwi i ponad 1500 w teleśnicy
    oszwarowej. Wieczorem 30 czerwca zarządzono pełną koncentrację oddziałow
    policji i pułku strzelców podhalanskich w sile ok. 4000 ludzi, straży
    granicznej oraz eskadry samolotów.Rejonem koncentracji była Ustianowa, w
    ktorej miał siedzibę sztab. Tak rozpoczęla się 1 lipca generalne natarcie i
    regularne działania bojowe, Do walk doszlo w rejonie Teleśnicy sannej i
    Oszwarowej,znowu padli zabici i ranni. Równoczesnie walczącym chłopom z
    Telesnicy i Łobozwi przyszla z pomocą ludnośc 19 wsi powiatu m.in. z
    kalnicy,Strubowisk,Smareka,zawoju i Paniszczowa.
    Powstanie przybieralo na sile i walka stawała się coraz bardziej zacięta.W
    Lobozwi znalazły się wacki dwie kompanie 2 pułku s.p. z sanoka wraz z plutonem
    łaczności i oddziałem policji z Mostów wielkich. Drogą Lesko - Baligród –
    Cisna posuwala się pozostala kompania 2 p.sp. oraz konne oddzialy
    policyjne .Oddzialy strazy granicznej penetrowaly drogę z Ustrzyk Dolnych do
    Ustrzyk Górnych i Wołosatego.Powstańcy podzielili się na grupy, które stoczyly
    z wojskiem i policją cztery regularne bitwy pod Lobozwią, Teleśnicą O.
    Ustianową i Bóbrką. Pod ogniem katrabinów maszynowych chłopi uzbrojeni w kosy,
    siekiery i drągi wycofywali się w góry. Doszlo do cięzkich walk na
    Jaworze /742m/ nad sanem i na lesistych wzgorzach w okolicy. Grupy powstańców
    rozpraszane w jednym miejscu zbieraly się gdzie indziej i napadaly znienacka.
    Pod przeważającym naporem musiało jednak powstanie ulec.. 4 lipca pacyfikujce z
    cała bezwzglednością oddzialy wojska , policji i s.g. znalazły się na linii
    Baligród-Rajskie- Czarna a w dniu następnym na linii Wola Michowa-Kolonice –
    Dołzyca- kalnica – zatwarnica –Dwernik, wysuwając ku południu silne patrole dla
    spacyfikowania Wetliny, Berehów Górnych, Ustrzyk Grn i wołosatego."

    Na marginesie tych relacji trzeba zauważyć - co znaczy u cytowanego opisu
    Krygowskiego zwrot 'dzialających tu od dawna..." - przy cytowanych nazwiskach
    nie pisze wprawdzie aby byli to dzialacze komunistyczni ani narodowi...
    Druga sprawa - to nie potrafię stwierdzić jaki byl cel owego "powstania" - czy
    tylko odstapienie przez władze od pomyślu "dobrowolnych" prac drogowych, czy
    też bunt chłopów przeciw rzekomej próbie wprowadzania panszczyzny ??
    A może był to po prostu wybuch gniewu polskich i ukraińskich chłopów
    zgniebionych przez biedę i aroganckie władze ?
    Ja bym opowiadal sie raczej za tym ostatnim.
    A jako końcowa refleksja - od opisanych walk minęlo niewiele ponad
    dziesięciolecie gdy ponownie na opisywanych terenach wybuchły walki .
    Jak widzisz Radku - trudno o optymistyczne refleksje przy "ogladaniu się w
    historię.
    Pozdrawiam jak zawsze :-)
  • 14.02.05, 22:51 Odpowiedz
    Witam, pozniej niz zwykle.
    Dziekuje za "pociagniecie" dalej sprawy powstania leskiego. Dzieki Twoim postom
    poszerzylem swoje horyzonty. Ciekawy jest szczegolnie fragment o przygotowaniach
    od dawna. Widac z tego, ze ludnosc nie byla zadowolona z istniejacego stanu
    rzeczy i mysle, ze nie ma zbyt duzego znaczenia z jakich pobudek dzialali. Tez
    jestem sklonny raczej ku powodom ekonomicznym. A i na pewno widoczna byla
    arogancja wladz. Niestety lektura materialow historycznych, szczegolnie
    dotyczacych pogranicza jest smutna. Warto jednak poznawac historie i nie chodzi
    tu o "rozdrapywanie ran" tylko o poznawanie historii taka jaka byla. Tak sie
    akurat niefortunnie sklada, ze historia polsko-ruskiego pogranicza czesto pisana
    byla krwia.
    Kiedys rozmawialismy o zmianach nazw ruskobrzmiacych, korzystajac z zakonczenia
    pewnego tematu chcialbym na chwile do tego wrocic. Cytat pochodzi z ksiazki
    Jaroslawa Janowicza zatytulowanej "Likwidacja oficjalnego nazewnictwa
    miejscowości Białostocczyzny pochodzenia białoruskiego przez administrację
    rządową w latach 1921-2004. Dokumenty. Komentarze."
    Z bialoruskim pochodzeniem niektorych nazw pozwole sobie sie nie zgodzic;) nie
    zmienia to jednak faktu, ze pozycja warta zapoznania sie.

    "Ksiądz katolicki w Narwie kategorycznie zabronił dzieciom swych parafian
    chodzić na lekcje języka białoruskiego. Stało się tak, jak żądał - przyszli
    białoruscy katolicy solidarnie zwrócili podręczniki a niektórzy nawet i zeszyty.
    Katolicki kler ani trochę nie zmienił się w swym odwiecznym białorusożerstwie!"

    Tak dla wyjasnienia, rzecz dziala sie stosunkowo niedawno, bo w 1985 roku!!!
    W biezacym tygodniu bede pisal raczej w godzinach wieczornych (Na Wspolnej:) mam
    nadzieje, ze nie bedzie to duzym utrudnieniem.
    Pozdrawiam
    R.
  • 15.02.05, 18:35 Odpowiedz
    Zaintrygowała mnie owa ksiązka - skoro mowa tam o dokumentach dotyczacych zmian
    nazw - to może jest tam własnie wymienienione lub cytowane rozporzadzenie
    perelowskiego ministra o nazwisku Mielcarek / bodaj z 1977 roku/ dotyczace
    zmian nazw miejscowości i w dawnych woj. przemyskim i krosnienśkim ??
    Interesowałby mnie przynajmiej nr dziennika ustaw i 'pozycja'.
    Mowisz o postawie księzy katolickich- tak masz - racje takich postaw było z
    pewnoscia więcej.
    Chociaż w tej ocenie byłbym ostrozny, Chocby ostatnio kolejny skandal z radiem
    maryja, dobry moim zdaniem list eksprezydenta Wałesy w tej sprawie itd. A ja
    zapiuje na "+" temu radju piekne transmisje z papieskich mszy na Ukrainie czy
    chociażby ostatnio ogladane w ich TV przypomnienie relacji z ekumenicznej mszy
    papieskiej w drohiczynie ;-)
    A skoro wspominasz o "Na wspolnej" :-)
    - a ja od pewnego czasu zacząłem ogladac ten serial. z pewnoscia z uwagi na
    urodziwe aktoreczki i swe zafascynowanie kreacjami dwóch aktorow. tego
    wspolnika firmy budowlanej u boku demonicznej wspólwlaścicielki i niedogolonego
    własciciela super motoru, ktorego zresztą sprzedał na pomoc mamie /granej
    nieźle przez "Dykielke".
    Przepraszam za chwile wyluzowania - może jeszcze dzisiaj zmobilizuje sie do
    dokonczenie wątku 'leskiego" ;-)

    A gdyby nie - to pozdrawiam
  • 15.02.05, 22:41 Odpowiedz
    Widze Piotrze, ze tez zwrociles uwage na bylego motocykliste:) Dzis jednak "Na
    Wspolnej" nie ogladalem, odwiedzil nas szwagier i zamiast zwyklego popoludnia
    byl wczesny wieczor polaczony ze spozywaniem alkoholu.
    W tym tygodniu mialem pomysl pisania w trakcie serialu, aby nie narazac sie na
    zarzuty ze strony swej lepszej polowy.
    W wzmiankowanej ksiazce (z tego co zobaczylem dotychczas) nie ma nic, poza
    krotkimi wzmiankami, o tzw. nazwach bieszczadzkich. Z tego co mozna przeczytac,
    zmiany czesto byly wprowadzane bezprawnie, bez wydrukowania w publikacjach
    oficjalnych. Dopiero wglebiam sie w lekture i w miare czytania bede dzielil sie
    z Forumowiczami i cytatami i przemysleniami.
    Dzisiaj zacytuje kolejny fragment, tym razem juz dotyczacy konkretnych nazw.

    "GMINA BIAŁOWIEŻA
    miejscowości: Hrudki w skardze do NSA nr 1b 3, obecnie Grudki,
    Perewołoka (również rzeka), oficjalnie Przewłoka (nr 2 b 41)
    Kryże, oficjalnie Krzyże (nr 2b 49)
    Krywa, oficjalnie Krzywa (nr 2 b 50)
    Pohorelce, oficjalnie Pogorzelce (nr 2 b 46)
    Kozi Przeskok (Kozi Pereskok XVIII w., nr 2 b 42)
    uroczyska, np. Wilczy Hrud, Szeszków Hrud, na mapach W.Gród, S. Grud"

    Szczerze mowiac nie mialem dotychczas okazji sluchac dluzej RM, natomiast czasem
    szukajac jakiego ciekawego programu w TV zdarza mi sie rzucic okiem na telewizje
    Trwam i raczej nie mam zbyt dobrych wrazen. Pomijajac tresci to sama forma nie
    jest zbyt porywajaca.
    Na zakonczenie dzisiejszego postu zacytuje jeszcze jeden fragment ksiazki:

    ""Z listu Michała Bajko z Hajnówki do przewodniczącego Gminnej Rady Narodowej w
    Białowieży z dn.7.03.1988 roku: Zostałem oburzony wiadomością zamieszczoną w
    Gazecie Współczesnej z dn. 3.03.1988 w notatce „nowe ulice w Białowieży”.[...]
    Nazwy ulic nie mogą być przypadkowe , byle jakie i nic nie mówiące. Ciąży tu na
    decydentach wielka odpowiedzialność wobec historii i przyszłości
    miejscowości.[...] 1.)Zniknęły z mapy Białowieży takie nazwy uroczysk jak:
    Papowszczyna, Krysztapowszczyna, Czumajda, Hanczary [tu by się oburzył autor
    zał. nr 7!] , Damalewskie, Padbałocie, Alos. 2.) Zmieniono oryginalne
    nazewnictwo na inne, takie jak: Barok na Borek, Bańdziuha na Bindziunia,
    Knihiniawka na Kniaziewka, Cehielnia na Cegielnia, Cerkowne na Cerkiewne,
    Kamanoje Bahno na Kamienne Bagno, Szyrokie na Szerokie, Hułaczka na Zaułek.
    Należy pamiętać, że stare nazwy uroczysk wyrosły na gruntach wyrwanych puszczy
    przez naszych przodków, którzy nazwali[...] Stwierdzam, że nic niemówiące nowe
    nazwy: ulicy Leśna, przechodzi przez stare uroczysko Krysztapowszczyna, - ulicy
    Towarowa, przechodzi przez zapomniane uroczysko Hanczary, - ulicy Ogrodowa
    przechodzi przez skraj uroczyska Padbałocie.[...] Należy pamiętać, że stare
    nazwy uroczysk stanowią najstarszy zabytek naszej Białowieży.

    Tak pisze człowiek „zwykły”, autochton z Białowieży, który nawet w swej starej,
    niepotrzebnej chacie założył prywatne muzeum etnograficzne w miejsce
    zlikwidowanego w latach siedemdziesiątych Białoruskiego Muzeum. [patrz
    też:.Barszczewski A.; Tomaszewski J., Administracja i językoznawstwo, w
    :bibliografia ]
    A taki jest pogląd człowieka „wirtualnego” - reprezentanta idei spolszczania:
    Ale wracając do sprawy Puszczy Białowieskiej, to mieliśmy mocne argumenty, że
    tam nie mieszkają ani Ukraińcy, ani Białorusini. A przecież zmiana granic była z
    powodów narodowościowych. No, a żubry i inna zwierzyna mają poglądy
    kosmopolityczne i po prostu im jest obojętne, do jakiego państwa będą należały.
    [Tak rodziła się Polska Ludowa, Wywiad z E.Osóbką-Morawskim, Nike nr 12,
    grudzień 1984.]
    Bez Białorusinów Puszcza Białowieska rzeczywiście w pełni stanie się - jak widzi
    to Rada Ekologiczna przy Prezydencie RP - „narodowym skarbem i równie ważnym
    składnikiem narodowego dziedzictwa i tożsamości narodowej, jak Wawel i Jasna Góra”

    Przepraszam Czytaczy za ewentualna nieskladnosc tego postu, ale prosze miec
    wzglad na moj stan:)
    Serdecznie pozdrawiam i jutro obiecuje poprawe.
    R.
  • 16.02.05, 21:21 Odpowiedz
    Witam
    Wczorajszy post pozostal, z przyczyn wiadomych;), troche niedokonczony.
    Dzisiaj postaram sie go choc troche uzupelnic.
    Na poczatek chcialbym odniesc sie do sprawy ksiezy. Jak wsrod wszystkich, tak i
    wsrod ksiezy znajduja sie ludzie zli i dobrzy. Nie mam antykatolickiej fobii,
    ale zachowuje jednak pewien dystans na przyklad z powodu takich wypowiedzi jak
    slowa ks. Wierzbickiego do TV Białystok. Znalazlo sie w nim takie sformulowanie:
    "Białostocczyzna to bieda, pijaństwo i prawosławie, a tego ostatniego mamy tutaj
    za dużo". Sam przyznasz, ze wiele ekumenizmu tu nie widac. Ale oczywiscie nie
    zamykam oczu na pozytywne wydarzenia i wspominam je rowniez tutaj.
    Rowniez watek miejscowosci zostawilem wczoraj w zawieszeniu. Nadrabiam to teraz:

    "W latach 1921-2004 spolszczono kilkaset oficjalnych nazw miejscowości i
    obiektów fizjograficznych Białostocczyzny. Ze względu na to, że trudno było
    przy tym liczyć na inicjatywę czy choćby zgodę mieszkańców używających
    tradycyjnych nazw historycznych, zmian tych administracja rządowa dokonywała
    nielegalnie, tj. bez jakiejkolwiek przewidzianej prawem procedury, zatem i w
    sposób utajniony - bez ogłaszania zmian w dzienniku urzędowym „Monitor Polski”.
    Nowe nazwy miały nie tyle wchodzić, co „wślizgiwać się” stopniowo do
    oficjalnego użytku. Odbywało się to w ciągu wielu lat, w przeciwieństwie do
    sprawy tzw. nazw bieszczadzkich zmienianych prawie zawsze jawnie i tak też w
    przywróconych . (Choć w 1981 r. przywrócono tylko te zmienione w 1977 r.)"

    Jesli zyczysz sobie Piotrze, materialy nt. zmian nazw to z przyjemnoscia przesle
    na maila.
    Pozdrawiam z nadzieja na dalsza rozmowe
    R.
  • 16.02.05, 22:42 Odpowiedz
    Dzisiaj Radku dokończam temat powstania leskiego i daję ciekawe uzupelnienia
    do tematu sojuszu polsko-ukraińskiego
    W toku represji, które objely niemal wszytskie wsie powiatu, aresztowano około
    800 osob, w tym kilkadziesią kobiet. Liczba zabitych i rannych powstańców
    osiągnęla kilkset osób. Powstanie objelo 15 tys. ludzi i 19 wsi i trwało od 21
    czerwca do 9 lipca.. Powstanie szybki zlikwidowano, zwłaszcza że oddzialy
    pacyfikacyjne dysponowaly ogromną przewagą techniczną.

    A teraz suplementy
    www.interklasa.pl/portal/dokumenty/r_mowa/strony_pol/dokumenty_odezwa.htm
    W kwietniu 1920 r. zawarto umowę, na mocy której Polska zobowiązywała się
    oswobodzić spod okupacji sowieckiej Ukrainę na zachód od Dniepru i oddać ją pod
    władzę Petlury, Ukraińcy zaś zrzekali się wszelkich roszczeń do Małopolski
    Wschodniej i do części Wołynia, leżącej na zachód od Horynia.
    Dn. 25 kwietnia 1920 r. rozpoczęła się ofensywa polska na Ukrainie, prowadzona
    osobiście przez Piłsudskiego. Dn. 26 kwietnia Żytomierz był w naszych rękach.
    Tego samego dnia polskie ministerstwo spraw zagranicznych ogłosiło komunikat
    urzędowy, stwierdzający, że rząd polski, uznając prawo Ukrainy do niezależnego
    bytu państwowego, uznał dyrektoriat niepodległej Ukraińskiej Republiki Ludowej
    z głównym atamanem Semenem Petlurą na czele za zwierzchnią władzę Ukraińskiej
    Republiki Ludowej.
    Tego samego dnia Petlura wydał odezwę "Do narodu Ukrainy", która stanowiła
    odpowiednik niżej podanej odezwy Piłsudskiego. W odezwie tej Petlura stwierdził
    że Polska przychodzi Ukrainie z pomocą jako sojusznik w walce z "moskiewskimi
    bolszewikami-okupantami" i że "po skończonej walce z bolszewikami, wojska
    polskie wrócą do swej ojczyzny".

    Do wszystkich mieszkańców Ukrainy!
    Wojska Rzeczypospolitej Polskiej na rozkaz mój ruszyły naprzód, wstępując
    głęboko na ziemie Ukrainy. Ludności ziem tych czynię wiadomem, że wojska
    polskie usuną z terenów, przez naród ukraiński zamieszkałych, obcych
    najeźdźców, przeciwko którym lud ukraiński powstawał z orężem w ręku, broniąc
    swych sadyb przed gwałtem, rozbojem i grabieżą.
    Wojska polskie pozostaną na Ukrainie przez czas potrzebny po to, by władze na
    ziemiach tych mógł objąć prawy rząd ukraiński. Z chwilą, gdy rząd narodowy
    Rzeczypospolitej Ukraińskiej powoła do życia władze państwowe, gdy na rubieży
    staną zastępy zbrojne ludu ukraińskiego, zdolne uchronić kraj ten przed nowym
    najazdem, a wolny naród sam o losach swoich stanowić będzie mocen - żołnierz
    polski powróci w granice Rzeczypospolitej Polskiej, spełniwszy szczytne zadanie
    walki o wolność ludów.
    Razem z wojskami polskiemi wracają na Ukrainę szeregi walecznych jej synów pod
    wodzą atamana głównego Semena Petlury, które w Rzeczypospolitej Polskiej
    znalazły schronienie i pomoc w najcięższych dniach próby dla ludu ukraińskiego.
    Wierzę, że naród ukraiński wytęży wszystkie siły, by z pomocą Rzeczypospolitej
    Polskiej wywalczyć wolność własną i zapewnić żyznym ziemiom swej ojczyzny
    szczęście i dobrobyt, któremi cieszyć się będzie po powrocie do pracy i pokoju.
    Wszystkim mieszkańcom Ukrainy bez różnicy stanu, pochodzenia i wyznania wojska
    Rzeczypospolitej Polskiej zapewniają obronę i opiekę.
    Wzywam naród ukraiński, i wszystkich mieszkańców tych ziem, aby niosąc
    cierpliwie ciężary, jakie trudny czas wojny nakłada, dopomagali w miarę sił
    swoich wojsku Rzeczypospolitej Polskiej w jego krwawej walce o ich własne życie
    i wolność.

    JÓZEF PIŁSUDSKI,
    Wódz Naczelny Wojsk Polskich.
    26 kwietnia 1920 r., Kwatera Główna.

    A zaa chwile jeszcze jeden :-)
  • 16.02.05, 22:49 Odpowiedz
    brak.lwow.com.pl/kuron2.html
    Polska zdradziła Ukrainę
    W momencie gdy w 1918 r. odradzała się Polska, Litwa, Czechosłowacja i mogła
    odrodzić się Ukraina, nie umieliśmy się ze sobą porozumieć, więc wojna na
    wszystkich tych granicach była nieuchronna. To była straszliwa zapowiedź klęski
    1939 r.
    Wojna 1918 r. o Lwów musiała wybuchnąć, gdyż Lwów, można to śmiało powiedzieć,
    był sercem Ukrainy, to tam ze względu na liberalizm CK Austrii, rozwijały się
    ukraińskie niepodległościowe instytucje i instytucje życia naukowego i
    społecznego. Polskie również i z tego samego powodu. Tak jak po polskiej
    stronie istniało tam stowarzyszenie Sokół, to po ukraińskiej Sokił, tam brał
    swój początek ukraiński Płast i polskie harcerstwo, istniały oddziały strzelców
    Piłsudskiego, a po ukraińskiej stronie Strzelców Siczowych. Był polski
    uniwersytet, ale też Naukowe Stowarzyszenie im. Tarasa Szewczenki, które
    faktycznie pełniło rolę ukraińskiego uniwersytetu.
    Nie można było budować niepodległej Ukrainy bez Lwowa, Polskę było łatwiej, bo
    mieliśmy również Kraków, choć Lwów odgrywał bardzo ważną rolę i był też w
    pewnym sensie sercem powojennej Polski w dużej mierze dzięki wojnie z 1918 r.
    Tamtą wojnę Polacy musieli wygrać, nie tylko dlatego, jak mówi Jurij
    Andruchowycz, że byli u siebie - bo rzeczywiście miasto było zamieszkane w
    zdecydowanej większości przez Polaków, którzy je dobrze znali. Wygrano też
    dlatego, że do konfliktu po stronie polskiej włączyła się dobrze wyekwipowana i
    wyszkolona we Francji Armia Hallera, dodam, że wbrew umowom międzynarodowym.
    Akurat ta armia, sformowana na Zachodzie, miała zastrzeżone, że nie weźmie
    udziału w walkach polsko-ukraińskich. Ale udział wzięła i to przesądziło o
    wyniku tej wojny.
    Była to więc, jakby na to nie patrzeć, kolejna wojna bratobójcza, kolejna wojna
    w rodzinie i kolejny gwóźdź do trumny RP i Ukrainy. Ale wojna 1918 r. musiała
    być. Potem wojska ukraińskie Petlury w porozumieniu z Piłsudskim wzięły udział
    w wojnie z bolszewikami. A podpisując Traktat Ryski, Polska zdradziła te wojska
    i Ukrainę.
    Warto też pamiętać, że Piłsudski, podpisując umowę z Petlurą, wyznaczył teren
    niepodległej Ukrainy za Zbruczem i czekał na powstanie, bo spodziewał się
    ukraińskiego powstania na zapleczu, ale ono nie mogło wybuchnąć, ukraińskie
    siły niepodległościowe były lepiej zorganizowane, posiadały realne zaplecze tu,
    w Galicji. Stąd można było zaczynać odrodzenie narodowe, tu wcześniej ono się
    zaczęło - tylko, że było antypolskie.
    Po Traktacie Ryskim Piłsudski pojechał do Szczypiorna, gdzie byli internowani
    żołnierze Petlury, gdzie powiedział: "Panowie Ukraińcy, ja was przepraszam".

