• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Grekokatolicy w Rzeszowie

    • 04.11.04, 17:52
      Witam
      Jak pisalem wczoraj sprawa prob wspolpracy w okresie wojny polsko-bolszewickiej
      jest kwestia interesujaca. Jako skromne uzupelnienie tego tematu zaytuje tresc
      odezwy jaka Komenda Główna UNR za zgodą J. Pilsudskiego skierowała do Ukraincow
      w Galicji:

      „Teraz rozstrzyga się wasza dola i los Ukrainy. W takiej sytuacji nie wolno
      wam z założonymi rękami przypatrywać się, jak wróg dobijać będzie naszą
      nieszczęśliwą Ukrainę. W takiej chwili trzeba zapomnieć o wszelkich
      porachunkach, żalach i niesnaskach i wszystkim nam trzeba z orężem w ręku
      stanąć do obrony naszych praw najświętszych, za które już tyle krwi przelano na
      wszystkich krańcach naszej ojczyzny. Teraz chodzi nie tylko o zmaganie się
      Polaków z bolszewikami, teraz rozstrzyga się kwestia Halicji i kwestia
      Ukrainy. Jeśli nie chcecie pozostać niewolnikami, musicie i wy zabrać swój
      głos i czynami dowieść, żeście dojrzeli do wolności i życia samodzielnego. A
      więc do broni. Główna Komenda Wojsk
      Republiki Ukraińskiej, po otrzymaniu na to zgody od Naczelnego Dowództwa Wojsk
      Polskich, wzywa wszystkich Ukraińców halickich, aby ogłaszali się do brygad
      zapasowych w Tarnopolu, Trembowli, Czortkowie i Stanislawowie"

      Wtedy jednak nie bylo klimatu dla takiej wspolpracy. Ukraincy pamietali jeszcze
      niedawne walki. Czesc ludnosci uwazala osoby wspolpracujace z Polakami przy
      walkach z bolszewikami za zdrajcow. Trudno sie dziwic, rany byly jeszcze zbyt
      swieze. Poza tym chyba zle przysluzylo sie stanowisko polskie w sprawie ziem
      Galicji i Wolynia.
      Poza tym strona polska tez podchodzila do tego ostroznie Ministerstwo Spraw
      Wojskowych i Naczelne Dowodztwo nie dalo oficjalnej zgody na formowanie
      oddzialow z ochotnikow pochodzacych z Chelmszczyzny i Galicji.
      Mam na ten temat calkiem spory cytat, niestety gdzies zapodzial sie opis do
      plytki a nie pamietam autora, ani tytulu pracy wiec nie cytuje:(
      Pozdrawiam
      R.
      • 04.11.04, 18:19
        Witam - zadziwienie mnie bierze jak po tylu setkach ba tysiącu postów - są
        jeszcze i mnożą się wątki warte rozwinięcia. czytając twoe radku ostatnie posty
        i moje linki probuję je zliczyc :
        a to zagadnienie 'wojen chlopskich" z całym ich okrucieństwem - od powstań
        kozackich xv - xviii wieku,obecny stosunek Ukraińcow do polskich pamiatek na
        Ukrainie i Polaków do ukrainskich "materialnych świadkow " na ziemiach
        polskich, cZy wreszcie cała historia XX wieku od lat kończących I wojnę gdzie
        wzajemne relacje znow 'buzowały" od walki z halicką armią próbującą wywalczyc
        samostijną na gruzach austrowęgier, poprzez wspolne zdobycie Kijowa,oszukanie
        Petlury przez pilsudskiego, internowanie zołnierzy armmi petlury /a o obozie
        internowania petlurowcow w podrzeszowskim Łańcucie z pewnościa tu napisze
        niezadługo :), po omawiane tu wielokrotnie wydarzenia lat trzydziestych.
        Zadziwiające Radku - jak wiele mamy jeszcze tematow trzymających sie głownego
        wątku -
        A za chwilę temat trochę luźniejszy - o "odkrywaniu kresow" przez wspolczesnych
        polskich studentow :))
        • 04.11.04, 18:34
          Przed weekendem piszczę jeszcze jeden "ciekawy" wątek /przy czym daleki jestem
          od zgorszenia się tym tematem - choc jestem pelen politowania - dlaczego ? sam
          zrozumieszpo lekturze/Kamieniec Arkoński 2003
          Ad perpetuam rei memoriam
          http://www.zpka.org/bk_20kamieniec.htm
          Godzina 6 rano, dworzec PKP Warszawa Zachodnia. Duże plecaki
          dzień wcześniej zostawiamy w Resursie Obywatelskiej. Zabierze je do Kamieńca o.
          Kazimierz. Razem z nim zabiorą się też bracia Aplowie – Tomek (K! Arkonia) i
          Piotrek.
          Tak więc stoimy na czwartym peronie: Wojciech Sława (K! Arkonia),
          Michał Laszczkowski (K! Welecja), Łukasz Łepecki (K! Welecja). Gdyby nie dekle
          wyglądalibyśmy jak regularne dworcowe „nury” – podkrążone, czerwone z
          niewyspania oczy, a jedyne wyposażenie to pobrzękujące znajomym dźwiękiem
          siatki. Na Centralnym dosiadają się kolejni Arkoni – Janek Chmielewski, Maciek
          Popławski i Jurand A. Sękowski. Przedział mamy tylko dla siebie, ale i tak jest
          za mały.
          Rawa Ruska przypomina, właściwie nic nie przypomina. Betonowe,
          posowieckie klocki, kilka kantorów, standartowy pomnik Chmielnickiego i Iwana
          Franki, beczkowóz z kwasem chlebowym – właściwie to wszystko. Na dobry początek
          wychylamy symbolicznego „O??????” i jedziemy marszrutką do Lwowa.
          Oczywiście najpierw trzeba coś zjeść i wypić. Instalujemy się w
          jednym z droższych lokali Lwowa, spokojnie pamiętającym jeszcze cysorza. Jemy
          dobrze i dużo, niektórzy bardzo dużo. Zaczynamy z rozmachem więc chcemy też tak
          skończyć. Szukamy pokojów, w hotelu, jak polskie pany. Ale cóż, na
          czterogwiazdkowy jednak nas nie stać. Przed wojną byłoby inaczej. Humor
          poprawia nam za to spotkanie z dwoma Arkonami – Piotrem Świderskim i
          Tomkiem Jadowskim od rana bawiącymi w grodzie księcia Lwa.
          Jak nie hotel „George”, to co? Pod katedrą zaczepia nas starszy
          jegomość ze śmiesznie odstającym uchem. I łuszczycą. Jest z Towarzystwa
          Polskiego, proponuje nam nocleg. Robi to nachalnie i nie wzbudza zaufania,
          rozmawiamy ze staruszką ściskającą tandetny, plastykowy różaniec. Pan z
          Towarzystwa Polskiego nie lubi konkurencji, nawet 80-letniej Polki, z różańcem.
          Przegania kobiecinę słowami zrozumiałymi chyba w każdym słowiańskim języku.
          Przestraszona odchodzi. Tego za wiele; uprzejmie dziękujemy Panu za oferowaną
          pomoc i nagle dowiadujemy się kim były nasze matki. Pan z Towarzystwa
          Polskiego.
          W końcu znajdujemy odpowiednie miejsce – u p. Julii, za 5$ od
          sztuki (ul. Stary Rynek 7, polecamy). Mamy więc gdzie spać, mamy – co nie mniej
          ważne – klucze; bez obawy możemy więc iść we lwowskie tango.
          Większość lokali zamykana jest dość wcześnie; przenosimy się z
          jednego baru do drugiego, po drodze zahaczając jeszcze o sklepy nocne. I tak w
          koło Macieju. „Przenosimy”? Chodzi oczywiście o przewożenie, bo taksówkami
          jeździmy wszędzie, sześciu w jednej. Nic to, że niektórzy mają nas za frajerów
          i każą zapłacić 5 hrn za kurs Katedra-Opera, jakieś 800 metrów. Stać nas na to
          (jeszcze), a odczuwamy dziecinną, naiwną radochę z potwierdzania kpiącego
          stereotypu „polskiego pana” .
          O 2 w nocy o. Kazimierz zabiera z umówionego miejsca Tomka i
          Piotrka. Dla nas wszystkich nie ma miejsca; następnego dnia do Kamieńca mamy
          telepać się sami. Ale to dopiero następnego dnia; to co że rano, wstaniemy. Na
          razie jesteśmy dopiero w połowie naszego tanga.
          Co robić? Środek nocy, czynny tylko całodobowy kiosk z alkoholem,
          papierosami i suszonymi rybami przy którym siedzimy już kilka godzin. Któryś z
          nas ma życzenie zobaczyć nocną panoramę Lwowa. Naszym celem jest Wysoki Zamek,
          Kopiec Unii Lubelskiej. Marynarskim krokiem idziemy na poszukiwania taksówki.
          Ale nie byle jakiej, bo Jednemu z Nas przypomina się, że zawsze chciał być
          wożony wołgą. Czarną. Koniecznie. Stoi na środku ulicy Legionów i wyciągnąwszy
          prawą rękę zatrzymuje kolejne taryfy gromkim „Halt!”. Kierowcy jakoś się
          zatrzymują.
          - Czarnaja wołga?
          - Niet – odpowiada przerażony właściciel rozklekotanej ładziochy lub innego
          zaporożca.
          - No to paszoł won – odpowiada ów Jeden z Nas wykorzystując tym samym cały swój
          zasób zwrotów rosyjskojęzycznych.
          Lwowscy taksówkarze okazują się być wyjątkowo pokojowi; odjeżdżają z piskiem
          zużytych opon bez jednego złego słowa. Pan z Polskiego Towarzystwa na szczęście
          akurat nie przejeżdża; ten na pewno potrafiłby coś odpowiedzieć.
          Zabawa po kilku minutach się nudzi. Na Zamek jedziemy ładą. Czerwoną
          Ile metrów ma Kopiec nie wiemy. Ale wchodzi się nań stanowczo za długo,
          szczególnie o 4 nad ranem. Jednak widok, jaki ukazuje się nam po dotarciu na
          szczyt okazuje się być wart tego trudu. Stary Lwów, oświetlony pojedynczymi
          latarniami... No, ale nie bądźmy sentymentalni; nie przyszliśmy tutaj z pustymi
          rękoma. „Więc panowie, jego zdrowie, wiwat Lwów nasz”. Szkoda tylko, że smakowo
          nie bardzo trafiliśmy w nasze gusta. A miało być tak pięknie! Pora zatem
          wracać – autobus do Kamieńca mamy o dziesiątej rano. „Musimy zdążyć”,
          powtarzamy sobie w taksówce. O 5-tej jesteśmy już w łóżkach.
          Na autobus, dziwnym przypadkiem, nie zdążamy. Gdy patrzymy na
          zegarek nasz „pekaes” prawdopodobnie właśnie mija lwowskie rogatki. Rozbawiona
          p. Julia opowiada, że o 8 obudziła szefa naszej drużyny, ale ten chrząknął
          tylko, że zdecydowaliśmy byli o przedłużeniu naszego pobytu we Lwowie i
          odwrócił się do naszej gospodyni jedną z mniej eleganckich części ciała.
          „Głowa boli, Boże broń, Wypiłbym ocean”. Mamy jeszcze jeden dzień
          na zwiedzanie Lwowa. Ale najpierw trzeba zastanowić się co z transportem,
          następny autobus mamy za 22 godziny. A na ten pewnie też byśmy zaspali. Nie
          mając innego wyjścia prosimy p. Julię o zamówienie nam marszrutki na wieczór.
          Po wstępnym zaspokojeniu głodu i pragnienia jedziemy na Łyczaków.
          Pierwszy raz tramwajem. Płacimy za bilety na Cmentarz (!); chwilę później
          przekonujemy się, że dla tubylców taryfa jest nieco niższa, ale okazuje się, że
          i tak mamy szczęście – młode polskie małżeństwo skarży się, że we dwoje musieli
          zapłacić więcej niż nas 6-ciu. Smutne, ale chyba jednak nie do końca wyglądamy
          na „panów z Polszy”.
          Bierzemy kurs na Cmentarz Orląt. Idziemy w deklach, z biało-
          czerwonymi kwiatami. Miejscowi dziwnie przypatrują się nam. Słyszymy jak idąca
          za nami Ukrainka fachowo objaśnia swej latorośli znaczenie arkońskich
          symboli: „patrz synku, Żydy z Polszy prijechali”. Przechodzimy przez
          symboliczny cmentarz Ukraińców poległych w walkach z Polakami. Mauzoleum w
          kształcie półokręgu, tablice z nazwiskami poległych, wielka kolumna, a na jej
          szczycie archanioł Michał z tryzubem w dłoni. Na Cmentarzu Orląt składamy
          kwiaty, zapalamy znicze na jednej z bezimiennych mogił. Robimy jeszcze dłuższy
          spacer po cmentarzu. Podziwiamy sowieckie nagrobki ze zdjęciami tępawo
          wyglądających generałów i pułkowników obwieszonych orderami. Odnajdujemy grób
          rodziny Herbertów, w którym podobno chciał być pochowany ś.p. Zbigniew, a
          którego podobno nie udało się odnaleźć innym, profesjonalnym poszukiwaczom. Z
          ciekawością przypatrujemy się grobowi tragicznie zmarłych w jakimś wypadku
          małżonków, na którym zapobiegliwa rodzina położyła – tuż obok wyrytego
          prawosławnego krzyża – miejscowej produkcji batona i kieliszek wódki – ogarek
          dla dobrych skrzatów.
          Wracamy (cały czas – twardo – tramwajem) do centrum. Zwiedzamy
          starówkę, kościoły. U bukinistów zatrzymujemy się na dłuższą chwilę. Podobnież
          w kilku antykwariatach. Idziemy zobaczyć ogromny Pałac Potockich. Świeżo
          wyremontowany, wspaniały.
          • 04.11.04, 20:01
            "Wracamy (cały czas – twardo – tramwajem) do centrum. Zwiedzamy
            starówkę, kościoły. U bukinistów zatrzymujemy się na dłuższą chwilę. Podobnież
            w kilku antykwariatach. Idziemy zobaczyć ogromny Pałac Potockich. Świeżo
            wyremontowany, wspaniały. W środku trwają jeszcze jakieś prace. Nie wszystkie
            polskie zabytki (innych zresztą nie ma) mają takie szczęście. Szybko jednak
            dowiadujemy się w czym rzecz – Pałac to od niedawna kolejna rezydencja
            prezydenta Kuczmy. Właściwie to wcale nie jest taki piękny.
            Do Kamieńca dojeżdżamy koło 2-3 w nocy. Nie chcąc budzić ojców
            (później nadrabiamy zresztą te zaległości) kilka godzin pozostałe do brzasku
            chcemy spędzić „pod chmurką”. Jedna grupa idzie zbierać paliwo ogniskowe, druga
            ludzkie, w sklepie nocnym. Dojazd taksówką. Wołgą nareszcie. Kilkanaście minut
            później nad Smotryczą płonie już ognisko, rozbrzmiewają nie zawsze przystojne
            pieśni, słychać toastowy brzęk trącających się butelek (litrowego „Obołonia” w
            plastykowym opakowaniu odkrywamy dopiero kilka dni później). Nad nami wspaniałe
            bezchmurne, gwiaździste niebo przecięte białą, wyrazistą wstęgą drogi mlecznej.
            Jedna z niewielu zalet braku oświetlenia ulic tego 100 tys. miasta.
            „Już butelki wypróżnione i fajeczki wypalone” – pora spać.
            Proboszcz parafii św. Mikołaja – o. Alojzy – wita nas serdecznie, pyta jak
            podróż, dziwi się, że go nie obudziliśmy. O. Kazimierz jest mniej wylewny: „Do
            obiadu macie wolne, a potem do roboty!” – tak brzmi powitanie tego byłego
            kapelana wojskowego.
            Po obiedzie rzeczywiście pracujemy. Jeszcze nie na pełnych
            obrotach, ale robota się posuwa. Na szczęście kolacja nie daje na siebie długo
            czekać i pierwszy dzień pracy mamy za sobą. A przed sobą tango, tym razem
            kamienieckie.
            Zaczynamy od „Ratusza” – restauracji ormiańskiej urządzonej w
            dawnym ratuszu na Placu Polskim. Z jego wieży rozbrzmiewa melodyjny ton
            trzystukilogramowego dzwonu. Jeszcze kilka lat temu znajdował się on na swoim
            miejscu, czyli w dzwonnicy „naszego” kościoła. Cóż, jak to mawiają kozacy z
            Łyczakowa „ktoś się nie bał i za...”.
            Pobyty w ratuszu nie zawsze kończą się dla nas sympatycznie. Choć
            nie szukamy towarzystwa czasami musimy zapoznawać się z miejscową złotą
            młodzieżą. Proponują nam różne towary i usługi, my nie bardzo chcemy. Mają nas
            za ascetów – palimy co najwyżej tytoń, nie korzystamy nawet z „kobiet
            publicznych”. Dochodzi do kilku nieporozumień. Zaprzyjaźnione kelnerki biorą
            nas zawsze w obronę, dwa razy interweniuje milicja. Mimo to pobyt „u Ormian”
            instytucjonalizuje się i nie zważając na żadne przeciwności losu wracamy tam
            właściwie codziennie. Jeśli zapominamy o tym, następnego dnia kelnerki są na
            nas obrażone i musimy nadrabiać zaległości. Argument, który najbardziej nas
            wiąże akurat z tym lokalem, to niewielka odległość od klasztoru (co ma
            oczywiście pewne minusy) i, przede wszystkim, ceny. Beczkowe
            piwo „Chmielnickij” kosztuje 1,2 hrn, czyli poniżej złotówki. Jest lekkie więc
            pijemy go na tyle dużo, że szybko przyzwyczajamy się do tego skądinąd
            obrzydliwego smaku.

            Na razie tyle Radku - może mi sie uda jeszcze przed weekendem nadać dalszy ciąg
            specyficznego bełkotu wszechpolaków o "zdobywaniu kresów" - ogolnie dośc
            zabawnego !!
            Ze swej strony czekam na ciąg dalszy relacji Pilsudski-Ukraińcy

            Pozdrawiam
            • 05.11.04, 19:12
              Witam
              To mile ze na razie nie brakuje tematow. Mam nadzieje ze na jakis czas jeszcze
              wystarczy. Mam czasem momenty gdy wena tworcza mnie opuszcza, ale nawet wtedy
              lubie zerknac czy na forum nie pojawilo sie cos nowego. Sa tez takie dni, ze
              jest kilka nowych postow i mam wrazenie ze tematy same przychodza mi do glowy.
              Ten, jak okresliles, "belkot wszechpolakow" jest faktycznie smieszny. Jednak
              czytajac odczuwalem pewne zazenowanie, a nawet wstyd za tych ludzi. Jakie
              swiadectwo wystawiaja oni Polakom? W umyslach mieszkancow po kontakcie z takimi
              indywiduami Polak jawi sie jako (przepraszam za wyrazenie) prostak i cham. Zle
              robia ci panowie dla wizerunku Polaka za granica. Zachowanie godne mlodziencow w
              gustownych dresikach, a nie mlodziezy akademickiej. Nieprzyjemne jest tez to ze
              dla Ukraincow Polak moze jawic sie jako "Polski Pan". Ciekaw jestem czy
              chcieliby oni miec takich gosci u siebie w kraju. W ich wypowiedzi widac tez ze
              spogladaja na Ukraincow z gory, jak na gorszych:
              "Nie wszystkie polskie zabytki (innych zresztą nie ma)"
              Rozumiem ze stare cerkwie nie sa zabytkami lub postawili je Polacy dla niedobych
              Rusinow;)
              W naszych rozmowach czesto poruszamy watek "ruskiej wiary" i poplatanych
              dziejach Rusinow. Chcialbym dzis podeslac tekst zamieszczony w 2 numerze NBiN z
              tego roku, ktory dotyczy wlasnie tych spraw. Dla zachety maly cytat z tego artykulu.

              "...ludność [tej wsi] zgodziła się, chociaż nie wszyscy, przejść na rzymski
              katolicyzm, jednak pod warunkiem, iż patronem parafii nadal będzie ta sama
              święta. Mamy więc teraz kościół świętej Paraskei"

              Mam nadzieje, ze tekst zainteresuje Ciebie (i innych czytajacych?)

              free.ngo.pl/nadbuhom/Nr2_2004/31%20-%20Dokudow.htm
              W nawiazaniu do watku marszalka Pilsudskiego chce dzis , posilkujac sie znowu
              NBiN tym razem 1/2003, cofnac sie troche w czasie, do roku 1919.

              "W 1919 roku - pisał w 1990 r. Maciej Kozłowski w zakończeniu swej monografii o
              wojnie w Galicji - Polska wygrała swą pierwszą od czasu wiedeńskiej wyprawy
              Sobieskiego wojnę. Wojna ta, a zwłaszcza jej pierwsza faza, obrona Lwowa,
              przeszła do narodowej legendy i mitologii. Śmiem jednak twierdzić, że mało która
              przegrana wojna kosztowała Polskę tak drogo, jak to szybkie, stosunkowo tanie i
              błyskotliwe zwycięstwo.
              Bezpośrednim skutkiem przegranej wojny było wykopanie wciąż niezarosłej
              przepaści między oboma sąsiadującymi ze sobą narodami, stworzenie nie zagojonej
              rany w postaci nieustannego wrzenia w Galicji"

              Na dzis pozostaje mi tylko zyczyc milej lektury i oczywiscie udanego weekendu
              R.
              • 06.11.04, 17:45
                Pod wpływem Twojej wypowiedzi muszę jednak odnieś się Radku do prezentowanej tu
                relacji :
                Biorąc pod uwagę młody wiek uczestników ekskursji i sporo fantazji w opisach –
                dwa cytaty z opisu owych dzielnych akademików :

                Nas przypomina się, że zawsze chciał być wożony wołgą. Czarną. Koniecznie. Stoi
                na środku ulicy Legionów i wyciągnąwszy prawą rękę zatrzymuje kolejne taryfy
                gromkim „Halt!”. Kierowcy jakoś się zatrzymują.
                - Czarnaja wołga?
                - Niet – odpowiada przerażony właściciel rozklekotanej ładziochy lub innego
                zaporożca.
                - No to paszoł won – odpowiada ów Jeden z Nas wykorzystując tym samym cały swój
                zasób zwrotów rosyjskojęzycznych.
                Lwowscy taksówkarze okazują się być wyjątkowo pokojowi

                Z Chocimia do Okopów Św. Trójcy. Wieś Okopy prezentuje się tragicznie. Jedna,
                asfaltowa droga, nawet nie zniszczona, bo przejeżdża tędy na dobę jeden
                autobus, kilka furmanek na drewnianych kołach i 4-5 zabłąkanych samochodów. Po
                obu stronach drewniane w większości chałupy. Tu przywiązana łańcuchem do płotu
                brudna koza, dalej kilka chudych krów. Ogarnia nas dziwne wrażenie, czujemy się
                jak Wehrmachtowcy A.D. ‘41. Żadnej młodzieży, tylko starcy wychodzą przed chaty
                i przyglądają się nam. Ni to z ciekawością, ni z pogardą. Za nami biegnie
                dwójka małych, obszarpanych dzieci...

                No i mamy tu owo „halt”, „paszoł won” i samopoczucie zbliżone do „wermachtowców
                roku 1941. „
                Z drugiej strony z relacji wynika wprost że księża w Kamieńcu Podolskim
                w „zbożnych celach” odbudowy kościołów zatrudniają „ na czarno” opitych
                młodzianków - dzielnych członków konfraterii - ligi akademickej co to
                z "deklami na łbach i poczuciem "misji cywilizacyjnej"... no cóż –dość dziwnie
                to wygląda w świetle opisywanej tu kiedyś historii huculskich majstrów
                rekonstruujących w Bieszczadach drewnianą chatę i ochoczo wydalonych przez
                polskich pograniczników.

                A co opilstwa :-)) – w podobnym stanie musiał być uczestnik „wycieczko-
                pielgrzymki na kresy południowo-wschodnie” który w jednej z rzeszowskich
                gazetek parafialnych opisuje jak to był „w Drohiczynie gdzie zobaczył dom z
                tablicą upamietniającą pobyt pisarza Brunona Szulca i cerkiew”
                Chodziło mu oczywiście o Drohobycz – ale... chyba sam nie wiedział gdzie go tak
                naprawdę zawieźli.
                I jeśli dwa słowa co do twoich wypowiedzi - proszę o wybaczenie że nie zawsze
                odnoszę się do twoich wypowiedzi - przyznaję,że czasami z braku czasu na
                bezpośredni komentarz korzystam z "biblioteczki dyskowej"- ale obiecuje
                poprawę . Przed długim weekendem puszczę parę ciekawych linków , w tym na
                strony encuklopedii ukraińskiej,biblioteki internetowej z "antyheretyckimi"
                kazaniami Skargi i arcyciekawą staropolską encyklopedią Benedykta
                Chmielowskiego.

                • 06.11.04, 17:57
                  I jeszcze prośba - przyznaję że bardzo słabo znam i historię walk polsko-
                  ukraińskich lat kończących I wojnę a i historię sojuszu Piłsudski- Petlura.
                  Jak byłbyś Radku łaskaw coś puscić na ten temat - albo przynajmniej linki -
                  byłbym wdzięczny. sam zresztą może w długim weekendzie też coś poszukam na ten
                  temat.
                  Co do forów - ciekawie rozwiją sie forum na Beskidzie niskim Wandasa i na
                  wortalu łemkowskim werchowyna - może kiedyś się tam spotkamy ? :)
                  No i jeszcze forum Polska-Ukraina - chociaż rozwija sie ono dość "rachitycznie"
                  mimo starań admina- Rycha z Przemysla
                  Pozdrawiam z coraz zimniejszego Rzeszowa
                  • 08.11.04, 18:54
                    Witam
                    Podejrzewam, ze trzeba naprawde sporo wypic zeby pomilic Drohobycz i Drohiczyn,
                    ale jak widac dla chcacego nic trudnego:))
                    Piotrze na Twoj "gazetowy" mail przesle za chwileczke jeden tekst (mam nadziej,
                    ze nie naduzywam w ten sposob skrzynki). Ten o ktorym mowilem, ze nie pamietam
                    autora. Mam nadzieje ze zainteresuje Ciebie. A ja postaram sie wyszperac wiecej
                    materialow i podac je na forum.
                    Pozdrawiam i przepraszam ze tak krotko.
                    R.
                    • 08.11.04, 21:05
                      Dziekuje Piotrze za namiary na kolejne fora. Forum Polska-Ukraina czasem
                      przegladam, ale jeszcze nie wypowiadalem sie tam. Za to czasem, jak juz nie moge
                      scierpiec niektorych wypowiedzi, odzywam sie na forum Bialystok.
                      W kwestii wydarzen ktore mialy miejsce po I WS tez nie wiem bardzo duzo, mam
                      jednak nadzieje, ze przeslane materialy okaza sie choc troche przydatne.
                      Jeszcze raz pozdrawiam
                      R.
                      P.S. U mnie tez zimno
                    • 08.11.04, 21:08
                      Dziękuję za przesyłkę :))) I tobie i Księdzu Piotrowi. Nie zagladam do tej
                      skrzynki a tam przesyłeczki :))
                      dzisiaj z powodu niemocy twórczej tylko tyle. Postaram sie coś tu napisać -
                      tylko na razie czeka mnie lektura 18 stronnicowego tekstu o współpracy polsko -
                      ukraińskiej roku 1919 /jeszcze raz dzięki!!!!/ i smutnych/bardzo!!! w swej
                      wymowie materiałow o Semenie Petlurze /o czym wspominalem Ci w poczcie /
                      Dziękuje
                      pozdrawiam -
                      • 09.11.04, 10:58
                        Witam o mocno nietypowej jak na mnie porze:)
                        Na wstepie zycze Piotrze milej lektury. Ciesze sie ze tekst spotkal sie z Twoim
                        zainteresowaniem.
                        Aby nie przeszkadzac w lekturze dzis nie dodaje kolejnych tematow. Przed
                        weekendem na pewno sie jeszcze odezwe.
                        Pozdrawiam
                        R.
                        • 09.11.04, 11:31
                          Jeszcze dwa slowa uzupelnienia. Piotrze, blizsze informacje na temat
                          przeslanego tekstu pozwolilem sobie przeslac mailem.
                          Jeszcze raz pozdrawiam
                          R.
                          • 10.11.04, 15:52
                            Witam
                            Przed dlugim weekendem zamiast dlugich cytatow czy linkow do tekstow proponuje
                            cos dla oka i ducha.
                            Polecam uwadze Szanownych Forumowiczow galerie ukrainskich Ikon z XI-XVIw.

                            www.christusrex.org/www1/lviv/Gallery/MainHall.html
                            Gdy jestesmy juz przy Ikonach to nie sposob pominac bardzo waznej Ikony Matki
                            Boskiej Czestochowskiej. Na sajcie Cerkiew.pl znalazlem ciekawa informacje, jej
                            fragment cytuje ponizej, do reszty oczywiscie link.

                            "Częstochowska Ikona Bogurodzicy jest często przedstawiana jako „łączniczka”
                            między podzielonym wschodnim i zachodnim chrześcijaństwem. Przed niewątpliwie
                            bizantyjskim w swej formie wizerunkiem do Bogurodzicy modlą się rzesze członków
                            Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce. Tę sama ikonę obdarzają czcią również
                            prawosławni, czego przykładem jest budowana właśnie cerkiew. Choć istnieje
                            wiele hipotez omawiających drogę ikony do Częstochowy (żadna z nich nie jest do
                            końca potwierdzona) nie ulega wątpliwości, iż ikona ta ma ogromną wagę zarówno
                            dla wyznawców prawosławia, jak i katolicyzmu. Jak powiedział podczas wizyty
                            patriarchy Bartłomieja na Jasnej Górze jeden z obserwatorów – „[…] ikona, która
                            ma korzenie ortodoksyjne, dokonuje tu cudu, nie dzieli, lecz łączy
                            prawosławnych i katolików, w dodatku w Częstochowie, w duchowej stolicy
                            polskich katolików”

                            www.cerkiew.pl/news.php?id=2268%20&PHPSESSID=65581d715c386aba3877ae4958c95393

                            Bardzo jestem ciekaw Piotrze jakie jest Twoje zdanie na temat linkowanego
                            tekstu.
                            Troche odbiegam tym tematem od ostatnio wspominanych tekstow, ale chcialem,
                            choc na chwile, odejsc od tematow "wojennych"
                            Jesli dzis bym juz nie zajrzal to zycze wszystkim udanego wypoczynku
                            Pozdrawiam
                            R.
                            • 12.11.04, 11:57
                              Witam - w związku z radkowymi cytatami dotyczącymi relacji Piłśudski - Ukraińcy
                              i przesłanej mi arcyciekawej historii wspóldzilania polsko-ukraińskiego - moje
                              uzupelnienia forumnowe w tej kwestii:

                              polityka.onet.pl/162,5694,3,,druk.html

                              Tuchaczewski kontra Piłsudski

                              /.../
                              Wyprawa kijowska miała bowiem przede wszystkim cel polityczny, zaś kwestie
                              militarne były ważne, ale w pewnym sensie uboczne. Owym celem politycznym było
                              utworzenie niepodległego państwa ukraińskiego, które oddzielałoby Polskę od
                              Rosji i w obawie przed rosyjskim ekspansjonizmem z natury rzeczy szukałoby w
                              Polsce oparcia. Był to element planu szerszego rozcięcia Rosji po szwach
                              narodowościowych i ograniczenia jej do jej terytorium etnicznego.

                              Kłopot z ideą niepodległej Ukrainy polegał wszakże na tym, że społeczeństwo
                              polskie nie zamierzało wyrzec się Lwowa i szerzej Galicji Wschodniej, które
                              Ukraińcy uważali za terytoria ukraińskie. Wprawdzie w umowie podpisanej 21
                              kwietnia 1920 r. z Dyrektoriatem Ukraińskiej Republiki Ludowej, czyli z Semenem
                              Petlurą, zmuszono Ukraińców do rezygnacji z Galicji Wschodniej, ale tylko
                              naiwni mogli przypuszczać, że będą oni w przyszłości honorować narzuconą umowę.
                              Ukraina była w rękach Armii Czerwonej, a Petlura z resztkami swojej armii
                              schronił się w Polsce i był całkowicie od gospodarzy zależny. Rozumował
                              zapewne, że jeśli zdobędzie władzę na Ukrainie, to wymuszoną umowę wyrzuci do
                              kosza, a jeśli władzy nie zdobędzie – to nie ma większego znaczenia, co
                              podpisuje.



                              /.../
                              Zajęcie Kijowa wysuwało na plan pierwszy problemy polityczne: jak mianowicie i
                              z kim budować niepodległą Ukrainę. Okazało się bowiem, że Petlura nie posiada
                              już żadnego właściwie zaplecza społecznego. Do wkraczających z armią polską
                              dwóch dywizji ukraińskich nie napłynęli ochotnicy, którzy mieli uzupełnić ich
                              stany, nie mówiąc już o tym, że plan utworzenia sześciu dywizji ukraińskich
                              okazał się mrzonką. W tej sytuacji Piłsudski nie spieszył się z decyzjami
                              politycznymi uważając, że wydane przezeń i przez Petlurę odezwy na razie
                              wystarczą. W jakimś sensie musiał się też liczyć i z tym, że Sejm i mocarstwa
                              Ententy były zdecydowanie przeciwne pomysłom tworzenia państwa ukraińskiego.
                              Gdyby idea ta spotkała się z masowym, demonstracyjnym poparciem ludności
                              ukraińskiej, musiano by się z tym liczyć. Nic takiego jednak nie miało miejsca.
                              Wkrótce zresztą problem przestał istnieć. Dokładnie tydzień po tym, jak
                              wspomniany już polski patrol wjechał tramwajem do śródmieścia, ruszyła na
                              północy ofensywa Tuchaczewskiego. Miał on wówczas ok. 53 tys. żołnierzy
                              frontowych, wobec ok. 56 tys. wojsk polskich. W normalnych warunkach
                              nacierający powinni mieć trzykrotną przewagę nad obrońcami, ale w tej wojnie te
                              reguły nie obowiązywały."

                              Tyle z Polityki - tylko uzupelnienie - kto wie że Łańcut był miejscem
                              formowania przez Polakówarmii ukraińskiej w latach 1919-1920 ?, że funkcjonawła
                              tu ich szkoła oficerska /w zabudowaniach potockich/, szpital,szkoły średnie a
                              wreszcie po "zdradzie" Piłsudskiego obóz internowania dla żołnierzy ukraińskich.
                              Inna sprawa że ponoć to z armii Petlury właśnie wywodziła sie też kadra
                              oficerska UPA /z jak najgorszymi wspomnieniami ze sojuszu z wojskiem
                              polskim..../

                              A teraz sprawa częstochowska - Brawo - piekna inicjatywa prawosławia. Ikona
                              czestochowska to przecież piekny lącznik obu religii.
                              Chociaż w wielu opracowaniach konserwatywnych katolików spotkać się można z
                              okresleniem ikon " Ich schizmatyckie obrazy" - ale aby nie jątrzyć wstrzymam
                              sie od cytatow.
                              Radku - wizerunki ikonowe to piekne "łaczniki" religii wschodu i zachodu. Dla
                              przykładu sztuka religijna Włoch zawiera wiele przykładów bizantyjskich korzeni.
                              A dzisiaj w Polsce - KK korzysta często z ikonowego wzornictwa .
                              Myśle sobie tylko jak wielu katolików w Polsce zdaje sobie sprawe o ruskim
                              rodowodzie Częstochowskiej Ikony? Jak wielu spośrod nich zdaje sobie sprawe że
                              Biblia to taki piekny lącznik z Judaizmem, że budowla cerkiewne i kościoły
                              katolickie mają tak wiele ze sobą wspólnego - a nasladownictwo i korelacje tych
                              budowli przebiegały w obu kierunkach /a cerkwie łekowskie są tego najlepszym
                              przykładem/
                              pozdrawiam
                              Acha Radku - czy dotarła moje e-mail przesyłki ?







                              • 12.11.04, 22:33
                                Witam
                                Twoja przesylke oczywiscie otrzymalem:) Mam zamiar zabrac sie do lektury w
                                sobote i niedziele.
                                Zalinkowales Piotrze bardzo ciekawy tekst. Na razie zapoznalem sie tylko z
                                cytowanymi przez Ciebie fragmentami i do nich sie odniose. Po lekturze reszty
                                materialu pewnie nasuna sie jeszcze inne refleksje.
                                Jesli chodzi o wyprawe kijowska to z cytowanego tekstu wynika ze zarowno
                                Pilsudski, jak i Petlura starali sie "ugrac" cos dla siebie. Z moralnego punktu
                                widzenia wyglada to nieciekawie, jednak w swiecie polityki nie ma miejsca na
                                sentymenty. W tekscie jest postawiony zarzut, ze Petlura od poczatku nie chcial
                                dotrzymac umow. Pewnie tak, jednak strona polska tez nie byla czysta - chodzi mi
                                tu o zmuszenie strony ukrainskiej do rezygnacji ze Lwowa i Galicji Wschodniej.
                                Chyba kazdy z tych politykow dzialal w interesie swojego narodu. Czy dzis mozemy
                                to potepiac? Nie wiem.
                                Pilsudski chcial federacji, ale na swoich warunkach, Petlura chcial scalic w
                                swoim panstwie wszystkie ziemie ukrainskie.
                                Mysle, ze w tamtym okresie nie bylo mozliwe trwale ustalenie granic. Jednym z
                                glownych powodow byla wspomniana niechec Sejmu do powstania panstwa
                                ukrainskiego. Dochodzi do tego skomplikowana sytuacja miedzynarodowa.
                                W linkowanym tekscie jest wzmianka o stosunku ludnosci Ukrainy do owczesnych
                                wydarzen. Na pewno na wschodnich terenach Ukrainy ludnosc nie wykazywala duzego
                                entuzjazmu dla powstania panstwa ukrainskiego, wydaje mi sie ze ludzie byli
                                zmeczeni ciaglymi przemarszami roznych (w sumie obcych) wojsk. Na Zachodzie
                                Ukraincy chcieli swojego panstwa co pokazaly wczesniejsze walki o Lwow.
                                Piszesz Piotrze ze z armii Petlury wywodzili sie pozniejsi dowodcy UPA. Bardzo
                                trafne jest spostrzezenie ze wyniesli oni ze wspolpracy z Wojskiem Polskim jak
                                najgorsze doswiadczenia. Byc moze wlasnie to zadecydowalo o wrogim stosunku do
                                panstwa polskiego. Chociaz Pawlo Szandruk w 1939 roku wykazal sie wlasnie w
                                obronie RP. Zostal zreszta za to odznaczony.
                                Na zakonczenie postu napisales o lemkowskich cerkwiach, ze czerpaly rowniez z
                                budowli Kosciola rzymskiego. Ta kwestia zaciekawila mnie, czy moglbys rozwinac
                                ten temat?
                                Przepraszam ze dzisiejszy post jest dosyc chaotyczny, ale akurat znalazlem
                                chwile aby zerknac na forum w przerwie spozycia:) W niedziele lub w
                                poniedzialek postaram sie rozwinac poruszone tematy.
                                Pozdrawiam
                                R.
                                • 13.11.04, 09:25
                                  Witam - w swym ostatnim /z konieczności /poscie w tym weekendzie daję dwa
                                  linki - na ikony łemkowskie / acha dzięki za tamyen link do muzeum
                                  ukraińskiego - stronę znałem ale oczywiście z przyjemnością ją oglądnąłem -
                                  zwłaszcza że są tam ikony przed którymi prwdopodobnie modlił się mój
                                  pradziadek - z cerkwi w Daliowe :))
                                  Linkuję też poniżej charakterystykę cerkwi łemkowskich. Cytat pochodzi z
                                  książki Pana Prof. R.Brykowskiego "łemkowska drewniana architektura cerkiewna w
                                  Polsce, na Słowacji i Rusi Zakarpackiej" Moje wydanie pochodzi z 1986 roku. A
                                  cytuję /po angielsku / z niezastąpionej strony lemko .org.

                                  www.carpatho-rusyn.org/lemkos/icons.htm
                                  Icon Painting In The Lemko Region

                                  www.lemko.org/lih/rbrykowski.html
                                  The notion of wooden orthodox churches of the Lemko people was introduced to
                                  European scientific literature by Vladimir Roman Zaloziecki in 19266 . Further
                                  popular-scientific articles published in the inter-war period fixed the still
                                  prevailing belief that typical characteristics of a Lemko orthodox church were:
                                  a tripartite construction with a wider and higher nave. a tent-shaped roof
                                  topped with spherical (onion-shaped) turret finials and a room tower in the
                                  west with a dome shaped as those on the finials. Researchers directed attention
                                  early at these typical constructions. verging on a duplication of a scheme. and
                                  this image, though not quite correct, prevailed until our times.

                                  Requirements of Eastern liturgy and tradition developed in the cultural circle
                                  of pre-Partition Poland (it looked slightly different in Balkan cultural
                                  circles and in the Duchy of Moscow) a conception of a tripartite longitudinal
                                  arrangement of wooden sacral buildings comprising three basic sections. These
                                  three church sections were not equal although they were built on similar,
                                  quadrilateral projections resembling squares. The nave was usually the largest
                                  and highest room while the presbytery and women's porch were smaller and lower
                                  usually of similar dimensions. Thus, two factors: centralness and symmetry.
                                  accented in the projection and mass of the sacral building played a decisive
                                  role in the cultural circle referred to in the shaping of the spatial plan and
                                  the composition of the wooden church mass. But there was an additional element
                                  in Lemko orthodox churches which influenced a part obliteration of the
                                  legibility of the central-symmetric system: this element. decisive in the style
                                  of a Lemko orthodox church. was the tower. integrally linked in the west with
                                  the church into one body and usually 'shifted on' the church porch. In the
                                  silhouette of Lemko churches this tower played a high dominance, just as in
                                  many Latin churches. But in Lemko churches the presbytery and nave were covered
                                  with tent-like, angled cupolas seen also in the mass as mansard roofs, topped,
                                  moreover, with spherical, apparent ave-bell turrets. Characteristic of the
                                  Lemko church mass was, therefore. its gradual rising of particular segments
                                  from east to west, from the presbytery to the tower. this rising of particular
                                  segments provided orthodox churches of this type with much charm and
                                  picturesqueness"
                                  Myslę Radku że jeszcze pomęczymy w przyszłym tygodniu okres I wojny- tak ładnie
                                  przez ciebie zalinkowany - 18 stron wbitego tekstu cho cho :))
                                  Oczywiście w miarę czasu jeszcze się odnosę od siebie co do cerkwi.
                                  Zaglądnij na Polska-Ukraina - tam Bwandas linkuje ciekawą stronę o poezji
                                  łemkowskij,cerkwi w Zawadce Rymanoewskiej. A na wortalu werchowynie - ciekawa
                                  dyskusja-forum o Zamieszańcach z udziałem znawcy tematu - Panem Olszanskim.
                                  Pozdrawiam serdecznie z zimnego ale póki co bezdeszczowego Rz-wa
                                  • 13.11.04, 09:37
                                    A żeby Ci /Wam???/ się nie nudziło przyczytaniu proponuje wielką dawkę
                                    łemkowskiej muzyki - szczególnie Julii Doszny - link pochodzi od Bwandasa -
                                    przyznasz Radku że gość stworzyl niesamowitą stronę :)))

                                    www.beskid-niski.pl/index.php?pos=/lemkowie/kultura/muzyka
                                    Miłego słuchania
                                    • 15.11.04, 16:05
                                      Witam
                                      Przy lekturze nie nudzilem sie:) ale i tak posluchalem troche z linkowanej przez
                                      Ciebie muzyki. Bogactwo materialu nie pozwolilo mi na odsluchanie wszystkiego,
                                      co na pewno nadrobie w tym tygodniu. Dzieki Twoim linkom odwiedzam czasem
                                      "beskid-niski" i zawsze jestem pod wrazeniem ogromu pracy i serca wlozonego w
                                      ten sajt.
                                      Tekst o lemkowskich cerkwiach powiekszyl nieco zakres mojej wiedzy i byl dobrym
                                      uzupelnieniem linkowanych kiedys przez Ciebie rycin i fotografii. Natomiast
                                      pewnien niedosyt zostal po ogladaniu Ikon, szkoda ze reprodukcje byly czarno biale.
                                      Zanim wroce do lektury przeslanych tekstow (w weekend mialem ograniczony dostep
                                      do komputera wiec przeczytalem tylko czesc) podsylam kontynuacje tekstu R.
                                      Potockiego.

                                      "Pierwsze plany odbudowy armii ukraińskiej przedstawiono stronie polskiej już w
                                      1927 roku, kiedy spodziewano się napięć wewnętrznych w ZSRS i konfliktu
                                      zbrojnego z Wielką Brytanią. Stosunkowo szybko określono zatem zadania Sztabu
                                      MSWojsk. UNR. Rozkaz z 28 lutego 1927 roku zawierał więc tylko postulaty:

                                      1. Gdy tylko pozwoli na to sytuacja polityczna, należy umożliwić powrót do
                                      służby czynnej urlopowanym oficerom i żołnierzom UNA;

                                      2. Należy dokonać oceny realnych możliwości wojskowych DC UNR.

                                      Strona ukraińska proponowała skadrowanie sześciu DP, i po jednej: DKaw., Bryg.
                                      Granicznej, l Bryg. Żandarmerii, sztabu armii i ministerstwa wojny, a następnie
                                      na wypadek przejęcia władzy ukrainizację 10-12 sowieckich dywizji terytorialnych
                                      stacjonujących na obszarze USRS. Ukraińskie Centrum Państwowe chciało ponadto
                                      uzyskać wsparcie Wielkiej Brytanii w sprawach finansowych, szkolenia wojska oraz
                                      zorganizowania interwencji floty na Morzu Czarnym.1 Z jednej strony projekt ten
                                      dowodził, że niekiedy dyplomacja UNR zupełnie nie orientowała się w sytuacji
                                      geopolitycznej, z drugiej zaś strony był jednak sygnałem, że po 1926 roku celem
                                      Centrum Państwowego była nic tyle próba wywołania powstania, co wsparcie i pomoc
                                      wojskowo-dyplomatyczna dla ośrodkowych ruchów separatystycznych bądź interwencji
                                      zbrojnej pochodzącej z zewnątrz.

                                      Natomiast 18 stycznia 1928 roku na konferencji, w której udział brali W. Salśkyj
                                      i J. Stachiewicz, wysunięto projekt budowy od podstaw 100 tys. URA. Docelowo
                                      armia miała składać się z czterech DP, jedna DKaw. (4 pułki), dwóch bryg.
                                      zapasowych, sztabów, służb oraz jednostek pomocniczych. Gen. J. Stachiewicz
                                      zaprezentował także poniższe sugestie:

                                      1. Rząd RP w swej pomocy dla UNR pójdzie dalej niż Austria wobec Polaków w 1914
                                      roku: do dyspozycji zostaną oddelegowani ochotnicy, nieprzeszkoleni rezerwiści i
                                      poborowi po odbyciu służby w WP;

                                      2. "Był przewidywany cały szereg innych prac przygotowawczych,
                                      organizacyjno-mobilizacyjnych, wypływających z powyższych postanowień".

                                      W raporcie poselstwa CSR w Warszawie z 23 lutego 1928 roku znajdujemy nawet taką
                                      informację: "[...] w najbliższych miesiącach ma nastąpić organizowana z resztek
                                      armii S. Petlury l DP i l DKaw., które mają być częścią armii polskiej [...]". Z
                                      kolei 27 czerwca 1930 roku, w związku z wydarzeniami na Ukrainie, prezydent A.
                                      Liwyćkyj wystąpił do władz polskich z kolejnym memorandum, w którym postulował
                                      odbudowę regularnej armii.2 Memoriał zapowiadał, iż po wybuchu "małej wojny
                                      domowej" (1929-1933), gdy tylko pojawią się sprzyjające okoliczności do powrotu
                                      rządu do Kijowa i wzrośnie nadzieja na wybuch nowej rewolucji
                                      narodowo-społecznej, emigracja podejmie odpowiednią akcję polityczno-wojskową,
                                      której celem będzie restytucja UNR."

                                      Mam nadzieje, ze kolejne fragmenty tekstu okaza sie rowniez ciekawe.
                                      Pozdrawiam, zyczac milego tygodnia.
                                      R.
                                      • 16.11.04, 17:45
                                        Przyznaję Radku że w rozmowach tu odbywanych odkrywam coraz to nowe tematy –
                                        zupełnie nie znane lub fragmentarycznie mi znane.
                                        Oto na przykład temat militarnej współpracy polsko – ukraińskiej lat 1919-1930 .
                                        Przecież dla wielu Polaków interesujących się nawet historią – ten okres to
                                        bratobójcze walki Ukraińców z „orlętami” lwowskimi i przemyskimi, może coś na
                                        temat „republik łemkowskich”, może jakiś tam fragment z biografii Lisa Kuli
                                        który ginie w 1919 roku w walce z Ukraińcami na Wołyniu, może coś na temat walk
                                        z Ukraińcami – żołnierzami bodaj dwóch Republik Ukraińskich lat 1918-1919. A
                                        tymczasem jest bardzo bogaty wątek wspólnej walki z „białymi” Rosjanami i
                                        bolszewikami lat 1919-1920, formowania przez Polaków formacji ukraińskich –
                                        także w okolicach Rzeszowa /Łańcut/. Jest też smutny okres po pokoju ryskim –
                                        kiedy „pisłudsczycy” przekonani zdaje się przez zachód o bezcelowości dobijania
                                        pokonanych bolszewików – odwracają się od sprawy ukraińskiej – internując
                                        Ukraińców- petlurowców.
                                        Inna sprawa czy Petlura – opisywany w przesłanych Ci materiałach jako
                                        antysemita i nacjonalista – był partnerem dla Piłsudskiego /przypominam – wtedy
                                        jeszcze zdolnego samouka,legionisty-socjalisty gotującego się do wysiadki
                                        z „tramwaju socjalistycznego na stacji niepodległość”/.
                                        A Radku – temat próby wskrzeszenia polsko –ukraińskiej współpracy wojskowej w
                                        końcu lat dwudziestych – to dla mnie całkowicie nowy temat !!!!
                                        Chociaż domyślam się że działania te były związane z kryzysem powstałym w
                                        następstwie konferencji w Rapallo /i następnych porozumień/– kiedy bolszewicy
                                        zaczęli się dogadywać z Niemcami /za plecami mocarstw zachodnioeuropejskich/.
                                        Uprzejmie proszę o sprostowanie ewentualnych niedorzeczności w mej wypowiedzi
                                        i ... ciąg dalszy !!!
                                        Pozdrawiam

                                        • 17.11.04, 15:55
                                          Witam
                                          Przeczytalem materialy przeslane przez Ciebie i sam nie wiem co myslec na temat
                                          Petlury. Czy mozna go obarczyc odpowiedzialnoscia za cale zlo ktore wydarzylo
                                          sie na ziemiach ukrainskich? Zwroc uwage na tytul strony w adresie zrodla
                                          (chodzi mi o ten fragment adresu - /criminal/terrorist/petlura). Po takim
                                          tytule mozna miec pewne obawy czy aby wszystkie wiadomosci sa na pewno
                                          obiektywne.
                                          Nie chcialbym, zeby moja dzisiejsza wypowiedz byla odebrana jako bezkrytyczna
                                          obrona. Pisze tylko o watpliwoscia jakie nasunely sie po lekturze. Nie mam az
                                          tak duzej wiedzy na poruszane tematy, natomiast czytalem, ze w pamieci ludnosci
                                          zydowskiej pogromy bardzo wryly sie w pamiec. Jesli Ciebie (Was) ta sprawa
                                          interesuje to moge cos podeslac na ten temat. Sprawy zwiazane z historia
                                          polskich Zydow sa mi bardzo malo znane, ale kiedys wpadlem na ciekawy tekst, a
                                          ze dotyczyl spraw interesujacych mnie (czyli wydarzen na ziemiach ukrainskich)
                                          to wlaczylem go do swojej kolekcji.
                                          Wracajac do wspolpracy polsko-ukrainskiej to chyba najwiekszym bodzcem do
                                          wspolpracy byla najpierw sprawa obrony przed bolszewikami. Pilsudski dzialal w
                                          interesie Polski, wiec niepodlegla Ukraina wydawala sie w tamtej sytuacji
                                          naturalnym buforem, a poza tym oslabiala terytorialne ZSRR.
                                          Czy Petlura byl dobrym partnerem dla Pilsudskiego? Mozna zmienic to pytanie i
                                          zapytac jaka byla alternatywa?
                                          Gdy mowimy o umowie Petlura-Pilsudski to nieodlacznym fragmentem tej sprawy
                                          jest kwestia granic niepodleglej Ukrainy. Mozliwe ze chec ustalenia granicy na
                                          Zbruczu wynikala z kalkulacji polskich wladz. Gdyby nie udalo sie utrzymac
                                          niepodleglosci Ukrainy mimo wszystko granica bylaby przesunieta na Wschod.
                                          Piszesz Piotrze, ze niechec "pilsudczykow" do "dobicia" bolszewikow byla
                                          spowodowana namowami Zachodu. Wydaje mi sie, ze takie podejscie wynikalo raczej
                                          z obaw przed odrodzeniem "bialej" Rosji. Musimy pamietac, ze Denikin nie mowil
                                          o Polsce inaczej jak o autonomicznym obszarze, to na pewno nie zachecalo do
                                          dobicia bolszewikow. Wzmacnialoby to przeciez "bialych"
                                          To co powyzej napisalem to tylko moje przemyslenia, moze nie sa one doskonale
                                          ale przeciez to forum sluzy wlasnie do wymiany pogladow:)
                                          Dla uzupelnienia zalinkuje jeszcze ciekawe spojrzenie na Pilsudskiego i Petlure

                                          www.iyp.org/Archives/c-europe/0003/msg00068.html
                                          Dzis podsylam jeszcze kolejny "odcinek" tekstu R. Potockiego, pozostalo mi tego
                                          jeszcze troche, wiec jesli chcesz to sluze kolejna przesylka.

                                          "W opinii Ukraińskiego Centrum Państwowego na przełomie lat dwudziestych i
                                          trzydziestych sytuację w ZSRS cechowały następujące zjawiska:

                                          1. W partii komunistycznej zniknięcie entuzjazmu i wiary w ideę bolszewicką, a
                                          zarazem zmniejszenie aktywności politycznej partii, walki wewnętrzne i
                                          zwiększenie presji GPU na partię;

                                          2. Pogłębiający się kryzys towarowy i żywnościowy oraz finansowy bez nadziei na
                                          rychłą poprawę sytuacji gospodarczej;

                                          3. Kolektywizacja i zabór gospodarstw wywołuje ostre protesty u włościan, co
                                          stymuluje proces narastania powszechnego niezadowolenia i desperacji;

                                          4. Intensywna wojna z religią przy ogólnie stwierdzonym fakcie pogłębiania w
                                          społeczeństwie poczucia religijnego.

                                          "Jednym słowem, obecna sytuacja polityczna i ekonomiczna w ZSRS wskazuje na to,
                                          że w niedalekiej przyszłości trzeba oczekiwać tam decydujących wydarzeń,
                                          zwłaszcza na Ukrainie [...]. Trzeba oczekiwać wybuchu rewolucji i to na całym
                                          terytorium Związku [Sowieckiego]. Wskutek zorganizowania się w niezliczonej
                                          ilości oddziałów powstańczych rewolucja ta nabierze cech całkowitej anarchii i
                                          bezlitosnej zemsty na komunistach, Żydach i Rosjanach [...]. Nadanie temu
                                          rewolucyjnemu wybuchowi tendencji państwowotwórczych [oraz] ujęcie sił
                                          rewolucyjnych w odpowiednie formy organizacyjne i należyte zabezpieczenie
                                          materialne do walki zbrojnej przeciwko sile moskiewskiej jest pierwszym i
                                          najważniejszym naszym zadaniem, a również koniecznym warunkiem restytucji
                                          władzy UNR na Ukrainie.

                                          Już obecnie można stwierdzić, że na wsi rozpoczęła się pewna ruchawka [...]. W
                                          miarę realizacji dalszych kroków władzy co do kolektywizacji i pogłębiania się
                                          kryzysu finansowego, towarowego, i co najważniejsze, aprowizacyjnego - co jest
                                          nieuniknione - nastąpi zwięksszenie rozruchów, i to nie tylko na wsi, lecz i w
                                          miastach, a zatem [także] rozluźnienie administracji i porządku. Tempo tego
                                          procesu jest bardzo trudno kategorycznie określić, gdyż dotychczas jeszcze nie
                                          wprowadzono w grę wojska, ale w każdym razie trzeba być gotowym, by wykorzystać
                                          wszystkie [te] możliwości, które mogą powstać i, w miarę zwiększania się
                                          rozruchów i rozluźnienia porządku, użyć wszystkich sił do podniecania i
                                          wzmocnienia rewolucji w celu ostatecznego zniszczenia władzy okupacyjnej na
                                          Ukrainie".3 Akcja wojskowa, jak zakładano, miała składać się z trzech etapów:

                                          1. Wysłania emisariuszy do istniejących grup oporu i agitatorów w celu
                                          podburzania miejscowej ludności;

                                          2. Zjednoczenia i koordynacji działań, istniejących już oddziałów
                                          partyzanckich, wysyłania z terytorium Polski i Rumunii misji dywersyjno-
                                          rozpoznawczych oraz napoczęcie wojny podjazdowej, szczególnie na Podolu i
                                          wschodnim Wołyniu;

                                          3. Organizacja regularnej armii"

                                          Przepraszam za chaotycznosc dzisiejszej wypowiedzi, ale jescze nie do konca
                                          opadlo zdenerwowanie po wczorajszej stluczce zony. Niby nic sie nie stalo (do
                                          wymiany tylko lusterko) ale jeszcze gdzies to zdarzenie chodzi po glowie.
                                          Serdecznie pozdrawiam
                                          R.
                                          • 17.11.04, 16:04
                                            Rowniez sadze, ze pozniejsze proby wspolpracy byly podyktowane obawami przed
                                            Rosja sowiecka. Chyba nikt nie przypuszczal ze panstwo bolszewikow utrzyma sie
                                            i w dalszym ciagu bedzie stanowic zagrozenie. Do tego mogla dochodzic nadzieja
                                            na powstanie na Ukrainie, ze wzgledu na brutalne postepowanie bolszewikow.
                                            Dzisiaj nie bede sie juz rozpisywac - ciezko zebrac mysli. Najwazniejsze ze
                                            zonie nic sie nie stalo
                                            Jeszcze raz serdecznie pozdrawiam
                                            R.
                                            • 17.11.04, 17:36
                                              Witam - no proszę jak nam sie pieknie rozmowa podkreciła.
                                              Podesłana Ci emailem strona - rozyjskojęzyczna jest w swej wymowie trochę i
                                              antyukraińska. Nie badałem jej strony głownej - chociaż podejrzewam że jest to
                                              strona... syjonistow. :))
                                              Ale też pamietaj radku że wspominane tam pogromy Żydów i smierć petlury z ręki
                                              żydowskiego mściciela to jednak muszą mieć coś z prawdy. Napiszę kiedyś o
                                              powstaniach kozackich od konća XVI wieku - zawsze oprocz polskich ofiar
                                              powstańców, często ruskich grekokatolików wielkie straty były wśród Zydów
                                              uważanych za wrogów. Kulminacją tych ofiar był Humań.
                                              No i widzę z twoich wypowiedzi że "spasował" Ci temat międzywojnia - cieszę
                                              się - bo ten okres kojarzę raczej ze starymi rodzinnymi zdjęciami niz
                                              wydarzeniami wspolnej polsko-ukraińskiej historii.
                                              Ale żeby dodac cos od siebie - proszę link :


                                              akcjawisla.semper.pl/rozdzial2.html
                                              Przed I wojną światową, pomimo wzajemnych deklaracji przyjaźni, mocarstwa
                                              rozbiorowe starały się za wszelką cenę nawzajem się osłabiać. Stąd też, jeszcze
                                              przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości, Niemcy starali się podsycać
                                              ukraiński nacjonalizm, mający za wroga przede wszystkim Rosję. Z kolei Austria
                                              starała się wykorzystać nacjonalistyczne nastroje Ukraińców zarówno przeciwko
                                              Rosji, jak i przeciw Polsce. Efekty tych działań widoczne były już w roku 1918,
                                              kiedy to proklamowano wspomnianą Zachodnioukraińską Republikę Ludową (ZUNR),
                                              której stolicą był Lwów. Objęła ona swoim zasięgiem były zabór austriacki w
                                              Galicji Wschodniej. Z kolei w byłym zaborze rosyjskim utworzono Ukraińską
                                              Republikę Ludową (UNR1).
                                              Proklamowanie obu „państw” ukraińskich, które rościły sobie pretensje do ziem
                                              odzyskanych przez Polskę, doprowadziło do zaognienia stosunków polsko-
                                              ukraińskich. W rezultacie wojska polskie w 1919 roku przepędziły oddziały
                                              ukraińskie poza granicę rzeki Zbrucz. W obliczu tych wydarzeń stojący na czele
                                              UNR Semen Petlura zawarł przymierze z Józefem Piłsudskim. Petlura zrzekł się
                                              roszczeń do Galicji Wschodniej, w zamian za to rząd Polski uznał go za
                                              prawowitego przywódcę niepodległej Ukrainy. W kwietniu 1920 roku rozpoczęła się
                                              ukraińsko-polska ofensywa na Kijów (jak podają Szcześniak i Szota, w natarciu
                                              na Kijów, prócz jednostek polskich brały udział dwie dywizje ukraińskie2).
                                              Jednak wyprawa na Kijów nie przyniosła rezultatów. W konsekwencji Polska
                                              zawarła pokój z Rosją Radziecką, przekreślają tym samym niepodległościowe
                                              nadzieje Ukraińców. Semen Petlura schronił się w Europie Zachodniej. Zginął 25
                                              maja 1926 roku, zastrzelony na jednej z paryskich ulic..
                                              Kiedy w 1923 r. państwa zachodnie uznały polskie granice na wschodzie, na
                                              obszarze II Rzeczypospolitej znalazło się ponad 5 mln Ukraińców3, co stanowiło
                                              około 16% wszystkich obywateli Polski (Szcześniak i Szota podają tę liczbę w
                                              wysokości 20%)4. Szczególnie duże skupienie ludności ukraińskiej występowało w
                                              województwach: wileńskim, nowogródzkim, poleskim, wołyńskim, stanisławowskim,
                                              tarnopolskim i lwowskim. Dla wielu Ukraińców przyłączenie do Rzeczypospolitej
                                              było początkiem nowej okupacji.
                                              Ludność ukraińska, która znalazła się na terenie Polski, była społecznością
                                              zróżnicowaną. Przede wszystkim różnice były widoczne w granicach dawnych
                                              zaborów. Greckokatolicka Galicja Wschodnia była dużo bardziej uświadomiona
                                              narodowościowo; już w XIX wieku istniały tam narodowe partie ukraińskie,
                                              zrzeszone wokół ukraińskiego centrum społecznego, jakim był Lwów. Tymczasem
                                              prawosławny Wołyń oraz Polesie i Chełmszczyzna, czyli dawny zabór rosyjski, nie
                                              charakteryzowały się dużą świadomością narodową. Za czasów cara nie działały
                                              tam żadne legalne organizacje ukraińskie.
                                              Ludność polska zamieszkująca te obszary była w innej sytuacji. Charakteryzowała
                                              się dużym przywiązaniem do ojczyzny, we wszystkich konfliktach skłaniała się w
                                              stronę Polski. Stanowiła większość wśród inteligencji, ale liczebną przewagę
                                              miała tylko w miastach. Na wsi natomiast stanowiła zdecydowaną mniejszość,
                                              będąc zewsząd otoczona ludnością ukraińską.
                                              Jak bardzo był zróżnicowany stosunek ludności ukraińskiej do Polaków, świadczy
                                              mnogość partii, które legalnie i nielegalnie działały do 1939 roku na obszarach
                                              Ukrainy Zachodniej. Grzegorz Motyka wyróżnił cztery podstawowe nurty
                                              polityczne, które wykształciły się wówczas wśród mieszkańców wschodnich terenów
                                              Rzeczypospolitej5. Pierwszym z nich był nurt reprezentowany przez emigrację
                                              petlurowską, przyjaźnie nastawiony do państwa polskiego. W Polsce ruch ten
                                              reprezentowany był przez Ukraińskie Zjednoczenie Wołyńskie (WUO6), powołane
                                              przez wojewodę Józefskiego. Ukraińcy zrzeszeni wokół tej organizacji wierzyli,
                                              że dzięki dobrym układom z rządem sanacyjnym mogą uzyskać znaczną autonomią lub
                                              też w przyszłości niepodległość. Wpływ tej partii był jednak niewielki,
                                              ograniczał się do terytorium Wołynia. Innym ugrupowaniem, które programowo
                                              starało się zbliżyć do rządu polskiego była Ruska Organizacja Ludowa (RSO7).
                                              Rząd polski popierał Rusinów, bo widział w tym szansę na stworzenie przeciwwagi
                                              politycznej dla mniejszości ukraińskiej8.
                                              Drugim nurtem politycznym było stanowisko reprezentowane przez nielegalną
                                              Komunistyczną Partię Zachodniej Ukrainy (KPZU), która stanowiła formalnie część
                                              Komunistycznej Partii Polski. Partia ta dążyła do przyłączenia Zachodniej
                                              Ukrainy do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej, miała spory wpływ
                                              na działalność legalnych lewicowych partii na Wołyniu i Chełmszczyźnie. Partia
                                              ta musiała z jednej strony walczyć z rządem sanacyjnym, a z drugiej – z
                                              nacjonalizmem ukraińskim.
                                              Zdecydowanie większym, o ile nie największym poparciem społecznym cieszyło się
                                              Ukraińskie Zjednoczenie Narodowo-Demokratyczne (UNDO9). Reprezentowało ono
                                              trzeci nurt w stosunkach polsko-ukraińskich, który można nazwać umiarkowanie
                                              narodowym. Partia ta dążyła do wywalczenia swobód narodowych legalnymi drogami.
                                              Skupiała przede wszystkim inteligencję ukraińską, obszarników, kler
                                              greckokatolicki, urzędników, zamożnych chłopów, przemysłowców.
                                              W roku 1928 UNDO było reprezentowane w polskim sejmie przez 28 posłów10.
                                              Postawa polityczna UNDO wobec Polski nie była jednolita, choć ogólnie
                                              nawoływała do uległości i lojalności wobec sanacyjnego rządu. Mimo to domagała
                                              się przyznania Galicji Wschodniej autonomii, powołując się na decyzję Rady
                                              Ambasadorów z roku 1923 11.
                                              Ostatnim nurtem, który wyróżnia Motyka, był krąg zrzeszający organizacje
                                              nacjonalistyczne. Reprezentowały one stanowisko skrajnie narodowe, za wszelką
                                              cenę zwalczające zwierzchnictwo rządu polskiego. Reprezentantami tego nurtu
                                              były takie organizacje jak: Ukraińska Organizacja Wojskowa (UWO12) oraz OUN.
                                              UWO zostało powołane do życia na zjeździe ukraińskich nacjonalistów w Pradze,
                                              latem 1920 roku. Od tamtej pory zajmowało się działalnością szpiegowską,
                                              propagandową, często sięgając do metod terrorystycznych (m. in. zorganizowało
                                              zamach na Piłsudskiego i wojewodę lwowskiego Grabowskiego). Organizacja ta
                                              prowadziła liczne działania sabotażowe, mające na celu osłabienie autorytetu
                                              władzy sanacyjnej w oczach ludności ukraińskiej.
                                            • 17.11.04, 17:53
                                              Zacytuję Radku najpierw ciekawą wypowiedź na temat ... z TP

                                              tygodnik.onet.pl/1580,1163909,dzial.html
                                              Kochani bracia katolicy, dajcie sobie spokój z ikoną. I tak nic z tego nie
                                              rozumiecie, a jeszcze kościół Wam się zbizantynizuje... Teologia ikony w
                                              Kościele ortodoksyjnym nie jest czymś dodanym, żeby było gustownie w cerkwiach,
                                              lecz jest integralną częścią teologii prawosławnej. Prawosławie skupia się w
                                              niej jak w soczewce. Nie jest też konceptem paru wyrafinowanych
                                              intelektualistów. Jej powstanie było bolesne, wiązało się bowiem z
                                              przezwyciężeniem ikonoklazmu, odwołującego się do drugiego przykazania
                                              Mojżeszowego, nigdy przez Kościół ortodoksyjny nie zakwestionowanego, które
                                              mówi o zakazie czynienia wizerunków. Prawda ikony jest ściśle związana z prawdą
                                              Wcielenia.

                                              Nie wierzę, żeby problem sztuki w Kościele zachodnim udało się rozwiązać w
                                              jakiejkolwiek dyskusji, jeśli nie osiągnie ona choć połowy temperatury starych
                                              kontrowersji wokół ikony (oznacza to w szczególności wzniesienie się na poziom
                                              egzystencjalny, dotyczący życia każdego uczestniczącego w Misterium Kościoła).
                                              Inaczej ta sprawa zawsze będzie kulała.

                                              BOGDAN STRACHOWSKI (Rzepiennik Strzyżewski, woj. małopolskie)

                                              ***

                                              Kościół katolicki nie rozumie ikony, gdyż nie jest ona integralną częścią jego
                                              tożsamości. Jej obecność w naszych świątyniach nie jest konieczna. Chcąc nie
                                              chcąc patrzymy na ikonę z zewnątrz - estetycznie - a nie jak na sakrament.
                                              Inaczej jest w prawosławiu, gdzie zwycięstwo czcicieli obrazów obchodzone jest
                                              jako Święto Ortodoksji.

                                              TADEUSZ BORUTA

                                              I wsój komentarz - oto byłem ostatnio na mszy "studenckiej" w kościele
                                              rzeszowskich Saletynów. Ołtarz ozdobiony był czerwoną draperią
                                              kryjącą "codzienny" ołtarz na jej tle umieszczono reprodukcje Trojcy
                                              św /Rublowa z owymi trzema Aniołami/ i MB Smoleńskiej /owe umiilienie/ .środek
                                              między nimi zdobił Krzyż-Ikona z namolowanym ciemnibrązowym Chrystusem, kratowe
                                              świeczniki z ustawionymi zniczami.... Msza była nastrojowa, zdobna grą na
                                              gitarach, organach elektrycznych i murżyńskimi bębnami, rzewnym i dość
                                              monotonnym śpiew dziewcząt .Mądre kazanie młodego ksiedza. Ktoś konserwatywny
                                              ze strony wiadomego radia mógłby powiedzieć że to raczej New Age niż msza
                                              katolicka.
                                              A ja Radku oprocz doznaN religijnych i estetycznych - odniosłem wrażenie
                                              totalnego nieporozumienia. te ikony ustawione na wzór "importowanego stylu
                                              Taize" świadczyły tylko o chęci przywabienia egzotyczną scenografią mlodych
                                              wiernych i niezrozumieniu roli ikony . Tu Ikona została potraktowana jak
                                              ścenografia teatralna - ktorą mozna żwinąć /i tak sie po mszy stało :(/ , jak
                                              estetyczna dekoracja. Ale może tylko gderam - bo radku bardzo cenię nabożenstwa
                                              w tamtym kościele.
                                              Pozdrawiam serdecznie

                                              • 17.11.04, 18:03
                                                Ja też się cieszę że zdarzenie Twojej Pani zakończyło sie w miarę dobrze - u
                                                nas pogoda paskudna, leje , ciemno i o stłuczke też nie trudno.

                                                Pozdrowienia - pamietaj że stres Twojej Małzonki może byc wiekszy od Twojego -
                                                czas na kolacje przy świecach , dobrym tokaju i takiejż muzyce :)))))
                                                • 18.11.04, 22:09
                                                  Witam
                                                  Z opisu nabozenstwa ktore opisales odnioslem wrazenie, ze ktos chcial
                                                  przyciagnac mlodych "egzotyka". Moze nie tedy droga. Ikona to nie element
                                                  scenografii. Bardzo dobrze, acz troche za ostro, tlumaczy znaczenie ikony autor
                                                  listu do TP. Niepotrzebne bylo tylko moim zdaniem stwierdzenie "I tak nic z tego
                                                  nie zrozumiecie", nieeleganckie stwierdzenie.
                                                  Mozliwe, tak jak napisal to p. Tadeusz Boruta, ze Kosciol katolicki nie rozumie
                                                  ikony, ale nie wyklucza to mozliwosci zrozumienia tego znaczenia przez
                                                  poszczegolnych wiernych.
                                                  Jako niezbyt sympatyczna odebralem wypowiedz p. Boruty o "czcicielach obrazow".
                                                  Mozna bylo wyrazic to w ladniejszy sposob, ale moze sie tylko czepiam.
                                                  Linkowanego tekstu ze strony "akcjawisla" jeszcze nie przeczytalem, wiec
                                                  chwilowo sie nie odniose.
                                                  Poruszylismy tu przez chwile temat pogromow w Galicji. Zacytuje dzis wspominane
                                                  juz teksty. Jest to ksiazka autora narodowosci zydowskiej i pokazuje inne
                                                  spojrzenie. Z tresci wynika ze nie tylko Petlura byl odpowiedzialny za
                                                  antysemickie akcje. Polacy i Rosjanie rowniez dolozyli swoje...

                                                  "Gdy w 1898 roku wybuchły niepokoje, niektórzy polscy politycy galicyjscy
                                                  podgrzewali je, rozniecając antysemicką propagandę. Procesy w sprawach o mord
                                                  rytualny lat osiemdziesiątych i kongres katolicki 1893 roku stworzyły ku temu
                                                  odpowiednią atmosferę. Żydowscy karczmarze - twierdzono na dawno już wypróbowaną
                                                  modłę - skłaniali chłopów do pijaństwa, a żydowscy lichwiarze doprowadzali ich
                                                  do bankructwa"

                                                  Ten pierwszy cytat nie odnosi sie co prawda do kresu I WS i bezposrednio po, ale
                                                  pokazuje, ze rowniez Polacy nie byli wolni od antysemityzmu. Dalsza czesc cytatu
                                                  dotyczy juz okresu o ktorym ostatnio rozmawiamy.

                                                  "Pierwszy punkt zapalny pojawił się znów na Ukrainie. W wyniku pokoju
                                                  brzeskiego, zawartego między Rzeszą Niemiecką a Sowiecką Rosją - Ukraina
                                                  uzyskała niezależność. Rozgorzała zażarta walka o władzę między różnymi
                                                  ugrupowaniami i bolszewikami, którzy także i tu rościli sobie prawo do
                                                  utworzenia rządu i zawezwali na pomoc Armię Czerwoną. Niektórzy
                                                  antykomunistyczni władcy wykorzystali istniejący od 1648 roku tradycyjny
                                                  konflikt i podburzyli chłopów oraz żołnierzy przeciwko Żydom, których
                                                  utożsamiali z komunistami. Doszło do straszliwych pogromów. Szczególnie
                                                  wyróżniały się tu białogwardyjskie oddziały Antona Denikina i atamana Symona
                                                  Petlury. Dla Żydów Armia Czerwona oznaczała rzeczywiste wybawienie, chociaż
                                                  podczas okrutnych walk nie mogli się czuć bezpieczni wobec żadnej ze stron"

                                                  I jeszcze fragment tekstu dotyczący wydarzeń z 1920 roku.

                                                  "W Polsce narastały nadzieje na odtworzenie polskiego państwa w granicach z 1772
                                                  roku. Poczatkowo polskie oddziały wdarły się daleko na wschód. Znowu w czasie
                                                  potwornej masakry wyrżnięto wielu Żydów"

                                                  Cytaty pochodza z ksiazki "Historia Zydow w Europie Wschodniej", autorem jest
                                                  Heiko Haumann.
                                                  Kolejne fragmenty tekstu p. Potockiego zacytuje jutro (calosc podesle,
                                                  oczywiscie jesli chcesz, wieczorem na mail).
                                                  Dzisiaj chce jeszcze wrocic do tematu z poczatku naszej rozmowy. Pisalismy tu
                                                  kiedys o zachodniej granicy terenow zamieszkanych przez ludnosc ruska. Dzis ta
                                                  granica jest latwa do okreslenia i nie jest zbyt daleko wysunieta na zachod
                                                  (Slochy Annopolskie). W okresie sredniowiecza zasieg ten byl wiekszy. Siegal az
                                                  do rzeki Liwiec. Jako ciekawostke przytocze pochodzenie nazwy wsi Mokobody.
                                                  Niektorzy wywodza ja od licznych mlynow mieszczacych sie tam kiedys. Dawniej
                                                  nazwa ta brzmiala Mukowody, badz Mukobody stad juz krok do "muku vodit'" co
                                                  oznacza wytwarzac make. Niektorzy oczywiscie wywodza ta nazwe z innych zrodel,
                                                  jednak to wytlumaczenie pokazuje ze nawet tak daleko na zachod byly wplywy
                                                  ruskie. Innym dobrym przykladem jest miejscowosc Grodek nad Bugiem. Obecny
                                                  kosciol w tej miejscowosci to dawna unicka cerkiew. Jesli chodzi o nazwy
                                                  miejscowosci to mozna jeszcze dodac Molozew n/Bugiem. Poza tym mamy jeszcze
                                                  miejscowosci z dodatkiem Lacka (Lacki) co w sposob oczywisty sugeruje ze gdzies
                                                  w poblizu powinien byc "Ruski".
                                                  Na razie skoncze swoje "nacjonalistyczne" wywody:) A tak na powaznie to zachecam
                                                  do odwiedzenia Grodka, tym bardziej ze jest tam baza noclegowa, a dawna cerkiew
                                                  jest warta zobaczenia.
                                                  Aby byc zupelnie w porzadku to dodam jeszcze, ze wiedza na temat ziem od Liwca
                                                  do Bugu jest efektem poszukiwan materialow do pracy magisterskiej mojej Lepszej
                                                  Polowy. Dopiero wtedy zauwazylem ze kiedys Rusini mieszkali nie tylko za Bugiem.
                                                  Pozdrawiam
                                                  R.
                                                  P.S. Moja Pani wrocila juz do swojej codziennej pogody ducha:) co sprawia ze i
                                                  ja czuje sie lepiej
                                                  • 19.11.04, 16:54
                                                    Witam - nie chciałem radku abyś odniósl wrażenie,że rozruchy i pogromy
                                                    antyzydowskie to "ukrainska specjalność" i to raczej rozumiemy

                                                    W Historii Rzeszowa piszą o pogromie- rozruchu antyżydowskim urządzonym
                                                    przez rzeszowski motłoch – 3 i 4 maja 1919 roku

                                                    „Koło ratusza zebrał się olbrzymi tłum wyrostków, chłopów, bab i szumowin,
                                                    domagających się chleba. Wskutek dopuszczenia kilku agitatorów pogromowych,
                                                    rzucił się tłum uzbrojony w pałki i żelastwo na bożnice, domy i mieszkania
                                                    żydowskie.Wielu ciężko i bardzo wielu lekko rannych. Połamawszy sprzęty w
                                                    bożnicy, ruszył tłum do propinacji Silbera, którą splądrował. Doszczętnie
                                                    został zrabowany między innym sklep wiktuałów Steinmatza, tuż koło dworca
                                                    kolejowego. To samo spotkało sklep galanteryjny Grubera przy ul Grunwaldzkiej,
                                                    młyn Eksteina, sklep i mieszkanie Wolfa Goldsteina przy ul Grunwaldzkiej, sklep
                                                    jubilerski Schiff i synowie, sklepy bławatne Karpfa i Eisenberga oraz Fleishera
                                                    prócz mnóstwa innych. W domach przy ulicach Gałęzowskiego, Grunwaldzkiej,
                                                    Kościuszki i innych ZAMIESZKAŁYCH PRAWIE WYŁACZNIE PRZEZ ŻYDÓW wybito prawie
                                                    wszystkie szyby.”
                                                    ten z 1919 nie byl ostatnim. Była próba pogromu ocalałych z wojny Żydów w 1945
                                                    posądzonych przez polski motłoch o ... dokonanie "mordu rytualnego' tj zabicie
                                                    dziecka w celu pozyskania krwi na mace.
                                                    Żydów obroniło polskie wojsko i ub. Wojsko oddzieliło rozjuszony tłum od Żydów
                                                    i odkonwojowało ich na stację kolejową, zapobiegając rozruchom .

                                                    A teraz pozwolisz że odskoczę kilka stuleci i ...
                                                    Czytam sobie książeczkę autorstwa Rousseau De la Valette
                                                    „ Miłostki królewskie" /polskie wydanie W-wa czytelnik 1971/ „ książeczkę
                                                    postała w 1679 r. pt „Casimir Roy de Pologne” – a tam ciekawy opis dotyczący
                                                    powstań kozackich :

                                                    „... znów rozpaliły się niedawno uśmierzone zamieszki. Ich przyczyną był zatarg
                                                    pomiędzy pewnym polskim szlachcicem a Chmielnickim, hetmanem Kozaków. Lud ten
                                                    składa sie z rozmaitych nacji, przeważnie z polskich chłopów którzy pragnąc się
                                                    wyzwolić z pańszczyzny porzucili kraj i zbiegli na Ukrainę, czyli na ziemie
                                                    sąsiadujące z państwem Tatarów i Turków i obfitujących we wszystko, czego
                                                    potrzebują do życia. Kozacy wyznają religie grecką i podlegają patriarsze,
                                                    który ma swoją siedzibę w Kijowie, mieście bardzo pięknym i rozległym,
                                                    pozostającym pod zwierzchnictwem królów polskich, Zobowiązani bronić granic
                                                    Królestwa przed niewiernymi, nawet podczas pracy noszą przy sobie broń, żeby
                                                    nie pozwolić się zaskoczyć wrogom, nie otrzymują żołdu od króla ani od
                                                    rzeczpospolitej i wielkodusznie narażają swe życie, kontentując się łupami,
                                                    zdobytymi na nieprzyjaciołach korony. Są przywiązani do Króla, ale ich
                                                    nienawiść do szlachty jest tak wielka że wystarczy najmniejsza zwada, a
                                                    chwytają za broń i okrutnie mszczą się za doznaną zniewagę. Mają przywódcę
                                                    którego zawsze wybierają spośród siebie, przy czym może nim być zwykły pastuch,
                                                    byle dzielny i bitny. Są mu ślepo posłuszni i całkowicie oddani. Hetman
                                                    Chmielnicki był synem młynarza, ale zwycięstwa odniesione na Turkami i Tatarami
                                                    tak go wslawiły,że uchodził za jednego za największych wodzów swej epoki. Po
                                                    śmierci swojego ojca zwrócił się do króla Kazimierza z prośbą ażeby mu było
                                                    wolno odbudować młyn,który mu ojciec zostawił i wznieść w sąsiedztwie kilka
                                                    domów dla uczczenia pamięci ojca, na co mu król zezwolił w uznaniu dla zasług,
                                                    które oddal Rzeczpospolitej. Polski pułkownik Czaplinski sprzeciwił się plano,m
                                                    chmielnickiego i zabronil mu się budować, mowiac że woda z mlyna spowoduje
                                                    szkody oraz że król rozkazuje w swoich dobrach a on w swoich. Chmielnicki
                                                    bynajmniej nie uląkl się tych butnych słow, wówczas pulkownik pod nieobecnośc
                                                    Chmielnikckiego kazal mu spalić młyn wraz z domami i sponiewieral jego zone i
                                                    syna, ktorzy chcieli temu przeszkodzić. Łatwo się domyślić jakie uczucia
                                                    wzbudziła w duszy dzielnego człowieka doznana krzywda. Poprzysiągł, ni mniej ni
                                                    więcej tylko wygubić z zemsty cała szlachtę, a że nie brakowało mu odwagi ,
                                                    zgromadził potężną armie i zrównał z ziemia wszystkie posiadłości szlacheckie
                                                    od Lublina poprzez całe Podole aż po Żytomierz. Nie oszczędzono kobiet i
                                                    dzieci, nie uszanowano kościołów, a ci co unikneli ognia i żelaza, zostało
                                                    sprzedani Turkom w niewole, tak wiec za jeden spalony młyn w gruzach legło
                                                    ponad sześćdziesiąt miast. Senatorowie Królestwa , bez których król niczego nie
                                                    przedsiębierze w sprawach Rzeczpospolite, błagali go ażeby wyruszył przeciwko
                                                    kozakom i pobił ich, ale król odmówił oświadczając,że szlachta sama jest sobie
                                                    winna i że Czaplinski nie powinien spalić młyna Chmielnickiemu. Nie bacząc na
                                                    słowa króla, szlachta wystawiła wojsko w sile pięćdziesięciu tysięcy ludzi,
                                                    które ruszyło na Kozaków, stojących w bojowym szyku”

                                                    Opis wydaję sie dośc duzym uproszczeniem okoliczności tego wydarzenia
                                                    historycznego - ale ma w sobie coś urokliwego...

                                                    Zyczę miłego weekendu - oczekując równoczesnie na ciąg dalszy międzywojnia ,
                                                    także na oczekiwaną przesyłkę e-mail












                                                  • 19.11.04, 22:17
                                                    Witam
                                                    Z wielka przyjemnoscia przeczytalem cytat dotyczacy Kozakow i powstania
                                                    Chmielnickiego. Tekst przedstawia wydarzenia w sposob uproszczony, ale jak
                                                    napisales pelny uroku.
                                                    O pogromie kieleckim wiele mowiono w mediach, natomiast o pogromie w Rzeszowie
                                                    dowiedzialem sie dopiero dzieki lekturze Twojego postu.
                                                    Zgodnie z obietnica wracam do miedzywojnia. Na poczatek oczywiscie cytat, a
                                                    reszta zgodnie z zyczeniem droga mailowa:)

                                                    "W WP starano się zapewnić jak największą ilość rekrutów narodowości polskiej. W
                                                    piechocie ustalono nawet limity mniejszości narodowych: w 66 pułkach do 40%, w
                                                    pozostałych 10-30%. Żołnierze niepolskiego pochodzenia nie mogli służyć w
                                                    lotnictwie, broni pancernej, Marynarce Wojennej, łączności i żandarmerii.
                                                    Ograniczono ich liczbę w artylerii, gdzie zasadniczo pełnili funkcje
                                                    dziatonowych i celowniczych. Natomiast znacznie częściej niż Polacy służyli jako
                                                    ordynansi. Poufne instrukcje na[..]wały podciągać do kategorii zdrowia "A" jak
                                                    największą liczbę Polaków z krajow wschodnich przy równoczesnym zawyżaniu
                                                    wymagań wobec mniejszości. Wszystkich ochotników narodowości niepolskiej,
                                                    zgłaszających się do żandarmerii, broni pancernej, łączności, lotnictwa i
                                                    Marynarki Wojennej, należało uznać za niezdolnych do slużby.8 Władze wojskowe
                                                    odnosiły się z dużą podejrzliwością do rekrutów narodowości ukraińskiej, choć
                                                    mieli oni opinię dość dobrych żołnierzy. "

                                                    Od razu chcialbym uprzedzic ze drugi fragment tekstu zawiera literowki
                                                    wynikajace ze skanowania tekstu. Mimo wszystko tekst nadaje sie do czytania.
                                                    Pozdrawiam ze snieznej Warszawy i rowniez zycze milego weekendowego wypoczynku.
                                                    R.
                                                    P.S. Przepraszam, ze tak krotko. Na pewno po weekendzie uda sie rozwinac kolejne
                                                    watki
                                                  • 22.11.04, 18:01
                                                    Witam Radku - i znow dostałem niezła porcyjkę lekcji międzywojennej historii.
                                                    Dzisiaj dowiaduję się o wynikach wyborów na Ukrainie - czy to kolejna
                                                    zaprzepaszczona szansa na niepodległość- jak twierdzą nioektórzy polscy
                                                    komentatorzy?
                                                    dzisiaj chcę przypomnieć bardzo ciekawy artykuł rzeszowskich historyków
                                                    opublikowany 2 lata temu a omawiający sojusz polsko-ukraiński roku
                                                    1920 ;http://archiwum.pressmedia.com.pl/d.asp?u_file=/2002.04.29/!p.txt

                                                    Zaprzepaszczona szansa na wolną Ukrainę



                                                    Koniec I wojny światowej i towarzyszące mu osłabienie pozycji mocarstw
                                                    centralnych oraz Rosji otworzyły przed zniewolonymi narodami Europy Środkowej
                                                    szansę na budowę własnych niepodległych państw. Działania w tym kierunku
                                                    podjęły bez wyjątku wszystkie narody tej części Europy, a wśród nich Polacy i
                                                    Ukraińcy. Zagadnienia ukraińskie szybko znalazły się, ze względu na swe
                                                    znaczenie, w centrum uwagi elit rządzących w Polsce oraz w Rosji - w tym drugim
                                                    przypadku zarówno elit bolszewickich, jak i z kręgu tzw. "białej" Rosji.

                                                    Znaczenie Ukrainy dla państwa rosyjskiego (i to niezależnie od tego, kto nią
                                                    będzie rządził) wyjaśnił najtrafniej Włodzimierz Antonow-Owsiejenko,
                                                    głównodowodzący wojskami Ukrainy radzieckiej, który w styczniu 1919 r.
                                                    pisał: "Sprawa jak najszybszego poddania Ukrainy władzy sowieckiej posiada
                                                    niezwykle istotne znaczenie dla samego istnienia Rosyjskiej Sowieckiej
                                                    Republiki. Głodna Północ musi uzyskać oparcie w urodzajnym Południu".

                                                    Ze znaczenia Ukrainy dla Rosji zdawał sobie sprawę także Józef Piłsudski.
                                                    Biorąc pod uwagę nieuchronny konflikt z Rosją bolszewicką, uważał on, że trzeba
                                                    ją zmusić do rozstrzygającej rozprawy. Żeby to osiągnąć, "trzeba im nadepnąć na
                                                    tak bolesne miejsce, by nie mogli się uchylać i uciekać". Takim czułym miejscem
                                                    nie była dla Rosji Moskwa. Zdaniem Piłsudskiego, rolę tę spełniał Kijów i
                                                    Ukraina, a wynikało to z dwóch powodów: "po pierwsze, Moskwa bez Ukrainy będzie
                                                    zagrożona głodem; a po drugie, jeśli zawiesimy nad nimi groźbę zorganizowania
                                                    się niepodległej Ukrainy, to tej groźby oni nie będą mogli zaryzykować i będą
                                                    musieli pójść na wolną rozprawę".

                                                    Ukraina stanowiła więc niezwykle ważny element polityki wschodniej
                                                    Piłsudskiego, który obawiał się zjednoczenia wszystkich obszarów dawnego
                                                    imperium carskiego pod znakiem jakiejkolwiek ideologii. Obawiał się, że
                                                    odtworzone w dawnych granicach państwo rosyjskie będzie groźne nie tylko dla
                                                    Polski, lecz i dla całego obszaru między Morzem Czarnym i Bałtykiem. Wspieranie
                                                    niepodległościowych dążeń Ukraińców miało służyć nie tylko wzmocnieniu Polski,
                                                    ale przede wszystkim osłabieniu potęgi wschodniego sąsiada.

                                                    Pogląd ten najdosadniej wyraził Tadeusz Hołówko, pisząc: "Niepodległości
                                                    Polski nie da się pomyśleć bez niepodległości Litwy, Łotwy, Estonii, Finlandii,
                                                    Ukrainy i Białorusi (...). Jeśli Polska zostanie osamotnioną; jeśli inne
                                                    państwa powstałe na gruzach Rosji nie zdołają się utrzymać - smutna czeka ją
                                                    przyszłość". Realizację polityki wschodniej utrudniał Piłsudskiemu otwarty
                                                    konflikt z Zachodnio-Ukraińską Republiką Ludową. Pomimo trudności, już na
                                                    przełomie kwietnia i maja 1919 r. rozpoczęły się pierwsze rozmowy dyplomatyczne
                                                    między Polską a rządem Ukraińskiej Republiki Ludowej. Doprowadziły one
                                                    ostatecznie do podpisania układu 21 kwietnia 1920 r.

                                                    Układ ten, jak większość umów międzynarodowych, był wypadkową wspólnych
                                                    interesów. Dla Semena Petlury, stojącego wobec bezwzględnie wrogiej polityki
                                                    Rosji - tak "białej", jak i "czerwonej" - sojusz z Polską stanowił jedyną
                                                    szansę na utworzenie niepodległej Ukrainy. Determinację Petlury w tym względzie
                                                    wyraża najlepiej fragment jego listu do premiera Mazepy: "Połączyłbym się nawet
                                                    z diabłem, jeśliby to miało ocalić niepodległość Ukrainy".

                                                    Dla Polski zawarcie układu nie wynikało z chęci ujarzmienia Ukrainy, ale nie
                                                    było też jakąś altruistyczną umową, z której nie miałaby uzyskać żadnych
                                                    korzyści. Zdecydowały o tym względy natury politycznej, militarnej i
                                                    ekonomicznej.

                                                    Utrzymanie niepodległego państwa ukraińskiego osłabiało mocarstwową pozycję
                                                    Rosji i tym samym wpływało korzystnie na międzynarodowe położenie Polski.

                                                    /..../. W odezwie Petlura stwierdził, że Polska przychodzi Ukrainie z pomocą
                                                    jako sojusznik w walce "z moskiewskimi bolszewikami okupantami" i że "po
                                                    skończonej walce z bolszewikami wojska polskie wrócą do swojej ojczyzny".

                                                    8 maja 1920 r., w trakcie prowadzonej ofensywy, Naczelne Dowództwo Wojska
                                                    Polskiego wydało rozkaz będący swoistą "instrukcją polityczną" dla dowództw i
                                                    żołnierzy walczących na terytorium uznanym za ukraińskie umowę warszawską z 21
                                                    kwietnia 1920 r. Rozkaz głosił, że w interesie polskim leżą dobrosąsiedzkie
                                                    stosunki z nowo powstałym państwem ukraińskim. "Na terenach zajętych przez
                                                    wojsko polskie obejmuje władzę rząd ukraiński, który będzie pośredniczył między
                                                    dowództwem polskim a ludnością cywilną. Zdecydowanym nakazem Naczelnego
                                                    Dowództwa i rządu polskiego jest, by postępowanie wojska (...) nie dało
                                                    najmniejszych powodów do skarg, przeciwnie, ma ono wpoić w ludność przekonanie,
                                                    że celem ofensywy jest oswobodzenie kraju, a nie wroga okupacja. Rozgromienie
                                                    armii sowieckiej bez jednoczesnego zdobycia sympatii narodu ukraińskiego nie
                                                    spowoduje osiągnięcia zamierzeń Naczelnego Wodza. Podkreśla się, że ludność
                                                    miejscowa jest nieufnie nastrojona wobec Polski, zaś "papierowa" propaganda nie
                                                    wyda oczekiwanych rezultatów, o ile postępowanie każdego oficera i każdego
                                                    szeregowca nie będzie szło w myśl tych zarządzeń.

                                                    Specjalne zarządzenia odnosiły się także do ludności polskiej, którą dowódcy
                                                    wojsk polskich mieli zawiadomić o rzeczywistych intencjach rządu polskiego w
                                                    odniesieniu do ziem ukraińskich, "aby uleczyć ją ze złudzeń". "Ludność polska
                                                    musi zrozumieć jasno, że jeśli chce się uchronić przed ponowną inwazją
                                                    bolszewicką, jaka po wyjściu stąd wojsk polskich może nastąpić, winna szczerze
                                                    i dla własnego interesu oddać swe siły dla stworzenia państwowości i wojska
                                                    ukraińskiego, którego stworzenie może jedynie uchronić ten kraj przed powrotem
                                                    hord komunistycznych. Osobiste zapatrywania i interesy muszą być odsunięte na
                                                    plan drugi wobec interesów państwowych".

                                                    Niestety, ukraińska polityka Piłsudskiego spotkała się z niezrozumieniem ze
                                                    strony części wrogich mu oficerów, a także miejscowej ludności polskiej. Od
                                                    chwili podpisania 3 listopada 1919 r. polsko-ukraińskiej umowy rozejmowej
                                                    mnożyły się konflikty i nieporozumienia, które w szerokich kręgach
                                                    społeczeństwa ukraińskiego podważały wiarygodność porozumienia z Polakami.

                                                    W świetle pamiętników Iwana Ohijenki, pełnomocnika rządu Ukraińskiej Republiki
                                                    Ludowej na okręg kamieniecki, trudności ukraińskie z władzami polskimi zaczęły
                                                    się z dniem 16 listopada 1919 r., gdy 7. dywizja polska zajęła Kamieniec
                                                    Podolski. Nie tylko rekwirowano tabor kolejowy i inne środki transportu, ale
                                                    też zajmowano lokale, wartościowe przedmioty, magazyny żywności. 1 lutego 1920
                                                    r. gen. Krajewski zarządził, aby wszelkie urzędy i instytucje ukraińskie
                                                    zaprzestały działalności i przekazały wszystkie sprawy polskiemu staroście.
                                                    Starosta ze swej strony wydał polecenie, aby wszystkie szkoły wprowadziły naukę
                                                    języka polskiego, a urzędnicy złożyli przysięgę na wierność Polsce. Polski
                                                    dowódca powiatowy, kpt. Ockiewicz, polecił 14 stycznia 1920 r. wprowadzić
                                                    napisy polskie w całym Kamieńcu Podolskim. Wojskowe władze polskie zatrzymywały
                                                    kurierów dyplomatycznych zmierzających do atamana Petlury, kontrolując ich
                                                    pocztę. Były wypadki aresztowań osobistości oficjalnych, m.in. 6 marca 1920 r.
                                                    został aresztowany oficer Petlury, niejaki Docenko.

                                                    Wiele napięcia wywoływały odezwy i przemówienia osób wojskowych i księży,
                                                    podkreślające "powrót poszczególnych zdobytych miast do macierzy". Komendant
                                                    miasta Kamieniec Podolski wydał odezwę głoszącą, że "prastara twierdza kresow
                                                  • 22.11.04, 18:04
                                                    Przepraszam - ale muszę pociągnąć dalej - miałem duzo problemu z wybraniem
                                                    najciekawszych fragmentów :)

                                                    Wiele napięcia wywoływały odezwy i przemówienia osób wojskowych i księży,
                                                    podkreślające "powrót poszczególnych zdobytych miast do macierzy". Komendant
                                                    miasta Kamieniec Podolski wydał odezwę głoszącą, że "prastara twierdza kresowa
                                                    po długich latach niewoli, ucisku i udręki do dawnej wraca macierzy". Po
                                                    interwencji Ukraińców odezwę anulował, 22 stycznia 1920 r., gen. Krajewski.
                                                    Podobny incydent zdarzył się w Kamieńcu Podolskim 8 maja 1920 r. na
                                                    uroczystości związanej z zajęciem Kijowa. Przemawiający na uroczystości ksiądz
                                                    oświadczył m.in.: "orzeł biały już nad Dnieprem, Kijów wraca do swojej
                                                    macierzy". Wypowiedź ta spotkała się z ostrą reakcją strony ukraińskiej, a gen.
                                                    F. Krajewski przerwał wystąpienie księdza.

                                                    Duże niezadowolenie wzbudzały polskie poczynania na kolei. Po zdobyciu
                                                    Korestenia przybyła tam Wołyńska Dyrekcja Kolei, urzędując według wzorów
                                                    polskich i posługując się wyłącznie językiem polskim. Wielu urzędników
                                                    ukraińskich, nie znając języka polskiego, nie rozumiało podejmowanych decyzji i
                                                    rozkazów. Wielu urzędników ukraińskich było bez pracy, a równocześnie na dworcu
                                                    w Koresteniu pojawiło się ogłoszenie wzywające kolejarzy polskich do podjęcia
                                                    służby. Decyzje te oburzały Ukraińców pozbawionych pracy, a więc i możliwości
                                                    zarobkowania.

                                                    Autorytetu Petlury i jego armii nie podnosiły także polskie relacje z
                                                    przebiegu wyprawy kijowskiej. Kijów zdobyto 7 maja 1920 r. Dwa dni później
                                                    odbyła się defilada na kijowskim Kraszczatiku. Relacje polskie z tego
                                                    wydarzenia pełne są zachwytów nad postawą oddziałów legionowych, pułków
                                                    wielkopolskich, orkiestrami strzelców podhalańskich. Na końcu takich relacji
                                                    wspomina się, że maszerowała 6. dywizja ukraińska, do której dołączyły grupy
                                                    powstańcze ze swymi orkiestrami.

                                                    /.../
                                                    Podejmując próbę wyjaśnienia przyczyn zaprzepaszczenia militarnych szans
                                                    sojuszu polsko-ukraińskiego podkreślano w literaturze polskiej: błędy w
                                                    dowodzeniu, trudności kadrowe Wojska Polskiego, zbyt krótką obecność Wojska
                                                    Polskiego na Ukrainie, co jakoby miało uniemożliwić organizację silnej armii
                                                    ukraińskiej.

                                                    Przyczyn niepowodzenia poszukiwała także i strona ukraińska. Upatrywano jej
                                                    przede wszystkim w: nieudolności przywódców, zbytniej ufności w obcą pomoc, w
                                                    braku zdecydowania i konsekwencji w walce o wyzwolenie narodowe.

                                                    Szukając przyczyn wielkiej klęski obu narodów - polskiego i ukraińskiego -
                                                    należy podkreślić, że armię polsko-ukraińską "przegonił" z Ukrainy nie Budionny
                                                    i jego "Konarmia", ale ukraińskie wotum nieufności dla Petlury, które naród
                                                    ukraiński wyraził swą bezczynnością.

                                                    Dociekając źródeł apatii i bierności narodu ukraińskiego w sytuacji, gdy
                                                    wolność znajdowała się w zasięgu ręki, należy obiektywnie stwierdzić, że i my
                                                    Polacy mieliśmy w tym ogromny udział.

                                                    Barbara Szymanek

                                                    Andrzej Szymanek

                                                    (autorzy są rzeszowskimi historykami specjalizującymi się we wschodniej
                                                    polityce Józefa Piłsudskiego)

                                                    Super Nowości z dnia: 29_04_2002


                                                    Wydaje mi się że ów artykuł wyjaśnia wiele wątpliwości dotyczących tamtego
                                                    okresu jak i porusza sprawę wiarygodności Polski w tym sojuszu. :(
                                                    Pozdrawiam w nowym tygodniu
                                                  • 23.11.04, 15:10
                                                    Witam
                                                    Dziekuje za przesylke, dopiero dzis moglem sie zapoznac z ciekawym spojrzeniem
                                                    rzeszowskich historykow. Nie zdawalem sobie w pelni sprawy z
                                                    nieodpowiedzialnego zachowania niektorych ksiezy i wojskowych. W tamtej
                                                    sytuacji nie mogli zrobic wiecej zlego. "Kijow wraca do macierzy", czy po
                                                    takich stwierdzeniach mozna sie dziwic niechetnej postawie Ukraincow?
                                                    Subtelnosc godna slonia w skladzie porcelany:) Sytuacja z kolejarzami tez nie
                                                    lepiej...
                                                    Szkoda ze glupota i hurrapatriotyzm podzielily na dlugie lata Polakow i
                                                    Ukraincow (nie tylko to oczywiscie).
                                                    Smutne sa slowa mowiace o przyczynach kleski, ale niestety prawdziwe.
                                                    Na uznanie zasluguje za to "odezwa do ludnosci polskiej" chociaz w swietle
                                                    przytoczonego przez Ciebie tekstu, sadze ze nie odniosla zbyt duzego skutku.
                                                    Z reguly rozmawiamy na tematy historyczne, ale obok wydarzen zwiazanych z
                                                    wyborami nie sposob przejsc obojetnie.
                                                    Czy nie uwazasz Piotrze, ze moze to byc poczatkiem podzialu Ukrainy? Boje sie
                                                    tego, jak rowniez mam obawy zwiazane z Rosja. Przy niestabilnej sytuacji moga
                                                    zaczac rozgrywac swoje karty.
                                                    Mimo obaw mam jednak w sobie i troche optymizmu. W tych wyborach Ukraincy
                                                    pokazali ze demokracja jest im bliska, ze chca zyc w kraju rzadzonym madrze,
                                                    przez ludzi ktorzy spawuja wladze z woli wyborcow.
                                                    Mysle ze obserwatorzy w Polsce patrza zbyt emocjonalnie. Na pewno takie
                                                    podgrzewanie atmosfery nie sluzy rozwiazaniu konfliktu. Nie sadze zeby byla to
                                                    zaprzepaszczona szansa na niepodleglosc, chociaz jest to zagrozenie.
                                                    Przykro mi ze dzisiejszy post koncze niezbyt optymistycznie, wydarzenia nie sa
                                                    zbyt budujace.
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • 23.11.04, 16:36
                                                    Witam - jestem jak najgorszych mysli co mozliwych wydarzeń na Ukrainie. Podzial
                                                    o którym mówisz istnieje juz dawno - na rosyjkojezyczną /w 70 &!!!!, totalnie
                                                    zrusyfikowaną Ukraine wschodnią i czystoukrainską "przeZbruczową" Ukrainę
                                                    zachodnią - patriotyczną, dumną z przedrewolucyjnej przeszłosci i bardzo
                                                    zapatrzoną na Zachód - Polskę, Niemcy, Włochy czy Hiszpanię .
                                                    Boję sie na Ukrainie - wariantu rumunskiego /pamietasz ową mini rewolucje w
                                                    Bukareszcie z bozonarodzeniową egzekucją Causescu??/.
                                                    Zwłaszcza że narodowe cechy Ukraińców /te gorsze stanowiące ich "czarną strone"/
                                                    nie odbiegają od cech narodów balkańskich tak strasznie podzielonych
                                                    nienawiścia :(
                                                    To tyle bieżacych refleksji.
                                                    Tekst rzeszowskich historyków - rzeczywiście bardzo dobry - potwierdza moje
                                                    dobre wrażenia po licznych publikacjach - także tu kiedyś cytowanych

                                                    Pozdrawiam z cholernie przykrego Rzeszowa, z mokrych bryj ulicznych, lecącego z
                                                    nieba mokrego lodu i niskiego ciśnienia.
                                                    Ale grzane piwo już pod ręką :))))
                                                  • 23.11.04, 17:07
                                                    Pisałem tu kiedyś o tragicznych losach grakokatolickich mieszkańców
                                                    podrzeszowskich wsi Biała, Zalesie,Tarnawka, Blizianka i Gwoździanka – jakież
                                                    było moje zdziwienie gdy oto na stronie IPN znalazłem następujące informacje:

                                                    www.ipn.gov.pl/a_260204_spotkanie_Kertyczak.html
                                                    Spotkanie Prezesa IPN prof. Leona Kieresa z Prezesem Związku Ukraińców w
                                                    Polsce, 26 lutego 2004 r.
                                                    W dniu 26 lutego br. prof. Leon Kieres spotkał się z Mironem Kertyczakiem
                                                    Prezesem Związku Ukraińców w Polsce. W spotkaniu wziął udział prof. Witold
                                                    Kulesza Dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu.
                                                    W czasie spotkania omawiano współpracę Związku Ukraińców w Polsce z Instytutem
                                                    Pamięci Narodowej. Prof. Leon Kieres poinformował Prezesa Związku Ukraińców w
                                                    Polsce o śledztwach prowadzonych w IPN-GKŚZpNP dotyczących zbrodni, których
                                                    ofiarami były osoby narodowości ukraińskiej.
                                                    W Oddziałowych Komisjach Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu
                                                    Instytutu Pamięci Narodowej toczy się obecnie 25 śledztw oraz 2 postępowania
                                                    wyjaśnijące dotyczące zbrodni, których ofiarami były osoby narodowości
                                                    ukraińskiej.
                                                    INFORMACJA O ŚLEDZTWACH
                                                    DOTYCZĄCYCH ZBRODNI, KTÓRYCH OFIARAMI BYŁY OSOBY NARODOWOŚCI UKRAIŃSKIEJ.

                                                    Jak wynika z dokonanych ustaleń w Oddziałowych Komisjach Ścigania Zbrodni
                                                    przeciwko Narodowi Polskiemu toczą się śledztwa dotyczące zbrodni, których
                                                    ofiarami były osoby narodowości ukraińskiej.
                                                    Śledztwa te prowadzone są w sprawach zabójstw, bezprawnego pozbawienia wolności
                                                    oraz fizycznego i psychicznego znęcania się na szkodę obywateli polskich
                                                    narodowości ukraińskiej.
                                                    /.../
                                                    Do chwili obecnej w żadnym z tych śledztw nie przedstawiono zarzutów osobom
                                                    podejrzanym, jednak inicjatywa dowodowa w niniejszych sprawach nie została
                                                    wyczerpana.

                                                    /..../


                                                    12. S 74/01/Zi - śledztwo wszczęte 21 grudnia 2001r. w sprawie zabójstwa z
                                                    użyciem broni palnej
                                                    Piotra Łuki – syna Michała,
                                                    Antoniego Pałczyńskiego,
                                                    Andrzeja Puca,
                                                    Piotra Łuki – syna Władysława,
                                                    Józefa Łuki,
                                                    Tomasza Michałka,
                                                    Stefana Chomy,
                                                    Michała Pruca
                                                    i Antoniego Pruca
                                                    dokonanego 20 lutego 1945r. w Rzeszowie, to jest o przestępstwo z art. 148§2
                                                    pkt 4 kk w zw. z art. 3 ustawy z 18 grudnia 1998r. o Instytucie Pamięci
                                                    Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (Dz.U.Nr 155
                                                    poz. 1016 z późn. zm.).
                                                    Ze zgromadzonego materiału dowodowego wynika, że w nocy z 20 na 21 lutego
                                                    1945r. wskazane wyżej osoby zamieszkujące w miejscowości Biała koło Rzeszowa
                                                    zostały zabrane ze swoich domów, przy czym związano im ręce drutem, a następnie
                                                    doprowadzono na wzgórze – tzw. Łany i tam je rozstrzelano.
                                                    Rozstrzelane osoby były wyznania grekokatolickiego, narodowości ukraińskiej.
                                                    W toku śledztwa przesłuchano 43 świadków, w tym dwukrotnie dwie osoby. Spośród
                                                    świadków 7 osób przesłuchano w drodze pomocy prawnej udzielonej przez
                                                    Prokuraturę Ukrainy.
                                                    11 października 2002r. skierowano do Prokuratury Obwodu Lwowskiego wniosek o
                                                    udzielenie pomocy prawnej poprzez przesłuchanie jednego świadka, przy czym do
                                                    chwili obecnej nie otrzymano odpowiedzi w tym zakresie.
                                                    W toku śledztwa odnaleziono zapisy dotyczące tych zbrodni w dwóch raportach
                                                    sytuacyjnych MO przechowywanych w Oddziałowym Biurze Udostępniania i
                                                    Archiwizacji Dokumentów w Rzeszowie. Przeprowadzono również w Centralnym
                                                    Archiwum Wojskowym kwerendy mające na celu ustalenie oddziałów Wojska Polskiego
                                                    formowanych w lutym 1945r. w Słocinie koło Rzeszowa z uwagi na informacje
                                                    przekazane przez jednego ze świadków, z których wynikało, że czynów tych
                                                    dopuścili się żołnierze Wojska Polskiego. Przeprowadzono także kwerendę w
                                                    Archiwum Państwowym w Rzeszowie w celu uzyskania dokumentów zawierających
                                                    informacje o ewentualnym prowadzeniu śledztwa w tej sprawie w 1945r. Wystąpiono
                                                    również do Oddziałowego Biura Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów w
                                                    Rzeszowie w celu odnalezienia akt postępowania karnego prowadzonego w sprawie
                                                    dopuszczenia się tych zabójstw.
                                                    Czynności wykonane w tej sprawie nie doprowadziły dotychczas do wykrycia
                                                    sprawców dokonanych zbrodni.
                                                    W śledztwie tym zaplanowano do przesłuchania jeszcze dwóch świadków. Z uwagi na
                                                    brak odpowiedzi Prokuratury Ukrainy dotyczącej przesłuchania jednego świadka
                                                    zamieszkującego na terenie obwodu lwowskiego trudno jest w chwili obecnej
                                                    wskazać termin zakończenia prowadzonego śledztwa.
                                                    /.../
                                                    Koniec cytatu
                                                    Jakież było moje równoczesne zdumienie gdy przeglądając przywoływane tu
                                                    opracowanie o Zalesiu – czytam dumę polskiego autora który brał udzial w
                                                    formowaniu polskich jednostek wojskowych na terenie Słociny i Zalesia, a potem
                                                    wspomina swój udział w pacyfikowaniu Podlasia przez rzeszowskie wojska .
                                                    Mam nadzieję że zbadania przez IPN doczekają się jeszcze zbrodnie popełnione
                                                    na grekokatolickich mieszkańcach Tarnawki koło Łańcuta , Gwoździanki i
                                                    Blizianki

                                                    I pomyśl tylko Radku – ile „zdrowia” kosztowało mnie kiedyś ?
                                                    bezowocne/przekonanie mego adwersarza Elekona o prawdziwości faktów o których
                                                    tu pisałem –chociażby w pewnym podsumowaniu /bodaj po 500-setnym postcie/.



                                                  • 24.11.04, 15:30
                                                    Witam
                                                    Piszesz Piotrze o bezowocnym przekonywaniu. Niestety fakty nie chca jakos
                                                    dotrzec do niektorych.
                                                    Nie pomoze tu IPN i sledztwa. Jezeli obraz swiata noszony w glowie nie pasuje
                                                    do faktow to oczywiscie tym gorzej dla faktow.
                                                    Z jednej strony przekonanie o wielowiekowej tradycji tolerancji w Polsce, a z
                                                    drugiej przekonanie o wyzszosci i patrzenie z gory na wschodnich sasiadow.
                                                    Chcialem przeslac jeszcze jakies cytaty dotyczace wspomnianego przez Ciebie
                                                    okresu, ale po namysle doszedlem do wniosku, ze przejde na chwile do czasow
                                                    obecnych. Znalazlem w sieci artykul dotyczacy problemow Bialorusinow i
                                                    fragmenty tekstu dobrze pasuja do tradycji "wielowiekowej tolerancji"

                                                    "A oto kilka zdań, jakie nieustannie słyszę, a słyszę je od ludzi
                                                    wykształconych, którzy jakoby chcą w niektórych sprawach obywać się bez pisma i
                                                    papieru: „Niech sobie mniejszości czy innowiercy są, tylko niech nic nie mówią,
                                                    niech nie mącą nam spokoju”; „A czyż wy, Białorusini, nie czujecie się w
                                                    gruncie rzeczy Polakami? I po co to ględzenie o sprawie dawno
                                                    niestniejącej?”; „Wy, mniejszości, znacie chyba inną historię, to wy
                                                    krzywdziliście nas, a opowiadacie rzeczy przeciwne, że my was krzywdziliśmy i
                                                    krzywdzimy – my wiemy swoje i tak jest dobrze”, „Jeśli macie niepolski punkt
                                                    widzenia, to musicie siedzieć cicho”; „Psujecie nam naszą wygodę bycia Polakami
                                                    w polskiej Polsce po wielu wiekach niewoli, cicho!”; „Żyjecie w morzu
                                                    katolicyzmu, wcześniej czy później wszyscy będziecie katolikami, jeśliś wszedł
                                                    między wrony, musisz krakać jak i one, psujecie nam nasz ład”; „Czy my, Polacy,
                                                    musimy być wiecznie uciskani przez mniejszości, które co chwila nas krytykują i
                                                    lżą? – uprawiacie antypolonizm”...
                                                    Słyszę też zarzuty, że jakoby to prawosławni obywają się bez pisma i
                                                    papieru: „Wasze prawosławie jest nieme, bezmyślne, nie tworzy wielkiej teologii
                                                    ani filozofii”

                                                    www.slonko.com.pl/czasopis/in.php?id=0411/2004_11_c02
                                                    Moze te wypowiedzi nie reprezentuja pogladow wiekszosci, ale niestety takie
                                                    przekonania sa wciaz obecne.
                                                    W ostatnich dniach tematem rozmow u mnie w pracy sa wybory na Ukrainie.
                                                    Niektore wypowiedzi porazaja. Kiedys ostro zaprotestowalem (pisalem o tym), ale
                                                    teraz natezenie "dziwnych" wypowiedzi jest zbyt duze. Nie mam sily...
                                                    Sa wypowiedzi mowiace o tym ze Zachodnia Ukraina to polskie ziemie, sa tez
                                                    takie ktore oskarzaja Juszczenke ze jest nacjonalista i chce zmieniac granice.
                                                    Przewaznie jestem optymista, ale takie mile wypowiedzi zniechecaja mnie do
                                                    dyskusji i sklaniaja do smutnych refleksji.
                                                    Nie nastraja tez niestety dobrze lektura niektorych (na szczescie nie jest tego
                                                    duzo) komentarzy internautow.
                                                    Wracajac do wyborow to mowiac o podziale wyrazalem obawy o faktyczny podzial
                                                    kraju wedlug preferencji wyborczych, a to bylby ostatni krok w strone wojny
                                                    domowej. Caly czas mam nadzieje, ze nie dojdzie tam do "wariantu rumunskiego".
                                                    Pamietam, jak sledzilem tamte wydarzenia wraz z kolega. Caly czas
                                                    zastanawialismy sie co bedzie pozniej, pamietam tez niesmak po doraznym
                                                    procesie. Nie jestem zwolennikiem komunistow i pochodnych, ale uwazam ze tamten
                                                    proces byl niesmaczny.
                                                    Liczac na pokojowe rozwiazanie na Ukrainie pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • 24.11.04, 17:18
                                                    Witam sedecznie Radku - jakże ironicznie albo i tragicznie /w świetle ustaleń
                                                    IPN/ brzmią słowa wspomnień pana Marcinowskiego o zalesiu " W roku szkolnym
                                                    1944/45 gdy uczęszczałem do VII klasy szkoły Podstawowej w słocinie, w
                                                    rzeszowie formowała się 10. Dywizja Piechoty a 27.pułk tej dywizji stacjonowal
                                                    w słocinie. Dla potrzeb wojsk zajmowane były również pomieszczenia szkolne-
                                                    dziś szkoła podstawowa w Słocinie nosi imię Bohaterów 27.Pułku Piechoty"

                                                    Jak zapewne pamiętasz w notce IPN napisano :
                                                    "W toku śledztwa odnaleziono zapisy dotyczące tych zbrodni w dwóch raportach
                                                    sytuacyjnych MO przechowywanych w Oddziałowym Biurze Udostępniania i
                                                    Archiwizacji Dokumentów w Rzeszowie. Przeprowadzono również w Centralnym
                                                    Archiwum Wojskowym kwerendy mające na celu ustalenie oddziałów Wojska Polskiego
                                                    formowanych w lutym 1945r. w Słocinie koło Rzeszowa z uwagi na informacje
                                                    przekazane przez jednego ze świadków, z których wynikało, że czynów tych
                                                    dopuścili się żołnierze Wojska Polskiego."

                                                    Przedziwne i przerażające są polsko-ukraińskie losy - Radku. Bohaterstwo
                                                    mieszło się ze skrajnym bandytyzmem. Sojusze i przysięgi wzajemnej wierności z
                                                    nienawiścią, zbrodnią i zdradą.
                                                    czy dzisiaj na Maneżu Słobody w Kijowie rodzą się wreszcie korzenie przyjaźni
                                                    polsko-ukraińskiej???
                                                    Nie wiem na ile wystąpienia polskich polityków /Panów Buzka i innych/ są
                                                    wyrazmi szczerej przyjaźni - a na ile ...okazją by dopiec moskiewskiemu
                                                    niedźwiedziowi.
                                                    Chciałbym wierzyć że Ukraina wyrwie się z kręgu wschodniego despotyzmu .
                                                    Co zrobiono z polską demokracją to widzimy - komisje,afery,korupcja słuzby
                                                    specjalne...
                                                    Na pewno stoimy jednk o szczebel wyżej od polityki ukraińskiej - pełnej
                                                    bezwzględnych mafiozów, wpływów cara-batiuszki.
                                                    Jedno co mnie w tym wszystkim cieszy to fakt że Ukraińcy przestali się bać
                                                    reżimu i korzystania z wolności śłowa.
                                                    Zauwazyłem to będąc tam - gdy bez skrępowania pokazywali mi np /z odległości
                                                    oczywiście :)pozostałośc po koszarach sovieckiej "żelaznej dywizji" - której
                                                    kałmuki-tankisty rozjeżdżali Budapeszt, Pragę... i grzali silnik w 1956 i 1981
                                                    by iść Polsce z "braterską pomocą" :))), gdy pokazywali mi pawilony cięzkiego
                                                    więzienia w samborze gdzie odsiadywał wyroki za bandytyzm ...obecny/nie daj
                                                    Boże!!! "prezydent -elekt" Janukowycz, gdy opowiadali mi o miejscach w
                                                    karpatach gdzie za sovietów stacjonowały baterie rakiet taktycznych gotowe
                                                    roznieść połowę Europy.
                                                    Dlatego Radku życzę Ukrainie by jak najszybciej stała się krajem cywilizowanym,
                                                    otwartym do Europy, by tam żyjący potomkowie Ukraińców spod Lubaczowa, Leska,
                                                    Krynicy czy Rzeszowa mogli ot tak od niechcenia jako turyści przy weekendzie
                                                    odwiedzać ziemie przodków ....
                                                    Przpraszam za chaos myślowy....
                                                    Pozdrawiam
                                                  • 26.11.04, 15:17
                                                    Witam
                                                    Mysle Piotrze, ze w swietle obecnych wydarzen mozemy byc (z ostroznym "chyba")
                                                    pewni ze nie ma miejsca na zsowietyzowana Ukraine. Widac ze ludzie chca zmiany,
                                                    wierza w demokratyczne rozwiazania.
                                                    Mam nadzieje, ze obecne wydarzenia sa poczatkiem "nowego rozdzialu" w
                                                    stosunkach polsko-ukrainskich. Obawiam sie tylko jakiejs niezrecznosci. Taka
                                                    niezrecznoscia wydaje mi sie poslanie do Kijowa "Gazety" z wiekszoscia
                                                    materialow po polsku:( Czy Gazety nie bylo stac na tlumaczenie?
                                                    Ale mimo wszystko jestem dobrej mysli. Chcociaz ostatnie wiadomosci sa
                                                    niepokojace.
                                                    Wracajac do naszych rozmow chcialbym zaproponowac lekture kolejnego tekstu z
                                                    NBiN.
                                                    Na zachete, jak zwykle, maly cytat (tendencyjny;)

                                                    "Giedroyc zdawał sobie sprawę, że kwestia polsko-ukraińska jest
                                                    tematem "wybuchowym" nie tylko wśród emigracji, lecz także w PRL, gdzie
                                                    propaganda na różne sposoby upowszechniała stereotypy antyukraińskie. Temu
                                                    celowi służyły popularne publikacje, od lat 60. drukowane w ogromnych
                                                    nakładach - dość wspomnieć "Łuny w Bieszczadach", "Ślady rysich pazurów" czy
                                                    kieszonkowe książeczki z serii "Żółty tygrys" - i równie kłamliwe
                                                    filmy: "Ogniomistrz Kaleń", "Wilcze echa", "Zerwany most". Na lekcjach historii
                                                    w szkołach uczono, że akcja "Wisła" była konsekwencją rzezi wołyńskiej i
                                                    wynikała z konieczności rozprawienia się z "bandami UPA". Te same czarno-białe
                                                    schematy spotkać można w setkach artykułów prasowych z tego okresu."

                                                    free.ngo.pl/nadbuhom/Nr3_2004/15%20-%20Sotnia.htm
                                                    Jak widac PRL-owska propaganda dzialala calkiem dobrze, skoro wiele stereotypow
                                                    funkcjonuje do dzis.
                                                    Przepraszam Piotrze ze tak krotko i raczej "cytatowo", zaraz udaje sie na
                                                    zakupy z malzonka.
                                                    Zycze milego weekendu
                                                    R.
                                                  • 26.11.04, 16:59
                                                    Witam serdecznie
                                                    Dziękuję za linkowany tekst Bialiorusinki- tekst dobry,bardzo kobiecy i budzący
                                                    miejscami mój sprzeciw. Cóz złego bowiem w tym,że owe Białorusinki wyrywały czy
                                                    wyrywają sie z "mniejszościowego" getta, że pragną tego co najbardziej kobiece -
                                                    domu i bezpieczeństwa.Moja Mama wyrywała się z takiego getta - szkolnego
                                                    wyzywania przez nauczycieli od "banderówek""ukraińców" i skrzętnego
                                                    przemilczania swego "rusińskiego" pochodzenia. Odchodzenie od wiary,
                                                    narodowości >?? - widać nie to jest najważniejsze, nie to stanowi istotę
                                                    pragnień i życiowego spełnienia.
                                                    Większe moje politowanie budzi widok, nieraz pięknych istot "okutanych" w
                                                    zakonne habity.... :(
                                                    A "łuny w Biesczadach" ... zaskoczę Cie pewno - ale jako chłopak byłem
                                                    zauroczony tą książką !!! Począwszy od pierwszych scen /owych radiostacji
                                                    rozbrzmiewających w nocne ciszy/ po przemycone przez autora historię łemków i
                                                    bojków /bodaj w opowieści por. Ciszewskiego?/. Duzo musiało upłynąć wody w
                                                    wisłoku nim zrozumiałem kłamliwość i jednostronność tej ksiązki czy
                                                    np "Ogniomistrza Kalenia" /z moim ulubionym aktorem-wóczas bardzo młodym
                                                    Wiesiem Gołasem/.
                                                    A co do obecnej sytuacji - drżę mysląc o Ukrainie, cieszy mnie "festiwal
                                                    rózowych wstążek" ale jednoczesnie wątpię aby ten "proukraiński" boom
                                                    przemienił Polaków w podejściu do Ukraińców.
                                                    I wiem że politycy polscy którzy prześcigują się w wyrazach sympatii
                                                    dla "juszczenkowców" tak niewiele zrobili dla szeroko rozumianych polskich
                                                    Ukraińców /łemków etc/
                                                    Ale bądżmy dobrej myśli :)))

                                                    Pozdrawiam również na ten weekend
                                                    Sława Ukrainie :)
                                                  • 26.11.04, 17:18
                                                    Drobna poprawka - chciałem powiedzieć oczywiście o "festiwalu pomarańczowych
                                                    wstązek "
                                                    A linkowany kolejny tekst z NBiN - dobry!! ...chociaż mnie hoffmanowe "ogniem i
                                                    mieczem" się podobało - nieraz wracam do niego /chociaż bardziej do sceny
                                                    rejscu łodzi ze skrzetuskim - nagrywanej na moich ukochanych akwenach Soliny :)
                                                    A ukraiński film o Wołyniu - no własnie - jego prezentacja w polskiej TV byłaby
                                                    niezłym miernikiem "czystości polskich intencji" wobec polsko -ukraińskiej
                                                    historii !!!!
                                                    Pozdrawiam
                                                  • 29.11.04, 15:26
                                                    Witam
                                                    Kiedys taka ucieczka z "getta" miala uzasadnienie. Wiele spolonizowanych rodzin,
                                                    dawniej ruskich, postapilo w ten sposob. Nie zawsze ze wzgledu na
                                                    przesladowania. Czesto, jak nieraz mowilem, dla wygody. Zeby nie wyrozniac sie.
                                                    Dzisiaj zyjemy w lepszym kraju. Mysle, ze w duzych osrodkach miejskich malo osob
                                                    zwraca uwage na to kim kto jest, gdzie sie modli.
                                                    W Polsce mniejszosci stanowia nikly procent spoleczenstwa i pewnie maja racje
                                                    ludzie mowiacy ze asymilacja bedzie postepowac, wazne jest jednak ze ci ktorzy
                                                    chca, nie musza ukrywac swego pochodzenia. Podejrzewam, ze mlodzi ludzie nawet
                                                    specjalnie nie interesuja sie tymi problemami. Sadze ze dobrze jest znac swoje
                                                    korzenie. Nie dlatego zeby udowadniac cos komus, tylko dla swojego wlasnego
                                                    poczucia tozsamosci.
                                                    Pisalem kiedys o swoich poszukiwaniach korzeni, dzisiaj dodam jeszcze ze mialem
                                                    kiedys przykre doswiadczenia. Gdy poszedlem do szkoly podstawowej uzywalem na
                                                    okreslenie roznych przedmiotow slow ktore wynioslem z domu, uzywaly ich moja
                                                    mama i rzadziej babcia. W szkole dzieciaki smialy sie z tych okreslen wiec
                                                    czulem sie dziwnie, przestalem ich uzywac.
                                                    Inna, smieszna juz rzecza, byla reakcja mojej lepszej polowy na obecnosc slow
                                                    ruskich w wypowiedziach mojej mamy.
                                                    Zona nie znala tych slow i spytala gdy mama uciszala psa (przestan brechat')
                                                    skad takie dziwne slowa:)
                                                    Wiec wytlumaczylem, ze mama do 7 roku zycia wychowywana byla przez dziadka ktory
                                                    mowil "po swojomu".
                                                    W cytowanym tekscie tez nie zgadzam sie ze wszystkim, nie podoba mi sie
                                                    przytoczone podejscie do religii, ale z drugiej strony moge uznac obawy o
                                                    asymilacje tych kobiet. Czy beda mogly przekazac swoje dziedzictwo dzieciom.
                                                    Obawy te moga byc sluszne w malych osrodkach, gdzie wszyscy sie znaja i innosc
                                                    nie jest dobrze postrzegana. Sa przeciez przypadki "wojen religijnych" w
                                                    rodzinach. Chcialem jeszcze zwrocic uwage na przedostatnie zdanie

                                                    "oddychają, czym chcą: polskością, białoruskością, niemieckością, czyli własną
                                                    mieszanką, a ostatnio coraz mocniej ciągnie je w stronę białoruskości po
                                                    nieszczęśliwej matce"

                                                    Tozsamosc tych ludzi jest efektem wlasnego wyboru, nie jest niczym narzucona.
                                                    Tak wlasnie powinno byc, moze naraze sie tutaj niektorym ale rowniez nie powinno
                                                    sie zbyt mocno potepiac tzw. "prawoslawnych Polakow". Jesli jest to ich wybor to
                                                    trudno, trzeba to uszanowac. Wiem ze jest to zagrozenie, ze pewnie kolejne
                                                    pokolenia beda juz Polakami - katolikami, ale nie mozna robic nic na sile. Jesli
                                                    ktos identyfikuje sie w ten sposob, coz poradzic - jego wybor. Moze w kolejnym
                                                    pokoleniu bedzie ktos kto zada sobie trud odnalezienia swych korzeni. W koncu sa
                                                    takie przypadki. Znam osobe wyznania ewangelickiego, ktora w wieku lat okolo
                                                    40-tu zaczela sie zastanawiac kim jest. Dalej jest ewangeliczka, ale swiadomie
                                                    przyjela do siebie przeszlosc swojej rodziny, a na szyi nosi wschodni krzyzyk.
                                                    Sa to zbyt osobiste sprawy aby komus cokolwiek narzucac.
                                                    Jesli chodzi o drugi watek to film Hoffmana rowniez podobal mi sie, natomiast
                                                    przyznam ze za Sienkiewiczem nie przepadam. Z powodow bardzo prozaicznych, nie
                                                    przypadl mi do gustu sposob w jaki pisal.
                                                    Na emisje filmu pokazujacego ukrainskie spojrzenie na wspolna historie raczej
                                                    bym nie liczyl i to nie tylko ze wzgledu na intencje. Najzwyczajniej nie ma na
                                                    to duzego zapotrzebowania. Duza czesc ludzi nie interesuje sie historia w ogole,
                                                    wiec nie zaiteresowalo by ich ogladanie historii z innego punktu widzenia.
                                                    Przepraszam za chaos w tym poscie, jest troche osobisty i pewnie to jest powodem
                                                    Serdecznie pozdrawiam z nowym tygodniem
                                                    R.
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.11.04, 16:38
                                                    Witam serdecznie - korzystając z chwili "spokoju" :-) spieszę z odpowiedzią :
                                                    oba linkowane ostatnio teksty - a więc "biłorusinka" i 'filmowy' -są bardzo
                                                    ciekawe .Ten filmowy - ja też nie liczę na tvp i komercję ani na rok ukrański -
                                                    aby trafiły do tv - chyba że po 1czy 2 w nocy :-(
                                                    Będąc na Ukrainie oglądałem kiedyś film z Upa w tle, ale nie pamietam tytułu.
                                                    Ale tam było bardziej o ukrywających się niedobitkach i tropiących ich nkwd-
                                                    stach.
                                                    Wspólczesne filmy ukraińskie - mają raczej marne szanse na rozpowszechninie u
                                                    nas.
                                                    "Gderałem " kiedyś o nędznym programie "Roku polskiego" we Lwowie - i prosze -
                                                    dzięki pomarańczowej rewolucji na Maneżu Niezawisimosti /czy słobody/ w Kijowie
                                                    zagrali i Kukiz i Perfekt / z wiecznie zielonym Chcemy być sobą - Tam by to
                                                    pewnie lepiej brzmialo "chcemy bić OMON" :)))
                                                    Pozdrawiam
                                                  • 29.11.04, 16:46
                                                    Witam serdecznie raz jeszcze - myślałem o czym ciekawym na początek tygodnia.
                                                    Kiedyś i ja i gośc o nicku january- mówiliśmy tu o zamieszańcach .Rusinach z
                                                    okolic Krosna,Odrzykonia, Węglówki.
                                                    Dziś reprodukuję ciekawy głos znawcy tematu z dyskusji na werchowynie :

                                                    www.werchowyna.nazwa.pl/index.php?co=forum/forumtekst.php&id=79&temat=Zamieszańcy

                                                    W XV-XVI w., a więc w tym samym czasie co Beskid Niski i Bieszczady,
                                                    zasiedlonych zostaje 10 miejscowości ruskich w środkowej, najwyżej położonej
                                                    części Pogórza. Ta niewielka grupa, otoczona ze wszystkich stron ludnością
                                                    polską, znajdowała się po polskiej stronie dawnej granicy polsko ruskiej /z
                                                    przed 1341 r./, kilkanaście km na północ od miasta Krosna.Rusini ci zajęli
                                                    jedyny jeszcze wolny w tej części kraju teren, który z uwagi na trudne warunki
                                                    fizjograficzne i glebowe nie wzbudzał wcześniej większego zainteresowania
                                                    kolonistów. Z dziesięciu znajdujących się tutaj ruskich wsi osiem tworzyło
                                                    zwartą obszar /Czarnorzeki, Węglówka, Krasna, Oparówka, Rzepnik, Pietrusza
                                                    Wola, Bonarówka, Wólka Bratkowska/, a dwie / Gwoździanka i Blizianka/ były
                                                    położone samotniczo w pobliżu wśród polskich miejscowości. W końcu XVIII w
                                                    znajdowało się tutaj 4722 mieszkańców, w tym 4318 Rusinów /91,5 proc./, 316
                                                    Polaków /6,7 proc./ oraz 88 Żydów /1,9 proc./.W ciągu 150 lat liczba ludności
                                                    wzrosła ponad dwukrotnie i wynosiła w 1930 r. 8890 osób, w tym; 7595
                                                    Rusinów /85 proc./, 1230 Polaków /14 proc./ i 65 Żydów /niecałe 1
                                                    proc./.Procentowy wzrost ludności polskiej spowodowany został częściową
                                                    polonizacją Rusinów we wspomnianych dwóch oddalonych nieco miejscowościach. W
                                                    końcu XIX w. zapoczątkowany został masowy wyjazd miejscowej ludności do Ameryki
                                                    Na początku następnego wieku przebywałó tam na stałe lub czasowo ponad 10 proc.
                                                    ogółu mieszkańców. Po ostatniej wojnie grupa ta przestała istnieć. W ponad 90
                                                    proc.została ona przesiedlona w głąb Ukrainy, na tereny opuszczone przez
                                                    mieszkającą tam wcześniej ludność polską. Interesująca nas ruska grupa na
                                                    Pogórzu nazywana była przez okoliczną ludność polską "Rusią". Mówiło się "idę
                                                    na Ruś", "mieszkam na Rusi", a żyjącą tam ludność greckokatolicką nazywano
                                                    Rusinami. Używana w literaturze etnograficznej nazwa "Zamieszańcy", która
                                                    pojawiła się w drugiej połowie XIX w., pochodzi od nadanej przez Łemków tej
                                                    ludności nazwie "Zamieszancy" lub "Zamieszanyj narid", tj. naród ruski
                                                    zamieszany wśród Polaków. Zamieszańcy odnosili się niechętnie do mieszkających
                                                    w górach Łemków, których nazywali "Harniaky". Śmieszył ich łemkowski strój,
                                                    znaczne różnice w mowie, a przede wszystkim bieda i brak towarzyskiej ogłady.
                                                    Sytuacja uległa zmianie pod koniec okresu międzywojennego, kiedy to coraz
                                                    częściej Zamieszańcy uważają się za Łemków. Pod koniec tego roku zostanie
                                                    oddana do druku obszerna monografia historyczno-etnograficzna interesującej nas
                                                    grupy, Jest to plon mojej ponad dziesięcioletniej pracy, a więc badań
                                                    terenowych w Polsce i na Ukrainie, badań archiwalnych i poszukiwań innych
                                                    materiałów źródłowych.
                                                    Autor: dr Henryk Olszański- gość

                                                    Namawiam na lekturę - i wstąpienie na forum prywatne Birczy :))))

                                                  • 30.11.04, 20:17
                                                    Witam
                                                    Na Werchowynie znalazlem sporo ciekawych tematow, moze w miare lektury bede mial
                                                    pytania? Po pobieznej lekturze zauwazylem, ze srodowisko Lemkow nie jest
                                                    jednorodne. Widac rozne poglady. Jesli chodzi o Zamieszancow to po lekturze
                                                    watku na forum odczuwam niedosyt, troche tam za malo wypowiedzi, ale nawet te
                                                    budza kontrowersje forumowiczow.
                                                    Dzis odwdziecze sie linkujac ciekawy tekst z NBiN dotyczacy oczywiscie losow
                                                    podlaskich Rusinow.

                                                    "Przez ekonoma swojego Bolestę zakazał ludziom spowiedzi Wielkanocnej i kommunii
                                                    w swojej cerkwi, lecz w kościele pod karą cielesną. (...) Pacierza uczono
                                                    polskiego przez wojta, w święta ruskie gwałtem wyganiano do roboty, w posty
                                                    ruskie służalcy dworscy rewidowali jadło po domach, aby te było z mięsiwem, do
                                                    czego grozą i gwałtem przymuszali; sprowadzano dobranych z łacińskiego obrządku
                                                    księży, to franciszkana z Drohiczyna, to wikaryuszów z Skrzeszewa, którzy ludowi
                                                    z jaką mogli pogardą i bluźnieniem o obrządku greckim rozprawiali, a tym co
                                                    zhandlowali obrządek swój ojczysty na łaciński winszowali, że są katolikami.
                                                    Takową zwodziecką missyą dokazali w lat kilka, że większa część ludu złacinniczała."

                                                    "Po odbudowie polskiej państwowości cały ten teren został przekazany Kościołowi
                                                    rzymskokatolickiemu i rozpoczęła działalność katolicka parafia pod wezwaniem
                                                    świętego Antoniego Padewskiego. Dziś liczy ona około 700 wiernych. Jako datę jej
                                                    założenia podaje się rok 1712, czyli rok fundacji nowej cerkwi przez Jana
                                                    Godlewskiego! Zaiste, pokrętna to logika. Ale któż w Wirowie i okolicy zna takie
                                                    szczegóły?! Dziś cała ludność tej części Podlasia to Iwany nie pomniaszczyja
                                                    rodstwa jak nazywają to Rosjanie. Wszyscy są stuprocentowymi Polakami i
                                                    rzymskimi katolikami. I to "z dziada-pradziada"!
                                                    A sam monaster stoi jak niemy świadek przeszłości. Murowane budynki zajmuje
                                                    państwowy zakład opiekujący się nieuleczalnie chorymi, cerkiew przyszkolna nie
                                                    istnieje, dawna cerkiew Zbawiciela wróciła do roli kościoła, a z ruin cerkwi św.
                                                    Serafima ksiądz proboszcz zbudował sobie plebanię. W półokrągłej części dawnego
                                                    ołtarza jest teraz salonik."

                                                    free.ngo.pl/nadbuhom/Nr4_2004/22-Wirow.htm
                                                    Mam nadzieje, ze caly tekst okaze sie interesujacy.
                                                    Pozdrawiam i udaje sie na forum Bircza
                                                    R.
                                                  • 30.11.04, 20:41
                                                    Witam serdecznie
                                                    Na początek informacja z TP

                                                    Bardzo ważny krok ku pełnej jedności" - tak honorowy zwierzchnik prawosławia
                                                    Bartłomiej I określił przekazanie przez Papieża relikwii świętych Grzegorza z
                                                    Nazjanzu i Jana Chryzostoma patriarchatowi Konstantynopola.

                                                    2004-12-05


                                                    Uroczystość odbyła się 27 listopada w Bazylice św. Piotra, podczas
                                                    ekumenicznego nabożeństwa, któremu przewodniczył Jan Paweł II. W przesłaniu
                                                    skierowanym do Bartłomieja I Papież napisał, że przekazanie relikwii jest
                                                    okazją “do oczyszczenia naszej zranionej pamięci, do umocnienia naszej drogi
                                                    pojednania, do potwierdzenia, że wiara tych naszych Świętych Doktorów jest
                                                    wiarą Kościołów Wschodu i Zachodu”. Powołując się na encyklikę “Ut unum sint”,
                                                    Jan Paweł II zapewnił: “Nie ustanę nigdy w zdecydowanym i stanowczym
                                                    poszukiwaniu tej jedności między uczniami Chrystusa, ponieważ moim pragnieniem
                                                    w odpowiedzi na wolę Pana jest być sługą jedności »w prawdzie i miłości«”. We
                                                    wprowadzeniu do nabożeństwa dodał zaś, że “obaj czczeni przez nas Święci zawsze
                                                    wyznawali swą wiarę i swoją jedność z tą Stolicą Świętą i z Kościołem Rzymu,
                                                    powstałym z przepowiadania Piotra i Pawła”.

                                                    Bartłomiej I podziękował za “decyzję dobrej woli, godną czci i
                                                    wdzięczności”. “Ten braterski gest Kościoła prastarego Rzymu potwierdza, iż nie
                                                    istnieją w Kościele Chrystusowym problemy nie do pokonania, kiedy miłość,
                                                    sprawiedliwość i pokój spotykają się w świętej diakonii pojednania i jedności” -
                                                    powiedział patriarcha.

                                                    Z relikwiami do Stambułu (dawnego Konstantynopola) udał się przewodniczący
                                                    Papieskiej Rady Popierania Jedności Chrześcijan, kard. Walter Kasper, aby w
                                                    ostatni dzień listopada tradycyjnie wziąć udział w uroczystości św. Andrzeja -
                                                    głównego patrona prawosławia. Ujawniono, że podczas uroczystości ogłoszone
                                                    zostanie wznowienie dialogu teologicznego z Kościołem katolickim (rozmowy
                                                    dotyczyć będą prymatu papieża).

                                                    Przy okazji przypomniano, że po Soborze Watykańskim II prawosławny Kościół
                                                    Grecji otrzymał od katolików relikwie św. Andrzeja Apostoła, Kościół w
                                                    Jerozolimie - relikwie św. Saby, a na Krecie - św. Tytusa. O przekazanie
                                                    relikwii Grzegorza z Nazjanzu i Jana Chryzostoma prosił Papieża Bartłomiej I
                                                    podczas czerwcowego pobytu w Watykanie.

                                                    Większość prawosławnych relikwii została zrabowana podczas wypraw krzyżowych w
                                                    XIII w. Rzecznik Watykanu Joaquín Navarro-Valls sprzeciwił się sugestiom
                                                    niektórych mediów, że uroczystość przekazania relikwii jest “zadośćuczynieniem”
                                                    i “prośbą o wybaczenie” Kościołowi katolickiemu “za ich
                                                    kradzież”: “Interpretacja ta jest z historycznego punktu widzenia niedokładna,
                                                    ponieważ np. doczesne szczątki św. Grzegorza z Nazjanzu dotarły do Rzymu w VIII
                                                    wieku, w czasach prześladowań ikonoklastów, aby je ocalić”.


                                                    Wiesz radku to "przeciwstawienie się sugestiom" rzecznika Watykanu - to dla
                                                    mnie rzecz .... denerwująca /mówiąc delikatnie/ - bowiem co by sie stało gdyby
                                                    okreslono ten zwrot jako właśnie "zadośćuczynienie."
                                                    Inna sprawa że siegnąłem ostatnio po dokumenty soboru watykańskiego II
                                                    dotyczące m.in. stosunkom z Kościołami wschodu i "ekumenizmowi" - czutająca
                                                    treści listów i dekretów papiepieża Pawła VI sprzed 40 lat - bierze zadziwienie
                                                    jak mało zrobiono dla realizacji całkiem słusznych postulatów tych dokumentow.
                                                    Do tematu wrócę :)
                                                    Jesli chodzi o Twoje pytanie - prosze bardzo o nie - sprobujemy jakoś wspólnie
                                                    podyskutować. A forum na beskidzie i werchowynie rozwija się powolutku.
                                                    walorem tego ostatniego są wypowiedzi po łemkowsku... choć pisane łacinką.
                                                    Odnośnie Twojego postu - po "przetrawieniu" go - też coś dorzucę od siebie.
                                                    Przy czym podziwiam Twój "podlaski" patriotyzm i umiejetność wyszukiwanie
                                                    naprawde ciekawych tekstów.
                                                    Jesli chodzi o Birczę - na tamtym forum - wolno rozwijającym się - ciekawą
                                                    postacią jest Darino - lokalny patriota- nie odżegnujący sie od ukraińskich
                                                    korzeni /jak sądże z treści wypowiedzi !
                                                    Pozdrawiam jak zawsze.... :)))

                                                  • 01.12.04, 15:57
                                                    Witam
                                                    Zwrot Relikwi to wspanialy gest. Szkoda ze Rzecznik Watykanu zastosowal
                                                    pokretne wytlumaczenia, troche psuje to pozytywna wymowe wydarzenia.
                                                    W kwestii dokumentow soborowych chetnie dowiem sie czegos wiecej, szczegolnie
                                                    na tematy "ekumeniczne". Nie mam na ten temat praktycznie zadnej wiedzy. Jedna
                                                    z niewielu rzeczy ktore przychodza mi do glowy to wprowadzenie jezykow
                                                    narodowych na miejsce laciny.
                                                    Wracajac na Werchowyne zainteresowal mnie watek "Rozlam w Przemkowie". Czy
                                                    moglbys Piotrze troche przyblizyc jak wygladaja te sprawy teraz. Troche na
                                                    temat Lemkow mozna przeczytac na lamach PP, ale tam teksty dotycza Prawoslawia
                                                    wsrod Lemkow. Troche dowiedzialem sie z polecanych przez Ciebie "Magur", to
                                                    jednak dotyczylo dawnych lat. Lektura tego forum wprowadzila duzy zamet w moim
                                                    umysle;) Wydawalo mi sie ze cos juz wiem a tu okazuje sie ze nie za bardzo. Co
                                                    oznacza podzial na Lem-Lemkow i Lemkow-Ukraincow? Czy roznia sie zwyczajami,
                                                    jezykiem? Z tego co sie zorientowalem to jeden z podzialow dotyczy religii, a
                                                    inne linie podzialow?
                                                    Jesli chodzi o forum Birczy to niezbyt przyjemne mysli nasuwaja sie z postow na
                                                    temat cerkwi w Birczy i ich losow, szczegolnie tej ktora zostala wysadzona i
                                                    nikomu nie przeszkadzal gruz.
                                                    Dziekuje za cieple slowa dotyczace mojego patriotyzmu "podlaskiego", ten region
                                                    naprawde jest bliski sercu.
                                                    I zamiast postu wyszedl groch z kapusta, tak to jest jak chce sie napisac na
                                                    zbyt wiele tematow na raz.
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • 01.12.04, 17:19
                                                    Witam - zacznę od owych aktów watykanski - przytocze w dwóch postach dwa
                                                    zaledwie fragmenty - jak będziesz ciekaw całości - służe pocztą.

                                                    PAWEŁ BISKUP
                                                    SŁUGA SŁUG BOŻYCH RAZEM Z OJCAMI ŚWIĘTEGO SOBORU NA WIECZNĄ RZECZY PAMIĄTKĘ
                                                    DEKRET O EKUMENIZMIE

                                                    9. Należy się zapoznać z duchem braci odłączonych. Nieodzowne jest do tego
                                                    studium, które trzeba podejmować zgodnie z prawdą i życzliwie. Katolicy
                                                    należycie przygotowani muszą zdobyć lepszą znajomość doktryny i historii, życia
                                                    duchowego i kultowego, psychologii religijnej oraz kultury właściwej braciom.
                                                    Do osiągnięcia tego wielce są pomocne zebrania, z udziałem obu stron, dla
                                                    omówienia głównie kwestii teologicznych, gdzie by każdy występował jako równy
                                                    wśród równych, byle tylko ich uczestnicy, pozostający pod nadzorem biskupów
                                                    byli naprawdę rzeczoznawcami. Przez taki dialog ujawni się wyraźniej
                                                    rzeczywisty stan Kościoła katolickiego. Na tej drodze da się lepiej poznać
                                                    poglądy braci odłączonych i w odpowiedniejszy sposób wyłożyć im naszą wiarę.
                                                    10. Naukę świętej teologii oraz innych dziedzin, zwłaszcza historycznych,
                                                    należy podawać również i w aspekcie ekumenicznym, by coraz dokładniej
                                                    odpowiadała faktycznemu stanowi rzeczy.Bardzo jest bowiem ważne, by przyszli
                                                    duszpasterze i kapłani opanowali teologię w ten sposób ściśle opracowaną, a nie
                                                    polemicznie, przede wszystkim gdy chodzi o sprawy dotyczące stosunku braci
                                                    odłączonych do Kościoła katolickiego.
                                                    Bo przecież od urobienia kapłanów zależy jak najbardziej niezbędne wychowanie i
                                                    urobienie duchowe wiernych oraz zakonników.
                                                    Również katolicy, oddający się pracy misyjnej na tych samych terytoriach co
                                                    inni chrześcijanie, dziś szczególnie muszą się zapoznać z zagadnieniami i
                                                    osiągnięciami, które w ich pracy apostolskiej wypływają z ekumenizmu.

                                                    11. Sposób formułowania wiary katolickiej żadną miarą nie powinien stać się
                                                    przeszkodą w dialogu z braćmi. Całą i nieskazitelną doktrynę trzeba przedstawić
                                                    jasno. Nic nie jest tak obce ekumenizmowi, jak fałszywy irenizm, który przynosi
                                                    szkodę czystości nauki katolickiej i przyciemnia jej właściwy i pewny
                                                    sens.Równocześnie trzeba dogłębniej i prościej wyjaśniać wiarę katolicką, w
                                                    taki sposób i w takim stylu, by i bracia odłączeni mogli ją należycie
                                                    zrozumieć.
                                                    Nadto w dialogu ekumenicznym teologowie katoliccy, którzy razem z braćmi
                                                    odłączonymi poświęcają się studiom nad Bożymi tajemnicami, a trzymają się
                                                    ściśle nauki Kościoła, powinni kierować się umiłowaniem prawdy oraz odznaczać
                                                    się nastawieniem pełnym miłości i pokory. Przy zestawianiu doktryn niech
                                                    pamiętają o istnieniu porządku czy «hierarchii» prawd w nauce katolickiej,
                                                    ponieważ różne jest ich powiązanie z zasadniczymi podstawami wiary
                                                    chrześcijańskiej. W ten sposób utoruje się drogę, która dzięki temu bratniemu
                                                    współzawodnictwu pobudzi wszystkich do głębszego poznania i jaśniejszego
                                                    ukazania niedościgłych bogactw Chrystusowych .
                                                    15. Powszechnie również wiadomo, z jakim przywiązaniem chrześcijanie wschodni
                                                    sprawują liturgiczne obrzędy, przede wszystkim obrzęd eucharystyczny, źródło
                                                    życia Kościoła i zadatek przyszłej chwały; przez niego wierni złączeni z
                                                    biskupem, mający dostęp do Boga Ojca przez Syna, Słowo Wcielone, umęczone i
                                                    uwielbione, oraz w szczodrobliwości Ducha Świętego dostępują zjednoczenia z
                                                    Przenajświętszą Trójcą, stawszy się «uczestnikami Bożej natury» (2 P 1, 4).
                                                    Dlatego przez sprawowanie Eucharystii Pańskiej w tych poszczególnych Kościołach
                                                    buduje się i rozrasta Kościół Boży , a przez koncelebrację przejawia się ich
                                                    wspólnota (communio).W tym liturgicznym kulcie chrześcijanie wschodni
                                                    wysławiają przepięknymi hymnami Maryję zawsze Dziewicę, którą Sobór powszechny
                                                    w Efezie uroczyście ogłosił Najświętszą Boga Rodzicielką, by rzeczywiście i
                                                    właściwie uznano, że według Pisma św. Chrystus jest Synem Bożym i Synem
                                                    Człowieczym; czczą nadto wielu świętych, w tym Ojców Kościoła powszechnego.
                                                    Skoro więc Kościoły te mimo odłączenia posiadają prawdziwe sakramenty,
                                                    szczególnie zaś, na mocy sukcesji apostolskiej, kapłaństwo i Eucharystię,
                                                    dzięki którym są dotąd z nami złączone najściślejszym węzłem, pewien
                                                    współudział w czynnościach świętych (communicatio in sacris), w odpowiednich
                                                    okolicznościach i za zgodą kościelnej władzy, jest nie tylko możliwy, ale i
                                                    wskazany.
                                                    Na Wschodzie znajdują się także bogate tradycje życia wewnętrznego, które w
                                                    szczególny sposób wyraża zjawisko życia mniszego. Tam przecież już od chlubnych
                                                    czasów Ojców świętych kwitła duchowość monastyczna, która przeniknęła potem na
                                                    tereny zachodnie; z niej to jako ze swego źródła wzięła początek łacińska
                                                    koncepcja życia zakonnego, w niej niejednokrotnie później znajdowała nowe siły.
                                                    Toteż jest bardzo wskazane, by katolicy dużo częściej sięgali po te duchowe
                                                    bogactwa Ojców wschodnich, które wznoszą człowieka całkowicie ku kontemplacji
                                                    rzeczy Bożych.
                                                    Niech sobie wszyscy uświadomią, że dla wiernego strzeżenia pełni tradycji
                                                    chrześcijańskiej i dla pojednania chrześcijan wschodnich z zachodnimi
                                                    niesłychanej wagi jest zapoznanie się, uszanowanie, poparcie i podtrzymanie
                                                    przebogatej spuścizny liturgicznej i ascetycznej Wschodu.

                                                    16. Ponadto Kościoły Wschodu już od samego początku kierowały się własnymi
                                                    normami, ustalonymi przez Ojców świętych i Sobory, także powszechne. Jeżeli
                                                    więc pewna różnorodność w obyczajach i zwyczajach wcale nie stoi na
                                                    przeszkodzie jedności Kościoła, ale przydaje mu blasku i wiele wnosi do
                                                    spełnienia jego posłannictwa, jak już wyżej wspomniano, Sobór święty dla
                                                    uniknięcia wszelkich wątpliwości oznajmia, że Kościoły Wschodu pomne na
                                                    nieodzowną jedność całego Kościoła mają możność kierowania się własnymi normami
                                                    (disciplina), jako bardziej zgodnymi z charakterem swoich wiernych i bardziej
                                                    przydatnymi dla dobra ich dusz. Całkowite przestrzeganie tej tradycyjnej
                                                    zasady, której nie zawsze się trzymano, należy do tego, co jest bezwzględnie
                                                    wymagane jako wstępny warunek przywrócenia jedności.
                                                    17. Co powiedziano wyżej o uprawnionej różnorodności, wypada również stwierdzić
                                                    o odmiennym teologicznym formułowaniu prawd wiary, ponieważ na Wschodzie i na
                                                    Zachodzie do badań nad prawdą objawioną stosowano odmienne metody i podejścia w
                                                    celu poznania i wyznawania prawd Bożych. Stąd nic dziwnego, że niektóre aspekty
                                                    objawionych tajemnic czasem znajdują stosowniejsze ujęcie i lepsze naświetlenie
                                                    u jednych niż u drugich, tak że trzeba powiedzieć, iż te odmienne sformułowania
                                                    teologiczne nierzadko raczej się wzajem uzupełniają, niż przeciwstawiają. Gdy
                                                    chodzi o autentyczne tradycje teologiczne chrześcijan wschodnich, to trzeba
                                                    przyznać, że są one znakomicie zakorzenione w Piśmie św., że wspiera je i
                                                    uwydatnia liturgia, a zasila żywa tradycja apostolska oraz pisma Ojców
                                                    wschodnich i autorów ascetycznych, że zmierzają one do właściwego unormowania
                                                    życia, a nawet do pełnej kontemplacji prawdy chrześcijańskiej.Obecny Sobór
                                                    święty, składając Bogu dzięki za to, że wielu wschodnich synów Kościoła
                                                    katolickiego, strzegących tej ojcowizny i pragnących żyć nią wierniej i
                                                    pełniej, utrzymuje już w pełni łączność z braćmi sprzyjającymi tradycji
                                                    zachodniej, oświadcza, iż ta cała spuścizna duchowa i liturgiczna, obyczajowa i
                                                    teologiczna przynależy w swych różnorodnych tradycjach do pełnej katolickości i
                                                    apostolskości Kościoła.

                                                    Nie wiem niestety czy pod pojęciem Kościołow wschodu mieści ło sie pojęcie
                                                    Kościoła Prawosławnego - ale chyba też :)
                                                    Polecam "smakowaniu" styl owych dokumentów
                                                    A za chwilę ciąg dalszy
                                                    Birczy i okolicy postaram się poświęcic oddzielne posty - zwłaszcza że wiąze
                                                    się z nią tragedia wiosek "państwa arłamowskiego"

                                                  • 01.12.04, 17:29
                                                    A tutaj dokończenie wątku i kolejne fragmenty :

                                                    PAWEŁ BISKUP
                                                    SŁUGA SŁUG BOŻYCH RAZEM Z OJCAMI ŚWIĘTEGO SOBORU NA WIECZNĄ RZECZY PAMIĄTKĘ
                                                    DEKRET O KOŚCIOŁACH WSCHODNICH KATOLICKICH


                                                    5. Historia, tradycje i bardzo liczne instytucje kościelne wspaniale świadczą o
                                                    wielkich zasługach Kościołów Wschodnich wobec Kościoła powszechnego . Dlatego
                                                    święty Sobór to kościelne i duchowe dziedzictwo nie tylko darzy należnym
                                                    szacunkiem i słuszną czcią, ale także mocno jest przekonany, że stanowi ono
                                                    dziedzictwo całego Kościoła Chrystusowego. Z tego powodu uroczyście oświadcza,
                                                    że Kościoły Wschodu jak i Zachodu mają prawo i obowiązek rządzenia się wedle
                                                    własnych osobnych przepisów, jako że zaleca je czcigodna starodawność oraz że
                                                    bardziej odpowiadają obyczajom miejscowych wiernych i wydają się być
                                                    przydatniejsze do zadbania o dobro dusz.
                                                    6. Wszyscy chrześcijanie wschodni niech wiedzą i uważają to za rzecz
                                                    niewątpliwą, że mogą i powinni zawsze zachowywać swoje prawowite obrzędy
                                                    liturgiczne i swoje zasady karności, oraz że zmiany winny być wprowadzane
                                                    jedynie dla właściwego i organicznego postępu. Wszystko to więc mają z
                                                    największą wiernością zachowywać właśnie sami chrześcijanie wschodni, którzy
                                                    też powinni zdobywać ciągle coraz większą znajomość tych rzeczy i coraz
                                                    doskonalej je stosować, a gdyby ze względu na okoliczności czasu lub osób wbrew
                                                    słuszności od nich odstąpili, niechaj starają się powrócić do tradycji
                                                    odziedziczonej po przodkach. Ci zaś, którzy z racji czy to urzędu, czy
                                                    apostolskiej posługi pozostają w częstych stosunkach z Kościołami Wschodnimi
                                                    albo z ich wiernymi, mają nabrać znajomości i poszanowania obrzędów, karności,
                                                    nauki, historii oraz ducha chrześcijan wschodnich, stosownie do powagi
                                                    sprawowanego przez nich urzędu . Zakonom zaś i stowarzyszeniom obrządku
                                                    łacińskiego, pracującym w krajach wschodnich albo wśród wiernych wschodnich,
                                                    usilnie zaleca się, aby dla większej skuteczności apostolskiej pracy zakładali
                                                    domy albo nawet prowincje obrządku wschodniego, o ile to tylko jest możliwe .

                                                    PATRIARCHOWIE WSCHODNI
                                                    7. Od najdawniejszych czasów istnieje w Kościele instytucja patriarchatu,
                                                    uznana już przez pierwsze Sobory powszechne .Przez patriarchę wschodniego
                                                    rozumie się biskupa, któremu przysługuje jurysdykcja nad wszystkimi biskupami,
                                                    nie wyłączając metropolitów, klerem i ludem własnego terytorium lub obrządku,
                                                    zgodnie z przepisem prawa i bez naruszania prymatu Biskupa Rzymskiego .
                                                    Hierarcha jakiegokolwiek obrządku, ustanawiany gdziekolwiek poza granicami
                                                    terytorium patriarchatu, pozostaje członkiem hierarchii patriarchatu tegoż
                                                    samego obrządku zgodnie z przepisem prawa.

                                                    8. Patriarchowie Kościołów Wschodnich, mimo że ich stolice pochodzą z różnych
                                                    okresów, są jednak wszyscy sobie równi z racji godności patriarchy, z
                                                    zastrzeżeniem jednak honorowego pierwszeństwa prawnie ustalonego .
                                                    9. Wedle najdawniejszej tradycji Kościoła należy szczególną czcią otaczać
                                                    patriarchów Kościołów Wschodnich, jako że każdy stoi na czele swego
                                                    patriarchatu jako ojciec i głowa.Dlatego ten święty Sobór postanawia, aby ich
                                                    prawa i przywileje zostały wznowione wedle starodawnych tradycji każdego
                                                    Kościoła i postanowień Soborów powszechnych .
                                                    Prawa zaś te i przywileje pokrywają się z tymi, które istniały w epoce
                                                    łączności Wschodu z Zachodem, chociażby nieco należało je przystosować do
                                                    dzisiejszych warunków.
                                                    Patriarchowie ze swymi synodami stanowią wyższą instancję dla wszelkich spraw
                                                    patriarchatu, nie wyłączając prawa ustanawiania nowych eparchii oraz mianowania
                                                    biskupów swego obrządku w granicach terytorium patriarchatu, bez naruszania
                                                    niepozbywalnego prawa Biskupa Rzymskiego interweniowania w poszczególnych
                                                    wypadkach.

                                                    10. To, co powiedziano o patriarchatach, odnosi się także, wedle przepisu
                                                    prawa, do arcybiskupów większych, którzy stoją na czele całego jakiegoś
                                                    Kościoła partykularnego albo obrządku .
                                                    11. Ponieważ instytucja patriarchatu jest tradycyjną formą rządów w Kościołach
                                                    Wschodnich, święty i powszechny Sobór życzy sobie, aby gdzie tego zajdzie
                                                    potrzeba, erygować nowe patriarchaty, których tworzenie jest zastrzeżone
                                                    Soborowi powszechnemu lub Biskupowi Rzymskiemu .
                                                    26. Współudział w czynnościach liturgicznych (communicatio in sacris),
                                                    szkodzący jedności Kościoła albo zawierający w sobie formalne przylgnięcie do
                                                    błędu lub też niebezpieczeństwo zbłądzenia w wierze, zgorszenia i
                                                    indyferentyzmu, jest z prawa Bożego zabroniony . Praktyka jednak duszpasterska
                                                    wykazuje, że jeśli chodzi o braci wschodnich, można i powinno się wziąć pod
                                                    uwagę różne sytuacje poszczególnych osób, kiedy to ani jedność Kościoła nie
                                                    jest zagrożona, ani nie występuje niebezpieczeństwo, którego należy uniknąć,
                                                    lecz przynagla konieczność zbawienia i dobro dusz. Dlatego Kościół katolicki,
                                                    stosownie do okoliczności czasu, miejsca i osób, nieraz stosował i stosuje
                                                    łagodniejszy sposób postępowania, dając wszystkim środki zbawienia i świadectwo
                                                    miłości między chrześcijanami przez uczestnictwo w sakramentach i innych
                                                    czynnościach i rzeczach świętych. Biorąc to pod uwagę, «abyśmy się nie stali
                                                    przeszkodą do zbawienia z powodu surowości sądu dla tych, którzy się
                                                    zbawiają» oraz dla coraz większego popierania jedności z Kościołami
                                                    Wschodnimi, od nas odłączonymi - święty Sobór ustala następujący sposób
                                                    postępowania:
                                                    27. Zgodnie z wyżej wymienionymi zasadami można chrześcijanom wschodnim, którzy
                                                    w dobrej wierze pozostają odłączeni od Kościoła katolickiego, udzielać
                                                    sakramentów pokuty, Eucharystii i namaszczenia chorych - jeśli dobrowolnie o to
                                                    poproszą i będą mieli należytą dyspozycję. Owszem, również katolikom wolno
                                                    prosić o te sakramenty tych duchownych akatolickich, w których Kościele są
                                                    ważne sakramenty, ilekroć doradzałaby to konieczność albo rzeczywisty pożytek
                                                    duchowy, a dostęp do kapłana katolickiego fizycznie lub moralnie okazałby się
                                                    niemożliwy .

                                                    W Rzymie, u Świętego Piotra, dnia 21 listopada roku 1964. ****

                                                    Co do tematów z Wechowyny - muszę sm tam zaglądnąc - co do podziałow
                                                    łemkowskich - głowny podzial to przede wszystkim grekokatolicy z istoty rzeczy
                                                    proukraińscy i "moskalofilscy" prawosławni - pamietasz - poruszaliśmy ten temat
                                                    przy biografii niedawno zmarłego wnuka św. Maksyma "Gorlickiego"
                                                    Ale do tematu trzeba będzie wrócic - tylko muszę co nieco poczytać na ten
                                                    temat :(
                                                    Pozdrawiam serdecznie

                                                  • 01.12.04, 22:42
                                                    Zajrzalem wieczorem na chwileczke i widze mnostwo nowej lektury:) Na razie nie
                                                    ustosunkuje sie do tekstu poniewaz nie zapoznalem sie z nim, ale juz sie ciesze
                                                    na lekture.
                                                    Piotrze, moje pytania na temat Lemkow wziely sie wlasnie z naszych niedawnych i
                                                    dawniejszych rozmow. Wydawalo mi sie, ze troche rozjasnilo mi w glowie, ale
                                                    niestety nie do konca. Sadzilem, ze podzial dotyczy wyznania, ale nie jest tak
                                                    ostry jak wynika z niektorych forumowych wypowiedzi. Wiem ze sa dwie organizacje
                                                    lemkowskie, jedna zwiazana z grekokatolikami, a druga z prawoslawnymi. Popraw
                                                    mnie jesli sie myle ale Lem-Lemko pochodzi od slowa lem. I ci Lemkowie uznaja
                                                    sie za odredny narod, a Lemkowie-Ukraicy, wiadomo opowiadaja sie za
                                                    przynaleznoscia do narodu ukrainskiego. Dziwia mnie takie podzialy, przeciez
                                                    jedni i drudzy przeszli przez straszne doswiadczenia lat bezposrednio
                                                    powojennych. To powinno laczyc, a nie dzielic.
                                                    Na razie koncze swoje refleksje i zabieram sie do lektury.
                                                    Jeszcze raz serdecznie pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • 02.12.04, 15:42
                                                    Witam
                                                    Teksty soborowe na chwile obecna jeszcze analizuje (ale wielkie slowo:) i dzis
                                                    wieczorem, lub jutro odniose sie do nich. W Dekrecie O Ekumenizmie moze nie
                                                    podobac sie stwierdzenie o "braciach odlaczonych", ale generalna wymowa jest
                                                    pozytywna. Drugi tekst dotyczy Kosciolow Wschodnich katolickich, co nie
                                                    przeszkodzi mi oczywiscie w uwaznej lekturze.
                                                    Zanim obszerniej wypowiem sie na te tematy chcialbym, jeszcze na chwile, wrocic
                                                    do wydarzen I wojny swiatowej. Cytowany tekst dotyczy wlasnie tego okresu i
                                                    zawiera watek Podlasia. Mysle ze bedzie to ciekawe uzupelnienie wczesniejszych
                                                    rozmow.



                                                    "Wieści o podpisaniu 9 lutego 1918 r. w Brześciu układu pokojowego pomiędzy
                                                    państwami centralnymi a Ukrainą wywołał entuzjazm wśród galicyjskich Ukraińców.
                                                    W niedzielę 10 lutego odbyła się we Lwowie wielka manifestacja poparcia, która
                                                    zgromadziła na ulicach miasta wielotysięczny tłum. Dwa dni później, 12 lutego,
                                                    w sali Towarzystwa „Ukrainśka Besida” we Lwowie zwołano zebranie Organizacji
                                                    Ukraińców miasta Lwowa. Pierwotnym celem zebrania, w którym uczestniczyło ponad
                                                    dwieście osób, miało być omówienie bieżących spraw organizacyjnych. Wobec
                                                    podpisania układu pokojowego w Brześciu program zebrania zdominowały wydarzenia
                                                    bieżące. Na wniosek posła Lonhyna Cehelskiego zmieniono porządek obrad oraz
                                                    uchwalono rezolucję, w której oświadczano:

                                                    1. Ukraińcy miasta Lwowa bez różnicy przynależności partyjnej i stanowej witają
                                                    z uniesieniem ostateczne uznanie państwa ukraińskiego, jak również to, że
                                                    poprzez podpisanie pokoju z Ukrainą uczyniono początek dla przywrócenie
                                                    ogólnego pokoju;

                                                    2. Szczególnie, jako akt sprawiedliwości dziejowej, witają Ukraińcy miasta
                                                    Lwowa staroukraińskie [regiony]: męczeńską Ziemię Chełmską i męczeńskie
                                                    Podlasie, które od zarania historii wschodniej Europy wchodziły, aż do jego
                                                    upadku, w skład państwa staroukraińskiego i do dnia dzisiejszego zamieszkane są
                                                    przez lud ukraiński, iż na powrót przywrócono je macierzystemu krajowi –
                                                    Ukrainie, choć niestety część Podlasia ze staroukraińskimi miastami Bielsk i
                                                    Drohiczyn pozostała poza granicami państwa ukraińskiego i jej narodowa
                                                    przyszłość jest poważnie zagrożona.

                                                    Dzień później, obradujący pod kierownictwem Kostia Łewyckiego Komitet Narodowy
                                                    ogłosił rezolucje w sprawie zawarcia pokoju i zwrotu Ukrainie głównej części
                                                    prastarych ziem ukraińskich – Chełmszczyzny i Podlasia. Podtrzymując stanowisko
                                                    Organizacji Ukraińców miasta Lwowa, Komitet Narodowy oświadczył, że Zgłaszanie
                                                    polskich pretensji do Chełmszczyzny i Podlasia Komitet Narodowy odrzuca jako
                                                    przejaw polskiego imperializmu, niewytłumaczalnego ani faktycznymi stosunkami
                                                    etnicznymi na tych obszarach, ani historią…"

                                                    www.harazd.net/%7Enadbuhom/ArxivNBiN/zm/zm_Wysocki.htm
                                                    Mam nadzieje, ze nie przeszkadza Ci chwilowy powrot do wczesniejszego tematu.
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • 02.12.04, 19:21
                                                    Witam :
                                                    Ale nam sie nadłozyło tematów ; wracasz do okresu I wojny - no tak historia
                                                    obraca sie kołem :) Po 84-86 latach . dziś Ukrańcy znow walczą o prawdziwą
                                                    wolnośc, przy polskim wspóludziale, kuczma/ czy kuczman jak kpili z niego "moi"
                                                    Ukraińcy/ jedzie do Moskwy do cara-batiuszki na konsultacje - tańćząc taniec
                                                    zdrajcy !!! Radek - to przerażająće że po prawie 15 latach "niby
                                                    niepodległóści" okazuje się że los Ukrainy "wisi na włosku". Oderwanie się
                                                    Donbasu-donieczczyzny to prawie pewna wojna domowa.Boję się o moich samborzan i
                                                    lwowiaków !!!!!
                                                    A jeśli chodzi o teksty soborowe wrócę do nich bo chcę Ciebie /Was/ zapoznać z
                                                    tekstami które wiążą się z tematyką naszych rozmów- więc będzie z chwilę o
                                                    stosunku do celibatu i "żenstwa" księży religii wschodu, a potem o stozunku do
                                                    ŻYDÓW I Islamu.
                                                    Do tematu łemkwoskich rozdarć obiecuję wrócić - proszę o cierpliwość
                                                  • 02.12.04, 19:29
                                                    SŁUGA SŁUG BOŻYCH RAZEM Z OJCAMI ŚWIĘTEGO SOBORU NA WIECZNĄ RZECZY PAMIĄTKĘ
                                                    DEKRET O POSŁUDZE I ŻYCIU KAPŁANÓW

                                                    16. Doskonała i dozgonna powściągliwość, zalecana przez Chrystusa Pana ze
                                                    względu na Królestwo niebieskie , a w ciągu wieków, jak również i w naszych
                                                    czasach, przez wielu chrześcijan chętnie przyjęta i chwalebnie zachowywana,
                                                    była zawsze uważana przez Kościół za rzecz wielkiej wagi, szczególnie dla życia
                                                    kapłańskiego. Jest ona bowiem znakiem, a zarazem bodźcem miłości pasterskiej i
                                                    szczególnym źródłem duchowej płodności w świecie . Nie jest wymagana jednak
                                                    przez kapłaństwo z jego natury, jak to okazuje się z praktyki Kościoła
                                                    pierwotnego i tradycji Kościołów Wschodnich, gdzie oprócz tych, którzy z daru
                                                    łaski ze wszystkimi biskupami wybierają zachowanie celibatu, występują również
                                                    bardzo zasłużeni prezbiterzy żonaci. Gdy więc ten święty Sobór zaleca kościelny
                                                    celibat, wcale nie zamierza zmieniać tej odmiennej dyscypliny, która jest
                                                    prawnie uznana w Kościołach Wschodnich, a wszystkich, którzy w małżeństwie
                                                    przyjęli prezbiterat, z wielką miłością zachęca, by trwając w świętym
                                                    powołaniu, całkowicie i wielkodusznie nadal poświęcali swoje życie trzodzie im
                                                    powierzonej .Celibat z wielu względów odpowiada kapłaństwu. Całe bowiem
                                                    posłannictwo kapłana poświęcone jest służbie nowego człowieczeństwa, które
                                                    Chrystus, zwycięzca śmierci, wzbudza przez Ducha swego w świecie i które ma
                                                    swój początek „nie z krwi ani z żądzy ciała, ani też z woli ludzkiej, ale z
                                                    Boga” (J 1, 13).

                                                    O stosunku do Zydów :PAWEŁ BISKUP
                                                    SŁUGA SŁUG BOŻYCH RAZEM Z OJCAMI ŚWIĘTEGO SOBORU NA WIECZNĄ RZECZY PAMIĄTKĘ
                                                    DEKLARACJA O STOSUNKU KOŚCIOŁA DO RELIGII NIECHRZEŚCIJAŃSKICH

                                                    . Zagłębiając tajemnicę Kościoła, święty Sobór obecny pamięta o więzi którą lud
                                                    Nowego Testamentu zespolony jest duchowo z plemieniem Abrahama.Kościół bowiem
                                                    Chrystusowy uznaje, iż początki jego wiary i wybrania znajdują się według Bożej
                                                    tajemnicy zbawienia już u Patriarchów, Mojżesza i Proroków. Wyznaje, że w
                                                    powołaniu Abrahama zawarte jest również powołanie wszystkich wyznawców
                                                    Chrystusa, synów owego Patriarchy według wiary , i że wyjście ludu wybranego z
                                                    ziemi niewoli jest mistyczną zapowiedzią i znakiem zbawienia Kościoła. Przeto
                                                    nie może Kościół zapomnieć o tym, że za pośrednictwem owego ludu, z którym Bóg
                                                    w niewypowiedzianym miłosierdziu swoim postanowił zawrzeć Stare Przymierze,
                                                    otrzymał objawienie Starego Testamentu i karmi się korzeniem dobrej oliwki, w
                                                    którą wszczepione zostały gałązki dziczki oliwnej narodów . Wierzy bowiem
                                                    Kościół, że Chrystus, Pokój nasz, przez krzyż pojednał Żydów i narody i w sobie
                                                    uczynił je jednością .
                                                    Zawsze też ma Kościół przed oczyma słowa Apostoła Pawła odnoszące się do jego
                                                    ziomków, «do których należy, przybrane synostwo i chwała, przymierze i zakon,
                                                    służba Boża i obietnice; ich przodkami są ci, z których pochodzi Chrystus wedle
                                                    ciała» (Rz 9, 4-5), Syn Dziewicy Maryi. Pamięta także, iż z narodu żydowskiego
                                                    pochodzili Apostołowie, będący fundamentami i kolumnami Kościoła, oraz bardzo
                                                    wielu spośród owych pierwszych uczniów, którzy ogłosili światu Ewangelię
                                                    Chrystusową.
                                                    Według świadectwa Pisma świętego Jerozolima nie poznała czasu nawiedzenia
                                                    swego i większość Żydów nie przyjęła Ewangelii, a nawet niemało spośród nich
                                                    przeciwstawiło się jej rozpowszechnieniu . Niemniej, jak powiada Apostoł,
                                                    Żydzi nadal ze względu na swych przodków są bardzo drodzy Bogu, który nigdy nie
                                                    żałuje darów i powołania . Razem z Prorokami i z tymże Apostołem Kościół
                                                    oczekuje znanego tylko Bogu dnia, w którym wszystkie ludy będą wzywały Pana
                                                    jednym głosem i «służyły Mu ramieniem jednym» (Sf 3, 9) .
                                                    Skoro więc tak wielkie jest dziedzictwo duchowe wspólne chrześcijanom i Żydom,
                                                    święty Sobór obecny pragnie ożywić i zalecić obustronne poznanie się i
                                                    poszanowanie, które osiągnąć można zwłaszcza przez studia biblijne i
                                                    teologiczne oraz przez braterskie rozmowy.
                                                    A choć władze żydowskie wraz ze swymi zwolennikami domagały się śmierci
                                                    Chrystusa , jednakże to, co popełniono podczas Jego męki, nie może być
                                                    przypisane ani wszystkim bez różnicy Żydom wówczas żyjącym, ani Żydom
                                                    dzisiejszym. Chociaż Kościół jest nowym Ludem Bożym, nie należy przedstawiać
                                                    Żydów jako odrzuconych ani jako przeklętych przez Boga, rzekomo na podstawie
                                                    Pisma świętego. Niechże więc wszyscy dbają o to, aby w katechezie i głoszeniu
                                                    słowa Bożego nie nauczali niczego, co nie licowałoby z prawdą ewangeliczną i z
                                                    duchem Chrystusowym.
                                                    Poza tym Kościół, który potępia wszelkie prześladowania, przeciw jakimkolwiek
                                                    ludziom zwrócone, pomnąc na wspólne z Żydami dziedzictwo, opłakuje - nie z
                                                    pobudek politycznych, ale pod wpływem religijnej miłości ewangelicznej - akty
                                                    nienawiści, prześladowania, przejawy antysemityzmu, które kiedykolwiek i przez
                                                    kogokolwiek kierowane były przeciw Żydom.
                                                    Chrystus przy tym, jak to Kościół zawsze utrzymywał i utrzymuje, mękę swoją i
                                                    śmierć podjął dobrowolnie pod wpływem bezmiernej miłości, za grzechy wszystkich
                                                    ludzi, aby wszyscy dostąpili zbawienia. /.../

                                                    Radku - namawiam na uważną lekturę tych cytatów - by spostrzec jak np w zyciu
                                                    polskich tzw katolików powyższe słowa są często ignorowane .

                                                  • 02.12.04, 21:21
                                                    Przeczytalem pierwszy z cytowanych przez Ciebie dokumentow soborowych. Musze
                                                    przyznac ze jestem pod wrazeniem autentycznego ekumenizmu plynacego z tych slow.
                                                    Mam nadzieje, ze slowa te dotycza rowniez Prawoslawia. Moze jest tam troche
                                                    niezrecznych sformulowan o odlaczeniu, poniewaz moze to sugerowac ze Rzym jest
                                                    wazniejszy, ale generalnie az milo sie czyta. Szkoda, ze do wielu kaplanow i
                                                    wiernych nie dociera to, a przeciez od Soboru minelo juz 40lat. Szczegolnie
                                                    przemowil do mnie ponizszy fragment.

                                                    "Niech sobie wszyscy uświadomią, że dla wiernego strzeżenia pełni tradycji
                                                    chrześcijańskiej i dla pojednania chrześcijan wschodnich z zachodnimi
                                                    niesłychanej wagi jest zapoznanie się, uszanowanie, poparcie i podtrzymanie
                                                    przebogatej spuścizny liturgicznej i ascetycznej Wschodu."

                                                    Liturgia Kosciolow wschodnich jest naprawde wielkim bogactwem, dla wszystkich
                                                    chrzescijan.
                                                    Nie czytalem jeszcze Dekretu o posludze i Dekretu o stosunku do religii
                                                    niechrzescijanskich, oczywiscie po lekturze podziele sie przemysleniami.
                                                    Piotrze, oprocz forumowych cytatow chetnie przeczytam materialy w "jednym
                                                    kawalku" wiec jesli nie bedzie to problem to prosze o przeslanie.
                                                    Na koncu postu uzyles sformulowania "tzw. katolikow" mysle ze dobrze pasuje do
                                                    do wiernych od sw. Brygidy, wlasciwie to mozna by chyba ich juz nazwac
                                                    wyznawcami ks. pralata, ale to juz inna historia. Ale nie moglem powstrzymac sie
                                                    od takiego komentarza po niedawnych wydarzeniach zwiazanych z osoba
                                                    administratora parafii.
                                                    Wydarzenia na Ukrainie staja sie coraz bardziej niepokojace. To co zrobil dzis
                                                    Kuczma zakrawa na farse. Jak mozna zrobic cos takiego dla swoich rodakow. Nie
                                                    pozostaje nic innego jak miec nadzieje, ze cala ta sytuacja zakonczy sie bez
                                                    rozlewu krwi. Pozwole sobie zalinkowac stanowisko Cerkwi w tej sprawie

                                                    www.cerkiew.pl/news.php?id=2357
                                                    Jest to dosyc wywazone stanowisko, ale czy wystarczy dla uspokojenia?
                                                    Piotrze pozdrawiam i zycze udanego weekendu, mam nadzieje, ze Twoim bliskim nic
                                                    sie nie stanie i beda mogli zyc w wolnym kraju.
                                                    Slawa Ukrajini
                                                  • 03.12.04, 10:35
                                                    Witam
                                                    Wczorajszy post mial byc ostatnim przedweekendowym, ale korzystajac z chwili
                                                    wolnej podczas pracy pomyslalem, ze warto podeslac cos pozytywnego. Dzis nie
                                                    uda mi sie juz odezwac poniewaz wieczorem mamy gosci. Do klawiatury nie bedzie
                                                    wiec czasu usiasc.

                                                    www.cerkiew.pl/news.php?id=2360
                                                    Jeszcze raz zycze wszystkiego dobrego
                                                    R.
                                                    P.S. A na dalszy ciag dyskusji cierpliwie czekam:)
                                                  • 03.12.04, 18:15
                                                    " Karydnal Lubomir Huzar powiedzial wczoraj że wraz z narodem ukraińskim
                                                    podziela zaufanie do przywódcy opozycji Wiktora Juszczenki. Wyraził też
                                                    nadzieję,że społeczność miedzynarodowa będzie mogła wywrzeć wpływ na to,co
                                                    dziejesię na Ukrainie. W rozmowie z /.../ mówił że Jan Paweł II rozumie
                                                    sytuację w jego kraju,która przypomina momenty wielkich zmian w Polsce.Zapytany
                                                    o swe oczekiwania/.../ wyraził nadzieję na powstanie rządu,który będzie słuzył
                                                    narodowi i wraz z nim będzie podzielal pragnienie prawdy..."
                                                    Resztę Radku prosze poczytać w dzisiejszej wyborczej.
                                                    Namawiam również na lekturę tegotygodniowej Polityki - jest tam wiele dobrych
                                                    artykułów o sytuacji "za kordonnem"
                                                    Pocztą przesyłam Ci Dekrety watykanskie - mam nadzieję że nie poczytasz tego za
                                                    akt prozelityzmu :-)
                                                    jeszcze w tym weekendzie prześlę na forum coś o ŁEMKACH ... w podrzeszowskim
                                                    Tyczynie :)
                                                    Pozdrawiam jak zawsze.... :)_
                                                  • 07.12.04, 15:56
                                                    Witam
                                                    Piotrze, w tym tygodniu bedzie mi raczej trudno cos pisac. Sporo zajec, nieraz
                                                    musze zabierac czesc pracy do domu. Jak tylko znajde chwilke na pewno sie
                                                    odezwe.
                                                    Serdecznie pozdrawiam
                                                    R.
                                                    P.S. Jeszcze raz dziekuje za przesylke
                                                  • 13.12.04, 18:20
                                                    Witam serdecznie po dlugiej przerwie
                                                    Na wznowienie dyskusji nie bede sie zbytnio rozpisywac. Raczej sygnalizuje chcec
                                                    dalszych rozmow. Ciekaw jestem Piotrze jakie refleksje nasunely sie Tobie po
                                                    lekturze ostatnich podlaskich linkow? Chetnie dowiem sie tez czegos na temat
                                                    Lemkow.
                                                    Na poczatek tygodnia zachecam do wirualnej wedrowki po terenach doliny Bugu.
                                                    Zalinkowana strona dotyczy co prawda glownie poludniowej strony Bugu, ale sa tez
                                                    materialy z Drohiczyna i Mielnika. Goraco zachecam do obejrzenia zdjec, jest
                                                    ich sporo i pokazuja piekno tej ziemi.

                                                    www.siedlce.net/dolinabugu/
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.
                                                    P.S. Mam nadzieje, ze w tym tygodniu bede mial wiecej czasu na forum
                                                  • 13.12.04, 20:35
                                                    Cieszę się z Twojego powrotu :-))!!!!!!!

                                                    A tytuł tego postu jest trochę przewrotny - bowiem w podrzeszowskim miasteczu
                                                    Tyczynie nigdy chyba Łemkowei nie mieszkali - ale dziaał Wyższa szkoła
                                                    społeczno Gospodarcza - której absolwentka /Wydzialu Socjologicznego Pani /już
                                                    mgr :))) Małgorzata Szumilewicz "wyprodukowala" w 2003 roku bardzo ciekawą
                                                    pracę magisterską pt Przejawy kultury łemkowskiej w Polsce poludniowo-
                                                    wschodniej a opublikowal ją na swojej stronie amerykanski Łemko :
                                                    www.lemko.org/polish/szum.html
                                                    Dużym walorem tej pracy jest bogata bibliografia , w tym internetowa :

                                                    2.www.bieszczady.opus.chelm.pl/dlud.html
                                                    3.www.gory.com.pl/pasmagorskie/lemkowie
                                                    4.www.dawydk.republika/pl/gorlice/strona/maksym_1
                                                    5. www.folk.pl/Zespol/Oslawi.htm
                                                    6. www.folk.pl/Zespol/lemkow.htm
                                                    7.www.karpaty.edu.pl/teams/lemki/muzyka
                                                    8. www.karpaty.edu.pl/teams/lemki/cerkwie.htm
                                                    9. www.lemkounion.pl
                                                    10. www.lemko.org.pl
                                                    11.www.lemko.org/gazeta/lesniak/czekaj.html
                                                    12. www.lemko.org/gazeta/lesniak/serencza.htm
                                                    13.www.lemko.org/polish/zakorzenienie
                                                    14. www.lemko.org/lih/wiktorp
                                                    15. www.lemko.org/polish/jaworzno.html
                                                    16. www.lemkowiewinteria
                                                    17.www.mlodek.republika.pl/lemkowie
                                                    18. www.mlodek.republika.pl/swieta
                                                    19. www.nowe.panstwo.pl
                                                    20. www.nowysacz.pl/muzeum
                                                    21. www.pecuch.art.pl
                                                    22. www.rzeszow.org.pl
                                                    23. www.republika.pl
                                                    24. www.republika.pl/hubertusz/religia_roznice.htm
                                                    25. www.wiem.onet.pl
                                                    26. www.zb.eck.pl

                                                    A o podziałach w srodowisku łemkowskim prosze poczytać też na walterowskim
                                                    sajcie

                                                    www.lemko.org/polish/zakorzenienie/index.html
                                                    Wracając do Twego pytania - zalinkowany tekst o Wirowie - piękny, wzruszający
                                                    i ... w jednym miejscu ...bulwersujący - cytuje "Nastał rok 1875, rok
                                                    zjednoczenia z Cerkwią Prawosławną resztek unitów w Cesarstwie Rosyjskim"
                                                    Oj Radku - jak to "zjednoczenie" wyglądało to chyba wiemy... Pratulin ...itd.
                                                    Ale tekst w całości naprawdę bardzo piękny- myslę że w podobnej smutno
                                                    sentymentalnej tonacji można by napisać o niejednej wiosce Ukraińców i Łemków
                                                    galicyjskich
                                                    Nie kończę swej obecności tutaj bowiem zaraz następny post - myslę ze
                                                    Cię /Was ???/zaciekawi




                                                  • 13.12.04, 20:49
                                                    Dzisiaj jeszcze Radku pozwalam sobie zacytować dwa dokumenty - dzieli je 53
                                                    lata historii ;
                                                    Najpierw- nadal obowiązujący wyrok komunistyczno-polsko-stalinowskiego sądu :

                                                    Wyrok Sądu Najwyższego - Izba Karna
                                                    z dnia 22 września 1950 r.
                                                    K. 1147/50
                                                    Zbiór Orzeczeń SN 1951/2 poz. 18
                                                    Ukraińska Powstańcza Armia (U.P.A), powołana do życia przez działające w
                                                    interesie Niemiec hitlerowskich zrzeszenie polityczne „Ukraiński Narodowy
                                                    Komitet”, miała na celu tępienie elementu polskiego i żywiołów
                                                    antyfaszystowskich na terenach Ukrainy oraz walkę ze Związkiem Radzieckim w
                                                    oparciu o hitlerowską Rzeszę Niemiecką, wobec czego stanowi organizację
                                                    przestępną w rozumieniu art. 4 dekretu sierpniowego.

                                                    ów dekret sierpniowy z 1944 roku stanowił surowe kary /od 3 lat do kary
                                                    śmierci!!! za przynależności do organizacji faszytowskich typy gestapo,sa .ss
                                                    etc - większy fragment zacytuje jutro.
                                                    A sam wyrok -kuriozalny /i nadal obowiązyjącyb!!!/w swej treści- bo wynika z
                                                    niego m.in. że UPA działało tylko na terenie ... Ukrainy :)) /chyba z
                                                    Bieszczadami, Beskidem i Zamojszczyzną włącznie :)
                                                    No i drugi dokument :


                                                    OŚWIADCZENIE SEJMU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
                                                    z dnia 10 lipca 2003 r. w związku z 60. rocznicą tragedii wołyńskiej

                                                    Sześćdziesiąta rocznica tragedii ludności polskiej na Wołyniu i w Galicji w
                                                    czasie niemieckiej okupacji skłania do myślenia o przeszłości i o przyszłości
                                                    polsko-ukraińskiego sąsiedztwa. Tragedii Polaków mordowanych i wypędzanych z
                                                    ich miejsc zamieszkania przez zbrojne formacje Ukraińców towarzyszyły również
                                                    cierpienia ludności ukraińskiej - ofiar polskich akcji zbrojnych. Była to
                                                    tragedia obu naszych narodów.
                                                    Pomordowanym i poległym na Wołyniu i w Galicji należy się szacunek i pamięć.
                                                    Pochylamy głowy przed niewinnymi ofiarami.
                                                    Nie może być usprawiedliwienia dla terroru, przemocy i okrucieństwa. Prawda o
                                                    tamtych dramatycznych latach jest bolesna dla wszystkich. Polacy i Ukraińcy
                                                    powinni ją jednak poznawać. Prawda, choćby najbardziej tragiczna, jest
                                                    niezbędna do budowy trwałego porozumienia.
                                                    Bolesne doświadczenia powinny stanowić dla nas również źródło refleksji o tym,
                                                    że na nienawiści i konfliktach pomiędzy nami korzystali nasi przeciwnicy, a my -
                                                    zawsze traciliśmy.
                                                    Historia Europy jest pełna przykładów narodowych waśni, wojen, krwi i
                                                    okrucieństwa, ale są też przykłady pojednania i porozumienia narodów, które
                                                    chciały i potrafiły przezwyciężyć najtrudniejszą nawet przeszłość. Moralnym
                                                    obowiązkiem tych, których sumienia wciąż porusza tragedia sprzed 60 lat, jest
                                                    wezwanie do pojednania naszych narodów w imię przyszłości, w imię wspólnoty
                                                    celów. Niech umiejętność przebaczania stanie się fundamentem lepszej
                                                    przyszłości, dobrego sąsiedztwa i przyjaźni polsko-ukraińskiej.

                                                    W następnych postach postaram się wracać do wątków wynikających Z TYCH CYTATÓW

                                                    Zapraszam do dyskusji
                                                    A o "Dolinie Bugu" wypowiem się też jeszcze - ale do jutra :)
                                                    Pozdrawiam jak zawsze serdecznie - Radku - gdzie ta zima ?????:-((((




                                                  • Gość: diakon Piotr IP: 212.182.32.* 13.12.04, 20:42
                                                    Drodzy Weterani Wątku "Grekokatolicy w Rzeszowie",

                                                    Wtrące moje trzy grosiki, żebyście nie myśleli, żem umarł.

                                                    1) Kijowski pl. Niepodległości to "Majdan Nezałeżnosti", a nie
                                                    "Maneż Słobody".

                                                    2) Jeśli chodzi o politykę WP wobec Ukraińców, to najnowszą monografią jest
                                                    praca płka Kowalskiego "Mniejszości narodowe w siłach zbrojnych II
                                                    Rzeczypospolitej Polskiej" (Toruń, chyba 1998 r.).

                                                    3) Jest w teologii moralnej zasada "res clamat ad dominum", tzn. kradzione
                                                    trzeba oddać. Relikwie zagrabione przez krzyżowców są oddawane właśnie na
                                                    tej zasadzie, a przede wszystkim dla okazania miłości (bo nie wszystkie
                                                    są skradzione). Nie oznacza to natomiast zmiany doktryny katolickiej w
                                                    przedmiocie prymatu papieskiego.

                                                    I to by było na tyle. ;-)

                                                    diakon Piotr

                                                    PS. Cieszę się, że tekst Klingera się podobał.

                                                  • 13.12.04, 21:07
                                                    Witam Księdza Piotra - poprawka oczywiście zasadna ! - dziękuje

                                                    A ja dzisiaj zacytyje treści paru dokumentów świadczących o tym że państwo
                                                    polskie /w wydaniu prl-u/ zachwywało się jak złodziej wobec mienia łąmkwskiego
                                                    i ukraińskiego :
                                                    ROZPORZĄDZENIE MINISTRA SPRAWIEDLIWOŚCI z dnia 14 stycznia 1963 r.

                                                    w sprawie określenia miejscowości, na obszarze których księgi wieczyste
                                                    utraciły moc prawną.
                                                    Na podstawie art. 5 ustawy z dnia 17 lutego 1960 r. o utracie mocy prawnej
                                                    niektórych ksiąg wieczystych (Dz. U. Nr 11, poz. 67) zarządza się, co
                                                    następuje:
                                                    § 1. Tracą moc prawną i podlegają z urzędu zamknięciu księgi wieczyste
                                                    (hipoteczne, gruntowe) nieruchomości położonych w następujących
                                                    miejscowościach:
                                                    1) województwa rzeszowskiego:
                                                    a) powiat brzozowski: wieś Hroszówka;
                                                    b) powiat gorlicki: wsie - Bartne, Kunkowa, Leszczyny, Nieznajowa, Nowica,
                                                    Owczary (dawniej Rychwałd) w gromadzie Sękowa, Przysłup, Radocyna, Regietów,
                                                    Ropki, Skwirtne, Wapienne, Wysowa, Wołowiec;
                                                    c) powiat przemyski: wsie - Dobrzanka, Jaskmanice w gromadzie Krówniki,
                                                    Kopysno, Krajna, Krzeczkowa, Leszczyny, Łodzinka Dolna, Łodzinka Górna, Medyka,
                                                    Nowe Sady (dawniej Hujsko), Siedliska w gromadzie Krówniki;
                                                    d) powiat sanocki: wsie - Balnica, Darów, Dolina (z wyjątkiem Kw nr 732, 958,
                                                    1144, 1145, 1254, 1354, 1667 oraz ksiąg założonych po dniu 1 stycznia 1947 r.),
                                                    Jawornik, Karlików, Kamienne (z wyjątkiem Kw nr 466 i 481 oraz ksiąg założonych
                                                    po dniu 1 stycznia 1947 r.), Kreców, Łupków, Mików, Moszczaniec, Osławica,
                                                    Polany Surowiczne, Płonna (z wyjątkiem Kw nr 477, 478, 479, 480 i 1159),
                                                    Przybyszów, Prełuki, Ratnawica, Szczawne (z wyjątkiem Kw nr 468, 1192 i 1576
                                                    oraz ksiąg założonych po dniu 1 stycznia 1947 r.), Surowica, Smolnik,
                                                    Siemuszowa (z wyjątkiem Kw nr 474 oraz ksiąg założonych po dniu 1 stycznia 1947
                                                    r.), Wisłok Wielki, Wola Piotrowa, Wola Niżna, Wola Wyżna, Wola Michowa, Wola
                                                    Krecowa (Wola Krecowska), Wysoczany, Zawadka Morochowska;
                                                    e) powiat ustrzycki: wsie - Arłamów, Grąziowa, Jamna Dolna, Jamna Górna,
                                                    Jureczkowa, Netrebka;
                                                    2) województwa krakowskiego powiatu nowotarskiego w mieście Szczawnicy dawne
                                                    gminy katastralne Szlachtowa whl od nr 1 do 1741, Jaworki whl od 1 do 1359,
                                                    Czarna Woda whl od nr 1 do 392 i Biała Woda whl od nr 1 do 992.
                                                    § 2. Rozporządzenie wchodzi w życie z dniem ogłoszenia.

                                                    DEKRET z dnia 27 lipca 1949 r.

                                                    o przejęciu na własność Państwa nie pozostających w faktycznym władaniu
                                                    właścicieli nieruchomości ziemskich, położonych w niektórych powiatach
                                                    województwa białostockiego, lubelskiego, rzeszowskiego i krakowskiego.
                                                    Na podstawie art. 4 Ustawy Konstytucyjnej z dnia 19 lutego 1947 r. o ustroju
                                                    i zakresie działania najwyższych organów Rzeczypospolitej Polskiej i ustawy z
                                                    dnia 2 lipca 1949 r. o upoważnieniu Rządu do wydawania dekretów z mocą ustawy
                                                    (Dz. U. R. P. Nr 41, poz. 302) - Rada Ministrów postanawia, a Rada Państwa
                                                    zatwierdza, co następuje:
                                                    Art. 1. 1. Mogą być przejmowane na własność Państwa w całości lub w części
                                                    nieruchomości ziemskie, położone w województwach: białostockim, lubelskim,
                                                    rzeszowskim i krakowskim w obrębie pasa granicznego, przewidzianego w
                                                    rozporządzeniu Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 23 grudnia 1927 r. o
                                                    granicach Państwa (Dz. U. R. P. z 1937 r. Nr 11, poz. 83), oraz w powiatach:
                                                    biłgorajskim, krasnystawskim i lubelskim województwa lubelskiego oraz
                                                    brzozowskim i przeworskim województwa rzeszowskiego, jeżeli nie pozostają w
                                                    faktycznym władaniu właścicieli.

                                                    2. Przepis ust. 1 stosuje się również do nieruchomości położonych na obszarze w
                                                    tym ustępie określonym, a pozostających w użytkowaniu, dzierżawie lub zarządzie
                                                    osób trzecich, jeżeli właściciel nie zamieszkuje na miejscu.

                                                    Art. 2. 1. Państwo przejmuje nieruchomości ziemskie na własność w stanie wolnym
                                                    od obciążeń, z wyjątkiem służebności gruntowych, których utrzymanie w mocy
                                                    władza orzekająca o przejęciu uzna za niezbędne.

                                                    2. Sprawy odpowiedzialności Państwa za obciążenia przejętych nieruchomości
                                                    uregulują odrębne przepisy.

                                                    Art. 3. 1. O przejęciu nieruchomości ziemskich na własność Państwa orzeka
                                                    powiatowa władza administracji ogólnej.

                                                    2. Minister Rolnictwa i Reform Rolnych w porozumieniu z Ministrem Administracji
                                                    Publicznej ustali w drodze rozporządzenia sposób określenia przejmowanych na
                                                    własność Państwa nieruchomości ziemskich, w razie gdy ich granice zostały
                                                    zatarte, oraz tryb postępowania w przypadku, gdy właściciel nieruchomości jest
                                                    nieznany.

                                                    Art. 4. 1. Orzeczenie o przejęciu nieruchomości ziemskiej na własność Państwa
                                                    stanowi podstawę do ujawnienia w księgach wieczystych i w zbiorach dokumentów
                                                    na wniosek powiatowej władzy administracji ogólnej przejścia własności na rzecz
                                                    Skarbu Państwa.

                                                    2. Jednocześnie z ujawnieniem prawa własności Skarbu Państwa ulegają
                                                    wykreśleniu z księgi wieczystej wszelkie obciążenia z wyjątkiem utrzymanych w
                                                    mocy służebności gruntowych.
                                                    /.../
                                                    Art. 8. 1. Wykonanie zapadłych przed wejściem w życie niniejszego dekretu
                                                    orzeczeń sądowych jak również toczące się lub wszczęte postępowanie sądowe o
                                                    przywrócenie posiadania lub wydanie nieruchomości położonych na obszarze
                                                    określonym w art. 1 ulega zawieszeniu na wniosek władzy administracji ogólnej I
                                                    instancji lub Prokuratorii Generalnej.

                                                    2. Postępowanie może być podjęte na wniosek strony po upływie jednego roku od
                                                    dnia zawieszenia, o ile przedstawi ona dowód, że nie zostało wszczęte
                                                    postępowanie przewidziane w art. 3.

                                                    Art. 9. Wykonanie niniejszego dekretu porucza się Ministrom: Rolnictwa i Reform
                                                    Rolnych, Administracji Publicznej oraz Sprawiedliwości.
                                                    Art. 10. Dekret niniejszy wchodzi w życie z dniem ogłoszenia.

                                                    Oto wszystkie miejscowości dla korych "skasowano" dowody własności ziemi /owe
                                                    księgi wieczyste / dotyczyły miejscowości zamieszkiwanych przez Ukraińców i
                                                    Łemków ....


                                                  • 14.12.04, 15:43
                                                    Witam
                                                    Dzieki za spora porcje linkow, sporo czasu zajmie przekopanie sie przez
                                                    wszystko. Za to na pewno rozjasni mi sie w glowie. Na razie po lekturze
                                                    www.lemko.org/polish/zakorzenienie/index.html dowiedzialem sie o jeszcze jednej
                                                    samoidentyfikacji Lemkow, o Karpatorusinach. Zabralem sie rowniez za lekture
                                                    polecanej przez Ciebie pracy magisterskiej, sporo tego. Na razie zauwazylem
                                                    cos co chyba jest pomylka (?)
                                                    "Ludność łemkowska zamieszkuje dziś południowy pas województw podkarpackiego i
                                                    małopolskiego, wschodni pas województwa lubelskiego, wschodnią część
                                                    mazowieckiego (powiat łosicki) i południową województwa podlaskiego (granicę
                                                    zachodnią dialektolodzy zakreślają linią łączącą Bielsk Podlaski – Siemiatycze –
                                                    Parczew; Łęczną – Krasnystaw – Zamość – Biłgoraj – Leżajsk; Jarosław – Krosno –
                                                    Gorlice, Szczawnicę)13."
                                                    Wydaje mi sie ze chodzi raczej o ludnosc ukrainska, w przeciwnym wypadku bede
                                                    musial przyznawac sie do pochodzenia lemkowskiego:)) Tak na powaznie to powiat
                                                    losicki jest polozony niedaleko od linkowanych ostatnio terenow doliny Bugu.
                                                    Sadzac po nazwiskach tam wystepujacych, zdecydowana wiekszosc ludnosci to
                                                    spolonizowani Rusini.
                                                    Dzieki lekturze dowiedzialem sie ze rowniez na Lemkowynie Unia spotykala sie z
                                                    oporem ludnosci, wczesniej sadzilem ze jedynym osrodkiem sprzeciwu byla ziemia
                                                    brzeska i przylegajace Podlasie.
                                                    Tekst o Wirowie zalinkowalem zeby pokazac smutne losy podlaskich Rusinow. Co do
                                                    1875 roku to mam odmienne uczucia niz autor, zreszta pisalem tu juz o tym, ze
                                                    wydarzenia te dotknely rowniez wies rodzinna mojej mamy. Mowilem tez ze te
                                                    wydarzenia na pewno przyczynily sie w pewnym stopniu do polonizacji ludnosci
                                                    ruskiej. Przykre jest ze Podlaszucy zostali pozbawieni swojej swiadomosci
                                                    narodowej, tego juz sie nie da odwrocic:(
                                                    Cytowany w nastepnym poscie wyrok jest ciekawy, czyzby tereny Beskidu Niskiego
                                                    i Bieszczadow nalezaly wtedy do Ukrainy;) Ciekawe czy to niedopatrzenie czy
                                                    niewiedza?
                                                    Jesli juz poruszany jest temat UPA to zacytuje (mam nadzieje, ze nie poraz
                                                    drugi) tekst z PP dotyczacy wydarzen na terenach, jak to okreslil autor, kotla
                                                    chelmsko-wolynskiego. Sadze, ze warto zerknac, tekst ciekawy i pokazujacy
                                                    skomplikowane tlo tamtych wydarzen.

                                                    "Niedawno jeszcze niebo czerwieniło się od płonących ukraińskich wsi, a ziemię
                                                    pokrywały trupy zabitych niewinnych dzieci, kobiet, starych ludzi oraz silnych
                                                    potężnych mężczyzn. Ukraińskie wioski zamieniały się w pustelnie. A teraz łuna
                                                    bije nad polskimi osadami. Walk nie słychać, ale niebo czerwienieje.
                                                    Chełmszczyzna zamienia się w całkowitą pustelnię... - wspomina lata 1943-1944
                                                    Ukrainiec Hryhorij Steciuk"

                                                    "Jednak, jak się wydaje, głównym celem krwawego mordu w Pawłowie pozostaje -
                                                    oprócz pacyfikacji tyłów frontowych niemieckich - utrwalenie podziału, aby
                                                    Ukraińcy i Polacy żyli w wiecznej niezgodzie i walce. Dowodem może być
                                                    zaopatrywanie w broń zarówno polskich, jak i ukraińskich oddziałów samoobrony
                                                    na obszarze od Podlasia, Polesia, przez Wołyń i Nadbuże po Galicję, o ile tylko
                                                    one (rzeczone oddziały) o to się zwróciły. Faktem dość częstym były również
                                                    pacyfikacyjne akcje we wsiach ukraińskich za zbrodnie ekstremistów ukraińskich
                                                    na narodzie polskim (ludności cywilnej). Wówczas Niemcy rzucali pomocnicze
                                                    oddziały Wehrmachtu złożone także z Polaków i własowców, którzy grabili ludność
                                                    ukraińską i gwałcili kobiety, co znów wywoływało gwałtowne odwety na Polakach.
                                                    W oficjalnych wystąpieniach w 1943 i pierwszym kwartale 1944 roku piętnowali
                                                    tych, którzy mordowali, choć jak wiemy, sami to robili przy pomocy wszelkich
                                                    jednostek, jakie były pod ręką."

                                                    "W Hrubieszowskiem w akcjach przeciw Ukraińcom "przodowały" grupy BCh. Okupant
                                                    hitlerowski był w tym czasie jakby wrogiem drugoplanowym. Czyniły tak również
                                                    pododdziały mające żywe kontakty z oddziałami sowieckimi (partyzantką
                                                    komunistyczną), przenikającymi zza Buga. "Nici", za które pociągano, wiodły do
                                                    Moskwy, zwłaszcza do biur Związku Patriotów Polskich."

                                                    "Akcja przeciwko ludności ukraińskiej w jednym miejscu wywoływała kontrakcję na
                                                    ludności polskiej w innym. Armia Krajowa, mająca dokładne rozeznanie z racji
                                                    rozwiniętych struktur i wywiadu w terenie orientowała się w tym dobrze. BCh,
                                                    działające niejednokrotnie chaotycznie, a przede wszystkim AL, inspirowana
                                                    przez "informatorów wywiadu sowieckiego", pyszniła się zwycięstwami, mającymi
                                                    potem krwawe skutki, a winą obarczała ZWZ-AK. W jednym z raportów dowódca
                                                    pododdziału BCh cieszy się, że Niemcy salutowali nasze oddziały, gdy te
                                                    ostatnie dokonały likwidacji ukraińskich wiosek Modryń i Modryniec."

                                                    "Na zakończenie warto zapoznać się z fragmentami raportów i rozkazów AK WiN,
                                                    opisującymi prolog Akcji Wisła w rejonie powiatu włodawskiego i chełmskiego.
                                                    Niech jego treść wzbudzi refleksje nad skomplikowaniem stosunków
                                                    narodowościowych, politycznych i wyznaniowych w rejonie nazwanym przeze mnie na
                                                    początku "kotłem chełmsko-wołyńskim".

                                                    "Władysław" z inspektoratu chełmskiego meldował 20 maja 1946 roku o
                                                    przybyciu na jego obszar 1600 ludzi piechoty, 4 samolotów, zwiadu konnego,
                                                    czyli 55 pułku piechoty z Olsztyna, mającego, głównie w rejonie Włodawy,
                                                    dokonać pacyfikacji Ukraińców. Raport mówi, że żołnierze Polacy nie lubią
                                                    komuny i mówią, że jak pójdą w lasy - to chcieliby, żeby żołnierzy AK można
                                                    było rozróżniać. Dowódca prosił o zachowanie ostrożności, zamaskowanie ludzi,
                                                    bo np. 53 p.p. - według informacji jednego z podoficerów WP - ma cichy zakaz
                                                    walczyć przeciwko polskiej partyzantce z AK. W związku z powyższymi
                                                    informacjami i rozwojem wydarzeń okresu wojny i okupacji, dowództwo AK zaleca:
                                                    W akcji przeciwko Ukraińcom idzie wojsko - Polacy dobrzy - proszę ostrzec
                                                    chłopców przed starciami z nimi... unikać starć i spotkań. Akcja skierowana
                                                    była przeciwko Ukraińcom. Chodziło między innymi o to, by nie mieć w lesie
                                                    dwóch wrogów - partyzantki polskiej i ukraińskiej pod hasłami
                                                    antybolszewickimi. Przyszedł później czas, że zabrano się i do ostatecznej
                                                    rozprawy z AK i wszelką opozycją. Polacy "dobrzy" stanęli przeciwko Polakom - w
                                                    danych warunkach politycznych - nieco gorszym. Żywioły wojny mają odrębną
                                                    logikę i prawa. A może jest zawsze tak, jak konkluduje w jednym z
                                                    rękopisów "Zrąb" z lubelskiego kręgu AK, cytując za Cyceronem: Qui leges
                                                    sine meribus? (Cóż znaczą prawa bez obyczajów?) I ten ostatni znak zapytania
                                                    stawiam przed współczesnymi właśnie tutaj"

                                                    www.pporthodoxia.com.pl/artykul.php?id=404
                                                    Zeby nie konczyc smutnym linkiem rzuce jeszcze krotkie haslo kulinarne. Czy
                                                    znasz Piotrze potrawe pod nazwa Sycze? Nie jest to zbyt skomplikowane danie,
                                                    trzeba utluc ziemniaki z maslem i dodac drobno posiekana cebule. Pozniej
                                                    powinno sie to podgrzac w piecu, ale w domu smazymy te "placki" na patelni -
                                                    tak latwiej. Najlepiej smakuja z sosem w ktorym sa drobne kawalki miesa, ale
                                                    powinno sie je spozywac ze zsiadlym mlekiem. Pysznosci. Temat kulinarny
                                                    przyszedl mi do glowy gdy patrzylem na mape okolic Siemiatycz - nastepna stacja
                                                    kolejowa to wlasnie Sycze, ale z tego co znalazlem nazwa ta nie ma nic
                                                    wspolnego z jedzeniem.
                                                    Tak ogolnie to ostatnie nasze posty nie sa zbyt wesole, chociaz cieszy wizyta
                                                    Diakona Piotra. Niebawem wglebie sie w tekst dotyczacy skasowania ksiag
                                                    wieczystych, na razie moge tylko dodac, ze to nie jedyny
                                                    przyklad "praworzadnosci" PRL-u.
                                                    Mam nadzieje, ze nie zanudzilem dlugoscia postu.
                                                    A zimy jak nie bylo tak nie ma:(
                                                    Serdecznie pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • 14.12.04, 17:06
                                                    Witam serdecznie !!!!
                                                    Twoj ostatni post jest tak bogaty w treści że będę go musiał "potrawić" kilka
                                                    dni /brak czasu itd :(

                                                    Mam przygotowane coś niecoś na temat UPA ale teraz przez kilka postów chće
                                                    pociągnąc temat związany z usankcjonowanym przez PPolskie rabunkiem
                                                    mienia "obywateli polskich narodowości ukraińskiej". czekająć na twój powrót do
                                                    dyskusji odgrzebałem trochę starych aktów prawnych i oto rezultatu.
                                                    Jak wiesz zapewne pierwszym etapem represji wobej ludności ruskiej były po
                                                    wojnie "dobrowolne" wyjazdy do ZSRR.
                                                    W ślad za nimi następowały akty prawne legalizujące rabunek mienia
                                                    poukraińskiego / bowiem sprawy ksiąg wieczystych od których zcząłem to już lata
                                                    1960 - 1970 !!!!!. OTo pierwszy z dokumentów :
                                                    DEKRET z dnia 5 września 1947 r.

                                                    o przejściu na własność Państwa mienia pozostałego po osobach przesiedlonych do
                                                    Z. S. R. R.
                                                    Na podstawie art. 4 Ustawy Konstytucyjnej z dnia 19 lutego 1947 r. o ustroju i
                                                    zakresie działania najwyższych organów Rzeczypospolitej Polskiej i ustawy z
                                                    dnia 4 lipca 1947 r. o upoważnieniu Rządu do wydawania dekretów z mocą ustawy
                                                    (Dz. U. R. P. Nr 49, poz. 252) -Rada Ministrów postanawia, a Rada Państwa
                                                    zatwierdza, co następuje:
                                                    Art. 1. 1. Wszelkie mienie ruchome i nieruchome osób przesiedlonych do Z. S.
                                                    R. R. pozostałe na obszarze Państwa Polskiego przechodzi z mocy samego prawa z
                                                    chwilą przesiedlenia tych osób na własność Państwa bez odszkodowania.
                                                    2. Na własność Skarbu Państwa przechodzi również mienie osób prawnych,
                                                    których istnienie lub działalność wskutek przesiedlenia do Z.S.R.R. ich
                                                    członków lub osób tą działalnością objętych stała się bezprzedmiotowa. Do
                                                    stwierdzenia tej okoliczności powołana jest władza właściwa do sprawowania
                                                    nadzoru państwowego nad daną kategorią osób prawnych.
                                                    Art. 2. 1. Prawa osób trzecich z tytułu umów o przeniesienie własności mienia,
                                                    o którym mowa w art. 1, zawartych ważnie przed datą przesiedlania, zostają
                                                    zachowane.

                                                    2. Mienie przechodzi na własność Państwa wolne od wszelkich długów i ciężarów z
                                                    wyjątkiem służebności, których utrzymanie w mocy uzna za niezbędne powiatowa
                                                    władza administracji ogólnej. Sprawa odpowiedzialności Państwa za długi i
                                                    ciężary zostanie uregulowana w odrębnych przepisach.


                                                    Art. 3. 1. Przejście mienia na własność Państwa i datę tego przejścia (art. 1)
                                                    ustalają w drodze orzeczenia okręgowe urzędy likwidacyjne, a w stosunku do
                                                    nieruchomości ziemskich - powiatowe władze administracji ogólnej.

                                                    2. Rozporządzenie Ministra Skarbu i Ministra Rolnictwa i Reform Rolnych wydane
                                                    w porozumieniu z właściwymi ministrami ustali tryb orzekania o przejściu mienia
                                                    na własność Państwa.

                                                    3. Osoba roszcząca prawo własności do mienia, objętego orzeczeniem, o którym
                                                    mowa w ust. 1, może wystąpić do sądu z pozwem o uznanie jej własności. W razie
                                                    prawomocnego uznania jej własności właściwa władza (ust. 1) zarządzi wznowienie
                                                    postępowania administracyjnego. Wznowienie to może nie nastąpić w stosunku do
                                                    przejętych na własność Państwa nieruchomości ziemskich, natomiast właścicielom
                                                    tych nieruchomości służyć będą w tym przypadku uprawnienia, przewidziane w art.
                                                    2 dekretu z 28 listopada 1945 r. o przejęciu niektórych nieruchomości
                                                    ziemskich na cele reformy rolnej i osadnictwa (Dz. U. R. P. Nr 57, poz. 321).

                                                    Art. 4. 1. Ujawnienie w księgach wieczystych lub rejestrach publicznych
                                                    przejścia na własność Państwa mienia, o którym mowa w art. 1, oraz wykreślenie
                                                    długów i ciężarów (art. 2 ust. 2) nastąpi na wniosek właściwej władzy (art. 3
                                                    ust. 1) na podstawie orzeczenia, ustalającego prawo własności tego mienia na
                                                    rzecz Państwa. Dla wykreślenia służebności konieczne jest złożenie urzędowego
                                                    odpisu prawomocnego orzeczenia powiatowej władzy administracji ogólnej,
                                                    uznającego służebność za wygasłą.

                                                    2. Dokumenty, wnioski i wpisy do ksiąg wieczystych lub rejestrów publicznych,
                                                    oparte na przepisach dekretu niniejszego, są wolne od opłat sądowych i opłaty
                                                    skarbowej.

                                                    Art. 5. 1. Zabezpieczenie mienia wymienionego w art. 1 oraz wykonywanie
                                                    wszelkich czynności związanych z zachowaniem jego substancji Jak również
                                                    zmierzających do korzystania z niego w granicach zwyczajnych potrzeb
                                                    gospodarczych należy do właściwości okręgowych urzędów likwidacyjnych.

                                                    2. Minister Skarbu ustali w drodze rozporządzenia, wydanego w porozumieniu z
                                                    Ministrami Administracji Publicznej oraz Rolnictwa i Reform Rolnych,
                                                    uprawnienia okręgowych urzędów likwidacyjnych w zakresie zabezpieczenia i
                                                    czasowego korzystania z tego mienia, oznaczy kategorie mienia, które będą
                                                    przekazane w zarząd właściwym ze względu na rodzaj mienia władzom, oraz ustali
                                                    uprawnienia tych władz w zakresie zarządu.

                                                    3. Nieruchomości ziemskie, które przeszly na własność Państwa z mocy art. 1,
                                                    włącza się do Państwowego Funduszu Ziemi z tym, że uprawnienia określone w ust.
                                                    1 artykułu niniejszego służą aż do chwili wydania orzeczenia, o którym mowa w
                                                    art. 3, powiatowym władzom administracji ogólnej.

                                                    Art. 6. 1. Każda władza państwowa, samorządowa, osoba prawna lub fizyczna,
                                                    powziąwszy wiadomość o mieniu, określonym w art. 1, winna niezwłocznie
                                                    zawiadomić o tym właściwy okręgowy urząd likwidacyjny, a co do nieruchomości
                                                    ziemskich-właściwą powiatową władzę administracji ogólnej.

                                                    2. Każdy, kto sprawuje zarząd, jak również każdy, kto jest w posiadaniu mienia
                                                    określonego w art. 1, winien niezwłocznie zgłosić to mienie łącznie z wszelkimi
                                                    rachunkami i dowodami oraz gotowizną, znajdującą się w jego rękach właściwemu
                                                    okręgowemu urzędowi likwidacyjnemu, a co do nieruchomości ziemskich -
                                                    powiatowej władzy administracji ogólnej.

                                                    Art. 8. Wykonanie niniejszego dekretu porucza się Ministrom: Skarbu, Rolnictwa
                                                    i Reform Rolnych oraz Administracji Publicznej.
                                                    Art. 9. Dekret niniejszy wchodzi w życie z dniem ogłoszenia.




                                                  • 14.12.04, 17:16

                                                    A oto Radku ciąg dalszy :
                                                    USTAWA z dnia 17 lutego 1960 r.

                                                    o utracie mocy prawnej niektórych ksiąg wieczystych.

                                                    Art. 5. Tracą moc prawną i podlegają z urzędu zamknięciu księgi wieczyste
                                                    nieruchomości, położonych na obszarze mocy obowiązującej dekretu z dnia 27
                                                    lipca 1949 r. o przejęciu na własność Państwa nie pozostających w faktycznym
                                                    władaniu właścicieli nieruchomości ziemskich, położonych w niektórych powiatach
                                                    województw białostockiego, lubelskiego, rzeszowskiego i krakowskiego (Dz. U. Nr
                                                    46, poz. 339) w miejscowościach, które zostaną określone w rozporządzeniu
                                                    Ministra Sprawiedliwości wydanym w porozumieniu z Ministrem Rolnictwa . Nie
                                                    dotyczy to tych ksiąg wieczystych nieruchomości położonych w powyższych
                                                    miejscowościach, które zostaną w rozporządzeniu wyraźnie wymienione jako
                                                    zachowujące nadal moc prawną /.../
                                                    ROZPORZĄDZENIE MINISTRA SPRAWIEDLIWOŚCIz dnia 26 stycznia 1970 r.

                                                    w sprawie określenia miejscowości, na których obszarze księgi wieczyste
                                                    utraciły moc prawną.
                                                    Na podstawie art. 5 ustawy z dnia 17 lutego 1960 r. o utracie mocy prawnej
                                                    niektórych ksiąg wieczystych (Dz. U. z 1960 r. Nr 11, poz. 67, z 1962 r. Nr 39,
                                                    poz. 169 i z 1968 r. Nr 3, poz. 13) zarządza się, co następuje:
                                                    § 1. Tracą moc prawną i podlegają z urzędu zamknięciu księgi wieczyste
                                                    (gruntowe) oznaczone niżej wymienionymi liczbami wykazów hipotecznych
                                                    obejmujących nieruchomości położone w następujących wsiach powiatu
                                                    przemyskiego, województwa rzeszowskiego:
                                                    1) Bachów - od 75a do 84a, od 86a do 117a i od 121a do 149a,
                                                    2) Chołowice - od 269 do 340 oraz dawna księga tabularna - nr 344,
                                                    3) Olszany - od 680 do 749 oraz dawna księga tabularna nr 343,
                                                    4) Cisowa - od 221 do 295 i od 516 do 555 oraz dawna księga tabularna nr 347 i
                                                    348,
                                                    5) Bachórzec - od 1a do 3a, od 5a do 25a i od 477 do 549 oraz dawna księga
                                                    tabularna nr 646,
                                                    6) Kosztowa - od 1 do 75 oraz dawna księga tabularna nr 1155,
                                                    7) Orzechowce - od 1 do 68, od 70 do 96, od 98 do 428, 430, od 432 do 588, od
                                                    590 do 597, od 600 do 725 i od 727 do 967 oraz dawna księga tabularna nr 1158 i
                                                    1159,
                                                    8) Brzuska - od 131 do 464,
                                                    9) Sufczyna - od 1 do 60, od 161 do 210 oraz od 271 do 460,
                                                    10) Kotów - od 1 do 119 oraz dawna księga tabularna nr 157,
                                                    11) Jawornik Ruski - od 1 do 492,
                                                    12) Żohatyn - od 1 do 83, od 85 do 150, od 251 do 362 i od 417 do 564,
                                                    13) Leszczawa Górna - od 71 do 140 i od 231 do 343,
                                                    14) Leszczawka - od 1 do 238,
                                                    15) Malawa - od 1 do 196,
                                                    16) Kuźmina - od 121 do 257,
                                                    17) Nowosiółki Dydyńskie - od 1 do 239, od 404 do 473 i od 543 do 599 oraz
                                                    dawna księga tabularna nr 481,
                                                    18) Huwniki - od 1 do 83, od 87 do 322, od 324 do 417 i od 419 do 430 oraz
                                                    dawna księga tabularna nr 532,
                                                    19) Posada Rybotycka - od 1 do 432 oraz dawna księga tabularna nr 55,
                                                    20) Borysławka - od 1 do 463 oraz dawna księga tabularna nr 982,
                                                    21) Makowa - od 1 do 570 oraz dawna księga tabularna nr 172,
                                                    22) Sopotnik - od 1 do 170 oraz dawna księga tabularna nr 957,
                                                    23) Wola Korzeniecka - od 81 do 256,
                                                    24) Nowa Wieś - od 121 do 188,
                                                    25) Bircza - od 1 do 22, od 24 do 60 i od 241 do 511,
                                                    26) Dmytrowice - od 1 do 283 oraz dawna księga tabularna nr 922,
                                                    27) Iskań - od 1a do 63a oraz dawna księga tabularna nr 1116,
                                                    28) Korytniki - od 1 do 20, od 22 do 308, od 310 do 477, od 479 do 843 i od 845
                                                    do 867 oraz dawna księga tabularna nr 336.
                                                    § 2. Rozporządzenia wchodzi w życie z dniem ogłoszenia.

                                                    Koniec cytatu - te dokumenty - to dowód że perelowska Polska jak złodziej
                                                    zacierała ślady materialne czystek etnicznych dokonanych w latach 40 -tych -
                                                    oraz świadectwo że obecna Polska nie zrobiła nic aby odwrócić skutki tych
                                                    rabunków!!!
                                                    Jak więc mozna wierzyć w czystość intencji poparcia udzielanego "pomaranczowej
                                                    rewolucji" ????
                                                    Załuję Radku że jestem tak pesymistyczny tej zimo-jesieni - czekam z
                                                    utęsknieniem na narciarski śnieg !!!
                                                    A Ksiądz Diakon Piotr zaczyna już być dla nas Aniołem-Stróżem gdzieś tam nad
                                                    nami czuwającym w dalekim Lublinie.
                                                    Pozdrawiam i Jego i Ciebie bardzo serdecznie

                                                  • 14.12.04, 19:20
                                                    Jeszcze kilka slow w sprawach kulinarnych...
                                                    Piotrze, w czasie pisania ostatniego postu zapomnialem o bardzo waznej rzeczy.
                                                    Aby placki dalo sie zrobic trzeba koniecznie dodac mleka i maki, w przeciwnym
                                                    razie nie bedzie dalo sie nic ulepic:)
                                                    Jeszcze raz pozdrawiam
                                                    R.

                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.12.04, 19:46
                                                    Dziękuję za przepis - spróbuję !!
                                                    Ostatnio robiłem, przy dominującym udziale Małżonki, bliny hryczane /podług
                                                    przepisu zaczerpnietego z dodatku do GW/- oczywiście /czy raczej niestety :(
                                                    bez udziału kawioru. Ale wyszly pyszne - szczególnie polane masełkiem i maczane
                                                    w maslance /zarówno w wersji poduszkowatej z patelni-dołkówki jak i w wersji
                                                    naleśnikowatej :)
                                                    Smacznego i dobrej nocy.
                                                    Postaram się do jutra rozczytać Twoj historyczno-kulinarny post - a i sm od
                                                    siebie piszczę dalej moje wątki
                                                    Ps Nie wiem czy wiesz ale według Ksiedza Piotra jesteśmy już
                                                    weteranami "Grekokatolików w Rzeszowie" :-)))))))
                                                  • 15.12.04, 15:47
                                                    Witam
                                                    Niestety panstwo polskie niechetnie oddaje to co ukradlo. Przeczytalem cytowane
                                                    przez Ciebie fragmenty ustawy i moge tylko powiedziec, ze to zalegalizowany
                                                    rozboj. Nie znam sie na prawie, ale nawet pobiezna lektura tych tekstow kloci
                                                    sie z moim poczuciem sprawiedliwosci. Zreszta nie tylko to Polska ma na
                                                    sumieniu, do tej pory nikt nie zadoscuczynil, nawet symbolicznie za odebrane w
                                                    1938 roku grunty i zburzone budynki. Nie wspomne o wczesniejszych akcjach z lat
                                                    po I WS. Mamy tez i zabuzan ktorym konsekwentnie odmawia sie prawa do
                                                    rekompensaty. Uwazam ze Polska powinna naprawic krzywdy i powinno to dotyczyc
                                                    rowniez wysiedlonych do ZSRR. Wiem ze to kosztuje, ale jak sie ukradlo to
                                                    wypadaloby oddac. Szczegolnie, ze przeciez jest z czego. Ile nieruchomosci
                                                    znajduje sie we "wladaniu" Agencji Nieruchomosci Rolnych.
                                                    Piszesz Piotrze o szczerosci intencji polskich politykow popierajacych
                                                    pomaranczowa rewolucje. Na pewno czesc osob miala szczere intencje, dla czesci
                                                    pewnie byla to okazja aby zaistniec, jeszcze inni cieszyli się, prawdopodobnie,
                                                    ze ten kryzys odwraca uwage od tego co dzieje sie nad Wisla.
                                                    O zabieraniu majatkow w 1938 roku bylo tu juz kilka slow, dzisiaj podsylam
                                                    material ktory opisuje inny przyklad "praworzadnosci" PRL. Nie wiem jak to
                                                    wyglada od strony prawnej, ale od strony zwyklej ludzkiej przyzwoitosci jest,
                                                    delikatnie mowiac, nieeleganckie.

                                                    "Jak wspominają starsi mieszkańcy wsi, z dawien dawna w dzień Św. Trójcy
                                                    mieszkańcy Parcewa pod przewodnictwem batiuszki wyruszali z procesją, aby tam
                                                    poświęcić wodę. Tradycja ta była przekazywana z pokolenia na pokolenie.
                                                    Ingerencja w porządek struktury własności parcewskich gruntów wywołała także
                                                    negatywne skutki dla odwiecznej tradycji duchowej mieszkańców Parcewa.
                                                    Odzyskanie więc tych terenów ma także wymiar nie tylko materialny. Jednak mimo
                                                    skarg, protestów i interwencji u posłów z Podlasia, wojewody podlaskiego i
                                                    Ministra Rolnictwa mieszkańcy Parcewa pozostają na razie bez szansy na szybkie
                                                    rozwiązanie sporu i przekazanie gruntów po byłym PGR-rze do dyspozycji
                                                    miejscowych gospodarzy. Agencja Nieruchomości Rolnych władająca obecnie tymi
                                                    gruntami zdaje się nie do końca uwzględniać w swoim postępowaniu racje
                                                    pierwotnych właścicieli tych ziem."

                                                    free.ngo.pl/nadbuhom/Nr4_2004/12-Ojcowizna.htm
                                                    Tekst pochodzi z NBiN

                                                    Moze Diakon Piotr slusznie nazywa nas weteranami? W koncu nasza wymiana
                                                    pogladow trwa juz tak dlugo, ze nikt nie chce z nami rozmawiac;)
                                                    Pozdrawiam jak zwykle serdecznie
                                                    R.
                                                    P.S. Na szczescie za oknem zaczyna sie juz mroz, brakuje tylko sniegu
                                                  • 15.12.04, 16:43
                                                    Witam !
                                                    Panstwo nie chce oddawać zagrabionego, zaciera ślady grabieży a obecnie ... nie
                                                    chce nawet naprawić krzywd wyrządzonym Ukraińcom i łemkom.
                                                    Dla przykładu poczytaj sobie dokument dotyczący Lemka deportowanego w trakcie
                                                    akcji wisła do obozu koncentracyjnego W Jaworznie, a po próbie powrotu w
                                                    rodzinne strony skazanego przez sąd polsko-stalinowski na więzienie za ...
                                                    nielegalne przebywanie w strefie nadgranicznej. Poczytaj sobie jak tą sprawę
                                                    potraktowal wspólczesny sąd "wolnej" Polski
                                                    "Sąd Apelacyjny w Katowicach, po rozpoznaniu w sprawie z wniosku Andrzeja G. o
                                                    stwierdzenie nieważności wyroku Sądu Okręgowego w Sosnowcu z dnia 25
                                                    października 1949 r., sygn. akt (...), w oparciu o przepisy ustawy z dnia 23
                                                    lutego 1991 r. o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób
                                                    represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego
                                                    (Dz. U. 1991 r. Nr 34 poz. 149) zażalenia wniesionego przez pełnomocnika
                                                    wnioskodawcy na postanowienie Sądu Wojewódzkiego w Katowicach z dnia 12 marca
                                                    1998 r., sygn. akt (...), w przedmiocie oddalenia wniosku, na podstawie art.
                                                    386 § 1 kpk postanawia:
                                                    1. utrzymać w mocy zaskarżone postanowienie;
                                                    2. kosztami postępowania odwoławczego obciążyć Skarb Państwa.
                                                    Z uzasadnienia

                                                    Postanowieniem z dnia 12 marca 1998 r. Sąd Wojewódzki w Katowicach oddalił
                                                    wniosek o unieważnienie opisanego wyżej wyroku Sądu Okręgowego w Sosnowcu,
                                                    albowiem jak wykazało przeprowadzone postępowania, skazanie Andrzeja G. nie
                                                    było związane z działalnością na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego,
                                                    albo z powodu prowadzenia takiej działalności.
                                                    Na powyższe postanowienie zażalenie wniósł pełnomocnik wnioskodawcy, który
                                                    zarzuca obrazę prawa materialnego - przepisów ustawy lutowej i wnosi o zmianę
                                                    zaskarżonego postanowienia przez stwierdzenie nieważności wyroku byłego Sądu
                                                    Okręgowego w Sosnowcu, ewentualnie o uchylenie zaskarżonego postanowienia i
                                                    przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania Sądowi Wojewódzkiemu w Katowicach.
                                                    Sąd Apelacyjny zważył, co następuje:
                                                    Zażalenie nie jest zasadne.
                                                    Z dokonanych prawidłowo ustaleń faktycznych wynika, iż Andrzej G. został
                                                    skazany wyrokiem byłego Sądu Okręgowego w Sosnowcu z dnia 25 września 1949 r.,
                                                    sygn. akt (...), za przestępstwo określone w art. 23 Rozporządzenia Prezydenta
                                                    Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 23 grudnia 1927 r. o granicach Państwa,
                                                    zmienionego dekretem z dnia 15 września 1948 r., polegającego na tym, iż
                                                    Andrzej G., bez wymaganego zezwolenia, przebywał w strefie przygranicznej i za
                                                    to wymierzono mu karę 1 roku i 6 miesięcy więzienia, którą odbył w okresie od
                                                    dnia 15 czerwca 1949 r. do dnia 15 grudnia 1950 r.
                                                    Z zeznań Andrzeja G. wynika, iż nie należał do żadnej organizacji politycznej,
                                                    zamieszkiwał w O. S., a do G. pojechał „aby uprzedzić znajomych - żeby się
                                                    wszystkiego wystrzegali”. Przytoczone zeznania wnioskodawcy wskazują, iż jego
                                                    wyjazd do G. nie był związany z działalnością patriotyczną i obrazu tego nie
                                                    zmieniają również przesłuchani w sprawie świadkowie Andrzej F. oraz Jan P.
                                                    Prawidłowo zatem Sąd Wojewódzki uznał, iż skazanie Andrzeja G. z mocy wyroku
                                                    byłego Sądu Okręgowego w Sosnowcu nie było związane z działalnością na rzecz
                                                    niepodległego bytu Państwa Polskiego, albo iż orzeczenie wydane z powodu takiej
                                                    działalności. Nie może być również mowy o tym, aby w ramach opisanych w art. 1
                                                    ust. 1 ustawy lutowej, wnioskodawca popełnił czyn w celu uniknięcia w stosunku
                                                    do innej osoby represji związanej z prowadzeniem walki o niepodległy byt
                                                    Państwa Polskiego (ust. 2 art. 1). Wnioskodawca przyznał, iż poprzednio też był
                                                    represjonowany i w ramach akcji „ Wisła” został wysiedlony, a następnie
                                                    osadzony w obozie pracy w Jaworznie.
                                                    W motywach zażalenia pełnomocnik zarzuca, iż wnioskodawca w związku z jego
                                                    pobytem w obozie pracy w Jaworznie był traktowany przez Urząd Bezpieczeństwa
                                                    jako przeciwnik „władzy ludowej” i że w świetle zebranych dowodów rysuje się
                                                    też wyraziście subiektywny zamiar oporu wnioskodawcy wobec władz
                                                    komunistycznych.
                                                    W związku z tym trzeba wskazać, iż osadzenie Andrzeja G. w obozie pracy w
                                                    Jaworznie nie miało nic wspólnego z walką o niepodległy byt Państwa Polskiego i
                                                    tak samo gdyby założyć, iż po opuszczeniu obozu wnioskodawca nadal był
                                                    represjonowany przez stosowanie różnych szykan ze strony ówczesnego Urzędu
                                                    Bezpieczeństwa, a nawet był traktowany jako przeciwnik władzy ludowej, to
                                                    również nie jest wystarczającą przesłanką do unieważnienia omówionego wcześniej
                                                    wyroku byłego Sądu Okręgowego.
                                                    Wnioskodawca został skazany za przestępstwo pospolite i jak sam przyznaje
                                                    pojechał do G. aby uprzedzić znajomych „żeby się wszystkiego wystrzegali”.
                                                    Zatem sam wyjazd do G. nastąpił z inicjatywy Andrzeja G., który nawet jeżeli
                                                    przekazywał znajomym jakieś ostrzeżenia, to nie jest to wystarczający powód do
                                                    uznania, że właśnie w ten sposób walczył o niepodległy byt Państwa Polskiego.

                                                    Nie wiem Radku co o tym wszystkim sądzić - może tylko że ów Lemko mial
                                                    kiepskich adwokatów ???
                                                    Pozdrawiam-jutro ciąg dalszy ciekawych tekstów.A będzie m.in. o tym jak
                                                    honoruje się polskich uczetników "Instriebitielnych batalionów" NKWD
                                                    A o brak dyskutantów bym się nie martwil patrząc na ich kiepską "jakość" i na
                                                    forum słowianskim, polska-ukraina czy inne lokalne :)))
                                                    !!!

                                                  • 15.12.04, 17:26
                                                    Bardzo zainteresował mnie ten wątek - własnie dziś wysłałem list do Urzędu
                                                    Wojewódzkiego w Rzeszowie z zapytaniem o możliwość zwrotu nieruchoności w Lipie,
                                                    gmina Bircza. Moim dziadkom zabrano ziemię na podstawie dekretu z dnia 27 lipca
                                                    1949 roku o przejęciu na własność Państwa nie pozostających w faktycznym
                                                    władaniu właścicieli nieruchomości..., mimo że nie zostali wysiedleni, a
                                                    przeprowadzili się tylko o 7 km w obrębie tej samej gminy.
                                                    Niestety nie posiadamy aktu własności, ponieważ spłonął wraz z domem w czasie
                                                    walk po wojnie.
                                                    Poszukując ksiąg wieczystych dowiedziałem się, że księgi wieczyste gminy Bircza
                                                    spłonęły wraz z budynkiem Sądu Grodzkiego w Birczy.
                                                    Jakim sposobem może więc powoływać się na nie pan Minister Niesprawiedliwości w
                                                    1970 roku ?
                                                    Może więc księgi te istnieją gdzieś w sekretnym schowku ?
                                                    Pozdrawiam !
                                                    --
                                                    www.bircza.pl
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.12.04, 20:03
                                                    Obawiam się Darino że przytoczone przeze mnie akty prawne świadczą że owe
                                                    skięgo zostały wykasowane albo zagrzebane głeboko w archiwach. Własnie dlatego
                                                    aby uniemożliwić upominanie się przez prawnych włąscicieli o zwrot zagrabionych
                                                    nieruchomości - od okolic Arłmowa po Ruś śzlchtowską /okolice szczawnicy
                                                    wysiedlone w ramach Akcji Wisła około 1952 roku !!!
                                                    Zauważ,że dekrety "rabunkowe" dotyczące wysiedleń do ZSRR i akcji Wisła wydano
                                                    w latach 40-tych, a akty wykonawcze wydawano od 1960 do 1970 roku !!!
                                                    Nie trzeba być prawnikiem aby zrozumieć rabunkowy charakter tych dokumentów -
                                                    ostatnie rozporządzenie o skasowaniu ksiąg wieczystych wydał perelowski
                                                    minister sprawiedliwości. Cóz - jakie państwo taka sprawiedliwość.
                                                    Ale darino - nie oczekuj niczego nowego obecnie - łatwiej jest przypiąć
                                                    pomarańczową wstązkę, nawet pojechać z szumem husarskich skrzydeł na Maneż
                                                    Niezawisimosti - niż naprawić wyrządzone krzywdy i zwrócić zagrabione
                                                    łemkowskie lasy,cerkwie i cmentarze !!!!
                                                    Pozdrawiam
                                                  • 16.12.04, 15:45
                                                    Witam
                                                    Niestety, nie tylko sprawy zwrotu majatku sa trudne. Trudnosci spotykaja
                                                    rowniez ludzi starajacych sie postawic male kaplice na terenach cmentarzy w
                                                    wysiedlonych wsiach. Sa problemy z uzyskaniem zezwolen, o pomocy finansowej nie
                                                    wspomne. Dobrze ze sa ludzie dobrej woli ktorzy dbaja o to co pozostalo. Troche
                                                    o tych problemach mozna bylo przeczytac na lamach PP.
                                                    Zdziwilem sie ze akcja W trwala az do 1952 roku, ciekawe jak uzasadniali
                                                    rzadzacy taka koniecznosc???
                                                    Mysle Piotrze, ze nie tylko zly adwokat spowodowal takie, a nie inne
                                                    zakonczenie wspominanej przez Ciebie sprawy.
                                                    Jako uzupelnienie (chociaz dotyczace zupelnie innych czasow) zacytuje tekst z
                                                    numeru 10/2004 PP, w tym fragmencie dotyczacy doli Rusinow w I
                                                    Rzeczypospolitej. Ktos moglby pomyslec, ze jest to jakis ciag wydarzen...

                                                    "Potem władyka Adam wygłosił referat dotyczący dziejów Łemków i prawosławia na
                                                    tych ziemiach.
                                                    W referacie nie brakowało cytatów z literatury historycznej, jak np. z
                                                    broszury "Przemyśl i okolice": "Katedrę zamkową ruską mógł Jagiełło dawać komu
                                                    chciał, bo była jego. Jagiełło, sam dobry katolik, wolał katedrę schizmatycką
                                                    darować biskupowi katolickiemu niż ją zostawić schizmatykom, w tamtych czasach
                                                    pogardzanym. Już w roku 1340, kiedy Kazimierz Wielki zajął Przemyśl, należała
                                                    ta katedra ze starym zamkiem do niego jako króla ziemi. Jego dobroć zostawiła
                                                    ją przy schizmatykach, co trwało 72 lata. W 1412 darował ją Jagiełło biskupom
                                                    polskim. 72 lata siedzieli schizmatycy w tej katedrze tylko z łaski królów.
                                                    Kazimierz Wielki zabrał Ruś i Przemyśl. Odtąd królowie polscy mieli prawo nie
                                                    tylko zabrać, ale i zniszczyć katedrę schizmatykom. Ale katedrę schizmatycką
                                                    przemianowali na polską".
                                                    Nie inaczej odnosiła się łacińska szlachta. Kasztelanka Katarzyna Łapowska na
                                                    przykład 23 stycznia 1593 roku nakazała: "Te cerkwie ruskie na kościoły
                                                    rzymskie przeinaczamy. Cerkwie we wsiach naszych dziedzicznych w kościoły
                                                    łacińskie przeczyniamy. Kapłan od nas prezentowany ma naprzód nawracać Ruś do
                                                    świętego Kościoła rzymskiego, dzieci ruskie chrzcić i pilnować, aby u popów nie
                                                    były chrzczone".
                                                    W Sanoku katolicy łacinnicy w 1550 r. rozebrali zamkową cerkiew pod pretekstem,
                                                    że na zamku ma zamieszkać siostra króla Zygmunta Augusta, Izabela. Nigdy tam
                                                    nie zamieszkała, ale cerkiew ze szkołą przepisywania ksiąg, pisania ikon,
                                                    wielki ośrodek naszej kultury, rozebrano"

                                                    Z niecierpliwoscia czekam na teksty dotyczace zlej slawy Istriebitielnych
                                                    Batalionow. Troche na ten temat czytalem i chetnie poszerze swoja wiedze.
                                                    Pozdrawiam jak zwykle
                                                    R.
                                                  • 16.12.04, 16:54
                                                    Witam- zapoznałem się Radku z linkwanymi tekstami - szczególnie ten chełmsko-
                                                    wołyński - bardzo dobry.
                                                    Jak zauważyłeś zaglądnął do nas Darino - birczanin z Krakowa-animator ciekawego
                                                    forum Birczy.No i rozwinąl się przypadkiem drugi ewątek o grekokatolikach w
                                                    Rzeszowie - ale konkurencja nam raczej nie grozi :))
                                                    A teraz do tematu - badałem jakiś czas temu temat pozbawiania
                                                    polskich "utrwalaczy władzy ludowej" uprawnień kombatanckich z tytułu walki z
                                                    podziemiem poakowskim. Temat lata 90-tych ub.wieku :)No i znalazłem kilka
                                                    ciekawych wyroków sądów powszechnych m.in. w sprawie zasług tych kombatantów w
                                                    walce z UPA /przy czym mówię to całkiem poważnie i bez kontekstów/
                                                    A przy okazji znalazłem ciekawy material na temat udziału Polaków w oddzialach
                                                    pomocniczych NKWD które miały ponoć bronić Polakow przed zbrodniami UPA..
                                                    Oczywiście po publikacji tutaj zapraszam do dyskusji - bo material
                                                    kontrowersyjny !!!! Zapewne tekst zaczerpnięty z Lexa -nie zmieści się
                                                    jednorazowo -a wielkich skrotów sie boję - bo tekst ciekawy ;
                                                    /.../Sąd Najwyższy, z/.../, w sprawie ze skargi Stanisława W. na decyzję
                                                    Kierownika Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych w W. z dnia 31
                                                    marca 1995 r. w przedmiocie odmowy przyznania uprawnień, po rozpoznaniu na
                                                    posiedzeniu jawnym dnia 3 kwietnia 1996 r. zagadnienia prawnego przekazanego
                                                    przez Naczelny Sąd Administracyjny-Ośrodek Zamiejscowy we Wrocławiu
                                                    postanowieniem z dnia 13 października 1995 r. (...) do rozstrzygnięcia w trybie
                                                    art. 391 kpc w związku z art. 211 kpa
                                                    1) Czy udział obywateli polskich w walkach w obronie ludności polskiej w latach
                                                    1944 i 1945 w ramach tzw. Niszczycielskich Batalionów na obszarach dawnych
                                                    województw lwowskiego, wołyńskiego, tarnopolskiego i stanisławowskiego może być
                                                    uznany za działalność kombatancką w rozumieniu art. 1 ust. 2 pkt 4 lub pkt 6
                                                    ustawy z dnia 24 stycznia 1991 r. o kombatantach oraz niektórych osobach
                                                    będących ofiarami represji wojennych i okresu powojennego (Dz. U. 1991 r. Nr 17
                                                    poz. 75 ze zm.), a w razie odpowiedzi negatywnej
                                                    2) czy służba w tzw. Niszczycielskich Oddziałach podjęta i wykonywana w celu
                                                    obrony ludności polskiej na wyżej określonych obszarach, uzasadnia odmowę
                                                    przyznania uprawnień kombatanckich osobie, która wcześniej pełniła służbę w
                                                    Armii Krajowej stosownie do art. 21 ust. 2 pkt 3 powołanej ustawy?
                                                    podjął następującą uchwałę.
                                                    Uzasadnienie

                                                    Przedstawione zagadnienie prawne powstało w następującym stanie faktycznym i
                                                    prawnym sprawy:
                                                    Stanisław W. wystąpił z wnioskiem o przyznanie uprawnień kombatanckich z tytułu
                                                    walk z oddziałami Ukraińskiej Armii Powstańczej w ramach tzw. Istriebitielnych
                                                    Batalionow w okresie od 5 sierpnia 1944 r. do 5 marca 1945 r. na terenie
                                                    dawnego województwa tarnopolskiego.
                                                    Decyzją z dnia 30 września 1993 r., (...), Kierownik Urzędu do Spraw
                                                    Kombatantów i Osób Represjonowanych odmówił Stanisławowi W. przyznania
                                                    uprawnień kombatanckich. W uzasadnieniu decyzji Kierownik Urzędu do Spraw
                                                    Kombatantów i Osób Represjonowanych stwierdził, że „Bataliony Niszczycielskie”
                                                    tworzone z ludności cywilnej przez miejscowe placówki NKWD, stanowiły służbę
                                                    pomocniczą wojsk NKWD. W związku z tym - uznał, że na zasadzie art. 21 ust. 2
                                                    pkt 3 ustawy o kombatantach oraz niektórych osobach będących ofiarami represji
                                                    wojennych i okresu powojennego - nie mogą być przyznane uprawnienia
                                                    kombatanckie osobie, która służyła w NKWD.
                                                    Rozpatrując sprawę na skutek skargi Stanisława W. Naczelny Sąd Administracyjny-
                                                    Ośrodek Zamiejscowy we Wrocławiu wyrokiem z dnia 23 czerwca 1994 r., (...),
                                                    uchylił zaskarżoną decyzję i zasądził od Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób
                                                    Represjonowanych w W. na rzecz Stanisława W. kwotę 100.000 zł tytułem zwrotu
                                                    kosztów wpisu od skargi.
                                                    Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził, że art. 1 ust. 2 pkt 6 wymienionej
                                                    ustawy stanowi (obok pełnienia służby wojskowej w Wojsku Polskim podczas
                                                    działań wojennych) odrębną podstawę do uznania walk z oddziałami UPA za
                                                    działalność kombatancką i z tego względu nie można zgodzić się z poglądem
                                                    Kierownika Urzędu, że tylko uczestniczenie w takich walkach w ramach formacji
                                                    Wojska Polskiego mogło być uznane za działalność kombatancką. Po przesunięciu
                                                    frontu wschodniego na obszarach wschodnich Polski w granicach sprzed 1939 r.
                                                    walczyły także z oddziałami UPA formacje składające się z polskiej ludności
                                                    cywilnej, działającej w formie „Istriebitielnych Batalionow” związanych z NKWD,
                                                    jako służby pomocnicze wojsk NKWD. Uczestnictwo w „Istriebitielnych
                                                    Batalionach” nie miało - zdaniem NSA - charakteru służby wojskowej, a udział w
                                                    akcjach tych batalionów był dorywczy w tym sensie, że ich uczestnicy nie
                                                    tracili na stałe więzi z rodzinami i miejscem zamieszkania. W konsekwencji tego
                                                    udział w „Niszczycielskich Batalionach” nie może być uznany za równorzędny ze
                                                    służbą w wojskach NKWD w rozumieniu art. 1 ust. 2 pkt 4 ustawy, a członek tych
                                                    batalionów nie był żołnierzem, co stwierdził już NSA w wyroku z 6 marca 1989 r.
                                                    II SA 907/88. Ponadto, co najistotniejsze, działalność „Niszczycielskich
                                                    Batalionów” nie była skierowana bezpośrednio przeciwko ludności polskiej.
                                                    Kierownik Urzędu nie ocenił przedstawionych przez skarżącego dowodów,
                                                    ograniczając się do materiałów Biuletynu Głównej Komisji Badania Zbrodni
                                                    Przeciwko Narodowi Polskiemu.
                                                    Zdaniem NSA służba w „Istriebitielnych Batalionach” może być uznana za
                                                    działalność kombatancką na podstawie art. 1 ust. 2 pkt 6 ustawy, jeżeli służba
                                                    ta prowadzona była w celu obrony ludności polskiej na terenach wschodniej
                                                    Polski.
                                                    W zaskarżonej decyzji Kierownik Urzędu nie dokonał należytej oceny dowodów na
                                                    okoliczność, że służba skarżącego w „Niszczycielskich Batalionach” nie była
                                                    służbą w NKWD i wykonywana była w celu obrony ludności polskiej.
                                                    Rozpatrując powtórnie sprawę Kierownik Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób
                                                    Represjonowanych decyzją (...) z dnia 31 marca 1995 r. odmówił przyznania
                                                    Stanisławowi W. uprawnień kombatanckich z tytułu walk z oddziałami UPA w
                                                    ramach „Istriebitielnych Batalionow”, będących w strukturach NKWD powołując się
                                                    na materiały badawcze, zawarte w XXXIII Biuletynie Głównej Komisji Badania
                                                    Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu - Instytutu Pamięci Narodowej
                                                    charakteryzujących strukturę NKWD, Kierownik Urzędu stwierdził, że bataliony
                                                    likwidacyjne - grupy samoobrony i inne uzbrojone jednostki tworzone z ludności
                                                    cywilnej przez miejscowe placówki NKWD, stanowiły służbę pomocniczą wojsk NKWD.
                                                    Zdaniem Kierownika Urzędu, uprawnieniami kombatanckimi zostali objęci
                                                    członkowie oddziałów samoobrony walczących w granicach powojennych Polski oraz
                                                    w formacjach wojskowych, z wyłączeniem funkcjonariuszy bezpieczeństwa
                                                    publicznego. Nie zostali natomiast objęci tymi uprawnieniami członkowie
                                                    oddziałów likwidacyjnych (Istriebitielnych Batalionow), powołanych na terenach
                                                    b. polskich kresów wschodnich od lipca 1944 r. i podporządkowanych NKWD.
                                                    Z kolei drugą decyzją (...) z dnia 31 marca 1995 r. Kierownik Urzędu do Spraw
                                                    Kombatantów i Osób Represjonowanych odmówił przyznania uprawnień kombatanckich
                                                    Stanisławowi W. z tytułu działalności w Armii Krajowej od stycznia 1943 r. do
                                                    lipca 1944 r.
                                                    W uzasadnieniu decyzji Kierownik Urzędu stwierdził, że także ten wniosek
                                                    Stanisława W. z dnia 11 lutego 1994 r. nie może być uwzględniony z tego
                                                    względu, że w okresie od sierpnia 1944 do marca 1945 r. wnioskodawca służył w
                                                    tzw. Istriebitielnych Batalionach, będących w strukturach NKWD. Zdaniem
                                                    Kierownika Urzędu, uprawnienia kombatanckie nie przysługują z mocy art. 21 ust.
                                                    2 pkt 3 cytowanej ustawy osobie, która w okresie od września 1939 r. do końca
                                                    1956 r. służyła w NKWD albo w innych organach represji ZSRR, działających
                                                    przeciwko Narodowi i Państwu Polskiemu.
                                                    Rozpoznając skargę Stanisława W. na decyzję Kierownika Urzędu
                                                  • 16.12.04, 17:01
                                                    Rozpoznając skargę Stanisława W. na decyzję Kierownika Urzędu do Spraw
                                                    Kombatantów i Osób Represjonowanych z dnia 31 marca 1995 r., (...) Naczelny Sąd
                                                    Administracyjny-Ośrodek Zamiejscowy we Wrocławiu postanowieniem z dnia 13
                                                    października 1995 r. przedstawił Sądowi Najwyższemu do rozstrzygnięcia
                                                    zagadnienie prawne wymienione w sentencji uchwały.
                                                    W uzasadnieniu postanowienia Naczelny Sąd Administracyjny powołał się na
                                                    zebrane w sprawie dokumenty, publikacje, oświadczenia i materiały, w tym pismo
                                                    Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Okręgu Lwowskiego w Krakowie z dnia
                                                    28 kwietnia 1985 r., memoriał Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni
                                                    Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu z dnia 15 grudnia 1994 r., oświadczenia
                                                    Środowiska Byłych Żołnierzy Istriebitielnych Batalionow z województw:
                                                    lwowskiego, stanisławowskiego, tarnopolskiego i wołyńskiego w Warszawie z dnia
                                                    26 stycznia, 26 marca i 10 sierpnia 1995 r. oraz artykuły prasowe prof. dr E.
                                                    Prusa, dr J. Wilczura i dr A. Kormana.
                                                    Z treści zebranego materiału - zdaniem NSA - wynika, że skarżący Stanisław W.
                                                    walczył w ramach „Istriebitielnych Batalionow” na terenie dawnej Małopolski
                                                    Wschodniej i Wołynia w obronie ludności polskiej zamieszkałej na tych terenach.
                                                    Działania obronne realizowały samorzutnie tworzące się oddziały samoobrony i
                                                    Armii Krajowej, które po wyparciu wojsk niemieckich przez Armię Czerwoną objęte
                                                    zostały nadzorem komendantów wojennych, a następnie rejonowych szefów NKWD.
                                                    /..../
                                                    Sąd Najwyższy zważył, co następuje:
                                                    Przedstawione przez Naczelny Sąd Administracyjny pytania prawne, dotyczące
                                                    złożonych zagadnień faktyczno-prawnych, muszą być rozważone na podstawie
                                                    wszechstronnie zbadanych i ustalonych faktów. Jednakże - co należy zauważyć -
                                                    zaskarżone decyzje nie są oparte, wbrew art. 209 kpa, na ocenach prawnych,
                                                    wyrażonych przez Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 23 czerwca 1994
                                                    r., (...), ani na ocenie zebranych dowodów, lecz ograniczają się tylko do
                                                    formalnoprawnych ogólnikowych stwierdzeń, bez koniecznej pogłębionej w sprawie
                                                    analizy zebranego materiału na tle wykładni przepisów obowiązującej ustawy o
                                                    kombatantach. Brak należytych ustaleń, których dokonać może w postępowaniu
                                                    administracyjnym właściwy organ, uniemożliwia prawidłową kontrolę przez NSA
                                                    zgodności z prawem zaskarżonych decyzji i tym samym udzielenie odpowiedzi na
                                                    postawione generalnie w oderwaniu od niezbędnych ustaleń, pierwsze pytanie
                                                    zagadnienia prawnego. Niezależnie od tego należy stwierdzić, że uznanie za
                                                    działalność kombatancką udziału obywateli polskich w działaniach zbrojnych w
                                                    formacjach wchodzących w skład struktur należących do NKWD nie jest w zasadzie
                                                    w obecnym stanie prawnym możliwe do przyjęcia w świetle sformułowań zawartych w
                                                    preambule i art. 1 ust. 2 pkt 4 omawianej ustawy , pomimo istnienia
                                                    samodzielnej podstawy do uznania uczestnictwa w walkach z oddziałami UPA za
                                                    działalność kombatancką w rozumieniu art. 1 ust. 2 pkt 6 tej ustawy. W związku
                                                    z tym stwierdza się w orzecznictwie Naczelnego Sądu Administracyjnego istotne
                                                    różnice i rozbieżności w sprawach o uznanie za działalność kombatancką udziału
                                                    obywateli polskich w walkach z UPA w ramach tzw. Istriebitielnych Batalionow,
                                                    nazwanych w języku polskim: Niszczycielskimi Batalionami lub Szturmowymi
                                                    Batalionami albo Likwidacyjnymi Batalionami. /..../
                                                    Problem właściwej i sprawiedliwej oceny udziału obywateli polskich w walkach z
                                                    oddziałami UPA na terenach dawnych województw południowo-wschodniej Polski w
                                                    ramach „Niszczycielskich Batalionów” o tyle jest trudny, że dopiero obecnie
                                                    ujawniane są fakty historyczne fizycznego niszczenia ludności polskiej na tych
                                                    obszarach przez nacjonalistyczne bojówki OUN i UPA, które zamordowały ponad
                                                    500.000 bezbronnych obywateli polskich, przeważnie na wsiach, starców, kobiety
                                                    i dzieci, wobec wcielania mężczyzn z tych terenów do ludowego Wojska Polskiego
                                                    w okresie wojny (por. A. Korman, Polscy „Istriebitiele” z lat 1944-1945 w
                                                    Małopolsce Wschodniej i na Wołyniu, Semper Fidelis 1995/3(26) str. 7-11).
                                                    Problem uznania za działalność kombatancką walk obywateli polskich w
                                                    ramach „Niszczycielskich Batalionów” staje się aktualny z tego względu, iż w
                                                    świetle obecnie znanych faktów historycznych było oczywiście konieczne podjęcie
                                                    walki obronnej w stanie wyższej konieczności o ocalenie przed biologicznym
                                                    wyniszczeniem ludności polskiej przez bojówki OUN i UPA.
                                                    Podjęcie walki obronnej w stanie wyższej konieczności było w okresie wojny
                                                    możliwe na tym terenie po usunięciu Niemców przez Armię Czerwoną w formach
                                                    organizacyjno-prawnych dopuszczonych i nadzorowanych przez władze ZSRR. Polskie
                                                    oddziały samoobrony mogły działać po otrzymaniu pozwolenia na posiadanie broni
                                                    przez władze radzieckie.
                                                    W tej sytuacji - jak wynika z dokumentów i prac naukowo-badawczych (por. E.
                                                    Prus, Atamania UPA, Tragedia kresów, Wyd. Norton, Wrocław 1996, str. 19-199)
                                                    po rozwiązaniu Armii Krajowej na polecenie władz Podziemnego Państwa Polskiego
                                                    lub z rozkazu dowództwa sił zbrojnych AK albo dowódców poszczególnych
                                                    oddziałów, żołnierze AK zobowiązani byli na terenach dawnych województw
                                                    południowo-wschodnich Polski podjąć walkę obronną bezbronnej ludności polskiej
                                                    w ramach tzw. Niszczycielskich Batalionów przed straszliwymi torturami,
                                                    okrucieństwem, masowymi rzeziami, krwawym terrorem i zorganizowanym
                                                    ludobójstwem zbrodniczych bojówek Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i
                                                    Ukraińskiej Powstańczej Armii ( UPA).
                                                    W tej skomplikowanej sytuacji ludności polskiej na obszarach dawnych województw
                                                    południowo-wschodniej Polski nie są znane wypadki prowadzenia przez tzw.
                                                    Niszczycielskie Bataliony działalności przeciwko ludności polskiej. Wręcz
                                                    przeciwnie, stanowiły one jedyną legalną formę organizacyjną w latach 1944 i
                                                    1945, stwarzającą możliwość obrony i ocalenia własnego życia, rodziny, sąsiadów
                                                    oraz okolicznej ludności polskiej przed jej zagładą, powodowaną przez bojówki
                                                    UPA. Jak pisze w ww. artykule A. Korman (str. 8) „Nie było innej alternatywy
                                                    zachowania przy życiu żywiołu polskiego. Nie bronić się - oznaczało zginąć od
                                                    noża, wideł, siekiery czy też w płomieniach ognia”. Na rozprawie przed Sądem
                                                    Najwyższym dr A. Korman okazał fotografie powieszonych na konarach drzewa
                                                    kilkorga kilkuletnich dzieci oraz inne zdjęcia obrazujące nieludzkie tortury
                                                    zamordowanych kobiet polskich, których opisanie w tym miejscu nie jest celowe i
                                                    potrzebne. Działając w strukturze „Niszczycielskich Batalionów”, obywatele
                                                    polscy - jak oświadczył dr A. Korman na rozprawie - nie składali sowieckiej
                                                    przysięgi wojskowej, nie otrzymywali umundurowania ani żołdu i nie byli
                                                    skoszarowani, ani nie tracili więzi z rodzinami i miejscem zamieszkania.
                                                    Posiadali jedynie legalnie broń palną i amunicję i często pozostawali pod
                                                    dowództwem oficerów polskich, poprzednio żołnierzy AK. Takie same stwierdzenia
                                                    zawiera pismo Związku Byłych Żołnierzy „Istriebitielnych Batalionow” z dnia 15
                                                    marca 1996 r. (złożone do akt niniejszej sprawy),w którym stwierdza się, że nie
                                                    byli oni żołnierzami ani funkcjonariuszami NKWD, lecz posiadali zgodę władz
                                                    radzieckich na rejestrację otrzymanej broni, której mogli używać w obronie
                                                    ludności polskiej przeciwko nacjonalistom z UPA. W piśmie Światowego Związku
                                                    Żołnierzy Armii Krajowej z dnia 28 kwietnia 1995 r., złożonym w Urzędzie do
                                                    Spraw Kombatantów, jako załącznik nr 7, zawarte jest stwierdzenie,
                                                    że „żołnierze oddziałów „I. B.” toczyli walki zarówno z oddziałami
                                                    banderowskimi, jak i oddziałami dywersyjnymi niemiecko-ukraińskimi. Wielu z
                                                    nich w tych walkach poległo i przysługuje im pełne prawo do czci i chwały”.
                                                    Zasługuje na uwagę stanowisko Naczelnego Sądu Administracyjnego - Ośrodka
                                                    Zamiejscowego w Poznaniu, który w swym wyroku z dnia 9 lutego 1996 r.
                                                  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.12.04, 17:09
                                                    W piśmie Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej z dnia 28 kwietnia 1995
                                                    r., złożonym w Urzędzie do Spraw Kombatantów, jako załącznik nr 7, zawarte jest
                                                    stwierdzenie, że „żołnierze oddziałów „I. B.” toczyli walki zarówno z
                                                    oddziałami banderowskimi, jak i oddziałami dywersyjnymi niemiecko-ukraińskimi.
                                                    Wielu z nich w tych walkach poległo i przysługuje im pełne prawo do czci i
                                                    chwały”.
                                                    Zasługuje na uwagę stanowisko Naczelnego Sądu Administracyjnego - Ośrodka
                                                    Zamiejscowego w Poznaniu, który w swym wyroku z dnia 9 lutego 1996 r. SA/P
                                                    1597/95, po analizie zebranego materiału w sprawie stwierdził, iż „podziela
                                                    pogląd zaprezentowany w wyroku NSA z dnia 23 czerwca 1994 r. SA/Wr 284/94, że
                                                    służba obywateli polskich w latach 1944-1945 w „Istriebitielnych Batalionach”
                                                    zorganizowanych w celu obrony ludności polskiej przed zagładą ze strony
                                                    bojówek UPA nie może być uznana za równoznaczną z pełnieniem służby wojskowej
                                                    w formacjach Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych ZSRR (NKWD) w rozumieniu
                                                    art. 1 ust. 2 pkt 4 ustawy o kombatantach”. Sąd Najwyższy rozpatrujący
                                                    przedstawione zagadnienie prawne w świetle zebranego materiału w niniejszej
                                                    sprawie podziela ten pogląd. Nie dotyczy to jednak terenów dawnych województw
                                                    północnych Polski, tj. wileńskiego, nowogródzkiego i poleskiego, gdzie do
                                                    oddziałów „Istriebitielnych Batalionow”, które występowały przeciwko polskim
                                                    organizacjom niepodległościowym wcielono Białorusinów, Litwinów i Rosjan, (por.
                                                    cyt. pismo Związku Byłych Żołnierzy „Istriebitielnych Batalionow” z dnia 18
                                                    marca 1996 r.)
                                                    Mając na uwadze całokształt zebranej dokumentacji w sprawie, Sąd Najwyższy
                                                    doszedł do przekonania podobnego, jak Naczelny Sąd Administracyjny - Ośrodek
                                                    Zamiejscowy we Wrocławiu w uzasadnieniu postanowienia z dnia 13 października
                                                    1995 r. SA/Wr 1440-1441/95, że regulacja zawarta w art. 1 ust. 2 pkt 4 i art.
                                                    21 ust. 2 pkt 3 cyt. ustawy o kombatantach nie odnosi się do działalności
                                                    kombatanckiej obywateli polskich, biorących udział w walkach w obronie ludności
                                                    polskiej na obszarach dawnych województw: lwowskiego, stanisławowskiego,
                                                    tarnopolskiego i wołyńskiego, działających w ramach tzw. Niszczycielskich
                                                    Batalionów. Należy uznać, że ustawa o kombatantach nie reguluje tego problemu z
                                                    powodu braku w art. 1 ust. 2 pkt 4 cyt. ustawy dyspozycji wyłączającej ze
                                                    struktur NKWD formacji „Istriebitielnych Batalionow”, z wymienionych wyżej
                                                    województw dawnych obszarów południowo-wschodniej Polski.
                                                    Brak regulacji ustawowej tego problemu uniemożliwia także Sądowi Najwyższemu
                                                    udzielenie pozytywnej odpowiedzi generalnej na pierwsze pytanie zawarte w
                                                    przedstawionym do rozstrzygnięcia zagadnieniu prawnym. Usunięcie tego braku
                                                    wymaga interwencji legislacyjnej ustawodawcy ze względu na wyrażoną w art. 1
                                                    Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej zasadę urzeczywistniania sprawiedliwości
                                                    Społecznej w demokratycznym państwie prawnym.
                                                    Ponadto w sprawie niniejszej nie ma potrzeby udzielenia generalnej odpowiedzi
                                                    na przedstawione pierwsze pytanie zagadnienia prawnego, skoro - zdaniem Sądu
                                                    Najwyższego - istnieją podstawy do udzielenia pozytywnej odpowiedzi na
                                                    alternatywnie postawione drugie pytanie, dotyczące uprawnień kombatanckich
                                                    Stanisława W. z tytułu pełnienia służby w Armii Krajowej, którą przepis art. 1
                                                    ust. 2 pkt 3 cyt. ustawy uznaje za działalność kombatancką. Podjęcie walki w
                                                    obronie ludności polskiej w jedynie możliwych warunkach organizacyjnych w
                                                    ramach tzw. Niszczycielskich Batalionów w opisanych wyżej stosunkach
                                                    społecznych i wojennych, istniejących na obszarach dawnych województw
                                                    południowo-wschodniej Polski w latach 1944 i 1945 przez byłych żołnierzy AK po
                                                    rozwiązaniu ich oddziałów na rozkaz lub polecenie władz Podziemnego Państwa
                                                    Polskiego zasługuje na sprawiedliwą oceną i szacunek oraz uznanie władz
                                                    Rzeczypospolitej Polskiej. Nie była to działalność represyjna przeciwko
                                                    Narodowi i Państwu Polskiemu, lecz realizacja celów polityki obronnej władz
                                                    podziemnego Państwa Polskiego w ramach wyodrębnionej formy organizacyjnej,
                                                    różniącej się od wojsk NKWD, choć z konieczności podległej nadzorowi w okresie
                                                    wojny terenowych organów tej formacji. Mając to na uwadze Sąd Najwyższy uznał,
                                                    że przepis art. 21 ust. 2 pkt 3 omawianej ustawy o kombatantach nie uzasadnia
                                                    odmowy przyznania obywatelowi polskiemu uprawnień kombatanckich z tytułu
                                                    pełnienia służby w Armii Krajowej, który po rozwiązaniu oddziału na polecenie
                                                    władz lub rozkaz dowództwa sił zbrojnych podziemnego Państwa Polskiego brał
                                                    udział w walkach z UPA wyłącznie w celu obrony koniecznej ludności polskiej na
                                                    terenach dawnych województw lwowskiego, stanisławowskiego, tarnopolskiego i
                                                    wołyńskiego, w latach 1944 i 1945 w ramach tzw. Niszczycielskich Batalionów
                                                    („Istriebitielnych Batalionow”). Uprawnienia kombatanckie mogą być przyznane
                                                    wymienionym wyżej obywatelom polskim, jeżeli będą ustalone w sprawie przez
                                                    właściwy organ przesłanki faktyczne i prawne określone w art. 1 ust. 2 pkt 3
                                                    ustawy o kombatantach. Wobec braku potrzeby i warunków w sprawie do udzielenia
                                                    odpowiedzi na przedstawione do rozstrzygnięcia Sądowi Najwyższemu pierwsze
                                                    zagadnienie prawne oraz istnienie w stanie faktycznym sprawy podstaw do
                                                    pozytywnej odpowiedzi na alternatywnie postawione drugie pytanie dotyczące
                                                    uprawnień kombatanckich, Sąd Najwyższy podjął uchwałę, jak w sentencji.

                                                    I to byloby na dzisiaj tyle - życzę dobrej choc trudnej lektury.
                                                    A wnioski będą - choćby ów autorytet "wybitnego naukowca E Prusa", czy osąd że
                                                    IB z udzialem Białorusinów i Litwinów kontra AK to było coś znacznie gorszego
                                                    od IB z udzialem Polaków.
                                                    Pozdrawia, odezwę się pewnie albo w weekendzie albo tuż po nim- chociaż Bóg
                                                    wie.. bo Święta za pasem :-)

                                                  • 17.12.04, 15:34
                                                    Witam
                                                    Swieta zblizaja sie coraz wiekszymi krokami. Tez to odczuwam po natezeniu prac
                                                    domowych, ale jest w tym cos milego. Szczegolnie ze jestesmy juz po
                                                    wszelkich "hurtowych" zakupach maki, jajek etc. (akurat za zakupami
                                                    zywnosciowymi nie przepadam, szczegolnie w okresie przedswiatecznym w duzym
                                                    sklepie). Nawet prezenty dla bliskich sa juz zakupione (mam nadzieje, ze gdy
                                                    juz wszyscy rozpakuja prezenty, w pokoju pojasnieje od usmiechow). Pozostalo
                                                    tylko doprowadzenie mieszkania do polysku:) i choinka.
                                                    Przeslany tekst to faktycznie nie najlzejsza lektura, ale nawet po szybkim,
                                                    jednorazowym, przeczytaniu widac, ze bedzie o czym porozmawiac. Na razie tekst
                                                    sobie wydrukowalem i bede uwaznie czytac. Jako ze w weekend rzadko korzystam z
                                                    komputera to refleksjami podziele sie w poniedzialek, lub w niedziele wieczor.
                                                    Az sie usmiechnalem gdy zawital do tego watku darino, przeciez pare postow
                                                    wczesniej mowilem ze nikt juz nie chce z nami rozmawiac. Niestety w tych
                                                    kwestiach nic nie jestem w stanie powiedziec. Za to za Twoja namowa odwiedzam
                                                    czasem forum Bircza.
                                                    Zycze milego weekendowego wypoczynku. Moze wreszcie zima dopisze?
                                                    R.
                                                  • 17.12.04, 16:33
                                                    Odwiedzam ten wątek codziennie, ale najczęściej niewiele mam do dodania. Bardzo
                                                    wiele ciekawych informacji, oby tak dalej !
                                                    Przydałoby sie jednak rozpocząć nowy wątek, bo to już zakrawa na bicie rekordu
                                                    świata !
                                                    Pozdrawiam !
                                                    --
                                                    www.bircza.pl
                                                  • 17.12.04, 17:20
                                                    Witam . Dzisjuż ostatni mój drstyczno-zgryzliwy post przed świętami.
                                                    natepne /jak czs pozwoli będą już tylko kolendowo choinkowe [->>>>>>

                                                    Ale dzisiaj jeszcze dopowiem o IB a raczej zacytuje bardzo ciekawe opracowanie,
                                                    ktorego autor jest daleki od sympatii dla Ukraińców ale potrafil się wspiąć na
                                                    minimum przyzwoitego poziomu :
                                                    Stosunki polsko-ukraińskie na Wołyniu w latach II wojny światowej.
                                                    Ostatnia aktualizacja: 2 listopada 2003
                                                    Autor: Paweł Leszczyński

                                                    www.historia.gildia.pl/wiek_20/polsko_ukrainskie

                                                    Mocno podsycała tę wrogość współpraca obu stron z Niemcami w szeregach
                                                    policyjnych. Po zajęciu ziem kresowych Niemcy organizowali policję z ludności
                                                    miejscowej, a więc na Wołyniu i w Galicji z Ukraińców, jako że była ich tu
                                                    przytłaczająca większość. Niemcy od czasu do czasu urządzali obławy w lasach,
                                                    mobilizując do pomocy policję ukraińską, pacyfikowano przy tym polskie osiedla
                                                    za współpracę z Sowietami. W pogromach ginęły setki Polaków, ukraiński zaś
                                                    udział w operacjach także obciążał wzajemne stosunki.
                                                    I vice versa - szkoła w Dębicy wypuszczała bataliony policji granatowej."Miło
                                                    było popatrzeć na te oddziały, chociaż w niemieckich mundurach - pisał
                                                    sprawozdawca krajowy, - jak maszerowały sprawnie z polską piosenką na ustach.
                                                    Widząc to Ukraińcy spuścili zupełnie głowy, a na twarzach zaobserwować można
                                                    było przygnębienie i lęk...". Współpraca ludności polskiej z Niemcami nie
                                                    ograniczała się do policji granatowej. Jak pisze Delegat Wołyński w
                                                    sprawozdaniu"Sprawa ukraińska"z grudnia 1943 roku., będąc w służbie niemieckiej
                                                    na posadach administratorów majątków, służby leśnej, drogowej, Polacy
                                                    wysługiwali się Niemcom. Nieraz z nadmiaru gorliwości mogły się trafiać
                                                    nadużycia na szkodę miejscowej ludności, a ta indywidualnie odpłacała się
                                                    śmiercią. Wciskali się do władz i urzędów niemieckich, gdzie też działali na
                                                    szkodę ludności - z tym samym skutkiem. Oprócz policji Niemcy przyjmowali
                                                    Polaków do żandarmerii"sprowadzali oddziały sformowane z Polaków -
                                                    prawdopodobnie jeńców wojennych z kampanii 1939 r. (...) te polskie oddziały z
                                                    ramienia niemieckiego zaczęły wycinać wsie ukraińskie, a Niemcy podkreślali, że
                                                    jest to kara za mordowanie Polaków".

                                                    Zapalnym punktem była także współpraca Polaków z Sowietami, składała się ona z
                                                    kilku elementów. Pierwszym stały się polskie oddziały w partyzantce
                                                    radzieckiej, która zaczęła napływać jeszcze w roku 1942 do lasów Polesia i
                                                    Wołynia. Nie były to już wynędzniałe rozbitki początku wojny, a regularne
                                                    oddziały dobrze zaopatrzonych i uzbrojonych żołnierzy i oficerów, dobranych
                                                    przez Ukraiński Sztab Ruchu Partyzanckiego, wysyłanych celem dezorganizacji
                                                    zaplecza niemieckiego i likwidacji UPA. Cele te pokrywały się z celami
                                                    partyzantki polskiej zarówno komunistycznej jak i AK-owskiej, toteż ludność
                                                    polska stała się naturalnym oparciem dla wszystkich partyzantów, tak polskich
                                                    jak i sowieckich. Działania partyzanckie przyczyniły się po części do polskiej
                                                    pomocy przy utrwalaniu radzieckiej władzy po przesunięci się frontu na zachód.
                                                    W meldunku tygodniowym z 6-go lipca 1944 roku czytamy"Z tamtej strony frontu,
                                                    że w Kołomyi milicja jest polska w mundurach bolszewickich. (...) Aresztowano,
                                                    wywieziono i rozstrzelano pewną ilość Ukraińców. Zdarzają się wypadki
                                                    aresztowania i wywożenia także wśród Polaków, dotyczy to jednak tych osób,
                                                    którym bolszewicy zarzucają zbyt ścisłą współpracę z Niemcami. Ogłoszenia na
                                                    mieście są w językach rosyjskim i polskim. Stanowiska obsadzone prawie przez
                                                    samych Polaków...".
                                                    Armia Radziecka zajmowała Zachodnią Ukrainę jako kraj nieprzyjacielski,
                                                    pierwszym więc zadaniem było oczyszczenie terytorium z wrogiego elementu. Po
                                                    mobilizacji część tego elementu wysłano na pierwszą linię frontu, skąd mało kto
                                                    wrócił, druga część poszła do łagrów i na rozstrzelanie, reszta nadal się
                                                    ukrywała. Do wyłapywania tych resztek NKWD powołało specjalne formacje zbrojne -
                                                    istrebitielnyje bataliony (niszczycielskie), zwane przez ludność"strebkami".
                                                    W Moskwie, pod koniec czerwca podpisano rozkaz nr 0078/42 o oczyszczaniu z
                                                    Ukraińców Ukrainy, nie wolno było tymżeUkraińcom oddawać na
                                                    ziemiach"wyzwolonych"władzy terenowej, foteli urzędniczych, wkładać w ręce
                                                    broni do zabijania w"strebkach"własnych braci, a ktoś musiał to robić Na
                                                    podorędziu byli Polacy, którzy ocaleli z pogromu i oto mieli przed sobą okazję
                                                    chociaż mizernego odwetu za rzezie wołyńsko-galicyjskie."Strebki",
                                                    znienawidzone przez całą społeczność ukraińską, stały się trzecim elementem
                                                    współpracy polsko-sowieckiej.
                                                    "W jednym tylko rejonie kołomyjskim w kwietniu 1945 roku powstało 26 grup
                                                    samoobrony z 266 uzbrojonymi jej uczestnikami. Liczba bojowników samoobrony w
                                                    tym samym czasie w obwodzie lwowskim wynosiła 3219 osób. Trzon samoobrony
                                                    stanowili Polacy. Z najaktywniejszych członków samoobrony powoływano na
                                                    szczeblu powiatów tzw. istrebitielnyje bataliony. W obwodzie lwowskim w 1945
                                                    roku skupiały one 6715 żołnierzy. (...) Dodać należy, że ponad 80% tych
                                                    żołnierzy to Polacy poniżej 18 lat i powyżej 50 lat. Proporcje te zaczną
                                                    zmieniać się na korzyść Ukraińców dopiero z chwilą ruszenia dużej fali
                                                    przesiedleńczej Polaków na ziemie Zachodnie Rzeczypospolitej."To znaczy, kiedy
                                                    zabrakło Polaków, władze musiały szukać zdrajców wśród Ukraińców.

                                                    A po świętach wrócę do tematu pod zbiorczym tytułem "Utrwalacze władzy ludowej
                                                    którym UPA przysporzyła dodatki do emerytury"
                                                    Witam Darino kolejny raz i zapraszam "bez krempacji" do dyskusji, rzucania
                                                    wątków, pytań itd - Radek to zwolennik i znawca Prawosławia,czasami gości
                                                    Andrijko z Podlasia, wpada "jak po ogień" Ksiądż Piotr z Lublina. A jak
                                                    widziśz "spektrum" tematów jest ci u nas ogromne - zawsze z ruskością za
                                                    pazuchą :)))
                                                    Co do rekordu - to nie u nas .W przemyślu się zabrali za to ciąnąc wątek "na
                                                    dzien dobry" :))
                                                    Pozdrawiam jak zawsze gorąco
                                                  • 20.12.04, 15:58
                                                    Witam serdecznie
                                                    Udalo mi sie wreszcie zapoznac z cytowanymi ostatnio materialami.
                                                    Wywarly na mnie niezbyt korzystne wrazenie. Mozna by odniesc wrazenie, ze
                                                    orzeczenie to relatywizuje wspolprace z NKWD. Czym roznila sie walka NKWD
                                                    przeciwko AK na terenach Litwy i Bialorusi od walki z oddzialami UPA na terenach
                                                    Wolynia, czy w Galicji? Jak widac wszystko zalezy od tego z ktorej strony sie
                                                    patrzy. Slusznie tez zworciles uwage na "autorytety" cytowane w uzasadnieniu.
                                                    Dodam jeszcze, ze liczba ofiar nie jest zgodna z ustaleniami polskich i
                                                    ukrainskich historykow (ale to juz chyba kazdy wie). Jak widac w niczym to nie
                                                    przeszkadza. Nie chcialbym psuc przedswiatecznej atmosfery, ale w drugim tekscie
                                                    jest poruszona bardzo ciekawa kwestia. Mianowicie udzial Polakow w policyjnych
                                                    formacjach pomocniczych u boku Niemcow. Temat jest dosyc malo popularny, czemu
                                                    trudno sie dziwic. Czytalem kiedys ciekawy artykul na ten temat, jak tylko uda
                                                    mi sie go odnalezc na pewno wroce do tematu. Warto bedzie tez poruszyc po
                                                    swietach sprawe wspolpracy z partyzantka sowiecka.
                                                    Na dzis musze konczyc swoja pisanine, poniewaz jestem wolany do pakowania podarkow:)
                                                    Na pewno jeszcze w tym tygodniu sie odezwe, ale beda to tematy swiateczne (na
                                                    kontrowersyjne bedzie czas po swietach).
                                                    Pozdrawiam czytajacych i piszacych
                                                    R.
                                                  • 20.12.04, 22:49
                                                    Dziękuję za zaproszenie, ale najpierw muszę przebrnąć przez ten watek od
                                                    początku do końca, a następnie przetrawić wiedzę !
                                                    Odezwę się chyba pomiędzy świętami, albo dopiero po drugich - Wesołych Świąt !
                                                    --
                                                    www.bircza.pl
                                                  • 21.12.04, 16:49
                                                    Witam - za obopolną zgodą przerywam swój i Twoj Radku wątek /z Wielką obietnicą
                                                    powrotu do niego !!!

                                                    Wraz z życzeniami świątecznymi z dalekiej Białorusi otrzymałem kserokopie
                                                    listu - który wysłał w 1959 roku mój dziadek - rzeszowski grekokatolik do swych
                                                    krewnych których losy wojenne rzuciły aż do Mińska Białoruskiego.
                                                    Jest w tym liście fragment,który mnie szczerze wzruszył :

                                                    "wibirajemo sia do Doszno, bo choczu pierieniesti tieło Tatki na kładwiszcze.Do
                                                    sieho czasu on leżaw koło cerkwi,ałe cerkiew rozibrali i leżaw na czistom pole"

                                                    Wątek jak z Antygony, "choczu pierieniesty tieło Tatki...'
                                                    Ów Tatko - to był jego teść - grekokatolicki paroch zmarły w 1945 roku.
                                                    Cerkiew 'rozobrali" Polacy - by z jej belek wybudować stodołę....

                                                    Dodam tylko że dziadek swego zamiaru nie spełnił

                                                    A mialo być świątecznie a wyszło mi tak jakoś...

                                                    Gdyby mi brakło czasu przed świętami - to proszę Wszystkich o przyjęcie
                                                    SERDECZNYCH ZYCZEŃ ZDROWIA SZCZĘŚCIA........
                                                    I miłej lektury dla Darino
                                                    Pozdrawiam
                                                  • 22.12.04, 15:41
                                                    Witam
                                                    Dziekuje Piotrze za ostatni post. Takie watki osobiste pokazuja historie w
                                                    bardziej ludzkim wymiarze. Inaczej niz na kartach prac historycznych. Ten
                                                    krotki fragment przemawia bardziej niz rozdzial w ksiazce.
                                                    Po Swietach pewnie wrocimy do tematow kontrowersyjnych. Na okres bezposrednio
                                                    przed Swietami proponuje tekst lzejszego kalibru, zamieszczony w ostatnim
                                                    numerze PP.

                                                    "Już wówczas ród oficjalnie używał nazwiska Kostiuszko, spolonizowane potem na
                                                    Kościuszko. Do polonizacji rodu wydatnie przyczyniła się unia brzeska i
                                                    nietolerancyjna polityka Zygmunta III Wazy. Chociaż wcześniej nie było możnym
                                                    prawosławnym lekko, teraz droga do wysokich godności państwowych była dla nich
                                                    zamknięta. Aby zrobić karierę, trzeba było stać się unitą, a najlepiej rzymskim
                                                    katolikiem. Wielu taką drogę do sukcesu doczesnego właśnie wybrało. Wśród nich
                                                    byli też Kościuszkowie. Porzucanie wyznania ojców, czyli prawosławia, przez
                                                    poszczególne gałęzie rodu odbywało się w różnym okresie."

                                                    www.pporthodoxia.com.pl/artykul.php?id=762
                                                    Dzisiejsza wypowiedz jest krotka, ale okres przedswiateczny sprzyja raczej
                                                    czynnosciom domowym, takim jak lepienie pierogow, niz siedzeniu przed
                                                    komputerem. Dobrze, ze ostatnio pracuje 7 godzin dziennie, wiec i na pierogi
                                                    starczy czasu:)
                                                    Z zyczeniami wstrzymam sie do jutra, mysle, ze w przerwie w ubieraniu drzewka.
                                                    Tymczasem pozdrawiam i zycze milych przygotowan swiatecznych.
                                                    R.
                                                    P.S. Przylacze sie do zyczen milej lektury dla Darino
                                                  • 22.12.04, 17:04
                                                    Witam - otrzymalem krótkie pozwolenie "Piotruś -Pietnaście minut na komputerze
                                                    i do roboty"
                                                    Myslę że nawet krocej - myslę Radku,żę po świętach pociągne dalej temat owych
                                                    batalionów,granatowej policji /a będzie o czym !!/ no i trudnej historii
                                                    wołynia "w świetle" ciekawego /w swej zaciekłości/ tekstu ze strony polonijnej.
                                                    No i owi kombatańci... I w ten sposób wejdziemy w styczeń 2005 :)
                                                    A na razie wracam do siekania orzechów,daktylii i suszu wszelakiego - na
                                                    kutie !!! cięcia ("Tylko drobno!!!" )cebulki do farszu uszkowego,mielenia
                                                    grzybków i wymiatania kurzu z pólek /No i może poćwicze w tenisa :-)- tłukąc
                                                    oporne dywaniki na trzepaku :)))))
                                                    Tekst kościuszkowski - dziękuję - może jutro się przez niego przekopie.
                                                    Zwróć też proszę uwagę na ciekawy tekst o kozaczcyżnie w ostatniej Polityce -
                                                    jest on line pt Wolny najmiTA - KOZACZYZNA UKRAIŃSKA -autorstwa Pana
                                                    W.A.Serczyka.
                                                    Pozdrawiam - niestety trzeba się wylogować :-(

                                                    Ps Wyobraź sobie że jedna z lokalnych gazet podała przepis na kutie - bez
                                                    udziału pszenicy !!!! SKANDAL !!! hEREZJA !!! OBRAZA BOSDKA :-)))))
                                                  • 22.12.04, 17:40
                                                    Forum Polska- Ukraina zaprasza !!!

                                                    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=10382
                                                  • 23.12.04, 15:16
                                                    Witam serdecznie w przeddzien Wigilii.

                                                    Z okazji nadchodzacych Swiat Bozego Narodzenia zycze Wszystkim Piszacym i
                                                    Czytajacym, aby te dni uplynely w milej, rodzinnej atmosferze. Abyscie w tym
                                                    wyjatkowym czasie znalezli czas dla Swych Bliskich i chwile na refleksje natury
                                                    religijnej. Zycze Wam, aby te Swieta pozwolily chociaz na krotki odpoczynek od
                                                    szybkiego tempa wspolczesnego zycia.

                                                    Piotrze, dla Ciebie i innych Czytaczy, w ramach upominku;) podsylam link do
                                                    tekstu traktujacego o Bozym Narodzeniu w tradycji prawoslawnej

                                                    www.cerkiew.pl/prawoslawie/text.php?id=91&PHPSESSID=85b710ad3515c01bc17773cbbb76c9ec

                                                    Moze znajdziecie chwile czasu na lekture, a ja biore sie za ubieranie choinki:)
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • 23.12.04, 16:33
                                                    Odpowiem słowami Travena z ryśkowego forum :
                                                    "Dorohi Druzi!
                                                    Szczyro pozdorowliaju Was zi Swiatamy Rizdwa Chrysowoho ta z Nowym Rokom!
                                                    Nechaj nasza druz'ba micnije.
                                                    Wsioho najlipszho!"

                                                    Do pobaczenia po swiatach

                                                    A ja biorę sie za szmatę ,mycie podłóg, wieszanie jemioły, zdobienie
                                                    choineczki, stroików...... uff niech już będą te ŚWIĘTA.:)))))))))))))))
                                                    Do zobaczenia po świętach !!!!!!!



