...i myślę, że mylicie pojecia
Autor: Gość: Tak sobie czytam
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
20.04.07, 02:39
1. Autorka Monika może ma i klaustrofobię, ale z opisów innych wynika, że
rozmawiacie w sporej mierze o lęku przed lataniem i wielkimi przestrzeniami
(agorafobią).
2. Z lataniem jest zasadniczo ten problem, że człowiek naturalnie nie jest
stworzony, bo gdyby miał być, to Bóg wyposażył by go w skrzydła, a jednak tak
nie jest. Poza tym, to głupie gadanie o statystykach, kiedy chyba o zdarzenia
jakościowe nie ilościowe idzie? Co komu po statystyce, kiedy się dynda na
środkiem oceanu i jest problem? Widząc zagrożenie w lokomocji lądowej, czy
wodnej szans jest więcej. I proszę mi ze statystyką mi nie wyjeżdżać, bo nie
będę się wdawał. Piloci wojsko, sportowi, to co innego - inne systemy
bezpieczeństwa, po katapultę włącznie.
3. Wódeczka, a zwłaszcza jakieś właśnie niewymiotne, czyli smakowe, a nie
czysta, jakieś whisky, lekki brandy, czemu nie. Jednak nie każdemu posłuży.
4. Cloranxenik też fajny, niektórym posłuży nawet z wódeczka ;-), ale to wyższa
szkoła jazdy w sensie znajomości bezpiecznego faszerowania się ;-). Poza tym w
samolocie chyba jeszcze problem dla niektórych ze z szybkimi i gwałtownymi
zmianami ciśnienia?
5. Nie boję się żadnych pojazdów, włącznie z dyndaniem w kolejkach linowych,
"trochę" wyższych i dłuższych niż te w Polskich górach i zabawą w kreta w
tunelach po 20 km. Cywilizowane i ekologiczne środki podróżowania to kolej
żelazna. Gorzej, gdy droga zamorska lub dalsza niż te 2000-3000 km na raz :-/.
Pozdrawiam podróżników & klaustro- & innych -fobików!;-)