Grekokatolicy w Rzeszowie Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
                                                  • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 12.01.04, 21:44
                                                    Na zakonczenie swoich dzisiejszych wywodow podaje dokladny opis co nalezy
                                                    zrobic ze zniszczona, stara ikona. Tekst jest autorstwa Slawomira Kiryluka.
                                                    "Co zrobić ze starymi, czasem zniszczonymi ikonami?
                                                    W żadnym wypadku nie wolno ich po prostu wyrzucić! Jako świętość niech po
                                                    utracie swego wyglądu będzie się do nich odnoszono również z godnością. Kiedyś
                                                    trzymano stare ikony za nowymi, a jeżeli kolory z ikony zeszły całkowicie -
                                                    puszczano je na rzece... Obecnie można oddać stare ikony do Cerkwi, gdzie
                                                    zostaną spalone w cerkiewnym piecu. Jeżeli nie ma takiej możliwości, to starą
                                                    ikonę można spalić samemu, a popiół zakopać np. na cmentarzu lub w sadzie pod
                                                    drzewkiem. Należy pamiętać, jeżeli przyczyną uszkodzenia ikony było niewłaściwe
                                                    jej chronienie - jest to grzech z którego należy się spowiadać. "
                                                    Jeszcze raz pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.04, 18:10
                                                    Najpierw pozdrowienia noworoczne dla świetujących Nowy Rok podług "starego
                                                    stylu" - Serdecznie pozdrawiam i Andrijka i Diakona Piotra, i każdej życzliwej
                                                    duszycce.
                                                    Do życzeń dołaczam przyśpiewkę :

                                                    Idemo czerez seło
                                                    trymajte sia weseło
                                                    Napered sie ne wyrywajte
                                                    Zo zadu ne zostawajte,kompaniji sia trymajte

                                                    A teraz krotki odskok w temat obecnych parafii unickich z "Opoki" / vide link w
                                                    ostatniej /last not least - jak sądzę :-)/ wypowiedzi Diakona Piotra:W skład
                                                    Archidiecezji Przemysko-Warszawskiej wchodzi sześć dekanatów:
                                                    Przemyski – liczy 16 parafii (Przemyśl, Lublin, Lubaczów, Dziewięcierz,
                                                    Hrebenne, Kobylnica Wołoska, Jarosław, Sieniawa, Wietlin, Chotyniec, Gaje,
                                                    Leszno (Pozdiacz), Łuczyce, Krasice, Kruhel Wielki i Nowe Sady);
                                                    Sanocki – liczy 17 parafii (Rzeszów, Sanok, Hłomcza, Ustrzyki Dolne, Tyrawa
                                                    Solna, Wielopole, Wysoczany, Mokre, Czerteż, Komańcza, Kulaszne, Rzepedź,
                                                    Jawornik, Zyndranowa, Olchowiec, Polany, Grab;
                                                    Krakowsko-Krynicki – liczy 15 parafii (Kraków, Krynica, Nowy Sącz, Gorlice,
                                                    Pantna, Rozdziele, Łosie, Bielanka, Szymbark, Gładyszów, Nowica, Przysłup,
                                                    Wysowa, Śnietnica, Uście Gorlickie);
                                                    Olsztyński – liczy 10 parafii (Olsztyn, Warszawa, Dobre Miasto, Lidzbark
                                                    Warmiński, Górowo Iławeckie, Lelkowo, Orneta, Pieniężno, Bartoszyce, Ostre
                                                    Bardo);
                                                    Węgorzewski – liczy 10 parafii (Węgorzewo, Kętrzyn, Reszel, Banie Mazurskie,
                                                    Asuny, Bajory, Giżycko, Kruklanki, Wydminy, Chrzanowo);
                                                    Elbląski – liczy 12 parafii (Elbląg, Pasłęk, Morąg, Żelichowo, Ostaszewo,
                                                    Marzęcino, Dzierzgoń, Susz, Braniewo, Pęciszewo, Iława, Ostróda).
                                                    Metropolia Przemysko-Warszawska posiada Wyższe Archidiecezjalne Seminarium
                                                    Duchowne w Lublinie. Rektor – ks. Bohdan Pańczak, ojciec duchowny – ks. Stefan
                                                    Batruch.
                                                    W Archidiecezji Przemysko-Warszawskiej istnieje Archidiecezjalna Komisja
                                                    Konserwatorska do spraw Ochrony Zabytków i Rozwoju Sztuki Cerkiewnej przy
                                                    Metropolitalnej Kurii Obrządku Greckokatolickiego. W skład Komisji
                                                    Konserwatorskiej wchodzą: konserwator – mgr Eugeniusz Zawałeń oraz członkowie:
                                                    mgr Adam Jarosław Giemza, mgr Sławomir Jakubowski, mgr Jerzy Lewosiuk, mgr
                                                    Andrzej Stepan, mgr Jerzy Tur, mgr Włodzimierz Nazar.

                                                    Rzeszowska parafia grekokatolicka powstała / a raczej zmartwychwstała/ w 2001
                                                    roku. Jako siedzibę jej podano Kraków ul. Kobierzyńska 64/2, TEL. /0-12/352-17-
                                                    14.
                                                    Jej proboszczem, czy raczej administratorem, jest ks. Mirosław Michaliszyn
                                                    .
                                                    W Nowy rok pisałem o planowanych nabożenstwach unickich w kościólku Św. trójcy-
                                                    informację o tym podała mi życzliwa duszyczka która usłyszała zapowiedź
                                                    tychże "od ołtarza" - póki co jednak nie ma dalszych informacji !!?

                                                    A teraz krótki cytacik –obrazek z przeszłości parafii zalesiańskiej:

                                                    „Śpiew w języku ruskim popa, diaka i wtórującego im ludu wypełniał większość
                                                    nabożenstwa. Połowę mszy w imieniu ludu wyśpiewywał solo A.Łuka, a potem jego
                                                    synowie : Jan, Józef i Teofil.
                                                    Organów w cerkwi nie było. Gdy się otwierały carskie wrota, lud
                                                    śpiewał :Otworyjsia carskie wrota. Boże prychodyt do nas. Z uwagi na to,że w
                                                    liturgii wschodniej podstawowe prawdy wiary są powtarzane podczas nabożenstwa
                                                    dwa i trzy razy , stąd od pobliskich wzgórz odbijało echo kilkakrotnie unoszącą
                                                    się w przestworza pieśń : Wiruju wo jedynoho Boha Otca sedyżut dla tworca neba
                                                    i zemli...Śpiewano gorzkie żale, pieśni dziękczynne ,połączone z pokłonami /
                                                    ponad 300 w poście/ pieśni maryjne majowe i październikowe. Na pogrzebach
                                                    śpiewano w cerkwi pieśń Wicznaja Pamiat....”
                                                    Pozdrawiam
                                                    Czekam cierpliwie na tematy ikonowe...

                                                  • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 13.01.04, 21:29
                                                    Witam,
                                                    po przerwie wracam do ikon, ponizszy cytat jest autorstwa, przytaczanego juz
                                                    tutaj, Kurta Weitzmanna.
                                                    "W miarę zmniejszania się Cesarstwa Bizantyńskiego malał również wpływ sztuki
                                                    bizantyńskiej poza jego granicami. Kraje słowiańskie na północy rozwinęły swój
                                                    własny styl, nigdy nie zatracając swoich bizantyńskich korzeni, lecz redukując
                                                    składnik helleński, by osiągnąć większą abstrakcję. Zwłaszcza w ruskich ikonach
                                                    dematerializacja ludzkich postaci sięgnęła o wiele dalej niż w ikonach
                                                    greckich. Ciała stały się nadmiernie wydłużone a stosowanie techniki płynnych i
                                                    rozwianych wiatrem draperii nadawało im czasami wygląd zjawy, uwydatniony
                                                    jeszcze bardziej dzięki używaniu promiennych, mistycznych kolorów (...) Już
                                                    ponad tysiąc lat ikona znajduje się w centrum życia prawosławnego
                                                    chrześcijanina. Jej szerokie uznanie opierało się na umiejętności artystów
                                                    połączenia tradycji i nowości. Treść ikony, czy to podyktowana przez Kościół,
                                                    czy to ilustrująca powszechne przekonania, zawsze pozostawała zrozumiała dla
                                                    szerokich mas."
                                                    Cytat moze troche przydlugi, ale zawierajacy trafne spostrzezenia. Pierwsze o
                                                    charakterystycznym wygladzie ruskich ikon i drugie o ich zrozumialosci.
                                                    Dziekuje za opis z parafii zalesianskiej, jest bardzo sugestywny. Faktycznie
                                                    wyznanie wiary w liturgii wschodniej ma w sobie cos co przyciaga, jest w tym
                                                    wspolnym spiewie cos przejmujacego.
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.
                                                    Dla wszystkich "starostylnych" przekazuje ta droga najlepsze zyczenia na Nowy
                                                    Rok.


                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.04, 22:21
                                                    Witam.
                                                    Całkiem ciekawie rysuje nam sie opowieść o ikonie.
                                                    Postaram się tutaj w miarę krotko naszkicować coś niecoś o dwóch
                                                    podstawowych /"wzornikowych"/ tematach ikon. Jako podstawową lekture w tym
                                                    zakresie polecam cudowną księge janiny Kłosińskiej "Ikony" /nie wiem na ile
                                                    obecnie dostepną z 1973 roku/ stanowiącą równocześnie katalog zbiorow ikonowych
                                                    MN w krakowie.
                                                    Pierwsza ikona matki Boskiej w typie Hodygitrii to oczywiście i MB
                                                    częstochowska jak i np ikona Matki Boskiej Cudami słynącej z naszego Zalesia.
                                                    Jak już wiemy chociażby z artykułu pana Huka - ikona
                                                    zalesiańska,zdegradowana,przemalowana, o "rozjaśnionym"obliczu gdzieś tam
                                                    schowana w bocznym ołtarzu, była kiedyś przedmiotem wielkiej czci Rusinów
                                                    zalesiańskich.
                                                    Ten typ ikony bierze swój pierwowzór gdzieś z III - Vi wieku. Tradycja wiąze
                                                    ją z ewangelistą św. łukaszem,, który ponoć pierwszy sportretowal Matkę Boską.
                                                    Ikona przedstawia MB w półpostaci,wskazująca Jezusa prawą ręka , Jezus prawą
                                                    dłoń ma ułożoną w geście błogosławieństa, w lewej trzyma zazwyczaj rolkę-
                                                    ewangelię.
                                                    W naszych Bieszczadach najciekawsze Ikony Hodygitrii to chyba Matka Boska
                                                    ŁOPIEŃSKA - obecnie w Polańczyku oraz MB Rudecka której kopia /po tajemniczym
                                                    rabunku oryginału/ wystawiona jest w ołtarzu koscioła w podustrzyckim Jasieniu.
                                                    Powiem jednak że są też inne wizerunki MB ktore mniej więcej spokrewnione są z
                                                    ikonami które sie mi niemniej podobają - ten z kalwarii pacławskiej /pod
                                                    przemyslem/ ktory był obiektem pielgrzymek i grekokatolików galicyjskich, a i
                                                    ikona MB Sokalskiej w Ustrzykach Dolnych a i obraz MB Boreckiej w
                                                    podrzeszowskim Borku Starym.
                                                    Drugi wizerunek ikonowy to Pantokrator - najbardziej podobają sie mi owe
                                                    pólpostacie Jezusa- nauczyciela ale i te Tronującego w owym owalu-mandorli.
                                                    Lubię patrzeć na ikone- popiersie Chrystusa na ktorym palce dłoni prawej ręki
                                                    ułozone są na wzór monogramy Chrystusa IC XC, w lewej - trzyma Księgę -
                                                    ewangelię z cytatem ewangelicznym od św. Jana/ pisanym greką lub cyrylicą/- "Ja
                                                    jestem światłoscią świata..." - Jan.8,12.
                                                    Oczy Nauczyciela patrzą tajemniczo przed siebie - gdy obserwuję tę ikonę czy to
                                                    w muzealnych salach czy "na swoim miejscu" w pięknych przemysko- beskidzkich
                                                    ikonostasach - wyobrażam sobie całą ,straszną historię tych naszych terenów na
                                                    którą te oczy musiały patrzeć.
                                                    Na razie to tyle.
                                                    Pozdrawiam
                                                  • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.01.04, 18:26
                                                    Witam,
                                                    odejde troche od ostatniego watku - przedstawienia Crystusa Pantokratora
                                                    (zastrzegam sobie, ze ten temat jeszcze porusze). W tym poscie przeniose sie na
                                                    tereny blizsze Tobie. Sadze ze znasz ta ikone, nie przytaczam tu jej opisu a
                                                    przedstawiam ja jako ikone "cudami slynaca"
                                                    "Sanocka Ikona Matki Bożej znajduje się w katedralnej cerkwi Świętej Trójcy w
                                                    Sanoku. Cerkiew ta, wraz z ikoną, stanowi centrum diecezji przemysko -
                                                    nowosądeckiej, najstarszej na ziemiach Rzeczypospolitej, restytuowanej w 1982
                                                    r., po około trzystu latach przerwy. Tragiczne losy tej ziemi, zwłaszcza po II
                                                    wojnie światowej, oraz wysiedlenia prawosławnych Ukraińców w ramach Akcji Wisła
                                                    spowodowały zaginięcie niemal wszystkich cerkiewnych dokumentów, w tym
                                                    międzywojennej kroniki parafii sanockiej. W związku z tym zachowały się jedynie
                                                    ustne przekazy, dotyczące cudów dokonanych za pośrednictwem Sanockiej Ikony
                                                    Bogarodzicy, zwłaszcza licznych uzdrowień. W okresie międzywojennym mieszkańcy
                                                    Sanoka, prawosławni i katolicy, szukali pocieszenia przed ikoną, uważając ją za
                                                    cudotwórczą. Cerkiew z ikoną przetrwała drugą wojnę. Przetrwała pożar, który
                                                    rozpoczął się od bożnicy w 1944 r. i ogarnął część miasta. Tysiące ludzi
                                                    zgromadziło się w cerkwi i na placu wokół świątyni. Z bezchmurnego nieba spadł
                                                    deszcz, zamieniając się w ulewę i padając tylko na cerkiew i plac. Dalej
                                                    szalały płomienie. Pożar, który wybuchł w zakrystii sanockiej cerkwi w 1995 r.
                                                    nie ogarnął ikony. Ugaszono go. 6 września 1997 roku odnowiono kult Sanockiej
                                                    Ikony Matki Bożej. Od tego czasu każdej niedzieli jest słuźony przed nią
                                                    molebien.
                                                    Przed drugą wojną na Podkarpaciu istniał kult Liśskiej (obecnie Lesko) Ikony
                                                    Bogarodzicy, wywiezionej prawdopodobnie w 1941 r. do Związku Radzieckiego. Do
                                                    XVII w. bardzo ważnym miejscem kultu prawosławnego była Kalwaria Pacławska,
                                                    dziś miejsce kultu rzymskich katolików."
                                                    Cytat pochodzi z ksiazki pod redakcja Anny Radziukiewicz "Prawoslawie w Polsce".
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.01.04, 21:41
                                                    Witam
                                                    Dziękuję za ten Sanok. Dla mnie to magiczne miejsce – a bo i setki ikon w
                                                    muzealnych salach, i galeria z niepokojącymi ale i przyciągającymi obrazami
                                                    Beksińskiego /zwłaszcza tymi z początku lat 70 tych – kosmicznymi pejzażami na
                                                    pilśniowych płytach. A i skansen z trzema cerkiewkami – zwłaszcza z tą z
                                                    Ropek /ale i tą z Grąziowej czy Rosolina/ - pięknie odbudowaną, czysto
                                                    łemkowską , z odtworzoną nawet polichromią zewnętrznych ścian /a bo trzeba
                                                    wiedzieć że cerkwie owe były z zewnątrz bogato kraszone, niczym pisanki –
                                                    napisze kiedyś coś o tym, w ślad za klasycznymi pracami Pana Prof.
                                                    Brykowskiego/.
                                                    Swoją drogą ciekawe czy rządzi nadal w tym skansenie mój znajomy z dawnych
                                                    lat , późniejszy wybitny archeolog terenów bieszczadzkich / jego dziełem są
                                                    m.in. wykopaliska na terenie najstarszych ruskich grodzisk na tym terenie/.
                                                    No i ta cerkiew prawosławna stojąca w pobliżu zamku, z przepięknym wnętrzem,
                                                    stołem ofiarnym ozdobionym pięknymi „rucznikami’ z bogata inkrustowanym krzyżem
                                                    do błogosławieństw, wystawioną na postumencie ikoną odpowiadającą akurat
                                                    przypadającemu świętu, pieknym ikonostasem i Tą ikoną w bocznym ołtarzu o
                                                    której piszesz w swym cytacie
                                                    Najmilej wspominam wizytę w tej cerkwi , gdy zostałem zaproszony do jej
                                                    zwiedzenia przez przypadkowo spotkanego na jej podwórcu Pana Marczaka.
                                                    Mówisz Radku o Kalwarii Pacławskiej – tamtejszy kościól, klasztor, dróżki
                                                    kalwaryjskie to miejsce niezwykłe, tak jak niezwykły jest ten obraz maryjny /
                                                    rodem gdzieś od Kamieńca Podolskiego/ w bocznym ołtarzu bazylikowego wnętrza..
                                                    Niegdyś , przed 1945 rokiem niedaleko od kościoła stała odpustowa,
                                                    greckokatolicka cerkiew, dalej była też do 1945 roku cerkiew prawosławna pw.
                                                    Symeona słupnika – jako część klasztoru istniejącego tu od 14 do 18
                                                    wieku...../no gdzieś tak niedaleko Posada Rybotycka z najstarszą w Polsce
                                                    murowaną,średniowieczną cerkwią/

                                                    Zakończę ten post wątkiem przemyskim – bo oto w unickim Soborze metropolitalnym
                                                    św. Jana Chrzciciela znalazły swoje schronienie takie oto cudowności jak XVII
                                                    wieczny ikonostas, cudowna ikona św. Mikołaja, CUDOWNA IKONA MATKI BOSKIEJ Z
                                                    KALWARII PACŁAWSKIEJ, a i relikwie św. Mikołaja, męczenników pratulińskich,
                                                    ręka św. Jozafata, drzewo Krzyża Świętego ... oraz mitra biskupa Jozafata
                                                    Kocyłowskiego.
                                                    Oj krążę wokół tematu przemyskiego jak lis wokół kurnika....:-)

                                                    Na koniec namawiam Ciebie jak i wszystkich czytających do lektury NAPRAWDĘ
                                                    PIEKNEGO LINKU :

                                                    O. GRZEGORZ M. BARTOSIK OFMCONV
                                                    seminare.pl/18/Teol/barto.doc
                                                    „Kult Maryi w liturgii bizantyjskiej”

                                                    A zakończę krótkim cytatem z tego linku :
                                                    „Do głównych wymogów jakie stawia przed każdym chrześcijaninem ekumenizm należy
                                                    zaliczyć poznanie doktryny, liturgii i form pobożności innych chrześcijan.
                                                    Podejmując bowiem wysiłek otwarcia się na innych naszych braci w wierze często
                                                    ze zdziwieniem możemy stwierdzić, że ich formy wiary czy oddawania czci Panu
                                                    Bogu mogą nas bardzo ubogacić.
                                                    Kościół Chrystusowy przez wieki istnienia uległ różnego rodzaju podziałom. Wraz
                                                    z rozprzestrzenianiem się Kościoła i jego podziałami, w różnych krajach czy
                                                    kulturach wykształciły się nieco odmienne formy sprawowania kultu, pobożności,
                                                    jaki i liturgii.
                                                    Niniejsze opracowanie jest zaproszeniem do krótkiego spotkania z formami kultu
                                                    maryjnego, które występują w Kościele Prawosławnym oraz w Katolickich
                                                    Kościołach Wschodnich w których liturgia jest sprawowana według tradycji
                                                    bizantyjskiej. „

                                                    Pięknie napisany tekst – jestem nim wprost zauroczony – czego i Tobie /Wam/
                                                    życzę.

                                                    Acha – minęły prawosławne, staro stylowe szaleństwa Małanek – a tu, tuz tuz
                                                    zbliża się Jordan – oj wiele ciekawego będzie się działo nad Sanem w Sanoku i
                                                    Przemyślu. WOWKA z Sanoka – może byś coś napisał o „ruskich” świętach w Twoim
                                                    Sanoku ?
                                                  • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.01.04, 22:33
                                                    Po twojej Piotrze wzmiance o Jordanie nie moglem sie powstrzymac od
                                                    przytoczenia opisu ikony Chrztu Panskiego. Opis pochodzi ze strony
                                                    www.cerkiew.pl

                                                    "W Cerkwi Prawosławnej schemat ikonograficzny Chrztu Pańskiego ostatecznie
                                                    ukształtował się w IX w. Niezmiennie opiera się on na opisach pozostawionych
                                                    przez trzech ewangelistów. Ponadto uzupełniony jest kilkoma szczegółami
                                                    zaczerpniętymi z nabożeństwa tego święta.
                                                    W centrum kompozycji Chrztu Pańskiego znajduje się Jezus Chrystus - mężczyzna w
                                                    średnim wieku z długimi, spadającymi na plecy i ramiona włosami oraz krótką
                                                    brodą. Stoi w wodach rzeki Jordan, niejako „przykryty jej falami”, otoczony
                                                    wodą, tak bowiem w ikonografii przedstawia się zanurzenie. Głowę ma w pokorze
                                                    nieco pochyloną. Zależnie od wariantu jest albo nagi (odziany w nagość Adamową)
                                                    albo jedynie przepasany kawałkiem białego materiału. Prawą dłonią błogosławi
                                                    wodę i przygotowuje do tego, aby stała się wodą chrztu, uświęca ją przez Swoje
                                                    zanurzenie. Woda zmienia swe znaczenie - z będącej obrazem śmierci (potop),
                                                    staje się „źródłem wody żywej” (Ap 21, 6; J 4, 14). Jest więc zarówno grobem
                                                    jak i łonem. Tak oto bowiem dawne, nieodkupione jestestwo tonie, a rodzi się
                                                    nowe jestestwo, zjednoczone z Chrystusem. W drugiej dłoni Zbawiciel niekiedy
                                                    dzierży zwinięty zwój, częściej zaś trzyma ją opuszczoną, nieco przysłaniając
                                                    swą nagość.
                                                    U stóp Zbawiciela, w wodach Jordanu, ikona święta zwykle ukazuje dwie małe
                                                    postacie ludzkie, co stanowi ilustrację tekstów starotestamentowych, które
                                                    wchodzą w skład nabożeństwa: „Morze widziało to i uciekło, Jordan płynął
                                                    wstecz” (Ps 114, 3). Ponadto w wodach często można dojrzeć, zwykle dwie, ryby,
                                                    każda z których płynie w przeciwnym kierunku.
                                                    Wody Jordanu, z dwóch stron otoczone wznoszącymi się wysoko skałami,
                                                    przedstawiane są jakby były swego rodzaj płynnym grobem, do którego wszedł
                                                    Chrystus. Grób ma postać ciemnej jaskini (ikonograficznego obrazu piekła),
                                                    obejmującej całe ciało Zbawiciela."
                                                    Jeszcze raz pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.01.04, 22:39
                                                    Zaraz zabieram sie do lektury linku.
                                                    Znow w pracy bede niewyspany:)
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.01.04, 13:10
                                                    Witam -

                                                    dzisiaj troche odskocze w bok od obecnego wątku- bo oto dorwałem się do "Opisu
                                                    powatu krośnieńskiego... " autorstwa ks. Władysława Sarny - reprintu wydania z
                                                    1898 roku. Ksiązka pasjonująca - z opisami etnograficznymi dotyczącymi także i
                                                    Łemków i Rusinów - zamieszańców z owej "wyspy" z okolic Czarnorzek.
                                                    I oto co ów zacny ksiądz katolicki pisał o Rusinach -
                                                    "Rusini z natury powolniejsi i łagodniejsi,odznaczają się wiekszą rozwagą w
                                                    działaniu,wiekszą wytrwałością i nawet w najtrudniejszym połozeniu zachowują
                                                    chłodny spokój. pomimo wrodzonej dobroduszności, a nawet serdeczności stają sie
                                                    zapamietałymi,jeżeli ktoś ich rozdrażni i gotowi w takim staniedopuścić sie
                                                    nawet zbrodni /.../ wady wynagradzająjednak górale właściwą wszystkim ich rodom
                                                    gościnnością i otwartoscią. szczęsliwy z doli swojej i częściej wesoły niz
                                                    smutny,zahartowany na zimno i niedostatek, zadawala sie góral całe miesiące
                                                    oszczypkiem owsianym i owczą serwatką, a kocha namietnie swoje góry"
                                                    I bąź tu Rusinem....:-)
                                                    Mowisz radku o bezzsenności z powodu czytania linkó - to i prosze nastepny. To
                                                    czteroczęściowa opowieść Łemka z okolic N.Sącza obejmująca okres od I wojny po
                                                    czasy wspólczesne - myslę,że nic nie "przemawia do wyobraźni" jak tak
                                                    autentyczne wspomnienia. "Nasz łemkowski los"
                                                    rusyn.webpark.pl/los.htmlPozdrawiam
                                                  • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 18.01.04, 23:36
                                                    Witam
                                                    dziekuje za post. Temat postrzegania Rusinow jest mi szczegolnie bliski.
                                                    To co przytoczyles Piotrze w swojej wypowiedzi jest w czesci zbiezne z tym co
                                                    mowila mi moja mama.

                                                    z natury powolniejsi i łagodniejsi,odznaczają się wiekszą rozwagą w
                                                    > działaniu,wiekszą wytrwałością i nawet w najtrudniejszym połozeniu zachowują
                                                    > chłodny spokój. pomimo wrodzonej dobroduszności, a nawet serdeczności stają
                                                    sie
                                                    >
                                                    > zapamietałymi

                                                    Powyzszy cytat jest w duzej mierze zbiezny z tym co mowila mi mama. Sa pewne
                                                    roznice w stosunku do Podlaszukow. Jedna roznica jest ta zapamietalosc. Cecha
                                                    ta wedlug tego co wiem z przekazow, mowi o tym ze podlaski Rusin pamieta
                                                    krzywde, ale nie szuka zemsty. Oczywiscie moja wiedza wywodzi sie tylko z
                                                    pojedynczych przekazow...

                                                    > szczęsliwy z doli swojej i częściej wesoły niz
                                                    > smutny,zahartowany na zimno i niedostatek, zadawala sie góral całe miesiące
                                                    > oszczypkiem owsianym i owczą serwatką, a kocha namietnie swoje góry"

                                                    Za to ten przekaz po pewnych modyfikacjach (inne miejsce i inny pokarm - kiszka
                                                    ziemniaczana, zsiadle mleko i oczywiscie kartoflak) oddaje w 100% to jaka jest
                                                    moja mama.
                                                    Przepraszam "czytaczy" za osobiste wynurzenia, ale nie moglem sie powstrzymac.
                                                    Do lektury linku zamierzam zabrac sie jutro, lub pojutrze. Generalnie zapowiada
                                                    mi sie pracowity tydzien, wiec sila rzeczy czas ktory moge poswiecic na
                                                    przyjemnosci sie kurczy:(
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.01.04, 20:05
                                                    Teraz trochę będzie temacik jątrzący – tj o Przemyślu , Ukraićach i
                                                    grekokatolicyźmie.
                                                    Na ten teamty można mówić spokojnie – ot chociażby w stylu prezentowanym na
                                                    linku - w sposób spokojny :
                                                    www.olszowka.most.org.pl/teksty/ukrwprz.rtf
                                                    A można mówić też w stylu prezentowanym przez polskich narodowców / ot takie
                                                    skrzyżowanie zetchaenowców, ligopolsko rodzinniaków i wszechpolaków
                                                    prezentowanym na stronie
                                                    www.kki.krakow.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/problem.htm
                                                    Tutaj taka mała próbka stylu :

                                                    „W koncepcji działaczy Związku Ukraińców w Polsce, jak też działaczy
                                                    nacjonalistycznych zwłaszcza na tzw. „Zachodniej Ukrainie" oraz wśród emigracji
                                                    zachodniej. Przemyśl stał się swoistą Mekką, gdzie teza - przemyskie - to
                                                    ziemia ukraińska anektowana przez Państwo Polskie, nie jest tylko sloganem, ale
                                                    przekształca się w rzeczywistość. Przez ostatnie 10 lat kolejne rządy z dziwnym
                                                    niezrozumieniem traktowały Przemyśl jak podarunek dla wspomnianych środowisk,
                                                    przemykając oczy na pewne wydarzenia w kontekście bardzo potrzebnej współpracy
                                                    polsko-ukraińskiej na płaszczyźnie międzypaństwowej.....”
                                                    A teraz link do opisu ciekawego problemu, ktory bulwersował nietylko chyba
                                                    podkarpacie na początku lat 90 -tych:
                                                    www.kki.krakow.pl/pioinf/przemysl/zabytki/koscioly/karmel/karmel.html
                                                    tjpróba opisania konfliktów wokół kościołow przemyskich w tym samym wykonaniu

                                                    "Zrabowane przez cesarza obiekty karmelitańskie przywłaszczono sobie w 1874
                                                    roku i na podstawie cywilnego prawa zaborcy wpisano prawo własności na kapitułę
                                                    greckokatolicką. Nowi użytkownicy obiektów pokarmelickich, przystąpili zaraz po
                                                    ich przejęciu do prac adaptacyjnych odpowiadających potrzebom nowego obrządku i
                                                    randze świątyni biskupiej a także by zatrzeć ślady mówiące o prawowitych
                                                    właścicielach. Trwały one z różnym nasileniem prawie do końca XIX wieku.
                                                    Najpierw zmieniono ołtarz główny (1817), wprowadzając ikonostas z carskimi
                                                    wrotami. Zamalowano też freski (1784) i wybudowano nową kamienną dzwonnicę ,
                                                    istniejącą do dnia dzisiejszego, a w końcu zniekształcono dotychczasową bryłę
                                                    kościoła przez wzniesienie w miejsce barokowej sygnaturki, niezbyt dużej
                                                    pseudokopuły (1866). Architekturę i wystrój kościoła zmieniono gruntownie
                                                    podczas remontu w latach 1881-1885, według projektu wiedeńskiego architekta
                                                    Karola Koniga. Wtedy to obniżono fasadę i dach, zacierając pierwotny styl
                                                    budowli. Natomiast w miejsce małej "kopuły" wzniesiono nową, drewnianą - dużo
                                                    większych rozmiarów (projektu Jana Łapińskiego). Przy wejściu do świątyni
                                                    ustawiono cztery posągi świętych: Bazylego Wielkiego, Jana Chryzostoma
                                                    (Złotoustego) oraz Cyryla i Metodego, zaś w niszach fasady - rzeźby patronów
                                                    Rusi: Olgi i Włodzimierza. Rozebrano zabytkowy ołtarz z czarnego marmuru
                                                    wstawiając na jego miejsce potężny ikonostas. Pochodzący z ołtarza zabytkowy
                                                    obraz patronki świątyni św. Teresy został w poźniejszym okresie przeniesiony do
                                                    kościoła Sióstr Karmelitanek w Przemyślu. Zdjęto z fasady kościoła i zniszczono
                                                    starą marmurową tablicę fundacyjną, zatynkowano złocony napis łaciński na
                                                    frontonie i usunięto znad wejścia głównego herb Marcina Krasickiego (Rogala).
                                                    Kościołem św. Teresy dysponowali grekokatolicy do 1946 roku , tj. do momentu
                                                    deportacji z Polski do Związku Radzieckiego biskupa Jozafata Kocyłowskiego wraz
                                                    z częścią duchowieństwa.
                                                    W rezultacie ustawy z 1990 r. o zwrocie Kościołowi obiektów sakralnych,
                                                    karmelitom oddano pozostałą część klasztoru. Przemiany polityczne w Polsce po
                                                    1989 r. spowodowały odrodzenie, Kościoła greckokatolickiego, który wysunął
                                                    żądanie rewindykacji m.in. przemyskich obiektów karmelickich.
                                                    Na konferencji Episkopatu Polski w 1991 r. obradującej w obecności
                                                    przedstawicieli Kościoła greckokatolickiego podjęto decyzję o czasowym
                                                    przekazaniu zespołu budynków karmelickich w Przemyślu wyznawcom tego obrządku.
                                                    W odpowiedzi na to doszło do zorganizowania Społecznego Komitetu Obrony
                                                    Polskiego Kościoła Ojców Karmelitów, który rozpoczął akcję protestacyjną.
                                                    Jednoznaczna postawa członków i sympatyków Komitetu wobec żądań grekokatolików
                                                    spowodowała, że papież Jan Paweł II podczas wizyty w Przemyślu w 1991 r.
                                                    przekazał wyznawcom tego obrządku na cele kultowe dotychczasowy kościół
                                                    garnizonowy (pojezuicki) pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa,
                                                    pozostawiając kościół św. Teresy w rękach pracowitych właścicieli. W tej
                                                    sytuacji funkcje świątyni garnizonowej przejął kościół karmelitów.

                                                    2 czerwca 1991 roku podczas wizyty w Przemyślu papieża Jana Pawła II kościół
                                                    Serca Jezusowego został jego decyzją przekazany w użytkowanie wiernym obrządku
                                                    bizantyjsko-ukraińskiego (dawniej greckokatolickiego). Na kilka dni przed tym
                                                    wydarzeniem doczesne szczątki biskupa Józefa Sebastiana Pelczara przeniesiono
                                                    ukradkiem z kościoła Serca Jezusowego i pochowano w podziemiach przemyskiej
                                                    archikatedry obrządku łacińskiego łamiąc w ten sposób ostatnią wolę zmarłego.
                                                    Natomiast do dnia dzisiejszego w podziemiach kościoła pojezuickiego spoczywają
                                                    doczesne szczątki biskupa-sufragana Karola Józefa Fischera. Po przejęciu
                                                    świątyni nowi właściciele dokonali w niej wielu zmian, a przy okazji także i
                                                    celowych zniszczeń. Między innymi rozebrano ołtarz główny, usunięto stacje
                                                    drogi krzyżowej i organy, skuto złocony napis łaciński znajdujący się
                                                    pierwotnie na fasadzie świątyni , który świadczył o jej historii, oraz
                                                    znajdujący się tam symbol zakonu Jezuitów. Niedawno dobudowano także z boku
                                                    nową dzwonnicę. Obecnie kościół Serca Jezusowego pełni funkcję archikatedry
                                                    metropolii obrządku bizantyjsko-ukraińskiego. „

                                                    Oczywiście napastliwy styl nacjonalistów krakowsko-przemyskich wymagałby
                                                    odrobinę sprostowań, chociażby w oparciu o wiele bardziej wyważone poglądy np.
                                                    z grekokatolickiego sajta na Opoce.
                                                    Smutne, że ówczesny „bunt” przemyski „komitetu obrońców karmelu” był w gruncie
                                                    rzeczy zorganizowaną i sterowaną akcją kurii biskupiej KK w Przemyślu
                                                    skierowana przeciw organizującej się unickiej Eparchii Przemysko-
                                                    warszawskiej ..../chociaż w rozmowach zawstydzeni przemyslacy przebąkiwali coś
                                                    o zorganizowanej akcji służb..../.I pozostanie kolejną brudną kartą relacji
                                                    miedzy oboma wyznaniami.


                                                    Przepraszam wszystkich czytających.... ale zachciało się mi pojatrzyć

                                                    Ps.Na koniec nutka optymizmu
                                                    Słuchałem ostatnio w telewizji o ekumenicznym spotkaniu przedstawicieli bodaj 5
                                                    wyznań w kościele przy Klasztorze O. Franciszkanów w Sanoku /łączono dzielenie
                                                    się opłatkami i prosforą, kolędy ukraińskie i polskie.../ – byli i
                                                    przedstawiciele cerkwi Prawosławnej i Unickiej i Kościoła Polsko katolickiego i
                                                    ewangelicy –
                                                    brawo Sanok- moja miłość



                                                  • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 20.01.04, 20:30
                                                    Wiatm,
                                                    dzieki serdeczne za jatrzace linki. Stronka o Przemyslu przypadla mi do gustu
                                                    bardzo. Spedzilem nad nia kilka godzin, uwaznie czytajac i wg. mnie najlepszym
                                                    tekstem tam jest "Repolonizacja Kresow Wschodnich" - rekord swiata. Ten podany
                                                    przez Ciebie o "problemie" tez jest bardzo fajny. Swoja droga ciekawe do kogo
                                                    jest to adresowane. Moze dla psychiatrow, jako material badawczy:)
                                                    Na dzisiaj to niestety tylko tyle, ale obiecuje sie odezwac jeszcze w tym
                                                    tygodniu.
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • "Dzis na przyklad dowiedzialem sie ze w Polsce wedlug kalendarza julianskiego
                                                    swietuje okolo 1 miliona ludzi, prawoslawnych i grekokatolikow. Podala to TVP.
                                                    Szczerze mowiac nie wiem co o tym sadzic, poniewaz wyniki spisu podaly znacznie
                                                    mniejsza ilosc Bialorusinow i Ukraincow, czyzby ludzie bali sie przyznac, a
                                                    moze mala swiadomosc narodowa wsrod prawoslawnych. O grekokatolikow sie zbytnio
                                                    nie obawiam, tutaj jest duza swiadomosc narodowa, problemem jest
                                                    raczej "tutejszosc" prawoslawnych." - Twój post sprzed parunastu dni
                                                    przeczytałem wcześniej ale dopiero teraz wzięłem się za odpowiedź. Liczba 1 mln
                                                    prawosławnych jest stanowczo zawyżona, stąd świadomość narodowa Ukraińców i
                                                    Białorusinów nic tu nie pomoże. Ocenia się że prawosławnych w Polsce jest ok.
                                                    300 tys. Dane z rocznika statystycznego woj., podlaskiego określające liczbę
                                                    prawosłąwych w województwie po dodaniu do liczby katolików przewyższają liczbę
                                                    mieszkańców województwa. A przecież prawosławnych najwięcej jest na Podlasiu.
                                                    Tematem ilości zajął się młody socjolog z Białegostoku - nie pamiętam imienia,
                                                    ale jego artykół na ten temat znajdziesz w ostatnim czasopisie. oczywiście dla
                                                    niego wszyscy prawosłąwni podlasianie są białorusinami ale to już inna
                                                    historia, wielokrotnie "katowana" na forum. W woj. podlaskim wyszło ok. 46 tys
                                                    Białorusinów i ok. 1200 Ukraińców. W całej Polsce ok.30 tys. Ukraińców stąd z
                                                    tą świadomością wśród grekokatolików też chyba nie jest za dobrze. Albo coś nie
                                                    dobrze jest z tolerancją w tym kraju i ludzie się po prostu boją ?
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.01.04, 16:22
                                                    ...tylko oni.
                                                    Proszę przeczytajcie ten / moze już trochę postarzały/ cytat z lokalnej
                                                    gazety / bodaj Nowin/:
                                                    "Boją się ujawnić pochodzenie
                                                    Wielu Ukraińców i Łemków nie powie prawdy podczas spisu

                                                    BIESZCZADY. Nie chcę, żeby moje dzieci były szykanowane przez rówieśników i
                                                    pokazywane na ulicy palcami - mówi pragnący zachować anonimowość Ukrainiec.
                                                    Strach przed ujawnieniem pochodzenia jest wśród mniejszości narodowych i
                                                    etnicznych wciąż ogromny.

                                                    Jan Fedecki z koła Związku Ukraińców w Ustrzykach Dolnych wpisze narodowość
                                                    ukraińską bez obaw. - Dla mnie przynależność narodowa nie podlega dyskusji -
                                                    mówi. - Wielu jednak, zwłaszcza młodzi, ukryją ją, nie chcąc narażać się na
                                                    przykrości ze strony niektórych Polaków.
                                                    Zdaniem Fedeckiego, spis powszechny nie będzie rzetelny i wykaże błędą liczbę
                                                    Ukraińców w Polsce. Zaszłości polsko-ukraińskie wciąż są obecne w umysłach. -
                                                    Zbierałem niedawno w bieszczadzkich wioskach deklaracje na temat wprowadzenia
                                                    nauki języka ukraińskiego w niektórych szkołach i byłem zszokowany, jak wiele
                                                    osób boi się przyznać, kim są - twierdzi. - Jedni mówili, że się zastanowią,
                                                    inni że lepiej "nie wywoływać wilka z lasu". Byli też tacy, którzy bez wahania
                                                    podpisywali się imieniem i nazwiskiem pod deklaracjami.
                                                    Według opinii działaczy ukraińskich, część ich rodaków czuje się spolonizowana.
                                                    Wielu zupełnie nie zna historii swojego kraju. - Naczytali się "Łun w
                                                    Bieszczadach" i na tym fałszywym obrazie bazują, dlatego tak trudno trafić do
                                                    ich świadomości - tłumaczy Fedecki.
                                                    Mirosław Hawrylec z Mokrego: - Jestem Ukraińcem i nie zamierzam udawać podczas
                                                    spisu kogoś innego. Jednak rozumiem tych, którzy obawiają się się przyznać do
                                                    ukraińskości. Wielokrotnie wielu z nas miało z tego powodu kłopoty.
                                                    Również w Przemyślu panuje opinia, że większość miejscowych Ukraińców nie
                                                    przyzna się do swojej narodowości. W wypowiedzi dla "Polityki" Jarosław Sydor,
                                                    prezes przemyskiego Związku Ukraińców w Polsce, wyznał: - Może się tak zdarzyć,
                                                    że w Przemyślu nie będzie, według statystyki, ani jednego Ukraińca.
                                                    Nie mniejsze obawy mają mieszkający w Podkarpackiem nieliczni Łemkowie. Nie
                                                    posiadają własnego państwa, więc podczas spisu powszechnego podadzą
                                                    prawdopodobnie narodowość polską. - Dotyczyć to będzie głównie ludzi młodych,
                                                    często mieszanych małżeństw - twierdzi Maria Gocz z Zyndranowej. - Ja natomiast
                                                    na pewno przyznam się do łemkowskich korzeni."
                                                    Tekst sprzed ponad roku - ale jak mi się wydaje Andrijko - nadal zachowuje
                                                    aktualność

                                                    Ps Andrzeju jak i gdzie świętowałeś Małanki i Jordana ?
                                                    Serdecznie pozdrawiam




                                                  • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 21.01.04, 16:58
                                                    Witam,
                                                    Sadze, ze slabo jest i z tolerancja i, niestety, ze swiadomoscia narodowa. Stad
                                                    takie, a nie inne wyniki spisu. Co do informacji o "milionie" to podalem je za
                                                    Teleexpresem i sam uwazam je za znacznie zawyzone. Artykul o liczebnosci
                                                    prawoslawnych z "Czasopisu" udalo mi sie juz przeczytac. Smutne, ale chyba te
                                                    dane sa dosyc bliskie prawdy.
                                                    wczoraj pisalem "na goraco", po lekturze "Piotrowych" linkow i mnie troszku
                                                    ponioslo. Czasem tak bywa. Stwierdzenie "Repolonizacja" wywoluje u mnie reakcje
                                                    uczuleniowe i stad reakcja. Autor z troska pisze o "zruszczonych" polskich
                                                    osadnikach, nie przeszkadza mu natomiast to, ze probowano w II RP na sile
                                                    polonizowac Rusinow. Mozna nawet wspomniec ze "repolonizacja" byla finansowana
                                                    przez panstwo, a wszystkie "Proswity" i "Ridne Chaty" to inicjatywa oddolna.
                                                    Wiecej, przeszkadza mu, ze grupa Ukraincow podejmuje starania o zachowanie
                                                    swojej tozsamosci w chwili obecnej (tekst o problemach ze ZUwP).
                                                    Wyrzucilem z siebie, co chodzilo po glowie i na koniec milutki cytacik.

                                                    "Bazylikowe i krzyżowo-kopułowe średniowieczne przykłady architektury sakralnej
                                                    znane są z wykopalisk w benedyktyńskim klasztorze w Tyńcu pod Krakowem (XI w.),
                                                    na wzgórzu zamkowym w Przemyślu (cerkiew pw. św. Jana Chrzciciela fundacji
                                                    księcia Wołodara z początku XII w.) , cerkwie w Chełmie, Jarosławiu, Kodniu,
                                                    Lublinie na Zamku i w lubelskiej osadzie Czwartek, w Posadzie Rybotyckiej,
                                                    Supraślu, Szczebrzeszynie oraz czekające na swe odkrycie, co najmniej kilka
                                                    klasztorów: w Bielsku Podlaskim, Chełmie, Drohiczynie, na Świętym Krzyżu w
                                                    Górach Świętokrzyskich, Uhrusku, Zabłudowie i innych, uzupełniają, wszakże nie
                                                    pełny, zestaw obiektów tej grupy. Teoretyczna rekonstrukcja takiej architektury
                                                    na podstawie odkrywanych podczas badań archeologicznych reliktów, w zasadzie
                                                    nie nastręcza trudności. Jedynie przezwyciężenie w naszym kraju narosłych
                                                    wiekami stereotypów, nawet w nauce, nie jest łatwe i utrudnia ustalanie
                                                    obiektywnej prawdy historycznej, zwłaszcza w tym ubogim w źródła okresie.(...)
                                                    Druga połowa XIV w. (po przejęciu Rusi Halickiej przez Kazimierza Wielkiego) i
                                                    pierwsza połowa XV w. — to okres intensywnej „misyjnej" działalności
                                                    katolickich biskupstw w Przemyślu a później we Lwowie. Powołane one zostały,
                                                    dla zdublowania istniejących na tamtych terenach, od z górą dwustu
                                                    lat, prawosławnych diecezji, w celu ich stopniowej eliminacji. Równolegle
                                                    kasztelanowie miast wschodnich popierali politykę społeczno-wyznaniową nowych
                                                    samorządów miast, przeorganizowanych na prawo magdeburskie, na mocy królewskich
                                                    przywilejów lokacyjnych, w obsadzaniu kluczowych stanowisk w samorządach
                                                    miejskich przez kolonistów z ziem rdzennie katolickich; księgi miejskie Lublina
                                                    z tego okresu są tego dowodem. Prawie pewnym jest, że od początku panowania
                                                    Jadwigi i Władysława Jagiełły budowa nowych świątyń prawosławnych na terenie
                                                    niedawno przejętego księstwa halickiego, została mocą edyktów królewskich
                                                    zahamowana. Nowe cerkwie pojawiały się sporadycznie na obszarze byłych ziem
                                                    Wielkiego Księstwa Litewskiego, i to jako prywatne fundacje możnowładców
                                                    prawosławnych. Do nich należy grupa cerkwi obronnych, z których tylko cerkiew
                                                    Monasteru Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny w Supraślu pozostała w
                                                    granicach obecnej Polski."
                                                    Tekst jest autorstwa przytaczanego juz tutaj A. Grygorowicza.
                                                    Teraz ja troche podgrzalem atmosfere:)
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 21.01.04, 17:14
                                                    Andrijko. Jak mozesz to podeslij link do tego tekstu z "Czasopisu" poniewaz
                                                    jego tresc znam tylko z dyskusji na forum "Gazety", a dobrze by bylo przeczytac
                                                    w oryginale.
                                                    Jeszcze raz pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • www.kamunikat.net.iig.pl/www/czasopisy/czasopis/2004-01/15.htm - link do
                                                    artykułu w Czasopisie.
                                                    PS. Małanka ukraińska w Białymstoku w tym roku nie odbyła się - były jakieś
                                                    kłopoty organizacyjne z zespołem, który miał problem z przyjazdem z Ukrainy.
                                                    Spotkaliśmy się w restauracji w zarezerwowanej salce "żeby tradycji stała się
                                                    zadość". Poza tym od pewnego czasu da się zauważyć mniejsza ilość
                                                    organizowanych małanek, szczególnie organizowanych zgodnie z terminem, co
                                                    często wypada w środku tygodnia. Z jednej strony bieda a z drugiej ludzie
                                                    trochę się boją brać urlop w tym dniu - mogliby zostać oskarżeni w pracy że są
                                                    prawosławni, albo nawet Ukraińcy czy Białorusini. A w mieście wielu kultur,
                                                    tolerancji i braku konfliktów jakim jest niewątpliwe Białystok takie oskarżenie
                                                    może poskutkować utratą pracy a co najmniej nieprzyjemnościami. Za to małanka w
                                                    Bielsku miała nadkomplet. Była zresztą w piątek a nie wtorek. Jeżeli chodzi o
                                                    wyniki spisu to mała świadomość miała w naszym regionie decdujący wpływ na
                                                    niewielką ilość Ukraińców i Białorusinów. Ale z drugiej strony, jak powiedział
                                                    mój kolega, Ukraińców miało nie być wcale a wyszło 1200 a Białorusinów 350 tys.
                                                    a wyszło 48. "Tolerancj" postawił bym na 2 miejscu. Miała ona większy wpływ w
                                                    miastach i miejscowościach gdzie prawosławni są w mniejszości, natomiast w
                                                    miejscowościach z prawosławną większością ludzie tradycyjnie zapisywali
                                                    białoruskość i polskość - bali się tam raczej Ukraińcy, bo kto by chciał wyjść
                                                    na jakiegoś odmieńca w środowisku gdzie nazwa Białorusin zadomowiła się z
                                                    różnych powodów i przylgnęła do prawosławnych. Z tego co wiem często u nas
                                                    rachmistrze wpisywali odgórnie białoruskość a ludziom to mało przeszkadzało i
                                                    nie oponowali. I stąd takie kwiatki jak największy procent Białorusinów w
                                                    ukrainomownych gminach Czyże czy Dubicze Cerkiewne - ok. 80 % i kilka,
                                                    kilkanaście procent w rejonach białorukojęzycznych - Krynki, Michałowo a nawet
                                                    Gródek - bodajże 20 % w gminie uznawanej za jedno z centrów polskich
                                                    Białorusinów. Nieźle się namieszało. Ale nawet Białorusini to zaczęli
                                                    oficjalnie zauważać - i stąd dosyć ostra polemika w radiu i Czasopisie.
                                                    Niektórym, myślę że większości nie podoba się przyznanie przez red. naczelnego
                                                    Czasopisu, że Białorusini na południe od Narwii mówią po ukraińsku, albo że i
                                                    tak dosyć duża liczba Białorusinów - 2 czy trzecia mniejszość w kraju, wynika
                                                    nie tyle ze świadomości narodowej ale z przyjęcia, powierchownie nazwy dla
                                                    sojej grupy etnicznej bez głębszych konsekwencji, jak znajomość białoruskiego,
                                                    historii, zanteresowanie sprwami kraju, narodu itp. Sami działacze przyznają że
                                                    liczba świadomych członków mniejszości jest kilka razy mniejsza i po wymarciu
                                                    najstarszego pokolenia w części podającego się za Białorusnów, będzie to
                                                    kilkanaście tys. Na razie w Przeglądzie Prwosławnym podano dane spisowe dla
                                                    paru gmin, ale myślę że niedługo uda mi się dotrzeć do danych z cłąego
                                                    województwa. Pewnie niespodzianek nie będzie - ukrainojęzyczni w większości to
                                                    Białorusini a Białorusini to już Polacy. Rozpisałem się trochę ale dawno się
                                                    nie odzywałęm a ten temat ... No wiadomo - leży mi na sercu
                                                    Pozdrawiam
                                                    AD
                                                  • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 23.01.04, 20:17
                                                    Witam,
                                                    andrijko napisał:
                                                    >Z jednej strony bieda a z drugiej ludzie
                                                    > trochę się boją brać urlop w tym dniu - mogliby zostać oskarżeni w pracy że

                                                    > prawosławni, albo nawet Ukraińcy czy Białorusini. A w mieście wielu kultur,
                                                    > tolerancji i braku konfliktów jakim jest niewątpliwe Białystok takie
                                                    oskarżenie
                                                    >
                                                    > może poskutkować utratą pracy a co najmniej nieprzyjemnościami.

                                                    Z tolerancja kiepsko, ale za to jaka znajomosc kalendarza julianskiego w
                                                    narodzie:)
                                                    A wiecie, ze w Warszawie tez byla Malanka. Niestety nic wiecej nie napisze,
                                                    poniewaz nic nie wiem, byla tylko wzmianka w naszym dodatku "Gazety" wiem
                                                    tylko, ze tez nie odbyla sie w srodku tygodnia, a w sobote.

                                                    >ukrainojęzyczni w większości to
                                                    > Białorusini a Białorusini to już Polacy. Rozpisałem się trochę ale dawno się
                                                    > nie odzywałęm a ten temat ... No wiadomo - leży mi na sercu

                                                    Szczerze mowiac nie bardzo zrozumialem co miales na mysli mowiac "Bialorusini
                                                    to juz Polacy".
                                                    Temat ten lezy na sercu nie tylko Tobie...
                                                    Dziekuje za link, artykul pochlonalem w calosci, duzo mowi mapka. Widac ze w
                                                    powiatach Siemiatyckim, Bielskim i Hajnowskim nie jest zle.
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.


                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.01.04, 19:45
                                                    Witajcie
                                                    Wspominasz Radku o średniowieczu, budowlach, "blokowaniu" wpływów ;
                                                    Rzucę wokół tego kilka ciekawostek ;
                                                    Oto w Rzeszowie zaczęto szumnie świętować 650 rocznicę ... i tu mam problem bo
                                                    nie zabardzo rozumiem czego- lokacji miasta? jego przehandlowania przez
                                                    K.Wielkiego dla zasłużonego rycerza? zmiany praw lokacyjnych na
                                                    niemieckie /magdeburskie/ . Tak nie wiadomo czego. Bo tak naprawdę świętuje
                                                    się datę 19 stycznia 1354 roku jaka znalazła się na 15 wiecznej kopii dokumentu-
                                                    darowizny - malowiarygodnym dokumencie sporządzonym po upływie ponad 200
                                                    lat /chyba że mamy tu doczynienia z typowo polską specjalnością -
                                                    "antydatowaniem" aktów prawnych ;-))).
                                                    Przy całym szumie informacyjnym zapomina sie że na terenie
                                                    obecnego "rzeszówka" leżały ruskie osady m.in. Powitna / o ktorych zresztą
                                                    mówili inni dyskutaci gdzieś w maju ub. roku /;-)/ Tyle że nie lokowane na
                                                    prawie niemieckim nadanym dopiero przez kr.Kazia - darczyńcę.
                                                    Mowisz Radku o różnych miejscach ja chciałbym tu wspomnieć o najstarszych i
                                                    chyba najtrwalszych polskich ikonach /chociaż o kijowskim pochodzeniu/.
                                                    To przecież ikonowe freski kaplicy świętokrzyskiej na Wawelu - patrzę
                                                    na "Komunię"apostołów, Chrystusa Pankratora na sklepieniu, malowane na
                                                    ścianach "prazdniki" To Radku najstarsze chyba w Polsce przykłady
                                                    ekumenicznego zastosowania sztuki cerkiewnej. Chociaż są i inne przykłady - to
                                                    przecież ikonowe freski kaplicy zamkowej w Lublinie. To w tej kaplicy kręcona
                                                    była zdaje się scena filmowa w Ogniem i mieczem - owego ślubowania tego
                                                    typowego spolszczonego Rusina Kniazia Jeremiego.
                                                    Inna sprawa że czytałem,że to za sprawą Jagiełły rozebrana była w Przemyślu
                                                    prawosławna, romańska katedra zamkowa. której kamienie były myte w Sanie
                                                    ze "skażenia schizmą" by następnie ... użyć tych samych kamieni do budowy juz
                                                    prawomyslnej, katedry gotyckiej. Cóż- burzyciele unickiej kopuły na przemyskim
                                                    Karmelu w latach 90 -tych XX wieku poszli jak sie mi wydaje jagiełłowym
                                                    przykładem :-)))
                                                  • Gość: Pior IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.01.04, 11:58
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.01.04, 12:07
                                                    Napisałem w swoim postcie o Wawelu i ... trochę mnie poniosło bo:

                                                    polichromia z motywami ruskin ikon pochodzi z ok 147o roku wykonana przez
                                                    malarzy z kręgu sztuki nowogrodzkiej a bliżej szkoły pskowskiej. Ciekawa jest
                                                    chistoria tych ścuennych ikon - są w kaplicy grobowej Kazimierza
                                                    jagiellończyka,były przemalowywane i xvi wieku, i "zabielona" w xvii wieku i
                                                    restaurowywana w xix i xx wieku. Faktem jest że pozostaje świadectwem wspolnoty
                                                    kultur wschodu i zachodu.
                                                    Pozdrawiam andrzeju - dzieki za informacje.
                                                    A ja powalony grypą znalazlem trochę czasu aby więcej pogapic w monitor/póki
                                                    gorączka nie da "popalić" ;-0
                                                  • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 23.01.04, 20:28
                                                    Witam i zycze Piotrze zdrowia
                                                    Ciekawa jest informacja o Rzeszowie, po Twoim poscie pogrzebalem sobie troche w
                                                    internecie i Rzeszow wg. wiekszosci stron powstal 650 lat temu chyba z niczego.
                                                    Najpierw sa wzmianki o jakichs pradawnych osadach, potem dlugo, dlugo nic i
                                                    nagle powstaje miasto. Ciekawe:)
                                                    Dzieki za wzmianki o ikonach w Lublinie i na Wawelu. Wstyd sie przyznac, ale o
                                                    ikonach wawelskich nie slyszalem. Na swoje usprawiedliwienie moge tylko dodac,
                                                    ze na Wawelu bylem tylko dwa razy w zyciu. Chociaz z drugiej strony w Lublinie
                                                    bylem tylko raz, a tam ikony mi nie umknely.
                                                    Andrzeju w Czasopisie zauwazylem, ze cos sie chyba zmienia (popraw mnie jesli
                                                    sie myle) przeczytalem tam taki tekst
                                                    "8 listopada swoje 10. urodziny świętowała najbardziej znana folkowa kapela z
                                                    Podlasia Czeremszyna. Zespół, wykonujący aranżacje mające swoje źródła w
                                                    folklorze białoruskim i ukraińskim, występuje często na koncertach w całej
                                                    Polsce i za granicą. Grupa wydała dotychczas cztery płyty. Podczas jubileuszu,
                                                    który odbywał się w Czeremsze, obecny był m.in. minister Włodzimierz
                                                    Cimoszewicz."
                                                    www.slonko.com.pl/czasopis/in.php?id=arch2/2003_12_c04
                                                    Autor napisal o zrodlach w folklorze bialoruskim i UKRAINSKIM. Wiec jednak cos
                                                    w swiadomosci zostaje.
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • Mówiąc o Białorusinach będących już Polakami miałem na myśli po prostu fakt o
                                                    wiele większej asymilacji i mniejszej świadomości narodowej wśród
                                                    białoruskojęzycznych prawosławnych niż ukrainojęzycznych - świadomie używam tu
                                                    takich rozmytych pojęć, bo uważam że mimo wszelkich znanych nam faktów
                                                    nadużyciem byłoby nazywanie ich Białorusinami czy Ukraińcami w dzisiejszym
                                                    rozumieniu. Potwierdził to także spis powszechny, o czym pisałem wcześniej. 80
                                                    % Białorusinów w Dubiczach czy Czyżach i kilkanaście na terench
                                                    białoruskomownych. Można oczywiście dyskutować nad tą białoruskością ale fakt
                                                    mniejszej asymilacji i wiekszej samoświadomości wśród ukrainomownych jest
                                                    bezsprzeczny. Nie ryzykuję stwierdzenia, zalatującego wręcz rasizmem, że zależy
                                                    to od krwii, pochodzenia etnicznego. Raczej trochę inaczej mimo wielu
                                                    podobieństw, układały się losy historyczne obu grup. Np inna przynależność
                                                    państwowa czy też podległość innym strukturom cerkiewnym. Dość powiedzieć że
                                                    jeszcze w latach 70 XX w ludność ukrainomowna podlegała odzielnej jednostce
                                                    administarcyjnej - powiat bieski obejmował wsie ukrainojezyczne na północ od
                                                    Narwii - od Wojszej po Trześciankę. Pokrywało się to z zasięgiem północnym
                                                    diecezji prawosłąwnej bodajże kijowskiej a później innych ale tu nie pamiętam i
                                                    sprawdź w źródłąch bo piszę z pamieci. Jeżeli chodzi o "zmiany" w myśleniu
                                                    Białorusinów na temat ukraińskości Podlasian, to jednak moim zdaniem specjalnie
                                                    nic się nie zmieniło. Śledzę temat od dłóższego czasu i ja przynajmniej zwrotu
                                                    nie zauważyłem. Świadomość tego, że jezyk na południe od Narwii jest gwarą
                                                    ukraińską istniała wśród działaczy białoruskich od dawna. Dotyczy to także
                                                    historii i folkloru, kultury. Druga sprawa, że nie specjalnie się z tym
                                                    obnoszono, bo podważałoby to sens działalności. Starano się temat bagatelizować
                                                    i tak chyba pozostało do dzisiaj. Operuje się pojęciem gwar przechdnich
                                                    białoruskich z cechami ukraińskimi, nie określając jakie są to cechy, gdzie te
                                                    gwary się kończą i zaczynają. Znajomość folkloru ukraińskiego tłumaczy się np
                                                    tym że są to zbliżone jezyki a na pograniczu ludzie śpiewają wszystko co im się
                                                    spodoba nie rozgraniczając ściśle 2 podobnych w sumie do siebie języków. Pomija
                                                    się pewne niewygodne fakty i już. A skutki jakie są takie są. Pisałem
                                                    o "wybryku" redaktora naczelnego Czasopisu. któy uznał chyba, że robota
                                                    białoruska osiągnęła sukces, i przyznał na antenie radiowej że między Hajnówką
                                                    i bielskiem mówi sie po ukraińsku i nie wpływa to specjalnie na świadomość.
                                                    Reakcja działaczy pochodzących z terenów ukraińskojęzycznych szybko sprowadziła
                                                    Pana Chmielewskiego (pochodzącego z terenów białoruskojęzycznyh, stąd bardziej
                                                    odczuwającego różnice językowe miedzy Białorusinami ukrainojęzycznymi i
                                                    białoruskojęzycznymi)na ziemię. Nagranie jest na stronie Nad buhom. Już w
                                                    latach 70 władze zauważały ukraińskość Białorusinów. Przewodnik turystyczny z
                                                    tych lat mówi o jakichś bliżej nie ookreślonych wpływach ukraińskich w gwarze
                                                    białoruskiej koło Siemiatycz i Bielska oraz wpływach kulturowych nie precyzując
                                                    specjalnie o co chodzi "żeby nie miaeszać w głowach". I tak to się już
                                                    pryzjęło - nie zgłębiać tematu, przyznając jednocześnie, że są pewne wpływy, bo
                                                    jednak nie da sie wszystkiego zanegować - ludzie nie są ślepi. Czy takie
                                                    zachowania oznaczją, ze coś sie zmienia - oceń sam. Mapa na którą się
                                                    powołujesz, moim zdaniem potwierdza że jednak nie- przyznanie się byłoby
                                                    zaprzeczeniem 50 letniej "pracy organicznej" a rozpoczynanie jej na terenach
                                                    białoruskojęzycznych z góry stawia przedsięwzięcie na przegranej pozycji.
                                                    Pozdrawiam
                                                    Andrzej
                                                  • cytowany w/w przewodnik: "Różnice językowe wśród ludności białoruskiej są
                                                    poważne. Język np. okolicznych wsi białoruskich wokół Gródka i Michałowa jest
                                                    bardziej zbliżony do języka literackiego białoruskiego niż m. in. język
                                                    ludności białoruskiej pow. siemiatyckiego. W pow. siemiatyckim można spotkać
                                                    osiedla wiejskie, których ludność uważa siebie za białoruską, używa jednak
                                                    języka polskiego w życiu codziennym. Tego rodzaju zjawisko obserwujemy m. in.
                                                    we wsi Rogawka.** Język, jakim się posługuje ludność białoruska pow.
                                                    siemiatyckiego, posiada wiele śladów wpływu języka ukraińskiego. Genezy takich
                                                    właściwości językowych należy szukać niewątpliwie w historii osadnictwa tej
                                                    ziemi." "Stosunki etnograficzne białoruskiej mniejszości narodowościowej nie
                                                    stanowią jednolitego obrazu. Obserwujemy bowiem poważne różnice w urządzeniach
                                                    wnętrza domów mieszkalnych Białorusinów powiatów siemiatyckiego i sokólskiego.
                                                    Różnice istnieją również w zwyczajach ludowych, np. przy zawieraniu małżeństw,
                                                    przy pogrzebach itp.
                                                    Omawiane tu zjawiska nie są dostatecznie zbadane i zinwentaryzowane.
                                                    Nie wolno bowiem budować sądu, opierając się jedynie na wrażeniach optycznych.
                                                    Należy jednak zdecydowanie podkreślić, że wiele zjawisk etnograficznych może
                                                    się stać przedmiotem poważnych i interesujących ,dociekań naukowych.
                                                    "
                                                    Ciekawej lektóry
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.04, 20:39
                                                    Mówicie o Białorusinach i Ukraincach podlaskich niejako w czasie teraźniejszym.
                                                    Jaka szkoda ,że nie mogę w ten sam sposob mówić o bogactwie kulturowym
                                                    podkarpacia. Do 1945 roku jakże odrebni byli beskidzcy Łemkowie,bieszczadcy
                                                    Bojkowie / bardzo jak mi sie zdaje pokrewni Hucułom/, podkrosnieńścy
                                                    Zamieszańcy, Dolinianie z okolic Sanoka i pogórza dynowskiego czy ukraińcy z
                                                    okolic przemysla, leżajska, jarosławia. Rózniło ich bardzo wiele ; i sposób
                                                    budowy chałup, ich zdobienia, tradycyjne budownictwo cerkiewne, stroje i te
                                                    odświetne i te codzienne, obyczaje, sposoby gospodarowania a nawet język - bo
                                                    ruska mowa górali z naleciałosciami i rumuńskimi i słowackimi i chorwackimi,
                                                    zamieszańcy mówiący po rusku ze znaczymi naleciałosciami "mazurskimi" - czytaj
                                                    polskimi w mowie, Bojkowie - tajemniczy, "połdziki" górski lud, o bardzo
                                                    archaicznych obyczajach i "hermetyczności" .
                                                    A co ich łaczyło ; religia, wnętrze cerkwi z ikonostasowymi świętymi , ruski
                                                    rdzeń mowy. To dopiero dziś częsciowo bezwiednie te grupy podciąga sie pod
                                                    pojęcie "ukraińców", ale jeszcze 70 lat temu czuli oni swoją odrębność.
                                                    Pamietam, że w rozmowach z "moimi" Rusinami pojecie 'Ukrainiec" było uzywane w
                                                    znaczeniu negatywnym w przeciwieństwie do pojecia "Rusin","łemko".
                                                    Na koniec tej mojej grafomanii krótki powrot do Zalesia :
                                                    „Parafia grekokatolicka w Zalesiu, o spolonizowanej w znacznym stopniu ludności
                                                    stała się ośrodkiem zainteresowania przedstawicieli ruchu nacjonalistycznego -
                                                    ukraińskiego. Do śmierci popa J.Hanasiewicza / 1881/ nie było to możliwe, gdyż
                                                    kapłan ten należał do starej generacji Rusinów określających swoją
                                                    przynależność jako „gente Ruthenus,natione Polonus", zwłaszcza część jego
                                                    rodziny wniosła istotny wkład do rozwoju ruchu niepodległościowego /1863/ a
                                                    także kultury polskiej

