Dodaj do ulubionych

Doswiadczylem galopu na wielkopolanie............!

IP: 217.153.6.* 18.07.05, 00:14
Kochani jakie nieprawdopodobnie piekne uczucie przejsc ze stepa w klus a
pozniej w galop.Moj kon a wlasciwie klacz siedemnastoletnia (to dla tego ze
mialem dluga przerwe) bardzo inteligentna i malo zwracajaca uwage na jezdzca
aczkolwiek bardzo posluszna powiozla mnie na swoim grzbiecie w plener lesno
lakowy.Oprocz wsponianego galopu (a moze nawet cwalu - kto to wie?)
przepieknym uczuciem byly wszelkiego rodzaju podjazdy na wzniesienia to
zespolenie konia i czlowieka jest trudne do opisania slowami - kto przezyl
cos takiego to wie jakie to piekne.
Czy na forum sa milosnicy hippiki? Piszcie o swoich rajdach, koniach, o ich
(koni) inteligencji itd itp tematach.





Prawda,dla czlowieka jest tym,co czyni z niego czlowieka.
Obserwuj wątek
    • wizytka1 Re: Doswiadczylem galopu na wielkopolanie........ 18.07.05, 08:11
      Koń jaki jest - każdy widzi.
      Gryfciu, a gdzie Ty słonko kiedyś jeździłeś ? Bo jeżeli było to daaawno temu to
      może my razem ? Czy mówią Ci coś nazwiska braci Rozczynialskich, Zalewski,
      Mioduszewski ... ?
      Jeździłam konno przez wiele lat i stajnia jest miejscem, w ktorym nadal czuję
      się najlepiej.Dawno nie siedzialam w siodle :(
      A wiesz, że miałam konia, który wypijał piwo z butelki i uwielbiał jak sie go
      czyściło odkurzaczem ? Serio .
      • kurde.felek Re: Doswiadczylem galopu na wielkopolanie........ 18.07.05, 08:37
        Piękny wątek...
        Moja rodzina po stronie mamy, to klasyczne polskie ziemiaństwo, a więc i
        miłość do koni. Mama w płockim gimnazjum miała lekcje hippiki a ja w domu w
        efekcie - stare przedwojenne zdjecia uroczej panny Jadzi na koniu z laurami
        zwycięźczyni.
        Moją pierwszą zabawką jaką pamiętam był ...koń na biegunach z najprawdziwszym
        siodłem, któr tata przywiózł mi z jakiegoś zakątka świata. W czasie nauki
        polskiego, każde dyktando musiało się zaczynać od zdania "koń stoi koło kuźni".
        Potem, w ocalałym po wojnie majątku dziadków (prosperuje obecnie w rękach
        rodziny jako ośrodek pałacowo-wypoczynkowy z kołem jeździeckim) i pobliskim
        Łącku uczyłem się jeżdzić konno. Mój "pierwszy" koń to przepiękny ...arden,
        Tommy.
        Dzisiaj na stare lata raczej nie dosiadam konia (dyskopatia), ale nieźle
        powożę i jak tylko mam okazję a jest jakaś stajnia w okolicy - na pewno mnie
        tam będzie predziej czy później odnaleźć.
        Z miłości do koni ...pozostały mi jeszcze rysunki i szkice, bo oprócz
        tego "konia koło kuźni" w dykatndach, drugim warunkiem sine qua non mojej
        szkolnej edukacji było rysowanie konia przy każdym temacie. W zachowanych
        zeszytach - takich szkiców i rysunków jest mnóstwo, nawet w starej książce z
        lat dzieciństwa - "Dziadek do orzechów" z rysunkami Szancera ...na wolnych
        przestrzniach galopują moje rumaki.
        Gdzieś ten koń polski i jego tradycje, wyssany z mlekiem matki tkwi mi w
        genach.
        • wizytka1 Re: Doswiadczylem galopu na wielkopolanie........ 18.07.05, 08:49
          Kurde na ardenie ?! Toż to kanapa dla całej rodziny, a siła taka, że tylko się
          bać. Ale dziadkowie musieli mieć widocznie wielkie zaufanie do Tommiego :)
          Powoziłam w życiu tylko kilka razy, czego teraz bardzo żałuję. Muszę się
          przyznać, że powód był tylko jeden - strach. Nie należałam i nie należę do
          strachliwych bladolicych, uprawiałam w końcu jeździectwo i najlepiej czułam sie
          na crosie, ale przyznam Ci się szczerze, że powożenia zawsze sie bałam. Siedząc
          na koniu byłam w stanie (swego czasu oczywiście) wyczuć każdy jego zamiar,
          czułam całym ciałem każde jego drgnienie, każdy najmniejszy mięsień,
          stanowiliśmy jedność ciała i umysłu. Natomiast z lejcami w ręku czułam sie
          okaleczona i bezbronna i tak naprawdę dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z siły
          konia.
          • kurde.felek Re: Doswiadczylem galopu na wielkopolanie........ 18.07.05, 09:37
            Fakt, Tommy był jak kanapa i piekielnie łagodny. Miał pęciny z "grzywką" w
            loczki, krótko strzyżoną grzywę i przcięty ogon (też falujący) a maści był
            płowej. Przepiękny koń, służył z reguły do prac leśnych, ale był też ułożony
            pod siodło. Co ciekawsze zawsze jeździły na nim wyrostki rodzinne i kobiety.
            Były też tzw. "cuganty", dwa kare konie (rasy nie pamiętam), które zaprzęgało
            się do bryczki jak rodzina udawała się do kościoła albo do sąsiednich majątków
            na podwieczorki(było coś takiego!).
            W czasie największego komunizmu w Polsce, można było mieć gospodarstwa do 50
            ha. Wuj wykładał nadto na jakiś uczelniach rolniczych, prowadził jakieś
            szkółki itp.
            Zady koni z tej okazji szczotkowało się w ...szachownice, kopyta nacierało
            naftą by błyszczały, grzywy miały plecione w ...warkoczyki a przy uprzęży
            czerwone "chwościki" czy "kutaski" , bat też był z takimn "chwościkiem".
            Jak chciałem powozić, to nie wolno było mi bić batem koni ale umieć strzelać z
            bata!
            Cała uprzęź czarna jak smoła, skórzana, czyszczona do połysku, jak te konie
            zresztą a okucia w srebrzystym odcieniu. Bryka też musiała być odczyszczona na
            glanc. Dziadek nie żył, ale wuj był pod tym względem pedant jakich mało. Więc
            frajda powożenia była zawsze odkupiona swoistą harówką!
            Do moich wyczynów mogę zaliczyć pewne żniwa, gdy z furą snopków wjeżdżałem
            wozem do stodoły. Miałem wtedy 18 lat. Wuj uznał, że już umiem powozić i
            pozwolił mi popracować przy żniwach na poważnie. Do tego czasu jeżdziłem w
            czasie wakacji na wsi na grabiarce (konnej) przy pokosach łąk lub na
            ścierniskach. Lub robiłem za konnego gońca dla wuja.
            To i tak było duże wyróżnienia dla mieszczucha takiego jak ja!
        • Gość: Lisica Łąck i Łobez IP: *.idea.pl 18.07.05, 17:11
          Wizytko, kurde.felku! Jednak brać koniarska nie wymarła! Nawet nie wiecie jak
          cieszy! Choć nie ukrywam, że tą radość mąci stan dzisiejszy mojego ukochanego
          PSO Łobez. Tak, Mioduszewski, Zalewski to czasy świetności Stada i Zakładu
          Treningowego. Co bowiem nie mówić o Marku, to za jego czasów stado kwitło, a i
          do Bonina trafiały świetne konie. A poza tym te nasze obozy jeździeckie, ci
          ludzie, którzy przyjeżdżali na próby dzielnośći... STADA W ŁOBZIE BALAZSOWI NIE
          ODDAMY!!!!. A tobie kurde.felku w drodze do rodzimego gniazda polecam zajechać
          do Stada Ogierów w Łącku. Byłam tam kilka dni temu po długiej (8 letniej)
          przerwie i nie poznałam. Ile tam zmian i to co ciekawe na lepsze! Pewnie to
          zasługa Michała Wojnarowskiego, który broni majątku przed prywatyzacją. Tylko
          jak długo jeszcze wytrwa? Szkoda, że Łobez nie miał tyle szczęścia. Mam jednak
          nadzieję, że w Zachodniopomorskim znajdzie się prawdziwy koniarz z wpływami,
          który przywróci naszemu Stadu świetność. Pozdrawiam wszystkich koniarzy.
          • kurde.felek Re: Łąck i Łobez 18.07.05, 17:21
            Arden, Tommy, o którym pisałem wyżej był właśnie z Łącka, bywałem tam mnóstwo
            lat temu, jeżdziłem, i na pewno wstąpię. Tam zresztą po raz pierwszy zobaczyłem
            ardeny... pod siodłem.
            Bywałem na obozach studenckich w Zdworzu koło Łącka i też wpadałem "na koniki".
            Być może konie, które są w Cierszewie mają też łącki rodowód, kto wie?....
            ***
            Poza Łobzem mamy przeceż na naszych terenach i Bielin (jeżdziłem tam
            na ...porysować konie, zwłaszcza klacze ze źrebiętami)) i w Nowielicach.
            Dawno nie widziałem tych stadnin i stad.
            • Gość: Lisica Re: Łąck i Łobez IP: *.idea.pl 18.07.05, 17:57
              A widziałeś kiedyś kilka(naście) Ardenów w galopie. Będąc w Łobzie musieliśmy
              je jeżdzić, bo masztalerze szli do żniw. Dwa,trzy szlachetne, po jednym ślązaku
              i po dwa Ardeny. Żeby było weselej wymyśliliśmy Wielką Łobezką czyli wyścigi
              Ardenów po kole. Najszybsze były dwa Granat (ale ponosił) i Kajak. O nie
              walczyliśmy. Wyścig wyglądał następująco Koło stępa(na odkrytej dużej
              ujeżdżalni), koło kłusa, a potem komenta Koniuszego Mazura skróconym galopem...
              Nie muszę chyba dodawać jak ten"skrócony"wyglądał ;)))Dość powiedzieć, że
              kiedyś kolega nie wyrobił zakrętu na Ursusie , pojechał prosto do strumioenia,
              po drodze kosząc cztery żerdzie. Ech....cudne czasy! Jak Szwedzi Zaleskiego nas
              podejrzeli to też chcieli. Ale tylko prosta z hamowaniem na żywopłocie ;))) A
              dalej... Bielin znam go jeszcze z czasów ChersoniaXX i Klanu Kalkowskich. Z
              tego co słyszałam już "sprywatyzowany". Co do Nowielic nie mam wiadomości, ale
              nastawiam się na najgorsze:(((
            • Gość: wizytka toczek w szafie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.05, 18:07
              Palcat w butach (za małych juz niestety) i nie popuszczę jak widzę sklep ze
              sprzętem jeżdzieckim. Boże ! Cóz oni teraz za wybór wspaniały mają, te
              wodze,derki wyszywane ... I pomysleć, że moje pierwsze buty do jazdy to były
              stare kozaczki, a potem dumna byłam z butów kupionych od ruskich sałdatów, co
              prawda bez sztywnika, ale zawsze mocne i niezawodne.Za pierwsze oficerki
              zapłaciłam cała swoją wypłatę i były szyte właśnie w Łobzie.Marek był przez
              wiele lat moim trenerem i jego powiedzenie - warcaby to też sport ! do teraz
              przetrwało wśród nas i przydaje się w wielu innych sytuacjach życiowych. Na
              końcu wylądował z żoną w Zbrosławicach.
              Na próby dzielności oczywiście jeździłam, a Bonin pokochałam najprawdziwszą
              miłością. Nie wspomnę już o pogoniach za lisem i p.Kruku. Nowielice i owszem
              parę razy. Zawsze wracając z nad morza wstępuję. Obecne konie to wnuki tych,
              które ja pamiętam i na których miałam czasami niewątpliwy zaszczyt jeździć.Poza
              tym wszystkie miejsca w okolicy, gdzie tylko stajnie były - Dobra, Bielin,
              Kołbacz ... Ale najbliższy memu sercu jest Łobez.Lisiczka, spałaś pod trybunką ?
              Słuchajcie kochani, to my może i razem onegdaj galopowaliśmy przez lasy ?
              • Gość: Lisica Ano AKJ ! IP: *.idea.pl 18.07.05, 20:13
                Zgadłaś Wizytko. Stary dobry AKJ, Sny na metalowych pryczach pod trybuną i w
                starej stajni klaczy. Hubertów nie jeździłam z Krukiem, tylko już z Markiem
                Zaleskim.I pamiętam ruskie oficerki i te eleganckie nadzwyczaj bryczesy
                kupowane za flaszkę albo piwo od masztalerzy. I rozklekotane siodła i łaźnię
                ogólną dwa razy w tygodniu i tą ATMOSFERĘ bezinteresowności, szczerości
                koleżeństwa. I przede wszystkim tego, że najważniejszy był koń. A jak zaczęły
                się pieniądze i komercja to skończyła się ta atmosfera, którą tak kochałam.
                Przestałam się bawić w AKJ,choć ze znajomymi jeszcze się spotykam. A w łobzie
                za moich czasów z bardziej znanych koni wymienię Tangera i Alwara, które
                chodziły pod siodłem, a później poszły do zaprzęgu Brzoskowskiego i zdobyły
                złoty medal, Nikifona, Brata,Lida. W Łącku moimi uubionymi do jazdy był Genius
                i Wellington.Oba hanovery.
                • Gość: wizytka Re: Ano AKJ ! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.05, 20:49
                  To my prawie te same czasy jesteśmy, choć ja najwyraźniej nieco :) starsza.A w
                  Łącku nie byłam, nic straconego, zawsze jeszcze jest nadzieja. Ale za
                  to "parówki" na ardenach i ślązakach i owszem i rodzina Mazurów takoż.Marek
                  Markiewicz, Remek Wierzbowski, a i masztalerz był jeden taki z dzikim
                  spojrzeniem :)No tak ...
                  A teraz cholibka czasu mało i tyłek duży i mięśnie nie te, ale dusza nadal ta
                  sama (!). Pamiętasz co w Boninie było napisane nad wjazdem - "kto nie tarzał
                  się w piachu ..." ? Nas nikt o pieniądze nie pytał, wyczyściłaś pare koni,
                  posprzątałaś, jak trzeba było to i do zniw poszłam, ale najbardziej lubiłam
                  sianokosy i wieczorne ogniska, i spanie w stajni. Słyszałam wtedy stukot ich
                  kopyt, pomruki,chleptanie wody,równe oddechy i myszy rajcujące w sianie ...
                  • Gość: Lisica Re: Ano AKJ ! IP: *.idea.pl 19.07.05, 10:05
                    Ciut, ciut młodszy, choć na pewno nie za bardzo! O ludziach, koniach i czasach
                    mówimy bardzo bliskich. Na pewno się spotkałyśmy, bo I Marek Markiewicz i Remek
                    Wierzbowski. A Mioduszewski pierwszy rok prowadził próbę dzielności w Stadzie,
                    bo dopiero następne były w Boninie. I wtedy był mój pierwszy obóz w Łobzie.
                    Pamiętam, że Mioduszewski gonił wszystkie baby ze stajni, bo "młode ogiery" są
                    niebezpieczne. Poić mogli tylko chłopacy. To mu zresztą zostało do końca. Moim
                    pierwszym i ukochanym ogierem w Łobzie był kary innochodziec ZUCH. On nauczył
                    mnie skakać. Od początku kochałam kare konie. Pamiętasz Czarnego piotrka z AKJ?
                    A Drakona, Idena, GraFinę? Zrobiło mi się dziwnie, być może dlatego, że tylko
                    Piotrkowi się udało! Do dziś boli!
                    Kurde.felku. Zapomniałam Ci napisać, że Maja Wojnarowska organizowała kiedyś
                    plenery malarskie w Łącku, bo sama pięknie maluje. Jej końmi ozdobione są
                    stajnie i biuro, a u Michała wisi portret Dakoty jej pędzla. Polecam
                    obejrzenie, a jako koniarze-malarze na pewno znajdziecie wspólny język. Mam
                    kilka jej koni- o cudownych oczach. Pozdrawiam
    • Gość: vicek Re: Doswiadczylem galopu na wielkopolanie........ IP: *.16. / *.system.szczecin.pl 18.07.05, 22:45
      ..nic ująć nic dodadć..
      - pogadajcie Państwo sobie jeszcze trochę; wizytka do kurde.felka, kurde.felek
      do lisicy lisica do wizytki i jeszcze raz w kółko. Marzyć można za minionym
      czasem.
      Gryf to wie; kobieta i koń to jest relacja!!
      Bo my bąki to tylko ujeżdżać, dociskać, zniewalać pokazywać swoją wyższość.
      .. koń tak górą w rywalizacji o płeć piękną!!!
      • Gość: Gryf Re: Doswiadczylem galopu na wielkopolanie........ IP: 217.153.6.* 18.07.05, 23:54
        Co jeszcze dodac po waszych pieknych wpisac? Dodalbym jeszcze i to ze nawet po
        krotkim anglezowaniu na podoku i tym euforystycznym stanie podniecenia ba nawet
        szescia kontakt z koniem nie urywa sie,tak jak to sie dzieje np po wyjsciu z
        samochodu czy zejsciu z motocykla.Kon po wprowadzeniu do stajni (w nagrode?)
        zostaje wyszczotkowany,kopystka usuwamy wszelkie zanieczyszczenia ze spodniej
        wrstwy kopyt, sypiemy owies lub podajemy sianko poimy a przede wszystkim
        poklepujemy z miloscia do woli po szyji (to najczesciej) ocieramy sie swoimi
        policzkami o delikatne jak dziewczece uda konskie chrapy.To jest ta poezja ten
        raj obcowania z tymi kochanymi zwierzetami.





        Prawda,dla czlowieka jest tym,co czyni z niego czlowieka.
      • kurde.felek Re: Doswiadczylem galopu na wielkopolanie........ 19.07.05, 09:20
        Vicku i Gdryfie - miłość do koni nie kończy się z zejściem z konia, ani po
        latach nie zglądania do stajni.
        To zostaje na zawsze, tak samo jak żeglarstwo i miłość do morskiego żywiołu.
        Jest, tak sądzę, w nas zakotwiczony jakiś bakcyl, wewnętrzna kotwiczka, która
        raz na zawsze pozwolila nam, ludziom którzy ten bakcyl połnęli - wytworzyć w
        sobie nierozerwalną wieź z naturą, bo czymże jest ten galopujacy koń, czy
        morksie fale i wiatr, które korygują kurs jachtu?!....
        Jesteśmy członkami przyrody, jej ewidentnym elementem, z intuicją,
        irracjonalnym odbiorem Natury.
        Zarówno koń pod siodłem czy łódka na wodzie - nauczyly nas szacunku do
        zwierzęcia i żywiołu.Żaden prawdziwy koniarz nie skrzzywdzi żadnego zwierzaka,
        żaden prawdziwy zeglarz także, nie zlekceważy sił natury.
        Zarówno koń, jak i fala czy wiatr nauczyły nas pewnego rodzaju
        odpowiedzialności, a tego przecież nie gubi się z dnia na dzień.
        Drogi Vicku,
        bezmyślne narzucanie woli koniowi zawsze kończy się nie najlepiej. Natomiast w
        sytuacjach krytycznych, zawierzenie jego intuicji nie raz i nie dwa ratowało
        komuś życie.
        Nie tak dawno po latach wszedłem na jacht przyjaciół. Ręka sama spoczęła na
        rumplu i sam nie wiem kiedy wyprowadziłem bezbłędnie jakch z przstani na
        jezioro Dąbie. Każdy ruch, każdą czynność miałem głęboko zakodowaną, tak,że
        nieświadomie wiedziałem co mam robić. Sam byłem zdziwiony.
        W stajni jest tak samo. Po latach niebytności nie odczuwam żadnego leku przed
        zwierzakiem, dość szybko nawiązuję z nim osobisty kontakt i nie mam problemu by
        się z nim "dogadać".
        Im wcześniej w życiu, człowiek zaczyna obcować z końmi,plywać na jachtach - tym
        mocniej zakorzeniaja sie w nim pewne nawyki, odruchu i nastawienia. Potem to
        owocuje.
        Miłości do koni uczyła mnie matka, szacunku do żywiołu morskiego ojciec,
        żeglarstwem zaraził mnie mój młodszy brat, kiedy byliśmy jeszcze dzieciakami.
        Wszyscy już nie żyja - a jak wiele mi pozostawili!....
        • Gość: wizytka Re: Doswiadczyłam........ IP: *.teleton.pl 19.07.05, 09:59
          Felku dziękuję Ci pięknie za to co napisałeś wyżej.
          Teraz, po latach juz wiem, że wiele rzeczy w swoim zyciu robilam z przekory.
          Chciałam całemu światu udowodnić, że ja też mogę i potrafię, tym bardziej, że w
          domu nikogo to nie interesowało.Konno zaczęłam jeździć dzieki pewnemu
          chłopakowi ... on z tzw dobrej rodziny - tenis,wyjazdy zagraniczne,basen, konie
          a ja z biednej rodziny robotniczej, lata 70-te.On ma wszystko a przy tym piękne
          loczki i oczy jak węgle i uśmiech jak anioł wolności, a ja mam tylko
          kompleksy :)No i pojechałam na konie. Czasami było cięzko. Musiałam okłamywać
          mamę, ktora próbowała mi zakazywać tych "fanaberii", musiałam dojeżdżać dwoma
          lub trzema podmiejskimi autobusami, musiałam sama zapracować na opłaty i
          sprzęt. Czy uwierzysz, że moi rodzice nigdy, przez tyle lat mojego czynnego
          uprawiania jeździectwa nie widzieli mnie na koniu i nigdy nawet nie próowali
          tego zmienić ?
          Jak widzisz jeżdziectwu zawdzięczam nie tylko wielką nakę pokory i miłości, ale
          także poczucie własnej godności, wiary w siły, odpłacenia za determinację i
          upór ... Nikt, kto nie zmagał się z naturą i nie poczuł jej piekna i siły nie
          bedzie w stanie zrozumieć tego co napisalam.Nie ma drugiego takiego sportu,
          gdzie człowiek musi stanowic jedność ze zwierzęciem od niego większym i
          silniejszym, gdzie umysł i ciało spotykają się w tym jednym punkcie.
          Można mieć dyskopatię, chore nogi,zwiotczałe mięsnie ... ale ten punkt
          pozostaje niezmienny i zawsze możesz sie do niego odwołać.
            • Gość: Gryf Doswiadczylem galopu na wielkopolanie............! IP: 217.153.6.* 20.07.05, 21:01
              Jedna z legend rodzinnych ale ze strony zony jest opowiesc o "Siwuli" ktora to
              spiacego dziadka (nadmiar procentow) mojej zony ,do domu ze Szczecina do jednej
              z podszczecinskich miejscowosci szczesliwie dowiozla.Droga nie byla taka prosta
              jak w tym dowcipie; ...ze tylko w lewo i w prawo... a wiodla tez przez
              las.Konie slyna z fenomenalnej (oczywiscie jak na zwierzeyta) pamieci.





              Prawda,dla czlowieka jest tym,co czyni z niego czlowieka.
                      • Gość: wizytka Re: Pamiętam, kiedy dla wielu z AKJ stajnia była IP: *.teleton.pl 22.07.05, 08:08
                        No tak, jednak parę lat różnicy między nami jest. Ponieważ ja pamiętam Baśkę z
                        kilku zawodów. Może i była trochę nerwowa, ale czasami potrafiła zadziwić
                        swoimi możliwościami. Zresztą co tu Baśce się dziwić.Pomyślćie iluż ona
                        jeźdzców miała na sobie, a każdy inny, początkujący sportowiec z ambicjami :)
                        Nie wiem czy ktoś z Was pamięta konie ze stajni z Wołczkowa. Ten kto zaczynał
                        tam swoją naukę przeszedł najprawdziwszą szkołę obcowania z końmi narowistymi.
                        Do niektórych z nich było bardzo trudno wejść do boksu, waliły z zadu,
                        przyciskały do bandy, a przyciśniętego potrafiły dotkliwie ugryźć. Wyjście z
                        boksu także było wyczynem. Niektórzy salwowali się ucieczką po bandach i
                        żłobach. Pamiętam Ciernia, Nortona ... Nie ma się co im dziwić, tyle ludzi na
                        grzbiecie, prawie każdy nic nie umie, instruktorzy z łapanki, a Pan Paweł
                        sprawiał wrażenie, że nie ogarnia tego bałaganu. Pamiętam swoją pierwszą wizytę
                        w stajni sportowej. Wszyscu byli już na ujeżdżalni i trener kazal mi iśc do
                        stajni i osiodłać konia. Boże, ale miałam stracha ! Jak to? Mam sama tam iść i
                        wleźć do boksu ?! Wtedy byłam przekonana, że wszystkie konie zachowują się tak
                        jak te z Wołczkowa. Nie miałam pojęcia, że koń może zareagować już na moje
                        podejście do boksu i elegancko zrobić mi miejsce z lewej strony. Mój tak
                        zrobił, a ja dalej stałam i zastanawiałam się co on kombinuje :) Pamiętam
                        trenera jak wjechał do stajni i z wysokości konia patrzył się na mnie jak stoję
                        z tym siodłem i pyta - I co ? Szach mat, strach w dupie ? No i wlazłam,
                        osidłałam,pojechałam i był to dla mnie jeden z najpiękniejszych dni w moim
                        życiu. Usłyszałam od mistrza - Będą z ciebie ludzie, tylko się uśmiechaj
                        częściej ...
                    • Gość: Lisica Baśka nie była wredna, tylko Grafina i Cz.Piotrek IP: *.idea.pl 22.07.05, 11:35
                      Nie była wredna, tylko jak jeszcze stała w Wołczkowie to ją młodszy Jarecki
                      Skubał w zad. Sam mi się kiedyś do tego przyznał. Dlatego biła zadem. Wołczkowa
                      nie pamiętam niestety, ale Ty gościu :) dziwnie znajomo gadasz. Powiedz coś o
                      sobie bliższego. A czy któreś z Was pamięta na Osowie duet Grafina i Czarny
                      Piotrek? Grafcia stała po lewej, a Piotrek po prawej. Tylko w tym boksie można
                      było rozczyszczać konie stojąc pupą do wyjścia. Ci którzy chcieli to robić tak
                      jak się należy, zazwyczaj po pierwszym razie rezygnowali. A ślady zębów Grafi
                      albo Piotrka utrzymywały się co najmniej dwa tygodnie:)))
                      • Gość: :) Re: Baśka nie była wredna, tylko Grafina i Cz.Pio IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.07.05, 00:18
                        Żeby nie powiedzieć coś za bliskiego - Piotrek mial rozedmę płuc. Dobrze mu robił pobyt na Wolinie. Grafina miała problem ze ścięgnami...Lubiło sie Idena i Szafę...Nie lubiło Kretona ( o sobie mówię, a nie, że ogólnie..)
                        Kochało Dembca. Piotrusia uwielbiało i szanowało, bo on tak chciał ;)
                        Bliżej jeszcze moge powiedziec, ze jakbym była lisem, to też lisicą :)
                        • kay36 Re: symbol konia to wolność 24.07.05, 09:15
                          aby ją poczuć trzeba ją doświadczyć. Ale w naszym życiu tak nie ma, bo są
                          ograniczenia. Wolności, wiatr we włosach, ciepło ciała, koncentracja umysłu,
                          tylko można doświadczyć w galopie. I ta ufność partnera. A Wam co się kojarzy z
                          wolnością?
                          • kurde.felek Re: symbol konia to wolność 24.07.05, 13:12
                            Co mi się kojarzy z wolnością?
                            Żywioł natury - wiatr, sztorm, tornado, powódź, trzęsienie ziemi itp. Natury
                            nie bardzo da się okiełać. Jest wolna i niezależna, choć człowiek, najgorszy
                            jej wytwór, usiłuje ją sukcesywnie niszczyć.
                            Głos skowronka świtem, motyl na łące, majestat góry i ogrom oceanu. Choć i one
                            podlegaja prawom natury i poza te granice nie wykraczają.
                            Na pewno - niebo i bezkres Kosmosu. Nawet domowy kot.
                            Jeśli mam sprowadzić pojęcie wolności w kategoriach symbolu - to chyba wiatr,
                            ptaki oraz bezkres oceanów i Kosmosu. Bardziej dotykalnym - kot i niezależność
                            jego charakteru.
                            Natomiast to co uważam za wolności - to m.in. nienaruszlane prawo do wolności
                            myśli i wypowiedzi.
                            Wolności myśli nikt nie jest mi w stanie skrępować, choć próby ograniczania jej
                            form uzewnętrznionych i penetracji - są mi doskonale znane.
                            • Gość: wizytka Re: symbol konia to wolność IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.07.05, 15:15
                              Oderwałam sie na chwilę od gotowania obiadu ...
                              Wolność ... najmniej mam jej chyba teraz, masa obwiązków matki,żony. Myśli
                              zniewolone problemami dzieci,obawa o nich. Poszli, gdzie są,wrócili ? Mama
                              chora,lekarze, rozmowy, remont w domu, wiertarki,
                              farby,kleje,rury,dziury ...Jakoś ostatnio trudno jest skupić mi się na
                              chmurach,motylach,trudno wyjśc na spacer do lasu, wsiąść na rower i jechać
                              przed siebie. Ciągle ktoś na mnie czeka, mam coś do zrobienia, muszę z kimś
                              porozmawiać, wszystko to bardzo mnie ogranicza. Nawet jak nagle okazuje się, że
                              mam chwilę czasu to nie potrafię z tego korzystać, jestem wtedy mało
                              zorganizowana i zagubiona. Tak więc kochani dla mnie wolność to chyba niestety
                              tylko wspomnienia :) Wspomnienie galopu, spania na sianie,rozmów do bladego
                              świtu, braku troski o jutro, leżenia na łące i obserwowania chmur ...
                              A teraz :) ...teraz to juz chyba tylko z wolności pozostał mi seks ...
                        • Gość: Lisica Re: Baśka nie była wredna, tylko Grafina i Cz.Pio IP: *.idea.pl 24.07.05, 20:28
                          Toś Ty Młodsza gościu :) niż ja. Czasy Kretona i rozedmy Piotrka to już czasy
                          mojego pobytu w Łobzie, a może już Łącku. A a'propos Łącka. Byłam tam kilka dni
                          temu po ośmiu latach przerwy. Tyle tam się zmieniło na lepsze, ładniejsze.
                          Wdepnęłam też na kawę do dyrektora MW. I wiecie co, zatkało mnie, jak zapytał
                          czemu tak łatwo oddaliśmy Łobez. Odpowiedziałam, że jeszcze nie oddaliśmy. I co
                          Wy na to Koniarze? Chcecię się poddać, czy powalczymy? Pozdrawiam Was
                          wszystkich. Lisica
                          • kurde.felek Re: Baśka nie była wredna, tylko Grafina i Cz.Pio 24.07.05, 22:17
                            Po 1 sierpnia i ja zawitam do Łącka po drodze na urlop! Cieszę sie, że
                            istnieje, rozwija się, pięknieje. Ciekawe czy są tam jeszcze ardeny, które do
                            końca życia chyba będę kojarzył z Łąckiem...
                            Pierwszy koń, pierwsza jazda - mój pierwszy arden Tommy, jak pierwsza miłość -
                            pozostał na zawsze w sercu. I chociaż dosiadałem potem pięknych koni
                            szlachetnych ras, to ten potężny płowy arden, łagodny jak baranek zakorzenił mi
                            się w mózgu raz na zawsze.
                            Chyba skuszę się jednak i po latach znowu pójdę kłusem w las i pola....
                            Jak wrócę, opiszę, bo sam jestem szalenie ciekaw jak to spotkanie po latach z
                            siodłem wypadnie.
                          • Gość: wizytka Łobez IP: *.teleton.pl 25.07.05, 08:05
                            Jak Lisica wyobrażasz sobie walkę o Łobez ? Zapewne mogłabym o niego powalczyć
                            posiadając na koncie kilka mln zł. Mam zrobić "Rejtana" ? :)
                            Tam są moje wpomnienia, stukot kopyt,żniwa,ogniska,przyjaciele,zamglone poranki
                            i widok zagrabionych ścieżek wokół stajni,wiele końskich grzyw,oczu,noce
                            spędzone pod trybunką lub w stajni,poranne "parówki" z Mazurem, ciekawskie oczy
                            masztalerzy, ich dowcipy, stary Zalewski na ujeżdżalni ...
                            Nie wiem jak Ty, ale ja osobiście jestem bardzo zmęczona walką. Nie jest mi
                            obojętne co stanie się ze Stadem Ogierów, nigdy nie bedzie, ale jakoś czuję, że
                            akurat ta "walka" ... o cóż mamy walczyć ? Aby ktoś nie kupił, czy kupił inny,
                            a jak nie kupił - to co dalej ?
                            • Gość: Lisica Ja jednak powalczę !:))) IP: *.idea.pl 25.07.05, 18:51
                              Wiesz Wizytko, jak Cię czytam, to jakbym czytała o sobie. To zniechęcenie, brak
                              czasu i pięne wspomnienia :))). Ja dodatkowo, to kobieta po czterdziestce, z
                              niespełna rocznym dzieckiem ;))), bez pracy ( podziękowano mi w trakcie ciąży)
                              bez perspektyw (?!).Ale chce walczyć o Łobez. Pytasz jak...bez pieniędzy? Brała
                              mnie tępa wściekłość na to co się dzieje, ale Łobez i okradanie
                              najbiedniejszych w tym samotnych matek (kiedyś byłam w takiej sytuacji)przelało
                              czarę. Zapisałam się do jednej z partii. Prawdopodobnie uda mi się wystartowac
                              w wyborach :). Z takim zapleczem łatwiej będzie mi przekonać samorządowców by
                              JESZCZE RAZ WYSTĄPILI DO ANR w SZCZECINIE, O PRZEKAZANIE STADA GMINIE ŁOBEZ. A
                              TAKIE MOŻLIWOŚCI ISTNIEJĄ, tylko KTOŚ usilnie się stara by do tego nie
                              dopuścić. Ale mam nadzieję, że wraz z kolegami z partii, którym tez nie jest
                              obojetny los Stada uda nam się nie dopuścić do sprzedaży, a ponownie
                              reaktywowac PSO Łobez by tak samo jak nam służyło naszym dzieciom. Trochę
                              górnolotnie napisałam, ale tak naprawde myślę. A co do ś.p. Wacka Zaleskiego
                              też go pamiętam.Człowiek z wielką charyzmą i kultura. Pochwalił mnie kiedyś za
                              jazdę na Arlekinie. jaka byłam dumna... Szkoda, że Marek nie poszedł w jego
                              slady i zatracił sie w pogoni za gotówką. Ale cóż...nie do końca to jego wina.
                              A ty teraz wiesz gościu :) ile mam lat. Jeździłam w AKJ w latach 80-tych.
                              zaczęłam późno, bo wcześniej nie potrafiłam tego"załatwić". Ani moi rodzice.
                              Dopiero jak zdałam na studia :)))... Potem szkoła zycia w AKJ ( najpierw parę
                              ton siana i godzin pracy społecznej, potem 15 min. na koniu :))) ) A w wakacje
                              Łobez i dopiero tam jazda do bólu. Dosłownie...Pozdrawiam wszystkich Koniarzy.
                              Lisica
                              • Gość: wizytka Re: Ja jednak powalczę !:))) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.07.05, 19:36
                                To my jednak wiekowo mocno zbliżone a i dusze niepokorne :) Intencje naiwne
                                (?),klarowne i proste wiodą mnie przez już ładnych parę lat pracy społecznej na
                                rzecz dzieci.Stąd to moje zmęczenie walką.Ale kurna ja twarda baba jestem ! I
                                nie poddam sie bez walki...A jak czasami żal przychodzi i zmęczenie to mam
                                (dzieki Bogu?) do kogo sie przytulić i wyżalić. Cieszę się, naprawdę,że Ty tam
                                na tym przyczółku będziesz.Widzę, że charakterek u Ciebie silny jak na amazonkę
                                przystało - stara szkoła sie kłania. Pilnuj więc Łobza i niech moc będzie z
                                Tobą ! Będziesz miała tu w Szczecinie sporą grupkę kibiców.
                                Co do pracy ... ja ją straciłam po 20 latach i trzy lata nie mogłam wyjść z
                                osłupienia i niemocy.A potem posypały się oferty, że nawet wybierać
                                mogłam.Wybrałam i jest OK, czego i Tobie z całego serca życzę :)
                                Pisząc o Marku miałam na myśli Roszczynialskiego, to on był moim trenerem, moim
                                guru i autorytetem niepodważalnym.To powiedzenie o szachach to jego. Komputer
                                mam teraz przeniesiony na poddasze, siedzę między folią i cegłami i wiesz co
                                stoi obok biurka ? Oficerki, a w cholewach palcat.Ostatnio siedziałam na koniu
                                jakiś rok temu, ale sprzęt zawsze w pogotowiu. Buty za małe,ale wypastowane,
                                toczek wyczyszczony :)Kolanami mocno i pięta w dół Lisiczka !
                                • Gość: Lisica Re: Ja jednak powalczę !:))) IP: *.idea.pl 25.07.05, 22:56
                                  Ty dobrze wiesz Wizytko, że tylko twarde kobitki miały szansę wśród tym męskich
                                  szowinistów zwanych "prawdziwymi koniarzami". Rozczynialskiego nie pamiętam,
                                  ale za to miałam okazje poznać "kwiat" polskiego jeździectwa, choć przyznaję,
                                  że szczególną estymą darzyłam zaprzęgi. Kaziu Anrzejewski,Rajmund Wodkowski,
                                  Czesiu konieczny, Romek Kusz itp. O Andrzeju Matławskim nie wspomnę:) Tak
                                  piękne czasy!!! Dlatego chcę, żeby inni też mieli szansę np za pracę pojeździć
                                  konno. Niech wróci coś co nie było komercją. A moje buty, toczek są na
                                  pięterku, ogłowie wśród portretów koni wysi na drewnianym filarze (te wiejskie
                                  domy). W moje stare bryczesy na razie nie włażę :(((, ale może już
                                  niedługo ;))). Tak, my AKJ-otki nie poddajemy się losowi. A kiedy rozpocznę
                                  prawdziwą batalię o Łobez zadmę w róg o pomoc:))) Wiem, że prawdziwy AKJ
                                  przybędzie:)))

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka