• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

diagnoza: WZW typu C - co dalej?? Dodaj do ulubionych

  • 23.12.08, 01:36
    Witam,
    ostatnio oddawałam honorowo pierwszy raz krew, przy okazji oddawania krwi
    RCKiK robi badania wirusologiczne, dostałam wezwanie, by pilnie odebrać
    wyniki, wyniki wydać mógł tylko lekarz, w gabinecie dowiedziałam się, że mam
    WZW typu C, byłam w ciężkim szoku. Lekarka mi wyjaśniła mniej więcej ogóły:
    jak się mogłam zarazić etc.
    Prawdopodobnie zostałam zarażona, gdy byłam mała, przy transfuzji krwi
    (transfuzja przed 1992r - grupa podwyższonego ryzyka), więc wynikałoby z tego,
    że jestem nosicielem od 18tu (?!) lat, czy to możliwe, by choroba rozwijała
    się tak bezobjawowo? Jedyne objawy, jakie zaobserwowałam (teraz dopiero
    połączyłam fakty), to częsta senność, zmęczenie, pojedyncze bóle w okolicy
    wątroby (rzadko).

    Chciałam zapytać kogoś, kto już się leczy: CO DALEJ?
    Pani doktor powiedziała, że muszę iść do Kliniki Chorób Zakaźnych, tam zrobią
    mi znów badania,a później czeka mnie szpital (na jak długo? ) dobranie leków i
    leczenie przez co najmniej rok.
    Ale chciałam się dowiedzieć, jak to wszystko teraz będzie wyglądać, czy
    faktycznie musze iść do szpitala? Jak wygląda leczenie? Czy są (i jakie)
    skutki uboczne leczenia?
    Jestem młoda (18 lat), więc podobno mam duże szanse na wyleczenie, ale to
    wszystko mnie teraz przeraża.
    Czy w związku z WZW typu C muszę jakoś szczególnie zmieniać swoje życie? Na co
    uważać? (poza kontaktem z czyjąś krwią, żeby go nie zarazić, bardziej chodzi
    mi tu o siebie, bo jak unikać zakażenia kogoś, to mniej więcej doczytałam)
    Czego unikać? Czy faktycznie niskotłuszczowa dieta, zero alkoholu i papierosów
    jest konieczne?

    Bardzo proszę o odpowiedzi, bo mnie to wszystko przeraża, chyba za duży szok
    nagle..
    Pozdrawiam.
    Zaawansowany formularz
    • 23.12.08, 02:12
      Kazdego taka wiadomosc przeraza,troche czasu i oswoisz sie z ta mysla.Jest to
      mozliwe ze wirusa masz tak dlugo.Najpierw biopsja(kilka dni w szpit i wsz
      badania) by okreslic genotyp(1 i 3 leczy sie 12m,2 i 4-6miesiecy) oraz stopien
      zwoknienia watroby,o ile sie nie myle to ich jest 4.Na leczenie roznie sie
      czeka,w zaleznosci od szpitala.Niektorzy nawet rok czekaja.Kladziesz sie na
      perwszy zastzyk(jesli dibrze zniesiesz ,to po 3 dniach wyjdziesz).Najpierw co
      tydzien badania(ALAT,ASPAT,morfologia),potem co 2tyg,co 4tyg.To,ze akurat masz
      18lat nie wplywa na efekt leczenia(moim zdaniem),kwestia odpornosci
      wirusa.Skutki uboczne sa przerozne,niektorzy ich prawie nie maja,ja mialam
      spooooooro i ledwo zylam(ciagle goraczka,okropne bole glowy,depresja,wscieklosc
      o wszystko i na wszystkic, utrata wagi do 44kg,brak apetytu,suchosc w
      gardle,wymioty,wypadanie wlosow,anemia,plesniawka itd itp.Tym sie nie
      przerazaj,mialam poprostu pecha.Niektorzy funkcjonuja jakby nigdy nic!!! Terapia
      moze poskutkowac lub nie.Jesli ktos dobrze znosi terapie.to wcale nie znaczy ze
      leki nie skutkuja.Bierze sie zastrzyki raz w tyg i tabletki(codziennie)+ duzo
      witamin.Staraj sie nie pic alkoholu,bo to najwiekszy wrog.Uwazaj na leki jakie
      bierzesz,mniej smazonego(bynajmniej na miescie).Ja zamiast oleju uzywam oliwe z
      oliwek,wiem tez ze malo doprowadzone do 100 jest szkodliwe,zyj tak jak zylas
      tylko troche bardziej z glowa.Im mniej tluszczu tym lepiej.Staralam sie opisac w
      miare,jesli sa jakie bledy to sorki,godzina pozna... Trzymaj sie mocno,nie
      pdenerwuj sie za bardzobo to i tak nic nie da.Wszyzcy TUTAJ powiedza Ci,ze
      pozytywne myslenie to polowa sukcesu,czego Ci zycze,Pozdr :)
    • 23.12.08, 05:37
      Wszystkiego dowiesz sie z lektury tego forum. Przerażenie - to pierwszy objaw,
      który mają wszyscy . Kolezanka troche pobełtała z czasem leczenia róznych
      genotypów, ale to tez juz pewnie znasz,bo jest wszystko opisane pod hasłem HCV

      Pamietaj - ta chorobę leczy się , a medycyna nie śpi.
      • 23.12.08, 08:32
        bananarama-live napisał:

        Kolezanka troche pobełtała z czasem leczenia róznych
        > genotypów,


        Rzeczywisce,juz mi sie oczy zamykaly jak pisalam.Genotyp 1 i 4 przez 12m.2 i 3
        przez 6
      • 16.03.10, 16:08
        Witam. Jak długo czekaliście na badania na obecność ciał anty -
        HCV ?
        • 16.03.10, 17:12
          Ja nie miałam takich badań.
          Ale czeka się ok. 1-3 dni, zależy od przychodni.
          • 22.07.13, 23:59
            Moogę udzielić rady jak się pozbyć wirusa c .Sama byłam chora na dzień dzisiejszy jestem zdrową osobą .Skorzystałam z najnowszej technologi zadzwon a powiem z jakiej tel.603681162
      • 15.03.14, 13:52
        Mam zapytanie czeka mnie w kwietniu pobyt 3 dniowy w szpitalu. Jak mam się przygotować?
        Jakie są wykonywane badani 1 , 2 i 3 dnia?
        Czekam na genotyp,wiremię i biopsję właśnie czy biopsja przy dobrych wynikach jest konieczna by ewentualnie przystąpić do leczenia przyznam się , że nie spieszy mi się do kłucia co tydzień.
        Fibro na poziomie możliwe F0/01, usg brzucha b. dobe, bez zmian ognieskowych , echogeniczność w normie itp morfol, alat i asp, tarczyca tak samo na b. dobrym poziomie.
        Pozdr
        Mała
        • Gość: rebus IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.03.14, 14:19
          W Polsce biopsja jest wymagana do oznaczenia genotypu wirusa C i ewentualnego rozpoczęcia leczenia interferonem. Tak już jest niestety. Wykonywana jest ona w dwóch wariantach: albo w czasie 1-dniowego pobytu w szpitalu - albo w czasie pobytu 3-dniowego. Czemu tak jest - nie wiem. Biopsję w czasie pobytu 3-dniowego wykonuje się drugiego dnia. Sama biopsja nie jest bolesna. Trzeba po niej leżeć 4 godziny nieruchomo, na wałku, który uciska miejsce, w którym wykonano biopsję. Ma to zapobiec ewentualnemu krwotokowi. To, że nie masz zmian ogniskowych - trzeba się z tego cieszyć, choć dobrze by było zrobić tomografię, jest dokładniejsza niż USG. Ja jestem już czwarty miesiąc po przeszczepie, po leczeniu interferonem w 2009 roku zrobiono mi 2 badania metodą PCR - RNA wirusa nie stwierdzono. Cóż z tego, skoro potem przez lata 3 chodziłem do poradni hepatologicznej - ani razu nie zrobiono mi USG i nawet nie powiedziano, żeby sobie zrobić prywatnie. W grudniu 2012 roku lekarz rodzinny (!), który dysponuje USG - zrobił mi to badanie i stwierdził, że mam najprawdopodobniej guza wielkości ok. 7 cm. Potwierdziła to tomografia i biopsja, którą zrobiono mi 2 tygodnie (w szpitalu, w którym otrzymałem interferon i rybawirynę) po tym, jak lekarz rodzinny zauważył tego guza. Okazało się, że to HCC - który rozwinął się z marskiej wątroby (wątroba przed leczeniem interferonem nie miała cech marskich). W lutym, marcu i kwietniu 2013 przeszedłem 3 zabiegi chemoembolizacji, guz zmniejszył się do około 4 cm - co umożliwiło przeszczep (kryteria mediolańskie). Czuję się teraz dobrze, wyniki badań są dobre. Jeśli mogę coś poradzić - staraj się robić USG i tomografię w miarę często. Biopsja ma potwierdzić lub wykluczyć ewentualnego wirusa C. Jeśli go nie będzie - trzeba się cieszyć. A jeśli będzie - poddać się leczeniu interferonem. Od 2 lat w Austrii stosowany jest jakiś lek (w postaci 3 zastrzyków, podobno bez skutków ubocznych), jego koszt to podobno ok. 50 000 zł (czyli mniej więcej tyle, ile interferon) - ale w Polsce NFZ jeszcze go nie refunduje. Chyba można kupić w Austrii ten lek - tu szczegółów nie znam. Gdyby jednak nie daj Boże stwierdzono u Ciebie wirusa C - pamiętaj, aby potem USG i tomografię robić w miarę często - bo niestety HCV idzie czasami w parze z HCC.
          • 15.03.14, 16:34
            > W Polsce biopsja jest wymagana do oznaczenia genotypu wirusa C
            > i ewentualnego rozpoczęcia leczenia interferonem

            Odwrotnie. Przy genotypie 1 (i 4) wymagana jest biopsja, natomiast przy genotypie 3 (i 2) program lekowy pozwala od biopsji odstąpić. Zatem często najpierw określa się genotyp wirusa, a dopiero później decyduje, czy biopsja jest konieczna.

            > Cóż z tego, skoro potem przez lata 3 chodziłem do poradni
            > hepatologicznej - ani razu nie zrobiono mi USG i nawet nie
            > powiedziano, żeby sobie zrobić prywatnie.

            Jeśli miałeś marskość wątroby, to był to ewidentny błąd w sztuce lekarskiej. Przy marskiej wątrobie należy nie rzadziej niż co 6 miesięcy wykonywać USG (najlepiej u dobrego operatora) oraz badanie AFP.

            >Biopsja ma potwierdzić lub wykluczyć ewentualnego wirusa C.
            Nieprawda. W Polsce prawie nigdy nie bada się bioptatu pod kątem wirusa. Owszem, ocenia się aktywność zapalną, ale brak aktywności zapalnej nie musi oznaczać braku wirusa (a brak wirusa nie musi oznaczać braku zapalenia).

            >Od 2 lat w Austrii stosowany jest jakiś lek (w postaci 3 zastrzyków,
            > podobno bez skutków ubocznych), jego koszt to podobno ok. 50 000 zł

            Legalon SIL. W monoterapii jest nieskuteczny. Natomiast w skojarzeniu z interferonem i rybawiryną podobno zwiększa skuteczność terapii w grupie chorych najtrudniejszych do leczenia, czyli non responderów, w stopniu podobnym do telapreviru, czyli do wielkości ok. 30%.
            Jeśli zastąpić telaprevir simeprevirem, zaobserwujemy wzrost do ok. 50%, a zastępując sofosbuvirem – do ok. 70% (cały czas mowa o grupie non responderów).
            Sofosbuvir jest już dopuszczony do obrotu w Polsce.

            > Gdyby jednak nie daj Boże stwierdzono u Ciebie
            > wirusa C - pamiętaj, aby potem USG i tomografię
            > robić w miarę często - bo niestety HCV idzie
            > czasami w parze z HCC.
            W marskości wątroby. Bez marskości HCC obserwuje się tak samo rzadko jak w populacji ogólnej. Trochę gorzej sprawa wygląda przy HBV, ale przy HCV nie jest tak źle.
            Niemniej, mając marskość wątroby, należy koniecznie wykonywać USG i AFP co pół roku.
            • Gość: rebus IP: *.free.aero2.net.pl 15.03.14, 17:15
              W tym sęk, że nie miałem marskości wątroby przed 2009. Ona pojawiła się po leczeniu interferonem (po 2009 roku). A AFP - oznaczane od chwili stwierdzenia HCC w grudniu 2012 - ZAWSZE było poniżej górnej granicy normy (wynik - około 6 - jednostki nie pamiętam. Górna granica normy - coś nieco ponad 7). Mam ogromny żal do lekarzy, że nigdy w tej poradni hepatologicznej (przy oddziale hepatologicznym, w którym dostawałem interferon z rybawiryną) nikt nie zrobił mi USG i nawet nie powiedział, żeby robić sobie je prywatnie. A mój genotyp wirusa C - to był 3A - i został oznaczony dopiero w wyniku biopsji.
              • 15.03.14, 17:20
                Mam nadzieję, że teraz jesteś prawidłowo monitorowany.
                W którym ośrodku przeszczepiono ci wątrobę? Doszedłeś już do pełnej sprawności czy jeszcze z miesiąc to potrwa?
                • Gość: rebus IP: *.free.aero2.net.pl 15.03.14, 17:36
                  W Warszawie na Banacha. Przeszczep zniosłem bardzo dobrze, na czwarty dzień po przeszczepie już chodziłem (podświadomie czułem, że trzeba się w miarę dużo ruszać). Ze szpitala wyszedłem po 16 dniach. Czuję się bardzo dobrze, wyniki badań są rewelacyjne. Zresztą - w okresie po leczeniu interferonem zarówno alat jak i aspat i GGTP - te wyniki układały się w normie. Przeszczep miałem w listopadzie, do pracy wracam 24 marca. Mógłbym wrócić pewnie nieco wcześniej - ale ponieważ mamy jednak jeszcze zimę (do pracy dojeżdżam 40 km) - postanowiłem siedzieć w domu jak najdłużej. W sumie na zwolnieniu będę nieco ponad 4 miesiące. W szpitalu, w którym dostawałem interferon i rybawirynę - i w którym na początku 2013 zrobiono mi tomografię i biopsję, w wyniku których stwierdzono u mnie 7 cm guza - powiedziano mi, że guz jest za duży na resekcję czy transplantację (kryteria mediolańskie - max. 5 cm). Wyszedłem wtedy z tego szpitala niesamowicie przybity. NA szczęście na drugi dzień pojechałem na Banacha - a tam mi powiedziano, ze wycinają nawet guzy większe niż 7 cm... Gdyby na moim miejscu byłaby jakaś starsza osoba - to pewnie by się poddała po tym stwierdzeniu, że 7 cm guz jest za duży na resekcję czy przeszczep... A ponieważ okazało się, że moja wątroba "zrobiła" się marska - nie było szans na resekcję, bo pozostały nieduży fragment wątroby nie przejąłby funkcji całej wątroby. Stąd 3 chemoembolizacje, na które zareagowałem bardzo dobrze. Guz zmalał do ok. 4 cm. Zresztą muszę powiedzieć, że przeszczep zniosłem o niebo lepiej, niż te zabiegi chemoembolizacji...
                  • 15.03.14, 18:37
                    Rozumiem, że jesteś teraz pod opieką „szczecinian”. Zakładam, że dobrze cię pilnują.
                    • Gość: rebus IP: *.free.aero2.net.pl 15.03.14, 18:59
                      Szczecin podobno już na Banacha nie funkcjonuje. Ja tak jak wszyscy - mam cykliczne kontrole w szpitalu. Próby wątrobowe, morfologia, poziom takrolimusu i ewerolimusu. Jak dotąd - wszystko jest dobrze. Oby tak dalej. A Ty też jesteś po przeszczepie?
                      • 15.03.14, 20:42
                        Ja nie. Syn. Też na Banacha.
                        • Gość: rebus IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.03.14, 20:51
                          Jak długo po przeszczepie, co było przyczyną? Jak się miewa? W zeszłym roku, w trakcie kwalifikacji do przeszczepu oraz po przeszczepie - poznałem 2 osoby po drugim przeszczepie. Jedna z nich czuje się bardzo dobrze, druga też nie najgorzej. Myśli niestety same jakoś tak biegną ku drugiemu przeszczepowi... Bo czas życia przeszczepionej wątroby może być przecież różny... Zdarzają się przypadki, że wirus C nie odnawia się w przeszczepionej wątrobie, ja mam taką nadzieję - bo po leczeniu interferonem zrobiono mi 2 badania metodą PCR - i nie stwierdzono obecności wirusa. Badanie na obecność wirusa C mam mieć w najbliższym czasie. Obie te osoby też miały wirusa C - tyle, że u nich leczenie wirusa nie pomogło. Ja miałem najłagodniejszą odmianę - genotyp 3A, leczenie trwało tylko 6 miesięcy. U nich - 1 rok i to bez efektu. W obu tych przypadkach czas życia pierwszej przeszczepionej wątroby wyniósł 10 lat. Stąd myśli o kolejnym przeszczepie...
                          • 16.03.14, 00:04
                            Jeśli dwa badania w odstępie pół roku wykazały brak materiału genetycznego wirusa we krwi, to na 99,5% tego wirusa nie masz. Ze względu na te brakujące 0,5% nie zaszkodzi kontrolować i od czasu do czasu badanie RNA zrobić. Ale o HCV raczej możesz zapomnieć.
                            Pilnuj się raczej przed nawrotem HCC. To jest o wiele groźniejszy przeciwnik.
                            Chorych z HCV po przeszczepie dzieli się na dwie kategorie. Spotkałeś dwóch ludzi z kategorii rapid fibroserów, która obejmuje 20-30% chorych z HCV po przeszczepie. Tych chorych trzeba koniecznie leczyć przeciwwirusowo. Inaczej wykształcają marskość wątroby w ciągu średnio 5 lat. Zdecydowana większość jest jednak slow fibroserami. Np. mój syn, który ponad 8 lat po przeszczepie nie ma żadnego włóknienia wątroby i nadal spokojnie czeka na okazję leczenia przeciwwirusowego skuteczniejszymi lekami.
                            • Gość: rebus IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.14, 10:44
                              Tak właśnie było, badanie metodą PCR w odstępie pół roku - nie stwierdziło obecności RNA wirusa. Było to w 2010 roku, po zakończeniu leczenia interferonem i rybawiryną w 2009. Lekarze mówią, że prawdopodobieństwo wznowy HCC wynosi 20-30%, ale rozumiem, że to musi być chyba poprzedzone marskością? Bo tak jak czytałem w internecie, HCC rozwija się z marskiej wątroby. Aha, zapomniałem napisać jako półroczne dziecko przeszedłem - jak to wówczas stwierdzono - "żółtaczkę zakaźną". Wówczas, w 1963 roku, nieznany był ani wirus C, ani B. To był wtedy wirus B - ale mój organizm go zwalczył - choć ślad immunologiczny oczywiście został. Teraz, oprócz Prografu i Certicanu - biorę profilaktycznie Zeffix - właśnie przeciw wirusowi B. Choć czytałem, że pacjenci bardzo się skarżą na ten lek, są podobno leki zdecydowanie lepsze - ale są też niesamowicie drogie. Ja myślę sobie tak - przyczyną marskości i w konsekwencji HCC był wirus C (oczywiście tamten wirus B, gdy miałem pół roku - pewnie też). Jeśli więc wirus C się nie odnowi - to mam nadzieję, że i marskość się nie pojawi - i później HCC. No ale to muszę poczekać na wyniki badań w kierunku obecności wirusa C. Mam je mieć zrobione niedługo, na ostatniej wizycie kontrolnej zapytałem się o to - powiedziano mi, że to badanie będę miał po następnej wizycie (a tę mam wyznaczoną na piątek 21 marca). Po stwierdzeniu u mnie HCC w styczniu 2013 czytałem jakieś opracowanie naukowe, w którym napisano, że jedyną skuteczną w 100% metodą pozbycia się HCC - jest przeszczep. Chyba nie jest to do końca prawdą, bo lekarze mówią mi, że prawdopodobieństwo wznowy wynosi 20-30%. Ale tu też mam nadzieję, że to nie nastąpi, AFP zawsze miałem poniżej górnej granicy normy. Bardzo chciałbym, aby tak było... Piszesz, że Twój syn jest 8 lat po przeszczepie - pewnie był operowany jeszcze "metodą francuską"? Ci dwaj koledzy, którzy mieli pierwszy przeszczep 10 lat temu mówili, że rekonwalescencja po tej operacji "metodą francuską" trwała dłużej niż teraz, po operacji "metodą amerykańską". Postęp jednak jest. A wracając jeszcze na chwilę do tego austriackiego leku przeciw wirusowi C - podobno jego skuteczność wynosi ok. 87%. To o wiele więcej niż skuteczność interferonu i rybawiryny. Jeden z tych kolegów ma ten lek dostać (lub już nawet dostał), widziałem się z nim w lutym i mówił właśnie, że szpital mu to jakoś załatwia.
                              • 16.03.14, 11:21
                                > Lekarze mówią, że prawdopodobieństwo wznowy HCC wynosi 20-30%,
                                > ale rozumiem, że to musi być chyba poprzedzone marskością?
                                Nie chcę cię martwić, ale niestety, w twoi wypadku już nie musi. Wybacz mi, że nie potrafię ludzi pocieszać, ale taka jest prawda. Na pocieszenie mogę jedynie podać, że podobno największe ryzyko wznowy jest w pierwszych miesiącach po przeszczepie.

                                >biorę profilaktycznie Zeffix - właśnie przeciw wirusowi B.
                                > Choć czytałem, że pacjenci bardzo się skarżą na ten lek
                                Ty nie przyjmujesz tego leku leczniczo, lecz profilaktycznie, a w takiej sytuacji lamiwudyna jest w zupełności wystarczająca.

                                > A wracając jeszcze na chwilę do tego austriackiego leku przeciw wirusowi C - podobno
                                > jego skuteczność wynosi ok. 87%. To o wiele więcej niż skuteczność interferonu
                                > i rybawiryny.
                                Zabawa e głuchy telefon trochę przekłamała fakty. 87% może dotyczyć innych leków, nie „austriackich”. W Austrii prowadzi się badania kliniczne Legalonu SIL W wypadku monoterapii Legalonem SIL u chorych po przeszczepie wątroby jego skuteczność wynosi 0% (słownie: zero). Wprawdzie następuje spadek wiremii w trakcie leczenia, ale nie dochodzi do eliminacji wirusa. Jest to terapia ostatniej nadziei. Dopiero w połączeniu z interferonem i rybawiryną Legalon SIL zwiększa skuteczność, ale też bez rewelacji. Przypadki, które opisujesz, najprawdopodobniej są z kategorii non responderów, skoro dotąd nie udało się ich wyleczyć. W tej grupie chorych terapią 3-lekową z Legalonem SIL udało się wyleczyć 7 z 27 leczonych. Podzielenie tych liczb daje 26%. Terapie 3-lekowa z simeprevirem daje w takich wypadkach 50%, a z sofosbuvirem prawdopodobnie 70%.
                                Spróbuj jednak przestudiować mój artykuł:
                                noweleki.hepatitisc.pl/2014/01/sofosbuvir-sovaldi-zrejestrowany-w.html
                                Tam znajdziesz same najaktualniejsze fakty, a nie ma mitów.

                                Syn miał wykonane przeszczepienie wątroby sposobem piggy-back. Która to metoda? „Francuska” czy „amerykańska”.
                                • Gość: rebus IP: *.free.aero2.net.pl 16.03.14, 13:28
                                  No to nieco się zmartwiłem... W najbliższy piątek mam mieć po raz pierwszy od czasu kwalifikacji oznaczane AFP. W czasie ostatniej kontroli poprosiłem też o zrobienie USG - i mają mi ją zrobić właśnie w piątek. Jednym słowem - wszystko może się jeszcze zdarzyć...? Podobno Certican ma działanie antyrakowe. Z drugiej strony - leki immunosupresyjne mogą spowodować czerniaka...
                                  • 16.03.14, 13:34
                                    Nie należy się martwić. Ale należy monitorować, regularnie badać, pilnować, aby nie powtórzyć błędu.
                                    Warto zacytować Dalajlamę: „Nie ma żadnego pożytku z martwienia się, cokolwiek by się nie działo”.
                                    Nie ma też potrzeby wyszukiwania nieistniejących problemów w rodzaju HCV czy czerniaka.
                                    • Gość: rebus IP: *.free.aero2.net.pl 16.03.14, 13:46
                                      Pamiętam, że jak się dowiedziałem od lekarki w szpitalu, gdzie otrzymywałem interferon, że mam raka - przeżyłem coś niewyobrażalnego... Tego się nie da opisać. Na szczęście już na drugi dzień, na Banacha, powiedziano mi zupełnie coś innego... Niby Warszawa i szpital dość znany - a jednak uważam, że nie zrobienie USG przez 3 lata a nawet nie powiedzenie, żebym je sobie zrobił prywatnie - to chyba zaniedbanie? Wtedy, w styczniu 2013, po tomografii (a przed biopsją jeszcze), gdy było już podejrzenie HCC - szukałem już w internecie sposobów leczenia tego raka. Oczywiście na początku kompletnie nie miałem pojęcia o czymkolwiek, znalazłem informacje o "cyber knife" - i zapytałem się lekarki, czy można go usunąć przy pomocy tego urządzenia. Na co ona zapytała się: "A co to jest ?". Więc widzisz. Niby Warszawa - a jednak lekarze zupełnie inni. Po badaniach w piątek napiszę, jak się sprawy mają.
                                    • Gość: rebus IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.14, 18:50
                                      Jasne, że z martwienia się nie ma żadnego pożytku :-)
                                      Ja też przeszczepiany byłem metodą piggy-back. To ta metoda amerykańska. Nie jestem lekarzem, więc nie wiem, na czym polegają różnice między metodą francuską i amerykańską, ci dwaj koledzy mówili mi, że jak mieli przeszczep 10 lat temu - właśnie metodą francuską - to mieli dren w pępku (co raczej nie należało chyba do przyjemności) i dłużej pozostawali w szpitalu po przeszczepie. Pewnie są jeszcze jakieś plusy metody amerykańskiej, skoro przestawiono się na nią.
          • Gość: SZCZĘŚLIWA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.15, 17:06
            Witam przy genotypie 3A można odstąpić od biopsji wątroby,każdy pacjent ma do tego takie prawo,wystarczy zrobić badanie fibroscan i takie badanie jest uznane zamiast biopsji,wiem bo ja własnie tak miałam,przepisy często się zmieniają więc trzeba je śledzić...leczono mnie na podstawie fibroscanu w Szczecinie...
          • Gość: Romek IP: *.dynamic.chello.pl 29.11.15, 13:54
            Diagnostyka HCV .Wczoraj wyszedłem ze szpitala w Chorzowie na ulicy Zjednoczenia 10.Nie robiono mi biopsji gdyż przy tym rodzaju wirusa typu C jest nie konieczna.Po badaniach nie inwazyjnych zakwalifikowano mnie do leczenia.Termin 2.03.2016.
    • 23.12.08, 08:23
      Przejrzyj wcześniejsze wątki to się wszystkiego dowiesz, ale tak na początek:
      1. Spokojnie możesz mieć HCV od 18 lat. Yo zazwyczaj bardzo powoli rozwijająca
      się choroba. Jeśli nie ma się dużego pecha, mozna z nia żyć bez większych
      problemów aż do śmierci ;-)
      2. Musisz zgłosić się do Kliniki chorób zakaźnych aby cię zdiagnozowali i
      ewentualnie zaczęli leczenie zachowawcze. Kuracja interferonem to ewentualnie
      dalszy etap. Musisz położyć się 1-2 tygodnie do szpitala z 2 przyczyn. Po
      pierwsze przychodnia nie może przeznaczyć na twoją diagnostykę tyle pieniędzy
      ile to wymaga, po drugie "ustawienie" ewentualnych leków może wymagać twojego
      pobytu pod stała kontrolą lekarską.
      3. Wcale nie musisz zmieniać swojego życia. Z pewnością nie powinnaś nadużywać
      alkoholu, a najlepiej nie pić go praktycznie wcale. Nie powinnaś jeść trujących
      grzybów, używać niektórych narkotyków i palić papierosów - ale to dotyczy
      każdego człowieka.
      Dieta wątrobowa to mit z którego medycyna zrezygnowała wiele lat temu. Jeżeli po
      czymś się gorzej czujesz to tego nie jedz. Jak każdy inny człowiek. Jeżeli po
      rzeczach smażonych, tłustych, swieżych i wszystkich których zakazują znachorzy
      czujesz się dobrze - jedz je koniecznie! Korzystaj z życia. Umartwianie się
      napewno ci nie pomoże.
      4. Biopsja to wcale nie początek, a raczej koniec leczenia. Jak każdy zabieg
      inwazyjny wykonywana powinna być tylko wtedy kiedy jest niezbędna. Wykonuje się
      ją zazwyczaj (chociaż wtedy też niekoniecznie) bezpośrednio przed kuracją
      interferonem. W innym wypadku genotyp wirusa nie jest do niczego potrzebny.
      Można go zresztą określić bez biopsji.

      Przede wszystkim: Nie daj się zwariować, nie przejmuj się i korzystaj z życia
      :-) I nie wierz we wszystko co czytasz na forach internetowych ;-)
      • 31.01.11, 18:15
        Witam jestem nowa na forum i pod ogromnym wrażeniem Pana odpisów.Skąd tyle informacji,o lekach farmaceutycznych i ziołowych?Jestem przed leczeniem,zaczynam 15.01.br.Strach ma ogromne oczy.Mam dużo wiary,że pokonam przeciwnika i wyślę go daleko,daleko od wszystkich organizmów.Na tych wpisach jest masa pozytywnej energii dla ludzi potrzebujących i myślę,że dzięki takim ludziom jak Pan wyzdrowieję.Wiem,że organizmy ludzi reagują różnie ich opisy są tutaj,ale wy dajecie wielkiego kopa do życia i nie poddawania się.Z tego co Pan pisze to dobrze zrozumiałam,że Pan nie poddał się leczeniu świadomie?Za pomocnie wyciągniętą dłoń dziękuję,dziękuję,dziękuję...
        • 03.02.11, 19:48
          Szpakosia zaczynasz 15.02 ? Bo napisałaś, że 15.01 i nie rozumiem czy już zaczęłaś, czy dopiero zaczynasz. Ja jadę jutro na pierwszy zastrzyk.
          Pozdrawiam
      • 31.10.11, 13:04
        Czy jest ktos kto moze mi napisac jakie leki bez recepty moge kupic w aptece?
        Jestem chory juz od 4 lat nigdy nie leczylem sie na wzw c.
        Przebywam za granica nie mam mozliwosci isc tu do lekarz, takze moja sytuacje nie pozwala mi wrocic do Polski i tam leczyc sie pod okiem lekarza.
        Nie wiem co robic! Watroba nie daje mi spokoju od jakiegos czasu,codziennie mam bole z prawej strony. Prosze o szybko odpowiedz.
        • 31.10.11, 18:11
          Po pierwsze: zdobądź ubezpieczenie zdrowotne.
          Po drugie: zdobądź ubezpieczenie zdrowotne.
          Po trzecie: idź do lekarza.
          Nie jesteśmy internetową poradnią lekarską, lecz jedynie forum takich samych chorych jak i ty. Nie zdiagnozujemy cię tutaj. Co najwyżej każdy z nas na podstawie swojego własnego doświadczenia może ci coś doradzić i wszystkie te porady mogą się okazać całkowicie błędne, jeśli tobie dolega coś zupełnie innego niż nam.
          Chora wątroba nie boli. Te bóle mogą być spowodowane raczej zastojem żółci. Ewentualnie bardzo powiększona wątroba, uciskając, może dawać objawy bólowe. A może to skutek nadciśnienia wrotnego? Nie jestem lekarzem i nie mam pojęcia, jakie jeszcze inne dolegliwości mogą powodować takie bóle. Co to może jeszcze być? Coś, co uciska, czyli guz: nowotwór, naczyniak, wodniak, torbiel przewodu żółciowego? Jak mamy ustalić, co jest przyczyną dolegliwości bólowych w twoim wypadku, nie będąc lekarzami, bez żadnych badań diagnostycznych?

          Spóbuj nagrzewania okolic wątroby, poduszką elektryczną albo gorącymi okładami, albo choćby suszarką. I leżenia na boku w pozycji embrionalnej. Jeśli to przewody żółciowe, to powinno trochę ulżyć.
          Możesz też spróbować leków „osłonowych”:
          – sylimaryna (Legalon, w Polsce Sylimarol) – może pomóc, raczej nie zaszkodzi;
          – kwas ursodeoksycholowy (Proursan, Ursofalk) – w dłuższej perpektywie może pomóc, ale jeśli teraz przyczyną bólu jest niedrożność przewodów żółciowych albo zapalenie pęcherzyka żółciowego, to raczej zaszkodzi niż pomoże.
          Idź ty do lekarza...
    • 23.12.08, 10:59
      Witam! JA w ten sam sposob co Ty dowiedzialem sie o moim wirusie :).
      Rowniez oddalem krew chonorowo i coz... Od momentu dowiedzenia sie
      czekalem prawie rok na wizyte u lekarza (niestety takie kolejki sa
      wszedzie), pozniej biopsja, badania i na koniec podjecie decyzji
      leczymy czy nie. I z tym roznie bywa, jeden lekarz stwierdzil,ze nie
      a drugi ze tak. Ja podjalem decyzje,ze dopoki jestem mlody to
      orgaznim lepiej zniesie leczenie (mam 23 lata) i zdecydowalem sie na
      nie. Jestem po 7 zastrzyku i bywa roznie raz dobrze raz gorzej,ale
      ogolenie tak jak wszystcy, goraczka,nudnosci,nie mily zapach z ust,
      ktorego ciezko sie jest pozbyc,ogolnei zmeczenie itp. Kazdy inaczej
      to przechodzi. A jesli chodzi o bezpieczenstwo, to mozesz normalnie
      zyc jak dotychczas, tylko musisz uwazac gdy robisz cos z krwia, typu
      golisz sie itp. Ja mam soje osobne reczniki i na szczescie u mnie
      nikt nie jest nosicielem wirusa. I tak na marginesie raczej nie
      chcwal sie wszystkim,ze masz taki problem, bo ludzie potrafia byc
      rozni i nie kazdy potrafi to zrozumiec. Zycze Ci wytrwalosci i
      wiecej wiary! Trzeba walczyc a w tej chwili jest tylko interferon i
      ryba. zeby cos na to poradzic! Z czaszem oswoisz sie z ta mysla, ja
      tez tak zareagowalem,ale trzeba jakos zyc a nie zamartwiac sie!
      Pozdrawiam! PS. bardzo wazne jest wsparcie osob bliskich, ja bez
      mojej ukochanej dziewczyny mial bym o wiele ciezej to wszytsko
      znosic,razem powoli idziemy do przodu i starmy sie jakos normalnie
      zyc!
      • 23.12.08, 12:14
        Witam,
        dziękuję za odpowiedzi :) Poczytałam to, co napisaliście + inne informacje i
        chyba się troszkę uspokoiłam. Potrzeba mi było przespać się z tym i to przyswoić
        normalnie do świadomości.
        Po Nowym Roku pójdę do Kliniki Chorób Zakaźnych i będę wiedzieć, co dalej i jak
        to wszystko będzie wyglądać..

        Jeśli chodzi o wsparcie, to na szczęście takie mam - chłopak, przyjaciele i
        rodzina bardzo mnie wspierają i wszyscy są dobrej myśli (a przynajmniej tak
        mówią :P ). Wydaje mi się, że w zasadzie to chyba przyjęli to lepiej niż ja :)
        Wszyscy od razu się doedukowali w tym temacie, żeby wiedzieć jak można się
        zarazić, co może mi się dziać, jak mogę się czuć, jak wygląda leczenie etc,
        także jest dobrze. Mam ich wsparcie, a to bardzo ważne, także myślę, że będzie
        dobrze :)
      • 30.10.11, 18:05
        Witam. Nie wiem jak mam opisac swoja sytuacje,
        mam 23 lat i dowiedzialem sie o chorobie 4 lata temu.
        Bylem tylko raz u lekarz po tym jak sie dowiedzialem ze jestem chory.
        Nikomu nic nie powiedzialem,nie mam rodziny.
        Wyjechalem z Polski szukac szczescia za granica.
        Nigdy nic mi nie dolegalo,czulem sie dobrze ale od jakiegos czasu zaczela mnie bolec watroba.
        Myslalem ze to tylko chwilowo i ze przestanie ale boli mnie codziennie.
        Nie wiem co robic!
        Nie moge do Polski wrocic, moja sytuacja zyciowa mi na to nie pozwala.

        • 30.10.11, 18:34
          Idź do GP i on pokieruje Cię dalej do lekarza specjalisty.
    • 05.01.09, 14:39
      Dzwoniłam dzisiaj do szpitala, 14.01 jestem umówiona na wizytę u lekarza w
      szpitalu żeromskiego i dowiem się czegoś więcej..
      A ta wizyta to będzie sama rozmowa, czy od razu mi będą robić jakieś badania?
      • 05.01.09, 15:15
        W teorii , sa standardy, w rzeczywistości ,nie. Wszystko zalezy od lekarza i
        kondycji finansowej szpitala. Mysle ,ze przy tej wizycie, lekarz citkę uświadomi
        Cie, wygniecie chory narząd i na tym sie skonczy.
        • 05.01.09, 15:40
          W Bydgoszczy jest tak: przez dwa lata chorego obserwują (badania
          podstawowe krwi co pół roku, badania "namacalne" i ogólny wywiad. Po
          2 latach biopsja (czeka sie kilka miesięcy), wynik i dopiero potem
          decyzja czy leczymy czy nie. I znowu się czeka (oby kilka miesięcy).
          Chyba, że chory cierpi, albo wyniki są złe, wtedy oczywiście
          wszystko dzieje się szybciej..... albo i nie :( zastój z interkiem
          jest od kilku miesięcy :(
          • Gość: kasia28 IP: *.adsl.inetia.pl 04.01.14, 20:19
            JA W BYDGOSZCZY CZEKAM PO BIOPSJI JUZ DWA LATA NA LECZENIE-MINIE W LUTYM. JAK WY DŁUGO CZEKALIŚCIE?
            • Gość: kasia28 IP: *.adsl.inetia.pl 04.01.14, 20:20
              MAM GEN1
            • 04.01.14, 20:28
              Według informacji podawanych przez NFZ średni czas oczekiwania na terapię w Bydgoszczy wynosi ok. 10 miesięcy.
              noweleki.hepatitisc.pl/p/gdzie-sie-leczyc.html
              Które stadium włóknienia wykazała biopsja? Który genotyp wirusa? Który genotyp interleukiny IL28B? Od tych danych zależy, czy z leczeniem warto się śpieszyć czy nie warto.
      • 09.01.10, 22:12
        W Żeromskim w Krakowie? Ja się tam leczę. Prawdopodobnie lekarz tylko pomaca ci
        brzuch żeby sprawdzić czy nie masz powiększonej wątroby i pobiorą ci tylko krew
        żeby zrobić ASPAT i ALAT. Mozliwe, że da ci skierowanie na USG (ja miałam
        zrobione idąc już do poradni więc wziełam wynik ze sobą). I każą ci przyjść na
        kolejny termin za jakiś czas, średnio za 4 miesiące. Ja byłam na 3 wizytach
        (marzec, czerwiec i październik 2009, za każdym razem pobierali mi tylko krew
        żeby sprawdzić poziom ASPAT I ALAT) i dopiero teraz na 19 stycznia 2010 mam
        termin do szpitala na biopsję i badania do kwalifikacji do leczenia
        interferonem, tak, że trochę to trwa. Co dalej, czas pokaże.
        Zdrowia zyczę i cierpliwości w leczeniu:)
        • 09.01.10, 22:24
          Ja jestem już w trakcie leczenia...
          A co do wizyt w Żeromskim: pierwsza wizyta w styczniu 2009, potem pobyt szpitalu
          - luty 2009 i gdyby nie brak USG, byłaby biopsja, a termin na biopsję - kwiecień
          2009, bo taki termin mi pasował, biopsja wykonana lipiec 2009, z powodu
          kwietniowych komplikacji zdrowonych + moja matura, studia itd. Wyniki biopsji -
          sierpień 2009, rozpoczęcie leczenia wrzesień 2009 - po moim powrocie z urlopu.
          Także u mnie to dużo szybciej poszło.
    • 05.01.09, 17:56
      Jestemteraz w trakcie terapii i nie wiem jak będzie dalej ale
      najważniejszą sprawą jest nie załamac się. Jeśli zwątpisz - to
      koniec, psychika Cie zniszczy, a bedziesz potrzebować sił do walki.
      Cesz sie, ze masz wielkie szczęście - jeżeli wykryto wirusa, to
      bedze terapia i szansa na wyleczenie. Wiekszość chorych żyje w
      nieświadomości i nie mają takiej mozliwości. Trzymam kciuki i nie
      załamuj się
      • 05.01.09, 22:38
        Aaa zapomniałam o najważniejszym (jakaś rozkojarzona jestem :P ).
        Bo jak dzwoniłam do szpitala, to kobitka pytała, czy mam zrobione badania (?).
        Ja powiedziałam, że nie, a ona mi na to, że powinnam dostać od l. rodzinnego
        skierowanie na badania, ale nie dziwi się, że nie dostałam, bo tak to zwykle
        wygląda.
        Nie ma problemu, żeby podejść do rodzinnej i poprosić o skierowania, tylko jakie
        ja badania powinnam zrobić? Bo rozumiem, że to mają być badania z krwi, ale jakie?
        Jedyne badania, jakie miałam kiedykolwiek robione, to profilaktycznie
        morfologia, a co powinnam zrobić teraz?
        Wolę się dowiedzieć, na wypadek, gdyby rodzinna nie wiedziała, na co mi dać
        skierowanie :)
        • 05.01.09, 22:45
          Myślę że poza badaniem ogólnym, aminotransferazy, bilirubina, anty-hcv. Ma ktoś
          jeszcze jakieś pomysły? ;-)
          • 06.01.09, 00:05
            Witam,
            wydaje mi się że chodzi poprostu o skierowanie do szpitala czy
            przychodni zakażnej na objęcie stałym leczeniem, bez tego nie maja
            podstaw do przyjęcia na badania. Narazie bez paniki, nasikasz w
            pojemniczek i krew pobiorą z tego zrobią morfologie, asfalty,
            antyciała i RNA HCV. Jak masz plecy to może nawet zrobia badania na
            genotyp i wiremie ale to już wiąże sie z pobytem 3 dniowym na
            oddziale, mi zrobili odrazu biopsje. Teraz czekam na wyniki od
            świąt, może już są ale zbieram siły wszelkie i chyba jutro wreszcie
            nadejdzie chwila prawdy...
            Pzdr!

            Jak będzie lepiej niż 3 to pozwole sobie na browarek :)
            • 07.01.09, 00:15
              Dzięki Wam za odpowiedź :)
              Podejdę w tym tygodniu do l.rodzinnej i zobaczymy, czy mi da skierowanie i na co :)
              No a 14.01 wizyta w poradni..
            • 01.11.12, 12:53
              he? Polska to dziwny kraj. w innych krajach np Niemczech czy Szwecja sprawdzaja od razu typ, poziom wiremii i nie trzeba przy tym nawet 1 minuty spedzic w szpitalu.
      • 09.01.09, 20:46
        Witam Wszystkich
        Ja przeszedłem leczenie WZW c kilka lat temu, byłem leczony przez 9 miesięcy, czytam na forum że ktoś miał kłopoty z koncentracją, utrzymaniem odpowiedniego stanu psychiczego - ja się nie poddawałem i w ogóle o tym nie myślałem, uprawiałem sport, chodziłem do pracy (żołnierz zawodowy)i czułem się wyśmienicie wręcz czasami lepiej niż kiedykolwiek. Jedyne co mnie przytłaczało to bycie wśród znajomych którzy spożywali alkohol i dobrze się bawili, dziś wiem że warto jest wytrwać w cierpieniach żeby dojść do celu, bo to zdrowie Nasze jest najważniejsze.
        • 09.01.09, 22:06
          Gratuluję! I oby tak dalej :-)
        • 09.01.09, 23:29
          ja też gratuluję. Poza tym podniosłeś mnie na duchu nieco.
          • 10.01.09, 00:28
            super!!fajnie jest poczytac takie pozytywne posty:)taka odskocznia od tego
            naszego biadolenia;P
            • 10.01.09, 01:47
              Ale i pobiadolić sobie czasem trzeba :)
              Ja dzisiaj miałam babski wieczór z przyjaciółkami, które piły sobie drineczki..
              :( A wódeczka to takkkk na mnie patrzyła, jak chyba nigdy (ogólnie nie przepadam
              za wódką.. ) no ale cóż - profilaktycznie pojechałam samochodem, co by nie mieć
              chęci napicia się :P
              • 10.01.09, 13:16
                oj moja droga ja rowniez znam ten bol!!!!i samochod zawsze ratowal z opresji i
                checi wypicia sobie:)
                a jak mi bylo ciezko na poczatku sie bawic na trzezwo!ale trzeba sobie wybrac
                odpowiednich ludzi,miejsce i przede wszystkim muze a bawisz sie tak jakbys byla
                nawalona jak meserszmit!!:P
                poza tym w pewnym momencie ludzie, ktorzy nie wiedzieli, zaczeli patrzec na mnie
                z podziwem, ze potrafie sie bawic tak jak oni, ale na trzezwo:)a to daje duzo sily:)
                • 13.01.09, 19:03
                  Niestety nie zdążyłam zrobić badań przed jutrzejszą wizytą u lekarza, bo miałam
                  teraz próbne matury i nie było możliwosci urwać się rano ze szkoły..
                  Jutro wizyta.. Ale w sumie zła jestem, że nie mam tych badań, bo nic mi lekarka
                  nie powie, bo na jakiej podstawie, a tak to cokolwiek by mi powiedziala..
                  Dostane pewnie skierowanie na badania, poinformuje mnie o chorobie i zobaczymy,
                  co jeszcze.

                  Czy powinnam o coś szczególnego zapytać?
                  Bo póki co nic mi nie przychodzi do głowy, poza ogólnymi pytaniami pt - co
                  dalej, jakie badania, co po badaniach etc. i jeszcze chciałam zapytać o
                  antykoncepcję,tzn. o plasterki, no ale to już bardziej prywatne pytanie :)
                  A o coś szczególnego powinnam zapytać, coś wiedzieć?
                  • 14.01.09, 13:26
                    I tak nie miałam możliwości, żeby o cokolwiek zapytać, bo w zasadzie to tylko
                    lekarz mi pomacał brzuch i dostałam skierowanie do szpitala na 24.02 na badania,
                    jakieś 3-5 dni będę musiała poleżeć i wtedy będzie wiadomo coś więcej.
                    • 14.01.09, 15:35
                      polozysz sie, bedzie pewnie biopsja, okreslenie genotypu, wiremii.a potem
                      podjecie decyzji.mozesz podpytac hepatologow o wszystko, co ci bedzie siedzialo
                      na sercu jak bedziesz w szpitalu-bedziesz miec wtedy sporo czasu, zeby se
                      zastanowic o co chcesz zapytac.mysle, ze na pyta "co dalej?" to ci dopiero dadza
                      odpoweidz jak beda wyniki badan.o antykoncepcje mozesz zapytac-to dosc wazne
                      podczas terapii, bo leczenie jest teratogenne.reszty mozesz dowiedzicec sie z
                      forum pytajac nas lub czytajac poszczegolne watki.
                      zycze wytrwalosci i jakby co-pytaj!!:)
                      ps.jak wyniki probnych?:P
                      • 14.01.09, 19:52
                        Dzięki za odp :)
                        Teraz czekam do 24.02 i zobaczymy co dalej :)

                        Co do próbnych, to wyniki przed, albo po feriach (czyli na początku marca).
                        Polski był dość trudny i trochę wypracowanie zawaliłam, ale zobaczymy :)
                        Angielski to w ogóle był banał, sprawdzałam odpowiedzi w necie, powinno być 90-98% :)
                        A geografia rozszerzona.. tak sobie, ale jeszcze musze sie sporo nauczyć, chociaż i tak myślałam, że będzie gorzej i nie będę mieć nawet wymaganych 30% (czyli 18pkt/60) ale powinno być :)

                        Za tydzień w piątek 100dniówka, teraz przymiarki sukienki mam co chwilkę (szyję u krawcowej) i takie tam :)
                        A potem.. byle do ferii :P
                        • 15.01.09, 00:03
                          tez szylam u krawcowej:P
                          no to bede trzymac kciuki za wyniki.a za te wazniejsze(bo prawdziwe)to sobie
                          palce powylamuje;)
                          pozdrawiam!
                          • 15.01.09, 01:04
                            Dzięki wielkie :) Aż mi się miło zrobiło,jak to przeczytałam :)
                            Co do sukienki, to już miałam 3 przymiarki, w poniedziałek już chyba końcowa,
                            ew. małe poprawki, a w przyszły piątek premiera, mam nadzieję, że wyjdzie to
                            ładnie i że 100dniówka ogólnie będzie udana :)
                            A za wyniki te prawdziwe, to zdecydowanie kciuki się przydadzą :) Za te próbne
                            to nawet nie, bo to tylko kontrolne sprawdzenie, ile jeszcze NIE umiem :) Ale i
                            tak dzięki :)
    • 23.02.09, 14:29
      Idę jutro do szpitala na badania, podobno na 3 dni.
      Mam nadzieję, ze wszystko pójdzie dobrze :)

      A odnośnie 100dniówki: było świetnie, bardzo się udała, bawiliśmy się do 4.30,
      wyszliśmy 30 minut przed końcem żeby nie było kolejki w szatni, potem poszliśmy
      jeszcze na Rynek pod pomnik Mickiewicza, zgodnie z tradycją :)

      Maturki próbne poszły tak sobie, ale zabrałam się mocno za naukę i myslę, że w
      maju będzie dobrze :)
      • 23.02.09, 15:55
        szpital..a fujjjj!!ale jak trzeba to trzeba.
    • 26.02.09, 16:41
      Wróciłam już i jestem zła..
      Byłam miesiąc temu, żeby mi wyznaczyli termin, termin wyznaczyli na 24.02, ale
      nikt nic nie mówił, żebym sobie zrobiła jakieś badania. Jak byłam w szpitalu,
      okazało się, że przez to, że nie mam USG jamy brzusznej, to mi nie zrobią od
      razu biopsji, tylko będę się musiała drugi raz położyć, znów na 3 dni..
      Normalnie szlag mnie trafi.

      Zrobili mi tylko badania moczu i krwi.
      ALT mam 62, a AST 50, czy to dużo?
      Pani doktor jakoś oględnie mi omówiła te wyniki, powiedziała tylko, że mam to
      podwyższone i świadczy to właśnie o wirusie..

      Wymyślili sobie, że dopiero po maturze zrobią mi USG, bo to oznacza od razu
      biopsję itd. Więc dostałam termin na 8.06.2009..
      Ale pogadałam z panią doktor i powiedziałam, że nie będę tyle czekać, bo to bez
      sensu i ustaliłyśmy, że USG zrobię sobie prywatnie i przyjdę do szpitala 9.04,
      zrobią mi badania, a 10.04 będzie biopsja. Mam wtedy wolne, bo to przerwa
      świąteczna jest, więc nie będę opuszczać szkoły. I tak na wyniki biopsji czeka
      się ok. miesiąca, więc akurat po maturze będę mogła dalej działać w tym kierunku.
      • 26.02.09, 17:33
        A to ciekawe... niedługo do szpitala trzeba będzie przyjść z
        kompletem własnych badań.... ale po co wtedy iść do szpitala? Chyba,
        tylko po to żeby tam umrzeć....
        sorki za sarkazm..., ale wkurza mnie to dziadostwo niektórych
        polskich szpitali i przychodni...
        • 26.02.09, 17:46
          Nie przepraszaj za sarkazm, bo dokładnie tak jest =/
          Obchód, słyszę tekst: a dziewczyna do biopsji? P. doktor: nie, nie, bo nie ma
          USG, - aha.. to szkoda..
          Już pomijam fakt, że przecież mieli 3 dni na to, żeby mi to USG zrobić, no ale
          oczywiście też się nie dało.

          Ja już bym zrobiła to usg prywatnie, ale nie wiedziałam.
          Czy ktoś mi powiedział, żebym zrobiła to cholerne USG?! NIE! Jak byłam w
          styczniu, to mógł mi lekarz powiedzieć, żebym zrobiła USG, miałam na to cały
          miesiąc, no ale po co.. Tak to bym załatwiła badania i biopsję za jednym razem,
          a tak to w Wielkanoc będę leżeć znowu w szpitalu, no to prostu nic, tylko się
          wkurzyć można.
          Ehh, mam maturę w tym roku, muszę się uczyć i chciałam zminimalizować ilość
          pobytów w szpitalach i u lekarzy i wszystko ustawiam tak, żeby szkoły nie
          zawalać, ale zamiast być tylko raz i mieć 'z głowy', to znów się muszę położyć,
          normalnie mnie wściekłość ogarnia.
          • 26.02.09, 19:35
            A tę biopsję robią w tym szpitalu bez kontroli USG, tylko metodą celowania: 2
            palce pd prawe żebro? Niestety bardzo rozpowszechniona metoda ale bardziej
            ryzykowna.
            • 26.02.09, 21:58
              coz ja gdzybym nie zadzwonila do Pani Dr dzien przed planowanym polozeniem sie
              tez bym poszla po nic, bo nikt oczywiscie nie poinformowal o usg...i tak jak
              wariatka biegalam i szukalam czynnego gabinetu z usg...rece(i nie tylko) opadaja:/
              ale kase za bezczynne lezenie(np po 12 tyg celem zrobienia wiremii)to biora!!!
              • 26.02.09, 22:16
                Wiesz, ja leżałam 3 dni, a jedyne, co mi zrobili to:
                mierzenie temperatury (śmiechu warte, nawet się człowiek wyspać nie może),
                pobranie krwi + moczu, co równie dobrze można spokojnie załatwić nie kładąc się
                do szpitala. Ale cóż, kasę za mnie dostali...
                Ja nie wpadłam na to, żeby zrobić usg, bo stwierdziłam, że jak będą chcieli
                robić biopsję, to przecież mają 3 dni na zrobienie głupiego USG.
    • 06.04.09, 18:44
      W czwartek idę na biopsję, w związku z czym musiałam zrobić sobie usg, ponieważ
      w szpitalu czekałabym wieki na usg, postanowiłam zrobić je prywatnie. Byłam
      dzisiaj, z wątrobą wszystko w porządku, podobno nawet nie jest powiększona,
      natomiast się okazalo, że mam guzka/narośl na lewym jajniku.. Podobno jest to
      dosyć spore, bo ok. 7cm..
      Po prostu mam dość, jak nie jedno, to drugie..
    • 10.04.09, 19:40
      Byłam w szpitalu, ale biopsji mi nie zrobili, bo.. dostałam zapalenia ucha
      środkowego :/ Normalnie jestem wściekła, znowu będę musiała iść do nich i tam
      leżeć, ehh...
      Od końca lutego alat mi wzrósł o 30, a aspat o 25..
      • 10.04.09, 23:23
        Tak sobie czytam to co piszesz i wiesz co Ci powiem.. nie przejmuj się tym tak
        :) Mam tyle lat co Ty i choruje na to samo świństwo. 9 lat temu mi to wykryli..
        grr.. ! Ale na codzień zapominam, że jestem chory i żyje normalnie ;) Czasami
        tylko lubie czytać forum i patrzeć jak inny ludzie sobie radzą .. W końcu
        wszyscy ciagniemy ten sam wózek :D Jak bedziesz miała jakies pytania to wal
        smialo :D wytłumacze Ci jak postepuja w szpitalach z takimi młodymi jak my :D:P
        Pozdrawiam :)
        • 10.04.09, 23:46
          Ależ ja się nie przejmuję :) Hmm, może to tak wygląda, ale naprawdę już pierwszy
          szok po diagnozie mi przeszedł i teraz już jest jak najbardziej ok, tylko teraz
          problem z tym guzem na jajniku, nie wiadomo, co to jest. Zakaźny wysłał mnie na
          konsultację na ginekologię, gdzie nawet nie powiem, jak mnie potraktowano, bo to
          woła o pomstę do nieba, w każdym razie ponoć pani doktor w ogóle żadnej cysty
          nie zauważyła. Także albo mam 7cm cystę, albo nie mam wcale, niezła rozbieżność :D

          A jak postępują w szpitalach, to ja wiem :) Tzn wiem, jak postępują u mnie :P
          Akurat do tego nie mam zastrzeżeń ;)
          • 11.04.09, 00:21
            Czyli nic nie masz w tym jajniku :) jakby co masz potwierdzone przez ginekologa,
            więc się nie martw :) w tych szpitalach tak to już jest.. zawsze na siłe chcą
            sie czegoś doszukać.. Taka prawda, że u kazdego by sie czegos doszukali. A
            ludzie żyją po 100 lat, więc my też dozyjemy :D A tak w ogóle to jak żyjesz na
            codzień? Starasz się być anonimową posiadaczką wirusa, czy mówisz o tym swoim
            znajomym itp. ? jeszcze raz pozdrawiam :D:P
            • 11.04.09, 19:48
              Nie wiem, czy nic nie mam, muszę iść do swojego lekarza :P
              USG robiłam prywatnie, do gin. też chodzę prywatnie, a w szpitalu pani doktor
              powiedziała, że nic nie ma, a ordynator, że jest, ale ma 3.5 cm.. Normalnie
              zwariować można :D
              Na co dzień.. Na co dzień żyję zupełnie normalnie :) Nie wszyscy wiedzą, że mam
              wzw, wie rodzina i najbliżsi przyjaciele, od których mam baaaardzo duże wsparcie :)
              Nie uważam, żeby potrzebne było informowanie o chorobie każdej osoby, jaką się
              spotka na swojej drodze :)
              • 11.04.09, 22:41
                temu jajnikowi powinien przyjzec sie naprawde dobry fachowiec od usg.w
                szpitalach niestety przewaznie zbywaja pacjentki:/z jakiego jestes miasta?jesli
                z Lodzi moglabym Ci polecic kogos:)
                • 12.04.09, 12:46
                  Izzi, jestem z Krakowa :)
                  Wiesz, usg robiłam w prywatnej przychodni..
                  Poza tym to było tak, że to było usg jamy brzusznej, facet robił to usg, zjechał
                  na dół, pojeździł po podbrzuszu, zapytał, czy były w rodzinie problemy z
                  jajnikami, ja mówię, że nie, a on, że oki że wrócimy do tego. Zrobił resztę usg
                  i jeszcze raz wrócił do tych jajników, nadal mu się coś nie podobało, więc
                  powiedział, żebym się ubrała, a jeśli mam chwilę czasu, to za 15 minut
                  powtórzymy usg, bo czasem się tak zdarza, że jakieś tam wnętrzności mogą dawać
                  fałszywy obraz i czasem trzeba poczekać, żeby się 'ułożyły'. Więc poszłam na
                  korytarz, a on wrócił za 15 minut z ginekologiem, akurat się okazało, że to moja
                  ginekolożka, bo wtedy była w pracy..
                  Więc wydaje mi się, że dość rzetelne to było...
                  Babka w szpitalu jeszcze mi coś mówiła nt okresu cyklu, w którym jestem, co mnie
                  zdziwiło, bo widziała, że mam plaster antykoncepcyjny, czyli w zasadzie okres
                  cyklu jest wtedy bez znaczenia...
                  Po świętach, jak się wyleczę z tego cholernego zapalenia ucha środkowego, to
                  pójdę do mojej ginekolożki i będziemy myśleć, co dalej, najwyżej mnie położy u
                  siebie na oddziale, bo ona w szpitalu też pracuje, poza praktyką prywatną.
                  Nie ma to jak szwendanie się po szpitalach tuż przed maturą..
                  Chociaż plus jest taki,że w szpitalu nie mogę wychodzić, nie ma komputera, nic
                  nie rozprasza i można się więcej nauczyć :P
    • 12.04.09, 01:48
      hej
      tak czytam to forum i odnoszę wrażenie, że mieszkam w innym kraju, rządzącym się
      innymi zasadami ;)
      mam od kilku lat zdiagnozowane HCV i nikt nic z tym nie robi, mimo moich starań
      o leczenie
      jestem na liście oczekujących, a lista jest dłuuuuga
      mam bardzo dobre wyniki, przy wiremii 30 milinów kopii
      od kiedy wiem o wirusie dobrze się prowadzę, w ogóle nie piję - palę i papierosy
      i trawę, ale to chyba aż tak nie szkodzi, a jakąś odskocznię dobrze mieć - to
      jest moja
      staram się nie brać leków, no chyba że naprawdę muszę

      jak to jest z tym leczeniem? dlaczego od lat mi odmawiają?
      czy mogę coś zrobić, żeby zacząć to leczenie i spróbować zwalczyć wirusa - zanim
      on zwalczy mnie?
      • 12.04.09, 12:50
        Ja o wirusie wiem od grudnia, w lutym miałam mieć biopsję, ale zapieprzyli, bo
        nie miałam zrobionego usg, bo nikt mi nie powiedział, że trzeba, a oni
        oczywiście usg mi nie mogli zrobić, bo po co ;/
        Ale wydaje mi się, że i tak dość szybko to by poszło.
        Biopsję będę mieć pewnie pod koniec maja, wyniki 6tygodni, a potem decyzja, czy
        leczymy, czy nie.
        Ale lekarz, który ze mną rozmawiał, też mi powiedzial, że jeśli wiremia wyjdzie
        niska i genotyp choroby będzie 'dobry', to wtedy mnie nie zakwalifikują do
        leczenia i tylko będę przyjeżdżać raz na pół roku do nich, oddawać krew, a potem
        dzwonić i pytać o wyniki, żeby monitorować, czy mi się nie pogarsza...

        Dla mnie to chore, bo tak naprawdę to zasada wygląda tak: jest z Tobą źle, to
        leczymy, ale jak nie jest bardzo źle, to tylko Cię kontrolujemy, ew. jak Ci się
        pogorszy, to będziemy Cię leczyć..
        Paranoja.
        • 12.04.09, 15:08
          ja mam gigantyczną wiremię, ale wszystkie wyniki są dobre
          jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o sex lub o pieniądze - tu raczej o to
          drugie ;)
          ratuje się dopiero życie, nie ratuje się zdrowia
          i to gdyby odmowa ratowania życia nie była karana, pewnie też by się tego nie robiło
          podobno nie wszędzie w Polsce taj jest... w jakim mieście się leczysz (próbujesz
          się leczyć, właściwie)?
          ja w pięknym i bogatym mieście, rozwijającym się - nazywa się Wrocław
          nie czuję potęgi finansowej tego miasta
          • 12.04.09, 15:30
            Ja jestem z Krakowa. Na razie jeszcze nie wiem, czy będą mnie leczyć, czy nie,
            bo czekam na biopsję, którą mogłam mieć już w lutym. W grudniu dowiedziałam się,
            że jestem chora, w połowie stycznia miałam pierwszą wizytę w poradni i ustalenie
            terminu hospitalizacji na połowę lutego (mogłam mieć wcześniej, ale żeby nie
            opuszczać szkoły, wybrałam ferie). Jednak na tej wizycie nikt mi nie powiedział,
            żebym sobie zrobiła usg jamy brzusznej, a w lutym jak przyszłam, to pani
            ordynator się bardzo dziwiła, że nie będę mieć biopsji i stwierdziła, że
            'szkoda, że nie mam usg'. No ba, pewnie, że szkoda, tylko szkoda, że nikt mi w
            styczniu nie powiedział, żebym sobie zrobiła. Wobec tego w lutym spędziłam 3 dni
            na zakaźnym, podczas których: pobrano mi krew i zbadano mocz. Zmarnowane 3 dni.
            Ustaliłyśmy z panią doktor, że przyjdę 9.04, usg zrobię prywatnie i zrobią mi
            biopsję. Od biopsji jednak odstąpili ze względu na zapalenie ucha środkowego,
            jakie mi się rozwinęło..
            Wobec tego na biopsję będę się umawiać dopiero po maturze - koniec maja.
            Potem 6 tygodni czekania na wyniki i zobaczymy, czy będą mnie leczyć, czy nie.
            Lekarz mi powiedział (patrząc na wyniki z lutego) że alat i aspat mam nie aż tak
            bardzo wysoki. Wyniki kwietniowe są już wyższe o 30 i 25.
            • 12.04.09, 15:37
              to teraz pozostaje ci pić na umór do czerwca, dzień w dzień - tylko mocne alkohole!
              do tego smażone na mieście i dużo hormonów żeńskich, może w zastrzykach? mało
              białka jedz, najlepiej wcale
              wyniki tak ci się pogorszą, że leczenie murowane ;)
              żartuję i śmieję się przez łzy ...
              • 12.04.09, 15:47
                Ehh, to samo stwierdziłam po tym, co mi lekarz powiedział... że trzeba by się
                bylo samemu 'dobić', żeby zaczęli nas leczyć. No ale zobaczymy, jak wyniki
                wyjdą. Póki co jestem trochę zdziwiona, bo przed lutym jeszcze piłam alkohol i
                to chwilami sporo, a po lutym już praktycznie w ogóle, w ciągu 1,5 miesiąca
                wypiłam jedną szklaneczkę martini i jedno piwo, a wyniki jednak gorsze..
                Mam nadzieję, że na wyniki nie wpływają aż tak znacząco plasterki anty, bo
                byłabym niepocieszona :P
                • 12.04.09, 15:50
                  obklej się podwójnie plastrami - wtedy masz większą szansę na leczenie, bo one
                  mają wpływ na wyniki
                  i pij tylko martini - to bardzo ciężki alkohol dla wątroby
                  może martini zamiast wody? hmmmmmmmm
                  ponownie łzy płyną mi po twarzy i sarkastycznie się śmieję
                  • 12.04.09, 15:55
                    A tam martini, wódę będę pić, co mi tam.
                    Tylko wtedy musiałabym jeździć tylko MPK, bo za kierownicą po pijaku nie siadam :P
                    A tak poważnie, zostaje mi tylko czekać. Teraz leczę to ucho, które notabene
                    masakrycznie boli i wkurza mnie, że słyszę wszystko, jak przez szybę, a potem
                    umówię się z nimi na koniec maja na biopsję, 6 tygodni czekania na wyniki i
                    decyzja, co dalej..
                    • 12.04.09, 16:03
                      aż się chce zawołać: co dalej maturzysto??!! ;)
                      będzie dobrze
                      jesteś młoda, wykryto wirusa zanim zaczęłaś mieć objawy, więc wątroba jest w
                      dobrym stanie

                      teraz musisz uzbroić się w cierpliwość i nauczyć pytać o wszystko - przed
                      przyjęciem do szpitala, przed wizytą w poradni, etc
                      jakie badania mam mieć i po co? co znaczą wyniki? kiedy, po co, dlaczego ...?
                      oni nie muszą cię lubić, ale za to muszą cię doinformować
                      drąż jak ... po prostu drąż :) zaoszczędzi ci to czasu i nerwów
                      a i serwer gazety będzie odciążony ;)
                      uśmiech na buzię i do boju! idź jak po swoje a osiągniesz cel :)
                    • 12.04.09, 16:13
                      foxy-najlepiej zrob usg waginalne-ono daje najwiecej pewnosci.
                      co do leczenia.tak czytam co piszecie dziewczyny i jakbym siebie widziala 6
                      miesiecy temu...tez chcialam jak najszybciej zaczac sie leczyc, zeby jak
                      najszybciej sie pozbyc wirusa i zyc normalnie.
                      na dzien dzisiejszy jestem po 26 strzalach, mam rozpieprzona tarczyce,hormony do
                      konca zycia, zaczela bolec mnie watroba(ktora nota bene nigdy nie dawala sie we
                      znaki przed terapia) i 60% szans na uzyskanie SVR.jesli ktos by sie mnie dzis
                      zapytal czy warto podejmowac leczenie to bym mu powiedziala ze NIE!
                      jestescie mlode, nie rodzilyscie, nie macie jeszcze takich zmian w watrobie,
                      ktore stanowia jakies zagrozenie dla zdrowia lub zycia,wiremie, ktora tak
                      naprawde chyba nie ma ogromnego wplywu na wynik ostateczny terapii....interferon
                      to jest shit!!niszczy organizm.naprawde nie ma sie co spieszyc.gdybym mogla
                      cofnac czas to bym sie jeszcze 10 razy zastanowila i raczej podjela leczenia za
                      10 lat.patrzac na rozwoj medycyny, za ten czas juz beda inne leki albo
                      przynajmniej mniej toksyczne dla organizmu.
                      • 12.04.09, 16:27
                        mam podobne myśli, kiedy czytam o powikłaniach po interferonie
                        czyli co myślisz izzi83? pchać się siłą na leczenie, czy zdać się na (mam
                        nadzieję) kompetencje lekarzy, którzy twierdzą, że można czekać?
                        no tak, już napisałaś - czekać
                        ale równie dobrze może mi się nagle pogorszyć (takich ludzi spotyka się w
                        szpitalu, czekają na przeszczep) i co wtedy?
                        ja żyję normalnie mimo zakażenia, od wielu lat o nim wiem - można przywyknąć do
                        świadomości bycia skażonym ;)
                        nie spotykam się ze strachem w służbie zdrowia i wśród ludzi - nie kryję swojego HCV
                        to już część mnie
                        nie odczuwam też działania wirusa, nie picie nawet już lubię i nie rozumiem, jak
                        można tęsknić za alkiem
                        po świętach idę do poradni, mam w gotowości batalię argumentów za leczeniem -
                        ale czy je ujawniać? a może kolejna biopsja i jak będzie znowu 1 to nadal czekać
                        • 12.04.09, 16:31
                          nie powiem Ci czy czekac czy nie.nie jestem specjalista hepatologii:/ja wiem, ze
                          w swoim przypadku bym jeszcze poczekala.a na Twoim miejscu bym pojechala do
                          innego miasta na konsultacje.ja zaluje, ze nie posluchalam mojego dobrego
                          znajomego i tego nie robilam, tylko slepo uwierzylam w madrosc mojej hepatolog,
                          w ktora teraz baaaaardzo watpie:/
                          • 12.04.09, 16:33
                            a czemu do innego miasta?bo mam wrazenie, ze w kazdym miescie sa inne "techniki
                            myslenia lekarzy".warto zapoznac sie z pozostalymi :P
                          • 12.04.09, 16:35
                            no tak, hepatolodzy zajmują różne stanowiska, bardzo skrajne
                            czy wiesz gdzie (tak w promieniu 200km od Wrocławia) są jacyś myślący,
                            elastyczni i kompetentni specjaliści? a może wiesz o takowych we Wrocławiu?
                            • 12.04.09, 16:49
                              mnie wlasnie wysylano do Wroclawia :)do kogo nie wiem, bo po prostu olalam
                              sprawe i sie z nikim nie konsultowalam-a to byl blad.nikogo z Łodzi Ci nie
                              polece-nie warto marnowac kasy na bilet PKP nawet.nie wiem na prawde kogo by Ci
                              polecic.moze trzeba by zalozyc taki watek?kto, w jakim miescie, jest godny
                              polecenia...
                              • 13.04.09, 22:02
                                Hymmm.. Ja nie narzekam na Bydgoszcz to znaczy na lekarkę, moją prowadząca. dr.
                                S........ordynatorka oddziału dzieciecego:) i jeszcze dr.P.......tez dobry
                                lekarz i zna sie na "zółtaczkach"
    • 11.06.09, 14:45
      Pojechałam wczoraj do szpitala ustalić termin biopsji. Bardzo chciałam, żeby był
      to początek lipca, bo chciałam mieć czas na to, żeby wszystko po biopsji wróciło
      do normy i żebym w sierpniu mogła jechać do pracy.
      Okazało się, że na 1 lipca, kiedy chciałam, niestety nie mogą mnie zapisać, bo
      już jest parę osób, no to ok, rozumiem.
      Patrzę w ten kalendarz i mówię, że może na 2 lipca, bo widzę, że praktycznie
      cały pusty. Kobitka mówi, że zapyta lekarza. I co lekarz powiedział?
      Na 2 lipca (czwartek) nie wpisywać, bo.. To jest czwartek a mi trzeba zrobić
      badania, a przecież nikt mi biopsji nie będzie robił w piątek, bo to sezon
      urlopowy...
      Ja rozumiem, że to sezon urlopowy, ale kurde, przecież i tak ci lekarze do pracy
      przychodzą.. Dodatkowo dał mi do zrozumienia, że jest to piątek, a piątek to już
      prawie weekend, więc nikt mi tej biopsji nie zrobi.
      Normalnie załamać się można..

      Wizytę w szpitalu mam ustaloną na 15 lipca, więc biopsja będzie 16tego.

      I tu mam pytanko: robiłam sobie USG jamy brzusznej w kwietniu (bo w kwietniu
      miała być biopsja) i jak mylicie: muszę robić kolejne USG na tą lipcową biopsję,
      czy mogę mieć to z kwietnia? Kurczę, zapomniałam się zapytać wczoraj..
      • 11.06.09, 15:54
        foxy90 napisała:

        > Pojechałam wczoraj do szpitala ustalić termin biopsji. Bardzo
        chciałam, żeby by
        > ł
        > to początek lipca, bo chciałam mieć czas na to, żeby wszystko po
        biopsji wrócił
        > o
        > do normy i żebym w sierpniu mogła jechać do pracy.
        > Okazało się, że na 1 lipca, kiedy chciałam, niestety nie mogą mnie
        zapisać, bo
        > już jest parę osób, no to ok, rozumiem.
        > Patrzę w ten kalendarz i mówię, że może na 2 lipca, bo widzę, że
        praktycznie
        > cały pusty. Kobitka mówi, że zapyta lekarza. I co lekarz
        powiedział?
        > Na 2 lipca (czwartek) nie wpisywać, bo.. To jest czwartek a mi
        trzeba zrobić
        > badania, a przecież nikt mi biopsji nie będzie robił w piątek, bo
        to sezon
        > urlopowy...
        > Ja rozumiem, że to sezon urlopowy, ale kurde, przecież i tak ci
        lekarze do prac
        > y
        > przychodzą.. Dodatkowo dał mi do zrozumienia, że jest to piątek, a
        piątek to ju
        > ż
        > prawie weekend, więc nikt mi tej biopsji nie zrobi.
        > Normalnie załamać się można..
        >
        > Wizytę w szpitalu mam ustaloną na 15 lipca, więc biopsja będzie
        16tego.
        >
        > I tu mam pytanko: robiłam sobie USG jamy brzusznej w kwietniu (bo
        w kwietniu
        > miała być biopsja) i jak mylicie: muszę robić kolejne USG na tą
        lipcową biopsję
        > ,
        > czy mogę mieć to z kwietnia? Kurczę, zapomniałam się zapytać
        wczoraj..

        Foxy, najlepiej zadzwon na Oddział do szpitala i spytaj. Oni
        faktycznie chca miec gotowe usg ,bo w szpitalu na usg trzeba tez
        długo czekac. Ja mialam usg z lutego,a biopsje miałam przedwczoraj i
        było ok.
        Wczoraj jeszcze bylam troche slaba,a dzisiaj juz jest prawie
        ok,tylko lekko kuje mnie miejsce ukucia jak sie gwałtowanie
        odwracam, pewnie jutro bede juz całkowicie "na chodzie".
        Roznie ludzie znosza biopsje, ale chyba ogolnie raczej dobrze:ja sie
        niepotrzebnie najadlam strachu, nie bolalo wcale tylko dwa razy
        lekko zakuło. Powodzenia:)
      • 11.06.09, 20:48
        To nie jest taki głupi pomysł żeby w piątek nie robić. Przez weekend w szpitalu
        nic konkretnego nie robią i tylko leży się bez sensu 2 dni. Kto może wychodzi.
        Jeżeli z powodu biopsji musiałabyś zostać na obserwacji, niepotrzebnie leżałabyś
        2 dni dłużej.
        • 11.06.09, 20:51
          Janie, to nie jest tak, bo przyjęta bym była w czwartek, w piątek biopsja, a w
          sobotę do domu :)
          Ostatnio, jak byłam w szpitalu (kwiecień), to właśnie tak miało być, przyjęli
          mnie w czwartek, w piątek biopsja, a w sobotę do domu, jednak od biopsji
          odstąpiono,bo dostałam zapalenia ucha.
          • 11.06.09, 21:48
            Miałem na myśli że gdybyś w wyniku komplikacji po piątkowej biopsji musiała
            zostać w szpitalu, przez weekend i tak nikt by nie robił dalszych badań.
            • 12.06.09, 00:11
              Ale rzecz w tym, że po biopsji i tak nikt mi żadnych badań robił nie będzie :)
              Przynajmniej z tego, co widziałam.
              Są badania przed biopsją, biopsja i do domu, nawet jak ktoś się faktycznie źle
              czuje, to można ubłagać lekarza, żeby wypuścił, tudzież wypisać się na własne
              żądanie :P
              • 12.06.09, 07:06
                To zależy od rodzaju powikłań. Jeżeli będziesz miała np krwotok wewnętrzny,
                przebicie torbieli lub tp nikt cie do domu nie wypuści.
                • 12.06.09, 12:36
                  Uuh, nawet mi tak nie mów :) Ja liczę, że wszystko będzie ok :)
                  • 12.06.09, 15:32
                    Czego ci z całą pewnością życzę! :-)
    • 18.07.09, 00:21
      No i po biopsji :)
      Było trochę problemów, ale na szczęście się udało :)
      W środę poszłam do szpitala, w czwartek miała być biopsja, ale nie podobał im
      się wskaźnik krzepnięcia krwi i musieli powtórzyć badanie. Skutek był taki, że
      biopsja była dopiero o 14, czyli do 19 byłam o głodzie i bez picia, masakra :D
      Sama biopsja nie bolała, bolało za to cholernie znieczulenie. Ale wszystko jest
      do przeżycia.
      Teraz trochę boli wątroba, ale ogólnie jest w porządku :)
      Zastanawiali się, czy mnie do jutra nie zatrzymać, ale udało się wynegocjować
      dzisiaj na szczęście.
      No i cieszę się, bo generalnie zniosłam biopsję dość dobrze, w przeciwieństwie
      do przypadków, na które się napatrzyłam :P
      Teraz tylko się oszczędzać i będzie dobrze.

      Aha, a wyniki już za 2 tygodnie. Pozostaje tylko czekać i mieć nadzieję, że
      będzie dobrze.
      • 18.07.09, 00:33
        I że nie zgubią materiału. I tak bywało...
        • 18.07.09, 09:41
          Janie, cicho, cicho :) Nie ma takiej możliwości, żeby zgubili. Skoro biopsja
          dobrze poszła, to i cała reszta musi pójść dobrze :)
    • 12.08.09, 15:51
      Genotyp 1b, zwłóknienie 1/0, resztę wyników zapomniałam, ale generalnie podobno
      są niezłe.
      Zaczynam leczenie 2 września, jak wrócę z wakacji...
      • 13.08.09, 15:00
        A w jakim mieście się leczysz, że tak ekspresowo dostałaś kuracje ?
        ja miałem biopsje w maju, a leczenie jak dobrze pójdzie pod koniec
        roku.
        • 13.08.09, 18:14
          Jestem z Krakowa, leczę się w Szpitalu Żeromskiego.
          Leczenie mogłabym zacząć nawet w sierpniu, ale wyjeżdżam i mnie nie będzie. Dla
          mnie to ogromne ułatwienie, że zaczynam we wrześniu, bo zdążę nieco oswoić się z
          leczeniem zanim zacznę studia w październiku.
    • 13.08.09, 11:46
      co dalej? Czeka Cię 48 tygodniowa bitwa. To wszystko. Albo ją
      wygrasz albo będziesz musial przygotowac sie do następnej.
      • 13.08.09, 18:19
        Ja teraz już wiem, co dalej ;) Przez te 8 miesięcy sporo się dowiedziałam o
        chorobie i teraz już nie jest to taką wielką niewiadomą, jak w grudniu..
    • 01.09.09, 23:38
      Jutro idę do szpitala, będzie pierwszy zastrzyk.. Trochę mnie tam potrzymają
      pewnie, nie wiem ile, ale mam nadzieję, że niedługo.
      Ostatnio jak byłam, to leżała babeczka, która zaczynała leczenie i leżała tam 3
      tygodnie :/ Ale mam nadzieję, że mnie nie będą tyle trzymać, bo chciałabym
      jeszcze coś mieć z tych wakacji ;)
      • 02.09.09, 20:50
        Powodzenia:) 3mam kciuki:)
    • 07.09.09, 23:28
      Uff, już w domu.
      Pierwszy zastrzyk dostałam w czwartek o 12, do 17 było w porządku, o 17 poczułam
      się trochę zmęczona i się położyłam. o 19 dostałam 40 stopni gorączki, mimo
      wcześniej podanych środków p.gorączkowych, zaczęłam wymiotować i na parę sekund
      traciłam świadomość, ale to przez gorączkę. Dostałam środki p.gorączkowe i było
      trochę lepiej. W piątek jeszcze gorączka, w sobotę już w miarę ok, niedziela i
      pon. całkiem w porządku.

      W sumie skutki uboczne, jakie wystąpiły po 1wszym zastrzyku to: gorączka,
      wymioty, mdłości, bóle mięśni, bóle stawów, bezsenność, niechęć do jedzenia.

      Później przeszło. Za 2 tyg. badania, w 12tygodniu 3 dni na oddziale dla
      oznaczenia wiremii, jeśli nie będzie spadać, to przerywają terapię.
      Teraz już jest ok, ale w czwartek to stwierdziłam, że jak to tak będzie, to ja
      dziękuję i nie dam rady. Ale teraz już mi lepiej i myślę tylko o tym, żeby
      kolejny zastrzyk był lepiej tolerowany przez organizm :)
      • 08.09.09, 12:57
        Dokladnie to samo mialam przez 12 tygodni(procz wymiotow),tez myslalam ze jak
        tak dalej pojdzie to ja dziekuje juz po 4 zastrzyku plkalam ze nie dam rady
        dluzej,ale przeszlo i teraz jest o niebo lepiej ,chodz sa inne objawy jak
        wypadanie wlosow i wrazliwa skora na glowie,Dasz rade jak wszyscy raz lepiej
        raz gorzej,trzymam kciuki u mnie dzis 26 zastrzyk wiec juz po polowie.pozdrawiam
    • 16.09.09, 22:34
      Po drugim zastrzyku już nie było tak źle, jak po pierwszym. Nawet nie dostałam
      gorączki, tzn. nie więcej niż 37.5, więc nawet mnie to bardzo nie wymęczyło.
      Jedyne co, to jakoś szybciej się męczę, ale daję radę ;)Miejsce wstrzyknięcia
      swędzi i jest zaczerwienione.
      No i jakieś takie uczucie niepokoju mnie ogarnia co jakiś czas, ale staram się
      czymś zająć żeby to przeszło.
      Jutro badania i trzeci zastrzyk. Jakby leczenie było takie, jak po drugim
      zastrzyku, to byloby dobrze :)
      • 17.09.09, 11:53
        trzymam kciuki foxy!!!!
    • 17.09.09, 15:23
      Dzięki Izzie, kciuki się bardo przydadzą :)
      Dzisiaj byłam na trzecim zastrzyku, a wcześniej na badaniach, wyniki podobno są
      dobre, więc dali mi 'w żyłę' bez zastrzeżeń :D
      Tradycyjnie po zastrzyku chce mi się spać, więc idę się zdrzemnąć :)
    • 18.09.09, 12:48
      Muszę sobie to hasło zapamiętać. Taka byłam wczoraj zadowolona, że się dobrze
      czuję... Do czasu. Wieczorem dostałam gorączki, wymiotów, koszmarnych bóli
      mięśni i stawów, bosko, nie ma co. Dzisiaj się czuję, jakby mnie walec co
      najmniej przejechał.
      No ale mam nadzieję, że mi przejdzie.
      I że po kolejnym zastrzyku nie będę już wymiotować, bo to 3ci zastrzyk i 3ci raz
      wymiotowałam w czwartek =/
      • 18.09.09, 17:19
        oj wspolczuje:(a moze jakis aviomarin sobie lykaj za wczasu?
        ja przez miesiac tez spalam calymi dniami.potem przyszla bezsennosc.

        >Taka byłam wczoraj zadowolona, że się dobrze
        > czuję... Do czasu

        ja za kazdym razem jak powiedzialam, ze sie dobrze czuje, to nastepnego dnia
        umieralam:/wiec przestalam sie chwalic, co by nie zapeszac :P
        • 20.09.09, 22:14
          A czy możesz uchylić rąbka tajemnicy gdzie się leczysz w Krakowie? Też jestem z
          Krakowa i poszukuję dobrego hepatologa.
          • 20.09.09, 22:42
            Leczę się w Szpitalu Żeromskiego ;)

            A co do samopoczucia - zaliczyłam właśnie weekend w Łodzi oddając się mojej
            wielkiej pasji - psom. Po intensywnym weekendzie normalnie padam na twarz
            totalnie! Ale fizycznie dałam radę, chociaż faktem jest, że najchętniej bym dużo
            spała i szybko się męczę. Najgorsze jest to, że spać mi się chce, a jak się
            położę, to zasnąć nie mogę :D
            I łapka boli po zastrzyku :/
            • 20.09.09, 22:47
              A czy w Szpitalu Żeromskiego długo czeka się na interferon? Jak wykonują
              biopsję? Czy warto się tam leczyć? Przepraszam za dziwne pytania, ale na razie
              mnie to wszystko przeraża... Będę wdzięczny za jakąkolwiek informację.
              • 20.09.09, 22:56
                Biopsję wykonuje się standardowo - tzn. dostajesz najpierw tabletkę pod język -
                tzw. głupiego jasia, później dostajesz znieczulenie miejscowe, wbijają igłę,
                pobierają materiał do badania, później leżysz 5h na prawym boku z wałkiem z
                ręcznika pod żebrami i tyle. Pobyt w szpitalu to 3 dni. W 1wszy przychodzisz,
                pobierają krew, w 2 biopsja, 3 dnia do domu.

                Jeśli chodzi o oczekiwanie - nie wiem, czy tak jest zawsze, ale ja od razu po
                wynikach biopsji miałam kwalifikacje do leczenia i mogłam zacząć od razu.
                Zaczęłam 3 tygodnie później, bo pojechałam na wakacje, termin pobytu w szpitalu
                sama wybrałam, bez problemu.
                • 21.09.09, 22:52
                  Witam. Dziękuję za wcześniejsze info od Ciebie - bardzo pomocne. A po ilu dniach
                  jest wynik biopsji?
                  • 21.09.09, 23:17
                    Po 2 tygodniach :)
    • 25.09.09, 11:10
      Wczoraj dostałam 4ty zastrzyk i wreszcie czwartek nie wiązał się z wymiotami,
      więc mam nadzieję, że ten skutek uboczny już mi odpadnie, chociaż generalnie
      dość często robi mi się niedobrze :/
      Wczoraj dostałam gorączki 38 st, ale ogólnie było w porządku, nawet sobie
      wyszłam na miasto ze znajomymi, czego nigdy w czwartek nie robiłam, bo się
      fatalnie czułam.

      Zakisiłam sobie barszczyk czerwony i piję mniej więcej szklankę dziennie, żeby
      morfologia była dobra :)

      Ogólnie to zauważyłam, że strasznie dużo śpię i często jestem zmęczona.

      W przyszły czwartek znowu badania, a później zastrzyk.

      P.S. Jestem w szoku, że udaje mi się w ogóle nie zapominać o tabletkach, bo do
      tej pory zawsze jak miałam brać jakieś np. witaminy, to zapominałam, a teraz się
      tak pilnuję, że nie ma szans żebym zapomniała rybki, czy reszty tabletek :)
    • 04.10.09, 02:46
      W czwartek piąty zastrzyk był (plus badania), niestety nie wiem, jak tam wyniki
      wyglądają, bo na zastrzyk przyjechałam dopiero po południu, więc nie miałam jak
      lekarza zapytać, ale chyba ok, skoro kolejny zastrzyk dostałam i nic nie mówili.
      I jest nieźle :)
      Oczywiście moje główne hasło życiowe teraz to SPAĆ! Ale to jakoś da się przeżyć :)
      Mam nadzieję, że tylko te 1wsze 3 zastrzyki były nieciekawe, a reszta będzie
      wyglądała tak, jak teraz - generalnie czuję się dobrze, humor mam niezły i jest
      całkiem znośnie :)
    • 15.10.09, 21:48
      8.10 miałam 6ty zastrzyk, na szczęście obyło się bez większych skutków ubocznych.
    • 15.10.09, 21:51
      7 zastrzyk dzisiaj i samopoczucie jakieś niezbyt dobre, gorączka, spałam po
      południu prawie 4h, mięśnie bolą..
      • 18.10.09, 23:43
        Kurczę, po tym siódmym zastrzyku, to zaś mi się coś 'zepsuło' w reakcji na leki.
        Od czwartku się fatalnie czuję, gorączka była, ale do tego się przyzwyczaiłam i
        nawet nie zwracam na to uwagi, ale ciągle mi niedobrze, czasem chcę wymiotować,
        ale nie mam już nawet czym, nie chce mi się w ogóle jeść, jem tylko tyle, ile
        muszę, żeby leki zjeść, robi mi się słabo, mdli mnie, kręci mi się w głowie,
        dzisiaj się położyłam o 24, usnęłam o 1.30, spałam do 3.30, a później już
        zupełnie nie mogłam zasnąć.
        Dzisiaj jakoś kiepsko było, a jeszcze pojechałam samochodem do Katowic i cały
        dzień poza domem plus powrót, dały dodatkowo w kość.
        Mam nadzieję, że mi to przejdzie, bo to irytujące jest.
        • 19.10.09, 17:40
          foxy jak Cie czytam to jakbym siebie widziala... na poczatku spalam jak
          dziecko-cala noc i jak najwiecej w ciagu dnia. pozniej bezsennosc. kladlam sie o
          24, zasypialam o 4, budzilam sie o 9 i tak w kolko. do tego nerwy na wszystkich,
          z niewyspania i tak generalnie na cale zycie. z jedzeniem bylo strasznie zle. w
          penym momencie bylo 46kg!!ja jestem chudziak, ale takiej wagi nie mialam nigdy.
          a jesc nie moglam w ogole. ciagle mdlosci, bylo mi przez to slabo, w glowie sie
          krecilo.staralam sie pic Nutridrink, bo to wodniste a duzo kalorii ma w sobie.
          ale mdle:/poszlam w koncu do psychiatry. dostalam Lerivon. po pierwszej dawce
          padlam jak stalam i spalam jak susel 12h!po 2 tyg minely nerwy, bezsennosc a
          wrocil apetyt! nie chce Cie namawiac na antydepresanty, ale mi uratowaly
          terapie. inaczej, spowodu wagi, bym musiala przerwac. zapytaj hepatologa, moze
          Ci ednak doradzi jakies leki.
          i nie przejmuj sie, ze kolejne tabletki Ci dojda, ze zoladek wykonczysz, ze
          przytrujesz watrobe.ja w listopadzie zaczynam odstawiac Lerivon. zoladek mam w
          pożąsiu, watróbka jak u niemowlaka, nerwy na wodzy, apetyt dobry:)
          • 20.10.09, 13:55
            Wiesz, na razie jeszcze poczekam, jak będzie z tym spaniem, może mi przejdzie.
            Na początku też miałam bezsenność, a później przeszło i przyszedl etap spania, a
            teraz znowu.
            Chociaż dzisiaj normalnie zasnęłam i przespałam całą noc.
            Generalnie psychicznie, to jest ostatnio całkiem nieźle, mam świetnych ludzi
            wokół siebie, którzy mi codziennie poprawiają humor :)

            Jeżeli chodzi o spadek wagi - hmm, u mnie to raz, że jeśli spadnie to dobrze, a
            dwa, że u mnie waga cały czas leci w dół, ale myślę, że dlatego, że się po
            prostu odchudzam, jem co najmniej 3 posiłki dziennie, nie jem w nocy, staram się
            spacerować i efekt jest - od czerwca schudłam już prawie 9 kg :)
            I mam zamiar nadal iść w dół :D
            Ale u mnie nie ma problemu, ze zbyt niską wagą, bo ma z czego spadać, także spoko :)
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.