czemu lgnąć do tych, którzy przeciwieństwem ?
bo mają to, co chciałoby się mieć samemu, a się nie posiada, więc choć namiastką się zadowolić - grzać się w słońcu, które nie moje, ale ich.
warunkiem jednak uwielbienia tych od własnego słońca,
wydaje się być, by oni nie widzieli w tobie jedynie zapatrzonego w siebie, bezradnego pieska,
który jest oddany bez miar, ale nie wart nic, bo, gdy kto dotknie, to ugryzie piesek lub choć wyda z siebie śmieszny szczek protestu, który tylko pogarsza sprawę.
warunkiem, by ktoś czyj spokój imponuje, dostrzegł, że, np., emocjonalność,
impulsywność, miotanie się niekoniecznie dyskredytują i nazwał je, powiedzmy, kreatywnością i odwagą, poszukiwaniem.
oto powód dla którego jak się przylgnęło do, m.in., Tadeusza Mazowieckiego,
tak się tak tkwi przy nim uparcie zapatrzoną, a jednocześnie się nie czuje służalczo oddaną idiotką.
kiedyś zupełnie nie, ale potem, zanim znikł, Ś.P. Tata też byl taki.
i mój mąż.
byli, są bezpieczni, odpowiedzialni i stabilni.
aż się wierzy prawie, że tylko chwilę obok nich posiedzieć i się uratuje.