Dodaj do ulubionych

Grekokatolicy w Rzeszowie

  • 04.11.04, 17:52
    Witam
    Jak pisalem wczoraj sprawa prob wspolpracy w okresie wojny polsko-bolszewickiej
    jest kwestia interesujaca. Jako skromne uzupelnienie tego tematu zaytuje tresc
    odezwy jaka Komenda Główna UNR za zgodą J. Pilsudskiego skierowała do Ukraincow
    w Galicji:

    „Teraz rozstrzyga się wasza dola i los Ukrainy. W takiej sytuacji nie wolno
    wam z założonymi rękami przypatrywać się, jak wróg dobijać będzie naszą
    nieszczęśliwą Ukrainę. W takiej chwili trzeba zapomnieć o wszelkich
    porachunkach, żalach i niesnaskach i wszystkim nam trzeba z orężem w ręku
    stanąć do obrony naszych praw najświętszych, za które już tyle krwi przelano na
    wszystkich krańcach naszej ojczyzny. Teraz chodzi nie tylko o zmaganie się
    Polaków z bolszewikami, teraz rozstrzyga się kwestia Halicji i kwestia
    Ukrainy. Jeśli nie chcecie pozostać niewolnikami, musicie i wy zabrać swój
    głos i czynami dowieść, żeście dojrzeli do wolności i życia samodzielnego. A
    więc do broni. Główna Komenda Wojsk
    Republiki Ukraińskiej, po otrzymaniu na to zgody od Naczelnego Dowództwa Wojsk
    Polskich, wzywa wszystkich Ukraińców halickich, aby ogłaszali się do brygad
    zapasowych w Tarnopolu, Trembowli, Czortkowie i Stanislawowie"

    Wtedy jednak nie bylo klimatu dla takiej wspolpracy. Ukraincy pamietali jeszcze
    niedawne walki. Czesc ludnosci uwazala osoby wspolpracujace z Polakami przy
    walkach z bolszewikami za zdrajcow. Trudno sie dziwic, rany byly jeszcze zbyt
    swieze. Poza tym chyba zle przysluzylo sie stanowisko polskie w sprawie ziem
    Galicji i Wolynia.
    Poza tym strona polska tez podchodzila do tego ostroznie Ministerstwo Spraw
    Wojskowych i Naczelne Dowodztwo nie dalo oficjalnej zgody na formowanie
    oddzialow z ochotnikow pochodzacych z Chelmszczyzny i Galicji.
    Mam na ten temat calkiem spory cytat, niestety gdzies zapodzial sie opis do
    plytki a nie pamietam autora, ani tytulu pracy wiec nie cytuje:(
    Pozdrawiam
    R.
  • 04.11.04, 18:19
    Witam - zadziwienie mnie bierze jak po tylu setkach ba tysiącu postów - są
    jeszcze i mnożą się wątki warte rozwinięcia. czytając twoe radku ostatnie posty
    i moje linki probuję je zliczyc :
    a to zagadnienie 'wojen chlopskich" z całym ich okrucieństwem - od powstań
    kozackich xv - xviii wieku,obecny stosunek Ukraińcow do polskich pamiatek na
    Ukrainie i Polaków do ukrainskich "materialnych świadkow " na ziemiach
    polskich, cZy wreszcie cała historia XX wieku od lat kończących I wojnę gdzie
    wzajemne relacje znow 'buzowały" od walki z halicką armią próbującą wywalczyc
    samostijną na gruzach austrowęgier, poprzez wspolne zdobycie Kijowa,oszukanie
    Petlury przez pilsudskiego, internowanie zołnierzy armmi petlury /a o obozie
    internowania petlurowcow w podrzeszowskim Łańcucie z pewnościa tu napisze
    niezadługo :), po omawiane tu wielokrotnie wydarzenia lat trzydziestych.
    Zadziwiające Radku - jak wiele mamy jeszcze tematow trzymających sie głownego
    wątku -
    A za chwilę temat trochę luźniejszy - o "odkrywaniu kresow" przez wspolczesnych
    polskich studentow :))
  • 04.11.04, 18:34
    Przed weekendem piszczę jeszcze jeden "ciekawy" wątek /przy czym daleki jestem
    od zgorszenia się tym tematem - choc jestem pelen politowania - dlaczego ? sam
    zrozumieszpo lekturze/Kamieniec Arkoński 2003
    Ad perpetuam rei memoriam
    http://www.zpka.org/bk_20kamieniec.htm
    Godzina 6 rano, dworzec PKP Warszawa Zachodnia. Duże plecaki
    dzień wcześniej zostawiamy w Resursie Obywatelskiej. Zabierze je do Kamieńca o.
    Kazimierz. Razem z nim zabiorą się też bracia Aplowie – Tomek (K! Arkonia) i
    Piotrek.
    Tak więc stoimy na czwartym peronie: Wojciech Sława (K! Arkonia),
    Michał Laszczkowski (K! Welecja), Łukasz Łepecki (K! Welecja). Gdyby nie dekle
    wyglądalibyśmy jak regularne dworcowe „nury” – podkrążone, czerwone z
    niewyspania oczy, a jedyne wyposażenie to pobrzękujące znajomym dźwiękiem
    siatki. Na Centralnym dosiadają się kolejni Arkoni – Janek Chmielewski, Maciek
    Popławski i Jurand A. Sękowski. Przedział mamy tylko dla siebie, ale i tak jest
    za mały.
    Rawa Ruska przypomina, właściwie nic nie przypomina. Betonowe,
    posowieckie klocki, kilka kantorów, standartowy pomnik Chmielnickiego i Iwana
    Franki, beczkowóz z kwasem chlebowym – właściwie to wszystko. Na dobry początek
    wychylamy symbolicznego „O??????” i jedziemy marszrutką do Lwowa.
    Oczywiście najpierw trzeba coś zjeść i wypić. Instalujemy się w
    jednym z droższych lokali Lwowa, spokojnie pamiętającym jeszcze cysorza. Jemy
    dobrze i dużo, niektórzy bardzo dużo. Zaczynamy z rozmachem więc chcemy też tak
    skończyć. Szukamy pokojów, w hotelu, jak polskie pany. Ale cóż, na
    czterogwiazdkowy jednak nas nie stać. Przed wojną byłoby inaczej. Humor
    poprawia nam za to spotkanie z dwoma Arkonami – Piotrem Świderskim i
    Tomkiem Jadowskim od rana bawiącymi w grodzie księcia Lwa.
    Jak nie hotel „George”, to co? Pod katedrą zaczepia nas starszy
    jegomość ze śmiesznie odstającym uchem. I łuszczycą. Jest z Towarzystwa
    Polskiego, proponuje nam nocleg. Robi to nachalnie i nie wzbudza zaufania,
    rozmawiamy ze staruszką ściskającą tandetny, plastykowy różaniec. Pan z
    Towarzystwa Polskiego nie lubi konkurencji, nawet 80-letniej Polki, z różańcem.
    Przegania kobiecinę słowami zrozumiałymi chyba w każdym słowiańskim języku.
    Przestraszona odchodzi. Tego za wiele; uprzejmie dziękujemy Panu za oferowaną
    pomoc i nagle dowiadujemy się kim były nasze matki. Pan z Towarzystwa
    Polskiego.
    W końcu znajdujemy odpowiednie miejsce – u p. Julii, za 5$ od
    sztuki (ul. Stary Rynek 7, polecamy). Mamy więc gdzie spać, mamy – co nie mniej
    ważne – klucze; bez obawy możemy więc iść we lwowskie tango.
    Większość lokali zamykana jest dość wcześnie; przenosimy się z
    jednego baru do drugiego, po drodze zahaczając jeszcze o sklepy nocne. I tak w
    koło Macieju. „Przenosimy”? Chodzi oczywiście o przewożenie, bo taksówkami
    jeździmy wszędzie, sześciu w jednej. Nic to, że niektórzy mają nas za frajerów
    i każą zapłacić 5 hrn za kurs Katedra-Opera, jakieś 800 metrów. Stać nas na to
    (jeszcze), a odczuwamy dziecinną, naiwną radochę z potwierdzania kpiącego
    stereotypu „polskiego pana” .
    O 2 w nocy o. Kazimierz zabiera z umówionego miejsca Tomka i
    Piotrka. Dla nas wszystkich nie ma miejsca; następnego dnia do Kamieńca mamy
    telepać się sami. Ale to dopiero następnego dnia; to co że rano, wstaniemy. Na
    razie jesteśmy dopiero w połowie naszego tanga.
    Co robić? Środek nocy, czynny tylko całodobowy kiosk z alkoholem,
    papierosami i suszonymi rybami przy którym siedzimy już kilka godzin. Któryś z
    nas ma życzenie zobaczyć nocną panoramę Lwowa. Naszym celem jest Wysoki Zamek,
    Kopiec Unii Lubelskiej. Marynarskim krokiem idziemy na poszukiwania taksówki.
    Ale nie byle jakiej, bo Jednemu z Nas przypomina się, że zawsze chciał być
    wożony wołgą. Czarną. Koniecznie. Stoi na środku ulicy Legionów i wyciągnąwszy
    prawą rękę zatrzymuje kolejne taryfy gromkim „Halt!”. Kierowcy jakoś się
    zatrzymują.
    - Czarnaja wołga?
    - Niet – odpowiada przerażony właściciel rozklekotanej ładziochy lub innego
    zaporożca.
    - No to paszoł won – odpowiada ów Jeden z Nas wykorzystując tym samym cały swój
    zasób zwrotów rosyjskojęzycznych.
    Lwowscy taksówkarze okazują się być wyjątkowo pokojowi; odjeżdżają z piskiem
    zużytych opon bez jednego złego słowa. Pan z Polskiego Towarzystwa na szczęście
    akurat nie przejeżdża; ten na pewno potrafiłby coś odpowiedzieć.
    Zabawa po kilku minutach się nudzi. Na Zamek jedziemy ładą. Czerwoną
    Ile metrów ma Kopiec nie wiemy. Ale wchodzi się nań stanowczo za długo,
    szczególnie o 4 nad ranem. Jednak widok, jaki ukazuje się nam po dotarciu na
    szczyt okazuje się być wart tego trudu. Stary Lwów, oświetlony pojedynczymi
    latarniami... No, ale nie bądźmy sentymentalni; nie przyszliśmy tutaj z pustymi
    rękoma. „Więc panowie, jego zdrowie, wiwat Lwów nasz”. Szkoda tylko, że smakowo
    nie bardzo trafiliśmy w nasze gusta. A miało być tak pięknie! Pora zatem
    wracać – autobus do Kamieńca mamy o dziesiątej rano. „Musimy zdążyć”,
    powtarzamy sobie w taksówce. O 5-tej jesteśmy już w łóżkach.
    Na autobus, dziwnym przypadkiem, nie zdążamy. Gdy patrzymy na
    zegarek nasz „pekaes” prawdopodobnie właśnie mija lwowskie rogatki. Rozbawiona
    p. Julia opowiada, że o 8 obudziła szefa naszej drużyny, ale ten chrząknął
    tylko, że zdecydowaliśmy byli o przedłużeniu naszego pobytu we Lwowie i
    odwrócił się do naszej gospodyni jedną z mniej eleganckich części ciała.
    „Głowa boli, Boże broń, Wypiłbym ocean”. Mamy jeszcze jeden dzień
    na zwiedzanie Lwowa. Ale najpierw trzeba zastanowić się co z transportem,
    następny autobus mamy za 22 godziny. A na ten pewnie też byśmy zaspali. Nie
    mając innego wyjścia prosimy p. Julię o zamówienie nam marszrutki na wieczór.
    Po wstępnym zaspokojeniu głodu i pragnienia jedziemy na Łyczaków.
    Pierwszy raz tramwajem. Płacimy za bilety na Cmentarz (!); chwilę później
    przekonujemy się, że dla tubylców taryfa jest nieco niższa, ale okazuje się, że
    i tak mamy szczęście – młode polskie małżeństwo skarży się, że we dwoje musieli
    zapłacić więcej niż nas 6-ciu. Smutne, ale chyba jednak nie do końca wyglądamy
    na „panów z Polszy”.
    Bierzemy kurs na Cmentarz Orląt. Idziemy w deklach, z biało-
    czerwonymi kwiatami. Miejscowi dziwnie przypatrują się nam. Słyszymy jak idąca
    za nami Ukrainka fachowo objaśnia swej latorośli znaczenie arkońskich
    symboli: „patrz synku, Żydy z Polszy prijechali”. Przechodzimy przez
    symboliczny cmentarz Ukraińców poległych w walkach z Polakami. Mauzoleum w
    kształcie półokręgu, tablice z nazwiskami poległych, wielka kolumna, a na jej
    szczycie archanioł Michał z tryzubem w dłoni. Na Cmentarzu Orląt składamy
    kwiaty, zapalamy znicze na jednej z bezimiennych mogił. Robimy jeszcze dłuższy
    spacer po cmentarzu. Podziwiamy sowieckie nagrobki ze zdjęciami tępawo
    wyglądających generałów i pułkowników obwieszonych orderami. Odnajdujemy grób
    rodziny Herbertów, w którym podobno chciał być pochowany ś.p. Zbigniew, a
    którego podobno nie udało się odnaleźć innym, profesjonalnym poszukiwaczom. Z
    ciekawością przypatrujemy się grobowi tragicznie zmarłych w jakimś wypadku
    małżonków, na którym zapobiegliwa rodzina położyła – tuż obok wyrytego
    prawosławnego krzyża – miejscowej produkcji batona i kieliszek wódki – ogarek
    dla dobrych skrzatów.
    Wracamy (cały czas – twardo – tramwajem) do centrum. Zwiedzamy
    starówkę, kościoły. U bukinistów zatrzymujemy się na dłuższą chwilę. Podobnież
    w kilku antykwariatach. Idziemy zobaczyć ogromny Pałac Potockich. Świeżo
    wyremontowany, wspaniały.
  • 04.11.04, 20:01
    "Wracamy (cały czas – twardo – tramwajem) do centrum. Zwiedzamy
    starówkę, kościoły. U bukinistów zatrzymujemy się na dłuższą chwilę. Podobnież
    w kilku antykwariatach. Idziemy zobaczyć ogromny Pałac Potockich. Świeżo
    wyremontowany, wspaniały. W środku trwają jeszcze jakieś prace. Nie wszystkie
    polskie zabytki (innych zresztą nie ma) mają takie szczęście. Szybko jednak
    dowiadujemy się w czym rzecz – Pałac to od niedawna kolejna rezydencja
    prezydenta Kuczmy. Właściwie to wcale nie jest taki piękny.
    Do Kamieńca dojeżdżamy koło 2-3 w nocy. Nie chcąc budzić ojców
    (później nadrabiamy zresztą te zaległości) kilka godzin pozostałe do brzasku
    chcemy spędzić „pod chmurką”. Jedna grupa idzie zbierać paliwo ogniskowe, druga
    ludzkie, w sklepie nocnym. Dojazd taksówką. Wołgą nareszcie. Kilkanaście minut
    później nad Smotryczą płonie już ognisko, rozbrzmiewają nie zawsze przystojne
    pieśni, słychać toastowy brzęk trącających się butelek (litrowego „Obołonia” w
    plastykowym opakowaniu odkrywamy dopiero kilka dni później). Nad nami wspaniałe
    bezchmurne, gwiaździste niebo przecięte białą, wyrazistą wstęgą drogi mlecznej.
    Jedna z niewielu zalet braku oświetlenia ulic tego 100 tys. miasta.
    „Już butelki wypróżnione i fajeczki wypalone” – pora spać.
    Proboszcz parafii św. Mikołaja – o. Alojzy – wita nas serdecznie, pyta jak
    podróż, dziwi się, że go nie obudziliśmy. O. Kazimierz jest mniej wylewny: „Do
    obiadu macie wolne, a potem do roboty!” – tak brzmi powitanie tego byłego
    kapelana wojskowego.
    Po obiedzie rzeczywiście pracujemy. Jeszcze nie na pełnych
    obrotach, ale robota się posuwa. Na szczęście kolacja nie daje na siebie długo
    czekać i pierwszy dzień pracy mamy za sobą. A przed sobą tango, tym razem
    kamienieckie.
    Zaczynamy od „Ratusza” – restauracji ormiańskiej urządzonej w
    dawnym ratuszu na Placu Polskim. Z jego wieży rozbrzmiewa melodyjny ton
    trzystukilogramowego dzwonu. Jeszcze kilka lat temu znajdował się on na swoim
    miejscu, czyli w dzwonnicy „naszego” kościoła. Cóż, jak to mawiają kozacy z
    Łyczakowa „ktoś się nie bał i za...”.
    Pobyty w ratuszu nie zawsze kończą się dla nas sympatycznie. Choć
    nie szukamy towarzystwa czasami musimy zapoznawać się z miejscową złotą
    młodzieżą. Proponują nam różne towary i usługi, my nie bardzo chcemy. Mają nas
    za ascetów – palimy co najwyżej tytoń, nie korzystamy nawet z „kobiet
    publicznych”. Dochodzi do kilku nieporozumień. Zaprzyjaźnione kelnerki biorą
    nas zawsze w obronę, dwa razy interweniuje milicja. Mimo to pobyt „u Ormian”
    instytucjonalizuje się i nie zważając na żadne przeciwności losu wracamy tam
    właściwie codziennie. Jeśli zapominamy o tym, następnego dnia kelnerki są na
    nas obrażone i musimy nadrabiać zaległości. Argument, który najbardziej nas
    wiąże akurat z tym lokalem, to niewielka odległość od klasztoru (co ma
    oczywiście pewne minusy) i, przede wszystkim, ceny. Beczkowe
    piwo „Chmielnickij” kosztuje 1,2 hrn, czyli poniżej złotówki. Jest lekkie więc
    pijemy go na tyle dużo, że szybko przyzwyczajamy się do tego skądinąd
    obrzydliwego smaku.

    Na razie tyle Radku - może mi sie uda jeszcze przed weekendem nadać dalszy ciąg
    specyficznego bełkotu wszechpolaków o "zdobywaniu kresów" - ogolnie dośc
    zabawnego !!
    Ze swej strony czekam na ciąg dalszy relacji Pilsudski-Ukraińcy

    Pozdrawiam
  • 05.11.04, 19:12
    Witam
    To mile ze na razie nie brakuje tematow. Mam nadzieje ze na jakis czas jeszcze
    wystarczy. Mam czasem momenty gdy wena tworcza mnie opuszcza, ale nawet wtedy
    lubie zerknac czy na forum nie pojawilo sie cos nowego. Sa tez takie dni, ze
    jest kilka nowych postow i mam wrazenie ze tematy same przychodza mi do glowy.
    Ten, jak okresliles, "belkot wszechpolakow" jest faktycznie smieszny. Jednak
    czytajac odczuwalem pewne zazenowanie, a nawet wstyd za tych ludzi. Jakie
    swiadectwo wystawiaja oni Polakom? W umyslach mieszkancow po kontakcie z takimi
    indywiduami Polak jawi sie jako (przepraszam za wyrazenie) prostak i cham. Zle
    robia ci panowie dla wizerunku Polaka za granica. Zachowanie godne mlodziencow w
    gustownych dresikach, a nie mlodziezy akademickiej. Nieprzyjemne jest tez to ze
    dla Ukraincow Polak moze jawic sie jako "Polski Pan". Ciekaw jestem czy
    chcieliby oni miec takich gosci u siebie w kraju. W ich wypowiedzi widac tez ze
    spogladaja na Ukraincow z gory, jak na gorszych:
    "Nie wszystkie polskie zabytki (innych zresztą nie ma)"
    Rozumiem ze stare cerkwie nie sa zabytkami lub postawili je Polacy dla niedobych
    Rusinow;)
    W naszych rozmowach czesto poruszamy watek "ruskiej wiary" i poplatanych
    dziejach Rusinow. Chcialbym dzis podeslac tekst zamieszczony w 2 numerze NBiN z
    tego roku, ktory dotyczy wlasnie tych spraw. Dla zachety maly cytat z tego artykulu.

    "...ludność [tej wsi] zgodziła się, chociaż nie wszyscy, przejść na rzymski
    katolicyzm, jednak pod warunkiem, iż patronem parafii nadal będzie ta sama
    święta. Mamy więc teraz kościół świętej Paraskei"

    Mam nadzieje, ze tekst zainteresuje Ciebie (i innych czytajacych?)

    free.ngo.pl/nadbuhom/Nr2_2004/31%20-%20Dokudow.htm
    W nawiazaniu do watku marszalka Pilsudskiego chce dzis , posilkujac sie znowu
    NBiN tym razem 1/2003, cofnac sie troche w czasie, do roku 1919.

    "W 1919 roku - pisał w 1990 r. Maciej Kozłowski w zakończeniu swej monografii o
    wojnie w Galicji - Polska wygrała swą pierwszą od czasu wiedeńskiej wyprawy
    Sobieskiego wojnę. Wojna ta, a zwłaszcza jej pierwsza faza, obrona Lwowa,
    przeszła do narodowej legendy i mitologii. Śmiem jednak twierdzić, że mało która
    przegrana wojna kosztowała Polskę tak drogo, jak to szybkie, stosunkowo tanie i
    błyskotliwe zwycięstwo.
    Bezpośrednim skutkiem przegranej wojny było wykopanie wciąż niezarosłej
    przepaści między oboma sąsiadującymi ze sobą narodami, stworzenie nie zagojonej
    rany w postaci nieustannego wrzenia w Galicji"

    Na dzis pozostaje mi tylko zyczyc milej lektury i oczywiscie udanego weekendu
    R.
  • 06.11.04, 17:45
    Pod wpływem Twojej wypowiedzi muszę jednak odnieś się Radku do prezentowanej tu
    relacji :
    Biorąc pod uwagę młody wiek uczestników ekskursji i sporo fantazji w opisach –
    dwa cytaty z opisu owych dzielnych akademików :

    Nas przypomina się, że zawsze chciał być wożony wołgą. Czarną. Koniecznie. Stoi
    na środku ulicy Legionów i wyciągnąwszy prawą rękę zatrzymuje kolejne taryfy
    gromkim „Halt!”. Kierowcy jakoś się zatrzymują.
    - Czarnaja wołga?
    - Niet – odpowiada przerażony właściciel rozklekotanej ładziochy lub innego
    zaporożca.
    - No to paszoł won – odpowiada ów Jeden z Nas wykorzystując tym samym cały swój
    zasób zwrotów rosyjskojęzycznych.
    Lwowscy taksówkarze okazują się być wyjątkowo pokojowi

    Z Chocimia do Okopów Św. Trójcy. Wieś Okopy prezentuje się tragicznie. Jedna,
    asfaltowa droga, nawet nie zniszczona, bo przejeżdża tędy na dobę jeden
    autobus, kilka furmanek na drewnianych kołach i 4-5 zabłąkanych samochodów. Po
    obu stronach drewniane w większości chałupy. Tu przywiązana łańcuchem do płotu
    brudna koza, dalej kilka chudych krów. Ogarnia nas dziwne wrażenie, czujemy się
    jak Wehrmachtowcy A.D. ‘41. Żadnej młodzieży, tylko starcy wychodzą przed chaty
    i przyglądają się nam. Ni to z ciekawością, ni z pogardą. Za nami biegnie
    dwójka małych, obszarpanych dzieci...

    No i mamy tu owo „halt”, „paszoł won” i samopoczucie zbliżone do „wermachtowców
    roku 1941. „
    Z drugiej strony z relacji wynika wprost że księża w Kamieńcu Podolskim
    w „zbożnych celach” odbudowy kościołów zatrudniają „ na czarno” opitych
    młodzianków - dzielnych członków konfraterii - ligi akademickej co to
    z "deklami na łbach i poczuciem "misji cywilizacyjnej"... no cóż –dość dziwnie
    to wygląda w świetle opisywanej tu kiedyś historii huculskich majstrów
    rekonstruujących w Bieszczadach drewnianą chatę i ochoczo wydalonych przez
    polskich pograniczników.

    A co opilstwa :-)) – w podobnym stanie musiał być uczestnik „wycieczko-
    pielgrzymki na kresy południowo-wschodnie” który w jednej z rzeszowskich
    gazetek parafialnych opisuje jak to był „w Drohiczynie gdzie zobaczył dom z
    tablicą upamietniającą pobyt pisarza Brunona Szulca i cerkiew”
    Chodziło mu oczywiście o Drohobycz – ale... chyba sam nie wiedział gdzie go tak
    naprawdę zawieźli.
    I jeśli dwa słowa co do twoich wypowiedzi - proszę o wybaczenie że nie zawsze
    odnoszę się do twoich wypowiedzi - przyznaję,że czasami z braku czasu na
    bezpośredni komentarz korzystam z "biblioteczki dyskowej"- ale obiecuje
    poprawę . Przed długim weekendem puszczę parę ciekawych linków , w tym na
    strony encuklopedii ukraińskiej,biblioteki internetowej z "antyheretyckimi"
    kazaniami Skargi i arcyciekawą staropolską encyklopedią Benedykta
    Chmielowskiego.

  • 06.11.04, 17:57
    I jeszcze prośba - przyznaję że bardzo słabo znam i historię walk polsko-
    ukraińskich lat kończących I wojnę a i historię sojuszu Piłsudski- Petlura.
    Jak byłbyś Radku łaskaw coś puscić na ten temat - albo przynajmniej linki -
    byłbym wdzięczny. sam zresztą może w długim weekendzie też coś poszukam na ten
    temat.
    Co do forów - ciekawie rozwiją sie forum na Beskidzie niskim Wandasa i na
    wortalu łemkowskim werchowyna - może kiedyś się tam spotkamy ? :)
    No i jeszcze forum Polska-Ukraina - chociaż rozwija sie ono dość "rachitycznie"
    mimo starań admina- Rycha z Przemysla
    Pozdrawiam z coraz zimniejszego Rzeszowa
  • 08.11.04, 18:54
    Witam
    Podejrzewam, ze trzeba naprawde sporo wypic zeby pomilic Drohobycz i Drohiczyn,
    ale jak widac dla chcacego nic trudnego:))
    Piotrze na Twoj "gazetowy" mail przesle za chwileczke jeden tekst (mam nadziej,
    ze nie naduzywam w ten sposob skrzynki). Ten o ktorym mowilem, ze nie pamietam
    autora. Mam nadzieje ze zainteresuje Ciebie. A ja postaram sie wyszperac wiecej
    materialow i podac je na forum.
    Pozdrawiam i przepraszam ze tak krotko.
    R.
  • 08.11.04, 21:05
    Dziekuje Piotrze za namiary na kolejne fora. Forum Polska-Ukraina czasem
    przegladam, ale jeszcze nie wypowiadalem sie tam. Za to czasem, jak juz nie moge
    scierpiec niektorych wypowiedzi, odzywam sie na forum Bialystok.
    W kwestii wydarzen ktore mialy miejsce po I WS tez nie wiem bardzo duzo, mam
    jednak nadzieje, ze przeslane materialy okaza sie choc troche przydatne.
    Jeszcze raz pozdrawiam
    R.
    P.S. U mnie tez zimno
  • 08.11.04, 21:08
    Dziękuję za przesyłkę :))) I tobie i Księdzu Piotrowi. Nie zagladam do tej
    skrzynki a tam przesyłeczki :))
    dzisiaj z powodu niemocy twórczej tylko tyle. Postaram sie coś tu napisać -
    tylko na razie czeka mnie lektura 18 stronnicowego tekstu o współpracy polsko -
    ukraińskiej roku 1919 /jeszcze raz dzięki!!!!/ i smutnych/bardzo!!! w swej
    wymowie materiałow o Semenie Petlurze /o czym wspominalem Ci w poczcie /
    Dziękuje
    pozdrawiam -
  • 09.11.04, 10:58
    Witam o mocno nietypowej jak na mnie porze:)
    Na wstepie zycze Piotrze milej lektury. Ciesze sie ze tekst spotkal sie z Twoim
    zainteresowaniem.
    Aby nie przeszkadzac w lekturze dzis nie dodaje kolejnych tematow. Przed
    weekendem na pewno sie jeszcze odezwe.
    Pozdrawiam
    R.
  • 09.11.04, 11:31
    Jeszcze dwa slowa uzupelnienia. Piotrze, blizsze informacje na temat
    przeslanego tekstu pozwolilem sobie przeslac mailem.
    Jeszcze raz pozdrawiam
    R.
  • 10.11.04, 15:52
    Witam
    Przed dlugim weekendem zamiast dlugich cytatow czy linkow do tekstow proponuje
    cos dla oka i ducha.
    Polecam uwadze Szanownych Forumowiczow galerie ukrainskich Ikon z XI-XVIw.

    www.christusrex.org/www1/lviv/Gallery/MainHall.html
    Gdy jestesmy juz przy Ikonach to nie sposob pominac bardzo waznej Ikony Matki
    Boskiej Czestochowskiej. Na sajcie Cerkiew.pl znalazlem ciekawa informacje, jej
    fragment cytuje ponizej, do reszty oczywiscie link.

    "Częstochowska Ikona Bogurodzicy jest często przedstawiana jako „łączniczka”
    między podzielonym wschodnim i zachodnim chrześcijaństwem. Przed niewątpliwie
    bizantyjskim w swej formie wizerunkiem do Bogurodzicy modlą się rzesze członków
    Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce. Tę sama ikonę obdarzają czcią również
    prawosławni, czego przykładem jest budowana właśnie cerkiew. Choć istnieje
    wiele hipotez omawiających drogę ikony do Częstochowy (żadna z nich nie jest do
    końca potwierdzona) nie ulega wątpliwości, iż ikona ta ma ogromną wagę zarówno
    dla wyznawców prawosławia, jak i katolicyzmu. Jak powiedział podczas wizyty
    patriarchy Bartłomieja na Jasnej Górze jeden z obserwatorów – „[…] ikona, która
    ma korzenie ortodoksyjne, dokonuje tu cudu, nie dzieli, lecz łączy
    prawosławnych i katolików, w dodatku w Częstochowie, w duchowej stolicy
    polskich katolików”

    www.cerkiew.pl/news.php?id=2268%20&PHPSESSID=65581d715c386aba3877ae4958c95393

    Bardzo jestem ciekaw Piotrze jakie jest Twoje zdanie na temat linkowanego
    tekstu.
    Troche odbiegam tym tematem od ostatnio wspominanych tekstow, ale chcialem,
    choc na chwile, odejsc od tematow "wojennych"
    Jesli dzis bym juz nie zajrzal to zycze wszystkim udanego wypoczynku
    Pozdrawiam
    R.
  • 12.11.04, 11:57
    Witam - w związku z radkowymi cytatami dotyczącymi relacji Piłśudski - Ukraińcy
    i przesłanej mi arcyciekawej historii wspóldzilania polsko-ukraińskiego - moje
    uzupelnienia forumnowe w tej kwestii:

    polityka.onet.pl/162,5694,3,,druk.html

    Tuchaczewski kontra Piłsudski

    /.../
    Wyprawa kijowska miała bowiem przede wszystkim cel polityczny, zaś kwestie
    militarne były ważne, ale w pewnym sensie uboczne. Owym celem politycznym było
    utworzenie niepodległego państwa ukraińskiego, które oddzielałoby Polskę od
    Rosji i w obawie przed rosyjskim ekspansjonizmem z natury rzeczy szukałoby w
    Polsce oparcia. Był to element planu szerszego rozcięcia Rosji po szwach
    narodowościowych i ograniczenia jej do jej terytorium etnicznego.

    Kłopot z ideą niepodległej Ukrainy polegał wszakże na tym, że społeczeństwo
    polskie nie zamierzało wyrzec się Lwowa i szerzej Galicji Wschodniej, które
    Ukraińcy uważali za terytoria ukraińskie. Wprawdzie w umowie podpisanej 21
    kwietnia 1920 r. z Dyrektoriatem Ukraińskiej Republiki Ludowej, czyli z Semenem
    Petlurą, zmuszono Ukraińców do rezygnacji z Galicji Wschodniej, ale tylko
    naiwni mogli przypuszczać, że będą oni w przyszłości honorować narzuconą umowę.
    Ukraina była w rękach Armii Czerwonej, a Petlura z resztkami swojej armii
    schronił się w Polsce i był całkowicie od gospodarzy zależny. Rozumował
    zapewne, że jeśli zdobędzie władzę na Ukrainie, to wymuszoną umowę wyrzuci do
    kosza, a jeśli władzy nie zdobędzie – to nie ma większego znaczenia, co
    podpisuje.



    /.../
    Zajęcie Kijowa wysuwało na plan pierwszy problemy polityczne: jak mianowicie i
    z kim budować niepodległą Ukrainę. Okazało się bowiem, że Petlura nie posiada
    już żadnego właściwie zaplecza społecznego. Do wkraczających z armią polską
    dwóch dywizji ukraińskich nie napłynęli ochotnicy, którzy mieli uzupełnić ich
    stany, nie mówiąc już o tym, że plan utworzenia sześciu dywizji ukraińskich
    okazał się mrzonką. W tej sytuacji Piłsudski nie spieszył się z decyzjami
    politycznymi uważając, że wydane przezeń i przez Petlurę odezwy na razie
    wystarczą. W jakimś sensie musiał się też liczyć i z tym, że Sejm i mocarstwa
    Ententy były zdecydowanie przeciwne pomysłom tworzenia państwa ukraińskiego.
    Gdyby idea ta spotkała się z masowym, demonstracyjnym poparciem ludności
    ukraińskiej, musiano by się z tym liczyć. Nic takiego jednak nie miało miejsca.
    Wkrótce zresztą problem przestał istnieć. Dokładnie tydzień po tym, jak
    wspomniany już polski patrol wjechał tramwajem do śródmieścia, ruszyła na
    północy ofensywa Tuchaczewskiego. Miał on wówczas ok. 53 tys. żołnierzy
    frontowych, wobec ok. 56 tys. wojsk polskich. W normalnych warunkach
    nacierający powinni mieć trzykrotną przewagę nad obrońcami, ale w tej wojnie te
    reguły nie obowiązywały."

    Tyle z Polityki - tylko uzupelnienie - kto wie że Łańcut był miejscem
    formowania przez Polakówarmii ukraińskiej w latach 1919-1920 ?, że funkcjonawła
    tu ich szkoła oficerska /w zabudowaniach potockich/, szpital,szkoły średnie a
    wreszcie po "zdradzie" Piłsudskiego obóz internowania dla żołnierzy ukraińskich.
    Inna sprawa że ponoć to z armii Petlury właśnie wywodziła sie też kadra
    oficerska UPA /z jak najgorszymi wspomnieniami ze sojuszu z wojskiem
    polskim..../

    A teraz sprawa częstochowska - Brawo - piekna inicjatywa prawosławia. Ikona
    czestochowska to przecież piekny lącznik obu religii.
    Chociaż w wielu opracowaniach konserwatywnych katolików spotkać się można z
    okresleniem ikon " Ich schizmatyckie obrazy" - ale aby nie jątrzyć wstrzymam
    sie od cytatow.
    Radku - wizerunki ikonowe to piekne "łaczniki" religii wschodu i zachodu. Dla
    przykładu sztuka religijna Włoch zawiera wiele przykładów bizantyjskich korzeni.
    A dzisiaj w Polsce - KK korzysta często z ikonowego wzornictwa .
    Myśle sobie tylko jak wielu katolików w Polsce zdaje sobie sprawe o ruskim
    rodowodzie Częstochowskiej Ikony? Jak wielu spośrod nich zdaje sobie sprawe że
    Biblia to taki piekny lącznik z Judaizmem, że budowla cerkiewne i kościoły
    katolickie mają tak wiele ze sobą wspólnego - a nasladownictwo i korelacje tych
    budowli przebiegały w obu kierunkach /a cerkwie łekowskie są tego najlepszym
    przykładem/
    pozdrawiam
    Acha Radku - czy dotarła moje e-mail przesyłki ?







  • 12.11.04, 22:33
    Witam
    Twoja przesylke oczywiscie otrzymalem:) Mam zamiar zabrac sie do lektury w
    sobote i niedziele.
    Zalinkowales Piotrze bardzo ciekawy tekst. Na razie zapoznalem sie tylko z
    cytowanymi przez Ciebie fragmentami i do nich sie odniose. Po lekturze reszty
    materialu pewnie nasuna sie jeszcze inne refleksje.
    Jesli chodzi o wyprawe kijowska to z cytowanego tekstu wynika ze zarowno
    Pilsudski, jak i Petlura starali sie "ugrac" cos dla siebie. Z moralnego punktu
    widzenia wyglada to nieciekawie, jednak w swiecie polityki nie ma miejsca na
    sentymenty. W tekscie jest postawiony zarzut, ze Petlura od poczatku nie chcial
    dotrzymac umow. Pewnie tak, jednak strona polska tez nie byla czysta - chodzi mi
    tu o zmuszenie strony ukrainskiej do rezygnacji ze Lwowa i Galicji Wschodniej.
    Chyba kazdy z tych politykow dzialal w interesie swojego narodu. Czy dzis mozemy
    to potepiac? Nie wiem.
    Pilsudski chcial federacji, ale na swoich warunkach, Petlura chcial scalic w
    swoim panstwie wszystkie ziemie ukrainskie.
    Mysle, ze w tamtym okresie nie bylo mozliwe trwale ustalenie granic. Jednym z
    glownych powodow byla wspomniana niechec Sejmu do powstania panstwa
    ukrainskiego. Dochodzi do tego skomplikowana sytuacja miedzynarodowa.
    W linkowanym tekscie jest wzmianka o stosunku ludnosci Ukrainy do owczesnych
    wydarzen. Na pewno na wschodnich terenach Ukrainy ludnosc nie wykazywala duzego
    entuzjazmu dla powstania panstwa ukrainskiego, wydaje mi sie ze ludzie byli
    zmeczeni ciaglymi przemarszami roznych (w sumie obcych) wojsk. Na Zachodzie
    Ukraincy chcieli swojego panstwa co pokazaly wczesniejsze walki o Lwow.
    Piszesz Piotrze ze z armii Petlury wywodzili sie pozniejsi dowodcy UPA. Bardzo
    trafne jest spostrzezenie ze wyniesli oni ze wspolpracy z Wojskiem Polskim jak
    najgorsze doswiadczenia. Byc moze wlasnie to zadecydowalo o wrogim stosunku do
    panstwa polskiego. Chociaz Pawlo Szandruk w 1939 roku wykazal sie wlasnie w
    obronie RP. Zostal zreszta za to odznaczony.
    Na zakonczenie postu napisales o lemkowskich cerkwiach, ze czerpaly rowniez z
    budowli Kosciola rzymskiego. Ta kwestia zaciekawila mnie, czy moglbys rozwinac
    ten temat?
    Przepraszam ze dzisiejszy post jest dosyc chaotyczny, ale akurat znalazlem
    chwile aby zerknac na forum w przerwie spozycia:) W niedziele lub w
    poniedzialek postaram sie rozwinac poruszone tematy.
    Pozdrawiam
    R.
  • 13.11.04, 09:25
    Witam - w swym ostatnim /z konieczności /poscie w tym weekendzie daję dwa
    linki - na ikony łemkowskie / acha dzięki za tamyen link do muzeum
    ukraińskiego - stronę znałem ale oczywiście z przyjemnością ją oglądnąłem -
    zwłaszcza że są tam ikony przed którymi prwdopodobnie modlił się mój
    pradziadek - z cerkwi w Daliowe :))
    Linkuję też poniżej charakterystykę cerkwi łemkowskich. Cytat pochodzi z
    książki Pana Prof. R.Brykowskiego "łemkowska drewniana architektura cerkiewna w
    Polsce, na Słowacji i Rusi Zakarpackiej" Moje wydanie pochodzi z 1986 roku. A
    cytuję /po angielsku / z niezastąpionej strony lemko .org.

    www.carpatho-rusyn.org/lemkos/icons.htm
    Icon Painting In The Lemko Region

    www.lemko.org/lih/rbrykowski.html
    The notion of wooden orthodox churches of the Lemko people was introduced to
    European scientific literature by Vladimir Roman Zaloziecki in 19266 . Further
    popular-scientific articles published in the inter-war period fixed the still
    prevailing belief that typical characteristics of a Lemko orthodox church were:
    a tripartite construction with a wider and higher nave. a tent-shaped roof
    topped with spherical (onion-shaped) turret finials and a room tower in the
    west with a dome shaped as those on the finials. Researchers directed attention
    early at these typical constructions. verging on a duplication of a scheme. and
    this image, though not quite correct, prevailed until our times.

    Requirements of Eastern liturgy and tradition developed in the cultural circle
    of pre-Partition Poland (it looked slightly different in Balkan cultural
    circles and in the Duchy of Moscow) a conception of a tripartite longitudinal
    arrangement of wooden sacral buildings comprising three basic sections. These
    three church sections were not equal although they were built on similar,
    quadrilateral projections resembling squares. The nave was usually the largest
    and highest room while the presbytery and women's porch were smaller and lower
    usually of similar dimensions. Thus, two factors: centralness and symmetry.
    accented in the projection and mass of the sacral building played a decisive
    role in the cultural circle referred to in the shaping of the spatial plan and
    the composition of the wooden church mass. But there was an additional element
    in Lemko orthodox churches which influenced a part obliteration of the
    legibility of the central-symmetric system: this element. decisive in the style
    of a Lemko orthodox church. was the tower. integrally linked in the west with
    the church into one body and usually 'shifted on' the church porch. In the
    silhouette of Lemko churches this tower played a high dominance, just as in
    many Latin churches. But in Lemko churches the presbytery and nave were covered
    with tent-like, angled cupolas seen also in the mass as mansard roofs, topped,
    moreover, with spherical, apparent ave-bell turrets. Characteristic of the
    Lemko church mass was, therefore. its gradual rising of particular segments
    from east to west, from the presbytery to the tower. this rising of particular
    segments provided orthodox churches of this type with much charm and
    picturesqueness"
    Myslę Radku że jeszcze pomęczymy w przyszłym tygodniu okres I wojny- tak ładnie
    przez ciebie zalinkowany - 18 stron wbitego tekstu cho cho :))
    Oczywiście w miarę czasu jeszcze się odnosę od siebie co do cerkwi.
    Zaglądnij na Polska-Ukraina - tam Bwandas linkuje ciekawą stronę o poezji
    łemkowskij,cerkwi w Zawadce Rymanoewskiej. A na wortalu werchowynie - ciekawa
    dyskusja-forum o Zamieszańcach z udziałem znawcy tematu - Panem Olszanskim.
    Pozdrawiam serdecznie z zimnego ale póki co bezdeszczowego Rz-wa
  • 13.11.04, 09:37
    A żeby Ci /Wam???/ się nie nudziło przyczytaniu proponuje wielką dawkę
    łemkowskiej muzyki - szczególnie Julii Doszny - link pochodzi od Bwandasa -
    przyznasz Radku że gość stworzyl niesamowitą stronę :)))

    www.beskid-niski.pl/index.php?pos=/lemkowie/kultura/muzyka
    Miłego słuchania
  • 15.11.04, 16:05
    Witam
    Przy lekturze nie nudzilem sie:) ale i tak posluchalem troche z linkowanej przez
    Ciebie muzyki. Bogactwo materialu nie pozwolilo mi na odsluchanie wszystkiego,
    co na pewno nadrobie w tym tygodniu. Dzieki Twoim linkom odwiedzam czasem
    "beskid-niski" i zawsze jestem pod wrazeniem ogromu pracy i serca wlozonego w
    ten sajt.
    Tekst o lemkowskich cerkwiach powiekszyl nieco zakres mojej wiedzy i byl dobrym
    uzupelnieniem linkowanych kiedys przez Ciebie rycin i fotografii. Natomiast
    pewnien niedosyt zostal po ogladaniu Ikon, szkoda ze reprodukcje byly czarno biale.
    Zanim wroce do lektury przeslanych tekstow (w weekend mialem ograniczony dostep
    do komputera wiec przeczytalem tylko czesc) podsylam kontynuacje tekstu R.
    Potockiego.

    "Pierwsze plany odbudowy armii ukraińskiej przedstawiono stronie polskiej już w
    1927 roku, kiedy spodziewano się napięć wewnętrznych w ZSRS i konfliktu
    zbrojnego z Wielką Brytanią. Stosunkowo szybko określono zatem zadania Sztabu
    MSWojsk. UNR. Rozkaz z 28 lutego 1927 roku zawierał więc tylko postulaty:

    1. Gdy tylko pozwoli na to sytuacja polityczna, należy umożliwić powrót do
    służby czynnej urlopowanym oficerom i żołnierzom UNA;

    2. Należy dokonać oceny realnych możliwości wojskowych DC UNR.

    Strona ukraińska proponowała skadrowanie sześciu DP, i po jednej: DKaw., Bryg.
    Granicznej, l Bryg. Żandarmerii, sztabu armii i ministerstwa wojny, a następnie
    na wypadek przejęcia władzy ukrainizację 10-12 sowieckich dywizji terytorialnych
    stacjonujących na obszarze USRS. Ukraińskie Centrum Państwowe chciało ponadto
    uzyskać wsparcie Wielkiej Brytanii w sprawach finansowych, szkolenia wojska oraz
    zorganizowania interwencji floty na Morzu Czarnym.1 Z jednej strony projekt ten
    dowodził, że niekiedy dyplomacja UNR zupełnie nie orientowała się w sytuacji
    geopolitycznej, z drugiej zaś strony był jednak sygnałem, że po 1926 roku celem
    Centrum Państwowego była nic tyle próba wywołania powstania, co wsparcie i pomoc
    wojskowo-dyplomatyczna dla ośrodkowych ruchów separatystycznych bądź interwencji
    zbrojnej pochodzącej z zewnątrz.

    Natomiast 18 stycznia 1928 roku na konferencji, w której udział brali W. Salśkyj
    i J. Stachiewicz, wysunięto projekt budowy od podstaw 100 tys. URA. Docelowo
    armia miała składać się z czterech DP, jedna DKaw. (4 pułki), dwóch bryg.
    zapasowych, sztabów, służb oraz jednostek pomocniczych. Gen. J. Stachiewicz
    zaprezentował także poniższe sugestie:

    1. Rząd RP w swej pomocy dla UNR pójdzie dalej niż Austria wobec Polaków w 1914
    roku: do dyspozycji zostaną oddelegowani ochotnicy, nieprzeszkoleni rezerwiści i
    poborowi po odbyciu służby w WP;

    2. "Był przewidywany cały szereg innych prac przygotowawczych,
    organizacyjno-mobilizacyjnych, wypływających z powyższych postanowień".

    W raporcie poselstwa CSR w Warszawie z 23 lutego 1928 roku znajdujemy nawet taką
    informację: "[...] w najbliższych miesiącach ma nastąpić organizowana z resztek
    armii S. Petlury l DP i l DKaw., które mają być częścią armii polskiej [...]". Z
    kolei 27 czerwca 1930 roku, w związku z wydarzeniami na Ukrainie, prezydent A.
    Liwyćkyj wystąpił do władz polskich z kolejnym memorandum, w którym postulował
    odbudowę regularnej armii.2 Memoriał zapowiadał, iż po wybuchu "małej wojny
    domowej" (1929-1933), gdy tylko pojawią się sprzyjające okoliczności do powrotu
    rządu do Kijowa i wzrośnie nadzieja na wybuch nowej rewolucji
    narodowo-społecznej, emigracja podejmie odpowiednią akcję polityczno-wojskową,
    której celem będzie restytucja UNR."

    Mam nadzieje, ze kolejne fragmenty tekstu okaza sie rowniez ciekawe.
    Pozdrawiam, zyczac milego tygodnia.
    R.
  • 16.11.04, 17:45
    Przyznaję Radku że w rozmowach tu odbywanych odkrywam coraz to nowe tematy –
    zupełnie nie znane lub fragmentarycznie mi znane.
    Oto na przykład temat militarnej współpracy polsko – ukraińskiej lat 1919-1930 .
    Przecież dla wielu Polaków interesujących się nawet historią – ten okres to
    bratobójcze walki Ukraińców z „orlętami” lwowskimi i przemyskimi, może coś na
    temat „republik łemkowskich”, może jakiś tam fragment z biografii Lisa Kuli
    który ginie w 1919 roku w walce z Ukraińcami na Wołyniu, może coś na temat walk
    z Ukraińcami – żołnierzami bodaj dwóch Republik Ukraińskich lat 1918-1919. A
    tymczasem jest bardzo bogaty wątek wspólnej walki z „białymi” Rosjanami i
    bolszewikami lat 1919-1920, formowania przez Polaków formacji ukraińskich –
    także w okolicach Rzeszowa /Łańcut/. Jest też smutny okres po pokoju ryskim –
    kiedy „pisłudsczycy” przekonani zdaje się przez zachód o bezcelowości dobijania
    pokonanych bolszewików – odwracają się od sprawy ukraińskiej – internując
    Ukraińców- petlurowców.
    Inna sprawa czy Petlura – opisywany w przesłanych Ci materiałach jako
    antysemita i nacjonalista – był partnerem dla Piłsudskiego /przypominam – wtedy
    jeszcze zdolnego samouka,legionisty-socjalisty gotującego się do wysiadki
    z „tramwaju socjalistycznego na stacji niepodległość”/.
    A Radku – temat próby wskrzeszenia polsko –ukraińskiej współpracy wojskowej w
    końcu lat dwudziestych – to dla mnie całkowicie nowy temat !!!!
    Chociaż domyślam się że działania te były związane z kryzysem powstałym w
    następstwie konferencji w Rapallo /i następnych porozumień/– kiedy bolszewicy
    zaczęli się dogadywać z Niemcami /za plecami mocarstw zachodnioeuropejskich/.
    Uprzejmie proszę o sprostowanie ewentualnych niedorzeczności w mej wypowiedzi
    i ... ciąg dalszy !!!
    Pozdrawiam

  • 17.11.04, 15:55
    Witam
    Przeczytalem materialy przeslane przez Ciebie i sam nie wiem co myslec na temat
    Petlury. Czy mozna go obarczyc odpowiedzialnoscia za cale zlo ktore wydarzylo
    sie na ziemiach ukrainskich? Zwroc uwage na tytul strony w adresie zrodla
    (chodzi mi o ten fragment adresu - /criminal/terrorist/petlura). Po takim
    tytule mozna miec pewne obawy czy aby wszystkie wiadomosci sa na pewno
    obiektywne.
    Nie chcialbym, zeby moja dzisiejsza wypowiedz byla odebrana jako bezkrytyczna
    obrona. Pisze tylko o watpliwoscia jakie nasunely sie po lekturze. Nie mam az
    tak duzej wiedzy na poruszane tematy, natomiast czytalem, ze w pamieci ludnosci
    zydowskiej pogromy bardzo wryly sie w pamiec. Jesli Ciebie (Was) ta sprawa
    interesuje to moge cos podeslac na ten temat. Sprawy zwiazane z historia
    polskich Zydow sa mi bardzo malo znane, ale kiedys wpadlem na ciekawy tekst, a
    ze dotyczyl spraw interesujacych mnie (czyli wydarzen na ziemiach ukrainskich)
    to wlaczylem go do swojej kolekcji.
    Wracajac do wspolpracy polsko-ukrainskiej to chyba najwiekszym bodzcem do
    wspolpracy byla najpierw sprawa obrony przed bolszewikami. Pilsudski dzialal w
    interesie Polski, wiec niepodlegla Ukraina wydawala sie w tamtej sytuacji
    naturalnym buforem, a poza tym oslabiala terytorialne ZSRR.
    Czy Petlura byl dobrym partnerem dla Pilsudskiego? Mozna zmienic to pytanie i
    zapytac jaka byla alternatywa?
    Gdy mowimy o umowie Petlura-Pilsudski to nieodlacznym fragmentem tej sprawy
    jest kwestia granic niepodleglej Ukrainy. Mozliwe ze chec ustalenia granicy na
    Zbruczu wynikala z kalkulacji polskich wladz. Gdyby nie udalo sie utrzymac
    niepodleglosci Ukrainy mimo wszystko granica bylaby przesunieta na Wschod.
    Piszesz Piotrze, ze niechec "pilsudczykow" do "dobicia" bolszewikow byla
    spowodowana namowami Zachodu. Wydaje mi sie, ze takie podejscie wynikalo raczej
    z obaw przed odrodzeniem "bialej" Rosji. Musimy pamietac, ze Denikin nie mowil
    o Polsce inaczej jak o autonomicznym obszarze, to na pewno nie zachecalo do
    dobicia bolszewikow. Wzmacnialoby to przeciez "bialych"
    To co powyzej napisalem to tylko moje przemyslenia, moze nie sa one doskonale
    ale przeciez to forum sluzy wlasnie do wymiany pogladow:)
    Dla uzupelnienia zalinkuje jeszcze ciekawe spojrzenie na Pilsudskiego i Petlure

    www.iyp.org/Archives/c-europe/0003/msg00068.html
    Dzis podsylam jeszcze kolejny "odcinek" tekstu R. Potockiego, pozostalo mi tego
    jeszcze troche, wiec jesli chcesz to sluze kolejna przesylka.

    "W opinii Ukraińskiego Centrum Państwowego na przełomie lat dwudziestych i
    trzydziestych sytuację w ZSRS cechowały następujące zjawiska:

    1. W partii komunistycznej zniknięcie entuzjazmu i wiary w ideę bolszewicką, a
    zarazem zmniejszenie aktywności politycznej partii, walki wewnętrzne i
    zwiększenie presji GPU na partię;

    2. Pogłębiający się kryzys towarowy i żywnościowy oraz finansowy bez nadziei na
    rychłą poprawę sytuacji gospodarczej;

    3. Kolektywizacja i zabór gospodarstw wywołuje ostre protesty u włościan, co
    stymuluje proces narastania powszechnego niezadowolenia i desperacji;

    4. Intensywna wojna z religią przy ogólnie stwierdzonym fakcie pogłębiania w
    społeczeństwie poczucia religijnego.

    "Jednym słowem, obecna sytuacja polityczna i ekonomiczna w ZSRS wskazuje na to,
    że w niedalekiej przyszłości trzeba oczekiwać tam decydujących wydarzeń,
    zwłaszcza na Ukrainie [...]. Trzeba oczekiwać wybuchu rewolucji i to na całym
    terytorium Związku [Sowieckiego]. Wskutek zorganizowania się w niezliczonej
    ilości oddziałów powstańczych rewolucja ta nabierze cech całkowitej anarchii i
    bezlitosnej zemsty na komunistach, Żydach i Rosjanach [...]. Nadanie temu
    rewolucyjnemu wybuchowi tendencji państwowotwórczych [oraz] ujęcie sił
    rewolucyjnych w odpowiednie formy organizacyjne i należyte zabezpieczenie
    materialne do walki zbrojnej przeciwko sile moskiewskiej jest pierwszym i
    najważniejszym naszym zadaniem, a również koniecznym warunkiem restytucji
    władzy UNR na Ukrainie.

    Już obecnie można stwierdzić, że na wsi rozpoczęła się pewna ruchawka [...]. W
    miarę realizacji dalszych kroków władzy co do kolektywizacji i pogłębiania się
    kryzysu finansowego, towarowego, i co najważniejsze, aprowizacyjnego - co jest
    nieuniknione - nastąpi zwięksszenie rozruchów, i to nie tylko na wsi, lecz i w
    miastach, a zatem [także] rozluźnienie administracji i porządku. Tempo tego
    procesu jest bardzo trudno kategorycznie określić, gdyż dotychczas jeszcze nie
    wprowadzono w grę wojska, ale w każdym razie trzeba być gotowym, by wykorzystać
    wszystkie [te] możliwości, które mogą powstać i, w miarę zwiększania się
    rozruchów i rozluźnienia porządku, użyć wszystkich sił do podniecania i
    wzmocnienia rewolucji w celu ostatecznego zniszczenia władzy okupacyjnej na
    Ukrainie".3 Akcja wojskowa, jak zakładano, miała składać się z trzech etapów:

    1. Wysłania emisariuszy do istniejących grup oporu i agitatorów w celu
    podburzania miejscowej ludności;

    2. Zjednoczenia i koordynacji działań, istniejących już oddziałów
    partyzanckich, wysyłania z terytorium Polski i Rumunii misji dywersyjno-
    rozpoznawczych oraz napoczęcie wojny podjazdowej, szczególnie na Podolu i
    wschodnim Wołyniu;

    3. Organizacja regularnej armii"

    Przepraszam za chaotycznosc dzisiejszej wypowiedzi, ale jescze nie do konca
    opadlo zdenerwowanie po wczorajszej stluczce zony. Niby nic sie nie stalo (do
    wymiany tylko lusterko) ale jeszcze gdzies to zdarzenie chodzi po glowie.
    Serdecznie pozdrawiam
    R.
  • 17.11.04, 16:04
    Rowniez sadze, ze pozniejsze proby wspolpracy byly podyktowane obawami przed
    Rosja sowiecka. Chyba nikt nie przypuszczal ze panstwo bolszewikow utrzyma sie
    i w dalszym ciagu bedzie stanowic zagrozenie. Do tego mogla dochodzic nadzieja
    na powstanie na Ukrainie, ze wzgledu na brutalne postepowanie bolszewikow.
    Dzisiaj nie bede sie juz rozpisywac - ciezko zebrac mysli. Najwazniejsze ze
    zonie nic sie nie stalo
    Jeszcze raz serdecznie pozdrawiam
    R.
  • 17.11.04, 17:36
    Witam - no proszę jak nam sie pieknie rozmowa podkreciła.
    Podesłana Ci emailem strona - rozyjskojęzyczna jest w swej wymowie trochę i
    antyukraińska. Nie badałem jej strony głownej - chociaż podejrzewam że jest to
    strona... syjonistow. :))
    Ale też pamietaj radku że wspominane tam pogromy Żydów i smierć petlury z ręki
    żydowskiego mściciela to jednak muszą mieć coś z prawdy. Napiszę kiedyś o
    powstaniach kozackich od konća XVI wieku - zawsze oprocz polskich ofiar
    powstańców, często ruskich grekokatolików wielkie straty były wśród Zydów
    uważanych za wrogów. Kulminacją tych ofiar był Humań.
    No i widzę z twoich wypowiedzi że "spasował" Ci temat międzywojnia - cieszę
    się - bo ten okres kojarzę raczej ze starymi rodzinnymi zdjęciami niz
    wydarzeniami wspolnej polsko-ukraińskiej historii.
    Ale żeby dodac cos od siebie - proszę link :


    akcjawisla.semper.pl/rozdzial2.html
    Przed I wojną światową, pomimo wzajemnych deklaracji przyjaźni, mocarstwa
    rozbiorowe starały się za wszelką cenę nawzajem się osłabiać. Stąd też, jeszcze
    przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości, Niemcy starali się podsycać
    ukraiński nacjonalizm, mający za wroga przede wszystkim Rosję. Z kolei Austria
    starała się wykorzystać nacjonalistyczne nastroje Ukraińców zarówno przeciwko
    Rosji, jak i przeciw Polsce. Efekty tych działań widoczne były już w roku 1918,
    kiedy to proklamowano wspomnianą Zachodnioukraińską Republikę Ludową (ZUNR),
    której stolicą był Lwów. Objęła ona swoim zasięgiem były zabór austriacki w
    Galicji Wschodniej. Z kolei w byłym zaborze rosyjskim utworzono Ukraińską
    Republikę Ludową (UNR1).
    Proklamowanie obu „państw” ukraińskich, które rościły sobie pretensje do ziem
    odzyskanych przez Polskę, doprowadziło do zaognienia stosunków polsko-
    ukraińskich. W rezultacie wojska polskie w 1919 roku przepędziły oddziały
    ukraińskie poza granicę rzeki Zbrucz. W obliczu tych wydarzeń stojący na czele
    UNR Semen Petlura zawarł przymierze z Józefem Piłsudskim. Petlura zrzekł się
    roszczeń do Galicji Wschodniej, w zamian za to rząd Polski uznał go za
    prawowitego przywódcę niepodległej Ukrainy. W kwietniu 1920 roku rozpoczęła się
    ukraińsko-polska ofensywa na Kijów (jak podają Szcześniak i Szota, w natarciu
    na Kijów, prócz jednostek polskich brały udział dwie dywizje ukraińskie2).
    Jednak wyprawa na Kijów nie przyniosła rezultatów. W konsekwencji Polska
    zawarła pokój z Rosją Radziecką, przekreślają tym samym niepodległościowe
    nadzieje Ukraińców. Semen Petlura schronił się w Europie Zachodniej. Zginął 25
    maja 1926 roku, zastrzelony na jednej z paryskich ulic..
    Kiedy w 1923 r. państwa zachodnie uznały polskie granice na wschodzie, na
    obszarze II Rzeczypospolitej znalazło się ponad 5 mln Ukraińców3, co stanowiło
    około 16% wszystkich obywateli Polski (Szcześniak i Szota podają tę liczbę w
    wysokości 20%)4. Szczególnie duże skupienie ludności ukraińskiej występowało w
    województwach: wileńskim, nowogródzkim, poleskim, wołyńskim, stanisławowskim,
    tarnopolskim i lwowskim. Dla wielu Ukraińców przyłączenie do Rzeczypospolitej
    było początkiem nowej okupacji.
    Ludność ukraińska, która znalazła się na terenie Polski, była społecznością
    zróżnicowaną. Przede wszystkim różnice były widoczne w granicach dawnych
    zaborów. Greckokatolicka Galicja Wschodnia była dużo bardziej uświadomiona
    narodowościowo; już w XIX wieku istniały tam narodowe partie ukraińskie,
    zrzeszone wokół ukraińskiego centrum społecznego, jakim był Lwów. Tymczasem
    prawosławny Wołyń oraz Polesie i Chełmszczyzna, czyli dawny zabór rosyjski, nie
    charakteryzowały się dużą świadomością narodową. Za czasów cara nie działały
    tam żadne legalne organizacje ukraińskie.
    Ludność polska zamieszkująca te obszary była w innej sytuacji. Charakteryzowała
    się dużym przywiązaniem do ojczyzny, we wszystkich konfliktach skłaniała się w
    stronę Polski. Stanowiła większość wśród inteligencji, ale liczebną przewagę
    miała tylko w miastach. Na wsi natomiast stanowiła zdecydowaną mniejszość,
    będąc zewsząd otoczona ludnością ukraińską.
    Jak bardzo był zróżnicowany stosunek ludności ukraińskiej do Polaków, świadczy
    mnogość partii, które legalnie i nielegalnie działały do 1939 roku na obszarach
    Ukrainy Zachodniej. Grzegorz Motyka wyróżnił cztery podstawowe nurty
    polityczne, które wykształciły się wówczas wśród mieszkańców wschodnich terenów
    Rzeczypospolitej5. Pierwszym z nich był nurt reprezentowany przez emigrację
    petlurowską, przyjaźnie nastawiony do państwa polskiego. W Polsce ruch ten
    reprezentowany był przez Ukraińskie Zjednoczenie Wołyńskie (WUO6), powołane
    przez wojewodę Józefskiego. Ukraińcy zrzeszeni wokół tej organizacji wierzyli,
    że dzięki dobrym układom z rządem sanacyjnym mogą uzyskać znaczną autonomią lub
    też w przyszłości niepodległość. Wpływ tej partii był jednak niewielki,
    ograniczał się do terytorium Wołynia. Innym ugrupowaniem, które programowo
    starało się zbliżyć do rządu polskiego była Ruska Organizacja Ludowa (RSO7).
    Rząd polski popierał Rusinów, bo widział w tym szansę na stworzenie przeciwwagi
    politycznej dla mniejszości ukraińskiej8.
    Drugim nurtem politycznym było stanowisko reprezentowane przez nielegalną
    Komunistyczną Partię Zachodniej Ukrainy (KPZU), która stanowiła formalnie część
    Komunistycznej Partii Polski. Partia ta dążyła do przyłączenia Zachodniej
    Ukrainy do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej, miała spory wpływ
    na działalność legalnych lewicowych partii na Wołyniu i Chełmszczyźnie. Partia
    ta musiała z jednej strony walczyć z rządem sanacyjnym, a z drugiej – z
    nacjonalizmem ukraińskim.
    Zdecydowanie większym, o ile nie największym poparciem społecznym cieszyło się
    Ukraińskie Zjednoczenie Narodowo-Demokratyczne (UNDO9). Reprezentowało ono
    trzeci nurt w stosunkach polsko-ukraińskich, który można nazwać umiarkowanie
    narodowym. Partia ta dążyła do wywalczenia swobód narodowych legalnymi drogami.
    Skupiała przede wszystkim inteligencję ukraińską, obszarników, kler
    greckokatolicki, urzędników, zamożnych chłopów, przemysłowców.
    W roku 1928 UNDO było reprezentowane w polskim sejmie przez 28 posłów10.
    Postawa polityczna UNDO wobec Polski nie była jednolita, choć ogólnie
    nawoływała do uległości i lojalności wobec sanacyjnego rządu. Mimo to domagała
    się przyznania Galicji Wschodniej autonomii, powołując się na decyzję Rady
    Ambasadorów z roku 1923 11.
    Ostatnim nurtem, który wyróżnia Motyka, był krąg zrzeszający organizacje
    nacjonalistyczne. Reprezentowały one stanowisko skrajnie narodowe, za wszelką
    cenę zwalczające zwierzchnictwo rządu polskiego. Reprezentantami tego nurtu
    były takie organizacje jak: Ukraińska Organizacja Wojskowa (UWO12) oraz OUN.
    UWO zostało powołane do życia na zjeździe ukraińskich nacjonalistów w Pradze,
    latem 1920 roku. Od tamtej pory zajmowało się działalnością szpiegowską,
    propagandową, często sięgając do metod terrorystycznych (m. in. zorganizowało
    zamach na Piłsudskiego i wojewodę lwowskiego Grabowskiego). Organizacja ta
    prowadziła liczne działania sabotażowe, mające na celu osłabienie autorytetu
    władzy sanacyjnej w oczach ludności ukraińskiej.
  • 17.11.04, 17:53
    Zacytuję Radku najpierw ciekawą wypowiedź na temat ... z TP

    tygodnik.onet.pl/1580,1163909,dzial.html
    Kochani bracia katolicy, dajcie sobie spokój z ikoną. I tak nic z tego nie
    rozumiecie, a jeszcze kościół Wam się zbizantynizuje... Teologia ikony w
    Kościele ortodoksyjnym nie jest czymś dodanym, żeby było gustownie w cerkwiach,
    lecz jest integralną częścią teologii prawosławnej. Prawosławie skupia się w
    niej jak w soczewce. Nie jest też konceptem paru wyrafinowanych
    intelektualistów. Jej powstanie było bolesne, wiązało się bowiem z
    przezwyciężeniem ikonoklazmu, odwołującego się do drugiego przykazania
    Mojżeszowego, nigdy przez Kościół ortodoksyjny nie zakwestionowanego, które
    mówi o zakazie czynienia wizerunków. Prawda ikony jest ściśle związana z prawdą
    Wcielenia.

    Nie wierzę, żeby problem sztuki w Kościele zachodnim udało się rozwiązać w
    jakiejkolwiek dyskusji, jeśli nie osiągnie ona choć połowy temperatury starych
    kontrowersji wokół ikony (oznacza to w szczególności wzniesienie się na poziom
    egzystencjalny, dotyczący życia każdego uczestniczącego w Misterium Kościoła).
    Inaczej ta sprawa zawsze będzie kulała.

    BOGDAN STRACHOWSKI (Rzepiennik Strzyżewski, woj. małopolskie)

    ***

    Kościół katolicki nie rozumie ikony, gdyż nie jest ona integralną częścią jego
    tożsamości. Jej obecność w naszych świątyniach nie jest konieczna. Chcąc nie
    chcąc patrzymy na ikonę z zewnątrz - estetycznie - a nie jak na sakrament.
    Inaczej jest w prawosławiu, gdzie zwycięstwo czcicieli obrazów obchodzone jest
    jako Święto Ortodoksji.

    TADEUSZ BORUTA

    I wsój komentarz - oto byłem ostatnio na mszy "studenckiej" w kościele
    rzeszowskich Saletynów. Ołtarz ozdobiony był czerwoną draperią
    kryjącą "codzienny" ołtarz na jej tle umieszczono reprodukcje Trojcy
    św /Rublowa z owymi trzema Aniołami/ i MB Smoleńskiej /owe umiilienie/ .środek
    między nimi zdobił Krzyż-Ikona z namolowanym ciemnibrązowym Chrystusem, kratowe
    świeczniki z ustawionymi zniczami.... Msza była nastrojowa, zdobna grą na
    gitarach, organach elektrycznych i murżyńskimi bębnami, rzewnym i dość
    monotonnym śpiew dziewcząt .Mądre kazanie młodego ksiedza. Ktoś konserwatywny
    ze strony wiadomego radia mógłby powiedzieć że to raczej New Age niż msza
    katolicka.
    A ja Radku oprocz doznaN religijnych i estetycznych - odniosłem wrażenie
    totalnego nieporozumienia. te ikony ustawione na wzór "importowanego stylu
    Taize" świadczyły tylko o chęci przywabienia egzotyczną scenografią mlodych
    wiernych i niezrozumieniu roli ikony . Tu Ikona została potraktowana jak
    ścenografia teatralna - ktorą mozna żwinąć /i tak sie po mszy stało :(/ , jak
    estetyczna dekoracja. Ale może tylko gderam - bo radku bardzo cenię nabożenstwa
    w tamtym kościele.
    Pozdrawiam serdecznie

  • 17.11.04, 18:03
    Ja też się cieszę że zdarzenie Twojej Pani zakończyło sie w miarę dobrze - u
    nas pogoda paskudna, leje , ciemno i o stłuczke też nie trudno.

    Pozdrowienia - pamietaj że stres Twojej Małzonki może byc wiekszy od Twojego -
    czas na kolacje przy świecach , dobrym tokaju i takiejż muzyce :)))))
  • 18.11.04, 22:09
    Witam
    Z opisu nabozenstwa ktore opisales odnioslem wrazenie, ze ktos chcial
    przyciagnac mlodych "egzotyka". Moze nie tedy droga. Ikona to nie element
    scenografii. Bardzo dobrze, acz troche za ostro, tlumaczy znaczenie ikony autor
    listu do TP. Niepotrzebne bylo tylko moim zdaniem stwierdzenie "I tak nic z tego
    nie zrozumiecie", nieeleganckie stwierdzenie.
    Mozliwe, tak jak napisal to p. Tadeusz Boruta, ze Kosciol katolicki nie rozumie
    ikony, ale nie wyklucza to mozliwosci zrozumienia tego znaczenia przez
    poszczegolnych wiernych.
    Jako niezbyt sympatyczna odebralem wypowiedz p. Boruty o "czcicielach obrazow".
    Mozna bylo wyrazic to w ladniejszy sposob, ale moze sie tylko czepiam.
    Linkowanego tekstu ze strony "akcjawisla" jeszcze nie przeczytalem, wiec
    chwilowo sie nie odniose.
    Poruszylismy tu przez chwile temat pogromow w Galicji. Zacytuje dzis wspominane
    juz teksty. Jest to ksiazka autora narodowosci zydowskiej i pokazuje inne
    spojrzenie. Z tresci wynika ze nie tylko Petlura byl odpowiedzialny za
    antysemickie akcje. Polacy i Rosjanie rowniez dolozyli swoje...

    "Gdy w 1898 roku wybuchły niepokoje, niektórzy polscy politycy galicyjscy
    podgrzewali je, rozniecając antysemicką propagandę. Procesy w sprawach o mord
    rytualny lat osiemdziesiątych i kongres katolicki 1893 roku stworzyły ku temu
    odpowiednią atmosferę. Żydowscy karczmarze - twierdzono na dawno już wypróbowaną
    modłę - skłaniali chłopów do pijaństwa, a żydowscy lichwiarze doprowadzali ich
    do bankructwa"

    Ten pierwszy cytat nie odnosi sie co prawda do kresu I WS i bezposrednio po, ale
    pokazuje, ze rowniez Polacy nie byli wolni od antysemityzmu. Dalsza czesc cytatu
    dotyczy juz okresu o ktorym ostatnio rozmawiamy.

    "Pierwszy punkt zapalny pojawił się znów na Ukrainie. W wyniku pokoju
    brzeskiego, zawartego między Rzeszą Niemiecką a Sowiecką Rosją - Ukraina
    uzyskała niezależność. Rozgorzała zażarta walka o władzę między różnymi
    ugrupowaniami i bolszewikami, którzy także i tu rościli sobie prawo do
    utworzenia rządu i zawezwali na pomoc Armię Czerwoną. Niektórzy
    antykomunistyczni władcy wykorzystali istniejący od 1648 roku tradycyjny
    konflikt i podburzyli chłopów oraz żołnierzy przeciwko Żydom, których
    utożsamiali z komunistami. Doszło do straszliwych pogromów. Szczególnie
    wyróżniały się tu białogwardyjskie oddziały Antona Denikina i atamana Symona
    Petlury. Dla Żydów Armia Czerwona oznaczała rzeczywiste wybawienie, chociaż
    podczas okrutnych walk nie mogli się czuć bezpieczni wobec żadnej ze stron"

    I jeszcze fragment tekstu dotyczący wydarzeń z 1920 roku.

    "W Polsce narastały nadzieje na odtworzenie polskiego państwa w granicach z 1772
    roku. Poczatkowo polskie oddziały wdarły się daleko na wschód. Znowu w czasie
    potwornej masakry wyrżnięto wielu Żydów"

    Cytaty pochodza z ksiazki "Historia Zydow w Europie Wschodniej", autorem jest
    Heiko Haumann.
    Kolejne fragmenty tekstu p. Potockiego zacytuje jutro (calosc podesle,
    oczywiscie jesli chcesz, wieczorem na mail).
    Dzisiaj chce jeszcze wrocic do tematu z poczatku naszej rozmowy. Pisalismy tu
    kiedys o zachodniej granicy terenow zamieszkanych przez ludnosc ruska. Dzis ta
    granica jest latwa do okreslenia i nie jest zbyt daleko wysunieta na zachod
    (Slochy Annopolskie). W okresie sredniowiecza zasieg ten byl wiekszy. Siegal az
    do rzeki Liwiec. Jako ciekawostke przytocze pochodzenie nazwy wsi Mokobody.
    Niektorzy wywodza ja od licznych mlynow mieszczacych sie tam kiedys. Dawniej
    nazwa ta brzmiala Mukowody, badz Mukobody stad juz krok do "muku vodit'" co
    oznacza wytwarzac make. Niektorzy oczywiscie wywodza ta nazwe z innych zrodel,
    jednak to wytlumaczenie pokazuje ze nawet tak daleko na zachod byly wplywy
    ruskie. Innym dobrym przykladem jest miejscowosc Grodek nad Bugiem. Obecny
    kosciol w tej miejscowosci to dawna unicka cerkiew. Jesli chodzi o nazwy
    miejscowosci to mozna jeszcze dodac Molozew n/Bugiem. Poza tym mamy jeszcze
    miejscowosci z dodatkiem Lacka (Lacki) co w sposob oczywisty sugeruje ze gdzies
    w poblizu powinien byc "Ruski".
    Na razie skoncze swoje "nacjonalistyczne" wywody:) A tak na powaznie to zachecam
    do odwiedzenia Grodka, tym bardziej ze jest tam baza noclegowa, a dawna cerkiew
    jest warta zobaczenia.
    Aby byc zupelnie w porzadku to dodam jeszcze, ze wiedza na temat ziem od Liwca
    do Bugu jest efektem poszukiwan materialow do pracy magisterskiej mojej Lepszej
    Polowy. Dopiero wtedy zauwazylem ze kiedys Rusini mieszkali nie tylko za Bugiem.
    Pozdrawiam
    R.
    P.S. Moja Pani wrocila juz do swojej codziennej pogody ducha:) co sprawia ze i
    ja czuje sie lepiej
  • 19.11.04, 16:54
    Witam - nie chciałem radku abyś odniósl wrażenie,że rozruchy i pogromy
    antyzydowskie to "ukrainska specjalność" i to raczej rozumiemy

    W Historii Rzeszowa piszą o pogromie- rozruchu antyżydowskim urządzonym
    przez rzeszowski motłoch – 3 i 4 maja 1919 roku

    „Koło ratusza zebrał się olbrzymi tłum wyrostków, chłopów, bab i szumowin,
    domagających się chleba. Wskutek dopuszczenia kilku agitatorów pogromowych,
    rzucił się tłum uzbrojony w pałki i żelastwo na bożnice, domy i mieszkania
    żydowskie.Wielu ciężko i bardzo wielu lekko rannych. Połamawszy sprzęty w
    bożnicy, ruszył tłum do propinacji Silbera, którą splądrował. Doszczętnie
    został zrabowany między innym sklep wiktuałów Steinmatza, tuż koło dworca
    kolejowego. To samo spotkało sklep galanteryjny Grubera przy ul Grunwaldzkiej,
    młyn Eksteina, sklep i mieszkanie Wolfa Goldsteina przy ul Grunwaldzkiej, sklep
    jubilerski Schiff i synowie, sklepy bławatne Karpfa i Eisenberga oraz Fleishera
    prócz mnóstwa innych. W domach przy ulicach Gałęzowskiego, Grunwaldzkiej,
    Kościuszki i innych ZAMIESZKAŁYCH PRAWIE WYŁACZNIE PRZEZ ŻYDÓW wybito prawie
    wszystkie szyby.”
    ten z 1919 nie byl ostatnim. Była próba pogromu ocalałych z wojny Żydów w 1945
    posądzonych przez polski motłoch o ... dokonanie "mordu rytualnego' tj zabicie
    dziecka w celu pozyskania krwi na mace.
    Żydów obroniło polskie wojsko i ub. Wojsko oddzieliło rozjuszony tłum od Żydów
    i odkonwojowało ich na stację kolejową, zapobiegając rozruchom .

    A teraz pozwolisz że odskoczę kilka stuleci i ...
    Czytam sobie książeczkę autorstwa Rousseau De la Valette
    „ Miłostki królewskie" /polskie wydanie W-wa czytelnik 1971/ „ książeczkę
    postała w 1679 r. pt „Casimir Roy de Pologne” – a tam ciekawy opis dotyczący
    powstań kozackich :

    „... znów rozpaliły się niedawno uśmierzone zamieszki. Ich przyczyną był zatarg
    pomiędzy pewnym polskim szlachcicem a Chmielnickim, hetmanem Kozaków. Lud ten
    składa sie z rozmaitych nacji, przeważnie z polskich chłopów którzy pragnąc się
    wyzwolić z pańszczyzny porzucili kraj i zbiegli na Ukrainę, czyli na ziemie
    sąsiadujące z państwem Tatarów i Turków i obfitujących we wszystko, czego
    potrzebują do życia. Kozacy wyznają religie grecką i podlegają patriarsze,
    który ma swoją siedzibę w Kijowie, mieście bardzo pięknym i rozległym,
    pozostającym pod zwierzchnictwem królów polskich, Zobowiązani bronić granic
    Królestwa przed niewiernymi, nawet podczas pracy noszą przy sobie broń, żeby
    nie pozwolić się zaskoczyć wrogom, nie otrzymują żołdu od króla ani od
    rzeczpospolitej i wielkodusznie narażają swe życie, kontentując się łupami,
    zdobytymi na nieprzyjaciołach korony. Są przywiązani do Króla, ale ich
    nienawiść do szlachty jest tak wielka że wystarczy najmniejsza zwada, a
    chwytają za broń i okrutnie mszczą się za doznaną zniewagę. Mają przywódcę
    którego zawsze wybierają spośród siebie, przy czym może nim być zwykły pastuch,
    byle dzielny i bitny. Są mu ślepo posłuszni i całkowicie oddani. Hetman
    Chmielnicki był synem młynarza, ale zwycięstwa odniesione na Turkami i Tatarami
    tak go wslawiły,że uchodził za jednego za największych wodzów swej epoki. Po
    śmierci swojego ojca zwrócił się do króla Kazimierza z prośbą ażeby mu było
    wolno odbudować młyn,który mu ojciec zostawił i wznieść w sąsiedztwie kilka
    domów dla uczczenia pamięci ojca, na co mu król zezwolił w uznaniu dla zasług,
    które oddal Rzeczpospolitej. Polski pułkownik Czaplinski sprzeciwił się plano,m
    chmielnickiego i zabronil mu się budować, mowiac że woda z mlyna spowoduje
    szkody oraz że król rozkazuje w swoich dobrach a on w swoich. Chmielnicki
    bynajmniej nie uląkl się tych butnych słow, wówczas pulkownik pod nieobecnośc
    Chmielnikckiego kazal mu spalić młyn wraz z domami i sponiewieral jego zone i
    syna, ktorzy chcieli temu przeszkodzić. Łatwo się domyślić jakie uczucia
    wzbudziła w duszy dzielnego człowieka doznana krzywda. Poprzysiągł, ni mniej ni
    więcej tylko wygubić z zemsty cała szlachtę, a że nie brakowało mu odwagi ,
    zgromadził potężną armie i zrównał z ziemia wszystkie posiadłości szlacheckie
    od Lublina poprzez całe Podole aż po Żytomierz. Nie oszczędzono kobiet i
    dzieci, nie uszanowano kościołów, a ci co unikneli ognia i żelaza, zostało
    sprzedani Turkom w niewole, tak wiec za jeden spalony młyn w gruzach legło
    ponad sześćdziesiąt miast. Senatorowie Królestwa , bez których król niczego nie
    przedsiębierze w sprawach Rzeczpospolite, błagali go ażeby wyruszył przeciwko
    kozakom i pobił ich, ale król odmówił oświadczając,że szlachta sama jest sobie
    winna i że Czaplinski nie powinien spalić młyna Chmielnickiemu. Nie bacząc na
    słowa króla, szlachta wystawiła wojsko w sile pięćdziesięciu tysięcy ludzi,
    które ruszyło na Kozaków, stojących w bojowym szyku”

    Opis wydaję sie dośc duzym uproszczeniem okoliczności tego wydarzenia
    historycznego - ale ma w sobie coś urokliwego...

    Zyczę miłego weekendu - oczekując równoczesnie na ciąg dalszy międzywojnia ,
    także na oczekiwaną przesyłkę e-mail












  • 19.11.04, 22:17
    Witam
    Z wielka przyjemnoscia przeczytalem cytat dotyczacy Kozakow i powstania
    Chmielnickiego. Tekst przedstawia wydarzenia w sposob uproszczony, ale jak
    napisales pelny uroku.
    O pogromie kieleckim wiele mowiono w mediach, natomiast o pogromie w Rzeszowie
    dowiedzialem sie dopiero dzieki lekturze Twojego postu.
    Zgodnie z obietnica wracam do miedzywojnia. Na poczatek oczywiscie cytat, a
    reszta zgodnie z zyczeniem droga mailowa:)

    "W WP starano się zapewnić jak największą ilość rekrutów narodowości polskiej. W
    piechocie ustalono nawet limity mniejszości narodowych: w 66 pułkach do 40%, w
    pozostałych 10-30%. Żołnierze niepolskiego pochodzenia nie mogli służyć w
    lotnictwie, broni pancernej, Marynarce Wojennej, łączności i żandarmerii.
    Ograniczono ich liczbę w artylerii, gdzie zasadniczo pełnili funkcje
    dziatonowych i celowniczych. Natomiast znacznie częściej niż Polacy służyli jako
    ordynansi. Poufne instrukcje na[..]wały podciągać do kategorii zdrowia "A" jak
    największą liczbę Polaków z krajow wschodnich przy równoczesnym zawyżaniu
    wymagań wobec mniejszości. Wszystkich ochotników narodowości niepolskiej,
    zgłaszających się do żandarmerii, broni pancernej, łączności, lotnictwa i
    Marynarki Wojennej, należało uznać za niezdolnych do slużby.8 Władze wojskowe
    odnosiły się z dużą podejrzliwością do rekrutów narodowości ukraińskiej, choć
    mieli oni opinię dość dobrych żołnierzy. "

    Od razu chcialbym uprzedzic ze drugi fragment tekstu zawiera literowki
    wynikajace ze skanowania tekstu. Mimo wszystko tekst nadaje sie do czytania.
    Pozdrawiam ze snieznej Warszawy i rowniez zycze milego weekendowego wypoczynku.
    R.
    P.S. Przepraszam, ze tak krotko. Na pewno po weekendzie uda sie rozwinac kolejne
    watki
  • 22.11.04, 18:01
    Witam Radku - i znow dostałem niezła porcyjkę lekcji międzywojennej historii.
    Dzisiaj dowiaduję się o wynikach wyborów na Ukrainie - czy to kolejna
    zaprzepaszczona szansa na niepodległość- jak twierdzą nioektórzy polscy
    komentatorzy?
    dzisiaj chcę przypomnieć bardzo ciekawy artykuł rzeszowskich historyków
    opublikowany 2 lata temu a omawiający sojusz polsko-ukraiński roku
    1920 ;http://archiwum.pressmedia.com.pl/d.asp?u_file=/2002.04.29/!p.txt

    Zaprzepaszczona szansa na wolną Ukrainę



    Koniec I wojny światowej i towarzyszące mu osłabienie pozycji mocarstw
    centralnych oraz Rosji otworzyły przed zniewolonymi narodami Europy Środkowej
    szansę na budowę własnych niepodległych państw. Działania w tym kierunku
    podjęły bez wyjątku wszystkie narody tej części Europy, a wśród nich Polacy i
    Ukraińcy. Zagadnienia ukraińskie szybko znalazły się, ze względu na swe
    znaczenie, w centrum uwagi elit rządzących w Polsce oraz w Rosji - w tym drugim
    przypadku zarówno elit bolszewickich, jak i z kręgu tzw. "białej" Rosji.

    Znaczenie Ukrainy dla państwa rosyjskiego (i to niezależnie od tego, kto nią
    będzie rządził) wyjaśnił najtrafniej Włodzimierz Antonow-Owsiejenko,
    głównodowodzący wojskami Ukrainy radzieckiej, który w styczniu 1919 r.
    pisał: "Sprawa jak najszybszego poddania Ukrainy władzy sowieckiej posiada
    niezwykle istotne znaczenie dla samego istnienia Rosyjskiej Sowieckiej
    Republiki. Głodna Północ musi uzyskać oparcie w urodzajnym Południu".

    Ze znaczenia Ukrainy dla Rosji zdawał sobie sprawę także Józef Piłsudski.
    Biorąc pod uwagę nieuchronny konflikt z Rosją bolszewicką, uważał on, że trzeba
    ją zmusić do rozstrzygającej rozprawy. Żeby to osiągnąć, "trzeba im nadepnąć na
    tak bolesne miejsce, by nie mogli się uchylać i uciekać". Takim czułym miejscem
    nie była dla Rosji Moskwa. Zdaniem Piłsudskiego, rolę tę spełniał Kijów i
    Ukraina, a wynikało to z dwóch powodów: "po pierwsze, Moskwa bez Ukrainy będzie
    zagrożona głodem; a po drugie, jeśli zawiesimy nad nimi groźbę zorganizowania
    się niepodległej Ukrainy, to tej groźby oni nie będą mogli zaryzykować i będą
    musieli pójść na wolną rozprawę".

    Ukraina stanowiła więc niezwykle ważny element polityki wschodniej
    Piłsudskiego, który obawiał się zjednoczenia wszystkich obszarów dawnego
    imperium carskiego pod znakiem jakiejkolwiek ideologii. Obawiał się, że
    odtworzone w dawnych granicach państwo rosyjskie będzie groźne nie tylko dla
    Polski, lecz i dla całego obszaru między Morzem Czarnym i Bałtykiem. Wspieranie
    niepodległościowych dążeń Ukraińców miało służyć nie tylko wzmocnieniu Polski,
    ale przede wszystkim osłabieniu potęgi wschodniego sąsiada.

    Pogląd ten najdosadniej wyraził Tadeusz Hołówko, pisząc: "Niepodległości
    Polski nie da się pomyśleć bez niepodległości Litwy, Łotwy, Estonii, Finlandii,
    Ukrainy i Białorusi (...). Jeśli Polska zostanie osamotnioną; jeśli inne
    państwa powstałe na gruzach Rosji nie zdołają się utrzymać - smutna czeka ją
    przyszłość". Realizację polityki wschodniej utrudniał Piłsudskiemu otwarty
    konflikt z Zachodnio-Ukraińską Republiką Ludową. Pomimo trudności, już na
    przełomie kwietnia i maja 1919 r. rozpoczęły się pierwsze rozmowy dyplomatyczne
    między Polską a rządem Ukraińskiej Republiki Ludowej. Doprowadziły one
    ostatecznie do podpisania układu 21 kwietnia 1920 r.

    Układ ten, jak większość umów międzynarodowych, był wypadkową wspólnych
    interesów. Dla Semena Petlury, stojącego wobec bezwzględnie wrogiej polityki
    Rosji - tak "białej", jak i "czerwonej" - sojusz z Polską stanowił jedyną
    szansę na utworzenie niepodległej Ukrainy. Determinację Petlury w tym względzie
    wyraża najlepiej fragment jego listu do premiera Mazepy: "Połączyłbym się nawet
    z diabłem, jeśliby to miało ocalić niepodległość Ukrainy".

    Dla Polski zawarcie układu nie wynikało z chęci ujarzmienia Ukrainy, ale nie
    było też jakąś altruistyczną umową, z której nie miałaby uzyskać żadnych
    korzyści. Zdecydowały o tym względy natury politycznej, militarnej i
    ekonomicznej.

    Utrzymanie niepodległego państwa ukraińskiego osłabiało mocarstwową pozycję
    Rosji i tym samym wpływało korzystnie na międzynarodowe położenie Polski.

    /..../. W odezwie Petlura stwierdził, że Polska przychodzi Ukrainie z pomocą
    jako sojusznik w walce "z moskiewskimi bolszewikami okupantami" i że "po
    skończonej walce z bolszewikami wojska polskie wrócą do swojej ojczyzny".

    8 maja 1920 r., w trakcie prowadzonej ofensywy, Naczelne Dowództwo Wojska
    Polskiego wydało rozkaz będący swoistą "instrukcją polityczną" dla dowództw i
    żołnierzy walczących na terytorium uznanym za ukraińskie umowę warszawską z 21
    kwietnia 1920 r. Rozkaz głosił, że w interesie polskim leżą dobrosąsiedzkie
    stosunki z nowo powstałym państwem ukraińskim. "Na terenach zajętych przez
    wojsko polskie obejmuje władzę rząd ukraiński, który będzie pośredniczył między
    dowództwem polskim a ludnością cywilną. Zdecydowanym nakazem Naczelnego
    Dowództwa i rządu polskiego jest, by postępowanie wojska (...) nie dało
    najmniejszych powodów do skarg, przeciwnie, ma ono wpoić w ludność przekonanie,
    że celem ofensywy jest oswobodzenie kraju, a nie wroga okupacja. Rozgromienie
    armii sowieckiej bez jednoczesnego zdobycia sympatii narodu ukraińskiego nie
    spowoduje osiągnięcia zamierzeń Naczelnego Wodza. Podkreśla się, że ludność
    miejscowa jest nieufnie nastrojona wobec Polski, zaś "papierowa" propaganda nie
    wyda oczekiwanych rezultatów, o ile postępowanie każdego oficera i każdego
    szeregowca nie będzie szło w myśl tych zarządzeń.

    Specjalne zarządzenia odnosiły się także do ludności polskiej, którą dowódcy
    wojsk polskich mieli zawiadomić o rzeczywistych intencjach rządu polskiego w
    odniesieniu do ziem ukraińskich, "aby uleczyć ją ze złudzeń". "Ludność polska
    musi zrozumieć jasno, że jeśli chce się uchronić przed ponowną inwazją
    bolszewicką, jaka po wyjściu stąd wojsk polskich może nastąpić, winna szczerze
    i dla własnego interesu oddać swe siły dla stworzenia państwowości i wojska
    ukraińskiego, którego stworzenie może jedynie uchronić ten kraj przed powrotem
    hord komunistycznych. Osobiste zapatrywania i interesy muszą być odsunięte na
    plan drugi wobec interesów państwowych".

    Niestety, ukraińska polityka Piłsudskiego spotkała się z niezrozumieniem ze
    strony części wrogich mu oficerów, a także miejscowej ludności polskiej. Od
    chwili podpisania 3 listopada 1919 r. polsko-ukraińskiej umowy rozejmowej
    mnożyły się konflikty i nieporozumienia, które w szerokich kręgach
    społeczeństwa ukraińskiego podważały wiarygodność porozumienia z Polakami.

    W świetle pamiętników Iwana Ohijenki, pełnomocnika rządu Ukraińskiej Republiki
    Ludowej na okręg kamieniecki, trudności ukraińskie z władzami polskimi zaczęły
    się z dniem 16 listopada 1919 r., gdy 7. dywizja polska zajęła Kamieniec
    Podolski. Nie tylko rekwirowano tabor kolejowy i inne środki transportu, ale
    też zajmowano lokale, wartościowe przedmioty, magazyny żywności. 1 lutego 1920
    r. gen. Krajewski zarządził, aby wszelkie urzędy i instytucje ukraińskie
    zaprzestały działalności i przekazały wszystkie sprawy polskiemu staroście.
    Starosta ze swej strony wydał polecenie, aby wszystkie szkoły wprowadziły naukę
    języka polskiego, a urzędnicy złożyli przysięgę na wierność Polsce. Polski
    dowódca powiatowy, kpt. Ockiewicz, polecił 14 stycznia 1920 r. wprowadzić
    napisy polskie w całym Kamieńcu Podolskim. Wojskowe władze polskie zatrzymywały
    kurierów dyplomatycznych zmierzających do atamana Petlury, kontrolując ich
    pocztę. Były wypadki aresztowań osobistości oficjalnych, m.in. 6 marca 1920 r.
    został aresztowany oficer Petlury, niejaki Docenko.

    Wiele napięcia wywoływały odezwy i przemówienia osób wojskowych i księży,
    podkreślające "powrót poszczególnych zdobytych miast do macierzy". Komendant
    miasta Kamieniec Podolski wydał odezwę głoszącą, że "prastara twierdza kresow
  • 22.11.04, 18:04
    Przepraszam - ale muszę pociągnąć dalej - miałem duzo problemu z wybraniem
    najciekawszych fragmentów :)

    Wiele napięcia wywoływały odezwy i przemówienia osób wojskowych i księży,
    podkreślające "powrót poszczególnych zdobytych miast do macierzy". Komendant
    miasta Kamieniec Podolski wydał odezwę głoszącą, że "prastara twierdza kresowa
    po długich latach niewoli, ucisku i udręki do dawnej wraca macierzy". Po
    interwencji Ukraińców odezwę anulował, 22 stycznia 1920 r., gen. Krajewski.
    Podobny incydent zdarzył się w Kamieńcu Podolskim 8 maja 1920 r. na
    uroczystości związanej z zajęciem Kijowa. Przemawiający na uroczystości ksiądz
    oświadczył m.in.: "orzeł biały już nad Dnieprem, Kijów wraca do swojej
    macierzy". Wypowiedź ta spotkała się z ostrą reakcją strony ukraińskiej, a gen.
    F. Krajewski przerwał wystąpienie księdza.

    Duże niezadowolenie wzbudzały polskie poczynania na kolei. Po zdobyciu
    Korestenia przybyła tam Wołyńska Dyrekcja Kolei, urzędując według wzorów
    polskich i posługując się wyłącznie językiem polskim. Wielu urzędników
    ukraińskich, nie znając języka polskiego, nie rozumiało podejmowanych decyzji i
    rozkazów. Wielu urzędników ukraińskich było bez pracy, a równocześnie na dworcu
    w Koresteniu pojawiło się ogłoszenie wzywające kolejarzy polskich do podjęcia
    służby. Decyzje te oburzały Ukraińców pozbawionych pracy, a więc i możliwości
    zarobkowania.

    Autorytetu Petlury i jego armii nie podnosiły także polskie relacje z
    przebiegu wyprawy kijowskiej. Kijów zdobyto 7 maja 1920 r. Dwa dni później
    odbyła się defilada na kijowskim Kraszczatiku. Relacje polskie z tego
    wydarzenia pełne są zachwytów nad postawą oddziałów legionowych, pułków
    wielkopolskich, orkiestrami strzelców podhalańskich. Na końcu takich relacji
    wspomina się, że maszerowała 6. dywizja ukraińska, do której dołączyły grupy
    powstańcze ze swymi orkiestrami.

    /.../
    Podejmując próbę wyjaśnienia przyczyn zaprzepaszczenia militarnych szans
    sojuszu polsko-ukraińskiego podkreślano w literaturze polskiej: błędy w
    dowodzeniu, trudności kadrowe Wojska Polskiego, zbyt krótką obecność Wojska
    Polskiego na Ukrainie, co jakoby miało uniemożliwić organizację silnej armii
    ukraińskiej.

    Przyczyn niepowodzenia poszukiwała także i strona ukraińska. Upatrywano jej
    przede wszystkim w: nieudolności przywódców, zbytniej ufności w obcą pomoc, w
    braku zdecydowania i konsekwencji w walce o wyzwolenie narodowe.

    Szukając przyczyn wielkiej klęski obu narodów - polskiego i ukraińskiego -
    należy podkreślić, że armię polsko-ukraińską "przegonił" z Ukrainy nie Budionny
    i jego "Konarmia", ale ukraińskie wotum nieufności dla Petlury, które naród
    ukraiński wyraził swą bezczynnością.

    Dociekając źródeł apatii i bierności narodu ukraińskiego w sytuacji, gdy
    wolność znajdowała się w zasięgu ręki, należy obiektywnie stwierdzić, że i my
    Polacy mieliśmy w tym ogromny udział.

    Barbara Szymanek

    Andrzej Szymanek

    (autorzy są rzeszowskimi historykami specjalizującymi się we wschodniej
    polityce Józefa Piłsudskiego)

    Super Nowości z dnia: 29_04_2002


    Wydaje mi się że ów artykuł wyjaśnia wiele wątpliwości dotyczących tamtego
    okresu jak i porusza sprawę wiarygodności Polski w tym sojuszu. :(
    Pozdrawiam w nowym tygodniu
  • 23.11.04, 15:10
    Witam
    Dziekuje za przesylke, dopiero dzis moglem sie zapoznac z ciekawym spojrzeniem
    rzeszowskich historykow. Nie zdawalem sobie w pelni sprawy z
    nieodpowiedzialnego zachowania niektorych ksiezy i wojskowych. W tamtej
    sytuacji nie mogli zrobic wiecej zlego. "Kijow wraca do macierzy", czy po
    takich stwierdzeniach mozna sie dziwic niechetnej postawie Ukraincow?
    Subtelnosc godna slonia w skladzie porcelany:) Sytuacja z kolejarzami tez nie
    lepiej...
    Szkoda ze glupota i hurrapatriotyzm podzielily na dlugie lata Polakow i
    Ukraincow (nie tylko to oczywiscie).
    Smutne sa slowa mowiace o przyczynach kleski, ale niestety prawdziwe.
    Na uznanie zasluguje za to "odezwa do ludnosci polskiej" chociaz w swietle
    przytoczonego przez Ciebie tekstu, sadze ze nie odniosla zbyt duzego skutku.
    Z reguly rozmawiamy na tematy historyczne, ale obok wydarzen zwiazanych z
    wyborami nie sposob przejsc obojetnie.
    Czy nie uwazasz Piotrze, ze moze to byc poczatkiem podzialu Ukrainy? Boje sie
    tego, jak rowniez mam obawy zwiazane z Rosja. Przy niestabilnej sytuacji moga
    zaczac rozgrywac swoje karty.
    Mimo obaw mam jednak w sobie i troche optymizmu. W tych wyborach Ukraincy
    pokazali ze demokracja jest im bliska, ze chca zyc w kraju rzadzonym madrze,
    przez ludzi ktorzy spawuja wladze z woli wyborcow.
    Mysle ze obserwatorzy w Polsce patrza zbyt emocjonalnie. Na pewno takie
    podgrzewanie atmosfery nie sluzy rozwiazaniu konfliktu. Nie sadze zeby byla to
    zaprzepaszczona szansa na niepodleglosc, chociaz jest to zagrozenie.
    Przykro mi ze dzisiejszy post koncze niezbyt optymistycznie, wydarzenia nie sa
    zbyt budujace.
    Pozdrawiam
    R.
  • 23.11.04, 16:36
    Witam - jestem jak najgorszych mysli co mozliwych wydarzeń na Ukrainie. Podzial
    o którym mówisz istnieje juz dawno - na rosyjkojezyczną /w 70 &!!!!, totalnie
    zrusyfikowaną Ukraine wschodnią i czystoukrainską "przeZbruczową" Ukrainę
    zachodnią - patriotyczną, dumną z przedrewolucyjnej przeszłosci i bardzo
    zapatrzoną na Zachód - Polskę, Niemcy, Włochy czy Hiszpanię .
    Boję sie na Ukrainie - wariantu rumunskiego /pamietasz ową mini rewolucje w
    Bukareszcie z bozonarodzeniową egzekucją Causescu??/.
    Zwłaszcza że narodowe cechy Ukraińców /te gorsze stanowiące ich "czarną strone"/
    nie odbiegają od cech narodów balkańskich tak strasznie podzielonych
    nienawiścia :(
    To tyle bieżacych refleksji.
    Tekst rzeszowskich historyków - rzeczywiście bardzo dobry - potwierdza moje
    dobre wrażenia po licznych publikacjach - także tu kiedyś cytowanych

    Pozdrawiam z cholernie przykrego Rzeszowa, z mokrych bryj ulicznych, lecącego z
    nieba mokrego lodu i niskiego ciśnienia.
    Ale grzane piwo już pod ręką :))))
  • 23.11.04, 17:07
    Pisałem tu kiedyś o tragicznych losach grakokatolickich mieszkańców
    podrzeszowskich wsi Biała, Zalesie,Tarnawka, Blizianka i Gwoździanka – jakież
    było moje zdziwienie gdy oto na stronie IPN znalazłem następujące informacje:

    www.ipn.gov.pl/a_260204_spotkanie_Kertyczak.html
    Spotkanie Prezesa IPN prof. Leona Kieresa z Prezesem Związku Ukraińców w
    Polsce, 26 lutego 2004 r.
    W dniu 26 lutego br. prof. Leon Kieres spotkał się z Mironem Kertyczakiem
    Prezesem Związku Ukraińców w Polsce. W spotkaniu wziął udział prof. Witold
    Kulesza Dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu.
    W czasie spotkania omawiano współpracę Związku Ukraińców w Polsce z Instytutem
    Pamięci Narodowej. Prof. Leon Kieres poinformował Prezesa Związku Ukraińców w
    Polsce o śledztwach prowadzonych w IPN-GKŚZpNP dotyczących zbrodni, których
    ofiarami były osoby narodowości ukraińskiej.
    W Oddziałowych Komisjach Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu
    Instytutu Pamięci Narodowej toczy się obecnie 25 śledztw oraz 2 postępowania
    wyjaśnijące dotyczące zbrodni, których ofiarami były osoby narodowości
    ukraińskiej.
    INFORMACJA O ŚLEDZTWACH
    DOTYCZĄCYCH ZBRODNI, KTÓRYCH OFIARAMI BYŁY OSOBY NARODOWOŚCI UKRAIŃSKIEJ.

    Jak wynika z dokonanych ustaleń w Oddziałowych Komisjach Ścigania Zbrodni
    przeciwko Narodowi Polskiemu toczą się śledztwa dotyczące zbrodni, których
    ofiarami były osoby narodowości ukraińskiej.
    Śledztwa te prowadzone są w sprawach zabójstw, bezprawnego pozbawienia wolności
    oraz fizycznego i psychicznego znęcania się na szkodę obywateli polskich
    narodowości ukraińskiej.
    /.../
    Do chwili obecnej w żadnym z tych śledztw nie przedstawiono zarzutów osobom
    podejrzanym, jednak inicjatywa dowodowa w niniejszych sprawach nie została
    wyczerpana.

    /..../


    12. S 74/01/Zi - śledztwo wszczęte 21 grudnia 2001r. w sprawie zabójstwa z
    użyciem broni palnej
    Piotra Łuki – syna Michała,
    Antoniego Pałczyńskiego,
    Andrzeja Puca,
    Piotra Łuki – syna Władysława,
    Józefa Łuki,
    Tomasza Michałka,
    Stefana Chomy,
    Michała Pruca
    i Antoniego Pruca
    dokonanego 20 lutego 1945r. w Rzeszowie, to jest o przestępstwo z art. 148§2
    pkt 4 kk w zw. z art. 3 ustawy z 18 grudnia 1998r. o Instytucie Pamięci
    Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (Dz.U.Nr 155
    poz. 1016 z późn. zm.).
    Ze zgromadzonego materiału dowodowego wynika, że w nocy z 20 na 21 lutego
    1945r. wskazane wyżej osoby zamieszkujące w miejscowości Biała koło Rzeszowa
    zostały zabrane ze swoich domów, przy czym związano im ręce drutem, a następnie
    doprowadzono na wzgórze – tzw. Łany i tam je rozstrzelano.
    Rozstrzelane osoby były wyznania grekokatolickiego, narodowości ukraińskiej.
    W toku śledztwa przesłuchano 43 świadków, w tym dwukrotnie dwie osoby. Spośród
    świadków 7 osób przesłuchano w drodze pomocy prawnej udzielonej przez
    Prokuraturę Ukrainy.
    11 października 2002r. skierowano do Prokuratury Obwodu Lwowskiego wniosek o
    udzielenie pomocy prawnej poprzez przesłuchanie jednego świadka, przy czym do
    chwili obecnej nie otrzymano odpowiedzi w tym zakresie.
    W toku śledztwa odnaleziono zapisy dotyczące tych zbrodni w dwóch raportach
    sytuacyjnych MO przechowywanych w Oddziałowym Biurze Udostępniania i
    Archiwizacji Dokumentów w Rzeszowie. Przeprowadzono również w Centralnym
    Archiwum Wojskowym kwerendy mające na celu ustalenie oddziałów Wojska Polskiego
    formowanych w lutym 1945r. w Słocinie koło Rzeszowa z uwagi na informacje
    przekazane przez jednego ze świadków, z których wynikało, że czynów tych
    dopuścili się żołnierze Wojska Polskiego. Przeprowadzono także kwerendę w
    Archiwum Państwowym w Rzeszowie w celu uzyskania dokumentów zawierających
    informacje o ewentualnym prowadzeniu śledztwa w tej sprawie w 1945r. Wystąpiono
    również do Oddziałowego Biura Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów w
    Rzeszowie w celu odnalezienia akt postępowania karnego prowadzonego w sprawie
    dopuszczenia się tych zabójstw.
    Czynności wykonane w tej sprawie nie doprowadziły dotychczas do wykrycia
    sprawców dokonanych zbrodni.
    W śledztwie tym zaplanowano do przesłuchania jeszcze dwóch świadków. Z uwagi na
    brak odpowiedzi Prokuratury Ukrainy dotyczącej przesłuchania jednego świadka
    zamieszkującego na terenie obwodu lwowskiego trudno jest w chwili obecnej
    wskazać termin zakończenia prowadzonego śledztwa.
    /.../
    Koniec cytatu
    Jakież było moje równoczesne zdumienie gdy przeglądając przywoływane tu
    opracowanie o Zalesiu – czytam dumę polskiego autora który brał udzial w
    formowaniu polskich jednostek wojskowych na terenie Słociny i Zalesia, a potem
    wspomina swój udział w pacyfikowaniu Podlasia przez rzeszowskie wojska .
    Mam nadzieję że zbadania przez IPN doczekają się jeszcze zbrodnie popełnione
    na grekokatolickich mieszkańcach Tarnawki koło Łańcuta , Gwoździanki i
    Blizianki

    I pomyśl tylko Radku – ile „zdrowia” kosztowało mnie kiedyś ?
    bezowocne/przekonanie mego adwersarza Elekona o prawdziwości faktów o których
    tu pisałem –chociażby w pewnym podsumowaniu /bodaj po 500-setnym postcie/.



  • 24.11.04, 15:30
    Witam
    Piszesz Piotrze o bezowocnym przekonywaniu. Niestety fakty nie chca jakos
    dotrzec do niektorych.
    Nie pomoze tu IPN i sledztwa. Jezeli obraz swiata noszony w glowie nie pasuje
    do faktow to oczywiscie tym gorzej dla faktow.
    Z jednej strony przekonanie o wielowiekowej tradycji tolerancji w Polsce, a z
    drugiej przekonanie o wyzszosci i patrzenie z gory na wschodnich sasiadow.
    Chcialem przeslac jeszcze jakies cytaty dotyczace wspomnianego przez Ciebie
    okresu, ale po namysle doszedlem do wniosku, ze przejde na chwile do czasow
    obecnych. Znalazlem w sieci artykul dotyczacy problemow Bialorusinow i
    fragmenty tekstu dobrze pasuja do tradycji "wielowiekowej tolerancji"

    "A oto kilka zdań, jakie nieustannie słyszę, a słyszę je od ludzi
    wykształconych, którzy jakoby chcą w niektórych sprawach obywać się bez pisma i
    papieru: „Niech sobie mniejszości czy innowiercy są, tylko niech nic nie mówią,
    niech nie mącą nam spokoju”; „A czyż wy, Białorusini, nie czujecie się w
    gruncie rzeczy Polakami? I po co to ględzenie o sprawie dawno
    niestniejącej?”; „Wy, mniejszości, znacie chyba inną historię, to wy
    krzywdziliście nas, a opowiadacie rzeczy przeciwne, że my was krzywdziliśmy i
    krzywdzimy – my wiemy swoje i tak jest dobrze”, „Jeśli macie niepolski punkt
    widzenia, to musicie siedzieć cicho”; „Psujecie nam naszą wygodę bycia Polakami
    w polskiej Polsce po wielu wiekach niewoli, cicho!”; „Żyjecie w morzu
    katolicyzmu, wcześniej czy później wszyscy będziecie katolikami, jeśliś wszedł
    między wrony, musisz krakać jak i one, psujecie nam nasz ład”; „Czy my, Polacy,
    musimy być wiecznie uciskani przez mniejszości, które co chwila nas krytykują i
    lżą? – uprawiacie antypolonizm”...
    Słyszę też zarzuty, że jakoby to prawosławni obywają się bez pisma i
    papieru: „Wasze prawosławie jest nieme, bezmyślne, nie tworzy wielkiej teologii
    ani filozofii”

    www.slonko.com.pl/czasopis/in.php?id=0411/2004_11_c02
    Moze te wypowiedzi nie reprezentuja pogladow wiekszosci, ale niestety takie
    przekonania sa wciaz obecne.
    W ostatnich dniach tematem rozmow u mnie w pracy sa wybory na Ukrainie.
    Niektore wypowiedzi porazaja. Kiedys ostro zaprotestowalem (pisalem o tym), ale
    teraz natezenie "dziwnych" wypowiedzi jest zbyt duze. Nie mam sily...
    Sa wypowiedzi mowiace o tym ze Zachodnia Ukraina to polskie ziemie, sa tez
    takie ktore oskarzaja Juszczenke ze jest nacjonalista i chce zmieniac granice.
    Przewaznie jestem optymista, ale takie mile wypowiedzi zniechecaja mnie do
    dyskusji i sklaniaja do smutnych refleksji.
    Nie nastraja tez niestety dobrze lektura niektorych (na szczescie nie jest tego
    duzo) komentarzy internautow.
    Wracajac do wyborow to mowiac o podziale wyrazalem obawy o faktyczny podzial
    kraju wedlug preferencji wyborczych, a to bylby ostatni krok w strone wojny
    domowej. Caly czas mam nadzieje, ze nie dojdzie tam do "wariantu rumunskiego".
    Pamietam, jak sledzilem tamte wydarzenia wraz z kolega. Caly czas
    zastanawialismy sie co bedzie pozniej, pamietam tez niesmak po doraznym
    procesie. Nie jestem zwolennikiem komunistow i pochodnych, ale uwazam ze tamten
    proces byl niesmaczny.
    Liczac na pokojowe rozwiazanie na Ukrainie pozdrawiam
    R.
  • 24.11.04, 17:18
    Witam sedecznie Radku - jakże ironicznie albo i tragicznie /w świetle ustaleń
    IPN/ brzmią słowa wspomnień pana Marcinowskiego o zalesiu " W roku szkolnym
    1944/45 gdy uczęszczałem do VII klasy szkoły Podstawowej w słocinie, w
    rzeszowie formowała się 10. Dywizja Piechoty a 27.pułk tej dywizji stacjonowal
    w słocinie. Dla potrzeb wojsk zajmowane były również pomieszczenia szkolne-
    dziś szkoła podstawowa w Słocinie nosi imię Bohaterów 27.Pułku Piechoty"

    Jak zapewne pamiętasz w notce IPN napisano :
    "W toku śledztwa odnaleziono zapisy dotyczące tych zbrodni w dwóch raportach
    sytuacyjnych MO przechowywanych w Oddziałowym Biurze Udostępniania i
    Archiwizacji Dokumentów w Rzeszowie. Przeprowadzono również w Centralnym
    Archiwum Wojskowym kwerendy mające na celu ustalenie oddziałów Wojska Polskiego
    formowanych w lutym 1945r. w Słocinie koło Rzeszowa z uwagi na informacje
    przekazane przez jednego ze świadków, z których wynikało, że czynów tych
    dopuścili się żołnierze Wojska Polskiego."

    Przedziwne i przerażające są polsko-ukraińskie losy - Radku. Bohaterstwo
    mieszło się ze skrajnym bandytyzmem. Sojusze i przysięgi wzajemnej wierności z
    nienawiścią, zbrodnią i zdradą.
    czy dzisiaj na Maneżu Słobody w Kijowie rodzą się wreszcie korzenie przyjaźni
    polsko-ukraińskiej???
    Nie wiem na ile wystąpienia polskich polityków /Panów Buzka i innych/ są
    wyrazmi szczerej przyjaźni - a na ile ...okazją by dopiec moskiewskiemu
    niedźwiedziowi.
    Chciałbym wierzyć że Ukraina wyrwie się z kręgu wschodniego despotyzmu .
    Co zrobiono z polską demokracją to widzimy - komisje,afery,korupcja słuzby
    specjalne...
    Na pewno stoimy jednk o szczebel wyżej od polityki ukraińskiej - pełnej
    bezwzględnych mafiozów, wpływów cara-batiuszki.
    Jedno co mnie w tym wszystkim cieszy to fakt że Ukraińcy przestali się bać
    reżimu i korzystania z wolności śłowa.
    Zauwazyłem to będąc tam - gdy bez skrępowania pokazywali mi np /z odległości
    oczywiście :)pozostałośc po koszarach sovieckiej "żelaznej dywizji" - której
    kałmuki-tankisty rozjeżdżali Budapeszt, Pragę... i grzali silnik w 1956 i 1981
    by iść Polsce z "braterską pomocą" :))), gdy pokazywali mi pawilony cięzkiego
    więzienia w samborze gdzie odsiadywał wyroki za bandytyzm ...obecny/nie daj
    Boże!!! "prezydent -elekt" Janukowycz, gdy opowiadali mi o miejscach w
    karpatach gdzie za sovietów stacjonowały baterie rakiet taktycznych gotowe
    roznieść połowę Europy.
    Dlatego Radku życzę Ukrainie by jak najszybciej stała się krajem cywilizowanym,
    otwartym do Europy, by tam żyjący potomkowie Ukraińców spod Lubaczowa, Leska,
    Krynicy czy Rzeszowa mogli ot tak od niechcenia jako turyści przy weekendzie
    odwiedzać ziemie przodków ....
    Przpraszam za chaos myślowy....
    Pozdrawiam
  • 26.11.04, 15:17
    Witam
    Mysle Piotrze, ze w swietle obecnych wydarzen mozemy byc (z ostroznym "chyba")
    pewni ze nie ma miejsca na zsowietyzowana Ukraine. Widac ze ludzie chca zmiany,
    wierza w demokratyczne rozwiazania.
    Mam nadzieje, ze obecne wydarzenia sa poczatkiem "nowego rozdzialu" w
    stosunkach polsko-ukrainskich. Obawiam sie tylko jakiejs niezrecznosci. Taka
    niezrecznoscia wydaje mi sie poslanie do Kijowa "Gazety" z wiekszoscia
    materialow po polsku:( Czy Gazety nie bylo stac na tlumaczenie?
    Ale mimo wszystko jestem dobrej mysli. Chcociaz ostatnie wiadomosci sa
    niepokojace.
    Wracajac do naszych rozmow chcialbym zaproponowac lekture kolejnego tekstu z
    NBiN.
    Na zachete, jak zwykle, maly cytat (tendencyjny;)

    "Giedroyc zdawał sobie sprawę, że kwestia polsko-ukraińska jest
    tematem "wybuchowym" nie tylko wśród emigracji, lecz także w PRL, gdzie
    propaganda na różne sposoby upowszechniała stereotypy antyukraińskie. Temu
    celowi służyły popularne publikacje, od lat 60. drukowane w ogromnych
    nakładach - dość wspomnieć "Łuny w Bieszczadach", "Ślady rysich pazurów" czy
    kieszonkowe książeczki z serii "Żółty tygrys" - i równie kłamliwe
    filmy: "Ogniomistrz Kaleń", "Wilcze echa", "Zerwany most". Na lekcjach historii
    w szkołach uczono, że akcja "Wisła" była konsekwencją rzezi wołyńskiej i
    wynikała z konieczności rozprawienia się z "bandami UPA". Te same czarno-białe
    schematy spotkać można w setkach artykułów prasowych z tego okresu."

    free.ngo.pl/nadbuhom/Nr3_2004/15%20-%20Sotnia.htm
    Jak widac PRL-owska propaganda dzialala calkiem dobrze, skoro wiele stereotypow
    funkcjonuje do dzis.
    Przepraszam Piotrze ze tak krotko i raczej "cytatowo", zaraz udaje sie na
    zakupy z malzonka.
    Zycze milego weekendu
    R.
  • 26.11.04, 16:59
    Witam serdecznie
    Dziękuję za linkowany tekst Bialiorusinki- tekst dobry,bardzo kobiecy i budzący
    miejscami mój sprzeciw. Cóz złego bowiem w tym,że owe Białorusinki wyrywały czy
    wyrywają sie z "mniejszościowego" getta, że pragną tego co najbardziej kobiece -
    domu i bezpieczeństwa.Moja Mama wyrywała się z takiego getta - szkolnego
    wyzywania przez nauczycieli od "banderówek""ukraińców" i skrzętnego
    przemilczania swego "rusińskiego" pochodzenia. Odchodzenie od wiary,
    narodowości >?? - widać nie to jest najważniejsze, nie to stanowi istotę
    pragnień i życiowego spełnienia.
    Większe moje politowanie budzi widok, nieraz pięknych istot "okutanych" w
    zakonne habity.... :(
    A "łuny w Biesczadach" ... zaskoczę Cie pewno - ale jako chłopak byłem
    zauroczony tą książką !!! Począwszy od pierwszych scen /owych radiostacji
    rozbrzmiewających w nocne ciszy/ po przemycone przez autora historię łemków i
    bojków /bodaj w opowieści por. Ciszewskiego?/. Duzo musiało upłynąć wody w
    wisłoku nim zrozumiałem kłamliwość i jednostronność tej ksiązki czy
    np "Ogniomistrza Kalenia" /z moim ulubionym aktorem-wóczas bardzo młodym
    Wiesiem Gołasem/.
    A co do obecnej sytuacji - drżę mysląc o Ukrainie, cieszy mnie "festiwal
    rózowych wstążek" ale jednoczesnie wątpię aby ten "proukraiński" boom
    przemienił Polaków w podejściu do Ukraińców.
    I wiem że politycy polscy którzy prześcigują się w wyrazach sympatii
    dla "juszczenkowców" tak niewiele zrobili dla szeroko rozumianych polskich
    Ukraińców /łemków etc/
    Ale bądżmy dobrej myśli :)))

    Pozdrawiam również na ten weekend
    Sława Ukrainie :)
  • 26.11.04, 17:18
    Drobna poprawka - chciałem powiedzieć oczywiście o "festiwalu pomarańczowych
    wstązek "
    A linkowany kolejny tekst z NBiN - dobry!! ...chociaż mnie hoffmanowe "ogniem i
    mieczem" się podobało - nieraz wracam do niego /chociaż bardziej do sceny
    rejscu łodzi ze skrzetuskim - nagrywanej na moich ukochanych akwenach Soliny :)
    A ukraiński film o Wołyniu - no własnie - jego prezentacja w polskiej TV byłaby
    niezłym miernikiem "czystości polskich intencji" wobec polsko -ukraińskiej
    historii !!!!
    Pozdrawiam
  • 29.11.04, 15:26
    Witam
    Kiedys taka ucieczka z "getta" miala uzasadnienie. Wiele spolonizowanych rodzin,
    dawniej ruskich, postapilo w ten sposob. Nie zawsze ze wzgledu na
    przesladowania. Czesto, jak nieraz mowilem, dla wygody. Zeby nie wyrozniac sie.
    Dzisiaj zyjemy w lepszym kraju. Mysle, ze w duzych osrodkach miejskich malo osob
    zwraca uwage na to kim kto jest, gdzie sie modli.
    W Polsce mniejszosci stanowia nikly procent spoleczenstwa i pewnie maja racje
    ludzie mowiacy ze asymilacja bedzie postepowac, wazne jest jednak ze ci ktorzy
    chca, nie musza ukrywac swego pochodzenia. Podejrzewam, ze mlodzi ludzie nawet
    specjalnie nie interesuja sie tymi problemami. Sadze ze dobrze jest znac swoje
    korzenie. Nie dlatego zeby udowadniac cos komus, tylko dla swojego wlasnego
    poczucia tozsamosci.
    Pisalem kiedys o swoich poszukiwaniach korzeni, dzisiaj dodam jeszcze ze mialem
    kiedys przykre doswiadczenia. Gdy poszedlem do szkoly podstawowej uzywalem na
    okreslenie roznych przedmiotow slow ktore wynioslem z domu, uzywaly ich moja
    mama i rzadziej babcia. W szkole dzieciaki smialy sie z tych okreslen wiec
    czulem sie dziwnie, przestalem ich uzywac.
    Inna, smieszna juz rzecza, byla reakcja mojej lepszej polowy na obecnosc slow
    ruskich w wypowiedziach mojej mamy.
    Zona nie znala tych slow i spytala gdy mama uciszala psa (przestan brechat')
    skad takie dziwne slowa:)
    Wiec wytlumaczylem, ze mama do 7 roku zycia wychowywana byla przez dziadka ktory
    mowil "po swojomu".
    W cytowanym tekscie tez nie zgadzam sie ze wszystkim, nie podoba mi sie
    przytoczone podejscie do religii, ale z drugiej strony moge uznac obawy o
    asymilacje tych kobiet. Czy beda mogly przekazac swoje dziedzictwo dzieciom.
    Obawy te moga byc sluszne w malych osrodkach, gdzie wszyscy sie znaja i innosc
    nie jest dobrze postrzegana. Sa przeciez przypadki "wojen religijnych" w
    rodzinach. Chcialem jeszcze zwrocic uwage na przedostatnie zdanie

    "oddychają, czym chcą: polskością, białoruskością, niemieckością, czyli własną
    mieszanką, a ostatnio coraz mocniej ciągnie je w stronę białoruskości po
    nieszczęśliwej matce"

    Tozsamosc tych ludzi jest efektem wlasnego wyboru, nie jest niczym narzucona.
    Tak wlasnie powinno byc, moze naraze sie tutaj niektorym ale rowniez nie powinno
    sie zbyt mocno potepiac tzw. "prawoslawnych Polakow". Jesli jest to ich wybor to
    trudno, trzeba to uszanowac. Wiem ze jest to zagrozenie, ze pewnie kolejne
    pokolenia beda juz Polakami - katolikami, ale nie mozna robic nic na sile. Jesli
    ktos identyfikuje sie w ten sposob, coz poradzic - jego wybor. Moze w kolejnym
    pokoleniu bedzie ktos kto zada sobie trud odnalezienia swych korzeni. W koncu sa
    takie przypadki. Znam osobe wyznania ewangelickiego, ktora w wieku lat okolo
    40-tu zaczela sie zastanawiac kim jest. Dalej jest ewangeliczka, ale swiadomie
    przyjela do siebie przeszlosc swojej rodziny, a na szyi nosi wschodni krzyzyk.
    Sa to zbyt osobiste sprawy aby komus cokolwiek narzucac.
    Jesli chodzi o drugi watek to film Hoffmana rowniez podobal mi sie, natomiast
    przyznam ze za Sienkiewiczem nie przepadam. Z powodow bardzo prozaicznych, nie
    przypadl mi do gustu sposob w jaki pisal.
    Na emisje filmu pokazujacego ukrainskie spojrzenie na wspolna historie raczej
    bym nie liczyl i to nie tylko ze wzgledu na intencje. Najzwyczajniej nie ma na
    to duzego zapotrzebowania. Duza czesc ludzi nie interesuje sie historia w ogole,
    wiec nie zaiteresowalo by ich ogladanie historii z innego punktu widzenia.
    Przepraszam za chaos w tym poscie, jest troche osobisty i pewnie to jest powodem
    Serdecznie pozdrawiam z nowym tygodniem
    R.
  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.11.04, 16:38
    Witam serdecznie - korzystając z chwili "spokoju" :-) spieszę z odpowiedzią :
    oba linkowane ostatnio teksty - a więc "biłorusinka" i 'filmowy' -są bardzo
    ciekawe .Ten filmowy - ja też nie liczę na tvp i komercję ani na rok ukrański -
    aby trafiły do tv - chyba że po 1czy 2 w nocy :-(
    Będąc na Ukrainie oglądałem kiedyś film z Upa w tle, ale nie pamietam tytułu.
    Ale tam było bardziej o ukrywających się niedobitkach i tropiących ich nkwd-
    stach.
    Wspólczesne filmy ukraińskie - mają raczej marne szanse na rozpowszechninie u
    nas.
    "Gderałem " kiedyś o nędznym programie "Roku polskiego" we Lwowie - i prosze -
    dzięki pomarańczowej rewolucji na Maneżu Niezawisimosti /czy słobody/ w Kijowie
    zagrali i Kukiz i Perfekt / z wiecznie zielonym Chcemy być sobą - Tam by to
    pewnie lepiej brzmialo "chcemy bić OMON" :)))
    Pozdrawiam
  • 29.11.04, 16:46
    Witam serdecznie raz jeszcze - myślałem o czym ciekawym na początek tygodnia.
    Kiedyś i ja i gośc o nicku january- mówiliśmy tu o zamieszańcach .Rusinach z
    okolic Krosna,Odrzykonia, Węglówki.
    Dziś reprodukuję ciekawy głos znawcy tematu z dyskusji na werchowynie :

    www.werchowyna.nazwa.pl/index.php?co=forum/forumtekst.php&id=79&temat=Zamieszańcy

    W XV-XVI w., a więc w tym samym czasie co Beskid Niski i Bieszczady,
    zasiedlonych zostaje 10 miejscowości ruskich w środkowej, najwyżej położonej
    części Pogórza. Ta niewielka grupa, otoczona ze wszystkich stron ludnością
    polską, znajdowała się po polskiej stronie dawnej granicy polsko ruskiej /z
    przed 1341 r./, kilkanaście km na północ od miasta Krosna.Rusini ci zajęli
    jedyny jeszcze wolny w tej części kraju teren, który z uwagi na trudne warunki
    fizjograficzne i glebowe nie wzbudzał wcześniej większego zainteresowania
    kolonistów. Z dziesięciu znajdujących się tutaj ruskich wsi osiem tworzyło
    zwartą obszar /Czarnorzeki, Węglówka, Krasna, Oparówka, Rzepnik, Pietrusza
    Wola, Bonarówka, Wólka Bratkowska/, a dwie / Gwoździanka i Blizianka/ były
    położone samotniczo w pobliżu wśród polskich miejscowości. W końcu XVIII w
    znajdowało się tutaj 4722 mieszkańców, w tym 4318 Rusinów /91,5 proc./, 316
    Polaków /6,7 proc./ oraz 88 Żydów /1,9 proc./.W ciągu 150 lat liczba ludności
    wzrosła ponad dwukrotnie i wynosiła w 1930 r. 8890 osób, w tym; 7595
    Rusinów /85 proc./, 1230 Polaków /14 proc./ i 65 Żydów /niecałe 1
    proc./.Procentowy wzrost ludności polskiej spowodowany został częściową
    polonizacją Rusinów we wspomnianych dwóch oddalonych nieco miejscowościach. W
    końcu XIX w. zapoczątkowany został masowy wyjazd miejscowej ludności do Ameryki
    Na początku następnego wieku przebywałó tam na stałe lub czasowo ponad 10 proc.
    ogółu mieszkańców. Po ostatniej wojnie grupa ta przestała istnieć. W ponad 90
    proc.została ona przesiedlona w głąb Ukrainy, na tereny opuszczone przez
    mieszkającą tam wcześniej ludność polską. Interesująca nas ruska grupa na
    Pogórzu nazywana była przez okoliczną ludność polską "Rusią". Mówiło się "idę
    na Ruś", "mieszkam na Rusi", a żyjącą tam ludność greckokatolicką nazywano
    Rusinami. Używana w literaturze etnograficznej nazwa "Zamieszańcy", która
    pojawiła się w drugiej połowie XIX w., pochodzi od nadanej przez Łemków tej
    ludności nazwie "Zamieszancy" lub "Zamieszanyj narid", tj. naród ruski
    zamieszany wśród Polaków. Zamieszańcy odnosili się niechętnie do mieszkających
    w górach Łemków, których nazywali "Harniaky". Śmieszył ich łemkowski strój,
    znaczne różnice w mowie, a przede wszystkim bieda i brak towarzyskiej ogłady.
    Sytuacja uległa zmianie pod koniec okresu międzywojennego, kiedy to coraz
    częściej Zamieszańcy uważają się za Łemków. Pod koniec tego roku zostanie
    oddana do druku obszerna monografia historyczno-etnograficzna interesującej nas
    grupy, Jest to plon mojej ponad dziesięcioletniej pracy, a więc badań
    terenowych w Polsce i na Ukrainie, badań archiwalnych i poszukiwań innych
    materiałów źródłowych.
    Autor: dr Henryk Olszański- gość

    Namawiam na lekturę - i wstąpienie na forum prywatne Birczy :))))

  • 30.11.04, 20:17
    Witam
    Na Werchowynie znalazlem sporo ciekawych tematow, moze w miare lektury bede mial
    pytania? Po pobieznej lekturze zauwazylem, ze srodowisko Lemkow nie jest
    jednorodne. Widac rozne poglady. Jesli chodzi o Zamieszancow to po lekturze
    watku na forum odczuwam niedosyt, troche tam za malo wypowiedzi, ale nawet te
    budza kontrowersje forumowiczow.
    Dzis odwdziecze sie linkujac ciekawy tekst z NBiN dotyczacy oczywiscie losow
    podlaskich Rusinow.

    "Przez ekonoma swojego Bolestę zakazał ludziom spowiedzi Wielkanocnej i kommunii
    w swojej cerkwi, lecz w kościele pod karą cielesną. (...) Pacierza uczono
    polskiego przez wojta, w święta ruskie gwałtem wyganiano do roboty, w posty
    ruskie służalcy dworscy rewidowali jadło po domach, aby te było z mięsiwem, do
    czego grozą i gwałtem przymuszali; sprowadzano dobranych z łacińskiego obrządku
    księży, to franciszkana z Drohiczyna, to wikaryuszów z Skrzeszewa, którzy ludowi
    z jaką mogli pogardą i bluźnieniem o obrządku greckim rozprawiali, a tym co
    zhandlowali obrządek swój ojczysty na łaciński winszowali, że są katolikami.
    Takową zwodziecką missyą dokazali w lat kilka, że większa część ludu złacinniczała."

    "Po odbudowie polskiej państwowości cały ten teren został przekazany Kościołowi
    rzymskokatolickiemu i rozpoczęła działalność katolicka parafia pod wezwaniem
    świętego Antoniego Padewskiego. Dziś liczy ona około 700 wiernych. Jako datę jej
    założenia podaje się rok 1712, czyli rok fundacji nowej cerkwi przez Jana
    Godlewskiego! Zaiste, pokrętna to logika. Ale któż w Wirowie i okolicy zna takie
    szczegóły?! Dziś cała ludność tej części Podlasia to Iwany nie pomniaszczyja
    rodstwa jak nazywają to Rosjanie. Wszyscy są stuprocentowymi Polakami i
    rzymskimi katolikami. I to "z dziada-pradziada"!
    A sam monaster stoi jak niemy świadek przeszłości. Murowane budynki zajmuje
    państwowy zakład opiekujący się nieuleczalnie chorymi, cerkiew przyszkolna nie
    istnieje, dawna cerkiew Zbawiciela wróciła do roli kościoła, a z ruin cerkwi św.
    Serafima ksiądz proboszcz zbudował sobie plebanię. W półokrągłej części dawnego
    ołtarza jest teraz salonik."

    free.ngo.pl/nadbuhom/Nr4_2004/22-Wirow.htm
    Mam nadzieje, ze caly tekst okaze sie interesujacy.
    Pozdrawiam i udaje sie na forum Bircza
    R.
  • 30.11.04, 20:41
    Witam serdecznie
    Na początek informacja z TP

    Bardzo ważny krok ku pełnej jedności" - tak honorowy zwierzchnik prawosławia
    Bartłomiej I określił przekazanie przez Papieża relikwii świętych Grzegorza z
    Nazjanzu i Jana Chryzostoma patriarchatowi Konstantynopola.

    2004-12-05


    Uroczystość odbyła się 27 listopada w Bazylice św. Piotra, podczas
    ekumenicznego nabożeństwa, któremu przewodniczył Jan Paweł II. W przesłaniu
    skierowanym do Bartłomieja I Papież napisał, że przekazanie relikwii jest
    okazją “do oczyszczenia naszej zranionej pamięci, do umocnienia naszej drogi
    pojednania, do potwierdzenia, że wiara tych naszych Świętych Doktorów jest
    wiarą Kościołów Wschodu i Zachodu”. Powołując się na encyklikę “Ut unum sint”,
    Jan Paweł II zapewnił: “Nie ustanę nigdy w zdecydowanym i stanowczym
    poszukiwaniu tej jedności między uczniami Chrystusa, ponieważ moim pragnieniem
    w odpowiedzi na wolę Pana jest być sługą jedności »w prawdzie i miłości«”. We
    wprowadzeniu do nabożeństwa dodał zaś, że “obaj czczeni przez nas Święci zawsze
    wyznawali swą wiarę i swoją jedność z tą Stolicą Świętą i z Kościołem Rzymu,
    powstałym z przepowiadania Piotra i Pawła”.

    Bartłomiej I podziękował za “decyzję dobrej woli, godną czci i
    wdzięczności”. “Ten braterski gest Kościoła prastarego Rzymu potwierdza, iż nie
    istnieją w Kościele Chrystusowym problemy nie do pokonania, kiedy miłość,
    sprawiedliwość i pokój spotykają się w świętej diakonii pojednania i jedności” -
    powiedział patriarcha.

    Z relikwiami do Stambułu (dawnego Konstantynopola) udał się przewodniczący
    Papieskiej Rady Popierania Jedności Chrześcijan, kard. Walter Kasper, aby w
    ostatni dzień listopada tradycyjnie wziąć udział w uroczystości św. Andrzeja -
    głównego patrona prawosławia. Ujawniono, że podczas uroczystości ogłoszone
    zostanie wznowienie dialogu teologicznego z Kościołem katolickim (rozmowy
    dotyczyć będą prymatu papieża).

    Przy okazji przypomniano, że po Soborze Watykańskim II prawosławny Kościół
    Grecji otrzymał od katolików relikwie św. Andrzeja Apostoła, Kościół w
    Jerozolimie - relikwie św. Saby, a na Krecie - św. Tytusa. O przekazanie
    relikwii Grzegorza z Nazjanzu i Jana Chryzostoma prosił Papieża Bartłomiej I
    podczas czerwcowego pobytu w Watykanie.

    Większość prawosławnych relikwii została zrabowana podczas wypraw krzyżowych w
    XIII w. Rzecznik Watykanu Joaquín Navarro-Valls sprzeciwił się sugestiom
    niektórych mediów, że uroczystość przekazania relikwii jest “zadośćuczynieniem”
    i “prośbą o wybaczenie” Kościołowi katolickiemu “za ich
    kradzież”: “Interpretacja ta jest z historycznego punktu widzenia niedokładna,
    ponieważ np. doczesne szczątki św. Grzegorza z Nazjanzu dotarły do Rzymu w VIII
    wieku, w czasach prześladowań ikonoklastów, aby je ocalić”.


    Wiesz radku to "przeciwstawienie się sugestiom" rzecznika Watykanu - to dla
    mnie rzecz .... denerwująca /mówiąc delikatnie/ - bowiem co by sie stało gdyby
    okreslono ten zwrot jako właśnie "zadośćuczynienie."
    Inna sprawa że siegnąłem ostatnio po dokumenty soboru watykańskiego II
    dotyczące m.in. stosunkom z Kościołami wschodu i "ekumenizmowi" - czutająca
    treści listów i dekretów papiepieża Pawła VI sprzed 40 lat - bierze zadziwienie
    jak mało zrobiono dla realizacji całkiem słusznych postulatów tych dokumentow.
    Do tematu wrócę :)
    Jesli chodzi o Twoje pytanie - prosze bardzo o nie - sprobujemy jakoś wspólnie
    podyskutować. A forum na beskidzie i werchowynie rozwija się powolutku.
    walorem tego ostatniego są wypowiedzi po łemkowsku... choć pisane łacinką.
    Odnośnie Twojego postu - po "przetrawieniu" go - też coś dorzucę od siebie.
    Przy czym podziwiam Twój "podlaski" patriotyzm i umiejetność wyszukiwanie
    naprawde ciekawych tekstów.
    Jesli chodzi o Birczę - na tamtym forum - wolno rozwijającym się - ciekawą
    postacią jest Darino - lokalny patriota- nie odżegnujący sie od ukraińskich
    korzeni /jak sądże z treści wypowiedzi !
    Pozdrawiam jak zawsze.... :)))

  • 01.12.04, 15:57
    Witam
    Zwrot Relikwi to wspanialy gest. Szkoda ze Rzecznik Watykanu zastosowal
    pokretne wytlumaczenia, troche psuje to pozytywna wymowe wydarzenia.
    W kwestii dokumentow soborowych chetnie dowiem sie czegos wiecej, szczegolnie
    na tematy "ekumeniczne". Nie mam na ten temat praktycznie zadnej wiedzy. Jedna
    z niewielu rzeczy ktore przychodza mi do glowy to wprowadzenie jezykow
    narodowych na miejsce laciny.
    Wracajac na Werchowyne zainteresowal mnie watek "Rozlam w Przemkowie". Czy
    moglbys Piotrze troche przyblizyc jak wygladaja te sprawy teraz. Troche na
    temat Lemkow mozna przeczytac na lamach PP, ale tam teksty dotycza Prawoslawia
    wsrod Lemkow. Troche dowiedzialem sie z polecanych przez Ciebie "Magur", to
    jednak dotyczylo dawnych lat. Lektura tego forum wprowadzila duzy zamet w moim
    umysle;) Wydawalo mi sie ze cos juz wiem a tu okazuje sie ze nie za bardzo. Co
    oznacza podzial na Lem-Lemkow i Lemkow-Ukraincow? Czy roznia sie zwyczajami,
    jezykiem? Z tego co sie zorientowalem to jeden z podzialow dotyczy religii, a
    inne linie podzialow?
    Jesli chodzi o forum Birczy to niezbyt przyjemne mysli nasuwaja sie z postow na
    temat cerkwi w Birczy i ich losow, szczegolnie tej ktora zostala wysadzona i
    nikomu nie przeszkadzal gruz.
    Dziekuje za cieple slowa dotyczace mojego patriotyzmu "podlaskiego", ten region
    naprawde jest bliski sercu.
    I zamiast postu wyszedl groch z kapusta, tak to jest jak chce sie napisac na
    zbyt wiele tematow na raz.
    Pozdrawiam
    R.
  • 01.12.04, 17:19
    Witam - zacznę od owych aktów watykanski - przytocze w dwóch postach dwa
    zaledwie fragmenty - jak będziesz ciekaw całości - służe pocztą.

    PAWEŁ BISKUP
    SŁUGA SŁUG BOŻYCH RAZEM Z OJCAMI ŚWIĘTEGO SOBORU NA WIECZNĄ RZECZY PAMIĄTKĘ
    DEKRET O EKUMENIZMIE

    9. Należy się zapoznać z duchem braci odłączonych. Nieodzowne jest do tego
    studium, które trzeba podejmować zgodnie z prawdą i życzliwie. Katolicy
    należycie przygotowani muszą zdobyć lepszą znajomość doktryny i historii, życia
    duchowego i kultowego, psychologii religijnej oraz kultury właściwej braciom.
    Do osiągnięcia tego wielce są pomocne zebrania, z udziałem obu stron, dla
    omówienia głównie kwestii teologicznych, gdzie by każdy występował jako równy
    wśród równych, byle tylko ich uczestnicy, pozostający pod nadzorem biskupów
    byli naprawdę rzeczoznawcami. Przez taki dialog ujawni się wyraźniej
    rzeczywisty stan Kościoła katolickiego. Na tej drodze da się lepiej poznać
    poglądy braci odłączonych i w odpowiedniejszy sposób wyłożyć im naszą wiarę.
    10. Naukę świętej teologii oraz innych dziedzin, zwłaszcza historycznych,
    należy podawać również i w aspekcie ekumenicznym, by coraz dokładniej
    odpowiadała faktycznemu stanowi rzeczy.Bardzo jest bowiem ważne, by przyszli
    duszpasterze i kapłani opanowali teologię w ten sposób ściśle opracowaną, a nie
    polemicznie, przede wszystkim gdy chodzi o sprawy dotyczące stosunku braci
    odłączonych do Kościoła katolickiego.
    Bo przecież od urobienia kapłanów zależy jak najbardziej niezbędne wychowanie i
    urobienie duchowe wiernych oraz zakonników.
    Również katolicy, oddający się pracy misyjnej na tych samych terytoriach co
    inni chrześcijanie, dziś szczególnie muszą się zapoznać z zagadnieniami i
    osiągnięciami, które w ich pracy apostolskiej wypływają z ekumenizmu.

    11. Sposób formułowania wiary katolickiej żadną miarą nie powinien stać się
    przeszkodą w dialogu z braćmi. Całą i nieskazitelną doktrynę trzeba przedstawić
    jasno. Nic nie jest tak obce ekumenizmowi, jak fałszywy irenizm, który przynosi
    szkodę czystości nauki katolickiej i przyciemnia jej właściwy i pewny
    sens.Równocześnie trzeba dogłębniej i prościej wyjaśniać wiarę katolicką, w
    taki sposób i w takim stylu, by i bracia odłączeni mogli ją należycie
    zrozumieć.
    Nadto w dialogu ekumenicznym teologowie katoliccy, którzy razem z braćmi
    odłączonymi poświęcają się studiom nad Bożymi tajemnicami, a trzymają się
    ściśle nauki Kościoła, powinni kierować się umiłowaniem prawdy oraz odznaczać
    się nastawieniem pełnym miłości i pokory. Przy zestawianiu doktryn niech
    pamiętają o istnieniu porządku czy «hierarchii» prawd w nauce katolickiej,
    ponieważ różne jest ich powiązanie z zasadniczymi podstawami wiary
    chrześcijańskiej. W ten sposób utoruje się drogę, która dzięki temu bratniemu
    współzawodnictwu pobudzi wszystkich do głębszego poznania i jaśniejszego
    ukazania niedościgłych bogactw Chrystusowych .
    15. Powszechnie również wiadomo, z jakim przywiązaniem chrześcijanie wschodni
    sprawują liturgiczne obrzędy, przede wszystkim obrzęd eucharystyczny, źródło
    życia Kościoła i zadatek przyszłej chwały; przez niego wierni złączeni z
    biskupem, mający dostęp do Boga Ojca przez Syna, Słowo Wcielone, umęczone i
    uwielbione, oraz w szczodrobliwości Ducha Świętego dostępują zjednoczenia z
    Przenajświętszą Trójcą, stawszy się «uczestnikami Bożej natury» (2 P 1, 4).
    Dlatego przez sprawowanie Eucharystii Pańskiej w tych poszczególnych Kościołach
    buduje się i rozrasta Kościół Boży , a przez koncelebrację przejawia się ich
    wspólnota (communio).W tym liturgicznym kulcie chrześcijanie wschodni
    wysławiają przepięknymi hymnami Maryję zawsze Dziewicę, którą Sobór powszechny
    w Efezie uroczyście ogłosił Najświętszą Boga Rodzicielką, by rzeczywiście i
    właściwie uznano, że według Pisma św. Chrystus jest Synem Bożym i Synem
    Człowieczym; czczą nadto wielu świętych, w tym Ojców Kościoła powszechnego.
    Skoro więc Kościoły te mimo odłączenia posiadają prawdziwe sakramenty,
    szczególnie zaś, na mocy sukcesji apostolskiej, kapłaństwo i Eucharystię,
    dzięki którym są dotąd z nami złączone najściślejszym węzłem, pewien
    współudział w czynnościach świętych (communicatio in sacris), w odpowiednich
    okolicznościach i za zgodą kościelnej władzy, jest nie tylko możliwy, ale i
    wskazany.
    Na Wschodzie znajdują się także bogate tradycje życia wewnętrznego, które w
    szczególny sposób wyraża zjawisko życia mniszego. Tam przecież już od chlubnych
    czasów Ojców świętych kwitła duchowość monastyczna, która przeniknęła potem na
    tereny zachodnie; z niej to jako ze swego źródła wzięła początek łacińska
    koncepcja życia zakonnego, w niej niejednokrotnie później znajdowała nowe siły.
    Toteż jest bardzo wskazane, by katolicy dużo częściej sięgali po te duchowe
    bogactwa Ojców wschodnich, które wznoszą człowieka całkowicie ku kontemplacji
    rzeczy Bożych.
    Niech sobie wszyscy uświadomią, że dla wiernego strzeżenia pełni tradycji
    chrześcijańskiej i dla pojednania chrześcijan wschodnich z zachodnimi
    niesłychanej wagi jest zapoznanie się, uszanowanie, poparcie i podtrzymanie
    przebogatej spuścizny liturgicznej i ascetycznej Wschodu.

    16. Ponadto Kościoły Wschodu już od samego początku kierowały się własnymi
    normami, ustalonymi przez Ojców świętych i Sobory, także powszechne. Jeżeli
    więc pewna różnorodność w obyczajach i zwyczajach wcale nie stoi na
    przeszkodzie jedności Kościoła, ale przydaje mu blasku i wiele wnosi do
    spełnienia jego posłannictwa, jak już wyżej wspomniano, Sobór święty dla
    uniknięcia wszelkich wątpliwości oznajmia, że Kościoły Wschodu pomne na
    nieodzowną jedność całego Kościoła mają możność kierowania się własnymi normami
    (disciplina), jako bardziej zgodnymi z charakterem swoich wiernych i bardziej
    przydatnymi dla dobra ich dusz. Całkowite przestrzeganie tej tradycyjnej
    zasady, której nie zawsze się trzymano, należy do tego, co jest bezwzględnie
    wymagane jako wstępny warunek przywrócenia jedności.
    17. Co powiedziano wyżej o uprawnionej różnorodności, wypada również stwierdzić
    o odmiennym teologicznym formułowaniu prawd wiary, ponieważ na Wschodzie i na
    Zachodzie do badań nad prawdą objawioną stosowano odmienne metody i podejścia w
    celu poznania i wyznawania prawd Bożych. Stąd nic dziwnego, że niektóre aspekty
    objawionych tajemnic czasem znajdują stosowniejsze ujęcie i lepsze naświetlenie
    u jednych niż u drugich, tak że trzeba powiedzieć, iż te odmienne sformułowania
    teologiczne nierzadko raczej się wzajem uzupełniają, niż przeciwstawiają. Gdy
    chodzi o autentyczne tradycje teologiczne chrześcijan wschodnich, to trzeba
    przyznać, że są one znakomicie zakorzenione w Piśmie św., że wspiera je i
    uwydatnia liturgia, a zasila żywa tradycja apostolska oraz pisma Ojców
    wschodnich i autorów ascetycznych, że zmierzają one do właściwego unormowania
    życia, a nawet do pełnej kontemplacji prawdy chrześcijańskiej.Obecny Sobór
    święty, składając Bogu dzięki za to, że wielu wschodnich synów Kościoła
    katolickiego, strzegących tej ojcowizny i pragnących żyć nią wierniej i
    pełniej, utrzymuje już w pełni łączność z braćmi sprzyjającymi tradycji
    zachodniej, oświadcza, iż ta cała spuścizna duchowa i liturgiczna, obyczajowa i
    teologiczna przynależy w swych różnorodnych tradycjach do pełnej katolickości i
    apostolskości Kościoła.

    Nie wiem niestety czy pod pojęciem Kościołow wschodu mieści ło sie pojęcie
    Kościoła Prawosławnego - ale chyba też :)
    Polecam "smakowaniu" styl owych dokumentów
    A za chwilę ciąg dalszy
    Birczy i okolicy postaram się poświęcic oddzielne posty - zwłaszcza że wiąze
    się z nią tragedia wiosek "państwa arłamowskiego"

  • 01.12.04, 17:29
    A tutaj dokończenie wątku i kolejne fragmenty :

    PAWEŁ BISKUP
    SŁUGA SŁUG BOŻYCH RAZEM Z OJCAMI ŚWIĘTEGO SOBORU NA WIECZNĄ RZECZY PAMIĄTKĘ
    DEKRET O KOŚCIOŁACH WSCHODNICH KATOLICKICH


    5. Historia, tradycje i bardzo liczne instytucje kościelne wspaniale świadczą o
    wielkich zasługach Kościołów Wschodnich wobec Kościoła powszechnego . Dlatego
    święty Sobór to kościelne i duchowe dziedzictwo nie tylko darzy należnym
    szacunkiem i słuszną czcią, ale także mocno jest przekonany, że stanowi ono
    dziedzictwo całego Kościoła Chrystusowego. Z tego powodu uroczyście oświadcza,
    że Kościoły Wschodu jak i Zachodu mają prawo i obowiązek rządzenia się wedle
    własnych osobnych przepisów, jako że zaleca je czcigodna starodawność oraz że
    bardziej odpowiadają obyczajom miejscowych wiernych i wydają się być
    przydatniejsze do zadbania o dobro dusz.
    6. Wszyscy chrześcijanie wschodni niech wiedzą i uważają to za rzecz
    niewątpliwą, że mogą i powinni zawsze zachowywać swoje prawowite obrzędy
    liturgiczne i swoje zasady karności, oraz że zmiany winny być wprowadzane
    jedynie dla właściwego i organicznego postępu. Wszystko to więc mają z
    największą wiernością zachowywać właśnie sami chrześcijanie wschodni, którzy
    też powinni zdobywać ciągle coraz większą znajomość tych rzeczy i coraz
    doskonalej je stosować, a gdyby ze względu na okoliczności czasu lub osób wbrew
    słuszności od nich odstąpili, niechaj starają się powrócić do tradycji
    odziedziczonej po przodkach. Ci zaś, którzy z racji czy to urzędu, czy
    apostolskiej posługi pozostają w częstych stosunkach z Kościołami Wschodnimi
    albo z ich wiernymi, mają nabrać znajomości i poszanowania obrzędów, karności,
    nauki, historii oraz ducha chrześcijan wschodnich, stosownie do powagi
    sprawowanego przez nich urzędu . Zakonom zaś i stowarzyszeniom obrządku
    łacińskiego, pracującym w krajach wschodnich albo wśród wiernych wschodnich,
    usilnie zaleca się, aby dla większej skuteczności apostolskiej pracy zakładali
    domy albo nawet prowincje obrządku wschodniego, o ile to tylko jest możliwe .

    PATRIARCHOWIE WSCHODNI
    7. Od najdawniejszych czasów istnieje w Kościele instytucja patriarchatu,
    uznana już przez pierwsze Sobory powszechne .Przez patriarchę wschodniego
    rozumie się biskupa, któremu przysługuje jurysdykcja nad wszystkimi biskupami,
    nie wyłączając metropolitów, klerem i ludem własnego terytorium lub obrządku,
    zgodnie z przepisem prawa i bez naruszania prymatu Biskupa Rzymskiego .
    Hierarcha jakiegokolwiek obrządku, ustanawiany gdziekolwiek poza granicami
    terytorium patriarchatu, pozostaje członkiem hierarchii patriarchatu tegoż
    samego obrządku zgodnie z przepisem prawa.

    8. Patriarchowie Kościołów Wschodnich, mimo że ich stolice pochodzą z różnych
    okresów, są jednak wszyscy sobie równi z racji godności patriarchy, z
    zastrzeżeniem jednak honorowego pierwszeństwa prawnie ustalonego .
    9. Wedle najdawniejszej tradycji Kościoła należy szczególną czcią otaczać
    patriarchów Kościołów Wschodnich, jako że każdy stoi na czele swego
    patriarchatu jako ojciec i głowa.Dlatego ten święty Sobór postanawia, aby ich
    prawa i przywileje zostały wznowione wedle starodawnych tradycji każdego
    Kościoła i postanowień Soborów powszechnych .
    Prawa zaś te i przywileje pokrywają się z tymi, które istniały w epoce
    łączności Wschodu z Zachodem, chociażby nieco należało je przystosować do
    dzisiejszych warunków.
    Patriarchowie ze swymi synodami stanowią wyższą instancję dla wszelkich spraw
    patriarchatu, nie wyłączając prawa ustanawiania nowych eparchii oraz mianowania
    biskupów swego obrządku w granicach terytorium patriarchatu, bez naruszania
    niepozbywalnego prawa Biskupa Rzymskiego interweniowania w poszczególnych
    wypadkach.

    10. To, co powiedziano o patriarchatach, odnosi się także, wedle przepisu
    prawa, do arcybiskupów większych, którzy stoją na czele całego jakiegoś
    Kościoła partykularnego albo obrządku .
    11. Ponieważ instytucja patriarchatu jest tradycyjną formą rządów w Kościołach
    Wschodnich, święty i powszechny Sobór życzy sobie, aby gdzie tego zajdzie
    potrzeba, erygować nowe patriarchaty, których tworzenie jest zastrzeżone
    Soborowi powszechnemu lub Biskupowi Rzymskiemu .
    26. Współudział w czynnościach liturgicznych (communicatio in sacris),
    szkodzący jedności Kościoła albo zawierający w sobie formalne przylgnięcie do
    błędu lub też niebezpieczeństwo zbłądzenia w wierze, zgorszenia i
    indyferentyzmu, jest z prawa Bożego zabroniony . Praktyka jednak duszpasterska
    wykazuje, że jeśli chodzi o braci wschodnich, można i powinno się wziąć pod
    uwagę różne sytuacje poszczególnych osób, kiedy to ani jedność Kościoła nie
    jest zagrożona, ani nie występuje niebezpieczeństwo, którego należy uniknąć,
    lecz przynagla konieczność zbawienia i dobro dusz. Dlatego Kościół katolicki,
    stosownie do okoliczności czasu, miejsca i osób, nieraz stosował i stosuje
    łagodniejszy sposób postępowania, dając wszystkim środki zbawienia i świadectwo
    miłości między chrześcijanami przez uczestnictwo w sakramentach i innych
    czynnościach i rzeczach świętych. Biorąc to pod uwagę, «abyśmy się nie stali
    przeszkodą do zbawienia z powodu surowości sądu dla tych, którzy się
    zbawiają» oraz dla coraz większego popierania jedności z Kościołami
    Wschodnimi, od nas odłączonymi - święty Sobór ustala następujący sposób
    postępowania:
    27. Zgodnie z wyżej wymienionymi zasadami można chrześcijanom wschodnim, którzy
    w dobrej wierze pozostają odłączeni od Kościoła katolickiego, udzielać
    sakramentów pokuty, Eucharystii i namaszczenia chorych - jeśli dobrowolnie o to
    poproszą i będą mieli należytą dyspozycję. Owszem, również katolikom wolno
    prosić o te sakramenty tych duchownych akatolickich, w których Kościele są
    ważne sakramenty, ilekroć doradzałaby to konieczność albo rzeczywisty pożytek
    duchowy, a dostęp do kapłana katolickiego fizycznie lub moralnie okazałby się
    niemożliwy .

    W Rzymie, u Świętego Piotra, dnia 21 listopada roku 1964. ****

    Co do tematów z Wechowyny - muszę sm tam zaglądnąc - co do podziałow
    łemkowskich - głowny podzial to przede wszystkim grekokatolicy z istoty rzeczy
    proukraińscy i "moskalofilscy" prawosławni - pamietasz - poruszaliśmy ten temat
    przy biografii niedawno zmarłego wnuka św. Maksyma "Gorlickiego"
    Ale do tematu trzeba będzie wrócic - tylko muszę co nieco poczytać na ten
    temat :(
    Pozdrawiam serdecznie

  • 01.12.04, 22:42
    Zajrzalem wieczorem na chwileczke i widze mnostwo nowej lektury:) Na razie nie
    ustosunkuje sie do tekstu poniewaz nie zapoznalem sie z nim, ale juz sie ciesze
    na lekture.
    Piotrze, moje pytania na temat Lemkow wziely sie wlasnie z naszych niedawnych i
    dawniejszych rozmow. Wydawalo mi sie, ze troche rozjasnilo mi w glowie, ale
    niestety nie do konca. Sadzilem, ze podzial dotyczy wyznania, ale nie jest tak
    ostry jak wynika z niektorych forumowych wypowiedzi. Wiem ze sa dwie organizacje
    lemkowskie, jedna zwiazana z grekokatolikami, a druga z prawoslawnymi. Popraw
    mnie jesli sie myle ale Lem-Lemko pochodzi od slowa lem. I ci Lemkowie uznaja
    sie za odredny narod, a Lemkowie-Ukraicy, wiadomo opowiadaja sie za
    przynaleznoscia do narodu ukrainskiego. Dziwia mnie takie podzialy, przeciez
    jedni i drudzy przeszli przez straszne doswiadczenia lat bezposrednio
    powojennych. To powinno laczyc, a nie dzielic.
    Na razie koncze swoje refleksje i zabieram sie do lektury.
    Jeszcze raz serdecznie pozdrawiam
    R.
  • 02.12.04, 15:42
    Witam
    Teksty soborowe na chwile obecna jeszcze analizuje (ale wielkie slowo:) i dzis
    wieczorem, lub jutro odniose sie do nich. W Dekrecie O Ekumenizmie moze nie
    podobac sie stwierdzenie o "braciach odlaczonych", ale generalna wymowa jest
    pozytywna. Drugi tekst dotyczy Kosciolow Wschodnich katolickich, co nie
    przeszkodzi mi oczywiscie w uwaznej lekturze.
    Zanim obszerniej wypowiem sie na te tematy chcialbym, jeszcze na chwile, wrocic
    do wydarzen I wojny swiatowej. Cytowany tekst dotyczy wlasnie tego okresu i
    zawiera watek Podlasia. Mysle ze bedzie to ciekawe uzupelnienie wczesniejszych
    rozmow.



    "Wieści o podpisaniu 9 lutego 1918 r. w Brześciu układu pokojowego pomiędzy
    państwami centralnymi a Ukrainą wywołał entuzjazm wśród galicyjskich Ukraińców.
    W niedzielę 10 lutego odbyła się we Lwowie wielka manifestacja poparcia, która
    zgromadziła na ulicach miasta wielotysięczny tłum. Dwa dni później, 12 lutego,
    w sali Towarzystwa „Ukrainśka Besida” we Lwowie zwołano zebranie Organizacji
    Ukraińców miasta Lwowa. Pierwotnym celem zebrania, w którym uczestniczyło ponad
    dwieście osób, miało być omówienie bieżących spraw organizacyjnych. Wobec
    podpisania układu pokojowego w Brześciu program zebrania zdominowały wydarzenia
    bieżące. Na wniosek posła Lonhyna Cehelskiego zmieniono porządek obrad oraz
    uchwalono rezolucję, w której oświadczano:

    1. Ukraińcy miasta Lwowa bez różnicy przynależności partyjnej i stanowej witają
    z uniesieniem ostateczne uznanie państwa ukraińskiego, jak również to, że
    poprzez podpisanie pokoju z Ukrainą uczyniono początek dla przywrócenie
    ogólnego pokoju;

    2. Szczególnie, jako akt sprawiedliwości dziejowej, witają Ukraińcy miasta
    Lwowa staroukraińskie [regiony]: męczeńską Ziemię Chełmską i męczeńskie
    Podlasie, które od zarania historii wschodniej Europy wchodziły, aż do jego
    upadku, w skład państwa staroukraińskiego i do dnia dzisiejszego zamieszkane są
    przez lud ukraiński, iż na powrót przywrócono je macierzystemu krajowi –
    Ukrainie, choć niestety część Podlasia ze staroukraińskimi miastami Bielsk i
    Drohiczyn pozostała poza granicami państwa ukraińskiego i jej narodowa
    przyszłość jest poważnie zagrożona.

    Dzień później, obradujący pod kierownictwem Kostia Łewyckiego Komitet Narodowy
    ogłosił rezolucje w sprawie zawarcia pokoju i zwrotu Ukrainie głównej części
    prastarych ziem ukraińskich – Chełmszczyzny i Podlasia. Podtrzymując stanowisko
    Organizacji Ukraińców miasta Lwowa, Komitet Narodowy oświadczył, że Zgłaszanie
    polskich pretensji do Chełmszczyzny i Podlasia Komitet Narodowy odrzuca jako
    przejaw polskiego imperializmu, niewytłumaczalnego ani faktycznymi stosunkami
    etnicznymi na tych obszarach, ani historią…"

    www.harazd.net/%7Enadbuhom/ArxivNBiN/zm/zm_Wysocki.htm
    Mam nadzieje, ze nie przeszkadza Ci chwilowy powrot do wczesniejszego tematu.
    Pozdrawiam
    R.
  • 02.12.04, 19:21
    Witam :
    Ale nam sie nadłozyło tematów ; wracasz do okresu I wojny - no tak historia
    obraca sie kołem :) Po 84-86 latach . dziś Ukrańcy znow walczą o prawdziwą
    wolnośc, przy polskim wspóludziale, kuczma/ czy kuczman jak kpili z niego "moi"
    Ukraińcy/ jedzie do Moskwy do cara-batiuszki na konsultacje - tańćząc taniec
    zdrajcy !!! Radek - to przerażająće że po prawie 15 latach "niby
    niepodległóści" okazuje się że los Ukrainy "wisi na włosku". Oderwanie się
    Donbasu-donieczczyzny to prawie pewna wojna domowa.Boję się o moich samborzan i
    lwowiaków !!!!!
    A jeśli chodzi o teksty soborowe wrócę do nich bo chcę Ciebie /Was/ zapoznać z
    tekstami które wiążą się z tematyką naszych rozmów- więc będzie z chwilę o
    stosunku do celibatu i "żenstwa" księży religii wschodu, a potem o stozunku do
    ŻYDÓW I Islamu.
    Do tematu łemkwoskich rozdarć obiecuję wrócić - proszę o cierpliwość
  • 02.12.04, 19:29
    SŁUGA SŁUG BOŻYCH RAZEM Z OJCAMI ŚWIĘTEGO SOBORU NA WIECZNĄ RZECZY PAMIĄTKĘ
    DEKRET O POSŁUDZE I ŻYCIU KAPŁANÓW

    16. Doskonała i dozgonna powściągliwość, zalecana przez Chrystusa Pana ze
    względu na Królestwo niebieskie , a w ciągu wieków, jak również i w naszych
    czasach, przez wielu chrześcijan chętnie przyjęta i chwalebnie zachowywana,
    była zawsze uważana przez Kościół za rzecz wielkiej wagi, szczególnie dla życia
    kapłańskiego. Jest ona bowiem znakiem, a zarazem bodźcem miłości pasterskiej i
    szczególnym źródłem duchowej płodności w świecie . Nie jest wymagana jednak
    przez kapłaństwo z jego natury, jak to okazuje się z praktyki Kościoła
    pierwotnego i tradycji Kościołów Wschodnich, gdzie oprócz tych, którzy z daru
    łaski ze wszystkimi biskupami wybierają zachowanie celibatu, występują również
    bardzo zasłużeni prezbiterzy żonaci. Gdy więc ten święty Sobór zaleca kościelny
    celibat, wcale nie zamierza zmieniać tej odmiennej dyscypliny, która jest
    prawnie uznana w Kościołach Wschodnich, a wszystkich, którzy w małżeństwie
    przyjęli prezbiterat, z wielką miłością zachęca, by trwając w świętym
    powołaniu, całkowicie i wielkodusznie nadal poświęcali swoje życie trzodzie im
    powierzonej .Celibat z wielu względów odpowiada kapłaństwu. Całe bowiem
    posłannictwo kapłana poświęcone jest służbie nowego człowieczeństwa, które
    Chrystus, zwycięzca śmierci, wzbudza przez Ducha swego w świecie i które ma
    swój początek „nie z krwi ani z żądzy ciała, ani też z woli ludzkiej, ale z
    Boga” (J 1, 13).

    O stosunku do Zydów :PAWEŁ BISKUP
    SŁUGA SŁUG BOŻYCH RAZEM Z OJCAMI ŚWIĘTEGO SOBORU NA WIECZNĄ RZECZY PAMIĄTKĘ
    DEKLARACJA O STOSUNKU KOŚCIOŁA DO RELIGII NIECHRZEŚCIJAŃSKICH

    . Zagłębiając tajemnicę Kościoła, święty Sobór obecny pamięta o więzi którą lud
    Nowego Testamentu zespolony jest duchowo z plemieniem Abrahama.Kościół bowiem
    Chrystusowy uznaje, iż początki jego wiary i wybrania znajdują się według Bożej
    tajemnicy zbawienia już u Patriarchów, Mojżesza i Proroków. Wyznaje, że w
    powołaniu Abrahama zawarte jest również powołanie wszystkich wyznawców
    Chrystusa, synów owego Patriarchy według wiary , i że wyjście ludu wybranego z
    ziemi niewoli jest mistyczną zapowiedzią i znakiem zbawienia Kościoła. Przeto
    nie może Kościół zapomnieć o tym, że za pośrednictwem owego ludu, z którym Bóg
    w niewypowiedzianym miłosierdziu swoim postanowił zawrzeć Stare Przymierze,
    otrzymał objawienie Starego Testamentu i karmi się korzeniem dobrej oliwki, w
    którą wszczepione zostały gałązki dziczki oliwnej narodów . Wierzy bowiem
    Kościół, że Chrystus, Pokój nasz, przez krzyż pojednał Żydów i narody i w sobie
    uczynił je jednością .
    Zawsze też ma Kościół przed oczyma słowa Apostoła Pawła odnoszące się do jego
    ziomków, «do których należy, przybrane synostwo i chwała, przymierze i zakon,
    służba Boża i obietnice; ich przodkami są ci, z których pochodzi Chrystus wedle
    ciała» (Rz 9, 4-5), Syn Dziewicy Maryi. Pamięta także, iż z narodu żydowskiego
    pochodzili Apostołowie, będący fundamentami i kolumnami Kościoła, oraz bardzo
    wielu spośród owych pierwszych uczniów, którzy ogłosili światu Ewangelię
    Chrystusową.
    Według świadectwa Pisma świętego Jerozolima nie poznała czasu nawiedzenia
    swego i większość Żydów nie przyjęła Ewangelii, a nawet niemało spośród nich
    przeciwstawiło się jej rozpowszechnieniu . Niemniej, jak powiada Apostoł,
    Żydzi nadal ze względu na swych przodków są bardzo drodzy Bogu, który nigdy nie
    żałuje darów i powołania . Razem z Prorokami i z tymże Apostołem Kościół
    oczekuje znanego tylko Bogu dnia, w którym wszystkie ludy będą wzywały Pana
    jednym głosem i «służyły Mu ramieniem jednym» (Sf 3, 9) .
    Skoro więc tak wielkie jest dziedzictwo duchowe wspólne chrześcijanom i Żydom,
    święty Sobór obecny pragnie ożywić i zalecić obustronne poznanie się i
    poszanowanie, które osiągnąć można zwłaszcza przez studia biblijne i
    teologiczne oraz przez braterskie rozmowy.
    A choć władze żydowskie wraz ze swymi zwolennikami domagały się śmierci
    Chrystusa , jednakże to, co popełniono podczas Jego męki, nie może być
    przypisane ani wszystkim bez różnicy Żydom wówczas żyjącym, ani Żydom
    dzisiejszym. Chociaż Kościół jest nowym Ludem Bożym, nie należy przedstawiać
    Żydów jako odrzuconych ani jako przeklętych przez Boga, rzekomo na podstawie
    Pisma świętego. Niechże więc wszyscy dbają o to, aby w katechezie i głoszeniu
    słowa Bożego nie nauczali niczego, co nie licowałoby z prawdą ewangeliczną i z
    duchem Chrystusowym.
    Poza tym Kościół, który potępia wszelkie prześladowania, przeciw jakimkolwiek
    ludziom zwrócone, pomnąc na wspólne z Żydami dziedzictwo, opłakuje - nie z
    pobudek politycznych, ale pod wpływem religijnej miłości ewangelicznej - akty
    nienawiści, prześladowania, przejawy antysemityzmu, które kiedykolwiek i przez
    kogokolwiek kierowane były przeciw Żydom.
    Chrystus przy tym, jak to Kościół zawsze utrzymywał i utrzymuje, mękę swoją i
    śmierć podjął dobrowolnie pod wpływem bezmiernej miłości, za grzechy wszystkich
    ludzi, aby wszyscy dostąpili zbawienia. /.../

    Radku - namawiam na uważną lekturę tych cytatów - by spostrzec jak np w zyciu
    polskich tzw katolików powyższe słowa są często ignorowane .

  • 02.12.04, 21:21
    Przeczytalem pierwszy z cytowanych przez Ciebie dokumentow soborowych. Musze
    przyznac ze jestem pod wrazeniem autentycznego ekumenizmu plynacego z tych slow.
    Mam nadzieje, ze slowa te dotycza rowniez Prawoslawia. Moze jest tam troche
    niezrecznych sformulowan o odlaczeniu, poniewaz moze to sugerowac ze Rzym jest
    wazniejszy, ale generalnie az milo sie czyta. Szkoda, ze do wielu kaplanow i
    wiernych nie dociera to, a przeciez od Soboru minelo juz 40lat. Szczegolnie
    przemowil do mnie ponizszy fragment.

    "Niech sobie wszyscy uświadomią, że dla wiernego strzeżenia pełni tradycji
    chrześcijańskiej i dla pojednania chrześcijan wschodnich z zachodnimi
    niesłychanej wagi jest zapoznanie się, uszanowanie, poparcie i podtrzymanie
    przebogatej spuścizny liturgicznej i ascetycznej Wschodu."

    Liturgia Kosciolow wschodnich jest naprawde wielkim bogactwem, dla wszystkich
    chrzescijan.
    Nie czytalem jeszcze Dekretu o posludze i Dekretu o stosunku do religii
    niechrzescijanskich, oczywiscie po lekturze podziele sie przemysleniami.
    Piotrze, oprocz forumowych cytatow chetnie przeczytam materialy w "jednym
    kawalku" wiec jesli nie bedzie to problem to prosze o przeslanie.
    Na koncu postu uzyles sformulowania "tzw. katolikow" mysle ze dobrze pasuje do
    do wiernych od sw. Brygidy, wlasciwie to mozna by chyba ich juz nazwac
    wyznawcami ks. pralata, ale to juz inna historia. Ale nie moglem powstrzymac sie
    od takiego komentarza po niedawnych wydarzeniach zwiazanych z osoba
    administratora parafii.
    Wydarzenia na Ukrainie staja sie coraz bardziej niepokojace. To co zrobil dzis
    Kuczma zakrawa na farse. Jak mozna zrobic cos takiego dla swoich rodakow. Nie
    pozostaje nic innego jak miec nadzieje, ze cala ta sytuacja zakonczy sie bez
    rozlewu krwi. Pozwole sobie zalinkowac stanowisko Cerkwi w tej sprawie

    www.cerkiew.pl/news.php?id=2357
    Jest to dosyc wywazone stanowisko, ale czy wystarczy dla uspokojenia?
    Piotrze pozdrawiam i zycze udanego weekendu, mam nadzieje, ze Twoim bliskim nic
    sie nie stanie i beda mogli zyc w wolnym kraju.
    Slawa Ukrajini
  • 03.12.04, 10:35
    Witam
    Wczorajszy post mial byc ostatnim przedweekendowym, ale korzystajac z chwili
    wolnej podczas pracy pomyslalem, ze warto podeslac cos pozytywnego. Dzis nie
    uda mi sie juz odezwac poniewaz wieczorem mamy gosci. Do klawiatury nie bedzie
    wiec czasu usiasc.

    www.cerkiew.pl/news.php?id=2360
    Jeszcze raz zycze wszystkiego dobrego
    R.
    P.S. A na dalszy ciag dyskusji cierpliwie czekam:)
  • 03.12.04, 18:15
    " Karydnal Lubomir Huzar powiedzial wczoraj że wraz z narodem ukraińskim
    podziela zaufanie do przywódcy opozycji Wiktora Juszczenki. Wyraził też
    nadzieję,że społeczność miedzynarodowa będzie mogła wywrzeć wpływ na to,co
    dziejesię na Ukrainie. W rozmowie z /.../ mówił że Jan Paweł II rozumie
    sytuację w jego kraju,która przypomina momenty wielkich zmian w Polsce.Zapytany
    o swe oczekiwania/.../ wyraził nadzieję na powstanie rządu,który będzie słuzył
    narodowi i wraz z nim będzie podzielal pragnienie prawdy..."
    Resztę Radku prosze poczytać w dzisiejszej wyborczej.
    Namawiam również na lekturę tegotygodniowej Polityki - jest tam wiele dobrych
    artykułów o sytuacji "za kordonnem"
    Pocztą przesyłam Ci Dekrety watykanskie - mam nadzieję że nie poczytasz tego za
    akt prozelityzmu :-)
    jeszcze w tym weekendzie prześlę na forum coś o ŁEMKACH ... w podrzeszowskim
    Tyczynie :)
    Pozdrawiam jak zawsze.... :)_
  • 07.12.04, 15:56
    Witam
    Piotrze, w tym tygodniu bedzie mi raczej trudno cos pisac. Sporo zajec, nieraz
    musze zabierac czesc pracy do domu. Jak tylko znajde chwilke na pewno sie
    odezwe.
    Serdecznie pozdrawiam
    R.
    P.S. Jeszcze raz dziekuje za przesylke
  • 13.12.04, 18:20
    Witam serdecznie po dlugiej przerwie
    Na wznowienie dyskusji nie bede sie zbytnio rozpisywac. Raczej sygnalizuje chcec
    dalszych rozmow. Ciekaw jestem Piotrze jakie refleksje nasunely sie Tobie po
    lekturze ostatnich podlaskich linkow? Chetnie dowiem sie tez czegos na temat
    Lemkow.
    Na poczatek tygodnia zachecam do wirualnej wedrowki po terenach doliny Bugu.
    Zalinkowana strona dotyczy co prawda glownie poludniowej strony Bugu, ale sa tez
    materialy z Drohiczyna i Mielnika. Goraco zachecam do obejrzenia zdjec, jest
    ich sporo i pokazuja piekno tej ziemi.

    www.siedlce.net/dolinabugu/
    Pozdrawiam
    R.
    P.S. Mam nadzieje, ze w tym tygodniu bede mial wiecej czasu na forum
  • 13.12.04, 20:35
    Cieszę się z Twojego powrotu :-))!!!!!!!

    A tytuł tego postu jest trochę przewrotny - bowiem w podrzeszowskim miasteczu
    Tyczynie nigdy chyba Łemkowei nie mieszkali - ale dziaał Wyższa szkoła
    społeczno Gospodarcza - której absolwentka /Wydzialu Socjologicznego Pani /już
    mgr :))) Małgorzata Szumilewicz "wyprodukowala" w 2003 roku bardzo ciekawą
    pracę magisterską pt Przejawy kultury łemkowskiej w Polsce poludniowo-
    wschodniej a opublikowal ją na swojej stronie amerykanski Łemko :
    www.lemko.org/polish/szum.html
    Dużym walorem tej pracy jest bogata bibliografia , w tym internetowa :

    2.www.bieszczady.opus.chelm.pl/dlud.html
    3.www.gory.com.pl/pasmagorskie/lemkowie
    4.www.dawydk.republika/pl/gorlice/strona/maksym_1
    5. www.folk.pl/Zespol/Oslawi.htm
    6. www.folk.pl/Zespol/lemkow.htm
    7.www.karpaty.edu.pl/teams/lemki/muzyka
    8. www.karpaty.edu.pl/teams/lemki/cerkwie.htm
    9. www.lemkounion.pl
    10. www.lemko.org.pl
    11.www.lemko.org/gazeta/lesniak/czekaj.html
    12. www.lemko.org/gazeta/lesniak/serencza.htm
    13.www.lemko.org/polish/zakorzenienie
    14. www.lemko.org/lih/wiktorp
    15. www.lemko.org/polish/jaworzno.html
    16. www.lemkowiewinteria
    17.www.mlodek.republika.pl/lemkowie
    18. www.mlodek.republika.pl/swieta
    19. www.nowe.panstwo.pl
    20. www.nowysacz.pl/muzeum
    21. www.pecuch.art.pl
    22. www.rzeszow.org.pl
    23. www.republika.pl
    24. www.republika.pl/hubertusz/religia_roznice.htm
    25. www.wiem.onet.pl
    26. www.zb.eck.pl

    A o podziałach w srodowisku łemkowskim prosze poczytać też na walterowskim
    sajcie

    www.lemko.org/polish/zakorzenienie/index.html
    Wracając do Twego pytania - zalinkowany tekst o Wirowie - piękny, wzruszający
    i ... w jednym miejscu ...bulwersujący - cytuje "Nastał rok 1875, rok
    zjednoczenia z Cerkwią Prawosławną resztek unitów w Cesarstwie Rosyjskim"
    Oj Radku - jak to "zjednoczenie" wyglądało to chyba wiemy... Pratulin ...itd.
    Ale tekst w całości naprawdę bardzo piękny- myslę że w podobnej smutno
    sentymentalnej tonacji można by napisać o niejednej wiosce Ukraińców i Łemków
    galicyjskich
    Nie kończę swej obecności tutaj bowiem zaraz następny post - myslę ze
    Cię /Was ???/zaciekawi




  • 13.12.04, 20:49
    Dzisiaj jeszcze Radku pozwalam sobie zacytować dwa dokumenty - dzieli je 53
    lata historii ;
    Najpierw- nadal obowiązujący wyrok komunistyczno-polsko-stalinowskiego sądu :

    Wyrok Sądu Najwyższego - Izba Karna
    z dnia 22 września 1950 r.
    K. 1147/50
    Zbiór Orzeczeń SN 1951/2 poz. 18
    Ukraińska Powstańcza Armia (U.P.A), powołana do życia przez działające w
    interesie Niemiec hitlerowskich zrzeszenie polityczne „Ukraiński Narodowy
    Komitet”, miała na celu tępienie elementu polskiego i żywiołów
    antyfaszystowskich na terenach Ukrainy oraz walkę ze Związkiem Radzieckim w
    oparciu o hitlerowską Rzeszę Niemiecką, wobec czego stanowi organizację
    przestępną w rozumieniu art. 4 dekretu sierpniowego.

    ów dekret sierpniowy z 1944 roku stanowił surowe kary /od 3 lat do kary
    śmierci!!! za przynależności do organizacji faszytowskich typy gestapo,sa .ss
    etc - większy fragment zacytuje jutro.
    A sam wyrok -kuriozalny /i nadal obowiązyjącyb!!!/w swej treści- bo wynika z
    niego m.in. że UPA działało tylko na terenie ... Ukrainy :)) /chyba z
    Bieszczadami, Beskidem i Zamojszczyzną włącznie :)
    No i drugi dokument :


    OŚWIADCZENIE SEJMU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
    z dnia 10 lipca 2003 r. w związku z 60. rocznicą tragedii wołyńskiej

    Sześćdziesiąta rocznica tragedii ludności polskiej na Wołyniu i w Galicji w
    czasie niemieckiej okupacji skłania do myślenia o przeszłości i o przyszłości
    polsko-ukraińskiego sąsiedztwa. Tragedii Polaków mordowanych i wypędzanych z
    ich miejsc zamieszkania przez zbrojne formacje Ukraińców towarzyszyły również
    cierpienia ludności ukraińskiej - ofiar polskich akcji zbrojnych. Była to
    tragedia obu naszych narodów.
    Pomordowanym i poległym na Wołyniu i w Galicji należy się szacunek i pamięć.
    Pochylamy głowy przed niewinnymi ofiarami.
    Nie może być usprawiedliwienia dla terroru, przemocy i okrucieństwa. Prawda o
    tamtych dramatycznych latach jest bolesna dla wszystkich. Polacy i Ukraińcy
    powinni ją jednak poznawać. Prawda, choćby najbardziej tragiczna, jest
    niezbędna do budowy trwałego porozumienia.
    Bolesne doświadczenia powinny stanowić dla nas również źródło refleksji o tym,
    że na nienawiści i konfliktach pomiędzy nami korzystali nasi przeciwnicy, a my -
    zawsze traciliśmy.
    Historia Europy jest pełna przykładów narodowych waśni, wojen, krwi i
    okrucieństwa, ale są też przykłady pojednania i porozumienia narodów, które
    chciały i potrafiły przezwyciężyć najtrudniejszą nawet przeszłość. Moralnym
    obowiązkiem tych, których sumienia wciąż porusza tragedia sprzed 60 lat, jest
    wezwanie do pojednania naszych narodów w imię przyszłości, w imię wspólnoty
    celów. Niech umiejętność przebaczania stanie się fundamentem lepszej
    przyszłości, dobrego sąsiedztwa i przyjaźni polsko-ukraińskiej.

    W następnych postach postaram się wracać do wątków wynikających Z TYCH CYTATÓW

    Zapraszam do dyskusji
    A o "Dolinie Bugu" wypowiem się też jeszcze - ale do jutra :)
    Pozdrawiam jak zawsze serdecznie - Radku - gdzie ta zima ?????:-((((




  • Gość: diakon Piotr IP: 212.182.32.* 13.12.04, 20:42
    Drodzy Weterani Wątku "Grekokatolicy w Rzeszowie",

    Wtrące moje trzy grosiki, żebyście nie myśleli, żem umarł.

    1) Kijowski pl. Niepodległości to "Majdan Nezałeżnosti", a nie
    "Maneż Słobody".

    2) Jeśli chodzi o politykę WP wobec Ukraińców, to najnowszą monografią jest
    praca płka Kowalskiego "Mniejszości narodowe w siłach zbrojnych II
    Rzeczypospolitej Polskiej" (Toruń, chyba 1998 r.).

    3) Jest w teologii moralnej zasada "res clamat ad dominum", tzn. kradzione
    trzeba oddać. Relikwie zagrabione przez krzyżowców są oddawane właśnie na
    tej zasadzie, a przede wszystkim dla okazania miłości (bo nie wszystkie
    są skradzione). Nie oznacza to natomiast zmiany doktryny katolickiej w
    przedmiocie prymatu papieskiego.

    I to by było na tyle. ;-)

    diakon Piotr

    PS. Cieszę się, że tekst Klingera się podobał.

  • 13.12.04, 21:07
    Witam Księdza Piotra - poprawka oczywiście zasadna ! - dziękuje

    A ja dzisiaj zacytyje treści paru dokumentów świadczących o tym że państwo
    polskie /w wydaniu prl-u/ zachwywało się jak złodziej wobec mienia łąmkwskiego
    i ukraińskiego :
    ROZPORZĄDZENIE MINISTRA SPRAWIEDLIWOŚCI z dnia 14 stycznia 1963 r.

    w sprawie określenia miejscowości, na obszarze których księgi wieczyste
    utraciły moc prawną.
    Na podstawie art. 5 ustawy z dnia 17 lutego 1960 r. o utracie mocy prawnej
    niektórych ksiąg wieczystych (Dz. U. Nr 11, poz. 67) zarządza się, co
    następuje:
    § 1. Tracą moc prawną i podlegają z urzędu zamknięciu księgi wieczyste
    (hipoteczne, gruntowe) nieruchomości położonych w następujących
    miejscowościach:
    1) województwa rzeszowskiego:
    a) powiat brzozowski: wieś Hroszówka;
    b) powiat gorlicki: wsie - Bartne, Kunkowa, Leszczyny, Nieznajowa, Nowica,
    Owczary (dawniej Rychwałd) w gromadzie Sękowa, Przysłup, Radocyna, Regietów,
    Ropki, Skwirtne, Wapienne, Wysowa, Wołowiec;
    c) powiat przemyski: wsie - Dobrzanka, Jaskmanice w gromadzie Krówniki,
    Kopysno, Krajna, Krzeczkowa, Leszczyny, Łodzinka Dolna, Łodzinka Górna, Medyka,
    Nowe Sady (dawniej Hujsko), Siedliska w gromadzie Krówniki;
    d) powiat sanocki: wsie - Balnica, Darów, Dolina (z wyjątkiem Kw nr 732, 958,
    1144, 1145, 1254, 1354, 1667 oraz ksiąg założonych po dniu 1 stycznia 1947 r.),
    Jawornik, Karlików, Kamienne (z wyjątkiem Kw nr 466 i 481 oraz ksiąg założonych
    po dniu 1 stycznia 1947 r.), Kreców, Łupków, Mików, Moszczaniec, Osławica,
    Polany Surowiczne, Płonna (z wyjątkiem Kw nr 477, 478, 479, 480 i 1159),
    Przybyszów, Prełuki, Ratnawica, Szczawne (z wyjątkiem Kw nr 468, 1192 i 1576
    oraz ksiąg założonych po dniu 1 stycznia 1947 r.), Surowica, Smolnik,
    Siemuszowa (z wyjątkiem Kw nr 474 oraz ksiąg założonych po dniu 1 stycznia 1947
    r.), Wisłok Wielki, Wola Piotrowa, Wola Niżna, Wola Wyżna, Wola Michowa, Wola
    Krecowa (Wola Krecowska), Wysoczany, Zawadka Morochowska;
    e) powiat ustrzycki: wsie - Arłamów, Grąziowa, Jamna Dolna, Jamna Górna,
    Jureczkowa, Netrebka;
    2) województwa krakowskiego powiatu nowotarskiego w mieście Szczawnicy dawne
    gminy katastralne Szlachtowa whl od nr 1 do 1741, Jaworki whl od 1 do 1359,
    Czarna Woda whl od nr 1 do 392 i Biała Woda whl od nr 1 do 992.
    § 2. Rozporządzenie wchodzi w życie z dniem ogłoszenia.

    DEKRET z dnia 27 lipca 1949 r.

    o przejęciu na własność Państwa nie pozostających w faktycznym władaniu
    właścicieli nieruchomości ziemskich, położonych w niektórych powiatach
    województwa białostockiego, lubelskiego, rzeszowskiego i krakowskiego.
    Na podstawie art. 4 Ustawy Konstytucyjnej z dnia 19 lutego 1947 r. o ustroju
    i zakresie działania najwyższych organów Rzeczypospolitej Polskiej i ustawy z
    dnia 2 lipca 1949 r. o upoważnieniu Rządu do wydawania dekretów z mocą ustawy
    (Dz. U. R. P. Nr 41, poz. 302) - Rada Ministrów postanawia, a Rada Państwa
    zatwierdza, co następuje:
    Art. 1. 1. Mogą być przejmowane na własność Państwa w całości lub w części
    nieruchomości ziemskie, położone w województwach: białostockim, lubelskim,
    rzeszowskim i krakowskim w obrębie pasa granicznego, przewidzianego w
    rozporządzeniu Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 23 grudnia 1927 r. o
    granicach Państwa (Dz. U. R. P. z 1937 r. Nr 11, poz. 83), oraz w powiatach:
    biłgorajskim, krasnystawskim i lubelskim województwa lubelskiego oraz
    brzozowskim i przeworskim województwa rzeszowskiego, jeżeli nie pozostają w
    faktycznym władaniu właścicieli.

    2. Przepis ust. 1 stosuje się również do nieruchomości położonych na obszarze w
    tym ustępie określonym, a pozostających w użytkowaniu, dzierżawie lub zarządzie
    osób trzecich, jeżeli właściciel nie zamieszkuje na miejscu.

    Art. 2. 1. Państwo przejmuje nieruchomości ziemskie na własność w stanie wolnym
    od obciążeń, z wyjątkiem służebności gruntowych, których utrzymanie w mocy
    władza orzekająca o przejęciu uzna za niezbędne.

    2. Sprawy odpowiedzialności Państwa za obciążenia przejętych nieruchomości
    uregulują odrębne przepisy.

    Art. 3. 1. O przejęciu nieruchomości ziemskich na własność Państwa orzeka
    powiatowa władza administracji ogólnej.

    2. Minister Rolnictwa i Reform Rolnych w porozumieniu z Ministrem Administracji
    Publicznej ustali w drodze rozporządzenia sposób określenia przejmowanych na
    własność Państwa nieruchomości ziemskich, w razie gdy ich granice zostały
    zatarte, oraz tryb postępowania w przypadku, gdy właściciel nieruchomości jest
    nieznany.

    Art. 4. 1. Orzeczenie o przejęciu nieruchomości ziemskiej na własność Państwa
    stanowi podstawę do ujawnienia w księgach wieczystych i w zbiorach dokumentów
    na wniosek powiatowej władzy administracji ogólnej przejścia własności na rzecz
    Skarbu Państwa.

    2. Jednocześnie z ujawnieniem prawa własności Skarbu Państwa ulegają
    wykreśleniu z księgi wieczystej wszelkie obciążenia z wyjątkiem utrzymanych w
    mocy służebności gruntowych.
    /.../
    Art. 8. 1. Wykonanie zapadłych przed wejściem w życie niniejszego dekretu
    orzeczeń sądowych jak również toczące się lub wszczęte postępowanie sądowe o
    przywrócenie posiadania lub wydanie nieruchomości położonych na obszarze
    określonym w art. 1 ulega zawieszeniu na wniosek władzy administracji ogólnej I
    instancji lub Prokuratorii Generalnej.

    2. Postępowanie może być podjęte na wniosek strony po upływie jednego roku od
    dnia zawieszenia, o ile przedstawi ona dowód, że nie zostało wszczęte
    postępowanie przewidziane w art. 3.

    Art. 9. Wykonanie niniejszego dekretu porucza się Ministrom: Rolnictwa i Reform
    Rolnych, Administracji Publicznej oraz Sprawiedliwości.
    Art. 10. Dekret niniejszy wchodzi w życie z dniem ogłoszenia.

    Oto wszystkie miejscowości dla korych "skasowano" dowody własności ziemi /owe
    księgi wieczyste / dotyczyły miejscowości zamieszkiwanych przez Ukraińców i
    Łemków ....


  • 14.12.04, 15:43
    Witam
    Dzieki za spora porcje linkow, sporo czasu zajmie przekopanie sie przez
    wszystko. Za to na pewno rozjasni mi sie w glowie. Na razie po lekturze
    www.lemko.org/polish/zakorzenienie/index.html dowiedzialem sie o jeszcze jednej
    samoidentyfikacji Lemkow, o Karpatorusinach. Zabralem sie rowniez za lekture
    polecanej przez Ciebie pracy magisterskiej, sporo tego. Na razie zauwazylem
    cos co chyba jest pomylka (?)
    "Ludność łemkowska zamieszkuje dziś południowy pas województw podkarpackiego i
    małopolskiego, wschodni pas województwa lubelskiego, wschodnią część
    mazowieckiego (powiat łosicki) i południową województwa podlaskiego (granicę
    zachodnią dialektolodzy zakreślają linią łączącą Bielsk Podlaski – Siemiatycze –
    Parczew; Łęczną – Krasnystaw – Zamość – Biłgoraj – Leżajsk; Jarosław – Krosno –
    Gorlice, Szczawnicę)13."
    Wydaje mi sie ze chodzi raczej o ludnosc ukrainska, w przeciwnym wypadku bede
    musial przyznawac sie do pochodzenia lemkowskiego:)) Tak na powaznie to powiat
    losicki jest polozony niedaleko od linkowanych ostatnio terenow doliny Bugu.
    Sadzac po nazwiskach tam wystepujacych, zdecydowana wiekszosc ludnosci to
    spolonizowani Rusini.
    Dzieki lekturze dowiedzialem sie ze rowniez na Lemkowynie Unia spotykala sie z
    oporem ludnosci, wczesniej sadzilem ze jedynym osrodkiem sprzeciwu byla ziemia
    brzeska i przylegajace Podlasie.
    Tekst o Wirowie zalinkowalem zeby pokazac smutne losy podlaskich Rusinow. Co do
    1875 roku to mam odmienne uczucia niz autor, zreszta pisalem tu juz o tym, ze
    wydarzenia te dotknely rowniez wies rodzinna mojej mamy. Mowilem tez ze te
    wydarzenia na pewno przyczynily sie w pewnym stopniu do polonizacji ludnosci
    ruskiej. Przykre jest ze Podlaszucy zostali pozbawieni swojej swiadomosci
    narodowej, tego juz sie nie da odwrocic:(
    Cytowany w nastepnym poscie wyrok jest ciekawy, czyzby tereny Beskidu Niskiego
    i Bieszczadow nalezaly wtedy do Ukrainy;) Ciekawe czy to niedopatrzenie czy
    niewiedza?
    Jesli juz poruszany jest temat UPA to zacytuje (mam nadzieje, ze nie poraz
    drugi) tekst z PP dotyczacy wydarzen na terenach, jak to okreslil autor, kotla
    chelmsko-wolynskiego. Sadze, ze warto zerknac, tekst ciekawy i pokazujacy
    skomplikowane tlo tamtych wydarzen.

    "Niedawno jeszcze niebo czerwieniło się od płonących ukraińskich wsi, a ziemię
    pokrywały trupy zabitych niewinnych dzieci, kobiet, starych ludzi oraz silnych
    potężnych mężczyzn. Ukraińskie wioski zamieniały się w pustelnie. A teraz łuna
    bije nad polskimi osadami. Walk nie słychać, ale niebo czerwienieje.
    Chełmszczyzna zamienia się w całkowitą pustelnię... - wspomina lata 1943-1944
    Ukrainiec Hryhorij Steciuk"

    "Jednak, jak się wydaje, głównym celem krwawego mordu w Pawłowie pozostaje -
    oprócz pacyfikacji tyłów frontowych niemieckich - utrwalenie podziału, aby
    Ukraińcy i Polacy żyli w wiecznej niezgodzie i walce. Dowodem może być
    zaopatrywanie w broń zarówno polskich, jak i ukraińskich oddziałów samoobrony
    na obszarze od Podlasia, Polesia, przez Wołyń i Nadbuże po Galicję, o ile tylko
    one (rzeczone oddziały) o to się zwróciły. Faktem dość częstym były również
    pacyfikacyjne akcje we wsiach ukraińskich za zbrodnie ekstremistów ukraińskich
    na narodzie polskim (ludności cywilnej). Wówczas Niemcy rzucali pomocnicze
    oddziały Wehrmachtu złożone także z Polaków i własowców, którzy grabili ludność
    ukraińską i gwałcili kobiety, co znów wywoływało gwałtowne odwety na Polakach.
    W oficjalnych wystąpieniach w 1943 i pierwszym kwartale 1944 roku piętnowali
    tych, którzy mordowali, choć jak wiemy, sami to robili przy pomocy wszelkich
    jednostek, jakie były pod ręką."

    "W Hrubieszowskiem w akcjach przeciw Ukraińcom "przodowały" grupy BCh. Okupant
    hitlerowski był w tym czasie jakby wrogiem drugoplanowym. Czyniły tak również
    pododdziały mające żywe kontakty z oddziałami sowieckimi (partyzantką
    komunistyczną), przenikającymi zza Buga. "Nici", za które pociągano, wiodły do
    Moskwy, zwłaszcza do biur Związku Patriotów Polskich."

    "Akcja przeciwko ludności ukraińskiej w jednym miejscu wywoływała kontrakcję na
    ludności polskiej w innym. Armia Krajowa, mająca dokładne rozeznanie z racji
    rozwiniętych struktur i wywiadu w terenie orientowała się w tym dobrze. BCh,
    działające niejednokrotnie chaotycznie, a przede wszystkim AL, inspirowana
    przez "informatorów wywiadu sowieckiego", pyszniła się zwycięstwami, mającymi
    potem krwawe skutki, a winą obarczała ZWZ-AK. W jednym z raportów dowódca
    pododdziału BCh cieszy się, że Niemcy salutowali nasze oddziały, gdy te
    ostatnie dokonały likwidacji ukraińskich wiosek Modryń i Modryniec."

    "Na zakończenie warto zapoznać się z fragmentami raportów i rozkazów AK WiN,
    opisującymi prolog Akcji Wisła w rejonie powiatu włodawskiego i chełmskiego.
    Niech jego treść wzbudzi refleksje nad skomplikowaniem stosunków
    narodowościowych, politycznych i wyznaniowych w rejonie nazwanym przeze mnie na
    początku "kotłem chełmsko-wołyńskim".

    "Władysław" z inspektoratu chełmskiego meldował 20 maja 1946 roku o
    przybyciu na jego obszar 1600 ludzi piechoty, 4 samolotów, zwiadu konnego,
    czyli 55 pułku piechoty z Olsztyna, mającego, głównie w rejonie Włodawy,
    dokonać pacyfikacji Ukraińców. Raport mówi, że żołnierze Polacy nie lubią
    komuny i mówią, że jak pójdą w lasy - to chcieliby, żeby żołnierzy AK można
    było rozróżniać. Dowódca prosił o zachowanie ostrożności, zamaskowanie ludzi,
    bo np. 53 p.p. - według informacji jednego z podoficerów WP - ma cichy zakaz
    walczyć przeciwko polskiej partyzantce z AK. W związku z powyższymi
    informacjami i rozwojem wydarzeń okresu wojny i okupacji, dowództwo AK zaleca:
    W akcji przeciwko Ukraińcom idzie wojsko - Polacy dobrzy - proszę ostrzec
    chłopców przed starciami z nimi... unikać starć i spotkań. Akcja skierowana
    była przeciwko Ukraińcom. Chodziło między innymi o to, by nie mieć w lesie
    dwóch wrogów - partyzantki polskiej i ukraińskiej pod hasłami
    antybolszewickimi. Przyszedł później czas, że zabrano się i do ostatecznej
    rozprawy z AK i wszelką opozycją. Polacy "dobrzy" stanęli przeciwko Polakom - w
    danych warunkach politycznych - nieco gorszym. Żywioły wojny mają odrębną
    logikę i prawa. A może jest zawsze tak, jak konkluduje w jednym z
    rękopisów "Zrąb" z lubelskiego kręgu AK, cytując za Cyceronem: Qui leges
    sine meribus? (Cóż znaczą prawa bez obyczajów?) I ten ostatni znak zapytania
    stawiam przed współczesnymi właśnie tutaj"

    www.pporthodoxia.com.pl/artykul.php?id=404
    Zeby nie konczyc smutnym linkiem rzuce jeszcze krotkie haslo kulinarne. Czy
    znasz Piotrze potrawe pod nazwa Sycze? Nie jest to zbyt skomplikowane danie,
    trzeba utluc ziemniaki z maslem i dodac drobno posiekana cebule. Pozniej
    powinno sie to podgrzac w piecu, ale w domu smazymy te "placki" na patelni -
    tak latwiej. Najlepiej smakuja z sosem w ktorym sa drobne kawalki miesa, ale
    powinno sie je spozywac ze zsiadlym mlekiem. Pysznosci. Temat kulinarny
    przyszedl mi do glowy gdy patrzylem na mape okolic Siemiatycz - nastepna stacja
    kolejowa to wlasnie Sycze, ale z tego co znalazlem nazwa ta nie ma nic
    wspolnego z jedzeniem.
    Tak ogolnie to ostatnie nasze posty nie sa zbyt wesole, chociaz cieszy wizyta
    Diakona Piotra. Niebawem wglebie sie w tekst dotyczacy skasowania ksiag
    wieczystych, na razie moge tylko dodac, ze to nie jedyny
    przyklad "praworzadnosci" PRL-u.
    Mam nadzieje, ze nie zanudzilem dlugoscia postu.
    A zimy jak nie bylo tak nie ma:(
    Serdecznie pozdrawiam
    R.
  • 14.12.04, 17:06
    Witam serdecznie !!!!
    Twoj ostatni post jest tak bogaty w treści że będę go musiał "potrawić" kilka
    dni /brak czasu itd :(

    Mam przygotowane coś niecoś na temat UPA ale teraz przez kilka postów chće
    pociągnąc temat związany z usankcjonowanym przez PPolskie rabunkiem
    mienia "obywateli polskich narodowości ukraińskiej". czekająć na twój powrót do
    dyskusji odgrzebałem trochę starych aktów prawnych i oto rezultatu.
    Jak wiesz zapewne pierwszym etapem represji wobej ludności ruskiej były po
    wojnie "dobrowolne" wyjazdy do ZSRR.
    W ślad za nimi następowały akty prawne legalizujące rabunek mienia
    poukraińskiego / bowiem sprawy ksiąg wieczystych od których zcząłem to już lata
    1960 - 1970 !!!!!. OTo pierwszy z dokumentów :
    DEKRET z dnia 5 września 1947 r.

    o przejściu na własność Państwa mienia pozostałego po osobach przesiedlonych do
    Z. S. R. R.
    Na podstawie art. 4 Ustawy Konstytucyjnej z dnia 19 lutego 1947 r. o ustroju i
    zakresie działania najwyższych organów Rzeczypospolitej Polskiej i ustawy z
    dnia 4 lipca 1947 r. o upoważnieniu Rządu do wydawania dekretów z mocą ustawy
    (Dz. U. R. P. Nr 49, poz. 252) -Rada Ministrów postanawia, a Rada Państwa
    zatwierdza, co następuje:
    Art. 1. 1. Wszelkie mienie ruchome i nieruchome osób przesiedlonych do Z. S.
    R. R. pozostałe na obszarze Państwa Polskiego przechodzi z mocy samego prawa z
    chwilą przesiedlenia tych osób na własność Państwa bez odszkodowania.
    2. Na własność Skarbu Państwa przechodzi również mienie osób prawnych,
    których istnienie lub działalność wskutek przesiedlenia do Z.S.R.R. ich
    członków lub osób tą działalnością objętych stała się bezprzedmiotowa. Do
    stwierdzenia tej okoliczności powołana jest władza właściwa do sprawowania
    nadzoru państwowego nad daną kategorią osób prawnych.
    Art. 2. 1. Prawa osób trzecich z tytułu umów o przeniesienie własności mienia,
    o którym mowa w art. 1, zawartych ważnie przed datą przesiedlania, zostają
    zachowane.

    2. Mienie przechodzi na własność Państwa wolne od wszelkich długów i ciężarów z
    wyjątkiem służebności, których utrzymanie w mocy uzna za niezbędne powiatowa
    władza administracji ogólnej. Sprawa odpowiedzialności Państwa za długi i
    ciężary zostanie uregulowana w odrębnych przepisach.


    Art. 3. 1. Przejście mienia na własność Państwa i datę tego przejścia (art. 1)
    ustalają w drodze orzeczenia okręgowe urzędy likwidacyjne, a w stosunku do
    nieruchomości ziemskich - powiatowe władze administracji ogólnej.

    2. Rozporządzenie Ministra Skarbu i Ministra Rolnictwa i Reform Rolnych wydane
    w porozumieniu z właściwymi ministrami ustali tryb orzekania o przejściu mienia
    na własność Państwa.

    3. Osoba roszcząca prawo własności do mienia, objętego orzeczeniem, o którym
    mowa w ust. 1, może wystąpić do sądu z pozwem o uznanie jej własności. W razie
    prawomocnego uznania jej własności właściwa władza (ust. 1) zarządzi wznowienie
    postępowania administracyjnego. Wznowienie to może nie nastąpić w stosunku do
    przejętych na własność Państwa nieruchomości ziemskich, natomiast właścicielom
    tych nieruchomości służyć będą w tym przypadku uprawnienia, przewidziane w art.
    2 dekretu z 28 listopada 1945 r. o przejęciu niektórych nieruchomości
    ziemskich na cele reformy rolnej i osadnictwa (Dz. U. R. P. Nr 57, poz. 321).

    Art. 4. 1. Ujawnienie w księgach wieczystych lub rejestrach publicznych
    przejścia na własność Państwa mienia, o którym mowa w art. 1, oraz wykreślenie
    długów i ciężarów (art. 2 ust. 2) nastąpi na wniosek właściwej władzy (art. 3
    ust. 1) na podstawie orzeczenia, ustalającego prawo własności tego mienia na
    rzecz Państwa. Dla wykreślenia służebności konieczne jest złożenie urzędowego
    odpisu prawomocnego orzeczenia powiatowej władzy administracji ogólnej,
    uznającego służebność za wygasłą.

    2. Dokumenty, wnioski i wpisy do ksiąg wieczystych lub rejestrów publicznych,
    oparte na przepisach dekretu niniejszego, są wolne od opłat sądowych i opłaty
    skarbowej.

    Art. 5. 1. Zabezpieczenie mienia wymienionego w art. 1 oraz wykonywanie
    wszelkich czynności związanych z zachowaniem jego substancji Jak również
    zmierzających do korzystania z niego w granicach zwyczajnych potrzeb
    gospodarczych należy do właściwości okręgowych urzędów likwidacyjnych.

    2. Minister Skarbu ustali w drodze rozporządzenia, wydanego w porozumieniu z
    Ministrami Administracji Publicznej oraz Rolnictwa i Reform Rolnych,
    uprawnienia okręgowych urzędów likwidacyjnych w zakresie zabezpieczenia i
    czasowego korzystania z tego mienia, oznaczy kategorie mienia, które będą
    przekazane w zarząd właściwym ze względu na rodzaj mienia władzom, oraz ustali
    uprawnienia tych władz w zakresie zarządu.

    3. Nieruchomości ziemskie, które przeszly na własność Państwa z mocy art. 1,
    włącza się do Państwowego Funduszu Ziemi z tym, że uprawnienia określone w ust.
    1 artykułu niniejszego służą aż do chwili wydania orzeczenia, o którym mowa w
    art. 3, powiatowym władzom administracji ogólnej.

    Art. 6. 1. Każda władza państwowa, samorządowa, osoba prawna lub fizyczna,
    powziąwszy wiadomość o mieniu, określonym w art. 1, winna niezwłocznie
    zawiadomić o tym właściwy okręgowy urząd likwidacyjny, a co do nieruchomości
    ziemskich-właściwą powiatową władzę administracji ogólnej.

    2. Każdy, kto sprawuje zarząd, jak również każdy, kto jest w posiadaniu mienia
    określonego w art. 1, winien niezwłocznie zgłosić to mienie łącznie z wszelkimi
    rachunkami i dowodami oraz gotowizną, znajdującą się w jego rękach właściwemu
    okręgowemu urzędowi likwidacyjnemu, a co do nieruchomości ziemskich -
    powiatowej władzy administracji ogólnej.

    Art. 8. Wykonanie niniejszego dekretu porucza się Ministrom: Skarbu, Rolnictwa
    i Reform Rolnych oraz Administracji Publicznej.
    Art. 9. Dekret niniejszy wchodzi w życie z dniem ogłoszenia.




  • 14.12.04, 17:16

    A oto Radku ciąg dalszy :
    USTAWA z dnia 17 lutego 1960 r.

    o utracie mocy prawnej niektórych ksiąg wieczystych.

    Art. 5. Tracą moc prawną i podlegają z urzędu zamknięciu księgi wieczyste
    nieruchomości, położonych na obszarze mocy obowiązującej dekretu z dnia 27
    lipca 1949 r. o przejęciu na własność Państwa nie pozostających w faktycznym
    władaniu właścicieli nieruchomości ziemskich, położonych w niektórych powiatach
    województw białostockiego, lubelskiego, rzeszowskiego i krakowskiego (Dz. U. Nr
    46, poz. 339) w miejscowościach, które zostaną określone w rozporządzeniu
    Ministra Sprawiedliwości wydanym w porozumieniu z Ministrem Rolnictwa . Nie
    dotyczy to tych ksiąg wieczystych nieruchomości położonych w powyższych
    miejscowościach, które zostaną w rozporządzeniu wyraźnie wymienione jako
    zachowujące nadal moc prawną /.../
    ROZPORZĄDZENIE MINISTRA SPRAWIEDLIWOŚCIz dnia 26 stycznia 1970 r.

    w sprawie określenia miejscowości, na których obszarze księgi wieczyste
    utraciły moc prawną.
    Na podstawie art. 5 ustawy z dnia 17 lutego 1960 r. o utracie mocy prawnej
    niektórych ksiąg wieczystych (Dz. U. z 1960 r. Nr 11, poz. 67, z 1962 r. Nr 39,
    poz. 169 i z 1968 r. Nr 3, poz. 13) zarządza się, co następuje:
    § 1. Tracą moc prawną i podlegają z urzędu zamknięciu księgi wieczyste
    (gruntowe) oznaczone niżej wymienionymi liczbami wykazów hipotecznych
    obejmujących nieruchomości położone w następujących wsiach powiatu
    przemyskiego, województwa rzeszowskiego:
    1) Bachów - od 75a do 84a, od 86a do 117a i od 121a do 149a,
    2) Chołowice - od 269 do 340 oraz dawna księga tabularna - nr 344,
    3) Olszany - od 680 do 749 oraz dawna księga tabularna nr 343,
    4) Cisowa - od 221 do 295 i od 516 do 555 oraz dawna księga tabularna nr 347 i
    348,
    5) Bachórzec - od 1a do 3a, od 5a do 25a i od 477 do 549 oraz dawna księga
    tabularna nr 646,
    6) Kosztowa - od 1 do 75 oraz dawna księga tabularna nr 1155,
    7) Orzechowce - od 1 do 68, od 70 do 96, od 98 do 428, 430, od 432 do 588, od
    590 do 597, od 600 do 725 i od 727 do 967 oraz dawna księga tabularna nr 1158 i
    1159,
    8) Brzuska - od 131 do 464,
    9) Sufczyna - od 1 do 60, od 161 do 210 oraz od 271 do 460,
    10) Kotów - od 1 do 119 oraz dawna księga tabularna nr 157,
    11) Jawornik Ruski - od 1 do 492,
    12) Żohatyn - od 1 do 83, od 85 do 150, od 251 do 362 i od 417 do 564,
    13) Leszczawa Górna - od 71 do 140 i od 231 do 343,
    14) Leszczawka - od 1 do 238,
    15) Malawa - od 1 do 196,
    16) Kuźmina - od 121 do 257,
    17) Nowosiółki Dydyńskie - od 1 do 239, od 404 do 473 i od 543 do 599 oraz
    dawna księga tabularna nr 481,
    18) Huwniki - od 1 do 83, od 87 do 322, od 324 do 417 i od 419 do 430 oraz
    dawna księga tabularna nr 532,
    19) Posada Rybotycka - od 1 do 432 oraz dawna księga tabularna nr 55,
    20) Borysławka - od 1 do 463 oraz dawna księga tabularna nr 982,
    21) Makowa - od 1 do 570 oraz dawna księga tabularna nr 172,
    22) Sopotnik - od 1 do 170 oraz dawna księga tabularna nr 957,
    23) Wola Korzeniecka - od 81 do 256,
    24) Nowa Wieś - od 121 do 188,
    25) Bircza - od 1 do 22, od 24 do 60 i od 241 do 511,
    26) Dmytrowice - od 1 do 283 oraz dawna księga tabularna nr 922,
    27) Iskań - od 1a do 63a oraz dawna księga tabularna nr 1116,
    28) Korytniki - od 1 do 20, od 22 do 308, od 310 do 477, od 479 do 843 i od 845
    do 867 oraz dawna księga tabularna nr 336.
    § 2. Rozporządzenia wchodzi w życie z dniem ogłoszenia.

    Koniec cytatu - te dokumenty - to dowód że perelowska Polska jak złodziej
    zacierała ślady materialne czystek etnicznych dokonanych w latach 40 -tych -
    oraz świadectwo że obecna Polska nie zrobiła nic aby odwrócić skutki tych
    rabunków!!!
    Jak więc mozna wierzyć w czystość intencji poparcia udzielanego "pomaranczowej
    rewolucji" ????
    Załuję Radku że jestem tak pesymistyczny tej zimo-jesieni - czekam z
    utęsknieniem na narciarski śnieg !!!
    A Ksiądz Diakon Piotr zaczyna już być dla nas Aniołem-Stróżem gdzieś tam nad
    nami czuwającym w dalekim Lublinie.
    Pozdrawiam i Jego i Ciebie bardzo serdecznie

  • 14.12.04, 19:20
    Jeszcze kilka slow w sprawach kulinarnych...
    Piotrze, w czasie pisania ostatniego postu zapomnialem o bardzo waznej rzeczy.
    Aby placki dalo sie zrobic trzeba koniecznie dodac mleka i maki, w przeciwnym
    razie nie bedzie dalo sie nic ulepic:)
    Jeszcze raz pozdrawiam
    R.

  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.12.04, 19:46
    Dziękuję za przepis - spróbuję !!
    Ostatnio robiłem, przy dominującym udziale Małżonki, bliny hryczane /podług
    przepisu zaczerpnietego z dodatku do GW/- oczywiście /czy raczej niestety :(
    bez udziału kawioru. Ale wyszly pyszne - szczególnie polane masełkiem i maczane
    w maslance /zarówno w wersji poduszkowatej z patelni-dołkówki jak i w wersji
    naleśnikowatej :)
    Smacznego i dobrej nocy.
    Postaram się do jutra rozczytać Twoj historyczno-kulinarny post - a i sm od
    siebie piszczę dalej moje wątki
    Ps Nie wiem czy wiesz ale według Ksiedza Piotra jesteśmy już
    weteranami "Grekokatolików w Rzeszowie" :-)))))))
  • 15.12.04, 15:47
    Witam
    Niestety panstwo polskie niechetnie oddaje to co ukradlo. Przeczytalem cytowane
    przez Ciebie fragmenty ustawy i moge tylko powiedziec, ze to zalegalizowany
    rozboj. Nie znam sie na prawie, ale nawet pobiezna lektura tych tekstow kloci
    sie z moim poczuciem sprawiedliwosci. Zreszta nie tylko to Polska ma na
    sumieniu, do tej pory nikt nie zadoscuczynil, nawet symbolicznie za odebrane w
    1938 roku grunty i zburzone budynki. Nie wspomne o wczesniejszych akcjach z lat
    po I WS. Mamy tez i zabuzan ktorym konsekwentnie odmawia sie prawa do
    rekompensaty. Uwazam ze Polska powinna naprawic krzywdy i powinno to dotyczyc
    rowniez wysiedlonych do ZSRR. Wiem ze to kosztuje, ale jak sie ukradlo to
    wypadaloby oddac. Szczegolnie, ze przeciez jest z czego. Ile nieruchomosci
    znajduje sie we "wladaniu" Agencji Nieruchomosci Rolnych.
    Piszesz Piotrze o szczerosci intencji polskich politykow popierajacych
    pomaranczowa rewolucje. Na pewno czesc osob miala szczere intencje, dla czesci
    pewnie byla to okazja aby zaistniec, jeszcze inni cieszyli się, prawdopodobnie,
    ze ten kryzys odwraca uwage od tego co dzieje sie nad Wisla.
    O zabieraniu majatkow w 1938 roku bylo tu juz kilka slow, dzisiaj podsylam
    material ktory opisuje inny przyklad "praworzadnosci" PRL. Nie wiem jak to
    wyglada od strony prawnej, ale od strony zwyklej ludzkiej przyzwoitosci jest,
    delikatnie mowiac, nieeleganckie.

    "Jak wspominają starsi mieszkańcy wsi, z dawien dawna w dzień Św. Trójcy
    mieszkańcy Parcewa pod przewodnictwem batiuszki wyruszali z procesją, aby tam
    poświęcić wodę. Tradycja ta była przekazywana z pokolenia na pokolenie.
    Ingerencja w porządek struktury własności parcewskich gruntów wywołała także
    negatywne skutki dla odwiecznej tradycji duchowej mieszkańców Parcewa.
    Odzyskanie więc tych terenów ma także wymiar nie tylko materialny. Jednak mimo
    skarg, protestów i interwencji u posłów z Podlasia, wojewody podlaskiego i
    Ministra Rolnictwa mieszkańcy Parcewa pozostają na razie bez szansy na szybkie
    rozwiązanie sporu i przekazanie gruntów po byłym PGR-rze do dyspozycji
    miejscowych gospodarzy. Agencja Nieruchomości Rolnych władająca obecnie tymi
    gruntami zdaje się nie do końca uwzględniać w swoim postępowaniu racje
    pierwotnych właścicieli tych ziem."

    free.ngo.pl/nadbuhom/Nr4_2004/12-Ojcowizna.htm
    Tekst pochodzi z NBiN

    Moze Diakon Piotr slusznie nazywa nas weteranami? W koncu nasza wymiana
    pogladow trwa juz tak dlugo, ze nikt nie chce z nami rozmawiac;)
    Pozdrawiam jak zwykle serdecznie
    R.
    P.S. Na szczescie za oknem zaczyna sie juz mroz, brakuje tylko sniegu
  • 15.12.04, 16:43
    Witam !
    Panstwo nie chce oddawać zagrabionego, zaciera ślady grabieży a obecnie ... nie
    chce nawet naprawić krzywd wyrządzonym Ukraińcom i łemkom.
    Dla przykładu poczytaj sobie dokument dotyczący Lemka deportowanego w trakcie
    akcji wisła do obozu koncentracyjnego W Jaworznie, a po próbie powrotu w
    rodzinne strony skazanego przez sąd polsko-stalinowski na więzienie za ...
    nielegalne przebywanie w strefie nadgranicznej. Poczytaj sobie jak tą sprawę
    potraktowal wspólczesny sąd "wolnej" Polski
    "Sąd Apelacyjny w Katowicach, po rozpoznaniu w sprawie z wniosku Andrzeja G. o
    stwierdzenie nieważności wyroku Sądu Okręgowego w Sosnowcu z dnia 25
    października 1949 r., sygn. akt (...), w oparciu o przepisy ustawy z dnia 23
    lutego 1991 r. o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób
    represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego
    (Dz. U. 1991 r. Nr 34 poz. 149) zażalenia wniesionego przez pełnomocnika
    wnioskodawcy na postanowienie Sądu Wojewódzkiego w Katowicach z dnia 12 marca
    1998 r., sygn. akt (...), w przedmiocie oddalenia wniosku, na podstawie art.
    386 § 1 kpk postanawia:
    1. utrzymać w mocy zaskarżone postanowienie;
    2. kosztami postępowania odwoławczego obciążyć Skarb Państwa.
    Z uzasadnienia

    Postanowieniem z dnia 12 marca 1998 r. Sąd Wojewódzki w Katowicach oddalił
    wniosek o unieważnienie opisanego wyżej wyroku Sądu Okręgowego w Sosnowcu,
    albowiem jak wykazało przeprowadzone postępowania, skazanie Andrzeja G. nie
    było związane z działalnością na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego,
    albo z powodu prowadzenia takiej działalności.
    Na powyższe postanowienie zażalenie wniósł pełnomocnik wnioskodawcy, który
    zarzuca obrazę prawa materialnego - przepisów ustawy lutowej i wnosi o zmianę
    zaskarżonego postanowienia przez stwierdzenie nieważności wyroku byłego Sądu
    Okręgowego w Sosnowcu, ewentualnie o uchylenie zaskarżonego postanowienia i
    przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania Sądowi Wojewódzkiemu w Katowicach.
    Sąd Apelacyjny zważył, co następuje:
    Zażalenie nie jest zasadne.
    Z dokonanych prawidłowo ustaleń faktycznych wynika, iż Andrzej G. został
    skazany wyrokiem byłego Sądu Okręgowego w Sosnowcu z dnia 25 września 1949 r.,
    sygn. akt (...), za przestępstwo określone w art. 23 Rozporządzenia Prezydenta
    Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 23 grudnia 1927 r. o granicach Państwa,
    zmienionego dekretem z dnia 15 września 1948 r., polegającego na tym, iż
    Andrzej G., bez wymaganego zezwolenia, przebywał w strefie przygranicznej i za
    to wymierzono mu karę 1 roku i 6 miesięcy więzienia, którą odbył w okresie od
    dnia 15 czerwca 1949 r. do dnia 15 grudnia 1950 r.
    Z zeznań Andrzeja G. wynika, iż nie należał do żadnej organizacji politycznej,
    zamieszkiwał w O. S., a do G. pojechał „aby uprzedzić znajomych - żeby się
    wszystkiego wystrzegali”. Przytoczone zeznania wnioskodawcy wskazują, iż jego
    wyjazd do G. nie był związany z działalnością patriotyczną i obrazu tego nie
    zmieniają również przesłuchani w sprawie świadkowie Andrzej F. oraz Jan P.
    Prawidłowo zatem Sąd Wojewódzki uznał, iż skazanie Andrzeja G. z mocy wyroku
    byłego Sądu Okręgowego w Sosnowcu nie było związane z działalnością na rzecz
    niepodległego bytu Państwa Polskiego, albo iż orzeczenie wydane z powodu takiej
    działalności. Nie może być również mowy o tym, aby w ramach opisanych w art. 1
    ust. 1 ustawy lutowej, wnioskodawca popełnił czyn w celu uniknięcia w stosunku
    do innej osoby represji związanej z prowadzeniem walki o niepodległy byt
    Państwa Polskiego (ust. 2 art. 1). Wnioskodawca przyznał, iż poprzednio też był
    represjonowany i w ramach akcji „ Wisła” został wysiedlony, a następnie
    osadzony w obozie pracy w Jaworznie.
    W motywach zażalenia pełnomocnik zarzuca, iż wnioskodawca w związku z jego
    pobytem w obozie pracy w Jaworznie był traktowany przez Urząd Bezpieczeństwa
    jako przeciwnik „władzy ludowej” i że w świetle zebranych dowodów rysuje się
    też wyraziście subiektywny zamiar oporu wnioskodawcy wobec władz
    komunistycznych.
    W związku z tym trzeba wskazać, iż osadzenie Andrzeja G. w obozie pracy w
    Jaworznie nie miało nic wspólnego z walką o niepodległy byt Państwa Polskiego i
    tak samo gdyby założyć, iż po opuszczeniu obozu wnioskodawca nadal był
    represjonowany przez stosowanie różnych szykan ze strony ówczesnego Urzędu
    Bezpieczeństwa, a nawet był traktowany jako przeciwnik władzy ludowej, to
    również nie jest wystarczającą przesłanką do unieważnienia omówionego wcześniej
    wyroku byłego Sądu Okręgowego.
    Wnioskodawca został skazany za przestępstwo pospolite i jak sam przyznaje
    pojechał do G. aby uprzedzić znajomych „żeby się wszystkiego wystrzegali”.
    Zatem sam wyjazd do G. nastąpił z inicjatywy Andrzeja G., który nawet jeżeli
    przekazywał znajomym jakieś ostrzeżenia, to nie jest to wystarczający powód do
    uznania, że właśnie w ten sposób walczył o niepodległy byt Państwa Polskiego.

    Nie wiem Radku co o tym wszystkim sądzić - może tylko że ów Lemko mial
    kiepskich adwokatów ???
    Pozdrawiam-jutro ciąg dalszy ciekawych tekstów.A będzie m.in. o tym jak
    honoruje się polskich uczetników "Instriebitielnych batalionów" NKWD
    A o brak dyskutantów bym się nie martwil patrząc na ich kiepską "jakość" i na
    forum słowianskim, polska-ukraina czy inne lokalne :)))
    !!!

  • 15.12.04, 17:26
    Bardzo zainteresował mnie ten wątek - własnie dziś wysłałem list do Urzędu
    Wojewódzkiego w Rzeszowie z zapytaniem o możliwość zwrotu nieruchoności w Lipie,
    gmina Bircza. Moim dziadkom zabrano ziemię na podstawie dekretu z dnia 27 lipca
    1949 roku o przejęciu na własność Państwa nie pozostających w faktycznym
    władaniu właścicieli nieruchomości..., mimo że nie zostali wysiedleni, a
    przeprowadzili się tylko o 7 km w obrębie tej samej gminy.
    Niestety nie posiadamy aktu własności, ponieważ spłonął wraz z domem w czasie
    walk po wojnie.
    Poszukując ksiąg wieczystych dowiedziałem się, że księgi wieczyste gminy Bircza
    spłonęły wraz z budynkiem Sądu Grodzkiego w Birczy.
    Jakim sposobem może więc powoływać się na nie pan Minister Niesprawiedliwości w
    1970 roku ?
    Może więc księgi te istnieją gdzieś w sekretnym schowku ?
    Pozdrawiam !
    --
    www.bircza.pl
  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.12.04, 20:03
    Obawiam się Darino że przytoczone przeze mnie akty prawne świadczą że owe
    skięgo zostały wykasowane albo zagrzebane głeboko w archiwach. Własnie dlatego
    aby uniemożliwić upominanie się przez prawnych włąscicieli o zwrot zagrabionych
    nieruchomości - od okolic Arłmowa po Ruś śzlchtowską /okolice szczawnicy
    wysiedlone w ramach Akcji Wisła około 1952 roku !!!
    Zauważ,że dekrety "rabunkowe" dotyczące wysiedleń do ZSRR i akcji Wisła wydano
    w latach 40-tych, a akty wykonawcze wydawano od 1960 do 1970 roku !!!
    Nie trzeba być prawnikiem aby zrozumieć rabunkowy charakter tych dokumentów -
    ostatnie rozporządzenie o skasowaniu ksiąg wieczystych wydał perelowski
    minister sprawiedliwości. Cóz - jakie państwo taka sprawiedliwość.
    Ale darino - nie oczekuj niczego nowego obecnie - łatwiej jest przypiąć
    pomarańczową wstązkę, nawet pojechać z szumem husarskich skrzydeł na Maneż
    Niezawisimosti - niż naprawić wyrządzone krzywdy i zwrócić zagrabione
    łemkowskie lasy,cerkwie i cmentarze !!!!
    Pozdrawiam
  • 16.12.04, 15:45
    Witam
    Niestety, nie tylko sprawy zwrotu majatku sa trudne. Trudnosci spotykaja
    rowniez ludzi starajacych sie postawic male kaplice na terenach cmentarzy w
    wysiedlonych wsiach. Sa problemy z uzyskaniem zezwolen, o pomocy finansowej nie
    wspomne. Dobrze ze sa ludzie dobrej woli ktorzy dbaja o to co pozostalo. Troche
    o tych problemach mozna bylo przeczytac na lamach PP.
    Zdziwilem sie ze akcja W trwala az do 1952 roku, ciekawe jak uzasadniali
    rzadzacy taka koniecznosc???
    Mysle Piotrze, ze nie tylko zly adwokat spowodowal takie, a nie inne
    zakonczenie wspominanej przez Ciebie sprawy.
    Jako uzupelnienie (chociaz dotyczace zupelnie innych czasow) zacytuje tekst z
    numeru 10/2004 PP, w tym fragmencie dotyczacy doli Rusinow w I
    Rzeczypospolitej. Ktos moglby pomyslec, ze jest to jakis ciag wydarzen...

    "Potem władyka Adam wygłosił referat dotyczący dziejów Łemków i prawosławia na
    tych ziemiach.
    W referacie nie brakowało cytatów z literatury historycznej, jak np. z
    broszury "Przemyśl i okolice": "Katedrę zamkową ruską mógł Jagiełło dawać komu
    chciał, bo była jego. Jagiełło, sam dobry katolik, wolał katedrę schizmatycką
    darować biskupowi katolickiemu niż ją zostawić schizmatykom, w tamtych czasach
    pogardzanym. Już w roku 1340, kiedy Kazimierz Wielki zajął Przemyśl, należała
    ta katedra ze starym zamkiem do niego jako króla ziemi. Jego dobroć zostawiła
    ją przy schizmatykach, co trwało 72 lata. W 1412 darował ją Jagiełło biskupom
    polskim. 72 lata siedzieli schizmatycy w tej katedrze tylko z łaski królów.
    Kazimierz Wielki zabrał Ruś i Przemyśl. Odtąd królowie polscy mieli prawo nie
    tylko zabrać, ale i zniszczyć katedrę schizmatykom. Ale katedrę schizmatycką
    przemianowali na polską".
    Nie inaczej odnosiła się łacińska szlachta. Kasztelanka Katarzyna Łapowska na
    przykład 23 stycznia 1593 roku nakazała: "Te cerkwie ruskie na kościoły
    rzymskie przeinaczamy. Cerkwie we wsiach naszych dziedzicznych w kościoły
    łacińskie przeczyniamy. Kapłan od nas prezentowany ma naprzód nawracać Ruś do
    świętego Kościoła rzymskiego, dzieci ruskie chrzcić i pilnować, aby u popów nie
    były chrzczone".
    W Sanoku katolicy łacinnicy w 1550 r. rozebrali zamkową cerkiew pod pretekstem,
    że na zamku ma zamieszkać siostra króla Zygmunta Augusta, Izabela. Nigdy tam
    nie zamieszkała, ale cerkiew ze szkołą przepisywania ksiąg, pisania ikon,
    wielki ośrodek naszej kultury, rozebrano"

    Z niecierpliwoscia czekam na teksty dotyczace zlej slawy Istriebitielnych
    Batalionow. Troche na ten temat czytalem i chetnie poszerze swoja wiedze.
    Pozdrawiam jak zwykle
    R.
  • 16.12.04, 16:54
    Witam- zapoznałem się Radku z linkwanymi tekstami - szczególnie ten chełmsko-
    wołyński - bardzo dobry.
    Jak zauważyłeś zaglądnął do nas Darino - birczanin z Krakowa-animator ciekawego
    forum Birczy.No i rozwinąl się przypadkiem drugi ewątek o grekokatolikach w
    Rzeszowie - ale konkurencja nam raczej nie grozi :))
    A teraz do tematu - badałem jakiś czas temu temat pozbawiania
    polskich "utrwalaczy władzy ludowej" uprawnień kombatanckich z tytułu walki z
    podziemiem poakowskim. Temat lata 90-tych ub.wieku :)No i znalazłem kilka
    ciekawych wyroków sądów powszechnych m.in. w sprawie zasług tych kombatantów w
    walce z UPA /przy czym mówię to całkiem poważnie i bez kontekstów/
    A przy okazji znalazłem ciekawy material na temat udziału Polaków w oddzialach
    pomocniczych NKWD które miały ponoć bronić Polakow przed zbrodniami UPA..
    Oczywiście po publikacji tutaj zapraszam do dyskusji - bo material
    kontrowersyjny !!!! Zapewne tekst zaczerpnięty z Lexa -nie zmieści się
    jednorazowo -a wielkich skrotów sie boję - bo tekst ciekawy ;
    /.../Sąd Najwyższy, z/.../, w sprawie ze skargi Stanisława W. na decyzję
    Kierownika Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych w W. z dnia 31
    marca 1995 r. w przedmiocie odmowy przyznania uprawnień, po rozpoznaniu na
    posiedzeniu jawnym dnia 3 kwietnia 1996 r. zagadnienia prawnego przekazanego
    przez Naczelny Sąd Administracyjny-Ośrodek Zamiejscowy we Wrocławiu
    postanowieniem z dnia 13 października 1995 r. (...) do rozstrzygnięcia w trybie
    art. 391 kpc w związku z art. 211 kpa
    1) Czy udział obywateli polskich w walkach w obronie ludności polskiej w latach
    1944 i 1945 w ramach tzw. Niszczycielskich Batalionów na obszarach dawnych
    województw lwowskiego, wołyńskiego, tarnopolskiego i stanisławowskiego może być
    uznany za działalność kombatancką w rozumieniu art. 1 ust. 2 pkt 4 lub pkt 6
    ustawy z dnia 24 stycznia 1991 r. o kombatantach oraz niektórych osobach
    będących ofiarami represji wojennych i okresu powojennego (Dz. U. 1991 r. Nr 17
    poz. 75 ze zm.), a w razie odpowiedzi negatywnej
    2) czy służba w tzw. Niszczycielskich Oddziałach podjęta i wykonywana w celu
    obrony ludności polskiej na wyżej określonych obszarach, uzasadnia odmowę
    przyznania uprawnień kombatanckich osobie, która wcześniej pełniła służbę w
    Armii Krajowej stosownie do art. 21 ust. 2 pkt 3 powołanej ustawy?
    podjął następującą uchwałę.
    Uzasadnienie

    Przedstawione zagadnienie prawne powstało w następującym stanie faktycznym i
    prawnym sprawy:
    Stanisław W. wystąpił z wnioskiem o przyznanie uprawnień kombatanckich z tytułu
    walk z oddziałami Ukraińskiej Armii Powstańczej w ramach tzw. Istriebitielnych
    Batalionow w okresie od 5 sierpnia 1944 r. do 5 marca 1945 r. na terenie
    dawnego województwa tarnopolskiego.
    Decyzją z dnia 30 września 1993 r., (...), Kierownik Urzędu do Spraw
    Kombatantów i Osób Represjonowanych odmówił Stanisławowi W. przyznania
    uprawnień kombatanckich. W uzasadnieniu decyzji Kierownik Urzędu do Spraw
    Kombatantów i Osób Represjonowanych stwierdził, że „Bataliony Niszczycielskie”
    tworzone z ludności cywilnej przez miejscowe placówki NKWD, stanowiły służbę
    pomocniczą wojsk NKWD. W związku z tym - uznał, że na zasadzie art. 21 ust. 2
    pkt 3 ustawy o kombatantach oraz niektórych osobach będących ofiarami represji
    wojennych i okresu powojennego - nie mogą być przyznane uprawnienia
    kombatanckie osobie, która służyła w NKWD.
    Rozpatrując sprawę na skutek skargi Stanisława W. Naczelny Sąd Administracyjny-
    Ośrodek Zamiejscowy we Wrocławiu wyrokiem z dnia 23 czerwca 1994 r., (...),
    uchylił zaskarżoną decyzję i zasądził od Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób
    Represjonowanych w W. na rzecz Stanisława W. kwotę 100.000 zł tytułem zwrotu
    kosztów wpisu od skargi.
    Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził, że art. 1 ust. 2 pkt 6 wymienionej
    ustawy stanowi (obok pełnienia służby wojskowej w Wojsku Polskim podczas
    działań wojennych) odrębną podstawę do uznania walk z oddziałami UPA za
    działalność kombatancką i z tego względu nie można zgodzić się z poglądem
    Kierownika Urzędu, że tylko uczestniczenie w takich walkach w ramach formacji
    Wojska Polskiego mogło być uznane za działalność kombatancką. Po przesunięciu
    frontu wschodniego na obszarach wschodnich Polski w granicach sprzed 1939 r.
    walczyły także z oddziałami UPA formacje składające się z polskiej ludności
    cywilnej, działającej w formie „Istriebitielnych Batalionow” związanych z NKWD,
    jako służby pomocnicze wojsk NKWD. Uczestnictwo w „Istriebitielnych
    Batalionach” nie miało - zdaniem NSA - charakteru służby wojskowej, a udział w
    akcjach tych batalionów był dorywczy w tym sensie, że ich uczestnicy nie
    tracili na stałe więzi z rodzinami i miejscem zamieszkania. W konsekwencji tego
    udział w „Niszczycielskich Batalionach” nie może być uznany za równorzędny ze
    służbą w wojskach NKWD w rozumieniu art. 1 ust. 2 pkt 4 ustawy, a członek tych
    batalionów nie był żołnierzem, co stwierdził już NSA w wyroku z 6 marca 1989 r.
    II SA 907/88. Ponadto, co najistotniejsze, działalność „Niszczycielskich
    Batalionów” nie była skierowana bezpośrednio przeciwko ludności polskiej.
    Kierownik Urzędu nie ocenił przedstawionych przez skarżącego dowodów,
    ograniczając się do materiałów Biuletynu Głównej Komisji Badania Zbrodni
    Przeciwko Narodowi Polskiemu.
    Zdaniem NSA służba w „Istriebitielnych Batalionach” może być uznana za
    działalność kombatancką na podstawie art. 1 ust. 2 pkt 6 ustawy, jeżeli służba
    ta prowadzona była w celu obrony ludności polskiej na terenach wschodniej
    Polski.
    W zaskarżonej decyzji Kierownik Urzędu nie dokonał należytej oceny dowodów na
    okoliczność, że służba skarżącego w „Niszczycielskich Batalionach” nie była
    służbą w NKWD i wykonywana była w celu obrony ludności polskiej.
    Rozpatrując powtórnie sprawę Kierownik Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób
    Represjonowanych decyzją (...) z dnia 31 marca 1995 r. odmówił przyznania
    Stanisławowi W. uprawnień kombatanckich z tytułu walk z oddziałami UPA w
    ramach „Istriebitielnych Batalionow”, będących w strukturach NKWD powołując się
    na materiały badawcze, zawarte w XXXIII Biuletynie Głównej Komisji Badania
    Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu - Instytutu Pamięci Narodowej
    charakteryzujących strukturę NKWD, Kierownik Urzędu stwierdził, że bataliony
    likwidacyjne - grupy samoobrony i inne uzbrojone jednostki tworzone z ludności
    cywilnej przez miejscowe placówki NKWD, stanowiły służbę pomocniczą wojsk NKWD.
    Zdaniem Kierownika Urzędu, uprawnieniami kombatanckimi zostali objęci
    członkowie oddziałów samoobrony walczących w granicach powojennych Polski oraz
    w formacjach wojskowych, z wyłączeniem funkcjonariuszy bezpieczeństwa
    publicznego. Nie zostali natomiast objęci tymi uprawnieniami członkowie
    oddziałów likwidacyjnych (Istriebitielnych Batalionow), powołanych na terenach
    b. polskich kresów wschodnich od lipca 1944 r. i podporządkowanych NKWD.
    Z kolei drugą decyzją (...) z dnia 31 marca 1995 r. Kierownik Urzędu do Spraw
    Kombatantów i Osób Represjonowanych odmówił przyznania uprawnień kombatanckich
    Stanisławowi W. z tytułu działalności w Armii Krajowej od stycznia 1943 r. do
    lipca 1944 r.
    W uzasadnieniu decyzji Kierownik Urzędu stwierdził, że także ten wniosek
    Stanisława W. z dnia 11 lutego 1994 r. nie może być uwzględniony z tego
    względu, że w okresie od sierpnia 1944 do marca 1945 r. wnioskodawca służył w
    tzw. Istriebitielnych Batalionach, będących w strukturach NKWD. Zdaniem
    Kierownika Urzędu, uprawnienia kombatanckie nie przysługują z mocy art. 21 ust.
    2 pkt 3 cytowanej ustawy osobie, która w okresie od września 1939 r. do końca
    1956 r. służyła w NKWD albo w innych organach represji ZSRR, działających
    przeciwko Narodowi i Państwu Polskiemu.
    Rozpoznając skargę Stanisława W. na decyzję Kierownika Urzędu
  • 16.12.04, 17:01
    Rozpoznając skargę Stanisława W. na decyzję Kierownika Urzędu do Spraw
    Kombatantów i Osób Represjonowanych z dnia 31 marca 1995 r., (...) Naczelny Sąd
    Administracyjny-Ośrodek Zamiejscowy we Wrocławiu postanowieniem z dnia 13
    października 1995 r. przedstawił Sądowi Najwyższemu do rozstrzygnięcia
    zagadnienie prawne wymienione w sentencji uchwały.
    W uzasadnieniu postanowienia Naczelny Sąd Administracyjny powołał się na
    zebrane w sprawie dokumenty, publikacje, oświadczenia i materiały, w tym pismo
    Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Okręgu Lwowskiego w Krakowie z dnia
    28 kwietnia 1985 r., memoriał Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni
    Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu z dnia 15 grudnia 1994 r., oświadczenia
    Środowiska Byłych Żołnierzy Istriebitielnych Batalionow z województw:
    lwowskiego, stanisławowskiego, tarnopolskiego i wołyńskiego w Warszawie z dnia
    26 stycznia, 26 marca i 10 sierpnia 1995 r. oraz artykuły prasowe prof. dr E.
    Prusa, dr J. Wilczura i dr A. Kormana.
    Z treści zebranego materiału - zdaniem NSA - wynika, że skarżący Stanisław W.
    walczył w ramach „Istriebitielnych Batalionow” na terenie dawnej Małopolski
    Wschodniej i Wołynia w obronie ludności polskiej zamieszkałej na tych terenach.
    Działania obronne realizowały samorzutnie tworzące się oddziały samoobrony i
    Armii Krajowej, które po wyparciu wojsk niemieckich przez Armię Czerwoną objęte
    zostały nadzorem komendantów wojennych, a następnie rejonowych szefów NKWD.
    /..../
    Sąd Najwyższy zważył, co następuje:
    Przedstawione przez Naczelny Sąd Administracyjny pytania prawne, dotyczące
    złożonych zagadnień faktyczno-prawnych, muszą być rozważone na podstawie
    wszechstronnie zbadanych i ustalonych faktów. Jednakże - co należy zauważyć -
    zaskarżone decyzje nie są oparte, wbrew art. 209 kpa, na ocenach prawnych,
    wyrażonych przez Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 23 czerwca 1994
    r., (...), ani na ocenie zebranych dowodów, lecz ograniczają się tylko do
    formalnoprawnych ogólnikowych stwierdzeń, bez koniecznej pogłębionej w sprawie
    analizy zebranego materiału na tle wykładni przepisów obowiązującej ustawy o
    kombatantach. Brak należytych ustaleń, których dokonać może w postępowaniu
    administracyjnym właściwy organ, uniemożliwia prawidłową kontrolę przez NSA
    zgodności z prawem zaskarżonych decyzji i tym samym udzielenie odpowiedzi na
    postawione generalnie w oderwaniu od niezbędnych ustaleń, pierwsze pytanie
    zagadnienia prawnego. Niezależnie od tego należy stwierdzić, że uznanie za
    działalność kombatancką udziału obywateli polskich w działaniach zbrojnych w
    formacjach wchodzących w skład struktur należących do NKWD nie jest w zasadzie
    w obecnym stanie prawnym możliwe do przyjęcia w świetle sformułowań zawartych w
    preambule i art. 1 ust. 2 pkt 4 omawianej ustawy , pomimo istnienia
    samodzielnej podstawy do uznania uczestnictwa w walkach z oddziałami UPA za
    działalność kombatancką w rozumieniu art. 1 ust. 2 pkt 6 tej ustawy. W związku
    z tym stwierdza się w orzecznictwie Naczelnego Sądu Administracyjnego istotne
    różnice i rozbieżności w sprawach o uznanie za działalność kombatancką udziału
    obywateli polskich w walkach z UPA w ramach tzw. Istriebitielnych Batalionow,
    nazwanych w języku polskim: Niszczycielskimi Batalionami lub Szturmowymi
    Batalionami albo Likwidacyjnymi Batalionami. /..../
    Problem właściwej i sprawiedliwej oceny udziału obywateli polskich w walkach z
    oddziałami UPA na terenach dawnych województw południowo-wschodniej Polski w
    ramach „Niszczycielskich Batalionów” o tyle jest trudny, że dopiero obecnie
    ujawniane są fakty historyczne fizycznego niszczenia ludności polskiej na tych
    obszarach przez nacjonalistyczne bojówki OUN i UPA, które zamordowały ponad
    500.000 bezbronnych obywateli polskich, przeważnie na wsiach, starców, kobiety
    i dzieci, wobec wcielania mężczyzn z tych terenów do ludowego Wojska Polskiego
    w okresie wojny (por. A. Korman, Polscy „Istriebitiele” z lat 1944-1945 w
    Małopolsce Wschodniej i na Wołyniu, Semper Fidelis 1995/3(26) str. 7-11).
    Problem uznania za działalność kombatancką walk obywateli polskich w
    ramach „Niszczycielskich Batalionów” staje się aktualny z tego względu, iż w
    świetle obecnie znanych faktów historycznych było oczywiście konieczne podjęcie
    walki obronnej w stanie wyższej konieczności o ocalenie przed biologicznym
    wyniszczeniem ludności polskiej przez bojówki OUN i UPA.
    Podjęcie walki obronnej w stanie wyższej konieczności było w okresie wojny
    możliwe na tym terenie po usunięciu Niemców przez Armię Czerwoną w formach
    organizacyjno-prawnych dopuszczonych i nadzorowanych przez władze ZSRR. Polskie
    oddziały samoobrony mogły działać po otrzymaniu pozwolenia na posiadanie broni
    przez władze radzieckie.
    W tej sytuacji - jak wynika z dokumentów i prac naukowo-badawczych (por. E.
    Prus, Atamania UPA, Tragedia kresów, Wyd. Norton, Wrocław 1996, str. 19-199)
    po rozwiązaniu Armii Krajowej na polecenie władz Podziemnego Państwa Polskiego
    lub z rozkazu dowództwa sił zbrojnych AK albo dowódców poszczególnych
    oddziałów, żołnierze AK zobowiązani byli na terenach dawnych województw
    południowo-wschodnich Polski podjąć walkę obronną bezbronnej ludności polskiej
    w ramach tzw. Niszczycielskich Batalionów przed straszliwymi torturami,
    okrucieństwem, masowymi rzeziami, krwawym terrorem i zorganizowanym
    ludobójstwem zbrodniczych bojówek Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i
    Ukraińskiej Powstańczej Armii ( UPA).
    W tej skomplikowanej sytuacji ludności polskiej na obszarach dawnych województw
    południowo-wschodniej Polski nie są znane wypadki prowadzenia przez tzw.
    Niszczycielskie Bataliony działalności przeciwko ludności polskiej. Wręcz
    przeciwnie, stanowiły one jedyną legalną formę organizacyjną w latach 1944 i
    1945, stwarzającą możliwość obrony i ocalenia własnego życia, rodziny, sąsiadów
    oraz okolicznej ludności polskiej przed jej zagładą, powodowaną przez bojówki
    UPA. Jak pisze w ww. artykule A. Korman (str. 8) „Nie było innej alternatywy
    zachowania przy życiu żywiołu polskiego. Nie bronić się - oznaczało zginąć od
    noża, wideł, siekiery czy też w płomieniach ognia”. Na rozprawie przed Sądem
    Najwyższym dr A. Korman okazał fotografie powieszonych na konarach drzewa
    kilkorga kilkuletnich dzieci oraz inne zdjęcia obrazujące nieludzkie tortury
    zamordowanych kobiet polskich, których opisanie w tym miejscu nie jest celowe i
    potrzebne. Działając w strukturze „Niszczycielskich Batalionów”, obywatele
    polscy - jak oświadczył dr A. Korman na rozprawie - nie składali sowieckiej
    przysięgi wojskowej, nie otrzymywali umundurowania ani żołdu i nie byli
    skoszarowani, ani nie tracili więzi z rodzinami i miejscem zamieszkania.
    Posiadali jedynie legalnie broń palną i amunicję i często pozostawali pod
    dowództwem oficerów polskich, poprzednio żołnierzy AK. Takie same stwierdzenia
    zawiera pismo Związku Byłych Żołnierzy „Istriebitielnych Batalionow” z dnia 15
    marca 1996 r. (złożone do akt niniejszej sprawy),w którym stwierdza się, że nie
    byli oni żołnierzami ani funkcjonariuszami NKWD, lecz posiadali zgodę władz
    radzieckich na rejestrację otrzymanej broni, której mogli używać w obronie
    ludności polskiej przeciwko nacjonalistom z UPA. W piśmie Światowego Związku
    Żołnierzy Armii Krajowej z dnia 28 kwietnia 1995 r., złożonym w Urzędzie do
    Spraw Kombatantów, jako załącznik nr 7, zawarte jest stwierdzenie,
    że „żołnierze oddziałów „I. B.” toczyli walki zarówno z oddziałami
    banderowskimi, jak i oddziałami dywersyjnymi niemiecko-ukraińskimi. Wielu z
    nich w tych walkach poległo i przysługuje im pełne prawo do czci i chwały”.
    Zasługuje na uwagę stanowisko Naczelnego Sądu Administracyjnego - Ośrodka
    Zamiejscowego w Poznaniu, który w swym wyroku z dnia 9 lutego 1996 r.
  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.12.04, 17:09
    W piśmie Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej z dnia 28 kwietnia 1995
    r., złożonym w Urzędzie do Spraw Kombatantów, jako załącznik nr 7, zawarte jest
    stwierdzenie, że „żołnierze oddziałów „I. B.” toczyli walki zarówno z
    oddziałami banderowskimi, jak i oddziałami dywersyjnymi niemiecko-ukraińskimi.
    Wielu z nich w tych walkach poległo i przysługuje im pełne prawo do czci i
    chwały”.
    Zasługuje na uwagę stanowisko Naczelnego Sądu Administracyjnego - Ośrodka
    Zamiejscowego w Poznaniu, który w swym wyroku z dnia 9 lutego 1996 r. SA/P
    1597/95, po analizie zebranego materiału w sprawie stwierdził, iż „podziela
    pogląd zaprezentowany w wyroku NSA z dnia 23 czerwca 1994 r. SA/Wr 284/94, że
    służba obywateli polskich w latach 1944-1945 w „Istriebitielnych Batalionach”
    zorganizowanych w celu obrony ludności polskiej przed zagładą ze strony
    bojówek UPA nie może być uznana za równoznaczną z pełnieniem służby wojskowej
    w formacjach Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych ZSRR (NKWD) w rozumieniu
    art. 1 ust. 2 pkt 4 ustawy o kombatantach”. Sąd Najwyższy rozpatrujący
    przedstawione zagadnienie prawne w świetle zebranego materiału w niniejszej
    sprawie podziela ten pogląd. Nie dotyczy to jednak terenów dawnych województw
    północnych Polski, tj. wileńskiego, nowogródzkiego i poleskiego, gdzie do
    oddziałów „Istriebitielnych Batalionow”, które występowały przeciwko polskim
    organizacjom niepodległościowym wcielono Białorusinów, Litwinów i Rosjan, (por.
    cyt. pismo Związku Byłych Żołnierzy „Istriebitielnych Batalionow” z dnia 18
    marca 1996 r.)
    Mając na uwadze całokształt zebranej dokumentacji w sprawie, Sąd Najwyższy
    doszedł do przekonania podobnego, jak Naczelny Sąd Administracyjny - Ośrodek
    Zamiejscowy we Wrocławiu w uzasadnieniu postanowienia z dnia 13 października
    1995 r. SA/Wr 1440-1441/95, że regulacja zawarta w art. 1 ust. 2 pkt 4 i art.
    21 ust. 2 pkt 3 cyt. ustawy o kombatantach nie odnosi się do działalności
    kombatanckiej obywateli polskich, biorących udział w walkach w obronie ludności
    polskiej na obszarach dawnych województw: lwowskiego, stanisławowskiego,
    tarnopolskiego i wołyńskiego, działających w ramach tzw. Niszczycielskich
    Batalionów. Należy uznać, że ustawa o kombatantach nie reguluje tego problemu z
    powodu braku w art. 1 ust. 2 pkt 4 cyt. ustawy dyspozycji wyłączającej ze
    struktur NKWD formacji „Istriebitielnych Batalionow”, z wymienionych wyżej
    województw dawnych obszarów południowo-wschodniej Polski.
    Brak regulacji ustawowej tego problemu uniemożliwia także Sądowi Najwyższemu
    udzielenie pozytywnej odpowiedzi generalnej na pierwsze pytanie zawarte w
    przedstawionym do rozstrzygnięcia zagadnieniu prawnym. Usunięcie tego braku
    wymaga interwencji legislacyjnej ustawodawcy ze względu na wyrażoną w art. 1
    Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej zasadę urzeczywistniania sprawiedliwości
    Społecznej w demokratycznym państwie prawnym.
    Ponadto w sprawie niniejszej nie ma potrzeby udzielenia generalnej odpowiedzi
    na przedstawione pierwsze pytanie zagadnienia prawnego, skoro - zdaniem Sądu
    Najwyższego - istnieją podstawy do udzielenia pozytywnej odpowiedzi na
    alternatywnie postawione drugie pytanie, dotyczące uprawnień kombatanckich
    Stanisława W. z tytułu pełnienia służby w Armii Krajowej, którą przepis art. 1
    ust. 2 pkt 3 cyt. ustawy uznaje za działalność kombatancką. Podjęcie walki w
    obronie ludności polskiej w jedynie możliwych warunkach organizacyjnych w
    ramach tzw. Niszczycielskich Batalionów w opisanych wyżej stosunkach
    społecznych i wojennych, istniejących na obszarach dawnych województw
    południowo-wschodniej Polski w latach 1944 i 1945 przez byłych żołnierzy AK po
    rozwiązaniu ich oddziałów na rozkaz lub polecenie władz Podziemnego Państwa
    Polskiego zasługuje na sprawiedliwą oceną i szacunek oraz uznanie władz
    Rzeczypospolitej Polskiej. Nie była to działalność represyjna przeciwko
    Narodowi i Państwu Polskiemu, lecz realizacja celów polityki obronnej władz
    podziemnego Państwa Polskiego w ramach wyodrębnionej formy organizacyjnej,
    różniącej się od wojsk NKWD, choć z konieczności podległej nadzorowi w okresie
    wojny terenowych organów tej formacji. Mając to na uwadze Sąd Najwyższy uznał,
    że przepis art. 21 ust. 2 pkt 3 omawianej ustawy o kombatantach nie uzasadnia
    odmowy przyznania obywatelowi polskiemu uprawnień kombatanckich z tytułu
    pełnienia służby w Armii Krajowej, który po rozwiązaniu oddziału na polecenie
    władz lub rozkaz dowództwa sił zbrojnych podziemnego Państwa Polskiego brał
    udział w walkach z UPA wyłącznie w celu obrony koniecznej ludności polskiej na
    terenach dawnych województw lwowskiego, stanisławowskiego, tarnopolskiego i
    wołyńskiego, w latach 1944 i 1945 w ramach tzw. Niszczycielskich Batalionów
    („Istriebitielnych Batalionow”). Uprawnienia kombatanckie mogą być przyznane
    wymienionym wyżej obywatelom polskim, jeżeli będą ustalone w sprawie przez
    właściwy organ przesłanki faktyczne i prawne określone w art. 1 ust. 2 pkt 3
    ustawy o kombatantach. Wobec braku potrzeby i warunków w sprawie do udzielenia
    odpowiedzi na przedstawione do rozstrzygnięcia Sądowi Najwyższemu pierwsze
    zagadnienie prawne oraz istnienie w stanie faktycznym sprawy podstaw do
    pozytywnej odpowiedzi na alternatywnie postawione drugie pytanie dotyczące
    uprawnień kombatanckich, Sąd Najwyższy podjął uchwałę, jak w sentencji.

    I to byloby na dzisiaj tyle - życzę dobrej choc trudnej lektury.
    A wnioski będą - choćby ów autorytet "wybitnego naukowca E Prusa", czy osąd że
    IB z udzialem Białorusinów i Litwinów kontra AK to było coś znacznie gorszego
    od IB z udzialem Polaków.
    Pozdrawia, odezwę się pewnie albo w weekendzie albo tuż po nim- chociaż Bóg
    wie.. bo Święta za pasem :-)

  • 17.12.04, 15:34
    Witam
    Swieta zblizaja sie coraz wiekszymi krokami. Tez to odczuwam po natezeniu prac
    domowych, ale jest w tym cos milego. Szczegolnie ze jestesmy juz po
    wszelkich "hurtowych" zakupach maki, jajek etc. (akurat za zakupami
    zywnosciowymi nie przepadam, szczegolnie w okresie przedswiatecznym w duzym
    sklepie). Nawet prezenty dla bliskich sa juz zakupione (mam nadzieje, ze gdy
    juz wszyscy rozpakuja prezenty, w pokoju pojasnieje od usmiechow). Pozostalo
    tylko doprowadzenie mieszkania do polysku:) i choinka.
    Przeslany tekst to faktycznie nie najlzejsza lektura, ale nawet po szybkim,
    jednorazowym, przeczytaniu widac, ze bedzie o czym porozmawiac. Na razie tekst
    sobie wydrukowalem i bede uwaznie czytac. Jako ze w weekend rzadko korzystam z
    komputera to refleksjami podziele sie w poniedzialek, lub w niedziele wieczor.
    Az sie usmiechnalem gdy zawital do tego watku darino, przeciez pare postow
    wczesniej mowilem ze nikt juz nie chce z nami rozmawiac. Niestety w tych
    kwestiach nic nie jestem w stanie powiedziec. Za to za Twoja namowa odwiedzam
    czasem forum Bircza.
    Zycze milego weekendowego wypoczynku. Moze wreszcie zima dopisze?
    R.
  • 17.12.04, 16:33
    Odwiedzam ten wątek codziennie, ale najczęściej niewiele mam do dodania. Bardzo
    wiele ciekawych informacji, oby tak dalej !
    Przydałoby sie jednak rozpocząć nowy wątek, bo to już zakrawa na bicie rekordu
    świata !
    Pozdrawiam !
    --
    www.bircza.pl
  • 17.12.04, 17:20
    Witam . Dzisjuż ostatni mój drstyczno-zgryzliwy post przed świętami.
    natepne /jak czs pozwoli będą już tylko kolendowo choinkowe [->>>>>>

    Ale dzisiaj jeszcze dopowiem o IB a raczej zacytuje bardzo ciekawe opracowanie,
    ktorego autor jest daleki od sympatii dla Ukraińców ale potrafil się wspiąć na
    minimum przyzwoitego poziomu :
    Stosunki polsko-ukraińskie na Wołyniu w latach II wojny światowej.
    Ostatnia aktualizacja: 2 listopada 2003
    Autor: Paweł Leszczyński

    www.historia.gildia.pl/wiek_20/polsko_ukrainskie

    Mocno podsycała tę wrogość współpraca obu stron z Niemcami w szeregach
    policyjnych. Po zajęciu ziem kresowych Niemcy organizowali policję z ludności
    miejscowej, a więc na Wołyniu i w Galicji z Ukraińców, jako że była ich tu
    przytłaczająca większość. Niemcy od czasu do czasu urządzali obławy w lasach,
    mobilizując do pomocy policję ukraińską, pacyfikowano przy tym polskie osiedla
    za współpracę z Sowietami. W pogromach ginęły setki Polaków, ukraiński zaś
    udział w operacjach także obciążał wzajemne stosunki.
    I vice versa - szkoła w Dębicy wypuszczała bataliony policji granatowej."Miło
    było popatrzeć na te oddziały, chociaż w niemieckich mundurach - pisał
    sprawozdawca krajowy, - jak maszerowały sprawnie z polską piosenką na ustach.
    Widząc to Ukraińcy spuścili zupełnie głowy, a na twarzach zaobserwować można
    było przygnębienie i lęk...". Współpraca ludności polskiej z Niemcami nie
    ograniczała się do policji granatowej. Jak pisze Delegat Wołyński w
    sprawozdaniu"Sprawa ukraińska"z grudnia 1943 roku., będąc w służbie niemieckiej
    na posadach administratorów majątków, służby leśnej, drogowej, Polacy
    wysługiwali się Niemcom. Nieraz z nadmiaru gorliwości mogły się trafiać
    nadużycia na szkodę miejscowej ludności, a ta indywidualnie odpłacała się
    śmiercią. Wciskali się do władz i urzędów niemieckich, gdzie też działali na
    szkodę ludności - z tym samym skutkiem. Oprócz policji Niemcy przyjmowali
    Polaków do żandarmerii"sprowadzali oddziały sformowane z Polaków -
    prawdopodobnie jeńców wojennych z kampanii 1939 r. (...) te polskie oddziały z
    ramienia niemieckiego zaczęły wycinać wsie ukraińskie, a Niemcy podkreślali, że
    jest to kara za mordowanie Polaków".

    Zapalnym punktem była także współpraca Polaków z Sowietami, składała się ona z
    kilku elementów. Pierwszym stały się polskie oddziały w partyzantce
    radzieckiej, która zaczęła napływać jeszcze w roku 1942 do lasów Polesia i
    Wołynia. Nie były to już wynędzniałe rozbitki początku wojny, a regularne
    oddziały dobrze zaopatrzonych i uzbrojonych żołnierzy i oficerów, dobranych
    przez Ukraiński Sztab Ruchu Partyzanckiego, wysyłanych celem dezorganizacji
    zaplecza niemieckiego i likwidacji UPA. Cele te pokrywały się z celami
    partyzantki polskiej zarówno komunistycznej jak i AK-owskiej, toteż ludność
    polska stała się naturalnym oparciem dla wszystkich partyzantów, tak polskich
    jak i sowieckich. Działania partyzanckie przyczyniły się po części do polskiej
    pomocy przy utrwalaniu radzieckiej władzy po przesunięci się frontu na zachód.
    W meldunku tygodniowym z 6-go lipca 1944 roku czytamy"Z tamtej strony frontu,
    że w Kołomyi milicja jest polska w mundurach bolszewickich. (...) Aresztowano,
    wywieziono i rozstrzelano pewną ilość Ukraińców. Zdarzają się wypadki
    aresztowania i wywożenia także wśród Polaków, dotyczy to jednak tych osób,
    którym bolszewicy zarzucają zbyt ścisłą współpracę z Niemcami. Ogłoszenia na
    mieście są w językach rosyjskim i polskim. Stanowiska obsadzone prawie przez
    samych Polaków...".
    Armia Radziecka zajmowała Zachodnią Ukrainę jako kraj nieprzyjacielski,
    pierwszym więc zadaniem było oczyszczenie terytorium z wrogiego elementu. Po
    mobilizacji część tego elementu wysłano na pierwszą linię frontu, skąd mało kto
    wrócił, druga część poszła do łagrów i na rozstrzelanie, reszta nadal się
    ukrywała. Do wyłapywania tych resztek NKWD powołało specjalne formacje zbrojne -
    istrebitielnyje bataliony (niszczycielskie), zwane przez ludność"strebkami".
    W Moskwie, pod koniec czerwca podpisano rozkaz nr 0078/42 o oczyszczaniu z
    Ukraińców Ukrainy, nie wolno było tymżeUkraińcom oddawać na
    ziemiach"wyzwolonych"władzy terenowej, foteli urzędniczych, wkładać w ręce
    broni do zabijania w"strebkach"własnych braci, a ktoś musiał to robić Na
    podorędziu byli Polacy, którzy ocaleli z pogromu i oto mieli przed sobą okazję
    chociaż mizernego odwetu za rzezie wołyńsko-galicyjskie."Strebki",
    znienawidzone przez całą społeczność ukraińską, stały się trzecim elementem
    współpracy polsko-sowieckiej.
    "W jednym tylko rejonie kołomyjskim w kwietniu 1945 roku powstało 26 grup
    samoobrony z 266 uzbrojonymi jej uczestnikami. Liczba bojowników samoobrony w
    tym samym czasie w obwodzie lwowskim wynosiła 3219 osób. Trzon samoobrony
    stanowili Polacy. Z najaktywniejszych członków samoobrony powoływano na
    szczeblu powiatów tzw. istrebitielnyje bataliony. W obwodzie lwowskim w 1945
    roku skupiały one 6715 żołnierzy. (...) Dodać należy, że ponad 80% tych
    żołnierzy to Polacy poniżej 18 lat i powyżej 50 lat. Proporcje te zaczną
    zmieniać się na korzyść Ukraińców dopiero z chwilą ruszenia dużej fali
    przesiedleńczej Polaków na ziemie Zachodnie Rzeczypospolitej."To znaczy, kiedy
    zabrakło Polaków, władze musiały szukać zdrajców wśród Ukraińców.

    A po świętach wrócę do tematu pod zbiorczym tytułem "Utrwalacze władzy ludowej
    którym UPA przysporzyła dodatki do emerytury"
    Witam Darino kolejny raz i zapraszam "bez krempacji" do dyskusji, rzucania
    wątków, pytań itd - Radek to zwolennik i znawca Prawosławia,czasami gości
    Andrijko z Podlasia, wpada "jak po ogień" Ksiądż Piotr z Lublina. A jak
    widziśz "spektrum" tematów jest ci u nas ogromne - zawsze z ruskością za
    pazuchą :)))
    Co do rekordu - to nie u nas .W przemyślu się zabrali za to ciąnąc wątek "na
    dzien dobry" :))
    Pozdrawiam jak zawsze gorąco
  • 20.12.04, 15:58
    Witam serdecznie
    Udalo mi sie wreszcie zapoznac z cytowanymi ostatnio materialami.
    Wywarly na mnie niezbyt korzystne wrazenie. Mozna by odniesc wrazenie, ze
    orzeczenie to relatywizuje wspolprace z NKWD. Czym roznila sie walka NKWD
    przeciwko AK na terenach Litwy i Bialorusi od walki z oddzialami UPA na terenach
    Wolynia, czy w Galicji? Jak widac wszystko zalezy od tego z ktorej strony sie
    patrzy. Slusznie tez zworciles uwage na "autorytety" cytowane w uzasadnieniu.
    Dodam jeszcze, ze liczba ofiar nie jest zgodna z ustaleniami polskich i
    ukrainskich historykow (ale to juz chyba kazdy wie). Jak widac w niczym to nie
    przeszkadza. Nie chcialbym psuc przedswiatecznej atmosfery, ale w drugim tekscie
    jest poruszona bardzo ciekawa kwestia. Mianowicie udzial Polakow w policyjnych
    formacjach pomocniczych u boku Niemcow. Temat jest dosyc malo popularny, czemu
    trudno sie dziwic. Czytalem kiedys ciekawy artykul na ten temat, jak tylko uda
    mi sie go odnalezc na pewno wroce do tematu. Warto bedzie tez poruszyc po
    swietach sprawe wspolpracy z partyzantka sowiecka.
    Na dzis musze konczyc swoja pisanine, poniewaz jestem wolany do pakowania podarkow:)
    Na pewno jeszcze w tym tygodniu sie odezwe, ale beda to tematy swiateczne (na
    kontrowersyjne bedzie czas po swietach).
    Pozdrawiam czytajacych i piszacych
    R.
  • 20.12.04, 22:49
    Dziękuję za zaproszenie, ale najpierw muszę przebrnąć przez ten watek od
    początku do końca, a następnie przetrawić wiedzę !
    Odezwę się chyba pomiędzy świętami, albo dopiero po drugich - Wesołych Świąt !
    --
    www.bircza.pl
  • 21.12.04, 16:49
    Witam - za obopolną zgodą przerywam swój i Twoj Radku wątek /z Wielką obietnicą
    powrotu do niego !!!

    Wraz z życzeniami świątecznymi z dalekiej Białorusi otrzymałem kserokopie
    listu - który wysłał w 1959 roku mój dziadek - rzeszowski grekokatolik do swych
    krewnych których losy wojenne rzuciły aż do Mińska Białoruskiego.
    Jest w tym liście fragment,który mnie szczerze wzruszył :

    "wibirajemo sia do Doszno, bo choczu pierieniesti tieło Tatki na kładwiszcze.Do
    sieho czasu on leżaw koło cerkwi,ałe cerkiew rozibrali i leżaw na czistom pole"

    Wątek jak z Antygony, "choczu pierieniesty tieło Tatki...'
    Ów Tatko - to był jego teść - grekokatolicki paroch zmarły w 1945 roku.
    Cerkiew 'rozobrali" Polacy - by z jej belek wybudować stodołę....

    Dodam tylko że dziadek swego zamiaru nie spełnił

    A mialo być świątecznie a wyszło mi tak jakoś...

    Gdyby mi brakło czasu przed świętami - to proszę Wszystkich o przyjęcie
    SERDECZNYCH ZYCZEŃ ZDROWIA SZCZĘŚCIA........
    I miłej lektury dla Darino
    Pozdrawiam
  • 22.12.04, 15:41
    Witam
    Dziekuje Piotrze za ostatni post. Takie watki osobiste pokazuja historie w
    bardziej ludzkim wymiarze. Inaczej niz na kartach prac historycznych. Ten
    krotki fragment przemawia bardziej niz rozdzial w ksiazce.
    Po Swietach pewnie wrocimy do tematow kontrowersyjnych. Na okres bezposrednio
    przed Swietami proponuje tekst lzejszego kalibru, zamieszczony w ostatnim
    numerze PP.

    "Już wówczas ród oficjalnie używał nazwiska Kostiuszko, spolonizowane potem na
    Kościuszko. Do polonizacji rodu wydatnie przyczyniła się unia brzeska i
    nietolerancyjna polityka Zygmunta III Wazy. Chociaż wcześniej nie było możnym
    prawosławnym lekko, teraz droga do wysokich godności państwowych była dla nich
    zamknięta. Aby zrobić karierę, trzeba było stać się unitą, a najlepiej rzymskim
    katolikiem. Wielu taką drogę do sukcesu doczesnego właśnie wybrało. Wśród nich
    byli też Kościuszkowie. Porzucanie wyznania ojców, czyli prawosławia, przez
    poszczególne gałęzie rodu odbywało się w różnym okresie."

    www.pporthodoxia.com.pl/artykul.php?id=762
    Dzisiejsza wypowiedz jest krotka, ale okres przedswiateczny sprzyja raczej
    czynnosciom domowym, takim jak lepienie pierogow, niz siedzeniu przed
    komputerem. Dobrze, ze ostatnio pracuje 7 godzin dziennie, wiec i na pierogi
    starczy czasu:)
    Z zyczeniami wstrzymam sie do jutra, mysle, ze w przerwie w ubieraniu drzewka.
    Tymczasem pozdrawiam i zycze milych przygotowan swiatecznych.
    R.
    P.S. Przylacze sie do zyczen milej lektury dla Darino
  • 22.12.04, 17:04
    Witam - otrzymalem krótkie pozwolenie "Piotruś -Pietnaście minut na komputerze
    i do roboty"
    Myslę że nawet krocej - myslę Radku,żę po świętach pociągne dalej temat owych
    batalionów,granatowej policji /a będzie o czym !!/ no i trudnej historii
    wołynia "w świetle" ciekawego /w swej zaciekłości/ tekstu ze strony polonijnej.
    No i owi kombatańci... I w ten sposób wejdziemy w styczeń 2005 :)
    A na razie wracam do siekania orzechów,daktylii i suszu wszelakiego - na
    kutie !!! cięcia ("Tylko drobno!!!" )cebulki do farszu uszkowego,mielenia
    grzybków i wymiatania kurzu z pólek /No i może poćwicze w tenisa :-)- tłukąc
    oporne dywaniki na trzepaku :)))))
    Tekst kościuszkowski - dziękuję - może jutro się przez niego przekopie.
    Zwróć też proszę uwagę na ciekawy tekst o kozaczcyżnie w ostatniej Polityce -
    jest on line pt Wolny najmiTA - KOZACZYZNA UKRAIŃSKA -autorstwa Pana
    W.A.Serczyka.
    Pozdrawiam - niestety trzeba się wylogować :-(

    Ps Wyobraź sobie że jedna z lokalnych gazet podała przepis na kutie - bez
    udziału pszenicy !!!! SKANDAL !!! hEREZJA !!! OBRAZA BOSDKA :-)))))
  • 23.12.04, 15:16
    Witam serdecznie w przeddzien Wigilii.

    Z okazji nadchodzacych Swiat Bozego Narodzenia zycze Wszystkim Piszacym i
    Czytajacym, aby te dni uplynely w milej, rodzinnej atmosferze. Abyscie w tym
    wyjatkowym czasie znalezli czas dla Swych Bliskich i chwile na refleksje natury
    religijnej. Zycze Wam, aby te Swieta pozwolily chociaz na krotki odpoczynek od
    szybkiego tempa wspolczesnego zycia.

    Piotrze, dla Ciebie i innych Czytaczy, w ramach upominku;) podsylam link do
    tekstu traktujacego o Bozym Narodzeniu w tradycji prawoslawnej

    www.cerkiew.pl/prawoslawie/text.php?id=91&PHPSESSID=85b710ad3515c01bc17773cbbb76c9ec

    Moze znajdziecie chwile czasu na lekture, a ja biore sie za ubieranie choinki:)
    Pozdrawiam
    R.
  • 23.12.04, 16:33
    Odpowiem słowami Travena z ryśkowego forum :
    "Dorohi Druzi!
    Szczyro pozdorowliaju Was zi Swiatamy Rizdwa Chrysowoho ta z Nowym Rokom!
    Nechaj nasza druz'ba micnije.
    Wsioho najlipszho!"

    Do pobaczenia po swiatach

    A ja biorę sie za szmatę ,mycie podłóg, wieszanie jemioły, zdobienie
    choineczki, stroików...... uff niech już będą te ŚWIĘTA.:)))))))))))))))
    Do zobaczenia po świętach !!!!!!!



  • 23.12.04, 17:18
    Ja już cierpnę na myśl, że muszę nad ranem wyjść na dworzec PKP i wsiąść do
    pociągu do Przemyśla. Ale cóż, święta wymagają poświęceń !
    Najlepsze życzenia dla wszystkich czytających i do przeczytania we wtorek.
    --
    www.bircza.pl
  • 27.12.04, 16:24
    Witam
    Niestety swiateczne lenistwo juz sie skonczylo. Zanim wrocimy do tematow z
    zeszlego tygodnia, na rozruch proponuje tekst dotyczacy terazniejszosci.
    Porusza on problem tozsamosci ludnosci ruskiej i problemow z jej utrzymaniem.

    "W ostatnich latach poznałem wielu ludzi ochrzczonych w cerkwi prawosławnej, a
    później, w dziecięcym wieku, z różnych powodów „przeciągniętych” do Kościoła
    katolickiego. Ogromna większość tych osób ma z tego tytułu głębokie rany w
    duszy, a życie stało się dla nich jednym wielkim i ciągle rosnącym dylematem,
    który w konsekwencji prowadzi często nawet do zarzucenia wiary w Boga.
    – Życie straciło dla mnie sens! – powiedział mi niedawno pewien pan po
    pięćdziesiątce. – Od wielu już lat nie chodzę do kościoła, nawet w największe
    święta, nic mnie tam nie ciągnie – wyznał po kilku głębszych kieliszkach
    alkoholu, w gronie swoich wieloletnich znajomych i przyjaciół. Z początku nie
    wiedziałem, skąd w tym człowieku obudziły się nagle takie emocje. Po chwili
    jednak zrozumiałem wszystko. Po alkoholu ruszyła go swojska muzyka i piosenki
    śpiewane po białorusku, ukraińsku, rosyjsku"

    www.slonko.com.pl/czasopis/in.php?id=0412/2004_12_c14
    Mam nadzieje, ze po krotiej zmianie tematu od jutra bedzie mozna wrocic do
    "utrwalaczy", policji granatowej itp...
    Na razie jeszcze odpoczywam po swiatecznym jedzeniu i pierwszym dniu pracy.
    Serdecznie pozdrawiam
    R.
  • 27.12.04, 16:41
    Witam -w pliku zyczeń świątecznych dostałem jeden list-od krewnej z
    Włoch /znaczy Italii/. Niby europoejki pełną gebą itd. A w liscie czytam słowa
    które mnie trochę zdenerwowały-trochę zmusiły do myslenia.
    Oto dziekując mi za przesłane moje zdjęcia z Ukrainy - wyznała - pieknie tam
    jest ale bardzo zaniedbane, "a tak poza tym to Lwów powinien wrócić do Polski".
    Radku-pomyslałem sobie - jak wielu jeszcze Polaków, niekoniecznie starych
    lwowiaków - bo tych coraz mniej, ale całkiem młodych mysli tymi kategoriami.
    "Wroci do Polski..." - po co????- aby odnowić dawne animozje, przewrócić ład
    europejski, splątać i tak niełatwe życie Rosjan,Polaków, Ukraińców
    zamieszkujących zachodnią Ukrainę ????
    I tak bzdurnie rzucone słowa popsuły mi trochę sielski nastrój świąt... a kutia
    bardzo sie udała :)))
    Przypomnial mi się urywek listu krewnej - lwowianki z początku lat 90-tych
    która znalazła końcowy etap swego życia na Dolnym Śląsku "wiecie kochani -
    pojechałam po raz pierwszy od wojny na wycieczke do Lwowa. Nasz dom stoi. Ale
    obecny własciciel pan profesor Ukrainiec nie chcial nas wpuścić nawet za bramkę"
    Myślę że teraz po obecnych przemianach na Ukrainie - opisywane przeze mnie
    zachowania po obu stronach granicy - przejdą do przeszłosci.
    masz Radku racje wracam za niedługo do przerwanych wątków.
    Pozdrawiam serdecznie.
  • Gość: kazik IP: *.dsl.sndg02.pacbell.net 28.12.04, 06:12
    wiec widac wyraznie gdzie podziala sie prawda biblijna posrod masy roznych
    religii.i kto ponosi wine za nie wiedze w ludziach i ich podejsciu do wiedzy
    duchowej i stosunku do Stworcy czlowieka.granice,przynaleznosci,sprawiedliwosc,
    to tylko juz rzad Krolestwa Bozego potrafi zgodnie z wola Boga rozwiazac,ku
    szczesciu kazdego czlowieka i to na calej ziemi.nawet w czas potrafi ochronic
    kazdego przed katastrofa,jak chocby ta,ktora doswiadczylo mase ludzi w basenie
    oceanu indyjskiego.inteligencja czlowieka nie jest zadna przeszkoda,raczej
    korzyscia w szukaniu drogi prawdy biblijnej w pokorze serca.nie na darmo Bog
    natchnal ap.Jana,by umiescil ten werset w K.Objawienia[18:4].dlatego w ,dla
    wielu,tzw.okresie swiatecznym,jest najlepsza okazja,by przezywac Jezusa z Jego
    wspanialymi radami i pouczeniami z Jego nie doscignionego"kazania na gorze".
    nie ma ono sobie rownego,a jakze z drugiej strony szczerego i prostego,
    poruszajacego,kazde szczere serce,by szukalo i laczylo sie duchem i prawda z
    prawdziwym chrystianizmem,ktory nic nie ma wspolnego z tzw.chrzescijanstwem.
    pozdrawiam szczerze wszystkich,a szczegolnie tych,ktorym na sercu lezy milosc
    naszego Stworcy,tak pieknie ukazana w Jego Synu Jezusie,Krolo nowego swiata.
    dedykuje tez kazdemu ten werset z ew.Jana,17:3.
  • 28.12.04, 16:50
    więc jesli komuś chce się tak wcześnie wstać /o 6 polskiego czasu/ bądź tak
    długo siedzieć przy kompie/ ok 24 czasu zamorskiego :)/ to trzeba mu
    odpowiedziec wszelki duch pana Boga chwali to ty kaziu?dawno cie tu nie było??
    wpadasz w okresie świątecznym i bez podzrowienia no to ja ciebie
    pozdrowie "pozdrawliaju z Rizdwom Christowowo ta z Nowom Godom" :) miło
    poczytac tak elokwentna czy erudytną wypowiedź biblisty spod znaku tzw świadków
    jehowy.
    A wspomnienie kazania na górze jak najbardziej na miejscu - ponoć wszak i
    Ojciec Swięty Jan Paweł II odwiedził okolice Jego głoszenia w trakcie nie tak
    dawnej pielgrzymki do Ziemi Świetej.
    .
    Dodam jeszcze ze uzywane przez Ciebie skróty tzw w odniesieniu do okresu
    świątecznego i chrześcijaństwa - obrażają moje odczucia i uczucia religijne -
    zaiste nie czyń tego więcej bracie w Chrystusie bo ,jak mowi
    przysłowie "odprawię Cię jak św. Michał diabła"
    Pozdrawiam
  • 28.12.04, 22:10
    Witam
    Dopiero teraz udalo mi sie dostac do klawiatury:)
    Zgodnie z zeszlotygodniowa zapowiedzia podsylam tekst dotyczacy wydarzen z
    okresu II WS. Artykul ukazal sie w tygodniku "Zerkalo nedeli" w ubieglym roku.
    Jego autorem jest Kost Bondarenko. Mam nadzieje, ze tekst ten stanie sie
    materialem do kolejnej wymiany pogladow.

    "There were other forces, besides Ukrainian and Polish, in Volyn at that time -
    the German troops or Soviet partisans, for instance. Why did they ignore it? The
    total butchery and terror, which is described by modern historians, couldn’t
    have been overlooked by the Germans or the Soviet partisans. Should this mean
    that it was to someone’s benefit? To the Nazis, the Ukrainian-Polish conflict
    was a practical implementation of the divide-and-rule principle. The Soviet
    partisans obviously availed themselves of the conflict, as in the proverb: “Let
    two fight, the third will take it all”. Besides, Stalin may have been interested
    in the conflict strategically, considering his plans to reshape the Polish
    border after the war.

    The German occupation authorities did their best to fan the hatred between
    Ukrainians and Poles. Erich Koch stressed, “We want a Pole to want to kill a
    Ukrainian whenever he sees one, and a Ukrainian to want to kill a Pole, too.”

    After the Ukrainian police in Volyn and Polissya went to the woods to join the
    partisans, the Germans recruited new policemen, mostly from the local Poles.
    Besides, a Polish Schutzpolizei battalion was maneuvered to Volyn, while the
    German gendarmerie was maneuvered out of the region. As a result, the
    interethnic conflict grew into a massacre. Yuriy Kyrychuk writes that all German
    administrative offices in Lutsk were headed by Poles. Poles made up 80% of the
    Generalkommissariat [General Commissary’s Office] staff, 60% of the
    Gebietskommissariat [District Commissary’s Office] staff, 60% of the staff in
    the central office for trade with the East and 30% of the staff in the Economy
    Bank. As captured UPA soldiers testified, “the Germans often put on overcoats
    with the Ukrainian trident emblem and went to burn down a Polish village"

    www.mirror-weekly.com/ie/show/431/37668/
    Mam nadzieje, ze link zadziala poniewaz caly tekst jest wart przeczytania.
    Ze swej strony z niecierpliwoscia czekam na wzmiankowane przez Ciebie materialy
    ze strony polonijnej oraz na materialy na temat "utrwalaczy".
    Pozdrawiam jak zwykle serdecznie
    R.
    P.S. Dla Kazika mam rowniez podarek w postaci linku

    www.pporthodoxia.com.pl/artykul.php?id=729
  • 28.12.04, 22:27
    Link na szczescie dziala. Moje obawy wynikaly z faktu, ze najpierw wkleilem
    link, a dopiero pozniej zastanowilem sie czy dziala.
    Jeszcze raz serdecznie pozdrawiam
    R.
  • 29.12.04, 15:25
    Witam
    W swoim poswiatecznym poscie napisales Piotrze o ludziach teskniacych za
    Lwowem. Mysle, ze wsrod ludzi starszych, tam urodzonych moznaby to jakos
    wytlumaczyc, natomiast dziwie sie ludziom mlodym. Przeciez chyba nikt nie
    chcialby miec drugich Balkanow?
    Pisalismy tu zreszta kiedys o wyjazdach "na Kresy" i innych podobnych
    kwestiach.
    Dzisiejszy post traktuje troche jako uzupelnienie wczorajszego, poniewaz
    zapomnialem podzielic sie swa refleksja na temat glownego wydania "Faktow".
    Mogloby sie wydawac ze jest duza szansa na poprawe stosunkow polsko-
    ukrainskich. Zdziwilo mnie bardzo gdy po relacji z Kijowa poruszono temat
    Cmentarza Orlat. Nie jest to chyba najlepszy moment? Czy koniecznie trzeba od
    razu psuc?
    Nie bede dzis przedluzac postu, poniewaz wczorajszy tekst jest dosyc spory.
    Pozdrawiam jak zwykle serdecznie.
    R.
    P.S. A zimy dalej nie ma, dobrze ze chociaz nie pada
  • 29.12.04, 17:18
    Witam - oto ciąg dalszy refleksji o IB i nie tylko :

    Zaczęliśmy Radku przed świętami temat istribitielnych batalionów.Wiemy już że
    były to formacje pomocnicze NKWD . O ich roli świadczy sama nazwa – różnie
    tłumaczona na język polski – bataliony pościgowe, niszczycielskie , faktem
    jest że pełniły one role oddziałów pacyfikacyjnych działających na zapleczu
    frontu i że służyło w nich sporo Polaków – spotkałem się z liczbą około 100 tys.
    Polscy historycy do chwili obecnej nie potrafili jednoznacznie określić roli
    tych oddziałów a szczególnie roli Polaków.
    Podobnie też sądownictwo -.
    W latach dziewięćdziesiątych zmieniła się ustawa o kombatantach – pozbawiająca
    prawa do kombatanckich przywilejów całkiem spore grono „uczestników walk o
    utrwalenie władzy ludowej” /głownie funkcjonariuszy MO,Ormo,UB,
    współpracownikom NKWD oraz– pozostawiając jednak te uprawnienia m.in.
    uczestnikom walk z oddziałami UPA i Werwolfu.
    Cały problem zaczął się wtedy gdy ujawnili się byli akowcy którzy „w dobrej
    wierze „ przeszli do służby w IB – jak twierdzą z chęci walki w obronie
    polskiej ludności przed agresją ukraińską.
    W tym miejscu muszę powiedzieć Radku jedno –czy współczesnym okrucieństwem nie
    było pozbawianie uprawnień kombatanckich owych 70-80 letnich starców ???
    Którzy przez ponad 50 lat swego życia byli przekonani , że walczyli „z bandami
    UPA i reakcyjnym podziemiem”. dO TEMATU OBIECUJĘ WRÓCIĆ - cytując wielce
    ciekawe werdykty wspólczesnych sądów w tym NSA.
    Nie mam powodu żywić sympatii do tej kategorii ludzi – wszak to jeden z tych
    utrwalaczy zachodził po wojnie do moich dziadków szantażując ich groźbą
    wywózki /Z RACJI UKRAIŃSKIEGO POCHODZENIA /!?/ i wyciągając w zamian za
    milczenie – co cenniejsze przedmioty. A inna przedstawicielka tego typu
    ludzi /i m.in. aktywna uczestniczka libacji z udziałem ubeków/ jeszcze w
    połowie lat pięćdziesiątych ostrzegała mego ojca – Polaka aby nie zachodził do
    domu swej przyszłej żony – „bo to przecież Ukraińcy – pan nie wie?”
    A o wątpliwościach IPN w odniesieniu do owych batalionów wspomniałem trochę w
    poprzednim moim postcie- niestety nie mam biuletynu IPN nr 6/2002 - a i w
    wersji on-line jest on niedostępny. W biuletynie tym jest włąsnie artykuł pana
    Balbusa o Polakach w IB. Musimy więc na razie polegać na wzmiance z linku
    polishnews.
    Innym tematem Radku to udział Polaków w granatowej policji – pomocniczej
    formacji policyjnej aktywnie wspomagającej Niemców w ich represjach
    wymierzonych wobec ludności polskiej, żydowskiej oraz ...ukraińskiej.
    Muszę przyznać że o udziale PG w represjach abtyżydowskich mozna poczytać
    trochę na różnych forach i stronach np żydowskich - o tyle jej działania
    antyukraińskie są raczej kiepsko udokumentowane/przynajmiej na internecie/
    Współcześnie temat ten w Polsce jest dość często przemilczany – po
    wypowiedziach niektórych historyków, że... owszem wysługiwali się...ale wśród
    granatowych było wielu współpracowników podziemia antyhitlerowskiego, że ich
    przedwojenni koledzy ginęli w Katyniu,Ostaszkowie itd. Itd.
    Sam dopiero przy okazji cytownia z linku z "gildy" - a propos - zadziałal ??
    jak nie to powtórze namiar?? dowiedziałem się coś na ten temat.

    Niedawno świętowano w podrzeszowskiej wsi Markowa – rozpoczęcie procesu
    beatyfikacyjnego polskiej, wielodzietnej rodziny, które przez lata okupacji
    ukrywała kilkunastu Żydów.
    Równocześnie przemilczano fakt, że w okrutnej zbrodni /zabójstwie całej
    dziesiecio osobowej polskiej rodziny i kilku Żydów/ brali udział obok
    gestapowców – także polscy policjanci granatowi. A nawet próbowana
    odpowiedzialnością za współudział w zbrodni obciążać /była tak wzmianka/...
    Ukraińców z podrzeszowskiego Łancuta w służbie niemieckiej.
    A o fakcie funkcjonowania /w czasie okupacji niemieckiej/ w Dębicy szkoły
    policji granatowej i wyjazdu jej "kursantów" na Wołyń w celu pacyfikacji
    ukraińskich wiosek - to dowiedziałem się dopiero ostatnio /vide link gilda/,Tak
    samo jak o wcielaniu do pomocniczych formacji hitlerowskich - polskich jeńców
    wojennych. Temat wydaje się warty "drążenia"
    Pozdrawiam - a do linku o Kostiuszce, kotle chełmsko-wołyńskim i ... jehowych-
    prawosławnych obiecuję również wrócić /co jak co ale obietnic naskładałem
    trochę za dużo :-)))





  • 29.12.04, 16:48
    Witam - dziękuję za zalinkowanie wielce ciekawego tekstu - przy okazji mozna
    pocwiczyć angielski. O owym "przebieraniu sie" Niemców czy Rosjan za żołnierzy
    UPA mozna powiedzieć więcej. Znany jest historykom przypadek gdy na miasteczko
    Dynów /40 km od Rzeszowa/ bodaj w 1945 roku przypuscił szturm oddział UPA.
    Polscy obrońcy /w tym głownie żołnierze AK zmobilizowani w akcji Burza/
    dzielnie bronili miasteczka do chwili gdy atakujący zdemaskowali się jako ...
    NKWD. Po zawarciu "rozejmu" rozgoszczeni w Dynowie ruscy po bodaj 2 dniach ...
    przystąpili do rozbrajania i aresztowań owych obrońców. Pisze o tym obszernie
    m.in Pan dr Motyka w wielokrotnie tu wspominanym opracowaniu. Wrócę do tego
    wątku .. ale może innym razem :(
    A teraz obiecana strona "polonusów" , link i garść pozornie luźnych cytatów

    ZNIWO NIENAWISCI

    www.polishnews.com/fulltext/history/2002/history21.shtml

    Marcin Malek
    (Ekologia wojny


    Wielonarodowa Rzeczpospolita liczyla pod koniec lat 30. okolo 5 mln
    obywateli pochodzenia Ukrainskiego. Stanowili oni najliczniejsza grupe
    mniejszosciowa w Polsce. Nieudolna polityka narodowosciowa kolejnych
    miedzywojennych rzadow sprawiala, ze stosunki Polsko Ukrainskie zeslizgiwaly
    sie w coraz glebsza przepasc niezrozumienia, wzajemnej wrogosci a z czasem
    palacej nienawisci. Z cala pewnoscia dlugim cieniem polozyly sie na wzajemnych
    relacjach nieodlegle walki z lat 1918-19. Nie bez znaczacego wplywu, zwlaszcza
    w tym ujeciu zbiegly lata niewoli austriackiej, kiedy to zaborcy umiejetnie
    podsycali wasnie polsko-ukrainskie, a takze niebezpieczny przyklad Ukrainy
    sowieckiej, dotknietej glodem i represjami wladzy bolszewickiej. Efektem byla
    zatem niechec, a raczej swoista nieufnosc rzadu polskiego do wszelkiego rodzaju
    ukrainskich inicjatyw w kwestii tworzenia legalnych organizacji, szkol oraz
    uczelni. Poprzez niedopuszczenie Ukraincow do wysokich stanowisk starano sie
    wiec ograniczyc ich aktywnosc polityczna i spoleczna.



    Wiec co laczylo a co wewnetrznie rozdzieralo ludnosc ukrainska - wszak znaczna
    czesc wielobarwnej, niezwyklej wielonarodowej mozaiki, scielacej sie kostka
    przy kostce wzdluz wschodnich rubiezy Rzeczpospolitej. Tak oto: jezyk byl
    przecie ten sam, choc rozmaicie przez autochtonow nazywany - (ukrainski,
    ruski). Wyznanie bylo w wojewodztwie wolynskim prawoslawne, w trzech
    pozostalych grekokatolickie. Laczyla wiec Ukraincow nienawisc do Polski,
    Polakow i wszystkiego co polskie. Jednakowa w dawnym zaborze rosyjskim, czyli
    na Wolyniu oraz w austriackim - w dawnej Galicji. Nienawisc tak sroga, tak
    zajadla, ze az smiertelna. Jej poczatki siegaja czasow I Rzeczpospolitej, jej
    apogeum, dziejowa chwila uwiezla w tragizmie zbrodni przypadaja na lata 1939-47
    i grzmia echem hymnu banderowcow "Smert lachom i zydo-komunie" Ale po kolei.
    /.../
    Z kolei mordy na Ukraincach na Zamojszczyznie, ktore zdaniem autorow
    ukrainskich sprowokowaly OUN-UPA do akcji na Wolyniu, mialy faktycznie miejsce,
    lecz dopiero w 1943 r., po rozpoczeciu, wolynskich czystek. Przynajmniej w
    czesci byly one zreszta odpowiedzia na poczynania banderowcow

    /.../
    Otóż według IPN "W 1944 r. na Kresach Poludniowo-Wschodnich zajmowanych przez
    Armie Czerwona utworzone zostały polskie formacje paramilitarne -
    "istriebitielne bataliony" - przeznaczone głownie do zwalczania
    niepodległościowego podziemia ukraińskiego. W ich szeregi wcielono sila lub
    zaciągnęło się wielu Polaków" - pisze Tomasz Balbus z IPN we Wrocławiu w
    najnowszym, 6. numerze "Biuletynu IPN". "Kim byli Polacy walczący z Ukraińcami
    pod komenda sowieckich czekistow; jakiej sprawie służyli?" - pyta historyk.

    "Polskimi żołnierzami broniącymi własnych rodzin i domów przed oddziałami
    podziemia ukraińskiego; ludźmi wprzęgniętymi sila w sowiecka machinę wojenna;
    czy tez uczestnikami formacji kolaboracyjnych utworzonych przez nowego okupanta
    z miejscowej ludności?" - zastanawia się Pan Balbus, który nie przesadza
    odpowiedzi"
    Radku i w tym miejscu /i po wspólnej lekturze/ powinienem przystąpić
    do "znęcania" się nad treścią owego artykułu - szczególnie nad owym "wspolnym
    mianownikiem" Ukraińców - ową nienawiścią do Polaków. Nie ma nic gorszego niż
    rzucanie tak ogólnych oskarżen i takiego mnożenia odpowiedzialności zbiorowej
    za ... oczywiste fakty potwornej , obopólnej nienawiści. Poczytaśz również w
    treści szereg niedorzeczności jak np łączenie zbrodni na Ukraińcach z
    poddynowskiej Pawłokomy z wydarzeniami wołyńskimi - cytat szczególnie
    niedorzeczny, całkowite przemilczenie okresu zgodnej wspołpracy Polaków i
    Ukraińców w roku 1920 i przykrych doświadczeń z tej wspólpracy czy chociażby
    petlurowskich rodowodów twórców UPA - no i wywodzenia się kilku z nich z
    Polskiego Sztabu Generalnego roku 1939 !!! /vide uprzedni mój link z "gildy"/
    Pozdrawiam - za chwilę się odezwę :)
  • 30.12.04, 15:20
    Witam
    Dziekuje za kolejna porcje lektury. Mam prosbe o ponowne podanie wzmiankowanego
    przez Ciebie linku z "gildy".
    Na temat wspolpracy polskich policjantow z Niemcami niestety wiele nie wiem,
    chetnie poszerzylbym swoja wiedze. Czytalem kiedys o dwoch batalionach
    policyjnych 107 i 202 dzialajacych na Wolyniu. Ten pierwszy niczym "specjalnym"
    sie nie "wslawil" natomiast mozna spotkac glosy ze 202 dopuscil sie licznych
    zbrodni.
    Z cytowanymi tekstami powoli sie zapoznaje. Przy lekturze tekstow "polonijnych"
    zwrocilem uwage na pewien fragment

    "Z kolei mordy na Ukraincach na Zamojszczyznie, ktore zdaniem autorow
    ukrainskich sprowokowaly OUN-UPA do akcji na Wolyniu, mialy faktycznie miejsce,
    lecz dopiero w 1943 r., po rozpoczeciu, wolynskich czystek. Przynajmniej w
    czesci byly one zreszta odpowiedzia na poczynania banderowcow"

    Nie mi sadzic "kto zaczal" spotkalem sie natomiast z opinia (oczywiscie
    nieobiektywna, bo prawoslawna;) ze pierwsze akcje antyukrainskie mialy miejsce
    6 stycznia 1943 - wybor daty sadze nie byl przypadkowy. Gwoli sprawiedliwosci
    trzeba powiedziec ze byly to pojedyncze akcje band, a nie zorganizowana akcja.
    Smierc niewinnych ludzi zawsze jednak pozostaje smiercia.
    Sytuacja na terenach wschodnich II RP byla chyba bardziej zlozona niz podaje
    autor z "polishnews", poza tym mozna odniesc wrazenie ze niechec do Polakow
    byla praktycznie niczym nieuzasadniona, w zasadzie autor ogranicza sie tylko do
    wspomnienia walk 1918-19, a to nie wszystko. Zapomnial tez dodac, ze nienawisc
    byla obustronna. Obecny Metropolita Sawa w dziecinstwie nieraz musial ukrywac
    sie przed "bandami".
    Jesli chodzi o Twoje obiekcje do pozbawiania "utrwalaczy" dodatkow to mam
    podobne odczucia. Zreszta generalnie budzi moj sprzeciw sadzenie "starcow". Te
    sprawy powinny zajmowac w chwili obecnej historykow. Co oczywiscie nie oznacza
    ze nie nalezy dzialan karygodnych potepiac, zachowania bandyckie zasluguja na
    napietnowanie.
    Postaram sie jeszcze dzis znalezc chwilke czasu i cos podeslac.
    Jak zwykle pozdrawiam
    R.
  • 30.12.04, 21:44
    Znow na chwileczke odskocze od glownego watku. Nie moglem sie powstrzymac od
    kolejnego cytatu. W ostatnim numerze PP jest zamieszczony dosyc obszerny tekst
    dotyczacy Nikifora. Autor artykulu, M. Boltryk, przytacza fragment ksiazki
    autorstwa Andrzeja Banacha pt. "Nikifor" Posluze sie tylko cytatem poniewaz taka
    wypowiedz powinna chyba zostac bez komentarza. Cytowana ksiazka zostala wydana
    przez wydawnictwo Arkady w 1983 roku, wiec stosunkowo niedawno.

    "Smutna polskość jego patrzenia, tragedia wrażliwości, polskość skargi w jego
    malowaniu jest świadectwem ukończenia przez Nikifora szkoły polskiego życia...
    Polska jest narracyjność, skłonność do żalu, do wspomnień i marzeń. Z żalu rodzi
    się skarga, także chęć nauki, że z cierpienia może być pożytek. Takie są
    portrety Nikifora. «Mądry Polak po szkodzie» to przysłowie narodowe. Ostrzega
    nas przed tym Nikifor". I jeszcze: "Konfliktowość polskiej sztuki, charakter jej
    propagandowy, wyraźny u Nikifora, którego obrazy były wołaniem o pomoc, wynikła
    z warunków naszego życia, ale i z polskiej natury, z polskiej nieustępliwości,
    chęci narzucenia swojej racji. Trudne było życie narodu, który miał do wyboru
    wszystko albo nic. Nikiforowi wyszło to na korzyść".

    Caly natomiast artykul wart jest przeczytania, w zwiazku z tym pozwole sobie go
    zalinkowac.

    www.pporthodoxia.com.pl/artykul.php?id=771
    W tym roku obiecuje juz wiecej nie cytowac;) Chociaz jutro pewnie sie odezwe.
    Zycze milej lektury.
    R.
  • 31.12.04, 15:02
    Wszystkiego co najlepsze, zdrowia, szczescia i spelnienia marzen Czytajacym i
    Piszacym.
    R.
  • Gość: lpiotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.12.04, 15:26
  • Gość: PIOTR IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.12.04, 15:40
    Przepraszam ale jestem w stanie wskazującym na spożuycie :-)))
    Podaję zaległy link i całuję serdecznie NA NOWY ROK

    historia.gildia.pl/wiek_20/polsko_ukrainskie
    DZIĘKUJE Przyjacielu za dotychczasową dyskusje i PROSZĘ O JESZCZE
    Z NOWA GODOM

    PIOTR
  • 02.01.05, 13:46
    Witam – przepraszam równocześnie za drobną niedyspozycyjnośc „twórczą” w
    okresie między świątami... :-)

    Mój pierwszy post tegoroczny chciałbym zacząć od zacytowania /obszernych
    fragmentów/interesującego dokumentu ;
    to
    TRAKTAT między Rzecząpospolitą Polską a Ukrainą o dobrym sąsiedztwie,
    przyjaznych stosunkach i współpracy, sporządzony w Warszawie
    dnia 18 maja 1992 r.
    W imieniu Rzeczypospolitej Polskiej
    PREZYDENT RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
    podaje do powszechnej wiadomości:
    W dniu 18 maja 1992 r. w Warszawie został sporządzony Traktat między
    Rzecząpospolitą Polską a Ukrainą o dobrym sąsiedztwie, przyjaznych stosunkach i
    współpracy w następującym brzmieniu:

    TRAKTAT
    między Rzecząpospolitą Polską a Ukrainą o dobrym sąsiedztwie, przyjaznych
    stosunkach i współpracy
    Rzeczpospolita Polska i Ukraina, zwane dalej Stronami,
    - przestrzegając celów i zasad Karty Narodów Zjednoczonych, Aktu końcowego
    Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, Paryskiej Karty dla Nowej
    Europy oraz innych dokumentów współpracy europejskiej,
    - potwierdzając poszanowanie praw człowieka i podstawowych wolności, zasad
    demokracji i sprawiedliwości,
    - pragnąc wnieść wkład w budowę sprawiedliwego i pokojowego ładu europejskiego,
    opartego na ogólnoeuropejskich normach i mechanizmach w dziedzinie
    bezpieczeństwa,
    - doceniając znaczenie przyjaznych stosunków polsko-ukraińskich dla budowania
    solidarności europejskiej,
    - świadome swojej współodpowiedzialności za pokój, bezpieczeństwo, porozumienie
    i współpracę na kontynencie europejskim, w tym w Europie Środkowej,
    - przekonane, że pozytywne składniki bogatej historii stosunków polsko-
    ukraińskich będą sprzyjać rozszerzaniu współpracy między bratnimi narodami,
    - uwzględniając, że na terytoriach obydwu Stron mieszkający tam od wieków
    Polacy i Ukraińcy wnoszą istotny wkład w rozwój obu Państw i kultury obu
    narodów, jak również Europy,
    - mając świadomość, że z przywróceniem pełnej niezależności politycznej Państwu
    Polskiemu i z powstaniem niezależnego Państwa Ukraińskiego polsko-ukraińskie
    stosunki wchodzą w jakościowo nowy okres,
    - wyrażając satysfakcję z nawiązania między nimi stosunków dyplomatycznych,
    uzgodniły, co następuje:
    Art. 1.
    W nowych warunkach politycznych Strony zobowiązują się rozwijać stosunki w
    duchu przyjaźni, współpracy, wzajemnego szacunku, zrozumienia, zaufania i
    dobrego sąsiedztwa na podstawie prawa międzynarodowego, w tym zasad suwerennej
    równości, niestosowania siły lub groźby jej użycia, nienaruszalności granic,
    integralności terytorialnej, pokojowego załatwiania sporów, nieingerencji w
    sprawy wewnętrzne, samostanowienia narodów, poszanowania praw człowieka i
    podstawowych wolności, wykonania w dobrej wierze zobowiązań wynikających z
    prawa międzynarodowego.
    Art. 2.
    Strony uważają za nienaruszalną istniejącą i wytyczoną w terenie granicę między
    nimi i potwierdzają, że nie mają wobec siebie żadnych roszczeń terytorialnych
    oraz nie będą takich roszczeń wysuwać w przyszłości.
    Art. 4.
    1. Zgodnie z zasadami Karty Narodów Zjednoczonych Strony będą rozstrzygać
    spory, które mogłyby powstać między nimi, wyłącznie środkami pokojowymi i
    wyrzekają się użycia siły lub groźby jej użycia w stosunkach wzajemnych.
    2. Żadna ze Stron nie pozwoli, aby z jej terytorium państwo trzecie lub państwa
    trzecie dokonały aktu agresji zbrojnej przeciwko drugiej Stronie.
    3. W razie gdyby państwo trzecie lub państwa trzecie dokonały napaści zbrojnej
    na jedną ze Stron, druga Strona nie będzie udzielała jakiejkolwiek pomocy
    militarnej i poparcia politycznego takiemu państwu lub takim państwom przez
    cały czas trwania konfliktu zbrojnego oraz będzie działać na rzecz uregulowania
    tego konfliktu zgodnie z zasadami i procedurą Karty Narodów Zjednoczonych i
    dokumentami Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie.
    4. Strony będą przeprowadzać systematyczne konsultacje w sprawach
    bezpieczeństwa międzynarodowego na wszystkich szczeblach. Jeżeli jedna ze Stron
    uzna, że powstała sytuacja lub spór, który zagraża lub może zagrażać utrzymaniu
    międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa albo je narusza, Strony przeprowadzą
    niezwłoczne konsultacje dotyczące sposobów uregulowania sporu lub położenia
    kresu powstałej sytuacji.
    5. Strony będą rozwijać wzajemnie korzystną współpracę wojskową na podstawie
    odrębnych porozumień.
    art. 9.
    1. Strony będą dążyć do zapewnienia trwałego bezpieczeństwa ekologicznego i
    znaczącego zmniejszenia istniejącego zanieczyszczenia środowiska. Zgodnie z
    międzynarodowymi standardami będą także dążyć do zapobiegania wszelkim
    zanieczyszczeniom transgranicznym, między innymi przez stosowanie bezpiecznych
    technologii i produkcję ekologicznie czystą, zwłaszcza w rejonach
    przygranicznych oraz w dorzeczach Bugu i Sanu.
    Art. 11.
    1. Strony, zgodnie z ogólnie obowiązującymi standardami międzynarodowymi,
    dotyczącymi ochrony mniejszości narodowych, uznają prawo członków mniejszości
    polskiej na Ukrainie i ukraińskiej w Rzeczypospolitej Polskiej, indywidualnie
    lub wespół z innymi członkami danej mniejszości, do zachowania, wyrażania i
    rozwijania swojej tożsamości etnicznej, kulturowej, językowej i religijnej, bez
    jakiejkolwiek dyskryminacji i w warunkach pełnej równości wobec prawa. Strony
    podejmą niezbędne działania w celu realizacji tego prawa, w szczególności prawa
    do:
    - nauczania i uczenia się języka ojczystego i w języku ojczystym, swobodnego
    posługiwania się nim, dostępu, rozpowszechniania i wymiany informacji
  • 02.01.05, 13:52
    I jeszcze dokończenie owych cytatów :
    2. Strony potwierdzają, że przynależność do mniejszości narodowej jest sprawą
    indywidualnego wyboru osoby i że nie mogą z tego wynikać dla niej żadne
    niekorzystne następstwa. Każda ze Stron będzie chroniła na swoim terytorium
    tożsamość narodową mniejszości drugiej Strony przed jakimkolwiek działaniem
    zagrażającym tej tożsamości i tworzyła warunki do jej umacniania.
    3. Każda osoba należąca do mniejszości polskiej na Ukrainie oraz ukraińskiej w
    Rzeczypospolitej Polskiej jest zobowiązana, jak każdy obywatel, do lojalności
    wobec Państwa swego zamieszkania, kierując się ustawodawstwem tego Państwa.
    Art. 12.
    1. Strony będą podejmować i wspierać działania zmierzające do zachowania i
    rozwijania pozytywnych tradycji wspólnego dziedzictwa oraz przełamywania
    uprzedzeń i negatywnych stereotypów w stosunkach między obu narodami. W tych
    celach Strony stworzą warunki do wzajemnego swobodnego rozpowszechniania
    rzetelnych informacji o wszystkich sferach ich życia społecznego i kulturalnego.
    Art. 13.
    1. Opierając się na pozytywnych wartościach wielowiekowego wspólnego
    dziedzictwa kulturowego Polski i Ukrainy oraz ich wkładu do cywilizacji
    europejskiej, Strony będą sprzyjać współpracy w dziedzinie kultury, nauki i
    oświaty, przestrzegając światowych i europejskich standardów, określonych w
    szczególności w konwencjach UNESCO, Europejskiej konwencji kulturalnej z 1953
    r. i dokumentach Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, w tym
    krakowskiego sympozjum na temat dziedzictwa kulturalnego państw uczestniczących
    w Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie.
    2. W celu wzajemnego upowszechniania wiedzy o narodowym dorobku w dziedzinie
    kultury, nauki i oświaty, a także dążąc do promocji nowych osiągnięć w tej
    dziedzinie, każda ze Stron na podstawie odrębnych umów będzie powoływać na
    terytorium drugiej Strony - przy jej szerokim poparciu dla tej działalności -
    ośrodki informacji i kultury. Strony będą także ułatwiać rozpowszechnianie
    prasy, druków i materiałów audiowizualnych drugiej Strony oraz współdziałać w
    dziedzinie radia, telewizji i agencji prasowych.
    3. Strony będą rozszerzać wymianę kulturalną w różnych formach oraz będą
    sprzyjać współpracy między instytucjami i stowarzyszeniami kulturalnymi, w tym
    związkami twórczymi, a także bezpośrednim kontaktom między twórcami.
    4. Strony będą zapewniać należytą ochronę prawną, materialną i inną znajdującym
    się na ich terytoriach wartościom, zabytkom i obiektom związanym z dziedzictwem
    kulturalnym i historycznym drugiej Strony, jak również będą działać na rzecz
    ich ujawniania, zachowania, scalania, wprowadzania do obiegu kulturalnego, w
    tym tworzenia swobodnego dostępu do nich. Ponadto Strony zgodnie z normami
    powszechnego prawa międzynarodowego, porozumieniami dwustronnymi i innymi
    standardami międzynarodowymi będą zmierzać do ujawnienia i zwrotu dóbr
    kulturalnych i historycznych, które zaginęły, zostały bezprawnie wywiezione lub
    w inny nielegalny sposób znalazły się na terytorium drugiej Strony.
    .
    Art. 14.
    Strony będą działać na rzecz rozwoju współpracy szkół, uczelni i instytucji
    naukowych, między innymi w dziedzinie wymiany pracowników naukowych,
    wykładowców, studentów, doktorantów i stypendystów, oraz będą sprzyjać wspólnym
    pracom badawczym.
    Art. 15.
    Strony będą popierać współpracę oświatową, w tym nauczanie języka polskiego na
    Ukrainie oraz języka ukraińskiego w Rzeczypospolitej Polskiej w ramach szkół i
    uczelni, a także poza nimi.
    Art. 18.
    1. Strony zachowają i obejmą ochroną prawną, jak również będą utrzymywać
    zgodnie z normami prawa międzynarodowego, w tym humanitarnego, oraz zwyczajami
    narodowymi i religijnymi, wojskowe i cywilne groby, cmentarze i miejsca
    pochówku znajdujące się obecnie lub w przyszłości odkryte na ich terytoriach,
    stanowiące przedmiot pamięci i czci obywateli drugiej Strony.
    2. Obywatele obu Stron będą mieli dostęp do grobów, cmentarzy i miejsc pochówku
    rodaków, które znajdują się na terytorium drugiej Strony.
    Art. 21.
    2. Niniejszy traktat zostaje zawarty na okres piętnastu lat. Po tym terminie
    jego moc obowiązująca ulega automatycznemu przedłużeniu każdorazowo na okres
    pięcioletni, jeżeli żadna ze Stron nie wypowie go w drodze notyfikacji na rok
    przed upływem danego okresu.
    Sporządzono w Warszawie dnia 18 maja 1992 r. w dwóch egzemplarzach, każdy w
    językach polskim i ukraińskim, przy czym obydwa teksty mają jednakową moc.
    Za Rzeczpospolitą Polską
    L. Wałęsa
    Za Ukrainę
    L. Krawczuk

    Mam nadzieję Radku,że owe cytaty pomogą uporządkować naszą dalszą dyskusję - a
    zarazem powracać do wcześniej omawianych wątków
    Pozdrawiam serdecznie w Nowym 2005 Roku

  • 03.01.05, 15:49
    Witam serdecznie w Nowym Roku
    Dziekuje Piotrze za link z "gildii".
    Z tekstu dowiedzialem sie o wspolpracy bialoruskiej samoobrony i UPA, nie mialem
    o tym pojecia. Zreszta tekst jest w ogole kopalnia ciekawych informacji.
    Jako uzupelnienie tematow "wojennych" chcialbym dzis poruszyc kwestie wspolpracy
    z bolszewikami. Generalnie zwyklo sie przyjmowac, ze ludzie wspolpracujacy z
    wladzami radzieckimi na terenach zajetych w 1939 roku rekrutowali sie z
    mniejszosci, szczegolnie sposrod Zydow, a na Podlasiu rowniez z Bialorusinow (o
    ktorych "bialoruskosci" mozemy oczywiscie dyskutowac;)
    Nie do konca jest to prawda, wbrew temu co sadza patrioci z LPR, MW itp...
    Nie tak dawno dokopalem sie do informacji rosyjskich na temat skladu
    narodowosciowego "aktywu" komunistycznego na terenach bialostockiej oblasti.
    Informacje te podaje za "Represii protiw Polakow i polskich grazdzan", Moskwa 1997.
    Sklad narodowosciowy aktywu nie spodobalby sie hurrapatriotom.
    Sposrod 11453 aktywistow partyjnych najwiecej bylo Polakow - 5195 (co stanowi
    45%), nastepni to Bialorusini - 3214 (27,3%) i dopiero pozniej Zydzi - 2431
    (21,2%) pozostali to "inni" w wiekszosci Rosjanie.
    To tez ciekawy temat, niestety trudno cos wiecej na ten temat znalezc. Swoja
    droga ciekaw jestem, jak te sprawy wygladaly na terenach poludniowych? Kto tam
    wspolpracowal z sowietami?
    Na tym pytaniu zakoncze swoj post i zabieram sie do lektury "Traktatu o dobrym
    sasiedztwie".
    Juz po pobieznym rzuceniu okiem widac, ze bedzie o czym porozmawiac.
    Pozdrawiam
    R.
  • 03.01.05, 17:40
    Witam - miałem swoj cel cytując ów traktat - ale o tym w następnych wątkach- tu
    zaległe dywagacje do Twoich linków -
    Tekst o rodowodzie Kościuszki - ciekawy - a dla mnie wręcz odkrywczy,
    Temat o Nikiforze - znam ów link z PP i mam od dawna ową ksiązkę Banachów.Cóz -
    prowincjonalny dygnitarz za komuny mial jakiś swój cel w przeklamywaniu
    nikiforowego pochodzenia. Pan Włosiński - tak czule pokazany w filmie - widać
    tez czuł sie nieswojo pomagając Lemkowi /?/.Ale to mnie nie dziwi -
    przerazające jest postepowanie wspolczesnych sądow "demokratycznej" Polski. Gdy
    wrócę do tematu pozwów o odszkodowania Rusinów poszkodowanych w trakcie Akcji
    Wisła i w KC Jaworzno - będzie mozna wyciągać szersze wnioski :(
    Ale muszę jeszcze wrócić do linkow związanych z Istriebitielnymi i Wołyniem.
    Bowiem link "Kotła chełmsko-wołyńskiego", "gildy", "polishnews" oraz Twój
    link "The Volyn Tragedy : Echoes Through Decades" - układają sie w jedną /choć
    niejednolitą w poglądach / całośc.!!!
    Z tego ostatniego tekstu Kosta Bondarenki wynika że Polacy w słuzbie
    hitlerowskiej słuzyli w "Polish Schutzpolizei" batalionach - czyli formacjach
    zwartych - coś w rodzaju ZOMO z czasów komuny. A więc nie była to chyba tylko -
    porządkowa granatowa policja !!!PO drugie - potwierdza się że /vide tekst z
    Gildy i Bondarenki - że Polacy mieli dominującą rolę w szeregu zarządach i
    administracjach hitlerowskich na Wołyniu /w mieście ŁUCK/- 80 % urzędników w
    Generalkommisariat /czyli biurze /?/ komisarza generalnego Rzeszy na wołyniu/,
    60 % zatrudnionych w Gebietskommisasariat /czyli hitlerowakim urzędzie
    wojewódzkim/, 60 % w społdzielniach i biurach handlowych i 30 %
    w "Ekonomy"Banku.
    TE I INNE DANE NIE UMNIEJSZAJĄ JEDNOZNACZIEJ KRYTYKI OKRUCIEŃSTWA UKRAIŃSKIEGO -
    ale powinny zlagodzić jednostronność sądow tragedii bratobójczej wojny na
    wołyniu i Galicji.
    Na koniec radku krotka definicja Ukraińskiej Powstańczej Armii - zaczerpnieta z
    popularnej encyklopedii internetowej
    Ukrainian Insurgent Army
    From Wikipedia, the free encyclopedia.
    Ukrainian Insurgent Army (Ukrainian Ukrainska Povstanska Armiya, UPA) was a
    guerilla army formed on October 14, 1942, in Volhynia. The UPA was the military
    branch of the Organization of Ukrainian Nationalists. The main goal of the UPA
    was an independent Ukraine.
    The UPA strove to remove Poles from the areas it regarded as indigenously
    Ukrainian. In the opinion of many historians, the goal pursued by the Ukrainian
    guerrillas was to destroy the Polish ethnic group in these areas, which would
    be categorized legally as genocide. Some estimates of the death toll have been
    as high as 100,000.The UPA fought against all military forces present in the
    area: Polish Armia Krajowa, German Wehrmacht and Soviet Red Army alike, however
    at times it signed local alliances with the Germans. After the World War II
    ended, the partisan units of UPA continued the fight against the Soviet Union
    until early 1950's, especially in the mountainous regions of the Carpathians.

    I dopowiem jeszcze - z treścią tego hasła - zgadzm sie na 98% - chociaż nie
    uchylałbym sie przed jego krytycznym przedyskutowaniem !!!

    A póki co pozdrawiam z nadzieją na dalszą "owocną" /tj jak do tej pory :-)
    dyskusję

  • 04.01.05, 16:02
    Witam
    Mysle, ze teksty te, pomimo roznic, uzupelniaja sie i moga byc pomocne w
    zrozumieniu skomplikowanej (i tragicznej) sytuacji na bylych ziemiach
    wschodnich II RP.
    Kwestia formacji policyjnych zlozonych z Polakow nurtuje mnie od jakiegos
    czasu. Z nielicznych dostepnych tekstow (moze zle szukam:) wynika ze byly
    bataliony Schutzpolizei. Wspominalem juz o 202 batalionie. Moze wlaczy sie do
    dyskusji ktos kto bylby pomocny w rozwiazaniu tej zagadki? Na razie pozostaje
    poszukiwac. Oczywiscie jesli cos wynajde to nie omieszkam podzielic sie wiedza.
    Moze z czasem ta wspomniana przez Ciebie jedostronnosc w postrzeganiu historii
    ustapi miejsca bardziej obiektywnemu spojrzeniu. Chociaz w tej kwestii trudno
    miec zbyt duzo nadzieji. Przeciez gdy wyszla na jaw sprawa Jedwabnego nie
    brakowalo glosow ze ci Zydzi zgineli za kolaboracje z sowietami. Nie znam
    zbytnio tych spraw, ale nie tylko Zydzi wspolpracowali, a nawet gdyby tak bylo
    to czy mozna rowniez mordowac dzieci? W sprawach zwiazanych z historia Zydow
    polskich nie mam specjalnie wiedzy, ale identycznie niektorzy tlumacza mordy
    dokonywane przez poakowskie podziemie na prawoslawnych mieszkancach Podlasia.
    Jezeli ktos usprawiedliwia "Mlota" czy "Burego" to powinien sie zastanowic, ze
    w ten sam sposob mozna usprawiedliwiac tych ktorzy zabijali Polakow na Wolyniu.
    Na temat definicji UPA chetnie porozmawiam, dzis chyba nie bede mial czasu na
    dluzsze posiedzenie przed komputerem, ale obiecuje wrocic do tematu. Na razie
    czekam z niecierpliwoscia co bylo powodem podeslania "Traktatu"?
    Pozdrawiam
    R.
    P.S. Rowniez mam nadzieje, ze uda sie znalezc jeszcze troche tematow do owocnej
    dyskusji
  • 04.01.05, 21:08
    Witam serdecznie

    Cytując - może zbyt obszernie jego fragmenty /ale wydające sie mi dość
    interesujące/ zwróciły szczególnie moją uwagę kilka jego akapitow . choć by dla
    przykładu ;
    . W celu wzajemnego upowszechniania wiedzy o narodowym dorobku w dziedzinie
    kultury, nauki i oświaty, a także dążąc do promocji nowych osiągnięć w tej
    dziedzinie, każda ze Stron na podstawie odrębnych umów będzie powoływać na
    terytorium drugiej Strony - przy jej szerokim poparciu dla tej działalności -
    ośrodki informacji i kultury. Strony będą także ułatwiać rozpowszechnianie
    prasy, druków i materiałów audiowizualnych drugiej Strony oraz współdziałać w
    dziedzinie radia, telewizji i agencji prasowych /.../
    Strony będą zapewniać należytą ochronę prawną, materialną i inną znajdującym
    się na ich terytoriach wartościom, zabytkom i obiektom związanym z dziedzictwem
    kulturalnym i historycznym drugiej Strony, jak również będą działać na rzecz
    ich ujawniania, zachowania, scalania, wprowadzania do obiegu kulturalnego, w
    tym tworzenia swobodnego dostępu do nich. Ponadto Strony zgodnie z normami
    powszechnego prawa międzynarodowego, porozumieniami dwustronnymi i innymi
    standardami międzynarodowymi będą zmierzać do ujawnienia i zwrotu dóbr
    kulturalnych i historycznych, które zaginęły, zostały bezprawnie wywiezione lub
    w inny nielegalny sposób znalazły się na terytorium drugiej Strony./.../
    Strony zachowają i obejmą ochroną prawną, jak również będą utrzymywać zgodnie z
    normami prawa międzynarodowego, w tym humanitarnego, oraz zwyczajami narodowymi
    i religijnymi, wojskowe i cywilne groby, cmentarze i miejsca pochówku
    znajdujące się obecnie lub w przyszłości odkryte na ich terytoriach, stanowiące
    przedmiot pamięci i czci obywateli drugiej Strony.****

    Otóz ja uważam że te postanowienia były dotychczas traktowane przez stronę
    polską w sposob "wybiorczy" - bowiem w gruncie rzeczy wydaje mi się że traktat
    ow mial słuzyć Polakom li tylko do odbudowy Cmentarza orląt Lwowskich / który
    dla jednych jest przecież Panteonem Narodowym a dla innych kolejnym
    upamietniem "polskiej obecności kolonialnej" na zachodniej Ukrainie/
    Ten dualizm był zapewne powodem opozycji np Juszczenki czy mera Lwowa wobec
    polskich tablic na tym cmentarzu.
    Po drugie - mówiąc o dobrach kultury - pamietasz zapewne nie rozwiązaną do
    chwili obecnej sprawy np dzwonów z Lutowisk - gdy prosba dawnych ,ukrainskich
    mieszkańców tej miejscowości była przedmiotem ordynarnego szantażu strony
    polskiej w stylu "Oddajcie polskie dobra kultury - my wam oddamy dzwony".
    A sprawy pochówku ukraińskich żołnierzy UPA szturmujących Bircze w 1946 roku -
    chyba do 1999 roku spoczywali pod murawą wiejskiego pastwiska /co było tematem
    znanego opowiadania P.Smolenskiego "Pochówek dla Rezuna"/, a dalej nie
    rozwiązane sprawy ukraińskich cmentarzy, cmentarzy łemkowskich , a brutalnie
    przebudowana dawna cerkiew na Zalesiu itd itd
    Na szczęscie w ubiegłym roku zdarzyl się ów na wpół spontaniczny akt poparcia
    Polaków dla "pomaranczowej rewolucji :-)
    Chociaż i tu zauważyłem niemiłe zgrzyty - jak zarzucanie w polskiej prasie
    fakty rzekomego nacjonalizmu JUszczenki czy listopadowe,przykościelne zbiorki
    pieniędzy przez Caritas dla Ukrainy /z ukradkowym dopowiedzeniem że "Pieniądze
    będą przeznaczone w pierwszej kolejności dla Polakow na Ukrainie i katolickich
    parafii"/
    Ciekaw jestem Radku Twojego zdania na temat owego traktu - czy on był
    rzeczywiście przełomem w stosunkach polsko-ukraińskich czy też epizodem
    wymagający dopiero wytrwałej pracy ???
    Pozdrawiam a za chwili jeszcze jeden post

  • 04.01.05, 21:28
    Najpierw Radku kolejny cytat :

    OŚWIADCZENIE SEJMU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
    z dnia 10 lipca 2003 r. w związku z 60. rocznicą tragedii wołyńskiej

    Sześćdziesiąta rocznica tragedii ludności polskiej na Wołyniu i w Galicji w
    czasie niemieckiej okupacji skłania do myślenia o przeszłości i o przyszłości
    polsko-ukraińskiego sąsiedztwa. Tragedii Polaków mordowanych i wypędzanych z
    ich miejsc zamieszkania przez zbrojne formacje Ukraińców towarzyszyły również
    cierpienia ludności ukraińskiej - ofiar polskich akcji zbrojnych. Była to
    tragedia obu naszych narodów.
    Pomordowanym i poległym na Wołyniu i w Galicji należy się szacunek i pamięć.
    Pochylamy głowy przed niewinnymi ofiarami.
    Nie może być usprawiedliwienia dla terroru, przemocy i okrucieństwa. Prawda o
    tamtych dramatycznych latach jest bolesna dla wszystkich. Polacy i Ukraińcy
    powinni ją jednak poznawać. Prawda, choćby najbardziej tragiczna, jest
    niezbędna do budowy trwałego porozumienia.
    Bolesne doświadczenia powinny stanowić dla nas również źródło refleksji o tym,
    że na nienawiści i konfliktach pomiędzy nami korzystali nasi przeciwnicy, a my -
    zawsze traciliśmy.
    Historia Europy jest pełna przykładów narodowych waśni, wojen, krwi i
    okrucieństwa, ale są też przykłady pojednania i porozumienia narodów, które
    chciały i potrafiły przezwyciężyć najtrudniejszą nawet przeszłość. Moralnym
    obowiązkiem tych, których sumienia wciąż porusza tragedia sprzed 60 lat, jest
    wezwanie do pojednania naszych narodów w imię przyszłości, w imię wspólnoty
    celów. Niech umiejętność przebaczania stanie się fundamentem lepszej
    przyszłości, dobrego sąsiedztwa i przyjaźni polsko-ukraińskiej.

    Koniec cytatu - myslę że było to mądre ośwadczenie /podobnie jak inne dotyczące
    Akcji Wisła/
    Ale z drugiej strony nadal pamietam,że w polskiej, państwowej telewizji nie
    mogą być pokazane ukraińskie filmy dokumentalne dotyczące zarówno Wołynia jak i
    historii Ukraińskiej Powstańczej Armii, w polskich ksiegarnia zalega mnostwo
    ksiązek i albumów prezentujących tylko polską martyrologie i polsko-narodowy
    punkt spojrzenia na historię polssko-ukrainską.

    A teraz temat UPA - z owej definicji wynika kilka założen które nie budża
    wątpliwości :
    owa Armia była formacją wojskową której głownym celem było odzyskanie
    niepodległej Ukrainy,jej żołnierze toczyli tragiczną w skutkach zarówno dla
    nich jak i drugiej strony z wszelkimi mozliwymi wrogami /tj Niemcami i ich
    formacjami pomoczniczymi często wysługującymi się wcielonymi Polakami,
    partyzantka soviecką, partyzantką polską wszelkich barw,z NKWD i jej formacjami
    pomocniczymi również wysługującymi się Polakami w owych batalionach, wreszccie
    walczyli z regularnym wojskiem sovieckim i polsko-komunistycznym/.
    Czyż mozna sobie wyobrazic bardziej tragiczną sytuację ???.
    Z drugiej strony - było to wojsko "chłopskie" niezwykle okrutne w przybieranyc
    h metodach działania. Ale przecież i w tej ocenie musimy pamietac o niezwykłym
    okrucieństwie chłopskiej rabacji jakuba Szeli, potwornie okrutnej wojnie
    domowej w Hiszpanii,całkiem wspólczesnych "wojskach chłopskich" - chociażby
    serbskich, chorawckich i bośniackicj, czy Tusich i Hutu w "najbrdziej
    zmisjonowanym kraju Afryki"
    Przepraszając za dawkę demagogii - pozdrawiam serdecznie

    A temat die polnische Schutzepolizei na Wołyniu podrzuciłem na formu Polska-
    ukraina - może się czegoś dowiemy /chociaż osobiście mam poważne wątpliwości co
    do wiedzy tamtych forumnowiczów :-9




  • 05.01.05, 21:43
    Witam
    Odwiedzanie forum Rz. stalo sie dla mnie codziennym zwyczajem;)
    Czy traktat stal sie jeszcze jednym ustaleniem ktore nie jest realizowane? W
    pewnych kwestiach na szczescie jednak nie. Widac po obu stronach granicy
    przynajmniej wole tworzenia szkol dla mniejszosci. Funkcjonuja polskie szkoly na
    Ukrainie i szkoly z jezykiem ukrainskim w Polsce. Mozna miec oczywiscie pewne
    zastrzezenia, ale generalnie nie jest tragicznie. Niestety nie wszedzie jest
    rozowo. Masz racje ze panstwo polskie pozostalosci dorobku kulturowego po
    Ukraincach deportowanych w ramach Akcji W i wczesniejszych wysiedlen do ZSRR
    traktuje po macoszemu. Nie tylko lemkowskie cmentarze, ktore niszczeja. Z Twoich
    wczesniejszych postow pamietam smutny los wielu cerkwi:(
    Jesli chodzi o Cmentarz Orlat to widac, moim skromnym zdaniem, brak dobrej woli
    ze strony polskiej. Odnosze sie negatywnie do koncepcji umieszczenia tam napisu
    o poleglych obroncach Polski. Trudno dziwic sie radzie Lwowa, ze nie chciala
    tablicy takiej tresci. Takie same zachowanie cechowalo strone polska w przypadku
    tablic z Przemysla gdy chodzilo o pochowek zolnierzy UPA poleglych w Birczy i
    Lisznej.
    Jest iskierka nadziei ze pomaranczowa rewolucja zmieni na trwale stosunek
    Polakow do Ukraicow. Zauwaz Piotrze, ze nikt (przynajmniej na razie) nie
    podtrzymuje watkow dotyczacych rzekomego nacjonalizmu Juszczenki. Moze ta
    tendencja utrzyma sie na dluzej?
    Jako ciekawostke dotyczaca niedawnych wyborow zalinkuje ciekawy tekst dotyczacy
    stosunku prezydenta Bialorusi do wyboru dokonanego przez ukrainski narod.

    "Przy tym Łukaszenka bardzo pozytywnie wypowiedział się o Juszczence. „Ukraina
    wybrała proukraińskiego prezydenta”, - powiedział prezydent Białorusi.
    „Prezydent Juszczenko nie ma innego wyjścia, jak pracować w interesie swojego
    narodu”, - powiedział Łukaszenka. Wówczas, według niego, do rozłamu w
    społeczeństwie ukraińskim nie dojdzie. „Nie należy krzyczeć, że na Ukrainie
    nastał prozachodni prezydent, - oświadczył prezydent Białorusi. – Myślę, że
    Ukraina będzie podążać w prawidłowym kierunku”

    www.bialorus.pl/index.php?Rozdzial=Wiadomosci&&wiecej=7955
    Na koniec wroce jeszcze na chwile do Wolynia.
    Do Twojej "definicji" UPA nie jestem w stanie nic dodac. Tak samo jak trafne sa
    spostrzezenia co do okrucienstwa wojny prowadzonej przez oddzialy nieregularne -
    jak to okresliles "chlopskie wojsko". Takie same dzialania prowadzily rowniez
    oddzialy BCh, czy inne formacje polskie na terenie polsko-ukrainskich walk. I
    nie ma tu znaczenia ilosc ofiar po kazdej ze stron. Moze juz o tym pisalem (duzo
    postow, wiec trudno wszystko spamietac) - tragedia w tych walkach jest fakt ze w
    akcjach zarowno UPA, jak i formacji polskich gineli przewaznie ludzie nie majacy
    z tym nic wspolnego.
    Na zakonczenie dzisiejszej wypowiedzi zacytuje dwa fragmenty Litopysu UPA, aby
    pokazac kolejny punkt widzenia.

    "The UPA began its armed struggle in Ukraine mainly in response to the
    terroristic policy of the German occupational regime and the similar policy of
    the Soviet partisans. During 1942 the Soviets sent a massive parachute force
    into Polissia and the forested parts of Volyn' to engage in diversionary work.
    The Soviets' numbers were strengthened by escapees from German prisons and
    Ukrainians, Poles, Jews and Gypsies fleeing German persecution. In the area
    between the Buh and the Dnipro Rivers, there began to operate a force of
    10-15,000 Soviet partisans. Their sabotage of the railroads led to German
    reprisals against the Ukrainian population - villages were burned and their
    inhabitants massacred, The Soviet partisans also waged terror against but in
    same cases, against entire settlements. For that reason, as early as 1943
    Ukrainians began to organize small armed units inorder to wage a self-defense
    and to protect their settlements. During the winter of 1942-43, those units grew
    into large military formations and took on the name the Ukrainian Insurgent Army
    (UPA)."

    "In May, the Germans decided to take advantage of the traditional
    Ukrainian-Polish antagonism and put Polish police units into battle with the
    UPA. They transferred larger units of the Polish gendarmerie to Volyn' and
    recruited local Poles to the police force. The more sober-minded Polish citizens
    tried to stop their countrymen from taking part in these actions, but their
    warnings went unheeded. Many Poles entered the German police units and
    participated in the Germans' anti-Ukrainian operations. The report provides
    detailed information about the German police forces in the Luts'k area and
    describes the activities of individual units. At the military post in Luts'k
    there were about 500 Germans - an army garrison and various police units; about
    1700 Poles - the gendarmerie and euxiliary police; about 100 Ukrainians - the
    Schutzbatalion and about 150 men whose national identity is not specified
    (probably of various background) - the Schytzmanschaft."

    www.infoukes.com/upa/series01/sum05.html
    A na forum Polska-Ukraina nikt nie chce wypowiedziec sie na temat
    "Schutzmannschaft", moze jeszcze ktos sie odezwie.
    A tymczasem jak zwykle pozdrawiam
    R.
  • 06.01.05, 17:41
    Witam serdecznie

    Zanim "ruszę w bój" - SERDECZNIE ŻYCZENIA DLA TYCH KTÓRZY DZIŚ ŚWIĘTUJĄ WIGILIE
    I RUSZĄ NA WEŁYKIE POWECZERIA - DZIS PRZECIEŻ ŚWIĘTA PODŁUG "STAREGO STYLU".
    Pewno zaraz posłucham kolędowej mp3 w wykonia Julii Doszny i jej rockowych
    wersji z płytki przywiezionej lecie od "moich..."

    A u nas ...katolików Swięto Trzech Króli, święcona kredo mirra... i owe KMB nad
    drzwiami...

    Ale wracam do tematu - oto Radku kilka cytatów

    Mgły nad Wołyniem
    polityka.onet.pl/162,1118675,4,,druk.html
    JAGIENKA WILCZAK
    /.../
    Za komunizmu Moskwa, a także ówczesny Kijów uznawały OUN oraz UPA za
    organizacje zbrodnicze. Odmawiały im kombatanctwa. Wielu dowódców wywieziono do
    gułagów. Ale wcale nie ze względu na zbrodnie popełnione na wołyńskich
    Polakach. Komuniści nigdy nie zaakceptowali dążeń narodowych, państwowych
    Ukraińców, nacjonalistycznej idei utworzenia własnego państwa, w dodatku
    niekomunistycznego. UPA do dziś jest przez władzę w Kijowie oficjalnie uznawana
    za bandycką partyzantkę.
    /.../
    Tymczasem na zachodniej Ukrainie, od Lwowa po Łuck i Równe, UPA jest uznawana
    za armię bohaterów. To UPA walczyła o wolność z Polakami, komunistami, także z
    Niemcami. Była więc z krwi i kości patriotyczną partyzantką. Teraz w
    niepodległej Ukrainie ten kult się odrodził i umocnił, UPA jest niemal czczona.
    Nawiązujące do ideologii UPA ugrupowanie nacjonalistyczne UNA-UNSO ma swych
    przedstawicieli w Radzie Najwyższej. Co więcej, dla prawicy (nie tylko tej
    skrajnej) czasy świetności UPA i jej ideologia stały się wartościami, do
    których ma obowiązek odwoływać się każdy prawdziwy Ukrainiec – patriota i
    antykomunista. Bo to właśnie tu przechowano tradycje narodowe. Ku czci dowódców
    sypie się kurhany, a w Równem i Zbarażu stanęły pomniki Sawura. To dzięki żywej
    pamięci bohaterów UPA odrodziła się niepodległa Ukraina – twierdzi się z
    przekonaniem w wielu środowiskach. W tej sytuacji rozmowa o zbrodniach,
    rzeziach, ludobójstwie jest uważana za szkodliwą, godzącą w narodowe ideały i
    wartości. Dla wielu również za nieuprawnioną i przedwczesną: wciąż żywe są
    nadzieje, że historia odsłoni nieznaną dotąd kartę, która pozwoli obwinić za
    Wołyń wyłącznie Polaków. Dla innych rocznicowe obchody są próbą wykorzystania
    przez Polskę kryzysu politycznego, w jakim trwa Ukraina, próbą upokorzenia jej,
    osłabienia pozycji na Zachodzie, a w końcu wymuszenia nienależnych przeprosin.
    /.../

    W sprawie Wołynia milczy wciąż Wiktor Juszczenko, lider ugrupowania Nasza
    Ukraina, najbardziej proeuropejskiego, postępowego i demokratycznego.
    Juszczenko w czasie konfliktu z Kuczmą zabiegał o wsparcie Warszawy i otrzymał
    je. Polska umocniła jego pozycję przywódcy tych sił demokratycznych, na które w
    przyszłości stawia Warszawa w partnerstwie z Ukrainą. Co do rocznicy Wołynia,
    demokratyczna Nasza Ukraina zajmuje niejasne stanowisko. Nie tylko jej lider
    nie wypowiedział się w sprawie upamiętnienia rocznicy mordów. Jeden z posłów
    ugrupowania Wasyl Czerwonyj, deputowany z Łucka, organizuje jawnie akcje
    rozklejania antypolskich ulotek w miastach (taka akcja przywitała
    prezydenckiego ministra Marka Siwca, gdy niedawno odwiedził Łuck i Ostróg).
    Deputowany organizuje też pikiety antypolskie złożone z nacjonalistycznej
    młodzieży, wyposażonej w symbole i flagi OUN i UPA. Czerwonyj publicznie neguje
    ustalenia historyków, zmienia fakty, a jego wypowiedzi niebezpiecznie ocierają
    się o nazizm. – Głęboko się mylicie, że Wołyniacy pozwolą Kuczmie odsłonić w
    Łucku pomnik z antyukraińskimi napisami – odgrażał się niedawno, zresztą w
    obecności polskich historyków i ambasadora RP (chodzi o pomnik, jaki zgodnie z
    ustaleniami prezydentów ma zostać odsłonięty podczas obchodów upamiętniających
    Wołyń).

    Każde ugrupowanie ma swą ekstremę. Juszczenko jednak ani razu nie odciął się od
    zachowań ani wypowiedzi deputowanego swojego bloku. Czy tylko z powodu
    politycznych kalkulacji, z obawy, że uznając historyczne fakty narazi się
    własnemu elektoratowi, licznemu zwłaszcza w zachodniej Ukrainie? Takie
    kalkulacje świadczą o słabości lidera demokratów.

    Koniec cytatu - dziwna ta rzeszowianka Pani Jagienka - dziś zapewne na
    fali "politycznej poprawności" i fali poparcia dla "pomarańczowych..." juz by
    tak krytycznie o Juszczence nie napisała... ale artykul zdaje sie sprzed dwóch
    lat , pełen niebezpiecznych uogolnien -bo to i nie cała zachodnia Ukraina tak
    pamięć UPA hołubi, a i Polacy na Wołyniu to też nie takie "baranki bez winy"
    wystawinione na rzeż.
    Ostatnio w ksiegarni ogladnąłem bardzo obszerne opracowanie na temat polskiego
    osadnictwa wojskowego na Wołyniu w latach 1920 -1939 - wielka praca, dobrze
    udokumentowana i ... mój generalny wniosek - owi nieszczęsni osadnicy wywożeni
    na Sybir w latach 1940-1941 - czym sie róznili w czasch II rz-plitej od
    francuskich kolonizatorów w algerii czy indochinach,hiszpańskich konkwistadorów
    w Amerykach, Portugalczyków w Azji pld-wsch ???? Czyż na ulicach Rownego czy
    Łucka w kolejne święta państwowe lat 30 -tych nie paradowali od święta
    członkowie Ligi Morskiej i Kolonialnej w korkowych chełmach i krotkich
    spodenkach - gotowi do kolonizacji... Madagaskaru ????
    Troche to demagogiczne pytanie ale czemu nie może być postawione ?

    O UPA jest bardzo ciekawa stronka, jest na niej dużo książek i opracowań
    niedostępnych w naszych księgarniach. Np. są na niej wspomnienia Hrynia
    pt."Zimą w bunkrze". /przytaczam za forum Werchowyna/

    www.geocities.com/upahistory/main.html
    Mysle sobie Radku, że jak czas, zdrowie i Bog pozwoli będzie o czym pogadać w
    tym nowym 2005 roku !!!
    A litopisy UPA - dadzą oj dadzą tematow do rozmow !!!
    Serdecznie pozdrawiam - zapraszając nieustannie postronnych czytaczy do
    wejscia :-)





  • 06.01.05, 18:55
    Chciałbym podkreślić, że na terenie gminy Bircza poborowi w latach 1943-46
    otrzymywali karty powołania do UPA, a niestawienie się groziło poważnymi
    konsekwencjami do kary śmierci włącznie. Z drugiej strony NKWD karało śmiercią
    rodziny żołnierzy UPA - przykładem może byc zabójstwo pana Popowniaka z Lipy
    (przysiółek Kuzie) na progu własnego domu za niewydanie syna walczącego w UPA !
    --
    www.bircza.pl
  • 06.01.05, 21:50
    Witam
    Na wstepie przylacze sie do Piotrowych zyczen.
    Weselych Swiat Rizdwa Chrystowoho dla wszystkich swietujacych wedlug starego stylu.
    Czy wiecie drodzy forumowicze, ze w Zakopanem kwitnie ekumenizm?

    www.cerkiew.pl/wydarzenie.php?id=612
    Mysle, ze zgoda Kardynala Macharskiego na Liturgie wschodnia w katolickich
    swiatyniach to bardzo ladny gest.
    Mile, ze zgoda dotyczy nie tylko nabozenstw grekokatolikow, ale i prawoslawnych.
    Po tak milej informacji nie bede dzis wracal do tematow ciezszych.
    Jutro oczywiscie mam zamiar kontynuowac obecne watki.
    Pozdrawiam serdecznie
    R.
  • 20.01.05, 13:31
    Pytanie o to padło na forum gminy Bircza i bardzo mnie zainteresowało. Nigdy
    nie słyszałem o takich wystąpieniach tak wcześnie (dopiero w 1944 roku). Poza
    tym wydaje mi się niemożliwe, aby takie wystąpienia miały miejsce za okupacji
    sowieckiej - Brzuska leży 4-5 km od byłej granicy sowiecko-niemieckiej,
    bezpośrednio na zapleczu umacnianej wówczas linii Mołotowa. W tym czasie trwała
    również wielka akcja wysiedleńcza (rozkułaczanie).
    Czyli raczej mogło to mieć miejsce za okupacji niemieckiej. Co o tym sądzicie ?
    --
    www.bircza.pl
  • Gość: darino IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.05, 21:24
    W książce Ryszarda Torzeckiego "Kwestia ukraińska w Polsce w latach 1923-1929"
    znalazłem ciekawą notkę postaci związanej z Rzeszowem:
    "JARY RICHARD, z ukr. Riko Jaryj (14 VI 1898 - ?), urodzony w Rzeszowie jako
    syn oficera autriackiego. W jego rodzie byli Austriacy, Czesi, Węgrzy, Polacy i
    Ukraincy. Ukończył Theresianum w 1917 roku. Nie był oficerem frontowym ani
    rotmistrzem włoskim, ale oficerem intendentury na froncie włoskim. Do kawalerii
    w UHA wstąpił z werbunku wiedeńskiego, brał udział w jej formowaniu i w walkach
    UHA w Galicji i za Zbruczem w brygadzie gen. Kraussa. Uczestniczył w rajdach
    formacji UNR gen. Omelianowicza Pawlenki. W 1920 roku walczył w armii UNR po
    stronie Polski. Razem z brygadą gen. Kraussa wycofał się na Ruś Zakarpacką. Tam
    ożenił się w październiku 1922 roku z Rozalią Szpilfogel wyznania
    greckokatolickiego (Żydówką z pochodzenia, córką karczmarza z Przemyśla).
    Wyjechał do Bawarii i wstąpił do służby dywersyjnej, później przeszedł do
    Abwehry w Berlinie. Był przystojny, bardzo inteligentny, obyty, umiał
    pozyskiwać sobie ludzi. Konowalec potrzebował dla UWO poparcia Niemiec, a Jary
    cieszył się dużym uznaniem Reichswehry - tak doszło do zacieśnienia współpracy
    i zależności. Jary utrzymywał też kontakty z hitlerowcami, którzy stanowili
    alternatywę współpracy. Posądzano do o przyczynienie się do rozłamu OUN na
    frakcję M i R. Poparł banderowców w lipcu 1941 roku, kiedy to przestał odgrywać
    poważniejszą rolę w życiu organizacyjnym i politycznym ukraińskich
    nacjonalistów. Przeżył wojnę. Mieszkał w Austrii. Dalsze losy nieznane."
  • 07.01.05, 16:24
    Witam
    Wczoraj nie rozpisywalem sie zbytnio, raz ze nie chcialem przy dobrych
    wiesciach poruszac tematow ciezszych, dwa ze zapoznawalem sie dopiero z nowymi
    materialami.
    Nowe watki poruszone przez Darino sa dobra ilustracja tragicznych wyborow przed
    ktorymi stawali Ukraincy w czasie II wojny. Pobor do UPA nie dawal zbytniego
    wyboru. Albo jestes z nami, albo przeciw nam. Z drugiej strony po zajeciu
    terenow Ukrainy przez Armie Czerwona byl juz tylko jeden wybor. Poniewaz za
    wybor trudno uznac perspektywe wycieczki krajoznawczej w region o wyjatkowo
    niesprzyjajacym klimacie.
    Na terenach Polski wstepowanie do UPA bylo (tak przynajmniej sadze) podyktowane
    checia obrony ludnosci przed wywozkami.
    Kolejny post Darino tez pokazuje dziwne losy "ludzi pogranicza". Czesto o
    kolejach losu decydowal przypadek, czasem jednorazowy wybor dokonany w jakims
    momencie zycia. Zawsze gdy czytam o takich postaciach mysle o podzialach
    przebiegajacych nieraz w jednej rodzinie. Widac to na przyklad w rodzinie
    Onyszkewyczow.
    Wiesz Piotrze, artykul z Polityki byl chyba pisany w celu udowodnienia
    wczesniejszych zalozen i na pewno dzis wygladalby inaczej. I tu troszeczke
    temat zachodzi na kwestie Traktatu. Chetnie obejrzalbym film "Wijna bez
    peremozciw" dotyczacy wydarzen lata 43 i pozniej. Niestety podzielam Twoje
    obawy - tego filmu raczej nie obejrzymy w TVP. A szkoda.
    Aby nie konczyc postu smutnymi refleksjami proponuje "wirtualna" podroz do
    Wirowa.

    www.sokolowpodl.pl/modules.php?set_albumName=album05&id=wirow&op=modload&name=gallery&file=index&include=view_p
    hoto.php

    Niedawno linkowalem tekst wiec fotka moze byc uzupelnieniem.
    Zwroc (zwroccie) uwage na architekture tego budynku.
    Zyczac milego weekendu nieustajaco pozdrawiam
    R.
    P.S. Wczorajszy link bede poznawac w trakcie weekendu
  • 07.01.05, 16:31
    Link niestety dziala dopiero po przepianiu calosci:( Mozna bez problemu dostac
    sie ze strony glownej.
    Milego ogladania
    R.
  • 07.01.05, 18:34
    Witam serdecznie - mam nadzieje że Darino zagości dłużej u nas. Jego głosy
    pieknie wpisuja się w naszą dość chaotyczną ale .. ciekawą dyskusję.
    Dziś ograniczą sie do skomentowania ostatnich postow i ..."ponudzenia"

    Zadna wojna, a domowa w szczegolności nie obchodziła sie od przymusowego
    rekrutowania "mięsa armatniego" - mysle że tak było często i w przypadku
    partyzantki polskiej, rosyjskiej i ukraińskiej ... i grożby smierci za odmowe
    wejscia jak i za "dezercję"
    Tak samo jak szkody prostych ludzi padających ofiarą rekwizyzji, przymusowych
    kontygentów. Pamietacie zapewne jak oliwy do ognia na wołyniu dolewała
    partyzantka AK ktora z "upodobaniem" zopatrywała sie /głownie drogą rabunku
    odzieży, zywności,bydła/ w ukraińskich wioskach /vide link Radka po angielsku/.
    A z kolei polscy urzędnicy w słuzbie administracji niemieckiej dbali o
    ściąganie kontygentow na rzecz Niemców również z tych wiosek.
    Nie wynikalo to być może tylko z uprzedzen - Polakow było na wołyniu do wojny
    tylko 19 % więc i polskich osad bylo odpowiednio mniej.
    A branie rekruta - masz racje Radku że wtedy obowiązywala prosta zasada "kto
    nie z nami ten przeciw nam".
    Nie mam przy tym najmniejszej ochoty usprawiedliwiania potwornych czynów UPA -
    bo nie mialoby to najmniejszego sensu.
    Zawsze jednak będę wyznawal zasadę że nie wolno postrzegać historii w kolorach
    czarno-białych i "odpowiedzialności zbiorowej"
    A co do owego Richarda - postać galicjanina wielonarodowościowego,jek pisześz
    Dareczku rodem z Rzeszowa- który urodzil sie w niewlasciwych czasach i
    dokonywał raczej złych wyborów "kariery" :-)
    Znacznie bardziej wolałbym raczej czytać /na szczęscie już kiedyś o nich
    pisaliśmy :)- o rzeszowsko-zalesiańskich księżach grekokatolickich- Julianie
    Hanasewyczu,Janie /Iwanie/ Nehrebeckim czy ks. Kaminskym czy wielce zasłuzonym
    dla Rzeszowa -Henryku Hanasiewiczu - patronie rzeszowskiej ulicy, bratanku
    zalesiańskiego parocha o tym samym nazwisku.

    Pozdrawiam Was - a za chwile jeszcze jeden post z zasygnalizowaniem dwóch
    ciekawych tematów
  • 11.01.05, 10:34
    Witam
    Wszedłem sobie po dłuższym niebywaniu na forum Rzeszów i przeczytałem dyskusję.
    Może nie będę zabierał głosu w sprawach Wołynia i UPA, bo nic nowego tu nie
    dodam. I bardziej mnie krecą tematy pogranicza: wyborów narodowościowych,
    asymilacji, małżeństwmieszanych itp- to co Wolfie poruszałeś na wcześniejszych
    postach. A co do UPA - oglądałem wspominany przez ciebie film |Vijna bez
    peremożciv. Mam go chyba nawet na kasecie. Bodajże z tv 1+1. Ja mam w kablówce
    tv5 - czyli kanał opozycyjny /wcześniej przynajmniej tak było/ który na bieżąco
    relacjonował wydażenia z Majdanu. Poruszane są tam też problemy historyczne - i
    te wojenne i te z lat ostatnich czyli np akcja Ukrajina bez Kuczmy z początku
    lat 90. Naprawdę fajnie /i obiektywnie/ są tam przedstaiane ww tematy. Zawsze
    to ciekawiej porównać 2 telewizje niż tylko źródła internetowe. Reasumując - bo
    się trochę zagalopowałem, problemy miedzy naszymi narodami wynikają raczej z
    braku wiedzy o sobie, kontaktów i stereotypów, szczególnie negatywnych. Narody
    żyjace w jednym państwie przez kilkaset lat /wcale nie było tak źle/ dziś
    wiedzą o sobie tylko tyle, że były bandy, rzezie i wysiedlenia. Czyli po 40 mln
    bandytów po obu stronach. Wielką rolę mają dziś media, żeby te liczby się
    zmieniły. Po stronie ukraińskiej pojawiają się media wolne, zainteresowane
    podwyższaneim jakości programu. A w tym mieści sie także odkrwanie historii. W
    Polsce mamy wolne media, ale długo, aż do Pomarańczowej Rewolucji, nie
    wychodziły poza schemat Wołyń, UPA, handlarze i mafia. Dzisiaj ta tendencja się
    zmieniła - i oby była trwała.
    Pozdrawiam
  • 07.01.05, 18:13
    Na forum Birczy pojawiły się ciekawe informacje na temat historii zboru w
    Brzeżawie - gorąco zapraszam !
    --
    www.bircza.pl
  • 07.01.05, 18:54
    Ostatnio czytuje ciekwą ksiązkę tom III Dziejow Podkarpacia w nim i
    opracowania o UPA a i dwie prace Aleksandra Kolanczuka "sojusznicze sily
    zbrojne Ukrainskiej Republiki Ludowej w Polsce /organizacja,wspolna walka,
    internowanie/ oraz Jana Jacka Bruskiego "epilog soluszu polsko ukrainskiego.
    drugi pochod Zimowy /październik -listopad 1921/
    I w tej pierwszej pracy wyczytałem kilka ciekawych zdań stanowiących niezły
    suplement do mojej dyskusji z radkiem "...wieli oficerów URL, w tym pona 40
    będących w okresie międzywojennym na kontrakcie w wojsku polski, a miedzy
    innymi Borys barwińskyj,Wasyl czabaniwskyj, wiktor maleć,Mokola
    stecyszyn,Arkadij Walijskij,Petro Samutin,Konstantin Smowskyj, żmobilizowani
    walczyli w 1939 roku w obronie Polski, poźniej awansowani zostali przez
    emigracyjny rzxąd URL do stopni generalskich. Płk Pawło Bazylwskyj w 1939 roku
    wraz z około trzydziestotysieczną grupa Ukrainców - żołnierzy wojska Polskiego
    dostal sie do niewoli sovieckiej, a nastepnie, jak setki innych lagerników
    wstapil do armii gen Andersa, przedł szlak bojowy tej armii, po wojnie osiadł w
    anglii i bral udzial w działalności organizacji kombatanckich.

    Radku - kiedys zapytaleś - dokąd nas ta dyskusja zaprowadzi - ja tylko
    widze ,że im dalej w las - tym wiecej drzew.
    Za zaproszenie do forum Bircza dziekuje - czesto tam zaglądam - może kiedys tam
    opowiem o ciekawej JW 2660 ;-)

    Milego wypoczynku weekendowego - do "poczytania'po weekendzie :-)
  • 11.01.05, 15:35
    Witam
    Ostatni post Andrijka sprowadzil mnie troche na ziemie, szczególnie fragment
    o „40 milionach bandytow”. Mysle ze ta wypowiedz jest zgrabnym podsumowaniem
    tematow okolowolynskich. Druga poruszona kwestia, mysle, jest warta
    pociagniecia przez chwile dalej. Sprawy pogranicza, wyborow, samookreslenia sa
    bardzo ciekawe. Doswiadczenia z roznych regionow sa na pewno rozne, tak samo
    jak rozne będą spojrzenia na wyzej wymienione kwestie. Tym bardziej, ze każdy z
    Czytaczy ma na pewno swoje doswiadczenia i refleksje.
    Faktycznie czasem nasze forumowe rozmowy sa chaotyczne, ale chyba to specyfika
    stosowanego medium;)
    Aby podtrzymac chaotyczna tendencje;) nawiaze dzis do wczesniejszych rozmow na
    temat Lemkow. Aby troche „doksztalcic się” poszperalem w necie i znalazlem
    tekst który pokazuje jeszcze inny wymiar spraw Lemkowskich.

    „Z kontekstu i tonu różnych pism wychodzących z MSW można jedynie domyślać się,
    że zaostrzenie konfliktu łemkowsko-ukraińskiego w końcu lat sześćdziesiątych
    traktowano jako sytuację korzystną dla interesów państwa polskiego, bowiem
    konflikt ten osłabiał ruch ukraiński w Polsce. Gromadzono w tym czasie wiele
    pism od Ukraińców o treści mówiącej, że Łemkowie pragnący oderwania od
    Ukraińców to renegaci zbałamuceni przez „Łemko-Sojuz”, reprezentujący
    antysocjalistyczne tendencje wśród łemkowskiej grupy etnograficznej16. Z
    drugiej zaś strony konfliktu napływała korespondencja, dokumentująca
    nacjonalistyczne postawy wśród Ukraińców17. Brak jest natomiast w
    udostępnianych obecnie dokumentach informacji o jakiejkolwiek ingerencji MSW w
    ten konfilkt. Nic nie wskazywało także na to, że antagonizmy łemkowsko-
    ukraińskie zaczną wygasać. Bierność władz w ówczesnych realiach oznaczała
    przyzwolenie na trwanie istniejącego stanu rzeczy”


    kamunikat.net.iig.pl/www/czasopisy/bzh/14/14kom_miranovicz.htm
    Coz Drodzy Czytaczy sadzicie na temat tego tekstu?
    Pozostaje jeszcze watek z ostatniego piotrowego linku, ale do niego obiecuje
    wrocic w niedalekiej przyszlosci.
    Tymczasem zycze milej lektury i pozdrawiam
    R.
  • 11.01.05, 16:05
    Czy przeprowadzono jakąś klasyfikację etniczną ludności PP ? Mam z tym lekki
    problem: wiadomo o ludności polskiej i ukraińskiej - dużo miejscowości było
    mieszanych etnicznie, jeszcze więcej ukraińskich, trochę polskich. Jak na to
    nałożyć występowanie wsi łemkowskich (jak przeczytałem ostatnio Grąziowa była
    taką wsią). w materiałach etnograficznych wyróżnia się polskich Pogórzan i
    ukraińskich Dolinian. Jak sobie z tym dać radę ?
    --
    www.bircza.pl
  • 11.01.05, 17:24
    Witam serdecznie
    Napierw odniosę sie do tekstu Darino : czytałem ową dyskusję na temat
    Grąziowej /przypominam dawna wioska ukraińska z tzw worka arłamowskiego/ na
    forum Werchowyna . I tu mam jedną zasadniczą uwagę to z pewnością fakt,że owa
    wioska była lokowana na prawie wołoskim. Ale to wcale nie potwierdza faktu,że
    owa wioska w okresie m-wojennym była zamieszkiwana przez ŁEMKÓW. Możesz np
    zobaczyć zrekonstruowaną cerkiew z tej wsi w skansenie w Sanoku ; to przecież
    mocno rozbudowana -ale cerkiew BOJKOWSKA. Oczywiście nie jest to żaden argument
    ostateczny - gdyż np w okolicach Rymanowa - w nieistniejącej dziś wsi
    Wulka /vel wólka/ studenci architektury ze Lwowa zinwentaryzowali w latach
    trzydziestych chałupę mającą cechy budownictwa bojkowskiego !! :)
    Kiedyś pisalismy tu na temat podziału ludności ruskiej /ale chyba bez
    zakonczenia tematu :(/ Wydaje sie mi jednak że niezależnie od naukowych
    definicji i zakresu terenu łemkowskiego , bojkowskiego i Dolinian - to mysle że
    łemkowszczyzna "urywała" się na rzece Osława i okolicach Komanczy.

    A lata 60-te - Radku był to okres intensywnej inwiligacji ludności ukraińskiej
    przez sluzby SB - i skłocanie tego środowiska wydaje się mi jednym
    z "instrumentow' pracy tych służb.
    Przy okazji lat PRL - mam pytanie czy nie macie panowie dostepu do
    rozporządzenia owczesnego ministra administracji...z 1977 roku o zmianie nazw
    miejscowości w Bieszczadach i Beskidzie ??? Wtedy to m.in. zmieniono nazwę
    Muczne na Kazimierzowo / ponoc na cześć Wielkiego łowczego z Arłamowa plk
    Doskoczyńskiego- pupilka ówczesnych władz . Przy okazji zmieniano
    nazwy /niejako jako ciąg dalszy akcji wisła i kasacji ksiąg wieczystych/
    oryginalne łemkowskie i ukraińskie nazwy miejscowości !!! Częsc owych nazw
    przywrócono ponoć w 1981 roku.
    Na dzisiaj pozdrawiam.
    Namawiam na oglądanie w TV3 programu Etniczne Klimaty prowadzonego przez Briana
    Scotta /tego z rmf-u/ W tą sobotę było o Łemkach i ukraińcach na Dolnym sląsku
    i pomorzu. W tym o obyczajach bozonarodzeniowych. W najblizszą sobote ma być
    m.in. o swięcie Jordanu - tv3 o godz. 12.40 !!!
    Jest również ciekawa strona internetowa "etniczne klimaty" a tam m.in. biogramy
    Julii Doszny i Petro Murianki /czyli Piotra trochanowskiego/
    Pozdrawiam serdecznie
    Ps A chaotyczność naszej dyskusji TO JEJ CUDOWNA ZALETA :))))))
  • 12.01.05, 20:52
    Witam
    Niestety na pytania Darina o podzialy etniczne nie jestem w stanie
    odpowiedziec. Ta niewielka wiedza jaka posiadam pochodzi od Ciebie i z
    Werchowyny. Faktycznie temat pozostal jakos w zawieszeniu, moze jeszcze bedzie
    okazja wrocic.
    Jako ciekawostke troche zwiazana z podzialem ludnosci ruskiej pozwole sobie
    zalinkowac mape Zachidnoukrajinskych Plemen. Moze tez dostarczy materialu do
    rozmow?

    www.harazd.net/%7Enadbuhom/mapy-historia/mapy_9.htm
    W swoim niedawnym poscie wrociles na chwile Piotrze do "ruskich" zolnierzy w II
    RP i kampanii wrzesniowej.
    Pomyslalem, ze mozna jeszcze na chwile wrocic do "wrzesnia". Tekst dotyczy
    ludnosci bialoruskiej w wojsku II RP, ale sa w nim rowniez wymieniani
    Poleszucy.

    "Wg relacji oficerów walczących na tamtym terenie najwięcej uciekało
    przedstawicieli mniejszości kresowych: Białorusinów, Ukraińców,
    Żydów, „tutejszych” — Poleszuków. Dowódcy poszczególnych jednostek borykali się
    przez pewien czas z tym problemem, szukając skutecznych rozwiązań. Wroga
    postawa mniejszości białoruskiej, ukraińskiej i żydowskiej na Polesiu wobec
    Wojska Polskiego i polskiej ludności cywilnej oraz jej nieukrywane sympatie
    prosowieckie spowodowały dużą nieufność wobec żołnierzy, rekrutujących się
    spośród tych narodowości. Nieufność wobec nich wzrastała również na skutek
    częstych dezercji żołnierzy reprezentujących te mniejszości. Niektórzy dowódcy
    zwalniali ich wówczas do domów, aby pozbyć się ludzi niepewnych(...)

    „W kompanii miałem trochę żołnierzy — białorusinów i ukraińców, którzy trzymali
    się kupkami, coś radzili, a nocami podczas marszów ulatniali się bezpowrotnie.
    Przejrzałem sobie ewidencje, wynotowałem 40 chłopa, którzy pochodzili z terenów
    wschodnich, a reszta kompanii z Poznańskiego i Pomorza. D-com plutonów kazałem
    przywołać tych ludzi, których zebrałem w stodole, odebrałem broń, amunicję i
    rynsztunek. Koło stodoły wystawiłem posterunek, aby nikogo nie wypuszczał.
    Wieczorem był spodziewany odmarsz, więc powiedziałem tym ludziom, że jak nasze
    wojsko przejdzie, mogą sobie iść gdzie chcą (...)

    Podobnie opisuje zwolnienie żołnierzy białoruskich i ukraińskich pułkownik Adam
    Epler, dowódca dywizji „Kobryń” w Samodzielnej Grupie Operacyjnej „Polesie”, co
    wskazuje na wagę tego problemu, nękającego nie tylko dowódców na szczeblu
    kompanii, ale również dowództwo dywizji. Prawdopodobnie 22 września 1939 r. płk
    Epler wydał rozkaz dla swojej dywizji nakazujący m.in. zwolnienie mniejszości
    narodowych pod pretekstem niezdolności zdrowotnej do wykonywania dalszych zadań
    bojowych. Na mocy tego rozkazu dowódcy pododdziałów wysyłali żołnierzy tych
    narodowości do lekarza, a ten wydawał im zaświadczenia, które stawały się
    podstawą „legalnego” zwolnienia z wojska17."

    I jeszcze jeden fragment

    "Większość relacji oficerów różnych szczebli dowodzenia podkreśla, że po 17
    września 1939 r. ucieczki z szeregów WP przybrały charakter masowy. Szczególnie
    dużo dezerterowało żołnierzy wywodzących się z tzw. mniejszości narodowych,
    zamieszkujących na terenach wschodnich przedwojennej Polski. Czy oznacza to
    jednak, że Polacy nie opuszczali samowolnie szeregów WP? Bez wątpienia zjawisko
    dezercji obejmowało także żołnierzy tej narodowości, niemniej jednak Polacy
    dezerterowali rzadziej niż przedstawiciele wspomnianych mniejszości narodowych.
    Polacy również stanowili trzon ostatnich oddziałów walczących z Sowietami i
    ogromną większość kadry oficerskiej. Niemniej w niektórych sytuacjach ich
    motywacje skłaniające do pozostania w szeregach armii polskiej były dalekie od
    wyłącznie ideowych. Tego rodzaju zjawisko zaistniało na Polesiu w czasie marszu
    SGO „Polesie” na południe a potem na zachód. Oddziały gen. Franciszka Kleeberga
    toczyły wówczas uciążliwe walki nie tylko z Armią Czerwoną, ale w znacznym
    stopniu z miejscową dywersją komunistyczną: białorusko-ukraińsko-żydowską.
    Grozę sytuacji powiększała niezwykle wroga postawa miejscowej ludności
    chłopskiej, tak, że pojedynczy żołnierze, oficerowie lub cywile z Polski
    centralnej padali często ofiarą samosądów i zbrojnych ataków. Dywersanci i
    chłopi „polowali” na pojedyncze patrole strzelając do nich z zasadzek. Rannych
    niemiłosiernie torturowano i dobijano. Nieprzypadkowo jeden z oficerów
    opisujących marsz SGO „Polesie” określił tamte wydarzenia mianem „powstania”,
    porównując je do krwawych ekscesów z czasów powstań kozackich"

    W cytowanym tekscie sa tez opinie pochlebne wobec zolnierzy z Polesia

    "W czasie kampanii wrześniowej gen. Juliusz Rómmel dowodził armią „Łódź”, w
    skład której wchodziła m.in. 30 DP, złożona w dużym stopniu z mieszkańców
    Polesia, w tym prawosławnych Poleszuków. Gen. Rómmel wysoko ocenił postawę
    bojową tej jednostki, wydając dla niej (28 września 1939 r.) rozkaz pochwalny.
    Czytamy w nim m.in.: „Już od pierwszego dnia walk 30 DP chlubnie zapisała się w
    dziejach historii oręża polskiego, kiedy walcząc na przedpolu górnej Wisły od 1
    do 3 września, prowadząc walki opóźniające, bohatersko zmagała się z trzykrotną
    przewagą nieprzyjaciela. Nigdzie nie dała się przerwać."

    kamunikat.net.iig.pl/www/czasopisy/bzh/06/06art_wierzbicki.htm
    Cytowany tekst jest dlugi, ale w pewnym stopniu uzupelnia nasze wczesniejsze
    rozmowy.
    Mam nadzieje, ze Was nie zanudzi.
    Pozdrawiam
    R.
    P.S. Przepraszam za duza ilosc cytatow, ale dzis mam niemoc tworcza;)
  • 12.01.05, 21:06
    Acha- widzę że w tym samym czasie dorwaliśmy sie do komputera - cóz moja Pani
    wałkuje "na wspolnej" wiec złapałem trochę czasu !!
    Co do wątków - staram się w miarę mozliwości wracać do juz poruszanych tematów -
    ale widzę ze ilośc materiału trochę mnie przerasta :-)))
    Co do Pogorza przemyskiego jak i Ukraińcow nadsania - to dość trudny temat ...
    z braku żródeł. Bo o tym obszarze można dowiedzieć się coś tylko z cytowanej tu
    kiedyś ksiązki Pana Andrzeja Saładiaka 'Pamiatki kultury ukrainskiej w
    Polsce..." i chyba "Pogórza przemyskiego" autorstwa Pana Stanisława
    Krycińskiego.
    Nie mniej jednak trzeba będzie trochę poszukać :-))
    Pozdrawiam - Dobrej Nocy
  • 12.01.05, 20:59
    Witam- z uwagą przeczytałem linkowany przez ciebie Radku tekst - muszę przyznać
    że dowiedziałem sie o sprawach o których nie mialem zbyt dużego pojęcia. A więc
    Lemko-Sojuz, SB, Ukraińskie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne. Musze przyznać że
    dopiero teraz jakoś to wszystko zacząłem rozumieć.
    A teraz inny temat - dotarła do mnie z Ukrainy piekna płyta CD "Karpatia -
    etniczna muzyka Ukrainy " a na niej ponad 30 utworów ludowej muzyki łemków,
    Bojkow i hucułow. Przy okazji dołączona ksiązeczka z tekstami pieśni po
    ukraińsku i w tłumaczeniu angielskim. A jeszcze w tej ksiązce krótkie opisy
    grup etnograficznych . Ciekawy opis dotyczy Łemków - przy czym tekst angielski
    i ukraiński znacznie różni sie od siebie.
    Najpierw angielski
    "The Lemkos traditionally lived in a region that today is in Ukraine, Poland
    and Slovakia .However, they no longer live in their homeland. After WWII 600
    000 Lemkos were forcibly relocated by the Polish goverment into the western
    regions which Poland had just annexed from Germany. In Soviet Ukraine they
    were relocated far from their homeland so they would assimilate. Their culture
    was lying on farming."
    I z kolei tekst ukraiński w moim nieudolnym tłumaczeniu :
    "Lemkowie - etniczna grupa Ukraińsców, ktorzy od wieków zasiedlali obszar
    wschodnich Beskidów /częsci karpat pomiedzy rzekami San i Poprad, na zachód od
    rzeki Uż/.Najkrocej - na terytorium Polski w okolicach Gorlic,
    Rzeszowa,Tarnowa, Nowego Sącza,na terytorium Słowacji - w rejonie Preszowa, na
    Ukrainie - w okolicach Użgorodu i Pereczyna. W rezultacie międzynarodowej
    polityki rządów ZSRR i Polski w czasie II w.ś. i akcji Wisła - ponad 600 000
    łemków faktycznie przemocą lub "obmaną" /oszustwem ?/ wysiedlono z ich
    autochtonicznych ziem do ZSRR/z zamiarem asymilacji- często nie więcej niż 3
    rodziny do jednego punktu nasiedlenia/ na terytorium obłasti
    lwowskiej,tarnopolskiej i iwano-frankowskiej - a takze na zachod Polski"
    Koniec cytatu
    Ciekawe co ? - szczegolnie te "ziemie anektowane od Niemców ?"
    Ale nie będę sie znęcał nad owymi definicjami. Raczej wspomnę jeszcze że w
    nagraniach muzyki łemkowskiej uczestniczyli muzycy pochodzący z Tylicza,
    Krynicy, i Tylawy /Emilia hawryś ur w 1931 roku w Tyliczu, Pawliniuk Liuba ur w
    1938r, w Tyliczu,Puszkar Paraska ur w 1923 r. w "Tyliowej", Anna Dawidowa ur. w
    1934 r. w Krynicy. A nagrania dokonano w 2001 roku w Iwano-frankowsku.
    Jesli o mnie chodzi to najbardziej podobają mi się na tej płycie nagrania
    muzyki huculskiej /z nieodstępnymi trembitami/ i mocno archaiczna muzyka kapeli
    bojkowskiej
    A jeszcze dpowiem że jak na warunki ukraińskie - cena tej płyty okrutnie
    wysoka - 38 hrywien.
    Pozdrawiam
  • 13.01.05, 00:40
    Pamiętam zmiany nazw miejscowości w 1977 roku, na PP zmieniono mn. nazwę
    Żohatyn na Międzylesie i Huwniki na Wiarską Wieś. I rzeczywiście stare nazwy
    powróciły w 1981 roku.
    --
    www.bircza.pl
  • 13.01.05, 16:30
    Zmiany nazwy dotyczyly także szeregu innych miejscowości np Berehy na Brzegi,
    Poździacz na leszno czy Hujsko na Nowe Sady. I dotyczyly nie tylko
    ruskobrzmiacych nazw - np też wioski w owczesnym woj. tarnobrzeskim z Mordownia
    na Spokojna :)
    Mysle że odszukanie przepisow perelowskich wladz dałyby ciekawą lekturę.
    A co do Grąziowej - ciekaw jestem na jakich przeslankach oparta jest teza o
    łemkowskich mieszkancach tej miejscowości?
    Do radkowego linku mogę tylko powiedzieć - bardzo ciekawy tekst - szkoda że nie
    mowi nic o służbie bialoruskich zołnierzy /a i ukrainskich/ w armii andersa.
    Bowiem faktem są np "prawosławne " krzyże na cmentarzu pod Monte Cassino.
    O zydowskich zołnierzach - czytalemn że np masowo dezerterowali podczas pobytu
    brygady karpackiej w Palestynie i zasilali "ruch syjonistyczny"
    Pozdrawiam
  • 13.01.05, 17:14
    O "łemkowskiej" Grąziowej przeczytałem jak i ty na forum "Werchowyna". Chyba
    wszystko opiera się na relacji dziadka jednej z uczestniczek forum.
    Co do armii Andersa, moim dalszym sąsiadem był pan - grekokatolik, który
    przeszedł cały szlak bojowy z tą armią i powrócił po wojnie w okolice Birczy.
    --
    www.bircza.pl
  • 13.01.05, 19:37
    Witam
    Wczorajszy link dalem jako uzupelnienie wczesniejszych rozmow. Mysle ze pokazuje
    sytuacje taka jaka byla. Sa tam pokazane rozne zachowania, od dezercji z
    niecheci do panstwa polskiego, przez chec powrotu do domu, do bohaterskiej
    walki. Z jednej strony, z punktu widzenia polskiej racji stanu dezercja byla
    zlem. Jednak stane w obronie tych ludzi. Na pewno swoj udzial w takim, a nie
    innym podejsciu miala polityka Polski wobec mniejszosci. Nie powinien budzic
    zdziwienia stosunek do panstwa polskiego po antycerkiewnych wystapieniach.
    Dochodzi do tego bolszewicka propaganda, dzialali tam przeciez agenci ZSRR.
    Jeszcze jedna kwestia byla sprawa myslenia "panstwowego" ludnosci Polesia. Dla
    nich Polska byla panstwem powstalym po 1918 roku, z ktorym zbytnio nie
    identyfikowali sie. Mimo tego wielu tych "ruskich" oddalo swoje zycie za Polske.
    Tekst ten zalinkowalem tez po trochu z przyczyn osobistych. Z jednego z
    wymienionych w tekscie pulkow zdezerterowal w czasie wojny polsko-bolszewickiej
    moj pra...
    Poruszyliscie ostatnio temat nazw miejscowosci. O zmianach nic ciekawego nie
    dodam, ale mysle ze mozna troche porozmawiac o pochodzeniu nazw. Iles postow
    wstecz skrobnalem tutaj o pochodzeniu nazwy Mokobody i o fakcie istnienia
    miejscowosci "ruskich" i "lackich". Na pewno duzo do powiedzenia na temat
    pochodzenia nazw miejscowosci na Podlasiu mialby Andrijko. Ze swej strony
    (troche na zachete) przytocze pochodzenie nazwy Putkowice.
    Ciekaw jestem bardzo jak duzy odsetek mieszkancow tej miejscowosci zdaje sobie
    sprawe z faktu ze ich prodkami byli putni bojarzy? Wlasnie od putnych bojarow
    wziela swa nazwe ta miejscowosc.
    Na pewno z pochodzeniem nazw wielu miejscowosci wiaza sie ciekawe historie.
    Na dzis koncze swoj post, poniewaz zachecony przez Piotra zaczynam czytac
    "Nowosielskiego"
    Pozdrawiam
    R.
  • 13.01.05, 21:31
    Nie ukrywam,że darzę wielkim uczuciem piekny teren tego pogorza i ogolnie
    mówiąc teren tzw Gor słonnych.
    Co do nazw często spotyka sie tam okreslenie miejscowosci
    przymiotnikiem :"Ruski" np jawornik ruski, Piatkowa Ruska - podobnie jak np w
    okolicach Rymanowa Krolik Polski i Krolik Ruski.
    Co do ludności - z cytowanej przez radka mapy plemion wynika ogólny podzial
    grup etnicznych. Ale z pogorzem przemyskim jest pewnien proble - niby teren
    ukraińskich Dolinian ale z duzym wplywem zarówno klasycznej Ukrainy jak i
    Bojkow.
    Przed wojną etnografowie zaróno polscy jak i ukraińscy szkoły lwowskiej -
    raczej intewresowali sie Hucułami i łemkami. Co do wyrozniania grup etnicznych
    stosowali szereg kryteriów - język /np owe łem - łemkowskie i "boje" -
    bojkowskie/, stroje ludowe, budownictwo swieckie jak i sakralne,.
    dziś na terenie pogorza przemyskiego pozostaly jedynie cerkwie - i tu jest
    proble bo np znana Ci zapewne Darino cerkiew w Piatkowej /koło Slonnego/ - to
    cerkiew z licznymi cechami bojkowskimi!!! Cerkwie w kuzminie,Roztokach i
    Wojtkowej /chociaż trojdzielnośc tej pieknej cerkiewki upodabnia ją do cerkwi
    bojkowskiej/ to raczej narodowy styl ukrainski. Cerkiew w liskowatem - to
    przerobiona - ale jednak cerkiew BOJKOWSKA. Dalej na południe - Krościenko czy
    łodyna - to juz cerkwie ukraińskie /chociaż ta ostatnia ocechach łacińskich/.
    Budownictwo świeckie tutaj raczej sie kiepsko zachowało - chociaż np w łosdynie
    koło Ustrzyk Dolnych i na przedmieściach tych ustrzyk oglądałem kiedyś chaty /a
    raczej ich resztki/ o cechach długich hyż łemkowskich !!!!
    A co do Grąziowej - ponoc do 1959 roku zamieszkiwali ją osadnicy greccy -
    uciekinierzy z Grecji /partyzanci komunistyczny którzy uciekli przed represjami
    brytyjskich wyzwolicieli w latach 40-tych/.
    To na razie tyle - przepraszam za znaczną dawkę "mądrzenie" sie.

    Ps a okolice arłamowa m.in Suchy Obycz jak i tereny połozone miedzy Dynowem a
    birczą po "ukraińskiej" stronie Sanu są RADKU naprawdę bardzo piekne i na swój
    sposób dziewicze !!! :-)))
    Podobnie jak piekna trasa samochodowa pomiedzy Nienadową a Birczą !!!!
  • 14.01.05, 19:02
    Mam wielka chec wybrac sie na, tak polecane przez Ciebie, tereny. Jak wiesz w
    ubieglym roku czynniki niezalezne ode mnie uniemozliwily to. Pozostaje miec
    nadzieje, ze w tym roku sie uda. Nie ukrywam rowniez ze byloby mi milo gdybym
    mogl porozmawiac z Toba na forum o Twoich wrazeniach z pobytu na Podlasiu (jak
    zwykle zachecam do odwiedzenia tego zakatka:)
    Wracajac do ostatniego postu, poruszyles Piotrze sprawe Grekow.
    Sporo czasu temu, gdy rozmawialismy o cerkwiach na terenach centralnej Polski,
    pisalem o kupcach greckich ktorzy byli fundatorami niektorych cerkwi. Nie
    wszytskie cerkwie w centrum Polski to relikt zaborow. Niestety rowniez cerkwie
    ufundowane przez greckich kupcow badz zostaly zniszczone, badz przeznaczone na
    swiatynie katolickie.
    Na temat greckiej spolecznosci w Graziowej nic nie wiem, natomiast szukajac
    czegos na ten temat trafilem na tekst zwiazany z Grekami w innym miejscu Polski.
    Co prawda odbiegam w ten sposob od glownego watku, ale pozwole sobie zacytowac
    pare ciekawych wypowiedzi.

    "Grecy do Zgorzelca - i w ogóle do Polski - zaczęli napływać w 1949 roku, po
    przegranej przez lewicową partyzantkę wojnie domowej. Nasz kraj przyjął wtedy
    około piętnastu tysięcy uchodźców"

    "W październiku 1999 roku proboszczem parafii w Jeleniej Górze został o. Bazyli
    Sawczuk. W kwietniu następnego roku odbył się pogrzeb jednego ze starszych
    Greków. Wtedy też o. Sawczuk spotkał się z grecką społecznością, a jej
    pragnienia zostały jasno sformułowane. Szybko wyłoniła się bardzo zaangażowana
    grupa inicjatywna. Należał do niej także Nikolaos Rusketos, radny zgorzeleckiej
    Rady Miejskiej. Do pracy włączyło się kilku prawosławnych nie-Greków, na
    przykład pan Anatol Łycz. Na wstępie już bowiem ustalono, że nowa cerkiew, choć
    grecka z ducha, będzie otwarta na wszystkich prawosławnych. "

    W powyzszym cytacie, jak widac, przewijaja sie rowniez nazwiska zupelnie nie
    greckie.

    "Wszystkie dawne bariery zaczęły pękać. Okazało się, że prawosławni mają wokół
    wielu przyjaciół.
    Może działo się tak i dlatego, że prawosławie w wydaniu greckim nigdy nie
    było w polskim społeczeńst-wie naznaczone takim piętnem, jak "ruskie"?
    Chociaż i w tej kwestii doszła do głosu powszechna ignorancja. Dla części
    polskiego otoczenia było oczywiste, że skoro są Grekami, to i grekokatolikami.
    Wiele razy musieli to objaśniać i określać własną tożsamość. "

    I na zakonczenie cytat ktory jest zwiazany z naszymi rozmowami. Mam nadzieje, ze
    usprawiedliwi on moj post.

    "Włączenie cerkwi w stały rytm życia to zadanie tylko dla Greków. W Zgorzelcu i
    okolicach żyje wielu prawosławnych Białorusinów i Ukraińców, którzy nawet przed
    najbliższymi nie przyznają się do swojej wiary.
    - Mąż oczywiście wiedział, że jestem prawosławna, ale w pracy nie mówiłam
    nikomu - opowiada pani Anna. - Syna ochrzciłam w cerkwi w rodzinnym Bielsku, ale
    córkę, na życzenie męża, w kościele. Ona z kolei, zdezorientowana naszymi
    stosunkami religijnymi, do tej pory nie ochrzciła swoich dzieci i dopiero
    niedawno wyznała mi, że zrobi to w cerkwi. Jestem już na emeryturze, przestałam
    się bać. Ta parafia to dla mnie powrót do własnej tradycji, ważna cząstka mojego
    życia.
    - Do Polski przyjechałam w latach pięćdziesiątych, prosto z zesłania -
    opowiada pani Ola. - Ściągnęła mnie tu siostra, mama i reszta rodziny pozostały
    na Ukrainie. Otoczenie oczywiście wiedziało, że nie jestem katoliczką, ale moja
    ukraińskość pokryta była milczeniem. Teraz do cerkwi przyprowadzam wnuki. Oni
    też nie do końca wiedzą, kim są.
    Ludzi, dla których zgorzelecka cerkiew staje się nowym, ważnym punktem
    odniesienia w ich życiu stale przybywa.
    - Najciekawsze w tej parafii jest to - wyjaśnia mi o. Sawczuk - że tutaj,
    inaczej niż w innych częściach Polski, nie dążymy do tego, by zachować, uratować
    jakąś tradycję. My ją co najwy-żej rekonstruujemy. Moje i parafian działania
    skierowane są ku przyszłości. Ona jest najważniejsza. To fas-cynujące zadanie."

    Moze powyzszy fragment skloni nas do kolejnych refleksji i wymiany pogladow?
    Z nadzieja na kolejne owocne posty pozdrawiam
    R.
  • 14.01.05, 19:54
    Dzieki za ciekwy post. Postaram sie z nim - a i poprzednimi zapoznać w
    weekendzie - i oczywiście zgodnie z Twoim zyczeniem podyskutować..
    dzis jeszcze o nazwach - oto o pochodzeniu miejscowosci często na podkarpaciu
    decyduje drugoczłonowy przymiotnik - obok owego "ruski" o ktorym pisałem
    poprzednio jest i częsty "wołoski" - i tak np Tyrawa Woloska, Królik Wołoski /a
    nie jak pisałem poprzednio Ruski/.
    A w zamian za Twoje linki do poczytania na weekendzie cos o ...Wołochach;Wołosi
    http://harcerstwotozycie.republika.pl/genealogia/wolosi.htm

    Pochodzenie, migracja Wołosi (Dragowie-Sasowie) - naród o pochodzeniu
    romańskim, w skład którego wchodzili też Arumunowie i Albańczycy - wywodzą się
    z półwyspu bałkańskiego. Stamtąd rozpoczęła się ich stopniowa migracja na
    północ. W XIII w. utworzyli kilka naddunajskich księstw, zjednoczonych przez
    Mirzę Starego. Na terenach naddunajskich pozostawali pod zwierzchnictwem
    tureckim. W XIX wieku księstwo wołoskie połączyło się z księstwem mołdawskim. W
    XIII i WIV wieku grupy wołoskie podbiły plemiona Uliczów z który się częściowo
    zasymilowali. Przez pewien czas zamieszkiwali Węgry gdzie wykorzystywani byli
    jako materiał wojskowy. Migracja dotarła aż na ziemie polskie gdzie główna fala
    m.w. w 70 latach XIV wieku (GJ) dotarła w rejony górskie dając poprzez
    asymilację z ludnością ruską początek licznym plemionom Łemków, Bojków,
    Dolinian, Hucułów, wywierając wpływ w warstwie pochodzeniowej i kulturowej (np.
    ikony typu bułgarskiego). Fala migracji Wołochów trwała aż do XVI wieku
    przechodząc poprzez Małopolskę aż do Moraw. Jednak nieliczne grupy wołoskie na
    terenach polski południowej znane były już w XIII a być może nawet w XI wieku.
    Koniec migracji W XVI wieku migracja ludności wołoskiej praktycznie zakończyła
    się. Stało się to z przyczyną silnych zasad wprowadzonych przez turcję na
    terenach mołdawskich, a także przez zaawansowanie procesów asymilacyjnych,
    zastępowaniu prawa osadnictwa wołoskiego prawem miejscowym itp.
    Prawo lokacyjne, sądy Wioski lokowane były na prawie wołoskim, odrębnym od
    prawa niemieckiego czy ruskiego. Związane to było z profilem pasterskim lepiej
    nadającym się do lichych, gęsto zalesionych ziem górskich. Dlatego też często
    uzupełniano wieś rolniczą Wołochami lub osadzano Wołochów w opustoszałej wsi
    powstałej w XIII wieku w czasie prób wykorzystania tych terenów. Na czele wsi
    stał kniaź mający uprawnienia sądownicze. Wyróżnia się też czasem naczelników
    dolin (zborów) i to zarówno na terenach polskich jak i rumuńskich. Również ci
    naczelnicy mieli własne sądownictwo nazywane aż do XIX wieku sądami zborowymi
    lub strungowymi. Umiejscowione one były we wsi macierzystej czyli w watrze.
    Strungi odbywały się raz do roku w lipcu. Wtedy też opłacano podatek królewski.
    Wyznanie Wołosi byli na ogół wyznania prawosławnego choć w licznych dokumentach
    przedstawiani są jako mający jakąś własną formę. Charakterystyczną cechą jest
    upodobanie do św. Dymitra. Przy lokacji wsi na ogół była też lokalizowana
    cerkiew wraz z uposażeniem. Charakterystyczne jest jednak to że cerkiew była
    zależna od kniazia, który dysponował jej dobrami i osadzał popów. Cerkiew
    lokowana była w centrum osady zaś monastyr na obrzeżu wsi. Znane są też liczne
    rodziny wołoskie obrządku greko-katolickiego w tym nawet proboszczowie.
    Zajęcia Było to plemię koczowniczych, lub pół-osiadłych pasterzy górskich. Wraz
    z wędrówkami zanosili na tereny górskie oryginalny sposób wypasu owiec przyjęty
    do dziś przez mieszkańców Karpat (Łemków, górali). W miarę asymilacji oraz
    wprowadzania prawa miejscowego przechodzili oni na rolniczy tryb życia.
    Budowali stałe wsie, obejmowali urzędy dostępując zaliczenia w poczet szlachty
    polskiej.
    /.../
    Język Istnieje silnie potwierdzona teza, że pierwotnie ludność wołoska używała
    jednocześnie dwóch języków - tj. rumuńskiego i ruskiego. Na ziemiach polski
    bardzo szybko uległa wpływom ruskim, pozostawiając ślady rumuńskie jedynie w
    nazwach miejscowych, lub imionach w bogatszych rodach.
    /.../
    Osady Wołoskie na Rusi Czerwonej i ziemi lubelskiej
    ziemia halicka
    Jabłonica, Mikuliczyn, Berezów Niżny, Berezów Wyżny, Uteropy, Kosów, Pystyń,
    Stpczatów, Myszyn, Kluczów, Worbiąż, Spas, Kniaziodwór, Łucze, Delatyn ,Pniów,
    Wołosów, Przerośl, Chlebiczyn, Żukocin, Uhorniki, Targowica, Przybyłów,
    Cucyłów, Grabowiec, Chorniaków, Markowca, Tyśmienica, Tłumacz, Oleszno,
    Knihinin, Bukowna, Milowanie, Podniewa, Uzin, Bitków, Monasterczany, Starunia,
    Lachowice, Bohorodczany, Drohomirczany, Żuraki, Pasieczna, Sielec, Czesibiesy,
    Podgrodzie, Kamień, Podmichalce, Przewozie, Niegowce, Serednie, Dorohów,
    Tynetniki, Stawne, Olechowiec, Buków, Czećniki, Lipica, Żolibory, Delijów,
    Dryszczów, Tołstobaby, Wodniki, Łany, Tumiez, Szarańczuki, Rudniki, Wyczółki,
    Korościatyń, Berezowice, Byczkowce
    ziemia lwowska i powiat żydaczowski
    Perehińsko, Bolechów Wołoski, Wołoska Wieś, Kozara, Czerniów, Poświrz, Tuczna,
    Prybeń, Kurzany, Rozhadów, Pohrabce, Żuków, Pluchów, Kondratów, Jasionowce,
    Parapelniki, Podlipce, Jasionowce, Podlipce, Kołtów, Hołuica, Świrz, Stulsko,
    Drohowyże, Krasów, Suchodół, Podciemne, Siedlisko, Kuhajów, Sołonka, Zubrza,
    Honiatycze, Sroki, Leśniowce, Jażów, Kurniki, Łozina, Krechów, Żorniska,
    Jaśniska, Zielów, Monaster, Mokrotyń, Macoszyn, Semrków, Błyszczywody
    województwo bełskie
    Kobylnic Wołoska, Basznia, Łukawiec, Żuków, Warchrata, Brusno Stare, Prusie,
    Lubycza, Teniatyska, Nowe Hrebenne, Stare Hrebenne, Ulicko, Ruda, Mosty, Ruda
    Wołowska, Tarnawska, Werechanie, Niemirów, Zabłocie, Sielec Bieńków, Nieznanów,
    Czanyż, Ohladów, Opłucko, Szczurowice
    ziemia chełmska
    Żurawnica, Wola Lipska, Huszczka Wołoska, Olszanka, Żdżanne, Hniszów, Stulno,
    Łukówek, Bereść, Samarowice
    ziemia lubelska
    Chrzanów, Goraj, Branew wołowska, Radzięcin
    ziemia przemyska
    Bircza, Jamna, Trójca, Kopysno, Brylińce, Cisowa, Makowa, Nowe Sady, Sarny,
    Podbórz, Sokola, Bonów, Bolanowice, Dziewięczyce, Olszany, Humieniec, Czaple,
    Buniowice, Hubice, Pacław, Smolnia, Starzawa, Terło, Rudawka, Krościenko,
    Strzelbice, Bilicz, Lenina, Mszaniec, Łużek Górny, Strzyłki, Hołowiecko,
    Wołcze, Jasienica Zamkowa, Topolnica, Łużek Dolny, Żupanie, Wysocko Wyżne,
    Komarniki, Wysocko Niżne, Ilniczek, Ilnik, Turka, Isaje, Jawora, Turze, Tuchla,
    Skole, Synowódzko Niżne, Synowódzko Wyżne, Stynawa Wyżna, Tustanowice, Żulin,
    Borysław, Podhoradec, Kłodnica, Michałowice, Kobło, Wola Derewna, Derewno,
    Stronna, Łukawica, Manasterzec, Wola Błażowska, Nowoszyce, czerchawa, Wola,
    Stupnica, Kotów, Urosz, Wolsza, Łastówki, Podbuż, Jasienica Solna, Uniatycze,
    Dołhe, Uliczno, Solec, Horucko, Letnia, Hubice, Bolechowice, Medenice,
    Poczajowice, Bilcze, Delawa, Wownia
    ziemia sanocka
    Trzcianka, Jaśliska, Wola Sękowa, Odrzechowa,Blizne, Końskie, Hłomcza,
    Witryłów, Łubno, Hadel Szklarkie, Rudawka, Żohatyń, Lipa, Leszczawa, Brzeżawa,
    Tyrawa Wołoska, Bezmichowa, Serednica, Stetkowa, Ustianowa, Olszanica, Uherce,
    Bóbrka, Chrewt, Polana, Żurawin, Turnawa, Wola, Tworylne, Rajskie, Smolnik,
    Wołkowyja, Solina, Mchawa, Serednie, Żachowczewie, Łukowe, Wola Czaszyńska,
    Czaszyń, Markowce, Niebieszczany, Morochów, Wola Morochowska, Płonna, Szczawne,
    Radaszyce
    Niektóre rodziny pieczętując się herbem Sas
    (niekoniecznie Wołosi)
    Baczyński, Bandrowski, Baraniecki, Bejowski, Berezowski, Bereźnicki, Biernacki,
    Biliński, Błażowski, Bojarski, Bonowicz, Bosadzki, Broniewicz,Brosznikowski,
    Bryliński, Brześciański, Buchowski, Buszyński, Chechłowski, Chosłowski,
    Chrustowski, Cieszkowski, Czajkowski, Czarnowski, Daniłowicz, Daniszowski,
    Długopolski, Dobrzański, Doliński, Drohomirecki, Dubanowicz, Dubrawski,
    Duniecki, Dwernicki, Dzieduszycki, Dziedzicki, Grabowiecki, Hołyński,
    Hordyński, Horodecki, Hoszowski, Huhernicki, Ilnicki, Jurkiewicz, Kaniowski,
    Kamiński, Kłodnicki, Komarnicki, Kraśnicki, Krechowiecki, Kropiwnicki,
    Kruszelnicki,
  • 14.01.05, 19:57
    Jeszcze tylko dokończenie cytatu

    Niektóre rodziny pieczętując się herbem Sas
    (niekoniecznie Wołosi)
    Baczyński, Bandrowski, Baraniecki, Bejowski, Berezowski, Bereźnicki, Biernacki,
    Biliński, Błażowski, Bojarski, Bonowicz, Bosadzki, Broniewicz,Brosznikowski,
    Bryliński, Brześciański, Buchowski, Buszyński, Chechłowski, Chosłowski,
    Chrustowski, Cieszkowski, Czajkowski, Czarnowski, Daniłowicz, Daniszowski,
    Długopolski, Dobrzański, Doliński, Drohomirecki, Dubanowicz, Dubrawski,
    Duniecki, Dwernicki, Dzieduszycki, Dziedzicki, Grabowiecki, Hołyński,
    Hordyński, Horodecki, Hoszowski, Huhernicki, Ilnicki, Jurkiewicz, Kaniowski,
    Kamiński, Kłodnicki, Komarnicki, Kraśnicki, Krechowiecki, Kropiwnicki,
    Kruszelnicki, Lubieniecki, Łopuszański, Matkowski, Monasterski, Nehrebecki,
    Nowosielski, Obertyński, Pasławski, Pawlikowski, Podhorodecki, Popiel,
    Rastawiecki, Rozłucki, Sarnowski, Sasimowski, Skulski, Sozański, Strutyński,
    Stryjski, Sulatycki, Świstelnicki, Tarnawski, Topolnicki, Tymowski, Tyssowski,
    Uhrynowski, Ulnicki, Uruski, Winnicki, Wisłocki, Witwicki, Wołosiecki,
    Wyszyński, Zawisza, Żabiński
    (wśród notowanych nazwisk występowały także rodziny pieczętujące się innymi
    herbami)
    Wykorzystane materiały:
    Grzegorz Jawor: Osady prawa wołoskiego i ich mieszkańcy na Rusi Czerwonej w
    późnym średniowieczu
    Roman Marcinek, Krzysztof Ślusarek: Materiały do genealogii szlachty
    galicyjskiej
    Encyklopedia WIEM
    Internet
    C Marcin Niewalda 2001

    Koniec cytatu
    Pozdrawiam weekendowo - a a propos dyskusji - na przyszły tydzien szykuje coś
    ciekawego !!!:-)

  • 17.01.05, 21:16
    Witam w nowym tygodniu
    Dziekuje za materialy o ludnosci woloskiej, kolejne uzupelnienie rozmow o
    pochodzeniu Lemkow, Bojkow itp...
    Jesli chodzi o nazwy miejscowosci to odnioslem wrazenie, ze czesc nazw jest na
    pewno ruska z pochodzenia, czesc nazw z niczym nie kojarzy mi sie i chyba te
    nazwy sa pochodzenia woloskiego (???).
    Jak zwykle po lekturze dotyczacej czegos, o czym wiem malo, mam odczucia
    dwojakiego rodzaju. Z jednej strony radosc z nowej wiedzy, z drugiej swiadomosc,
    ze trzeba jeszcze bardziej zglebiac temat.
    Zaiciekawilo mnie wyznanie Wolochow, tzn. sadzilem ze byla to ludnosc
    prawoslawna, a tu w tekscie niespodzianka ("Wołosi byli na ogół wyznania
    prawosławnego choć w licznych dokumentach przedstawiani są jako mający jakąś
    własną formę") - czy wiesz cos Piotrze wiecej na ten temat?
    Z niecierpliwoscia czekam na zapowiadany ciekawy temat.
    Pozdrawiam
    R.
  • 06.02.05, 13:27
    Poszukuję informacji na temat tej miejscowości. Poza informacją, że lokowana
    była na prawie wołoskim, nie mogę nic znaleźć na jej temat. Bardzo proszę o
    pomoc !
    --
    www.bircza.pl
  • Gość: andrzej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.05, 23:51
    Wołosi którzy zasiedlili polskie Karpaty nie byli narodem w żadnym rozumieniu
    lecz konglomeratem różnych narodów i grup etnicznych, których wspólną cechą
    było zajmowanie się pasterstwem w warunkach górskich. W tej grupie byli m.in.:
    Albańczycy, Serbowie, Madziarzy, Mołdawianie, Wołosi i Słowacy. Większość z
    nich była obrządku prawosławnego, którego język liturgii
    starocerkiewnomacedoński legł u podstaw rutenizacji Wołochów i ukształtowania
    się dialektów: huculskiego, bojkowskiego i łemkowskiego. Na kulturę religijną
    Wołochów szczególnie mocno oddziaływała Suczawa, gdzie schroniło się wielu
    mnichów po upadku Konstantynopola. Na prawie wołoskim do sołtysa czyli kniazia
    należało tylko sądownictwo w sprawach cywilnych i mniejszych karnych, bo
    gardłowe podlegały sądownictwu właściciela wsi. W tamtym czasie nie tylko
    popostwa ale także probostwa jako beneficjum były przekazywane w formie
    dzierżawy na określony czas lub dożywotnio danemu duchownemu, którego wiązała
    umowa z właścicielem wsi. Potem popostwa były wykupywane i w oparciu o nie
    tworzyły się popie rody i dopiero synad zamojski w 1720 r. zabronił
    dziedziczenia parochii i hnadlowania nimi. Grekokatolicyzm w eparchii
    przemyskiej datuje się dopiero od 1692 r. chociaż unia była zawarta w 1596 r.
  • 18.01.05, 12:48
    Jeśli chodzi o Borownicę, nie da się zaprzeczyć faktom podanym w linku. Jednak
    nie napisano tam, że część mieszkańców Borownicy wraz załogą tamtejszego
    posterunku MO (złożonego głównie z miejscowych) zajmowała się rozbojami na
    drogach i napadami na ukraińską ludność cywilną w celach rabunkowych. Z tego co
    opowiadali mi starsi ludzie, sąsiednie wsie ukraińskie ostrzegały mieszkańców
    Borownicy (w końcu wszyscy się tam znali), że źle się to dla nich skończy.
    Ponieważ nie było odzewu, sąsiedzi wezwali na pomoc UPA. Jest to druga strona
    medalu.
    --
    www.bircza.pl
  • 18.01.05, 15:18
    Witam – pozwolicie że w tym postcie wrócę do wypowiedzi Radka-Wolfa na temat
    górali i polskich Greków. Pisałeś o mszach prawosławnych które ruszyły w
    zakopiańskim kościele z powodu gości zza wschodniej granicy. Obawiam się /a
    migawkę telewizyjną na ten temat też widziałem/ że to przedsięwzięcie bardziej
    komercyjne jak ekumeniczne.
    A w stosunkach góralsko-łemkowskich ci pierwsi mają liczne-oj liczne grzechy na
    sumieniu..
    Oto mówiłem tu kiedyś o wysiedleniu już po zakończeniu akcji Wisła łemkowskich
    mieszkańców Rusi Szlachtowskiej – rusinskiej enklawy w poblizu Szczawnicy –
    wiosek Szlachtowej,Czarnej Wody, Jaworek i Białej wody. Oto wyczytałem /vide
    str 186-191 „Sklep potrzeb kulturalnych” Antoniego Kroha/ że wyraźnym wątkiem
    tych wysiedleń było... dostarczenie nowych terenów dla wypasów podhalańskich
    owiec /”Polska Ludowa ofiarowała Podhalanom Ruś Szlachtowską”.
    Mało tego – po ograniczeniu wypasów w Tatrach /a potem całkowitemu wyrugowaniu
    Górali/ ci ruszyli z redykami na tereny lemkowsko-bojkowskie Beskidu Niskiego i
    Bieszczad. I tam zaczęli swoją „gospodarkę” – zdzierania blach z cerkiewnych
    dachów na budowę bacówek, bezczeszczenie cmentarzy łemkowskich, a nawet
    urządzanie w cerkwiach stajni dla owiec np. w Bielicznnej,Blechnarce i Banicy.
    Górale podhalańscy niczym potworna stonka niszczyła i zacierała ślady po
    ruskich mieszkańcach Karpat !!!!
    Podobnie Grecy – wiem z opowiadań , że na Pogórzu Przemyskim była to
    wyjątkowo „wredna” i nieudolna grupa nasiedleńców. Swoje gospodarowanie na
    początku lat 50-tych zaczęli na obszarze od Birczy po Krościenko od założenia
    spółdzielni produkcyjnych i zasiedlenia poukraińskich chat - i praktycznie w
    nich wegetowali do końca swego tu pobytu.. Oczywiście od początku ich kołchozy
    okazały się totalną pomyłką, ci komunistyczni „partyzanci” nie dbali o
    gospodarkę wegetując w górach i ... bezczeszcząc cerkwie – na oborę zamieniono
    m.in. cerkiew w Liskowatem, a kołchozowy magazyn cerkiew w Krościenku.
    Słyszałem że w swej komunistyczności bardziej przypominali tępotę maoistów czy
    albańvczyków niż polskie „rzodkiewki” :)

    A jeszcze Wołosi – w moich linku – podałem fragmenty w których wymieniono sporo
    miejscowości leżących na terenie dzisiejszej ukraińskiej Bojkiwszczyny –
    okolice Bieszczad – dorzecze rzeki Stryj . Na życzenie pogę dokonać stosownego
    przetasowania. Ten link "harcerski" łączy elementy legendy i ogniskowego
    bajania - chociaż w częsci jest dośc ciekawy.
    Bardziej ciekawa i warta rozwinięcia jest wypowiedź Abdrzeja - WITAM.
    I jeszcze jedna sprawa – i w tym linku i innych opracowaniach polskich – sprawa
    wołochów stanowi pretekst do udowadniania że Bojkowie i Łemkowie to
    taci “włóczędzy” co się przypałętali jak “romantyczni błedni rycerze” na czysto
    polskie tereny i ... tu dzięki łaskawości gospodarzy – zostali na dłużej ;-)
    Oto nic bardziej /według mnie/ błędnego !!!!!
    Być może że krew wołoska uszlachetniła ALE JEDNAK AUTOCHTOCZNĄ RUSKĄ LUDNOŚĆ
    dzisiejszego Beskidu i Bieszczad. !!!!
  • 18.01.05, 15:40
    Wjeżdżając od strony Birczy do Liskowatego czy Krościenka w latach 70,
    zauważało się od razu trzy rzeczy:
    1. Urodę mieszkanek tych miejscowości
    2. Dużą ilość kóz, które były wtedy rzadkością w naszych okolicach
    3. Straszliwie zaniedbane (nawet jak na naszą okolicę) obejścia - ale przy
    każdym stał samochód !
    --
    www.bircza.pl
  • 19.01.05, 01:34
    Na forum Birczy zamieściłem opis tej akcji zawarty w książce Grzegorza
    Motyki "Tak było w Bieszczadach".
    --
    www.bircza.pl
  • 18.01.05, 15:31
    Witam nowego dyskutanta - wprawdzie z miejsca sie zjeżyłem - no nie wiem czy
    chodzi Ci o licytację kto komu więcej wymordował - czy o pogłebienie naszej
    wiedzy - Bo jesli o wiedzę chodzi - to prosze bardzo /zapraszając do rozmowy/

    www.ipn.gov.pl/a_260204_spotkan ie_Kertyczak.html

    Spotkanie Prezesa IPN prof. Leona Kieresa z Prezesem Związku Ukraińców w
    Polsce, 26 lutego 2004 r.
    W dniu 26 lutego br. prof. Leon Kieres spotkał się z Mironem Kertyczakiem
    Prezesem Związku Ukraińców w Polsce. W spotkaniu wziął udział prof. Witold
    Kulesza Dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu.
    W czasie spotkania omawiano współpracę Związku Ukraińców w Polsce z Instytutem
    Pamięci Narodowej. Prof. Leon Kieres poinformował Prezesa Związku Ukraińców w
    Polsce o śledztwach prowadzonych w IPN-GKŚZpNP dotyczących zbrodni, których
    ofiarami były osoby narodowości ukraińskiej.
    W Oddziałowych Komisjach Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu
    Instytutu Pamięci Narodowej toczy się obecnie 25 śledztw oraz 2 postępowania
    wyjaśnijące dotyczące zbrodni, których ofiarami były osoby narodowości
    ukraińskiej.
    INFORMACJA O ŚLEDZTWACH
    DOTYCZĄCYCH ZBRODNI, KTÓRYCH OFIARAMI BYŁY OSOBY NARODOWOŚCI UKRAIŃSKIEJ.

    Jak wynika z dokonanych ustaleń w Oddziałowych Komisjach Ścigania Zbrodni
    przeciwko Narodowi Polskiemu toczą się śledztwa dotyczące zbrodni, których
    ofiarami były osoby narodowości ukraińskiej.
    Śledztwa te prowadzone są w sprawach zabójstw, bezprawnego pozbawienia wolności
    oraz fizycznego i psychicznego znęcania się na szkodę obywateli polskich
    narodowości ukraińskiej.
    /.../
    . S 11/01/Zi – śledztwo wszczęte w dniu 9 lutego 2001 roku w sprawie zbrodni
    popełnionych na szkodę obywateli polskich narodowości ukraińskiej zamieszkałych
    na terenie powiatu przemyskiego w 1945 roku, w wyniku których w Małkowicach
    śmierć poniosło ok. 150 mieszkańców tej miejscowości, a w miejscowościach
    Skopów, Ruszelczyce, Korytniki, Bachów, Ujkowice, Trójczyce, Brzózka Berezka,
    Wola Krzywiecka śmierć poniosło co najmniej kilkadziesiąt innych osób
    narodowości ukraińskiej, tj. o przestępstwo z art. 148§2 pkt 3 i 4, §3 w zw. z
    art. 3 ustawy z dnia 18 grudnia 1998 roku o Instytucie Pamięci Narodowej –
    Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (Dz. U. Nr 155, poz. 1016
    z późn. zm.).
    W jego toku przesłuchano łącznie 104 świadków, w tym wielu pokrzywdzonych.
    Ponadto uzyskano kopię dokumentacji archiwalnej wytworzonej przez MO, UB i
    Starostwo Powiatowe w Przemyślu w sprawie zbrodni na szkodę ludności
    ukraińskiej na terenie powiatu przemyskiego w skazanym okresie. Nawiązano
    kontakt z ukraińskim Towarzystwem „Nadsanie”, w wyniku czego uzyskano dane
    osobowe i adresy kilku świadków zamieszkałych na terenie Ukrainy. Osoby te
    zostały przesłuchane w drodze międzynarodowej pomocy prawnej. Ponadto zapoznano
    się z repertorium byłej Prokuratury przy Sądzie Okręgowym w Przemyślu oraz
    repertorium byłej Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Przemyślu, w celu
    ujawnienia wpisów świadczących o prowadzeniu przez organy ścigania postępowań w
    sprawie zbrodni na ludności ukraińskiej. W wyniku tego ujawniono wspomniane
    wpisy, jednak wiele akt spraw umorzonych wobec niewykrycia sprawców zostało
    zniszczonych, z uwagi na upływ okresu archiwizacji. W toku analizy licznych
    spraw karnych z okresu lat 40-tych i 50-tych XX wieku ustalono co najmniej
    kilkanaście nazwisk, prawdopodobnie sprawców tych zbrodni. Według
    dotychczasowych ustaleń osoby te nie żyją. Zbrodni na szkodę ludności
    ukraińskiej dokonywali prawdopodobnie członkowie Batalionów Chłopskich z terenu
    powiatu przemyskiego wraz z bandytami prawdopodobnie
    z pobudek rabunkowych. Prowadzenie postępowania w tej sprawie utrudnione jest
    tym, iż obecnie niewielu jest bezpośrednich świadków tych wydarzeń.
    Dotychczasowe czynności pozwoliły na zgromadzenie bogatego materiału
    dowodowego, jedynie w sprawie zabójstwa ludności ukraińskiej w Małkowicach
    w dniu 17/18 kwietnia 1945 roku oraz w Woli Krzywieckiej w dniu 15 kwietnia
    1945 roku. Dalsze czynności w tym śledztwie koncentrować się będą na analizie
    materiałów archiwalnych znajdujących się w Archiwum Państwowym w Rzeszowie,
    Przemyślu oraz w zasobach Oddziałowego Biura Udostępniania i Archiwizacji
    Dokumentów w Rzeszowie. Po rozpoznaniu poszczególnych wątków sprawy będą one
    wyłączane do odrębnego prowadzenia i kończone wydaniem decyzji merytorycznych.
    Do chwili obecnej zakończono w ten sposób postępowanie w sprawie zabójstwa Jana
    Sałuka w dniu 3 czerwca 1945 roku w Stubnie powiat przemyski.
    Z uwagi na skomplikowany i wielowątkowy przedmiot śledztwa oraz trudności w
    pozyskiwaniu dowodów osobowych, obecnie nie można wskazać nawet przybliżonego
    terminu ukończenia całości sprawy.

    3. S 52/01/Zi – śledztwo wszczęte w dniu 20 września 2001 roku w sprawie
    zamordowania w dniach 1 - 3 marca 1945 roku w Pawłokomie ok. 368 obywateli
    polskich narodowości ukraińskiej prawdopodobnie przez polskie oddziały
    partyzanckie, tj. o przest. z art. 148§2 pkt. 4 kk w zw. z art. 3 ustawy z dnia
    18 grudnia 1998 roku o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni
    przeciwko Narodowi Polskiemu (Dz. U. Nr 155, poz. 1016 z późn. zmianami).
    W toku śledztwa przesłuchano dotąd 62 świadków, w tym wielu pokrzywdzonych.
    Dokonano analizy akt byłego Wojskowego Sądu Rejonowego w Rzeszowie przeciwko
    mieszkańcowi Pawłokomy Janowi F. oskarżonemu o działalność w UPA oraz Józefowi
    B. ps. „Wacław” dowódcy oddziału AK „Zgrupowaniu Warta”, który miał brać udział
    w pacyfikacji Pawłokomy. Zapoznano się z literaturą dotyczącą powyższego
    wydarzenia oraz księgą parafialną Parafii Rzymsko-katolickiej w Dylągowej
    obejmującej zakresem miejscowym Pawłokomę. Istotne fragmenty tej księgi
    dołączono w formie kserokopii do akt. Dokonano analizy dokumentów wytworzonych
    przez funkcjonariuszy UB i SB do lat 60-tych XX wieku, w toku postępowania
    operacyjnego dotyczącego zbrodni w Pawłokomie. Znajdują się w niej liczne
    nazwiska sprawców. Jednak ich identyfikacja z konkretnymi osobami jest bardzo
    utrudniona, ze względu na to, iż w Pawłokomie i sąsiednich miejscowościach
    często zdarzało się i zdarza, iż mężczyźni noszą takie same imiona i nazwiska.
    Ponadto ujawniono szczątkową dokumentację fotograficzną, z częściowej
    ekshumacji prowadzonej w 1952 roku przez prokuratora Wojskowej Prokuratury
    Rejonowej w Rzeszowie i funkcjonariusza WUBP w Rzeszowie. /.../


  • 18.01.05, 22:14
    Witam Was serdecznie
    Dziekuje za kolejna porcje lektury.
    O owcach juz wiedzialem, cala reszta informacji o Goralach to horror. O Grekach
    zreszta tez. Ale to mozna zlozyc na karb komunistycznych fanaberii. Na to
    niestety nie ma rady.
    Dzisiejszy post jest krotki z przyczyn ode mnie niezaleznych. Przez najblizsze
    dni moja aktywnosc bedzie niestety niewielka. Podjalem sie pewnego zadania z
    dziedziny IT ktore pochlania mnie prawie zupelnie (chodzi o baze danych). Robie
    to dla kogos z rodziny, wiec mam nadzieje ze Szanowni Forumowicze nie beda miec
    pretensji o mala aktywnosc. Caly czas bede sledzic forum. Jak uda sie wykroic
    wiecej czasu to cos skrobne. Mam nadzieje, ze uporam sie z tym do konca miesiaca
    i bede mogl udzielac sie jak dawniej. Szczegolnie, ze od 1 lutego biore kilka
    dni urlopu. Bedzie czas poczytac i popisac:)
    Zywie przekonanie, ze chwilowa mala aktywnosc nie wplynie na nasze rozmowy.
    Serdecznie Was pozdrawiam (i mam nadzieje, ze w dalszym ciagu bedziemy dyskutowac)
    R. (zapracowany jak diabli)
  • 18.01.05, 22:24
    Mam nadzieje, ze Nowy Rozmowca nie rzucil postu tylko dlatego aby udowodnic z
    gory zalozone racje. Oczywiscie dyskusja jest wazna, ale nie mozna sie licytowac
    na czyim sumieniu jest wiecej ofiar. Historia pogranicza polsko-ruskiego to nie
    tylko UPA. To historia ostatniego tysiaclecia, podczas ktorego wiele sie wydarzylo.
    R.
  • 19.01.05, 17:49
    Dziś , przy pieknej pogodzie byłem w Przemyslu by zobaczyć uroczystości Chrztu
    Pańskiego w Cerkwi -Katedrze grekokatolickiej. Po nabożeństwie oczywiście
    procesja,że sztandarami cerkiewnymi nad San i świecenie wody. Mimo dnia
    roboczego - sporo ludzi i w katedrze i nad brzegami Sanu przy ołtarzu
    przygotowanym na wysokości hotelu Gromady.
    A tereaz siedze sobie w domku i słucham starej bojkowskiej szczadriwki z
    refrenem powtarzanym po kazdzej dwuwierszowej zwrotnece "Christos
    chriestiłsisia na Jordan rano"
    Oj dawno dawno postarododawno
    Christos chriestiłsa na Jordan Rano
    Poskarziłosia jasne sołnecz
    koJasne solneczko miłomu Bogu
    .....
    A na końcu

    Za szczodriwoczku horiwku boczku
    Boczku ne boczku bodaj kwartoczku" :-)

    A w Rzeszowie podobno też poswięcono dziś Wiłok :-)

    Mnie szykuje sie przerwa w aktywności forumnowej z powodu ...narciarskiego pędu
    w góry... ale może jeszcze sie przed dłuuuugim /7-8 dni ;-) /weekendem odezwę.
    A po powrocie Radka do dyskusji szykuję zapowiedziane materialy ktore byc może
    podkrecą dyskusje jak np treść traktaku ryskiego który przesądzil o
    międzywojennych losach Ukraińców i Polaków oraz powojenne umowy graniczne/z lat
    1945 - 1951/ który znów przyniosły życiowe tragedie wielu Polaków i Ukraińców.
    Pozdrawiam - zapraszam do aktywności :-))))
  • 19.01.05, 23:25
    Chilka wytchnienia przed snem, wiec postanowilem zerknac co slychac na forum:)
    Z powodu zmeczenia siedzeniem przed komputerem od rana i z braku "mocy
    przerobowych" aby przygotowac materialy bede sie posilkowac linkami. Oczywiscie
    zwiazanymi z Jordanem. Niestety zapomnialem w tym roku o Jordanie w czasie gdy
    byl swietowany wedlug nowego stylu. Moze chociaz mala rekompensata w postaci
    fotek z sieci?

    www.travelphoto.pl/Polska/TP00085/TP00085.htm
    www.travelphoto.pl/Polska/TP00008/TP00008.htm
    I jeszcze opis Ikony Chrztu Panskiego

    www.cerkiew.pl/swieto.php?id=23
    Po Twoich zapowiedziach kolejnych tematow juz sie ciesze na dalsza dyskusje.
    Zycze Piotrze milego wypoczynku i duzo sniegu. W tym roku zimowy urlop bede
    niestety spedzal w domu, ale moze chociaz bedzie padal snieg (zawsze mozna sie
    wyrwac na chwile aby powedrowac po lesie)
    Pozdrawiam Forumowiczow
    R.
  • 20.01.05, 19:35
    Nim rozpoczne "długi - 7 dni" weeekend postaram sie jeszcze puścic do jutra ze
    dwa posty
    Najpierw link zawierający zdjęcia z przemyskich uroczystosci
    www.archidiecezja-gr.opoka.org.pl/
    Następnie - reportaż z GW
    Wisłok Jordanem

    Anna Gorczyca 19-01-2005 , ostatnia aktualizacja 19-01-2005 20:01

    W środę po raz pierwszy od 60 lat nad brzegiem Wisłoka w Rzeszowie odbyło się
    święcenie wody. Kilkadziesiąt osób - Polaków i Ukraińców wyznania
    greckokatolickiego, wzięło udział w Jordanie - jednym z najważniejszych świąt
    wschodnich chrześcijan.

    Po południu grekokatolicy mieszkający w Rzeszowie spotkali się na nabożeństwie
    w kościele pw. Świętej Trójcy. Stąd procesją pod przewodnictwem
    greckokatolickiego księdza Mirona Michaliszyna przeszli przez stary cmentarz
    nad brzeg Wisłoka i tam, jak tradycja nakazuje, odbyło się święcenie wody. W
    czasie obrzędu kapłan trzykrotnie dmuchał w taflę wody, później zanurzał w niej
    kolejno trzy zapalone potrójne świeczniki, następnie krzyż, a na koniec
    błogosławił ją dłonią. Potem wierni wypili po łyku poświęconej wody i zabrali
    ją do domów, wierząc w jej właściwości uzdrawiające. Dlatego mimo panującego
    mrozu wiele osób obmywa nią twarz i ręce. W liturgii nad Wisłokiem księdzu
    Michaliszynowi towarzyszył katolicki ksiądz Jerzy Grudniak.

    Podobne uroczystości odbyły się w wielu miejscowościach na Podkarpaciu. W
    Przemyślu głównym uroczystościom w kościele greckokatolickim przewodniczył abp
    Jan Martyniak, który dziękował Bogu za chrzest Polski i Ukrainy. Po liturgii
    kilka tysięcy osób, wśród których był łaciński metropolita przemyski abp Józef
    Michalik, udali się nad San, gdzie odbył się tradycyjny obrzęd poświęcenia
    wody.

    Jordan, zwany również Epifanią, jest pamiątką chrztu Jezusa Chrystusa w rzece
    Jordan. Zalicza się je do dwunastu najważniejszych uroczystości w Kościele
    wschodnim. W tym dniu w rzekach, potokach i strumykach święcona jest woda.
    Uroczystości Jordanu poprzedza wigilia, w czasie której wierni zobowiązani są
    do ścisłego postu, a w cerkwiach odprawia się tzw. królewskie godziny i
    liturgię świętą. Po Jordanie w Kościele wschodnim rozpoczyna się tradycyjna
    kolęda./.../
    Tak wiec w trakcie tej już dość długiej dyskusji /od maja 2002 roku!!!/
    doczekaliśmy sie powrotu nabożeństw greckokatolickich do Rzeszowa no i Jordanu
    nad Wisłokiem :-)

    Pozdrawiam !!!

  • 20.01.05, 23:47
    Powrot Jordanu cieszy mnie, jak kazdy przejaw odradzania sie zycia duchowego
    Rusinow. Pokazuje to, ze pomimo trudnosci jakie pietrzyla historia udalo sie
    przeniesc tradycje przez stulecia. Bardzo pozytywna sprawa jest udzial
    katolickiego duchownego podczas liturgii nad Wislokiem (czyzby faktycznie szlo
    ku lepszemu?)
    A nasze rozmowy staly sie juz nowa swiecka tradycja:)) (to tak na marginesie)
    Darino, przeczytalem wzmiankowane przez Ciebie posty na forum Bircza i sadze, ze
    zabojstwa ludnosci ukrainskiej mogly miec miejsce dopiero po wyjsciu sowietow.
    Pierwsze morderstwa, wedlug mojej skromnej wiedzy, mialy miejsce w styczniu 1943
    roku podczas Bozego Narodzenia. Moze byly jakies przypadki w 1942 roku (nie
    kojarze nic takiego w tej chwili), ale musze poszperac a niestety obecnie
    dysponuje mala iloscia czasu:(
    Pozdrawiam Czytaczy i Pisaczy
    R.
  • 21.01.05, 07:31
    Ja też stawiam na wydarzenia po wyjściu Sowietów. Brzuska leżała 4-5 km od
    granicy i linii Mołotowa, więc była na pewno dokładnie strzeżona !
    Poza tym m.cave pisał, że prawdopodobnie w jesieni 1943 roku jego Mama była już
    w sierocińcu w Przemyślu.
    Dzięki za zainteresowanie tematem !
    --
    www.bircza.pl
  • 22.01.05, 19:33

    Obchody ku czci Porfiriusza Skarbek-Ważyńskiego (1790-1804),
    greckokatolickiego biskupa chełmskiego, naczelnika Komisji Porządkowej Ziemi
    Chełmskiej w Powstaniu Kościuszkowskim
    Chełm, 24 stycznia 2005 r.



    P R O G R A M


    I. SESJA NAUKOWO-POPULARNA
    (sala konferencyjna Urzędu Miasta Chełma, ul. Lubelska 65)

    15.30 P. dr Andrzej GIL, Porfiriusz Skarbek-Ważyński jako zakonnik bazyliański
    i biskup chełmski;
    16.00 P. prof. dr hab. Jan LEWANDOWSKI, Działalność społeczno-polityczna
    biskupa Porfiriusza Skarbek-Ważyńskiego;
    16.30 Ks. diakon mgr Piotr SIWICKI, Synody diecezji chełmskiej w latach 1791-
    1803 (w ramach referatu – prezentacja wydanego przez Parafię Greckokatolicką w
    Lublinie w 2004 r. reprintu książki Synody Dyecezyi Chełmskiej ob. wsch., wyd.
    E. Likowski, Poznań 1902).

    II. PONTYFIKALNA BOSKA LITURGIA (MSZA ŚW.).
    (Bazylika NMP w Chełmie)

    18.00 Liturgia w obrządku bizantyjsko-ukraińskim, której przewodniczy JE Ks.
    Arcybiskup Jan Martyniak, Metropolita Przemysko-Warszawski.
    Po Liturgii – Panachyda (krótkie nabożeństwo zaduszne) w intencji biskupa
    Porfiriusza i innych zmarłych pasterzy dawnej diecezji chełmskiej.


    PORFIRIUSZ SKARBEK-WAŻYŃSKI - NOTKA BIOGRAFICZNA


    Urodzony w 1730 w rodzinie rzymskokatolickiej herbu Abdank, syn sędziego
    oszmiańskiego (rodzina Skarbek-Ważyńskich pozostawała w posiadaniu rodowych
    włości w Oszmiańskiem, obecnie przeciętych granicą litewsko-białoruską, aż do
    1939 r.). W 1748 r. wstąpił do bazylianów w Wilnie, przechodząc tym samym do
    Kościoła greckokatolickiego (unickiego). Kształcił się w Kolegium Greckim w
    Rzymie. Nauczyciel szkół bazyliańskich w Połocku i Buczaczu, rektor kolegium we
    Włodzimierzu. Dwukrotnie wybierany protoarchimandrytą (przełożonym generalnym)
    zakonu bazyliańskiego, sprawował ten urząd w latach 1772-1780 i 1788-1789. Od
    1790 r. do śmierci greckokatolicki biskup chełmski.
    Gorliwy pasterz diecezji chełmskiej – o czym świadczą m.in. organizowane prawie
    w każdym roku synody diecezjalne z lat 1791-1803 – stale walczył z trudnościami
    wewnętrznymi i zewnętrznymi, do których zaliczyć należy zwłaszcza okoliczności
    polityczne związane z rozbiorami Rzeczypospolitej. Biskup Porfiriusz czynnie
    angażował się w życie polityczne kraju, był gorącym zwolennikiem reform Sejmu
    Wielkiego, z Konstytucją 3 Maja na czele. 6 kwietnia 1794 r. przewodniczył
    zjazdowi mieszkańców ziemi chełmskiej, który uchwalił Przystąpienie do aktu
    powstania narodu obywateli województwa ruskiego, ziemi chełmskiej i powiatu
    krasnostawskiego. 16 kwietnia wybrany został naczelnikiem Komisji Porządkowej
    Ziemi Chełmskiej – lokalnego organu cywilnej władzy powstańczej. Cieszył się
    zaufaniem samego Naczelnika T. Kościuszki. Po klęsce wojsk kościuszkowskich pod
    Chełmem (8 czerwca 1794) zmuszony był schronić się do Galicji, wywożąc przed
    Rosjanami zebrane na cele powstania ofiary obywateli ziemi chełmskiej (które
    zdołał stamtąd przekazać do powstańczej Warszawy). Do Chełma powrócił dopiero
    po zajęciu miasta przez Austriaków.
    Po III rozbiorze (1795) wycofał się z życia politycznego, stojąc na gruncie
    lojalności wobec władz austriackich.
    Zmarł w Chełmie 9 marca 1804 r. i został pochowany w podziemiach katedry
    greckokatolickiej.
    Pozostawił obszerny rękopiśmienny Diariusz.

    Parafia Greckokatolicka pw. Narodzenia NMP w Lublinie, poczuwając się do
    moralnej powinności pielęgnowania tradycji zniesionej przez carat (1875)
    greckokatolickiej diecezji chełmskiej, w roku 2004 – dla uczczenia dwusetnej
    rocznicy śmierci biskupa Porfiriusza – wydała reprint akt synodów diecezjalnych
    chełmskich, którego prezentacja będzie elementem sesji poświęconej pamięci
    biskupa (patrz program).

    Po sesji – Boska Liturgia (Msza św.), która zostanie odprawiona pod
    przewodnictwem Ks. Arcybiskupa Jana Martyniaka, Metropolity Przemysko-
    Warszawskiego, stojącego na czele Kościoła greckokatolickiego w Polsce.
    Miejscem celebry będzie Bazylika NMP w Chełmie, dawna greckokatolicka katedra,
    przy której rezydował i w której podziemiach został pochowany biskup
    Porfiriusz. Stąd też po Liturgii odprawiona zostanie Panachyda za dusze śp.
    Porfiriusza Skarbek-Ważyńskiego i innych pochowanych tam pasterzy diecezji
    chełmskiej.

    Liturgia w dawnej katedrze łączy obchody ku czci biskupa Porfiriusza z
    zapoczątkowanym w 2003 r. zwyczajem celebrowania w tej świątyni Liturgii
    wschodniej w święto Męczenników Pratulińskich (23 stycznia – w tym roku
    przeniesione o dzień), ofiar reżimu carskiego, zabitych w 1874 r., którzy byli
    wiernymi tej właśnie greckokatolickiej diecezji chełmskiej.


    SERDECZNIE ZAPRASZAMY!

    organizatorzy
  • 25.01.05, 22:51
    Witam, na krociutko, ale jak zawsze serdecznie
    Na wstepie oczywiscie podziekowania dla Diakona Piotra za krotka notke
    biograficzna kolejnej ciekawej postaci i zaproszenie. Dzieki niemu dowiedzialem
    sie kiedy obchodzone jest Swieto Meczennikow Pratulinskich (naprawde nie
    wiedzialem, bez zadnej ironii)
    Do Darino mam natomiast pewne zapytanie.
    Czy moglbys przyblizyc, choc w krotkich slowach, sytuacje w okolicy wzmankowanej
    przez Ciebie ostatnio po 17 wrzesnia 1939 roku? Ciekaw jestem podobienstw i
    roznic w stosunku do sytuacji na Podlasiu. Czy tez byly wysiedlane wsie wzdluz
    3-kilometrowego pasa wzdluz granicy? Czy byly budowane umocnienia betonowe, czy
    ziemno-drewniane? Jak wygladala sprawa wycinania lasow wzdluz granicy.
    Jeszcze przez kilka dni moja aktywnosc bedzie znikoma, ale mimo to chetnie
    przeczytalbym w wolnej chwili cos ciekawego.
    Pozdrawiam
    R.
  • 26.01.05, 00:54
    Wyznam szczerze, że aż tak bardzo nie interesowałem się tematem, ale spróbuję
    wybadać sprawę - część mojej rodziny mieszka w Bachowie - nad Sanem.
    Na pewno nie było wysiedleń w 3 km pasie, natomiast w całym rejonie wysiedlano
    według "normalnego" klucza - inteligencja, ziemianie, bogatsi rzemieślnicy i
    chłopi, ofiary donosów, policjanci i żołnierze zawodowi.
    Co co linii Mołotowa, jest ciekawa stronka traktująca o niej w rejonie Roztocza:
    149.156.142.12/molotow/index.htm
    Jeśli chodzi o umocnienia w rejonie Przemyśla, były to umocnienia betonowe
    jedno, i dwukondygnacyjne (tego samego typu co na Roztoczu).
    Lokalizacje są podane na forum przemyskim - wątek "linia Mołotowa".
    Ostatnie bunkry betonowe kończyły się w rejonie Dybawki i Tarnawiec (w górę
    Sanu). Potem następowały umocnienia ziemno-drewniane. Wydaje mi się, że jakiś
    bunkier betonowy był w rejonie Dynowa. Następne umocnienia żelbetonowe
    zaczynają się w rejonie Załuża i ciągną do Sanoka.
    W zakolu Sanu, na zapleczu linii obronnej - w Birczy była duża sowiecka baza
    wojskowa, wiele z budynków zachowało się do dziś. Opisałem ją na forum Birczy w
    wątku "sowiecka baza wojskowa".
    Pozdrawiam i życzę miłego wypoczynku !
    --
    www.bircza.pl
  • 26.01.05, 17:41
    Witam
    Dziekuje za informacje i link. Piszac ostatni post popelnilem jeden blad. Mowiac
    o przeniesieniu wsi o 3 kilometry mialem na mysli wies w ktorej mieszkala czesc
    mojej rodziny. Na taka odleglosc od Bugu wies zostala przeniesiona przez
    mieszkancow. Musieli oni rozebrac swoje budynki i odbudowac je na nowym miejscu.
    Ta odleglosc wynikala z tego, ze akurat w takiej (okolo) odleglosci znalezli
    miejsce. Nakaz (przynajmniej w okolicach Drohiczyna) obejmowal pas przygraniczny
    - 800 metrow. Wysiedlenia "normalne" oczywiscie tez byly - glownie objely osoby
    uznane za zagrozenie dla wladzy (a wiec np. rodziny majace zwiazki z urzednikami
    czy wojskowymi), a wedlug donosow rowniez. Zreszta tu tez obowiazywala
    "rejonizacja" - im ktos byl grozniejszy tym dalej byl wysiedlany. Jesli chodzi o
    umocnienia to nad Bugiem byly to duze betonowe bunkry, a w lasach umocnienia
    ziemno drewniane. Nawet dzis mozna te posepne betonowe cielska ogladac.
    Szczegolnie ciekawy jest przed Drohiczynem (jadac w strone Siemiatycz) -
    obsypala sie pod nim ziemia i wyglada jakby zjezdzal z gorki. Pozostaloscia po
    wyrebie drzew na umocnienia jest wyraznie mlodszy las po nadbuzanskiej stronie
    szosy.
    Dziekuje za zyczenia milego wypoczynku, odpoczywac bede od poniedzialku. Na
    razie praca "w pracy" i spoleczna w domu:) Na sama mysl o komputerze jestem juz
    zmeczony.
    Pozdrawiam
    R.
  • 30.01.05, 21:31
    Witajcie
    A co tu mamy - i ciekawy tekst-zaproszenie Księdza Piotra i wątek linii
    molotowa :-)
    Ja na razie mam w oczach piekną zimę w ustrzykach Dolnych, urocze wieczorne
    spacery po uliczkach zasypanego śniegiem miasteczka, pomarańczowe wstązki na
    klamkach hotelowych pokoi zamieszkanych przez gości z Ukrainy, rosyjsko i
    ukraińsko języcznych narciarzy na stokach Gromadzynia i laworty i ... smętnie
    zasypane sniegiem wrota do ustrzyckiej cerkwi. Jak to wszystko przetrawię i
    usłysze wasz odzew :-) ... wracam do dyskusji.
    Na razie tylko jeszcze jeden link do owej linii :
    wojnawp.republika.pl/start/star t.html
    i krótka refleksja :
    będąc na święcie Jordanu w Przemyślu fotografowałem procesję zmierzającą do
    Sanu ze stropu dużego bunkra po owej linii stojącego tuż obok przemyskiego
    hotelu gromady. Bunkru - Sporej budowli z zachowaną żeliwną kopuła
    obserwacyjną, kilkoma pomieszczeniami bojowymi...
    Stojąc na tym bunkrze widzialem wieże przemyskich kościołów,
    baszty "kazimierzowskiego" zamku, i park z pozostałościami fortyfikacji
    austriackich/bramy sanockiej górnej,dolnej i fortu trzech krzyży :-)/ Opadła
    mnie refleksja ogromnych nawarstwień "pamiątek historycznych " w tym pięknym
    mieście. A kamera utrwaliła spiew ukraińskich kolend na przemyskim
    bulwarze "józefa Pilsudskiego" - "Boh sia rożdaje" i o tym jak "świataja
    Warwara cirkiew buduwała "...
    Pozdrawaiam serdecznie.
    A podobne nawarstwienia dostrzegłem gdy schodząc latem z ruin zamku Sobień w
    załużu odwiedziłem po raz kolejny ruiny "ruskiego' bunkra w którego ruinach
    pogrzebano cała jego załogę , bunkra wysadzonego w powietrze w trakcie szturmu
    przez niemieckich saperów w 1941.
    wszystkiego dobrego w nowym tygodniu
  • 31.01.05, 01:48
    Witaj !
    Bunkier w Załużu to pierwszy bunkier, jaki widziałem w dzieciństwie, więc
    wywarł na mnie olbrzymie wrażenie !
    Czy będąc w Ustrzykach widziałeś granitowe zapory przeciwczołgowe przy
    przejeździe kolejowym w kierunku Krościenka ? To jedyny ślad dawnej granicy
    polsko-radzieckiej przebiegającej w tym miejscu po wojnie.
    Pozdrawiam !

    --
    www.bircza.pl
  • 31.01.05, 16:51
    Oczywiście, że owe zapory widzialem ale w porze letniej. Z "autopsji' znam
    równiez bunkry porosyjskie: pod zamkem w lesku przy zjeździe nad san w stronę
    Hoczwi,na Olchowcach w sanoku - również przy drodze w stronę sanu, no i
    ten "najpiekniej" połozony - na serpentymach prowadzących w stronę Krasiczyna.
    Przypomnę jeszcze że owa linia ma obecnie dość bogatą literaturę - bo i prace
    Prof. Bogdanowskiego,"twierdza europa" Kaufmana i Jurga,czy opracowania
    przemyskie /tom 1 cyklu forteczmnego", prace w "Twierdzy" czy spotkaniach z
    zabytkami.
    Wspominałeś takzę Daro o okolicach Dynowa - wydaje mi się że taki bunkier był
    zlokalizowany na terenie parku zamkowego w Dąbrówce Starzeńskiej - kiedyś w
    parku widziałem wielkie kawały betonu "fortecznego" - przy ścieżce wiodącej
    skarpą od ruin zamku w stronę zachowanej kaplicy zamkowej. Ale to tylko domysł -
    bo równie dobrze mogły to być pozostałosci wysadzonej w powietrze "lodowni"
    dworskiej.
    Pozdrawiam
  • 31.01.05, 21:40
    Witam serdecznie
    Tak sie jakos zlozylo Piotrze, ze weszlismy na chwile na tematy "bunkrowe"
    Niestety nie mialem okazji (jeszcze) obejrzec umocnien opisywanych przez Was.
    Bardzo czesto natomiast mam okazje ogladac bunkry nad Bugiem. Probowalem
    wyszperac w internecie jakies materialy fotograficzne, aby przyblizyc Wam wyglad
    tych umocnien, ale niestey w tej kwestii panuje calkowita posucha. Chyba bede
    musial umiescic swoje zdjecia;) Swojego czasu zrobilem sobie maly rajd wzdluz
    tego odcinka linii molotowa i efektem bylo kilka rolek fimu.
    Moze chociaz te kilka linkow cos powie Wam o tym fragmencie.

    siemiatycze.projekcja.pl/zabytki.html
    jarek1980.republika.pl/index2.html
    www.urlop.com.pl/wojewodztwa.php?id=84
    www.portal.siemiatycze.net/images/szlak2.gif
    www.siemiatycze.pl/szlakbunk.htm
    Bunkry to moze temat niezwiazany z glownym nurtem watku, ale jak zwykle staram
    sie promowac Podlasie w kazdy dostepny sposob:)
    Pozdrawiam
    R.
    P.S. Kolejne posty beda juz bardziej na temat
  • 01.02.05, 20:53

    Witam serdecznie. Dziękuję za ciekawe linki – oj znów będzie co pooglądać i
    poczytać ...
    Na początek zalinkuję również ciekawy artykuł z pisma ‘Forteca” – a szczególnie
    fragment dotyczący wysiedleń ludności :

    Punkt Oporu "Krasiczyn" 1939-1941
    kriepost.republika.pl/artykuly_p.o%20Krasiczyn.htm
    i interesujący fragment :

    Prace pomiarowe i studialne rozpoczęto już na przełomie września i października
    1939 r. W kwietniu 1940 wysiedlono wsie leżące w bezpośredniej bliskości
    granicy, m. in. także Dybawkę, Tarnawce i Krasiczyn. Część mieszkańców
    przesiedlono na Wołyń, w okolice Równego, część zaś zesłano na Syberię.
    Jednocześnie rozebrano niemalże wszystkie zabudowania a uzyskany materiał
    częściowo wykorzystano przy budowie schronów. Przygotowanie terenu i wykopy pod
    schrony wykonywali robotnicy przymusowi z wsi położonych dalej od granicy a
    także z okolic Dobromila i Sambora. Byli oni zakwaterowani w folwarku dworskim,
    zarekwirowanym przez sowietów Sapiehom.
    Na większą skalę prace budowlane ruszyły na przełomie kwietnia i maja 1940 r.
    Do połowy czerwca 1941 r. zdążono wybudować trzynaście obiektów, w tym
    ukończono dziesięć, trzy znajdowały się w stanie surowym (bez zamontowanego
    wyposażenia), ponadto pod fundament kolejnego schronu wykonano wykop.
    Teren budowy każdego z schronów otaczano wysokim parkanem aby uniemożliwić
    obserwację z zewnątrz. Prace rozpoczynało wykonanie wykopu pod fundament
    schronu i studni na jego obrzeżu (w przypadku większych schronów). Od tej
    chwili robotnicy cywilni nie byli dopuszczani w obręb ogrodzenia, pilnie
    strzeżonego przez posterunki wojskowe. Roboty specjalistyczne: szalunki,
    zbrojenie i betonowanie wykonywali wykwalifikowani robotnicy z oddziałów
    inżynieryjno-saperskich Armii Czerwonej, jak i pracownicy cywilni przybywający
    z głębi ZSRR. Na okoliczną ludność nałożono obowiązek świadczenia usług
    furmańskich. Zwożone, w ilościach niezbędnych do prac wstępnych, materiały:
    drewno, stal, kruszywo, piasek, cement itp. składowano w odległości ok. 100 m
    od ogrodzenia, dalej na plac budowy były transportowane przez osoby
    bezpośrednio zatrudnione przy budowie schronu. Poza ogrodzeniem znajdowała się
    też smolarnia, w której wytapiano smołę do izolacji ścian zewnętrznych i
    stropów schronu. Stal zbrojeniową, pancerze, elementy wyposażenia wewnętrznego
    dowożono z stacji kolejowej w Przemyślu pod osłoną nocy i tylko z pomocą
    żołnierzy. Beton dowożono samochodami z betoniarni (ros.: betonnyj zawod),
    umiejscowionej prawdopodobnie w Przemyślu.
    Koniec cytatu.
    Nawiązując Radku do Twego pytania o wysiedlenia ludności w okresie budowy owej
    linii – muszę jeszcze dopowiedzieć że nie były one ani pierwsze ani ostatnie na
    terenie Podkarpacia.Na przykład pierwsze masowe wysiedlenia ludności
    ukraińskiej i polskiej w okolicach Przemyśla miały miejsce w okresie I wojny.
    Wtedy to Austriacy „czyścili” przedpola fortów. Ludność wywożono początkowo na
    tereny Moraw , palono domostwa. Potem w miarę postępu ofensywy carskiej – po
    prostu wyrzucano ludność ze wsi. Historycy i pamiętnikarze wspominają o losach
    mieszkańców wsi podprzemyskich ukrywających się po lasach, mieszkających w
    ziemiankach i ginących, gdy znaleźli się pomiędzy liniami bojowymi Austriaków i
    moskali. Taki los spotkał m.in. mieszkańców Ujkowic – wsi kilkakrotnie tu
    wspominanej i z powodu wydarzeń po II wojnie a i owego klasztoru/.
    W 1939 roku masowe wysiedlenia dotyczyły na terenie Podkarpacia ludności
    polskiej, ukraińskiej, żydowskiej i ...niemieckiej. Miały one miejsce po
    ustaleniu linii demarkacyjnej pomiędzy strefą okupacyjną niemiecką i sowiecką.
    Wspominałem tu o Niemcach galicyjskich – byli to niemieccy osadnicy z okolic
    Ustrzyk Dolnych /m.in. Bandrowa i Berehów Dolnych. Mieszkali oni na tym
    terenie od połowy XIX wieku. W ramach wymiany ludności byli przewożeni w
    poznańskie i zajmowali domostwa po wyrzuconych Polakach.Jeśli mowa o ludności
    ukraińskiej – to w latach 1939 – 1940 miała ona możliwość przechodzenia na
    sowiecką stronę . W ten sposób cześć moich krewnych/ synów i synowych mojego
    pradziadka/ przeniosła się w1940 roku z okolic Rymanowa aż w okolice Mińska
    Białoruskiego.
    A przywołany przez Ciebie "do porządku" :-) obiecuje wkrótce wrócić do
    głownego nurtu - i dać materiały o których wspominalem przed urlopem.
    I na koniec jeszcze pytanie - jeśli byłbyś zainteresowany pełną treścią
    traktatu ryskiego i powojennych umów granicznych z ZSrr - służe pocztą - jesli
    będzie taka wola.
    tu wkrótce pocytuję ciekawsze fragmenty.
    Pozdrawiam serdecznie


  • 02.02.05, 14:54
    Witam
    Nie mialem zamiaru Ciebie (ani nikogo z rozmowcow) "przywolywac do porzadku"
    raczej chcialem tylko powiedziec, ze nasze rozmowy kraza po roznych tematach (i
    to chyba dobrze). Dziekuje za informacje na temat ruchow ludnosci i budowy
    fortyfikacji ktore i napisales i zalinkowales.
    Widac pewne podobienstwa, ale widze tez pewne roznice. Podobienstwem jest
    oczywiscie fakt przesiedlania ludnosci, jednak piszesz Piotrze ze czesc ludzi
    wywieziono na Syberie. Takie wywozki (z opowiadan dziadkow) dotyczyly, w
    okolicach Drohiczyna, tylko wrogow wladzy radzieckiej i ludzi bedacych dla niej
    zagrozeniem. Przy wysiedlaniu wsi przygranicznych raczej przenoszono wies,
    wywozono tylko tych wymienionych powyzej. Roznica jest tez w traktowaniu dobytku
    ludzi. Generalnie czerwonoarmisci nie kradli, nie zabierano tez domow i
    zabudowan na material do budowy umocnien. Zabudowania zabierali ludzie i
    skladali je w nowym miejscu. Moze na takie zachowania miala wplyw duza
    dostepnosc drzewa o ktorej pisalem.
    Poza tym cala budowa byla prowadzona przez zolnierzy. O przymusowych pracach
    przy wznoszeniu bunkrow nie slyszalem (mozliwe ze kilka kilometrow dalej bylo
    juz inaczej - moge napisac tylko to co wiem z przekazow).
    Nie ukrywam, ze z niecierpliwoscia czekam na tematy "traktatowe". Zarowno na
    forum, jak i (niesmiala prosba o przesylke:) mailowo.
    Pozdrawiam
    R.
    P.S. Moje posty moga sie teraz pojawiac w roznych porach, do piatku mam
    szczescie byc na urlopie (chociaz spedzanym w domu)
  • 02.02.05, 15:00
    Skoro jestesmy chwilowo przy sprawach zwiazanych z okupacja sowiecka to mam
    jeszcze do Was pytanie.
    Czy na Waszych terenach tez produkowano samogon (i to w ilosciach sporych) w
    tamtym okresie? Na Podlasiu byl to dosyc popularny sposob wykorzystania nadwyzek
    ziemniakow:)
  • 02.02.05, 15:51
    Najpierw wspomnę o wysiedleniach w gminie Bircza, zwanych przeze
    mnie "normalnymi". Wiem o 4 przypadkach wysiedleń od rodzin - wszyscy
    wysiedleni do Kazachstanu. O wysiedleniach "fortyfikacyjnych" nic mi nie
    wiadomo.
    Co do "horyłki", to apogeum produkcji było chyba w latach 80. Do dzisiaj
    produkuje się w naszej okolicy samogon - w miejscowościach gdzie dojazd jest
    trudny, głownie na własne potrzeby -święta, imieniny, wesela. Niestety zaden
    trunek nie sdobył sławy sliwowicy łąckiej, od której zresztą są gorsze.
    --
    www.bircza.pl
  • 02.02.05, 17:03
    Nim ruszę z poważniejszym temeatem - dzięki Radku za pytanko.
    Ależ oczywiście - znam z opowiadań krewnych że w tamtych czasach bimber obok
    okupacyjnych 'młynarek" był podstwową walutą. A i Niemcy za drobne przysługi
    płacili Polakom spirytusem "syntetycznym" - ponoc byly to kryształki
    rozpuszczalne w wodzie.
    A obecnie :-) - w Rzeszowie jest wielu koneserów którzy w oparciu o materiały z
    Zelmeru czy wsk - mają całkiem zacną aparaturę w której poddają przeróbce
    chociażby domowe wina jabłkowe czy wieloowocowe - produkując całkiem
    zacne 'brendy" :-)
    sam w ubiegłym roku z Ukrainy przywoziłem znajomym alkoholmierze :-)
    A w podkarpackiej tradycji już od wojny mowi sie o zacnym bimberku z
    Harty /wioski koło Dynowa/ - popularnie zwanym harciarką ;-) /złośliwi mówią
    coś o "ślepotce" - ale nie wiedżą chyba co mówią :-)
    A dla wielbicieli bardziej pogodnych trunków - w rzeszowie w sieci marketów
    pojawiły sie dobre ukrainskie piwa ; Magnat i Obołon - także w wersji
    Biłe /czyli białe niefiltrowane/ i pszeniczne- szkoda że drogie - widzialem w
    cenach od 4,5 do 4,7 za butelkę - chyba jednak poczekam z konsumpcją tego piwa
    do wioseennej wyprawy na Ukrainę. Wiem od Rycha z P. że i w Przemyślu od
    dłuzszego czasu owe piwa są dostępne w tamtejszych supermarketach.
    A na Ukrainie - bimber po dzis dzień jest cenną walutą. Będąc tam o moich
    gospodarzy spostrzegłem spore słoje z lekko żółtawym płynem. Okazało sie że to
    byl całkiem dobry bimberek - ale trzymany jako zapłata dla kombajnisty
    obrabiającego pole moich gospodarzy. A i na weselisku ukraińskiem gdy już
    zaczeła sie konczyć pszeniczna - to i bimber sie znalazł - całkiem dobry,z
    lekko drożzowym /klasycznym :-) posmakiem .
    A teraz wybaczcie - ide po okocim a potem czykuję przesyłkę dla Radka
    pozdrawiam
  • 03.02.05, 16:55
    Na początek cytat z opracowania Aleksandra Kolańczuka ‘Sojusznicze siły Zbrojne
    Ukraińskiej Republiki Ludowej w Polsce” /z tomu III Dziejów Podkarpacia”/
    Przyznaję,że właśnie ten cytat spowodował moje zainteresowanie tematem Traktatu
    ryskiego.

    „Funkcjonowanie rządu i rady republiki URL w Tarnowie szybko zostało zauważone
    przez stronę bolszewicką. Ale dopiero po podpisaniu traktatu pokojowego między
    Polską a Rosją i jej satelitę Ukrainę radziecką 18 marca 1921 roku zdecydowano
    się na wystosowanie protestu już 16 kwietnia 1921 roku, pisząc, że w Tarnowie
    oficjalnie funkcjonuje ‘Improwizowanyj parłament nazywajuszczijsie ‘ukrainskaja
    rada republiki” co było ich zdaniem rażącym pogwałceniem punktu II
    preliminariów oraz art. V ryskiego traktatu pokojowego./.../
    Wobec nacisków strony radzieckiej rząd rzeczpospolitej Polskiej nie mógł
    pozostać obojętny. W memoriale szefa oddzialu II sztabu generalnego Wojska
    Polskiego /.../ znalazł się postulat, aby popierając tę grupę emigracji
    ukraińskiej, która losy związała z Polską, jednocześnie zlikwidować centralne
    władze URL :radę Ministrów, radę republiki, Misję dyplomatyczną w Warszawie i
    Wyższą radę Wojskową, przekształcając je w organizacje dobroczynne.
    Zakonspirowane w ten sposób władze wraz z grupą gen Jurija
    Tiutiunika /późniejszy sztab Partyzancko-Powstańczy/ miały pozostać n
    terytorium Polski, aby realizować zadania wywiadowcze, a później podjąć próbę
    odzyskania niepodległości Ukrainy. Nie ulega wątpliwości, żę pokój ryski był
    dla emigracji ukraińskiej ciosem i z biegiem czasu przyczynił się do upadku jej
    znaczenia.”

    A teraz kilka cytatów z owego dokumentu :
    Traktat pokoju

    między Polską a Rosją i Ukrainą podpisany w Rydze
    dnia 18 marca 1921 roku.


    W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
    NACZELNIK PAŃSTWA POLSKIEGO JÓZEF PIŁSUDSKI
    Wszem wobec i każdemu z osobna, komu o tem wiedzieć należy, wiadomem czynimy:
    W dn. 18 marca 1921 r. podpisany został między Polską z jednej strony a Rosją i
    Ukrainą z drugiej, traktat pokojowy o następującem brzmieniu:
    POLSKA z jednej a ROSJA i UKRAINA z drugiej strony powodowane pragnieniem
    położenia kresu wynikłej między niemi wojnie i dążąc do zawarcia, na podstawie
    podpisanej w Rydze dnia 22 października 1920 roku Umowy o przedwstępnych
    warunkach pokoju, ostatecznego, trwałego, honorowego i na wzajemnem
    porozumieniu opartego pokoju, postanowiły wszcząć rokowania pokojowe - i w tym
    celu wyznaczyły w charakterze swoich pełnomocników:
    RZĄD RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
    Jana Dąbskiego, oraz
    Stanisława Kauzika,
    Edwarda Lechowicza,
    Henryka Strasburgera i
    Leona Wasilewskiego
    RZĄD ROSYJSKIEJ SOCJALISTYCZNEJ FEDERACYJNEJ REPUBLIKI RAD
    w swojem własnem imieniu i z upoważnienia
    RZĄDU BIAŁORUSKIEJ SOCJALISTYCZNEJ REPUBLIKI RAD
    oraz
    RZĄD UKRAIŃSKIEJ SOCJALISTYCZNEJ REPUBLIKI RAD
    Adolfa Joffego, oraz
    Jakóba Haneckiego,
    Emanuela Kwiringa,
    Jura Kociubińskiego i
    Leonida Oboleńskiego.
    Wymienieni pełnomocnicy zjechali się w Rydze i po wymianie swych pełnomocnictw,
    uznanych za wystarczające i sporządzone w należytej formie, zgodzili się na
    postanowienia następujące:

    Koniec cytatu.

    Wśród postanowien traktatu jest i ten art. V który wprost można odnieść jako
    dowód „zdrady” Piłsudskiego i odstąpienia od popierania idei „samostijnoj
    Ukrainy”


    Artykuł V.
    Obie układające się strony zapewniają sobie nawzajem całkowite poszanowanie
    suwerenności państwowej i powstrzymanie się od jakiegokolwiek mieszania się do
    wewnętrznych spraw strony drugiej, w szczególności od agitacji, propagandy i
    wszelkiego rodzaju interwencji lub od ich popierania. Obie układające się
    strony zobowiązują się nie tworzyć i nie popierać organizacji, mających na celu
    walkę zbrojną z drugą układającą się stroną, bądź czyniących zamach na jej
    całość terytorjalną, bądź przygotowujących obalenie jej ustroju państwowego lub
    społecznego drogą gwałtu, jak również organizacji, przypisujących sobie rolę
    rządu strony drugiej lub części jej terytorjum. Wobec tego strony zobowiązują
    się nie zezwalać na przebywanie na swem terytorjum takich organizacji, ich
    urzędowych przedstawicielstw i innych organów, wzbronić werbowania wojskowego
    oraz wwozu na swe terytorjum i przewozu przez swe terytorjum sił zbrojnych,
    broni, amunicji i wszelkiego rodzaju materjałów wojennych, przeznaczonych dla
    tych organizacji.”

    A kończący się takimi postanowieniami – przy czym nie wiem czy te trzydzieści
    milionów złotych rubli rzeczywiście do Polski trafiło :
    Artykuł XIII.
    Z tytułu uznanego przez Umowę o przedwstępnych warunkach pokoju z 12
    października 1920 roku aktywnego udziału ziem Rzeczypospolitej Polskiej w życiu
    gospodarczem byłego Imperjum Rosyjskiego - Rosja i Ukraina zobowiązują się
    wypłacić Polsce trzydzieści miljonów rubli złotych w złotych monetach albo
    sztabach nie później, niż w ciągu jednego roku od chwili ratyfikacji Traktatu
    niniejszego.

    Ryga, dnia 18 marca 1921 roku.
    Zaznajomiwszy się z postanowieniami pomienionego Traktatu Pokoju i w myśl
    upoważnienia, uchwalonego przez Sejm ustawą z dnia 15 kwietnia 1921 roku
    rzeczony Traktat Pokoju ratyfikuję i oświadczam, że będzie on ściśle
    wykonywany.
    Na dowód czego niniejszy akt ratyfikacyjny został podpisany i opatrzony
    pieczęcią Rzeczypospolitej Polskiej.
    Działo się w Warszawie dnia szesnastego kwietnia roku tysięcznego
    dziewięćsetnego dwudziestego pierwszego.
    J. Piłsudski
    Minister Spraw Zagranicznych:
    E. Sapiecha


    Postaram się w dalszych postach powiedzieć coś na temat innych,równie ciekawych
    postanowień niektórych postanowień owego traktatu – a póki co pozdrawiam i
    zapraszam do dyskusji.
  • 03.02.05, 17:52
    Wielkie dzieki za przesylke.
    Widze, ze oprocz przesylki wybrales juz jakis maly cytat na "dobry poczatek".
    Z cytatu z "Dziejow Podkarpacia" widac, ze strona polska nie miala czystego
    sumienia. Nie wglebialem sie jeszcze w tresc traktatu (mam zamiar zajac sie tym
    na wieczor). Natomiast juz na poczatku zauwazylem cos bardzo ciekawego.
    Mianowicie opis przebiegu granicy i nazwy miejscowosci w brzmieniu oryginalnym.
    Na samym poczatku, od razu, rzucil mi sie w oczy pewien fragment "między Polską
    z jednej strony a Rosją i Ukrainą z drugiej".
    Na pierwszy rzut oka moglo by sie zdawac ze Ukraina, podobnie jak i wymieniona
    nizej Bialorus to samodzielne podmioty prawa miedzynarodowego, a nie republiki.
    Jak bylo w rzeczywistosci, chyba nie ma co mowic
    Pozdrawiam i zabieram sie do lektury.
    R.
  • 03.02.05, 21:04
    Nie na z co :-)
    Zauważ że przesłałem Ci też powojenne umowy graniczne dotyczące "linii Curzona"
    i wymiany terytoriów roku 1951. Myslę,że będzie to też material do dalszej
    dyskusji :-)
    Jeśli chodzi o traktat - to dokument niezwykły. Chociażby ze wzgledu na
    niezmiernie szczegółowy opis przebiegu granicy /zauważyłes ową 'karczmę
    bezimienną" czy np przebieg granicy mierzony odległoscią od najbliższego
    semafora czy zwrotnicy :-)).
    A zaczynając omawiać ten traktat muszę powiedzieć dość emocjonalnie - z
    ukraińskiego punktu widzenia był to dokument ewidentnej zdrady sojusznika. A te
    30 mln. rubli w złocie - to brzmi jak przysłowiowe "judaszowe srebrniki".
    A owa granica z sowietami - wygląda jak miejsce rozdarcia "ukraińskiego "
    płótna dartego przez obie strony traktatu.Oczywiście wymieniane tam sowieckie
    republiki Białorusi i Ukrainy - to była czysta fikcja. Wystarczy wspomnieć
    choćby dziesięc lat późniejszą historię "Wielkiego Głodu" i rozkułaczania....
    Z polskiego punktu widzenia - to jedyny chyba dokument rozrachunku z byłym
    zaborcą, gdzie precyzyjnie rozlicza się zwrot dóbr kultury, majątku ... z
    parowozami włącznie :-). A także migracji ludności i zasad wymiany granicznej.
    Jednak trzymając się ukrainskiego punktu widzenia - nie dziwię się ,że
    prawicowo-nacjonalistyczne stronnictwa ukraińskie w Polsce poszły na wspólpracę
    z niemacami i w stronę antypolskiego terroryzmu.
    Cóz - czasem rozpacz przechodzi w potworną nienawiść....
    A jutro ruszę temat poszanowania praw polskich Ukraińców w świetle postanowień
    tego traktatu.
    Ps
    szykuję coś jeszcze ciekawego jak np opis munduru galowego oficera armii
    Petlury, czy np opis walki politycznej Polaków i Ukraińców w końcu XIX wieku w
    trakcie wyborów do sejmu galicyjskiego.
    Ale o tym potem
    Pozdrawiam jak zawsze ....
  • 03.02.05, 23:14
    Oczywiscie zauwazylem rowniez umowy graniczne, ale najpierw chcialbym (jesli nie
    masz nic przeciwko) troche zajac sie Traktatem. Wiesz Piotrze, mysle ze wymiana
    pogladow moze byc ciekawa. Z jednej strony patrzymy podobnie - z "ruskiej"
    strony. Z drugiej moja optyke uksztaltowaly troche inne doswiadczenia przekazane
    przez rodzine. Na pewno jutro uda mi sie wyszukac cos ciekawego w Traktacie
    Tymczasem pozdrawiam
    R.
  • 04.02.05, 21:45
    Witam serdecznie. Oczywiście Radku tak jak i Ty uważam że warto dlużej
    zatrzymać się przy owym traktracie.
    A teraz chcę zacytowac kolejny ciekawy jego fragment
    Artykuł VII.
    1. Rosja i Ukraina zapewniają osobom narodowości polskiej, znajdującym się w
    Rosji, Ukrainie i Białorusi, na zasadzie równouprawnienia narodowości,
    wszystkie prawa, zabezpieczające swobodny rozwój kultury i języka oraz
    wykonywanie obrządków religijnych. Wzajemnie Polska zapewnia osobom narodowości
    rosyjskiej, ukraińskiej i białoruskiej, znajdującym się w Polsce, wszystkie te
    prawa.
    Osoby narodowości polskiej, znajdujące się w Rosji, Ukrainie i Białorusi, mają
    prawo, w ramach ustawodawstwa wewnętrznego, pielęgnować swój język ojczysty,
    organizować i popierać własne szkolnictwo, rozwijać swoją kulturę i tworzyć w
    tym celu stowarzyszenia i związki. Z tych samych praw, w ramach ustawodawstwa
    wewnętrznego, korzystać będą osoby narodowości rosyjskiej, ukraińskiej i
    białoruskiej, znajdujące się w Polsce.

    2. Obie układające się strony zobowiązują się nawzajem nie mieszać się
    bezpośrednio ani pośrednio do spraw ustroju i życia Kościoła oraz związków
    wyznaniowych, znajdujących się na terytorjum strony drugiej.

    3. Kościoły i stowarzyszenia religijne, do których należą osoby narodowości
    polskiej w Rosji, Ukrainie i Białorusi, mają prawo, w granicach prawodawstwa
    wewnętrznego, samodzielnie urządzać swoje wewnętrzne życie kościelne.
    Wyżej wzmiankowane kościoły i stowarzyszenia religijne mają prawo, w granicach
    prawodawstwa wewnętrznego, użytkowania i nabywania majątku ruchomego i
    nieruchomego, koniecznego do wykonywania obrządków religijnych oraz
    utrzymywania duchowieństwa i instytucji kościelnych.
    Na tych samych zasadach mają one prawo korzystania z kościołów i instytucji,
    koniecznych do wykonywania obrządków religijnych.
    Z tych samych praw korzystają osoby narodowości rosyjskiej, ukraińskiej i
    białoruskiej w Polsce.

    Koniec cytatu.
    W odniesieniu do Rosji nie było żadnych przejawów poszanowania tych
    postanowień. Ale podobnie było też w Polsce.
    Jako przykład wystarczy wspomnieć chociażby „akcję rewindykacyjną’ na
    Chelmszczyźnie .
    Ale też takie wydarzenie o którym dotychczas nie mówiliśmy jak „powstanie
    chłopów leskich".Otóż były to rozruchy chłopów /w większości ukraińskich/ z
    terenu Bieszczad jakie miały miejsce w okresie czerwca-lipca 1932 roku i
    przerodzily sie w regularne walki z siłami polskimi. Główną przyczyną wybuchu
    tego powstania była próba wprowadzenia bezpłatnych prac
    przymusowych /szarwarków przy remontach dróg i tzw święcie pracy - czegoś na
    wzór sowieckich subbotników/ na obszarze od Rymanowa po Berehy Dolne ,Ustrzyki
    Dolne ,Łobozew. Wołosate, Ustrzyki Górne i Wetlinę.
    Na dzisiaj tylko wspomnę że do tłumienia tego powstania władze musiały uzyć
    oddziały konnej policji z Przemysla,Sambora, Sanoka i Lwowa, szkołę policji z
    Mostów Wielkich i kilka pułków podhalanczyków oraz lotnictwo wojskowe.
    Powstanie objęło ponad 19 wsi, 15 tysięcy mieszkańców. Represjami objęto około
    800 osób i dalszych kilkaset zabito w trakcie pacyfikacji.

    Kolejny tragiczny i ciekawy epizod z historii relacji polsko-ukrainskich.
    Jeśli temat wzbudzi zainteresowanie – napiszę o tym coś więcej w przyszłym
    tygodniu.
    Pozdrawiam jak zawsze serdczenie.Miłego weekendy życzę ;-) - bo ja już narty
    nasmarowałem :-)
  • 04.02.05, 22:14
    Widze Piotrze, ze dzis wybralismy ten sam fragment traktatu:) Wlasnie skonczylem
    pisac post, ale pomyslalem ze zerkne czy ktos nie napisal czegos od 20. Czasem
    pisze wczesniej, a pozniej wklejam na forum. I widze, ze Twoj post dotyczy
    dokladnie tego samego problemu.
    W zwiazku z tym nie bede cytowac, ani pisac tego o czym juz napisales. Moge
    tylko dodac ze w Polsce miedzywojennej zakazywane bylo nawet wydawanie gazet
    cerkiewnych w jezyku innym niz polski. Co prawda nie przez caly okres
    miedzywojenny, ale taki fakt mial miejsce. Niestety, traktat byl w tej kwestii
    wart tyle ile papier na ktorym byl spisany, niestety.
    Chetnie dowiem sie czegos wiecej na temat wydarzen z roku 1932, przyznam ze nie
    wiedzialem o tych wydarzeniach.
    Zycze milego wypoczynku
    R.
  • Gość: kielczanin IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.05, 23:52

    Witam,

    Wspaniałe forum.

    Usilnie szukam informacji na temat wysiedleń ze wsi Hłudno k. Dynowa.

    Mam rodzinę (nieżyjących dziadków - prawosławnych). Rodzina moich dziadków w
    całości wysiedlona z Hłudna w okolice Lwowa.
    Bardzo proszę, jeżeli ktokolwik dysponuje znajomością tematu z tamtego okresu o
    wsi Hłudno, jej prawosławnych mieszkańcach i ich dalszym losie będę niezmiernie
    wdzięczny za informację.

    Pozdrawiam
  • 05.02.05, 07:55
  • Gość: diakon Piotr UKGK IP: 212.182.32.* 05.02.05, 20:36
    Witam wszystkich,

    Skoro nauczyłem się kopiować i wklejać teksty WORDowskie, a przy okazji
    programu uroczystości chełmskich okazało się, że to działa i na forum -
    dlaczegóż by nie wkleić tekstu Michała Klingera z 1990 r. Niech ten
    piękny wykwit ducha prawdziwie ekumenicznego nie ulegnie zapomnieniu!


    Gazeta Wyborcza nr 13 z 16 stycznia 1990 r., s. 6

    / zachowano ortografię, interpunkcję, podział na akapity i podkreślenia
    oryginału /

    Bracia, wybaczcie!

    Ja, prawosławny – przyjmuję z radością powiew wolności nad umęczonym Kościołem
    unickim w ZSRR!

    Już wkrótce moi bracia, wschodni chrześcijanie, wywodzący się z tego
    samego co ja pnia – z Kościoła wschodniego w Rzeczypospolitej – będą mogli
    postawić świeczkę przed ikoną w swej cerkwi, obejść ją na Paschę ze
    śpiewem: „Woskriesienije Twoje, Christie Spasie”, wyprowadzić ze świątyni
    zwłoki krewnego na swój własny cmentarz... Skończą się też ich cierpienia,
    represje. Wielu „z daleka” wróci do swych wiosek i domów.
    Ten moment jest też szansą dla nas, prawosławnych i katolików, by
    zamknąć okres znieczulenia i win, jakie ciążą na nas w związku z naszym
    stosunkiem do sprawy Kościoła grekokatolickiego.
    Musimy otwarcie wyznać: wobec unitów zawiniliśmy wszyscy. Nadszedł
    czas, byśmy też wszyscy – prawosławni, łacińscy katolicy i sami unici –
    wyznawszy wzajemne winy, ze szczególną uwagą zadbali o prawdziwie
    chrześcijańskie formy współżycia. Nie możemy dopuścić do wrogich „krucjat” i
    rozliczeń, które zatrułyby ten wzniosły moment odrodzenia życia kościelnego
    wschodnich katolików – na Ukrainie, ale i w Polsce. Nawołuję do powszechnego
    chrześcijańskiego czuwania.

    Ostatnie obchody jubileuszu Tysiąclecia Chrztu Rusi, miast
    wszystkich zbliżyć, poróżniły nas.

    Trzeba się więc mieć na baczności i liczę w tej sprawie na
    moralne autorytety naszych wspólnot, byśmy z tej trudnej próby ekumenizmu mogli
    wszyscy wyjść zwycięsko i za kilka lat cieszyć się pięknym współżyciem naszych
    siostrzanych Kościołów i to po obu stronach granicy.
    Ostatnie uzgodnienia między Janem Pawłem II a Michaiłem
    Gorbaczowem otwierają drogę do rozwoju Kościoła unickiego. Dotyczą terenów
    Związku Radzieckiego, lecz jeśli Kościół ów tam się odrodzi, odbije się to
    głębokim echem w Polsce. Będzie to trudny wstrząs – przecież i u nas świątynie
    unitów często są nie użytkowane przez unitów. Osobiście jestem optymistą i nie
    czuję się w tym poglądzie odosobniony.
    Warto zdać sobie sprawę, że w Polsce po niesławnym „synodzie”
    lwowskim z 1946 r. Kościół grekokatolicki pozostawał nadal w obrębie Kościoła
    katolickiego, zaś polski Kościół prawosławny nie dokonał wtedy żadnej aneksji,
    ani „duszyczek”, ani świątyń. Oddziaływała jedynie ogólna polityczna atmosfera
    stalinizmu, która wobec Ukraińców zmaterializowała się w deportacyjnej
    akcji „Wisła”. Akcja ta tragicznie zniszczyła ich życie narodowe, wyznaniowe, a
    często też rodzinne i osobiste. Zniszczone zostały ich ojczyste wsie, narodowa
    kultura materialna, a świątynie i cmentarze niszczeją często do dzisiaj.
    Deportacje w ramach akcji „Wisła” objęły również ludność
    prawosławną: sięgały przecież aż za Białą Podlaską. Zarówno unita, jak
    prawosławny szedł wtedy do wagonu. My, prawosławni, mogliśmy jednak od razu
    odbudowywać na nowym miejscu życie parafialne, a nasi bracia unici tego uczynić
    nie mogli.
    Warto podkreślić, że parafie prawosławne powstałe w
    środowisku poprzednio unickim – i to zarówno na terenie przesiedlenia, jak i w
    rodzinnych wsiach karpackich (po 1956 r., gdy możliwe były już powroty) – są
    owocem wspólnoty losów przesiedleńczych. Stały się też świadectwem
    nieusuwalnego poczucia wspólnoty tradycji kościelnej, w obliczu zagrożenia
    utratą tożsamości.

    Czy jednak my, prawosławni, nie wytworzyliśmy na tym tle
    wielu niepotrzebnych konfliktów?

    Czy byliśmy dość bezinteresowni w stosunku do unitów –
    jakże często naszych współziomków, a nawet krewnych?! Czy więc, będąc w
    nieporównywalnie korzystniejszej od nich sytuacji, pomogliśmy im dostatecznie w
    przetrwaniu ciężkich czasów?
    Z tym właśnie wiąże się problem „udziału winy” każdego z
    nas, każdej ze stron tragicznego dramatu ukraińskiego, w ostatnim jego akcie,
    którego nadal jeszcze jesteśmy uczestnikami.
    Nasz, prawosławny „udział winy” w dramacie ukraińskim w
    Polsce widzę w tym, że negując teologiczną ideę unii kościelnej – zanegowaliśmy
    w końcu samych unitów. A teraz bliżej współżyjemy np. z ewangelikami, niż z
    najbliższymi nam przecież katolikami wschodniego obrządku. Jedynie im nie
    składamy odwiedzin, wykluczamy ich z kongresów itp.
    Winni jesteśmy też drugiego paradoksu: nasza antyunicka
    postawa spowodowała zepchnięcie w cień narodowościowego pierwiastka
    ukraińskiego w Kościele prawosławnym w Polsce, na który składają się w dużej
    mierze wierni tej właśnie narodowości. Na miejsce wspólnego dla nas i unitów
    języka i pięknego obrządku ukraińskiego przenika liturgiczny obrządek,
    pochodzący z Petersburga. Z lęku przed „łacinizacją” prowadziliśmy de
    facto „rusyfikację”. Mimo że sprawa ukraińska miała w naszym Kościele ofiarnych
    i najwyżej postawionych orędowników, nie okazał się on dla Ukraińców zbyt
    przytulnym domem.

    Za to, że daliśmy się ponieść, a może i sprowokować do
    wrogości i podkopaliśmy uczucie jedności we wspólnym skarbie: chrześcijańskim
    Wschodzie historycznej Rzeczypospolitej; że nie dochowaliśmy jedności w
    smutnych losach ostatnich lat –
    - bracia unici, wybaczcie!

    Michał KLINGER

  • 06.02.05, 21:44
    Witam Księdza Piotra. Brawo brawo - to i może doczekamy dalszych
    ciekawych 'wklejeń" ;-)
    A tekst ciekawy - był tu omawiany - jak Ksiądz może zauwazył - poprzejmym
    podeslaniu go nam w ubieglym roku.
    Namawiam księdza na lekturę mojego postu z " historycznym" zaskoczeniem.
    Poruszałem tu kiedyś temat spalenia się cerkwi w Daliowej - a tu prosze -
    znalazem nowy opis tego wydarzenia .
    Pozdrawiam
  • Gość: kielczanin IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.05, 10:17
    Bardzo dziękuję darino;

    Pozdrawiam
  • 06.02.05, 12:11
    Przepraszam za pusty post, ale zacząłem szukać wiadomości na temat Hłudna, nie
    znalazłem odpowiedniej książki (ciągle jej szukam), i przez pomyłkę
    wysłałem "białą kartkę".
    Znalazłem na razie tylko, że około 1795 roku w Hłudnie żyło 660 osób, w tym 200
    łacinników, 450 unitów i 10 żydów. Stąd wnioskuję, że rodzina była raczej
    grekokatolicka niż prawosławna.
    Łacinnicy z Hłudna podlegali parafii w Izdebkach, dekanat Dynów; natomiast
    unici parafię mieli na miejscu, podlegając dekanatowi w Birczy.
    Oprócz tego znalazłem tylko informację, że 25 kwietnia 1944 został zastrzelony
    przez polskich bandytów Josif Nogowic, oraz że w lipcu 1944 roku "partyzanci"
    BCh zastrzelili w drodze z Dynowa do Hłudna księdza Mychajła Hajduka.
    Być może za jakiś czas będę mógł dodać inne informacje.
    Pozdrawiam !
    --
    www.bircza.pl
  • Gość: kielczanin IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.05, 14:50
    Tym bardziej dziękuję za wskazane przykłady.
    Niewiele, bądź zbyt mało jest opisów dotyczących akurat Hłudna i okolic z
    zakresu przesiedleń i stosunków polsko-ukraińskich w tamtym czasie.

    Oczywiście masz rację pisząc o ludności z tych terenów jako wyznawcy
    grekokatoliccy a nie prawosławni.

    Moja prośba o informację na temat wysiedleń ze wsi Hłudno wynika z tego iż
    posiadam jedynie jednostronne relacje dziadków oraz rodziców. Brak mi natomiast
    innych relacji świadków ówczesnych wydarzeń.
    Jak wynika z opowieści rodziców, okres powojenny dla ludności ukraińskiej w
    Hłudnie w stosunkach z Polakami był szalenie napięty. Oczywiście w znacznej
    mierze przyczyniła się do tego chociażby wcześniejsza współpraca Ukraińców z
    Niemcami, a potem rzezie ludności polskiej za Sanem.
    Przed wojną i zaraz po wojnie wsie takie jak Nozdrzec, Hłudno czy Wesoła to
    miejscowości mocno przeludnione. Bieda jaką doświadczali wszyscy mieszkańcy tej
    okolicy dodatkowo sprzyjała zachowaniom antynarodowościowym. Wiadomym było, że
    wysiedlenia Ukraińców nie były dobrowolne. Wiem to na pewno i wynikało to z
    faktu iż zachodziła sposobność do przejęciu posiadanego przez Ukraińców
    majątku. Liczne kradzieże, rozboje i pobicia były na porządku dziennym. W
    trakcie wysiedleń oczywistym było, że Ukraińcy musieli zostawić (pod przymusem)
    część sprzętów gospodarskich nie mówiąc o domach, czy zabudowaniach.
    Dziadek uchował się jedynie dlatego, że był żonaty z Polką, która to miała na
    tyle liczną rodzinę, że siłowo nie dopuściła do "wygnania" - tak to wówczas
    określano.
    Oczywiste i jednoznaczne jest dla mnie, by nie powodować rozdrapywania
    zabliźnionych ran. Jednakże jestem potomkiem tamtych ludzi, którzy wspólnie
    tworzyli społeczność chociażby kulturową i były czasy, kiedy żyli z sobą w
    zgodzie.
    Poza tym w Hłudnie jest cmentarz grekokatolicki (w fatalnym stanie), który
    jeżeli nie zostanie odpowidnio zabezpieczony nidługo może całkowicie zniknąć z
    krajobrazu tej miejscowości. Niespotykanym przynajmniej dla mnie dowodem na
    wymieszanie kultur w tamtym rejonie jest niedawno odkryty grobowiec na którym
    polskie nazwisko spoczywającego jest wyryte cyrylicą, opatrzone gwiazdą
    Dawidową. Przecież to niesamowite. Czyż mówienie,że coś, bądź ktoś mający
    pochodzenie czysto polskie, bądź inne nie jest anachroniczne?

    Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam
  • 05.02.05, 17:24
    Gość portalu: kielczanin napisał(a):

    >
    > Witam,
    >
    > Wspaniałe forum.
    >
    > Usilnie szukam informacji na temat wysiedleń ze wsi Hłudno k. Dynowa.
    >
    > Mam rodzinę (nieżyjących dziadków - prawosławnych). Rodzina moich dziadków w
    > całości wysiedlona z Hłudna w okolice Lwowa.
    > Bardzo proszę, jeżeli ktokolwik dysponuje znajomością tematu z tamtego okresu
    o
    >
    > wsi Hłudno, jej prawosławnych mieszkańcach i ich dalszym losie będę
    niezmiernie
    >
    > wdzięczny za informację.
    >
    > Pozdrawiam
    Witam kielczanina - po pierwsze mam wątpliwośc czy Twoi dziadkowie napewno byli
    wyznania prawoslanego czy raczej greckokatolickiego ????
    Po drugie - fakt wysiedlenia ich na wschod nastapił prowdopodobnie w okresie
    tzw dobrowolnych wyjazdów - okres czerwca - września 1945 - ale to tylko mój
    domysł przez analogie do innych miesjcowości.
    Hłodno - to typowa wieś polsko ukraińskiego pograniczna z istniejącym ,zdaje
    sie że neogotyckim kościołem katolickiem z 1905 roku.
    Pozostałe informacje kopiuję z internetu /w wyszukiwarce wystarczy wklikać
    nazwę wsi i wejśc np na stronę poświęconą zabytkom ziemi brzozowskiej /od
    pobliskiego miasteczka powiatowego Brzozów !!! :

    Hłudno – gmina Nozdrzec
    W 1947 roku została zburzona miejscowa /dodam murowana !!/ cerkiew
    greckokatolicka z roku 1899. Będąca na jej wyposażeniu monstrancja z połowy XIX
    w. znajduje się obecnie w kościele w Hłudnie. W roku 1935 było tu 1456
    grekokatolików, na 2290 ogólu mieszkańców wsi.
    koniec cytatu.
    Dodam jeszcze,że

    W latach 30-tych działała tu trzyklasowa dwujęzyczna szkoła, istniał sklep i
    czytelnia Towarzystwa „Proświta”. Ponoć zachowane są /zapewne w szczątkowym
    stanie/ dwa cmentarze grekokatolickie - jeden starszy na terenie cerkwiska i
    drugi w innym miejscu.


    Oczywiście byłbym bardzo wdzięczny za właczenie się w dyskusję :-)
    pozdrawiam
  • Gość: kielczanin IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.05, 15:43
    Oczywiście i Ty piotrzr masz rację, że przynajmniej w Hłudnie byli
    grekokatolicy, a nie prawosławni.

    Przyznam się, że w momencie ogłoszenia na forum o pomoc w zdobyciu
    jakichkolwiek informacji na temat Hłudna z okresu przesiedleń powojennych nie
    podałem,że znam tamte strony i że tam się wychowałem. Teraz kiedy już tam nie
    mieszkam temat jednak wraca, a pozostały mi tylko wspomnienia i relacje
    rodziców. Zależy mi bardzo na dodatkowych źródłach, czy relacjach innych niż
    rodzinne.
    Przyznam jednak, że nie natrafiłem na dane statystyczne odnośnie Hłudna z
    tamtego okresu. Za co bardzo Ci piotrzr dziękuję.

    Nurtuje mnie niezmiernie fakt, dlaczego po wysiedleniu Ukraińców Polacy, nie
    mając własnej świątyni w Hłudnie zdecydowali się zburzyć w tak dobrym stanie
    cerkiew (murowaną), a wybudowanie kościoła zwłaszcza po wojnie było przecież
    niezwykle kosztownym przedsięwzięciem?
    Wprawdzie od mojego ojca słyszałem, jak zaciekle ludzie domagali się zburzenia
    cerkwi i o niektórych "aktywnych" przy samej rozbiórce, ale niewiele więcej.

    Jak już pisałem wcześniej do "darino" w Hłudnie faktycznie jest cmentarz
    grekokatolicki (w fatalnym stanie), który jeżeli nie zostanie odpowidnio
    zabezpieczony nidługo może całkowicie zniknąć z krajobrazu tej miejscowości.
    W przypadku cmentarza na placu pocerkiewnym nie ma już o czym mówić
    przynajmniej w sensie stwierdzenia tam czegokolwiek co może przypominać
    cmentarz. W przypadku drugiego z cmentarzy niespotykanym przynajmniej dla mnie
    dowodem na wymieszanie kultur w tamtym rejonie jest niedawno odkryty grobowiec
    na którym polskie nazwisko spoczywającego jest wyryte cyrylicą, opatrzone
    gwiazdą Dawidową. Przecież to niesamowite. Czyż mówienie,że coś, bądź ktoś
    mający pochodzenie czysto polskie, bądź inne nie jest anachroniczne?

    Pozdrawiam i mam nadzieję, że temat się rozszerzy.
  • 06.02.05, 16:38
    Z tym wyburzaniem cerkwi chodziło głównie o zniszczenie wszelkich śladów
    ukraińskich na tym terenie. W Birczy używano do tego maszyn i materiałów
    wybuchowych,a i tak "uporządkowano" teren po cerkwi w ciągu chyba 8-10 lat -
    spychając w końcu cały gruz do rzeki. Teraz w tym miejscu jest plac targowy
    używany raz w tygodniu. W Sufczynie gruz z cerkwi posłużył do wzmacniania dróg
    polnych.
    Do tej pory starsi ludzie u nas są bardzo antyżydowscy i antyukrainscy,
    obawiając się, że ktoś może wrócić i zarządać zwrotu majątku !
    --
    www.bircza.pl
  • 06.02.05, 21:37
    Witam was serdecznie. Cieszę się z waszej dyskusji.
    W uzupełnieniu waszych wypowiedzi powtórzę że w Hłudnie był kościól katolicki –
    a zniszczenie cerkwi bardzo trafnie uzasadnił Darino. To było zacieranie śladów
    po znienawidzonych sąsiadach albo bardziej „zacierania wyrzutów sumienia” po
    niegodziwości wyrządzonej Ukraińcom. Gość z Kielc wspomniał trochę o ofiarach
    po obu stronach z lat wojny -–prawdą jest że w tych stronach działała
    współpracująca z Niemcami – policja ukraińska. Ale prawdą jest też polski
    odwet – mordowanie dawnych sąsiadów i greckokatolickich księży. Te straszne
    zdarzenia w okolicach Hludna są np. wspominane w znanej pracy Pana Grzegorza
    Motyki.
    Pozwolicie że w przyszłym tygodniu pociągnę z Radkiem – Wolfem temat traktatu
    ryskiego a i powstania leskiego.
    W tej dyskusji wielokrotnie przeżywałem zaskoczenia – takimi zaskoczeniami był
    podesłany przez Księdza Piotra np. artykuł o zalesiu czy notka biograficzna o
    ks. Nehrebeckim.
    Dziś przeżyłem inne zaskoczenie . Ale najpierw namawiam na lekturę linku o wsi
    Daliowa i poniższych fragmentów :

    www.beskid-niski.pl/index.php?p os=/miejscowosci&ID=28
    . Przed wojna, istniała we wsi czytelnia imienia Kaczkowskiego, którą kierował
    ksiądz Włodzimierz Wachnianin. Ale całe bogactwo i bogacenie się wsi zakończyła
    I-sza wojna światowa. Mężczyźni zostali wcieleni do armii austriackiej a we wsi
    pozostali tylko starcy oraz kobiety z dziećmi. Kiedy zbliżył się front rosyjski
    wszystkich mieszkańców ewakuowano na Słowację pozostawiając wieś bez opieki. W
    zimie, we wsi gospodarowali rosyjscy żołnierze. Część chat została zniszczona
    ogniem artyleryjskim podczas walk o wieś, natomiast resztę chat bądź
    doszczętnie ograbiono bądź zniszczono w 1915 roku podczas ewakuacji.
    Kiedy mieszkańcy powrócili do wsi w 1916 roku, znów pojawiło się wojsko
    rosyjskie. Tym razem ludzi nie ewakuowano a żołnierze stacjonowali niezbyt
    długo. Gdy w 1918 roku wojna się skończyła, do wsi powrócili mężczyźni, którym
    udało się przeżyć wojnę służąc w armii austriackiej. Powrócili też mężczyźni
    wywiezieni ze wsi do obozu Tallerhof.
    /.../
    cerkiew dwa lata później spłonęła.

    Tak to zdarzenie wspomina pochodzący z Daliowej Mikołaj Krupiej: "...Byłem
    pierwszym świadkiem pożaru cerkwi. Siedziałem w klasie, w szkole, która
    znajdowała się w górze wsi w odległości około 250 metrów od cerkwi. Rano około
    9-tej rozpoczęła się pierwsza lekcja a ja siedziałem w tylnej ławce i patrzyłem
    w okno nie interesując się zbytnio tym co się dzieje w klasie. Zauważyłem nagle
    koło cerkwi smugę czarnego dymu; od razu zaalarmowałem nauczycielkę. Ona
    wypuściła kilku chłopaków żeby zobaczyli co się dzieje. Przybiegliśmy pod
    cerkiew i zobaczyliśmy, że spod dachu wydobywa się czarny dym. Wszczęliśmy
    alarm a w mgnieniu oka zbiegło się pełno ludzi by ratować cerkiew. Drzwi od
    cerkwi były zamknięte a kluczy na plebani nie było, jak się później okazało
    klucze zabrał ze sobą ksiądz, który gdzieś pojechał. Za jakiś czas wyłamano
    główne drzwi z których buchnął czarny, gryzący dym, który wypełniał całą
    cerkiew uniemożliwiając wejście do środka. Wybiliśmy z chłopakami szybko okna
    by ten dym wydostał się na zewnątrz ale nie pomogło to zbyt wiele. Ten gryzący
    dym wziął się z olejnych farb, którymi cerkiew była pomalowana w środku. Z
    Jaślisk przyjechała straż ogniowa z ręczną pompą... tylko jak się okazało w
    pobliżu nie było wody. Mieszkańcy ustawili się jeden koło drugiego i wiadrami
    podawali sobie wodę z odległej o 250 metrów rzeki. Tej wody wystarczyło jednak
    na uratowanie dzwonnicy i budynków gospodarczych... cerkiew spłonęła w ciągu
    dwóch godzin jak świeczka..."

    Z pożaru ocalała tylko marmurowa podłoga na której pod warstwą popiołu leżały
    świeczniki, metalowe przedmioty wyposażenia cerkwi oraz nadpalona okładka
    Ewangelii. Spłonął cenny ikonostas, ikony, chorągwie i wszystkie dokumenty,
    które były przechowywane w cerkwi. Polska władza nie potrafiła ustalić
    przyczyny pożaru ale wójt powołał swoja komisję, która ustaliła, że winnym
    pożaru był ksiądz. Od 8-mej do 9-tej odprawiał w cerkwi Służbę Bożą oraz
    Akafist za zmarłych podczas którego niedbale obchodził się z kadzidłem, z
    którego wysypały się rozżarzone węgle, które potoczyły się pod ikonostas i
    dywany. Pozbierano je, jednak jak się domyślał wójt, nie wszystkie. Po
    nabożeństwie ksiądz zamknął cerkiew i z kluczami pojechał do innej wsi. Wójt
    napisał do Episkopatu prośbę o odwołanie z parafii księdza, którego ludzie po
    pożarze znienawidzili. Kilka miesięcy później odszedł ze wsi.


    Koniec cytatu.

    A gdzie zaskoczenie – oto ów ksiądz Wachnianin i ów ksiądz który musiał odejść
    ze wsi posądzony o podpalenie cerkwi – to ta sama osoba.- mój pradziadek.
    Owe czytelnie im. Kaczkowskiego – to były placówki konkurencyjne w stosunku do
    czytelni „Proświty”. Przy czym Proswita była nastawiona w kierunku narodowo-
    ukraińskim a czytelnie im. Kaczkowskiego – moskalofilsko. I prowadzenie tej
    czytelni było zapewne przyczyną uwięzienia mojego pradziadka /proboszcza w
    Daliowej w latach 1914-1932/ w Talerhofie. Pisałem zresztą kiedyś o tym.
    Inną ciekawą sprawą było podpalenie cerkwi – z owego linku wynika że miejscowi
    Łemkowie posądzali o to swego proboszcza. Ciekawa sprawa – czy 67 letni
    wówczas paroch był na tyle roztargniony by wysypywać węgle z kadzielnicy po
    cerkwi ???
    Historia nosi za sobą ciekawe zagadki – nawet o „kryminalnym „ charakterze.

    Pozdrawiam
  • Gość: diakon Piotr IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 06.02.05, 23:59
    W ramach "kolejnych wklejeń" - kolejna ramotka, mianowicie przetłumaczone
    przeze mnie nekrologi ks. Jana Nehrebeckiego.

    Zanim wkleję, mała uwaga nt. wypadku z ks. Wachnianynem - podobne przyczyny
    przypisywano pożarowi prawosławnej cerkwi chełmskiej pod koniec lat
    osiemdziesiątych (DWUDZIESTEGO wieku).

    Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie!Ks. Jan Nehrebecki (1853-1927)

    NOTA TŁUMACZA
    Poniżej zamieszczamy dwa wspomnienia pośmiertne, dotyczące ks. Jana
    Nehrebeckiego, wieloletniego proboszcza parafii greckokatolickiej w Zalesiu pod
    Rzeszowem, zamieszczone pierwotnie w greckokatolickim miesięczniku dla
    duchowieństwa „Nywa”, wychodzącym we Lwowie, przetłumaczone z ukraińskiego na
    polski przez diakona Piotra Siwickiego (wtedy jeszcze subdiakona – przyp.
    dodany 7 lutego 2005).
    Przypisy i uwagi tłumacza są zamieszczone w tekście, tłustą czcionką w
    nawiasach kwadratowych.
    Teksty przetłumaczono w całości, starając się oddać literę i ducha oryginału z
    maksimum ścisłości, zachowując nawet pewne stylistyczne niedociągnięcia
    oryginału.



    + ks. Jan Nehrebecki

    [„Nywa” 22(1927), s. 229-230]

    W Jasienicy Solnej dnia 25 maja br. [1927] zmarł w 74 roku życia i 49
    kapłaństwa gr.kat. proboszcz ks. Jan Nehrebecki [oryg. Iwan Nehrebećkyj].
    Zmarły był wybitnym członkiem naszego duchowieństwa: światłem,
    które przez długie lata ukazywało swym współbraciom i włościanom Chrystusową
    drogę pracy i życia.
    Urodził się w Tarnopolu w 1853 r., tam też ukończył gimnazjum.
    Teologię ukończył w uniwersytecie wiedeńskim, jako seminarzysta u św. Barbary.
    Po krótkim okresie administratorstwa objął parafię w Zalesiu pod Rzeszowem,
    najdalszej zachodniej oazie naszego Kościoła i rozwinął tam przepiękną
    działalność. Jego staraniem stanęła w owej wsi wspaniała cerkiew murowana,
    stworzony został piękny chór cerkiewny, który podnosił i umacniał świadomość
    obrządkową parafian, niejednokrotnie wsławił się wykonywaniem pieśni
    ukraińskich na koncertach w Rzeszowie i ściągał w niedziele i święta do Zalesia
    naszych zatoczenciw [zatoczeneć – ktoś „zarzucony przez los” np. na obcą
    ziemię], którzy, rozrzuceni po mazurskiej obczyźnie, pragnęli usłyszeć ojczyste
    nabożeństwo. Jak wielkie było jego znaczenie w tamtejszych stronach nie tylko
    wśród swoich, ale i we wsiach mazurskich, świadczy fakt, że w roku 1896
    wystawiono go tam jako kandydata na posła do parlamentu wiedeńskiego. Lecz jego
    wielka dusza płonęła miłością do całego narodu i rwała się, by nieść mu światło
    lepszego losu. Odkąd począł się ukazywać dziennik Diło, publikował w nim liczne
    artykuły na różne tematy, budząc całe społeczeństwo do nowego życia.
    Jednocześnie wydawał specjalnie dla włościan liczne książeczki z dziedziny
    gospodarczej i obywatelskiej w wydawnictwach Proswity, Bat’kiwszczyny i
    innych; w końcu zaś założył w Przemyślu osobny miesięcznik Hospodar, który
    przekazał w roku 1911 lwowskiemu Silśkomu Hospodarewi. Na uwagę zasługiwał jego
    drugi miesięcznik Prapor, wydawany przez 4 lata (1897-1900) w Przemyślu dla
    ukraińskiego duchowieństwa katolickiego, w którym to piśmie bardzo stanowczo i
    otwarcie wskazywał na zadania i obowiązki duchowieństwa na polu kościelnym i
    narodowo-politycznym. Pismo to swą stanowczością elektryzowało nasz kler, ale
    nie podobało się pewnym innym kręgom, dlatego też [ks. Nehrebecki] przestał je
    wydawać. A już najbardziej godnym uwagi i znanym było stanowisko, zajęte
    przezeń na synodzie lwowskim 1891 roku. Gdy wysunięto tam projekt wprowadzenia
    w naszym Kościele obowiązkowego celibatu, a cały kler zebrany na synodzie
    protestował przeciwko temu, Zmarły znalazł się w pierwszym szeregu i należał do
    delegacji, która była wysłana w tej sprawie do legata papieskiego. Z tego
    synodu posiadał Zmarły liczne notatki i brał poważny udział w wydaniu broszury
    Wyswitłennia istoriji lwiwśkych synodiw z rr. 1891 i 1897, która ukazała się w
    1924 r. W 1908 roku Zmarły przeniósł się na parafię w Jasienicy Solnej pod
    Drohobyczem i zajmował się tam organizowaniem Silśkoho Hospodaria w całym
    powiecie.
    W listopadzie 1918 roku, gdy na naszej ziemi powstawało państwo
    ukraińskie, odebrał w Drohobyczu od żołnierzy swego powiatu przysięgę wierności
    Państwu Ukraińskiemu.
    Ostatnim aktem, w którym Zmarły brał czynny udział, było
    wysłanie w ub. roku [1926] przez żyjących jeszcze ojców synodalnych memoriału
    do Ojca św. i Kongregacji Wschodniej.
    W ostatnich latach zaczął podupadać na zdrowiu, aż wreszcie
    śmierć przerwała dni jego niezmordowanego, pracowitego życia.
    W Zmarłym zszedł z tego świata mąż wielkiego ducha i gorącego
    serca, który i sam płonął dla sprawy naszego Kościoła i narodu, i pragnął
    zapalić także innych do bardziej ożywionej pracy dla dobra ogólnego. Oddając
    głęboką cześć pamięci Zmarłego, modlimy się do Pana, by w obecnych ciężkich dla
    naszego Kościoła greckokatolickiego i narodu czasach posłał nam podobnych,
    rozumnych i obdarzonych charakterem następców, którzy – zapaleni takąż samą
    miłością i duchem ofiary – zagrzewaliby nasze szeregi do dalszej wytrwałej
    pracy i walki dla osiągnięcia lepszej przyszłości.

    St. [?]

    [PRZYPIS REDAKCYJNY]

    Od siebie musimy dodać, że Zmarły pisał także do Nywy. Jego autorstwa był
    artykuł Spohad pro pidhotowluwannia 300-littia Berestejśkoji Uniji
    [„Wspomnienie o przygotowywaniach do 300-lecia Unii Brzeskiej”], podpisany
    kryptonimem Znajuczyj [„Wiedzący”] (Nywa, nr 11 z 1926 r.).
    REDAKCJA



    Pamięci ks. Jana Nehrebeckiego

    [„Nywa” 22(1927), s. 332-335]

    Bywają ludzie niestrudzonej pracowitości i niezłomnej energii, którzy nawet w
    okolicznościach niełatwych, w samotnym wiejskim ustroniu, wśród obcego
    otoczenia, nie zamkną się w sobie, nie opuszczą rąk, lecz podług słów
    przysłowia żywyj żywe hadaje [?] trudzą się bezustannie nie tylko we własnym
    kręgu działania swego stanowiska, ale i dla ogólnego dobra kościelno-
    narodowego – i swym przykładem zachęcają innych do działalności. Non omnis
    moriar – mogą oni wraz z poetą łacińskim powiedzieć o sobie, bowiem pozostawią
    po sobie ślad swego życia i trudów, które przetrwają dłużej, niż ludzkie życie,
    jako fundament lepszej przyszłości.
    Do takich należał śp. zmarły 25 maja br. [1927] proboszcz Jasienicy Solnej ks.
    Jan Nehrebecki [oryg. Iwan Nehrebećkyj], przedtem długoletni proboszcz Zalesia
    o 6 km. od Rzeszowa, tej jedynej wobec atakującego naporu nacjonalizmu
    polskiego ocalałej parafii gr.kat. – oazy wśród obcego obecnie otoczenia. To,
    że parafia ta na zachodzie utrzymała się i nie poszła śladami osławionych
    Tuczap, to główna i niezmierna zasługa zmarłego ks. Jana Nehrebeckiego. Jego
    stareńki poprzednik ks. Hanasewicz (teść śp. krajowego inspektora szkolnego
    Sołtykiewicza), utrzymał ją wśród obcego zalewu, a ks. J.N., jego następca,
    ożywił ją na nowo i umocnił. Zastał starą, pochyloną cerkiewkę drewnianą, taki-
    ż od starości sczerniały dom i budynki gospodarskie, oraz parafian, którzy
    wśród obcego otoczenia dawno już zapomnieli ojczystego języka. Pierwszym jego
    zadaniem było: przywiązać parafian do swej cerkwi i obrządku i zbudować nową,
    piękną cerkiew murowaną.
    Za specjalnym pozwoleniem śp. Biskupa N. [błąd – winno być „Jana”,
    ukr. „Iwana”] Stupnickiego wydał dla swych parafian łacińskimi czcionkami
    modlitewnik z całą Służbą Bożą, nieszporami i innymi obrzędami cerkiewnymi –
    obok przekład polski z odpowiednimi, potrzebnymi wyjaśnieniami. To zbliżyło i
    przywiązało parafian do swej cerkwi, bo zrozumieli nabożeństwo i poznali jego
    piękno. Założył cerkiewny chór mieszany, który swego czasu dawał koncerty
    naszych pieśni ludowych także i w Rzeszowie. W cerkwi na chórze śpiewały
    również
  • 07.02.05, 14:09
    Witam serdecznie
    Jeszcze dzis korzystam z wolnosci - ostatni dzien urlopu.
    Widze, ze rozmowa sie rozwija i mamy kolejnych milych rozmowcow:)
    Na dzis przygotowalem male uzupelnienie do rozmowy o VII artykule, ale zanim do
    nich przejde to jeszcze maly komentarz do wspomnianej przez Ciebie sprawy
    pozaru. W latach 80-tych na Podlasiu mialy miejsce pozary cerkwi prawoslawnych i
    w wiekszosci przypadkow sprawcy pozostali nieznani. Widac wiec pewien postep,
    juz nie zrzuca sie winy na batiuszke, a podpalen dokonuja nieznani sprawcy.
    Wracajac do wywiazywania sie z tego arytkulu mozna jeszcze dodac pare slow na
    temat "poszanowania" jezyka w cerkwi. Chcialbym sie w tym momencie podeprzec
    tekstem G. Kuprianowicza.

    "Jednocześnie dekret gwarantował władzom państwowym szerokie możliwości
    ingerowania w życie cerkiewne oraz polonizacji Kościoła. Znalazło to m.in. wyraz
    w jego nazwie: Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny (PAKP). Także językiem
    urzędowym stał się wyłącznie język polski i w tym języku mogła być wydawana
    prasa cerkiewna. W rezultacie zlikwidowano ukraińsko i rosyjskojęzyczne
    czasopisma cerkiewne, a jedynym organem Kościoła stały się wówczas
    polskojęzyczne „Wiadomości Metropolii Prawosławnej w Polsce"

    Oczywiscie to juz lata bezposrednio przedwojenne, ale dobrze wpisuje sie to we
    wczesniejsze akcje "repolonizacji" i "nawracania" na katolicyzm.
    Pozdrawiam z nowym tygodniem
    R.
  • 07.02.05, 17:00
    Witam serdecznie !!
    Ksiądz Piotr poczestowal nas owocem swej pracy - znanym mi i Radkowi ze stron
    Mateusza- Gości. A postać Ks. Nehrebeckiego - proboszcza unickiej parafii na
    Zalesiu jest warta przypomnienia. Tu retoryczne pytanie - czy owe tłumaczenia
    wspomnienia posmiertnego byłyby mozliwe do opubliwania na lamach wspolczesnej
    prasy rzeszowskiej /bez skotów ocztwiście/ - obawiam sie ze nie - "czasy
    jeszcze do tego nie dojrzały". Oj przydałoby sie jeszcze tłumaczenie na polski
    artykułu Pana Bogdana Huka z "Naszego słowa" o wspołczesnym Zalesiu !!!!
    A teraz wracam do traktatu - podtrzumuje radku swoje zdanie że traktat ryski
    byl dokumentem rozbioru ziem ukraińskiech pomiedzy Polskę i Sowietów - ale nie
    tylko - stanowił rownież podstawę i "danie wolnej ręki" dla Polski do rozbiory
    ziem litewskich a w szczególności zagarnięcia tzw Litwy środkowej - krainy z
    ktorej pozornie buntowniczy ułani zrobili podarek dla swego Marszałka .
    I tu fragment traktatu
    Artykuł III.
    Rosja i Ukraina zrzekają się wszelkich praw i pretensji do ziem, położonych na
    zachód od granicy, oznaczonej w artykule II Traktatu niniejszego. Ze swej
    strony Polska zrzeka się na rzecz Ukrainy i Białorusi wszelkich praw i
    pretensji do ziem, położonych na wschód od tej granicy. Obie układające się
    strony zgadzają się, że o ile w skład ziem, położonych na zachód od oznaczonej
    w artykule II Traktatu niniejszego granicy, wchodzą terytorja sporne między
    Polską a Litwą, - sprawa przynależności tych terytorjów do jednego z tych dwóch
    państw należy wyłącznie do Polski i Litwy.

    Koniec cytatu.
    Oczywistą jest też sprawą, że postanowienia owego traktatu były przez sanacyjną
    Polskę wielokrotnie łamane - np poprzez przymusowe utworzenie w 1934 roku
    Apostolskiej Administracji łemkowszczyzny, tworu o głownie politycznym
    charakterze.
    A teraz jescze sprawy pozarow - w latach ostatniego dwudziestolecia głośnie
    były sprawy /ujawniane m.in. na łamach "Spotkan z zabytkami" / czyszczenia
    placow pod budowę nowych kościołow - poprzez spalenie /przez nieznanych
    sprawców oczywiście/ starych drewnianych kościołow i cerkwi.
    Wcześniej w latach 50-70 tych- wysadzano w powietrze piekne murowane cerkwie w
    Radymnie, Medyce,Wetlinie, Ustrzykach Gornych, Rajskiem i wielu miejscowościach
    a inne świadomie doprowadzano do ruiny /tu opisywany przykład podprzemyskich
    Ujkowic czy Mrzygłodu/.
    Ale ten pożar w Daliowej z roku 1932 /jeśli wykluczyć niedbałośc Księdza/ mial
    jednak inne podłoże. ja jednak wierzę ś.p. mojej Babci ktora
    twierdziła "cerkiew spalili ukraińcy - nacjonaliści aby zbudować nową , w swoim
    stylu". Czytając tez linkowany artykul mozna dowiedzieć sie o wielu
    mieszkancach wsi wiernie służących w austriackim wojsku i innych - wywiezionych
    pod zarzutem "moskalofilstwa do obozu koncentracyjnego w talerhofie.
    Może tu nalezy upatrywać żródła konfliktu -konfliktu między
    wiernopoddanczymi "mazepińcami" - a więc Ukraincami i Łemkami wiązącymi
    nadzieję z CK Austrią i "moskalifilami" - ich rodakami łączącymi swe nadzieje z
    mitem Wielkiej Rusi ???

    Pozdrawiam - a następne posty oprócz traktowi - poświęcę powstaniu leskiemu !!
    Ps Acha - nowy gośc w naszej dyskusji - z Kielc - chcialby
    uniknąc "rozdrapywanie ran" . Oj obawiam się że będzie trudno się bez tego
    obejśc :-(
  • 07.02.05, 17:04
    Przpraszam księdza - ale nie wszystko się wkleiło. Na przyszłość podpowiadam
    kopiować prosze najwyżej 1,5-2 strony na raz. niestety skrzynka forumnowa lubi
    sie zatykać :-)
    Pozdrawiam
  • 07.02.05, 20:04
    Dopiero teraz zauwazylem, ze w poscie jest tez link. Przeczytalem i znalazlem
    kolejny fragment ktory na chwile oderwie nas od traktatu.

    "Żaden z mieszkańców wsi nie stawił się na polską mobilizację podczas wojny
    polsko-bolszewickiej. Pierwsi chłopcy z Daliowej, którzy zaczęli służyć w
    polskim wojsku, zaciągnęli się dopiero w 1926 roku."

    Widac z tego, ze sluzba w wojsku nie cieszyla sie zbyt duza popularnoscia,
    podobnie jak na Podlasiu.
    Twoje, Piotrze informacje o pozarze sa kolejnym uzupelnieniem rozmow o
    konfliktach wsrod Lemkow.
    Przepraszam za chwilowe zejscie z tematu. W nastepnym poscie bedzie juz na temat:)
    R.
  • Gość: diakon Piotr IP: 212.182.32.* 08.02.05, 15:54
    Zobaczymy, jak teraz mi to wyjdzie...


    Ks. Jan Nehrebecki (1853-1927)

    NOTA TŁUMACZA
    Poniżej zamieszczamy dwa wspomnienia pośmiertne, dotyczące ks. Jana
    Nehrebeckiego, wieloletniego proboszcza parafii greckokatolickiej w Zalesiu pod
    Rzeszowem, zamieszczone pierwotnie w greckokatolickim miesięczniku dla
    duchowieństwa „Nywa”, wychodzącym we Lwowie, przetłumaczone z ukraińskiego na
    polski przez subdiakona Piotra Siwickiego.
    Przypisy i uwagi tłumacza są zamieszczone w tekście, tłustą czcionką w
    nawiasach kwadratowych.
    Teksty przetłumaczono w całości, starając się oddać literę i ducha oryginału z
    maksimum ścisłości, zachowując nawet pewne stylistyczne niedociągnięcia
    oryginału.



    + ks. Jan Nehrebecki

    [„Nywa” 22(1927), s. 229-230]

    W Jasienicy Solnej dnia 25 maja br. [1927] zmarł w 74 roku życia i 49
    kapłaństwa gr.kat. proboszcz ks. Jan Nehrebecki [oryg. Iwan Nehrebećkyj].
    Zmarły był wybitnym członkiem naszego duchowieństwa: światłem,
    które przez długie lata ukazywało swym współbraciom i włościanom Chrystusową
    drogę pracy i życia.
    Urodził się w Tarnopolu w 1853 r., tam też ukończył gimnazjum.
    Teologię ukończył w uniwersytecie wiedeńskim, jako seminarzysta u św. Barbary.
    Po krótkim okresie administratorstwa objął parafię w Zalesiu pod Rzeszowem,
    najdalszej zachodniej oazie naszego Kościoła i rozwinął tam przepiękną
    działalność. Jego staraniem stanęła w owej wsi wspaniała cerkiew murowana,
    stworzony został piękny chór cerkiewny, który podnosił i umacniał świadomość
    obrządkową parafian, niejednokrotnie wsławił się wykonywaniem pieśni
    ukraińskich na koncertach w Rzeszowie i ściągał w niedziele i święta do Zalesia
    naszych zatoczenciw [zatoczeneć – ktoś „zarzucony przez los” np. na obcą
    ziemię], którzy, rozrzuceni po mazurskiej obczyźnie, pragnęli usłyszeć ojczyste
    nabożeństwo. Jak wielkie było jego znaczenie w tamtejszych stronach nie tylko
    wśród swoich, ale i we wsiach mazurskich, świadczy fakt, że w roku 1896
    wystawiono go tam jako kandydata na posła do parlamentu wiedeńskiego. Lecz jego
    wielka dusza płonęła miłością do całego narodu i rwała się, by nieść mu światło
    lepszego losu. Odkąd począł się ukazywać dziennik Diło, publikował w nim liczne
    artykuły na różne tematy, budząc całe społeczeństwo do nowego życia.
    Jednocześnie wydawał specjalnie dla włościan liczne książeczki z dziedziny
    gospodarczej i obywatelskiej w wydawnictwach Proswity, Bat’kiwszczyny i
    innych; w końcu zaś założył w Przemyślu osobny miesięcznik Hospodar, który
    przekazał w roku 1911 lwowskiemu Silśkomu Hospodarewi. Na uwagę zasługiwał jego
    drugi miesięcznik Prapor, wydawany przez 4 lata (1897-1900) w Przemyślu dla
    ukraińskiego duchowieństwa katolickiego, w którym to piśmie bardzo stanowczo i
    otwarcie wskazywał na zadania i obowiązki duchowieństwa na polu kościelnym i
    narodowo-politycznym. Pismo to swą stanowczością elektryzowało nasz kler, ale
    nie podobało się pewnym innym kręgom, dlatego też [ks. Nehrebecki] przestał je
    wydawać. A już najbardziej godnym uwagi i znanym było stanowisko, zajęte
    przezeń na synodzie lwowskim 1891 roku. Gdy wysunięto tam projekt wprowadzenia
    w naszym Kościele obowiązkowego celibatu, a cały kler zebrany na synodzie
    protestował przeciwko temu, Zmarły znalazł się w pierwszym szeregu i należał do
    delegacji, która była wysłana w tej sprawie do legata papieskiego. Z tego
    synodu posiadał Zmarły liczne notatki i brał poważny udział w wydaniu broszury
    Wyswitłennia istoriji lwiwśkych synodiw z rr. 1891 i 1897, która ukazała się w
    1924 r. W 1908 roku Zmarły przeniósł się na parafię w Jasienicy Solnej pod
    Drohobyczem i zajmował się tam organizowaniem Silśkoho Hospodaria w całym
    powiecie.
    W listopadzie 1918 roku, gdy na naszej ziemi powstawało państwo
    ukraińskie, odebrał w Drohobyczu od żołnierzy swego powiatu przysięgę wierności
    Państwu Ukraińskiemu.
    Ostatnim aktem, w którym Zmarły brał czynny udział, było
    wysłanie w ub. roku [1926] przez żyjących jeszcze ojców synodalnych memoriału
    do Ojca św. i Kongregacji Wschodniej.
    W ostatnich latach zaczął podupadać na zdrowiu, aż wreszcie
    śmierć przerwała dni jego niezmordowanego, pracowitego życia.
    W Zmarłym zszedł z tego świata mąż wielkiego ducha i gorącego
    serca, który i sam płonął dla sprawy naszego Kościoła i narodu, i pragnął
    zapalić także innych do bardziej ożywionej pracy dla dobra ogólnego. Oddając
    głęboką cześć pamięci Zmarłego, modlimy się do Pana, by w obecnych ciężkich dla
    naszego Kościoła greckokatolickiego i narodu czasach posłał nam podobnych,
    rozumnych i obdarzonych charakterem następców, którzy – zapaleni takąż samą
    miłością i duchem ofiary – zagrzewaliby nasze szeregi do dalszej wytrwałej
    pracy i walki dla osiągnięcia lepszej przyszłości.

    St. [?]

    [PRZYPIS REDAKCYJNY]

    Od siebie musimy dodać, że Zmarły pisał także do Nywy. Jego autorstwa był
    artykuł Spohad pro pidhotowluwannia 300-littia Berestejśkoji Uniji
    [„Wspomnienie o przygotowywaniach do 300-lecia Unii Brzeskiej”], podpisany
    kryptonimem Znajuczyj [„Wiedzący”] (Nywa, nr 11 z 1926 r.).
    REDAKCJA



    Pamięci ks. Jana Nehrebeckiego

    [„Nywa” 22(1927), s. 332-335]

    Bywają ludzie niestrudzonej pracowitości i niezłomnej energii, którzy nawet w
    okolicznościach niełatwych, w samotnym wiejskim ustroniu, wśród obcego
    otoczenia, nie zamkną się w sobie, nie opuszczą rąk, lecz podług słów
    przysłowia żywyj żywe hadaje [?] trudzą się bezustannie nie tylko we własnym
    kręgu działania swego stanowiska, ale i dla ogólnego dobra kościelno-
    narodowego – i swym przykładem zachęcają innych do działalności. Non omnis
    moriar – mogą oni wraz z poetą łacińskim powiedzieć o sobie, bowiem pozostawią
    po sobie ślad swego życia i trudów, które przetrwają dłużej, niż ludzkie życie,
    jako fundament lepszej przyszłości.
    Do takich należał śp. zmarły 25 maja br. [1927] proboszcz Jasienicy Solnej ks.
    Jan Nehrebecki [oryg. Iwan Nehrebećkyj], przedtem długoletni proboszcz Zalesia
    o 6 km. od Rzeszowa, tej jedynej wobec atakującego naporu nacjonalizmu
    polskiego ocalałej parafii gr.kat. – oazy wśród obcego obecnie otoczenia. To,
    że parafia ta na zachodzie utrzymała się i nie poszła śladami osławionych
    Tuczap, to główna i niezmierna zasługa zmarłego ks. Jana Nehrebeckiego. Jego
    stareńki poprzednik ks. Hanasewicz (teść śp. krajowego inspektora szkolnego
    Sołtykiewicza), utrzymał ją wśród obcego zalewu, a ks. J.N., jego następca,
    ożywił ją na nowo i umocnił. Zastał starą, pochyloną cerkiewkę drewnianą, taki-
    ż od starości sczerniały dom i budynki gospodarskie, oraz parafian, którzy
    wśród obcego otoczenia dawno już zapomnieli ojczystego języka. Pierwszym jego
    zadaniem było: przywiązać parafian do swej cerkwi i obrządku i zbudować nową,
    piękną cerkiew murowaną.
    Za specjalnym pozwoleniem śp. Biskupa N. [błąd – winno być „Jana”,
    ukr. „Iwana”] Stupnickiego wydał dla swych parafian łacińskimi czcionkami
    modlitewnik z całą Służbą Bożą, nieszporami i innymi obrzędami cerkiewnymi –
    obok przekład polski z odpowiednimi, potrzebnymi wyjaśnieniami. To zbliżyło i
    przywiązało parafian do swej cerkwi, bo zrozumieli nabożeństwo i poznali jego
    piękno. Założył cerkiewny chór mieszany, który swego czasu dawał koncerty
    naszych pieśni ludowych także i w Rzeszowie. W cerkwi na chórze śpiewały
    również i kobiety zamężne. Miło było słuchać, jak w nabożeństwie cerkiewnym
    brali aktywny udział wszyscy wierni i przy procesjach, np. w Zielone Święta,
    niosła się nasza pieśń pobożna Preczystaja Diwo, Maty ruśkoho kraju!...
    Przy budowie nowej cerkwi przyszło mu pokonywać wielkie trudności,
    aby zdobyć potrzebne fundusze. Parafia mała i niezbyt zasobna, z dwóch
  • Gość: diakon Piotr IP: 212.182.32.* 08.02.05, 16:01
    Za specjalnym pozwoleniem śp. Biskupa N. [błąd – winno być „Jana”,
    ukr. „Iwana”] Stupnickiego wydał dla swych parafian łacińskimi czcionkami
    modlitewnik z całą Służbą Bożą, nieszporami i innymi obrzędami cerkiewnymi –
    obok przekład polski z odpowiednimi, potrzebnymi wyjaśnieniami. To zbliżyło i
    przywiązało parafian do swej cerkwi, bo zrozumieli nabożeństwo i poznali jego
    piękno. Założył cerkiewny chór mieszany, który swego czasu dawał koncerty
    naszych pieśni ludowych także i w Rzeszowie. W cerkwi na chórze śpiewały
    również i kobiety zamężne. Miło było słuchać, jak w nabożeństwie cerkiewnym
    brali aktywny udział wszyscy wierni i przy procesjach, np. w Zielone Święta,
    niosła się nasza pieśń pobożna Preczystaja Diwo, Maty ruśkoho kraju!...
    Przy budowie nowej cerkwi przyszło mu pokonywać wielkie trudności,
    aby zdobyć potrzebne fundusze. Parafia mała i niezbyt zasobna, z dwóch wsi –
    Zalesia i Białej (3 km. za Zalesiem, koło Tyczyna) – lecz nie zrażając się
    niczym, przy swej energii zdołał doprowadzić zamysł do upragnionego spełnienia,
    znajdując w tej sprawie szczerego pomocnika w osobie radcy sądu w Rzeszowie
    Hanasewicza, syna poprzedniego proboszcza. Część pieniędzy zebrano z
    dobrowolnych datków, resztę złożyli parafianie. W Zalesiu urządzono cegielnię i
    cegły w niej wypalonej starczyło na zbudowanie pięknej, murowanej cerkwi, z
    pozostałej zaś zbudowano jeszcze murowaną stajnię i inne budynki gospodarskie.
    W roku 1893 stanął i nowy, obszerny, murowany dom parafialny w
    miejscu starego, sczerniałego. Między proboszczem i parafianami panowały
    szczere i przyjazne stosunki, Zmarły potrafił w nich obudzić ducha narodowego;
    choć mówili po polsku, czuli się Rusinami, interesowali się naszymi sprawami
    narodowymi i chętnie spieszyli z datkami na narodowe cele. Niemniej szczere
    stosunki istniały z parafianami zamiejscowymi, przeważnie urzędnikami z
    Rzeszowa i miasteczek okolicznych.
    W Rzeszowie byli w owym czasie, oprócz wspomnianego radcy sądowego
    Hanasewicza, prezydent sądu okręgowego Hłuszkiewicz (zm. 1897), radca skarbowy
    M. Dolnicki (zm. 1900 w Sanoku), długoletni zatoczeneć profesor gimnazjalny F.
    Swystun, profesor Onuf/ry/ Geców, profesor seminarium nauczycielskiego K.
    Bilecki i inni, później zaś przybył jeszcze i weterynarz wojskowy w stopniu
    kapitana Włodzimierz Ustianowicz, który wraz ze swą żoną był szczerze oddany
    naszemu Kościołowi i narodowi, świadczył nieraz na cerkiew w Zalesiu i popierał
    każdą sprawę narodową.
    Cerkiew w Zalesiu i szczerze gościnny dom ks. proboszcza był owym
    centrum przyciągania, w którym stęsknieni na obczyźnie zatoczenci odżywali
    duchem ojczystym wśród ojczystej atmosfery. Na wszystkie większe święta – Boże
    Narodzenie, Jordan, Wielkanoc – wszyscy gromadnie zbierali się w gościnym domu
    księdza proboszcza. Śp. ks. Jan dbał także i o swych dalszych parafian. Nie
    zważając na trud i koszta dalszej podróży, zawsze chętnie spieszył do nich z
    pomocą duchową w potrzebie. W sobotę wielkanocną, nieraz mimo niepogody,
    przyjeżdżał zwykle własną furą do Rzeszowa, by każdemu z parafian poświęcić
    paschę w jego własnym domu...
    Jego wielką zasługą było wyjednanie, na jego wniosek, w
    austriackim ministerstwie obrony krajowej, odprawiania raz w miesiącu (w każdą
    niedzielę po pierwszym), w pijarskim kościele gimnazjalnym, Służby Bożej dla
    naszych stacjonujących w Rzeszowie żołnierzy. Mając zezwolenie na odprawianie
    dwóch Służb Bożych, po celebrze w Zalesiu przyjeżdżał zwykle na wojskową Służbę
    Bożą do Rzeszowa. Parafianie świeccy dla podniesienia uroczystości sprawili 10
    wielkich świateł oraz paterycę – i tak nasi żołnierze mieli również i tam raz w
    miesiącu swe nabożeństwo. Mimo pracy i zajęć w swej choć nielicznej, ale bardzo
    rozległej parafii (która sięgała aż po Kraków i obaj ze śp. ks. Borsukiem z
    Krakowa nazywali siebie „sąsiadami”), znalazł czas także na sprawy publiczne na
    niwie kościelnej, kulturalnej, ekonomicznej i politycznej, i publikował na te
    tematy wiele cennych artykułów w czasopismach. Dla obrony praw i powagi
    Kościoła wydawał i redagował w Przemyślu gazetę Prapor [„Sztandar”] i, tamże,
    pismo ekonomiczne Hospodar [„Gospodarz”]. W obronie swego Kościoła i praw swego
    narodu występował śmiało i otwarcie, i za działalność swą był szanowany przez
    swoich i respektowany przez obcych. Z okazji zamordowania śp. ks. Ardana przez
    syna miejscowego dziedzica zamieścił odpowiedni artykuł w dzienniku Diło
    [„Czyn”], który to artykuł nieprzyjemnie uderzył polskie duchowieństwo, przez
    co spotkała go niejedna przykrość. Dzięki swej popularności wśród ludu w
    czasach, gdy polskie koła rządzące prowadziły walkę ze Stojałowskim i
    ludowcami, podczas wyborów do parlamentu 1897 otrzymał z piątej kurii najwięcej
    głosów z powiatu rzeszowskiego i okolicy, co przeraziło i bardzo rozeźliło
    polityków polskich; oni to, nie przebierając w środkach, starali się podkopać
    jego popularność i powagę – lecz zmarły, choć doznał niejednej przykrości, nie
    poddał się i szedł dalej wybraną drogą dla służenia swemu św. Kościołowi i
    narodowi. Jego aktywny udział w obradach Synodu Lwowskiego 1891 zapisana
    została pięknie po wszystkie czasy historii Synodu i naszego Kościoła.
    W roku 1906 otrzymał parafię Jasienica Solna koło Drohobycza.
    Parafianie i zatoczenci-inteligenci z Rzeszowa żegnali go z żalem, bo cenili
    jego pracę dla nich, św. Kościoła i narodu. Swym niezmordowanym trudem położył
    trwały, mocny fundament pod dalszą egzystencję naszej cerkwi i parafii w
    Zalesiu i dla dalszej działalności swych następców. Mimo wrogich zakusów wtedy,
    gdy jego następca ks. Kamiński z niektórymi parafianami za przyczyną obcych
    donosów znalazł się niewinnie w Thalerhofie - tameczni wierni nie ulegli
    terrorowi i nie odstąpili od swego Kościoła i obrządku. Gorliwa i szczera praca
    Trudzącego się w winnicy Chrystusowej nie przepadła marnie i pozostawiła u
    wszystkich zasłużoną wdzięczną pamięć; niech zatem i to wspomnienie dawnego
    długoletniego zatoczencia i parafianina będzie kwiatem szczerej i wdzięcznej
    pamięci na jego grób.

    Jul. Stef. [?]

    We Lwowie w lipcu 1927.

    [Przypis redakcji]

    Z miarodajnego źródła donoszą nam, że w naszym nekrologu śp. ks. Jana
    Nehrebeckiego („Nywa” nr 6 z br., s. 229) niektóre daty są błędne. Zmarły
    urodził się w Przemyślu (a nie w Tarnopolu) 22 sierpnia 1853 w rodzinie
    mieszczańskiej, tam też ukończył gimnazjum w roku 1873, studia teologiczne w
    Wiedniu 1877, a 14 kwietnia 1878 roku był wyświęcony na prezbitera w Przemyślu.
    Redakcja.
  • 08.02.05, 16:27
    No i poszło :-).
    Niedawno kopiowalem sobie tą dyskusje na dysk. Wyszlo ponad 500 stron w
    wordzie - New times romanie 11 :-)))
    Jak sformatuję, wyelimuję powtórzenia i zbędną "pyskowke" to juz mamy niezła
    książke z grekokatolikami w tytule :-)))
    A teraz pytanie - na procesji 'jordanowej" spostrzegłem niesione przez diakonów
    dziwne przedmioty - na tyczkach - dwa złote "słońca" -
    Czy mogłby Ksiądz wyjasnić symbolikę tych przedmiotow i ich znaczenie w
    liturgii ?
    Pozdrawiam serdecznie
  • Gość: diakon Piotr IP: 212.182.32.* 08.02.05, 17:03
    "Słońca na kijach" to rypidy (z greckiego "ta ripidia", forma l.mn.),
    symbolizujące skrzydła anielskie.
    To rodzaj wachlarzy liturgicznych (mogą być tak także mniejszych rozmiarów,
    rzekłbym "ręczne"), trochę dla dodania przepychu w orientalnym stylu, a trochę
    (zwłaszcza jeśli chodzi o genezę) z praktycznych powodów wymyślone. Jest
    taka rubryka w liturgikonie: na anaforze "diakon wziąwszy rypidę powiewa nią
    nad czcigodnymi darami ze wszelką uwagą, by nie siadły muchy lub coś podobnego".

    Nie wiem, o jaki to Jordan chodzi, ale na przemyskim to nie diakoni trzymali
    rypidy, a zwyczajni posługujący (widziałem fotoreportaż na stronie
    diecezjalnej).

    Pozdrawiam serdecznie,
    diakon Piotr

    PS. Zastrzegam sobie prawa (współ)autorskie do książki! ;-)
  • 08.02.05, 17:15
    A teraz znowu traktat ryski i tematy pochodne.
    Całkiem niedawno odezwaly się w prasie polskiej alarmistyczne głosy,że Rosjanie
    wystawią nam "rachunek" za sprzyjanie pomaranczowej rewolucji, gaz odetną i
    ropę, Putin sie pogniewal itd.
    A mozna przeciez się zastanowic tez jaki 'rachunek" wystawili nam Rosjanie,
    Ukraińcy - a i Europa Zachodnia. Wszyscy z innego powodu - za wymuszenie na
    Rosjanach granicy ryskiej, zdradzenie Ukraińcow i nie zaakceptowanie przez
    Polakow propozycji Zachodu /w nastepstwie konferencji pokojowej w Spa - 1920
    roku/ o utworzenie granicy na linii Curzona.
    A rachunki były okrutne - W 1939 roku Rosjanie wzieli te ziemie jak swoje,
    Ukraincy obrocili sie w stronę Niemcow i już we wrzesniu 1939 r. zaczeli Polsce
    i Polakom odpłacać "za Rygę" i granicę na Zbruczu. a zachodni sojusznicy -
    udali po 17 września 1939 że nic się nie stało i w pożniejszej Jałcie wrocili
    skutecznie do tematu linii Curzona !!!
    Popatrz Radku - ile refleksji i skojarzeń daje ten podeslany Ci dokument.
    Nota bene pisany pieknym językiem, bardzo szczególowy przykład prac wytrawnych
    dyplomatow !!!

    A teraz powstanie leskie - dzisiaj tylko krotko- w ostatnim numerze Bieszczada
    Nr 11 /vide 'zajawka" na stronie

    www.tonz.eu.org

    - ukazala się monografia wsi Berehy Dolne autorstwa Pana Macieja Augustyna. I
    tam jest własnie opisana geneza owego powstania bieszczadzkich chłopów.
    Dziś tylko krotki cytat:
    "Niestety, wszelkie publikacje na temat tzw "powstania leskiego" mają
    polityczny charakter.Do rangi heroicznych wręcz zmagań podnieśli je
    komunistyczni propagandziści,ostatnio zaś do chóru tego właczają sie
    propagandowe wydawnictwa ukraińskie o nacjonalistycznym charakterze. Jest to o
    tyle dziwne,że w czasie rozruchów ukrainscy poslowie przybywali na ten teren i
    starali sie uspakajać swych rodaków.Pewne przerysowania w opisach zdarzeń
    spotykamy w obecnej polskiej historiografii. Skłonność do idealizacji II
    rzeczpospolitej powoduje "łagodny" opis tych wydarzeń"
    Koniec cytatu
    Oj - stronniczy ten Pan Augustyn- jak opisy w wydawnictwach ukraińskich
    to "propagandowe", "nacjonalistyczny charakter". A jak to dotyczy Polaków to
    tylko "pewne przerysowania", "skłonność do idealizacji".
    Tak to już bywa,że "filozofia kalego" dalej ma sie w Polsce dobrze :-(
    A w następnych postach napiszę więcej o przebiegu walk w roku 1932 między
    innymi w oparciu o żrodła "kumunizujących propagandzistów' - może i tam się
    znajdzie coś ciekawego.
    Pozdrawiam
  • 08.02.05, 20:42
    Witam
    Pomyslalem, ze skoro rozmawiamy o traktacie to mozna by przeniesc sie na chwile
    na tereny polozone bardziej na polnoc. Duzo rozmawialismy o sytuacji na ziemiach
    ukrainskich. Jak wszyscy Forumowicze wiedza Bialorus rowniez darze duzym
    uczuciem, a historia tamtych terenow w okresie po I wojnie jest stosunkowo malo
    znana. Ruch bialoruski byl slabiej rozwiniety, co nie znaczy ze nie istnial.
    W zwiazku z tym polecam pod laskawa uwage kilka cytatow.

    " Być może otoczenie J. Piłsudskiego skłonne było realizować niektóre postulaty
    Naczelnika wynikające z jego federalistycznych koncepcji, lecz wojsko
    zachowywało się jak w kraju podbitym18. Zbrodnie popełnione przez żołnierzy na
    cywilnej ludności białoruskiej i żydowskiej19 bardzo szybko doprowadziły do
    powstania antypolskiego ruchu oporu wspieranego jednocześnie z Moskwy i Kowna.
    Szok spowodowany kilkoma miesiącami władzy polskiej wywołał silne, prosowieckie
    tendencje zwłaszcza wśród warstw plebejskich na Białorusi. Podczas wojny 1920 r.
    ludność białoruska w zdecydowanej większości opowiadała się po stronie bolszewików."

    " Porozumienie polsko-bolszewickie i traktat ryski był zaskoczeniem dla
    wszystkich polityków białoruskich, niezależnie po której ze stron się
    opowiadali. Zaskoczeni byli zarówno ci, którzy liczyli na federację całości
    Białorusi w ramach Rosji, jak i ci, którzy stawiali na autonomię w granicach
    Polski."

    " Po zachodniej stronie granicy ryskiej nie trzeba było czynić zbyt wielkich
    starań by zorganizować kilka grup partyzanckich, nie stwarzających wprawdzie
    zagrożenia dla państwa, lecz paraliżujących działalność polskiej administracji.
    Ruch ten, organizowany głównie przez białoruskich eserów z udziałem
    emigracyjnego rządu białoruskiego w Kownie, wspierany był także przez Litwinów i
    Niemców. W połowie lat dwudziestych znalazł się natomiast pod kontrolą
    emisariuszy Kominternu i radzieckich służb specjalnych22.
    Większość uczestników tego ruchu stanowiły osoby, dla których względy
    ideologiczne i narodowe były sprawą drugorzędną. Władze polskie nie potrafiły
    jednak rozwiązać żadnego problemu związanego z istnieniem w granicach państwa
    licznej białoruskiej mniejszości narodowej. Sytuacja ekonomiczna na ziemiach
    północno-wschodnich Rzeczypospolitej, polityka narodowościowa i religijna
    prowadzona przez poszczególne rządy nie stwarzała żadnych szans bezkonfliktowego
    funkcjonowania Białorusinów jako legalnych obywateli państwa.
    Dla większości Białorusinów nowo powstałe państwo było kulturowo obce. Nawet ci,
    którzy w czasach carskich nauczyli się czytać i pisać, teraz ponownie stali się
    analfabetami. "

    kamunikat.net.iig.pl/www/czasopisy/bzh/01/01art_miranovicz.htm
    Mam nadzieje, ze chwilowa wycieczka na polnoc zostanie laskawie przyjeta:)
    Pozdrawiam
    R.
  • 08.02.05, 21:05
    Radek powiedzialeś ;
    Mam nadzieje, ze chwilowa wycieczka na polnoc zostanie laskawie przyjeta:)

    Oczywiście !!! Zwłaszcza że poruszyłeś temat kompletnie dla mnie NOWY !!!!
    Wielkie dzieki !!!
    LINK rozczytam jutro !!!
    Ja też mam ciekawe materialy w zanadrzu - a to o linii Curzona, a to dalsze
    materiały dotyczące zagadnień powojennych granic - ale o tym moe później -
    bliżej wiosny :-). Mam nadzieje że zaintrygowały Cię tematy powstania
    leskiego :-?
    Piszesz o Litwie Kowieńskiej - może masz coś "on line " na temat zajęcia Litwy
    Wileńskiej przez Polaków - temat ten też mnie intryguje /mimo że poboczny do
    naszej dyskusji.
    Zaglądniej do Rzeszowa na sąsiednią dyskusję o mniejszościach narodowych na
    Podakrpaciu - ja tam raczej nie zabiorę głosu ale np post Księdza Piotra -
    bardzo ciekawy.
    Księdzu dziekuję za wyjasnienie - oczywiście byłem tam w Przemyslu- stąd
    pytanie o owe słoneczka.
    jak bym mógł jeszcze prosić o wyjaśnienie znaczenia owych długich świec -
    trzech związanych na ukos /nazwy i syboliki/ oraz podania "fachowej" nazwy
    widywanych przeze mnie w cerkwi krótkich krzyzy do błogośławieństw . Bardzo
    podoba mi się ich rzeźbiarska forma. Proszę o wybczenie "pytatliwości" ale
    ciekawość ... :-)
    Co do praw autorskich - oczywiście i Radek i Ksiądz a i pozostali dykutanci -
    mają równe copyright /chcociaż zdaje się ze goszcząca nas GW może mieć inne
    zdanie :-)

    Pozdrawiam serdecznie



  • 09.02.05, 18:43
    Witam
    Ciesze sie, ze temat wzbudzil zainteresowanie. Jako uzupelnienie wczorajszego
    tekstu zalinkuje jeszcze jeden.

    kamunikat.net.iig.pl/www/czasopisy/bzh/01/01art_kalina.htm
    "Na kilkanaście dni przed tym wydarzeniem, do przodownika posterunku policji
    został przysłany list, pisany po rosyjsku, z pieczątką w języku białoruskim:
    "Bractwo Włościan Białorusinów". Autor (autorzy?) pisał w nim: "Panowie Bandyci
    Policji w Kleszczelach. Stosownie do rozkazu atamana "Skamarocha", ja, dowódca
    oddziału terrorystów, Jan Czort, uprzedzam, że jeżeli wy, polskaja swołocz, nie
    zaprzestaniecie bicia i wulgarnych drwin nad naszymi braćmi Białorusinami
    podczas aresztów, za wasze postępki zostaniecie powieszeni na słupie telegraficznym"

    Niestety na tematy litewskie wiem niewiele, wiec mozna sie tylko zwrocic z
    prosba do Forumowiczow, moze oni poratuja.
    Wydarzenia leskie zainteresowaly mnie, chetnie przeczytam cos na ten temat. To
    co udalo mi sie znalezc to wypowiedzi typu "bunt chlopow przeciwko sanacyjnemu
    uciskowi spolecznemu". Ciekaw jestem czy prawda jest, ze ludnosc byla podburzana
    przez dzialaczy KPZU?
    Jako ze zalinkowany tekst jest dlugi koncze post i zycze milej lektury.
    R.
  • 09.02.05, 18:47
    Moze moje pytania odnosnie wydarzen leskich wydadza sie Tobie naiwne. Jezeli tak
    wygladaja to jedynym tego powodem jest moja niewiedza na ten temat. Przez
    poszukiwanie informacji odnosnie powstania leskiego zrobil mi sie metlik w glowie:)
    Pozdrawiam
    R.
  • 09.02.05, 20:33
    Witam.
    Kilka najbliższych postów będę chciał poświęcić temu powstaniu.
    Oprę się w zasadzie o dwa źródła – ów 11 numer Bieszczada z 2004 roku oraz opis
    zawarty we wstępie do przewodnika autorstwa Władysława Krygowskiego „Bieszczady
    i pogórze strzyzowsko-dynowskie /cześć wschodnia/ z 1970 roku.
    Pytasz o komunistyczne inspiracje tego powstania - to właśnie Krygowski gdzieś
    na marginesie wspomina , że powstanie swiadczyło o „determinacji chłopów
    polskich i ukraiskich, złączonych wspólną walką z uciskiem państwa i
    obszarników. Było to również przejawem coraz skuteczniejszej działalności
    licznych komórek KPP na Podkarpaciu w okresie międzywojennym”
    Wydaję mi się Radku że te twierdzenia to raczej sztuczne dorabianie ideologii
    do tych wydarzeń i przejaw wiernopoddańczego „ukłonu” autora wobec
    komunistycznych mecenasów.

    A powstanie wzięło swój początek ..od pomysłu Jana hr Potockiego z
    Rymanowa /zresztą kolatora i mecenasa greckokatolickich parafii z tamtego
    terenu/ - który wymyślił ideę „świąt pracy” „czyli zorganizowanych prac na
    rzecz poprawy stanu dróg,mostów,szkól i innych obiektów użyteczności
    publicznej”. Ponoć w okolicach Rymanowa idea się ta dość dobrze przyjęła-
    myslę,że dla tego , że Potoccy od XIX wieku objęli opieką m.in. ludność
    łemkowską z tamtego terenu.
    Inaczej było jednak na terenie Bieszczad. Tu ideę tą chciał wprowadzać starosta
    leski. W tym celu zaprosił Potockiego na spotkania – w Ustrzykach
    Dolnych /19.06.1932r. – gdzie powołano komitet Organizacyjny w skład którego
    weszli aktywiści – agitatorzy /w tym Polacy , Ukraińcy i Niemcy/.
    Następnym etapem miały być zebrania wiejskie – z których pierwsze miało się
    odbyć w Berehach Dolnych- 21 czerwca 1932 r.
    Na zebraniu do idei prac społecznych miał nakłonić chłopów agitator inż. Stefan
    Zieba.
    „Zebrani przyjeli go bez entuzjazmu.Wówczas właczył się do dyskusji Mykoła
    Werbenec,syn unickiego proboszcza. Podważał on argumenty przedmówcy i on
    właśnie podniósł hasło,że nie chodzi tu o żadne „święta pracy” a o
    przywrócenie pańszczyzny. Zebranie zamieniło się w pyskówkę w której element
    awanturniczy zdobywa przewagę. W pewnym momencie rozbito lampę naftową która
    poraniła prelegenta. W tej sytuacji wiekszość przybyłych na to zebranie
    przedstawicieli lokalnych władz uciekła”.Ten cytat pochodzi z artykułu Macieja
    Augustyna z Bieszczada.
    No a potem wypadki potyczyly sie na zasadzie kamyka uruchomiającego lawinę.
    "Chłopi z okrzykami przeciwko panszczyźnie otoczyli miejsce zebrania ,uzbrojeni
    w drągi,palki i motyki.Sytuacja z każdą chwilą stawała się groźniejsza i
    doszło do starcia między inicjatorami zebrania a chłopami".
    Awantura w Berehach zakończyła się zatrzymaniem przez Policję 39 osób w tym 4
    kobiet.

    Areztowanie chłopów "dało sygnal do wybuchu powstania. W Brzegach
    Dolnych,Łodynie,Teleśnicy Oszwarowej,łobozwi i innych wsiach dzwony ze
    wszystkich cerkwi i kościołów wezwało chłopstwo do walki"

    Dalsze posty – ale już jutro poświęcę walkom partyzanckim jakie wybuchły w
    Bieszczadach w efekcie narastającego protestu.

    Na dzisiaj tyle - pozdrawiam dziękując raz jeszcze za podesłane wątki
    bialoruskie :-)
  • 10.02.05, 17:32
    Witam
    Po lekturze tekstow cytowanych przez Ciebie nie wiem na razie co myslec. Na
    pewno nie bylo to "powstanie ludowe przeciw ucskowi klas pracujacych miast i wsi"
    Faktem jest jednak ze w okresie II RP na wschodzie zylo sie ludziom raczej zle.
    Moze to wlasnie ciezkie warunki popchnely ludnosc do wystapien? A moze byly to
    zle odebrane intencje? Sama idea poprawy warunkow poprzez prace na rzecz swojego
    miejsca na ziemi nie jest przeciez zla. Nie znam argumentow za, a to co
    przytoczyles o okolicach Rymanowa swiadczy ze ludnosc przyjmowala takie pomysly.
    Z drugiej strony faktycznie mozna to bylo odebrac jako prace przymusowe i wtedy
    chec buntu jest zrozumiala. Mysle, ze zanim sie wypowiem obszerniej na ten temat
    to powinienem wiecej przeczytac. Takze z radoscia przyjmuje Twoja zapowiedz
    ciagu dalszego.
    Jeszcze dzis postaram sie cos ciekawego zalinkowac, a tymczasem
    pozdrawiam
    R.
  • 10.02.05, 17:57
    Ostatnio wspominales Piotrze o walkach polsko-litewskich. Jak mowilem, moja
    wiedza na ten temat jest, mozna rzec, szczatkowa. Natomiast znalazlem dosyc
    ciekawy tekst dotyczacy innych wydarzen, ale "zaczepiajacy" o stosunki
    polsko-litewskie.
    Nie dotyczy on bezposrednio spraw poruszanych na forum, ale moze stanowic
    pewnego rodzaju uzupelnienie.
    Jeszcze raz pozdrawiam
    R.

    "11 listopada w Kownie rząd Łastowskiego zawarł układ z rządem litewskim, w
    którym stwierdzono, że oba państwa mają wspólnego wroga — Polskę oraz tak zwaną
    Litwę Środkową. Wkrótce rząd białoruski przeniósł się do Kowna. Krótko przed
    wyjazdem do Kowna Łastowski przebywając w Rydze udzielił wywiadu prasie
    rosyjskiej, w którym współpracę białorusko-litewską określił jako korzystną dla
    obu państw"

    "W październiku, w wyniku akcji polskiego generała Lucjana Żeligowskiego na
    Wileńszczyźnie, terytorium Łotwy wraz z innymi jednostkami armii litewskiej
    opuściła, stacjonująca niedaleko Ilukste, jednostka białoruska46, przenosząc się
    do Litwy47. Brała ona udział w wyzwalaniu tego terytorium w 1919 roku. Jej walki
    oraz przemieszczenia są znakomicie analizowane przez białostockiego historyka
    Olega Łatyszonka48. Na przełomie 1919 i 1920 roku batalion białoruski był
    zaangażowany w konflikt łotewsko-litewski, powstały na tle sporu o część powiatu
    Ilukste (Ilukszta). Pretensje terytorialne Litwini wysunęli również do miasta
    Daugavpils, co było jednym z głównych powodów zawarcia w końcu grudnia 1919 roku
    tajnego układu polsko-łotewskiego skierowanego przeciw Litwie. Zakładano
    wyzwolenie Łatgalii od Armii Czerwonej, połączenie sił polskich i łotewskich,
    odcinając tym samym kontakt armii litewskiej z bolszewikami. Przewidywano
    również nie dopuścić do udziału jednostek litewskich w tej akcji, militarnie
    wymierzonej przeciwko Armii Czerwonej, politycznie zaś przeciw Litwie. Ofensywa
    w Łatgalii rozpoczęła się 3 stycznia 1920 roku i przebiegała pomyślnie.
    Zaskoczeni Litwini tego samego dnia usiłowali przejść przez Dźwinę i prawie im
    się to udało, jednak zostali wyparci przez 1 pułk legionów wojska polskiego.
    Polacy mieli rozkaz wszelkimi sposobami, włącznie z walką, spowodować cofnięcie
    się Litwinów na lewy brzeg Dźwiny. Udało im się to osiągnąć drogą
    pertraktacji49. W styczniu 1920 roku dwie kompanie białoruskie (batalion) w
    składzie armii litewskiej stacjonowały koło Kalkuni (Kalkuny). W następnych
    miesiącach łotewski wywiad regularnie donosił o liczebności białoruskiego
    batalionu (300-400 żołnierzy), jego uzbrojeniu (8 karabinów maszynowych) i
    zachowaniu Białorusinów. Meldunki mówiły, że zachowanie żołnierzy białoruskich w
    stosunku do miejscowej ludności było nieporównywalnie lepsze niż litewskich.
    Meldowano także o wrogich stosunkach między Białorusinami i Litwinami oraz o
    sympatiach tych pierwszych do Łotwy i Łotyszów50. W kwietniu batalion
    przekształcono w kompanię, która wkrótce (latem) wzięła udział w walkach
    litewsko-polskich w rejonie Brasławia51, a później powróciła na teren powiatu
    Ilukste. Pozostała ona w rejonie Kalkuni do października 1920 roku, kiedy
    została wycofana do Litwy."



    kamunikat.net.iig.pl/www/czasopisy/bzh/07/07art_jekabsons.htm