Dodaj do ulubionych

naprawdę nie dzieje się nic

12.09.10, 21:06
jak to możliwe, by po prawie dwóch latach terapii, dalej obawiać się swego terapeuty?
dalej nie potrafić z nim otwarcie rozmawiać
dalej nie potrafić podczas rozmowy na niego patrzeć
dalej kulić się w kącie na podłodze
dyskretnie próbując wtulić się w stojący obok fotel..
czy jeśli przez tyle czasu bezpieczeństwo i zaufanie ciągle wydają się jakąś kosmiczną abstrakcją
to kiedykolwiek mam szansę poczuć?
ja naprawdę mam dość życia w wiecznym strachu
że ktoś mnie znów skrzywdzi, odrzuci, wyśmieje, poniży, nawrzeszczy na mnie, będzie zły
naprawdę mam dość kulenia się w samotności, bo nie potrafię "wyjść do ludzi" kiedy mi źle, a automatycznie izoluję się i schodzę światu z oczu
naprawdę mam dość duszenia się słowami, których nie potrafię nikomu POWIEDZIEĆ
dość mam nieustannego, bezwiednego czasem, okaleczania się i robienia sobie pod górkę na wszelkie sposoby
dość mam gnicia w roli wiecznej ofiary, czekającej na swojego wybawcę, który niezmiennie nie nadchodzi, dość mam wiecznego uciekania, chowania się, dość mam ustawicznego lęku i żalu..

ale to dość to widocznie za mało..

i nie wiem co ze sobą zrobić..

jest mi wstyd
za siebie
za to czym jestem, jaka jestem, co czuję, czego potrzebuję, czego chcę, co myślę, jak wyglądam
jest mi cholernie wstyd
że bym się z tego wstydu najchętniej rozpłynęła w powietrzu

jest mi rozpaczliwie wstyd..
Obserwuj wątek
    • lucyna_n Re: naprawdę nie dzieje się nic 12.09.10, 21:30
      a gdybyś postanowila sobie że nie usiądziesz na następnym spotkaniu w tym bezpiecznym znanym kącie, że wypowiesz jedno konkretne zdanie z tych których się boisz choćbyś potem miała nei wiem co poczuć wyrzucić z siebie cokolwiek?
      jak z oswajaniem fobii, najpierw się człowiek przymusza na siłę a potem już jakoś idzie, najtrudniej za pierwszym razem się przełamać. Cokolwiek się Tobie zdarzyło nie będzie dla terapeuty niczym nowym, on to już słyszał wszystko, Twoje tabu jest dla niego codzienną pracą. Zwyczajny człowiek mdleje na widok rozciętego brzucha a dla chirurga to normalna sprawa, on wie co i jak tam poskładać, ale musi widzieć co się zepsuło i jak i nie brzydzi go to ani nie odstrasza.
      --
      bo ja mam swój intymny mały świat
      • canoine Re: naprawdę nie dzieje się nic 12.09.10, 21:46
        on wie. bo mu napisałam, na kartce. napisałam, bo nigdy bym z siebie nie wydusiła. napisałam dość szczegółowo, na ile pamiętam i na ile miałam odwagę. myślałam, że po takim przełamaniu, po wprowadzeniu jakoś tego w ramy terapii w ogóle, będzie łatwiej o tym potem rozmawiać. ale nie było. i nie jest. nie tylko o tym. mogę rozmawiać o w miarę neutralnych tematach. ale o niczym, co mnie jakkolwiek głębiej dotyka.
        próbowałam przełamywać różne lęki sto tysięcy pięćset dwadzieścia osiem razy, a i tak mam wrażenie, że stoję w miejscu. i zdycham chwilami ze strachu. czasem nawet już nie wiem przed czym.
        nie potrafię nawiązywać trwałych i bliskich relacji z ludźmi. ani w życiu, ani nawet na terapii.
        może spróbuję, jak mówisz. kiedyś.. pamiętam ile lęku kosztowało mnie przesiąść się kiedyś z wyznaczonego fotela na podłogę. banalna zmiana miejsca nawet w obrębie tamtego pomieszczenia, to dla mnie duży stres. nie wiem dlaczego. nawet w gabinecie terapeuty próbuję chyba stać się maksymalnie niewidzialna..
        • lucyna_n Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 11:22
          i jak on to czytał to co czułaś? wmawialaś sobei że nie wiesz co on czyta, skuliłaś się w kącie? nic kompletnie, nic Ci nie dało to że "wreszcie wiadomo o co chodzi, nie ma już co ukrywać" nic się t tabu nei przełamało? aż nei chce się wierzyć, coś musiało się stać, tyle że może spodziewalaś się większej ulgi.
          chyba nie bez kozery nie można się wyspwiadać za pomocą podania spisu grzechów, trzeba na głos wypowiedzieć, żeby poczuć że zostały odpuszczone i zostawione za sobą. Ktoś kiedyś mi opowiadał że uczestniczył w takiej zbiorczej spowiedzi chyba w jakimś protestanckim kościele gdzie każdy miał swoje grzechy w duszy własnej wypowiedzieć i na koniec zbieorowe rozgrzeszenie, i że nic kompletnei z niego nei opadło, i choć zwyklej katolickiej spowiedzi nienawidzi to jednak uczucia ulgi doznaje nawet jak coś zatai a tam nic. Oczywiście nei sugeruję Ci że jesteś grzeszna i masz się wyspowiadać tylko tak mi jakoś się skojarzyło że widać mechanizm uwalniania emocji i "oczyszczenia" przez kartkę nie działa tak sprawnie, widać człowiek musi osobiście uczestniczyć.

          --
          bo ja mam swój intymny mały świat
          • canoine Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 16:32
            poczułam ulgę. bałam się reakcji, bardzo. nie stała się żadna katastrofa. przyjął to spokojnie, ciepło, z troską. nie umniejszał, ale i nie wyolbrzymiał. kiedy wyszłam po tamtej sesji i napięcie puściło, odczułam ulgę graniczącą chwilami z euforią. niestety potem jakby czegoś zabrakło. czułam się z tym sama, nawet na sesjach. zabrakło mi trochę więcej ciepła i takiego "zaopiekowania się" mną. nie zdołałam tego pociągnąć dalej niż przez 3 kolejne spotkania. mimo jego starań czując się zostawiona sama sobie z całym tym ciężarem. i mój błąd, że nie rozpoznałam tego od razu i nie wyjaśniłam z nim na bieżąco. dopiero po jakimś czasie. kiedy zmieniłam już temat. a potem nie umiałam do niego wrócić. dopiero teraz, po paru miesiącach. tylko strasznie ciężko mi rozmawiać na takie tematy, które dotykają czegoś głębiej. na neutralne z nim też potrafię rozmawiać całkiem swobodnie.
            • lucyna_n Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 17:45
              Czyli jednak zdarzyło się i to dużo, tyle że ciepla i wsparcia takiego że tak powiem po ludzku terapeuta nie da i chyba nawet dać nie powinien, Tu trzeba do ludzi i wierzę że niedługo przyjdzie taki czas że będziesz mogła zaufać i przestaniesz się chować i uciekać przed samą sobą i przed innymi. Póki co odświeżaj w pamięci to uczucie ulgi jakiego doznałaś, bo to dobra nagroda za ból włożony w leczenie, może łatwiej się przełamiesz następnym razem, jak będziesz pamiętać jak dobre było to uczucie.
              --
              bo ja mam swój intymny mały świat
    • lucyna_n Re: naprawdę nie dzieje się nic 12.09.10, 21:36
      wstyd to okropne uczucie, niszczące i wogóle straszne
      nie masz się czego wstydzić, obiektywnie ja Ci mówię nie masz ku temu ŻADNYCH racjonalnych powodów, kompletnie absolutnie żadnych, to że odczuwasz to uczucie to jest koszmarne nieporozumienie.
      --
      bo ja mam swój intymny mały świat
    • canoine Re: naprawdę nie dzieje się nic 12.09.10, 23:28
      chciałabym schudnąć z 10 kilo.
      zawsze zazdrościłam anorektyczkom odwagi w tak otwartym, choć nie wprost, wyrażaniu siebie.
      i poczucia własności swego ciała.
      ja się nawet tym bałam zwrócić na siebie czyjąkolwiek uwagę.
      chociaż nie, kaleczyłam sobie przecież jeszcze w podstawówce twarz. dziś się dowiedziałam, że to bierno-agresywna taktyka. wszyscy się na mnie za to wściekali. z bezsilności chyba. których to wściekłości i bezsilności nie umiałam czuć ja.
      ..albo chociaż z 7 kilo..
      • ea.foe Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 07:41
        canoine napisała:

        > ..albo chociaż z 7 kilo..

        świetny plan. poza tym chyba już tam byłaś. nie raz
        koszmar zakryć innym. fuck. ale te laski głupie są
        my laski głupie jesteśmy.

        wiesz co powtarza znana nam moja z doskoku lekarka?
        to wszystko wymaga czasu
        i tylko pozornie nie dzieje się nic

        babka inteligentna jest
        wierzę jej
        • canoine Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 08:34
          mi chwilami zwyczajnie brakuje siły.
          zwłaszcza kiedy kolejny wieczór kładę się ze ściskiem flaków od gardła po brzuch i kolejny dzień się z nim budzę. i nie mam dokąd/do kogo ze sobą pójść. poza wywnętrzanie się w necie.

          siedzę i czytam. w tygodniu pojadę po kolejne książki. wczoraj znalazłam coś takiego:

          "[...] w wyniku eksperymentu naukowcy odkryli, że szczury, które w porze jedzenia poddano jednorazowemu działaniu szoku elektrycznego, potrzebowały aż stu dwunastu prób, aby zbliżając się do jedzenia przestać reagować unikaniem i ociąganiem się." (S. Levenkron, A. Levenkron "Skradzione jutro")

          przytłacza mnie ta ilość potrzebnego czasu.. po prawie dwóch latach, mimo wielu zmian, prób przełamywania lęków i blokad, mam wrażenie jakbym ciągle tkwiła nie dalej jak pół kroku od punktu wyjścia..

          • ea.foe Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 08:59
            canoine napisała:

            > mi chwilami zwyczajnie brakuje siły.
            > zwłaszcza kiedy kolejny wieczór kładę się ze ściskiem flaków od gardła po brzuc
            > h i kolejny dzień się z nim budzę. i nie mam dokąd/do kogo ze sobą pójść. poza
            > wywnętrzanie się w necie.

            i na to akurat pozbycie się kilku kilogramów nie pomoże
            do ogólnego braku siły dołączysz brak siły fizycznej
            wywnętrzanie się w internecie dobre na jakąś chwilę
            gorzej gdy utyka się na lata
            nie chodzi o to, że nie ma do kogo wracać
            trudno sobie w ogóle wracanie wyobrazić
            internetowi znajomi są bardzo higieniczni
            dostajesz destylat - mądrość, styl, wielkoduszność
            a ludzie prawdziwi bywają upierdliwi, zmęczeni
            nie błyskają tak regularnie, nie są pełni zrozumienia
            nie można ich wyłączyć, nie można jednoznacznie lubić lub nie
            nie są żadną konkurencją

            ludzie nie są lojalni
            nie dość
            dla mnie zbyt mało
            dlatego przestałam być lojalna wobec tych
            którzy mnie zawiedli

            > siedzę i czytam. w tygodniu pojadę po kolejne książki. wczoraj znalazłam coś ta
            > kiego:
            >
            > "[...] w wyniku eksperymentu naukowcy odkryli, że szczury, które w porze jedzen
            > ia poddano jednorazowemu działaniu szoku elektrycznego, potrzebowały aż stu dwu
            > nastu prób, aby zbliżając się do jedzenia przestać reagować unikaniem i ociągan
            > iem się." (S. Levenkron, A. Levenkron "Skradzione jutro")

            bardzo lubię kiedy ludzie identyfikują się ze szczurami albo psami, na których prowadzono badania
            a potem okazuje się, że fantastycznie funkcjonują społecznie
            kiedy tylko ruszą dupę do ludzi
            czekasz na wybawienie - nie Ty jedna
            ale nie na wybawienie, tylko na protezę
            dzięki której się podniesiesz i uwierzysz, że możesz chodzić sama
            a potem ogłosisz, że to wszytko Twoja zasługa

            sorry. ja naprawdę zgorzkniała jestem

            > przytłacza mnie ta ilość potrzebnego czasu.. po prawie dwóch latach, mimo wielu
            > zmian, prób przełamywania lęków i blokad, mam wrażenie jakbym ciągle tkwiła ni
            > e dalej jak pół kroku od punktu wyjścia..

            dwa lata bycia na (w) terapii i próbowania dotarcia do siebie to już coś
            • canoine Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 10:27
              ea.foe napisała:

              > i na to akurat pozbycie się kilku kilogramów nie pomoże

              jakoś tak zawsze towarzyszyło temu pewne uspokojenie i poczucie panowania nad sytuacją

              > wywnętrzanie się w internecie dobre na jakąś chwilę
              > gorzej gdy utyka się na lata
              > nie chodzi o to, że nie ma do kogo wracać
              > trudno sobie w ogóle wracanie wyobrazić

              trzeba gdzieś najpierw być, żeby móc mówić o powrocie

              > a ludzie prawdziwi bywają upierdliwi, zmęczeni
              > nie błyskają tak regularnie, nie są pełni zrozumienia
              > nie można ich wyłączyć, nie można jednoznacznie lubić lub nie
              > nie są żadną konkurencją

              można się więc odizolować. na czas zawieruchy. będąc jednostką wysoce marginalną, można to nawet zrobić całkiem niepostrzeżenie.

              > ludzie nie są lojalni
              > nie dość
              > dla mnie zbyt mało
              > dlatego przestałam być lojalna wobec tych
              > którzy mnie zawiedli

              nie wiem jak Ty, ja jestem po prostu zmęczona.

              > bardzo lubię kiedy ludzie identyfikują się ze szczurami albo psami, na których
              > prowadzono badania
              > a potem okazuje się, że fantastycznie funkcjonują społecznie
              > kiedy tylko ruszą dupę do ludzi

              oh, potrafię całkiem nieźle. trochę tylko potem odchorowuję swoją fantastyczność.

              > czekasz na wybawienie - nie Ty jedna
              > ale nie na wybawienie, tylko na protezę
              > dzięki której się podniesiesz i uwierzysz, że możesz chodzić sama
              > a potem ogłosisz, że to wszytko Twoja zasługa

              potrafię docenić wsparcie i zasługi innych. czasem chyba aż zanadto.

              > sorry. ja naprawdę zgorzkniała jestem

              przyjęte.

              > dwa lata bycia na (w) terapii i próbowania dotarcia do siebie to już coś

              odwołałam sesję na ten tydzień. pierwszy raz z braku siły pojechania na nią. usprawiedliwiając się przed sobą odpowiedzialnością za sierście. rozdrapałam sobie znowu ryj po powrocie. najchętniej nie pokazywałabym się światu na oczy w ogóle przez kolejny tydzień. jest mi za siebie cholernie wstyd.
              • lucyna_n Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 10:47
                świetne, anoreksja, super pomysl na kolejne okaleczenie siebie, brawo,
                lepiej idź jakiejś zchorowanej babci porąb drzewo siekierą, albo węgiel przeszufluj jak Ci sie marzą nadludzkie czyny
                zdenerwowałaś mnie, faktycznie działa to "bierno-agresywne".
                --
                bo ja mam swój intymny mały świat
                • canoine Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 10:55
                  nie marzą mi się żadne nadludzkie wyczyny obecnie. marzy mi się zniknąć.
                  nie powiedziałam, że zamierzam to marzenie zrealizować.
                  nazbyt dobrze wiem, że to jedynie odwracanie uwagi. kolejna z setek ucieczek. i nie miałabym odwagi - chcąc zniknąć tak uporczywie zwracać na siebie uwagę otoczenia.
                  • lucyna_n Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 11:14
                    zaraz tam zniknąć, każdy chce być zauważany, tylko nie każdy musi być zauważany zawsze idealnie i optymalnie, większość jednostek ludzkich daje sobei prawo do blędów i niedoskonałości.
                    chcesz być niezauważalna dla kogo? dla mnie? dla pani z warzywniaka? dla dzieciaka z plecakiem szkolnym? konkretnie dla kogo?
                    --
                    bo ja mam swój intymny mały świat
              • ea.foe Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 10:53
                canoine napisała:

                > jakoś tak zawsze towarzyszyło temu pewne uspokojenie i poczucie panowania nad s
                > ytuacją

                poczucie i łatwość ubierania się
                to miłe. ale jeśli już musisz to robić
                to rób to z głową i powoli
                wiesz jak łatwo się zatracić
                a skoro próbujesz poprawiać jedno
                to głupio by było z premedytacją spieprzyć drugie

                > trzeba gdzieś najpierw być, żeby móc mówić o powrocie

                trudno być z ludźmi, kiedy wydaje się, że jesteś nikim
                i trudno nie czuć się niezasłużonym beneficjentem
                a potem nie mieć o całe to zawikłanie pretensji, albo nie próbować przepraszać

                trudno stwierdzić gdzie się jest
                pozostając w emocjonalnej próżni
                może forum kogoś uzdrowiło
                ale raczej pozwala nie tęsknić za prawdziwymi relacjami

                > można się więc odizolować. na czas zawieruchy. będąc jednostką wysoce marginaln
                > ą, można to nawet zrobić całkiem niepostrzeżenie.

                o ile nie dzieje się z krzywdą dla samej jednostki.
                a zniknąć jest bardzo łatwo. wystarczy przestać być dla innych

                > nie wiem jak Ty, ja jestem po prostu zmęczona.

                niechętna. leniwa.
                ale zmęczona? już nie.

                > oh, potrafię całkiem nieźle. trochę tylko potem odchorowuję swoją fantastycznoś
                > ć.

                to może bądź mniej fantastyczna

                > potrafię docenić wsparcie i zasługi innych. czasem chyba aż zanadto.

                można docenić za bardzo?
                można przecenić
                ale to już inna para kaloszy

                > > sorry. ja naprawdę zgorzkniała jestem
                >
                > przyjęte.

                to nie były przeprosiny, tylko konstatacja

                > odwołałam sesję na ten tydzień.

                jesteś dorosła
                i są okoliczności uzasadniające
                sprawa postanowiona, więc nie ma się co biczować
                  • ea.foe Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 11:02
                    na mnie nie robi już większego wrażenia, kiedy ktoś chce sobie robić krzywdę
                    nie mam matczynego powołania i pouczać w sprawie cudzego ciała nie będę
                    piszę tylko, że całą terapię o dupy kant można sobie miotnąć
                    jeśli jednocześnie ogłasza się wielki post

                    pierdolę taką chęć zdrowienia
                    wszyscy kłamią
                    nie chodzi o zdrowienie
                    tylko o to żeby wzbudzać zainteresowanie i żal
                    zaczyna mnie to irytować
                    • lucyna_n Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 11:12
                      nie wydaje mi się że chodzi o wzbudzanie zainteresowania, raczej pierwszy raz od dawien dawna szczerą szczerość.
                      rzeczywiście ma w glowie, takie myśli, to napisała, a Ty że dla wzbudzenia zainteresowania, po co tak?
                      ja też nie miewam atakow w autobusie po to żeby wygodnie tylek wozić samochodem, albo żeby mnie współ pasażerowie zauważyli, wręcz przeciwnie.
                      --
                      bo ja mam swój intymny mały świat
                      • ea.foe Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 11:19
                        Nevada jest mądra
                        wcale nie jest tak, że nie wie gdzie jest, kim jest i co robi
                        wystarczy poczytać. samoświadomość godna pozazdroszczenia
                        ale doszła do miejsca, kiedy z samowiedzą trzeba coś zrobić
                        a to straszno.

                        więc jeśli pośród metodycznego poszukiwań odpowiedzi
                        pojawia się anorektyczne bajanie
                        to ja mówię: tu jest jakiś kant
                          • ea.foe Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 11:32
                            lucyna_n napisała:

                            > jakby była głupia to by tych problemów wcale nie miała. Tylko że i mądremu zda
                            > rza się palnąć głupstwo, a co gorsza w nie zabrnąć.

                            a ja mam klepać po pleckach
                            i powiadać, że będzie dobrze?

                            nie będzie
                            dopóki nie odpowiesz sobie dlaczego się coś dzieje
                            i nie zwiejesz od tej odpowiedzi z powrotem głębiej w chorobę

                            ale może da się i to w miarę zdrowo
                            jeśli można mówić o zdrowym odchudzaniu się ludzi z historią zaburzeń odżywiania

                            nie wiem. ale konsultacje społeczne sposobów na zrobienie sobie kuku są po coś
                            po co?
                            • lucyna_n Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 11:37
                              a po co Ty piszesz na forum?
                              każdy szuka towrzystwa, jak nie w realu to w wirtualu
                              od tego się nie ucieknie
                              potrzeba podzielenia się doznaniami
                              a klepania po pleckach wcale nei musisz, nawet chyba dobrze że nie.
                              --
                              bo ja mam swój intymny mały świat
                              • ea.foe Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 11:46
                                lucyna_n napisała:

                                > a po co Ty piszesz na forum?
                                > każdy szuka towrzystwa, jak nie w realu to w wirtualu
                                > od tego się nie ucieknie

                                piszę na forum bo lubię się okłamywać
                                że to co się ze mną dzieje coś znaczy
                                czasem żeby ktoś mnie pogłaskał po główce

                                ale głównie po to by zabić czas
                                i potrzebę prawdziwej bliskości
                                z kimś, kto nie jest tylko zlepkiem liter

                                forum to ucieczka
                                i niczego prawdziwego nie zastąpi
                                a powrót Nev do wirtualnej komunikacji jest dla mnie tylko poświadczeniem
                                że to kiepski surogat na gorsze czasy
                                dzięki któremu łatwiej się zapętlić do końca
                                niż znaleźć jakiekolwiek rozwiązanie

                                apoteoza nieszczęścia
                                uwielbienie cierpienia
                                i taplanie się w nim po łokcie
                                    • lucyna_n Re: i jeszcze dlatego się złoszczę 13.09.10, 12:13
                                      a ja wiele z forumu wyczytałam , nawet kilka pozytywnych zmian poczyniłam, przed forumem czulam się właśnei bezwolna, postawilam na sobei krzyżyk, skoro lekarze niewiele mogli to uznalam że to już koniec, czekalam na śmierć. a tu się okazało że jacyś dziwni lekarze to byli, a nie ja beznadziejny przypadek. Mnie osobiście forum, owszem kradnie czas, ale i coś tam dał z siebie.
                                      --
                                      bo ja mam swój intymny mały świat
                                      • ea.foe Re: i jeszcze dlatego się złoszczę 13.09.10, 12:28
                                        lucyna_n napisała:

                                        > a ja wiele z forumu wyczytałam

                                        tyle, że nie jesteś aktualnie w trakcie terapii
                                        tematy, słowa i emocje się wypłukują. tracą moc

                                        ale, w końcu: cudza terapia - cudzy problem
                                        cudze ciało, cudza anoreksja

                                        hmm. ja chyba jednak czegoś chcę: chcę wreszcie przestać po próżnicy nawijać.
                                          • ea.foe Re: i jeszcze dlatego się złoszczę 13.09.10, 13:41
                                            lucyna_n napisała:

                                            > Czuję się kopnięta w kostkę tym nawijaniem po prożnicy, no tak, po co marnować
                                            > swe cenne siły i czas na tak niskie progi, pani stworzona do rozmów wyższych, m
                                            > ądrzejszych.

                                            rozmowa z Panią to przyjemność
                                            a temat dla mnie emocjonujący i ważny
                                            ale żeby nie popełniać tego samego błędu, który w wątku krytykuję
                                            (a który popełniam od lat na okołodepresyjnych tworach)
                                            trzeba przestać pierdoły opowiadać (ja opowiadam) tutaj
                                            i zająć się tym, co naprawdę przeraża, a w perspektywie - nagradza
                                            życiem, terapią.

                                            forum to nie jest miejsce na rozsupływanie węzłów zaciskanych przez dwadzieścia lat
                                            po prostu nie. i to nie dlatego, że rozmówcy nie są godni
                                            czy nie mogliby czegoś cennego zauważyć

                                            forum to zbiorowisko ludzi umiarkowanie obcych
                                            o wiele łatwiej przed obcymi i bez konsekwencji

                                            pytanie tylko: co to zmienia jeśli lęk jest przed bliskością właśnie?


                                            ---
                                            na tym chyba polega terapia
                                            by wybuchło co się w środku kotłuje
                                            a nie wybuchnie, jeśli ciśnienie będzie zmniejszane na forum

                                            ---
                                            i chyba nie o to chodzi
                                            by znowu czytać te same posty, co wiele lat temu
                                            bo ja nie wierzę, że Nev jest w tym samym miejscu
                                            tylko z jakiegoś powodu postanowiła sobie to udowodnić
                                            • lucyna_n Re: i jeszcze dlatego się złoszczę 13.09.10, 15:37
                                              zmienia moim skromnym zdaniem tyle że czasami jest taki wybór,
                                              1. sam jak palec z pełną świadomością co się powinno, że wyjść do ludzi, że real , a i tak się nic nie czyni, niemoc, bezwlad, i dzień po dniu wegetacja bierna,
                                              2. albo chociaż sobie z obcymi pogadać, za to nie o pogodzie a o tym co człowieka najbardziej interesuje. poczuć jakąś iluzoryczną ale jednak grupę wokół siebei a nie pustkę.
                                              Z czasem, z wiekiemm , z tą terapią? może przyjść trzecia opcja kiedy z netu się korzysta a w realu żyje. taki cel mam ja
                                              Mnie się nei wydaje że Nev jest w tym samym miejscu, moim zdaneim wiele dalej bo wogóle z przeproszeneim wygęgala skąd jej się problemy wzięły, bułkę przez bibułkę ale przecież wypowiedziała, w momentach kryzysu człowiek instynktownei próbuje wskoczyć w stare pielesze, pod swój kocyk, choćby i złe to było ale znane, tak się chce trochę cofnąć w koszmarną ale "bezpieczną" bo obeznaną przeszłość.
                                              --
                                              bo ja mam swój intymny mały świat
                                              • lucyna_n Re: i jeszcze dlatego się złoszczę 13.09.10, 15:40
                                                nie dokończylam myśli,
                                                próbuje wskoczyć w przeszłość ale na bank nei będzie mu z tym wygodnie, to jakby ubrać się w ciuchy modne 3 lata temu kiedy się człowiek przejmuje modą. myślę że szybko się porzuca takie stany. Mam nadzieję.
                                                --
                                                bo ja mam swój intymny mały świat
                                                • ea.foe Re: i jeszcze dlatego się złoszczę 13.09.10, 16:29
                                                  lucyna_n napisała:

                                                  > nie dokończylam myśli,
                                                  > próbuje wskoczyć w przeszłość ale na bank nei będzie mu z tym wygodnie, to jakb
                                                  > y ubrać się w ciuchy modne 3 lata temu kiedy się człowiek przejmuje modą. myśl
                                                  > ę że szybko się porzuca takie stany. Mam nadzieję.

                                                  a ja wiem tylko jedno
                                                  że uciekanie przed rozwiązaniami na terapii
                                                  do pogawędek, nawet ważnych, na forum
                                                  to cholerna strata czasu

                                                  no ale każdy właścicielem swojego
                                                  • lucyna_n Re: i jeszcze dlatego się złoszczę 13.09.10, 17:31
                                                    czego jak czego ale czasu to ma depresyjny jak lodu i tu i tam zdąży się wywnętrzyć, byle tylko chciał. Nie ma co zwalać na forum że się czegoś na terapii nie zrobiło, bo to też kolejna wymówka tylko.
                                                    --
                                                    bo ja mam swój intymny mały świat
                            • canoine Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 16:51
                              ea.foe napisała:

                              > a ja mam klepać po pleckach
                              > i powiadać, że będzie dobrze?

                              a kto tego od Ciebie oczekuje?
                              skąd w Tobie ta wrogość i tyle złości, co?
                              skoro Cię nie obchodzi, jak piszesz, co kto ze sobą robi, to czemu to aż tyle emocji w Tobie budzi i skąd ta całą agresja?
                              czyżbyś może zobaczyła w tym tutaj coś znajomego?

                              terapia to ułamek czasu w ciągu tygodnia. 45 minut raz na 7 dni. tę jedną w ciągu dwóch lat odwołałam, bo nie czuję się na siłach na ponowną konfrontację. raz pozwoliłam sobie odpuścić, wrócę za tydzień i może zdołam przez ten czas sobie co nieco poukładać, zanim przyjdzie o tym pogadać.

                              mogę nie pisać. i tak nie robię tego przecież aż tak często. ale wtedy co? zostać sama ze sobą? to mi słabo wychodzi kiedy przestaję sobie radzić z emocjami. wyjść do ludzi mówisz? może jakieś rady Pani ekspert? może jakiś weekendowy kurs zaufania, otwarcia i towarzyskości? zaczynasz mnie irytować tym wylewaniem na mnie swoich własnych frustracji.
                              • ea.foe Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 17:17
                                canoine napisała:

                                > skąd w Tobie ta wrogość i tyle złości, co?
                                > skoro Cię nie obchodzi, jak piszesz, co kto ze sobą robi, to czemu to aż tyle e
                                > mocji w Tobie budzi i skąd ta całą agresja?
                                > czyżbyś może zobaczyła w tym tutaj coś znajomego?

                                tak. bardzo znajome skupienie na sobie
                                agresja? jak najbardziej.
                                bardzo siebie takiej nie lubię.

                                zobaczyłam coś jeszcze -
                                zerową tolerancję na krytykę
                                i niezachwianą pewność w wierze w prawidłowość swojego rozumowania
                                to mnie doprowadza zawsze i u wszystkich do szału.

                                idiotyczne teksty o anoreksji
                                sorry panna. może Ty masz większe problemy
                                ale nawet takie niewinne choróbki jak ta potrafiły nieźle w byciu namieszać

                                > terapia to ułamek czasu w ciągu tygodnia. 45 minut raz na 7 dni. tę jedną w cią
                                > gu dwóch lat odwołałam, bo nie czuję się na siłach na ponowną konfrontację. raz
                                > pozwoliłam sobie odpuścić, wrócę za tydzień i może zdołam przez ten czas sobie
                                > co nieco poukładać, zanim przyjdzie o tym pogadać.

                                a czy ja mówię, że nie możesz odpuścić jednego spotkania?
                                czy ja w ogóle o tym pisałam?
                                ale jeśli to przeczytałaś, to szkoda strasznie tego dnia spędzonego na klepaniu
                                i zżymaniu się

                                > mogę nie pisać. i tak nie robię tego przecież aż tak często. ale wtedy co? zost
                                > ać sama ze sobą? to mi słabo wychodzi kiedy przestaję sobie radzić z emocjami.

                                możesz pisać. możesz dyskutować
                                możesz dzielić się emocjami
                                tyle, że mniej się dzielisz, a bardziej próbujesz dostać
                                też ok. póki dają.

                                > wyjść do ludzi mówisz? może jakieś rady Pani ekspert? może jakiś weekendowy kur
                                > s zaufania, otwarcia i towarzyskości?

                                nie mam takich rad
                                nie mam też znajomych w całym kraju
                                ale to pewnie przypadek

                                > zaczynasz mnie irytować tym wylewaniem na
                                > mnie swoich własnych frustracji.

                                irytacja bardzo wzajemna
                    • canoine Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 16:39
                      ea.foe napisała:

                      > nie chodzi o zdrowienie
                      > tylko o to żeby wzbudzać zainteresowanie i żal

                      o wiele wyżej cenię możliwość wypowiedzenia/wyrażenia myśli i uczuć. zrozumienie, ale niekoniecznie współczucie. wolę możliwość rozmowy, zwłaszcza jeśli konstruktywna i pomaga się uspokoić albo chociaż coś sobie poukładać. samo zainteresowanie i żal donikąd nie prowadzą. są raczej wyrazem bezradności, której ani u siebie, ani u kogoś zdzierżyć z reguły nie mogę. nie oczekuję głaskania po główce i użalenia się nade mną. potrzebuję możliwości wypowiedzenia/napisania i dialogu. z którego może coś okaże się dość cenne, by to sobie po cichu przywłaszczyć.
                      • ea.foe Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 16:54
                        canoine napisała:

                        > o wiele wyżej cenię możliwość wypowiedzenia/wyrażenia myśli i uczuć.

                        tak, zauważyłam, że jesteś bardzo na tym celu skupiona
                        a to, że inni mówią nieszczególnie Ci nawet przeszkadza.

                        > wolę możliwość rozmowy, zwłaszcza jeśli konst
                        > ruktywna i pomaga się uspokoić albo chociaż coś sobie poukładać.

                        co jest konstruktywnego w oświadczeniu, że chcę zniknąć
                        chcę ważyć 10 kg mniej, nie istnieć
                        jestem malutka, bezbronna, terapia nic nie daje, nic się nie dzieje?
                        owszem. dzieje się: czujesz się gorzej
                        zablokowałaś się na terapii - wiesz to i co?
                        i dupa. nic się nie dzieje. ja biedna
                        a tak w ogóle to nie chcę się tak czuć

                        czytam Cię i ogarnia mnie zgroza
                        Ty dokładnie sobie siebie zaprogramowałaś
                        jak ma przebiegać, wyglądać
                        teraz będziemy wszyscy wywalać dysertacje
                        a na koniec zrobimy kongres
                        żeby wszystko załatwić tak, byś niczego nie musiała poczuć.
                            • canoine Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 18:07
                              ea.foe napisała:

                              > nie rozumiemy się, fakt
                              > dlatego nie będę już więcej pisała w Twoich wątkach
                              > powodzenia. szczerze.

                              popsioczyć to chętnie, ale wyjaśnić czego nie rozumiem, to już nie.
                              może być i tak.
                              nie twierdzę, że jestem super-hiper-wszechwiedząca. ani w ogóle super.
                              daleko mi. może nieudolnie, ale próbuję szukać.
                              ominął mnie etap naturalnego uspołeczniania się w czasie rozwoju. trudno mi teraz opanować i zrozumieć podstawowe prawa nawet bycia z ludźmi, relacji, nawet takich wirtualnych. w niektórych sprawach skłonna jestem przyznać Ci rację - jak w tym o monologowaniu. ale to bez znaczenia, bo od początku jak się tu pojawiłam, reagujesz na mnie agresją. nie wiem dlaczego, nie śmiem oczekiwać wyjaśnienia, skoro nie zamierzasz mi go udzielić. no trudno. może się kiedyś sama domyślę.
                              wzajemnie powodzenia. do kiedyś tam być może, choć wątpię, by Ci się chciało swój cenny czas aż tak marnować.
                          • lucyna_n Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 17:35
                            a ja chyba właśnei zaczynam rozumieć, i stwierdzam że jakby mi ktoś tak szczerze i celnie o mnei tobym normalnie padła, nie dalabym rady na klatę, zbyt mocno tkwię w poczuciu że lepiej się nie da.
                            --
                            bo ja mam swój intymny mały świat
          • lucyna_n Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 10:45
            z tymi 112 próbami to może być cholera prawda, ale i tak ta pierwsza próba najgorsza, każda następna niesie za sobą cień nadziei że się nic złego nei wydarzy. Ja jestem taki szczur co gdy już tych 100 udanych prób odbędzie to znowu go razi prądem. Racjonalne powody do moich lęków, sama wiesz, widziałaś nie istnieją. Nie mam też żadych powodów do depresji, napadów paniki, bezsenności, i całego wahlarza atrakcji. Ale gdybym nie była w stanie choć raz na jakiś czas poczuć się dobre, poczuć ulgę to nie wiem czy długo bym wytrzymała. Powodów ku temu brak. jakkolwiek z czasem, cholera wie czy nie z wiekiem iby niezauważalnie ale następują zmiany, co jakiś czas lapię się na tym że coś tam zmieniło się we mnie na plus dla mnie, i aż nie mogę uewrzyć że na taką prostą rzecz tyle lat musiałam "pracować" oraz jakie to skuteczne.
            Taks ię zastanawiam nad tym Twoim terapeutą, jaki on ma pomysł, po prostu pozwolić Ci samej powoli w swoim czasie wypowiedzieć? sama nei wiem, trochę długo to wszystko, ale może tak ma być? ja się nie znam na terapiach ale czy cokolwiek nie powinno już drgnąć?
            --
            bo ja mam swój intymny mały świat
            • canoine Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 11:15
              to prawda, że na przestrzeni lat można zauważyć zmiany. mnie parę lat temu nie było przecież stać nawet na taką wymianę zdań. tylko kiedy Ci akurat z jakichś przyczyn okropnie jest, a pomyślisz, że może będzie lepiej na przestrzeni kolejnych kilku lat, to te lata przytłaczają wówczas swoją wiecznością.. pewnie znasz. kiedy Ci źle, naturalnym odruchem wydaje się być oczekiwanie ulgi tu-i-teraz, a nie za rok, 2, 3 czy 5 lat..
              a terapeuta nie wiem. chcę wierzyć, że ma jakiś pomysł i wierzę. zwykle nie popędza, nie naciska na nic, czeka na mnie i dostraja tempo. jak rozmawialiśmy o tym ostatnio kiedy martwiło mnie, że po ponad roku dalej się boję itd., powiedział, że być może potrzebuję więcej czasu, każdy inaczej. i co z tego, że rok, może potrzeba mi dwóch lat. albo iluś. dla niego nie wydaje się to być wielkim problemem. chociaż może tego nie pokazuje po prostu. czasem zdarza mu się trochę prowokować, przedrzeźniać mnie, wkurzać. zazwyczaj skutecznie. pozwala mi się wycofywać kiedy chcę i umiarkowanie uciekać, a nawet już parę razy "rzucać terapię", ale zachęca wtedy do omówienia tego. może dlatego tym razem odwołałam jedną sesję, zamiast kolejny raz się z nim "pożegnać". odczułam ulgę na chwilę. narastało mi to napięciem od kilku dni. a potem przypomniałam sobie jego analogię do okaleczania się. rzucanie terapii działa podobnie - narastające napięcie, impuls, wyładowanie, ulga i złość na siebie potem za własną słabość i nieudolność.. wrócę. potrzebowałam tej chwilowej ulgi.
      • canoine Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 08:53
        rozmawialiśmy. ten wątek pojawia się co jakiś czas, szczególnie gdy tematyka spotkań staje się ciężka albo mam jakiś kolejny kryzys.. jemu nie przeszkadza to, że wówczas milczę. ani że mózg mi się dysocjacyjnie rozpływa. że się odruchowo wycofuję, zwiększam dystans. chociaż czasem trochę się chyba niecierpliwi. nie przeszkadza mu, że na niego nie patrzę. ale potrafi docenić kiedy czasem trochę to robię. i że trochę otwarciej z nim rozmawiam. jakiś czas temu przyznał mi, że przez pierwsze parę miesięcy terapii sam nie do końca potrafił się zorientować z moich słów w czym właściwie leży problem i czego mi potrzeba. mówi, że sam fakt, że przychodzę do niego tyle czasu, że jednak z nim rozmawiam, chociaż z oporami i że czasem nawet na niego patrzę trochę - że to już jest dużo jak na mnie.. i ma chyba rację patrząc na me wcześniejsze próby.. nie chcę zmieniać terapeuty. lubię go. na swój ostrożny, płochliwy sposób, przywiązałam się nieco do niego. przerobiłam już kilku wcześniej, on jest pierwszym, z którym chcę rozmawiać/pracować. tylko chęci to widać za mało. albo potrzeba jeszcze więcej czasu.. tak mi mówił parę miesięcy temu. mogłabym pisać na kartkach, on to akceptuje. ale jednocześnie szkoda, że nie mówię. a chciałabym nauczyć się rozmawiać. oswoić słowa. emocje. wymyśliłam sobie pewną konfrontację. czytam książki. kiedyś nawet na to nie miałam odwagi. czytam, robię notatki, próbuję oswoić się ze słowami. zrozumieć coś więcej. i tak myślę, że to dlatego, że zrobiło się ciężko i grząsko bardzo na terapii. trudne słowa, trudne emocje. dla obu stron. stąd frustracja moja chyba, na odwrócenie uwagi może trochę, żeby mieć pretekst do ucieczki. odruchowo się izoluję. i cholernie dużo wysiłku kosztuje stawić opór własnemu oporowi..
        • lucyna_n Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 10:54
          Dupa nie terapeuta na mnie cały czas patrzyłaś, wiem bo cały czas myślałam boziu jakie piękne oczy ma ta dziewczyna i miałam ochotę pomalować Ci rzęsy na czarno dla podkreślenia efektu.
          ale fakt, ze mną rozmawialaś bowiem o nieco lżejszych sprawach, choć mam wrażenie że poszłoby mi szybciej niż temu panu choćby z racji wrodzonego braku cierpliwości podpartego ciekawością.
          --
          bo ja mam swój intymny mały świat
          • canoine Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 17:01
            jest wiele dość istotnych różnic między Wami:
            - z Tobą widziałam się 2 razy, relatywnie krótko, przez ostatnie x lat
            - i zawsze mogę wyjść i nie utrzymywać dalej kontaktu
            - do Ciebie pojechałam towarzysko, pogadać, wypić wspólnie kawę czy zjeść śniadanie
            - od Ciebie nie oczekuję pomocy, od Szerloka owszem
            - to zmienia zupełnie wygląd relacji - nasza jest luźna, bez jakichś zobowiązań, relacja z nim zawiera pierwiastek zależności poprzez moje oczekiwania i potrzeby względem niego
            - Z Tobą mogę spokojnie porozmawiać o pierdołach, roztoczyć teorię sportowego podejścia do życia i w ogóle
            - z nim nie spotykam się w celach towarzyskich, z definicji te rozmowy mają zupełnie inny ciężar gatunkowy
            - poprzez moje zaufanie, podzielenie się ilomaś faktami z życia, jak również przez lata skrywanymi sekretami, on jest dla mnie kimś bliskim i ważnym
            - Ciebie po prostu lubię jako osobę, koleżankę, znajomą, ale ma to zupełnie inny charakter
            - on jest jednak dla mnie pewnego rodzaju autorytetem, to też odbiera mi pewność siebie

            i takie tam.
            nie ma co tych dwóch relacji porównywać. i nie takie dziwne, że moja reakcja na każdą jest inna.
        • lucyna_n Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 10:59
          z tymi książkami mi się podoba pomysł , jeszcze zacznij czytać te słowa na głos, albo do lustra.
          tylko że Ty czytasz od razu jakieś akademickie tomiszcza o obserwacji szczurów, od samego myślenia głowa boli.

          --
          bo ja mam swój intymny mały świat
          • canoine Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 11:23
            nie, to tylko jedno zdanie z całej książki. wyszukałam pozycje, których autorzy są terapeutami pracującymi z osobami z podobnym do mojego problemem albo osobami, których ten problem dotyczy. nie potrzebuję akademickich teorii. potrzebuję studium konkretnych przypadków. warunek - bohaterka sobie poradziła. chcę uwierzyć, że można sobie poradzić. i na własną rękę poszukać trochę sposobów. choćby przez oswajanie słów. myślałam o czytaniu na głos. na razie nie mam trochę odwagi, po chwili głos mi przechodzi w szept, a potem niknie.. ale może jak nieco oswoję, to pójdzie. a potem może łatwiej będzie mówić. mam nadzieję.
            • lucyna_n Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 11:35
              oo o takie rzeczy chodzi, ktoś miał taki podobny problem i wyszedł z tego w sposób i td.
              Moim zdaniem to dobry trop. Czytaj na głos choćby szeptem. może z początku jakieś zagłuszanie? np włącz jakiś mjuzik i przeczytaj na głos? ja miałam w sobie straszną blokadę kiedyś dawno temu i byłam w stannie nauczyć się języka obcego bez otwierania gęby, milczałam nawet na lekcjach konwersacji bo glłos ze mnie nei wychodził wyglądałam jak przygłup co nic nie umie, tylko w środku mi się kotłowały gotowe do wypowiedzenia zdania. pisemne egzaminy zdawałam śpiewająco a na ustnych wątpili czy ja sama ten pisemny napisałam. Odblokowało mis ię kiedy zaczęłam na glos w domciu sama do siebei powtrazać, z początku kospiracyjnym szeptem a i tak czułam się z początku jak naga na środku ulicy, potem się nagrywalam i presłuchiwałam, też z początku aż skręcało na dźwięk własnego głosu, ale przeszło! a teraz proszę, gęba mi się nie zamyka. Może i na Ciebie podziała?
              --
              bo ja mam swój intymny mały świat
      • lucyna_n Re: naprawdę nie dzieje się nic 13.09.10, 11:16
        może przeczytanie tych kartek, co pewnei wiązaloby się z wybuchem emocji, może tym razem na zewnątrz, marzy mis ię w przypadku Canoine takie zdrowe wybuchnięcie wielkim rykiem, usmarkanie się na maksa, użalenie nad sobą i na koniec uspokojenie.
        --
        bo ja mam swój intymny mały świat
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka