Dodaj do ulubionych

Zatrzymajcie póki czas parodię ogólnego wykszta...

08.03.10, 07:39
Aniszczyk juz zniszczyl wiele we Wroclawiu. To jemu zawdzieczamy np. brak przedszkoli czy likwidacje technikow. Ciekawe gdzie ten szkodnik sie uczyl ? A co do poziomu absolwentow to zgadzam sie w pelni. Decyzja o wyrugowaniu matematyki pociagnela za soba spadek poziomu nauczania innych przedmiotow scislych, fizyki czy chemii. W swojej praktyce uczelnianej przyjalem zasade, ze nie ma latwych pytan, kazde moze byc za trudne dla polskiego maturzysty.
Edytor zaawansowany
  • eliksir 08.03.10, 07:41
  • Gość: nauczyciel IP: *.chello.pl 08.03.10, 22:51
    Zwracam uwagę, że tzw. na testy na inteligencję nie sprawdzają inteligencji,
    lecz spostrzegawczość. Inteligencja to znacznie, znacznie więcej ...
  • big.ot 15.03.10, 11:15
    Taki duch czasów -wiedza jest dostępna na wyciągnięcie ręki
    (internet). Jak zaczynałem studia to wiedza dostępna w internecie
    kończyła się na poziomie technikum. Teraz spokojnie można powiedzieć,
    że wiedza, którą (za darmo i legalnie) można zdobyć w internecie jest
    na poziomie akademickim.

    Niestety, jak coś jest łatwo dostępne i za darmo to jego wartość
    jest niska. Jak ktoś musiał posiedzieć nad danym zagadnieniem parę
    godzin w bibliotece to miał lekcje na całe życie. A dzisiaj? Dzisiaj
    wklepuje się w google i w ciągu paru minut mamy odpowiedź.

    Nie mówię, że to źle - po prostu programy studiów i szkół, są do tego
    nieprzygotowane. Nadal są skierowane na ilość, a nie jakość.
    Rzeczywiście - jak ktoś kiedyś przebrnął przez szkołę średnią i
    studia, to materiału było tyle, że niemożliwym było, żeby ktoś się
    "prześlizgnął" przez sito. Dzisiaj przy mniejszym wymiarze godzin (bo
    muszą być godziny na albo wychowanie patriotyczne, albo wiedza o
    seksie, albo religia) próbuje się wymagać tyle samo co jest
    nierealne.

    Trzeba postawić na jakość, a nie na ilość. Z tym, że 'jakość' w moim
    rozumieniu nie idzie w parze z uczeniem w LO wszystkich bez wyjątku
    całek, albo omawianiem jeszcze większej ilości lektur. Trzeba zacząć
    kłaść nacisk na solidne podstawy.

    Tyle, że przy byle jakiej propozycji zewsząd pojawiają się głosy, że
    "jak to za moich czasów nie było".
  • Gość: Xik IP: *.tieto.com 09.03.10, 11:41
    Coś podobnego gościu pisze na tym blogu dev.thetosters.pl/?p=87 . Widać problem dostrzga więcej osób, dobrze że w końcu ktoś na dużym portalu o tym napisał.
  • pjanu 08.03.10, 08:12
    Czy celowo tytuł napisany jest wielkimi literami????
  • nevalainen 08.03.10, 08:43
    no krwa nie, ktoś przypadkiem wcisnął Capsa.
  • krzysztofczyz 08.03.10, 08:16
    Nie wiedza lecz układy są gwarancją sukcesu. Po co się czarowac.
    Dutkiewicz o tym wie stąd jego pieski robią takie reformy. zamiast
    wykształcenia dostęp do pracy za minimalną płacę i już mamy układ
    kastowy. Biedakom pokazac jaki Wrocław jest piękny, SKY TOWER,
    STadion i bilet za 100,-. Nich się cieszą i klaszczą.
  • Gość: Sławek IP: 77.252.240.* 08.03.10, 08:33
    Celem systemu edukacji jest wychowanie dilerów produktów importowanych. Reszta
    jak np. rozwijanie umiejętności samodzielnego myślenia, patriotyzm, zdolności
    inżynierskie czy badawcze są niemile widziane.
  • xegar 08.03.10, 15:12
    Gość portalu: Sławek napisał(a):

    > Celem systemu edukacji jest wychowanie dilerów produktów importowanych

    "... Dzieci polskie należy wychowywać w duchu podległości niemieckiej rasie nadludzi.... Można dopuścić kształcenie na poziomie szkoły ludowej (3 klasy), z uwzględnieniem nauki liczenia do stu... czytanie i pisanie jest podludziom zakazane, zbyteczne, wręcz szkodliwe...".

    (Heinrich Himmler, rozkaz z 6 stycznia 1943)

    Zeby było jasne: nie mam nic do Niemców (no chyba że tamtych), to tylko przykład zastosowania.

    Xe.
  • netalicja 08.03.10, 08:37
    Też mnie to fascynowało: przed kilku laty, gdy wyż demograficzny lat
    80. zaczął zakładać rodziny, we Wrocławiu likwidowano przedszkola...
    Niewątpliwie ktoś powinien się przyjrzeć sprawie, bo nie można
    powiedzieć, że nie było inicjatyw oddolnych w sprawie ich
    pozostawienia. Internet obiegały petycje rodziców małych dzieci,
    więc wiadomo było, co się święci. Ciekawe, kto na tym zarobił.
    Ale, niezależnie od wrocławskich szkodników, skandaliczny stan
    szkolnictwa, nie wyłaczając wyższego w Polsce to nie wyłączna wina
    małych pionków urzędowych z coraz bardziej prowincjonalnego
    Wrocławia.
  • zgrozazgroza 08.03.10, 09:16
    Zarówno przedszkola jak i biblioteki mieściły się w lokalach o dobrej
    lokalizacji, a niejednokrotnie w atrakcyjnych budynkach....
    grzech nie wziąć.
  • jozef.onlajn 08.03.10, 08:53
    Niestety, panie profesorze, liczebności klas nie zmniejszą, bo celem
    władz miasta jest, jak podejrzewam, ratowanie zadłużonego budżetu.
    Oświata daje w tym względzie największe możliwości. Teraz widać, że
    balon promocyjny Wrocławia był nadmuchany trochę na wyrost.
  • radeberger 08.03.10, 08:53
    jako chemik powinien lepiej od innych wiedzieć, że reakcja może nie nie przebiegać tak, jak sobie ktoś ją zaplanował.

    Póki istnieje popyt na wykształcenie wyższe (jako dylom, nie wiedzę!), tak długo będzie występować podaż takowego. I apele tego nie zmienią, choćby się każdy profesor w Polsce wypowiedział przeciwko.

    Nie w państwowej, to w prywatnej szkole. Nie z przedmiotu ścisłego, to z humanistycznego ("(...) i zarządzanie").

    Sorry - kapitalizm.
    --
    "If you can fake sincerity, you can fake pretty much anything."

    Odi profanum vulgus et arceo.
  • annajustyna 14.03.10, 15:41
    Zarzadzanie jest dziedzina ekonomii, nie humanistyki.
    --
    Gasofnia
  • Gość: ag IP: 212.22.223.* 15.03.10, 10:09
    > Zarzadzanie jest dziedzina ekonomii, nie humanistyki.

    To jest kwestia sporna. Podobnie zresztą jest z ekonomią.
  • milet72 08.03.10, 09:09
    Gdyby "Gazeta" wrocławska zatrudniała dziennikarzy z prawdziwego
    zdarzenia, to teraz pędziliby do Obremskiego, żeby ustosunkował się
    do tych słów. Bardzo jestem ciekawy, jakby to skomentował...

    Ale tak się nie stanie, bo dziennikarze "Gazety" pokazuję ikrę tylko
    w absurdalnych kwestiach, jak np. zaczynanie lekcji przed ósmą.
  • witaminka123 08.03.10, 09:10
    Niedługo zlikwiduje wszystkie szkoły ;)
    --
    ogłoszenia matrymonialne
  • zgrozazgroza 08.03.10, 09:12
    Nieracjonalne decyzje osób odpowiedzialnych za system wychowania i
    wykształcenia młodego pokolenia znakomicie się wpisują w proces dezintegracji
    naszego społeczeństwa.
    Brak żłobków skutecznie zmniejsza szanse kariery zawodowej młodych rodziców,
    brak przedszkoli opóźnia rozwój społeczny dzieciaków, okrojona szkoła
    podstawowa nie pozwala na wykształcenie się emocjonalnych relacji wśród
    dzieci, podział krótkie gimnazjum - krótkie liceum zapobiega tworzeniu się
    dojrzałych związków o charakterze społecznym wśród młodzieży, studia,a w
    zasadzie ich komercyjna alternatywa tworzy klasę "forsiastych" tumanów, którzy
    wejdą w dorosłe życie z całkowicie zachwianą hierarchią wartości.
    I tak produkuje się społeczeństwo zdezintegrowane, poddańcze, których jedyną
    ambicją jest byle jaka niewolnicza praca a szczytem emocji oglądanie meczu
    szmacianki na telewizorze LCD z puszka piwa w ręce.
    Do tego należy dodać preferowany model zamieszkiwania w blokowych slumsach,
    lub podmiejskich gazobetonowych potworkach i mamy obraz narodu bez kompleksów
    zajmującego swoje miejsce w Europie- na jak długo?
  • Gość: Anatol IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.03.10, 09:37
    Mamy tu dwie sprawy:
    1. powszechny pęd do ogólnego wykształcenia
    2. słaba jakość tegoż

    Punkt 1. jest zrozumiały. Po co szkoły zawodowe? Kogo mają kształcić?
    Fryzjerów? Kelnerki? Opiekunki do dzieci? Kominiarzy?
    Do nauki tych zawodów nie potrzeba żadnych szkół, wystarczy praktyczna nauka na
    zasadzie mistrz i uczeń.

    P.2. Nie rozumiem, podobnie jak prof. Rudolf, dlaczego nie zmniejsza się
    liczebności klas. Jeżeli zatrudnia się tyle samo nauczycieli, a liczba dzieci
    spada o 30%, to logiczne, że klasy powinny być 22- osobowe, zamiast 30. Chyba że
    zwalnia się masowo nauczycieli, ale o tym jakoś nie słyszałem.

  • truten.zenobi 08.03.10, 12:22
    Po co szkoły zawodowe? Kogo mają kształcić?
    > Fryzjerów? Kelnerki? Opiekunki do dzieci? Kominiarzy?

    ja bym tak nie dezawuował opiekuneek - powierzyłbyś byle komu swoje
    dziecko?

    trudno tez na zasadzie mistrz-uczeń uczyć duże ilości fachowców w
    róznych dziedzinach - elektryków, hydraulików, tokarzy, operatorów
    róznych dziwnych maszyn, itd. itd...

    prawda też jest taka ze posiadajc uprawnienia/umiejętność na
    obsługę/konserwację urządzeń często można dużo łatwiej znaleźć dobrą
    pracę niż z wyuższm wykształceniem.
    --
    "znów zabijają w nas młodość
    znów zabierają nam wolność..."
  • Gość: ichi51e IP: *.acn.waw.pl 14.03.10, 14:11
    szokokujaca jest ta wiara ze zeby byc fryzjerka, sprzataczka,
    nianka, kominiarzem i idac dalej tym tropem: kucharzem, budowlancem,
    fotografem itd nie potrzeba zadnego wyksztalcenia. Szkoda tylko ze
    do mnie trafiaja laski (od lat 20 do 60) i ZADNA nie umie posprzatac
    mieszkania. Szkola zawodowa nie musi trwac 4-5 lat - moze to byc
    kurs rok-dwa lata. Im krocej tym lepiej bo w koncu celem jest
    wyprodukowanie pracownika wiedzacego na czym jego praca polega i
    zdolnego do wykonywania tej pracy samodzielnie. Dlaczego mam tracic
    pol roku na przeszkolenie pracownika jak moge miec juz gotowy
    prodkukt? Renomowane szkoly zawodowe, bez ograniczen wiekowych (masz
    17 i chcesz byc dyplomowanym kucharzem? masz 60 i chcesz byc
    dyplomowanym fotografem?) dajace ludziom szybka mozliwosc
    zarobkowania na pewno by nikomu nie zaszkodzily. Zalosna jest ta
    pogarda dla kazdego kto nie magister, albo dyrektor.
  • truten.zenobi 14.03.10, 20:02
    ja bym też nie przeceniał potrzeb edukacyjnych dla wykonawców czynności prostych.

    OK masz rację jeśli sprzątaczka ma np prac dywany. to musi się na tym znać (znać
    materiały i sposoby ich czyszczenia, obsługę sprzętu, może coś jeszcze) ale
    jeśli ma zamieść chodnik to w zasadzie wystarczy miotła, sprawność fizyczna i
    dobra wola...

    co do reszty to pewnie masz rację.. niby to takie proste... ale chyba urzędnicy
    wolą bardziej pokręcone rozwiązania...
    --
    Imagine there's no heaven
    It's easy if you try
  • Gość: Dorry IP: *.chelmnet.pl 14.03.10, 20:49
    Jeszcze nie spotkałam "pani", która potrafiłaby posprzątac jak należy mieszkanie. Chyba zatem nie jest to czynność tak prosta jak mogłoby się z pozoru wydawać?
  • truten.zenobi 14.03.10, 21:19
    prosta może jest, gorzej z chęciami.. ;)
    --
    Imagine there's no countries
    It isn't hard to do
    Nothing to kill or die for
    And no religion too
  • Gość: Inzynier IP: *.15-3.cable.virginmedia.com 14.03.10, 21:18
    "Dlaczego mam tracic pol roku na przeszkolenie pracownika jak moge miec juz
    gotowy prodkukt? "

    A skad Ci w ogole przyszlo do glowy, ze czlowiek jest produktem?
  • Gość: vm IP: *.zone11.bethere.co.uk 15.03.10, 01:27
    Tutaj pan utrafił w sedno - "żałosna jest pogarda dla ludzi bez magistra". w
    szkocji w mojej grupie jest 3ch techników (14 studentów i 5 doktorów). Technicy
    mają wielkie poważanie, są na każdym obiedzie, wycieczce itp; zarabiają coprawda
    mniej niż doktorzy ale cieszą się wielkim szacunkiem od wszystkich! Mają
    doświadczenie w swojej dziedzinie i jest OK.
    Do szkoły zawodowej w tym kraju może iść każdy w dowolnym momencie, a w
    szczególności polacy bez języka idą i bardzo sobie chwalą . . . . .
  • Gość: zgredek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.10, 13:22
    Zwalnianie nauczycieli odbywa się w zgodzie z niżem demograficznym - np. na 100
    pracujących w pierwszym roku 5, w następnym pięciu, itd. W tej ilości co roku
    będzie 2-3 emerytów, wiec problem w szkole pojawia się dopiero po zsumowaniu
    wielu lat - ilość nauczycieli, ilość szkół, klas, itd. Widziałeś kiedyś takie
    zsumowanie?! Mało tego, nawet jeśli pojawią się liczby, to ilu Polaków z
    "wykształceniem matematycznym" je pojmie? Należałoby takie dane opracować i
    przedstawić to co najmniej za pomocą wykresów. Kto to zrobi? Rząd? Ministerstwo?
    a może dziennikarz - humanista?
  • Gość: ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.10, 18:22
    Opowiadasz bzdury. Kiedyś istniały zawodówki, ale ktoś kto tam trafił i ukończył taką szkołę mógł pójść do technikum czy liceum na podbudowie ZSZ. Jeżeli był wystarczająco dobry, mógł po zdaniu matury egzaminów wstępnych dostać się na studia. By dostać się na studia człowiek ten musiał się cokolwiek postarać, ale nikt jemu możliwości studiowania nie odbierał, nawet jeżeli zaczynał w ZSZ. A dziś, idioci idą do liceów i hurtowo je kończą, a potem w większości ci sami idioci odnajdywani są na studiach.
  • Gość: czternastka IP: *.mofnet.gov.pl 15.03.10, 10:50
    Moja ścieżka zawodowa:
    1. ZSZ,
    2. Technikum na podbudowie ZSZ,
    3. AE (nie uniwersytet ekonomiczny a właśnie AE!),
    4. jw. drugi dyplom,
    5. jak w pkt 3, drugi wydział trzeci dyplom,
    Nie wstydzę się że zaczynałem od zawodówki.

    W przeciwieństwie od wielut tzw. "magistrów" wiem jak "to" działa bo
    wiem co jest w środku.
    Wymyślę, obliczę, zaprojektuję, zbuduję, zaprojektuję proces
    technologiczny, przeprowadzę analizę ekonomiczną przedsiewzięcia
    (czyli czy to sie opłaca i za ile sie to opłaca).
    Ręce opadaja jak widzę jak jakiś tzw. "informatyk" mgr inż. pisze
    oprogramowanie do sterownika z 256 b pamięci językiem tzw. wysokiego
    poziomu i "ciagle to wolno działa i mało pamięci". A i o
    optymalizacji kodu nie słyszał.
  • Gość: jes IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.03.10, 17:32
    w odpowiedzi - przykładowo - obsługa maszyn - szkoły odpowiednie
    kiedyś przygotowywały do tego typu zajęć w taki n.p. sposób, ze może
    i nie nauczały obsługi dokumentnie, bo to już tylko samodzielna
    praktyka uczy, ale przyzwyczajały do maszyn - wielu ludzi boi się
    maszyn, boi się nawet włączyć maszynę, która ma n.p. 10 metrów
    długości i 4 wysokości. Taki chociaż zysk był z tych szkół, że młody
    stawał po paru latach przy jakimś "smoku" i nie trząsł gaciami.
    I miał o czym z majstrem pogadać, bo chociaż wiedział czym się to
    je, o co w tym wszystkim chodzi, znał technologię itd.
  • Gość: xxx IP: *.chello.pl 14.03.10, 21:45
    100% racji. Szkoły zawodowe i technika uczyły myślenia technicznego, nie da się
    tego zrobić w liceum gdzie przez 4 lata człowiek ma przedłużenie podstawówki
    (obecnie gimnazjum). Na studiach technicznych od razu widać który student ma za
    sobą liceum (nieco lepszy z matmy i fizyki), a który technikum (duża różnica w
    poziomie na różnych laboratoriach, warsztatach, przedmiotach zawodowych). Ale po
    co nam zawodówki, nie? Przecież montować elektronikę, składać samochody czy
    obsługiwać maszyny budowlane musi mgr (może być po psychologii)
  • Gość: obywatel IP: *.chello.pl 08.03.10, 22:49
    Podstawowe pytanie - kto taki model społeczeństwa wprowadza? Głupimi łatwiej
    manipulować ... Liberałowie z PO, oszołomy z PiS - żadna różnica. Komu zależy na
    degradacji polskiego społeczeństwa?
  • Gość: antypolityk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.10, 13:51
    Brak kołchozów dla dzieci w postaci żłobków i przedszkoli należy
    rozwiązać przywilejami podatkowymi (istotnymi) dla zatrudniających
    nianie, pomoce domowe, korzystających z prywatnych placówek. Dobre
    dla dziecka i rynku pracy!!!
  • kosmiczny_swir 15.03.10, 00:57
    Żłobki i przedszkola są potrzebne bo wtedy dzieciaki uczą się życia w grupie.
    Nie zapominaj o tym, że człowiek ewolucyjnie jest przystosowany do życia w
    grupie. Dzieciaki które nie chodziły do przedszkola mają później całe życie
    problemy z róznymi umiejętnościami społecznymi - komunikacją, zdolnościami
    interpersonalnymi, umiejętnością pracy w grupie i nawiązywaniem kontaktów.
    --
    __________________________
  • Gość: ja IP: *.ser.netvision.net.il 15.03.10, 10:12
    co za bzdury!

    Ani ja ani rodzenstwo nie mielismy problemow z komunikacja, zdolnosciami
    interpersonalnymi, itp, choc przedszkole widzielismy ino z daleka na
    spacerach... Wrecz przeciwnie. Jestesmy wygadani, rozgarnieci, nie majacy
    problemow z praca zespolowa, przywodcze charaktery, rozbudowana wyobraznia itp.

    Dziecku, ktore nie chodzi do przedszkola trzeba poswiecic wiecej czasu i uwagi.
    trzeba zadbac samemu o jego rozwoj. ale latwiej jest przerzuucic te
    odpowiedzialnosc na instytucje.
  • Gość: nie IP: *.gorzow.mm.pl 14.03.10, 14:55
    masz rację ja już od pewnego czasu obserwuję upadek społeczny w Polsce
    Kształcimy dzieci tak by były małymi robocikami by po wejściu w dorosłość stały
    się dużymi robotnikami na różnych szczeblach kariery.
    Świat wymusza na nas byśmy dołączyli do "wyścigu szczurów" co gorsze wymusza by
    nasze dzieci również do niego dołączyły przeraża mnie fakt pojawienia się dwóch
    skrajności
    1 młodzież która nie ma czasu dla siebie szkoła, dodatkowe kursy, kółka
    zainteresowań, realizacja zachcianek rodziców czyli zmuszanie dzieci do tego by
    znajdywały swoje hobby tam gdzie go nie ma czyli dzieciak z typowo
    humanistycznym umysłem zmuszony do grania w piłkę nożną w małej lidze miedzy
    szkolnej, mały sportowiec który musi uczęszczać do szkoły muzycznej bo któryś
    rodzic zawsze chciał grać na pianinie.
    2 młodzież która tego czasu ma za dużo czyli duże ambicje i biedni rodzice.
    kończy się na tym, że oblegają klatki schodowe ławki w parkach itp. Na pytanie
    co chcieliby robić w życiu wzruszają ramionami pełni przeświadczenia że
    cokolwiek by to nie było i tak im się nie uda. to dzieciaki pozbawione marzeń.
    za moich czasów za szkolne kółka zainteresowań się nie płaciło a było to
    całkiem niedawno :) dziś min. 5 zł od zainteresowania na miesiąc.
    To mnie przeraża a z drugiej strony zaczynam rozumieć tę politykę odnośnie
    kształcenia i kształtowania naszej młodzieży głupim społeczeństwem łatwiej
    rządzić i chyba właśnie do tego dążą kolejne władze.
  • sir_fred 08.03.10, 10:00
    Obowiązkową maturę z matmy zdawałem 17 lat temu, więc chyba nie może być
    nieobowiązkowa od ponad 20 lat. Ale to szczegół, reszta spostrzeżeń trafna.

    --
    "ZDĄŻYCIE JESZCZE POJĄĆ, że PAŃSTWO jest takim rodzajem organizacji, która
    choć psuje wielkie rzeczy, potrafi też psuć małe".
  • skarolina 08.03.10, 11:28
    sir_fred napisał:

    > Obowiązkową maturę z matmy zdawałem 17 lat temu, więc chyba nie może być
    > nieobowiązkowa od ponad 20 lat. Ale to szczegół, reszta spostrzeżeń trafna.

    Ciekawe, bo ja 19 lat temu zdawałam maturę z matmy z wyboru, można było jeszcze
    z biologii i historii. A możliwość tę po raz pierwszy mieli maturzyści z
    rocznika rok starszego od mojego - czyli równe 20 lat.

    A poza tym - też się zgadzam z artykułem :)
    --
    Dzieciaki ze szkół muzycznych
  • sir_fred 08.03.10, 11:53
    Zdawałem w technikum, może w liceach nie była już obowiązkowa. U nas nie było
    wyjścia ;)
    --
    "ZDĄŻYCIE JESZCZE POJĄĆ, że PAŃSTWO jest takim rodzajem organizacji, która choć
    psuje wielkie rzeczy, potrafi też psuć małe".
  • skarolina 08.03.10, 12:08
    Ja w liceum zawodowym, byliśmy traktowani jak technika :)
    --
    Dzieciaki ze szkół muzycznych
  • indywidualismus 08.03.10, 13:27
    Niestety czas leci, jestem jeszcze starszy niż sir_fred i skarolina. 22 lata
    temu zdawałem maturę z JĘZYKA ANGIELSKIEGO pisemną i ustną, zamiast matematyki
    oczywiście.
    A poza tym uważam, że zmuszanie WSZYSTKICH maturzystów, nawet tych, co wybierają
    się na filologię, by zdawali matmę jest głupotą! Niechby matematyka była
    obowiązkowa np. tylko dla kandydatów na politechniki, ewentualnie uniwersyteckie
    kierunki ścisłe.
  • tomek854 08.03.10, 16:21
    indywidualismus napisał:
    > A poza tym uważam, że zmuszanie WSZYSTKICH maturzystów, nawet tych, co wybieraj
    > ą
    > się na filologię, by zdawali matmę jest głupotą! Niechby matematyka była
    > obowiązkowa np. tylko dla kandydatów na politechniki, ewentualnie uniwersytecki
    > e
    > kierunki ścisłe.

    NIe, to nie jest głupotą i było to już wielokrotnie wykazane dlaczego.

    Tu nie chodzi o to, żeby uczniowie mieli narzędzia matematyczne któryuch nie
    potrzebują. Tu chodzi o to, że matematyka uczy logicznego myślenia.

    Miałem taki przejściowy epizod studiowania na drugim kierunku na
    kulturoznawstwie. Oprócz mnie był tam jeden chłopak z politechniki, jedna
    dziewczyna z ekonomicznej a poza tym sami humaniści. To co się działo na
    ćwiczeniach to była tragedia. Owszem, dziewczęta w zwiewnych szatach z
    ulissesami pod pachą cytowały Norwida z pamięci ale za to kompletnie nie
    potrafiły dwóch do dwóch złożyć jeżeli wymagane było wyciągnięcie jakiegoś
    logicznego wniosku.

    Na naszych ćwiczeniach ja z kolegą z politechniki siedzieliśmy sobie na końcu "w
    loży szyderców" i już po kilku minutach było dla nas jasne do czego zmierza
    prowadzący, jednak jemu nawet czasem przez całą godzinę nie udawało się
    naprowadzić humanistów na ten tok logicznego wnioskowania.

    Mieli oni także zajęcia z logiki (jak na każdym przyzwoitym kierunku) i
    najbardziej podstawowych rzeczy nie byli w stanie zrozumieć. Pomagałem im z tym
    i myślę, że cały program logiki dla kulturoznawców to jest mniej niż przedmioty
    ścisłe mają na pierwszym wykładzie z algebry...

    orys.blox.pl/2008/08/My-humanisci.html
    Tu parę przykładów więcej.
    --
    www.berbela.com/
  • sverir 08.03.10, 17:47
    > Tu nie chodzi o to, żeby uczniowie mieli narzędzia matematyczne
    > któryuch nie potrzebują. Tu chodzi o to, że matematyka uczy
    > logicznego myślenia.

    Świetnie, tylko matematyki można uczyć bez obowiązkowego egzaminu na maturze.
  • Gość: ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.10, 18:15
    Nie można! Matematyka być musi.
  • tomek854 08.03.10, 19:32
    sverir napisał:

    > Świetnie, tylko matematyki można uczyć bez obowiązkowego egzaminu na maturze.

    Jakoś to jednak nie działa...

    --
    Nie jestem ginekologiem, ale mogę zajrzeć...
  • sverir 08.03.10, 23:23
    > Jakoś to jednak nie działa...

    I obowiązkowa matura z matematyki też tego nie zmieni. Bo niby jak?
  • tomek854 09.03.10, 03:38
    sverir napisał:

    > > Jakoś to jednak nie działa...
    >
    > I obowiązkowa matura z matematyki też tego nie zmieni. Bo niby jak?

    Tak, że jak nie zdasz, to nie pójdziesz na studia. Żadne. Dlatego jeżeli chcesz
    iść na studia to musisz matematyki się nauczyć, a nie traktować po łebkach "bo i
    tak tego nie ma na maturze".

    Inna sprawa, że jak będzie tak ta matura wyglądać jak wyglądała próbna, to już w
    ogóle lepiej za darmo te dyplomy rozdawać - efekt ten sam, a taniej wyjdzie.

    --
    www.berbela.com/
  • macrad 14.03.10, 19:36
    Sir_fredzie, czy mógłbym prosić o podanie jakiejś definicji określenia "humanista"? Bo obawiam się, że według Pana "humanista" = "człowiek, który nie lubi matematyki". Wydaje mi się, że Pan - humanista - powinien znać pochodzenie tego słowa.

    Jestem inżynierem (który podobno nie ma prawa rozumieć twórczości malarzy abstrakcjonistów - dlaczego?), pracownikiem uczelni technicznej i, mam nadzieję, także humanistą.

    --
    Maciej

    Zapraszam do mojej galerii
    (w budowie, i inaczej nie będzie)
  • divak2 08.03.10, 10:15
    Wtedy zostaniemy wszyscy kelnerami u Greków albo zbieraczami rybich łbów na
    Islandii. Wtedy okaże się do czego nam są potrzebne te dziwne czarne znaczki
    na papierze.
    --
    Motylek cytrynek, na wietrze papierek, Powoli literek robimy we czterech.
    Na łonie przyrody równiutko do spodu Grzejemy - za zdrowie psychiczne narodu!
    (Andrzej Garczarek)
  • tentutaj 08.03.10, 10:34
    Popyt na dyplomy został wykreowany sztucznie przez "twórców reformy".
    Pracodawcy, żądając wykazania się posiadaniem dyplomu, chcą tylko oddzielić
    idiotów od debili.
  • map4 08.03.10, 11:16
    tentutaj napisał:

    > Pracodawcy, żądając wykazania się posiadaniem dyplomu, chcą tylko oddzielić
    > idiotów od debili.

    Dobre. Zdefiniuj jeszcze tylko, kto jest kim.

    --
    Wrocław bez cenzury
  • Gość: tentutaj IP: *.chello.pl 08.03.10, 12:54
    Proponuję zajrzeć do Wikipedii. Wprawdzie, żałosnym jest, kiedy niektórzy
    „naukowcy” robią badania literaturowe w oparciu o tę witrynę, jednak na potrzeby
    tego „Forum", wystarczy.
  • kadykianus 08.03.10, 11:57
    Kiedy ja zdawałem maturę ("starą") trzeba było napisać własnoręcznie wypracowanie na kilka stron. Trzeba było uzasadnić jakąś myśl, wykazując się wiedzą literacką, oczytaniem, samodzielnym myśleniem i argumentowaniem. Dzieło literackie miało służyć jako dowód na to, co maturzysta chce powiedzieć w swej pracy.

    I strasznie się martwiłem o swoją ortografię. Bo było jasne jak słońce, że jak praca będzie czerwona od błędów, to mnie polonistka obleje. Do głowy nikomu nie przyszło, że można mieć jakieś zaświadczenie o chorobie mózgu, która powoduje, że nie możesz pisać poprawnie, a musisz pisać z błędami.

    A dzisiaj? Błędów nie robię. Chyba nie mam zwyrodnień w mózgu, rezonansu Dr House mi nie zlecił. Oduczyłem się robić błędy (nauczyłem się pisać poprawnie) przez to, że czytałem książki.

    Z całym przekonaniem mogę powiedzieć, a mam styczność z młodymi studentami na Uniwersytecie Wrocławskim, że jak przynosisz jakąś kartkę od psychologa, że nie wiesz jak się pisze "który", albo nie umiesz tabliczki mnożenia z powodu "dyskalkulii" (Jazu!), to jesteś po prostu kretynem i nie zmieni tego trzeci świstek, poświadczający (z pieczątką), że nie pamiętasz swojego imienia i nazwiska z powodu zaburzeń na poziomie "wewnętrznego trzeciego oka", które posiadasz, o czym świadczy czwarty świstek, którego nazwy nie możesz pamiętać, o czym mówi świstek nr.3.

  • Gość: kamil IP: *.magma-net.pl 08.03.10, 12:06
    hehe :)
    dobrze powiedziane. Dysmózgia oraz dyskonsekwencja, jak to niedawno słyszałem.
  • Gość: sahib IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.10, 13:29
    niestety prawdziwe. Stawiam, że postepujace dysmozgowie dzisiejszych, pozal sie
    boze, maturzystow jest efektem uznania matematyki za nauke zbedna dla
    nowoczesnego obywatela tego kraju. Efekt: rzesza "humanistow"(!), ktorzy w zyciu
    nie przeczytali ksiazki poza brykami, bo nawet na lektury szkoda czasu.
  • indywidualismus 08.03.10, 14:44
    Trochę cię rozumiem, ale problem nie tkwi w tym, że istnieją różne formy
    dysleksji, tylko w tym, że niedouczeni psychologowie, a zwłaszcza "pedagodzy"
    (bo to właśnie oni, w poradniach są uprawnieni do wydawania zaświadczeń) mają
    blade pojęcie o dysleksji, dysgrafii itd. W dodatku jako "wybitni specjaliści"
    zarabiają w miesiąc mniej niż murarz w tydzień i cholernie łatwo ich przekupić.
    A z ironią byś tak się nie spieszył, gdybyś miał ,jak ja syna w technikum (IQ
    130) z cholerną dysgrafią i słabymi ocenami. Na sprawdzianach pięknie odpowiada
    na pytania, ale z reguły... na połowę, bo pisze dwa razy wolniej niż reszta klasy.
    Aha - prawdziwa dysleksja zdarza się wyłącznie dzieciom z IQ powyżej 120, taki
    już jej specyficzny charakter. Więc jeśli masz przygłupa z papierkiem, to po
    prostu oszust.
  • tomek854 08.03.10, 16:26
    No właśnie. Te zaburzenia istnieją, ale sporadycznie. A tymczasem jak kiedyś
    rozmawiałem ze znajomymi nauczycielami to oni w każdej klasie mają jednego
    takiego albo kilku. To co, 5% społeczeństwa ma te zaburzenia w stopniu
    uniemożliwiającym im codzienne funkcjonowanie w szkołach?

    Poza tym ja jak byłem mały i pisałem jak kura pazurem to musiałem kaligrafować
    całe zeszyty czytanek i wierszyków. A dzisiaj po prostu dostaje się świstek.

    A tymczasem jeżeli dysrozmaitości są faktycznie chorobami, to taki chory
    powinien mieć jednak trudniej w życiu niż łatwiej, prawda? Tak jest świat
    skonstruowany - jak jeździsz na wózku to masz pewne ułatwienia (np. parkingi)
    ale jest CI o wiele trudniej. Jak jesteś niewidomy - tak samo. To jak jesteś
    dysortografem to powinna być dla Ciebie większa tolerancja ale za to powinieneś
    trzaskać po trzy dyktanda dziennie... Ciekawe ilu wtedy by było chętnych...

    --
    Nie jestem kompletnym idiotą! Brakuje mi piątej klepki...
  • truten.zenobi 08.03.10, 21:28
    czy uważasz ze zmuszanie osób leworęcznych do pisania prawą ręką to
    dobra metoda?
    a jeśli sobie nie radzą to niech albo piszą więcej albo niech rezygnują z edukacji?

    oczywiście dawanie im świstka zwalniającego z obowiązku nauki pisania
    też nie jest dobrym rozwiązaniem....

    ale jest inne rozwiązanie pozwolić im pisać lewą ręką i danie trochę
    więcej czasu na opanowanie tej umiejętności gdyż pisanie od lewej do
    prawej jest ergonomiczne tylko dla osób leworęcznych..

    To jak jesteś
    > dysortografem to powinna być dla Ciebie większa tolerancja ale za
    to powinieneś
    > trzaskać po trzy dyktanda dziennie...
    pisanie dyktand to akurat nie najlepsza metoda, wręcz
    utrwalająca/nasilająca problemy.

    ale masz rację papier powinien być wskazówką do zmiany metody pracy a
    nie zwolnieniem z obowiązków.
    --
    chcesz by parlamentarzyści wzięli się w końcu do roboty?
    to ich nie wybieraj!
  • tomek854 09.03.10, 03:42
    truten.zenobi napisał:

    > czy uważasz ze zmuszanie osób leworęcznych do pisania prawą ręką to
    > dobra metoda?

    Nie, nie uważam. A wiem co mówię, bo jak byłem mały to pisałem lewą ale potem w
    szkole kazali mi pisać prawą. Bazgroliłem jak kura pazurem ale się nauczyłem. A
    wiele innych rzeczy (np. jedzenie) dalej robię lewą, albo obiema, bez różnicy w
    sumie.

    > a jeśli sobie nie radzą to niech albo piszą więcej albo niech rezygnują z eduka
    > cji?

    Tak. Niech piszą więcej ale też niech mają po temu warunki. Tłuczenie dyktand
    czy ćwiczeń kaligraficznych na pewno prawdziwym dyslektykom pomoże, a fałszywych
    odstraszy, bo to już nie będzie taki bonus.

    > ale masz rację papier powinien być wskazówką do zmiany metody pracy a
    > nie zwolnieniem z obowiązków.

    No właśnie. A gdy jeszcze zmiana metody będzie się wiązała z lepszymi efektami u
    prawdziwych dyscośtamów przy jednoczesnym zwiększeniu nakładu pracy, to fałszywi
    sobie dadzą spokój. I o to chodzi.


    --
    Nie jestem kompletnym idiotą! Brakuje mi piątej klepki...
  • truten.zenobi 09.03.10, 12:54
    > Nie, nie uważam. A wiem co mówię, bo jak byłem mały to pisałem lewą
    ale potem w
    > szkole kazali mi pisać prawą.

    ale jeszcze raz spytam czy uważasz że to dobra metoda?

    > Tak. Niech piszą więcej ale też niech mają po temu warunki.
    upewnię się czy uważasz że zmuszanie dzieci leworęcznych do pisania
    to dobra metoda i "Niech piszą więcej" jeśli mają z tym problem?
    ======================

    Tłuczenie dyktand
    > czy ćwiczeń kaligraficznych na pewno prawdziwym dyslektykom pomoże

    podobnie jak dla leworęcznych także dla dyslektyków,
    typowe/zwykłe/tradycyjne metody nauczania nie są optymalnym
    sposobem..
    ale jak widać Ty jak wielu innych wierzysz że tylko zwiększanie
    nakładu pracy może dać efekt.
    do głowy Ci nie przychodzi że zmiana metody może dać dużo lepsze
    efekty.
    dziwne jest to tym bardziej że sam jako dziecko byłeś zmuszany do
    pisania prawą.

    --
    Imagine there's no heaven
    It's easy if you try
  • tomek854 09.03.10, 14:31
    truten.zenobi napisał:

    > > Nie, nie uważam. A wiem co mówię, bo jak byłem mały to pisałem lewą
    > ale potem w
    > > szkole kazali mi pisać prawą.
    >
    > ale jeszcze raz spytam czy uważasz że to dobra metoda?

    Rozumiem, że cierpisz na dyszdolnośćdoczytaniazezrozumieniem? :-)

    >
    > > Tak. Niech piszą więcej ale też niech mają po temu warunki.
    > upewnię się czy uważasz że zmuszanie dzieci leworęcznych do pisania
    > to dobra metoda i "Niech piszą więcej" jeśli mają z tym problem?

    Nie, to akurat było ogólnie do ludzi mających różne trudnosci. Jak napisałem
    wyżej nie uważam, żeby zmuszanie leworęcznych do pisania prawą i na odwrót było
    dobre, bo nie uważam, żeby pisanie lewą ręką było w jakiś sposób gorsze.

    > podobnie jak dla leworęcznych także dla dyslektyków,
    > typowe/zwykłe/tradycyjne metody nauczania nie są optymalnym
    > sposobem..

    To niech pracują specjalnymi metodami. Chyba nie zaprzeczysz, że osoby z
    problemami muszą włożyć więcej pracy w osiągnięcie sukcesu?

    --
    Orysiowa Pisanina
  • truten.zenobi 09.03.10, 20:02
    > Rozumiem, że cierpisz na dyszdolnośćdoczytaniazezrozumieniem? :-)

    tak bo trudno zrozumieć gościa który w jednym zdaniu pisze coś co
    neguje w następnym...
    no dobrze przyjmę że jednoznacznie negujesz

    > To niech pracują specjalnymi metodami. Chyba nie zaprzeczysz, że
    osoby z
    > problemami muszą włożyć więcej pracy w osiągnięcie sukcesu?

    tyle że trzeba pracować właściwymi metodami! dla osoby leworęcznej
    ten nakład dodatkowej pracy jest znikomy gdy będzie pisała lewą ręką
    i bardzo duży jeśli będzie zmuszana do pisania prawą. (zgadza się?)

    podobnie u dyslektyków, jeśli jakiś debil będzie zmuszał dzieciaki do
    pracy polegającej na pisaniu dyktand, przepisywaniu 100x itp to tylko
    będzie utrwalał błędy/dysfunkcje

    tak więc, jak już pisałem ("ale masz rację papier powinien być
    wskazówką do zmiany metody pracy a nie zwolnieniem z obowiązków." mam
    nadzieję że Tobie czytanie ze zrozumieniem nie jest obce i powtórne
    przekonywanie mnie że takie dziecko musi więcej pracować jest li
    tylko figurą retoryczną) dziecko z różnymi problemami musi więcej
    pracować ale co chcę podkreślić właściwymi metodami!!!
    --
    "znów zabijają w nas młodość
    znów zabierają nam wolność..."
  • truten.zenobi 09.03.10, 14:07
    powiedzmy że chcesz odkręcić śrubę, zwykle jest to 19-nastka ale
    akurat w tym przypadku jest 15. co robisz?
    -męczysz się z kluczem 19 bo przecież zawsze to była 19 i jak się
    postarasz to na pewno Ci się uda
    -czy może sięgasz po 15 i bez jakiś nadzwyczajnych nakładów pracy
    załatwiasz sprawę?


    --
    Imagine there's no countries
    It isn't hard to do
    Nothing to kill or die for
    And no religion too
  • Gość: spokojny_swir IP: *.zone12.bethere.co.uk 14.03.10, 20:00
    To był najlepszy komentarz do tematu dysleksji, jaki widziałem na tym forum :d

    Pozdrawiam!
  • mary_ann 14.03.10, 17:14
    mek854 napisał:

    > No właśnie. Te zaburzenia istnieją, ale sporadycznie. A tymczasem jak kiedyś
    > rozmawiałem ze znajomymi nauczycielami to oni w każdej klasie mają jednego
    > takiego albo kilku

    Jednego lub kilku??:-)))
    Moja córka rok temu zdawała test szóstoklasisty. Warszawa, szkoła niepubliczna,
    dzieci na oko nieproblemowe. 16 osób w klasie, z czego 13 (t-r-z-y-n-a-ś-c-i-e)
    z zaświadczeniami o dysleksji pisało egzamin w osobnej sali, przez o połowę
    dłuższy czas (!). Moja córka z dwiema koleżankami jak te rarogi we trzy w dużej,
    pustej sali...
  • Gość: tb IP: *.54.19.145.static.telsat.wroc.pl 14.03.10, 13:47
    > W dodatku jako "wybitni specjaliści"
    > zarabiają w miesiąc mniej niż murarz w tydzień i cholernie łatwo ich przekupić.
    > A z ironią byś tak się nie spieszył, gdybyś miał ,jak ja syna w technikum (IQ
    > 130) z cholerną dysgrafią i słabymi ocenami.

    Czy to IQ było wyznaczone przez takiego "wybitnego specjalistę" o którym
    wcześniej wspomniałeś?
  • Gość: ff IP: *.ssp.dialog.net.pl 14.03.10, 23:56
    "iedy ja zdawałem maturę ("starą") trzeba było napisać własnoręcznie
    wypracowanie na kilka stron. Trzeba było uzasadnić jakąś myśl, wykazując się
    wiedzą literacką, oczytaniem, samodzielnym myśleniem i argumentowaniem. Dzieło
    literackie miało służyć jako dowód na to, co maturzysta chce powiedzieć w swej
    pracy.

    I strasznie się martwiłem o swoją ortografię. Bo było jasne jak słońce, że jak
    praca będzie czerwona od błędów, to mnie polonistka obleje. Do głowy nikomu nie
    przyszło, że można mieć jakieś zaświadczenie o chorobie mózgu, która powoduje,
    że nie możesz pisać poprawnie, a musisz pisać z błędami.

    A dzisiaj? Błędów nie robię. Chyba nie mam zwyrodnień w mózgu, rezonansu Dr
    House mi nie zlecił. Oduczyłem się robić błędy (nauczyłem się pisać poprawnie)
    przez to, że czytałem książki.

    Z całym przekonaniem mogę powiedzieć, a mam styczność z młodymi studentami na
    Uniwersytecie Wrocławskim, że jak przynosisz jakąś kartkę od psychologa, że nie
    wiesz jak się pisze "który", albo nie umiesz tabliczki mnożenia z powodu
    "dyskalkulii" (Jazu!), to jesteś po prostu kretynem i nie zmieni tego trzeci
    świstek, poświadczający (z pieczątką), że nie pamiętasz swojego imienia i
    nazwiska z powodu zaburzeń na poziomie "wewnętrznego trzeciego oka", które
    posiadasz,
    o czym świadczy czwarty świstek, którego nazwy nie możesz
    pamiętać, o czym mówi świstek nr.3."

    >>>>
    Super
    Łzy mi pociekły ze śmiechu, zwłaszcza z końcówki tekstu :-))))
  • truten.zenobi 08.03.10, 12:06
    "Zatrzymajcie póki czas parodię ogólnego wykształcenia
    Licznym niewątpliwym osiągnięciom ostatniego dwudziestolecia
    towarzyszą niestety też "osiągnięcia". Jednym z nich jest
    zdemolowanie całego systemu edukacji w wyniku działań kolejnych jego
    reformatorów"

    dodać nalezy że dokonały tego kolejne ekipy obozu patriotyczno
    niepodległościowego (- czyli dawnej opozycji)

    niestety nikt nie wskazuje co zrobić by wyrać się z tego zaklętego
    kręgu...
    --
    Imagine there's no countries
    It isn't hard to do
    Nothing to kill or die for
    And no religion too
  • ewa9717 08.03.10, 12:39
    No własnie, święte słowa, a "reformatorzy" działają nadal...
  • niestaly_czytelnik 08.03.10, 12:52
    charyzmatycznego premiera Buzka rękami ś.p. ministerki dzieżgowskiej
    z Partii Ludzi Rozumnych (UW), prekursorki dzisiejszej PO.



  • truten.zenobi 08.03.10, 13:07
    AWS to nie tylko UW ale też PC i ZChN (dzisiaj PIS/LPR) i jesze parę
    innych parti...

    ale stan obecny to nie tylko zasługa AWS! przez ostanie 20 lat wiele
    ekip w wielu miejscach zrobiło wiele by edukacja leżała...

    likwidacja szkół, likwiodacja klas profilowanych, tworzenie durnych
    programów, ciągłe reorganizacje itp... to się działo i się dzieje...

    nieliczni ludzie protestują... ale politycy mają to gdzieś...


    --
    chcesz by parlamentarzyści wzięli się w końcu do roboty?
    to ich nie wybieraj!
  • Gość: Janpol IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 08.03.10, 15:09
    Niestety panowie "psofesorowie" też nie mają pojęcia o czym mówią! Podstawą
    WYKSZTAŁCENIA jest WYKSZTAŁCENIE OGÓLNE łączące wiedzę o świecie współczesnym (z
    podstawami wiedzy politycznej i gospodarczej), języki, historię (z
    uwzględnieniem historii sztuki i literatury oczywiście), geografię, matematykę i
    podstawy nauk ścisłych (fizyka, chemia, biologia) a dobrze by było też z
    podstawami filozofii (z uwzględnieniem i etyki i religii, a nie zamiast!) i
    socjologii. Bo tej wiedzy młodzi ludzie nie są w stanie uzyskać w rodzinie
    (przeważnie). Nie jest też źle, że młodzież uczy się prezentacji i negocjacji
    (zbierania publicznie głosu i obrony poglądów, pod warunkiem, że te zajęcia
    traktuje się poważnie, a z tym różnie bywa!).

    A doświadczenia różnych krajów, nieco lepiej rozwiniętych pokazują, że im lepsza
    podbudowa ogólna, tym łatwiej nauczyć człowieka nowej specjalności, i że w ciągu
    życia człowiek zmieni co najmniej 3 razy swój zawód i specjalność. Wniosek może
    być tylko jeden! Trzeba uczyć młodzież jak najbardziej ogólnie, a przygotowanie
    zawodowe należy zostawić np. gminom (np. tak jak we Francji), które w ramach
    kursów przygotowawczych i przy pomocy wyspecjalizowanych firm, przygotowują
    konkretnych specjalistów potrzebnych w regionie. Nie ma innego sposobu aby
    nadążyć za zmieniającym się rynkiem pracy!

    ------------------

    A na polityków nie należy głosować, ale w wyborach należy brać udział!
  • truten.zenobi 08.03.10, 15:57
    tyle tylko że dziecko w podstawówce w 1 kl. uczy się nut i jakiś
    innych pierdół ale nie geometrii logiki teori zbiorów (oczywiście
    podstaw!!!) i im dalej tym gorzej...

    póżniej uczy się prezentacji i pisania CV tylko nie ma co tam wpisać!

    masz rację lepszy jest system oparty na zdobywaniu potrzebnych
    kwalifikacji "na bieżąco" ale:
    1. do tego potrzebyne jest odpowiednie zaplecze edukacyjne - a
    takowego nie ma!
    2. potrzebne są jakieś podstawy wiedzy i umiejętności zawodowych a
    robimy wszystko by tego nie było..

    Nie ma innego sposobu aby
    > nadążyć za zmieniającym się rynkiem pracy!

    tylko że wraz z postepem technologicznym ten rynek będize
    potrzebował coraz więcej wykonawców czynnosci prostych i wysoko
    kwalifikowanych specjalistów..
    czyli osoba edukacyjnie przygotowana do częstych i radykalnych zmian
    kwalifikacji będzie miałą zbyt duże oczekiwania/kwalifikacje by
    podejmoiwać niskopłatne prace pierwszego typu i nie będzie mogła w
    sprostać wymaganiom drugiego.

    czyli będzie rosło pokolenie frustratów niechętnych do podejmowania
    pracy - "dzieci bumerangów"
    wyborcza.pl/1,75248,7636159,Boomerang_kids_potrzebuja_pomocy_rodzicow.html
    --
    "The future is coming on..."
  • Gość: janpol IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 08.03.10, 17:01
    odsyłacz prowadzi do artykułu coś tam opisującego, ale diagnoza do bani.
    Podstawowe przyczyny to: globalizacja (nie ma zapotrzebowania na producentów w
    Europie, tylko na pomoce domowe, zamiataczy ulic itp. itd... co robią imigranci,
    którzy jak nie mają pracy to stanowią też rosnący problem) i wysoko
    wykwalifikowaną kadrę w ograniczonej ilości ("wyścig szczurów", dla
    najlepszych); oraz dziwaczne prawo patentowe i gospodarcze, które powoduje, że
    trudno samemu zacząć działalność na własny rachunek, bez kapitału i wsparcia
    armii prawników, więc trudno się dziwić, że rośnie ilość bezrobotnych
    frustratów. Te przyczyny są znane ale politycy wolą nic o tym nie wiedzieć, bo
    kapitał i siłę lobbingu mają ci co go zgromadzili wcześniej, w innych warunkach
    a teraz chcą go łatwo i przyjemnie pomnażać (a problem rośnie i to szybko, np.
    co będzie z systemem emerytalnym, opartym na solidaryzmie społecznym!?).

    Zaplecze edukacyjne i podstawy wiedzy i umiejętności zawodowych, będę się
    upierał, leżą w jakości WŁAŚCIWEGO wykształcenia ogólnego. Nie ma sensu uczyć
    młodzieży o doskonałych właściwościach asfaltu i żelbetonu, bo za parę lat te
    materiały mogą trafić do "lamusa". A wciskana na siłę wiedza "ekologiczna" w
    świetle ostatnich (najostatniejszych!!!) badań jest warta funta kłaków.
  • truten.zenobi 08.03.10, 20:06
    pewnie masz rację w swojej diagnozie pozostałych czynników
    kształtujących obecny rynek pracy (na zachodzie)

    co do wykształcenia to bym się spierał
    pewnie praca księgowej wygląda trochę inaczej niż 20+ lat temu ale
    podstawowe zasady pozostały..
    ze starą księgowa jest problem taki że nie potrafi obsługiwać
    komputera ale z młodą że nie rozumie księgowości i jak małpka
    wklepuje dane w system (nie widzi oczywistych błędów w programie)
    itd. itd.
    w wielu zawodach nastąpił znaczący postęp ale to nie oznacza że
    podstawy się zmieniły!

    poza tym jeśli ktoś jest dobrym mechanikiem samochodowym pewnie będzie też dobrym serwisantem dźwigów (po przeszkoleniu) albo spawaczem (jeśli ma odpowiednie zdolności manualne) ale ktoś
    całkowicie zielony nie będzie dobrym mechanikiem, serwisantem, czy
    spawaczem (po krótkim kursie przyuczającym do zawodu)
    wiedza ogólna (historia, muzyka, religia, itp) tez na nic mu się zda

    zdobywanie nowych zawodów poprzez doszkalanie ma sens, całkowite
    zmiany cofają ludzi do punktu 0 - a z wiekiem człowiek coraz
    wolniej/trudniej się uczy!
    oczywiście czasem tak trzeba! ale nie można na takich woltach
    zawodowych opierać kariery! zakładać ze jest to zjawisko pozytywne
    gospodarczo!!!

    --
    "The future is coming on..."
  • Gość: aden IP: *.static.vip-net.pl 14.03.10, 20:32
    janpolu masz rację tylko w Polsce była i jest selekcja negatywna im
    większy cymbał to zajmuje wyższ stanowisko. O kształceniu nie ma
    pojecia a wykształcenie ogólne jest mu nie znane. 50% studentó
    uczniów to inwalidzi dyslektycy. Zadzryła mi się na uczelni
    technicznej w że student żarówka pisał przez U żaruwka że ma rację
    to są osiągnięcia Buzka Handkego i Radziwilł i z ich mocodawcami
    czyli Solidarność, KLD, AWS, PO i PiS
  • angrusz1 14.03.10, 22:23
    Do aden :

    W tamtym rządzie a w szczególności w MEN rządziła UW .
    PiS był na doczepkę .

    Teraz popłuczyny po KLD i UW rządzą Polską i widać jak jest
  • tomek854 08.03.10, 16:27
    truten.zenobi napisał:

    > AWS to nie tylko UW

    Gwoli ścisłości AWS to W OGÓLE nie UW. UW było tylko z nimi w koalicji.


    --
    Nie jestem ginekologiem, ale mogę zajrzeć...
  • truten.zenobi 08.03.10, 16:44

    --
    chcesz by parlamentarzyści wzięli się w końcu do roboty?
    to ich nie wybieraj!
  • Gość: antypolityk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.10, 14:00
    Radziwiłł (Anna), Marcink... (ten od Isabel), Urbanowicz! Nigdy jako
    nauczyciele nie mieli osiągnięć w swej pracy z młodzieżą
  • baran1949 08.03.10, 14:46
    Mało wie, ale dużo pisze. Nie miasto jest odpowiedzialne za reformy. Od czegoś
    jest MEN co jasno określa prawo. Jakiś pan Obremski może sobie pogadać i tylko
    udawać mędrca. Liczebność uczniów szkół średnich jako przyczynę niskiego
    poziomu edukacji może wskazać kompletny laik. Ani słowa tu o badaniach, które
    wykazują totalny brak umiejętności czytania i rozumienia czytanego tekstu
    przez gimnazjalistów. Wcześniej dotyczyło to uczniów klas 6 i 7. Brak
    czytania, to brak rozumienia i hamowanie rozwoju myślenia. W tym stanie może
    być w klasie 5 uczniów, to i tak trzeba zacząć od podstaw. Tylko do licha, ci
    uczniowie dostali na swoja edukacje mnóstwo kasy i teraz od początku, teraz
    mało liczne klasy? Tak Polska to straszliwie bogaty kraj, 13 godzin pracy dla
    nauczyciela, reszta na korepetycjach, kilka osób w klasie, najlepiej w tzw.
    "najlepszej szkole" czyli gettcie dla wybranych dzieci prominentów albo
    geniuszy. System edukacji jest w Polsce w tragicznym położeniu, prawo
    zagmatwane, kompetencje również. Pan Obremski i każdy inny wójt wg prawa może
    być analfabetą, ale? Może ocenić pracę nauczyciela z tytułem profesora... .
    Kto nie wierzy, niech poczyta ustawy. Bałagan programowy wynika z tego, że
    cele i treści edukacyjne tworzą amatorzy, hobbyści, znajomi, podręczniki
    tworzą protegowani. Uczeń i jego stan rozwojowy w danym wieku jest w ogóle
    nieznany nikomu. Są testy i nic więcej.
    A Polska ma takich naukowców pedagogów, że cały świat z nich korzysta, ale tu
    są zbyteczni. Niech ten pan autor trochę więcej się dowie o przyczynach
    wtórnego analfabetyzmu i zobaczy, że liczebność to głupota wobec problemów
    stanowiącym o być tego kraju.
  • tomek854 08.03.10, 16:28
    baran1949 napisała:

    > Mało wie, ale dużo pisze. Nie miasto jest odpowiedzialne za reformy.

    Dziwnym jednak trafem w innych miastach utrzymano technika i mają się one dobrze.
    --
    Samochodem do Turcji
  • Gość: poksanty IP: *.wroclaw.mm.pl 08.03.10, 22:07
    baran1949 napisała:

    totalny brak umiejętności czytania i rozumienia czytanego tekstu
    > przez gimnazjalistów. 13 godzin pracy dla
    > nauczyciela, reszta na korepetycjach, kilka osób w klasie,
    najlepiej w tzw.
    > "najlepszej szkole" czyli gettcie dla wybranych dzieci prominentów
    System edukacji jest w Polsce w tragicznym położeniu
    Polska ma takich naukowców pedagogów, że cały świat z nich korzysta

    Drogi baranie, coś z logiką w twoim tekście nie tak. Piszesz, że
    świata w ruinie a jednocześnie że efekty jej pracy chwali cały
    świat.No to jak to jest? Może sugerujesz, że taki bałagan to klucz
    do sukcesu?
  • justynabeata 08.03.10, 14:58
    W Biblitece UWr mozna znalezc dwie publikacje z 1974 i 1979r.
    www.bu.uni.wroc.pl/katalog/
    To co sie dziwi, ze nikt powaznie myslacy nie chce studiowac u takiego
    "profesora", a przychodza tylko imprezowicze, zeby miec legitymcje studencka
    "obojetnieczego"?? Takich ma "studentow" jakim jest "profesorem".
  • Gość: ccd IP: *.chem.uni.wroc.pl 08.03.10, 19:12
    Biblioteka UWr w katalogu ma nieliczne wlasne publikacje
    poszczegolnych naukowcow wydawane zwykle po konferencjach,
    ewentualnie skrypty, podręczniki itp.
    Opinię o naukowcu (nauki ścisłe) można sobie wyrobić po sprawdzeniu
    w porządnej bazie danych typu Web of Science, Chemical
    Abstracts,Medline, przeglądarkach Scirus czy nawet Google Scholar.
    Przed oceną cudzego dorobku lepiej miec pewność, że się potrafi coś
    znależć...
  • Gość: justynabeata IP: *.215.122.47.getinternet.no 08.03.10, 19:36
    No wiec wpisalem nazwisko w scholar google. Fachowcem nie jestem, wiec nie mi
    oceniac wage tych odkryc naukowych (wiem, ze Nobla nie dostal), ale nie wyglada
    to za bogato. Jakies 12 wynikow w tym artykuly zbiorowe i sympozja. I tylko
    jeden artykul naukowy w XXI wieku.

    Prosze napisz cos na temat tego geniuszu wroclawskiego, zeby nie odniesc
    blednego wrazenia, ze to jeden z tych sedziwych gronostajow co w samouwielbieniu
    sie wachluja swoja profesura.
  • Gość: gosc IP: *.wroclaw.mm.pl 08.03.10, 21:02
    Czadu dajesz justysia.
  • Gość: Gość IP: 83.1.81.* 08.03.10, 22:15
    Pani popatrzy w google scholar a nie BUWr do której nie ma po co
    chodzić, bo UWr jest za biedny!!! Widać, że Pani także nie wykazała
    się inteligencją. ŻENADA!!!
  • Gość: justynabeata IP: *.215.122.47.getinternet.no 09.03.10, 06:47
    ZENADA to ten kto nie umie czytac co zostalo napisane 1h 35 minut wczesniej.
    Jesli UWr jest taki biedny, zeby ksiazki nie kupic to jakim cudem go stac na
    utrzymanie autora-geniusza?? Ja uwazam, ze UWr jest szalenie bogaty jak na
    przytulek dla "profesurow" co przez 10 lat XXI wieku jeden artykul napisali.
  • Gość: antypolityk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.10, 19:26
    To jest kultura młodości z której wywodzą się rosoły dla
    drzewieckich. Tupet, pchanie się przed orkiestrę! Na wolontariuszy
    do hospicjum, żeby uświadomili sobie i swój etap życia! Na posadki 5
    lat po wolontariacie. Może rozumu by przybyło, bo rzeczywiście
    orliki, igrzyska, te szkoły i ta polityczna atmosfera prowadzą do
    niką
  • Gość: justynabeata IP: *.215.122.47.getinternet.no 09.03.10, 06:57
    ZENADA to jest ten co nie umie przeczytac co zostalo napisane 1h 35 minut
    wczesniej. Jesli UWr bylby taki biedy, zeby niestac go na ksiazke to jakim cudem
    byloby go stac na utrzymanie calego autora-geniusza?? Ja uwazam, ze UWr jest
    szalenie bogaty jak na przytulek dla profesiurow co przez 10 lat XXI wieku
    napisali jeden artykul.
  • titta 08.03.10, 16:08
    Od profesora "nauk scislych" nalezalo by wymagac aby rozumial, ze
    redukcja klas w szkolach ogolnoksztalcacych wynikala rowniez, a moze
    przede wszystkim, z potrzeby redukcji kosztow, a nie "wymuszenia
    ruchu slabszych uczniow" do szkol zawodowych.
    Na lae ja mam dysleksje, wiec moze nie powinnam sie wypowiadac.
  • Gość: gosc IP: *.wroclaw.mm.pl 11.03.10, 21:34
    No i dotarliśmy do sedna sprawy. Celem nadrzędnym każdej z reform oświaty w tym
    kraju nie było nigdy podniesienie poziomu kształcenia, ani nawet utrzymania go.
    Pomimo frazeologii proedukacyjnej tak naprawdę zawsze chodziło o kasę. Kasa
    jednak nie jest wystarczającym usprawiedliwieniem umyślnej dewastacji systemu
    oświaty.
  • Gość: watz IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.03.10, 16:41
    Przecież Aniszczyk to matematyk,zniszczył też moją szkołę,ale to nie
    miało miejsca bytu.Zarzutem poważniejszym być powinno,że po
    zniszczeniu powstało coś bardzo miałkiego albo nic!!!
  • Gość: starycynik IP: *.dhcp.uno.edu 08.03.10, 17:41
    Niestety panie Rudolf. Te czasy ze mozna bylo zbesztac studenta jak
    rekruta w wojsku nie wroca, ze mozna bylo bawic sie w kotka i myszke
    na ustnych egzaminach trzymajac kandydatow po siedem godzin na
    korytarzu, ze kazdego studenta mozna bylo straszyc czychajaca z
    razie wylotki obowiazkowa 2-letnia sluzba wojskowa, ze mozna bylo na
    magistrantach jezdzic okrakiem, ze mozna bylo studenta zawalic od
    rana do wieczora 46 godzinami zajec w tygodniu, ze mozna bylo
    wykladac z podrecznika ktorego w calym miescie byl jeden egzemplarz
    oczywiscie w biurku profesora dostepny jedynie dla "swoich", ze
    mozna bylo wyzywac od matolow na korytarzu, ze studneci musieli
    znosic PMS profesorek i adropauzy profesorow, i tak dalej.

    Mialo sie ta waaaaaaadze. A teraz - student moze sie wypiac na was i
    na wasza do niczego nie przydatna wiedze.
  • Gość: gosc IP: 83.1.81.* 08.03.10, 22:18

    Cyniczny jesteś, albo głupi!
  • Gość: no IP: *.szczecin.mm.pl 14.03.10, 12:29
    Prawda, że nie wrócą. I dobrze. Tylko przerażające jest, że alternatywą są
    czasy, w których wykształcony(!?) na wyższej uczelni człowiek może pisać
    "czychające" i pochwalać wypinanie się na "do niczego nie przydatną" wiedzę.
  • errata_net1 14.03.10, 23:59
    Dyslektyk, a raczej dysmózgowiec jakiś, czy co? Oblałeś wszystkie
    egzaminy?! I taki "ktoś" zabiera głos w dyskusji na temat
    edukacji... Twoje fobie zachowaj, biedaku, dla siebie i nie pchaj
    się na forum!!!
  • Gość: andzia IP: 193.151.115.* 15.03.10, 09:44
    Nic się nie zmieniło, tylko młodzi głupsi (wiem bo sama należę do tego
    skrzywdzonego pokolenia)
  • golmark 08.03.10, 19:29
    W związku z powyższymi wypowiedziami mam prośbę : pamiętejmy kto nam to
    zafundował.
    No
  • Gość: glosc IP: *.wroclaw.mm.pl 08.03.10, 21:11
    Wtedy nie wiedziałem, że wymachiwanie lagą będzie preludium do systemowego
    rozmontowania edukacji. Teraz wiem.
  • Gość: Itsme IP: *.as.kn.pl 08.03.10, 23:07
    Odnoszę wrażenie, że wiele osób nie bardzo wie o co chodzi.
    Ci,którzy wykładają tak samo nie wiedzą. Oni tylko wykonują im zlecony
    plan. Ci co im to zlecili też nie bardzo są pewni swojego zadania.
    Efekt jest taki,że jeden z drugim jest nie tak wyedukowany.
    Powiem więcej, jest tak wyedukowany , żeby go o kant (cztera litera)
    rozwalić. Przepraszam za wyrazenie. Ale co mi po tysiącach magistrów, setkach
    doktorów, kiedy to nie przekłada się na innowacje,
    wynalazki,itp..
    Tak długo jak tego Szanowni Państwo wykładowcyi ich pupilkowie tego
    nie pojmą. tak długo Polska będzie co najwyżej montownią nie w Polsce
    wymyślonych rzeczy. Itsme





















  • Gość: qwerty IP: *.chello.pl 08.03.10, 23:36
    >> "odkryta" przed kilku laty nowa jednostka zwana dyskalkulią."
    Wypadałoby wiedzieć o czym się pisze, a nie rzucać nośnymi hasełkami.
    Jedną z pierwszych definicji dyskalkulii opracował Ladislav Košč w 1974, a
    badania prowadził od lat 60. XX wieku. Nie wydaje mi się, żeby to było parę lat
    temu, ale może dla autora artykułu czas się zatrzymał.
  • cyklista 09.03.10, 10:43
    Począwszy od ministra, urzędnicy wszystkich szczebli uszczęśliwiają nas
    wszelkiego rodzaju zmianami organizacyjnymi. Przede wszystkim należy zatrzymać
    tę reformatorską biegunkę - najlepiej przez redukcję etatów administracyjnych
    w edukacji. Można policjantów wysyłać od biurek na ulice, można nauczycieli
    odesłać z kuratoriów do szkoły. Jeżeli system będzie stabilny, jakość będzie
    można przywrócić.
    --
    Or should I simply open a bottle, relax and allow the world to pass me by?
  • abbas77 09.03.10, 11:40
    Mam nieodparte wrażenie, że prof. Rudolf strasznie ubolewa nad
    brakiem obowiązku zdawania matematyki na egzaminie maturalnym.
    Osobiście uważam, że powrót do tego przykrego zwyczaju to istne
    kuriozum. Pytam, czemu ma służyć? Przecież nie podwyższeniu
    standardów edukacji. Mam prawie 40 lat, jestem humanistą, wykładowcą
    na wyższej uczelni. Miałem to szczęście, że objęła mnie reforma,
    dzięki której na maturze nie musiałem zdawać matmy, bo ktoś wreszcie
    się ulitował nad humanistami. Teraz czytam, że zdaniem prof. Rudolfa
    to był błąd.

    Przyznam się, że matematyka jest dla mnie bardziej niezrozumiała niż
    dla inżyniera malarstwo astrakcjonistów. Tłoczono mi do głowy jakieś
    ciągi, równania i wzory, których do tej pory nie rozumiem i co się
    okazuje, do niczego nie są mi potrzebne. I pomimo moich usilnych
    starań, nie udało mi się opanować tej czarnoksięskiej sztuki. Za
    moich maturalnych czasów nie istniała, tak bardzo wyśmiewana przez
    prof. Rudolfa, dysfunkcja zwana dyskalkulią. Nauczyciele matematyki
    nie rozumieli, że ktoś może być stworzony do wyższych celów i obejść
    się bez umiejętności rozwiązania równania z wieloma niewiadomymi.
    Drwili z nas, szykanowali, okazywali swoją wyższość odsyłając do
    szkoły zawodowej. „Bo przecież LO nie każdy musi skończyć”.

    Dlatego, my humaniści, z ulgą i radością powitaliśmy decyzję, że
    matmy na maturze nie będzie. Zdaliśmy, skończyliśmy studia. Wiele
    moich koleżanek i kolegów z tych czasów, to cenieni kuratorzy
    sztuki, artyści, wykładowcy, a nawet przedsiębiorcy. Ale według
    prof. Rudolfa jesteśmy dziećmi błędnych reform, a
    zatem „wykształceni inaczej”. Może Panu Profesorowi, jako chemikowi,
    nie mieści się w głowie, że można być inteligentem bez matematyki na
    świadectwie maturalnym, ale właśnie tak jest.
    Dlatego apeluję: Przestańmy prześladować humanistów!
  • truten.zenobi 09.03.10, 14:46
    każdy musi wiedzieć "co autor chciał powiedzieć mówiąc...?" ale
    znajomość paru prostych twierdzeń matematycznych i umiejętność ich
    zastosowania w praktyce to już "prześladowanie"

    > nie mieści się w głowie, że można być inteligentem bez matematyki
    na świadectwie maturalnym, ale właśnie tak jest.

    a mieści się że być inteligentnym be znajomości bełkotu zwanego
    romantyzmem, młoda polską, itp?

    ;)

    chyba jednak pewne podstawy człowiek inteligentny powinien posiadać w
    każdej dziedzinie.

    nie widzę sensu uczenia wszystkich dzieci zapisu nutowego, zasad
    różnych dyscyplin sportowych, itp. ale też nie do przyjęcia jest dla
    mnie sytuacja gdy dzieciak Bacha kojarzy jedynie z dzwonkami na komórkę ..

    dla mnie tak naprawdę problemem są proporcje, czyli przeskakiwanie z
    jednej skrajności w drugą i/lub bezsensownie wysokie wymagania.

    --
    Imagine there's no countries
    It isn't hard to do
    Nothing to kill or die for
    And no religion too
  • Gość: barnaba IP: *.lodz.msk.pl 14.03.10, 11:58
    Nie rozumiecie jednego- żeby w ogóle zostać dopuszczonym do matury, trzeba
    ukończyć liceum. Czyli trzeba mieć ocenę pozytywną m.in. z języka polskiego,
    biologii, matematyki. Do uzyskania oceny pozytywnej potrzeba uzyskania
    przynajmniej na 60% punktów ze sprawdzianów (chyba że teraz nauczyciele zeszli
    na psy i ustawili prób punktowy np. na poziomie 30%?).

    Ergo: każda osoba na wyższych studiach powinna znać choć podstawy licealnej
    matematyki czy chemii, pisać poprawnie po polsku i znać mniej więcej pewien
    kanon literatury. Jeśli tak nie jest- to rozwiązaniem nie będzie wprowadzanie
    kolejnych obowiązkowych przedmiotów maturalnych, ale czystka wśród nauczycieli-
    usunięcie ze szkół osób, którym się nie chce przekazać wiedzy i jej wyegzekwować.

    Oczywiście, radziecką metodą możemy wprowadzać kolejne egzaminy maturalne, ale
    napędzi to jedynie klientów korepetytorom, psychologom i dilerom amfetaminy. Na
    maturze oprócz klasycznego pisemnego egzaminu z języka polskiego (ale
    obejmującego nie cztery jak kiedyś, ale np. dziesięć tematów do wyboru) powinny
    pozostać jedynie 2-3 przedmioty fakultatywne- ale nie na poziomie dla kretynów
    (podstawowym), ale rozszerzonym. Przyszły student zamiast znać wszystko po
    łebkach, niech chociaż swoją przyszłą dziedzinę zna dobrze.
  • truten.zenobi 14.03.10, 13:44
    to może całkowicie zrezygnować z egzaminu i uznać że wystarczy ukończenie szkoły...
    to wcale nie taki głupi pomysł!
    uczelnie i tak robią egzaminy..

    --
    Imagine there's no countries
    It isn't hard to do
    Nothing to kill or die for
    And no religion too
  • Gość: barnaba IP: *.lodz.msk.pl 14.03.10, 17:57
    Wystarczyło by, gdyby oceny w szkołach odzwierciedlały wiedzę ucznia. Dziś w
    jednej szkole, by zaliczyć przedmiot potrzeba wspomniane 60% punktów na
    sprawdzianie (niezdany sprawdzian trzeba zaliczać do skutku), w innych wystarczy
    "napisać" referat (a faktycznie ściągnąć go z internetu lub wyciągnąć go od
    kolegi ze starszej klasy).
    W ten sposób można skończyć liceum będąc debilem- no, ale jeśli takie
    kombinowanie umożliwiają i promują nauczyciele...
  • angrusz1 14.03.10, 22:19
    Do barnaba :

    Piszesz " którym się nie chce przekazać wiedzy i jej wyegzekwować "

    Na pewno są tacy , którzy nie chcą przekazywać wiedzy.

    Są i tacy , którzy jej nie egzekwują .

    Ale pomyśl ilu jest nauczycieli - zatrudnionych na czas określony -
    których praca zależy od tego jak ich oceni dyrektor .
    Jeśli nauczyciel zacznie egzekwować wiedzę , to może być sporo
    jedynek na koniec roku ( wcześniej protesty i skargi uczniów ) ,
    egzaminy poprawkowe itd .
    Skutek jest taki ,że dyrektor powie nauczycielowi ( czasem na trzy
    dni przed nowym rokiem szkolnym ) " muszę poszukać lepszego
    nauczyciela " .
    W innym miejscu ten zwolniony nauczyciel już przyjmie " barwy
    ochronne " .
    Bo chce żyć . A poziom wykształcenia go już nie obchodzi .

    Taki to mechanizm wykształcił się w sytuacji niżu demograficznego i
    walki o ucznia - czyli o subwencję oświatową .



  • Gość: kasia IP: 193.151.115.* 15.03.10, 09:31
    U mnie był taki przypadek wiekowego nauczyciela od fizyki w dobrym łódzkim
    liceum, u którego każdego roku połowa uczniów była zagrożona na semestr. Zawsze
    było na niego wiele skarg (dla mnie nieuzasadnionych pomimo, iż byłam jedna z
    zagrożonych osób). Oczywiście nie zwolnili go, ale przy najbliższej okazji
    wysłali na emeryturę... nie był dobrym nauczycielem, ale za to wymagającym -
    czyli rzetelnym, a rodzice powinni uczyć dzieci, że jakikolwiek zawód się
    wykonuje, trzeba być PRZEDE WSZYSTKIM bezwzględnie rzetelnym. I nie ma tu nic do
    rzeczy, że Jadzia chce być polonistką a nie fizykiem. Zawodem nauczyciela jest
    egzekwowanie wiedzy z danego przedmiotu, a inne przedmioty nie powinny go
    obchodzić.
  • Gość: andzia IP: 193.151.115.* 15.03.10, 09:21
    trzeba mieć 30%. Matematyka w formie takiej jaka jest uczona nie powinna być
    obowiązkowa, gdyż nie uczy myślenia a algorytmów rozwiązywania zadań. Gdyby
    program nauczania był nastawiony na wyrobienie umiejętności logicznego myślenia,
    wtedy byłoby to uzasadnione... tak to każdy przyzna że kiedyś umiał rozwiązywać
    zadania z analizy matematycznej, ale dziś już ni w ząb cokolwiek pamięta.
  • Gość: Jan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.10, 13:02
    Ciekawe, że najaktywniej działali w teatrach studenckich, kołach
    humanistycznych itp. właśnie studenci wydziałów mat-fiz-chem.
    Przynajmniej tak było zamoich studenckich czasów w latach 60-tych.
    A jeślo chodzi o sztukę abstrakcyjną, to humanista najczęściej jej
    nie rozumie. Dlatego mamy dziś rozmowy na temat seriali dla
    podmózgowców prowadzonych przez utytuowanych "humanistów". Obecnie
    na emeryturze prowadzę zajęcia własnie o profilu półhumanistycznym,
    właśnie dlatego, że mam wykształcenie ścisle. Może szanowny
    przedmówca poprowadzi zajęcia w wyższej uczelni np. z podstaw
    kosmologii. Ja mogę poprowadzić z podstaw historii literatury. I tym
    się różnimy. Czynienie cnoty z braku wiedzy świadczy najczęściej o
    lenistwie umyslowym.
    Pozdrowienia
  • makova_panenka 14.03.10, 15:43
    W momencie gdy absolutnie wszystko trzeba nam do szczęścia potrzeba można
    sprowadzić z zagranicy studiowanie chemii nie ma najmniejszego sensu. Podobnie
    jak niczego czego nie da się sprowadzić do laptop engineering.
  • Gość: Piotr IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.03.10, 09:17
    farbiarska - opracowywanie receptur na podstawie dostarczonych
    składników (najlepiej z doktoratem), laboratorium, testy farb,
    dysperscji
    farmaceutyczna - powielanie schematu z badań naukowych, zastosowanie
    praktyczne i opracowanie dokumentacji produkcyjnej
    cała branża spożywcza - nie chodzi o receptury żarcia ale np
    receptury przechowywania,itp.
    no można znaleźć 1000 zastosowań
  • macrad 14.03.10, 23:58
    Coś mi się pomyliło i wpisałem swój tekst w niewłaściwym miejscu, adresując do niewłaściwej osoby. Więc wstawiam go jeszcze raz:

    czy mógłbym prosić o podanie jakiejś definicji określenia "humanista"? Bo obawiam się, że według Pana "humanista" = "człowiek, który nie lubi matematyki". Wydaje mi się, że Pan - humanista - powinien znać pochodzenie tego słowa.

    Jestem inżynierem (który podobno nie ma prawa rozumieć twórczości malarzy abstrakcjonistów - dlaczego?), pracownikiem uczelni technicznej i, mam nadzieję, także humanistą.

    A teraz odpowiedź na pytanie "po co nam matematyka?"
    Nie po to żeby - jak uważają niektórzy - policzyć resztę w sklepie, ani po to, żeby prawidłowo wypełnić PIT. Do tych czynności wystarczy elementarna arytmetyka, na poziomie szkoły podstawowej. Nie do tego też służy nauka matematyki, żeby do końca życia umieć w środku nocy rozwiązać złożone równanie trygonometryczne. Nauka matematyki daje natomiast pewną bardzo cenną umiejętność: jest to umiejętność logicznego myślenia. A to się przydaje każdemu - i historykowi, i inżynierowi.

    --
    Maciej

    Zapraszam do mojej galerii
    (w budowie, i inaczej nie będzie)
  • Gość: Łoś_bimbacz IP: *.ip.netia.com.pl 15.03.10, 01:07
    > czy mógłbym prosić o podanie jakiejś definicji
    >określenia "humanista"?

    "Chumanista" to alibi dla osobnika, który szczyci się tym, że nie
    umie logicznie myśleć, formułować związków przyczynowo-skutkowych,
    nie zdawał jakielkowiek matury z matematyki oraz jest zachwycony
    samym sobą:)
  • Gość: Alicja IP: 193.151.115.* 15.03.10, 09:41
    Może sami złożymy jakąś petycję do rządu o podwyższenie wymagań na tzw. Nowej
    Maturze? Taka społeczna inicjatywa, żeby
    zauważyli w końcu niezadowolenie społeczeństwa...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.