Do szanownych ludzi, którzy robili doktorat "kiedyś" - idąc dalej tą
logiką dochodzimy do wniosku, że jeszcze wcześniej ludzie żyli w jaskiniach i
nie narzekali... Takie myślenie nie prowadzi nigdzie!
Jesteśmy dużym krajem w Unii Europejskiej (żelazna kurtyna upadła z
łoskotem, jeśli ktoś nie zauważył) i ludzie podróżują po świecie, porównują
jak jest tam i jak jest tu. Wynikiem tego są takie właśnie zrywy, które mają
na celu dokonania postępu, a nie utrzymywania stagnacji...
Swoją drogą zastanawia mnie jedna rzecz. Inne uczelnie w tym kraju mają
mniej lub bardziej porównywalną liczbę studentów, co we Wrocławiu.
Finansowanie zależy właśnie od tej zmiennej. I teraz pytanie: czym w
działaniach różni się rektorat np. Uniwersytetu w Poznaniu od wrocławskiego,
że Poznań ma pieniądze na 1500 od doktoranta, a Wrocław nie!? Obawiam się, że
nawet jego magnificencja prof. R. Cach nie będzie w stanie odpowiedzieć.
Ta uczelnia po prostu słynie z nieporadności w zarządzaniu finansami, a tym
samym skazuje się na "śmierć naukową". Zauważcie, że minęły już bezpowrotnie
czasy, kiedy UWr konkurował z Poznaniem (kiedyś UWr był wśród 5 najlepszych,
teraz wyleciał daleko poza).
Więc na barykady kwiecie młodzieży! Bez waszej walki postęp jest niemożliwy!
P.S. Gdyby nie fakt, że jak mniemam doktoranci boją się swoich szefów, to
najlepiej uświadomić panom i paniom dr hab. jak to doktorant nic nie robi
przestając pomagać: sprawdzać egzaminy, wpisywać oceny, na kierunkach ścisłych
zamawiać sprzęt i dbać o porządek w laboratoriach i generalnie zaprzestać na
parę dni prowadzenia zajęć dydaktycznych. Efekt natychmiastowy - paraliż uczelni.