Dodaj do ulubionych

krótko o...samotności.

11.10.10, 19:02
"Taki jest jednak zawsze pierwszy odruch beznadziejności: wiara, że w samotności cierpienie zahartuje się i wysublimuje jak w ogniu oczyszczającym. Mało ludzi potrafi naprawdę znieść samotność, ale wielu marzy o niej jak o ostatniej ucieczce. Podobnie jak myśl o samobójstwie, myśl o samotności bywa najczęściej jedyną formą protestu, na jaką nas stać, gdy wszystko zawiodło, a śmierć ma w sobie jeszcze ciągle więcej grozy niż uroku."
--
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Obserwuj wątek
    • klara7770 Re: krótko o...samotności. 11.10.10, 19:48
      "Człowiek współczesny z trudem toleruje własną samotność, może dlatego, że bardziej niż w innych epokach zachowane są jego zdolności porządkowania własnego życia psychicznego, większe u niego niebezpieczeństwo rozbicia tego porządku, a w samotności silniej własną dezintegrację się odczuwa." - znacie ten tekst? wiecie kto jest autorem?
      --
      To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
    • klara7770 Re: krótko o...samotności. 11.10.10, 19:54
      "Nerwicowa hiperaktywność, rzucanie się w wir życia, nadmierne życie towarzyskie i społeczne, ustawiczne podróże, unikanie skupienia i samotności, typowe dla naszej cywilizacji, w znacznej mierze wywodzą się z nerwicowego lęku przed samotnością." - ten sam autor :)
      --
      To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
        • klara7770 Re: krótko o...samotności. 11.10.10, 20:37
          W moim przypadku samotność towarzyszy mi od kiedy pamiętam, być moze to skutek odrzucenia przez matkę - miała depresję poporodową, zajmował się mną przez długi czas tylko Ojciec - może to kwestia charakterologiczna... Niestety, nie zaprzyjaźniłyśmy się choć tak dobrze się znamy. Uprawiam rożnego rodzaju ucieczki przed swoją samotnością i przed tym co też Ona chciałaby mi o mnie samej powiedzieć. Narkotyki,seks,zakupy,praca... zawsze jest alternatywa. Kiedy ostatnio zostałam sama, bez planów na cały wolny dzień, nie uniosłam tego. czułam się zalękniona, osamotniona, zrozpaczona i...zagubiona zupełnie. Ten dzień, potwornie mnie zmęczył i zasmucił.

          Samotność jest dobra jeśli ją odpowiednio dozujemy....w nadmiarze, jak wszystko, moze zabić.
          --
          To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
    • kefirka.de Re: krótko o...samotności. 12.10.10, 17:56
      Wątek dla mnie. Bo samotność i kocham i nienawidzę. Tylko tak słaba teraz jestem, że nie mam siły ani myśleć, ani pisać. Chciałabym pobabrać się w mojej potrzebie samotności, wywrócić na drugą stronę, przewietrzyć, kurze wytrzepać. Sama nie umiem znaleźć wytłumaczenia dlaczego tak wybieram, że zostaję sama. Wiadomo, że najlepiej rozumieją się ludzie w podobnej sytuacji. Nie znikaj proszę Klaro.
      --
      Posiadam niski stopień bieżącej wartości użytkowej. Póki co nie jestem więc dla społeczeństwa pożądanym partnerem. Nie ustaję w nadziei, że są szanse na zmianę. Na razie jednak nie wiem czy zmienić się mam ja, czy też mogę liczyć na zmianę społeczeństwa.
      • klara7770 Re: krótko o...samotności. 13.10.10, 21:31
        samotność zawsze dla mnie była pożądanym altruizmem, cnotą. dlatego nawet gdy bywało niby "lepiej" ja szukałam pretekstu ( podświadomie ) żeby znowu stało się gorze, żebym mogła znowu pławić się w swoim uwielbieniu masochizmu...samotności. na szczęście chyba powoli zmieniam postrzeganie tejże "cnoty". szukam ludzi... i chociaż chętnie jeszcze sie wycofuję, to etapy życia w pojedynkę i tylko dla siebie są coraz krótszymi epizodami. nie mówię tutaj tylko o relacji z mężczyzną lecz o relacjach ogólnoludzkich.
        życzę Ci Kefirko, dużo sił... i jestem tu wciąż i wciąż :)
        --
        To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
    • pendzacy_krolik Re: krótko o...samotności. 14.10.10, 20:14
      jestem szczesciara, bo dobrze znosze samotnosc,mimo,ze jestem w zwiazku.
      co wiecej nie boje sie opuszczenia. boje sie tylko chorob i ubostwa.
      nie przepadam za ludzmi,a musze wsrod nich przebywac. mam dwie twarze: jedna dla ludzi,zeby nie odkryli mojej tajemnicy i druga dla siebie.
    • kefirka.de Re: krótko o...samotności. 15.10.10, 17:21
      To ja mam trochę inaczej Klaro. Samotności nie lubiłam, no chwilę tak, ale niezbyt długą. Zawsze starałam się być wśród ludzi. I byłam. Od pewnego czasu coraz mniej ludzi w około i ja coraz chętniej wybieram samotność. Obecność innych zaczyna mnie męczyć, lekko irytować. Mniej lub bardziej świadomie odsuwam od siebie ludzi. I jestem tym trochę przerażona. Ja tak nie chcę. Chcę tak jak było wcześniej. Chyba.
      Nie wiem czy to związane jest z depresją, czy tak mi się osobowość zmienia. No i jak nad tym pracować?
      --
      Posiadam niski stopień bieżącej wartości użytkowej. Póki co nie jestem więc dla społeczeństwa pożądanym partnerem. Nie ustaję w nadziei, że są szanse na zmianę. Na razie jednak nie wiem czy zmienić się mam ja, czy też mogę liczyć na zmianę społeczeństwa.
      • klara7770 Re: krótko o...samotności. 15.10.10, 20:28
        Więc "normalna" byłaś ;) moim zdaniem należy odkryć powód zmiany Twojego postrzegania ludzi a potem z tym "walczyć" choć gdybyś zrozumiała walka zapewne nie byłaby potrzebna. wyeliminowałabyś przyczynę i wróciła do poprzedniego stanu rzeczy. tak myślę ja.
        moze powinnaś "wbrew" sobie czasami postąpić? a moze Ty po prostu potrzebujesz zwyczajnie "chwilę" odpocząć? to byłoby jak najbardziej normalne.
        --
        To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
        • kefirka.de Re: krótko o...samotności. 15.10.10, 20:54
          Chyba byłam normalna. Ale też myślę, że ciągnęło mnie do ludzi, bo byłam jedynaczką i to jedynactwo bardzo mi doskwierało, zwłaszcza gdy w domu nie było wesoło.
          Nie wiem skąd ta zmiana we mnie i łatwo się do tego nie dokopię. Właściwie nic wielkiego, nic złego się w ostatnich 2 latach nie stało a moja psychika robi mi same nieprzyjemne niespodzianki.
          --
          Posiadam niski stopień bieżącej wartości użytkowej. Póki co nie jestem więc dla społeczeństwa pożądanym partnerem. Nie ustaję w nadziei, że są szanse na zmianę. Na razie jednak nie wiem czy zmienić się mam ja, czy też mogę liczyć na zmianę społeczeństwa.
          • klara7770 Re: krótko o...samotności. 15.10.10, 21:05
            poprzyglądaj się sobie. może odkryjesz fakty, których sama, zupełnie nie jesteś świadoma.
            jeżeli nic nie odkryjesz...nic nie zauważysz a nadal będzie się "pogarszało" moze warto zapytać specjalisty? izolacja to nic fajnego, samotność nie "popłaca"... ja osobiście nie polecam takowego stanu. jestem na etapie "chcę poznawać i zdobywać przyjaciół" po długim okresie samotności. czasami jest cieżko ale widzę w tym sens, w poznawaniu i byciu. nie uciekaj od ludzi,proszę.
            --
            To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
        • kefirka.de Re: krótko o...samotności. 16.10.10, 19:16
          > odsuwasz się bo tak tego nie chcesz
          > no to się nazywa babska logika:)
          Samo się tak robi. Na moją damską logikę to bardzo źle. Jednak emocje nie słuchają głowy i chcą abym była obok a nie z.

          --
          Posiadam niski stopień bieżącej wartości użytkowej. Póki co nie jestem więc dla społeczeństwa pożądanym partnerem. Nie ustaję w nadziei, że są szanse na zmianę. Na razie jednak nie wiem czy zmienić się mam ja, czy też mogę liczyć na zmianę społeczeństwa.
    • azurana Re: krótko o...samotności. 16.10.10, 00:47
      O samotności i potrzebie samotności mogłabym pisać całe grafomańskie tomy. Bliski temat i na czasie. Właśnie jestem na etapie "wychodzenia do ludzi", chyba po raz pierwszy tak świadoma potrzeby kontaktu, w pełni w nim obecna.
      Wychowałam się w dużej rodzinie na stosunkowo niewielkim metrażu. Chroniczny brak prywatności, przestrzeni, połączony z brakiem emocjonalnej bliskości. Książki mnie ratowały, nawet kiedy nie czytałam ciągle myślami byłam gdzie indziej, bo fizycznie często nie miałam gdzie pójść, żeby się odizolować.
      Kiedy tylko mogłam zamieszkałam sama, a że wykonuję wolny zawód wymagający minimalnych kontaktów z innymi, do tego odcięłam się od toksycznych relacji, a te w miarę zdrowe można było na palcach jednej ręki policzyć, oznaczało to rok totalnych pustelniczych wakacji od ludzi. I... nigdy nie byłam tak szczęśliwa. Po czym zatęskniło mi się za powrotem do społeczeństwa, bo chyba doceniłam i jedno i drugie: czas ze sobą i czas z innymi. Teraz będę pracować nad złapaniem jakiejś równowagi, odpowiednich dla siebie proporcji.
    • mskaiq Re: krótko o...samotności. 16.10.10, 06:52
      Ta ucieczka w samotnosc bierze sie ze tego ze swiat wokol nas dokucza
      i chcemy sie z niego wyrwac, schronic gdzies w bezpieczne miejsce gdzie
      nikt nam nie bedzie w stanie zaszkodzic, denerwowac nas, itp.
      Ten zly swiat powstal tylko w naszych glowach, jako rezutat projekcji
      tego czego nie lubimy u siebie i co wypieramy z naszej swiadomosci bo
      nie chcemy znac.
      Kiedy jednak schronimy sie pod oslone samotnosci to nie daje sie tego
      wytrzymac na dluzej, szczegonie kiedy w tej samotnosci nic sie nie dzieje.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • azurana Re: krótko o...samotności. 16.10.10, 11:20
        mskaiq napisał:

        > Ta ucieczka w samotnosc bierze sie ze tego ze swiat wokol nas dokucza
        > i chcemy sie z niego wyrwac, schronic gdzies w bezpieczne miejsce gdzie
        > nikt nam nie bedzie w stanie zaszkodzic, denerwowac nas, itp.
        > Ten zly swiat powstal tylko w naszych glowach, jako rezutat projekcji
        > tego czego nie lubimy u siebie i co wypieramy z naszej swiadomosci bo
        > nie chcemy znac.
        > Kiedy jednak schronimy sie pod oslone samotnosci to nie daje sie tego
        > wytrzymac na dluzej, szczegonie kiedy w tej samotnosci nic sie nie dzieje.
        >
        Prawdziwe. Zdawałam sobie nawet z tego sprawę decydądując się na izolację, ale nie potrafiłam w inny sposób zmusić się do poznania tej osoby, której nie chciałam znać. Zbyt łatwo przekierowywałam uwagę na co innego. Dla mnie to chyba była własciwa droga, pewnie nie dla każdego ona jest. W samotności można się równie dobrze odnaleźć co zatracić.
      • klara7770 Re: krótko o...samotności. 16.10.10, 18:28
        Zgadzam się z twoimi słowami. Na pewno uciekałam przed tym co złe... i przez pewien czas było mi z tym dobrze ale wtedy "zostałam" z sobą sam na sam...i okazało się, ze to towarzystwo jest ponad moje siły. Po tym jak sie poznawałam...wciaz poznaję, wiem,ze siebie nie lubię.
        Stąd ucieczka w "ludzi", we wszystko co pozwala zapomnieć, nie myśleć, nie poznawać.
        Zapętliłam się w tym wszystkim...stąd też pomysł by skorzystać z pomocy specjalisty.
        --
        To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
      • dolor Re: krótko o...samotności. 16.10.10, 19:08
        mskaiq napisał:

        > Ta ucieczka w samotnosc bierze sie ze tego ze swiat wokol nas dokucza
        > i chcemy sie z niego wyrwac, schronic gdzies w bezpieczne miejsce gdzie
        > nikt nam nie bedzie w stanie zaszkodzic, denerwowac nas, itp.

        No owszem.

        > Ten zly swiat powstal tylko w naszych glowach, jako rezutat projekcji
        > tego czego nie lubimy u siebie i co wypieramy z naszej swiadomosci bo
        > nie chcemy znac.

        Zupełnie nie. "Zły świat" różni się od nas dość zasadniczo. Jedyna może cecha wspólna mnie i świata z tamtych czasów: nie lubiliśmy się. "Zły świat" istnieje sam w sobie. Tyle, że oprócz niego istnieje też dobry świat, który tamten czasem przesłania.

        > Kiedy jednak schronimy sie pod oslone samotnosci to nie daje sie tego
        > wytrzymac na dluzej, szczegonie kiedy w tej samotnosci nic sie nie dzieje.

        Znów no owszem. Ale nie trzeba pchać w gębę i trawić wszystkiego, można oceniać i wybierać. A jak znajdzie się odpowiednie miejsce, jak się wzajemnie docenicie i polubicie, można docenić i polubić też siebie. Niektórzy ludzie są po prostu nie do wytrzymania. Sporo ich, ale nie wszyscy tacy. Trzeba się naszukać i czasem sparzyć, ale cholernie warto.
        --
        "Znaleźć sprzeczność, to przyznać się do błędu w myśleniu; pozostać przy niej, to wyrzec się umysłu i opuścić domenę rzeczywistości"
        • mskaiq Re: krótko o...samotności. 17.10.10, 00:53
          Dolor napisal:
          > Zupełnie nie. "Zły świat" różni się od nas dość zasadniczo. Jedyna może cecha w
          > spólna mnie i świata z tamtych czasów: nie lubiliśmy się. "Zły świat" istnieje
          > sam w sobie. Tyle, że oprócz niego istnieje też dobry świat, który tamten czase
          > m przesłania.
          Ten zly i dobry swiat jest w Twojej glowie. Gdzies tam sobie wytyczyles granice
          po miedzy tym zlym a dobrym switem.
          Ktos inny wytyczyl sobie w innym miejscu te granice a jeszcze inny nie wytyczyl ich
          wcale. Te granice roznia ludzi i tworza wrogow i niepokoj.
          Twoja rzeczywistosc to Twoja swidomosc i odwrotnie.
          Serdeczne pozdrowienia.
          • dolor Re: krótko o...samotności. 17.10.10, 23:00
            mskaiq napisał:

            > Ten zly i dobry swiat jest w Twojej glowie. Gdzies tam sobie wytyczyles granice
            > po miedzy tym zlym a dobrym switem.
            > Ktos inny wytyczyl sobie w innym miejscu te granice a jeszcze inny nie wytyczyl
            > ich
            > wcale. Te granice roznia ludzi i tworza wrogow i niepokoj.
            > Twoja rzeczywistosc to Twoja swidomosc i odwrotnie.

            A nóż jest w mojej głowie czy w mojej ręce? Jeśli to tylko moja świadomość, nie będziesz krwawił poza moim umysłem.

            Jest zło i jest dobro, bywa zło ewidentne i zło wątpliwe. Pierwsze potępić trzeba, to to, co przeciw człowieczeństwu. Są to rzeczy naprawdę nieliczne, lecz bezsporne, O drugim spokojnie rozmawiać, bo temat tyleż ważny, co trudny. Zamykanie oczu i udawanie, że to tylko w głowie niczemu nie służy. W głowie jest jedynie odbicie tego, co wokół niej. My tworzymy granice, bo my kształtujemy świat. Nie wymyśleni bogowie. A wrogowie tworzą się sami, przekraczając te granice, których człowiekowi nie wolno. Źle o tobie świadczy, gdy masz ich wielu, gorzej, gdy nie masz żadnych. Nie wszystko wolno akceptować. I nie ma w tym nic nazbyt niepokojącego, to tylko rzeczywistość, którą sobie uświadamiasz, naprawdę nie ma się czego bać, mając sprawny ludzki mózg nie jesteś bezbronny.
            --
            "Niektórzy z moich przyjaciół chodzą czasem do kościoła lub wybierają inne spokojne miejsce, gdzie mogą rozmawiać z niewidzialną, wszechobecną istotą, która zawsze wie, co powiedzą, ponieważ wie wszystko."
            Najlepsza depresja pod szczurem
    • kefirka.de Re: krótko o...samotności. 16.10.10, 19:49
      >Znów no owszem. Ale nie trzeba pchać w gębę i trawić wszystkiego, można oceniać i >wybierać. A jak znajdzie się odpowiednie miejsce, jak się wzajemnie docenicie i polubicie, >można docenić i polubić też siebie. Niektórzy ludzie są po prostu nie do wytrzymania. Sporo >ich, ale nie wszyscy tacy. Trzeba się naszukać i czasem sparzyć, ale cholernie warto.
      Ciągnie mnie do trudnych ludzi. Pewna terapeutka znana z realu spytała dlaczego wybieram przyjaciół wśród osób tak diametralnie różnych niż ja. Zaczęłam się zastanawiać i tak się zastanawiam już parę ładnych lat. Nurzam się od czasu do czasu w dołach społecznych i mimo pewnego obrzydzenia, generalnie wcale dobrze się tam czuję. A może dlatego, że jestem przez nich mocno doceniana? Może to głód poczucia bycia dla kogoś bardzo ważnym? Tyle kochanych osób odeszło i została po nich ciemna, zimna dziura w sercu. I nie mogę spotkać nikogo, kto rozświetliłby tą ciemność. Każą mi się rozglądać. To się rozglądam, ale nic z tego.
      Ach, jak ja się lubię nad sobą poużalać.

      --
      Posiadam niski stopień bieżącej wartości użytkowej. Póki co nie jestem więc dla społeczeństwa pożądanym partnerem. Nie ustaję w nadziei, że są szanse na zmianę. Na razie jednak nie wiem czy zmienić się mam ja, czy też mogę liczyć na zmianę społeczeństwa.
      • dolor Re: krótko o...samotności. 16.10.10, 19:56
        Nie zacznę pisać o religii, nie zacznę pisać o religii, nie zacznę...
        Ciężko jest nie stać się istotą nie do wytrzymania.
        --
        "reszta świata osiągnęła apogeum poglądów wyznawanych przez nią od wieków: mistycyzmu i irracjonalizmu — które zostawiają po sobie jedynie dwa pomniki: dom wariatów i cmentarz."
        Najlepsza depresja pod szczurem
        • kefirka.de Re: krótko o...samotności. 16.10.10, 21:48
          Jeśli to miało być do mnie, to religia nie ma z moją alienacją nic wspólnego. Myślę, że gdybym praktykowała, byłoby z tym lepiej. Nie chodzenie do kościoła to też wybór samotności.
          Może to efekt choroby, może lęki wywodzące się z negatywnych doświadczeń i wyuczony ( bo nie pierwotny chyba) strach przed bliskością. A może niedobry splot okoliczności wyrzucający mnie na margines, z którego to marginesu nie mam siły się wyczołgać. Nie wiem. Nie mam też na razie ochoty/siły aby się w tym grzebać. Może przyjdzie dzień, że się zaprę i coś z tym zacznę robić.
          Chociaż chwila, uczciwe pisanie o tym jak jest ze mną stanowi jakby nie było jakiś kroczek na przód.
          --
          Posiadam niski stopień bieżącej wartości użytkowej. Póki co nie jestem więc dla społeczeństwa pożądanym partnerem. Nie ustaję w nadziei, że są szanse na zmianę. Na razie jednak nie wiem czy zmienić się mam ja, czy też mogę liczyć na zmianę społeczeństwa.
          • mskaiq Re: krótko o...samotności. 17.10.10, 01:07
            kefirka.de napisała:
            >Posiadam niski stopień bieżącej wartości użytkowej. Póki co nie jestem więc dla >społeczeństwa pożądanym partnerem. Nie ustaję w nadziei, że są szanse na zmianę. Na >razie jednak nie wiem czy zmienić się mam ja, czy też mogę liczyć na zmianę >społeczeństwa.
            To co napisalas jest projekcja swiata, przypisaniem swiatu ze nie jestes dla
            niego pozadanym partnerem.
            To nieprawda kefirko.de. Takie projekcje doprowadzily wiele osob do samotnosci,
            do usunievcia sie z zycia, radosci bo ktos sobie powiedzial ze swiat ich nie chce.
            Kiedy mi do glowy cos takiego przychodzi to wiem ze to tylko mysl ktora moze
            byc niebezpieczna jesli wprowadze ja w zycie.
            Nie mozna stawiac granic ja i swiat bo wtedy mozna zosstac samemu.
            Serdeczne pozdrowienia.

            • metamorph Re: krótko o...samotności. 17.10.10, 19:27
              mskaiq napisał:

              > kefirka.de napisała:
              > >Posiadam niski stopień bieżącej wartości użytkowej. Póki co nie jestem wię
              > c dla >społeczeństwa pożądanym partnerem. Nie ustaję w nadziei, że są szans
              > e na zmianę. Na >razie jednak nie wiem czy zmienić się mam ja, czy też mogę
              > liczyć na zmianę >społeczeństwa.
              > To co napisalas jest projekcja swiata, przypisaniem swiatu ze nie jestes dla
              > niego pozadanym partnerem.
              > To nieprawda kefirko.de. Takie projekcje doprowadzily wiele osob do samotnosci,
              > do usunievcia sie z zycia, radosci bo ktos sobie powiedzial ze swiat ich nie ch
              > ce.

              może tak, może nie
              ja się w ogóle już przy niczym nie upieram
              ja w miarę wesoła - ok
              ja zdolna do pokazania się w umówionym miejscu - ok
              ja zadowolona ze świata - rewelacja
              ja pijana - może być
              ja depresyjna - ale o co chodzi
              ja chwiejna - jesteś czarownicą

              wybierając dobre wartości
              wybieram pijaństwo i brak deprechowatych
              w połączeniu z unikaniem głębszego zaangażowania
              co pozwala unikać nawrotów większej huśtawki

              moi znajomi i przyjaciele to kochają
              rodzina jest zachwycona (z wyjątkiem pijaństwa)

              ode mnie zależy jak to będę widzieć
              ale nie zawsze da się tunelowo w kierunku światła
        • yarisa_np Re: krótko o...samotności. 17.10.10, 20:31
          Witaj, Dolor, wpadlam tutaj "do Was" na forum chyba przez przypadek, moze z ciekawosci o czym tu piszecie, niewazne, przeczytalam sporo tematow, watkow i chcialam tylko napisac, ze bardzo lubie czytac Twoje komentarze, wydaje mi sie, ze jestes bardzo ciekawa osoba, masz fajny sposob pisania, jestes wniliwy, odpowiadasz rzeczowo, w sensie, ze wypowiadasz sie z sensem i na temat, sprawiasz wrazenie osoby spokojnej, no i oczywiscie kiedy piszesz zartobliwie to u mnie pojawia sie umiech, a i jeszcze masz swietne opisy, cytaty pod tekstem, moze troche nie na temat:P ale po prostu mialam ochote to napisac, no i tyle....pozdrawiam=)
    • yarisa_np Re: krótko o...samotności. 22.10.10, 16:28
      Witam ponownie, tak czytam sobie co piszecie i zastanawia mnie jak "wyglada" taka osoba z depresja, piszecie o napadach smutku, o lekach itd. itp., ze Wam sie nic nie chce, a sporo z Was w jednym temacie wybucha agresja, myslalam, ze osoby z depresja to takie osoby bez emocji, bez zainteresowan, ze nic im sie nie chce, tym bardziej klnac na cokolwiek;), wielu z Was ma rodziny.....po tym, co piszecie jestescie i jak piszecie, wydajecie sie osobami nieglupimy (wyksztalconymi), jak to mozliwe, ze Was ta choroba dopadla.....wydaje mi sie, ze to choroba glownie umyslu.....dlaczego nie mozna znalezc w sobie takiej sily, aby wytlumaczyc sobie samemu, ze nie jest zle, ze to co sprawia, ze jest Nam zle, nie bedzie takie jesli tylko chcemy...przeciez to od Was kazdego z osobna zalezy co i jak odbieramy, cos sie Nam nie podoba to mozna pominac, naprawic, "olac" i leciec dalej......czy powodem jest to, ze nie ma sie sily? ale jak to rozumiec? nie mam sily, bo...? bo co? hmm zle to zabrzmi, ale to moze byc powiazane z tym, ze sie nie chce.....czyli wracamy do punktu wyjscia, nie cche sie, wiec nic sie nie zmienia, nic sie nie zmienia, jestesmy niezadowoleni, i kolko sie zamyka......wiec depresja to moze byc choroba umyslu? jak to wogole dziala w Waszych organizmach? Nie macie sily odpisac rzeczowo, to moze podacie jakis link jak z konkretnym artykulem na ten temat, tylko nie wikipedie;) Jesli napisalam cos, co moglo ktoras osobe z Was urazic to bardzo przepraszam, nie napisalam tego po to, aby ktos poczul sie urazony...jesli juz to stalo sie to nieswiadomie......pozdrawiam;)
      • lucyna_n Re: krótko o...samotności. 22.10.10, 16:38
        a to trzebaby dużo teorii napisać na temat depresji jako choroby,
        nie jest tak że każdy chory na depresję zachowuje się tak samo, zresztą nie wszyscy są tutaj chorzy akurat w tym momencie kiedy piszą, są w remisji, albo mają inne problemy z psychiką, niekoniecznie akurat depresję i to w tej formie że nic się nie chce. Ludzie mają różne osobowości, każdy ma trochę inne objawy, inne problemy. Nie da się odpowiedzieć łatwo na te pytania.,
        a daczego?
        sztaby naukowców glowią się nad tym od lat, no nie wiadomo w sumie dlaczego.

        --
        little less conversation, little more action
        • yarisa_np Re: krótko o...samotności. 22.10.10, 16:57
          No wlasnie Droga Pani Lucyno, do tego zmierzam, ze "te" choroby dotykaja ludzi madrych, byc moze za duzo biora na siebie i potem czeka ich tylko rozczarowanie, skad ci wszyscy "naukowcy" moga wiedziec co sie dzialo np w Pani zyciu, przepisuja tylko kolejne leki, dzialaja wg okreslonych do choroby schematow i tyle......hmmm...moze zle zadalam pytanie, ale ciekawi mnie to np skad sie taka choroba wziela np u Pani, jesli jakas osoba ma te objawy, ze nic sie nie chce itd, to skad sila i chcec zeby isc do lekarza, potem jak jest poprawa to taka osoba uzna, ze to bylo chwilowe, moze z niewyspania, przemeczenia z czegos tam...i to tak trwa i trwa....nie rozumiem.....
          • dolor Re: krótko o...samotności. 23.10.10, 04:35
            Na początek spróbuj nie spać przez kilka dób. To powinno odrobinę przybliżyć temat. Ogólnie cholernie ciężko rzecz całą wytłumaczyć, nawet uwierzyć w to, jak się akurat nie ma , łatwo nie jest. Ale cukrzycę też ciężko pewnie wyjaśnić.
            --
            Wabię cię słowem swym i wzorem,/Idziesz mym śladem, moim torem?/Idź w ślad swój jeno z wiarą całą: -/A pójdziesz za mną - śmiało! śmiało!
            Najlepsza depresja pod szczurem
            • dolor Re: krótko o...samotności. 23.10.10, 13:03
              To w każdym razie nie całkiem przypomina "nic się niechcenie" z powodu przemęczenia czy braku satysfakcji z tego, co robisz. U mnie, bo pewnie modeli tego jest mnóstwo, najpierw chyba zaczynało się coś robić ze snem, jeszcze nie kłopoty z zaśnięciem, ale wybudzenie zamiast wejścia w głębsza fazę, stopniowo coraz szybsze przebudzenia, coraz dłuższe okresy miedzy kolejnym zaśnięciem, aż do całkowitej bezsenności. Potem wysiada koncentracja, wszystko zaczyna zajmować coraz więcej czasu, roztargnienie przybiera coraz większe rozmiary. Nie możesz skupić się na tekście, trzy powiązane ze sobą zdania to bariera nie do pokonania, tracisz wątek co chwilę. Są kłopoty z mówieniem, zaczynasz mówić z wysiłkiem, nisko, na wydechu, bełkotliwie, żuchwa nie bardzo chce się poruszać. Kolory szarzeją, przestajesz czuć zapach, świat zaczyna wyglądać jak podczas nurkowania, wszystko oddzielone, tłumione, każdy ruch napotyka opór gęstej cieczy w jaka zamienia się powietrze, tyle że zamiast lekkości, grawitacja zaczyna być odczuwana wielokrotnie silniej, chód usztywniasz, żeby nie zaryć nosem w asfalt, refleks masz bowiem taki, że odruchy zajmują sekundy zamiast ich ułamków. Stopniowo każdy gest wymaga pełnej koncentracji i walki ze sobą, przestajesz wierzyć, że masz dość sił by poruszyć ręką czy wstać. Świat gdzieś się oddala, jest pustka i ty, inni ludzie, pamiętasz, że są, wydają się okropni, a jednocześnie tysiąckroć lepsi od ciebie. Nie możesz ze sobą wytrzymać, zaczynasz pragnąć tylko samozniszczenia, jesteś wściekły za to, jaki jesteś i za to, że jesteś, i że nic nie potrafisz z tym zrobić . A potem, po czasie, stopniowo przechodzi. I wraca. itd. Co ciekawe, jak już nauczysz się zagryzać zęby i nie zakopywać gdzieś samotnie w czterech ścianach, otoczenie niemal nigdy nie zauważa, jak bardzo z tobą źle, raczej możesz oczekiwać pretensji, że nie poświęcasz im należytej uwagi gdy cały jesteś skupiony na przetrwaniu. W najlepszym razie posądzą cię, żeś pijany lub naćpany albo bardziej zainteresowany ekranem, w który tempo się gapisz. Ewentualna troska i pytania o samopoczucie u osób, które wiedzą, zwykle w najmniej spodziewanych momentach, gdy akurat czujesz się zupełnie normalnie. Bo w przerwach zaczynasz na powrót przypominać człowieka, głupiego, jeśli byłeś głupi, wrednego i agresywnego, jeśli taki byłeś, może tylko jakiś ślad potęgujący to zostaje. No i pamięć i koncentracja potem jednak gorsza, jakby coś się zużyło. Tak bywało u mnie, na dziesiątki sposobów można się w to jednak bawić. Mnie nieustannie dziwiło, jak to jest, ze jak się rzecz cała zaczyna, nic nie można poradzić, nie wierzyłem w to dokąd nie przekonywałem się znów i znów, że jedyne, co się da, to przeczekać nie kalecząc się zbytnio. Zresztą z najgorszych okresów, na szczęście bardzo krótkich, dużo krótszych niż miewają ludzie z naprawdę ciężką depresja, części nie jestem sobie w stanie przypomnieć, dziura w pamięci, jakieś strzępy wrażeń tylko. Dlatego wydaje mi się to nieprzekazywalne i niewytłumaczalne, coś w stylu: jak to jest być nietoperzem.
              Choć poprawa po przejściu na dietę niskostresową, z ograniczeniem wpływu toksycznych ludzi i własnej toksyczności: obwiniania się, że nie jesteś tym, kim być nie możemy (więc i idee, w które wierzysz, winny być mało toksyczne i jak najmniej oszukane), wydaje mi się możliwa. Choć to oczywiście mógł załatwić też sam czas. Lek ani terapeuta nie, bardziej bowiem zawsze wierzyłem, że na obecnym etapie nauki realność skutków ubocznych jest większa, niż sama zdolność uleczenia zarówno przez chemię, jak i wydumane a niczym niepotwierdzone systemy "odnajdywania w sobie poukrywanych przyczyn" w rozmowie z terapeutą. Możliwe, że zmarnowałem w ten sposób sporo lat życia. Albo zyskałem, nigdy się tego nie dowiem. Ale na razie dobrze jest i nic nie zapowiada, że przestanie.
              --
              "reszta świata osiągnęła apogeum poglądów wyznawanych przez nią od wieków: mistycyzmu i irracjonalizmu — które zostawiają po sobie jedynie dwa pomniki: dom wariatów i cmentarz."
              Najlepsza depresja pod szczurem
              • dolor Re: krótko o...samotności. 23.10.10, 13:19
                Tak sobie teraz myślę, że ta wyuczona bezradność może nie być przyczyną depresji, a jedynie jej następstwem, nieuniknioną konsekwencją, z wszystkimi jej następstwami jako ciągiem dalszym choroby. Dlatego tak ważny wydaje mi się wpływ człowieka na to, co się dzieje, wiara w to, że samemu się coś, nie wszystko, ale to, co realne przewidywalne i możliwe do zmiany, zmienia. Działanie - nagroda, dla ciebie, taka, jakiej potrzebujesz, nie tylko dla innych, którzy mogą nie domyślić się nawet, że ma im być dobrze w wyniku twoich działań, że twój prezent musi im przypaść do gustu; nagroda tu i teraz, nie w zaświatach. Wiara w irracjonalność, niewiadome, tajemnicze i niepoznawalne, opatrzność, na którą wpływ masz żaden, nie wydaje mi się zbyt dobrym pomysłem.
                --
                Wabię cię słowem swym i wzorem,/Idziesz mym śladem, moim torem?/Idź w ślad swój jeno z wiarą całą: -/A pójdziesz za mną - śmiało! śmiało!
                Najlepsza depresja pod szczurem
      • metamorph Re: krótko o...samotności. 22.10.10, 17:49
        yarisa_np napisała:

        > wielu z Was ma rodziny.....po tym, co p
        > iszecie jestescie i jak piszecie, wydajecie sie osobami nieglupimy (wyksztalcon
        > ymi), jak to mozliwe, ze Was ta choroba dopadla.....

        albowiem jesteśmy grzeszni

        > wydaje mi sie, ze to chorob
        > a glownie umyslu.....

        nieee, to pewno noga

        > dlaczego nie mozna znalezc w sobie takiej sily, aby wytlum
        > aczyc sobie samemu, ze nie jest zle, ze to co sprawia, ze jest Nam zle, nie bed
        > zie takie jesli tylko chcemy...przeciez to od Was kazdego z osobna zalezy co i
        > jak odbieramy, cos sie Nam nie podoba to mozna pominac, naprawic, "olac" i leci
        > ec dalej......

        no to dupy w troki, obywatele!

        > czy powodem jest to, ze nie ma sie sily? ale jak to rozumiec? nie
        > mam sily, bo...? bo co? hmm zle to zabrzmi, ale to moze byc powiazane z tym, z
        > e sie nie chce.....

        jeszcze bardziej dupy i jeszcze bardziej w troki

        > czyli wracamy do punktu wyjscia, nie cche sie, wiec nic sie
        > nie zmienia, nic sie nie zmienia, jestesmy niezadowoleni, i kolko sie zamyka...
        > ...wiec depresja to moze byc choroba umyslu?

        nieee, to ucho

        > jak to wogole dziala w Waszych org
        > anizmach?

        niektórym nie staje.
        • yarisa_np Re: krótko o...samotności. 22.10.10, 23:02
          brawo bardzo madra odpowiedz, jestes osoba strasznie zgorzkniala, wspolczuje Ci, jesli nie potrafisz dac zwyklej odpowiedzi to po prostu wstrzymaj sie od komentarza lub przynajmniej sprobuj.....w zasadzie to dzieki Twojej odpowiedzi, jestem juz przekonana, przynajmniej w Twoim przypadku, ze to przypadlosc umyslu...ciezka droga przed Toba.......powodzenia
            • metamorph Re: krótko o...samotności. 23.10.10, 13:23
              olga_w_ogrodzie napisała:

              > no proszę.
              > ledwo spojrzałaś i już wiesz wszystko.
              > no, no.
              > ho, ho.

              no bo ja mam konstrukcję cepa:
              przewidywalną, zgorzkniałą, toksyczną
              w plecy przyjaciół rażącą

              irytują mnie też kretyni i ludzie, którzy nie nie chcą
              nauczyć się korzystania z wyszukiwarki

              nie ma dla mnie nadziei
              • dolor Re: krótko o...samotności. 23.10.10, 13:46
                Ale chociaż jakoś ci lepiej, jak się tak na kretynów poirytujesz? Bo jak tak, to ok, choć i irytacja na zirytowanych jest w to wpisana, czasem kretyn okazuje się być nie aż tak bardzo skretyniałym.
                --
                "Niektórzy z moich przyjaciół chodzą czasem do kościoła lub wybierają inne spokojne miejsce, gdzie mogą rozmawiać z niewidzialną, wszechobecną istotą, która zawsze wie, co powiedzą, ponieważ wie wszystko."
                Najlepsza depresja pod szczurem
                • metamorph Re: krótko o...samotności. 23.10.10, 14:00
                  o. właśnie wróciłam do komputera, by dopisać 2 rzeczy
                  w tym jedną do pana.

                  ale najpierw. czy irytacja pomaga?
                  irytacja się pojawia. pomaga jej ekspresja
                  wyładowane przemija, absorbują inne sprawy

                  po co wróciłam (refleksje spod prysznica):
                  często pan pisze o toksycznych ludziach ze swego otoczenia w przeszłości
                  z oczywistych względów czasem sprawia mi to przykrość, czasem złości
                  ale też wiele mówi o panu. a ja potrzebuję zrozumieć, kiedy coś mi poważnie dokucza
                  przeżywanie pozytywów to przede wszystkim sprawca własnego koloru
                  to swojej zdolności do szczęścia trzeba się przyglądać
                  i ludzie. właśnie, ludzie są odpowiedzią. nie jeden człowiek
                  którego obarcza się odpowiedzialnością za własne poranione przeżywanie
                  sami odpowiadamy za swoje oglądanie innych i ich intencji
                  mnie powoli udaje się to zmieniać. panu najwyraźniej już udało
                  mimo, że wciąż woli pan szukać wroga i wyjaśnienia dawnych klęsk na zewnątrz.

                  to nie było zaproszenie do polemiki
                  ani kolejne zarzuty. tak widzę. i miałam nieodpartą potrzebę wypowiedzenia.

                  pozdrawiam.
                  • dolor Re: krótko o...samotności. 23.10.10, 15:35
                    Nie zaproszony w polemikę wdam się o tyle tylko, że te zewnętrzne przyczyny jednak do pewnego stopnia istnieją, nie jedna w każdym razie. Ale o ile zahartowany człowiek zniesie bez większych problemów każdą zawieruchę, o tyle ktoś z zaburzeniem odporności cholernie dbać o siebie musi i gdy widzi, co mu szkodzi, za wszelką cenę powinien unikać. Intencje niewiele mają tu do rzeczy. A już najgorzej, gdy się uwierzy, że uratować może to, co tylko szkodzi.
                    --
                    "reszta świata osiągnęła apogeum poglądów wyznawanych przez nią od wieków: mistycyzmu i irracjonalizmu — które zostawiają po sobie jedynie dwa pomniki: dom wariatów i cmentarz."
                    Najlepsza depresja pod szczurem
              • olga_w_ogrodzie Re: krótko o...samotności. 23.10.10, 14:55
                daj spokój.
                to mnie właśnie tak wkurwia.
                przychodzi pani, mówi, że nie wie, że się nie zna.
                a już za chwilę okazuje się, że wie wszystko.

                cep i Ty, stwierdzić, że wszystko jasne, to jak uznac, że biedronka jest parzystokopytna.
                • dolor dawno nie cytowalem, no to: 23.10.10, 16:22
                  "Tygrys polować musi,
                  I latać musi ptak,
                  A człek musi się głowić
                  Czemu? Dlaczego? Jak?

                  Aż kiedyś tygrys zaśnie,
                  I ptak na gałąź sfrunie,
                  A człowiek sobie wmówi,
                  Że wszystko już rozumie."

                  Ale też to niby wiedzenie wszystkiego może być tylko pretekstem do dyskusji, w której można się dowiedzieć wiele od tych, którzy wszystko wiedzą lepiej. Sam tak robię.
                  --
                  "Niektórzy z moich przyjaciół chodzą czasem do kościoła lub wybierają inne spokojne miejsce, gdzie mogą rozmawiać z niewidzialną, wszechobecną istotą, która zawsze wie, co powiedzą, ponieważ wie wszystko."
                  Najlepsza depresja pod szczurem
    • mskaiq Re: krótko o...samotności. 24.10.10, 00:34
      Mysle yariso_np ze depresja jest brakiem swiadomosci umyslu i rozumienia
      co jest wazne a co nie a takze braku kontroli nad emocjami.
      Ludzie posluguja sie schematami myslenia ktore przynosza depresje. Na
      przyklad poczucie winy ktore tak powszechnie pojawia sie w depresji wydaje
      sie byc proste do opanowania a sprawia tyle problemow.
      Wystarczy nie czuc sie winnym ale to wlasnie zdaje sie byc problemem. Nie
      chcac sie czuc winnymi wypiera sie poczucie winy a to jest najgorsza rzecz
      jaka mozna zrobic bo wtedy nawet najmniejsza przyczyna wywoluje
      potezne, fizyczne poczucie winy bo wszystko co wyparte wywoluje
      silne emocje i odczucia somatyczne.
      To fizyczne odczucie wiazane jest z cialem bo sie go w taki sposob sie
      je odczuwa a nie z blednym sposobem myslenia z wyparciem.
      Z tego powodu wiele osob jest przekonana ze depresja jest choroba
      ciala a nie umyslu.
      Wyparcie to jeden z podstawowych mechanizmow obronnych. Wiekszosc
      ludzi dzieli wszystko wokol nich na dobre i zle a te zle zwykle wypiera
      w nieswiadomosc ktora nieustannie zwraca im odczucia z ktorymi
      nie radza sobie.
      Serdeczne pozdrowienia.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka