Dodaj do ulubionych

w takie noce nikt nie powinien być sam

26.08.10, 01:18
a jest.
mała biedna o-f-i-a-r-a.
z dwudziestoletnim stażem
(nie)pamięci
od nowa wciąż przełykanie
własnych emocjonalnych rzygowin
przetrawianie
by wyrzygać dalej
ze szczyptą rozpaczy
i niezrozumienia.
regularnie opuszczam swe ciało
nauczyłam się mając lat 6
a teraz już nawet na garść haseł, które przyprawiają o zimny dreszcz
i nie wiem co, nie wiem jak, boję się
a potem nie pamiętam
albo pamiętam nierealnie, jak oglądany film
lub realistyczny sen.
bez pewności czy było.
zabij mnie.
są słowa, które nie przechodzą mi przez gardło
nie mieszczą się, zabierają głos
to szeptem
wówczas on prosi czy mogłabym powtórzyć
bo nie usłyszał
powtarzając umieram.
zabij mnie..
albo chociaż przytul
tylko nie dotykaj.
mam chorobę sierocą
i wspomnienia zbrodni
z których największą zdaje mi się: kazać dalej żyć.
Edytor zaawansowany
  • olga_w_ogrodzie 26.08.10, 01:25
    canoine napisała:

    > z których największą zdaje mi się: kazać dalej żyć.

    tak.
  • kefirka.de 26.08.10, 01:35
    W głowie się nie mieści. Jak coś tak strasznego może być pięknym zarazem?
  • canoine 26.08.10, 01:40
    boli mnie całe ciało
    i znów boję się zasnąć
    i jakby nie wytrzeszczała oczu -
    nie widzę w tym nic pięknego.
  • olga_w_ogrodzie 26.08.10, 01:44
    nie.
    wcale nie jest piękne.
    naprawdę jest tylko straszne.
  • dolor 26.08.10, 09:14
    Wstać, zapalić latarnię, wyjść, poszukać człowieka. W beczce bywa niewygodnie.
    --
    "Niektóre błędy są jednocześnie proste i ogromne. Najgorsze błędy, jakie
    zdarzyło mi się popełniać, wynikały z poczciwego optymizmu" (Baxter)
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • canoine 26.08.10, 17:20
    całe życie żebrzę o jałmużnę uwagi i zainteresowania. to naprawdę może być
    przytłaczające.
  • dolor 26.08.10, 18:35
    Oj, a co Ty żebraczkę udajesz, jeszcze kto uwierzy, że nie masz nic w zamian.
    Naprawdę jałmużny Ci się zachciało?
    --
    "Niektóre błędy są jednocześnie proste i ogromne. Najgorsze błędy, jakie
    zdarzyło mi się popełniać, wynikały z poczciwego optymizmu" (Baxter)
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • canoine 26.08.10, 19:09
    zrobiłam Ci coś, że po mnie skaczesz?
  • dolor 26.08.10, 19:22
    Nazwałaś się żebraczką. Obrażasz wartościową osobę, gdy nawet jęk Ci wychodzi
    koronkowy. Za to nie ma głasków, tylko skoki, za to uważne i z zainteresowaniem.
    --
    człowiek powinien dać racjonalną odpowiedź tym, których ona obchodzi i którzy
    czynią wysiłek w celu jej poznania. Ci, którzy wysilają się, by mnie nie
    zrozumieć, nie obchodzą mnie.
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • canoine 26.08.10, 19:24
    wiem, co mówię/piszę.
  • dolor 26.08.10, 19:32
    Tym bardziej. Nie nadajesz się na żebraczkę, brak Ci odpowiedniego beztalencia.
    Mów/pisz co innego, proszę.
    --
    "Znaleźć sprzeczność, to przyznać się do błędu w myśleniu; pozostać przy niej,
    to wyrzec się umysłu i opuścić domenę rzeczywistości"
  • canoine 26.08.10, 19:39
    to moje własne subiektywne odczucia. nie muszą Ci się podobać. nie zamierzam
    mówić/pisać pod Twoje dyktando. eot.
  • lucyna_n 26.08.10, 19:42
    asertywnie:)
    to dobrze
    tylko że w sumie to miało być zdaje się wsparcie czy coś, a może nie? ja już nie
    wiem sama co to miało być.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • dolor 26.08.10, 19:47
    Dzięki, to już było milsze.
    --
    człowiek powinien dać racjonalną odpowiedź tym, których ona obchodzi i którzy
    czynią wysiłek w celu jej poznania. Ci, którzy wysilają się, by mnie nie
    zrozumieć, nie obchodzą mnie.
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • lucyna_n 26.08.10, 20:11
    No to jest tak
    Canoine gra zawsze taka twardzielkę w realu że aż strach się jej przyznać do
    własnych słabości a co dopiero wyciągnąć z niej jej, ale przychodzi taki moment
    że dziewczyna czuje się źle, boi się, jakieś koszmary w nocy ją dopadną i
    potrzebuje zwyczajnie poklepania po pleckach, przytulaka, pocieszenia choćby i
    głupiego, obecności życzliwej duszy. czy to tak trudno pojąć, zaakceptować? Ja
    na przykład to rozumiem i nie widzę powodu żeby ją kopniaczkami do pionu
    stawiać, już ona sama sobei najmocniej dokopuje. Ne zachowujmy się jak na forum
    kobieta gdzie jak słabość ktoś pokaże to zaraz rozedrą na strzępy.

    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • dolor 26.08.10, 20:30
    lucyna_n napisała:

    > już ona sama sobei najmocniej dokopuje.

    Ależ właśnie o to mi idzie. Mam poklepywać po główce kogoś, kto wydaje się mądry
    i sympatyczny, za to, że tak ładnie sobie dokopał?
    Wszystko, ale tak się nie poświęcę, choćbym miał być jak z kobieta forum. Nie
    działa na mnie żebranie ani wzbudzanie litości. Piszę bo chcę pisać dla siebie,
    jeśli kogoś zainteresuję, dobrze, jeśli nie, trudno. Jeśli kogoś wkurzę, dokopie
    mi. Jeśli będę umiał, oddam. Piszę tak jak potrafię. I tyle. Zwrotów "wypad z
    foruma" nie używam. I tylko wyjątkowo odzywam się do nicków, co do których
    uważam, ze nie warto z nimi gadać. To zlidowe wyjątki, nie dzisiejsze.
    --
    "reszta świata osiągnęła apogeum poglądów wyznawanych przez nią od wieków:
    mistycyzmu i irracjonalizmu — które zostawiają po sobie jedynie dwa pomniki: dom
    wariatów i cmentarz."
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • lucyna_n 26.08.10, 20:37
    ja jeszcze tak daleko nei zaszłam na ścieżce samodoskonalenia
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • dolor 26.08.10, 21:16
    Jedna moja znajoma, kiedyś, dawno temu, zaczęła walić głową w stół. Już wtedy
    odruchowo starałem się ją powstrzymać, zamiast mówić, jak fajnie, że tak przy
    mnie wali. Mam odruchową niechęć do tego, żeby przy mnie robiono sobie dziury w
    głowach, szczególnie, jeśli te głowy są dużo warte. taka słabość charakteru.
    --
    Zawieszając własny sąd, negujecie istnienie własnej osoby. Gdy człowiek mówi:
    „Kimże ja jestem, by wiedzieć?", mówi: „Kimże jestem, by żyć?".
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • olga_w_ogrodzie 26.08.10, 21:02
    lucyna_n napisała:

    Ja
    > na przykład to rozumiem i nie widzę powodu żeby ją kopniaczkami do
    pionu
    > stawiać, już ona sama sobei najmocniej dokopuje. Ne zachowujmy się
    jak na forum
    > kobieta gdzie jak słabość ktoś pokaże to zaraz rozedrą na strzępy.
    >
    racja.
    zgadzam się z tym.
  • lucyna_n 26.08.10, 22:02
    ale właściwie możnaby wyjść z takiego założenia że tak naprawdę nikt tutaj
    nikogo nei chce skrzywdzić no nie? dyskusje tak naprawdę nie mają na celu
    dokopanai tylko przeforsowanie swojego, tak czuję.
    No ja w każdym razie założyłam że tutaj są ludzie sobei i światu tak naprawdę
    życzliwi, tak w głębi, nie powierzchownie gładcy.
    Nie wyobrażam sobei np żeby ktokolwiek stąd z rozmysłem kogoś skrzywdzil czy
    życzył mu źle. Że sie ranimy to trochę dlatego że mamy cienką skórę i wrażliwe
    miejsca. istny tor przeszkód, ale przecież nie perfidia.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • lucyna_n 26.08.10, 19:25
    pięknie Dolor, to właśnie Ci ten światły rozum podpowiedział? no to gratuluję
    oświecenia.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • dolor 26.08.10, 19:44
    Dokładnie to. Skoro widzę, że ktoś na uwagę i zainteresowanie zasługuje aż
    nadto, jak mógłbym to traktować jak jałmużnę? Mam udawać miłosierdzie? W to się
    nie zabawię.
    --
    "Znaleźć sprzeczność, to przyznać się do błędu w myśleniu; pozostać przy niej,
    to wyrzec się umysłu i opuścić domenę rzeczywistości"
  • bazoooka 26.08.10, 21:20
    a ja może i głupia jestem i prymitywna, ale wydaje mi się, że ostatnia rzecz,
    jakiej dziś potrzebowała autorka wątku, to wykładanie jej filozofii Ayn Rand.

    --
    there's no such thing as free lunch
  • bazoooka 26.08.10, 21:22
    akurat wydaje mi się, ze to słowo "żebrać" ot tak sobie chlapnęła, równie dobrze
    mogła jakiekolwiek inne. i nie widzę sensu czepiania się pojedynczych słów w
    celu robienia później wykładów z ww. filozof.

    --
    "W życiu chodzi o to, aby uczyć się tak, by inni nie spostrzegli, że się
    człowiek uczy." (Churchill)
  • olga_w_ogrodzie 26.08.10, 21:37
    Boże.
    chciała nieco serdeczności i ciepła.
    niewiele przecież.
  • dolor 26.08.10, 21:44
    Olga Ogrodnika, a szalony Kot to chciała wykładu o tym, jak się ma zachowywać na
    zlidzie?
    --
    "reszta świata osiągnęła apogeum poglądów wyznawanych przez nią od wieków:
    mistycyzmu i irracjonalizmu — które zostawiają po sobie jedynie dwa pomniki: dom
    wariatów i cmentarz."
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • olga_w_ogrodzie 26.08.10, 22:09
    dolor napisał:

    > Olga Ogrodnika,

    to do mnie ?

    a szalony Kot to chciała wykładu o tym, jak się ma zachowywać n
    > a
    > zlidzie?

    a spytaj rzeczonej.
  • bazoooka 26.08.10, 21:51
    no dobra, tak po prawdzie, trochę tej serdeczności jednak dostała.
    tylko po drodze nastąpiły pewne nieporozumienia, a potem (i o to się czepiam
    głównie) - pójście w zaparte.

    no dobra, kończę ten offtop, bo canoine chyba specjalnie nie lubi offtopów - a
    to jedyne dobre, co mogę zrobić, bo nie umiem niestety pocieszać osób, które
    znam tylko z nicka.

    --
    "He has all the virtues I dislike and none of the vices I admire." (Churchill)
  • dolor 26.08.10, 21:42
    Akurat w tym Rand poprawiła mi tylko słownictwo. Dużo przed nią byłem
    zwolennikiem wymiany, nie darowizn, to uwłaczające bardziej dla biorącego.
    Akurat nie robiłem wykładu z filozofii, tylko napisałem, że o uwagę nie ma
    powodu żebrać. W odpowiedzi na "całe życie żebrzę o jałmużnę uwagi". Nic tam nie
    było o obowiązku przytakiwania, jaka jest beznadziejna. Ale dobrze, następnym
    razem poprzytakuję, zobaczymy, czy pomoże.
    --
    "reszta świata osiągnęła apogeum poglądów wyznawanych przez nią od wieków:
    mistycyzmu i irracjonalizmu — które zostawiają po sobie jedynie dwa pomniki: dom
    wariatów i cmentarz."
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • bazoooka 26.08.10, 21:57
    > Ale dobrze, następnym
    > razem poprzytakuję, zobaczymy, czy pomoże.

    a widzisz tu kogoś, kto by przytakiwał?

    --
    "W życiu chodzi o to, aby uczyć się tak, by inni nie spostrzegli, że się
    człowiek uczy." (Churchill)
  • lucyna_n 26.08.10, 12:02
    o rety...
    aż tak?
    mocno mocno przytulam, jakbym mogła tobym pojechala do Ciebie, ale nie mogę
    jak Ci pomóc?

    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • canoine 26.08.10, 17:17
    to przejściowe. w pewnym stopniu przywykłam, a na pewno liczyłam się z powrotem
    wszystkich tych atrakcji wkraczając znów na te tory.. chciałabym to wreszcie
    zamknąć. zostawić. nauczyć się inaczej reagować, inaczej przeżywać. potrzebuję
    innego wzorca. pokazania, że może być inaczej. kłopot, że nie ma kto pokazać. a
    i opór własny nie ułatwia sprawy. nigdy o tym nie rozmawiałam. być może właśnie
    w procesie milczenia pewne słowa stały się tabu, a ruszenie pewnych strun odrywa
    mnie od rzeczywistości i przenosi donikąd. powoli. ponazywać. odważyć się
    powiedzieć. nie napisać, powiedzieć, przeżyć. tylko tego się boję, że
    odblokowane pójdzie lawiną, której nie udźwignę. z jakiegoś powodu wepchnęłam to
    w siebie poza zasięg wzroku. przez te parędziesiąt minut w gabinecie on jest tam
    ze mną. ale cały pozostały czas jestem z tym SAMA. i czasami zwyczajnie się boję.
    dziś mi lepiej, łagodniej. dzięki L.
  • lucyna_n 26.08.10, 19:24
    No tak, pewnie to wszystko tak właśnie jest jak piszesz, ale trzeba wierzyć że w
    końcu to wszystko co ma wykipieć wykipi i każde kolejne "powroty" będą już
    lżejsze. Tak mało można zrobić, ale jakby co, to mój numer telefonu zawsze ten
    sam, o każdej porze.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • canoine 26.08.10, 19:45
    Dzięki.. Staram się możliwie nie zawracać sobą głowy nikomu.. Zwłaszcza na
    odległość, bo to rodzi bezradność po drugiej stronie, którą dodatkowo czuję się
    w obowiązku także dźwigać.. Przejściowo mam objawy choroby sierocej. Żałosne.
    Czasem piszę te parę słów gdzieś w przestrzeń. Najbardziej potrzebując kogoś
    obok, bezpiecznego, kto by czuwał, przytulił, uspokoił. Ale to rodzi silny lęk
    przed bliskością, odsłonięciem się, pokazaniem siebie słabej i zaryzykowaniem
    skrzywdzenia.. A przecież wszyscy wokół wiedzą, że jestem silna, radzę sobie ze
    wszystkim i niczego nie potrzebuję.. Sama siebie w tę klatkę wtłaczam i tak mi
    to już automatyzmem w kości wrosło, że czasem brak mi nadziei, że uda mi się to
    kiedyś przełamać..
  • lucyna_n 26.08.10, 20:03
    uchh właśnei o to chodzi żeby ludziom zawracać glowę, na innych też tak reagują
    ja to widzę że zdrowi na zdrowych też machają ręką ze zniecierpliwieniem ale oni
    się tym nei przejmują i dalej forsują swoją potrzebę, opowiadają co im jest,
    domagają się uwagi a ostatecznie nikt się nei czuje z tego powodu źle ten się
    wygadala tamtem poczuł potrzebny bo wysłuchał. Tak to jakoś jest, ne umiem
    wytłumaczyć, że chyba tylko świry myślą że nie mają prawa innym zajmować czasu i
    uwagi i że to jest jakieś niewłaściwe, reszta tym się kompletnie nie przejmuje.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • nie_zdzierze 26.08.10, 14:57
    w takie noce nie powinno się mieć dostępu do internetu
  • olga_w_ogrodzie 26.08.10, 18:19
    nie_zdzierze napisała:

    > w takie noce nie powinno się mieć dostępu do internetu

    wtedy, gdy się jest nawalonym
    albo emocje uciążliwie duszą - też nie.
    potem się czyta to to i wstydzi żałosnej ekstrawersji.

    lepiej napisać list do siebie samej.
    bądź wyszeptać ból w aksamitne i czujne
    uszko kota.
  • nie_zdzierze 26.08.10, 18:35
    olga_w_ogrodzie napisała:

    > wtedy, gdy się jest nawalonym
    > albo emocje uciążliwie duszą - też nie.
    > potem się czyta to to i wstydzi żałosnej ekstrawersji.

    wstyd.

    a wstecz lepiej nie czytać.
    było, wybrzmiało, rozwiało się.

    ---
    ale dzisiejszy komentarz raczej dotyczył nakręcania się
    chociaż co ja wiem o cudzym bólu. może innym publiczne pisanie pomaga.
  • canoine 26.08.10, 19:23
    czasem wydaje mi się, że najlepiej w ogóle się do ludzi jednak nie odzywać. nie
    prosić o nic, nie zawracać sobą głowy. bo i kogo to właściwie obchodzi.
  • lucyna_n 26.08.10, 19:27
    Ale tam, po prostu w sumie wobec czyichś problemów psychicznych jest się
    bezsilnym nawet jak obchodzi.

    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • nie_zdzierze 26.08.10, 19:45
    canoine napisała:

    > czasem wydaje mi się, że najlepiej w ogóle się do ludzi jednak nie odzywać. nie
    > prosić o nic, nie zawracać sobą głowy. bo i kogo to właściwie obchodzi.

    ale o co prosiłaś?
    jak mogę pomóc? włączając się do lamentu?
    mówiąc, że rozumiem? nie rozumiem.
    nie znam mistycznego chodzenia po ścianach.

    i - -
    dlaczego miałoby obchodzić?
    ja wiem, że forum to kibel na gorsze czasy
    ale żeby oczekiwać powszechnego kiru w związku z Twoją żałobą?
    ciągle tu komuś odwala.

    forum nie do pomagania jest
    ludzie - nawet jeśli tylko terapeuci - jak najbardziej
  • canoine 26.08.10, 19:52
    być może potrzebowałam po prostu trochę wsparcia. paru ciepłych słów. sama nie
    wiem. przepraszam, że napisałam cokolwiek. rzadko tu piszę, ale masz rację -
    teraz żałuję. nie cofnę tego, ale postaram się nie powtarzać. tyle mogę zrobić.
  • nie_zdzierze 26.08.10, 19:57
    obliczone na wywołanie poczucia winy?
    nie zadziała.
  • lucyna_n 26.08.10, 20:00
    dzisiaj jakiś ogóny dzień przeprosin za urażenie forumowej estetyki i etyki.
    Rąbnijmy wszyscy na kolana najlepiej na groch a kto jest bez winy niech wymyśli
    napis tytułowy.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • dolor 26.08.10, 20:04
    Otwarte forum pokutne.
    --
    człowiek powinien dać racjonalną odpowiedź tym, których ona obchodzi i którzy
    czynią wysiłek w celu jej poznania. Ci, którzy wysilają się, by mnie nie
    zrozumieć, nie obchodzą mnie.
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • lucyna_n 26.08.10, 20:06
    w pierwszej wersji wpisu miało być a kto nie czuje się winny ma nika Dolor
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • dolor 26.08.10, 20:12
    Po co pisać banały.
    Może być jeszcze: otwarte forum, na którym na starcie dostaniesz kopa, a potem
    będzie tylko gorzej.
    --
    człowiek powinien dać racjonalną odpowiedź tym, których ona obchodzi i którzy
    czynią wysiłek w celu jej poznania. Ci, którzy wysilają się, by mnie nie
    zrozumieć, nie obchodzą mnie.
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • lucyna_n 26.08.10, 20:17
    lepsze to niż forum na którym najpierw poglaszczemy a potem zamęczymy i będziemy
    dręczyć chodząc za tobą po innych forumach
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • canoine 26.08.10, 21:42
    czuję potrzebę wyjaśnienia.
    całe życie czuję się jak emocjonalny żebrak. za każdym razem kiedy o coś proszę,
    kiedy czegoś potrzebuję. może dlatego, że należę do tych ludzi, którzy umykają
    pamięci otoczenia. którzy istnieją dopóki ich słychać, widać, dopóki mogą coś
    dla otoczenia zrobić. a którzy, gdy zamilkną, nikt ich nie zapyta jak się czują,
    czy im w czymś nie pomóc, czy wszystko w porządku, ani nawet czy w ogóle żyją.
    to ja muszę wiecznie zabiegać o wszystkie relacje, bo kiedy odpuszczę - tracę.
    jest mi trudno pisać, mówić o tym, co mnie boli. trudno pokazać jakąś słabą
    część siebie. a kiedy się czasem odważę, zwykle dostaję po głowie. jak tutaj
    teraz - też tak się czuję. nic Wam nie zrobiłam. moglibyście mnie spokojnie
    ominąć, nie musicie po mnie skakać, bo Wam się coś nie podoba. mi się nie
    podoba, że ktoś po mnie skacze. to zapada w pamięć. jak moja matka, kiedy
    płakałam, kazała mi zawsze pójść do lustra i zobaczyć jaka jestem żałosna. do
    dziś nie potrafię pozwolić sobie na płacz przy kimś. dużo mnie zwykle kosztuje
    odważyć się odsłonić jakoś przed kimś, tu: przed Wami, w chwili słabości, kiedy
    mi naprawdę dość źle.. i kiedy dostaję po głowie, kolejne razy kiedy potrzebuję
    czegoś, są jeszcze trudniejsze, by o to poprosić..
    zastanawiam się też - odnośnie słów nie_zdzierze - jakie mam w ogóle wobec tego
    prawo wyrażać swoje odczucia, żeby nie wywoływać tym dyskomfortu u drugiego
    człowieka? to nie ma mi prawa być przykro z powodu tego, jak zostałam
    potraktowana, bo komuś się wydaje, że to zamach na jego poczucie winy? paranoja.
    czuję, że powinnam przeprosić za to, co napisałam, że napisałam w ogóle. tak
    samo jak czuję, że powinnam się jakoś usprawiedliwić, co próbuję uczynić. nie
    celem wywołania czegokolwiek w kimkolwiek. jestem permanentną ofiarą.
    "przepraszam, nie krzywdźcie mnie proszę". gardzę sobą taką. wybaczcie to
    zamieszanie.
  • nie_zdzierze 26.08.10, 21:56
    lepiej chodź na kawę.
    wiszę Ci to karmelowe. albo inne.

    sorry za powyższe. empatia mi umarła.
  • lucyna_n 26.08.10, 21:59
    o właśnie,o tym napisałam post niżej
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • canoine 26.08.10, 22:20
    wstyd mi się ostatnio światu na oczy pokazywać.
  • nie_zdzierze 26.08.10, 22:28
    bo czasami jednak lepiej po swojemu, pojedynczo.
    to mój sposób. też unieszczęśliwia, ale tylko mnie. no i współmieszkacza.

    ale - kto wie. może kiedyś da się z flanki tą potrzebę zakończenia dnia w okolicach 16 podejść. z mojej strony bez gwarancji. dlatego wolę Cię opierdolić niż zadeklarować wsparcie.

    no ale w razie wojny -
    daj znać.
  • lucyna_n 26.08.10, 21:58
    jakby Ci to tak prosto wypowiedzieć
    nie zrażaj się
    chyba każdy z nas czuł to samo , otwierasz się a reakcja otoczenia powoduje że
    czujesz ból,
    tylko że
    to otoczenie w sumie wszyscy tu jak jeden wcale nie chcemy żebyś tak się czuła,
    jestem tego absolutnie pewna, że wszyscy tutaj życzą Ci jak najlepiej i ich
    obchodzi to jak s^ę czujesz, co się z Tobą dzieje, tylko hmmm
    nie chcą sie wpieprzać na silę z butami, chcą jakoś tak podeprzeć, czasem może i
    dość szorstko, ale nikt tutajnie jest Tobei nieżyczliwy
    To że tak odbierasz to trochę wina tego że pod pancerzem masz wydelikaconą
    psychę i trudno zrobić cokolwiek w pobliżu żeby nie byloza mocno, rozumiesz?
    Proszę Cię, badź pisz, czujs ęi nie jak gość m tylko jak swój, nie przepraszaj
    bo nei masz za co, nie uciekaj bo ni masz tak naprawdę przed kim.
    Nie bój się szczurów, widziałaś jakie one uprawiają zapasy? co chwilagonią jeden
    drugiego, bums przewracają gona lecy i trzymają 3 sekundy, a za chwilę ten
    trzymany bierze rozpęd i bums na plecy tego co trzymał i tak trzy sekundy.
    to właśnei takie szczurze zapasy, bez użycia zębów.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • canoine 26.08.10, 22:34
    chyba rozumiem.
  • dolor 26.08.10, 21:59
    Najwyraźniej nie umiem jasno formułować swoich myśli. Zasdaniczym przekazem
    miało być NIE MASZ POWODU ŻEBRAĆ. Odwrotność tego "spójrz, jaka jesteś żałosna".
    To ja się tłumaczę. (ale odrobinę szantażujesz, wiesz?) Nie przejmuj się mną,
    akurat Tobie jetem życzliwy, mogę zamilknąć, jeśli tak wolisz. Pisz, nie pisz,
    czuj się jak u siebie na forumie.
    --
    "Znaleźć sprzeczność, to przyznać się do błędu w myśleniu; pozostać przy niej,
    to wyrzec się umysłu i opuścić domenę rzeczywistości"
  • canoine 26.08.10, 22:19
    Tak, zupełnie inaczej dały się odczytać Twoje słowa.
    Szantażuję? Ze strachu przed tym zarzutem zazwyczaj najpierw walę głową lub
    pięściami w ścianę z rozpaczy zanim odważę się powiedzieć jak się z czymś czuję.
    Przepraszam jeśli tak jest lub na to wygląda. Nie taka była intencja.

    Jest mi po prostu trochę ciężko ostatnio. I będzie jeszcze przez czas bliżej
    nieokreślony. Więc jeśli mi się zdarzy tu jęknąć, wdzięczna będę za odrobinę
    ciepła. Racjonalnie mogę myśleć dopiero jak się uspokoję i otrę nos.
  • dolor 26.08.10, 22:31
    W porządku. To ja po swoim bełkocie będę dodawał, czy post był ciepły, czy nie.
    Chyba że wolisz, żebym nie pisał. Ale ja naprawdę myślę to, co napisałem. Kiedyś
    tam, jak poocierasz, spróbuję się wytłumaczyć, jeśli będziesz chciała. Fajnie,
    że nie uciekłaś. (napisałbym, żebyś tyle nie przepraszała, bo też nie masz
    powodu, ale się już nie odważę)
    --
    "Znaleźć sprzeczność, to przyznać się do błędu w myśleniu; pozostać przy niej,
    to wyrzec się umysłu i opuścić domenę rzeczywistości"
  • lucyna_n 26.08.10, 22:38
    zaraz się poryczę
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • dolor 26.08.10, 22:49
    lucyna_n napisała:

    > zaraz się poryczę

    Weź sobie załóż nowy wątek, to Ci poprzeklejamy te teksty pocieszające, bo mi
    się nowych nie chce wymyślać.
    --
    "reszta świata osiągnęła apogeum poglądów wyznawanych przez nią od wieków:
    mistycyzmu i irracjonalizmu — które zostawiają po sobie jedynie dwa pomniki: dom
    wariatów i cmentarz."
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • lucyna_n 26.08.10, 23:54
    ale nie, tak ze wzruszenia
    bo ja jestem uczuciowa, choć niegdyś miałam na forumie opinię hardej suki i
    zgryźliwej dziewicy.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • olga_w_ogrodzie 26.08.10, 22:00
    Canoine,
    masz prawo wyrażać swoje uczucia.
    jak każdy.

    napisałaś : "moglibyście mnie spokojnie
    ominąć, nie musicie po mnie skakać, bo Wam się coś nie podoba".

    czemu w liczbie mnogiej, jakby się tu cała horda zbójów na Ciebie
    rzucała ?
    pisząc na forum dostępnym dla wszystkich,
    ryzykujesz.
    odpowiedzi mogą nie spełniać Twych oczekiwań :
    ktoś, jak Lucy, przytuli,
    inni zrozumieją Twój ból,
    ale nie będą potrafili pomóc,
    a jeszcze inni uznają, iż bardziej
    pomoże Ci kop, a nie głaski.

    sądzę jednak, że nie ma tu jednej osoby,
    która nie życzyłaby Ci dobrze.
    naprawdę.
    się nie dawaj zbędnej goryczy i rozżaleniu.
    nie ma powodu.
    uściski.
  • lucyna_n 26.08.10, 22:04
    a bo my wszyscy jesteśmy jak te ślimory bez skorupek, boimy sie siebie na zapas.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • olga_w_ogrodzie 26.08.10, 22:16
    ślimory bez skorupek za to ze zębiskami do zębowania za darmo nawet -
    tak na wszelki słuczaj.
  • nie_zdzierze 26.08.10, 22:21
    zęby do czepiania się życia
    a w zęby za to, że nie tylko ktoś potrafi nad sobą płakać
    ale jeszcze z pewnością zostanie pocieszony. jak na załączonym obrazku.
  • lucyna_n 26.08.10, 22:31
    nie zauważyłaś że chociaż czasem próbują to mogą co najwyżej się trochę pomymłać?
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • canoine 26.08.10, 22:26
    olga_w_ogrodzie napisała:



    > czemu w liczbie mnogiej, jakby się tu cała horda zbójów na Ciebie
    > rzucała ?

    bo dwie osoby tak odebrałam tu - więc i liczba mnoga.


    > pisząc na forum dostępnym dla wszystkich,
    > ryzykujesz.
    > odpowiedzi mogą nie spełniać Twych oczekiwań :
    > ktoś, jak Lucy, przytuli,
    > inni zrozumieją Twój ból,
    > ale nie będą potrafili pomóc,
    > a jeszcze inni uznają, iż bardziej
    > pomoże Ci kop, a nie głaski.

    wiem, a jednak przykro mi i boli jak obrywam kopniaki. w życiu dokopano mi już
    wystarczająco. i ja sama też świetnie potrafię.

    > sądzę jednak, że nie ma tu jednej osoby,
    > która nie życzyłaby Ci dobrze.
    > naprawdę.

    nauczyłam się czujności na wszelkie oznaki zagrożenia. choćby na wyrost, zdaję
    sobie sprawę. ale w takich warunkach wyrosłam i dlatego właśnie bardziej mi
    ciepła potrzeba i łagodności, żeby móc kiedyś może odetchnąć spokojnie..
  • olga_w_ogrodzie 26.08.10, 22:42
    mam wrażenie, że już nadeszło i jest wokół Ciebie - tu przynajmniej -
    ciepło i łagodność.
  • kefirka.de 26.08.10, 22:39
    4 sprawy.
    1.Gdybyś kiedyś wydała tomik proszę powiadom, z pewnością go kupię.
    2.Nie rozumiem dlaczego Dolor był niezrozumiany. Ja bym pewnie była zadowolona z
    jego wsparcia.
    3.Najłatwiej mi wywalać wszystko co boli przy ludziach podobnych do mnie,
    znajdujących się w podobnej sytuacji. I jest to najbardziej konstruktywne. Duże
    jest prawdopodobieństwo, że olejesz to co napiszę, jednak napiszę. Grupy
    wsparcia, bądź terapia grupowa pomaga, gdy nie pomaga już prawie nic. To z moich
    doświadczeń.
    4. Czasem miewam objawy choroby sierocej, wiem jak to boli. Gdybyś była blisko,
    pomatkowała bym Tobie dzielna dziewczyno.
  • canoine 26.08.10, 22:49
    1. nie planuję. za każdym razem dziwi mnie kiedy kaskadowe pisanie urywkami
    zdań, z nieumiejętności wyrażenia się pełnymi zdaniami z jasnym przekazem, jest
    odbierane tak właśnie. w tym koszmarze nie ma nic pięknego.
    2. być może straciłam zdolność rozumienia tutejszego języka. albo coś jeszcze
    innego.
    3. nie znam w mojej okolicy żadnej grupy wsparcia dla osób z moim problemem,
    choć i nie szukałam. nie wyobrażam sobie takiej konfrontacji. z trudem borykam
    się z tym na indywidualnej terapii. na ogólnej grupowej - spisali mnie na straty
    swego czasu zanim jeszcze w ogóle zaczęli ze mną "pracować", o czym
    poinformowali mnie po 2 miesiącach jak sama rezygnowałam. wówczas spisali mnie
    na straty po raz drugi.
    4. gdyby.. dzięki mimo to.
  • lucyna_n 26.08.10, 23:57
    na grupową to chyba jeszcze nie czas
    jak już w miarę w miarę nie będzie omijalnych tematów w zaciszu to chyba można
    próbować konfrontacji, no zresztą nie wiem bo mnie też nie chcieli na grupowej,
    pewnie i racja bo nikomu nie dałabym dojść do słowa i ględziła w kółko o sobie.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • canoine 27.08.10, 00:28
    nie planuję grupowej. po iluś próbach i podchodach trafiłam w końcu na
    terapeutę, z którym udało mi się nawiązać nić porozumienia i mam nadzieję, że to
    będzie jednak ostatnia moja terapia i więcej już wałkować tego nie będę
    potrzebowała. ile by to miało nie potrwać, bo i trochę już jednak trwa, to chcę
    tę terapię skończyć i móc normalnie po prostu żyć.
  • mskaiq 27.08.10, 14:59
    Wiesz sama jak to jest. Kiedy sie ktos zblizy to uciekniesz
    aby nie zostac wchlonieta, jesli Ty sie zblizysz to tez
    uciekniesz z tego samego powodu.
    Kiedys odwazysz sie i zrobisz krok, ale caly czas bedzie
    pojawiala sie grozba wchloniecia, az przestaniesz zwracac na
    nia uwagi, az bedzie Ci to obojetne czy zostaniesz wchlonieta
    albo nie.
    Ale i tak robisz olbrzymie postepy, cokolwiek bys nie
    powiedziala, pracujesz, odbierasz telefony, robisz zakupy,
    jestes niezalezna, nauczylas sie wielu rzeczy ale musisz
    nauczyc sie jeszcze wiecej.
    To bardzo trudne Canoine, ale jestem pod wielkim wrazeniem
    Twojej walki o Siebie.
    Serdeczne pozdrowienia.


    Wiem ze wygrasz chociaz
    Serdeczne pozdrowienia.
  • canoine 28.08.10, 16:26
    kiedy mi źle, wycofuję się. nic dziwnego, że nie mam znajomych. nie potrafię
    okazywać słabości, nie potrafię przełamać lęku i zaufać. że nie zostanę
    wyśmiana, że nikt tego nie nadużyje w żaden sposób. przyzwyczajam więc ludzi
    zawsze do tego, że jestem silna, że sobie radzę, że to do mnie można przyjść z
    problemem, ale ja niczego nie potrzebuję. a kiedy okazuje się inaczej - ludzie
    są zdezorientowani, nie wiedzą jak się zachować, bo nie znają mnie takiej.
    prosta droga do (poczucia) odrzucenia. bo przecież i tak sobie poradzę.
    jak się tak próbuje raz, drugi, trzeci, piętnasty i za każdym razem
    współistniejące wówczas potrzeby nie zostają zaspokojone, wyrabia się w sobie
    odruch chowania się do szafy, by oszczędzić sobie kolejnego rozczarowania, bólu,
    (poczucia) odrzucenia.
    nie wiem jak sobie z problemem poradzić. nie umiem o tym rozmawiać, nawet z
    terapeutą. w silnym stresie czuję jak znikam ze swojego ciała, jak jaźń staje
    się osobnym bytem, oddzielam się, tkwiąc wewnątrz, ale już nie razem. trochę to
    czasem przypomina stan upojenia ale nie tak wesoły i błogi.
    szukam książek. postanowiłam uczynić z nich element konfrontacji. wiem, z
    książką nie da się porozmawiać, a jednak jest to i jakaś forma dialogu. szukam
    książek o tematyce przemocy, traumy, nadużycia, lęku, autoagresji, o sposobach
    radzenia sobie, pracy z osobami mającymi takie doświadczenia. także książek o
    budowaniu własnej wartości, pewności siebie, o kształtowaniu swojego ja. trochę
    wyszukałam w miejskiej bibliotece. zamierzam się zaszyć z ich treścią i
    przerobić po swojemu. terapia terapią, a mieć odwagę stanąć z tym twarzą w twarz
    samotnie to jeszcze inny kontekst. może i łatwiej mi będzie rozmawiać. jak nieco
    oswoję, poznam, niejako od zewnątrz bardziej. a może nie.
    ale mam sto czternaście tysięcy dwieście lęków i chorobę sierocą. i niewiele mam
    do stracenia. może poza resztką swojego życia w roli wiecznej ofiary.
  • lucyna_n 28.08.10, 19:00
    orzeczytalam kiedyś gdzieś, nie wiem gdzie że taka deprersonalizacja w obliczu
    stresu to wyższa forma paniki
    moim zdaniem coś w tym jest
    okazanie słabości w stadzie, trudna sztuka, instynkyt podopowiada żeby się
    schować i nie ujawniać zanim nie minie bo stado choćby i nie specjalnie i nie
    zamierzenie zadepcze leżącego.
    Tyle że strach ma wielkie oczy i jaks ię człowiek kapnie że to stado to takie
    trochę w sumie obojętne i wcale nei pali się z zadawaniem celowych ciosów a jak
    coś przykrego ma się stać to i bunkier i tak cię nie zabezpieczy to wiele emocji
    z człowieka opada.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • canoine 28.08.10, 20:15
    miewam takie "odloty" całkiem często. ciekawe, że jestem wtedy świadoma,
    potrafię zachować zdolność komunikacji, tylko wewnątrz siebie się jakby
    rozpadam, a potem mgliście pamiętam zdarzenia albo nie mam pewności czy
    wydarzyły się naprawdę. coś jak sen albo stan upojenia alkoholowego. tylko z
    dużą ilością lęku. nie potrafię nad tym zapanować. ilekroć odczuwam głęboki
    stres, ilekroć próbuję wejść na tory traumy na terapii - po paru zdaniach czuję
    jak coraz więcej energii pakuję w to, by nie odpływać, by skoncentrować się na
    otaczającej realności, by zachować łączność komunikacyjną ze światem, by.. nie
    stracić kontroli na tym, co się dzieje wokół mnie..
    aż w końcu dialog się urywa, bo ja już nie jestem w stanie się skupić na
    rozmowie, słyszę słowa, ale mi się rozpraszają, tracę kontakt ze sobą, więc nic
    nie wiem..

    być może jest jak piszesz - że strach ma wielkie oczy. ale ta obojętność,
    bezradność po drugiej stronie - mnie też bolą. obojętność odbieram jako
    odrzucenie, brak zrozumienia. bezradność każe mi przejąć odpowiedzialność za
    dwie już osoby i sama się wpędzam w klatkę umniejszania swoich odczuć i
    powtarzania, że to nic, nie ma się czym przejmować, że sobie poradzę, tak tylko
    potrzebowałam chwilę pomarudzić.. po czym zostaję sama..

    całe życie czuję się sama. poza nielicznymi chwilami zaledwie, w których
    ostrożnie odczuwałam bezpieczeństwo czyjejś obecności. choćby na odległość. ale
    ta samotność już mi chyba boleśnie wrosła w tkanki podskórne. i nie wiem jak się
    przez tę blokadę przebić. tak naprawdę. więc jestem sama. jak teraz, kiedy znów
    zapada powoli zmrok, a ja już czuję, że trzęsą mi się lekko dłonie i mam
    ściśniętą krtań i cały przełyk, spięte mięśnie karku..
  • kefirka.de 29.08.10, 01:12
    Ja gdy mam odlot, wycofuję się fizycznie. Oddycham trochę głębiej. Gdzieś mam
    kontrolę sytuacji. Po chwili wraca równowaga. Wiem, każdy ma inaczej,może ten
    sposób radzenia sobie nie jest dla ciebie.

    >ale ta obojętność,
    > bezradność po drugiej stronie - mnie też bolą. obojętność odbieram jako
    > odrzucenie, brak zrozumienia. bezradność każe mi przejąć odpowiedzialność za
    > dwie już osoby i sama się wpędzam w klatkę umniejszania swoich odczuć i
    > powtarzania, że to nic, nie ma się czym przejmować, że sobie poradzę, tak tylko
    > potrzebowałam chwilę pomarudzić.. po czym zostaję sama..
    No właśnie podałaś książkowy przykład krzywego odbierania rzeczywistości i
    współuzależnieniowego myślenia, które moim zdaniem daje się korygować przede
    wszystkim na terapii grupowej. Ja aby wejść na grupową kiblowałam na tzw. grupie
    wstępnej kilka miesięcy. Agora tak mnie blokowała, że słowa z siebie wykrztusić
    nie mogłam. Nie rozumiem dlaczego Ciebie nie chcieli na grupowej. Jakaś marna
    terapia to była.
    Jeśli masz problemy z pracą w grupie, możesz sobie pomóc będąc w miejscu, gdzie
    można sobie siedzieć cicho i nic poza tym nie robić. Taki substytut grupy
    wstępnej przed właściwą terapią zmiękczający nieco opór przed otwarciem. Masę
    jest grup typu al-anon, anonimowi obżeracze, anonimowi palacze itp. Można sobie
    jakąś przypadłość wybrać i pochodzić ile się da, początkowo człowieka
    najczęściej wykręca ze zniesmaczenia, jednak po jakimś czasie widać pierwsze
    dobre efekty. Jeśli jesteś mocno zdeterminowana by sobie pomóc, to jest do
    spróbowania.
    Co do potrzeb sierocych to trzeba sobie uświadomić, że to worek bez dna. Ludzie
    wyczuwają, że jesteś na super głodzie i wymiękają. Nie trzeba ich winić ani
    sobie dowalać, musiałabyś trafić na tytana aby nie stchórzył. Można się jednak
    nauczyć radzenia sobie w takiej trudnej sytuacji. Jeśli Twój terapeuta to
    bechawiorysta, powinien Ci trochę pomóc. Znów jednak kłania się terapia
    grupowa. Na takiej dostaniesz gotowe rozwiązania podane na tacy. Trzeba tylko
    nauczyć się brać. To jest proces i musi trwać, nic nie dzieje się na zawołanie.
    Ale dzieje się gdy jest się cierpliwym, zapewniam.
  • canoine 29.08.10, 06:58
    > Ja gdy mam odlot, wycofuję się fizycznie. Oddycham trochę głębiej. Gdzieś mam
    > kontrolę sytuacji. Po chwili wraca równowaga. Wiem, każdy ma inaczej,może ten
    > sposób radzenia sobie nie jest dla ciebie.

    Dla mnie największym zagrożeniem jest utracić kontrolę nad otoczeniem. Do tego
    stopnia nawet, że boję się momentu zasypiania.

    Co do grupowej - jak wspominałam, nie planuję. W moim mieście są dwie możliwości
    - obie na oddziale dziennym szpitala, w którym byłam. Już pomijając, że nie mam
    możliwości wziąć wolnego w pracy na 3 miesiące, to tam mnie właśnie parę lat
    temu skreślono na starcie. Bo mi jest ciężko mówić o sobie, że z czymś mam
    problem, że coś mnie boli itd., automatycznie umniejszam, obracam w żart,
    potrafię z uśmiechem mówić o koszmarach, jakbym opisywała wycieczkę nad jezioro.
    Taki mechanizm obronny. Nie umiem obcej osobie, którą pierwszy raz widzę przez
    15 minut określić swojego problemu, czego oczekuję od terapii i jaki jest mój
    cel. Więc mnie przyporządkowali do grupy kompletnie nie odpowiadającej moim
    potrzebom, a potem obserwowali jak sobie w niej nie radzę. Czasem reaguję
    autoagresją, więc już w pierwszym tygodniu, gdy naiwnie przyznałam się, że się
    pocięłam w reakcji na coś tam, potraktowano mnie niemal jak przestępcę,
    ogłaszając to na forum grupy, grożąc usunięciem, na którą to decyzję musiałam
    czekać kilka godzin czując się wśród ludzi tam jak wyrzutek. W końcu mnie
    zostawili, ale przez 2 miesiące nie potrafiłam się ostatecznie znaleźć w tej
    grupie, co mi tylko narastało frustracją. Umiałam dać coś od siebie grupie, ale
    nie umiałam nic dla siebie od nich wziąć, dopuścić kogokolwiek do siebie na
    choćby pół kilometra. Nie czułam się tam ani trochę bezpiecznie. W odruchu
    obronnym jeżę się, gdy ktoś próbuje do mnie podejść. Więc ludzie tam się mnie
    bali. Moich kolców, ale i zmienności, bo przez huśtawki nastrojów byłam dla nich
    zbyt nieprzewidywalna. W końcu zrezygnowałam sama, w ostatnim tygodniu mego tam
    chodzenia zaczynałam znowu wpadać w narkotyki/lekomanię, bo poziom frustracji
    przekraczał już moje możliwości radzenia sobie z nią. Przyznałam się, zgodnie z
    moim indywidualnym kontraktem podpisanym przeze mnie po akcji z okaleczeniem się
    wyleciałam z grupy i wówczas wręczając mi wypis, oświadczono mi, że przydzielono
    mnie do tej grupy, bo z góry wiedzieli, że nie będę chciała (współ)pracować, bo
    to było widać po mojej niskiej motywacji od początku i braku zaangażowania w
    swoją terapię, wlepiono mi bordera i nadużywanie substancji szkodliwych,
    skierowano do poradni AN i szczęśliwie pozbyto się problemu. Co ciekawe na sam
    koniec dostałam ustną informację zwrotną od terapeutek pracujących z tą grupą i
    one całkiem trafnie opisały moje miejsce w grupie, relacje i z czym mam problem.
    A ja nie mogłam zrozumieć dlaczego skoro tak świetnie mnie rozgryziono, dlaczego
    nikt mi przez ten czas nie pomógł tego zmienić.
    To są moje doświadczenia z terapią grupową. 2 miesiące męki i frustracji,
    rozwiązań zero, widocznie się nie nadaję faktycznie, skoro nie umiałam przez ten
    czas stać się częścią grupy (przez całe życie zostaję na zewnątrz każdej grupy
    jedynie pozornie stanowiąc jej część), a jedyne co z tego miałam, to kolejne
    załamanie, odreagowywane w lekach i narkotykach, plus kilkanaście kilo po
    lekach, jakie na tym oddziale dziennym dostawałam i nasilenie zaburzeń
    odżywiania z tego powodu na kolejne kilka lat, no i zostałam z tym wszystkim
    zostawiona sama sobie. Dziękuję, to mi wystarczyło.

    > Co do potrzeb sierocych to trzeba sobie uświadomić, że to worek bez dna. Ludzie
    > wyczuwają, że jesteś na super głodzie i wymiękają. Nie trzeba ich winić ani
    > sobie dowalać, musiałabyś trafić na tytana aby nie stchórzył.

    Wiem. I choć wyć mi się chce, to nawet nie liczę już, że ktoś kiedykolwiek moje
    potrzeby zaspokoi. Dlatego też m.in. wycofuję się sprzed ludzkich oczu, bo mi
    łatwiej z tymi potrzebami żyć, kiedy tej nadziei na zaspokojenie nie mam.

    >Jeśli Twój terapeuta to
    > bechawiorysta, powinien Ci trochę pomóc.

    Jest psychodynamiczny.

    Znów jednak kłania się terapia
    > grupowa. Na takiej dostaniesz gotowe rozwiązania podane na tacy. Trzeba tylko
    > nauczyć się brać. To jest proces i musi trwać, nic nie dzieje się na zawołanie.

    Tjaa. Napisałam już wyżej jak to u mnie wyglądało. Każdy ma swoje doświadczenia.
    Mi terapia grupowa kojarzy się jedynie z koszmarem.
  • lucyna_n 29.08.10, 21:16
    ja się ludzi nie boje ale po takiej grupowej tobym chyba zaczęła...
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • mskaiq 29.08.10, 09:48
    Takie odloty pojawialy sie u mnie rowniez, szczegolnie
    kiedy prowadzilem samochod. Bylo to niebezpieczne bo
    to na pograniczu snu i jawy. Moglem prowadzic samochod
    ale nie wiem czy to bylo bezpieczne prowadzenie, chociaz
    nie popelnilem nigdy bledu.
    Zwykle nie zwracalem uwagi na mysli, szepty ktore sie
    pojawialy, chociaz staraly sie abym je zaakceptowal jako
    moje wlasne i odjechal z nimi.
    Taki odjazd bylby niezwykle niebezpieczny, w samochodzie
    oznaczalby powazny wypadek.
    Tez nie pamietalem co sie tam w mojej glowie przewracalo
    a pojawialo sie bardzo wiele mysli, zwykle nierealnych,
    nieprawdziwych ale jakby prawdziwych i realnych.
    Nauczylem sie pozbywac tego spiewajac. Kiedy zaczynalem
    spiewac bardzo szybko znikal ten odlot.
    Duzo spiewalem przy mojej schizofreni, czasem po to aby
    przezwyciezyc zmeczenie, czasem aby sie podniesc z dolka.
    To bylo bardzo skuteczne przywracanie sobie radosci,
    usmiechu.
    Wracajac do Ciebie to dobrze ze probujesz nie tracic
    kontroli nad soba. Nawet jesli nie jestes sie w stanie
    skupic to i tak wygrywasz, bo nie nie odlatujesz z
    tym i nie chcesz przyjac jako siebie.

    Jesli chodzi o obojetnosc to nie mozna tego akceptowac
    jako odrzucenie, albo niechec drugiej osoby do Ciebie.
    Tez mialem problemy z tym. W koncu zrozunialem ze
    obojetnosc, brak reakcji na to co mowie oznaczalo
    ze ta osoba miala bardzo wiele wlasnych problemow
    czy to w domu, czy tez ze soba.
    Swiat ludzi "normalnych" nie jest taki bardzo
    normalny, jest tam wiele problemow czesto natury
    zyciowej a czasem nawet psychicznej.
    Nie bierz do siebie braku reakcji nie obwiniaj sie
    za to. To nie Twoja wina i musisz sie tego nauczyc.
    To bardzo wazna sprawa.
    Serdeczne pozdrowienia.


    Nauczylem sie
  • lucyna_n 29.08.10, 21:13
    to co opisujesz to jest bardzo, bardzo podobne do tego co czuję kiedy ogarnia
    mnie atak paniki, takie zachowanie trzeźwości przy jednoczesnym odlocie w jakąś
    alternatywną rzeczywistość. jeden z z lekarzy nawet twierdził że to czuję
    przypomina coś co opisują niektórzy chorzy tuż przed wystąpieniem ataku padaczkowego
    ja się potem często zastanawiam dlaczego nie byłam w stanie jakoś tego opanować,
    no nie wiem usiąść, napić się wody, oddychać , otrząsnąć się? ale za każdym
    razem jest podobnie, ja nie biegam, nie krzyczę, nie placzę, na zewnątrz podobno
    nie widać nic. Ale nie bez powodu tyle lat clono było moim "najlepszym
    przyjacielem" mimo że nawet nie palę, alko może nie istnieć i ogólnei nei mam
    skłonności do brania choćby leków na ból głowy nawet jak mnie trzy dni boli. Ale
    to cholerstwo jest nie do wytrzymania, bardzo się martwię że jesteś sama kiedy
    tak się czujesz.


    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • mskaiq 29.08.10, 10:07
    Znikanie z wlasnego ciala, stawanie sie osobnym bytem. To
    tylko odczucie, nigdzie nie znikasz, nie wolno w to
    uwierzyc. Jest wiele odczuc, nie sa one trwale. Nie mozna
    sie ich bac, one znikna jesli nie zrobisz z nich patologii.
    Wiem ze to nie jest latwe ale wiem ze Sobie poradzisz !!!!
    Jesli w to uwierzysz to prowadzic to moze do dysocjacji
    a nawet dalej.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • canoine 29.08.10, 13:13
    Mskaiq, nie demonizuję swoich odczuć, nie czynię z tego bóg wie jakiej
    patologii. doświadczam tego całkiem często, bardzo rzadko się "skarżę", bo choć
    wiem co to jest, na czym polega i dlaczego się dzieje, nie zmienia to faktu, że
    budzi lęk i jest mało przyjemne. tak reaguję na silny stres. tak nauczyłam się
    reagować kiedy byłam dzieckiem. i tak reaguję dziś na samo wspomnienie tamtych
    wydarzeń. albo na sytuacje w jakiś sposób przypominające je. i jestem tego
    świadoma, więc nie musisz do mnie krzyczeć wykrzyknikami :)

    poza tym zdaję sobie także sprawę, że ludzie mają swoje życia i swoje problemy.
    wiem także jakie emocje budzi w ludziach słuchanie podobnych historii jak moja.
    zwłaszcza bezradności, z którą sama nie umiem sobie poradzić, a dodatkowo
    "przejmuję" od ewentualnej drugiej osoby i czuję się wówczas podwójnie
    odpowiedzialna. tylko co z tego, że ja to rozumiem? skoro i tak czuję się tak
    samo jak kiedy byłam dzieckiem i nikt mi nie pomógł i nie miałam dokąd ze sobą
    pójść, kiedy się bałam. od zawsze wszyscy mają swoje ważne sprawy, swoje życia,
    swoje zmartwienia, a ja utknęłam w jakiejś pętli czasowej i emocjonalnie ciągle
    odbieram to jak opuszczone przez wszystkich, zostawione, niezrozumianie,
    wystraszone, skrzywdzone dziecko. rozum swoje, a emocje swoje. i żadne
    tłumaczenie sobie czegokolwiek nie zmienia tego jak się wówczas w głębi czuję.

    ale to z tym śpiewaniem niezłe jest. poćwiczę, może się czasem przyda. dzięki.
  • mskaiq 29.08.10, 14:33
    Wiem ze nie demonizujesz Swoich odczuc i wiem ze bardzo
    rzadko sie skarzysz. Wiem jak heroiczna walke prowadzisz
    o Siebie.
    Wiem rowniez ze wiesz bardzo wiele i ze przychodza emocje
    i one rzadza. Wiesz ze nie jestes opuszczona ale czujesz
    inaczej.
    Musisz z tymi emocjami wygrac. To jest prawda ze emocje
    podazaja za myslami i to trzeba wykorzystac. Ty wiesz
    ze nie jestes odrzucona i to sie liczy, nie licza sie
    emocje.
    Wiem rowniez ze to latwo powiedziec a o wiele trudniej
    wprowadzic w zycie. Stad bierze sie moj podziw ze nie
    poddajesz sie ze mimo trudnych dni ciagle walczysz.
    Jesli chodzi o spiew to sie nawet niezle nauczylem spiewac,
    czasem to byl jedyny sposob odbicia sie od dna.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • canoine 29.08.10, 15:25
    Ależ jestem opuszczona - wszyscy dawni znajomi i quasi-przyjaciele rozpłynęli
    się niczym we mgle. Ci nieliczni, którzy czasem się odzywają - są daleko. Poza
    terapeutą nie mam nikogo, z kim mogłabym porozmawiać i liczyć na zrozumienie,
    wsparcie. Przez 20 lat jestem z tym sama. Zawiedli ci, którzy powinni mnie
    chronić i opiekować się mną, gdy byłam dzieckiem. Przez całe życie, z krótkimi
    przerwami, byłam sama. To jest fakt, nie moje jedynie odczucie. Bo na palcach
    jednej ręki mogłabym policzyć osoby, które gdy zamilknę, po jakimś czasie, około
    miesiącu, być może zapytają co u mnie i czy w ogóle żyję. A mi jest głupio się
    wiecznie narzucać ze swymi jękami ze świadomością, że nikt nie ma ochoty tego
    słuchać i z poczuciem emocjonalnego żebractwa, o którym pisałam wyżej.

    Próbuję kolejnego podejścia do rozprawienia się z traumą na terapii. Co się
    wiąże z nasilonymi lękami, odlotami, poczuciem nierealności i całym tym cyrkiem,
    ze strachem przed zapadającą ciemnością i momentem zasypiania, z nasileniem
    objawów choroby sierocej, ze ściskiem w gardle, ryzykiem utraty panowania nad
    złością, poczuciem winy, wiec i okaleczeniami, zaburzeniami snu, jedzenia,
    rozproszeniem i ogólnym rozbiciem.. Co jakiś czas nasila się samo, w ramach
    pakietu PTSD, ale próba wejścia na te tory na terapii, czyni ten czas okropnie
    ciężkim..

    i - jestem z tym sama. więc mi nie mów, że nie jestem odrzucona. jestem sama tak
    samo, jak kiedy miałam 6 lat i nie rozumiałam jeszcze co się dzieje. i jestem
    sama dziś. trudno.
  • szemranie 29.08.10, 15:46
    opuszczenie to stan naturalny
    nieustanne wychodzenie do ludzi
    to szansa na bycie z innymi
    każdemu wydaje się, że pierwszy wyciąga rękę. chyba.
  • szemranie 29.08.10, 15:55
    miesiące skaczą i galopują
    zmęczenie, zabieganie, własne radości

    nie oglądałam serialu przyjaciele, ale przyjaźnie niekoniecznie na tym polegają
    by się ludzie wzajemnie ratowali.

    ludzki świat - dziwny.
    propozycję kawy ponawiam. nie mam Twojego telefonu
    bo od ostatnich kontaktów były ze 2 kasowania listy

    nie nalegam też.
  • lucyna_n 29.08.10, 21:23
    eee, czy żyję nie pytałbys ie nikt gdzybym nie miała szczęścia spotkać kiedyś
    M. Nie było w tym żadnej mojej zaslugi, tylko fart nieziemski. Oprócz niego
    nikt, ale to nikt nie pyta o mne w realu, mogłabym spokojnie umrzeć i zjadłyby
    mnie szczury. Chyba tylko spółdzielnia mieszkaniowa i enea by się dopomniała
    jakby rachunki przestały być opłacane. Ani rodzice, ani rodzeństwo, ani
    koleżanki z którymi kiedyś przebywałam niemal 24 h/7 z którymi mieszkałam, nikt
    absolutnie nikt.
    Ludzie uciekają od problemów, uciekają od ludzi nie mogących prowadzić
    /symulować życia towarzyskiego. Ja tego nei odbieram jako ich czy moją winę,
    jakoś tak po porstu to działa, że jak się chce czegoś od ludzi to trzeba do nich
    wyjść, samemu zagadnąć, zaproponować spotkanie, napisać maila, cokolwiek. Po
    prostu tak to działa, zwłaszcza jak się na czas dłuższy wypadło z orbity. Ludzie
    czekają na jasne sygnały, nei są domyślni.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • dolor 30.08.10, 00:03
    lucyna_n napisała:

    > Ludzie uciekają od problemów, uciekają od ludzi nie mogących prowadzić
    > /symulować życia towarzyskiego. Ja tego nei odbieram jako ich czy moją winę,
    > jakoś tak po porstu to działa, że jak się chce czegoś od ludzi to trzeba do nic
    > h
    > wyjść, samemu zagadnąć, zaproponować spotkanie, napisać maila, cokolwiek. Po
    > prostu tak to działa, zwłaszcza jak się na czas dłuższy wypadło z orbity. Ludzie
    > czekają na jasne sygnały, nei są domyślni.

    Ale to chyba dobrze, telepatia kiepsko działa. Moja matka ma okresowe napady
    troski, jak jej się coś przyśni zwłaszcza, potem mam miesiące spokoju. Prawdę
    powiedziawszy jej troska zwykle mnie wykańczała. O ileż lepiej, gdy człowiek sam
    mówi, gdy mu czegoś potrzeba, z nastawieniem, że ma co dać w zamian, i że osoba,
    którą prosi, nie ma obowiązku się zgodzić. Absurdalne powtarzanie pytania: nie
    potrzeba ci czegoś? Może... jakoś nie wydaje mi się ideałem. Chyba trudno też
    było by mi się co dzień dopytywać wszystkich, których lubię, czy mnie nie
    potrzebują.
    --
    "reszta świata osiągnęła apogeum poglądów wyznawanych przez nią od wieków:
    mistycyzmu i irracjonalizmu — które zostawiają po sobie jedynie dwa pomniki: dom
    wariatów i cmentarz."
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • lucyna_n 30.08.10, 01:02
    dobrze dla kogoś kto nie ma problemu z nawiązywaniem łączności, kto nie ma
    problemu z lękiem i samotnością, kto nie boi sie odrzucenia.
    Ja długo odbierałam ten brak zainteresowania nie jako czekanie na sygnał tylko
    unikamie mnie. Wszystko zależy od tego jak tam człowiek ma w głowie poukładane,
    większość z nas tutaj ma jednak problem z czytelną komunikacją ze światem
    zewnętrznym. Potrzebuję ludzi i jednocześnie spotkania mnei męczą, sama nie wiem
    jak to ugryźć. Nie umiem być sama ale nie umiem też być wśród ludzi i żyć
    towarzyskim życiem obowiązującym obecnie.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • dolor 30.08.10, 01:27
    Po prawdzie jak miałem spore problemy z nawiązywaniem łączności i strachem przed
    odrzuceniem, też jednak uważałem, że to dobrze. No ale nie twierdzę, że miałem
    największą deprechę we wszechświecie. W każdym razie jak popróbować i się
    nauczyć sygnalizować (ale nie wymagać), działa.

    Wszystkie spotkania Cię męczą? Czy czasem trafiasz na coś dopasowanego?
    --
    Zawieszając własny sąd, negujecie istnienie własnej osoby. Gdy człowiek mówi:
    „Kimże ja jestem, by wiedzieć?", mówi: „Kimże jestem, by żyć?".
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • lucyna_n 30.08.10, 12:31
    Nie tyle trafiam co są ludzi eprzy których człowiek może się czuć swobodny, ie
    musi niczego udawać, ukrywać i omijać, wtedy jest super się z kimś spotkać, ale
    np spotkanie klasowe czy wizyta rodzinna to maskara jakaś.
    Co do sygnalizowania to tak, jak najbardziej jestem za tym żeby nauczyć się
    sygnalizować, nie skazywać się na domyślność zwłaszcza że samemu z reguly się
    domyślnym nie jest.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • dolor 30.08.10, 12:37
    O rany, żeby się czuć dobrze na spotkaniach rodzinnych i klasowych, to chyba
    trzeba mieć wyjątkowego fuksa do pasujących ludzi. Jak jest dobrze z tymi,
    których samemu się wybrało, to chyba jest normalnie?
    --
    "reszta świata osiągnęła apogeum poglądów wyznawanych przez nią od wieków:
    mistycyzmu i irracjonalizmu — które zostawiają po sobie jedynie dwa pomniki: dom
    wariatów i cmentarz."
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • dolor 30.08.10, 17:12
    lucyna_n napisała:

    > Co do sygnalizowania to tak, jak najbardziej jestem za tym żeby nauczyć się
    > sygnalizować, nie skazywać się na domyślność zwłaszcza że samemu z reguly się
    > domyślnym nie jest.

    Może załóż watek sygnalizacyjny? Hasłem może być: brzydką dziś mamy pogodę albo
    chce mi się pogadać. Odrzucający ofertę nie zostawią śladu. Czasem i dwojgu chce
    się naraz.
    --
    "Znaleźć sprzeczność, to przyznać się do błędu w myśleniu; pozostać przy niej,
    to wyrzec się umysłu i opuścić domenę rzeczywistości"
  • lucyna_n 31.08.10, 15:21
    ale po co mi ten wątek, bo nie bardzo kapuję?
    ja jak chcę pogadać to wlaśnei sama występuję przed szerego bo się już tego
    nauczyłam że trzeba wtedy samemu że tak powiem zainicjować.
    Kiedyś, kiedyś czekalam na to że ktoś się odezwie jako na dowód jawny sympatii
    taki niewyproszony.Wynikało to z zerowego poczucia wlasnej wartości i głodu
    pozytywnych emocji, głodu przez wielkie GŁ oraz panicznego lęku przed
    odrzuceniem, zignorowaniem.
    Im mniej człowiekowi zależy na ludziach tym bardziej się do niego pchają
    drzwiami i oknami. Nie wiem dlaczego ale tak jakoś zaobserwowałam.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • dolor 01.09.10, 22:09
    A wiesz, ja też. Chyba mi o coś chodziło. Ale syndrom 50 postów na godzinę mnie
    dopadł. Aaa, chyba o to, żeby było jakieś hasło dla wszystkich zrozumiałe, albo
    miejsce, w którym będzie wiadomo, o co chodzi. Bo depresiaki uwielbiają nie
    wprost. No dobra, głupie to było.
    --
    człowiek powinien dać racjonalną odpowiedź tym, których ona obchodzi i którzy
    czynią wysiłek w celu jej poznania. Ci, którzy wysilają się, by mnie nie
    zrozumieć, nie obchodzą mnie.
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • mskaiq 30.08.10, 11:29
    A nie myslisz ze ten stan opuszczenia moze miec cos
    wspolnego z tym ze boisz sie zostac pochlonieta ?
    Dla osob o borderline struktorze charakteru porzucenie
    jest mniejszym zlem niz pochloniecie.
    Trudno do takiej osoby sie zblizyc bo ona ciagle sie
    odsuwa.
    A obok tego a moze przez to jest jeszcze poczucie winy
    ze chcesz sie zblizyc do kogos. Czujesz ze proba nawiazania
    kontaktu to narzucanie sie, ze nikt nie ma ochoty sluchac
    Ciebie.
    Czy ktos Ci powiedzial ze sie narzucasz, ze nie ma ochoty
    skuchac Ciebie czy projektujesz Swoje wlasne uczucia na
    ten temat na innych ludzi ?
    Mysle ze warto sie nad tym zastanowic.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • canoine 30.08.10, 21:09
    jestem skłonna się z Tobą zgodzić w wielu punktach, ale proszę Cię, przestań do
    mnie pisać jak do przypadku psychiatrycznego. poza tą czy inną diagnozą (a mam
    ich kilka, na każdy dzień tygodnia chyba) jestem także człowiekiem. mną.
    kimkolwiek bym nie była. z góry dzięki.
  • mskaiq 31.08.10, 10:10
    To prawda ze pisze do Ciebie w troche w taki sposob bo mam
    wrazenie ze jest Ci to blizsze ze takie podejscie lepiej do
    Ciebie dociera.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • canoine 31.08.10, 10:14
    nie lubię sprowadzania mnie do takiego czy innego zaburzenia. śmiem twierdzić,
    że jestem jednak czymś więcej niż pozycją na liście odchyleń psychiatrycznych z
    przypisaną stosowną kombinacją literkowo-cyfrową.
  • lucyna_n 29.08.10, 21:17
    a wiesz że sparawiasz wrażeei osoby całkowicie panującej nad swoim życiem? wręcz
    potępiającej słabość ?
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • canoine 30.08.10, 01:48
    wiem. paradoksalnie ze strachu.
  • lucyna_n 30.08.10, 12:32
    wypadasz w tej roli dosłownie zabójczo dobrze.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • canoine 30.08.10, 21:05
    nie najgorzej. choć już nie tak świetnie jak kiedyś. ale to jest klatka.
    kaganiec. i choć wydaje mi się, że całkiem nieźle wiem jak to działa, skąd się
    bierze i dlaczego, nie potrafię tego przełamać i wyjść poza. poza ten
    automatyzm. bo to jest automatycznie odpalany program. przećwiczony przez lata
    po prostu dzieje się sam. dopiero jak nikt nie widzi, kolejny raz wyję z
    samotności i wściekłości na siebie, że znów byłam taka zajebista i znów
    przerosłam samą siebie..
  • dolor 30.08.10, 21:20
    A może tam powinnaś być? Bo zasługujesz? I tylko z tym spadaniem coś nie tak?
    --
    człowiek powinien dać racjonalną odpowiedź tym, których ona obchodzi i którzy
    czynią wysiłek w celu jej poznania. Ci, którzy wysilają się, by mnie nie
    zrozumieć, nie obchodzą mnie.
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • canoine 30.08.10, 21:44
    być może. mam wrażenie, że większość moich lęków nie jest tak naprawdę moja, że
    jest jakby z zewnątrz, że została mi sprzedana gdzieś po drodze. zdecydowanej
    większości nie potrafię uzasadnić, nie potrafię wskazać nawet wyimaginowanego
    zagrożenia, które mogłoby to wywoływać - po prostu boję się i już. potrafię
    przejechać na stopa całą Polskę, co niedawno uczyniłam i za tydzień zamierzam
    powtórzyć, a jednocześnie czuć ścisk w gardle i wszystkich flakach na myśl o
    wyjściu z domu do sklepu. znalazłabym takich paradoksów dziesiątki. i gubię się,
    bo chwilami już nie wiem która ja, to rzeczywiście ja. nie wiem jak uwolnić się
    od tego lęku, nie wiem jak uwolnić się wreszcie od krzywdy, jaką mi wyrządzono
    20 lat temu, nie wiem jak uwolnić się od dziesiątek innych mniejszych krzywdek,
    jakie mi sprawiono potem. dziś już nie ma zagrożenia, dziś już nie ma się czego
    bać, dziś już mogę robić co chcę, mogę kierować swoim życiem jak tylko mam na to
    ochotę. a jednak nie. nie, bo coś mnie ciągle blokuje. irracjonalny, idiotyczny
    lęk przed nie wiem czym. wszędzie.
  • dolor 30.08.10, 21:58
    Może rzeczywiście Ty to ta lepsza. Nie znam się na lekach, na beznadziei się
    tylko poznałem. Jak się darzysz szczerą nienawiścią, lęki mijają. Jak się
    polubisz, nie wracają. Może coś jest po środku, ale już nie pamiętam.
    --
    człowiek powinien dać racjonalną odpowiedź tym, których ona obchodzi i którzy
    czynią wysiłek w celu jej poznania. Ci, którzy wysilają się, by mnie nie
    zrozumieć, nie obchodzą mnie.
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • canoine 30.08.10, 22:02
    nie mam już sumienia się nienawidzić. nie zdołałam się jednak polubić. pośrodku
    jest to, co widać.
  • dolor 30.08.10, 22:26
    Źle nie wygląda. Ale masz własne, krzywe zwierciadła.
    --
    "Znaleźć sprzeczność, to przyznać się do błędu w myśleniu; pozostać przy niej,
    to wyrzec się umysłu i opuścić domenę rzeczywistości"
  • canoine 31.08.10, 09:03
    No, nie tak źle. Jak się przyjrzeć to jeszcze parę lat temu było dużo gorzej.
    Można by więc mieć nadzieję, że idzie ku lepszemu i kiedyś dojdzie. Ale póki co
    nie daje mi to normalnie żyć. A ja nie wiem dlaczego nie mogę tego zostawić za
    sobą, oderwać się od tego, zapomnieć się nie da, ale nie wlec za sobą tak
    kurczowo.. Bo znane gorsze jest lepsze od nieznanego potencjalnie lepszego?
    Nawet logiczne, choć głupie.
  • dolor 31.08.10, 10:34
    Nie głupie. Chyba o to idzie. Lepsze samo rzadko dochodzi. Nie wiem, co Cię
    przygniotło. Ale trupy z szafami, kamienne tablice i litość są o wiele za
    ciężkie, by się z nimi dźwignąć. Duma się przydaje, lekkie, poręczne oparcie.
    Świadomość, że rzeczywistość jest i rządzi się prawami, które możemy z dużym
    prawdopodobieństwem przewidzieć. Umysł, by gromadzić doświadczenie i analizować,
    także: czego się boimy, czy to faktycznie groźne i jak się zabezpieczyć, jak
    wykorzystać co mamy. Własna wartość, by wymieniać na potrzebną nam cudzą. I
    odpowiedni moment, by było się czego chwycić, czym podeprzeć, by z koleiny
    wydostać, ten najmniej zależny od woli fragment układanki. Źle zaplanowane
    nieznane może być gorsze, znane z czasem staje się nie do zniesienia. Przerabiam
    Twoje na mój poplątany język, dobrze mi się przy Twym pisanym myśli, sprawny łeb
    Ci się trafił (spostrzeżenie, nie komplement).
    --
    Zawieszając własny sąd, negujecie istnienie własnej osoby. Gdy człowiek mówi:
    „Kimże ja jestem, by wiedzieć?", mówi: „Kimże jestem, by żyć?".
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • canoine 31.08.10, 11:24
    Tkwi we mnie małe skrzywdzone dziecko. Przestałam je już tak dotkliwie kopać za
    każdy kwik, jaki z siebie wydało, ale nie potrafię się ciągle nim w sobie zająć,
    kiedy cierpi. Trącanie pewnych strun, rusza we mnie zawsze lawinę wspomnień i
    emocji z dawnych czasów. Podjęłam jedną próbę na terapii parę miesięcy temu, ale
    wymiękłam. Teraz próbuję po raz drugi. Mam objawy podobne do PTSD. Jak żołnierz,
    do którego powoli dociera, że wojna się już skończyła i nie ma już wroga..
    Przerobić, przeżyć, przetrwać, oswoić, nauczyć się z tym żyć, obok tego, nauczyć
    się sobie radzić, umrzeć ze strachu, by zobaczyć, że nie ma się czego bać..
    Wkalkulowałam, że tak być może. Ale ta przewidywalność nie czyni procesu
    znacząco łatwiejszym..
  • dolor 31.08.10, 12:21
    Trochę męczące, że każdy post powinienem tu zaczynać od nie wiem. I banałów. Ale
    małego dziecka już nie ma. Jest tu i teraz. Tu i teraz masz możliwości obrony i
    ataku, których nie było. Możesz odrzucić wszystko, co niepotrzebnie ogranicza.
    To logiczne, tylko nie mam pojęcia (znów) jak następuje proces uświadamiania
    sobie tego. Coś się przełamuje i zaczyna to być częścią ciebie. Nie wiem jak.
    Ale warto próbować na wszelkie sposoby. I próbujesz. A im więcej, tym większa
    szansa, że zaskoczy. Czyli: rób dalej swoje, a ja pokibicuję. Sprawi mi dużą
    przyjemność, jeśli Ci się uda, bo zasługujesz na to jak nie każdy.
    --
    "Znaleźć sprzeczność, to przyznać się do błędu w myśleniu; pozostać przy niej,
    to wyrzec się umysłu i opuścić domenę rzeczywistości"
  • prawie.nickt 31.08.10, 12:28
    dolor napisał:

    > bo zasługujesz na to jak nie każdy.

    od kilku dni rozdziela pan pochwały
    a to nagle forum pełne łbów
    a to ktoś zasługuje bardziej niż inni

    kim pan jest, dolor, bogiem?
    czy samozwańczym miernikiem charakteru i intelektu?
  • dolor 31.08.10, 12:47
    Człowiekiem od niedawna na tyle dumnym i silnym, by pozwolić sobie na
    przyjemność własnego zdania.

    A kimże jest pani rozdając kopniaki, diabłem, czy samozwańczym miernikiem?
    --
    "Znaleźć sprzeczność, to przyznać się do błędu w myśleniu; pozostać przy niej,
    to wyrzec się umysłu i opuścić domenę rzeczywistości"
  • prawie.nickt 31.08.10, 12:55
    dolor napisał:

    > Człowiekiem od niedawna na tyle dumnym i silnym, by pozwolić sobie na
    > przyjemność własnego zdania.

    bez wątpienia jest pan człowiekiem i jest pan dumny
    siły nie sposób zweryfikować w oparciu o oświadczenie

    > A kimże jest pani rozdając kopniaki, diabłem, czy samozwańczym miernikiem?

    czasem krytykiem, czasem krytykantem
    i z pewnością kimś szukającym guza
  • prawie.nickt 31.08.10, 14:37
    dolor napisał:

    > A kimże jest pani rozdając kopniaki, diabłem, czy samozwańczym miernikiem?

    kimś kto już nawet nie myśli o sobie
    że próbuje być dobrym człowiekiem

    pan doskonale kiedyś przepowiedział przyszłość
    niestety nie dotyczyła ona pana, tylko mnie
  • mskaiq 31.08.10, 10:55
    Kiedy u mnie pojawial sie scisk w gardle i we flakach to
    nie zwracalem na to uwagi.
    To byly odczucia somatyczne ktore znalem doskonale.
    Ignorowalem je, staralem sie byc zajety, staralem sie
    jak najmniej przezywac to co sie ze mna dzieje, nie
    utozsamiac sie z moim cialem.
    Wiedzialem ze jesli emocje czy odczucia somatyczne
    prowadzace do emocji beda mi obojetne to one znikna.
    Wiedzialem rowniez ze jesli bede sie z nimi utozsamial
    to beda coraz silniejsze.
    Staralem sie jak najmniej analizowac siebie i przezywac
    to co sie ze mna dzieje. Zajmowalem sie wszystkim tylko
    nie soba. Zajmowalem sie innymi ludzmi, skupialem sie na
    pracy, na pisaniu, rozwiazywaniu problemow tylko nie na
    sobie.
    Jesli chodzi o krzywdy to wybaczalem. To nie jest latwe,
    pierwsze wybaczenie przyszlo mi po kilku miesiacach
    szamotania sie ze soba, ale udalo sie.
    Od tamtego czasu wybaczalem coraz latwiej i sobie i innym.
    Dzisiaj to juz zadna sztuka. Najwazniejsza jest empatia,
    zrozumienie kata.
    Serdeczne pozdrowienia.

  • canoine 31.08.10, 11:08
    nie umiem wybaczyć. nie umiem odczuwać wobec mojego kata żadnej innej emocji
    poza strachem. wszystkie inne przeniosłam na siebie. w tym złość. sobie też
    dotąd nie wybaczyłam. ciągle tkwi we mnie przekonanie, że mogłam coś zrobić i
    nie mogę sobie skutecznie przetłumaczyć, że jako dziecko niewielkie miałam
    możliwości.
  • prawie.nickt 31.08.10, 11:12
    canoine napisała:

    > nie umiem wybaczyć. nie umiem odczuwać wobec mojego kata żadnej innej emocji
    > poza strachem.

    fakt - w sensie: znam to
    ale to też pewnie moja wina
  • prawie.nickt 31.08.10, 12:37
    trudne szczególnie w przypadku ludzi, których się kocha
    którzy zostaną w twoim życiu do końca
    i którym całkiem nieźle zdołało się odpłacić

    bo trudno mówić o odwecie
    po prostu własna podłość

    ---
    to o mnie było, nie o Tobie
  • canoine 31.08.10, 12:42
    nic z tych rzeczy
  • prawie.nickt 31.08.10, 12:49
    zdolność do odpłaty mimo lęku
    a może właśnie dzięki niemu

    nieważne.
  • mskaiq 31.08.10, 12:52
    Zeby moc wybaczyc musialem rozumiec kata, rozumiec to
    ile kiedys ktos mu wyrzadzil krzywdy ze sam nim zostal.
    Wiem jak strach blokuje.
    SErdeczne pozdrowienia.
  • canoine 31.08.10, 12:57
    jak myślisz, kim trzeba być, żeby zgwałcić kilkuletnie dziecko?
  • prawie.nickt 31.08.10, 13:02
    ..

    ok. nie rozumiem
    nie ten kaliber

    i przykro mi
    (bardzo nieadekwatne)
  • canoine 31.08.10, 13:05
    nazwanie coś zmienia?
  • prawie.nickt 31.08.10, 13:16
    canoine napisała:

    > nazwanie coś zmienia?

    tak.
    to chyba dobry punkt wyjścia do rozliczenia się -
    z tym co się stało, ze sobą i z tym człowiekiem.

    ale to trochę zmienia rzeczywistość
    grunt się może usunąć spod nóg
    bo skłania do podejmowania pewnych decyzji
    na które najzwyczajniej nie ma siły

    a stworzoną wcześniej fasadę dzielnej dziewczyny
    będzie musiało zastąpić coś innego
    gorzej, jeśli to fasada trzymała dotąd w pionie

    chyba.
  • canoine 31.08.10, 14:19
    ta "fasada" wyewoluowała w toku procesu radzenia sobie z czymś, co mnie
    przerosło. nie wypracowałam sobie innej strategii. ta, w tamtych warunkach,
    wydawała się najbezpieczniejsza, kiedy się było małym, potem trochę większym,
    ale ciągle samym. kiedy to się chwieje, nie wiem co robić. i zaczynam trochę
    panikować.
  • prawie.nickt 31.08.10, 14:46
    trzymaj się terapii
    trzymaj się ludzi - może nawet tych forumowych buców

    fasady się sypią.
    a człowiek ma szanse zostać.
  • dolor 31.08.10, 13:36
    Tępym, najohydniejszym zbrodniarzem niegodnym miana człowieka?
    Nienawiść w miejsce strachu jest chyba najbardziej adekwatna. Nienawiść do kata
    i tylko do niego.
    Niech Mask go sobie usprawiedliwia.
    --
    człowiek powinien dać racjonalną odpowiedź tym, których ona obchodzi i którzy
    czynią wysiłek w celu jej poznania. Ci, którzy wysilają się, by mnie nie
    zrozumieć, nie obchodzą mnie.
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • mskaiq 31.08.10, 15:21
    Nienawisc jest choroba Dolor. Gdybym nie pozbyl sie mojej
    nienawisci to bylbym w szpitalu dla oblakanych, nie sposob
    z tym zyc. Musialem wybaczyc, to bylo na miare przetrwania.
    Serdeczne pozdrowienia
  • dolor 31.08.10, 21:54
    Pan by antylopę przekonywał, że powinna zrozumieć lwa. Nienawiść nie większą
    chorobą jest niż miłość, dopiero gdy się ją rozdaje bez względu na zasługi, to
    choroba. Pan sobie możesz kochać gwałciciela, to dopiero jest chore.
    --
    "Znaleźć sprzeczność, to przyznać się do błędu w myśleniu; pozostać przy niej,
    to wyrzec się umysłu i opuścić domenę rzeczywistości"
  • mskaiq 31.08.10, 15:15
    Czytalem o badaniach przeprowadzonych na pedofilach w USA.
    Tacy ludzie wierza ze seks sprawia dziecku nie mniejsza
    przyjemnosc niz jemu samemu.
    Uswiadomienie takiej osobie ze to nie jest prawda, prowadzi
    w bardzo wielu wypadkach do wyleczenia.
    Serdeczne pozdrowienia
  • canoine 31.08.10, 15:44
    zamilcz.
  • mskaiq 01.09.10, 11:10
    A co nalezy zrobic Twoim zdaniem pedofilami ? jakie Ty widzisz
    rozwiazanie ?
    Czy uwazasz ze nie zasluzyli na terapie i pomoc ?
    Serdeczne pozdrowienia.
  • dolor 01.09.10, 17:30
    Zasłużyli na długoletnie więzienie i terapię. I nienawiść ofiar. To, że ktoś
    jest idiotą lub oszustem i twierdzi, że dziecku się to podoba, nie jest żadnym
    usprawiedliwieniem.
    --
    Zawieszając własny sąd, negujecie istnienie własnej osoby. Gdy człowiek mówi:
    „Kimże ja jestem, by wiedzieć?", mówi: „Kimże jestem, by żyć?".
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • lucyna_n 01.09.10, 17:47
    taki film jest M jak morderca, polecam.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • canoine 01.09.10, 22:27
    nie obchodzi mnie to.
    ktoś mnie kiedyś zapytał, co bym zrobiła, gdybym miała możliwość spojrzeć teraz
    prosto w oczy i wymierzyć karę. mogłabym snuć długie fantazje o powolnym i
    możliwie najbardziej bolesnym i okrutnym uśmiercaniu. ale przypuszczam, że nie
    zrobiłabym nic. bo nie znam takiej kary, którą mogłabym wymierzyć za to, co mi
    zrobiono.
    nie rozumiesz, nie jesteś w stanie pojąć, skoro oczekujesz ode mnie współczucia
    dla mojego oprawcy. a jeśli nie rozumiesz - zamilcz.
  • mskaiq 01.09.10, 22:54
    Rozumiem Twoje uczucia ale rozumiem rowniez co z nich
    wynika. One sa przeciwko Tobie.
    Moja nienawisc, zlosc do ludzi ktorzy skrzywdzili mnie
    obracala sie przeciwko mnie.
    W kazdej chwili mogla pojawic sie poczucie krzywdy, w
    kazdej chwili swiat mogl byc przeciwko mnie i tworzyc we
    mnie strach, lek, poczucie bezradnosci, nienawisc. To
    one nie dawaly zasnac, ciagle wdzieraly sie w zycie,
    ciagle psuly ciaglosc, odbieraly chec do zycia, zaklocaly
    pamiec.
    Nie moglem sobie poradzic z tymi uczuciami bo nie mozna
    nimi kierowac, odsunac kiedy przeszkadzaja.
    Aby sie ich pozbyc musialem wybaczyc. Zrobilem to aby moc
    zyc. Dzisiaj jestem wolny od poczucia krzywdy, nie meczy
    mnie kiedy sie z nia spotykam a spotykam sie czesto.
    Krzywda nie niszczy mnie, nie jest przeciwko mnie, nie
    zakloca, nie zmienia co chwila stanow emocjonalnych.
    Serdeczne pozdrowienia.

  • canoine 01.09.10, 23:08
    nie czuję nienawiści do swojego oprawcy. nie czuję żadnych emocji, poza
    strachem, gdy o tym myślę. a czasem nawet i tego nie - zimna pustka. nie
    projektuj więc na mnie SWOICH emocji, bo NIE JESTEM TOBĄ. i nie pisz mi, że
    rozumiesz. jeśli nie doświadczyłeś - nie masz pojęcia.
  • mskaiq 02.09.10, 15:16
    Nie projektuje na Ciebie moich emocji bo moja przeszlosc nie budzi we mnie zadnych
    negatywnych emocji. Nie budzi zimna ani pustki. Znam to zimno i znam ta pustke,
    bardzo wiele osob ja zna. Zlo ktore sie wydarzylo i ktore ja wywoluje nie ma juz
    zadnego wplywu na mnie, jest za to wiele dobrych uczuc, ktore zastapily te zle i
    przerazajace.
    Napisalem ci o moich doswiadczeniach, bo wedlug mnie moga Ci pomoc. Znam
    emocje o ktorych piszesz, bo emocje wygladaja podobnie u wszystkich ludzi.
    Roznice w ich odbiorze zaleza od poziomu osobowosci, od mechanizmow obronnych
    jakimi posluguje sie borderline, psychoza, nerwica czy tez czlowiek ktorego osobowosc
    zaliczana jest do normalnych.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • dolor 02.09.10, 15:48
    mskaiq napisał:

    > Znam
    > emocje o ktorych piszesz, bo emocje wygladaja podobnie u wszystkich ludzi.
    > Roznice w ich odbiorze zaleza od poziomu osobowosci, od mechanizmow obronnych
    > jakimi posluguje sie borderline, psychoza, nerwica czy tez czlowiek ktorego oso
    > bowosc
    > zaliczana jest do normalnych.

    Tak, ucieczka przed bombardowaniem i ucieczka przed mordercą bywa powodowana
    podobnymi emocjami. Pan proponuje skupić się na wybaczeniu pająkowi i mordercy.
    --
    Zawieszając własny sąd, negujecie istnienie własnej osoby. Gdy człowiek mówi:
    „Kimże ja jestem, by wiedzieć?", mówi: „Kimże jestem, by żyć?".
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • mskaiq 03.09.10, 11:45
    A czy mozna wybaczyc, albo choc zrozumiec kogos kto ma problemy psychiczne ? Sa
    tacy ktorzy uwazaja ze nie ma miejsca dla takich ludzi w zdrowym spoleczenstwie.
    Wiele osob dysocjacyjnych z poziomu psychotycznego moze przebywac w wiezieniach
    zamiast w szpitalach. Alter osobowosci, ktore gwalca, zabijaja bywa konsekwencja
    traumatycznego przezycia, ktore doprowadzilo do rozczepienia osobowosci, np
    gwaltu dokonanego na tej osobie.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • dolor 03.09.10, 13:18
    Inicjowanie przemocy dzieli się na niedopuszczalne i niewybaczalne. Rozmiar
    szkód, jakie wyrządziło to tutaj, jest niewybaczalne. Człowiek POTRAFI I PONOSI
    ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA WŁASNE CZYNY. Nie chcąc ponosić odpowiedzialności za
    zbrodnię, przekraczając tę jedyną granicę - traci prawo do człowieczeństwa. Nie
    mogąc - nie ma tego prawa. Nic, żadna trauma, żadne upośledzenie nie jest
    usprawiedliwieniem. Rozumieć można, ekipa psychiatrów więziennych. Jeśli pańskie
    miłosierdzie skłania pana do przyjęcia założenia: każdemu według potrzeb, nie
    według zasług - to bardzo szkodliwa idea. Jeśli chce pan nieść dobrą nowinę
    zwyrodnialcom, nie tutaj. Nie zamierzam roztrząsać w tym wątku, który psychopata
    miał traumę w dzieciństwie, a który nie. Mdli mnie, jak to czytam. Pan próbuje
    usprawiedliwiać zbrodniarza i obciążać tym ofiarę. Koszmarne. Jedyne, co ofiara
    musi, to samemu nie stać się zbrodniarzem. Podstawowe jej prawo, walczyć w każdy
    inny dostępny jej sposób, by się otrząsnąć, odzyskać wiarę we własną moc,
    odzyskać poczucie bezpieczeństwa, świadomość, że koszmar nie jest codziennością,
    jest rzadkim, tragicznym wyjątkiem. W takim stopniu, w jakim to w ogóle jest
    jeszcze możliwe.
    --
    człowiek powinien dać racjonalną odpowiedź tym, których ona obchodzi i którzy
    czynią wysiłek w celu jej poznania. Ci, którzy wysilają się, by mnie nie
    zrozumieć, nie obchodzą mnie.
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • mskaiq 03.09.10, 16:02
    Na szczescie osoba chora psychicznie jest chroniona przez prawo i na szczescie
    nasza cywilizacja osiagnela juz to zrozumienie ze czlowieka chorego nie mozna karac.
    Taka osobe sie leczy a nie karze.
    To nienawisc, zlosc, strach, brak tolerancji prowadza do zbrodni i gwaltow. Nigdy nie robi
    tego milosc. Milosc nie zabija, nie gwalci, jest ona jedyna nadzieja na lepszy swiat.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • canoine 03.09.10, 21:32
    na szczęście? szczęście dla kogo? dla kata? dla kogoś, kto wielokrotnie, bo nie
    był to jeden raz, zafundował mi koszmar, z którym JA muszę teraz żyć? mam wg
    Ciebie pochylić się nad nim, zrozumieć jego nieszczęście, bo pewnie sam miał
    trudne dzieciństwo, co dało mu prawo do wyrządzania krzywdy innym? a ja co? co
    ze mną? oprawca może zostać usprawiedliwiony, winno mu zostać wybaczone, a co ja
    mam zrobić z tą krzywdą, którą mi wyrządzono? przełknąć, zapomnieć, nic się nie
    stało? a skoro mi tę krzywdę wyrządzono, to może ja również mam prawo krzywdzić
    kolejne osoby? o jakiej miłości Ty Mskaiq pierdolisz? o miłości do oprawcy? bo
    on miał za mało miłości w życiu? mi nikt nie pomógł. 20 lat życia w ciągłym
    strachu zabrało mi zanim odważyłam się komuś o tym powiedzieć. nawet nie
    powiedzieć - napisać na kartce. to JA nie mogę spać, to JA panicznie boję się
    kontaktów fizycznych i nie potrafię się z nikim związać, to JA jestem sama całe
    życie, to JA mam pokaleczone ciało, to z MOJEGO życia uczyniono koszmar..
    sprawca ma prawo do bycia usprawiedliwionym i wybaczenia.. ja - nie mam nic..
    poza życiem w poczuciu winy, strachu, krzywdy i bolesnej myśli, że nie zrobiłam
    nic, by się obronić, więc pozwoliłam na to.. pretensje mogę mieć więc tylko do
    siebie.. nie, po tych 20 latach karania siebie za nie swoje zbrodnie - nie
    zgadzam się już na to. i nie zgadzam się na usprawiedliwianie bydlaka, który mi
    to zrobił.
    zdarzało Ci się pieprzyć różne bzdury. ale tym razem przeszedłeś już samego siebie.
  • zamykanie 03.09.10, 22:38
    canoine napisała:

    > co ja
    > mam zrobić z tą krzywdą, którą mi wyrządzono? przełknąć, zapomnieć, nic się nie
    > stało?

    odejść od tych ludzi?


    > sprawca ma prawo do bycia usprawiedliwionym i wybaczenia..

    nie ma prawa.
  • canoine 03.09.10, 22:49
    zamykanie napisała:


    > odejść od tych ludzi?

    nie mam kontaktu żadnego.


    > > sprawca ma prawo do bycia usprawiedliwionym i wybaczenia..
    >
    > nie ma prawa.

    wg Maska - owszem.
  • zamykanie 04.09.10, 07:02
    canoine napisała:

    > nie mam kontaktu żadnego.

    więc teraz chyba powoli rugować z głowy


    > > > sprawca ma prawo do bycia usprawiedliwionym i wybaczenia..
    > >
    > > nie ma prawa.
    >
    > wg Maska - owszem.

    zawsze według kogoś coś
    a według Ciebie? odpowiedziałaś już przecież
    nie musisz wdawać się w dyskusje ze zbawicielem
  • mskaiq 04.09.10, 02:17
    Na szczescie dla kogo ? Dla ludzkosci, dla Ciebie, dla mnie. Czy myslisz ze zemsta,
    zabicie kata przyniosloby Ci ulge ?
    Nie przynioslaby a czlowieka mozna zmienic, mozna mu pomoc. W zadnym czlowieku
    nie ma zla, jest tylko brak zrozumienia, jest czasem bol taki ze czlowiek ucieka od siebie
    bo nie moze zapanowac nad emocjami czy strachem. Tak dzieje sie bardzo czesto w
    psychozie i borderline, pojawiaja sie dysocjacje. Wtedy inna osobowosc pelna nienawisci,
    zlosci potrafi dokonac tego strasznych rzeczy.
    Czlowiek kiedy wraca do siebie nie pamieta co zrobil, nie wie ze to zrobil, to bylo to
    drugie ja ktore przejelo kontrole.
    Wiem ze wybaczenie u mnie zmienilo wszystko, zatrzymalo alter innej osobowosci,
    nieustannego bolu. Dzieki temu odzyskalem kontrole nad soba, nas snem, nad emocjami.
    Wiele rzeczy zmienilem. Pozbylem sie krytyki, obwiniania innych, agresji i zlosci, przestalem
    sie bac, itp.
    Serdeczne pozdrowienia.

  • olga_w_ogrodzie 04.09.10, 02:30
    Dolor powiedział był :

    "Na szczęście więzień jeszcze nie zlikwidowano, są w nich mordercy, gwałciciele,
    pedofile. Także ci, o których w programie mówili, że im się wydawało, że dziecku
    to przyjemne. Nasza cywilizacja osiągnęła już to zrozumienie, że bestię trzeba
    izolować. Leczyć, jeśli się da, nie usprawiedliwiać."

    Mskaiq,
    zgadzam się z tym.
    Dolor nie mówi o zemście.
    mówi o izolacji, może i dozgonnej dla tych, ktorzy zrobili krzywdę i mogą to powtórzyć.
    przyjmij do wiadomości, iż są na świecie tym także bestie których się nie zmieni ani zrozumieniem,
    ani leczeniem.
    pochyl sie może nad ich realnymi i potencjalnymi ofiarami i pomysł, że dla bezpieczeństwa wielu,
    taką jedną bestię powinno się izolować.

    masz zrozumienie dla pedofil ii gwałciicieli, a mieć ją chyba trzeba dla ofiar głównie.


    --
    off_nick 03.09.10, 21:4 :
    Tych Polaków , którzy mają konszachty z uwolami należy traktować podobnie jak
    volksdeutschów utrzymujących kontakty ze Stalinem, bądź Hitlerem
  • mskaiq 04.09.10, 13:21
    Zawsze pochylam sie nad ofiarami Aidko. Osoba ktora dokonuje tych strasznych
    rzeczy jest sama ofiara rowniez.
    Wielu psychiatrow i psychologow to rozumie, uwazaja ze takim ludziom trzeba i mozna
    pomoc.
    Wiezienie nie zmieniaja ludzi, czynia ich jeszcze gorszymi. Tylko wybaczenie i dobroc moze
    ich zmienic. Zlo wyrzadzone takim ludziom dowodzi im ze swiat jest zlem, ze takie sa reguly
    gry, ze liczy sie sila, ze liczy sie przemoc.
    Kiedy robisz cos dobrego dla takiego czlowieka to nie chce wierzyc i wtedy zwykle
    stara sie byc jeszcze gorszy i czeka aby go odrzucic, skazac, znienawidziec. Kiedy to
    nie nastepuje wtedy pojawia sie zmiena.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • olga_w_ogrodzie 04.09.10, 15:13
    nie odpowiedziałeś, więc ponowię - tak czy nie ? -

    skoro w żadnym człowieku nie ma zła, to i u Hitlera nie było, a jego ludobójstwo należało uzasadnić
    bólem i okazać mu zrozumienie ?
    proszę o konkretną odpowiedź

    --

    off_nick 03.09.10, 21:4 :
    Tych Polaków , którzy mają konszachty z uwolami należy traktować podobnie jak
    volksdeutschów utrzymujących kontakty ze Stalinem, bądź Hitlerem
  • mskaiq 04.09.10, 15:56
    Mysle ze chodzi Ci o odpowiedz na to pytanie
    >masz zrozumienie dla pedofil ii gwałciicieli, a mieć ją chyba trzeba dla ofiar głównie.
    Odpowiedzialem na to pytanie. Mam zrozumienie dla wszystkich skrzywdzonych, ofiar.
    Nie znam Aidko czlowieka ktory nie zostal skrzywdzony.
    Serdeczne pozdrowienia.


  • olga_w_ogrodzie 04.09.10, 16:03
    nie.
    nie odpowiedziałeś, jak prosiłam : konkretnie - tak czy nie ?

    Hitlera i to, co zrobił należy tłumaczyć jego bólem i zrozumieć go ?

    z tego, co piszesz wynika, że tak.
    ale miej odwagę odpowiedzieć sam : tak czy nie ?
  • olga_w_ogrodzie 04.09.10, 02:37
    mskaiq :

    > W zadnym czlowieku
    nie ma zla, jest tylko brak zrozumienia, jest czasem bol taki ze czlowiek ucieka od siebie
    > bo nie moze zapanowac nad emocjami czy strachem. --

    skoro w żadnym człowieku nie ma zła, to i u Hitlera nie było, a jego ludobójstwo należało uzasadnić
    bólem i okazać mu zrozumienie ?
    proszę o konkretną odpowiedź.

    --
    off_nick 03.09.10, 21:4 :
    Tych Polaków , którzy mają konszachty z uwolami należy traktować podobnie jak
    volksdeutschów utrzymujących kontakty ze Stalinem, bądź Hitlerem
  • mskaiq 04.09.10, 16:22
    Na temat Hitlera pisalem Ci wiele razy. Sam Hitler nie osiagnalby nic. Mial za soba
    olbrzymia wiekszosc narodu, mial wielu sprzymierzencow spoza Niemiec ktorzy
    wspierali agresje.
    A skad sie wziela ta agresja u Niemcow ? Z problemow, z biedy i krzywdy ktora
    wycierpieli ich zdaniem po przegranej pierwszej wojnie swiatowej.
    Tak wiec ofiara stala sie katem.
    To normalna kolej rzeczy, ofiara bardzo czesto przezywa stany psychiczne zwiazane
    z doznana krzywda, na przyklad dysocjacje i bezwiednie sama moze stac sie katem.
    Serdeczne pozdrowienia.



    Serdeczne pozdrowienia.
  • bazoooka 04.09.10, 16:37
    pokrętne Twoje rozumowanie, mask. wygląda na to, że ofierze można zacząć
    współczuć dopiero, kiedy zaczyna być katem. nie wcześniej. wcześniej trzeba
    tylko wpędzać w poczucie winy.

    --
    "He has all the virtues I dislike and none of the vices I admire." (Churchill)
  • mskaiq 05.09.10, 02:57
    Nie napisalem ze mozna wspolczuc ofierze dopiero kiedy staje sie katem. Napisalem
    tylko ze ofiara staje sie bardzo czesto katem. Nie ma kata ktory sam nie bylby
    przed tym ofiara.
    Jedynym sposobem aby przerwac ten ciag jest wybaczenie. To jedyny sposob
    przerwania bolu, nekajacych emocji ktore potrafia pozbawic kontroli nad soba.
    Serdeczne pozdrowienia.


  • dolor 05.09.10, 15:35
    mskaiq napisał:

    > Napisalem
    > tylko ze ofiara staje sie bardzo czesto katem.

    Wielokrotnie częściej się nie staje. Nie obrażaj ofiar.

    > Nie ma kata ktory sam nie bylby
    > przed tym ofiara.

    Zatem pierwszą ofiarą był biblijny Adam. W wersji unowocześnionej, jakiś
    fragment prazupy. To nieistotne. Nawet jeśli każdy jest ofiarą, tylko nieliczni
    staja się oprawcami. Są ofiary, które później nie stają się katami, choć nie
    bawią się w wybaczanie. Nawet jeśli bardzo cierpią. Nie stają się, bo są ludźmi,
    maja mózgi i zasady. Im należą się te pozytywne uczucia, tylko im. I nie za samo
    cierpienie. Cierpienie nie jest wartością. Wartością jest człowieczeństwo.

    > Jedynym sposobem aby przerwac ten ciag jest wybaczenie.

    Ofierze? Nie ma czego wybaczać. Katu? Nie. Jedynym sposobem jest
    niedopuszczanie, by kolejne ofiary powstawały, a kaci mieli cokolwiek do
    powiedzenia. Pomagaj ofiarom nie stać się katem, bardzo proszę. Ale pomagaj, a
    nie wymagaj wybaczenia dla oprawcy. Bo piszesz tak, jakby każdy, kto nie
    wybaczył, w oprawcę się przemieniał. To tyleż prawdziwe, co stwierdzenie: każda
    ofiara, która nie ucięła sobie rąk, staje się katem, bo wszyscy kaci mieli ręce.

    >To jedyny sposób
    > przerwania bolu, nekajacych emocji ktore potrafia pozbawic kontroli nad soba.

    To jedynie bardzo zły sposób, nie jedyny.
    --
    "Znaleźć sprzeczność, to przyznać się do błędu w myśleniu; pozostać przy niej,
    to wyrzec się umysłu i opuścić domenę rzeczywistości"
  • mskaiq 07.09.10, 13:39
    To czy ofiara staje sie katem czy nie zalezy od cierpienia i mechanizmow
    obronnych stosowanych przez ofiare aby sie przed tym cierpieniem bronic.
    Jesli wybiera acting out aby nie przezywac emocji ktorych nie moze zniesc
    to albo atakuje siebie np tnie siebie, albo atakuje innych.
    Jesli pojawia sie dysocjacja, to alter innej osobowosci jest w stanie dokonac
    kazdej zbrodni.
    Badania wykazuja ze dysocjacja jest prawie zawsze zwiazana z maltretowaniem
    w dziecinstwie.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • olga_w_ogrodzie 04.09.10, 16:41
    nie na temat.
    nie pytam o agresję u Niemców.

    dlaczego nie chcesz, /nie możesz ?/ odpowiedzieć na pytanie : tak czy nie ?
    zrozumieć ból i to, że Hitler zrobił to, co zrobił ?
    TAK czy NIE ?

    masz problem z tym jednym słówkiem w odpowiedzi ?
    czemu masz ten problem ?
  • mskaiq 05.09.10, 03:11
    Agresja Hitlera nie istnialaby bez agresji Niemiec, bez ludzi ktorzy mu w tym
    pomagali. Nie mozna tego od siebie oddzielic.
    Odpowiedzi tak lub nie falszuja prawde.
    Na pytanie czy zrobilem cos w zyciu zle ? W tej konwencji odpowiedz brzmiala by tak.
    Na pytanie czy ludzie ktorzy robia zle sa zli ? W tej konwencji odpowiedz brzmialaby tak.
    Zatem jestem zly.
    Ale jesli ktos zadalby mi pytanie czy zrobilem cos dobrze to odpowiedz rowniez bylaby tak.
    Na pytanie czy ludzie ktorzy robia dobrze sa dobrzy odpowiedzialbym rowniez tak.
    Zatem jestem dobry.
    Czlowieka trzyba rozumiec nie mozna go podsumowac tak albo nie. Bo zwsze jest
    wiele tak i wiele nie.
    Serdeczne pozdrowienia.


    Serdeczne pozdrowienia.
  • dolor 05.09.10, 15:11
    > Odpowiedzi tak lub nie falszuja prawde.
    > Zatem jestem zly.
    > Zatem jestem dobry.

    Jeśli są szczere, nie fałszują. Dają dokładny obraz ciebie, dokładny obraz
    prawdy: bywasz dobry i bywasz zły, nie prawda?

    Na pytanie, czy popełniłem w życiu niewybaczalną zbrodnię, odpowiem: nie.
    Czy ludzie nie popełniający zbrodni są zbrodniarzami? nie .
    Zatem nie jestem zbrodniarzem.

    Znów tak lub nie daje właściwe odpowiedzi.

    Nie bój się jasno odpowiadać. Lepiej popełnić niezamierzony błąd niż unikać
    myślenia i deklaracji.

    --
    człowiek powinien dać racjonalną odpowiedź tym, których ona obchodzi i którzy
    czynią wysiłek w celu jej poznania. Ci, którzy wysilają się, by mnie nie
    zrozumieć, nie obchodzą mnie.
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • dolor 05.09.10, 16:12
    Tak, na szczęście dla wszystkich tu wymienionych.
    Nie, nie wspominałem o zemście, choć niektórym i to zdaje się pomagać. Zemsta
    jest niepraktyczna i tylko kiepsko udaje sprawiedliwość, człowiek w okamgnieniu
    potrafi wyłupić więcej oczu, niż sam może stracić.
    Jeśli w żadnym człowieku nie ma zła, w żadnym nie ma też dobra. W porządku,
    możemy to inaczej nazywać.
    Ból taki, że człowiek ucieka od siebie? Przykre, jest jedna ścieżka, na którą
    wstępu nie ma. Człowiek nie pamięta, co robił? jaki odsetek naprawdę nie
    pamięta? Pańscy programowi pedofile, którzy uważali, ze dzieci to lubię, chyba nie?
    A nawet jeśli, Mr Hyde'a trzeba trzymać z dr. Jekyllem. Dla potencjalnych ofiar,
    których życie nie ma polegać na niezawinionym cierpieniu i wybaczaniu
    najpodlejszym z intruzów. Trzeba usunąć to ryzyko z ich drogi, to jest
    najważniejsze.
    Pan zacznie szeptać podczas gwałtu czule słówka miłości i wybaczenia, gwałciciel
    będzie mógł tym chętniej opowiadać: ofierze się podobało. Skuteczniejsze metody
    i od lęku, i od dobrego slowa: dobry kij bejsbolowy, gaz pieprzowy, telefon na
    policję. Odraza i jednoznaczna odpowiedź: to niedopuszczalne. Masz prawo
    rozwalić zbrodniarzowi czaszkę, ale tylko jemu i tylko w samoobronie. Nie komuś
    podobnemu. Wtedy to właściwe. I tyle.
    Jakież zbrodnie pan wybaczał/panu wybaczano?
    Bo w moim życiu jedynie wykroczenia, przyznaję. Te wybaczać można, ale też nie z
    automatu. Ale to inny temat.
    --
    "reszta świata osiągnęła apogeum poglądów wyznawanych przez nią od wieków:
    mistycyzmu i irracjonalizmu — które zostawiają po sobie jedynie dwa pomniki: dom
    wariatów i cmentarz."
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • dolor 03.09.10, 22:58
    Na szczęście więzień jeszcze nie zlikwidowano, są w nich mordercy, gwałciciele,
    pedofile. Także ci, o których w programie mówili, że im się wydawało, że dziecku
    to przyjemne. Nasza cywilizacja osiągnęła już to zrozumienie, że bestię trzeba
    izolować. Leczyć, jeśli się da, nie usprawiedliwiać.
    Miłość nie zabija, nie gwałci, w ogóle niewiele ta pańska miłość robi, głównie
    wybacza, przyzwala i napędza poczucie winy w ofiarach. Ten jedyny, lepszy świat,
    ta wytęskniona cywilizacja miłości, jeśli kiedykolwiek zacznie się rodzić,
    zakończy na pierwszym frustracie z kałachem. I niestety, nie będę mógł mu tego
    wybaczyć, może ostatni miłośnik słowa wybaczenia wyrzęzi.
    --
    "Znaleźć sprzeczność, to przyznać się do błędu w myśleniu; pozostać przy niej,
    to wyrzec się umysłu i opuścić domenę rzeczywistości"
  • bazoooka 01.09.10, 23:12
    mskaiq napisał:

    (bla bla bla)

    mask, litości! Ty to naprawde nie wiesz, kiedy przestać, chyba Cię do księgi
    rekordów trzeba zgłosić. idź lepiej pobiegać po plaży albo zrób sałatkę marchwiową.

    --
    "W życiu chodzi o to, aby uczyć się tak, by inni nie spostrzegli, że się
    człowiek uczy." (Churchill)
  • lucyna_n 31.08.10, 15:32
    czyli cała ta wielka złość i gniew i nienawiść zostały przez te wszystkie lata
    skierrowane tylko przeciwko Tobie? Nawet nie umiem sobie wyobrazić jak
    zmasakrowało Ci psychikę. Ja to chociaż umiałam nienawidzić i czuć obok lęku
    gniew. Czasami śniło m is ^ę że wykrzykuję mu wszystko że go biję, kopię i
    chociaż to byly tylko sny przynosiły dziwną ulgę tak jakbym naprawdę to zrobiła.
    Trzeba wykrzyczeć swój ból, mówienie o krzywdzie ze spokojem wyważonym tonem,
    miłym głosem nic nie daje.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • canoine 31.08.10, 16:04
    na wiele lat wytłumiłam. kilku praktycznie w ogóle nie pamiętam. jakichś 3-4
    lat.. po tamtym.. i wszystko wzięłam na siebie. a teraz próbuję odwrócić i.. nie
    wiem jak.
  • lucyna_n 31.08.10, 21:33
    cholerka, też nie wiem jak ale specjaliści powinni, myślę że Twój
    psychoterapeuta wie co przynajmniej teoretycznei powinno pomóc?
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • canoine 31.08.10, 22:43
    mam nadzieję.
  • dolor 31.08.10, 11:13
    To zupełnie odwrotnie niż ja. Zastanawiające. Wygląda więc, że dobre rady można
    sobie dawać, jakiekolwiek.
    --
    człowiek powinien dać racjonalną odpowiedź tym, których ona obchodzi i którzy
    czynią wysiłek w celu jej poznania. Ci, którzy wysilają się, by mnie nie
    zrozumieć, nie obchodzą mnie.
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • canoine 31.08.10, 09:54
    całe życie uciekam od życia. zmieniam jedynie sposoby izolacji i ucieczki.
    chwilami mam ochotę rzucić tę terapię. i udawać, że nic się nie stało.
  • offtopica 31.08.10, 09:58
    i?
  • offtopica 31.08.10, 10:04
    skoro już głośno myślisz
    to myśl dalej.

    nie urywaj przed wyciągnięciem jakiegoś wniosku
    może być durny. ale przynajmniej czymś będziesz się różnić od ameby
  • canoine 31.08.10, 10:23
    wnioski są dość złożone, a ja prawie nie spałam przez ostatnie 2 doby. przede
    wszystkim brak mi rozwiązania. wszystko wymaga przebicia się przez lęk, na co
    nie mam wystarczająco odwagi chyba.
  • prawie.nickt 31.08.10, 10:32
    wnioski po dwóch dniach bez snu - rzeczywiście kiepski pomysł

    ---
    dwoistość w Twoich wypowiedziach
    rozmawiając z Maskiem wiesz kim jesteś
    ale poza tym nie. jednak jak na kogoś kto nie wie
    potrafisz bardzo wiele na ten temat powiedzieć
  • mskaiq 31.08.10, 11:10
    Nie mozna sie przebijac przez lek, nie mozna go pokonac bo
    musialabys pokonac wlasne cialo.
    Mozesz tylko nie utozsamiac sie ze Swoim cialem, z jego
    odczuciami.
    Kiedy mnie bolalo cialo, boki na ktorych lezalem, nogi,
    kiedy slyszalem odglos mojego serca jakby dzwonu to
    wiedzialem ze to tylko moje cialo. Nic nie moge zmienic,
    moge tylko nie zwracac uwagi.
    Wtedy przytulalem sie do tego co kochalen i mialem gdzies
    co sie dzieje z moim cialem. Sen przychodzil latwo.
    Czy umiesz zasypiac z muzyka, znam ludzi ktorzy ze
    sluchawkami w uszach latwo zasypiaja. Sluchajac muzyki
    przestaje sie sluchac siebie, bolu, strachu, ciala.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • lucyna_n 31.08.10, 15:40
    nie przebijesz się przez ten lęk na żywca, zresztą po co? w koncu od czegoś są
    te tabsy wymyślone. żebyś mogła tą terapię kontynuować musisz się chyba wspomóc
    lekami.
    Jak agorafobik, najpierw się puszczasz w drogę na uspokajaczu żeby się przekonać
    że wogóle możesz, a potem dopiero sama mając w pamięci to pozytywne
    doświadczenie że się już raz dało radę.
    Dziecko jak si uczy chodzić to też za rękę, albo sprzętów się chwyta, nie wstaje
    na nogi samo z ziemi tak od razu, zresztą ile razy się przewróci zanim mu się
    uda. Ty byś chciała być silniejsza niż wszyscy, inni na mały lęk przez dentystą
    biorą pięć relanium a Ty byś chciała operację na żywca. No chyba że absolutnie
    nie wolno Ci brać leków, ale to mi jakieś średnowieczne samobiczowanie
    przypomina a nie normalne życie.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • canoine 31.08.10, 15:59
    mam clonazepam na czarną godzinę przez kolegę mego terapeuty przepisany. skubię
    ćwiartkami od czasu do czasu. acz ze smutnym poczuciem porażki.
  • lucyna_n 31.08.10, 21:53
    nie, to nie tak, to nie jest porażka, w kontrolowany sposób w czasie prowadzonej
    terapii kiedy lęki wypełzają ponad normę to trzeba, od tego te leki są, to nie
    jest jakiś mały dający się zinorować czy jakoś przeczekać niepokój, to tak
    jakbyś na ból po operacji nie chciała leku bo to porażka. tej chwili jesteś na
    etapie dłubania w ogromnej ranie, na "ja sama" przyjdzie czas, ale musi być na
    kim pracować bo może się okazać że operacja na żywca abardzo udana tylko pacjent
    zmarł.
    Wiem że ssri to takei badziewie trochę ale może jednak spróbować bo mam wrażenei
    że na tych lekach nerwy jakby mają szanse się odbudować, efekt przeciwlękowy
    wydawał mi się z początku żałośnie niespektakularny ale na dłuższą metę chyba to
    jednak dało rezultat, jakby odwrażliwiło nerwy, taka otoczka którą inni mają
    normalnie ja mam wytworzoną. Nie namawiam Cię do całkowitego spacyfikowania
    lęków w sposób totalnie sztuczny, tylko do lekkiego znieczulenia które
    pozwoliłoby świadomie acz bez tortur pracować nad sobą. Tak przywyklaś do
    cierpień psychicznych że chyba już wydaje Ci się że musisz je znosić , a nei
    musisz, tak jak każdy masz prawo do poczucia ulgi.
    Ludzie na takie pierdoły biorą leki uspokajające że aż ręce opadają a Ty się
    wahasz w silnych stanach lękowych. Wiem dlaczego masz te opory, rozumiem, ale
    uważam że należy Ci się na czas jakiś podpórka jak psu zupa.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • lucyna_n 31.08.10, 21:56
    masz jakiegoś zwierzaka?
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • canoine 31.08.10, 22:55
    no z tą porażką to może bez przesady, brakowało mi trochę słowa po prostu. bo ja
    rozumiem, to, co piszesz, brzmi racjonalnie. nie lubię leków, dlatego umówiliśmy
    się z terapeutą na lek do stosowania doraźnego, jako podpórkę właśnie. żeby się
    nie zajeździć i żeby móc w miarę kontynuować terapię. ale unikam sięgania po
    clono. zwykle przetrzymuję ile się da, trochę dlatego, że nie ufam sobie, byłej
    narko-i-lekomance czy nie idę na łatwiznę i nie uciekam w tabletkę "na skróty".
    a czasem z premedytacją, czasem wiem, że mogłabym przeczekać, że nie jest
    jeszcze aż tak źle, ale pozwalam sobie skubnąć ćwiartkę clono, bo mi się już nie
    chce, bo jestem zmęczona, bo mam dość. ale przez ostatni rok nawet 10 tabletek
    chyba nie zjadłam (dzielę na ćwiartki zawsze), więc chyba nie nadużywam. i ta
    porażka, to nie tyle przegrana, co po prostu poczucie, że nie jest tak, jak powinno.
    innych leków bym chyba nie chciała za bardzo. zresztą decyzję w tej kwestii
    zostawiam terapeucie - jeśli uzna, że by było wskazane, to - jak przy clono -
    ufam, że wyśle mnie wtedy do swojego kolegi psycha, żeby ten coś pomyślał.
    co do zwierzaków - tutaj nie mam. właściciele mieszkania zastrzegli, że nie
    chcieliby tu zwierząt. pies i koty zostały u rodziców. widuję od czasu do czasu
    tylko.
  • lucyna_n 31.08.10, 23:56
    z pewnośicą nie nadużywasz, to ilości śladowe, wręcz powiedziałabym symboliczne,
    też tego nie lubię, wiesz jak było, ale życie jest jakie jest, człowiek nei
    wszystko udźwignie sam a nawet ze wsparciem są rzeczy że nie da rady inaczej.
    Szkoda że nei możesz mieć zwierzaka, może jakiegoś gryzonia przemyć? Zwierzaki
    nieprawdopodobnie dobrze działają na lęk, nawet takie małe.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • canoine 02.09.10, 22:01
    tego między innymi mi się na przestrzeni ostatnich lat nie udało zrozumieć -
    dlaczego takim lękiem napawa mnie nadchodząca noc i proces zasypiania. niemal
    codziennie to samo i zero wniosków. rozwiązań tym bardziej.
  • lucyna_n 03.09.10, 02:11
    bo we śnei jest się bezbronnym? a zasypianie to takie dziwne uczucie, człowiek
    zapada w sen nie wiadomo wlaściwie jak i kiedy. Ja np w pewnym momencie bałam
    się zwyklego zasypiania porownywalnei do narkozy. Mogłam spać tylko w dzień,
    kiedy bylo jasno. Jakoś mi to potem minęło.
    żeby zasypiać blogo trzeba nie myśleć, galopada myśli powoduje że proces jakoś
    utyka w początkowym punkcie lekkiego zmulenia.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • sciana.snu 03.09.10, 08:14
    koszmary opowiadacie
    chowanie się w sen to jedyne dobre w niefajnych okresach
  • lucyna_n 03.09.10, 22:30
    tak, to są koszmary, jak nie można uciec w sen bywa naprawdę źle.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • canoine 04.09.10, 17:17
    postanowiłam spróbować się wreszcie zmierzyć z tematem. wyszukałam kilka książek
    poświęconych tematyce przemocy, molestowania, traumy.. wszystkie dostępne w
    miejskiej bibliotece. jedną z nich wypożyczyłam. czytam po pół strony. odkładam.
    wracam. nie wiem co chcę tym osiągnąć. nie wiem do końca czego w nich szukam.
    może oswojenia się ze słowami. żeby nauczyć się rozmawiać, odczarować słowa,
    które przemilczane tyle lat, straszą już samymi swoimi cieniami. może coś
    odblokować. przeżyć. na razie odczuwam jedynie duszący lęk. z jakimś
    dysocjacyjnym przerywnikiem czasem. i wrażeniem oglądania świata ze szklanego
    słoiczka. mój terapeuta twierdzi, że ta izolacja w postaci uczucia "świata ze
    słoika" i cały ten lęk, mają za zadanie przykryć inne emocje, oddzielić mnie od
    tego, co mogłoby za bardzo boleć i być zbyt trudne do zniesienia. rozluźnienie
    kontaktu z rzeczywistością, ze światem, ze swoim ciałem. takie trochę
    zawieszenie gdzieś pomiędzy. acz w zupełności w granicach przystawalności do
    otoczenia. obawiam się, że może mieć rację. to bardzo silna blokada. a ja się
    czuję trochę jak saper, próbując ją powoli, delikatnie w miarę możliwości
    rozbroić, ale po omacku trochę i z obawą przed zrobieniem sobie bezsensownego
    kuku..
  • canoine 04.09.10, 21:10
    i niech będzie chwała clonazepamowi. w takie dni, wieczory, noce jest mi niczym
    respirator, przywracający względną swobodę oddechu.. jutro wyjeżdżam. pół kraju
    dalej, na stopa, a jakże. a jak na ironię skręca mi flaki z lęku na samą myśl o
    wyjściu z nory gdziekolwiek.. dobija mnie myśl, że to się nigdy nie skończy.. że
    już tak po prostu będzie zawsze.. a ja tak nie chcę żyć..
  • qaos 04.09.10, 21:39
    spokojnego podróżowania
  • canoine 04.09.10, 22:12
    nie-dzięki
  • canoine 05.09.10, 01:37
    po niecałych godzinach snu, obudziłam się w panice.. jest noc. kolejna. i
    ściskający gardło lęk mi jedynym towarzyszem..
  • dolor 05.09.10, 16:31
    Gdybym potrafił pomóc, jesteś tego warta. Ale chyba tylko sama możesz, masz łeb,
    umiesz z niego korzystać, wiesz z czym walczysz. Cholernie trudny przeciwnik Ci
    się trafił. Powinno Ci się udać.
    To tylko taki pustosłowny post o bezradności. Bo chyba nic wartościowego nie
    mogę Ci zaoferować.
    Dobrej podróży.
    --
    Zawieszając własny sąd, negujecie istnienie własnej osoby. Gdy człowiek mówi:
    „Kimże ja jestem, by wiedzieć?", mówi: „Kimże jestem, by żyć?".
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • lucyna_n 07.09.10, 08:08
    no i nie doczytalam bo wątek zrobił się tasiemcowy
    jesteś w domu czy wyruszylaś w te zapowiadaną podróż?
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat
  • szelmah 07.09.10, 08:33
    lucyna_n napisała:

    > no i nie doczytalam bo wątek zrobił się tasiemcowy
    > jesteś w domu czy wyruszylaś w te zapowiadaną podróż?

    stawiam na tak
    i uważaj, kto puka do Twoich drzwi
  • canoine 10.09.10, 21:21
    ruszyłam. na trasie przez Gdańsk - Olsztyn - Warszawę - Świebodzin. takie kółeczko. jedynie się dobrze czuję, kiedy jestem w drodze. dziś wróciłam. nie było okazji zapukać, choć byłam nie tak całkiem daleko. ale jakoś P. mi zawsze wypadnie ominąć. wszystko przez te autostrady.
  • lucyna_n 10.09.10, 22:13
    no trudno, co się odwlecze, grunt że w podroży poczulaś się lepiej.
    --
    bo ja mam swój intymny mały świat

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.