    Koniec cytatu - to oczywiście wypowiedź Świętej Pamięci Jacka Kuronia.
    Mysle że owe suplementy stanowią całkiem zgrabną klamrę uzupelniająca poruszane
    tu przez Ciebie tematu lat 1919 -1920.
    A co do Twych ostatnich postow - nie było tak żle - chociaż rzeczywiście litery
    wyglądały na troche rozchwiane :-)
    Do tematu Bialowieży - wrocę - gdy zaproponuję temat o linii Curzona lat 1919 -
    1951. Ostatni post musze rozczytać jutro
    Pozdrawiam

  • 17.02.05, 15:50 Odpowiedz
    Witam
    Piszesz Piotrze, ze powstanie leskie zostalo szybko zlikwidowane. Jesli brac po
    uwage czas liczony w dniach to faktycznie tak, ale jesli wziac pod uwage
    dysproporcje sil to jednak bylo to stosunkowo dlugo. Poza tym zdziwil mnie jego
    zasieg, jednak powiat to jest juz jakis obszar.
    Jesli chodzi o wydarzenia po I wojnie to pozwole sobie na zakonczenie tematu
    zalinkowac jeszcze jeden tekst, tym razem z najnowszego NBiN.

    " Ukrainę ogarnęły wówczas długotrwałe działania wojenne. Z północnego-wschodu
    nacierała bolszewicka Armia Czerwona, z południa zaś wojska Ententy i rosyjscy
    białogwardziści, od zachodu Polacy. Naciskana ze wszystkich stron i
    zdziesiątkowana przez epidemię tyfusu armia ukraińska nie była w stanie obronić
    granic młodego państwa.
    Pod koniec 1919 roku, kiedy już wszystko wydawało się stracone, około 10 tysięcy
    ukraińskich żołnierzy przerwało front Armii Czerwonej i dotarło na tereny
    kontrolowane przez wojska polskie. Ten marsz przeszedł do historii jako "wyprawa
    zimowa" (zymowyj pochid). W kwietniu 1920 roku Symon Petlura zawarł z
    marszałkiem Józefem Piłsudskim ukraińsko-polską umowę polityczną, której
    integralną częścią była konwencja wojskowa. Jednak przymierze wojsk polskich i
    ukraińskich nie trwało długo. Józef Piłsudski zawarł rozejm z bolszewikami, a
    następnie podpisał pokój w Rydze. Ukraińcy w walce z bolszewicką Rosją pozostali
    sami"

    free.ngo.pl/nadbuhom/Nr6_2004/07-Wystawa.htm
    Moze bedzie to jeszcze jedno uzupelnienie dla naszych rozmow? Chociaz coz mozna
    dodac do tekstu sp. Jacka Kuronia?
    Niebawem pewnie wroce jeszcze na chwileczke do Litwy (i linkowanych tekstow),
    poniewaz w powyzszym tekscie te sprawy sa, choc posrednio, poruszane.
    Zycze milej lektury.
    R.
    P.S. I tak niezle ze w "alkoholowym" poscie nie napisalem rzeczy pozbawionych
    sensu, moze troche nieskladnie ale chociaz na temat:))
  • IP: 212.182.32.*

    Gość: diakon Piotr 17.02.05, 19:49 Odpowiedz
    Małe dwa grosze wrzucone w biegu:

    1) Księża, jak i ludzie w ogóle, są różni. Chciałbym podać przykład bardzo
    pozytywny - bo tak to już zwykle jest, że zło jest "krzykliwe" i rzuca się w
    oczy, a dobro gdzieś tam ukryte wegetuje.

    Piękny przykład otwartości daje Ks. kanonik Henryk Krukowski, proboszcz parafii
    rzymskokatolickiej w TYM Horodle. Mając piękny, murowany kościół
    podominikański, odzyskał od państwa (czy PGR-u, nie pamiętam) drewnianą
    neounicką cerkiew św. Mikołaja (podkreślam "neounicką", bo była specjalnie dla
    neounitów wystawiona w latach trzydziestych, a nie przejęta od prawosławnych)
    i pieczołowicie odrestaurował PRZYWRACAJĄC WSCHODNI WYSTRÓJ (jedyny znany mi
    przypadek na terenie b. zaboru rosyjskiego, by łacinnicy użytkowali cerkiew nie
    przerobiwszy jej na kościół, a wręcz przeciwnie). Obecnie stara się (z moją
    skromną pomocą) sprowadzić do tej cerkwi relikwie bl. Mikołaja Czarneckiego,
    biskupa, wizytatora apostolskiego dla neounitów (beatyfikowany w 2001).
    Utrzymuje przyjazne stosunki z duchowieństwem prawosławnym. W duchu otwartości
    na chrześcijański Wschód wychowuje parafian i wikariuszy - a to w diecezji
    zamojsko-lubaczowskiej nie jest bez znaczenia (gdzie indziej też, oczywiście).

    Zdjęcia cerkiewki horodelskiej były w sieci, ale coś nie mogę otworzyć
    tej strony:

    grekokatolicyzm.w.interia.pl/www/horodlocerk.jpg
    To z zewnątrz. Wnętrze było pod prawie identycznym adresem, tylko ostatni
    człon brzmiał "horodlocerkiko.jpg".

    Może Wam poszczęści...

    2) Co by pan Andruchowycz nie pisał o przyczynach klęski Ukraińców w 1919 r.,
    to nie można zapominać o fatalnych błędach dowództwa ukraińskiego w listopadzie
    1918: zaniedbanie wysadzenia mostów na Sanie w Jarosławiu i Przemyślu, oddanie
    Przemyśla, zaniedbanie przecięcia szlaków Przemyśl-Lwów, którymi strona polska
    dostawała posiłki, wreszcie wycofanie się 22 listopada trochę "ni z gruszki, ni
    z pietruszki". Wspomnieć wypada i o postawie Strzelców Siczowych na Ukrainie
    Naddnieprzańskiej, którzy nie wzięli udziału w walkach o Lwów, bo "droga do
    Lwowa wiedzie przez Kijów". A "przez Kijów" - oznaczało wzięcie udziału w
    jedynym udanym ukraińskim przedsięwzięciu militarnym tego okresu - obaleniu
    Państwa Ukraińskiego rządzonego przez Hetmana Pawła Skoropadśkiego. Hetmana
    obalono, zastępując jedyną w miarę sensowną formę państwowości
    naddnieprzańskiej Dyrektoriatem, którego dalsze sukcesy państwowotwórcze
    opisuje przysłowie "pid wahonom terytorija, u wahoni Dyrektorija". Krótko
    mówiąc, Strzelcy Siczowi swym udziałem w przewrocie pomogli zaprzepaścić
    zarówno Lwów, jak i Kijów. Skutkiem tego Petlura w 1920 r. zrzekł się Galicji
    (i Wołynia zach.) na rzecz Polski i poszedł na Ukrainę jako tejże Polski
    satelita...
  • 17.02.05, 21:07 Odpowiedz

    Witam – chciałbym przedstawić ciekawe spojrzenie na przeszłą i obecną historię
    stosunków polsko- ukraińskich.
    Ciekawe w tej wypowiedzi są uogólnienie – dość ryzykowne – ale „bardzo w moim
    stylu”.
    Autor – szczególnie w komentowaniu współczesności prezentuje „antyeuropejski”
    punkt widzenia. Jest w tych wypowiedziach trochę irytujący – ale też czy do
    odrzucenia ?

    www.botutaj.pl/archiwum/Nr1-03/quo.html
    Manipulowany Chmielnicki
    Czarna dziura. Tak jawi się Polakom Ukraina chociaż Polskę z Ukrainą łączy
    tysiącletnia historia, religia, szlacheckie rody, dramaty , miłości i zdrady.
    Słowem: kultura. Stąd podobieństwo języka, doświadczeń i wspólnota
    nieszczęść .A mimo tego sąsiedzi się siebie boją. Bo rzeczywistość psują
    propagandziści i przekaz literacki odbiegający od faktów , a najmocniej chyba
    za sprawą sienkiewiczowskiego nie realnego Bohdana Chmielnickiego. W "Ogniem i
    mieczem" , powieści czytanej przez wszystkie pokolenia Polaków dwudziestego
    wieku a za sprawą reżysera Jerzego Hoffmana zekranizowanej u progu tego wieku
    jej bohater jawi się nam jako wróg Polski. Nic bardziej fałszywego. Zarówno
    Sienkiewiczowi jak i Hoffmanowi nie udało się fascynującej miłości Polaka i
    Ukraińca do jednej kobiety pokazać na tle realnym, zgodnym z historycznymi
    faktami. A oto te fakty.
    Tak zwane powstanie Chmielnickiego nie było wystąpieniem przeciwko Polsce i
    Koronie. Ich bunt był - używając dzisiejszego języka- strajkiem przeciw polskim
    wielmożom, których symbolizuje postać Jaremy, a nie przeciw królowi. Mieli
    postulat socjalny, bo chcieli aby polski król zatrudniał więcej Kozaków w
    charakterze zaciężnych żołnierzy (cierpieli na wysoka stopę bezrobocia).Był też
    postulat polityczny. Chmielnickiemu i jego drużynie marzyła się Rzeczpospolita
    Trojga Narodów. Chodziło o to aby unię polsko-litewską poszerzyć o Ukrainę,
    czyli żeby uznać Kozaków za obywateli równych Litwinom i Polakom. Był też
    postulat z gatunku obrony praw człowieka. Kościół katolicki(unici) zbyt
    brutalnie pragnął wyprzeć cerkiew, a to wnerwiło nie tylko wierzących w swojego
    Boga Kozaków. Dopiero kiedy okazało się, że król Polski nie jest w stanie
    skonsumować tej oferty, czyli pojąć o co chodzi jego poddanym, Chmielnicki w
    obronie już swojego życia obrócił się ku Moskwie. Skończyło się to tragicznie
    dla Ukrainy i Polski. Rosyjska caryca Katarzyna podstępnie wycięła w pień
    Kozaków, bo po co jej był taki kłopot?( O tym holocauście w tej części Europy
    jakoś nie głośno - przyp. autora). A Rzeczpospolita Dwojga Narodów zaczęła
    tracić na znaczeniu w ówczesnym świecie i nawet zwycięstwo Sobieskiego pod
    Wiedniem nie zapobiegło utracie niepodległości ,klęsce spowodowanej
    krótkowzrocznością klasy politycznej spod Wawelu.
    Intrygi górą
    Tymczasem Rosja, później sowiecki Związek Radziecki wbijali coraz mocniej klin
    między Polakami i Ukraińcami. Szczuto nas na siebie. Wykorzystano do tego
    różnice religijne i inne preteksty. W rezultacie, kiedy po epoce Chmielnickiego
    pojawiła się druga szansa stworzenia nowoczesnego sojuszu, federacji lub unii
    polsko-ukraińskiej, nawet marszałek Józef Piłsudski zdradził wodza ukraińskich
    państwowców Simona Petlurę. I choć w 1920 r w bitwie warszawskiej ( zwanej cud
    nad Wisłą) za sprawą Petlury po polskiej stronie walczyły dwie ukraińskie
    dywizje Polska podpisała hańbiący pokój Ryski - hańbą bowiem było oddanie pod
    zarząd Lenina Kijowa i w istocie rozbiór Ukrainy na rzecz sowietów i Polski.
    Hańbą tą okryta jest polska klasa polityczna lat dwudziestych. Czyż można się
    dziwić, iż niektórzy Ukraińcy do teraz tę hańbę pamiętają?
    Potem była druga wojna światowa. I towarzyszące jej okrucieństwa - po obu
    stronach za sprawą spuszczonych ze smyczy przez Niemców i Sowietów demonów
    okrucieństwa te kojarzą się z UPA i akcją "Wisła". A za "demoludów" już była
    tylko przyjaźń polsko-radziecka w ramach której w ukraińskich muzeach wieszano
    obrazy z podpisami o treści" polski szlachcic katuje ukraińskiego chłopa", bo
    nawet wyprodukowano film o rzekomej wyprawie Chmielnickiego na Polskę. Rezultat?
    Po dziesięciu latach wolnej Ukrainy i 13 latach wolnej Polski oba kraje się nie
    znają. W Kijowie boją się polskich biznesmenów oszustów, a w Warszawie
    ukraińskich bandytów zdolnych za parę dolarów zabić każdego. W kantorze nie
    wymienisz ich waluty na złotego choć bez trudu kupisz euro czy dolara. A
    transakcje bankowe odbywają się za pośrednictwem banków w USA! Bo bez tego
    pośrednika operacje finansowe mogą ponoć nie wyjść - tak sobie nie ufamy. Tak
    wielka przepaść jest wykopana także za sprawą dziennikarskich korespondencji
    skupionych na sensacjach a nie na tym, że na Ukrainie polski biznesmen może
    inwestować w nieruchomości. Jednocześnie oba kraje są bezwzględnie łupione
    przez oligarchie finansowe świata. I aż się prosi aby oba nasze kraje ustami
    swoich prezydentów przestały opowiadać o przyjaźni lecz by zjednoczyły się
    wobec agresji zjednoczonych przeciw nim wrogów. Polska to 40 mln obywateli,
    Ukraina prawie 60 mln. Ukraina to też wpływowa diaspora w USA i Kanadzie. Za
    granicą Ukrainy żyje 40 milionów Ukraińców, Polaków 10 mln. To ogromna siła-
    tyle że rozbita. Razem jest to potencjał zdolny przeciwstawić się nie tylko
    ekonomicznej agresji Rosjan i Niemców i upadlającym działaniom i warunkom Unii
    Europejskiej( czytaj Niemców). Niestety tego potencjału znów nie dostrzega
    klasa polityczna Warszawy zapatrzona w rzekoma przepustkę do Europy, tak jakby
    tysiąc lat temu Mieszko I i Jarosław Mądry rządzili w afrykańskiej dżungli. Tak
    jakby Polak i Ukrainiec należeli do indiańskich szczepów zamieszkujących
    rezerwaty. Tak jakby na USA i Europie zachodniej świat się kończył.”
    Koniec cytatu
    Myślę ,że powyższa wypowiedź jest ciekawa, choć nie pozbawiona „spiskowej
    teorii dziejów gospodarczych” Europy, przeceniania roli „oligarchii” czy
    diaspory polsko-ukraińskiej. Razić może jej emocjonalność.
    Ale wydala mi się warta zacytowania.
    A w odpowiedzi na Twoje pytanie o przesyłkę – proszę o nią. Z ciekawoscią
    zapoznam się z tematem owych zmian nazw .

    A za chwile kolejny "suplemnent" i odniesienie sie do Waszych wypowiedzi


  • 17.02.05, 21:17 Odpowiedz
    Dziekuje i za uzupelnienie wiadomosci nt. Dyrektoriatu i za zwrocenie uwagi na
    jasniejsze strony zycia. To prawda, ze zlo jest lepiej widoczne, moze za malo
    postow poswiecamy na wydarzenia o wydzwieku pozytywnym. Takie posty jak ten o
    cerkwi w Horodle pokazuja, ze moze byc normalnie, ze sa ludzie dla ktorych
    dialog miedzy chrzescijanskim Wschodem i Zachodem nie sa pustymi slowami.
    Niestety link nie dziala:( W zwiazku z tym udaje sie na poszukiwania informacji
    o cerkwi w Horodle. Moze uda sie cos wyszperac w sieci?
    Jeszcze raz pozdrawiam
    R.
  • 17.02.05, 21:26 Odpowiedz
    Widze Piotrze, ze pisalismy prawie rownoczesnie.
    Przed chwila przeczytalem linkowany przez Ciebie tekst, ale odniose sie do niego
    dopiero jutro. Musze go przetrawic, poniewaz znajduje sie w nim kilka watkow.
    Przesylke przesle jutro, sa to fragmenty wzmiankowanej ksiazki, zawieraja nie
    tylko informacje o zmianach nazw, ale rowniez oficjalne dokumenty z lat
    nieodleglych, w tym fotokopie ciekawych dokumentow.
    Do jutra
    R.
  • 17.02.05, 21:44 Odpowiedz
    Wreszcie trafiłem na arcyciekawy materiał - w przypadku problemu z linkiem -
    służe pocztą ;

    www.ipn.gov.pl/biuletyn6_17.pdf
    TOMASZ ALBUS, , OBEP IPN W WROC ROC ROCŁAW
    POLSKIE „ISTRIEBITIELNE BATALIONY” NKWD W LATACH 1944–1945

    W 1944 r. na Kresach Południowo–Wschodnich zajmowanych przez Armię Czerwoną
    utworzone zostały polskie formacje paramilitarne – „istriebitielne bataliony”
    (IB) – przeznaczone głównie do zwalczania niepodległościowego podziemia
    ukraińskiego. W ich szeregi wcielono siłą lub zaciągnęło się dobrowolnie wielu
    Polaków. Dowództwo nad nimi objęli funkcjonariusze operacyjni NKWD. Działania
    bojowe batalionów wspomagały jednostki wojskowe, milicyjne oraz szeroko
    rozbudowywana siatka agenturalna sowieckich służb bezpieczeństwa instalowana w
    kresowych społecznościach polskich i ukraińskich.
    Kim byli Polacy walczący z Ukraińcami pod komendą sowieckich „czekistów”?
    Jakiej sprawie służyli?
    „Potępiam kategorycznie...”
    Konflikt polsko-ukraiński z okresu wojny i okupacji miał wiele tragicznych
    kart. Wzajemne mordy i rzezie, walki oddziałów partyzanckich, dywizja
    SS „Galizien”, polski pułk policyjny z Dębicy w służbie niemieckiej oraz
    aspekty polityczne nie powinny jednak wyczerpywać zakresu badań prowadzonych
    przez historyków. Dotychczas, jakby w cieniu powyższych zagadnień, pozostaje
    problematyka sowieckiej polityki stosowanej na Kresach w myśl zasady „dziel i
    rządź”. Z polskiej perspektywy, dostrzegając liczne przejawy
    antypolskiej współpracy Ukraińców z władzami nazistowskimi w latach 1941–1944,
    często zapominamy o antyukraińskiej współpracy części Polaków z władzami
    sowieckimi(mieszkańcy Kresów, co jest charakterystyczne, zarówno podczas wojny
    i okupacji, jak i dzisiaj, określali i określają je terminem „bolszewicy”) w
    latach 1944–19451 ./.../

    A do tematu księży - na podkarpaciu nadal głosny jest temat księdza pedofila
    profanującego swą obecnością dawne cerkwie w Tylawie i trzcianie.
    Ktory świętokradczo odprawia tam msze, spowiada, głosi kazania.
    Po prawomocnym wyroku - chroniony przez abp Michalika dziali spolecznośc, budzi
    ogromne kontrowersje... A ks. Michalik woli toczyc spory z ks. Bonieckim
    zamiast posluchac racjonalnych głosow o koniecznośc rozwiązania tej sprawy.
    A na wszystkim traci Kosciol .. i tak wystarczająco kompromitowany przez
    wiadome radio.

    Pozdrawiam serdecznie
  • IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl

    Gość: diakon Piotr 18.02.05, 14:34 Odpowiedz
    PODSTAWOWE ZASADY STOSUNKÓW MIĘDZYWYZNANIOWYCH I DZIAŁALNOŚCI EKUMENICZNEJ W
    ARCHIDIECEZJI PRZEMYSKO-WARSZAWSKIEJ UKRAIŃSKIEGO KOŚCIOŁA GRECKOKATOLICKIEGO

    NORMY OGÓLNE

    1. Ukraiński Kościół Greckokatolicki w Polsce usilnie pragnie żyć w pokoju
    ze wszystkimi chrześcijanami i brać udział w dialogu ekumenicznym z innymi
    krajowymi Kościołami i Wspólnotami kościelnymi na zasadach partnerstwa i
    równouprawnienia.
    2. W stosunkach z niekatolickimi Kościołami i Wspólnotami kościelnymi oraz
    w prowadzeniu z nimi dialogu ekumenicznego UKGK kieruje się normami i
    wskazówkami, zamieszczonymi w:
    - Dekretach II Soboru Watykańskiego o ekumeniźmie Unitatis redintegratio i o
    katolickich Kościołach wschodnich Orientalium Ecclesiarum;
    - Kodeksie Kanonów Kościołów Wschodnich (kan. 902-908 i inne);
    - Dyrektorium w sprawie realizacji zasad i norm dotyczących ekumenizmu z 25
    marca 1993 r.;
    - Liście pasterskim Głowy UKGK (...) Mirosława Jana Lubacziwśkiego O jedności
    Świętych Kościołów;
    - Liście Apostolskim Papieża Jana Pawła II Orientale Lumen;
    - Encyklice Papieża Jana Pawła II Ut unum sint;
    - Liście Apostolskim Papieża Jana Pawła II z okazji 400-lecia Unii Brzeskiej;
    - Instrukcji w sprawie stosowania przepisów liturgicznych Kodeksu Kanonów
    Kościołów Wschodnich;
    - Koncepcji stanowiska Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego wobec
    ekumenizmu,
    z uwzględnieniem warunków miejsca i czasu.
    3. UKGK pragnie brać samodzielny udział w dialogu, jako pełnowartościowy
    jego uczestnik. Nikt spoza UKGK nie może rościć sobie prawa do reprezentowania
    UKGK w stosunkach międzywyznaniowych bez wyraźnej zgody i zlecenia episkopatu
    UKGK.
    4. Niezbędnym warunkiem prowadzenia jakiejkolwiek działalności
    ekumenicznej jest stosowna formacja ekumeniczna wszystkich wiernych –
    duchownych, osób zakonnych i świeckich. Należy ją rozpoczynać już w ramach
    katechezy dzieci i nie zaniedbywać kontynuowania jej później.
    5. Wierni powinni być uświadomieni w przedmiocie właściwego znaczenia
    pojęcia „ekumenizm”, stanowiska Kościoła katolickiego wobec ruchu ekumenicznego
    oraz katolickich zasad ekumenizmu ze szczególnym uwzględnieniem ekumenicznej
    roli katolickich Kościołów wschodnich, zwłaszcza UKGK.
    6. Absolutnie koniecznym jest, by wierni byli świadomi tego, że wszelka
    działalność ekumeniczna musi być oparta o osobistą więź każdego wiernego z
    Panem; wszystko, co osłabia ową więź, szkodzi sprawie ekumenizmu – zaś postęp
    dialogu ekumenicznego nie jest możliwy bez stopniowego wzrastania jego
    uczestników w łasce Bożej.
    7. Uczestnikami dialogu są chrześcijanie – ochrzczeni w imię Trójcy
    Przenajświętszej, wyznający Boga Trójjedynego oraz Bóstwo i rolę zbawczą Pana
    naszego Jezusa Chrystusa; celem jest wzajemne pogodzenie się i zbliżenie dla
    wspólnego szukania dróg przywrócenia jedności. Niedopuszczalne jest zawężanie
    grona uczestników dialogu przy użyciu narodowych i innych świeckich kryteriów.
    Zakazana jest również instrumentalizacja dialogu dla osiągnięcia celów
    świeckich, zwłaszcza narodowych i politycznych.
    8. Wszystkim wiernym – a zwłaszcza duszpasterzom – zaleca się budowanie
    słowem i czynem atmosfery miłości chrześcijańskiej w stosunkach
    międzywyznaniowych. Wszystko to ze szczególnym naciskiem odnosi się do treści
    wydawnictw kościelnych i publikacji internetowych.
    9. Udział w dialogu ekumenicznym nie może pociągać za sobą osłabienia
    kościelno-obrządkowej tożsamości wiernych i wzrastania wśród nich obojętności
    religijnej (indyferentyzmu). Przeciwnie – kontakty z chrześcijanami z innych
    Kościołów i Wspólnot kościelnych winny prowadzić wiernych UKGK do jeszcze
    głębszej świadomości, poznawania i kultywowania przez nich ich autentycznej
    tożsamości.
    10. W kwestii wspólnych modlitw i wszelkich innych przejawów wspólnego
    udziału w kulcie Bożym usilnie przypomina się obowiązek brania pod uwagę nie
    tylko zasad katolickich, lecz również doktryny i przepisów innego Kościoła czy
    Wspólnoty kościelnej.
    11. Osoby duchowne, gdy nie koncelebrują, zgodnie z prawidłami obrządku
    bizantyjskiego ubierają się jedynie w strój duchowny, bez szat liturgicznych, w
    szczególności bez epitrachelionu. Przy koncelebrowaniu Boskiej Liturgii z
    kapłanami rzymskokatolickimi duchowni winni przywdziewać kompletne szaty
    liturgiczne.
    12. Dla należytego prowadzenia spraw związanych ze stosunkami
    międzywyznaniowymi i działalnością ekumeniczną biskup eparchialny może powołać
    radę ekumeniczną (kan. 904 § 3 KKKW). Kieruje nią – sam lub poprzez osobę
    upoważnioną – biskup eparchialny. Prace jej koordynuje sekretarz, będący
    jednocześnie pracownikiem kurii eparchialnej na stanowisku referenta spraw
    ekumenicznych eparchii. Rada zbiera się na posiedzenia nie rzadziej, niż raz w
    roku.
    13. We wszelkiego rodzaju kontaktach zewnętrznych UKGK występuje pod jedną
    i tą samą nazwą, a mianowicie „Ukraiński Kościół Greckokatolicki” (ukr.
    Ukrajinśka Hreko-Katołyćka Cerkwa). Dopuszcza się stosowanie jej w skróconym,
    nieoficjalnym wariancie – „Kościół Greckokatolicki” (ukr. Hreko-Katołyćka
    Cerkwa). Inne, nieprawidłowe nazwy („Kościół Katolicki Obrządku Bizantyjsko-
    Ukraińskiego”, „Ukraiński Kościół Katolicki”, „Kościół Bizantyjsko-Ukraiński”
    itp.) winny być konsekwentnie usunięte z obiegu urzędowego, służbowego i
    medialnego.

    STOSUNKI Z PRAWOSŁAWNYMI I STAROOBRZĘDOWCAMI

    14. Stosunki z dwiema istniejącymi w Polsce wspólnotami wyznaniowymi, które
    wspólnie z UGKG dziedziczą tradycję chrześcijaństwa św. Włodzimierza, czyli
    Polskim Autokefalicznym Kościołem Prawosławnym i Wschodnim Kościołem
    Staroobrzędowym nie posiadającym hierarchii duchownej, mają dla UKGK charakter
    priorytetowy.
    15. W stosunkach z Kościołem prawosławnym, poza dokumentami wymienionymi w
    nr 2, korzystać można także z Praktycznych wskazówek zawartych w oświadczeniu z
    Balamand z 1993 r. (nr 20-33).
    16. Wszędzie tam, gdzie prawosławni nie mają własnej cerkwi, mogą być
    dopuszczeni do celebrowania Boskiej Liturgii, św. Sakramentów (przede wszystkim
    Sakramentów inicjacji chrześcijańskiej i Małżeństwa), chwalby Bożej i innych
    nabożeństw, zwłaszcza zadusznych, w miejscowej świątyni UKGK – za wyraźną zgodą
    biskupa eparchialnego.
    17. To, o czym mowa w nr 16, ma zastosowanie również w przypadku pogrzebów
    na cmentarzach greckokatolickich.
    18. UKGK dostrzega potrzebę współpracy z braćmi prawosławnymi na niwie
    ochrony i konserwacji zabytków architektury sakralnej i sztuki tradycji
    kijowskiej w Polsce.
    19. Innym możliwym rodzajem współdziałania są wspólne pielgrzymki wiernych
    obu wyznań do miejsc, czczonych zarówno przez grekokatolików, jak też i przez
    przez prawosławnych – a także wspólne starania na rzecz przywrócenia dawnej
    świetności i znaczenia tym miejscom, które zniszczały, podupadły lub przestały
    być miejscami kultu chrześcijan tradycji bizantyjskiej.
    + Arcybiskup Jan
    Martyniak
    Metropolita
    Przemysko-Warszawski

    Przemyśl, dnia 7 stycznia 2005 r.

    Zgodnie z dekretem Metropolity Przemysko-Warszawskiego z 7 stycznia 2005 r. (nr
    10/I/2005), opublikowanym na stronie www.cerkwa.net/internet/dekret.htm ,
    Podstawowe zasady... nabrały mocy prawnej w Archidiecezji (Archieparchii)
    Przemysko-Warszawskiej z dniem 15 lutego 2005 r.
    Tłumaczenia niniejsze ma charakter prywatny. Oficjalną rangę ma jedynie
    oryginał ukraiński – zob. www.cerkwa.net/internet/2.htm
    Tłumaczył diakon Piotr Siwicki. All rights reserved – wszystkie prawa
    zastrzeżone – усі права застережені.


  • 18.02.05, 16:33 Odpowiedz
    Witam
    Ostatni mój post w tym tygodniu chcialbym poswiecic kilku słowom refleksji. Oto
    czytając post Ksiedza P. w czxęsci "wojennej" połapałem sie że w ostatnich
    rozmowach na teamaty lat 1919-1920 mysle i pisze z polskiego punktu
    widzenia /co prawda proukrainskiego itd/ na tema Petlury, traktau itd.
    No bo przecież ta postac Radku - dla Ukrainców mógla oznaczać zdrajcę, tego
    który sprzedal Polakom Ukrainę zachodnią z jej " bijącym sercem Lwowem - jak
    napisał pieknie ś.p Jacek Kuron/ . W relacjach Petlura-Polacy -ten pierwszy
    byl zdrajcą interesów ukrainskich a ci drudzy - od poczatku do konca grali
    falszywmi kartami !!!
    Ciekawe jak z ukraińskiego punktu widzenia wygląda historia walk o Lwów,
    Przemysl - historia z polskiego punktu widzenia ubrana w legendę orląt ???
    Dziekuję ksiedzu za opisaną pozytywną postac katolickiego duchownego - opiekuna
    cerkwi. czy na podkarpaciu są takie postacie ?? Pisałem kiedyś o Dobrej
    szlacheckiej i rekonstrukcji cerkiewnych cebul / patronowanej przez
    tamtejszego katolickego proboszcza - ale zdaje sie że za pieniądze dawnych
    mieszkancow - Rusinów zza Oceanu ;-)

    A zasady stosunkow post wyżej - ciekawe , pewno je sobie "drukne" nie patrząc
    na sygnalizowane prawa autorskie :-)

    Milego weekendu
    Pozdrawiam serdecznie
  • 18.02.05, 19:36 Odpowiedz
    Witam
    Wiesz Piotrze, ze skloniles mnie do refleksji na temat mojego punktu widzenia?
    Zaczalem sie nad tym zastanawiac i doszedlem do dziwnych wnioskow. Jesli chodzi
    o sprawy galicyjskie to patrze na nie li tylko z pozycji obserwatora (chociaz
    troche proukrainskiego:) Dla mnie Petlura jest troche postacia tragiczna,
    dokonywal zlych wyborow, ale z drugiej strony probowal walczyc o swoj kraj,
    trudno mi sie jednoznacznie okreslic jak oceniam ta postac. Wiem przeciez ze ma
    na sumieniu wiele. Natomiast na sprawy "mojego" Podlasia patrze chyba oczyma
    kogos "bez przynaleznosci". Bardzo bliskie sa mi sprawy podlaskich ukraincow,
    moze ze wzgledu na przekazane mi okruchy "prostej" mowy, ale nie odrzucam tez
    Bialoruskosci i rowniez ze wzgledow rodzinnych. Pewnie za moja postawe potepilby
    mnie Andrijko? Na pewno natomiast trudno mi zmusic sie do spojrzenia z
    "polskiej" strony na historie Podlasia.
    Za to dzieki Wam spojrzalem inaczej na grekokatolicki fragment historii.
    Nie bede juz Was zanudzal swoimi refleksjami.
    Mam nadzieje Piotrze, ze przesylka dotarla, aby zachecic do lektury okrasze
    dzisiejszy post paroma cytatami.

    „Ma rację ks.prałat Piotrowski twierdząc, że Białorusini są nacją napływową, z
    racji takiej a nie innej polityki caratu.[...]Ludzie pochodzenia białoruskiego
    przemilczają skąd przyszli, a szkoda. Białorusini niech pamiętają, że nie są u
    siebie, na Białorusi, tylko w granicach Państwa Polskiego, którego tolerancji
    nadużywać nie wolno. Komu się nie podoba - wolna droga. Jestem katolikiem i
    szanuję ludzi innych wyznań.[z listu opublikowanego w białostockim Kurierze
    Porannym nr 223 z 1993 r.] „

    "Sądzę, że na wschodnim pograniczu Polski wiele nazw winno być gruntownie i
    obiektywnie rozpatrzone. Trochę nazw już rozpatrzyliśmy i zmiany będą
    opublikowane w Monitorze. Jak dotąd, odkąd jestem przewodniczącym Komisji, nie
    odrzuciliśmy ani jednego wniosku o przywrócenie starej formy nazwy. Oczywiście,
    jeśli te wnioski były uzasadnione historycznie i językowo.[z listu prof. K.
    Rymuta, przewodniczącego Komisji UNMiOF przy URM, z dn.7.07.1994 r.
    wspominającego o niezrealizowanych później zamierzeniach]
    Zarząd Regionu NSZZ "S" Białystok zaprotestował przeciw propozycji Jarosława
    Janowicza, dotyczącej zmian nazw miejscowości w Białostockiem. Związek ten
    chciałby walczyć z białorusko brzmiącymi nazwami wszelkimi metodami.[Gazeta w
    Białymstoku (dodatek do Gazety Wyborczej) , nr 158 z 1995r.]
    Przy bocznej drodze do Hajdukowszczyzny według Janowicza Hajdakowszczyzny
    figuruje napis Chrabustówka. [...]Prawidłowa nazwa brzmi Chrabostówka [...]
    poinformował Włodzimierz Sołowiej, zastępca kierownika Zarządu Dróg w Bielsku
    Podlaskim - Zapewniam, że zostanie wymieniona w tym tygodniu przy okazji
    zastępowania białych tablic zielonymi.[...]Nasi rozmówcy prawdopodobnie nie
    orientowali się, że takowe referendum się u nich odbyło.[...][M.Piontkowski,
    Białoruska poprawność, Gazeta Współczesna, 7.07.1995]
    Wniosek o zmianę nazw miejscowości tych cech [węzłowego znaczenia dla rozwoju
    kraju] nie zawiera.
    [z uzasadnienia dla pozostawienia nazw nielegalnych Krągłe i Górny Gród
    podzielanego przez MSWiA]
    Nie istnieje uzasadniona potrzeba zmiany nazwy miejscowości Juszkowy Gród na
    Juszkowy Hrud.[...]W Polsce żyjemy, a dla kogo się nie podoba, to ...[...]Ten
    Juszkowy Gród jest większość prawosławnych, no i im zależało na tym, żeby zrobić
    Hrud. No bo jak „po prostu” mówi człowiek, tak na wsi?: Juszkowy Hrud! Ale w
    papierach nigdzie nie ma! [oficjalna opinia i sugestie-rozumienie weryfikacji
    Rady Gminy w Michałowie w 1998 r. przyjęte - bezpośrednio lub pośrednio - przez
    MSWiA]"

    Zwroccie uwage na ostatnie uzasadnienie, wystepuje tam bardzo charakterystyczny
    dla Podlasia zwrot „a dla kogo się nie podoba”. Prawdziwy Polak-katolik nie
    powinien tak mowic;) Mowiac powaznie ten zwrot jasno pokazuje pochodzenie tej
    osoby, może odlegle ale jednak.
    I juz zupelnie na koniec serdeczne podziekowania dla Diakona Piotra, szczegolnie
    za fragment o relacjach z Cerkwia prawoslawna.
    Serdecznie pozdrawiam
    R.
    P.S. I oczywiscie milego weekendu
  • 21.02.05, 16:57 Odpowiedz



    Witam
    Dziękuję i za refleksje i przesyłkę- z której otwarciem mam niestety
    problem /vide mój post w poczcie/
    Z pewnością doświadczenia podlaskie i galicyjskie są różne .
    Tak jak spolonizowanie półrusinów – półpolaków :-))).
    Ja swoje refleksje mogę opierać jedynie na ułomkach relacji rodzinnych /
    pamiętam jak wiele lat temu jako chłopak próbowałem dowiedzieć się coś o
    historii rodziny wyciągając wiekowego już wtedy dziadka na wspomnienia przy
    mikrofonie znanego wówczas magnetofonu MK 125. Pamiętam że gdy już schodziło na
    tematu łemkowsko-grekokatolickkego zawsze do akcji wkraczała 'rozsądniejsza"
    babcia - gasząca wspominki słowami "a co mu będziesz o głupotach mówił, po co
    mu to, ty mu lepiej opowiedz jak Niemcy Żydów męczyli - to mu się w szkole
    przyda „/

    No i na lekturze sporej na szczęście dziś liczbie wydawnictw i oczywiście
    Internecie, w tym takim dyskusjom jak ta..
    .
    Ale jak jest na Podkarpaciu ?

    Jeszcze piszą tu i dziennikarze i pisarze którzy za komuny pisywali o dzielnych
    utrwalaczach władzy ludowej walczących ‘z reakcyjnym podziemiem , bandami UPA”
    i „wzruszające” artykuły o zabójstwie Świerczewskiego „przez bandy UPA przy
    czynnym udziale niedobitków hitlerowskich” :-P..
    A propos UPA – czy zauważyłeś jak przez ostatnie 15 lat zmieniało się
    określenie tej formacji w polskim piśmiennictwie – gdzieś do 1991 roku
    obowiązywało określenie „zbrojne bandy nacjonalistów ukraińskich UPA”, bandyci
    z UPA , potem zaczęto łagodzić tą formę w stylu „oddziały UPA, partyzantka
    UPA” ,żołnierze,partyzanci UPA”
    Nie wiem czy wynika to z innej oceny czy tzw. politycznej poprawności ?
    Myslę że też zakończył się etap gdy w artykułach prasowych ,wspomnieniach i
    opracowaniach historycznych pisalo się w Polsce o dążeniach państwowych
    Ukraińców – w stylu szyderstwa /ze sporą dawką półprawd i zbiorowej
    odpowiedzialności/ typu „mordowali bo im się samostijnej zachciewało” , ‘będą
    mieli tą swoją samostijną Ukraińę ....

    Nadal półki księgarskie przepełnione są tu literaturą antyukraińską w stylu
    Pająka i Prusa w sposob jednostronny i tendencyjny opisującyą relacja polsko-
    ukrainskie. /Włącznie z kłamliwą i oszczerczą biografią „Patriarchy
    galicyjskiego”/ I opracowań w stylu państwa Siemaszków , które przemilczają
    np. udział Polaków w antyukraińskich bolszewickich formacjach IB czy
    hitlerowskich schutzpolizei .

    Wróciły do Rzeszowa nabożeństwa greckokatolickie – przy totalnej blokadzie
    informacyjnej ze strony KK.
    Są na szczęście wolne media - tu tematy np. greckokatolickie jakoś
    się „przebijają” – chociaż np. informacje o Jordanie w Przemyślu i Rzeszowie
    ukazały się dopiero post factum .

    Ostatnio na zimowej wyprawie w Ustrzykach Dolnych wstąpiłem do księgarenki
    znanej firmy wydawniczej Bosz. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to cała pólka
    pełna wydawnictw prusowo-pająkowych tak jakby bardziej wyeksponowanych – na
    szczęście zaraz dorwałem się do wydawnictw typu Bieszczad i Płaj – z roku na
    rok ciekawszych i dobrze redagowanych.
    A w Przemyślu działa Instytut Poludniowo- Wschodni publikujący ciekawe studia
    ukrainoznawcze.
    Są już dawno wydane Dzieje Rzeszowa bogato opisujące dzieje grekokatolików
    rzeszowskich /chociaż unikajac opisu powojennych losów zalesianskich parafian/.
    Są wreszcie Dzieje Podkarpacia – bardzo ładnie nawiązujące do wspólnej historii.

    Pozdrawiam - dziekuję Ksiedzu Piotrowi za bardzo ciekawą i
    świeżutką "deklarację intencji" Grekokatolików. jak Ksiądz zauważył zapewne w
    Przemyslu na ten temat nie pogada sie za dużo :-(
  • 21.02.05, 17:01 Odpowiedz
    Chciałbym jeszcze zwrócić uawgę na ciekawe wspomnienia Pana Ministra Spraw
    Zagranicznych A.D.Rotfelda wspominającego swe ocalenie /jako dziecka
    żydowskiego/ w greckokatolickim klasztorze studytów /daję co ciekawsze
    fragmenty/:

    polityka.onet.pl/162,1215979,1,0,2491-2005-07,artykul.html
    Było to późną jesienią, najprawdopodobniej w początkach grudnia 1941 r. Władze
    zakonu studytów – jest to greckokatolicki odłam zakonu bazylianów, którego
    adwokatem mój ojciec był przed wojną – zaproponowały, aby dla ratowania życia
    przewieźć dzieci w wieku szkolnym z naszej rodziny do klasztoru w Uniowie. Jest
    to podkarpacka wioska położona w pięknej okolicy, w odległości 7 km od
    Przemyślan. Kilku chłopców, starszych ode mnie, wysłano więc do Uniowa, z
    którego wrócili po tygodniu. Myślę dziś, że dzieciom z zamożnej rodziny było
    trudno pogodzić się z surowymi warunkami życia klasztornego. Mnich, który
    przywiózł chłopców, przed pożegnaniem, stojąc już w drzwiach, zwrócił się do
    mego ojca (ten moment dokładnie pamiętam, bo wielokrotnie do niego wracałem w
    myślach) z pytaniem: „Panie Doktorze, a może Pan oddałby swego syna pod naszą
    opiekę”. Miałem wtedy 3 i pół roku. Zorientowałem się, że wszyscy patrzą na
    mnie wyczekująco. Wstałem. Nagle cała rodzina w popłochu zaczęła mnie ubierać,
    ściskać, całować. Wyprowadzili mnie na podwórze, gdzie czekał zaprzężony wóz.
    Był to ostatni moment, kiedy widziałem swoich rodziców.

    Zimą 1942 r., w czasie świąt Bożego Narodzenia, dyrektor jednej z wiejskich
    szkół zaproponował, aby moi rodzice na pewien czas zostali u niego w stodole.
    Ktoś zauważył, że nauczyciel nosi do stodoły jedzenie. Doniósł o tym
    ukraińskiej policji, która rodziców aresztowała i przewiozła do Przemyślan. Tam
    zostali straceni. Moja o 11 lat starsza siostra jako jedyna z rodziny dotrwała
    w lesie do końca wojny. Przeżyła w koszuli nocnej, używanej jako jedyna
    sukienka. Po wejściu Rosjan, w wieku 16 lat, podjęła pracę w fabryce spirytusu
    w Przemyślanach. Uczyła się zaocznie. Przed wojną ukończyła tylko szkołę
    podstawową. Zdobyła zawód chemika. Nie była osobą zaradną, ale bardzo dzielnie
    stawiała czoła przeciwnościom losu. Miała bardzo ciepły i ufny stosunek do
    ludzi i świata. Jedyne, co udało się jej odzyskać z kilku domów naszej rodziny,
    które obrabowali ukraińscy sąsiedzi, to pamiątkowy kielich, jeden talerz i
    albumy ze zbiorem przypadkowych rodzinnych fotografii jednego z wujków. W ten
    sposób trafiły do moich rąk – wśród licznych fotografii osób nieznanych – dwie
    najcenniejsze odbitki: zdjęcia moich rodziców.

    Do klasztoru w Uniowie trafiłem jako Adaś, chociaż po urodzeniu – jak świadczą
    o tym zapisy w metryce – miałem nadane dwa imiona: Adam Daniel. Rodzice w domu
    nazywali mnie Adaś. Po roku pobytu w klasztorze zostałem ochrzczony. Mnich,
    który opiekował się dziećmi w sierocińcu, miał na imię Daniel. Myślę, że to
    zdecydowało, że ochrzczono mnie tym drugim imieniem. Od tego czasu używałem w
    szkole, w domu i w kontaktach towarzyskich imienia Daniel. Z tych, nazwijmy to
    historycznych, względów jestem formalnie dwojga imion. Tak zdecydowałem, choć
    generalnie uważam tę formę za pretensjonalną. Tyle w sprawie imienia. Nieco
    bardziej złożona była sprawa z nazwiskiem. W klasztorze ukrywałem się pod
    zmienionym nazwiskiem, które w tłumaczeniu na język polski i ukraiński
    nawiązywało do prawdziwego. Otrzymałem nazwisko Czerwiński. Używałem go w
    szkole do czasu, kiedy siostra powiedziała mi w kilka lat po wojnie, jakie jest
    moje prawdziwe nazwisko. Po krótkim namyśle zdecydowałem się, że należy
    powrócić do prawdziwego.

    W sierocińcu w klasztorze były różne dzieci – głównie ukraińskie i jedno
    polskie. Trzech chłopców było z rodzin żydowskich. Trafili tam w wyniku decyzji
    metropolity Kościoła greckokatolickiego Andrzeja Szeptyckiego, który wezwał
    wszystkie podlegające mu klasztory, aby wśród ukraińskich i polskich sierot
    ukrywały również dzieci żydowskie. W wyniku tej akcji uratowano życie blisko
    150 dziewcząt (klasztory żeńskie) i chłopców (klasztory męskie). Ihumenem,
    czyli przeorem, a później archimandrytą zakonu studytów był brat metropolity
    Szeptyckiego, Klemens. Był moim spowiednikiem. Człowiekiem wielkiego serca i
    rozumu. Pamiętam takie zdarzenie. Byłem – ze względu na okoliczności – nad wiek
    poważny i głęboko wierzący. Przyjmowałem wówczas jako rzecz oczywistą i
    naturalną, że nic nie dzieje się bez woli Pana Boga. Z lekcji religii
    wiedziałem, że „nawet włos nie spadnie człowiekowi z głowy bez woli Pana Boga”.
    Nie mogłem pogodzić się, po prostu nie rozumiałem, jak to się dzieje i dlaczego
    Bóg pozwala na to, co widziałem na własne oczy – masowe mordy, zabójstwa,
    bestialstwo, powszechne prześladowania niewinnych ludzi, którzy byli traktowani
    gorzej niż zwierzęta

    Latem 1944 r. Armia Radziecka – po walkach z Niemcami i banderowcami – zajęła
    tereny dzisiejszej Ukrainy Zachodniej. W listopadzie umarł metropolita Andrzej
    Szeptycki. Pamiętam całonocne czuwanie, panichidę i wielodniową żałobę. Wkrótce
    potem władze aresztowały archimandrytę Klemensa.

    Przez dłuższy czas – co dwa tygodnie – nosiłem do więzienia paczki, które
    przygotowywały siostry zakonne z klasztoru w Jaktorowie. Topione masło, miód,
    orzechy, suszone owoce. Pewnego dnia powiedziano mi, że archimandrytę
    przeniesiono do innego więzienia. Wszyscy uważali, ja też tak myślałem, że to
    kłamstwo, że Klemens Szeptycki został zamordowany albo zmarł w więzieniu. W
    latach 90., kiedy byłem dyrektorem Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem
    w Sztokholmie (SIPRI), już po upadku Związku Radzieckiego, przy okazji
    prowadzonych przez Szwedów poszukiwań śladów i wiadomości o losie Raula
    Wallenberga, dowiedziałem się, że Klemens Szeptycki był więziony razem z
    Wallenbergiem. Zmarł w początkach lat 50. w więzieniu we Władimirze.

    Pozdrawiam w nowym tygodniu
  • 21.02.05, 18:45 Odpowiedz
    Witam z nowym tygodniem
    Szkoda Piotrze, ze przesylka nie dotarla:( Zaraz zabieram sie do prob
    doprowadzenia zrodel do formy nadajacej sie do wysylki.
    Aby nie zostawic Drogich Forumowiczow bez jakiejkolwiek lektury znow posluze sie
    cytatami:) Co prawda chcialem dzis poruszyc jeszcze problemy polonizacji, ale
    chyba przy zabawie z plikami zejdzie troszke czasu.

    "Aby powrót żywego nazewnictwa historycznego był możliwy, wśród elit
    administracji musiałoby zaistnieć przekonanie, że dewastacja nazewnictwa (by
    posłużyć się terminem nawiązującym do „ekologii środowiska kulturowego”) jest
    czymś nagannym i godnym potępienia, tak jak i cała idea tzw. „repolonizacji”
    wschodniej Białostocczyzny będąca jej teoretyczną podstawą. Takie przekonanie
    skutkowałoby otwarciem na wszelkie możliwości przywrócenia nazewnictwa
    prawidłowego. Powstałaby w ten sposób sytuacja, która jednocześnie „umożliwia
    porozumienie i sprawia, że jest ono zbędne”. Obecnie mamy do czynienia z
    sytuacją odwrotną: porozumienie jest konieczne, ale jednocześnie niemożliwe"

    Zanim zabiore sie do lektury tekstu z "Polityki" (przyznam ze nic nie wiedzialem
    o roli Metropolity Szeptyckiego w ratowaniu dzieci) chcialbym jeszcze zapytac
    czy na Podkarpaciu rowniez wielu wrogow "ruskosci" rekrutuje sie z ludzi ktorych
    rodzina stala sie "prawdziwymi Polakami" stosunkowo niedawno?
    Tymczasem koncze i zabieram sie do prob:)
    Pozdrawiam
    R.
  • 21.02.05, 21:04 Odpowiedz
    Skoro mialem cos dzis napisac nt. procesu polonizacji Rusinow a zajalem sie
    przygotowywaniem materialu do wysylki metoda "kopiuj wklej" to podepre sie
    chociaz malym cytatem z najnowszego NBiN

    "W tym samym czasie jeden z moich kuzynów, noszący nazwisko dziadka (zakończone
    na -uk), został zapytany przez nauczycielkę w szkole, czy jest Ukraińcem? Proszę
    sobie wyobrazić, jaką burzę wywołało to zdarzenie w rodzinie mojego wujka, który
    jest lokalnym działaczem jednej z katolickich partii"

    free.ngo.pl/nadbuhom/Nr6_2004/18-List%201.htm
    Jest troche i na temat polonizacji i na temat pozniejszych drog potomkow Rusinow.
    Zycze milej lektury
    R.
  • 21.02.05, 22:31 Odpowiedz
    wolf_wwa napisał:

    > "W tym samym czasie jeden z moich kuzynów, noszący nazwisko dziadka
    (zakończone na -uk), został zapytany przez nauczycielkę w szkole, czy jest
    Ukraińcem? Proszę sobie wyobrazić, jaką burzę wywołało to zdarzenie w rodzinie
    mojego wujka, który jest lokalnym działaczem jednej z katolickich partii"

    Tylko nie mów że owo nazwisko na konczące sie na uk - to Tokarczuk.
    Mnie to nazwisko kojarzy sie akurat z byłym abp-kupem przemyskim - szarą
    eminencją checy z Karmelem /co zresztą "kosztowalo go" przyspieszoną emeryturą
    i pospiesznym robieniem miejsca tylko "ciut" lepszemu następcy abp-wi
    Michalikowi / i zniszczenia cerkiewnej kopuły w Przemyślu oraz inicjatorem
    szczucia spolonizowanych mieszkanców Ujkowic na prawoslawnych mnichów
    pragnących sie osiedlić w tej miejscowości . :-)))
    Musze sie zmusic zresztą do przestudiowania biorgrafii owego księdza - być może
    jego postepowanie - to efekt syndromu "gorliwości neofity". Z tego co wiem
    wywodzil sie z "kresów" skąd uciekal w obawie przed UPA i bolszewikami.

    Pozdrawiam - dobrze,że przed spaniem tu zagladnąlem :-)
  • IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl

    Gość: diakon Piotr 22.02.05, 02:43 Odpowiedz
    > Władze
    > zakonu studytów – jest to greckokatolicki odłam zakonu bazylianów, któreg
    > o
    > adwokatem mój ojciec był przed wojną – zaproponowały, aby dla ratowania
    > życia
    > przewieźć dzieci w wieku szkolnym z naszej rodziny do klasztoru w Uniowie.


    Sprawa udziału greckokatolickich struktur kościelnych, w szczególności braci
    Szeptyckich, w ratowaniu Żydów ma już sporą literaturę.

    Prof. Rotfeld jeszcze jako WICEminister SZ był jednym z uczestników obchodów
    ku czci bł. Emiliana (Lublin, 17-18.II.2004), przemawiał na Majdanku. Bl.
    Emilian był proboszczem gr.kat. w Przemyślanach, a z klasztorem uniowskim
    ściśle współpracował duszpastersko jeszcze przed wojną. Odsiadywał tam też
    kary pozbawienia wolności (za "nieprawomyślność").

    Prof. Rotfeld bardzo ładnie mówi po ukraińsku, na początku swego wystąpienia
    zadeklamował długi cytat z Szewczenki.

    Tym niemniej studyci to nie jest żaden "greckokatolicki odłam zakonu
    bazylianów" - to bazylianie są zakonem greckokatolickim (ściślej zakonami, bo
    jest takich 5 gr.kat. i jeden chyba łaciński).
    Studyci natomiast to nie "zakon", to po prostu zwyczajni mnisi, tacy, jak w
    prawosławiu, tyle że tam nie ma innych form życia konsekrowanego poza
    monastycyzmem, więc mnisi prawosławni nie muszą się odróżniać nazwą od innych
    zakonników (bo tych innych nie ma).
  • 22.02.05, 14:22 Odpowiedz
    Witam !
    Chciałbym dowiedzieć się czegoś o siostrach zakonnych Służebniczkach. Czy jest
    to zakon grekokatolicki ?
    Pozdrawiam i z góry dziękuję za odpowiedź.
    --
    www.bircza.pl
    forum.gazeta.pl/forum/71,1html?f=23313
  • 22.02.05, 18:44 Odpowiedz
    Witam
    Jakos niepostrzezenie weszlismy na temat monastycyzmu.
    W oczekiwaniu na odpowiedz Diakona Piotra proponuje lekture tekstu dotyczacego
    prawoslawnych osrodkow zakonnych na terenie I Rzeczypospolitej. Moge tylko
    wyrazic nadzieje, ze nikt nie poczuje sie urazony tym cytatem. Staralem sie
    wybrac tekst wywazony w swych pogladach na Unie. Jak wiecie spojrzenie
    Prawoslawia na Unie czasem bywa nieprzychylne stad te male wtracenia w tekscie.
    Po tym malym usprawiedliwieniu oddaje juz glos Annie Radziukiewicz:

    "Korzenie monastycyzmu w Rzeczypospolitej tkwią w czasach Rusi Kijowskiej. Już w
    1051 r. św. Antoni Pieczerski założył monaster w Kijowie, który dał początek
    słynnej Ławrze Kijowsko-Pieczerskiej, będącej w XVI wieku głównym ośrodkiem
    zakonnym Rzeczypospolitej. Wprowadzony przez św. Antoniego model anachorecki,
    czyli pustelniczy, życia zakonnego został zamieniony przez jego następcę
    Teodozego Pieczerskiergo regułą studycką, eksponującą oprócz modlitwy i ubóstwa
    pracę na rzecz bliźnich poprzez prowadzenie szpitali, przytułków, ale również
    bibliotek, drukarni i szkół, w których były nawet wychowywane dzieci książąt
    litewsko - ruskich. W Kościele prawosławnym klasztory pozostają jednak zawsze
    przede wszystkim centrami duchowymi, w których sprawowana jest nieustannie
    modlitwa, przyciągającymi tysiące pielgrzymów. Druga połowa XV w. zaowocowała
    powstaniem wielu centrów zakonnych w Rzeczypospolitej. Po upadku Cesarstwa
    Bizantyjskiego w połowie XV w, a także w wyniku zagrożenia ze strony Turcji
    południowym ziemiom Wielkiego Księstwa Litewskiego, wielu mnichów z byłego
    Cesarstwa, Bałkan, Kijowszczyzny i Bracławszczyzny szukało schronienia na
    północy, dając początek monasterom na ziemiach białoruskich, Wołyniu i Podlasiu.
    Moźnowładcy litewsko - ruscy chętnie fundowali prawosławne klasztory. Z tego
    właśnie okresu pochodzi m.in. monaster Zaśnięcia
    Bogarodzicy w Supraślu, który w XVI w. stał się najbardziej znaczącym ośrodkiem
    monastycznym w Wielkim Księstwie Litewskim.
    W Wielkim Księstwie Litewskim i na ziemiach ruskich Rzeczypospolitej monastycyzm
    wschodni był niezwykle rozwinięty Historyk prof. Antoni Mironowicz podważa,
    lansowaną często w środowiskach rzymskokatolickich, tezę o całkowitym upadku
    życia monastycznego w drugiej połowie XVI w. w Rzeczypospolitej i wprowadzeniu
    unii brzeskiej jako remedium na ten upadek. Badacz, wyliczając główne ośrodki
    zakonne, mówi o czterdziestu na ziemiach, które dziś stanowią Białoruś, około
    sześćdziesięciu na Wołyniu i tyluż samo na Halicczyźnie i Lwowszczyźnie, o
    dwunastu na Chełmszczyżnie. Druga połowa XVI w. przynosi kolejnych kilkadziesiąt
    fundacji. W wielu miejscowościach było po kilka, a nawet kilkanaście monasterów,
    na przykład w Połocku piętnaście, Wilnie siedem, Kijowie około dwudziestu. A
    wiele wspólnot - jeszcze w XVII w. - skupiało często powyżej stu mnichów."

    Swoja droga chetnie dowiem sie czegos na temat zakonow grekokatolickich, wiec
    polecam sie laskawej uwadze Diakona Piotra:)
    Piotrze, pierwsza czesc przesylki wysle dzis okolo 21. Mam nadzieje, ze tym
    razem obejdzie sie bez klopotow.
    Pozdrawiam
    R.
  • 22.02.05, 21:33 Odpowiedz
    Witam serdecznie.
    Cieszę się że wątek z Polityki stal sie powodem nowych rozważań.
    Ksiądz Piotr ma oczywiście racje - nie wolno mieszać tego zakonu z Bazylianami.
    Sam na ten temata mam niewielką wiedzę - ale od czego biblioteczka ;-). Oto w
    tomie III "dziejów podkarpacia" znal;azłem ciekawe opracowanie Marka Mariusza
    Tytko pt "Studyci, odrodzenie zakonu przez Metropoliitę Andrieja Szeptyckiego"

    Jest tu też rys historyczny tego zakonu /biorącego nazwę od rzymskiego konsula
    Studiosa - załozyciela pierwszego monasteru w konstantynopolu/- o rodowodzie
    bizantyjskim - rok 463 ne.. No i wspomnienie św. Teodora Studyty - jednej z
    najważniejszych postaci życia klasztornego , męczennnika za swe "poglądy na
    temat ikon i etyki ,małżeńskiej cesarzy cierpial trzykrotnie
    wygnanie,więzienie i obrażenia cielesne." Był jednym z najswietniejszych
    ikonodułów - ikonofilów.


    W II Rz-plitej studyci posiadali /1939 r./ 8 manastyrów z 300 zakonnikami.
    W czsie II wojny "studyci zasłuzyli się w obronie Żydów". Dzieci i dorośli byli
    ukrywani w klasztorze w Uniowie /w sumie 15 męzczyzn,kobiet i dzieci"Natomiast
    w Jaktorowie u sióstr studytek w sierocincu ukrywano co najmniej 30
    dziewczynek żydowskich, ktore przewiózl tam partiami po 6-7 dzieci w
    cięzarówce Iwan hyrnyj. " ... "Metropolita ukrywal przed niemcami od 1942 roku
    do wrzesnia 1944 na wzgórzu św. Jura ostatniego rabinaLwowa KurtaJ.Lewina.
    rabin ów był przebrany za studyte. mowil płynnie po ukrainsku"

    Od siebie tylko dodam że rabin ow wywodził sie z ... rzeszowskiego rodu
    rabinackego :-)
    Pozdrawiam ciesząc sie z mnożacych się wątków w naszej "studni tematów bez
    dna..." ;-)
  • 23.02.05, 21:05 Odpowiedz
    Witam serdecznie
    Jak widac nigdy nie wiadomo dokad prowadza kolejne posty:) Teraz zaprowadzily
    nas akurat do wspolnot monastycznych.
    Szukalem roznych materialow na ten temat w posiadanej literaturze i wpadl mi w
    rece tekst Bp. Maximosa. Jest to grecki punkt widzenia. Nie zbliza sie on do
    naszych rozwazan, ale zdecydowalem sie zacytowac fragmenty poniewaz uderzajace w
    tym tekscie jest calkowite zignorowanie ziem ruskich w rozdziale pt. Monastycyzm
    prawoslawny dzisiaj.
    Sa tam wymienione Rosja, Bulgaria, Rumunia, Serbia, a nie ma nawet wzmianki o
    monasterach na terenie Bialorusi, Ukrainy czy Polski. Czyz nie jest to dziwne?

    "Wraz z nawróceniem Słowian w IX i X w. monastycyzm przeniknął również do krajów
    słowiańskich, gdzie bujnie rozwija się do dzisiaj pomimo komunistycznego ucisku.
    Wielkie monastery w Rosji — Zagorsk (obecnie Sergiejew Posad), Pustelnia Optino
    i Wałaam — kontynuują tradycję hezychastyczną. Spośród wielkich mnichów i ojców
    duchowych, którzy ją krzewili, wystarczy wspomnieć św. Nila Sorskiego
    (1433-1508), św. Serafima z Sarowa (1759-1833) oraz ojca Jana Kronsztadzkiego
    (1829-1908), żonatego kapłana. Monastycyzm prężnie rozwija się dzisiaj w
    Rumunii, Serbii, a nawet w Bułgarii"

    W dalszej czesci tekstu sa juz tylko wypowiedzi na temat Swietej Gory Athos, dla
    mnie jest to dziwne.
    Ciesze sie, ze i tematyka monastyczna spotkala sie z zyczliwym przyjeciem i
    odzewem - zawsze ciesze sie gdy moge poszerzyc swa wiedze:) a sprawach
    zydowskich jestem kompletnym laikiem.
    Pozdrawiam
    R.
  • 23.02.05, 21:52 Odpowiedz
    Witam - w następnych postach pociągnę temat studytów - chyba,że mnie ksiądz
    Piotr ubiegnie ;-)
    Dzisiaj natomiast wspomnę o swoim odkryciu - oto dorwałem zszywkę ... Monitora
    polskiego z 1977 roku a tam... np zarządzenie ministra administracji,
    gospodarki terenowej i ochrony środowiska M.Milcarka z 8.03.77 /monitor nr 6/ w
    sprawie zmiany nazw niektórych miejscowości w woj.krosnienskim i..
    "zmienia sie nazwy następujących miejscowości w województwie krosnieńskim :
    1/ Rabe w gminie Baligród na Karolów,
    2/Hłomcza w gminie Sanok na Swierczewo.
    par,2 Zarządzenie wchodzi w życie z dniem 1 kwietnia 1977 r."

    Koniec cytatu.
    A wiec komuna pomyślała sobie aby uczcić rocznicę śmierci renegata zmianą nazw
    miejscowości o typowo ukraińskim pochodzeniu.
    Na szczęście te zmiany nie weszły w życie ale... ten sam minister "z dniem 9
    sierpnia 1977 roku" wymyślił dalsze zmiany nazw w tym 65 miejscowości w
    ówczesnym woj. Krośnieńskim i 50 miejscowości w woj. przemyskim !!!!
    Monitor „Polski” nr 21.A
    Precyzyjny urzędnik zaznaczył w owej zszywce monitorow,że "uchylono
    zarządzeniem Ministra... z dniem 27.02.1981 /monitor nr 7/81 " zaznaczając że
    utrzymano w mocy zmianę nazwy miejscowości "Mordownia, gmina Nisko'
    na "Spokojna przysiółek"
    A uchylone zmiany nazw dotyczyły owych Dołzyc, Muczne , Dwernik,
    UluczStuposian, Hulskich,Smereka,Wolosatego i wielu innych miescowosci o typowo
    ruskich nazwach.
    Pomyśl Radku - Akcja Wisła nie zakończyła sie ani w 1947 roku , ani w 1950 ani
    nawet w momencie wydania owych przepisów o zatarciu ksiąg wieczystych. Akcja
    Wisła trwała aż do lat 70-tych.
    Chociaż sądząc po przesłanych mi przez Ciebie dokumentach /serdecznie dziękuję
    raz jeszcze!!!!/ trwa po dziś !!!
    Tylko że teraz "demokratyczni" urzędnicy bronią sie przed przywróceniem
    białoruskich nazw miejscowości innymi argumentami - a to że "leży to w
    gestii" "organów samorządowych" a to innymi biurokratycznymi względami...
    Do tematu mojego postu i owych zarządzeń jeszcze wrócę :-( no i po rozczytaniu
    Twoich przesyłek
  • 24.02.05, 20:59 Odpowiedz
    Masz racje Piotrze, ze do tej pory wielu ludzi "uwieraja" nazwy pochodzenia
    ruskiego. Zreszta nie tylko nazwy.
    Niestety wymazywanie ruskiego fragmentu historii ziem lezacych na wschodzie RP
    trwa chyba do dzis. Dobrze wpisuje sie to w akcje udowadniania "odwiecznej
    polskosci" tych ziem. Bardzo irytuje mnie przedstawianie Podlasia jako swojego
    rodzaju "egzotyki". Widac to nawet we wszelkiego rodzaju "dodatkach
    turystycznych" np. w Gazecie. Malo kto mowi skad sa tam Rusini, ze sa u siebie
    i sa nierozerwalnie zwiazani z historia tej ziemi. W zamian serwuje sie bajki o
    "odrobinie orientu w Polsce" czy wspomniana przed chwila egzotyke. Nie odbieram
    widoku cerkwi wylaniajacej sie na zakrecie drogi do Mielnika jako czegos
    dziwnego, raczej dziwne bylo by gdyby na tych ziemiach zabraklo cerkwi
    zwienczonych wschodnimi krzyzami opartymi na polksiezycach (a jest to czesty
    motyw na Podlasiu). Czesto widac to podejscie gdy jest mowa o historii
    Drohiczyna, rzadko mozna tam spotkac wzmianki na temat przynaleznosci tego
    miasta w okresie kiedy koronowany byl na krola Danylo.
    Na dzis bede nie bede juz sie zalic i siadam do modernizacji komputera:)))
    Serdecznie pozdrawiam
    R.
    P.S. Piotrze dzis sprobuje przeslac kolejna paczke przez konto "gazetowe" moje
    konto niestety ma problemy z obsluga przesylek wiekszych niz 2-2,5 MB
  • 24.02.05, 21:04 Odpowiedz
    > Na dzis bede nie bede juz sie zalic
    Oczywiscie mialo byc "nie bede sie juz zalic.
  • IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Gość: niokś 24.02.05, 21:57 Odpowiedz
    mam pytanko do osoby kompetentnej: czy w cerkwi się klęczy? a jeżeli tak, to od
    kiedy?
  • 25.02.05, 00:42 Odpowiedz
    Na niedzielnej Liturgii (nabozenstwie) z reguly nie kleczy sie, aczkolwiek sa
    wyjatki. Tak jest w cerkwi prawoslawnej, jak jest u grekokatolikow nie wiem.
  • 25.02.05, 00:43 Odpowiedz
    Mam jeszcze prosbe o uscislenie pytania, poniewaz nie zrozumialem co znaczylo w
    Twoim pytaniu "od kiedy"?
    R.
  • 25.02.05, 14:14 Odpowiedz
    Witam
    W kilku ostatnich postach pisalismy troche na temat monastycyzmu, wczesniej (i
    to duzo wczesniej, chociaz ostatnio Diakon Piotr wspomnial o blogoslawionym
    Emilianie) dowiedzialem sie od Was o Swietych i Blogoslawionych grekokatolikach.
    Przy innej okazji przedstawilismy sobie troche swietych ktorych raczej nie
    powinno sie wspominac. Do tej pory wspominalem tylko o Swietych Meczennikach
    Chelmskich i Podlaskich, a watro wspomniec o innych. Dzisiejszy post chcialbym
    poswiecic sw Grzegorzowi Peradze. Nie jest to swiety pochodzacy z regionow o
    ktorych rozmawiamy, ale przez pewna czesc swojego zycia mieszkal w Polsce i tu
    poniosl meczenska smierc.
    Mam nadzieje, ze zycie sw Grzegorza okaze sie dla Was inetresujace.
    Na poczatek cytat z cerkiew.pl

    "5 maja 1942 r. archimandrytę Grzegorza aresztowali Niemcy. Powody tego nie są
    do końca jasne. Prawdopodobnie przyczyną była pomoc okazywana przez świętego
    ludności żydowskiej i współpraca z polskim podziemiem. Przesłuchiwanego,
    poniewieranego i bitego duchownego w połowie listopada przewieziono do obozu
    koncentracyjnego w Oświęcimiu. Po osiemnastu dniach pobytu 6 grudnia 1942 r.
    poniósł śmierć. Jej przyczyny do dziś nie są do końca wyjaśnione. Zgodnie z
    przekazem naocznego świadka kapłan dobrowolnie zgłosił się na śmierć za innych
    więźniów. Postawiono go boso na śniegu, szczuto psami, polano benzyną i
    podpalono. Nie udało się ustalić co się stało z ciałem męczennika."

    cerkiew.pl/swieci.php?id=526

    "Archimandryta Grzegorz Peradze został zaliczony do grona świętych 19 grudnia
    1995 r. na soborze Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego jako kapłan – męczennik.
    Uroczystościom przewodniczył patriarcha Eliasz II. Kanonizację tę uznał Kościół
    prawosławny w Polsce, wpisując jego imię do swych dyptychów. Stał się on tym
    samym świętym obu bratnich Kościołów prawosławnych. Jego męczeństwo stanowi
    jedną z najbardziej światłych kart historii współczesnego Prawosławia."

    www.magazyn.ekumenizm.pl/article.php?story=20041206170515142&mode=print
    Przed weekendem nie chcialem zaczynac niczego nowego. Moze ten post bedzie
    wypowiedzia ktora polaczy i watki monastyczne i swietych?
    Nie bylbym soba gdybym od czasu do czasu nie poruszyl spraw podlaskich, nie bede
    nic cytowal, ani rozpisywal sie a tylko zalinkuje rysunek. Niby jest on
    smieszny, ale...
    A interpretacje pozostawiam dla Was:)

    www.slonko.com.pl/images/rysunki/10.jpg
    Zycze Wam udanego weekendu
    Pozdrawiam
    R.
  • 25.02.05, 20:31 Odpowiedz
    Witam serdecznie !!!
    Oj nazbierało sie teamtów:-)

    Najpierw nazwy - otrzymałem od ciebie Radku cały plik zeskanowoanych dokumentów
    świadczących że Związki polskich Białorusinów i intelektualistów walczą po
    obecnre czasy o przywrócenie na podlasiu i bialostocZczyźnie o przywrócenie
    historycznych, bialoruskich nazw miejscowości ktore w okresie powojennym
    zostały "po cichu" wymazane i przepolszczone.
    Szkoda,że to skany - więc trudno je przepisać i dać innym forumnowiczom do
    wiadomości. A więc tam w pólnocno wschodniej Polsce mamy po jednej stronie
    granicy - Bialoruś rządzoną przez despotę, a po drugiej stronie granicy -
    biurokrację "demokratycznej" Polski która jak diabel święconej wody - boi się
    przywrócenia "prawdy historycznej". W cytowanej przez skany pracy pisze też o
    owych zarządzeniach bieszczadzkich i zmianach nazw, oraz skutecznym
    przywróceniu po 4 latch tych historycznych nazw. Prostuję - zmianiy nazw w 1977
    roku dotyczyły miejscowości od lubaczowszczyzny po gorlickie /Skwirtne na
    Skwierzyn :-)/ Ale też i całego obszaru Bieszczad - w tym np Wołosatego na
    Roztoki. Pisze sie tam bodaj że był to przejaw "gierkowskiego woluntaryzmu" -
    otoz nie radku - te zmiany naz był to ciąg dalszy polityki - od Akcji
    wisła, "dobrowolnych" wysiedleń do Zssr, jaworzna, przejmowania majątku,
    kasacji ksiąg wieczystych i ubeckiej inwiligacji mniejszości ukraińskiej po
    koniec lat osiemdziesiątych. To radku układało się w jeden łańcuszek :-)
    Do tematu jeszcze wrócę.
    A teraz temat mnisi - wynotowałem gdzieś taki ciekawy cytat na temat
    galicyjskich unitów " Do chwili rozbiorów na terenie diecezji przemysko-
    samborskiej było 9 klasztorów bazyliańskich i 3 żeńskie /wszytkie poza
    granicami obecnej Polski. W wyniku reform józefińskich na przełomie XVIII i
    XIX wikeku zredukowano liczbę parafii unickich. Pod koniec XIX wieku mimo
    ponownego wzrostu ośrodków parafilanych, unicka diecezja przemyska mialas 685
    parafii, 23 samodzielne wikariaty, ponad 800 kapłanów zajętych pracą
    duszpasterską, 997 600 wiernych, 6 męskich klasztorów /Dobromil,
    Drohobycz,Krechów, Krystynopol,Żólkiew, Ławrów i żenski w jaworowie. W 1934
    roku wyłaczono z diecezji 9 dekanatów, na ogólną liczbę 54, tworząc
    Apostolską Admimnistracje Łemkowszczyzny"

    I jeszcze powracający temat świętych - dziekuję za linki. Myślę Radku że nie
    powinno się mówić w dzisiejszych czasach o Swiętych "prawosławnych,
    katolickich, unickich" itd Bo święty to po prostu święty. Ale boję sie że do
    tej unifikacji jest jeszcze daleko :-)
    Wspomina sie tam o Dzielnym Gruzinie - świętym archimandrycie Grzegorzu Peradze
    i jego oświęcimskiej śmierci. Kolejna ciekawa Postać.
    I śmierć podobna do św. Maksymilina Kolbego - przy czym ten ostatni ma też
    zyciorycsie epizod żydowski - ale trochę mniej chwalebny - mialem swego czasu w
    rękach zszywkę z lat trzydziestych "rycerza Niepokalanej' pisma ktorego
    redaktorem naczelnym był właśnie Sw Kolbe . A w owych gazeta bardzo liczne
    akcenty antyżydowskie - o konieczności walki handlu 'katolickiego-polskiego"
    z "żydowskim", o szkodliwości Żydów itd.
    Dobrze że owi zakonniccy /Prawosławny i katolicki/ "dali świadectwo" swego
    człowieczeństwa i w przypadku Polaka 'swoistego odkupienia grzechów"
    Pozdrawiam

    Dziękuję za korespondencję i zyczenia. Nyślę że bęzie dobrze :-)
    W każdym razie w przyszłym tygodniu działam tu aktywnie a potem ... "jak Bóg
    pozwoli"
    Miłego weekendu
  • 25.02.05, 20:38 Odpowiedz
    Ze zdjęć pielgrzymkowych ze Świętej Góry Grabarki widać
    pielgrzymów "prawosławnych" na klęczkach odbywających finał owej pielgrzymki.
    Ale klękanie, tak jak organy w kosciele i ławki /z cała obyczajowością
    klękania,siadania i wstawania w odpowiednich chwilach mszy/ to jednak
    obyczajowość katolicka .
    Ale zapraszam do wypowiedzi "specjalistów" ;-)
  • IP: 212.182.32.*

    Gość: diakon Piotr 26.02.05, 16:05 Odpowiedz
    Na razie przekazuję zaproszenie...

    ______________________________________________________________________________

    Archieparchia przemysko-warszawska Kościoła greckokatolickiego
    Komisja polsko-ukraińskich związków kulturowych PAN w Lublinie

    serdecznie zapraszają na sesję

    Kościół greckokatolicki a jedność wielokulturowej Europy
    która odbędzie się 1 marca 2005 r.

    w Trybunale Koronnym w Lublinie, Rynek 1

    początek o godz. 16.00

    Program:

    wprowadzenie

    1. Unicka diecezja chełmska w latach 1815-1905 - Prof. Hanna Dylągowa (KUL)

    2. Ukraińskie malarstwo ikonowe w perspektywie europejskiej religijno-
    kulturowej „wymiany darów” - Ks. dr hab. Michał Janocha (UKSW)

    przerwa

    3. Metropolita Andrzej Szeptycki i rosyjscy grekokatolicy - Ks. dr Georgij
    Avvakumov (UWU - Monachium)

    4. Rola Cerkwi greckokatolickiej w budzeniu się i utrwalaniu tożsamości
    narodowej i odrębności kulturowej Ukraińców - Prof. Michał Łesiów(KUL / UMCS)

    5. Wystąpienie Wojewody Lubelskiego Pana Andrzeja Kurowskiego.

    poczęstunek

    Powyższa konferencja ma służyć refleksji nad treściami adhortacji apostolskiej
    Papieża Jana Pawła II Ecclesia in Europa z 28 czerwca 2003 r., ukazującej owoce
    Drugiego Zgromadzenia Specjalnego Synodu Biskupów poświeconego Europie, które
    obradowało od 1 do 23 października 1999 r.

    „Świadomy nieuniknionych trudności zachęcam wszystkich do uznania i docenienia
    w duchu miłości i braterstwa wkładu, jaki mogą wnieść w konkretne budowanie
    jedności katolickie Kościoły wschodnie przez samą swoją obecność, bogactwo
    tradycji, świadectwo «jedności w różnorodności», inkulturację urzeczywistnianą
    w głoszeniu Ewangelii, różnorodność obrzędów” Jan Paweł II, Ecclesia in Europa
    (32)



    --------------------------------------------------------------------------------
    Proboszcz Parafii Greckokatolickiej w Lublinie ks.Stefan Batruch, Al.
    Warszawska 71, 20-803 Lublin, tel./fax. 081 7469399, 0.603 762
    946,s_batruch@poczta.onet.pl
  • IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Gość: weronitshka 26.02.05, 19:27 Odpowiedz
    ojcze diakonie! proszę się wypowiedzieć na temat klękania w cerkwi
    greckokatolickiej. w przemyślu widziałam, jak część wienych stoi, a część
    klęczy. natomiast we wrocławiu wszyscy sotją. od czego to zależy? z góry
    dziękuję za odpowiedż. :)
  • IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Gość: weronitshka 28.02.05, 19:59 Odpowiedz
    Postawione przeze mnie pytanie jest zbyt skomplikowane?
  • 28.02.05, 21:13 Odpowiedz
    Witam serdecznie Forumowiczow
    Na pytanie o Liturgie w Cerkwi grekokatolickiej niestety nie jestem w stanie
    odpowiedziec. Mozna wiec uznac, ze dla mnie odpowiedz na to pytanie jest za
    trudna:) Niestety moja wiedza nt. grekokatolikow jest fragmentaryczna i zdobyta
    jedynie dzieki uprzejmosci Forumowiczow. Jesli chodzi o Cerkiew prawoslawna to
    rozwine troche swoja wczesniejsza wypowiedz. Mowiac o tym, ze podczas Liturgii
    nie kleka sie mialem na mysli nabozenstwa niedzielne. W niedziele momentem gdy
    wszyscy klecza jest akatyst ku czci Matki Bozej (w niektorych parafiach modlitwa
    ta ma miejsce po niedzielnym nabozenstwie, w niektorych w niedzielny wieczor),
    wowczas wszyscy klecza (z tym, ze nie podczas calego akatystu). Niedzielna
    Liturgia jest wydarzeniem radosnym, z tego wlasnie wynika ze zwyczajowo w
    Prawoslawiu w niedziele podczas modlitwy stoi sie. Temat ten byl poruszany w tym
    watku przy okazji rozmowy o dzwonach i losach wywiezionych na wschod Ukrainy
    mieszkancow. Na Grabarce podczas modlitwy ludzie klecza, niektorzy pielgrzymi
    pokonuja nawet czesc drogi na kleczkach.
    R.
  • 28.02.05, 21:26 Odpowiedz
    Na chwile wroce jeszcze do spraw zwiazanych z nazewnictwem. Faktycznie Piotrze,
    pierwsza czesc dokumentu, do strony 70-74, to skany dokumentow. Na szczescie
    dalej jest juz zdecydowanie lepiej:) Z materialow tekstowych mozna smialo w
    "Acrobacie" kopiowac i wklejac na forum. Na pewno ulatwi to podzielenie sie
    fragmentami ciekawych tekstow z Forumowiczami i dzieki temu bedzie okazja troche
    na ten temat porozmawiac. Czesc tekstow to fragmenty tych zeskanowanych
    materialow i komentarze do nich, poczynione przez Autora. A wydaje mi sie ze
    jest to temat stosunkowo malo eksploatowany i moze z tego powstac kilka
    ciekawych postow:)
    Piotrze, podejme dzis probe przeslania reszty zrodel, juz za pomoca konta
    "gazetowego". Mysle, ze wszystko bedzie dobrze.
    Na zachete zacytuje kolejny fragment tej pracy:

    "Jeżeli jest sprzeczność dwóch racji , to wiadomo, kto powinien ustąpić. Od
    początku świata ustępował ...słabszy. Przecież nieładnie tak się kłócić! MSWiA
    nie chce rozstrzygać, tylko "obserwuje bezstronnie". Jakiś "zwycięzca" z tego
    się wyłonić musi. MSWiA uważa, że nie jest jego rolą wskazywać go, ingerować w
    przebieg "walki", a tylko uznawać jej wynik: kto spadnie z ringu bez życia, ten
    widocznie nie miał racji - dla MSWiA sprawa jest prosta."

    Serdecznie pozdrawiam z nowym tygodniem
    R.
  • 01.03.05, 16:39 Odpowiedz
    Pytanie o zwyczaje cerkiewne jest bardzo ciekawe i sam zainteresowany jestem
    odpowiedzią ale...
    Jako kiepski bo kiepski ale katolik obserwuję różne zachowania w kościołach
    katolickich /w tym owe klękania itd./
    Bo na przykład po „podniesieniu” „ofiarowaniu” czyli owej części mszy gdy
    wierni klęczą a ksiądz podnosi do góry hostię i kielich /przy słowach
    chrystusowych „oto ciało moje” „oto krew moja” / po kończących ten obrzęd
    dźwiękach dzwonków lub gongu – w jednych kościołach wierni wstają do "postawy
    stojącej" a w innych siadają w ławkach. Wtedy też czasami dochodzi do
    niezręcznych sytuacji – gdy np. w kościele są „goście” spoza parafii . Zdarza
    się że w całym „siedzącym" kościele stoi w ławkach kilka osób rozglądając się
    ze zdziwieniem wokół siebie na zasadzie „stać mimo wszystko czy siąść jak inni”.
    Podobnie zresztą jak w trakcie owego podniesienia – jedni „wierni – słuchacze”
    wpatrują się w sytuację na ołtarzu a inni pochylają głęboko głowy i markują
    ręką coś w rodzaju pokornego „bicia w piersi”.

    Z tego co wiem wiele tych zachowań uzależnionych jest od zwyczajów
    specyficznych jest dla danych parafii – jako swoisty obyczaj wprowadzony przez
    miejscowych proboszczy czy nawet "szeregowych" księzy.
    Teraz słyszę że w diecezji warszawskiej oficjalnie już dopuszczone
    przyjmowanie komunii „na rękę” /jak myślę ze względu na coraz liczniejszych
    przybyszy z zagranicy gdzie zwyczaj ten wprowadzono już od dawna/– co jak
    widzę – tu w mocno konserwatywnej Galicji – raczej się nie przyjmie.
    Inny taki odmienny zwyczaj to sposób przyjmowania komunii św. – w wielu
    kościołach odbywa się to już na stojąco , w formie kolejnego podchodzenia do
    księdza stojącego przed ołtarzem /na wzór mszy „papieskich”– ale też widzę
    utrzymujący się zwyczaj klękania wzdłuż progu prezbiterium czy coraz bardziej
    zanikających „balasek” – a owe klekanie przybiera wyraz swoistej demonstracji
    przywiązania do tradycji.

    A tak w ogóle Radku to gorąco namawiam na odwiedzenie kilku mszy kościelnych
    np. w kilku różnych naprawdę pięknych kościołach w centrum W-wy - dla samej
    może nawet obserwacji „socjologicznej” – chociażby ze względu na zaobserwowanie
    zachowania wiernych.
    Owo pytanie Weronitschki stanowi dobry wstęp dla rozwinięcia kiedyś tematu
    obyczajów liturgicznych Kościoła unickiego /ja – zaznaczam – jestem w tym
    temacie „zielony”/

    Pozdrawiam i zachęcam nie tylko do stawiania pytań na ktore np Ks.Piotr z
    pewnością odpowie - chociaż np dzisiaj ma zapowiadaną sesję naukową o
    grekokatolikach - ale tez Weronitschko do stawiania wątków ;-)
  • 01.03.05, 16:46 Odpowiedz
    No i jeszcze jeden temat ;

    Na Podkarpaciu są przebłyski odradzania się „ikonopisania” – oto opowiadano mi
    ostatnio o kilku „jednoosobowych ośrodkach ikonopisania” – w podrzeszowskiej
    Boguchwale takim malowaniem trudni się pochodząca z Francji malarka – jej
    prace, w tym bardzo ciekawe i „uduchowione” Madonny-Umilenie i św. Mikołaje
    prezentowane są w tyczyńskim GOK-u.
    Co dziwne – opowiadano mi że nie chce Ona sprzedawać swych prac – gdyż twierdzi
    że Święty Obraz można darować ale nie żeby sprzedawać.....
    Inna malarka – z pochodzenia Rosjanka /absolwentka bodaj moskiewskiej Akademii
    Sztuk Pięknych– „przymężona” do podrzeszowskiej Kolbuszowej maluje piękne
    ikony , matrioszki /owe mocno kolorowe baby wkładane jedna w drugą/ i z ruska
    zdobione drewniane „pisanki”.
    No i jeszcze tworzący w bieszczadzkiej Hoczwi – Pan Pękalski – chociaż o jego
    ikonach /malowanych m.in. na starych wrotach, drewnianych korytach /sic!!!!/,
    korzeniach czy nadpalonych deskach/ coś teraz ciszej.

    No i jeszcze warsztaty konserwatorskie – w Przemyślu, Łańcucie i Sanoku gdzie w
    miarę posiadanej kasy – odnawia się stare ikony. O jakości tych prac świadczy
    m.in. piękny pawilon ikon w sanockim skansenie i niezwykłej urody ikonostas w
    przemyskiej katedrze grekokatolickiej .

    A nzwy miejscowości - musisz wiedzieć radku że na Podkarpaciu cały szereg
    miejscowiości utrzymalo tradycyjne nazwy ukraińskie / np Deszno - Doszno,
    Wróblik - Woroblik, Czystogarb-Czistohorb/. chociaż w zncznej częsci
    spoloniozowane. W 1977 zamierzano i tak spolonizowane nazwy zamienic na "czysto
    polskie:. Z drugiej strony na Nadodrzu i Mazurach, Pomorzu zachodnim i Sydetach
    repolonizowano niemieckie nazwy miejscowosci - ale to juz temat na inną
    dyskusję.
    Jeśli zas - o podeslany mi uprzejmie material o Bialostoczczyźnie - trzeba go
    będzie wykorzystać niezaleznie od formy przesyłki :-) - ale przecież cały rok
    przed nami :-)
    Pozdrawiam serdecznie
  • 01.03.05, 20:49 Odpowiedz
    Witam
    Skoro poruszyles Piotrze temat pisania ikon wtrace rowniez swoje trzy grosze;)
    Na chwileczke zapraszam Forumowiczow do Bielska, do Bielskiej Szkoly
    Ikonograficznej, a wlasciwie do przyszkolnej cerkwi.
    W zalinkowanym artykule mozna zobaczyc fotografie z wnetrza swiatyni i podziwiac
    wspolczesne ikony.

    www.pporthodoxia.com.pl/artykul.php?id=263
    Do poczytania moge polecic ciekawa stronke dotyczaca ikon

    www.ikony.angelus.prv.pl/
    "Chyba każdy z nas widział w swoim życiu zdjęcia z mrocznych, oświetlonych
    jedynie świecami wnętrz cerkwi z wiernymi zapalającymi je i kłaniającymi się
    przed ikonami i całującymi je. Ikony rzeczywiście są stworzone do tego by
    oświetlać je właśnie światłem świec. Świeca, jej płomień symbolizuje wzniesienie
    duszy do Boga. Pokłony mogą się wydawać czymś "niedzisiejszym"

    "Każda kreska i każdy kolor użyty w ikonie są podporządkowane tajemnicy, o
    której obraz ma opowiedzieć."

    Ciekawie jest tam opisana symbolika kolorow, znaczenie ikony, oraz to czemu
    ikony wygladaja tak, a nie inaczej.
    Wracajac do Twojego poprzedniego postu to zaciekawila mnie kwestia zwyczajow w
    Kosciele katolickim. Dla mnie caly rytual klekania, siadania, wstawania jest
    czyms bardzo oniesmielajacym. Widze, ze z tym problemem spotykaja sie rowniez
    praktykujacy katolicy, ktorzy znalezli sie w innej swiatyni. Zawsze kiedy jestem
    w kosciele (a zyjac wsrod ludzi takie sytuacje zdarzaja sie) staram sie stanac
    gdzies na koncu, wlasnie po to zeby nie czuc sie niezrecznie z powodu swej
    niewiedzy. Mam wtedy wrazenie ze moje zachowanie jest "nie na miejscu", a kiedy
    stoje z tylu wowczas odchodzi klopot z niewiedza kiedy usiasc, a kiedy wstac.
    Wlasciwie moj dzisiejszy post mial dotyczyc zupelnie innych spraw, ale jako ze
    Twoje dzisiejsze posty mialy pozytywny charakter nie chcialem psuc nastroju.
    Pewnie do zaplanowanych na dzis tematow wroce jutro.
    Jest jeszcze dlugi temat nazewnictwa, ale pewnie bedziemy jeszcze wracac do
    niego nie raz.
    Pozdrawiam
    R.
  • 01.03.05, 21:42 Odpowiedz
    Oto radku i ja przezywam takie onieśmielenie wchodząc do "czynnej" cerkwi.
    Bo jako katolik mam w zwyczaju wchodżac do kościola przykleknąć, przeżegnać
    się...
    A przecież wchiodząc do cerkwi wypada najpierw ucałować nogi Ukrzyzowanego,
    ktorego krucifiks umieszczony jest przy wejsciu /podobnie jak w starszych
    kosciołach/, potem trzeba udać sie do prostoła i ucałować "aktualną"
    Ikonę /widywałem nawet wyłozonę sciereczkę do przecierania, a czasem i udać się
    do Ikony swego patrona by sie pokłonić a nawet ucałować ramę.
    No i podobny rytuał po zakończeniu nabożeństwa .
    W najbliższym czasie postaram się przesłać Ci pocztą taka scenę sfotografowaną
    przeze mnie w bazyliańskiej cerkwi w Drohobyczy .
    A w nabożenstwach cerkiewnych - zawsze muszę dobrze nasłuchiwać by np zdązyć z
    licznymi /zazwyczaj trzykrotnymi/ przeżegnywaniami sie /no i przynajmniej
    wymruczeniem owego "Hospodi pomyłuj"/.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Z linkami zapoznam sie pewno jutro .


  • 02.03.05, 18:36 Odpowiedz
    Witam
    W cerkwiach prawoslawnych tez nie jest tak, ze w kazdej sa dokladnie takie same
    tradycje. Gdy ide do cerkwi to zazwyczaj najpierw zegnam sie trzykrotnie a
    nastepnie skladam gleboki poklon, "az do ziemi". A pozniej, jak piszesz jest
    czas na ucalowanie ikony. Gdy swiatynie opuszczam zegnam sie tylko raz.
    Z tego co wiem taki rytual jest zwiazany z obrzadkiem bizantyjsko-slowianskim.
    Podobnie zachowuja sie w cerkwi ludzie przyjezdzajacy z Bialorusi. Podejrzewam,
    ze moga byc roznice na poludniu Polski, ale tu juz powinien sie wypowiedziec
    ktos czesto bywajacy, lub mieszkajacyw tych okolicach. Z lektury moglem sie
    dowiedziec ze zwyczaje prawoslawnych Lemkow roznia sie od znanych mi osobiscie.
    Swoja droga ciekaw jestem jak to wyglada u Serbow, czy Grekow? Niestety moja
    wiedza o Prawoslawiu jest ograniczona terytorialnie;)
    Za chwileczke kolejny post z cytatami, o innej juz tematyce.
    R.
  • 02.03.05, 18:52 Odpowiedz
    Przy okazji pomaranczowej rewolucji mozna bylo sie przekonac, ze zmienia sie
    obraz Ukrainca w oczach Polakow. Na pewno po czesci tak jest, natomiast
    srodowiska "kresowe" w dalszym ciagu posluguja sie nieciekawa retoryka. W sieci
    mozna znalezc strone pod tytulem Mysl Polska. W zakladce Kresy mozna znalezc
    wiele ciekawych wypowiedzi. Na tyle ciekawych ze postanowilem sie nimi podzielic:)
    Na poczatek kilka cytatow z rozmowy z p. Niewinskim:

    "Kandydaci na prezydenta Ukrainy zabiegają o głosy nacjonalistów. Stany
    Zjednoczone i Unia Europejska kokietują ich, widząc w nich jedyną siłę zdolną
    oderwać Ukrainę od Rosji. Proces ten trwa od początku powstania niepodległego
    państwa ukraińskiego. Nasila się eskalacja akcentów antypolskich w środowiskach
    ounowskich. Wszystko to źle wróży przyszłości!"

    "Tymczasem historia mówi nam, że stepy Ukrainy, pozostające w granicach I
    Rzeczypospolitej, były bardzo słabo zaludnione i periodycznie pustoszone przez
    najazdy mongolskie. Rzeczpospolita broniła tych ziem i je cywilizowała. Były one
    masowo zasiedlane przez polską szlachtę i chłopów (szczególnie z terenów
    Mazowsza). Rzeczpospolita była państwem demokratycznym, w którym każdy mógł żyć
    zgodnie ze swoją wiarą, obyczajem i językiem. Polonizowanie następowało w sposób
    naturalny, przez kontakt z wyższą kulturą europejską, której krzewicielami na
    tych terenach byli Polacy."

    www.myslpolska.icenter.pl/index.php?menu=kresy&nr=2004110721086
    Bardzo zastanawiajacy jest fragmment mowiacy o zyciu zgodnie ze swa wiara,
    obyczajem i jezykiem. Chyba jednak roznie z tym bywalo...
    Autor tej wypowiedzi nie oszczedzil nawet Kosciola piszac:

    "Rzecz znamienna, że Jan Paweł II wyniósł na ołtarze 28 ukraińskich ofiar reżimu
    stalinowskiego, ale nie wyniósł do chwały ołtarzy ani jednego z ponad stu księży
    rzymskokatolickich, którzy męczeńską śmiercią zginęli z rąk banderowców. O
    wyniesienie na ołtarze tych polskich męczenników nigdy nie upomnieli się biskupi
    polscy."

    Ten fragment napawa mnie niesmakiem. Takich interesujacych wypowiedzi mozna
    znalezc wiecej pod ponizszym adresem

    www.myslpolska.icenter.pl/index.php?menu=kresy&parStrona=1
    Aby nie konczyc postu pesymistycznie przekaze jeszcze informacje ktora podala
    "Panorama" - ambasador Rosji przekazal w darze dla Jana Pawla II ikone i
    zyczenia powrotu do zdrowia.
    Informacje te przekazuje rowniez Onet:

    "Dziś także odwiedzili papieża ambasadorowie Rosji, Bułgarii, Serbii i
    Czarnogóry, Rumunii, Cypru i Grecji. Przekazali mu ikonę Matki Boskiej.
    Ambasador Bułgarii Władimir Gradew wyraził nadzieję, że patrząc na ten obraz Jan
    Paweł II będzie pamiętał, że prawosławne narody wschodniej Europy modlą się za
    jego zdrowie."
    Pozdrawiam
    R.
    P.S. Czy przesylka dotarla?
  • 02.03.05, 19:42 Odpowiedz
    Witam radku - bardzo ale to bardzo dziekuje za linki o ikonach . Bardzo
    ciekawe !!!
    Mysle jak wykorzystać twoje przesyłki ??? Może zapowiadana przerwa w laczności
    da mi natchnienie :-(
    A twoja refleksja o wizytach w kosciele i cerkwi - bardzo ciekawa i aż "sie
    prosi" więcej w tym stylu. Twoje ostanie posty postaram sie rozczytac w
    ramach "przerwy sniadaniowej" w pracy i wtedy coś dopowiem.
    A teraz ciekawy wycinek opowiadający o "prof. E.Prusie" - postaci kilkarotnie
    tu wspominanej :

    Dzisiaj Radku na Onecie okazał się ciekawy artykuł autorstwa Elizy Michalik i
    Piotra Lisiewicza – opisujący w ciekawy sposób postać znanego „ukrainożercy” –
    osoby która nawet jako „rzeczoznawca” pokazała się w cytowanym tu kiedyś wyroku
    sądowym na temat kombatanctwa Polaków uczestniczących w istribitielnych
    batalionach

    kiosk.onet.pl/1217824,1,5,720,druk.html
    kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1217824&KAT=720
    Z NKWD do Radia Maryja

    Kim są najwierniejsi pretorianie ojca Rydzyka?

    Prof. Edward Prus ze stowarzyszenia Nasza Przyszłość – Polska znany jest z
    publikacji na temat rzezi Polaków dokonywanych przez Ukraińców. Prus to
    człowiek o dwóch życiorysach. W PRL zapewniał, że w latach 40. walczył z
    Ukraińcami w szeregach wywiadu NKWD i w sowieckich „istriebitielnych
    batalionach”, zwanych szwadronami śmierci.

    Po 1989 roku dowodził, że bił UPA, będąc członkiem Szarych Szeregów. Pytany o
    konkretne walki wskazywał miejsca, gdzie Szare Szeregi nigdy nie działały.

    Dziś prezentuje się w swych książkach jako obrońca Polaków. W PRL walczył także
    w imię komunizmu. Bohaterami książki Prusa „Pannacjonalizm” są „antykomuniści i
    neofaszyści dążący uparcie do obalenia socjalizmu i do restauracji kapitalizmu
    w tych krajach, w których przemiany rewolucyjne ugruntowały się na trwałe”.

    W książce „Herosi spod znaku tryzuba” z 1985 roku Prus jako dowód na to, że
    nacjonalizm ukraiński to wciąż aktualne zagrożenie, cytuje rzecznika
    Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Katowicach, który poinformował o
    zatrzymaniu będącej na usługach CIA obywatelki ukraińskiej, która przemyciła do
    Polski materiały oraz instrukcje propagandowe przeznaczone do „organizowania
    działalności nacjonalistycznej na terenie Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki
    Radzieckiej i Polski”.

    W 1984 roku Prus opublikował tekst „Polityka jako zjawisko społeczne”, w którym
    pisał: „Marksizm wykazał, że walka klasowa jest napędową rozwoju społeczeństwa
    podzielonego na antagonistyczne klasy. Walka klasowa prowadzi do zastąpienia
    starego ustroju nowym ustrojem społecznym. (...) Walka polityczna, kończąca się
    rewolucją socjalistyczną i ustanowieniem dyktatury proletariatu, stanowi
    decydujący warunek wyzwolenia klasy robotniczej od wyzysku”.

    Prusowi wielokrotnie stawiano publicznie zarzut współpracy ze służbami
    specjalnymi, któremu ten zaprzeczał. W głębokim PRL jako jeden z nielicznych
    miał dostęp do sowieckich archiwów.
    Agentem KGB nazwał Prusa prof. Bohdan Osadczuk, politolog, zwolennik zbliżenia
    polsko-ukraińskiego. Zarzucił Prusowi, że ten wykorzystywane w swoich pracach
    dokumenty otrzymywał od pracowników KGB wydelegowanych do niszczenia Kościoła
    greckokatolickiego.
    Z kolei poseł Mirosław Czech, przedstawiciel mniejszości ukraińskiej w Polsce,
    nie ma wątpliwości, że Prus musiał być konsultantem SB – w 1985 roku napisał
    dla niej obszerną ekspertyzę o mniejszości ukraińskiej.”
    Pozwolisz Radku, że nie będę tu prowadził wywodów na temat oceny owego
    profesora :-)



  • 02.03.05, 19:47 Odpowiedz
    No i przepraszam za małe "r" w Twoim imieniu na poczatku postu.
    A i spostrzegłem że mój post o Prusie wpisał sie ładnie do Twojego postu z
    cytami z "za przeproszenie" :-) "Myśli polskiej" / czy raczej bezmysli
    polskiej:-(

    Pozdrawiam raz jeszcze
  • 02.03.05, 20:01 Odpowiedz
    Mam tę książkę w domowej biblioteczce, jak i drugą: Artur Bata - "Bieszczady w
    ogniu". Kupiłem je w młodości, nie znając jeszcze tych nazwisk. Już wtedy
    czytając te "dzieła" kiełowało we mnie podejrzenie, że coś tu nie gra :-)
    Sądzę, że poglądy głoszone przez profesora Prusa są marginesem, "produktem
    niszowym" i tak należy traktować zarówno jego, jak i jego "klientelę".
    --
    www.bircza.pl
    forum.gazeta.pl/forum/71,1html?f=23313
  • 02.03.05, 20:50 Odpowiedz
    darino napisał:

    > Mam tę książkę w domowej biblioteczce, jak i drugą: Artur Bata - "Bieszczady
    w
    > ogniu". Kupiłem je w młodości, nie znając jeszcze tych nazwisk. Już wtedy
    > czytając te "dzieła" kiełowało we mnie podejrzenie, że coś tu nie gra :-)
    > Sądzę, że poglądy głoszone przez profesora Prusa są marginesem, "produktem
    > niszowym" i tak należy traktować zarówno jego, jak i jego "klientelę".

    Otoz chyba nie - nawał śmieci tegoż "autora" w księgarniach południowo
    wschodniej Polski świadczy o jego "pokupności". Wiadomo - rynek księgarski
    bierze to na co jest popyt. Chyba że prace tego "prof" dawane są w komis :-)
    Z licznymi prackami prusa spotykalem sie w kilku znacznych ksiegarniach
    Rzeszowa , Jaroslawia, Sanoka, Przemysla
    A klientela - jak widac wszechpolska, e"lpr"owska i radiomaryjna.
    Jak bys tak zagladnośc np do bibliteczki "jaroszowej" radiomaryjnej "szkoły
    wyższej" w takim np Jaroslawiu to bys sie Darino zdziwił :-(
    Pozdrawiam
  • 03.03.05, 21:41 Odpowiedz
    Witam w czwartkowy wieczor (pozny)
    Do wczorajszych postow dorzuce jeszcze garsc przemyslen. Czytelnik kupujacy
    ksiazki tego typu to na pewno z jednej strony "klient niszowy" z drugiej jednak
    nieodosobniony.
    Podejrzewam ze sa to ludzie z podobna mentalnoscia jak osobnicy piszacy na forum
    Bialystok, ze kpt. Rajs "Bury" slusznie zabil prawoslawnych furmanow poniewaz na
    pewno byli to komunisci. Daje sie zauwazyc, ze dla tych ludzi istnieje pewien
    stereotyp. Jak Ukrainiec to na pewno "banderowiec", a jak prawoslawni z Podlasia
    to komunisci.
    Ciekawe tylko, ze ci wybitni mysliciele nie zauwazyli ze mamy juz XXI wiek.
    Dla poprawienia nastroju po smutnych przemysleniach zachecam do odwiedzenia
    ponizszych linkow.

    "Południowo - wschodnia część obecnego województwa podlaskiego, mieszcząca się w
    granicach dawnego województwa białostockiego, a obejmująca m. in. obszar
    północnej części Podlasia historycznego, na mapie dziedzictwa kulturowego Polski
    zajmuje ważne miejsce. Znaczenie tego skrawka Polski wynika także z faktu, że
    jest on w pewnym stopniu spadkobiercą Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Jest
    namiastką dawnych kresów, gdzie współżyły różne narody i współistniały różne
    kultury i religie. Jednym z materialnych świadectw tej różnorodności są
    świątynie. Podróżując po tej części Polski napotykamy nie tylko kościoły i
    cerkwie, ale także nieliczne meczety i, często już o nieczytelnej pierwotnej
    funkcji synagogi. Te ostatnie przypominają nam, że to bogactwo wielu kultur
    jeszcze nie tak dawno było znacznie większe. Przypominają nam też, że wartości
    wytworzone przez naszych przodków i przodków naszych pobratymców, wymagają
    ciągłej, szerokiej aktywności w celu ich zachowania dla przyszłych pokoleń. Ich
    byt jest bardziej kruchy, niż nam się wydaje. Do zniszczenia, często pracy wielu
    pokoleń, nie trzeba pożogi wojennej. Wystarczy mała iskierka, a ogień w ciągu
    kilku chwil strawi wszystko bezpowrotnie. Tak stało się z drewnianym kościołem
    na Woli Justowskiej w Krakowie, czy też cerkwią na Świętej Górze Grabarce.
    Architektura cerkiewna w tym regionie jest jednym ze świadectw materialnej
    aktywności religijnej ludności ruskiej. Mówi też dużo o złożonej historii tych
    ziem. Znajdują się tutaj cerkwie o pochodzeniu unickim, jak i powstałe już jako
    prawosławne. Bez względu jednak na czas ich powstania i ocenę walorów
    architektonicznych, wszystkie one zasługują na naszą uwagę. Cerkwie wzbogacają
    nie tylko krajobraz kulturowy kraju i są świadectwem historii, ale także
    przyczyniają się do zachowania szeroko pojętej różnorodności, która staje się
    istotną wartością w obecnej dobie, której jedną z głównych cech jest dążenie do
    unifikacji."

    www.slonko.com.pl/historia_13.php
    www.slonko.com.pl/cerkwie_foto01.html
    Piotrze z przyjemnoscia obejrze wzmiankowane przez Ciebie zdjecie wykonane w
    cerkwi bazylianskiej. Ciekaw jestem roznic i podobienstw w stosunku do tego co
    znam z autopsji.
    Do tej pory nie mialem okazji odwiedzic cerkwi grekokatolickiej. W Warszawie
    jest jedna, ale nigdy tam nawet nie zajrzalem. Moze kiedys...
    Pozdrawiam
    R.
  • 03.03.05, 21:46 Odpowiedz
    Z arcyciekawych pozycji mozna jeszcze wspomniec dzielo pt. "Atamania UPA";)
    A wiesz Piotrze, ze skorzystam z Twojego pomyslu zacytowania fragmentow tekstu o
    zmianach nazw na forum Bialystok, mam zamiar zrobic to jutro. Ciekaw jestem reakcji.
    R.
  • 04.03.05, 18:11 Odpowiedz
    Witam. Nie wspominalbym o tym Prusie gdy nie ciekawe opisy postaci zwiazanych z
    wiadomym radiem /zwłaszcza że teraz wszyscu ujeżdzją na nim jak na łysej
    szkapie ;-)
    "naukawych pracek" owego "naukowca" nie czytałem - no może fragmenty
    pojawiające sie na internecie i pobieżne kartkowanie w ksiegarniach.
    Ale teraz drobny odskok :

    Ciekawe cytaty na temat relacji polsko-ukraińskich znalazłem w pracy Franza
    Forstera "Twierdza Przemyśl

    "Helena Deutsch, znana psychoanalityk i uczennica Zygmunta Freuda, pochodząca z
    Przemyśla, pisze w swojej autobiografii o stosunkach panujących pomiędzy
    Polakami a Rusinami :”Przemyśl z powodu położenia strategicznego znajdował się
    w centrum wojny domowej miedzy Polakami a Ukraińcami. W okresie panowania
    austriackiego obie te grupy całymi latami prowadziły miedzy sobą prywatną
    wojnę, nie zawsze przy pomocy oręża”.
    Jakimi środkami posługiwano się w tej walce narodowościowej, ilustruje
    sprawozdanie rusińskiego polityka i naukowca dr Iwana Franko, ubiegającego się
    w 1895 roku o miejsce w parlamencie i mającego za rywala Pawła Tyszkowskiego.
    Agitatorzy prowadzący kampanie wyborcza polskiego właściciela ziemskiego
    próbowali przy pomocy alkoholu i terroru przekonywać tych wyborców, którzy
    według ich opinii zamierzali oddawać głos na Franko. W prowadzeniu agitacji
    wyborczej przeszkadzała Franko nie tylko prywatna gwardia pan Tyszkowskiego.
    Także organa władzy, zdominowanej przez Polaków, demonstrowały bardzo wyraźnie
    swoja sympatie. Odezwy Franko zrywane były przez żandarmów, aresztowano kilku
    jego aktywistów, rozwiązywano wiece wyborcze bądź całkowicie uniemozliwiano ich
    przeprowadzenie, jak np. ten w Przemyślu o którym Franko tak wspomina : „ Mimo
    ulewnego deszczu do Przemyśla przybyło ok. 1000 chłopów i w ostaniej chwili
    z powodu zagrożenia cholerą starosta zakazał zgromadzenia. Oczywiście była
    to „cholera politica”, jedna z wielu bardzo znanych chorób w Galicji, o której
    wybuch dbano tylko wtedy, kiedy chodziło o uniemożliwienie przeprowadzenia
    niepożądanego zgromadzenia masowego”
    Przy tak wielu przeciwnościach nie budziła zdziwienia oczywista przegrana przez
    Franko walka wyborcza. Usatysfakcjonować mogła go wiadomość zawarta w gazetach,
    informująca o kosztach kampanii wyborczej pana Tyszkowskiego w wysokości 8-10
    tys. guldenów"
    Ciekaw jestem Radku czy przesyłka dotarła.

    Miłego weekendu - cóz dla mnie dość stresującego ale ... będzie
    dobrze /dziekuję za życzenia w postach a mail :-)


  • 04.03.05, 19:10 Odpowiedz
    Gość portalu: weronitshka napisał(a):

    > ojcze diakonie! proszę się wypowiedzieć na temat klękania w cerkwi
    > greckokatolickiej. w przemyślu widziałam, jak część wienych stoi, a część
    > klęczy. natomiast we wrocławiu wszyscy sotją. od czego to zależy?

    Wspomniane różnice wynikać mogą z miejscowego zwyczaju. Zasadniczo na
    Boskiej Liturgii klęczeć się nie powinno, ale jeśli wierni świeccy w nawie
    mają takie życzenie (czy przyzwyczajenie), mogą klęknąć. Nie wolno klękać
    duchownym i posługującym w sanktuarium (prezbiterium), a wszystkim w czasie
    wielkanocnym.

    Postawę klęczącą spotkać możemy wśród wiernych zasadniczo w dwóch momentach:
    podczas anafory (od Pieśni Serafinów do epiklezy mniej więcej) i przed Komunią
    (od "Bądźmy uważni..." do "Z bojaźnią Bożą..."). Nie dam za to głowy, bo u nas
    w Lublinie klękały i klękają tylko jednostki, z reguły przyjezdni.

    > z góry
    > dziękuję za odpowiedż. :)

    Nie ma za co. :-)

    Pozdrawiam serdecznie!
  • 04.03.05, 19:13 Odpowiedz
    Gość portalu: weronitshka napisał(a):

    > Postawione przeze mnie pytanie jest zbyt skomplikowane?

    Nie, tylko po prostu nie miałem czasu na odpowiedź, właśnie w związku z
    konferencją naszego duchowieństwa w Lublinie, w ramach której odbyła się
    m.in. sesja w Trybunale i wyjazd do Łucka, gdzie mogliśmy obcować
    (nie oddzieleni szybą!) z Chełmską Ikoną Bogurodzicy!
  • 04.03.05, 19:15 Odpowiedz
    Witam
    Serdecznie dziekuje Piotrze za przesylke:)
    Zdjecia zapisalem i zaraz bede cieszyl nimi oczy. Bardzo piekna ta drewniana
    cerkiew, a jesli chodzi o wnetrze to oczywiscie pierwsze co rzucilo mi sie w
    oczy to lawki. Jest to naturalne uzupelnienie do naszych rozmow o zwyczajach.
    Interesujacy jest Twoj ostatni post. Nie stawia on w dobrym swietle strony
    polskiej. Ciekawe jest, ze ta relacja pochodzi od strony niezaangazowanej, co
    powoduje, ze nikt nie zarzuci jej ukrainskiego punktu widzenia.
    W zwiazku z nadchodzaca przerwa w dyskusji nie bede sie rozpisywac, ciag dalszy
    (mam nadzieje) nastapi;)
    Zycze Piotrze wszystkiego dobrego
    R.
  • 04.03.05, 19:26 Odpowiedz
    piotrzr napisał:

    > Oto radku i ja przezywam takie onieśmielenie wchodząc do "czynnej" cerkwi.
    > Bo jako katolik mam w zwyczaju wchodżac do kościola przykleknąć, przeżegnać
    > się...

    Jam też katolik i zwyczaje mam nieco inne. ;-)

    A poważnie: w świątyniach wyznań tak sobie bliskich jak najbardziej wypada
    chyba zachowywać się po prostu jak we własnej, niekoniecznie udając kogoś, kim
    się nie jest. Prawosławny czy grekokatolik wchodząc do kościoła czyni znak
    krzyża (swój!) i kłania się, wcale nie musi przyklękać. Chyba, że kieruje się
    zasadą mimikry...


    > potem trzeba udać sie do prostoła i ucałować "aktualną"
    > Ikonę /widywałem nawet wyłozonę sciereczkę do przecierania,

    Ikona do całowania w cerkwi gr.kat. spoczywa na tetrapodionie ("tetrapodzie"),
    czyli z grecka "czwórnogu", a NIE na ołtarzu ("prEstole"). Ładnie by to
    wyglądało, gdyby każdy wchodzący do cerkwi wierny pchał się za ikonostas do
    ikony leżącej na ołtarzu...

    > W najbliższym czasie postaram się przesłać Ci pocztą taka scenę
    > sfotografowaną
    > przeze mnie w bazyliańskiej cerkwi w Drohobyczy .

    Przepraszam, że się czepiam jak zwykle, ale Drohobycz jest rodzaju męskiego...

    > A w nabożenstwach cerkiewnych - zawsze muszę dobrze nasłuchiwać by np zdązyć
    > z
    > licznymi /zazwyczaj trzykrotnymi/ przeżegnywaniami sie /no i przynajmniej
    > wymruczeniem owego "Hospodi pomyłuj"/.

    To z braku praktyki. Trzeba częściej chodzić do cerkwi! ;-)

    Przodkowie się ucieszą... ;-)


    > Pozdrawiam serdecznie.

    Ja również!
  • 04.03.05, 19:37 Odpowiedz
    Witam serdecznie i mam dwie wieści.

    Po pierwsze, 2 marca razem z innymi duchownymi naszej eparchii pojechałem
    na Wołyń. Nawiedziwszy starodawną katedrę we Włodzimierzu Wołyńskim, udaliśmy
    się do Łucka, by zwiedzić Muzeum Ikony Wołyńskiej, którego największym skarbem
    jest oryginał Chełmskiej Ikony Bogurodzicy (datacja ca XI w.). Trudno opisać
    przeżycie duchowe towaryszące modlitewnej kontemplacji tej cudownej Ikony -
    to trzeba przeżyć. Wzruszenie ogromne, szkoda wychodzić z pomieszczenia.
    Może znajdę parę chwil, by opisać obszerniej dzieje i stan obecny Ikony - wtedy
    opublikuję ów opis i tutaj.

    Po drugie, w autobusie siedziałem przez większość czasu z rzeszowskim
    proboszczem ks. majorem (niedawno awansował) doktorem M. Mychajłyszynem,
    któremu wspomniałem o tutejszym wątku. Ks. Mychajłyszyn upoważnił mnie do
    przekazania pozdrowień wszystkim Dyskutantom, a także zapowiedział, że
    będzie przesyłał wiadomości o grekokatolikach w Rzeszowie na mój adres celem
    publikacji na tym forum.

    Pozdrawiam więc serdecznie w imieniu własnym i Księdza Majora!
  • 05.03.05, 16:07 Odpowiedz
    Kilka dni temu przeglądałem jedną z wydanych ostatnio "Historii Dubiecka" -
    ukazało się chyba trzy różne książki !
    Znalazłem tam krótką informację o proklamowaniu w Dubiecku w 1937 roku (chyba w
    Zielone Świątki) strajku rolnego. Miał on polegać na wstrzymaniu się od pracy w
    folwarkach i wstrzymaniu dostaw żywności do miast. Strajk został brutalnie
    spacyfikowany przez policję po dwóch tygodniach. Ślady tego wydarzenia (lub
    powstania leskiego) można znaleźć również w ostatnio wydanych pamiętnikach
    przemyskich Żydów - jedna z relacji opisuje koncentrację w Birczy
    zmotoryzowanych oddziałow polskiej armii lub policji przed pacyfikacjami.
    --
    www.bircza.pl
    forum.gazeta.pl/forum/71,1html?f=23313
  • 09.03.05, 22:06 Odpowiedz
    Слава Ісусу Христу!
    Ostatnimi dniami rzadko udzielam sie na forum, pewnie zmieni sie to w przyszlym
    tygodniu.
    W zwiazku z lektura ostatnich wypowiedzi (i odpowiedzi:) mam do Ojca pytanie. Z
    postow wynika, ze podczas Liturgii w cerkwi grekokatolickiej wierni stoja. Jak
    pisalem, nie bylem nigdy w cerkwi grekokatolickiej, ale sadzilem, ze tak wlasnie
    jest. Mam natomiast jedno pytanie. Ostatnio ogladalem zdjecia wnetrza swiatyni
    na Ukrainie i zauwazylem lawki ustawione podobnie jak w kosciolach katolickich.
    Czy oznacza to, ze podczas Liturgii wierni siedza? Chetnie dowiedzialbym sie czy
    podobnie jest na Wolyniu.
    Jesli czas Ksiedzu pozwoli to z przyjemnoscia przeczytam wrazenia z podrozy
    Bardzo mile byly przekazane pozdrowienia, jak i zyczliwe zainteresowanie tym
    watkiem.
    Pozdrawiam
    R.
    P.S. Dziekuje Darino za uzupelnienie watku leskiego i oczywiscie prosze o jeszcze:)
  • IP: *.internetdsl.tpnet.pl

    Gość: Piotr 12.03.05, 10:58 Odpowiedz
    Witam . Minie jeszcze troche czasu nim wróce do dyskusji(może po świetach).
    Cieszczę się z pozdrowień od Księdza Majora-Doktora:). Teraz już wiem skąd się
    bierze jego wytrwałość w walce o powrót grekokatolicyzmu na podkarpacie:)
    Dzisiaj korzystam z "Życzliwej rączki" pośrednika przypisaniu postu. Po
    świętach albo z początkiem kwietnia wróce tu na trwałe ;) . Pozdrawiam
    Radka ,Księdza Piotra.Z niecierpliwością czekam na relację z życia
    Grekokatolickiej parafii w Rzeszowie.Pozdrawiam Piotr
  • 12.03.05, 22:40 Odpowiedz
    Piotrze, zycze wszystkiego dobrego.
    Z niecierpliwoscia czekam na wznowienie dyskusji. Na razie bede tu zagladal od
    czasu do czasu i gdy ktos cos napisze to podtrzymam watek. A po Twoim powrocie,
    mam nadzieje, rozmowy znow rusza z wczesniejsza energia:)
    Serdecznie pozdrawiam
    R.
  • 14.03.05, 19:52 Odpowiedz
    wolf_wwa napisał:

    > Слава Ісусу Х
    > ристу!

    Slawa nawiky!

    > Ostatnimi dniami rzadko udzielam sie na forum, pewnie zmieni sie to w
    przyszlym
    > tygodniu.
    > W zwiazku z lektura ostatnich wypowiedzi (i odpowiedzi:) mam do Ojca pytanie.
    Z
    > postow wynika, ze podczas Liturgii w cerkwi grekokatolickiej wierni stoja.

    A przynajmniej powinni. ;-)

    > Jak
    > pisalem, nie bylem nigdy w cerkwi grekokatolickiej, ale sadzilem, ze tak
    wlasni
    > e
    > jest.

    Praktyka bywa różna w różnych krajach, diecezjach, parafiach.

    Mam natomiast jedno pytanie. Ostatnio ogladalem zdjecia wnetrza swiatyni
    > na Ukrainie i zauwazylem lawki ustawione podobnie jak w kosciolach
    katolickich.

    ...i cerkwiach prawosławnych w Grecji na przykład. Albo w Ameryce.

    Mała uwaga terminologiczna: cerkiew greckokatolicka jest świątynią katolicką
    w stopniu nie mniejszym, niż kościół rzymskokatolicki. Po prostu "katolicyzm"
    NIE RÓWNA SIĘ "latynizm".

    > Czy oznacza to, ze podczas Liturgii wierni siedza? Chetnie dowiedzialbym sie
    cz
    > y
    > podobnie jest na Wolyniu.

    O Wołyniu trudno mi cokolwiek rzec, natomiast kwestię postawy podczas
    Liturgii opiszę oddzielnie, kiedy będę miał pod ręką pewną książeczkę.
    Tu (w pracy) jej nie mam. Proszę o jakiś (2 dni minimum) czas na zwłokę.


    > Jesli czas Ksiedzu pozwoli to z przyjemnoscia przeczytam wrazenia z podrozy

    Będzie oddzielny wątek, dość jednak krótki.

    > Bardzo mile byly przekazane pozdrowienia, jak i zyczliwe zainteresowanie tym
    > watkiem.

    Mnie też jest tu bardzo milo. Najprzyjemniejszy watek na calym forum. A
    atmosfere tworza dyskutanci przeciez - wiec serdecznie za nia dziekuje.

    > Pozdrawiam
    > R.

    Pozdrawiam również,
    diakon Piotr
  • 14.03.05, 19:53 Odpowiedz


    2 marca 2005 wycieczka duchowieństwa greckokatolickiej Archidiecezji
    Przemysko-Warszawskiej odwiedziła starodawną katedrę we Włodzimierzu
    Wołyńskim i Muzeum Ikony Wołyńskiej w Łucku, gdzie przechowywany jest
    oryginał Chełmskiej Ikony (przybliżone datowanie - XI w.; w Polsce nie
    ma porównywalnego zabytku).

    Mieliśmy dużo szczęścia - Ikona będzie niezadługo oddana do ponownej, tym
    razem chyba ostatecznej konserwacji. Przywrócona zostanie część zakrytych
    dziś partii wizerunku: oko Matki Bożej i koniec Jej nosa, zwój w ręce Jezusa,
    większe partie złotego, oryginalnego tła itd. Nie jest już pokazywana
    zwiedzającym - bo już wyjęto ją z gabloty (specjalna niemiecka gablota
    utrzymująca stałą temperaturę, wilgotność itp.). Ikona stała zatem na
    stojaku w kącie przeznaczonego dla niej pomieszczenia. Można było podejść
    bardzo blisko (dotykać oczywiście nikt się nie ważył, ale fizycznie można
    Było to wielkie przeżycie duchowe, dogłębne i wzruszające. Zaśpiewaliśmy
    "Pod Twoju myłost'" i modliliśmy się w ciszy. Niestety, żadne słowa nie
    oddadzą intensywności i głębi tych chwil.

    Nie chciało się wychodzić z tej sali...

    Oprowadzająca nas po Muzeum pani dyrektor (?) zauważyła, że za pośrednictwem
    Ikony nadal dzieją się cuda. Jednym z nich było wyjątkowo łatwe i szybkie
    zdobycie środków finansowych na budowę siedziby Muzeum (jest to byc może
    jedyne muzeum na Ukrainie, które mieści się we własnym, specjalnie na ten
    cel zbudowanym budynku - a nie w budowli zaadaptowanej). Innym - fakt, że
    w tej muzealnej salce ramię w ramię modlą się duchowni zwalczających
    się wyznań - trzech odłamów prawosławia, ale także i inni (choćby greko- i
    rzymskokatolicy). Zresztą ludzie prości też tam zachodzą się pomodlić i
    twierdzą, że ich modlitwy są wysłuchiwane.

    Nawiązując do postawionego wcześniej na chełmskim forum internetowym
    pytania o ewentualny powrót Ikony do
    Chełma: odpowiedź krótka brzmi "nie", bo żadne państwo nie odda zabytku
    z XI w. (pomijam już fakt, że Ikona jest wschodnia, a świątynia na Górze
    znajduje się w posiadaniu katolików rzymskich). Ale warto być może
    wykorzystać fakt znajdowania się Ikony w Łucku dla budowania duchowego mostu
    między oboma miastami i, w konsekwencji, między oboma narodami...

    Nb. teraz można wykonywać bardzo dokładne kopie - jest oryginał! Jedną
    taką kopię nasza Archidiecezja podarowała do kościoła w Drohiczynie -
    koronacyjnym grodzie Króla Daniela.



  • 14.03.05, 19:56 Odpowiedz

    Wysyłam po raz drugi, bo nie wiedzieć czemu za pierwszym razem tekst
    się nie ukazał.

    diakon Piotr


    2 marca 2005 wycieczka duchowieństwa greckokatolickiej Archidiecezji
    Przemysko-Warszawskiej odwiedziła starodawną katedrę we Włodzimierzu
    Wołyńskim i Muzeum Ikony Wołyńskiej w Łucku, gdzie przechowywany jest
    oryginał Chełmskiej Ikony (przybliżone datowanie - XI w.; w Polsce nie
    ma porównywalnego zabytku).

    Mieliśmy dużo szczęścia - Ikona będzie niezadługo oddana do ponownej, tym
    razem chyba ostatecznej konserwacji. Przywrócona zostanie część zakrytych
    dziś partii wizerunku: oko Matki Bożej i koniec Jej nosa, zwój w ręce Jezusa,
    większe partie złotego, oryginalnego tła itd. Nie jest już pokazywana
    zwiedzającym - bo już wyjęto ją z gabloty (specjalna niemiecka gablota
    utrzymująca stałą temperaturę, wilgotność itp.). Ikona stała zatem na
    stojaku w kącie przeznaczonego dla niej pomieszczenia. Można było podejść
    bardzo blisko (dotykać oczywiście nikt się nie ważył, ale fizycznie można
    Było to wielkie przeżycie duchowe, dogłębne i wzruszające. Zaśpiewaliśmy
    "Pod Twoju myłost'" i modliliśmy się w ciszy. Niestety, żadne słowa nie
    oddadzą intensywności i głębi tych chwil.

    Nie chciało się wychodzić z tej sali...

    Oprowadzająca nas po Muzeum pani dyrektor (?) zauważyła, że za pośrednictwem
    Ikony nadal dzieją się cuda. Jednym z nich było wyjątkowo łatwe i szybkie
    zdobycie środków finansowych na budowę siedziby Muzeum (jest to byc może
    jedyne muzeum na Ukrainie, które mieści się we własnym, specjalnie na ten
    cel zbudowanym budynku - a nie w budowli zaadaptowanej). Innym - fakt, że
    w tej muzealnej salce ramię w ramię modlą się duchowni zwalczających
    się wyznań - trzech odłamów prawosławia, ale także i inni (choćby greko- i
    rzymskokatolicy). Zresztą ludzie prości też tam zachodzą się pomodlić i
    twierdzą, że ich modlitwy są wysłuchiwane.

    Nawiązując do postawionego wcześniej na chełmskim forum internetowym
    pytania o ewentualny powrót Ikony do
    Chełma: odpowiedź krótka brzmi "nie", bo żadne państwo nie odda zabytku
    z XI w. (pomijam już fakt, że Ikona jest wschodnia, a świątynia na Górze
    znajduje się w posiadaniu katolików rzymskich). Ale warto być może
    wykorzystać fakt znajdowania się Ikony w Łucku dla budowania duchowego mostu
    między oboma miastami i, w konsekwencji, między oboma narodami...

    Nb. teraz można wykonywać bardzo dokładne kopie - jest oryginał! Jedną
    taką kopię nasza Archidiecezja podarowała do kościoła w Drohiczynie -
    koronacyjnym grodzie Króla Daniela.



  • 15.03.05, 12:06 Odpowiedz
    Witam po dłuższej nieobecności szanownych dyskutantów.
    Widzę, że dyskusja zachacza czasem o tematy podlaskie, głównie za twoją sprawą
    Wolfie. Tematem "na czasie" jest teraz u nas na Podlasiu wprowadzanie
    dwujęzycznych nazw a także przywracanie niekiedy nazw historycznych - czyli
    niespolonizowanych /np Trostianka zamiast Trześcianka itp/. Katalizatorem
    dyskusji na temat nazw i języków pomocniczych stało się uchwalenie ustawy o
    mniejszosciach. Na forum Gazety Białystok ukazały się odpowiednie tematy /
    chyba Wolfie uczestniczysz ?/ i dyskusja rozgorzała ponownie, jak przy okazji
    każdego tematu mniejszościowego poruszanego na forum Białystok. Okazuje się, że
    jak zwykle wrogami mniejszości są w większości osoby pochodzące z mniejszości a
    także Polacy, nie za bardzo zorientowani w temacie, ale na wszelki
    wypadek "antyruscy". Choć są i tacy którzy bronią praw mniejszości, rozumiejąc
    chyba, że jest to świadectwem normalności. Dyskusja na forum a także wypowiedzi
    działaczy mniejszościowych, głównie białoruskich oraz wójtów gmin uważanych za
    białoruskie pokazuje jak powierzchowna jest na Podlasiu świadomość białoruska.
    Mimo ok 46 tys deklaracji białoruskości w ostatnim spisie powszechnym
    mieszkańcy i samorządowcy nie przejawiają specjalnego zainteresowania walką o w
    końcu swoje narodowe interesy czyli nadanie językowi statusu urzędowego i
    wprowadzenie nazw białoruskich obok polskich na znakach. Argumentacja jest tu
    różna. Samorządowcy bronią się brakiem środków na wprowadzanie zmian i
    cynicznie, moim zdaniem odkładają decyzję na później, kiedy to mieszkańcy
    zadecydują w konsultacjach społecznych czy chcą aby ich miejscowość miała
    dodatkową nazwę po białorusku pisaną cyrylicą. Wójtowie skłądająć takie
    deklaracje są oczywiście spokojni - wiedzą na 100 % że większość ludności nie
    wyrazi chęci "afiszowania" się białoruskością. Więc w tym przypadku mogą
    pozwolić sobie na demokrację- konsultacje społeczne. Działacze białoruscy
    przedstawiają sprawę inaczej - ludzie nie zechcą nazw i języka w urzędach bo są
    zastrzaszeni przez większość. Dodam, że Litwini z tego samego Podlasia już nie
    czują się zastrzaszeni i planują wkrótce nazwy litewskie we wszystkich swoich
    wsiach. Gdzieś w tej dyskusji pojawia się jeszcze trzeci głos - głos Ukraińców
    Podlasia, zwracających wciąż uwagę na to, że może z tą białoruskością nie do
    końca wszystko jest tak jak trzeba, może niektóre nazwy mają ukraińskie
    brzmienie i pisanie ich po białorusku zmieni ich brzminie, może białorskość
    częsci Białorusinów nie do końca jest prawdą. Oczywiście głos Ukraińców jest tu
    najmniej ważny- w końcu za takich uznało się tylko 1400 osób, ale w sytuacji
    gdy istnieje dostęp do mediów, nasze organizacje, zespoły, i dosyć duża grupa
    ludzi którzy jednak uznają ukraińskie argumenty za słuszne także ten głos staje
    się słyszalny. Niektórzy z wójtów używają nawet "ukraińskiego" argumentu aby
    nie wprowadzać nazw białoruskich w swoich gminach. Oczywiście robią to tylko po
    to aby nie zajmować się problemem a nie z sympatii do Ukraińców, ale i to
    świadczy w jakimś stopniu o sile naszych argumentów. Ostatnio na łamach
    miesięcznika białoruskiego Czasopis rozpoczęła się nawet dyskusja o nadaniu
    wyższego statusu gwarom podlaskim poprzez propagowanie ich w mediach
    białoruskich i pewną formę kodyfikacji tego języka - coś podobnie jak z gwarami
    u Łemków. I tu niespodzianka - działacze i dziennikarze białoruscy w końcu
    przyznali, że gwary południa Białostocczyzny, między Bugiem i Narwią, są
    rzeczywiście ukraińskie. Oczywiście wg nich o niczym to nie świadczy, bo ludzie
    tak tam kochają białoruskość że i ojczysta mowa tego nie zmieni, ale jest to
    jakaś zmiana w stanowisku do tej pory opisującym Ukraińców na Podlasiu jako
    zdrajców Białoruskości za dolary z Kanady od tamtejszych Ukraińców, i o zgrozo
    grekokatolików, lub grupę stworzoną przez polski wywiad do zniszczenia jakże
    silnej mniejszczości białoruskiej. Chyba jednak tak naprawdę zrozumieli, że
    białoruskośc na Podlasiu nie jest tak silna i że trzeba coś z tym robić by nie
    zanikła wogóle. Drogą do tego ma być powstanie grupy Biąłorusinów
    ukraińskojęzycznych na Podlasiu i południu Białorusi. A analogia - no niby
    Szwajcarzy czterojęzyczni. Zobaczymy co dalej z tego będzie. Kolejny już numer
    Czasopisu potwierdza, że chyba ukrainojęzyczni Białorusini Podlasia wzięli
    sobie tę teorię do serca. Zresztą sami zobaczcie -
    kamunikat.net.iig.pl/www/czasopisy/czasopis/index.htm
    Myślę, że w kilku miejscowościach w gminach ukrainojęzycznych zostaną
    wprowadzone nazwy białoruskie. Na pewno w żadnej gminie białoruskojęzycznej coś
    takiego nie przejdzie. Ale może przynajmniej w tych paru miejscowościach zapis
    białoruskimi literami zachowa nazwę gwarową czyli ukraińską. Zresztą sami
    Białorusini zaczęli coś takiego postulować, rozumiejąc, że nawet ludzie
    nazywający się Białorusinami w kontakcie z prawdziwą białoruskością zaczynają
    rozumieć, że coś tu nie gra. Ot takie podlasie paradoksy.
    PS. Wolfie - przeczytałem parę postów wyżej, że bliska ci jest ukraińskość i
    biłoruskość na POdlasiu, a ja pewnie się z tobą nie zgodzę. Myśl, że nie masz
    racji uważajacmnie za neofitę Ukraińca a co za tym idzie osobę z klapkami na
    uszach. W swojej drodze do ukraińskości spotkałem się siłą rzeczy z argumentami
    obu stron. Musiałem to wszystko przetrawić aby wyciągnąć jakieś wnioski. I na
    pewno nie uważam, że na Podlasiu mieszkają sami ogłupieni białorusko-
    komunistyczną propagandą Rusini-Ukraińcy. Fakt istnienia Białorusinów jest tu
    dla mnie oczywisty. Potrafię nawet zrozumieć ludzi z obszarów
    ukraińskojezycznych, którzy także przyjęli orientację białoruską. Wiązało się
    to z wieloma sytuacjami - a to z niedoinformowaniem, a to stereotym a to wybór
    mniejszego zła czy po prostu wiara w skutecznośc i prawdziwość wyboru.
    Natomiast nie zgadzam argumentami że Ukraińcy na Podlasiu są po to by rozbijać
    biąłoruskość lub że pasą się na ukraino - uniackich dolarach. Takie argumenty
    pojawiają się wciąż w prasie białoruskiej - i tylko z nimi się nie zgadzam, jak
    i ruch ukraiński na Podlasiu, a nie z faktem istnienia tu białoruskości.
    free.ngo.pl/nadbuhom/ukrajinci_bilorusy/ukrajinci_bilorusy.htm
    autentyczną wspieram, interesuję się nią i wcielam w życie - mam wielu
    znajomych Białorusinów etnicznych z którymi nie mam żadnych problemów
    tożsamościowych. Te dotyczą tylko ukrainofonów zza Narwi. To nie nasza wina, zę
    taka sytuacja panuje na Podlasiu. Odpowiadają za nią głównie siły nieprzychylne
    tak Biąłorusinom jak Ukraińcom. NAtomiast od nas na pewno zależy by konflikt
    sprowadzał się tylko do dyskusji a nie ruchów"poniżej pasa", bo te nie
    służyłyby na pewno obu społecznościom. Zresztą chyba nie ma takiego zagrożenia -
    widzą je głównie ci którzy widzieliby Polskę jako kraj monoetniczny i
    monoreligijny. A to chyba nie możliwe w dzisiejszych czasach - czy to
    siękomuśpodoba czy nie.
    Pozdrawiam
  • 17.03.05, 00:11 Odpowiedz
    Wpisałem się, ażeby nie szukać daleko wątku !
    --
    www.bircza.pl
  • 17.03.05, 00:58 Odpowiedz
    Kwestia postawy wiernych na Boskiej Liturgii w Kościele
    greckokatolickim nie jest czymś, co można w sposób łatwy i nieskomplikowany
    wyłożyć. Praktyka różnych krajów, diecezji, parafii, środowisk, osób nawet –
    bywa różna.
    Mnie zawsze uczono – i tego się trzymam – że na Liturgii
    zasadniczo się stoi, nie klęka się w ogóle, natomiast siedzieć można podczas
    Lekcji (Apostoła) i kazania oraz ew. ogłoszeń (jeśli byłyby dłuższe), przy czym
    z zastrzeżeniem, że w cerkwi ławek być nie powinno, a siedzenia są dla osób
    starych i chorych.
    Wystarczy atoli pojechać do cerkwi warszawskiej na przykład
    (Miodowa 16), by być świadkiem innej praktyki – siadania na niektórych
    przynajmniej ekteniach, klękania na anaforze i przed Komunią itp.
    Zdaje się, że mniej więcej odwzorowuje się tam zasady zawarte w
    niektórych modlitewnikach z diaspory zachodniej. Dla przykładu - cenny skądinąd
    i dość ładnie wydany modlitewnik „Hospody, do Tebe woznoszu duszu moju”
    (Melbourne 1991) kwestię postawy laików ujmuje tak: stojąca na początku, na
    ektenii pokoju i antyfonie (-ach) siedząca, od hymnu „Jednorodzony” do nagłówka
    perykopy apostolskiej stojąca, na Lekcji siedząca; na „Alleluja” wierni znów
    stają, siadają na kazanie i powstają aż na Pieśń Cherubinów. Klękają na
    anaforze przed Pieśnią Serafinów, powstają przed teotokionem. Siadają na
    ektenię „Wszystkich świętych wspomniawszy...”, powstają na „Ojcze nasz”,
    klękają przed podniesieniem Baranka, powstają na „Niech się napełnią wargi
    nasze” (oczywiście, kto przystępuje do Komunii, siłą rzeczy musi wstać na
    Komunię, ale modlitewnik zakłada chyba, że po przyjęciu Komunii wraca się do
    postawy klęczącej) i tak do końca stoją.
    W naszej cerkwi lubelskiej są skromniutkie ławki z historycznego
    jej wyposażenia, łącznie może tam siedzieć z osiem osób (tego nie moglibyśmy
    zmienić, cerkiew nasza jest obiektem muzealnym, w założeniu odtwarzającym stan
    z lat trzydziestych XX w., stąd też np. okropne schody przy ołtarzu, zakazane
    przez nasze przepisy liturgiczne i bardzo niewygodne dla celebransów), poza tym
    są składane krzesła, których ilość można regulować według potrzeby. Zaś
    praktyka co do postawy jest taka, że zasadniczo nikt nie klęka (czasem
    jednostki, najczęściej chwilowi goście z Ukrainy), studenci i doktoranci
    najczęściej stoją cały czas, emeryci siedzą (mniej więcej jak w opisywanym
    modlitewniku – na ekteniach, Lekcji, kazaniu). Zdarza się, że nie tylko emeryci
    tak postępują, co mnie osobiście razi – jak tu się modlić słowami „Hospody,
    pomyłuj!” na siedząco? Staruszków można jeszcze usprawiedliwić kiepską
    kondycją, ale osoby młode czy w średnim wieku – nie bardzo...

  • 17.03.05, 08:47 Odpowiedz
    Tak się jakoś zbiegło,że moje problemy zdrowotne zbiegły sie z totalną klapą
    dotychczasowego /7-letniego/ PC. Teraz już ze mną jak i nowym kompem jest
    super ;-0
    Bardzo cieszę się z postów Księdza Piotra - no jest znowu badzo ciekawych
    tekstów do poczytania i tematów do dyskusji.
    A ... widzę i ciekawy post Andrijki.
    Dzisiaj dwa tematy - w tą niedzielę zaczął się Wielki Post w Kościele
    Wschodnim - z pewnością Prawosławnym - a jak jest u Księdza Piotra w
    Lublinie ????
    Bo wschodnia Wielkanoc / Pascha/ przypada ponoć w tym roku na 1 maja ;-))) tak
    tak - serio !!!!
    I drugi temat - oglądnąłem jakieś 2 tyg. temu reportaż w TV o
    otwartym/poświęconym ???/ nowym kościółku w Czystogarbie - dawnej łemkowskiej
    wiosce pomiędzy Jaśliskami a Komańczą. Obecni mieszkańcy /bardzo
    biedne "sierotki" po PGR / zdobyli się na wybudowanie całkiem ładnego
    kościółka.Cierkiew w tej wiosce zniszczono w latach 50-tych.
    Ale teraz totalny optymizm - wystrój tego kościoła wykonał znany podkarpacki
    Ikonopis Pan Zdzisław Pekalski z Hoczwi.
    A obrazy ołtarzowe i drogi krzyżowej wykonał na ... starych deskach podłogowych
    pochodzących z wyremontowanej /bardzo pieknie - chociaż może zbyt cukierkowo -
    przepieknej cerkwi łemkowskiej w Wisłoku Wielkim/ Jak opowiadał sam Mistrz
    Pękalski - zdemontowane dechy leżaly gdzieś po wiatą, dechy stare wygniecione
    kolanami i stopami Łemków wisłockich. No i doczekały sie nowej "nobilitacji" -
    biedaki z Czystogarbu modlą sie do pieknych obrazów wykonanych na deskach
    pamietających czasy moddlita "Hospody pomyłujsia"
    Mnie to połaczenie straego z nowym bardzo sie podoba - jesli nawet msze
    konsekracyjną poprowadził "nie mój bohater" - abp Michalik
    Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie.
    Sława Isusu Christu
  • 17.03.05, 20:35 Odpowiedz
    piotrzr napisał:

    > Tak się jakoś zbiegło,że moje problemy zdrowotne zbiegły sie z totalną klapą
    > dotychczasowego /7-letniego/ PC. Teraz już ze mną jak i nowym kompem jest
    > super ;-0

    No to super. :-)

    > Bardzo cieszę się z postów Księdza Piotra - no jest znowu badzo ciekawych
    > tekstów do poczytania i tematów do dyskusji.
    > A ... widzę i ciekawy post Andrijki.

    Istotnie.

    > Dzisiaj dwa tematy - w tą niedzielę zaczął się Wielki Post w Kościele
    > Wschodnim - z pewnością Prawosławnym - a jak jest u Księdza Piotra w
    > Lublinie ????

    Poza parafią warszawską grekokatolicy w Polsce stosują się do kalendarza
    juliańskiego. Post rozpoczęliśmy zatem razem z prawosławnymi. Nb. pierwszym
    dniem postu jest poniedziałek (liturgicznie zaczynający się skądinąd od
    nieszporów niedzielnych).

    > Bo wschodnia Wielkanoc / Pascha/ przypada ponoć w tym roku na 1 maja ;-)))
    tak
    > tak - serio !!!!

    Owszem, i co z tego? Gdzieś za bardzo schyłkowej komuny 1 maja był chyba
    Poniedziałek Wielkanocny - i człowiek szedł z Liturgii (a wtedy odprawialiśmy
    w centrum miasta, przy Zielonej 3) wśród tego całego sztafażu bolszewicko-
    ludycznego...

    > biedaki z Czystogarbu modlą sie do pieknych obrazów wykonanych na deskach

    No nie wiem, czy to się godzi, malować obrazy święte na deskach z podłogi.
    Jakoś mi to nie pasuje.

    > pamietających czasy moddlita "Hospody pomyłujsia"

    "POMYŁUJ"! Bez "-sia", bo to nie nad Sobą ma się Pan Bóg zmiłować, lecz
    nad modlącymi się.

    > Mnie to połaczenie straego z nowym bardzo sie podoba - jesli nawet msze
    > konsekracyjną poprowadził "nie mój bohater" - abp Michalik

    Było nie było, biskup miejsca.

    > Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie.

    Przyłączam się!

    > Sława Isusu Christu

    Sława nawiky!

    A na koniec link do tekstu Liturgii po angielsku w wersji "karpatoruskich"
    grekokatolików z USA, gdzie są podane rubryki co do postawy laikatu:

    www.byzantines.net/liturgy/liturgy.htm
    Właściwie zgadza się z tym, co podaje modlitewnik australijski. Trzeba
    jednak pamiętać o tym, że "karpatorusini" mają inne zasady skracania
    tekstu Liturgii.
  • 17.03.05, 21:31 Odpowiedz
    Witam serdecznie wszystkich Forumowiczow.
    Ostatnio troszke oderwalem sie od forum, ale juz wracam do regularnych wypowiedzi:)
    Na poczatek chcialbym serdecznie pozdrowic Ciebie Piotrze, mam nadzieje, ze juz
    wszystko w porzadku.
    Od mojej ostatniej bytnosci nazbieralo sie troche nowych tematow, wiec postaram
    sie po krotce do nich odniesc.
    Andrijko napisal

    "Wolfie - przeczytałem parę postów wyżej, że bliska ci jest ukraińskość i
    biłoruskość na POdlasiu, a ja pewnie się z tobą nie zgodzę. Myśl, że nie masz
    racji uważajacmnie za neofitę Ukraińca a co za tym idzie osobę z klapkami na
    uszach. W swojej drodze do ukraińskości spotkałem się siłą rzeczy z argumentami
    obu stron. Musiałem to wszystko przetrawić aby wyciągnąć jakieś wnioski. I na
    pewno nie uważam, że na Podlasiu mieszkają sami ogłupieni białorusko-
    komunistyczną propagandą Rusini-Ukraińcy."

    Mam obawy, ze zostalem troche zle zrozumiany. W zadnym wypadku nie uwazam Ciebie
    za, jak to okresliles, Ukrainca-neofite. Chcialem tylko powiedziec, ze dla mnie
    sprawa nie jest prosta. Moi przodkowie z Podlasia to zarowno Ukraincy, jak i
    Bialorusini. Mam wiekszy problem z samookresleniem juz chociazby z tego powodu.
    Zdaje sobie sprawe z ukrainskosci ziem miedzy Bugiem a Narwia. Kilka razy
    pisalem juz, ze jezykowo blisko mi do ukrainskich przodkow. Poza tym ta "ruska"
    swiadomosc przechowala sie wlasnie u nich. Rodzina pochodzenia bialoruskiego
    jest bardziej spolonizowana i raczej tylko pamieta o korzeniach, ale ma do tego
    faktu podejscie mowiace o tym jak o czyms klopotliwym. "Ruskosc" zostala mi
    prtzekazana wlasnie przez "ukrainomowna" czesc rodziny, a dziadek, pochodzenia
    bialoruskiego, raczej dlugo tych tematow nie poruszal. A to co napisalem, ze
    spotka sie to z Twoja odpowiedzia... Chodzilo mi raczej o fakt, ze dla Ciebie
    Twoje pochodzenie jest sprawa oczywista, a dla mnie jest to blizej nieokreslona
    "ruskosc". Poza tym sprawe utrudnia fakt, ze mieszkam daleko od Podlasia (ale
    kilka razy do roku staram sie tam byc:)

    "Natomiast nie zgadzam argumentami że Ukraińcy na Podlasiu są po to by rozbijać
    biąłoruskość lub że pasą się na ukraino - uniackich dolarach"

    Z tymi argumentami ja rowniez zupelnie sie nie zgadzam, takie podejscie swiadczy
    wlasnie o tym jak slabo "umocowana" jest tam bialoruskosc.
    Po lekturze zalinkowanych przez Ciebie tekstow pewnie jeszcze porusze te sprawy.
    Mam nadzieje, ze chociaz troche wyjasnilem watpliwosci i udalo mi sie nikogo nie
    urazic.
    Nie bede juz meczyc Was osobistymi wywodami i przejde do wypowiedzi dotyczacych
    Postu.
    Dziekuje Diakonowi Piotrowi za odpowiedz i, jak zwykle sprostowania. Mam jeszcze
    jedno pytanie, czy w Kosciele grkokatolickim jest czytany Wielki Kanon Sw
    Andrzeja z Krety?
    W Cerkwi prawoslawnej post trwa od niedzieli po zakonczeniu Wieczerni, czyli
    chyba tak samo jak u grekokatolikow. Tak samo jak Swieta.
    Przepraszam, ze moja wypowiedz jest tak chaotyczna, ale wynika to z ilosci
    tematow jaka sie uzbierala.
    Pozdrawiam
    R.
  • 18.03.05, 00:34 Odpowiedz
    wolf_wwa napisał:


    > Dziekuje Diakonowi Piotrowi za odpowiedz i, jak zwykle sprostowania.

    Nie ma za co. :-)

    > Mam jeszcze
    > jedno pytanie, czy w Kosciele grkokatolickim

    wtrącę małe sprostowanko: po polsku "greCkokatolickim"

    > jest czytany Wielki Kanon Sw
    > Andrzeja z Krety?

    Oczywiście, w cerkwi lubelskiej na przykład "poweczerije" z Kanonem św.
    Andrzeja było w poniedziałek.


    > W Cerkwi prawoslawnej post trwa od niedzieli po zakonczeniu Wieczerni, czyli
    > chyba tak samo jak u grekokatolikow.

    Liturgicznie - nieszpory rozpoczynają następny dzień. Kalendarzowo jednak
    pierwszy dzień Postu jest w poniedziałek.

    > Pozdrawiam
    > R.

    Ja również!

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.