się świeży pojawił bób.
12,50 zł za kilogram.
se zerknęłam na mrożonki, które - pół kilo po 7,50.
i już, już wpadłam na pomysł, jak zarobić kasę -
nakupić od groma świeżego bobu od ogrodników, pozamrażać, sprzedać
potem i być bogatą,
a następnie w wyniku bogactwa udać się do Portofino
i już za nic go nie opuścić never, never.
/chyba, że na mały hyc do Wenecji czy Rzymu czy innych ichnich na
świecie najcudniejszych albo jeszcze na plażę w St. Tropez./
ale se przypomniałam, że nie mam wielkich hal z ogromnymi zamrażarami
i jeszcze, że na prąd do mrożenia nie mam też oraz na zakup dużych
bobu ilości takoż.
no i tak się mój biznes bobowy skończył,
nim zaczął.
a mój synek podobnie, gdy był mocno, mocno małoletni :
jak bylim na Helu, to wylukał,
jak drogie są tam słoneczniki.
postanowił więc był zostać biznesmenem
słonecznikowym i po powrocie do domu
obsiał cały ogród słonecznikami.
potem sobie zdał sprawę, iż nie posiada
środków transportu i kasy nań,
by słoneczniki na Hel wywieźć.
no i się sprawa rypła.
niemniej było pięknie.
zawsze swoje ogrody różne masą słoneczników obsiewałam.
to takie miłe wejść w pole słonecznikowe i być ukrytą,
choć wcale się niską nie jest.