Ale przecież statystycznie wszystko się zgadza. Dziecko tego pana przecież ma
miejsce, co z tego, że w przedszkolu prywatnym, do którego trzeba dziecko
zapisać w momencie, kiedy się poczuje pierwsze skurcze porodowe. Nie zapisał
pan trzy lata temu? To był błąd. A trzeba było, bo przecież pan Zaleski
trzymał tam miejsce dla pana dziecka. Nawet jeśli pokpił pan sprawę z
prywatnym przedszkolem, zawsze jest miejsce dla pana dziecka w kilkugodzinnym
punkcie. Co z tego, że dziecko będzie do niego chodziło na zmiany, tydzień
rano i tydzień po południu i na kilka godzin. Zawsze przecież może pan
zatrudnić opiekunkę, żeby dziecko zaprowadzała i przyprowadzała. Przecież tego
pan prezydent nie będzie panu załatwiał. A nawet jak jakimś cudem pana dziecko
mieści się w owych 25% dozwolonego marginesu dzieci nieprzyjętych, to też nie
jest problem, bo i tak liczbowo się zgadza. A za kilka lat i tak pana dziecko
dostanie się do przedszkola w ramach obowiązkowej zerówki, więc o co jest
robić tyle rabanu? Dwa-trzy lata przecież każdy może poczekać. A za dwa-trzy
lata i tak się problem rozwiąże, bo wtedy właśnie pana dziecko pójdzie zgodnie
z reformą do szkoły i przedszkole mu będzie niepotrzebne. I po co tyle krzyku?
Przecież problem sam się rozwiąże. Z czasem. A to, że pana dziecko tego czasu
nie ma, to juz przecież nie jest problem pana prezydenta. On myśli
perspektywicznie i długofalowo.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.