                                                  • 23.12.04, 17:18
                                                    Ja już cierpnę na myśl, że muszę nad ranem wyjść na dworzec PKP i wsiąść do
                                                    pociągu do Przemyśla. Ale cóż, święta wymagają poświęceń !
                                                    Najlepsze życzenia dla wszystkich czytających i do przeczytania we wtorek.
                                                    --
                                                    www.bircza.pl
                                                  • 27.12.04, 16:24
                                                    Witam
                                                    Niestety swiateczne lenistwo juz sie skonczylo. Zanim wrocimy do tematow z
                                                    zeszlego tygodnia, na rozruch proponuje tekst dotyczacy terazniejszosci.
                                                    Porusza on problem tozsamosci ludnosci ruskiej i problemow z jej utrzymaniem.

                                                    "W ostatnich latach poznałem wielu ludzi ochrzczonych w cerkwi prawosławnej, a
                                                    później, w dziecięcym wieku, z różnych powodów „przeciągniętych” do Kościoła
                                                    katolickiego. Ogromna większość tych osób ma z tego tytułu głębokie rany w
                                                    duszy, a życie stało się dla nich jednym wielkim i ciągle rosnącym dylematem,
                                                    który w konsekwencji prowadzi często nawet do zarzucenia wiary w Boga.
                                                    – Życie straciło dla mnie sens! – powiedział mi niedawno pewien pan po
                                                    pięćdziesiątce. – Od wielu już lat nie chodzę do kościoła, nawet w największe
                                                    święta, nic mnie tam nie ciągnie – wyznał po kilku głębszych kieliszkach
                                                    alkoholu, w gronie swoich wieloletnich znajomych i przyjaciół. Z początku nie
                                                    wiedziałem, skąd w tym człowieku obudziły się nagle takie emocje. Po chwili
                                                    jednak zrozumiałem wszystko. Po alkoholu ruszyła go swojska muzyka i piosenki
                                                    śpiewane po białorusku, ukraińsku, rosyjsku"

                                                    www.slonko.com.pl/czasopis/in.php?id=0412/2004_12_c14
                                                    Mam nadzieje, ze po krotiej zmianie tematu od jutra bedzie mozna wrocic do
                                                    "utrwalaczy", policji granatowej itp...
                                                    Na razie jeszcze odpoczywam po swiatecznym jedzeniu i pierwszym dniu pracy.
                                                    Serdecznie pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • 27.12.04, 16:41
                                                    Witam -w pliku zyczeń świątecznych dostałem jeden list-od krewnej z
                                                    Włoch /znaczy Italii/. Niby europoejki pełną gebą itd. A w liscie czytam słowa
                                                    które mnie trochę zdenerwowały-trochę zmusiły do myslenia.
                                                    Oto dziekując mi za przesłane moje zdjęcia z Ukrainy - wyznała - pieknie tam
                                                    jest ale bardzo zaniedbane, "a tak poza tym to Lwów powinien wrócić do Polski".
                                                    Radku-pomyslałem sobie - jak wielu jeszcze Polaków, niekoniecznie starych
                                                    lwowiaków - bo tych coraz mniej, ale całkiem młodych mysli tymi kategoriami.
                                                    "Wroci do Polski..." - po co????- aby odnowić dawne animozje, przewrócić ład
                                                    europejski, splątać i tak niełatwe życie Rosjan,Polaków, Ukraińców
                                                    zamieszkujących zachodnią Ukrainę ????
                                                    I tak bzdurnie rzucone słowa popsuły mi trochę sielski nastrój świąt... a kutia
                                                    bardzo sie udała :)))
                                                    Przypomnial mi się urywek listu krewnej - lwowianki z początku lat 90-tych
                                                    która znalazła końcowy etap swego życia na Dolnym Śląsku "wiecie kochani -
                                                    pojechałam po raz pierwszy od wojny na wycieczke do Lwowa. Nasz dom stoi. Ale
                                                    obecny własciciel pan profesor Ukrainiec nie chcial nas wpuścić nawet za bramkę"
                                                    Myślę że teraz po obecnych przemianach na Ukrainie - opisywane przeze mnie
                                                    zachowania po obu stronach granicy - przejdą do przeszłosci.
                                                    masz Radku racje wracam za niedługo do przerwanych wątków.
                                                    Pozdrawiam serdecznie.
                                                  • Gość: kazik IP: *.dsl.sndg02.pacbell.net 28.12.04, 06:12
                                                    wiec widac wyraznie gdzie podziala sie prawda biblijna posrod masy roznych
                                                    religii.i kto ponosi wine za nie wiedze w ludziach i ich podejsciu do wiedzy
                                                    duchowej i stosunku do Stworcy czlowieka.granice,przynaleznosci,sprawiedliwosc,
                                                    to tylko juz rzad Krolestwa Bozego potrafi zgodnie z wola Boga rozwiazac,ku
                                                    szczesciu kazdego czlowieka i to na calej ziemi.nawet w czas potrafi ochronic
                                                    kazdego przed katastrofa,jak chocby ta,ktora doswiadczylo mase ludzi w basenie
                                                    oceanu indyjskiego.inteligencja czlowieka nie jest zadna przeszkoda,raczej
                                                    korzyscia w szukaniu drogi prawdy biblijnej w pokorze serca.nie na darmo Bog
                                                    natchnal ap.Jana,by umiescil ten werset w K.Objawienia[18:4].dlatego w ,dla
                                                    wielu,tzw.okresie swiatecznym,jest najlepsza okazja,by przezywac Jezusa z Jego
                                                    wspanialymi radami i pouczeniami z Jego nie doscignionego"kazania na gorze".
                                                    nie ma ono sobie rownego,a jakze z drugiej strony szczerego i prostego,
                                                    poruszajacego,kazde szczere serce,by szukalo i laczylo sie duchem i prawda z
                                                    prawdziwym chrystianizmem,ktory nic nie ma wspolnego z tzw.chrzescijanstwem.
                                                    pozdrawiam szczerze wszystkich,a szczegolnie tych,ktorym na sercu lezy milosc
                                                    naszego Stworcy,tak pieknie ukazana w Jego Synu Jezusie,Krolo nowego swiata.
                                                    dedykuje tez kazdemu ten werset z ew.Jana,17:3.
                                                  • 28.12.04, 16:50
                                                    więc jesli komuś chce się tak wcześnie wstać /o 6 polskiego czasu/ bądź tak
                                                    długo siedzieć przy kompie/ ok 24 czasu zamorskiego :)/ to trzeba mu
                                                    odpowiedziec wszelki duch pana Boga chwali to ty kaziu?dawno cie tu nie było??
                                                    wpadasz w okresie świątecznym i bez podzrowienia no to ja ciebie
                                                    pozdrowie "pozdrawliaju z Rizdwom Christowowo ta z Nowom Godom" :) miło
                                                    poczytac tak elokwentna czy erudytną wypowiedź biblisty spod znaku tzw świadków
                                                    jehowy.
                                                    A wspomnienie kazania na górze jak najbardziej na miejscu - ponoć wszak i
                                                    Ojciec Swięty Jan Paweł II odwiedził okolice Jego głoszenia w trakcie nie tak
                                                    dawnej pielgrzymki do Ziemi Świetej.
                                                    .
                                                    Dodam jeszcze ze uzywane przez Ciebie skróty tzw w odniesieniu do okresu
                                                    świątecznego i chrześcijaństwa - obrażają moje odczucia i uczucia religijne -
                                                    zaiste nie czyń tego więcej bracie w Chrystusie bo ,jak mowi
                                                    przysłowie "odprawię Cię jak św. Michał diabła"
                                                    Pozdrawiam
                                                  • 28.12.04, 22:10
                                                    Witam
                                                    Dopiero teraz udalo mi sie dostac do klawiatury:)
                                                    Zgodnie z zeszlotygodniowa zapowiedzia podsylam tekst dotyczacy wydarzen z
                                                    okresu II WS. Artykul ukazal sie w tygodniku "Zerkalo nedeli" w ubieglym roku.
                                                    Jego autorem jest Kost Bondarenko. Mam nadzieje, ze tekst ten stanie sie
                                                    materialem do kolejnej wymiany pogladow.

                                                    "There were other forces, besides Ukrainian and Polish, in Volyn at that time -
                                                    the German troops or Soviet partisans, for instance. Why did they ignore it? The
                                                    total butchery and terror, which is described by modern historians, couldn’t
                                                    have been overlooked by the Germans or the Soviet partisans. Should this mean
                                                    that it was to someone’s benefit? To the Nazis, the Ukrainian-Polish conflict
                                                    was a practical implementation of the divide-and-rule principle. The Soviet
                                                    partisans obviously availed themselves of the conflict, as in the proverb: “Let
                                                    two fight, the third will take it all”. Besides, Stalin may have been interested
                                                    in the conflict strategically, considering his plans to reshape the Polish
                                                    border after the war.

                                                    The German occupation authorities did their best to fan the hatred between
                                                    Ukrainians and Poles. Erich Koch stressed, “We want a Pole to want to kill a
                                                    Ukrainian whenever he sees one, and a Ukrainian to want to kill a Pole, too.”

                                                    After the Ukrainian police in Volyn and Polissya went to the woods to join the
                                                    partisans, the Germans recruited new policemen, mostly from the local Poles.
                                                    Besides, a Polish Schutzpolizei battalion was maneuvered to Volyn, while the
                                                    German gendarmerie was maneuvered out of the region. As a result, the
                                                    interethnic conflict grew into a massacre. Yuriy Kyrychuk writes that all German
                                                    administrative offices in Lutsk were headed by Poles. Poles made up 80% of the
                                                    Generalkommissariat [General Commissary’s Office] staff, 60% of the
                                                    Gebietskommissariat [District Commissary’s Office] staff, 60% of the staff in
                                                    the central office for trade with the East and 30% of the staff in the Economy
                                                    Bank. As captured UPA soldiers testified, “the Germans often put on overcoats
                                                    with the Ukrainian trident emblem and went to burn down a Polish village"

                                                    www.mirror-weekly.com/ie/show/431/37668/
                                                    Mam nadzieje, ze link zadziala poniewaz caly tekst jest wart przeczytania.
                                                    Ze swej strony z niecierpliwoscia czekam na wzmiankowane przez Ciebie materialy
                                                    ze strony polonijnej oraz na materialy na temat "utrwalaczy".
                                                    Pozdrawiam jak zwykle serdecznie
                                                    R.
                                                    P.S. Dla Kazika mam rowniez podarek w postaci linku

                                                    www.pporthodoxia.com.pl/artykul.php?id=729
                                                  • 28.12.04, 22:27
                                                    Link na szczescie dziala. Moje obawy wynikaly z faktu, ze najpierw wkleilem
                                                    link, a dopiero pozniej zastanowilem sie czy dziala.
                                                    Jeszcze raz serdecznie pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • 29.12.04, 15:25
                                                    Witam
                                                    W swoim poswiatecznym poscie napisales Piotrze o ludziach teskniacych za
                                                    Lwowem. Mysle, ze wsrod ludzi starszych, tam urodzonych moznaby to jakos
                                                    wytlumaczyc, natomiast dziwie sie ludziom mlodym. Przeciez chyba nikt nie
                                                    chcialby miec drugich Balkanow?
                                                    Pisalismy tu zreszta kiedys o wyjazdach "na Kresy" i innych podobnych
                                                    kwestiach.
                                                    Dzisiejszy post traktuje troche jako uzupelnienie wczorajszego, poniewaz
                                                    zapomnialem podzielic sie swa refleksja na temat glownego wydania "Faktow".
                                                    Mogloby sie wydawac ze jest duza szansa na poprawe stosunkow polsko-
                                                    ukrainskich. Zdziwilo mnie bardzo gdy po relacji z Kijowa poruszono temat
                                                    Cmentarza Orlat. Nie jest to chyba najlepszy moment? Czy koniecznie trzeba od
                                                    razu psuc?
                                                    Nie bede dzis przedluzac postu, poniewaz wczorajszy tekst jest dosyc spory.
                                                    Pozdrawiam jak zwykle serdecznie.
                                                    R.
                                                    P.S. A zimy dalej nie ma, dobrze ze chociaz nie pada
                                                  • 29.12.04, 17:18
                                                    Witam - oto ciąg dalszy refleksji o IB i nie tylko :

                                                    Zaczęliśmy Radku przed świętami temat istribitielnych batalionów.Wiemy już że
                                                    były to formacje pomocnicze NKWD . O ich roli świadczy sama nazwa – różnie
                                                    tłumaczona na język polski – bataliony pościgowe, niszczycielskie , faktem
                                                    jest że pełniły one role oddziałów pacyfikacyjnych działających na zapleczu
                                                    frontu i że służyło w nich sporo Polaków – spotkałem się z liczbą około 100 tys.
                                                    Polscy historycy do chwili obecnej nie potrafili jednoznacznie określić roli
                                                    tych oddziałów a szczególnie roli Polaków.
                                                    Podobnie też sądownictwo -.
                                                    W latach dziewięćdziesiątych zmieniła się ustawa o kombatantach – pozbawiająca
                                                    prawa do kombatanckich przywilejów całkiem spore grono „uczestników walk o
                                                    utrwalenie władzy ludowej” /głownie funkcjonariuszy MO,Ormo,UB,
                                                    współpracownikom NKWD oraz– pozostawiając jednak te uprawnienia m.in.
                                                    uczestnikom walk z oddziałami UPA i Werwolfu.
                                                    Cały problem zaczął się wtedy gdy ujawnili się byli akowcy którzy „w dobrej
                                                    wierze „ przeszli do służby w IB – jak twierdzą z chęci walki w obronie
                                                    polskiej ludności przed agresją ukraińską.
                                                    W tym miejscu muszę powiedzieć Radku jedno –czy współczesnym okrucieństwem nie
                                                    było pozbawianie uprawnień kombatanckich owych 70-80 letnich starców ???
                                                    Którzy przez ponad 50 lat swego życia byli przekonani , że walczyli „z bandami
                                                    UPA i reakcyjnym podziemiem”. dO TEMATU OBIECUJĘ WRÓCIĆ - cytując wielce
                                                    ciekawe werdykty wspólczesnych sądów w tym NSA.
                                                    Nie mam powodu żywić sympatii do tej kategorii ludzi – wszak to jeden z tych
                                                    utrwalaczy zachodził po wojnie do moich dziadków szantażując ich groźbą
                                                    wywózki /Z RACJI UKRAIŃSKIEGO POCHODZENIA /!?/ i wyciągając w zamian za
                                                    milczenie – co cenniejsze przedmioty. A inna przedstawicielka tego typu
                                                    ludzi /i m.in. aktywna uczestniczka libacji z udziałem ubeków/ jeszcze w
                                                    połowie lat pięćdziesiątych ostrzegała mego ojca – Polaka aby nie zachodził do
                                                    domu swej przyszłej żony – „bo to przecież Ukraińcy – pan nie wie?”
                                                    A o wątpliwościach IPN w odniesieniu do owych batalionów wspomniałem trochę w
                                                    poprzednim moim postcie- niestety nie mam biuletynu IPN nr 6/2002 - a i w
                                                    wersji on-line jest on niedostępny. W biuletynie tym jest włąsnie artykuł pana
                                                    Balbusa o Polakach w IB. Musimy więc na razie polegać na wzmiance z linku
                                                    polishnews.
                                                    Innym tematem Radku to udział Polaków w granatowej policji – pomocniczej
                                                    formacji policyjnej aktywnie wspomagającej Niemców w ich represjach
                                                    wymierzonych wobec ludności polskiej, żydowskiej oraz ...ukraińskiej.
                                                    Muszę przyznać że o udziale PG w represjach abtyżydowskich mozna poczytać
                                                    trochę na różnych forach i stronach np żydowskich - o tyle jej działania
                                                    antyukraińskie są raczej kiepsko udokumentowane/przynajmiej na internecie/
                                                    Współcześnie temat ten w Polsce jest dość często przemilczany – po
                                                    wypowiedziach niektórych historyków, że... owszem wysługiwali się...ale wśród
                                                    granatowych było wielu współpracowników podziemia antyhitlerowskiego, że ich
                                                    przedwojenni koledzy ginęli w Katyniu,Ostaszkowie itd. Itd.
                                                    Sam dopiero przy okazji cytownia z linku z "gildy" - a propos - zadziałal ??
                                                    jak nie to powtórze namiar?? dowiedziałem się coś na ten temat.

                                                    Niedawno świętowano w podrzeszowskiej wsi Markowa – rozpoczęcie procesu
                                                    beatyfikacyjnego polskiej, wielodzietnej rodziny, które przez lata okupacji
                                                    ukrywała kilkunastu Żydów.
                                                    Równocześnie przemilczano fakt, że w okrutnej zbrodni /zabójstwie całej
                                                    dziesiecio osobowej polskiej rodziny i kilku Żydów/ brali udział obok
                                                    gestapowców – także polscy policjanci granatowi. A nawet próbowana
                                                    odpowiedzialnością za współudział w zbrodni obciążać /była tak wzmianka/...
                                                    Ukraińców z podrzeszowskiego Łancuta w służbie niemieckiej.
                                                    A o fakcie funkcjonowania /w czasie okupacji niemieckiej/ w Dębicy szkoły
                                                    policji granatowej i wyjazdu jej "kursantów" na Wołyń w celu pacyfikacji
                                                    ukraińskich wiosek - to dowiedziałem się dopiero ostatnio /vide link gilda/,Tak
                                                    samo jak o wcielaniu do pomocniczych formacji hitlerowskich - polskich jeńców
                                                    wojennych. Temat wydaje się warty "drążenia"
                                                    Pozdrawiam - a do linku o Kostiuszce, kotle chełmsko-wołyńskim i ... jehowych-
                                                    prawosławnych obiecuję również wrócić /co jak co ale obietnic naskładałem
                                                    trochę za dużo :-)))





                                                  • 29.12.04, 16:48
                                                    Witam - dziękuję za zalinkowanie wielce ciekawego tekstu - przy okazji mozna
                                                    pocwiczyć angielski. O owym "przebieraniu sie" Niemców czy Rosjan za żołnierzy
                                                    UPA mozna powiedzieć więcej. Znany jest historykom przypadek gdy na miasteczko
                                                    Dynów /40 km od Rzeszowa/ bodaj w 1945 roku przypuscił szturm oddział UPA.
                                                    Polscy obrońcy /w tym głownie żołnierze AK zmobilizowani w akcji Burza/
                                                    dzielnie bronili miasteczka do chwili gdy atakujący zdemaskowali się jako ...
                                                    NKWD. Po zawarciu "rozejmu" rozgoszczeni w Dynowie ruscy po bodaj 2 dniach ...
                                                    przystąpili do rozbrajania i aresztowań owych obrońców. Pisze o tym obszernie
                                                    m.in Pan dr Motyka w wielokrotnie tu wspominanym opracowaniu. Wrócę do tego
                                                    wątku .. ale może innym razem :(
                                                    A teraz obiecana strona "polonusów" , link i garść pozornie luźnych cytatów

                                                    ZNIWO NIENAWISCI

                                                    www.polishnews.com/fulltext/history/2002/history21.shtml

                                                    Marcin Malek
                                                    (Ekologia wojny


                                                    Wielonarodowa Rzeczpospolita liczyla pod koniec lat 30. okolo 5 mln
                                                    obywateli pochodzenia Ukrainskiego. Stanowili oni najliczniejsza grupe
                                                    mniejszosciowa w Polsce. Nieudolna polityka narodowosciowa kolejnych
                                                    miedzywojennych rzadow sprawiala, ze stosunki Polsko Ukrainskie zeslizgiwaly
                                                    sie w coraz glebsza przepasc niezrozumienia, wzajemnej wrogosci a z czasem
                                                    palacej nienawisci. Z cala pewnoscia dlugim cieniem polozyly sie na wzajemnych
                                                    relacjach nieodlegle walki z lat 1918-19. Nie bez znaczacego wplywu, zwlaszcza
                                                    w tym ujeciu zbiegly lata niewoli austriackiej, kiedy to zaborcy umiejetnie
                                                    podsycali wasnie polsko-ukrainskie, a takze niebezpieczny przyklad Ukrainy
                                                    sowieckiej, dotknietej glodem i represjami wladzy bolszewickiej. Efektem byla
                                                    zatem niechec, a raczej swoista nieufnosc rzadu polskiego do wszelkiego rodzaju
                                                    ukrainskich inicjatyw w kwestii tworzenia legalnych organizacji, szkol oraz
                                                    uczelni. Poprzez niedopuszczenie Ukraincow do wysokich stanowisk starano sie
                                                    wiec ograniczyc ich aktywnosc polityczna i spoleczna.



                                                    Wiec co laczylo a co wewnetrznie rozdzieralo ludnosc ukrainska - wszak znaczna
                                                    czesc wielobarwnej, niezwyklej wielonarodowej mozaiki, scielacej sie kostka
                                                    przy kostce wzdluz wschodnich rubiezy Rzeczpospolitej. Tak oto: jezyk byl
                                                    przecie ten sam, choc rozmaicie przez autochtonow nazywany - (ukrainski,
                                                    ruski). Wyznanie bylo w wojewodztwie wolynskim prawoslawne, w trzech
                                                    pozostalych grekokatolickie. Laczyla wiec Ukraincow nienawisc do Polski,
                                                    Polakow i wszystkiego co polskie. Jednakowa w dawnym zaborze rosyjskim, czyli
                                                    na Wolyniu oraz w austriackim - w dawnej Galicji. Nienawisc tak sroga, tak
                                                    zajadla, ze az smiertelna. Jej poczatki siegaja czasow I Rzeczpospolitej, jej
                                                    apogeum, dziejowa chwila uwiezla w tragizmie zbrodni przypadaja na lata 1939-47
                                                    i grzmia echem hymnu banderowcow "Smert lachom i zydo-komunie" Ale po kolei.
                                                    /.../
                                                    Z kolei mordy na Ukraincach na Zamojszczyznie, ktore zdaniem autorow
                                                    ukrainskich sprowokowaly OUN-UPA do akcji na Wolyniu, mialy faktycznie miejsce,
                                                    lecz dopiero w 1943 r., po rozpoczeciu, wolynskich czystek. Przynajmniej w
                                                    czesci byly one zreszta odpowiedzia na poczynania banderowcow

                                                    /.../
                                                    Otóż według IPN "W 1944 r. na Kresach Poludniowo-Wschodnich zajmowanych przez
                                                    Armie Czerwona utworzone zostały polskie formacje paramilitarne -
                                                    "istriebitielne bataliony" - przeznaczone głownie do zwalczania
                                                    niepodległościowego podziemia ukraińskiego. W ich szeregi wcielono sila lub
                                                    zaciągnęło się wielu Polaków" - pisze Tomasz Balbus z IPN we Wrocławiu w
                                                    najnowszym, 6. numerze "Biuletynu IPN". "Kim byli Polacy walczący z Ukraińcami
                                                    pod komenda sowieckich czekistow; jakiej sprawie służyli?" - pyta historyk.

                                                    "Polskimi żołnierzami broniącymi własnych rodzin i domów przed oddziałami
                                                    podziemia ukraińskiego; ludźmi wprzęgniętymi sila w sowiecka machinę wojenna;
                                                    czy tez uczestnikami formacji kolaboracyjnych utworzonych przez nowego okupanta
                                                    z miejscowej ludności?" - zastanawia się Pan Balbus, który nie przesadza
                                                    odpowiedzi"
                                                    Radku i w tym miejscu /i po wspólnej lekturze/ powinienem przystąpić
                                                    do "znęcania" się nad treścią owego artykułu - szczególnie nad owym "wspolnym
                                                    mianownikiem" Ukraińców - ową nienawiścią do Polaków. Nie ma nic gorszego niż
                                                    rzucanie tak ogólnych oskarżen i takiego mnożenia odpowiedzialności zbiorowej
                                                    za ... oczywiste fakty potwornej , obopólnej nienawiści. Poczytaśz również w
                                                    treści szereg niedorzeczności jak np łączenie zbrodni na Ukraińcach z
                                                    poddynowskiej Pawłokomy z wydarzeniami wołyńskimi - cytat szczególnie
                                                    niedorzeczny, całkowite przemilczenie okresu zgodnej wspołpracy Polaków i
                                                    Ukraińców w roku 1920 i przykrych doświadczeń z tej wspólpracy czy chociażby
                                                    petlurowskich rodowodów twórców UPA - no i wywodzenia się kilku z nich z
                                                    Polskiego Sztabu Generalnego roku 1939 !!! /vide uprzedni mój link z "gildy"/
                                                    Pozdrawiam - za chwilę się odezwę :)
                                                  • 30.12.04, 15:20
                                                    Witam
                                                    Dziekuje za kolejna porcje lektury. Mam prosbe o ponowne podanie wzmiankowanego
                                                    przez Ciebie linku z "gildy".
                                                    Na temat wspolpracy polskich policjantow z Niemcami niestety wiele nie wiem,
                                                    chetnie poszerzylbym swoja wiedze. Czytalem kiedys o dwoch batalionach
                                                    policyjnych 107 i 202 dzialajacych na Wolyniu. Ten pierwszy niczym "specjalnym"
                                                    sie nie "wslawil" natomiast mozna spotkac glosy ze 202 dopuscil sie licznych
                                                    zbrodni.
                                                    Z cytowanymi tekstami powoli sie zapoznaje. Przy lekturze tekstow "polonijnych"
                                                    zwrocilem uwage na pewien fragment

                                                    "Z kolei mordy na Ukraincach na Zamojszczyznie, ktore zdaniem autorow
                                                    ukrainskich sprowokowaly OUN-UPA do akcji na Wolyniu, mialy faktycznie miejsce,
                                                    lecz dopiero w 1943 r., po rozpoczeciu, wolynskich czystek. Przynajmniej w
                                                    czesci byly one zreszta odpowiedzia na poczynania banderowcow"

                                                    Nie mi sadzic "kto zaczal" spotkalem sie natomiast z opinia (oczywiscie
                                                    nieobiektywna, bo prawoslawna;) ze pierwsze akcje antyukrainskie mialy miejsce
                                                    6 stycznia 1943 - wybor daty sadze nie byl przypadkowy. Gwoli sprawiedliwosci
                                                    trzeba powiedziec ze byly to pojedyncze akcje band, a nie zorganizowana akcja.
                                                    Smierc niewinnych ludzi zawsze jednak pozostaje smiercia.
                                                    Sytuacja na terenach wschodnich II RP byla chyba bardziej zlozona niz podaje
                                                    autor z "polishnews", poza tym mozna odniesc wrazenie ze niechec do Polakow
                                                    byla praktycznie niczym nieuzasadniona, w zasadzie autor ogranicza sie tylko do
                                                    wspomnienia walk 1918-19, a to nie wszystko. Zapomnial tez dodac, ze nienawisc
                                                    byla obustronna. Obecny Metropolita Sawa w dziecinstwie nieraz musial ukrywac
                                                    sie przed "bandami".
                                                    Jesli chodzi o Twoje obiekcje do pozbawiania "utrwalaczy" dodatkow to mam
                                                    podobne odczucia. Zreszta generalnie budzi moj sprzeciw sadzenie "starcow". Te
                                                    sprawy powinny zajmowac w chwili obecnej historykow. Co oczywiscie nie oznacza
                                                    ze nie nalezy dzialan karygodnych potepiac, zachowania bandyckie zasluguja na
                                                    napietnowanie.
                                                    Postaram sie jeszcze dzis znalezc chwilke czasu i cos podeslac.
                                                    Jak zwykle pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • 30.12.04, 21:44
                                                    Znow na chwileczke odskocze od glownego watku. Nie moglem sie powstrzymac od
                                                    kolejnego cytatu. W ostatnim numerze PP jest zamieszczony dosyc obszerny tekst
                                                    dotyczacy Nikifora. Autor artykulu, M. Boltryk, przytacza fragment ksiazki
                                                    autorstwa Andrzeja Banacha pt. "Nikifor" Posluze sie tylko cytatem poniewaz taka
                                                    wypowiedz powinna chyba zostac bez komentarza. Cytowana ksiazka zostala wydana
                                                    przez wydawnictwo Arkady w 1983 roku, wiec stosunkowo niedawno.

                                                    "Smutna polskość jego patrzenia, tragedia wrażliwości, polskość skargi w jego
                                                    malowaniu jest świadectwem ukończenia przez Nikifora szkoły polskiego życia...
                                                    Polska jest narracyjność, skłonność do żalu, do wspomnień i marzeń. Z żalu rodzi
                                                    się skarga, także chęć nauki, że z cierpienia może być pożytek. Takie są
                                                    portrety Nikifora. «Mądry Polak po szkodzie» to przysłowie narodowe. Ostrzega
                                                    nas przed tym Nikifor". I jeszcze: "Konfliktowość polskiej sztuki, charakter jej
                                                    propagandowy, wyraźny u Nikifora, którego obrazy były wołaniem o pomoc, wynikła
                                                    z warunków naszego życia, ale i z polskiej natury, z polskiej nieustępliwości,
                                                    chęci narzucenia swojej racji. Trudne było życie narodu, który miał do wyboru
                                                    wszystko albo nic. Nikiforowi wyszło to na korzyść".

                                                    Caly natomiast artykul wart jest przeczytania, w zwiazku z tym pozwole sobie go
                                                    zalinkowac.

                                                    www.pporthodoxia.com.pl/artykul.php?id=771
                                                    W tym roku obiecuje juz wiecej nie cytowac;) Chociaz jutro pewnie sie odezwe.
                                                    Zycze milej lektury.
                                                    R.
                                                  • 31.12.04, 15:02
                                                    Wszystkiego co najlepsze, zdrowia, szczescia i spelnienia marzen Czytajacym i
                                                    Piszacym.
                                                    R.
                                                  • Gość: lpiotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.12.04, 15:26
                                                  • Gość: PIOTR IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.12.04, 15:40
                                                    Przepraszam ale jestem w stanie wskazującym na spożuycie :-)))
                                                    Podaję zaległy link i całuję serdecznie NA NOWY ROK

                                                    historia.gildia.pl/wiek_20/polsko_ukrainskie
                                                    DZIĘKUJE Przyjacielu za dotychczasową dyskusje i PROSZĘ O JESZCZE
                                                    Z NOWA GODOM

                                                    PIOTR
                                                  • 02.01.05, 13:46
                                                    Witam – przepraszam równocześnie za drobną niedyspozycyjnośc „twórczą” w
                                                    okresie między świątami... :-)

                                                    Mój pierwszy post tegoroczny chciałbym zacząć od zacytowania /obszernych
                                                    fragmentów/interesującego dokumentu ;
                                                    to
                                                    TRAKTAT między Rzecząpospolitą Polską a Ukrainą o dobrym sąsiedztwie,
                                                    przyjaznych stosunkach i współpracy, sporządzony w Warszawie
                                                    dnia 18 maja 1992 r.
                                                    W imieniu Rzeczypospolitej Polskiej
                                                    PREZYDENT RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
                                                    podaje do powszechnej wiadomości:
                                                    W dniu 18 maja 1992 r. w Warszawie został sporządzony Traktat między
                                                    Rzecząpospolitą Polską a Ukrainą o dobrym sąsiedztwie, przyjaznych stosunkach i
                                                    współpracy w następującym brzmieniu:

                                                    TRAKTAT
                                                    między Rzecząpospolitą Polską a Ukrainą o dobrym sąsiedztwie, przyjaznych
                                                    stosunkach i współpracy
                                                    Rzeczpospolita Polska i Ukraina, zwane dalej Stronami,
                                                    - przestrzegając celów i zasad Karty Narodów Zjednoczonych, Aktu końcowego
                                                    Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, Paryskiej Karty dla Nowej
                                                    Europy oraz innych dokumentów współpracy europejskiej,
                                                    - potwierdzając poszanowanie praw człowieka i podstawowych wolności, zasad
                                                    demokracji i sprawiedliwości,
                                                    - pragnąc wnieść wkład w budowę sprawiedliwego i pokojowego ładu europejskiego,
                                                    opartego na ogólnoeuropejskich normach i mechanizmach w dziedzinie
                                                    bezpieczeństwa,
                                                    - doceniając znaczenie przyjaznych stosunków polsko-ukraińskich dla budowania
                                                    solidarności europejskiej,
                                                    - świadome swojej współodpowiedzialności za pokój, bezpieczeństwo, porozumienie
                                                    i współpracę na kontynencie europejskim, w tym w Europie Środkowej,
                                                    - przekonane, że pozytywne składniki bogatej historii stosunków polsko-
                                                    ukraińskich będą sprzyjać rozszerzaniu współpracy między bratnimi narodami,
                                                    - uwzględniając, że na terytoriach obydwu Stron mieszkający tam od wieków
                                                    Polacy i Ukraińcy wnoszą istotny wkład w rozwój obu Państw i kultury obu
                                                    narodów, jak również Europy,
                                                    - mając świadomość, że z przywróceniem pełnej niezależności politycznej Państwu
                                                    Polskiemu i z powstaniem niezależnego Państwa Ukraińskiego polsko-ukraińskie
                                                    stosunki wchodzą w jakościowo nowy okres,
                                                    - wyrażając satysfakcję z nawiązania między nimi stosunków dyplomatycznych,
                                                    uzgodniły, co następuje:
                                                    Art. 1.
                                                    W nowych warunkach politycznych Strony zobowiązują się rozwijać stosunki w
                                                    duchu przyjaźni, współpracy, wzajemnego szacunku, zrozumienia, zaufania i
                                                    dobrego sąsiedztwa na podstawie prawa międzynarodowego, w tym zasad suwerennej
                                                    równości, niestosowania siły lub groźby jej użycia, nienaruszalności granic,
                                                    integralności terytorialnej, pokojowego załatwiania sporów, nieingerencji w
                                                    sprawy wewnętrzne, samostanowienia narodów, poszanowania praw człowieka i
                                                    podstawowych wolności, wykonania w dobrej wierze zobowiązań wynikających z
                                                    prawa międzynarodowego.
                                                    Art. 2.
                                                    Strony uważają za nienaruszalną istniejącą i wytyczoną w terenie granicę między
                                                    nimi i potwierdzają, że nie mają wobec siebie żadnych roszczeń terytorialnych
                                                    oraz nie będą takich roszczeń wysuwać w przyszłości.
                                                    Art. 4.
                                                    1. Zgodnie z zasadami Karty Narodów Zjednoczonych Strony będą rozstrzygać
                                                    spory, które mogłyby powstać między nimi, wyłącznie środkami pokojowymi i
                                                    wyrzekają się użycia siły lub groźby jej użycia w stosunkach wzajemnych.
                                                    2. Żadna ze Stron nie pozwoli, aby z jej terytorium państwo trzecie lub państwa
                                                    trzecie dokonały aktu agresji zbrojnej przeciwko drugiej Stronie.
                                                    3. W razie gdyby państwo trzecie lub państwa trzecie dokonały napaści zbrojnej
                                                    na jedną ze Stron, druga Strona nie będzie udzielała jakiejkolwiek pomocy
                                                    militarnej i poparcia politycznego takiemu państwu lub takim państwom przez
                                                    cały czas trwania konfliktu zbrojnego oraz będzie działać na rzecz uregulowania
                                                    tego konfliktu zgodnie z zasadami i procedurą Karty Narodów Zjednoczonych i
                                                    dokumentami Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie.
                                                    4. Strony będą przeprowadzać systematyczne konsultacje w sprawach
                                                    bezpieczeństwa międzynarodowego na wszystkich szczeblach. Jeżeli jedna ze Stron
                                                    uzna, że powstała sytuacja lub spór, który zagraża lub może zagrażać utrzymaniu
                                                    międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa albo je narusza, Strony przeprowadzą
                                                    niezwłoczne konsultacje dotyczące sposobów uregulowania sporu lub położenia
                                                    kresu powstałej sytuacji.
                                                    5. Strony będą rozwijać wzajemnie korzystną współpracę wojskową na podstawie
                                                    odrębnych porozumień.
                                                    art. 9.
                                                    1. Strony będą dążyć do zapewnienia trwałego bezpieczeństwa ekologicznego i
                                                    znaczącego zmniejszenia istniejącego zanieczyszczenia środowiska. Zgodnie z
                                                    międzynarodowymi standardami będą także dążyć do zapobiegania wszelkim
                                                    zanieczyszczeniom transgranicznym, między innymi przez stosowanie bezpiecznych
                                                    technologii i produkcję ekologicznie czystą, zwłaszcza w rejonach
                                                    przygranicznych oraz w dorzeczach Bugu i Sanu.
                                                    Art. 11.
                                                    1. Strony, zgodnie z ogólnie obowiązującymi standardami międzynarodowymi,
                                                    dotyczącymi ochrony mniejszości narodowych, uznają prawo członków mniejszości
                                                    polskiej na Ukrainie i ukraińskiej w Rzeczypospolitej Polskiej, indywidualnie
                                                    lub wespół z innymi członkami danej mniejszości, do zachowania, wyrażania i
                                                    rozwijania swojej tożsamości etnicznej, kulturowej, językowej i religijnej, bez
                                                    jakiejkolwiek dyskryminacji i w warunkach pełnej równości wobec prawa. Strony
                                                    podejmą niezbędne działania w celu realizacji tego prawa, w szczególności prawa
                                                    do:
                                                    - nauczania i uczenia się języka ojczystego i w języku ojczystym, swobodnego
                                                    posługiwania się nim, dostępu, rozpowszechniania i wymiany informacji
                                                  • 02.01.05, 13:52
                                                    I jeszcze dokończenie owych cytatów :
                                                    2. Strony potwierdzają, że przynależność do mniejszości narodowej jest sprawą
                                                    indywidualnego wyboru osoby i że nie mogą z tego wynikać dla niej żadne
                                                    niekorzystne następstwa. Każda ze Stron będzie chroniła na swoim terytorium
                                                    tożsamość narodową mniejszości drugiej Strony przed jakimkolwiek działaniem
                                                    zagrażającym tej tożsamości i tworzyła warunki do jej umacniania.
                                                    3. Każda osoba należąca do mniejszości polskiej na Ukrainie oraz ukraińskiej w
                                                    Rzeczypospolitej Polskiej jest zobowiązana, jak każdy obywatel, do lojalności
                                                    wobec Państwa swego zamieszkania, kierując się ustawodawstwem tego Państwa.
                                                    Art. 12.
                                                    1. Strony będą podejmować i wspierać działania zmierzające do zachowania i
                                                    rozwijania pozytywnych tradycji wspólnego dziedzictwa oraz przełamywania
                                                    uprzedzeń i negatywnych stereotypów w stosunkach między obu narodami. W tych
                                                    celach Strony stworzą warunki do wzajemnego swobodnego rozpowszechniania
                                                    rzetelnych informacji o wszystkich sferach ich życia społecznego i kulturalnego.
                                                    Art. 13.
                                                    1. Opierając się na pozytywnych wartościach wielowiekowego wspólnego
                                                    dziedzictwa kulturowego Polski i Ukrainy oraz ich wkładu do cywilizacji
                                                    europejskiej, Strony będą sprzyjać współpracy w dziedzinie kultury, nauki i
                                                    oświaty, przestrzegając światowych i europejskich standardów, określonych w
                                                    szczególności w konwencjach UNESCO, Europejskiej konwencji kulturalnej z 1953
                                                    r. i dokumentach Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, w tym
                                                    krakowskiego sympozjum na temat dziedzictwa kulturalnego państw uczestniczących
                                                    w Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie.
                                                    2. W celu wzajemnego upowszechniania wiedzy o narodowym dorobku w dziedzinie
                                                    kultury, nauki i oświaty, a także dążąc do promocji nowych osiągnięć w tej
                                                    dziedzinie, każda ze Stron na podstawie odrębnych umów będzie powoływać na
                                                    terytorium drugiej Strony - przy jej szerokim poparciu dla tej działalności -
                                                    ośrodki informacji i kultury. Strony będą także ułatwiać rozpowszechnianie
                                                    prasy, druków i materiałów audiowizualnych drugiej Strony oraz współdziałać w
                                                    dziedzinie radia, telewizji i agencji prasowych.
                                                    3. Strony będą rozszerzać wymianę kulturalną w różnych formach oraz będą
                                                    sprzyjać współpracy między instytucjami i stowarzyszeniami kulturalnymi, w tym
                                                    związkami twórczymi, a także bezpośrednim kontaktom między twórcami.
                                                    4. Strony będą zapewniać należytą ochronę prawną, materialną i inną znajdującym
                                                    się na ich terytoriach wartościom, zabytkom i obiektom związanym z dziedzictwem
                                                    kulturalnym i historycznym drugiej Strony, jak również będą działać na rzecz
                                                    ich ujawniania, zachowania, scalania, wprowadzania do obiegu kulturalnego, w
                                                    tym tworzenia swobodnego dostępu do nich. Ponadto Strony zgodnie z normami
                                                    powszechnego prawa międzynarodowego, porozumieniami dwustronnymi i innymi
                                                    standardami międzynarodowymi będą zmierzać do ujawnienia i zwrotu dóbr
                                                    kulturalnych i historycznych, które zaginęły, zostały bezprawnie wywiezione lub
                                                    w inny nielegalny sposób znalazły się na terytorium drugiej Strony.
                                                    .
                                                    Art. 14.
                                                    Strony będą działać na rzecz rozwoju współpracy szkół, uczelni i instytucji
                                                    naukowych, między innymi w dziedzinie wymiany pracowników naukowych,
                                                    wykładowców, studentów, doktorantów i stypendystów, oraz będą sprzyjać wspólnym
                                                    pracom badawczym.
                                                    Art. 15.
                                                    Strony będą popierać współpracę oświatową, w tym nauczanie języka polskiego na
                                                    Ukrainie oraz języka ukraińskiego w Rzeczypospolitej Polskiej w ramach szkół i
                                                    uczelni, a także poza nimi.
                                                    Art. 18.
                                                    1. Strony zachowają i obejmą ochroną prawną, jak również będą utrzymywać
                                                    zgodnie z normami prawa międzynarodowego, w tym humanitarnego, oraz zwyczajami
                                                    narodowymi i religijnymi, wojskowe i cywilne groby, cmentarze i miejsca
                                                    pochówku znajdujące się obecnie lub w przyszłości odkryte na ich terytoriach,
                                                    stanowiące przedmiot pamięci i czci obywateli drugiej Strony.
                                                    2. Obywatele obu Stron będą mieli dostęp do grobów, cmentarzy i miejsc pochówku
                                                    rodaków, które znajdują się na terytorium drugiej Strony.
                                                    Art. 21.
                                                    2. Niniejszy traktat zostaje zawarty na okres piętnastu lat. Po tym terminie
                                                    jego moc obowiązująca ulega automatycznemu przedłużeniu każdorazowo na okres
                                                    pięcioletni, jeżeli żadna ze Stron nie wypowie go w drodze notyfikacji na rok
                                                    przed upływem danego okresu.
                                                    Sporządzono w Warszawie dnia 18 maja 1992 r. w dwóch egzemplarzach, każdy w
                                                    językach polskim i ukraińskim, przy czym obydwa teksty mają jednakową moc.
                                                    Za Rzeczpospolitą Polską
                                                    L. Wałęsa
                                                    Za Ukrainę
                                                    L. Krawczuk

                                                    Mam nadzieję Radku,że owe cytaty pomogą uporządkować naszą dalszą dyskusję - a
                                                    zarazem powracać do wcześniej omawianych wątków
                                                    Pozdrawiam serdecznie w Nowym 2005 Roku

                                                  • 03.01.05, 15:49
                                                    Witam serdecznie w Nowym Roku
                                                    Dziekuje Piotrze za link z "gildii".
                                                    Z tekstu dowiedzialem sie o wspolpracy bialoruskiej samoobrony i UPA, nie mialem
                                                    o tym pojecia. Zreszta tekst jest w ogole kopalnia ciekawych informacji.
                                                    Jako uzupelnienie tematow "wojennych" chcialbym dzis poruszyc kwestie wspolpracy
                                                    z bolszewikami. Generalnie zwyklo sie przyjmowac, ze ludzie wspolpracujacy z
                                                    wladzami radzieckimi na terenach zajetych w 1939 roku rekrutowali sie z
                                                    mniejszosci, szczegolnie sposrod Zydow, a na Podlasiu rowniez z Bialorusinow (o
                                                    ktorych "bialoruskosci" mozemy oczywiscie dyskutowac;)
                                                    Nie do konca jest to prawda, wbrew temu co sadza patrioci z LPR, MW itp...
                                                    Nie tak dawno dokopalem sie do informacji rosyjskich na temat skladu
                                                    narodowosciowego "aktywu" komunistycznego na terenach bialostockiej oblasti.
                                                    Informacje te podaje za "Represii protiw Polakow i polskich grazdzan", Moskwa 1997.
                                                    Sklad narodowosciowy aktywu nie spodobalby sie hurrapatriotom.
                                                    Sposrod 11453 aktywistow partyjnych najwiecej bylo Polakow - 5195 (co stanowi
                                                    45%), nastepni to Bialorusini - 3214 (27,3%) i dopiero pozniej Zydzi - 2431
                                                    (21,2%) pozostali to "inni" w wiekszosci Rosjanie.
                                                    To tez ciekawy temat, niestety trudno cos wiecej na ten temat znalezc. Swoja
                                                    droga ciekaw jestem, jak te sprawy wygladaly na terenach poludniowych? Kto tam
                                                    wspolpracowal z sowietami?
                                                    Na tym pytaniu zakoncze swoj post i zabieram sie do lektury "Traktatu o dobrym
                                                    sasiedztwie".
                                                    Juz po pobieznym rzuceniu okiem widac, ze bedzie o czym porozmawiac.
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • 03.01.05, 17:40
                                                    Witam - miałem swoj cel cytując ów traktat - ale o tym w następnych wątkach- tu
                                                    zaległe dywagacje do Twoich linków -
                                                    Tekst o rodowodzie Kościuszki - ciekawy - a dla mnie wręcz odkrywczy,
                                                    Temat o Nikiforze - znam ów link z PP i mam od dawna ową ksiązkę Banachów.Cóz -
                                                    prowincjonalny dygnitarz za komuny mial jakiś swój cel w przeklamywaniu
                                                    nikiforowego pochodzenia. Pan Włosiński - tak czule pokazany w filmie - widać
                                                    tez czuł sie nieswojo pomagając Lemkowi /?/.Ale to mnie nie dziwi -
                                                    przerazające jest postepowanie wspolczesnych sądow "demokratycznej" Polski. Gdy
                                                    wrócę do tematu pozwów o odszkodowania Rusinów poszkodowanych w trakcie Akcji
                                                    Wisła i w KC Jaworzno - będzie mozna wyciągać szersze wnioski :(
                                                    Ale muszę jeszcze wrócić do linkow związanych z Istriebitielnymi i Wołyniem.
                                                    Bowiem link "Kotła chełmsko-wołyńskiego", "gildy", "polishnews" oraz Twój
                                                    link "The Volyn Tragedy : Echoes Through Decades" - układają sie w jedną /choć
                                                    niejednolitą w poglądach / całośc.!!!
                                                    Z tego ostatniego tekstu Kosta Bondarenki wynika że Polacy w słuzbie
                                                    hitlerowskiej słuzyli w "Polish Schutzpolizei" batalionach - czyli formacjach
                                                    zwartych - coś w rodzaju ZOMO z czasów komuny. A więc nie była to chyba tylko -
                                                    porządkowa granatowa policja !!!PO drugie - potwierdza się że /vide tekst z
                                                    Gildy i Bondarenki - że Polacy mieli dominującą rolę w szeregu zarządach i
                                                    administracjach hitlerowskich na Wołyniu /w mieście ŁUCK/- 80 % urzędników w
                                                    Generalkommisariat /czyli biurze /?/ komisarza generalnego Rzeszy na wołyniu/,
                                                    60 % zatrudnionych w Gebietskommisasariat /czyli hitlerowakim urzędzie
                                                    wojewódzkim/, 60 % w społdzielniach i biurach handlowych i 30 %
                                                    w "Ekonomy"Banku.
                                                    TE I INNE DANE NIE UMNIEJSZAJĄ JEDNOZNACZIEJ KRYTYKI OKRUCIEŃSTWA UKRAIŃSKIEGO -
                                                    ale powinny zlagodzić jednostronność sądow tragedii bratobójczej wojny na
                                                    wołyniu i Galicji.
                                                    Na koniec radku krotka definicja Ukraińskiej Powstańczej Armii - zaczerpnieta z
                                                    popularnej encyklopedii internetowej
                                                    Ukrainian Insurgent Army
                                                    From Wikipedia, the free encyclopedia.
                                                    Ukrainian Insurgent Army (Ukrainian Ukrainska Povstanska Armiya, UPA) was a
                                                    guerilla army formed on October 14, 1942, in Volhynia. The UPA was the military
                                                    branch of the Organization of Ukrainian Nationalists. The main goal of the UPA
                                                    was an independent Ukraine.
                                                    The UPA strove to remove Poles from the areas it regarded as indigenously
                                                    Ukrainian. In the opinion of many historians, the goal pursued by the Ukrainian
                                                    guerrillas was to destroy the Polish ethnic group in these areas, which would
                                                    be categorized legally as genocide. Some estimates of the death toll have been
                                                    as high as 100,000.The UPA fought against all military forces present in the
                                                    area: Polish Armia Krajowa, German Wehrmacht and Soviet Red Army alike, however
                                                    at times it signed local alliances with the Germans. After the World War II
                                                    ended, the partisan units of UPA continued the fight against the Soviet Union
                                                    until early 1950's, especially in the mountainous regions of the Carpathians.

                                                    I dopowiem jeszcze - z treścią tego hasła - zgadzm sie na 98% - chociaż nie
                                                    uchylałbym sie przed jego krytycznym przedyskutowaniem !!!

                                                    A póki co pozdrawiam z nadzieją na dalszą "owocną" /tj jak do tej pory :-)
                                                    dyskusję

                                                  • 04.01.05, 16:02
                                                    Witam
                                                    Mysle, ze teksty te, pomimo roznic, uzupelniaja sie i moga byc pomocne w
                                                    zrozumieniu skomplikowanej (i tragicznej) sytuacji na bylych ziemiach
                                                    wschodnich II RP.
                                                    Kwestia formacji policyjnych zlozonych z Polakow nurtuje mnie od jakiegos
                                                    czasu. Z nielicznych dostepnych tekstow (moze zle szukam:) wynika ze byly
                                                    bataliony Schutzpolizei. Wspominalem juz o 202 batalionie. Moze wlaczy sie do
                                                    dyskusji ktos kto bylby pomocny w rozwiazaniu tej zagadki? Na razie pozostaje
                                                    poszukiwac. Oczywiscie jesli cos wynajde to nie omieszkam podzielic sie wiedza.
                                                    Moze z czasem ta wspomniana przez Ciebie jedostronnosc w postrzeganiu historii
                                                    ustapi miejsca bardziej obiektywnemu spojrzeniu. Chociaz w tej kwestii trudno
                                                    miec zbyt duzo nadzieji. Przeciez gdy wyszla na jaw sprawa Jedwabnego nie
                                                    brakowalo glosow ze ci Zydzi zgineli za kolaboracje z sowietami. Nie znam
                                                    zbytnio tych spraw, ale nie tylko Zydzi wspolpracowali, a nawet gdyby tak bylo
                                                    to czy mozna rowniez mordowac dzieci? W sprawach zwiazanych z historia Zydow
                                                    polskich nie mam specjalnie wiedzy, ale identycznie niektorzy tlumacza mordy
                                                    dokonywane przez poakowskie podziemie na prawoslawnych mieszkancach Podlasia.
                                                    Jezeli ktos usprawiedliwia "Mlota" czy "Burego" to powinien sie zastanowic, ze
                                                    w ten sam sposob mozna usprawiedliwiac tych ktorzy zabijali Polakow na Wolyniu.
                                                    Na temat definicji UPA chetnie porozmawiam, dzis chyba nie bede mial czasu na
                                                    dluzsze posiedzenie przed komputerem, ale obiecuje wrocic do tematu. Na razie
                                                    czekam z niecierpliwoscia co bylo powodem podeslania "Traktatu"?
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.
                                                    P.S. Rowniez mam nadzieje, ze uda sie znalezc jeszcze troche tematow do owocnej
                                                    dyskusji
                                                  • 04.01.05, 21:08
                                                    Witam serdecznie

                                                    Cytując - może zbyt obszernie jego fragmenty /ale wydające sie mi dość
                                                    interesujące/ zwróciły szczególnie moją uwagę kilka jego akapitow . choć by dla
                                                    przykładu ;
                                                    . W celu wzajemnego upowszechniania wiedzy o narodowym dorobku w dziedzinie
                                                    kultury, nauki i oświaty, a także dążąc do promocji nowych osiągnięć w tej
                                                    dziedzinie, każda ze Stron na podstawie odrębnych umów będzie powoływać na
                                                    terytorium drugiej Strony - przy jej szerokim poparciu dla tej działalności -
                                                    ośrodki informacji i kultury. Strony będą także ułatwiać rozpowszechnianie
                                                    prasy, druków i materiałów audiowizualnych drugiej Strony oraz współdziałać w
                                                    dziedzinie radia, telewizji i agencji prasowych /.../
                                                    Strony będą zapewniać należytą ochronę prawną, materialną i inną znajdującym
                                                    się na ich terytoriach wartościom, zabytkom i obiektom związanym z dziedzictwem
                                                    kulturalnym i historycznym drugiej Strony, jak również będą działać na rzecz
                                                    ich ujawniania, zachowania, scalania, wprowadzania do obiegu kulturalnego, w
                                                    tym tworzenia swobodnego dostępu do nich. Ponadto Strony zgodnie z normami
                                                    powszechnego prawa międzynarodowego, porozumieniami dwustronnymi i innymi
                                                    standardami międzynarodowymi będą zmierzać do ujawnienia i zwrotu dóbr
                                                    kulturalnych i historycznych, które zaginęły, zostały bezprawnie wywiezione lub
                                                    w inny nielegalny sposób znalazły się na terytorium drugiej Strony./.../
                                                    Strony zachowają i obejmą ochroną prawną, jak również będą utrzymywać zgodnie z
                                                    normami prawa międzynarodowego, w tym humanitarnego, oraz zwyczajami narodowymi
                                                    i religijnymi, wojskowe i cywilne groby, cmentarze i miejsca pochówku
                                                    znajdujące się obecnie lub w przyszłości odkryte na ich terytoriach, stanowiące
                                                    przedmiot pamięci i czci obywateli drugiej Strony.****

                                                    Otóz ja uważam że te postanowienia były dotychczas traktowane przez stronę
                                                    polską w sposob "wybiorczy" - bowiem w gruncie rzeczy wydaje mi się że traktat
                                                    ow mial słuzyć Polakom li tylko do odbudowy Cmentarza orląt Lwowskich / który
                                                    dla jednych jest przecież Panteonem Narodowym a dla innych kolejnym
                                                    upamietniem "polskiej obecności kolonialnej" na zachodniej Ukrainie/
                                                    Ten dualizm był zapewne powodem opozycji np Juszczenki czy mera Lwowa wobec
                                                    polskich tablic na tym cmentarzu.
                                                    Po drugie - mówiąc o dobrach kultury - pamietasz zapewne nie rozwiązaną do
                                                    chwili obecnej sprawy np dzwonów z Lutowisk - gdy prosba dawnych ,ukrainskich
                                                    mieszkańców tej miejscowości była przedmiotem ordynarnego szantażu strony
                                                    polskiej w stylu "Oddajcie polskie dobra kultury - my wam oddamy dzwony".
                                                    A sprawy pochówku ukraińskich żołnierzy UPA szturmujących Bircze w 1946 roku -
                                                    chyba do 1999 roku spoczywali pod murawą wiejskiego pastwiska /co było tematem
                                                    znanego opowiadania P.Smolenskiego "Pochówek dla Rezuna"/, a dalej nie
                                                    rozwiązane sprawy ukraińskich cmentarzy, cmentarzy łemkowskich , a brutalnie
                                                    przebudowana dawna cerkiew na Zalesiu itd itd
                                                    Na szczęscie w ubiegłym roku zdarzyl się ów na wpół spontaniczny akt poparcia
                                                    Polaków dla "pomaranczowej rewolucji :-)
                                                    Chociaż i tu zauważyłem niemiłe zgrzyty - jak zarzucanie w polskiej prasie
                                                    fakty rzekomego nacjonalizmu JUszczenki czy listopadowe,przykościelne zbiorki
                                                    pieniędzy przez Caritas dla Ukrainy /z ukradkowym dopowiedzeniem że "Pieniądze
                                                    będą przeznaczone w pierwszej kolejności dla Polakow na Ukrainie i katolickich
                                                    parafii"/
                                                    Ciekaw jestem Radku Twojego zdania na temat owego traktu - czy on był
                                                    rzeczywiście przełomem w stosunkach polsko-ukraińskich czy też epizodem
                                                    wymagający dopiero wytrwałej pracy ???
                                                    Pozdrawiam a za chwili jeszcze jeden post

                                                  • 04.01.05, 21:28
                                                    Najpierw Radku kolejny cytat :

                                                    OŚWIADCZENIE SEJMU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
                                                    z dnia 10 lipca 2003 r. w związku z 60. rocznicą tragedii wołyńskiej

                                                    Sześćdziesiąta rocznica tragedii ludności polskiej na Wołyniu i w Galicji w
                                                    czasie niemieckiej okupacji skłania do myślenia o przeszłości i o przyszłości
                                                    polsko-ukraińskiego sąsiedztwa. Tragedii Polaków mordowanych i wypędzanych z
                                                    ich miejsc zamieszkania przez zbrojne formacje Ukraińców towarzyszyły również
                                                    cierpienia ludności ukraińskiej - ofiar polskich akcji zbrojnych. Była to
                                                    tragedia obu naszych narodów.
                                                    Pomordowanym i poległym na Wołyniu i w Galicji należy się szacunek i pamięć.
                                                    Pochylamy głowy przed niewinnymi ofiarami.
                                                    Nie może być usprawiedliwienia dla terroru, przemocy i okrucieństwa. Prawda o
                                                    tamtych dramatycznych latach jest bolesna dla wszystkich. Polacy i Ukraińcy
                                                    powinni ją jednak poznawać. Prawda, choćby najbardziej tragiczna, jest
                                                    niezbędna do budowy trwałego porozumienia.
                                                    Bolesne doświadczenia powinny stanowić dla nas również źródło refleksji o tym,
                                                    że na nienawiści i konfliktach pomiędzy nami korzystali nasi przeciwnicy, a my -
                                                    zawsze traciliśmy.
                                                    Historia Europy jest pełna przykładów narodowych waśni, wojen, krwi i
                                                    okrucieństwa, ale są też przykłady pojednania i porozumienia narodów, które
                                                    chciały i potrafiły przezwyciężyć najtrudniejszą nawet przeszłość. Moralnym
                                                    obowiązkiem tych, których sumienia wciąż porusza tragedia sprzed 60 lat, jest
                                                    wezwanie do pojednania naszych narodów w imię przyszłości, w imię wspólnoty
                                                    celów. Niech umiejętność przebaczania stanie się fundamentem lepszej
                                                    przyszłości, dobrego sąsiedztwa i przyjaźni polsko-ukraińskiej.

                                                    Koniec cytatu - myslę że było to mądre ośwadczenie /podobnie jak inne dotyczące
                                                    Akcji Wisła/
                                                    Ale z drugiej strony nadal pamietam,że w polskiej, państwowej telewizji nie
                                                    mogą być pokazane ukraińskie filmy dokumentalne dotyczące zarówno Wołynia jak i
                                                    historii Ukraińskiej Powstańczej Armii, w polskich ksiegarnia zalega mnostwo
                                                    ksiązek i albumów prezentujących tylko polską martyrologie i polsko-narodowy
                                                    punkt spojrzenia na historię polssko-ukrainską.

                                                    A teraz temat UPA - z owej definicji wynika kilka założen które nie budża
                                                    wątpliwości :
                                                    owa Armia była formacją wojskową której głownym celem było odzyskanie
                                                    niepodległej Ukrainy,jej żołnierze toczyli tragiczną w skutkach zarówno dla
                                                    nich jak i drugiej strony z wszelkimi mozliwymi wrogami /tj Niemcami i ich
                                                    formacjami pomoczniczymi często wysługującymi się wcielonymi Polakami,
                                                    partyzantka soviecką, partyzantką polską wszelkich barw,z NKWD i jej formacjami
                                                    pomocniczymi również wysługującymi się Polakami w owych batalionach, wreszccie
                                                    walczyli z regularnym wojskiem sovieckim i polsko-komunistycznym/.
                                                    Czyż mozna sobie wyobrazic bardziej tragiczną sytuację ???.
                                                    Z drugiej strony - było to wojsko "chłopskie" niezwykle okrutne w przybieranyc
                                                    h metodach działania. Ale przecież i w tej ocenie musimy pamietac o niezwykłym
                                                    okrucieństwie chłopskiej rabacji jakuba Szeli, potwornie okrutnej wojnie
                                                    domowej w Hiszpanii,całkiem wspólczesnych "wojskach chłopskich" - chociażby
                                                    serbskich, chorawckich i bośniackicj, czy Tusich i Hutu w "najbrdziej
                                                    zmisjonowanym kraju Afryki"
                                                    Przepraszając za dawkę demagogii - pozdrawiam serdecznie

                                                    A temat die polnische Schutzepolizei na Wołyniu podrzuciłem na formu Polska-
                                                    ukraina - może się czegoś dowiemy /chociaż osobiście mam poważne wątpliwości co
                                                    do wiedzy tamtych forumnowiczów :-9




                                                  • 05.01.05, 21:43
                                                    Witam
                                                    Odwiedzanie forum Rz. stalo sie dla mnie codziennym zwyczajem;)
                                                    Czy traktat stal sie jeszcze jednym ustaleniem ktore nie jest realizowane? W
                                                    pewnych kwestiach na szczescie jednak nie. Widac po obu stronach granicy
                                                    przynajmniej wole tworzenia szkol dla mniejszosci. Funkcjonuja polskie szkoly na
                                                    Ukrainie i szkoly z jezykiem ukrainskim w Polsce. Mozna miec oczywiscie pewne
                                                    zastrzezenia, ale generalnie nie jest tragicznie. Niestety nie wszedzie jest
                                                    rozowo. Masz racje ze panstwo polskie pozostalosci dorobku kulturowego po
                                                    Ukraincach deportowanych w ramach Akcji W i wczesniejszych wysiedlen do ZSRR
                                                    traktuje po macoszemu. Nie tylko lemkowskie cmentarze, ktore niszczeja. Z Twoich
                                                    wczesniejszych postow pamietam smutny los wielu cerkwi:(
                                                    Jesli chodzi o Cmentarz Orlat to widac, moim skromnym zdaniem, brak dobrej woli
                                                    ze strony polskiej. Odnosze sie negatywnie do koncepcji umieszczenia tam napisu
                                                    o poleglych obroncach Polski. Trudno dziwic sie radzie Lwowa, ze nie chciala
                                                    tablicy takiej tresci. Takie same zachowanie cechowalo strone polska w przypadku
                                                    tablic z Przemysla gdy chodzilo o pochowek zolnierzy UPA poleglych w Birczy i
                                                    Lisznej.
                                                    Jest iskierka nadziei ze pomaranczowa rewolucja zmieni na trwale stosunek
                                                    Polakow do Ukraicow. Zauwaz Piotrze, ze nikt (przynajmniej na razie) nie
                                                    podtrzymuje watkow dotyczacych rzekomego nacjonalizmu Juszczenki. Moze ta
                                                    tendencja utrzyma sie na dluzej?
                                                    Jako ciekawostke dotyczaca niedawnych wyborow zalinkuje ciekawy tekst dotyczacy
                                                    stosunku prezydenta Bialorusi do wyboru dokonanego przez ukrainski narod.

                                                    "Przy tym Łukaszenka bardzo pozytywnie wypowiedział się o Juszczence. „Ukraina
                                                    wybrała proukraińskiego prezydenta”, - powiedział prezydent Białorusi.
                                                    „Prezydent Juszczenko nie ma innego wyjścia, jak pracować w interesie swojego
                                                    narodu”, - powiedział Łukaszenka. Wówczas, według niego, do rozłamu w
                                                    społeczeństwie ukraińskim nie dojdzie. „Nie należy krzyczeć, że na Ukrainie
                                                    nastał prozachodni prezydent, - oświadczył prezydent Białorusi. – Myślę, że
                                                    Ukraina będzie podążać w prawidłowym kierunku”

                                                    www.bialorus.pl/index.php?Rozdzial=Wiadomosci&&wiecej=7955
                                                    Na koniec wroce jeszcze na chwile do Wolynia.
                                                    Do Twojej "definicji" UPA nie jestem w stanie nic dodac. Tak samo jak trafne sa
                                                    spostrzezenia co do okrucienstwa wojny prowadzonej przez oddzialy nieregularne -
                                                    jak to okresliles "chlopskie wojsko". Takie same dzialania prowadzily rowniez
                                                    oddzialy BCh, czy inne formacje polskie na terenie polsko-ukrainskich walk. I
                                                    nie ma tu znaczenia ilosc ofiar po kazdej ze stron. Moze juz o tym pisalem (duzo
                                                    postow, wiec trudno wszystko spamietac) - tragedia w tych walkach jest fakt ze w
                                                    akcjach zarowno UPA, jak i formacji polskich gineli przewaznie ludzie nie majacy
                                                    z tym nic wspolnego.
                                                    Na zakonczenie dzisiejszej wypowiedzi zacytuje dwa fragmenty Litopysu UPA, aby
                                                    pokazac kolejny punkt widzenia.

                                                    "The UPA began its armed struggle in Ukraine mainly in response to the
                                                    terroristic policy of the German occupational regime and the similar policy of
                                                    the Soviet partisans. During 1942 the Soviets sent a massive parachute force
                                                    into Polissia and the forested parts of Volyn' to engage in diversionary work.
                                                    The Soviets' numbers were strengthened by escapees from German prisons and
                                                    Ukrainians, Poles, Jews and Gypsies fleeing German persecution. In the area
                                                    between the Buh and the Dnipro Rivers, there began to operate a force of
                                                    10-15,000 Soviet partisans. Their sabotage of the railroads led to German
                                                    reprisals against the Ukrainian population - villages were burned and their
                                                    inhabitants massacred, The Soviet partisans also waged terror against but in
                                                    same cases, against entire settlements. For that reason, as early as 1943
                                                    Ukrainians began to organize small armed units inorder to wage a self-defense
                                                    and to protect their settlements. During the winter of 1942-43, those units grew
                                                    into large military formations and took on the name the Ukrainian Insurgent Army
                                                    (UPA)."

                                                    "In May, the Germans decided to take advantage of the traditional
                                                    Ukrainian-Polish antagonism and put Polish police units into battle with the
                                                    UPA. They transferred larger units of the Polish gendarmerie to Volyn' and
                                                    recruited local Poles to the police force. The more sober-minded Polish citizens
                                                    tried to stop their countrymen from taking part in these actions, but their
                                                    warnings went unheeded. Many Poles entered the German police units and
                                                    participated in the Germans' anti-Ukrainian operations. The report provides
                                                    detailed information about the German police forces in the Luts'k area and
                                                    describes the activities of individual units. At the military post in Luts'k
                                                    there were about 500 Germans - an army garrison and various police units; about
                                                    1700 Poles - the gendarmerie and euxiliary police; about 100 Ukrainians - the
                                                    Schutzbatalion and about 150 men whose national identity is not specified
                                                    (probably of various background) - the Schytzmanschaft."

                                                    www.infoukes.com/upa/series01/sum05.html
                                                    A na forum Polska-Ukraina nikt nie chce wypowiedziec sie na temat
                                                    "Schutzmannschaft", moze jeszcze ktos sie odezwie.
                                                    A tymczasem jak zwykle pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • 06.01.05, 17:41
                                                    Witam serdecznie

                                                    Zanim "ruszę w bój" - SERDECZNIE ŻYCZENIA DLA TYCH KTÓRZY DZIŚ ŚWIĘTUJĄ WIGILIE
                                                    I RUSZĄ NA WEŁYKIE POWECZERIA - DZIS PRZECIEŻ ŚWIĘTA PODŁUG "STAREGO STYLU".
                                                    Pewno zaraz posłucham kolędowej mp3 w wykonia Julii Doszny i jej rockowych
                                                    wersji z płytki przywiezionej lecie od "moich..."

                                                    A u nas ...katolików Swięto Trzech Króli, święcona kredo mirra... i owe KMB nad
                                                    drzwiami...

                                                    Ale wracam do tematu - oto Radku kilka cytatów

                                                    Mgły nad Wołyniem
                                                    polityka.onet.pl/162,1118675,4,,druk.html
                                                    JAGIENKA WILCZAK
                                                    /.../
                                                    Za komunizmu Moskwa, a także ówczesny Kijów uznawały OUN oraz UPA za
                                                    organizacje zbrodnicze. Odmawiały im kombatanctwa. Wielu dowódców wywieziono do
                                                    gułagów. Ale wcale nie ze względu na zbrodnie popełnione na wołyńskich
                                                    Polakach. Komuniści nigdy nie zaakceptowali dążeń narodowych, państwowych
                                                    Ukraińców, nacjonalistycznej idei utworzenia własnego państwa, w dodatku
                                                    niekomunistycznego. UPA do dziś jest przez władzę w Kijowie oficjalnie uznawana
                                                    za bandycką partyzantkę.
                                                    /.../
                                                    Tymczasem na zachodniej Ukrainie, od Lwowa po Łuck i Równe, UPA jest uznawana
                                                    za armię bohaterów. To UPA walczyła o wolność z Polakami, komunistami, także z
                                                    Niemcami. Była więc z krwi i kości patriotyczną partyzantką. Teraz w
                                                    niepodległej Ukrainie ten kult się odrodził i umocnił, UPA jest niemal czczona.
                                                    Nawiązujące do ideologii UPA ugrupowanie nacjonalistyczne UNA-UNSO ma swych
                                                    przedstawicieli w Radzie Najwyższej. Co więcej, dla prawicy (nie tylko tej
                                                    skrajnej) czasy świetności UPA i jej ideologia stały się wartościami, do
                                                    których ma obowiązek odwoływać się każdy prawdziwy Ukrainiec – patriota i
                                                    antykomunista. Bo to właśnie tu przechowano tradycje narodowe. Ku czci dowódców
                                                    sypie się kurhany, a w Równem i Zbarażu stanęły pomniki Sawura. To dzięki żywej
                                                    pamięci bohaterów UPA odrodziła się niepodległa Ukraina – twierdzi się z
                                                    przekonaniem w wielu środowiskach. W tej sytuacji rozmowa o zbrodniach,
                                                    rzeziach, ludobójstwie jest uważana za szkodliwą, godzącą w narodowe ideały i
                                                    wartości. Dla wielu również za nieuprawnioną i przedwczesną: wciąż żywe są
                                                    nadzieje, że historia odsłoni nieznaną dotąd kartę, która pozwoli obwinić za
                                                    Wołyń wyłącznie Polaków. Dla innych rocznicowe obchody są próbą wykorzystania
                                                    przez Polskę kryzysu politycznego, w jakim trwa Ukraina, próbą upokorzenia jej,
                                                    osłabienia pozycji na Zachodzie, a w końcu wymuszenia nienależnych przeprosin.
                                                    /.../

                                                    W sprawie Wołynia milczy wciąż Wiktor Juszczenko, lider ugrupowania Nasza
                                                    Ukraina, najbardziej proeuropejskiego, postępowego i demokratycznego.
                                                    Juszczenko w czasie konfliktu z Kuczmą zabiegał o wsparcie Warszawy i otrzymał
                                                    je. Polska umocniła jego pozycję przywódcy tych sił demokratycznych, na które w
                                                    przyszłości stawia Warszawa w partnerstwie z Ukrainą. Co do rocznicy Wołynia,
                                                    demokratyczna Nasza Ukraina zajmuje niejasne stanowisko. Nie tylko jej lider
                                                    nie wypowiedział się w sprawie upamiętnienia rocznicy mordów. Jeden z posłów
                                                    ugrupowania Wasyl Czerwonyj, deputowany z Łucka, organizuje jawnie akcje
                                                    rozklejania antypolskich ulotek w miastach (taka akcja przywitała
                                                    prezydenckiego ministra Marka Siwca, gdy niedawno odwiedził Łuck i Ostróg).
                                                    Deputowany organizuje też pikiety antypolskie złożone z nacjonalistycznej
                                                    młodzieży, wyposażonej w symbole i flagi OUN i UPA. Czerwonyj publicznie neguje
                                                    ustalenia historyków, zmienia fakty, a jego wypowiedzi niebezpiecznie ocierają
                                                    się o nazizm. – Głęboko się mylicie, że Wołyniacy pozwolą Kuczmie odsłonić w
                                                    Łucku pomnik z antyukraińskimi napisami – odgrażał się niedawno, zresztą w
                                                    obecności polskich historyków i ambasadora RP (chodzi o pomnik, jaki zgodnie z
                                                    ustaleniami prezydentów ma zostać odsłonięty podczas obchodów upamiętniających
                                                    Wołyń).

                                                    Każde ugrupowanie ma swą ekstremę. Juszczenko jednak ani razu nie odciął się od
                                                    zachowań ani wypowiedzi deputowanego swojego bloku. Czy tylko z powodu
                                                    politycznych kalkulacji, z obawy, że uznając historyczne fakty narazi się
                                                    własnemu elektoratowi, licznemu zwłaszcza w zachodniej Ukrainie? Takie
                                                    kalkulacje świadczą o słabości lidera demokratów.

                                                    Koniec cytatu - dziwna ta rzeszowianka Pani Jagienka - dziś zapewne na
                                                    fali "politycznej poprawności" i fali poparcia dla "pomarańczowych..." juz by
                                                    tak krytycznie o Juszczence nie napisała... ale artykul zdaje sie sprzed dwóch
                                                    lat , pełen niebezpiecznych uogolnien -bo to i nie cała zachodnia Ukraina tak
                                                    pamięć UPA hołubi, a i Polacy na Wołyniu to też nie takie "baranki bez winy"
                                                    wystawinione na rzeż.
                                                    Ostatnio w ksiegarni ogladnąłem bardzo obszerne opracowanie na temat polskiego
                                                    osadnictwa wojskowego na Wołyniu w latach 1920 -1939 - wielka praca, dobrze
                                                    udokumentowana i ... mój generalny wniosek - owi nieszczęsni osadnicy wywożeni
                                                    na Sybir w latach 1940-1941 - czym sie róznili w czasch II rz-plitej od
                                                    francuskich kolonizatorów w algerii czy indochinach,hiszpańskich konkwistadorów
                                                    w Amerykach, Portugalczyków w Azji pld-wsch ???? Czyż na ulicach Rownego czy
                                                    Łucka w kolejne święta państwowe lat 30 -tych nie paradowali od święta
                                                    członkowie Ligi Morskiej i Kolonialnej w korkowych chełmach i krotkich
                                                    spodenkach - gotowi do kolonizacji... Madagaskaru ????
                                                    Troche to demagogiczne pytanie ale czemu nie może być postawione ?

                                                    O UPA jest bardzo ciekawa stronka, jest na niej dużo książek i opracowań
                                                    niedostępnych w naszych księgarniach. Np. są na niej wspomnienia Hrynia
                                                    pt."Zimą w bunkrze". /przytaczam za forum Werchowyna/

                                                    www.geocities.com/upahistory/main.html
                                                    Mysle sobie Radku, że jak czas, zdrowie i Bog pozwoli będzie o czym pogadać w
                                                    tym nowym 2005 roku !!!
                                                    A litopisy UPA - dadzą oj dadzą tematow do rozmow !!!
                                                    Serdecznie pozdrawiam - zapraszając nieustannie postronnych czytaczy do
                                                    wejscia :-)





                                                  • 06.01.05, 18:55
                                                    Chciałbym podkreślić, że na terenie gminy Bircza poborowi w latach 1943-46
                                                    otrzymywali karty powołania do UPA, a niestawienie się groziło poważnymi
                                                    konsekwencjami do kary śmierci włącznie. Z drugiej strony NKWD karało śmiercią
                                                    rodziny żołnierzy UPA - przykładem może byc zabójstwo pana Popowniaka z Lipy
                                                    (przysiółek Kuzie) na progu własnego domu za niewydanie syna walczącego w UPA !
                                                    --
                                                    www.bircza.pl
                                                  • 06.01.05, 21:50
                                                    Witam
                                                    Na wstepie przylacze sie do Piotrowych zyczen.
                                                    Weselych Swiat Rizdwa Chrystowoho dla wszystkich swietujacych wedlug starego stylu.
                                                    Czy wiecie drodzy forumowicze, ze w Zakopanem kwitnie ekumenizm?

                                                    www.cerkiew.pl/wydarzenie.php?id=612
                                                    Mysle, ze zgoda Kardynala Macharskiego na Liturgie wschodnia w katolickich
                                                    swiatyniach to bardzo ladny gest.
                                                    Mile, ze zgoda dotyczy nie tylko nabozenstw grekokatolikow, ale i prawoslawnych.
                                                    Po tak milej informacji nie bede dzis wracal do tematow ciezszych.
                                                    Jutro oczywiscie mam zamiar kontynuowac obecne watki.
                                                    Pozdrawiam serdecznie
                                                    R.
      • 20.01.05, 13:31
        Pytanie o to padło na forum gminy Bircza i bardzo mnie zainteresowało. Nigdy
        nie słyszałem o takich wystąpieniach tak wcześnie (dopiero w 1944 roku). Poza
        tym wydaje mi się niemożliwe, aby takie wystąpienia miały miejsce za okupacji
        sowieckiej - Brzuska leży 4-5 km od byłej granicy sowiecko-niemieckiej,
        bezpośrednio na zapleczu umacnianej wówczas linii Mołotowa. W tym czasie trwała
        również wielka akcja wysiedleńcza (rozkułaczanie).
        Czyli raczej mogło to mieć miejsce za okupacji niemieckiej. Co o tym sądzicie ?
        --
        www.bircza.pl
    • Gość: darino IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.05, 21:24
      W książce Ryszarda Torzeckiego "Kwestia ukraińska w Polsce w latach 1923-1929"
      znalazłem ciekawą notkę postaci związanej z Rzeszowem:
      "JARY RICHARD, z ukr. Riko Jaryj (14 VI 1898 - ?), urodzony w Rzeszowie jako
      syn oficera autriackiego. W jego rodzie byli Austriacy, Czesi, Węgrzy, Polacy i
      Ukraincy. Ukończył Theresianum w 1917 roku. Nie był oficerem frontowym ani
      rotmistrzem włoskim, ale oficerem intendentury na froncie włoskim. Do kawalerii
      w UHA wstąpił z werbunku wiedeńskiego, brał udział w jej formowaniu i w walkach
      UHA w Galicji i za Zbruczem w brygadzie gen. Kraussa. Uczestniczył w rajdach
      formacji UNR gen. Omelianowicza Pawlenki. W 1920 roku walczył w armii UNR po
      stronie Polski. Razem z brygadą gen. Kraussa wycofał się na Ruś Zakarpacką. Tam
      ożenił się w październiku 1922 roku z Rozalią Szpilfogel wyznania
      greckokatolickiego (Żydówką z pochodzenia, córką karczmarza z Przemyśla).
      Wyjechał do Bawarii i wstąpił do służby dywersyjnej, później przeszedł do
      Abwehry w Berlinie. Był przystojny, bardzo inteligentny, obyty, umiał
      pozyskiwać sobie ludzi. Konowalec potrzebował dla UWO poparcia Niemiec, a Jary
      cieszył się dużym uznaniem Reichswehry - tak doszło do zacieśnienia współpracy
      i zależności. Jary utrzymywał też kontakty z hitlerowcami, którzy stanowili
      alternatywę współpracy. Posądzano do o przyczynienie się do rozłamu OUN na
      frakcję M i R. Poparł banderowców w lipcu 1941 roku, kiedy to przestał odgrywać
      poważniejszą rolę w życiu organizacyjnym i politycznym ukraińskich
      nacjonalistów. Przeżył wojnę. Mieszkał w Austrii. Dalsze losy nieznane."
      • 07.01.05, 16:24
        Witam
        Wczoraj nie rozpisywalem sie zbytnio, raz ze nie chcialem przy dobrych
        wiesciach poruszac tematow ciezszych, dwa ze zapoznawalem sie dopiero z nowymi
        materialami.
        Nowe watki poruszone przez Darino sa dobra ilustracja tragicznych wyborow przed
        ktorymi stawali Ukraincy w czasie II wojny. Pobor do UPA nie dawal zbytniego
        wyboru. Albo jestes z nami, albo przeciw nam. Z drugiej strony po zajeciu
        terenow Ukrainy przez Armie Czerwona byl juz tylko jeden wybor. Poniewaz za
        wybor trudno uznac perspektywe wycieczki krajoznawczej w region o wyjatkowo
        niesprzyjajacym klimacie.
        Na terenach Polski wstepowanie do UPA bylo (tak przynajmniej sadze) podyktowane
        checia obrony ludnosci przed wywozkami.
        Kolejny post Darino tez pokazuje dziwne losy "ludzi pogranicza". Czesto o
        kolejach losu decydowal przypadek, czasem jednorazowy wybor dokonany w jakims
        momencie zycia. Zawsze gdy czytam o takich postaciach mysle o podzialach
        przebiegajacych nieraz w jednej rodzinie. Widac to na przyklad w rodzinie
        Onyszkewyczow.
        Wiesz Piotrze, artykul z Polityki byl chyba pisany w celu udowodnienia
        wczesniejszych zalozen i na pewno dzis wygladalby inaczej. I tu troszeczke
        temat zachodzi na kwestie Traktatu. Chetnie obejrzalbym film "Wijna bez
        peremozciw" dotyczacy wydarzen lata 43 i pozniej. Niestety podzielam Twoje
        obawy - tego filmu raczej nie obejrzymy w TVP. A szkoda.
        Aby nie konczyc postu smutnymi refleksjami proponuje "wirtualna" podroz do
        Wirowa.

        www.sokolowpodl.pl/modules.php?set_albumName=album05&id=wirow&op=modload&name=gallery&file=index&include=view_p
        hoto.php

        Niedawno linkowalem tekst wiec fotka moze byc uzupelnieniem.
        Zwroc (zwroccie) uwage na architekture tego budynku.
        Zyczac milego weekendu nieustajaco pozdrawiam
        R.
        P.S. Wczorajszy link bede poznawac w trakcie weekendu
        • 07.01.05, 16:31
          Link niestety dziala dopiero po przepianiu calosci:( Mozna bez problemu dostac
          sie ze strony glownej.
          Milego ogladania
          R.
          • 07.01.05, 18:34
            Witam serdecznie - mam nadzieje że Darino zagości dłużej u nas. Jego głosy
            pieknie wpisuja się w naszą dość chaotyczną ale .. ciekawą dyskusję.
            Dziś ograniczą sie do skomentowania ostatnich postow i ..."ponudzenia"

            Zadna wojna, a domowa w szczegolności nie obchodziła sie od przymusowego
            rekrutowania "mięsa armatniego" - mysle że tak było często i w przypadku
            partyzantki polskiej, rosyjskiej i ukraińskiej ... i grożby smierci za odmowe
            wejscia jak i za "dezercję"
            Tak samo jak szkody prostych ludzi padających ofiarą rekwizyzji, przymusowych
            kontygentów. Pamietacie zapewne jak oliwy do ognia na wołyniu dolewała
            partyzantka AK ktora z "upodobaniem" zopatrywała sie /głownie drogą rabunku
            odzieży, zywności,bydła/ w ukraińskich wioskach /vide link Radka po angielsku/.
            A z kolei polscy urzędnicy w słuzbie administracji niemieckiej dbali o
            ściąganie kontygentow na rzecz Niemców również z tych wiosek.
            Nie wynikalo to być może tylko z uprzedzen - Polakow było na wołyniu do wojny
            tylko 19 % więc i polskich osad bylo odpowiednio mniej.
            A branie rekruta - masz racje Radku że wtedy obowiązywala prosta zasada "kto
            nie z nami ten przeciw nam".
            Nie mam przy tym najmniejszej ochoty usprawiedliwiania potwornych czynów UPA -
            bo nie mialoby to najmniejszego sensu.
            Zawsze jednak będę wyznawal zasadę że nie wolno postrzegać historii w kolorach
            czarno-białych i "odpowiedzialności zbiorowej"
            A co do owego Richarda - postać galicjanina wielonarodowościowego,jek pisześz
            Dareczku rodem z Rzeszowa- który urodzil sie w niewlasciwych czasach i
            dokonywał raczej złych wyborów "kariery" :-)
            Znacznie bardziej wolałbym raczej czytać /na szczęscie już kiedyś o nich
            pisaliśmy :)- o rzeszowsko-zalesiańskich księżach grekokatolickich- Julianie
            Hanasewyczu,Janie /Iwanie/ Nehrebeckim czy ks. Kaminskym czy wielce zasłuzonym
            dla Rzeszowa -Henryku Hanasiewiczu - patronie rzeszowskiej ulicy, bratanku
            zalesiańskiego parocha o tym samym nazwisku.

            Pozdrawiam Was - a za chwile jeszcze jeden post z zasygnalizowaniem dwóch
            ciekawych tematów
        • 11.01.05, 10:34
          Witam
          Wszedłem sobie po dłuższym niebywaniu na forum Rzeszów i przeczytałem dyskusję.
          Może nie będę zabierał głosu w sprawach Wołynia i UPA, bo nic nowego tu nie
          dodam. I bardziej mnie krecą tematy pogranicza: wyborów narodowościowych,
          asymilacji, małżeństwmieszanych itp- to co Wolfie poruszałeś na wcześniejszych
          postach. A co do UPA - oglądałem wspominany przez ciebie film |Vijna bez
          peremożciv. Mam go chyba nawet na kasecie. Bodajże z tv 1+1. Ja mam w kablówce
          tv5 - czyli kanał opozycyjny /wcześniej przynajmniej tak było/ który na bieżąco
          relacjonował wydażenia z Majdanu. Poruszane są tam też problemy historyczne - i
          te wojenne i te z lat ostatnich czyli np akcja Ukrajina bez Kuczmy z początku
          lat 90. Naprawdę fajnie /i obiektywnie/ są tam przedstaiane ww tematy. Zawsze
          to ciekawiej porównać 2 telewizje niż tylko źródła internetowe. Reasumując - bo
          się trochę zagalopowałem, problemy miedzy naszymi narodami wynikają raczej z
          braku wiedzy o sobie, kontaktów i stereotypów, szczególnie negatywnych. Narody
          żyjace w jednym państwie przez kilkaset lat /wcale nie było tak źle/ dziś
          wiedzą o sobie tylko tyle, że były bandy, rzezie i wysiedlenia. Czyli po 40 mln
          bandytów po obu stronach. Wielką rolę mają dziś media, żeby te liczby się
          zmieniły. Po stronie ukraińskiej pojawiają się media wolne, zainteresowane
          podwyższaneim jakości programu. A w tym mieści sie także odkrwanie historii. W
          Polsce mamy wolne media, ale długo, aż do Pomarańczowej Rewolucji, nie
          wychodziły poza schemat Wołyń, UPA, handlarze i mafia. Dzisiaj ta tendencja się
          zmieniła - i oby była trwała.
          Pozdrawiam
      • 07.01.05, 18:13
        Na forum Birczy pojawiły się ciekawe informacje na temat historii zboru w
        Brzeżawie - gorąco zapraszam !
        --
        www.bircza.pl
        • 07.01.05, 18:54
          Ostatnio czytuje ciekwą ksiązkę tom III Dziejow Podkarpacia w nim i
          opracowania o UPA a i dwie prace Aleksandra Kolanczuka "sojusznicze sily
          zbrojne Ukrainskiej Republiki Ludowej w Polsce /organizacja,wspolna walka,
          internowanie/ oraz Jana Jacka Bruskiego "epilog soluszu polsko ukrainskiego.
          drugi pochod Zimowy /październik -listopad 1921/
          I w tej pierwszej pracy wyczytałem kilka ciekawych zdań stanowiących niezły
          suplement do mojej dyskusji z radkiem "...wieli oficerów URL, w tym pona 40
          będących w okresie międzywojennym na kontrakcie w wojsku polski, a miedzy
          innymi Borys barwińskyj,Wasyl czabaniwskyj, wiktor maleć,Mokola
          stecyszyn,Arkadij Walijskij,Petro Samutin,Konstantin Smowskyj, żmobilizowani
          walczyli w 1939 roku w obronie Polski, poźniej awansowani zostali przez
          emigracyjny rzxąd URL do stopni generalskich. Płk Pawło Bazylwskyj w 1939 roku
          wraz z około trzydziestotysieczną grupa Ukrainców - żołnierzy wojska Polskiego
          dostal sie do niewoli sovieckiej, a nastepnie, jak setki innych lagerników
          wstapil do armii gen Andersa, przedł szlak bojowy tej armii, po wojnie osiadł w
          anglii i bral udzial w działalności organizacji kombatanckich.

          Radku - kiedys zapytaleś - dokąd nas ta dyskusja zaprowadzi - ja tylko
          widze ,że im dalej w las - tym wiecej drzew.
          Za zaproszenie do forum Bircza dziekuje - czesto tam zaglądam - może kiedys tam
          opowiem o ciekawej JW 2660 ;-)

          Milego wypoczynku weekendowego - do "poczytania'po weekendzie :-)
          • 11.01.05, 15:35
            Witam
            Ostatni post Andrijka sprowadzil mnie troche na ziemie, szczególnie fragment
            o „40 milionach bandytow”. Mysle ze ta wypowiedz jest zgrabnym podsumowaniem
            tematow okolowolynskich. Druga poruszona kwestia, mysle, jest warta
            pociagniecia przez chwile dalej. Sprawy pogranicza, wyborow, samookreslenia sa
            bardzo ciekawe. Doswiadczenia z roznych regionow sa na pewno rozne, tak samo
            jak rozne będą spojrzenia na wyzej wymienione kwestie. Tym bardziej, ze każdy z
            Czytaczy ma na pewno swoje doswiadczenia i refleksje.
            Faktycznie czasem nasze forumowe rozmowy sa chaotyczne, ale chyba to specyfika
            stosowanego medium;)
            Aby podtrzymac chaotyczna tendencje;) nawiaze dzis do wczesniejszych rozmow na
            temat Lemkow. Aby troche „doksztalcic się” poszperalem w necie i znalazlem
            tekst który pokazuje jeszcze inny wymiar spraw Lemkowskich.

            „Z kontekstu i tonu różnych pism wychodzących z MSW można jedynie domyślać się,
            że zaostrzenie konfliktu łemkowsko-ukraińskiego w końcu lat sześćdziesiątych
            traktowano jako sytuację korzystną dla interesów państwa polskiego, bowiem
            konflikt ten osłabiał ruch ukraiński w Polsce. Gromadzono w tym czasie wiele
            pism od Ukraińców o treści mówiącej, że Łemkowie pragnący oderwania od
            Ukraińców to renegaci zbałamuceni przez „Łemko-Sojuz”, reprezentujący
            antysocjalistyczne tendencje wśród łemkowskiej grupy etnograficznej16. Z
            drugiej zaś strony konfliktu napływała korespondencja, dokumentująca
            nacjonalistyczne postawy wśród Ukraińców17. Brak jest natomiast w
            udostępnianych obecnie dokumentach informacji o jakiejkolwiek ingerencji MSW w
            ten konfilkt. Nic nie wskazywało także na to, że antagonizmy łemkowsko-
            ukraińskie zaczną wygasać. Bierność władz w ówczesnych realiach oznaczała
            przyzwolenie na trwanie istniejącego stanu rzeczy”


            kamunikat.net.iig.pl/www/czasopisy/bzh/14/14kom_miranovicz.htm
            Coz Drodzy Czytaczy sadzicie na temat tego tekstu?
            Pozostaje jeszcze watek z ostatniego piotrowego linku, ale do niego obiecuje
            wrocic w niedalekiej przyszlosci.
            Tymczasem zycze milej lektury i pozdrawiam
            R.
    • 11.01.05, 16:05
      Czy przeprowadzono jakąś klasyfikację etniczną ludności PP ? Mam z tym lekki
      problem: wiadomo o ludności polskiej i ukraińskiej - dużo miejscowości było
      mieszanych etnicznie, jeszcze więcej ukraińskich, trochę polskich. Jak na to
      nałożyć występowanie wsi łemkowskich (jak przeczytałem ostatnio Grąziowa była
      taką wsią). w materiałach etnograficznych wyróżnia się polskich Pogórzan i
      ukraińskich Dolinian. Jak sobie z tym dać radę ?
      --
      www.bircza.pl
      • 11.01.05, 17:24
        Witam serdecznie
        Napierw odniosę sie do tekstu Darino : czytałem ową dyskusję na temat
        Grąziowej /przypominam dawna wioska ukraińska z tzw worka arłamowskiego/ na
        forum Werchowyna . I tu mam jedną zasadniczą uwagę to z pewnością fakt,że owa
        wioska była lokowana na prawie wołoskim. Ale to wcale nie potwierdza faktu,że
        owa wioska w okresie m-wojennym była zamieszkiwana przez ŁEMKÓW. Możesz np
        zobaczyć zrekonstruowaną cerkiew z tej wsi w skansenie w Sanoku ; to przecież
        mocno rozbudowana -ale cerkiew BOJKOWSKA. Oczywiście nie jest to żaden argument
        ostateczny - gdyż np w okolicach Rymanowa - w nieistniejącej dziś wsi
        Wulka /vel wólka/ studenci architektury ze Lwowa zinwentaryzowali w latach
        trzydziestych chałupę mającą cechy budownictwa bojkowskiego !! :)
        Kiedyś pisalismy tu na temat podziału ludności ruskiej /ale chyba bez
        zakonczenia tematu :(/ Wydaje sie mi jednak że niezależnie od naukowych
        definicji i zakresu terenu łemkowskiego , bojkowskiego i Dolinian - to mysle że
        łemkowszczyzna "urywała" się na rzece Osława i okolicach Komanczy.

        A lata 60-te - Radku był to okres intensywnej inwiligacji ludności ukraińskiej
        przez sluzby SB - i skłocanie tego środowiska wydaje się mi jednym
        z "instrumentow' pracy tych służb.
        Przy okazji lat PRL - mam pytanie czy nie macie panowie dostepu do
        rozporządzenia owczesnego ministra administracji...z 1977 roku o zmianie nazw
        miejscowości w Bieszczadach i Beskidzie ??? Wtedy to m.in. zmieniono nazwę
        Muczne na Kazimierzowo / ponoc na cześć Wielkiego łowczego z Arłamowa plk
        Doskoczyńskiego- pupilka ówczesnych władz . Przy okazji zmieniano
        nazwy /niejako jako ciąg dalszy akcji wisła i kasacji ksiąg wieczystych/
        oryginalne łemkowskie i ukraińskie nazwy miejscowości !!! Częsc owych nazw
        przywrócono ponoć w 1981 roku.
        Na dzisiaj pozdrawiam.
        Namawiam na oglądanie w TV3 programu Etniczne Klimaty prowadzonego przez Briana
        Scotta /tego z rmf-u/ W tą sobotę było o Łemkach i ukraińcach na Dolnym sląsku
        i pomorzu. W tym o obyczajach bozonarodzeniowych. W najblizszą sobote ma być
        m.in. o swięcie Jordanu - tv3 o godz. 12.40 !!!
        Jest również ciekawa strona internetowa "etniczne klimaty" a tam m.in. biogramy
        Julii Doszny i Petro Murianki /czyli Piotra trochanowskiego/
        Pozdrawiam serdecznie
        Ps A chaotyczność naszej dyskusji TO JEJ CUDOWNA ZALETA :))))))
        • 12.01.05, 20:52
          Witam
          Niestety na pytania Darina o podzialy etniczne nie jestem w stanie
          odpowiedziec. Ta niewielka wiedza jaka posiadam pochodzi od Ciebie i z
          Werchowyny. Faktycznie temat pozostal jakos w zawieszeniu, moze jeszcze bedzie
          okazja wrocic.
          Jako ciekawostke troche zwiazana z podzialem ludnosci ruskiej pozwole sobie
          zalinkowac mape Zachidnoukrajinskych Plemen. Moze tez dostarczy materialu do
          rozmow?

          www.harazd.net/%7Enadbuhom/mapy-historia/mapy_9.htm
          W swoim niedawnym poscie wrociles na chwile Piotrze do "ruskich" zolnierzy w II
          RP i kampanii wrzesniowej.
          Pomyslalem, ze mozna jeszcze na chwile wrocic do "wrzesnia". Tekst dotyczy
          ludnosci bialoruskiej w wojsku II RP, ale sa w nim rowniez wymieniani
          Poleszucy.

          "Wg relacji oficerów walczących na tamtym terenie najwięcej uciekało
          przedstawicieli mniejszości kresowych: Białorusinów, Ukraińców,
          Żydów, „tutejszych” — Poleszuków. Dowódcy poszczególnych jednostek borykali się
          przez pewien czas z tym problemem, szukając skutecznych rozwiązań. Wroga
          postawa mniejszości białoruskiej, ukraińskiej i żydowskiej na Polesiu wobec
          Wojska Polskiego i polskiej ludności cywilnej oraz jej nieukrywane sympatie
          prosowieckie spowodowały dużą nieufność wobec żołnierzy, rekrutujących się
          spośród tych narodowości. Nieufność wobec nich wzrastała również na skutek
          częstych dezercji żołnierzy reprezentujących te mniejszości. Niektórzy dowódcy
          zwalniali ich wówczas do domów, aby pozbyć się ludzi niepewnych(...)

          „W kompanii miałem trochę żołnierzy — białorusinów i ukraińców, którzy trzymali
          się kupkami, coś radzili, a nocami podczas marszów ulatniali się bezpowrotnie.
          Przejrzałem sobie ewidencje, wynotowałem 40 chłopa, którzy pochodzili z terenów
          wschodnich, a reszta kompanii z Poznańskiego i Pomorza. D-com plutonów kazałem
          przywołać tych ludzi, których zebrałem w stodole, odebrałem broń, amunicję i
          rynsztunek. Koło stodoły wystawiłem posterunek, aby nikogo nie wypuszczał.
          Wieczorem był spodziewany odmarsz, więc powiedziałem tym ludziom, że jak nasze
          wojsko przejdzie, mogą sobie iść gdzie chcą (...)

          Podobnie opisuje zwolnienie żołnierzy białoruskich i ukraińskich pułkownik Adam
          Epler, dowódca dywizji „Kobryń” w Samodzielnej Grupie Operacyjnej „Polesie”, co
          wskazuje na wagę tego problemu, nękającego nie tylko dowódców na szczeblu
          kompanii, ale również dowództwo dywizji. Prawdopodobnie 22 września 1939 r. płk
          Epler wydał rozkaz dla swojej dywizji nakazujący m.in. zwolnienie mniejszości
          narodowych pod pretekstem niezdolności zdrowotnej do wykonywania dalszych zadań
          bojowych. Na mocy tego rozkazu dowódcy pododdziałów wysyłali żołnierzy tych
          narodowości do lekarza, a ten wydawał im zaświadczenia, które stawały się
          podstawą „legalnego” zwolnienia z wojska17."

          I jeszcze jeden fragment

          "Większość relacji oficerów różnych szczebli dowodzenia podkreśla, że po 17
          września 1939 r. ucieczki z szeregów WP przybrały charakter masowy. Szczególnie
          dużo dezerterowało żołnierzy wywodzących się z tzw. mniejszości narodowych,
          zamieszkujących na terenach wschodnich przedwojennej Polski. Czy oznacza to
          jednak, że Polacy nie opuszczali samowolnie szeregów WP? Bez wątpienia zjawisko
          dezercji obejmowało także żołnierzy tej narodowości, niemniej jednak Polacy
          dezerterowali rzadziej niż przedstawiciele wspomnianych mniejszości narodowych.
          Polacy również stanowili trzon ostatnich oddziałów walczących z Sowietami i
          ogromną większość kadry oficerskiej. Niemniej w niektórych sytuacjach ich
          motywacje skłaniające do pozostania w szeregach armii polskiej były dalekie od
          wyłącznie ideowych. Tego rodzaju zjawisko zaistniało na Polesiu w czasie marszu
          SGO „Polesie” na południe a potem na zachód. Oddziały gen. Franciszka Kleeberga
          toczyły wówczas uciążliwe walki nie tylko z Armią Czerwoną, ale w znacznym
          stopniu z miejscową dywersją komunistyczną: białorusko-ukraińsko-żydowską.
          Grozę sytuacji powiększała niezwykle wroga postawa miejscowej ludności
          chłopskiej, tak, że pojedynczy żołnierze, oficerowie lub cywile z Polski
          centralnej padali często ofiarą samosądów i zbrojnych ataków. Dywersanci i
          chłopi „polowali” na pojedyncze patrole strzelając do nich z zasadzek. Rannych
          niemiłosiernie torturowano i dobijano. Nieprzypadkowo jeden z oficerów
          opisujących marsz SGO „Polesie” określił tamte wydarzenia mianem „powstania”,
          porównując je do krwawych ekscesów z czasów powstań kozackich"

          W cytowanym tekscie sa tez opinie pochlebne wobec zolnierzy z Polesia

          "W czasie kampanii wrześniowej gen. Juliusz Rómmel dowodził armią „Łódź”, w
          skład której wchodziła m.in. 30 DP, złożona w dużym stopniu z mieszkańców
          Polesia, w tym prawosławnych Poleszuków. Gen. Rómmel wysoko ocenił postawę
          bojową tej jednostki, wydając dla niej (28 września 1939 r.) rozkaz pochwalny.
          Czytamy w nim m.in.: „Już od pierwszego dnia walk 30 DP chlubnie zapisała się w
          dziejach historii oręża polskiego, kiedy walcząc na przedpolu górnej Wisły od 1
          do 3 września, prowadząc walki opóźniające, bohatersko zmagała się z trzykrotną
          przewagą nieprzyjaciela. Nigdzie nie dała się przerwać."

          kamunikat.net.iig.pl/www/czasopisy/bzh/06/06art_wierzbicki.htm
          Cytowany tekst jest dlugi, ale w pewnym stopniu uzupelnia nasze wczesniejsze
          rozmowy.
          Mam nadzieje, ze Was nie zanudzi.
          Pozdrawiam
          R.
          P.S. Przepraszam za duza ilosc cytatow, ale dzis mam niemoc tworcza;)
          • 12.01.05, 21:06
            Acha- widzę że w tym samym czasie dorwaliśmy sie do komputera - cóz moja Pani
            wałkuje "na wspolnej" wiec złapałem trochę czasu !!
            Co do wątków - staram się w miarę mozliwości wracać do juz poruszanych tematów -
            ale widzę ze ilośc materiału trochę mnie przerasta :-)))
            Co do Pogorza przemyskiego jak i Ukraińcow nadsania - to dość trudny temat ...
            z braku żródeł. Bo o tym obszarze można dowiedzieć się coś tylko z cytowanej tu
            kiedyś ksiązki Pana Andrzeja Saładiaka 'Pamiatki kultury ukrainskiej w
            Polsce..." i chyba "Pogórza przemyskiego" autorstwa Pana Stanisława
            Krycińskiego.
            Nie mniej jednak trzeba będzie trochę poszukać :-))
            Pozdrawiam - Dobrej Nocy
        • 12.01.05, 20:59
          Witam- z uwagą przeczytałem linkowany przez ciebie Radku tekst - muszę przyznać
          że dowiedziałem sie o sprawach o których nie mialem zbyt dużego pojęcia. A więc
          Lemko-Sojuz, SB, Ukraińskie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne. Musze przyznać że
          dopiero teraz jakoś to wszystko zacząłem rozumieć.
          A teraz inny temat - dotarła do mnie z Ukrainy piekna płyta CD "Karpatia -
          etniczna muzyka Ukrainy " a na niej ponad 30 utworów ludowej muzyki łemków,
          Bojkow i hucułow. Przy okazji dołączona ksiązeczka z tekstami pieśni po
          ukraińsku i w tłumaczeniu angielskim. A jeszcze w tej ksiązce krótkie opisy
          grup etnograficznych . Ciekawy opis dotyczy Łemków - przy czym tekst angielski
          i ukraiński znacznie różni sie od siebie.
          Najpierw angielski
          "The Lemkos traditionally lived in a region that today is in Ukraine, Poland
          and Slovakia .However, they no longer live in their homeland. After WWII 600
          000 Lemkos were forcibly relocated by the Polish goverment into the western
          regions which Poland had just annexed from Germany. In Soviet Ukraine they
          were relocated far from their homeland so they would assimilate. Their culture
          was lying on farming."
          I z kolei tekst ukraiński w moim nieudolnym tłumaczeniu :
          "Lemkowie - etniczna grupa Ukraińsców, ktorzy od wieków zasiedlali obszar
          wschodnich Beskidów /częsci karpat pomiedzy rzekami San i Poprad, na zachód od
          rzeki Uż/.Najkrocej - na terytorium Polski w okolicach Gorlic,
          Rzeszowa,Tarnowa, Nowego Sącza,na terytorium Słowacji - w rejonie Preszowa, na
          Ukrainie - w okolicach Użgorodu i Pereczyna. W rezultacie międzynarodowej
          polityki rządów ZSRR i Polski w czasie II w.ś. i akcji Wisła - ponad 600 000
          łemków faktycznie przemocą lub "obmaną" /oszustwem ?/ wysiedlono z ich
          autochtonicznych ziem do ZSRR/z zamiarem asymilacji- często nie więcej niż 3
          rodziny do jednego punktu nasiedlenia/ na terytorium obłasti
          lwowskiej,tarnopolskiej i iwano-frankowskiej - a takze na zachod Polski"
          Koniec cytatu
          Ciekawe co ? - szczegolnie te "ziemie anektowane od Niemców ?"
          Ale nie będę sie znęcał nad owymi definicjami. Raczej wspomnę jeszcze że w
          nagraniach muzyki łemkowskiej uczestniczyli muzycy pochodzący z Tylicza,
          Krynicy, i Tylawy /Emilia hawryś ur w 1931 roku w Tyliczu, Pawliniuk Liuba ur w
          1938r, w Tyliczu,Puszkar Paraska ur w 1923 r. w "Tyliowej", Anna Dawidowa ur. w
          1934 r. w Krynicy. A nagrania dokonano w 2001 roku w Iwano-frankowsku.
          Jesli o mnie chodzi to najbardziej podobają mi się na tej płycie nagrania
          muzyki huculskiej /z nieodstępnymi trembitami/ i mocno archaiczna muzyka kapeli
          bojkowskiej
          A jeszcze dpowiem że jak na warunki ukraińskie - cena tej płyty okrutnie
          wysoka - 38 hrywien.
          Pozdrawiam
        • 13.01.05, 00:40
          Pamiętam zmiany nazw miejscowości w 1977 roku, na PP zmieniono mn. nazwę
          Żohatyn na Międzylesie i Huwniki na Wiarską Wieś. I rzeczywiście stare nazwy
          powróciły w 1981 roku.
          --
          www.bircza.pl
          • 13.01.05, 16:30
            Zmiany nazwy dotyczyly także szeregu innych miejscowości np Berehy na Brzegi,
            Poździacz na leszno czy Hujsko na Nowe Sady. I dotyczyly nie tylko
            ruskobrzmiacych nazw - np też wioski w owczesnym woj. tarnobrzeskim z Mordownia
            na Spokojna :)
            Mysle że odszukanie przepisow perelowskich wladz dałyby ciekawą lekturę.
            A co do Grąziowej - ciekaw jestem na jakich przeslankach oparta jest teza o
            łemkowskich mieszkancach tej miejscowości?
            Do radkowego linku mogę tylko powiedzieć - bardzo ciekawy tekst - szkoda że nie
            mowi nic o służbie bialoruskich zołnierzy /a i ukrainskich/ w armii andersa.
            Bowiem faktem są np "prawosławne " krzyże na cmentarzu pod Monte Cassino.
            O zydowskich zołnierzach - czytalemn że np masowo dezerterowali podczas pobytu
            brygady karpackiej w Palestynie i zasilali "ruch syjonistyczny"
            Pozdrawiam
            • 13.01.05, 17:14
              O "łemkowskiej" Grąziowej przeczytałem jak i ty na forum "Werchowyna". Chyba
              wszystko opiera się na relacji dziadka jednej z uczestniczek forum.
              Co do armii Andersa, moim dalszym sąsiadem był pan - grekokatolik, który
              przeszedł cały szlak bojowy z tą armią i powrócił po wojnie w okolice Birczy.
              --
              www.bircza.pl
              • 13.01.05, 19:37
                Witam
                Wczorajszy link dalem jako uzupelnienie wczesniejszych rozmow. Mysle ze pokazuje
                sytuacje taka jaka byla. Sa tam pokazane rozne zachowania, od dezercji z
                niecheci do panstwa polskiego, przez chec powrotu do domu, do bohaterskiej
                walki. Z jednej strony, z punktu widzenia polskiej racji stanu dezercja byla
                zlem. Jednak stane w obronie tych ludzi. Na pewno swoj udzial w takim, a nie
                innym podejsciu miala polityka Polski wobec mniejszosci. Nie powinien budzic
                zdziwienia stosunek do panstwa polskiego po antycerkiewnych wystapieniach.
                Dochodzi do tego bolszewicka propaganda, dzialali tam przeciez agenci ZSRR.
                Jeszcze jedna kwestia byla sprawa myslenia "panstwowego" ludnosci Polesia. Dla
                nich Polska byla panstwem powstalym po 1918 roku, z ktorym zbytnio nie
                identyfikowali sie. Mimo tego wielu tych "ruskich" oddalo swoje zycie za Polske.
                Tekst ten zalinkowalem tez po trochu z przyczyn osobistych. Z jednego z
                wymienionych w tekscie pulkow zdezerterowal w czasie wojny polsko-bolszewickiej
                moj pra...
                Poruszyliscie ostatnio temat nazw miejscowosci. O zmianach nic ciekawego nie
                dodam, ale mysle ze mozna troche porozmawiac o pochodzeniu nazw. Iles postow
                wstecz skrobnalem tutaj o pochodzeniu nazwy Mokobody i o fakcie istnienia
                miejscowosci "ruskich" i "lackich". Na pewno duzo do powiedzenia na temat
                pochodzenia nazw miejscowosci na Podlasiu mialby Andrijko. Ze swej strony
                (troche na zachete) przytocze pochodzenie nazwy Putkowice.
                Ciekaw jestem bardzo jak duzy odsetek mieszkancow tej miejscowosci zdaje sobie
                sprawe z faktu ze ich prodkami byli putni bojarzy? Wlasnie od putnych bojarow
                wziela swa nazwe ta miejscowosc.
                Na pewno z pochodzeniem nazw wielu miejscowosci wiaza sie ciekawe historie.
                Na dzis koncze swoj post, poniewaz zachecony przez Piotra zaczynam czytac
                "Nowosielskiego"
                Pozdrawiam
                R.
                • 13.01.05, 21:31
                  Nie ukrywam,że darzę wielkim uczuciem piekny teren tego pogorza i ogolnie
                  mówiąc teren tzw Gor słonnych.
                  Co do nazw często spotyka sie tam okreslenie miejscowosci
                  przymiotnikiem :"Ruski" np jawornik ruski, Piatkowa Ruska - podobnie jak np w
                  okolicach Rymanowa Krolik Polski i Krolik Ruski.
                  Co do ludności - z cytowanej przez radka mapy plemion wynika ogólny podzial
                  grup etnicznych. Ale z pogorzem przemyskim jest pewnien proble - niby teren
                  ukraińskich Dolinian ale z duzym wplywem zarówno klasycznej Ukrainy jak i
                  Bojkow.
                  Przed wojną etnografowie zaróno polscy jak i ukraińscy szkoły lwowskiej -
                  raczej intewresowali sie Hucułami i łemkami. Co do wyrozniania grup etnicznych
                  stosowali szereg kryteriów - język /np owe łem - łemkowskie i "boje" -
                  bojkowskie/, stroje ludowe, budownictwo swieckie jak i sakralne,.
                  dziś na terenie pogorza przemyskiego pozostaly jedynie cerkwie - i tu jest
                  proble bo np znana Ci zapewne Darino cerkiew w Piatkowej /koło Slonnego/ - to
                  cerkiew z licznymi cechami bojkowskimi!!! Cerkwie w kuzminie,Roztokach i
                  Wojtkowej /chociaż trojdzielnośc tej pieknej cerkiewki upodabnia ją do cerkwi
                  bojkowskiej/ to raczej narodowy styl ukrainski. Cerkiew w liskowatem - to
                  przerobiona - ale jednak cerkiew BOJKOWSKA. Dalej na południe - Krościenko czy
                  łodyna - to juz cerkwie ukraińskie /chociaż ta ostatnia ocechach łacińskich/.
                  Budownictwo świeckie tutaj raczej sie kiepsko zachowało - chociaż np w łosdynie
                  koło Ustrzyk Dolnych i na przedmieściach tych ustrzyk oglądałem kiedyś chaty /a
                  raczej ich resztki/ o cechach długich hyż łemkowskich !!!!
                  A co do Grąziowej - ponoc do 1959 roku zamieszkiwali ją osadnicy greccy -
                  uciekinierzy z Grecji /partyzanci komunistyczny którzy uciekli przed represjami
                  brytyjskich wyzwolicieli w latach 40-tych/.
                  To na razie tyle - przepraszam za znaczną dawkę "mądrzenie" sie.

                  Ps a okolice arłamowa m.in Suchy Obycz jak i tereny połozone miedzy Dynowem a
                  birczą po "ukraińskiej" stronie Sanu są RADKU naprawdę bardzo piekne i na swój
                  sposób dziewicze !!! :-)))
                  Podobnie jak piekna trasa samochodowa pomiedzy Nienadową a Birczą !!!!
                  • 14.01.05, 19:02
                    Mam wielka chec wybrac sie na, tak polecane przez Ciebie, tereny. Jak wiesz w
                    ubieglym roku czynniki niezalezne ode mnie uniemozliwily to. Pozostaje miec
                    nadzieje, ze w tym roku sie uda. Nie ukrywam rowniez ze byloby mi milo gdybym
                    mogl porozmawiac z Toba na forum o Twoich wrazeniach z pobytu na Podlasiu (jak
                    zwykle zachecam do odwiedzenia tego zakatka:)
                    Wracajac do ostatniego postu, poruszyles Piotrze sprawe Grekow.
                    Sporo czasu temu, gdy rozmawialismy o cerkwiach na terenach centralnej Polski,
                    pisalem o kupcach greckich ktorzy byli fundatorami niektorych cerkwi. Nie
                    wszytskie cerkwie w centrum Polski to relikt zaborow. Niestety rowniez cerkwie
                    ufundowane przez greckich kupcow badz zostaly zniszczone, badz przeznaczone na
                    swiatynie katolickie.
                    Na temat greckiej spolecznosci w Graziowej nic nie wiem, natomiast szukajac
                    czegos na ten temat trafilem na tekst zwiazany z Grekami w innym miejscu Polski.
                    Co prawda odbiegam w ten sposob od glownego watku, ale pozwole sobie zacytowac
                    pare ciekawych wypowiedzi.

                    "Grecy do Zgorzelca - i w ogóle do Polski - zaczęli napływać w 1949 roku, po
                    przegranej przez lewicową partyzantkę wojnie domowej. Nasz kraj przyjął wtedy
                    około piętnastu tysięcy uchodźców"

                    "W październiku 1999 roku proboszczem parafii w Jeleniej Górze został o. Bazyli
                    Sawczuk. W kwietniu następnego roku odbył się pogrzeb jednego ze starszych
                    Greków. Wtedy też o. Sawczuk spotkał się z grecką społecznością, a jej
                    pragnienia zostały jasno sformułowane. Szybko wyłoniła się bardzo zaangażowana
                    grupa inicjatywna. Należał do niej także Nikolaos Rusketos, radny zgorzeleckiej
                    Rady Miejskiej. Do pracy włączyło się kilku prawosławnych nie-Greków, na
                    przykład pan Anatol Łycz. Na wstępie już bowiem ustalono, że nowa cerkiew, choć
                    grecka z ducha, będzie otwarta na wszystkich prawosławnych. "

                    W powyzszym cytacie, jak widac, przewijaja sie rowniez nazwiska zupelnie nie
                    greckie.

                    "Wszystkie dawne bariery zaczęły pękać. Okazało się, że prawosławni mają wokół
                    wielu przyjaciół.
                    Może działo się tak i dlatego, że prawosławie w wydaniu greckim nigdy nie
                    było w polskim społeczeńst-wie naznaczone takim piętnem, jak "ruskie"?
                    Chociaż i w tej kwestii doszła do głosu powszechna ignorancja. Dla części
                    polskiego otoczenia było oczywiste, że skoro są Grekami, to i grekokatolikami.
                    Wiele razy musieli to objaśniać i określać własną tożsamość. "

                    I na zakonczenie cytat ktory jest zwiazany z naszymi rozmowami. Mam nadzieje, ze
                    usprawiedliwi on moj post.

                    "Włączenie cerkwi w stały rytm życia to zadanie tylko dla Greków. W Zgorzelcu i
                    okolicach żyje wielu prawosławnych Białorusinów i Ukraińców, którzy nawet przed
                    najbliższymi nie przyznają się do swojej wiary.
                    - Mąż oczywiście wiedział, że jestem prawosławna, ale w pracy nie mówiłam
                    nikomu - opowiada pani Anna. - Syna ochrzciłam w cerkwi w rodzinnym Bielsku, ale
                    córkę, na życzenie męża, w kościele. Ona z kolei, zdezorientowana naszymi
                    stosunkami religijnymi, do tej pory nie ochrzciła swoich dzieci i dopiero
                    niedawno wyznała mi, że zrobi to w cerkwi. Jestem już na emeryturze, przestałam
                    się bać. Ta parafia to dla mnie powrót do własnej tradycji, ważna cząstka mojego
                    życia.
                    - Do Polski przyjechałam w latach pięćdziesiątych, prosto z zesłania -
                    opowiada pani Ola. - Ściągnęła mnie tu siostra, mama i reszta rodziny pozostały
                    na Ukrainie. Otoczenie oczywiście wiedziało, że nie jestem katoliczką, ale moja
                    ukraińskość pokryta była milczeniem. Teraz do cerkwi przyprowadzam wnuki. Oni
                    też nie do końca wiedzą, kim są.
                    Ludzi, dla których zgorzelecka cerkiew staje się nowym, ważnym punktem
                    odniesienia w ich życiu stale przybywa.
                    - Najciekawsze w tej parafii jest to - wyjaśnia mi o. Sawczuk - że tutaj,
                    inaczej niż w innych częściach Polski, nie dążymy do tego, by zachować, uratować
                    jakąś tradycję. My ją co najwy-żej rekonstruujemy. Moje i parafian działania
                    skierowane są ku przyszłości. Ona jest najważniejsza. To fas-cynujące zadanie."

                    Moze powyzszy fragment skloni nas do kolejnych refleksji i wymiany pogladow?
                    Z nadzieja na kolejne owocne posty pozdrawiam
                    R.
                    • 14.01.05, 19:04
                      I jescze link do tekstu o ktorym zapomnialem w poprzednim poscie.

                      www.pporthodoxia.com.pl/artykul.php?id=188
                      Milego weekendowania
                      R.
                      • 14.01.05, 19:54
                        Dzieki za ciekwy post. Postaram sie z nim - a i poprzednimi zapoznać w
                        weekendzie - i oczywiście zgodnie z Twoim zyczeniem podyskutować..
                        dzis jeszcze o nazwach - oto o pochodzeniu miejscowosci często na podkarpaciu
                        decyduje drugoczłonowy przymiotnik - obok owego "ruski" o ktorym pisałem
                        poprzednio jest i częsty "wołoski" - i tak np Tyrawa Woloska, Królik Wołoski /a
                        nie jak pisałem poprzednio Ruski/.
                        A w zamian za Twoje linki do poczytania na weekendzie cos o ...Wołochach;Wołosi
                        http://harcerstwotozycie.republika.pl/genealogia/wolosi.htm

                        Pochodzenie, migracja Wołosi (Dragowie-Sasowie) - naród o pochodzeniu
                        romańskim, w skład którego wchodzili też Arumunowie i Albańczycy - wywodzą się
                        z półwyspu bałkańskiego. Stamtąd rozpoczęła się ich stopniowa migracja na
                        północ. W XIII w. utworzyli kilka naddunajskich księstw, zjednoczonych przez
                        Mirzę Starego. Na terenach naddunajskich pozostawali pod zwierzchnictwem
                        tureckim. W XIX wieku księstwo wołoskie połączyło się z księstwem mołdawskim. W
                        XIII i WIV wieku grupy wołoskie podbiły plemiona Uliczów z który się częściowo
                        zasymilowali. Przez pewien czas zamieszkiwali Węgry gdzie wykorzystywani byli
                        jako materiał wojskowy. Migracja dotarła aż na ziemie polskie gdzie główna fala
                        m.w. w 70 latach XIV wieku (GJ) dotarła w rejony górskie dając poprzez
                        asymilację z ludnością ruską początek licznym plemionom Łemków, Bojków,
                        Dolinian, Hucułów, wywierając wpływ w warstwie pochodzeniowej i kulturowej (np.
                        ikony typu bułgarskiego). Fala migracji Wołochów trwała aż do XVI wieku
                        przechodząc poprzez Małopolskę aż do Moraw. Jednak nieliczne grupy wołoskie na
                        terenach polski południowej znane były już w XIII a być może nawet w XI wieku.
                        Koniec migracji W XVI wieku migracja ludności wołoskiej praktycznie zakończyła
                        się. Stało się to z przyczyną silnych zasad wprowadzonych przez turcję na
                        terenach mołdawskich, a także przez zaawansowanie procesów asymilacyjnych,
                        zastępowaniu prawa osadnictwa wołoskiego prawem miejscowym itp.
                        Prawo lokacyjne, sądy Wioski lokowane były na prawie wołoskim, odrębnym od
                        prawa niemieckiego czy ruskiego. Związane to było z profilem pasterskim lepiej
                        nadającym się do lichych, gęsto zalesionych ziem górskich. Dlatego też często
                        uzupełniano wieś rolniczą Wołochami lub osadzano Wołochów w opustoszałej wsi
                        powstałej w XIII wieku w czasie prób wykorzystania tych terenów. Na czele wsi
                        stał kniaź mający uprawnienia sądownicze. Wyróżnia się też czasem naczelników
                        dolin (zborów) i to zarówno na terenach polskich jak i rumuńskich. Również ci
                        naczelnicy mieli własne sądownictwo nazywane aż do XIX wieku sądami zborowymi
                        lub strungowymi. Umiejscowione one były we wsi macierzystej czyli w watrze.
                        Strungi odbywały się raz do roku w lipcu. Wtedy też opłacano podatek królewski.
                        Wyznanie Wołosi byli na ogół wyznania prawosławnego choć w licznych dokumentach
                        przedstawiani są jako mający jakąś własną formę. Charakterystyczną cechą jest
                        upodobanie do św. Dymitra. Przy lokacji wsi na ogół była też lokalizowana
                        cerkiew wraz z uposażeniem. Charakterystyczne jest jednak to że cerkiew była
                        zależna od kniazia, który dysponował jej dobrami i osadzał popów. Cerkiew
                        lokowana była w centrum osady zaś monastyr na obrzeżu wsi. Znane są też liczne
                        rodziny wołoskie obrządku greko-katolickiego w tym nawet proboszczowie.
                        Zajęcia Było to plemię koczowniczych, lub pół-osiadłych pasterzy górskich. Wraz
                        z wędrówkami zanosili na tereny górskie oryginalny sposób wypasu owiec przyjęty
                        do dziś przez mieszkańców Karpat (Łemków, górali). W miarę asymilacji oraz
                        wprowadzania prawa miejscowego przechodzili oni na rolniczy tryb życia.
                        Budowali stałe wsie, obejmowali urzędy dostępując zaliczenia w poczet szlachty
                        polskiej.
                        /.../
                        Język Istnieje silnie potwierdzona teza, że pierwotnie ludność wołoska używała
                        jednocześnie dwóch języków - tj. rumuńskiego i ruskiego. Na ziemiach polski
                        bardzo szybko uległa wpływom ruskim, pozostawiając ślady rumuńskie jedynie w
                        nazwach miejscowych, lub imionach w bogatszych rodach.
                        /.../
                        Osady Wołoskie na Rusi Czerwonej i ziemi lubelskiej
                        ziemia halicka
                        Jabłonica, Mikuliczyn, Berezów Niżny, Berezów Wyżny, Uteropy, Kosów, Pystyń,
                        Stpczatów, Myszyn, Kluczów, Worbiąż, Spas, Kniaziodwór, Łucze, Delatyn ,Pniów,
                        Wołosów, Przerośl, Chlebiczyn, Żukocin, Uhorniki, Targowica, Przybyłów,
                        Cucyłów, Grabowiec, Chorniaków, Markowca, Tyśmienica, Tłumacz, Oleszno,
                        Knihinin, Bukowna, Milowanie, Podniewa, Uzin, Bitków, Monasterczany, Starunia,
                        Lachowice, Bohorodczany, Drohomirczany, Żuraki, Pasieczna, Sielec, Czesibiesy,
                        Podgrodzie, Kamień, Podmichalce, Przewozie, Niegowce, Serednie, Dorohów,
                        Tynetniki, Stawne, Olechowiec, Buków, Czećniki, Lipica, Żolibory, Delijów,
                        Dryszczów, Tołstobaby, Wodniki, Łany, Tumiez, Szarańczuki, Rudniki, Wyczółki,
                        Korościatyń, Berezowice, Byczkowce
                        ziemia lwowska i powiat żydaczowski
                        Perehińsko, Bolechów Wołoski, Wołoska Wieś, Kozara, Czerniów, Poświrz, Tuczna,
                        Prybeń, Kurzany, Rozhadów, Pohrabce, Żuków, Pluchów, Kondratów, Jasionowce,
                        Parapelniki, Podlipce, Jasionowce, Podlipce, Kołtów, Hołuica, Świrz, Stulsko,
                        Drohowyże, Krasów, Suchodół, Podciemne, Siedlisko, Kuhajów, Sołonka, Zubrza,
                        Honiatycze, Sroki, Leśniowce, Jażów, Kurniki, Łozina, Krechów, Żorniska,
                        Jaśniska, Zielów, Monaster, Mokrotyń, Macoszyn, Semrków, Błyszczywody
                        województwo bełskie
                        Kobylnic Wołoska, Basznia, Łukawiec, Żuków, Warchrata, Brusno Stare, Prusie,
                        Lubycza, Teniatyska, Nowe Hrebenne, Stare Hrebenne, Ulicko, Ruda, Mosty, Ruda
                        Wołowska, Tarnawska, Werechanie, Niemirów, Zabłocie, Sielec Bieńków, Nieznanów,
                        Czanyż, Ohladów, Opłucko, Szczurowice
                        ziemia chełmska
                        Żurawnica, Wola Lipska, Huszczka Wołoska, Olszanka, Żdżanne, Hniszów, Stulno,
                        Łukówek, Bereść, Samarowice
                        ziemia lubelska
                        Chrzanów, Goraj, Branew wołowska, Radzięcin
                        ziemia przemyska
                        Bircza, Jamna, Trójca, Kopysno, Brylińce, Cisowa, Makowa, Nowe Sady, Sarny,
                        Podbórz, Sokola, Bonów, Bolanowice, Dziewięczyce, Olszany, Humieniec, Czaple,
                        Buniowice, Hubice, Pacław, Smolnia, Starzawa, Terło, Rudawka, Krościenko,
                        Strzelbice, Bilicz, Lenina, Mszaniec, Łużek Górny, Strzyłki, Hołowiecko,
                        Wołcze, Jasienica Zamkowa, Topolnica, Łużek Dolny, Żupanie, Wysocko Wyżne,
                        Komarniki, Wysocko Niżne, Ilniczek, Ilnik, Turka, Isaje, Jawora, Turze, Tuchla,
                        Skole, Synowódzko Niżne, Synowódzko Wyżne, Stynawa Wyżna, Tustanowice, Żulin,
                        Borysław, Podhoradec, Kłodnica, Michałowice, Kobło, Wola Derewna, Derewno,
                        Stronna, Łukawica, Manasterzec, Wola Błażowska, Nowoszyce, czerchawa, Wola,
                        Stupnica, Kotów, Urosz, Wolsza, Łastówki, Podbuż, Jasienica Solna, Uniatycze,
                        Dołhe, Uliczno, Solec, Horucko, Letnia, Hubice, Bolechowice, Medenice,
                        Poczajowice, Bilcze, Delawa, Wownia
                        ziemia sanocka
                        Trzcianka, Jaśliska, Wola Sękowa, Odrzechowa,Blizne, Końskie, Hłomcza,
                        Witryłów, Łubno, Hadel Szklarkie, Rudawka, Żohatyń, Lipa, Leszczawa, Brzeżawa,
                        Tyrawa Wołoska, Bezmichowa, Serednica, Stetkowa, Ustianowa, Olszanica, Uherce,
                        Bóbrka, Chrewt, Polana, Żurawin, Turnawa, Wola, Tworylne, Rajskie, Smolnik,
                        Wołkowyja, Solina, Mchawa, Serednie, Żachowczewie, Łukowe, Wola Czaszyńska,
                        Czaszyń, Markowce, Niebieszczany, Morochów, Wola Morochowska, Płonna, Szczawne,
                        Radaszyce
                        Niektóre rodziny pieczętując się herbem Sas
                        (niekoniecznie Wołosi)
                        Baczyński, Bandrowski, Baraniecki, Bejowski, Berezowski, Bereźnicki, Biernacki,
                        Biliński, Błażowski, Bojarski, Bonowicz, Bosadzki, Broniewicz,Brosznikowski,
                        Bryliński, Brześciański, Buchowski, Buszyński, Chechłowski, Chosłowski,
                        Chrustowski, Cieszkowski, Czajkowski, Czarnowski, Daniłowicz, Daniszowski,
                        Długopolski, Dobrzański, Doliński, Drohomirecki, Dubanowicz, Dubrawski,
                        Duniecki, Dwernicki, Dzieduszycki, Dziedzicki, Grabowiecki, Hołyński,
                        Hordyński, Horodecki, Hoszowski, Huhernicki, Ilnicki, Jurkiewicz, Kaniowski,
                        Kamiński, Kłodnicki, Komarnicki, Kraśnicki, Krechowiecki, Kropiwnicki,
                        Kruszelnicki,
                        • 14.01.05, 19:57
                          Jeszcze tylko dokończenie cytatu

                          Niektóre rodziny pieczętując się herbem Sas
                          (niekoniecznie Wołosi)
                          Baczyński, Bandrowski, Baraniecki, Bejowski, Berezowski, Bereźnicki, Biernacki,
                          Biliński, Błażowski, Bojarski, Bonowicz, Bosadzki, Broniewicz,Brosznikowski,
                          Bryliński, Brześciański, Buchowski, Buszyński, Chechłowski, Chosłowski,
                          Chrustowski, Cieszkowski, Czajkowski, Czarnowski, Daniłowicz, Daniszowski,
                          Długopolski, Dobrzański, Doliński, Drohomirecki, Dubanowicz, Dubrawski,
                          Duniecki, Dwernicki, Dzieduszycki, Dziedzicki, Grabowiecki, Hołyński,
                          Hordyński, Horodecki, Hoszowski, Huhernicki, Ilnicki, Jurkiewicz, Kaniowski,
                          Kamiński, Kłodnicki, Komarnicki, Kraśnicki, Krechowiecki, Kropiwnicki,
                          Kruszelnicki, Lubieniecki, Łopuszański, Matkowski, Monasterski, Nehrebecki,
                          Nowosielski, Obertyński, Pasławski, Pawlikowski, Podhorodecki, Popiel,
                          Rastawiecki, Rozłucki, Sarnowski, Sasimowski, Skulski, Sozański, Strutyński,
                          Stryjski, Sulatycki, Świstelnicki, Tarnawski, Topolnicki, Tymowski, Tyssowski,
                          Uhrynowski, Ulnicki, Uruski, Winnicki, Wisłocki, Witwicki, Wołosiecki,
                          Wyszyński, Zawisza, Żabiński
                          (wśród notowanych nazwisk występowały także rodziny pieczętujące się innymi
                          herbami)
                          Wykorzystane materiały:
                          Grzegorz Jawor: Osady prawa wołoskiego i ich mieszkańcy na Rusi Czerwonej w
                          późnym średniowieczu
                          Roman Marcinek, Krzysztof Ślusarek: Materiały do genealogii szlachty
                          galicyjskiej
                          Encyklopedia WIEM
                          Internet
                          C Marcin Niewalda 2001

                          Koniec cytatu
                          Pozdrawiam weekendowo - a a propos dyskusji - na przyszły tydzien szykuje coś
                          ciekawego !!!:-)

                          • 17.01.05, 21:16
                            Witam w nowym tygodniu
                            Dziekuje za materialy o ludnosci woloskiej, kolejne uzupelnienie rozmow o
                            pochodzeniu Lemkow, Bojkow itp...
                            Jesli chodzi o nazwy miejscowosci to odnioslem wrazenie, ze czesc nazw jest na
                            pewno ruska z pochodzenia, czesc nazw z niczym nie kojarzy mi sie i chyba te
                            nazwy sa pochodzenia woloskiego (???).
                            Jak zwykle po lekturze dotyczacej czegos, o czym wiem malo, mam odczucia
                            dwojakiego rodzaju. Z jednej strony radosc z nowej wiedzy, z drugiej swiadomosc,
                            ze trzeba jeszcze bardziej zglebiac temat.
                            Zaiciekawilo mnie wyznanie Wolochow, tzn. sadzilem ze byla to ludnosc
                            prawoslawna, a tu w tekscie niespodzianka ("Wołosi byli na ogół wyznania
                            prawosławnego choć w licznych dokumentach przedstawiani są jako mający jakąś
                            własną formę") - czy wiesz cos Piotrze wiecej na ten temat?
                            Z niecierpliwoscia czekam na zapowiadany ciekawy temat.
                            Pozdrawiam
                            R.
      • 06.02.05, 13:27
        Poszukuję informacji na temat tej miejscowości. Poza informacją, że lokowana
        była na prawie wołoskim, nie mogę nic znaleźć na jej temat. Bardzo proszę o
        pomoc !
        --
        www.bircza.pl
    • Gość: andrzej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.05, 23:51
      Wołosi którzy zasiedlili polskie Karpaty nie byli narodem w żadnym rozumieniu
      lecz konglomeratem różnych narodów i grup etnicznych, których wspólną cechą
      było zajmowanie się pasterstwem w warunkach górskich. W tej grupie byli m.in.:
      Albańczycy, Serbowie, Madziarzy, Mołdawianie, Wołosi i Słowacy. Większość z
      nich była obrządku prawosławnego, którego język liturgii
      starocerkiewnomacedoński legł u podstaw rutenizacji Wołochów i ukształtowania
      się dialektów: huculskiego, bojkowskiego i łemkowskiego. Na kulturę religijną
      Wołochów szczególnie mocno oddziaływała Suczawa, gdzie schroniło się wielu
      mnichów po upadku Konstantynopola. Na prawie wołoskim do sołtysa czyli kniazia
      należało tylko sądownictwo w sprawach cywilnych i mniejszych karnych, bo
      gardłowe podlegały sądownictwu właściciela wsi. W tamtym czasie nie tylko
      popostwa ale także probostwa jako beneficjum były przekazywane w formie
      dzierżawy na określony czas lub dożywotnio danemu duchownemu, którego wiązała
      umowa z właścicielem wsi. Potem popostwa były wykupywane i w oparciu o nie
      tworzyły się popie rody i dopiero synad zamojski w 1720 r. zabronił
      dziedziczenia parochii i hnadlowania nimi. Grekokatolicyzm w eparchii
      przemyskiej datuje się dopiero od 1692 r. chociaż unia była zawarta w 1596 r.
      • Gość: elk IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.01.05, 10:30
        • 18.01.05, 12:48
          Jeśli chodzi o Borownicę, nie da się zaprzeczyć faktom podanym w linku. Jednak
          nie napisano tam, że część mieszkańców Borownicy wraz załogą tamtejszego
          posterunku MO (złożonego głównie z miejscowych) zajmowała się rozbojami na
          drogach i napadami na ukraińską ludność cywilną w celach rabunkowych. Z tego co
          opowiadali mi starsi ludzie, sąsiednie wsie ukraińskie ostrzegały mieszkańców
          Borownicy (w końcu wszyscy się tam znali), że źle się to dla nich skończy.
          Ponieważ nie było odzewu, sąsiedzi wezwali na pomoc UPA. Jest to druga strona
          medalu.
          --
          www.bircza.pl
          • 18.01.05, 15:18
            Witam – pozwolicie że w tym postcie wrócę do wypowiedzi Radka-Wolfa na temat
            górali i polskich Greków. Pisałeś o mszach prawosławnych które ruszyły w
            zakopiańskim kościele z powodu gości zza wschodniej granicy. Obawiam się /a
            migawkę telewizyjną na ten temat też widziałem/ że to przedsięwzięcie bardziej
            komercyjne jak ekumeniczne.
            A w stosunkach góralsko-łemkowskich ci pierwsi mają liczne-oj liczne grzechy na
            sumieniu..
            Oto mówiłem tu kiedyś o wysiedleniu już po zakończeniu akcji Wisła łemkowskich
            mieszkańców Rusi Szlachtowskiej – rusinskiej enklawy w poblizu Szczawnicy –
            wiosek Szlachtowej,Czarnej Wody, Jaworek i Białej wody. Oto wyczytałem /vide
            str 186-191 „Sklep potrzeb kulturalnych” Antoniego Kroha/ że wyraźnym wątkiem
            tych wysiedleń było... dostarczenie nowych terenów dla wypasów podhalańskich
            owiec /”Polska Ludowa ofiarowała Podhalanom Ruś Szlachtowską”.
            Mało tego – po ograniczeniu wypasów w Tatrach /a potem całkowitemu wyrugowaniu
            Górali/ ci ruszyli z redykami na tereny lemkowsko-bojkowskie Beskidu Niskiego i
            Bieszczad. I tam zaczęli swoją „gospodarkę” – zdzierania blach z cerkiewnych
            dachów na budowę bacówek, bezczeszczenie cmentarzy łemkowskich, a nawet
            urządzanie w cerkwiach stajni dla owiec np. w Bielicznnej,Blechnarce i Banicy.
            Górale podhalańscy niczym potworna stonka niszczyła i zacierała ślady po
            ruskich mieszkańcach Karpat !!!!
            Podobnie Grecy – wiem z opowiadań , że na Pogórzu Przemyskim była to
            wyjątkowo „wredna” i nieudolna grupa nasiedleńców. Swoje gospodarowanie na
            początku lat 50-tych zaczęli na obszarze od Birczy po Krościenko od założenia
            spółdzielni produkcyjnych i zasiedlenia poukraińskich chat - i praktycznie w
            nich wegetowali do końca swego tu pobytu.. Oczywiście od początku ich kołchozy
            okazały się totalną pomyłką, ci komunistyczni „partyzanci” nie dbali o
            gospodarkę wegetując w górach i ... bezczeszcząc cerkwie – na oborę zamieniono
            m.in. cerkiew w Liskowatem, a kołchozowy magazyn cerkiew w Krościenku.
            Słyszałem że w swej komunistyczności bardziej przypominali tępotę maoistów czy
            albańvczyków niż polskie „rzodkiewki” :)

            A jeszcze Wołosi – w moich linku – podałem fragmenty w których wymieniono sporo
            miejscowości leżących na terenie dzisiejszej ukraińskiej Bojkiwszczyny –
            okolice Bieszczad – dorzecze rzeki Stryj . Na życzenie pogę dokonać stosownego
            przetasowania. Ten link "harcerski" łączy elementy legendy i ogniskowego
            bajania - chociaż w częsci jest dośc ciekawy.
            Bardziej ciekawa i warta rozwinięcia jest wypowiedź Abdrzeja - WITAM.
            I jeszcze jedna sprawa – i w tym linku i innych opracowaniach polskich – sprawa
            wołochów stanowi pretekst do udowadniania że Bojkowie i Łemkowie to
            taci “włóczędzy” co się przypałętali jak “romantyczni błedni rycerze” na czysto
            polskie tereny i ... tu dzięki łaskawości gospodarzy – zostali na dłużej ;-)
            Oto nic bardziej /według mnie/ błędnego !!!!!
            Być może że krew wołoska uszlachetniła ALE JEDNAK AUTOCHTOCZNĄ RUSKĄ LUDNOŚĆ
            dzisiejszego Beskidu i Bieszczad. !!!!
            • 18.01.05, 15:40
              Wjeżdżając od strony Birczy do Liskowatego czy Krościenka w latach 70,
              zauważało się od razu trzy rzeczy:
              1. Urodę mieszkanek tych miejscowości
              2. Dużą ilość kóz, które były wtedy rzadkością w naszych okolicach
              3. Straszliwie zaniedbane (nawet jak na naszą okolicę) obejścia - ale przy
              każdym stał samochód !
              --
              www.bircza.pl
          • 19.01.05, 01:34
            Na forum Birczy zamieściłem opis tej akcji zawarty w książce Grzegorza
            Motyki "Tak było w Bieszczadach".
            --
            www.bircza.pl
        • 18.01.05, 15:31
          Witam nowego dyskutanta - wprawdzie z miejsca sie zjeżyłem - no nie wiem czy
          chodzi Ci o licytację kto komu więcej wymordował - czy o pogłebienie naszej
          wiedzy - Bo jesli o wiedzę chodzi - to prosze bardzo /zapraszając do rozmowy/

          www.ipn.gov.pl/a_260204_spotkan ie_Kertyczak.html

          Spotkanie Prezesa IPN prof. Leona Kieresa z Prezesem Związku Ukraińców w
          Polsce, 26 lutego 2004 r.
          W dniu 26 lutego br. prof. Leon Kieres spotkał się z Mironem Kertyczakiem
          Prezesem Związku Ukraińców w Polsce. W spotkaniu wziął udział prof. Witold
          Kulesza Dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu.
          W czasie spotkania omawiano współpracę Związku Ukraińców w Polsce z Instytutem
          Pamięci Narodowej. Prof. Leon Kieres poinformował Prezesa Związku Ukraińców w
          Polsce o śledztwach prowadzonych w IPN-GKŚZpNP dotyczących zbrodni, których
          ofiarami były osoby narodowości ukraińskiej.
          W Oddziałowych Komisjach Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu
          Instytutu Pamięci Narodowej toczy się obecnie 25 śledztw oraz 2 postępowania
          wyjaśnijące dotyczące zbrodni, których ofiarami były osoby narodowości
          ukraińskiej.
          INFORMACJA O ŚLEDZTWACH
          DOTYCZĄCYCH ZBRODNI, KTÓRYCH OFIARAMI BYŁY OSOBY NARODOWOŚCI UKRAIŃSKIEJ.

          Jak wynika z dokonanych ustaleń w Oddziałowych Komisjach Ścigania Zbrodni
          przeciwko Narodowi Polskiemu toczą się śledztwa dotyczące zbrodni, których
          ofiarami były osoby narodowości ukraińskiej.
          Śledztwa te prowadzone są w sprawach zabójstw, bezprawnego pozbawienia wolności
          oraz fizycznego i psychicznego znęcania się na szkodę obywateli polskich
          narodowości ukraińskiej.
          /.../
          . S 11/01/Zi – śledztwo wszczęte w dniu 9 lutego 2001 roku w sprawie zbrodni
          popełnionych na szkodę obywateli polskich narodowości ukraińskiej zamieszkałych
          na terenie powiatu przemyskiego w 1945 roku, w wyniku których w Małkowicach
          śmierć poniosło ok. 150 mieszkańców tej miejscowości, a w miejscowościach
          Skopów, Ruszelczyce, Korytniki, Bachów, Ujkowice, Trójczyce, Brzózka Berezka,
          Wola Krzywiecka śmierć poniosło co najmniej kilkadziesiąt innych osób
          narodowości ukraińskiej, tj. o przestępstwo z art. 148§2 pkt 3 i 4, §3 w zw. z
          art. 3 ustawy z dnia 18 grudnia 1998 roku o Instytucie Pamięci Narodowej –
          Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (Dz. U. Nr 155, poz. 1016
          z późn. zm.).
          W jego toku przesłuchano łącznie 104 świadków, w tym wielu pokrzywdzonych.
          Ponadto uzyskano kopię dokumentacji archiwalnej wytworzonej przez MO, UB i
          Starostwo Powiatowe w Przemyślu w sprawie zbrodni na szkodę ludności
          ukraińskiej na terenie powiatu przemyskiego w skazanym okresie. Nawiązano
          kontakt z ukraińskim Towarzystwem „Nadsanie”, w wyniku czego uzyskano dane
          osobowe i adresy kilku świadków zamieszkałych na terenie Ukrainy. Osoby te
          zostały przesłuchane w drodze międzynarodowej pomocy prawnej. Ponadto zapoznano
          się z repertorium byłej Prokuratury przy Sądzie Okręgowym w Przemyślu oraz
          repertorium byłej Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Przemyślu, w celu
          ujawnienia wpisów świadczących o prowadzeniu przez organy ścigania postępowań w
          sprawie zbrodni na ludności ukraińskiej. W wyniku tego ujawniono wspomniane
          wpisy, jednak wiele akt spraw umorzonych wobec niewykrycia sprawców zostało
          zniszczonych, z uwagi na upływ okresu archiwizacji. W toku analizy licznych
          spraw karnych z okresu lat 40-tych i 50-tych XX wieku ustalono co najmniej
          kilkanaście nazwisk, prawdopodobnie sprawców tych zbrodni. Według
          dotychczasowych ustaleń osoby te nie żyją. Zbrodni na szkodę ludności
          ukraińskiej dokonywali prawdopodobnie członkowie Batalionów Chłopskich z terenu
          powiatu przemyskiego wraz z bandytami prawdopodobnie
          z pobudek rabunkowych. Prowadzenie postępowania w tej sprawie utrudnione jest
          tym, iż obecnie niewielu jest bezpośrednich świadków tych wydarzeń.
          Dotychczasowe czynności pozwoliły na zgromadzenie bogatego materiału
          dowodowego, jedynie w sprawie zabójstwa ludności ukraińskiej w Małkowicach
          w dniu 17/18 kwietnia 1945 roku oraz w Woli Krzywieckiej w dniu 15 kwietnia
          1945 roku. Dalsze czynności w tym śledztwie koncentrować się będą na analizie
          materiałów archiwalnych znajdujących się w Archiwum Państwowym w Rzeszowie,
          Przemyślu oraz w zasobach Oddziałowego Biura Udostępniania i Archiwizacji
          Dokumentów w Rzeszowie. Po rozpoznaniu poszczególnych wątków sprawy będą one
          wyłączane do odrębnego prowadzenia i kończone wydaniem decyzji merytorycznych.
          Do chwili obecnej zakończono w ten sposób postępowanie w sprawie zabójstwa Jana
          Sałuka w dniu 3 czerwca 1945 roku w Stubnie powiat przemyski.
          Z uwagi na skomplikowany i wielowątkowy przedmiot śledztwa oraz trudności w
          pozyskiwaniu dowodów osobowych, obecnie nie można wskazać nawet przybliżonego
          terminu ukończenia całości sprawy.

          3. S 52/01/Zi – śledztwo wszczęte w dniu 20 września 2001 roku w sprawie
          zamordowania w dniach 1 - 3 marca 1945 roku w Pawłokomie ok. 368 obywateli
          polskich narodowości ukraińskiej prawdopodobnie przez polskie oddziały
          partyzanckie, tj. o przest. z art. 148§2 pkt. 4 kk w zw. z art. 3 ustawy z dnia
          18 grudnia 1998 roku o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni
          przeciwko Narodowi Polskiemu (Dz. U. Nr 155, poz. 1016 z późn. zmianami).
          W toku śledztwa przesłuchano dotąd 62 świadków, w tym wielu pokrzywdzonych.
          Dokonano analizy akt byłego Wojskowego Sądu Rejonowego w Rzeszowie przeciwko
          mieszkańcowi Pawłokomy Janowi F. oskarżonemu o działalność w UPA oraz Józefowi
          B. ps. „Wacław” dowódcy oddziału AK „Zgrupowaniu Warta”, który miał brać udział
          w pacyfikacji Pawłokomy. Zapoznano się z literaturą dotyczącą powyższego
          wydarzenia oraz księgą parafialną Parafii Rzymsko-katolickiej w Dylągowej
          obejmującej zakresem miejscowym Pawłokomę. Istotne fragmenty tej księgi
          dołączono w formie kserokopii do akt. Dokonano analizy dokumentów wytworzonych
          przez funkcjonariuszy UB i SB do lat 60-tych XX wieku, w toku postępowania
          operacyjnego dotyczącego zbrodni w Pawłokomie. Znajdują się w niej liczne
          nazwiska sprawców. Jednak ich identyfikacja z konkretnymi osobami jest bardzo
          utrudniona, ze względu na to, iż w Pawłokomie i sąsiednich miejscowościach
          często zdarzało się i zdarza, iż mężczyźni noszą takie same imiona i nazwiska.
          Ponadto ujawniono szczątkową dokumentację fotograficzną, z częściowej
          ekshumacji prowadzonej w 1952 roku przez prokuratora Wojskowej Prokuratury
          Rejonowej w Rzeszowie i funkcjonariusza WUBP w Rzeszowie. /.../


          • 18.01.05, 22:14
            Witam Was serdecznie
            Dziekuje za kolejna porcje lektury.
            O owcach juz wiedzialem, cala reszta informacji o Goralach to horror. O Grekach
            zreszta tez. Ale to mozna zlozyc na karb komunistycznych fanaberii. Na to
            niestety nie ma rady.
            Dzisiejszy post jest krotki z przyczyn ode mnie niezaleznych. Przez najblizsze
            dni moja aktywnosc bedzie niestety niewielka. Podjalem sie pewnego zadania z
            dziedziny IT ktore pochlania mnie prawie zupelnie (chodzi o baze danych). Robie
            to dla kogos z rodziny, wiec mam nadzieje ze Szanowni Forumowicze nie beda miec
            pretensji o mala aktywnosc. Caly czas bede sledzic forum. Jak uda sie wykroic
            wiecej czasu to cos skrobne. Mam nadzieje, ze uporam sie z tym do konca miesiaca
            i bede mogl udzielac sie jak dawniej. Szczegolnie, ze od 1 lutego biore kilka
            dni urlopu. Bedzie czas poczytac i popisac:)
            Zywie przekonanie, ze chwilowa mala aktywnosc nie wplynie na nasze rozmowy.
            Serdecznie Was pozdrawiam (i mam nadzieje, ze w dalszym ciagu bedziemy dyskutowac)
            R. (zapracowany jak diabli)
            • 18.01.05, 22:24
              Mam nadzieje, ze Nowy Rozmowca nie rzucil postu tylko dlatego aby udowodnic z
              gory zalozone racje. Oczywiscie dyskusja jest wazna, ale nie mozna sie licytowac
              na czyim sumieniu jest wiecej ofiar. Historia pogranicza polsko-ruskiego to nie
              tylko UPA. To historia ostatniego tysiaclecia, podczas ktorego wiele sie wydarzylo.
              R.
              • 19.01.05, 17:49
                Dziś , przy pieknej pogodzie byłem w Przemyslu by zobaczyć uroczystości Chrztu
                Pańskiego w Cerkwi -Katedrze grekokatolickiej. Po nabożeństwie oczywiście
                procesja,że sztandarami cerkiewnymi nad San i świecenie wody. Mimo dnia
                roboczego - sporo ludzi i w katedrze i nad brzegami Sanu przy ołtarzu
                przygotowanym na wysokości hotelu Gromady.
                A tereaz siedze sobie w domku i słucham starej bojkowskiej szczadriwki z
                refrenem powtarzanym po kazdzej dwuwierszowej zwrotnece "Christos
                chriestiłsisia na Jordan rano"
                Oj dawno dawno postarododawno
                Christos chriestiłsa na Jordan Rano
                Poskarziłosia jasne sołnecz
                koJasne solneczko miłomu Bogu
                .....
                A na końcu

                Za szczodriwoczku horiwku boczku
                Boczku ne boczku bodaj kwartoczku" :-)

                A w Rzeszowie podobno też poswięcono dziś Wiłok :-)

                Mnie szykuje sie przerwa w aktywności forumnowej z powodu ...narciarskiego pędu
                w góry... ale może jeszcze sie przed dłuuuugim /7-8 dni ;-) /weekendem odezwę.
                A po powrocie Radka do dyskusji szykuję zapowiedziane materialy ktore byc może
                podkrecą dyskusje jak np treść traktaku ryskiego który przesądzil o
                międzywojennych losach Ukraińców i Polaków oraz powojenne umowy graniczne/z lat
                1945 - 1951/ który znów przyniosły życiowe tragedie wielu Polaków i Ukraińców.
                Pozdrawiam - zapraszam do aktywności :-))))
                • 19.01.05, 23:25
                  Chilka wytchnienia przed snem, wiec postanowilem zerknac co slychac na forum:)
                  Z powodu zmeczenia siedzeniem przed komputerem od rana i z braku "mocy
                  przerobowych" aby przygotowac materialy bede sie posilkowac linkami. Oczywiscie
                  zwiazanymi z Jordanem. Niestety zapomnialem w tym roku o Jordanie w czasie gdy
                  byl swietowany wedlug nowego stylu. Moze chociaz mala rekompensata w postaci
                  fotek z sieci?

                  www.travelphoto.pl/Polska/TP00085/TP00085.htm
                  www.travelphoto.pl/Polska/TP00008/TP00008.htm
                  I jeszcze opis Ikony Chrztu Panskiego

                  www.cerkiew.pl/swieto.php?id=23
                  Po Twoich zapowiedziach kolejnych tematow juz sie ciesze na dalsza dyskusje.
                  Zycze Piotrze milego wypoczynku i duzo sniegu. W tym roku zimowy urlop bede
                  niestety spedzal w domu, ale moze chociaz bedzie padal snieg (zawsze mozna sie
                  wyrwac na chwile aby powedrowac po lesie)
                  Pozdrawiam Forumowiczow
                  R.
                  • 20.01.05, 19:35
                    Nim rozpoczne "długi - 7 dni" weeekend postaram sie jeszcze puścic do jutra ze
                    dwa posty
                    Najpierw link zawierający zdjęcia z przemyskich uroczystosci
                    www.archidiecezja-gr.opoka.org.pl/
                    Następnie - reportaż z GW
                    Wisłok Jordanem

                    Anna Gorczyca 19-01-2005 , ostatnia aktualizacja 19-01-2005 20:01

                    W środę po raz pierwszy od 60 lat nad brzegiem Wisłoka w Rzeszowie odbyło się
                    święcenie wody. Kilkadziesiąt osób - Polaków i Ukraińców wyznania
                    greckokatolickiego, wzięło udział w Jordanie - jednym z najważniejszych świąt
                    wschodnich chrześcijan.

                    Po południu grekokatolicy mieszkający w Rzeszowie spotkali się na nabożeństwie
                    w kościele pw. Świętej Trójcy. Stąd procesją pod przewodnictwem
                    greckokatolickiego księdza Mirona Michaliszyna przeszli przez stary cmentarz
                    nad brzeg Wisłoka i tam, jak tradycja nakazuje, odbyło się święcenie wody. W
                    czasie obrzędu kapłan trzykrotnie dmuchał w taflę wody, później zanurzał w niej
                    kolejno trzy zapalone potrójne świeczniki, następnie krzyż, a na koniec
                    błogosławił ją dłonią. Potem wierni wypili po łyku poświęconej wody i zabrali
                    ją do domów, wierząc w jej właściwości uzdrawiające. Dlatego mimo panującego
                    mrozu wiele osób obmywa nią twarz i ręce. W liturgii nad Wisłokiem księdzu
                    Michaliszynowi towarzyszył katolicki ksiądz Jerzy Grudniak.

                    Podobne uroczystości odbyły się w wielu miejscowościach na Podkarpaciu. W
                    Przemyślu głównym uroczystościom w kościele greckokatolickim przewodniczył abp
                    Jan Martyniak, który dziękował Bogu za chrzest Polski i Ukrainy. Po liturgii
                    kilka tysięcy osób, wśród których był łaciński metropolita przemyski abp Józef
                    Michalik, udali się nad San, gdzie odbył się tradycyjny obrzęd poświęcenia
                    wody.

                    Jordan, zwany również Epifanią, jest pamiątką chrztu Jezusa Chrystusa w rzece
                    Jordan. Zalicza się je do dwunastu najważniejszych uroczystości w Kościele
                    wschodnim. W tym dniu w rzekach, potokach i strumykach święcona jest woda.
                    Uroczystości Jordanu poprzedza wigilia, w czasie której wierni zobowiązani są
                    do ścisłego postu, a w cerkwiach odprawia się tzw. królewskie godziny i
                    liturgię świętą. Po Jordanie w Kościele wschodnim rozpoczyna się tradycyjna
                    kolęda./.../
                    Tak wiec w trakcie tej już dość długiej dyskusji /od maja 2002 roku!!!/
                    doczekaliśmy sie powrotu nabożeństw greckokatolickich do Rzeszowa no i Jordanu
                    nad Wisłokiem :-)

                    Pozdrawiam !!!

                    • 20.01.05, 23:47
                      Powrot Jordanu cieszy mnie, jak kazdy przejaw odradzania sie zycia duchowego
                      Rusinow. Pokazuje to, ze pomimo trudnosci jakie pietrzyla historia udalo sie
                      przeniesc tradycje przez stulecia. Bardzo pozytywna sprawa jest udzial
                      katolickiego duchownego podczas liturgii nad Wislokiem (czyzby faktycznie szlo
                      ku lepszemu?)
                      A nasze rozmowy staly sie juz nowa swiecka tradycja:)) (to tak na marginesie)
                      Darino, przeczytalem wzmiankowane przez Ciebie posty na forum Bircza i sadze, ze
                      zabojstwa ludnosci ukrainskiej mogly miec miejsce dopiero po wyjsciu sowietow.
                      Pierwsze morderstwa, wedlug mojej skromnej wiedzy, mialy miejsce w styczniu 1943
                      roku podczas Bozego Narodzenia. Moze byly jakies przypadki w 1942 roku (nie
                      kojarze nic takiego w tej chwili), ale musze poszperac a niestety obecnie
                      dysponuje mala iloscia czasu:(
                      Pozdrawiam Czytaczy i Pisaczy
                      R.
                      • 21.01.05, 07:31
                        Ja też stawiam na wydarzenia po wyjściu Sowietów. Brzuska leżała 4-5 km od
                        granicy i linii Mołotowa, więc była na pewno dokładnie strzeżona !
                        Poza tym m.cave pisał, że prawdopodobnie w jesieni 1943 roku jego Mama była już
                        w sierocińcu w Przemyślu.
                        Dzięki za zainteresowanie tematem !
                        --
                        www.bircza.pl
                        • 22.01.05, 19:33

                          Obchody ku czci Porfiriusza Skarbek-Ważyńskiego (1790-1804),
                          greckokatolickiego biskupa chełmskiego, naczelnika Komisji Porządkowej Ziemi
                          Chełmskiej w Powstaniu Kościuszkowskim
                          Chełm, 24 stycznia 2005 r.



                          P R O G R A M


                          I. SESJA NAUKOWO-POPULARNA
                          (sala konferencyjna Urzędu Miasta Chełma, ul. Lubelska 65)

                          15.30 P. dr Andrzej GIL, Porfiriusz Skarbek-Ważyński jako zakonnik bazyliański
                          i biskup chełmski;
                          16.00 P. prof. dr hab. Jan LEWANDOWSKI, Działalność społeczno-polityczna
                          biskupa Porfiriusza Skarbek-Ważyńskiego;
                          16.30 Ks. diakon mgr Piotr SIWICKI, Synody diecezji chełmskiej w latach 1791-
                          1803 (w ramach referatu – prezentacja wydanego przez Parafię Greckokatolicką w
                          Lublinie w 2004 r. reprintu książki Synody Dyecezyi Chełmskiej ob. wsch., wyd.
                          E. Likowski, Poznań 1902).

                          II. PONTYFIKALNA BOSKA LITURGIA (MSZA ŚW.).
                          (Bazylika NMP w Chełmie)

                          18.00 Liturgia w obrządku bizantyjsko-ukraińskim, której przewodniczy JE Ks.
                          Arcybiskup Jan Martyniak, Metropolita Przemysko-Warszawski.
                          Po Liturgii – Panachyda (krótkie nabożeństwo zaduszne) w intencji biskupa
                          Porfiriusza i innych zmarłych pasterzy dawnej diecezji chełmskiej.


                          PORFIRIUSZ SKARBEK-WAŻYŃSKI - NOTKA BIOGRAFICZNA


                          Urodzony w 1730 w rodzinie rzymskokatolickiej herbu Abdank, syn sędziego
                          oszmiańskiego (rodzina Skarbek-Ważyńskich pozostawała w posiadaniu rodowych
                          włości w Oszmiańskiem, obecnie przeciętych granicą litewsko-białoruską, aż do
                          1939 r.). W 1748 r. wstąpił do bazylianów w Wilnie, przechodząc tym samym do
                          Kościoła greckokatolickiego (unickiego). Kształcił się w Kolegium Greckim w
                          Rzymie. Nauczyciel szkół bazyliańskich w Połocku i Buczaczu, rektor kolegium we
                          Włodzimierzu. Dwukrotnie wybierany protoarchimandrytą (przełożonym generalnym)
                          zakonu bazyliańskiego, sprawował ten urząd w latach 1772-1780 i 1788-1789. Od
                          1790 r. do śmierci greckokatolicki biskup chełmski.
                          Gorliwy pasterz diecezji chełmskiej – o czym świadczą m.in. organizowane prawie
                          w każdym roku synody diecezjalne z lat 1791-1803 – stale walczył z trudnościami
                          wewnętrznymi i zewnętrznymi, do których zaliczyć należy zwłaszcza okoliczności
                          polityczne związane z rozbiorami Rzeczypospolitej. Biskup Porfiriusz czynnie
                          angażował się w życie polityczne kraju, był gorącym zwolennikiem reform Sejmu
                          Wielkiego, z Konstytucją 3 Maja na czele. 6 kwietnia 1794 r. przewodniczył
                          zjazdowi mieszkańców ziemi chełmskiej, który uchwalił Przystąpienie do aktu
                          powstania narodu obywateli województwa ruskiego, ziemi chełmskiej i powiatu
                          krasnostawskiego. 16 kwietnia wybrany został naczelnikiem Komisji Porządkowej
                          Ziemi Chełmskiej – lokalnego organu cywilnej władzy powstańczej. Cieszył się
                          zaufaniem samego Naczelnika T. Kościuszki. Po klęsce wojsk kościuszkowskich pod
                          Chełmem (8 czerwca 1794) zmuszony był schronić się do Galicji, wywożąc przed
                          Rosjanami zebrane na cele powstania ofiary obywateli ziemi chełmskiej (które
                          zdołał stamtąd przekazać do powstańczej Warszawy). Do Chełma powrócił dopiero
                          po zajęciu miasta przez Austriaków.
                          Po III rozbiorze (1795) wycofał się z życia politycznego, stojąc na gruncie
                          lojalności wobec władz austriackich.
                          Zmarł w Chełmie 9 marca 1804 r. i został pochowany w podziemiach katedry
                          greckokatolickiej.
                          Pozostawił obszerny rękopiśmienny Diariusz.

                          Parafia Greckokatolicka pw. Narodzenia NMP w Lublinie, poczuwając się do
                          moralnej powinności pielęgnowania tradycji zniesionej przez carat (1875)
                          greckokatolickiej diecezji chełmskiej, w roku 2004 – dla uczczenia dwusetnej
                          rocznicy śmierci biskupa Porfiriusza – wydała reprint akt synodów diecezjalnych
                          chełmskich, którego prezentacja będzie elementem sesji poświęconej pamięci
                          biskupa (patrz program).

                          Po sesji – Boska Liturgia (Msza św.), która zostanie odprawiona pod
                          przewodnictwem Ks. Arcybiskupa Jana Martyniaka, Metropolity Przemysko-
                          Warszawskiego, stojącego na czele Kościoła greckokatolickiego w Polsce.
                          Miejscem celebry będzie Bazylika NMP w Chełmie, dawna greckokatolicka katedra,
                          przy której rezydował i w której podziemiach został pochowany biskup
                          Porfiriusz. Stąd też po Liturgii odprawiona zostanie Panachyda za dusze śp.
                          Porfiriusza Skarbek-Ważyńskiego i innych pochowanych tam pasterzy diecezji
                          chełmskiej.

                          Liturgia w dawnej katedrze łączy obchody ku czci biskupa Porfiriusza z
                          zapoczątkowanym w 2003 r. zwyczajem celebrowania w tej świątyni Liturgii
                          wschodniej w święto Męczenników Pratulińskich (23 stycznia – w tym roku
                          przeniesione o dzień), ofiar reżimu carskiego, zabitych w 1874 r., którzy byli
                          wiernymi tej właśnie greckokatolickiej diecezji chełmskiej.


                          SERDECZNIE ZAPRASZAMY!

                          organizatorzy
                          • 25.01.05, 22:51
                            Witam, na krociutko, ale jak zawsze serdecznie
                            Na wstepie oczywiscie podziekowania dla Diakona Piotra za krotka notke
                            biograficzna kolejnej ciekawej postaci i zaproszenie. Dzieki niemu dowiedzialem
                            sie kiedy obchodzone jest Swieto Meczennikow Pratulinskich (naprawde nie
                            wiedzialem, bez zadnej ironii)
                            Do Darino mam natomiast pewne zapytanie.
                            Czy moglbys przyblizyc, choc w krotkich slowach, sytuacje w okolicy wzmankowanej
                            przez Ciebie ostatnio po 17 wrzesnia 1939 roku? Ciekaw jestem podobienstw i
                            roznic w stosunku do sytuacji na Podlasiu. Czy tez byly wysiedlane wsie wzdluz
                            3-kilometrowego pasa wzdluz granicy? Czy byly budowane umocnienia betonowe, czy
                            ziemno-drewniane? Jak wygladala sprawa wycinania lasow wzdluz granicy.
                            Jeszcze przez kilka dni moja aktywnosc bedzie znikoma, ale mimo to chetnie
                            przeczytalbym w wolnej chwili cos ciekawego.
                            Pozdrawiam
                            R.
                            • 26.01.05, 00:54
                              Wyznam szczerze, że aż tak bardzo nie interesowałem się tematem, ale spróbuję
                              wybadać sprawę - część mojej rodziny mieszka w Bachowie - nad Sanem.
                              Na pewno nie było wysiedleń w 3 km pasie, natomiast w całym rejonie wysiedlano
                              według "normalnego" klucza - inteligencja, ziemianie, bogatsi rzemieślnicy i
                              chłopi, ofiary donosów, policjanci i żołnierze zawodowi.
                              Co co linii Mołotowa, jest ciekawa stronka traktująca o niej w rejonie Roztocza:
                              149.156.142.12/molotow/index.htm
                              Jeśli chodzi o umocnienia w rejonie Przemyśla, były to umocnienia betonowe
                              jedno, i dwukondygnacyjne (tego samego typu co na Roztoczu).
                              Lokalizacje są podane na forum przemyskim - wątek "linia Mołotowa".
                              Ostatnie bunkry betonowe kończyły się w rejonie Dybawki i Tarnawiec (w górę
                              Sanu). Potem następowały umocnienia ziemno-drewniane. Wydaje mi się, że jakiś
                              bunkier betonowy był w rejonie Dynowa. Następne umocnienia żelbetonowe
                              zaczynają się w rejonie Załuża i ciągną do Sanoka.
                              W zakolu Sanu, na zapleczu linii obronnej - w Birczy była duża sowiecka baza
                              wojskowa, wiele z budynków zachowało się do dziś. Opisałem ją na forum Birczy w
                              wątku "sowiecka baza wojskowa".
                              Pozdrawiam i życzę miłego wypoczynku !
                              --
                              www.bircza.pl
                              • 26.01.05, 17:41
                                Witam
                                Dziekuje za informacje i link. Piszac ostatni post popelnilem jeden blad. Mowiac
                                o przeniesieniu wsi o 3 kilometry mialem na mysli wies w ktorej mieszkala czesc
                                mojej rodziny. Na taka odleglosc od Bugu wies zostala przeniesiona przez
                                mieszkancow. Musieli oni rozebrac swoje budynki i odbudowac je na nowym miejscu.
                                Ta odleglosc wynikala z tego, ze akurat w takiej (okolo) odleglosci znalezli
                                miejsce. Nakaz (przynajmniej w okolicach Drohiczyna) obejmowal pas przygraniczny
                                - 800 metrow. Wysiedlenia "normalne" oczywiscie tez byly - glownie objely osoby
                                uznane za zagrozenie dla wladzy (a wiec np. rodziny majace zwiazki z urzednikami
                                czy wojskowymi), a wedlug donosow rowniez. Zreszta tu tez obowiazywala
                                "rejonizacja" - im ktos byl grozniejszy tym dalej byl wysiedlany. Jesli chodzi o
                                umocnienia to nad Bugiem byly to duze betonowe bunkry, a w lasach umocnienia
                                ziemno drewniane. Nawet dzis mozna te posepne betonowe cielska ogladac.
                                Szczegolnie ciekawy jest przed Drohiczynem (jadac w strone Siemiatycz) -
                                obsypala sie pod nim ziemia i wyglada jakby zjezdzal z gorki. Pozostaloscia po
                                wyrebie drzew na umocnienia jest wyraznie mlodszy las po nadbuzanskiej stronie
                                szosy.
                                Dziekuje za zyczenia milego wypoczynku, odpoczywac bede od poniedzialku. Na
                                razie praca "w pracy" i spoleczna w domu:) Na sama mysl o komputerze jestem juz
                                zmeczony.
                                Pozdrawiam
                                R.
                                • 30.01.05, 21:31
                                  Witajcie
                                  A co tu mamy - i ciekawy tekst-zaproszenie Księdza Piotra i wątek linii
                                  molotowa :-)
                                  Ja na razie mam w oczach piekną zimę w ustrzykach Dolnych, urocze wieczorne
                                  spacery po uliczkach zasypanego śniegiem miasteczka, pomarańczowe wstązki na
                                  klamkach hotelowych pokoi zamieszkanych przez gości z Ukrainy, rosyjsko i
                                  ukraińsko języcznych narciarzy na stokach Gromadzynia i laworty i ... smętnie
                                  zasypane sniegiem wrota do ustrzyckiej cerkwi. Jak to wszystko przetrawię i
                                  usłysze wasz odzew :-) ... wracam do dyskusji.
                                  Na razie tylko jeszcze jeden link do owej linii :
                                  wojnawp.republika.pl/start/star t.html
                                  i krótka refleksja :
                                  będąc na święcie Jordanu w Przemyślu fotografowałem procesję zmierzającą do
                                  Sanu ze stropu dużego bunkra po owej linii stojącego tuż obok przemyskiego
                                  hotelu gromady. Bunkru - Sporej budowli z zachowaną żeliwną kopuła
                                  obserwacyjną, kilkoma pomieszczeniami bojowymi...
                                  Stojąc na tym bunkrze widzialem wieże przemyskich kościołów,
                                  baszty "kazimierzowskiego" zamku, i park z pozostałościami fortyfikacji
                                  austriackich/bramy sanockiej górnej,dolnej i fortu trzech krzyży :-)/ Opadła
                                  mnie refleksja ogromnych nawarstwień "pamiątek historycznych " w tym pięknym
                                  mieście. A kamera utrwaliła spiew ukraińskich kolend na przemyskim
                                  bulwarze "józefa Pilsudskiego" - "Boh sia rożdaje" i o tym jak "świataja
                                  Warwara cirkiew buduwała "...
                                  Pozdrawaiam serdecznie.
                                  A podobne nawarstwienia dostrzegłem gdy schodząc latem z ruin zamku Sobień w
                                  załużu odwiedziłem po raz kolejny ruiny "ruskiego' bunkra w którego ruinach
                                  pogrzebano cała jego załogę , bunkra wysadzonego w powietrze w trakcie szturmu
                                  przez niemieckich saperów w 1941.
                                  wszystkiego dobrego w nowym tygodniu
                                  • 31.01.05, 01:48
                                    Witaj !
                                    Bunkier w Załużu to pierwszy bunkier, jaki widziałem w dzieciństwie, więc
                                    wywarł na mnie olbrzymie wrażenie !
                                    Czy będąc w Ustrzykach widziałeś granitowe zapory przeciwczołgowe przy
                                    przejeździe kolejowym w kierunku Krościenka ? To jedyny ślad dawnej granicy
                                    polsko-radzieckiej przebiegającej w tym miejscu po wojnie.
                                    Pozdrawiam !

                                    --
                                    www.bircza.pl
                                    • 31.01.05, 16:51
                                      Oczywiście, że owe zapory widzialem ale w porze letniej. Z "autopsji' znam
                                      równiez bunkry porosyjskie: pod zamkem w lesku przy zjeździe nad san w stronę
                                      Hoczwi,na Olchowcach w sanoku - również przy drodze w stronę sanu, no i
                                      ten "najpiekniej" połozony - na serpentymach prowadzących w stronę Krasiczyna.
                                      Przypomnę jeszcze że owa linia ma obecnie dość bogatą literaturę - bo i prace
                                      Prof. Bogdanowskiego,"twierdza europa" Kaufmana i Jurga,czy opracowania
                                      przemyskie /tom 1 cyklu forteczmnego", prace w "Twierdzy" czy spotkaniach z
                                      zabytkami.
                                      Wspominałeś takzę Daro o okolicach Dynowa - wydaje mi się że taki bunkier był
                                      zlokalizowany na terenie parku zamkowego w Dąbrówce Starzeńskiej - kiedyś w
                                      parku widziałem wielkie kawały betonu "fortecznego" - przy ścieżce wiodącej
                                      skarpą od ruin zamku w stronę zachowanej kaplicy zamkowej. Ale to tylko domysł -
                                      bo równie dobrze mogły to być pozostałosci wysadzonej w powietrze "lodowni"
                                      dworskiej.
                                      Pozdrawiam
                                      • 31.01.05, 21:40
                                        Witam serdecznie
                                        Tak sie jakos zlozylo Piotrze, ze weszlismy na chwile na tematy "bunkrowe"
                                        Niestety nie mialem okazji (jeszcze) obejrzec umocnien opisywanych przez Was.
                                        Bardzo czesto natomiast mam okazje ogladac bunkry nad Bugiem. Probowalem
                                        wyszperac w internecie jakies materialy fotograficzne, aby przyblizyc Wam wyglad
                                        tych umocnien, ale niestey w tej kwestii panuje calkowita posucha. Chyba bede
                                        musial umiescic swoje zdjecia;) Swojego czasu zrobilem sobie maly rajd wzdluz
                                        tego odcinka linii molotowa i efektem bylo kilka rolek fimu.
                                        Moze chociaz te kilka linkow cos powie Wam o tym fragmencie.

                                        siemiatycze.projekcja.pl/zabytki.html
                                        jarek1980.republika.pl/index2.html
                                        www.urlop.com.pl/wojewodztwa.php?id=84
                                        www.portal.siemiatycze.net/images/szlak2.gif
                                        www.siemiatycze.pl/szlakbunk.htm
                                        Bunkry to moze temat niezwiazany z glownym nurtem watku, ale jak zwykle staram
                                        sie promowac Podlasie w kazdy dostepny sposob:)
                                        Pozdrawiam
                                        R.
                                        P.S. Kolejne posty beda juz bardziej na temat
                                        • 01.02.05, 20:53

                                          Witam serdecznie. Dziękuję za ciekawe linki – oj znów będzie co pooglądać i
                                          poczytać ...
                                          Na początek zalinkuję również ciekawy artykuł z pisma ‘Forteca” – a szczególnie
                                          fragment dotyczący wysiedleń ludności :

                                          Punkt Oporu "Krasiczyn" 1939-1941
                                          kriepost.republika.pl/artykuly_p.o%20Krasiczyn.htm
                                          i interesujący fragment :

                                          Prace pomiarowe i studialne rozpoczęto już na przełomie września i października
                                          1939 r. W kwietniu 1940 wysiedlono wsie leżące w bezpośredniej bliskości
                                          granicy, m. in. także Dybawkę, Tarnawce i Krasiczyn. Część mieszkańców
                                          przesiedlono na Wołyń, w okolice Równego, część zaś zesłano na Syberię.
                                          Jednocześnie rozebrano niemalże wszystkie zabudowania a uzyskany materiał
                                          częściowo wykorzystano przy budowie schronów. Przygotowanie terenu i wykopy pod
                                          schrony wykonywali robotnicy przymusowi z wsi położonych dalej od granicy a
                                          także z okolic Dobromila i Sambora. Byli oni zakwaterowani w folwarku dworskim,
                                          zarekwirowanym przez sowietów Sapiehom.
                                          Na większą skalę prace budowlane ruszyły na przełomie kwietnia i maja 1940 r.
                                          Do połowy czerwca 1941 r. zdążono wybudować trzynaście obiektów, w tym
                                          ukończono dziesięć, trzy znajdowały się w stanie surowym (bez zamontowanego
                                          wyposażenia), ponadto pod fundament kolejnego schronu wykonano wykop.
                                          Teren budowy każdego z schronów otaczano wysokim parkanem aby uniemożliwić
                                          obserwację z zewnątrz. Prace rozpoczynało wykonanie wykopu pod fundament
                                          schronu i studni na jego obrzeżu (w przypadku większych schronów). Od tej
                                          chwili robotnicy cywilni nie byli dopuszczani w obręb ogrodzenia, pilnie
                                          strzeżonego przez posterunki wojskowe. Roboty specjalistyczne: szalunki,
                                          zbrojenie i betonowanie wykonywali wykwalifikowani robotnicy z oddziałów
                                          inżynieryjno-saperskich Armii Czerwonej, jak i pracownicy cywilni przybywający
                                          z głębi ZSRR. Na okoliczną ludność nałożono obowiązek świadczenia usług
                                          furmańskich. Zwożone, w ilościach niezbędnych do prac wstępnych, materiały:
                                          drewno, stal, kruszywo, piasek, cement itp. składowano w odległości ok. 100 m
                                          od ogrodzenia, dalej na plac budowy były transportowane przez osoby
                                          bezpośrednio zatrudnione przy budowie schronu. Poza ogrodzeniem znajdowała się
                                          też smolarnia, w której wytapiano smołę do izolacji ścian zewnętrznych i
                                          stropów schronu. Stal zbrojeniową, pancerze, elementy wyposażenia wewnętrznego
                                          dowożono z stacji kolejowej w Przemyślu pod osłoną nocy i tylko z pomocą
                                          żołnierzy. Beton dowożono samochodami z betoniarni (ros.: betonnyj zawod),
                                          umiejscowionej prawdopodobnie w Przemyślu.
                                          Koniec cytatu.
                                          Nawiązując Radku do Twego pytania o wysiedlenia ludności w okresie budowy owej
                                          linii – muszę jeszcze dopowiedzieć że nie były one ani pierwsze ani ostatnie na
                                          terenie Podkarpacia.Na przykład pierwsze masowe wysiedlenia ludności
                                          ukraińskiej i polskiej w okolicach Przemyśla miały miejsce w okresie I wojny.
                                          Wtedy to Austriacy „czyścili” przedpola fortów. Ludność wywożono początkowo na
                                          tereny Moraw , palono domostwa. Potem w miarę postępu ofensywy carskiej – po
                                          prostu wyrzucano ludność ze wsi. Historycy i pamiętnikarze wspominają o losach
                                          mieszkańców wsi podprzemyskich ukrywających się po lasach, mieszkających w
                                          ziemiankach i ginących, gdy znaleźli się pomiędzy liniami bojowymi Austriaków i
                                          moskali. Taki los spotkał m.in. mieszkańców Ujkowic – wsi kilkakrotnie tu
                                          wspominanej i z powodu wydarzeń po II wojnie a i owego klasztoru/.
                                          W 1939 roku masowe wysiedlenia dotyczyły na terenie Podkarpacia ludności
                                          polskiej, ukraińskiej, żydowskiej i ...niemieckiej. Miały one miejsce po
                                          ustaleniu linii demarkacyjnej pomiędzy strefą okupacyjną niemiecką i sowiecką.
                                          Wspominałem tu o Niemcach galicyjskich – byli to niemieccy osadnicy z okolic
                                          Ustrzyk Dolnych /m.in. Bandrowa i Berehów Dolnych. Mieszkali oni na tym
                                          terenie od połowy XIX wieku. W ramach wymiany ludności byli przewożeni w
                                          poznańskie i zajmowali domostwa po wyrzuconych Polakach.Jeśli mowa o ludności
                                          ukraińskiej – to w latach 1939 – 1940 miała ona możliwość przechodzenia na
                                          sowiecką stronę . W ten sposób cześć moich krewnych/ synów i synowych mojego
                                          pradziadka/ przeniosła się w1940 roku z okolic Rymanowa aż w okolice Mińska
                                          Białoruskiego.
                                          A przywołany przez Ciebie "do porządku" :-) obiecuje wkrótce wrócić do
                                          głownego nurtu - i dać materiały o których wspominalem przed urlopem.
                                          I na koniec jeszcze pytanie - jeśli byłbyś zainteresowany pełną treścią
                                          traktatu ryskiego i powojennych umów granicznych z ZSrr - służe pocztą - jesli
                                          będzie taka wola.
                                          tu wkrótce pocytuję ciekawsze fragmenty.
                                          Pozdrawiam serdecznie


                                          • 02.02.05, 14:54
                                            Witam
                                            Nie mialem zamiaru Ciebie (ani nikogo z rozmowcow) "przywolywac do porzadku"
                                            raczej chcialem tylko powiedziec, ze nasze rozmowy kraza po roznych tematach (i
                                            to chyba dobrze). Dziekuje za informacje na temat ruchow ludnosci i budowy
                                            fortyfikacji ktore i napisales i zalinkowales.
                                            Widac pewne podobienstwa, ale widze tez pewne roznice. Podobienstwem jest
                                            oczywiscie fakt przesiedlania ludnosci, jednak piszesz Piotrze ze czesc ludzi
                                            wywieziono na Syberie. Takie wywozki (z opowiadan dziadkow) dotyczyly, w
                                            okolicach Drohiczyna, tylko wrogow wladzy radzieckiej i ludzi bedacych dla niej
                                            zagrozeniem. Przy wysiedlaniu wsi przygranicznych raczej przenoszono wies,
                                            wywozono tylko tych wymienionych powyzej. Roznica jest tez w traktowaniu dobytku
                                            ludzi. Generalnie czerwonoarmisci nie kradli, nie zabierano tez domow i
                                            zabudowan na material do budowy umocnien. Zabudowania zabierali ludzie i
                                            skladali je w nowym miejscu. Moze na takie zachowania miala wplyw duza
                                            dostepnosc drzewa o ktorej pisalem.
                                            Poza tym cala budowa byla prowadzona przez zolnierzy. O przymusowych pracach
                                            przy wznoszeniu bunkrow nie slyszalem (mozliwe ze kilka kilometrow dalej bylo
                                            juz inaczej - moge napisac tylko to co wiem z przekazow).
                                            Nie ukrywam, ze z niecierpliwoscia czekam na tematy "traktatowe". Zarowno na
                                            forum, jak i (niesmiala prosba o przesylke:) mailowo.
                                            Pozdrawiam
                                            R.
                                            P.S. Moje posty moga sie teraz pojawiac w roznych porach, do piatku mam
                                            szczescie byc na urlopie (chociaz spedzanym w domu)
                                            • 02.02.05, 15:00
                                              Skoro jestesmy chwilowo przy sprawach zwiazanych z okupacja sowiecka to mam
                                              jeszcze do Was pytanie.
                                              Czy na Waszych terenach tez produkowano samogon (i to w ilosciach sporych) w
                                              tamtym okresie? Na Podlasiu byl to dosyc popularny sposob wykorzystania nadwyzek
                                              ziemniakow:)
                                              • 02.02.05, 15:51
                                                Najpierw wspomnę o wysiedleniach w gminie Bircza, zwanych przeze
                                                mnie "normalnymi". Wiem o 4 przypadkach wysiedleń od rodzin - wszyscy
                                                wysiedleni do Kazachstanu. O wysiedleniach "fortyfikacyjnych" nic mi nie
                                                wiadomo.
                                                Co do "horyłki", to apogeum produkcji było chyba w latach 80. Do dzisiaj
                                                produkuje się w naszej okolicy samogon - w miejscowościach gdzie dojazd jest
                                                trudny, głownie na własne potrzeby -święta, imieniny, wesela. Niestety zaden
                                                trunek nie sdobył sławy sliwowicy łąckiej, od której zresztą są gorsze.
                                                --
                                                www.bircza.pl
                                                • 02.02.05, 17:03
                                                  Nim ruszę z poważniejszym temeatem - dzięki Radku za pytanko.
                                                  Ależ oczywiście - znam z opowiadań krewnych że w tamtych czasach bimber obok
                                                  okupacyjnych 'młynarek" był podstwową walutą. A i Niemcy za drobne przysługi
                                                  płacili Polakom spirytusem "syntetycznym" - ponoc byly to kryształki
                                                  rozpuszczalne w wodzie.
                                                  A obecnie :-) - w Rzeszowie jest wielu koneserów którzy w oparciu o materiały z
                                                  Zelmeru czy wsk - mają całkiem zacną aparaturę w której poddają przeróbce
                                                  chociażby domowe wina jabłkowe czy wieloowocowe - produkując całkiem
                                                  zacne 'brendy" :-)
                                                  sam w ubiegłym roku z Ukrainy przywoziłem znajomym alkoholmierze :-)
                                                  A w podkarpackiej tradycji już od wojny mowi sie o zacnym bimberku z
                                                  Harty /wioski koło Dynowa/ - popularnie zwanym harciarką ;-) /złośliwi mówią
                                                  coś o "ślepotce" - ale nie wiedżą chyba co mówią :-)
                                                  A dla wielbicieli bardziej pogodnych trunków - w rzeszowie w sieci marketów
                                                  pojawiły sie dobre ukrainskie piwa ; Magnat i Obołon - także w wersji
                                                  Biłe /czyli białe niefiltrowane/ i pszeniczne- szkoda że drogie - widzialem w
                                                  cenach od 4,5 do 4,7 za butelkę - chyba jednak poczekam z konsumpcją tego piwa
                                                  do wioseennej wyprawy na Ukrainę. Wiem od Rycha z P. że i w Przemyślu od
                                                  dłuzszego czasu owe piwa są dostępne w tamtejszych supermarketach.
                                                  A na Ukrainie - bimber po dzis dzień jest cenną walutą. Będąc tam o moich
                                                  gospodarzy spostrzegłem spore słoje z lekko żółtawym płynem. Okazało sie że to
                                                  byl całkiem dobry bimberek - ale trzymany jako zapłata dla kombajnisty
                                                  obrabiającego pole moich gospodarzy. A i na weselisku ukraińskiem gdy już
                                                  zaczeła sie konczyć pszeniczna - to i bimber sie znalazł - całkiem dobry,z
                                                  lekko drożzowym /klasycznym :-) posmakiem .
                                                  A teraz wybaczcie - ide po okocim a potem czykuję przesyłkę dla Radka
                                                  pozdrawiam
                                                  • 03.02.05, 16:55
                                                    Na początek cytat z opracowania Aleksandra Kolańczuka ‘Sojusznicze siły Zbrojne
                                                    Ukraińskiej Republiki Ludowej w Polsce” /z tomu III Dziejów Podkarpacia”/
                                                    Przyznaję,że właśnie ten cytat spowodował moje zainteresowanie tematem Traktatu
                                                    ryskiego.

                                                    „Funkcjonowanie rządu i rady republiki URL w Tarnowie szybko zostało zauważone
                                                    przez stronę bolszewicką. Ale dopiero po podpisaniu traktatu pokojowego między
                                                    Polską a Rosją i jej satelitę Ukrainę radziecką 18 marca 1921 roku zdecydowano
                                                    się na wystosowanie protestu już 16 kwietnia 1921 roku, pisząc, że w Tarnowie
                                                    oficjalnie funkcjonuje ‘Improwizowanyj parłament nazywajuszczijsie ‘ukrainskaja
                                                    rada republiki” co było ich zdaniem rażącym pogwałceniem punktu II
                                                    preliminariów oraz art. V ryskiego traktatu pokojowego./.../
                                                    Wobec nacisków strony radzieckiej rząd rzeczpospolitej Polskiej nie mógł
                                                    pozostać obojętny. W memoriale szefa oddzialu II sztabu generalnego Wojska
                                                    Polskiego /.../ znalazł się postulat, aby popierając tę grupę emigracji
                                                    ukraińskiej, która losy związała z Polską, jednocześnie zlikwidować centralne
                                                    władze URL :radę Ministrów, radę republiki, Misję dyplomatyczną w Warszawie i
                                                    Wyższą radę Wojskową, przekształcając je w organizacje dobroczynne.
                                                    Zakonspirowane w ten sposób władze wraz z grupą gen Jurija
                                                    Tiutiunika /późniejszy sztab Partyzancko-Powstańczy/ miały pozostać n
                                                    terytorium Polski, aby realizować zadania wywiadowcze, a później podjąć próbę
                                                    odzyskania niepodległości Ukrainy. Nie ulega wątpliwości, żę pokój ryski był
                                                    dla emigracji ukraińskiej ciosem i z biegiem czasu przyczynił się do upadku jej
                                                    znaczenia.”

                                                    A teraz kilka cytatów z owego dokumentu :
                                                    Traktat pokoju

                                                    między Polską a Rosją i Ukrainą podpisany w Rydze
                                                    dnia 18 marca 1921 roku.


                                                    W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
                                                    NACZELNIK PAŃSTWA POLSKIEGO JÓZEF PIŁSUDSKI
                                                    Wszem wobec i każdemu z osobna, komu o tem wiedzieć należy, wiadomem czynimy:
                                                    W dn. 18 marca 1921 r. podpisany został między Polską z jednej strony a Rosją i
                                                    Ukrainą z drugiej, traktat pokojowy o następującem brzmieniu:
                                                    POLSKA z jednej a ROSJA i UKRAINA z drugiej strony powodowane pragnieniem
                                                    położenia kresu wynikłej między niemi wojnie i dążąc do zawarcia, na podstawie
                                                    podpisanej w Rydze dnia 22 października 1920 roku Umowy o przedwstępnych
                                                    warunkach pokoju, ostatecznego, trwałego, honorowego i na wzajemnem
                                                    porozumieniu opartego pokoju, postanowiły wszcząć rokowania pokojowe - i w tym
                                                    celu wyznaczyły w charakterze swoich pełnomocników:
                                                    RZĄD RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
                                                    Jana Dąbskiego, oraz
                                                    Stanisława Kauzika,
                                                    Edwarda Lechowicza,
                                                    Henryka Strasburgera i
                                                    Leona Wasilewskiego
                                                    RZĄD ROSYJSKIEJ SOCJALISTYCZNEJ FEDERACYJNEJ REPUBLIKI RAD
                                                    w swojem własnem imieniu i z upoważnienia
                                                    RZĄDU BIAŁORUSKIEJ SOCJALISTYCZNEJ REPUBLIKI RAD
                                                    oraz
                                                    RZĄD UKRAIŃSKIEJ SOCJALISTYCZNEJ REPUBLIKI RAD
                                                    Adolfa Joffego, oraz
                                                    Jakóba Haneckiego,
                                                    Emanuela Kwiringa,
                                                    Jura Kociubińskiego i
                                                    Leonida Oboleńskiego.
                                                    Wymienieni pełnomocnicy zjechali się w Rydze i po wymianie swych pełnomocnictw,
                                                    uznanych za wystarczające i sporządzone w należytej formie, zgodzili się na
                                                    postanowienia następujące:

                                                    Koniec cytatu.

                                                    Wśród postanowien traktatu jest i ten art. V który wprost można odnieść jako
                                                    dowód „zdrady” Piłsudskiego i odstąpienia od popierania idei „samostijnoj
                                                    Ukrainy”


                                                    Artykuł V.
                                                    Obie układające się strony zapewniają sobie nawzajem całkowite poszanowanie
                                                    suwerenności państwowej i powstrzymanie się od jakiegokolwiek mieszania się do
                                                    wewnętrznych spraw strony drugiej, w szczególności od agitacji, propagandy i
                                                    wszelkiego rodzaju interwencji lub od ich popierania. Obie układające się
                                                    strony zobowiązują się nie tworzyć i nie popierać organizacji, mających na celu
                                                    walkę zbrojną z drugą układającą się stroną, bądź czyniących zamach na jej
                                                    całość terytorjalną, bądź przygotowujących obalenie jej ustroju państwowego lub
                                                    społecznego drogą gwałtu, jak również organizacji, przypisujących sobie rolę
                                                    rządu strony drugiej lub części jej terytorjum. Wobec tego strony zobowiązują
                                                    się nie zezwalać na przebywanie na swem terytorjum takich organizacji, ich
                                                    urzędowych przedstawicielstw i innych organów, wzbronić werbowania wojskowego
                                                    oraz wwozu na swe terytorjum i przewozu przez swe terytorjum sił zbrojnych,
                                                    broni, amunicji i wszelkiego rodzaju materjałów wojennych, przeznaczonych dla
                                                    tych organizacji.”

                                                    A kończący się takimi postanowieniami – przy czym nie wiem czy te trzydzieści
                                                    milionów złotych rubli rzeczywiście do Polski trafiło :
                                                    Artykuł XIII.
                                                    Z tytułu uznanego przez Umowę o przedwstępnych warunkach pokoju z 12
                                                    października 1920 roku aktywnego udziału ziem Rzeczypospolitej Polskiej w życiu
                                                    gospodarczem byłego Imperjum Rosyjskiego - Rosja i Ukraina zobowiązują się
                                                    wypłacić Polsce trzydzieści miljonów rubli złotych w złotych monetach albo
                                                    sztabach nie później, niż w ciągu jednego roku od chwili ratyfikacji Traktatu
                                                    niniejszego.

                                                    Ryga, dnia 18 marca 1921 roku.
                                                    Zaznajomiwszy się z postanowieniami pomienionego Traktatu Pokoju i w myśl
                                                    upoważnienia, uchwalonego przez Sejm ustawą z dnia 15 kwietnia 1921 roku
                                                    rzeczony Traktat Pokoju ratyfikuję i oświadczam, że będzie on ściśle
                                                    wykonywany.
                                                    Na dowód czego niniejszy akt ratyfikacyjny został podpisany i opatrzony
                                                    pieczęcią Rzeczypospolitej Polskiej.
                                                    Działo się w Warszawie dnia szesnastego kwietnia roku tysięcznego
                                                    dziewięćsetnego dwudziestego pierwszego.
                                                    J. Piłsudski
                                                    Minister Spraw Zagranicznych:
                                                    E. Sapiecha


                                                    Postaram się w dalszych postach powiedzieć coś na temat innych,równie ciekawych
                                                    postanowień niektórych postanowień owego traktatu – a póki co pozdrawiam i
                                                    zapraszam do dyskusji.
                                                  • 03.02.05, 17:52
                                                    Wielkie dzieki za przesylke.
                                                    Widze, ze oprocz przesylki wybrales juz jakis maly cytat na "dobry poczatek".
                                                    Z cytatu z "Dziejow Podkarpacia" widac, ze strona polska nie miala czystego
                                                    sumienia. Nie wglebialem sie jeszcze w tresc traktatu (mam zamiar zajac sie tym
                                                    na wieczor). Natomiast juz na poczatku zauwazylem cos bardzo ciekawego.
                                                    Mianowicie opis przebiegu granicy i nazwy miejscowosci w brzmieniu oryginalnym.
                                                    Na samym poczatku, od razu, rzucil mi sie w oczy pewien fragment "między Polską
                                                    z jednej strony a Rosją i Ukrainą z drugiej".
                                                    Na pierwszy rzut oka moglo by sie zdawac ze Ukraina, podobnie jak i wymieniona
                                                    nizej Bialorus to samodzielne podmioty prawa miedzynarodowego, a nie republiki.
                                                    Jak bylo w rzeczywistosci, chyba nie ma co mowic
                                                    Pozdrawiam i zabieram sie do lektury.
                                                    R.
                                                  • 03.02.05, 21:04
                                                    Nie na z co :-)
                                                    Zauważ że przesłałem Ci też powojenne umowy graniczne dotyczące "linii Curzona"
                                                    i wymiany terytoriów roku 1951. Myslę,że będzie to też material do dalszej
                                                    dyskusji :-)
                                                    Jeśli chodzi o traktat - to dokument niezwykły. Chociażby ze wzgledu na
                                                    niezmiernie szczegółowy opis przebiegu granicy /zauważyłes ową 'karczmę
                                                    bezimienną" czy np przebieg granicy mierzony odległoscią od najbliższego
                                                    semafora czy zwrotnicy :-)).
                                                    A zaczynając omawiać ten traktat muszę powiedzieć dość emocjonalnie - z
                                                    ukraińskiego punktu widzenia był to dokument ewidentnej zdrady sojusznika. A te
                                                    30 mln. rubli w złocie - to brzmi jak przysłowiowe "judaszowe srebrniki".
                                                    A owa granica z sowietami - wygląda jak miejsce rozdarcia "ukraińskiego "
                                                    płótna dartego przez obie strony traktatu.Oczywiście wymieniane tam sowieckie
                                                    republiki Białorusi i Ukrainy - to była czysta fikcja. Wystarczy wspomnieć
                                                    choćby dziesięc lat późniejszą historię "Wielkiego Głodu" i rozkułaczania....
                                                    Z polskiego punktu widzenia - to jedyny chyba dokument rozrachunku z byłym
                                                    zaborcą, gdzie precyzyjnie rozlicza się zwrot dóbr kultury, majątku ... z
                                                    parowozami włącznie :-). A także migracji ludności i zasad wymiany granicznej.
                                                    Jednak trzymając się ukrainskiego punktu widzenia - nie dziwię się ,że
                                                    prawicowo-nacjonalistyczne stronnictwa ukraińskie w Polsce poszły na wspólpracę
                                                    z niemacami i w stronę antypolskiego terroryzmu.
                                                    Cóz - czasem rozpacz przechodzi w potworną nienawiść....
                                                    A jutro ruszę temat poszanowania praw polskich Ukraińców w świetle postanowień
                                                    tego traktatu.
                                                    Ps
                                                    szykuję coś jeszcze ciekawego jak np opis munduru galowego oficera armii
                                                    Petlury, czy np opis walki politycznej Polaków i Ukraińców w końcu XIX wieku w
                                                    trakcie wyborów do sejmu galicyjskiego.
                                                    Ale o tym potem
                                                    Pozdrawiam jak zawsze ....
                                                  • 03.02.05, 23:14
                                                    Oczywiscie zauwazylem rowniez umowy graniczne, ale najpierw chcialbym (jesli nie
                                                    masz nic przeciwko) troche zajac sie Traktatem. Wiesz Piotrze, mysle ze wymiana
                                                    pogladow moze byc ciekawa. Z jednej strony patrzymy podobnie - z "ruskiej"
                                                    strony. Z drugiej moja optyke uksztaltowaly troche inne doswiadczenia przekazane
                                                    przez rodzine. Na pewno jutro uda mi sie wyszukac cos ciekawego w Traktacie
                                                    Tymczasem pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • 04.02.05, 21:45
                                                    Witam serdecznie. Oczywiście Radku tak jak i Ty uważam że warto dlużej
                                                    zatrzymać się przy owym traktracie.
                                                    A teraz chcę zacytowac kolejny ciekawy jego fragment
                                                    Artykuł VII.
                                                    1. Rosja i Ukraina zapewniają osobom narodowości polskiej, znajdującym się w
                                                    Rosji, Ukrainie i Białorusi, na zasadzie równouprawnienia narodowości,
                                                    wszystkie prawa, zabezpieczające swobodny rozwój kultury i języka oraz
                                                    wykonywanie obrządków religijnych. Wzajemnie Polska zapewnia osobom narodowości
                                                    rosyjskiej, ukraińskiej i białoruskiej, znajdującym się w Polsce, wszystkie te
                                                    prawa.
                                                    Osoby narodowości polskiej, znajdujące się w Rosji, Ukrainie i Białorusi, mają
                                                    prawo, w ramach ustawodawstwa wewnętrznego, pielęgnować swój język ojczysty,
                                                    organizować i popierać własne szkolnictwo, rozwijać swoją kulturę i tworzyć w
                                                    tym celu stowarzyszenia i związki. Z tych samych praw, w ramach ustawodawstwa
                                                    wewnętrznego, korzystać będą osoby narodowości rosyjskiej, ukraińskiej i
                                                    białoruskiej, znajdujące się w Polsce.

                                                    2. Obie układające się strony zobowiązują się nawzajem nie mieszać się
                                                    bezpośrednio ani pośrednio do spraw ustroju i życia Kościoła oraz związków
                                                    wyznaniowych, znajdujących się na terytorjum strony drugiej.

                                                    3. Kościoły i stowarzyszenia religijne, do których należą osoby narodowości
                                                    polskiej w Rosji, Ukrainie i Białorusi, mają prawo, w granicach prawodawstwa
                                                    wewnętrznego, samodzielnie urządzać swoje wewnętrzne życie kościelne.
                                                    Wyżej wzmiankowane kościoły i stowarzyszenia religijne mają prawo, w granicach
                                                    prawodawstwa wewnętrznego, użytkowania i nabywania majątku ruchomego i
                                                    nieruchomego, koniecznego do wykonywania obrządków religijnych oraz
                                                    utrzymywania duchowieństwa i instytucji kościelnych.
                                                    Na tych samych zasadach mają one prawo korzystania z kościołów i instytucji,
                                                    koniecznych do wykonywania obrządków religijnych.
                                                    Z tych samych praw korzystają osoby narodowości rosyjskiej, ukraińskiej i
                                                    białoruskiej w Polsce.

                                                    Koniec cytatu.
                                                    W odniesieniu do Rosji nie było żadnych przejawów poszanowania tych
                                                    postanowień. Ale podobnie było też w Polsce.
                                                    Jako przykład wystarczy wspomnieć chociażby „akcję rewindykacyjną’ na
                                                    Chelmszczyźnie .
                                                    Ale też takie wydarzenie o którym dotychczas nie mówiliśmy jak „powstanie
                                                    chłopów leskich".Otóż były to rozruchy chłopów /w większości ukraińskich/ z
                                                    terenu Bieszczad jakie miały miejsce w okresie czerwca-lipca 1932 roku i
                                                    przerodzily sie w regularne walki z siłami polskimi. Główną przyczyną wybuchu
                                                    tego powstania była próba wprowadzenia bezpłatnych prac
                                                    przymusowych /szarwarków przy remontach dróg i tzw święcie pracy - czegoś na
                                                    wzór sowieckich subbotników/ na obszarze od Rymanowa po Berehy Dolne ,Ustrzyki
                                                    Dolne ,Łobozew. Wołosate, Ustrzyki Górne i Wetlinę.
                                                    Na dzisiaj tylko wspomnę że do tłumienia tego powstania władze musiały uzyć
                                                    oddziały konnej policji z Przemysla,Sambora, Sanoka i Lwowa, szkołę policji z
                                                    Mostów Wielkich i kilka pułków podhalanczyków oraz lotnictwo wojskowe.
                                                    Powstanie objęło ponad 19 wsi, 15 tysięcy mieszkańców. Represjami objęto około
                                                    800 osób i dalszych kilkaset zabito w trakcie pacyfikacji.

                                                    Kolejny tragiczny i ciekawy epizod z historii relacji polsko-ukrainskich.
                                                    Jeśli temat wzbudzi zainteresowanie – napiszę o tym coś więcej w przyszłym
                                                    tygodniu.
                                                    Pozdrawiam jak zawsze serdczenie.Miłego weekendy życzę ;-) - bo ja już narty
                                                    nasmarowałem :-)
                                                  • 04.02.05, 22:14
                                                    Widze Piotrze, ze dzis wybralismy ten sam fragment traktatu:) Wlasnie skonczylem
                                                    pisac post, ale pomyslalem ze zerkne czy ktos nie napisal czegos od 20. Czasem
                                                    pisze wczesniej, a pozniej wklejam na forum. I widze, ze Twoj post dotyczy
                                                    dokladnie tego samego problemu.
                                                    W zwiazku z tym nie bede cytowac, ani pisac tego o czym juz napisales. Moge
                                                    tylko dodac ze w Polsce miedzywojennej zakazywane bylo nawet wydawanie gazet
                                                    cerkiewnych w jezyku innym niz polski. Co prawda nie przez caly okres
                                                    miedzywojenny, ale taki fakt mial miejsce. Niestety, traktat byl w tej kwestii
                                                    wart tyle ile papier na ktorym byl spisany, niestety.
                                                    Chetnie dowiem sie czegos wiecej na temat wydarzen z roku 1932, przyznam ze nie
                                                    wiedzialem o tych wydarzeniach.
                                                    Zycze milego wypoczynku
                                                    R.
                                                  • Gość: kielczanin IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.05, 23:52

                                                    Witam,

                                                    Wspaniałe forum.

                                                    Usilnie szukam informacji na temat wysiedleń ze wsi Hłudno k. Dynowa.

                                                    Mam rodzinę (nieżyjących dziadków - prawosławnych). Rodzina moich dziadków w
                                                    całości wysiedlona z Hłudna w okolice Lwowa.
                                                    Bardzo proszę, jeżeli ktokolwik dysponuje znajomością tematu z tamtego okresu o
                                                    wsi Hłudno, jej prawosławnych mieszkańcach i ich dalszym losie będę niezmiernie
                                                    wdzięczny za informację.

                                                    Pozdrawiam
                                                  • 05.02.05, 07:55
                                                  • Gość: diakon Piotr UKGK IP: 212.182.32.* 05.02.05, 20:36
                                                    Witam wszystkich,

                                                    Skoro nauczyłem się kopiować i wklejać teksty WORDowskie, a przy okazji
                                                    programu uroczystości chełmskich okazało się, że to działa i na forum -
                                                    dlaczegóż by nie wkleić tekstu Michała Klingera z 1990 r. Niech ten
                                                    piękny wykwit ducha prawdziwie ekumenicznego nie ulegnie zapomnieniu!


                                                    Gazeta Wyborcza nr 13 z 16 stycznia 1990 r., s. 6

                                                    / zachowano ortografię, interpunkcję, podział na akapity i podkreślenia
                                                    oryginału /

                                                    Bracia, wybaczcie!

                                                    Ja, prawosławny – przyjmuję z radością powiew wolności nad umęczonym Kościołem
                                                    unickim w ZSRR!

                                                    Już wkrótce moi bracia, wschodni chrześcijanie, wywodzący się z tego
                                                    samego co ja pnia – z Kościoła wschodniego w Rzeczypospolitej – będą mogli
                                                    postawić świeczkę przed ikoną w swej cerkwi, obejść ją na Paschę ze
                                                    śpiewem: „Woskriesienije Twoje, Christie Spasie”, wyprowadzić ze świątyni
                                                    zwłoki krewnego na swój własny cmentarz... Skończą się też ich cierpienia,
                                                    represje. Wielu „z daleka” wróci do swych wiosek i domów.
                                                    Ten moment jest też szansą dla nas, prawosławnych i katolików, by
                                                    zamknąć okres znieczulenia i win, jakie ciążą na nas w związku z naszym
                                                    stosunkiem do sprawy Kościoła grekokatolickiego.
                                                    Musimy otwarcie wyznać: wobec unitów zawiniliśmy wszyscy. Nadszedł
                                                    czas, byśmy też wszyscy – prawosławni, łacińscy katolicy i sami unici –
                                                    wyznawszy wzajemne winy, ze szczególną uwagą zadbali o prawdziwie
                                                    chrześcijańskie formy współżycia. Nie możemy dopuścić do wrogich „krucjat” i
                                                    rozliczeń, które zatrułyby ten wzniosły moment odrodzenia życia kościelnego
                                                    wschodnich katolików – na Ukrainie, ale i w Polsce. Nawołuję do powszechnego
                                                    chrześcijańskiego czuwania.

                                                    Ostatnie obchody jubileuszu Tysiąclecia Chrztu Rusi, miast
                                                    wszystkich zbliżyć, poróżniły nas.

                                                    Trzeba się więc mieć na baczności i liczę w tej sprawie na
                                                    moralne autorytety naszych wspólnot, byśmy z tej trudnej próby ekumenizmu mogli
                                                    wszyscy wyjść zwycięsko i za kilka lat cieszyć się pięknym współżyciem naszych
                                                    siostrzanych Kościołów i to po obu stronach granicy.
                                                    Ostatnie uzgodnienia między Janem Pawłem II a Michaiłem
                                                    Gorbaczowem otwierają drogę do rozwoju Kościoła unickiego. Dotyczą terenów
                                                    Związku Radzieckiego, lecz jeśli Kościół ów tam się odrodzi, odbije się to
                                                    głębokim echem w Polsce. Będzie to trudny wstrząs – przecież i u nas świątynie
                                                    unitów często są nie użytkowane przez unitów. Osobiście jestem optymistą i nie
                                                    czuję się w tym poglądzie odosobniony.
                                                    Warto zdać sobie sprawę, że w Polsce po niesławnym „synodzie”
                                                    lwowskim z 1946 r. Kościół grekokatolicki pozostawał nadal w obrębie Kościoła
                                                    katolickiego, zaś polski Kościół prawosławny nie dokonał wtedy żadnej aneksji,
                                                    ani „duszyczek”, ani świątyń. Oddziaływała jedynie ogólna polityczna atmosfera
                                                    stalinizmu, która wobec Ukraińców zmaterializowała się w deportacyjnej
                                                    akcji „Wisła”. Akcja ta tragicznie zniszczyła ich życie narodowe, wyznaniowe, a
                                                    często też rodzinne i osobiste. Zniszczone zostały ich ojczyste wsie, narodowa
                                                    kultura materialna, a świątynie i cmentarze niszczeją często do dzisiaj.
                                                    Deportacje w ramach akcji „Wisła” objęły również ludność
                                                    prawosławną: sięgały przecież aż za Białą Podlaską. Zarówno unita, jak
                                                    prawosławny szedł wtedy do wagonu. My, prawosławni, mogliśmy jednak od razu
                                                    odbudowywać na nowym miejscu życie parafialne, a nasi bracia unici tego uczynić
                                                    nie mogli.
                                                    Warto podkreślić, że parafie prawosławne powstałe w
                                                    środowisku poprzednio unickim – i to zarówno na terenie przesiedlenia, jak i w
                                                    rodzinnych wsiach karpackich (po 1956 r., gdy możliwe były już powroty) – są
                                                    owocem wspólnoty losów przesiedleńczych. Stały się też świadectwem
                                                    nieusuwalnego poczucia wspólnoty tradycji kościelnej, w obliczu zagrożenia
                                                    utratą tożsamości.

                                                    Czy jednak my, prawosławni, nie wytworzyliśmy na tym tle
                                                    wielu niepotrzebnych konfliktów?

                                                    Czy byliśmy dość bezinteresowni w stosunku do unitów –
                                                    jakże często naszych współziomków, a nawet krewnych?! Czy więc, będąc w
                                                    nieporównywalnie korzystniejszej od nich sytuacji, pomogliśmy im dostatecznie w
                                                    przetrwaniu ciężkich czasów?
                                                    Z tym właśnie wiąże się problem „udziału winy” każdego z
                                                    nas, każdej ze stron tragicznego dramatu ukraińskiego, w ostatnim jego akcie,
                                                    którego nadal jeszcze jesteśmy uczestnikami.
                                                    Nasz, prawosławny „udział winy” w dramacie ukraińskim w
                                                    Polsce widzę w tym, że negując teologiczną ideę unii kościelnej – zanegowaliśmy
                                                    w końcu samych unitów. A teraz bliżej współżyjemy np. z ewangelikami, niż z
                                                    najbliższymi nam przecież katolikami wschodniego obrządku. Jedynie im nie
                                                    składamy odwiedzin, wykluczamy ich z kongresów itp.
                                                    Winni jesteśmy też drugiego paradoksu: nasza antyunicka
                                                    postawa spowodowała zepchnięcie w cień narodowościowego pierwiastka
                                                    ukraińskiego w Kościele prawosławnym w Polsce, na który składają się w dużej
                                                    mierze wierni tej właśnie narodowości. Na miejsce wspólnego dla nas i unitów
                                                    języka i pięknego obrządku ukraińskiego przenika liturgiczny obrządek,
                                                    pochodzący z Petersburga. Z lęku przed „łacinizacją” prowadziliśmy de
                                                    facto „rusyfikację”. Mimo że sprawa ukraińska miała w naszym Kościele ofiarnych
                                                    i najwyżej postawionych orędowników, nie okazał się on dla Ukraińców zbyt
                                                    przytulnym domem.

                                                    Za to, że daliśmy się ponieść, a może i sprowokować do
                                                    wrogości i podkopaliśmy uczucie jedności we wspólnym skarbie: chrześcijańskim
                                                    Wschodzie historycznej Rzeczypospolitej; że nie dochowaliśmy jedności w
                                                    smutnych losach ostatnich lat –
                                                    - bracia unici, wybaczcie!

                                                    Michał KLINGER

                                                  • 06.02.05, 21:44
                                                    Witam Księdza Piotra. Brawo brawo - to i może doczekamy dalszych
                                                    ciekawych 'wklejeń" ;-)
                                                    A tekst ciekawy - był tu omawiany - jak Ksiądz może zauwazył - poprzejmym
                                                    podeslaniu go nam w ubieglym roku.
                                                    Namawiam księdza na lekturę mojego postu z " historycznym" zaskoczeniem.
                                                    Poruszałem tu kiedyś temat spalenia się cerkwi w Daliowej - a tu prosze -
                                                    znalazem nowy opis tego wydarzenia .
                                                    Pozdrawiam
                                                  • Gość: kielczanin IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.05, 10:17
                                                    Bardzo dziękuję darino;

                                                    Pozdrawiam
                                                  • 06.02.05, 12:11
                                                    Przepraszam za pusty post, ale zacząłem szukać wiadomości na temat Hłudna, nie
                                                    znalazłem odpowiedniej książki (ciągle jej szukam), i przez pomyłkę
                                                    wysłałem "białą kartkę".
                                                    Znalazłem na razie tylko, że około 1795 roku w Hłudnie żyło 660 osób, w tym 200
                                                    łacinników, 450 unitów i 10 żydów. Stąd wnioskuję, że rodzina była raczej
                                                    grekokatolicka niż prawosławna.
                                                    Łacinnicy z Hłudna podlegali parafii w Izdebkach, dekanat Dynów; natomiast
                                                    unici parafię mieli na miejscu, podlegając dekanatowi w Birczy.
                                                    Oprócz tego znalazłem tylko informację, że 25 kwietnia 1944 został zastrzelony
                                                    przez polskich bandytów Josif Nogowic, oraz że w lipcu 1944 roku "partyzanci"
                                                    BCh zastrzelili w drodze z Dynowa do Hłudna księdza Mychajła Hajduka.
                                                    Być może za jakiś czas będę mógł dodać inne informacje.
                                                    Pozdrawiam !
                                                    --
                                                    www.bircza.pl
                                                  • 06.02.05, 13:21
                                                    Znalazłem wiele ciekawostek na temat miejscowości na stronie:
                                                    www.carpatho-rusyn.org/new/86.htm
                                                    --
                                                    www.bircza.pl
                                                  • Gość: kielczanin IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.05, 14:50
                                                    Tym bardziej dziękuję za wskazane przykłady.
                                                    Niewiele, bądź zbyt mało jest opisów dotyczących akurat Hłudna i okolic z
                                                    zakresu przesiedleń i stosunków polsko-ukraińskich w tamtym czasie.

                                                    Oczywiście masz rację pisząc o ludności z tych terenów jako wyznawcy
                                                    grekokatoliccy a nie prawosławni.

                                                    Moja prośba o informację na temat wysiedleń ze wsi Hłudno wynika z tego iż
                                                    posiadam jedynie jednostronne relacje dziadków oraz rodziców. Brak mi natomiast
                                                    innych relacji świadków ówczesnych wydarzeń.
                                                    Jak wynika z opowieści rodziców, okres powojenny dla ludności ukraińskiej w
                                                    Hłudnie w stosunkach z Polakami był szalenie napięty. Oczywiście w znacznej
                                                    mierze przyczyniła się do tego chociażby wcześniejsza współpraca Ukraińców z
                                                    Niemcami, a potem rzezie ludności polskiej za Sanem.
                                                    Przed wojną i zaraz po wojnie wsie takie jak Nozdrzec, Hłudno czy Wesoła to
                                                    miejscowości mocno przeludnione. Bieda jaką doświadczali wszyscy mieszkańcy tej
                                                    okolicy dodatkowo sprzyjała zachowaniom antynarodowościowym. Wiadomym było, że
                                                    wysiedlenia Ukraińców nie były dobrowolne. Wiem to na pewno i wynikało to z
                                                    faktu iż zachodziła sposobność do przejęciu posiadanego przez Ukraińców
                                                    majątku. Liczne kradzieże, rozboje i pobicia były na porządku dziennym. W
                                                    trakcie wysiedleń oczywistym było, że Ukraińcy musieli zostawić (pod przymusem)
                                                    część sprzętów gospodarskich nie mówiąc o domach, czy zabudowaniach.
                                                    Dziadek uchował się jedynie dlatego, że był żonaty z Polką, która to miała na
                                                    tyle liczną rodzinę, że siłowo nie dopuściła do "wygnania" - tak to wówczas
                                                    określano.
                                                    Oczywiste i jednoznaczne jest dla mnie, by nie powodować rozdrapywania
                                                    zabliźnionych ran. Jednakże jestem potomkiem tamtych ludzi, którzy wspólnie
                                                    tworzyli społeczność chociażby kulturową i były czasy, kiedy żyli z sobą w
                                                    zgodzie.
                                                    Poza tym w Hłudnie jest cmentarz grekokatolicki (w fatalnym stanie), który
                                                    jeżeli nie zostanie odpowidnio zabezpieczony nidługo może całkowicie zniknąć z
                                                    krajobrazu tej miejscowości. Niespotykanym przynajmniej dla mnie dowodem na
                                                    wymieszanie kultur w tamtym rejonie jest niedawno odkryty grobowiec na którym
                                                    polskie nazwisko spoczywającego jest wyryte cyrylicą, opatrzone gwiazdą
                                                    Dawidową. Przecież to niesamowite. Czyż mówienie,że coś, bądź ktoś mający
                                                    pochodzenie czysto polskie, bądź inne nie jest anachroniczne?

                                                    Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam
                                                  • 05.02.05, 17:24
                                                    Gość portalu: kielczanin napisał(a):

                                                    >
                                                    > Witam,
                                                    >
                                                    > Wspaniałe forum.
                                                    >
                                                    > Usilnie szukam informacji na temat wysiedleń ze wsi Hłudno k. Dynowa.
                                                    >
                                                    > Mam rodzinę (nieżyjących dziadków - prawosławnych). Rodzina moich dziadków w
                                                    > całości wysiedlona z Hłudna w okolice Lwowa.
                                                    > Bardzo proszę, jeżeli ktokolwik dysponuje znajomością tematu z tamtego okresu
                                                    o
                                                    >
                                                    > wsi Hłudno, jej prawosławnych mieszkańcach i ich dalszym losie będę
                                                    niezmiernie
                                                    >
                                                    > wdzięczny za informację.
                                                    >
                                                    > Pozdrawiam
                                                    Witam kielczanina - po pierwsze mam wątpliwośc czy Twoi dziadkowie napewno byli
                                                    wyznania prawoslanego czy raczej greckokatolickiego ????
                                                    Po drugie - fakt wysiedlenia ich na wschod nastapił prowdopodobnie w okresie
                                                    tzw dobrowolnych wyjazdów - okres czerwca - września 1945 - ale to tylko mój
                                                    domysł przez analogie do innych miesjcowości.
                                                    Hłodno - to typowa wieś polsko ukraińskiego pograniczna z istniejącym ,zdaje
                                                    sie że neogotyckim kościołem katolickiem z 1905 roku.
                                                    Pozostałe informacje kopiuję z internetu /w wyszukiwarce wystarczy wklikać
                                                    nazwę wsi i wejśc np na stronę poświęconą zabytkom ziemi brzozowskiej /od
                                                    pobliskiego miasteczka powiatowego Brzozów !!! :

                                                    Hłudno – gmina Nozdrzec
                                                    W 1947 roku została zburzona miejscowa /dodam murowana !!/ cerkiew
                                                    greckokatolicka z roku 1899. Będąca na jej wyposażeniu monstrancja z połowy XIX
                                                    w. znajduje się obecnie w kościele w Hłudnie. W roku 1935 było tu 1456
                                                    grekokatolików, na 2290 ogólu mieszkańców wsi.
                                                    koniec cytatu.
                                                    Dodam jeszcze,że

                                                    W latach 30-tych działała tu trzyklasowa dwujęzyczna szkoła, istniał sklep i
                                                    czytelnia Towarzystwa „Proświta”. Ponoć zachowane są /zapewne w szczątkowym
                                                    stanie/ dwa cmentarze grekokatolickie - jeden starszy na terenie cerkwiska i
                                                    drugi w innym miejscu.


                                                    Oczywiście byłbym bardzo wdzięczny za właczenie się w dyskusję :-)
                                                    pozdrawiam
                                                  • Gość: kielczanin IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.05, 15:43
                                                    Oczywiście i Ty piotrzr masz rację, że przynajmniej w Hłudnie byli
                                                    grekokatolicy, a nie prawosławni.

                                                    Przyznam się, że w momencie ogłoszenia na forum o pomoc w zdobyciu
                                                    jakichkolwiek informacji na temat Hłudna z okresu przesiedleń powojennych nie
                                                    podałem,że znam tamte strony i że tam się wychowałem. Teraz kiedy już tam nie
                                                    mieszkam temat jednak wraca, a pozostały mi tylko wspomnienia i relacje
                                                    rodziców. Zależy mi bardzo na dodatkowych źródłach, czy relacjach innych niż
                                                    rodzinne.
                                                    Przyznam jednak, że nie natrafiłem na dane statystyczne odnośnie Hłudna z
                                                    tamtego okresu. Za co bardzo Ci piotrzr dziękuję.

                                                    Nurtuje mnie niezmiernie fakt, dlaczego po wysiedleniu Ukraińców Polacy, nie
                                                    mając własnej świątyni w Hłudnie zdecydowali się zburzyć w tak dobrym stanie
                                                    cerkiew (murowaną), a wybudowanie kościoła zwłaszcza po wojnie było przecież
                                                    niezwykle kosztownym przedsięwzięciem?
                                                    Wprawdzie od mojego ojca słyszałem, jak zaciekle ludzie domagali się zburzenia
                                                    cerkwi i o niektórych "aktywnych" przy samej rozbiórce, ale niewiele więcej.

                                                    Jak już pisałem wcześniej do "darino" w Hłudnie faktycznie jest cmentarz
                                                    grekokatolicki (w fatalnym stanie), który jeżeli nie zostanie odpowidnio
                                                    zabezpieczony nidługo może całkowicie zniknąć z krajobrazu tej miejscowości.
                                                    W przypadku cmentarza na placu pocerkiewnym nie ma już o czym mówić
                                                    przynajmniej w sensie stwierdzenia tam czegokolwiek co może przypominać
                                                    cmentarz. W przypadku drugiego z cmentarzy niespotykanym przynajmniej dla mnie
                                                    dowodem na wymieszanie kultur w tamtym rejonie jest niedawno odkryty grobowiec
                                                    na którym polskie nazwisko spoczywającego jest wyryte cyrylicą, opatrzone
                                                    gwiazdą Dawidową. Przecież to niesamowite. Czyż mówienie,że coś, bądź ktoś
                                                    mający pochodzenie czysto polskie, bądź inne nie jest anachroniczne?

                                                    Pozdrawiam i mam nadzieję, że temat się rozszerzy.
                                                  • 06.02.05, 16:38
                                                    Z tym wyburzaniem cerkwi chodziło głównie o zniszczenie wszelkich śladów
                                                    ukraińskich na tym terenie. W Birczy używano do tego maszyn i materiałów
                                                    wybuchowych,a i tak "uporządkowano" teren po cerkwi w ciągu chyba 8-10 lat -
                                                    spychając w końcu cały gruz do rzeki. Teraz w tym miejscu jest plac targowy
                                                    używany raz w tygodniu. W Sufczynie gruz z cerkwi posłużył do wzmacniania dróg
                                                    polnych.
                                                    Do tej pory starsi ludzie u nas są bardzo antyżydowscy i antyukrainscy,
                                                    obawiając się, że ktoś może wrócić i zarządać zwrotu majątku !
                                                    --
                                                    www.bircza.pl
                                                  • 06.02.05, 21:37
                                                    Witam was serdecznie. Cieszę się z waszej dyskusji.
                                                    W uzupełnieniu waszych wypowiedzi powtórzę że w Hłudnie był kościól katolicki –
                                                    a zniszczenie cerkwi bardzo trafnie uzasadnił Darino. To było zacieranie śladów
                                                    po znienawidzonych sąsiadach albo bardziej „zacierania wyrzutów sumienia” po
                                                    niegodziwości wyrządzonej Ukraińcom. Gość z Kielc wspomniał trochę o ofiarach
                                                    po obu stronach z lat wojny -–prawdą jest że w tych stronach działała
                                                    współpracująca z Niemcami – policja ukraińska. Ale prawdą jest też polski
                                                    odwet – mordowanie dawnych sąsiadów i greckokatolickich księży. Te straszne
                                                    zdarzenia w okolicach Hludna są np. wspominane w znanej pracy Pana Grzegorza
                                                    Motyki.
                                                    Pozwolicie że w przyszłym tygodniu pociągnę z Radkiem – Wolfem temat traktatu
                                                    ryskiego a i powstania leskiego.
                                                    W tej dyskusji wielokrotnie przeżywałem zaskoczenia – takimi zaskoczeniami był
                                                    podesłany przez Księdza Piotra np. artykuł o zalesiu czy notka biograficzna o
                                                    ks. Nehrebeckim.
                                                    Dziś przeżyłem inne zaskoczenie . Ale najpierw namawiam na lekturę linku o wsi
                                                    Daliowa i poniższych fragmentów :

                                                    www.beskid-niski.pl/index.php?p os=/miejscowosci&ID=28
                                                    . Przed wojna, istniała we wsi czytelnia imienia Kaczkowskiego, którą kierował
                                                    ksiądz Włodzimierz Wachnianin. Ale całe bogactwo i bogacenie się wsi zakończyła
                                                    I-sza wojna światowa. Mężczyźni zostali wcieleni do armii austriackiej a we wsi
                                                    pozostali tylko starcy oraz kobiety z dziećmi. Kiedy zbliżył się front rosyjski
                                                    wszystkich mieszkańców ewakuowano na Słowację pozostawiając wieś bez opieki. W
                                                    zimie, we wsi gospodarowali rosyjscy żołnierze. Część chat została zniszczona
                                                    ogniem artyleryjskim podczas walk o wieś, natomiast resztę chat bądź
                                                    doszczętnie ograbiono bądź zniszczono w 1915 roku podczas ewakuacji.
                                                    Kiedy mieszkańcy powrócili do wsi w 1916 roku, znów pojawiło się wojsko
                                                    rosyjskie. Tym razem ludzi nie ewakuowano a żołnierze stacjonowali niezbyt
                                                    długo. Gdy w 1918 roku wojna się skończyła, do wsi powrócili mężczyźni, którym
                                                    udało się przeżyć wojnę służąc w armii austriackiej. Powrócili też mężczyźni
                                                    wywiezieni ze wsi do obozu Tallerhof.
                                                    /.../
                                                    cerkiew dwa lata później spłonęła.

                                                    Tak to zdarzenie wspomina pochodzący z Daliowej Mikołaj Krupiej: "...Byłem
                                                    pierwszym świadkiem pożaru cerkwi. Siedziałem w klasie, w szkole, która
                                                    znajdowała się w górze wsi w odległości około 250 metrów od cerkwi. Rano około
                                                    9-tej rozpoczęła się pierwsza lekcja a ja siedziałem w tylnej ławce i patrzyłem
                                                    w okno nie interesując się zbytnio tym co się dzieje w klasie. Zauważyłem nagle
                                                    koło cerkwi smugę czarnego dymu; od razu zaalarmowałem nauczycielkę. Ona
                                                    wypuściła kilku chłopaków żeby zobaczyli co się dzieje. Przybiegliśmy pod
                                                    cerkiew i zobaczyliśmy, że spod dachu wydobywa się czarny dym. Wszczęliśmy
                                                    alarm a w mgnieniu oka zbiegło się pełno ludzi by ratować cerkiew. Drzwi od
                                                    cerkwi były zamknięte a kluczy na plebani nie było, jak się później okazało
                                                    klucze zabrał ze sobą ksiądz, który gdzieś pojechał. Za jakiś czas wyłamano
                                                    główne drzwi z których buchnął czarny, gryzący dym, który wypełniał całą
                                                    cerkiew uniemożliwiając wejście do środka. Wybiliśmy z chłopakami szybko okna
                                                    by ten dym wydostał się na zewnątrz ale nie pomogło to zbyt wiele. Ten gryzący
                                                    dym wziął się z olejnych farb, którymi cerkiew była pomalowana w środku. Z
                                                    Jaślisk przyjechała straż ogniowa z ręczną pompą... tylko jak się okazało w
                                                    pobliżu nie było wody. Mieszkańcy ustawili się jeden koło drugiego i wiadrami
                                                    podawali sobie wodę z odległej o 250 metrów rzeki. Tej wody wystarczyło jednak
                                                    na uratowanie dzwonnicy i budynków gospodarczych... cerkiew spłonęła w ciągu
                                                    dwóch godzin jak świeczka..."

                                                    Z pożaru ocalała tylko marmurowa podłoga na której pod warstwą popiołu leżały
                                                    świeczniki, metalowe przedmioty wyposażenia cerkwi oraz nadpalona okładka
                                                    Ewangelii. Spłonął cenny ikonostas, ikony, chorągwie i wszystkie dokumenty,
                                                    które były przechowywane w cerkwi. Polska władza nie potrafiła ustalić
                                                    przyczyny pożaru ale wójt powołał swoja komisję, która ustaliła, że winnym
                                                    pożaru był ksiądz. Od 8-mej do 9-tej odprawiał w cerkwi Służbę Bożą oraz
                                                    Akafist za zmarłych podczas którego niedbale obchodził się z kadzidłem, z
                                                    którego wysypały się rozżarzone węgle, które potoczyły się pod ikonostas i
                                                    dywany. Pozbierano je, jednak jak się domyślał wójt, nie wszystkie. Po
                                                    nabożeństwie ksiądz zamknął cerkiew i z kluczami pojechał do innej wsi. Wójt
                                                    napisał do Episkopatu prośbę o odwołanie z parafii księdza, którego ludzie po
                                                    pożarze znienawidzili. Kilka miesięcy później odszedł ze wsi.


                                                    Koniec cytatu.

                                                    A gdzie zaskoczenie – oto ów ksiądz Wachnianin i ów ksiądz który musiał odejść
                                                    ze wsi posądzony o podpalenie cerkwi – to ta sama osoba.- mój pradziadek.
                                                    Owe czytelnie im. Kaczkowskiego – to były placówki konkurencyjne w stosunku do
                                                    czytelni „Proświty”. Przy czym Proswita była nastawiona w kierunku narodowo-
                                                    ukraińskim a czytelnie im. Kaczkowskiego – moskalofilsko. I prowadzenie tej
                                                    czytelni było zapewne przyczyną uwięzienia mojego pradziadka /proboszcza w
                                                    Daliowej w latach 1914-1932/ w Talerhofie. Pisałem zresztą kiedyś o tym.
                                                    Inną ciekawą sprawą było podpalenie cerkwi – z owego linku wynika że miejscowi
                                                    Łemkowie posądzali o to swego proboszcza. Ciekawa sprawa – czy 67 letni
                                                    wówczas paroch był na tyle roztargniony by wysypywać węgle z kadzielnicy po
                                                    cerkwi ???
                                                    Historia nosi za sobą ciekawe zagadki – nawet o „kryminalnym „ charakterze.

                                                    Pozdrawiam
                                                  • Gość: diakon Piotr IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 06.02.05, 23:59
                                                    W ramach "kolejnych wklejeń" - kolejna ramotka, mianowicie przetłumaczone
                                                    przeze mnie nekrologi ks. Jana Nehrebeckiego.

                                                    Zanim wkleję, mała uwaga nt. wypadku z ks. Wachnianynem - podobne przyczyny
                                                    przypisywano pożarowi prawosławnej cerkwi chełmskiej pod koniec lat
                                                    osiemdziesiątych (DWUDZIESTEGO wieku).

                                                    Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie!Ks. Jan Nehrebecki (1853-1927)

                                                    NOTA TŁUMACZA
                                                    Poniżej zamieszczamy dwa wspomnienia pośmiertne, dotyczące ks. Jana
                                                    Nehrebeckiego, wieloletniego proboszcza parafii greckokatolickiej w Zalesiu pod
                                                    Rzeszowem, zamieszczone pierwotnie w greckokatolickim miesięczniku dla
                                                    duchowieństwa „Nywa”, wychodzącym we Lwowie, przetłumaczone z ukraińskiego na
                                                    polski przez diakona Piotra Siwickiego (wtedy jeszcze subdiakona – przyp.
                                                    dodany 7 lutego 2005).
                                                    Przypisy i uwagi tłumacza są zamieszczone w tekście, tłustą czcionką w
                                                    nawiasach kwadratowych.
                                                    Teksty przetłumaczono w całości, starając się oddać literę i ducha oryginału z
                                                    maksimum ścisłości, zachowując nawet pewne stylistyczne niedociągnięcia
                                                    oryginału.



                                                    + ks. Jan Nehrebecki

                                                    [„Nywa” 22(1927), s. 229-230]

                                                    W Jasienicy Solnej dnia 25 maja br. [1927] zmarł w 74 roku życia i 49
                                                    kapłaństwa gr.kat. proboszcz ks. Jan Nehrebecki [oryg. Iwan Nehrebećkyj].
                                                    Zmarły był wybitnym członkiem naszego duchowieństwa: światłem,
                                                    które przez długie lata ukazywało swym współbraciom i włościanom Chrystusową
                                                    drogę pracy i życia.
                                                    Urodził się w Tarnopolu w 1853 r., tam też ukończył gimnazjum.
                                                    Teologię ukończył w uniwersytecie wiedeńskim, jako seminarzysta u św. Barbary.
                                                    Po krótkim okresie administratorstwa objął parafię w Zalesiu pod Rzeszowem,
                                                    najdalszej zachodniej oazie naszego Kościoła i rozwinął tam przepiękną
                                                    działalność. Jego staraniem stanęła w owej wsi wspaniała cerkiew murowana,
                                                    stworzony został piękny chór cerkiewny, który podnosił i umacniał świadomość
                                                    obrządkową parafian, niejednokrotnie wsławił się wykonywaniem pieśni
                                                    ukraińskich na koncertach w Rzeszowie i ściągał w niedziele i święta do Zalesia
                                                    naszych zatoczenciw [zatoczeneć – ktoś „zarzucony przez los” np. na obcą
                                                    ziemię], którzy, rozrzuceni po mazurskiej obczyźnie, pragnęli usłyszeć ojczyste
                                                    nabożeństwo. Jak wielkie było jego znaczenie w tamtejszych stronach nie tylko
                                                    wśród swoich, ale i we wsiach mazurskich, świadczy fakt, że w roku 1896
                                                    wystawiono go tam jako kandydata na posła do parlamentu wiedeńskiego. Lecz jego
                                                    wielka dusza płonęła miłością do całego narodu i rwała się, by nieść mu światło
                                                    lepszego losu. Odkąd począł się ukazywać dziennik Diło, publikował w nim liczne
                                                    artykuły na różne tematy, budząc całe społeczeństwo do nowego życia.
                                                    Jednocześnie wydawał specjalnie dla włościan liczne książeczki z dziedziny
                                                    gospodarczej i obywatelskiej w wydawnictwach Proswity, Bat’kiwszczyny i
                                                    innych; w końcu zaś założył w Przemyślu osobny miesięcznik Hospodar, który
                                                    przekazał w roku 1911 lwowskiemu Silśkomu Hospodarewi. Na uwagę zasługiwał jego
                                                    drugi miesięcznik Prapor, wydawany przez 4 lata (1897-1900) w Przemyślu dla
                                                    ukraińskiego duchowieństwa katolickiego, w którym to piśmie bardzo stanowczo i
                                                    otwarcie wskazywał na zadania i obowiązki duchowieństwa na polu kościelnym i
                                                    narodowo-politycznym. Pismo to swą stanowczością elektryzowało nasz kler, ale
                                                    nie podobało się pewnym innym kręgom, dlatego też [ks. Nehrebecki] przestał je
                                                    wydawać. A już najbardziej godnym uwagi i znanym było stanowisko, zajęte
                                                    przezeń na synodzie lwowskim 1891 roku. Gdy wysunięto tam projekt wprowadzenia
                                                    w naszym Kościele obowiązkowego celibatu, a cały kler zebrany na synodzie
                                                    protestował przeciwko temu, Zmarły znalazł się w pierwszym szeregu i należał do
                                                    delegacji, która była wysłana w tej sprawie do legata papieskiego. Z tego
                                                    synodu posiadał Zmarły liczne notatki i brał poważny udział w wydaniu broszury
                                                    Wyswitłennia istoriji lwiwśkych synodiw z rr. 1891 i 1897, która ukazała się w
                                                    1924 r. W 1908 roku Zmarły przeniósł się na parafię w Jasienicy Solnej pod
                                                    Drohobyczem i zajmował się tam organizowaniem Silśkoho Hospodaria w całym
                                                    powiecie.
                                                    W listopadzie 1918 roku, gdy na naszej ziemi powstawało państwo
                                                    ukraińskie, odebrał w Drohobyczu od żołnierzy swego powiatu przysięgę wierności
                                                    Państwu Ukraińskiemu.
                                                    Ostatnim aktem, w którym Zmarły brał czynny udział, było
                                                    wysłanie w ub. roku [1926] przez żyjących jeszcze ojców synodalnych memoriału
                                                    do Ojca św. i Kongregacji Wschodniej.
                                                    W ostatnich latach zaczął podupadać na zdrowiu, aż wreszcie
                                                    śmierć przerwała dni jego niezmordowanego, pracowitego życia.
                                                    W Zmarłym zszedł z tego świata mąż wielkiego ducha i gorącego
                                                    serca, który i sam płonął dla sprawy naszego Kościoła i narodu, i pragnął
                                                    zapalić także innych do bardziej ożywionej pracy dla dobra ogólnego. Oddając
                                                    głęboką cześć pamięci Zmarłego, modlimy się do Pana, by w obecnych ciężkich dla
                                                    naszego Kościoła greckokatolickiego i narodu czasach posłał nam podobnych,
                                                    rozumnych i obdarzonych charakterem następców, którzy – zapaleni takąż samą
                                                    miłością i duchem ofiary – zagrzewaliby nasze szeregi do dalszej wytrwałej
                                                    pracy i walki dla osiągnięcia lepszej przyszłości.

                                                    St. [?]

                                                    [PRZYPIS REDAKCYJNY]

                                                    Od siebie musimy dodać, że Zmarły pisał także do Nywy. Jego autorstwa był
                                                    artykuł Spohad pro pidhotowluwannia 300-littia Berestejśkoji Uniji
                                                    [„Wspomnienie o przygotowywaniach do 300-lecia Unii Brzeskiej”], podpisany
                                                    kryptonimem Znajuczyj [„Wiedzący”] (Nywa, nr 11 z 1926 r.).
                                                    REDAKCJA



                                                    Pamięci ks. Jana Nehrebeckiego

                                                    [„Nywa” 22(1927), s. 332-335]

                                                    Bywają ludzie niestrudzonej pracowitości i niezłomnej energii, którzy nawet w
                                                    okolicznościach niełatwych, w samotnym wiejskim ustroniu, wśród obcego
                                                    otoczenia, nie zamkną się w sobie, nie opuszczą rąk, lecz podług słów
                                                    przysłowia żywyj żywe hadaje [?] trudzą się bezustannie nie tylko we własnym
                                                    kręgu działania swego stanowiska, ale i dla ogólnego dobra kościelno-
                                                    narodowego – i swym przykładem zachęcają innych do działalności. Non omnis
                                                    moriar – mogą oni wraz z poetą łacińskim powiedzieć o sobie, bowiem pozostawią
                                                    po sobie ślad swego życia i trudów, które przetrwają dłużej, niż ludzkie życie,
                                                    jako fundament lepszej przyszłości.
                                                    Do takich należał śp. zmarły 25 maja br. [1927] proboszcz Jasienicy Solnej ks.
                                                    Jan Nehrebecki [oryg. Iwan Nehrebećkyj], przedtem długoletni proboszcz Zalesia
                                                    o 6 km. od Rzeszowa, tej jedynej wobec atakującego naporu nacjonalizmu
                                                    polskiego ocalałej parafii gr.kat. – oazy wśród obcego obecnie otoczenia. To,
                                                    że parafia ta na zachodzie utrzymała się i nie poszła śladami osławionych
                                                    Tuczap, to główna i niezmierna zasługa zmarłego ks. Jana Nehrebeckiego. Jego
                                                    stareńki poprzednik ks. Hanasewicz (teść śp. krajowego inspektora szkolnego
                                                    Sołtykiewicza), utrzymał ją wśród obcego zalewu, a ks. J.N., jego następca,
                                                    ożywił ją na nowo i umocnił. Zastał starą, pochyloną cerkiewkę drewnianą, taki-
                                                    ż od starości sczerniały dom i budynki gospodarskie, oraz parafian, którzy
                                                    wśród obcego otoczenia dawno już zapomnieli ojczystego języka. Pierwszym jego
                                                    zadaniem było: przywiązać parafian do swej cerkwi i obrządku i zbudować nową,
                                                    piękną cerkiew murowaną.
                                                    Za specjalnym pozwoleniem śp. Biskupa N. [błąd – winno być „Jana”,
                                                    ukr. „Iwana”] Stupnickiego wydał dla swych parafian łacińskimi czcionkami
                                                    modlitewnik z całą Służbą Bożą, nieszporami i innymi obrzędami cerkiewnymi –
                                                    obok przekład polski z odpowiednimi, potrzebnymi wyjaśnieniami. To zbliżyło i
                                                    przywiązało parafian do swej cerkwi, bo zrozumieli nabożeństwo i poznali jego
                                                    piękno. Założył cerkiewny chór mieszany, który swego czasu dawał koncerty
                                                    naszych pieśni ludowych także i w Rzeszowie. W cerkwi na chórze śpiewały
                                                    również
                                                  • 07.02.05, 14:09
                                                    Witam serdecznie
                                                    Jeszcze dzis korzystam z wolnosci - ostatni dzien urlopu.
                                                    Widze, ze rozmowa sie rozwija i mamy kolejnych milych rozmowcow:)
                                                    Na dzis przygotowalem male uzupelnienie do rozmowy o VII artykule, ale zanim do
                                                    nich przejde to jeszcze maly komentarz do wspomnianej przez Ciebie sprawy
                                                    pozaru. W latach 80-tych na Podlasiu mialy miejsce pozary cerkwi prawoslawnych i
                                                    w wiekszosci przypadkow sprawcy pozostali nieznani. Widac wiec pewien postep,
                                                    juz nie zrzuca sie winy na batiuszke, a podpalen dokonuja nieznani sprawcy.
                                                    Wracajac do wywiazywania sie z tego arytkulu mozna jeszcze dodac pare slow na
                                                    temat "poszanowania" jezyka w cerkwi. Chcialbym sie w tym momencie podeprzec
                                                    tekstem G. Kuprianowicza.

                                                    "Jednocześnie dekret gwarantował władzom państwowym szerokie możliwości
                                                    ingerowania w życie cerkiewne oraz polonizacji Kościoła. Znalazło to m.in. wyraz
                                                    w jego nazwie: Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny (PAKP). Także językiem
                                                    urzędowym stał się wyłącznie język polski i w tym języku mogła być wydawana
                                                    prasa cerkiewna. W rezultacie zlikwidowano ukraińsko i rosyjskojęzyczne
                                                    czasopisma cerkiewne, a jedynym organem Kościoła stały się wówczas
                                                    polskojęzyczne „Wiadomości Metropolii Prawosławnej w Polsce"

                                                    Oczywiscie to juz lata bezposrednio przedwojenne, ale dobrze wpisuje sie to we
                                                    wczesniejsze akcje "repolonizacji" i "nawracania" na katolicyzm.
                                                    Pozdrawiam z nowym tygodniem
                                                    R.
                                                  • 07.02.05, 17:00
                                                    Witam serdecznie !!
                                                    Ksiądz Piotr poczestowal nas owocem swej pracy - znanym mi i Radkowi ze stron
                                                    Mateusza- Gości. A postać Ks. Nehrebeckiego - proboszcza unickiej parafii na
                                                    Zalesiu jest warta przypomnienia. Tu retoryczne pytanie - czy owe tłumaczenia
                                                    wspomnienia posmiertnego byłyby mozliwe do opubliwania na lamach wspolczesnej
                                                    prasy rzeszowskiej /bez skotów ocztwiście/ - obawiam sie ze nie - "czasy
                                                    jeszcze do tego nie dojrzały". Oj przydałoby sie jeszcze tłumaczenie na polski
                                                    artykułu Pana Bogdana Huka z "Naszego słowa" o wspołczesnym Zalesiu !!!!
                                                    A teraz wracam do traktatu - podtrzumuje radku swoje zdanie że traktat ryski
                                                    byl dokumentem rozbioru ziem ukraińskiech pomiedzy Polskę i Sowietów - ale nie
                                                    tylko - stanowił rownież podstawę i "danie wolnej ręki" dla Polski do rozbiory
                                                    ziem litewskich a w szczególności zagarnięcia tzw Litwy środkowej - krainy z
                                                    ktorej pozornie buntowniczy ułani zrobili podarek dla swego Marszałka .
                                                    I tu fragment traktatu
                                                    Artykuł III.
                                                    Rosja i Ukraina zrzekają się wszelkich praw i pretensji do ziem, położonych na
                                                    zachód od granicy, oznaczonej w artykule II Traktatu niniejszego. Ze swej
                                                    strony Polska zrzeka się na rzecz Ukrainy i Białorusi wszelkich praw i
                                                    pretensji do ziem, położonych na wschód od tej granicy. Obie układające się
                                                    strony zgadzają się, że o ile w skład ziem, położonych na zachód od oznaczonej
                                                    w artykule II Traktatu niniejszego granicy, wchodzą terytorja sporne między
                                                    Polską a Litwą, - sprawa przynależności tych terytorjów do jednego z tych dwóch
                                                    państw należy wyłącznie do Polski i Litwy.

                                                    Koniec cytatu.
                                                    Oczywistą jest też sprawą, że postanowienia owego traktatu były przez sanacyjną
                                                    Polskę wielokrotnie łamane - np poprzez przymusowe utworzenie w 1934 roku
                                                    Apostolskiej Administracji łemkowszczyzny, tworu o głownie politycznym
                                                    charakterze.
                                                    A teraz jescze sprawy pozarow - w latach ostatniego dwudziestolecia głośnie
                                                    były sprawy /ujawniane m.in. na łamach "Spotkan z zabytkami" / czyszczenia
                                                    placow pod budowę nowych kościołow - poprzez spalenie /przez nieznanych
                                                    sprawców oczywiście/ starych drewnianych kościołow i cerkwi.
                                                    Wcześniej w latach 50-70 tych- wysadzano w powietrze piekne murowane cerkwie w
                                                    Radymnie, Medyce,Wetlinie, Ustrzykach Gornych, Rajskiem i wielu miejscowościach
                                                    a inne świadomie doprowadzano do ruiny /tu opisywany przykład podprzemyskich
                                                    Ujkowic czy Mrzygłodu/.
                                                    Ale ten pożar w Daliowej z roku 1932 /jeśli wykluczyć niedbałośc Księdza/ mial
                                                    jednak inne podłoże. ja jednak wierzę ś.p. mojej Babci ktora
                                                    twierdziła "cerkiew spalili ukraińcy - nacjonaliści aby zbudować nową , w swoim
                                                    stylu". Czytając tez linkowany artykul mozna dowiedzieć sie o wielu
                                                    mieszkancach wsi wiernie służących w austriackim wojsku i innych - wywiezionych
                                                    pod zarzutem "moskalofilstwa do obozu koncentracyjnego w talerhofie.
                                                    Może tu nalezy upatrywać żródła konfliktu -konfliktu między
                                                    wiernopoddanczymi "mazepińcami" - a więc Ukraincami i Łemkami wiązącymi
                                                    nadzieję z CK Austrią i "moskalifilami" - ich rodakami łączącymi swe nadzieje z
                                                    mitem Wielkiej Rusi ???

                                                    Pozdrawiam - a następne posty oprócz traktowi - poświęcę powstaniu leskiemu !!
                                                    Ps Acha - nowy gośc w naszej dyskusji - z Kielc - chcialby
                                                    uniknąc "rozdrapywanie ran" . Oj obawiam się że będzie trudno się bez tego
                                                    obejśc :-(
                                                  • 07.02.05, 17:04
                                                    Przpraszam księdza - ale nie wszystko się wkleiło. Na przyszłość podpowiadam
                                                    kopiować prosze najwyżej 1,5-2 strony na raz. niestety skrzynka forumnowa lubi
                                                    sie zatykać :-)
                                                    Pozdrawiam
                                                  • 07.02.05, 20:04
                                                    Dopiero teraz zauwazylem, ze w poscie jest tez link. Przeczytalem i znalazlem
                                                    kolejny fragment ktory na chwile oderwie nas od traktatu.

                                                    "Żaden z mieszkańców wsi nie stawił się na polską mobilizację podczas wojny
                                                    polsko-bolszewickiej. Pierwsi chłopcy z Daliowej, którzy zaczęli służyć w
                                                    polskim wojsku, zaciągnęli się dopiero w 1926 roku."

                                                    Widac z tego, ze sluzba w wojsku nie cieszyla sie zbyt duza popularnoscia,
                                                    podobnie jak na Podlasiu.
                                                    Twoje, Piotrze informacje o pozarze sa kolejnym uzupelnieniem rozmow o
                                                    konfliktach wsrod Lemkow.
                                                    Przepraszam za chwilowe zejscie z tematu. W nastepnym poscie bedzie juz na temat:)
                                                    R.
                                                  • Gość: diakon Piotr IP: 212.182.32.* 08.02.05, 15:54
                                                    Zobaczymy, jak teraz mi to wyjdzie...


                                                    Ks. Jan Nehrebecki (1853-1927)

                                                    NOTA TŁUMACZA
                                                    Poniżej zamieszczamy dwa wspomnienia pośmiertne, dotyczące ks. Jana
                                                    Nehrebeckiego, wieloletniego proboszcza parafii greckokatolickiej w Zalesiu pod
                                                    Rzeszowem, zamieszczone pierwotnie w greckokatolickim miesięczniku dla
                                                    duchowieństwa „Nywa”, wychodzącym we Lwowie, przetłumaczone z ukraińskiego na
                                                    polski przez subdiakona Piotra Siwickiego.
                                                    Przypisy i uwagi tłumacza są zamieszczone w tekście, tłustą czcionką w
                                                    nawiasach kwadratowych.
                                                    Teksty przetłumaczono w całości, starając się oddać literę i ducha oryginału z
                                                    maksimum ścisłości, zachowując nawet pewne stylistyczne niedociągnięcia
                                                    oryginału.



                                                    + ks. Jan Nehrebecki

                                                    [„Nywa” 22(1927), s. 229-230]

                                                    W Jasienicy Solnej dnia 25 maja br. [1927] zmarł w 74 roku życia i 49
                                                    kapłaństwa gr.kat. proboszcz ks. Jan Nehrebecki [oryg. Iwan Nehrebećkyj].
                                                    Zmarły był wybitnym członkiem naszego duchowieństwa: światłem,
                                                    które przez długie lata ukazywało swym współbraciom i włościanom Chrystusową
                                                    drogę pracy i życia.
                                                    Urodził się w Tarnopolu w 1853 r., tam też ukończył gimnazjum.
                                                    Teologię ukończył w uniwersytecie wiedeńskim, jako seminarzysta u św. Barbary.
                                                    Po krótkim okresie administratorstwa objął parafię w Zalesiu pod Rzeszowem,
                                                    najdalszej zachodniej oazie naszego Kościoła i rozwinął tam przepiękną
                                                    działalność. Jego staraniem stanęła w owej wsi wspaniała cerkiew murowana,
                                                    stworzony został piękny chór cerkiewny, który podnosił i umacniał świadomość
                                                    obrządkową parafian, niejednokrotnie wsławił się wykonywaniem pieśni
                                                    ukraińskich na koncertach w Rzeszowie i ściągał w niedziele i święta do Zalesia
                                                    naszych zatoczenciw [zatoczeneć – ktoś „zarzucony przez los” np. na obcą
                                                    ziemię], którzy, rozrzuceni po mazurskiej obczyźnie, pragnęli usłyszeć ojczyste
                                                    nabożeństwo. Jak wielkie było jego znaczenie w tamtejszych stronach nie tylko
                                                    wśród swoich, ale i we wsiach mazurskich, świadczy fakt, że w roku 1896
                                                    wystawiono go tam jako kandydata na posła do parlamentu wiedeńskiego. Lecz jego
                                                    wielka dusza płonęła miłością do całego narodu i rwała się, by nieść mu światło
                                                    lepszego losu. Odkąd począł się ukazywać dziennik Diło, publikował w nim liczne
                                                    artykuły na różne tematy, budząc całe społeczeństwo do nowego życia.
                                                    Jednocześnie wydawał specjalnie dla włościan liczne książeczki z dziedziny
                                                    gospodarczej i obywatelskiej w wydawnictwach Proswity, Bat’kiwszczyny i
                                                    innych; w końcu zaś założył w Przemyślu osobny miesięcznik Hospodar, który
                                                    przekazał w roku 1911 lwowskiemu Silśkomu Hospodarewi. Na uwagę zasługiwał jego
                                                    drugi miesięcznik Prapor, wydawany przez 4 lata (1897-1900) w Przemyślu dla
                                                    ukraińskiego duchowieństwa katolickiego, w którym to piśmie bardzo stanowczo i
                                                    otwarcie wskazywał na zadania i obowiązki duchowieństwa na polu kościelnym i
                                                    narodowo-politycznym. Pismo to swą stanowczością elektryzowało nasz kler, ale
                                                    nie podobało się pewnym innym kręgom, dlatego też [ks. Nehrebecki] przestał je
                                                    wydawać. A już najbardziej godnym uwagi i znanym było stanowisko, zajęte
                                                    przezeń na synodzie lwowskim 1891 roku. Gdy wysunięto tam projekt wprowadzenia
                                                    w naszym Kościele obowiązkowego celibatu, a cały kler zebrany na synodzie
                                                    protestował przeciwko temu, Zmarły znalazł się w pierwszym szeregu i należał do
                                                    delegacji, która była wysłana w tej sprawie do legata papieskiego. Z tego
                                                    synodu posiadał Zmarły liczne notatki i brał poważny udział w wydaniu broszury
                                                    Wyswitłennia istoriji lwiwśkych synodiw z rr. 1891 i 1897, która ukazała się w
                                                    1924 r. W 1908 roku Zmarły przeniósł się na parafię w Jasienicy Solnej pod
                                                    Drohobyczem i zajmował się tam organizowaniem Silśkoho Hospodaria w całym
                                                    powiecie.
                                                    W listopadzie 1918 roku, gdy na naszej ziemi powstawało państwo
                                                    ukraińskie, odebrał w Drohobyczu od żołnierzy swego powiatu przysięgę wierności
                                                    Państwu Ukraińskiemu.
                                                    Ostatnim aktem, w którym Zmarły brał czynny udział, było
                                                    wysłanie w ub. roku [1926] przez żyjących jeszcze ojców synodalnych memoriału
                                                    do Ojca św. i Kongregacji Wschodniej.
                                                    W ostatnich latach zaczął podupadać na zdrowiu, aż wreszcie
                                                    śmierć przerwała dni jego niezmordowanego, pracowitego życia.
                                                    W Zmarłym zszedł z tego świata mąż wielkiego ducha i gorącego
                                                    serca, który i sam płonął dla sprawy naszego Kościoła i narodu, i pragnął
                                                    zapalić także innych do bardziej ożywionej pracy dla dobra ogólnego. Oddając
                                                    głęboką cześć pamięci Zmarłego, modlimy się do Pana, by w obecnych ciężkich dla
                                                    naszego Kościoła greckokatolickiego i narodu czasach posłał nam podobnych,
                                                    rozumnych i obdarzonych charakterem następców, którzy – zapaleni takąż samą
                                                    miłością i duchem ofiary – zagrzewaliby nasze szeregi do dalszej wytrwałej
                                                    pracy i walki dla osiągnięcia lepszej przyszłości.

                                                    St. [?]

                                                    [PRZYPIS REDAKCYJNY]

                                                    Od siebie musimy dodać, że Zmarły pisał także do Nywy. Jego autorstwa był
                                                    artykuł Spohad pro pidhotowluwannia 300-littia Berestejśkoji Uniji
                                                    [„Wspomnienie o przygotowywaniach do 300-lecia Unii Brzeskiej”], podpisany
                                                    kryptonimem Znajuczyj [„Wiedzący”] (Nywa, nr 11 z 1926 r.).
                                                    REDAKCJA



                                                    Pamięci ks. Jana Nehrebeckiego

                                                    [„Nywa” 22(1927), s. 332-335]

                                                    Bywają ludzie niestrudzonej pracowitości i niezłomnej energii, którzy nawet w
                                                    okolicznościach niełatwych, w samotnym wiejskim ustroniu, wśród obcego
                                                    otoczenia, nie zamkną się w sobie, nie opuszczą rąk, lecz podług słów
                                                    przysłowia żywyj żywe hadaje [?] trudzą się bezustannie nie tylko we własnym
                                                    kręgu działania swego stanowiska, ale i dla ogólnego dobra kościelno-
                                                    narodowego – i swym przykładem zachęcają innych do działalności. Non omnis
                                                    moriar – mogą oni wraz z poetą łacińskim powiedzieć o sobie, bowiem pozostawią
                                                    po sobie ślad swego życia i trudów, które przetrwają dłużej, niż ludzkie życie,
                                                    jako fundament lepszej przyszłości.
                                                    Do takich należał śp. zmarły 25 maja br. [1927] proboszcz Jasienicy Solnej ks.
                                                    Jan Nehrebecki [oryg. Iwan Nehrebećkyj], przedtem długoletni proboszcz Zalesia
                                                    o 6 km. od Rzeszowa, tej jedynej wobec atakującego naporu nacjonalizmu
                                                    polskiego ocalałej parafii gr.kat. – oazy wśród obcego obecnie otoczenia. To,
                                                    że parafia ta na zachodzie utrzymała się i nie poszła śladami osławionych
                                                    Tuczap, to główna i niezmierna zasługa zmarłego ks. Jana Nehrebeckiego. Jego
                                                    stareńki poprzednik ks. Hanasewicz (teść śp. krajowego inspektora szkolnego
                                                    Sołtykiewicza), utrzymał ją wśród obcego zalewu, a ks. J.N., jego następca,
                                                    ożywił ją na nowo i umocnił. Zastał starą, pochyloną cerkiewkę drewnianą, taki-
                                                    ż od starości sczerniały dom i budynki gospodarskie, oraz parafian, którzy
                                                    wśród obcego otoczenia dawno już zapomnieli ojczystego języka. Pierwszym jego
                                                    zadaniem było: przywiązać parafian do swej cerkwi i obrządku i zbudować nową,
                                                    piękną cerkiew murowaną.
                                                    Za specjalnym pozwoleniem śp. Biskupa N. [błąd – winno być „Jana”,
                                                    ukr. „Iwana”] Stupnickiego wydał dla swych parafian łacińskimi czcionkami
                                                    modlitewnik z całą Służbą Bożą, nieszporami i innymi obrzędami cerkiewnymi –
                                                    obok przekład polski z odpowiednimi, potrzebnymi wyjaśnieniami. To zbliżyło i
                                                    przywiązało parafian do swej cerkwi, bo zrozumieli nabożeństwo i poznali jego
                                                    piękno. Założył cerkiewny chór mieszany, który swego czasu dawał koncerty
                                                    naszych pieśni ludowych także i w Rzeszowie. W cerkwi na chórze śpiewały
                                                    również i kobiety zamężne. Miło było słuchać, jak w nabożeństwie cerkiewnym
                                                    brali aktywny udział wszyscy wierni i przy procesjach, np. w Zielone Święta,
                                                    niosła się nasza pieśń pobożna Preczystaja Diwo, Maty ruśkoho kraju!...
                                                    Przy budowie nowej cerkwi przyszło mu pokonywać wielkie trudności,
                                                    aby zdobyć potrzebne fundusze. Parafia mała i niezbyt zasobna, z dwóch
                                                  • Gość: diakon Piotr IP: 212.182.32.* 08.02.05, 16:01
                                                    Za specjalnym pozwoleniem śp. Biskupa N. [błąd – winno być „Jana”,
                                                    ukr. „Iwana”] Stupnickiego wydał dla swych parafian łacińskimi czcionkami
                                                    modlitewnik z całą Służbą Bożą, nieszporami i innymi obrzędami cerkiewnymi –
                                                    obok przekład polski z odpowiednimi, potrzebnymi wyjaśnieniami. To zbliżyło i
                                                    przywiązało parafian do swej cerkwi, bo zrozumieli nabożeństwo i poznali jego
                                                    piękno. Założył cerkiewny chór mieszany, który swego czasu dawał koncerty
                                                    naszych pieśni ludowych także i w Rzeszowie. W cerkwi na chórze śpiewały
                                                    również i kobiety zamężne. Miło było słuchać, jak w nabożeństwie cerkiewnym
                                                    brali aktywny udział wszyscy wierni i przy procesjach, np. w Zielone Święta,
                                                    niosła się nasza pieśń pobożna Preczystaja Diwo, Maty ruśkoho kraju!...
                                                    Przy budowie nowej cerkwi przyszło mu pokonywać wielkie trudności,
                                                    aby zdobyć potrzebne fundusze. Parafia mała i niezbyt zasobna, z dwóch wsi –
                                                    Zalesia i Białej (3 km. za Zalesiem, koło Tyczyna) – lecz nie zrażając się
                                                    niczym, przy swej energii zdołał doprowadzić zamysł do upragnionego spełnienia,
                                                    znajdując w tej sprawie szczerego pomocnika w osobie radcy sądu w Rzeszowie
                                                    Hanasewicza, syna poprzedniego proboszcza. Część pieniędzy zebrano z
                                                    dobrowolnych datków, resztę złożyli parafianie. W Zalesiu urządzono cegielnię i
                                                    cegły w niej wypalonej starczyło na zbudowanie pięknej, murowanej cerkwi, z
                                                    pozostałej zaś zbudowano jeszcze murowaną stajnię i inne budynki gospodarskie.
                                                    W roku 1893 stanął i nowy, obszerny, murowany dom parafialny w
                                                    miejscu starego, sczerniałego. Między proboszczem i parafianami panowały
                                                    szczere i przyjazne stosunki, Zmarły potrafił w nich obudzić ducha narodowego;
                                                    choć mówili po polsku, czuli się Rusinami, interesowali się naszymi sprawami
                                                    narodowymi i chętnie spieszyli z datkami na narodowe cele. Niemniej szczere
                                                    stosunki istniały z parafianami zamiejscowymi, przeważnie urzędnikami z
                                                    Rzeszowa i miasteczek okolicznych.
                                                    W Rzeszowie byli w owym czasie, oprócz wspomnianego radcy sądowego
                                                    Hanasewicza, prezydent sądu okręgowego Hłuszkiewicz (zm. 1897), radca skarbowy
                                                    M. Dolnicki (zm. 1900 w Sanoku), długoletni zatoczeneć profesor gimnazjalny F.
                                                    Swystun, profesor Onuf/ry/ Geców, profesor seminarium nauczycielskiego K.
                                                    Bilecki i inni, później zaś przybył jeszcze i weterynarz wojskowy w stopniu
                                                    kapitana Włodzimierz Ustianowicz, który wraz ze swą żoną był szczerze oddany
                                                    naszemu Kościołowi i narodowi, świadczył nieraz na cerkiew w Zalesiu i popierał
                                                    każdą sprawę narodową.
                                                    Cerkiew w Zalesiu i szczerze gościnny dom ks. proboszcza był owym
                                                    centrum przyciągania, w którym stęsknieni na obczyźnie zatoczenci odżywali
                                                    duchem ojczystym wśród ojczystej atmosfery. Na wszystkie większe święta – Boże
                                                    Narodzenie, Jordan, Wielkanoc – wszyscy gromadnie zbierali się w gościnym domu
                                                    księdza proboszcza. Śp. ks. Jan dbał także i o swych dalszych parafian. Nie
                                                    zważając na trud i koszta dalszej podróży, zawsze chętnie spieszył do nich z
                                                    pomocą duchową w potrzebie. W sobotę wielkanocną, nieraz mimo niepogody,
                                                    przyjeżdżał zwykle własną furą do Rzeszowa, by każdemu z parafian poświęcić
                                                    paschę w jego własnym domu...
                                                    Jego wielką zasługą było wyjednanie, na jego wniosek, w
                                                    austriackim ministerstwie obrony krajowej, odprawiania raz w miesiącu (w każdą
                                                    niedzielę po pierwszym), w pijarskim kościele gimnazjalnym, Służby Bożej dla
                                                    naszych stacjonujących w Rzeszowie żołnierzy. Mając zezwolenie na odprawianie
                                                    dwóch Służb Bożych, po celebrze w Zalesiu przyjeżdżał zwykle na wojskową Służbę
                                                    Bożą do Rzeszowa. Parafianie świeccy dla podniesienia uroczystości sprawili 10
                                                    wielkich świateł oraz paterycę – i tak nasi żołnierze mieli również i tam raz w
                                                    miesiącu swe nabożeństwo. Mimo pracy i zajęć w swej choć nielicznej, ale bardzo
                                                    rozległej parafii (która sięgała aż po Kraków i obaj ze śp. ks. Borsukiem z
                                                    Krakowa nazywali siebie „sąsiadami”), znalazł czas także na sprawy publiczne na
                                                    niwie kościelnej, kulturalnej, ekonomicznej i politycznej, i publikował na te
                                                    tematy wiele cennych artykułów w czasopismach. Dla obrony praw i powagi
                                                    Kościoła wydawał i redagował w Przemyślu gazetę Prapor [„Sztandar”] i, tamże,
                                                    pismo ekonomiczne Hospodar [„Gospodarz”]. W obronie swego Kościoła i praw swego
                                                    narodu występował śmiało i otwarcie, i za działalność swą był szanowany przez
                                                    swoich i respektowany przez obcych. Z okazji zamordowania śp. ks. Ardana przez
                                                    syna miejscowego dziedzica zamieścił odpowiedni artykuł w dzienniku Diło
                                                    [„Czyn”], który to artykuł nieprzyjemnie uderzył polskie duchowieństwo, przez
                                                    co spotkała go niejedna przykrość. Dzięki swej popularności wśród ludu w
                                                    czasach, gdy polskie koła rządzące prowadziły walkę ze Stojałowskim i
                                                    ludowcami, podczas wyborów do parlamentu 1897 otrzymał z piątej kurii najwięcej
                                                    głosów z powiatu rzeszowskiego i okolicy, co przeraziło i bardzo rozeźliło
                                                    polityków polskich; oni to, nie przebierając w środkach, starali się podkopać
                                                    jego popularność i powagę – lecz zmarły, choć doznał niejednej przykrości, nie
                                                    poddał się i szedł dalej wybraną drogą dla służenia swemu św. Kościołowi i
                                                    narodowi. Jego aktywny udział w obradach Synodu Lwowskiego 1891 zapisana
                                                    została pięknie po wszystkie czasy historii Synodu i naszego Kościoła.
                                                    W roku 1906 otrzymał parafię Jasienica Solna koło Drohobycza.
                                                    Parafianie i zatoczenci-inteligenci z Rzeszowa żegnali go z żalem, bo cenili
                                                    jego pracę dla nich, św. Kościoła i narodu. Swym niezmordowanym trudem położył
                                                    trwały, mocny fundament pod dalszą egzystencję naszej cerkwi i parafii w
                                                    Zalesiu i dla dalszej działalności swych następców. Mimo wrogich zakusów wtedy,
                                                    gdy jego następca ks. Kamiński z niektórymi parafianami za przyczyną obcych
                                                    donosów znalazł się niewinnie w Thalerhofie - tameczni wierni nie ulegli
                                                    terrorowi i nie odstąpili od swego Kościoła i obrządku. Gorliwa i szczera praca
                                                    Trudzącego się w winnicy Chrystusowej nie przepadła marnie i pozostawiła u
                                                    wszystkich zasłużoną wdzięczną pamięć; niech zatem i to wspomnienie dawnego
                                                    długoletniego zatoczencia i parafianina będzie kwiatem szczerej i wdzięcznej
                                                    pamięci na jego grób.

                                                    Jul. Stef. [?]

                                                    We Lwowie w lipcu 1927.

                                                    [Przypis redakcji]

                                                    Z miarodajnego źródła donoszą nam, że w naszym nekrologu śp. ks. Jana
                                                    Nehrebeckiego („Nywa” nr 6 z br., s. 229) niektóre daty są błędne. Zmarły
                                                    urodził się w Przemyślu (a nie w Tarnopolu) 22 sierpnia 1853 w rodzinie
                                                    mieszczańskiej, tam też ukończył gimnazjum w roku 1873, studia teologiczne w
                                                    Wiedniu 1877, a 14 kwietnia 1878 roku był wyświęcony na prezbitera w Przemyślu.
                                                    Redakcja.
                                                  • 08.02.05, 16:27
                                                    No i poszło :-).
                                                    Niedawno kopiowalem sobie tą dyskusje na dysk. Wyszlo ponad 500 stron w
                                                    wordzie - New times romanie 11 :-)))
                                                    Jak sformatuję, wyelimuję powtórzenia i zbędną "pyskowke" to juz mamy niezła
                                                    książke z grekokatolikami w tytule :-)))
                                                    A teraz pytanie - na procesji 'jordanowej" spostrzegłem niesione przez diakonów
                                                    dziwne przedmioty - na tyczkach - dwa złote "słońca" -
                                                    Czy mogłby Ksiądz wyjasnić symbolikę tych przedmiotow i ich znaczenie w
                                                    liturgii ?
                                                    Pozdrawiam serdecznie
                                                  • Gość: diakon Piotr IP: 212.182.32.* 08.02.05, 17:03
                                                    "Słońca na kijach" to rypidy (z greckiego "ta ripidia", forma l.mn.),
                                                    symbolizujące skrzydła anielskie.
                                                    To rodzaj wachlarzy liturgicznych (mogą być tak także mniejszych rozmiarów,
                                                    rzekłbym "ręczne"), trochę dla dodania przepychu w orientalnym stylu, a trochę
                                                    (zwłaszcza jeśli chodzi o genezę) z praktycznych powodów wymyślone. Jest
                                                    taka rubryka w liturgikonie: na anaforze "diakon wziąwszy rypidę powiewa nią
                                                    nad czcigodnymi darami ze wszelką uwagą, by nie siadły muchy lub coś podobnego".

                                                    Nie wiem, o jaki to Jordan chodzi, ale na przemyskim to nie diakoni trzymali
                                                    rypidy, a zwyczajni posługujący (widziałem fotoreportaż na stronie
                                                    diecezjalnej).

                                                    Pozdrawiam serdecznie,
                                                    diakon Piotr

                                                    PS. Zastrzegam sobie prawa (współ)autorskie do książki! ;-)
                                                  • 08.02.05, 17:15
                                                    A teraz znowu traktat ryski i tematy pochodne.
                                                    Całkiem niedawno odezwaly się w prasie polskiej alarmistyczne głosy,że Rosjanie
                                                    wystawią nam "rachunek" za sprzyjanie pomaranczowej rewolucji, gaz odetną i
                                                    ropę, Putin sie pogniewal itd.
                                                    A mozna przeciez się zastanowic tez jaki 'rachunek" wystawili nam Rosjanie,
                                                    Ukraińcy - a i Europa Zachodnia. Wszyscy z innego powodu - za wymuszenie na
                                                    Rosjanach granicy ryskiej, zdradzenie Ukraińcow i nie zaakceptowanie przez
                                                    Polakow propozycji Zachodu /w nastepstwie konferencji pokojowej w Spa - 1920
                                                    roku/ o utworzenie granicy na linii Curzona.
                                                    A rachunki były okrutne - W 1939 roku Rosjanie wzieli te ziemie jak swoje,
                                                    Ukraincy obrocili sie w stronę Niemcow i już we wrzesniu 1939 r. zaczeli Polsce
                                                    i Polakom odpłacać "za Rygę" i granicę na Zbruczu. a zachodni sojusznicy -
                                                    udali po 17 września 1939 że nic się nie stało i w pożniejszej Jałcie wrocili
                                                    skutecznie do tematu linii Curzona !!!
                                                    Popatrz Radku - ile refleksji i skojarzeń daje ten podeslany Ci dokument.
                                                    Nota bene pisany pieknym językiem, bardzo szczególowy przykład prac wytrawnych
                                                    dyplomatow !!!

                                                    A teraz powstanie leskie - dzisiaj tylko krotko- w ostatnim numerze Bieszczada
                                                    Nr 11 /vide 'zajawka" na stronie

                                                    www.tonz.eu.org

                                                    - ukazala się monografia wsi Berehy Dolne autorstwa Pana Macieja Augustyna. I
                                                    tam jest własnie opisana geneza owego powstania bieszczadzkich chłopów.
                                                    Dziś tylko krotki cytat:
                                                    "Niestety, wszelkie publikacje na temat tzw "powstania leskiego" mają
                                                    polityczny charakter.Do rangi heroicznych wręcz zmagań podnieśli je
                                                    komunistyczni propagandziści,ostatnio zaś do chóru tego właczają sie
                                                    propagandowe wydawnictwa ukraińskie o nacjonalistycznym charakterze. Jest to o
                                                    tyle dziwne,że w czasie rozruchów ukrainscy poslowie przybywali na ten teren i
                                                    starali sie uspakajać swych rodaków.Pewne przerysowania w opisach zdarzeń
                                                    spotykamy w obecnej polskiej historiografii. Skłonność do idealizacji II
                                                    rzeczpospolitej powoduje "łagodny" opis tych wydarzeń"
                                                    Koniec cytatu
                                                    Oj - stronniczy ten Pan Augustyn- jak opisy w wydawnictwach ukraińskich
                                                    to "propagandowe", "nacjonalistyczny charakter". A jak to dotyczy Polaków to
                                                    tylko "pewne przerysowania", "skłonność do idealizacji".
                                                    Tak to już bywa,że "filozofia kalego" dalej ma sie w Polsce dobrze :-(
                                                    A w następnych postach napiszę więcej o przebiegu walk w roku 1932 między
                                                    innymi w oparciu o żrodła "kumunizujących propagandzistów' - może i tam się
                                                    znajdzie coś ciekawego.
                                                    Pozdrawiam
                                                  • 08.02.05, 20:42
                                                    Witam
                                                    Pomyslalem, ze skoro rozmawiamy o traktacie to mozna by przeniesc sie na chwile
                                                    na tereny polozone bardziej na polnoc. Duzo rozmawialismy o sytuacji na ziemiach
                                                    ukrainskich. Jak wszyscy Forumowicze wiedza Bialorus rowniez darze duzym
                                                    uczuciem, a historia tamtych terenow w okresie po I wojnie jest stosunkowo malo
                                                    znana. Ruch bialoruski byl slabiej rozwiniety, co nie znaczy ze nie istnial.
                                                    W zwiazku z tym polecam pod laskawa uwage kilka cytatow.

                                                    " Być może otoczenie J. Piłsudskiego skłonne było realizować niektóre postulaty
                                                    Naczelnika wynikające z jego federalistycznych koncepcji, lecz wojsko
                                                    zachowywało się jak w kraju podbitym18. Zbrodnie popełnione przez żołnierzy na
                                                    cywilnej ludności białoruskiej i żydowskiej19 bardzo szybko doprowadziły do
                                                    powstania antypolskiego ruchu oporu wspieranego jednocześnie z Moskwy i Kowna.
                                                    Szok spowodowany kilkoma miesiącami władzy polskiej wywołał silne, prosowieckie
                                                    tendencje zwłaszcza wśród warstw plebejskich na Białorusi. Podczas wojny 1920 r.
                                                    ludność białoruska w zdecydowanej większości opowiadała się po stronie bolszewików."

                                                    " Porozumienie polsko-bolszewickie i traktat ryski był zaskoczeniem dla
                                                    wszystkich polityków białoruskich, niezależnie po której ze stron się
                                                    opowiadali. Zaskoczeni byli zarówno ci, którzy liczyli na federację całości
                                                    Białorusi w ramach Rosji, jak i ci, którzy stawiali na autonomię w granicach
                                                    Polski."

                                                    " Po zachodniej stronie granicy ryskiej nie trzeba było czynić zbyt wielkich
                                                    starań by zorganizować kilka grup partyzanckich, nie stwarzających wprawdzie
                                                    zagrożenia dla państwa, lecz paraliżujących działalność polskiej administracji.
                                                    Ruch ten, organizowany głównie przez białoruskich eserów z udziałem
                                                    emigracyjnego rządu białoruskiego w Kownie, wspierany był także przez Litwinów i
                                                    Niemców. W połowie lat dwudziestych znalazł się natomiast pod kontrolą
                                                    emisariuszy Kominternu i radzieckich służb specjalnych22.
                                                    Większość uczestników tego ruchu stanowiły osoby, dla których względy
                                                    ideologiczne i narodowe były sprawą drugorzędną. Władze polskie nie potrafiły
                                                    jednak rozwiązać żadnego problemu związanego z istnieniem w granicach państwa
                                                    licznej białoruskiej mniejszości narodowej. Sytuacja ekonomiczna na ziemiach
                                                    północno-wschodnich Rzeczypospolitej, polityka narodowościowa i religijna
                                                    prowadzona przez poszczególne rządy nie stwarzała żadnych szans bezkonfliktowego
                                                    funkcjonowania Białorusinów jako legalnych obywateli państwa.
                                                    Dla większości Białorusinów nowo powstałe państwo było kulturowo obce. Nawet ci,
                                                    którzy w czasach carskich nauczyli się czytać i pisać, teraz ponownie stali się
                                                    analfabetami. "

                                                    kamunikat.net.iig.pl/www/czasopisy/bzh/01/01art_miranovicz.htm
                                                    Mam nadzieje, ze chwilowa wycieczka na polnoc zostanie laskawie przyjeta:)
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • 08.02.05, 21:05
                                                    Radek powiedzialeś ;
                                                    Mam nadzieje, ze chwilowa wycieczka na polnoc zostanie laskawie przyjeta:)

                                                    Oczywiście !!! Zwłaszcza że poruszyłeś temat kompletnie dla mnie NOWY !!!!
                                                    Wielkie dzieki !!!
                                                    LINK rozczytam jutro !!!
                                                    Ja też mam ciekawe materialy w zanadrzu - a to o linii Curzona, a to dalsze
                                                    materiały dotyczące zagadnień powojennych granic - ale o tym moe później -
                                                    bliżej wiosny :-). Mam nadzieje że zaintrygowały Cię tematy powstania
                                                    leskiego :-?
                                                    Piszesz o Litwie Kowieńskiej - może masz coś "on line " na temat zajęcia Litwy
                                                    Wileńskiej przez Polaków - temat ten też mnie intryguje /mimo że poboczny do
                                                    naszej dyskusji.
                                                    Zaglądniej do Rzeszowa na sąsiednią dyskusję o mniejszościach narodowych na
                                                    Podakrpaciu - ja tam raczej nie zabiorę głosu ale np post Księdza Piotra -
                                                    bardzo ciekawy.
                                                    Księdzu dziekuję za wyjasnienie - oczywiście byłem tam w Przemyslu- stąd
                                                    pytanie o owe słoneczka.
                                                    jak bym mógł jeszcze prosić o wyjaśnienie znaczenia owych długich świec -
                                                    trzech związanych na ukos /nazwy i syboliki/ oraz podania "fachowej" nazwy
                                                    widywanych przeze mnie w cerkwi krótkich krzyzy do błogośławieństw . Bardzo
                                                    podoba mi się ich rzeźbiarska forma. Proszę o wybczenie "pytatliwości" ale
                                                    ciekawość ... :-)
                                                    Co do praw autorskich - oczywiście i Radek i Ksiądz a i pozostali dykutanci -
                                                    mają równe copyright /chcociaż zdaje się ze goszcząca nas GW może mieć inne
                                                    zdanie :-)

                                                    Pozdrawiam serdecznie



                                                  • 09.02.05, 18:43
                                                    Witam
                                                    Ciesze sie, ze temat wzbudzil zainteresowanie. Jako uzupelnienie wczorajszego
                                                    tekstu zalinkuje jeszcze jeden.

                                                    kamunikat.net.iig.pl/www/czasopisy/bzh/01/01art_kalina.htm
                                                    "Na kilkanaście dni przed tym wydarzeniem, do przodownika posterunku policji
                                                    został przysłany list, pisany po rosyjsku, z pieczątką w języku białoruskim:
                                                    "Bractwo Włościan Białorusinów". Autor (autorzy?) pisał w nim: "Panowie Bandyci
                                                    Policji w Kleszczelach. Stosownie do rozkazu atamana "Skamarocha", ja, dowódca
                                                    oddziału terrorystów, Jan Czort, uprzedzam, że jeżeli wy, polskaja swołocz, nie
                                                    zaprzestaniecie bicia i wulgarnych drwin nad naszymi braćmi Białorusinami
                                                    podczas aresztów, za wasze postępki zostaniecie powieszeni na słupie telegraficznym"

                                                    Niestety na tematy litewskie wiem niewiele, wiec mozna sie tylko zwrocic z
                                                    prosba do Forumowiczow, moze oni poratuja.
                                                    Wydarzenia leskie zainteresowaly mnie, chetnie przeczytam cos na ten temat. To
                                                    co udalo mi sie znalezc to wypowiedzi typu "bunt chlopow przeciwko sanacyjnemu
                                                    uciskowi spolecznemu". Ciekaw jestem czy prawda jest, ze ludnosc byla podburzana
                                                    przez dzialaczy KPZU?
                                                    Jako ze zalinkowany tekst jest dlugi koncze post i zycze milej lektury.
                                                    R.
                                                  • 09.02.05, 18:47
                                                    Moze moje pytania odnosnie wydarzen leskich wydadza sie Tobie naiwne. Jezeli tak
                                                    wygladaja to jedynym tego powodem jest moja niewiedza na ten temat. Przez
                                                    poszukiwanie informacji odnosnie powstania leskiego zrobil mi sie metlik w glowie:)
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • 09.02.05, 20:33
                                                    Witam.
                                                    Kilka najbliższych postów będę chciał poświęcić temu powstaniu.
                                                    Oprę się w zasadzie o dwa źródła – ów 11 numer Bieszczada z 2004 roku oraz opis
                                                    zawarty we wstępie do przewodnika autorstwa Władysława Krygowskiego „Bieszczady
                                                    i pogórze strzyzowsko-dynowskie /cześć wschodnia/ z 1970 roku.
                                                    Pytasz o komunistyczne inspiracje tego powstania - to właśnie Krygowski gdzieś
                                                    na marginesie wspomina , że powstanie swiadczyło o „determinacji chłopów
                                                    polskich i ukraiskich, złączonych wspólną walką z uciskiem państwa i
                                                    obszarników. Było to również przejawem coraz skuteczniejszej działalności
                                                    licznych komórek KPP na Podkarpaciu w okresie międzywojennym”
                                                    Wydaję mi się Radku że te twierdzenia to raczej sztuczne dorabianie ideologii
                                                    do tych wydarzeń i przejaw wiernopoddańczego „ukłonu” autora wobec
                                                    komunistycznych mecenasów.

                                                    A powstanie wzięło swój początek ..od pomysłu Jana hr Potockiego z
                                                    Rymanowa /zresztą kolatora i mecenasa greckokatolickich parafii z tamtego
                                                    terenu/ - który wymyślił ideę „świąt pracy” „czyli zorganizowanych prac na
                                                    rzecz poprawy stanu dróg,mostów,szkól i innych obiektów użyteczności
                                                    publicznej”. Ponoć w okolicach Rymanowa idea się ta dość dobrze przyjęła-
                                                    myslę,że dla tego , że Potoccy od XIX wieku objęli opieką m.in. ludność
                                                    łemkowską z tamtego terenu.
                                                    Inaczej było jednak na terenie Bieszczad. Tu ideę tą chciał wprowadzać starosta
                                                    leski. W tym celu zaprosił Potockiego na spotkania – w Ustrzykach
                                                    Dolnych /19.06.1932r. – gdzie powołano komitet Organizacyjny w skład którego
                                                    weszli aktywiści – agitatorzy /w tym Polacy , Ukraińcy i Niemcy/.
                                                    Następnym etapem miały być zebrania wiejskie – z których pierwsze miało się
                                                    odbyć w Berehach Dolnych- 21 czerwca 1932 r.
                                                    Na zebraniu do idei prac społecznych miał nakłonić chłopów agitator inż. Stefan
                                                    Zieba.
                                                    „Zebrani przyjeli go bez entuzjazmu.Wówczas właczył się do dyskusji Mykoła
                                                    Werbenec,syn unickiego proboszcza. Podważał on argumenty przedmówcy i on
                                                    właśnie podniósł hasło,że nie chodzi tu o żadne „święta pracy” a o
                                                    przywrócenie pańszczyzny. Zebranie zamieniło się w pyskówkę w której element
                                                    awanturniczy zdobywa przewagę. W pewnym momencie rozbito lampę naftową która
                                                    poraniła prelegenta. W tej sytuacji wiekszość przybyłych na to zebranie
                                                    przedstawicieli lokalnych władz uciekła”.Ten cytat pochodzi z artykułu Macieja
                                                    Augustyna z Bieszczada.
                                                    No a potem wypadki potyczyly sie na zasadzie kamyka uruchomiającego lawinę.
                                                    "Chłopi z okrzykami przeciwko panszczyźnie otoczyli miejsce zebrania ,uzbrojeni
                                                    w drągi,palki i motyki.Sytuacja z każdą chwilą stawała się groźniejsza i
                                                    doszło do starcia między inicjatorami zebrania a chłopami".
                                                    Awantura w Berehach zakończyła się zatrzymaniem przez Policję 39 osób w tym 4
                                                    kobiet.

                                                    Areztowanie chłopów "dało sygnal do wybuchu powstania. W Brzegach
                                                    Dolnych,Łodynie,Teleśnicy Oszwarowej,łobozwi i innych wsiach dzwony ze
                                                    wszystkich cerkwi i kościołów wezwało chłopstwo do walki"

                                                    Dalsze posty – ale już jutro poświęcę walkom partyzanckim jakie wybuchły w
                                                    Bieszczadach w efekcie narastającego protestu.

                                                    Na dzisiaj tyle - pozdrawiam dziękując raz jeszcze za podesłane wątki
                                                    bialoruskie :-)
                                                  • 10.02.05, 17:32
                                                    Witam
                                                    Po lekturze tekstow cytowanych przez Ciebie nie wiem na razie co myslec. Na
                                                    pewno nie bylo to "powstanie ludowe przeciw ucskowi klas pracujacych miast i wsi"
                                                    Faktem jest jednak ze w okresie II RP na wschodzie zylo sie ludziom raczej zle.
                                                    Moze to wlasnie ciezkie warunki popchnely ludnosc do wystapien? A moze byly to
                                                    zle odebrane intencje? Sama idea poprawy warunkow poprzez prace na rzecz swojego
                                                    miejsca na ziemi nie jest przeciez zla. Nie znam argumentow za, a to co
                                                    przytoczyles o okolicach Rymanowa swiadczy ze ludnosc przyjmowala takie pomysly.
                                                    Z drugiej strony faktycznie mozna to bylo odebrac jako prace przymusowe i wtedy
                                                    chec buntu jest zrozumiala. Mysle, ze zanim sie wypowiem obszerniej na ten temat
                                                    to powinienem wiecej przeczytac. Takze z radoscia przyjmuje Twoja zapowiedz
                                                    ciagu dalszego.
                                                    Jeszcze dzis postaram sie cos ciekawego zalinkowac, a tymczasem
                                                    pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • 10.02.05, 17:57
                                                    Ostatnio wspominales Piotrze o walkach polsko-litewskich. Jak mowilem, moja
                                                    wiedza na ten temat jest, mozna rzec, szczatkowa. Natomiast znalazlem dosyc
                                                    ciekawy tekst dotyczacy innych wydarzen, ale "zaczepiajacy" o stosunki
                                                    polsko-litewskie.
                                                    Nie dotyczy on bezposrednio spraw poruszanych na forum, ale moze stanowic
                                                    pewnego rodzaju uzupelnienie.
                                                    Jeszcze raz pozdrawiam
                                                    R.

                                                    "11 listopada w Kownie rząd Łastowskiego zawarł układ z rządem litewskim, w
                                                    którym stwierdzono, że oba państwa mają wspólnego wroga — Polskę oraz tak zwaną
                                                    Litwę Środkową. Wkrótce rząd białoruski przeniósł się do Kowna. Krótko przed
                                                    wyjazdem do Kowna Łastowski przebywając w Rydze udzielił wywiadu prasie
                                                    rosyjskiej, w którym współpracę białorusko-litewską określił jako korzystną dla
                                                    obu państw"

                                                    "W październiku, w wyniku akcji polskiego generała Lucjana Żeligowskiego na
                                                    Wileńszczyźnie, terytorium Łotwy wraz z innymi jednostkami armii litewskiej
                                                    opuściła, stacjonująca niedaleko Ilukste, jednostka białoruska46, przenosząc się
                                                    do Litwy47. Brała ona udział w wyzwalaniu tego terytorium w 1919 roku. Jej walki
                                                    oraz przemieszczenia są znakomicie analizowane przez białostockiego historyka
                                                    Olega Łatyszonka48. Na przełomie 1919 i 1920 roku batalion białoruski był
                                                    zaangażowany w konflikt łotewsko-litewski, powstały na tle sporu o część powiatu
                                                    Ilukste (Ilukszta). Pretensje terytorialne Litwini wysunęli również do miasta
                                                    Daugavpils, co było jednym z głównych powodów zawarcia w końcu grudnia 1919 roku
                                                    tajnego układu polsko-łotewskiego skierowanego przeciw Litwie. Zakładano
                                                    wyzwolenie Łatgalii od Armii Czerwonej, połączenie sił polskich i łotewskich,
                                                    odcinając tym samym kontakt armii litewskiej z bolszewikami. Przewidywano
                                                    również nie dopuścić do udziału jednostek litewskich w tej akcji, militarnie
                                                    wymierzonej przeciwko Armii Czerwonej, politycznie zaś przeciw Litwie. Ofensywa
                                                    w Łatgalii rozpoczęła się 3 stycznia 1920 roku i przebiegała pomyślnie.
                                                    Zaskoczeni Litwini tego samego dnia usiłowali przejść przez Dźwinę i prawie im
                                                    się to udało, jednak zostali wyparci przez 1 pułk legionów wojska polskiego.
                                                    Polacy mieli rozkaz wszelkimi sposobami, włącznie z walką, spowodować cofnięcie
                                                    się Litwinów na lewy brzeg Dźwiny. Udało im się to osiągnąć drogą
                                                    pertraktacji49. W styczniu 1920 roku dwie kompanie białoruskie (batalion) w
                                                    składzie armii litewskiej stacjonowały koło Kalkuni (Kalkuny). W następnych
                                                    miesiącach łotewski wywiad regularnie donosił o liczebności białoruskiego
                                                    batalionu (300-400 żołnierzy), jego uzbrojeniu (8 karabinów maszynowych) i
                                                    zachowaniu Białorusinów. Meldunki mówiły, że zachowanie żołnierzy białoruskich w
                                                    stosunku do miejscowej ludności było nieporównywalnie lepsze niż litewskich.
                                                    Meldowano także o wrogich stosunkach między Białorusinami i Litwinami oraz o
                                                    sympatiach tych pierwszych do Łotwy i Łotyszów50. W kwietniu batalion
                                                    przekształcono w kompanię, która wkrótce (latem) wzięła udział w walkach
                                                    litewsko-polskich w rejonie Brasławia51, a później powróciła na teren powiatu
                                                    Ilukste. Pozostała ona w rejonie Kalkuni do października 1920 roku, kiedy
                                                    została wycofana do Litwy."



                                                    kamunikat.net.iig.pl/www/czasopisy/bzh/07/07art_jekabsons.htm
                                                  • 10.02.05, 19:00
                                                    Witam.
                                                    Na początek muszę powiedzieć Radku,że powstanie leskie /tak samo jak linkowane
                                                    przez Ciebie dane o partyzantce białoruskiej/ były to tylko epizody – ale
                                                    bardzo „znaczące’ w międzywojennych relacjach Polaków z Białorusinami i
                                                    Ukraincami.
                                                    Bowiem obalającymi mit "idealnych stosunków” polsko-ukraińskich w tym okresie
                                                    i twierdzeniom że dopiero w czasie wojny „diabeł wstapił" w Ukraińców którzy
                                                    zaczęli mordować Polaków.Prawda jest inna - że Polacy zapracowali na póxniejszą
                                                    tragedię :-(
                                                    Pisałeś o rzekomej „kierowniczej roli w powstaniu komunistów z KPZU”.
                                                    Niewątpliwie na Podkarpaciu , szczególnie w środowisku „nafciarzy”, pracowników
                                                    rodzącego się przemysłu i kolei działali i socjaliści i komuniści. Ale tam – w
                                                    środowisku wiejskim – mam poważne wątpliwości. Zwłaszcza że źródłem tych
                                                    twierdzeń w opracowaniach na temmat powstania leskiego była m.in. praca
                                                    Rodziewicza „Powstanie chłopskie w powiecie leskim” – Warszawa 1952 :-))) oraz
                                                    materiały z sesji „Ruch ludowy na Rzeszowszczyźnie” z okazji 70 –lecia ruchu
                                                    ludowego /Lublin 1967.
                                                    Trafnie natomiast twierdzisz Radku że podstawową przyczyną wybuchu powstania
                                                    nie był idealistyczny pomysł hrabiego Potockiego – pomysł pożyteczny – ale
                                                    kompletnie nie trafiony w ówczesnych warunkach. A raczej wielka bieda na
                                                    tamtych terenach spowodowana trwającym kryzysem, kilka lat nieurodzajów / m.in.
                                                    na podstawowy produkt żywnościowy- ziemniaki/ spowodowało ze chłopi /nie tylko
                                                    ruscy/ byli bardzo zdesperowani . A tu wyobraź sobie – ktoś im
                                                    proponuje „dobrowolną’, nieodpłatną prace przy robotach drogowych !!!.
                                                    Malo tego - już w takcie walk 'wbrew zapewnieniom starosty zarządzono roboty
                                                    na drogach w Łobozwi, teleśnicy sannej i teleśnicy oszwarowej"
                                                    A wracając do głównego nurtu – w następnych dniach po wydarzeniach w Berehach –
                                                    zaczęły się rozruchy w kolejnych wsiach bieszczadzkich – w Łobozowi /polsko-
                                                    ukrainskiej wsi w pobliżu Soliny/ około 2000 chłopów stało się z policją -
                                                    zginęło ok. 5 osób. „W wywiązanej strzelaninie padli pierwsi zabici, lecz wieś
                                                    znalazła się w rękach chłopów. Zajęto wkrótce Berehy Dolne. Znów policja
                                                    wezwała chłopów do rozejścia lecz bezskutecznie . chłopi oświadczyli że
                                                    rozejdą się gdy odejdzie policja . wówczas komendant policji z leska zapewnił
                                                    że będzie ona wycofana i rzeczywiście o wyznaczonej godzinie policja opuścił
                                                    wieś. Był to jednak podstęp gdyż zluzowały ją inne oddziały.. Chłopi rozbroili
                                                    je , a policjantów uwięzili, co spowodowało że starosta zaalarmował wojewodę”
                                                    Zaniepokojony rozwojem wydarzeń starosta leski poprosił wojewodę lwowskiego o
                                                    pomoc. Do Ustianowej ściągnięto policję i wojsko w sile ok. 4 tys.
                                                    żołnierzy ,oddziały policji konnej i pieszej z Przemyśla,Sambora, Sanoka i
                                                    Lwowa , pododdziały szkoły policji z Mostów Wielkich i 1
                                                    batalion pułku strzelców podhalańskich z Sanoka i eskadrę lotniczą.
                                                    "chłopi odpowiedzieli na to dalszym koncentrowaniem się uzbrojonych
                                                    mieszkańców wsi z powiatów leskiego,dobromilskiego,sanockiego i turczańskiego"
                                                    To tyle w tym postcie.
                                                    Planuję poswięcić owemy powstaniu jeszcze kilka postow.
                                                    A dziś dziękuję za temat litewski – widzę że „kamunikat” – to bogactwo tematów.
                                                    Pozdrawiam.

                                                    Ps Zwłaszcza że muszę jeszcze poczytać ściągnięte teksty „bialoruskie”
                                                    wcześniej zalinkowane.:-)


                                                  • 05.03.05, 16:07
                                                    Kilka dni temu przeglądałem jedną z wydanych ostatnio "Historii Dubiecka" -
                                                    ukazało się chyba trzy różne książki !
                                                    Znalazłem tam krótką informację o proklamowaniu w Dubiecku w 1937 roku (chyba w
                                                    Zielone Świątki) strajku rolnego. Miał on polegać na wstrzymaniu się od pracy w
                                                    folwarkach i wstrzymaniu dostaw żywności do miast. Strajk został brutalnie
                                                    spacyfikowany przez policję po dwóch tygodniach. Ślady tego wydarzenia (lub
                                                    powstania leskiego) można znaleźć również w ostatnio wydanych pamiętnikach
                                                    przemyskich Żydów - jedna z relacji opisuje koncentrację w Birczy
                                                    zmotoryzowanych oddziałow polskiej armii lub policji przed pacyfikacjami.
                                                    --
                                                    www.bircza.pl
                                                    forum.gazeta.pl/forum/71,1html?f=23313
                                                  • 29.03.05, 17:56
                                                    Sprawdziłem, i okazało się, że nie byłem precyzyjny. Strajk rolny proklamowano
                                                    15 sierpnia 1937 roku i miał trwać dwa tygodnie, jednak został rozbity przez
                                                    policję już po kilku dniach.
                                                    W Dubiecku podobno znajduje się obelisk upamiętniający to wydarzenie (ja go nie
                                                    widziałem).
                                                    Pozdrawiam wszystkich poświątecznie !
                                                    --
                                                    www.bircza.pl
                                                  • Gość: diakon Piotr IP: 212.182.32.* 11.02.05, 13:08
                                                    Odpowiadam: biskupie swieczniki zwa sie dikirionem (podwojny) i trikirionem
                                                    (potrojny). Symbolika - na ogol jak to przy cerkiewnych "podwojnosciach"
                                                    i "potrojnosciach" - wyjasniana bywa przez odniesienie do 2 natur Chrystusa
                                                    i 3 Osob Trojcy sw.

                                                    Do blogoslawienstwa uzywa sie zwykle krzyza oltarzowego (naprestol'nyj chrest).
                                                    Nie musi on miec jakiejs specjalnej "rzezbiarskiej formy", wiec moze to nie to?

                                                    Pozdrawiam serdecznie!
                                                  • 11.02.05, 17:20
                                                    Dziekuję za wyjasnienie.
                                                    Mowiąc o rzeżbiarskości krzyzy - latem ubiegłego roku w trakcie obrzędu w
                                                    cerkwi widzialem w rękach prawoslawnego ksiedza taki krzyż - wycięty jakby z
                                                    grubej deski , z bogata płaskorzezbionym frontem / równoległymi trzema
                                                    ramionami/ i bokami, z rączką-uchwytem. trzymany byl w ręce księdza przez
                                                    większą częśc obrzędu /ślubnego zresztą/ i podawany w trakcie - do ucalowanie
                                                    przez młodych Zresztą podobne "krzyże unickie""krzyże karpackie ,z
                                                    płaskorzeźbioną postacią Chrystusa i rzeżbiarsko ornamentowanymi brzegami
                                                    widywałem w muzeach m.in. w Lancucie i sanoku /a i sporadycznie na
                                                    odwiedzanych "targach staroci" ;-(. Widywalem je również w cerkwiach - ale
                                                    leżące /a nie stojące/ na prostulach. Moje pytanie dotyczyly w gruncie rzeczy
                                                    czy owe krzyże mają swoją nazwę i jakąs funkcję /oprócz oczywiście uzywania np
                                                    do blogosławienstw/.
                                                    A na koniec tego postu jeszcze pytanie - jaka jest funkcja owych
                                                    pieknych "ruczników " zdobionych haftem krzyzykowym ozdabiajacych cerkiewne
                                                    ikony a i krzyże nascienne ?? czy to tylko ozdoba, znak uszanowania dla
                                                    wizerunkow ???
                                                    Pozdrawiam rownie serdecznie
                                                  • Gość: diakon Piotr IP: 212.182.32.* 11.02.05, 17:30
                                                    Ręczniki (ukr. rusznyky) pełnią funkcję dekoracyjną. Zaś taki krzyż leżący na
                                                    ołtarzu czyli PRESTOLE (nie "prostule"!), to istotnie "naprestolnyj chrest".

                                                    Pozdrawiam do "następnej razy" ;-)
                                                    diakon Piotr
                                                  • 11.02.05, 17:32
                                                    Brawo Radku - rzyciłeś nazwisko "Żeligowski" - a mnie "klapka" zaskoczyla :-)
                                                    Myślę że przypomnienie tutaj historii"podboju" Litwy wilenskiej jest calkiem na
                                                    miejscu - tak więc prosze bardzo - oto lektura na weekend :
                                                    bezuprzedzen.pl/historia/sejmwilenski.html
                                                    prace.sciaga.pl/26077.html
                                                    milosz.pl/wywiad_zeligowskiiupioryprzeszlosci.php
                                                    www.polska.pl/aktualnosci/kalendarz/kalendarium/article.htm?id=63903
                                                    Podłoże konfliktu
                                                    Na początku października 1920 r. Litwini mieli więc Wilno w swoich rękach.
                                                    Sytuacja taka musiała w istniejących wówczas warunkach doprowadzić do
                                                    konfliktu. Polacy uważali bowiem, że Wilno musi znaleźć się w ich państwie.
                                                    Dążenia Polaków znajdowały oparcie w dwóch argumentach - pierwszym z nich był
                                                    argument natury historycznej, drugim zaś argument dotyczący zamieszkałej w
                                                    mieście i jego okolicach ludności. W tamtym czasie aż 80 % mieszkańców Wilna
                                                    stanowili Polacy. W pozostałych 20 % przeważali Żydzi, zaś Litwinów było
                                                    zaledwie ok. 2 %.
                                                    Zaistniała sytuacja prowokowała wręcz do przeprowadzenia akcji zbrojnej. Jednak
                                                    w ówczesnych warunkach na przeprowadzenie takiej akcji państwo polskie nie
                                                    mogło sobie pozwolić. Polska była wciąż uwikłana w (gasnący już) konflikt z
                                                    Rosją Radziecką, a ponadto rząd polski obiecał państwom zachodnim, że na
                                                    Wileńszczyźnie zostanie przeprowadzony plebiscyt.
                                                    Wydawać by się zatem mogło, że Polacy Wilna nie odzyskają, tym bardziej że 7
                                                    października 1920 r. między Polską a Litwą podpisany został układ, który
                                                    zobowiązywał obie strony do wstrzymania działań zbrojnych. Kwestia
                                                    przynależności Wilna i Wileńszczyzny pozostała - formalnie - otwarta.
                                                    Pomysł marszałka
                                                    Marszałek Piłsudski już wcześniej wypracował bardzo oryginalną koncepcję
                                                    wcielenia Wileńszczyzny do Polski. Wpadł on mianowicie na pomysł, by Wilno i
                                                    otaczające je tereny zostały zdobyte w wyniku... buntu pochodzących z owych
                                                    obszarów żołnierzy, którzy położyliby kres trwającemu tam panowaniu Litwinów i
                                                    bolszewików.
                                                    "Bunt" generała
                                                    Realizatorem swojej koncepcji marszałek Piłsudski uczynił generała broni
                                                    Lucjana Żeligowskiego. 9 października 1920 r. gen. Żeligowski, działając w
                                                    ścisłym porozumieniu z Naczelnikiem Państwa, upozorował bunt Dywizji Piechoty
                                                    Litewsko - Białoruskiej i tego samego dnia, uniknąwszy większych starć, zajął
                                                    Wilno.
                                                    Utworzenie Litwy Środkowej
                                                    Zajęcie Wilna przez wojska gen. Żeligowskiego nie oznaczało jednak
                                                    automatycznego przyłączenia go do Polski. Przeciwnie - na terenie Wileńszczyzny
                                                    utworzone zostało formalnie samodzielne państwo - Litwa Środkowa. 12
                                                    października 1920 r. gen. Żeligowski wydał oficjalny dekret nr 1, w którym
                                                    obwieścił, że władzę zwierzchnią na terenie Litwy Środkowej będzie sprawował on
                                                    sam jako naczelny dowódca jej wojsk, zaś funkcje rządu obejmie powołana przez
                                                    niego Tymczasowa Komisja Wykonawcza.
                                                    Tworzenie państwa
                                                    Stopniowo rozpoczęto przygotowania do tego, by Litwa Środkowa mogła
                                                    zafunkcjonować jako państwo. Stworzono m.in. system sądownictwa (18 XI 1920
                                                    r.), a 7 I 1921 r. ogłoszono postanowienia w kwestii obywatelstwa powstającego
                                                    państewka. Zgodnie z nimi, obywatelami Litwy Środkowej mieli być wszyscy ludzie
                                                    urodzeni bądź mający posiadłości na jej terenie, o ile mieszkali tam przed 1
                                                    stycznia 1919 r., mieszkający na terenie Litwy środkowej przez co najmniej 5
                                                    lat przed 1 sierpnia 1914 r., a nadto aktualni pracownicy instytucji
                                                    państwowych i samorządowych - niezależnie od tego, czy spełniali oni pozostałe
                                                    warunki. Ustanowione zostały również symbole nowego państwa. Jego godłem miała
                                                    być tarcza z Orłem po prawej, a Pogonią po lewej stronie, zaś na czerwonej
                                                    fladze miały się znaleźć symbole Polski i Litwy - Orzeł i Pogoń.

                                                    Koniec cytatu z jednego źrodła a oto nastepny :

                                                    7 października 1920 roku między Polską a Litwą podpisany został układ, który
                                                    zobowiązywał strony do wstrzymania działań zbrojnych, pozostawiając otwartą
                                                    kwestię przynależności Wilna i Wileńszczyzny.4 Jednakże już 8 października
                                                    następuje tzw. bunt dywizji litewsko-białoruskiej, dowodzonej przez generała
                                                    Lucjana Żeligowskiego. Wojska te, działając oficjalnie wbrew woli Naczelnika
                                                    Państwa, bez trudu zajęły Wilno wraz z Wileńszczyzną.
                                                    W godzinach popołudniowych 8 października bez większych starć Żeligowski
                                                    zajmuje Wilno. Następnego dnia wydaje odezwę „Do ludności Litwy Środkowej”,
                                                    podpisaną również w imieniu Tymczasowej Komisji Rządzącej przez Witolda
                                                    Abramowicza, Leona Bobickiego, Mieczysława Engiela, Teofila Szope oraz
                                                    Aleksandra Zasztowta. Odezwa miała charakter federacyjny, stwierdzono w niej,
                                                    że ludność zamieszkująca tereny Litwy Środkowej ma dosyć „ handlowania własnym
                                                    krajem jak bezdusznym towarem lub sprzętem”5, wypomniano również Litwinom
                                                    przyjęcie Wilna i Wileńszczyzny z rąk bolszewickich („Nie możemy dopuścić do
                                                    tego, aby rząd litewski wbrew naszej woli otrzymywał tą ziemię od wrogów naszej
                                                    Ojczyzny w zamian za usługi oddane im w walce z Polską.”)6, i co najważniejsze –
                                                    zapowiedziano zwołanie przedstawicieli miejscowej ludności, którzy mieliby się
                                                    wypowiedzieć na temat przyszłego stosunku Litwy Środkowej do Polski i do Litwy
                                                    Kowieńskiej.
                                                    12 października Lucjan Żeligowski, jako naczelny dowódca wojsk Litwy Środkowej,
                                                    wydał oficjalny dekret nr 1, w którym podaje do wiadomości, że władze
                                                    zwierzchnią na terenie Litwy Środkowej będzie sprawował On sam jako naczelny
                                                    dowódca wojsk L.Ś., a władza wykonawcza będzie spoczywać w gestii Tymczasowej
                                                    Komisji Wykonawczej, co zostało podane do wiadomości w dekrecie nr 2. Stopniowo
                                                    rozpoczęto czynić przygotowania mające na celu zafunkcjonowanie Litwy Środkowej
                                                    jako państwa. Stworzono między innymi system sądownictwa (18 listopada), a 7
                                                    stycznia 1921 roku przyznano obywatelstwo Litwy Środkowej wszystkim ludziom
                                                    urodzonym lub mającym posiadłości na terenie L.Ś., jeśli mieszkali tu przed 1
                                                    stycznia 1919 roku, mieszkającym przynajmniej pięć lat przed 1 sierpnia 1914
                                                    roku oraz pracownikom instytucji państwowych i samorządowych. Ustanowiono
                                                    również symbole Litwy Środkowej: godło państwowe jako tarczę z Orłem po prawej
                                                    i Pogonią po lewej stronie, flagę koloru czerwonego z Orłem i Pogonią.
                                                    Już 1 listopada w dekrecie nr 11 naczelny dowódca Litwy Środkowej wyznacza
                                                    wybory do Sejmu w Wilnie z całego terenu Litwy Środkowej na dzień 9 stycznia
                                                    1921 roku. Jednocześnie zobowiązywał Tymczasową Komisję Rządzącą do
                                                    przygotowania ordynacji wyborczej tak, aby ogłoszenie jej nastąpiło nie później
                                                    niż 28 listopada 1920 roku.
                                                    Jednakowoż nie dochodzi do przeprowadzania wyborów w przewidzianym terminie.
                                                    Złożyło się na to kilka powodów: zaangażowanie w problem Wileńszczyzny państw
                                                    zachodnich działających pod auspicjami Ligi Narodów, nadzieja na dogadanie się
                                                    w rozmowach bezpośrednich między Litwą Kowieńską i państwem polskim, a także
                                                    brak stuprocentowej pewności na wygraną w wyborach przez Polaków.
                                                    20 kwietnia 1921 roku w Brukseli dochodzi do rozpoczęcia rozmów polsko-
                                                    litewskich, które miały się toczyć pod przewodnictwem delegata belgijskiego
                                                    Paula Hymansa, do rozmów nie zaproszono przedstawicieli Litwy Środkowej, w
                                                    związku z czym generał Żeligowski zażądał aby do delegatów polskich dołączyć
                                                    dwóch rzeczoznawców z Litwy Środkowej. Zgoda została wyrażona i do Brukseli
                                                    wyjechali dwaj przedstawiciele Żeligowskiego: Kazimierz Okulicz i Zygmunt
                                                    Fedorowicz. Jednakże na miejscu okazało się, że uczestnictwo przedstawicieli
                                                    Litwy Środkowej jest niemożliwe ze względu na możliwość wykorzystania tego
                                                    faktu przez Litwinów do zerwania rozmów.
                                                    Rozmowy, co nie było trudne do p
                                                  • 11.02.05, 17:38
                                                    Jeszcze tylko dokonczenie :

                                                    Rozmowy, co nie było trudne do przewidzenia, nie przynosiły większych
                                                    rezultatów, przyczyną była niezmienna postawa Litwinów wobec sprawy Wilna –
                                                    domagali się oni oddania tego miasta, ponieważ miała to być przyszła stolica
                                                    państwa litewskiego. Taki stan rzeczy sprowokował przewodniczącego do
                                                    wysunięcia własnego projektu porozumienia. 20 maja 1920 roku Paul Hymans,
                                                    nawiązując do koncepcji Polaków, przedstawił plan przyszłego państwa
                                                    litewskiego składającego się ze sfederowanych kantonów: kowieńskiego
                                                    (litewskiego) oraz wileńskiego (polskiego), stolicą federacji miało być Wilno,
                                                    językami oficjalnymi: polski i litewski, a cała federacja litewska miałaby
                                                    tworzyć wspólnie z Polską konfederację. Polska propozycję Hymansa przyjęła,
                                                    Litwa oczywiście odrzuciła, podobnie zresztą jak w przypadku kolejnego projektu
                                                    tegoż autora.
                                                    Wobec niechęci Litwinów do prowadzenia jakichkolwiek rozmów i nierozwiązania
                                                    problemu wileńskiego wkrótce zostaje podjęta decyzja o definitywnym
                                                    przyłączeniu Litwy Środkowej do Polski,
                                                    Koniec cytatu .
                                                    Ciekawą pamiatką po owej litwie środkowej jest niewielka kolekcja malutkich
                                                    znaczków pocztowych będących w mym posiadaniu - opisanych wlasnie Litwa
                                                    środkowa z herbem owego marionetkowego państewka imć Żeligowskiego :-)

                                                    Pozdrawiam życząc owocnej lektury. wnioski z niej -może w nastepnych postach.
                                                    Pamietam oczywiście o ciągu dalszym powstania leskiego - może jeszcze dziś albo
                                                    w trakcie weekendu


                                                    A Księdzu Piotrowi dziekuję za szybką odpowiedź.
                                                    A dzisiaj "dam sobie już spokoj z komputerem" - wezne sie pewno za
                                                    lekture "Ojca Chrzestnego" nabytego ostatnio z GW :-)
                                                  • 11.02.05, 18:16
                                                    Jeszcze nie zdazylem odpowiedziec na wczorajszy post, a tu prosze, kolejna
                                                    porcja lektury:)
                                                    Wczorajszy "leski" post zakonczyles Piotrze w ciekawym momencie, az chce sie
                                                    poznac ciag dalszy.
                                                    Nie tylko te antypolskie wystapienia obalaja mit "szczesliwych Kresow" chociaz
                                                    sa one bardzo znamienne. Gdyby Polacy i Rusini (mam w tym momencie na mysli
                                                    zarowno Ukraincow, jak i Bialorusinow) zyli w dwudziestoleciu w zgodzie to wiele
                                                    wydarzen nie moglo by miec miejsca jak chociazby wspominane tu kiedys powstanie
                                                    skidelskie po 17 IX 1939.
                                                    II RP swoja polityka wobec mniejszosci na terenach wschodnich "zapracowala"
                                                    sobie na to. Mozna tu dodac nieslawna akcje osadnicza, czy obsadzanie urzedow
                                                    przez Polakow. Jak mieli sie czuc ludzie ktorzy na swojej ziemi sa traktowani
                                                    jak obywatele drugiej kategorii?
                                                    Aby jednak nie zaczynac blogiego lenistwa od smutnych tematow zalinkuje cos
                                                    milego dla oka, a do tematow powazniejszych wroce w poniedzialek.

                                                    www.cerkiew.pl/news.php?id=2611
                                                    A teraz zabieram sie do lektury.
                                                    Milego weekendu
                                                    R.
                                                    P.S. Do lektury "Ojca chrzestnego" tez lubie czasem wrocic:)
                                                  • 14.02.05, 20:06
                                                    Witam zerdecznie ;
                                                    dziekuje za linkowane 'pocztówki" - mysle że do tematu cerkwi, ich piekna w
                                                    krajobrazie czy karpat czy Nadbuża trzeba będzie kiedyś wrócić - a dziś ciąg
                                                    dalszy wątku powstania 1932 roku :
                                                    "We wsiach tych jednak grunt do walki był przygotowywany przez działających tu
                                                    od dawna braci piotra i Michała Madejów,Stanisława lenkiewicza,władysława
                                                    Nowickiego, michala maleckiego, stanisława drozda, wasyla durzyka, antoniego
                                                    Pacławskiego i iwana Bunio. Oni byli pierwszymi organizatorami czynnej walki i
                                                    oni zgromadzili ok. 2000 uzbrojonych ludzi w Łobozwi i ponad 1500 w teleśnicy
                                                    oszwarowej. Wieczorem 30 czerwca zarządzono pełną koncentrację oddziałow
                                                    policji i pułku strzelców podhalanskich w sile ok. 4000 ludzi, straży
                                                    granicznej oraz eskadry samolotów.Rejonem koncentracji była Ustianowa, w
                                                    ktorej miał siedzibę sztab. Tak rozpoczęla się 1 lipca generalne natarcie i
                                                    regularne działania bojowe, Do walk doszlo w rejonie Teleśnicy sannej i
                                                    Oszwarowej,znowu padli zabici i ranni. Równoczesnie walczącym chłopom z
                                                    Telesnicy i Łobozwi przyszla z pomocą ludnośc 19 wsi powiatu m.in. z
                                                    kalnicy,Strubowisk,Smareka,zawoju i Paniszczowa.
                                                    Powstanie przybieralo na sile i walka stawała się coraz bardziej zacięta.W
                                                    Lobozwi znalazły się wacki dwie kompanie 2 pułku s.p. z sanoka wraz z plutonem
                                                    łaczności i oddziałem policji z Mostów wielkich. Drogą Lesko - Baligród –
                                                    Cisna posuwala się pozostala kompania 2 p.sp. oraz konne oddzialy
                                                    policyjne .Oddzialy strazy granicznej penetrowaly drogę z Ustrzyk Dolnych do
                                                    Ustrzyk Górnych i Wołosatego.Powstańcy podzielili się na grupy, które stoczyly
                                                    z wojskiem i policją cztery regularne bitwy pod Lobozwią, Teleśnicą O.
                                                    Ustianową i Bóbrką. Pod ogniem katrabinów maszynowych chłopi uzbrojeni w kosy,
                                                    siekiery i drągi wycofywali się w góry. Doszlo do cięzkich walk na
                                                    Jaworze /742m/ nad sanem i na lesistych wzgorzach w okolicy. Grupy powstańców
                                                    rozpraszane w jednym miejscu zbieraly się gdzie indziej i napadaly znienacka.
                                                    Pod przeważającym naporem musiało jednak powstanie ulec.. 4 lipca pacyfikujce z
                                                    cała bezwzglednością oddzialy wojska , policji i s.g. znalazły się na linii
                                                    Baligród-Rajskie- Czarna a w dniu następnym na linii Wola Michowa-Kolonice –
                                                    Dołzyca- kalnica – zatwarnica –Dwernik, wysuwając ku południu silne patrole dla
                                                    spacyfikowania Wetliny, Berehów Górnych, Ustrzyk Grn i wołosatego."

                                                    Na marginesie tych relacji trzeba zauważyć - co znaczy u cytowanego opisu
                                                    Krygowskiego zwrot 'dzialających tu od dawna..." - przy cytowanych nazwiskach
                                                    nie pisze wprawdzie aby byli to dzialacze komunistyczni ani narodowi...
                                                    Druga sprawa - to nie potrafię stwierdzić jaki byl cel owego "powstania" - czy
                                                    tylko odstapienie przez władze od pomyślu "dobrowolnych" prac drogowych, czy
                                                    też bunt chłopów przeciw rzekomej próbie wprowadzania panszczyzny ??
                                                    A może był to po prostu wybuch gniewu polskich i ukraińskich chłopów
                                                    zgniebionych przez biedę i aroganckie władze ?
                                                    Ja bym opowiadal sie raczej za tym ostatnim.
                                                    A jako końcowa refleksja - od opisanych walk minęlo niewiele ponad
                                                    dziesięciolecie gdy ponownie na opisywanych terenach wybuchły walki .
                                                    Jak widzisz Radku - trudno o optymistyczne refleksje przy "ogladaniu się w
                                                    historię.
                                                    Pozdrawiam jak zawsze :-)
                                                  • 14.02.05, 22:51
                                                    Witam, pozniej niz zwykle.
                                                    Dziekuje za "pociagniecie" dalej sprawy powstania leskiego. Dzieki Twoim postom
                                                    poszerzylem swoje horyzonty. Ciekawy jest szczegolnie fragment o przygotowaniach
                                                    od dawna. Widac z tego, ze ludnosc nie byla zadowolona z istniejacego stanu
                                                    rzeczy i mysle, ze nie ma zbyt duzego znaczenia z jakich pobudek dzialali. Tez
                                                    jestem sklonny raczej ku powodom ekonomicznym. A i na pewno widoczna byla
                                                    arogancja wladz. Niestety lektura materialow historycznych, szczegolnie
                                                    dotyczacych pogranicza jest smutna. Warto jednak poznawac historie i nie chodzi
                                                    tu o "rozdrapywanie ran" tylko o poznawanie historii taka jaka byla. Tak sie
                                                    akurat niefortunnie sklada, ze historia polsko-ruskiego pogranicza czesto pisana
                                                    byla krwia.
                                                    Kiedys rozmawialismy o zmianach nazw ruskobrzmiacych, korzystajac z zakonczenia
                                                    pewnego tematu chcialbym na chwile do tego wrocic. Cytat pochodzi z ksiazki
                                                    Jaroslawa Janowicza zatytulowanej "Likwidacja oficjalnego nazewnictwa
                                                    miejscowości Białostocczyzny pochodzenia białoruskiego przez administrację
                                                    rządową w latach 1921-2004. Dokumenty. Komentarze."
                                                    Z bialoruskim pochodzeniem niektorych nazw pozwole sobie sie nie zgodzic;) nie
                                                    zmienia to jednak faktu, ze pozycja warta zapoznania sie.

                                                    "Ksiądz katolicki w Narwie kategorycznie zabronił dzieciom swych parafian
                                                    chodzić na lekcje języka białoruskiego. Stało się tak, jak żądał - przyszli
                                                    białoruscy katolicy solidarnie zwrócili podręczniki a niektórzy nawet i zeszyty.
                                                    Katolicki kler ani trochę nie zmienił się w swym odwiecznym białorusożerstwie!"

                                                    Tak dla wyjasnienia, rzecz dziala sie stosunkowo niedawno, bo w 1985 roku!!!
                                                    W biezacym tygodniu bede pisal raczej w godzinach wieczornych (Na Wspolnej:) mam
                                                    nadzieje, ze nie bedzie to duzym utrudnieniem.
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • 15.02.05, 18:35
                                                    Zaintrygowała mnie owa ksiązka - skoro mowa tam o dokumentach dotyczacych zmian
                                                    nazw - to może jest tam własnie wymienienione lub cytowane rozporzadzenie
                                                    perelowskiego ministra o nazwisku Mielcarek / bodaj z 1977 roku/ dotyczace
                                                    zmian nazw miejscowości i w dawnych woj. przemyskim i krosnienśkim ??
                                                    Interesowałby mnie przynajmiej nr dziennika ustaw i 'pozycja'.
                                                    Mowisz o postawie księzy katolickich- tak masz - racje takich postaw było z
                                                    pewnoscia więcej.
                                                    Chociaż w tej ocenie byłbym ostrozny, Chocby ostatnio kolejny skandal z radiem
                                                    maryja, dobry moim zdaniem list eksprezydenta Wałesy w tej sprawie itd. A ja
                                                    zapiuje na "+" temu radju piekne transmisje z papieskich mszy na Ukrainie czy
                                                    chociażby ostatnio ogladane w ich TV przypomnienie relacji z ekumenicznej mszy
                                                    papieskiej w drohiczynie ;-)
                                                    A skoro wspominasz o "Na wspolnej" :-)
                                                    - a ja od pewnego czasu zacząłem ogladac ten serial. z pewnoscia z uwagi na
                                                    urodziwe aktoreczki i swe zafascynowanie kreacjami dwóch aktorow. tego
                                                    wspolnika firmy budowlanej u boku demonicznej wspólwlaścicielki i niedogolonego
                                                    własciciela super motoru, ktorego zresztą sprzedał na pomoc mamie /granej
                                                    nieźle przez "Dykielke".
                                                    Przepraszam za chwile wyluzowania - może jeszcze dzisiaj zmobilizuje sie do
                                                    dokonczenie wątku 'leskiego" ;-)

                                                    A gdyby nie - to pozdrawiam
                                                  • 15.02.05, 22:41
                                                    Widze Piotrze, ze tez zwrociles uwage na bylego motocykliste:) Dzis jednak "Na
                                                    Wspolnej" nie ogladalem, odwiedzil nas szwagier i zamiast zwyklego popoludnia
                                                    byl wczesny wieczor polaczony ze spozywaniem alkoholu.
                                                    W tym tygodniu mialem pomysl pisania w trakcie serialu, aby nie narazac sie na
                                                    zarzuty ze strony swej lepszej polowy.
                                                    W wzmiankowanej ksiazce (z tego co zobaczylem dotychczas) nie ma nic, poza
                                                    krotkimi wzmiankami, o tzw. nazwach bieszczadzkich. Z tego co mozna przeczytac,
                                                    zmiany czesto byly wprowadzane bezprawnie, bez wydrukowania w publikacjach
                                                    oficjalnych. Dopiero wglebiam sie w lekture i w miare czytania bede dzielil sie
                                                    z Forumowiczami i cytatami i przemysleniami.
                                                    Dzisiaj zacytuje kolejny fragment, tym razem juz dotyczacy konkretnych nazw.

                                                    "GMINA BIAŁOWIEŻA
                                                    miejscowości: Hrudki w skardze do NSA nr 1b 3, obecnie Grudki,
                                                    Perewołoka (również rzeka), oficjalnie Przewłoka (nr 2 b 41)
                                                    Kryże, oficjalnie Krzyże (nr 2b 49)
                                                    Krywa, oficjalnie Krzywa (nr 2 b 50)
                                                    Pohorelce, oficjalnie Pogorzelce (nr 2 b 46)
                                                    Kozi Przeskok (Kozi Pereskok XVIII w., nr 2 b 42)
                                                    uroczyska, np. Wilczy Hrud, Szeszków Hrud, na mapach W.Gród, S. Grud"

                                                    Szczerze mowiac nie mialem dotychczas okazji sluchac dluzej RM, natomiast czasem
                                                    szukajac jakiego ciekawego programu w TV zdarza mi sie rzucic okiem na telewizje
                                                    Trwam i raczej nie mam zbyt dobrych wrazen. Pomijajac tresci to sama forma nie
                                                    jest zbyt porywajaca.
                                                    Na zakonczenie dzisiejszego postu zacytuje jeszcze jeden fragment ksiazki:

                                                    ""Z listu Michała Bajko z Hajnówki do przewodniczącego Gminnej Rady Narodowej w
                                                    Białowieży z dn.7.03.1988 roku: Zostałem oburzony wiadomością zamieszczoną w
                                                    Gazecie Współczesnej z dn. 3.03.1988 w notatce „nowe ulice w Białowieży”.[...]
                                                    Nazwy ulic nie mogą być przypadkowe , byle jakie i nic nie mówiące. Ciąży tu na
                                                    decydentach wielka odpowiedzialność wobec historii i przyszłości
                                                    miejscowości.[...] 1.)Zniknęły z mapy Białowieży takie nazwy uroczysk jak:
                                                    Papowszczyna, Krysztapowszczyna, Czumajda, Hanczary [tu by się oburzył autor
                                                    zał. nr 7!] , Damalewskie, Padbałocie, Alos. 2.) Zmieniono oryginalne
                                                    nazewnictwo na inne, takie jak: Barok na Borek, Bańdziuha na Bindziunia,
                                                    Knihiniawka na Kniaziewka, Cehielnia na Cegielnia, Cerkowne na Cerkiewne,
                                                    Kamanoje Bahno na Kamienne Bagno, Szyrokie na Szerokie, Hułaczka na Zaułek.
                                                    Należy pamiętać, że stare nazwy uroczysk wyrosły na gruntach wyrwanych puszczy
                                                    przez naszych przodków, którzy nazwali[...] Stwierdzam, że nic niemówiące nowe
                                                    nazwy: ulicy Leśna, przechodzi przez stare uroczysko Krysztapowszczyna, - ulicy
                                                    Towarowa, przechodzi przez zapomniane uroczysko Hanczary, - ulicy Ogrodowa
                                                    przechodzi przez skraj uroczyska Padbałocie.[...] Należy pamiętać, że stare
                                                    nazwy uroczysk stanowią najstarszy zabytek naszej Białowieży.

                                                    Tak pisze człowiek „zwykły”, autochton z Białowieży, który nawet w swej starej,
                                                    niepotrzebnej chacie założył prywatne muzeum etnograficzne w miejsce
                                                    zlikwidowanego w latach siedemdziesiątych Białoruskiego Muzeum. [patrz
                                                    też:.Barszczewski A.; Tomaszewski J., Administracja i językoznawstwo, w
                                                    :bibliografia ]
                                                    A taki jest pogląd człowieka „wirtualnego” - reprezentanta idei spolszczania:
                                                    Ale wracając do sprawy Puszczy Białowieskiej, to mieliśmy mocne argumenty, że
                                                    tam nie mieszkają ani Ukraińcy, ani Białorusini. A przecież zmiana granic była z
                                                    powodów narodowościowych. No, a żubry i inna zwierzyna mają poglądy
                                                    kosmopolityczne i po prostu im jest obojętne, do jakiego państwa będą należały.
                                                    [Tak rodziła się Polska Ludowa, Wywiad z E.Osóbką-Morawskim, Nike nr 12,
                                                    grudzień 1984.]
                                                    Bez Białorusinów Puszcza Białowieska rzeczywiście w pełni stanie się - jak widzi
                                                    to Rada Ekologiczna przy Prezydencie RP - „narodowym skarbem i równie ważnym
                                                    składnikiem narodowego dziedzictwa i tożsamości narodowej, jak Wawel i Jasna Góra”

                                                    Przepraszam Czytaczy za ewentualna nieskladnosc tego postu, ale prosze miec
                                                    wzglad na moj stan:)
                                                    Serdecznie pozdrawiam i jutro obiecuje poprawe.
                                                    R.
                                                  • 16.02.05, 21:21
                                                    Witam
                                                    Wczorajszy post pozostal, z przyczyn wiadomych;), troche niedokonczony.
                                                    Dzisiaj postaram sie go choc troche uzupelnic.
                                                    Na poczatek chcialbym odniesc sie do sprawy ksiezy. Jak wsrod wszystkich, tak i
                                                    wsrod ksiezy znajduja sie ludzie zli i dobrzy. Nie mam antykatolickiej fobii,
                                                    ale zachowuje jednak pewien dystans na przyklad z powodu takich wypowiedzi jak
                                                    slowa ks. Wierzbickiego do TV Białystok. Znalazlo sie w nim takie sformulowanie:
                                                    "Białostocczyzna to bieda, pijaństwo i prawosławie, a tego ostatniego mamy tutaj
                                                    za dużo". Sam przyznasz, ze wiele ekumenizmu tu nie widac. Ale oczywiscie nie
                                                    zamykam oczu na pozytywne wydarzenia i wspominam je rowniez tutaj.
                                                    Rowniez watek miejscowosci zostawilem wczoraj w zawieszeniu. Nadrabiam to teraz:

                                                    "W latach 1921-2004 spolszczono kilkaset oficjalnych nazw miejscowości i
                                                    obiektów fizjograficznych Białostocczyzny. Ze względu na to, że trudno było
                                                    przy tym liczyć na inicjatywę czy choćby zgodę mieszkańców używających
                                                    tradycyjnych nazw historycznych, zmian tych administracja rządowa dokonywała
                                                    nielegalnie, tj. bez jakiejkolwiek przewidzianej prawem procedury, zatem i w
                                                    sposób utajniony - bez ogłaszania zmian w dzienniku urzędowym „Monitor Polski”.
                                                    Nowe nazwy miały nie tyle wchodzić, co „wślizgiwać się” stopniowo do
                                                    oficjalnego użytku. Odbywało się to w ciągu wielu lat, w przeciwieństwie do
                                                    sprawy tzw. nazw bieszczadzkich zmienianych prawie zawsze jawnie i tak też w
                                                    przywróconych . (Choć w 1981 r. przywrócono tylko te zmienione w 1977 r.)"

                                                    Jesli zyczysz sobie Piotrze, materialy nt. zmian nazw to z przyjemnoscia przesle
                                                    na maila.
                                                    Pozdrawiam z nadzieja na dalsza rozmowe
                                                    R.
                                                  • 16.02.05, 22:42
                                                    Dzisiaj Radku dokończam temat powstania leskiego i daję ciekawe uzupelnienia
                                                    do tematu sojuszu polsko-ukraińskiego
                                                    W toku represji, które objely niemal wszytskie wsie powiatu, aresztowano około
                                                    800 osob, w tym kilkadziesią kobiet. Liczba zabitych i rannych powstańców
                                                    osiągnęla kilkset osób. Powstanie objelo 15 tys. ludzi i 19 wsi i trwało od 21
                                                    czerwca do 9 lipca.. Powstanie szybki zlikwidowano, zwłaszcza że oddzialy
                                                    pacyfikacyjne dysponowaly ogromną przewagą techniczną.

                                                    A teraz suplementy
                                                    www.interklasa.pl/portal/dokumenty/r_mowa/strony_pol/dokumenty_odezwa.htm
                                                    W kwietniu 1920 r. zawarto umowę, na mocy której Polska zobowiązywała się
                                                    oswobodzić spod okupacji sowieckiej Ukrainę na zachód od Dniepru i oddać ją pod
                                                    władzę Petlury, Ukraińcy zaś zrzekali się wszelkich roszczeń do Małopolski
                                                    Wschodniej i do części Wołynia, leżącej na zachód od Horynia.
                                                    Dn. 25 kwietnia 1920 r. rozpoczęła się ofensywa polska na Ukrainie, prowadzona
                                                    osobiście przez Piłsudskiego. Dn. 26 kwietnia Żytomierz był w naszych rękach.
                                                    Tego samego dnia polskie ministerstwo spraw zagranicznych ogłosiło komunikat
                                                    urzędowy, stwierdzający, że rząd polski, uznając prawo Ukrainy do niezależnego
                                                    bytu państwowego, uznał dyrektoriat niepodległej Ukraińskiej Republiki Ludowej
                                                    z głównym atamanem Semenem Petlurą na czele za zwierzchnią władzę Ukraińskiej
                                                    Republiki Ludowej.
                                                    Tego samego dnia Petlura wydał odezwę "Do narodu Ukrainy", która stanowiła
                                                    odpowiednik niżej podanej odezwy Piłsudskiego. W odezwie tej Petlura stwierdził
                                                    że Polska przychodzi Ukrainie z pomocą jako sojusznik w walce z "moskiewskimi
                                                    bolszewikami-okupantami" i że "po skończonej walce z bolszewikami, wojska
                                                    polskie wrócą do swej ojczyzny".

                                                    Do wszystkich mieszkańców Ukrainy!
                                                    Wojska Rzeczypospolitej Polskiej na rozkaz mój ruszyły naprzód, wstępując
                                                    głęboko na ziemie Ukrainy. Ludności ziem tych czynię wiadomem, że wojska
                                                    polskie usuną z terenów, przez naród ukraiński zamieszkałych, obcych
                                                    najeźdźców, przeciwko którym lud ukraiński powstawał z orężem w ręku, broniąc
                                                    swych sadyb przed gwałtem, rozbojem i grabieżą.
                                                    Wojska polskie pozostaną na Ukrainie przez czas potrzebny po to, by władze na
                                                    ziemiach tych mógł objąć prawy rząd ukraiński. Z chwilą, gdy rząd narodowy
                                                    Rzeczypospolitej Ukraińskiej powoła do życia władze państwowe, gdy na rubieży
                                                    staną zastępy zbrojne ludu ukraińskiego, zdolne uchronić kraj ten przed nowym
                                                    najazdem, a wolny naród sam o losach swoich stanowić będzie mocen - żołnierz
                                                    polski powróci w granice Rzeczypospolitej Polskiej, spełniwszy szczytne zadanie
                                                    walki o wolność ludów.
                                                    Razem z wojskami polskiemi wracają na Ukrainę szeregi walecznych jej synów pod
                                                    wodzą atamana głównego Semena Petlury, które w Rzeczypospolitej Polskiej
                                                    znalazły schronienie i pomoc w najcięższych dniach próby dla ludu ukraińskiego.
                                                    Wierzę, że naród ukraiński wytęży wszystkie siły, by z pomocą Rzeczypospolitej
                                                    Polskiej wywalczyć wolność własną i zapewnić żyznym ziemiom swej ojczyzny
                                                    szczęście i dobrobyt, któremi cieszyć się będzie po powrocie do pracy i pokoju.
                                                    Wszystkim mieszkańcom Ukrainy bez różnicy stanu, pochodzenia i wyznania wojska
                                                    Rzeczypospolitej Polskiej zapewniają obronę i opiekę.
                                                    Wzywam naród ukraiński, i wszystkich mieszkańców tych ziem, aby niosąc
                                                    cierpliwie ciężary, jakie trudny czas wojny nakłada, dopomagali w miarę sił
                                                    swoich wojsku Rzeczypospolitej Polskiej w jego krwawej walce o ich własne życie
                                                    i wolność.

                                                    JÓZEF PIŁSUDSKI,
                                                    Wódz Naczelny Wojsk Polskich.
                                                    26 kwietnia 1920 r., Kwatera Główna.

                                                    A zaa chwile jeszcze jeden :-)
                                                  • 16.02.05, 22:49
                                                    brak.lwow.com.pl/kuron2.html
                                                    Polska zdradziła Ukrainę
                                                    W momencie gdy w 1918 r. odradzała się Polska, Litwa, Czechosłowacja i mogła
                                                    odrodzić się Ukraina, nie umieliśmy się ze sobą porozumieć, więc wojna na
                                                    wszystkich tych granicach była nieuchronna. To była straszliwa zapowiedź klęski
                                                    1939 r.
                                                    Wojna 1918 r. o Lwów musiała wybuchnąć, gdyż Lwów, można to śmiało powiedzieć,
                                                    był sercem Ukrainy, to tam ze względu na liberalizm CK Austrii, rozwijały się
                                                    ukraińskie niepodległościowe instytucje i instytucje życia naukowego i
                                                    społecznego. Polskie również i z tego samego powodu. Tak jak po polskiej
                                                    stronie istniało tam stowarzyszenie Sokół, to po ukraińskiej Sokił, tam brał
                                                    swój początek ukraiński Płast i polskie harcerstwo, istniały oddziały strzelców
                                                    Piłsudskiego, a po ukraińskiej stronie Strzelców Siczowych. Był polski
                                                    uniwersytet, ale też Naukowe Stowarzyszenie im. Tarasa Szewczenki, które
                                                    faktycznie pełniło rolę ukraińskiego uniwersytetu.
                                                    Nie można było budować niepodległej Ukrainy bez Lwowa, Polskę było łatwiej, bo
                                                    mieliśmy również Kraków, choć Lwów odgrywał bardzo ważną rolę i był też w
                                                    pewnym sensie sercem powojennej Polski w dużej mierze dzięki wojnie z 1918 r.
                                                    Tamtą wojnę Polacy musieli wygrać, nie tylko dlatego, jak mówi Jurij
                                                    Andruchowycz, że byli u siebie - bo rzeczywiście miasto było zamieszkane w
                                                    zdecydowanej większości przez Polaków, którzy je dobrze znali. Wygrano też
                                                    dlatego, że do konfliktu po stronie polskiej włączyła się dobrze wyekwipowana i
                                                    wyszkolona we Francji Armia Hallera, dodam, że wbrew umowom międzynarodowym.
                                                    Akurat ta armia, sformowana na Zachodzie, miała zastrzeżone, że nie weźmie
                                                    udziału w walkach polsko-ukraińskich. Ale udział wzięła i to przesądziło o
                                                    wyniku tej wojny.
                                                    Była to więc, jakby na to nie patrzeć, kolejna wojna bratobójcza, kolejna wojna
                                                    w rodzinie i kolejny gwóźdź do trumny RP i Ukrainy. Ale wojna 1918 r. musiała
                                                    być. Potem wojska ukraińskie Petlury w porozumieniu z Piłsudskim wzięły udział
                                                    w wojnie z bolszewikami. A podpisując Traktat Ryski, Polska zdradziła te wojska
                                                    i Ukrainę.
                                                    Warto też pamiętać, że Piłsudski, podpisując umowę z Petlurą, wyznaczył teren
                                                    niepodległej Ukrainy za Zbruczem i czekał na powstanie, bo spodziewał się
                                                    ukraińskiego powstania na zapleczu, ale ono nie mogło wybuchnąć, ukraińskie
                                                    siły niepodległościowe były lepiej zorganizowane, posiadały realne zaplecze tu,
                                                    w Galicji. Stąd można było zaczynać odrodzenie narodowe, tu wcześniej ono się
                                                    zaczęło - tylko, że było antypolskie.
                                                    Po Traktacie Ryskim Piłsudski pojechał do Szczypiorna, gdzie byli internowani
                                                    żołnierze Petlury, gdzie powiedział: "Panowie Ukraińcy, ja was przepraszam".

                                                    Koniec cytatu - to oczywiście wypowiedź Świętej Pamięci Jacka Kuronia.
                                                    Mysle że owe suplementy stanowią całkiem zgrabną klamrę uzupelniająca poruszane
                                                    tu przez Ciebie tematu lat 1919 -1920.
                                                    A co do Twych ostatnich postow - nie było tak żle - chociaż rzeczywiście litery
                                                    wyglądały na troche rozchwiane :-)
                                                    Do tematu Bialowieży - wrocę - gdy zaproponuję temat o linii Curzona lat 1919 -
                                                    1951. Ostatni post musze rozczytać jutro
                                                    Pozdrawiam

                                                  • 17.02.05, 15:50
                                                    Witam
                                                    Piszesz Piotrze, ze powstanie leskie zostalo szybko zlikwidowane. Jesli brac po
                                                    uwage czas liczony w dniach to faktycznie tak, ale jesli wziac pod uwage
                                                    dysproporcje sil to jednak bylo to stosunkowo dlugo. Poza tym zdziwil mnie jego
                                                    zasieg, jednak powiat to jest juz jakis obszar.
                                                    Jesli chodzi o wydarzenia po I wojnie to pozwole sobie na zakonczenie tematu
                                                    zalinkowac jeszcze jeden tekst, tym razem z najnowszego NBiN.

                                                    " Ukrainę ogarnęły wówczas długotrwałe działania wojenne. Z północnego-wschodu
                                                    nacierała bolszewicka Armia Czerwona, z południa zaś wojska Ententy i rosyjscy
                                                    białogwardziści, od zachodu Polacy. Naciskana ze wszystkich stron i
                                                    zdziesiątkowana przez epidemię tyfusu armia ukraińska nie była w stanie obronić
                                                    granic młodego państwa.
                                                    Pod koniec 1919 roku, kiedy już wszystko wydawało się stracone, około 10 tysięcy
                                                    ukraińskich żołnierzy przerwało front Armii Czerwonej i dotarło na tereny
                                                    kontrolowane przez wojska polskie. Ten marsz przeszedł do historii jako "wyprawa
                                                    zimowa" (zymowyj pochid). W kwietniu 1920 roku Symon Petlura zawarł z
                                                    marszałkiem Józefem Piłsudskim ukraińsko-polską umowę polityczną, której
                                                    integralną częścią była konwencja wojskowa. Jednak przymierze wojsk polskich i
                                                    ukraińskich nie trwało długo. Józef Piłsudski zawarł rozejm z bolszewikami, a
                                                    następnie podpisał pokój w Rydze. Ukraińcy w walce z bolszewicką Rosją pozostali
                                                    sami"

                                                    free.ngo.pl/nadbuhom/Nr6_2004/07-Wystawa.htm
                                                    Moze bedzie to jeszcze jedno uzupelnienie dla naszych rozmow? Chociaz coz mozna
                                                    dodac do tekstu sp. Jacka Kuronia?
                                                    Niebawem pewnie wroce jeszcze na chwileczke do Litwy (i linkowanych tekstow),
                                                    poniewaz w powyzszym tekscie te sprawy sa, choc posrednio, poruszane.
                                                    Zycze milej lektury.
                                                    R.
                                                    P.S. I tak niezle ze w "alkoholowym" poscie nie napisalem rzeczy pozbawionych
                                                    sensu, moze troche nieskladnie ale chociaz na temat:))
                                                  • Gość: diakon Piotr IP: 212.182.32.* 17.02.05, 19:49
                                                    Małe dwa grosze wrzucone w biegu:

                                                    1) Księża, jak i ludzie w ogóle, są różni. Chciałbym podać przykład bardzo
                                                    pozytywny - bo tak to już zwykle jest, że zło jest "krzykliwe" i rzuca się w
                                                    oczy, a dobro gdzieś tam ukryte wegetuje.

                                                    Piękny przykład otwartości daje Ks. kanonik Henryk Krukowski, proboszcz parafii
                                                    rzymskokatolickiej w TYM Horodle. Mając piękny, murowany kościół
                                                    podominikański, odzyskał od państwa (czy PGR-u, nie pamiętam) drewnianą
                                                    neounicką cerkiew św. Mikołaja (podkreślam "neounicką", bo była specjalnie dla
                                                    neounitów wystawiona w latach trzydziestych, a nie przejęta od prawosławnych)
                                                    i pieczołowicie odrestaurował PRZYWRACAJĄC WSCHODNI WYSTRÓJ (jedyny znany mi
                                                    przypadek na terenie b. zaboru rosyjskiego, by łacinnicy użytkowali cerkiew nie
                                                    przerobiwszy jej na kościół, a wręcz przeciwnie). Obecnie stara się (z moją
                                                    skromną pomocą) sprowadzić do tej cerkwi relikwie bl. Mikołaja Czarneckiego,
                                                    biskupa, wizytatora apostolskiego dla neounitów (beatyfikowany w 2001).
                                                    Utrzymuje przyjazne stosunki z duchowieństwem prawosławnym. W duchu otwartości
                                                    na chrześcijański Wschód wychowuje parafian i wikariuszy - a to w diecezji
                                                    zamojsko-lubaczowskiej nie jest bez znaczenia (gdzie indziej też, oczywiście).

                                                    Zdjęcia cerkiewki horodelskiej były w sieci, ale coś nie mogę otworzyć
                                                    tej strony:

                                                    grekokatolicyzm.w.interia.pl/www/horodlocerk.jpg
                                                    To z zewnątrz. Wnętrze było pod prawie identycznym adresem, tylko ostatni
                                                    człon brzmiał "horodlocerkiko.jpg".

                                                    Może Wam poszczęści...

                                                    2) Co by pan Andruchowycz nie pisał o przyczynach klęski Ukraińców w 1919 r.,
                                                    to nie można zapominać o fatalnych błędach dowództwa ukraińskiego w listopadzie
                                                    1918: zaniedbanie wysadzenia mostów na Sanie w Jarosławiu i Przemyślu, oddanie
                                                    Przemyśla, zaniedbanie przecięcia szlaków Przemyśl-Lwów, którymi strona polska
                                                    dostawała posiłki, wreszcie wycofanie się 22 listopada trochę "ni z gruszki, ni
                                                    z pietruszki". Wspomnieć wypada i o postawie Strzelców Siczowych na Ukrainie
                                                    Naddnieprzańskiej, którzy nie wzięli udziału w walkach o Lwów, bo "droga do
                                                    Lwowa wiedzie przez Kijów". A "przez Kijów" - oznaczało wzięcie udziału w
                                                    jedynym udanym ukraińskim przedsięwzięciu militarnym tego okresu - obaleniu
                                                    Państwa Ukraińskiego rządzonego przez Hetmana Pawła Skoropadśkiego. Hetmana
                                                    obalono, zastępując jedyną w miarę sensowną formę państwowości
                                                    naddnieprzańskiej Dyrektoriatem, którego dalsze sukcesy państwowotwórcze
                                                    opisuje przysłowie "pid wahonom terytorija, u wahoni Dyrektorija". Krótko
                                                    mówiąc, Strzelcy Siczowi swym udziałem w przewrocie pomogli zaprzepaścić
                                                    zarówno Lwów, jak i Kijów. Skutkiem tego Petlura w 1920 r. zrzekł się Galicji
                                                    (i Wołynia zach.) na rzecz Polski i poszedł na Ukrainę jako tejże Polski
                                                    satelita...
                                                  • 17.02.05, 21:07

                                                    Witam – chciałbym przedstawić ciekawe spojrzenie na przeszłą i obecną historię
                                                    stosunków polsko- ukraińskich.
                                                    Ciekawe w tej wypowiedzi są uogólnienie – dość ryzykowne – ale „bardzo w moim
                                                    stylu”.
                                                    Autor – szczególnie w komentowaniu współczesności prezentuje „antyeuropejski”
                                                    punkt widzenia. Jest w tych wypowiedziach trochę irytujący – ale też czy do
                                                    odrzucenia ?

                                                    www.botutaj.pl/archiwum/Nr1-03/quo.html
                                                    Manipulowany Chmielnicki
                                                    Czarna dziura. Tak jawi się Polakom Ukraina chociaż Polskę z Ukrainą łączy
                                                    tysiącletnia historia, religia, szlacheckie rody, dramaty , miłości i zdrady.
                                                    Słowem: kultura. Stąd podobieństwo języka, doświadczeń i wspólnota
                                                    nieszczęść .A mimo tego sąsiedzi się siebie boją. Bo rzeczywistość psują
                                                    propagandziści i przekaz literacki odbiegający od faktów , a najmocniej chyba
                                                    za sprawą sienkiewiczowskiego nie realnego Bohdana Chmielnickiego. W "Ogniem i
                                                    mieczem" , powieści czytanej przez wszystkie pokolenia Polaków dwudziestego
                                                    wieku a za sprawą reżysera Jerzego Hoffmana zekranizowanej u progu tego wieku
                                                    jej bohater jawi się nam jako wróg Polski. Nic bardziej fałszywego. Zarówno
                                                    Sienkiewiczowi jak i Hoffmanowi nie udało się fascynującej miłości Polaka i
                                                    Ukraińca do jednej kobiety pokazać na tle realnym, zgodnym z historycznymi
                                                    faktami. A oto te fakty.
                                                    Tak zwane powstanie Chmielnickiego nie było wystąpieniem przeciwko Polsce i
                                                    Koronie. Ich bunt był - używając dzisiejszego języka- strajkiem przeciw polskim
                                                    wielmożom, których symbolizuje postać Jaremy, a nie przeciw królowi. Mieli
                                                    postulat socjalny, bo chcieli aby polski król zatrudniał więcej Kozaków w
                                                    charakterze zaciężnych żołnierzy (cierpieli na wysoka stopę bezrobocia).Był też
                                                    postulat polityczny. Chmielnickiemu i jego drużynie marzyła się Rzeczpospolita
                                                    Trojga Narodów. Chodziło o to aby unię polsko-litewską poszerzyć o Ukrainę,
                                                    czyli żeby uznać Kozaków za obywateli równych Litwinom i Polakom. Był też
                                                    postulat z gatunku obrony praw człowieka. Kościół katolicki(unici) zbyt
                                                    brutalnie pragnął wyprzeć cerkiew, a to wnerwiło nie tylko wierzących w swojego
                                                    Boga Kozaków. Dopiero kiedy okazało się, że król Polski nie jest w stanie
                                                    skonsumować tej oferty, czyli pojąć o co chodzi jego poddanym, Chmielnicki w
                                                    obronie już swojego życia obrócił się ku Moskwie. Skończyło się to tragicznie
                                                    dla Ukrainy i Polski. Rosyjska caryca Katarzyna podstępnie wycięła w pień
                                                    Kozaków, bo po co jej był taki kłopot?( O tym holocauście w tej części Europy
                                                    jakoś nie głośno - przyp. autora). A Rzeczpospolita Dwojga Narodów zaczęła
                                                    tracić na znaczeniu w ówczesnym świecie i nawet zwycięstwo Sobieskiego pod
                                                    Wiedniem nie zapobiegło utracie niepodległości ,klęsce spowodowanej
                                                    krótkowzrocznością klasy politycznej spod Wawelu.
                                                    Intrygi górą
                                                    Tymczasem Rosja, później sowiecki Związek Radziecki wbijali coraz mocniej klin
                                                    między Polakami i Ukraińcami. Szczuto nas na siebie. Wykorzystano do tego
                                                    różnice religijne i inne preteksty. W rezultacie, kiedy po epoce Chmielnickiego
                                                    pojawiła się druga szansa stworzenia nowoczesnego sojuszu, federacji lub unii
                                                    polsko-ukraińskiej, nawet marszałek Józef Piłsudski zdradził wodza ukraińskich
                                                    państwowców Simona Petlurę. I choć w 1920 r w bitwie warszawskiej ( zwanej cud
                                                    nad Wisłą) za sprawą Petlury po polskiej stronie walczyły dwie ukraińskie
                                                    dywizje Polska podpisała hańbiący pokój Ryski - hańbą bowiem było oddanie pod
                                                    zarząd Lenina Kijowa i w istocie rozbiór Ukrainy na rzecz sowietów i Polski.
                                                    Hańbą tą okryta jest polska klasa polityczna lat dwudziestych. Czyż można się
                                                    dziwić, iż niektórzy Ukraińcy do teraz tę hańbę pamiętają?
                                                    Potem była druga wojna światowa. I towarzyszące jej okrucieństwa - po obu
                                                    stronach za sprawą spuszczonych ze smyczy przez Niemców i Sowietów demonów
                                                    okrucieństwa te kojarzą się z UPA i akcją "Wisła". A za "demoludów" już była
                                                    tylko przyjaźń polsko-radziecka w ramach której w ukraińskich muzeach wieszano
                                                    obrazy z podpisami o treści" polski szlachcic katuje ukraińskiego chłopa", bo
                                                    nawet wyprodukowano film o rzekomej wyprawie Chmielnickiego na Polskę. Rezultat?
                                                    Po dziesięciu latach wolnej Ukrainy i 13 latach wolnej Polski oba kraje się nie
                                                    znają. W Kijowie boją się polskich biznesmenów oszustów, a w Warszawie
                                                    ukraińskich bandytów zdolnych za parę dolarów zabić każdego. W kantorze nie
                                                    wymienisz ich waluty na złotego choć bez trudu kupisz euro czy dolara. A
                                                    transakcje bankowe odbywają się za pośrednictwem banków w USA! Bo bez tego
                                                    pośrednika operacje finansowe mogą ponoć nie wyjść - tak sobie nie ufamy. Tak
                                                    wielka przepaść jest wykopana także za sprawą dziennikarskich korespondencji
                                                    skupionych na sensacjach a nie na tym, że na Ukrainie polski biznesmen może
                                                    inwestować w nieruchomości. Jednocześnie oba kraje są bezwzględnie łupione
                                                    przez oligarchie finansowe świata. I aż się prosi aby oba nasze kraje ustami
                                                    swoich prezydentów przestały opowiadać o przyjaźni lecz by zjednoczyły się
                                                    wobec agresji zjednoczonych przeciw nim wrogów. Polska to 40 mln obywateli,
                                                    Ukraina prawie 60 mln. Ukraina to też wpływowa diaspora w USA i Kanadzie. Za
                                                    granicą Ukrainy żyje 40 milionów Ukraińców, Polaków 10 mln. To ogromna siła-
                                                    tyle że rozbita. Razem jest to potencjał zdolny przeciwstawić się nie tylko
                                                    ekonomicznej agresji Rosjan i Niemców i upadlającym działaniom i warunkom Unii
                                                    Europejskiej( czytaj Niemców). Niestety tego potencjału znów nie dostrzega
                                                    klasa polityczna Warszawy zapatrzona w rzekoma przepustkę do Europy, tak jakby
                                                    tysiąc lat temu Mieszko I i Jarosław Mądry rządzili w afrykańskiej dżungli. Tak
                                                    jakby Polak i Ukrainiec należeli do indiańskich szczepów zamieszkujących
                                                    rezerwaty. Tak jakby na USA i Europie zachodniej świat się kończył.”
                                                    Koniec cytatu
                                                    Myślę ,że powyższa wypowiedź jest ciekawa, choć nie pozbawiona „spiskowej
                                                    teorii dziejów gospodarczych” Europy, przeceniania roli „oligarchii” czy
                                                    diaspory polsko-ukraińskiej. Razić może jej emocjonalność.
                                                    Ale wydala mi się warta zacytowania.
                                                    A w odpowiedzi na Twoje pytanie o przesyłkę – proszę o nią. Z ciekawoscią
                                                    zapoznam się z tematem owych zmian nazw .

                                                    A za chwile kolejny "suplemnent" i odniesienie sie do Waszych wypowiedzi


                                                  • 17.02.05, 21:17
                                                    Dziekuje i za uzupelnienie wiadomosci nt. Dyrektoriatu i za zwrocenie uwagi na
                                                    jasniejsze strony zycia. To prawda, ze zlo jest lepiej widoczne, moze za malo
                                                    postow poswiecamy na wydarzenia o wydzwieku pozytywnym. Takie posty jak ten o
                                                    cerkwi w Horodle pokazuja, ze moze byc normalnie, ze sa ludzie dla ktorych
                                                    dialog miedzy chrzescijanskim Wschodem i Zachodem nie sa pustymi slowami.
                                                    Niestety link nie dziala:( W zwiazku z tym udaje sie na poszukiwania informacji
                                                    o cerkwi w Horodle. Moze uda sie cos wyszperac w sieci?
                                                    Jeszcze raz pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • 17.02.05, 21:26
                                                    Widze Piotrze, ze pisalismy prawie rownoczesnie.
                                                    Przed chwila przeczytalem linkowany przez Ciebie tekst, ale odniose sie do niego
                                                    dopiero jutro. Musze go przetrawic, poniewaz znajduje sie w nim kilka watkow.
                                                    Przesylke przesle jutro, sa to fragmenty wzmiankowanej ksiazki, zawieraja nie
                                                    tylko informacje o zmianach nazw, ale rowniez oficjalne dokumenty z lat
                                                    nieodleglych, w tym fotokopie ciekawych dokumentow.
                                                    Do jutra
                                                    R.
                                                  • 17.02.05, 21:44
                                                    Wreszcie trafiłem na arcyciekawy materiał - w przypadku problemu z linkiem -
                                                    służe pocztą ;

                                                    www.ipn.gov.pl/biuletyn6_17.pdf
                                                    TOMASZ ALBUS, , OBEP IPN W WROC ROC ROCŁAW
                                                    POLSKIE „ISTRIEBITIELNE BATALIONY” NKWD W LATACH 1944–1945

                                                    W 1944 r. na Kresach Południowo–Wschodnich zajmowanych przez Armię Czerwoną
                                                    utworzone zostały polskie formacje paramilitarne – „istriebitielne bataliony”
                                                    (IB) – przeznaczone głównie do zwalczania niepodległościowego podziemia
                                                    ukraińskiego. W ich szeregi wcielono siłą lub zaciągnęło się dobrowolnie wielu
                                                    Polaków. Dowództwo nad nimi objęli funkcjonariusze operacyjni NKWD. Działania
                                                    bojowe batalionów wspomagały jednostki wojskowe, milicyjne oraz szeroko
                                                    rozbudowywana siatka agenturalna sowieckich służb bezpieczeństwa instalowana w
                                                    kresowych społecznościach polskich i ukraińskich.
                                                    Kim byli Polacy walczący z Ukraińcami pod komendą sowieckich „czekistów”?
                                                    Jakiej sprawie służyli?
                                                    „Potępiam kategorycznie...”
                                                    Konflikt polsko-ukraiński z okresu wojny i okupacji miał wiele tragicznych
                                                    kart. Wzajemne mordy i rzezie, walki oddziałów partyzanckich, dywizja
                                                    SS „Galizien”, polski pułk policyjny z Dębicy w służbie niemieckiej oraz
                                                    aspekty polityczne nie powinny jednak wyczerpywać zakresu badań prowadzonych
                                                    przez historyków. Dotychczas, jakby w cieniu powyższych zagadnień, pozostaje
                                                    problematyka sowieckiej polityki stosowanej na Kresach w myśl zasady „dziel i
                                                    rządź”. Z polskiej perspektywy, dostrzegając liczne przejawy
                                                    antypolskiej współpracy Ukraińców z władzami nazistowskimi w latach 1941–1944,
                                                    często zapominamy o antyukraińskiej współpracy części Polaków z władzami
                                                    sowieckimi(mieszkańcy Kresów, co jest charakterystyczne, zarówno podczas wojny
                                                    i okupacji, jak i dzisiaj, określali i określają je terminem „bolszewicy”) w
                                                    latach 1944–19451 ./.../

                                                    A do tematu księży - na podkarpaciu nadal głosny jest temat księdza pedofila
                                                    profanującego swą obecnością dawne cerkwie w Tylawie i trzcianie.
                                                    Ktory świętokradczo odprawia tam msze, spowiada, głosi kazania.
                                                    Po prawomocnym wyroku - chroniony przez abp Michalika dziali spolecznośc, budzi
                                                    ogromne kontrowersje... A ks. Michalik woli toczyc spory z ks. Bonieckim
                                                    zamiast posluchac racjonalnych głosow o koniecznośc rozwiązania tej sprawy.
                                                    A na wszystkim traci Kosciol .. i tak wystarczająco kompromitowany przez
                                                    wiadome radio.

                                                    Pozdrawiam serdecznie
                                                  • Gość: diakon Piotr IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 18.02.05, 14:34
                                                    PODSTAWOWE ZASADY STOSUNKÓW MIĘDZYWYZNANIOWYCH I DZIAŁALNOŚCI EKUMENICZNEJ W
                                                    ARCHIDIECEZJI PRZEMYSKO-WARSZAWSKIEJ UKRAIŃSKIEGO KOŚCIOŁA GRECKOKATOLICKIEGO

                                                    NORMY OGÓLNE

                                                    1. Ukraiński Kościół Greckokatolicki w Polsce usilnie pragnie żyć w pokoju
                                                    ze wszystkimi chrześcijanami i brać udział w dialogu ekumenicznym z innymi
                                                    krajowymi Kościołami i Wspólnotami kościelnymi na zasadach partnerstwa i
                                                    równouprawnienia.
                                                    2. W stosunkach z niekatolickimi Kościołami i Wspólnotami kościelnymi oraz
                                                    w prowadzeniu z nimi dialogu ekumenicznego UKGK kieruje się normami i
                                                    wskazówkami, zamieszczonymi w:
                                                    - Dekretach II Soboru Watykańskiego o ekumeniźmie Unitatis redintegratio i o
                                                    katolickich Kościołach wschodnich Orientalium Ecclesiarum;
                                                    - Kodeksie Kanonów Kościołów Wschodnich (kan. 902-908 i inne);
                                                    - Dyrektorium w sprawie realizacji zasad i norm dotyczących ekumenizmu z 25
                                                    marca 1993 r.;
                                                    - Liście pasterskim Głowy UKGK (...) Mirosława Jana Lubacziwśkiego O jedności
                                                    Świętych Kościołów;
                                                    - Liście Apostolskim Papieża Jana Pawła II Orientale Lumen;
                                                    - Encyklice Papieża Jana Pawła II Ut unum sint;
                                                    - Liście Apostolskim Papieża Jana Pawła II z okazji 400-lecia Unii Brzeskiej;
                                                    - Instrukcji w sprawie stosowania przepisów liturgicznych Kodeksu Kanonów
                                                    Kościołów Wschodnich;
                                                    - Koncepcji stanowiska Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego wobec
                                                    ekumenizmu,
                                                    z uwzględnieniem warunków miejsca i czasu.
                                                    3. UKGK pragnie brać samodzielny udział w dialogu, jako pełnowartościowy
                                                    jego uczestnik. Nikt spoza UKGK nie może rościć sobie prawa do reprezentowania
                                                    UKGK w stosunkach międzywyznaniowych bez wyraźnej zgody i zlecenia episkopatu
                                                    UKGK.
                                                    4. Niezbędnym warunkiem prowadzenia jakiejkolwiek działalności
                                                    ekumenicznej jest stosowna formacja ekumeniczna wszystkich wiernych –
                                                    duchownych, osób zakonnych i świeckich. Należy ją rozpoczynać już w ramach
                                                    katechezy dzieci i nie zaniedbywać kontynuowania jej później.
                                                    5. Wierni powinni być uświadomieni w przedmiocie właściwego znaczenia
                                                    pojęcia „ekumenizm”, stanowiska Kościoła katolickiego wobec ruchu ekumenicznego
                                                    oraz katolickich zasad ekumenizmu ze szczególnym uwzględnieniem ekumenicznej
                                                    roli katolickich Kościołów wschodnich, zwłaszcza UKGK.
                                                    6. Absolutnie koniecznym jest, by wierni byli świadomi tego, że wszelka
                                                    działalność ekumeniczna musi być oparta o osobistą więź każdego wiernego z
                                                    Panem; wszystko, co osłabia ową więź, szkodzi sprawie ekumenizmu – zaś postęp
                                                    dialogu ekumenicznego nie jest możliwy bez stopniowego wzrastania jego
                                                    uczestników w łasce Bożej.
                                                    7. Uczestnikami dialogu są chrześcijanie – ochrzczeni w imię Trójcy
                                                    Przenajświętszej, wyznający Boga Trójjedynego oraz Bóstwo i rolę zbawczą Pana
                                                    naszego Jezusa Chrystusa; celem jest wzajemne pogodzenie się i zbliżenie dla
                                                    wspólnego szukania dróg przywrócenia jedności. Niedopuszczalne jest zawężanie
                                                    grona uczestników dialogu przy użyciu narodowych i innych świeckich kryteriów.
                                                    Zakazana jest również instrumentalizacja dialogu dla osiągnięcia celów
                                                    świeckich, zwłaszcza narodowych i politycznych.
                                                    8. Wszystkim wiernym – a zwłaszcza duszpasterzom – zaleca się budowanie
                                                    słowem i czynem atmosfery miłości chrześcijańskiej w stosunkach
                                                    międzywyznaniowych. Wszystko to ze szczególnym naciskiem odnosi się do treści
                                                    wydawnictw kościelnych i publikacji internetowych.
                                                    9. Udział w dialogu ekumenicznym nie może pociągać za sobą osłabienia
                                                    kościelno-obrządkowej tożsamości wiernych i wzrastania wśród nich obojętności
                                                    religijnej (indyferentyzmu). Przeciwnie – kontakty z chrześcijanami z innych
                                                    Kościołów i Wspólnot kościelnych winny prowadzić wiernych UKGK do jeszcze
                                                    głębszej świadomości, poznawania i kultywowania przez nich ich autentycznej
                                                    tożsamości.
                                                    10. W kwestii wspólnych modlitw i wszelkich innych przejawów wspólnego
                                                    udziału w kulcie Bożym usilnie przypomina się obowiązek brania pod uwagę nie
                                                    tylko zasad katolickich, lecz również doktryny i przepisów innego Kościoła czy
                                                    Wspólnoty kościelnej.
                                                    11. Osoby duchowne, gdy nie koncelebrują, zgodnie z prawidłami obrządku
                                                    bizantyjskiego ubierają się jedynie w strój duchowny, bez szat liturgicznych, w
                                                    szczególności bez epitrachelionu. Przy koncelebrowaniu Boskiej Liturgii z
                                                    kapłanami rzymskokatolickimi duchowni winni przywdziewać kompletne szaty
                                                    liturgiczne.
                                                    12. Dla należytego prowadzenia spraw związanych ze stosunkami
                                                    międzywyznaniowymi i działalnością ekumeniczną biskup eparchialny może powołać
                                                    radę ekumeniczną (kan. 904 § 3 KKKW). Kieruje nią – sam lub poprzez osobę
                                                    upoważnioną – biskup eparchialny. Prace jej koordynuje sekretarz, będący
                                                    jednocześnie pracownikiem kurii eparchialnej na stanowisku referenta spraw
                                                    ekumenicznych eparchii. Rada zbiera się na posiedzenia nie rzadziej, niż raz w
                                                    roku.
                                                    13. We wszelkiego rodzaju kontaktach zewnętrznych UKGK występuje pod jedną
                                                    i tą samą nazwą, a mianowicie „Ukraiński Kościół Greckokatolicki” (ukr.
                                                    Ukrajinśka Hreko-Katołyćka Cerkwa). Dopuszcza się stosowanie jej w skróconym,
                                                    nieoficjalnym wariancie – „Kościół Greckokatolicki” (ukr. Hreko-Katołyćka
                                                    Cerkwa). Inne, nieprawidłowe nazwy („Kościół Katolicki Obrządku Bizantyjsko-
                                                    Ukraińskiego”, „Ukraiński Kościół Katolicki”, „Kościół Bizantyjsko-Ukraiński”
                                                    itp.) winny być konsekwentnie usunięte z obiegu urzędowego, służbowego i
                                                    medialnego.

                                                    STOSUNKI Z PRAWOSŁAWNYMI I STAROOBRZĘDOWCAMI

                                                    14. Stosunki z dwiema istniejącymi w Polsce wspólnotami wyznaniowymi, które
                                                    wspólnie z UGKG dziedziczą tradycję chrześcijaństwa św. Włodzimierza, czyli
                                                    Polskim Autokefalicznym Kościołem Prawosławnym i Wschodnim Kościołem
                                                    Staroobrzędowym nie posiadającym hierarchii duchownej, mają dla UKGK charakter
                                                    priorytetowy.
                                                    15. W stosunkach z Kościołem prawosławnym, poza dokumentami wymienionymi w
                                                    nr 2, korzystać można także z Praktycznych wskazówek zawartych w oświadczeniu z
                                                    Balamand z 1993 r. (nr 20-33).
                                                    16. Wszędzie tam, gdzie prawosławni nie mają własnej cerkwi, mogą być
                                                    dopuszczeni do celebrowania Boskiej Liturgii, św. Sakramentów (przede wszystkim
                                                    Sakramentów inicjacji chrześcijańskiej i Małżeństwa), chwalby Bożej i innych
                                                    nabożeństw, zwłaszcza zadusznych, w miejscowej świątyni UKGK – za wyraźną zgodą
                                                    biskupa eparchialnego.
                                                    17. To, o czym mowa w nr 16, ma zastosowanie również w przypadku pogrzebów
                                                    na cmentarzach greckokatolickich.
                                                    18. UKGK dostrzega potrzebę współpracy z braćmi prawosławnymi na niwie
                                                    ochrony i konserwacji zabytków architektury sakralnej i sztuki tradycji
                                                    kijowskiej w Polsce.
                                                    19. Innym możliwym rodzajem współdziałania są wspólne pielgrzymki wiernych
                                                    obu wyznań do miejsc, czczonych zarówno przez grekokatolików, jak też i przez
                                                    przez prawosławnych – a także wspólne starania na rzecz przywrócenia dawnej
                                                    świetności i znaczenia tym miejscom, które zniszczały, podupadły lub przestały
                                                    być miejscami kultu chrześcijan tradycji bizantyjskiej.
                                                    + Arcybiskup Jan
                                                    Martyniak
                                                    Metropolita
                                                    Przemysko-Warszawski

                                                    Przemyśl, dnia 7 stycznia 2005 r.

                                                    Zgodnie z dekretem Metropolity Przemysko-Warszawskiego z 7 stycznia 2005 r. (nr
                                                    10/I/2005), opublikowanym na stronie www.cerkwa.net/internet/dekret.htm ,
                                                    Podstawowe zasady... nabrały mocy prawnej w Archidiecezji (Archieparchii)
                                                    Przemysko-Warszawskiej z dniem 15 lutego 2005 r.
                                                    Tłumaczenia niniejsze ma charakter prywatny. Oficjalną rangę ma jedynie
                                                    oryginał ukraiński – zob. www.cerkwa.net/internet/2.htm
                                                    Tłumaczył diakon Piotr Siwicki. All rights reserved – wszystkie prawa
                                                    zastrzeżone – усі права застережені.


                                                  • 18.02.05, 16:33
                                                    Witam
                                                    Ostatni mój post w tym tygodniu chcialbym poswiecic kilku słowom refleksji. Oto
                                                    czytając post Ksiedza P. w czxęsci "wojennej" połapałem sie że w ostatnich
                                                    rozmowach na teamaty lat 1919-1920 mysle i pisze z polskiego punktu
                                                    widzenia /co prawda proukrainskiego itd/ na tema Petlury, traktau itd.
                                                    No bo przecież ta postac Radku - dla Ukrainców mógla oznaczać zdrajcę, tego
                                                    który sprzedal Polakom Ukrainę zachodnią z jej " bijącym sercem Lwowem - jak
                                                    napisał pieknie ś.p Jacek Kuron/ . W relacjach Petlura-Polacy -ten pierwszy
                                                    byl zdrajcą interesów ukrainskich a ci drudzy - od poczatku do konca grali
                                                    falszywmi kartami !!!
                                                    Ciekawe jak z ukraińskiego punktu widzenia wygląda historia walk o Lwów,
                                                    Przemysl - historia z polskiego punktu widzenia ubrana w legendę orląt ???
                                                    Dziekuję ksiedzu za opisaną pozytywną postac katolickiego duchownego - opiekuna
                                                    cerkwi. czy na podkarpaciu są takie postacie ?? Pisałem kiedyś o Dobrej
                                                    szlacheckiej i rekonstrukcji cerkiewnych cebul / patronowanej przez
                                                    tamtejszego katolickego proboszcza - ale zdaje sie że za pieniądze dawnych
                                                    mieszkancow - Rusinów zza Oceanu ;-)

                                                    A zasady stosunkow post wyżej - ciekawe , pewno je sobie "drukne" nie patrząc
                                                    na sygnalizowane prawa autorskie :-)

                                                    Milego weekendu
                                                    Pozdrawiam serdecznie
                                                  • 18.02.05, 19:36
                                                    Witam
                                                    Wiesz Piotrze, ze skloniles mnie do refleksji na temat mojego punktu widzenia?
                                                    Zaczalem sie nad tym zastanawiac i doszedlem do dziwnych wnioskow. Jesli chodzi
                                                    o sprawy galicyjskie to patrze na nie li tylko z pozycji obserwatora (chociaz
                                                    troche proukrainskiego:) Dla mnie Petlura jest troche postacia tragiczna,
                                                    dokonywal zlych wyborow, ale z drugiej strony probowal walczyc o swoj kraj,
                                                    trudno mi sie jednoznacznie okreslic jak oceniam ta postac. Wiem przeciez ze ma
                                                    na sumieniu wiele. Natomiast na sprawy "mojego" Podlasia patrze chyba oczyma
                                                    kogos "bez przynaleznosci". Bardzo bliskie sa mi sprawy podlaskich ukraincow,
                                                    moze ze wzgledu na przekazane mi okruchy "prostej" mowy, ale nie odrzucam tez
                                                    Bialoruskosci i rowniez ze wzgledow rodzinnych. Pewnie za moja postawe potepilby
                                                    mnie Andrijko? Na pewno natomiast trudno mi zmusic sie do spojrzenia z
                                                    "polskiej" strony na historie Podlasia.
                                                    Za to dzieki Wam spojrzalem inaczej na grekokatolicki fragment historii.
                                                    Nie bede juz Was zanudzal swoimi refleksjami.
                                                    Mam nadzieje Piotrze, ze przesylka dotarla, aby zachecic do lektury okrasze
                                                    dzisiejszy post paroma cytatami.

                                                    „Ma rację ks.prałat Piotrowski twierdząc, że Białorusini są nacją napływową, z
                                                    racji takiej a nie innej polityki caratu.[...]Ludzie pochodzenia białoruskiego
                                                    przemilczają skąd przyszli, a szkoda. Białorusini niech pamiętają, że nie są u
                                                    siebie, na Białorusi, tylko w granicach Państwa Polskiego, którego tolerancji
                                                    nadużywać nie wolno. Komu się nie podoba - wolna droga. Jestem katolikiem i
                                                    szanuję ludzi innych wyznań.[z listu opublikowanego w białostockim Kurierze
                                                    Porannym nr 223 z 1993 r.] „

                                                    "Sądzę, że na wschodnim pograniczu Polski wiele nazw winno być gruntownie i
                                                    obiektywnie rozpatrzone. Trochę nazw już rozpatrzyliśmy i zmiany będą
                                                    opublikowane w Monitorze. Jak dotąd, odkąd jestem przewodniczącym Komisji, nie
                                                    odrzuciliśmy ani jednego wniosku o przywrócenie starej formy nazwy. Oczywiście,
                                                    jeśli te wnioski były uzasadnione historycznie i językowo.[z listu prof. K.
                                                    Rymuta, przewodniczącego Komisji UNMiOF przy URM, z dn.7.07.1994 r.
                                                    wspominającego o niezrealizowanych później zamierzeniach]
                                                    Zarząd Regionu NSZZ "S" Białystok zaprotestował przeciw propozycji Jarosława
                                                    Janowicza, dotyczącej zmian nazw miejscowości w Białostockiem. Związek ten
                                                    chciałby walczyć z białorusko brzmiącymi nazwami wszelkimi metodami.[Gazeta w
                                                    Białymstoku (dodatek do Gazety Wyborczej) , nr 158 z 1995r.]
                                                    Przy bocznej drodze do Hajdukowszczyzny według Janowicza Hajdakowszczyzny
                                                    figuruje napis Chrabustówka. [...]Prawidłowa nazwa brzmi Chrabostówka [...]
                                                    poinformował Włodzimierz Sołowiej, zastępca kierownika Zarządu Dróg w Bielsku
                                                    Podlaskim - Zapewniam, że zostanie wymieniona w tym tygodniu przy okazji
                                                    zastępowania białych tablic zielonymi.[...]Nasi rozmówcy prawdopodobnie nie
                                                    orientowali się, że takowe referendum się u nich odbyło.[...][M.Piontkowski,
                                                    Białoruska poprawność, Gazeta Współczesna, 7.07.1995]
                                                    Wniosek o zmianę nazw miejscowości tych cech [węzłowego znaczenia dla rozwoju
                                                    kraju] nie zawiera.
                                                    [z uzasadnienia dla pozostawienia nazw nielegalnych Krągłe i Górny Gród
                                                    podzielanego przez MSWiA]
                                                    Nie istnieje uzasadniona potrzeba zmiany nazwy miejscowości Juszkowy Gród na
                                                    Juszkowy Hrud.[...]W Polsce żyjemy, a dla kogo się nie podoba, to ...[...]Ten
                                                    Juszkowy Gród jest większość prawosławnych, no i im zależało na tym, żeby zrobić
                                                    Hrud. No bo jak „po prostu” mówi człowiek, tak na wsi?: Juszkowy Hrud! Ale w
                                                    papierach nigdzie nie ma! [oficjalna opinia i sugestie-rozumienie weryfikacji
                                                    Rady Gminy w Michałowie w 1998 r. przyjęte - bezpośrednio lub pośrednio - przez
                                                    MSWiA]"

                                                    Zwroccie uwage na ostatnie uzasadnienie, wystepuje tam bardzo charakterystyczny
                                                    dla Podlasia zwrot „a dla kogo się nie podoba”. Prawdziwy Polak-katolik nie
                                                    powinien tak mowic;) Mowiac powaznie ten zwrot jasno pokazuje pochodzenie tej
                                                    osoby, może odlegle ale jednak.
                                                    I juz zupelnie na koniec serdeczne podziekowania dla Diakona Piotra, szczegolnie
                                                    za fragment o relacjach z Cerkwia prawoslawna.
                                                    Serdecznie pozdrawiam
                                                    R.
                                                    P.S. I oczywiscie milego weekendu
                                                  • 21.02.05, 16:57



                                                    Witam
                                                    Dziękuję i za refleksje i przesyłkę- z której otwarciem mam niestety
                                                    problem /vide mój post w poczcie/
                                                    Z pewnością doświadczenia podlaskie i galicyjskie są różne .
                                                    Tak jak spolonizowanie półrusinów – półpolaków :-))).
                                                    Ja swoje refleksje mogę opierać jedynie na ułomkach relacji rodzinnych /
                                                    pamiętam jak wiele lat temu jako chłopak próbowałem dowiedzieć się coś o
                                                    historii rodziny wyciągając wiekowego już wtedy dziadka na wspomnienia przy
                                                    mikrofonie znanego wówczas magnetofonu MK 125. Pamiętam że gdy już schodziło na
                                                    tematu łemkowsko-grekokatolickkego zawsze do akcji wkraczała 'rozsądniejsza"
                                                    babcia - gasząca wspominki słowami "a co mu będziesz o głupotach mówił, po co
                                                    mu to, ty mu lepiej opowiedz jak Niemcy Żydów męczyli - to mu się w szkole
                                                    przyda „/

                                                    No i na lekturze sporej na szczęście dziś liczbie wydawnictw i oczywiście
                                                    Internecie, w tym takim dyskusjom jak ta..
                                                    .
                                                    Ale jak jest na Podkarpaciu ?

                                                    Jeszcze piszą tu i dziennikarze i pisarze którzy za komuny pisywali o dzielnych
                                                    utrwalaczach władzy ludowej walczących ‘z reakcyjnym podziemiem , bandami UPA”
                                                    i „wzruszające” artykuły o zabójstwie Świerczewskiego „przez bandy UPA przy
                                                    czynnym udziale niedobitków hitlerowskich” :-P..
                                                    A propos UPA – czy zauważyłeś jak przez ostatnie 15 lat zmieniało się
                                                    określenie tej formacji w polskim piśmiennictwie – gdzieś do 1991 roku
                                                    obowiązywało określenie „zbrojne bandy nacjonalistów ukraińskich UPA”, bandyci
                                                    z UPA , potem zaczęto łagodzić tą formę w stylu „oddziały UPA, partyzantka
                                                    UPA” ,żołnierze,partyzanci UPA”
                                                    Nie wiem czy wynika to z innej oceny czy tzw. politycznej poprawności ?
                                                    Myslę że też zakończył się etap gdy w artykułach prasowych ,wspomnieniach i
                                                    opracowaniach historycznych pisalo się w Polsce o dążeniach państwowych
                                                    Ukraińców – w stylu szyderstwa /ze sporą dawką półprawd i zbiorowej
                                                    odpowiedzialności/ typu „mordowali bo im się samostijnej zachciewało” , ‘będą
                                                    mieli tą swoją samostijną Ukraińę ....

                                                    Nadal półki księgarskie przepełnione są tu literaturą antyukraińską w stylu
                                                    Pająka i Prusa w sposob jednostronny i tendencyjny opisującyą relacja polsko-
                                                    ukrainskie. /Włącznie z kłamliwą i oszczerczą biografią „Patriarchy
                                                    galicyjskiego”/ I opracowań w stylu państwa Siemaszków , które przemilczają
                                                    np. udział Polaków w antyukraińskich bolszewickich formacjach IB czy
                                                    hitlerowskich schutzpolizei .

                                                    Wróciły do Rzeszowa nabożeństwa greckokatolickie – przy totalnej blokadzie
                                                    informacyjnej ze strony KK.
                                                    Są na szczęście wolne media - tu tematy np. greckokatolickie jakoś
                                                    się „przebijają” – chociaż np. informacje o Jordanie w Przemyślu i Rzeszowie
                                                    ukazały się dopiero post factum .

                                                    Ostatnio na zimowej wyprawie w Ustrzykach Dolnych wstąpiłem do księgarenki
                                                    znanej firmy wydawniczej Bosz. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to cała pólka
                                                    pełna wydawnictw prusowo-pająkowych tak jakby bardziej wyeksponowanych – na
                                                    szczęście zaraz dorwałem się do wydawnictw typu Bieszczad i Płaj – z roku na
                                                    rok ciekawszych i dobrze redagowanych.
                                                    A w Przemyślu działa Instytut Poludniowo- Wschodni publikujący ciekawe studia
                                                    ukrainoznawcze.
                                                    Są już dawno wydane Dzieje Rzeszowa bogato opisujące dzieje grekokatolików
                                                    rzeszowskich /chociaż unikajac opisu powojennych losów zalesianskich parafian/.
                                                    Są wreszcie Dzieje Podkarpacia – bardzo ładnie nawiązujące do wspólnej historii.

                                                    Pozdrawiam - dziekuję Ksiedzu Piotrowi za bardzo ciekawą i
                                                    świeżutką "deklarację intencji" Grekokatolików. jak Ksiądz zauważył zapewne w
                                                    Przemyslu na ten temat nie pogada sie za dużo :-(
                                                  • 21.02.05, 17:01
                                                    Chciałbym jeszcze zwrócić uawgę na ciekawe wspomnienia Pana Ministra Spraw
                                                    Zagranicznych A.D.Rotfelda wspominającego swe ocalenie /jako dziecka
                                                    żydowskiego/ w greckokatolickim klasztorze studytów /daję co ciekawsze
                                                    fragmenty/:

                                                    polityka.onet.pl/162,1215979,1,0,2491-2005-07,artykul.html
                                                    Było to późną jesienią, najprawdopodobniej w początkach grudnia 1941 r. Władze
                                                    zakonu studytów – jest to greckokatolicki odłam zakonu bazylianów, którego
                                                    adwokatem mój ojciec był przed wojną – zaproponowały, aby dla ratowania życia
                                                    przewieźć dzieci w wieku szkolnym z naszej rodziny do klasztoru w Uniowie. Jest
                                                    to podkarpacka wioska położona w pięknej okolicy, w odległości 7 km od
                                                    Przemyślan. Kilku chłopców, starszych ode mnie, wysłano więc do Uniowa, z
                                                    którego wrócili po tygodniu. Myślę dziś, że dzieciom z zamożnej rodziny było
                                                    trudno pogodzić się z surowymi warunkami życia klasztornego. Mnich, który
                                                    przywiózł chłopców, przed pożegnaniem, stojąc już w drzwiach, zwrócił się do
                                                    mego ojca (ten moment dokładnie pamiętam, bo wielokrotnie do niego wracałem w
                                                    myślach) z pytaniem: „Panie Doktorze, a może Pan oddałby swego syna pod naszą
                                                    opiekę”. Miałem wtedy 3 i pół roku. Zorientowałem się, że wszyscy patrzą na
                                                    mnie wyczekująco. Wstałem. Nagle cała rodzina w popłochu zaczęła mnie ubierać,
                                                    ściskać, całować. Wyprowadzili mnie na podwórze, gdzie czekał zaprzężony wóz.
                                                    Był to ostatni moment, kiedy widziałem swoich rodziców.

                                                    Zimą 1942 r., w czasie świąt Bożego Narodzenia, dyrektor jednej z wiejskich
                                                    szkół zaproponował, aby moi rodzice na pewien czas zostali u niego w stodole.
                                                    Ktoś zauważył, że nauczyciel nosi do stodoły jedzenie. Doniósł o tym
                                                    ukraińskiej policji, która rodziców aresztowała i przewiozła do Przemyślan. Tam
                                                    zostali straceni. Moja o 11 lat starsza siostra jako jedyna z rodziny dotrwała
                                                    w lesie do końca wojny. Przeżyła w koszuli nocnej, używanej jako jedyna
                                                    sukienka. Po wejściu Rosjan, w wieku 16 lat, podjęła pracę w fabryce spirytusu
                                                    w Przemyślanach. Uczyła się zaocznie. Przed wojną ukończyła tylko szkołę
                                                    podstawową. Zdobyła zawód chemika. Nie była osobą zaradną, ale bardzo dzielnie
                                                    stawiała czoła przeciwnościom losu. Miała bardzo ciepły i ufny stosunek do
                                                    ludzi i świata. Jedyne, co udało się jej odzyskać z kilku domów naszej rodziny,
                                                    które obrabowali ukraińscy sąsiedzi, to pamiątkowy kielich, jeden talerz i
                                                    albumy ze zbiorem przypadkowych rodzinnych fotografii jednego z wujków. W ten
                                                    sposób trafiły do moich rąk – wśród licznych fotografii osób nieznanych – dwie
                                                    najcenniejsze odbitki: zdjęcia moich rodziców.

                                                    Do klasztoru w Uniowie trafiłem jako Adaś, chociaż po urodzeniu – jak świadczą
                                                    o tym zapisy w metryce – miałem nadane dwa imiona: Adam Daniel. Rodzice w domu
                                                    nazywali mnie Adaś. Po roku pobytu w klasztorze zostałem ochrzczony. Mnich,
                                                    który opiekował się dziećmi w sierocińcu, miał na imię Daniel. Myślę, że to
                                                    zdecydowało, że ochrzczono mnie tym drugim imieniem. Od tego czasu używałem w
                                                    szkole, w domu i w kontaktach towarzyskich imienia Daniel. Z tych, nazwijmy to
                                                    historycznych, względów jestem formalnie dwojga imion. Tak zdecydowałem, choć
                                                    generalnie uważam tę formę za pretensjonalną. Tyle w sprawie imienia. Nieco
                                                    bardziej złożona była sprawa z nazwiskiem. W klasztorze ukrywałem się pod
                                                    zmienionym nazwiskiem, które w tłumaczeniu na język polski i ukraiński
                                                    nawiązywało do prawdziwego. Otrzymałem nazwisko Czerwiński. Używałem go w
                                                    szkole do czasu, kiedy siostra powiedziała mi w kilka lat po wojnie, jakie jest
                                                    moje prawdziwe nazwisko. Po krótkim namyśle zdecydowałem się, że należy
                                                    powrócić do prawdziwego.

                                                    W sierocińcu w klasztorze były różne dzieci – głównie ukraińskie i jedno
                                                    polskie. Trzech chłopców było z rodzin żydowskich. Trafili tam w wyniku decyzji
                                                    metropolity Kościoła greckokatolickiego Andrzeja Szeptyckiego, który wezwał
                                                    wszystkie podlegające mu klasztory, aby wśród ukraińskich i polskich sierot
                                                    ukrywały również dzieci żydowskie. W wyniku tej akcji uratowano życie blisko
                                                    150 dziewcząt (klasztory żeńskie) i chłopców (klasztory męskie). Ihumenem,
                                                    czyli przeorem, a później archimandrytą zakonu studytów był brat metropolity
                                                    Szeptyckiego, Klemens. Był moim spowiednikiem. Człowiekiem wielkiego serca i
                                                    rozumu. Pamiętam takie zdarzenie. Byłem – ze względu na okoliczności – nad wiek
                                                    poważny i głęboko wierzący. Przyjmowałem wówczas jako rzecz oczywistą i
                                                    naturalną, że nic nie dzieje się bez woli Pana Boga. Z lekcji religii
                                                    wiedziałem, że „nawet włos nie spadnie człowiekowi z głowy bez woli Pana Boga”.
                                                    Nie mogłem pogodzić się, po prostu nie rozumiałem, jak to się dzieje i dlaczego
                                                    Bóg pozwala na to, co widziałem na własne oczy – masowe mordy, zabójstwa,
                                                    bestialstwo, powszechne prześladowania niewinnych ludzi, którzy byli traktowani
                                                    gorzej niż zwierzęta

                                                    Latem 1944 r. Armia Radziecka – po walkach z Niemcami i banderowcami – zajęła
                                                    tereny dzisiejszej Ukrainy Zachodniej. W listopadzie umarł metropolita Andrzej
                                                    Szeptycki. Pamiętam całonocne czuwanie, panichidę i wielodniową żałobę. Wkrótce
                                                    potem władze aresztowały archimandrytę Klemensa.

                                                    Przez dłuższy czas – co dwa tygodnie – nosiłem do więzienia paczki, które
                                                    przygotowywały siostry zakonne z klasztoru w Jaktorowie. Topione masło, miód,
                                                    orzechy, suszone owoce. Pewnego dnia powiedziano mi, że archimandrytę
                                                    przeniesiono do innego więzienia. Wszyscy uważali, ja też tak myślałem, że to
                                                    kłamstwo, że Klemens Szeptycki został zamordowany albo zmarł w więzieniu. W
                                                    latach 90., kiedy byłem dyrektorem Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem
                                                    w Sztokholmie (SIPRI), już po upadku Związku Radzieckiego, przy okazji
                                                    prowadzonych przez Szwedów poszukiwań śladów i wiadomości o losie Raula
                                                    Wallenberga, dowiedziałem się, że Klemens Szeptycki był więziony razem z
                                                    Wallenbergiem. Zmarł w początkach lat 50. w więzieniu we Władimirze.

                                                    Pozdrawiam w nowym tygodniu
                                                  • 21.02.05, 18:45
                                                    Witam z nowym tygodniem
                                                    Szkoda Piotrze, ze przesylka nie dotarla:( Zaraz zabieram sie do prob
                                                    doprowadzenia zrodel do formy nadajacej sie do wysylki.
                                                    Aby nie zostawic Drogich Forumowiczow bez jakiejkolwiek lektury znow posluze sie
                                                    cytatami:) Co prawda chcialem dzis poruszyc jeszcze problemy polonizacji, ale
                                                    chyba przy zabawie z plikami zejdzie troszke czasu.

                                                    "Aby powrót żywego nazewnictwa historycznego był możliwy, wśród elit
                                                    administracji musiałoby zaistnieć przekonanie, że dewastacja nazewnictwa (by
                                                    posłużyć się terminem nawiązującym do „ekologii środowiska kulturowego”) jest
                                                    czymś nagannym i godnym potępienia, tak jak i cała idea tzw. „repolonizacji”
                                                    wschodniej Białostocczyzny będąca jej teoretyczną podstawą. Takie przekonanie
                                                    skutkowałoby otwarciem na wszelkie możliwości przywrócenia nazewnictwa
                                                    prawidłowego. Powstałaby w ten sposób sytuacja, która jednocześnie „umożliwia
                                                    porozumienie i sprawia, że jest ono zbędne”. Obecnie mamy do czynienia z
                                                    sytuacją odwrotną: porozumienie jest konieczne, ale jednocześnie niemożliwe"

                                                    Zanim zabiore sie do lektury tekstu z "Polityki" (przyznam ze nic nie wiedzialem
                                                    o roli Metropolity Szeptyckiego w ratowaniu dzieci) chcialbym jeszcze zapytac
                                                    czy na Podkarpaciu rowniez wielu wrogow "ruskosci" rekrutuje sie z ludzi ktorych
                                                    rodzina stala sie "prawdziwymi Polakami" stosunkowo niedawno?
                                                    Tymczasem koncze i zabieram sie do prob:)
                                                    Pozdrawiam
                                                    R.
                                                  • 21.02.05, 21:04
                                                    Skoro mialem cos dzis napisac nt. procesu polonizacji Rusinow a zajalem sie
                                                    przygotowywaniem materialu do wysylki metoda "kopiuj wklej" to podepre sie
                                                    chociaz malym cytatem z najnowszego NBiN

                                                    "W tym samym czasie jeden z moich kuzynów, noszący nazwisko dziadka (zakończone
                                                    na -uk), został zapytany przez nauczycielkę w szkole, czy jest Ukraińcem? Proszę
                                                    sobie wyobrazić, jaką burzę wywołało to zdarzenie w rodzinie mojego wujka, który
                                                    jest lokalnym działaczem jednej z katolickich partii"

                                                    free.ngo.pl/nadbuhom/Nr6_2004/18-List%201.htm
                                                    Jest troche i na temat polonizacji i na temat pozniejszych drog potomkow Rusinow.
                                                    Zycze milej lektury
                                                    R.
                                                  • 21.02.05, 22:31
                                                    wolf_wwa napisał:

                                                    > "W tym samym czasie jeden z moich kuzynów, noszący nazwisko dziadka
                                                    (zakończone na -uk), został zapytany przez nauczycielkę w szkole, czy jest
                                                    Ukraińcem? Proszę sobie wyobrazić, jaką burzę wywołało to zdarzenie w rodzinie
                                                    mojego wujka, który jest lokalnym działaczem jednej z katolickich partii"

                                                    Tylko nie mów że owo nazwisko na konczące sie na uk - to Tokarczuk.
                                                    Mnie to nazwisko kojarzy sie akurat z byłym abp-kupem przemyskim - szarą
                                                    eminencją checy z Karmelem /co zresztą "kosztowalo go" przyspieszoną emeryturą
                                                    i pospiesznym robieniem miejsca tylko "ciut" lepszemu następcy abp-wi
                                                    Michalikowi / i zniszczenia cerkiewnej kopuły w Przemyślu oraz inicjatorem
                                                    szczucia spolonizowanych mieszkanców Ujkowic na prawoslawnych mnichów
                                                    pragnących sie osiedlić w tej miejscowości . :-)))
                                                    Musze sie zmusic zresztą do przestudiowania biorgrafii owego księdza - być może
                                                    jego postepowanie - to efekt syndromu "gorliwości neofity". Z tego co wiem
                                                    wywodzil sie z "kresów" skąd uciekal w obawie przed UPA i bolszewikami.

                                                    Pozdrawiam - dobrze,że przed spaniem tu zagladnąlem :-)
                                                  • Gość: diakon Piotr IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 22.02.05, 02:43
                                                    > Władze
                                                    > zakonu studytów – jest to greckokatolicki odłam zakonu bazylianów, któreg
                                                    > o
                                                    > adwokatem mój ojciec był przed wojną – zaproponowały, aby dla ratowania
                                                    > życia
                                                    > przewieźć dzieci w wieku szkolnym z naszej rodziny do klasztoru w Uniowie.


                                                    Sprawa udziału greckokatolickich struktur kościelnych, w szczególności braci
                                                    Szeptyckich, w ratowaniu Żydów ma już sporą literaturę.

                                                    Prof. Rotfeld jeszcze jako WICEminister SZ był jednym z uczestników obchodów
                                                    ku czci bł. Emiliana (Lublin, 17-18.II.2004), przemawiał na Majdanku. Bl.
                                                    Emilian był proboszczem gr.kat. w Przemyślanach, a z klasztorem uniowskim
                                                    ściśle współpracował duszpastersko jeszcze przed wojną. Odsiadywał tam też
                                                    kary pozbawienia wolności (za "nieprawomyślność").

                                                    Prof. Rotfeld bardzo ładnie mówi po ukraińsku, na początku swego wystąpienia
                                                    zadeklamował długi cytat z Szewczenki.

                                                    Tym niemniej studyci to nie jest żaden "greckokatolicki odłam zakonu
                                                    bazylianów" - to bazylianie są zakonem greckokatolickim (ściślej zakonami, bo
                                                    jest takich 5 gr.kat. i jeden chyba łaciński).
                                                    Studyci natomiast to nie "zakon", to po prostu zwyczajni mnisi, tacy, jak w
                                                    prawosławiu, tyle że tam nie ma innych form życia konsekrowanego poza
                                                    monastycyzmem, więc mnisi prawosławni nie muszą się odróżniać nazwą od innych
                                                    zakonników (bo tych innych nie ma).
    • 22.02.05, 14:22
      Witam !
      Chciałbym dowiedzieć się czegoś o siostrach zakonnych Służebniczkach. Czy jest
      to zakon grekokatolicki ?
      Pozdrawiam i z góry dziękuję za odpowiedź.
      --
      www.bircza.pl
      forum.gazeta.pl/forum/71,1html?f=23313
      • 22.02.05, 18:44
        Witam
        Jakos niepostrzezenie weszlismy na temat monastycyzmu.
        W oczekiwaniu na odpowiedz Diakona Piotra proponuje lekture tekstu dotyczacego
        prawoslawnych osrodkow zakonnych na terenie I Rzeczypospolitej. Moge tylko
        wyrazic nadzieje, ze nikt nie poczuje sie urazony tym cytatem. Staralem sie
        wybrac tekst wywazony w swych pogladach na Unie. Jak wiecie spojrzenie
        Prawoslawia na Unie czasem bywa nieprzychylne stad te male wtracenia w tekscie.
        Po tym malym usprawiedliwieniu oddaje juz glos Annie Radziukiewicz:

        "Korzenie monastycyzmu w Rzeczypospolitej tkwią w czasach Rusi Kijowskiej. Już w
        1051 r. św. Antoni Pieczerski założył monaster w Kijowie, który dał początek
        słynnej Ławrze Kijowsko-Pieczerskiej, będącej w XVI wieku głównym ośrodkiem
        zakonnym Rzeczypospolitej. Wprowadzony przez św. Antoniego model anachorecki,
        czyli pustelniczy, życia zakonnego został zamieniony przez jego następcę
        Teodozego Pieczerskiergo regułą studycką, eksponującą oprócz modlitwy i ubóstwa
        pracę na rzecz bliźnich poprzez prowadzenie szpitali, przytułków, ale również
        bibliotek, drukarni i szkół, w których były nawet wychowywane dzieci książąt
        litewsko - ruskich. W Kościele prawosławnym klasztory pozostają jednak zawsze
        przede wszystkim centrami duchowymi, w których sprawowana jest nieustannie
        modlitwa, przyciągającymi tysiące pielgrzymów. Druga połowa XV w. zaowocowała
        powstaniem wielu centrów zakonnych w Rzeczypospolitej. Po upadku Cesarstwa
        Bizantyjskiego w połowie XV w, a także w wyniku zagrożenia ze strony Turcji
        południowym ziemiom Wielkiego Księstwa Litewskiego, wielu mnichów z byłego
        Cesarstwa, Bałkan, Kijowszczyzny i Bracławszczyzny szukało schronienia na
        północy, dając początek monasterom na ziemiach białoruskich, Wołyniu i Podlasiu.
        Moźnowładcy litewsko - ruscy chętnie fundowali prawosławne klasztory. Z tego
        właśnie okresu pochodzi m.in. monaster Zaśnięcia
        Bogarodzicy w Supraślu, który w XVI w. stał się najbardziej znaczącym ośrodkiem
        monastycznym w Wielkim Księstwie Litewskim.
        W Wielkim Księstwie Litewskim i na ziemiach ruskich Rzeczypospolitej monastycyzm
        wschodni był niezwykle rozwinięty Historyk prof. Antoni Mironowicz podważa,
        lansowaną często w środowiskach rzymskokatolickich, tezę o całkowitym upadku
        życia monastycznego w drugiej połowie XVI w. w Rzeczypospolitej i wprowadzeniu
        unii brzeskiej jako remedium na ten upadek. Badacz, wyliczając główne ośrodki
        zakonne, mówi o czterdziestu na ziemiach, które dziś stanowią Białoruś, około
        sześćdziesięciu na Wołyniu i tyluż samo na Halicczyźnie i Lwowszczyźnie, o
        dwunastu na Chełmszczyżnie. Druga połowa XVI w. przynosi kolejnych kilkadziesiąt
        fundacji. W wielu miejscowościach było po kilka, a nawet kilkanaście monasterów,
        na przykład w Połocku piętnaście, Wilnie siedem, Kijowie około dwudziestu. A
        wiele wspólnot - jeszcze w XVII w. - skupiało często powyżej stu mnichów."

        Swoja droga chetnie dowiem sie czegos na temat zakonow grekokatolickich, wiec
        polecam sie laskawej uwadze Diakona Piotra:)
        Piotrze, pierwsza czesc przesylki wysle dzis okolo 21. Mam nadzieje, ze tym
        razem obejdzie sie bez klopotow.
        Pozdrawiam
        R.
        • 22.02.05, 21:33
          Witam serdecznie.
          Cieszę się że wątek z Polityki stal sie powodem nowych rozważań.
          Ksiądz Piotr ma oczywiście racje - nie wolno mieszać tego zakonu z Bazylianami.
          Sam na ten temata mam niewielką wiedzę - ale od czego biblioteczka ;-). Oto w
          tomie III "dziejów podkarpacia" znal;azłem ciekawe opracowanie Marka Mariusza
          Tytko pt "Studyci, odrodzenie zakonu przez Metropoliitę Andrieja Szeptyckiego"

          Jest tu też rys historyczny tego zakonu /biorącego nazwę od rzymskiego konsula
          Studiosa - załozyciela pierwszego monasteru w konstantynopolu/- o rodowodzie
          bizantyjskim - rok 463 ne.. No i wspomnienie św. Teodora Studyty - jednej z
          najważniejszych postaci życia klasztornego , męczennnika za swe "poglądy na
          temat ikon i etyki ,małżeńskiej cesarzy cierpial trzykrotnie
          wygnanie,więzienie i obrażenia cielesne." Był jednym z najswietniejszych
          ikonodułów - ikonofilów.


          W II Rz-plitej studyci posiadali /1939 r./ 8 manastyrów z 300 zakonnikami.
          W czsie II wojny "studyci zasłuzyli się w obronie Żydów". Dzieci i dorośli byli
          ukrywani w klasztorze w Uniowie /w sumie 15 męzczyzn,kobiet i dzieci"Natomiast
          w Jaktorowie u sióstr studytek w sierocincu ukrywano co najmniej 30
          dziewczynek żydowskich, ktore przewiózl tam partiami po 6-7 dzieci w
          cięzarówce Iwan hyrnyj. " ... "Metropolita ukrywal przed niemcami od 1942 roku
          do wrzesnia 1944 na wzgórzu św. Jura ostatniego rabinaLwowa KurtaJ.Lewina.
          rabin ów był przebrany za studyte. mowil płynnie po ukrainsku"

          Od siebie tylko dodam że rabin ow wywodził sie z ... rzeszowskiego rodu
          rabinackego :-)
          Pozdrawiam ciesząc sie z mnożacych się wątków w naszej "studni tematów bez
          dna..." ;-)
          • 23.02.05, 21:05
            Witam serdecznie
            Jak widac nigdy nie wiadomo dokad prowadza kolejne posty:) Teraz zaprowadzily
            nas akurat do wspolnot monastycznych.
            Szukalem roznych materialow na ten temat w posiadanej literaturze i wpadl mi w
            rece tekst Bp. Maximosa. Jest to grecki punkt widzenia. Nie zbliza sie on do
            naszych rozwazan, ale zdecydowalem sie zacytowac fragmenty poniewaz uderzajace w
            tym tekscie jest calkowite zignorowanie ziem ruskich w rozdziale pt. Monastycyzm
            prawoslawny dzisiaj.
            Sa tam wymienione Rosja, Bulgaria, Rumunia, Serbia, a nie ma nawet wzmianki o
            monasterach na terenie Bialorusi, Ukrainy czy Polski. Czyz nie jest to dziwne?

            "Wraz z nawróceniem Słowian w IX i X w. monastycyzm przeniknął również do krajów
            słowiańskich, gdzie bujnie rozwija się do dzisiaj pomimo komunistycznego ucisku.
            Wielkie monastery w Rosji — Zagorsk (obecnie Sergiejew Posad), Pustelnia Optino
            i Wałaam — kontynuują tradycję hezychastyczną. Spośród wielkich mnichów i ojców
            duchowych, którzy ją krzewili, wystarczy wspomnieć św. Nila Sorskiego
            (1433-1508), św. Serafima z Sarowa (1759-1833) oraz ojca Jana Kronsztadzkiego
            (1829-1908), żonatego kapłana. Monastycyzm prężnie rozwija się dzisiaj w
            Rumunii, Serbii, a nawet w Bułgarii"

            W dalszej czesci tekstu sa juz tylko wypowiedzi na temat Swietej Gory Athos, dla
            mnie jest to dziwne.
            Ciesze sie, ze i tematyka monastyczna spotkala sie z zyczliwym przyjeciem i
            odzewem - zawsze ciesze sie gdy moge poszerzyc swa wiedze:) a sprawach
            zydowskich jestem kompletnym laikiem.
            Pozdrawiam
            R.
            • 23.02.05, 21:52
              Witam - w następnych postach pociągnę temat studytów - chyba,że mnie ksiądz
              Piotr ubiegnie ;-)
              Dzisiaj natomiast wspomnę o swoim odkryciu - oto dorwałem zszywkę ... Monitora
              polskiego z 1977 roku a tam... np zarządzenie ministra administracji,
              gospodarki terenowej i ochrony środowiska M.Milcarka z 8.03.77 /monitor nr 6/ w
              sprawie zmiany nazw niektórych miejscowości w woj.krosnienskim i..
              "zmienia sie nazwy następujących miejscowości w województwie krosnieńskim :
              1/ Rabe w gminie Baligród na Karolów,
              2/Hłomcza w gminie Sanok na Swierczewo.
              par,2 Zarządzenie wchodzi w życie z dniem 1 kwietnia 1977 r."

              Koniec cytatu.
              A wiec komuna pomyślała sobie aby uczcić rocznicę śmierci renegata zmianą nazw
              miejscowości o typowo ukraińskim pochodzeniu.
              Na szczęście te zmiany nie weszły w życie ale... ten sam minister "z dniem 9
              sierpnia 1977 roku" wymyślił dalsze zmiany nazw w tym 65 miejscowości w
              ówczesnym woj. Krośnieńskim i 50 miejscowości w woj. przemyskim !!!!
              Monitor „Polski” nr 21.A
              Precyzyjny urzędnik zaznaczył w owej zszywce monitorow,że "uchylono
              zarządzeniem Ministra... z dniem 27.02.1981 /monitor nr 7/81 " zaznaczając że
              utrzymano w mocy zmianę nazwy miejscowości "Mordownia, gmina Nisko'
              na "Spokojna przysiółek"
              A uchylone zmiany nazw dotyczyły owych Dołzyc, Muczne , Dwernik,
              UluczStuposian, Hulskich,Smereka,Wolosatego i wielu innych miescowosci o typowo
              ruskich nazwach.
              Pomyśl Radku - Akcja Wisła nie zakończyła sie ani w 1947 roku , ani w 1950 ani
              nawet w momencie wydania owych przepisów o zatarciu ksiąg wieczystych. Akcja
              Wisła trwała aż do lat 70-tych.
              Chociaż sądząc po przesłanych mi przez Ciebie dokumentach /serdecznie dziękuję
              raz jeszcze!!!!/ trwa po dziś !!!
              Tylko że teraz "demokratyczni" urzędnicy bronią sie przed przywróceniem
              białoruskich nazw miejscowości innymi argumentami - a to że "leży to w
              gestii" "organów samorządowych" a to innymi biurokratycznymi względami...
              Do tematu mojego postu i owych zarządzeń jeszcze wrócę :-( no i po rozczytaniu
              Twoich przesyłek
              • 24.02.05, 20:59
                Masz racje Piotrze, ze do tej pory wielu ludzi "uwieraja" nazwy pochodzenia
                ruskiego. Zreszta nie tylko nazwy.
                Niestety wymazywanie ruskiego fragmentu historii ziem lezacych na wschodzie RP
                trwa chyba do dzis. Dobrze wpisuje sie to w akcje udowadniania "odwiecznej
                polskosci" tych ziem. Bardzo irytuje mnie przedstawianie Podlasia jako swojego
                rodzaju "egzotyki". Widac to nawet we wszelkiego rodzaju "dodatkach
                turystycznych" np. w Gazecie. Malo kto mowi skad sa tam Rusini, ze sa u siebie
                i sa nierozerwalnie zwiazani z historia tej ziemi. W zamian serwuje sie bajki o
                "odrobinie orientu w Polsce" czy wspomniana przed chwila egzotyke. Nie odbieram
                widoku cerkwi wylaniajacej sie na zakrecie drogi do Mielnika jako czegos
                dziwnego, raczej dziwne bylo by gdyby na tych ziemiach zabraklo cerkwi
                zwienczonych wschodnimi krzyzami opartymi na polksiezycach (a jest to czesty
                motyw na Podlasiu). Czesto widac to podejscie gdy jest mowa o historii
                Drohiczyna, rzadko mozna tam spotkac wzmianki na temat przynaleznosci tego
                miasta w okresie kiedy koronowany byl na krola Danylo.
                Na dzis bede nie bede juz sie zalic i siadam do modernizacji komputera:)))
                Serdecznie pozdrawiam
                R.
                P.S. Piotrze dzis sprobuje przeslac kolejna paczke przez konto "gazetowe" moje
                konto niestety ma problemy z obsluga przesylek wiekszych niz 2-2,5 MB
                • 24.02.05, 21:04
                  > Na dzis bede nie bede juz sie zalic
                  Oczywiscie mialo byc "nie bede sie juz zalic.
              • Gość: niokś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.02.05, 21:57
                mam pytanko do osoby kompetentnej: czy w cerkwi się klęczy? a jeżeli tak, to od
                kiedy?
                • 25.02.05, 00:42
                  Na niedzielnej Liturgii (nabozenstwie) z reguly nie kleczy sie, aczkolwiek sa
                  wyjatki. Tak jest w cerkwi prawoslawnej, jak jest u grekokatolikow nie wiem.
                  • 25.02.05, 00:43
                    Mam jeszcze prosbe o uscislenie pytania, poniewaz nie zrozumialem co znaczylo w
                    Twoim pytaniu "od kiedy"?
                    R.
                    • 25.02.05, 14:14
                      Witam
                      W kilku ostatnich postach pisalismy troche na temat monastycyzmu, wczesniej (i
                      to duzo wczesniej, chociaz ostatnio Diakon Piotr wspomnial o blogoslawionym
                      Emilianie) dowiedzialem sie od Was o Swietych i Blogoslawionych grekokatolikach.
                      Przy innej okazji przedstawilismy sobie troche swietych ktorych raczej nie
                      powinno sie wspominac. Do tej pory wspominalem tylko o Swietych Meczennikach
                      Chelmskich i Podlaskich, a watro wspomniec o innych. Dzisiejszy post chcialbym
                      poswiecic sw Grzegorzowi Peradze. Nie jest to swiety pochodzacy z regionow o
                      ktorych rozmawiamy, ale przez pewna czesc swojego zycia mieszkal w Polsce i tu
                      poniosl meczenska smierc.
                      Mam nadzieje, ze zycie sw Grzegorza okaze sie dla Was inetresujace.
                      Na poczatek cytat z cerkiew.pl

                      "5 maja 1942 r. archimandrytę Grzegorza aresztowali Niemcy. Powody tego nie są
                      do końca jasne. Prawdopodobnie przyczyną była pomoc okazywana przez świętego
                      ludności żydowskiej i współpraca z polskim podziemiem. Przesłuchiwanego,
                      poniewieranego i bitego duchownego w połowie listopada przewieziono do obozu
                      koncentracyjnego w Oświęcimiu. Po osiemnastu dniach pobytu 6 grudnia 1942 r.
                      poniósł śmierć. Jej przyczyny do dziś nie są do końca wyjaśnione. Zgodnie z
                      przekazem naocznego świadka kapłan dobrowolnie zgłosił się na śmierć za innych
                      więźniów. Postawiono go boso na śniegu, szczuto psami, polano benzyną i
                      podpalono. Nie udało się ustalić co się stało z ciałem męczennika."

                      cerkiew.pl/swieci.php?id=526

                      "Archimandryta Grzegorz Peradze został zaliczony do grona świętych 19 grudnia
                      1995 r. na soborze Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego jako kapłan – męczennik.
                      Uroczystościom przewodniczył patriarcha Eliasz II. Kanonizację tę uznał Kościół
                      prawosławny w Polsce, wpisując jego imię do swych dyptychów. Stał się on tym
                      samym świętym obu bratnich Kościołów prawosławnych. Jego męczeństwo stanowi
                      jedną z najbardziej światłych kart historii współczesnego Prawosławia."

                      www.magazyn.ekumenizm.pl/article.php?story=20041206170515142&mode=print
                      Przed weekendem nie chcialem zaczynac niczego nowego. Moze ten post bedzie
                      wypowiedzia ktora polaczy i watki monastyczne i swietych?
                      Nie bylbym soba gdybym od czasu do czasu nie poruszyl spraw podlaskich, nie bede
                      nic cytowal, ani rozpisywal sie a tylko zalinkuje rysunek. Niby jest on
                      smieszny, ale...
                      A interpretacje pozostawiam dla Was:)

                      www.slonko.com.pl/images/rysunki/10.jpg
                      Zycze Wam udanego weekendu
                      Pozdrawiam
                      R.
                      • 25.02.05, 20:31
                        Witam serdecznie !!!
                        Oj nazbierało sie teamtów:-)

                        Najpierw nazwy - otrzymałem od ciebie Radku cały plik zeskanowoanych dokumentów
                        świadczących że Związki polskich Białorusinów i intelektualistów walczą po
                        obecnre czasy o przywrócenie na podlasiu i bialostocZczyźnie o przywrócenie
                        historycznych, bialoruskich nazw miejscowości ktore w okresie powojennym
                        zostały "po cichu" wymazane i przepolszczone.
                        Szkoda,że to skany - więc trudno je przepisać i dać innym forumnowiczom do
                        wiadomości. A więc tam w pólnocno wschodniej Polsce mamy po jednej stronie
                        granicy - Bialoruś rządzoną przez despotę, a po drugiej stronie granicy -
                        biurokrację "demokratycznej" Polski która jak diabel święconej wody - boi się
                        przywrócenia "prawdy historycznej". W cytowanej przez skany pracy pisze też o
                        owych zarządzeniach bieszczadzkich i zmianach nazw, oraz skutecznym
                        przywróceniu po 4 latch tych historycznych nazw. Prostuję - zmianiy nazw w 1977
                        roku dotyczyły miejscowości od lubaczowszczyzny po gorlickie /Skwirtne na
                        Skwierzyn :-)/ Ale też i całego obszaru Bieszczad - w tym np Wołosatego na
                        Roztoki. Pisze sie tam bodaj że był to przejaw "gierkowskiego woluntaryzmu" -
                        otoz nie radku - te zmiany naz był to ciąg dalszy polityki - od Akcji
                        wisła, "dobrowolnych" wysiedleń do Zssr, jaworzna, przejmowania majątku,
                        kasacji ksiąg wieczystych i ubeckiej inwiligacji mniejszości ukraińskiej po
                        koniec lat osiemdziesiątych. To radku układało się w jeden łańcuszek :-)
                        Do tematu jeszcze wrócę.
                        A teraz temat mnisi - wynotowałem gdzieś taki ciekawy cytat na temat
                        galicyjskich unitów " Do chwili rozbiorów na terenie diecezji przemysko-
                        samborskiej było 9 klasztorów bazyliańskich i 3 żeńskie /wszytkie poza
                        granicami obecnej Polski. W wyniku reform józefińskich na przełomie XVIII i
                        XIX wikeku zredukowano liczbę parafii unickich. Pod koniec XIX wieku mimo
                        ponownego wzrostu ośrodków parafilanych, unicka diecezja przemyska mialas 685
                        parafii, 23 samodzielne wikariaty, ponad 800 kapłanów zajętych pracą
                        duszpasterską, 997 600 wiernych, 6 męskich klasztorów /Dobromil,
                        Drohobycz,Krechów, Krystynopol,Żólkiew, Ławrów i żenski w jaworowie. W 1934
                        roku wyłaczono z diecezji 9 dekanatów, na ogólną liczbę 54, tworząc
                        Apostolską Admimnistracje Łemkowszczyzny"

                        I jeszcze powracający temat świętych - dziekuję za linki. Myślę Radku że nie
                        powinno się mówić w dzisiejszych czasach o Swiętych "prawosławnych,
                        katolickich, unickich" itd Bo święty to po prostu święty. Ale boję sie że do
                        tej unifikacji jest jeszcze daleko :-)
                        Wspomina sie tam o Dzielnym Gruzinie - świętym archimandrycie Grzegorzu Peradze
                        i jego oświęcimskiej śmierci. Kolejna ciekawa Postać.
                        I śmierć podobna do św. Maksymilina Kolbego - przy czym ten ostatni ma też
                        zyciorycsie epizod żydowski - ale trochę mniej chwalebny - mialem swego czasu w
                        rękach zszywkę z lat trzydziestych "rycerza Niepokalanej' pisma ktorego
                        redaktorem naczelnym był właśnie Sw Kolbe . A w owych gazeta bardzo liczne
                        akcenty antyżydowskie - o konieczności walki handlu 'katolickiego-polskiego"
                        z "żydowskim", o szkodliwości Żydów itd.
                        Dobrze że owi zakonniccy /Prawosławny i katolicki/ "dali świadectwo" swego
                        człowieczeństwa i w przypadku Polaka 'swoistego odkupienia grzechów"
                        Pozdrawiam

                        Dziękuję za korespondencję i zyczenia. Nyślę że bęzie dobrze :-)
                        W każdym razie w przyszłym tygodniu działam tu aktywnie a potem ... "jak Bóg
                        pozwoli"
                        Miłego weekendu
                  • 25.02.05, 20:38
                    Ze zdjęć pielgrzymkowych ze Świętej Góry Grabarki widać
                    pielgrzymów "prawosławnych" na klęczkach odbywających finał owej pielgrzymki.
                    Ale klękanie, tak jak organy w kosciele i ławki /z cała obyczajowością
                    klękania,siadania i wstawania w odpowiednich chwilach mszy/ to jednak
                    obyczajowość katolicka .
                    Ale zapraszam do wypowiedzi "specjalistów" ;-)
                    • Gość: diakon Piotr IP: 212.182.32.* 26.02.05, 16:05
                      Na razie przekazuję zaproszenie...

                      ______________________________________________________________________________

                      Archieparchia przemysko-warszawska Kościoła greckokatolickiego
                      Komisja polsko-ukraińskich związków kulturowych PAN w Lublinie

                      serdecznie zapraszają na sesję

                      Kościół greckokatolicki a jedność wielokulturowej Europy
                      która odbędzie się 1 marca 2005 r.

                      w Trybunale Koronnym w Lublinie, Rynek 1

                      początek o godz. 16.00

                      Program:

                      wprowadzenie

                      1. Unicka diecezja chełmska w latach 1815-1905 - Prof. Hanna Dylągowa (KUL)

                      2. Ukraińskie malarstwo ikonowe w perspektywie europejskiej religijno-
                      kulturowej „wymiany darów” - Ks. dr hab. Michał Janocha (UKSW)

                      przerwa

                      3. Metropolita Andrzej Szeptycki i rosyjscy grekokatolicy - Ks. dr Georgij
                      Avvakumov (UWU - Monachium)

                      4. Rola Cerkwi greckokatolickiej w budzeniu się i utrwalaniu tożsamości
                      narodowej i odrębności kulturowej Ukraińców - Prof. Michał Łesiów(KUL / UMCS)

                      5. Wystąpienie Wojewody Lubelskiego Pana Andrzeja Kurowskiego.

                      poczęstunek

                      Powyższa konferencja ma służyć refleksji nad treściami adhortacji apostolskiej
                      Papieża Jana Pawła II Ecclesia in Europa z 28 czerwca 2003 r., ukazującej owoce
                      Drugiego Zgromadzenia Specjalnego Synodu Biskupów poświeconego Europie, które
                      obradowało od 1 do 23 października 1999 r.

                      „Świadomy nieuniknionych trudności zachęcam wszystkich do uznania i docenienia
                      w duchu miłości i braterstwa wkładu, jaki mogą wnieść w konkretne budowanie
                      jedności katolickie Kościoły wschodnie przez samą swoją obecność, bogactwo
                      tradycji, świadectwo «jedności w różnorodności», inkulturację urzeczywistnianą
                      w głoszeniu Ewangelii, różnorodność obrzędów” Jan Paweł II, Ecclesia in Europa
                      (32)



                      --------------------------------------------------------------------------------
                      Proboszcz Parafii Greckokatolickiej w Lublinie ks.Stefan Batruch, Al.
                      Warszawska 71, 20-803 Lublin, tel./fax. 081 7469399, 0.603 762
                      946,s_batruch@poczta.onet.pl
                      • Gość: weronitshka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.05, 19:27
                        ojcze diakonie! proszę się wypowiedzieć na temat klękania w cerkwi
                        greckokatolickiej. w przemyślu widziałam, jak część wienych stoi, a część
                        klęczy. natomiast we wrocławiu wszyscy sotją. od czego to zależy? z góry
                        dziękuję za odpowiedż. :)
                        • 04.03.05, 19:10
                          Gość portalu: weronitshka napisał(a):

                          > ojcze diakonie! proszę się wypowiedzieć na temat klękania w cerkwi
                          > greckokatolickiej. w przemyślu widziałam, jak część wienych stoi, a część
                          > klęczy. natomiast we wrocławiu wszyscy sotją. od czego to zależy?

                          Wspomniane różnice wynikać mogą z miejscowego zwyczaju. Zasadniczo na
                          Boskiej Liturgii klęczeć się nie powinno, ale jeśli wierni świeccy w nawie
                          mają takie życzenie (czy przyzwyczajenie), mogą klęknąć. Nie wolno klękać
                          duchownym i posługującym w sanktuarium (prezbiterium), a wszystkim w czasie
                          wielkanocnym.

                          Postawę klęczącą spotkać możemy wśród wiernych zasadniczo w dwóch momentach:
                          podczas anafory (od Pieśni Serafinów do epiklezy mniej więcej) i przed Komunią
                          (od "Bądźmy uważni..." do "Z bojaźnią Bożą..."). Nie dam za to głowy, bo u nas
                          w Lublinie klękały i klękają tylko jednostki, z reguły przyjezdni.

                          > z góry
                          > dziękuję za odpowiedż. :)

                          Nie ma za co. :-)

                          Pozdrawiam serdecznie!
    • Gość: weronitshka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.05, 19:59
      Postawione przeze mnie pytanie jest zbyt skomplikowane?
      • 28.02.05, 21:13
        Witam serdecznie Forumowiczow
        Na pytanie o Liturgie w Cerkwi grekokatolickiej niestety nie jestem w stanie
        odpowiedziec. Mozna wiec uznac, ze dla mnie odpowiedz na to pytanie jest za
        trudna:) Niestety moja wiedza nt. grekokatolikow jest fragmentaryczna i zdobyta
        jedynie dzieki uprzejmosci Forumowiczow. Jesli chodzi o Cerkiew prawoslawna to
        rozwine troche swoja wczesniejsza wypowiedz. Mowiac o tym, ze podczas Liturgii
        nie kleka sie mialem na mysli nabozenstwa niedzielne. W niedziele momentem gdy
        wszyscy klecza jest akatyst ku czci Matki Bozej (w niektorych parafiach modlitwa
        ta ma miejsce po niedzielnym nabozenstwie, w niektorych w niedzielny wieczor),
        wowczas wszyscy klecza (z tym, ze nie podczas calego akatystu). Niedzielna
        Liturgia jest wydarzeniem radosnym, z tego wlasnie wynika ze zwyczajowo w
        Prawoslawiu w niedziele podczas modlitwy stoi sie. Temat ten byl poruszany w tym
        watku przy okazji rozmowy o dzwonach i losach wywiezionych na wschod Ukrainy
        mieszkancow. Na Grabarce podczas modlitwy ludzie klecza, niektorzy pielgrzymi
        pokonuja nawet czesc drogi na kleczkach.
        R.
        • 28.02.05, 21:26
          Na chwile wroce jeszcze do spraw zwiazanych z nazewnictwem. Faktycznie Piotrze,
          pierwsza czesc dokumentu, do strony 70-74, to skany dokumentow. Na szczescie
          dalej jest juz zdecydowanie lepiej:) Z materialow tekstowych mozna smialo w
          "Acrobacie" kopiowac i wklejac na forum. Na pewno ulatwi to podzielenie sie
          fragmentami ciekawych tekstow z Forumowiczami i dzieki temu bedzie okazja troche
          na ten temat porozmawiac. Czesc tekstow to fragmenty tych zeskanowanych
          materialow i komentarze do nich, poczynione przez Autora. A wydaje mi sie ze
          jest to temat stosunkowo malo eksploatowany i moze z tego powstac kilka
          ciekawych postow:)
          Piotrze, podejme dzis probe przeslania reszty zrodel, juz za pomoca konta
          "gazetowego". Mysle, ze wszystko bedzie dobrze.
          Na zachete zacytuje kolejny fragment tej pracy:

          "Jeżeli jest sprzeczność dwóch racji , to wiadomo, kto powinien ustąpić. Od
          początku świata ustępował ...słabszy. Przecież nieładnie tak się kłócić! MSWiA
          nie chce rozstrzygać, tylko "obserwuje bezstronnie". Jakiś "zwycięzca" z tego
          się wyłonić musi. MSWiA uważa, że nie jest jego rolą wskazywać go, ingerować w
          przebieg "walki", a tylko uznawać jej wynik: kto spadnie z ringu bez życia, ten
          widocznie nie miał racji - dla MSWiA sprawa jest prosta."

          Serdecznie pozdrawiam z nowym tygodniem
          R.
          • 01.03.05, 16:39
            Pytanie o zwyczaje cerkiewne jest bardzo ciekawe i sam zainteresowany jestem
            odpowiedzią ale...
            Jako kiepski bo kiepski ale katolik obserwuję różne zachowania w kościołach
            katolickich /w tym owe klękania itd./
            Bo na przykład po „podniesieniu” „ofiarowaniu” czyli owej części mszy gdy
            wierni klęczą a ksiądz podnosi do góry hostię i kielich /przy słowach
            chrystusowych „oto ciało moje” „oto krew moja” / po kończących ten obrzęd
            dźwiękach dzwonków lub gongu – w jednych kościołach wierni wstają do "postawy
            stojącej" a w innych siadają w ławkach. Wtedy też czasami dochodzi do
            niezręcznych sytuacji – gdy np. w kościele są „goście” spoza parafii . Zdarza
            się że w całym „siedzącym" kościele stoi w ławkach kilka osób rozglądając się
            ze zdziwieniem wokół siebie na zasadzie „stać mimo wszystko czy siąść jak inni”.
            Podobnie zresztą jak w trakcie owego podniesienia – jedni „wierni – słuchacze”
            wpatrują się w sytuację na ołtarzu a inni pochylają głęboko głowy i markują
            ręką coś w rodzaju pokornego „bicia w piersi”.

            Z tego co wiem wiele tych zachowań uzależnionych jest od zwyczajów
            specyficznych jest dla danych parafii – jako swoisty obyczaj wprowadzony przez
            miejscowych proboszczy czy nawet "szeregowych" księzy.
            Teraz słyszę że w diecezji warszawskiej oficjalnie już dopuszczone
            przyjmowanie komunii „na rękę” /jak myślę ze względu na coraz liczniejszych
            przybyszy z zagranicy gdzie zwyczaj ten wprowadzono już od dawna/– co jak
            widzę – tu w mocno konserwatywnej Galicji – raczej się nie przyjmie.
            Inny taki odmienny zwyczaj to sposób przyjmowania komunii św. – w wielu
            kościołach odbywa się to już na stojąco , w formie kolejnego podchodzenia do
            księdza stojącego przed ołtarzem /na wzór mszy „papieskich”– ale też widzę
            utrzymujący się zwyczaj klękania wzdłuż progu prezbiterium czy coraz bardziej
            zanikających „balasek” – a owe klekanie przybiera wyraz swoistej demonstracji
            przywiązania do tradycji.

            A tak w ogóle Radku to gorąco namawiam na odwiedzenie kilku mszy kościelnych
            np. w kilku różnych naprawdę pięknych kościołach w centrum W-wy - dla samej
            może nawet obserwacji „socjologicznej” – chociażby ze względu na zaobserwowanie
            zachowania wiernych.
            Owo pytanie Weronitschki stanowi dobry wstęp dla rozwinięcia kiedyś tematu
            obyczajów liturgicznych Kościoła unickiego /ja – zaznaczam – jestem w tym
            temacie „zielony”/

            Pozdrawiam i zachęcam nie tylko do stawiania pytań na ktore np Ks.Piotr z
            pewnością odpowie - chociaż np dzisiaj ma zapowiadaną sesję naukową o
            grekokatolikach - ale tez Weronitschko do stawiania wątków ;-)
            • 01.03.05, 16:46
              No i jeszcze jeden temat ;

              Na Podkarpaciu są przebłyski odradzania się „ikonopisania” – oto opowiadano mi
              ostatnio o kilku „jednoosobowych ośrodkach ikonopisania” – w podrzeszowskiej
              Boguchwale takim malowaniem trudni się pochodząca z Francji malarka – jej
              prace, w tym bardzo ciekawe i „uduchowione” Madonny-Umilenie i św. Mikołaje
              prezentowane są w tyczyńskim GOK-u.
              Co dziwne – opowiadano mi że nie chce Ona sprzedawać swych prac – gdyż twierdzi
              że Święty Obraz można darować ale nie żeby sprzedawać.....
              Inna malarka – z pochodzenia Rosjanka /absolwentka bodaj moskiewskiej Akademii
              Sztuk Pięknych– „przymężona” do podrzeszowskiej Kolbuszowej maluje piękne
              ikony , matrioszki /owe mocno kolorowe baby wkładane jedna w drugą/ i z ruska
              zdobione drewniane „pisanki”.
              No i jeszcze tworzący w bieszczadzkiej Hoczwi – Pan Pękalski – chociaż o jego
              ikonach /malowanych m.in. na starych wrotach, drewnianych korytach /sic!!!!/,
              korzeniach czy nadpalonych deskach/ coś teraz ciszej.

              No i jeszcze warsztaty konserwatorskie – w Przemyślu, Łańcucie i Sanoku gdzie w
              miarę posiadanej kasy – odnawia się stare ikony. O jakości tych prac świadczy
              m.in. piękny pawilon ikon w sanockim skansenie i niezwykłej urody ikonostas w
              przemyskiej katedrze grekokatolickiej .

              A nzwy miejscowości - musisz wiedzieć radku że na Podkarpaciu cały szereg
              miejscowiości utrzymalo tradycyjne nazwy ukraińskie / np Deszno - Doszno,
              Wróblik - Woroblik, Czystogarb-Czistohorb/. chociaż w zncznej częsci
              spoloniozowane. W 1977 zamierzano i tak spolonizowane nazwy zamienic na "czysto
              polskie:. Z drugiej strony na Nadodrzu i Mazurach, Pomorzu zachodnim i Sydetach
              repolonizowano niemieckie nazwy miejscowosci - ale to juz temat na inną
              dyskusję.
              Jeśli zas - o podeslany mi uprzejmie material o Bialostoczczyźnie - trzeba go
              będzie wykorzystać niezaleznie od formy przesyłki :-) - ale przecież cały rok
              przed nami :-)
              Pozdrawiam serdecznie
              • 01.03.05, 20:49
                Witam
                Skoro poruszyles Piotrze temat pisania ikon wtrace rowniez swoje trzy grosze;)
                Na chwileczke zapraszam Forumowiczow do Bielska, do Bielskiej Szkoly
                Ikonograficznej, a wlasciwie do przyszkolnej cerkwi.
                W zalinkowanym artykule mozna zobaczyc fotografie z wnetrza swiatyni i podziwiac
                wspolczesne ikony.

                www.pporthodoxia.com.pl/artykul.php?id=263
                Do poczytania moge polecic ciekawa stronke dotyczaca ikon

                www.ikony.angelus.prv.pl/
                "Chyba każdy z nas widział w swoim życiu zdjęcia z mrocznych, oświetlonych
                jedynie świecami wnętrz cerkwi z wiernymi zapalającymi je i kłaniającymi się
                przed ikonami i całującymi je. Ikony rzeczywiście są stworzone do tego by
                oświetlać je właśnie światłem świec. Świeca, jej płomień symbolizuje wzniesienie
                duszy do Boga. Pokłony mogą się wydawać czymś "niedzisiejszym"

                "Każda kreska i każdy kolor użyty w ikonie są podporządkowane tajemnicy, o
                której obraz ma opowiedzieć."

                Ciekawie jest tam opisana symbolika kolorow, znaczenie ikony, oraz to czemu
                ikony wygladaja tak, a nie inaczej.
                Wracajac do Twojego poprzedniego postu to zaciekawila mnie kwestia zwyczajow w
                Kosciele katolickim. Dla mnie caly rytual klekania, siadania, wstawania jest
                czyms bardzo oniesmielajacym. Widze, ze z tym problemem spotykaja sie rowniez
                praktykujacy katolicy, ktorzy znalezli sie w innej swiatyni. Zawsze kiedy jestem
                w kosciele (a zyjac wsrod ludzi takie sytuacje zdarzaja sie) staram sie stanac
                gdzies na koncu, wlasnie po to zeby nie czuc sie niezrecznie z powodu swej
                niewiedzy. Mam wtedy wrazenie ze moje zachowanie jest "nie na miejscu", a kiedy
                stoje z tylu wowczas odchodzi klopot z niewiedza kiedy usiasc, a kiedy wstac.
                Wlasciwie moj dzisiejszy post mial dotyczyc zupelnie innych spraw, ale jako ze
                Twoje dzisiejsze posty mialy pozytywny charakter nie chcialem psuc nastroju.
                Pewnie do zaplanowanych na dzis tematow wroce jutro.
                Jest jeszcze dlugi temat nazewnictwa, ale pewnie bedziemy jeszcze wracac do
                niego nie raz.
                Pozdrawiam
                R.
                • 01.03.05, 21:42
                  Oto radku i ja przezywam takie onieśmielenie wchodząc do "czynnej" cerkwi.
                  Bo jako katolik mam w zwyczaju wchodżac do kościola przykleknąć, przeżegnać
                  się...
                  A przecież wchiodząc do cerkwi wypada najpierw ucałować nogi Ukrzyzowanego,
                  ktorego krucifiks umieszczony jest przy wejsciu /podobnie jak w starszych
                  kosciołach/, potem trzeba udać sie do prostoła i ucałować "aktualną"
                  Ikonę /widywałem nawet wyłozonę sciereczkę do przecierania, a czasem i udać się
                  do Ikony swego patrona by sie pokłonić a nawet ucałować ramę.
                  No i podobny rytuał po zakończeniu nabożeństwa .
                  W najbliższym czasie postaram się przesłać Ci pocztą taka scenę sfotografowaną
                  przeze mnie w bazyliańskiej cerkwi w Drohobyczy .
                  A w nabożenstwach cerkiewnych - zawsze muszę dobrze nasłuchiwać by np zdązyć z
                  licznymi /zazwyczaj trzykrotnymi/ przeżegnywaniami sie /no i przynajmniej
                  wymruczeniem owego "Hospodi pomyłuj"/.
                  Pozdrawiam serdecznie.
                  Z linkami zapoznam sie pewno jutro .


                  • 02.03.05, 18:36
                    Witam
                    W cerkwiach prawoslawnych tez nie jest tak, ze w kazdej sa dokladnie takie same
                    tradycje. Gdy ide do cerkwi to zazwyczaj najpierw zegnam sie trzykrotnie a
                    nastepnie skladam gleboki poklon, "az do ziemi". A pozniej, jak piszesz jest
                    czas na ucalowanie ikony. Gdy swiatynie opuszczam zegnam sie tylko raz.
                    Z tego co wiem taki rytual jest zwiazany z obrzadkiem bizantyjsko-slowianskim.
                    Podobnie zachowuja sie w cerkwi ludzie przyjezdzajacy z Bialorusi. Podejrzewam,
                    ze moga byc roznice na poludniu Polski, ale tu juz powinien sie wypowiedziec
                    ktos czesto bywajacy, lub mieszkajacyw tych okolicach. Z lektury moglem sie
                    dowiedziec ze zwyczaje prawoslawnych Lemkow roznia sie od znanych mi osobiscie.
                    Swoja droga ciekaw jestem jak to wyglada u Serbow, czy Grekow? Niestety moja
                    wiedza o Prawoslawiu jest ograniczona terytorialnie;)
                    Za chwileczke kolejny post z cytatami, o innej juz tematyce.
                    R.
                    • 02.03.05, 18:52
                      Przy okazji pomaranczowej rewolucji mozna bylo sie przekonac, ze zmienia sie
                      obraz Ukrainca w oczach Polakow. Na pewno po czesci tak jest, natomiast
                      srodowiska "kresowe" w dalszym ciagu posluguja sie nieciekawa retoryka. W sieci
                      mozna znalezc strone pod tytulem Mysl Polska. W zakladce Kresy mozna znalezc
                      wiele ciekawych wypowiedzi. Na tyle ciekawych ze postanowilem sie nimi podzielic:)
                      Na poczatek kilka cytatow z rozmowy z p. Niewinskim:

                      "Kandydaci na prezydenta Ukrainy zabiegają o głosy nacjonalistów. Stany
                      Zjednoczone i Unia Europejska kokietują ich, widząc w nich jedyną siłę zdolną
                      oderwać Ukrainę od Rosji. Proces ten trwa od początku powstania niepodległego
                      państwa ukraińskiego. Nasila się eskalacja akcentów antypolskich w środowiskach
                      ounowskich. Wszystko to źle wróży przyszłości!"

                      "Tymczasem historia mówi nam, że stepy Ukrainy, pozostające w granicach I
                      Rzeczypospolitej, były bardzo słabo zaludnione i periodycznie pustoszone przez
                      najazdy mongolskie. Rzeczpospolita broniła tych ziem i je cywilizowała. Były one
                      masowo zasiedlane przez polską szlachtę i chłopów (szczególnie z terenów
                      Mazowsza). Rzeczpospolita była państwem demokratycznym, w którym każdy mógł żyć
                      zgodnie ze swoją wiarą, obyczajem i językiem. Polonizowanie następowało w sposób
                      naturalny, przez kontakt z wyższą kulturą europejską, której krzewicielami na
                      tych terenach byli Polacy."

                      www.myslpolska.icenter.pl/index.php?menu=kresy&nr=2004110721086
                      Bardzo zastanawiajacy jest fragmment mowiacy o zyciu zgodnie ze swa wiara,
                      obyczajem i jezykiem. Chyba jednak roznie z tym bywalo...
                      Autor tej wypowiedzi nie oszczedzil nawet Kosciola piszac:

                      "Rzecz znamienna, że Jan Paweł II wyniósł na ołtarze 28 ukraińskich ofiar reżimu
                      stalinowskiego, ale nie wyniósł do chwały ołtarzy ani jednego z ponad stu księży
                      rzymskokatolickich, którzy męczeńską śmiercią zginęli z rąk banderowców. O
                      wyniesienie na ołtarze tych polskich męczenników nigdy nie upomnieli się biskupi
                      polscy."

                      Ten fragment napawa mnie niesmakiem. Takich interesujacych wypowiedzi mozna
                      znalezc wiecej pod ponizszym adresem

                      www.myslpolska.icenter.pl/index.php?menu=kresy&parStrona=1
                      Aby nie konczyc postu pesymistycznie przekaze jeszcze informacje ktora podala
                      "Panorama" - ambasador Rosji przekazal w darze dla Jana Pawla II ikone i
                      zyczenia powrotu do zdrowia.
                      Informacje te przekazuje rowniez Onet:

                      "Dziś także odwiedzili papieża ambasadorowie Rosji, Bułgarii, Serbii i
                      Czarnogóry, Rumunii, Cypru i Grecji. Przekazali mu ikonę Matki Boskiej.
                      Ambasador Bułgarii Władimir Gradew wyraził nadzieję, że patrząc na ten obraz Jan
                      Paweł II będzie pamiętał, że prawosławne narody wschodniej Europy modlą się za
                      jego zdrowie."
                      Pozdrawiam
                      R.
                      P.S. Czy przesylka dotarla?
                      • 02.03.05, 19:42
                        Witam radku - bardzo ale to bardzo dziekuje za linki o ikonach . Bardzo
                        ciekawe !!!
                        Mysle jak wykorzystać twoje przesyłki ??? Może zapowiadana przerwa w laczności
                        da mi natchnienie :-(
                        A twoja refleksja o wizytach w kosciele i cerkwi - bardzo ciekawa i aż "sie
                        prosi" więcej w tym stylu. Twoje ostanie posty postaram sie rozczytac w
                        ramach "przerwy sniadaniowej" w pracy i wtedy coś dopowiem.
                        A teraz ciekawy wycinek opowiadający o "prof. E.Prusie" - postaci kilkarotnie
                        tu wspominanej :

                        Dzisiaj Radku na Onecie okazał się ciekawy artykuł autorstwa Elizy Michalik i
                        Piotra Lisiewicza – opisujący w ciekawy sposób postać znanego „ukrainożercy” –
                        osoby która nawet jako „rzeczoznawca” pokazała się w cytowanym tu kiedyś wyroku
                        sądowym na temat kombatanctwa Polaków uczestniczących w istribitielnych
                        batalionach

                        kiosk.onet.pl/1217824,1,5,720,druk.html
                        kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1217824&KAT=720
                        Z NKWD do Radia Maryja

                        Kim są najwierniejsi pretorianie ojca Rydzyka?

                        Prof. Edward Prus ze stowarzyszenia Nasza Przyszłość – Polska znany jest z
                        publikacji na temat rzezi Polaków dokonywanych przez Ukraińców. Prus to
                        człowiek o dwóch życiorysach. W PRL zapewniał, że w latach 40. walczył z
                        Ukraińcami w szeregach wywiadu NKWD i w sowieckich „istriebitielnych
                        batalionach”, zwanych szwadronami śmierci.

                        Po 1989 roku dowodził, że bił UPA, będąc członkiem Szarych Szeregów. Pytany o
                        konkretne walki wskazywał miejsca, gdzie Szare Szeregi nigdy nie działały.

                        Dziś prezentuje się w swych książkach jako obrońca Polaków. W PRL walczył także
                        w imię komunizmu. Bohaterami książki Prusa „Pannacjonalizm” są „antykomuniści i
                        neofaszyści dążący uparcie do obalenia socjalizmu i do restauracji kapitalizmu
                        w tych krajach, w których przemiany rewolucyjne ugruntowały się na trwałe”.

                        W książce „Herosi spod znaku tryzuba” z 1985 roku Prus jako dowód na to, że
                        nacjonalizm ukraiński to wciąż aktualne zagrożenie, cytuje rzecznika
                        Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Katowicach, który poinformował o
                        zatrzymaniu będącej na usługach CIA obywatelki ukraińskiej, która przemyciła do
                        Polski materiały oraz instrukcje propagandowe przeznaczone do „organizowania
                        działalności nacjonalistycznej na terenie Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki
                        Radzieckiej i Polski”.

                        W 1984 roku Prus opublikował tekst „Polityka jako zjawisko społeczne”, w którym
                        pisał: „Marksizm wykazał, że walka klasowa jest napędową rozwoju społeczeństwa
                        podzielonego na antagonistyczne klasy. Walka klasowa prowadzi do zastąpienia
                        starego ustroju nowym ustrojem społecznym. (...) Walka polityczna, kończąca się
                        rewolucją socjalistyczną i ustanowieniem dyktatury proletariatu, stanowi
                        decydujący warunek wyzwolenia klasy robotniczej od wyzysku”.

                        Prusowi wielokrotnie stawiano publicznie zarzut współpracy ze służbami
                        specjalnymi, któremu ten zaprzeczał. W głębokim PRL jako jeden z nielicznych
                        miał dostęp do sowieckich archiwów.
                        Agentem KGB nazwał Prusa prof. Bohdan Osadczuk, politolog, zwolennik zbliżenia
                        polsko-ukraińskiego. Zarzucił Prusowi, że ten wykorzystywane w swoich pracach
                        dokumenty otrzymywał od pracowników KGB wydelegowanych do niszczenia Kościoła
                        greckokatolickiego.
                        Z kolei poseł Mirosław Czech, przedstawiciel mniejszości ukraińskiej w Polsce,
                        nie ma wątpliwości, że Prus musiał być konsultantem SB – w 1985 roku napisał
                        dla niej obszerną ekspertyzę o mniejszości ukraińskiej.”
                        Pozwolisz Radku, że nie będę tu prowadził wywodów na temat oceny owego
                        profesora :-)



                        • 02.03.05, 19:47
                          No i przepraszam za małe "r" w Twoim imieniu na poczatku postu.
                          A i spostrzegłem że mój post o Prusie wpisał sie ładnie do Twojego postu z
                          cytami z "za przeproszenie" :-) "Myśli polskiej" / czy raczej bezmysli
                          polskiej:-(

                          Pozdrawiam raz jeszcze
                        • 02.03.05, 20:01
                          Mam tę książkę w domowej biblioteczce, jak i drugą: Artur Bata - "Bieszczady w
                          ogniu". Kupiłem je w młodości, nie znając jeszcze tych nazwisk. Już wtedy
                          czytając te "dzieła" kiełowało we mnie podejrzenie, że coś tu nie gra :-)
                          Sądzę, że poglądy głoszone przez profesora Prusa są marginesem, "produktem
                          niszowym" i tak należy traktować zarówno jego, jak i jego "klientelę".
                          --
                          www.bircza.pl
                          forum.gazeta.pl/forum/71,1html?f=23313
                          • 02.03.05, 20:50
                            darino napisał:

                            > Mam tę książkę w domowej biblioteczce, jak i drugą: Artur Bata - "Bieszczady
                            w
                            > ogniu". Kupiłem je w młodości, nie znając jeszcze tych nazwisk. Już wtedy
                            > czytając te "dzieła" kiełowało we mnie podejrzenie, że coś tu nie gra :-)
                            > Sądzę, że poglądy głoszone przez profesora Prusa są marginesem, "produktem
                            > niszowym" i tak należy traktować zarówno jego, jak i jego "klientelę".

                            Otoz chyba nie - nawał śmieci tegoż "autora" w księgarniach południowo
                            wschodniej Polski świadczy o jego "pokupności". Wiadomo - rynek księgarski
                            bierze to na co jest popyt. Chyba że prace tego "prof" dawane są w komis :-)
                            Z licznymi prackami prusa spotykalem sie w kilku znacznych ksiegarniach
                            Rzeszowa , Jaroslawia, Sanoka, Przemysla
                            A klientela - jak widac wszechpolska, e"lpr"owska i radiomaryjna.
                            Jak bys tak zagladnośc np do bibliteczki "jaroszowej" radiomaryjnej "szkoły
                            wyższej" w takim np Jaroslawiu to bys sie Darino zdziwił :-(
                            Pozdrawiam
                            • 03.03.05, 21:41
                              Witam w czwartkowy wieczor (pozny)
                              Do wczorajszych postow dorzuce jeszcze garsc przemyslen. Czytelnik kupujacy
                              ksiazki tego typu to na pewno z jednej strony "klient niszowy" z drugiej jednak
                              nieodosobniony.
                              Podejrzewam ze sa to ludzie z podobna mentalnoscia jak osobnicy piszacy na forum
                              Bialystok, ze kpt. Rajs "Bury" slusznie zabil prawoslawnych furmanow poniewaz na
                              pewno byli to komunisci. Daje sie zauwazyc, ze dla tych ludzi istnieje pewien
                              stereotyp. Jak Ukrainiec to na pewno "banderowiec", a jak prawoslawni z Podlasia
                              to komunisci.
                              Ciekawe tylko, ze ci wybitni mysliciele nie zauwazyli ze mamy juz XXI wiek.
                              Dla poprawienia nastroju po smutnych przemysleniach zachecam do odwiedzenia
                              ponizszych linkow.

                              "Południowo - wschodnia część obecnego województwa podlaskiego, mieszcząca się w
                              granicach dawnego województwa białostockiego, a obejmująca m. in. obszar
                              północnej części Podlasia historycznego, na mapie dziedzictwa kulturowego Polski
                              zajmuje ważne miejsce. Znaczenie tego skrawka Polski wynika także z faktu, że
                              jest on w pewnym stopniu spadkobiercą Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Jest
                              namiastką dawnych kresów, gdzie współżyły różne narody i współistniały różne
                              kultury i religie. Jednym z materialnych świadectw tej różnorodności są
                              świątynie. Podróżując po tej części Polski napotykamy nie tylko kościoły i
                              cerkwie, ale także nieliczne meczety i, często już o nieczytelnej pierwotnej
                              funkcji synagogi. Te ostatnie przypominają nam, że to bogactwo wielu kultur
                              jeszcze nie tak dawno było znacznie większe. Przypominają nam też, że wartości
                              wytworzone przez naszych przodków i przodków naszych pobratymców, wymagają
                              ciągłej, szerokiej aktywności w celu ich zachowania dla przyszłych pokoleń. Ich
                              byt jest bardziej kruchy, niż nam się wydaje. Do zniszczenia, często pracy wielu
                              pokoleń, nie trzeba pożogi wojennej. Wystarczy mała iskierka, a ogień w ciągu
                              kilku chwil strawi wszystko bezpowrotnie. Tak stało się z drewnianym kościołem
                              na Woli Justowskiej w Krakowie, czy też cerkwią na Świętej Górze Grabarce.
                              Architektura cerkiewna w tym regionie jest jednym ze świadectw materialnej
                              aktywności religijnej ludności ruskiej. Mówi też dużo o złożonej historii tych
                              ziem. Znajdują się tutaj cerkwie o pochodzeniu unickim, jak i powstałe już jako
                              prawosławne. Bez względu jednak na czas ich powstania i ocenę walorów
                              architektonicznych, wszystkie one zasługują na naszą uwagę. Cerkwie wzbogacają
                              nie tylko krajobraz kulturowy kraju i są świadectwem historii, ale także
                              przyczyniają się do zachowania szeroko pojętej różnorodności, która staje się
                              istotną wartością w obecnej dobie, której jedną z głównych cech jest dążenie do
                              unifikacji."

                              www.slonko.com.pl/historia_13.php
                              www.slonko.com.pl/cerkwie_foto01.html
                              Piotrze z przyjemnoscia obejrze wzmiankowane przez Ciebie zdjecie wykonane w
                              cerkwi bazylianskiej. Ciekaw jestem roznic i podobienstw w stosunku do tego co
                              znam z autopsji.
                              Do tej pory nie mialem okazji odwiedzic cerkwi grekokatolickiej. W Warszawie
                              jest jedna, ale nigdy tam nawet nie zajrzalem. Moze kiedys...
                              Pozdrawiam
                              R.
                              • 03.03.05, 21:46
                                Z arcyciekawych pozycji mozna jeszcze wspomniec dzielo pt. "Atamania UPA";)
                                A wiesz Piotrze, ze skorzystam z Twojego pomyslu zacytowania fragmentow tekstu o
                                zmianach nazw na forum Bialystok, mam zamiar zrobic to jutro. Ciekaw jestem reakcji.
                                R.
                                • 04.03.05, 18:11
                                  Witam. Nie wspominalbym o tym Prusie gdy nie ciekawe opisy postaci zwiazanych z
                                  wiadomym radiem /zwłaszcza że teraz wszyscu ujeżdzją na nim jak na łysej
                                  szkapie ;-)
                                  "naukawych pracek" owego "naukowca" nie czytałem - no może fragmenty
                                  pojawiające sie na internecie i pobieżne kartkowanie w ksiegarniach.
                                  Ale teraz drobny odskok :

                                  Ciekawe cytaty na temat relacji polsko-ukraińskich znalazłem w pracy Franza
                                  Forstera "Twierdza Przemyśl

                                  "Helena Deutsch, znana psychoanalityk i uczennica Zygmunta Freuda, pochodząca z
                                  Przemyśla, pisze w swojej autobiografii o stosunkach panujących pomiędzy
                                  Polakami a Rusinami :”Przemyśl z powodu położenia strategicznego znajdował się
                                  w centrum wojny domowej miedzy Polakami a Ukraińcami. W okresie panowania
                                  austriackiego obie te grupy całymi latami prowadziły miedzy sobą prywatną
                                  wojnę, nie zawsze przy pomocy oręża”.
                                  Jakimi środkami posługiwano się w tej walce narodowościowej, ilustruje
                                  sprawozdanie rusińskiego polityka i naukowca dr Iwana Franko, ubiegającego się
                                  w 1895 roku o miejsce w parlamencie i mającego za rywala Pawła Tyszkowskiego.
                                  Agitatorzy prowadzący kampanie wyborcza polskiego właściciela ziemskiego
                                  próbowali przy pomocy alkoholu i terroru przekonywać tych wyborców, którzy
                                  według ich opinii zamierzali oddawać głos na Franko. W prowadzeniu agitacji
                                  wyborczej przeszkadzała Franko nie tylko prywatna gwardia pan Tyszkowskiego.
                                  Także organa władzy, zdominowanej przez Polaków, demonstrowały bardzo wyraźnie
                                  swoja sympatie. Odezwy Franko zrywane były przez żandarmów, aresztowano kilku
                                  jego aktywistów, rozwiązywano wiece wyborcze bądź całkowicie uniemozliwiano ich
                                  przeprowadzenie, jak np. ten w Przemyślu o którym Franko tak wspomina : „ Mimo
                                  ulewnego deszczu do Przemyśla przybyło ok. 1000 chłopów i w ostaniej chwili
                                  z powodu zagrożenia cholerą starosta zakazał zgromadzenia. Oczywiście była
                                  to „cholera politica”, jedna z wielu bardzo znanych chorób w Galicji, o której
                                  wybuch dbano tylko wtedy, kiedy chodziło o uniemożliwienie przeprowadzenia
                                  niepożądanego zgromadzenia masowego”
                                  Przy tak wielu przeciwnościach nie budziła zdziwienia oczywista przegrana przez
                                  Franko walka wyborcza. Usatysfakcjonować mogła go wiadomość zawarta w gazetach,
                                  informująca o kosztach kampanii wyborczej pana Tyszkowskiego w wysokości 8-10
                                  tys. guldenów"
                                  Ciekaw jestem Radku czy przesyłka dotarła.

                                  Miłego weekendu - cóz dla mnie dość stresującego ale ... będzie
                                  dobrze /dziekuję za życzenia w postach a mail :-)


                                  • 04.03.05, 19:15
                                    Witam
                                    Serdecznie dziekuje Piotrze za przesylke:)
                                    Zdjecia zapisalem i zaraz bede cieszyl nimi oczy. Bardzo piekna ta drewniana
                                    cerkiew, a jesli chodzi o wnetrze to oczywiscie pierwsze co rzucilo mi sie w
                                    oczy to lawki. Jest to naturalne uzupelnienie do naszych rozmow o zwyczajach.
                                    Interesujacy jest Twoj ostatni post. Nie stawia on w dobrym swietle strony
                                    polskiej. Ciekawe jest, ze ta relacja pochodzi od strony niezaangazowanej, co
                                    powoduje, ze nikt nie zarzuci jej ukrainskiego punktu widzenia.
                                    W zwiazku z nadchodzaca przerwa w dyskusji nie bede sie rozpisywac, ciag dalszy
                                    (mam nadzieje) nastapi;)
                                    Zycze Piotrze wszystkiego dobrego
                                    R.
                  • 04.03.05, 19:26
                    piotrzr napisał:

                    > Oto radku i ja przezywam takie onieśmielenie wchodząc do "czynnej" cerkwi.
                    > Bo jako katolik mam w zwyczaju wchodżac do kościola przykleknąć, przeżegnać
                    > się...

                    Jam też katolik i zwyczaje mam nieco inne. ;-)

                    A poważnie: w świątyniach wyznań tak sobie bliskich jak najbardziej wypada
                    chyba zachowywać się po prostu jak we własnej, niekoniecznie udając kogoś, kim
                    się nie jest. Prawosławny czy grekokatolik wchodząc do kościoła czyni znak
                    krzyża (swój!) i kłania się, wcale nie musi przyklękać. Chyba, że kieruje się
                    zasadą mimikry...


                    > potem trzeba udać sie do prostoła i ucałować "aktualną"
                    > Ikonę /widywałem nawet wyłozonę sciereczkę do przecierania,

                    Ikona do całowania w cerkwi gr.kat. spoczywa na tetrapodionie ("tetrapodzie"),
                    czyli z grecka "czwórnogu", a NIE na ołtarzu ("prEstole"). Ładnie by to
                    wyglądało, gdyby każdy wchodzący do cerkwi wierny pchał się za ikonostas do
                    ikony leżącej na ołtarzu...

                    > W najbliższym czasie postaram się przesłać Ci pocztą taka scenę
                    > sfotografowaną
                    > przeze mnie w bazyliańskiej cerkwi w Drohobyczy .

                    Przepraszam, że się czepiam jak zwykle, ale Drohobycz jest rodzaju męskiego...

                    > A w nabożenstwach cerkiewnych - zawsze muszę dobrze nasłuchiwać by np zdązyć
                    > z
                    > licznymi /zazwyczaj trzykrotnymi/ przeżegnywaniami sie /no i przynajmniej
                    > wymruczeniem owego "Hospodi pomyłuj"/.

                    To z braku praktyki. Trzeba częściej chodzić do cerkwi! ;-)

                    Przodkowie się ucieszą... ;-)


                    > Pozdrawiam serdecznie.

                    Ja również!
      • 04.03.05, 19:13
        Gość portalu: weronitshka napisał(a):

        > Postawione przeze mnie pytanie jest zbyt skomplikowane?

        Nie, tylko po prostu nie miałem czasu na odpowiedź, właśnie w związku z
        konferencją naszego duchowieństwa w Lublinie, w ramach której odbyła się
        m.in. sesja w Trybunale i wyjazd do Łucka, gdzie mogliśmy obcować
        (nie oddzieleni szybą!) z Chełmską Ikoną Bogurodzicy!
    • 04.03.05, 19:37
      Witam serdecznie i mam dwie wieści.

      Po pierwsze, 2 marca razem z innymi duchownymi naszej eparchii pojechałem
      na Wołyń. Nawiedziwszy starodawną katedrę we Włodzimierzu Wołyńskim, udaliśmy
      się do Łucka, by zwiedzić Muzeum Ikony Wołyńskiej, którego największym skarbem
      jest oryginał Chełmskiej Ikony Bogurodzicy (datacja ca XI w.). Trudno opisać
      przeżycie duchowe towaryszące modlitewnej kontemplacji tej cudownej Ikony -
      to trzeba przeżyć. Wzruszenie ogromne, szkoda wychodzić z pomieszczenia.
      Może znajdę parę chwil, by opisać obszerniej dzieje i stan obecny Ikony - wtedy
      opublikuję ów opis i tutaj.

      Po drugie, w autobusie siedziałem przez większość czasu z rzeszowskim
      proboszczem ks. majorem (niedawno awansował) doktorem M. Mychajłyszynem,
      któremu wspomniałem o tutejszym wątku. Ks. Mychajłyszyn upoważnił mnie do
      przekazania pozdrowień wszystkim Dyskutantom, a także zapowiedział, że
      będzie przesyłał wiadomości o grekokatolikach w Rzeszowie na mój adres celem
      publikacji na tym forum.

      Pozdrawiam więc serdecznie w imieniu własnym i Księdza Majora!
      • 09.03.05, 22:06
        Слава Ісусу Христу!
        Ostatnimi dniami rzadko udzielam sie na forum, pewnie zmieni sie to w przyszlym
        tygodniu.
        W zwiazku z lektura ostatnich wypowiedzi (i odpowiedzi:) mam do Ojca pytanie. Z
        postow wynika, ze podczas Liturgii w cerkwi grekokatolickiej wierni stoja. Jak
        pisalem, nie bylem nigdy w cerkwi grekokatolickiej, ale sadzilem, ze tak wlasnie
        jest. Mam natomiast jedno pytanie. Ostatnio ogladalem zdjecia wnetrza swiatyni
        na Ukrainie i zauwazylem lawki ustawione podobnie jak w kosciolach katolickich.
        Czy oznacza to, ze podczas Liturgii wierni siedza? Chetnie dowiedzialbym sie czy
        podobnie jest na Wolyniu.
        Jesli czas Ksiedzu pozwoli to z przyjemnoscia przeczytam wrazenia z podrozy
        Bardzo mile byly przekazane pozdrowienia, jak i zyczliwe zainteresowanie tym
        watkiem.
        Pozdrawiam
        R.
        P.S. Dziekuje Darino za uzupelnienie watku leskiego i oczywiscie prosze o jeszcze:)
        • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.03.05, 10:58
          Witam . Minie jeszcze troche czasu nim wróce do dyskusji(może po świetach).
          Cieszczę się z pozdrowień od Księdza Majora-Doktora:). Teraz już wiem skąd się
          bierze jego wytrwałość w walce o powrót grekokatolicyzmu na podkarpacie:)
          Dzisiaj korzystam z "Życzliwej rączki" pośrednika przypisaniu postu. Po
          świętach albo z początkiem kwietnia wróce tu na trwałe ;) . Pozdrawiam
          Radka ,Księdza Piotra.Z niecierpliwością czekam na relację z życia
          Grekokatolickiej parafii w Rzeszowie.Pozdrawiam Piotr
          • 12.03.05, 22:40
            Piotrze, zycze wszystkiego dobrego.
            Z niecierpliwoscia czekam na wznowienie dyskusji. Na razie bede tu zagladal od
            czasu do czasu i gdy ktos cos napisze to podtrzymam watek. A po Twoim powrocie,
            mam nadzieje, rozmowy znow rusza z wczesniejsza energia:)
            Serdecznie pozdrawiam
            R.
        • 14.03.05, 19:52
          wolf_wwa napisał:

          > Слава Ісусу Х
          > ристу!

          Slawa nawiky!

          > Ostatnimi dniami rzadko udzielam sie na forum, pewnie zmieni sie to w
          przyszlym
          > tygodniu.
          > W zwiazku z lektura ostatnich wypowiedzi (i odpowiedzi:) mam do Ojca pytanie.
          Z
          > postow wynika, ze podczas Liturgii w cerkwi grekokatolickiej wierni stoja.

          A przynajmniej powinni. ;-)

          > Jak
          > pisalem, nie bylem nigdy w cerkwi grekokatolickiej, ale sadzilem, ze tak
          wlasni
          > e
          > jest.

          Praktyka bywa różna w różnych krajach, diecezjach, parafiach.

          Mam natomiast jedno pytanie. Ostatnio ogladalem zdjecia wnetrza swiatyni
          > na Ukrainie i zauwazylem lawki ustawione podobnie jak w kosciolach
          katolickich.

          ...i cerkwiach prawosławnych w Grecji na przykład. Albo w Ameryce.

          Mała uwaga terminologiczna: cerkiew greckokatolicka jest świątynią katolicką
          w stopniu nie mniejszym, niż kościół rzymskokatolicki. Po prostu "katolicyzm"
          NIE RÓWNA SIĘ "latynizm".

          > Czy oznacza to, ze podczas Liturgii wierni siedza? Chetnie dowiedzialbym sie
          cz
          > y
          > podobnie jest na Wolyniu.

          O Wołyniu trudno mi cokolwiek rzec, natomiast kwestię postawy podczas
          Liturgii opiszę oddzielnie, kiedy będę miał pod ręką pewną książeczkę.
          Tu (w pracy) jej nie mam. Proszę o jakiś (2 dni minimum) czas na zwłokę.


          > Jesli czas Ksiedzu pozwoli to z przyjemnoscia przeczytam wrazenia z podrozy

          Będzie oddzielny wątek, dość jednak krótki.

          > Bardzo mile byly przekazane pozdrowienia, jak i zyczliwe zainteresowanie tym
          > watkiem.

          Mnie też jest tu bardzo milo. Najprzyjemniejszy watek na calym forum. A
          atmosfere tworza dyskutanci przeciez - wiec serdecznie za nia dziekuje.

          > Pozdrawiam
          > R.

          Pozdrawiam również,
          diakon Piotr
          • 14.03.05, 19:56

            Wysyłam po raz drugi, bo nie wiedzieć czemu za pierwszym razem tekst
            się nie ukazał.

            diakon Piotr


            2 marca 2005 wycieczka duchowieństwa greckokatolickiej Archidiecezji
            Przemysko-Warszawskiej odwiedziła starodawną katedrę we Włodzimierzu
            Wołyńskim i Muzeum Ikony Wołyńskiej w Łucku, gdzie przechowywany jest
            oryginał Chełmskiej Ikony (przybliżone datowanie - XI w.; w Polsce nie
            ma porównywalnego zabytku).

            Mieliśmy dużo szczęścia - Ikona będzie niezadługo oddana do ponownej, tym
            razem chyba ostatecznej konserwacji. Przywrócona zostanie część zakrytych
            dziś partii wizerunku: oko Matki Bożej i koniec Jej nosa, zwój w ręce Jezusa,
            większe partie złotego, oryginalnego tła itd. Nie jest już pokazywana
            zwiedzającym - bo już wyjęto ją z gabloty (specjalna niemiecka gablota
            utrzymująca stałą temperaturę, wilgotność itp.). Ikona stała zatem na
            stojaku w kącie przeznaczonego dla niej pomieszczenia. Można było podejść
            bardzo blisko (dotykać oczywiście nikt się nie ważył, ale fizycznie można
            Było to wielkie przeżycie duchowe, dogłębne i wzruszające. Zaśpiewaliśmy
            "Pod Twoju myłost'" i modliliśmy się w ciszy. Niestety, żadne słowa nie
            oddadzą intensywności i głębi tych chwil.

            Nie chciało się wychodzić z tej sali...

            Oprowadzająca nas po Muzeum pani dyrektor (?) zauważyła, że za pośrednictwem
            Ikony nadal dzieją się cuda. Jednym z nich było wyjątkowo łatwe i szybkie
            zdobycie środków finansowych na budowę siedziby Muzeum (jest to byc może
            jedyne muzeum na Ukrainie, które mieści się we własnym, specjalnie na ten
            cel zbudowanym budynku - a nie w budowli zaadaptowanej). Innym - fakt, że
            w tej muzealnej salce ramię w ramię modlą się duchowni zwalczających
            się wyznań - trzech odłamów prawosławia, ale także i inni (choćby greko- i
            rzymskokatolicy). Zresztą ludzie prości też tam zachodzą się pomodlić i
            twierdzą, że ich modlitwy są wysłuchiwane.

            Nawiązując do postawionego wcześniej na chełmskim forum internetowym
            pytania o ewentualny powrót Ikony do
            Chełma: odpowiedź krótka brzmi "nie", bo żadne państwo nie odda zabytku
            z XI w. (pomijam już fakt, że Ikona jest wschodnia, a świątynia na Górze
            znajduje się w posiadaniu katolików rzymskich). Ale warto być może
            wykorzystać fakt znajdowania się Ikony w Łucku dla budowania duchowego mostu
            między oboma miastami i, w konsekwencji, między oboma narodami...

            Nb. teraz można wykonywać bardzo dokładne kopie - jest oryginał! Jedną
            taką kopię nasza Archidiecezja podarowała do kościoła w Drohiczynie -
            koronacyjnym grodzie Króla Daniela.



    • 14.03.05, 19:53


      2 marca 2005 wycieczka duchowieństwa greckokatolickiej Archidiecezji
      Przemysko-Warszawskiej odwiedziła starodawną katedrę we Włodzimierzu
      Wołyńskim i Muzeum Ikony Wołyńskiej w Łucku, gdzie przechowywany jest
      oryginał Chełmskiej Ikony (przybliżone datowanie - XI w.; w Polsce nie
      ma porównywalnego zabytku).

      Mieliśmy dużo szczęścia - Ikona będzie niezadługo oddana do ponownej, tym
      razem chyba ostatecznej konserwacji. Przywrócona zostanie część zakrytych
      dziś partii wizerunku: oko Matki Bożej i koniec Jej nosa, zwój w ręce Jezusa,
      większe partie złotego, oryginalnego tła itd. Nie jest już pokazywana
      zwiedzającym - bo już wyjęto ją z gabloty (specjalna niemiecka gablota
      utrzymująca stałą temperaturę, wilgotność itp.). Ikona stała zatem na
      stojaku w kącie przeznaczonego dla niej pomieszczenia. Można było podejść
      bardzo blisko (dotykać oczywiście nikt się nie ważył, ale fizycznie można
      Było to wielkie przeżycie duchowe, dogłębne i wzruszające. Zaśpiewaliśmy
      "Pod Twoju myłost'" i modliliśmy się w ciszy. Niestety, żadne słowa nie
      oddadzą intensywności i głębi tych chwil.

      Nie chciało się wychodzić z tej sali...

      Oprowadzająca nas po Muzeum pani dyrektor (?) zauważyła, że za pośrednictwem
      Ikony nadal dzieją się cuda. Jednym z nich było wyjątkowo łatwe i szybkie
      zdobycie środków finansowych na budowę siedziby Muzeum (jest to byc może
      jedyne muzeum na Ukrainie, które mieści się we własnym, specjalnie na ten
      cel zbudowanym budynku - a nie w budowli zaadaptowanej). Innym - fakt, że
      w tej muzealnej salce ramię w ramię modlą się duchowni zwalczających
      się wyznań - trzech odłamów prawosławia, ale także i inni (choćby greko- i
      rzymskokatolicy). Zresztą ludzie prości też tam zachodzą się pomodlić i
      twierdzą, że ich modlitwy są wysłuchiwane.

      Nawiązując do postawionego wcześniej na chełmskim forum internetowym
      pytania o ewentualny powrót Ikony do
      Chełma: odpowiedź krótka brzmi "nie", bo żadne państwo nie odda zabytku
      z XI w. (pomijam już fakt, że Ikona jest wschodnia, a świątynia na Górze
      znajduje się w posiadaniu katolików rzymskich). Ale warto być może
      wykorzystać fakt znajdowania się Ikony w Łucku dla budowania duchowego mostu
      między oboma miastami i, w konsekwencji, między oboma narodami...

      Nb. teraz można wykonywać bardzo dokładne kopie - jest oryginał! Jedną
      taką kopię nasza Archidiecezja podarowała do kościoła w Drohiczynie -
      koronacyjnym grodzie Króla Daniela.



      • 15.03.05, 12:06
        Witam po dłuższej nieobecności szanownych dyskutantów.
        Widzę, że dyskusja zachacza czasem o tematy podlaskie, głównie za twoją sprawą
        Wolfie. Tematem "na czasie" jest teraz u nas na Podlasiu wprowadzanie
        dwujęzycznych nazw a także przywracanie niekiedy nazw historycznych - czyli
        niespolonizowanych /np Trostianka zamiast Trześcianka itp/. Katalizatorem
        dyskusji na temat nazw i języków pomocniczych stało się uchwalenie ustawy o
        mniejszosciach. Na forum Gazety Białystok ukazały się odpowiednie tematy /
        chyba Wolfie uczestniczysz ?/ i dyskusja rozgorzała ponownie, jak przy okazji
        każdego tematu mniejszościowego poruszanego na forum Białystok. Okazuje się, że
        jak zwykle wrogami mniejszości są w większości osoby pochodzące z mniejszości a
        także Polacy, nie za bardzo zorientowani w temacie, ale na wszelki
        wypadek "antyruscy". Choć są i tacy którzy bronią praw mniejszości, rozumiejąc
        chyba, że jest to świadectwem normalności. Dyskusja na forum a także wypowiedzi
        działaczy mniejszościowych, głównie białoruskich oraz wójtów gmin uważanych za
        białoruskie pokazuje jak powierzchowna jest na Podlasiu świadomość białoruska.
        Mimo ok 46 tys deklaracji białoruskości w ostatnim spisie powszechnym
        mieszkańcy i samorządowcy nie przejawiają specjalnego zainteresowania walką o w
        końcu swoje narodowe interesy czyli nadanie językowi statusu urzędowego i
        wprowadzenie nazw białoruskich obok polskich na znakach. Argumentacja jest tu
        różna. Samorządowcy bronią się brakiem środków na wprowadzanie zmian i
        cynicznie, moim zdaniem odkładają decyzję na później, kiedy to mieszkańcy
        zadecydują w konsultacjach społecznych czy chcą aby ich miejscowość miała
        dodatkową nazwę po białorusku pisaną cyrylicą. Wójtowie skłądająć takie
        deklaracje są oczywiście spokojni - wiedzą na 100 % że większość ludności nie
        wyrazi chęci "afiszowania" się białoruskością. Więc w tym przypadku mogą
        pozwolić sobie na demokrację- konsultacje społeczne. Działacze białoruscy
        przedstawiają sprawę inaczej - ludzie nie zechcą nazw i języka w urzędach bo są
        zastrzaszeni przez większość. Dodam, że Litwini z tego samego Podlasia już nie
        czują się zastrzaszeni i planują wkrótce nazwy litewskie we wszystkich swoich
        wsiach. Gdzieś w tej dyskusji pojawia się jeszcze trzeci głos - głos Ukraińców
        Podlasia, zwracających wciąż uwagę na to, że może z tą białoruskością nie do
        końca wszystko jest tak jak trzeba, może niektóre nazwy mają ukraińskie
        brzmienie i pisanie ich po białorusku zmieni ich brzminie, może białorskość
        częsci Białorusinów nie do końca jest prawdą. Oczywiście głos Ukraińców jest tu
        najmniej ważny- w końcu za takich uznało się tylko 1400 osób, ale w sytuacji
        gdy istnieje dostęp do mediów, nasze organizacje, zespoły, i dosyć duża grupa
        ludzi którzy jednak uznają ukraińskie argumenty za słuszne także ten głos staje
        się słyszalny. Niektórzy z wójtów używają nawet "ukraińskiego" argumentu aby
        nie wprowadzać nazw białoruskich w swoich gminach. Oczywiście robią to tylko po
        to aby nie zajmować się problemem a nie z sympatii do Ukraińców, ale i to
        świadczy w jakimś stopniu o sile naszych argumentów. Ostatnio na łamach
        miesięcznika białoruskiego Czasopis rozpoczęła się nawet dyskusja o nadaniu
        wyższego statusu gwarom podlaskim poprzez propagowanie ich w mediach
        białoruskich i pewną formę kodyfikacji tego języka - coś podobnie jak z gwarami
        u Łemków. I tu niespodzianka - działacze i dziennikarze białoruscy w końcu
        przyznali, że gwary południa Białostocczyzny, między Bugiem i Narwią, są
        rzeczywiście ukraińskie. Oczywiście wg nich o niczym to nie świadczy, bo ludzie
        tak tam kochają białoruskość że i ojczysta mowa tego nie zmieni, ale jest to
        jakaś zmiana w stanowisku do tej pory opisującym Ukraińców na Podlasiu jako
        zdrajców Białoruskości za dolary z Kanady od tamtejszych Ukraińców, i o zgrozo
        grekokatolików, lub grupę stworzoną przez polski wywiad do zniszczenia jakże
        silnej mniejszczości białoruskiej. Chyba jednak tak naprawdę zrozumieli, że
        białoruskośc na Podlasiu nie jest tak silna i że trzeba coś z tym robić by nie
        zanikła wogóle. Drogą do tego ma być powstanie grupy Biąłorusinów
        ukraińskojęzycznych na Podlasiu i południu Białorusi. A analogia - no niby
        Szwajcarzy czterojęzyczni. Zobaczymy co dalej z tego będzie. Kolejny już numer
        Czasopisu potwierdza, że chyba ukrainojęzyczni Białorusini Podlasia wzięli
        sobie tę teorię do serca. Zresztą sami zobaczcie -
        kamunikat.net.iig.pl/www/czasopisy/czasopis/index.htm
        Myślę, że w kilku miejscowościach w gminach ukrainojęzycznych zostaną
        wprowadzone nazwy białoruskie. Na pewno w żadnej gminie białoruskojęzycznej coś
        takiego nie przejdzie. Ale może przynajmniej w tych paru miejscowościach zapis
        białoruskimi literami zachowa nazwę gwarową czyli ukraińską. Zresztą sami
        Białorusini zaczęli coś takiego postulować, rozumiejąc, że nawet ludzie
        nazywający się Białorusinami w kontakcie z prawdziwą białoruskością zaczynają
        rozumieć, że coś tu nie gra. Ot takie podlasie paradoksy.
        PS. Wolfie - przeczytałem parę postów wyżej, że bliska ci jest ukraińskość i
        biłoruskość na POdlasiu, a ja pewnie się z tobą nie zgodzę. Myśl, że nie masz
        racji uważajacmnie za neofitę Ukraińca a co za tym idzie osobę z klapkami na
        uszach. W swojej drodze do ukraińskości spotkałem się siłą rzeczy z argumentami
        obu stron. Musiałem to wszystko przetrawić aby wyciągnąć jakieś wnioski. I na
        pewno nie uważam, że na Podlasiu mieszkają sami ogłupieni białorusko-
        komunistyczną propagandą Rusini-Ukraińcy. Fakt istnienia Białorusinów jest tu
        dla mnie oczywisty. Potrafię nawet zrozumieć ludzi z obszarów
        ukraińskojezycznych, którzy także przyjęli orientację białoruską. Wiązało się
        to z wieloma sytuacjami - a to z niedoinformowaniem, a to stereotym a to wybór
        mniejszego zła czy po prostu wiara w skutecznośc i prawdziwość wyboru.
        Natomiast nie zgadzam argumentami że Ukraińcy na Podlasiu są po to by rozbijać
        biąłoruskość lub że pasą się na ukraino - uniackich dolarach. Takie argumenty
        pojawiają się wciąż w prasie białoruskiej - i tylko z nimi się nie zgadzam, jak
        i ruch ukraiński na Podlasiu, a nie z faktem istnienia tu białoruskości.
        free.ngo.pl/nadbuhom/ukrajinci_bilorusy/ukrajinci_bilorusy.htm
        autentyczną wspieram, interesuję się nią i wcielam w życie - mam wielu
        znajomych Białorusinów etnicznych z którymi nie mam żadnych problemów
        tożsamościowych. Te dotyczą tylko ukrainofonów zza Narwi. To nie nasza wina, zę
        taka sytuacja panuje na Podlasiu. Odpowiadają za nią głównie siły nieprzychylne
        tak Biąłorusinom jak Ukraińcom. NAtomiast od nas na pewno zależy by konflikt
        sprowadzał się tylko do dyskusji a nie ruchów"poniżej pasa", bo te nie
        służyłyby na pewno obu społecznościom. Zresztą chyba nie ma takiego zagrożenia -
        widzą je głównie ci którzy widzieliby Polskę jako kraj monoetniczny i
        monoreligijny. A to chyba nie możliwe w dzisiejszych czasach - czy to
        siękomuśpodoba czy nie.
        Pozdrawiam
    • 17.03.05, 00:11
      Wpisałem się, ażeby nie szukać daleko wątku !
      --
      www.bircza.pl
      • 17.03.05, 00:58
        Kwestia postawy wiernych na Boskiej Liturgii w Kościele
        greckokatolickim nie jest czymś, co można w sposób łatwy i nieskomplikowany
        wyłożyć. Praktyka różnych krajów, diecezji, parafii, środowisk, osób nawet –
        bywa różna.
        Mnie zawsze uczono – i tego się trzymam – że na Liturgii
        zasadniczo się stoi, nie klęka się w ogóle, natomiast siedzieć można podczas
        Lekcji (Apostoła) i kazania oraz ew. ogłoszeń (jeśli byłyby dłuższe), przy czym
        z zastrzeżeniem, że w cerkwi ławek być nie powinno, a siedzenia są dla osób
        starych i chorych.
        Wystarczy atoli pojechać do cerkwi warszawskiej na przykład
        (Miodowa 16), by być świadkiem innej praktyki – siadania na niektórych
        przynajmniej ekteniach, klękania na anaforze i przed Komunią itp.
        Zdaje się, że mniej więcej odwzorowuje się tam zasady zawarte w
        niektórych modlitewnikach z diaspory zachodniej. Dla przykładu - cenny skądinąd
        i dość ładnie wydany modlitewnik „Hospody, do Tebe woznoszu duszu moju”
        (Melbourne 1991) kwestię postawy laików ujmuje tak: stojąca na początku, na
        ektenii pokoju i antyfonie (-ach) siedząca, od hymnu „Jednorodzony” do nagłówka
        perykopy apostolskiej stojąca, na Lekcji siedząca; na „Alleluja” wierni znów
        stają, siadają na kazanie i powstają aż na Pieśń Cherubinów. Klękają na
        anaforze przed Pieśnią Serafinów, powstają przed teotokionem. Siadają na
        ektenię „Wszystkich świętych wspomniawszy...”, powstają na „Ojcze nasz”,
        klękają przed podniesieniem Baranka, powstają na „Niech się napełnią wargi
        nasze” (oczywiście, kto przystępuje do Komunii, siłą rzeczy musi wstać na
        Komunię, ale modlitewnik zakłada chyba, że po przyjęciu Komunii wraca się do
        postawy klęczącej) i tak do końca stoją.
        W naszej cerkwi lubelskiej są skromniutkie ławki z historycznego
        jej wyposażenia, łącznie może tam siedzieć z osiem osób (tego nie moglibyśmy
        zmienić, cerkiew nasza jest obiektem muzealnym, w założeniu odtwarzającym stan
        z lat trzydziestych XX w., stąd też np. okropne schody przy ołtarzu, zakazane
        przez nasze przepisy liturgiczne i bardzo niewygodne dla celebransów), poza tym
        są składane krzesła, których ilość można regulować według potrzeby. Zaś
        praktyka co do postawy jest taka, że zasadniczo nikt nie klęka (czasem
        jednostki, najczęściej chwilowi goście z Ukrainy), studenci i doktoranci
        najczęściej stoją cały czas, emeryci siedzą (mniej więcej jak w opisywanym
        modlitewniku – na ekteniach, Lekcji, kazaniu). Zdarza się, że nie tylko emeryci
        tak postępują, co mnie osobiście razi – jak tu się modlić słowami „Hospody,
        pomyłuj!” na siedząco? Staruszków można jeszcze usprawiedliwić kiepską
        kondycją, ale osoby młode czy w średnim wieku – nie bardzo...

        • 17.03.05, 08:47
          Tak się jakoś zbiegło,że moje problemy zdrowotne zbiegły sie z totalną klapą
          dotychczasowego /7-letniego/ PC. Teraz już ze mną jak i nowym kompem jest
          super ;-0
          Bardzo cieszę się z postów Księdza Piotra - no jest znowu badzo ciekawych
          tekstów do poczytania i tematów do dyskusji.
          A ... widzę i ciekawy post Andrijki.
          Dzisiaj dwa tematy - w tą niedzielę zaczął się Wielki Post w Kościele
          Wschodnim - z pewnością Prawosławnym - a jak jest u Księdza Piotra w
          Lublinie ????
          Bo wschodnia Wielkanoc / Pascha/ przypada ponoć w tym roku na 1 maja ;-))) tak
          tak - serio !!!!
          I drugi temat - oglądnąłem jakieś 2 tyg. temu reportaż w TV o
          otwartym/poświęconym ???/ nowym kościółku w Czystogarbie - dawnej łemkowskiej
          wiosce pomiędzy Jaśliskami a Komańczą. Obecni mieszkańcy /bardzo
          biedne "sierotki" po PGR / zdobyli się na wybudowanie całkiem ładnego
          kościółka.Cierkiew w tej wiosce zniszczono w latach 50-tych.
          Ale teraz totalny optymizm - wystrój tego kościoła wykonał znany podkarpacki
          Ikonopis Pan Zdzisław Pekalski z Hoczwi.
          A obrazy ołtarzowe i drogi krzyżowej wykonał na ... starych deskach podłogowych
          pochodzących z wyremontowanej /bardzo pieknie - chociaż może zbyt cukierkowo -
          przepieknej cerkwi łemkowskiej w Wisłoku Wielkim/ Jak opowiadał sam Mistrz
          Pękalski - zdemontowane dechy leżaly gdzieś po wiatą, dechy stare wygniecione
          kolanami i stopami Łemków wisłockich. No i doczekały sie nowej "nobilitacji" -
          biedaki z Czystogarbu modlą sie do pieknych obrazów wykonanych na deskach
          pamietających czasy moddlita "Hospody pomyłujsia"
          Mnie to połaczenie straego z nowym bardzo sie podoba - jesli nawet msze
          konsekracyjną poprowadził "nie mój bohater" - abp Michalik
          Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie.
          Sława Isusu Christu
          • 17.03.05, 20:35
            piotrzr napisał:

            > Tak się jakoś zbiegło,że moje problemy zdrowotne zbiegły sie z totalną klapą
            > dotychczasowego /7-letniego/ PC. Teraz już ze mną jak i nowym kompem jest
            > super ;-0

            No to super. :-)

            > Bardzo cieszę się z postów Księdza Piotra - no jest znowu badzo ciekawych
            > tekstów do poczytania i tematów do dyskusji.
            > A ... widzę i ciekawy post Andrijki.

            Istotnie.

            > Dzisiaj dwa tematy - w tą niedzielę zaczął się Wielki Post w Kościele
            > Wschodnim - z pewnością Prawosławnym - a jak jest u Księdza Piotra w
            > Lublinie ????

            Poza parafią warszawską grekokatolicy