?
Autor: Gość: Michal
IP: 83.238.175.*
20.04.07, 09:44
> Poza tym, to głupie gadanie o statystykach, kiedy chyba o zdarzenia
> jakościowe nie ilościowe idzie?
W jakim sensie? Że jak walniesz z dziesięciu km to jesteś sto razy bardziej
martwy niż po wypadku samochodowym? :-) Rozwiń, proszę. Bo wydaje mi się, że
bezpieczeństwo to jest kwestia ilościowa - raz na ile podróży zdarzy się
wypadek, a tutaj lotnictwo króluje.
> Co komu po statystyce, kiedy się dynda na
> środkiem oceanu i jest problem?
Wtedy, to już nic, rzeczywiście. Najwyżej, można mieć poczucie większego pecha :-)
> Widząc zagrożenie w lokomocji lądowej, czy
> wodnej szans jest więcej.
Nie zgadzam się. Przede wszystkim, w lokomocji zwłaszcza lądowej, znacznie mniej
zależy od kierowcy, a więcej od innych (nie zawsze odpowiedzialnych) ludzi.
Możesz być asem kierownicy, jeździć bezpiecznym nowym autem, ostrożnie, ale
jeśli zza zakrętu wypadnie debil, który wyprzedza "pod prąd"...tego w lotnictwie
praktycznie nie ma.
> I proszę mi ze statystyką mi nie wyjeżdżać, bo nie
> będę się wdawał. Piloci wojsko, sportowi, to co innego - inne systemy
> bezpieczeństwa, po katapultę włącznie.
Następnym razem, jak wsiądę do szybowca to poszukam tej katapulty, nigdy jej nie
widziałem ;-). A tak serio, to systemy bezpieczeństwa inne, ale też procedury
inne. Inaczej się lata (blisko ziemi, blisko innych statków powietrznych - weź
taki szybowiec na holu), są zawody, więc ludzie lecą "wyczynowo", etc.
Nie będę przytaczał statystyk, ale dam sobie głowę uciąć że w stosunku do ilości
ludzi latających sportowo zdarza się więcej wypadków, niż w stosunku do ilości
pasażerów w lotnictwie liniowym.
> Cywilizowane i ekologiczne środki podróżowania to kolej
> żelazna. Gorzej, gdy droga zamorska lub dalsza niż te 2000-3000 km na raz :-/.
No właśnie wtedy masz cywilizowane i ekologiczne żaglówki ;-)