Dodaj do ulubionych

V LO - piszcie!!!

IP: *.kvarner.net 13.08.01, 16:13
Pozdrawiam wszystkich po V L.O. (albo w trakcie). Jesli ktos pamieta jakies
ciekawe historie, niech je tu opisze. No, do meritum. Oto moje typy:

Fizyka - Kazia.

Mialem z nia zajecia przez 3 lata. Do dzis pamietam pierwsza lekcje, to byl moj
pierwszy dzien w tej szkole. Stoimy pod klasa, idzie do nas jakas niegrozna z
wygladu, potargana kobiecina w okularach, uff, to chyba nie jest ta slynna
Kazia... Wchodzimy, siadamy, kobiecina odzywa sie glosem podobnym do kraczacej
wrony:" Dzien dobrrry, nazywam sie Kazimierrrra Mankowska-Stankiewicz i bede
panstwa uczyla fizyki."
Byl to podwojny szok. Po pierwsze - Kazia, po drugie - po raz pierwszy ktos
powiedzial do mnie na lekcji "prosze panstwa"... Potem Kazia zwracala sie do
nas, w zaleznosci od humoru, albo "prosze panstwa", albo "drogie dzieci"... A
do pojedynczej osoby plci meskiej - Gangsterrr, najczesciej razem ze
slowami: "No chodz gangsterrr", tzn. byles wlasnie wyrwany do tablicy...

Mimo tego, ze srednio co drugi semestr mialem mierny, nie wspominam jej zle.
Przynajniej starala sie czegos nas nauczyc, choc pare razy popierdzielila jej
sie kolejnosc tematow - coz, to byly jej ostatnie lata nauki w tej szkole...

Legendarne byly zatargi Kazi z Galusem. Kiedys mielismy wlasnie fize i Galus
przyszedl w towarzystwie jakiejs komisji z kuratorium, sprawdzali kurki od gazu
itp. rzeczy. Niezadowolenie malowalo si na twarzy Kazi od samego poczatku.
Chcieli sie dostac do skrzynki z bezpiecznikami, nie mogli znalezc klucza do
niej, wiec Galus pyta Kazie, gdzie ona schowala ten klucz, na to Kazia, calkiem
juz rozezlona: "Przeprrraszam, ale ja nie mam terrraz czasu. Nie widzisz ze
prrrrowadze lekcje?!" Po czym wyprosila szanowna komisje z sali...

Druga sytuacja: Rozpoczyna sie egzamin komisyjny z fizy, oczywiscie wszyscy
uczniowie od Kazi, w komisji oprocz niej jeszcze Galus i dyrektor. Lecz
dyrektora jeszcze nie ma. Kazia do Galusa: "Heniu, idz po dyrektora.", na to
Galus: "To twoj egzamin Kazia, sama idz." Na co Kazia zrobila obrazona mine i
poszla...

C.d.n.
Obserwuj wątek
      • Gość: bury Re: Dziki IP: 64.124.150.* 14.08.01, 10:00
        Kilka tygodni temu go widziałem i wyglądał całkiem zdrowo... To w nawiązaniu do
        wypadku na sali gimnastycznej który zdarzył się za moich czasów 6-8 lat temu
        podczas skoku przez kozła lub konia - gdy dziki demonstrował jak należy taką
        czynność przeprowadzać. Skończyło się uszkodzeniem łękotki czy czymś w tym
        rodzaju...
        • Gość: Andy Re: Dziki IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 24.08.01, 23:33
          Tak kontuzja ciągnęła się za Dzikim jeszcze od czasów studenckich - w młodości
          Dziki grał w szczypiorniaka i przez ten uraz musiał zrezygnować z kariery
          sportowej. Po wydarzeniu, które opisałeś był kilka razy operowany w Szczecinie
          i Poznaniu, ale do dzisiaj ma kłopoty z nogą - nigdy nie miał czasu, żeby się
          porządnie wyleczyć.

          Pozdro.
    • Gość: DzikiRyj Kazia-c.d. IP: *.kvarner.net 14.08.01, 11:14
      Ta historyjke znam tylko ze slyszenia: Kazia i Galus jadali obiady na stolowce
      szkolnej. Jak je Galus to chyba wie kazdy, kto konczyl ta szkole... No wiec
      Galus mlaskal i chrumkal sobie w najlepsze, az tu Kazia nie wytrzymala i
      powiedziala jednego razu przy obiedzie: "Heniu, jesz jak swinia". Na to Galus,
      niczym nie zrazony odparowal: "A ty jestes brzydka". No wiec mieli konsensus...
    • Gość: piotrek Re: V LO - piszcie!!! IP: 10.10.129.* 14.08.01, 13:15
      nigdy nie zabierałem głosu na forum, gdyż pracuję w Gazecie (co latwo rozpoznać po moim adresie), ale hasłem
      V LO wywołaliście parę wspomnień. Ciągnąc jeszcze wątek fizyków przypomnę pewnego skromnego
      nieśmialego nauczyciela, który od razu otrzymał od nas imię �Filipek�. Człowiek przez pierwsze dwa lata na
      najdrobniejsze zaczepki ze strony koleżanek rumienił się i uśmiechał. Potem jednak, co wiem już z opowieści,
      okrzepł i stał się wymagającym, rasowym nauczycielem.
      Ale: dlaczego nie wymieniacie najwiekszej legendy �piątki� - Patyry (imienia nie pamiętam) od geografii? na jednej z
      lekcji tak zapamietale tłumaczyła tajniki przedmiotu stukając w tablicę, że ta runęła na ziemię. To jeszcze nic. na jej
      lekcjach minerały fruwały po klasie nisko i szybko niczym jaskółki przed deszczem. Z opowieści wiem, że była w
      stanie wejść pod ławkę i sprawdzić, który nieszczęśnik nie włożył świeżych skarpetek.
      Nigdy nie zapomnę widoku tej niewielkiej chudej kobiety jak lekko zgięta w krzyżu z brodą zadartą do
      góry wyrzucając ugięte kolana do przodu z kołyszącą się na spodku szklanką herbaty i dziennikiem pod pachą
      zmierzała do klasy. Miala w sobie urok przedwojennego gimnazjalnego belfra. I choć siala postrach wspominam ją
      bardzo ciepło.
      A co powiecie o historyczce Gocławskiej (znowu nie pamietam imienia)?
      • Gość: bury Re: Patyra&Kazia i trochę innych... IP: 64.124.150.* 14.08.01, 14:23
        Piotrze: To Patyra miała imię...??? nigdy bym nie pomyślał. Ale tak serio - nic
        o niej nie piszę bo za moich czasów już w VLO jej już nie było. Znam ją zatem
        jedynie z opowiadań oraz z opowiadań rodziców - bo bywali u niej na
        wywiadówkach mojego brata. Też byli pod wrażeniem by nie rzec pod przerażeniem.
        Za moich czasów jej odpowiednikiem była Kazia - stąd też o niej piszę
        chętniej...Co do fizyka o którym piszesz - to o ile się nie mylę Kazia jest
        jego "spadkobiercą". W latach 90( początek) fizyka = Galus + Kazia.
        Tak swoją drogą jeśli piszesz o Patyrze powinna być Ci znana z Twoich czasów
        (?) historia "zgarnięcia" jednego z uczniów VLO w czasie stanu wojennego.
        Powód - nosił w widocznym miejscu znaczek który był jawną prowokacją dla ZOMO -
        chodzi oczywiście o tarczę ze znakiem "V". Wokół był napis Liceum
        Ogólnokształcące, ale po pierwsze nie był on zbyt czytelny a po drugie chłopaki
        z milicji za dobrze czytać nie umieli. To były nieobecności
        usprawiedliwione...Po tym podobno nakazano uczniom aby za bardzo tarczami
        szkolnymi (tymi z blachy) się nie afiszowali.

        Ad Kazia
        Jeśli chodzi o historię na stołówce - to trudno mi ocenić kiedy to było ale
        spróbuję. 5 lat studiów, 2 lata pracy a to musiało być w 2-3 klasie (a może w
        4? - chociaż raczej wtedy nie, bo Kazia była wówczas raczej gościem w szkole z
        racji problemów zdrowotnych) W sumie musiał to być w latach 1991 lub 1992 w
        ostateczności 1993. Gdybym musiał to obstawiam 1992 (byłem wówczas w 3 klasie).
        No chyba że się pomyliłem w rachunkach. Skończyłem wprawdzie mat-fiz ale z
        matematyką nie mam nic wspólnego od dobrych kilku lat.
        Jeśli chodzi o Historię sensu stricto - to o mnie uczył Gierczak (znany
        Piotrowi zapewne z przedmiotów typu wiedza o społeczeństwie lub coś w tym
        rodzaju). Tak swoją droga nie przypominam sobie aby przeprowadził jakąkolwiek
        lekcję historii zawierającą jakąś wiedzę marytoryczną ( no może 1-2) przez 4
        lata. Wszystko to były jakieś pogaduchy - bez większego podłoża historycznego i
        pytania na poziomie: co nosił w plecaku każdy żołnierz Napoleona".
        Ale mam bardzo dobre wspomnienia dotyczące Masy (polski) i Żochowskiej
        (matematyka). Wiele się od nich nauczyłem. Może powiecie coś o nich. W końcu
        Kazia i Patyra to tylko lokalny koloryt, legenda - ale to nie one tworzyły
        szkołę...

        • Gość: piotrek prowokacja IP: 10.10.129.* 14.08.01, 15:04
          Tak, Gierczak rzeczywiście prowadził PNOS (dla niezorientowanych: propedeutyka nauki o społeczeństwie). na
          pierwszej lekcji z nami powiedział, że jeśli nie chcemy możemy nie przychodzic na jego lekcje, możemy jeść lody i
          takie tam. Ktoś z nas kiedyś spróbował zjeść loda na jego lekcji - wbrew deklaracjom Gierczak był mocno
          skonsternowany.Taki typ.
          Pisząc o zabawnej historii z tarczami �piątki� przypomniala mi się jeszcze inna. W czasach schyłku poprzedniego
          systemu ktoś w szkole (w środku) wymalował farbą na ścianach niepoprawne politycznie hasła. Klasa mojego
          brata jako jedyna miala wtedy �zerówkę� (wf na godz. 7.15). Hasla odkryto z rańca, więc klasę brata zamknięto
          w szkole i nikogo do środka nie wpuszczano (trochę lekcji wtedy sie urwało). O ile pamiętam, sprawcy nie
          wykryto. Nie koniec jednak na tym. Bodaj dwa dni potem do klasy brata w towarzystwie dyrekcji wkroczył smutny
          pan, który �przeprowadzi ankietę� jak go przedstawiono. Pytania były banalne - ot o szkołę, życie i takie tam.
          Ciekawostka: klasa musiala wypełnić ankietę drukowanymi literami. Pytanie za 100 pkt. dlaczego? Domyślacie się,
          że hasła też wymalowano drukowanymi literami. Nigdy nie poznaliśmy wyników ankiety.
          Wspomniałeś Masę (domyślam się, że chodzi Krystynę Masojć). Naprawdę równa kobieta. Potrafila uczyć. Teraz
          pracuje w kuratorium.
          Wrócę do Gocławskiej - kiedyś na lekcji kazala wszystkim zamknąć oczy, żeby móc poprawić makijaż. innym
          razem ozwala się do dziewczyny w te słowa: �Słuchaj, Kaźmierczak, nie musisz nosić metki na wierzchu, żeby
          wszyscy widzieli, że masz nowe buty.� Była nieprzewidywalna. Ale jej ciepło nie wspominam. Przeciwnie -
          przede wszystkim za totalny brak obiektywizmu i faworyzowanie pupilków. Zdaje się uczy jeszcze i nic się nie
          zmieniła.
          • Gość: Andy Re: prowokacja IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 25.08.01, 00:06
            Co do Gierczak, to za moich czasów facet miał fatalną opinię w szkole - ciągnęła
            się za nim historia uczennicy, ktorą uwalił na maturze za to, że miała na szyji
            łańcuszek z jakimś symbolem religijnym. Ja załapałem się u niego na lekcje z WOS
            (chyba wiedza o społeczeństwie), ale że czasy były ciekawa, to głównie na
            lekcjach skupialiśmy się na burzliwych dyskusjach politycznych. Z ciekawostek
            dopowiem, że Gierczak często zaglądał po pracy na salę gimnastyczną, gdzie
            usiłował poprawiać swoją mizerną muskulaturę.

            Co do "smutnych panów" to krążyła po szkole historia o tym, że dzieci co bardziej
            zagorzałych opozycjonistów miały przydzielonych indywidualnych opiekunów z
            ramienia SB. Przypominam, że w tych czasach chodził do szkoły np. syn
            Wądołowskiego.

            Masa to i owszem Masojć, z tą drobną różnicą, że Elżbieta. Dzisiaj w kuratorium
            zajmuje się podobno sprawami konfliktów pomiędzy uczniami i nauczycielami.

            Na zajęcia z Gosławską załapałem się w czwartej klasie. To był prawdziwy szok.
            Wcześniej przez trzy lata miałem historię z Janką Wielecką - bardzo wymagającą,
            ale równocześnie jajcarską kobietą. Po jej przejściu na emeryturę trafiła nam się
            Zdzicha. Kobieta zasłynęła u nas z kilku abstrakcyjnych wypowiedzi będących
            dowodami jej wybujałego intelektu, np.: "Sandomierz to piękne miasto nad Wisłą.
            Był ktoś z was w Sandomierz?....Chyba nie, bo ja tam jeżdżę co roku i nigdy was
            nie spotkałam." Absolutna bomba.
      • Gość: jawal Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 14.08.01, 15:35
        Gość portalu: piotrek napisał(a):

        > nigdy nie zabierałem głosu na forum, gdyż pracuję w Gazecie (co latwo rozpoznać
        > po moim adresie), ale hasłem
        > V LO wywołaliście parę wspomnień. Ciągnąc jeszcze wątek fizyków przypomnę pewne
        > go skromnego
        > nieśmialego nauczyciela, który od razu otrzymał od nas imię �Filipek�. Człowiek
        > przez pierwsze dwa lata na
        > najdrobniejsze zaczepki ze strony koleżanek rumienił się i uśmiechał. Potem jed
        > nak, co wiem już z opowieści,
        > okrzepł i stał się wymagającym, rasowym nauczycielem.
        > Ale: dlaczego nie wymieniacie najwiekszej legendy �piątki� - Patyry (imienia ni
        > e pamiętam) od geografii? na jednej z
        > lekcji tak zapamietale tłumaczyła tajniki przedmiotu stukając w tablicę, że ta
        > runęła na ziemię. To jeszcze nic. na jej
        > lekcjach minerały fruwały po klasie nisko i szybko niczym jaskółki przed deszcz
        > em. Z opowieści wiem, że była w
        > stanie wejść pod ławkę i sprawdzić, który nieszczęśnik nie włożył świeżych skar
        > petek.
        > Nigdy nie zapomnę widoku tej niewielkiej chudej kobiety jak lekko zgięta w krzy
        > żu z brodą zadartą do
        > góry wyrzucając ugięte kolana do przodu z kołyszącą się na spodku szklanką herb
        > aty i dziennikiem pod pachą
        > zmierzała do klasy. Miala w sobie urok przedwojennego gimnazjalnego belfra. I c
        > hoć siala postrach wspominam ją
        > bardzo ciepło.
        > A co powiecie o historyczce Gocławskiej (znowu nie pamietam imienia)?

        Jak mogłeś zapomnieć !! Janina !
        Fakt, Patyra siała postrach na lekcji, ale także przed i po niej. Nie można nie
        pamiętać udręki "dyżurnych", którym dawała spis map do przygotowania na lekcję.
        Kto się pomylił musiał się wykazać refleksem przed latającymi globusami lub
        wskaźnikiem.
        Przypominam sobie jeden niezły numer. Koleś (nazwiska nie wspomnę, bo nie
        uchodzi) nie przygotował się na geografię Polski.
        Patyra tak zapamiętale dziobała dwumetrowym wskaźnikiem w mapę, usiłując mu
        pokazać złoża siarki w naszym kraju, aż wywaliła dziurę w pomocy naukowej. Potem
        majestatycznie wyszła z klasy, trzaskając drzwiami.

        Gosławska - chyba Tereska (nie jestem pewien).

        Który rocznik, Piotr?
        • Gość: Elka Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 14.08.01, 21:56
          Drodi Piotrze,
          historia z dziobaniem w mapę ( mgr Janina Patyra w akcji pedagogicznej) miała
          ponoc inny ( legendarny) już koniec. Nasza pani profesor zapytała retorycznei
          ucznia stojącego pod przedziurawioną mapą: "I widzisz, co zrobiłeś".
          A największe dokonanie p. Patry u nas na lekcji ( oprócz oczywiście pojawiania
          się chronicznej nerwicy szkolnej połowy klasy przed geografią)?
          To oczywiście zaproszenie naszego kolegi do wypowiedzi:"Drogi Tomku, słyszałam,
          że jesteś dobry z historii..Podejdź więc do tablicy i opowiedz nam historię
          buraka cukrowego.." Do tej pory nie mogę uwierzyć, że zobaczyłam na własne oczy
          scenę z Mrożka.
          A tak poza tym chciałam powiedzieć, że najlepszym nauczycielem i naszą cudowną
          wychowawczynią była "Ciocia" Sacharska", kochana kobieta, która jakoś
          bezboleśnie przeprowadziła mnie przez meandry biologii. I do tego była tak
          staroświecko kobieca.
          • Gość: yaca Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.02, 12:08
            Co do Pani prof. Patyry mam raczej miłe wspomnienia... Pamiętam pierwsze
            pytanie na pierwszej lekcji (to była druga klasa): jaki jest roczny przeładunek
            ropy naftowej w porcie w Bogocie? Odpowiedź była niezła, bo z sufitu. Natomiast
            na samo wspomnienie o "cioci" przechodzą mnie ciarki... Do dzisiaj (a minęło
            już 18 lat) nie wiem jak udało mi się przebrnąć przez biologię i skończyć
            szkołę. Kobieta ubzdurała sobie (i to już w pierwszej klasie), że chcę zostać
            lekarzem... Nawet tłumanczenia Rodziców nie pomagały... co semestr musiałem
            odpowiadać na "3" i słyszałem za każdym razem tekst w stylu: jak ty się
            dostaniesz na tą medycynę. Horror.
        • Gość: PAKUZ Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 10.09.01, 19:23
          słynne wejścia Patyry:

          1.
          do kolegi: czy wiesz baranie , dlaczego ryczące czterdziestki tak
          się właśnie nazywają? Bo mkną z prędkością 40 km/s !!!

          2.
          do całej klasy: wypisujecie na ławkach "Patyra - małpa " !!!
          aja nie jestem małpą , ja jestem sobą !!
          klasa chórem: sową !!

          lekcje z Patyrą niewątpliwie mialy swój specyficzny urok
          i jak pamiętam zawsze trzeba było pamiętać o barwach ochronnych
          ( jakieś bure brązy i szarości ) bo Patyra jak hiszpański byk
          atakowała wszystkich ubranych na kolorowo.
          pozdrowienia
          pakuz
      • Gość: Andy Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 24.08.01, 23:48
        Pozdrowienia dla Ciebie i dla Wojtka. W dwa lata po pouszczeniu szkoły przez twój
        rocznik Filipek przeniósł się do bodzjże IV LO i objął tam funkcję vicedyra. Moje
        koleżanki z klasy miały nie lada uciechę, gdy udało im się tak obsiąść schody
        prowadzące z pokoju nauczycielskiego do sal fizy, że Filipek, by móc dostać się
        do klasy musiał je długo prosić o przepuszczenie (oczywiście czerwieniąc się przy
        tym bardziej niż zwykle).

        Pani profesor Patyra miała na imię Janina - załapałem się na semestr zajęć z nią
        w czwartej klasie ze względu na zmianę programu nauczania (próbowano wprowadzić w
        klasie maturalnej tzw. fakultety). Na pierwszy rzut oka nie sprawiała wrażenia
        takiej piły - niska, na niebotycznie wysokich obcasach, schludnie i elegancko
        ubrana, włosy zawsze starannie upięte w kok. Ale kobieta miała niebotyczną więdzę
        ogólną i bardzo ceniła uczniów obeznanych z problemami współczesnego świata.
        Jedyna wada - wyraźne skłonności do dewocji, które próbowała zaszczepić
        swszystkim swoim uczniom.

        Co do Gosławskiej, to chyba Zdzicha jej było na imię ?

        Pozdro.
        • Gość: Baca Re: V LO - piszcie!!!/Patyra et consortes (Zdzicho IP: *.astro.net.pl 27.11.01, 20:48
          No mlodziezy (wiekszosc)

          Za moich czasow(a zaczynalem ponad 30 lat temu:)) to na temat Patyry krazyly
          watpliwosci czy ma raczej 40 lat, czy tez mimo ze jest na emeryturze nadal uczy
          i ma 70 lat.

          Chyba w ub roku ja widzialem. Nic sie nie zmienila!!! (czyli teraz ma pomiedzy
          70 a 100 lat (wg naszych owczesnych ocen)

          A dyrem byl slawny Zdzicho Zacha,ktory opuscil szkolke razem z nami.

          Z fizy meczyl Mieciu Prajsnar

          To z tych barwniejszych

          Pozdrowko dla "wspolaresztantow" z okresu 70-74
      • Gość: Rafał synteza wspomnien IP: 217.153.6.* 29.08.01, 16:31
        Piotrek z Gazety? Chyba wiem...
        Moje wspomnienia dotyczą, o ile nie pomyliłem, tej samej 4-letniej kadencji,
        więc podobne przykłady się narzucają.

        Filipek
        Jego powiedzonka spisywałem na ostatniej stronie zeszytu od "fizy", a zebrałem
        ich kilkadziesiąt. Po przełożeniu na bajty zacytuję. Jakiż to był kontrast do
        przedwcześnie żegnanego poprzednika, Pana...Stefana Żylińskiego (pamiętam
        nazwisko!). Nie znaczy: gorzej, ale bardzo inaczej.

        Pani Patyra
        Fakt: my nie potrzebowaliśmy znać jej imienia i rezultat oczywisty! Miałem
        przyjemność, i owszem, i przy tablicy. Raz zostałem dupkiem, później nieco
        awansowałem... Powodem ogólnego stresu była jej nieprzewidywalność
        dopuszczająca wszelkie niekoniecznie konwencjonalne metody. Przepraszam za
        prostackie wścibstwo - czy ktoś o Niej ostatnio słyszał?

        Pani Basia (oczywiście Rosiak): najlepszy nauczyciel "matmy" w Szczecinie. Same
        superlatywy, chociaż stresik się czasem odzywał. Płocha i na swój sposób
        urocza. Mały głosik i mała postura, za to wielka siła sprawcza. Na studia
        zdaliśmy wszyscy...

        Pani Ela Masojć: nieformalna vice-wychowawczyni, nieregularny dostawca stresu i
        ponura inicjatorka tygodnia (to ostatnie - dziwnym zrządzeniem chyba przez 4
        lata!). Często straszyła dwójami i 2-godzinnym odpytywaniem, ale często do
        kaźni nie dochodziło, groza rozpływała się w powietrzu. Bardzo emocjonalna i w
        nastrojach niestała. Często nieobecna z powodu dzieci. Słyszałem, że z Piątki
        odeszła do kuratorium.

        Wdzikiryj
        Pokroić mnie, ale nie przypomnę sobie nazwiska! Równy gość i tyle. W porównaniu
        z kolegą po fachu ("pokryj, bo cię ziemia pokryje") bardziej przewidywalny i
        niepodatny na inne plotki...

        Pani Gosławska
        Ktoś już wywołał do tablicy, ale ja tez pamiętam! Hipnotyzowała nas lekturą ze
        wspomnianego wczesniej zeszyciku oraz... intrygującym pionowym ruchem
        wibracyjnym na nauczycielskim krześle. Często wspomina się jej: "prosze się
        teraz odwrócić, będę się malowała". Dla mnie jej lekcje były po prostu ponure
        jak ocena 3.

        Galus
        Astronomia - to dopiero był cyrk! W mojej duszy rozgrywała się batalia między
        ukochaną dziedziną a groteskowością przekazu. Krążyła o Nim smutna legenda
        usprawiedliwiająca ekscentryczne zachowanie. Ale nikt nie był smutny na
        astronomii

        WT
        Przepraszam, za hasło, ale znów nazwisko mi z głowy wyparowało. To dopiero była
        heca! Trzeba było mieć ładny zeszyt, ale jednym mogło się w krytycznej chwili
        posłużyć kilka osób. Zupełne rozluźnienie, orgia bezkarności, święta
        nietykalność radiowęzła, pole do fałszerstw i wyzysku - tu w każdym wymiarze my
        byliśmy górą.

        PO
        Chociaż nazwiska nie pamiętam, to krzywdy - i owszem! Przykład: strzelanie z
        KBKS do celu, dwa kryteria i dwie tarcze: celność i skupienie. Miały być
        odpowiednio 3 i 5 strzałów. Strzeliłem 2*4. Nie zgodziła się na pożyczenie
        nawet najgorszej dziurki z drugiej tarczy. Ze skupieniem byłem na bakier.
        innym razem w chorobie: gorączce i kaszlu przyszedłem poprawiać ocenę na 4.
        Pogoniła mnie, zebym nie zaraził. Niedawno odkopałem zeszyt: do każdej lekcji
        wklejone zdjęcie wycięte z głupiego paramilitarnego szmatławca. Obraz terroru,
        sponiewierania i upokorzenia.

        PNOS
        Facecik-żmijka, ponoć później w dyrekcji. Utopił jedną z naszych na maturze!
        Ostatnie śpiewy łabędzia indoktrynacji.

        Więcej grzechów nie pamiętam, ale sobie przypomnę.
    • Gość: DzikiRyj Fajowo! IP: *.kvarner.net 14.08.01, 16:28
      No no, wchodze sobie na strone, i widze, ze watek zalapal. Fajnie. Tez mialem
      zajecia z Zochowska, Masojc, Goslawska, Gierczakiem, ale zamiast Patyry byla
      Oleszczuk (obecnie wicedyrektor). Niestety (a moze stety?) duzo mniej barwna...
      Wiecej napisze w czwartek, bo teraz musze spadac z roboty, wazne sprawy
      czekaja:-)))))
    • Gość: DzikiRyj Galus IP: *.kvarner.net 16.08.01, 10:25
      No wlasnie, kto mial zajecia z tym panem (Ave Galus!), ten wie. Ja mialem tylko
      przez 2 miesiace, Kazia byla na chorobowym, Galus ja zastepowal. No i tez
      znalazloby sie pare historyjek. Rowniez odpowiadalismy u niego przy tablicy,
      ale w porownaniu z Kazia byla to poezja: wystarczylo cos tam wiedziec, i mialo
      sie juz troje. U Kazi na troje to trzeba bylo znac 99% mateialu...

      Galus slynal u nas w szkole z ciekawych tekstow. Np. do dziewczyny przy
      tablicy, ktora wlasnie zapisala dane do zadania potrafil powiedziec: "No dobra
      ciotka, drukuj!"

      Raz ktos sobie ziewnal (bylo to oczywiscie wiecej razy, ale ten jeden raz Galus
      zwrocil na to uwage): "Nie ziewaj dziadek, bo ci muchy do buzi naleca". I
      wszystko to bylo w jednym ciagu z tlumaczeniem tematu: "Eeee, dobra..., yyy
      tego, wektor dosrodkowy, eeee, tego, nie ziewaj dziadek, bo ci muchy do buzi
      naleca, yyyy, dobra, prostopadly do ...."

      Do jednej dziewczyny, ktora siedziala cos smutna, powiedzial: "... Eee.., co
      jest, stary ci odkorkowal?, yyy..., dobra, sila dziala..."

      Tych tekstow bylo oczywiscie duzo wiecej, ale teraz ciezko mi sobie cos
      przypomniec... Jesli ktos cos pamieta, zapraszam...
      • Gość: bury Biologia IP: 64.124.150.* 16.08.01, 10:33
        A ja pamiętam nieco inną historię z Biologii. Nasza koleżanka opowiadała
        wlaśnie o różnych częsciach skaładowych ukłądu (bodajże pokarmowego) żaby.
        Troszkę się męczyła przy tablicy z rysunkiem. Na co nauczycielka (nazwiska nie
        pamiętam) : "No Irena - pokaż odbyt!" Nastąpiła lekka konsternacja.
        A co do Kazi - czy umiałem czy nie i tak dostawałem "bańkę". Tak między nami a
        mówiąc - a myślę że jestem dość obiektywny - to nauczyciel z niej była kiepski.
        Ludzie którzy byli naprawdę dobrzy z fizy zostali, znarnowani i stłamszeni -
        może K. bała się ich wiedzy???. Najelepiej miały klasowe kujony - a to dobrze o
        nauczycielu nie świadczy. Przyznać jednak muszę, że pewnego czasu doszło do
        ostrego konfliktu częsci mojej klasy z przytaczanym wcześniej nauczycielem
        historii - wtedy jednak Kazia stanęła po naszej stronie. Trudno mi więc
        jednoznacznie coś o niej powiedzieć... Było to bardzo zaskakujące...
      • Gość: bury Re: Galus IP: 64.124.150.* 16.08.01, 10:41
        co do Galusa to częsciej widziałem go przy pobliskiej "Spółdzielni Inwalidów
        im. Botwina" (tanie wino - produkowane prawie naprzeciwko szkoły) niż na
        lekcjach...
        Ale skoro jestem przy tym temacie przychodzi mi pewna historia której osobiście
        nie widzialem ale znana jest mi z (dawnych) czasów mojego brata w VLO.
        Otóż przed jedną z klasówek uczniowie przechwycili pytania - najlepsi je
        rozwiązali - a zatem cała klasa zawitała z gotowcami. Pytań było % ale pod
        koniec klasówki Galus stwierdział ża pytań jest za dużo i zrezygnował z piątego
        pytania. Oczywiście wszyscy zaczęli przepisywać gotowce - ale co większe
        obiboki zamazały tylko piąte pytanie... Podobno Galus nie skapował co jest
        grane i wszyscy zaliczyli... Szkoda że za moich czasó u kazi takie rzeczy nie
        miały szans przejść ...
        • Gość: DzikiRyj Re: Galus IP: *.kvarner.net 16.08.01, 11:34
          Gość portalu: bury napisał(a):

          > co do Galusa to częsciej widziałem go przy pobliskiej "Spółdzielni Inwalidów
          > im. Botwina" (tanie wino - produkowane prawie naprzeciwko szkoły) niż na
          > lekcjach...

          Nie no, na lekcje to raczej przychodil. Mysmy go widywali czasem na Manhatanie z
          jego kolesiami. Ale z tego co pamietam, to na lekcje zawsze sie stawial. Z plama
          na spodniach, ale jednak...
                          • Gość: bury Re: stroje IP: 64.124.150.* 30.08.01, 12:55
                            Sorry że się wtrącam - bo ja o karolinie cosik wiem (Spotkałem ją keidyś w
                            Dortmundzie - ja się uczyłem Niemca a ona tan studiowała). niedawno (miesiąc
                            temu) spotkałem ją na weselu mojego brata.
                            Zeby nie wprowadzać zamętu - jeśli to S. po roziwięciu to S....el, a wszystko
                            wskazuje że tak - to:
                            1. Mieszka w Berline (ewentualnie pod Berlinem)
                            2. Pracuje bodajże w Sony
                            3. Stan cywilny (zamężna) - chcesz więcej informacji to pytaj...

                            PS jeśli pisalibyście na końcu forum byłoby łatwiej czytać...
                              • Gość: bury Re: Rocznik IP: 64.124.150.* 30.08.01, 13:33
                                Nie ja sem inny rocznik. Tylko przez rok razem chodziliśmy do jednej szkoły.
                                Młodas jestem / nie zmienia to faktu, ża miałem okazję poznać sporo ludzi z
                                waszego rocznika - żeby było zabawnej większość tego, miała miejsce w
                                Niemcowie...
                                  • Gość: bury Re: Rocznik IP: 64.124.150.* 30.08.01, 14:09
                                    Obawiam się że ciężko będzie mi "obracać" się na poziomie dokładnych danych -
                                    pamiętam jeszcze Ankę - nazwisk(a) już z pewnością nie będę pamiętał.
                                    Generalnie chodzi o ludzi z Inform i Ekonometrii U.S. Niestety tylko o
                                    Karolinie mam w miarę świerze wieści. Co by nie rzec "jakoś tak mi mocno w
                                    pamięci utkwiła"... a i niedawno ją widziałem.
                                    • Gość: Andy Re: Rocznik IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 30.08.01, 14:15
                                      Co do Karoliny to sam chciałbym wiedzieć, co u niej słychać. Wojtekk chodził z
                                      nią razem do klasy, ale ja dość długo kumplowałem się z nią w ogólniaku i na
                                      studiach. Słyszałem tylko do kolesia z rocznika ''88, że wyszła za mąż w
                                      Niemcowie i osiadła tam na stałe. :(
                                      • Gość: Wojciech Re: Rocznik IP: *.kvarner.net 30.08.01, 14:35
                                        Ludzie z Piatki! Gdzie zescie sie tego niemieckiego tak nauczyli, ze prawie
                                        wszyscy mieszkacie w Deutchlandzie??? Bo chyba nie w szkole. Oprocz histori
                                        niemiecki to chyba nyjwieksza pieta achillesowa tej szkoly. Mnie uczyla Magiera,
                                        lekcja wygladala najczesciej tak, ze mowila na ktorej stronie w ksiazce jest
                                        temat lekcji, mamy go przepisac, a potem rozwiazac cwiczenia od.. do.., i ona jak
                                        wroci, to sprawdzi. Po czym szla na ponad polgodziny na ploty do sekretarki.
                                        Przez cztery lata nauczylem sie w zasadzie tylko form podstawowych czasownikow
                                        nieregularnych.

                                        A propo''s, czy za waszych czasow tez byla taka wredna sekretara, ten potwor w
                                        ciuchach dla barbi?
                                        • Gość: Andy Re: niemiec w VLO IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 30.08.01, 14:53
                                          Chodziłem do mat-fizu z angolem, więc niemca nie miałem w ogóle. Pamiętam tylko
                                          opowieści ludzi z klasy z poszerzonym niemcem (wtedy tylko jedna klasa w
                                          roczniku) - to klasa m.in. Wojtekk''a - przez cztery lata szkoły zmieniono im
                                          kilka razy germanistę. Magierę miałem nieprzyjemność poznać na wyjedzie w góry na
                                          narty (organizowała takowe Goch Knieć) i moje zdanie na jej temat jest nie
                                          najlepsze - leniwa baba, na dodatek w pretansjach. Co do niemca - nauczyłem się
                                          go jak musiałem - trzymiesięczny kurs wakacyjny w letniej przerwie
                                          międzysemestralnej - 14 tygodni razy 5 dni w tygodniu raz 8 godzin zajęć. Po
                                          nocach mi się śniły przypadki odmiany :)

                                          Sekretara. O to temat rzeka. Kiedyś przy moim kolesiu powiedziała do Króla: "Nie
                                          mogę panu tego przepisać na maszynie, bo mi się paznokcie połamią". Autentyk. :)))




                                          Gość portalu: Wojciech napisał(a):

                                          > Ludzie z Piatki! Gdzie zescie sie tego niemieckiego tak nauczyli, ze prawie
                                          > wszyscy mieszkacie w Deutchlandzie??? Bo chyba nie w szkole. Oprocz histori
                                          > niemiecki to chyba nyjwieksza pieta achillesowa tej szkoly. Mnie uczyla Magiera
                                          > ,
                                          > lekcja wygladala najczesciej tak, ze mowila na ktorej stronie w ksiazce jest
                                          > temat lekcji, mamy go przepisac, a potem rozwiazac cwiczenia od.. do.., i ona j
                                          > ak
                                          > wroci, to sprawdzi. Po czym szla na ponad polgodziny na ploty do sekretarki.
                                          > Przez cztery lata nauczylem sie w zasadzie tylko form podstawowych czasownikow
                                          > nieregularnych.
                                          >
                                          > A propo''''s, czy za waszych czasow tez byla taka wredna sekretara, ten potwor w
                                          > ciuchach dla barbi?

                                        • Gość: bury Re: Człowiek Komputer i jego kolega Termos... IP: 216.104.228.* 31.08.01, 08:49
                                          Człowieku! Magiera to był super-dojcz-nauczyciel. Chociaż coś kleiła. Mnie
                                          przez 1 rok uczył gostek z komputerem... Komputer ten podobno złożył sam.
                                          Prawdę mówiąc po tym co widziałem = wyświetlanie na ekranie telewizora i napisy
                                          jak na ZX Spectrum wierzę mu w 100% (Tak na marginesie wówczas ZX-a trzymałem
                                          już od kilku lat w piwnicy). Lekcja polegała mniej więcej na tym: wyświetlało
                                          się zdanie po polsku: "Proszę przetłumaczyć" Prymus: "bla, bla, bla..." Pan
                                          Komputer: Ich druecke die Taste". Piiiii. I już zdanie było przetłumaczone. Ale
                                          muszę przyznać że w klasie maturalnej uczyła mnie pani Musiał - i wtedy było
                                          już lepiej... Prawdę mówiąc było nawet nieźle.

                                          PS oprócz Mr. Komputera w pewnym momencie grasował Gość z Termosem... Też od
                                          Niemca. Ale była jazda...

                                          PS2: Prawdę mówiąc Niemieckiego - to się praktycznie uczyliśmy = po przyjeździe
                                          Niemieckiej delegacji uczniów zabraliśmy ich czym prędzej na bilard (w
                                          przyszłym Bronxie wzgl Bineticsie). Szukali nas , szukali i znaleźli po kilku
                                          godzinach i piwach. Ale była afera!
                                          • wk112 Re: Rocznik 30.08.01, 16:30
                                            Dupa za nic nie zgadne ja juz nie pamietam wszystkich z mojej klasy.
                                            Ale w pile rzneles z nami na przerwie obiadowej
                                              • wk112 Re: Rocznik 30.08.01, 16:40
                                                Koci jeszcze czasami, ale i tak najlepsze pilki odchodzily jak bylismy w I
                                                klasie z najstarszym rocznikiem niejaki jasio, gizbern itp itd. pamietasz to

                                                a odnosnie dzikiego przypomnial mi sie jeden motyw ze skarbonka za przeklenstwa

                                                wchodzac do szatni zaklalem siarczyscie bo capilo nieziemsko
                                                a dziki sie drze do mnie K... sto do skarbonki, a przemo odzywa sie podwojnym
                                                przeklenstwem przebijam i tak skarbonka przestala byc urzywana ponoc
                                                • Gość: Andy Re: Rocznik IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 30.08.01, 16:54
                                                  Koci zajmował się głównie romansami, przy grze w piłkę ciągle płakał, że go
                                                  faulują ;D Z tamtego rocznika parę osób tu pisuje, ale nie sądzę, żeby to byli
                                                  ludzie, którzy grali w nogę. Pamiętam, że k...sy wchodzili do gry bez kolejki, a
                                                  przy próbach oporu ze strony młodszej młodzieży brali się do bicia. Aż do
                                                  momentu, gdy gość z rocznika ''71 wlał Jasiowi i Michałowi na sali po mordzie.
                                                  Cóż, i tak bywało. Czasami zdarza mi się spotykać ludzi z tamtej klasy - to byli
                                                  wychowankowie Gośki Knieciowej i mieli w kantorku nawet własne buty na zmianę do
                                                  gry w nogę. Jasiu został księdzem, dwóch gości studiowało w Dortmundzie z Karolą,
                                                  Alą i Anką.
                                                  Zawartość skarbonki poszła na cele charytatywne - Dziki kupił za nią nowe piłki
                                                  do siaty, zresztą słusznie bo największy wkład do niej wniesli siatkarze :) -
                                                  Mandaryn, Robert Sch. i bliźniacy z "C". Pzdro.

                                                  wk112 napisał(a):

                                                  > Koci jeszcze czasami, ale i tak najlepsze pilki odchodzily jak bylismy w I
                                                  > klasie z najstarszym rocznikiem niejaki jasio, gizbern itp itd. pamietasz to
                                                  >
                                                  > a odnosnie dzikiego przypomnial mi sie jeden motyw ze skarbonka za przeklenstwa
                                                  >
                                                  > wchodzac do szatni zaklalem siarczyscie bo capilo nieziemsko
                                                  > a dziki sie drze do mnie K... sto do skarbonki, a przemo odzywa sie podwojnym
                                                  > przeklenstwem przebijam i tak skarbonka przestala byc urzywana ponoc

                                                  • wk112 Re: Rocznik 30.08.01, 17:02
                                                    co do skarbonki to wlasnie tak bylo madziar dalej przy sporcie zostal:=),
                                                    ale ja tych gosci nie wspominam az tak zle, Gizberna kiedys widzialem jak u
                                                    znajomego w garazu samochod naprawial:)
                                                    kilku innych klietow widzialem u mnie na wydziale, waz gozwali np. i kilku jego
                                                    kumpli,
                                                    a co do jasia to nawet w mojej parafii na tace teraz zbiera:)
        • Gość: Andy Re: Galus IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 25.08.01, 00:39
          Heniu lubił i mógł w siebie sporo wlać, ale na lekcje zawsze przychodził - w
          ciągo moich czterech lat nauki nie opuścił żadnej lekcji. I na początku swojej
          kariery w VLO pił wódę z kolesiami tyko i wyłącznie w "Marzeniu", "Bistro
          Ułańskim" lub "Słowiańskiej". Co do kolesi Henia od kielicha, to dopiero na
          studiach zorientowałem się, że ci menelowato wyglądający gości to pracownicy
          Instytutu Fizyki PS.

          Jeśli chodzi o roztrzepanie Henia przy sprawdzaniu klasówek, to znamienne były
          dwa wydarzenia:
          1. Najlepsi fizycy w mojej klasie rozwiązywali zadania od razu w kilku
          egzemplarzach posługując się do tego celu zwykłą kalką. Pewnego razu koleś, który
          nie zdążył przepisać za poźno otrzymanej ściągi oddał Heniowi podpisaną swoim
          nazwiskiem przebitkę na kalce. Jak nietrudno się domyslić Heniu uznał ją za
          pełnoprawną część jego pracy klasowej.
          2. Przy oddawaniu sprawdzianów koleżanka sprzedała Heniowi to samo zadanie w
          dwóch egzemplarzach. Przy podsumowywaniu jej zdobyczy punktowej Heniu zaliczył
          jej oczywiście dwa razy punkty za to samo zadanie.

          Pozdro.
      • Gość: Andy Re: Galus IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 25.08.01, 00:24
        Ciekawy teksty Galusa - proszę bardzo:

        Do koleżanki z "obfitym" makijażem - "Ale się wymalowałaś, lepszej maski to nawet
        w wojskach chemicznych nie mają".
        Już słynne na cały Szczecin, do kolesia który coś przeskrobał - "Kowalski,
        dziadek się zgłosi".
        Przy drobnej pomyłce w wyliczeniach na tablicy, na uwagę z tłumu: "Panie psorze,
        ale tam powinno być 5 a nie 4", odpowiedź "Nic nie szkodzi".
        Adnotacje na kartkach z klasówkami - u Kowalskeigo "Odpisane od Nowaka", u
        Nowaka "Odpisane od Kowalskiego".



    • Gość: DzikiRyj Goslawska IP: *.kvarner.net 16.08.01, 18:50
      Jest sobie w Piatce taka pani, uczy tam historii. I w ogole nie moge zrozumiec,
      czemu ona jeszcze tam uczy. Prawde mowiac, to nie zdarzylo mi sie chyba spotkac
      slabszego nauczyciela w calej mojej uczniowskiej "karierze".

      Dala sie nam poznac juz na samym poczatku... Na pierwszej lekcji, w pierszej
      klasie, podczas dyktowania okresow historycznych, podyktowala nam "Okres
      kamienia lupanego - 2.000 lat pne." Ktos niesmialo sie spytal, czy to moze nie
      jest 20.000 lat. No i nastepne 10 minut lekcji uplynelo na zastanawianiu sie,
      kiedy to wlasciwie bylo. Znaczy, niezle sie zdziwilem. Pani od historii w
      prestizowym liceum, a nie zna podstawowych dat? A pozniej nie bylo wcale lepiej.

      Gosia zawsze prowadzila lekcje (ba, jesli w ogole prowadzila, ale to inna
      historia) w oparciu o jakis stary, pozolkly zeszyt. Przypuszczam, ze jakies
      notatki ze studiow. Prowadzila to mocne slowo... Po prostu czytala z nosem
      wlepionym w kartki... Czasem sie zastanawialismy, co by bylo, gdyby jej ten
      zeszyt zginal. Chyba szkola musialaby zatrudnic nowa historyczke, bo cos mi sie
      zdaje, ze Gosia to nie miala w pamieci zadnych dat... Ani faktow... Ani nie
      umiala pieknie opowiadac o historii... Nic. ALE JAKA BYLA ZABAWNA!!!!!

      Siedzielismy zawsze z paroma kumplami w tzw. kupie, tzn. dwie lawki, jedna za
      druga, cztery osoby. Ile bylo smiechu... Praktycznie na kazdej lekcji Gosi
      udalo sie palnac cos glupiego! Najtrudniej bylo powstrzymac sie przed smiechem
      na caly glos... Ale ucznia trzesacego sie od chichotu rowniez mozna rozpoznac,
      co Gosia czasem czynila. Pare razy rozsadzala nas w cztery katy sali.

      Jedna z przyczyn wzbudzajacych nasza wesolosc, oprocz jej niezamierzenie
      smiesznych tekstow (one byly smieszne glownie przez nietypowosc sytuacji w
      jakiej zostaly wypowiedziane, przez to stawaly sie nieco absurdalne) byly
      rowniez zamierzone smieszne teksty, rowniez nieco nie z tej ziemi. mieszne bylo
      w nich to, ze jak gosia zaczynala sie smiac, to jej wystajace zeby
      uniemozliwialy mowienie. A wiec ciezko bylo zrozumiec koncowke, puente tekstu,
      za to mozna bylo sie smiac na glos, co tez skwapliwie cala klasa czynila.

      Zapraszam na forum - wspomnienia o prof. Goslawskiej mile widziane.
      • Gość: piotrek Re: Goslawska IP: 10.10.129.* 17.08.01, 12:40
        Gosia zawsze miala to do siebie, że znienacka zaczynała się śmiać (co wcale nie było sympatyczne, bo
        nierzadko obiekt jej wesołości siedzial w którejś z ławek przed nią). Zastanawia mnie jedno - jak napisaleś Gosia
        nie rozstawała sie ze swoim zeszytem. Ciekawe, czy dalej z niego korzysta? Czasy wszak już inne. Przypomina
        mi się jedna rzecz, którą znam tylko z opowieści, więc podaję bez 100 procentowej pewności. Otóż jeszcze w
        zamierzchłych czasach kiedy ktoś odważny zapytał np. o Katyń fundował tym samym całej klasie kartkówkę. czy
        ktoś to pamięta?
        A pisząc o innych nauczycielach grzech nie wspomnieć o specjaliście od Wychowania Technicznego - zawsze
        chodził w tym samym szarym wytartym garniturze ze skórzaną teczką a w niej młotek, gwoździe itp. Jego lekcja
        zwykle wyglądała tak: To co dzisiaj mamy? - pytał charakterystycznym nosowym głosem. - Kończymy martwą
        naturę - odpowiadala klasa. - A tak. Dobrze, dobrze - po czym ginął w swoim magazynku a klasa zajmowała się
        już niekoniecznie martwą naturą. Sytuacja powtarza się przez kolejne dwa trzy tygodnie. Ludzie! jak on się
        nazywał???
    • Gość: suchy2 Re: V LO - piszcie!!! IP: *.shaco.pl 19.08.01, 06:03
      A jak to było ?
      PO - dziadek płk. Wiśniewski co nam kazał w 1970 kuszę do Muzeum Pamięci
      zrobić , a potem pierdolną ją o szkarpę ,
      córka Dziadka też PO , nie wiem jak teraz zwana , u nas była to po prostu
      Szczęka ,
      GEGRA - Patyra nic nie pisze bo sie boje ,
      RUSKI - Marta Stanisławowna Puszczalska - pamiętacie , tak witaliśmy się z nią
      na każdej lekcji,
      ZACHA - co nam mierzył długość włosów i wywalał do fryzjera .....
      takie to były piękne czasy ....
      • Gość: jawal Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.08.01, 13:33
        Gość portalu: suchy2 napisał(a):

        > A jak to było ?
        > PO - dziadek płk. Wiśniewski co nam kazał w 1970 kuszę do Muzeum Pamięci
        > zrobić , a potem pierdolną ją o szkarpę ,
        > córka Dziadka też PO , nie wiem jak teraz zwana , u nas była to po prostu
        > Szczęka ,
        > GEGRA - Patyra nic nie pisze bo sie boje ,
        > RUSKI - Marta Stanisławowna Puszczalska - pamiętacie , tak witaliśmy się z nią
        > na każdej lekcji,
        > ZACHA - co nam mierzył długość włosów i wywalał do fryzjera .....
        > takie to były piękne czasy ....
        >


        taaaa...
        Zacha nie był już naszym dyrektorem - zastąpił go Król (i nazwisko, i zachowanie
        monarsze).
        Córkę Dziadka pamiętam - myśmy ją zwali Kobyła (też z racji pokrewieństwa z
        Gmochem :))))
        Kiedyś Kobyła postanowiła nam pokazać konstrukcję naboju do KBKS. Gdy rozwodziła
        się nad pociskiem, nasz kolega Waldi (zapalony chemik) wziął łuskę ze spłonką w
        obroty. Poskrobał spinaczem i huknęło. Kobyła zaliczyła padnij...
        Skończyło się niestety sprawdzianem (tematu nie pamiętam, ale wszystkie były
        beznadziejne).

        • Gość: Wojciech Re: V LO - piszcie!!! IP: *.kvarner.net 20.08.01, 10:17
          Za moich czasow PO uczyla Domanska. Ze wzgledu na fizjonomie rowniez mozna by
          ja nazwac Kobyla. Najbardziej zapadlo mi w pamiec jedno jej stwierdzenie, kiedy
          to na srodu klasy "piecdzesiatki" cala podniecona prezentowala rozne rodzaje
          masek p-gaz, na koniec wyciagnela jakis model z naroslami i oswiadczyla
          rozemocjonowana: "Ta maska jest inna od innych masek!". Niestety, nie bylem w
          stanie opanowac smiechu, a za mna ponioslo reszte klasy...

          Na tej lekcji rowniez goraco ja namawialismy, zeby pokazala nam, jak ubiera sie
          maske. Oczywiscie zeby pokazala na sobie, bo efekt koncowy, ze wzgledu na jej
          intensywny rozowy mikijaz wokol oczu, wzbudzal nasza ciekawosc. No i dopielismy
          swego... UFO przy tym to maly pikus... Cala klasa miala ubaw.
            • Gość: jawal Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 21.08.01, 00:21
              Gość portalu: bury napisał(a):

              > Słuchajcie -czemu nikt nic nie wspomni o dawnej siedzibie VLO. Gdzie to było i
              > co tam teraz jest ???
              > Dla mnie to zbyt odległe czasy - ale przecież nie zawsze było na ul. Ofiar
              > Oświęcimia...

              To było na ul.Małopolskiej. Teraz jest tam chyba gimnazjum, lub szkoła podstawowa.
              Nie powiem więcej, bo nie wiem. Nawet dla mojej siostry to zbyt zamierzchłe czasy.
              Nie mogę też nic zacytować, bo pożyczyłem któremuś koleżce książkę wydaną z
              okazji 50-lecia PIĄTKI (a tam było trochę o starej siedzibie).
              Obiecuję coś napisać, kiedy tylko odzyskam przewodnik po starej "budzie"

              pozdrówko
              jawal
          • Gość: Darek W. Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 21.08.01, 11:11
            Gość portalu: Wojciech napisał(a):

            > Za moich czasow PO uczyla Domanska. Ze wzgledu na fizjonomie rowniez mozna by
            > ja nazwac Kobyla...

            Witam.
            Spiesze wyjasnic, ze Pani Domanska i "Kobyla", to jedna i ta sama osoba. Wypada
            dodac, ze nazwisko przyjela po mezu... Edziu Domanskim. Tak, tak, wlasnie po
            slynnym Edziu od WT (wychowanie techniczne). Do "mezaliansu" doszlo o (ile dobrze
            pamietam) chyba w 1990 podczas przerwy wakacyjnej.
            A tak w ogole - lza sie w oku kreci..., kiedy czytam Wasze posty i przypominam
            sobie swoje lata spedzone w tej szkole (1988-1992).
            Obiecuje, ze wroce tu niedlugo i na pewno cos od siebie dodam.
            Wszystkich absolwentow V LO serdecznie pozdrawiam.
            • Gość: jawal Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 21.08.01, 11:58
              Gość portalu: Darek W. napisał(a):

              > Gość portalu: Wojciech napisał(a):
              >
              > > Za moich czasow PO uczyla Domanska. Ze wzgledu na fizjonomie rowniez mozna
              > by
              > > ja nazwac Kobyla...
              >
              > Witam.
              > Spiesze wyjasnic, ze Pani Domanska i "Kobyla", to jedna i ta sama osoba. Wypada
              >
              > dodac, ze nazwisko przyjela po mezu... Edziu Domanskim. Tak, tak, wlasnie po
              > slynnym Edziu od WT (wychowanie techniczne). Do "mezaliansu" doszlo o (ile dobr
              > ze
              > pamietam) chyba w 1990 podczas przerwy wakacyjnej.
              > A tak w ogole - lza sie w oku kreci..., kiedy czytam Wasze posty i przypominam
              > sobie swoje lata spedzone w tej szkole (1988-1992).
              > Obiecuje, ze wroce tu niedlugo i na pewno cos od siebie dodam.
              > Wszystkich absolwentow V LO serdecznie pozdrawiam.

              To jednak się stało!?
              Pamiętam, że Kobyła kręciła z Edziem już w 1979 roku.
              Trochę im się to narzeczeństwo przedłużyło ;)))

              pozdrówko
              jawal
            • Gość: piotrek Re: V LO - piszcie!!! IP: 10.10.129.* 21.08.01, 12:56
              Gość portalu: Darek W. napisał(a):

              > Gość portalu: Wojciech napisał(a):
              >
              > Witam.
              > Spiesze wyjasnic, ze Pani Domanska i "Kobyla", to jedna i ta sama osoba. Wypada
              >
              > dodac, ze nazwisko przyjela po mezu... Edziu Domanskim. Tak, tak, wlasnie po
              > slynnym Edziu od WT (wychowanie techniczne). Do "mezaliansu" doszlo o (ile dobr
              > ze
              > pamietam) chyba w 1990 podczas przerwy wakacyjnej.

              Coś mi się tu nie zgadza. Mnie również uczyła Domańska, a było to w latach 84-88. I już wtedy nosila takie
              nazwisko. Nie mogla zatem przejąć nazwiska w... 90 r. od gościa od WT. Tym bardziej, że jak słusznie
              przypomniał kaes gość od WT nazywał się Morenko. Trochę się w tym gubię... albo mi pamięć
              szwankuje.
            • Gość: piotrek Re: V LO - piszcie!!! IP: 10.10.129.* 21.08.01, 13:04
              Gość portalu: Darek W. napisał(a):

              > Gość portalu: Wojciech napisał(a):
              >
              > Witam.
              > Spiesze wyjasnic, ze Pani Domanska i "Kobyla", to jedna i ta sama osoba. Wypada
              >
              > dodac, ze nazwisko przyjela po mezu... Edziu Domanskim. Tak, tak, wlasnie po
              > slynnym Edziu od WT (wychowanie techniczne). Do "mezaliansu" doszlo o (ile dobr
              > ze
              > pamietam) chyba w 1990 podczas przerwy wakacyjnej.

              Coś mi się tu nie zgadza. Mnie również uczyła Domańska, a było to w latach 84-88. I już wtedy nosila takie
              nazwisko. Nie mogla zatem przejąć nazwiska w... 90 r. od gościa od WT. Tym bardziej, że jak słusznie
              przypomniał kaes gość od WT nazywał się Morenko. Trochę się w tym gubię... albo mi pamięć
              szwankuje.
              • Gość: Darek W. Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 21.08.01, 13:12
                Gość portalu: piotrek napisał(a):

                > Gość portalu: Darek W. napisał(a):
                >
                > > Gość portalu: Wojciech napisał(a):
                > >
                > > Witam.
                > > Spiesze wyjasnic, ze Pani Domanska i "Kobyla", to jedna i ta sama osoba. W
                > ypada
                > >
                > > dodac, ze nazwisko przyjela po mezu... Edziu Domanskim. Tak, tak, wlasnie
                > po
                > > slynnym Edziu od WT (wychowanie techniczne). Do "mezaliansu" doszlo o (ile
                > dobr
                > > ze
                > > pamietam) chyba w 1990 podczas przerwy wakacyjnej.
                >
                > Coś mi się tu nie zgadza. Mnie również uczyła Domańska, a było to w latach 84-8
                > 8. I już wtedy nosila takie
                > nazwisko. Nie mogla zatem przejąć nazwiska w... 90 r. od gościa od WT. Tym bard
                > ziej, że jak słusznie
                > przypomniał kaes gość od WT nazywał się Morenko. Trochę się w tym gubię... alb
                > o mi pamięć
                > szwankuje.

                PRZEPRASZAM WSZYSTKICH, ALE TO JA POPEŁNIŁEM BŁĄD I DODAŁEM PRZEZ POMYŁKĘ 10 LAT
                DO PRZODU (JAK TEN CZAS LECI). SŁUSZNIE, FAKT MIAŁ MIEJSCE W 1980 (NIE W 1990), A
                JA UCZĘSZCZAŁEM W LATACH 1978-1982.
                JESZCZE RAZ PRZEPRASZAM, ALE CIĄGLE MI SIĘ WYDAJE, ŻE TO BYŁO TAK NIEDAWNO...
      • Gość: st Re: V LO - piszcie!!! IP: *.family4.net 23.08.01, 20:42
        1.A czy ktoś pamięta ś.p. profesora Imiałka od historii?\
        2. Pani Patyra miała ksywę "Pantera".
        3. Zacha był przed Królem. Podobno "zachwyt" to jest chwyt Zachy. Jeśli ktoś
        pamięta o tym, to niyech się odezwie. Król na przerwach wpadał do toalety i
        łapał pierwszego z papierosami, bo Jemu akurat zabrakło.
    • Gość: Wojciech Goslawska-cd. IP: *.kvarner.net 22.08.01, 09:40
      Jesli chodzi o historyjki z Goslawska, to najbardziej chyba podobalo mi sie,
      jak w czasie lekcji o sytuacji w Korei w latach piecdziesiatych oswiadczyla
      znienadzka (w stylu, ktory tylko ona umiala, tak lekko pod nosem...): "A juz
      niedlugo to komunizm bedzie w calej Korei, w calej! Widzicie co sie dzieje!"

      Takie wnioski wyciagnal madry i doswiadczony pedagog renomowanego
      szczecinskiego liceum z kryzysu ekonomicznego w Korei Pd. I postanowil
      podzielic sie nimi ze swoimi uczniami...
      • Gość: Syla inni bohaterowie tej samej bajki IP: *.bham.ac.uk 22.08.01, 13:33
        az sie cieplo na sercu robi, ze dyskusja o latach spedzonych a piatce tak sie
        zywo toczy... mature zdawalam w 1995r. za czasow oslawionej prof. Nowak-
        Stelmaszczykowej, niezapomnianej prof. Zochowskiej (''chlopie, nie mamy ze soba
        o czym rozmawiac'', ''autentycznie'', czy ''a teraz zadanko i zabawa'') - wiele lez
        wylalam nad matematyka, ale jestem dozgonnie wdzieczna za to, ze cenila ciezka
        prace... nawet jesli nie zawsze wychodzilo... a prof. Weckwerth (Jezu, jak to
        sie pisalo, to byla w koncu moja wychowawczyni)... toz to istna legenda... a
        pamietacie Motylewska od biologii? z Kazia tez mialam fize i pamietam te
        swastyki w oczach u kazdego przed gabinetem... a w Dzikim Ryju to sie pare
        dziewczyn notorycznie podkochiwalo, pamietacie cos jeszcze???
        • Gość: Wojciech Zochowska IP: *.kvarner.net 22.08.01, 14:31
          Zochowska: "Siadaj chlopie, nie masz zielonego pojecia. Jedynka" - wszystko z
          usmiechem na ustach.

          Rownie czeste powiedzenie Zochowskiej: "Wyciagnijcie wnioski." Ale jak pewnego
          razu na dzien wagarowicza na scianie obok gabinetu pojawil sie wierszyk na ten
          temat, przestala tak mowic. A szkoda...

          A kto pamieta slynne "Funkcja jest rosnaca w kazdym z przedziaLOW" z silnym
          akcentem na ostatnia sylabe?

          "No dobrze, kto nie odrobil zadanka domowego, raczka do gory?"

          "A teraz zadanko z kruczkiem. Szukam ochotnikow..."

          "Ja pracowalam caly rok, a wy...? Nie bedzie zadnych dogrywek." I tak zawsze
          byly, bo ta kobieta miala golebie serce.

          "Marta, powiedz mi, co wedlug ciebie znaczy "glupia liczba"" - to bylo tylko
          raz, dziewczynie wyszla w zadaniu glupia liczba i dotarlo to do Zochowskiej.

          "A co by bylo, gdybym ja tak pisala na tablicy?" - do osob nie zachowujacych
          wymaganej starannosci oraz kolejnosci zapelniania miejsca na tablicy (zawsze od
          gory z lewej strony).

          "Oo, a coz to za arcydzielo?" - to o dziwnie wygladajacych zadaniach lub
          figurach geometrycznych.

          Do ucznia, ktory powiedzial cala definicje/twierdzenie, ktore to Zochowska
          wysluchala w calosci lekko sie przy tym usmiechajac, kiedy uczen skonczyl juz
          mowic: "Co nie jest prawda." Ostatni wyraz ma byc w narzedniku (tzn. [om] na
          koncu, ale nie mam polskich czcionek)

          Najlepsza nauczycielka jaka w zyciu spotkalem. Serio. Tyle serca wkladala
          zawsze w tlumaczenie nowego zagadnienia, ta gestykulacja, sinus przesuwamy
          o "pi drugich" w kierunku okna, itd. A ile ja sie nasmialem na matmie z powodu
          tych tekstow... Chcialbym jeszcze kiedys znalezc sie na matmie prowadzonej
          przez Zochowska, moze powinni zorganizowac jakies lekcje dla absolwentow..?

          Jesli ktos jeszcze pamieta jakies teksty Zochowskiej, niech je czym predzej TU
          opisze. Na razie!
          • Gość: bury Re: Zochowska IP: 216.104.228.* 23.08.01, 09:46
            Wojtku - zapomniałeś chyba o najbardziej charakterystycznym powiedzonku p.
            Żochowskiej: "... zawsze na korzyść ucznia ...".
            Cóż moje zdanie jest takie - to był w moich czasach najelpszy nauczyciel w VLO.
            O ile mi zresztą wiadomo, ma ona za sobą karierę naukową na uczelni - co wiele
            wyjasnia.
            Rzecz którą nie mozna jej zarzucić, to chorobliwe wręcz dążenie do obiektywnego
            oceniania. Taka histiryjka która dobrze to oddaje:
            w moich czasch skala ocen wahała się w przedziale zamknetym od 2 do 5.
            Matematyk ze mnie był nie najgorszy ale ... niechlujny - tu zgubiłem plus a tam
            znowu minus. W sumie przez 3 lata moje oceny na klasówkach to 2 lub 3 lub 3+.
            Przyzwyczaiłem się i nie mam bynajmniej o to pretensji. Ale pewnego razu
            zrobiłem wszystko, a wyniki poszczególnych zadań się zgadzały. Przyznaję 1 z
            pieciu zadań - a własciwie rozwiązanie przewaliłem żywcem z książki na ściągę
            a z tej pomocy naukowej na klasówce. Z niecierpliwoscią oczekiwałem na wyniki -
            tj 2 lub 3. I co dostałem??? - nigdy nie zgadniecie: dostałem bowiem "cztery
            plus z ... plusem". Wszystko było dobrze ale jedno z zadcań byoł tak samo jak w
            książce. Żochowska spytała mnie tylko czyściągałem z książki a ja zgodnie z
            prawdą mogłem odpowiedzieć że z KSIĄŻKI nie ściągałem... To przecież akurat
            była prawda. Ale takiej oceny nie dostałem już nigdy później. Choć wklasie
            maturalnej zdarzyła mi się nawet "5" z klasówki co prawie skłoniło Żochowską do
            odpytywania mnie na lepszą ocenę na koniec roku. Wtedy jednak się z tego
            wykręciłęm bo moje drogi z matemetyką na zawsze się rozchodziły.
            Mogę tylko powiedzieć na jej temet jedno: świetny nauczyciel i fachowiec a przy
            tym uczciwy cżłowiek.
            p. Żochowska to chluba VLO... O ile Kazia jest spektakularnym obiektem
            rozwarzań - to jednak prawdziwe oblicze naszej szkoły tworzyły takie osoby jak
            p. Żochowska. W tym przypadku bez zarzenowania stawiam to "p." przed nazwiskiem
            • Gość: Wojciech Re: Zochowska IP: *.kvarner.net 23.08.01, 10:05
              Fakt, przypomnialem sobie. Jak przychodzil dzin rozdania klasowek, Zochowska
              przychodzila, siadala, itp. formalnosci z poczatku lekcji, po czym
              obwieszczala: "Sluchajcie druga de, praca klasowa wypadla BEZNADZIEJNIE". Po
              czym przystepowala do szczegolowego prezentowania punktacji na tablicy, przy
              kazdej ocenie demonstrujac, ze tu granica powinna byc taka (wiadomo, procenty),
              ale ona naciagnela, i wystarczy miec tyle a tyle punktow "z plusem" zeby dostac
              ta ocene. "Na korzysc ucznia". Swiete slowa.

              Smiac mi sie chcialo, jak na maturze kolega rabnal sie w sumie katow w
              trojkacie i napisal 360 zamiast 180. Nie uzywal tego nigdzie dalej w zadaniu,
              ale blad byl blad, mogl spowodowac obnizenie oceny za zadanie. Przy wrednej
              nauczycielce. A co zrobila Zochowska? Napisala komentarz: "Uczen musial sie
              pomylic, bo nie wierze, zeby nie wiedzial." I nie obnizyla. Cala Zochowska...

              P.s.: A musicie wiedziec, ze za moich czasow nauczyciele mieli scisle wytyczne
              z kuratorium jak oceniac zadania na maturze. Nie bylo wiec to takie proste...
              • Gość: bury Re: Zochowska IP: 64.124.150.* 23.08.01, 13:04
                Było tak jak piszesz...
                Stare dobre czasy. Im dalej - tym więcej żywię dla tej kobiety szacunku. Tak na
                marginesie - w moim roczniku wszyscy zdali maturę pisemną poza jednym
                człowiekiem który widząc pytania z matematyki po prostu wstał i uciekł w
                popłochu - dystansując w sprincie pilnujacych wejścia rodziców którzy starali
                się powstrzymać desperata. Ale to nie zmienia faktu, iż taki wynik jak
                najlepiej świadczy o naszych nauczycielach.

                P.s. Długo się zastanawiałem nad jakąś zabawną historią u p. Żochowskiej na
                lekcji i przypomniałem sobie. Pewnego razu siedziałem i z utęsknieniem czekałem
                na dzwonek. Z tego też powodu zerknąłem na zegarek mojej koleznaki z ławki. Po
                pierwszym jednak spojrzeniu musiałem powtórzyć to kilkukrotnie. Zegarek a
                właściwie wskazówka sekundnika poruszała się bowiem w prawo (= do tyłu!!!)
                Widząc to wybuchłem śmiechem.
                "Co się tak śmiejesz ???"
                "Bo Koleżance idzie zegarek do tyłu !!!" Oczekiwałem uśmiechu z jej strony.
                "no ico z tego - nie ma w tym nic śmiesznego, skup się lepiej na zadaniu ..."
                TAK TO BYŁA KOBIETA. Do dzisiaj nie wiem czy śmiała się ale tylko w duchu - czy
                też naprawdę sytuacja nie była dla niej zabawna.
                • Gość: Wojciech Re: Zochowska IP: *.kvarner.net 23.08.01, 15:38
                  Jeszcze jedna historyjka z matury.

                  Bylismy profilem matematycznym, ale zadania na maturze mielismy takie same jak
                  ogolny, tylko inna punktacje. Bylo zadanie z przebiegiem zmiennosci funkcji,
                  proste, ale przy liczeniu drugiej pochodnej zaczynaly wychodzic niezle jaja, bo
                  wielomian nie mial calkowitych pierwiastkow, tylko jakies niewymierne. Zadanie
                  nie bylo przeznaczone do liczenia ta metoda, nalezalo poprzestac na pierwszej
                  pochodnej, bo profil ogolny tylko tyle umial, a madrzy panowie z kuratorium nie
                  uprzedzili nas o tym. Poszla wiec po sali ploty, ze drugirj pochodnej nie
                  trzeba liczyc. Postanowilem sie upewnic i poszedlem zapytac sie Zochowskiej,
                  nipy przy okazji brania kartki (nie byla mi wcale potrzebna).
                  - Pani profesor, czy w pierwszym zadaniu trzeba liczyc druga pochodna? Bo nie
                  wychodzi.
                  Na to Zochowska, lekko sie usmiechajac:
                  - Wojtek, ja nie moge ci powiedziec, co trzeba liczyc, a co nie trzeba, bo
                  potem zrobisz cos zle i powiesz "Zochowska mi tak powiedziala".
                  Kiedy juz nieco zrezygnowany z powodu niezbyt wyczerpujacej odpowiedzi
                  zbieralem sie do odejscia, dodala po chwili:
                  - Ale moge ci powiedziec, ze gdybym ja liczyla to zadanie, to drugiej pochodnej
                  bym nie liczyla...

                  Cala Zochowska!

                  A ha, przypomnialo mi sie jeszcze jedno powiedzonko. Zawsze przed podyktowaniem
                  zadan na sprawdzianie, podlamana naszymi wczesniejszymi wynikami,
                  oswiadczala: "Zadania sa elementarne". Po czym prezentowala jakas zapisana
                  kartke mowiac przy tym: "Rozwiazanie wszystkich zadan zajelo mi TYLE". A mi i
                  tak zawsze bylo za malo czasu...
              • Gość: Rafał Re: Zochowska IP: 217.153.6.* 30.08.01, 10:56
                Gratuluję kolejnej świetnej nauczycielki matematyki! Rozumiem, że o trąkącie na
                maturze opowiada legenda...
                A swoją drogą musimy uważać, żeby z tymi wspomnieniami się nie zagalopować.
                Będą je czytać nie tylko absolwenci.
          • Gość: Much Re: Zochowska IP: *.dsconsulting.com.pl / *.gazeta.pl 09.12.02, 08:21
            Gość portalu: Wojciech napisał(a):

            > Rownie czeste powiedzenie Zochowskiej: "Wyciagnijcie
            wnioski." Ale jak pewnego
            > razu na dzien wagarowicza na scianie obok gabinetu
            pojawil sie wierszyk na ten
            > temat, przestala tak mowic. A szkoda...

            Za moich czasów (matura 1997 tak mówiła) :-)

            Moja wychowawczyni.
            1000% sentymentu. dzięki Niej przez prawie całą atmę na
            studiach wszystkow iedziałem :-)

            > A kto pamieta slynne "Funkcja jest rosnaca w kazdym z
            przedziaLOW" z silnym
            > akcentem na ostatnia sylabe?

            I jeszcze kombinatorkę :-) bez "y" w ostatniej sylabie.
            >

            >
            > Najlepsza nauczycielka jaka w zyciu spotkalem. Serio.
            Tyle serca wkladala
            > zawsze w tlumaczenie nowego zagadnienia, ta
            gestykulacja, sinus przesuwamy
            > o "pi drugich" w kierunku okna, itd. A ile ja sie
            nasmialem na matmie z powodu
            > tych tekstow... Chcialbym jeszcze kiedys znalezc sie na
            matmie prowadzonej
            > przez Zochowska, moze powinni zorganizowac jakies
            lekcje dla absolwentow..?

            Koniecznie :-)
            Dla mnie ideał nauczyciela.

            Pawel
        • Gość: mada Re: inni bohaterowie tej samej bajki IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 22.08.01, 19:04
          Dorzucam garsc wspomnien- tez sie zawsze zastanawialismy czy nie zakosic
          Goslawskiej zeszytu, ale bardzo go pilnowala. Z Domanska (super kobieta)
          ogladalysmy na PO Niewolnice Izaure- powtarzali to rano. Morence odtwarzalismy
          dzwiek dzwonka nagrany na tasmie magnetofonowej- nie orientowal sie w porach
          dzwonienia (albo nie chcial), raz tez odglos spuszczanej wody w WC. Filipek
          rzeczywiscie sie czerwienil, szczegolnie gdy puscilismy po klasie kartke z
          tekstem: kto kochal sie dzis w nocy niech sie usmiechnie (oczywiscie mial ten
          liscik zabrac i przeczytac, mozna bylo na niego liczyc) -gosc bardzo w porzadku.
          Dziki Ryj mial tez ksywe Kozakiewicz, pamietacie? A Krolowa na biologii mowila,
          ze gesie to dobre latawce.
          Ludzie, gdzie te czasy?

          • Gość: jawal Re: inni bohaterowie tej samej bajki IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 23.08.01, 00:26
            Gość portalu: mada napisał(a):

            > Dorzucam garsc wspomnien- tez sie zawsze zastanawialismy czy nie zakosic
            > Goslawskiej zeszytu, ale bardzo go pilnowala. Z Domanska (super kobieta)
            > ogladalysmy na PO Niewolnice Izaure- powtarzali to rano. Morence odtwarzalismy
            >
            > dzwiek dzwonka nagrany na tasmie magnetofonowej- nie orientowal sie w porach
            > dzwonienia (albo nie chcial), raz tez odglos spuszczanej wody w WC. Filipek
            > rzeczywiscie sie czerwienil, szczegolnie gdy puscilismy po klasie kartke z
            > tekstem: kto kochal sie dzis w nocy niech sie usmiechnie (oczywiscie mial ten
            > liscik zabrac i przeczytac, mozna bylo na niego liczyc) -gosc bardzo w porzadku
            > .
            > Dziki Ryj mial tez ksywe Kozakiewicz, pamietacie? A Krolowa na biologii mowila,
            >
            > ze gesie to dobre latawce.
            > Ludzie, gdzie te czasy?
            >
            Dźwięk spuszczanej wody w kiblu (ponoć z lewej toalety na piętrze - jak zaklinał
            się autor nagrania) został wyemitowany już w 1980 roku na studniówce w skeczu
            pt. "Jak spędzać przerwy w V LO", (moze był inny, ale i tak już nikt z naszego
            rocznika nie ma takiej pamięci :)))))
            Strasznie sie wtedy spienił Król (nasz dyro), który miał w zwyczaju robić naloty
            w kibelkach i łapać palaczy.
            Do legendy przeszła słynna odzywka kolesia zajętego paleniem i klepniętego w
            plecy przez Króla:
            -"Masz pojarać, tylko nie przeciągnij"

            pozdr

    • Gość: bury Re: V LO - piszcie!!! IP: 64.124.150.* 24.08.01, 14:36
      Sprawdziłem : dawna siedziba VLO była przy ul. Małopolskiej 22 = czerwony
      budynek obok Domu Rybaka, niedaleko Wałów Chrobrego. podobno pod koniec lat 80-
      tych V miła wrócić na star miejsce ale się nie udało. Trochę szkoda, ale z
      drugiej strony miałbym dalej...
      • Gość: suchy2 Re: V LO - piszcie!!! IP: 195.205.77.* 24.08.01, 17:38
        Jak to było...................
        Lekcja PO , Dziadek z pożółknietymi zębaaami demonstruje nam udzielanie
        pierwszej pomocy w nagłych wypadkach , najsampierw metoda ust-usta i już
        wszyscy spierdolili a ci zostali zdrowi są do tej pory. Andy potwierdź. nie?
    • Gość: Andy Re: V LO - piszcie!!! IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 24.08.01, 23:28
      A propos sporów pomiędzy Kazią i Galusem.

      Chodziłem do jednej klasy z gościem, który był wielką nadzieją Henia na
      zwyciestwo w olimpiadzie fizycznej (wygrał takową w szkole podstawowej i
      zanosiło się od pierwszej klasy, że powtórzy ten sukces w szkole średniej).
      Pech w tym, że kółko fizyczne dla klas pierwszych i drugich prowadziła Kazia,
      zaś Heniu dopiero zaczynał pracę w V LO (przeniósł się z IV LO). Po paru
      tygodniach niepewności i stresu o ulubionego ucznia Heniu nie zdzierżył i
      zagadnął "Po co ty Marcin do tej Kazi na kółko chodzisz? Jeszcze się od niej
      nieuctwem zarazisz".

      Zdajecie sobie sprawę z tego, że nic tak nie cieszyło naszych uszu jak
      odpowiedzi Henia na często zadawane pytanie: "Panie psorze! A kto się zna
      lepiej na fizyce - pan psor, czy Kazia?".

      Pozdro i dzięki za uruchomienie tego wątku.