Dodaj do ulubionych

No to mamy test na pozytywne myślenie.

12.08.10, 21:06
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,8245875.html
Ciekawe, czy mu się uda. Nie powiem, facet jednak trochę mi imponuje i
wolałbym, aby tak, choć w moc pozytywnego wierzę nie bardziej, niż w
negatywnego. A komentarze jak zwykle bezcenne.
--
Po raz pierwszy spojrzał wprost na nią; jego oczy zwęziły się, a twarz
odprężyła do tego samego półuśmiechu, który widniał na jej twarzy, sugerując
wyraz oznaczający, że oboje czują się dobrze w swoim towarzystwie: wyraz pogardy.
Edytor zaawansowany
  • lucyna_n 12.08.10, 22:08
    pewnie robi dobrą minę do złej gry, z pewnością to lepsze niż moje podejście
    czyli położyć się i czekać na śmierć, w męczarniach oczywiście, bo ja nie wierzę
    że mi slużba zdrowia poda zastrzyk przeciwbólowy jakby co, wiadomo takie rzeczy
    należą się innym nei mnie,
    on ma chyba sporo kasy to może się spod łopaty grabarzowi jakoś wywinie.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • dolor 12.08.10, 22:24
    lucyna_n napisała:

    > on ma chyba sporo kasy to może się spod łopaty grabarzowi jakoś wywinie.

    Istotnie, zapomniałem, że słowa "myślenie" można użyć w dosłownym, praktycznym
    znaczeniu. O rany.
    --
    Po raz pierwszy spojrzał wprost na nią; jego oczy zwęziły się, a twarz odprężyła
    do tego samego półuśmiechu, który widniał na jej twarzy, sugerując wyraz
    oznaczający, że oboje czują się dobrze w swoim towarzystwie: wyraz pogardy.
  • lucyna_n 13.08.10, 00:12
    ale że co, bo nie kumam o co Ci chodzi?
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • dolor 13.08.10, 01:04
    A bo się tak jakoś przyzwyczaiłem, że "myśleć", zwłaszcza myśleć pozytywnie,
    oznacza takie Maskowe: myślę że coś jest albo się stanie, coś jak afirmacje,
    znaczy tyle co: wierzę w coś.
    Tymczasem może to oznaczać tylko: myślę, jakie działania należy wykonać, aby
    najpełniej wykorzystać wszystkie dostępne mi środki do osiągnięcia celu. To
    jednak różnica.
    --
    "Niektóre błędy są jednocześnie proste i ogromne. Najgorsze błędy, jakie
    zdarzyło mi się popełniać, wynikały z poczciwego optymizmu" (Baxter)
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • lucyna_n 13.08.10, 01:28
    ja takie coś określam konstruktywnym myśleniem, pozytywne myślenie to dla mnie
    zaklinanie rzeczywistości że "musi" być dobrze.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • bazoooka 12.08.10, 23:18
    ponoć modlą się za niego na fronddzie
    (...)

    --
    "Czego oczy nie widzą, tego nie trzeba sprzątać".
  • dolor 12.08.10, 23:36
    Oni się naprawdę modlą, i to jak:

    "Tym goręcej zanośmy modlitwy do Boga za pośrednictwem Matki Bożej

    Maryjo, Matko Boża, Ty wiesz najlepiej jak wielka jest cena każdego człowieka
    odkupionego Najdroższą Krwią Boskiego Syna Twego. Nie gardź moją pokorną prośbą
    o nawrócenie grzesznika, któremu grozi wieczne zatracenie.
    Ty Dobra i Miłosierna Matko znasz jego nieuporządkowany tryb życia. Pomnij, że
    Jesteś ucieczką grzeszników, że Bóg dał Ci moc nawracania nawet najbardziej
    zatwardziałych serc ludzkich. Wszelkie wysiłki zmierzające ku poprawie jego
    życia poszły na marne. Jeżeli Ty nie przyjdziesz mu z pomocą, będzie się staczał
    coraz bardziej ku wiecznej ruinie. Wyjednaj mu skuteczną łaskę, która by
    poruszyła jego serce i zawróciła na drogę Bożych przykazań.
    Jeśli to konieczne, ześlij nawet jakieś cierpienie lub niepowodzenie, celem
    opamiętania i położenia kresu jego grzesznemu postępowaniu.

    Miłosierna Matko, która sprowadziłaś na drogę zbawienia, dzięki wytrwałej
    modlitwie sług Twoich, już wiele zabłąkanych owieczek, przychyl się łaskawie do
    mego błagania i wyjednaj tej nieszczęśliwej osobie, która zeszła na manowce i
    zagubiła drogę do owczarni Chrystusowej, prawdziwą skruchę. Uproś
    zmartwychwstanie do nowego życia.
    Amen"
    forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=3597996
    no genialne:)

    --
    "Och, nigdy nie wątp w człeka prawego i szlachetnego. Taki zawsze coś spieprzy.
    Oczywiście wszystko w imię większego dobra."
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • naqoyaqatsi 12.08.10, 23:43
    wczoraj na telewizii trwam lecial teledysk ze ksiadz co sie okazalo spiewal o
    bogu a wkolo dzieci ubrane za lajkoniki bo w krakowie i sie tak usmiechal jakos
    niezdrowo
    ja myslalem ze ja pierdole to wyglada jak parodia ze sie ktos nabija
    a marcin ze to naprawde jest .prawdziwy teledysk na powaznie
    jezu.obejrzyjcie.moze wam sie w glowie naprawi od tego albo smierc
  • dolor 13.08.10, 00:05
    No właśnie, czy mnie się wydaje, czy poziom absurdu w tym kraju ostatnio
    znacznie podskoczył? A może tylko zmieniło się tło, bo wcześniej to była
    codzienność?
    --
    Po raz pierwszy spojrzał wprost na nią; jego oczy zwęziły się, a twarz odprężyła
    do tego samego półuśmiechu, który widniał na jej twarzy, sugerując wyraz
    oznaczający, że oboje czują się dobrze w swoim towarzystwie: wyraz pogardy.
  • bazoooka 12.08.10, 23:56
    no ja właśnie o tym.

    --
    "Czego oczy nie widzą, tego nie trzeba sprzątać".
  • marouder.eu 18.08.10, 21:43
    ...ale nie wytrzymal;/ A to byl silny chlop! Nie podjal ostatniej chemii, kilka
    osob odwiedzil, ze dwa razy sie upil.jak sadze, bzyknal te i owe w tym
    czasie..ktoregos dnia, w grudniu wstal normalnie, zjadl sniadanie, potem zas
    zaczal rozmawiac z ojcem, ktory juz nie zyl, z dziadkami, ze swoja narzeczona,
    ktora studiowala w Warszawie..nie reagowal na nic z zewnatrz, choc widziec
    musial meble, rozstaw pokoi i korytarz, bo sie nie obijal o nic..czasem
    slabl..przysiadal, ale zaraz wstawal..kiedysmy cytowali fragmenty jego wypowedzi
    narzeczonej, ta potwierdzla, ze takie chwile miedzy nimi byly..w koncu
    przyjechalo pogotowie, brat juz wtedy bardz zle oddychal..umarl po dwu
    godzinach..wedle lekarzy utopil sie...w plynie, ktory wypelnial mu pluca:/
    --
    www.youtube.com/watch?v=8MyVTsKMBWk
    Pisz na forum Aquanet, najstarszym forum politycznym na portalu gazeta.pl: forum.gazeta.pl/forum/f,13,Aquanet.html
  • lucyna_n 18.08.10, 23:18
    paskudne choróbska
    podziwiam odwagę brata i przynać muszę opis ostatnich chwil zrobił na mnie wrażenie.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • marouder.eu 19.08.10, 00:18
    Minelo juz pare lat, ale gdy sni mi sie, w przeciwienstwie do zmarlego ojca, czy
    dziadkow, nigdy we snie nie uswiadamiam sobie, ze odszedl i zawsze sie ciesze,
    ze go widze.
    Byl inny niz ja, mniej refleksyjny i paradoksalnie mniej zaborczy, dobry
    czlowiek. Mial ciemne wlosy po mamie.
    --
    www.youtube.com/watch?v=8MyVTsKMBWk
    Pisz na forum Aquanet, najstarszym forum politycznym na portalu gazeta.pl: forum.gazeta.pl/forum/f,13,Aquanet.html
  • lucyna_n 19.08.10, 10:57
    smutno, i nie ma na to rady, dobrze chociaż że czasem przyśnią Ci się te sny z
    bratem takie pogodne, mała to pociecha ale może jednak trochę tak.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • kefirka.de 20.08.10, 08:29
    Nergal jest na początku drogi. Ja ją przeszłam całą. To było dawno temu. Dziś
    lekko mi się o tym myśli, mówi i pisze.
    Gdy się człowiek dowiaduje, że być może wkrótce umrze, trzeba sobie jakiś plan
    na przetrwanie wymyślić. Inaczej się chyba nie da. Mój był w części bliski
    planowi Nergala. Pozytywne myślenie- tu widzę podobieństwo, próba uwierzenia w
    sprawczą moc modlitw do Boga w którego wtedy nie wierzyłam i życie tak jakby
    choroby nie było. Nie miałam co prawda rodziny, swojej Dody ale miałam wielu
    przyjaciół i świadomość, że komuś poza mną zależy sił mi DODAła.
    Mój pan doktor trochę był zaniepokojony postawą pt "przeżyję na pewno" ale
    opowiedział o swojej pacjentce, wierzącej w Boga matce malutkich dzieci. Choroba
    była bardzo zaawansowana i nikt nie dawał jej szansy. Kobieta owa powiedziała,
    że czasu na umieranie nie ma, bo ma masę roboty przy dzieciach. Szybko po
    operacji zwlokła się z łóżka i do dzieci wróciła, przychodziła oczywiście na
    chemię. Wbrew oczekiwaniom i ku zdziwieniu lekarzy przeżyła. Często myślałam -
    jeśli ona mogła wyzdrowieć to dlaczego nie ja? Gdy przychodziłam na chemię
    widziałam jak różnie do tego podchodzą ludzie. Bardzo ciekawe to były obserwacje
    i one utwierdziły mnie ostatecznie w przekonaniu o wyższości pozytywu nad
    negatywem. Według mnie pozytywne myślenie rządzi i nikt mnie praktyka nie
    przekona, że jest inaczej.
  • ellena_cyganka 20.08.10, 08:54
    Mój tata tez mi się śni, czasem. Ostatnio rok temu, pytałam go co
    mam robić i odpowiedział, że sama muszę zdecydować. Chyba dobrze
    zdecydowałam, bo od tamtej pory już mi się nie przyśnił, a moja mama
    wie, że tata śni się tylko wtedy, kiedy chce nas przestrzeć przed
    czymś złym. Jak byłam młodsza często odczuwałam jego obecność gdzieś
    obok, na siedzeniu pasażera, w sąsiednim pokoju. Podobno psy widzą
    zmarłych. Kiedy mi bardzo źle to chciałabym żeby ze mną pobył tata
    właśnie, nie mam ambicji zawracać głowy samemu stwórcy. Najbliźsi mi
    żywi ludzie są potrzebni tu i teraz i nie lubię ich zamartwiac swoja
    osobą wolę sie nimi opiekować. Zmarli nie zachorują, nie rozboli ich
    głowa, nie dostaną zawału, nie upiją się i nie zrobią awantury, mają
    dla nas cały okrągły czas. Nie wszystko w piach.
  • dolor 20.08.10, 09:23
    Zmarli żyją wyłącznie w naszych głowach. Tam ich można odwiedzać.
    --
    Po raz pierwszy spojrzał wprost na nią; jego oczy zwęziły się, a twarz odprężyła
    do tego samego półuśmiechu, który widniał na jej twarzy, sugerując wyraz
    oznaczający, że oboje czują się dobrze w swoim towarzystwie: wyraz pogardy.
  • ellena_cyganka 20.08.10, 10:36
    Tak to bardzo empiryczne. Ale dlaczego nie wierzyć w coś co pomaga
    żyć? Z pogranicza głupoty, spychane w pokłady świadomości, do czego
    za nic nie przyznamy się, bo jestesmy przeciez tacy racjonalni.
    Na szczęście nie tylko ja mam takie odpały:

    Twardowski Jan

    O stale obecnych

    Mówiła że naprawdę można kochać umarłych
    bo właśnie oni są uparcie obecni
    nie zasypiają
    mają okrągły czas więc się nie spieszą
    spokojni ponieważ niczego nie wykończyli
    nawet gdyby się paliło nie zrywają się na równe nogi
    nie połykają tak jak my przerażonego sensu
    nie udają ani lepszych ani gorszych
    nie wydajemy o nich tysiąca sądów
    zawsze ci sami jak olcha do końca zielona
    znają nawet prywatny adres Pana Boga
    nie deklamują miłości
    ale pomagają znależć zagubione przedmioty
    nie starzeją się odmłodzeni przez śmierć
    nie straszą pustka pełną erudycji
    nie łączą świętości z apetytem
    bliżsi niż wtedy kiedy odjeżdżali na chwilkę
    przechodzą obok z niepostrzeżonym ciałem
    ocalili znacznie więcej niż duszę
  • dolor 20.08.10, 11:09
    >Ale dlaczego nie wierzyć w coś co pomaga
    > żyć?

    Bo to niebezpieczne z wielu powodów. Bo blokuje umysł przed tym, do czego
    naprawdę powinien służyć: do poznawania i przekształcania rzeczywistości,
    empirycznej, nie świata baśni. Bo to żywi mają do nas przychodzić i z nimi mamy
    rozmawiać, nie w snach, jak im się to zdarza, choć sami nie mają o tym pojęcia,
    to "empirycznych" żywych ma nam brakować, ich mamy poszukiwać. Bo może sprawić,
    że zmarli i symbole staną się ważniejsi od żywych, od nas. Bo ta iluzoryczna
    pomoc o wiele za drogo kosztuje. I jeszcze wiele innych "bo".
    --
    "Dzieci boją się zastrzyków cyganek i kominiarzy. A ja się boję śmietników. Tam
    leżą szczątki mej twarzy."
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • ellena_cyganka 20.08.10, 11:19
    Oj Dolor, pewnie że tak, masz rację, ale mówisz o skrajności
    popadnięcia w patologię. A ja mówię o zwykłości takich zjawisk,
    skoro w rozmowie z Bogiem nikt nie widzi szaleństwa i
    niebezpieczeństwa pomieszania zmysłów, skoro wiara w tak
    irracjonalne z punktu widzenia racjoinalności zjawisko jakim jest
    Bóg nie jest uznawana za chorobę, omam czy objaw nienormalności to
    chyba uznano również w empirycznym i medycznym świecie, że są takie
    rzeczy na niebie i ziemi, które nie sniły się filozofom.
  • dolor 20.08.10, 11:38
    No to popatrz, co ludzie na przestrzeni wieków nawyprawiali w imieniu bogów. Ile
    cierpienia przysporzyli światu, jak bardzo wstrzymali rozwój nauki, rozwój
    człowieka. Ok, nie samo zło, aforyzmy stworzyli celne, a najlepszy: poznasz
    drzewo po owocach. Z bogów też kiedyś wyrosnąć nam będzie trzeba, samo
    wymyślanie lepszych nie wystarczy.
    --
    "Niektóre błędy są jednocześnie proste i ogromne. Najgorsze błędy, jakie
    zdarzyło mi się popełniać, wynikały z poczciwego optymizmu" (Baxter)
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • lucyna_n 20.08.10, 11:53
    patrząc na efekty rozwoju człowieka to może i dobrze że jest spowalniany. Wiara
    z świętych obcowanie potrzebna jest wielu ludziom żeby jakąś pociechę w sobie
    znależć i siłe do dalszego życia po stracie. Ja to szanuję, ale jednak często
    jest tak że świat zmarłych robi się ważniejszy niż świat żywych i to jest
    niedobre. a przecież nawet Jezus mowił zostawcie umarłym grzebanie umarłych.
    Przykład z źycia, moja teściowa jest na cmentarzu regularnie co tydzień a u
    swojego wnuka dwa razy do roku. a przecież nawet na jej logikę to jest w końcu
    prawnuk może np ukochany prawnuk tych w górze?
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • dolor 20.08.10, 12:38
    A mnie się nie wydaje, że dobrze, jesteśmy przez to wciąż bardzo, bardzo
    prymitywni. Przynajmniej dzięki maszynom udało się wyeliminować niewolnictwo
    (które religie popierały ile mogły), kilka nieprzyjemnych chorób (religie od
    medycyny wolały modlitwę, pokorę i żal za grzechy). Białaczkę dopiero częściowo,
    niestety, może gdyby mniej było potępień i stosów, gdyby wcześniej pozwalano na
    sekcję zwłok, w dwudziestym pierwszym wieku nie było by tak zatytułowanego
    wątku. Kto wie, może i depresja, fobie, nie stanowiłyby problemu, największy
    lament zawsze budziło badanie ludzkiego mózgu.

    A co do łagodzenia bólu świętych obcowaniami, cóż, z tym opium ludu Marks się
    nie mylił. To uzależnia i wcale nie jest nieszkodliwe.
    --
    "Niektóre błędy są jednocześnie proste i ogromne. Najgorsze błędy, jakie
    zdarzyło mi się popełniać, wynikały z poczciwego optymizmu" (Baxter)
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • ellena_cyganka 20.08.10, 13:04
    Nie chciałam rozpętać dyskusji o potrzebności bądź nie religii, a
    jedynie zwrócic uwagę, iż zjawisko wiary w boga tak absurdalne z
    punktu widzenia empiryzmu, jest z punktu widzenia medycyny i nauki
    całkiem naturalne i zdrowe. I to jest niezły paradoks.
  • dolor 20.08.10, 13:42
    To prawda, ale religia poprzedzała naukę. Potem potrafiła zabijać i torturować
    niepokornych myślicieli. Następnym etapem było ugięcie się i przypodobanie,
    maskowanie sprzeczności, udawanie, że są one tylko pozorne, wynikające ze złego
    zrozumienia przekazu (o dziwo najgorzej rozumieli ten przekaz ludzie będący
    religijnymi autorytetami epoki poprzedzającej moment, w którym nie dało się już
    przeczyć faktom). Kolejnym etapem będzie, mam taką nadzieje, stopniowe
    zwycięstwo ludzi pokroju Dawkinsa. O ile oczywiście islamscy barbarzyńcy nie
    przejmą kontroli nad światem.
    Jest taki etap w rozwoju dziecka, kiedy uważa ono, ze wszystko ma cel, wszystko
    jest dla niego. Jezioro stworzono, żeby się mogło wykąpać, drzewo, aby się na
    nie wspiąć, a jak się bardzo nie będzie chciało, to się nie umrze. Nie dobrze
    zatrzymać się na tym etapie, choć zachęcają: bądźcie jako dzieci. Dla nas jest
    stworzone tylko to, co sami sobie stworzymy. To, że nie chcemy o tym wszystkim
    mówić, że gdzie religia, tam albo pokłon, albo taktowne milczenie, że omijamy
    temat jak świętą krowę, to paradoks lepszy, bo będący przyczyną i tego Twojego.

    Dlaczego nie chciałaś rozpętać takiej dyskusji?
    --
    "Och, nigdy nie wątp w człeka prawego i szlachetnego. Taki zawsze coś spieprzy.
    Oczywiście wszystko w imię większego dobra."
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • kefirka.de 20.08.10, 22:41
    Chciałam sobie tylko poczytać, bo czasu na pisanie brak, jednak nie mogę
    spokojnie przejść do innego wątku.
    Ponieważ byłam niewierząca, doskonale znam wszystkie, albo prawie wszystkie
    zarzuty wobec wierzących , kościoła i Boga. Sama je głosiłam.
    Teraz wiem, że ludzi, w tym księży, szamanów, mistyków itp. należy oddzielić od
    Boga. Nie jest prawdą, że ci wszyscy którzy mienią się Jego przedstawicielami,
    mówią i działają rzeczywiście w imieniu Boga. Oni są tylko LUDŹMI. Ksiądz,
    szaman to tylko ZAWÓD. Mają nam pomagać odnaleźć drogę do Boga, jednak nie
    zawsze sami ją znają. Jak pan Henio hydraulik, co mi sknocił instalację w domu,
    mimo że papiery hydraulika ma.
    Nie chcę być patetyczna, chcę jednak przedstawić moje zdanie, a dokładniej
    mówiąc moje czucie Boga.
    Uważam, opierając się na własnym i innych doświadczeniu, że każdy ma Boga w
    sobie. Ten boski pierwiastek to sumienie, intuicja, miłość, nadzieja. Jeszcze
    więcej, ale nie umiem znaleźć w głowie teraz. Jeśli się chce Boga posłuchać,
    trzeba zwyczajnie poszukać w sobie i się znajdzie. Trzeba tylko chcieć. A w
    kościele na mszy ponoć najłatwiej to się robi, bo nastrojowo jest.
    I jeszcze myśloczuję, że Ty Dolor mimo buntu i Ty Lucy mimo zdystansowania się,
    bardzo blisko Boga jesteście. Piszę powyższe świadoma gromów, które się mogą na
    moją łepetynę posypać i świadoma uśmiechów politowania też. Amen.




  • lucyna_n 20.08.10, 23:13
    to zależy jak się rozumuje istnienie Boga
    od religijnego jestem bardzo daleko, wierzę chyba bardziej w życie jako takie i
    jego wartość, taki właśnie boski pierwiastek we wszytskim w zwierzętach,
    rślinach, powietrzu, wodzie w osobowego Boga obserwującego mnie na podobieństwo
    podpartrującego przez lustro weneckie człowieka jakoś nie umiem już wierzyć,
    chociaż do niedawna wydawało mi się to dość oczywiste.

    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • kefirka.de 20.08.10, 23:37
    Ja też nie widzę Boga jako śledczego, srogiego, nakazującego, karzącego.
    Bezwzględnie Bóg jest miłością i widzi się Go tam gdzie dobro się dzieje. Tego
    jednak "na głowę" się nie pojmie i wytłumaczyć się nie da. To poczuć trzeba i
    czuciem zobaczyć.
    Żeby nie było, że nawiedzona. Przyjaciele uważają, że jestem racjonalna do bólu,
    mam ksywkę "szkiełko i oko". Tyle, że tak mam wobec spraw przyziemnych. Wiara
    rządzi się innymi prawami.
  • dolor 21.08.10, 00:16
    A co się widzi tam, gdzie dzieje się zło?
    --
    Po raz pierwszy spojrzał wprost na nią; jego oczy zwęziły się, a twarz odprężyła
    do tego samego półuśmiechu, który widniał na jej twarzy, sugerując wyraz
    oznaczający, że oboje czują się dobrze w swoim towarzystwie: wyraz pogardy.
  • kefirka.de 21.08.10, 00:37
    Tam gdzie zło się dzieje, widzi się człowieka. Ściślej, bardzo bojącego się
    człowieka. Może się jeszcze widzi diabła, nie wiem, bo w temacie diabłów
    strasznie zielona jestem. A może strach został nazwany diabłem? Może tak być, bo
    po tym co przeżyłam prawie pewna jestem, że piekło to bywa wyłącznie na ziemi i
    tam właśnie, gdzie strach rządzi.
    PS Trochę mnie śmieszy takie pisanie o diabłach, ale zadałeś takie pytanie, że
    nijak o nich nie wspomnieć.


  • dolor 21.08.10, 00:45
    Yhm, gdzie Bóg - dobro, gdzie człowiek - zło. Też tak kiedyś trochę miałem.
    Potem miałem depresję, a potem mi przeszło jedno i drugie. W Szatanie widzę co
    najwyżej symbol buntu przeciw głupocie (gdzież nasi dzielni kapłani go nie
    dostrzegali, czegoż nie zabraniali i nie zabraniają, teraz ponoć siedzi w
    prezerwatywie i wczesnoporonnej pigułce).
    --
    "Niektóre błędy są jednocześnie proste i ogromne. Najgorsze błędy, jakie
    zdarzyło mi się popełniać, wynikały z poczciwego optymizmu" (Baxter)
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • kefirka.de 22.08.10, 08:47
    >Yhm, gdzie Bóg - dobro, gdzie człowiek - zło.
    Oj nie tak proszę pana. Człowiek to też dobro. Co tak po skrajnościach latasz?
    Co do prezerwatyw mam ugruntowaną opinię, z szatanem czy bez, na dziś popieram.
    Człowiek wykonujący zawód księdza może się natomiast nie mylić przestrzegając
    przed pigułką. Mnie pigułka nie dotyczy, bo mi nie wolno, więc problem moralny z
    grzywki mam.
  • dolor 24.08.10, 13:47
    No tak, Bóg - samo dobro, człowiek: odrobina dobra, bardzo dużo zła. Niewiele to
    zmienia. Nic dziwnego, że odpowiedzią "przede wszystkim nie prosiłem się na ten
    świat".

    Popierasz Szatana w prezerwatywie, no no. Jeśli człowiek wykonujący zawód
    papieża tak często się myli, to komu tam ufać?
    --
    "Niektóre błędy są jednocześnie proste i ogromne. Najgorsze błędy, jakie
    zdarzyło mi się popełniać, wynikały z poczciwego optymizmu" (Baxter)
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • mskaiq 22.08.10, 11:36
    Mysle Kefirko ze osoby racjonalne do bolu, ze szkielkkiem
    w oku bardzo czesto sa mistykami.
    Mistycy twierdzą, ze gdy wykraczamy poza poczucie oddzielonego ja,
    poza nasze ograniczone ego, wówczas zamiast Wyzszej Tozsamości
    odkrywamy tozsamość ze Wszystkim, z uniwersalnym Duchem,
    nieskończonym i wszechobecnym, wiecznym i niezmiennym.
    Einstein, Heisenberg, Schrodingera, Louis de Broglie, Max Planck,
    Niels Bohr, Wolfgang Paulie, sir Arthur Eddington i sir James
    Jeans byli rowniez mistykami, a takze chlubnymi przedstawicielami
    modernizmu ktory zmienil poezje, muzyke, moralnosc, marzenia,
    milosc a ogolniej duchowosc czlowieka w biochemiczne reakcje
    ktorych stara sie dowiesc.
    Chcialbym tylko dodac ze w pelni doceniam rowniez osiagniecia
    modernizmu.
    Mysle ze wiara nie rzadzi sie innymi prawami, ona bierze sie z
    doswiadczen szczytowych, ktorych nie da sie wyjasnic ktore prowadza
    do rozwoju duchowego, rozwoju wiary.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • dolor 25.08.10, 13:06
    "Racjonalność polega na uznaniu faktu, że istnienie istnieje, że nic nie może
    zmienić prawdy i nic nie może być ważniejsze od jej postrzegania, czyli od
    myślenia — że umysł jest jedynym sędzią wartości i jedynym przewodnikiem działań
    — że rozum jest pewnikiem nie dopuszczającym kompromisu — że ustępstwo na rzecz
    irracjonalności kaleczy świadomość jednostki i odwraca ją od zadania
    postrzegania ku zadaniu udawania rzeczywistości — że rzekomy skrót do wiedzy,
    którym jest wiara, jest jedynie zwarciem niszczącym umysł — że akceptacja
    mistycznego wymysłu jest pragnieniem unicestwienia istnienia i w efekcie niszczy
    ludzką świadomość"

    Przyznaję, że pani Rand potrafi bardzo precyzyjnie wyjaśniać. Z szacunkiem mogę
    tylko napisać: tak, o to właśnie chodzi.
    --
    "Znaleźć sprzeczność, to przyznać się do błędu w myśleniu; pozostać przy niej,
    to wyrzec się umysłu i opuścić domenę rzeczywistości"
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • dolor 21.08.10, 00:14
    > Uważam, opierając się na własnym i innych doświadczeniu, że każdy ma Boga w
    > sobie. Ten boski pierwiastek to sumienie, intuicja, miłość, nadzieja.

    Ale na boga, po co to Bogiem nazywać??? I jeszcze udawać, że stworzyło to świat.
    Do sumienia, intuicji i nadziei podchodzę bardzo nieufnie, wolę rozsądek i tyle
    intelektu, ile z mego kiepskiego, depresjami podziurawionego łba da się
    wycisnąć. Czym jest miłość, to tylko Mask wie, ja już słyszałem tyle nazywanych
    w ten sposób rzeczy. Mówiąc o Bogu, jakimkolwiek, ma się na myśli odrębną
    istotę, świadomą siebie, nie tylko pochodzące z gnostycyzmu fragmenty w każdym z
    nas. Wiem, że taka istota nie istnieje, a gdybym się nawet mylił, wolę się
    mylić, bo nie byłaby mi ona sympatyczna, za dużo widziałem.
    --
    "Och, nigdy nie wątp w człeka prawego i szlachetnego. Taki zawsze coś spieprzy.
    Oczywiście wszystko w imię większego dobra."
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • kefirka.de 21.08.10, 01:32
    >Ale na boga, po co to Bogiem nazywać??? I jeszcze udawać, że >stworzyło to świat
    A dlaczego nie nazywać Bogiem, Jahwe, Allachem...? Tacy co zaczynają odkopywać
    swoją duchowość czasem nazywają go Siłą Wyższą, ja nazywałam przez jakiś czas
    Prezesem, na tamten czas nie umiałam zdobyć się na nic innego. Nazwane jest
    łatwiejsze do zidentyfikowania, jeśli się oczywiście szukać chce. Ty nie chcesz
    i git, masz prawo.W związku z tym nazwa Ci nie jest potrzebna.
    Co do "stworzenia" świata to myślę, że wiesz na ten temat tyle co nic. Ja
    zresztą też. Toteż nie będę się mądrzyć.
    >Do sumienia, intuicji i nadziei podchodzę bardzo nieufnie, wolę rozsądek i tyle
    > intelektu, ile z mego kiepskiego, depresjami podziurawionego łba da się
    > wycisnąć
    Inteligencji to dostałeś niezły zasób. Tyle, że właśnie intelektualizowanie
    zawsze i wszędzie jest do dupy. Jeżeli świat odbierasz tylko za pomocą intelektu
    to chyba robotem jesteś Dolorku? Ja jednak wcale w to nie wierzę. Roboty nie
    mają depresji.
    >Czym jest miłość, to tylko Mask wie, ja już słyszałem tyle nazywanych
    > w ten sposób rzeczy.
    No żesz znowu: słuchem, okiem i rozumem. Nie wierzę, że nigdy nie kochałeś
    nikogo i niczego. Musiałeś kochać, stąd musisz wiedzieć co to miłość bez żadnego
    maskowego tłumaczenia. Z całym szacunkiem dla Maska oczywiście.
    >Wiem, że taka istota nie istnieje, a gdybym się nawet mylił, wolę się
    > mylić, bo nie byłaby mi ona sympatyczna, za dużo widziałem.

    Wiesz, buntujemy się na poziomie przedszkolaka, co ciepłej czapeczki w zimie nie
    założy bo go gryzie. Co my wiemy? Niewiele. Nasz mały rozumek nie jest w stanie
    pojąć dlaczego i po co. Parę razy się przekonałam na takim niziutkim, moim
    prywatnym poziomie, że zło ważne i potrzebne było dla czegoś ważniejszego, choć
    za to zło Boga wcześniej zbluzgałam.
    Uwielbiałam słuchać pewnej dziewczyny, która tłumaczyła mi łopatologicznie różne
    sprawy trudne do ogarnięcia.I tak gdy się buntowałam, że coś się nie tak
    zadziało, mówiła: jesteśmy wszyscy malutkimi niteczkami, które splatają się w
    olbrzymi dywan. Z naszej perspektywy nie wiemy dlaczego tak a nie inaczej się
    plecie. Jednak wszystko jest po coś. Z perspektywy tkacza dywan ma określony
    wzór. Nam pozostaje ufać, że to co się dzieje, ma głębsze znaczenie.
  • dolor 21.08.10, 02:05
    kefirka.de napisała:

    > A dlaczego nie nazywać Bogiem, Jahwe, Allachem...? Tacy co zaczynają odkopywać
    > swoją duchowość czasem nazywają go Siłą Wyższą, ja nazywałam przez jakiś czas
    > Prezesem, na tamten czas nie umiałam zdobyć się na nic innego. Nazwane jest
    > łatwiejsze do zidentyfikowania, jeśli się oczywiście szukać chce. Ty nie chcesz
    > i git, masz prawo.W związku z tym nazwa Ci nie jest potrzebna.
    > Co do "stworzenia" świata to myślę, że wiesz na ten temat tyle co nic. Ja
    > zresztą też. Toteż nie będę się mądrzyć.

    Bo nazwa ma służyć rozpoznaniu, z czym mamy do czynienia? Jahwe to nie Allah ani
    prezes. Różnią się od siebie wyraźnie, jak różnią się od powiedzmy komputera czy
    pioruna. A o stworzeniu świata wiem dużo więcej, niż o bogach. Wiem chociażby,
    że świat istnieje. I że bogiem wyjaśnić się jego powstania logicznie nie da, jak
    i nie da się wyjaśnić powstania boga (chyba, że jest tylko ludzkim wymysłem,
    więc jest nim).

    > Inteligencji to dostałeś niezły zasób. Tyle, że właśnie intelektualizowanie
    > zawsze i wszędzie jest do dupy. Jeżeli świat odbierasz tylko za pomocą intelekt
    > u
    > to chyba robotem jesteś Dolorku? Ja jednak wcale w to nie wierzę. Roboty nie
    > mają depresji.

    Roboty są dziełem ludzkiego intelektu, ale same go jeszcze nie posiadają, są
    bezmyślne, posiadają jedynie zaprogramowaną intuicję, jak zareagować na bodziec
    nie analizując go. A depresji już nie mam, mogę nawet powiedzieć, że zaufanie do
    intelektu, a nie przeczuć, emocji, intuicji i lęków, zwłaszcza przed bogami i
    diabłami, stan ten pomaga mi utrzymać.

    > No żesz znowu: słuchem, okiem i rozumem. Nie wierzę, że nigdy nie kochałeś
    > nikogo i niczego. Musiałeś kochać, stąd musisz wiedzieć co to miłość bez żadneg
    > o
    > maskowego tłumaczenia. Z całym szacunkiem dla Maska oczywiście.

    No jasne, kobiety, wino, śpiew, w dalekiej przeszłości zwierzęta (ale potem
    wyeliminowałem je z diety). Bardzo wiele rzeczy się miłością nazywa i bardzo
    wiele usprawiedliwia. Ale inaczej kocha się jednak kobietę, a inaczej naleśniki,
    ludzkość, literaturę, życie czy boga, prawda? I wszystko to miłość?

    > Wiesz, buntujemy się na poziomie przedszkolaka, co ciepłej czapeczki w zimie ni
    > e
    > założy bo go gryzie. Co my wiemy? Niewiele. Nasz mały rozumek nie jest w stanie
    > pojąć dlaczego i po co. Parę razy się przekonałam na takim niziutkim, moim
    > prywatnym poziomie, że zło ważne i potrzebne było dla czegoś ważniejszego, choć
    > za to zło Boga wcześniej zbluzgałam.
    > Uwielbiałam słuchać pewnej dziewczyny, która tłumaczyła mi łopatologicznie różn
    > e
    > sprawy trudne do ogarnięcia.I tak gdy się buntowałam, że coś się nie tak
    > zadziało, mówiła: jesteśmy wszyscy malutkimi niteczkami, które splatają się w
    > olbrzymi dywan. Z naszej perspektywy nie wiemy dlaczego tak a nie inaczej się
    > plecie. Jednak wszystko jest po coś. Z perspektywy tkacza dywan ma określony
    > wzór. Nam pozostaje ufać, że to co się dzieje, ma głębsze znaczenie.

    A czy to właśnie nie jest tym zachowaniem przedszkolaka? To co, że nie ma
    dowodów, Mikołaj i tak do mnie przyjdzie, bo Mikołaj jest dobry, a inaczej
    wszystko by było bez sensu. Nie musimy ufać. Możemy myśleć. Kiedyś "niepojęte"
    było dla nas wiele z tych rzeczy, które teraz są oczywiste (już nie tłumaczymy
    ich interwencją nadprzyrodzoną, szukamy wirusów czy elektronów). Efekty myślenia
    są wielokrotnie bardziej pożyteczne dla świata i dla nas samych. Bo jeśli
    niewiedzą się mamy przerzucać, to faktycznie, o bogach wiemy najmniej, choć
    gadamy najwięcej. Więc najlepsze, co można, to dać sobie z nimi spokój. Nawet
    jeśli któryś istnieje, a nie istnieje żaden.
    --
    "Och, nigdy nie wątp w człeka prawego i szlachetnego. Taki zawsze coś spieprzy.
    Oczywiście wszystko w imię większego dobra."
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • dolor 21.08.10, 02:16
    Tak mi przyszło do głowy, że z tą religijną miłością i dobrocią jest trochę jak
    z krzesłem elektrycznym, albo jak z tą miłosierną modlitwą: "Jeśli to konieczne,
    ześlij nawet jakieś cierpienie lub niepowodzenie, celem
    opamiętania i położenia kresu jego grzesznemu postępowaniu." Nic dobrego z
    takiego dobra i miłości nie wynika.
    --
    Po raz pierwszy spojrzał wprost na nią; jego oczy zwęziły się, a twarz odprężyła
    do tego samego półuśmiechu, który widniał na jej twarzy, sugerując wyraz
    oznaczający, że oboje czują się dobrze w swoim towarzystwie: wyraz pogardy.
  • lucyna_n 21.08.10, 12:47
    w filmie "Dom", doskonałym zresztą, jedna z bohaterek mówi "Bozia umarła w
    obozach koncentracyjnych" i przyznam szczerze że ten tekst do mnie trafia. Nie
    rozumiem tego przekonania że skoro wyzdrowialam to Bozia to sprawiła, a jak
    pesymistycznie nastawieni ludzie poumierali w mękach to ludzie to sprawili a
    Bozia jakoś nie miała mocy im przeszkodzić. To jest tak nielogiczne i generalnie
    absurdalne że nie sposób w to wierzyć mając więcej niż 4 latka.
    Ostatnio przeraził mnei mój ulubiony siostrzeniec, w przedszkolu mają jak
    wiadomo religię i dziecko nie umie zaśpiewać żadnej piosenki o wiośnie, o
    wakacjach, o zwierzątkach, nawet sławngo hymnu przedszkolaka, za to umie około
    tuzina pieśni religijnych, ale to jeszcze nie w tym rzecz. Śpiewa w kołko jedną
    piosenkę w której jest takie zdanie że gdy Jezus był mały to nie prożnował,
    nosił wodę itd. Dziecko przesłyszało się i śpiewa "kosił wodę", każda próba
    sprostowania tego tekstu powoduje że mały mówi "Bóg wszytsko może więc może też
    kosić wodę" i dawaj z tym "kosił wodę, rąbał drzewo" i koniec tematu, zero
    dyskusji, to się nazywa rząd dusz.

    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • dolor 21.08.10, 13:17
    Świetne, będzie teologiem albo i papieżem, w końcu tak powstaje egzegeza.
    Te wszystkie teksty, bóg jest wszystko jedno jak nazwany, dobry, ale nie
    zrozumiemy go (a może dobrze rozumiemy, jest zły, tylko nie chcemy w to
    uwierzyć, bo nam to niewygodne, jak udowodnić, że tak nie jest?), cząstka w
    każdym, większość wierzących i kapłanów się myli, ja wiem lepiej bo mam
    intuicję, no dobry jest tak jak ja pojmuję dobro, bo tylko tak mi przyjemnie
    myśleć, mdłe to i kompletnie nic nie znaczy. Trochę jak mistycy wschodu, na
    każde trudne pytanie odpowiadali jakimś paradoksem, bełkotem lub zgoła siedzieli
    po turecku uśmiechając się tylko i świadczyło to o ich wielkiej mądrości. I tak
    cywilizacja, która wyprzedzała naszą, stała się siedliskiem zacofanych,
    głodujących biedaków.
    --
    Po raz pierwszy spojrzał wprost na nią; jego oczy zwęziły się, a twarz odprężyła
    do tego samego półuśmiechu, który widniał na jej twarzy, sugerując wyraz
    oznaczający, że oboje czują się dobrze w swoim towarzystwie: wyraz pogardy.
  • lucyna_n 21.08.10, 14:27
    bo mądrość mędrcow wchodu polegała na tym że oni wiedzieli jak zrobić żeby im
    samym było dobrze, a od reszty ktorej zmienić ne umieli skutecznie się odciąć. I
    nie jest to moje wyzłośliwianie się tylko wniosek po wysłuchaniu wypowiedzi
    "świętego męża". Odrzucają świat zewnętrzny jako przeszkadzający im, nie zajmują
    się jego problemami, skupiają się na doskonaleniu swojego życia obecnego w celu
    jeszcze lepszego życia przyszłego, innymi słowy idealny egoizm. Natomiast
    świątynie są bardzo sprawnie działającymi przedsiębiorstwami zarabiającymi i
    gromadzącymi spore fundusze, i to jest uniwersalne i wspólne dla wschodniej i
    zachodniej kultury.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • dolor 21.08.10, 14:57
    No tak, zaświatowcy doprowadzili starą metodę oszustwa do perfekcji. Sprzedają
    wspaniałą nagrodę, ale obejrzeć i odebrać ją będzie można dopiero po śmierci.
    Jednocześnie żeby ją uzyskać, nie wystarczy zapłacić (bóg zapłać), trzeba
    jeszcze być posłuszny kodeksowi tak skonstruowanemu, że nie sposób go
    przestrzegać. Aż dziwne, że nigdzie się jeszcze nie spotkałem z restrykcjami
    dotyczącymi ograniczenia oddychanie w pewne dni. A skoro już kodeksu nie
    przestrzegasz, to nie wystarczy, że nie dostaniesz nagrody. Spotka cię
    straszliwa kara, taka że ojojoj, też dopiero po śmierci zobaczysz jaka straszna
    (ale jak złamiesz nogę albo dostaniesz białaczki, to zawsze można powiedzieć, że
    to już zaliczka), żeby ci się nie wydawało, że to teraz, przez nich masz
    przechlapane. Żeby jej uniknąć trzeba jeszcze więcej płacić, bardziej się kajać
    i być posłuszniejszym. A życie tu i teraz to marność nad marnościami, płacz i
    zgrzytanie zębów.

    I tylko pytanie, skąd tyle cierpienia na świecie? Tak, to nie bóg, to człowiek.
    Także ten, który na to przyzwala.
    --
    "Niektóre błędy są jednocześnie proste i ogromne. Najgorsze błędy, jakie
    zdarzyło mi się popełniać, wynikały z poczciwego optymizmu" (Baxter)
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • lucyna_n 21.08.10, 15:30
    ano właśnie, niemoźność wypełnienia zaleceń w zwyklym życiu jest dość
    zniechęcająca, naprawdę się nie da, całe dzieciństwo mi tym zrąbali bo ja się
    bardzo starałam, a i tak wiecznei się tego piekła bałam bo zawsze coś tam było
    nie tak, a to pierwszego piątku człowiek nie zaliczył, a tojakiejś mszy z powodu
    święta w środku tygodnia, a to modlitw nie odprawił. Ja ciągle sie balam tego że
    nie postępuję zgodnie z regułami i uważałam że dlatego w moim życiu jest tyle
    kar bo ja jestem niedobra i należy mi się surowa kara, ot choćby za lenistwo, bo
    nie poświęcam calego dnia na naukę i pomoc rodzicom (z perspektywy czasu uważam
    się wręcz za wyrobnicę w domu moich rodziców, wyręczałam ich we wszystkim,
    łęcznie z całodobową opieką nad wcześniakiem i gotowaniem dwudaniowych obiadów z
    deserem na godzinę punkt 3,15 w wielu lat 10) I nie butowałam się , bo w
    kościółku mówili że to nieładnie, co więcej od dziecka miałam ataki paniki w
    kościele, mdlałam, słabłam ale chodzilam regularnie cierpiąc męki bo nei wolno
    wyjść w środku mszy bo się nie liczy i grzech śmiertelny.
    Religia w wykonaniu katolickiej polski to prawdziwe zniewolenie umysłu i męka.
    Żadnej pociechy religia mi nie dała, nigdy, żadnej.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • kefirka.de 22.08.10, 08:53
    O różnych rzeczach dyskusja. Nie da się w niej pionu utrzymać.
  • dolor 24.08.10, 09:32
    kefirka.de napisała:

    > O różnych rzeczach dyskusja. Nie da się w niej pionu utrzymać.

    O przyczynach i skutkach, drzewach i owocach, niczym więcej.
    --
    "Och, nigdy nie wątp w człeka prawego i szlachetnego. Taki zawsze coś spieprzy.
    Oczywiście wszystko w imię większego dobra."
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • mskaiq 22.08.10, 13:17
    Religia to jeden ze sposobow opisywania przez czlowieka czego
    nie daje sie zrozumiec, czego nie jest w stanie wyjasnic nauka.
    Jest wiele sposobow opisywania Boga, decyduje o nich ludzka
    swiadomosc, rozwoj czlowieka.
    Dla jednych Bog jest miloscia a dla drugich karze i wytyka. Dla
    innych jest milosierny a dla drugich niemilosierny.
    Dla jeszcze innych nie ma Boga a jest solar angel.
    Sa tacy ktorzy uwazaja ze cale zlo na swiecie pochodzi od
    Boga i tacy ktorzy uwazaja ze zlo tworzy czlowiek a sa rowniez
    tacy co uwazaja ze zlo tworzy evil spirits.

    A milosc to cos innego niz strach, zlosc, zawisc, zal, itp.
    To jest cos co potrafi wybaczyc, przyniesc usmiech, ulge,
    pocieszenie, sens, nadzieje.
    Dzieki niej moge zasypiac, nie boje sie jutra, swiata, smierci
    widze piekno, chce rozmawiac z ludzmi i nie boje sie ich.
    Serdeczne pozdrowienia.





    Serdeczne pozdrowienia.
  • dolor 24.08.10, 09:45
    mskaiq napisał:

    > Religia to jeden ze sposobow opisywania przez czlowieka czego
    > nie daje sie zrozumiec, czego nie jest w stanie wyjasnic nauka.

    Czyli zamiast poszukać odpowiedzi, czym jest piorun, wygodniej leniwemu umysłowi
    ze strachem wyrzec: to bóg, to kara boska, to symbol jego potęgi. Słuszne
    spostrzeżenie.

    > Jest wiele sposobow opisywania Boga, decyduje o nich ludzka
    > swiadomosc, rozwoj czlowieka.
    > Dla jednych Bog jest miloscia a dla drugich karze i wytyka. Dla
    > innych jest milosierny a dla drugich niemilosierny.
    > Dla jeszcze innych nie ma Boga a jest solar angel.
    > Sa tacy ktorzy uwazaja ze cale zlo na swiecie pochodzi od
    > Boga i tacy ktorzy uwazaja ze zlo tworzy czlowiek a sa rowniez
    > tacy co uwazaja ze zlo tworzy evil spirits.

    Coś, czego nie ma, można sobie wyobrażać na nieskończenie wiele sposobów.
    >
    > A milosc to cos innego niz strach, zlosc, zawisc, zal, itp.
    > To jest cos co potrafi wybaczyc, przyniesc usmiech, ulge,
    > pocieszenie, sens, nadzieje.
    > Dzieki niej moge zasypiac, nie boje sie jutra, swiata, smierci
    > widze piekno, chce rozmawiac z ludzmi i nie boje sie ich.

    Hm, miłość to alkohol???
    Źle, gdy wyjaśniając, czym jest dane pojęcie, mamy do dyspozycji tylko
    zaprzeczenia (jest czymś innym niż strach, złość, drzemka i karabin maszynowy) i
    odpowiedzi typu "to jest takie coś, co jak jesteś smutny, to się robisz wesoły".
    To nadal nic nie wyjaśnia, więcej mówi co najwyżej o Tobie, niż o samej miłości.

    --
    Po raz pierwszy spojrzał wprost na nią; jego oczy zwęziły się, a twarz odprężyła
    do tego samego półuśmiechu, który widniał na jej twarzy, sugerując wyraz
    oznaczający, że oboje czują się dobrze w swoim towarzystwie: wyraz pogardy.
  • mskaiq 24.08.10, 11:05
    Nauka udowodnila sobie ze nie mozna udowodnic istnienia i
    nieistnienia Boga, wiec mysle ze nie chodzi tutaj o wygode
    umyslu.
    Mozesz wierzyc ze Boga nie ma albo wierzyc ze On istnieje
    ale w obu wypadkach to tylko wiara.

    Czegos czego nie ma nie mozna wyobrazac sobie wcale. Na
    nieskonczenie wiele sposobow mozemy wyobrazac sobie cos co
    istnieje i czego nie rozumiemy.
    To jaki jest Bog zalezy od rozwoju czlowieka, jesli w czlowieku
    dominuje strach, msciwosc, zlosc to Bog wlasnie ma takie cechy.
    Jesli milosc to Bog jest miloscia.
    To nasz rozwoj decyduje o tym jak sie widzi Boga. Na samym
    wierzcholku rozwoju widzi sie Go tak jak widzial go Jezus,
    a nawet ma sie z nim kontakt.

    Kiedy czlowiek nie zna milosci, albo zna ja bardzo malo
    to dobrym sposobem jej wyjasniania jest pokazywanie
    przeciwienstw ktore czlowiek zna dobrze.
    Strach, zlosc, zal to przeciwienstwa milosci. Nigdy milosc nie
    wystepuje razem z nimi tak samo jak one nie wystepuja one z
    miloscia.
    Serdeczne pozdrowienia.
    Strach, zal,

    sposobow.
    Nie mozna
  • mskaiq 24.08.10, 11:31
    Dziekuje Wszystkim za dobre slowa i dodawanie otuchy. Czuje sie
    znakomicie, chociaz byly takie momenty kiedy nie wygladalo to
    dobrze, stan przez jakis czas byl prawie fatalny.
    Udalo mi sie go przetrwac. Moglem sie znalesc w szpitalu ale
    trafiłem na bardzo mądrego lekarza, ktory uwazal ze szpital
    to najgorsze rozwiazanie, ze im bardziej bede aktywny, tym
    lepsze bede mial szanse.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • dolor 24.08.10, 13:04
    mskaiq napisał:

    > Nauka udowodnila sobie ze nie mozna udowodnic istnienia i
    > nieistnienia Boga (...)
    > Czegos czego nie ma nie mozna wyobrazac sobie wcale. Na
    > nieskonczenie wiele sposobow mozemy wyobrazac sobie cos co
    > istnieje i czego nie rozumiemy.

    Mylisz się:
    pl.wikipedia.org/wiki/Czajniczek_Russella
    --
    "Niektóre błędy są jednocześnie proste i ogromne. Najgorsze błędy, jakie
    zdarzyło mi się popełniać, wynikały z poczciwego optymizmu" (Baxter)
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • mskaiq 25.08.10, 13:23
    Czy myslisz ze czajniczek chocby to byl nawet czajniczek Rusella
    jest dowdem na to ze nie ma Boga ?
    Serdeczne pozdrowienia.
  • dolor 25.08.10, 13:33
    Czy potrafisz udowodnić, że go nie ma? Czy ktokolwiek to potrafi? Czy zatem
    przyznasz, ze czajniczek Russella istnieje? Jeśli nie, to na jakiej podstawie
    stwierdzisz, że on nie istnieje?
    --
    "Znaleźć sprzeczność, to przyznać się do błędu w myśleniu; pozostać przy niej,
    to wyrzec się umysłu i opuścić domenę rzeczywistości"
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • dolor 25.08.10, 13:37
    > Czegos czego nie ma nie mozna wyobrazac sobie wcale. Na
    > nieskonczenie wiele sposobow mozemy wyobrazac sobie cos co
    > istnieje i czego nie rozumiemy.

    Czy zatem czajniczek Russella, Latający Potwór Spaghetti, Niewidzialny, Różowy
    Jednorożec, istnieją, tylko ich nie rozumiemy? Czy też Twoje rozumowanie jest
    obarczone błędem?
    --
    "Niektóre błędy są jednocześnie proste i ogromne. Najgorsze błędy, jakie
    zdarzyło mi się popełniać, wynikały z poczciwego optymizmu" (Baxter)
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • mskaiq 27.08.10, 14:04
    Nie twierdze ze czajniczka Rusella nie ma czy jest bo to
    nie ma zadnego znaczenia. Twierdze ze nie jest on dowodem na
    istnienie Boga albo na Jego nie istnienie.
    Czajniczek jest zwykla spekulacja. Pojecie Boga pojawilo sie
    w wielu cywilizacjach niezaleznie. Swiadomosc Boga pojawia sie
    niezaleznie od religii u setek tysiecy ludzi jesli nie milionow.
    Ta niezalezna od religii swiadomosc pojawila sie na podstawie
    szcztowych przezyc czlowieka.
    Czajniczek zas pojwil sie tylko Russella.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • dolor 27.08.10, 14:45
    mskaiq napisał:

    > Nie twierdze ze czajniczka Rusella nie ma czy jest bo to
    > nie ma zadnego znaczenia.

    ma takie samo znaczenie jak istnienie Boga.

    > Twierdze ze nie jest on dowodem na
    > istnienie Boga albo na Jego nie istnienie.

    A ja twierdzę, że to istnienie należy udowodnić. Nie szuka się dowodu na
    nieistnienie czegoś, co nie wiadomo jak wygląda, a co znajduje się gdziekolwiek.
    Jedyne, co odnaleziono, to struktury w mózgu, które mogą dawać niektórym
    wrażenie obecności istot nadprzyrodzonych.

    > Czajniczek jest zwykla spekulacja.

    Bóg także.

    Pojecie Boga pojawilo sie
    > w wielu cywilizacjach niezaleznie.

    Zupełnie różnych, niepodobnych do siebie bogów, w różnej liczbie, różnie
    wyobrażanych, mających odmienne wymagania. Zjawiska nadprzyrodzone zastępowały
    naukę. Wiara, że piorun jest takim zjawiskiem, pojawiła się w wielu
    cywilizacjach niezależnie.

    Swiadomosc Boga pojawia sie
    > niezaleznie od religii u setek tysiecy ludzi jesli nie milionow.

    Świadomość różnych bogów. Pojawia się także przy padaczce i stymulacji płatów
    skroniowych.

    > Ta niezalezna od religii swiadomosc pojawila sie na podstawie
    > szcztowych przezyc czlowieka.

    co to są szczytowe przeżycia? Epilepsja?

    > Czajniczek zas pojwil sie tylko Russella.
    > Serdeczne pozdrowienia.

    O, pojawił się też Potwór Spaghetti, Różowy Jednorożec, Ufoludki.
    Ich istnienie jest równie niemożliwe do zanegowania. Mimo, że nie istnieją. Jak
    bogowie. I mimo, że jak bogów, można ich sobie wyobrażać na nieskończenie wiele
    sposobów, dodawać nowych, nazywać wszystkie jednością. Był bóg-piorun, bóg-morze
    bóg-wąż. bóg-cokolwiekcięprzestraszainieumiesztegozrozumieć. Bogowie ci łączyli
    się i dzielili oraz przeżywali różne, ciekawe przygody. Grecy mieli świetny
    panteon i też nie podobał im się ateizm.
    Demony i skrzaty, czary i uroki są równie rzeczywiste i powszechne w historii
    różnych cywilizacji.
    --
    Zawieszając własny sąd, negujecie istnienie własnej osoby. Gdy człowiek mówi:
    „Kimże ja jestem, by wiedzieć?", mówi: „Kimże jestem, by żyć?".
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • dolor 27.08.10, 15:16
    Oczywiście jeśli przyjąć aktywność płatów czołowych za Boga, Kefirka ma rację,
    jest on w każdym człowieku, różnie aktywny, a aktywność ta jest różnie
    przetwarzana przez świadomość. Ja istnienia jakichkolwiek istot nadprzyrodzonych
    nie odczuwam, nigdy też nie miałem omamów czy halucynacji, wiele osób miało.
    jednak taki mózgowy bóg będzie miał wpływ na rzeczywistość jedynie za
    pośrednictwem człowieka. Nie stworzy świata, nie przyniesie nagrody lub kary PO
    śmierci, nie ześle plagi szarańczy, wyrżnąć heretyków lub zesłać głód już jednak
    będzie potrafił.

    W takim wypadku pozostaje jedno: zdefiniuj, czym jest bóg. Dopiero wtedy oczekuj
    od nauki dowodów. Chyba, że zanim nauka ma udowodnić, że tego nie ma, sama ma
    zdefiniować, czego nieistnienia udowadnia? Można udowodnić bowiem, że piorun nie
    jest bogiem, choć ludzie byli przekonani, że jest.
    --
    człowiek powinien dać racjonalną odpowiedź tym, których ona obchodzi i którzy
    czynią wysiłek w celu jej poznania. Ci, którzy wysilają się, by mnie nie
    zrozumieć, nie obchodzą mnie.
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • dolor 27.08.10, 15:34
    jeszcze jedno, w moim poście:

    mskaiq napisał:

    > Nauka udowodnila sobie ze nie mozna udowodnic istnienia i
    > nieistnienia Boga (...)
    > Czegos czego nie ma nie mozna wyobrazac sobie wcale. Na
    > nieskonczenie wiele sposobow mozemy wyobrazac sobie cos co
    > istnieje i czego nie rozumiemy.

    Mylisz się:
    pl.wikipedia.org/wiki/Czajniczek_Russella

    "mylisz się" odnosiło się głównie do niemożności wyobrażenia sobie czegoś, czego
    nie ma, na nieskończoną ilość sposobów. To tego miał dowieść czajniczek
    Russella. Co zaś do udowodnienia przez naukę, że nie można udowodnić
    nieistnienia, znaczy to tylko tyle: nauka nie jest w stanie udowodnić
    nieistnienia każdej wymyślonej według pewnego schematu, a nieistniejącej rzeczy.
    --
    Zawieszając własny sąd, negujecie istnienie własnej osoby. Gdy człowiek mówi:
    „Kimże ja jestem, by wiedzieć?", mówi: „Kimże jestem, by żyć?".
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • mskaiq 27.08.10, 15:37
    No to przedstaw dowod ze czajniczek Rusella ma takie same
    znaczenie jak istnienie Boga.
    Oczywiscie dowod naukowy a nie zapewnienie ze tak jest.

    > Jedyne, co odnaleziono, to struktury w mózgu, które mogą dawać
    > niektórym wrażenie obecności istot nadprzyrodzonych.
    Jesli mozesz podaj link do pracy naukowej ktora udawadnia ze sa
    struktury ktore wywoluja wrazenie obecnosci istot
    nadprzyrodzonych.

    > Świadomość różnych bogów. Pojawia się także przy padaczce i
    > stymulacji płatów skroniowych.
    Jesli mozesz przedstaw na to dowod ze wszystkie osoby ktore
    maja albo mialy swiadomosc Boga mialy padaczke albo stymulacje
    platow skroniowych.
    Serdeczne pozdrowienia.



  • dolor 27.08.10, 17:29
    mskaiq napisał:

    > No to przedstaw dowod ze czajniczek Rusella ma takie same
    > znaczenie jak istnienie Boga.
    > Oczywiscie dowod naukowy a nie zapewnienie ze tak jest.

    :) oczywiście, zrobię to tuż po tym, jak spróbujesz przedstawić mi naukowy
    dowód, że takiego znaczenia nie ma.

    > Jesli mozesz podaj link do pracy naukowej ktora udawadnia ze sa
    > struktury ktore wywoluja wrazenie obecnosci istot
    > nadprzyrodzonyc

    Poszukaj sobie choćby Persingera i neuroteologów. Wiekszość tekstów źródłowych w
    necie jest płatna.

    > Jesli mozesz przedstaw na to dowod ze wszystkie osoby ktore
    > maja albo mialy swiadomosc Boga mialy padaczke albo stymulacje
    > platow skroniowych.

    :) oczywiście, przyprowadź mi wszystkie osoby, a ja to udowodnię. Padaczka
    skroniowa wywołuje szczególnie silne odczucia religijne. Co nie oznacza, że
    każda zwiększona aktywność jest padaczką. Poczucie obecności boga ludzie
    potrafili też osiągnąć majstrując przy mózgu z pomocą postów, biczowań,
    medytacji, rytmicznego powtarzania pewnych sylab, tańców czy halucynogennych
    mikstur szamanów. Faktem jest, że wiemy jak wywołać takie reakcje u niektórych
    osób. Nawet jeśli nie u każdego (Ponad połowa ludzi nigdy niczego takiego nie
    odczuwała, najwyraźniej bóg nie był nimi zainteresowany). Istnieje zresztą gen
    predysponujący do mistycznych odczuć. Dla reszty - wystarczy zasada opisana w
    baśni o nowych szatach cesarza, strach przed przyznaniem, że nie widzimy czegoś,
    o czym autorytety i otoczenie mówi nam, że istnieje i jest takie wspaniałe,
    sprawia, że robimy wszystko, aby w to uwierzyć. Nawet i tu - nie każdy
    oczywiście. Ze mną ani żaden bóg, ani żaden czajniczek się w każdym razie nie
    kontaktował. Nie spotkałem nawet ufo.
    --
    człowiek powinien dać racjonalną odpowiedź tym, których ona obchodzi i którzy
    czynią wysiłek w celu jej poznania. Ci, którzy wysilają się, by mnie nie
    zrozumieć, nie obchodzą mnie.
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • mskaiq 28.08.10, 02:34
    No coz nie przedstawiles zadnych dowodow. Zaprzeczasz
    pryncypiom ktorych uzywasz, zaprzeczasz nauce ktorej
    uzywasz na poparcie wlasnych wierzen.
    Nauka nie moze udowodnic ze czegos nie ma, wiec nie moze
    twierdzic ze nie ma Boga czy nawet czajniczka jesli ktos
    tak twierdzi.
    > Poszukaj sobie choćby Persingera i neuroteologów.
    Chelm Persingera to przrzad do wywolywania halucynacji,
    nie dowodzi on ze nie istnienje Bog. Dowodzi ze u
    niektorych ludzi mozna wywolac halucynacje pod wplywem
    cewki magnetycznej ale tez nie u wszystkich.
    Nie udowodnisz nie istnienia Boga, czy nie istnienia
    czegokolwiek innego bo jest to niemozliwe, przeczysz
    podstawom nauki.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • dolor 28.08.10, 09:20
    :))) Rozśmieszasz mnie coraz bardziej, właśnie udowodniłeś tezę, której nie
    stawiałem, to tylko Ty, mój drogi, napisałeś: "Nauka udowodnila sobie ze nie
    mozna udowodnic istnienia i
    nieistnienia Boga, wiec mysle ze nie chodzi tutaj o wygode
    umyslu.", ależ nie, tego także nie udowodniła. Brakuje nam tylko definicji boga,
    podasz ją wreszcie?
    Jak Twoim zdaniem wygląda dowód? Jeśli wejdziesz na 20 piętro drapacza chmur i
    skoczysz, nic Ci się nie stanie? A potrafisz to naukowo dowieść? Nie? nauka nie
    udoodniła, że spadający Mask się roztrzaskuje? No to jest to tylko kwestia
    wiary, jeśli będziesz wierzył, że nic ci się nie stanie, tak będzie, śmiało więc
    skacz.
    Popełniasz kilka zasadniczych błędów, o których piszę, że to wygoda leniwego
    umysłu. Po raz kolejny proszę: zdefiniuj boga. Nie pisz, czym nie jest, podaj
    definicję. Podaj też dowód. Zasada, te pryncypia, o których wspominasz, głoszą:
    ciężar dowodu leży po stronie tego, kto twierdzi, że coś jest. Zadaniem "nauki"
    jest potem jedynie potwierdzić lub zaprzeczyć temu, że dowód jest prawdziwy.
    Unikanie tego to doszukiwanie się boga tam, gdzie go nie ma, dla wygody
    niemyślenia. Każdy z Twoich pośrednich argumentów na rzecz jego istnienia da się
    obalić. Nie masz nic na ich potwierdzenie, oprócz własnego przekonania. I
    odwracasz kota ogonem głosząc: nie wierzyć mnie, nie wierzyć w nieudowadnionego
    boga, to tylko kwestia wiary, nie wiedzy. I tylko boga to tyczy, bo że wszystko,
    co wymyslone, można głosić na tych samych zasadach, to BEZ ZNACZENIA, ja swoje
    udowodniłem. Niczego nie udowodnileś. Potrafisz udowodnić, że halucynacje
    schizofrenika to nie przejaw ukrytej przed innymi rzeczywistości? Naukowo?
    Wiesz, że te głosy nie są przejawem rzeczywistości innej, niż rzeczywistości
    zaburzonego umysłu? Że nie pochodzą z zewnątrz, lecz są wytwarzane przez sam
    umysł? Czy tylko w to wierzysz, a twoja wiara jest równie dobra, jak ta
    schizofrenika?
    Żeby cokolwiek dalej tu pisać, musisz się podjąć tego wysiłku, kolejny raz
    proszę: zdefiniuj boga. Opisz, w co wierzysz. dopiero gdy z tej nicości,
    nijakości, intelektualnego uniku, wyłonią się jakiekolwiek kształty, będzie
    można choć zacząć dywagacje: złudzenie to, czy obraz rzeczywistości. Nie mam
    pojęcia, jak wygląda bóg, w którego ty wierzysz, poznałem natomiast mnóstwo
    wierzeń w mnóstwo najprzeróżniejszych bóstw, z mnóstwem najprzeróżniejszych
    zasad wiary, wszystkie błędne, a odnoszę wrażenie, że grecki Zeus, słowiański
    Światowid, gnostycki Jaldabaoth, to wszystko argumenty za tym twoim, co to go
    opisać nie chcesz, mimo że te argumenty wykluczają się wzajemnie; to jedyne:
    czuję, że bóg jest (około 2/3 ludzi nie czuje, u tej 1/3 da się to wywołać, u
    cierpiących na padaczkę skroniową (także Mahomet, także św. Paweł) jest to
    nagminne),
    oraz że różne cywilizacje niezależnie od siebie wierzyły w różne, wykluczające
    się nawzajem (a czasem nawet wewnętrznie sprzeczne) istoty, które kazały im
    walczyć dla siebie i zniszczyć wszystkich, którzy wierzą w inne nadprzyrodzone
    istoty.
    Nigdy ludzie nie wierzyli w to samo, dlaczego? Czy bóg nakazujący się miłować i
    bóg nakazujący wyrżnąć każdego, kto w niego nie wierzy, także dzieci, a nawet
    zwierzęta domowe, są tym samym bogiem, argumentem potwierdzającym jego
    istnienie? Odpowiem za Ciebie: to żaden argument.
    Odpowiedz za to na pytanie: czy NEGOWANIE REALNEGO ISTNIENIA PRZEDMIOTU WIARY w
    coś niezdefiniowanego, na istnienie czego nie podano jakiegokolwiek dowodu, co
    natomiast ma wpływać na ludzkie wybory (jak - zależy, kto wierzy, bóg każe ci
    umiłować albo ukamieniować), jest tylko taką samą wiarą, jak wiara w realne
    istnienie czajniczka Russella?
    --
    Zawieszając własny sąd, negujecie istnienie własnej osoby. Gdy człowiek mówi:
    „Kimże ja jestem, by wiedzieć?", mówi: „Kimże jestem, by żyć?".
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • mskaiq 28.08.10, 16:21
    Wedlug mnie nie rozumiesz ze nie mozna udowodnic ze czegos
    nie ma, nie dotyczy to tylko Boga.
    Twoje zapewnienia ze tak nie jest przekonuja mnie. Mysle
    jednak ze na chlopski rozum mozesz udowodnic wszystko
    nawet tego co sie nie da udowodnic.
    Mozesz wtedy pisac o drapaczach chmur i skaczacym masku
    z 20 pietra i miec satysfakcje ze udowodniles w taki sposob
    nie istnienie Boga.
    Nie chce mi sie dalej analizowac tego co napisales bo nie
    zawiera to jakiegokolwiek dowodu, oprocz personalnych
    rozwazan.
    Jesli Twoim zdaniem na tym polega dowod naukowy na nie
    istnienie Boga to daruj sobie ten dowod, bo po co sie
    osmieszac.
    Podaj lepiej link do jakiekolwiek pracy naukowej ktora
    udowadnila nie istnienie Boga.
    Jesli chodzi definicje Boga to trudno ja podac, kazdy
    czlowiek ma jakies Jego wlane pojecie w ktore wierzy.
    Ty wierzysz na przyklad ze Go nie ma.
    Serdeczne pozdrowienia.

  • dolor 25.08.10, 18:29
    mskaiq napisał:

    >Mozesz wierzyc ze Boga nie ma albo wierzyc ze On istnieje
    >ale w obu wypadkach to tylko wiara.

    Jeśli dziecko ci powie, że w tej zamkniętej szafie jest potwór, a ty mu
    odpowiesz, że wcale go tam nie ma, w obu przypadkach to tylko wiara?
    --
    Zawieszając własny sąd, negujecie istnienie własnej osoby. Gdy człowiek mówi:
    „Kimże ja jestem, by wiedzieć?", mówi: „Kimże jestem, by żyć?".
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • lucyna_n 25.08.10, 19:44
    poniekąd tak, bo szafa zamknięta, nie widzisz ze 100% pewnością czy potwór tam
    jest czy nie, może jest?
    Po obejrzeniu potworów i spółka zresztą żadne dziecko już ci nie uwierzy że w
    szafach nie ma potworów, po prostu drzwi najwyraźniej nie są aktywne, ale zawsze
    mogą być i wtedy wejdzie do szafy straszak.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • dolor 25.08.10, 20:20
    I dlatego bogowie, każdy bóg czy Bóg, nie istnieją bardziej, niż ten potwór w
    zamkniętej szafie, którego to nieistnienia nauka nigdy nie dowiodła. Jedyne
    bowiem dowody to wykluczające się relacje mistyków, co do których stanu psychiki
    i uczciwości można mieć spore zastrzeżenia, a które jako pewniki wpajano nam w
    domach, szkołach i świątyniach. I stos trupów na poparcie świętości świętych
    ksiąg, bo dobrzy bogowie stworzyli doskonały świat, a całe to zło to nie ich
    wina, tak być musiało, choć oni, wszechmocni, niczego nigdy nie musieli.
    Ewentualnie jeszcze uczucie, że kawałek dobrego boga jest wszędzie, bo tak mi
    się nagle wydało, że miło by było, gdyby tak było, więc tak jest, i nie należy
    tego rozumieć, tylko akceptować.
    --
    Zawieszając własny sąd, negujecie istnienie własnej osoby. Gdy człowiek mówi:
    „Kimże ja jestem, by wiedzieć?", mówi: „Kimże jestem, by żyć?".
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • kefirka.de 26.08.10, 01:17
    Nie rozumiem czemu tak Ci zależy aby podważyć sens wiary w Boga. Po co Ci to?
    Ja wierzę, bo jak niewiernemu Tomaszowi dane mi było "włożyć palec do rany
    Chrystusa". Wdzięczna Bogu jestem za tą możliwość. Mógłby mnie przecież olać i
    utrzymywać dalej w wątpliwości.
    Co więcej,w tej sytuacji nie będę absolutnie zaprzeczała istnieniu czajniczka
    Russella, Latającego Potwora Spaghetti, Niewidzialnego, Różowego Jednorożca.
    Gdzieś czytałam wywód jakiegoś filozofa, że wszystko co wymyśli ludzki mózg,
    nawet najbardziej nieprawdopodobnego, realnie (za)istnieje. Nie pamiętam, a
    szkoda, kto tak napisał. Wrzuciłabym Ci linka. Fakt istnienia telefonu
    komórkowego, internetu oraz ciastka o nazwie Bajkowy Raj utwierdził mnie
    ostatecznie w słuszności tego twierdzenia. Co do potwora w szafie przyznaję
    rację Lucynie. Przenigdy nie dałabym sobie żadnego członka uciąć, że on w
    którejś szafie nie siedzi. Tak więc napiszę, że ww przedmioty i stwory w rodzaju
    jednorożca mogą istnieć, choć ja ich nie widziałam. Jednak ani mi w głowie
    przekonywać Ciebie o ich istnieniu bądź nieistnieniu.


  • dolor 26.08.10, 08:53
    Bo to szkodzi umysłowi, to szkodzi realizmowi. Bo krzyż podpałacowy z bandą
    szaleńców ostatecznie mnie przekonał, że "taktowne milczenie" jest tu błędem. Bo
    widzę, co ludzie w imię wiary robią, co robili i będą robić, zawsze z tymi
    samymi argumentami. Bo będą to robili tak długo, dokąd się ich nie przekona, że
    liczy się to, co realne, a nie aberracje umysłu udające dary, oszustwa mistyków
    skierowane przeciw intelektowi. Bo każdy człowiek dojrzały by to zrozumieć, jest
    mi cenny. Bo tych bogów upycha się wszędzie, gdzie człek boi się lub jest zbyt
    leniwy, by myśleć i znajduję go notorycznie, w zdaniach z zepsutymi sylogizmami.
    Bo nie da się być realistą, gdy tylko wiara rządzi się innymi prawami, jak nie
    da się być dziewicą z założeniem, że tylko w sobotnie wieczory się nie liczy. Bo
    A jest A zawsze, a przeskakiwanie od ewolucji do grzechu pierworodnego, by za
    chwilę znów w ewolucję, to się wyklucza, więc nie wolno w tym trwać, zgoda na
    to, by błądzić, by nie pójść o krok dalej, by nie wyciągnąć wniosków, by taplać
    się w sprzecznościach, jest mi wyjątkowo nieprzyjemna, to taki zgrzyt po szkle,
    to psuje ludzi, rozumy, a sprawnie działające umysły są mi potrzebne by
    rozruszać mój. Bo sam w tym myślowym bagnie trwałem i wiem, ze mi to
    zaszkodziło. Bo zgoda na potwory w szafie i brednie, że wymyślone równa się
    realne sprawia, że ten umysł się już tylko do wymyślania bajek nadaje, a jeszcze
    nikt samymi bajkami nie przeżył, nie licząc domu wariatów, gdzie też nie manna z
    nieba. Bo energia, jaką się poświęca na durne modlitwy i intelektualne
    przelewanie z pustego w próżne może być wykorzystana na coś pożytecznego dla
    człowieka. Bo ten bełkot o byciu trochę wszystkim, niemocy zrozumienia, darze i
    błędach innych, którzy też o tym samym, że to ty błądzisz, że to oni mają
    prawdziwy dar, nie da się zrozumieć, uwierzyć w to trzeba, przekształca każdą
    ścieżkę rozumu w bagno, i tam, gdzie chcę przeczytać czy usłyszeć jak wygląda
    myśl, choćbym się miał na niej pokaleczyć, znajduję tylko bagno i zamazane
    kształty. Bo logika obowiązuje zawsze i wszędzie, wyłączyć ją to zrezygnować z
    człowieczeństwa. Bo każda idea boga jest pełna nierozwiązywalnych sprzeczności,
    widać je jak na dłoni, a coś, co zawiera sprzeczności, jest bezwartościowe, a
    częściej szkodliwe. Bo wiara w czajniczek Russella usprawiedliwia wiarę w każdy
    bełkot, bo niczego wtedy nie można już powiedzieć, żeby nie spotkało się z
    nieudowadnialnym kontrargumentem, bo to język ludzi z pokojów bez klamek, bo
    każdy mąciciel umysłu, każdy potencjalny tyran na swój sposób to wykorzystuje.
    Bo w imię miłości bogów i do bogów pozostawiliśmy stosy trupów i nie był to
    przypadek, tylko nieunikniona konsekwencja. Bo religie pragną niewolników, tylko
    ich, bo kneblują umysł. Bo albo przyjmujesz wszystko, albo nic, albo zostajesz
    papieżem, letni są mdli. Bo życie jest tu i teraz, a nie w zaświatach. Bo to o
    zaświatach to jedno z gorszych kłamstw, bo jak przemienimy nasze życie w piekło
    tutaj, z nadzieją, że nam to wynagrodzą, gdy umrzemy, stracimy wszystko. Bo ten
    świat, jedyny świat, ten czas, ograniczony, jedyny, jaki mamy, jest dla nas i
    tylko rozumiejąc to możemy w jakiś wartościowy sposób go przeżyć, bo to
    szczęście jest celem, nasze szczęście, tu i teraz i je trzeba sobie wywalczyć,
    nie vanitas vanitatum, płacz i zgrzytanie zębów. Bo wiara odbiera godność
    człowiekowi, a człowiek powinien być wielki, wspaniały i wiedzieć o tym; bo
    człowiek to jego niesamowity umysł, a każda religia to pogardliwe nań
    splunięcie, każda religia odczłowiecza, bardziej niż halucynogenny narkotyk. Bo
    człowiek martwy nie jest człowiekiem, tylko trupem, człowiek śpiący jest tylko
    ciałem człowieka, a człowiek bezmyślny jest tylko zwierzęciem, gdy każda religia
    neguje lub przynajmniej wykoślawia myśl. Bo człowiek ma być wielki, dumny,
    szczęśliwy, a nie osiągnie tego na kolanach, bijąc się w pierś i powtarzając:
    moja wina. Bo to jedyny sposób, by nie pełznąć, by nie jęczeć, by się uwolnić od
    cierpienia, nie zamykając oczy, nie wyłączając umysł, który i tak nie da ci
    spokoju, będzie ci przypominał, do czego miał służyć, bo uwolnić się od
    cierpienia to nie wystarczy, bo trzeba wywalczyć sobie, nie bliźniemu, sobie,
    dumne szczęście, nie kosztem innego człowieka, nie kosztem kradzieży, ale też
    nie kosztem jałmużny, branej czy dawanej, to się osiąga myślą, kształtując swój
    charakter, moralność, szukając, błądząc, ale oceniając po owocach, a religijne
    odpowiedzi, jeśli nie są bełkotem (a cytować mógłbym z tych wątków wiele takich)
    dają najwyżej odpowiedzi równie proste, co fałszywe. Bo piorun okazał się
    wyładowaniem elektrycznym, nie bogiem, przed którym ukorzyć się należało i
    chwała człowiekowi, który pierwszy wstał z kolan żeby to udowodnić i stworzyć
    piorunochron. Bo to jego, nie boga należy czcić. Bo wiara w potwora w szafie
    prowadzi do wiary, że rozpędzony pociąg nie zrobi mi krzywdy, nie muszę schodzić
    z torów, wystarczy się przeżegnać, bo prowadzi do tego, że brawurowo prowadzone
    autobusy z pielgrzymami do miejsc świętych się rozbijają.
    Bo "błogosławieni, którzy zobaczyli, a nie uwierzyli", bo zobaczyć to za mało,
    trzeba jeszcze udowodnić, przetworzyć świadectwo zmysłów przez intelekt, dopiero
    wtedy można wyrokować, a do tego intelekt trzeba utrzymywać tak sprawnym, jak
    tylko ci się uda. Bo odbicie w lustrze istnieje, ale nie jest człowiekiem, tylko
    zniekształconym obrazem ciebie, z którego intelekt potrafi wiele się dowiedzieć,
    ale w który nie wolno wierzyć. Bo halucynacja także istnieje, i w nią też nie
    wolno wierzyć. Bo trzeba umieć odróżniać rzeczywistość od halucynacji, i umieć
    ze zniekształconych odbić wyciągać odpowiednie, weryfikowalne wnioski. Bo wiarą,
    wiarami raczej (bo choć wszystkie "nadprzyrodzone", synonim słowa oszukańcze,
    to jednak potwór w szafie różni się od Allaha), bo wiarami tymi atakuje się
    umysł bezbronny, umysł dziecka, wpajając mu sprzeczności jako normę,
    rozregulowując mózg już na początku drogi, odbierając zaufanie do rozumu,
    odbierając prawo do szczęścia z bycia sobą i zadawania pytań, na które otrzymuje
    się mądre odpowiedzi, a nie: jest bo jest,. trójca bo to największa tajemnica,
    jest dobry i wszechmocny, a zło, które stworzył, bo wszystko stworzył, to nie
    on. Bo religia w szkołach to zbrodnia przeciw ludzkości, przeciw umysłowi. Bo
    tylko odrzucając religię wygrzebaliśmy się z bagna średniowiecza. Bo muzułmańscy
    ekstremiści także otrzymali ten dar, dar prawdziwej, niezmąconej, nie
    podlegającej prawom rozsądku, wiary i wysadzając się giną szczęśliwi, pewni
    nagrody wiecznej w raju. Bo wierząc w czajniczek Russella jakże możesz odrzucić
    to, w co wierzą oni? Bo mogę tak wymieniać jeszcze i wymieniać, a naprawdę
    winienem myśleć o czymś bardziej pożytecznym niż wiara, niestety, dokąd się z
    tym nie uporamy, zawsze będziemy się o nią potykać i tracić czas.
    --
    "reszta świata osiągnęła apogeum poglądów wyznawanych przez nią od wieków:
    mistycyzmu i irracjonalizmu — które zostawiają po sobie jedynie dwa pomniki: dom
    wariatów i cmentarz."
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • lucyna_n 26.08.10, 12:13
    modlitwa zwłaszcza typu konteplacyjnego, medytacyjnego podobno bardzo dobrze
    robi mozgowi, wprowadza w stan głębokiej relaksacji.
    No i nie każdy jest taki gieroj żeby udźwignąć swoje życie samodzielinie, jednak
    dla wielu czuwanie Opatrzności jest niezbędne żeby od razu nie pójść i ze
    strachu się nie zabić czy nie zwariować.
    Ludzie mają tendencje do tworzenia kółek , grupek, towarzystw. Nikt nie chce być
    sam, wspólnota daje siłę. Żeby być samodzielnym to trzeba mieć naprawdę solidne
    stabilne centrum, pokaż mi jednego co takie ma?
    Życie jest krótkie słabe mdle, a każdą idee człowiek potrafi wypaczyć,
    zfanatyzować, popieprzyć. Debil co wszystko poprzekręca i wmowi ludziom że
    czarne jest białe zawsze się znajdzie.
    Fanatyzm religijny czy niereligijny zawsze jest fatalny w skutkach, ale z
    obserwacji historii wynika że istniał i chyba nei da się zrobić tak żeby
    przestał istnieć. jakaś naturalna skłonność w człowieku do wymyślania reguł i
    żelaznego podporządkowania się im , oraz zmuszenia do tego wszystkich innych. Ot
    choćby reakcje na wycięcie postu z forum gdzie się nie wycina, złamałeś regułe,
    złamałeś tabu, musi być kara w takiej czy innej formie. Taka to i ludzka
    wolność, kończy się tam gdzie zaczyna wolność innych, czyli bardzo mało
    przestrzeni tak naprawdę. Stawiamy płoty, dzielimy przesteń, rozgraniczamy co
    moje co twoje. Chcemy żeby nasze reguły które nam pasują były uniwersalne.
    Ludzie sobei nawzajem przeszkadzają a jednocześnie nie umieją żyć bez innych
    ludzi. Przekleństwo takie.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • dolor 26.08.10, 12:42
    "Nie mów, że boisz się zaufać umysłowi, bo tak mało wiesz. Czy bezpieczniej jest
    ufać mistykom, odrzucając własną skromną wiedzę? Żyj i działaj w jej granicach i
    do końca życia ją rozwijaj. Wykup swój umysł z lombardu autorytetów. Zaakceptuj
    fakt, że nie jesteś wszechwiedzący, ale odgrywanie zombi nie zapewni ci
    wszechwiedzy — że twój umysł jest zawodny, ale pozbycie się go nie uczyni cię
    niezawodnym — że jeden własny błąd jest bezpieczniejszy niż dziesięć prawd
    przyjętych na wiarę, bo ten pierwszy pozostawia ci środki do naprawienia go,
    ostatnie zaś niszczą w tobie zdolność odróżnienia prawdy od błędu. W miejsce
    swojego marzenia o nieskończonej automatycznej wiedzy zaakceptuj fakt, że
    człowiek zdobywa wiedzę wyłącznie własnym wysiłkiem
    — i właśnie to wyróżnia go we wszechświecie, to jest jego naturą, moralnością i
    chwałą.
    Pozbądź się tej nieograniczonej zgody na zło, polegającej na twierdzeniu, że
    człowiek jest niedoskonały. Na podstawie jakiego kryterium skazujesz go na taki
    stan? Zaakceptuj fakt, że aby być moralnym, trzeba być doskonałym. Doskonałości
    nie mierzy się jednak mistycznymi przykazaniami, nakazującymi czynić niemożliwe,
    a twojej postawy moralnej kwestiami nie podlegającymi wyborowi. Człowiek ma
    jeden podstawowy wybór: myśleć lub nie myśleć — i właśnie to jest miarą jego
    cnoty. Perfekcja moralna to niezłomna racjonalność — nie rozmiar twojej
    inteligencji, lecz pełne i bezustanne korzystanie z umysłu, nie rozmiar wiedzy,
    lecz koncepcja rozsądku jako wartości absolutnej. Naucz się dostrzegać różnicę
    między błędami a odstępstwami od moralności. Błąd nie jest skazą moralną, pod
    warunkiem, że jesteś gotów go naprawić; tylko mistyk może oceniać istoty ludzkie
    na podstawie kryterium nieosiągalnej, automatycznej wszechwiedzy. Natomiast
    odstępstwo od moralności to świadomy wybór działania, o którym wiesz, że jest
    złe, albo celowe uchylanie się od wiedzy, odwracanie wzroku i wyłączanie
    myślenia. Za to, czego nie wiesz, nie jesteś odpowiedzialny moralnie; to zaś,
    czego nie chcesz wiedzieć, jest rosnącym w twojej duszy rachunkiem hańby. Bierz
    konieczne poprawki na błędy; nie wybaczaj ani nie akceptuj żadnego odstępstwa od
    moralności. Pozwól wątpić tym, którzy dążą do wiedzy; traktuj zaś jak
    potencjalnych zabójców te okazy bezczelnego zepsucia, które wysuwają wobec
    ciebie roszczenia, głosząc, że nie mają ani nie potrzebują mieć po temu powodów,
    wystarczy, że „po prostu tak czują. — i tych kwitujących niezbity argument
    słowami: „To tylko logika., znaczącymi: „To tylko rzeczywistość.. Jedyną
    płaszczyzną przeciwną rzeczywistości jest płaszczyzna śmierci"

    Ta pani miała chyba manię, ale mądra była. A ludzi trzeba szukać, ludzie to
    umysły, jest 6 miliardów umysłów poczętych, ale tych narodzonych trochę mniej.
    Lepiej znaleźć mądrego wroga niż bezmyślnego pochlebcę, o nauczycielach wiary
    nie wspominając. Najgorsze, co możemy zrobić, to przytaknąć debilowi,
    fanatykowi, uwierzyć mu na słowo, nie sprawdzając, bezmyślnie, dla świętego
    spokoju śmierci, inne zło - przytaknąć tylko dlatego, ze ktoś z twojego kółka i
    się obrazić może, od cierpienia i tak nie uciekniesz, ale cierpienie może mieć
    przynajmniej jakieś znaczenie, czegoś nauczyć, nie tylko zmusić do coraz
    mocniejszego walenia głową w ścianę z komunikatem: moja wina, o ja grzeszny.
    Pamiętasz tego psa z eksperymentu na wyuczoną bezradność? Zbyt dobrze to znam.
    Jak to idzie, nie moja, lecz twoja wola niech się ziści?
    --
    "reszta świata osiągnęła apogeum poglądów wyznawanych przez nią od wieków:
    mistycyzmu i irracjonalizmu — które zostawiają po sobie jedynie dwa pomniki: dom
    wariatów i cmentarz."
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • lucyna_n 26.08.10, 13:34
    Ja przyznaję rację temu rozumowaniu, szukam tylko powodow dlaczego tak jest,
    mechanizmów, i realnych szans na zmianę ludzi jako takich, takiej chyba nie
    widzę, zbyt skuteczny jest mechanizm oparty na kiju i marchewce. Ludzie nie
    umieją sami wymyślić siebie życia, szukają gotowych receptur na wszystko.
    Wystarczy forum poczytać "co mam zrobić, jakie dawki brać, czy mój związek jest
    normalny, czy ja jestem normalny, co mam jeść, co mam pić, o ktorej godzinie
    klaść się spać, o której wstawać" itd. Ludzie nie ufają swojemu rozumowi,
    instynktowi, próbują się jakoś dopasować do ogółu naiwnie myśląc ogól jakoś daje
    radę to jak ich będę naśladować to też będę ciągnąć do przodu. Godzą się na
    frustrację, na zaprzeczenie własnych potrzeb i odczuć, na wtłoczenie w
    bezpieczne ramy.
    Ludzie bez poczucia bezpieczeństwa zrezygnują z siebie samuch żeby czuć się
    bezpiecznie, a przynajmniej mieć taką iluzję.
    I można wierzgać, można przekonywać, można tłumaczyć i pokazywać 2+2=4, ale i
    tak przyjdzie guru i powie że 5 i tłum popędzi skandując radośnie 2+2=5! 2+2=5!
    Coś mi się zdaje że jednak mądrość wschodu polegająca ię na przejmowaniu samym
    sobą , tworzeniu własnego mikrokosmosu według prawdziwie zgodnych z nami reguł
    jest jednak najlepsza. jak się człowiek za bardzo przejmie zewnętrzem to tylko
    zgryz ma i kłopot i męczy się, dusi, kombinuje niepotrzebnie. Marnuje cenne a
    jak się tu wszyscy przekonaliśmy skromne siły życiowe na bzdety i ciągle ciągle
    mu źle, smutno, jakoś nie tak.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • dolor 26.08.10, 14:06
    Ależ właśnie tak, nie musisz nikogo uszczęśliwiać, oprócz siebie. A jak
    przypadkiem spotkasz kogoś, kto zrozumie - świętuj i wymieniaj się tym, co
    wartościowe. Odkryciem ostatnich dni jest dla mnie jednak, że taktowne
    przemilczanie tematów tabu nie jest żadną wartością. Jednak trochę myślących
    osób na świecie jest, także na tym forum, także w tym wątku. Czy to nie
    wspaniałe? A że nie wszyscy ludzie tacy, że nie większość nawet, że część się
    obrazi, to już ani moja wina, ani mój problem, przynajmniej dokąd nie muszę się
    przed nimi bronić.
    --
    "reszta świata osiągnęła apogeum poglądów wyznawanych przez nią od wieków:
    mistycyzmu i irracjonalizmu — które zostawiają po sobie jedynie dwa pomniki: dom
    wariatów i cmentarz."
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • lucyna_n 26.08.10, 19:37
    tematy tabu pozornie ochraniają, tak naprawdę podstępnie niszczą osobę dla
    ktorych są faktycznei tabu i męczą oraz wystraszają osoby postronne. Z tego się
    czasem robi straszny kokon którego bez rozdarcia wielkich ran nei da się zniszczyć.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • bazoooka 26.08.10, 12:18
    dolorze, masz manię?

    --
    "He has all the virtues I dislike and none of the vices I admire." (Churchill)
  • dolor 26.08.10, 12:49
    bazoooka napisała:

    > dolorze, masz manię?

    dolorze, masz sprzątanie.


    --
    "reszta świata osiągnęła apogeum poglądów wyznawanych przez nią od wieków:
    mistycyzmu i irracjonalizmu — które zostawiają po sobie jedynie dwa pomniki: dom
    wariatów i cmentarz."
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • lucyna_n 26.08.10, 13:36
    jak człowiek dotrze do tego co go męczy to mus jest wyrzucić z siebie,
    dokładnie i wyczerpująco, i długo i do całkowitego zmęczenia.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • dolor 22.08.10, 15:23
    Ja pewnie byłem jeszcze bardziej porąbany, bo najbardziej się bałem, że mi
    bliscy do tego piekła trafią, bo niby wierzą, ale grzeszą jak cholera. Sam
    partaczyłem sobie dzieciństwo jako ministrant i takie tam, licząc na jakiś
    czyściec...
    --
    "Och, nigdy nie wątp w człeka prawego i szlachetnego. Taki zawsze coś spieprzy.
    Oczywiście wszystko w imię większego dobra."
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • dolor 25.08.10, 18:18
    ellena_cyganka napisała:

    > Tak to bardzo empiryczne. Ale dlaczego nie wierzyć w coś co pomaga
    > żyć? Z pogranicza głupoty, spychane w pokłady świadomości, do czego
    > za nic nie przyznamy się, bo jestesmy przeciez tacy racjonalni.
    > Na szczęście nie tylko ja mam takie odpały

    "Twoi nauczyciele, mistycy obu szkół, odwrócili w swojej świadomości zasadę
    przyczyny i skutku, a teraz usiłują ją odwrócić w życiu. Uważają swoje uczucia
    za przyczynę, a umysł za bierny skutek. Przyjmują emocje za narzędzie
    postrzegania rzeczywistości. Swoje pragnienia traktują jako fakt podstawowy,
    nadrzędny wobec wszystkich pozostałych. Uczciwy człowiek nie pragnie, zanim nie
    zidentyfikuje obiektu swoich pragnień. Mówi: „To istnieje, więc pragnę tego..
    Oni mówią: „Pragnę tego, więc to istnieje..
    Chcą oszukać aksjomat istnienia i świadomości, uczynić ze swojej świadomości
    narzędzie służące nie do postrzegania, lecz do kreowania rzeczywistości, a
    istnienie nie ma być przedmiotem, lecz podmiotem ich świadomości — chcą być
    Bogiem, którego stworzyli na swój obraz i podobieństwo, tworzącym świat z
    nicości za pomocą kaprysu. Rzeczywistości nie da się jednak oszukać. To, co
    osiągają, jest przeciwieństwem ich pragnienia. Pragną nieograniczonej władzy nad
    istnieniem; zamiast tego tracą władzę nad własną świadomością. Wyrzekając się
    wiedzy, skazują się na koszmar wiecznej niewiedzy.
    Te irracjonalne życzenia, które cię pociągają w ich doktrynie, emocje, które
    czcisz jak bożka, składając ziemię na ich ołtarzu, ta mroczna, niespójna
    namiętność wewnątrz ciebie, którą nazywasz głosem Boga albo własnych gruczołów,
    jest jedynie trupem twojego umysłu. Uczucie kolidujące z rozumem, uczucie,
    którego nie potrafisz wyjaśnić ani kontrolować, jest tylko pozostałością tego
    skrzywionego myślenia, które odebrało umysłowi kontrolę.
    Kiedykolwiek popełniłeś grzech odmowy myślenia i widzenia, ukrywając przed
    pewnikiem rzeczywistości jakieś drobne życzenie, kiedykolwiek powiedziałeś:
    „Niech mój rozum nie osądza kradzieży ciastek albo nie roztrząsa istnienia Boga,
    niech się spełni moje irracjonalne życzenie, a we wszystkim innym będę rozsądny.
    — był to akt przenicowania świadomości, demoralizacji umysłu. Twój umysł stawał
    się wtedy przepłaconą ławą przysięgłych, przyjmującą rozkazy z jakiegoś
    podziemnego świata i tak przekręcającą dowody, by pasowały do pewnika, którego
    nie ośmiela się tknąć — a w efekcie otrzymujesz ocenzurowaną, rozbitą
    rzeczywistość, gdzie kawałki,
    które postanowiłeś widzieć, unoszą się ponad przepaściami tych niewidzialnych,
    połączone balsamem w postaci uczucia zwolnionego z myślenia. Ogniwa, które
    usiłujesz zniweczyć, to ogniwa przyczyn. Wróg, którego pragniesz pokonać, to
    zasada przyczyny i skutku, nie zezwalająca na cuda."
    --
    Zawieszając własny sąd, negujecie istnienie własnej osoby. Gdy człowiek mówi:
    „Kimże ja jestem, by wiedzieć?", mówi: „Kimże jestem, by żyć?".
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • mskaiq 22.08.10, 12:34
    Gdzies dwa miesiace temu zostalem zdignozowany ze squamous
    cell carcinoma of the lung 3/52 ago.
    Po ludzku oznacza to raka pluc, i do tego odkrytego bardzo pozno,
    dopiero kiedy nieustanna infekcja pluc sparalizowala zycie.
    Bylem chory, temperatura powyzej 38 stopni, silne antybiotyki,
    leki na temperature i badania ktore znalazly tego raka i czesciowo
    zapadniete lewe pluco.
    Juz jestem po radio i chemoterapi, a dzisiaj zrobilem moje
    zwykle 5 kilometrow na plazy i to w dobrym tempie.
    Chodzilem do pracy z wyjatkiem 7 czy 8 dni ale tam mnie
    oszczedzano, dziergalem z moimi klientami tapestry - cos w rodzaju
    malych gobelinow.
    Rezultatem tego jest ze obecnie wiecej niz polowa ludzi z
    porazeniem mozgowym w mojej pracy chce dziergac te gobelinki.
    Czy bylem pozytywny ?
    Bylem, nie mialem czasu myslec o raku, nie tworzylem zadnych
    scenariuszy i nie tworze ich obecnie.
    W przyszlym tygodniu rozpocznaja sie badania, ktore okresla jak
    wyglada obecnie moje lewe pluco.
    Czy organizm pozbyl sie calkowicie raka, nie wiem ale czuje sie
    fantastycznie i bede to wykorzystywal bo tyle rzeczy chcialbym
    jeszcze zrobic.
    Widzialem w szpitalu ludzi przechodzacych terapie bardzo ciezko,
    bylem chyba jedynym ktory sie usmiechal, bez strachu, pelen wiary
    a takze akceptacji kazdego rozwiazania.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • kefirka.de 22.08.10, 23:59
    Masku przechodzisz coś podobnego do tego, czego i ja doświadczyłam. Też byłam
    jedną z nielicznych osób pozytywnie nastawionych. Przeżyłam. Myślę, że to moje
    nastawienie dużo w zdrowieniu pomogło. Drugi równie ważny sposób radzenia sobie
    z chorobą to medytacje, takie opracowane przez lekarza onkologa specjalnie dla
    chorych. Teraz jestem na wsi. Jak tylko wrócę odszukam ją i jeśli będziesz
    chciał to ci streszczę na mejla gazetowego.
    Bardzo mocno wierzę, że poradzisz sobie. Ja w każdym razie myślami będę przy
    Tobie. Trzymaj się tak dobrze dalej i pisz proszę jak przebiega Twoje zdrowienie.
  • dolor 24.08.10, 09:56
    Zaczynam myśleć, że ci pozytywnie myślący częściej doprowadzają się do takiego
    stanu, że potem już tylko cudem przeżywają. Chyba się więc powinienem w tym
    ćwiczyć, lekarzy unikam jak ognia i też pewnie jak coś u mnie zdiagnozują,
    będzie bardzo zaawansowane.
    --
    "Och, nigdy nie wątp w człeka prawego i szlachetnego. Taki zawsze coś spieprzy.
    Oczywiście wszystko w imię większego dobra."
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • lucyna_n 23.08.10, 00:40
    Mskaiq, powiem tak kto miałby wyzdrowieć jak nie Ty?
    życzę Ci żeby okazało się że już wszystko dobrze i wracasz do zdrowia.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • dolor 24.08.10, 09:50
    Hej, Mask, mam nadzieje, ze sobie z tym poradzisz, brakowało by mi kogoś, z kim
    tak często się nie zgadzam i z kim tak trudno wymieniać argumenty, to swoiste,
    trudne ćwiczenie. Trzymaj się więc i może zwolnij chociaż odrobinę na tych
    Twoich przebieżkach?
    --
    "reszta świata osiągnęła apogeum poglądów wyznawanych przez nią od wieków:
    mistycyzmu i irracjonalizmu — które zostawiają po sobie jedynie dwa pomniki: dom
    wariatów i cmentarz."
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • mskaiq 24.08.10, 12:14
    Dziekuje Wszystkim za dobre slowa i dodawanie otuchy. Czuje sie
    znakomicie, chociaz byly takie momenty kiedy nie wygladalo to
    dobrze, stan przez jakis czas byl prawie fatalny.
    Udalo mi sie go przetrwac. Moglem sie znalesc w szpitalu ale
    trafiłem na bardzo mądrego lekarza, ktory uwazal ze szpital
    to najgorsze rozwiazanie, ze im bardziej bede aktywny, tym
    lepsze bede mial szanse.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • dolor 26.08.10, 14:34
    No to w ramach promowania samodzielnego myślenia, jeszcze Ci fragment o
    pomaganiu ludziom wkleję co ja na to poradzę, że też mądry):

    "Pytasz, czy w takim razie należy kiedykolwiek komuś pomagać? Nie — jeśli uważa
    to za swoje prawo i twój moralny obowiązek wobec niego. Tak —jeśli takie jest
    twoje własne pragnienie, oparte na osobistej przyjemności, jaką daje ci wartość
    danej osoby i jej zmagań. Cierpienie jako takie nie jest wartością, jest nią
    natomiast walka człowieka z cierpieniem. Jeśli postanawiasz pomóc komuś, kto
    cierpi, rób to tylko z uwagi na jego cnoty, na jego walkę o wyzdrowienie, potęgę
    jego rozumu, fakt, że cierpi niezasłużenie — wtedy twoje działanie pozostaje
    wymianą, a jego cnota jest zapłatą za twoją pomoc. Pomaganie człowiekowi
    pozbawionemu cnót, pomaganie mu tylko dlatego, że cierpi, akceptacja jego wad i
    potrzeb jako roszczenia jest natomiast akceptacją hipoteki zera na twoich
    wartościach. Człowiek nie posiadający cnót jest człowiekiem nienawidzącym
    istnienia i kierującym się przesłanką śmierci; pomaganie mu jest akceptacją jego
    zła i popieraniem jego destruktywnych działań. Hołd złożony zeru, choćby tylko w
    postaci grosza, którego braku nie odczujesz, albo życzliwego uśmiechu, na który
    nie zasłużyło, jest zdradą życia i wszystkich usiłujących je zachować."
    --
    Zawieszając własny sąd, negujecie istnienie własnej osoby. Gdy człowiek mówi:
    „Kimże ja jestem, by wiedzieć?", mówi: „Kimże jestem, by żyć?".
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • nie_zdzierze 26.08.10, 14:56
    dolor napisał:

    > No to w ramach promowania samodzielnego myślenia, jeszcze Ci fragment o
    > pomaganiu ludziom wkleję co ja na to poradzę, że też mądry):

    tak. pańskie wpisy to niezawodna promocja samodzielnego myślenia
  • dolor 26.08.10, 15:01
    No wreszcie, ileż można prowokować!
    --
    "reszta świata osiągnęła apogeum poglądów wyznawanych przez nią od wieków:
    mistycyzmu i irracjonalizmu — które zostawiają po sobie jedynie dwa pomniki: dom
    wariatów i cmentarz."
    Najlepsza depresja pod szczurem

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka