Ach, operetka....Ten charm...ten szyk......
Autor:
Gość: Nowaak
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
09.02.10, 22:47
Kochana Ciociu, dramat opuszczonej publiczności operetkowej trwa. Teatr
"CapitoL" to nie dawny Teatr Muzyczny. To se ne wrati...Ktoś zmyślny ze starego
składu powinien wykorzystać tę lukę i zarabiać pieniądze na wystawianiu w
wynajętej sali tego, czego najlepsza recenzja ma już kilka lat:
"Wielkie i nieprzeliczone są obrzydliwości widowiska scenicznego zwanego
operetką. Nędza idiotycznego szablonu, mdłej tkliwości, taniego wyuzdania i
posępnych dowcipów, chamstwo "przepychu", głęboka, czarna nuda odwiecznych
sytuacji, banały smutnych "efektów" - cały ten stęchły tort, napchany
melodramatycznymi czy figlarnymi słodkościami (…), słowem cała ta instytucja
sceniczna, zwana operetką, powinna być nareszcie tak gruntownie w odpowiednie
miejsce kopnięta, aby się w niej coś przewróciło (…). Czy to "Hrabina Marica",
czy "Maryna Carica",- wszędzie, wiecznie to samo: (...) demoniczne bohaterki,
duecik, balecik, gabinecik, wesołe pieśni hulaszcze, od których wieje grozą
rozpaczy, szalone momenty dramatyczne, pobudzające do rykliwego śmiechu, dwie
pary zakochane, śmiertelnie dowcipny komik, boskie nieporozumienia (np. ojciec
nie poznaje córki, gdy włożyła nowe rękawiczki)(...) - oto mniej więcej
zawartość przeciętnej operetki.
Bohaterka każdej z tych bzdur posiada przedziwną właściwość: przebiera się
przeciętnie piętnaście razy. Więc w akcie pierwszym nosi najpierw skromny strój
domowy: suknia ze srebrnej lamy, wysadzana brylantami, olbrzymia korona z
białych pióropuszów na głowie. Potem wychodzi na chwilę do sąsiedniego pokoju,
gdyż hrabia z pokojówką muszą odśpiewać duet o "cudzie miłości". Wraca. Nosi
suknię zieloną. Śpiewa z hrabią i posłańcem, który nadszedł, piosenkę o tym, że
w maju drzewa kwitną, natomiast jesienią więdną, tańczy, wychodzi, wraca. W
akcie drugim przebiera się za kwiaciarkę, potem jest naga, wspomina "dzieciństwa
słodkie dni, gdy serce hen cicho o szczęściu śni", rzuca milion franków grajkowi
z "Tabarin" , pije szampana, tłucze kieliszek (bo taka jest demoniczna),
przebiera się za midinetkę, nogi widać do pępka, śpiewa z księciem Saszą
Lejnapiasku o "słodkim raju miłosnych śnień, gdy cichej nocy zapada hen cień",
włazi na stół, przebiera się za generała, zeskakuje ze stołu i śpiewa, że wojsko
to faktycznie sama radość i "miłości cud pełen złud". W trzecim akcie hrabina
znowu jest w domu, ubrana jest po balowemu, śpiewa z dyrektorem policji śliczną
czastuszkę o szampanie, przy czym czterdzieści pięć, nie wiadomo skąd przybyłych
dziwek wykonywa za nimi ewolucje z młotkami krokietowymi lub z modelami
aeroplanów (takie rzeczy przecież każdy człowiek zawsze ma w domu pod ręką, a co
dopiero taka grafini!), potem przychodzi komik, przebrany za wujaszka kochanego
Saszy, hrabina wybiega, wraca w węgierskim stroju narodowym i wychodzi za mąż za
markiza de Boulogne sur Merde" Jakby ktoś nie wiedział - Julian Tuwim, rok 1923.