                                                    I właśnie z rodziny tego księdza wywodził się jego bratanek, jeden z
                                                    najwybitniejszych rzeszowiaków przełomu wieków - Henryk Hanasiewicz (1865 -
                                                    1923)

                                                    www.erzeszow.pl/1107,1586,1604/1604/

                                                    Krótki cytacik z tego linku / znajdziecie tam i jako tako napisaną historię
                                                    rzeszowa, i niezłe zdjęcia/
                                                    "Urodził się 27 sierpnia 1865 r. w Baligrodzie. Jego ojciec - Leon był
                                                    urzędnikiem sądowym, natomiast matka Jadwiga z Bielikiewiczów zajmowała się
                                                    domem i wychowywaniem dzieci. Po śmierci ojca Hanasiewiczowie przenieśli się do
                                                    Zalesia koło Rzeszowa, gdzie proboszczem greko-katolickim był stryj Henryka
                                                    Julian. Henryk wychowywał się więc pod okiem proboszcza.

                                                    Uczęszczał do gimnazjum rzeszowskiego, które ukończył w 1884 r. Następnie
                                                    studiował prawo na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Po uzyskaniu tytułu
                                                    doktora praw osiedlił się w Rzeszowie i przez dwadzieścia lat (1903 - 1923)
                                                    pracował jako adwokat w Rzeszowskim Sądzie Obwodowym. W swoim zawodzie był
                                                    dobrym fachowcem i dzięki temu dorobił się dużego majątku. Sukcesy zawodowe nie
                                                    szły w parze z osobistymi. Jego żona Maria cierpiała na chorobę psychiczną.
                                                    Henryk nie doczekał się dzieci, o których zawsze marzył. Dlatego jego
                                                    działalność społeczna koncentrowała się na niesieniu pomocy ubogim dzieciom.
                                                    Rok przed śmiercią zdecydował się cały swój majątek przeznaczyć na cele
                                                    społeczne, przede wszystkim na utworzenie szpitalika-przytułku pod wezwaniem
                                                    Dzieciątka Jezus dla dzieci wyznania chrześcijańskiego narodowości polskiej,
                                                    pochodzących z Baligrodu i Rzeszowa. Testamentem z 3 grudnia 1922 r. przekazał
                                                    na cele fundacji realność o obszarze 52 a i 70 a przy ul. Hoffmanowej 4 z
                                                    murowanym piętrowym domem oraz realność na Staroniwie o obszarze 2 ha 88 a. Na
                                                    wykonawcę testamentu wyznaczył długoletniego radnego i burmistrza
                                                    doktora Romana Krogulskiego. Po wygaśnięciu praw dożywocia dla Marii
                                                    Hanasiewiczowej, zmarłej w lipcu 1929 r., uruchomiono fundację, tworząc komitet
                                                    z doktorem Walentym Klisiewiczem na czele. Zgodnie z decyzją Chrześcijańskiej
                                                    Rady Miasta przewodniczący komitetu miał zająć się organizacją szpitalika, a
                                                    później jako jego dyrektor kierowaniem tą placówką.
                                                    Okazało się wkrótce, że oprócz nieruchomości fundator przekazał na rzecz
                                                    dzieci spory majątek w papierach wartościowych, wkładach bankowych i udziałach
                                                    w przedsiębiorstwach."

                                                    Dzis jego imieniem nazwana jest jedna z peryferialnych ulic Rzeszowa.


                                                  • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 26.01.04, 21:24
                                                    Witam
                                                    Dziekuje Andrzeju za wyczerpujacy opis systuacji na Podlasiu. Nie jest on
                                                    niestety budujacy. Szczerze mowiac myslalem, ze jest lepiej. Czesto zdarza mi
                                                    sie czytac budujace artykuly w Przegladzie Prawoslawnym czy na sajcie NBiN.
                                                    Nawet rozmowy z tymi paroma osobami z ktorymi mam kontakt nastrajaly mnie
                                                    bardziej optymistycznie. Swoja droga i tak jest lepiej niz na terenach objetych
                                                    wysiedleniami.
                                                    Ciekawi mnie - tu uklon w strone Piotra, czemu o Lemkach slyszy sie co nieco,
                                                    kultywuja swoja kulture, maja swoje organizacje natomiast nt. Bojkow, ze nie
                                                    wspomne o innych jakos glucho?
                                                    I na koniec zlosliwe pytanko. Ciekawe ile osob by sie przyznalo do babci
                                                    Rusinki, czy dziadka Bialorusina gdyby w tych krajach poziom zycia byl znaczaco
                                                    wyzszy niz w Polsce:)
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.01.04, 21:53
                                                    Witam - z pewnością łemkowie polscy byli i są grupą bardzo zintegrowaną, o
                                                    wykształconym poczyciu indywidualności,jak sądzę, no i liczniejsi na terenach
                                                    pozostałych przy Polsce po II w. Bojkowie zajmowali mniejszy obszar ograniczony
                                                    do terenu obecnego "worka bieszczadzkiego, tj na południe od Ustrzyk Dolnych i
                                                    na zachód od Komańczy i Cisnej. No i pewno w 100 % zostali w I etapie wywózek
                                                    wysiedleni na wschód. Co do ich obecnej sytuacji, to i na współczesnej ukrainie
                                                    chyba ulegli "wtopieniu", wprawdzie słyszałem i o ukazującej się w Samborskiem
                                                    gazecie "Bojkiwszczina", ale na przykład nie słyszałem o działających
                                                    organizacjach bojkowskich i na Ukrainie i na emigracji.Obawiam się że w ich
                                                    przypadku była zbyt słaba "identyfikacja grupowa" i poczucie patriotyzmu
                                                    lokalnego.
                                                    Mowisz Radku o ewentualnych obawach z ujawnianiem korzeni w związku z niskim
                                                    poczuciem więzi z obecną Ukrainą czy Białorusią. Nie wiem czy akurat tu jest to
                                                    najaważniejsze.Żydzi zyjący w diasporze /bez punktu odniesienia do własnego
                                                    państwa/ potrafili zachowywać odrębność obyczajów, uczucie swoistej dumy
                                                    narodowej, religii, języka.Ale tez do II wojny ulegali powolnym ale jednak
                                                    postępującyn procesom asymilacji.
                                                    Tak pewno też jest i z polskim Ukraińcami, Białorusami, Litwinami,Tatarami czy
                                                    Ormianami / i ich dalszymi potomkami/.
                                                    Pewnych procesów nie da się chyba powstrzymać - ale też dlatego ważne jest
                                                    przypominami przeszłości, korzeni.
                                                    Pamietam o obiecywanym temacie Żydów rzeszowskich może coś i ruszę.
                                                    A poki co namawiam na zerknięcie na forum rzeszowskie, na dość rachitycznie
                                                    rozpoczynający się wątek "Żydów w rzeszowie". Paru małolatów wypowiedziało tam
                                                    już kilka ciekawych zdań
                                                    Może uda im się tan coś ciekawego powiedzieć !
                                                    Pozdrawiam
                                                    Ps szykuję niezłą "szpilę" - pod roboczym tytułem "Popi w UPA" - może coś
                                                    wypuszczę na forum w tym tygodniu
                                                  • Wolfie, jest chyba jeszcze gorzej niż napisałem. Właśnie jestem po lekturze 2
                                                    artykułów z białoruskiej Niwy, na temat wyników spisu powszechnegu. Po prostu
                                                    ręce opadają - jeżeli chodzi o ich interpretację. Rozumiem że Białorusinini
                                                    ciesza się że Ukraińców na Podlasiu wyszło tak mało ale argumenty że " mimo że
                                                    20 lat Cerkiew pomagała Ukraińcom albo państo pomagało Ukraińcom" po prostu
                                                    zwalają z nóg. Słyszałem już że ruch ukraiński jest dotowany przez emigrację
                                                    kanadyjską, przysyłają czekoladki i pieniądze - ale żeby cerkiew i państwo
                                                    polskie ?! I to napisali ludzie z pierwszej ligi działaczy białoruskich !! Aż
                                                    wrzucę na stronę www. Niech się ludzie pośmieją. Oczywiście myślący, bo dla
                                                    większości powyższe argumenty wydają się jak najbardziej prawdziwe,
                                                    przynajmniej na Podlasiu, niestety, Wkurzyłem się, to mooże z drugiej beczki.
                                                    Jeżeli chodzi o Hucułów czy Bojków to były to grupy z o wiele wyższą
                                                    świadomością narodowa ukraińską niż Łemkowie. Świadomość ukraińska
                                                    ukształtowała się u Bojków, Hucułów i wschodnich Łemków. U zachodnich mniej i
                                                    stąd mamy podział na Łem Łemków i Ukr Łemków w wiekszości wschodnich. Jeżeli
                                                    chodzi o większą aktywność Łemków, ich większą medialność, to myślę że przyczyn
                                                    jest wiele. Z jednej strony nie kojarzą się negatywnie z historią, szczególnie
                                                    II wojny. Tacy Ruscy, ale nasi polscy, tym bardziej ze często podkreślają
                                                    odrębność od ukraińców, wrogów, czyli są przez to naszymi przyjaciółmi. U
                                                    Łemków poczucie odrębności utrzymuje się, chyba, także dzieki łączności ze
                                                    sprawami najbliższymi - małą ojczyzną, językiem wspólnoty, odrębnością od grup
                                                    otaczających. Te ważne cechy zostały w dużej części zatracone przez Ukraińców
                                                    nazzwijmy to ustandaryzowanych. Używają języka literackiego, nie używanego
                                                    przecież wcześniej w domach, kultura jest ogólnoukraińska, brak kontaktu z
                                                    najbliższą ziemią przodków a bardziej z Szeroko pojętą Ukrainą - państwem,
                                                    narodem, czyli pojęciami dosyć abstrakcyjnymi, dosyć odległymi, wyuczonymi.
                                                    Pewne analogie a Łemkami zauważam u nas na Podlasiu. Mimo braku świadomości
                                                    narodowej, czy to białoruskiej czy ukraińskiej, w grupie ludzi mi znanych
                                                    istnieje dosyć duże przywiazanie do języka - jest to właściwie główny wyróżnik,
                                                    także do kultury - piosenek szczególnie. Tego co zostało najczęściej
                                                    nieświadomie przekazane nam przez przodków. Ja musiałem języka nauczyć się sam -
                                                    wbrew polskojezycznemuy wychowaniu rodzicó i dziadkó, i może daltego bardzeij
                                                    go szanuję niż jak by go wynióśł ze szkoły. Mimo częstego nierozumienia, nawet
                                                    przez osoby wykształcone, takich pojęć jak naród, świadomość itp istnieje
                                                    przywiązanie do ww cznników. I tak ludzie o różnej świadomości narodowej, nawet
                                                    polskoprawosławnej mówia gwarą ukraińska i śpiewają ukraińskie piosenki.
                                                    Zauważyłęm też ze na ukraińskich imprezach jest tak że my z podlasia jesteśmy
                                                    jedynymi któzy rozmawiają po ukraińsku - co prawda gwarą. Ukraińcy którzy
                                                    pokończyli szkoły. licea, nawet studia ukraińskie rozmawaiają miedzy sobą po
                                                    polsku. Przy tym bardzo są przywiazani do idei narodowych, historii,
                                                    patriotyzmu itp. Trochę to pokręcone, ale mój wniosek jest taki -że najpierw
                                                    patriotyzm lokalny następnie ogólnonarodowy. Po zatraceniu najbliższych korzeni
                                                    trudno jest sie odnieść do szerszej społeczności, korzeni ogólnonarodowych bo
                                                    trudno w nich nznaleźć swoją "działkę". Jeszcze co do bojków - to miałem u nas
                                                    w Białymstoku znajomą, pochodzenia bojkowskiegoo, czyli z rogu Bieszczad, ale
                                                    miała świadomość jak najbardziej ukraińską, bez powiedzmy, łemkowskich
                                                    separatyzmów. Takie zjawiska są zresztą charakterystyczne dla grup odległych od
                                                    centrów narodowotwórczych. na POdlasiu mamy ukrainomownych Białorusinów, na
                                                    południu Łem Łemków, na wschodzie ukrainomownych kozakó rosyjskich itp. Nie bez
                                                    wpływu dzisiaj na takie postawy są, jak piszesz Piotrze warunku ekonomiczne na
                                                    Ukrainie. Muszę sam przyznać że jako swiadomy Ukrainiec, znający jezyk,
                                                    podróżując po tym kraju mam czasem negatywne refleksje. TO tyle na razie
                                                    Pozdrawiam
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.01.04, 21:41
                                                    Dziękję Andrzeju za ciekawą i obszerną wypowieź.
                                                    Do tematu bojkowsko - łemkowskiego pewno jeszcze wrócę ... ale dziś chciałem
                                                    ruszyć temat do ktorego sie przymierzałem już od dłuzszego czasu

                                                    Zacznę od cytatu :

                                                    „Na świeżo po II wojnie na włączonej Ukrainie zachodniej uderzono w Kościól
                                                    Grekokatolicki, który od połowy XIX wieku był bardzo ważnym elementem
                                                    utrwalania świadomości narodowej tamtejszych Rusinów-Ukraińców.
                                                    Trzeba go było zniszczyć, aby nie stanowił zaplecza dla walczącej o
                                                    niepodległość państwa Ukraińskiej Armii Powstańczej i w ogóle opozycji
                                                    ukraińskiej”
                                                    Koniec cytatu.
                                                    Pozwolicie,że powtórzę „ ... ABY NIE STANOWIŁ ZAPLECZA DLA WALCZĄCEJ O
                                                    NIEPODLEGŁOŚĆ PAŃSTWA Ukraińskiej Armii Powstańczej i w ogóle opozycji
                                                    ukraińskiej.”

                                                    Zastanawiacie się zapewne skąd pochodzi ten cytat, jedni myślą pewnie ... ot
                                                    apologetyka UPA z „Naszego Słowa” albo cytat z sajta nacjonalistów ukraińskich.
                                                    Ale nie – oto zacytowałem bardzo ciekawą pracę Pani Hanny Dylągowej „ Dzieje
                                                    Unii Brzeskiej”, książki wydanej przy udziale Warmińskiego Wydawnictwa
                                                    Diecezjalnego – Warszawa 1996 Olsztyn. Książki osobliwej chociażby poprzez
                                                    zapiski w metryczce „ Nihil obstat ks. Mgr Ireneusz Bruski, Imprimatur : ks.bp
                                                    dr Jacek Jezierski .... „ itd. itd.
                                                    Można pisać obiektywnie o trudnej historii ? Można !.
                                                    Przyznam, że sam zachowuję daleko idącą rezerwę w ocenie Ukraińskiej
                                                    Powstańczej Armii – z pewnością dla ruskich mieszkańców i Bieszczad i pogórza
                                                    przemyskiego żołnierze UPA byli uważani za wybawicieli od przemocy sovietów,
                                                    polskiej partyzantki . posliego wojska i UB. Wielu łączyło jej działania z
                                                    nadzieją na powstanie niezawisłego państwa.
                                                    W mojej ocenie pozostanie jednak pamięć strasznych zbrodni Wołynia i rodzinne
                                                    wspomnienie zabójstwa katolickiego księdza na plebani w ktorej
                                                    umierał „łemkowski świaszczennik” – mój pradziadek.

                                                    A jaki był stosunek duchowieństwa grekokatolickiego do działań UPA?

                                                    Dariusz Iwaneczko /pracownik rzeszowskiego oddziału IPN pisze w
                                                    opracowaniu „Wysiedlenia Ukraińców a kościół grekokatolicki w Polsce 1944-
                                                    1947/ pisze :
                                                    „Znamy przypadki co najmniej sympatii unickich księży wobec UPA, jak również
                                                    współpracy i udziału w akcjach bojowych. Poszczególne oddziały UPA korzystały z
                                                    gościny w plebaniach księży grekokatolickich. @8 marca 1947 roku ks. Hoza z
                                                    Kłokowic przyjął na plebani Wołodymira Szczyhelskiego „Burłake” wraz z
                                                    kapelanem sotni ks. Wasylem Szewczukiem „Kadyła”. Ksiądz Jaworenko był
                                                    kapelanem w sotni Stepana Stebelskiego „Chrina”. Przy Jarosławie
                                                    Staruchu „Stiahu” krajowym prowidniku OUN Zakierzońskiego Kraju był ks. Dr.
                                                    Adam Ślusarczyk „Knyha” który został zastrzelony 19 września 1947 roku przez
                                                    żołnierzy 9. DP podczas próby ucieczki z bunkra. Ksiądz Ślusarczyk w ośrodku
                                                    technicznym „wulkan” krajowego Prowidu UPA zajmował się tłumaczeniem
                                                    wydawnictw podziemnych OUN na język angielski”

                                                    W opracowaniach IPN znalazłem także opisy o wiele więcej przypadków gdy księża
                                                    uniccy zachowywali rezerwę wobec działań UPA, wręcz neutralność, dawali
                                                    schronienie ukraińskiej i polskie ludności w obrębie parafii i ... padali
                                                    ofiarami okrutnych mordów i napadów wojska polskiego band polskich, ukraińskich
                                                    i rosyjsko języcznych. Są tam opisy bezzasadnych pobić, zabójstwa, wywozu do
                                                    polskiego obozy koncentracyjnego w Jaworznie.
                                                    Oszczędzę wam opisów tych tragicznych zajść.
                                                    Kim więc byli w tamtych czasach księża grekokatoliccy ?
                                                    Częśc z nich z pewnością prezentowała postawę podobną do opisywanego przez
                                                    Diakona Piotra Bł. Emiliana Kowcza :
                                                    „Bł. Emilian był wielkim patriotą ukraińskim, zdeklarowanym zwolennikiem
                                                    niepodległości i przeciwnikiem rządów polskich na ziemiach b. Galicji
                                                    Wschodniej. To nic szczególnego - takie było stanowisko
                                                    większości tamtejszych Ukraińców. Ale On potrafił - a to już, niestety, dużo
                                                    rzadsza postawa po obu stronach tego konfliktu - swych poglądów politycznych
                                                    nie obciążać narodowościową nienawiścią. Gdy po 17 września część jego
                                                    parafian postanowiła się odegrać na swych sąsiadach, polskich kolonistach, za
                                                    okres międzywojenny, rabując ich mienie - ks. Kowcz tak ich obsobaczył z
                                                    ambony, że skruszeni oddali zabrane rzeczy właścicielom. Za tzw. "pierwszych
                                                    Sowietów" ("drugich Sowietów" już nie dożył) w latach 1939-41 pomagał rodzinom
                                                    wywożonych przez NKWD polskich urzędników i policjantów (także tych, co go
                                                    przed wojną
                                                    zamykali do aresztu za nieprawomyślne kazania). Był odważny, nie lękał się
                                                    NKWD, organizował np. nadal publiczne procesje - i zjednało mu to tak wielki
                                                    szacunek polskiej ludności rzymskokatolickiej, że część Polaków zaczęła
                                                    chodzić do cerkwi. Potem, gdy już siedział we Lwowie w więzieniu gestapo,
                                                    rzadkie
                                                    kontakty z rodziną (grypsy) wykorzystywał w dużej mierze po to, by za
                                                    pośrednictwem bliskich przekazywać na zewnątrz wiadomości dla rodzin
                                                    więziennych współtowarzyszy. Także (i chyba głównie) Polaków. Wreszcie
                                                    trafił na Majdanek i tam był "obozowym proboszczem" dla wszystkich – dla
                                                    Polaków także. Warto przeczytać jego grypsy stamtąd - bije z nich moralna
                                                    wielkość, której niesposób nie docenić, niezależnie od światopoglądu. „
                                                    Część z nich z pewnością włączała się do walki „za niepodległa Ukrainę” a jak
                                                    sądzę większość chciała po prostu w sposób godny doczekać końca okrutnej wojny
                                                    i koszmaru powojennych walk.

                                                  • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 28.01.04, 21:30
                                                    Witam
                                                    temat rzeczywiscie trudny, ale mysle ze wart poruszenia. Jestem w tej chwili
                                                    swiezo po lekturze, wiec zeby cos powiedziec to musze "przetrawic".
                                                    Jedna rzecz w Twoim poscie rzucila mi sie od razu w oczy i odniose sie na
                                                    goraco.

                                                    ... padali
                                                    > ofiarami okrutnych mordów i napadów wojska polskiego band polskich,
                                                    ukraińskich
                                                    >
                                                    To co napisales dobrze oddaje tamte wydarzenia. Ugrupowania partyzanckie po obu
                                                    stronach konfliktu oprocz bohaterskich czynow maja na sumieniu zwyczajne
                                                    bandyckie wystepki. Nie probuje tu nikogo wybielac, ani oczerniac, ale
                                                    przytoczylem tu kiedys tekst dobrze oddajacy tamten czas:
                                                    "od partyzanta do bandyty jest tylko jeden krok"
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 30.01.04, 19:08
                                                    Witam po przerwie
                                                    W ostatnich dniach cierpie na "niemoc tworcza" :) w zwiazku z tym podsylam
                                                    sympatyczny cytacik z "Zycia Podkarpackiego"

                                                    "Prałkowce k. Przemyśla: Ekumeniczny Dom Opieki Społecznej przyjął pierwszych
                                                    pacjentów
                                                    By nikogo nie zranić
                                                    Na początku stycznia br. zainaugurował swoją działalność Ekumeniczny Dom Opieki
                                                    Społecznej w Prałkowcach k. Przemyśla. Mieszkają tu wspólnie wierni kościoła
                                                    rzymskokatolickiego, greckokatolickiego oraz prawosławni wymagający stałej
                                                    opieki medycznej.
                                                    W pierwszej fazie dom przyjął 35 osób, docelowo ma pomieścić ok. 45. To
                                                    pierwsza taka placówka w Polsce. Instytucję, przy której działa też Centrum
                                                    Rehabilitacji i Ośrodek Szkolenia Personelu Opiekuńczego, prowadzi
                                                    greckokatolickie Zgromadzenie Sióstr Służebnic Niepokalanej Maryi Panny.
                                                    Przewodniczącym Komitetu Budowy Domu był proboszcz greckokatolickiej parafii
                                                    Narodzenia NMP w Lublinie ks. Stefan Batruch. Zgodnie z zamierzeniami
                                                    pomysłodawców placówka ma zapewnić godną i fachową opiekę medyczno-charytatywno-
                                                    rehabilitacyjną osobom niepełnosprawnym, poszkodowanym i chorym, zamieszkującym
                                                    ten zróżnicowany etnicznie, kulturowo i religijnie region. Innym, bardzo
                                                    istotnym celem, jak podkreślił ks. S. Batruch, jest tworzenie przyjaznych
                                                    relacji międzyludzkich, międzynarodowych i międzywyznaniowych na pograniczu
                                                    kultur.
                                                    Niemal wszystkie pomieszczenia w placówce spełniają wszelkie standardy
                                                    europejskie. Wyposażona jest m.in. w: wyspecjalizowane sale do różnego typu
                                                    zabiegów rehabilitacyjnych, laboratorium analiz medycznych oraz gabinety:
                                                    lekarski i dentystyczny. Z usług tych będą mogli korzystać zarówno mieszkańcy
                                                    Domu, jak i pacjenci z zewnątrz. Nie jest tajemnicą, że wiele osób z regionu
                                                    pogranicza, które przebywały w państwowych domach opieki społecznej, bało się
                                                    przyznawać do swojej odrębności religijno-etnicznej. - Osoby te czuły się
                                                    zalęknione, wyizolowane, odrzucone i niezrozumiane, jeżeli chodzi o potrzeby
                                                    duchowo-emocjonalne - powiedział ks. S. Batruch.
                                                    Mariusz GODOS"

                                                    Natomiast dla Wszechpolakow i innych podobnych podsylam cytat z "Nowin"

                                                    "Walczą o przywrócenie tablic
                                                    Ukraińcy liczą na pomoc wicepremiera Józefa Oleksego
                                                    PRZEMYŚL. Społeczność ukraińska domaga się przywrócenia tablic na mogiłach
                                                    członków Ukraińskiej Powstańczej Armii. Ich zdaniem zostały one bezprawnie
                                                    usunięte.
                                                    W grudniu ub. roku przedstawiciele Związku Ukraińców w Polsce zawiadomili
                                                    prokuraturę o kradzieży dwóch tablic z Cmentarza Strzelców Siczowych w
                                                    Przemyślu. Znajdowały się na mogiłach spoczywających tam powstańców UPA
                                                    ekshumowanych w Birczy i Lisznej. Tablice zdemontowali pracownicy miejskich
                                                    służb komunalnych po wcześniejszych uzgodnieniach z wojewodą podkarpackim.
                                                    Treść napisów nie była zgodna z pierwotnymi ustaleniami poczynionymi przez Radę
                                                    Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Warszawie i stronę ukraińską.
                                                    - Treść napisów nie obrażała uczyć Polaków - uważa Jarosław Sydor,
                                                    przewodniczący przemyskiego oddziału Związku Ukraińców w Polsce. - Nikt ich nie
                                                    kwestionował. Po prostu zostały skradzione.
                                                    Policja pod nadzorem prokuratury ustala obecnie okoliczności demontażu tablic.
                                                    Tymczasem społeczność ukraińska wraz z rodzinami powstańców UPA spoczywających
                                                    na cmentarzu, wystosowała list do Józefa Oleksego, wicepremiera, ministra spraw
                                                    wewnętrznych i administracji. Podpisało się pod nim blisko 400 osób. Wymienieni
                                                    uważają, że tablice usunięto bezprawnie, a minister, jako przełożony wojewody
                                                    powinien wydać polecenie ich przywrócenia na pierwotne miejsce."

                                                    Przepraszam, ze tym razem nie pisze nic od siebie, ale po trudnym tygodniu w
                                                    pracy dopadla mnie, jak napisalem powyzej, "niemoc"
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.04, 21:26
                                                    A jednak w tym Przemyślu wciąz dobro i zło w realcjach polsko-ukraińskich
                                                    przeplata się w sposób niesamowity. Budowa owego domu opieki związana była z
                                                    inicjatywą nagród pojednania- wręczanych już w ubiegłym roku chyba po raz
                                                    trzeci /przypominam Panowie Smoleński i dyrektor Lwowskiej Galerii Obrazów/.
                                                    Historia pochówku nieszczęsnych upowców z Birczy była wielokrotnie opisywana /
                                                    tak samo jak do tej pory /chyba?/nie uregulowana sprawa pochówku ofiar polskich
                                                    napadów w Pawłokomie/.
                                                    Cieszy inicjatywa lubliniakow, w tym szczególnie ks. proboszcza Batrucha.
                                                    Cóz Radku - wypoczywaj- do spotkania po weekendzie.
                                                    A ja być może podrzucę ciąg dalszy "trudnego tematu"
                                                    pozdrawiam
                                                  • Gość: Piotr IP: 80.53.234.* 31.01.04, 10:29

                                                    Gość: ataman
                                                    Wciąz krążycie wokół Gwozdzianki ale nie chcecie tematu rozwinąć; podajecie
                                                    chyba mylne dane .Ta smutna historia chyba miała miejsce w marcu 1944 a nie w
                                                    Kwietniu 1945.Z tego co jako dziecko słyszałem to zabito 17 dorosłych
                                                    mężczyzn. Zabito również jedna osobę w Bliziance. Myślę ze krewni zabitych
                                                    wciąż żyją ; dlaczego nie chcą zabrać głosu?

                                                    Witam - nie krązymy,a po prostu odstawiliśmy ten temat, z braku
                                                    dopływu "świeżej krwi".Być może Twoje wejście to zmieni >
                                                    Mikołaj Siwicki /dzieje konfliktów polsko-ukraińskich – tom 3, str.219-221/
                                                    cytuje relację o Gwożdziance powołując się na Archiwum Ukraińskie w
                                                    Warszawie, "Łemkiwszyne” nr 4 z 1987 roku wydawaną przez Organizację Obrony
                                                    ŁEMKOWSZCZYZNY W Nowym Jorku. Pisze o 166 osobach i lokalizuje wydarzenia na
                                                    kwiecień 1945 – „przeddzień wysiedlenia do ZSRR.
                                                    Grzegorz Motyka, wielokrotnie cytowany, mówi o od 8 do 166 ofiar. Z tym że ja
                                                    te 8 osób wiązałbym z Blizianką – ustną relację na ten temat podaje . p. Huk w
                                                    cytowanym jako link artykule o Zalesiu.
                                                    Motyka cytuje też relację ks. Piętowskiego , który mówi o napadzie na ruskie
                                                    wioski w okolicach Niebylca : „18-19 marca 1945 napadła na wioskę nieznana
                                                    banda,spaliła niektóre domy,wielu pobili,obrabowali. Niektórzy Rusini po tym
                                                    napadzie,który miał wyraźnie znamiona akcji NKWD, uciekli do Węglówki,Krasnej”

                                                    Nie badałem tematu w terenie ,pisząc tu opierałem się na dostępnej
                                                    literaturze. Nie spotkałem się np. w prasie lokalnej relacji nt tej czy innej
                                                    wioski z okolic Rzeszowa.

                                                    Dlatego też Atamanie twój głos w dyskusji możę być cenny – mam pytanie – kto
                                                    według Ciebie napadł w marcu 1944 na Gwoździankę, /do lipca trwała tu przecież
                                                    okupacja niemiecka/, na czyich relacjach możesz się oprzeć?
                                                    Według jednego z internautów na tamtym terenie ludzie dalej pamietają tamte
                                                    wydarzenia,co odbija się na realcjach sąsiedzkich / ponoć są tam nieźle
                                                    skłóceni/ ale z drugiej strony śa dość „hermetyczni”. Sam tego doznałem
                                                    próbując w tych pięknych,niebyleckich górkach nabyć chałupę- a la daczę.
                                                  • Gość: piasek IP: *.such.nat.hnet.pl 05.03.06, 20:26
                                                    czyżby

                                                    ameryka
                                                  • Gość: piasek IP: *.such.nat.hnet.pl 05.03.06, 21:04
                                                    meksyk
                                                  • Gość: piasek IP: *.such.nat.hnet.pl 05.03.06, 20:29
                                                    ameryka
                                                  • Gość: piasek IP: *.such.nat.hnet.pl 05.03.06, 20:31
                                                    czyżby

                                                    ameryka
    • Gość: ataman IP: *.client.comcast.net 30.01.04, 23:35
      Wcaz krazycie wokol Gwozdzianki ale nie chcecie tematu rozwinac; podajecie
      chyba mylne dane .Ta smutna historia chyba miala miejsce w marcu 1944 a nie w
      Kwietniu 1945.Z tego co jako dziecko slyszalem to zabito 17 doroslych
      mezczyzn. Zabito rowniez jedna osobe w Bliziance. Mysle ze krewni zabitych
      wciaz zyja ; dlaczego nie chca zabrac glosu?
      • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 02.02.04, 20:39
        Gość portalu: ataman napisał(a):

        > Wcaz krazycie wokol Gwozdzianki ale nie chcecie tematu rozwinac; podajecie
        > chyba mylne dane .Ta smutna historia chyba miala miejsce w marcu 1944 a nie w
        > Kwietniu 1945.Z tego co jako dziecko slyszalem to zabito 17 doroslych
        > mezczyzn. Zabito rowniez jedna osobe w Bliziance. Mysle ze krewni zabitych
        > wciaz zyja ; dlaczego nie chca zabrac glosu?

        Witam czytajacych i piszacych
        Na wstepie odpowiem na zarzuty atamana (ktorego serdecznie witam). Ten watek
        sluzy nam do dzielenia sie swoja wiedza na "rusinskie" tematy. Z uwaga czytam
        kazdy post, w ten sposob poszerzam swoja wiedze. Odnosnie tych wydarzen nie mam
        duzej wiedzy, w kregu moich zainteresowan jest inny region - okolice
        Siemiatycz. Chetnie dowiem sie czegos odnosnie tamtych wydarzen i mysle ze nikt
        sie nie obrazi, sam tez wielokrotnie bylem poprawiamy przez Andrzeja.
        Wracajac do naszego watku, mysle ze w tym tygodniu wrzuce jakis zgradny
        tekscik. W weekend odpoczlem od komputera i nabralem sil:)
        Z niecierpliwoscia czekam na nowe watki (moga byc ze szpilka).
        Pozdrawiam
        R.
        • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.02.04, 21:41
          Witam serdecznie.
          Atamanowi postarałem się odpowiedzieć w trochę przestawionym poscie - coś
          dziwnego dzieje się ostatnio z serwerem GW.
          A oto szpila:Czytając na temat likwidacji kościoła grekokatolickiego na
          terenach polskich po 1945 roku. spotkałem się z różnym spojrzeniem na rolę
          kościoła katolickiego i prawosławnego w tym tragicznym procesie/
          Pisałem tu już o opinii Mistrza Nowosielskiego w tej sprawie – a więc
          zarzucającego KK agresywność ,wręcz współwinę w likwidacji Unii, a nawet
          kolaborację z komunistami. Odmienne zdanie w tej sprawie prezentowane jest na
          stronie
          http//www.archidiecezja-gr.opoka.org.pl
          W dziale historycznym
          Cytuję:
          Pragnąc ostatecznie zlikwidować nawet namiastkę Kościoła greckokatolickiego,
          władze wykorzystały uprzywilejowaną pozycję Kościoła prawosławnego, który w tym
          okresie cieszył się stosunkowo dużą tolerancją ze strony władz komunistycznych.
          Metropolitą „nowego” Kościoła prawosławnego, który przeprosił patriarchę
          moskiewskiego za dokonaną schizmę w 1924 roku został Makarij Oksijuk, który był
          szczególnie aktywny przy likwidacji Cerkwi greckokatolickiej na osławionym
          pseudosoborze we Lwowie w 1946 roku. Już bezpośrednio po akcji „Wisła” władze
          sprzyjały powstawaniu wśród wiernych grekokatolików parafii prawosławnych. W
          1952 roku Biuro Polityczne KC PZPR postanowiło, iż duchowieństwo
          prawosławne: „winno mieć poparcie władz w wykonywaniu kultu religijnego i
          erygowaniu parafii wśród ludności prawosławnej”. Postanowiono
          również: „zdecydowanie zwalczać organizowane przez nacjonalistyczne agentury
          podziemne wyznania greckokatolickiego”. Miało to swoje konsekwencje przez cały
          okres PRL. Powstały parafie prawosławne nawet w tych miejscowościach, gdzie nie
          było wiernych prawosławnych.

          Asekuracyjnie dodam Radku nie idzie mi o „pójście na ostre” ale spróbujmy
          rozważyć zasadność powyższych stwierdzeń – musisz przyżnać,że temat trudny.
          Aby jeszcze bardziej zagmatwać historię przytoczę zdanie ukraińskie na temat
          roli kościoła katolickiego w tym okresie.
          Przypomnę,że w linkowanym tu artykule Pana Dr Romana Drozda –
          interklasa.pl/portal/dokumenty/r_mowa/strony_pol/historia01.htm
          Mówił on o „niecnej roli" hierarchii katolickiej w stosunku do księży unickich,
          kiedy niejako w imię niekomplikowania i tak trudnych relacji z
          komunistami „poświęcano” na straty księży katolickich. Mówił nawet, że księży
          którym proponowano pozostawanie w sutannach zmuszano do porzucania żon. Łemkom
          pozostających przy swej wierze odmawiano pochowku w poświęconej ziemi,
          ścinano „zbędne ramiona„ cerkiewnych krzyży – często przy czynnym udziale
          księży katolickich /pisze o tym cytowany i linkowany tu Łemko z okolic N.Sącza,
          zadano opłat za wydawanie katolickich metryk ratujących od wywózki.
          Muszę przypominać te fakty, jeśli nawet pamiętam o nieskutecznych próbach
          ratowania Ptzemyskiego Metropolity Kocyłowskiego przez Episkopat Polski w 1946
          roku.

          Pozdrawiam Serdzecznie - zapraszając również zamorskiego /jak mi się wydaje z
          IP/ gościa do dyskusji

          • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 03.02.04, 21:33
            Witaj Piotrze
            szczerze mowiac zaskoczyl mnie twoj post, o udziale Cerkwi prawoslawnej w
            likwidacji Kosciola grekokatolickiego nic nie slyszalem.
            Z mojej skromnej wiedzy wynika, ze PAKP po wojnie rowniez nie mial lekko.
            Postaram sie cos znalezc i wmiare wyczerpujaco odpowiedziec. Poza tym bedzie
            malutka szpileczka nt. Polesia po 1939.
            Twojego postu nie odebralem, Boze bron, jako atak.
            Pozdrawiam
            R.
            • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 04.02.04, 18:18
              Witam
              Pomimo najszczerszych checi nie udalo mi sie znalezc chocby sladu pomocy
              prawoslawia przy likwidacji Kosciola grekokatolickiego, ani w ksiazkach ktorymi
              dysponuje, ani w necie (poza podanym przez Ciebie sajtem). Nie ulega natomiast
              watpliwosci, ze Cerkiew prawoslawna miala w tym okresie latwiej.
              Za to przytocze cos ciekawego z Bialoruskich Zeszytow Historycznych nr 6, tekst
              jest autorstwa Miroslawy Papierzynskiej-Turek.

              "Tak więc w świadomości społecznej prawosławnych, na skutek przekazywanego z
              pokolenia na pokolenie doświadczenia związanego z walką międzywyznaniową — o
              cerkwie, cmentarze, biskupstwa, klasztory, ziemię, i wreszcie o własne
              rozumienie kościelnego pośrednictwa między ludźmi a Bogiem — oraz na skutek
              oddziaływania literatury historycznej, wspierającej tę walkę i umacniającej
              społeczne przekonania, dominował jednowymiarowy i malowany czarnymi barwami
              obraz unii3. Na obraz ten składają się: przymus, zdrada i wina, odnoszące się
              do architektów unii i jej późniejszych wyznawców. A zarazem krzywda, strata, a
              nade wszystko zaś wierność — służące do charakterystyki własnej Cerkwi. I tak,
              w obrazie tym wyraźnie dostrzec można przeświadczenie, że unia stanowi jaskrawy
              przejaw odwiecznego, stale idącego z Zachodu zagrożenia dla uznanych
              najwyższych wartości, dla grecko-bizantyjskiego zakorzenienia oraz własnej
              kulturowej odrębności. Że została ona ludności ruskiej narzucona na skutek
              polsko-jezuickiej intrygi, zawiązanej w interesie Kościoła rzymskokatolickiego,
              narodu i państwa polskiego. Właśnie „intrygą”, „chytrością jezuicką” oraz
              aspiracjami polskich władz tłumaczono najczęściej jej genezę i późniejsze
              sukcesy. Zdrajcami nazywano prawosławnych architektów unii i ich też obciążano
              winą za rozbicie rodzimej Cerkwi, sprowadzenie na nią tak wielu nieszczęść i
              zła. A równocześnie w opinii prawosławnej sprawa unii stała się — obok
              późniejszych presji ateistycznych — niejako sprawdzianem siły, żywotności,
              potęgi i oporu, zdolności przetrwania.
              Ten prawosławny obraz unii zderza się z jej obrazem, ukształtowanym w
              indywidualnej i społecznej świadomości unitów4. Przy czym również u podłoża tej
              wizji leży dążenie do utrzymywania, wzmacniania, obrony przed destrukcją na
              skutek agresji z zewnątrz, czy też narzucania własnej tożsamości — bo wszak i
              ta religia, przekazywana z pokolenia na pokolenie, stworzyła nową,
              odpowiadającą jej naturze, tożsamość religijną. Tak przeto na unicki obraz
              kościelnej unii składają się te same, co na prawosławny, kategoryczne oraz
              jednoznaczne oceny: przymus, zdrada i wina, odnoszące się do strony przeciwnej,
              jak również — krzywda, strata, a nade wszystko wierność, służące do
              charakterystyki własnej Cerkwi. Przymus — to wymuszanie konwersji ze strony
              władz carskich czy później radzieckich (chodzi przede wszystkim o sobór lwowski
              w 1946 r.). Zdrada — to przede wszystkim działalność inicjatorów zjednoczenia z
              Cerkwią prawosławną J. Siemaszki w XIX w. oraz H. Kostelnyka, M. Melnyka i A.
              Pelweckiego w 1946r. I wreszcie kwestia winy — winą obciąża się prawosławnych
              za to, że nie zjednoczyli się, że nie chcieli przyłączyć się do Cerkwi
              greckokatolickiej, czyli po prostu, że nie chcieli zmienić własnej religijnej
              tożsamości. Również unici, podobnie jak prawosławni, dumni są z własnej siły i
              zdolności przetrwania"

              Jak widac wszystko zalezy od punktu widzenia...
              Pozdrawiam
              R.
              • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 04.02.04, 18:31
                Oczywiscie zgodnie z obietnica nie odmowie sobie przyjemnosci
                podeslania "szpileczki". Rzecz bedzie o Poleszukach. Pochodzi rowniez z BZH,
                tym razem z nr 20, a autorem jest p. Marek Wierzbicki.
                Poruszam temat Poleski, poniewaz "zaszufladkowanie" narodowe Poleszukow tez
                sprawialo klopoty, podobnie jak podlaskich Rusinow. Stad kwestia ta jest mi na
                swoj sposob bliska.
                Cytaty nie dotycza kwestii "kim sa Poleszucy?". Dotycza stosunkow pomiedzy
                Polakami i "tutejszymi" w trudnym okresie II WS.

                "O nastrojach ludności polskiej świadczy m.in. raport wysłannika KG ZWZ
                występującego pod pseudonimem „Mietek”, który na przełomie 1941 i 1942 r.
                odwiedził kilka powiatów Polesia (drohiczyński, brzeski, kobryński) badając
                możliwości rozwinięcia działalności konspiracyjnej przeciwko Niemcom. Autor
                raportu zauważył, że ludność polska Polesia żyła przede wszystkim pragnieniem
                ukarania miejscowych chłopów prawosławnych (Poleszuków), Żydów i Ukraińców za
                mordy, grabieże i działania dywersyjne, jakich dopuścili się przeciwko Polakom
                i instytucjom państwa polskiego po 17 września 1939 r. Nastroje tamtejszej
                ludności polskiej nie osłabły, mimo że od zakończenia okupacji sowieckiej do
                powstania raportu minęło ok. 6 miesięcy41. Ale warto nadmienić, że w raportach
                polskiego podziemia z Polesia napisanych w kwietniu 1944 r. znalazły się
                również informacje o strachu Poleszuków przed odpowiedzialnością karną za mordy
                popełnione w 1939 r., którą musieliby ponieść w przypadku powrotu państwowości
                polskiej na Polesie42. W tym kontekście znamienne są słowa wypowiedziane
                jeszcze w październiku 1939 r. przez Polaka z powiatu stolińskiego: „Jeżeli
                Polacy wrócą do władzy, to dla Białorusinów nie będzie tu życia, będziemy ich
                wieszać za to, że zdradzali, gdy wkraczała Armia Czerwona, uciekali z armii
                polskiej”43. Podobne nastroje panowały na całym obszarze Kresów północno-
                wschodnich. Świadczyły o nich liczne — bo obejmujące kilkaset osób — przypadki
                samosądów i denuncjacji Białorusinów kolaborujących z władzą sowiecką do
                niemieckich władz okupacyjnych"

                "Kolejnym polem konfliktu polsko-białoruskiego były wpływy polityczne w
                administracji okupacyjnej i policji powołanej przez Niemcy hitlerowskie na
                Zachodniej Białorusi. Po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej i zajęciu
                Białorusi przez Niemcy ludność polska zaczęła wracać na stanowiska w
                administracji lokalnej. Niemieckie czynniki wojskowe chętnie angażowały do
                pracy w administracji osoby stosunkowo dobrze wykształcone znające język
                niemiecki. W tym względzie Polacy mieli przewagę nad Białorusinami. W krótkim
                czasie niemal cała administracja lokalna na Zachodniej Białorusi miała polski
                charakter. To samo zjawisko zaistniało w policji pomocniczej, gdzie Polacy
                wstępowali za zgodą władz ZWZ. Umożliwiło to odbudowanie polskich wpływów
                politycznych na Zachodniej Białorusi poważnie uszczuplonych na skutek działań
                władz sowieckich48. Działania społeczności polskiej wywołały kontrakcję
                białoruskich działaczy niepodległościowych i ostry konflikt polsko-białoruski o
                wpływy polityczne na tym terenie, który ciągnął się aż do końca okupacji
                niemieckiej (1944 r.)."

                Jak widac pozostaje jeszcze wiele do wyjasnienia. Mysle, ze przede wszystkim
                zrodlo niecheci "tutejszych" do panstwa polskiego.
                Na koniec proponuje dwa linki dotyczace M. Sandowicza.
                www.pporthodoxia.com.pl/artykul.php?id=562
                www.pporthodoxia.com.pl/artykul.php?id=563
                Milej lektury
                Pozdrawiam po raz drugi
                R.
                • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.02.04, 19:21
                  Muszę gorąco podziękować za poważny zastrzyk do lektury i przemysleń.
                  Linki o sandowyczu - muszę i przestudiować, a "dopiąć" do tematycznej teczki
                  wydruków.

                  W odniesieniu do poruszanych tematów - narazie krótko :
                  z pewnością cerkiew prawosławna była stroną uprzywilejowaną, przynajmniej na
                  starcie polskiego stalinizmu,który nie bardzo wiedzial jak odnosić sie do Niej.
                  Zwłaszcza w okresie wojennej odwilży w stosunkach między skomunizowaną cerkwią
                  moskiewską i stalinistami.
                  Odnoście "szpileczki" - prawdą jest że na terenach białorusko- wołynskich
                  Polacy odgrywali w cywilnej administracji niemieckiej podobną rolę do Ukraińców
                  u boku niemców tu u nas w Galicji. Prawdą jest też że np i w Przemyslu i w
                  Rzeszowie napływowi Ukraincy pracowali w tej administracji, przejmowali
                  pożydowskie sklepy,hurtownie i np w niemieckich spoldzielniach rolniczo-
                  spozywczych.

                  Dziękuję za fajne posty.
                  Za dzień, dwa poruszę tematy cd "trudnych", może coś o Żydach rzeszowskich,
                  albo i nawet taki "mały poczet rabinów z Rajszy" [;->
                  Pozdrawiam
                  • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 05.02.04, 21:50
                    Witam
                    Do wczorajszych postow, gwoli uzupelnienia, dodam jeszcze jeden cytat. Dotyczy
                    on losow Cerkwi prawoslawnej po II WS. Pochodzi z ksiazki "Prawoslawie" pod
                    redakcja K. Lesniewskiego i J. Lesniewskiej.

                    "Od 1948 r. nastąpiło zaostrzenie polityki wyznaniowej pań-
                    stwa, co było jednym z elementów ewoluowania Polski w kie-
                    runku państwa totalitarnego. Nasiliła się propaganda antyreli-
                    gijna, dążono do zawężenia aktywności religijnej wyłącznie do
                    sprawowania kultu i ograniczano działania Kościołów na innych
                    płaszczyznach. Kościół prawosławny, podobnie jak i inne Kościoły
                    mniejszościowe, miał o wiele mniejsze możliwości obrony przed
                    ingerencją i działaniami władz niż dominujący Kościół rzymsko-
                    katolicki. W okresie stalinowskim dążono do pełnej kontroli życia
                    wewnętrznego Kościoła, ingerowano w sprawy personalne, usu-
                    wając osoby uznane za niewygodne. W przypadku oporu stoso-
                    wano represje i przymus, starano się też instrumentalnie wykorzy-
                    stywać duchowieństwo w akcjach podejmowanych przez państwo.
                    Ograniczano także kontakty Kościoła z zagranicznymi ośrodkami
                    cerkiewnymi, w szczególności za „żelazną kurtyną" a istniejące
                    poddano ścisłej kontroli."

                    Oczywiscie tych przesladowan nie mozna porownac z sytuacja Kosciola
                    grekokatolickiego - nikt nie chcial Cerkwi likwidowac, ale widac ze i
                    prawoslawnym nie bylo wtedy lekko.
                    Koniec tego cytatu (o probach wykorzystania duchowienstwa przez panstwo) moze
                    sugerowac, ze to co opisales Piotrze w swoim poscie moze miec w sobie jakies
                    ziarno prawdy.
                    Pozdrawiam
                    R.
              • Gość portalu: Wolf napisał(a):

                > Witam
                > Pomimo najszczerszych checi nie udalo mi sie znalezc chocby sladu pomocy
                > prawoslawia przy likwidacji Kosciola grekokatolickiego, ani w ksiazkach
                > ktorymi
                > dysponuje, ani w necie (poza podanym przez Ciebie sajtem).

                "Pomocy prawosławia" przy samej likwidacji Kościoła greckokatolickiego w latach
                1945-47 rzeczywiście raczej nie było. Sam Kościół prawosławny na terenach
                chełmsko-podlaskich z jednej strony i łemkowskich z drugiej podlegał w owym
                czasie niemal pełnej likwidacji.
                Władze "Polski Demokratycznej" nie zdecydowały się na
                przeprowadzenie "wossojedinienija", jak we Lwowie (1946), Użhorodzie (1949)
                czy Preszowie (1950). Wolały struktury koscielne po prostu zniszczyć. Widząc
                jednak potrzebę "zagospodarowania" deportowanych wiernych postanowiły
                wykorzystać ku temu Kościół prawosławny. Zapewnie nie był to przypadek, że
                "pożyczonym" z ZSRS metropolitą warszawskim został właśnie Makary (Oksijuk),
                który "wossojedinial uniatow" Galicji i Zakarpacia.
                Kościół prawosławny został zatem beneficjentem prześladowania grekokatolików,
                zyskując możliwość zwiększenia liczby wiernych, parafii i świątyń (po 1956 r.
                także na "ridnych zemlach" wysiedleńców, co zaowocowało trwającym do dziś sporem
                majątkowym).
                Co się tyczy literatury, to czołowy historiograf prawosławia w Polsce powojennej
                prof. Kazimierz Urban z Krakowa pisał o tym niewątliwie. Temat warto by
                opracować monograficznie - archiwalia są dość obfite.

                Nie chcę się o tym zanadto rozpisywać, bo są to rzeczywiście niezbyt jasne karty
                w dziejach Kościoła prawosławnego. Rozwodzenie się nad tymi rzeczami na
                publicznym forum nie służyłoby relacjom UKGK-PAKP - i tak złym - a poza tym
                czytelnik katolicki (grecko- czy rzymsko-) mógłby wyciągnąć z tego mylne wnioski
                na temat rzekomej wyjątkowej nędzy moralnej prawosławia i jego hierarchów,
                podczas gdy korzystanie z prześladowań innego Kościoła celem polepszenia stanu
                własnej wspólnoty to praktyka nagminna i powszechna w historii stosunków
                międzywyznaniowych, zwłaszcza w dobie przedekumenicznej.

                diakon Piotr (UKGK)
                • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 06.02.04, 22:13
                  Witam

                  diakon_piotr napisał:
                  > Władze "Polski Demokratycznej" nie zdecydowały się na
                  > przeprowadzenie "wossojedinienija", jak we Lwowie (1946), Użhorodzie (1949)
                  > czy Preszowie (1950). Wolały struktury koscielne po prostu zniszczyć. Widząc
                  > jednak potrzebę "zagospodarowania" deportowanych wiernych postanowiły
                  > wykorzystać ku temu Kościół prawosławny. Zapewnie nie był to przypadek, że
                  > "pożyczonym" z ZSRS metropolitą warszawskim został właśnie Makary (Oksijuk),
                  > który "wossojedinial uniatow" Galicji i Zakarpacia.
                  > Kościół prawosławny został zatem beneficjentem prześladowania grekokatolików,
                  > zyskując możliwość zwiększenia liczby wiernych, parafii i świątyń (po 1956 r.
                  > także na "ridnych zemlach" wysiedleńców, co zaowocowało trwającym do dziś
                  spore
                  > m
                  > majątkowym).

                  Oczywiscie trudno nie zgodzic sie z powyzsza wypowiedzia, nie jest to jednak
                  tylko i wylacznie wina PAKP. Obwiniac za to mozna glownie komunistow
                  stosujacych zasade "dziel i rzadz". Co do metropolity Makarego to mysle, ze nie
                  byl to glowny powod jego "pozyczenia".

                  Rozwodzenie się nad tymi rzeczami na
                  > publicznym forum nie służyłoby relacjom UKGK-PAKP - i tak złym - a poza tym
                  > czytelnik katolicki (grecko- czy rzymsko-) mógłby wyciągnąć z tego mylne
                  wnioski
                  > na temat rzekomej wyjątkowej nędzy moralnej prawosławia i jego hierarchów,
                  > podczas gdy korzystanie z prześladowań innego Kościoła celem polepszenia stanu
                  > własnej wspólnoty to praktyka nagminna i powszechna w historii stosunków
                  > międzywyznaniowych, zwłaszcza w dobie przedekumenicznej.

                  Poruszanie trudnych tematow nie musi powodowac pogorszenia stosunkow. Zawsze
                  wydawalo mi sie ze pewne sprawy lepiej wyjasniac niz "chowac pod dywan". Dzieki
                  takim forom jest mozliwa wymiana pogladow miedzy ludzmi roznej wiary i
                  pochodzenia. Mozna w ten sposob poszerzac swoja wiedze i starac sie zrozumiec
                  racje drugiej strony. Na swoim przykladzie moge powiedziec, ze dzieki dyskusji
                  z Wami na tym forum zmienil sie moj stosunek do Kosciola grekokatolickiego.
                  Pozdrawiam
                  R.
                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.02.04, 15:17
                    Witam. Na początek cytat :
                    „Stosunek władz państwowych do organizowania prawosławnego życia cerkiewnego
                    wśród wysiedleńców z akcji Wisła zmienił się dopiero na początku lat 50 – tych.
                    Zamierzano wówczas wykorzystywać Kościół prawosławny do ograniczania wpływów
                    Kościoła greckokatolickiego. W następnych latach władze legalizowały kolejne
                    parafie prawosławne. Ułatwienia w funkcjonowaniu Kościoła prawosławnego
                    przyniosła także popaździernikowa liberalizacja w polityce wyznaniowej
                    państwa.Zaczęto też w większym stopniu tolerować ukraińskie elementy w życiu
                    Kościoła /co wcześniej było nierzadko powodem represji. (...)
                    Parafie prawosławne stawały się dla ludności ukraińskiej na ziemiach
                    odzyskanych centrami życia religijnego, a także /szczególnie w początkowym
                    okresie/ najważniejszymi ośrodkami kultywowania poczucia odrębności oraz
                    zachowania własnej tradycji kulturowej. Cerkwie były miejscem spotkań ze
                    współwyznawcami, podtrzymywania więzi środowiskowej, ośrodkami życia
                    kulturalnego a nierzadko jedynymi / poza domem rodzinnym/ miejscem gdzie
                    używano języka ukraińskiego”
                    To cytat od Grzegorza Kuprianowicza „Akcja Wisła a Kościół prawosławny”.


                    Mam problem z interpretacją słów Księdza Piotra /bardzo ciekawa wypowiedź/w
                    części dotyczącej powiązań pomiędzy omawianiem faktów z historii a dialogiem
                    ekumenicznym. Czytam je jako autorefleksje Księdza występującego w tym
                    przypadku przy otwartej przyłbicy a nie schowany za nickiem, naukowca,
                    duchownego i po części ... dyplomaty.
                    Ja – proszę wybaczyć - nie mam takich zahamowań i ograniczeń .

                    Uważam nawet że przy dialogu ekumenicznym w stylu „Wybaczamy i prosimy o
                    wybaczenie” każda ze stron powinna najpierw zdefiniować : CO WYBACZAMY I O
                    WYBACZENIE CZEGO PROSIMY.
                    Myślę że nie wolno ujawniania tego „co i czego” wiązać z chęcią oczerniania i
                    strony przeciwnej. Raczej należy rozpatrywać to zgodnie z cytowaną kiedyś
                    myślą Jasienicy mówiącym ujemnie o Unii Brzeskiej i stwierdzającym
                    równocześnie „...że nie zamierza w jakikolwiek sposób krytykować wyznawców”
                    I prawosławie i unia i Łaciński KK mają i piękne jak i niezmiernie brzydkie
                    karty w historii.
                    No i trudno – trzeba mówić i o jednych jak i drugich.
                    A że istnieje możliwość „gorszenia maluczkich” – jest na to lekarstwo –
                    przekazywanie wiedzy i prawdy jaka by ona nie była.

                    Radku - dziękuję Ci bardzo za linki o Sandowyczu – muszę się przyznać że przy
                    ich lekturze z lekka się wzruszyłem – Słowo honoru.

                    Bardzo też spodobał mi się też cytat o wzajemnych historycznych pretensjach
                    prawosławnych i unitów .

                    Pozdrawiam serdecznie i piszacych i czytających

                    • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.02.04, 21:13
                      A więc w rzeszowskich księgarniach ukazała się ,reklamowana tutaj przeze mnie w
                      lecie ubiegłego roku trylogia autorstwa Pana Marcinowskiego "To wszystko działo
                      się w Zalesiu".
                      Dwa pierwsze tomy mozna by sobie "od biedy" darować - ot takie tam wspominki
                      starszego Pana o swych "dniach chwały" - ale tom trzeci pt "Roman Gumiński
                      przekazuje z Londynu wspomnienia o Zalesiu" - książka-wspomnienie pasjonująca.
                      Jest tu i bardzo ciekawe wspomnienie o ostatnim parochu zalesianskim ks.
                      Kamińskim i o ostatnim grekokatolickim ksiedzu na Zalesiu ks. Holińce, o
                      losach zalesianskich i rzeszowskich Rusinów.Przeżycia przedwojenne, klęska
                      wrześniowa, okupacja niemiecka w Rzeszowie i okolicach,lata tuż
                      powojenne,emigracja itd .
                      Ksiązki sprzedawane są w komplecie - m.in. w dużej ksiegarni na Jagiellonskiej
                      • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 10.02.04, 19:23
                        Witam
                        Po przeczytaniu tego fragmentu twojego Piotrze postu nie odpisywalem od razu

                        "Uważam nawet że przy dialogu ekumenicznym w stylu „Wybaczamy i prosimy o
                        wybaczenie” każda ze stron powinna najpierw zdefiniować : CO WYBACZAMY I O
                        WYBACZENIE CZEGO PROSIMY."

                        musialem przemyslec sobie pare spraw. Wybaczamy i prosimy... to nie moga byc
                        puste slowa. Nie bede wypowiadal sie o wybaczaniu poniewaz nie czuje sie
                        upowazniony, moge natomiast napisac o moich pretensjach wobec Unii i o tym co
                        ma na sumieniu Cerkiew prawoslawna.
                        Jak pisalem pare postow wczesniej moj stosunek do Kosciola grekokatolickiego
                        zmienil sie dzieki naszym rozmowom. Nie odbieram juz grekokatolikow jako "juz
                        nie prawoslawnych, a jeszcze nie katolikow" szanuje ich odrebnosc i tradycje.
                        Mam tylko uwagi natury juz dzis tylko historycznej. Po pierwsze niestety to
                        Unii zawdzieczamy polonizacje Podlasia, rozmawialismy o tym przy okazji kasaty
                        Unii. Po drugie cieniem kladzie sie tez prawie stuletnie przesladowania
                        prawoslawnych na terenie Podlasia. Strona prawoslawna tez niestety nie jest
                        krysztalowa - ze wspomne o Meczennikach podlaskich. Dzis tez sa zadraznienia,
                        chociazby spor o cerkwie. Mam tylko nadzieje, ze w Kostomlotach uda sie uniknac
                        tarc.
                        Przepraszam za zanudzanie. Nie podawalem dzis wiedzy historycznej, ale ludowa.
                        Taka tez istnieje, nie w podrecznikach, a w pamieci ludzkiej...
                        Pozdrawiam
                        R.
                        P.S. A w nastepnym poscie cytat.
                        • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 10.02.04, 19:28
                          W poprzednim poscie zanudzalem Was swoimi przemysleniami.
                          Teraz przytocze tylko wiersz Szewczenki.

                          " DO POLAKÓW
                          Kiedyśmy byli Kozakami
                          I nic o unii nie słyszeli,
                          Na wolnych stepach, wolni sami,
                          Brataliśmy się z Polakami
                          I żyli sobie najweselej!
                          W sadach dziewczęta, niczym białe
                          Lilije, kwitły dla miłości.
                          A matki z dumą spoglądały
                          Na swoich synów, którzy rośli
                          Jak wolni ludzie i koili
                          Matczyne starych lat cierpienia...
                          Aż przyszli księża i w imieniu
                          Chrystusa Pana podpalili
                          Nasz cichy raj, rozlali morze
                          Łez i krwi ludzkiej, a sierotom
                          Zadali śmierć męczeńską oto
                          Ku jeszcze większej chwale Bożej...
                          Już głowy chylą się kozacze
                          Jak wiatrem przygnieciona trawa,
                          Już Ukraina jęczy, płacze,
                          Już się zaczęła uczta krwawa
                          A ksiądz bez przerwy wyśpiewuje
                          Wściekle: "Te Deum! Alleluja!..."
                          I tak, Polaku, druhu, bracie,
                          Zachłanni księża i magnaci
                          Nas poróżnili, rozdzielili,
                          A my wciąż zgodnie byśmy żyli.
                          Podajże rękę Kozakowi
                          I serce swe do niego przychyl,
                          I razem w imię Chrystusowe
                          Odbudujemy raj nasz cichy!"

                          Przepraszam za brak autora tlumaczenia. Tekst zaczerpnalem ze swoich "archiwow"
                          a tam zapomnialem tego zapisac.
                          R.
                          • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.04, 20:49
                            Witam serdecznie>

                            Podajże rękę Kozakowi
                            > I serce swe do niego przychyl,
                            > I razem w imię Chrystusowe
                            > Odbudujemy raj nasz cichy!"

                            A z drugiej strony zarzuty "przymus, zdrada i wina" po obu stronach
                            jak fajnie zacytowałeś kilka postow temu.

                            Ale teraz Radku nie rozumiem twojej wypowiedzi : "prawie stuletnie
                            prześladowanie prawosławnych na terenie Podlasia"!!!!?
                            Albo ja nie znam historii Podlasia - co jest wysoce prawdopodobne- albo Drogi
                            Przyjacielu zastosowałeś typowy zabieg "odwracania kota ogonem"
                            Podlasie to klasyczny przykład prawosławnego TOTALITARYZMU - gdzie za pomocą
                            renegatów /vide przyklad bpa Popiela/ i za pomocą carskich bagnetów probowano
                            odzyskać utacone dwieście czy trzysta lat wcześniej pozycje.
                            Mowisz o uwagach historycznych - popatrz przecież nawet z notek o świetej
                            pamięci Michale Sandowyczu przebija wątek moskalofilskiej i wielkoruskiej
                            propagandzie tego wspólczesnego prawosławia.
                            To własnie grekokatolicyzm i tuż powojenne prawosławie pozwoliło utrzymywać
                            narodowość- UKRAIŃSKOŚĆ luności skazanej przez totalitaryzm komunistyczny na
                            asymilacje i wynarodowienie.
                            Myslę że własnie spec-desant owego "pozyczonego " Meteropolity Makarego w 1951
                            roku miał realizować inne, pacyfikacyjne zadania - wynarodowienia i asymilacji
                            polskich Ukraińców /i proby uczynienia z nich moskiewskiej "trzeciej kolumny"/
                            Tak jak jestem przeciwnikiem wszelkich nacjonalizmów, tak wybacz nie mogę
                            myśleć pozytywnie o moskalofilii i wielkorusach.
                            Według mnie -w latach 30 -tych to właśnie "rozbijacka robota" prawosławia na
                            Łemkowszczyżnie robiła tak wiele zła, skłócając w miare jednolite środowisko
                            Łemków i jak wirus osłabiało je w obliczu strasznej choroby jakim był
                            ukraiński totalitaryzm - ostro "płynący" w stronę faszyzmu.

                            Uff - Wybacz mi te grafomańskie refleksje- ale trochę mnie poniosło.

                            A w następnym poście - brnę dalej w "trudny temat"



                            • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.04, 21:17
                              Wracam i bedę wracał do tematu - grekokatolicyzm a ukraiński nacjonalizm.
                              Bylo już o represjach wobec polskiej hierarchi unickiej po 1945 roku ,unickich
                              Błobosławionych a teraz wracam cytatem do tematu poruszonego kilka postow
                              wcześniej :
                              " Nasuwa się pytanie dlaczego owczesnne władze /po 1945 - mój dopisek - Piotr/
                              w tak zdecydowany i konsekwentny sposób podjeły dzialania zmierzające do
                              radykalnego ograniczenia działalności Kościoła grekokatolickiegop czy wręcz
                              jego likwidacji. Nie ma co do tego wątpliwosci, że znaczna część kleru
                              grekokatolickiego wspierała i inicjowała działania na rzecz rozwoju
                              swiadomości narodowej Ukraińców. Władze uważały, że wielu księży unickich w
                              okresie międzywojennym wspierało OUN, zaś w czasie IIwojny zachęcało młodzież
                              ukrainską aby wstepowała do Dywizji SS Galizien.Znane byly przypadki otawrtego
                              poparcia ze strony księzy grekatolickich dla UPA.

                              Wladze zastosowały więc wobec Cerkwi grekokatolickiej politykę zbiorowej
                              odpowiedzialności, co miało na celu pozbawienie społeczności ukraińskiej
                              oparcia w księżach,którzy odgrywali ważną rolę w budzeniu i podtrzymywaniu
                              nacjonalizmu ukraińskiego"
                              Ten cytat to z pracy Pana Dariusza Iwaneczki "Wysiedlenie Ukraińców a kościół
                              Grekokatolicki w Polsce /1944 - 1947//zawartej w opracowaniu zbiorowym "Akcja
                              Wisła".
                              Trudno - bardzo trudno rozliczyć sie z historią, zwłaszcza gdy stereotyp
                              myslenia "POLITYKĄ ZBIOROWEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI" dalej żyje w polskiej
                              świadomości - w odniesieniu do nie tylko ukrainskiej nacji, ale i wobec
                              Rosjan,Niemców a i Żydów / tych ostatnich w kontekscie ich roli w
                              komunistycznym aparacie UB lat 50-tych/.

                              Ciekaw jestem jak polscy Ukraińcy poradzili sobie z rozrachunkami
                              historycznymi i czy w ogole pojęli probę takich rozrachunków?
                              Ja zacząłbym je od stwierdzenia,że owa "polityka zbiorowej odpowiedzialności"
                              jest nie do przyjęcia w ocenie jakielkowiek nacji nawet w najtragiczniejszych
                              okresach historycznych.
                              Pozdr,

                              • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 11.02.04, 20:32
                                Witam
                                Obawiam sie ze zostalem troche zle zrozumiany.

                                "Podajże rękę Kozakowi
                                > I serce swe do niego przychyl,
                                > I razem w imię Chrystusowe
                                > Odbudujemy raj nasz cichy!"
                                A z drugiej strony zarzuty "przymus, zdrada i wina" po obu stronach
                                jak fajnie zacytowałeś kilka postow temu."

                                Jesli chodzi o wiersz, akurat przytoczony przez Ciebie fragment moze stoi w
                                opozycji do wczesniejszych postow. Wczesniejszymi cytatami chcialem przedstawic
                                dwa rozne punkty widzenia, kazdy chyba na swoj sposob sluszny. W wierszu
                                chodzilo mi raczej o fragment:
                                "A ksiądz bez przerwy wyśpiewuje
                                Wściekle: "Te Deum! Alleluja!..."
                                I tak, Polaku, druhu, bracie,
                                Zachłanni księża i magnaci
                                Nas poróżnili, rozdzielili"

                                Jesli chodzi o dalsza czesc Twojego postu, ten o prawoslawiu na Podlasiu to
                                jestem winien wyjasnienie. Przytaczajac przyklady pretensji jakie mozna by miec
                                powolalem sie na przyklady bardziej oddalone w czasie. Gdu pisalem o
                                przesladowaniach prawoslawia mialem na mysli okres po wprowadzeniu Unii. Na
                                swoje poparcie przytocze maly cytacik z "Z dziejow prawoslawia na
                                Bialostocczyznie" autorstwa A. Mironowicza

                                "Jeden z mnichów supraskich Afanasij około 1611 r. w utworze Kilka słów i
                                pouczenii świętych ojców Cerkwi prawosławnej napisał: "utwierdi nas Hospodi u
                                wiery stojati, a ot wostoka k zapadu nie otstupati".
                                Apel mnicha supraskiego nie zapobiegł procesowi narzucania parafiom
                                prawosławnym unii. Wprowadzenie unii odbywało się drogą nacisków na duchownych,
                                odbieraniem świątyń i ich uposażeń ziemskich. Właściciele majątków, w których
                                znajdowały się cerkwie prawosławne, przyjmując katolicyzm bądź unię zmuszali do
                                przyjęcia nowego wyznania swych poddanych."

                                Piotrze, swoim postem nie chcialem nikogo urazic. Bronie prawoslawia rowniez
                                dlatego, ze dzieki niemu mozemy mowic o jako takim zachowaniu tozsamosci przez
                                prawoslawna ludnosc Podlasia. Ci ktorzy kiedys pozostali wierni Unii po jej
                                kasacie najczesciej latynizowali sie. Okres gdy Podlasie wchodzilo w sklad
                                Cesarstwa Rosyjskiego faktycznie nie jest zbyt mily, jednak nie jest to tylko
                                wina Cerkwi, ale i polityki tego panstwa.
                                Chcialbym jeszcze wyjasnic, ze jestem osoba ktorej daleko do jakichkolwiek
                                nacjonalizmow. Zreszta jakich? Bialoruskich, Ukrainskich..... Nie wiem.
                                Najzwyczajniej w swiecie kocham ten skrawek ziemi "nad Buhom" i w jakims
                                stopniu sie z ta ziemia identyfikuje, ale jest to tylko na moj wlasny uzytek,
                                potomka podlaskich Rusinow. Nikomu nic nie narzucam i szanuje inne poglady.
                                Zarzutowi o moskalofilstwie i promowaniu "wielkorusow" mowie stanowcze nie:)
                                I jeszcze na koniec

                                "Według mnie -w latach 30 -tych to właśnie "rozbijacka robota" prawosławia na
                                Łemkowszczyżnie robiła tak wiele zła, skłócając w miare jednolite środowisko
                                Łemków i jak wirus osłabiało je w obliczu strasznej choroby jakim był
                                ukraiński totalitaryzm - ostro "płynący" w stronę faszyzmu."

                                Na ten temat nie moge sie wypowiedziec, niestety dopiero niedawno (zreszta
                                dzieki Wam) dowiedzialem sie ze powrot do prawoslawia na Lemkowszczyznie nie
                                zawsze byl "powrotem do prawdziwej Ruskiej Wiary", czasem mial bardziej
                                prozaiczne powody (jeszcze raz dzieki za Magury). Z drugiej strony nie uwazam
                                zeby kazdy kto opowiada sie po prawoslawnej stronie byl moskalofilem.
                                Drugi post bedzie odprezajacy, nie bede zanudzal:)
                                Pozdrawiam
                                R.
                                • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 11.02.04, 20:45
                                  Na koniec dzisiejszych wypocin krotki cytat z przytaczanego juz tu A.
                                  Mironowicza, dotyczacy Podlasia.
                                  "Prawosławie tu nie jest reliktem zaborów, ale cenną spuścizną I
                                  Rzeczypospolitej, wspólnej ojczyzny wielu wyznań i narodów."

                                  Mam nadzieje, ze ten cytat chociaz troche Was rozchmurzy.
                                  Pozdrawiam raz jeszcze
                                  R.
                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.02.04, 21:53
                                    W zasadzie to powinienem przeprosić - ot trochę mnie poniosło- w zasadzie przez
                                    Twoje Radku jedno zdanie, o prawosławiu na Podlasiu. Dla mnie to temat
                                    drażniący, głównie przez rozliczne lektury, chociażby internetowe.Nie mogę się
                                    po prostu zgodzić aby temat męczennikow podlaskich stawiać na uboczu,jeśli już
                                    to jednak w centrum wątku.
                                    Sam mowiłem tu wielokrotnie o tradycjach prawosławia jako stojących równo z
                                    korzeniami polskiej państwowości i nie łaczę tych tradycji bynajmniej z ze
                                    spuścizną zaborów.Ale musisż przyznać że i w tekstach o śp. Sandowyczu bliżej
                                    TAM OPISYWANEMU niejako prawosławiu do rosyjskości niż rusińskości polskiej.
                                    Narazie to tyle.
                                    Muszę dokładnie rozczytać twój przedostatni post aby znowu bezmyślnie
                                    nie "rozpuścić gęby". Jak w moim "stereotypowym" poście.
                                    Co do sZEWCZENKI - WIERSZ mi sie spodobal mimo ciut anty -.rimskohoj tonacji.
                                    W niedługim czasie sam może coś tu pocytuję z oryginału w mej nieudolnej
                                    transkrypcji albo może i Iwana Franko co nieco np z "Halickich obrazkow" ;
                                    "Sydiw w szynku i piw horiłku
                                    Wo koło serca szczos piekło.
                                    Zgadaw pro diti,choru żinku
                                    zgadaw pro szczasti szczo wtekło..."
                                    Pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam jeśli uraziłem

                                    • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 13.02.04, 22:21
                                      Witam Piotrze
                                      Dziekuje za post. Nie bylo moja intencja odsuwanie na poboczny tor sprawy
                                      Unitow Podlaskich. Napisalem malo, poniewaz wiem tylko tyle ile przeczytalem na
                                      stronie www.unici.prv.pl chetnie dowiedzialbym sie wiecej, tylko skad. W
                                      Internecie nie ma za duzo na ten temat. Na tej stronce jest fajny link - Wielki
                                      Post w Kosciolach Wschodnich. Widac duze podobienstwo do Prawoslawia.
                                      Ciekawa osoba jest proboszcz parafii w Kostomlotach, z urodzenia Polak z
                                      zamilowania i serca Rusin - tak mozna wywnioskowac z tekstu na sajcie.
                                      A z tekstami nt. M. Sandowicza masz troche racji, niestety widac tu ciazenie ku
                                      rosyjskosci.
                                      Pozdrawiam
                                      R.
                                      • Wpadam tylko na chwilę, by podać linki do programu obchodów
                                        (Lublin, 17-18.II.2004).

                                        PO POLSKU:

                                        www.kuria.lublin.pl/news/2004/04_kowcz_02_18.htm
                                        PO UKRAIŃSKU:

                                        www.cerkiew.net/synod/program2.htm
                                        A oto apel Metropolity Lubelskiego ks. abpa J. Życińskiego, zachęcający
                                        do udziału w uroczystościach:

                                        www.kuria.lublin.pl/biskup/jozef/listy/2004/04_kowcz_zaproszenie.htm
                                        • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.02.04, 20:52
                                          Witam Serdecznie Księdza Piotra – konsekwentnego głosiciela chwały unickiego
                                          męczennika. Dziękuje za krotki post. W naszej rozmowach współczesność tak
                                          fajnie przeplata się z historią !

                                          A i Ciebie Radku - cieszę się mogąc rozmawiać z Tobą - osobą tak otwartą na
                                          wszelkie nowinki, w tym i z kręgu wyznania unickiego. Przygotuję przy okazji
                                          również kopczyk linków na ten temat.

                                          Dzisiaj chciałbym zwrócić uwagę na św. Jozafa Kuncewicza – jednego z pierwszych
                                          męczenników unickich, zamordowanego przez dyzunitów, a właściwie przez
                                          wyznawców prawosławia niechętnych unii.
                                          Pozwolisz,żę wyręczę się linkiem / z Piusów – a jakże!!! :))/

                                          piusx.org.pl/zw/39/39sjozafat.html

                                          Postać trochę kontrowersyjna , gdyż jak sądzę nie bez winy w gwałtownym
                                          wprowadzaniu uni i nie bardzo nadająca się na propagowanie w czasach ekumenizmu

                                          Natomiast o drugiej postaci również dowiedziałem się od „Piusów” a jest nią

                                          „Jednym z najbardziej znanych i aktywnych ekumenistów polskich jest o. profesor
                                          Wacław Hryniewicz OMI, który prowadzi szczególnie intensywną działalność w
                                          dialogu z prawosławiem i kieruje katedrą teologii prawosławnej w Instytucie
                                          Ekumenicznym Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.”

                                          piusx.org.pl/zw/31/31enoh.html
                                          „piusy” piszą o tej postaci / przy okazji recenzji książki/ oczywiście w
                                          kontekście negatywnym, wręcz jak o zdrajcy hołdowanych przez nich ideałów
                                          jedynie słusznego pseudokatolicyzmu przedsoborowego.
                                          Ale to co w ich oczach wygląda na przyganę – to mnie wydaje się cudowną
                                          wartością – a więc otwartością na dialog z prawosławiem i godzenie się z jego
                                          odmiennością
                                          PiusyX piszą o nim
                                          Ojciec profesor Hryniewicz przez dwanaście lat (1980-1992) był członkiem
                                          międzynarodowej Komisji Mieszanej, powołanej dla prowadzenia oficjalnego
                                          dialogu katolicko-prawosławnego, zaś w maju 1998 roku jako jedyny
                                          przedstawiciel Polski brał udział w międzynarodowym sympozjum na temat
                                          Filioque, które odbyło się w Wiedniu z inicjatywy kardynała Schönborna,
                                          arcybiskupa Wiednia, z udziałem wielu teologów ? delegatów różnych wyznań
                                          chrześcijańskich.
                                          Nie ulega najmniejszej nawet wątpliwości, że od urzędowego przedstawiciela
                                          Kościoła katolickiego i profesora teologii należy w pierwszym rzędzie wymagać
                                          wierności nauce Magisterium, ale w jednym ze swych artykułów ks. Hryniewicz
                                          stwierdza: „Nie tworzę teologii wyznaniowej, rzymskokatolickiej. Szukam
                                          inspiracji w wielkiej tradycji chrześcijaństwa wschodniego” (W. Hryniewicz,
                                          Pedagogia nadziei, Warszawa 1997, s. 167). Aby zaś przywołać jego stanowisko w
                                          materii jurysdykcji kościelnej, warto wspomnieć choćby takie słowa: „Pojednanie
                                          między katolicyzmem a prawosławiem możliwe jest jedynie na drodze pełnego i
                                          wzajemnego uznania się Kościołów. Wyklucza to wszelką myśl o «powrocie»
                                          prawosławnych do kanonicznego posłuszeństwa względem Rzymu” (ibidem, s. 152).
                                          Kogo reprezentuje więc o. Hryniewicz i w jaki sposób zamierza realizować swój
                                          absolutnie niezbywalny obowiązek wierności prawdzie katolickiej jako kapłan i
                                          profesor...”

                                          Księże Piotrze z przyjemnością dowiedziałbym się czegoś więcej o działalności
                                          księdza profesora Hryniewicza – PIĘKNA POSTAĆ!!!!

                                          Na koniec Radku link na dyskusję na temat represji polskiego podziemia –
                                          bandytów afiszujących się jako AK wobec Białorusinów z okolic Siemiatycz
                                          O siemiatyczach i wypędzonych Białorusinach
                                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11009&w=9066423&v=2&s=0
                                          W dyskusji tej uczestniczył niejaki Aldon – to nowy nick gościa który przywołał
                                          do życia naszą dyskusję ;-))
                                          Serdecznie pozdrawiam i czytających i piszących – miłego studiowania




                                          • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 16.02.04, 18:11
                                            Witam
                                            dzieki za linki, szczegolnie "Piusowe". Milo czytac o takich postaciach jak o.
                                            Hryniewicz. Budujace jest to, ze sa osoby ktorym bliskie jest zblizenie miedzy
                                            Wschodem , a Zachodem. Strona piusx.org jest arcyciekawa, zastanawia mnie skad
                                            dzis taki swiatopoglad. Wypowiedzi nie odbiegaja od tych z XVII/XVIII w. W
                                            linku nt. Jozafata Kuncewicza az roi sie od slow "schizma", "schizmatycy".
                                            Dzieki za linki Forum Siemiatycze. Odwiedzam je chetnie - to "moje" regiony.
                                            Na tym forum jest tez ciekawa dyskusja na temat "Burego"
                                            Dzis wypowiadam sie krociutko, dopadlo mnie jakies przeziebienie i staram sie
                                            nie wstawac z lozka.
                                            Pozdrawiam
                                            R.
                                            • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.02.04, 21:42
                                              Życze zdrówka !!!.
                                              A ja z kolei wpadłem w przerwie "białego szaleństwa" - i nie była to bynajmniej
                                              uczta przy misce białego sera ;-).
                                              Prosze o odzew po ozdrowieniu- znam to przykre uczucie zagrypienia, które mnie
                                              trzymało dośc długo.
                                              Szykuję temacik - losy cerkwi okolic przemysla i beskidu.Jak złapię oddech to
                                              coś skrobnę.
                                              Pozdrawiam czytających i piszących
                                              • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 18.02.04, 21:05
                                                Witam
                                                Dziekuje za zyczenia zdrowia. Moj stan poprawil sie na tyle, ze moge skrobnac
                                                pare slow.
                                                Na poczatek krotki cytat ze strony Prawoslawnej Diecezji Lubelsko-Chelmskiej.
                                                "W powiecie tomaszowskim, w miejscowości Łosiniec znajduje się drewniana
                                                cerkiew, posiadająca dosyć ciekawe elementy wyposażenia. Uwagę przykuwają tu
                                                ikony Archanioła Michała oraz procesyjna św. Mikołaja Cudotwórcy. Zwłaszcza w
                                                przypadku tej drugiej ktoś szczególnie się napracował, aby jak najmniej
                                                przypominała ikonę prawosławną. Można dostrzec na niej nieumiejętnie zamalowany
                                                nimb, domalowane kędzierzawe włosy i brodę, oraz co najbardziej rzuca się w
                                                oczy - katolicką mitrę."
                                                ponizej podsylam link do zdjecia ilustrujacego co stalo sie z ikona sw. Mikolaja
                                                www.lublin.cerkiew.pl/cerkwie/tomaszow/losiniec_mik.jpg
                                                Oprocz tego link do ciekawego tekstu na tej stronie.
                                                www.lublin.cerkiew.pl/utracone_piekno.html
                                                Tym razem nie mam zamiaru wbijac szpili. Ten tekst pokazuje smutna historie
                                                naszych Rusinow, sklania do refleksji. Poza tym warto obejrzec umieszczone na
                                                stronie zdjecia.
                                                Na dzis wracam pod kocyk:)
                                                Pozdrawiam
                                                R.
                                                • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.02.04, 19:49
                                                  Witajcie
                                                  Dziękuję za całkiem ciekawy namiar.
                                                  No właśnie – losy cerkwi – i tych prawosławnych i tych grekokatolickich.
                                                  Temat – rzeka i jednocześnie bardzo :”trudny” – podepnę się do niego ale
                                                  później.

                                                  Na początek namawiam na lekturę artykuły ks. Prof. Wacława Hryniewicza
                                                  opublikowany na stronie

                                                  tygodnik.onet.pl/1545,1131269,dzial.html
                                                  Ks. Hryniewicz omawiając wypowiedzi Christosa Jannarasa – greckiego,
                                                  prawosławnego teologa odnosi się do możliwości dialogu, dzisiaj
                                                  raczej ‘zabrniętego” w ślepą uliczkę, dialogu pomiędzy prawosławiem a
                                                  katolicyzmem.
                                                  Artykuł fascynujący, miejscami wręcz należy podziwiać odwagę poglądów tam
                                                  wyrażanych.

                                                  Ot choćby takie zdanie „ Marzę o ekumeniźmie,który rozpocznie się wyznaniem
                                                  grzechów każdego Kościoła. Jeśli rozpoczniemy tym wyznaniem grzechów, być może
                                                  dojdziemy wreszcie do wzajemnego oddania pełni braków,grzechów i niemocy
                                                  nękającej naszą ludzką naturę/.../”

                                                  „Ów ‘nowy ekumenizm” to dla greckiego teologa przede wszystkim konkretne
                                                  spotkanie między osobami potrafiącymi przezwyciężać stereotypy i odróżniać
                                                  rzeczywistość od psychologicznych iluzji, które sami tworzymy w poczuciu
                                                  samozadowolenia lub jako racjonalne uzasadnienie własnej samowystarczalności. W
                                                  pełni podzielam to przekonanie. W rzeczywistości potrzebujemy jedni drugich
                                                  bardziej niż nam się to wydaje. To w autentycznym dialogu i przez dialog
                                                  przezwyciężać możemy złudne, wręcz destrukcyjne samozadowolenie i posiadanie
                                                  całej prawdy”

                                                  To tyle – za tym artykułem przypominam, że ks. Prof. Wacław Hryniewicz OMI jest
                                                  dyrektorem Instytutu Ekumenicznego KUL, kierownikiem katedry teologii
                                                  prawosławnej, członkiem Międzynarodowej Komisji mieszanej ds. dialogu
                                                  teologicznego między KK a KPrawosławnym.

                                                  Wkrótce postaram się pociągnąć temat cerkiewny- za Twój link serdecznie
                                                  dziękuję, jest smutny w swej wymowie ale ciekawy i tragicznie prawdziwy.

                                                  Pozdrawiam

                                                  dziś "tłusty czwartek" - mam nadzieję Radku że też objadasz się pysznym pączkami
                                                  Bo ja zjadam już chyba siódmego, puszczę jeszcze jeden post i idę na długi
                                                  spacer

                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.02.04, 19:56


                                                    Na początek krótki cytat

                                                    „W okolicach Gorlic i Lubaczowa, niektórzy księża rzymskokatoliccy porobili z
                                                    grekokatolickich cerkwi stajnie dla baranów i też należy przypuszczać, że kuria
                                                    biskupia w Przemyślu też o tym wiedziała. To wszystko wśród pozostałej ludności
                                                    ukraińskiej budziło żal i niechęć do kościoła katolickiego . z tego powodu
                                                    wielu Ukraińców czekało tylko okazji aby od tego kościoła odejść albo popadali
                                                    w ateizm.
                                                    Do tego nigdzie tak jak na Podkarpaciu nie starano się o
                                                    ukraińskiego „janczara”.
                                                    Polscy księża na tych terenach starali się tylko o ilość a jakość tych
                                                    nowonabytych Polaków przynosiła tylko Polsce wstyd.
                                                    Prawdziwi Polacy ,patrioci zawsze dbali o dobre współżycie z każdym człowiekiem
                                                    i szanowali jego narodowo-religijną tożsamość”

                                                    Te gorzkie słowa pochodzą ze wspomnień Pana Marczaka.

                                                    O losach cerkwi podkarpackich można dziś poczytać w wielu źródłach. Ja namawiam
                                                    na lekturę artykułu Eugeniusz Zawałenia „Cerkwi dzieje najnowsze” z nr 4/1999
                                                    Spotkań z zabytkami.
                                                    Artykuł zaczynał się wierszem J.Harasymowicza:

                                                    „Pusto w cerkwi tu tylko słońce i księżyc
                                                    Leżą na posadzce krzyżem
                                                    Drogą zamiast wiernych dziś mrówki idą do cerkwi
                                                    I rosną w rękach świętych kwiaty prawdziwe”

                                                    A dalej można przeczytać :

                                                    "Od początku lat 50 –tych polityka władz centralnych w stosunku do mienia
                                                    greckokatolickiego została zdecydowanie zaostrzona. Rozpoczęto planową akcję
                                                    niszczenia cerkwi i przycerkiewnych dzwonnic.Gromadzkie rady Narodowe
                                                    sprzedawały okolicznym mieszkańcom budynki cerkiewne po warunkiem ich
                                                    niezwłocznej rozbiórki/.../ Pozyskany materiał był wykorzystywany do stawiania
                                                    budynków gospodarskich lub na opał ,. Najszybciej i najskuteczniej niszczono
                                                    cerkwie podczas planowanych akcji rozbiórkowych w ramach tzw partyjnych i
                                                    społecznych czynów /rozebrano m.in. kompleks cerkiewno odpustowy w
                                                    pacławiu,cerkwie parafialne w radymnie,stubnie,nakle/. Do 1996 roku na terenie
                                                    byłego województwa przemyskiego zniszczono w ten sposób 120 z 250
                                                    przedwojennych cerkwi.
                                                    /..../
                                                    Obiekty cerkiewne nawet przejęte wcześniej przez KK były częsciowo zdewastowane
                                                    przez wojsko i cywilów ale były też ratowane przez ludność przed przeznaczeniem
                                                    na magazyny gospodarcze /np. Gorajec/
                                                    Adaptacje dla potrzeb kultu odmiennego od poprzedniego spowodowały zmiany
                                                    głownie we wnętrzach obiektów,Polegały one na usunięciu w całości lub w części
                                                    ikonostasów. ÓW PROCES nasilił się po wydaniu instrukcji episkopatu Polski „O
                                                    ochronie zabytków i kierunkach rozwoju sztuki kościelnej” z 11 września 1966
                                                    roku / DOBRE CO - ;( - MÓJ DOPISEK/ /.../ REMONTÓW (sic!!!) DOKONYWANO
                                                    sposobem najprostszym , pomijając obowiązujące zasady konserwatorskie.
                                                    Zniszczone elementy dekoracyjne wymieniano na nowe, a polichromie zasłaniano
                                                    klepkami boazerii zamiast dokonywać ich konserwacji. Likwidowano nie tylko
                                                    pierwotne podziały segmentów wewnątrz cerkwi ale nawet je rozbudowywano „

                                                    Dalej autor opisuje „akty „ rozbiórek cerkwi przy okazji budowy nowych
                                                    kościołów oraz niszczenie zabytkowych dzwonnic, by w ich miejsce stawiać
                                                    wstrętne konstrukcje stalowe.
                                                    Ufff – wystarczy – następny post dotyczący tego tematu będzie bardziej
                                                    optymistyczny –

                                                    Pozdrawiam

                                                    Ps aby nie było tak całkim smutno proszę o posłuchanie mojej ulubionej piosnki
                                                    łemkowskiej
                                                    www.ia.pw.edu.pl/~ttraczyk/lem/naszy_hory_duze_posmutnyly.mp3
                                                  • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 19.02.04, 20:37
                                                    Witam
                                                    Dzis tez objadlem sie paczkami, nawet nie wiem ile ich zjadlem. Raz do roku
                                                    mozna sobie pofolgowac:) Chociaz w zasadzie nie wiem czy paczki mozna zaliczyc
                                                    do potraw postnych (22.02 byla Niedziela Miesopustna, ale nie jestem az tak
                                                    rygorystyczny:). Dziekuje za nowa porcje lektury, zaraz zabieram sie do
                                                    czytania i jutro cos skrobne.
                                                    Bardzo dziekuje rowniez za piosnke, wlasnie jestem w trakcie sluchania.
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.
                                                    P.S. Pomysl ze spacerem jest bardzo dobry, zaraz uszczesliwie psa
                                                  • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 20.02.04, 17:15
                                                    Witam
                                                    Mam nadzieje, ze mojej "postnej" wypowiedzi nikt nie wzial zbyt powaznie.
                                                    Oczywiscie nie chodzi mi o lekcewazenie postu jako takiego. Chcialem tylko
                                                    powiedziec ze ta wypowiedz byla z przymruzeniem oka i nie jestem mnichem-
                                                    eremita tylko zwyklym czlowiekiem.
                                                    Dziekuje Piotrze za link do tekstu z Tygodnika Powszechnego. Szczegolnie
                                                    wazny, moim skromnym zdaniem, jest ten fragment tekstu
                                                    "Podkreślono w nim, że dialog „nie jest luksusem”, lecz „wymogiem Ewangelii” i
                                                    że potrzebujemy jedni drugich, aby odpowiedzieć na wyzwania społeczeństw, w
                                                    których żyjemy. Apel tego rodzaju należałoby dzisiaj skierować ponownie do
                                                    ludzi najbardziej odpowiedzialnych za oblicze chrześcijaństwa jutra."
                                                    Niebagatelne znaczenie maja te slowa dzis gdy obserwujemy coraz wieksze
                                                    zeswiecczenie spoleczenstwa i komercjalizacje swiat religijnych (Mikolaje,
                                                    zajaczki i inne paskudztwa).
                                                    Pozwole sobie jeszcze przytoczyc jeden fragment i sie do niego odniesc.
                                                    "Stąd wywodzi się również w dużej mierze racjonalizm teologii zachodniej, który
                                                    bardzo niepokoi prawosławnych"
                                                    Ten "racjonalizm" i, niestety, naginanie wymogow Kosciola wobec Wiernych nie
                                                    prowadzi do niczego dobrego. Kosciol nie jest hipermarketem ktory musi sie
                                                    dostosowac do konsumentow. Raczej Wierni powinni dokladac staran, aby wypelniac
                                                    swoje obowiazki najlepiej jak potrafia.
                                                    Jesli chodzi o Twoj drugi post to smutne jest opisane przez p. Marczaka
                                                    pozyskiwanie owieczek
                                                    "Do tego nigdzie tak jak na Podkarpaciu nie starano się o
                                                    ukraińskiego „janczara”.
                                                    Polscy księża na tych terenach starali się tylko o ilość a jakość tych
                                                    nowonabytych Polaków przynosiła tylko Polsce wstyd."
                                                    W ten sposob do niczego sie nie dojdzie. W ostatnio podanym przeze mnie linku
                                                    jest fragment o "pozyskiwaniu" prawoslawnych do Kosciola katolickiego w
                                                    1938r. "Proces asymilacji ludności prawosławnej, który zwykle trwa dziesiątki,
                                                    a nawet setki lat usiłowano skrócić do kilku miesięcy".
                                                    Nie odnioslo to zadnego skutku.
                                                    Mam nadzieje, ze nastepne posty beda nastrajaly bardziej optymistycznie.
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.
                                                    P.S. Zniszczone, opuszczone zapomniane swiatynie gdzie kiedys grekokatolicy,
                                                    czy prawoslawni wielbili Boga. Temat smutny, ale i wazny. Pewnie takie same
                                                    odczucia maja Polacy ktorych korzenie sa za wschodnia granica...
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.02.04, 17:34
                                                    Witam
                                                    U "nas" post zaczyna się /jak zapewne wiesz/ w najbliższą środę - tzw
                                                    Popielcową,gdy obowiązuje post ściśły jak uczestnictwo we mszy z owym
                                                    niezwykłym obrządkiem posypywania głów wiernych popiołem , gdy ksiądz wymawia
                                                    słowa "czyncie popkutę i wierzcie w Ewangelię - prochem jesteś i w proch się
                                                    obrócisz "...
                                                    A póki co cieszę sie jeszcze ostatkami, pewnie i wypić coś zacnego a
                                                    i "krzepkiego"wieczorkiem trzeba będzie a i podjeść co dobrego
                                                    Co do przestrzegania postu ... to z tym róznie bywa, a wśrod młodych to i nie
                                                    bywa...:(
                                                    Cieszę się, że tak spodobał Ci się podesłany artykuł. Dziwna to postać owego
                                                    lubelskiego księdza- naukowca- teologa. mam kilka jego artykułow, może i linki
                                                    na nie kiedy podeśle.
                                                    A teraz kontynuuję zaczęty wcześniej temat
                                                    „ Restytucja Kościoła greckokatolickiego w Polsce w roku 1988 doprowadziła
                                                    formalnie do wznowienia formalnej działalności parochialnej na terenie byłego
                                                    biskupstwa przemyskiego. Jej rozwój przyspieszyły przemiany polityczne po
                                                    czerwcu 1989 roku, które spowodowały, że nasilił się powrót przesiedleńców z
                                                    akcji Wisła na ziemie swoich przodków. Srało się to motywacja dla ratowania
                                                    nielicznej już architektury cerkiewnej. Do chwili obecnej odzyskano dziesięć
                                                    cerkwi / m.in. w Jarosławiu, Chotyńcu i Poździaczu. Przywrócenie zabytkowym
                                                    obiektom ich prawowitych właścicieli i użytkowników spowodowało, że odzyskują
                                                    one pierwotną kompozycję przestrzenną i wyposażenie, nabierając ponownie
                                                    charakteru cerkiewnego. Częstym inicjatorem remontów zabytków cerkiewnych stają
                                                    się grekokatolickiej duchowieństwo i parochialne komitety odbudowy, które
                                                    często partycypują w ich finansowaniu, pozostałe koszty pochodzą z kredytów
                                                    państwowych, przy równoczesnym nadzorze terenowych służb konserwatorskich”

                                                    Ten cytaciki z artykułu E.Zawałenia / już wcześniej cytowanego/ jest moim
                                                    zdaniem trochę za bardzo optymistyczny, ale cóż...

                                                    Kompleksowy obraz szkód w budownictwie cerkiewnym przynosi m.in. Ksiązka „Losy
                                                    cerkwi w Polsce po 1944 roku” praca zbiorowa z 1997 roku. Opasła książka /
                                                    ponad 300 stron/. Wśród wątków podkarpackich zawiera ona też krotki artykuł
                                                    A.Mironowicza „Bezpowrotne straty w podlaskiej architekturze cerkiewnej” czy
                                                    pracę Andrzeja Chojnowskiego „spór o majątek cerkiewny w drugiej
                                                    Rzeczpospolitej” oraz „Symbolika bizantyńskiej architektury cerkiewnej” Pani
                                                    Anny R. Bryzek.

                                                    Aby poznać stanowisko ukraińskie w sprawie cerkwi galicyjskich po II wojnie
                                                    światowej proponuję natomiast lekturę

                                                    www.lemko.org/lih/churchir/chirmain.html
                                                    To książka niezwykła , autorstwa Oleha Iwanusiwa,wydana w Kanadzie o tragedii
                                                    cerkwi pt „Cerkiew w ruinie” . Namawiam na oglądnięcie ilustracji jak i
                                                    bulwersujących opisów. ciekawe czy ma szansę ukazania się w Polsce?

                                                    Pozdrawiam serdecznie–
                                                    Ps Spotkamy się na forum zapewne dopiero w przyszłą sobotę albo i
                                                    poniedziałek / już marcowy/

                                                  • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 27.02.04, 20:53
                                                    Witam
                                                    Dziekuje za kolejna porcje lektury i material do przemyslen.
                                                    Zauwazylem ze ksiazka napisana zostala juz jakis czas temu i zastanawiam sie
                                                    czy od tego czasu zaszly jakies zmiany na lepsze?
                                                    Bardzo ciekawa pozycja, poszerzyla moja wiedze na temat historii tego regionu i
                                                    utwierdzila mnie w przekonaniu ze trzeba sie tam wybrac (w lecie lub jesienia).
                                                    Przedstawienie historii chrzescijanstwa na Rusi jest troche odmienne od tego
                                                    ktore znam - na przyklad przedstawienie krola Danyla jako pierwszego
                                                    przedstawiciela Unii. Milym zaskoczeniem bylo to, ze autor nie
                                                    jest "antyprawoslawny".
                                                    Szczegolne wrazenie wywarly na mnie dwa opisy
                                                    www.lemko.org/lih/churchir/bystre.html
                                                    www.lemko.org/lih/churchir/mryholod.html
                                                    Byly najbardziej przemawiajace do wyobrazni, szczerze mowiac wstrzasajace
                                                    wrazenie.
                                                    Mam tez watpliwosci co do cerkwi w miejscowosci Hrab
                                                    www.lemko.org/lih/churchir/hrab.html
                                                    Z mojej wiedzy wynika, ze tamtejsza parafia byla prawoslawna.
                                                    Wracajac do opisow i towarzyszacych im fotek, nalbardziej podobaly mi sie
                                                    cerkwie w stylu bojkowskim.
                                                    Przepraszam za chaos ktory wkradl sie w moja wypowiedz, ale zbyt duzo mysli
                                                    klebi sie w glowie po lekturze.
                                                    Zastanawiales sie Piotrze czy ta ksiazka moze sie ukazac w Polsce. Sadze, ze
                                                    nie. Gdyby sie ukazala nastapiloby jeszcze wieksze trzesienie ziemi niz
                                                    po "Sasiadach" p. Grossa.
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.02.04, 19:28
                                                    Witam serdecznie.
                                                    Na początek przeprosiny. W cytat w moim ostanim poście wkradł sie chochlik- w
                                                    zwiazku z tym korekta z jego poprawną treścią:

                                                    „ Restytucja Kościoła greckokatolickiego w Polsce w roku 1988 doprowadziła do
                                                    wznowienia formalnej działalności parochialnej na terenie byłego biskupstwa
                                                    przemyskiego. Jej rozwój przyspieszyły przemiany polityczne po czerwcu 1989
                                                    roku, które spowodowały, że nasilił się powrót przesiedleńców z akcji Wisła na
                                                    ziemie swoich przodków. STało się to motywacją dla ratowania nielicznej już
                                                    architektury cerkiewnej. Do chwili obecnej odzyskano dziesięć cerkwi / m.in. w
                                                    Jarosławiu, Chotyńcu i Poździaczu/. Przywrócenie zabytkowym
                                                    obiektom ich prawowitych właścicieli i użytkowników spowodowało, że odzyskują
                                                    one pierwotną kompozycję przestrzenną i wyposażenie, nabierając ponownie
                                                    charakteru cerkiewnego. Częstym inicjatorem remontów zabytków cerkiewnych stają
                                                    się grekokatolickiej duchowieństwo i parochialne komitety odbudowy, które
                                                    często partycypują w ich finansowaniu, pozostałe koszty pochodzą z kredytów
                                                    państwowych, przy równoczesnym nadzorze terenowych służb konserwatorskich”

                                                    A teraz "Te Deum", "Sława Isusu Christu" - historia zatoczyła koło:

                                                    cytuję z GW
                                                    "Rzeszowscy grekokatolicy znaleźli w końcu dla siebie miejsce. W kościółku Św.
                                                    Trójcy /obok starego cemantarza/ w każdą niedzielę o godź.15 będą odprawiane
                                                    msze dla grekokatolików.
                                                    Piotr Gądek: W niedzielę w kościele Św. Trójcy zostanie odprawiona przez abp.
                                                    Jana Martyniaka msza w obrządku bizantyjskim. Po 60 latach przerwy do Rzeszowa
                                                    wracają coniedzielne nabożeństwa dla grekokatolików. Jak przyjęliście Państwo
                                                    tę informację?

                                                    Olga Hałabut, dziennikarka Radia Rzeszów: - Jako Ukrainka i grekokatoliczka
                                                    muszę powiedzieć: to po prostu wielka sprawa. Wspaniała. Niesamowicie się
                                                    ucieszyłam, gdy tylko tę informację w "Gazecie" przeczytałam. Dotychczas
                                                    musieliśmy jeździć do Sanoka, Przemyśla, Jarosławia, by uczestniczyć w mszach
                                                    grekokatolickich. Nie zawsze był na to czas. Tymczasem wreszcie będziemy mieli
                                                    je tu, na miejscu w Rzeszowie. W czasie świąt, gdy nie mogliśmy pojechać z
                                                    rodziną na Ukrainę, odwiedzaliśmy rzeszowskie kościoły. Ale jednak człowiek
                                                    wychowany jako grekokatolik czuje się zupełnie inaczej, gdy uczestniczy w
                                                    nabożeństwie w cerkwi. Wiem, że w kościele św. Trójcy nie ma ikonostasu, bo to
                                                    przecież świątynia rzymskokatolicka, ale to nic nie szkodzi. To, że te msze
                                                    będą odbywać się co niedzielę, to niezwykle dla nas ważne. Dobrze będzie tam
                                                    przyjść.

                                                    Ilu jest grekokatolików w Rzeszowie?

                                                    Niedawno szacowaliśmy to z pewnym księdzem. Wyszło nam około 50 osób. Niektórzy
                                                    z nich woleli nie przyznawać się do swojego pochodzenia, ale do św. Trójcy na
                                                    pewno będą przychodzić. Poza tym w Rzeszowie przebywa czasowo wielu Ukraińców,
                                                    są studenci. Mszy w obrządku bizantyjskim bardzo nam w Rzeszowie brakowało. A
                                                    to miasto ma przecież tradycje grekokatolickie. Kościół na Zalesiu to przecież
                                                    przedwojenna cerkiew.
                                                    Piszesz Radku o wrażeniach z lektury ksiązki :
                                                    w tym linkujesz na Mryholod czyli Mrzygłód-- pisałem o Mrzygłodzie / cytując
                                                    Pana Marczak kilka postów wcześniej/.
                                                    "The tserkva in Mryholod is a very good example of how some Christians treat
                                                    the cultural heritage of other Christians. This tserkva was converted to a
                                                    warehouse a long time ago and the sacristy houses toilet facilities."
                                                    W przekładzie to brzmi :
                                                    Cerkiew w Mrzygłodzie jest bardzo dobrym przykładem jak niektórzy Katolicy
                                                    traktują kulturalny dorobek innych Chrześcijan. Ta cerkiew została
                                                    przekształcona dawno temu w stajnię a zakrystia w ubikację"

                                                    Książka w wydaniu sieciowym nie obejmuje o wiele drastyczniejszych opisów
                                                    dotyczących obietów nieistniejących i terenów przemyskiego objętych jej
                                                    drugą /nie on-lajnowaną częscią/.

                                                    Teraz jednak Radość - Kochani Rzeszowiacy jeśli czytacie ten post - przyjdźcie
                                                    jutro na Targową o 15.00 - nie po to aby zobaczyć "wrogie widowisko pogrobowców
                                                    UPA" ale Mszę Świętą - 'Hrekokalićką odprawę" Waszych Braci .
                                                    Pomódlcie się "po waszemu" za dusze "Tamtych" Rzeszowian i zalesian.

                                                    czy to Patos - niech będzie patos.

                                                    Ja tam będę.
                                                    Pozdrawiam serdecznie

                                                    Ps Cieszę się, bardzo się cieszę że "zainfekowałem" Cię Radku moją Galicją,
                                                    Podkarpaciem. Być może ,że w bliżej wiosennych postach zrobię tu dla Ciebie coś
                                                    w rodzaju skrótowego bedekera-przewodnika po tej krainie







                                                  • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 01.03.04, 18:31
                                                    Witam
                                                    Ciesze sie Piotrze razem z Toba. Mam nadzieje, ze wrazenia po niedzielnej
                                                    Liturgii sa jak najbardziej pozytywne.
                                                    Wracajac do ksiazki, ten watek o Mrzyglodzie i drugi nt. Bystrego poruszyly
                                                    mnie dlatego, ze nie epatuja opisami przemocy, opisuja tylko dzisiejszy los
                                                    dawnych swiatyn. W jednym przypadku magazyn i niedaleka ubikacja, w drugim
                                                    zadaszenie dla owiec.
                                                    Zabierajac glos w tym watku nie przypuszczalem, ze tak sie on rozwinie i dzieki
                                                    niemu poszerze swa wiedze. Naprawde zostalem "zainfekowany" Galicja i jesli nic
                                                    nie stanie na przeszkodzie to powlocze sie troche po tych terenach.
                                                    Czekam z niecierpliwoscia na kolejne "rusinskie" watki.
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.
                                                    P.S. Widze, ze w watku o kosciele sw Trojcy ciekawa "pyskowka" :)
                                                  • Gość: Elekon IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 01.03.04, 18:39
                                                    Ano, pyskówka. Jak ktoś woli tak rozmawiać... to jego rzecz i wybór.
                                                    W sumie szkoda, bo myślałem, że można będzie zapytac Piotra, co mu teraz gra w
                                                    jego religijnej duszy, i czy już wie, który Kościół mu niedługo będzie bliższy
                                                    sercu. Mogę taką niełatwą sytuację zwykłego człowieka, jakoś sobie wyobrazić.

                                                    Ale skoro on musi we mnie mieć wroga do bicia i straszenia nim swoich dzieci...
                                                    No cóż - każdy ponoć taki, jakim go stać być.

                                                    Pozdrawiam i już znikam stąd.
                                                    Elekon - bez maski przyprawionej przez Piotra.
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.03.04, 21:22
                                                    Witam serdecznie Radku !

                                                    Nie, nie mam serca w rozterce! moim problemem są raczej zwątpienia w sense
                                                    praktykowania wiary w formie "zinstytucjonalizowanej" niż wybór formy kultu.
                                                    Polskość i katolickość wybrali moi dziadkowie i ja nie mam zamiaru zawracać z
                                                    tej drogi.
                                                    Ale teraz inny temat ;

                                                    W ramach remanentów bibliotecznych wydobyłem z półek dwa CIEKAWE NUMERY
                                                    czaspisma "Zabytki-heritage"
                                                    Do pierwszego z nich z marca-kwietnia 2002 dołaczona była mapa zabytków
                                                    woj.podkarpackiego. A w numerze /jakże mogłem o nim zapomnieć!!!:) artykuły
                                                    Bizantyjska Europa - wywiad z Mariuszem Czubą - Podkarp. Woj. Koserwatorem
                                                    zabyt. i drugi - arcyciekawy artykuł "Łemkowyna" Pana Macieja Rysiewicz.
                                                    W jich treści przepiękne zdjęcia cerkwi, kapliczek, krajobrazow i fragmenty
                                                    wierszy łemkowskiego poety Władysława grabana ;w tym taki cytat

                                                    /.../ prześladowana cerkiew nasza
                                                    za krzyż trójramienny
                                                    naznaczona cierniem stoi
                                                    na rozdrożu życia"

                                                    W drugim numerze - z maja-czerwca/lipca 2002 roku przepiękny artykuł Adama
                                                    Kulika "Prawosławny monaster św. Onufrego w Jabłecznej.
                                                    I tu cytat

                                                    "Mistyka Jabłecznej ma niewiele wspólnego z rutyną łacinskich uroczystości
                                                    odpustowych. Nabożenstwa rozpoczynają sie w centralnum soborze /katedrze/ w
                                                    południe i trwają w róznych miejscach przez całą noc, tworząc niezwykłą
                                                    symfonię adoracji aż do południowych liturgii dnia następnego. wyobraźmy to
                                                    sobie: o wpół do drugiej w nocy wyrusza z soboru
                                                    procesja /krzyż,chorągiew,śpiewy,procesyjne świece/, sunie w ciemność aż do
                                                    kaplicy św. Ducha położonej na łegach,pięcdziesiąt metrow od koryta Bugu.
                                                    Tam rozpoczyna się właściwa liturgia ktora trwa aż do świtu. wyszukany
                                                    wielogłos prawosławnego śpiewu niesie się nad łakami, odbija od ściany drzew po
                                                    drugiej stronie rzeki aż do chwili, kiedy obudzą sie żaby......."
                                                    koniec cytatu - ładny poetycki tekst , pieknie zilustrowany widokami
                                                    klasztoru,kaplic,ikonostasu klasztornego.

                                                    Cóż Radku ja wizytę na Podlasiu powinieniem zapewne zacząć od Jabłecznej, TY na
                                                    Podkarpaciu pewno zapędziśz się na dobry poczatek do Przemyśla i Gorlic.
                                                    Daj nam obu, Panie ten dar powędrowania :)))))

                                                    Pozdrawiam serdecznie - tak post po postcie
                                                    Ps a TEMATOW w moim grafomaństwie jak mi ON miły - nie braknie
                                                  • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 01.03.04, 21:46
                                                    Witam (w dniu dzisiejszym ponownie)
                                                    Nawet nie pomyslalem, zeby zapytac o rozterki (wszak sprawy duchowe sa czyms
                                                    jak najbardziej wewnetrznym). Pytajac o wrazenia z Liturgii bylem ciekaw, jak
                                                    wyglada Liturgia Wschodnia odprawiana w lacinskiej swiatyni. Klopotliwym wydal
                                                    mi sie brak Ikonostasu. Swoja droga ja nie watpie w sens praktykowania w formie
                                                    zinstytucjonalizowanej, cala "otoczka" ulatwia modlitwe, powoduje, ze mozna
                                                    choc na krotki czas oderwac sie od spraw doczesnych.
                                                    Jesli chodzi o wedrowki to masz racje - zaczne je (jak Bog da, oczywiscie) od
                                                    Gorlic. Co pozniej, zobaczymy.
                                                    Na Podlasiu, na poczatek, chyba bede Ciebie zachecac do odwiedzenia Grabarki.
                                                    Jeszcze raz pozdrawiam.
                                                    R.
                                                  • Widzę, że problem tzw. ekumenii dotyczy nie tylko w miarę zróżniecowanego
                                                    religijnie i narodowo - mimo miernych wyników spiu - Podlasia, ale także
                                                    monoetnicznego i religijnego Rzeszowa. Żarliwa dyskusja przy okazji
                                                    zorganizowania mszy w innym obrządku dla kilkudziesięsiu osób świadczy, że nie
                                                    tylko Białystok ekumenię traktuje w sposób instrumentalny i na pokaz "bo wypada
                                                    być poprawnym politycznie". Swoją drogą wydawało mi się kiedyś, że w kraju w
                                                    którym mniejszości to tylko kilka procent ludności i nie stanowią żadnej
                                                    konkurencji gospodarczej czy politycznej, jak to było przed wojną, powinno się
                                                    tę tematykę traktować z naturalną tolerancją i dystansem, żeby nie powiedzieć
                                                    nabożnością. Jak w USA tematykę indiańską - po "doprowadzeniu" stanu Indian
                                                    do "bezpiecznej" ilości dziś są wielką atrakcją i nikt już, tak jak to było 100
                                                    lat temu, nie odważyłby się odstrelić Indianina, zeby np. zdobyć jego ziemię. U
                                                    nas chyba jeszcze nie doszliśmy do takiego poziomu cywilizacyjnego. Swoją drogą
                                                    mam specyficzną satysfakcję, że nie mieszkam w jedynym ciemnogrodzie w Polsce -
                                                    okazuje się, że jest ich więcej. Przynajmniej nie jestem czarny ... A na
                                                    Podlasiu Piotrze także polecam Grabarkę, szczególnie wiosną kiedy nie ma tam
                                                    wielu pielgrzymów czy raczej zwiedzających. Na Swięto Spasa 19 sierpnia zwalają
                                                    się dziesiątki tysięcy przybyszów nie koniecznie podtrzymujących duchowość czy
                                                    specyficzną atmosferę tego miejsca. Chyba że ci na tym nie zależy a chcesz np
                                                    pochodzić po straganach i kupić najnowszy cd z muzyką dance lub disco polo.
                                                    Pozdrawiam, zapraszam i życzę mniej gorącej atmosfery w dyskusji
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.03.04, 21:22
                                                    Witam serdecznie!!!
                                                    Piszesz Andrzeju "Swoją drogą
                                                    >
                                                    > mam specyficzną satysfakcję, że nie mieszkam w jedynym ciemnogrodzie w
                                                    Polsce -
                                                    >
                                                    > okazuje się, że jest ich więcej. "
                                                    Obawiam się,że trochę poszarżowałeś. Operowanie pojęciem ciemnogrodu jest o
                                                    tyle ryzykowne że służy ono jako słowo wytrych dla wojujących ateistów dla
                                                    okreslenia ludzi wierzących w Boga,innym dla okreslenia ludzi ich zdaniem zbyt
                                                    mało postepowych /czytaj- trzymajacych sie wartości moralnych, kierujących się
                                                    zasadami uczciwości etc/.
                                                    W tym ujęciu ktore uzyłes czytam je jako okreslenie skrajnych katolikow,nie
                                                    uznających uprawnienia innych wyznań i narodowości. jasli tak to mogę sie z tym
                                                    zgodzić.
                                                    Są niestety dość liczni którzy chcieliby tworzyć getta dla polskich Ukraińców,
                                                    Bialorusinów czy potomków Żydów polskich. Echo takich poglądów można wyczytać w
                                                    głosie nieszczęśnego Elekona w odpowiedzi na przywolany link z "Naszego Słowa"-
                                                    jemu marzy się nawet getto forumnowe, "polskie forum dla prawdziwych Polaków".
                                                    Ot żałosny facecik :)))))

                                                    No dobra a teraz ciąg dalszy ciekawych linków dla Radka - o budownictwie
                                                    cerkiewnym - najpierw reprint z lat trzydziestych z interesującymi ilustracjami
                                                    cerkwi huculskich, bojkowskich i łemkowskim / życze cierpliwości w
                                                    przeglądaniu/, potem wstęp po angielsku do bardzo ciekawej pracy Pana Prof.
                                                    Brykowskiego, na koniec mały przewodnik po cerkwiach z okolic Rymanowa Zdroju.

                                                    infoukes.com/culture/architecture/tserkvy/cover.jpg
                                                    infoukes.com/culture/architecture/tserkvy/
                                                    infoukes.com/culture/architecture/
                                                    www.lemko.org/lih/rbrykowski.html
                                                    www.lemko.org/polish/sprz/16.html

                                                    Miłej lektury - pozdrawiam
                                                  • Gość: Elekon IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 02.03.04, 23:17
                                                    Gość portalu: Piotr napisał(a):

                                                    ...
                                                    > Są niestety dość liczni którzy chcieliby tworzyć getta dla polskich
                                                    > Ukraińców, Bialorusinów czy potomków Żydów polskich. Echo takich poglądów
                                                    > można wyczytać w głosie nieszczęśnego Elekona w odpowiedzi na przywolany link
                                                    > z "Naszego Słowa"- jemu marzy się nawet getto forumnowe, "polskie forum dla
                                                    > prawdziwych Polaków".
                                                    > Ot żałosny facecik :)))))


                                                    Żałosny to ty niestety jesteś. Halucynacje i omamy lecz u lekarza specjalisty,
                                                    a ode mnie nie wymagaj znajomości twojego języka. Sam tworzysz getto (np. przez
                                                    podawanie ukrainojęzycznych linków) i obrzucasz błotem wszystkich majacych inne
                                                    niż ty poglądy i próbujących do niego z nimi zaglądać. To swoista logika
                                                    niektórych przedstawicieli mniejszości, robiąca im w istocie największą
                                                    krzywdę, która chyba tylko wynikać może z niebotycznej głupoty, albo z chęci
                                                    sprowokowania kogoś do agresji, by się potem móc użalać nad
                                                    odnoszonymi "niesłusznie" ranami. Znamy to z tego forum, nie tylko z twoich
                                                    listów.

                                                    Tobie do rozumu nie przemówię, więc apeluję do innych Uczestników tej dyskusji:
                                                    powiedzcie mu, żeby już nie wymieniał mojego nicka i na nowo zajął się
                                                    tworzeniem getta, nad którego istnieniem tak moco ubolewa.

                                                    Z pozdrowieniem dla Wszystkich jeszcze normalnych

                                                    Elekon
                                                  • Piotrze - dobrze odczytałeś moje pojmowanie ciemnogrodu - nie chodzi mi
                                                    oczywiście o wyróżnianie i ocenianie ludzi o innych poglądach, mniej lub
                                                    bardziej postępowych. A tylko takich, którzy nie uznają praw innych:
                                                    narodowości, religii, poglądów politycznych itp. Jestem na tym tle szczególnie
                                                    wyczulony.
                                                    Elekonie - Piotr podając link do strony ukrainojęzycznej nie miał chyba na
                                                    myśli zamykania się w gettcie narodowościowym - raczej, poza opiniami strony
                                                    polskiej, chciał pokazać racje ukraińskie. O ile dla mnie czytanie po polsku i
                                                    ukraińsku nie sprawia żadnego problemu, to Piotr uskarżał się na problemy z
                                                    ostatnim. Temat dotyczy współistnienia dwóch narodowości i odsyłanie do źródeł
                                                    ukraińskich nie powinno tu być traktowane jako kodowana dyskusja zwolenników
                                                    jednej racji czy poglądów, uniemożliwiająca zrozumienie przez oponentów. Chyba
                                                    że link byłby po chińsku - nadawałby by się wyłącznie do dyskusji na temat
                                                    stos. polsko - chińskich.
                                                    pzdr
                                                  • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 03.03.04, 23:46
                                                    Witam
                                                    Dziekuje Piotrze za spora garsc arcyciekawych linkow, nie ukrywam, ze mocno
                                                    mnie wciagnely. Jednak pelne przestudiowanie zajmie troche czasu:)
                                                    W rewanzu podsylam krotki tekst dotyczacy "Twoich" terenow.

                                                    "Dzwony z Lutowisk
                                                    Iwan i Mychajło mają 103 lata. Wykopano je z ziemi, gdzie zniknęły zanim wieś
                                                    wywieziono na wschód. Pilnuje ich policja. Nie mogą wyjechać na Ukrainę -
                                                    historię bojkowskiej wsi Lutowiska i jej dzwonów opisuje Jacek Hugo-Bader
                                                    1917 rok
                                                    Dzwony milczą, głowa dziada każe
                                                    Anna Zinziuk pochodzi z Lutowisk w polskich Bieszczadach. Dzisiaj mieszka o
                                                    tysiąc kilometrów na wschód, we wsi Dudczany nad dolnym Dnieprem. Ojciec pani
                                                    Anny, Iwan Woźny, podczas I wojny światowej był w austriackim wojsku. Potem
                                                    trzy lata przymierał głodem w rosyjskiej niewoli: ranny, zawszony, we wrzodach.
                                                    Przyśniło mu się kiedyś, że chodzi po lesie na górze Otryt nad rodzinnymi
                                                    Lutowiskami. Na jednym z drzew, opowiada pani Anna, wisi brodata głowa dziada i
                                                    mówi:
                                                    - Daj meni, chłopczyku, wody napytysia.
                                                    - Jak ja wam, didu, dam wody - odpowiada na to strzelec Iwan Woźny - jak ja ne
                                                    znaju, de woda.
                                                    - A tu je żurawel - głowa na to.
                                                    - To ja ne maju widra.
                                                    - To wizmesz szlapu.
                                                    Młody żołnierz miał czapkę na głowie, zaczerpnął nią wody i daje dziadowi.
                                                    Starzec wypił i mówi: - Na tretij deń ty wybudesz.
                                                    Ucieszył się Iwan, że za trzy dni skończy się jego niewola, więc nawet nie
                                                    zwrócił uwagi na drugą część przepowiedni, że przez dwa lata nie usłyszy
                                                    dzwonów w rodzinnym miasteczku.
                                                    Rano się budzi i opowiada przyjacielowi swój sen. - Śnił mi się Hospod' Boh i
                                                    win kazał, szczo na tretyj den my wybudem.
                                                    - To ty snam wirysz? - oburzył się jego towarzysz niedoli. - Zawtra nasza
                                                    smert' bude.
                                                    Młody żołnierz nie odezwał się przez trzy dni, aż przyszedł rosyjski oficer i
                                                    powiedział, że w Rosji wybuchła rewolucja i że są wolni.
                                                    Iwan Woźny ruszył w drogę do domu, a do przejścia miał prawie tysiąc
                                                    kilometrów. Co krok zagradzały mu drogę jakieś wojska: biali Rosjanie, czerwoni
                                                    Kozacy, Ukraińcy, Polacy. Szedł więc cały rok. Kiedy dotarł do Wyżnej Jabłuńki,
                                                    wioski o zaledwie kilka kilometrów od rodzinnych Lutowisk, cieszył się jak
                                                    dziecko, że Bóg Ojciec pomylił się w rachunkach, bo upłynął zaledwie rok, a on
                                                    już w domu.
                                                    Był w domu, ale dzwonów na dzwonnicy nie było. Zostały zakopane i nikt nie
                                                    wiedział gdzie. Chłopi, którzy je schowali, poszli do ukraińskiego wojska bić
                                                    się z Polakami o niepodległą Ukrainę. Trzeba było czekać i modlić się, żeby
                                                    choć jeden wrócił żywy do domu.
                                                    Dla takich biednych bojkowskich wsi jak Lutowiska ufundowanie dzwonów to był
                                                    ogromny wysiłek. Przy każdej zawierusze dziejowej spuszczano więc dzwony i
                                                    chowano w ziemi albo w stodołach, bo przyjdą Polacy, Rosjanie, Kozacy,
                                                    Austriacy i zabiorą spiż na armaty albo na pomniki swoich bohaterów.
                                                    W Lutowiskach są dwa dzwony. Mychajło waży 130 kilogramów, Iwan - 500. Należą
                                                    do nieistniejącej już greckokatolickiej (unickiej) cerkwi pod wezwaniem
                                                    świętego Michała Archanioła. Były zakopane, ale w 1999 roku przyjechali ludzie
                                                    z Ukrainy, wydobyli je i chcieli zabrać na wschód.
                                                    To się nie udało. Na razie dzwonów pilnuje policja."

                                                    Jest to krotki fragment tekstu, jego autorem jest J. Hugo-Bader. W razie
                                                    zainteresowania chetnie podesle reszte.
                                                    Serdecznie pozdrawiam wszystkich czytajacych i piszacych
                                                    R.
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.03.04, 19:17
                                                    Witam serdecznie

                                                    Ależ bardzo, bardzo proszę o dokonczenie opowieśći o Lutowiskach - pięknego i
                                                    urokliwego miejsca w drodze do połoniń. Turyści rzadko się tam zatrzymują- a
                                                    szkoda bo i galeria twórców bieszczadzkich /podobnie jak w czarnej czy polanie/
                                                    a i atmosfera mini miasteczka na "dzikim zachodzie"...
                                                    Napiszę kiedyś więcej o historii tego miejsca.
                                                    Ale teraz mam dla Ciebie / dla Was/ niespodziankę - pośmiertne wspomnienie o
                                                    Michale Sandowyczu atorstwa Petra Murianki- największego moim zdaniem
                                                    współczesnego poety łemkowskiego
                                                    Najpierw krótka notka biograficznaPiotr Trochanowski (pseudonim literacki Petro
                                                    Murianka) to najwybitniejszy współczesny poeta łemkowski. Tworzy wyłącznie po
                                                    łemkowsku. To sztandarowa postać łemkowskiego odrodzenia kulturalno-etnicznego
                                                    ostatnich lat. Jest jednym z ideologów ruchu łemkowskiego w Polsce,
                                                    współzałożycielem Stowarzyszenia Łemków, organizacji walczącej o uznanie
                                                    Łemków/Rusinów za odrębny naród.
                                                    Jego rodzice do 1947 roku gospodarzyli w Biłcarowej (Binczarowej). On sam
                                                    urodził się już pod Legnicą. Ale, jakby symbolicznie, został poczęty jeszcze na
                                                    Łemkowynie. "Na czużynu" podróżował przez dwa tygodnie w brzuchu matki, w
                                                    bydlęcym wagonie. Tęsknota za rodzinną ziemią wciąż w nim jednak tkwiła.
                                                    Wreszcie, pod koniec lat siedemdziesiątych z bratem Jarosławem wrócili w
                                                    rodzinne strony, już nie do Binczarowej, ale do podgorlickiej Bielanki. Teraz
                                                    poeta mieszka w Krynicy, gdzie pracuje jako nauczyciel łemkowskiego. Redaguje
                                                    też łemkowski dwumiesięcznik "Besida". Jest diakiem w miejscowej cerkwi
                                                    prawosławnej, prowadzi chór cerkiewny.
                                                    W Polsce ukazały się trzy tomiki jego poezji. Jego pierwszy tom wierszy "Suchy
                                                    badyl" ukazał się w 1983 roku. Najpełniejszy (Jak sokił wody na kameny) wydało
                                                    w 1989 roku wydawnictwo Iskry. Zawiera on wiersze łemkowskie i ich polskie
                                                    przekłady.
                                                    Przepraszam - obiecany materiał w następnym- za minutę postcie
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.03.04, 19:30
                                                    Sandowicz Michał
                                                    W imieniu Fundacji Wspierania Mniejszości Łemkowskiej "Rutenika", w imieniu
                                                    Stowarzyszenia Łemków i w imieniu swoim Petro Murianka Człowiek prawy, w
                                                    mądrości skromny...

                                                    Chodzi ból po ziemi. W szczęśliwszym czasie omija, przechodzi obok, ociera się,
                                                    by w chwili najmniej spodziewanej - przywykłym już do jego tchnienia - zadać
                                                    cios straszliwy, bo śmiertelny, i, doznając sam wyzwolenia, pozostawić u żywych
                                                    piętno swoje niezatarte. Na wiele lat, a to i na lata wszystkie.

                                                    Odszedł od nas Człowiek prawy, w mądrości swojej skromny, w łagodności -
                                                    śmiały. Człowiek wielkiego serca i wielkiego intelektu. Człowiek, który
                                                    przyjaciół szukać nie musiał, bowiem przychodzili sami, który nawet pośród
                                                    nieprzyjaciół wrogów nie miał, bowiem zniewalał ich swoją osobowością. Wreszcie
                                                    Człowiek wielkiego trudu, który żądny był przewrócić góry, by ukochany jego
                                                    Beskid odnaleźć mógł swoje miejsce pośród krain szczęśliwych.

                                                    Michał Sandowicz urodził się 22 stycznia 1939 roku w Warszawie, lecz świat
                                                    poznawać, uczyć się po nim stąpać zaczął na Łemkowynie, w Uściu Ruskim (dziś
                                                    Gorlickim), gdzie jego ojciec był do 1943 roku proboszczem. Później rodzina,
                                                    prześladowana przez okupanta, zaznała tułaczki, a po wojnie znalazła przystań w
                                                    Białymstoku. Tu Michał chodzi do podstawowej i średniej szkoły. Od 1956 roku,
                                                    dzięki rodzinnym koneksjom ze strony arystokratycznego rodu matki, zamieszkują
                                                    w Warszawie. Michał Sandowicz kończy w 1962 roku Politechnikę Warszawską
                                                    (wydział budownictwa) i pozostaje na tej uczelni przez 34 lata jako pracownik
                                                    naukowo-dydaktyczny (doktorat uzyskuje w 1971 r.). Jest autorem wielu
                                                    projektów - warszawskich osiedli, kościołów, innych obiektów, był również
                                                    współprojektantem warszawskiego metra.

                                                    Przełomowym w duchowym życiu Michała Sandowicza staje się rok 1994 - czas
                                                    kanonizacji jego dziada, Św. Maksyma (Sandowicza), który zginął męczeńską
                                                    śmiercią w 1914 r. w Gorlicach. Pielęgnowana w rodzinie pamięć o sławnym
                                                    przodku wybucha zwielokrotnioną miłością do ziemi jego rodu, do Łemkowyny. Od
                                                    tego czasu włącza się do społecznej działalności religijnej i świeckiej, z
                                                    udziałem całego swojego serca, talentu, rozumu i woli, oddaje się sprawom tej
                                                    zranionej ziemi i jej mieszkańców. Wstępuje do Stowarzyszenia Łemków, zakłada
                                                    Koło SŁ w Warszawie, w 1999 roku zostaje wybrany wiceprezesem organizacji. W
                                                    2001 r. tworzy Fundację Wspierania Mniejszości Łemkowskiej "Rutenika".
                                                    Organizuje w stolicy imprezy łemkowskie, koncerty, wystawy. Właśnie w stolicy,
                                                    w reprezentacyjnych salach i miejscach. Bo - jak mówi - piękna jest Łemkowyna,
                                                    urokliwa bywa wygnańcza obczyzna Łemków, skryta pośród lasów Dolnego Śląska,
                                                    ale wielki świat w wielkim świecie właśnie może i powinien dostrzec Łemków, ich
                                                    piękną i bogatą kulturę. Przy organizacji przedsięwzięć nie ma przed dr.
                                                    Michałem Sandowiczem przeszkód nie do pokonania. Nie tylko dlatego, że będąc
                                                    warszawianinem od pięćdziesięciu prawie lat zna tu niemal wszystko i
                                                    wszystkich. Panu Michałowi, urokowi Jego bycia i przedstawianym Jego ustami
                                                    prawdom nie można się było po prostu oprzeć. Przeto, gdy chce zorganizować
                                                    międzynarodowy obóz dla rusińskiej młodzieży, otwierają się przed Nim również
                                                    drzwi Bratysławy, Funduszu Wyszehradzkiego. A - wracając do Warszawy - drzwi
                                                    Polsko-Japońskiej Wyższej Szkoły Technik Komputerowych - dla przeprowadzenia
                                                    kursu dla młodych Łemków, drzwi ministerialne - dla wydania podręczników do
                                                    nauki języka łemkowskiego.

                                                    Właśnie z tą sprawą, z teczką pełną dokumentów, materiałów, z głową pełną myśli
                                                    i z sercem pełnym nadziei, wracał do Warszawy. W połowie drogi ból, który
                                                    chodzi po ziemi, pośród nocy, pośród Michałowego przeogromnego zmęczenia
                                                    spotkał Go. I nie opuścił już, przynosząc wkrótce śmierć.

                                                    Powiadają, że nie ma ludzi niezastąpionych. Staraliśmy się wierzyć w to również
                                                    my, Łemkowie. Dzisiaj wiemy, ze to nieprawda.

                                                    Jednakże nie w tej sferze nasz największy ból. Dr inż. Michał Sandowicz, prezes
                                                    Fundacji "Rutenika" etc., etc., a dla nas po prostu - Michał, chociażby niczego
                                                    więcej nie uczynił, ponad to, co uczynił, chociażby nigdy niczego wymiernego
                                                    nie uczynił - bodajby tylko pozostawał pośród nas, ogrzewał swoją wielką
                                                    nadzieją, wcielał w nas wiarę, której był źródłem niewyczerpanym.

                                                    Wesprzyjcie nas, Dobrzy Ludzie, w bólu. Nie tylko dlatego, że ból po ziemi
                                                    chodzi. Bądźcie z nami. Bądźcie z Nim, kto może, 10 stycznia (godz. 10), kiedy
                                                    będziemy oddawać Go ziemi. W której pochować się kazał. W Łemkowynie, w ziemi
                                                    rodu Jego - w Żdyni.

                                                    Koniec cytatu- w następnych postach wiersze łemkowskie w wersjach oryginalnych
                                                    i po polsku.!!!!!!!
                                                    Ale to już pewno jutro - pozdrawiam Piszących i czytających / nawet tych
                                                    najmniej życzliwych :( /
                                                  • Gość: Elekon IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 04.03.04, 22:54
                                                    Ten dzien przerwy dobrze posłużył. Miło się Was (autentycznie!) czyta i niech
                                                    już tak zostanie. Tylko tak dalej, i całkiem mnie oswoicie :)).
                                                    Dzięki, pozdrawiam Was wszystkich bez wyjątku, i już milknę.
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.04, 19:25
                                                    Poeci łemkowscy, "dobrowolni" repatrianci /.../, pisali smutne wiersze, jak
                                                    ten, którego autorem jest Iwan Rusenko, zwany przez Łemków, dla jego
                                                    zasług, "Nauczycielem":

                                                    Ojczyzna moja tam, gdzie Krosno,
                                                    gdzie miasto
                                                    Rzeszów, Podkarpacie,
                                                    Jest tam chałupa, sad i pole, lecz
                                                    w cudzych
                                                    rękach, już nie nasze.
                                                    Ojczyzna moja tak bliska,
                                                    jakiś tydzień by iść
                                                    piechotą,
                                                    Lecz mnie nie puszczą bez
                                                    paszportu, bo przecież
                                                    tam mnie nie zaproszą.

                                                    Drugim obok Murianki wybitnym poetą łemkowskim jest
                                                    ""Władysław Graban - poeta, wybitny przedstawiciel współczesnej literatury
                                                    łemkowskiej - kilkakrotnie zmieniał miejsce w życiu. Urodził się 15 maja 1955
                                                    roku w Kostomłotach pod Wrocławiem. W 1962 roku wrócił z rodzicami tam, gdzie
                                                    powinien był się urodzić, do Gładyszowa w powiecie gorlickim. Wtedy jako
                                                    siedmiolatek przeżył kolorystyczno-krajobrazowy szok, obcując z pejzażami
                                                    Beskidów, o jakich nie miał pojęcia wychowując się w Samborzu, małej,
                                                    poniemieckiej, przed wojną folwarcznej, wiosce. Wrażliwość na piękno świata
                                                    przyrody i krajobrazu w zetknięciu z Łemkowyną ukształtowała młodego człowieka
                                                    i zrodziła w nim pasję zatrzymywania urody tego świata w wierszach i obrazach.
                                                    Łemkowyną - nie Łemkowszczyzną - tak z łemkowska poeta nazywa swoją ojczyznę.
                                                    Graban, jak żaden inny, maluje słowem, dostrzega odcienie barw życia od
                                                    najbardziej soczystych, jasnych, po ciemne, tragiczne, bo twórczość poety nie
                                                    jest pozbawiona narodowego bólu. Wpisana w jego historię, religię i tradycję
                                                    dotyka miejsc dla Łemków nie zagojonych, jak Talerhoff czy pamiętny rok 1947.
                                                    Graban o tych ranach pisze przez pryzmat przyrody. To ptaki, owady i drzewa
                                                    czyni świadkami tamtych wydarzeń. To one stoją na straży porządku świata, w
                                                    miejscu, gdzie jak mówi poeta czas nowy spotyka się wraz ze starym. Debiutował
                                                    w 1984 roku polskojęzycznym tomikiem "Twarz pośród cieni", potem wydał polsko-
                                                    łemkowski "Na kołpaku gór" (Kraków 1991), a w 1995 roku "Rozsypane pejzaże".
                                                    Przetłumaczył z ukraińskiego na polski wiersze B. I. Antonycza "Cała chmielność
                                                    świata". W roku 1997 wydał w Tarnopolu na Ukrainie zbiór wierszy poświęcony 50.
                                                    rocznicy wysiedlenia Łemków "Ikonostas bolu". Był czas w życiu Grabana, kiedy
                                                    bardziej od pisania wierszy liczyły się działania na rzecz kultury. Był jednym
                                                    z inicjatorów Łemkowskiej Watry, która od 20 lat płonie w Beskidach,
                                                    Łemkowskiej Poetyckiej Jesieni. Założył i redagował kwartalnik "Zahoroda" (1994-
                                                    1996). Zebrał i wydał tomy opowiadań Teodora Kuziaka "Dawno to były czasy"
                                                    i "Dohasajucza watra", Semana Madzelana "Smak Doli", wiersze Wołodymyra
                                                    Barny "Na lancetach traw", Iwana Fudżaka "Tuha". """

                                                    A teraz z wierszy Murianki i Grabara

                                                    PSALM

                                                    Boże my wiedzieliśmy
                                                    że za dni pradawnych
                                                    osadziłeś naród nasz
                                                    w górzystej dziedzinie
                                                    z woli i światła swego
                                                    I żyli dziadowie ojców naszych
                                                    do końca dni
                                                    do zakończenia
                                                    tysiąclecia...
                                                    Aż wydałeś nas
                                                    jak ofiarę z koźląt
                                                    rozrzucając
                                                    pośród narodów świata
                                                    kości nasze za bezcen
                                                    Sąsiedzi znieważają nas
                                                    przyrównują do pogan
                                                    pośród pospólstwa
                                                    oblekłeś nas w hańby szatę
                                                    Nie zapomnieliśmy o tobie
                                                    nie złamaliśmy przykazań
                                                    i jak dawniej
                                                    wznosimy świątynie
                                                    pośród zielonych dróg
                                                    W naszym życiu
                                                    nie było innego Boga
                                                    prócz ciebie
                                                    Boże...
                                                    prześladowana cerkiew nasza
                                                    za krzyż trójramienny
                                                    naznaczona cierniem stoi
                                                    na rozdrożu życia
                                                    bezmocna
                                                    Boże...
                                                    czemu nas opuściłeś
                                                    zapomniałeś
                                                    prawdy nasze
                                                    groby przodków
                                                    Ty za dni pradawnych
                                                    posadziłeś nas
                                                    zielonym drzewem Beskidu
                                                    w Lemkowynie

                                                    На білых верхах Лемковины

                                                    На білых верхах лемковины
                                                    Де пізний вечер сьнігом спав
                                                    Маленьке світло старовины
                                                    Морозний вітер в горы гнав

                                                    Золота чаша місяченька
                                                    Веде за собом вовчий слід
                                                    Дукатом стелит ся стеженька
                                                    Мриі выгнаных - лемків світ

                                                    Село в долині затрачене
                                                    Там похылений стояв хрест
                                                    Неє там рідных неє мене
                                                    Там ся лем блукат дідів чест

                                                    Зіркы стежками садів водят
                                                    Так якбы сорок тому літ
                                                    В річках лозины твар холодят
                                                    Стрічают лем лободы квіт (...)

                                                    А коли вернеш все на рідне
                                                    В убочы зопреш тугы зір
                                                    Є ту при тобі все прадідне
                                                    Закличе крылом хырбет гір

                                                    Найдеш світелко старовины
                                                    Двигенш здоптану дідів чест
                                                    На стежках рідной лемковины
                                                    В сонце пыднесеш новий хрест

                                                    До Выгнаных

                                                    Лемкы, як птахы розогнаны
                                                    не вернут до своіх гнізд,
                                                    не найдут піс
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.04, 19:30
                                                    Dokończenie popprzedniego postu

                                                    До Выгнаных

                                                    Лемкы, як птахы розогнаны
                                                    не вернут до своіх гнізд,
                                                    не найдут пісьні, котра веде
                                                    в зелену обруч гір,

                                                    А ту - верх кождий кличе
                                                    отвертым крылом ліса,
                                                    несе ся пісня прадідня,
                                                    дзвонит серце в водопаді скал.

                                                    Меджы сходами в небо ведут,
                                                    идеш до горы за кроком крок,
                                                    ту, на тых верхах, нич не треба,
                                                    отверят рукы - Лемків Бог.

                                                    Вы не вернете до той землі,
                                                    там в пісковиці сорок літ
                                                    блудите - птахы темны,
                                                    и мряком вкрыє вас там сьвіт.

                                                    Ту в горах, на вшыткых верхах,
                                                    чело высоко держыт чест,
                                                    сонце огріват серце скорше,
                                                    и з ночы - встає новий ден.

                                                    Do zobaczenia po weekendzie


                                                  • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 05.03.04, 23:27
                                                    Witam
                                                    Jestem jeszcze w trakcie "zwiedzania" cerkwi z podanych przez Ciebie linkow i
                                                    lektury stron. Wiec dzis podsylam tylko kolejny fragment tekstu o Lutowiskach.

                                                    "1938 rok
                                                    Dzwony biją na rocznicę chrztu
                                                    Natalia Klasztorna jest córką Olgi i Onufrego Petiachów z Lutowisk, a Anna
                                                    Zinziuk jest ich kuzynką. Natalia mieszka w Kijowie, jest dziennikarką,
                                                    badaczką bojkowskich dziejów. Jeździ po świecie i spisuje relacje z tamtych
                                                    lat, na przykład taką: Jak byłem w trzeciej klasie, kilka razy w miesiącu nas
                                                    prowadzili do kościoła i uczyli modlić się po polsku. Chcieliśmy czy nie
                                                    chcieliśmy. Kiedyś jestem w kościele, a polski proboszcz z linijką w ręku
                                                    mówi: "a teraz będziemy żegnać się" i podchodzi do mnie, to ja się żegnam tak,
                                                    jak uczyła mnie moja mama - na prawe ramię i trzema palcami, a ten ksiądz mnie
                                                    linią po łapie i po lewym ramieniu. Minęło ponad 70 lat, a jeszcze czuję to
                                                    miejsce i swoją myśl: czy Bóg nie rozumie nas po ukraińsku?
                                                    Tak napisał Fedir Iwaniw z Nowego Jorku.
                                                    W 1938 roku przypadła 950. rocznica chrztu Rusi.
                                                    Starosta w Lesku nie wydał pozwolenia na uroczystości rocznicowe, ale starzy
                                                    mieszkańcy Lutowisk pamiętają, że i tak zostały zorganizowane.
                                                    Na świętego Spasa, to znaczy 19 sierpnia, mężczyźni w wyjściowych portkach,
                                                    długich butach, białych, wyszywanych koszulach wchodzili do rzeki San jakby na
                                                    ponowny chrzest. Biły dzwony w Lutowiskach, była muzyka, tańce, loteria, ale
                                                    przyjechała na koniach polska policja i zaczęła rozpędzać nielegalne
                                                    zgromadzenie. Rusini błyskawicznie się otaborowali. Rozpoczęło się oblężenie
                                                    taboru. Baby wrzeszczały, policja płazowała, chłopy rzucali butelkami z wódką.
                                                    Wasyl Woźniak, Stepan Petiach, Iwan Hrycyniak, Fedir Iwaniw na tydzień poszli
                                                    do aresztu.
                                                    1939 rok
                                                    Dzwony na dół, kiecki w górę
                                                    Wybucha druga wojna światowa. Przed nadejściem Niemców ludzie w Lutowiskach
                                                    zdejmują dzwony, spuszczają z dzwonnicy na ziemię i zakopują pod fundamentem.
                                                    Najpierw miasteczko zajmują Niemcy, ale się wycofują i w listopadzie wkraczają
                                                    wojska radzieckie. Na drodze wita ich czterech miejscowych komunistów z
                                                    czerwonymi sztandarami. Jeden nie miał go z czego zrobić, więc pociął spódnicę
                                                    żony. Potem ku uciesze sąsiadów powiesił tę chorągiew na swojej chacie.
                                                    Rosjanie zamordowali Sofrona Kolidę, greckokatolickiego duchownego, i zabrali
                                                    czterech Rusinów, którzy przed rokiem siedzieli w polskim areszcie. Już nigdy
                                                    nie wrócili. Potem Sowieci rozkułaczyli bogatych Żydów i Polaków. Miejscowemu
                                                    przedsiębiorcy Januszowi Ziółkowskiemu zabrali olejarnię, tartak i elektrownię.
                                                    To była jedyna bieszczadzka elektrownia spalinowa. Ziółkowski zelektryfikował
                                                    Lutowiska zaledwie dwa lata wcześniej.
                                                    Katolicki ksiądz Franciszek Wojtyło uciekł w nocy z pierwszego na drugi dzień
                                                    świąt Bożego Narodzenia 1939 roku. Przeprowadził go przez San na niemiecką
                                                    stronę syn ukraińskiego gospodarza Muchy. Trzy lata później ten chłopak był
                                                    jednym ze 109 mężczyzn z gminy Lutowiska, którzy wstąpili do dywizji SS
                                                    Hałyczyna (14. dywizja SS Galizien).
                                                    Ziółkowski był wujem Jadwigi Sklepkiewicz, z domu Dąbrowskiej, córki
                                                    przedwojennego burmistrza miasteczka. Lutowiska ciągle miały burmistrza,
                                                    chociaż w 1919 roku, w odwecie za opowiedzenie się po stronie
                                                    Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej, utraciły prawa miejskie.
                                                    - Sowieci organizowali obowiązkowe zebrania antyreligijne - opowiada pani
                                                    Jadwiga. - Na jednym z nich cerkiewnik Kuczmyda wstał i zapytał politruka:
                                                    dlaczego krowa robi placki, a koza bobki? Prelegent nie wiedział. "Ty w hiwni
                                                    nie rozbirosz, a o Bohu choczesz meni howoryty" (ty na gównie się nie znasz, a
                                                    o Bogu chcesz mówić), powiedział Kuczmyda, czapkę wdział na głowę i poszedł, a
                                                    za nim reszta chłopów."

                                                    Dziekuje za teksty i wiersze z ostatnich postow. W niedziele, lub zaraz po,
                                                    postaram odwdzieczyc sie linkami do podlaskich cerkwi.
                                                    Pozdrawiam czytajacyh i piszacych
                                                    R.
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.03.04, 21:34
                                                    Witam - dziękuje i proszę o jeszcze.
                                                    A zacznę cytatem o cerkwi w LutowiskachOstatnią parafialną cerkiew pw
                                                    św.Michala Archanioła wzniesiono na nowym miejscu w 1898r /.../ Powstał okazała
                                                    trójkopułowa świątynia z transeptem/.../ Świątynia była konsekrowana w 1903
                                                    roku przez biskupa Konstantego Czechowicza. /.../ Cerkiew której bryła
                                                    nawiązywała do tradycyjnej architektury ukraińskiej, została zaprojektowana
                                                    przez zespół architektów ze Lwowa. Takich cerkwi,niemal bliźniaczo podobnych
                                                    zaprojektowano wiele. W należących do nas obecnie Bieszczadach było ich co
                                                    najmniej pięć. Powstały w Beniowej,Bystrem koło Michniowca,Lipiu, Lutowiskach I
                                                    Paniszczowie. Do dziś dotrwała tylko jedna – w Bystrem. Cerkiew w Lutowiskach
                                                    użytkowano od roku 1945 do 1951 jako prawosławną. W latach 1951-1963 pełniła
                                                    funkcję łacińskiego kościoła,gdyż ten ostatni był tak zdewastowany,że dopiero w
                                                    1963 roku został ponownie poświęcony. Po 1963 roku opuszczona i sukcesywnie
                                                    dewastowana. W 1963 roku we wnętrzu stały jeszcze ołtarz z obrazem św. Michała
                                                    Archanioła, ikonostas z dziewięcioma obrazami/.../. W tym czasie władze
                                                    zdecydowały o utworzeniu w cerkwi muzeum regionalnego. Remont rychło przerwano
                                                    wskutek wyczerpania się funduszy. Zdołano jedynie ustawić rusztowania w pd-
                                                    wsch. częsci obiektu / wewnątrz i zewnątrz/ oraz zgromadzić materiały ,
                                                    które zostały niebawem rozkradzione. Pod pretekstem remontu wywieziono gdzieś
                                                    resztę zachowanego wyposażenia / podobno do MBL-u w Sanoku/ Pod koniec lat 70-
                                                    tych w wyniku wieloletniego zamakania zgnił i rozpadł się węgieł łączący nawę
                                                    z wschodnią ścianą południowego transeptu. Na wewnętrznych ścianach tego
                                                    skrzydła rosły już huby. W 1979 roku cerkiew przekazana została parafii
                                                    łacińskiej. W 1979 roku została rozebrana a z budulca uzyskanego tą drogą
                                                    wzniesiono kościół w Dwerniku. W miejscu po cerkwi stanął drewniany krzyż, a
                                                    wokół pozostał wieniec lip.

                                                    Tyle z dzieła „Bieszczady – słownik historyczno – krajoznawczy, część 1 gmina
                                                    Lutowiska” przygotowanego do druku przez S.Krycińskiego – Warszawa 1995.
                                                    Książki pięknej ale i przerażającej w opisie zniszczeń pamiątek kultury ruskich
                                                    Bieszczad i zniszczeń dokonanych w obłędzie zniszczenia dokonanego przez
                                                    Polaków - nie tylko przecież komunistów, bo jak widać i katolików.

                                                    Na koniec coś z wierszy łemkowskich poetów


                                                    MÓJ BÓG

                                                    jest podobny do mnie
                                                    nie ma cerkwi
                                                    wygnany z własnego nieba
                                                    szuka schronienia
                                                    u obcych

                                                    u swoich
                                                    miałby trudny wybór konfesji
                                                    aby
                                                    nazywać się Ukraińcem
                                                    musiałby wstąpić
                                                    w szeregi UPA

                                                    Styczeń 1994

                                                    ***

                                                    Cóż że za tobą płaczą
                                                    cerkiewne kopuły
                                                    one jakby do smutku nawykłe
                                                    tkwią w spokoju
                                                    jeszcze tkwią
                                                    unieruchomione serca dzwonów
                                                    nienawykłe do bicia
                                                    ani przeszczepu

                                                    A zakończę ... żydowskim pozdrowieniem szabasowym :) "Die Gitte Woche..." -
                                                    miłego tygodnia i dalszych korespondencji.



                                                  • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 08.03.04, 17:15
                                                    Witam
                                                    Przyznam sie, ze dwa ostatnie wiersze wprawily mnie w zadume. Dziwne sa losy Lemkow,
                                                    nie znam ich dobrze, ale z tego co czytam widze, ze sa podzieleni. Zreszta wskazuje na to
                                                    wiersz "Moj Bog". Moze napiszesz cos wiecej na ten temat.
                                                    Dzieki za link do fotografi cerkwi, juz jestem po "zwiedzaniu", ale wciaz pod wrazeniem.
                                                    Podsylam kolejny odcinek tekstu o dzwonach. W nastepnym poscie bedzie cos jeszcze.

                                                    "1940 rok Dzwony ciągle w ziemi
                                                    Wszyscy radzili ojcu pani Jadwigi, żeby uciekał, ale on nie chciał. Najbardziej nalegał
                                                    Chaim Jarmuż, właściciel tartaku. Wreszcie Sowieci przyszli po Dąbrowskiego. Splądrowali
                                                    dom, zabrali cukier, naftę, zegarki i byłego burmistrza. Zawieźli go do Skorodnego, do
                                                    komendantury, i po kilku dniach zwolnili. Rosjanie mówili, że wstawiło się za nim małżeństwo
                                                    Somerów, którzy mieli w Lutowiskach zakład szewski. Byli znanymi w miasteczku
                                                    komunistami. Przed wojną policja chciała ich aresztować, ale burmistrz się nie zgodził, bo
                                                    mieli ośmioro dzieci. Ojciec pani Jadwigi zmarł dziesięć dni po zwolnieniu. Był strasznie
                                                    pobity. Potem na tyfus zachorowały macocha i ciotka pani Jadwigi. Ciotka umarła,
                                                    macocha trafiła do szpitala. Pani Jadwiga miała 18 lat i musiała opiekować się trójką
                                                    rodzeństwa. Przez rok, siedem miesięcy i dwadzieścia dwa dni była jedyną nauczycielką w
                                                    wiosce Chmiel koło Lutowisk. Uczyła po ukraińsku wszystkich przedmiotów. Wcześniej do tej
                                                    szkoły Rosjanie przysłali Ninę Misurinę, nauczycielkę z Charkowa, ale chłopi ją przegnali,
                                                    bo nie chciała im odpowiadać na powitanie "Sława Isusu Chrystu". W 1940 roku Sowieci
                                                    przyszli do szkoły aresztować panią Jadwigę. Nie było jej, bo poszła z dziećmi na
                                                    wycieczkę. Poszli do przewodniczącego sielsowieta (sołtysa), a ten ich ugościł, napoił,
                                                    pewnie też przekupił i tak wybronił jedyną nauczycielkę. - Byłam jedyną Polką w tej wiosce,
                                                    ale tylko raz spotkała mnie tutaj przykrość. Zorganizowałam w szkole zabawę dla dzieci.
                                                    Jedna z dziewczynek zaśpiewała: "Weseła zabawa, weseło by buło, żeby miży nami
                                                    Polakiw ne buło". Ktoś z rodziców zerwał się i dał jej po buzi za to, że miała czelność
                                                    zaśpiewać to w mojej obecności. "
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 08.03.04, 17:29
                                                    Zgodnie z obietnica przesylam cos jeszcze.

                                                    Varhany v Olive pozbyly zvuku
                                                    je mlha a ticho a nevidis breh
                                                    A namisto mozku, jenz vedl by ruku
                                                    jen pistole pisi po sedivych zdech
                                                    Ve jmenu humanity!

                                                    Byt vdecny te ruce, jez zbytky ti hazi
                                                    kdyz neni co jist a je vanocni cas
                                                    Byt nemy, jak ryba, jez na stole schazi
                                                    kdyz na dlazbe pasy ti rozdrti vaz
                                                    ve jmenu Humanity

                                                    Ve staji v sene
                                                    ti vykazou byt
                                                    to abys denne
                                                    se priblizil Kristu
                                                    a prirazi k cene
                                                    i slovicko lid
                                                    a prirazi k cene
                                                    i sadrovou bystu
                                                    i slova, jez slychas
                                                    i vzduch, ktery dychas
                                                    i radost
                                                    i slzy
                                                    i hlad

                                                    Od varhan v Olive ticho se diva
                                                    Uz pastyri Jezise privitali
                                                    Koledy hladem ti zaludek zpiva
                                                    a v refrenu zahraji samopaly
                                                    Ve jmenu Humanity!

                                                    /Karel Kryl , 1970/

                                                    wersja polska - w wykonaniu Jana Tyszkiewicza:

                                                    Organy w Oliwie zamarły w pół dźwięku
                                                    Jest cicho nad brzegiem, ulice we mgle
                                                    A mózg, który winien prowadzić ich rękę
                                                    Automat i czołgi kieruje na cel,
                                                    W imie socjalizmu.

                                                    Być wdzięczny tej ręce, co ochłap ci rzuca,
                                                    Gdy stół pod choinką, a nie ma co jeść,
                                                    Być niemym jak ryba i krzyk zdławić w płucach
                                                    Lub pod gąsienicą pozwolić się zgnieść
                                                    W imię socjalizmu.

                                                    W stajence na sianie znajdziesz swój dom,
                                                    Byś bliżej Boga, ubogi jak On,
                                                    Do ceny dołożą sto haseł nowych,
                                                    Do ceny dodadzą popiersie gipsowe
                                                    I twoje westchnienie i jakieś wspomnienie,
                                                    Twą radość, twój płacz
                                                    I głód
                                                    Już radość świąteczna gdzie indziej rozbrzmiewa
                                                    Organy w Oliwie żałobnie dziś łkają
                                                    Żołądek twój głodny kolędy ci śpiewa,
                                                    W refrenie nie dzowny lecz strały zagrają
                                                    W imię socjalizmu.

                                                    Jeszcze raz pozdrawiam czytajacych i piszacych
                                                    R.
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.03.04, 20:24
                                                    Jestem zaskoczony i troszeczkę zdezorientowany- co tutaj robi wiersz czeskiego
                                                    odpowiednika naszego Kaczmarskiego - z impresjami związanymi z grudniem 1970
                                                    roku i praską wiosną 1968 roku?. Boje sie Radku że przestawiłeś posty z innych
                                                    dyskusji. Niemniej pozdrawiam serdecznie- a zaraz ciąg dalszy mojej poetyckiej
                                                    łemkowszczyzny i kopczyka linków
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.03.04, 20:47
                                                    Witam serdecznie po raz wtóry.
                                                    Zacznę ten post od hymnu łemkowskiego, a tak „hory nasze hory”
                                                    ГОРЫ НАШЫ
                                                    (Лемківский гімн)

                                                    Горы нашы, горы нашы,
                                                    Горы нашы Карпаты.
                                                    Нихто не зна, нихто не зна
                                                    Кільо вы в нас вартате.

                                                    Горы нашы, горы нашы,
                                                    Горы нашы Бескиды.
                                                    Бо вас дати не казали
                                                    Нашы діды - прадіды.

                                                    Горы нашы, горы нашы,
                                                    Горы нашы Карпаты.
                                                    Не даме вас, не даме вас
                                                    Ни за жадны дукаты.

                                                    Отцы, діды и прадіды
                                                    Церкви, школы строили,
                                                    Заселили Лемковину,
                                                    Там культуру створили.

                                                    В давны часы предкы нашы
                                                    Карпаты засвоили,
                                                    Застали там лемцілины,
                                                    Нам добробыт лишили.

                                                    Долгы вікы вражы крукы
                                                    Хотят нас присвоити,
                                                    Землю нашу, родне слово,
                                                    Нам культуру знищити.

                                                    Mam nadzieję ,że nie będziecie mieli problemu z odczytaniem przesłania tego
                                                    pięknego wiersza.

                                                    I jeszcze pieśń- lament związany z tragedią Akcji Wisła

                                                    У ГОРАХ КАРПАТАХ...

                                                    У горах Карпатах сумно дні минали,
                                                    Коли наши лемки гори опущали.(2х)
                                                    Гори опущали але не з радости.
                                                    Прийшов такий розказ од пана старости.(2х)
                                                    В неділю раненько як сонце вставало
                                                    А юж в наше село войско приїхало.(2х)
                                                    А як приїхали такий розказ дали,
                                                    Щоб за дві години всі ся вибирали.(2х)
                                                    Люде посмутніли, стали ся збирати,
                                                    "Скорше - кричит капраль, - пора виїжджати".(2х)
                                                    А як виїжджали - дзвони ударяли,
                                                    З гірким плачем люде село опускали.(2х)
                                                    До першой стації везли нас фурами,
                                                    Далі обіцяли везти потягами.(2х)
                                                    Найблищих знайомих порозділювали,
                                                    А і в Осьвєнцімі декотрих лишали.(2х)
                                                    Цілий час в дорозі ми так бідували,
                                                    Будьяком репетом людей годували.(2х)
                                                    Будьяк годували і нас потішали,
                                                    Що там на заході добре будем мали.(2х)
                                                    Прийшли ми на захід сталися смотрити,
                                                    Ой Боже наш Боже, я
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.03.04, 20:58
                                                    Jeszcze tylko dokończenie wiersza :

                                                    Прийшли ми на захід сталися смотрити,
                                                    Ой Боже наш Боже, як ту будем жити.(2х)
                                                    Землі не орани, ани не сіяни,
                                                    А й будиночки порозвалювани.(2х)
                                                    Не хце нам ся жити, ани нич робити.
                                                    Боже, допомож нам, в гори повернути.(2х)
                                                    Гори наши гори, зелени Карпати,
                                                    Вас не забудемо поки жити будемо.(2х)

                                                    I jeszcze garść linków z których czerpałem dotychczasowe cytaty

                                                    rusyn.webpark.pl/#
                                                    www.lemko-tower.prv.pl/
                                                    Spiewnik łemkowski
                                                    lemko.org/lemko/spivanky.html
                                                    Pozdrawiam Radka wytrwale piszącego i wszystkich czytających

                                                  • Gość: Wolf IP: 62.233.197.* 10.03.04, 08:15
                                                    Witaj Piotrze
                                                    Na wstepie przepraszam za pomylke (blad przy ctrl-c ctrl-v) pospiech przy
                                                    pisaniu nie wyszedl niestety na dobre. Za duzo rzeczy na raz i stad takie
                                                    efekty. To co mialo isc na forum poszlo gdzie indziej. Co smieszniejsze
                                                    zorientowalem sie dopiero teraz. Forum czytam zawsze rano w pracy, wiec dopiero
                                                    po przeczytaniu twojego postu zorientowalem sie, ze popelnilem blad. Po raz
                                                    pierwszy pisze z pracy wiec stad nie moje domowe IP. Na przyszlosc oczywiscie
                                                    obiecuje poprawe:)
                                                    I jeszcze raz sprawdza sie powiedzenie "pospiech jest wskazany tylko przy
                                                    lapaniu pchel".
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.
                                                    P.S. To co mialo isc nie zginelo i bedzie wkrotce.
                                                  • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 10.03.04, 19:10
                                                    Witam
                                                    Do tej pory jest mi troche "lyso". Nic juz na to nie mozna poradzic:(
                                                    Przesylam obiecany tekst, pochodzi on z NBiN
                                                    free.ngo.pl/nadbuhom/Nr5_2003/17%20-%20Vyluky.htm
                                                    "Wyluky
                                                    Weczorom u maju
                                                    W roku sorok pjatum
                                                    Po ciłodniowuj praci
                                                    Lude lahli oddychaty
                                                    Dumali o zawtry
                                                    Szczo budut robyty de budut oraty
                                                    I nychto ne dumaw
                                                    Szczo tak pryjdet'sia stradaty
                                                    Jidut z-pud Werstoka
                                                    W szapoczkach rohatych
                                                    To jidut akowci
                                                    Ludy mordowaty
                                                    Wjichali do wjoski
                                                    Pozhaniali ludy szumu narobyli
                                                    Rozdiahnuli Waśku
                                                    I tut joho zabyli
                                                    Pudpalili kłuni
                                                    Pudpalili chaty
                                                    Płaczut wylukuowci
                                                    My ne wynowaty
                                                    Zahoriłoś wsiutko
                                                    Korowy w ohni stali ryczaty
                                                    Buoh wsio toje baczyt
                                                    Budut odwiczaty
                                                    Ne zabudem sioho
                                                    Ani dity naszy
                                                    Czerez dowhi lita
                                                    Budem pomentaty
                                                    Mohut nas spality
                                                    Mohut rozstrylaty
                                                    Sieji zemli my ne pokynem
                                                    Zemla nasza maty"

                                                    Tekst do ktorego podalem link jest mala szpileczka, ale warto przeczytac.
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.
                                                    P.S. Sprawdzalem tresc postu trzy razy:) wiec teraz musi byc OK.
                                                    Skoro juz wyszedl na jaw moj niechetny stosunek do wladzy ludowej to na koniec
                                                    jeszcze maly cytacik z tekstu autorstwa E. Mironowicza "Polityka narodowosciowa
                                                    PRL"
                                                    "Nowy wojewoda białostocki Stefan Dybowski, pisząc sprawozdanie dla rządu w
                                                    sierpniu 1945 r., powołując się na słowa prezydenta Bolesława Bieruta, wyrażał
                                                    powszechną w kręgach władzy opinię, że „szczęśliwym rozwiązaniem zagadnienia
                                                    mniejszości narodowych w Polsce jest stworzenie Polski jako państwa
                                                    jednonarodowego”, bowiem „tereny zamieszkałe przez ludność białoruską lub
                                                    ukraińską zawsze były zarzewiem wojen”
                                                  • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 10.03.04, 19:17
                                                    Piotrze (i wszyscy czytajacy) reszta tekstu o Lutowiskach bedzie jutro.
                                                    Jeszcze raz pozdrawiam czytajacych i piszacych.
                                                    R.
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.03.04, 20:08
                                                    Na koniec dnia przytoczę ciekawą, autoironiczną śpiewkę ruską pokpiwającą i z
                                                    Łemków i z Bojków ;

                                                    ОЙ ПІДУ Я МЕЖЕ ГОРИ

                                                    Ой піду я меже гори,
                                                    Там, де жиют лемки,
                                                    Там не мают чим світити
                                                    Тай сідят потемки.
                                                    Ой піду я меже гори,
                                                    Там, де жиют бойки,
                                                    Там музика дрібно грає,
                                                    Скачут по легойки.
                                                    Ой ти, лемку, ой ти, лемку,
                                                    Ти - поганська віра,
                                                    Твоя жена в середоньку
                                                    Солонину їла.
                                                    Ой ти, бойку, ой ти, бойку,
                                                    Твоя ищи гірша,
                                                    Твоя їла і в п'ятницю,
                                                    А п'ятниця більша.
                                                    Пішов лемко до костела,
                                                    Там органи грали,
                                                    Як си тупнув ходачками,
                                                    Аж му огня дали.
                                                    Лемко вмер, лемко вмер,
                                                    Лемкові дзвонили,
                                                    Як ся лемко зорвав з лави,
                                                    Ледве го догонили.

                                                    .....................
                                                    Oj pidu ja mieże hory
                                                    Tam die żijut łemki
                                                    Tam ne majut czem śwititi
                                                    Tam sidiat po tiemki...:))))

                                                    Pozdrawiam - czekając na ciąg dalszy Lutowisk
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.03.04, 19:41
                                                    Po pierwsze proszę się Kolego tak nie "sumitować" bo nic nie się nie stało.
                                                    Co do tematu teraz poruszonego- od pewnego czasu jestem wytrwałym
                                                    czytelnikiem "przeglądu prawosławnego", gdzie temat i Burego i tragedii
                                                    Podlasia występuje dość często.
                                                    Muszę przyznać,że on-linowskiego wydania / a przeglądnąłem roczniki 2002-2004/
                                                    robią bardzo pozytywne wrazenie . Ale o tym w następnych postach. /Acha nie
                                                    rezygnuję z penetracji "Zawsze wiernych " Piusowi :))

                                                    Ciekawi mnie gwara owej /cytowanej przez Ciebie? podlaskiej ballady-lamentu-
                                                    pieśni buntu /??/ - czy to jest białoruski, ukraiński czy też dialekt lokalny?
                                                    No i jak Radku radzisz sobie z ruskimi bukwami?? - bo jesli OK - to będę coś
                                                    jeszcze podsyłał łemkowskiego.
                                                    A teraz skaczę do Twego nastepnego postu- szykując już coś ciekawego
                                                  • Wedlug spisu ludności z 1931r. Rzeszów zamieszkiwalo okolo 231 grekokatolików
                                                    co stanowilo 0,86% ludności miasta (26 902 mieszkańców).


                                                    --
                                                    Poznaj miasto o ponad 1000 letniej historii: www.przemysl.pl/

                                                    Zobacz drugą największą twierdzę Europy,
                                                    Twierdzę Przemyśl: www.tpfprzemysl.w.kki.pl/index.html
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.03.04, 18:33
                                                    Witam serdecznie Rycha.
                                                    Na temat statystyki, demografii historycznej było sporo w tej dyskusji gdzieś
                                                    tam w maju ub.roku.
                                                    W związku z tym służę uprzejmie wyciągami- linkami:

                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=69&w=5901307&v=2&s=0
                                                    Trochę statystyki Gość: gość 12.05.2003 18:42
                                                    Według wyników spisu powszechnego z roku 1921
                                                    w Rzeszowie mieszkało
                                                    13 345 łacinników oraz 193 grekokatolików,
                                                    w Białej 657 łacinników i 543 grekokatolików,
                                                    w Drabiniance 988 łacinników i 42 grekokatolików,
                                                    w Hadlach Szklarskich 722 łacinników, 399 grekokatolików,
                                                    w Matysówce 920 łacinników, 73 grekokatolików,
                                                    w Pobitnie 1957 łacinników, 5 grekokatolików,
                                                    w Staroniwie 1469 łacinników i 9 grekokatolików
                                                    i wreszcie w Zalesiu 527 łacinników i 279 grekokatolików.
                                                    Jak więc widać nigdzie w powiecie rzeszowskim grekokatolicy nie stanowili
                                                    większości ludności.
                                                    Najbliższa miejscowość gdzie grekokatolicy stanowili większość to była Tarnawka
                                                    w powiecie przeworskim 268 łacinników i 825 grekokatolików.
                                                    Gość: Piotr 14.05.2003 17:01
                                                    Zalesie w 1939 roku : parafia grekokatolicka liczyła 1425 wiernych, z czego
                                                    290 w
                                                    Zalesiu /30 %/, 641 w Białej /48%/, 200 w Rzeszowie, 45 w Matysówce,22 w
                                                    Drabiniance oraz 200 w okolicy, a także 6 w Tyczynie i 21 w Łańcucie.
                                                    Z kolei w Rzeszowie na dzień 31 .12.1937 było łącznie 385 mieszkańców wyznania
                                                    grekokatolickiego w tym 298 na pobyt stały i 87 na pobyt czasowy / akta
                                                    Archiwum P. w Rzeszowie , akta m Rzeszowa sygn. 3456/

                                                    Rzeszów 1937 r.- : 20725 katolików, 385 grekokatolików,12 841 mojżeszowego
                                                    wyznania ,17 prawosławnych,37 ewangelików

                                                    W Bialej grekokatolicy stracili przewagę liczebną w roku 1938 gdyż było ich
                                                    tylko
                                                    650/w r.1897- 820/ a katolików rzymskich było 700.
                                                    W Matysówce liczba grekokatolików w roku 1938 spadła do 47 na 920 katolików,
                                                    w Zalesiu było grekokatolików 291, a katolików 695.
                                                    Ogólna liczba wiernych grek-kat w parafii Zalesie wzrastała : w roku 1865 -
                                                    1175,1892r. - 1480, 1897 r. - 1518 i w 1938r. -1437, w tym Rzeszów 200, /w tej
                                                    liczbie „zapewne żołnierze w koszarach, może i chorzy w szpitalu."/.

                                                    Gość: Gość :
                                                    /..../
                                                    wyniki pierwszego spisu ludności Galicji przeprowadzonego przez Austriaków w
                                                    roku 1785. Spis ten określał ilość mieszkańców i wyznanie każdej miejscowości.
                                                    Informacji na ten temat udzielali nie sami mieszkańcy ale proboszczowie
                                                    poszczególnych parafii. Wyniki spisu są zamieszczone w książce Zdzisława
                                                    Budzyńskiego "Ludność pogranicza polsko-ruskiego w drugiej połowie XVIII wieku"
                                                    I tak według danych spisowych Białą miało zamieszkiwać w tym czasie 200
                                                    rzymokatolików i 390 grekokatolików, Zalesie 180 rzymokatolików i 190
                                                    grekokatolików, Matysówkę 300 rzymokatolików i 55 grekokatolików.
                                                    W pozostałych miejscowościach spis nie notuje grekokatolików choć myślę, że na
                                                    pewno mieszkali w Rzeszowie czy Drabiniance ale pewno było ich tak niewielu, że
                                                    proboszcz grekokatolicki z Zalesia ich nie wymienił.

                                                    W uzupełnieniu tych danych – rzeszowscy grekokatolicy-mieszczanie /w obrębie
                                                    obszaru sensu stricte ówczesnego miasta/ byli z pewnością /i w
                                                    większości/pochodzenia napływowego.
                                                    Natomiast ludność tego wyznania z wsi okolicznych – Zalesia, Białej,
                                                    Drabinianki, i trochę dalszych – Tarnawki, Gwoździanki, Blizianki /tu
                                                    ciekawostka – zasiedlonych przez osadzanych tu jeńców kozackich/
                                                    miała „rodowód” co najmniej xvii wieczny.

                                                    Nie mówiąc już o tym, że wsie te stanowiły relikt-pamiątkę /w tym Zalesie i
                                                    Pobitno-Powietna na 100% / po polsko-ruskiej, wczesnośredniowiecznej granicy
                                                    etnicznej /a i państwowej /przebiegającej m.in. linią Wisłoka .





                                                  • "Ciekawi mnie gwara owej /cytowanej przez Ciebie? podlaskiej ballady-lamentu-
                                                    pieśni buntu /??/ - czy to jest białoruski, ukraiński czy też dialekt lokalny?"
                                                    Wg Atlasu Gwar Wschodniosłowiańskich Białostocczyzny jest to gwara ukraińska.
                                                    Dialekt lokalny ? A co to oznacza i czym różni się od gwary ? Aukurat w
                                                    Wilukach gwara ukraińska jest jedną z bardziej zbliżonych do współczesnego
                                                    ukraińskiego. Jest to związane z okresem - nowszym - osadnictwa. Różnice w
                                                    stos. do białoruskiego widać gołym okiem i bez specjalistycznego przygotowania.
                                                    Zapisy w mp3 gwar podlaskich ukraińskich są też na stronie Nad Buhom - jak byś
                                                    chciał posłuchać języka prawie live. Naukowa klasyfikacja południowych gwar
                                                    podlaskich jako ukraińskich nie przeszkadza oczywiście działaczom białoruskim,
                                                    w większości pochodzącym z terenów ukrainomownych, zaliczania ich jako
                                                    białoruskich. No czasem przyznają, że jest parę słów ukraińskich, "ale przecież
                                                    to o niczym nie świadczy". Posłuchaj na ten temat rozmowy między działaczami
                                                    białoruskimi na stronie NBiN - jeden z nich przyznał, że język na południe od
                                                    Narwii jest ukraiński. Został spacyfikowany przez prawomyślnych. A tak pozatym
                                                    to wystarczy porównać teksty które sam cytujesz z tym tekstem i tekstami
                                                    białoruskimi - nie trzeba fachowego przygotowania, żeby rozróżnić te języki.
                                                    Szczególnie przez osoby siedzące w temacie. Zachęcam do włąsnych badań nad
                                                    tematem - nie ma to jak osobiste odkrywanie.
                                                    PS. Dyskusja nt "Burego" oraz o sytuacji mniejszości znajdują się też na forum
                                                    Siemiatycze. Niektóre posty mogą być ciekawym przyczynkiem do badań nad
                                                    postępującą asymilacją - polonizacją Rusinów podlaskich. A może tylko mówią o
                                                    ich autorach ?
                                                    Pozdrawiam
                                                  • Gość: Wolf IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 11.03.04, 20:45
                                                    Witam
                                                    Na temat gwary z wiersza nic juz nie moge dodac, wszystko wyjasnil wyczerpujaco
                                                    Andrzej. Goraco polecam mp3 z ukrainskimi glosami Podlasia na sajcie NBiN,
                                                    niestety nie zawsze dzialaja linki. Wypowiedzi na forum Siemiatycze rowniez
                                                    sledze z uwaga. Andrzeju troche wiecej optymizmu, wiem ze nie jest o niego
                                                    latwo, ale mysle ze czesc mlodych, swiadomych ludzi pojdzie za glosem serca i
                                                    nie wyrzeknie sie korzeni.
                                                    Piotrze czekam jak zawsze z niecierpliwoscia na kolejne posty, rowniez
                                                    z "bukwami". Nie ukrywam, ze mam troche problemow z czytaniem ale daje sobie
                                                    rade - drukuje i czytam powoli z kartki.
                                                    Na tym koncze wywody wlasne i przechodze do kolejnego "odcinka" tekstu o
                                                    Lutowiskach.

                                                    "1942 rok
                                                    Dzwony wracają na wieżę
                                                    W czerwcu 1941 roku Niemcy zajmują Lutowiska.
                                                    Dzwony wracają na dzwonnicę.
                                                    W lipcu Niemcy są już pod Kijowem. Za Niemcami do Lutowisk przyszedł
                                                    greckokatolicki ksiądz Iwan Mak. Natalia spisała w Kanadzie jego relację: Kraj
                                                    był zrujnowany. Niedostatek chleba, kontyngenty, konie zabrało sowieckie
                                                    wojsko. Całe moje życie obracało się wokół cerkwi, ukraińskiej spółdzielni i
                                                    komitetu samopomocy, który zajmował się werbowaniem młodzieży do Niemiec na
                                                    roboty i do dywizji Hałyczyna. Do dywizji chłopcy szli dobrowolnie, ale znam
                                                    przypadki przymusowego wcielania. 22 czerwca 1942 roku, w pierwszą rocznicę
                                                    niemieckiej okupacji, Niemcy kazali ludziom przyjść do pracy z łopatami. Kopali
                                                    doły na tyłach kościoła. Nie wiedziałem, po co kopią te doły.
                                                    Polecenie wydali dwaj gestapowcy z Sanoka: Johann Backer i Arnold Doppke,
                                                    którzy przyjechali tego dnia do Lutowisk z żandarmem Pfejferem. Przed wojną w
                                                    Lutowiskach żyło około dwóch tysięcy Żydów. Niemcy zebrali wszystkich na rynku
                                                    i przeprowadzili selekcję. 650 osób zamknęli w budynku sądu i opuszczonej
                                                    oborze należącej do plebanii, resztę puścili do domów. Do zamkniętych Żydów
                                                    dołączono cztery miejscowe rodziny cygańskie, żebraków, inwalidów.
                                                    W Lutowiskach mieszkało ponad 180 Polaków. Większość zebrała się w domu
                                                    Ziółkowskich, bo stał na stokach Otrytu.
                                                    - Postanowiliśmy, że jak zaczną brać Polaków, to uciekniemy do lasu.
                                                    Wiedzieliśmy, że Niemcy zamówili furmanki - wspomina Jadwiga Sklepkiewicz.
                                                    Z wielu relacji można zrekonstruować to, co stało się tej nocy. Od godziny 21
                                                    ładowali na każdą fur- mankę po dziesięciu Żydów, wieźli za kościół i
                                                    wprowadzali pod ręce na deskę. Strzelali na zmianę Backer i Doppke, trzeci
                                                    Niemiec ładował pistolety. Całą resztę robili ukraińscy chłopi i Ukrainische
                                                    Hilfpolizei, policja ukraińska, której komendantem był Hrycyk, a jego zastępcą
                                                    Władysław Kilkus, który przed wojną podawał się za Polaka, potem za sowieckiej
                                                    okupacji za Ukraińca, a kiedy wkroczyli Niemcy, podpisał volkslistę. Jednym z
                                                    kopiących doły był Wasyl Petiach, ojciec pana Onufrego, wśród policjantów był
                                                    jego brat. Uciekał tylko jeden, 17-letni żydowski chłopak, ale chłopi dopadli
                                                    go na kirkucie i przyprowadzili z powrotem. Właścicielka żelaznego sklepu
                                                    Seglowa wyciągnęła 600 dolarów, ale to jej nie uratowało.
                                                    - Strzelanina trwała do 5.30 rano - opowiada pani Jadwiga. - Chłopi mówili, że
                                                    gestapowcy byli pijani. Potem jeszcze poszli do apteki Eugeniusza Łukacza i
                                                    zażądali wydania spirytusu. Rano, kiedy szłam do pracy do nadleśnictwa,
                                                    widziałam chłopów, jak chodzili po mieście z tobołami ubrań. Potem zaczęło się
                                                    szabrowanie mieszkań. Tego samego dnia Niemcy zabrali też Lautermana,
                                                    właściciela sklepu. Szedł przez miasto i obejmował za szyje dwóch swoich
                                                    synków. Z nim szła żona z dwiema córkami. O 10 widziałam, jak prowadzili za
                                                    kościół weterynarza. Zabrali go od fryzjera Wetzera. Połowę twarzy miał
                                                    ogoloną, a drugą namydloną."

                                                    Niestety ten fragment jest smutny, ale jest to kawalek "malej" historii ktora
                                                    toczy sie obok wielkich wydarzen wojennych.
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.03.04, 22:26
                                                    DZIĘKUJĘ bardzo za cykl o Lutowiskach- ja to chyba kiedyś czytałem w Dużym
                                                    Formacie... ale dziękuję za przypomnienie i czekam na ciąg dalszy.
                                                    Andrzeju - gwara i dialekt to wyrażenie bliskoznaczne,jeśli nie tożsame /
                                                    poleceam choćby haśło w Sł. Wyr. Obcych
                                                    W "N B i N" znalazłem cały szereg wspaniałych artykułow - będę w miarę czasy
                                                    je wspominał tu na forum
                                                    A radkowy link czyta się niesamowicie - tragiczna historia opowiadana przez
                                                    autochtona, piekną,śpiewną gwarą- zarówno wiersz jak i cytowane wypowiedzi
                                                    prozą.
                                                    Na koniec kolejny wiersz łemkowski ;

                                                    BY NIE ZGASŁY ŚWIECE

                                                    Wierchy w Śniegach stoją
                                                    Jak panny młode
                                                    przed ołtarzem Wszechmocnego
                                                    komunię świętą ze źródeł przyjmują
                                                    jutro
                                                    w lód go zamieni mróz sinobrody
                                                    na zimowy skobel
                                                    królewskie wrota zamknie
                                                    by wichry
                                                    nie zgasiły świec
                                                    płonących gorącym sercem Łemka
                                                    Boże
                                                    ustrzeż ten ognik nadziei
                                                    kolbami zbrojnie obity
                                                    Boże
                                                    Łemkowyna to wielka cerkiew
                                                    rzędy krzyży
                                                    cmentarze
                                                    kielich nieboskłonu siny
                                                    Tu w każdym miejscu
                                                    ikonostas lasu
                                                    zanosi modły
                                                    za ludzi
                                                    bez ludzi

                                                    Proszę wybaczyć że nie podaję autora - ale trochę sie pogubiłem w
                                                    mej "dyskietkowej" biblioteczce.
                                                    Dobrej nocy - jeszcze raz dzięki za już i prośba o jeszcze
                                                    Pozdrawiam czytających i piszących


Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.