Dodaj do ulubionych

wirus obecny po 12 tyg

10.01.14, 11:30
Rozczarowałam się dziś ,po 12 tyg wirus nadal jest obecny w prawdzie wiremia spadła z 4,5 mln przed terapią do 410lU/ml. Czy ktoś się orientuje jakie mam w takiej sytuacji szanse na trwałą odpowiedź ? Nie ukrywam ,że najbardziej liczę na Kiepskiego
Edytor zaawansowany
  • em_mirek 10.01.14, 11:59
    Szanse masz takie same jak na początku, jedynie terapia się "troszkę" przedłuży. Rozumiem że masz genotyp 1 i jesteś w trakcie terapii 2-lekowej. Teraz rozstrzygający będzie 24 tydzień.
    Miałem tak samo jak Ty. 12 tydzień "+", 24 "-". Na końcu terapii również "-". Aktualnie czekam do marca na rozstrzygające badanie, ale jestem przekonany że leczenie okaże się skuteczne.
    U Ciebie też będzie dobrze. Uszy do góry, pozdrawiam.

  • kiepski476 10.01.14, 12:16
    Słusznie prawi. Decydujące jest to, jak długo trwa terapia po wyeliminowaniu wirusa. Jeśli w 24. tygodniu będzie minus i przedłużysz terapię do 72 tygodni, to będziesz miała równie wysokie szanse jak ci, którzy uzyskali negatywizację wiremii wcześniej niż ty.
    Ale terapia powinna, niestety, trwać dłużej, czyli 72 tygodnie.
  • magdallena_28 10.01.14, 12:52
    A czy każdemu kto ma minusa 24 tyg przedłuża się terapie ,czy to decyzja lekarza prowadzącego i nfz ?
  • kiepski476 10.01.14, 12:58
    Każdemu.
    Zgodnie z obowiązującym programem lekowym:
    noweleki.hepatitisc.pl/p/jak-sie-leczyc.html
  • kiepski476 10.01.14, 13:26
    Precyzyjnie: każdemu, kto nie uzyskał minusa w 12. tygodniu, a dopiero w 24. tygodniu.

    Jeszcze jedna uwaga. Ponieważ program lekowy przewidywał dawniej leczenie nie dłuższe niż 48 tygodni, występuje więc w nim zapis: „kontynuuje się do 48 tygodni”, co należy rozumieć: przedłuża się do 48 tygodni. Później program lekowy zmodyfikowano, wprowadzając opcję leczenia jeszcze dłuższego, 72-tygodniowego, ale inteligentni inaczej urzędnicy wprowadzający zmiany do programu nie dostrzegli, że zapis „kontynuuje się do 48 tygodni” też należałoby zaktualizować. W opornych przypadkach leczenie ma więc trwać 72-tygodnie, a w jeszcze trudniejszych przypadkach „kontynuuje się do 48 tygodni”. Bubel, i tyle.
  • kiepski476 10.01.14, 15:29
    Errata
    Jest: co należy rozumieć: przedłuża się do 48 tygodni.
    Powinno być: co należy rozumieć: nie wstrzymuje się, lecz kontynuuje do końca.
  • Gość: gadzina IP: 89.72.178.* 13.02.14, 14:58
    Tez jak Magdallena dwa dni temu dowiedzialam sie, ze po 12 tyg mam "+".Jestem obecnie bb rozczarowana i zdolowana. O tyle to jest zaskakujace dla mnie bo: startowalam z dosc niskiego poziomu wiremii (wyniki bede miec dopiero za mc), dobrze reagowalam na leczenie, prawie bez skutkow ubocznych - nawet moja dr byla zdziwiona i grozilo mi przerwanie leczenia. Dr dzwonila gdzies i konsultowala moj przypadek, wiec zmiescilam sie minimalnie w dolnej granicy spadku poziomu wiremii i dalej lecze sie do czerwca. Jest mi smutno i widze bezsens tego leczenia tym bardziej, ze jak kiepski pisze: tacy jak ja maja w "nagrode" przedluzone leczenie do 72 tyg. Ja i tak pomimo mojego dosc dobrego samopoczucia czulam sie ograniczona i jak w wiezieniu z tym moim gadem:( Teraz chyba przyjdzie mi walczyc z dwoma gadami: c i depresja:( No niestety jest kiepsko Panie kiepski:):( Jesli ktos chce pomarudzic i podzielic sie uwagami co do tego parszywego gada to prosze o kontakt:) cierpiec zbiorowo jest zawsze lzej:)
  • pi_tu 13.02.14, 15:12
    Dacie radę!!! Po 48 tygodniu leci już z górki ;)) I wcale nie jest kiepsko, tylko trochę dłużej trzeba się męczyć :)
  • Gość: gadzina IP: *.dynamic.chello.pl 13.02.14, 15:54
    Ooo superek:) prosze mnie upewnic lub zaprzeczyc czy dobrze zrozumialam: po 12 tyg wiremia minimalnie spadla, dano mi szanse dalszego leczenia, teraz czekam na ponowne badanie poziomu wir w czerwcu. Czy jesli bede znow miec + w czerwcu lub minimalny spadek to przerywaja mi leczenie czy przedluzaja do 72 tyg? I jeszcze jedno (rozumiem, ze nie ma identycznych przypadkow) czy ktos tez tak mial w trakcie leczenia wzw c? Moze jest szansa, ze w miare uplywu czasu dziadostwo/poziom wiremii ruszy z kopyta i poleci w dol? Dziekuje za wsparcie i ewentualne info:)
  • kiepski476 13.02.14, 16:07
    > Czy jesli bede znow miec + w czerwcu lub minimalny spadek
    > to przerywaja mi leczenie czy przedluzaja do 72 tyg?

    Przerywają.

    > czy ktos tez tak mial w trakcie leczenia wzw c?

    Na pewno nie jesteś wyjątkiem :-)

    > Moze jest szansa, ze w miare uplywu czasu dziadostwo/
    > poziom wiremii ruszy z kopyta i poleci w dol?

    Oczywiście, że tak. Sęk w tym, że potem trzeba taki stan utrzymać – żeby nie było nawrotu, trzeba kontynuować leczenie dłużej. Upraszczając, nie tyle istotne jest, kiedy uzyskasz minus, lecz istotne jest to, jak długo po uzyskaniu minusa będziesz jeszcze przyjmować leki.
  • magdallena_28 13.02.14, 20:08
    A jak duże jest ryzyko nawrotu jeżeli nie kontynuuje się terapii do 72 tygodnia.? Kiepski jeśli masz jakieś informacje na ten temat ,artykuły chętnie bym poczytała.
  • kiepski476 13.02.14, 23:17
    Nie mam po ręką. Trudno mi będzie odnaleźć takie starocie.
  • pi_tu 13.02.14, 16:08
    Warunkiem leczenia 72 tygodniowego jest w 12 tygodniu spadek 100- krotny wiremii wyjściowej z początku leczenia oraz eliminacja wirusa w 24 tygodniu.
  • Gość: gadzina IP: *.dynamic.chello.pl 13.02.14, 16:22
    Czyli nic mi nie zostaje tylko kilka nie: nie kombinowac, stresowac sie, zamartwiac - zastanawiam sie czy nie dzialac "na odwyrtke" - oczywiscie leczyc sie, badac i udawac, ze nic nie mam i zyc wzglednie normalnie bo i tak nic z gory nie jest wiadome i "wmowic" sobie optymizm:) Pozdrowionka dla Pana wcale "niekiepskiego":) i wszystkich towarzyszy niedoli:)
  • Gość: gosc IP: *.opera-mini.net 14.02.14, 08:27
    Witajcie,
    przedwczoraj odebralam swoj pierwszy.minus dopiero w 24 tyg i terapie mam przedłużona do 72 tyg. I tez sie zalamalam kiedy w 12 tyg byl + a wirenia początkowa byla na poziomie 100 tys. Gadzina, nie mozesz sie stresowac i dolowac, mnie ciagle zoladek bolal od tego stresu i rozmyslania "bedzie minus, a co jak bedzie plus.." rowniez w miarę dobrze znoszę skutki uboczne (pomijajac dni po zastrzykach) a tabletki biore juz z automatu. Glowka do gory, pozytywne myslenie, w koncu leczysz sie a spadek jakis byl wiec zawsze jest szansa :)) pozdrawiam
  • Gość: gadzina IP: *.dynamic.chello.pl 14.02.14, 11:54
    To nie do konca u mnie jest tak, ze po 12 tyg jak byl "+" to ja sie zalamalam - caly czas zylam wzglednie normalnie i nie myslalam czy bedzie plus czy minus - raczej bylam pewna minusa ale teraz mysle, ze z mojej strony to bylo ciut bezczelne:) przekonanie, ze bedzie minus bylo na wyrost - z dr analizowalysmy moj przypadek i pomimo niskiej wiremii i dobrych wynikow przyczyna moze byc u mnie przewleklosc wirusa - że mam c potwierdzilo sie w 2012 r ale "zalapalam" sie na to cudo w szpitalu 35 lat temu przy porodzie - przetaczana krew mialam a jak wiemy w tamtych latach chyba do 90 r nie badano krwi. Ja to przemysle, przyzwyczaje sie do tego plusa i bedzie ok. Jedynie teraz martwie sie zeby mnie zoladek lub co innego nie wysiadlo czekajac do 24 tyg. Ale cos sobie znajde zeby tak nie bylo: spacery, moze zainteresuje sie technikami relaksacyjnymi lub joga:) W koncu mamy szanse na leczenie i to jest bbb pozytywne. Interferonem leczy sie tez ludzi chorych na SM - niedawno nfz mojej znajomej nie zrefundowal leczenia bo: za stara:( Ful ludzi ma gorzej ode mnie i o tym zawsze staram sie pamietac i nie marudzic:) Poczatkowo "scielo" mnie jak dowiedzialam sie, ze w razie minusa w 24 tyg mamy przedluzone leczenie do 72 tyg - teraz mysle, ze tylko sie cieszyc i skorzystac z tej szansy. Zdrowka i sloneczka i samych minusow zycze:)
  • Gość: ara IP: *.mt.pl 14.02.14, 10:55
    Ja jestem po 8 tygodniach 2-lekowej kuracji, zaczynałam z wysoką wiremią 10^6, ale od paru tygodni jadę na minimalnych dawkach rybawiryny ze względu na duży spadek Hb (teraz9,8) (3 tabletki dziennie). Już się obawiam wyniku po 12 tygodniach, chyba szanse na minus są niewielkie...
    Czy brałyście pełne dawki leków? Czy badałyście polimorfizm IL28B przed leczeniem?
    Ja mam typ wirusa 1b,włóknienie F2/3. Wynik IL28b - CC, czyli ten korzystny wariant, ale w tej sytuacji czy to ma jakiś wpływ, skoro dawki rybawiryny są tak niskie?
  • kiepski476 14.02.14, 11:10
    > Wynik IL28b - CC, czyli ten korzystny wariant,
    > ale w tej sytuacji czy to ma jakiś wpływ, skoro
    > dawki rybawiryny są tak niskie?

    Ma decydujący wpływ.
    Poza tym anemia na początku leczenia może mieć kilka źródeł. Jedno z nich bardzo silnie skorelowane jest ze skutecznością leczenia. Znam takich, co w związku z tym bardzo ucieszyli się z anemii w początkowej fazie leczenia.
    Ile ważysz?
  • Gość: ara IP: *.mt.pl 14.02.14, 11:44
    82 kg, wiem że w przeliczeniu na moją wagę to mała dawka tej rybawiryny. Pani doktor zmniejszyła ją do 4 tabletek, gdy Hb spadła na 9,9, teraz po miesiącu Hb 9,8, więc dalsza redukcja do 3 tabletek dziennie. Zaczynałam z wysoką hemoglobiną 13,8 i tak to od razu poleciało w ciągu miesiąca. Pani dr jest bardzo ostrożna i twierdzi, że nie możemy przekraczać granic bezpieczeństwa, no i czuję się strasznie osłabiona.
    Coraz częściej odganiać muszę od siebie myśl, czy to leczenie ma sens?
    Kiepski, napisz, że tak...
  • kiepski476 14.02.14, 11:49
    > Kiepski, napisz, że tak...
    Nie mam najmniejszych wątpliwości. Żadnych. Zaufaj swojej lekarce.
  • Gość: gadus IP: *.dynamic.chello.pl 14.02.14, 12:03
    Juz nie gadzina:) trzeba sie zaprzyjaznic z gadusiem. Jeszcze jedno pytanie do kiepskiego bo cos mi chyba umknelo? W 12 tyg byl plus zalozmy, ze w 24 tyg tez bedzie plus - przerwane leczenie i co dalej?
  • kiepski476 14.02.14, 12:17
    > przerwane leczenie i co dalej?
    Powtórna terapia, ale...
    Trzeba już całkowicie zapomnieć o interferonowej terapii 2-lekowej.
    USA już zapomniało nawet o 3-lekowych terapiach z telaprevirem i boceprevirem (11-krotny spadek sprzedaży Inciveku w ostatnim kwartale ub.r., wykreślenie tych leków z rekomendacji).
    Idzie nowe. Terapie, których skuteczność jest niższa niż 90% już odpadają z wyścigu.
    noweleki.hepatitisc.pl/
  • Gość: gadus IP: *.dynamic.chello.pl 14.02.14, 13:29
    Dzieki za link do artykulu o nowych lekach - bardzo ciekawy watek o P. Schinazi:) i nowych lekach - jest to bardzo pozytywne - trzeba miec plan awaryjny i w razie co - oczekiwanie na leczenie nowymi lekami - Jest to bbb ciekawy artykul rowniez dla Ary:) ale bedzie na pewno w 24 tyg u Ary i u mnie "-":) Pan kiepski jest dla nas ogromnym wsparciem:)
  • Gość: gadus IP: *.dynamic.chello.pl 14.02.14, 14:22
    poczatkowo deklarowalam sie, ze nie chce szczegolowo wiedziec o wzw ale jednak cos mnie zaintertesowalo, poniewaz zbyt czesto to sie powtarza w wypowiedziach chorych: co to jest
    " interleukina IL-28B " wiem, ze mam genotyp 1 ale nigdzie w moich badaniach i wypisach nie widzialam: interleukina i jakie IL? Ostatnio pielegniarka pobierajac mi krew pytala sie czy wyrazilam zgode na "poliformizm"? Nie wiem czy dobrze zapamietalam - lecze sie 14 tydzien - 2 lekowe inter+ryba - czy ja powinnam miec te badania? po co je sie robi?
  • kiepski476 14.02.14, 14:32
    Musztarda po obiedzie. Ta informacja może mieć znaczenie przed podjęciem decyzji o rozpoczęciu leczenia. W trakcie leczenia jest to już bez znaczenia.
    Znajomość polimorfizmu interleukiny IL28B pozwala przewidzieć szanse na skuteczne wyleczenie.
    Niestety, 52% chorych ma niekorzystny genotyp CT. Minister Zdrowia nie zaplanował dla nich żadnej przyzwoitej oferty (przyzwoita oferta dotyczy wyłącznie 18% chorych z genotypem TT). Czasami lepiej więc nie wiedzieć.
    Zob. noweleki.hepatitisc.pl/p/jak-sie-leczyc_6.html

  • Gość: gadus IP: *.dynamic.chello.pl 14.02.14, 14:37
    o:) zgadzam sie z tym - moze gdybym wiedziala to nie wyrazilabym zgody na leczenie ale druga strona medalu jest taka, ze moze inny z korzystniejszym IL mialby lepsza odpowiedz na leczenie. Ale teraz na nic nie zda sie gdybanie. Tak sobie mysle: ze nawet slabe wyniki "w dol" z wirusem to zawsze cos:)
  • Gość: ara IP: *.mt.pl 14.02.14, 12:12
    dzięki,
    ufam swojemu lekarzowi, tylko te czarne myśli, z którymi słabo sobie radzę...
    wirusa złapałam dawno, 30 lat temu (z dużym prawdopodobieństwem podczas transfuzji) zaraz potem były nieznacznie podwyższone transaminazy wątrobowe, lekarze I kontaktu to bagatelizowali, tłumaczyli obciążeniem wątroby kolejną ciążą, potem przytrafiła się operacja pęcherzyka, następnie lekarz rodzinny twierdził, że bez pęcherzyka wątroba jest obciążona i tak może być. Dopiero pod koniec lat 90-tych wykonano mi wszystkie testy "żółtaczkowe" no i sprawa się wyjaśniła. Wtedy były inne metody leczenia, lekarz rodzinny twierdził, że interferon to ostateczność, a moje próby wątrobowe tylko nieznacznie przekraczały normy. PCR ilościowe wykonałam dopiero 2 lata temu, wyszła duża wiremia, no i czułam się coraz gorzej, stąd moje uparte starania o leczenie. No i od grudnia walczę. Lubię wiedzieć dużo o swojej chorobie (od niedawna, wcześniej trochę to zaniedbałam). Mam ścisły umysł i może zbyt wielką wagę przywiązuję do liczb, statystyk. Pomaga mi to, o czym tu czytam...
    Zniosę wiele, moje skutki uboczne w porównaniu z innymi i tak są łagodne,
    żeby tylko się udało...
  • Gość: gadus IP: *.dynamic.chello.pl 14.02.14, 12:38
    Witaj ara:) mamy bardzo zbiezne zyciorysy wirusowe:):). Poniewaz znam siebie depresyjna panikara wiec staram sie odwrotnie jak Ty: nie wiedziec o tej chorobie szczegolowo: statystyczne szanse, dokladne wyniki, nazewnictwo itd. Od tego mam moja prowadzaca dr do ktorej mam zaufanie a zeby bylo ciekawiej: bbb lubie pobyty w szpitalu w Gdansku - syf totalny, wiecznie remont, skansen komunistyczny ale za to wspanialy, zaangazowany personel - lekarze prowadzacy i pielegniarki - ja bylam dosc czestym pacjentem w innych szpitalach - tez 10 lat temu usuniety woreczek - wiec wiem co pisze i potwierdzam - swietny personel. Poza tym wazne jest miec kolezanke lub kolege leczacych sie na to samo. Ja taka mam - roznica 2 tyg w braniu interferonu. Caly czas jestesmy w kontakcie i wspieramy sie, zyjemy normalnie, nie przezywamy i raczej ja sie nie denerwuje - co nie znaczy, ze wogole - mam niestety inne obszary powaznych stresow:( Ostatnio zapytalam sie mojej dr co moge zrobic zeby pomoc sobie w leczeniu a Pani dr mowi: poza tym, ze zero alkoholu to nic:( Po cichu sobie pomyslalam, ze nie zgodze sie z tym: bardzo wazna jest psychika i rozsadek. Na poczatku leczenia (poniewaz "udalo" mi sie kilka razy zemdlec) musialam zmienic swoj tryb zycia: spowolnilam sie, duzo odpoczywalam, zrobilam sie egoista w dobrym tego slowa znaczeniu itd. No i juz nigdy nie padlam, choc niekiedy robi mi sie slabo. To jest bledne kolo: bo doskonale wiemy, ze nie wolno nam sie stresowac, tylko pytam sie jak to zrobic? Stres jest skladnikiem zycia niekiedy nawet pozytywnym ale gdzie jest ta granica, ze jest juz dla nas i leczenia szkodliwy? Dlatego jestem za tym, ze trzeba leczenie wspomoc leczeniem u psychiatry i psychologa. Mi bardzo pomagaja rozmowy z psychologiem - ale jestem z duzego miasta i nie mam zadnego problemu z dostaniem sie na nfz. No za duzo juz tej filozofii, niemniej jak ktos chce pogadac to prosze na kozetke:):)
  • Gość: ara IP: *.mt.pl 17.02.14, 13:33
    Hej Gadus,
    chętnie bym z Twojej kozetki skorzystała czasami... Dobija mnie to wyłączenie z normalnego życia. Na razie zbyt słabo się czuję przez tę morfologię, żeby cokolwiek planować, nawet mam problem, żeby samodzielnie wyjść z domu. To jest życie na pół gwizdka, cieszę się z tych lepszych dni i czekam, kiedy ich będzie więcej... Mam nadzieję, że niedługo obie napiszemy tu MAM MINUSA!!!
  • Gość: werka IP: *.ip.jarsat.pl 17.02.14, 14:38
    hej Kobiety, jestem podobnie czasowo leczona do Was no i myślałam że zasłabnięcia dotyczą oprócz mnie niewielu osób,ale widzę że to chyba dosyć powszechne... ja też mam tak że siedzę w domu, nigdzie nie wychodzę, często muszę ,,przysiąść" żeby nie paść, zawroty głowy jak na karuzeli, dzień w dzień:( słaba jak nigdy dotąd, (no poza czasem po pierwszym porodzie), czuję się jakbym robiła w kamieniołomach... strasznie mnie to doluje, wszystko mnie wkurza, że sąsiedzi imprezy po nocach robią i spać nie można, że dzieci mi na głowę wchodzą jak próbuję odpocząć, że głośno woda w czajniku się gotuje a każdy dźwięk mnie denerwuje, że wszędzie pełno moich włosów, a na głowie coraz mniej, że od 2 miesięcy siedzę jak zakała w domu i niedługo zapomnę jak ludzie wyglądają, że żyję z dnia na dzień łudząc się, że jutro będzie lepiej a tych lepszych dni jest tak niewiele:(
    Gadus a Ty u kogo w Gdańsku jesteś?
    Ara a jak Twoja morfologia?nadal masz mniejsze dawki rybki?
    a jak Wasze neutrofile?ja po 6 tyg miałam już tylko 880,teraz po 8 boję się że mi zmniejszą interferon, bardzo bym nie chciała, liczę że będziemy miały minusa! trzymajcie się!
  • Gość: gadus IP: *.dynamic.chello.pl 17.02.14, 23:40
    do Werki: w Gdansku w szpitalu jestem zawsze u mojej kochanej dr. Sikorskiej (robila mi biopsje) a prowadzi moje leczenie dr Michalska - mam do niej zaufanie - zreszta jak wiecie hepatologa to ze swieca szukac:( a juz dobrego to chyba swiec by zabraklo:). A co do zachowania: ja juz boje sie odezwac do sasiadow zeby sie nie narazic a okoliczne sklepy mam tak "spalone" - przez moja wredna jape, ze niedawno mowie mezowi: ze wcale sie nie zdziwie jak w sklepach bedzie wisialo moje foto: tej pani tu nie obslugujemy:):):) - chyba ten nr byl w komedii Barei? Tak powaznie: niestety ja "ku...kow" w czasie leczenia nie mam w oczach tak jak slawetna pani B. ale nie wiadomo kiedy i jak wrzeszcze jak opetana:( Dla mnie to jest trudne do opanowania - w takich momentach sama mam do siebie obrzydzenie i raczej nie jest mi do smiechu:( Nie powiem, ze przed leczeniem bylam aniolkiem ale teaz diabelstwo me mnie powala:):)
  • Gość: gadus IP: *.dynamic.chello.pl 17.02.14, 23:13
    Hej witam Cie wspolniczko Aro:)
    No niestety musimy duzo spraw w czasie leczenia sobie przemyslec i przewartosciowac. Na poczatku leczenia (teraz 17 strzala - 12 tydzien niestety plus), po wyjsciu za szpitala i malych skutkach ubocznych, poczulam sie prawie od razu wyleczona:) i robilam wszystko tak jak do tej pory: czyli spore zakupy, zalatwianie nie kiedy w stresie spraw zyciowych typu: oplacanie swiadczen itd, tylko treeciej reki mi brakowalo:) a jeszcze przezywalam jak glupek, ze nie moge wnusia dalej pilnowac - ja nie myslalam o leczeniu tylko jeczalam: jak ja bede dalej zajmowac sie malym (choc mlodzi doskonale radza sobie z opieka:). No i sie dorobilam: kilka razy z wyczerpania zemdlalam, raz pod drzwiami, zakupy padly i ja na glebe:). I spowolnilam i juz nie przezywam: dostalam powazna reprymende od dzieci, na szczescie zawsze moge liczyc na corki i meza. Maz niestety "choruje" razem ze mna, on po pracy robi zakupy i podziwiam go bo niekiedy jestem wscieklizna i kawal zlosliwej cholery. Nie wiem ale nasi partnerzy chyba pojda swieci do nieba:,) jesli wogole nie uciekna w trakcie naszego leczenia:). A wogole to mialabym wniosek zeby partnerzy nasi dostawali po naszym leczeniu medal (koniecznie zloty bo zolty:) - za wybitne osiagniecia w czasie leczenia wira:):). Lub ci co nie wytrzymaja: "polegli ku chwale watroby":):). Ja w tej chwili caly czas tylko kombinuje: ja sie "usprawnic" zeby tylko w 24 tyg byl minus, stad moze naszla mmnie ta "glupawka":) ale to jest chyba lepsze jak zamartwianie sie i przezywanie. Smutne jest to, ze nadal czuje sie od kilku miesiecy jak ograniczona i "zawieszona", nie powiem, ze na drzewie ale w jakiejs wirusowej prozni na ktora nie bardzo mam wplyw:( Chetnie "ponetuje" i pomarudze - raczej postaram sie na wesolo:) - szczegolnie z bliska memu zdrowemu - jeszcze sercu:) - Ara
  • Gość: gadus IP: *.dynamic.chello.pl 17.02.14, 23:27
    do Ary: Niestety na poczatku to bylo okropne: balam sie wyjsc z domu bo: strach przed ponownym omdleniem:( Na poczatku mialam super bo maz nie pracowal i wszystko sam za mnie zalatwial, wrecz mowil caly czas: nic nie rob, odpoczywaj ale to nie moj charakter bo cale zycie bylam raczej jak perszing:) ja nawet nie potrafie powoli chodzic. Ale schody zaczely sie dopiero w momencie kiedy maz poszedl do pracy. Zaczela sie moja walka ze soba zreszta pomyslalam, ze musze zaczac pracowac nad soba - wiem co mowie bo juz dawno cos takiego przeszlam a mozna sie tego nauczyc. Drobne kroczki: zaczelam od samotnego spaceru - dwa pietra w dol:) Powoli i tak codziennie zaciskalam kly i zwiekszalam sobie samotne spacery. No i nic sie nie stalo:) choc na poczatku pot litrami mi splywal po plecach i zalewal oczy. Teraz smigam normalnie i dalekie trasy obskakuje ale zalatwiam mniej spraw jak kiedys i po przyjsciu do domu na poczatku odpoczywam. Najgorsze dla mnie byly dwa pierwsze mce:( Bo wyniki slabe, bo mi slabo - i jeczalam dlaczego tak jest, rodzina mnie stawiala do pionu, ze"jutro bedzie lepiej" i bylo - pomimo plusa
  • Gość: ara IP: *.mt.pl 04.03.14, 13:10
    No i dopadło mnie zapalenie oskrzeli - bez gorączki, bez wyraźnych innych objawów, tylko męczący kaszel, który od dawna łączyłam z rybawiryną (choć jej dawka jest w moim przypadku minimalna). Podczas przypadkowej wizyty u rodzinnego lekarz wysłuchał "nasilone furczenie" w oskrzelach, dostałam amoksiklav i flawamed. Po tygodniu byłam do kontroli, niby przeszło, a ja kaszlę tak samo. Zastanawiam się więc, czy następnym razem (oby go nie było!) będę potrafiła rozpoznać, czy to tylko uczulające działanie rybawiryny, czy to już infekcja, którą trzeba leczyć.
    Czy ktoś ma sprawdzone sposoby na ten dokuczliwy kaszel?
    A swoją drogą ta rybawiryna mnie strasznie nie lubi, hemoglobinę niszczy mi okrutnie od I tygodnia, dusi kaszlem itp...
    Po tej antybiotykoterapii aż boję się robić morfologię...
    Babki, co tam u Was? Gadus, Werka? Jak sobie radzicie?
  • kiepski476 04.03.14, 13:18
    > uczulające działanie rybawiryny,
    Raczej wysuszające. Wysusza błony śluzowe, co doprowadza do nieżytów.

    > Czy ktoś ma sprawdzone sposoby na ten dokuczliwy kaszel?
    Nawilżać, nawilżać, nawilżać. Czyli pić dużo wody oraz ssać twarde cukierki, np. Isla z apteki.
    Jeśli uporczywy suchy kaszel jest uciążliwy, to thiocodin.

  • Gość: gadus IP: *.dynamic.chello.pl 04.03.14, 14:21
    Hej:) wlasnie wracam od lekarza - bylam po zalegle wyniki i z kolezanka - po 12 tyg te ma "+" tak jak ja. Co do kaszlu to wiekszosc ktora siedziala w poczekalni tez tak miala lub ma i to nie ma znaczenia czy plus czy juz minus - wiekszosc skarzyla sie na kaszel i to bbb mocny - niektorym po kilku tyg minelo inny nadal maja, po prostu tak reaguja na leczenie. Postaram sie dac znac wieczorem bo musze teraz wyjsc -zalatwianie spraw bytowych:)
  • Gość: olla IP: *.dynamic.chello.pl 17.02.14, 21:20
    Gadus masz rację!Osoby pracujące w szpitalu w Gdańsku są naprawdę niezwyczajne. Dużo w nict cierpliwości i serdeczności:)
    Mnie czekają teraz badania po 12 zastrzyku. Trzymajcie kciuki za minus:) Niestety genotyp TT, terapia dwulekowa ale niska wiremia i spadek o ponad 10^2 po czwartym zastrzyku więc trochę miodu, trochę dziegciu;)
    Po tym 12 zastrzyku trochę gorzej się czułam (mam nadzieję, że wirus był w agonii;) )ale poza tym mam się nieźle. Tylko jestem tak okropnie zmęczona a ostatnio zołzowata (tzn w głowie sobie mówię : "mam to w d..!"ale na głos jeszcze nie:) )Co ciekawe-włosy jakby mniej wypadają niż przed terapią przedtem było ich pełno wszędzie....
    Trzymam kciuki za nas , żebyśmy się nie dali nastrojom i innym skutkom ubocznym a za to szybko wyzdrowieli
  • clean1 17.02.14, 22:03
    Moim skromnym zdaniem, "brak" skutków ubocznych dotyczy znikomej ilości leczących się tak więc nie jesteście "jedyne"... :-) Nie przejmować się tym. Tak jest i tak być musi. Po leczeniu wszystko wróci do normy... Znowu będą kobiety, wóda i śpiew... :-) ...i sąsiadów szlag jasny będzie trafiać, że znowu spać przez Wasze nocne imprezowanie nie mogą! :-)

    Jeżeli mogę zaproponować to... Zmusić się do minimalnego wysiłku fizycznego. Spacer na powietrzu (pod rękę z kimś). Na mnie zbawiennie działał basen. Na wakacjach córka mnie namówiła (a dokładnie psychicznie zmusiła). Wcześniej cały dzień przeleżałem w łóżku a wieczorem po basenie jak młody Bóg (chociaż na kilka chwil)... i kolejnego i kolejnego dnia było tak samo... cały dzień w łóżku i brak ochoty na cokolwiek a wieczorem przymusowy basen... the best...

    TRZYMAM ZA WAS MOCNO, MOCNO KCIUKI!!!
  • Gość: olla IP: *.dynamic.chello.pl 17.02.14, 22:24
    dzięki za kciuki:) Właśnie ostatnio wóciłam do spinningu. W miarę spokojnie
  • Gość: gadus IP: *.dynamic.chello.pl 17.02.14, 23:54
    do Olli: no i super, tak trzymaj:) pomimo wszystko - na pewno bedzie lepiej i to z dnia na dzien. Ja dopiero kilka dni temu dowiedzialam sie, ze niestety w 12 tyg. jest plus (i moze sie wczytalas na tym forum - podobnie tak ma kilka innych osob). W tej chwili juz nie przezywam, lecze sie dalej - dostalam ta szanse do 24 tyg - czerwiec - Nie mam na to zadnego wplywu, wiec zyje i lecze sie dalej i jest ok:). Co bedzie to bedzie - mam nadzieje, ze minus i dalej hoop - do 72 tyg leczenie. Ojoj rozmarzylam sie:):)
  • Gość: gadus IP: *.dynamic.chello.pl 18.02.14, 00:20
    do Olii: gratulacje! spinning - znam, maz wedkarz:) Ja jeszcze boje sie wyruszyc w swoje ukochane Bory Tucholskie - letnisko ale powoli juz "kombinuje" wycieczke i sprawdzenie czy mnie nie ma wsrod moich ukochanych swierkow, jodel i zyciodajnych brzozek - nawet w tamtym roku pilam sok z brzoz, "wlasnej produkcji":). "Na obecna chwile" - ostatnio ulubione dziwo wypowiadajacych sie, szczegolnie rzecznikow wszelkiej masci w tv - od razu cisnienie mi idzie w gore:):( - musza mi wystarczyc foto, filmy a na razie meza wysylam "w delegacje" i ma mi wszystko opowiadac:) ale jak siebie znam to zew natury mnie niedlugo wygna w podroz:). Potwierdzam: ruch, mala gimnastyka sa lekiem na cale zlo, nie moge sie doczekac smigania na rowerze:):)! Mnie pomaga nawet sprzatanie ale lekkie- sprawdzone: od razu glupie mysli ode mnie ida precz:)
  • Gość: ara IP: *.mt.pl 04.03.14, 13:14
    No i dopadło mnie zapalenie oskrzeli - bez gorączki, bez wyraźnych innych objawów, tylko męczący kaszel, który od dawna łączyłam z rybawiryną (choć jej dawka jest w moim przypadku minimalna). Podczas przypadkowej wizyty u rodzinnego lekarz wysłuchał "nasilone furczenie" w oskrzelach, dostałam amoksiklav i flavamed. Po tygodniu byłam do kontroli, niby przeszło, a ja kaszlę tak samo. Zastanawiam się więc, czy następnym razem (oby go nie było!) będę potrafiła rozpoznać, czy to tylko uczulające działanie rybawiryny, czy to już infekcja, którą trzeba leczyć.
    Czy ktoś ma sprawdzone sposoby na ten dokuczliwy kaszel?
    A swoją drogą ta rybawiryna mnie strasznie nie lubi, hemoglobinę niszczy mi okrutnie od I tygodnia, dusi kaszlem itp...
    Po tej antybiotykoterapii aż boję się robić morfologię...
    Babki, co tam u Was? Gadus, Werka? Jak sobie radzicie?
  • magdallena_28 04.03.14, 14:29
    Cóż na ten kaszel pomaga picie wody,cukierki ,na noc mam nawilżacz powietrza,poza tym kupiłam sztuczną śline jak mi śluzówki w jamie ustnej bardzo wysychały. Jeśli chodzi o infekcje to kwestia osobniczo zmienna ja łapię coś non stop , ale nie kazdy tak ma
  • Gość: ara IP: *.mt.pl 04.03.14, 16:01
    dzięki za porady, próbuję nawilżać, ale i tak skutki niewielkie, czuję ból całych dróg oddechowych, pleców. Znieść to ja to zniosę, nie wiem tylko czy w porę rozpoznam, czy to już zapalenie oskrzeli? Lekarka mi powiedziała, że przy obniżonym poziomie białych ciałek infekcja może przebiegać bez podwyższonej temperatury.
    Za 10 dni mam pierwszy test skuteczności leczenia (po 12 tygodniach). No, ciekawe czy poziom wirusa się zmniejszył? A może gada już nie ma? Przecież w życiu są też piękne chwile...
  • magdallena_28 04.03.14, 17:48
    Mam nadzieje ,że odbierzesz wynik z minusem ,ja w sobotę zrobiłam 24 zastrzyk więc teraz albo wóz albo przewóz ..... w sumie to nie wiem czemu ,ale pomału myślę co zrobię jak będzie +
  • Gość: ara IP: *.mt.pl 04.03.14, 18:30
    będzie "-", a w razie czego zbieramy na podróż do Indii - jak inni:-)
  • Gość: gadus IP: *.dynamic.chello.pl 04.03.14, 20:21
    do magdalleny: 3 tyg temu dowiedzialam sie, ze po 12 tyg mam plus i od tego momentu sceptycznie podchodze do wyniku po 24 tyg raczej nie wierze, ze cos sie nagle ruszy i bedzie jednak minus - wiem, ze cuda sie zdarzaja i kazdy reaguje indywidualnie na leczenie ale mnie jednak ciekawia przypadki podobne do mojego: w 12 tyg plus a w 24 (ewentualnie) minus? Moze taki przypadek spowodowalby, ze bardziej optymistycznie spojrze w przyszlosc bo na dzien dzisiejszy calkiem spokojnie (raczej:) jestem przygotowana na ponowny (to bedzie czerwiec) plus.
  • Gość: gadus IP: *.dynamic.chello.pl 04.03.14, 20:04
    Oczywiscie ara:) sa piekne chwile i minus jest calkiem realny:) dzis poza mna i kolezanka w przychodni kilka osob moglo sie pochwalic minusem - w tym pan ktory przez kilkanasie tyg (leczy sie tak samo jak ja, od pazdzer ub roku) bardzo cierplal od kaszlu - robil inhalacje, duzo pil, mowil, ze byl przez ten kaszel podwojnie oslabiony ale w sty mu minelo i jest ok. Jakby w nagrode ma minus:) Z opowiesci pacjentow bardzo czesto wynika, ze Ci co bardzo cierpia, maja slabe wyniki i maja skutki uboczne to najczesciej maja po 12 tyg a nawet 4 minusa! Dla przykladu: obie z kolezanka bardzo dobrze znosilysmy leczenie a wynik z poziomem wiremii jest mierny:(. Chyba kiepski - nie jestem pewna - pisal, ze niektorzy "spece" czyli znajacy sie na wzw i objawach, jak maja anemie przy leczeniu to sie ciesza - jest lepszy skutek po tych cierpieniach itd - jest duza szansa na minusa:)
  • Gość: gadus IP: *.dynamic.chello.pl 04.03.14, 20:42
    do ary: mam pytanie - czy cokolwiek sie z Toba dzieje niedobrego, jak w tym przypadku, gardlo itd to czy o ewntualnym leczeniu kto u Ciebie podejmuje decyzje o lekach itd? Bo u nas o wszystkich podstawowych badaniach i lekach decyzje podejmuje moja dr prowadzaca. Za każdym razem bardzo dokladnie bada pluca itd. Chyba, ze jest potrzeba udania sie do innego specjalisty typu dermatolog, laryngolog lub dietetyk to ona mnie kieruje a potem i tak sprawdza przepisane leki. Malo tego, w razie niejasnosci co do naszego leczenia i temperatury nasi lekarze prowadzacy maja obowiazkowe calodobowe dyzury i jesli nie moge przyjechac to sa konsultacje tel. Moja kolezanka dostala w swieta bb wysoka temperature wiec pojechala na dyzur i natychmiast zabrali ja na oddzial gdzie byla 2 dni dopoki jej nie zbili temp. Jest to np dla mnie ogromny komfort psychiczny, ze "w razie co" mam sie do kogo zwrocic o pomoc. Nie musisz sie chyba sama dodatkowo stresowac wspolrzednymi chorobami itd?
  • Gość: ara IP: *.mt.pl 06.03.14, 11:47
    Nie jest tak prosto, leczę się w Krakowie, a mieszkam ok. 200 km stąd. Lekarz rodzinny konsultował telefonicznie z moim zakaźnikiem włączenie antybiotyku. W poradni zakaźnej jestem raz w miesiącu, zwykle nie dzieje się nic nagłego, dlatego zaskoczyło mnie to zapalenie oskrzeli, na które sama nie zwróciłabym uwagi. Tylu skutków ubocznych się spodziewałam,że wszystko wydaje mi się normalne. Analizuję raz w miesiącu mój stan zdrowia z lekarzem w mojej poradni zakaźnej, od czasu do czasu odwiedzam rodzinnego, no i tu na forum często szukam porad ludzi, którzy już przez to przechodzili. Dzięki temu dziś pomagam sobie inhalacjami, syropem prawoślazowym, dużo piję, nawilżam pokój, a polecane przez Kiepskiego tabletki do ssania Isla są rewelacyjnie kojące w kaszlu...
  • Gość: gadus IP: *.dynamic.chello.pl 06.03.14, 13:18
    No tak, domyslalam sie, ze wynika to z odleglosci od szpitala. Jestem w idealnej sytuacji bo "obcy" chyba dobrze wiedzial w kogo sie wczepil - mieszkam w duzym miescie i blisko przy szpitalu. Natomiast zeby nie bylo tak rozowo, prosze o porade: od poczatku w miejscach gdzie sie wkluwalam wyskoczyly mi duze czerwone plamy. Z brzucha zeszlam na uda ale to samo - moze mniej swedzi. Dr zalecila masc witaminowa i (troche lagodzila i nic wiecej) - teraz uzywam masc hydrocortizon - mierny skutek. Przykro mi patrzec na te plamy bo wygladam jak po malej bombce atomowej:). Z czerwonego plamy przechodza w kolorek buro siny. Jesli ktos tak mial to prosze o porade: czym jeszcze te plamy "brac", czy te plamy kiedys znikna? Ja nawet wytrzymuje to swedzenie, choc niekiedy podskakuje jak na goracych kamieniach ale jest mi przykro jak na to dziadostwo patrze. Podobnie jak ostatnio przy myciu glowy - strasznie wypadaja mi wlosy - jak zobaczylam ogromne spustoszenie na glowie to splakalam sie jak bobr z rozpaczy:( lato idzie a ja w sloneczko wyrusze z lysina. Jest jednak ciezko bo liczylam sie z utrata wlosow ale jak to przyszlo to bbb smutno.
  • Gość: ara IP: *.mt.pl 07.03.14, 19:11
    Dobry jest żel z arniki, chłodzi, działa ściągająco i te plamy szybciej znikają, no i podobno niezły jest też zwykły żel altacet - (maści nie są dobre, bo nie schładzają, a te miejsca są zwykle drobnymi stanami zapalnymi skóry) - to porady pielęgniarek z mojego szpitala zakaźnego, tak radzą szkoląc pacjentów przy pierwszym zastrzyku interferonu - może spróbuj.
    Ja nie stosowałam, bo akurat tych problemów nie mam.
    Włosy też mi lekko wypadają, ale na razie nic nie stosowałam. Trzymaj się.
  • agneskas 07.03.14, 20:18
    Terapię zakończyłam 30 kwietnia 2013. W czasie terapii też strasznie wychodziły mi włosy, na głowie miałam łyse placki, stosowałam różne środki, ale niestety ... Teraz po terapii włosy odrastają i jest ok. Także włosy nie zęby, odrosną :) Co do czerwonych placków - też miałam i smarowałam tylko kremem, bo skóra w tych miejscach była również szorstka.
    Radzę kontrolować zęby, bo u mnie terapia dała im popalić. Ale są wszystkie :)
    A terapia - trwa w sumie tylko chwilę, pomyśl, że jeszcze trochę i koniec.
    Wszystkim życzę dużo dużo zdrówka, i nie poddawajcie się !!!
    Pozdrawiam.
  • Gość: gadus IP: *.dynamic.chello.pl 08.03.14, 11:00
    Dzieki:) no wlasnie: wlasnie 2 dni temu pol zeba mi sie ukruszylo no i placz:) wogole zauwazylam, ze byle pierdolka doprowadza mnie do placzu - trudno bede leczyc tylko nie wiem czy w trakcie naszego leczenia mozna leczyc zeby? moze poczekac do konca leczenia? Mam wizyte kontrolna miesieczna za kilka dni to zapytam sie mojej dr.
    Zdrowka i optymizmu szczegolnie dla leczacych sie aktualnie:)
  • agneskas 08.03.14, 13:14
    Gadus - całą terapię chodziłam do mojej pani dentystki (raz w miesiącu), powiedziałam kobiecie, ze mam HCV i jestem w trakcie terapii. I ok. Po zakończeniu leczenia któregoś dnia jedynka z przodu się ułamała, najpierw szok, potem płacz, ale pani doktor dosztukowała i jest ok. Także spokojnie można kontrolować stan jamy ustnej i będzie ok.
    Co do płaczu, przygnębienia, depresji (te leki tak działają) - morze łez wylałam w trakcie terapii, wszystko mnie denerwowało, do wszystkich miałam pretensje o byle co, czepiałam się, po prostu kosmos na maksa, wredna byłam do bólu ... Ale często pisałam na forum i prosiłam o kopa, który postawi mnie do pionu (kochani dziękuję dziękuję i jeszcze raz dziękuję), zaczęłam chodzić do psychoterapeutki, gdzie mogłam wyrzucić z siebie całą złość, wyryczeć się i wygadać, no i rozmowy z moimi super koleżankami, które poznałam w szpitalu w czasie badań na WZW C - dwie są po przeszczepie, a jedna czeka. Jak tylko miałam doła, dzwoniłam i słyszałam OGARNIJ SIĘ, TO NIE KONIEC ŚWIATA. WYTRZYMASZ!!! Jedna koleżanka po przeszczepie zakończyła terapię, która trwała 72 tygodnie, dwa tygodnie temu (wirus po przeszczepie wrócił) i wytrzymała :)
    Ja też wytrzymałam :) I ty też dasz radę słyszysz? :)
    PS. I uważam, że tylko ludzie, którzy przeszli terapię lub są w jej trakcie wiedzą jak się naprawdę czujemy, że nie mamy siły tyłka z łóżka podnieść, żyć nam się nie chce, i tylko nadzieja, że już niedługo i koniec leczenia. Rodzice podtrzymywali mnie na duchu w trakcie terapii, ale im mówiłam skąd mogą wiedzieć jak się czuję skoro nigdy tego dziadostwa nie brali. A moje koleżanki po przeszczepie przeszły terapię dwukrotnie i one wiedziały o czym mówię, że muszę wisieć na telefonie godzinę i wyć do słuchawki albo czepiać się, że np. słońce świeci i mnie wkur...
    Pozdrawiam serdecznie :)
  • Gość: gadus IP: *.dynamic.chello.pl 08.03.14, 10:52
    Dzieki Ara za rade:) na pewno skorzystam - dzis jest cud pogoda i moze sie zdecyduje na wycieczke do lasu:):) trzymam sie niezle i nawet nie przeszkadza mi temperatura jaka mialam po ostatnim interferonie - nadal mam swoje wersje: im gorzej tym lepiej:), wole temperature jak oslabienie i temp ponizej 36 st.:):) naprawde pogoda cud miod - sloneczko az sie smieje szczegolnie do wszystkich kobiet:):)
  • em_mirek 08.03.14, 13:58
    Magdalleno, podobnie jak Ty i wielu innych, nie uzyskałem minusa w 12 tygodniu terapii. Zaczynałem z poziomu 1.400.000 IU/ml. Po 12 tygodniach było już tylko (aż ?) 3.500 IU/ml, ale po 24, upragniony minusik. Terapię przedłożono mi do 72 tygodnii i nie szczędziła mi ona skutków ubocznych. Wczoraj odebrałem wynik RNA HCV po 24 tygodniach od zakończenia terapii i okazało się, że jest minusik.:))) Wirusa nie mam!!!:))) Naprawdę warto było pomęczyć się dodatkowe 24 tygodnie, żeby osiągnąć końcowy sukces.
    Od początku terapii byłem nastawiony pozytywnie. Miałem przekonanie, ze pokonam gada. I to się udało. Nie zastanawiajcie się więc czy warto męczyć się tak długo, bo na końcu czeka na Was nagroda w postaci MINUSA.
  • Gość: wasd IP: *.internetia.net.pl 08.03.14, 14:19
    gratulacje, powiedz jak się prowadziłeś przez ten czas 6 m-cy po zakończeniu leczenia, bo ja w czwartek póki co pobrałem krew na badanie PCR po zakończeniu terapii, ale jeśli będzie minus to chyba unikać używek itd, ale zbytnio nic nie zmieniać w swoim życiu, bo i tak chyba nie mamy na to wpływu, czy nastąpi nawrót choroby. W mojej sytuacji leczyłem się PegIntronem i Rebetolem przez 48 tygodni i dało to wyniki następujące: 12 tydzień - brak i 24 tydzień - brak :)
  • Gość: gadus IP: *.dynamic.chello.pl 10.03.14, 21:58
    Dzieki i buziaczki dla agneskas:) i wielkie dzieki dla em-mirka:):) o taki przyklad wlasnie mi chodzilo: ktos kto mial plusa po 12 tyg! po Twoim wpisie ruszylam z wielkim optymizmem do dalszej walki mysle, ze jednak jest duuza szansa na minus w czerwcu:):)
    Na pewno pojde do stomatologa bo na dniach zjawi sie na tym swiecie moja kolejna wnusia i nie moze poznac szczerbatej babuli:). Bylam 3 dni w lesie i nad jeziorem - jeszcze niestety sa slabe oznaki wiosny, zimnawo i wietrznie. Negatywy mojej wyprawy: potworne zmeczenie i katar sienny + zapalenie spojowek. Pozytywy: bylam, zobaczylam i przezylam:):) Niedlugo wskocze na rower:), jest ok a bedzie jeszcze lepiej:)
  • ath48 18.06.14, 16:49
    12 tydzień i niestety + :( co prawda z poziomu 1,5 mil. spadło do poniżej 15 sztuk ale jednak gadzina jest czyli pozostaje czekać na wyniki w 24 tyg. i jak będzie minusik to szprycować :) się do 72 tyg. Terapia 2 lekowa.
  • ath48 11.09.14, 13:06
    witam 24 tydz. Brak gadziny :) !!!! pierwszy sukces malutki mam za sobą jeszcze tylko 46 tyg i koniec:) gen 1 ,IL28B CC i w związku z powyższym mam pytanko do Kiepskiego czy są jakieś statystyki w ilu % powraca wir po skończonym leczeniu
  • kiepski476 11.09.14, 14:09
    O ile pamiętam, kilkanaście procent. Przy CC bliżej 10.
  • ath48 11.09.14, 15:18
    dzięki wielkie co by nie było to zawsze szanse się zwiększają :)
  • kiepski476 11.09.14, 20:13
    Tak, dzięki wydłużeniu terapii do 72 tygodni ryzyko nawrotu choroby bardzo spada.
  • bahama66 15.01.15, 14:51
    Witam serdecznie! Jestem obecnie po 23 zastrzyku. Po 12 miałam "plusa". Po poprzednim badaniu miałam poniżej normy aspaty i alaty. A po ostatnim wzrosły nieznacznie. Za tydzień robię surowicę i okaże się co dalej? No właśnie!? Jeżeli przerwą mi leczenie, to co potem? Tylko kontrole profilaktyczne do śmierci? A może mam jeszcze szansę na jakieś leczenie? Może ktoś miał taką sytuację, będę wdzięczna. Pozdrawiam serdecznie.
  • magdallena_28 16.01.15, 12:10
    Ja tak miałam i nie tylko ja. Co dalej mozesz sie leczyc 3 lekowo jesli nie mozesz nie chcesz czekac na leki bez interferonu.Na pewno miedzy kolejnymi terapiami organizm musi odsapnąć . W tak zwanym miedzyczasie usg jamy brzusznej co poł roku i AFP.
    Mimo wszystko zycze minusa po 24 tyg
  • bahama66 16.01.15, 19:38
    Witam serdecznie i bardzo dziękuję za szybką odpowiedź. Od wczoraj jestem trochę spokojniejsza, to nic, że mam zdrową połowę wątroby. Co ma być, to będzie. Pozdrawiam wszystkich w tej niedoli.
  • bahama66 26.02.15, 19:24
    Witam wszystkich ponownie! Udało się! Jest minus po 24 tygodniu. Teraz tylko wytrzymać do końca stycznia 2016 roku, o ile po drodze ... ale jestem dobrej myśli! Teraz będę się martwić moim dziewiętnastoletnim synem, który niestety też jest chory. Zdiagnozowano wirusa w 2012 roku, jak wyszło u mnie. Jest po Fibro-scanie i Jego wątroba jeszcze nie jest w takim złym stanie. Teraz robi wstępne badania, bo jest dopiero po pierwszej wizycie jako dorosły. Wcześnie w dziecięcej przychodni badali tylko aspat i alat. Najgorsze jest to, że jest przed maturą i na razie zrezygnował z ustalenia terminu leczenia ze względu na ewentualne studia. Jak wyjedzie do innego województwa, to już widzę Jego dietę... Jak o tym pomyślę, to ...każdy rodzic mnie chyba rozumie. Dziękuję Wam za wszystkie wpisy na tym forum i życzę wszystkim pogody ducha oraz zdrowia!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka