Dodaj do ulubionych

smutno dziś.... jak cholera

07.10.10, 12:57
.taka ładna pogoda za oknem a ja dół zaliczam.
nie mam sił na walkę z całym światem w pojedynkę. po prostu z motyką na księżyc sie porwałam. naiwność...przemieszana z odrobiną nadziei. jednak nadzieja wygasa szybciej niz mądrośc zabija naiwność.

przepraszam za smęcenie ale musiałm z siebie to wyrzucić.
--
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Edytor zaawansowany
  • azurana 07.10.10, 14:11
    A po co chcesz walczyć z całym światem?
  • klara7770 07.10.10, 14:14
    bo mam wrażenie, że żeby cos zmienić w swoim życiu muszę stoczyć taką bitwę... moze tu nawet posłużyłam się metaforą ( teraz to zrozumiałam ) ten cały świat - to moje wnętrze...to ja sama.
    --
    To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
  • azurana 07.10.10, 14:34
    Aha. Bo już myślałam, że ze mną też ;) Ale ze sobą to może też nie walcz, co? Powalcz z zaburzeniami raczej, czy co tam Cię uwiera.
  • klara7770 07.10.10, 14:54
    masz rację. chodzi mi o pewne schematy, które we mnie tkwią i wciąż powielam je. co prowadzi do "nierównowagi" w moim życiu. z kolei to powoduje ból, strach, lęki.... masakra. uczę sie przełamywać te ograniczenia...ale łatwe to nie jest. stad moje marudzenie dzisiejsze :)
    --
    To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
  • azurana 07.10.10, 16:54
    "Dołujące" mogą być także schematy myślowe. Między innymi takie, jakie zaprezentowałaś w pierwszym poście. Człowiek (czyli ja ;)) czasem nawet nie zdaje sobie sprawy, jak autodestrukcyjny dialog wewnętrzny prowadzi. Właśnie Twój wpis mi o tym przypomniał :)
  • dolor 07.10.10, 23:51
    azurana napisała:

    > A po co chcesz walczyć z całym światem?

    Niepokojące, chciałem napisać to samo tymi samymi słowami. Bo porywanie się z motyką na księży jeszcze zrozumieć mogę.
    --
    "Znaleźć sprzeczność, to przyznać się do błędu w myśleniu; pozostać przy niej, to wyrzec się umysłu i opuścić domenę rzeczywistości"
  • lucyna_n 08.10.10, 00:07
    ja się obrazilam już zupełnie bo w mojej parafi byl bardzo sensowny proboszcz, kilka razy sobei o depie i agorafibii pogadaliśmy ( tak tak wiedzial co to jest i nawet przytoczył przyklad kolegi księdza co miał agorę i tylko w malutkich kościółkach mogł mszę odprawiać) , biegał co rano po lesie i jeździł na rowerze, zawsze zagadał, zapytał czy wszystko ok, cieszył się że przyszłam bo widać że jest mi lepiej, nawet mi udzielił sakramentu namaszczenia chorych jak jeszcze bylam wierząca (bardzo kojący sakrament, polecam ), no ludzki ksiądz, aż głupio było do kościoła nie chodzić. ale był na tyle fajny że go przenieśli do jakiejś innej parafi żeby tam odbudował podupadle morale.
    No i ja się w takim razie obraziłam

    a i jeszcze wschodni śpiewny zaśpiew miał i ładnie pachniał.

    a dziecko z religii wypisałam, bo mnie zdrzaźniły codziennie uwagi w stylu "rzucił w kolegę kredą", albo "otworzył drzwi" a czara goryczy się przelała jak dostał 1 z odpowiedzi z tematu "zakończenie niedoli Hioba" i tu postanowilam nie być Hiobem i nie czekać na zmiłowanie tylko zakończyć te mękę z panią bardzo niekompetentną i robiącą wrażenie opóźnionej umysłowo. Odpytałam smarkacza i znał historie Hioba więc tym bardziej mnei wkurzyła bo okazało się że ocena była niesprawiedliwa. Jako była nauczycielka jestem na tym tle mocno czuła.
    --
    little less conversation, little more action
  • dolor 08.10.10, 00:13
    Jak niczego nie przeskrobał, to pewnie go wzięli do serialu.
    --
    "reszta świata osiągnęła apogeum poglądów wyznawanych przez nią od wieków: mistycyzmu i irracjonalizmu — które zostawiają po sobie jedynie dwa pomniki: dom wariatów i cmentarz."
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • lucyna_n 08.10.10, 09:15
    haha, no o tym nei pomyślałam:))
    najfajniejsze jest to że aktor grający ksiedza to sobie w realu nie może życia towarzyskiego prowadzić i koleżanek mieć bo oglądalność spadnie.
    --
    little less conversation, little more action
  • klara7770 08.10.10, 09:05
    dolor,

    walka ze światem w formie metaforycznej... doszłam do wniosku,że najpierw muszę pokonać swoje schematy mentalne i ograniczenia a potem zastanowić sie nad tym czy warto walczyć? z kim i po co? najtrudniej jest mi przekonać samą siebie :( a motyka czeka w gotowości :)


    --
    To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
  • lucyna_n 08.10.10, 09:15
    czyli walka z cieniem.
    --
    little less conversation, little more action
  • klara7770 08.10.10, 09:29
    przeciwnika mam jak najbardziej urealnionego... tylko czasami trudno zebrać się w sobie i przeciwstawić dyktaturze "wewnętrznej". to taka polityka autorytarna. ma być tak,tak i siak. jak sie sprzeciwisz dostaniesz po łapkach... i bedzie bolało. jesteś nikim... ja wiem lepiej!
    i weź tu z takim dyskutuj. pomyślałam o negocjacjach ale też nie idzie mi najlepiej... chociaż są pewne postępy :) i to daje mi nadzieję na lepsze jutro...
    --
    To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
  • dolor 09.10.10, 00:09
    klara7770 napisała:

    > dolor,
    >
    > walka ze światem w formie metaforycznej... doszłam do wniosku,że najpierw muszę
    > pokonać swoje schematy mentalne i ograniczenia a potem zastanowić sie nad tym
    > czy warto walczyć? z kim i po co? najtrudniej jest mi przekonać samą siebie :(
    > a motyka czeka w gotowości :)

    Cóż, domyśliłem się nawet, że nie chcesz realnie temu światu zębów powybijać. Depresja uwielbia metafory przeplatane metaforami. Więc trzymając się konwencji: depresja to stara oszustka jest. Trzeba sobie pomalutku znajdować małe prawdy i je kolekcjonować. A każda mała prawda to mała ulga. Aż się na mur solidny przed oszustwem uzbiera.
    I nic na siłę, jak nie ma ulgi, nie ma prawdy.
    --
    "Znaleźć sprzeczność, to przyznać się do błędu w myśleniu; pozostać przy niej, to wyrzec się umysłu i opuścić domenę rzeczywistości"
  • azurana 08.10.10, 14:59
    Bo porywanie się z m
    > otyką na księży jeszcze zrozumieć mogę.

    Też mogę zrozumieć, chociaż mnie osobiście by się nie chciało.
    Ech, kochałam się kiedyś w jednym księdzu, ale miał dziewczynę ;)
  • olga_w_ogrodzie 07.10.10, 20:19
    się dzisiaj przeszło 20-25 kilometrów.
    sądziło się, iż nogi ma się odporne na łażenie,
    a tu zaczęły boleć pięty i pęciny.

    a teraz się już siedzi wreszcie
    ze smutkiem mocno wypartym przez zadowolenie,
    że się to iście skończyło.
  • lucyna_n 07.10.10, 23:29
    ILE?????????

    --
    little less conversation, little more action
  • olga_w_ogrodzie 07.10.10, 23:41
    no.
    wlaśnie tyle się lazło.

    ale najprzyjemniejsze to jest łażenie morskim brzegiem.
    można iść i iść mocząc regenerująco stopy w wodzie.
    się w Kołobrzegu mieszkało, to się łaziło stamtąd brzegiem do Bagicza aż,
    gdzie ruskie lotnisko było.
    albo do Grzybowa czy Dżwirzyna w te i z powrotem,
    choć to akurat daleko bardzo nie było.
  • lucyna_n 07.10.10, 23:59
    Jestem pod wrażeniem, to fajna sprawa moc tak iść i iść, dlatego że się chce
    kiedyś też moglam dużo chodzić i czasem po prostu wybierałam się na takie dłuuugi spacer przed siebie, ale po zaostrzeniu się depy jakoś tak mi się porobiło że mam chyba coś w rodzaju fobi przed poruszaniem się na własnych nogach, nie ufam im, mam takie uczucie jakby w każdej chwili moglo mi odebrać zupełnei siły i możność poruszania a nawet stania. Taki stan przydarzal mi się wiele razy, że siadałam na krawężniku, czy jakimś murku i dupa dwie godziny nie miałam siły wstać aprzed oczami zamazana szarość i czarne płatki, i nawet jak to bylo 100 metrów od domu musiał mnei ktoś z tego murka ściągać i odprowadzać jak babuleńkę z postojami co 20 metrów i się po kilkunastu takich akcjach uzbierało na fobie. Odczarowałam się trochę z tego lęku przez przemieszczaniem rowerem, ale jak to ja zawsze z przesadą bo teraz nawet do sklepu obok nim jeżdżę.
    --
    little less conversation, little more action
  • olga_w_ogrodzie 08.10.10, 00:11
    rower to też dobra sprawa.
    próbowałam,ale coś mi się z kręgosłupem robi.
    po dość forsownej jeździe na rowerze ostatnio, bolało mnie parę tygodni.
    się ruszać nie mogłam.
    a nie boisz się, że ktoś na Ciebie najedzie,
    albo na kogoś Ty ?
    bo ja się boję zawsze tego.
  • lucyna_n 08.10.10, 09:22
    ic z kręgosłupem mi się nei dzieje, bolą mnie tylko mięśnie nóg i nadgarstki, ale ja nie jeżdżę jakichś szalonych dystansów. od kilka kilometrów w te i wewte.
    Nie boję się że ktoś na mnie najedzie, bałam się ale przestałam, że ja najadę? phi, niech się sami pilnują tak jak i ja się sama pilnować muszę. Jeżdżę przepisowo i tyle musi onym potencjalnym wystarczyć.
    --
    little less conversation, little more action
  • dolor 08.10.10, 00:19
    Tę niepewność czy się ustoi to nawet dobrze pamiętam. Naprawdę musi być coś z przewodzeniem nerwowym, jakieś opóźnienia chyba, bo człek autentycznie się czasem ruszyć za bardzo nie może. Ale to dawniej, teraz nawet samochodem się potrafię nie zabić.
    --
    "Znaleźć sprzeczność, to przyznać się do błędu w myśleniu; pozostać przy niej, to wyrzec się umysłu i opuścić domenę rzeczywistości"
  • lucyna_n 08.10.10, 09:20
    coś musi być bo uczucie autentyczne, i nie że tylko poza domem, wtedy cały czas tak było, wyprawa przez korytarz to długie zbieranie się w sobie i zastanawianie czy nie lepiej od razu na czworaka. Miałam taki moment że się zastanawiałam nad wózkiem inwalidzkim, autentycznie. Wszytsko na siedząco musialam robić i to jeszcze najlepiej z głową opartą o coś bo miałam uczucie nieustannego tracenia równowagi, jakby ktoś dywan spod nóg wyciągał, no i nogi jak żelki. Samo minęło jak sie poczułam lepiej.
    --
    little less conversation, little more action
  • klara7770 08.10.10, 08:58
    rower to wspaniałe urządzenie mobilne. ja jak tylko mogę i pozwala mi na to czas wyjeżdżam na wycieczki rowerowe. nie boję się... ale to może w związku z moimi zapędami samobójczymi, nie boję się, że mnie ktoś potrąci i coś się stanie...natomiast na innych uważam. nie chciałabym komukolwiek zrobić krzywdy. ja nawet nie potrafię okazać innym swojej złości! taki schiz... wiecznie miła i grzeczna. do znudzenia...mojego bądź rozmówcy :)
    --
    To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
  • lucyna_n 08.10.10, 09:23
    a ja czuję że potrafisz wybuchnąć, tak coś czuję
    --
    little less conversation, little more action
  • klara7770 08.10.10, 09:32
    tak, jak jestem sama ...w domu. zazwyczaj w ramach bezsilności wybucham płaczem.
    to ja jestem beznadziejna, ja jestem do niczego... w związku z czy nie potrafię sie złościć na innych. ba, ja nawet nie potrafię skrzyczeć siebie! użalam sie tylko nad swoją bezradnością. jakie to wkurzające i żenujące.
    --
    To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
  • lucyna_n 08.10.10, 11:11
    wybuchnąć płaczem to wcale nei jest takie złe, problem jest wtedy kiedy tego się ie da zrobić
    ja raczej myślałam o złości, że jesteś w stanie wybuchnąć złością, taką żeby rzucać talerzami o ścianę. Może jeszcze tego nie zrobilaś, ale ja tak czuję że mogłabyś, kto wie, może nawet powinnaś.
    --
    little less conversation, little more action
  • klara7770 08.10.10, 21:30
    no właśnie, nie jestem w stanie sie tak zezłościć żeby rzucić talerzem albo czym tam...doniczką. chciałabym poczuć taką emocję ale za cholerę nie idzie.
    --
    To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
  • klara7770 08.10.10, 09:36
    wiesz, kiedyś ta złośc powoli wydostawała się do świadomości... bardzo sie tego przestraszyłam. miałam wrażenie, że nie opanuję sie kiedyś i zrobię komuś krzywdę fizyczną. miałam ochotę sprać moją szefową, głupia baba. to jeszcze zrozumiałe ale miałam zajawki zeby skrzywdzić kogoś bezbronnego... szok. na szczęscie poradziłam sobie z tym,agresja wróciła skąd przyszła... do środka.
    --
    To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
  • lucyna_n 08.10.10, 11:14
    może w sposób kontrolowany, np na ćwiczenia z elementami boksingu?
    ja jestem piekielnica, jakbym od czasu do czasu nie wyzłościła się porządnie to też miałabym takie myśli, i oberwałby nie ten co zawinił, ale ten kogo udaloby się dopaść.
    --
    little less conversation, little more action
  • klara7770 08.10.10, 21:33
    też tak pomyślałam. jak ba;on złości we mnie przebierze kiedyś miarkę i pęknie... oberwie się komuś kto będzie najbliżej. nie chciałabym tego... ale nie potrafię doprowadzić sie do takiego stanu kiedy mogłabym wybuchnąć i to skontrolować. obiecał mi to mój terapeuta. powiedziałam mu,ze długa droga przed Nim na co on odpowiedział, że będzie się mocno starał :) kiedy zapytałam czy to uniesie... odpowiedział,że jeżeli nie to skieruje mnie do odpowiedniej osoby... która sobie z tym poradzi wiec spoko :)
    --
    To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
  • lucyna_n 09.10.10, 00:02
    ktoś Cię musiał w tej pokorze nieźle wytresować, ale to co wyuczone da się przeprogramować, obudź w sobiei złośnika.
    --
    little less conversation, little more action
  • klara7770 09.10.10, 09:44
    ...obudź w sobie lwa...;) tresowali i wmawiali. chyba w dzieciństwie, którego prawie w ogóle nie pamiętam.
    --
    To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
  • klara7770 08.10.10, 08:53
    łoł!!! ;) uwielbiam Kołobrzeg i Dźwirzyno! tam jadłam najlepsze pączki w życiu. często jeździłam do Dźwirzyna zimą...spacerowałam pustymi plażami. było naprawdę fantastycznie! chociaż wycieczki w okolicach lata też się zdarzały, jednak wtedy tłumy ludzi odbierały mi przyjemnośc z obcowania z plażą, wodą, słońcem...ech... sentymentalnie mi się zrobiło :)

    --
    To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
  • kefirka.de 08.10.10, 13:14
    To blokowanie złości to dla mnie jest niepokojące. Do trzydziestki nie umiałam się złościć. Najczęściej tej zlości w sytuacjach gdy powinna się pojawić, nie było. Czasem pokrywka na garnku emocji się unosiła i niekontrolowana złość na chwilę wylewała się niekontrolowanie z wielką siłą. W pierwszej depresji ta złość mnie umęczyła. Trwała i trwała. Skierowałam ją na siebie, inaczej nie umiałam. Dobrze że Bóg czuwał (pozdrawiam Dolora), to cudem udało się przeżyć bez dużych uszkodzeń.
    Potem fachowcy mi wytłumaczyli łopatologicznie jakie szkodliwe jest niewyrażanie emocji i uczyli jak wyrażać i nie krzywdzić tym siebie i innych. Długo się uczyłam, jakaś tępa taka w tych emocjach byłam. Nieźle w sumie się udało, choć pewnie nie całkiem do końca, przy tym udało się poduczyć też dzieciaki. I nie tylko o złość idzie ale i o strach/lęk, smutek, miłość. No wszystkie emocje.Teraz mnie i im lżej. Jestem gorącą zwolenniczką wyrażania i Ciebie do nauki zachęcam.

    Posiadam niski stopień bieżącej wartości użytkowej. Póki co nie jestem więc dla społeczeństwa pożądanym partnerem. Nie ustaję w nadziei, że są szanse na zmianę. Na razie jednak nie wiem czy zmienić się mam ja, czy też mogę liczyć na zmianę społeczeństwa.
  • lafiorka-z 08.10.10, 17:48
    "Potem fachowcy mi wytłumaczyli łopatologicznie jakie szkodliwe jest niewyrażanie
    emocji i uczyli jak wyrażać i nie krzywdzić tym siebie i innych."

    Pod warunkiem, że te emocje nie są chore. Zdrowe emocje, proszę bardzo, niech każdy wyraża z troską o niekrzywdzenie, ale chore to raczej trzeba wyrażać u psychiatry niż przed ludźmi.
    Ja chyba wszystkie emocje już wyraziłam, bo nic mi ostatnio nie dolega, poza nogą.

  • dolor 08.10.10, 23:17
    Bo ja wiem, czy to takie fajne? Tez miałem problemy ze złości wyrażaniem, tylko czasem komuś się udało tak skutecznie przykopać, żebym potrafił. Potem nawet trochę udawałem wierząc, ze właśnie powinienem złość okazać. A teraz chyba najlepiej mi z wykorzystaniem tej energii do przemieszczania się, jak mi ktoś za bardzo na odciskach stepuje, to odsuwam z drogi i szukam towarzystwa, w którym czuję się dobrze. No i złośliwa ze mnie bestia się zrobiła, ale chyba coraz bardziej po prostu lubię ludzi, nie wszystkich bynajmniej, broń boże którego nie ma, ale pewien rodzaj ludzi. I siebie też coraz bardziej. A w takim towarzystwie mogę wybuchać czymś innym niż złością. Śmiechem mi się zdarza np.
    --
    "reszta świata osiągnęła apogeum poglądów wyznawanych przez nią od wieków: mistycyzmu i irracjonalizmu — które zostawiają po sobie jedynie dwa pomniki: dom wariatów i cmentarz."
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • klara7770 09.10.10, 09:52
    chciałabym pozbyc się tej złości, która jest we mnie skumulowana. już zaistniała... tylko zamiast ujść na zewnątrz postanowiła zostać we mnie. teraz chciałabym ją wypuścić z siebie a potem... potem już mogę tryskać tylko śmiechem.
    --
    To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
  • dolor 09.10.10, 11:03
    Nie wiem, ale może lepiej zamiast skupiać się na wypuszczaniu niegdyś skumulowanej złości lepiej poszukać czegoś ciekawszego, co cię zajmie na tyle, by rzeczona złość nie podsycana zainteresowaniem sama sobie wygasła? Chyba że nadal cię wszystko złości. Mam wrażenie, że te skumulowane i poukrywane emocje świetnie potrafimy sobie wmawiać. Ale oczywiście mogę się mylić, przystojny terapeuta pewnie jest odmiennego zdania.
    --
    "reszta świata osiągnęła apogeum poglądów wyznawanych przez nią od wieków: mistycyzmu i irracjonalizmu — które zostawiają po sobie jedynie dwa pomniki: dom wariatów i cmentarz."
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • klara7770 09.10.10, 11:50
    przystojny jest ;) ale to nie o to chodzi. nic tak po prostu samo z siebie nie niknie/ginie. "zajęcie się czymś" tylko uspi na moment te emocje w chwili słabości one znowu zaczną "wyglądać". tak wiec muszę sie ich pozbyc... ale to strasznie trudne. strasznie...
    --
    To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
  • dolor 09.10.10, 12:05
    Dziwne, u mnie się tak nie dzieje. Czasem trafia się jakieś błędne skojarzenie, coś nieszkodliwego kojarzy mi się z czymś niebezpiecznym, ale to nie takie trudne do skorygowania. Ale żeby emocje jakieś stare wyłazić same miały, nic takiego nie zauważyłem. A żadnych strasznie trudnych pozbywań nie uprawiałem, ot, zająłem się ciekawszymi rzeczami niż moje reakcje na zaprzeszłe mniej lub bardziej realne niebezpieczeństwo. Emocje wygasają, taka ich natura. Te hydrauliczne porównania Freuda nie były zbyt trafne.
    Ale może to ja jakiś inny jestem.
    --
    "Niektórzy z moich przyjaciół chodzą czasem do kościoła lub wybierają inne spokojne miejsce, gdzie mogą rozmawiać z niewidzialną, wszechobecną istotą, która zawsze wie, co powiedzą, ponieważ wie wszystko."
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • klara7770 09.10.10, 12:16
    cóż... każdy ma prawo czuć "indywidualnie" . jeżeli nie odczuwasz podobnie jak ja, to... tylko pozazdrościć :)
    --
    To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
  • dolor 09.10.10, 13:01
    No nie odczuwam. A nawet wydaje mi się, że jak pogrzebać, to zawsze się coś znajdzie, bo się te niedogaszone emocje poszukiwaniami rozdmuchuje tylko, zamiast olać. Ale znów, to może tylko u mnie tak.
    --
    Zawieszając własny sąd, negujecie istnienie własnej osoby. Gdy człowiek mówi: „Kimże ja jestem, by wiedzieć?", mówi: „Kimże jestem, by żyć?".
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • mskaiq 09.10.10, 03:10
    Kiedy chcemy walczyc z calym swiatem to dlatego ze uwazamy ze jest wrogi
    ze jest przeciwko nam. Tak sie dzieje tylko kiedy przypisujemy wrogosc
    otaczajacym nas ludziom.
    Mozna im przypisac ze sa zli, glupi, tępi, ze zle nam zycza, itp. Robimy tak
    bo podzielilismy ludzi na zlych i dobrych, glupich i madrych, na zdolnych i
    tępych oraz tych co dobrze i zle nam zycza, itp. Nie mozna dzielic czegos
    co jest niepodzielne.
    Nie ma zlych jesli nie ma dobrych, nie ma tepych jesli nie ma zdolnych,
    nie ma glupich kiedy nie ma madrych i nie ma zle zyczacych jesli nie ma
    tych ktorzy zycza nam zle.
    Kiedy jednak juz podzielilismy to nie chcemy widziec siebie jako zlych,
    glupich, tępych, zle zyczacych innym i dlatego wypieramy te przeciwienstwa
    a nastepnie przypisujemy je innym.
    Wtedy swiat wokol nas roi sie od takich ludzi i wtedy chce sie walczyc z tym
    swiatem, bo czujemy sie beznadziejnie w tym zlym swiecie wokol nas.
    Tyle ze ten swiat nie jest rzeczywisty, istnieje tylko w naszej glowie.
    Dawno przestalem dzielic i tak skonczyla sie wojna we mnie ktora meczyla
    mnie przez cale moje zycie.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • klara7770 09.10.10, 09:56
    tak naprawdę to ja sama jestem swoim wrogiem. mam w sobie tyle zahamowań, że poważnie ogranicza to moje życie... i zawodowe bo strasznie boję sie szukać nowej pracy, rozwijać sie... i to prywatne, w którym radzę sobie dużo gorzej niż w zawodowym :(
    boję się ludzi, boję się tego,że mnie wyśmieją, że mnie nie zrozumieją, że będą mną manipulować dla osiągnięcia własnych celów wykorzystując moją ufność i naiwność ( niestety ).
    --
    To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
  • azurana 09.10.10, 11:18
    klara7770 napisała:

    > tak naprawdę to ja sama jestem swoim wrogiem. mam w sobie tyle zahamowań, że po
    > ważnie ogranicza to moje życie... i zawodowe bo strasznie boję sie szukać nowej
    > pracy, rozwijać sie... i to prywatne, w którym radzę sobie dużo gorzej niż w z
    > awodowym :(
    > boję się ludzi, boję się tego,że mnie wyśmieją, że mnie nie zrozumieją, że będą
    > mną manipulować dla osiągnięcia własnych celów wykorzystując moją ufność i nai
    > wność ( niestety)

    Osoba ufna i naiwna nie postrzega siebie ani innych w sposób, jaki opisałaś. Tu jakaś sprzeczność jest, według mnie.
  • klara7770 09.10.10, 11:57
    nieufna jestem na początku, później kiedy ktoś wydaje mi sie interesujący... bliski zaczynam ufać. ta ufność jest jednocześnie naiwna ponieważ nie "kontroluję" jej w zdrowy sposób.
    ja nadal chcę wierzyć ludziom... i to jest właśnie sprzeczność we mnie. wiele razy ktoś mnie zawiódł stąd ostrożność i dystans, strach...ale gdy już pozwolę sobie na poznanie kogoś bliżej zaczynam ufać...wtedy staję sie bezbronna. nie boję się bliskich, boję sie "obcych"... moze dlatego,że boję się "niepoznanego".
    --
    To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
  • montyple 09.10.10, 12:21
    Czyli bliskie osoby mogą Tobą manipulować do woli? Dobrze zrozumiałam? Dlatego boisz się poszerzać ich krąg?
    --
    "To zawsze zaskakujące, gdy uświadomimy sobie, że podczas gdy my przyglądamy się innym mając się za mądrzejszych, oni z takim samym nastawieniem przyglądają się nam." - Terry Pratchett
  • klara7770 09.10.10, 12:46
    mogą do momentu aż się zorientuję. wtedy odrzucam taką znajomość... ale pozostaje ból i poczucie straty,osamotnienia, żal do siebie,ze pozwoliłam sie tak oszukać. na szczęście ostatnio unikam takich sytuacji... m.in. właśnie dlatego,że nie nawiązuję nowych znajomości.
    --
    To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
  • dolor 09.10.10, 11:11
    mskaiq napisał:


    > Nie ma zlych jesli nie ma dobrych, nie ma tepych jesli nie ma zdolnych,
    > nie ma glupich kiedy nie ma madrych i nie ma zle zyczacych jesli nie ma
    > tych ktorzy zycza nam zle.

    Racja. Z tych samych powodów podzieliłem ludzi na dobrych i złych, staram się być po stronie tych lepszych i mądrzejszych, tylko takimi się otaczać i z takimi wymieniać (kupczyć), złych unikać, bo istnieją, nie da się ukryć, a jak się napatoczą, staram się mniej lub bardziej delikatnie usuwać ich z mojej drogi. I dobrze mi z tym. Powinienem się zmienić?
    --
    "Znaleźć sprzeczność, to przyznać się do błędu w myśleniu; pozostać przy niej, to wyrzec się umysłu i opuścić domenę rzeczywistości"
  • dolor 09.10.10, 12:19
    Może chodzi o dostateczna ilość "przegródek", w których umieszcza się ludzi? Jak się każdego klasyfikuje automatycznie jako wroga - bardzo ciężko żyć. Jak się dzieli na ideał albo podlec, podobnie. Jak się pozastanawiasz przed sklasyfikowaniem, czy np. do: wydaje się interesujący, tu dostrzegam pewne wady, ale może być wartościowy, czy do: teraz z pewnych przyczyn jest nie w pełni swych możliwości, ale jeśli się z tym upora, a może i ja będę w tym mógł pomóc, powinien okazać się kimś bardzo wartościowym od kogo wiele cennego mogę uzyskać, ten podział nie sprawdza się tak źle? I może warto mieć też ogromną przegródkę na obojętnych i nieinteresujących, tam trafia większość tych, którzy niczym cennym wymieniać się z tobą nie chcą, a mają do tego pełne prawo, jakie i ty masz.
    --
    "Niektórzy z moich przyjaciół chodzą czasem do kościoła lub wybierają inne spokojne miejsce, gdzie mogą rozmawiać z niewidzialną, wszechobecną istotą, która zawsze wie, co powiedzą, ponieważ wie wszystko."
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • spadek_z 09.10.10, 12:23
    ponawracaja sie jak ksiadz katolicki z pastorem, choc w gruncie rzeczy prawia to samo. sklonnosc do robienia cnoty z zachowan pospolitych i banalnych, a przedewszystkim wlasnych.
  • metamorph 09.10.10, 12:26
    again & again
    spadam do lasu
    niby zawsze ten sam
    a jednak inny
  • spadek_z 09.10.10, 12:29
    jak beda grzyby to pani napisze, to sobie jutro pojde.
  • metamorph 09.10.10, 17:07
    z grzybami cienko
    zostały pojedyncze, przegapione, wyrośnięte egzemplarze
    ale najczęściej papciowate i nadjedzone zębem ślimaka

    fakt, że bardziej rozglądałam się za Małą Su
    niż przyglądałam podłożu
    mój system nagrody musi zostać pobudzony co jakiś czas
    by utrzymać entuzjazm dla szukania grzyba

    ale spotkałyśmy też parę zbieraczy
    co targali dwie pełne kobiałki - nie wiem jak długo zbierali
    ale jak pokazali co mają w środku, to były i podgrzybki
    i krawce, jeden gigantyczny i zdrowy prawdziwek oraz trochę opieniek

    spacer w każdym razie słoneczny, ciepły, przyjemnie nieskomplikowany
  • dolor 09.10.10, 12:56
    A dlaczegóż cnota nazywać tylko zachowania niepospolite i niebanalne? Jakieś pragnienie bycia wyjątkowym i niepowtarzalnym? Pospolity jestem, powtarzalni jesteśmy, różnimy się w drobnych szczegółach. Choć niektóre z tych szczegółów przysparzają nam sporo kłopotów, ale po co udawać oryginalność na siłę?
    --
    "Znaleźć sprzeczność, to przyznać się do błędu w myśleniu; pozostać przy niej, to wyrzec się umysłu i opuścić domenę rzeczywistości"
  • lucyna_n 09.10.10, 13:03
    mów za siebie ja tam wcale nie muszę udawać że jestem oryginalna:)
    --
    little less conversation, little more action
  • spadek_z 09.10.10, 13:03
    cnota jest idealem do ktorego sie dazy. czyms wiecej. zachowanie pospolite nie moze byc cnota.

    moje pragnienie? czy ja tu narod pouczam z ambony jak zyc na wzor i podobienstwo wlasne?
  • dolor 09.10.10, 13:21
    Ależ może, gdyż cnota jest zbiorem samych wyłącznie właściwych zachowań pospolitych, a tego osiągnąć prawie nie sposób. Mnie w każdym razie do tego jeszcze baaardzo daleko, ale każdy mały kroczek przybliżający, to też cnota.

    Ja też nie pouczam narodu. Ja prowokuje naród, żeby mi powiedział, co robię źle. Niektórzy przedstawiciele się odzywają nie głupio, więc mogę tylko podziękować, co niniejszym czynię.

    A z tym dążeniem do bycia wyjątkowym na siłę coś jednak jest na rzeczy. Kiedyś słyszałem fragment upiornego programu Dobroń o oryginalności właśnie. I ktoś zadzwonił żeby powiedzieć, że każdy jest oryginalny i niepowtarzalny, bo ma niepowtarzalne linie papilarne.
    --
    "Niektórzy z moich przyjaciół chodzą czasem do kościoła lub wybierają inne spokojne miejsce, gdzie mogą rozmawiać z niewidzialną, wszechobecną istotą, która zawsze wie, co powiedzą, ponieważ wie wszystko."
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • spadek_z 09.10.10, 13:39
    jesli chodzi o temat orginalnosci to osobiscie uwazam ze kazdy jest orginalny, choc usilnie to traci zeby byc w zbiorze, takich samych wyjatkowosci.

    pan propaguje entuzjastyczni moralnosc kupiecka i masowosc tych samych ludzi, jako entuzjasta zycia w wielkim miescie. ja tylko niekoniecznie to podzielam.
  • dolor 09.10.10, 13:48
    Ale w tym, co Pan uważa, też Pan jakoś bardzo oryginalny nie jest, nawet w tym, ze Pan moich wartości nie podziela, też nie. Wydaje mi się, że czy coś jest popularne, czy nie, nie ma to większego wpływu na to, czy jest dobre, a to dla mnie dużo ważniejsze. Proszę się więc nie obrazić, nie wydaje mi się jednak, żeby te drobne szczegóły jakoś zbytnio nas od siebie różniły.
    --
    "Niektórzy z moich przyjaciół chodzą czasem do kościoła lub wybierają inne spokojne miejsce, gdzie mogą rozmawiać z niewidzialną, wszechobecną istotą, która zawsze wie, co powiedzą, ponieważ wie wszystko."
    Najlepsza depresja pod szczurem
  • spadek_z 09.10.10, 14:00
    a czemu mam byc orginalny? to nie miejsce na orginalnosc. napewno nie ten forum. tu juz za pozno.

    mysle ze szczegoly nie sa drobne, mamy po prostu inne wartosci. pan uwaza za swoje wyzwolenie to co ja uwazam za swoje zniewolenie. ludzie po prostu sa rozni.
  • metamorph 09.10.10, 17:01
    spadek_z napisał:

    > mysle ze szczegoly nie sa drobne, mamy po prostu inne wartosci. pan uwaza za sw
    > oje wyzwolenie to co ja uwazam za swoje zniewolenie. ludzie po prostu sa rozni.

    jednak jest jakaś prawidłowość
    każde z nas, po swojemu i w swoim tempie
    dochodzi do pogodzenia ze sobą

    może te trzydzieści kilka lat
    to czas wyrastania z rozpaczy?
  • spadek_z 09.10.10, 20:03
    40 lat prosze pani. tyle zajelo dojscie do ziemi obiecanej.

    ps. nie rozumialem o co chodzi z ta orginalnoscia. teraz przeczytalem, ze to chyba chodzilo o to ze za zarzut pospolitosc byla odebrana. nie w tym sensie ze trzeba byc wyjatkowym. raczej w tym ze to co za prawde zdrowia bylo objawione moze rownie dobrze dotyczyc zdolowanych. dbanie o swoja dupe jest dosc uniwersalne, nawet jak przeciwskuteczne. takie ideologie zdrowotne wogole subiektywne, nauczanie sprowadza sie do narzucania swoich norm sumienia.
  • metamorph 09.10.10, 20:56
    ile kto ma
    tyle stawia za granicę
    ile kto zrobi
    z tego próbuje ustanawiać normę

    kończy się zawsze na tym, ile komu stanie
    nawet jeśli do stawiania organy niewieście
  • dolor 21.10.10, 00:29
    Nie bardzo rozumiem o co chodzi, ale co do dbania o własna dupę to faktycznie, jest powszechne, nawet facet, co rozdaje wszystko, pości i się biczuje, dba o komfort własnej dupy po śmierci. Jak z teorią gier, każdy chce wygrać, ale nie każda strategia ma jakiekolwiek szanse powodzenia.

    Jedno szkodzi, drugie pomaga. Że czas, tez mi się tak wydaje. Ale jednak nie wystarcza dość często. Unikanie pewnych szkodzących osób np. pomaga. I pewnych szkodliwych ideologii też. Zwłaszcza takich oszukańczych, które odbierają wpływ na to, na co wpływ mieć można, co da się przewidzieć, które czynią bezradnym bez pomocy czegoś wydumanego, a niewiadomą nagrodę odkładaja na nieokreslona przyszłość. Jałmużna nie pomaga. Dawana i brana. Pomaga obecność osób wartościowych, które powymieniać się z tobą chcą.
    Ale pomóc/zaszkodzić nie równa się od razu uleczyć, najwyżej umożliwić powrót do względnej normalności. Jakoś tak to widzę.
    --
    "Znaleźć sprzeczność, to przyznać się do błędu w myśleniu; pozostać przy niej, to wyrzec się umysłu i opuścić domenę rzeczywistości"
  • klara7770 21.10.10, 07:22
    aleś zakręcił :) ale tak fajnie. zgadzam sie z Tobą.
    --
    To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
  • mskaiq 09.10.10, 14:36
    Dualizm przynosi strach bo chce byc ten madry, bo chce byc ten zdolny
    i lepszy, itp. Wprowadznie miar przynioslo wiele strachu, stworza wokol
    nas wrogow i depresje.
    Dotyczy to rowniez kazdej oceny, zla potrafi wywolac projekcje i wiele
    strachu z ktorymi trudno sie zyje.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • klara7770 20.10.10, 00:30
    ..i dzisiaj tez bardzo smutno jest...wokół mnie...a we mnie cisza,ból i wielki strach...
    --
    To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.