Mąż zabił młotkiem swoją żonę, potem wyskoczył z okna
Wrocławska prokuratura wyjaśnia okoliczności rodzinnej tragedii, która wydarzyła się w piątek wieczorem w jednym z mieszkań przy ulicy Łukasińskiego we Wrocławiu.
Dobry człowiek był i mało pił, do kościoła nawet chodził. Ale jak
zaczął świrować, to nie miał się do kogo zwrócić z problemem. Facet
przegrał ze sobą, z natrętnymi myślami, które kazały mu zabić żonę.
Najsmutniejsze jest właśnie to, że w takich chwilach jest się
samotnym. Bo gdzie miał pójść, do psychiatry? Pomyślał, że sie
rozejdzie po znajomych, że jest "czubkiem". Do kościoła też nie, bo
chociaż uczestniczył od święta do święta w obrzędach, to widział, że
kościól jest zajęty własnymi sprawami. Teraz wszyscy będą się
zastanawiać jak to się stało i dalej nikt nie pomyśli o zapobieganiu
takim zdarzeniom.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.