Dodaj do ulubionych

Policki USC - karykatura urzędnika

10.11.11, 12:36
Miesiąc temu dzwonię do USC w Policach pytając o możliwość zawarcia ślubu w dniu 7 kwietnia przyszłego roku. Pani nadąsanym głosem rzecze, że na nowy rok zapisywać się można po 1 stycznia. Telefon do szczecińskiego USC przeczy urzędniczce. Termin można zapisać na pół roku przed planowaną datą. Kolejny telefon do polickiego USC. Pytam jeszcze raz o termin 7 kwietnia. Pani znów swoje "nie, bo...jeszcze nawet zeszytu nie mam!" (rozumiem, że sięgnięcie do szafki z artykułami biurowymi przekracza siły, kompetencje a przede wszystkim chęci urzędasa). Pytam więc podstępnie, czy planując ślub na 7 stycznia mam się zjawić w jej urzędzie w Nowy
Rok. Na to coś się w urzędniczej głowie zaświeciło i pani odkrzyknęła oburzona "no nie, bo w urzędzie należy zjawić się co najmniej na 30 dni przed planowaną datą!". Na co odpowiadam "aa, czyli na ślub w styczniu mogę się jednak zjawić u pani w grudniu, tak?" ona znów "proszę panią, ..." i coś tam dalej kąśliwym tonem tokuje. Nie wytrzymałam, pytam, czy za swoje podatki muszę słuchać analfabety nie wiedzącego, że zwracając się do osoby mówi się
"proszę pani". Chyba urzednik, do licha, podstawami ojczystego jezyka władać powinien? Pytam sie rówież o wykładnię prawa stanowiącego, że akurat w polickim usc nie moge ustalić day ślubu pół roku przed wydarzeniem. Pai zaczęła się jąkać i pozwoliła ...przyjść nawet dziś. (cóż za zmiana przepisów, ha!)
Przychodzimy do urzędu wczoraj, oczywiście trzeba się z pracy zwolnić, bo kiedyś urzędy były czynne choc 1 dzien w tygodniu do 17:00, teraz do 15:30 lub 14:30, czyli urzędy sa dla bezrobotnych. Wchodzimy do pokoju, tam 3 panie odwrócone plecami do drzwi rozprawiają o roślinkach domowych, niezrażone tym, że przyszli petenci. W końcu pani, z którą kontaktowałam się telefonicznie (trudno nie rozpoznać głosu) zaprasza do biurka, wykładamy dokumenty, pani oświecona "a czy nie wiedzą państwo czy to nie wielka sobota? bo my wtedy nie pracujemy!". Czego nie mogła powiedzieć miesiąc wcześniej, a dwa razy pytałam jej właśnie o ten termin. Urzędy udzielają ślubów w soboty, ale w dzień święcenia jajek już nie. Nie przewidzieliśmy tego, a po uprzednich zapewnieniach pani, że kwiecień nie jest miesiącem popularnym i ona nie ma jeszcze ani jednego umówionego terminu na rok przyszły, zamówiliśmy już restaurację oraz podróż poślubną.
Skonsternowani (restaurację da się przełożyć, podróży już nie) zgadzamy się na termin wcześniejszy.
Pani pyta o nazwiska, jakie zamierzamy nosić po ślubie. Odpowiadam "oboje takie samo, łączone, najpierw nazwisko męża, potem moje". (czy ta formuła jest skomplikowana? Ile czynności musi rozróżnić urzędnik rejestrujący śluby? Ile jest opcji nazwiska? No to może rozpiszmy algorytm: 1.każdy zostaje przy swoim, 2.kobieta bierze nazwisko męża, 3.mężczyzna przyjmuje nazwisko kobiety, 4.jedna z osób ma łączone, 5.oboje mają łączone, ad 4 i 5: kolejność łączenia to X-Y lub Y-X.)
Powtarzam więc łopatologicznie "oboje nazwisko Y-X". Na co stworzenie za biurkiem powtarza "czyli pan Y i pani X-Y?" Odpowiadam "nie, oboje Y-X". Na co urzędniczka, stukając w klawiaturę i kiwając z dezaprobatą głową "ojej to muszę wpisać ręcznie, bo mi nie wchodzi". Po arcytrudnym wyzwaniu zwanym wypełnieniem 2 kwitków pani prosi byśmy poczekali 15 minut na dokończenie czynności. W tym czasie pani wesoło sobie gaworzy z pracownikiem urzędu (naprawdę drzwi w urzedach są cienkie, a głos pani donośny), po czym nas woła. Po czym informuje z dezaprobatą, że musiała dzwonić do urzędu miejsca mego zamieszkania, by skorygować dane, które urząd ów wpisał nieprawidłowo (co nas to do licha obchodzi? Czy ta kobieta naprawde nie ma za grosz wyczucia, a słowo TAKT to dla niej egzotyczna roślina?) Pyta o nazwisko dzieci, które urodzą się z tego związku. Procedura niemal się powtarza. Następnie pani recytuje dane z formularzy, przy czym duka nazwisko mojej mamy (polskie, czterosylabowe nazwisko) kalecząc je niemiłosiernie. Może gdyby pani zamiast zajmować się ploteczkami przeczytała choć raz na 2 lata jakąś książkę, nie miałaby takich trudności jak płynne przeczytanie nazwiska i odpowiednie formy gramatyczne przy zwracaniu się do petentów?

Rozumiem, że wymagam za wiele, i panią w USC przerasta, by zmienić ton rozmowy, typowe urzędnicze (carskiego urzędnika, bo już panie w ZUS są przyjaźniej nastawione) nadąsanie, niechęć do jakichkolwiek działań i informowania o procedurach (ach ile jest procedur urzednika USC: informacja o dokumentach, opłatach, terminie min i max oraz wyjątkach od reguły terminów ślubów) oraz by wypowiadać się po polsku.
Edytor zaawansowany
  • Gość: XX4Ever IP: *.globalconnect.pl 13.11.11, 13:15
    Przyznać pani urzędniczce "Perłę Samorządową"!!! Foto jej dac na rozkładówkę "Przeglądu Biurwialisty" i wywiad z nia zamiescić! A opowiadanie samo w sobie cacko! Szacun za talent narracyjny.
    Ale trzeba przyznać, że "Wkurzona" tez troche przegieła. Oczekiwać od tępej, skrajnie leniwej i niekompetentnej biurwy czystej polszczyzny to albo czekanie na UFO albo skrajna złośliwosć. Trudno sie dziwić, że Pani Biurwa w kratke literką trafic już nie mogła.
    Poza tym jak mozna było Panią Biurwę odrywać od pasjonujacej dyskusji o roslinach straczkowych czy innych! ma prawo sie rozwijać i wzbogacać intelektualnie w miejscu pracy! A co, gdyby krzyżówkę rozwiązywała? Zawał mózgu (móżdżku, pardon)!!! I z czyjej winy???
    Chamstwo! Chamstwo i drobnomnięszczańtwo!
    Jasiu, wężykiem!!!
  • 13.11.11, 13:27
    Jakbym czytał własne wspomnienia z walk na froncie urzędniczym. Szacun dla autorki wątku! Najlepsze życzenia szczęścia na nowej drodze życia po kwietniu 2012 roku! Wyrazy uznania za demokrację w kwestii nazwiska - dokładnie tak samo postąpił Tomasz Garrigue-Masaryk, najwybitniejszy czeski polityk nowożytny, przyjmujący nazwisko żony na znak równouprawnienia.

    --
    Zakochany w J. Kaczyńskim episkopat Krk w Polsce musi zmienić Biblię, ponieważ Jarosław ustalił, że Jezus nie zamienił wody w wino, tylko rozmnożył

    tvp.info/informacje/polska/kampania-nie-tylko-dla-doroslych/5360745
  • Gość: taka sobie IP: *.dynamic.chello.pl 13.11.11, 20:43
    Ja brałam ślub właśnie w USC w Policach, bo w Szczecinie słyszeliśmy, że "się nie da", a w Policach "się dało". Wobec piętrzenia biurokratycznych trudności w Szczecinie (ślub z cudzoziemcem) byliśmy zaskoczeni, jak z tymi samymi dokumentami bez problemu i uprzejmie można zostać obsłużonym w innym urzędzie. Bywa różnie, jak widać.
  • 14.11.11, 10:59
    > Ja brałam ślub właśnie w USC w Policach, bo w Szczecinie słyszeliśmy, że "się n
    > ie da", a w Policach "się dało". Wobec piętrzenia biurokratycznych trudności w
    > Szczecinie (ślub z cudzoziemcem) byliśmy zaskoczeni, jak z tymi samymi dokument
    > ami bez problemu i uprzejmie można zostać obsłużonym w innym urzędzie. Bywa róż
    > nie, jak widać.

    ciekawe, czy urzędniczka ta sama (pani z głosem Senyszyn, ale jakieś 1% rozumku pani profesor, wielkimi okularami i pewnie niewielką frekwencją w szkole podstawowej, bo składnego czytania uczą gdzieś na poziomie klas 1-3)
  • Gość: taka sobie IP: *.dynamic.chello.pl 14.11.11, 16:41
    tak, sądząc ze złośliwego opisu
  • Gość: R IP: *.tktelekom.pl 14.11.11, 17:36
    Przeczytałem i już współczuję twojemu przyszłemu staremu...
  • 15.11.11, 09:05
    Gość portalu: R napisał(a):

    > Przeczytałem i już współczuję twojemu przyszłemu staremu...

    to u Was członków rodziny tytułuje się vel "Stary"/ "Stara"? Obawiam się, że prawie zazdroszczę.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.