> W jakim sensie? Że jak walniesz z dziesięciu km to jesteś sto razy bardziej
> martwy niż po wypadku samochodowym? :-) Rozwiń, proszę. Bo wydaje mi się, że
> bezpieczeństwo to jest kwestia ilościowa - raz na ile podróży zdarzy się
> wypadek, a tutaj lotnictwo króluje.
W takim sensie, że oczywiście statystycznych wapdków w lotach jest oczwiście
najmniej. Ale: proponuję przeliczyć procent ocalałych/katastrofę. I tu już
będzie dość źle :-(.
> > Widząc zagrożenie w lokomocji lądowej, czy
> > wodnej szans jest więcej.
>
> Nie zgadzam się. Przede wszystkim, w lokomocji zwłaszcza lądowej, znacznie
> mniej zależy od kierowcy, a więcej od innych (nie zawsze odpowiedzialnych) ludzi.
> Możesz być asem kierownicy, jeździć bezpiecznym nowym autem, ostrożnie, ale
> jeśli zza zakrętu wypadnie debil, który wyprzedza "pod prąd"...tego w
lotnictwie praktycznie nie ma.
Racja, ale zawsze możesz skoczyć w rów, cokolwiek. A najlepiej "usiąść, nim sie
przewrócisz". ;-) Zawsze coś tam mozna kombinować, poza takimi nagłymi
zdarzeniami jak pisałeś - pirat, wariat cos powoduje itp.
Ale pewnie też się kiedyś przełamię i pofrunę. Niestety - lotnictwo potrafi
przebijać inne oferty cenowo. Poza tym koleją na Islandię? ;-)
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.